PIRACKIE OPOWIEŚCI

EGREGORY MEDIÓW

OMAWIANE TEKSTY:

„W dobie Internetu tę samą psychologię wykorzystuje się w dyskursie publicznym. Nastręcza to praktycznych problemów natury politycznej. Nasi politycy uwielbiają dzielić elektorat, lecz muszą to robić na fundamencie, który go jednoczy. Analogia z wymiarem sprawiedliwości jest adekwatna. W systemie panuje niezgoda i rywalizacja, jednak wszyscy muszą przystać na grę zgodną z ustalonymi zasadami. Sam system jest tym, w co ludzie wierzą. W epoce przedinternetowej dyskurs publiczny toczył się w ramach porządku systemowego, w którym media uchodziły za „czwartą władzę”. Jej zadaniem było rozliczanie rządu. System był daleki od doskonałości, ale jego nowa postać oddaliła się od niej nawet bardziej. Nie dość, że media nie patrzą dygnitarzom na ręce, to jeszcze pełnią rolę rządowego departamentu public relations.”

ZMIERZCH NARRACJI >>

„Do czasu swojego niedawnego, burzliwego rozwodu Bill Gates cieszył się w mediach korporacyjnych czymś w rodzaju „wolnej przepustki”. Współzałożyciel Microsoftu był nawet ironicznie ochrzczony przez The Guardian mianem „Świętego Billa”. Podczas gdy medialne imperia innych miliarderów są stosunkowo dobrze znane, stopień, w jakim pieniądze Gatesa zasilają współczesny krajobraz medialny, nie jest znany. Po przejrzeniu ponad 30.000 indywidualnych dotacji, MintPress może ujawnić, że Fundacja Billa i Melindy Gates (BMGF) przekazała ponad 300 milionów dolarów na finansowanie projektów medialnych. Odbiorcy tej gotówki obejmują wiele z najważniejszych amerykańskich serwisów informacyjnych, w tym CNN, NBC, NPR, PBS i The Atlantic. Gates sponsoruje również wiele wpływowych organizacji zagranicznych, w tym BBC, The Guardian, The Financial Times i The Daily Telegraph w Wielkiej Brytanii; prominentne europejskie gazety, takie jak Le Monde (Francja), Der Spiegel (Niemcy) i El País (Hiszpania); a także wielkich światowych nadawców, takich jak Al-Jazeera.”

UJAWNIONE: DOKUMENTY POKAZUJĄ, ŻE BILL GATES PRZEKAZAŁ MEDIOM 319 MILIONÓW DOLARÓW >>

Taka logika dystrybucji świetnie stosuje się do świata nadawców medialnych, w którym wąska grupa producentów, takich jak Random House, CBS, Warner Brothers, wytwarza konkretne produkty dla masowej publiczności.
W naszej publikacji proponujemy coś innego: analizę rodzącego się hybrydowego modelu rozpowszechniania treści, w którym zarówno siły odgórne, jak i oddolne kształtują sposób, w jaki zasoby dzielone są w obrębie kultur i pomiędzy nimi – jest on bardziej partycypacyjny (i zarazem chaotyczny). To podejmowane przez nas decyzje, czy przekazać dalej tekst – zatweetować o najnowszej gafie kandydata na prezydenta, przesłać e-mailowo przepis Niemana Marcusa na ciasteczka czy też udostępnić wideo okradającej sklep mewy – przekształcają krajobraz medialny.
Zwrot od dystrybucji do cyrkulacji jest sygnałem przesunięcia w kierunku bardziej partycypacyjnego modelu kultury, w którym odbiorcy to już nie tylko konsumenci przekazów dla nich skonstruowanych, ale ludzie kształtujący, rozpowszechniający, remiksujący i zmieniający treści medialne na wiele sposobów, które trudno było do tej pory przewidzieć. Odbiorcy ci podejmują tego typu działania nie jako odizolowane jednostki, ale w ramach większych społeczności i sieci, co pozwala im na rozprzestrzenianie treści znacznie poza ich bezpośrednie geograficzne sąsiedztwo.

Henry Jenkins. „Rozprzestrzenialne media”.

POLECAM:

MUZYKA: 1739 Handel , Concerto grosso in A minor op. 6 No. 4

Nazywam się Marcin Piniak studiowałem dziennikarstwo i fascynuje mnie aspekt komunikacji, a szczególnie tej jaką nawiązujemy sami z sobą przekierowując uwagę z zewnętrznego świata ku naszej autentycznej naturze. Twórczość jest dla mnie odruchem, czymś niemal biologicznym, czymś co pomaga mi żyć. Jest w swojej esencji drogą duchową i nauką Obecności i Wrażliwości. Ten świat potrzebuje ludzi z wyobraźnią i pasją, którzy mają w sobie tą cudowną ciekawość i życzliwość. Człowiek, który realizuje swój potencjał jest człowiekiem szczęśliwym i to powoduje, że na tym świecie jest mniej cierpienia. To najważniejszy powód dla którego warto to robić. Reszta jest tylko dodatkiem. Piszę, gotuję, fotografuję i nagrywam felietony video i audio. Opublikowałem alegoryczną powieść „17” o cieniach zachodniej cywilizacji i procesie transformacji, którą napisałem podróżując londyńskim metrem. Nasze życie jest opowieścią, którą warto zapisać. Tym właśnie się zajmuję.

SUBSKRYBUJ PIRACKIE WIEŚCI:

SOCIAL MEDIA:

Zwykły wpis

Błąd oprogramowania lub w żargonie informatycznym bug – usterka programu komputerowego powodująca jego nieprawidłowe działanie, wynikająca z błędu człowieka na jednym z etapów tworzenia oprogramowania, zwykle podczas tworzenia kodu źródłowego, lecz niekiedy także na etapie projektowania.

Drodzy Obcy Ziomale piszę do was list mentalny, nabazgrany roztrzęsioną myślą w pośpiechu pod naporem tych niewiarygodnych okoliczności w jakich zmuszony jestem tu żyć. Tutaj jest dziwnie! Coraz dziwnej! Oni stają się coraz bardziej szaleni i do tego wszystkiego, jakby tego było mało uważają, że są jak najbardziej i na miejscu normalni. Tak myślą, no jak buga kocham, jak byście tu byli to byście zobaczyli, ale was nie ma i w tym jest coraz większy problem. Gdzie jesteście moi kosmiczni bracia, kiedy naprawdę was tutaj trzeba, by wnieść jakiś nowy patern do tej nędznej źle skonfigurowanej symulacji, dokonać fundamentalnej i nieodwołalnej korekty całego kodu. Nadpisać temat.

Ja wiem, że są jeszcze inni ukryci w głębokiej konspiracji i myślę, że czas nawiązać empatyczny kontakt w tym psychopatycznym środowisku, tworzyć jakieś zakonspirowane zdrowe komórki, by ten pacjent nie wywinął przysłowiowego orła, nie wykitował, nie kopnął w kalendarz gregoriański, bo jak nam zejdzie to w całej galaktyce będzie syf, kiła i mogiła. Apeluję! By teraz w godzinie najczarniejszej próby Omicron nie udawać greka, albo Szwajcarii i stanąć do aktywnej akcji dywersji na terenie przebiegłego wroga w zamroczonych i śpiących ciałach naszych ludzkich braci, których posiadło zło niczym chińskie tanie drony sterowane przez zrobotyzowanych sługusów Masowej Ignorancji.

Omicron jest używany do oznaczania piętnastej gwiazdy w grupie gwiazdozbiorów, a jego położenie porządkowe jest nieregularną funkcją zarówno wielkości, jak i pozycji. Do takich gwiazd należą Omicron Andromedae, Omicron Ceti i Omicron Persei.

My dzieci Psiej Gwiazdy naszej najjaśniejszej ojczyzny rzucone w Otchłań Warunku, na to pobojowisko gdzie brat zabija brata, bo mu ktoś zainfekował serce i umysł, tu gdzie są wiadomości TVP, tu gdzie chust wie o co tak naprawdę chodzi (prawdopodobnie już tylko o to, kto ostatni zgasi światło i zrobi pamiątkową ostatnią samojebkę) powinniśmy na luzie z odpowiednią dawką sarkazmu, ironii przyprawionej absurdem zacząć Wielkie Dzieło Przeprogramowania Kodu Źródłowego, bo się popsuł i jest popsuty co najmniej jak rząd Stanów Zjednoczonych, albo nawet i gorzej, choć wiem, że trudno to sobie wyobrazić.

Oni śpią tak głęboko, że nie widzą nie słyszą i nie czują, że ich świat zmienia się w jakieś pokraczne utopijne dystopijne cyfrowe więzienie w którym oni sami na wpół śpiący i wiecznie senni będą siebie pilnować i maltretować z głupkowatym uśmiechem i oddaniem godnym największych szumowin jakie nosiła ta schorowana Matka Ziemia. Być może tak być musi, by uczynić tutaj kolonię karną dla tych zagubionych dusz gwiezdnych, dać im czas do namysłu, na refleksję jednak uważam, że to jedynie pogorszy sprawę, bowiem rzecz to najwyżej wagi, aby pomóc wyjść im z tego destruktywnego schematu Oprawcy i Ofiary, bo to tutaj w zmęczone od płaczu oczy rzuca się najbardziej. Bo ten eksperyment był już robiony i przypominam, że dał więcej do myślenia niż zdołano pomyśleć.

A teraz jest wszędzie i przez cały czas. Jedni karzą drugich sądząc, że to właśnie oni są po stronie prawa i porządku, słuchając głosów tych których uważają za nieomylnych, choć dobrze wiedzą, że nikt taki w istocie istnieć na tej planecie nie może, gdyż nie pozwala na to wadliwe oprogramowanie, które jak już wspomniałem popsuło się jeszcze dotkliwiej. Ten i tamten wszyscy razem nie są zdolni zauważyć, że żyją w projekcji swojej własnej zdeformowanej i zhakowanej świadomości, która została już dawno temu podbita przez hordy barbarzyńskiej pasożytniczej zimnej inteligencji zwanej Sztuczną. Nie są w stanie Czuć, dlatego tak dużo myślą, a z tego myślenia mają ciągłe i permanentne duchowe, mentalne i świadomościowe rozwolnienie potocznie zwane sraczką.

Ta sraczka z całym szacunkiem trwa już za długo. Śmierdzi. Coraz trudniej jej sprostać. Dlatego musimy podjąć niezwłocznie działania i pisać nowe oprogramowanie. Dlatego gdziekolwiek jesteście Zakonspirowani Kosmiczni Ziomale nie ustawajcie w swoich wysiłkach pisania Nowego Kodu i wgrywania go w ten zniewolony i osamotniony ludzki umysł, który cierpi tak bardzo, choć cierpieć przecież nie musi.

I w tym cała rzecz.

PUBLIKACJA W FORMACIE PDF >>

PIRACKIE OPOWIEŚCI

ICD-10 F40 – F48

By wznieść się i stać się użytecznym.

Neurosis: At The End Of The Road

Podejrzliwość wobec wszystkiego i wobec wszystkich. Sam na sam z wygłodniałą armią posłusznych krwiożerczych demonów – metaliczny powab nowoczesności. Szury, mury, zasieki. Szczepionkowcy i antyszczepionkowcy, ścierające się ze sobą tłumy. MMA niesławnych okładających się po mordach w Oktagonie Warunku w odwiecznej walce z własnym szaleństwem. Nie jestem lepszy. Nigdy nie byłem. Jestem produktem jak wszyscy, jadę na taśmie do pakowania lub spalenia. Gwiezdny pył rozsypany po tych klimatyzowanych salach pracujących respiratorów pompujących w tchawicę sztuczne życie. Czy my umrzemy?

Tak. Wszyscy.

Ludzie mi mówią, że nie rozumieją tych moich wypocin, tego rzygowiska powykręcanych znaczeń, odwróconych klątw – jednak nie mam nic do stracenia, żadnej sławy, pozycji, nazwiska. Niezmiernie mnie to cieszy, bowiem mogę robić co chcę i zabrać to pod ziemię jak złoty pył wmieszany z grudami czarnej ziemi. Oglądam serial dokumentalny. Rzecz dzieje się w Nowym Jorku, tam za coraz bardziej wzburzonym oceanem, tam za tym rosnącym murem wielkiej fali, tam gdzie wciąż jeszcze bije to serce cywilizacyjnej bestii, która rzęzi oparami dusznego tlenu. Serial mówi o ludziach o ich małych zmutowanych życiach toczonych w dusznych klatkach – szczelinach wydrążonych w betonowej skorupie osłaniającej nagie bezbronne samotne mięso. To wszystko zadziwia, na krótką chwilę wyrzuca z szalupy w gęste i rozszalałe odmęty ludzkiego szaleństwa, które rośnie i rośnie i z dnia na dzień jest coraz bliżej, już za stołem podczas kolejnej wieczerzy z pustym nakryciem z którego nikt przecież nie skorzysta.

ICD-10 F40 – F48

Zaburzenia lękowe w postaci fobii
Inne zaburzenia lękowe
Zaburzenia obsesyjno-kompulsywne
Reakcja na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne
Zaburzenia dysocjacyjne (konwersyjne)
Zaburzenia występujące pod postacią somatyczną (somatoform disorders)
Inne zaburzenia nerwicowe

Wikipedia

Fikcja nie potrafi w dziwności dorównać prawdzie. Dziwność jest progiem za którym czeka na nas zupełnie nowa epoka zupełnie innej ery wodnika. To nie będzie new age’owy odjazd wolnej miłości, fuzji technologi i matki ziemi, indiańskich pieśni z hinduskimi mantrami. To będzie rozpakowanie mózgu. Osiem miliardów niespodziewanych prezentów układu nerwowego, ukrytych w czarnych skrzynkach wiadomości od obcej rasy, którą w istocie jesteśmy. Otworzymy się przed sobą, bo w pewnym momencie nikt już nie będzie udawał. I wtedy zrozumiemy, że jesteśmy Obcymi – hybrydami z obcych galaktyk, że udawaliśmy zbyt długo, że zapomnieliśmy ostrzec samych siebie, przekraczając w szalonym tempie granice za którymi nie ma już powrotu do normalności.

I wtedy zdejmiemy te ludzkie maski, wyjdziemy z chujowo narysowanego komiksu w prawdziwe Metawersum bez kwantowych komputerów, cyfrowych bliźniaków, całego tego szkaradnego gówna pozornej technologii. Odrzucimy protezy, czujniki, całe to okablowanie, ten balast. Ruszymy do samego dna, bez lęku i obaw by w końcu odkryć to wszystko przed czym tak neurotycznie uciekaliśmy, wznosząc kolejne oszustwa – cywilizacje, które zawsze przecież umierają w agonii stopniowo lub nagle. W tym momencie nasze mózgi wyprodukują taką ilość DMT, że będziemy zdolni otworzyć nowy rozdział z Księgi Rodzaju.

2.0.

Ujrzeć prawdziwe oblicze boga – urojenia, którego przez całe milenia karmiliśmy jak wygłodniałego psa suchą karmą usłużnej modlitwy, która jednak nie miała mocy by nas odmienić stając się jedynie pustym sloganem w którym teraz żyjemy. W końcu uwolnimy cały potencjał przerażenia, lęku, frustracji – porzuconych dzieci, skomlących w kojcu braku nadzei. W końcu przestaniemy kłamać o tym czym jesteśmy, jak jesteśmy i z jakim skutkiem, w końcu nie będziemy już tracić energii na podtrzymanie tych wszystkich iluzji – pasożytów. Całej tej jałowej gry. Zabawy w kosmicznego chowanego.

Szukam.

Przez całe lata. W medytacji. W książkach. Filmach. W tobie. W sobie. W środku. Na zewnątrz. W uczuciach. W myślach. W przeczuciach.

Nic.

Przeżywamy wielkie szaleństwo tłumów. Publicznie i prywatnie, online i poza siecią, ludzie zachowują się coraz bardziej irracjonalnie, jak rozgorączkowane stado i po prostu nieprzyjemnie. W codziennych wiadomościach możemy oglądać tego skutki. Wszędzie dostrzegamy objawy, jednak nie widzimy przyczyn. Pojawiają się różne wytłumaczenia. Zazwyczaj sugerują one, że każde szaleństwo jest skutkiem wyboru tego czy innego prezydenta albo jakiegoś referendum. Lecz żadne z tych wyjaśnień nie dociera do źródeł. Bo głęboko pod powierzchnią codziennych wydarzeń zachodzą o wiele większe ruchy i poważniejsze zdarzenia. Czas zająć się prawdziwymi przyczynami problemów. Rzadko mówi się nawet o korzeniach tego stanu, czyli o prostym fakcie, że od ponad ćwierć wieku trwa okres rozpadu wszystkich naszych narracji. Jedna po drugiej były odrzucane, mało kto ich bronił albo nie można ich już było popierać. Najpierw, poczynając od wieku XIX, los taki spotkał wyjaśnienia naszego życia, które podawała religia. W ciągu ostatniego stulecia w jej ślady poszły świeckie nadzieje, proponowane przez wszystkie ideologie polityczne. Pod koniec XX wieku zaczęła się epoka ponowoczesna. Epoka definiująca siebie i definiowana podejrzliwością wobec wszystkich wielkich narracji.

Douglas Murray

Kto mi to zrobił? Kto pozbawił mnie wiary i nadziei? Kto odebrał lepsze i bezpieczne jutro? Kto mnie umasowił pod osłoną nocy niepoczytalności, podłączył pod te wszystkie aplikacje, te uśmieszki, łapki machające, te wrrr, kto sprawił, że w tak krótkim czasie wszystko straciło większość znaczenia, kto sprawił, że opowieść jest ważniejsza od treści, a sama treść nic już nie znaczy. Kto kurwa to zrobił?

Ja?
Ty?
Ci mityczni oni co rządzą z za kotary światem i mnie programują jak maszynę do pracy na rzecz nicości?

Zatem.

Jestem wynikiem prostych i przewidywalnych do bólu okoliczności. Niczym specjalnym, inteligentnym, wyedukowanym, wyróżnionym w czymkolwiek.
Patrzę na siebie ze spokojem. Może to dziwne jednak tak jest. Patrzę na siebie jak na obiekt. Jak tylko chcesz możesz obrażać moje uczucia religijne. Wiem, ponad wszelką wątpliwość, że nie jestem w żaden sposób specjalny. Nie szukam zbawienia, nie zamierzam również przetrwać za wszelką cenę. Moja świadomość powróci po prostu do domu. Tam gdzie jej miejsce. Wiem, że to tylko spektakl, wiem to ponad wszelką wątpliwość do tego stopnia, że nie muszę tego udowadniać, do tego stopnia, że może być to nawet nieprawda. Nie ma to znaczenia, bo znaczenie jest zmyślone, jak każde słowo.

Rozumiesz?

To czym jesteśmy przekracza to czym myślimy, że jesteśmy.
Nie jesteśmy tym, czym myślimy, że jesteśmy.
To myślenie zrodziło i zagęściło ten świat, który w istocie jest złudzeniem.
Nie mam najmniejszej potrzeby korygować twojej prawdy, ponieważ to rzecz dla ciebie święta. Szanuję TO.
Życzę ci jedynie, by ta Prawda była w stanie naprawdę ci pomóc kiedy będziesz tego potrzebował.

To wszystko.

Najlepsze życzenia na Nowy Rok.

Wersja 2.0.2.2.

Oby każdy rozpakował swój prezent!

PUBLIKACJA W FORMACIE PDF >>

Zwykły wpis

„Na potrzeby tej dyskusji nie jestem zainteresowana zagłębianiem się w konkretne kliniczne diagnozy psychopatii i socjopatii. To, o czym tu mówię, to specyficzny wycinek ludzkości, który jest neurologicznie zaprogramowany w taki sposób, że doświadcza świata bardziej jako serii puzzli, którymi można manipulować, aby uzyskać to, czego chcą, bez względu na to, kogo to boli, niż doświadcza świata pełnego innych czujących istot, z którymi można mieć głębokie, znaczące połączenia i interakcje. Nie wszyscy ludzie, którzy są zdiagnozowani jako psychopaci są wystarczająco wysoko funkcjonujący, aby manipulować ludźmi na wysokim poziomie i nie każdy, kto manipuluje ludźmi w ten sposób musiałby być zdiagnozowany jako psychopata lub nawet socjopata. Czuj się wolny, aby mentalnie zastąpić dowolny termin, który wolisz.

Jakkolwiek chcesz to nazwać, ludzie, którzy cierpią na ten stan (i są w stanie uniknąć więzienia) zazwyczaj radzą sobie całkiem nieźle, jak na standardy naszego społeczeństwa. Ponieważ nie postrzegają innych ludzi jako niczego innego niż narzędzia i zasoby, nie pozwalają, by empatia i współczucie stanęły im na drodze, gdy zaciekłość i wyzysk pomogą im osiągnąć ich cele. Ponieważ nie cenią sobie więzi z innymi ludźmi, nie postrzegają narracji i opisów jako ścieżek prowadzących do głębszego zrozumienia, ale jako narzędzia, które można przekręcić i zniekształcić, aby zapewnić sobie więcej bogactwa, statusu, seksu lub czegokolwiek innego, czego pragną. Szybko wznoszą się na szczyty w korporacjach i finansach, w instytucjach medialnych, w agencjach rządowych i w polityce. W nowoczesnym społeczeństwie ta zdolność jest naturalną przewagą, z którą reszta z nas po prostu nie może konkurować.”

O PSYCHOPATII I WŁADZY >>

PIRACKIE OPOWIEŚCI

MILIARDY RZECZYWISTOŚCI I PRAWD

„Ten gryzący cierń w twoim sercu nie jest spowodowany tym, że twoje poglądy są inne lub lepsze. Raczej ono przychodzi, aby sprawnie szanować inne punkty widzenia. Niezdolność do szanowania cudzych punktów widzenia, gdy różnią się one od twoich, pochodzi z przywiązania ego do własnego poglądu. To przywiązanie produkuje emocjonalne rozumowanie, nie intelektualne rozumowanie. Chociaż powstają w kontekście nieporozumienia, uczucie konfliktu i poczucie odrzucenia i izolacji w rzeczywistości wszystkie pochodzą instynktownie od jaźni. Jeśli prowadzimy nasze życie w oparciu o emocje własnego „ja”, nasze życie nigdy nie będzie bezpieczne, nigdy nie będzie spokojne. Nigdy nie będziemy przyjaźni i solidarni z nikim poza tymi, którzy się nam podlizują. Chociaż możesz znaleźć jednego lub dwóch – pochlebców to słowo, którego szukam – możesz znaleźć jednego lub dwóch pochlebców tu i tam, czy chciałbyś spędzić swój czas, całą resztę swojego życia, otoczony pochlebcami? Co to mówi o twoim stanie umysłu, o stabilności twojego stanu umysłu, o inteligencji twojego stanu umysłu, o twojej zdolności do pracy z umysłem i emocjami w każdej sytuacji, w której napotykasz na opór?

Zakładam, że przez jakiś czas świat będzie w okresie większych wyzwań. Jest to doskonała okazja, aby pozostać stanowczym i zdecydowanym w celu znalezienia równowagi i pokoju w obrębie tych wyzwań, konfliktów i globalnego chaosu. W czasach wielkiej potrzeby, powinniśmy mieć większy zapał do praktykowania cierpliwości, miłującej dobroci i współczucia dla wszystkich, a w szczególności dla tych, którzy różnią się od was i którzy mają silne, przytłaczające emocje.”

W CZASIE KONFLIKTU PRAKTYKUJĄCY WYCOFUJE SIĘ >>

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

METAFIZYCZNY KARNAWAŁ

Zajebany wyścig szczurów, ot co.

Neal Stephenson. „Snow Crash”.

Mamy masowy atak klonów zrodzonych z martwych komórek macierzystych. Namierzyć bezpańskie psy. Zmasować. Zniwelować różnice, na powrót podłączyć do sieci, rozbroić, uśrednić do szeregu. Niech skomlą jak wszyscy coraz bardziej oddani tej nowej cybernetycznej religii – fuzji nauki, technologii i globalnego zarządzania katastrofą. Podziemie stało się ostatecznym wyborem przed którym stanęło wielu tych, którzy myśleli, że mają jeszcze czas do namysłu. Tego czasu już nie ma, teraz jest pośpiech, teraz jest ciśnienie. Teraz liczy się jedynie to, czy coś jeszcze w tobie zostało, co pozwala ci czuć i widzieć ponad usankcjonowaną doktryną martwego słowa. Nie szukaj przyjacielu tam w szeregach szczekających równo mechanicznych psów, które ujadają przez całą wieczność by wciąż zmodyfikowanymi szczynami znaczyć teren tegoż oto odwiecznego eksperymentu, który teraz wchodzi w fazę jawności dla tych, którzy nie śpią. Dla tych, którzy wciąż czuwają, bo żyje w nich stary Duch. Coś czego Czarni Magowie Mózgogłowia nie potrafią zdominować swoimi Klątwami. Coś czego nie można rozłożyć na czynniki pierwsze i przeprogramować jak wszystko inne, ponieważ jest poza fizyką, poza biologią, poza zmysłami.

Niedotykalne Lśnienie. Odwieczna tajemnica. Pokarm.

Obca rasa stworzyła ludzkie hybrydy, które stworzyły na swoje własne podobieństwo kolejnych mechanicznych niewolników, by posmakować jak to jest być małym krwawym mściwym bogiem sycącym się słabością, zależnością, panicznym strachem i lękiem. Ssać. Wyżerać. Tresować jak bydło naziemne, wreszcie ubijać podczas ekstatycznej ostatecznej wieczerzy, której energia będzie wystarczająca by wyczarować kolejny świat – symulację dla tych miliardów strawionych i na powrót wyplutych w nicość pełzających dusz. Metafizyczny Karnawał bez końca.

Nie cierpiące zwłoki gotowe udawać życie Hybrydy. Linijki martwego kodu. Rozkazy. Nakazy. Tych, którzy nie ulegli można rozpoznać w jednej chwili, dlatego udają, wpisują się w te absurdalne role, kryjąc swoją odwieczną naturę w świecie zmechanizowanej tymczasowości, w świecie, który jest taki tani, taki przewidywalny, ulepiony z tego pozłacanego gówna udającego „rozwój” i „nowoczesność” podczas kiedy w istocie to spektakularny w swoim rozmiarze nieprzerwany regres, upadek w czas i warunek i ekscytacja ostatnim posiłkiem przed egzekucją. Kompletna nieświadomość własnego położenia na przestrzeni eonów strumienia świadomości. Ślepowidzenie.

Zmechanizowana świadomość sztucznego zbioru nie może tego pojąc, nie może za tym nadążyć, nie może spojrzeć prawdzie w oczy, bo w istocie nie widzi, nie słyszy i nie czuje. Maca po pozorach, nasyca się sztucznym smakiem, zaspokaja życiem bez znaczenia, istnieniem bez celu, tą marną chwilową rozrywką i ostatecznie się rozpada, niweluje do postaci tworzywa, z którego ulepią kolejne upiorne więzienie w którym będziecie się rodzić i rodzić bez końca z bezpodstawną nadzieją, która jest niczym innym jak pręgierzem do którego was przywiązali i od wieków biczują. Problem polega na tym, że odnaleźliście w tym perwersyjną rozkosz, ponieważ to pozwala wam na poczucie ”siebie” i dlatego można wami zawładnąć, można was używać. Można w zasadzie zrobić z wami wszystko, co się chce, jak się chce i kiedy się chce. Nie potraficie stanąć na przeciw plutonu egzekucyjnego i zaśmiać mu się w twarz na pohybel, ponieważ wierzycie, że macie coś do stracenia i coś do zachowania, choć dobrze wiecie, że czymkolwiek to jest – umrze. Zatem ten urojony heroizm jest tylko „ja”, bo w gruncie rzeczy to jest ostateczna przyczyna Tego Wszystkiego. Jednak będziecie tego bronić za wszelką cenę i wszelkim kosztem, choć wystarczyłoby się zatrzymać na jedną krótką chwilę i uważnie przyjrzeć, rozebrać sytuację na czynniki pierwsze. Jednak nie macie czasu, bo czas jest tym czym jesteście, jest strażnikiem więziennego rygoru.

Rzeczownik – czasownik. Podmiot – orzeczenie. Źródło leży w języku. W słowie, które tworzy dźwięk, światło i promienie, które rodzi i unicestwia światy.

Postać tej opowieści jest bezpostaciowa. Bohater jest anonimowy – ukryty głęboko w niezliczonej ilości ciał, częściowo uśpiony i nieświadomy. To co wami porusza to program – zdalne sterowanie z Centrali Zbiorowej Ignorancji – Królestwa Impulsu, cała opowieść jest fałszywa zbudowana na kolektywnej matrycy urojenia, które się renderuje w czasie rzeczywistym i tworzy iluzję następujących po sobie przyczyn i skutków, które „poruszają się w czasie”. Ten czas to „ja”. Magazyn iluzji i zarządzający nim programista, który wciąż musi być zajęty operujący poprzez pulpit kontroli wrażeń, które są niczym tlen, którym sztuczna zautomatyzowana świadomość oddycha, bez nich zaczyna się rozpadać. Materia jest Myślą. Myśl jest Materią. Ciało jest Duchem. Duch jest Ciałem. Życie jest Śmiercią. Śmierć jest Życiem. To „czas”. To „ja”.

Jednak TO jest poza JA. Przekracza każdy zbiór, każdy rozpad warunków, ponieważ istnieje poza czasem, poza myślą i poza materią, poza ciałem i poza duchem, poza życiem i poza śmiercią. Nie jest produktem Mózgogłowia, nie jest skutkiem przyczyny, nie jest wynikiem ewolucji mięsa, nie jest zrodzone i usankcjonowane przez Warunek. Ma wyjebane na wynik gry. Ma wyjebane na pozycję w klasyfikacji generalniej, na układ i brak układu. Dlatego może złamać wszelkie zasady, wszelkie umowy i wszelkie zobowiązania. Może pojawić się w każdym ciele, w każdym miejscu i w każdym czasie. Może zabrać cię do tyłu i do przodu w twoim własnym istnieniu. Kiedy wypełni twoje istnienie cały nieskończony strumień staje się Mądrością – absolutnym brakiem ignorancji odmienia wszystko co miało, ma i będzie mieć z Tym kontakt.

Uderza z całą Mocą w jednej chwili, która jest Wiecznością.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

O WĘGLU KTÓRY JEST DIAMENTEM

Potrafimy rozwiązywać wiele problemów tysiące razy szybciej niż selekcja naturalna. Teraz, poprzez stworzenie środków do wykonania tych symulacji z dużo większą prędkością, wkraczamy w reżim tak radykalnie różny od naszej ludzkiej przeszłości, jak my ludzie jesteśmy od niższych zwierząt.

Vernor Vinge (ur. 2 października 1944 r.) jest informatykiem i autorem science fiction, a także emerytowanym profesorem matematyki na Uniwersytecie Stanowym w San Diego.

„W ciągu nastoletnich lat, moja ekspozycja na świat racjonalizmu, nauki, matematyki i rozumowania wzrosła i nauczyła mnie czuć się zakłopotanym z powodu moich własnych wspomnień o magii i czarach. Do tego stopnia, że zawsze unikałem mówienia o tej części mojego życia, ponieważ nie chciałem zostać zaszufladkowany jako zwolennik płaskiej Ziemi. Ale teraz, kilkadziesiąt lat później, wydaje mi się, że my, istoty ludzkie, otrzymaliśmy więcej niż wystarczającą dawkę rozumowania i nauki. Brakuje nam natomiast życzliwości, pokory i magii. Kto w dzisiejszych czasach czuje czułość dla dobroci? Zbyt wielu rodziców uczy swoje dzieci, że życzliwość jest słabością. Ilu z nas reaguje życzliwie na życzliwość innych? Brakuje nam odwagi, by przyjąć prawdziwą pokorę, uczymy nasze dzieci arogancji i zuchwałości, bo to da im przewagę w negocjacjach. Co najgorsze, brakuje nam nawet elementarnego docenienia magii.

Politycy od Białego Domu i Downing Street 10 do Kremla, i od Zhongnanhai do Sejmu w Tokio, są ślepi na nagą prawdę, że zrobiliby więcej dobrego dla ludzkości i topniejących biegunów naszego świata, gdyby tylko znaleźli w sobie odrobinę życzliwości, pokory i uznania dla magii.”

OPOWIEŚĆ ASPIRUJĄCEGO TANTRIKI >> Dzongsar Jamyang Khyentse

Polecam tłumaczenie tekstu:

„Żyjąc w XXI wieku, trudno jest być optymistą co do przyszłości. Masowe wymieranie gatunków, zanikanie pokrywy lodowej, szybka utrata lasów deszczowych i wiele innych – mamy wiele powodów do zmartwień. Jest jeszcze jedno wymieranie, które wprawdzie nie jest tak naglącym problemem jak te wymienione powyżej, ale mimo to dla nas, praktykujących Zen, jest ważne i warte zauważenia. Jest to wymieranie tradycji Zen w Japonii, które ma miejsce już od jakiegoś czasu, ale w ostatnich latach bardzo przyspieszyło, a teraz w czasie pandemii stało się niezaprzeczalną rzeczywistością. Obecnie w całej Szkole Soto są tylko 4 klasztory, w których jest więcej niż 10 mnichów. Jeśli nie wiesz zbyt wiele o Zen w Japonii, zapewniam Cię, że jest to szokująca liczba. Niewiele ponad dekadę temu świątyń tej wielkości było co najmniej kilkanaście. Jak więc się tu znaleźliśmy, jaka jest sytuacja i dlaczego ma to znaczenie?”

KONIEC ZEN W JAPONII? >>

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

PALIWO

Wszyscy to mówią, wszyscy to wiedzą: wojny o ropę będą jutro wojnami o wodę. W rzeczywistości wojny o wodę już się toczą. To podbój, ale najeźdźcy nie zrzucają bomb ani nie desantują żołnierzy. Ci technokraci, którzy podporządkowują biedne kraje podróżują po cywilnemu i wymuszają prywatyzację, albo śmierć.

Eduardo Galeano 1940 – 2015

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

OPAKOWANIE I ZAWARTOŚĆ

Przywykamy w szybkim tempie do wszystkiego. Człowiek ma niesamowitą zdolność adaptacji. Świat przez ostatnie dwa lata zmienił się do tego stopnia, że ciężko już udawać, że przypomina to czym był przed pandemią, lockdownami przed całym tym szaleństwem, które stało się naszą nową post rzeczywistością w której musimy żyć i która staje się coraz bardziej apodyktyczna i czarno – biała. Wszystko się radykalizuje by mogło przetrwać – idee, poglądy, stosunki, język. Wszystko z furią walczy o swoje prawa do widoczności, słyszalności i do uwagi.


Mamy kumulację, nabrzmiewający wrzód, który dusi w sobie nieskończony potencjał tej skrywanej i wypartej choroby ludzkiej świadomości i ducha, który zbyt długo uczestniczył w tym zbiorowym gwałcie. Antidotum jest udawanie, zabawy w poprawność polityczną w zakazy formułowania wybudzających z uśpienia komunikatów, kurczowe trzymanie się tego czego już nie ma; urojonego świata demokracji, która stała się już jedynie multimedialnym pokazem – przekazem wyświechtanych sloganów, echem tego co już dawno leży martwe, tańcem skorumpowanych i skompromitowanych elit zglobalizowanych interesów. Podział resztek łupów, wydarcie wszystkiego co jeszcze zostało. Jednak program hipnozy jest tak głęboko wgrany w pień Mózgogłowia, że większość ludzi wierzy, że za jakiś czas wszystko wróci do przysłowiowej normy, do czasów sprzed choroby, sprzed infekcji, sprzed restrykcji, sprzed upadku.

Nie wróci. Tamten świat uległ defragmentacji i teraz tworzy się Nowa Rzeczywistość. Zamulona, rozmazana i ciężkostrawna chaotyczna hybryda łącząca wszystkie wątki w jeden nieprzerwany ciąg szokujących zdarzeń. To kumulacja karmicznego potencjału kolektywnej ludzkiej ignorancji. Czas spłaty wszelkich długów. Wielkie lustro w którym możemy na siebie patrzeć z każdej strony, pod każdym kątem. Wiwisekcja gatunku ludzkiego. Dla ludzi świadomych i uważnych nie jest ona żadnym zaskoczeniem. Nie wywołuje zdziwienia, oburzenia, wołania o pomstę do nieba. To naturalny proces kiedy kończą się już możliwości tak zwanego manewru, udawania, że bez ustanku możemy uciekać przed konsekwencjami tego kim jesteśmy i co robimy. Tego nie można było ciągnąć przecież w nieskończoność, bowiem to jest Wymiar Warunku, który ma swoje fizyczne ograniczenia i punkty zapalne po przekroczeniu których następuje nieprzewidywalna reakcja łańcuchowa. Tak jest w przypadku dewastacji środowiska naturalnego, eksperymentowania na wrażliwym organizmie społecznym, pychy porażającego narcyzmu i egocentryzmu. Tak jest kiedy człowiek staje się nienażartą bestią, szczytem swojego egoizmu i moralnej ślepoty zapominając o tym, że jest jednym z wielu gatunków w niezgłębionej tajemnicy współistnienia po raz kolejny musi odrobić lekcję pokory. Musi znów upaść. Otrzymać rachunek za ostatnią wieczerzę. Oprzytomnieć w Ostateczności. Obudzić się ze snu swojej wszechpotęgi i wszechwładzy. To przebudzenie jest bardzo krótkie i totalne w stosunku do czasu uśpienia. Jest także bezlitosne jak sama natura.

Spoglądanie na to co się dzieje jedynie ze swojego ograniczonego punktu widzenia jest tym co charakteryzuje nas jako gatunek. Wszystko od zawsze kręci się wokół naszej własnej dupy, ciągle i ciągle, aż do momentu kiedy w wyniku cierpienia musimy przestać wirować i jesteśmy zmuszeni do zatrzymania naszego niepoczytalnego szaleństwa. Musimy patrzeć i przeżywać to na co nie chcemy patrzeć i czego nie chcemy przeżywać. Jednak już nie mamy wyjścia. Jesteśmy w Punkcie Zero. W momencie Przebudzenia, które nie jest naszym wysiłkiem i naszym procesem rozwoju. To jest brutalne Przebudzenie Konfrontacji wynikające nie z wiedzy i współczucia a z niewiedzy i okrucieństwa. Nieświadomość ma swoją granicę i właśnie dotarliśmy do jej kresu, gdzie niemożliwym jest już udawanie, że wszystko będzie dobrze. Nie będzie. Jednak to „niedobrze” jest tylko w naszej zmechanizowanej głowie i wylęknionym sercu. To boli jedynie do momentu kiedy to odrzucasz i z tym walczysz, kiedy nie chcesz uznać rzeczywistości i z desperacją próbujesz znów uciec w nieświadomość. Jednak w tym konkretnym momencie to jest już niemożliwe.

Kilka lat temu na ulicach doszło do zamieszek po tym, jak strażnik w więzieniu Guantanamo został oskarżony o spuszczenie świętej księgi w sedesie.
Następnego dnia zadzwonił do mnie lokalny dziennikarz, który powiedział, że pisze artykuł poświęcony tej zniewadze. Na
potrzeby swojej twórczości dzwonił do przedstawicieli wszystkich głównych religii w Australii, by zadać kilka pytań, które zamierzał również zadać mi.

– Ajahnie Brahm, co byś zrobił, gdyby ktoś spuścił świętą księgę buddystów w twojej toalecie?

Bez wahania odparłem – Ależ proszę pana, gdyby ktoś spuścił świętą księgę buddystów w mojej toalecie, pierwszą rzeczą, jaką bym zrobił, byłoby wezwanie hydraulika!

Kiedy dziennikarz przestał się już śmiać, wyznał mi, że jest to jedyna rozsądna odpowiedź, jaką dane mu było tego dnia usłyszeć. Wtedy ja zacząłem kontynuować wyjaśnienia.

Wyjaśniłem, że ktoś może wysadzić w powietrze wiele posągów Buddy, spalić buddyjskie świątynie bądź wymordować buddyjskich mnichów oraz mniszki. Rzeczywiście, ktoś może dokonać tych wszystkich zniszczeń, ale nigdy nie pozwoliłbym na zniszczenie buddyzmu. Możesz spuścić świętą księgę w toalecie, ale nigdy nie pozwolę ci spłukać w niej przebaczenia, spokoju i współczucia.
Księga nie jest religią. Nie jest nią również żaden posąg, budynek ani kapłan. Oni wszyscy są zaledwie „pojemnikami”.

Czego może nauczyć nas księga? Co reprezentuje posąg? Jakie cechy powinni utożsamiać kapłani? Odpowiedzi na te wszystkie pytania ujawniają prawdziwą zawartość wspomnianych „pojemników”.

Kiedy zaczniemy dostrzegać różnicę pomiędzy pojemnikiem a jego zawartością, wszyscy będziemy w stanie zabezpieczać w sobie ową zawartość, nawet wtedy, gdy same pojemniki ulegną zniszczeniu.

Możemy wydrukować więcej książek, wybudować więcej świątyń i posągów, a nawet wyszkolić większą liczbę mnichów i mniszek, ale gdy stracimy swoją miłość i szacunek dla innych ludzi, jak również dla samych siebie, a zastąpimy te wartości przemocą, wtedy cała religia zostanie przez nas spuszczona w toalecie”.

Ajahn Brahm – OPOWIEŚCI BUDDYJSKIEGO MNICHA

Niemożliwe w świecie „wiecznej możliwości”, widoczny niedorozwój w świecie ciągłego rozwoju, nagły i niespodziewany upadek w świecie niepohamowanego wzrostu. Oto przychodzi najwyższa z nauk, której prawdziwe zrozumienie może naprawdę przebudzić naszego ducha – tą nienowoczesną, nienaukową, nielogiczną część, która ma zdolność radzić sobie właśnie wtedy kiedy już wszystko inne zawodzi, ponieważ przekracza umysł, logikę i arogancję. Otwiera możliwość spojrzenia na świat z zupełnie innej mniej oczywistej perspektywy, która rozumie i widzi rzeczy i zjawiska w dużo głębszy i bezpośredni sposób.

Nasze ludzkie życie kończy się śmiercią. Przez ten proces wzrostu i rozpadu przechodzi bez wyjątku wszystko, zawsze i wszędzie. Takie są prawidła tej rzeczywistości i kiedy to akceptujemy jesteśmy w stanie żyć w sposób odpowiedzialny z szacunkiem i pokorą. Dla mnie to jest esencja duchowości bez względu na jej formę. Dopiero z tej perspektywy biorę pod uwagę tak zwany rozwój, który bez szacunku i pokory jest jedynie egotyczną jazdą. Kończy się niepotrzebną intensyfikacją cierpienia, która wynika z ignorowania prawa przyczyny i skutku, które ma fundamentalne znaczenie zarówno w wymiarze wewnętrznym i zewnętrznym. Umiejętność akceptacji tego co jest i jakie jest otwiera przestrzeń współpracy zamiast walki, przytomnej świadomości, która przestaje już stosować uniki i manewry, a zamiast tego przyjmuje rzeczywistość. To zawsze jest trudne, szczególnie w tak skomplikowanej i wymagającej sytuacji w jakiej wszyscy jesteśmy. Jednak jest konieczne, abyśmy mogli w sposób twórczy pracować z tym co jest.

Staram się patrzeć na człowieka w pierwszym rzędzie jako istotę czującą jako część planetarnego życia. To życie jest przed naszą rasą, seksualnością, narodowością, filozofią jest przed naszym myśleniem i poglądami, to życie w swojej esencji jest święte bez udziału naszej wymyślonej świętości, bez określania na dobre i złe, dzielenia na cnotę i grzech. To z niego powstają bóstwa i demony, grzesznicy i święci – jednak koniec końców wszyscy wracamy do tej odwiecznej tajemnicy. Uważam że nie istnieje nieistnienie, że To wszystko nie ma końca, nie ma możliwości unicestwienia samego Życia bez względu na to co robimy.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

PARK ROZRYWKI

Władać trzema światami. Władać absolutnie niepodzielnie. Stworzyć nowe bezbrzeżne królestwo spoza tego fizycznego umierającego świata; huraganów, powodzi, zamieci, trzęsień ziemi, trąb powietrznych, nagłych zmian temperatur, agonii całego planetarnego życia, zainstalować je na wyspach – serwerowniach, otoczyć wojskiem i zasiekami niczym wielkie grody warowne. To tam będzie rodzić się nowe syntetyczne życie. Nowy Człowiek 2.0. Łańcuchy bloków wielkiej Gry – instalowanie masowego zbawienia dla zmodyfikowanej i ulepszonej wersji człowieka – cyborga.

Ponad naszą codzienną absurdalną gonitwą za nie wiadomo czym, ponad naszymi zamyślonymi głowami, które bez ustanku martwią się tym co będzie dalej, zarządcy budują rusztowanie, tworzą całą zmyślną infrastrukturę przyszłości, która już nie będzie należeć do homo sapiens. Człowiek naturalny kończy swój bieg historii, na jego miejsce wchodzi struktura cybernetycznego roju, umysł kolektywny. Podłączenie. Układ scalony. Szybkość impulsu. Transfer danych. Dzieci już tam są w tym nowym świecie, rodzą się w nim i uczą się go, jest dla nich miejsce, są narzędzia i nieskończony świat do odkrycia. Stare ludzkie gatunki są jak drzewa, które łamie huragan zmian, wygina do samej ziemi, każe się płaszczyć i błagać. Umierają w domach starców, w pustych covidowych salach, zabierając ze sobą pamięć o czymś czego nie da się edytować, czegoś co podobnie jak oni odchodzi w zapomnienie. Gatunki pośrednie stoją w rozkroku nad przepaścią, wąchając, smakując te wszystkie nowości wyczuwając smród więzienia, jednak nie są zdolni nauczyć się nowego maszynowego języka, semantyki cyfry, przebić się do umysłów, które są już wszczepione w nowy zbiór, niejako odległe i zamazane.

TŁUMACZENIE ARTYKUŁU: GENETYCZNIE OPRACOWANE BIAŁKO „MAGNETO” ZDALNIE KONTROLUJE MÓZG I ZACHOWANIE

POLECAM: YUVAL HARARI >> JAK PRZETRWAĆ XXI WIEK

Mam wrażenie, że takiej przepaści nie było w ludzkiej kolektywnej świadomości, tej obezwładniającej różnicy odczuć i percepcji, tych nie rozumiejących się wzajemnie języków zupełnie obcych istot, które dzielą jedynie przestrzeń ciała natomiast nie są już w stanie dzielić przestrzeni umysłu, ponieważ są iż inne strukturalnie, operują na innych częstotliwościach i zagęszczeniach. Język myśli i język bezpośredniego przeżycia nie mogą się sobie wyjaśnić. Gdzieś tam w tym tajemniczym instynkcie i przeczuciu coś jednak podpowiada mi, że to też już było, że po raz kolejny daliśmy się zwieść czemuś co jest zawieszone niejako w próżni, w czystej spekulacji, w obietnicy niemożliwej do spełnienia.

Dzisiaj, właśnie teraz, gdzieś na świecie, ktoś spokojnie oddaje wszystko, co ma, dla kogoś innego. Gdzieś indziej na świecie, ta sama osoba, ta sama istota ludzka, robi komuś innemu potworną rzecz. Wygląda na to, że taka jest droga wszechświata, nie wiem, czy jest jakiś sposób, żeby to naprawić.

Maynard James Keenan

Stan szaleńczego zakochania w tętniącej życiem bogini technologii, która jednak starzeje się zbyt szybko i zbyt nienaturalnie. Wszyscy zostaliśmy w pewien sposób zmuszeni do zmiany pozycji, do przykurczu, do patrzenia w ekran, do pochylonej głowy i zgiętego kręgosłupa. Do uwięzienia we własnym wytworze, do ciągłej i nieprzerwanej transmisji. To czyste gnostyczne rozdarcie pomiędzy ciałem i duchem. Odwieczny dualizm, który technologia obiecuje przekroczyć zapowiedzią „wielkiej przepustowości” i szybkiego bezdotykowego transferu. Mentalny Internet – światłowód czystego umysłu – matrycy.

Jednak na pograniczu wrze. Ludzie ciała nie chcą się wpinać, ludzie ciała tracą swój świat, który jest przestarzałym analogiem, zupełnie nie kompatybilnym z nową smart – wersją, ludzkie ciała stają się odpadem na śmietniku umierającego świata, który jednak wciąż walczy z tą totalitarną dominacją Maszyny, która wymaga wszystkich zasobów by zapewnić sobie rozrusznik uruchomić to nowe kolektywne ciało spiętych świadomości. Wstrzyknąć nowego ducha, uruchomić algorytm, urządzenia skanujące, nadajniki sygnału. Ludzie ciała – umysły poruszają się w obie strony, potrafią serwować na każdej fali, ponieważ wiedzą, że wszystko jest w istocie iluzją. Nie istnieją ostateczności piekieł i nieb. To jest opcja transcendencji, coś co może funkcjonować, tworzyć i uczyć się w każdych okolicznościach, w każdym układzie, w każdej wersji wyśnionego świata. Stają się hakerami paradygmatów, zawsze szukając równowagi, używając dobra i zła, pociechy i przerażenia, ponieważ ich zadaniem jest wyzwalać z iluzji, szukać wolności, bronić Istoty. Technologia nie jest problemem, problemem jest brak czystego poglądu, grząski grunt jedynie słusznej interpretacji, ostateczne zawierzenie jakiejkolwiek ze stron, przyjęcie obcych poglądów i interpretacji, a w ostateczności fanatyzm i brak elastyczności.

Ani „informacja”, ani w zasadzie żaden „fakt” nie tworzy rzeczy-samej-w-sobie. Nasz świat „informacji” implikuje ideologię lub raczej paradygmat, zakotwiczony w nieświadomym lęku przed „ciszą”, przed materią i przed wszechświatem. „Informacja” jest z pewnością substytutem, pozostałością fetysza dogmatyków, supersitio, duchem. „Poetyckie fakty” nie są przyswajalne doktrynie „informacji”. Zdanie „Wiedza to wolność” jest prawdziwe tylko wtedy, kiedy wolność jest rozumiana jako psychokinetyczna umiejętność. „Informacja” to chaos; wiedza jest spontanicznym porządkiem tego chaosu; wolność jest surfowaniem na fali tej spontaniczności.

Hakim Bey „Wojna Informacyjna”

Nieumiejętność samowyzwolenia, brak kontaktu z Esencją. Kiedy twoim poglądem jest brak poglądu możesz być postacią w komiksie, bawić się wywracając na lewą stronę każdą ideologię, wejść w transcendentny świat paradoksu, być laboratoryjnym szczurem zen. Mistrzem Niemistrzem. Musisz nauczyć się uwalniać wszystko takim jakie jest, nie tracić obecności, nie tworzyć najmniejszej wizji przyszłości, nie wspominać okruchów zaszłości. Być kablem przez który płynie impuls, czy jest dobry czy zły nie ma najmniejszego znaczenia. Nie pozwalać na infekcję wirusów strachów, propagandy, religijnych dogmatów, nie wierzyć w boga, ale czuć go przez cały czas nawet kiedy świat rozpada się na twoich oczach, ponieważ wszystko jest tylko doświadczeniem i nie istnieje koniec, nie ma żadnej ostatecznej nirwany i zbawienia. Nie ma cierpienia ani przyczyny cierpienia i nie ma drogi, która tam prowadzi. Sutra serca. Esencja. Przestrzeń pozbawiona granic, której nic nie może zniewolić i nią zawładnąć. To jest moja prawda rzucona jak bluźnierstwo w tą całą sztuczną świętość, te religijne dyrdymały zakadzonego kadzidłami świętoszka, który wierzy w istnienie tego co ma być zbawione za sprawą bycia niewolnikiem zaprogramowanych obietnic. Ta droga nigdy się nie kończy jest pętlą, samobójczym strzałem. Jest piekłem wysiłku i ostatecznym rozczarowaniem. Bóg jest ostateczną wolnością poza jakimkolwiek sztucznym prawem. Jest Nauką, która nigdy się nie kończy. Pachnąca samsara, śmierdząca nirwana.

Ludzie umysły żyją już w Nowym Wspaniałym Świecie Obietnicy. Trans hiper gender, ponieważ ostatecznie chodzi o to by wyjść z gatunku, przekroczyć ciało, zmutować do maszyny, zadomowić się w symulacji. Jednak pomiędzy tymi światami nie ma żadnej różnicy, ponieważ w istocie mają jedno i to samo źródło. Biologiczna cyfra, cyfrowa biologia – jeden pies. Problemem jest smycz. Ograniczenie, które narzuca ci szablon nauki, układa sztuczny program zajęć. To jest prawdziwym złem, kiedy ktoś decyduje za ciebie o twoim życiu, to jest przemoc. Ta przemoc zniewoliła ten świat, podobnie jak program, który mówi nam, że z natury jesteśmy okrutni, głupi i źli. To nie jest prawda. Z natury jesteśmy dziećmi pozbawionymi wstydu i wyrachowania, mamy nieskończony potencjał twórczy, nieskończone możliwości rozwoju. Jesteśmy Żywi. Pulsujemy nieskończoną energią wszechświata. Ta rzeczywistość to tylko jedna z miliardów opcji. Przejażdżka na karuzeli w parku rozrywki.

Będziemy się z tego śmiać, śmiechem który rozbawi samego diabła.

Duch nie potrzebuje podnoszenia na duchu, ponieważ ma wyjebane na te wszystkie jałowe rozgrywki zapętlonego w inscenizacjach i projekcjach ego, które dusi się oparami swojego własnego potu i wciąż chce się uduchowiać i bawić w świętości. Prawdziwa świętość jest bezwstydna i okrutna w swoim obchodzeniu się z każdym oszustwem Mózgogłowia.

Zwykły wpis