PIRACKIE OPOWIEŚCI

PRAWDZIWY POKÓJ

– Każdy człowiek widzi tylko drobny ułamek całej prawdy i bardzo często, a właściwie nieprzerwanie i celowo oszukuje się również co do natury tego niewielkiego, lecz bezcennego ułamka. Część jego jaźni obraca się przeciw niemu i zachowuje się jak inna osoba, zwalczająca go od wewnątrz. To człowiek w człowieku. Człowiek który jednocześnie nie jest człowiekiem.

Philip K. Dick, Przez ciemne zwierciadło

Rzeczywistość połknęła nas i trawi w swoich absurdalnych bebechach, wiecznie wygłodniałym żołądku, każdego dnia wysysa z nas życie i radość i wydala na pastwę losu, który doprawdy trudno już pojąć i akceptować. Rodzimy się w Grze, która nas dominuje i przytłacza, rodzimy się w państwach pod flagami, w układach władzy i uległości. Podmiot i orzeczenie – życie pojedynczo – złożone odmieniane w przypadkowości i chaotycznej strukturze postępującego rozpadu wszelkich konstrukcji. Jesteśmy zmuszeni do uległości, do odgrywania ról uczestników spektaklu, amatorscy aktorzy marnej sztuki, których nikt przecież nie nagrodzi brawami, nie wymieni w napisach końcowych, bowiem w istocie rzeczy TO nie ma końca i nie miało początku, ponieważ w istocie jest nierealne oparte na chwilowych impulsach, na współzależności przemijających zjawisk. Warunek podlega śmierci i rozpadowi, podlega mu ciało i myśl, słowo i wrażenie – dlatego właśnie TO jest nierealne jak sen, jak miraż, jak gra.

Nigdy nie mogłem pojąć jak doszło do tego, że jeden człowiek może przemocą narzucić swoją wolę drugiemu i jak doszło do tej zgody i akceptacji. Jak doszło do tego, że ktoś używa ciebie i mnie do wymyślonej przez siebie abstrakcyjnej gry. W jaki sposób staliśmy się narzędziami w rękach tyranów i psychopatów, którzy niszczą to co jest w swojej najgłębszej naturze tak delikatne i święte – Życie. Jak ktokolwiek może posiadać na własność ziemię – to jest absurd tak oczywisty, że aż niewidoczny. Żyjemy w wynajętych ciałach na cudownej planecie, którą coraz bardziej upodobniamy do samych siebie, to tej pozbawionej szacunku wściekłości opuszczonych dzieci, które za wszelką cenę nie chcą dorastać, nie chcą widzieć czym się stały i co tak naprawdę robią z tym co zostało im użyczone.

Istota ludzka wciąż morduje, wciąż grabi, wciąż wykorzystuje słabszych od siebie jest w posiadaniu broni, która może unicestwić całe planetarne życie, wszystko to czego nie jest w stanie odtworzyć, czego nie jest w stanie nawet widzieć przez pryzmat nieodgadnionego, ponieważ jest tak zmechanizowana i osamotniona w poczuciu bezlitosnej separacji. Jesteśmy zapętleni w cierpieniu braku wrażliwości i zrozumienia samej istoty życia, ślepi na Cud w jakim wszyscy uczestniczymy, żyjemy w klatce myślenia – abstrakcji, która zdominował naszą świadomość czyniąc z nas udomowione roboty nawykłe do zimnej i wyrachowanej wygody cywilizacji zombie.

Najbardziej istotne i najtrudniejsze wyzwanie dla newtonowsko – kartezjańskiego mechanicznego modelu wszechświata pochodzi z ostatniej kategorii fenomenów psychodelicznych, całej gamy doznań, dla których ukułem termin „transpersonalne” (pozaosobowe). Wspólnym mianownikiem tej niezwykle bogatej i rozgałęzionej grupy niezwykłych doświadczeń jest poczucie jednostki, że jej świadomość poszerzyła się poza granice ego i przekroczyła ramy czasu i przestrzeni.

Stanislav Grof „Poza mózg”

Pandemia. Wojna. Co dalej? To wszystko są skutki przyczyn które tworzymy w samych sobie, każdego dnia i o każdej godzinie, bowiem ta rzeczywistość jest lustrem w którym możemy ujrzeć samych siebie. Możemy w końcu pojąć, że „Bóg” jest tylko nazwą, którą maskujemy swój własny brak odpowiedzialności za własne myśli, słowa i działania, że nie istnieje żaden wielki boski plan, który skazuje nas na zagładę i apokaliptyczną pożogę, do której tak przecież dążymy, robiąc wszystko, aby unicestwić samych siebie. To nienawiść. To pogarda do samych siebie. Samo – potępienie – samospełniająca się przez stulecia przepowiednia, bowiem łatwiej jest niszczyć, łatwiej jest mordować niż się troszczyć, budować i chronić. Rządzą nami nieludzkie istoty, zmechanizowane i nieświadome, skażone skrajnym tępym egoizmem i biologicznym determinizmem o przetrwaniu najsilniejszych. Tą przytłaczającą tępotę gloryfikują zrobotyzowane media – paradygmat wiecznego wzrostu i ekspansji łapczywie pożera każdy milimetr ciała tej planety, która prosi o przebudzenie z tego okrutnego snu, bowiem w przeciwnym razie udzieli nam przerażająco bezlitosnej lekcji. Doprawdy nie znamy tego gniewu, tej mocy.

Ludzka cywilizacja może być ujęta w następujących słowach: „Chcę, żeby ktoś mnie przytulił. Zostaw mnie”. Nie będąc w stanie rozwikłać tego paradoksu, a także nie mając w międzyczasie nic lepszego do roboty, budujemy kościoły i ciężko pijemy.

Tom Price

Jesteśmy tak zajęci ludzkimi sprawami, które wciąż nakazują nam kręcić się w tym małym kołowrotku, w tej ślepej pułapce, choć przecież musimy sobie zdawać sprawę z tego, że wcześniej czy później wszystko to rozpłynie się w nicości niczym sen, ukazując absurd naszych wysiłków i zmagań w tak zwanej umownej doczesności w chwili szukania komfortu i bezpieczeństwa, miłości i spełnienia za cenę bycia bezlitosnym i okrutnym wobec obcych i obcego – tego wszystkiego co przecież nie jest nami, jest poza granicą naszego ciała. Jest „na zewnątrz”. Jest „ty” i „to”.

„Ja” nie może przetrwać. Na tym polega ten epicki dramat. „Ja” nie pamięta „ja”, kiedy znów się rodzi. Nie pamięta kim było, nie pamięta co zrobiło – żyje w zrodzonym z własnych działań świecie, w prawidłach struktury własnej świadomości w wymyślonej przez siebie grze. W wyprodukowanym szczęściu i cierpieniu – w ustanowionej przez siebie proporcji „dobra” i „zła”. W założeniach rezonującej z nią religii, ekonomii i polityki. W wyśnionej matrycy podobnych sobie skazanych na siebie poprzez relacje i związki. Demony tego świata są zrodzone z naszej świadomości podobnie jak mistycy, nauczyciele i ci którzy jednak potrafią widzieć przez gęstą ciemność, przez to ciemne zwierciadło hiper materializmu, którego apogeum to rozszarpanie zimnym mózgogłowiem wszelkich tajemnic by ostatecznie obudzić się w obojętnym świecie bez złudzeń, którego głównym napędem będzie właśnie hiper „ja” – ja osobne, ja ze wszech miar wszechpotężne, ja które chce żyć i królować wiecznie w stworzonym na swoją modłę sztucznym zrobotyzowanym świecie.

Teraz możemy ujrzeć, że my żyjemy w „Nowym Wspaniałym Świecie” otumanieni bezsensowną rozrywką, odurzeni nadmiarem, nudą, tymi wszystkimi krótkotrwałymi impulsami, które w swojej naturze są jałowe niczym puste kalorie – zbotoksowany świat pełen kapłanów celebrytów, fejsbukowych postów o niczym i dla nikogo, terroru sprzedaży rzeczy, idei i stylów życia, które są niczym więcej jak tylko snem naćpanego wariata, który deklamuje przez sen instrukcję obsługi myśląc, że jest to ściskająca za serce pełna głębi poezja. Nikt mu nie powie kim jest tak naprawdę, bo nikogo to nie obchodzi, każdy jest zajęty wymyślaniem i sprzedawaniem samego siebie. Prawdziwe NFT jest Uwagą, jest czasem – to jest twarda waluta ludzkiej egzystencji, twardy orzech do zgryzienia. Kronos nas pożera w tej pozornej szczęśliwości, w tej rozmianie na drobne.

Tuż za cienką ścianą chwilowego dobrobytu, dzieje się wojna, dzieje się śmierć, terror i głód. Za cienką ścianą nadchodzi lekcja pokory wobec tajemnicy ludzkiego okrutnego szaleństwa, ludzkiego zniewolenia, oddania w bezlitosne ręce władzy swojej odpowiedzialności wobec Ducha, wobec tego co jest Prawdą. Ludzie cieszą się z mordowania, mając swoje „słuszne” powody, ludzie zabijają w imię słów, które są niczym, bowiem przeczą same sobie, same siebie oszukują. Ludzie mordują za slogany i w imię sloganów użyci jak nicość przeciwko życiu. „Nowy wspaniały świat” budzi się 1984 i widzi skutki swojego narkotycznego snu i ze wszelkich sił chce wrócić do czasu „sprzed” do śnienia. Jednak to jest już niemożliwe. Musi się obudzić na dobre. Na dobre.
Obudzić się to zrozumieć współzależność to ujrzeć ponad wszelką wątpliwość, że szczęście oparte na wykorzystywaniu i dominacji wcześniej czy później przeradza się w swoje przeciwieństwo, staje się koszmarem. Bo tej wojny nie chcemy widzieć, nie chcemy jej rozpoznać, bowiem jesteśmy trybami tej okrutnej Cywilizacyjnej Maszyny, która mieli wszystko i wszystkich jak leci – te flagi i narody, te kultury – w jedną homogeniczną masę – zasoby danych. Pandemia, wojna, inflacja, postępujący rozkład całej sztucznej struktury na szczycie której pasą się demony cały czas zmusza nas do przerażenia, do modlitwy wzywającej „zbawców”, którzy przychodzą okrutni i tępi ze swoją taktyką terroru i bestialstwa, którzy najpierw cię „obronią”, a później uczynią niewolnikiem, by wysysać do samego szpiku do momentu kiedy „nie będziesz mieć nic i będziesz szczęśliwy”. Podpięci pod kroplówki taniej małej radości, która stanie się naszym nowym wirtualnym światem zbudowanym na trupie tej planety.

Miliardy „dominujących” istnień, które za wszelką cenę chcą jedynie mieć i być bez względu na koszty. Granice, flagi, uzbrojone po zęby armie, nuklearny disneyland pełen bezmyślnych i okrutnych dzieci, które udają dorosłych, a jedyne czego chcą to wciąż się bawić we władców i poddanych, grać w klasy, panować nad prawdziwym życiem i śmiercią. Nikt nigdy nie miał tak naprawdę prawa do władzy nad drugą istotą, nad jej sercem, ciałem i umysłem. To jest pierwotne i fundamentalne oszustwo. Przez tysiąclecia wgrywano ten Program. Maszyna rodziła maszyny przez macicę ignorancji i arogancji replikując ten Wdruk. Istoty ludzkie uwierzyły, że są jedynie tymi programami, tym oprogramowaniem tracąc kontakt z czymś co stanowi pierwotną podstawę, z czymś co jest ukryte i ciche, przepełnione dobrem i miłością. Za te wszystkie bomby, czołgi, karabiny, mundury, za cały ten potencjał śmierci moglibyśmy uzdrowić i nakarmić ten świat, dać mu szansę na otworzenie serca, które skrywa ta zaciśnięta z furią pięść. Napisać prolog zamiast epilogu, który przywraca pokój i nadzieję.

Oddać swoje życie w obce ręce, być podmiotem absurdalnej gry, umierać za slogany tych, którzy nigdy nie stanęli na polu tych absurdalnych wojen o „wolność”, która zawsze kończy się w zaprogramowanym kołowrotku tak zwanej doczesności, która wcześniej czy później staje się niewiadomą wiecznością, wielkim znakiem zapytania który zagłusza wszelkie religijne deklaracje. Nikt nie wie czy „coś tam jest”. Pozostaje wiara i doprawdy nie ma w tym nic złego, to dość naturalne, ponieważ jest w niej coś czystego, coś czego ten pragmatyczny świat nigdy nie zrozumie. Jest w niej coś co pozwala znieść bezsensowne okrucieństwo tego świata. Ten niepoczytalny amok, pianę ambicji, która fermentuje we krwi naiwnych. Ojcowie wiecznej propagandy, którzy wciąż mówią, że możesz zabijać, że zabijanie jest dobre, święte, że jesteś bohaterem, bo przecież stoisz „po dobrej stronie” i kibicuje ci cały twój „dobry świat”. Kolejna krwawa olimpiada, pochodnia przemocy i śmierci. Kolejni cezarowie, którzy rzucają klątwy i czary na otumanione podległością masy upojone spektaklem wojny w imię abstrakcyjnych tworów zniewolonego przez projekcje umysłu, który by przetrwać musi czuć to fundamentalne oddzielenie i odrębność, które jest rdzeniem całego cierpienia od początku czasu.

To jest źródło przemocy, pierwotna przyczyna wojny. To jest w nas tak fundamentalnie, że nawet nie potrafimy być tego świadomi. Szukać drogi, która pozwoli nam wykorzenić tą iluzję, to poświęcić życie na rzecz AUTENTYCZNEGO pokoju. To jedyna szansa by odmienić los tej planety i nas samych. To PRAWDZIWY Pokój.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

MASZYNA W NASZYCH GŁOWACH

Rozwiązanie globalnego kryzysu ekologicznego, z którym mamy dziś do czynienia, zależy w znacznie mniejszym stopniu od rozpowszechniania nowych informacji, niż od ponownego pojawienia się w świadomości starych idei. Pierwotne idee lub idee plemienne, pokrewieństwo, solidarność, wspólnota, demokracja bezpośrednia, różnorodność, harmonia z naturą stanowią ramy lub fundament każdego racjonalnego lub zdrowego społeczeństwa. Dzisiaj te pierwotne idee, dary naszego dziedzictwa przodków, są zablokowane przed wejściem do świadomości. Ogromna większość współczesnych ludzi nie potrafi dostrzec podstawowych prawd, które znali nasi starożytni przodkowie i które my musimy poznać ponownie, o życiu w równowadze z naturą. Jesteśmy zagubieni w niekończących się debatach politycznych, badaniach naukowych i kompromisach, ponieważ to, co jest oczywiste dla prymitywnego umysłu, zostało zapomniane.

MASZYNA W NASZYCH GŁOWACH
Glenn Parton

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

TRIGGER

Jesteśmy ofiarami produkowanego non stop lęku. Żołnierzami w nigdy niekończącej się wojnie o pozory, o status w bezpiecznym polu okrutnej szachownicy, o obronę „wartości”, które stały się pustymi frazesami noszonymi na wybielonych rozpuszczalnikiem kłamstw sztandarach przez politycznych klakierów, wszystkich tych, którzy wiedzą w jaki sposób generować masowe przyzwolenie na to by wciąż trwała wojna za wojną i rzeź za rzezią. Okrutny i groteskowy spektakl, który wciąż ma premierę w innym teatrze w zależności od potrzeb Konsorcjum Śmierci i jest transmitowany przez Globalny Kabel.

Roztwór przerażenia podrasowany wstrząsającą domieszką odpowiednich obrazów i informacji ubrany w adekwatny kontekst działający na wyobraźnię. Trzeba zaminować pole podświadomości ładunkami strachu i czekać na najbardziej odpowiedni moment detonacji. Dziesiątki milionów trupów, które milczą pod naszymi nowoczesnymi coraz bardziej smart miastami.

Osobista suwerenność jest końcem zła. Kiedy każda osoba na Ziemi obroni siebie i tych, których kocha; kiedy zło nie może zdobyć nawet przyczółka, ponieważ wszyscy ludzie go wypatrują i rozpoznają to, że poszukuje ono destrukcji ich wartości; nadejdzie koniec zła. Jest to dokładne przeciwieństwo perfekcyjnego zła, w którym każda osoba jest niewolnikiem i panem niewolników. Perfekcyjna wolność jest życiem i nie ma w nim niewolników, ani panów niewolników. Perfekcyjna wolność jest życiem.

Jeremy Locke. „Koniec wszelkiego zła”.

Jednak gra trwa nadal. Twórcy zmieniają maski i sztandary, zmieniają hasła i obozy, zmieniają przekonania i mundury, a my modlimy się o pokój próbując pomóc sobie nawzajem. Dzieląc się tym co jeszcze nam zostało, bo to nakazuje fundamentalna ludzka przyzwoitość. I po raz kolejny zostajemy zdradzeni i użyci niczym nawóz, a nasze imiona i nazwiska dla nikogo nic nie znaczą. To mięso armatnie na wagę sprzedane i kupione tanio na globalnym rynku zbytu, którym zarządzają post ludzkie istoty i zimna bezwzględna kalkulacja zysku i straty. Ponad tym wszystkim zostały już tylko resztki dla wygłodniałych rozpadających się z dnia na dzień imperiów, które zrobią wszystko by nakarmić iluzję swojej potęgi. Nasycić propagandą „wolności” i „demokracji” która spada niczym grom z jasnego nieba, kiedy nadchodzi już czas. Prawdziwe Krwawe Mocarstwo nie ma granic, jest ponadnarodowe a jego flagą jest Mamon, jego armią jest Władza i Terror, jego obroną jest atak. Jego celem doprowadzić nas wszystkich do ostatecznego samozniszczenia. 2020 – 2022 Pandemia. Pierwszy sezon. Drugi sezon Wojna.

Z izolacji w eskalację. Dominium osacza co chwilę zmieniając ustawienia. Manipulując emocjami. Tresura uległości jest najbardziej skuteczna w skrajnym lęku i strachu, ponieważ wtedy dociera na najgłębszy poziom. Tak się wgrywa programy na całe życie. Tak się łamie ducha i zatruwa duszę jadem uległości. Tak się uplastycznia masę by móc lepić figury tych „dobrych” i tych „złych”, tych którzy zasługują na łaskę Panów i tych którzy na to nie zasługują. Wtedy widzisz, że tak naprawdę jesteś dla nich niczym i twoje życie nic dla nich nie znaczy, wystarczy tylko, że zakwestionujesz Układ. Natychmiast usuną cię rękoma ludzi takich jak ty, którzy żyją pod narkozą sloganów i naiwnej wiary, że wszystko to dzieje się w trosce o ich dobro i bezpieczeństwo. Demiurgowie narracji nie są dobrymi troskliwymi bogami pokoju i dobrobytu. To szakale owładnięci szaleństwem władzy.

Jesteśmy hodowani w Nowym Wspaniałym Świecie otumanieni i nieprzytomni „dobrobytem”, która ma swoje koszty o których nie chcemy wiedzieć i których nie chcemy widzieć. Tym kosztem jest ocean cierpienia tak zwanego trzeciego świata, ludzi takich samych jak my nie mających szczęścia urodzić się w zasięgu pierwszego świata. Tutaj nie słychać ich krzyku, ponieważ zagłuszają go bomby i eksplozje. Skala wojen rozpętanych tylko z powodu tego by ten pierwszy świat mógł ciągle śnić swój sen przekracza pojemność naszych wypranych „jedynie słuszną prawdą” umysłów. Zabijamy za wygodę, za telewizję kablową, za HBO Max, za komosę ryżową, za skórzaną tapicerkę w naszym wypasionym nowiutkim BMW. Mamy wolność do przejedzenia cennego ludzkiego życia, które mija tak szybko. Wtedy życie naciska trigger i słyszymy lecący w naszą stronę pocisk przebudzenia. Budzimy się z tłustego letargu, widzimy i czujemy, że nasz sen w śnie się rozpada jak w Incepcji. Widzimy, że żyjemy w iluzji, która nie ma i nigdy nie miała prawdziwego celu i dającego się poczuć sensu.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ZA MUNDUREM TRUPY SZNUREM

Słowo „wojna” pojawia się w mediach ze zwiększoną częstotliwością. Daje się odczuć jakieś niezdrowe wzbudzenie, rozglądanie się za wrogiem i awanturą. Mam wrażenie, że tak właśnie oswaja się ludzi z wojną. Że wprowadziwszy stan wojny w ich emocjach i myślach, wywołuje się przy tym odczucie nieuchronności. Problem w tym, że dla dużej części moich bliźnich wojna budzi skojarzenia z odwagą, patriotyzmem, męskością, przygodą, a te skojarzenia wywołują przyjemne dreszcze. A przecież „wojna” to najohydniejsze słowo w ludzkim języku. Wojna to jest śmierć. Smród. Brak. Choroby, brud i pasożyty wyżerające kanały w skórze. Rany, ból i strach. Zdziczenie. Gwałt.

Anna M. Nowakowska 1960

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

REKRUCI

Widzicie, chodzi o to, że wcale nie jesteśmy Homo sapiens. Naszym jądrem jest szaleństwo. Nadrzędnym imperatywem chęć zabijania. Moi drodzy, Darwin był zbyt uprzejmy, by powiedzieć, że rządzimy Ziemią nie dlatego, że jesteśmy najinteligentniejsi czy choćby najsilniejsi, ale dlatego że zawsze byliśmy najbardziej szalonymi i żądnymi krwi skurwielami w naszej dżungli. (…) Nie zamierzam wygłaszać przemówienia oskarżającego całą ludzkość. Gdybym chciał to zrobić, przypomniałbym, że na każdego Michała Anioła przypada markiz de Sade, na każdego Gandhiego – Eihmann, na Martina Luthera Kinga – Osama bin Laden. Poprzestańmy na tym: człowiek stał się dominującym gatunkiem na tej planecie dzięki dwóm podstawowym cechom. Jedną jest inteligencja. Drugą gotowość zabicia każdego, kto stanie mu na drodze. (…) Inteligencja w końcu zatriumfowała nad żądzą mordu i rozsądek wziął górę nad instynktem. To również było kwestią przetrwania. (…) Większość ludzi zepchnęła te najgorsze cechy w głąb podświadomości.

Stephen Edwin King (ur. 1947) – amerykański pisarz, autor głównie literatury grozy.

Przed tym nie można się schronić, nie sposób uciec, czy próbować udawać, że tego nie ma. To jest tutaj. Zawsze było i dopóki coś fundamentalnie do nas nie dotrze i nie rozerwie naszej ignorancji – będzie. Zabijaliśmy, zabijamy i będziemy zabijać na niezliczone sposoby, ponieważ sztuka wojny ma swoich artystów, swoją publiczność, swoich sponsorów, swój splendor. W obecnych czasach jest też spektaklem dla mas, które z bezpiecznej odległości w zaciszu swojego zaprogramowanego udomowionego życia mogą żywić się śmiercią, przez chwilę doświadczyć prawdziwych emocji, czegoś co ze swojej natury jest przecież ostateczne. Wtedy najłatwiej osądzać, patrzeć z lotu ptaka, łączyć kropki niezliczonych teorii na temat tego o co w tym wszystkim „na prawdę” chodzi. Jednak kiedy śmierć, amok, ból i cierpienie są naprawdę blisko wówczas to wszystko natychmiast staje się tym czym jest – bezcelowym mądrowaniem, jałową spekulacją, która w żaden sposób nie potrafi dotknąć istoty rzeczy, ponieważ wciąż myśli, że jest ponad tym, gdzieś w abstrakcyjnej przestrzeni wniosków, na bezpiecznym gruncie refleksji. Kiedy człowiek jest przerażony staje się nagi i bezbronny. Możemy do ujrzeć w oczach więźniów, jeńców, w oczach matek, dzieci, synów, żołnierzy kiedy widzą prawdę tego w czym uczestniczą.

Dociera do mnie, że czym więcej w nas nienasycenia i potrzeb tym bliżej jesteśmy momentu kiedy wszyscy będziemy się zabijać, by przetrwać. Wówczas nie będzie już mowy o wolności, demokracji, nie będzie już usprawiedliwiających mordowanie sloganów, nie będzie dobrych bohaterów, którzy giną w walce ze złem. Bezlitosna selekcja naturalna prowadzona przez tych u których instynkt przetrwania okaże się najbardziej bezwzględny i nieustępliwy. Instynkt drapieżników. Amok mordowania. Jeżeli doprowadzimy tą planetę do momentu skrajnego wyczerpania zużywając wszelkie dostępne zasoby w imię standardu życia, wzrostu, kariery, szczęścia etc – zostanie nam tylko rzeczywistość piekła i wojny. Ponieważ bez wytchnienia mordujemy swój własny świat – ziemię, wodę i powietrze za pomocą ognia pożądania, gniewu, ambicji, za pomocą ognia karabinów, płonących szybów naftowych, za pomocą broni nuklearnej. Płoną lasy od krótkowzroczności i miasta od ambicji posiadania, władania, władzy. To jedna ta sama wojna z samym sobą, głęboko ukryta pogarda wobec siebie i życia. Pozwalamy za cenę „wygody” i „bezpieczeństwa” samcom alfa gwałcić ten świat, który staje się coraz bardziej chory i bezbronny wobec usankcjonowanego absurdalnym ludzkim prawem życiobójstwa. Pod tymi wszystkimi mundurami, rozkazami, pieśniami współczesnych wojen jest ziemia i surowiec, wojna o zasoby, o dbanie o „swoich” o ich styl życia i głos wyborczy. Nieustająca propaganda w imię ponadnarodowych oligarchów wschodu, zachodu, północy i południa. Podział łupów.

Biedne mięso armatnie mordujące się bez ustanku na wszystkich wojnach, które kiedy przetrwa jest skazane na piekło samopogardy. Nikt nie pyta zwycięzców dlaczego przegrali. Każdy widzi swoje i zabija za swoje, jednak to „moje”, ten mój kraj, moja ziemia, mój naród, moje plemię nie różni się niczym na poziomie biologii, na poziomie podstawowej i fundamentalnej struktury życia, którą zaprogramowany abstrakcją umysł po prostu ignoruje. Jednak w momencie ostatecznego przebudzenia ta prawda staje się ostatnim rachunkiem do zapłacenia. Staje się długiem. To jest przyczyna reinkarnacji. To świat dłużników wobec życia, którzy wciąż wierzą, że możesz oszukać to czego nie sposób oszukać. I znów przychodzi wezwanie na wojnę. Musisz, choć nie chcesz – zabijać. Ślepy beznamiętny determinizm, którego nikt nie rozumie i nikt nie chce – jednak wciąż się rozgrywa od samego początku istnienia. Znów jesteś narzędziem w absurdalnej wojnie, bo kiedy opadają już spazmy emocji i wzruszeń widzisz, że tak naprawdę nic nie wywalczyłeś wszystko jest dokładnie takie jak było.

Czy rodzimy się po to, żeby mordować i mordujemy po to, żeby żyć?

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

NATURA PSA

W tym procesie transformacji nie ma potrzeby, aby zachować twarz. Nie ma potrzeby ratowania swojej dumy. Nie ma potrzeby ratowania swojej tożsamości. Gdyby istniał jakiś powód, aby ocalić twarz, ocalić dumę, ocalić tożsamość, książę Siddhartha nigdy nie opuściłby pałacu i nigdy nie znalazłby oświecenia. Ten rodzaj ego – twarz ego, duma ego, tożsamość ego – dla praktykującego jest najgorszą przeszkodą w postępie na ścieżce. Tak więc, jak stwierdzili wielcy mistrzowie Kadampa, „opuść krąg ludzi i wejdź w krąg psów” i wyjdź z niego będąc boską, wolną istotą.

Dzigar Kongtrul Rinpocze

Kim jest ten który jest? Ten co taki jest pewien siebie, swoich tak zwanych racji, ten co wie, że wie i coraz mniej wie, że jednak nie wie. Taki ja na przykład. Co żyje sobie w sobie i wygląda przez pięć okien i jedne drzwi. Przez dotyk, widok, zapach, smak i dźwięk i kręci się przez cały czas w obrotowych drzwiach umysłu. Bez najmniejszej przerwy coś wchodzi i coś wychodzi jak pokarm i gówno. Jedno nie może istnieć bez drugiego. Ja lubi być romantykiem często patrzy na ten hardcorowy biologiczny terror warunku jak na „cudowne życie” na „pięknej planecie” pod „urzekającymi gwiazdami”. Wymyślanie siebie jest tym co ja robi przez dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu. Obieg jednej kuli wokół drugiej kuli bez końca. „Ja” zapomina, że jest tylko epizodem w bezczasie.

Śniła mi się kobieta, która w urodziła dziecko z kablem zamiast pępowiny, próbowała to przegryźć, oswobodzić malca – jednak bezskutecznie. Od tego czasu rodziły się dzieci z kablami, które przepinano od matki do maszyny. Maszyna działała bardzo sprawnie, przez cały czas od świtu do nocy. Maszyna karmiła i uczyła. Replikowała. Wzorzec maszyny stał się dominujący, nakazujący, rozkazujący, stał się jedyną strategią przetrwania. Mechaniczność, powtarzalność, przewidywalność, ciągła redukcja. Istoty biologiczne – puste arkusze kalkulacyjne – krzywa wykresu o stałej zmiennej, kiedy trzeba było nadpisać Program, dokonać korekty kodu źródłowego. Liczby stały się językiem, poezją nowych światów.

Wyobraź sobie, że jesteś maszyną.
No tak, oczywiście. Ale wyobraź sobie, że jesteś innego rodzaju maszyną, wykonaną z metalu i plastiku, zaprojektowaną nie na chybił trafił przez ślepy dobór naturalny, lecz przez ściśle skupionych na konkretnych celach inżynierów i astrofizyków. Wyobraź sobie, że twoim zadaniem nie jest rozmnażanie, ani nawet przetrwanie, lecz zbieranie informacji.

Peter Watts. „Ognisty deszcz”.

Bezosobowy wszechobecny Bóg Liczb wypluwał z siebie równanie za równaniem, ich wynik przekraczał kognitywne zdolności mięsa. Mięso zawodziło. Zapóźnione, osamotnione, nieporadne, traciło wszystkie punkty oparcia. Traciło grunt, zakotwiczenie w dotyku. Czułość, bliskość, kontakt fizyczny wszystko to co dawało mu szansę transcendencji i ewolucji zostało zakazane. Skazane na samotność mięso i zamieszkujące je ja stawało się neurozą, bólem. Prawo projekcji jest prawem lustra. Istota ludzka wyprojektowuje swój świat jako meta dane, które są przetwarzane przez detektory zmysłów i w taki oto sposób żyje w Projekcji, którą produkuje mózg. Tak powstaje każdy świat – symulacja jaki był jest i będzie. Jest „nierzeczywiście” rzeczywisty, lub „rzeczywiście” nierzeczywisty. Istota problemu tkwi w rozróżnieniu impulsu – sygnału, czy jest nadawany czy jest odbierany w istocie jednak wszystko dzieje się jednocześnie – co było, jest i będzie. W istocie nadawca jest odbiorcą, a odbiorca nadawcą.

Ja jest – czasem.
Chwilowym opóźnieniem impulsu, który otwiera neuronową przestrzeń w której dzieje się „życie”.
To sen mózgu.
Śnienie.

Kiedy jesteśmy Świadomi, nagle możemy dostrzec, gdzie jesteśmy możemy zobaczyć to, co widzimy; usłyszeć to, co słyszymy; dotknąć tego, czego dotykamy i poczuć to, co czujemy. Będąc świadomymi, możemy być tu gdzie jesteśmy. Świadomość jest bramą, przez którą wchodzimy w świat snu.

Charles McPhee

Rozpoznać, że to sen to Obudzić się. Jest droga myślenia i droga czucia. Droga ciała i droga umysłu. Dlatego bycie Obecnym jest pierwszym i decydującym czynnikiem i przyczyną przebudzenia. Kiedy masz to przeczucie, że śnisz, to przeczucie jest czymś bardzo pierwotnym, czymś co pochodzi spoza programu Maszyny, czymś co ostatecznie kiedy temu zaufasz doprowadzi cię do wyzwolenia z bólu – neurozy. To nie ma nic wspólnego z religią, mistycyzmem, całym tym „świętym” biznesem, który w istocie jest pułapką, która ma cię zapętlić w ciągłym dążeniu do „oświecenia” do „mocy” do „wyjątkowości” zniewolić w ramionach Boga Liczb i Kalkulacji. W istocie nie ma czego mierzyć i do czego dążyć. Nie ma „oświecenia”. Jest Przebudzenie. Koniec snu. Przekroczenie gry Mózgogłowia. Opuszczenie Gastropolis.

Droga ciała jest drogą miłości, jest drogą współczucia, jest drogą udziału. Jest wyjściem przez wejście.

Droga umysłu jest drogą rozpoznania, ciszy, samotności. Jest wejściem przez wyjście.

Te drogi nie różnią się od siebie.

Ponieważ ich cel jest ten sam. To samo miejsce, gdzie przychodzisz kiedy wychodzisz i wychodzisz kiedy przychodzisz. Najważniejszym jest byś to Rozpoznał.

To nazywane jest Urzeczywistnieniem Natury.
Rozpoznaniem Substancji.
Pierwotnym Stanem.

Tego nie można stworzyć i nie można zniszczyć.

Dlatego wszystko w swojej esencji jest dobre.
Poza czasem, poza miejscem, poza warunkiem.

Nic „spoza” ciebie nie może cię wyzwolić.
Żadna tradycja, doktryna, ścieżka, nauka.
Wszystko to jest jedynie drogowskazem.
Tablicą informacyjną, mapą, szkicem.

W istocie po prostu jesteś…

Bezpańskim psem.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

MGŁA. SZUM. HAŁAS.

Jestem wielkim fanem Procesów Nieświadomych. Ruchów tła. Metamorfozy kontekstu. Cóż to znaczy?

Mamy „obraz główny” – postrzeganie podmiotu, lub co bardziej precyzyjne postrzeganie, myślenie, czucie tego czegoś co nadaje wartość wszechrzeczy – staje się dominującym punktem odniesienia – „Ja”. To „Ja” projektuje ów wspomniany kontekst – psychologicznie, mentalnie i wreszcie „realnie” – fizycznie. Powstaje „Konglomerat” punktów odniesienia, pozornie osobnych, niezależnych bytów osadzonych we własnych uwarunkowanych światach, wciąż definiujących i osądzających własne położenie. Owo „położenie” staje się wówczas najważniejsze. Podobne wizje nakładają się tworząc zbiory, części wspólne – społeczności, ugrupowania, narody etc. Społeczeństwo Zindywidualizowanych Mas. Projektowanie wspólnego Kontekstu staje się nieodzowne, bowiem utrzymanie podzbiorów (grup) w zbiorze (naród) nie byłoby możliwe bez „wspólnej matrycy” utożsamienia z jakąś płaszczyzną. Płaszczyzną utożsamienia staje się „zależność”, „uwarunkowanie” – ułomność ludzkiej kondycji. Bez względu na „wyjątkowość” twojego intelektu, zdolności artystycznych, wszystkie nadpisane w programie potencjały – jesteś czy chcesz tego czy nie przykuty do „egzystencjalnej matrycy przetrwania”. Lubimy o tym zapominać w Amoku postmodernistycznej abstrakcji. Oddech i pełny żołądek stają się zapomnianą pulsacją, zapominamy również o tym, że sztuczny wymyślony czas wciąż płynie, nawet wtedy kiedy odmierza go bezszelestny kwarcowy mechanizm. Kapitalizm abstrakcji, wolny rynek idei – zalew tandety bezsensownego myślenia. Zapełnianie Otchłani Biologii. Umysł jest zawsze na granicy paniki, ponieważ „wie na czym polega oszustwo”, jego królestwo „złotych myśli” utkane jest z przędzy oddechu. To jest jeden ze snów jaki śnimy. Sen Duszy zamieszkującej Ciało jak kawalerkę, kredyt hipoteczny zaciągnięty od Boga Wiecznej Hipotezy. Skąd się bierze to przekonanie? Z abstrakcji Pisma Świętego, objawień dalekowschodnich Mistyków, z ludzkiej linii przekazu DNA ?

Monstrum się uspokaja, bowiem to mgliste przekonanie o bycie wiecznym – wystarczy. Jednak panika nigdy nie gaśnie. Zatem w jaki sposób Umysł Monstrum, chce zainicjować życie wieczne? Ostatecznym Królestwem jest Życie – Abstrakt, Życie – Symulacja, Wirtualne Życie. Automatyczny Raj. Tutaj się gra na słabościach. Tkanka ludzka staje się coraz bardziej wyrugowana z biologicznego poziomu zaradności wchodząc w Życie – Abstrakt, gdzie rotacja obrazów / idei staje się wirusem. Łatwo to zauważyć obserwując uważnie „medialną rotację tematów”, które niczym Księga I – Cing wskazuje powtarzalność cykli. To w jaki sposób przy obecnym sposobie obiegu informacji łatwo zapętlić uwagę jest wprost niewiarygodne. To jak łatwo to przewidzieć również. Nie oszukujmy się – również łatwo tym manipulować. To macica Symulacji. Ten moment jest bardzo ciekawy z wielu powodów. Po pierwsze dopiero teraz można zauważyć, że Kolektywny proces Nieświadomości jest rodzajem Bytu, który ma zdolność „życia pod progami”, wdrażania swoich manifestacji do „kolektywnego obiegu”. Dla mnie nie ma innego wyjaśnienia na „globalny obraz” świata, który wydaje się dziełem szaleńca.

Po drugie – tempo. Przyspieszenie zmian jest niewiarygodne wręcz obezwładniające. Cóż to generuje? Generuje Ludzi / Zjawiska / Przedmioty – Odpadki. Coraz więcej i więcej pozbawionych roli i powodu elementów Gry. Dlatego Gra – Symulacja będzie stawała się elitarna, każde nowe pokolenie wyznaczy nowe zasady, których ich poprzednicy już nie będą w stanie zrozumieć, wszystko odbywać się będzie poza udziałem Ludzi – Odpadków.

Dla ludzi Odpadków tworzymy Miasta – Śmietniki, tanie kliniki, sklepy, radości i używki. To się dzieje teraz. Organizm się spaja, by się podzielić. Wszystkie te ponadnarodowe twory od różnych unii po korporacje – krzycząc „Łączymy!” – po prostu dzielą. Odbywa się to właśnie na płaszczyźnie Tła. Tło trzeba najpierw ujednolicić, wówczas potrzeba ruchu / zmiany staje się bezsensowna, ponieważ nie ma już różnicy gdzie jesteś, gdyż wszędzie jest tak samo. Wszystkie „życiodajne soki” – surowce naturalne, technologie – stają się dystrybuowanym produktem ometkowanym i porcjowanym przez „Tajemniczych właścicieli”. Twoim jedynym prawem / możliwością jest kolejka do dystrybutora. Automatyka egzystencji. Po trzecie, z powodu potrzeby utrzymania nieświadomości, odwracanie uwagi. Kiedy masz miliardy rozrzuconych punktów – błądzisz po nich. Doskonałym przykładem jest Internet. Brak spójności, jałowe pole z którego nic nie wynika – tym jest współczesna dystrybucja informacji.

Produktem docelowym jest dezinformacja. Produktem ubocznym pomieszanie płaszczyzn. Podstawowe błędy są wpisane na poziomie semantycznym, na poziomie rozumienia znaczeń i kontekstów, porozumiewanie ułamkami, dzielenie całości w nieskończoność. To jest kontekst. Mgła. Szum. Hałas. Utrzymanie przytomności jest bardzo, bardzo trudne. Wymaga punktu oparcia. Zakotwiczenia. Kiedy toniesz w ruchomych piaskach na czym możesz się oprzeć? Kiedy jesteś w Szpitalu Psychiatrycznym od zawsze jak możesz stwierdzić co jest normalne? Ten świat zawsze był szalony, jednak teraz w jakiś dziwny sposób ujawnia się zadziwiający procent tych, którzy potajemnie nie przyjmowali leków i jedynie udawali chorobę. Ich punktem oparcia jest właśnie Przytomność. Ich siłą współodczuwanie. Bardzo jasno zrozumiałem jedną rzecz – nie istnieje azyl, bezpieczna przystań póki oddychamy tym samym tlenem. Nie ma gdzie uciec.

Czym jest ta zasłona? Ten filtr? To jest „Ja”. „Ja” we własnej osobie. „Ja” oddzielny, „Ja” poza tym, „Ja” bezpieczny, „Ja” lepszy i wiele, wiele „Ja”. To dla „Ja” już jest banał. Chcę być tutaj w samym środku dzień za dniem. Wciąż będę tu wracał, rodził się w tym mule bez końca. Pożerał i wymiotował każdą prowizoryczną „iluzję zmiany”. W każdym oddechu jest każdy oddech od początku istnienia. Kiedy przestajesz szukać ocalenia, przestajesz być ofiarą. Monstrum traci władzę, bierzesz wszystko co jest. Tak jak jest. Stajesz się śluzą przez którą przepływa ocean.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

GŁĘBOKIE GARDŁO

Dzisiaj kupiłem dwa pory na kolację
Niosłem je za plecami, trzymając jak kwiaty.
Lato się gryzie z jesienią. Forma ocalała i wychodzi z podziemia.
Wszystko się układa w jeden
wyraźny doskonały kształt:
OGRÓD KONCENTRACYJNY.

Dzisiaj kupiłem dwa pory na kolację.
Niosłem je za plecami, trzymając jak krzyż.
Jestem tak bardzo martwy,
że aż chodzę, czuję.
Widzę jak wszystko się układa w jeden wyraźny, doskonały kształt:
OGRÓD KONCENTRACYJNY!

Świetliki ”Przed wyborami”

Ułożone z klocków Miasta – zautomatyzowane maszyny wytwarzające kolejne warstwy abstrakcyjnych ozdobników i utkanych pajęczyn wieczystego rozproszenia – lepki bezkresny ocean Absurdu – dryfujące bezwolnie ciała – jak martwe korpusy Uchodźców poległych w drodze do Raju otoczonego drutem kolczastym. Wchodzimy głębiej i głębiej w ten Hipnotyczny Sen i z chwili na chwilę gubimy wątki odradzając się bez końca. Jest to system hiper reinkarnacji – jak szczurza zabawka albo labirynt. Od ściany do ściany – biegiem – korozji uległa pamięć długotrwała – czarna skrzynka – Procesor Mózgogłowia. Ciągły permanentny stan Restartu. Życie bez kierunku. Otchłań Bodźców. Kompulsywny Taniec Odruchu. Muzyka do tego tańca jest elektroniczna. Transowa o tempie najszybszym z możliwych by otrzymać tętno na najwyższym poziomie – otworzyć podświadomość na Program Dezorientacji. Do reszty zajęci przeżyciem, utrzymaniem się na powierzchni pozornego życia wypełnionego niekończącymi się obowiązkami, które z perspektywy czasu okażą się pozbawione jakiegokolwiek prawdziwego znaczenia. Człowiekowi, który myśli i jest przytomny życie w Hipnotycznym Świecie stawia ogromne wyzwanie by zachować autonomię swojej wrażliwości, nie ulec i nie dać się osaczyć jak zwierze.

Pojęciem kluczowym jest „system koncentracyjny”. Pęczniejące Obozowisko – tłuczone hormonami ekonomicznego wzrostu opartego na nocie dłużnej potocznie zwanej pieniądzem, którego żywotność obliczona jest na kilkadziesiąt lat – jego agonię możemy obserwować obecnie w Wenezueli i zjawisku hiperinflacji. Za średnią pensję możesz co najwyżej kupić kilka owoców – kiedy rozpada się utopijny Raj, który dla potrzeby Teatralnej Sztuki tworzy ekipa Aniołów Zagłady o ostrych kłach, zamazanych twarzach i nieskończonym globalnym apetycie, a po wystawnej uczcie zostaje wyssane do szpiku pobojowisko.

Jest to także konsekwencja polityki subsydiowania rolnictwa. Subsydiowanie rozpoczęło się w okresie Wielkiego Kryzysu na początku lat trzydziestych. Stanowiło metodę nadzwyczajnej pomocy w przezwyciężeniu kryzysu – ale się nie skończyło. A w ostatnich dekadach beneficjentem tej pomocy przestały być rodziny farmerskie – te jak z kiczowatych filmów – ponieważ w Stanach nastąpiła koncentracja własności ziemi. Teraz korzystają z niej głównie wielkie przedsiębiorstwa produkujące żywność: 70 procent pieniędzy trafia do 10 procent odbiorców, wielkich producentów kukurydzy, pszenicy i soi – lobbystów mających siłę potrzebną do zdobycia subsydiów. Z przedsiębiorstw tych pochodzą między innymi podstawowe składniki potrzebne do produkcji żywności przetwarzanej – która z tego powodu jest o tyle tańsza niż owoce i warzywa, pozbawione tak wielkich dotacji. W ten sposób truje się ludzi.

Oto pytania, jakie stawia Raj Patel w książce Stuffed and Starved (Napchani i głodni), próbując wykazać, że nie jesteśmy skazani na wybór takiej, a nie innej żywności, że ktoś nam ten wybór narzuca – nawet jeśli nie do końca wiemy kto. Kto określa bezpieczny poziom pestycydów i w jaki sposób definiuje to „bezpieczeństwo”? Kto decyduje, jaki surowiec będzie potrzebny do wyprodukowania naszej żywności i gdzie będzie kupowany? Kto ustala, ile należy płacić rolnikom-producentom żywności czy pracującym dla nich urzędnikom? Kto uznaje, że technologia wykorzystywana do produkcji tej żywności jest bezpieczna? Kto zarabia na dodawanych do niej składnikach i gwarantuje, że są one zdrowe, a nie szkodliwe? Kto poręcza, że istnieje dostatecznie dużo taniej energii, by transportować i sprowadzać te składniki ze wszystkich zakątków świata? Kto postanawia, które produkty będą zapełniały półki w supermarketach? Kto określa ich cenę? Kto podejmuje decyzję, że ich ceny będą wyższe niż te, które mogą zapłacić ubodzy?

Jedzenie śmieciowe, odpadki dla tych, którzy są śmieciami.

Martín Caparrós. „Głód”.

Ludzie śmieci. Wirujące, targane „wiatrem historii” plastikowe puste torby – odpadki obrazkowej kultury obietnic tłoczone w slumsach mega miast rzucone na pożarcie najniższym instynktom. Rozumiem tą gorączkową tendencję luksusowej prostytutki – cywilizacji 3D – szumnie zwanej zachodnim światem „wciąż rosnącej gospodarki” jak tkanki nowotworowej do neurotycznej ucieczki w abstrakcjonizm gówno wartych sloganów do kultury narcyzmu opartej na ostentacyjnym wyparciu rzeczywistości do drukowania atrapy dobrobytu by zagłuszyć dochodzący zza Muru Ignorancji wrzask. Mleko rozlało się tak bardzo, że wysokość fali pokryje lądowiska helikopterów na drapaczach chmur zrywając łączność ze Snem, nie będziemy już w stanie generować Symulacji w czasie rzeczywistym nastąpi wypięcie – Przebudzenie Pokolenia 5G z pustą zakładką „Na czasie” w You Tube. Czas ucieka, kurczy się, topnieje jak lodowce zwiększając przepustowość klepsydry – kilka ziaren – by życie mogło przetrwać i odrodzić się na nowo kiedy ta bańka pęknie.

Więc kupiłem starość, sprzedałem młodość
Jej kupiłem mało, skreślałem pomoc
Kiedy życie trwało, przestałem obok
I zostałem z hajsem, który jest niczym
Zapłaciłem czasem, który się liczy
Czas leci jak piasek, który chcesz chwycić
Teraz dziecko płacze, duży przemilczy

PRO8L3M – Crash test

Wierzę w moc prawdy w dobroć pierwotnej natury w konieczność rozliczenia i spłaty długów zaciągniętych na poczet przemijających uciech. W spokój, który daje wybaczenie, bo błądzić rzecz ludzka. Kiedy zdajesz sobie sprawę, że każda z postaci snu jest tobą – odzwierciedleniem wypartych aspektów. Każda z tych form jest zaprogramowaną śmiertelnością – prawdą przed którą nie zdołamy uciec. Świadome śnienie w wykoślawionej kolektywnej matrycy koszmarnych snów, budowanie mocy transformacji, nadawanie pirackiego sygnału, hackowanie Hipnozy. Serdeczność i zgoda na to co jest – bo to my w zwielokrotnionych odbiciach dorastające ludzkie dzieci pełzające po ciele matki jak ślepe szczenięta zachłyśnięte mlekiem materializmu. Mindfuck egotycznego cyborga, awaria automatycznego pilota.

Scena ma w sobie coś hipnotyzującego. Stoję za szybą i przyłapuję się na tym, że – bardziej niż przerabianym stopniowo na kawałki świniom – przypatruję się pewnym siebie i pochłoniętym wykonywanymi czynnościami ludziom, którzy poruszają się rytmicznie, traktując wiszące przed nimi ciała zwierząt z mieszaniną znawstwa i obojętności. Nie wyżywają się na nich – wykonują swoją pracę mechanicznie, jakby składali części samochodu. Cięcie, powiększenie, wyciągnięcie, odcięcie. To, na co patrzę, jest niczym innym jak tylko taśmą produkcyjną. To fabryka nowoczesnego, przemysłowego mięsa.

Stefano Liberti. „Władcy jedzenia”.

Kiedy w śnie odkrywasz, że śnisz jest to hiper rzeczywiste doświadczenie – wręcz szokujące. Jak to? Że nie prawda? Że bajdurzenie, fikcyjna kraina fikcyjnych ludzi, fikcyjne hipoteki zabezpieczające fikcyjne posiadłości na fikcyjnych kontynentach w fikcyjnych krajach z fikcyjnymi rządami fikcyjnych marionetek na sznurkach fikcyjnych elit. Łał. Jakbyś nie próbował tego objąć – ni chuja nie da się. Przechodzisz przez ściany, których nie ma – do miejsc, które są nigdzie nie kto, nie gdzie, nie kiedy, nie jak. Później w „rzeczywistym świecie” zaczynasz mieć podejrzenia. To narasta. Zaczynasz to mimowolnie sprawdzać – na wszelki wypadek. Jednak pewnego dnia taśma wypadnie z głowicy na dobre. Nie wrócisz już do ciała leżącego na dole. Zaryglują zamki i przysłonią okna. Zostaniesz na pastwę własnych zjaw, jak zdetronizowany król wrogiego królestwa rzucony w łachmanach w sam środek rozwścieczonego tłumu tych których mordowałeś dla zysku, sławy, pieniędzy – dla sennych ozdób i wyśnionych ornamentów. Jak nie stracisz do tego czasu tożsamości rozszarpią cię na strzępy. Trafisz do fabryki nowoczesnego przemysłowego mięsa, które zaprogramowane potrafi nawet mówić, tańczyć i drukować obligacje skarbu fikcyjnego państwa. My tutaj oprócz pierwszego i drugiego dania mamy jeszcze przystawki oraz kilka połyskujących wisienek na torcie.

Jeśli nie zdobędziemy mądrości, wszystko wokół nas będzie źródłem cierpienia. Jeśli jesteśmy mądrzy, rzeczy te wyprowadzą nas z cierpienia. Oczy, uszy, nos, język, ciało i umysł… Wiecie co? – oczy niekoniecznie są dobre. Jeśli jesteście w złym nastroju, samo patrzenie na innych ludzi może wpędzić was w gniew i odebrać wam sen. Albo możecie się zakochać. Miłość to też cierpienie, jeśli nie dostajesz tego, czego chcesz. Miłość, tak jak i nienawiść są cierpieniem, a to przez pożądanie. Pożądanie jest cierpieniem, pragnienie pozbycia się [pożądania] jest cierpieniem. Chęć posiadania rzeczy… nawet jeśli je zdobędziesz, nadal cierpisz, bo boisz się, że je stracisz. Tylko ból. Jak chcecie z tym żyć? Możecie mieć wielki, luksusowy dom, ale jeśli wasze serca nie są dobre, nic nigdy nie będzie dziać się tak, jak oczekujecie.

Spójrzcie zatem na siebie.

Ajahn Chah. „Dlaczego tu jesteśmy?”

Zwykły wpis