PIRACKIE OPOWIEŚCI

ZA MUNDUREM TRUPY SZNUREM

Słowo „wojna” pojawia się w mediach ze zwiększoną częstotliwością. Daje się odczuć jakieś niezdrowe wzbudzenie, rozglądanie się za wrogiem i awanturą. Mam wrażenie, że tak właśnie oswaja się ludzi z wojną. Że wprowadziwszy stan wojny w ich emocjach i myślach, wywołuje się przy tym odczucie nieuchronności. Problem w tym, że dla dużej części moich bliźnich wojna budzi skojarzenia z odwagą, patriotyzmem, męskością, przygodą, a te skojarzenia wywołują przyjemne dreszcze. A przecież „wojna” to najohydniejsze słowo w ludzkim języku. Wojna to jest śmierć. Smród. Brak. Choroby, brud i pasożyty wyżerające kanały w skórze. Rany, ból i strach. Zdziczenie. Gwałt.

Anna M. Nowakowska 1960

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

REKRUCI

Widzicie, chodzi o to, że wcale nie jesteśmy Homo sapiens. Naszym jądrem jest szaleństwo. Nadrzędnym imperatywem chęć zabijania. Moi drodzy, Darwin był zbyt uprzejmy, by powiedzieć, że rządzimy Ziemią nie dlatego, że jesteśmy najinteligentniejsi czy choćby najsilniejsi, ale dlatego że zawsze byliśmy najbardziej szalonymi i żądnymi krwi skurwielami w naszej dżungli. (…) Nie zamierzam wygłaszać przemówienia oskarżającego całą ludzkość. Gdybym chciał to zrobić, przypomniałbym, że na każdego Michała Anioła przypada markiz de Sade, na każdego Gandhiego – Eihmann, na Martina Luthera Kinga – Osama bin Laden. Poprzestańmy na tym: człowiek stał się dominującym gatunkiem na tej planecie dzięki dwóm podstawowym cechom. Jedną jest inteligencja. Drugą gotowość zabicia każdego, kto stanie mu na drodze. (…) Inteligencja w końcu zatriumfowała nad żądzą mordu i rozsądek wziął górę nad instynktem. To również było kwestią przetrwania. (…) Większość ludzi zepchnęła te najgorsze cechy w głąb podświadomości.

Stephen Edwin King (ur. 1947) – amerykański pisarz, autor głównie literatury grozy.

Przed tym nie można się schronić, nie sposób uciec, czy próbować udawać, że tego nie ma. To jest tutaj. Zawsze było i dopóki coś fundamentalnie do nas nie dotrze i nie rozerwie naszej ignorancji – będzie. Zabijaliśmy, zabijamy i będziemy zabijać na niezliczone sposoby, ponieważ sztuka wojny ma swoich artystów, swoją publiczność, swoich sponsorów, swój splendor. W obecnych czasach jest też spektaklem dla mas, które z bezpiecznej odległości w zaciszu swojego zaprogramowanego udomowionego życia mogą żywić się śmiercią, przez chwilę doświadczyć prawdziwych emocji, czegoś co ze swojej natury jest przecież ostateczne. Wtedy najłatwiej osądzać, patrzeć z lotu ptaka, łączyć kropki niezliczonych teorii na temat tego o co w tym wszystkim „na prawdę” chodzi. Jednak kiedy śmierć, amok, ból i cierpienie są naprawdę blisko wówczas to wszystko natychmiast staje się tym czym jest – bezcelowym mądrowaniem, jałową spekulacją, która w żaden sposób nie potrafi dotknąć istoty rzeczy, ponieważ wciąż myśli, że jest ponad tym, gdzieś w abstrakcyjnej przestrzeni wniosków, na bezpiecznym gruncie refleksji. Kiedy człowiek jest przerażony staje się nagi i bezbronny. Możemy do ujrzeć w oczach więźniów, jeńców, w oczach matek, dzieci, synów, żołnierzy kiedy widzą prawdę tego w czym uczestniczą.

Dociera do mnie, że czym więcej w nas nienasycenia i potrzeb tym bliżej jesteśmy momentu kiedy wszyscy będziemy się zabijać, by przetrwać. Wówczas nie będzie już mowy o wolności, demokracji, nie będzie już usprawiedliwiających mordowanie sloganów, nie będzie dobrych bohaterów, którzy giną w walce ze złem. Bezlitosna selekcja naturalna prowadzona przez tych u których instynkt przetrwania okaże się najbardziej bezwzględny i nieustępliwy. Instynkt drapieżników. Amok mordowania. Jeżeli doprowadzimy tą planetę do momentu skrajnego wyczerpania zużywając wszelkie dostępne zasoby w imię standardu życia, wzrostu, kariery, szczęścia etc – zostanie nam tylko rzeczywistość piekła i wojny. Ponieważ bez wytchnienia mordujemy swój własny świat – ziemię, wodę i powietrze za pomocą ognia pożądania, gniewu, ambicji, za pomocą ognia karabinów, płonących szybów naftowych, za pomocą broni nuklearnej. Płoną lasy od krótkowzroczności i miasta od ambicji posiadania, władania, władzy. To jedna ta sama wojna z samym sobą, głęboko ukryta pogarda wobec siebie i życia. Pozwalamy za cenę „wygody” i „bezpieczeństwa” samcom alfa gwałcić ten świat, który staje się coraz bardziej chory i bezbronny wobec usankcjonowanego absurdalnym ludzkim prawem życiobójstwa. Pod tymi wszystkimi mundurami, rozkazami, pieśniami współczesnych wojen jest ziemia i surowiec, wojna o zasoby, o dbanie o „swoich” o ich styl życia i głos wyborczy. Nieustająca propaganda w imię ponadnarodowych oligarchów wschodu, zachodu, północy i południa. Podział łupów.

Biedne mięso armatnie mordujące się bez ustanku na wszystkich wojnach, które kiedy przetrwa jest skazane na piekło samopogardy. Nikt nie pyta zwycięzców dlaczego przegrali. Każdy widzi swoje i zabija za swoje, jednak to „moje”, ten mój kraj, moja ziemia, mój naród, moje plemię nie różni się niczym na poziomie biologii, na poziomie podstawowej i fundamentalnej struktury życia, którą zaprogramowany abstrakcją umysł po prostu ignoruje. Jednak w momencie ostatecznego przebudzenia ta prawda staje się ostatnim rachunkiem do zapłacenia. Staje się długiem. To jest przyczyna reinkarnacji. To świat dłużników wobec życia, którzy wciąż wierzą, że możesz oszukać to czego nie sposób oszukać. I znów przychodzi wezwanie na wojnę. Musisz, choć nie chcesz – zabijać. Ślepy beznamiętny determinizm, którego nikt nie rozumie i nikt nie chce – jednak wciąż się rozgrywa od samego początku istnienia. Znów jesteś narzędziem w absurdalnej wojnie, bo kiedy opadają już spazmy emocji i wzruszeń widzisz, że tak naprawdę nic nie wywalczyłeś wszystko jest dokładnie takie jak było.

Czy rodzimy się po to, żeby mordować i mordujemy po to, żeby żyć?

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

NATURA PSA

W tym procesie transformacji nie ma potrzeby, aby zachować twarz. Nie ma potrzeby ratowania swojej dumy. Nie ma potrzeby ratowania swojej tożsamości. Gdyby istniał jakiś powód, aby ocalić twarz, ocalić dumę, ocalić tożsamość, książę Siddhartha nigdy nie opuściłby pałacu i nigdy nie znalazłby oświecenia. Ten rodzaj ego – twarz ego, duma ego, tożsamość ego – dla praktykującego jest najgorszą przeszkodą w postępie na ścieżce. Tak więc, jak stwierdzili wielcy mistrzowie Kadampa, „opuść krąg ludzi i wejdź w krąg psów” i wyjdź z niego będąc boską, wolną istotą.

Dzigar Kongtrul Rinpocze

Kim jest ten który jest? Ten co taki jest pewien siebie, swoich tak zwanych racji, ten co wie, że wie i coraz mniej wie, że jednak nie wie. Taki ja na przykład. Co żyje sobie w sobie i wygląda przez pięć okien i jedne drzwi. Przez dotyk, widok, zapach, smak i dźwięk i kręci się przez cały czas w obrotowych drzwiach umysłu. Bez najmniejszej przerwy coś wchodzi i coś wychodzi jak pokarm i gówno. Jedno nie może istnieć bez drugiego. Ja lubi być romantykiem często patrzy na ten hardcorowy biologiczny terror warunku jak na „cudowne życie” na „pięknej planecie” pod „urzekającymi gwiazdami”. Wymyślanie siebie jest tym co ja robi przez dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu. Obieg jednej kuli wokół drugiej kuli bez końca. „Ja” zapomina, że jest tylko epizodem w bezczasie.

Śniła mi się kobieta, która w urodziła dziecko z kablem zamiast pępowiny, próbowała to przegryźć, oswobodzić malca – jednak bezskutecznie. Od tego czasu rodziły się dzieci z kablami, które przepinano od matki do maszyny. Maszyna działała bardzo sprawnie, przez cały czas od świtu do nocy. Maszyna karmiła i uczyła. Replikowała. Wzorzec maszyny stał się dominujący, nakazujący, rozkazujący, stał się jedyną strategią przetrwania. Mechaniczność, powtarzalność, przewidywalność, ciągła redukcja. Istoty biologiczne – puste arkusze kalkulacyjne – krzywa wykresu o stałej zmiennej, kiedy trzeba było nadpisać Program, dokonać korekty kodu źródłowego. Liczby stały się językiem, poezją nowych światów.

Wyobraź sobie, że jesteś maszyną.
No tak, oczywiście. Ale wyobraź sobie, że jesteś innego rodzaju maszyną, wykonaną z metalu i plastiku, zaprojektowaną nie na chybił trafił przez ślepy dobór naturalny, lecz przez ściśle skupionych na konkretnych celach inżynierów i astrofizyków. Wyobraź sobie, że twoim zadaniem nie jest rozmnażanie, ani nawet przetrwanie, lecz zbieranie informacji.

Peter Watts. „Ognisty deszcz”.

Bezosobowy wszechobecny Bóg Liczb wypluwał z siebie równanie za równaniem, ich wynik przekraczał kognitywne zdolności mięsa. Mięso zawodziło. Zapóźnione, osamotnione, nieporadne, traciło wszystkie punkty oparcia. Traciło grunt, zakotwiczenie w dotyku. Czułość, bliskość, kontakt fizyczny wszystko to co dawało mu szansę transcendencji i ewolucji zostało zakazane. Skazane na samotność mięso i zamieszkujące je ja stawało się neurozą, bólem. Prawo projekcji jest prawem lustra. Istota ludzka wyprojektowuje swój świat jako meta dane, które są przetwarzane przez detektory zmysłów i w taki oto sposób żyje w Projekcji, którą produkuje mózg. Tak powstaje każdy świat – symulacja jaki był jest i będzie. Jest „nierzeczywiście” rzeczywisty, lub „rzeczywiście” nierzeczywisty. Istota problemu tkwi w rozróżnieniu impulsu – sygnału, czy jest nadawany czy jest odbierany w istocie jednak wszystko dzieje się jednocześnie – co było, jest i będzie. W istocie nadawca jest odbiorcą, a odbiorca nadawcą.

Ja jest – czasem.
Chwilowym opóźnieniem impulsu, który otwiera neuronową przestrzeń w której dzieje się „życie”.
To sen mózgu.
Śnienie.

Kiedy jesteśmy Świadomi, nagle możemy dostrzec, gdzie jesteśmy możemy zobaczyć to, co widzimy; usłyszeć to, co słyszymy; dotknąć tego, czego dotykamy i poczuć to, co czujemy. Będąc świadomymi, możemy być tu gdzie jesteśmy. Świadomość jest bramą, przez którą wchodzimy w świat snu.

Charles McPhee

Rozpoznać, że to sen to Obudzić się. Jest droga myślenia i droga czucia. Droga ciała i droga umysłu. Dlatego bycie Obecnym jest pierwszym i decydującym czynnikiem i przyczyną przebudzenia. Kiedy masz to przeczucie, że śnisz, to przeczucie jest czymś bardzo pierwotnym, czymś co pochodzi spoza programu Maszyny, czymś co ostatecznie kiedy temu zaufasz doprowadzi cię do wyzwolenia z bólu – neurozy. To nie ma nic wspólnego z religią, mistycyzmem, całym tym „świętym” biznesem, który w istocie jest pułapką, która ma cię zapętlić w ciągłym dążeniu do „oświecenia” do „mocy” do „wyjątkowości” zniewolić w ramionach Boga Liczb i Kalkulacji. W istocie nie ma czego mierzyć i do czego dążyć. Nie ma „oświecenia”. Jest Przebudzenie. Koniec snu. Przekroczenie gry Mózgogłowia. Opuszczenie Gastropolis.

Droga ciała jest drogą miłości, jest drogą współczucia, jest drogą udziału. Jest wyjściem przez wejście.

Droga umysłu jest drogą rozpoznania, ciszy, samotności. Jest wejściem przez wyjście.

Te drogi nie różnią się od siebie.

Ponieważ ich cel jest ten sam. To samo miejsce, gdzie przychodzisz kiedy wychodzisz i wychodzisz kiedy przychodzisz. Najważniejszym jest byś to Rozpoznał.

To nazywane jest Urzeczywistnieniem Natury.
Rozpoznaniem Substancji.
Pierwotnym Stanem.

Tego nie można stworzyć i nie można zniszczyć.

Dlatego wszystko w swojej esencji jest dobre.
Poza czasem, poza miejscem, poza warunkiem.

Nic „spoza” ciebie nie może cię wyzwolić.
Żadna tradycja, doktryna, ścieżka, nauka.
Wszystko to jest jedynie drogowskazem.
Tablicą informacyjną, mapą, szkicem.

W istocie po prostu jesteś…

Bezpańskim psem.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

MGŁA. SZUM. HAŁAS.

Jestem wielkim fanem Procesów Nieświadomych. Ruchów tła. Metamorfozy kontekstu. Cóż to znaczy?

Mamy „obraz główny” – postrzeganie podmiotu, lub co bardziej precyzyjne postrzeganie, myślenie, czucie tego czegoś co nadaje wartość wszechrzeczy – staje się dominującym punktem odniesienia – „Ja”. To „Ja” projektuje ów wspomniany kontekst – psychologicznie, mentalnie i wreszcie „realnie” – fizycznie. Powstaje „Konglomerat” punktów odniesienia, pozornie osobnych, niezależnych bytów osadzonych we własnych uwarunkowanych światach, wciąż definiujących i osądzających własne położenie. Owo „położenie” staje się wówczas najważniejsze. Podobne wizje nakładają się tworząc zbiory, części wspólne – społeczności, ugrupowania, narody etc. Społeczeństwo Zindywidualizowanych Mas. Projektowanie wspólnego Kontekstu staje się nieodzowne, bowiem utrzymanie podzbiorów (grup) w zbiorze (naród) nie byłoby możliwe bez „wspólnej matrycy” utożsamienia z jakąś płaszczyzną. Płaszczyzną utożsamienia staje się „zależność”, „uwarunkowanie” – ułomność ludzkiej kondycji. Bez względu na „wyjątkowość” twojego intelektu, zdolności artystycznych, wszystkie nadpisane w programie potencjały – jesteś czy chcesz tego czy nie przykuty do „egzystencjalnej matrycy przetrwania”. Lubimy o tym zapominać w Amoku postmodernistycznej abstrakcji. Oddech i pełny żołądek stają się zapomnianą pulsacją, zapominamy również o tym, że sztuczny wymyślony czas wciąż płynie, nawet wtedy kiedy odmierza go bezszelestny kwarcowy mechanizm. Kapitalizm abstrakcji, wolny rynek idei – zalew tandety bezsensownego myślenia. Zapełnianie Otchłani Biologii. Umysł jest zawsze na granicy paniki, ponieważ „wie na czym polega oszustwo”, jego królestwo „złotych myśli” utkane jest z przędzy oddechu. To jest jeden ze snów jaki śnimy. Sen Duszy zamieszkującej Ciało jak kawalerkę, kredyt hipoteczny zaciągnięty od Boga Wiecznej Hipotezy. Skąd się bierze to przekonanie? Z abstrakcji Pisma Świętego, objawień dalekowschodnich Mistyków, z ludzkiej linii przekazu DNA ?

Monstrum się uspokaja, bowiem to mgliste przekonanie o bycie wiecznym – wystarczy. Jednak panika nigdy nie gaśnie. Zatem w jaki sposób Umysł Monstrum, chce zainicjować życie wieczne? Ostatecznym Królestwem jest Życie – Abstrakt, Życie – Symulacja, Wirtualne Życie. Automatyczny Raj. Tutaj się gra na słabościach. Tkanka ludzka staje się coraz bardziej wyrugowana z biologicznego poziomu zaradności wchodząc w Życie – Abstrakt, gdzie rotacja obrazów / idei staje się wirusem. Łatwo to zauważyć obserwując uważnie „medialną rotację tematów”, które niczym Księga I – Cing wskazuje powtarzalność cykli. To w jaki sposób przy obecnym sposobie obiegu informacji łatwo zapętlić uwagę jest wprost niewiarygodne. To jak łatwo to przewidzieć również. Nie oszukujmy się – również łatwo tym manipulować. To macica Symulacji. Ten moment jest bardzo ciekawy z wielu powodów. Po pierwsze dopiero teraz można zauważyć, że Kolektywny proces Nieświadomości jest rodzajem Bytu, który ma zdolność „życia pod progami”, wdrażania swoich manifestacji do „kolektywnego obiegu”. Dla mnie nie ma innego wyjaśnienia na „globalny obraz” świata, który wydaje się dziełem szaleńca.

Po drugie – tempo. Przyspieszenie zmian jest niewiarygodne wręcz obezwładniające. Cóż to generuje? Generuje Ludzi / Zjawiska / Przedmioty – Odpadki. Coraz więcej i więcej pozbawionych roli i powodu elementów Gry. Dlatego Gra – Symulacja będzie stawała się elitarna, każde nowe pokolenie wyznaczy nowe zasady, których ich poprzednicy już nie będą w stanie zrozumieć, wszystko odbywać się będzie poza udziałem Ludzi – Odpadków.

Dla ludzi Odpadków tworzymy Miasta – Śmietniki, tanie kliniki, sklepy, radości i używki. To się dzieje teraz. Organizm się spaja, by się podzielić. Wszystkie te ponadnarodowe twory od różnych unii po korporacje – krzycząc „Łączymy!” – po prostu dzielą. Odbywa się to właśnie na płaszczyźnie Tła. Tło trzeba najpierw ujednolicić, wówczas potrzeba ruchu / zmiany staje się bezsensowna, ponieważ nie ma już różnicy gdzie jesteś, gdyż wszędzie jest tak samo. Wszystkie „życiodajne soki” – surowce naturalne, technologie – stają się dystrybuowanym produktem ometkowanym i porcjowanym przez „Tajemniczych właścicieli”. Twoim jedynym prawem / możliwością jest kolejka do dystrybutora. Automatyka egzystencji. Po trzecie, z powodu potrzeby utrzymania nieświadomości, odwracanie uwagi. Kiedy masz miliardy rozrzuconych punktów – błądzisz po nich. Doskonałym przykładem jest Internet. Brak spójności, jałowe pole z którego nic nie wynika – tym jest współczesna dystrybucja informacji.

Produktem docelowym jest dezinformacja. Produktem ubocznym pomieszanie płaszczyzn. Podstawowe błędy są wpisane na poziomie semantycznym, na poziomie rozumienia znaczeń i kontekstów, porozumiewanie ułamkami, dzielenie całości w nieskończoność. To jest kontekst. Mgła. Szum. Hałas. Utrzymanie przytomności jest bardzo, bardzo trudne. Wymaga punktu oparcia. Zakotwiczenia. Kiedy toniesz w ruchomych piaskach na czym możesz się oprzeć? Kiedy jesteś w Szpitalu Psychiatrycznym od zawsze jak możesz stwierdzić co jest normalne? Ten świat zawsze był szalony, jednak teraz w jakiś dziwny sposób ujawnia się zadziwiający procent tych, którzy potajemnie nie przyjmowali leków i jedynie udawali chorobę. Ich punktem oparcia jest właśnie Przytomność. Ich siłą współodczuwanie. Bardzo jasno zrozumiałem jedną rzecz – nie istnieje azyl, bezpieczna przystań póki oddychamy tym samym tlenem. Nie ma gdzie uciec.

Czym jest ta zasłona? Ten filtr? To jest „Ja”. „Ja” we własnej osobie. „Ja” oddzielny, „Ja” poza tym, „Ja” bezpieczny, „Ja” lepszy i wiele, wiele „Ja”. To dla „Ja” już jest banał. Chcę być tutaj w samym środku dzień za dniem. Wciąż będę tu wracał, rodził się w tym mule bez końca. Pożerał i wymiotował każdą prowizoryczną „iluzję zmiany”. W każdym oddechu jest każdy oddech od początku istnienia. Kiedy przestajesz szukać ocalenia, przestajesz być ofiarą. Monstrum traci władzę, bierzesz wszystko co jest. Tak jak jest. Stajesz się śluzą przez którą przepływa ocean.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

GŁĘBOKIE GARDŁO

Dzisiaj kupiłem dwa pory na kolację
Niosłem je za plecami, trzymając jak kwiaty.
Lato się gryzie z jesienią. Forma ocalała i wychodzi z podziemia.
Wszystko się układa w jeden
wyraźny doskonały kształt:
OGRÓD KONCENTRACYJNY.

Dzisiaj kupiłem dwa pory na kolację.
Niosłem je za plecami, trzymając jak krzyż.
Jestem tak bardzo martwy,
że aż chodzę, czuję.
Widzę jak wszystko się układa w jeden wyraźny, doskonały kształt:
OGRÓD KONCENTRACYJNY!

Świetliki ”Przed wyborami”

Ułożone z klocków Miasta – zautomatyzowane maszyny wytwarzające kolejne warstwy abstrakcyjnych ozdobników i utkanych pajęczyn wieczystego rozproszenia – lepki bezkresny ocean Absurdu – dryfujące bezwolnie ciała – jak martwe korpusy Uchodźców poległych w drodze do Raju otoczonego drutem kolczastym. Wchodzimy głębiej i głębiej w ten Hipnotyczny Sen i z chwili na chwilę gubimy wątki odradzając się bez końca. Jest to system hiper reinkarnacji – jak szczurza zabawka albo labirynt. Od ściany do ściany – biegiem – korozji uległa pamięć długotrwała – czarna skrzynka – Procesor Mózgogłowia. Ciągły permanentny stan Restartu. Życie bez kierunku. Otchłań Bodźców. Kompulsywny Taniec Odruchu. Muzyka do tego tańca jest elektroniczna. Transowa o tempie najszybszym z możliwych by otrzymać tętno na najwyższym poziomie – otworzyć podświadomość na Program Dezorientacji. Do reszty zajęci przeżyciem, utrzymaniem się na powierzchni pozornego życia wypełnionego niekończącymi się obowiązkami, które z perspektywy czasu okażą się pozbawione jakiegokolwiek prawdziwego znaczenia. Człowiekowi, który myśli i jest przytomny życie w Hipnotycznym Świecie stawia ogromne wyzwanie by zachować autonomię swojej wrażliwości, nie ulec i nie dać się osaczyć jak zwierze.

Pojęciem kluczowym jest „system koncentracyjny”. Pęczniejące Obozowisko – tłuczone hormonami ekonomicznego wzrostu opartego na nocie dłużnej potocznie zwanej pieniądzem, którego żywotność obliczona jest na kilkadziesiąt lat – jego agonię możemy obserwować obecnie w Wenezueli i zjawisku hiperinflacji. Za średnią pensję możesz co najwyżej kupić kilka owoców – kiedy rozpada się utopijny Raj, który dla potrzeby Teatralnej Sztuki tworzy ekipa Aniołów Zagłady o ostrych kłach, zamazanych twarzach i nieskończonym globalnym apetycie, a po wystawnej uczcie zostaje wyssane do szpiku pobojowisko.

Jest to także konsekwencja polityki subsydiowania rolnictwa. Subsydiowanie rozpoczęło się w okresie Wielkiego Kryzysu na początku lat trzydziestych. Stanowiło metodę nadzwyczajnej pomocy w przezwyciężeniu kryzysu – ale się nie skończyło. A w ostatnich dekadach beneficjentem tej pomocy przestały być rodziny farmerskie – te jak z kiczowatych filmów – ponieważ w Stanach nastąpiła koncentracja własności ziemi. Teraz korzystają z niej głównie wielkie przedsiębiorstwa produkujące żywność: 70 procent pieniędzy trafia do 10 procent odbiorców, wielkich producentów kukurydzy, pszenicy i soi – lobbystów mających siłę potrzebną do zdobycia subsydiów. Z przedsiębiorstw tych pochodzą między innymi podstawowe składniki potrzebne do produkcji żywności przetwarzanej – która z tego powodu jest o tyle tańsza niż owoce i warzywa, pozbawione tak wielkich dotacji. W ten sposób truje się ludzi.

Oto pytania, jakie stawia Raj Patel w książce Stuffed and Starved (Napchani i głodni), próbując wykazać, że nie jesteśmy skazani na wybór takiej, a nie innej żywności, że ktoś nam ten wybór narzuca – nawet jeśli nie do końca wiemy kto. Kto określa bezpieczny poziom pestycydów i w jaki sposób definiuje to „bezpieczeństwo”? Kto decyduje, jaki surowiec będzie potrzebny do wyprodukowania naszej żywności i gdzie będzie kupowany? Kto ustala, ile należy płacić rolnikom-producentom żywności czy pracującym dla nich urzędnikom? Kto uznaje, że technologia wykorzystywana do produkcji tej żywności jest bezpieczna? Kto zarabia na dodawanych do niej składnikach i gwarantuje, że są one zdrowe, a nie szkodliwe? Kto poręcza, że istnieje dostatecznie dużo taniej energii, by transportować i sprowadzać te składniki ze wszystkich zakątków świata? Kto postanawia, które produkty będą zapełniały półki w supermarketach? Kto określa ich cenę? Kto podejmuje decyzję, że ich ceny będą wyższe niż te, które mogą zapłacić ubodzy?

Jedzenie śmieciowe, odpadki dla tych, którzy są śmieciami.

Martín Caparrós. „Głód”.

Ludzie śmieci. Wirujące, targane „wiatrem historii” plastikowe puste torby – odpadki obrazkowej kultury obietnic tłoczone w slumsach mega miast rzucone na pożarcie najniższym instynktom. Rozumiem tą gorączkową tendencję luksusowej prostytutki – cywilizacji 3D – szumnie zwanej zachodnim światem „wciąż rosnącej gospodarki” jak tkanki nowotworowej do neurotycznej ucieczki w abstrakcjonizm gówno wartych sloganów do kultury narcyzmu opartej na ostentacyjnym wyparciu rzeczywistości do drukowania atrapy dobrobytu by zagłuszyć dochodzący zza Muru Ignorancji wrzask. Mleko rozlało się tak bardzo, że wysokość fali pokryje lądowiska helikopterów na drapaczach chmur zrywając łączność ze Snem, nie będziemy już w stanie generować Symulacji w czasie rzeczywistym nastąpi wypięcie – Przebudzenie Pokolenia 5G z pustą zakładką „Na czasie” w You Tube. Czas ucieka, kurczy się, topnieje jak lodowce zwiększając przepustowość klepsydry – kilka ziaren – by życie mogło przetrwać i odrodzić się na nowo kiedy ta bańka pęknie.

Więc kupiłem starość, sprzedałem młodość
Jej kupiłem mało, skreślałem pomoc
Kiedy życie trwało, przestałem obok
I zostałem z hajsem, który jest niczym
Zapłaciłem czasem, który się liczy
Czas leci jak piasek, który chcesz chwycić
Teraz dziecko płacze, duży przemilczy

PRO8L3M – Crash test

Wierzę w moc prawdy w dobroć pierwotnej natury w konieczność rozliczenia i spłaty długów zaciągniętych na poczet przemijających uciech. W spokój, który daje wybaczenie, bo błądzić rzecz ludzka. Kiedy zdajesz sobie sprawę, że każda z postaci snu jest tobą – odzwierciedleniem wypartych aspektów. Każda z tych form jest zaprogramowaną śmiertelnością – prawdą przed którą nie zdołamy uciec. Świadome śnienie w wykoślawionej kolektywnej matrycy koszmarnych snów, budowanie mocy transformacji, nadawanie pirackiego sygnału, hackowanie Hipnozy. Serdeczność i zgoda na to co jest – bo to my w zwielokrotnionych odbiciach dorastające ludzkie dzieci pełzające po ciele matki jak ślepe szczenięta zachłyśnięte mlekiem materializmu. Mindfuck egotycznego cyborga, awaria automatycznego pilota.

Scena ma w sobie coś hipnotyzującego. Stoję za szybą i przyłapuję się na tym, że – bardziej niż przerabianym stopniowo na kawałki świniom – przypatruję się pewnym siebie i pochłoniętym wykonywanymi czynnościami ludziom, którzy poruszają się rytmicznie, traktując wiszące przed nimi ciała zwierząt z mieszaniną znawstwa i obojętności. Nie wyżywają się na nich – wykonują swoją pracę mechanicznie, jakby składali części samochodu. Cięcie, powiększenie, wyciągnięcie, odcięcie. To, na co patrzę, jest niczym innym jak tylko taśmą produkcyjną. To fabryka nowoczesnego, przemysłowego mięsa.

Stefano Liberti. „Władcy jedzenia”.

Kiedy w śnie odkrywasz, że śnisz jest to hiper rzeczywiste doświadczenie – wręcz szokujące. Jak to? Że nie prawda? Że bajdurzenie, fikcyjna kraina fikcyjnych ludzi, fikcyjne hipoteki zabezpieczające fikcyjne posiadłości na fikcyjnych kontynentach w fikcyjnych krajach z fikcyjnymi rządami fikcyjnych marionetek na sznurkach fikcyjnych elit. Łał. Jakbyś nie próbował tego objąć – ni chuja nie da się. Przechodzisz przez ściany, których nie ma – do miejsc, które są nigdzie nie kto, nie gdzie, nie kiedy, nie jak. Później w „rzeczywistym świecie” zaczynasz mieć podejrzenia. To narasta. Zaczynasz to mimowolnie sprawdzać – na wszelki wypadek. Jednak pewnego dnia taśma wypadnie z głowicy na dobre. Nie wrócisz już do ciała leżącego na dole. Zaryglują zamki i przysłonią okna. Zostaniesz na pastwę własnych zjaw, jak zdetronizowany król wrogiego królestwa rzucony w łachmanach w sam środek rozwścieczonego tłumu tych których mordowałeś dla zysku, sławy, pieniędzy – dla sennych ozdób i wyśnionych ornamentów. Jak nie stracisz do tego czasu tożsamości rozszarpią cię na strzępy. Trafisz do fabryki nowoczesnego przemysłowego mięsa, które zaprogramowane potrafi nawet mówić, tańczyć i drukować obligacje skarbu fikcyjnego państwa. My tutaj oprócz pierwszego i drugiego dania mamy jeszcze przystawki oraz kilka połyskujących wisienek na torcie.

Jeśli nie zdobędziemy mądrości, wszystko wokół nas będzie źródłem cierpienia. Jeśli jesteśmy mądrzy, rzeczy te wyprowadzą nas z cierpienia. Oczy, uszy, nos, język, ciało i umysł… Wiecie co? – oczy niekoniecznie są dobre. Jeśli jesteście w złym nastroju, samo patrzenie na innych ludzi może wpędzić was w gniew i odebrać wam sen. Albo możecie się zakochać. Miłość to też cierpienie, jeśli nie dostajesz tego, czego chcesz. Miłość, tak jak i nienawiść są cierpieniem, a to przez pożądanie. Pożądanie jest cierpieniem, pragnienie pozbycia się [pożądania] jest cierpieniem. Chęć posiadania rzeczy… nawet jeśli je zdobędziesz, nadal cierpisz, bo boisz się, że je stracisz. Tylko ból. Jak chcecie z tym żyć? Możecie mieć wielki, luksusowy dom, ale jeśli wasze serca nie są dobre, nic nigdy nie będzie dziać się tak, jak oczekujecie.

Spójrzcie zatem na siebie.

Ajahn Chah. „Dlaczego tu jesteśmy?”

Zwykły wpis

Kolejnym aspektem bólu emocjonalnego, nieodłącznie wpisanym w działanie egotycznego umysłu, jest głęboko zakorzenione poczucie braku pełni: niedostatku. Jedni uświadamiają je sobie, inni żywią je bezwiednie. U tych pierwszych przejawia się ono jako dojmujące wrażenie, że na coś nie zasługują albo do czegoś nie dorastają. U tych drugich daje natomiast znać o sobie tylko pośrednio, w formie silnego łaknienia, pragnienia czy tęsknoty. Jedni i drudzy nierzadko poddają się przymusowi, który nakazuje im ulegać zachciankom ego i gonić za czymś, z czym na krócej lub dłużej będą mogli się utożsamić, żeby wypełnić odczuwaną wewnątrz pustkę. Zabiegają więc o dobra materialne, pieniądze, sukcesy, władzę, uznanie lub przywileje, a wszystko głównie po to, żeby mieć o sobie lepsze wyobrażenie, poczuć się kimś pełniejszym niż dotąd. Lecz nawet jeśli udaje im się osiągnąć zamierzony cel, wkrótce stwierdzają, że pustka jest tam, gdzie była, wciąż tak samo bezdenna. I dopiero wtedy mają naprawdę wielki kłopot, bo już nie mogą dłużej robić sobie złudzeń. A raczej owszem, mogą i nawet robią, ale z coraz większym trudem.

Dopóki twoim życiem kieruje umysł egotyczny, nie możesz poczuć się naprawdę swobodnie; nie możesz osiągnąć spokoju ani spełnienia − chyba że na tę krótką chwilę, która następuje tuż po zaspokojeniu kolejnej zachcianki. Ponieważ ego jest wtórnym poczuciem „ja”, musi utożsamiać się z czymś zewnętrznym. Potrzebuje nieustannej ochrony i dożywiania. Najczęściej spotykane przedmioty utożsamienia to dobra materialne, wykonywana praca, pozycja społeczna i uznanie, wiedza i wykształcenie, wygląd zewnętrzny, rzadkie umiejętności, związki z ludźmi, własna przeszłość i dzieje rodziny, systemy wierzeń. Kategorie, na których ego opiera swoją tożsamość, niejednokrotnie miewają charakter zbiorowy: polityczny, narodowy, rasowy, religijny itd. Ale żaden z tych punktów odniesienia nie jest tobą. Czy to cię przeraża? A może odetchnąłeś z ulgą? Wszystkich tych zewnętrznych spraw prędzej czy później będziesz musiał się wyrzec. Na razie może trudno ci w to uwierzyć (wcale zresztą nie proszę, żebyś wierzył), że w żadnej z wymienionych rzeczy nie zdołasz odnaleźć swojej tożsamości.

Eckhart Tolle. „Potęga teraźniejszości”.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

WALKA W KLATCE

Kiedy widzę młodych malarzy, którzy tworzą i rysują z pamięci, a następnie paćkają na chybił trafił gdzie popadnie także z pamięci – a potem patrzą na to z dystansu i przyjmują bardzo zagadkową, ponurą minę żeby wymyślić, na co na litość Boską mogłoby to wyglądać, a w końcu i ostatecznie robią z tego coś, zawsze z pamięci – czasem mnie to brzydzi i sprawia, że myślę, że to wszystko jest bardzo nużące i monotonne.

Nie mogą zrozumieć, że sylwetka robotnika – jakieś bruzdy na zaoranym polu, trochę piachu, morza i nieba – są poważnymi obiektami, tak złożonymi i jednocześnie tak pięknymi, że w istocie warto jest poświęcić życie zadaniu wyrażenia poezji w nich ukrytej.

Vincent van Gogh

Coraz bardziej uświadamiam sobie, że to w nas – istnieje bezpośrednia przyczyna tego co się z tym światem dzieje i dlaczego oddaliśmy go w posiadanie kaście spekulantów i oszustów – jak piękną perłę rzucona przed stado wieprzy. Obojętność mas, apatia widzów, która patrzy na ten świat jakby chodziło o jakiś „rozrywkowy” program w telewizji pojedynek troglodytów (czytaj „wojowników”) gdzie homo sapiens biją się w klatkach po mordach, wątrobach i sercach, albo żeńskie przedstawicielki ubrane na sportowo sprzedają sobie mega – liścia na twarz co stało się dochodową branżą „sportową”. Kto wytrzyma większe i bardziej okrutne uderzenie – nowoczesna dyscyplina, kto się utrzyma na nogach kiedy podkręcimy cały ten cyrk, aż do granic rozrostu obezwładniającej głupoty, wyhodujemy zautomatyzowane dzieci, które będą już tylko klikać, bo zabraknie słów i możliwości opisu. Zdolność opowieści historii zostanie wykasowana, a zastępujący ją bezpośredni transfer marnych przeżyć całodobowa gra bez najmniejszego sensu, bo ów sens przestał być potrzebny, a zamiast niego będziemy mogli modyfikować nastrój jak pogodę za pomocą farmakologii, która staje się panaceum zrobotyzowanego społeczeństwa. Wystudiowane okrucieństwo staje się fabułą najbardziej popularnych seriali, bohaterami stają się psychopaci i sadyści, biorąc pod uwagę, że to opowieść filmowa kształtuje w głównej mierze wrażliwość współczesnego człowieka, jest literaturą XXI wieku i robi to w sposób porażająco masowy tworząc kolektywne wyobrażenia o „rzeczywistości” i ludzkiej naturze. Ten psychopatyczny trend nie wróży nam najlepiej. Gloryfikujemy zło pod pozorem taniego moralizowania. Masowa kultura stała się tępym narzędziem mordowania delikatności i piękna, obuchem, który zagłusza wrażliwość. Stała się lustrem w którym możemy ujrzeć swoją rozpacz i rozczarowanie.

Prawda jest taka, że to konsument tworzy produkt, wyborca tworzy polityka, odbiorca tworzy przekaz i widz tworzy spektakl. Wszystko stało się transakcją, która ma wysoką marżę. Płacimy własnym życiem, które sprowadziliśmy jak wszystko inne do kolejnej usługi na rzecz Mózgogłowia, którego nigdy nie można ostatecznie zadowolić. Zawsze jest głodne i spragnione, zawsze czegoś chce. To co określam mianem Mózgogłowia jest ludzkim zmodyfikowanym automatyzmem – wytworem kultury i aparatury, to inteligentne okrucieństwo, które jest ekstremalnie pragmatyczne i jego mottem jest „użyteczność”. Wszystko w jego świecie musi być użyteczne i używane, musi być po coś i dla kogoś, nie może istnieć samo dla siebie, musi zostać podbite i zdominowane. Musi służyć.

Masowe religie, ustroje, cały tak zwany system jest stworzony przez Mózgołowie, które jest Królem tego świata, a jego tron to kolektywna ludzka ignorancja pozbawiona głębi i tajemnicy. To technologia na usługach scjentyzmu. Technokracja. Zmechanizowany sztuczny cybernetyczno – informatyczny świat, który tworzymy każdego dnia z lenistwa i wygody. To zahipnotyzowane i otumanione pożądaniem i samotnością masowe społeczeństwo „bodźca i sygnału”, które straciło kontakt z tym co żywe, bo samo jest martwe i jałowe. Brak nam ożywczego Wstrząsu, który nas obudzi w sposób brutalny i natychmiastowy, wyrwie z tego długotrwałego letargu, tchnie w nas życie, przebudzi z wygodnego snu. Otworzy Nieznane i Nowe. Przywróci Tajemnicę.

Międzynarodowy Fundusz Kolektywnej Ludzkiej Nieświadomości. Światowe Forum Rozjebania Świata. Uśmiechnięte demony w garniturach ujeżdżający Bestię Materializmu. Cyfrowe Totalitarne Rodeo. Bardzo Dziki Zachód. Spaghetti western w którym wszyscy zabijają wszystkich. To była dopiero jazda! Nie zostało żadnych świadków. Byt wrócił do niebytu. Sprawy nie było!

Synkretyczne to i synkretyczne tamto w rezultacie synkretyczne nic przebrane we wszystko, zakamuflowane udające kompetencje, profesjonalizm, mówiące martwymi głowami postmodernistycznych intelektualistów, docentów, doktorów w wielkich salach od wielkiego przemawiania za nagrody i wyróżnienia odlane z prochu, stali i zarazków. Nikt ich nie słucha, nikt na nich nie zważa, są częścią wyposażenia, mają swoją karuzelę na której po prostu się kręcą gdzieś z tyłu, po cichu, mają klakierów którzy na akademiach biją im brawo, cytują ich prace, dyskutują w pomroczności jasnej. Cyrkiem rządzą Jokery za pomocą zmodyfikowanej Masy. Synkretycznie. Jest tani chleb i tanie igrzyska. Masy zapędzone do kojców przez śmiertelną chorobę – plan restrukturyzacji, modernizacji pastwiska. Nowa gwarantowana cyfrowa pasza. Nowy Plan. Nowa Normalność. Nowy refren starej śpiewki rozpisany na wszystkie instrumenty jakie są tylko dostępne. Zagramy. Będziemy na pierwszym miejscu na kosmicznej liście anty przebojów, sam bóg święty obudzi się na chwilę ze snu. To będzie Hit. Death Metal w oprawie Noise’u. Zero słów – samo gęste. Czyste mięso bluźnierstwa wobec kosmicznych prawideł. Zrobiliśmy to! Zgładziliśmy samych siebie! Łał!

Mnie jednak tknęło w tym opisie coś zupełnie innego. Owe dwie świnie, nawet jeśli bystre i sympatyczne, nie zadawały sobie najmniejszego trudu, by ustalić, skąd właściwie pochodzi dostarczana im pasza. Tak długo, jak były syte i miały zapewnione właściwe warunki do życia, zachowywały się w sposób spokojny i przewidywalny. Zazwyczaj jadły lub spały, czasem wymyślały sobie różne drobne zabawy. Czas jakoś im upływał. Oczywiście oczekiwanie od tych biednych zwierząt czegokolwiek ponad to byłoby zbyt wygórowane, zważywszy, jak niewiele możliwości do działania było im danych. Zwróciłem jednak uwagę, że w zachowaniu  l u d z i  da się zaobserwować dość zbliżony schemat.

Dokonaliśmy co prawda pewnego ilościowego postępu, organizując sobie w życiu o wiele bardziej wyrafinowane formy rozrywki z kulturą i sztuką na czele. Oddajemy się przeróżnym uciechom ograniczonym tylko wyobraźnią i budżetem. Realizujemy swoje pasje i ambicje. Takie jak bicie rekordu świata w biegu na 200 metrów z przeszkodami albo jeżdżenie snowboardem w japońskim śniegu. Ale większego wysiłku skierowanego na zbadanie klatki, w której sami się przecież także znajdujemy, raczej nie czynimy. Trzeba przyznać, że godność nagiej małpy jest przez to wystawiona na szwank.

Andrzej Dragan. „Kwantechizm, czyli klatka na ludzi”.

Szacuneczek! Takich kozaków to jeszcze nie było!

Cały kosmos patrzy z zapartym tchem na to szoł trwające już tak długo, na ten krwawy emocjonalny brazylijski serial, który się się ciągnie i ciągnie jak uzbrojony tasiemiec po jelitach i żywi tragedią, mordem i masakrą. Człowiek kręci o tym filmy, pisze książki – wyznawcy kultu śmierci i zniszczenia, fanatycznie oddani mrocznej sprawie jakby wszystkich nas to w pewien sposób utrzymywało przy życiu, nadawało sens istnieniu, podtrzymywało Klątwę. Rocznice, pomniki, tak zwana tożsamość narodowa, wszystko to jest umoczone w walce, w wojnie, w trupach, w pobojowisku. W śmierci. Dominująca religia wydaje się również bardziej adorować śmierć i cierpienie niż życie i zmartwychwstanie – jest ciągłym powrotem do miejsca kaźni, zapętlonym spektaklem, który jest odgrywany byśmy wciąż kręcili się w koło tej Golgoty, wciąż czuli winę za śmierć zbawiciela.

Co piątek Żygadło

Nie ma skali by zmierzyć taki Regres. Nie ma słów by go wyrazić. Nasz mentalny System Operacyjny jest tak stary i niefunkcjonalny, że wstrzymuje Ewolucję Ludzkiego Ducha, która w tej chwili jest kluczowa dla nas wszystkich ponieważ mimo takiego okrutnego uwarunkowania umysłu jest w nas Moc i Światło, jest w nas Twórczość i Geniusz, które są wstanie wskazać Drogę Rozwoju. Ten rozwój zależy od Nas – każdej istoty ludzkiej na tej planecie, zależy od Przebudzenia Wrażliwości i Empatii, zależy od powrotu do pierwotnej i czystej Natury Ludzkiej.

Umysły i serca dzieci są przyszłością tego świata i kiedy warunkujemy je swoimi programami i swoim zmechanizowaniem tym samym zapętlamy to koło, wychowujemy w tej samej klatce. Bankructwo zawsze jest zapowiedzią czegoś nowego, które jeżeli potrafimy patrzeć dalej i w sposób bardziej przytomny możemy dostrzec na horyzoncie Nowy Rozdział, Nową Szansę.

Możemy dostrzec Możliwość.

Możliwość jest potencjałem, jest czymś co musi zaistnieć w naszym umyśle, dlatego kluczową sprawą jest Wyobraźnia. Dlatego twórczość jest tak fascynująca i tak fundamentalna. Jest Esencją Ducha. Iskrą Boga, której nigdy nie może zniewolić żadna zmechanizowana doktryna, żaden dogmatyczny kult. Jest esencją Prawdziwej Wolności. Wyobraźmy sobie człowieka jako Artystę, a jego życie jako Dzieło Sztuki, wyobraźmy sobie świat, który taki człowiek może tworzyć – nie stworzyć, bo „stworzyć” to skończyć, zamknąć, uśmiercić zastygłą i zdefiniowaną formą, która rodzi doktrynę i dogmat, co jest zawsze sprzeczne z naturą rzeczywistości, która jest Zawsze Żywa. Jest w ciągłym ruchu. Jest Zmianą. Procesem. Twórczość jest intymna i indywidualna i jednocześnie jest dla świata, nie jest dla nas. Jest Darem nie ofiarą, jest prezentem nie warunkiem. Jest zmartwychwstaniem nie kultem uśmiercania. Tradycja ma wtedy wartość, kiedy potrafi się odświeżać, wzmacniać tym co aktualne i pełne życia, kiedy nie staje się adoracją przodków i legend, a raczej zdolnością postrzegania ciągłości energii, która przez nich płynęła, dawała im moc i inspirację, pozwalała dokonywać rzeczy naprawdę wielkich i dociera aż do nas. Tym dla mnie jest Moc Tradycji Wszystkich Ludzi, jest ich żywą kulturą, żywą twórczością. Jest Darem dla nas wszystkich z którego wciąż możemy czerpać. Nacjonalizm, plemienność to ludzkie „ja, mnie, moje” stworzyło świat podziału, świat wojny, świat rywalizacji, stworzyło świat, który obecnie jest w agonii, świat który zapomniał o szacunku i wrażliwości. Musimy zacząć myśleć planetarne, widzieć wielowymiarowość, wielowątkowość, wszystko to co przekracza „ja, mnie, moje” i ukierunkowuje nasz umysł w stronę ewolucyjnego paradygmatu opartego na pracy z indywidualną świadomością, bowiem zacząć dobrze od samego siebie, od własnej sytuacji takiej jaką ona rzeczywiście jest.

Straciliśmy kontakt z tym co jest Żywe, co ma zdolność transcendencji ponieważ to czego się uczymy w tak zwanych szkołach jest Martwe, podobnie jak to co adorujemy i kultywujemy w spazmach religijnego zacietrzewienia. To rytuał, ciągłe powtarzanie – brak kontaktu z żywym doświadczeniem. Nazywam to Kwadratem, albo Klatką w której dominuje Program Walki. Biologia Uwarunkowania, zapis w komórkach, impulsy w systemie nerwowym, determinizm, terror zaprogramowanej egzystencji. Zmiana rodzi się w Otwartym Umyśle, w Umyśle Dziecka, dla którego rzeczywistość jest możliwością i przygodą nie natomiast systemowym uwarunkowaniem Nagrodą i Karą – odwiecznym dualizmem „dobrego” i „złego”, który stworzył schizofrenicznego człowieka uwięzionego w zwierzęco – ludzkiej percepcji. Duchowy Materializm – uczłowieczanie wymyślonego boga i ubóstwianie wyolbrzymionego człowieczeństwa. Kult słabości i kult siły. Podczłowiek i Nadczłowiek. Ekstrema wyobrażeń. Wyśnione kostiumy. Brak kontaktu z tym co rzeczywiste i oczywiste. Osmoza hipnozy usankcjonowana przez tych ludzi, którzy żerują na nieświadomości i bawi ich okrucieństwo dominacji.

Nasza desperacka próba ucieczki polega na sentymentalnym powrocie do tego czego już nie ma, a zamiast tego jest jedynie wyobrażenie skompilowane z fragmentów podświadomej treści. Powrót do myślenia magicznego, do prymitywnej zwierzęcej formy kultu natury z pozycji udomowionych pociesznych stworzeń, którym się wydaje, że mogą na powrót stać się dzikie i nieprzewidywalne po tygodniowym kursie neoszamanizmu, indyjskiej pseudo tantry, pląsania w „kręgach mocy” czy powrotu do „świętej seksualności” – maskujące przebrania i rekwizyty, które po raz kolejny są używane przez Mózgogłowie do robienia wrażeń duchowości – „czegoś autentycznego”, czegoś co jak wszystko inne jest tylko infantylnym naśladownictwem, powtarzaniem egzotycznej zabawy, balem przebierańców na Titanicu. Pseudo duchowość jest turbo duchowa przeładowana „świętością” to ukryta desperacja braku kontaktu z prawdą, która nie jest „święta”. Jest prawdziwa. Konkretna. Nie wymagająca filozofii i otoczki. Nie potrzebująca wiary i adoracji.

To co ma Moc musi pochodzić z Nas, nie może być jakimkolwiek systemem, doktryną i agendą. Musi być Żywe i Obecne. Musi być Tutaj i Teraz w Tej Właśnie Chwili. Trzeba to odkryć we własnej wewnętrznej podróży, nie może być żadną podróbą. Aby TO odkryć trzeba być nagim pozbawionym nadziei i obawy. Trzeba być Odważnym i gotowym na Wszystko. Szukać prawdziwych pytań zamiast gotowych odpowiedzi.

Trzeba Być.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ĆPANIE „ROZWOJU”

Płacz dziecka dobiega już z gry – to płacz nowo zalogowanego gracza.

Piotr Kelar „Gra, w której żyjemy”

To kim jestem w dużym stopniu zawdzięczam miastu w którym się wychowałem – Łodzi. Jestem zdania, że Łódź dość trafnie odzwierciedla prawdziwą kondycję świata jego brutalność, brud, rozpad, jego metafizyczne piękno, nie możliwą do zwerbalizowania tajemnicę. To coś o czym wie tylko ten, który pod brzydotą, pod cierpieniem, pod śmiercią dostrzega coś pięknego i wzruszającego. Dostrzega prawdę tego jakimi rzeczy są w swoim świetle i cieniu, w swoim wzroście i w swoim rozpadzie. Cała nasza sztuczna i zmechanizowana kultura ucieka przed prawdą i jest zaprogramowana by bez końca oszukiwać samą siebie, aż do momentu kiedy zabraknie energii by podtrzymywać te wszystkie nieskończone iluzje. Jesteśmy coraz bliżej tego momentu. Jesteśmy coraz bliżej prawdziwego przebudzenia, które nie ma nic wspólnego z całym tym naiwnym i idiotycznym przemysłem duchowym „nowej ery”.

„Szczęście”, „Spełnienie”, „Ekstaza”, „Radość”, „Twórczość” – wszystkie te slogany do sprzedaży deficytowego towaru z krótkim terminem ważności, szybko strawne dania i specjały instant w proszku aplikowane pomiędzy jednym znudzeniem a drugim. Prawda jest taka, że nie chcemy prawdy ponieważ jest daleka od lekkości i pachnideł, od medytacji i jogi, nie jest ona żadnym pocieszeniem, niczym czym możemy wzmocnić poczucie siebie, przydać sobie wyjątkowości, brylować na duchowych salonach, mieć nawiedzonych naśladowców. Prawda nie jest specjalna i mistyczna uczyniona ze szlachetnego tworzywa wzniosłych słów. To jest puste, pozbawione celu, bezużyteczne. Nie ma w tym nic co nas upiększy i sprawi, że staniemy się równi bogu, choć przecież o to nam chodzi. O bycie czymś więcej niż jesteśmy, o tak zwany rozwój, o przyciągnie energii i uwagi by wciąż bez ustanku zasilać tą fantomową iluzję. Dlatego cała duchowość, która na tym polega jest oszustwem, jest tworzeniem cierpienia i rozczarowania, które wcześniej czy później przyjdzie jak pocisk rozrywający nasze serce. Wtedy doświadczymy pierwszej właściwej lekcji – Rozczarowania.

Nuda jest ważna, ponieważ nuda jest anty-poczuciem, anty-rozrywką i w miarę jak rozwijamy większe wyrafinowanie psychologiczne, zaczynamy doceniać taką nudę. Staje się ona chłodna i orzeźwiająca, jak górska rzeka. Ta bardzo realna i prawdziwa nuda, czy też „chłodna nuda”, odgrywa niezwykle ważną rolę. W rzeczywistości, moglibyśmy całkiem prosto powiedzieć, że barometrem naszych osiągnięć w praktyce medytacyjnej jest to, ile nudy tworzymy dla siebie. Chłodna nuda to raczej lekka nuda: ma swoją niepokojącą jakość, ale jednocześnie nie jest czymś wielkim. Chłodna nuda jest jak to, czego doświadczają góry. Przy chłodnej nudzie procesy myślowe stają się mniej zabawne – stają się przejrzyste. Chłodna nuda to beznadzieja na najbardziej absolutnym poziomie.


Chogyam Trungpa

Opuszczą nas wszelkie czary i złudzenia. Ujrzymy nagie ciało w nieskończonym bezsensie. Poczujemy drgawki i pierwszy raz w życiu będziemy płakać naprawdę i TO otworzy Prawdę o tym gdzie jesteśmy, kim jesteśmy i zaczniemy przede wszystkim cenić te wszystkie nauki, które zostały przez nas zignorowane w gorączkowym poszukiwaniu „duchowości”, głosy tych wszystkich ludzi, których w swojej ignorancji i arogancji uważaliśmy za zwyczajnych i nie wartych uwagi. Tych od których podświadomie czuliśmy się lepsi i dociera do nas nasza własna pogarda wobec prawdy istnienia. Dociera do nas nasza własna próżność, ignorancja, pycha, zazdrość, duma, głupota, gniew. Zaczynamy widzieć Cień, który tak naprawdę jest jedyną drogą, ponieważ jest dokładnie tym przed czym uciekamy, co ignorujemy co chowamy odgrywając rolę „tych którzy mają to za sobą”. Wszystko co jest w tym świecie jest zwierciadłem tego co mamy w sobie, całe jego okrucieństwo, kłamstwo, inspiracja, radość. Wszystko przez cały czas. To jest prawdziwy mistrz w miliardach form. Odrzucanie negatywizmu, brzydoty, cierpienia jest odrzucaniem połowy prawdziwej Nauki. Nie sposób mieć połowy doświadczenia. Każda forma ma dwie twarze, dwa oblicza, żeby je zrealizować trzeba je poznać, doświadczyć, przyjąć. Nie istnieje ostateczność jedynie dobra i piękna do którego tak dążymy, rajski ogród gdzie w końcu będzie spokój.

Odradzamy się w skutkach i utożsamiamy się z tym, tworząc na tym „siebie”. Ten proces nie ma końca, ponieważ nie jesteśmy zdolni zatrzymać energii, ponieważ ona nie jest naszym myśleniem, intencją, wolą czy zamierzeniem. Nie jest niczym nad czym możemy mieć kontrolę, ponieważ „ten który jest” jest złudzeniem opartym na utożsamieniu. Nikogo tutaj w istocie nie ma i dlatego wyzwolenie się z czegoś czego nie ma może trwać bez końca. Cały proces duchowości tworzy w istocie problem, ponieważ wzmacnia tą podstawową i fundamentalną iluzję, która jest źródłem całego cierpienia. To fakap pierworodny, lapsus calami kodu symulacji. „Mistrz”, którego ścieżka opiera się na „wzroście” i „rozwoju” na „budowaniu” i „wznoszeniu” na „byciu lepszym” w istocie powoduje, że wzmacniamy jedynie pierwotną iluzję. Prawdziwy powie, że nie ma niczego co można osiągnąć, czym się stać oprócz tego czym tak naprawdę jesteśmy w tym właśnie momencie. Żadnej specjalnej techniki, pieśni, medytacji. Po prostu oddech, ruch ciała, myśl. Przychodzi i odchodzi. Jest prawdą samą w sobie. Nie ma niczego do przyciągania i odrzucania. Niczego do zmiany.

Zwyczajność ukrywa w sobie tajemnicę do której wracamy po tych wszystkich „wielkich duchowych wyprawach” zrzucając „święte specjalne szaty” i w końcu jesteśmy w domu gdzie możemy być sobą bez lęku. Przyjąć swój „mrok” i „światło” przestać grać lepszych niż jesteśmy. Odpuścić.

Zwykły wpis

Rząd jest częścią rozrywkową kompleksu wojskowo-przemysłowego.

Frank Zappa

TRAGEDIA NAUKI: https://exignorant.com/2022/01/18/tragedia-nauki/

Skrót artykułu Clifforda D. Connera, autora książek „Ludowa historia nauki” i „Tragedia nauki amerykańskiej”.

Jeszcze w pierwszej połowie XX wieku określanie nauki mianem tragedii wydawałoby się czymś osobliwym dla większości ludzi. Jej reputacja była wtedy nieposzlakowana. Niemal każdy oczekiwał, że nauka rychło i definitywnie uwolni ludzkość od wszelkich problemów i ograniczeń.

Ten łagodny, romantyczny wizerunek został roztrzaskany podwójnym uderzeniem podczas II wojny światowej. Po horrorze nazistowskiej nauki rasowej sprzężonej z technologią ludzkiej eksterminacji nadeszła era nuklearna zapoczątkowana natychmiastowym zwęgleniem ponad stu tysięcy mieszkańców dwóch japońskich miast. J. Robert Oppenheimer, jeden z twórców bomby atomowej, sugestywnie opisał złowieszczą ciemną stronę nauki cytatem z hinduskiej świętej księgi: Teraz stałem się Śmiercią, niszczycielem światów.

„GLOBALIZACJA” KONTRA ŻYCIE: https://exignorant.com/2018/04/22/globalizacja-kontra-zycie/

„Skoro handel ignoruje narodowe granice, a wytwórca domaga się, by rynkiem zbytu był cały świat, jego narodowa flaga musi za nim podążać, a zamykane przed nim państwowe drzwi muszą zostać roztrzaskane, nawet jeśli przy okazji dojdzie do pogwałcenia suwerenności niechętnych krajów. Nie można przeoczyć żadnego użytecznego zakątka świata lub pozwolić na to, by pozostał niewykorzystanym”. Prezydent USA Woodrow Wilson (1907)

W dokumencie Departamentu Stanu USA z 1948 analityk George F. Kennan kreśli powojenną strategię Stanów Zjednoczonych. Mocarstwo jest w posiadaniu połowy bogactw naturalnych świata, choć liczebność jego obywateli stanowi zaledwie 6% populacji globalnej. Głównym celem polityki zagranicznej będzie utrzymanie tej rozbieżności. Ażeby tego dokonać, należy odstawić na bok mgliste i idealistyczne slogany o demokracji i prawach człowieka. Zostaną one wykorzystane w celach propagandowych. Należy trzymać się koncepcji tzw. „czystej siły” (ang. pure force). Każda część Ziemi będzie pełnić określoną funkcję w systemie, nad którym niekwestionowaną, niepodzielną władzę sprawują USA.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

SAMOUWIELBIENIE

We współczesnych społeczeństwach, począwszy od XVIII wieku, „historia” oraz „przyszłość” stały się substytutami chrześcijańskiego nieba – sława, znakomitość, nawet niewielki rozgłos – wszystko, cokolwiek gwarantuje choćby przypis w księdze historii, tworzy cząstkę nieśmiertelności. Żądza władzy nie jest po prostu rodzajem świeckiej próżności – ma wymiar religijny dla tych, którzy już wcale nie wierzą w tradycyjne życie pozagrobowe. (Szczególnie łatwo można to zauważyć u przywódców politycznych.) Opinia publiczna ściele drogę do nieśmiertelności, a specjaliści od public relations grają role współczesnych kapłanów. Być może posiadanie własności lepiej niż cokolwiek innego zaspokaja łaknienie nieśmiertelności i stąd wywodzi się właśnie siła nastawienia na posiadanie.

Erich Fromm – Mieć czy Być ?

Wynaturzonym humanizmem nazywam kult człowieka – boga w którym żyjemy i którym się karmimy. To jest wirus wysoce objawowy, którym zakażamy się poprzez obcowanie z ciągłą i nieprzerwaną Infekcją Mass Mediów, ponieważ to jest środowiskiem człowieka XX i XXI wieku, to jest jego współczesną dżunglą pełną dzikich bestii i bezlitosnej walki o wpływy. Informacja – rozrywka jest ropą współczesności, a Internet to Fabryka Kontentu, gdzie tankujemy każdego dnia do pełna, aż po samo głębokie gardło. Dobrym przykładem jest szalenie popularna gala Fame MMA, gdzie współcześni celebryci internetowi o ogromnych zasięgach i wpływie na młode i najmłodsze pokolenie biją się po mordach w klatce. Stają się gwiazdami na firmancie cywilizacji upadku, jej zmutowanym i wynaturzonym obliczem, ucieczką w porażający bezwład, smutny bezsens i bezdenną pustkę, która trawi w sobie ostatnie resztki tajemnicy. Wszystko musi zostać spenetrowane, skonsumowane, rozebrane, wyjaśnione, przetrawione i wydalone wprost na stół tej ostatniej wieczerzy, która jest niczym innym jak imprezą na tak zwanej pełnej kurwie cywilizacji w fazie porno.

Pierwsze rzędy apostołów to Kontrolerzy, ludzie widma – no nejmy, których nigdy nie widać na zdjęciu tej reprodukcji. Uszyli ten temat nieskończoną mocą swoich niewidocznych wpływów podczas okultystycznych zjazdów absolwentów tajnych bractw. Ponieważ czy chcemy tego czy nie ktoś zawsze sadzi ziarno i podlewa, dba o odpowiednie warunki wzrostu dla modyfikowanej na swoją modłę hodowli. Każdy współczesny trend gdzieś się rodzi i aby mógł zainfekować masy musi się przebić przez nieskończoną sieć zapór. Trzeba go wgrać w system, zrobić przysłowiowego wirala. Śmiejemy się z iluminatów i raptyli, śmiejemy się z tego, bo to jest śmieszne, takie głupie, takie dziecinne, takie dobre do beki przy podziwianiu gali fejmu, temat staje się memem, pośmiewiskiem foliarskiego odłamu kompletnie irracjonalnej ludzkości, która w większości jest przecież racjonalna, logiczna, taka jest cała umoczona w tym Programie. Jedna rzecz stała się bardzo oczywista w ostatnim czasie – tym można już sterować jak grą, implementować globalne ruchy na całej planszy, ruchać pionkami podług woli, przestawiać pola, zmieniać zasady, nadpisywać reguły, spuszczać się na twarz bez wstydu podczas transmisji mszy – adoracji krwią milionów baranów zarżniętych bez najmniejszego ruchu powieki. Na zimno.

Jeżeli ktoś tego nie widzi, musi zdjąć ten VR – owy kask z mózgownicy, otworzyć prawdziwe oczy, spojrzeć na rok 2020. W tarocie XX to jest Sąd, mamy podwójny Sąd – wewnętrzny i zewnętrzny. Mamy Przeorganizowanie Układu, który nigdy nie wydarzył się w takiej skali. Kolejna karta to jest XXI – Świat. A zaraz po niej jako 0 – Głupiec. To tutaj mniej więcej jesteśmy. To jest ten punkt w Grze. Spójrzmy na to samo z perspektywy Księgi Przemian. 20 to Kontemplacja – wiatr wieje nad ziemią, spoglądanie w górę. Obserwowanie. Rozważanie i analizowanie. Siła osobowości. Czas przed podjęciem ważnej decyzji. Czas To przemyśleć. 21 – Przegryzanie. Grom i błyskawica. Strzeż się obłudy, zdrady i fałszu.

W zrozumieniu modus posiadania może pomóc odwołanie się do jednego z najbardziej znaczących odkryć Freuda, że wszystkie dzieci po przejściu okresu zwykłej biernej receptywności – po którym następuje okres agresywnej, eksploatatywnej receptywności – przed osiągnięciem dojrzałości, przechodzą jeszcze fazę nazywaną analno-erotyczną. Freud odkrył, że właściwości tego okresu często dominują później w rozwoju osobowym, prowadząc do rozwoju charakteru analnego, tzn. właściwego dla osób, które większość energii życiowej kierują na posiadanie, oszczędzanie, zbieranie pieniędzy i rzeczy materialnych, a także uczuć, póz, słów i energii.

Erich Fromm – Mieć czy Być ?

Wróćmy do naszych jaśniejących zblazowanych gwiazd na mrocznym całunie zadymionego myślobytami nieba pokrywających nieboskłony naszych cyfrowych odbiorników, ludzi wirusów wędrujących przez kable i fale, których wpuszczamy do naszego życia, ciała i umysłu. Kontemplujmy ich mądrości w skupieniu i z powagą, nawet wtedy kiedy są takie przecież zabawne, beztroskie pełne tej współczesnej bełkotliwej nowomowy dwójmyślenia. To skompresowane do małych kompatybilnych z systemem rozmiarów programy, które wgrywają się błyskawicznie jeden za drugim, ponieważ teraz są ich miliony i są tacy jak my, są z ludu, z masy, z bloku, podwórka. Żyją tylko krótką chwilę, jak ćmy które płoną w płomieniach krótkiej i intensywnej uwagi. Dostają chwilę atencji i zdychają karmiąc się do samego końca tą jedną krótką chwilą, że ich życie coś znaczyło, wybili się na pikującej krzywej, któregoś tam masowego wymierania wszystkich gatunków. Zapisali się drobnym bajtem w kronice akaszy w kolektywnej gatunkowej matrycy, w zamulonym komputerze kwantowym wszechświata, który zmontował jakiś kolejny okrutny demiurg z manią wielkości i tym narcystycznym mottem: nie będziesz czcił bogów innych przede mną.

Innych nie. Będę czcił samego siebie. I co ty kurwa na to! Ha! A kuku frajerze! Ctr Alt Del! Enter! Weszliśmy w Nowy Wymiar. Głupiec jedzie uberem komfort z psem który kąsa go po jajach. Jest zadowolony, uśmiechnięty, bo może wszystko. Ma w tobołku tablet i smartfona czyli taki sprytny telefon do wszystkiego. Leci na Karaiby gdzie wali serię dobrych samojebek podczas orgietek i bankietów, podziwia slumsy, biedę i rozkład, wchodzi na Jezusa w Rio z patykiem w ręce, rusza na safari zajebać kilka lwów, jest w dolinie śmierci kiedy termometr wskazuje 666 stopni faren hejta i na asfalcie robi jajecznicę z bekonem i oliwkami, co przynosi mu kilkaset tysięcy nowych falołersów na insta. Mielone statystyczne mięso. Zapraszają go na Szczyt Ziemi, gdzie czyta z zegara ile nam jeszcze zostało czasu na zabawę bez obostrzeń i limitów. Porusza masy, wzrusza miliony, kasuje tryliony. Staje się ostatecznie produktem na giełdzie, całą chińską fabryką merczu, gdzie małe chinki i mali chińczycy robią kubki, miśki, smycze, koszulki, czapki i buty. Drukuje obligacje. Staje się wyrocznią z Matrixa, która piecze ciastka i mówi wam wszystkim, że nie jesteście wybrańcami. Jesteście niczym. Pokarmem do karmienia pasożytów. Płatnikami podatków. Ciałami do szczepienia, pełzającą martwicą mózgu, odbiornikami podłączonymi do sieciowego systemu kanalizacji. Sedesem do którego można się zesrać w każdej chwili tym namnożonym zarobaczonym gównem, z którego lepi zmyślnie każdy swój produkt.

To on siedzi w centrum wieczerzy ze złotym gralem Uwagi. Karmiciel współczesności, wielki pojemny żołądek pełen soków trawiennych, obiecane niebo – soczystej rozkoszy, gdzie wszystko staje się tą łatwostrawną masą biernej receptywności, którą można ugniatać jak się chce i pozyskiwać wszystkie składniki odżywcze, by Gra mogła się toczyć osiągając nowe poziomy pogardy. Nie myśl! Ciesz się życiem! Korzystaj z całego dobrodziejstwa inwentarza! Potakuj kiedy trzeba, płać co musisz, szczep się w terminach, weź udział w tym spisku powszechnym kiedy przyjdzie rachmistrz w mundurze systemu i rozkładanym długopisem pałki teleskopowej. Wszystko jest dobrze, wiemy co robimy, bo robimy wszystko co trzeba, byś był martwy i żywy jednocześnie jak ten kot dopóki nie otworzymy czarnej skrzyni po przelocie i wszystko się okaże. Na razie bądź statystycznym nikim, baw się tym kałem. My wszystko załatwimy za ciebie, całe twoje marne życie petenta, podatnika, wyborcy, odbiorcy, podmiotu – przedmiotu. Obejrzyj nową galę FAME postaw jakieś zakłady, wszystko będzie dobrze jak już skończymy szczepienia, pojedziesz do kurortu, na wulkan, gdzie chcesz.

Wybór przecież należy do ciebie.

Zwykły wpis