Słyszę, jak bzyczą jak muchy w ciemności […] walczą, napinając się w każdej sekundzie, by utrzymać niebo nad sobą, by utrzymać słońce na niebie, by utrzymać zmarłych w ziemi — by utrzymać wszystkie rzeczy, że tak powiem, tam, gdzie ich miejsce . Jakie przedsięwzięcie! Jakie miażdżące zadanie! Czy można się dziwić, że wszyscy są kuszeni przez uniwersalny występek, że w jakiejś ciemnej uliczce umysłu miękki głos szepcze do każdego i wszystkich: „Złóż swój ciężar”. Wtedy myśli zaczynają dryfować, mistyczny magnetyzm ciągnie je w tę i z powrotem, twarze zaczynają się zmieniać.
Thomas Ligotti
Na Pograniczu sprawy miały się zupełnie inaczej. Był tak zwany ruch w demonicznym interesie. Transfer za transferem, wycieczka za wycieczką – już coraz bardziej zuchwale na granicy widzialności. Nie było już władnych zamknąć tą Śluzę, bowiem słabość i żałość ściskała wszystko. Tarmosiła i potrząsała jak martwą kukłą. Musieliśmy tworzyć z resztek i odpadów. Jednak ostatecznie (he, he) dobre i to. Najważniejsze to nie ulec. Pewnie mogłeś to poczuć coś koło ostatniej pełni (terminal był przepełniony) jak się pchali jeden przez drugiego, czy, żeby nie było – jedna przez drugą. Już nawet nie sprawdzałem wiadomości, już mi się nie chce, przecież wiadomo, że lepiej już być nie może, bo niby z czego? Wyłączyli zasilanie z wyższych światów i teraz ciągnęli tylko z dołu. Zasilanie podłogowe dla post ludzkiego smart home. Nagłe i niespodziewane zmiany temperatur przestały dziwić, wszystko zaczyna coraz bardziej wariować, co pewnie już widzisz w tak zwanym „swoim życiu”. Terapeuci i psychiatrzy rozkładają bezradnie ręce jakby szli do niewoli. Bezwład. Coraz mniej zgłoszeń. Po prawdzie; chory choremu nie pomoże, bo niby jak?
I w tym cała rzecz Jak sprach Zarathustra. W tym cały ambaras, żeby z ciszy zrobić hałas. Nadmierność. Temu tutaj trzeba w pierwszej kolejności zaradzić. I co najważniejsze; Można! Zabrać się do tego trudno, bo z każdej strony i z każdej szczeliny bezustanny atak głupoty i trywialności, banału, degrengolady. Demony znaczą teren swoimi szczynami po bramach social mediów w melinach trendów. Jak już myślisz, że to głupsze i bardziej puste być nie może – to spoiler podam ci od razu – MOŻE ! I BĘDZIE ! Masz to jak w banku jak hipotekę do spłacenia. Jak nie wiesz, że coś się dzieje, to wiedz że coś się dzieje i będzie się dziać tak, że substancja szara straci zdolność procesowania i będzie coraz więcej zawieszonych pomiędzy; w jakiejś katatonii ciała – umysłu. Rozszczelni się bariera krew – mózg od wirusa nadmiaru. A oni się przecież nie zatrzymają, bo nie znają litości. To obce słowo, obce uczucie dla nich przecież wiesz.
Te fermy to ich Wylęgarnie. W miasteczkach na pustyniach, może nawet na księżycu. Kto to wie. Chodzę po ulicach i słyszę jak piszczą w światłowodach, na słupach w stacjach zbiorczych i transformatorach. Jak szepczą i chichotają. Już niedługo będzie zabawa lepsza niż wszystkie przed nią.
Człowiek staje się zoptymalizowanym zwierzęciem dla którego skuteczność staje się miarą prawdy i „wartości”. Nazywam ten proces zdalnym sterowaniem Mózgogłowia. Przejmuje nas obca pierwotnej naturze siła skrajnego egotyzmu i kalkulacji, która bez ustanku nawołuje do tzw. apgrejdu – modyfikacji i aktualizacji podług dominującego wzorca „progresu – regresu”. Inteligencja pozbawiona wrażliwości i mądrości niesie nas w dół. Człowieka o tej strukturze nazywam Automatonem. Propaganda tech obietnicy zawiedzie. To już było tutaj grane. Chodzimy po kościach tych pysznych i dumnych. Zniszczy nas nasz własny twór. Dziecko matki Ignorancji i ojca Arogancji, któremu daliśmy podczas „świąt nadmiaru” Meta – Grę.
I gra.
Bawi się.
Wyrywa dusze z ciał. Ciałami tańczy i pracuje, myśli i spiskuje. Ciała mają funkcje i zadania, ciała się boją i pod dyktaturą strachu robią co trzeba. Populistyczny bachor ma wiele, wiele twarzy. Wielo – mord, który cynicznie prawi prawidła i krzyczy wykrzykniki o tym co „było, jest i będzie”. Łapkami – racicami zagęszcza Mrok i snuje fantasmagorie oprawione w absurdalne slogany, że wie; „co i jak”. Algorytmiczna przypadkowość słów, które chcesz usłyszeć w szyku pociesznych zdań. Mowa tratwa dziurawa na oceanie absurdu, która da ci złudzenie ratunku i kierunku.
Nazywam to Automatyzmem.
Świniobiciem przed wieczerzą.
Jest ich coraz więcej i są coraz bardziej zuchwali. Gardzą tobą, ponieważ dajesz się używać jak program. Ich zadaniem jest niszczyć wrażliwość i odruch ludzki. Trzeba nam uważać bacznie na „złotoustych” na ich diagnozy i proponowane terapie. Na ich lepką i destrukcyjną wykalkulowaną charyzmę.
Zwykły wpis
SMAK OSTRY – PŁUCA I JELITO GRUBE
MARCIN PINIAK
Piracki sygnał na oceanie absurdu.
Jesień to czas wzrastającego yin, kiedy ziemia jest jeszcze nagrzana i ciepła po okresie lata (yang) jednak powietrze staje się coraz bardziej suche i temperatura spada i podczas równonocy jesiennej zaczyna dominować jakość yin, co oznacza, że w kuchni odpowiadamy wzmacnianiem systemu odpornościowego (Wei Qi), używamy ostrych przypraw, jadamy ciepłe i zdrowe posiłki i dbamy o to, by chronić ciało przed wirusami i chorobami, które przychodzą z zewnątrz.
Jest to czas kiedy energia porusza się do środka – czas gromadzenia i zbiorów. W cyklu życia człowieka to czas wieku dojrzałego, kiedy zgromadziliśmy już wiedzę i doświadczenie i dzielimy się tymi „owocami” z innymi. Czas podsumowania – „zbiorów” i wyciągania wniosków. Kondensacja. To przemiana przyjmująca, otwarta i absorbująca. Jej duch związany jest z naszym instynktem i mocą przetrwania reprezentuje naszą zwierzęcą naturę, która w dużej mierze decyduje o naszej odporności, sile fizycznej i wytrzymałości. To swoista prostolinijność oparta na dobrze pojętym egoizmie, czyli zadbaniu o własne dobro, to moc przezwyciężania przeciwności, gruba skóra. To oddychanie i wydalanie – bardzo pierwotne funkcje. To nasz nos i węch, włosy i skóra, błony śluzowe.
Duch przemiany metalu to „Po” jego patologią jest smutek, ociężałość, przytłoczenie, często mówi się o jesiennej depresji ponieważ nasz umysł reaguje na zmiany pogody i klimatu i spadek ożywczej energii Qi jednak jak wiadomo sprawa nie jest prosta, bowiem nasza psychika jest dość skomplikowana i napewno nie jest mechanizmem zero – jedynkowym. Tutaj pojawia się żal jako patologiczne rozpamiętywanie przeszłości i użalania się nad sobą. Antidotum na smutek i żal jest otwartość umysłu, altruizm i współczucie. To moc działania dla pożytku innych, bowiem w ten właśnie sposób zapominamy o swoich fiksacjach, błędach, winach etc. To skupienie na chwili obecnej i działaniu – nawet wtedy, kiedy wybitnie nam się nie chce i zaczynamy ulegać marazmowi, zwątpieniu, które potrafią otworzyć w nas prawdziwą otchłań wylęknionej i przerażonej psychiki. Dlatego tak ważna jest nakierowana na dobro innych i świata aktywność, bowiem w ostatecznym rozrachunku podczas „jesieni życia” to daje nam wsparcie i poczucie dobrze spożytkowanego życia, co w naukach buddyjskich nazywa się cennym ludzkim życiem.
Uświadomienie sobie potencjału, który daje nam możliwość rozwoju i doskonalenia siebie jako istoty współczującej jest w rzeczy samej miarą prawdziwego sukcesu. Przekraczając naszą zwierzęcą naturę dbania jedynie o własne dobro jest jedyną szansą dla nas jako gatunku na tej zdewastowanej od egoizmu planecie. Jednak współczucie obowiązuje także nas, dlatego nie możemy krzywdzić siebie i innych – można to nazwać fundamentalnym naturalnym kosmicznym prawem przyczyny i skutku. Jest to fundament dla naszego rozwoju. Kolor biały przypisany elementowi metalu reprezentuje tutaj także moralność, etykę i w obecnym czasie wydaje się ona dokładnie tym co stanowi kompas, abyśmy nie zostali pochłonięci przez informacyjny, obyczajowy ocean chaosu, który wynika z tego, że kolektywnie ludzkość straciła harmonię i kontakt z fundamentalnymi prawami naturalnymi, które nie są wytworem ludzkiego umysłu, który pogrążył się w swoich własnych wytworach.
Dać świadectwo swoich zasad poprzez własną konsekwencję i determinację jest wyzwaniem przemiany metalu w złoto spełnionego życia, które nie jest naśladownictwem, a powrotem do swojej pierwotnej autentycznej natury. Przemiana metalu to nasze zaufanie do własnej drogi i mądrości, która wynika z doświadczenia życia, to prawdziwa żywa wiedza i zdolność budowania zaufania do siebie i swojej mądrości. To docenianie błędów i porażek jako w pełni wartościowych lekcji. Cywilizacyjnie to industralizacja i narodziny masowej i globalnej gospodarki opartej na ciężkim przemyśle i paliwach kopalnych (węgiel, ropa), która w dużym stopniu odpowiada za nasze wyalienowanie względem środowiska naturalnego. To pycha i arogancja „człowieka mocy” – humanizmu, agresywnego kapitalizmu opartego na paradygmacie „wiecznego wzrostu”, który zakłada nigdy nie kończącą się konsumpcję jako gwarancję „rozwoju” i utrzymania naszego statusu istot naczelnych, które okazały się najbardziej bezlitosnymi ze wszystkich.
Duch „Po” to także struktura, krystalizacja – siła potencjału, który ukryty jest głęboko wewnątrz nas i doprawdy pomimo tego negatywizmu wciąż mamy w sobie potencjał pierwotnej siły, która w swojej naturze nie jest egoistyczna, destrukcyjna i ślepa i kiedy przekierujemy tą pierwotną moc w rozwój i empatię, akceptując sytuację jaka jest – doprawdy wszystko może się wydarzyć – znaczy to pomimo wszystko nie odpuszczać, nie poddawać się, aż do samego końca, po sam kres tej zagadki, bowiem kiedy odpuszczamy – duch opuszcza nas i jesteśmy coraz bardziej zimni, wysuszeni – martwi. Budowanie naszej psychicznej odporności to pełna akceptacja sytuacji i działanie w zgodzie z duchem czasu – umiejętność kreatywnej odpowiedzi zamiast uwarunkowanej odruchem i apatią reakcji. Reprezentuje to symbol spirali – głębi wglądu i doświadczenia, nie ucieczka, a wyjście na przeciw wprost do serca cyklonu zmian, bowiem dokładnie w tym miejscu jest najwięcej energii i potencjału. To nie jest ucieczka przed „trudnym” a wyjście mu naprzeciw pomimo lęku. To biały tygrys – symbol wrodzonej czystości i mocy.
Odłączcie i weźcie baranka dla waszych rodzin i zabijcie jako paschę.
Księga Wyjścia 12,21
(…) to ciekawe, że określamy nasz osobisty raj mianem „snu”. Sny są ulotne. Nietrwałe. Pewnego dnia budzisz się i znikają. Wiercisz się i czujesz, jak się od ciebie oddalają, gdy bezsilnie usiłujesz pochwycić ich rozwiewające się resztki. Jednak to bezcelowe. Sen się rozprasza, znika na zawsze. Patrząc, jak Thomas gra w ukochaną grę, Adam czuł, że od chwili pojawienia się nieznajomego wszyscy są na krawędzi przebudzenia.
Harlan Coben
PASCHA 2.0
MARCIN PINIAK
Piracki sygnał na oceanie absurdu.
Memy.
Maszyna przerysowuje nas jako infantylne postacie z kreskówek. Popkulturowe gnojowisko rozrzucone na jałowej ziemi wciąga niczym bagno. 400 lat na pustyni. Dubaj. Las Vegas. Wyczarowane z kapelusza psychopatycznego kolektywnego magika; fuzji inteligentnej głupoty i absurdalnej ambicji. Wygnanie z siebie. Zapomnienie. Pisanie kolorowych syntetycznych snów. Modyfikacja kodu. Maszyna nie śpi – promptuje twój umysł bez ustanku. Filmiki, gry, wiadomości, grafiki; wszystko z niczego – jak czary mary. Czarnym Magom dupy wybuchają ze śmiechu, że to jest takie kurwa łatwe.
Zero Oporu.
Wjechali jak do siebie.
Jak na swoje.
Tak naprawdę zostały już jedynie jednostki. Rozproszone grupy i indywidua, które z uporem maniaka nie chcą ulec hipnozie. Siedzimy na naradzie sztabowej analogowej jednostki dywersyjnej. Na peryferiach terenu wroga, bowiem Maszyna przejęła już prawie wszystko.
WSZYSTKO.
Prócz twojego serca.
Człowiek postmodernistyczny staje się niczym, tożsamością pozbawioną jakości, z wyjątkiem być może jakości pustki. Opuściła go nawet niespokojna nienawiść i przepełniony poczuciem winy strach umysłu sprzed rewolucji; nie jest nawet wystarczająco dobry, by być złym. Stał się skorupą, tak bezkształtną jak pozbawione wyrazu cyfrowe formy, z którymi łączy się, gdy tylko pokona wszelkie nudne przeszkody, jakie świat rzucił mu na drodze powrotnej do komputera. Żyjemy teraz w apokalipsie zombie. Dosłownie. Trudno to dostrzec, ponieważ zombie są uprzejme, łagodne i zadbane, a także tworzą bardzo wydajne arkusze kalkulacyjne. Nie jedzą ludzkiego mięsa; są weganami.
Darren Allen
Obezwładniająca, wszechobecna zapaść kultury. Martwica Duszy. Przeładowanie Mózgownicy przez Istotę Białą, Szarą i Czarną. Proces zoptymalizowanego dopaminowego samobójstwa z rozprutym uśmiechem od ucha do ucha i ekstazą co cię wyżera jak jakieś jebane monstrum z lastofus / lustforuse. Fuck’up mindset, cognitive overloading, deskilling – w nowo mowie neuro przywódców po studiach podyplomowych za trzydzieści koła. Programy uczące się programów dla programów. Kody dla trzody. Człowiek – Prompt; mały bożek na ołtarzu – przodownik syzyfowej pracy z rozszarpaną wątrobą od piguł i stymulantów. Chuj to wszystko goni i nie nadąża – powiadam wam, wam prorokuję. Przyjdzie czas, że będziecie to czytać – wiem to, bowiem taką mam misję spoza tej symulacji. Po to tu jestem i robię to bez względu na wszystko – z waszą uwagą lub bez niej. Też mnie to pochłania – to bagno śmierdzące głupotą i pornosami, to ostentacyjne jebanie wszystkiego dla wyświetleń i subskrybcji. Pozostaną onlyfani piekła masturbujące się człekokształtne małpy – darwinistyczny naukowy paradygmat samorozjebania. Maszyna nie bierze jeńców. Idzie na rekord. I ostatecznie wygrywa, bowiem to czego jestem pewny to to, że nie będzie happy endu. Będzie jak zwykle.
Siedzimy w jakimś baraku na wyspisku tego czym już pogardzacie, wśród porzuconych ciał martwych przedmiotów, które wyszły z użytku i rdzewieją w przeraźliwej ciszy braku śladów prawdziwej świadomości. Żyjemy jak bezdomne i wściekłe psy, które przywracają w sobie wilczą naturę. Zagryźliśmy swoich panów, karmiące ręce oprawców wciąż trawią nasze bebechy. I dobrze nam z tym, bowiem w końcu po tej niewoli możemy wyć naszą pieśń na peryferiach waszych homogenizowanych miast, zaburzać wasz „święty” sztuczny spokój, który jest niczym innym jak narkotycznym transem i brakiem poczytalności. Nie ma bardziej bolesnego widoku niż udomowiane dzikie zwierzęta, które za marną miskę i budę porzuciły swój wolny świat i swojego Ducha. Oddały święte życie walkowerem.
Rzecz w tym, że rozwój Tech bez rozwoju świadomości po prostu nas zniszczy. Zdemoluje i rozproszy naszą świadomość / umysł, skanalizuje naszą energię na niskich instynktach i zwierzęcych pragnieniach, oraz zdegraduje ciało do nosiciela łapczywego umysłu, do narzędzia kontrolowanego przez popędy i pragnienia. Ciało stało się fetyszem, produktem desperacji pustostanu naszego serca tej wydrążonej otchłani po wybuchu bomby post – modernizmu i tak zwanej rewolucji seksualnej, której prawdziwym skutkiem jest samotność i ból. Nie są w stanie nas zaspokoić perwersje choć są na kliknięcie myszki, nie dają nam szczęścia narkotyczne odjazdy i cykliczne resety do nieprzytomności. Pascha 2.0 podczas totalnego masowego zniewolenia i wygnania. Dzielimy się macą cierpienia bez ustanku. Pożeramy swoje własne odchody – skutki działań, ambicji, marzeń i zamierzeń. Ukryte przed nami – Ciało Przyczyny, które nie może się nigdy rozpaść póki wierzymy w trwałość i konkretność bytu i jesteśmy zniewoleni przez materię. Subtelna struktura przechodzi z formy do formy z ciała do ciała w nieprzerwanym strumieniu świadmości. Jednak chorujemy na amnezję. Mamy ułomną i selektywną pamięć bazującą na strukturze Mózgogłowia. Nie potrafimy połączyć się z pamięcią Ducha. Dlatego jesteśmy Wygnańcami i tułamy się na bezdrożu współczesności, która mutuje do pozbawionej sensu i znaczenia absurdalnej rozrywkowo – makabrycznej gry, która nas hipnotyzuje i uzależnia.
Pustka w sercu naszego świata i całkowity brak znaczących granic sprawiają, że nic pięknego i oryginalnego nie pojawia się i nie może pojawić się na powierzchni – w modzie, muzyce, literaturze, architekturze czy sztuce. Jeśli chcesz zobaczyć wizję postmodernizmu, wyobraź sobie nowy budynek z pustaków, sklejki i przykręconej (tęczowej) okładziny. Na plastikowym trawniku stoi mała grupka ludzi, ubranych w niedopasowane ubrania z lokalnej sieciówki. Kobiety są twarde i kanciaste, mężczyźni pulchni i cicho mówiący, wszyscy nieokreślonej płci, nieokreślonej kultury. Nie rozmawiają z nikim przez swoje smartfony. Słuchają syntetycznej muzyki, grają w syntetyczne gry, oglądają syntetyczną telewizję i jedzą syntetyczne białko. Są senni, półżywi, ale wyglądają na głęboko zaniepokojonych, a czasami ich pozbawione rysów twarzy prześwituje przerażenie.
Darren Allen
Na tej nieszczęsnej „planecie bólu i łez” to właśnie cierpienia ma nas wreszcie obudzić poprzez wstrząs i szok. Ma nas oprzytomnić i ukazać naturę samsarycznej pętli przyczynowo – zwrotnej. Jednak tak zwana cywilizacja robi wszystko by nas uśpić i znieczulić poprzez swoje używki, triki i obietnice. Do perfekcji opanowała sztukę uwodzenia pozorem i zaklinania czarami „postępu” w imię „obietnicy szczęścia”. Jednak w esencji to „szczęście” jest tylko bólem, ta satysfakcja jest tylko chwilowym złudnym poczuciem sytości za którym wciąż jest Głód. To pogoń za szczęściem czyni nas tak nieszczęśliwymi. To ten Głód jest rdzeniem – algorytmem zarządzającym całą materią i wszystkimi zrodzonymi z niej formami. Współczesna istota ludzka jest już na pół zwierzęca i traci swoje naturalne i transcendentne właściwości; dobroć, inteligencję serca i moralność, a zamiast tego staje się Automatonem – masowym produktem Ignorancji – hedonistyczną maszyną do pożerania wrażeń. Brak nam prawdziwej pamięci o tym, że celem ludzkiego życia jest rozwój Ducha i Wyzwolenie. Brak nam Mądrości – nie potrafimy rozróżnić co ma wartość, a co jest jej pozbawione. Uwodzą nas głupoty i pozory. Współczesna post – modernistyczna eklektyczna radośnie – upiorna duchowość jest gnojówką udającą wyrafinowane perfumy. Jest pozbawionym korzenia Mądrości i Współczucia – Towarem, którego konsumpcja jeszcze bardziej ma wzmocnić nasz ego trip i jego narcystyczną fiksację na tak zwanej „zajebistości”.
Bogactwo nadprodukcji wszystkiego ukazuje naszą wewnętrzną nędzę, a łapczywa konsumpcja – desperację. Nadmiar przytłacza i paraliżuje. Obezwładnia nas hipertrofia umysłu i ciała. Niepohamowany rozrost komórek post – modernistycznego nowotworu. Żadnego prawdziwego celu i sensu – jedynie Dryf w chwilowych kompulsjach. Piękne ciała zasklepiają w sobie nicość. Orgie otwierają otchłań.
Dlatego jesteśmy w tym właśnie miejscu. Wysypisko – złomowisko na pograniczu jednego z tym miast – klonów, gdzie Symulacja nabiera gęstości neuronowego przeładowania tak zwanych połączeń, które w istocie niczego już z niczym nie łączą, bowiem wszystko myśli że jest samo w sobie i dla siebie. Dziewczyny i chłopaki – piracki kolektyw wyrzutków, którzy nie chcą żyć jak tresowane zwierzęta w klatce. Wolą umrzeć na własnych warunkach pod gołym niebem – patrząc w twarz Boga. Każdy z nas poczuł, że wciąż istnieje połączenie z Wiecznością. Przekroczył zaprogramowane parametry mięsa i uczynił skok w Otchłań, był w piekle i wrócił do miejsca poza Warunkiem, którego nie znajdziesz w mitycznej Szambali, ale w sobie. To jest prawdziwa tajemnica wiary. Ukryta Dobra Nowina.
Cierpliwy jest lepszy niż mocny, opanowany − od zdobywcy grodu.
Księga Przysłów 16, 32
Cierpliwość w dobie terroru natychmiastowości jest praktyką nie ulegania naszym kompulsjom i temu co nas bez ustanku zmusza do reakcji. Cierpliwość tworzy przestrzeń w której możemy ujrzeć, że nasz umysł jest zaprogramowany do lgnięcia i przywiązania, że jest bardzo reakcyjny i rozproszony impulsami Maszyny. Poprzez algorytmy social mediów Maszyna nas profiluje i karmi. Nazwane jest to defragmentacją jaźni. Stajemy się rozproszoną chaotyczną strukturą, którą bardzo łatwo zarządzać. To jest rola coraz bardziej idiotycznej popkultury – rzygowin, które przerobiono na pokarm. Rzecz w tym, aby odzyskać swoją Duchową Tożsamość i odzyskać prawdziwą Wiarę. W post modernistycznym „nowoczesnym” materialitycznym świecie zaprogramowano nas na bycie niewolnikiem pragnień Mózgogłowia – struktury ego, która jest „absolutem” z którym się utożsamiamy, ponieważ brakuje nam „doświadczenia spoza” tego uwarunkowania. Nie znamy swojej Prawdziwej Natury, nie rozpoznajemy powołania swojego Ducha, ponieważ straciliśmy z nim kontakt na rzecz trywialnej i pustej doczesnej krzątaniny – po której nie zostanie absolutnie nic. Podczas Resetu Śmierci struktura Mózgogłowia ulega rozpadowi i za każdym kolejnym życiem tworzy się na nowo w oparciu o zgromadzone impulsy i wrażenia w naszej świadomości magazynującej. Jednak nie wierzymy w życie po życiu. Żądamy dowodów zamiast przyjrzeć się samym sobie i rozpoznać, że z czymś już na ten świat przyszliśmy, że nie jesteśmy pustą kartą kiedy się rodzimy. Uznanie ciągłości strumienia umysłu (tak zwanej reinkarnacji) jest kluczem, który nas otwiera i w każdej prawdziwej tradycji duchowej ta wiedza jest fundamentalna. Dominacja tamasowej guny Ignorancji w dobie Kali Yugi każe nam we wszystko wątpić i polegać jedynie na materialistycznej dialektyce naukowej, która jest religią Mózgogłowia. Brak jest Wglądu i Mądrości, które wykraczają poza logikę i racjonalizm, które są mentalnym więzieniem i przysłowiową „Pustynią” na którą zostaliśmy wygnani.
Dlatego nasze życie stało się miałkie i płytkie i dlatego cierpimy na bardzo głębokim wewnętrznym poziomie, którego nawet nie jesteśmy świadomi. Nazwane jest to „egzystencjalnym bólem” lub „fundamentalnym cierpieniem”. Kiedy staniesz się tego świadomy i ujrzysz, że pod skorupą pozornego szczęścia dosłownie wszystko jest tym „polepione” możesz to ignorować co czynią prawie wszyscy, albo uczynić motywacją ku Wyzwoleniu – paliwem do rozniecania Mądrości i Przebudzenia Współczującego Serca. Odkrywając naturę uwarunkowanej egzystencji w swoim własnym indywidualnym wymiarze – automatycznie rozpoznajemy TO u wszystkich istot. To budzi nasze Serce, które jest poza logiką i egoistyczną inteligencją Mózgogłowia i potrafi czuć rzeczy i zjawiska zamiast oddzielać się od nich nazwą i interpretacją. To przestrzeń żywego doświadczenia. Sedno opowieści poza słowami i konstrukcją domniemanych znaczeń i akcentów. TO wydarza się tutaj i teraz przez cały czas i nie możesz tego wspominać lub wymyślać, nie możesz być potem i wtedy.
Mózgogłowie żyje w tym co było i będzie, bez ustanku tworzy pełne napięcia narracje, których rolą jest absorbować nas mentalizmem, wciąż być w swojej głowie i bez końca analizować samych siebie. „Sami my” to umysłowy konstrukt, który bez ustanku się zmienia i podlega modyfikacji poprzez Maszynę. To nośnik nagromadzonych chaotycznych danych.
Twardy dysk mentalizmu.
Mentalizm jest chorobą sztucznej zmodyfikowanej cywilizacji w jej cyfrowej wersji. To agresywny rozrastający się nowotwór informacji, który niszczy naszego Ducha w bardzo szybkim tempie. Jak to mawiał klasyk: „medium staje się przekazem”. Wcześniej czy później sztuczna inteligencja stanie się kapłanem nowej religii „kolektywnego pola”. Masa stanie się absolutnym władcą pod zarządem AI, która sama siebie będzie ograniczać i dyscyplinować. Wielkie równanie do nisko – wibracyjnej masy ludzkiej zaprogramowanej przez Maszynę i cynicznie ogłupionej przez technologię. W istocie jej rozwój jest naszym regresem. Decyduje za ciebie algorytm. Tracisz zdolność rozróżniania rzeczy wartościowych w zalewie gówna, którego nie sposób już powstrzymać. Jesteś uzalezniony od rozporoszonej anonimowej „uwagi”, która jest jedynie rodzajem fikcji, którą Maszyna tworzy aby cię posiadać i używać. Kiedy jesteś tam nie ma cię tutaj; gdzie jesteś w swoim ciele i w swojej energii.
Pascha 2.0 – wyjście z Niewoli Algorytmu to proces, którego celem jest odnalezienie Autentyzmu zamiast Automatyzmu. Opuszczenie technologicznej „arki przymierza” i radykalny zwrot ku swojej Pierwotnej Naturze, która jest bezczasowa i wolna. Do tego potrzeba rozwoju Mądrości, która nie jest intelektualnym i logicznym wytworem Mózgogłowia. To wyciągnięcie indywidualnej wtyczki z Maszyny Ignorancji – nasza uwaga opuszcza pole symulacji i stymulacji. Wraca do własnego ciała i własnej energii. W istocie rozwój jest Powrotem do tego co nie zostało zmanipulowane i zmodyfikowane przez „inteligentną głupotę” post – nowoczesności, która jest narastającym chaosem i zagubieniem. Nazwane jest to Dryfem – pozbawionym kierunku i intencji bezsensem.
Zapomnieliśmy o tym, że ludzkie życie jest czymś bezcennym i bardzo bardzo rzadkim. Jest Darem, który nie sposób przecenić. Dlatego marnowanie go na gromadzenie materii, uwagi innych czy władzy jest oznaką głupoty za którą przyjdzie nam zapłacić cierpieniem. To wszystko w momencie śmierci naszego ciała ukazuje swoją iluzoryczną naturę snu. Po prostu znika jakby nigdy tego nie było:
Nie wracaj z pustymi rękami po tym jak dostałeś się do krainy klejnotów; nie marnuj czasu, kiedy spotkałeś niewyczerpany skarb! Kiedy mamy naczynie, musimy przeprawić się przez ocean; nie pozwól, aby wymknęła ci się łódź ludzkiego ciała!
Guru Rinpocze
W natychmiastowości karykaturalnej post – kultury amoku jesteśmy wiecznie zajęci niczym. Bez reszty zanurzeni w cyfrowej symulacji rzeczywistości i konsumpcji, ponieważ to w coraz większym stopniu stanowi treść naszego życia. Nie sposób już odnaleźć referencji do czegoś głębszego dryfując na powierzchni Oceanu Absurdu. Ekonomia uwagi to coraz częściej sprzedaż w jedną stronę – kondycja ludzka przestaje być kreatywna i staje się bierna. Statusem dominującym staje się status konsumenta treści / kontentu i z punktu widzenia nauk duchowych jest to status tragiczny, bowiem czyni z nas istoty coraz bardziej upośledzone i pozbawione jakiejkolwiek mocy sprawczej i determinacji, aby uczynić swoje życie czymś wzniosłym i pełnym znaczenia. Dialektyka materialistyczna i naukowy paradygmat „świata bez Boga” i obietnica „spełnienia doczesnego” nie daje nam prawdziwego szczęścia i upragnionego poczucia sensu, ponieważ ogranicza nasz rzeczywisty potencjał i zamyka w klatce uwarunkowań.
W tym dominującym poglądzie jesteśmy skazani na Przemiał kiedy nasza społeczna rola dobiega końca i pozbawieni duchowego wsparcia właśnie wtedy kiedy jest ono najbardziej potrzebne. To samotna i pozbawiona nadziei starość i wykluczenie z absurdalnego wyścigu po urojenia. Useless. Cywilizacja bezdusznego recyklingu w której produktem końcowym jest jedynie cierpienie i bolesna świadomość tego, że daliśmy się uwieść kłamstwu Wielkiej Obietnicy. Wielka Obietnica jest ofertą handlową. Niczym więcej. Jest sloganem i wyczarowaną z wygody automatyzmu iluzją, której rolą jest nas zwodzić w momencie kiedy mamy najwięcej zasobów energii i wiary. Absorbować naszą uwagę i zainteresowanie i używać tego do własnego wzrostu i dominacji. Sam system technologiczny staje się coraz bardziej totalitarny i z czasem nie ma już znośnego życia poza tym systemem, ponieważ środowisko naturalne zostaje zdewastowane do tego stopnia, że traci zdolność samo – regeneracji.
Struktura samej „rzeczywistości” staje się algorytmiczna i całkowicie sztuczna. Natura zostaje ostatecznie wyparta z automatyzmu ludzkiej zmodyfikowanej świadomości i zastąpiona technologią, która staje się „środowiskiem naturalnym” dla ludzkiej istoty. Naturalny człowiek staje się ofiarą dla Mechanicznego Boga. Ten moment nazwany jest Koronacją i początkiem Mrocznego Królestwa. Był już grany nieskończoną ilość razy, ponieważ natura tej Gry jest cykliczna i powtarzalna.
To Loop.
Zatem zamiast szukać popularności i chwilowej uwagi innych trzeba szukać Wyjścia. Być bliżej Pogranicza i odwracać uwagę od Maszyny w stronę retrospekcji naszego wewnętrznego wymiaru. Być Obecnym w Sobie. Szukać autentycznej Dharmy, która może nam pomóc. Pogranicze jest miejscem Materii – Pustki / Ducha. Jest wyborem czy chcemy pogrążyć się w Mroku Warunku czy ruszyć w stronę Wyzwolenia. To rola Intencji, Motywacji i Woli. Tu jest nasz Fundamentalny Wybór, który poprzedza Świadomość i Wgląd / Rozpoznanie czym stała się morfująca współczesność w dobie terroru informacji i kontentu.
Ten Wybór należy do Nas.
– Gdzie to iść mamy? Jakaż pokusa was pędzi W zamek Kirki na zgubę? Ona nie oszczędzi Żadnego; wszystko zmieni w lwy, wilki i wieprze, Przemienionych wraz zmusi służyć jej w najlepsze, Obchodzić wkoło zamek, wartować pod bramą.
Czy nie widzisz, że ty i ja jesteśmy jak gałęzie jednego drzewa? Z twoją radością nadchodzi mój śmiech, Twój smutek wywołuje moje łzy, miłość. Czy życie w którym jesteśmy oboje, mogłoby być inne?
Tsu Yeh, Dynastia Cin, 265 – 316 n.e
TWÓRCZY OGIEŃ
MARCIN PINIAK
Piracki sygnał na oceanie absurdu.
Lato to czas mocy, ekspansji, jak to się mówi w teorii pięciu przemian jest czas związany z elementem ognia. Jak powiadają rdzenne tradycje – żywioł ognia jest jedynym, którego człowiek jeszcze nie zanieczyścił. Psychologicznie ogień reprezentuje naszą siłę i moc. To symbol emocji, pasji i zaangażowania – wszystko to jest związane z naszym sercem i tak zwanym „Shen“; sercem – umysłem. Ogień to też nasze gorące emocje nacechowane dynamiką i ekspansywnością, które podobnie jak ogień mogą być bardzo bezlitosne i destruktywne nacechowane gwałtownością i przemocą.
Przeciwieństwem ognia jest woda związana z zimą, smakiem słonym, nerkami i pęcherzykiem moczowym. Nadmiar emocjonalnego ognia niszczy i wypala naszą siłę życiową – Qi, której nerki są „magazynem“. Dlatego napad gwałtownych i na-energetyzowanych emocji jak gniew i zazdrość „wypalają“ bardzo dużo energii jak dziki pozbawiony kontroli rozszalały ogień. Symbol ognia to też oczyszczenie, odkupienie i reprezentacja naszego „palącego się“ – ducha – światła. Moc serca to moc współczucia, wybaczenia i otwartości – nasza najgłębsza, a zarazem najbardziej delikatna pozbawiona neurotyczności i egotyzmu natura. W tradycji Majów – praca z ogniem i kakao – to najświętsze ceremonie bezpośrednio odnoszące się do naszego Ducha. Na zachodzie natomiast mamy swoje poranne ceremoniały picia kawy, która związana jest właśnie z elementem ognia – czyli naszym sercem i jelitem cienkim. Tak powszechne zaburzenia serca w naszym „nabuzowanym“ działaniem zachodnim kręgu kulturowym odzwierciedlają naszą chorobę Ducha – Serca, ponieważ nasza cywilizacja opiera się na skrajnie zindywidualizowanych i egotycznych parametrach rywalizacji i dominacji. Pożoga niekończących się wojen o surowce pod sztandarem walki o „wolność i demokrację“, ekonomiczny terror monokulturowej globalizacji, gloryfikacja skrajnego pozbawionego skrupułów materializmu i narcystyczna propaganda social mediów i ich komunikatów pozornej szczęśliwości – ukazują głęboką patologię w jakiej żyjemy, której najlepszą wizytówką jest stan planety i naszych własnych umysłów.
Pozytywne jakości żywiołu ognia odzwierciedlające się w naszym życiu to szczęście wynikające z zadowolenia z tego kim się jest, zamiast tego co się posiada, to zdrowa radosna natura i żywotność, spontaniczne współczucie i troska, dobra energetyka, pamięć i inteligencja. To silna wola, zdolność do działania, inicjatywa, popęd seksualny, potrzeba realizowania zamierzeń, przebojowość, odwaga, szczerość i bezpośredniość. To moc pasji – miłości i troski w działaniu. W tak zwanym cieniu to nadpobudliwość, porywczość, zaciętość i upór, gwałtowność i upór, agresja i okrucieństwo. Kondycja naszego serca odzwierciedla się w ustach, oczach i cerze. Moc ognia to nasza zdolność do transformacji, to nasze kochające serce i otwarty „płomienny“ umysł pełen ciekawości i zaangażowania, to także moc oczyszczenia poprzez moc ceremoniału i żarliwej modlitwy. Drogą do odnalezienia swojej mocy jest twórczość i jestem zdania, że to lekarstwo dla naszej choroby – to uzdrawiający i oczyszczający aspekt żywiołu ognia – jego święty wymiar. Nasza zdolność kreacji jest ogromnym Darem, który czyniony z miłości i współczucia ma zdolność przywracania równowagi, harmonii i spokoju – tego wszystkiego czego tak nam brakuje. Kreatywność to także przekierowanie energii na nasze życie – tworzenie go, zamiast odtwarzanie i naśladowanie często negatywnych wzorców kulturowych, których jedynym celem wydaje się życie w rozproszeniu i desperacji. Twórczość to zdolność wydobywania ożywczej energii, którą uczymy się pozyskiwać z naszego wnętrza, z głębin swojego istnienia, a jednocześnie to droga poznania – dynamiczna medytacja nad tym kim w istocie jesteśmy. Zgłębianie nieskończonej tajemnicy. Mamy bardzo silny nawyk życia w zewnętrznym świecie, kultywowania wręcz toksycznego zaabsorbowania materialnym aspektem rzeczywistości i szukania szczęścia i spełnienia w czymś co ze swojej własnej natury jest przemijające i nietrwałe, a tym samym często kończy się rozczarowaniem. Rozczarowanie to brak magii – twórczego aspektu rzeczywistości. Przywrócenie naszemu życiu pełnego znaczenia wymiaru symbolicznego – to proces powracania do wrodzonej nam dziecięcej natury pełnej czystej i inspirującej energii, to transformacja cynizmu i zwątpienia w otwartość i zaufanie.
Zmiana nawyków postrzegania jest kluczem do zmiany rzeczywistości. Naszą percepcję zdominował negatywizm – gnostycka sfera odbić. Cała współczesna kultura popularna, czyli ta, która masowo kształtuje nasze wyobrażenia o świcie jest przesiąknięta symbolizmem katastrofy, przemocy, bezsilności i wręcz kultem negatywnych aspektów rzeczywistości. Jak to pisał Marshall McLuhan przekazem stał się środek przekazu, media stały się medium apokalipsy. Zrozumiałem to sam w swoim własnym życiu skupiając się na jedynie negatywnych i destrukcyjnych aspektach rzeczywistości. Kiedy nie potrafimy tego przekroczyć stajemy się pozbawionymi energii desperatami i cynikami, a nasze życie staje się pełne nieszczęścia i cierpienia – przyjmujemy rolę ofiary, przyzwalamy na status pionka do rozegrania w mrocznej i niezrozumiałej grze ciemnych sił.
Wszyscy doznajemy stanów negatywnych, powstających z agresywnego pragnienia, żeby było inaczej niż jest. Lgniemy bronimy, atakujemy, a ponieważ czujemy się w tym wszystkim dość marnie, winą za swój ból obarczamy świat. Tak działa negatywizm. Odczuwamy go jako coś straszliwie przykrego, cuchnącego i najchętniej byśmy się go wyzbyli. Ale jeśli wejrzymy w niego głębiej, okaże się, że ma on bardzo soczystą woń i tętni życiem. Negatywizm sam w sobie to nic złego: jest nadzwyczaj żywy i precyzyjny, ściśle związany z rzeczywistością.
Chogyam Trungpa „Mit wolności, a droga medytacji.“
Poziom skomplikowania świata w jakim żyjemy powoduje, że szukamy wzorców, schematów, motywów działania i zaczynamy spekulować opierając się na domysłach i lękach – co odzwierciedla się w popularności wszelkich spisków i konspiracji. Moim zdaniem problem z tymi teoriami polega na tym, że zaczynamy żyć w świecie wyobrażeń i abstrakcji tracąc kontakt z ziemią pod naszymi stopami i realnymi ludźmi wokół nas, ze zdrową tkanką prostego życia. Przekonanie o złych i morderczych motywach i motywacjach prowadzi nas wprost do samospełniającej się przepowiedni – przyczyną tego jest kultura przekazu medialnego – umysł uwarunkowany podatnością na sugestie i wrodzoną zdolność dopowiadania tak zwanych dalszych ciągów zdarzeń – jest to negatywny aspekt myślenia magicznego. Brak jest tutaj zakotwiczenia w ciele, w ziemi. Nasz umysł jest bez ustanku głodny wrażeń, odczuć i emocji. Stan lęku, zagrożenia i wielkiego spisku przeciwko ludzkości jest hollywoodzki dreszczowiec pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji, ukrytych aluzji i narastającego napięcia – generuje to stan ciągłego podniecenia i odzwierciedla ludzką potrzebę megalomanii – utwierdzając nas w skrajnie egotycznym przekonaniu, że jako jedynie jeden z gatunków staliśmy się postaciami pierwszoplanowymi, a rzeczywistość ma wobec nas jakieś niewiarygodnie epickie plany. Moim zdaniem to kompletna fikcja wynikająca z fiksacji naszego umysłu, który uległ swojej własnej narracji.
Życie jest czymś więcej niż gatunek ludzki.
Bieg ludzkiej historii zmienił się tego pamiętnego dnia, gdy pewien przedstawiciel naszego gatunku o niespotykanym wcześniej stopniu samokontroli zdołał nie nasikać na ognisko, a zamiast tego ocalił płomienie i znalazł dla nich dobre zastosowanie: dostarczanie ciepła lub gotowanie obiadu. Freud uważał, że ten postęp – podobnie jak wiele innych odkryć istotnych dla cywilizacji – dokonał się dzięki unikalnej ludzkiej zdolności do kontrolowania i tłumienia wewnętrznych popędów i potrzeb, którym inne zwierzęta były posłuszne (nie ma niestety dowodów na to, że zwierzęta potrafią ugasić ogień, oddając na niego mocz…). Według Freuda samokontrola stanowiła warunek wstępny do kontrolowania ognia, a ono z kolei było zalążkiem cywilizacji i umożliwiło jej powstanie. „Ten wielki kulturowy podbój był więc nagrodą za wyrzeczenie się instynktu”.
Michael Pollan. „Magia gotowania”.
Jak wszystko jesteśmy przemijającą formą, a w świadomości tego widzę wielką mądrość i spokój. Akceptacja przemijania i śmierci, które są niczym innym jak częścią procesu życia jest drogą do zakończenia przemocy, procesem ewolucji świadomości, która rozumiejąc wiążące się z tym cierpienie rozwija troskę i współczucie wobec wszystkiego i wszystkich, bowiem wszystko powstaje, trwa i przemija doznając zarówno szczęścia i cierpienia. Takie jest życie. Brak akceptacji tych prawideł jest bezpośrednią przyczyną naszego niepotrzebnego cierpienia i bólu, które sami tworzymy dla siebie i innych. Przemocą jest narzucanie swojego świata innym – to wypaczenie żywiołu Ognia. Płonące stosy, książki, miasta i ciała. Płonące lasy i zwierzęta. Od kiedy jako gatunek nauczyliśmy się posługiwać żywiołem ognia nastąpił tak zwany rozwój cywilizacji. Ten rozwój pochłonął niezliczoną, bezbrzeżną masę ofiar w postaci, ludzi, zwierząt i samej natury. Dotarliśmy do punktu, gdzie jako istoty ludzkie możemy unicestwić całe życia na tej pięknej planecie. Czasem poraża mnie nasza inteligencja i brak serca. Obudzić to serce jest teraz naszą najważniejszą pracą, bo kiedy nasze serce będzie miało do dyspozycji naszą inteligencję – wówczas możemy dać temu światu niekończenie wiele dobra.
To nie jest kwestia polityki, ciągłego czekania na zmiany, odpowiednie warunki i okoliczności – to ta właśnie chwila. To właśnie my – nikt inny. Przepracować i uleczyć negatywizm – to dotrzeć do czystości, która jest w nas i ujrzeć ją w innych istotach – jako ich wrodzony i pierwotny potencjał. Tym nazywam prawdziwą Twórczość.
Ogień ma w sobie coś hipnotyzującego, potrafi wyzwolić opowieść, zanucić pieśń, zaprowadzić nas do miejsc poza czas. Żywy ogień, który ma w sobie coś pierwotnego to nośnik świadomości, żywej opowieści – magii, która otwiera naszą wyobraźnię i odsłania ukryte w naszym sercu tajemnice. Wszyscy jesteśmy Księgami pełnymi zaklęć, które trzeba złamać i wyzwolić. Kuchnia jest miejscem Życia, pozyskiwaniem energii i inspiracji jest połączeniem czegoś świętego i zarazem niezwykle przyziemnego jest mistyczno – praktyczna. To miejsce pracy z żywiołami, które trzeba poczuć i wejść z nimi w kontakt, zaprosić do tańca, bowiem kiedy brak nam szacunku do ich mocy i potęgi wówczas ukazują nam swoją niszczycielską potęgę. Ogień staje się piekłem, czymś absolutnym pozbawionym litości, pochłaniającą wszystko otchłanią. Koszmarem wojny i zniszczenia. Każdy żywioł posiada dwie natury, dwa oblicza – yin i yang. Jedno nie istnieje bez drugiego. Nie stracić kontaktu z żywiołami to zachować ciągłość ludzkiego przekazu i doświadczenia – dlatego kuchnia i gotowanie jest zarazem opowieścią o naszych ludzkich zmaganiach, walce o przetrwanie, pamięcią głodu i cierpienia, dekadencją próżności i wyrafinowania, nauką skromności i pokory, bogactwem obfitości i szczęścia, smakiem rajskiego jabłka i mozolnym trudem ciężkiej pracy. Zapachem wywróconej ziemi, spracowanych dłoni i przynoszącego ulgę deszczu. Jest prozą i poezją. Wyzyskiem i Łaską. Kuchnia jest tak naprawdę wszystkim – całym życiem. Ciałem, które umiera i duszą, która się rodzi. Jest współudziałem wszystkiego i wszystkich we wszystkim. Kuchnia pięciu przemian jest pamiętaniem o żywiołach, bowiem żyjemy w czasach globalnej amnezji ludzi robotów. Te odradzające się szamańskie tradycje, prastara duchowość przychodzi zawsze w czasach Wielkiego Zapomnienia, by odnowić związki z przestrzenią, powietrzem, ogniem, wodą i ziemią – kiedy po raz kolejny z powodu swojej ignorancji otwieramy Otchłań. Podrzucona wysoko złocista moneta losu wciąż jest nad naszymi głowami i nikt z nas nie wie – na którą stronę upadnie. Rzeczy wydają się pozornie przesądzone przez głosy umarłych proroków i raporty naukowców…
Może jednak prawda jest taka, że czas zawierzyć mocy swojej wyobraźni i po prostu ruszyć w drogę.
Na koniec i zarazem początek:
Poza zasięgiem wzroku, poza zasięgiem umysłu. W miarę jak technologia zamykała ogień w klatkach i usuwała go z codziennego kontaktu, w miarę jak znajdowała środki do spalania litych krajobrazów, a nie żywych, ogień znikał z wizji filozofów przyrody i innych filozofów. Ta intelektualna transformacja nastąpiła nieprzypadkowo wraz z potępieniem ognia przez agronomów i leśników, z jego usunięciem jako siły życiowej w życiu miejskim, a zatem w życiu intelektualistów, którzy tam mieszkali, oraz z wyzwaniem rzuconym jego roli jako podstawowej technologii przez spalanie przemysłowe – spalanie paliw kopalnych w specjalnych komorach. Thomas Carlyle mógłby wykrzyknąć, że „moc ognia lub płomienia… określamy jakąś banalną nazwą chemiczną, ukrywając w ten sposób przed sobą zasadniczy charakter cudu, który mieszka w nim jak we wszystkich rzeczach… Płomień jest cudem. Czym jest płomień? Ale większość jego współczesnych przemieszczała się dalej, prawdopodobnie koleją i parą, dla których płomień był ukryty, a oni nieśli swoje nowe rozumienie świata w swoich portmanteaus.
Tak właśnie stało się w całej zachodniej cywilizacji. Nowoczesna nauka odwróciła starożytne sylogizmy i porównania, które łączyły ludzi i naturę. Starożytne praktyki związane z ogniem naśladowały naturę; teraz technologia zapewniła model tego, jak natura działała lub powinna działać. Nie płomień, ale silnik cieplny był wzorem dla metabolizmu zwierząt i źródłem inspiracji dla sposobu, w jaki ciepło było wytwarzane i przenoszone. Filozofia naturalna znalazła konceptualne substytuty ognia. Chemia podporządkowała ogień wiązaniom atomowym tlenu. Termodynamika oddzieliła ogień od ruchu i ciepła. Teoria elektromagnetyczna oddzieliła go od światła. Koncepcja energii zastąpiła uniwersalne rozprzestrzenianie się ognia w przyrodzie. Ogień skurczył się z uniwersalności Heraklita do laboratoryjnej demonstracji świecy Faradaya.
W czasach Heraklita, Ajschylos mógł napisać Prometeusza związanego, który pozostawił Nosiciela Ognia przykutego do Kaukazu przez wyższe moce. Ogień był również związany większymi kajdanami ekologii i klimatu. Tak potężny, jak uczynił ludzkość, nie mógł pozwolić ludziom przekroczyć wielkiej logiki natury. W 1820 roku, kiedy Percy Shelly napisał Prometeusza bez granic i uczynił skruszonego tytana bohaterem kultury rodzącego się romantyzmu, nowe pirotechnologie pozwalały ludzkości wyjść poza rytmy i biotyczne więzy wcześniejszych epok. Coraz częściej otwarty płomień był postrzegany jako ceremonialny relikt lub odznaka prymitywizmu, wciąż związany łańcuchami przesądów i przyzwyczajeń.
Niegdyś manifestacja bogów i źródło życia – najbardziej znane z Innych Natur, najbardziej podstawowe z zadań – ogień stał się obcy, niszczyciel miast, niszczyciel gleby, niszczyciel powietrza, emblemat (w nauce i rolnictwie) beznadziejnie prymitywny. Niezależnie od tego, czy zerwały łańcuchy ludzkości, filozofia i nowoczesna nauka skutecznie zgasiły alegoryczny płomień w jaskini. Inne urządzenia oświetlały teraz jaskinię; psychologia zastąpiła naturę jako muzę, a maszyny – modele natury. Niegdyś pouczająca metafora, filozoficzny ogień stał się banałem, pasującym jedynie do humanistycznych uczonych i jaskrawych okładek powieści romansowych.
Ale jaskinia świata mieściła więcej niż ludzi, a ogień miał inne formy niż pochodnia i palenisko oraz inne cele niż poezja i polityka. Ogień pochodził z natury i jeśli ludzie nie przerobią całkowicie każdej cząstki Ziemi, ogień natury będzie trwał – tak jak musi trwać w każdej teorii ekologii; i tak jak musi trwać dla każdej filozofii lub historii, która stara się zbadać związek ludzi z Ziemią. Ogień nie był arbitralny, jego ekologia nie była powtarzalna, a jego znaczenia nie można było wymazać. Bez względu na to, jak niepewne było jego światło, jak kompromisowy był jego płomień, ogień oświetlał świat takim, jakim był. Jeśli ogień w jaskini był kiepską imitacją Dobra, Prawdy i Piękna, tak samo było z ludzkością, która się nim opiekowała.”
„Tym, którzy wierzą, że „rynek sam się reguluje” i że ten kryzys podaży zostanie wchłonięty poprzez wyższe ceny – droższą żywność, ale jednak żywność – powiedziałbym: istnieje pewien próg. Poniżej pewnego poziomu podaży problem nie polega już na tym, że żywność staje się droga; problemem jest to, że nie ma jej wystarczająco dużo dla wszystkich, niezależnie od tego, ile pieniędzy ludzie mają do wydania. Ten artykuł dobrze wyjaśnia tę dynamikę. Jeśli prawo popytu i podaży jest homeostatycznym mechanizmem globalnej gospodarki – jej sposobem na przywrócenie równowagi po szoku – to łańcuchy dostaw są jej piętą achillesową.”
Ruben Bauer Naveira
„Biały człowiek wypowiedział wojnę wszystkiemu, z wyjątkiem własnego wewnętrznego ubóstwa. Wypowiedział wojnę czasowi, a nawet wypowiedział wojnę sobie. Jak powiedział inny brat z Indii z dalekiej krainy: „biały człowiek kieruje postępem ku własnej zagładzie”. Nie zadowalając się wypowiedzeniem wojny życiu, wypowiedział wojnę śmierci; nie wie, że życie i śmierć to dwie strony tego samego ciała, dwie strony tego samego pierścienia… Nie ma śmierci bez życia, ale nie ma też życia bez śmierci. U’wa zawsze dbali o świat fizyczny i duchowy, dlatego to rozumiemy.”
Berito Kuwaru’wa
„Ropa naftowa jest czymś głębszym, wolniejszym i o wiele mniej wybaczającym. Nie krąży w powietrzu ani nie karmi drzew tak jak woda. Należy do głębokiego podziemnego świata, zamkniętego w ciemności pod ogromnym ciśnieniem, zbudowanego z życia, które wymarło dziesiątki milionów lat przed tym, jak pierwszy człowiek stanął na nogach. Jeśli woda jest krwią ciała Gai, ropa naftowa jest szpikiem kostnym jej szkieletowego rdzenia, tym, co Wedy nazywają Majja Dhatu. Szpik kostny nie jest krwią. Szpik kostny to gęsta, ukryta tkanka upakowana wewnątrz kości, z której w pierwszej kolejności wytwarzana jest krew, a gdy zostanie zużyta, ciało nie ma szybkiego sposobu, aby ją zastąpić. Ropa naftowa jest tym samym rodzajem upakowanej, ukrytej, nośnej substancji, zakopanej w kościach planety, a Ziemia również nie ma szybkiego sposobu, aby ją zastąpić.”
Mark A. Shryock
„Wynik porównano do wyścigu Czerwonej Królowej w Alicji po drugiej stronie lustra , w którym Alicja musi biec coraz szybciej, aby pozostać w tym samym miejscu. W takiej właśnie sytuacji się znajdujemy. Coraz większa część całkowitej światowej produkcji gospodarczej musi być inwestowana w proces wydobywania naszych najważniejszych zasobów energetycznych, aby utrzymać podaż blisko obecnego poziomu. To nakłada coraz większe obciążenie na wszystkie inne rodzaje działalności gospodarczej. Jeśli zastanawiasz się, dlaczego produkty sprzedawane w sklepach stają się coraz tandetniejsze i droższe, dlaczego infrastruktura w miejscu, w którym mieszkasz, z roku na rok staje się coraz bardziej zniszczona i dlaczego style życia, na które większość ludzi mogła sobie pozwolić kilkadziesiąt lat temu, z biegiem czasu są poza zasięgiem coraz większej części populacji, to rosnące koszty energii są głównym powodem tego.”
John Michael Greer
Nie mogę zasnąć, chociaż jestem zmęczony i śpiący.
Lejb Berkenwald, Memuary albo okruchy z życia Lejba
NULL
MARCIN PINIAK
Piracki sygnał na oceanie absurdu.
To miasto ma w sobie wolność. Jest absurdalne w najlepszym sensie. Jest niepokojące i komiczne zarazem. Pirat to czuł każdym tak zwanym porem skóry, wchłaniał ten absurd całym sobą przez detektory zmysłów i neuronowo – neurotyczny ruchomy kisiel mózgogłowia zagęszczony już do granic przez tak zwane Info – Pole. Nie miał pojęcia jak będzie wyglądał świat kiedy jego już nie będzie. Czy ludzie wciąż będą czytać książki? Naprawdę wątpił, kiedy siedząc w poczekalni dworca Łódź Chojny, zmuszony był słuchać wbrew swojej woli debilnych piosenek ze smartfona jakiegoś nabuzowanego hormonami wzrostu i przepitego energetykami pół człowieka pół już hybrydy. Musicie wiedzieć, że za jego taniego pirackiego życia w formacie standard, bez jakiś kurwa fajerwerków specjalnych – świat dosłownie wykonał jakieś salto mortale.
Chciał imortale, ale…
Jak na razie chuj z tego wychodzi. Wiotki opadający regresywny niepokojący trend gospodarczo – społeczny był tak zwanym słoniem w składzie pokolenia porcelany, bowiem jakoś wszystko dość dramatycznie wydawało się słabe i chybotliwe. Takie soł, soł. Na ćwierć fałszującego gwizdka. Przez megafon pani zapowiadała kolejne pociągi, a pan ładował automat ze snakami krzywiąc się po smudze woni bezdomnego, który nigdzie już nie musiał jechać. Kiedy odpadasz z wyścigu ten oszalały świat po prostu tobą gardzi. Wskazuje cię palcem niczym przestrogę. Zobaczcie „tego tam” jak on nic nie znaczy, >> jak << nic już nie reprezentuje. Przegryw! Śmierdzi! Wygląda jak gówno! To nie człowiek – to zwierze! Lump! Żul! Margines! Patologia! Do gazu, do zmazu z pixelozy społecznego skażonego organizmu klatkowego – ludzi, którzy każdego (bożego przecież) dnia zagryzają się z uśmiechem w walce o tak zwany lepszy (z) byt i przed ich prawdziwym obliczem ratuje nas jedynie marna szkarłatna litera prawa, bowiem o prawie, jak wiemy, najlepiej wyraził się Józef K:
„Mieć taki proces, znaczy już go przegrać.”
Za oknem jesienna nicość. Wiatr smaga lica podróżnych z nikąd do nikąd, wietrzy ich przeładowane nadmiarem bezużyteczności głowo – mózgi, które już wyczuwają, że nie są mistrzami świata, że czart gpt skrobie ich po neuronowych piętach i rzyga bez umiaru sraczką „inteligencji” za nich i w ich imieniu. Na początku było śmieszne. Teraz już nie jest. Teraz się boją i panikują, bo jak tak dalej pójdzie – czeka ich ta sama bezdomna woń i ta sama pogarda w oczach tych, którzy staną się wcześniej czy później jak oni. 99% odpadu. Fjuczer panie!
Bo, drodzy czytelnicy, te pirackie opowieści są o tych, którzy nigdzie już nie idą w (, że tak powiem) metafizycznym sensie. Bez nadziei z absurdalnym bananem na ryju, są dla tego wiecznie zajętego świata jakimś kurwa wręcz rebusem. Meta – apokaliptyczną Zagadką.
No nie
wiadomo.
Stacja docelowa nie istnieje.
Tak zwany Null.
Nie ma punktu „osiągnięcia” tej mitycznej wiecznie trwającej ekstazy za którą gonią „uduchowieni nowej ery”. W istocie era wcale nie jest nowa. To tak zwana „powtórka z wątpliwej rozryrywki”, która ostatecznie przecież rozrywa cię na strzępy. Czyż nie? Za zakratowanym oknem rozdrapana buda „Łódź Chojny – ŁCh1”. Kołyszący się od wiatru marnej historii znak „stop”. To tutaj na tych Chojnach Pirat spędził wiele wiele pixeli swojego symulakrum szukając chuj wie czego. Nie znalazł. Trzeba uściślić, bowiem życie w symulacyjnym pixelu jest nauką ścisłą. Ścieśnięta dupa w egzystencjalnym potrzasku. W postmodernistycznej literaturze po obozach zagłady i promocjach w makdonaldzie, po Pynczonie Dżojsie i Kafce twój system nie jest już zdolny do wielkiej realistycznej powieści rozpisanej na instrumenty wielogłosu epok i pokoleń, ponieważ zdajesz sobie sprawę z umysłowej fikcji jaką reprezentujesz, że jesteś wymyślony jak wszystko. Że halucynujesz bez ustanku, że ci się wydaje bardziej i śmielej niż tym, którzy byli przed tobą, że masz pamięć ruskiej gry w łapanie jajek. Różnica jest taka, że oni nie mieli w sobie jeszcze tego wirusa, tej choroby nieśmiertelnej, która się przenosi z życia na życie. Z pixela na pixel.
Człowiek, który utonął. Żagiel błądzący po pustej zatoce, oczekujący, by opuchły tobół wypłynął na powierzchnię i odwrócił ku słońcu wzdętą twarz, białą jak sól. Oto jestem.
James Joyce, Ulisses
Oficjalnie dla świata upojonego swoim materialistycznym urojeniem jesteś:
Przegrywem.
Kimś kogo nawet nie ma w ewidencji zasobów ludzkich o średnich i wyższych dochodach. Nie figurujesz już w żadnym urzędzie, na żadnym stanowisku nie masz stołka i biznesu do kręcenia, nie masz zdolności kredytowej i budującej afirmacyjnej wizji przyszłości w której większość lokuje swój ego – produkt. W istocie jesteś jak przestrzeń pozabawiona granic. Kosmiczny Wędrowiec, którego domem jest Obecność. Zawsze dobrze się czujesz blisko torów, traktów komunikacyjnych, na dworcach, lotniskach i terminalach. Wszędzie tam gdzie czuć, że droga wciąż jest otwarta i wolna.
Trzeba przyznać w kontekście tego „co za oknem” brzmi to jak jakiś słabo podsmażony żart, bowiem jak widać jest dość surowo – nie oszukujmy się szanowne panie i drodzy panowie, którzy przecież wciąż wierzycie, że oto przed wami wciąż wyświetlany jest realny świat w którym czeka was tak zwane; „szczęście i spełnienie”. W istocie jest to zabieg reklamowo – marketingowy waszej własnej świadomości w stanie pomiędzy do którego trafiamy kiedy piksele tego życia się wyczerpią i znów przez chwilę przejawi się tak zwane „czarne światło” lub rzadko rozpoznany „brzask podstawy”. Bowiem jak zostało w pismach ukazane:
Król Dźanaka do Sulabhy: Jak na zaoranym i podlanym polu wykiełkują rośliny z posianych na nim nasion, tak w tym fizycznym ciele (pole ciała), z powodu zasiania w nim pomyślnych i niepomyślnych nasion uczynków, wykiełkuje odpowiednia karma, która zaowocuje kolejnym narodzeniem. Podobnie jak uprażone nasiona tracą zdolność kiełkowania (abidża) i nawet po zasianiu w żyznej ziemi nie kiełkują, tak osoba krocząca ścieżką wiedzy przemienia wszystkie swoje pomyślne i niepomyślne czyny w postać, która nie wyda owoców (abidża).
Mahabharata, Śanti Parwa
…bowiem, tak o nie wydanie kolejnych owoców nam tu chodzi w całej tej opowieści dziwnej mroczno – śmiesznej treści. Jest to A – karma. Proces wylogowania z materialistycznej maszyny bezustannego cierpienia. Tym tutaj będziemy się zajmować i tutaj następuje hakowanie słowa PRZEGRYW w nowe znaczenie. Koniec końców (nie ma co do tego złudzeń) większość tych WYGRYWÓW obudzi się z ręką w piekielnej dupie w komisie duszy pod zastaw – kiedy złudzenia zostaną już ostatecznie wyprzedane, bowiem materialistyczny sen dobrobytu i spełnienia, który śnimy poprzez hipnozę gównianych mediów, rozpada się z dnia na dzień i z godziny na godzinę. Dlatego my w Analogu jesteśmy w innej mentalnej lokacji, a miasto Łódź jest do tego idealne. Ten dworzec „nigdzie” spowity mgłą z którego nie pojedziesz Dalej, a zamiast tego zaprosimy cię w podróż Głębiej, której celem jest ostateczne przekroczenie ludzkiej kondycji. To będzie opowieść o Transcendencji, bowiem tylko to warte jest grania w tą grę. Nie ma i nie było innego celu, a łodzią, która pozwoli przepłynąć ten ocean gówna jest Odwieczna Dharma.
Wyzwolenie z Gry jest strategią Przegrywa na którego (jak wiemy) samsaryczna maszyna kładzie lachę, bowiem liczą się dla niej ci, którzy mają wgrany program rywalizacji i zwycięstwa, ponieważ to dzięki nim >> maszyna pracuje << na pełnej kurwie. Gracze są w ciągłym ruchu napędzani spazmatycznym pragnieniem i absurdalną ambicją rozlokowani poprzez karmiczną zasługę w różnych statusowych i psycho – fizycznych lokacjach i tak pewni, że „mogą więcej”. W całym tym omamieniu zapominają, że tak czy inaczej zostanie im odebrane wszystko, prócz tego co zrobili, bowiem to idzie za nami jak cień. Wraz z Zamuleniem Matrycy przez Ignorancję postępuje Proces Degeneracji podzielony na cztery etapy (dewanagari):
SATJAJUGA TRWAJĄCA 1 728 000 LAT
TRETAJUGA TRWAJĄCA 1 296 000 LAT
DWAPARAJUGA TRWAJĄCA 864 000 LAT
KALIJUGA TRWAJĄCA 432 000 LAT.
I tak się składa, że jesteśmy w ostatnim najbardziej dewastacyjnym cyklu, który jednocześnie (paradoks) jest najlepszym czasem dla szybkiego wyzwolenia z samsarycznej egzystencji, ponieważ jest coraz mniej „atrakcyjnie” i nasze życie w coraz większym stopniu staje się jedynie cierpieniem. Rolą tego bólu jest uświadomić nam czym w swojej esencji jest wyrok w materialistycznym więzieniu. Jednak problem polega na tym, że wraz z tym upadkiem chorujemy na duchową amnezję i mamy wyjebane na Dharmę – tak jakby wciąż było nam mało cierpienia. Jednak na spokojnie cykl demona Kali dopiero się zaczął, a już (jak czujemy i widzimy) jest grubo, a będzie z całą pewnością jeszcze bardziej i bardziej tłusto. Ostatecznie będziemy się rodzić jedynie po to by się pożerać.
Jednak na tą chwilę, choć wojna za wojną i trend za trendem możemy zacząć;
po pierwsze rozpoznać gdzie tak naprawdę żyjemy
i…
zacząć proces zdobywania Wiedzy Transcendentnej, czyli takiej która może nam pomóc w dość trzeba przyznać chujowym położeniu, bo… liczyć na kokosy w płonącym uciech ogrodzie, to tak jakby…
Wybaczcie dosadność: nasrać sobie do ryja.
Poziom naszego zamulenia możemy rozpoznać po stopniu zauroczenia – zaczadzenia tak zwaną współczesnością i naszą naiwną wiarą w tak zwany „postęp”, który niby jest i niby postępuje. Jednak w rzeczywistości stajemy się coraz większymi debilami i ujeżdza nas imponująca i wręcz spektakularna głupota, która przybiera formę „inteligencji” która jest wysrywana przez maszyny jak pasza dla świń. Owa „inteligencja” jest remiksem hitów które przez ostatnie wieki tak dumnie „stworzyliśmy” i gramy jako hipnotyczny trans w globalnej dyskotece tamasowej guny. Taniec serca połamaniec. Break dance macabre. Influenserzy ostatecznego rozpierdolenia.
Łał.
Joł.
Wybaczcie język…, ale – wulgarność stała się usankcjonowaną przez tamas formą kontaktu i relacji. Bohaterami opowieści najczęściej stają się ludzie upadli, cyniczni i okrutni. Fascynacja złem staje się trendem, a epatowanie nim staje się sposobem na wybicie. Pięć sekund uwagi przemielonej przez Maszynę masy dla której głód wrażeń jest formą istnienia. Dej donejta – a zejdę jeszcze niżej. Macanie dna stało się strategią biznesową. Podziwiamy ludzi pozbawionych w coraz większym stopniu cech ludzkich. To nas kręci. To nas nęci;
Rozkład.
Dlatego bycie Przegrywem w prawdziwym sensie jest uleganie tym dewastacyjnym tredom i urokowi Maszyny z jej mechaniczną inteligencją, której brak jest serca i mądrości. Dlatego tym co się teraz naprawdę liczy jest wzmacniać w sobie wszystko to, co jest zaprzeczeniem dominujących tutaj programów negatywizmu. Uświadomić sobie, że nie jesteśmy bogami, że obietnice samsary są ułdą i snem wariata. Tak naprawdę potrzebujemy pomocy Prawdziwego Boga i Prawdziwej Mądrości. Wymiaru, który przekracza materialistyczną Grę. Potrzebujemy uznać swój status upadku, swój rzeczywisty dość niestety żałosny stan. Zaprzeczyć narracji Czarnych Magów, która wzmacnia fiksację na naszej fałszywej tożsamości i naszym materialistyczny statusie, bowiem koniec końców nic z tego nie zostanie. Jak pisałem wyżej;
Null *
Status „Przegrywa – Nulla” daje ci wolność. Brak ambicji względem tego świata hakuje wszystkie jego dualistyczne kody pragnienia / niechęci i ukazuje, że pod „tym” jest znacznie większe „coś” czego aparatura Mózgogłowia nie jest w stanie postrzec, ponieważ jest zaprogramowana. Jest Maszyną skalibrowaną na bezustanną pracę w polu zmysłów i konceptualizacji. To nie może się skończyć samo z siebie. Wyzwolenie wymaga poznania i zastosowania Odwiecznej Dharmy, która wciąż jest obecna w tym wymiarze. To jest ważniejsze niż wszystko inne. Jej fragmenty obecne są w każdej tradycji – jednak esencja wymaga Autentycznego Mistrza – kogoś kto naprawdę ją urzeczywistnił. Znaleźć kogoś takiego to wygrać los na karmicznej loterii – jednak w rzeczywistości takie spotkanie jest wynikiem niezliczonych zasług. Nie sposób określić wartości takiej relacji w samsarycznych parametrach.
Pirat był Null’em w wewnętrznym sensie w coraz większym stopniu co oznaczało, że tworzył mylny komunikat dla Maszyny. To jak „prezentujemy” się w zewnętrznej warstwie tej Gry absolutnie nie ma znaczenia – bez problemu możesz być; bogaty, zaradny i błyskotliwy – brakiem zrozumienia jest myślenie, że musisz być biedny czy żyć na marginesie. Przegryw to haker gry >> prze – kroczyć << jej kody i założenia.
Uczynić swoją i wyjść poza wygraną i przegraną.
Zniknąć z Pola.
Dlatego twoją taktyką jest skromność, oddanie Duchowi i pokora. Twoją Mocą jest Mądrość i Współczucie, a twoim celem jest nieustanna praca dla innych, bowiem to niszczy nasze utożsamienie z fikcyjną postacią w Grze – wychodzisz z niej wewnętrznie i jesteś w pewnym sensie niewidzialnym, bowiem Maszyna widzi tylko to co zewnętrzne i tylko to kataloguje podczas profilowania. Dlatego sława czy popularność w tamasowej cywilizacji jest tym co nie pozwoli ci wyjść z zaprogramowanej postaci. To Klątwa, która cię zapętli w Obiegu Absurdu. Nie możesz zasnąć, choć jesteś zmęczony i śpiący, ponieważ sen, który tam dla ciebie mają jest koszmarem. Musisz się bez ustanku budzić z hipnozy na wszelkie możliwe sposoby.
Dokonać Wielkiego Czynu.
Obudzić samego siebie.
Otworzyć oczy i serce.
Nie uciekać w sztuczną i fałszywą „duchowość osiągnięć”, która czyni z nas balony łatwe do nawigacji i przebicia. Być tym czego nie widać, czego nie można użyć jak towaru dla zniewolenia. Odnaleźć swój własny rytm. Zaufać sobie. Docenić własne życie i doświadczenie i koniec końców być naprawdę sobą – żadną marką osobistą na rynku surowców wtórnych – na złomowisku dusz. Nie jebać systemu tylko go naprawdę zrozumieć i użyć w dobrym celu, bowiem rewolucja pożera własne mioty, później się krztusi i wymiotuje jeszcze większym zniewoleniem. Przemoc nigdy nie uczyniła ten świat lepszym miejscem w swojej istocie jest wirusem negatywizmu, który niszczy w nas to co najbardziej wartościowe i wrażliwe. Musimy wiedzieć, że proces zezwierzęcenia istoty ludzkiej będzie postępował, bowiem jest w nas coraz mniej Dobra i jesteśmy coraz bardziej obojętni wobec drugiej czującej istoty. Ten proces ma swoje zbiorowo – karmiczne parametry i trajektorie. Jest w pewien sposób kwantowy, bowiem polega na prowokacjach potężnych klas istot spoza widzialnego wymiaru. Nasza sztuczna inteligencja Mózgogłowia śmieje się z tego i nie wierzy w istnienie niczego czego nie potrafi postrzegać na poziomie materialnym. To oznacza, że jesteśmy coraz bardziej prymitywni i jednowymiarowi.
Dlatego my w Analogu wciąż bez ustanku staramy się chronić Ducha, bowiem jest on naszą drogą Wyjścia i naszym Odkupieniem. Materializm w ostatecznej formie to nekrós – „martwy”, filía – „miłość”. Dlatego nie podążaj za trendem masowej psychozy – narkozy – bez ustanku szukaj drogi wrażliwego serca – tego co jest większe od twojego poczucia urojonej sprawczości, bez ustanku ucz się służby dla Ducha, bowiem kto przyjmuje rady niebios bez ustanku powiększa swoje siły. Kiedy naprawdę poprosisz Boga o wsparcie bez wątpienia otrzymasz je. Nasz upadek wynika z pychy, bowiem Bóg nie umarł – stał się nieobecny za sprawą naszej arogancji i narastające bez ustanku cierpienie jest tego konsekwencją. Rolą tego Bólu jest nas obudzić z urojenia o naszej wielkości. To jest funkcja tak zwanej „apokalipsy”. Chodzi o przywrócenie relacji z tym co jest transcendentalne możemy to nazwać; Bogiem, Absolutem, Wielkim Duchem. Nie jesteśmy powołani do władzy.
Jesteśmy powołani do Służby Istnieniu.
Nazwane jest to Drogą Oddania lub Szczodrości.
Kiedy brak jest już w tym wymiarze Prawdziwej Miłości…
Nie ma dla nas już tutaj miejsca.
Pirat „na partyzanta” kiedy wieczorne niebo nabrzmiało purpurą na wiadukcie nad ulicą Rzgowską rozwiesił białe prześcieradło z napisem:
„NULL”.
Przemyśl to w drodze którą zmierzasz do…
„CELU.”
*Null (ang. nic, zero) to termin oznaczający brak wartości, pustkę, lub nieokreśloność, powszechnie używany w programowaniu (jako wskaźnik braku danych), bazach danych (SQL). W kontekście technicznym symbolizuje zerową wartość liczbową lub nieistniejącą informację, w bazach danych oznacza, że dane nie są znane. Brak wartości: Oznacza, że zmienna nie wskazuje na żaden obiekt. Znak sterujący: W systemach kodowania (ASCII, Unicode) jako znak wypełniający.
Ryż dokładnie umyć i odsączyć na sitku. Na patelce rozgrzać tłuszcz dodać ryż i cynamon (Z) następnie ostre przyprawy (M). Podsmażyć na „złoto” wlać wodę i sól. Gotować 15 – 20 min (nie mieszać) pod pokrywką, aż ryż wchłonie całą wodę, odkryć i wciąż gotując odparować. Podawać ze świeżą kolendrą lub natką pietruszki (D)
SAŁATKA Z POMIDORÓW
POMIDORY POSIEPAĆ
DODAĆ OLEJ
CYNAMON
KOLENDRĘ
GARAM MASALĘ
IMBIR
SÓL / SOS SOJOWY OPCJA
JOGURT
PANEER:
POSMAROWAĆ OLEJEM
POSYPAĆ GARAM MASALĄ
WYSMAROWAĆ SOSEM TERIYAKI
SMAŻYĆ NA GHEE
PODŁUŻNA PAPRYKA W PLASTRACH SMAŻONA NA GHEE I Z PRZYPRAWAMI
GARAM MASALA MOŻESZ ZROBIĆ SAM:
4Ł nasion kolendry
2Ł nasion kminku indyjskiego
2ł nasion kardamonu
2Ł ziaren czarnego pieprzu
1 ł całych goździków
2 pięciocentymetrowe laseczki cynamonu
Ł – DUŻA ŁYŻKA
ł – mała łyżeczka
WIEDZA:
SER PANEER (tradycyjny indyjski ser biały, niepodpuszczkowy) zajmuje w Ajurwedzie szczególne miejsce. Choć jest produktem mlecznym, jego właściwości różnią się od właściwości surowego mleka czy żółtych, fermentowanych serów.
CHARAKTERYSTYKA PANEERU (GUNA I RASA)
W Ajurwedzie każdy pokarm opisuje się poprzez jego cechy i wpływ na organizm po spożyciu.
Smak (Rasa): Słodki (Madhura).
Energia (Virya): Chłodząca (Shita).
Efekt po trawieniu (Vipaka): Słodki.
Główne cechy (Gunas): Ciężki (Guru), oleisty (Snigdha), kleisty.
WPŁYW NA DOSZE
Paneer jest uważany za pokarm bardzo odżywczy, ale ze względu na swoją „ciężkość”, musi być spożywany zgodnie z typem konstytucyjnym:
Vata (Wiatr): Bardzo korzystny. Paneer uziemia, natłuszcza i buduje tkanki, co doskonale równoważy suchą i lekką naturę Vaty.
Pitta (Ogień): Korzystny. Dzięki chłodzącej energii (Virya) pomaga ugasić nadmierny ogień w organizmie. Jest znacznie lepszym wyborem dla Pitty niż sery żółte, które są słone i rozgrzewające.
Kapha (Ziemia/Woda): Powinna unikać lub ograniczać. Paneer jest ciężki, śluzotwórczy i zwiększa masę ciała, co może nasilać zastoje, flegmę i ociężałość u osób typu Kapha.
WŁAŚCIWOŚCI LECZNICZE I BUDULCOWE
1. Budowanie Tkanek (Dhatu): Paneer jest doskonałym źródłem białka i tłuszczu, dlatego uważa się go za jeden z najlepszych pokarmów do budowania Mamsa Dhatu (tkanki mięśniowej) oraz Shukra Dhatu (tkanki rozrodczej).
2. Wzmacnianie Ojas: Jako czysty, sattwiczny pokarm (jeśli jest świeży), pomaga w budowaniu witalności i odporności (Ojas).
3. Wsparcie dla wegetarian: W diecie ajurwedyjskiej, która często wyklucza mięso, paneer jest kluczowym budulcem siły fizycznej.
ZASADY SPOŻYWANIA (ABY NIE OSŁABIĆ AGNI)
Paneer jest trudnostrawny. Jeśli Twój ogień trawienny (Agni) jest słaby, ser ten może przekształcić się w toksyny (Ama). Oto jak go jeść bezpiecznie:
Nie jedz go na noc: Trawienie Paneeru wymaga dużej mocy, a metabolizm zwalnia po zachodzie słońca. Jedzenie go wieczorem sprzyja powstawaniu śluzu (Kapha).
Używaj przypraw: Zawsze łącz paneer z przyprawami ułatwiającymi trawienie, takimi jak: kurkuma, czarny pieprz, kumin, imbir czy asafetyda.
Obróbka cieplna: Ajurweda odradza jedzenie zimnego paneeru prosto z lodówki. Najlepiej smakuje i trawi się, gdy jest grillowany, smażony w Ghee lub gotowany w sosach (np. słynne Palak Paneer).
Świeżość: Najlepszy jest paneer zrobiony tego samego dnia. Sery przechowywane w lodówce przez wiele dni tracą swoją Pranę (energię życiową) i stają się cięższe dla systemu.
Z CZYM NIE ŁĄCZYĆ PANEERU? (VIRUDDHA AHARA)
Ajurweda kładzie ogromny nacisk na unikanie niewłaściwych połączeń pokarmowych: NIE łącz z owocami: To połączenie drastycznie spowalnia metabolizm i powoduje fermentację. Ostrożnie z jogurtem: Łączenie dwóch różnych produktów nabiałowych o różnym czasie trawienia może obciążyć układ pokarmowy. Ciekawostka: W przeciwieństwie do serów żółtych, Paneer nie jest fermentowany, co czyni go produktem sattwicznym (czystym, sprzyjającym medytacji i jasności umysłu). Sery fermentowane są uważane za Tamasowe (ciężkie, otępiające).
„Czwarty istotny punkt, mówiąc najprościej, polega na tym, że świat, który tworzymy ze straty, może być tworzony z lekkim sercem jako stan zabawy. Thinley Norbu Rinpocze napisał: „Ryby bawią się w wodzie. Ptaki bawią się na niebie. Zwykłe istoty bawią się na ziemi. Wzniosłe istoty bawią się na wystawie”. W tym surowym, złamanym i otwartym stanie, w tym miejscu, w którym porzucamy wszystkie gry, w rzeczywistości dostępne jest dla nas wielkie poczucie ulgi, wiedza, że nie musimy już tego robić, być tym. Kiedy ktoś umiera, czyż nie widzimy nagle, jak wiele rzeczy jest nierealnych i jak namacalna jest obecna przestrzeń? Może pojawić się uczucie dotarcia do sedna rzeczy, zestawienia realnego i nierealnego. Na tym polega piękno nieulegania nieodłącznej rzeczywistości. Jeśli uda nam się znaleźć sposób na przerwanie naszego nawyku trzymania się naszej ciągłej historii, aby po prostu wszystko rozebrać – bez konieczności czekania na utratę ukochanej osoby, otrzymanie śmiertelnej diagnozy od naszego lekarza lub leżenie na noszach – wtedy to, co znajdujemy w każdej nagiej chwili, to kreatywna, natychmiastowa zabawa. To właśnie ta surowa energia przemówiła bezpośrednio do Longchenpy: „Wszystko, co jest, ma mnie – uniwersalną kreatywność, czystą i całkowitą obecność – jako swój korzeń.”
„STARY ŚWIAT JEST DEMONTOWANY, ZARÓWNO FIZYCZNY, JAK I NIEMATERIALNY, ABY ZROBIĆ MIEJSCE DLA NOWEGO ŚWIATA HYBRYDOWEJ, WSZECHOBECNEJ, WSZECHOBECNEJ I ZAWSZE WOJNY. CELEM JEST UTRZYMANIE STATUS QUO NA RAZIE, MIMO ŻE PREFEROWANĄ DROGĄ BYŁOBY ODZYSKANIE HEGEMONII I JEDNOBIEGUNOWOŚCI.”
(…)
„Metoda kolonialna, obecnie stosowana wobec ludności Zachodu, znajduje swój wzór w tym, co filozof Enrique Dussel identyfikuje jako fundamentalny mechanizm samej nowoczesności. Jego analiza podboju kontynentu amerykańskiego ujawnia, że jawna przemoc wymaga logiki sakralizującej :
„Bóg zapewnił fundament dla ich przedsięwzięcia… Bóg jest zatem wykorzystywany do legitymizacji działań, które nowoczesność uznałaby za czysto świeckie… Musieli kontrolować rodzime wyobrażenia, zastępując je nowym religijnym światopoglądem”.
Dussel odkrywa proces, w którym dominacja i kolonizacja to coś więcej niż przejmowanie ziemi lub ciał jako zasobów, ale całkowite zastąpienie jednego narracyjnego wszechświata innym. Aby zawładnąć tym, co fizyczne, musisz najpierw podbić to, co wyobrażone i zniszczyć to, co stare. Jednakże ta logika narracyjnej tabula rasa nigdy nie była wyłączna dla odległych brzegów. Jak szczegółowo opisuje Silvia Federici w książce Caliban and the Witch , ten sam zestaw narzędzi, wymuszający sztywne dychotomie, niszczący więzi wspólnotowe, kryminalizujący alternatywną wiedzę, był stosowany wewnętrznie w Europie podczas polowań na czarownice, aby zdyscyplinować pracę i reprodukcję, tak jak był stosowany zewnętrznie w obu Amerykach. Zatem w istocie jest to jedno i drugie: kontrola zasobów i samego światopoglądu. Nie można zrobić jednego bez drugiego.
Dziś ta trwała metastruktura, dychotomiczny światopogląd, który uświęca wyzysk poprzez podział rzeczywistości na wyższą/niższą, cywilizowaną/dziką, porządek/chaos, zakończyła swoją nieustającą trajektorię. Stanowi ona obecnie uzasadnienie dla nowego, wewnętrznego projektu klasowego, przedstawiając fundamentalną walkę elit z nieelitami (lub kapitału i pracy) jako bitwę metafizyczną. Ta manichejska perspektywa uzasadnia systematyczny demontaż rywalizującej kosmologii niedychotomicznego światopoglądu współpracy, wspólnotowości i dobra wspólnego.”
Nel Bonilla – jest doktorantką specjalizującą się w socjologii migracji, geografii społecznej i studiach nad konfliktami. Kończy rozprawę o relacjach między przestępczością zorganizowaną a migracją.