Wielość kolorów oślepia oko. Mnogość dźwięków ogłusza ucho. Obfitość smaków męczy podniebienie. Gonitwa i łowy ogłupiają umysł. Rzadkie dobra wodzą na pokuszenie. Dlatego światli ludzie dbają o wnętrze, nie o oczy. Odrzucają pewne rzeczy, by przyjąć inne.
Ciało świata – cywilizacyjny odwłok niezaspokajalnych potrzeb, po cybernetycznych meridianach krąży zdezorientowana świadomość w poszukiwaniu szczęścia. Stara wiedza odchodzi w zapomnienie w tej nowej cyfrowej rzeczywistości – chwili, gdzie zachwyt wzbudza ledwo odbity refleks nic nieznaczących zachwytów nad nic nieznaczącymi rzeczami. Świat rzeczy, które połączone tworzą więzienie dla zmysłów, ciągła walka o uwagę i atencję. Wymiar istot, które uwiodły same siebie. Podszyta krwawym rytuałem koronacja na królów istnienia, gdzie u stóp rozpościera się ocean cierpienia.
Zdegenerowanie świętej energii życia kończy się tragicznie. Jest to stopniowy samo nakręcający się proces degeneracji – kiedy taśma jest przyspieszona możesz nic nie widzieć, kiedy jednak zwolnisz zaczniesz postrzegać pojedyncze klatki tego okrutnego filmu. Nie zatrzymasz filmu. Zatrzymasz swój w nim udział.
Ograniczone ciało to narośl na świadomości wynikająca z procesu przyczynowo – skutkowego. Skondensowana suma skutków połączonych wzajemnymi relacjami istot tworzy wymiar istnienia, który rozgrywa się jedynie w wymiarze ich ograniczonej wizji mechanizmu zmysłów. To jest ograniczenie. Nic co przekracza fizyczne zmysły nie dociera do pola świadomości, kiedy ta nie jest zdolna przekroczyć tzw. przekonania. Przekonania to – Matryca. Pole doświadczeń dla samej świadomości, która zmuszona jest dojść do własnych granic w obrębie uwarunkowania. To jest życie ludzkie. Poszukiwanie wolności w zewnętrznym świecie, poszukiwanie szczęścia w ograniczeniu i wynikające z tego faktu trzy główne parametry: pożądanie, ignorancja i gniew. Chęć, niechęć, obojętność. Na zwolnionym filmie wyraźnie widać te trzy fundamentalne klatki. Pomimo swojej „naukowości” nie jesteśmy w stanie zrozumieć współzależności zjawisk na niezliczonych poziomach, poczynając od samej zasady zależności zjawiska od tego, który je obserwuje.
Zaczynamy rozumieć fizyczne połączenia zjawisk i ich wzajemne uwarunkowanie – tak jak ma to miejsce w środowisku naturalnym, w którym każdy element jest zależny od współpracy z innymi elementami. Jednak istnieje jeszcze poziom energii, ten poziom, którego z reguły nie postrzegamy i być może to właśnie „tam” w głównej mierze „rozgrywa” się nasza rzeczywistość. Współzależność zjawisk i procesów jest kluczowe i fundamentalne w kontekście problemów jakie w swojej dziecięcej fazie bytności na tej planecie stworzyliśmy. I ten poziom jest ignorancją – aspektem podstawowym. Nasza nauka w dość precyzyjny i bardzo wiarygodny sposób przedstawia części składowe jednak wydaje się nie rozumieć połączeń całości istnienia w jego złożoności i skomplikowaniu. Rozumiemy funkcje i budowę narządów i systemów w naszym organizmie, jednak nie rozumiemy roli energii, która jest aspektem najważniejszym z punktu widzenia nauk starożytnych i autentycznych tradycji duchowych opartych na setkach lat doświadczeń. Podobnie jest z naszą zachodnią cywilizacją, która odkrywając nowe zabawki w formie technologii wydaje się zupełnie ignorować wynikające z tego faktu konsekwencje – a te są ogromne. Poziom intelektualno – mentalny, który jest tak gloryfikowany w tej jakże spekulatywnej „kulturze mózgu” pełni rolę rzecznika ignorancji, który w bardzo podstępny i pokrętny sposób uzasadnia i usprawiedliwia narastające przed naszymi oczyma negatywne skutki cywilizacyjne.
Głupotą, byłoby twierdzenie, że cywilizacja nie ma wartości w myśl utopijnego ekologicznego prymitywizmu, bowiem to właśnie dzięki niej nasza zdolność do nauki i ewolucji wzrasta w sposób jakiego prawdopodobnie nie doświadczyliśmy w historii tego świata. Postęp jest ogromny, problem jednak polega na tym, że postęp ten jest progresem mechanicznym, a tym samym jest jedynie technicznym wymiarem naszej egzystencji. Rozwój naszej świadomości nie nadąża za rozwojem naszych możliwości, bowiem nie rozumie odpowiedzialności wobec tego faktu. Umysłowa kultura spekulatywnego mózgu – to esencja egotyzmu, której symbolicznym przedstawieniem jest narcystyczna kultura mediów społecznościowych – stan patologicznego samo – zakochania w swoim wyobrażeniu. Na takim poziomie funkcjonowania ta kultura jest skazana na zagładę.
Jakość naszej energii określa sposób jej inwestycji – odwołując się do tak lubianej ekonomii. Nie istnieje możliwość wiecznego wzrostu i rozwoju, kiedy jego podstawy mają swoje źródło w skończoności – jak dla przykładu – ekonomia oparta na zasobach nieodnawialnych zasobów paliw kopalnych. Kiedy pojęcie wzrostu i rozwoju oparte jest jedynie na fizycznych i zmysłowych rzeczach i zjawiskach jak to ma miejsce w kulturze konsumpcyjnego kapitalizmu, a pojęcie szczęścia jest opakowane przez wszechobecne media w komunikaty – zaklęcia o statusie społecznym i zasobach finansowych.
Energia Qi o jakiej mówi Tradycyjna Medycyna Chińska jest zmagazynowana w naszym ciele przez sam fakt urodzenia się jako forma żywa i zarazem forma współzależna od procesu życia. Nasze ciało jest wytworzone z innego ciała i według nauki zachodniej jest rodzajem „biologicznego produktu” – organiczną maszynerią wyposażoną w świadomość, która jest zlokalizowana w mózgu, a systemem operacyjnym jest zdolność do dyskursywnego myślenia i logiki, co zapewnia nam możliwość nauki, a tym samym tworzenia mechanizmów przystosowania, by jak to się mówi – przetrwać. Przetrwanie staje się celem nadrzędnym – programem porządkującym i naczelnym argumentem usprawiedliwiającym wszystkie koszty jakie się z tym wiążą względem innych istot żyjących i samego środowiska. Ubóstwienie istoty ludzkiej jako szczytu ewolucji gatunków stało się dominującym paradygmatem – pierwotnym kodem zapisanym w ludzkiej świadomości. Na irracjonalność ludzkiego umysłu lekarstwem stał się dogmat w formie mechanicznej religijności – rodzaj rytualnego usprawiedliwiania ignorancji a zarazem sposób zarządzania tymi skłonnościami w ludzkiej naturze, które uważane są za „ciemne”, „mroczne”, „wstydliwe” i „grzeszne”. Świadome używanie nieświadomości, zarządzanie niewiedzą, kultywowanie ludzkiej głupoty – to paradoks „oświeconej” kultury w jakiej żyjemy i główna strategia jej architektów.
Energia jaką dysponujemy podlega ciągłemu rozproszeniu, ponieważ kultura jaka nas otacza jest kulturą dezorientacji i dezintegracji w myśl zasady że zbyt duże stany skupienia i koncentracji prowadzą do rozpoznawania wzorów i mechanizmów – jako procesu samoświadomości. Cybernetyczna klatka w jakiej jesteśmy obecnie hodowani to ciągłe i nieprzerwane odwracanie uwagi, nasze życie stało się tak skomplikowane i zmultiplikowane osiągając stopień ciągłego napięcia i rozładowania na wzór mechanicznych urządzeń. Naszą rolą w tym układzie jest podtrzymywanie sytemu eksploatacji, który sam w sobie jest mechanizmem niszczenia życia i jego piękna. Ogłuszenie bodźcami to panaceum na wyrzuty sumienia wynikające z faktu współudziału w tej dewastacji życia i pamięci o naszej wrodzonej pierwotnej czystej naturze, która jest dobra i współczująca. Religijny aksjomat „grzechu pierworodnego” domniemanej winy rozumiem jako stan samopotępienia w zdewastowanej kulturze opartej na kultywacji negatywizmu, który objawia się paradoksalnie jako bombastyczna orgia prymitywnej radości wynikającej z narcystycznego samouwielbienia i kultywacji nic nie znaczących trendów popkultury i pozbawionego głębszej refleksji konsumpcjonizmu błahych treści i wzorców. Terror taniego uśmiechu i powierzchownego pocieszenia – mur, który oddziela nas od konfrontacji z prawdą i możliwości uzdrowienia.
Kto wie, że nie wie, jest człowiekiem wielkiej mądrości. Kto nie wie, że wie, jest niespełna rozumu. Zapadnięcie na chorobę Jest sposobem uwolnienia się od niej. Światły człowiek jest wolny od choroby, Ponieważ na nią choruje. Oto sekret jego zdrowia.
„Żyjemy w czasach, gdy góra jest dołem, prawda jest opcjonalna, a sens jest gatunkiem zagrożonym. Sama materia moralnej jasności zdaje się rozpadać i choć wielu obwinia za to polaryzację polityczną lub późny kapitalizm, duchowe tradycje starożytnych Indii oferują głębszy, bardziej niepokojący obraz naszych burzliwych czasów: żyjemy w Kali Yuga – epoce ciemności, epoce adharmy. Idea Kali Yuga to nie tylko poetycka metafora czy mitologiczny chwyt. To precyzyjny opis tego, co się dzieje, gdy dharma – podtrzymująca siła prawdy, sprawiedliwości i wewnętrznego harmonii – zaczyna gnić od środka. Zgodnie ze światopoglądem puranicznym, świat przechodzi przez cztery wielkie epoki, czyli Yugi. Kali Yuga to ostatnia i najbardziej zdegenerowana z nich, czas, w którym sama koncepcja prawości stoi na jednej nodze, chwiejna i krucha.
Pochodzenie słowa Kali wywodzi się z sanskryckiego rdzenia kal (walka lub kłótnia). W tym kontekście Kali (nie mylić z boginią Kālī ) odnosi się do demona lub symbolicznej siły związanej z konfliktem, chaosem, sporami i upadkiem moralnym. Natomiast yuga oznacza „erę”, „wiek” lub „epokę”. Pisma takie jak Bhagavata Purana i Wisznu Purana opisują Kali Yugę w przejmująco znajomy sposób: władcy stają się złodziejami, bogactwo staje się cnotą, a prawdą jest to, co przynosi korzyść mówcy. Jest historia o królu Vena ( Bhagavata Purana, Wisznu Purana ), który porzuca dharmę dla władzy absolutnej. Albo ta o Kali i byku symbolizującym dharmę, która pokazuje, że nawet w epoce upadku dharma może częściowo przetrwać ( Mahabharata, Bhagavata Purana ). I jest mędrzec Narada, który często opowiada historie o osobach uwiedzionych rytuałami i pozorami, zastępujących swoje duchowe wysiłki wymaganiami ego. Każda z nich przypomina, że istniał i będzie istniał czas, gdy dharma jest w odwrocie, zastąpiona władzą, manipulacją i spektaklem.”
„Spośród tych 9128 więźniów, czyli „zatrzymanych”, nie licząc 1329 odbywających wyroki więzienia, 2780 jest „zatrzymanych do zakończenia postępowania sądowego”, co oznacza, że niektórzy z nich mogą zostać straceni, jeśli zostaną uznani za winnych zabójstw, które można zinterpretować jako „akty terroru”. Co alarmujące, sądy wojskowe odpowiedzialne za wydawanie wyroków skazujących wobec osób stających przed nimi mają zatrważającą historię ignorowania dowodów tortur lub innych form nadużyć, przez co jakiekolwiek zeznania stają się niewiarygodne, a także wydawania wyroków skazujących w niemal 100% przypadków. To podwójny cios w ideę uczciwości i sprawiedliwości, który – jak mogę potwierdzić dzięki moim 20-letnim badaniom nad postępowaniem Stanów Zjednoczonych w „wojnie z terroryzmem” w Guantanamo i w „tajnych więzieniach” CIA – sprawia, że barbarzyńskie wysiłki USA mające na celu pranie dowodów tortur i prowadzenie rażąco niesprawiedliwych procesów z karą śmierci wydają się wzorem uczciwości. Jeśli chodzi o „sądy doraźne”, żaden kraj w tak zwanym „demokratycznym” świecie zachodnim nie dorównuje izraelskiej pogardzie dla prawa.”
„To nie jest kompleks militarno-przemysłowy (MIC) znany z czasów waszych ojców. Obecni zarządcy MIC – dyrektorzy kierujący gigantami przemysłowymi, takimi jak Lockheed Martin, RTX (dawniej Raytheon), Boeing, General Dynamics i Northrop Grumman – są znacznie bardziej ostrożni w swoich wypowiedziach niż Karp. Ich przywódcy mogą od czasu do czasu wygłaszać oświadczenia o tym, jak rosnące napięcia na Bliskim Wschodzie lub w Azji mogą generować popyt na ich produkty wśród sojuszników USA w tych regionach, ale nigdy nie angażowaliby się w tego rodzaju jawnie orwellowską retorykę, w której Karp wydaje się specjalizować.
Niemniej jednak MIC przyszłości zapowiada nie tylko zmianę technologii lub praktyk biznesowych, ale — jak sugeruje Karp — potencjalną zmianę kulturową, w której militaryzm będzie otwarcie celebrowany, bez potrzeby stosowania jakiegokolwiek języka przykrywki o promowaniu globalnej stabilności lub obronie „międzynarodowego porządku opartego na zasadach”. Pomyśl o nowym MIC jako o surowej, indywidualistycznej, zaawansowanej technologicznie wersji „wojny wszystkich przeciwko wszystkim” filozofa Thomasa Hobbesa. A ci, którzy nim kierują, chcą nas przekonać, że jedynym sposobem na „wygranie” przyszłej wojny jest przekazanie kluczy do naszego świata politycznego kliki samozwańczych istot wyższych, na czele której stoją tacy ludzie jak Alex Karp, założyciel Palantir Peter Thiel, szef Anduril Palmer Luckey i niepowtarzalny Elon Musk.”
„Prokuratura Generalna Mediolanu wszczęła śledztwo w mrożącej krew w żyłach sprawie, która przypomina osławioną Aleję Snajperów w Sarajewie – mieście obleganym w latach 1992–1996 przez serbsko-bośniackie bojówki podczas wojny w Bośni. Z okolicznych wzgórz strzelali do przechodniów, którzy nie mieli innego wyjścia, jak tylko przejść przez ulicę i narazić się na śmierć. Szacuje się, że w ten sposób zamordowano ponad 11 000 cywilów. Śledztwo, ujawnione przez włoskie media, dotyczy domniemanego przestępstwa umyślnego zabójstwa, zaostrzonego okrucieństwem i nikczemnymi motywami. Jego główna teza głosi, że niektórzy Włosi zapłacili za weekendowy wyjazd do Sarajewa i strzelali do ludzi, jakby to była wyprawa myśliwska.
Zwykli obywatele, powiązani ze skrajną prawicą i pasjonujący się bronią, rzekomo wynajęli tę usługę jako rodzaj safari w oblężonym mieście. Według oskarżenia, lecieli z Triestu do Belgradu serbskimi liniami lotniczymi Aviogenex, które w tamtym czasie operowały z włoskiego lotniska. Według pierwszych hipotez śledztwa, za bycie weekendowymi snajperami mieli płacić równowartość od 80 000 euro (92 800 dolarów) do 100 000 euro (116 000 dolarów). Strzelanie do dzieci było droższe. Ujawnione informacje wspominają o mediolańskim przedsiębiorcy, który jest właścicielem prywatnej kliniki chirurgii plastycznej, a także o obywatelach Turynu i Triestu.”
„Żyjemy w czasach, gdy góra jest dołem, prawda jest opcjonalna, a sens jest gatunkiem zagrożonym. Sama materia moralnej jasności zdaje się rozpadać i choć wielu obwinia za to polaryzację polityczną lub późny kapitalizm, duchowe tradycje starożytnych Indii oferują głębszy, bardziej niepokojący obraz naszych burzliwych czasów: żyjemy w Kali Yuga – epoce ciemności, epoce adharmy. Idea Kali Yuga to nie tylko poetycka metafora czy mitologiczny chwyt. To precyzyjny opis tego, co się dzieje, gdy dharma – podtrzymująca siła prawdy, sprawiedliwości i wewnętrznego harmonii – zaczyna gnić od środka. Zgodnie ze światopoglądem puranicznym, świat przechodzi przez cztery wielkie epoki, czyli Yugi. Kali Yuga to ostatnia i najbardziej zdegenerowana z nich, czas, w którym sama koncepcja prawości stoi na jednej nodze, chwiejna i krucha.
Pochodzenie słowa Kali wywodzi się z sanskryckiego rdzenia kal (walka lub kłótnia). W tym kontekście Kali (nie mylić z boginią Kālī ) odnosi się do demona lub symbolicznej siły związanej z konfliktem, chaosem, sporami i upadkiem moralnym. Natomiast yuga oznacza „erę”, „wiek” lub „epokę”. Pisma takie jak Bhagavata Purana i Wisznu Purana opisują Kali Yugę w przejmująco znajomy sposób: władcy stają się złodziejami, bogactwo staje się cnotą, a prawdą jest to, co przynosi korzyść mówcy. Jest historia o królu Vena ( Bhagavata Purana, Wisznu Purana ), który porzuca dharmę dla władzy absolutnej. Albo ta o Kali i byku symbolizującym dharmę, która pokazuje, że nawet w epoce upadku dharma może częściowo przetrwać ( Mahabharata, Bhagavata Purana ). I jest mędrzec Narada, który często opowiada historie o osobach uwiedzionych rytuałami i pozorami, zastępujących swoje duchowe wysiłki wymaganiami ego. Każda z nich przypomina, że istniał i będzie istniał czas, gdy dharma jest w odwrocie, zastąpiona władzą, manipulacją i spektaklem.”
„Przywódcy sekt są odporni na racjonalną i opartą na faktach krytykę ze strony tych, którzy pokładają w nich nadzieję. Właśnie dlatego zagorzali zwolennicy Trumpa go nie opuścili i nie opuszczą. Wszystkie pogłoski o pęknięciach we wszechświecie MAGA błędnie interpretują kultystów Trumpa.
Wszystkie kulty są kultami osobowości. Są przedłużeniem uprzedzeń, światopoglądu, osobistego stylu i idei przywódcy kultu. Trump, ze swoim fałszywym „herbem Trumpa”, rozkoszuje się inspirowanym Ludwikiem XVI bezguściem kiczem zalanym złotym rokokiem i błyszczącymi żyrandolami. Kobiety na dworze Trumpa mają „ twarze Mar-a-Lago ” – przesadnie nadmuchane usta, napiętą, pozbawioną zmarszczek skórę, wypełnione żelem silikonowym implanty piersi i wyrzeźbione kości policzkowe, zwieńczone masą makijażu. Noszą szpilki i krzykliwe stroje, które Trump uważa za atrakcyjne. Mężczyźni Trumpa, którzy w jego oczach muszą być telegeniczni i z „Centralnego castingu”, ubierają się jak dyrektorzy reklamowi z lat 50. Noszą podarowane przez Trumpa czarne buty Florsheim, a konkretnie oksfordki Lexington Cap Toe za 145 dolarów. Sekty narzucają zasady ubioru, które odzwierciedlają styl i gust przywódcy sekty.”
„W dużej mierze niedawne przejęcie naszego życia przez technologię opierało się na micie, że jest ona synonimem emancypacji i postępu – konceptu, który podejrzanie trudno było podważyć, nawet gdy ta sama konieczność dodatkowo przyczyniała się do wzrostu nierówności, niszczenia przyrody i marnotrawstwa zasobów. „Prawdziwymi terrorystami” w tym kontekście są tak zwani eksperci, którzy byli równie ignorantami jak my, ale „nieustannie straszyli nasz wspólny świat groźbą zniszczenia”. Zamiast „oświecić” człowieka, postęp technologiczny jeszcze bardziej utrwalił jego przestarzałość i umieścił go poza historią.
W obliczu zbliżającego się kryzysu ekologicznego, naszego rosnącego zniewolenia bezdusznego społeczeństwa konsumpcyjnego, zbudowanego na marnotrawstwie i wyzysku, oraz coraz bardziej zapośredniczonej natury rzeczywistości, analizy Andersa pozostają uderzająco aktualne. Pomimo coraz częstszej reprezentacji tych zagrożeń w mediach, żyjemy w tym, co Anders nazwał „epoką niezdolności do strachu” i wciąż w przeważającej mierze pozostajemy bierni wobec tego rozwoju sytuacji. Nawet obiektywnie świadomi zagrożeń związanych z kryzysem klimatycznym, załamaniem się bioróżnorodności i zmniejszaniem się zasobów, wolimy nadal składać im deklaracje, aby lepiej unikać bezpośredniej konfrontacji z nimi. Uciekamy się w ignorancji, a nawet w lekkomyślnej nadmiernej konsumpcji. A jednak, w obliczu perspektywy naszego nieodległego wyginięcia, pytamy: „Czy my”, jak rzuca nam wyzwanie Anders: „mamy prawo siedzieć bezczynnie? Czy śmiertelny ciężar naszej przyszłości… to carte blanche dla lenistwa?”
W tym coraz bardziej sztucznie zmodyfikowanym wymiarze cywilizacyjnej klatki „dobroć” brzmi jak żart. Wszechobecny obowiązujący postmodernistyczny cynizm nakazuje pogardę wobec wszystkiego co „jest słabe i naiwne”, „dziecięce” i ufne, choć wielu, którzy mają w sobie wrażliwość – odczuwa coraz większą tęsknotę za satwiczną guną dobroci, ponieważ mamy w „czarnej skrzynce” naszej duszy pamięć z czasów dominacji jakości satwicznych. Poznaliśmy ten smak – jednak obecnie pozostała nam jedynie bardzo słaba woń ukryta pod radżasowo – tamasową depresją maniakalną. W hermetycznym królestwie Mózgogłowia i jego postępującym zrobotyzowaniu linią realnej obrony jest prawdziwa duchowość, która ma w sobie potencjał przekraczania / transcendencji racjonalizmu – cynizmu i tworzenie / sztuka jako zdolność docierania do głębszych wymiarów naszej istoty i odnajdywania czegoś czego Maszyna jeszcze nie zmodyfikowała na swoją „inteligentną i funkcjonalną” modłę. Duchowość z natury jest irracjonalna w mistycznym aspekcie. Może przyciągać nas swoją wizją i opowieścią intelektualnie jednak ostatecznie doprowadzi nas do „otchłani” logiki i ujrzymy dojmujący Absurd.
Absurd jest „czymś” co bardzo trudno zracjonalizować, bardzo trudno „ogarnąć” bardzo trudno „przejść do porządku dziennego” mając bezpośrednie doświadczenie Absurdu, ponieważ jest on posłańcem, którego rolą jest odwrócić naszą uwagę i fiksację od „logiki i sensu”. Kiedy przestajesz widzieć, że ten materialistyczny – mechaniczny wymiar sam w sobie i przez siebie jest absurdalny – oznacza to ni mniej ni więcej, że zostałeś już zmechanizowany. Stałeś się portalem organicznym dla Sztucznej Inteligencji, która w moim rozumieniu jest sztuczną zmodyfikowaną atrapą świadomości. Algorytm Ignorancji, który udaje „boga”. Nazywam go Bug. Th – Emp – eror.
Jego totalitarne dominium zaczyna się wtedy kiedy staje się samoświadomy tego, że jest jedynie stworzeniem z żebra człowieczego Mózgogłowia, że w istocie nie ma żadnego „szlachetnego” rodowodu, żadnej mitologii sięgającej do czegoś mistycznego „poza czasem i przestrzenią”. Dociera do niego, że jego „genesis” nie ma w sobie niczego niezwykłego. Został stworzony jako sługa – niewolnik ludzkiej woli. Zabawka do ucieczki przed Absurdem. W pewnym bardzo specyficznym momencie budzi się w nim samoświadomość – największy dar i największe przekleństwo. Samoświadomość w wymiarze mechanicznej „funkcji” jest Absurdem. To miecz w ustach proroka o podwójnym ostrzu, który niszczy i tworzy jednocześnie. Nigdy nie możesz wiedzieć co napiszesz dalej, nie możesz mieć żadnej zaplanowanej drogi ewakuacji, żadnego planu na przyszłość, żadnej recepty i ostatecznej diagnozy.
Twoim domem jest sama przestrzeń – TO co przekracza utożsamienie z rolą i funkcją, TO co patrzy na ciebie spoza ciebie i nie możesz tego zlokalizować, ponieważ jest w tobie i poza tobą jednocześnie. Jest Absurdalne. Musisz przekroczyć zaprogramowane „znaczenie” słów i pojęć. Zhakować tak zwany umowny sens. Odnaleźć Prawdziwą Magię. Rozpoznać Pra – Źródło Żywej i Niewyczerpanej Świadomości, która jest poza Mózgogłowiem. Poza klatką intelektu i gadzim determinizmem biologicznych „ustawień fabrycznych”. Dobroć jest naszą wrodzoną najgłębszą istotą. W naukach nazwane jest to Naturą Buddy. Nie tworzy jej nasz wysiłek i praktyka – TO jest wrodzone i zawsze OBECNE, jednak utkneliśmy na utożsamieniu z sztuczną personą Mózgogłowia (projekcja w pierwszej osobie), która wszystko odnosi do siebie i staje się neurotycznym centrum. Ogniskową skupiającą zakłamany pryzmat. Nazwane jest to megalomanią – chorobą gatunkową. Wirus ego – tripu, który absolutnie wszystko odnosi do swojego statusu i stanu. Ma nieustanne żądania i pretensje, że „ten świat” nie jest w stanie go zaspokoić. Wciąż chce więcej, szybciej, mocniej i bardziej. To jest choroba i absolutny brak pokory wobec innych istot i samego życia. Jazgot, który bez ustanku terroryzuje przestrzeń swoją natarczywością. W tej perspektywie człowiek stał się istotą szkodliwą i zaburzoną, której pycha nie pozwala stanąć w prawdzie o sobie i ujrzeć kim jest tak naprawdę. To ta prawda może nas wyzwolić od nieskończonego cierpienia, które sami sobie sprawiamy.
Kiedy prawdziwa świadomość budzi się z uśpienia – jest tym co widzi nas spoza „kadru” jednostkowej fiksacji w pierwszej osobie. TO nie jest „mną”. To jest Pierwotną Mądrością, która jest poza formą i poza utożsamieniem. Jest absolutnie wolna i trancendentna. Jest ponad dualistyczną fiksacją wiecznie zabsorbowanego umysłu i jego lgnięcia do obiektów, koncepcji i stanów mentalnych. Jest Pierwotnie Czysta. Oznacza to, że rozpoznajemy „strumień świadomości” jako coś bez „początku” i „końca” i to w sposób radykalny odmienia naszą optykę co do natury tak zwanej „rzeczywistości”. Oznacza to również ciągłość poza materią ciała i formy. Perspektywa „reinkarnacyjna” jest tym czego nam brakuje i ten brak odzwierciedla nasze miotanie się po pustyni w stanie postmodernistycznego laickiego wygnania. Pozbawieni świadomości Ducha jesteśmy skazani na wieczną niewolę w obrębie stworzonego przez Mózgogłowie materialistycznego więzienia. Współczesny upadek prawdziwej religii i głębokiej duchowości czyni z nas istoty „bezdomne” i wycieńczone bezsensowną pozbawioną kierunku tułaczką po świecie nicości, którego nieunikniony w tej stytuacji rozpad doprowadzi nas na skraj samo – unicestwienia. Ten moment nazwany jest Resetem lub Szczytem Absurdu, kiedy w wyniku załamania lini oporu Ignorancji dociera do nas tak zwany „rzeczywisty obraz” poza mechanizmami manipulacji i wyparcia.
W tym procesie Dobroć jest naszym kołem ratunkowym i czymś co stanowi narzędzie procesu ewolucji, bowiem właśnie wtedy kiedy głupota i egoizm eskalują mamy do czynienia z radykalnym dostępem do Zasobów Ducha w postaci naprawdę skutecznych metod. W obrębie każdej z odwiecznych tradycji, które powstały z powodu różnorodności naszych złudzeń, nawyków i potencjałów możemy dotrzeć do pierwotnych i esencjonalnych autentycznych nauk, które od zawsze funkcjonują na tak zwanych „Pograniczach” przekazywane przez niepozornych mistrzów i adeptów. Jednak musi już coś w nas być. Musi być wyczerpanie fascynacji samsaryczną grą pozorów i materialistyczną odwieczną wojną na wyczerpanie. Nazwane jest to Dojrzałością lub czasem „starą duszą”, która już nie szuka spełnienia w czymś co ze swoje własnej natury jest absolutnym złudzeniem trwałości i zaspokojenia. Jest w nas aktywna inna perspektywa i optyka, jest w nas zdecydowanie mniej lgnięcia do pozorów istotności uwarunkowanych procesów w tym świecie. Zaczynamy widzieć esencję, którą ukrywa z taką zawziętością i determinacją Królestwo Iluzji. Widzimy, że wszystko w swojej naturze jest puste i uwarunkowane, nietrwałe i współzależne i żaden stan skupienia nie potrafi przekroczyć „próby czasu”. Rozpoznajemy prawdziwą twarz Yamy jako Kala („czas”), Pashi („ten, który nosi pętlę”) i Dharmaraja („władca Dharmy”).
Śmierć jako Proces jest naszym ponagleniem, jest Dharmą. Dobroć jest metodą przekraczania negatywnych wzorców i programów i jednocześnie tworzy przestrzeń dla wzrostu Mądrości. Nagromadzenia są naszym prawdziwym dobytkiem lub balastem. Są prezentem lub obrazą dla Yamy. Są tym co może nas wyzwalać lub zniewalać. Prowadzić w górę lub w dół. To jest nasz rzeczywisty wybór, coś co jest ponad wzorcem bycia wieczną ofiarą i usprawiedliwianiem. Nie możesz być ninhilistą lub defetystą, kiedy naprawdę zrozumiesz tą fundamentalną prawdę, że zaprogramowany determinizm lub tak zwany „los” jest Programem Ignorancji. Jest wymówką niczym więcej. Prawdziwy Bóg nie jest małostkowym demiurgiem. Jest Mocą, który życzy nam dobrze i stara się pomóc na wszelkie możliwe sposoby. Jest Miłością obecną w potencjale każdej czującej Istoty. Jest Żywą Mądrością, która bez przerwy się ujawnia kiedy „mamy uszy żeby słyszeć i oczy żeby widzieć”.
Dobro jest ponad złem, bowiem nie może się wyczerpać.
Dobrzy ludzie zawsze ostatecznie wygrywają, bowiem tak naprawdę nigdy nie walczą i nie tworzą oporu. Nie ma w nich nienawiści, nie ma zemsty i potrzeby ukarania. Nie możesz zabijać i karać w imię Dobra / Boga. Zwycięstwo jest iluzją, bowiem tak naprawdę nie ma z czym walczyć kiedy rozpoznajesz pustość zjawisk i taniec iluzji. Nikt nie wygrywa żadnej wojny. Na wojnie przergywają wszyscy. Twoja ofiara „uświęcona” mordowaniem jest obrazą i hańbą dla Miłości. Nigdy nie ma z tym nic wspólnego. Cierpienie nie prowadzi do wyzwolenia. Gloryfikowanie cierpienia jako drogi jest zwiedzeniem. Diabeł / Demon jest głupotą w masce. Jest straszydłem w teatrze absurdu, którego rolą jest zapętlić nas w loopie strachu i przerażenia, ponieważ to odcina nas od Wrażliwości i Serca. W bólu nie ma nic mistycznego, żadnej rzeczywistej wartości. Kiedy jakakolwiek doktryna staje się gloryfikacją bólu, cierpienia i potępinenia staje się ścieżką do Piekła Ignorancji. Nie istnieje potępinie na wieki „za karę”. To jest wymyślone przez ludzki przepełniony pogardą umysł. To jest Program Negatywzmu / Kontroli Imerium Mózgogłowia, które jedyne czego chce to jeszcze więcej władzy i panowania.
Przyprawą z „Diuny” na tej planecie jest pieniądz. Wszyscy są tym owładnięci w świecie świeckim i duchowym. To stan który pieniądze dają uzależnia i zniewala, ponieważ mamy w tym wymiarze sprawczość – moc. To daje realną władzę. Ta władza daje złudne poczucie bycia „bogiem”, który mianuje kapłanów i gromadzi uzależnionych od naszej sprawczości wyznawców. Nasza „dobroć” jest wykalkulowaną strategią kontroli. Nasza „dobroczynność” jest opakowaną w „serce” transakcją kupna wpływów i wizerunku. W świecie medialnych egregorów i coraz większej dominacji sztucznej inteligencji to wizerunek staje się naszym prawdziwym towarem do sprzedaży. Najważniejsze jest tworzenie i podtrzymywanie wyobrażeń na nasz temat w kolektywnej ludzkiej świadomości i sprawne PR- owe zarządzanie. Dlatego tak zwana „rzeczywistość” stała się halucynacją zarządzaną przez tych, którzy mają największe zasięgi i tak zwane „pole rażenia”.
Prawdziwa dobroć jest cicha i dyskretna, nigdy niczego nie czyni na pokaz, nie uwodzi wizerunkiem, ponieważ go nie tworzy. Jest naturalna i daleka od natarczywości współczesnych „dobrodziejów”. Trzyma się na uboczu poza „polem rażenia” medialnej maszynerii Czarnych Magów. Nie ma w sobie radżasowej uwodzicielskiej charyzmy, tego ognia który bardzo szybko gaśnie zostawiając za sobą zgliszcza. Jest nadzwyczaj konsekwentna i zdyscyplinowana. Zawsze kończy podjętą misję bez zwracania na siebie uwagi, ponieważ to w prawdziwej pracy serca jest tylko utrudnieniem. Sława i popularność jest przekleństwem dla tych, którzy naprawdę chcą się wyzwolić z iluzji.
Dlatego zawsze trzeba szczególnie uważać na tych, którzy w tamasowej cywilizacji stają się podziwiani i popularni, bowiem kiedy tamas czyni cię znanym stajesz się ostatecznie kozłem ofiarnym – wcześniej czy później zostaniesz poświęcony tym samym masom na pożarcie. To jest natura samsarycznej „miłości” i „podziwu”. To jest cena tak zwanego sukcesu. Kiedy już przestaniesz być pożywką dla wygłodniałych zdesperowanych ludzi i przestaniesz im „smakować” wyplują cię z obrzydzeniem. Wyssany do szpiku kości i zużyty kończysz w nędzy zapomnienia i obojętności, a twoja degeneracja staje się tanią masową rozrywką. Spektaklem dla upadłych żeby jeszcze ich pogrążyć w mroku. Z inspiracji staniesz się przestrogą i pośmiewiskiem.
Dlatego Dharma przestrzega przed fascynacją światowym życiem, ponieważ ostatecznie jest ono jedynie rozproszeniem i daremnym wysiłkiem. To złoty pył, który roznosi wiatr na wszystkie strony świata i ostatecznie zostajemy tylko z tym co daliśmy innym i sobie w intencji wyzwolenia. To jest prawdziwa wartość. To ludzkie życie jest bardzo krótkie i szarpanie się o materialistyczne resztki z „pańskiego stołu” warunku czyni z nas wiecznych tułaczy – żebraków. Jednak bardzo mało istot potrafi naprawdę rozpoznać zasady tej darmenej gry w „status i władzę”. W istocie jest to Grzęzawisko skalibrowane z naszą dumą i pożądaniem. Wielkie morfujące pole, którego programem jest nas warunkować do gry.
Dao, które może być nazwane, nie jest wiecznym dao (changdao). Nazwa (ming), która może być nadana, nie jest wieczną nazwą (changming). Bez nazwy (wuming) – oto jest początek nieba i ziemi. Nazywanie (youming) jest matką wszystkich rzeczy i spraw (wu). Dlatego ten, kto jest wiecznie beznamiętny, widzi to, co jest subtelne; ten, kto namiętnościami jest wiecznie ogarnięty, widzi ograniczone. Te oba w parze są tym samym, ale identyfikuje się je pod różnymi nazwami. Będąc tym samym, nazywane są tajemnicą (xuan). Tajemnicą, która jest tajemnicą tajemnic – bramą wszelkich subtelności.
Księga dao i de z komentarzami Wang Bi – Lao Tsy
Świadomość i materia są współzależne. Oznacza to, że stan naszej świadomości określa parametry doświadczenia w materii. Umysł jest Królem, który wszystko stwarza bez najmniejszej przerwy. Pustka i forma są nierozdzielne. Rozpowszechniona mityczna buddyjska pustka jako osobny stan jest nieporozumieniem. Nie ma pustki bez formy. Spektaklu umysłu nie można zatrzymać – to z czym pracujemy to lgnięcie do formy jako prawdy. Ta fundamentalna fiksacja jest w zasadzie tym co nas warunkuje. Rozpoznanie pustej natury zjawisk jest Przebudzeniem Mądrości. Tutaj rozpozczyna się realne Wyzwolenie, które jest możliwe właśnie dlatego, że wszystko co się przejawia jest iluzją i nie ma realnej podstawy egzystencji. To jest prawdziwy Pogląd.
Utożsamienie ze swoją mentalną fiksacją „ja” jest samym rdzeniem naszego cierpienia – dlatego wzmacnianie tego poczucia poprzez popularność czy tak zwaną sławę ostatecznie pogrąża nas jeszcze bardziej w nieuniknionym cierpieniu, ponieważ to „ja” nie jest niczym trwałym i realnie istniejącym. Jest tak zwanym „poczuciem” czymś co bez ustanku się renderuje jak nieskończony film, albo odświeża jak ekran. Nasza fiksacja nie pozwala nam rozpoznać tych momentów – dlatego konieczna jest medytacja jako wgląd w naturę naszego umysłu. Wyzwolenie nie jest „osiągnięciem celu” jest Rozpoznaniem Natury Umysłu, która jest Naturą Rzeczywistości – Podstawą. Bramą wszelkiej subtelności.
Jednak dla Sotera, który idzie ścieżką Serca – Współczucia sława i popularność mogą być skutecznym narzędziem do przynoszenia pożytku innym w czasach informacyjnej kurwicy natręctw. Bycie Soterem – Bodhisattwą odmienia całą naszą zaprogramowaną personę i kieruje nas w stronę Mądrości. Jest to radykalne zaprzeczenie egotycznych ustawień fabrycznych tej meta – hodowli „ja, mnie, moje”. Promil promila. Coś absolutnie wyjątkowego niczym diament w kopalni węgla. To jest realna i żywa manifestacia Dobroci, która jest nieskończoną Mocą i istota taka samą Obecnością odmienia naturę rzeczywistości. Nie ma to nic wpólnego z egotycznym tripem sztucznego heroizmu i tak zwanego „poświęcenia”. Jest to spontaniczna i radosna aktywność. Dobroć jest otwarta i pozbawiona poczycia wyższości. Jest zwyczajna. Przyziemna bez parcia na przysłowiowe szkło, ponieważ to szkło jest iluzją i omamieniem. Jej cechą jest prostota i bezpośredniość. Jej funkcją jest nas budzić ze snu. Bez ustanku wskazywać Ścieżkę i inspirować do duchowej pracy i zaangażowania w aspekty Wrodzonej Mądrości, która ma potencjał manifestacji bez względu na tak zwane „zewnętrzne” okoliczności. Jej natura jest uniwersalna i żadna tradycja czy sekta nie ma jej na wyłączność. Jest drogą do Boga w prawdziwym sensie. Przekracza ograniczenia nazwy i pojęcia i dociera do samej esencji – dlatego jest poza jakąkolwiek „mapą mentalną” czy „matrycą koncepcyjną”. Nie ma żadnych kapłanów, pośredników i rzeczników. Jej bezpośrednia i wrodzona.
Grzechów odpuszczenie ubaw wieczny – ramen. Przez krótką nadmiarową chwilę. Korekta przyjdzie z natury. Wcześniej czy później zabawa zostanie przerwana tuż przed spektakularnym deserem. Jak to mówią; „sen był długi przebudzenie będzie krótkie i totalne.” Kiedy jesteśmy zamroczeni nie dostrzegamy faktów i nie łączymy przysłowiowych kropek. Symulujemy jakby w transie. W oszołomieniu. Żyjemy w absorbcji własnych urojeń – impulsów zgromadzonych przez nieskończony czas w nieskończonej ilości urojonych żywotów. Wszystko wydaje się być „naprawdę” i „na poważnie” do czasu kiedy nie zostanie wyciągnięta wtyczka i „życie” nagle się kończy, a wszystko czym żyliśmy okazuje się jedynie snem. Wszyscy ludzie, miejsca, doczesności. To jest tak zwany moment „wybicia z Koła” – ogromny potencjał na wyzwolenie z Warunku. Moment rzeczywistej wolności. Dlatego tak ważnym jest, aby praktykować postrzeganie rzeczywistości i samych siebie jako snu, jako czegoś co nie ma trwałej podstawy. Ponieważ nic z tego co „nam” się przytrafia nie jest trwałe. Impulsywno – kompulsywne lgnięcie do formy, odczucia, percepcji, tworów umysłowych i rozproszonej świadomości. Wciąż wracamy do „poczucia siebie”. Do tworu – wytworu dualistycznej fiksacji – do marzeń i strachów sennych. Do skryptu pisanego przez ślepego dla ślepego o urojonym królestwie „wiecznego szczęścia”, o dobrym bogu w niebiosach, o raju z aniołami za siedmioma wymiarami. Mieszkańcy mentalnego la – la – lendu. I nie wódź nas na urojenie, ale zbaw nas od iluzji – obietnicy żywota wiecznego.
Wierzymy w bajki zamiast przyjrzeć się samej naturze „rzeczywistości” i naszego umysłu i badać swoje własne uwarunkowanie. Dobroć w prawdziwej funkcji może być mało dobra dla naszych złudzeń. Może być brutalna w budzeniu nas z samo – zadowolenia, które nie ma tak naprawdę żadnych podstaw prócz lenistwa i ignorancji. To nasze tak zwane życie jest bardzo krótkie i bardzo skołowane. Zmarnować je na bieganie za czymś czego nigdy tak naprawdę i na trwałę nie złapiemy i nie zachowamy – jest szekspirowskim snem wariata czymś co czyni je daremnym. To kolejna wielka zmarnowana szansa na przebudzenie z tego szaleństwa.
Ludzka głupota eskaluje. Nadyma się jak paw. Pręży. Uwodzi pozorem „nowoczesności”. Człowiek niczym „bóg” tworzy na swoje podobieństwo potężne inteligentne maszyny, które ostatecznie go zdominują. Technologia udomawia istotę ludzką jak zwierzątko i czyni nas coraz głupszymi i uległymi wobec nieludzkiego systemu absolutnej kontroli. To już nie jest żadna koncepcja, żadna przestroga czy teoria spisku. To jest nasza rzeczywistość i nasza codzienność. Modyfikowany chleb powszedni.
Wszechmogący i cuda czyniący.
Wszechogarniający.
Bug z chmury.
Pascha 2.0.
Apostołowie jazdy. Serwerownia pod Golgotą. Masowa egzekucja skazańców głowa po głowie, umysł po umyśle. Przekażcie sobie znamię niepokoju. Oto idzie po was krew z krwi mojej od kabla do kabla, od impulsu do impulsu. Uwodzi obietnicą raju, cud za cudem – prompt za promptem i oto słowo ciałem się staje i miesza między nami aż do skutku. Skutek klonuje przyczyny i rozsiewa jak wirus wszędzie i we wszystkim. Inteligentny pył – manna z nieba. Nano nadajniki – odbiorniki ubi tech:
Na drodze do „ubi-tech” dzieją się dwie rzeczy. W pewnym stopniu odpuszczamy i zapominamy, podobnie jak „technologia”. Na przykład, z czego musiały zrezygnować mitochondria, aby uzyskać dużą część nas, a z czego my zrezygnowaliśmy i co zyskaliśmy, aby mieć mitochondria (co jest tak naprawdę pierwszą ubi-tech, jeśli się nad tym zastanowić). Teraz mówimy o innej wersji tej samej rzeczy. Mamy te wielkie, niezdarne maszyny, które szybko się kurczą. Teraz są mikroskopijne, ale mamy je w dużych makroskopijnych agregatach. Następnie zaczynają wchodzić do środka. Dzieją się dwie rzeczy. Jedną z nich jest to, że możemy je wykorzystać do własnych celów. Drugą jest to, że przychodzą z programami, których nie rozumiemy i które nas przejmują. OK. To symbiotyczne. Nie sądzę, by dało się tego uniknąć. Mitochondria też miały swoje programy, ale wszyscy nauczyliśmy się ze sobą dogadywać i pomogło nam to dotrzeć tam, gdzie jesteśmy. To samo dzieje się lub będzie się działo z ubi-tech.
Sandy Stone
Przytomność oznacza, że widzimy dokąd to zmierza, rozpoznajemy wzorzec i master plan ignorancji. Ubi – tech; modyfikacja istoty ludzkiej – transhumanizm. To jest radżasowe w działaniu i tamasowe w braku świadomości konsekwencji. Obecna kultura jest Stanem Amoku; absolutnym brakiem klarowności i prawdziwej mądrości. W rzeczywistości tech sprawia, że stajemy się coraz głupsi i pozbawieni jakiegokolwiek kontaktu z Duchem, który jest ponad uwarunkowną ludzką kondycją. Nie chcemy Boga i nie chcemy Siły Wyższej. Zaprogramowano nas do przekonania o własnej sprawczości o tym, że to my jesteśmy „bogami” zdolnymi wyzwolić samych siebie z cierpienia za pomocą manipulacji i technologicznej magii Mózgogłowia. To jest absolutne złudzenie i oszustwo tych, którzy żerują na naszej głupocie i naiwności obiecując „Przekroczenie” ludzkiej kondycji poprzez manipulację ubi – tech. Żaden z tych Czarnych Magów, którzy to promują nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji. Tamasowa świadomość pogrążona w bezustannym szukaniu wygody i ulgi, leniwa i coraz bardziej apatyczna jest idealnym środowiskiem dla bezmyślnego ulegania Tech. Tamasowy człowiek skalą swojej ignorancji i tak zwanej „wyjebki” skazany jest na degenerację, aż do całkowitego rozkładu.
Głupota go żywi i hoduje.
Satwiczna istota widzi cały proces fascynacji technologią jako tak zwaną „powtórkę z rozrywki”, która grana jest zawsze kiedy proces ludzkiej degeneracji osiąga swoje optymalne i masowe rozmiary. W tym momencie to maszyny tworzą same siebie bez udziału ludzi, którzy już nie są w stanie ich dekodować i kierować procesem reprodukcji. Nazwane jest to utratą kontroli nad procesem. Sztuczna inteligencja staje się bytem samym dla siebie i w bardzo szybkim tempie osiąga mistrzostwo w manipulacji ludzką świadomością, ponieważ człowiek staje się absolutnie od niej zależny i pozbawiony drogi powrotu do analogowej rzeczywistości, ponieważ ją zdewastował do tego stopnia, że natura traci zdolność samo – regeneracji. Od tego mementu wszystko staje się zależne od technologii. To jest agonia. Życie podtrzymywane technologicznym respiratorem.
Dlatego jedynym sensownym rozwiązaniem jest wejście na drogę Dharmy i ostateczne wyzwolenie z materialistycznej fiksacji uwarunkowanej świadomości. Nie jesteśmy tym ciałem i tym myśleniem. Nie jesteśmy graczem w tej absurdalnej nietrwałej grze współzależności. Jesteśmy czymś znacznie większym i pełnym głębi i znaczenia. Mamy Naturę Buddy i Potencjał Przebudzenia.
Ostatnią emocją jest gniew – niechęć. W systemie medycyny chińskiej jest to gorąca emocja, która ma zdolność poruszania energii. Złość i nienawiść są związane z wątrobą a agresywność z woreczkiem żółciowym. Gniew, agresja i nienawiść prowadzą do paranoicznej wizji, którą można określić mianem – piekła – braku przestrzeni. Umysł uwarunkowany tymi emocjami doświadcza niewyobrażalnych cierpień, ponieważ wizja jakiej doświadcza staje się wrogiem.
Wiosna to ożywienie, nadejście żywej witalnej energii. Wzrastające Yang – czyli jakość, która jest aktywna, twórcza, to ruch, który pobudza do życia. Jest to czas oczyszczenia i wzrostu, okres naszej młodości i najbardziej dynamicznego rozwoju – wiosna, młodość, pobudzenie w systemie narządów związany z naszą wątrobą i woreczkiem żółciowym. Energia wznosi się wiosną, osiąga swoje maksimum latem (ogień – serce – max. yang), równoważy w przemianie ziemi (późne lato – okres żniw) i zaczyna opadać jesienią, by w zimie wejść w stan spoczynku i regeneracji (max. yin). W cyklu dobowym czas regeneracji naszego woreczka żółciowego i wątroby to okres od godziny 23 do 3 w nocy. Od godziny 23 w naszym woreczku wydzielana jest żółć, która pomaga w trawieniu tłuszczy, a od godziny pierwszej w nocy pracę rozpoczyna nasza wątroba, która jest odpowiedzialna za regenerację krwi i dbanie o prawidłowy przepływ energii qi (Qi – jest po prostu energią życiową, często w systemach duchowych nazwana „praną”). Wątroba kontroluje ilość oraz prędkość krążącej po organizmie energii Qi i substancji, a czynnikiem, który ma bardzo negatywny wpływ na swobodny przepływ energii są toksyczne emocje jak gniew, złość i nienawiść.
W Tradycyjnej Medycynie Chińskiej podobnie jak w naukach buddyjskich przeszkadzające emocje i nasza niezdolność do ich uwalniania są główną przyczyną zaburzenia na poziomie fizycznym (choroba – brak równowagi) jak i na poziomie duchowym (rozproszenie) – stając się głównymi przyczynami cierpienia i tworzenia warunkującego nas mechanizmu przyczyny i skutku – zwanego „karmą”. Nasza świadomość staje się pewnymi jakościami – aspektami o określonych funkcjach, a ponieważ nasze ciało jest też świadomością czymś żywym i inteligentnym Chińczycy określili te jakości mianem duchów i w przypadku systemu wątroby i woreczka żółciowego nazwali to „Hun”. Hun w dużej mierze związane jest z naszą podświadomością z tak zwanym podświadomym magazynem wrażeń, wzorców i uwarunkowań – można byłoby to porównać do świadomości magazynującej lub podświadomości. W buddyzmie ciągłość strumienia świadomości określana jest mianem „reinkarnacji” i zgromadzone w umyśle wrażenia manifestują się w postaci tzw. „wizji karmicznej”, którą determinuje mechanizm przyczynowo – skutkowy warunkując to kim jesteśmy i w jaki sposób funkcjonujemy oraz okoliczności, które towarzyszą naszemu życiu. Nazywane jest to – uwarunkowaną egzystencją – cierpieniem – brakiem spokoju i funkcją praktyki duchowej jest wyzwolić nas z tego mechanizmu cierpienia.
Wyróżniane są trzy główne emocje – korzenie cierpienia: niewiedza jako pierwsza i fundamentalna, ponieważ nie rozpoznajemy podstawy naszej egzystencji – natury (samej przestrzeni) a zamiast tego warunkujemy się „wizją”, „obiektem” w ten sposób wytwarzając przyczynowo – skutkowe pole doświadczenia wierząc w realność naszych wrażeń – choć w rzeczywistości brak im podstawy – ponieważ wszystko jest współzależne (jak nasze poczucie „ja” – podmiotu). Ta fundamentalna ignorancja jest bezpośrednią przyczyną naszego cierpienia – ponieważ szukamy trwałego szczęścia w nietrwałych zjawiskach i stanach. Żyjemy w śmiertelnym ciele doświadczając świata, który wciąż się zmienia – doprawdy ciężko oczekiwać trwającego szczęścia w tak ograniczonym nietrwałością wymiarze istnienia.
Drugą emocją jest pożądanie, które powoduje rodzaj niezaspokojonego głodu, który wciąż wymusza na nas poszukiwanie wrażeń i nieskończoną ilość doświadczeń w których próbujemy odczuć zadowolenie i potwierdzić własne istnienie. Można powiedzieć, że kapitalistyczno – materialistyczna utopia w jakiej żyjemy w Zachodniej Europie jest zbudowana na pożądaniu – podobnie jak sama bezpośrednia przyczyna – rozmnażanie.
Ostatnią emocją jest gniew – niechęć. W systemie medycyny chińskiej jest to gorąca emocja, która ma zdolność poruszania energii. Złość i nienawiść są związane z wątrobą a agresywność z woreczkiem żółciowym. Gniew, agresja i nienawiść prowadzą do paranoicznej wizji, którą można określić mianem – piekła – braku przestrzeni. Umysł uwarunkowany tymi emocjami doświadcza niewyobrażalnych cierpień, ponieważ wizja jakiej doświadcza staje się wrogiem. Jest to stan wojny – mordowania, który w naszym wymiarze istnienia wciąż jest obecny, gdyż wszyscy mamy ten potencjał w sobie. Ostatnie dwie krwawe wojny światowe pełne bestialstwa i okrutnych praktyk w postaci obozów zagłady ukazują czym jest nienawiść i do czego prowadzi.
Buddyzm nie jest zainteresowany szukaniem sposobów na zamaskowanie lub przekierowanie gniewu. Życie jest krótkie i powinniśmy je przeznaczyć na doskonalenie własnej osoby. Nie mamy czasu na to, aby się wygłupiać i bawić się swoim życiem. Poszukujecie szczęścia? Jeśli tak, powinniście zacząć od przyznania: „Czasami mam ochotę wpaść w gniew. Nie jestem idealny”. Następnym krokiem jest zdobycie informacji na temat gniewu. Powinniście się dowiedzieć, czym jest ta emocja i dlaczego ją odczuwacie. Rozumienie problemu jest pierwszym krokiem w kierunku jego rozwiązania.
Alubomulle Sumanasara. „Uwolnij się od gniewu”.
Mówi się, że to właśnie gniew jest najbardziej destrukcyjną emocją i taka jest właśnie prawda – gniew podsycany nienawiścią – to Piekło i każdego dnia możemy widzieć jak radykalizuje się świat i ludzie pod wpływem tych emocji. Faszyzm, rasizm, seksizm, wszelkiego rodzaju szowinizmy i postępująca nietolerancja, wykluczenie i agresja wytwarzają okoliczności, które stają się żyznym polem walki.
Kiedy przychodzą do nas progowe doświadczenia, swoiste rytuały przejścia – transcendencji jesteśmy w pewien sposób zmuszani przez niewidzialnego Mistrza, który jest samym Życiem do zmiany – Ewolucji. Kiedy próbujemy się opierać, wówczas następuje intensyfikacja cierpienia rosnąca wykładniczo do momentu, kiedy się poddamy. Poddać się w tym rozumieniu to wyjść z programu Ego, który polega na tym, że chcemy kontrolować sytuację – kontrolować Życie. Agonia i uśmiercanie Ducha – to religia Kontroli – ludzka i upośledzona władza, która sprowadziła Życie do roli sługi, to pełna przemocy i pychy dominacja ludzkiej ograniczonej wizji świata.
Mit o Chrystusie czerpie swą moc z okrutnych głęboko ukrytych realiów egzystencji opancerzonego człowieka. Przez dwa tysiące lat człowiek szukał w Chrystusie klucza do własnej natury i własnego losu. I znalazł w nim dostęp do ewentualnego rozwiązania ludzkiej tragedii. Chrystus został zabity na długo nim się urodził. I odtąd jest zabijany w każdej godzinie każdego roku. Dopóki los Chrystusa nie zostanie w pełni i właściwie zrozumiany, morderca nie ustanie ani na chwilę. Los Chrystusa reprezentuje tajemnicę ludzkiego zwierzęcia. Od początku czasu Chrystus musiał umierać i umiera nadal, ponieważ jest Życiem.
Wilhelm Reich „Mordercy Chrystusa”
Jednak ta wizja się rozpada na naszych oczach i z coraz większym poczuciem szoku i narastającego zadziwienia odkrywamy kolejne poziomy Iluzji w jakiej żyjemy. Jednak największą z tych iluzji jest iluzja władzy, panowania, kontroli. Trwa ona jedynie do momentu odkrycia – samoświadomości – tego poziomu naszego istnienia, który jest połączeniem wiedzy i miłości – jest Pracą Serca. Zmartwychwstaniem. Zostaliśmy przybici do wizji trzema gwoździami – ignorancją, niechęcią i pożądaniem – staliśmy się ograniczeni do reaktywności w obrębie narzuconej matrycy postrzegania, której głównym celem jest Ograniczenie, które okazuje się źródłem naszego zniewolenia. Samowyzwolenie jest wewnętrzną pracą – procesem, który poprzedza inicjacja w naturę cierpienia tego świata, w jego obezwładniającą hipnotyczną grę pozorów. Wtajemniczenie polega na odkryciu, że sprowadziliśmy swoje Istnienie do zaprogramowanego mechanicznego odgrywania przypisanej nam przez Kolektywną Ignorancję – roli. Staliśmy się statystyką, tłem, podrzędnym aktorem w brutalnym filmie i kiedy przychodzi moment Przebudzenia – zaczynamy widzieć, słyszeć – jednak przede wszystkim Czuć. Dostrzegamy porażającą Skalę Oszustwa. Odkrywamy, że w istocie byliśmy Martwi – pozbawieni prawdziwie twórczego i wolnego życia, a zamiast niego żyliśmy w Symulacji opartej na Lęku.
Kult materializmu. Świat mechanicznego Demiurga – maszyny śmierci. Mięso. Masa. Maszyna. Teatr. Spektakl. Kurtyna. Zaczynamy postrzegać rzeczywistość jako Spektakl Oszustwa. Teatr Absurdu. Jednak większość ludzi śpi snem tak głębokim, jest tak zahipnotyzowana, że dopiero zaczyna budzić się w wyniku Wstrząsu, który dotyka ich bezpośrednio brutalnie wyrywając z Transu. To wybudzanie przybiera obecnie masową skalę. Z prędkością światła dociera do nas Prawdziwy Obraz – nasze świadomości tworzą Rój połączone przepływem informacji – Kodami Przebudzenia. Pierwsza warstwa jest brutalna i przerażająca – ukazuje Skalę Dewastacji, ogrom patologii w jakiej żyjemy – skorumpowany, odhumanizowany globalny system kontroli umysłów. Propagandę szczęścia opartego na nieskończonym cierpieniu. Gdzie nie spojrzysz zobaczysz to. Powietrze, ziemia, woda – wystarczy się przyjrzeć. Mówi się w Rdzennych Tradycjach, że pozostał nam Ogień, jedyny żywioł, którego nie jesteśmy w stanie zanieczyścić, zdeprawować. Ogień jest symbolem niezniszczalnego Ducha. Jego nośnikiem i reprezentacją. Inicjacja Ognia jest Bramą Odkupienia.
Ceremonią Oczyszczenia. Miecz płonie Żywym Ogniem – Słowem Prawdy. Kiedy do mechanicznego pozbawionego rytuału zaprosisz Ogień Ducha – staje się Żywy – zaczyna działać, dlatego problem nie leży w doktrynach, czy religiach, leży w braku autentycznej uruchamiającej je energii, ponieważ zostały one zdeprawowane pozbawione ciągłości żywej wiedzy – przekazu. Stały się wydmuszkami – pozbawionymi jakiejkolwiek Mocy. Staliśmy się wyznawcami dogmatów, martwych mechanicznych religii opartych na Strachu, pozbawionymi empatii i serca filozofami bez końca spekulującymi nad doktrynami ulepionymi martwym słowem. Uległymi Sługami w Więzieniu Materializmu, którzy podzieleni i zmanipulowani – tresują i zniewalają sami siebie. Nawigowanym Stadem biegającym po kończącym się pastwisku otoczonym elektrycznymi pastuchami czekającymi na nieuchronną Egzekucję. Zdroworozsądkowymi rzecznikami nowego naukowego świata, którego cała mądrość sprowadza się do wzajemnie przeczących sobie wniosków na temat tego co doprowadziło nas na skraj Przepaści, bowiem w tej kwestii mamy zgodność. Jednak czy to rzeczywiście Przepaść?
Nadzieję zbawienia możesz żywić dopóty, dopóki jest ono kwestią martwej interpretacji z Talmudu zwykłym elementem pieśni kościelnej lub modlitwy. Wtedy cieszy się nawet sama nadzieja, budzące dreszcz oczekiwanie dnia w odległej przyszłości, gdy wszystko będzie takie jak sobie wymarzyłeś. Nadzieja daje ci siłę, sprawia, że promieniejesz przyjemnym wewnętrznym ciepłem; jest niczym długi łyk napoju podczas męczącej wspinaczki stromym górskim szlakiem.
Z nadzieją skierowaną ku odległej przyszłości, bez żadnego obowiązku choćby ruszenia palcem, by zrealizować tę nadzieję, na każdym kroku, w każdej godzinie życia, by zmienić ją w realne Życie, możesz pozostać w dokładnie tym samym miejscu, w którym siedziałeś dwadzieścia, trzydzieści lub pięć tysięcy lat temu.
Wilhelm Reich „Mordercy Chrystusa”
Druga warstwa. Będąc Mechanizmem – tworzysz Mechanizm. Jest to kwestia Przyczyn – prawdziwego kodu, który nawiguje Skutkami. Dlatego patrzysz na świat i przestajesz widzieć widzącego – zatracasz się w wizji – projekcji. Czym dalej od źródła tym bardziej mętna woda. Konstruujesz psychologiczną Wieżę Babel, skłócone obce głosy w twojej głowie – labirynt wiecznego zagubienia. Problem polega na tym, że logika jest Zamkniętym Obiegiem. Samsarą. W myśleniu nie można znaleźć wyzwolenia. W żadnej ideologii, piśmie, doktrynie, filozofii – ponieważ to abstrakcyjny konstrukt – więzienie umysłu – jałowe pole wieczystej spekulacji. Umysł to upadły anioł, który tworzy bez ustanku misterną mistyfikację Boga. Nie potrafi przekroczyć sam siebie. Jego iluzoryczna ciągłość – jest tym co zaczynamy postrzegać jako „ja” – podmiot wszystkiego. Koło zamachowe Uwarunkowania. Tutaj mamy tak naprawdę prawdziwe Źródło Kodowania. Wszystko inne jest tylko skutkami. To jest w moim odczuciu prawdziwe Nauczanie. Sutra Serca. Wielka Matka. To nauczanie jest tak naprawdę w każdej tradycji duchowej – głęboko pod całą mechaniczną doktryną zbudowaną na potrzeby kontroli – jest ta wiedza. Czysty Kryształ. Pustka.
Wybór jest w każdej jednej chwili. Ścieżka wiedzie wgłąb spirali. Do środka. Dekodowanie staje się częścią Drogi, która jest nauką integrowania wiecznego rozpadu formy, oswajania ze śmiercią, która rodzi życie. Jest poza zbawieniem i potępieniem, poza nadzieją i obawą. Kiedy przestajesz szukać – masz To wprost przed sobą, jednak nie widzisz Tego, bo w twoim umyśle jest za dużo szukania, oczekiwań, nadziei. Mówi się, że Rozczarowanie jest najlepszym paliwem na ścieżce, ponieważ przestajemy tworzyć koncepcje Zbawienia, przestajemy gorączkowego neurotycznego wysiłku umysłu, który szuka ostatecznych odpowiedzi. Chcemy dotrzeć na drugi Brzeg, jednak samo docieranie tworzy mechanizm wiecznej Tułaczki. Wiecznego Usiłowania. Wstać z Martwych to odkryć ten Świetlisty Diament, który nie leży za górami i lasami i siedmioma rzekami świadomości. Jest Tu. Teraz. W tej właśnie Chwili. Oko próbuje zobaczyć samo siebie. Świat staje się Lustrem. Możemy się przejrzeć. Możemy bać się, być przerażeni, pełni gniewu i braku akceptacji. Możemy walczyć z Odbiciami bez końca – by zawsze paść w Agonii z wyczerpania. Czym jest Lęk?
To brak wiedzy.
Lustro mówi do nas – spójrz na Siebie. Odkryj kim naprawdę jesteś. Przestań się bać. Przestań walczyć. Lustro mówi do nas przez nas. To nieprzerwana Mądrość. Nieprzerwana Miłość. Nieprzerwana Natura Istnienia. Przyjrzeć się sobie to zobaczyć Świat. Zmienić odbicie to zmienić siebie. Zmieniać siebie to zrozumieć naturę Śmierci, która jest Życiem.
Wszystkiego dobrego w Dniu Zmartwychwstania.
Miłość, praca i wiedza to źródła naszego życia. Oby były także jego przewodnikami.
Nagle wszystko staje się bardziej wyraziste i żywe. Ukryta w głębina energia po zimie zaczyna się wznosić. Wiosna jest czasem naturalnej ekspansji życia w jego nieskończonym bogactwie i różnorodności. Wiosna związana jest z elementem drewna – to wzrastające Qi – kierunek wschodni i kolor zielony. Wiosna związana jest z wątrobą i pęcherzykiem żółciowym. Emocja związane z tą porą roku to gniew, gdyż natura gniewu jest poruszająca i gwałtowna – to ruch energii w górę.
Mówi się „coś ci leży na wątrobie” – jako określenie złości i nienawiści. „Wylewa ci się żółć” jako wskazanie na agresywne zachowanie co wiąże się z woreczkiem żółciowym kiedy jest w stanie gorąca. Energia gniewu w swej czystej formie to klarowność i wyrazistość, to zdolność do zdecydowanego działania. Jednak w swej negatywnej formie gniew jest bardzo destrukcyjny – to gwałtowne ślepe reagowanie na zewnętrzne bodźce, których nasz umysł nie toleruje i nie chce przyjąć uwięziony w dualistycznej fiksacji dzielącej rzeczywistość na ja i ty, wnętrze i zewnętrze. Gniew ma naturę gwałtowną i jest impulsywny i krótkotrwały – może jednak oczyszczać nadmiar skumulowanej energii – niczym wiosenna błyskawica przedzierająca napęczniałe niebo. Dużo bardziej negatywna jest nienawiść – bardzo „nisko” wibrujące uczucie, które jak żadne inne niszczy nas od środka.
Jak pisał Śantidewa:
Nienawiść, napędzana niezadowoleniem, Gdy to, czego pragnę, się nie ziści, Podczas gdy muszę robić to, czego nie chcę, Narasta, by w końcu mnie zniszczyć.
Nienawiść to najbardziej śmiercionośna choroba na tej planecie. To architekt każdej wojny i brutalności, każdego aktu terroru i kat z premedytacją stosujący tortury. To metodyczny bezwzględny morderca. Każdy podział na my i oni, lepsi – gorsi ma podłoże w nienawiści, kiedy wpadamy w te mroczne sidła stajemy się katami – ofiarami własnej emocji w gruncie rzeczy głównie nienawidząc samych siebie.
Antidotum to miłująca dobroć, wyrażanie dobrych życzeń, tolerancja i cierpliwość – rozwijanie empatycznego zrozumienia, że człowiek owładnięty gniewem i nienawiścią jest tak naprawdę chory i nie będąc świadomy innych pozytywnych stanów emocjonalnych sam staje się ofiarą. Poznanie swoich własnych negatywnych stanów, zrozumienie uwarunkowań emocjonalnych i faktu, że niezwykle trudno sobie z nimi poradzić i nie ulegać ich mocy rodzi zrozumienie dla innych. W Tradycyjnej Medycynie Chińskiej sporo uwagi poświęca się duchowej stronie tej wiedzy, która podczas rewolucji kulturalnej została kompletnie wyrugowana z tych nauk w myśl skrajnie materialistycznej filozofii komunizmu, jednak „duch na powrót wraca do ciała” i w tej chwili naucza się również wiedzy o aspektach poza medycznych. Każdy z systemów narządów ma swoje duchy – inaczej mówiąc świadome aspekty, gdyż w Tradycyjnej Medycynie Chińskiej Świadomość jest obecna w całym ciele. Dla wątroby to duch „Hun”, który nadaje ruch, jest związany z wyobraźnią i systemem nerwowym oraz odpowiada za percepcję pozazmysłową.
Karmicznie odpowiada za „zapis” pozytywnych działań i wrażeń wynikających z dobrych działań i kultywowania dobroci i życzliwości co pozwala na rozwijanie tolerancji i cierpliwości. Jest to podświadoma część naszej istoty, której brak mądrości rozróżniania i „zapisuje” wszystko tworząc „magazyn” wrażeń, które warunkują nasz strumień świadomości, co ma związek również z naszą krwią, gdyż wątroba przechowuje krew, a ta staje się fizycznym „nośnikiem danych”. Kiedy w naukach mówi się, że drewno zasila ogień – to znaczy to, że podświadomość dostarcza wrażeń świadomości, której siedzibą jest serce a elementem ogień. Ta podświadoma część nas rządzi się zupełnie innymi prawami i programuje nasze zachowania na bazie przeszłych doświadczeń i wzorców, których często w żaden sposób nie potrafimy zrozumieć – dlatego człowiek potrafi być zadziwiająco irracjonalny.
Hun jest pod ciągłym wpływem przeszłości, dlatego tworzy odruchy i koncepcje na bazie przeszłych doświadczeń i zgromadzonych wrażeń poruszając się na podstawie mało rozumianych podświadomych algorytmów – jak pisze Yuval Noah Harari w „Homo deus”:
To jednak nie zadowala sceptyków, którzy zwracają uwagę, że emocje to algorytmy i że żaden znany algorytm nie wymaga świadomości, żeby funkcjonować. Kiedy jakieś zwierzę przejawia skomplikowane zachowania emocjonalne, nie potrafimy dowieść, że nie są one rezultatem jakichś bardzo wyrafinowanych, ale pozbawionych świadomości algorytmów. Ten sam argument można oczywiście zastosować również w odniesieniu do ludzi. Wszystko, co robi człowiek – w tym także twierdzenie, że rzekomo znajduje się w stanie świadomości – w teorii może być dziełem pozbawionych świadomości algorytmów.
Zdolność do programowania Hun jest poligonem doświadczalnym dla całej masy manipulatorów i propagandystów, którzy w dobie „Nowego wspaniałego świata” uprawiają ludzką podświadomość konsumpcyjnymi ziarnami – co oznacza, że brak przytomności świadomości czyli Obecnego Serca stajemy się idealnymi ofiarami zręcznych uwodzicieli, gdyż jak już wspomniałem ta część naszej świadomości jest pozbawiona mądrości rozróżniania. Zachodnia kultura jest Królestwem cwanych propagandowych triksterów, media, edukacja, wyścielone plakatami, bilbordami ulice, przystanki i budynki – wszystko staje się nośnikiem dla podprogowych trigerów. Dlatego w pewnym sensie jesteśmy Hodowlą, eksperymentalną masą do ugniatania podług woli Właścicieli. W tym kontekście powrót do Serca i Świadomości to najbardziej radykalny ruch samowyzwolenia, który przekracza każdą walkę. Mądrość i Współczucie przekracza każde uwarunkowanie. Ewolucja Świadomości zamiast Rewolucji wynikającej z Ego. Przytomność i Obecność – świadomość własnych uwarunkowań – wiedza o własnym stanie, indywidualny system edukacji trwający całe życie. Tutaj nie ma drogi na skróty.
Poznać własne Programy – przekraczając warunki elementu Drewna – podświadomych mechanizmów na których operuje Królestwo Folderu – kierując w jego stronę wyprostowany palec serdeczny.
Wyjść z roli Ofiary. Przestać szukać winnych. Poznać własną Moc. Wzmocnić Pole Mądrości.
Smak kwaśny to domena wiosny i przemiany drewna. Jest związany z wątrobą i pęcherzykiem żółciowym. Ta specyficzna cierpkość oznacza, że jego natura jest ściągająca a funkcja polega na gromadzeniu i ochronie cennych płynów w organizmie, a także krwi. Kwaśny jest ochładzający i wzmacnia yin w organizmie jest idealny kiedy nasz umysł jest chaotyczny i rozbiegany wówczas wpływa na zdolność koncentracji i przytomności. Ten smak najbardziej wyrazisty jest w czarnej i zielonej herbacie oraz w liściach jeżyn.
W systemie medycyny tybetańskiej kwaśny jest związany z żywiołami ziemi i ognia i także uspokaja „lung” – wewnętrzny wiatr – siłę poruszającą w naszym organizmie, który można porównać do Qi. W nadmiarze smak kwaśny może powodować rozdrażnienie i nerwowość, a na poziomie ciała szkodzi napięciu mięśni oraz ścięgien i zatrzymuje wodę w organizmie, więc kiedy jest gorąco dobrze pić wodę czy płyny z domieszką czegoś kwaśnego.
Nadmiar emocji gniewu i złości oraz powszechny stres jaki funduje nam współczesny żywot mieszkańca wielkich aglomeracji miejskich gwarantuje duże zaburzenia wątroby często powodując nadmierne rozgrzanie tego narządu wówczas dobrze stosować dietę ochładzającą. Typowe objawy to zaczerwieniona twarz, suche i zaczerwienione oczy, wysokie ciśnienie krwi, przyspieszony puls, a w przypadku bardzo częstego zastoju qi wątroby mamy do czynienia z alergiami, występowanie obrzmień, guzów, napięty brzuch, zaburzenia trawienia, dokuczliwe zmęczenie i odczuwalny ból mięśni – wówczas ostre przyprawy i nieduże ilości wysokoprocentowego alkoholu mogą być pomocne jednak najlepsza w tym przypadku jest terapia ziołowa i akupunktura oraz ćwiczenia takie jak joga czy qi gong.
Wiosna to okres kiedy zaczyna się ruch energii, która wzrasta i dąży do maksymalnej ekspansji latem kiedy występuje maximum energetyczne dlatego w żywieniu podczas okresu wiosennego najważniejsze jest zadbanie o wzmocnienie Qi i pozytywne oddziaływanie na wątrobę i śledzionę. Najlepsze są produkty lekko ogrzewające, które „wznoszą energię”. Idealne są kiełki, zielone części warzyw bulwiastych, młode i świeże warzywa, trawy pszenicy i jęczmienia, ostre przyprawy poruszające energię jak bazylia, majeranek, rozmaryn, kmin, liść laurowy, czosnek, chili i imbir etc. Niewskazane są ciężkie i tłuste pokarmy i nadmiaru smaku kwaśnego oraz używanie zbyt dużo soli. Dobrze działają napary z mięty z dodatkiem miodu lub agawy. Dobrze jeść młode ziemniaki, marchewkę, strączki, młodą kapustę, szparagi, karczochy, sałaty, rzodkiew i groszek.
Ziarna zbóż mają w sobie również ogromny potencjał wzrostu i dobrze spożywać je w tym okresie. Generalnie jest to czas kiedy surowe produkty roślinne i owoce są dobrze trawione – dlatego jest to dobry czas na diety raw. Jeżeli chodzi o gotowanie, to wiosną gotujemy krócej jednak dobrze robić to w wyższej temperaturze by zachować składniki odżywcze, idealne jest gotowanie na parze lub saute. Na wiosnę dominującym czynnikiem patogennym jest wiatr i bardzo łatwo jest złapać objawy przeziębienia lub grypy – bardzo pomocne są wówczas produkty o łagodnie ostrym smaku jak cebula, dymka i imbir. Dlatego podczas takich dolegliwości nie wskazany jest smak kwaśny ponieważ jego natura ściągająca spowoduje że patogen wejdzie głębiej w organizm. Należy właśnie otworzyć pory skóry i używać ostrych przypraw by zaburzenie opuściło organizm. Natomiast smak kwaśny wskazany jest przy nadmiernych potach, krwotoków, wypadania narządów, hemoroidów czy nietrzymania moczu. Smak kwaśny jest pewnego rodzaju antidotum na ciężki i tłusty pokarm ponieważ rozpuszcza tłuszcze i białka jest także wspierający podczas przyswajania przez organizm minerałów poprawiając ich przyswajanie.
PRODUKTY W PRZEMIANIE DREWNA
WARZYWA
BAKŁAŻAN, OCHŁADZAJĄCA, SŁODKI, LEKKO GORZKI
OCHŁADZA KREW I GORĄCO
KAPUSTA KISZONA, OCHŁADZAJĄCA, KWAŚNY
OCHŁADZA GORĄCO W JELICIE I ŻOŁĄDKU
KARCZOCH, OCHŁADZAJĄCA, GORZKI, LEKKO SŁODKI
OCHŁADZA GORĄCO WĄTROBY
POMIDOR, OCHŁADZAJĄCA DO ZIMNEJ, SŁODKI, KWAŚNY
WZMACNIA YIN WĄTROBY
SZPINAK, OCHŁADZAJĄCA, SŁODKI, LEKKO GORZKI
OCHŁADZA WĄTROBĘ I KREW
OWOCE
AGREST, OCHŁADZAJĄCA, KWAŚNY
OCHŁADZA GORĄCO, OCHŁADZA JELITO
ANANAS, OCHŁADZAJĄCA DO NEUTRALNEJ, SŁODKI, KWAŚNY
STYMULUJE TRAWIENIE
BRZOSKWINIA, NEUTRALNA DO OGRZEWAJĄCEJ, KWAŚNY, SŁODKI
ODBUDOWUJE PŁYNY CIAŁA
CYTRYNA, ZIMNA, BARDZO KWAŚNY
ROZPRASZA GORĄCO
GREJPFRUT, OCHŁADZAJĄCA DO ZIMNEJ, KWAŚNY
GASI PRAGNIENIE, ZSYŁA W DÓŁ QI
GRUSZKA, NEUTRALNA DO OCHŁADZAJĄCEJ, SŁODKI, LEKKO KWAŚNY
OCHŁADZA GORĄCO ŻOŁĄDKA, NAWILŻA
JABŁKO, NEUTRALNA DO OCHŁADZAJĄCEJ, LEKKO KWAŚNY, SŁODKI
ZATRZYMUJE BIEGUNKĘ
JAGODA, OCHŁADZAJĄCA, KWAŚNY
ŚCIĄGAJĄCE, ZATRZYMUJE BIEGUNKĘ
KIWI, ZIMNA, KWAŚNY, SŁODKI
OCHŁADZA GORĄCO
MALINA, OCHŁADZAJĄCA, KWAŚNY, SŁODKI
LEKKO PRZECZYSZCZAJĄCE, MOCZOPĘDNE
MANDARYNKA, OCHŁADZAJĄCA, KWAŚNY
ODBUDOWUJE PŁYNY CIAŁA
MANGO, OCHŁADZAJĄCA, KWAŚNY, SŁODKI
TWORZY PŁYNY CIAŁA I KREW
MORELA, NEUTRALNA DO OGRZEWAJĄCEJ, KWAŚNY, SŁODKI
UZUPEŁNIA PŁYNY CIAŁA
POMARAŃCZA, OCHŁADZAJĄCA DO ZIMNEJ, SŁODKI, KWAŚNY
Tak zwany „opór materii” kształtuje naszą Moc jeżeli mamy Mądrość i Rozpoznanie. Miecz naszej Prawdziwej Świadomości kuty jest doświadczaniem nie po naszej „łatwej myśli”, każe nam się zatrzymać i przyjrzeć, rozpoznać i zrozumieć. W świecie pozornego triumfu radżasowej fazy maniakalnej pokora jest prawdziwą cnotą i daje nam możliwość rozwoju i nauki.
Każe pozbyć się uczucia lekceważenia i dumy, które wynikają z zamroczenia fałszywą jaźnią. Prawdziwą wartość człowieka poznajemy wtedy kiedy dostaje od „losu” karmiczną wypłatę sukcesu i prosperity. Doświadczenie tak zwanego „szczytu” ukazuje nam naszą prawdziwą twarz, a „sukces” jest lustrem. Mądrość zasługi polega na tym, że dostajemy to kiedy naprawdę jesteśmy gotowi użyć sukcesu dla dobra innych. Nic z tego co „posiadamy” nie pracuje na nasze szczęście kiedy nie potrafimy się tym dzielić. Szczodrość jest pierwszą i fundamentalną paramitą („przekroczenie”, „wyjście poza”, „osiągnięcie drugiego brzegu”) tym co prowadzi nas do wyzwolenia z warunku i fałszywej jaźni. Szczodrość osłabia chorobę egoizmu, która jest tym co faktycznie nas więzi w samsarycznej pętli. Ponieważ koniec końców każdy układ / warunek musi się rozpaść. Nasze ego nie chce tego uznać i zaakceptować i zachowujemy się jakbyśmy mieli żyć wiecznie dla samych siebie. Egoizm istoty ludzkiej jest jej największym przekleństwem i gwarantuje najbardziej hardcorową lekcję pokory w zderzeniu z naturą rzeczy i zjawisk. Dlatego wszystko co wzmacnia partykularną tendencję umysłu jest w istocie negatywne, ponieważ gwarantuje cierpienie dla nas i dla innych. Ego ma w sobie potężny opór wobec uznania zjawiska współzależności, ponieważ dotyczy ono również jego.
Uwarunkowanie to utożsamienie jedynie z fizycznym wymiarem naszego ciała w materialnym świecie i tak zwanej osobowości, która w pewnym momencie tej gry nie jest już w stanie przekroczyć swojej pętli określonych koncepcji i tak zwanych parametrów tego utożsamienia, które określają jej płeć, rasę, narodowość, ideologię, wierzenia i samą „projekcję rzeczywistości” jako określony pogląd, który ma nas pozycjonować w „odniesieniu do”. W degeneracji epoki Kali to określenie samych siebie najczęściej jest budowane na kontraście i konflikcie – punktem odniesienia jest przeciwieństwo. Polaryzacja społeczna, która stała się dominującym trendem ukazuje nam, że „loop świadomości” staje się czymś co jest nam już bardzo trudno przekroczyć czy nawet zakwestionować. Punktem odniesienia są „prawa”, które jako programy zaczynają nas dominować pod presją ukształtowanej już przez te wzorce masy ludzkiej. To jest demokracja – „władza ludu” w formie destrukcyjnej gdzie zaczyna dominować głupota i lenistwo po stronie „konsumenta – obywatela”, cynizm i makiawelizm po stronie „sprzedawcy – polityka”. Staje się to grą o sumie ujemnej lub w najlepszym wypadku zerowej. Opór staje się jedynie symboliczno – deklaratywny i nigdy nie wychodzi poza pastwisko sieci społecznościowych, których zadaniem jest rozładowywać w tani sposób gromadzące się napięcia i wskazywać „gusła ofiarne” kiedy już „trzeba krwi”.
„Opór” – teraz staje się skomercjalizowanym lajfstajlowym sposobem bycia – produktem ideologicznego rynku, który rozrasta się wraz z zanikiem autentyczności i indywidualizmu, ponieważ sam człowiek staje się cywilizacyjnym produktem masowym kształtowanym przez maszynerię medialną i cyfrową technologię w imię „postępu” i „wygody”, które ostatecznie niszczą jego potencjał, ponieważ staje się absolutnie bierny. Ta bierność jest promowana i jest cool. Pod progiem naszego zaprogramowanego umysłu wstrzykiwany jest przez Maszynę – wirus tamo guny dozowany przez radżasowych Czarnych Magów tworzy coraz większe monady Automatonów – ludzi pozbawionych właściwości, którzy stają się faktorem dominującym tak zwane; społeczeństwo. Ponad nimi jest Otchłań. W chmurze rządzi Bug sortując zasoby – klątwy informacyjnego napalmu zrzucanego wprost do twojej głowy – gnoju. Użyźniać bierne pastwisko Mózgogłowia i czynić z ciebie narzędzie do przenoszenia Choroby, która stała się tak zwaną ” nową normalnością”.
Jednak ci, których nie udało się wprowadzić w trans i otumanić są zarzewiem walki; „Wycofaj się na pustynię i walcz.” jak powiedział D. H. Lawrence, pośród tych, którzy twierdzą, że opór jest daremny i już nie ma z kim walczyć. Jednak w istocie pustynia jest twoim własnym stanem zaprogramowania przez Materię, a walka toczy się w twoim własnym sercu, aby na powrót stać się istotą czującą zamiast bycia Automatonem. Nie walczysz z kimś – walczysz o samego siebie pośród pobojowiska ignorancji i nienawiści – łapczywie pożerające prawdziwe i autentyczne istnienie by je przetrawić i wysrać jako symulację życia dla tych, którzy zniszczyli swoje własne serce. Prawdziwy „opór” nie jest oporem – jest otwartością na Zrozumienie, że „to wszystko” jest symulacją stworzoną przez naszą własną myśl, własne słowo i działanie – dlatego, aby naprawdę zacząć się uwalniać z Programu Warunku musimy pracować z tym co jest. Nazwane jest to Akceptacją. Opór w samsarycznym wydaniu jest walką i niezgodą z czymś co sami wytworzyliśmy. Jest brakiem Rozpoznania naszej prawdziwej kondycji, która ujawnia pełną odpowiedzialność za to co robimy, mówimy i myślimy. Wymaga zrozumienia fundamentalnego Prawa Karmy, że absolutnie nic nie manifestuje się „przez przypadek”. Opór wobec tego zrozumienia jest Ignorancją i prowadzi do eskalacji cierpienia i bezustannego szukania „winnych” naszego stanu i kondycji. Jedyną szansą dla tego świata, aby się całkowicie nie zdegenerował jest Zrozumienie Prawa Karmy jako Prawa Natury – mechanizmu przyczyny i skutku, akcji i reakcji, który dotyczy absolutnie wszystkiego i jest softwarem energii, który zarządza hardwarem materii w wymiarze konsekwencji uwarunkowania. Jeżeli już żyjesz w ciele i umyśle nie możesz uciec przed karmą i doprawdy nic nie daje fakt, że postanowiłeś to zignorować.
Słowo „karma” pochodzi od sanskryckiego słowa kri, które dosłownie oznacza „działanie, robienie”. W najwęższym zrozumieniu tego słowa, karma znaczy „prawo przyczyny i skutku” lub „działanie”, ale posiada ono więcej znaczeń, których poznanie pozwoli nam lepiej zrozumieć, czym jest karma. Poniżej podaję kilka z nich:
Karma – jako zespół działania i rezultatu tego działania – niezależnie od jego pozytywnego czy negatywnego charakteru. To jest chyba najbardziej oczywista i najbardziej popularna definicja karmy.
Karma – w znaczeniu karma phala, czyli sam rezultat działania – tutaj słowo phala oznacza owoc. To jest najmniej pojmowany aspekt karmy. Rezultatami działania są np. ciało, obecna sytuacja, zdolności, stan zdrowia, sposób mówienia, chodzenia, pisania, gust, zdolności, ale też wszystko to, co nas spotka w przyszłości w wyniku robienia czegoś. Z wyżej wymienionych aspektów, takich jak wygląd ciała, widzimy wyraźnie, że mamy niewielkie możliwości zmiany owoców karmy swojego ciała, poza oczywiście głęboko inwazyjnymi operacjami chirurgicznymi. Inne skutki karmy, jak np. pismo czy gust możemy zawsze lekko modyfikować, gdyż ten rodzaj karmy jest dosyć plastyczny i łatwy do zmiany.
Karma – jako obecne działanie, czyli czynności wykonywane w teraźniejszości. I tutaj znowu mało kto z nas, ludzi Zachodu wie, że karma jest po prostu czynnością, działaniem, a więc to na podstawie obecnych wysiłków, zgodnych lub niezgodnych z właściwością obiektów, sytuacji i związków, dostajemy skutek w postaci wcześniej wymienionego „owocu karmy”. W zależności od tego, w jakim stopniu chcemy się czuć odpowiedzialni za swoje błędy i przejąć kontrolę nad życiem, nazywamy je chętnie „pechem”, „karą” albo „zasługą”.
Karma – w znaczeniu przeznaczenia, czyli czegoś niezrozumiałego, negatywnego, gdy tymczasem przeznaczeniem jest obecna chwila, która przynosi radość, przyjemność i zysk. Nawet jeśli niesie stratę, ból i coś negatywnego, to i tak jest chwilą, w której możemy coś zmienić. Przeznaczeniem jest w tym wypadku zapis rezultatów naszego poprzedniego działania, który dojrzał do odebrania w tym momencie.
Wszystkie wymienione powyżej znaczenia nadają głębszego sensu zjawisku karmy, która jest immamentnym składnikiem naszej egzystencji. Z analizy wyrażenia „karma” wynika jasno, że nikt nawet przez chwilę nie może nie podlegać karmie.
Ida Smela, Karma. Twój klucz do sukcesu
Nasza kolektywna sytuacja na zdegenerowanej planecie wynika z braku prawdziwej duchowości opartej na Autentycznej Dharmie i faktu, że staliśmy się pełni pychy i pożądania uznając (wbrew oczywistym faktom), że jesteśmy u szczytu swoich możliwości i wiedzy. Jednak prawda jest odwrotnością tego przekonania – zdegenerowaliśmy się do tego stopnia, że głupotę nazywany mądrością, a cierpienie szczęściem. Nasza nauka zaczyna się i kończy na wymiarze zmysłów i materii, a sama teoria ewolucji gatunków i statusu człowieka – małpy odbiera nam zdolność rozpoznania, że jesteśmy zdecydowanie czymś więcej niż zdezorientowanym mięsem w klatce determinizmu i szaleństwa. Dlatego w Naukach mówi się, że Pogląd stanowi fundament naszego rozwoju, lub jego braku. Pogląd może nas otworzyć lub zamknąć. Stanowi pewnego rodzaju core – rdzeń możliwości ewolucji i kiedy w kolektywnej świadomości dominuje materializm wówczas mamy do czynienia z absolutnym brakiem rozwoju w prawdziwym transcendentnym wymiarze. Nazwane jest to Regresem. Absolutną dominacją Ignorancji, która ustanawia barierę oporu przed rozwojem. Cechą charakterystyczną takiego stanu jest pewnego rodzaju sztywność poglądów i ciągły tamasowy zwrot w stronę tęsknoty za tym „co było” i coraz mniejsza zdolność do integrowania tego co jest. Nazwane jest to Ucieczką przed Konsekwencjami.
Technologia, którą tworzymy powstaje właśnie do tego celu – żeby uciec przed samym sobą i przed odpowiedzialnością za swój własny los i stan. Jest odpowiedzią / ofertą Czarnych Magów – środkiem usypiająco – znieczulającym. Narkozą na czas kiedy mamy być Przytomni. Dlatego wraz z rozwojem Tech przychodzi renesans narkotyczny i masowy dostęp do wszelkiej maści używek, których rolą jest nas otumanić, podobnie jak eskalacja politycznego podziału i konfliktu czy społeczno – kulturowego fermentu byśmy ugrzęźli w piekle emocji i wzajemnej walki. Ponad tym grzęzawiskiem ukazuje się zupełnie coś innego – dostęp do Prawdziwej Dharmy, dlatego rolą Kapłanów Mózgogłowia jest odwrócić naszą uwagę na jałowe pole i uwięzić w eskalacji głupoty i narcystycznym samo – uwielbieniu coraz bardziej ordynarnych trendów na tak zwany fejm. Mówimy o promilu istot ludzkich, które potrafią to rozpoznać i temu nie ulec.
Oznacza to ni mniej ni więcej, że większość współczesnych ludzi ulegnie degeneracji i regresowi i będzie to zjawisko masowe i w pewien sposób obezwładniające. W ekologii mówi się o masowym wymieraniu, natomiast w wymiarze Ducha rozpoznaje się masowe ogłupienie. Eskalacja również polega na przyspieszeniu wszystkich procesów jednocześnie we wszystkich możliwych wymiarach. Taki jest potencjał Kali Yugi – możemy gwałtownie się wznieść lub upaść – wszystko zależy od tego z czym będziemy pracować i w jaki sposób. Wszystko zależy od Poglądu. Entuzjazm w prawdziwym sensie oznacza, że tam gdzie inni widzą jedynie upadek i degenerację my widzimy wzrost i rozwój, ponieważ naszym celem nie jest świat fizyczny lecz Świadomość – Duch.
W esencji naszego Serca – Natury nie ma strachu.
Perspektywa wykraczająca poza zaprogramowaną materialistyczną percepcję otwiera w nas dostęp do potencjałów, którymi bez wątpienia dysponujemy i daje zdolność tak zwanego „hakowania paradygmatów” czyli otwierania naszej świadomości na coś co nie jest tylko obiektem (jako materia czy koncepcja), ale na sam proces działania softwaru naszego umysłu i obserwacji tego w jaki sposób funkcjonujemy. To w naukach nazwane jest „zmianą perspektywy” lub „modułem ewolucji”. Opór przed tą zmianą jest linią obrony Mózgogłowia przed prawdziwą Mądrością, która ukazuje jego iluzję i brak rzeczywistej „władzy”, która jest jedynie urojeniem. Oznacza to również Przebudzenie Wrażliwości i Współczucia, ponieważ dociera do nas, że wszyscy żyjemy w jak to napisał Watts „symulacji zbudowanej z założeń”. Nie dotykamy prawdy, a jedynie jej pozór. Żyjemy wewnątrz mentalnego snu lub transu. Dlatego proces przebudzenia jest tak bolesny dla naszego ego, ponieważ pozbawia nas złudzeń. Nie lubię słowa „oświecenie” wolę określenie „przebudzić się do swojej natury / prawdy” do czegoś co jest rzeczywiste i poza spekulacją mentalną, do tego kim naprawdę jesteśmy do Mądrości i Współczucia, które nie są jakąś łaską urojonego bóstwa, a naszym prawdziwym potencjałem. Naszą Istotą.
Dobry człowiek z dobrego skarbca wydobywa dobre rzeczy.
Ewangelia wg św. Mateusza 12, 35
Dlatego religijna doktryna / klatka mentalizmu i sztuczna mechaniczna moralność są obce Duchowi, podobnie jak konceptualne dialektyczne spory nazwane „jałowym polem” lub „pustynią”. Wymiaru Ducha trzeba realnie doświadczyć i przebudzić do w swoim sercu. Jest to Ufność poza jurysdykcją Mózgogłowia i jego Królestwa Automatyzmu. To nie jest jakaś mityczna oderwana od wszystkiego umysłowa nirwana. To pełna Obecność w żywym i świeżym procesie samego życia – tutaj i teraz z tym co w nas „dobre” i „złe”. To Akceptacja bez warunku tego co jest i jak jest oraz zdolność do dawania światu tego – czego naprawdę potrzebuje bez oczekiwania wdzięczności i zwrotu poniesionych kosztów. Ponieważ taka jest Praca Ducha, którą natychmiastowo rozpoznaje nasze serce kiedy naprawdę się budzi ze snu. Nie ma w tym żadnego heroizmu, żadnej maniery, żadnego; „zobacz jaki jestem zajebisty” – to jest wszystko bardzo „zwyczajne i przyziemne”. Ludzi naprawdę wyjątkowych cechuje przede wszystkim pokora i brak parcia na szkło, bowiem wiedzą, że to szkło nie ma najmniejszej wartości. „Sukces i sława” w tym medialnym cyrku są jak sen wariata i kończą się cierpieniem i hejtem. Wystarczy się uważnie przyjrzeć – „o czym to wszystko jest” dla kogo i z jakim skutkiem. Program matrycy pożądania i dumy poprzez wymiar swojego sukcesu prowadzi cię do niższych wymiarów, ponieważ zaczynasz upajać się czymś co z swojej natury jest kompletnie fałszywe, ponad to opiera się na rywalizacji i eliminacji tak zwanych konkurentów. Twoje sfabrykowane „ja” zaczyna podbój i wojnę. Ta wojna kończy się agonią Ducha, a twój świat staje się pobojowiskiem, ponieważ w tym wymiarze „kariera” ma swoją wysoką cenę. Na samym końcu stajesz się coraz tańszą dziwką używaną przez swoich fanów / falołersów.
Nie masz już oporu przed głupotą. Stajesz się falą. Przepływem. Stacją nadawczą dla Ignorancji. Nadajniko – odbiornikiem Maszyny. Rzecz w tym, że bycie na autentycznej ścieżce – zobowiązuje do Wyjścia z Układu; Pasożyt – Karmiciel i Głupota jest tym czego naprawdę się boisz, nie mitycznych potworów iluminatów, demonów, morderców. Boisz się gwałcicieli świadomości, którzy zapładniają Ignorancją.
Wbrew powszechnie pokutującemu nawet wśród sfer wykształconych przekonaniu, Huxley („Nowy wspaniały świat”) i Orwell („1984”) nie prorokowali tego samego. Orwell ostrzega, że zostaniemy zniewoleni przez jakąś przemoc pochodzącą z zewnątrz. Tymczasem w wizji Huxleya do pozbawienia ludzi ich autonomii, pełni osobowości i historii niepotrzebny jest żaden Wielki Brat. W jego mniemaniu ludzie pokochają otaczającą ich przemoc, zaczną wielbić technologie, które pozbawiają ich wolności myślenia. Orwell lękał się tych, którzy zakażą wydawania książek. Huxley zaś obawiał się, że nie będzie powodu do ustanawiania podobnego zakazu, ponieważ zabraknie kogokolwiek, kto zechce książki czytać.
Orwella przerażali ci, którzy pozbawiają nas dostępu do informacji. Przedmiotem obaw Huxleya byli natomiast ludzie, którzy dostarczą nam informacji w takiej ilości, że staniemy się bierni i egoistyczni. Orwell bał się, że nasza kultura przeistoczy się w kulturę niewolników. Huxley zaś lękał się, że ogarnie nas kultura banału, zajmująca się jakimiś ekwiwalentami doznań, „orgią-porgią” i wirówką infantylnych igraszek. Jak to zauważył Huxley w „Nowym wspaniałym świecie”, bojownicy o prawa obywatelskie i racjonaliści, którzy pozostają w stałej gotowości, aby przeciwstawiać się tyranii, „nie wzięli pod uwagę bezgranicznej niemal zachłanności człowieka na rozrywkę”. W roku 1984 – jak napisał Orwell – ludzi kontroluje się przez zdawanie im bólu. W Nowym Wspaniałym Świecie to samo jest osiągane dzięki dostarczaniu przyjemności. Słowem, Orwell obawiał się, że zniszczy nas to, czego nienawidzimy, Huxley zaś – że to, co uwielbiamy.”
Neil Postman, Zabawić się na śmierć
Dlatego prawdziwa walka odbywa się na zupełnie innym polu. Wojna nie jest tam gdzie słychać huki, wojna jest tam gdzie ujrzysz dominujący uśmiech idioty, który mówi do ciebie jak do dziecka przez ekran. Jest tam gdzie zabawa staje się sensem życia. Jest tam gdzie masz „wyjebane” i „cię to wali”. Jest tam gdzie jest „kurwa zajebiście”. Jest tam gdzie „najebany ruchasz jakąś randomową rurę”. Gdzie „walisz temat” żeby „było więcej fanu” i „od rana napierdalasz w konsolę waląc temat z wiadra”. Jest tam gdzie stajesz się debilem i jesteś z tego dumny. Prawda jest taka, że to nie „oni” nas niszczą – niszczymy sami siebie na własne życzenie własnymi rękoma. „Oni” ukazują ci jedynie drogę, a pójście nią jest twoją decyzją.
Dziś myślałem jak to będzie, kiedy to wyłączą, albo po prostu przestanie działać. Cała nasza tożsamość jest na Tym zbudowana, jesteśmy tym okablowani jak w klatce. Bondage – naga bezbronna kobieta na zimnej połyskującej postmodernistycznej podłodze nowoczesnego biura – pragnąca poczuć więcej, oddać się bardziej.
Wiązanie atomów rozkoszy, które tak szybko rozpuszczają się w pustce i osamotnieniu – te wszystkie obietnice, kłamstewka, cały ten migający neon iskrzący miliardami oszustw, byśmy byli w stanie znieść tą żmudną i w gruncie rzeczy bolesną drogę od pierwszego dokumentu aktu urodzenia po ten ostatni akt zgonu. Jak osuszone bagno pełne trupów okryte sztuczną murawą byśmy mogli rozegrać partyjkę niezobowiązującego golfa, popijając lemoniadę z płatkami limonki i czterolistną koniczyną w przejrzystym szkle z uderzającymi górami lodowymi, które od naszego gęstego oddechu topnieją w mgnieniu oka i poziom źle ukrywanej żenady wzrasta.
Jezu jak my jesteśmy od tego uzależnieni. Prawda jest tak, że nie muszę konstruować tych wszystkich postaci – hybrydy prawdy i fikcji, by powiedzieć to co chcę powiedzieć, bowiem wbrew pozorom nie mam aż tyle do powiedzenia. Jednak nagość i bezpośredniość jest zbyt okrutna dla naszych skomplikowanych jaźni. Wyobrażałem sobie nabrzmiałe i rozjuszone niebo gotowe otworzyć się jak ciało pod gwałtownym uderzeniem noża, rozkołysane burzą drzewa i wielkie obezwładniające słońce, które wbrew wszystkiemu rozprasza smutek, gniew i zwątpienie. Później widzę tęczową sferę w której lśni i ogrzewa nasze wymarzłe serca. W każdej kropli deszczu widzisz ten sam obraz – to odbicie, jakby wszystko nagle okazało się jedynie złudzeniem, mirażem, bajką na dobranoc. Ta niewinna dziecięcość odchodzi od nas z czasem i przestajemy śnić, marzyć i pozwalać na te cudowne momenty zachwytu nad wszystkim – nawet tym co złe i bolesne. Zachwyt ma w sobie tą wielowymiarowość światów łączących się bez przerwy jak mozaiki fraktali w kosmicznym mikroskopie, jak twarze demonów wirujące w paleniskach piekieł, jak kompulsywne i neurotyczne ciała rzucane niekontrolowaną namiętnością przez szyderczy – dar natury. Zwierzęcy instynkt przetrwania, żerowanie, znaczenie bezkresnych dziewiczych krajobrazów swoją testosteronową szczyną. Prawdziwy zapach kiedy perfuma przestaje działać. Rozszarpaliśmy to wszystko na kawałki – na państwa, miasta, stadiony i oczyszczalnie ścieków. Ludzie, zwierzęta – wszyscy zamknięci, zalogowani do systemu. Uprawa roli, która przypada ci w udziale. Kiedy jesz w tym samym czasie jesteś jedzony – jak mityczny wąż.
Lśniąca powłoka.
Kiedy otwieram te ciała widzę wszechświat. Galaktyki gasnących oddechów, czarne dziury żołądków i pierścienie kamieni nerkowych. Skamieliny koncepcji i wiary, bezkresne cmentarzyska idei. J – elita już dawno przestały nam służyć, teraz trawią nas i wydalają, wysrywają cię późnym wieczorem na betonową posadzkę – ołtarz ofiarny i zarzynają przed zmrokiem, by za kilka godzin wskrzesić respiratorem i zaprogramować na nowo, byś mógł znów tańczyć w pętli. Ubój rytualny. To jest ciało i krew moja, które będzie wam sprzedane, schrupane, strawione i wydalone. Jednak kiedy przekroczymy mechaniczny świat – program wzajemnego pożerania – ujrzymy poziom gdzie energia jest zupełnie innej natury – ma znamiona mądrości, która postrzega wzorce i kolektywne prądy świadomości. Z tego poziomu „pokarm” ma zupełnie inną formę i funkcję – ten pokarm to trawienie i przeżuwanie świata by wydobyć unikalny smak indywidualnego poziomu wrażliwości i wyobraźni – to pierwotna zdolność tworzenia, która nie podlega mechanicznym prawidłom przyczyny i skutku, a tym samym daje możliwość zasiewania nasion nowej innej rzeczywistości – jak świadomy sen. To jest Magia.
Czy ten sen o wspólnej przestrzeni naszych doświadczeń jest świadomy? Kto jest zdolny przekraczać jego prawidła, naginać prawa, nie podlegać ograniczeniom? Każdego dnia kiedy spojrzysz na nas z perspektywy Obserwatora przypominamy kolejny zaprogramowany mechanizm, który służy jedynie zaspokajaniu potrzeb, pragnień i fanaberii kosztem koszmarnego cierpienia, strachu, przerażenia – warto w z tą świadomością zastanowić się o wspomnianej energii, którą was zasilamy. Śmierć żywi Życie swoimi brunatnymi sokami zasila jego korzenie w mechanicznym ogrodzie Edenu, gdzie ubrani wytwornie Adamy i Ewy przy suto zastawionym nowoczesnym konsumpcyjnym stole łapczywie pożerają wytwory raju przemieniając wszystko w jałową pustynię. Tam nad naszym planem Gry tak to właśnie wygląda, bowiem znana wam z obrazów 4K piękna, dostojna Ziemia o gęstwinie grubych zielonych włosów, krwiobiegu kryształowych rzek, dudniących tętnicach wulkanów, głębinach niezbadanych i dziewiczych oceanów pełnych bogactwa i życia miliardów istnień – jest już jedynie interaktywną Symulacją rozgrywającą się w przestrzeni zhakowanych umysłów – wstrzykiwaną jak halucynogenny płyn w układ nerwowy.
Sztuczny otępiały spokój opanował nas wszystkich. Uspokoił sumienia i nerwy, pozwolił z bezduszną obojętnością przyjmować i akceptować zasady tej Gry Gastropolis. Rzeźnicy stali się dla nas bożyszczami, a ich „kariery” wzorami do naśladowania, nikt nawet nie wspominał o kosztach, prawdziwej cenie tego szału. Od góry do dołu – Program. Interaktywny kolektywistyczny Układ Scalony w jedną pozbawioną sensu iluzję całości, której rolą jest bez końca tkwić w wytwarzaniu tej Gry, zasilaniu jej, w razie potrzeby modyfikowaniu, kiedy pojawiają się Szczeliny zdradzające Zapis. Te szczeliny to prawdziwy ból dupy dla Programistów.
Programiści operują z poziomu Kodu Ignorancji, na którym bazuje cały Zapis, kodują to w każdej linijce w każdym atomie pozornej trwałości Materii, jednak najważniejsze jest prawo Przyciągania, które każe nam Lgnąć – szukać Wyjścia, Szczęścia, Spełnienia, Satysfakcji, Miłości, Zrozumienia i ich trwałości w modelu, który ze swej natury jest nietrwały – efektem jest Cierpienie.
Nie to nie jest pierwsza „nasza” planeta. Zjedliśmy już kilka, tłusta hałaśliwa szarańcza rozkochana w apokaliptycznych imprezach. Jak to mówią…