AUTOR

Wydaje się bowiem, że piszemy nie palcami, lecz całą swą osobą. Nerw, który zawiaduje piórem, okręca się wokół każdego włókna naszej istoty, przewleka przez serce, przenika wątrobę.

Virginia Woolf

Nazywam się Marcin Piniak studiowałem dziennikarstwo i fascynuje mnie aspekt komunikacji, a szczególnie tej jaką nawiązujemy sami z sobą przekierowując uwagę z zewnętrznego świata ku naszej autentycznej naturze. Pisanie jest dla mnie odruchem, czymś niemal biologicznym, czymś co pomaga mi żyć. Jest w swojej esencji drogą duchową i nauką Obecności i Wrażliwości. Ten świat potrzebuje ludzi z wyobraźnią i pasją, którzy mają w sobie tą cudowną ciekawość i życzliwość. Człowiek, który realizuje swój potencjał jest człowiekiem szczęśliwym i to powoduje, że na tym świecie jest mniej cierpienia. To najważniejszy powód dla którego warto to robić. Reszta jest tylko dodatkiem. Piszę, fotografuję i nagrywam felietony video i audio. Opublikowałem alegoryczną powieść „17” o cieniach zachodniej cywilizacji i procesie transformacji, którą napisałem podróżując londyńskim metrem. Nasze życie jest opowieścią, którą warto zapisać. Tym właśnie się zajmuję.

Aparat fotograficzny jest nie tylko przedłużeniem oka, ale również umysłu. Może widzieć ostrzej, dalej, bliżej, wolniej i szybciej niż oko. Może ujrzeć niewidzialne światło. Dzięki niemu możemy zobaczyć przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Zamiast używać aparatu tylko do odtwarzania obrazów chciałbym stosować go, tak by to, co niewidzialne dla oczu, stało się widzialne.

Wynn Bullock

Fotografuję To co większość ludzi pomija, lekceważy, nie zauważa. To, co jest tutaj, naprzeciw, zaraz obok. Nie szukam wydumanej estetyki. Nasz mózg jest obwodem zatrważającej ignorancji, lekceważy ciągi zdarzeń i powiązania pomiędzy rzeczywistością, selekcjonując ją tworzy pewien wygodny obraz na potrzeby własnego przetrwania.

Mózg używa. Ukazanie tego, jest esencją mojej fotografii. Człowiek staje się coraz bardziej samotny i odseparowany, uwieziony we własnych zimnych pozbawionych życia wytworach. To nas pożera. Ludzie fotografują okropności wojny, dostają za to nagrody i nazywają to humanizmem – wojna jest hańbą człowieczeństwa, bieda jest hańbą jednak największą hańbą jest utrata „czucia” utrata „kontaktu” utrata wrażliwości. Piękno jest kwestią umowną. Sztuka jest spekulacją – kanonem selektywnych treści.

Człowiek musi się zderzyć z własnym obrazem i tym co powołał do życia dla własnej chwilowej wygody używając do tego życiowej siły i życia w jego milionach, miliardach form, których roli i funkcji nie rozumie. Mózg nie rozumie połączeń pomiędzy zjawiskami, nie dostrzega współzależności własnego istnienia z każdą żywą formą, molekułą i atomem. Jego inteligencja przejawia się w precyzji samozniszczenia. Używa ciała, używa innych istot i planety dla utrzymania iluzji istnienia. Jesteśmy śmiertelni jak każda żywa forma przechodzimy przez naturalny proces wzrostu i rozpadu. Proces rozpadu jest nauką życia w jego istocie. Właśnie To wskazuję. Kiedy roślina umiera wszystkie soki, całe doświadczenie kieruje się ku nasionu. Głęboko pod ziemią w ukryciu tkwi potencjał kolejnego cyklu – Życia.

W całym tym oszałamiającym zgiełku i furii odwieczne pytania ludzkiej kondycji – „Kim jestem? Dlaczego tu się znalazłem? Jak stawię czoło innym? Jak stawię czoło śmierci?”- wydają się dalekie i mgliste, jak te niejasne zagadki, które nauczyliśmy się odkładać na bok na rzecz kwestii bardziej pragmatycznych i przynoszących korzyść. Trudno się przebudzić gdy wszyscy biegamy dookoła jak lunatycy po amfetaminie. Podejrzewam, że jeśli nie znajdziemy wolnego zakątka gdzieś w obrębie naszych małych kawałków czasoprzestrzeni, to podobne kwestie nigdy nie staną w całej swej nieubłaganej grozie. Maszyny mediów nie dostarczą nam tych płodnych, pustych obszarów, podobnie jak kupno samochodu sportowego nie rozwinie przed nami jednej z tych wspaniałych szos, jakie pokazują w telewizji. Takie obszary znajdują się z dala od dróg, poza regularnymi sieciami. Znajdują się także poza zasięgiem wszelkich przyrządów. Są bowiem dziurami w sieci.

Eric Davis – TechGnosis

W Sieci publikuję od 2005 roku, kiedy stworzyłem swojego pierwszego bloga paradyzine. Od zawsze była to dla mnie przede wszystkim wolność do wyrażania swoich poglądów, dzielenia się inspiracją i tym wszystkim co ma dla mnie znaczenie. Tak jest do dziś. Ten blog funkcjonuje też pod domeną: https://placwolnosci.net – bo tym w istocie jest.