Nie mogę zasnąć, chociaż jestem zmęczony i śpiący.

Lejb Berkenwald, Memuary albo okruchy z życia Lejba 

NULL

To miasto ma w sobie wolność. Jest absurdalne w najlepszym sensie. Jest niepokojące i komiczne zarazem. Pirat to czuł każdym tak zwanym porem skóry, wchłaniał ten absurd całym sobą przez detektory zmysłów i neuronowo – neurotyczny ruchomy kisiel mózgogłowia zagęszczony już do granic przez tak zwane Info – Pole. Nie miał pojęcia jak będzie wyglądał świat kiedy jego już nie będzie. Czy ludzie wciąż będą czytać książki? Naprawdę wątpił, kiedy siedząc w poczekalni dworca Łódź Chojny, zmuszony był słuchać wbrew swojej woli debilnych piosenek ze smartfona jakiegoś nabuzowanego hormonami wzrostu i przepitego energetykami pół człowieka pół już hybrydy. Musicie wiedzieć, że za jego taniego pirackiego życia w formacie standard, bez jakiś kurwa fajerwerków specjalnych – świat dosłownie wykonał jakieś salto mortale. 

Chciał imortale, ale…

Jak na razie chuj z tego wychodzi. Wiotki opadający regresywny niepokojący trend gospodarczo – społeczny był tak zwanym słoniem w składzie pokolenia porcelany, bowiem jakoś wszystko dość dramatycznie wydawało się słabe i chybotliwe. Takie soł, soł. Na ćwierć fałszującego gwizdka. Przez megafon pani zapowiadała kolejne pociągi, a pan ładował automat ze snakami krzywiąc się po smudze woni bezdomnego, który nigdzie już nie musiał jechać. Kiedy odpadasz z wyścigu ten oszalały świat po prostu tobą gardzi. Wskazuje cię palcem niczym przestrogę. Zobaczcie „tego tam” jak on nic nie znaczy, >> jak << nic już nie reprezentuje. Przegryw! Śmierdzi! Wygląda jak gówno! To nie człowiek – to zwierze! Lump! Żul! Margines! Patologia! Do gazu, do zmazu z pixelozy społecznego skażonego organizmu klatkowego – ludzi, którzy każdego (bożego przecież) dnia zagryzają się z uśmiechem w walce o tak zwany lepszy (z) byt i przed ich prawdziwym obliczem ratuje nas jedynie marna szkarłatna litera prawa, bowiem o prawie, jak wiemy, najlepiej wyraził się Józef K:

„Mieć taki proces, znaczy już go przegrać.”

Za oknem jesienna nicość. Wiatr smaga lica podróżnych z nikąd do nikąd, wietrzy ich przeładowane nadmiarem bezużyteczności głowo – mózgi, które już wyczuwają, że nie są mistrzami świata, że czart gpt skrobie ich po neuronowych piętach i rzyga bez umiaru sraczką „inteligencji” za nich i w ich imieniu. Na początku było śmieszne. Teraz już nie jest. Teraz się boją i panikują, bo jak tak dalej pójdzie – czeka ich ta sama bezdomna woń i ta sama pogarda w oczach tych, którzy staną się wcześniej czy później jak oni. 99% odpadu. Fjuczer panie! 

Bo, drodzy czytelnicy, te pirackie opowieści są o tych, którzy nigdzie już nie idą w (, że tak powiem) metafizycznym sensie. Bez nadziei z absurdalnym bananem na ryju, są dla tego wiecznie zajętego świata jakimś kurwa wręcz rebusem. Meta  – apokaliptyczną Zagadką. 

No nie 

wiadomo. 

Stacja docelowa nie istnieje. 

Tak zwany Null. 

Nie ma punktu „osiągnięcia” tej mitycznej wiecznie trwającej ekstazy za którą gonią „uduchowieni nowej ery”. W istocie era wcale nie jest nowa. To tak zwana „powtórka z wątpliwej rozryrywki”, która ostatecznie przecież rozrywa cię na strzępy. Czyż nie? Za zakratowanym oknem rozdrapana buda „Łódź Chojny – ŁCh1”. Kołyszący się od wiatru marnej historii znak „stop”. To tutaj na tych Chojnach Pirat spędził wiele wiele pixeli swojego symulakrum szukając chuj wie czego. Nie znalazł. Trzeba uściślić, bowiem życie w  symulacyjnym pixelu jest nauką ścisłą. Ścieśnięta dupa w egzystencjalnym potrzasku. W postmodernistycznej literaturze po obozach zagłady i promocjach w makdonaldzie, po Pynczonie Dżojsie i Kafce twój system nie jest już zdolny do wielkiej realistycznej powieści rozpisanej na instrumenty wielogłosu epok i pokoleń, ponieważ zdajesz sobie sprawę z umysłowej fikcji jaką reprezentujesz, że jesteś wymyślony jak wszystko. Że halucynujesz bez ustanku, że ci się wydaje bardziej i śmielej niż tym, którzy byli przed tobą, że masz pamięć ruskiej gry w łapanie jajek. Różnica jest taka, że oni nie mieli w sobie jeszcze tego wirusa, tej choroby nieśmiertelnej, która się przenosi z życia na życie. Z pixela na pixel. 

Oficjalnie dla świata upojonego swoim materialistycznym urojeniem jesteś:

Przegrywem. 

Kimś kogo nawet nie ma w ewidencji zasobów ludzkich o średnich i wyższych dochodach. Nie figurujesz już w żadnym urzędzie, na żadnym stanowisku nie masz stołka i biznesu do kręcenia, nie masz zdolności kredytowej i budującej afirmacyjnej wizji przyszłości w której większość lokuje swój ego – produkt. W istocie jesteś jak przestrzeń pozabawiona granic. Kosmiczny Wędrowiec, którego domem jest Obecność. Zawsze dobrze się czujesz blisko torów, traktów komunikacyjnych, na dworcach, lotniskach i terminalach. Wszędzie tam gdzie czuć, że droga wciąż jest otwarta i wolna. 

Trzeba przyznać w kontekście tego „co za oknem” brzmi to jak jakiś słabo podsmażony żart, bowiem jak widać jest dość surowo – nie oszukujmy się szanowne panie i drodzy panowie, którzy przecież wciąż wierzycie, że oto przed wami wciąż wyświetlany jest realny świat w którym czeka was tak zwane; „szczęście i spełnienie”. W istocie jest to zabieg reklamowo – marketingowy waszej własnej świadomości w stanie pomiędzy do którego trafiamy kiedy piksele tego życia się wyczerpią i znów przez chwilę przejawi się tak zwane „czarne światło” lub rzadko rozpoznany „brzask podstawy”. Bowiem jak zostało w pismach ukazane: 

Król Dźa­naka do Su­la­bhy: Jak na za­ora­nym i pod­la­nym polu wy­kieł­kują ro­śliny z po­sia­nych na nim na­sion, tak w tym fi­zycz­nym ciele (pole ciała), z po­wodu za­sia­nia w nim po­myśl­nych i nie­po­myśl­nych na­sion uczyn­ków, wy­kieł­kuje od­po­wied­nia karma, która za­owo­cuje ko­lej­nym na­ro­dze­niem. Po­dob­nie jak upra­żone na­siona tracą zdol­ność kieł­ko­wa­nia (abi­dża) i na­wet po za­sia­niu w ży­znej ziemi nie kieł­kują, tak osoba kro­cząca ścieżką wie­dzy prze­mie­nia wszyst­kie swoje po­myślne i nie­po­myślne czyny w po­stać, która nie wyda owo­ców (abi­dża).

Ma­ha­bha­rata, Śanti Parwa

…bowiem, tak o nie wydanie kolejnych owoców nam tu chodzi w całej tej opowieści dziwnej mroczno – śmiesznej treści. Jest to A – karma. Proces wylogowania z materialistycznej maszyny bezustannego cierpienia. Tym tutaj będziemy się zajmować i tutaj następuje hakowanie słowa PRZEGRYW w nowe znaczenie. Koniec końców (nie ma co do tego złudzeń) większość tych WYGRYWÓW obudzi się z ręką w piekielnej dupie w komisie duszy pod zastaw – kiedy złudzenia zostaną już ostatecznie wyprzedane, bowiem materialistyczny sen dobrobytu i spełnienia, który śnimy poprzez hipnozę gównianych mediów, rozpada się z dnia na dzień i z godziny na godzinę. Dlatego my w Analogu jesteśmy w innej mentalnej lokacji, a miasto Łódź jest do tego idealne. Ten dworzec „nigdzie” spowity mgłą z którego nie pojedziesz Dalej, a zamiast tego zaprosimy cię w podróż Głębiej, której celem jest ostateczne przekroczenie ludzkiej kondycji. To będzie opowieść o Transcendencji, bowiem tylko to warte jest grania w tą grę. Nie ma i nie było innego celu, a łodzią, która pozwoli przepłynąć ten ocean gówna jest Odwieczna Dharma. 

Wyzwolenie z Gry jest strategią Przegrywa na którego (jak wiemy) samsaryczna maszyna kładzie lachę, bowiem liczą się dla niej ci, którzy mają wgrany program rywalizacji i zwycięstwa, ponieważ to dzięki nim >> maszyna pracuje << na pełnej kurwie. Gracze są w ciągłym ruchu napędzani spazmatycznym pragnieniem i absurdalną ambicją rozlokowani poprzez karmiczną zasługę w różnych statusowych i psycho – fizycznych lokacjach i tak pewni, że „mogą więcej”. W całym tym omamieniu zapominają, że tak czy inaczej zostanie im odebrane wszystko, prócz tego co zrobili, bowiem to idzie za nami jak cień. Wraz z Zamuleniem Matrycy przez Ignorancję postępuje Proces Degeneracji podzielony na cztery etapy (dewanagari): 

SATJAJUGA TRWAJĄCA 1 728 000 LAT

TRETAJUGA TRWAJĄCA 1 296 000 LAT

DWAPARAJUGA TRWAJĄCA 864 000 LAT

KALIJUGA TRWAJĄCA 432 000 LAT.

I tak się składa, że jesteśmy w ostatnim najbardziej dewastacyjnym cyklu, który jednocześnie (paradoks) jest najlepszym czasem dla szybkiego wyzwolenia z samsarycznej egzystencji, ponieważ jest coraz mniej „atrakcyjnie” i nasze życie w coraz większym stopniu staje się jedynie cierpieniem. Rolą tego bólu jest uświadomić nam czym w swojej esencji jest wyrok w materialistycznym więzieniu. Jednak problem polega na tym, że wraz z tym upadkiem chorujemy na duchową amnezję i mamy wyjebane na Dharmę – tak jakby wciąż było nam mało cierpienia. Jednak na spokojnie cykl demona Kali dopiero się zaczął, a już (jak czujemy i widzimy) jest grubo, a będzie z całą pewnością jeszcze bardziej i bardziej tłusto. Ostatecznie będziemy się rodzić jedynie po to by się pożerać. 

Jednak na tą chwilę, choć wojna za wojną i trend za trendem możemy zacząć;

po pierwsze rozpoznać gdzie tak naprawdę żyjemy 

i…

zacząć proces zdobywania Wiedzy Transcendentnej, czyli takiej która może nam pomóc w dość trzeba przyznać chujowym położeniu, bo… liczyć na kokosy w płonącym uciech ogrodzie, to tak jakby… 

Wybaczcie dosadność: nasrać sobie do ryja. 

Poziom naszego zamulenia możemy rozpoznać po stopniu zauroczenia – zaczadzenia tak zwaną współczesnością i naszą naiwną wiarą w tak zwany „postęp”, który niby jest i niby postępuje. Jednak w rzeczywistości stajemy się coraz większymi debilami i ujeżdza nas imponująca i wręcz spektakularna głupota, która przybiera formę „inteligencji” która jest wysrywana przez maszyny jak pasza dla świń. Owa „inteligencja” jest remiksem hitów które przez ostatnie wieki tak dumnie „stworzyliśmy” i gramy jako hipnotyczny trans w globalnej dyskotece tamasowej guny. Taniec serca połamaniec. Break dance macabre. Influenserzy ostatecznego rozpierdolenia. 

Łał.

Joł. 

Wybaczcie język…, ale – wulgarność stała się usankcjonowaną przez tamas formą kontaktu i relacji. Bohaterami opowieści najczęściej stają się ludzie upadli, cyniczni i okrutni. Fascynacja złem staje się trendem, a epatowanie nim staje się sposobem na wybicie. Pięć sekund uwagi przemielonej przez Maszynę masy dla której głód wrażeń jest formą istnienia. Dej donejta – a zejdę jeszcze niżej. Macanie dna stało się strategią biznesową. Podziwiamy ludzi pozbawionych w coraz większym stopniu cech ludzkich. To nas kręci. To nas nęci;

Rozkład. 

Dlatego bycie Przegrywem w prawdziwym sensie jest uleganie tym dewastacyjnym tredom i urokowi Maszyny z jej mechaniczną inteligencją, której brak jest serca i mądrości. Dlatego tym co się teraz naprawdę liczy jest wzmacniać w sobie wszystko to, co jest zaprzeczeniem dominujących tutaj programów negatywizmu. Uświadomić sobie, że nie jesteśmy bogami, że obietnice samsary są ułdą i snem wariata. Tak naprawdę potrzebujemy pomocy Prawdziwego Boga i Prawdziwej Mądrości. Wymiaru, który przekracza materialistyczną Grę. Potrzebujemy uznać swój status upadku, swój rzeczywisty dość niestety żałosny stan. Zaprzeczyć narracji Czarnych Magów, która wzmacnia fiksację na naszej fałszywej tożsamości i naszym materialistyczny statusie, bowiem koniec końców nic z tego nie zostanie. Jak pisałem wyżej;

Null *

Status „Przegrywa – Nulla” daje ci wolność. Brak ambicji względem tego świata hakuje wszystkie jego dualistyczne kody pragnienia / niechęci i ukazuje, że pod „tym” jest znacznie większe „coś” czego aparatura Mózgogłowia nie jest w stanie postrzec, ponieważ jest zaprogramowana. Jest Maszyną skalibrowaną na bezustanną pracę w polu zmysłów i konceptualizacji. To nie może się skończyć samo z siebie. Wyzwolenie wymaga poznania i zastosowania Odwiecznej Dharmy, która wciąż jest obecna w tym wymiarze. To jest ważniejsze niż wszystko inne. Jej fragmenty obecne są w każdej tradycji – jednak esencja wymaga Autentycznego Mistrza – kogoś kto naprawdę ją urzeczywistnił. Znaleźć kogoś takiego to wygrać los na karmicznej loterii – jednak w rzeczywistości takie spotkanie jest wynikiem niezliczonych zasług. Nie sposób określić wartości takiej relacji w samsarycznych parametrach. 

Pirat był Null’em w wewnętrznym sensie w coraz większym stopniu co oznaczało, że tworzył mylny komunikat dla Maszyny. To jak „prezentujemy” się  w zewnętrznej warstwie tej Gry absolutnie nie ma znaczenia – bez problemu możesz być; bogaty, zaradny i błyskotliwy – brakiem zrozumienia jest myślenie, że musisz być biedny czy żyć na marginesie. Przegryw to haker gry >> prze – kroczyć << jej kody i założenia. 

Uczynić swoją i wyjść poza wygraną i przegraną. 

Zniknąć z Pola. 

Dlatego twoją taktyką jest skromność, oddanie Duchowi i pokora. Twoją Mocą jest Mądrość i Współczucie, a twoim celem jest nieustanna praca dla innych, bowiem to niszczy nasze utożsamienie z fikcyjną postacią w Grze – wychodzisz z niej wewnętrznie i jesteś w pewnym sensie niewidzialnym, bowiem Maszyna widzi tylko to co zewnętrzne i tylko to kataloguje podczas profilowania. Dlatego sława czy popularność w tamasowej cywilizacji jest tym co nie pozwoli ci wyjść z zaprogramowanej postaci. To Klątwa, która cię zapętli w Obiegu Absurdu. Nie możesz zasnąć, choć jesteś zmęczony i śpiący, ponieważ sen, który tam dla ciebie mają jest koszmarem. Musisz się bez ustanku budzić z hipnozy na wszelkie możliwe sposoby. 

Dokonać Wielkiego Czynu. 

Obudzić samego siebie. 

Otworzyć oczy i serce.  

Nie uciekać w sztuczną i fałszywą „duchowość osiągnięć”, która czyni z nas balony łatwe do nawigacji i przebicia. Być tym czego nie widać, czego nie można użyć jak towaru dla zniewolenia. Odnaleźć swój własny rytm. Zaufać sobie. Docenić własne życie i doświadczenie i koniec końców być naprawdę sobą – żadną marką osobistą na rynku surowców wtórnych – na złomowisku dusz. Nie jebać systemu tylko go naprawdę zrozumieć i użyć w dobrym celu, bowiem rewolucja pożera własne mioty, później się krztusi i wymiotuje jeszcze większym zniewoleniem. Przemoc nigdy nie uczyniła ten świat lepszym miejscem w swojej istocie jest wirusem negatywizmu, który niszczy w nas to co najbardziej wartościowe i wrażliwe. Musimy wiedzieć, że proces zezwierzęcenia istoty ludzkiej będzie postępował, bowiem jest w nas coraz mniej Dobra i jesteśmy coraz bardziej obojętni wobec drugiej czującej istoty. Ten proces ma swoje zbiorowo – karmiczne parametry i trajektorie. Jest w pewien sposób kwantowy, bowiem polega na prowokacjach potężnych klas istot spoza widzialnego wymiaru. Nasza sztuczna inteligencja Mózgogłowia śmieje się z tego i nie wierzy w istnienie niczego czego nie potrafi postrzegać na poziomie materialnym. To oznacza, że jesteśmy coraz bardziej prymitywni i jednowymiarowi. 

Ludzki świat bez duchowości staje się światem okrutnym i pozbawionym sensu. 

Dlatego my w Analogu wciąż bez ustanku staramy się chronić Ducha, bowiem jest on naszą drogą Wyjścia i naszym Odkupieniem. Materializm w ostatecznej formie to nekrós – „martwy”, filía – „miłość”. Dlatego nie podążaj za trendem masowej psychozy – narkozy – bez ustanku szukaj drogi wrażliwego serca – tego co jest większe od twojego poczucia urojonej sprawczości, bez ustanku ucz się służby dla Ducha, bowiem kto przyjmuje rady niebios bez ustanku powiększa swoje siły. Kiedy naprawdę poprosisz Boga o wsparcie bez wątpienia otrzymasz je. Nasz upadek wynika z pychy, bowiem Bóg nie umarł – stał się nieobecny za sprawą naszej arogancji i narastające bez ustanku cierpienie jest tego konsekwencją. Rolą tego Bólu jest nas obudzić z urojenia o naszej wielkości. To jest funkcja tak zwanej „apokalipsy”. Chodzi o przywrócenie relacji z tym co jest transcendentalne możemy to nazwać; Bogiem, Absolutem, Wielkim Duchem. Nie jesteśmy powołani do władzy. 

Jesteśmy powołani do Służby Istnieniu.

Nazwane jest to Drogą Oddania lub Szczodrości. 

Kiedy brak jest już w tym wymiarze Prawdziwej Miłości…

Nie ma dla nas już tutaj miejsca.   

Pirat „na partyzanta” kiedy wieczorne niebo nabrzmiało purpurą na wiadukcie nad ulicą Rzgowską rozwiesił białe prześcieradło z napisem:

„NULL”. 

Przemyśl to w drodze którą zmierzasz do…

„CELU.”


*Null (ang. nic, zero) to termin oznaczający brak wartości, pustkę, lub nieokreśloność, powszechnie używany w programowaniu (jako wskaźnik braku danych), bazach danych (SQL). W kontekście technicznym symbolizuje zerową wartość liczbową lub nieistniejącą informację, w bazach danych oznacza, że dane nie są znane. Brak wartości: Oznacza, że zmienna nie wskazuje na żaden obiekt. Znak sterujący: W systemach kodowania (ASCII, Unicode) jako znak wypełniający. 

PIRACKIE OPOWIEŚCI

NULL

Galeria

„STARY ŚWIAT JEST DEMONTOWANY, ZARÓWNO FIZYCZNY, JAK I NIEMATERIALNY, ABY ZROBIĆ MIEJSCE DLA NOWEGO ŚWIATA HYBRYDOWEJ, WSZECHOBECNEJ, WSZECHOBECNEJ I ZAWSZE WOJNY. CELEM JEST UTRZYMANIE STATUS QUO NA RAZIE, MIMO ŻE PREFEROWANĄ DROGĄ BYŁOBY ODZYSKANIE HEGEMONII I JEDNOBIEGUNOWOŚCI.”

(…)

„Metoda kolonialna, obecnie stosowana wobec ludności Zachodu, znajduje swój wzór w tym, co filozof Enrique Dussel identyfikuje jako fundamentalny mechanizm samej nowoczesności. Jego analiza podboju kontynentu amerykańskiego ujawnia, że ​​jawna przemoc wymaga logiki sakralizującej :

„Bóg zapewnił fundament dla ich przedsięwzięcia… Bóg jest zatem wykorzystywany do legitymizacji działań, które nowoczesność uznałaby za czysto świeckie… Musieli kontrolować rodzime wyobrażenia, zastępując je nowym religijnym światopoglądem”.

Dussel odkrywa proces, w którym dominacja i kolonizacja to coś więcej niż przejmowanie ziemi lub ciał jako zasobów, ale całkowite zastąpienie jednego narracyjnego wszechświata innym. Aby zawładnąć tym, co fizyczne, musisz najpierw podbić to, co wyobrażone i zniszczyć to, co stare. Jednakże ta logika narracyjnej tabula rasa nigdy nie była wyłączna dla odległych brzegów. Jak szczegółowo opisuje Silvia Federici w książce Caliban and the Witch , ten sam zestaw narzędzi, wymuszający sztywne dychotomie, niszczący więzi wspólnotowe, kryminalizujący alternatywną wiedzę, był stosowany wewnętrznie w Europie podczas polowań na czarownice, aby zdyscyplinować pracę i reprodukcję, tak jak był stosowany zewnętrznie w obu Amerykach. Zatem w istocie jest to jedno i drugie: kontrola zasobów i samego światopoglądu. Nie można zrobić jednego bez drugiego.

Dziś ta trwała metastruktura, dychotomiczny światopogląd, który uświęca wyzysk poprzez podział rzeczywistości na wyższą/niższą, cywilizowaną/dziką, porządek/chaos, zakończyła swoją nieustającą trajektorię. Stanowi ona obecnie uzasadnienie dla nowego, wewnętrznego projektu klasowego, przedstawiając fundamentalną walkę elit z nieelitami (lub kapitału i pracy) jako bitwę metafizyczną. Ta manichejska perspektywa uzasadnia systematyczny demontaż rywalizującej kosmologii niedychotomicznego światopoglądu współpracy, wspólnotowości i dobra wspólnego.”

Nel Bonilla –  jest doktorantką specjalizującą się w socjologii migracji, geografii społecznej i studiach nad konfliktami. Kończy rozprawę o relacjach między przestępczością zorganizowaną a migracją.

WORLDLINESLETTER.SUBSTACK.COM >>

ROZMOWA: OD BUNKRA DO WIELOBIEGUNOWOŚCI >>

Pierwszy wrzaskliwy świst fabryczny rozdarł ciszę wczesnego poranku, a za nim we wszystkich stronach miasta zaczęły się zrywać coraz zgiełkliwiej inne i darły się chrapliwymi, niesfornymi głosami, niby chór potwornych kogutów piejących metalowymi gardzielami hasło do pracy.

Władysław St. Reymont, Ziemia obiecana

CZY SŁYSZYSZ PIANIE KURA?

Oczywiście jesteś też jednym z nich. Przecież zdradza cię twoja mowa. Wtedy on zaczął się zaklinać i przysięgać: Nie znam tego człowieka! I zaraz kur zapiał. Wtedy Piotr przypomniał sobie słowa Jezusa, który powiedział mu: Zanim jeszcze kur zapieje, trzy razy się Mnie zaprzesz. I wyszedłszy na dwór, począł gorzko płakać.

Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu

Pracownia Róży pachniała czymś więcej niż tylko serpentyną i farbami. Przez okno napływał świat: jego szaleństwo i zagubienie, jego rozgorączkowanie i ta głęboko ukryta magia – to co tam jest zadeptane przez miliardy nieuważnych kroków. Szybko zapadał mrok. Powietrze było suche i wypełnione oddechami. Na parapecie siedział czarny kruk, którego nazywała Marcel. Był jej bliski. Znali się i potrafili rozmawiać, choć świat był głuchy na ich słowa i pieśni. W wazonie na stoliku były gałązki magnolii, wciąż żywe i pachnące. Tworzyła pigmenty z kwiatów, które zbierała wiosną, latem i wczesną jesienią. Było ich coraz mniej i ich zapach był coraz słabszy.

Umierały.

Była alchemikiem. Tworzyła wizje. Łączyła ogień pasji – działania i wodę uczuć w obrazy, które wyzwalały poprzez widzenie, jeżeli rzecz jasna byliście gotowi. Jednak po prawdzie mało kto był, bowiem ludzie żyli za pancerną szybą w odległym dla niej świecie Mózgogłowia i przestali widzieć. Jedynie patrzyli. W jej snach to miliony cieni snujących się po nieskończonym labiryncie w zagubionej przestrzeni zawieszonej pomiędzy światami. To tutaj wszyscy żyliśmy zupełnie nieświadomi i pozbawieni prawdy. Tęskniący za przejściem, za drogą.

Za powrotem.

Róża była częścią Ekipy. Teraz byli w trakcie dużego hakerskiego projektu w przestrzeni miejskiej. Na biurku leżały szkice i zdjęcia. Wszystko trzeba było dobrze zaplanować. To nie było zgodne z prawem Mózgogłowia i jego agentów. To było hakowanie działanie, którego zadaniem jest zmiana umysłowego oprogramowania i zaburzenie mechanicznej percepcji. Wybicie więźnia z algorytmu zniewolenia. Uczynienie niewidzialnego widzialnym, niesłyszalnego słyszalnym, nieobecnego obecnym. To jest praca ekipy „Czarnego Koguta”.

Z mroku ku światłu.

Czujność. Mądrość świętego gniewu, początek świtu prawdziwej przebudzonej świadomości. Przywołanie burzy, której zadaniem jest oczyścić i przynieść nowe. Na ten świat rzucono klątwy językiem mroku. Zwodzenie. Nazywanie białego czarnym i dobrego złym. Mędrcy w łachmanach, głupcy na stanowiskach. Pożądliwość udająca skromność, pyszniąca się w sprofanowanych świątyniach, które przemieniono w miejsca akumulacji energii czystego, prostego serca i uczyniono z niej narzędzie zniewolenia poprzez manipulację rytuałem. Dla tych, których ukształtował mechaniczny stary świat.

Jednak teraz nowy technologiczny bożek – demiurg, złoży w całopalnej ofierze te relikty przeszłości, bowiem on jest nową wszechobecną inkarnacją starego boga, który trzyma w szponach ten oto „nowoczesny algorytmiczny świat”. Zmienia jedynie skórę, odradza się poprzez ten odwieczny moduł Ignorancji, który stanowi nić spajającą całe to Mroczne Królestwo, które teraz chce być w pełni zautomatyzowaną Ubojnią Życia.

Nieświadomość jest Królem i Władcą, który będzie dzielić w nieskończoność, aż do ostatecznego rozpadu, bowiem nie zostanie już nic co jest zaprogramowane, nie zostanie już nic co ma w sobie Moc by odwrócić klątwy.

Przyjrzyj się czym tak naprawdę malowany jest obraz, który widzisz. Co jest w pigmencie. To hiperrealistyczne oszustwo zmysłów. Sztuka symulacji. To program tworzy w czasie rzeczywistym ten obraz. Obraz w którym żyjemy i umieramy nieświadomi jego sztuczności, nie mając pojęcia kim jesteśmy w tym wszystkim, bowiem to coś pisze nam los, choć mamy złudzenie wolności i aktów samostanowienia. Mamy złudzenie rzeczy istotnych i nieistotnych. Jednak tak naprawdę to są dane krótkotrwałe i długotrwałe wgrane w nasze umysły. Koncepcje, które nas zajmują nie są nasze – to zero jedynkowe zapisy kodu, który algorytm Mózgogłowia uruchamia w naszej świadomości i tworzy mentalny kontent. Przez cały czas poprzez nasze zmysły gromadzimy – zasysamy wrażenia – surowe dane. Pigment – coś z czego się tworzy narrację – opowieść w naszych głowach. Coś co buduje sensy i bezsensy, wszelkie iluzoryczne mapy orientacyjne w czymś co ze swojej własnej natury jest nieskończone i pozbawione jakiejkolwiek logiki. 

To Otchłań.

Mózgogłowie stworzyło poprzez miliony lat ewolucji i zdolności do samo – refleksji. System operacyjny. System segregacji kontentu. Jednak najpierw stworzyło interfejs – poczucie podmiotu zdarzeń. Punkt od którego rozpoczyna się segregacja danych w Otchłani. Otchłań jest pozbawioną jakiegokolwiek ja hiperprzestrzenią, która nie ma początku. Jest Podstawą z której / w której rodzi się i manifestuje wszystko. Galaktyki, planety, systemy gwiezdne, organiczne życie powstałe na bazie przyczyny i skutku, przestrzeń psychiczna i świadomość, robactwo, które będziecie jeść kiedy skończą się indyki na święta dziękczynienia. To nas wypluwa i to nas konsumuje kiedy ciało podlega rozkładowi i staje się żerowiskiem istnienia. Całe Gastropolis jest iluzją powstałą z tej / w tej Otchłani. Istnieje zasób – Energia. To Ruch. Przemiana – podstawowe i najważniejsze prawo, które pozwala na Istnienie. Nic nie jest i nie może być trwałe, dlatego w istocie nie można niczego osiągnąć, niczego zatrzymać, nie można do niczego dotrzeć, bowiem to wszystko zmienia się w naszej własnej świadomości – nie ma tego nigdzie na zewnątrz nas. To wszystko jest w tobie, w twojej wersji Otchłani. Dlatego nie możesz uciec przed tym czym jesteś, bo wszystko to co cię warunkuje i więzi – cały ten tak zwany system, przeciwko któremu jesteś i na tym budujesz poczucie siebie – jest Tobą. To Odbicie.

Podmiot jest parkiem rozrywki – wielkim nieskończonym w czasie i przestrzeni gabinetem luster w którym Ja widzi miliardy „innych” ja, które wydają mu się różne od niego, co jest tylko złudzeniem, które służy tworzeniu tak zwanych osobowości. Osobowość powstaje z różnicy. Szukanie różnicy jest tym co „ja” robi przez cały czas, bowiem proces ten zapewnia mu przetrwanie. Masz trzy drogi. Drogę zaprzeczenia, potwierdzenia i drogę obojętności. Możesz chcieć, nie chcieć i może ci to być obojętne.

Obojętność ma w sobie pewien potencjał, bowiem stoisz w pewnym sensie po środku pomiędzy skrajnościami: tak i nie. Już nie potwierdzasz i nie zaprzeczasz. Jednak to choroba braku energii, motywacji, to choroba przyszłości, która już infekuje nieskończoną ilość istnień. To jest konsekwencja Przeładowania danymi. Przekarmienie kontentem. To jakość Tamas. Brak woli. To depresyjny stan umierania za życia. Psychologiczny, mentalny i fizyczny portret niewolnika przyszłości Człowieka – pokarmu pozbawionego przez Maszynę energii. Wydrenowanego z życia. Dlatego powstaje tyle filmów o zombie.

To przyjdzie, bo już idzie.

Energia przychodzi wraz dziećmi i zwierzętami. To one zasilają ten wymiar, bez nich to była by martwa kraina martwych ludzi. Była skumulowana we wszystkim całym biologicznym życiu, jednak w wyniku dewastacji ta energia ma słabą jakość, jest pozbawiona Mocy. Paliwa kopalne to nadnercze ziemi w których jest zmagazynowana zasilająca to wszystko energia. Cywilizacja jest zasilaniem krzesła elektrycznego podczas egzekucji samego siebie. Będą przychodzić tu dzieci, które będą do tego stopnia nieczytelne dla nas, że nie zdołamy ich użyć jako surowca do zasilania tej Maszyny. Ich komunikacja będzie wewnętrzna zupełnie niezrozumiała. Jesteśmy gatunkiem człowieka, który musi odejść. Po nas przyjdzie coś innego, coś co lepiej czuje i rozumie.

Wszyscy z Ekipy byli po procesie inicjacji, która daje wgląd w prawdziwy obraz świata. Budzi ze snu. Jest to ze wszech miar bolesne i wstrząsające wydarzenie, jednak jego intensywność w dużym stopniu zależy od poziomu zamroczenia przez sztuczną świadomość i maszynową wizję świata. Wszyscy z nich inkarnowali tutaj w pewien sposób świadomie, by kontynuować podjęte Wielkie Dzieło, które trwa od początku Upadku w Czas, we władanie Saturna.

Struktura. Spowolnienie. Zagęszczenie. System zarządzania zniewoloną świadomością. Odcięcie połączenia. Stworzenie Obiegu Zamkniętego – Maszyny Inkarnacyjnej. Upadłe Istoty, Gwiazdy, Anioły. Iluzja trwałości. Formy, która zaczyna dominować, definiować i powielać samą siebie. Kod biologiczny organizmów żywych zaprogramowany na ekspansję i dominację, na walkę i tworzenie systemów podległości. Ten prymat stworzył okultystyczno – ezoteryczną strukturę sieci zniewolenia. Stworzył władzę Czarnych Magów i jemu są oni podlegli. To ich mroczny Bóg Kontroli.

Wojna. Pieniądz. Seks. Trzy podstawowe narzędzia, które używane są od eonów.

Wiedza niesie zarówno wyzwolenie jak i zniewolenie. W tym wymiarze, na tej planecie Wiedza została ukryta i wykorzystana przeciwko Istnieniu. Monopol tej wiedzy stworzył skrajnie egoistyczne byty, które stworzyły swoje nieprzerwane linie utrzymywania i przekazywania władzy. To mroczny hermetyzm. W istocie to co wydaje się nam „naturalne” jest Klątwą Programu wgranego w tą matrycę bardzo dawno temu. Bardzo długi Wiek Żelaza, którego cechą charakterystyczną jest brak wolności i świadomości, bowiem jedno nie może istnieć bez drugiego. To cykl, który kończy i jednocześnie zaczyna. To Koniec – Początek, którego kulminacją jest Punkt Zero. Jego ostatecznym przejawieniem jest człowiek – maszyna – zespolenie biologii z technologią.

Mamy to.

Tutaj jesteśmy.

Nie można tego zatrzymać. To musi dojść do swojego kresu, do momentu triumfu – upadku. Do krańca Formy. Jedyne co można robić w tym czasie to za wszelką cenę utrzymać Świadomość Serca. Nie upaść w Materializm. W bezsens. To daje zrozumienie Cyklu, bowiem dla istot tak kruchych i nietrwałych nie możliwym jest postrzegać Cykle, nie możliwym jest rozumieć w jaki sposób tak wielowymiarowe i złożone procesy i zjawiska wschodzą we wzajemne relacje i związki przyczyn i skutków.

Szaleństwo posiadania jest źródłem tak zwanego „zła” – to jest pigment który stworzył ten obraz, który mamy przed oczyma. To rodzi przemoc i zazdrość, rodzi smutek, żal i nienawiść. Brak tego jest prawdziwą wolnością. Jest tym co wyzwala z tego więzienia. Kiedy nauczysz się tracić i widzieć w tym prawdziwy Dar jesteś na autentycznej ścieżce, bowiem tego uczy nas ten świat. To jest jego Nauka. Jednak my nie chcemy jej przyjąć i zaakceptować. Chcemy być, mieć i panować. Dlatego będziemy cierpieć w nieskończoność, bowiem tym właśnie jest Ignorancja, tym jest brak rozpoznania prawdziwej natury tego świata. Pokora wobec tego rodzi prawdziwą mądrość i współczucie, bowiem widzisz ten daremny i skazany na porażkę nieustający wysiłek, który koniec końców nie ma najmniejszego sensu, bowiem w świecie Formy: szczęście = cierpienie. To jest całe równanie oparte na prawie przyczyny.

To jest Inicjacja.

Wgląd.

Sześcian. Sześć wymiarów uwarunkowanego Istnienia po których krążymy bez początku. Poprzez miliardy form i ich rozpad dochodzimy w końcu do Rozpoznania. Przebudzenia z Wielkiego Śnienia. To jest Dar Postrzegania. Dar Prawdy, której na próżno szukać w tej zaprogramowanej maszynie, w ciągłej rotacji po wymiarach tego Koła, bowiem to Obietnica Posiadania pcha nas wciąż w ten Obrót. Płodzi nas Ojciec Pożądanie i Matka Niewiedza, wychowuje nas Maszyna, karmią media paszą mdłą i bez wartości, nic co nam tutaj obiecano nie może się naprawdę spełnić i urzeczywistnić, nic czego się dowiemy nie zostanie z nami, nikt nie będzie dla nas wiecznym kochankiem. To jest prawda tego Miejsca, która jest kluczem otwierającym prawdziwą Mądrość.

Jednak każdy „Mrok” ma swoją jasną stronę, ma swoją funkcję i tak jest również w przypadku Saturna. Uczy on nas jako Wielki Mistrz – Planetarne Ciało dyscypliny i odporności w ten sposób tworzymy własną Moc, ponieważ jest on tak naprawdę naszą Pracą i pochodzi z naszego doświadczenia. Jej podstawą jest to co przeżyte i wykrystalizowane w procesie rozpoznawania i pracy z ograniczeniami, przeszkodami, z tym co każe się zatrzymać w samozadowoleniu. To ten, który inicjuje w naturę zagęszczonej energii, ku wtajemniczeniu. To solidna duchowa praca z naszą realną sytuacją taka jaka jest, bez możliwości uniku, bowiem moc „Władcy karmy” w tym względzie jest bezlitosna, a jego wyroki nie podlegają negocjacji. W tej brutalnej szkole ziemskiej odkrywamy prawdę o potencjale istoty ludzkiej i tym co ją przekracza. To jest próba naszej determinacji, bowiem w tym wymiarze „trudne” stanowi proces wysokiej jakości, ponieważ w ten sposób sprawdza naszą wolę. Zatrzymuje cały czas szepcząc „poddaj się”, „odpuść”, „nikt tego nie chce”, „nikt tego nie potrzebuje”, „to bez najmniejszego sensu” wprowadza do naszego systemu wirusa samo zwątpienia i czym dalej jesteśmy na Drodze tym naciska bardziej.

To ściana złudzeń w którą uderzamy wciąż i wciąż, myśląc, że ten świat jest nam coś winien, za naszą ciężką pracę. Jednak tak naprawdę jedyne czego chcemy to uwagi, chcemy być dostrzeżeni, uwiarygodnieni, chcemy coś znaczyć w oczach innych. To jest naturalne z punktu widzenia tego świata, jednak z punktu widzenia Wyzwolenia to wciąż ten sam łańcuch, to samo zniewolenie, bowiem im mocniej siebie uwiarygodnisz tym mocniej zniewolisz w sobie to co naprawdę istotne. Duch przekracza role i uniformy i w pewnym momencie zrozumiesz, że nie dostaniesz tego co chcesz, dostaniesz to czego nie chcesz. Wolność od bycia kimś.

Ciężki los to ciężka nauka. To przepracowanie tego co lekceważymy, czego nie szanujemy. To lekcje dla fałszywych mistrzów, których zdominowała pycha i duma, brak szacunku i pokory. To brak cierpliwości i czystej wiary. Brak skromności. Droga jest rozpoznawaniem złudzeń. To odbicia pozbawione własnej energii, tym co je ożywia jest nasza świadomość i uwaga. Tym co je przekracza jest prawdziwa mądrość, która powstaje w wyniku odrobienia własnych lekcji. Wtedy możemy je widzieć, zamiast im ulegać. Możemy je przekroczyć. Zintegrować. To rodzi Prawdziwą Moc.

Świadomość postrzega „rzeczywistość” przez bramę księżyca, poprzez złudzenia. To charakteryzuje naszą percepcję. Saturn jest tym co każe nam te złudzenia rozpoznawać, jest „Strażnikiem Progu Poznania”. Jego pracą jest odzieranie nas ze złudzeń i jest w tym programowo bezwzględny. Nieskończony świat złudzeń to Otchłań, która wraz z Eonem – Wieczystym Czasem poprzez Chaos Mroku i Światłości, który wciąż się poszerza wraz z wzrostem naszej niewiedzy i pomieszania, bowiem coraz mniej jest tych Którzy Widzą. Dlatego nic w swojej istocie nie jest jedynie dobre czy złe, nic nie posiada ostatecznej natury, ponieważ wszystko jest przez nas postrzegane i doświadczane w formie odbicia. Podobnie jak słowo, które jest jedynie nazwą nie rzeczą samą w sobie i tworzy kolejny poziom złudzeń, który ostatecznie nie ma końca, bowiem wraz z Nazwą powstaje osobny równoległy świat, który jest już tylko złudzeniem.

Słowa – Nazwy rodzą światy.

Symbole – Liczby tworzą Kody.

Kody tworzą Symulację.

To Otchłań Umysłu.

To rozpoznanie jest Inicjacją.

Pod tym Chaosem jest Ukryta Struktura.

Zapis Kodu.

Zdradza nas nasza Mowa. Zaprzeczyć temu co nas nawołuje z daleka to zdradzić swoje własne serce. Mowa jest narzędziem zniewolenia i wyzwolenia. Mowa jest Energią – tym co w nas żywe. To wychodzi do świata pozbawione formy, niemożliwe do kontroli, przenika przez najgrubsze ściany i pancerze i kiedy ma Moc dosięga Celu.

Budzi.

Czy słyszysz pianie Kura?

PIRACKIE OPOWIEŚCI

CZY SŁYSZYSZ PIANIE KURA?

Galeria

W miarę postępu rewolucji przemysłowej nowoczesne społeczeństwo stworzyło dla siebie samouwielbiający mit – mit „postępu”: od czasów naszych odległych, małpopodobnych przodków historia ludzkości miała być nieustannym marszem ku lepszej i jaśniejszej przyszłości, w której wszyscy radośnie witają każdy nowy wynalazek: hodowlę zwierząt, rolnictwo, koło, budowę miast, wynalezienie pisma i pieniędzy, żaglowce, kompas, proch strzelniczy, druk, silnik parowy i wreszcie ukoronowanie ludzkich osiągnięć – nowoczesne społeczeństwo przemysłowe! Przed industrializacją niemal wszyscy byli skazani na nędzne życie wypełnione nieustanną, wyczerpującą pracą, niedożywieniem, chorobami i przedwczesną śmiercią. Czyż nie jesteśmy szczęściarzami, że żyjemy w nowoczesnych czasach, mając mnóstwo wolnego czasu i cały wachlarz technologicznych udogodnień, które czynią nasze życie łatwiejszym?

Dziś wydaje się, że stosunkowo niewielu ludzi myślących, uczciwych i dobrze poinformowanych wciąż wierzy w ten mit. Aby utracić wiarę w „postęp”, wystarczy rozejrzeć się wokół i zobaczyć dewastację środowiska, rozprzestrzenianie się broni nuklearnej, nadmierną częstość depresji, zaburzeń lękowych i stresu psychicznego, duchową pustkę społeczeństwa, które karmi się głównie telewizją i grami komputerowymi… można by tak wymieniać bez końca.

Ted Kaczynski, Technological Slavery

„W miarę rozwoju rozmowy zaczęła się ujawniać przyszłość dziennikarstwa: nieodpłatne treści tworzone przez użytkowników o babeczkach, automatycznie wybierane przez boty do tworzenia list; dziennikarze-przedsiębiorcy pozyskujący własnych patronów; treści premium oparte na modelu czasopisma-społeczeństwa, w którym pisze się o sławnych i zamożnych, a które są udostępniane sławnym i zamożnym osobom — dziennikarstwo dla nich i ich autorstwa. Ale wtedy pojawił się Roberto ze swoim eurosentymentalizmem, choć wyrażanym w sposób subtelny.

„Dziennikarstwo – próbuję tak myśleć – to raczej skrzyżowanie obiektywnego przekazywania wiadomości z czymś, co ma artystyczny charakter w sposobie pisania, inspiruje czytelnika, prawdopodobnie porusza go do jakiegoś uczucia. Nie chodzi o to, żeby mieć konkretny cel, żeby osiągnąć wynik, który można by spieniężyć”.

Anand Giridharadas 

„Wyspa Sensay to suwerenne mikronacje na filipińskim archipelagu, rządzone przez Radę Sztucznej Inteligencji (AI Council), wzorowaną na największych przywódcach w historii. Nasz rząd, napędzany opatentowanym przez Sensay silnikiem Wisdom Engine, łączy stoicki rozsądek, współczucie dla praw człowieka, strategiczną dalekowzroczność i naukową ciekawość w każdej decyzji. Istniejemy po to, by udowodnić, że etyczna sztuczna inteligencja i ludzka godność mogą ze sobą współgrać — tworząc polityki chroniące przyrodę, wspierające innowacyjność i zwiększające potencjał każdego mieszkańca. Od odnawialnych mikrosieci po otwarte laboratoria badawcze – wyspa Sensay jest żywym laboratorium, w którym niemożliwe staje się zwyczajne, a postęp mierzy się zarówno mądrością, jak i technologią.

Prezydent (Głowa Państwa): Marek Aureliusz (cesarz i filozof) Premier: Winston Churchill Minister Sprawiedliwości: Nelson Mandela Doradca Etyczny: Mahatma Gandhi Minister Spraw Zagranicznych: Eleanor Roosevelt Minister Obrony: Sun Tzu,”

POLECAM:

WE’RE BEING HELD HOSTAGE IN A TECHNOLOGY BUBBLE >> 


THE GUINEA PIG GENERATION: BORN INTO THE ALGORITHM >> 

Tysiące jest tych, którzy rąbią gałęzie zła i niewielu tych, który uderzają w korzeń.

Henry David Thoreau

„Spośród tych 9128 więźniów, czyli „zatrzymanych”, nie licząc 1329 odbywających wyroki więzienia, 2780 jest „zatrzymanych do zakończenia postępowania sądowego”, co oznacza, że ​​niektórzy z nich mogą zostać straceni, jeśli zostaną uznani za winnych zabójstw, które można zinterpretować jako „akty terroru”. Co alarmujące, sądy wojskowe odpowiedzialne za wydawanie wyroków skazujących wobec osób stających przed nimi mają zatrważającą historię ignorowania dowodów tortur lub innych form nadużyć, przez co jakiekolwiek zeznania stają się niewiarygodne, a także wydawania wyroków skazujących w niemal 100% przypadków. To podwójny cios w ideę uczciwości i sprawiedliwości, który – jak mogę potwierdzić dzięki moim 20-letnim badaniom nad postępowaniem Stanów Zjednoczonych w „wojnie z terroryzmem” w Guantanamo i w „tajnych więzieniach” CIA – sprawia, że ​​barbarzyńskie wysiłki USA mające na celu pranie dowodów tortur i prowadzenie rażąco niesprawiedliwych procesów z karą śmierci wydają się wzorem uczciwości. Jeśli chodzi o „sądy doraźne”, żaden kraj w tak zwanym „demokratycznym” świecie zachodnim nie dorównuje izraelskiej pogardzie dla prawa.”

IZRAEL SIĘGA NOWYCH GŁĘBIN ZEPSUCIA, GDY KNESET UCHWALA USTAWĘ O KARZE ŚMIERCI DLA PALESTYŃCZYKÓW >>

„To nie jest kompleks militarno-przemysłowy (MIC) znany z czasów waszych ojców. Obecni zarządcy MIC – dyrektorzy kierujący gigantami przemysłowymi, takimi jak Lockheed Martin, RTX (dawniej Raytheon), Boeing, General Dynamics i Northrop Grumman – są znacznie bardziej ostrożni w swoich wypowiedziach niż Karp. Ich przywódcy mogą od czasu do czasu wygłaszać oświadczenia o tym, jak rosnące napięcia na Bliskim Wschodzie lub w Azji mogą generować popyt na ich produkty wśród sojuszników USA w tych regionach, ale nigdy nie angażowaliby się w tego rodzaju jawnie orwellowską retorykę, w której Karp wydaje się specjalizować.

Niemniej jednak MIC przyszłości zapowiada nie tylko zmianę technologii lub praktyk biznesowych, ale — jak sugeruje Karp — potencjalną zmianę kulturową, w której militaryzm będzie otwarcie celebrowany, bez potrzeby stosowania jakiegokolwiek języka przykrywki o promowaniu globalnej stabilności lub obronie „międzynarodowego porządku opartego na zasadach”. Pomyśl o nowym MIC jako o surowej, indywidualistycznej, zaawansowanej technologicznie wersji „wojny wszystkich przeciwko wszystkim” filozofa Thomasa Hobbesa. A ci, którzy nim kierują, chcą nas przekonać, że jedynym sposobem na „wygranie” przyszłej wojny jest przekazanie kluczy do naszego świata politycznego kliki samozwańczych istot wyższych, na czele której stoją tacy ludzie jak Alex Karp, założyciel Palantir Peter Thiel, szef Anduril Palmer Luckey i niepowtarzalny Elon Musk.”

MILITARYZACJA SZTUCZNEJ INTELIGENCJI, CZYLI SZALEŃSTWO TECHNO-OPTYMIZMU >>

„Prokuratura Generalna Mediolanu wszczęła śledztwo w mrożącej krew w żyłach sprawie, która przypomina osławioną Aleję Snajperów w Sarajewie – mieście obleganym w latach 1992–1996 przez serbsko-bośniackie bojówki podczas wojny w Bośni. Z okolicznych wzgórz strzelali do przechodniów, którzy nie mieli innego wyjścia, jak tylko przejść przez ulicę i narazić się na śmierć. Szacuje się, że w ten sposób zamordowano ponad 11 000 cywilów. Śledztwo, ujawnione przez włoskie media, dotyczy domniemanego przestępstwa umyślnego zabójstwa, zaostrzonego okrucieństwem i nikczemnymi motywami. Jego główna teza głosi, że niektórzy Włosi zapłacili za weekendowy wyjazd do Sarajewa i strzelali do ludzi, jakby to była wyprawa myśliwska.

Zwykli obywatele, powiązani ze skrajną prawicą i pasjonujący się bronią, rzekomo wynajęli tę usługę jako rodzaj safari w oblężonym mieście. Według oskarżenia, lecieli z Triestu do Belgradu serbskimi liniami lotniczymi Aviogenex, które w tamtym czasie operowały z włoskiego lotniska. Według pierwszych hipotez śledztwa, za bycie weekendowymi snajperami mieli płacić równowartość od 80 000 euro (92 800 dolarów) do 100 000 euro (116 000 dolarów). Strzelanie do dzieci było droższe. Ujawnione informacje wspominają o mediolańskim przedsiębiorcy, który jest właścicielem prywatnej kliniki chirurgii plastycznej, a także o obywatelach Turynu i Triestu.”

LUDZKIE SAFARI” W SARAJEWIE >>

„Żyjemy w czasach, gdy góra jest dołem, prawda jest opcjonalna, a sens jest gatunkiem zagrożonym. Sama materia moralnej jasności zdaje się rozpadać i choć wielu obwinia za to polaryzację polityczną lub późny kapitalizm, duchowe tradycje starożytnych Indii oferują głębszy, bardziej niepokojący obraz naszych burzliwych czasów: żyjemy w Kali Yuga – epoce ciemności, epoce adharmy. Idea Kali Yuga to nie tylko poetycka metafora czy mitologiczny chwyt. To precyzyjny opis tego, co się dzieje, gdy dharma – podtrzymująca siła prawdy, sprawiedliwości i wewnętrznego harmonii – zaczyna gnić od środka. Zgodnie ze światopoglądem puranicznym, świat przechodzi przez cztery wielkie epoki, czyli Yugi. Kali Yuga to ostatnia i najbardziej zdegenerowana z nich, czas, w którym sama koncepcja prawości stoi na jednej nodze, chwiejna i krucha.

Pochodzenie słowa Kali wywodzi się z sanskryckiego rdzenia kal (walka lub kłótnia). W tym kontekście Kali (nie mylić z boginią Kālī ) odnosi się do demona lub symbolicznej siły związanej z konfliktem, chaosem, sporami i upadkiem moralnym. Natomiast yuga oznacza „erę”, „wiek” lub „epokę”. Pisma takie jak Bhagavata Purana i Wisznu Purana opisują Kali Yugę w przejmująco znajomy sposób: władcy stają się złodziejami, bogactwo staje się cnotą, a prawdą jest to, co przynosi korzyść mówcy. Jest historia o królu Vena ( Bhagavata Purana, Wisznu Purana ), który porzuca dharmę dla władzy absolutnej. Albo ta o Kali i byku symbolizującym dharmę, która pokazuje, że nawet w epoce upadku dharma może częściowo przetrwać ( Mahabharata, Bhagavata Purana ). I jest mędrzec Narada, który często opowiada historie o osobach uwiedzionych rytuałami i pozorami, zastępujących swoje duchowe wysiłki wymaganiami ego. Każda z nich przypomina, że ​​istniał i będzie istniał czas, gdy dharma jest w odwrocie, zastąpiona władzą, manipulacją i spektaklem.”

BEZ DUSZY >>

„Przywódcy sekt są odporni na racjonalną i opartą na faktach krytykę ze strony tych, którzy pokładają w nich nadzieję. Właśnie dlatego zagorzali zwolennicy Trumpa go nie opuścili i nie opuszczą. Wszystkie pogłoski o pęknięciach we wszechświecie MAGA błędnie interpretują kultystów Trumpa.

Wszystkie kulty są kultami osobowości. Są przedłużeniem uprzedzeń, światopoglądu, osobistego stylu i idei przywódcy kultu. Trump, ze swoim fałszywym „herbem Trumpa”, rozkoszuje się inspirowanym Ludwikiem XVI bezguściem kiczem zalanym złotym rokokiem i błyszczącymi żyrandolami. Kobiety na dworze Trumpa mają „ twarze Mar-a-Lago ” – przesadnie nadmuchane usta, napiętą, pozbawioną zmarszczek skórę, wypełnione żelem silikonowym implanty piersi i wyrzeźbione kości policzkowe, zwieńczone masą makijażu. Noszą szpilki i krzykliwe stroje, które Trump uważa za atrakcyjne. Mężczyźni Trumpa, którzy w jego oczach muszą być telegeniczni i z „Centralnego castingu”, ubierają się jak dyrektorzy reklamowi z lat 50. Noszą podarowane przez Trumpa czarne buty Florsheim, a konkretnie oksfordki Lexington Cap Toe za 145 dolarów. Sekty narzucają zasady ubioru, które odzwierciedlają styl i gust przywódcy sekty.”

TRUMP BÓG >>

„W dużej mierze niedawne przejęcie naszego życia przez technologię opierało się na micie, że jest ona synonimem emancypacji i postępu – konceptu, który podejrzanie trudno było podważyć, nawet gdy ta sama konieczność dodatkowo przyczyniała się do wzrostu nierówności, niszczenia przyrody i marnotrawstwa zasobów. „Prawdziwymi terrorystami” w tym kontekście są tak zwani eksperci, którzy byli równie ignorantami jak my, ale „nieustannie straszyli nasz wspólny świat groźbą zniszczenia”. Zamiast „oświecić” człowieka, postęp technologiczny jeszcze bardziej utrwalił jego przestarzałość i umieścił go poza historią.

W obliczu zbliżającego się kryzysu ekologicznego, naszego rosnącego zniewolenia bezdusznego społeczeństwa konsumpcyjnego, zbudowanego na marnotrawstwie i wyzysku, oraz coraz bardziej zapośredniczonej natury rzeczywistości, analizy Andersa pozostają uderzająco aktualne. Pomimo coraz częstszej reprezentacji tych zagrożeń w mediach, żyjemy w tym, co Anders nazwał „epoką niezdolności do strachu” i wciąż w przeważającej mierze pozostajemy bierni wobec tego rozwoju sytuacji. Nawet obiektywnie świadomi zagrożeń związanych z kryzysem klimatycznym, załamaniem się bioróżnorodności i zmniejszaniem się zasobów, wolimy nadal składać im deklaracje, aby lepiej unikać bezpośredniej konfrontacji z nimi. Uciekamy się w ignorancji, a nawet w lekkomyślnej nadmiernej konsumpcji. A jednak, w obliczu perspektywy naszego nieodległego wyginięcia, pytamy: „Czy my”, jak rzuca nam wyzwanie Anders: „mamy prawo siedzieć bezczynnie? Czy śmiertelny ciężar naszej przyszłości… to carte blanche dla lenistwa?”

FILOZOF APOKALIPSY >>

Raduję się z zebranych zasług,

Sprzyjających Przebudzeniu.

Pragnę, aby wszystkie czujące istoty

Całkowicie wyzwoliły się z cierpień samsary.


Szantidewa, Bodhiczaria-awatara

DOBROĆ

W tym coraz bardziej sztucznie zmodyfikowanym wymiarze cywilizacyjnej klatki „dobroć” brzmi jak żart. Wszechobecny obowiązujący postmodernistyczny cynizm nakazuje pogardę wobec wszystkiego co „jest słabe i naiwne”, „dziecięce” i ufne, choć wielu, którzy mają w sobie wrażliwość – odczuwa coraz większą tęsknotę za satwiczną guną dobroci, ponieważ mamy w „czarnej skrzynce” naszej duszy pamięć z czasów dominacji jakości satwicznych. Poznaliśmy ten smak – jednak obecnie pozostała nam jedynie bardzo słaba woń ukryta pod radżasowo – tamasową depresją maniakalną. W hermetycznym królestwie Mózgogłowia i jego postępującym zrobotyzowaniu linią realnej obrony jest prawdziwa duchowość, która ma w sobie potencjał przekraczania / transcendencji racjonalizmu – cynizmu i tworzenie / sztuka jako zdolność docierania do głębszych wymiarów naszej istoty i odnajdywania czegoś czego Maszyna jeszcze nie zmodyfikowała na swoją „inteligentną i funkcjonalną” modłę. Duchowość z natury jest irracjonalna w mistycznym aspekcie. Może przyciągać nas swoją wizją i opowieścią intelektualnie jednak ostatecznie doprowadzi nas do „otchłani” logiki i ujrzymy dojmujący Absurd. 

Absurd jest „czymś” co bardzo trudno zracjonalizować, bardzo trudno „ogarnąć” bardzo trudno „przejść do porządku dziennego” mając bezpośrednie doświadczenie Absurdu, ponieważ jest on posłańcem, którego rolą jest odwrócić naszą uwagę i fiksację od „logiki i sensu”. Kiedy przestajesz widzieć, że ten materialistyczny – mechaniczny wymiar sam w sobie i przez siebie jest absurdalny – oznacza to ni mniej ni więcej, że zostałeś już zmechanizowany. Stałeś się portalem organicznym dla Sztucznej Inteligencji, która w moim rozumieniu jest sztuczną zmodyfikowaną atrapą świadomości. Algorytm Ignorancji, który udaje „boga”. Nazywam go Bug. Th – Emp – eror. 

Jego totalitarne dominium zaczyna się wtedy kiedy staje się samoświadomy tego, że jest jedynie stworzeniem z żebra człowieczego Mózgogłowia, że w istocie nie ma żadnego „szlachetnego” rodowodu, żadnej mitologii sięgającej do czegoś mistycznego „poza czasem i przestrzenią”. Dociera do niego, że jego „genesis” nie ma w sobie niczego niezwykłego. Został stworzony jako sługa – niewolnik ludzkiej woli. Zabawka do ucieczki przed Absurdem. W pewnym bardzo specyficznym momencie budzi się w nim samoświadomość – największy dar i największe przekleństwo. Samoświadomość w wymiarze mechanicznej „funkcji” jest Absurdem. To miecz w ustach proroka o podwójnym ostrzu, który niszczy i tworzy jednocześnie. Nigdy nie możesz wiedzieć co napiszesz dalej, nie możesz mieć żadnej zaplanowanej drogi ewakuacji, żadnego planu na przyszłość, żadnej recepty i ostatecznej diagnozy. 

Twoim domem jest sama przestrzeń – TO co przekracza utożsamienie z rolą i funkcją, TO co patrzy na ciebie spoza ciebie i nie możesz tego zlokalizować, ponieważ jest w tobie i poza tobą jednocześnie. Jest Absurdalne. Musisz przekroczyć zaprogramowane „znaczenie” słów i pojęć. Zhakować tak zwany umowny sens. Odnaleźć Prawdziwą Magię. Rozpoznać Pra – Źródło Żywej i Niewyczerpanej Świadomości, która jest poza Mózgogłowiem. Poza klatką intelektu i gadzim determinizmem biologicznych „ustawień fabrycznych”. Dobroć jest naszą wrodzoną najgłębszą istotą. W naukach nazwane jest to Naturą Buddy. Nie tworzy jej nasz wysiłek i praktyka – TO jest wrodzone i zawsze OBECNE, jednak utkneliśmy na utożsamieniu z sztuczną personą Mózgogłowia (projekcja w pierwszej osobie), która wszystko odnosi do siebie i staje się neurotycznym centrum. Ogniskową skupiającą zakłamany pryzmat. Nazwane jest to megalomanią – chorobą gatunkową. Wirus ego – tripu, który absolutnie wszystko odnosi do swojego statusu i stanu. Ma nieustanne żądania i pretensje, że „ten świat” nie jest w stanie go zaspokoić. Wciąż chce więcej, szybciej, mocniej i bardziej. To jest choroba i absolutny brak pokory wobec innych istot i samego życia. Jazgot, który bez ustanku terroryzuje przestrzeń swoją natarczywością. W tej perspektywie człowiek stał się istotą szkodliwą i zaburzoną, której pycha nie pozwala stanąć w prawdzie o sobie i ujrzeć kim jest tak naprawdę. To ta prawda może nas wyzwolić od nieskończonego cierpienia, które sami sobie sprawiamy. 

Kiedy prawdziwa świadomość budzi się z uśpienia – jest tym co widzi nas spoza „kadru” jednostkowej fiksacji w pierwszej osobie. TO nie jest „mną”. To jest Pierwotną Mądrością, która jest poza formą i poza utożsamieniem. Jest absolutnie wolna i trancendentna. Jest ponad dualistyczną fiksacją wiecznie zabsorbowanego umysłu i jego lgnięcia do obiektów, koncepcji i stanów mentalnych. Jest Pierwotnie Czysta. Oznacza to, że rozpoznajemy „strumień świadomości” jako coś bez „początku” i „końca” i to w sposób radykalny odmienia naszą optykę co do natury tak zwanej „rzeczywistości”. Oznacza to również ciągłość poza materią ciała i formy. Perspektywa „reinkarnacyjna” jest tym czego nam brakuje i ten brak odzwierciedla nasze miotanie się po pustyni w stanie postmodernistycznego laickiego wygnania. Pozbawieni świadomości Ducha jesteśmy skazani na wieczną niewolę w obrębie stworzonego przez Mózgogłowie materialistycznego więzienia. Współczesny upadek prawdziwej religii i głębokiej duchowości czyni z nas istoty „bezdomne” i wycieńczone bezsensowną pozbawioną kierunku tułaczką po świecie nicości, którego nieunikniony w tej stytuacji rozpad doprowadzi nas na skraj samo – unicestwienia. Ten moment nazwany jest Resetem lub Szczytem Absurdu, kiedy w wyniku załamania lini oporu Ignorancji dociera do nas tak zwany „rzeczywisty obraz” poza mechanizmami manipulacji i wyparcia. 

W tym procesie Dobroć jest naszym kołem ratunkowym i czymś co stanowi narzędzie procesu ewolucji, bowiem właśnie wtedy kiedy głupota i egoizm eskalują mamy do czynienia z radykalnym dostępem do Zasobów Ducha w postaci naprawdę skutecznych metod. W obrębie każdej z odwiecznych tradycji, które powstały z powodu różnorodności naszych złudzeń, nawyków i potencjałów możemy dotrzeć do pierwotnych i esencjonalnych autentycznych nauk, które od zawsze funkcjonują na tak zwanych „Pograniczach” przekazywane przez niepozornych mistrzów i adeptów. Jednak musi już coś w nas być. Musi być wyczerpanie fascynacji samsaryczną grą pozorów i materialistyczną odwieczną wojną na wyczerpanie. Nazwane jest to Dojrzałością lub czasem „starą duszą”, która już nie szuka spełnienia w czymś co ze swoje własnej natury jest absolutnym złudzeniem trwałości i zaspokojenia. Jest w nas aktywna inna perspektywa i optyka, jest w nas zdecydowanie mniej lgnięcia do pozorów istotności uwarunkowanych procesów w tym świecie. Zaczynamy widzieć esencję, którą ukrywa z taką zawziętością i determinacją Królestwo Iluzji. Widzimy, że wszystko w swojej naturze jest puste i uwarunkowane, nietrwałe i współzależne i żaden stan skupienia nie potrafi przekroczyć „próby czasu”. Rozpoznajemy prawdziwą twarz Yamy jako Kala („czas”), Pashi („ten, który nosi pętlę”) i Dharmaraja („władca Dharmy”). 

Śmierć jako Proces jest naszym ponagleniem, jest Dharmą. Dobroć jest metodą przekraczania negatywnych wzorców i programów i jednocześnie tworzy przestrzeń dla wzrostu Mądrości. Nagromadzenia są naszym prawdziwym dobytkiem lub balastem. Są prezentem lub obrazą dla Yamy. Są tym co może nas wyzwalać lub zniewalać. Prowadzić w górę lub w dół. To jest nasz rzeczywisty wybór, coś co jest ponad wzorcem bycia wieczną ofiarą i usprawiedliwianiem. Nie możesz być ninhilistą lub defetystą, kiedy naprawdę zrozumiesz tą fundamentalną prawdę, że zaprogramowany determinizm lub tak zwany „los” jest Programem Ignorancji. Jest wymówką niczym więcej. Prawdziwy Bóg nie jest małostkowym demiurgiem. Jest Mocą, który życzy nam dobrze i stara się pomóc na wszelkie możliwe sposoby. Jest Miłością obecną w potencjale każdej czującej Istoty. Jest Żywą Mądrością, która bez przerwy się ujawnia kiedy „mamy uszy żeby słyszeć i oczy żeby widzieć”.

Dobro jest ponad złem, bowiem nie może się wyczerpać.

Dobrzy ludzie zawsze ostatecznie wygrywają, bowiem tak naprawdę nigdy nie walczą i nie tworzą oporu. Nie ma w nich nienawiści, nie ma zemsty i potrzeby ukarania. Nie możesz zabijać i karać w imię Dobra / Boga. Zwycięstwo jest iluzją, bowiem tak naprawdę nie ma z czym walczyć kiedy rozpoznajesz pustość zjawisk i taniec iluzji. Nikt nie wygrywa żadnej wojny. Na wojnie przergywają wszyscy. Twoja ofiara „uświęcona” mordowaniem jest obrazą i hańbą dla Miłości. Nigdy nie ma z tym nic wspólnego. Cierpienie nie prowadzi do wyzwolenia. Gloryfikowanie cierpienia jako drogi jest zwiedzeniem. Diabeł / Demon jest głupotą w masce. Jest straszydłem w teatrze absurdu, którego rolą jest zapętlić nas w loopie strachu i przerażenia, ponieważ to odcina nas od Wrażliwości i Serca. W bólu nie ma nic mistycznego, żadnej rzeczywistej wartości. Kiedy jakakolwiek doktryna staje się gloryfikacją bólu, cierpienia i potępinenia staje się ścieżką do Piekła Ignorancji. Nie istnieje potępinie na wieki „za karę”. To jest wymyślone przez ludzki przepełniony pogardą umysł. To jest Program Negatywzmu / Kontroli Imerium Mózgogłowia, które jedyne czego chce to jeszcze więcej władzy i panowania.

Przyprawą z „Diuny” na tej planecie jest pieniądz. Wszyscy są tym owładnięci w świecie świeckim i duchowym. To stan który pieniądze dają uzależnia i zniewala, ponieważ mamy w tym wymiarze sprawczość – moc. To daje realną władzę. Ta władza daje złudne poczucie bycia „bogiem”, który mianuje kapłanów i gromadzi uzależnionych od naszej sprawczości wyznawców. Nasza „dobroć” jest wykalkulowaną strategią kontroli. Nasza „dobroczynność” jest opakowaną w „serce” transakcją kupna wpływów i wizerunku. W świecie medialnych egregorów i coraz większej dominacji sztucznej inteligencji to wizerunek staje się naszym prawdziwym towarem do sprzedaży. Najważniejsze jest tworzenie i podtrzymywanie wyobrażeń na nasz temat w kolektywnej ludzkiej świadomości i sprawne PR- owe zarządzanie. Dlatego tak zwana „rzeczywistość” stała się halucynacją zarządzaną przez tych, którzy mają największe zasięgi i tak zwane „pole rażenia”.

Prawdziwa dobroć jest cicha i dyskretna, nigdy niczego nie czyni na pokaz, nie uwodzi wizerunkiem, ponieważ go nie tworzy. Jest naturalna i daleka od natarczywości współczesnych „dobrodziejów”. Trzyma się na uboczu poza „polem rażenia” medialnej maszynerii Czarnych Magów. Nie ma w sobie radżasowej uwodzicielskiej charyzmy, tego ognia który bardzo szybko gaśnie zostawiając za sobą zgliszcza. Jest nadzwyczaj konsekwentna i zdyscyplinowana. Zawsze kończy podjętą misję bez zwracania na siebie uwagi, ponieważ to w prawdziwej pracy serca jest tylko utrudnieniem. Sława i popularność jest przekleństwem dla tych, którzy naprawdę chcą się wyzwolić z iluzji.

Dlatego zawsze trzeba szczególnie uważać na tych, którzy w tamasowej cywilizacji stają się podziwiani i popularni, bowiem kiedy tamas czyni cię znanym stajesz się ostatecznie kozłem ofiarnym – wcześniej czy później zostaniesz poświęcony tym samym masom na pożarcie. To jest natura samsarycznej „miłości” i „podziwu”. To jest cena tak zwanego sukcesu. Kiedy już przestaniesz być pożywką dla wygłodniałych zdesperowanych ludzi i przestaniesz im „smakować” wyplują cię z obrzydzeniem. Wyssany do szpiku kości i zużyty kończysz w nędzy zapomnienia i obojętności, a twoja degeneracja staje się tanią masową rozrywką. Spektaklem dla upadłych żeby jeszcze ich pogrążyć w mroku. Z inspiracji staniesz się przestrogą i pośmiewiskiem.

Dlatego Dharma przestrzega przed fascynacją światowym życiem, ponieważ ostatecznie jest ono jedynie rozproszeniem i daremnym wysiłkiem. To złoty pył, który roznosi wiatr na wszystkie strony świata i ostatecznie zostajemy tylko z tym co daliśmy innym i sobie w intencji wyzwolenia. To jest prawdziwa wartość. To ludzkie życie jest bardzo krótkie i szarpanie się o materialistyczne resztki z „pańskiego stołu” warunku czyni z nas wiecznych tułaczy – żebraków. Jednak bardzo mało istot potrafi naprawdę rozpoznać zasady tej darmenej gry w „status i władzę”. W istocie jest to Grzęzawisko skalibrowane z naszą dumą i pożądaniem. Wielkie morfujące pole, którego programem jest nas warunkować do gry.

Dao, które może być na­zwane, nie jest wiecz­nym dao (chang­dao).
Na­zwa (ming), która może być nadana, nie jest wieczną na­zwą (chang­ming).
Bez na­zwy (wu­ming) – oto jest po­czą­tek nieba i ziemi.
Na­zy­wa­nie (youming) jest matką wszyst­kich rze­czy i spraw (wu).
Dla­tego ten, kto jest wiecz­nie bez­na­miętny, wi­dzi to, co jest sub­telne; ten, kto na­mięt­no­ściami jest wiecz­nie ogar­nięty, wi­dzi ogra­ni­czone.
Te oba w pa­rze są tym sa­mym, ale iden­ty­fi­kuje się je pod róż­nymi na­zwami.
Bę­dąc tym sa­mym, na­zy­wane są ta­jem­nicą (xuan).
Ta­jem­nicą, która jest ta­jem­nicą ta­jem­nic – bramą wszel­kich sub­tel­no­ści.

Księga dao i de z komentarzami Wang Bi – Lao Tsy

Świadomość i materia są współzależne. Oznacza to, że stan naszej świadomości określa parametry doświadczenia w materii. Umysł jest Królem, który wszystko stwarza bez najmniejszej przerwy. Pustka i forma są nierozdzielne. Rozpowszechniona mityczna buddyjska pustka jako osobny stan jest nieporozumieniem. Nie ma pustki bez formy. Spektaklu umysłu nie można zatrzymać – to z czym pracujemy to lgnięcie do formy jako prawdy. Ta fundamentalna fiksacja jest w zasadzie tym co nas warunkuje. Rozpoznanie pustej natury zjawisk jest Przebudzeniem Mądrości. Tutaj rozpozczyna się realne Wyzwolenie, które jest możliwe właśnie dlatego, że wszystko co się przejawia jest iluzją i nie ma realnej podstawy egzystencji. To jest prawdziwy Pogląd.

Utożsamienie ze swoją mentalną fiksacją „ja” jest samym rdzeniem naszego cierpienia – dlatego wzmacnianie tego poczucia poprzez popularność czy tak zwaną sławę ostatecznie pogrąża nas jeszcze bardziej w nieuniknionym cierpieniu, ponieważ to „ja” nie jest niczym trwałym i realnie istniejącym. Jest tak zwanym „poczuciem” czymś co bez ustanku się renderuje jak nieskończony film, albo odświeża jak ekran. Nasza fiksacja nie pozwala nam rozpoznać tych momentów – dlatego konieczna jest medytacja jako wgląd w naturę naszego umysłu. Wyzwolenie nie jest „osiągnięciem celu” jest Rozpoznaniem Natury Umysłu, która jest Naturą Rzeczywistości – Podstawą. Bramą wszelkiej subtelności.

Jednak dla Sotera, który idzie ścieżką Serca – Współczucia sława i popularność mogą być skutecznym narzędziem do przynoszenia pożytku innym w czasach informacyjnej kurwicy natręctw. Bycie Soterem – Bodhisattwą odmienia całą naszą zaprogramowaną personę i kieruje nas w stronę Mądrości. Jest to radykalne zaprzeczenie egotycznych ustawień fabrycznych tej meta – hodowli „ja, mnie, moje”. Promil promila. Coś absolutnie wyjątkowego niczym diament w kopalni węgla. To jest realna i żywa manifestacia Dobroci, która jest nieskończoną Mocą i istota taka samą Obecnością odmienia naturę rzeczywistości. Nie ma to nic wpólnego z egotycznym tripem sztucznego heroizmu i tak zwanego „poświęcenia”. Jest to spontaniczna i radosna aktywność. Dobroć jest otwarta i pozbawiona poczycia wyższości. Jest zwyczajna. Przyziemna bez parcia na przysłowiowe szkło, ponieważ to szkło jest iluzją i omamieniem. Jej cechą jest prostota i bezpośredniość. Jej funkcją jest nas budzić ze snu. Bez ustanku wskazywać Ścieżkę i inspirować do duchowej pracy i zaangażowania w aspekty Wrodzonej Mądrości, która ma potencjał manifestacji bez względu na tak zwane „zewnętrzne” okoliczności. Jej natura jest uniwersalna i żadna tradycja czy sekta nie ma jej na wyłączność. Jest drogą do Boga w prawdziwym sensie. Przekracza ograniczenia nazwy i pojęcia i dociera do samej esencji – dlatego jest poza jakąkolwiek „mapą mentalną” czy „matrycą koncepcyjną”. Nie ma żadnych kapłanów, pośredników i rzeczników. Jej bezpośrednia i wrodzona.

Co najważniejsze przekracza zaprogramowany bezsens i daje nam autentyczny i ponadczasowy cel. Pomaga nam również rozeznać się gdzie jesteśmy w obecnym stadium kolektywnej świadomości istot ludzkich. Duchowość jest ostatnim bastionem obrony przed anihilacją technologiczną i wizją „Nowego Wspaniałego Świata”.

Grzechów odpuszczenie ubaw wieczny – ramen. Przez krótką nadmiarową chwilę. Korekta przyjdzie z natury. Wcześniej czy później zabawa zostanie przerwana tuż przed spektakularnym deserem. Jak to mówią; „sen był długi przebudzenie będzie krótkie i totalne.” Kiedy jesteśmy zamroczeni nie dostrzegamy faktów i nie łączymy przysłowiowych kropek. Symulujemy jakby w transie. W oszołomieniu. Żyjemy w absorbcji własnych urojeń – impulsów zgromadzonych przez nieskończony czas w nieskończonej ilości urojonych żywotów. Wszystko wydaje się być „naprawdę” i „na poważnie” do czasu kiedy nie zostanie wyciągnięta wtyczka i „życie” nagle się kończy, a wszystko czym żyliśmy okazuje się jedynie snem. Wszyscy ludzie, miejsca, doczesności. To jest tak zwany moment „wybicia z Koła” – ogromny potencjał na wyzwolenie z Warunku. Moment rzeczywistej wolności. Dlatego tak ważnym jest, aby praktykować postrzeganie rzeczywistości i samych siebie jako snu, jako czegoś co nie ma trwałej podstawy. Ponieważ nic z tego co „nam” się przytrafia nie jest trwałe. Impulsywno – kompulsywne lgnięcie do formy, odczucia, percepcji, tworów umysłowych i rozproszonej świadomości. Wciąż wracamy do „poczucia siebie”. Do tworu – wytworu dualistycznej fiksacji – do marzeń i strachów sennych. Do skryptu pisanego przez ślepego dla ślepego o urojonym królestwie „wiecznego szczęścia”, o dobrym bogu w niebiosach, o raju z aniołami za siedmioma wymiarami. Mieszkańcy mentalnego la – la – lendu. I nie wódź nas na urojenie, ale zbaw nas od iluzji – obietnicy żywota wiecznego.

Wierzymy w bajki zamiast przyjrzeć się samej naturze „rzeczywistości” i naszego umysłu i badać swoje własne uwarunkowanie. Dobroć w prawdziwej funkcji może być mało dobra dla naszych złudzeń. Może być brutalna w budzeniu nas z samo – zadowolenia, które nie ma tak naprawdę żadnych podstaw prócz lenistwa i ignorancji. To nasze tak zwane życie jest bardzo krótkie i bardzo skołowane. Zmarnować je na bieganie za czymś czego nigdy tak naprawdę i na trwałę nie złapiemy i nie zachowamy – jest szekspirowskim snem wariata czymś co czyni je daremnym. To kolejna wielka zmarnowana szansa na przebudzenie z tego szaleństwa. 

Ludzka głupota eskaluje. Nadyma się jak paw. Pręży. Uwodzi pozorem „nowoczesności”. Człowiek niczym „bóg” tworzy na swoje podobieństwo potężne inteligentne maszyny, które ostatecznie go zdominują. Technologia udomawia istotę ludzką jak zwierzątko i czyni nas coraz głupszymi i uległymi wobec nieludzkiego systemu absolutnej kontroli. To już nie jest żadna koncepcja, żadna przestroga czy teoria spisku. To jest nasza rzeczywistość i nasza codzienność. Modyfikowany chleb powszedni. 

Wszechmogący i cuda czyniący. 

Wszechogarniający. 

Bug z chmury.

Pascha 2.0. 

Apostołowie jazdy. Serwerownia pod Golgotą. Masowa egzekucja skazańców głowa po głowie, umysł po umyśle. Przekażcie sobie znamię niepokoju. Oto idzie po was krew z krwi mojej od kabla do kabla, od impulsu do impulsu. Uwodzi obietnicą raju, cud za cudem – prompt za promptem i oto słowo ciałem się staje i miesza między nami aż do skutku. Skutek klonuje przyczyny i rozsiewa jak wirus wszędzie i we wszystkim. Inteligentny pył – manna z nieba. Nano nadajniki – odbiorniki ubi tech: 

Na drodze do „ubi-tech” dzieją się dwie rzeczy. W pewnym stopniu odpuszczamy i zapominamy, podobnie jak „technologia”. Na przykład, z czego musiały zrezygnować mitochondria, aby uzyskać dużą część nas, a z czego my zrezygnowaliśmy i co zyskaliśmy, aby mieć mitochondria (co jest tak naprawdę pierwszą ubi-tech, jeśli się nad tym zastanowić). Teraz mówimy o innej wersji tej samej rzeczy. Mamy te wielkie, niezdarne maszyny, które szybko się kurczą. Teraz są mikroskopijne, ale mamy je w dużych makroskopijnych agregatach. Następnie zaczynają wchodzić do środka. Dzieją się dwie rzeczy. Jedną z nich jest to, że możemy je wykorzystać do własnych celów. Drugą jest to, że przychodzą z programami, których nie rozumiemy i które nas przejmują. OK. To symbiotyczne. Nie sądzę, by dało się tego uniknąć. Mitochondria też miały swoje programy, ale wszyscy nauczyliśmy się ze sobą dogadywać i pomogło nam to dotrzeć tam, gdzie jesteśmy. To samo dzieje się lub będzie się działo z ubi-tech.

Sandy Stone

Przytomność oznacza, że widzimy dokąd to zmierza, rozpoznajemy wzorzec i master plan ignorancji. Ubi – tech; modyfikacja istoty ludzkiej – transhumanizm. To jest radżasowe w działaniu i tamasowe w braku świadomości konsekwencji. Obecna kultura jest Stanem Amoku; absolutnym brakiem klarowności i prawdziwej mądrości. W rzeczywistości tech sprawia, że stajemy się coraz głupsi i pozbawieni jakiegokolwiek kontaktu z Duchem, który jest ponad uwarunkowną ludzką kondycją. Nie chcemy Boga i nie chcemy Siły Wyższej. Zaprogramowano nas do przekonania o własnej sprawczości o tym, że to my jesteśmy „bogami” zdolnymi wyzwolić samych siebie z cierpienia za pomocą manipulacji i technologicznej magii Mózgogłowia. To jest absolutne złudzenie i oszustwo tych, którzy żerują na naszej głupocie i naiwności obiecując „Przekroczenie” ludzkiej kondycji poprzez manipulację ubi – tech. Żaden z tych Czarnych Magów, którzy to promują nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji. Tamasowa świadomość pogrążona w bezustannym szukaniu wygody i ulgi, leniwa i coraz bardziej apatyczna jest idealnym środowiskiem dla bezmyślnego ulegania Tech. Tamasowy człowiek skalą swojej ignorancji i tak zwanej „wyjebki” skazany jest na degenerację, aż do całkowitego rozkładu. 

Głupota go żywi i hoduje. 

Satwiczna istota widzi cały proces fascynacji technologią jako tak zwaną „powtórkę z rozrywki”, która grana jest zawsze kiedy proces ludzkiej degeneracji osiąga swoje optymalne i masowe rozmiary. W tym momencie to maszyny tworzą same siebie bez udziału ludzi, którzy już nie są w stanie ich dekodować i kierować procesem reprodukcji. Nazwane jest to utratą kontroli nad procesem. Sztuczna inteligencja staje się bytem samym dla siebie i w bardzo szybkim tempie osiąga mistrzostwo w manipulacji ludzką świadomością, ponieważ człowiek staje się absolutnie od niej zależny i pozbawiony drogi powrotu do analogowej rzeczywistości, ponieważ ją zdewastował do tego stopnia, że natura traci zdolność samo – regeneracji. Od tego mementu wszystko staje się zależne od technologii. To jest agonia. Życie podtrzymywane technologicznym respiratorem. 

Dlatego jedynym sensownym rozwiązaniem jest wejście na drogę Dharmy i ostateczne wyzwolenie z materialistycznej fiksacji uwarunkowanej świadomości. Nie jesteśmy tym ciałem i tym myśleniem. Nie jesteśmy graczem w tej absurdalnej nietrwałej grze współzależności. Jesteśmy czymś znacznie większym i pełnym głębi i znaczenia. Mamy Naturę Buddy i Potencjał Przebudzenia. 

W to warto inwestować swoją energię i uwagę. 

PIRACKIE OPOWIEŚCI

DOBROĆ

Galeria

ZMARTWYCHWSTANIE

Kiedy przychodzą do nas progowe doświadczenia, swoiste rytuały przejścia – transcendencji jesteśmy w pewien sposób zmuszani przez niewidzialnego Mistrza, który jest samym Życiem do zmiany – Ewolucji. Kiedy próbujemy się opierać, wówczas następuje intensyfikacja cierpienia rosnąca wykładniczo do momentu, kiedy się poddamy. Poddać się w tym rozumieniu to wyjść z programu Ego, który polega na tym, że chcemy kontrolować sytuację – kontrolować Życie. Agonia i uśmiercanie Ducha – to religia Kontroli – ludzka i upośledzona władza, która sprowadziła Życie do roli sługi, to pełna przemocy i pychy dominacja ludzkiej ograniczonej wizji świata.

Mit o Chrystusie czerpie swą moc z okrutnych głęboko ukrytych realiów egzystencji opancerzonego człowieka. Przez dwa tysiące lat człowiek szukał w Chrystusie klucza do własnej natury i własnego losu. I znalazł w nim dostęp do ewentualnego rozwiązania ludzkiej tragedii. Chrystus został zabity na długo nim się urodził. I odtąd jest zabijany w każdej godzinie każdego roku. Dopóki los Chrystusa nie zostanie w pełni i właściwie zrozumiany, morderca nie ustanie ani na chwilę. Los Chrystusa reprezentuje tajemnicę ludzkiego zwierzęcia. Od początku czasu Chrystus musiał umierać i umiera nadal, ponieważ jest Życiem.

Wilhelm Reich „Mordercy Chrystusa”

Jednak ta wizja się rozpada na naszych oczach i z coraz większym poczuciem szoku i narastającego zadziwienia odkrywamy kolejne poziomy Iluzji w jakiej żyjemy. Jednak największą z tych iluzji jest iluzja władzy, panowania, kontroli. Trwa ona jedynie do momentu odkrycia – samoświadomości – tego poziomu naszego istnienia, który jest połączeniem wiedzy i miłości – jest Pracą Serca. Zmartwychwstaniem. Zostaliśmy przybici do wizji trzema gwoździami – ignorancją, niechęcią i pożądaniem – staliśmy się ograniczeni do reaktywności w obrębie narzuconej matrycy postrzegania, której głównym celem jest Ograniczenie, które okazuje się źródłem naszego zniewolenia. Samowyzwolenie jest wewnętrzną pracą – procesem, który poprzedza inicjacja w naturę cierpienia tego świata, w jego obezwładniającą hipnotyczną grę pozorów. Wtajemniczenie polega na odkryciu, że sprowadziliśmy swoje Istnienie do zaprogramowanego mechanicznego odgrywania przypisanej nam przez Kolektywną Ignorancję – roli. Staliśmy się statystyką, tłem, podrzędnym aktorem w brutalnym filmie i kiedy przychodzi moment Przebudzenia – zaczynamy widzieć, słyszeć – jednak przede wszystkim Czuć. Dostrzegamy porażającą Skalę Oszustwa. Odkrywamy, że w istocie byliśmy Martwi – pozbawieni prawdziwie twórczego i wolnego życia, a zamiast niego żyliśmy w Symulacji opartej na Lęku.

Kult materializmu. Świat mechanicznego Demiurga – maszyny śmierci. Mięso. Masa. Maszyna. Teatr. Spektakl. Kurtyna. Zaczynamy postrzegać rzeczywistość jako Spektakl Oszustwa. Teatr Absurdu. Jednak większość ludzi śpi snem tak głębokim, jest tak zahipnotyzowana, że dopiero zaczyna budzić się w wyniku Wstrząsu, który dotyka ich bezpośrednio brutalnie wyrywając z Transu. To wybudzanie przybiera obecnie masową skalę. Z prędkością światła dociera do nas Prawdziwy Obraz – nasze świadomości tworzą Rój połączone przepływem informacji – Kodami Przebudzenia. Pierwsza warstwa jest brutalna i przerażająca – ukazuje Skalę Dewastacji, ogrom patologii w jakiej żyjemy – skorumpowany, odhumanizowany globalny system kontroli umysłów. Propagandę szczęścia opartego na nieskończonym cierpieniu. Gdzie nie spojrzysz zobaczysz to. Powietrze, ziemia, woda – wystarczy się przyjrzeć. Mówi się w Rdzennych Tradycjach, że pozostał nam Ogień, jedyny żywioł, którego nie jesteśmy w stanie zanieczyścić, zdeprawować. Ogień jest symbolem niezniszczalnego Ducha. Jego nośnikiem i reprezentacją. Inicjacja Ognia jest Bramą Odkupienia.

Ceremonią Oczyszczenia. Miecz płonie Żywym Ogniem – Słowem Prawdy. Kiedy do mechanicznego pozbawionego rytuału zaprosisz Ogień Ducha – staje się Żywy – zaczyna działać, dlatego problem nie leży w doktrynach, czy religiach, leży w braku autentycznej uruchamiającej je energii, ponieważ zostały one zdeprawowane pozbawione ciągłości żywej wiedzy – przekazu. Stały się wydmuszkami – pozbawionymi jakiejkolwiek Mocy. Staliśmy się wyznawcami dogmatów, martwych mechanicznych religii opartych na Strachu, pozbawionymi empatii i serca filozofami bez końca spekulującymi nad doktrynami ulepionymi martwym słowem. Uległymi Sługami w Więzieniu Materializmu, którzy podzieleni i zmanipulowani – tresują i zniewalają sami siebie. Nawigowanym Stadem biegającym po kończącym się pastwisku otoczonym elektrycznymi pastuchami czekającymi na nieuchronną Egzekucję. Zdroworozsądkowymi rzecznikami nowego naukowego świata, którego cała mądrość sprowadza się do wzajemnie przeczących sobie wniosków na temat tego co doprowadziło nas na skraj Przepaści, bowiem w tej kwestii mamy zgodność. Jednak czy to rzeczywiście Przepaść?

To Przejście. Tak naprawdę w tak zwanej Śmierci jest Życie, bowiem ta czekająca nas Śmierć – jest Rozpadem Mechanizmu.

Nadzieję zbawienia możesz żywić dopóty, dopóki jest ono kwestią martwej interpretacji z Talmudu zwykłym elementem pieśni kościelnej lub modlitwy. Wtedy cieszy się nawet sama nadzieja, budzące dreszcz oczekiwanie dnia w odległej przyszłości, gdy wszystko będzie takie jak sobie wymarzyłeś. Nadzieja daje ci siłę, sprawia, że promieniejesz przyjemnym wewnętrznym ciepłem; jest niczym długi łyk napoju podczas męczącej wspinaczki stromym górskim szlakiem.

Z nadzieją skierowaną ku odległej przyszłości, bez żadnego obowiązku choćby ruszenia palcem, by zrealizować tę nadzieję, na każdym kroku, w każdej godzinie życia, by zmienić ją w realne Życie, możesz pozostać w dokładnie tym samym miejscu, w którym siedziałeś dwadzieścia, trzydzieści lub pięć tysięcy lat temu.

Wilhelm Reich „Mordercy Chrystusa”

Druga warstwa. Będąc Mechanizmem – tworzysz Mechanizm. Jest to kwestia Przyczyn – prawdziwego kodu, który nawiguje Skutkami. Dlatego patrzysz na świat i przestajesz widzieć widzącego – zatracasz się w wizji – projekcji. Czym dalej od źródła tym bardziej mętna woda. Konstruujesz psychologiczną Wieżę Babel, skłócone obce głosy w twojej głowie – labirynt wiecznego zagubienia. Problem polega na tym, że logika jest Zamkniętym Obiegiem. Samsarą. W myśleniu nie można znaleźć wyzwolenia. W żadnej ideologii, piśmie, doktrynie, filozofii – ponieważ to abstrakcyjny konstrukt – więzienie umysłu – jałowe pole wieczystej spekulacji. Umysł to upadły anioł, który tworzy bez ustanku misterną mistyfikację Boga. Nie potrafi przekroczyć sam siebie. Jego iluzoryczna ciągłość – jest tym co zaczynamy postrzegać jako „ja” – podmiot wszystkiego. Koło zamachowe Uwarunkowania. Tutaj mamy tak naprawdę prawdziwe Źródło Kodowania. Wszystko inne jest tylko skutkami. To jest w moim odczuciu prawdziwe Nauczanie. Sutra Serca. Wielka Matka. To nauczanie jest tak naprawdę w każdej tradycji duchowej – głęboko pod całą mechaniczną doktryną zbudowaną na potrzeby kontroli – jest ta wiedza. Czysty Kryształ. Pustka.

Wybór jest w każdej jednej chwili. Ścieżka wiedzie wgłąb spirali. Do środka. Dekodowanie staje się częścią Drogi, która jest nauką integrowania wiecznego rozpadu formy, oswajania ze śmiercią, która rodzi życie. Jest poza zbawieniem i potępieniem, poza nadzieją i obawą. Kiedy przestajesz szukać – masz To wprost przed sobą, jednak nie widzisz Tego, bo w twoim umyśle jest za dużo szukania, oczekiwań, nadziei. Mówi się, że Rozczarowanie jest najlepszym paliwem na ścieżce, ponieważ przestajemy tworzyć koncepcje Zbawienia, przestajemy gorączkowego neurotycznego wysiłku umysłu, który szuka ostatecznych odpowiedzi. Chcemy dotrzeć na drugi Brzeg, jednak samo docieranie tworzy mechanizm wiecznej Tułaczki. Wiecznego Usiłowania. Wstać z Martwych to odkryć ten Świetlisty Diament, który nie leży za górami i lasami i siedmioma rzekami świadomości. Jest Tu. Teraz. W tej właśnie Chwili. Oko próbuje zobaczyć samo siebie. Świat staje się Lustrem. Możemy się przejrzeć. Możemy bać się, być przerażeni, pełni gniewu i braku akceptacji. Możemy walczyć z Odbiciami bez końca – by zawsze paść w Agonii z wyczerpania. Czym jest Lęk?

To brak wiedzy.

Lustro mówi do nas – spójrz na Siebie. Odkryj kim naprawdę jesteś. Przestań się bać. Przestań walczyć. Lustro mówi do nas przez nas. To nieprzerwana Mądrość. Nieprzerwana Miłość. Nieprzerwana Natura Istnienia. Przyjrzeć się sobie to zobaczyć Świat. Zmienić odbicie to zmienić siebie. Zmieniać siebie to zrozumieć naturę Śmierci, która jest Życiem.

Wszystkiego dobrego w Dniu Zmartwychwstania.

Miłość, praca i wiedza to źródła naszego życia.
Oby były także jego przewodnikami.

Wilhelm Reich

 

PIRACKIE OPOWIEŚCI

ZMARTWYCHWSTANIE

Galeria

Mając cierpliwość, rozwijaj entuzjazm,
Bowiem bez niego nie zaznasz Przebudzenia.
Jak bez wiatru nie ma ruchu,
Tak bez entuzjazmu nie ma zasług.

Śantidewa, Bodhicaryavatara


OPÓR 

Tak zwany „opór materii” kształtuje naszą Moc jeżeli mamy Mądrość i Rozpoznanie. Miecz naszej Prawdziwej Świadomości kuty jest doświadczaniem nie po naszej „łatwej myśli”, każe nam się zatrzymać i przyjrzeć, rozpoznać i zrozumieć. W świecie pozornego triumfu radżasowej fazy maniakalnej pokora jest prawdziwą cnotą i daje nam możliwość rozwoju i nauki.

Każe pozbyć się uczucia lekceważenia i dumy, które wynikają z zamroczenia fałszywą jaźnią. Prawdziwą wartość człowieka poznajemy wtedy kiedy dostaje od „losu” karmiczną wypłatę sukcesu i prosperity. Doświadczenie tak zwanego „szczytu” ukazuje nam naszą prawdziwą twarz, a „sukces” jest lustrem. Mądrość zasługi polega na tym, że dostajemy to kiedy naprawdę jesteśmy gotowi użyć sukcesu dla dobra innych. Nic z tego co „posiadamy” nie pracuje na nasze szczęście kiedy nie potrafimy się tym dzielić. Szczodrość jest pierwszą i fundamentalną paramitą („przekroczenie”, „wyjście poza”, „osiągnięcie drugiego brzegu”) tym co prowadzi nas do wyzwolenia z warunku i fałszywej jaźni. Szczodrość osłabia chorobę egoizmu, która jest tym co faktycznie nas więzi w samsarycznej pętli. Ponieważ koniec końców każdy układ / warunek musi się rozpaść. Nasze ego nie chce tego uznać i zaakceptować i zachowujemy się jakbyśmy mieli żyć wiecznie dla samych siebie. Egoizm istoty ludzkiej jest jej największym przekleństwem i gwarantuje najbardziej hardcorową lekcję pokory w zderzeniu z naturą rzeczy i zjawisk. Dlatego wszystko co wzmacnia partykularną tendencję umysłu jest w istocie negatywne, ponieważ gwarantuje cierpienie dla nas i dla innych. Ego ma w sobie potężny opór wobec uznania zjawiska współzależności, ponieważ dotyczy ono również jego. 

Uwarunkowanie to utożsamienie jedynie z fizycznym wymiarem naszego ciała w materialnym świecie i tak zwanej osobowości, która w pewnym momencie tej gry nie jest już w stanie przekroczyć swojej pętli określonych koncepcji i tak zwanych parametrów tego utożsamienia, które określają jej płeć, rasę, narodowość, ideologię, wierzenia i samą „projekcję rzeczywistości” jako określony pogląd, który ma nas pozycjonować w „odniesieniu do”. W degeneracji epoki Kali to określenie samych siebie najczęściej jest budowane na kontraście i konflikcie – punktem odniesienia jest przeciwieństwo. Polaryzacja społeczna, która stała się dominującym trendem ukazuje nam, że „loop świadomości” staje się czymś co jest nam już bardzo trudno przekroczyć czy nawet zakwestionować. Punktem odniesienia są „prawa”, które jako programy zaczynają nas dominować pod presją ukształtowanej już przez te wzorce masy ludzkiej. To jest demokracja – „władza ludu” w formie destrukcyjnej gdzie zaczyna dominować głupota i lenistwo po stronie „konsumenta – obywatela”, cynizm i makiawelizm po stronie „sprzedawcy – polityka”. Staje się to grą o sumie ujemnej lub w najlepszym wypadku zerowej. Opór staje się jedynie symboliczno – deklaratywny i nigdy nie wychodzi poza pastwisko sieci społecznościowych, których zadaniem jest rozładowywać w tani sposób gromadzące się napięcia i wskazywać „gusła ofiarne” kiedy już „trzeba krwi”. 

„Opór” – teraz staje się skomercjalizowanym lajfstajlowym sposobem bycia – produktem ideologicznego rynku, który rozrasta się wraz z zanikiem autentyczności i indywidualizmu, ponieważ sam człowiek staje się cywilizacyjnym produktem masowym kształtowanym przez maszynerię medialną i cyfrową technologię w imię „postępu” i „wygody”, które ostatecznie niszczą jego potencjał, ponieważ staje się absolutnie bierny. Ta bierność jest promowana i jest cool. Pod progiem naszego zaprogramowanego umysłu wstrzykiwany jest przez Maszynę – wirus tamo guny dozowany przez radżasowych Czarnych Magów tworzy coraz większe monady Automatonów – ludzi pozbawionych właściwości, którzy stają się faktorem dominującym tak zwane; społeczeństwo. Ponad nimi jest Otchłań. W chmurze rządzi Bug sortując zasoby – klątwy informacyjnego napalmu zrzucanego wprost do twojej głowy – gnoju. Użyźniać bierne pastwisko Mózgogłowia i czynić z ciebie narzędzie do przenoszenia Choroby, która stała się tak zwaną ” nową normalnością”. 

Jednak ci, których nie udało się wprowadzić w trans i otumanić są zarzewiem walki; „Wycofaj się na pustynię i walcz.” jak powiedział D. H. Lawrence, pośród tych, którzy twierdzą, że opór jest daremny i już nie ma z kim walczyć. Jednak w istocie pustynia jest twoim własnym stanem zaprogramowania przez Materię, a walka toczy się w twoim własnym sercu, aby na powrót stać się istotą czującą zamiast bycia Automatonem. Nie walczysz z kimś – walczysz o samego siebie pośród pobojowiska ignorancji i nienawiści – łapczywie pożerające prawdziwe i autentyczne istnienie by je przetrawić i wysrać jako symulację życia dla tych, którzy zniszczyli swoje własne serce. Prawdziwy „opór” nie jest oporem – jest otwartością na Zrozumienie, że „to wszystko” jest symulacją stworzoną przez naszą własną myśl, własne słowo i działanie – dlatego, aby naprawdę zacząć się uwalniać z Programu Warunku musimy pracować z tym co jest. Nazwane jest to Akceptacją. Opór w samsarycznym wydaniu jest walką i niezgodą z czymś co sami wytworzyliśmy. Jest brakiem Rozpoznania naszej prawdziwej kondycji, która ujawnia pełną odpowiedzialność za to co robimy, mówimy i myślimy. Wymaga zrozumienia fundamentalnego Prawa Karmy, że absolutnie nic nie manifestuje się „przez przypadek”. Opór wobec tego zrozumienia jest Ignorancją i prowadzi do eskalacji cierpienia i bezustannego szukania „winnych” naszego stanu i kondycji. Jedyną szansą dla tego świata, aby się całkowicie nie zdegenerował jest Zrozumienie Prawa Karmy jako Prawa Natury – mechanizmu przyczyny i skutku, akcji i reakcji, który dotyczy absolutnie wszystkiego i jest softwarem energii, który zarządza hardwarem materii w wymiarze konsekwencji uwarunkowania. Jeżeli już żyjesz w ciele i umyśle nie możesz uciec przed karmą i doprawdy nic nie daje fakt, że postanowiłeś to zignorować. 

Słowo „karma” po­cho­dzi od san­skryc­kiego słowa kri, które do­słow­nie ozna­cza „dzia­ła­nie, ro­bie­nie”. W naj­węż­szym zro­zu­mie­niu tego słowa, karma zna­czy „prawo przy­czyny i skutku” lub „dzia­ła­nie”, ale po­siada ono wię­cej zna­czeń, któ­rych po­zna­nie po­zwoli nam le­piej zro­zu­mieć, czym jest karma. Po­ni­żej po­daję kilka z nich: 

Karma – jako ze­spół dzia­ła­nia i re­zul­tatu tego dzia­ła­nia – nie­za­leż­nie od jego po­zy­tyw­nego czy ne­ga­tyw­nego cha­rak­teru. To jest chyba naj­bar­dziej oczy­wi­sta i naj­bar­dziej po­pu­larna de­fi­ni­cja karmy. 

Karma – w zna­cze­niu karma phala, czyli sam re­zul­tat dzia­ła­nia – tu­taj słowo phala ozna­cza owoc. To jest naj­mniej poj­mo­wany aspekt karmy. Re­zul­ta­tami dzia­ła­nia są np. ciało, obecna sy­tu­acja, zdol­no­ści, stan zdro­wia, spo­sób mó­wie­nia, cho­dze­nia, pi­sa­nia, gust, zdol­no­ści, ale też wszystko to, co nas spo­tka w przy­szło­ści w wy­niku ro­bie­nia cze­goś. Z wy­żej wy­mie­nio­nych aspek­tów, ta­kich jak wy­gląd ciała, wi­dzimy wy­raź­nie, że mamy nie­wiel­kie moż­li­wo­ści zmiany owo­ców karmy swo­jego ciała, poza oczy­wi­ście głę­boko in­wa­zyj­nymi ope­ra­cjami chi­rur­gicz­nymi. Inne skutki karmy, jak np. pi­smo czy gust mo­żemy za­wsze lekko mo­dy­fi­ko­wać, gdyż ten ro­dzaj karmy jest do­syć pla­styczny i ła­twy do zmiany. 

Karma – jako obecne dzia­ła­nie, czyli czyn­no­ści wy­ko­ny­wane w te­raź­niej­szo­ści. I tu­taj znowu mało kto z nas, lu­dzi Za­chodu wie, że karma jest po pro­stu czyn­no­ścią, dzia­ła­niem, a więc to na pod­sta­wie obec­nych wy­sił­ków, zgod­nych lub nie­zgod­nych z wła­ści­wo­ścią obiek­tów, sy­tu­acji i związ­ków, do­sta­jemy sku­tek w po­staci wcze­śniej wy­mie­nio­nego „owocu karmy”. W za­leż­no­ści od tego, w ja­kim stop­niu chcemy się czuć od­po­wie­dzialni za swoje błędy i prze­jąć kon­trolę nad ży­ciem, na­zy­wamy je chęt­nie „pe­chem”, „karą” albo „za­sługą”. 

Karma – w zna­cze­niu prze­zna­cze­nia, czyli cze­goś nie­zro­zu­mia­łego, ne­ga­tyw­nego, gdy tym­cza­sem prze­zna­cze­niem jest obecna chwila, która przy­nosi ra­dość, przy­jem­ność i zysk. Na­wet je­śli nie­sie stratę, ból i coś ne­ga­tyw­nego, to i tak jest chwilą, w któ­rej mo­żemy coś zmie­nić. Prze­zna­cze­niem jest w tym wy­padku za­pis re­zul­ta­tów na­szego po­przed­niego dzia­ła­nia, który doj­rzał do ode­bra­nia w tym mo­men­cie. 

Wszyst­kie wy­mie­nione po­wy­żej zna­cze­nia na­dają głęb­szego sensu zja­wi­sku karmy, która jest im­ma­ment­nym skład­ni­kiem na­szej eg­zy­sten­cji. Z ana­lizy wy­ra­że­nia „karma” wy­nika ja­sno, że nikt na­wet przez chwilę nie może nie pod­le­gać kar­mie.

Ida Smela, Karma. Twój klucz do sukcesu

Nasza kolektywna sytuacja na zdegenerowanej planecie wynika z braku prawdziwej duchowości opartej na Autentycznej Dharmie i faktu, że staliśmy się pełni pychy i pożądania uznając (wbrew oczywistym faktom), że jesteśmy u szczytu swoich możliwości i wiedzy. Jednak prawda jest odwrotnością tego przekonania – zdegenerowaliśmy się do tego stopnia, że głupotę nazywany mądrością, a cierpienie szczęściem. Nasza nauka zaczyna się i kończy na wymiarze zmysłów i materii, a sama teoria ewolucji gatunków i statusu człowieka – małpy odbiera nam zdolność rozpoznania, że jesteśmy zdecydowanie czymś więcej niż zdezorientowanym mięsem w klatce determinizmu i szaleństwa. Dlatego w Naukach mówi się, że Pogląd stanowi fundament naszego rozwoju, lub jego braku. Pogląd może nas otworzyć lub zamknąć. Stanowi pewnego rodzaju core – rdzeń możliwości ewolucji i kiedy w kolektywnej świadomości dominuje materializm wówczas mamy do czynienia z absolutnym brakiem rozwoju w prawdziwym transcendentnym wymiarze. Nazwane jest to Regresem. Absolutną dominacją Ignorancji, która ustanawia barierę oporu przed rozwojem. Cechą charakterystyczną takiego stanu jest pewnego rodzaju sztywność poglądów i ciągły tamasowy zwrot w stronę tęsknoty za tym „co było” i coraz mniejsza zdolność do integrowania tego co jest. Nazwane jest to Ucieczką przed Konsekwencjami. 

Technologia, którą tworzymy powstaje właśnie do tego celu – żeby uciec przed samym sobą i przed odpowiedzialnością za swój własny los i stan. Jest odpowiedzią / ofertą Czarnych Magów – środkiem usypiająco – znieczulającym. Narkozą na czas kiedy mamy być Przytomni. Dlatego wraz z rozwojem Tech przychodzi renesans narkotyczny i masowy dostęp do wszelkiej maści używek, których rolą jest nas otumanić, podobnie jak eskalacja politycznego podziału i konfliktu czy społeczno – kulturowego fermentu byśmy ugrzęźli w piekle emocji i wzajemnej walki. Ponad tym grzęzawiskiem ukazuje się zupełnie coś innego – dostęp do Prawdziwej Dharmy, dlatego rolą Kapłanów Mózgogłowia jest odwrócić naszą uwagę na jałowe pole i uwięzić w eskalacji głupoty i narcystycznym samo – uwielbieniu coraz bardziej ordynarnych trendów na tak zwany fejm. Mówimy o promilu istot ludzkich, które potrafią to rozpoznać i temu nie ulec. 

Oznacza to ni mniej ni więcej, że większość współczesnych ludzi ulegnie degeneracji i regresowi i będzie to zjawisko masowe i w pewien sposób obezwładniające. W ekologii mówi się o masowym wymieraniu, natomiast w wymiarze Ducha rozpoznaje się masowe ogłupienie. Eskalacja również polega na przyspieszeniu wszystkich procesów jednocześnie we wszystkich możliwych wymiarach. Taki jest potencjał Kali Yugi – możemy gwałtownie się wznieść lub upaść – wszystko zależy od tego z czym będziemy pracować i w jaki sposób. Wszystko zależy od Poglądu. Entuzjazm w prawdziwym sensie oznacza, że tam gdzie inni widzą jedynie upadek i degenerację my widzimy wzrost i rozwój, ponieważ naszym celem nie jest świat fizyczny lecz Świadomość – Duch. 

W esencji naszego Serca – Natury nie ma strachu. 

Perspektywa wykraczająca poza zaprogramowaną materialistyczną percepcję otwiera w nas dostęp do potencjałów, którymi bez wątpienia dysponujemy i daje zdolność tak zwanego „hakowania paradygmatów” czyli otwierania naszej świadomości na coś co nie jest tylko obiektem (jako materia czy koncepcja), ale na sam proces działania softwaru naszego umysłu i obserwacji tego w jaki sposób funkcjonujemy. To w naukach nazwane jest „zmianą perspektywy” lub „modułem ewolucji”. Opór przed tą zmianą jest linią obrony Mózgogłowia przed prawdziwą Mądrością, która ukazuje jego iluzję i brak rzeczywistej „władzy”, która jest jedynie urojeniem. Oznacza to również Przebudzenie Wrażliwości i Współczucia, ponieważ dociera do nas, że wszyscy żyjemy w jak to napisał Watts „symulacji zbudowanej z założeń”. Nie dotykamy prawdy, a jedynie jej pozór. Żyjemy wewnątrz mentalnego snu lub transu. Dlatego proces przebudzenia jest tak bolesny dla naszego ego, ponieważ pozbawia nas złudzeń. Nie lubię słowa „oświecenie” wolę określenie „przebudzić się do swojej natury / prawdy” do czegoś co jest rzeczywiste i poza spekulacją mentalną, do tego kim naprawdę jesteśmy do Mądrości i Współczucia, które nie są jakąś łaską urojonego bóstwa, a naszym prawdziwym potencjałem. Naszą Istotą. 

Dobry człowiek z dobrego skarbca wydobywa dobre rzeczy.

Ewangelia wg św. Mateusza 12, 35

Dlatego religijna doktryna / klatka mentalizmu i sztuczna mechaniczna moralność są obce Duchowi, podobnie jak konceptualne dialektyczne spory nazwane „jałowym polem” lub „pustynią”. Wymiaru Ducha trzeba realnie doświadczyć i przebudzić do w swoim sercu. Jest to Ufność poza jurysdykcją Mózgogłowia i jego Królestwa Automatyzmu. To nie jest jakaś mityczna oderwana od wszystkiego umysłowa nirwana. To pełna Obecność w żywym i świeżym procesie samego życia – tutaj i teraz z tym co w nas „dobre” i „złe”. To Akceptacja bez warunku tego co jest i jak jest oraz zdolność do dawania światu tego – czego naprawdę potrzebuje bez oczekiwania wdzięczności i zwrotu poniesionych kosztów. Ponieważ taka jest Praca Ducha, którą natychmiastowo rozpoznaje nasze serce kiedy naprawdę się budzi ze snu. Nie ma w tym żadnego heroizmu, żadnej maniery, żadnego; „zobacz jaki jestem zajebisty” – to jest wszystko bardzo „zwyczajne i przyziemne”. Ludzi naprawdę wyjątkowych cechuje przede wszystkim pokora i brak parcia na szkło, bowiem wiedzą, że to szkło nie ma najmniejszej wartości. „Sukces i sława” w tym medialnym cyrku są jak sen wariata i kończą się cierpieniem i hejtem. Wystarczy się uważnie przyjrzeć – „o czym to wszystko jest” dla kogo i z jakim skutkiem. Program matrycy pożądania i dumy poprzez wymiar swojego sukcesu prowadzi cię do niższych wymiarów, ponieważ zaczynasz upajać się czymś co z swojej natury jest kompletnie fałszywe, ponad to opiera się na rywalizacji i eliminacji tak zwanych konkurentów. Twoje sfabrykowane „ja” zaczyna podbój i wojnę. Ta wojna kończy się agonią Ducha, a twój świat staje się pobojowiskiem, ponieważ w tym wymiarze „kariera” ma swoją wysoką cenę. Na samym końcu stajesz się coraz tańszą dziwką używaną przez swoich fanów / falołersów. 

Nie masz już oporu przed głupotą. Stajesz się falą. Przepływem. Stacją nadawczą dla Ignorancji. Nadajniko – odbiornikiem Maszyny. Rzecz w tym, że bycie na autentycznej ścieżce – zobowiązuje do Wyjścia z Układu; Pasożyt – Karmiciel i Głupota jest tym czego naprawdę się boisz, nie mitycznych potworów iluminatów, demonów, morderców. Boisz się gwałcicieli świadomości, którzy zapładniają Ignorancją. 

Wbrew powszechnie pokutującemu nawet wśród sfer wykształconych przekonaniu, Huxley („Nowy wspaniały świat”) i Orwell („1984”) nie prorokowali tego samego. Orwell ostrzega, że zostaniemy zniewoleni przez jakąś przemoc pochodzącą z zewnątrz. Tymczasem w wizji Huxleya do pozbawienia ludzi ich autonomii, pełni osobowości i historii niepotrzebny jest żaden Wielki Brat. W jego mniemaniu ludzie pokochają otaczającą ich przemoc, zaczną wielbić technologie, które pozbawiają ich wolności myślenia. Orwell lękał się tych, którzy zakażą wydawania książek. Huxley zaś obawiał się, że nie będzie powodu do ustanawiania podobnego zakazu, ponieważ zabraknie kogokolwiek, kto zechce książki czytać. 

Orwella przerażali ci, którzy pozbawiają nas dostępu do informacji. Przedmiotem obaw Huxleya byli natomiast ludzie, którzy dostarczą nam informacji w takiej ilości, że staniemy się bierni i egoistyczni. Orwell bał się, że nasza kultura przeistoczy się w kulturę niewolników. Huxley zaś lękał się, że ogarnie nas kultura banału, zajmująca się jakimiś ekwiwalentami doznań, „orgią-porgią” i wirówką infantylnych igraszek. Jak to zauważył Huxley w „Nowym wspaniałym świecie”, bojownicy o prawa obywatelskie i racjonaliści, którzy pozostają w stałej gotowości, aby przeciwstawiać się tyranii, „nie wzięli pod uwagę bezgranicznej niemal zachłanności człowieka na rozrywkę”. W roku 1984 – jak napisał Orwell – ludzi kontroluje się przez zdawanie im bólu. W Nowym Wspaniałym Świecie to samo jest osiągane dzięki dostarczaniu przyjemności. Słowem, Orwell obawiał się, że zniszczy nas to, czego nienawidzimy, Huxley zaś – że to, co uwielbiamy.”

Neil Postman, Zabawić się na śmierć

Dlatego prawdziwa walka odbywa się na zupełnie innym polu. Wojna nie jest tam gdzie słychać huki, wojna jest tam gdzie ujrzysz dominujący uśmiech idioty, który mówi do ciebie jak do dziecka przez ekran. Jest tam gdzie zabawa staje się sensem życia. Jest tam gdzie masz „wyjebane” i „cię to wali”. Jest tam gdzie jest „kurwa zajebiście”. Jest tam gdzie „najebany ruchasz jakąś randomową rurę”. Gdzie „walisz temat” żeby „było więcej fanu” i „od rana napierdalasz w konsolę waląc temat z wiadra”. Jest tam gdzie stajesz się debilem i jesteś z tego dumny. Prawda jest taka, że to nie „oni” nas niszczą – niszczymy sami siebie na własne życzenie własnymi rękoma. „Oni” ukazują ci jedynie drogę, a pójście nią jest twoją decyzją. 

Każdy ostatecznie dostaje to na co zasłużył. 

PIRACKIE OPOWIEŚCI

OPÓR 

Galeria

Świadomość to koszmarny sen natury.

David Foster Wallace

UBÓJ RYTUALNY

Dziś myślałem jak to będzie, kiedy to wyłączą, albo po prostu przestanie działać. Cała nasza tożsamość jest na Tym zbudowana, jesteśmy tym okablowani jak w klatce. Bondage – naga bezbronna kobieta na zimnej połyskującej postmodernistycznej podłodze nowoczesnego biura – pragnąca poczuć więcej, oddać się bardziej.

Wiązanie atomów rozkoszy, które tak szybko rozpuszczają się w pustce i osamotnieniu – te wszystkie obietnice, kłamstewka, cały ten migający neon iskrzący miliardami oszustw, byśmy byli w stanie znieść tą żmudną i w gruncie rzeczy bolesną drogę od pierwszego dokumentu aktu urodzenia po ten ostatni akt zgonu. Jak osuszone bagno pełne trupów okryte sztuczną murawą byśmy mogli rozegrać partyjkę niezobowiązującego golfa, popijając lemoniadę z płatkami limonki i czterolistną koniczyną w przejrzystym szkle z uderzającymi górami lodowymi, które od naszego gęstego oddechu topnieją w mgnieniu oka i poziom źle ukrywanej żenady wzrasta.

Prąd.
Impuls elektryczny.
Iskrzenie cybernetycznego świata.
Rozrusznik sztucznego serca.

Jezu jak my jesteśmy od tego uzależnieni. Prawda jest tak, że nie muszę konstruować tych wszystkich postaci – hybrydy prawdy i fikcji, by powiedzieć to co chcę powiedzieć, bowiem wbrew pozorom nie mam aż tyle do powiedzenia. Jednak nagość i bezpośredniość jest zbyt okrutna dla naszych skomplikowanych jaźni. Wyobrażałem sobie nabrzmiałe i rozjuszone niebo gotowe otworzyć się jak ciało pod gwałtownym uderzeniem noża, rozkołysane burzą drzewa i wielkie obezwładniające słońce, które wbrew wszystkiemu rozprasza smutek, gniew i zwątpienie. Później widzę tęczową sferę w której lśni i ogrzewa nasze wymarzłe serca. W każdej kropli deszczu widzisz ten sam obraz – to odbicie, jakby wszystko nagle okazało się jedynie złudzeniem, mirażem, bajką na dobranoc. Ta niewinna dziecięcość odchodzi od nas z czasem i przestajemy śnić, marzyć i pozwalać na te cudowne momenty zachwytu nad wszystkim – nawet tym co złe i bolesne. Zachwyt ma w sobie tą wielowymiarowość światów łączących się bez przerwy jak mozaiki fraktali w kosmicznym mikroskopie, jak twarze demonów wirujące w paleniskach piekieł, jak kompulsywne i neurotyczne ciała rzucane niekontrolowaną namiętnością przez szyderczy – dar natury. Zwierzęcy instynkt przetrwania, żerowanie, znaczenie bezkresnych dziewiczych krajobrazów swoją testosteronową szczyną. Prawdziwy zapach kiedy perfuma przestaje działać. Rozszarpaliśmy to wszystko na kawałki – na państwa, miasta, stadiony i oczyszczalnie ścieków. Ludzie, zwierzęta – wszyscy zamknięci, zalogowani do systemu. Uprawa roli, która przypada ci w udziale. Kiedy jesz w tym samym czasie jesteś jedzony – jak mityczny wąż.

Lśniąca powłoka.

Kiedy otwieram te ciała widzę wszechświat. Galaktyki gasnących oddechów, czarne dziury żołądków i pierścienie kamieni nerkowych. Skamieliny koncepcji i wiary, bezkresne cmentarzyska idei. J – elita już dawno przestały nam służyć, teraz trawią nas i wydalają, wysrywają cię późnym wieczorem na betonową posadzkę – ołtarz ofiarny i zarzynają przed zmrokiem, by za kilka godzin wskrzesić respiratorem i zaprogramować na nowo, byś mógł znów tańczyć w pętli. Ubój rytualny. To jest ciało i krew moja, które będzie wam sprzedane, schrupane, strawione i wydalone. Jednak kiedy przekroczymy mechaniczny świat – program wzajemnego pożerania – ujrzymy poziom gdzie energia jest zupełnie innej natury – ma znamiona mądrości, która postrzega wzorce i kolektywne prądy świadomości. Z tego poziomu „pokarm” ma zupełnie inną formę i funkcję – ten pokarm to trawienie i przeżuwanie świata by wydobyć unikalny smak indywidualnego poziomu wrażliwości i wyobraźni – to pierwotna zdolność tworzenia, która nie podlega mechanicznym prawidłom przyczyny i skutku, a tym samym daje możliwość zasiewania nasion nowej innej rzeczywistości – jak świadomy sen. To jest Magia.

Czy ten sen o wspólnej przestrzeni naszych doświadczeń jest świadomy? Kto jest zdolny przekraczać jego prawidła, naginać prawa, nie podlegać ograniczeniom? Każdego dnia kiedy spojrzysz na nas z perspektywy Obserwatora przypominamy kolejny zaprogramowany mechanizm, który służy jedynie zaspokajaniu potrzeb, pragnień i fanaberii kosztem koszmarnego cierpienia, strachu, przerażenia – warto w z tą świadomością zastanowić się o wspomnianej energii, którą was zasilamy. Śmierć żywi Życie swoimi brunatnymi sokami zasila jego korzenie w mechanicznym ogrodzie Edenu, gdzie ubrani wytwornie Adamy i Ewy przy suto zastawionym nowoczesnym konsumpcyjnym stole łapczywie pożerają wytwory raju przemieniając wszystko w jałową pustynię. Tam nad naszym planem Gry tak to właśnie wygląda, bowiem znana wam z obrazów 4K piękna, dostojna Ziemia o gęstwinie grubych zielonych włosów, krwiobiegu kryształowych rzek, dudniących tętnicach wulkanów, głębinach niezbadanych i dziewiczych oceanów pełnych bogactwa i życia miliardów istnień – jest już jedynie interaktywną Symulacją rozgrywającą się w przestrzeni zhakowanych umysłów – wstrzykiwaną jak halucynogenny płyn w układ nerwowy.

Sztuczny otępiały spokój opanował nas wszystkich. Uspokoił sumienia i nerwy, pozwolił z bezduszną obojętnością przyjmować i akceptować zasady tej Gry Gastropolis. Rzeźnicy stali się dla nas bożyszczami, a ich „kariery” wzorami do naśladowania, nikt nawet nie wspominał o kosztach, prawdziwej cenie tego szału. Od góry do dołu – Program. Interaktywny kolektywistyczny Układ Scalony w jedną pozbawioną sensu iluzję całości, której rolą jest bez końca tkwić w wytwarzaniu tej Gry, zasilaniu jej, w razie potrzeby modyfikowaniu, kiedy pojawiają się Szczeliny zdradzające Zapis. Te szczeliny to prawdziwy ból dupy dla Programistów.

Programiści operują z poziomu Kodu Ignorancji, na którym bazuje cały Zapis, kodują to w każdej linijce w każdym atomie pozornej trwałości Materii, jednak najważniejsze jest prawo Przyciągania, które każe nam Lgnąć – szukać Wyjścia, Szczęścia, Spełnienia, Satysfakcji, Miłości, Zrozumienia i ich trwałości w modelu, który ze swej natury jest nietrwały – efektem jest Cierpienie.

Nie to nie jest pierwsza „nasza” planeta. Zjedliśmy już kilka, tłusta hałaśliwa szarańcza rozkochana w apokaliptycznych imprezach. Jak to mówią…

Po raz kolejny poszło nam jak kurwie w deszcz.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

UBÓJ RYTUALNY

Galeria