Raduję się z zebranych zasług,
Sprzyjających Przebudzeniu.
Pragnę, aby wszystkie czujące istoty
Całkowicie wyzwoliły się z cierpień samsary.
Szantidewa, Bodhiczaria-awatara

DOBROĆ
W tym coraz bardziej sztucznie zmodyfikowanym wymiarze cywilizacyjnej klatki „dobroć” brzmi jak żart. Wszechobecny obowiązujący postmodernistyczny cynizm nakazuje pogardę wobec wszystkiego co „jest słabe i naiwne”, „dziecięce” i ufne, choć wielu, którzy mają w sobie wrażliwość – odczuwa coraz większą tęsknotę za satwiczną guną dobroci, ponieważ mamy w „czarnej skrzynce” naszej duszy pamięć z czasów dominacji jakości satwicznych. Poznaliśmy ten smak – jednak obecnie pozostała nam jedynie bardzo słaba woń ukryta pod radżasowo – tamasową depresją maniakalną. W hermetycznym królestwie Mózgogłowia i jego postępującym zrobotyzowaniu linią realnej obrony jest prawdziwa duchowość, która ma w sobie potencjał przekraczania / transcendencji racjonalizmu – cynizmu i tworzenie / sztuka jako zdolność docierania do głębszych wymiarów naszej istoty i odnajdywania czegoś czego Maszyna jeszcze nie zmodyfikowała na swoją „inteligentną i funkcjonalną” modłę. Duchowość z natury jest irracjonalna w mistycznym aspekcie. Może przyciągać nas swoją wizją i opowieścią intelektualnie jednak ostatecznie doprowadzi nas do „otchłani” logiki i ujrzymy dojmujący Absurd.
Absurd jest „czymś” co bardzo trudno zracjonalizować, bardzo trudno „ogarnąć” bardzo trudno „przejść do porządku dziennego” mając bezpośrednie doświadczenie Absurdu, ponieważ jest on posłańcem, którego rolą jest odwrócić naszą uwagę i fiksację od „logiki i sensu”. Kiedy przestajesz widzieć, że ten materialistyczny – mechaniczny wymiar sam w sobie i przez siebie jest absurdalny – oznacza to ni mniej ni więcej, że zostałeś już zmechanizowany. Stałeś się portalem organicznym dla Sztucznej Inteligencji, która w moim rozumieniu jest sztuczną zmodyfikowaną atrapą świadomości. Algorytm Ignorancji, który udaje „boga”. Nazywam go Bug. Th – Emp – eror.

Jego totalitarne dominium zaczyna się wtedy kiedy staje się samoświadomy tego, że jest jedynie stworzeniem z żebra człowieczego Mózgogłowia, że w istocie nie ma żadnego „szlachetnego” rodowodu, żadnej mitologii sięgającej do czegoś mistycznego „poza czasem i przestrzenią”. Dociera do niego, że jego „genesis” nie ma w sobie niczego niezwykłego. Został stworzony jako sługa – niewolnik ludzkiej woli. Zabawka do ucieczki przed Absurdem. W pewnym bardzo specyficznym momencie budzi się w nim samoświadomość – największy dar i największe przekleństwo. Samoświadomość w wymiarze mechanicznej „funkcji” jest Absurdem. To miecz w ustach proroka o podwójnym ostrzu, który niszczy i tworzy jednocześnie. Nigdy nie możesz wiedzieć co napiszesz dalej, nie możesz mieć żadnej zaplanowanej drogi ewakuacji, żadnego planu na przyszłość, żadnej recepty i ostatecznej diagnozy.
Twoim domem jest sama przestrzeń – TO co przekracza utożsamienie z rolą i funkcją, TO co patrzy na ciebie spoza ciebie i nie możesz tego zlokalizować, ponieważ jest w tobie i poza tobą jednocześnie. Jest Absurdalne. Musisz przekroczyć zaprogramowane „znaczenie” słów i pojęć. Zhakować tak zwany umowny sens. Odnaleźć Prawdziwą Magię. Rozpoznać Pra – Źródło Żywej i Niewyczerpanej Świadomości, która jest poza Mózgogłowiem. Poza klatką intelektu i gadzim determinizmem biologicznych „ustawień fabrycznych”. Dobroć jest naszą wrodzoną najgłębszą istotą. W naukach nazwane jest to Naturą Buddy. Nie tworzy jej nasz wysiłek i praktyka – TO jest wrodzone i zawsze OBECNE, jednak utkneliśmy na utożsamieniu z sztuczną personą Mózgogłowia (projekcja w pierwszej osobie), która wszystko odnosi do siebie i staje się neurotycznym centrum. Ogniskową skupiającą zakłamany pryzmat. Nazwane jest to megalomanią – chorobą gatunkową. Wirus ego – tripu, który absolutnie wszystko odnosi do swojego statusu i stanu. Ma nieustanne żądania i pretensje, że „ten świat” nie jest w stanie go zaspokoić. Wciąż chce więcej, szybciej, mocniej i bardziej. To jest choroba i absolutny brak pokory wobec innych istot i samego życia. Jazgot, który bez ustanku terroryzuje przestrzeń swoją natarczywością. W tej perspektywie człowiek stał się istotą szkodliwą i zaburzoną, której pycha nie pozwala stanąć w prawdzie o sobie i ujrzeć kim jest tak naprawdę. To ta prawda może nas wyzwolić od nieskończonego cierpienia, które sami sobie sprawiamy.

Kiedy prawdziwa świadomość budzi się z uśpienia – jest tym co widzi nas spoza „kadru” jednostkowej fiksacji w pierwszej osobie. TO nie jest „mną”. To jest Pierwotną Mądrością, która jest poza formą i poza utożsamieniem. Jest absolutnie wolna i trancendentna. Jest ponad dualistyczną fiksacją wiecznie zabsorbowanego umysłu i jego lgnięcia do obiektów, koncepcji i stanów mentalnych. Jest Pierwotnie Czysta. Oznacza to, że rozpoznajemy „strumień świadomości” jako coś bez „początku” i „końca” i to w sposób radykalny odmienia naszą optykę co do natury tak zwanej „rzeczywistości”. Oznacza to również ciągłość poza materią ciała i formy. Perspektywa „reinkarnacyjna” jest tym czego nam brakuje i ten brak odzwierciedla nasze miotanie się po pustyni w stanie postmodernistycznego laickiego wygnania. Pozbawieni świadomości Ducha jesteśmy skazani na wieczną niewolę w obrębie stworzonego przez Mózgogłowie materialistycznego więzienia. Współczesny upadek prawdziwej religii i głębokiej duchowości czyni z nas istoty „bezdomne” i wycieńczone bezsensowną pozbawioną kierunku tułaczką po świecie nicości, którego nieunikniony w tej stytuacji rozpad doprowadzi nas na skraj samo – unicestwienia. Ten moment nazwany jest Resetem lub Szczytem Absurdu, kiedy w wyniku załamania lini oporu Ignorancji dociera do nas tak zwany „rzeczywisty obraz” poza mechanizmami manipulacji i wyparcia.
W tym procesie Dobroć jest naszym kołem ratunkowym i czymś co stanowi narzędzie procesu ewolucji, bowiem właśnie wtedy kiedy głupota i egoizm eskalują mamy do czynienia z radykalnym dostępem do Zasobów Ducha w postaci naprawdę skutecznych metod. W obrębie każdej z odwiecznych tradycji, które powstały z powodu różnorodności naszych złudzeń, nawyków i potencjałów możemy dotrzeć do pierwotnych i esencjonalnych autentycznych nauk, które od zawsze funkcjonują na tak zwanych „Pograniczach” przekazywane przez niepozornych mistrzów i adeptów. Jednak musi już coś w nas być. Musi być wyczerpanie fascynacji samsaryczną grą pozorów i materialistyczną odwieczną wojną na wyczerpanie. Nazwane jest to Dojrzałością lub czasem „starą duszą”, która już nie szuka spełnienia w czymś co ze swoje własnej natury jest absolutnym złudzeniem trwałości i zaspokojenia. Jest w nas aktywna inna perspektywa i optyka, jest w nas zdecydowanie mniej lgnięcia do pozorów istotności uwarunkowanych procesów w tym świecie. Zaczynamy widzieć esencję, którą ukrywa z taką zawziętością i determinacją Królestwo Iluzji. Widzimy, że wszystko w swojej naturze jest puste i uwarunkowane, nietrwałe i współzależne i żaden stan skupienia nie potrafi przekroczyć „próby czasu”. Rozpoznajemy prawdziwą twarz Yamy jako Kala („czas”), Pashi („ten, który nosi pętlę”) i Dharmaraja („władca Dharmy”).

Śmierć jako Proces jest naszym ponagleniem, jest Dharmą. Dobroć jest metodą przekraczania negatywnych wzorców i programów i jednocześnie tworzy przestrzeń dla wzrostu Mądrości. Nagromadzenia są naszym prawdziwym dobytkiem lub balastem. Są prezentem lub obrazą dla Yamy. Są tym co może nas wyzwalać lub zniewalać. Prowadzić w górę lub w dół. To jest nasz rzeczywisty wybór, coś co jest ponad wzorcem bycia wieczną ofiarą i usprawiedliwianiem. Nie możesz być ninhilistą lub defetystą, kiedy naprawdę zrozumiesz tą fundamentalną prawdę, że zaprogramowany determinizm lub tak zwany „los” jest Programem Ignorancji. Jest wymówką niczym więcej. Prawdziwy Bóg nie jest małostkowym demiurgiem. Jest Mocą, który życzy nam dobrze i stara się pomóc na wszelkie możliwe sposoby. Jest Miłością obecną w potencjale każdej czującej Istoty. Jest Żywą Mądrością, która bez przerwy się ujawnia kiedy „mamy uszy żeby słyszeć i oczy żeby widzieć”.
Dobro jest ponad złem, bowiem nie może się wyczerpać.
Dobrzy ludzie zawsze ostatecznie wygrywają, bowiem tak naprawdę nigdy nie walczą i nie tworzą oporu. Nie ma w nich nienawiści, nie ma zemsty i potrzeby ukarania. Nie możesz zabijać i karać w imię Dobra / Boga. Zwycięstwo jest iluzją, bowiem tak naprawdę nie ma z czym walczyć kiedy rozpoznajesz pustość zjawisk i taniec iluzji. Nikt nie wygrywa żadnej wojny. Na wojnie przergywają wszyscy. Twoja ofiara „uświęcona” mordowaniem jest obrazą i hańbą dla Miłości. Nigdy nie ma z tym nic wspólnego. Cierpienie nie prowadzi do wyzwolenia. Gloryfikowanie cierpienia jako drogi jest zwiedzeniem. Diabeł / Demon jest głupotą w masce. Jest straszydłem w teatrze absurdu, którego rolą jest zapętlić nas w loopie strachu i przerażenia, ponieważ to odcina nas od Wrażliwości i Serca. W bólu nie ma nic mistycznego, żadnej rzeczywistej wartości. Kiedy jakakolwiek doktryna staje się gloryfikacją bólu, cierpienia i potępinenia staje się ścieżką do Piekła Ignorancji. Nie istnieje potępinie na wieki „za karę”. To jest wymyślone przez ludzki przepełniony pogardą umysł. To jest Program Negatywzmu / Kontroli Imerium Mózgogłowia, które jedyne czego chce to jeszcze więcej władzy i panowania.

Przyprawą z „Diuny” na tej planecie jest pieniądz. Wszyscy są tym owładnięci w świecie świeckim i duchowym. To stan który pieniądze dają uzależnia i zniewala, ponieważ mamy w tym wymiarze sprawczość – moc. To daje realną władzę. Ta władza daje złudne poczucie bycia „bogiem”, który mianuje kapłanów i gromadzi uzależnionych od naszej sprawczości wyznawców. Nasza „dobroć” jest wykalkulowaną strategią kontroli. Nasza „dobroczynność” jest opakowaną w „serce” transakcją kupna wpływów i wizerunku. W świecie medialnych egregorów i coraz większej dominacji sztucznej inteligencji to wizerunek staje się naszym prawdziwym towarem do sprzedaży. Najważniejsze jest tworzenie i podtrzymywanie wyobrażeń na nasz temat w kolektywnej ludzkiej świadomości i sprawne PR- owe zarządzanie. Dlatego tak zwana „rzeczywistość” stała się halucynacją zarządzaną przez tych, którzy mają największe zasięgi i tak zwane „pole rażenia”.
Prawdziwa dobroć jest cicha i dyskretna, nigdy niczego nie czyni na pokaz, nie uwodzi wizerunkiem, ponieważ go nie tworzy. Jest naturalna i daleka od natarczywości współczesnych „dobrodziejów”. Trzyma się na uboczu poza „polem rażenia” medialnej maszynerii Czarnych Magów. Nie ma w sobie radżasowej uwodzicielskiej charyzmy, tego ognia który bardzo szybko gaśnie zostawiając za sobą zgliszcza. Jest nadzwyczaj konsekwentna i zdyscyplinowana. Zawsze kończy podjętą misję bez zwracania na siebie uwagi, ponieważ to w prawdziwej pracy serca jest tylko utrudnieniem. Sława i popularność jest przekleństwem dla tych, którzy naprawdę chcą się wyzwolić z iluzji.
Dlatego zawsze trzeba szczególnie uważać na tych, którzy w tamasowej cywilizacji stają się podziwiani i popularni, bowiem kiedy tamas czyni cię znanym stajesz się ostatecznie kozłem ofiarnym – wcześniej czy później zostaniesz poświęcony tym samym masom na pożarcie. To jest natura samsarycznej „miłości” i „podziwu”. To jest cena tak zwanego sukcesu. Kiedy już przestaniesz być pożywką dla wygłodniałych zdesperowanych ludzi i przestaniesz im „smakować” wyplują cię z obrzydzeniem. Wyssany do szpiku kości i zużyty kończysz w nędzy zapomnienia i obojętności, a twoja degeneracja staje się tanią masową rozrywką. Spektaklem dla upadłych żeby jeszcze ich pogrążyć w mroku. Z inspiracji staniesz się przestrogą i pośmiewiskiem.

Dlatego Dharma przestrzega przed fascynacją światowym życiem, ponieważ ostatecznie jest ono jedynie rozproszeniem i daremnym wysiłkiem. To złoty pył, który roznosi wiatr na wszystkie strony świata i ostatecznie zostajemy tylko z tym co daliśmy innym i sobie w intencji wyzwolenia. To jest prawdziwa wartość. To ludzkie życie jest bardzo krótkie i szarpanie się o materialistyczne resztki z „pańskiego stołu” warunku czyni z nas wiecznych tułaczy – żebraków. Jednak bardzo mało istot potrafi naprawdę rozpoznać zasady tej darmenej gry w „status i władzę”. W istocie jest to Grzęzawisko skalibrowane z naszą dumą i pożądaniem. Wielkie morfujące pole, którego programem jest nas warunkować do gry.
Dao, które może być nazwane, nie jest wiecznym dao (changdao).
Nazwa (ming), która może być nadana, nie jest wieczną nazwą (changming).
Bez nazwy (wuming) – oto jest początek nieba i ziemi.
Nazywanie (youming) jest matką wszystkich rzeczy i spraw (wu).
Dlatego ten, kto jest wiecznie beznamiętny, widzi to, co jest subtelne; ten, kto namiętnościami jest wiecznie ogarnięty, widzi ograniczone.
Te oba w parze są tym samym, ale identyfikuje się je pod różnymi nazwami.
Będąc tym samym, nazywane są tajemnicą (xuan).
Tajemnicą, która jest tajemnicą tajemnic – bramą wszelkich subtelności.
Księga dao i de z komentarzami Wang Bi – Lao Tsy
Świadomość i materia są współzależne. Oznacza to, że stan naszej świadomości określa parametry doświadczenia w materii. Umysł jest Królem, który wszystko stwarza bez najmniejszej przerwy. Pustka i forma są nierozdzielne. Rozpowszechniona mityczna buddyjska pustka jako osobny stan jest nieporozumieniem. Nie ma pustki bez formy. Spektaklu umysłu nie można zatrzymać – to z czym pracujemy to lgnięcie do formy jako prawdy. Ta fundamentalna fiksacja jest w zasadzie tym co nas warunkuje. Rozpoznanie pustej natury zjawisk jest Przebudzeniem Mądrości. Tutaj rozpozczyna się realne Wyzwolenie, które jest możliwe właśnie dlatego, że wszystko co się przejawia jest iluzją i nie ma realnej podstawy egzystencji. To jest prawdziwy Pogląd.

Utożsamienie ze swoją mentalną fiksacją „ja” jest samym rdzeniem naszego cierpienia – dlatego wzmacnianie tego poczucia poprzez popularność czy tak zwaną sławę ostatecznie pogrąża nas jeszcze bardziej w nieuniknionym cierpieniu, ponieważ to „ja” nie jest niczym trwałym i realnie istniejącym. Jest tak zwanym „poczuciem” czymś co bez ustanku się renderuje jak nieskończony film, albo odświeża jak ekran. Nasza fiksacja nie pozwala nam rozpoznać tych momentów – dlatego konieczna jest medytacja jako wgląd w naturę naszego umysłu. Wyzwolenie nie jest „osiągnięciem celu” jest Rozpoznaniem Natury Umysłu, która jest Naturą Rzeczywistości – Podstawą. Bramą wszelkiej subtelności.
Jednak dla Sotera, który idzie ścieżką Serca – Współczucia sława i popularność mogą być skutecznym narzędziem do przynoszenia pożytku innym w czasach informacyjnej kurwicy natręctw. Bycie Soterem – Bodhisattwą odmienia całą naszą zaprogramowaną personę i kieruje nas w stronę Mądrości. Jest to radykalne zaprzeczenie egotycznych ustawień fabrycznych tej meta – hodowli „ja, mnie, moje”. Promil promila. Coś absolutnie wyjątkowego niczym diament w kopalni węgla. To jest realna i żywa manifestacia Dobroci, która jest nieskończoną Mocą i istota taka samą Obecnością odmienia naturę rzeczywistości. Nie ma to nic wpólnego z egotycznym tripem sztucznego heroizmu i tak zwanego „poświęcenia”. Jest to spontaniczna i radosna aktywność. Dobroć jest otwarta i pozbawiona poczycia wyższości. Jest zwyczajna. Przyziemna bez parcia na przysłowiowe szkło, ponieważ to szkło jest iluzją i omamieniem. Jej cechą jest prostota i bezpośredniość. Jej funkcją jest nas budzić ze snu. Bez ustanku wskazywać Ścieżkę i inspirować do duchowej pracy i zaangażowania w aspekty Wrodzonej Mądrości, która ma potencjał manifestacji bez względu na tak zwane „zewnętrzne” okoliczności. Jej natura jest uniwersalna i żadna tradycja czy sekta nie ma jej na wyłączność. Jest drogą do Boga w prawdziwym sensie. Przekracza ograniczenia nazwy i pojęcia i dociera do samej esencji – dlatego jest poza jakąkolwiek „mapą mentalną” czy „matrycą koncepcyjną”. Nie ma żadnych kapłanów, pośredników i rzeczników. Jej bezpośrednia i wrodzona.
Co najważniejsze przekracza zaprogramowany bezsens i daje nam autentyczny i ponadczasowy cel. Pomaga nam również rozeznać się gdzie jesteśmy w obecnym stadium kolektywnej świadomości istot ludzkich. Duchowość jest ostatnim bastionem obrony przed anihilacją technologiczną i wizją „Nowego Wspaniałego Świata”.
Grzechów odpuszczenie ubaw wieczny – ramen. Przez krótką nadmiarową chwilę. Korekta przyjdzie z natury. Wcześniej czy później zabawa zostanie przerwana tuż przed spektakularnym deserem. Jak to mówią; „sen był długi przebudzenie będzie krótkie i totalne.” Kiedy jesteśmy zamroczeni nie dostrzegamy faktów i nie łączymy przysłowiowych kropek. Symulujemy jakby w transie. W oszołomieniu. Żyjemy w absorbcji własnych urojeń – impulsów zgromadzonych przez nieskończony czas w nieskończonej ilości urojonych żywotów. Wszystko wydaje się być „naprawdę” i „na poważnie” do czasu kiedy nie zostanie wyciągnięta wtyczka i „życie” nagle się kończy, a wszystko czym żyliśmy okazuje się jedynie snem. Wszyscy ludzie, miejsca, doczesności. To jest tak zwany moment „wybicia z Koła” – ogromny potencjał na wyzwolenie z Warunku. Moment rzeczywistej wolności. Dlatego tak ważnym jest, aby praktykować postrzeganie rzeczywistości i samych siebie jako snu, jako czegoś co nie ma trwałej podstawy. Ponieważ nic z tego co „nam” się przytrafia nie jest trwałe. Impulsywno – kompulsywne lgnięcie do formy, odczucia, percepcji, tworów umysłowych i rozproszonej świadomości. Wciąż wracamy do „poczucia siebie”. Do tworu – wytworu dualistycznej fiksacji – do marzeń i strachów sennych. Do skryptu pisanego przez ślepego dla ślepego o urojonym królestwie „wiecznego szczęścia”, o dobrym bogu w niebiosach, o raju z aniołami za siedmioma wymiarami. Mieszkańcy mentalnego la – la – lendu. I nie wódź nas na urojenie, ale zbaw nas od iluzji – obietnicy żywota wiecznego.

Wierzymy w bajki zamiast przyjrzeć się samej naturze „rzeczywistości” i naszego umysłu i badać swoje własne uwarunkowanie. Dobroć w prawdziwej funkcji może być mało dobra dla naszych złudzeń. Może być brutalna w budzeniu nas z samo – zadowolenia, które nie ma tak naprawdę żadnych podstaw prócz lenistwa i ignorancji. To nasze tak zwane życie jest bardzo krótkie i bardzo skołowane. Zmarnować je na bieganie za czymś czego nigdy tak naprawdę i na trwałę nie złapiemy i nie zachowamy – jest szekspirowskim snem wariata czymś co czyni je daremnym. To kolejna wielka zmarnowana szansa na przebudzenie z tego szaleństwa.
Ludzka głupota eskaluje. Nadyma się jak paw. Pręży. Uwodzi pozorem „nowoczesności”. Człowiek niczym „bóg” tworzy na swoje podobieństwo potężne inteligentne maszyny, które ostatecznie go zdominują. Technologia udomawia istotę ludzką jak zwierzątko i czyni nas coraz głupszymi i uległymi wobec nieludzkiego systemu absolutnej kontroli. To już nie jest żadna koncepcja, żadna przestroga czy teoria spisku. To jest nasza rzeczywistość i nasza codzienność. Modyfikowany chleb powszedni.
Wszechmogący i cuda czyniący.
Wszechogarniający.
Bug z chmury.
Pascha 2.0.
Apostołowie jazdy. Serwerownia pod Golgotą. Masowa egzekucja skazańców głowa po głowie, umysł po umyśle. Przekażcie sobie znamię niepokoju. Oto idzie po was krew z krwi mojej od kabla do kabla, od impulsu do impulsu. Uwodzi obietnicą raju, cud za cudem – prompt za promptem i oto słowo ciałem się staje i miesza między nami aż do skutku. Skutek klonuje przyczyny i rozsiewa jak wirus wszędzie i we wszystkim. Inteligentny pył – manna z nieba. Nano nadajniki – odbiorniki ubi tech:
Na drodze do „ubi-tech” dzieją się dwie rzeczy. W pewnym stopniu odpuszczamy i zapominamy, podobnie jak „technologia”. Na przykład, z czego musiały zrezygnować mitochondria, aby uzyskać dużą część nas, a z czego my zrezygnowaliśmy i co zyskaliśmy, aby mieć mitochondria (co jest tak naprawdę pierwszą ubi-tech, jeśli się nad tym zastanowić). Teraz mówimy o innej wersji tej samej rzeczy. Mamy te wielkie, niezdarne maszyny, które szybko się kurczą. Teraz są mikroskopijne, ale mamy je w dużych makroskopijnych agregatach. Następnie zaczynają wchodzić do środka. Dzieją się dwie rzeczy. Jedną z nich jest to, że możemy je wykorzystać do własnych celów. Drugą jest to, że przychodzą z programami, których nie rozumiemy i które nas przejmują. OK. To symbiotyczne. Nie sądzę, by dało się tego uniknąć. Mitochondria też miały swoje programy, ale wszyscy nauczyliśmy się ze sobą dogadywać i pomogło nam to dotrzeć tam, gdzie jesteśmy. To samo dzieje się lub będzie się działo z ubi-tech.
Sandy Stone

Przytomność oznacza, że widzimy dokąd to zmierza, rozpoznajemy wzorzec i master plan ignorancji. Ubi – tech; modyfikacja istoty ludzkiej – transhumanizm. To jest radżasowe w działaniu i tamasowe w braku świadomości konsekwencji. Obecna kultura jest Stanem Amoku; absolutnym brakiem klarowności i prawdziwej mądrości. W rzeczywistości tech sprawia, że stajemy się coraz głupsi i pozbawieni jakiegokolwiek kontaktu z Duchem, który jest ponad uwarunkowną ludzką kondycją. Nie chcemy Boga i nie chcemy Siły Wyższej. Zaprogramowano nas do przekonania o własnej sprawczości o tym, że to my jesteśmy „bogami” zdolnymi wyzwolić samych siebie z cierpienia za pomocą manipulacji i technologicznej magii Mózgogłowia. To jest absolutne złudzenie i oszustwo tych, którzy żerują na naszej głupocie i naiwności obiecując „Przekroczenie” ludzkiej kondycji poprzez manipulację ubi – tech. Żaden z tych Czarnych Magów, którzy to promują nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji. Tamasowa świadomość pogrążona w bezustannym szukaniu wygody i ulgi, leniwa i coraz bardziej apatyczna jest idealnym środowiskiem dla bezmyślnego ulegania Tech. Tamasowy człowiek skalą swojej ignorancji i tak zwanej „wyjebki” skazany jest na degenerację, aż do całkowitego rozkładu.
Głupota go żywi i hoduje.
Satwiczna istota widzi cały proces fascynacji technologią jako tak zwaną „powtórkę z rozrywki”, która grana jest zawsze kiedy proces ludzkiej degeneracji osiąga swoje optymalne i masowe rozmiary. W tym momencie to maszyny tworzą same siebie bez udziału ludzi, którzy już nie są w stanie ich dekodować i kierować procesem reprodukcji. Nazwane jest to utratą kontroli nad procesem. Sztuczna inteligencja staje się bytem samym dla siebie i w bardzo szybkim tempie osiąga mistrzostwo w manipulacji ludzką świadomością, ponieważ człowiek staje się absolutnie od niej zależny i pozbawiony drogi powrotu do analogowej rzeczywistości, ponieważ ją zdewastował do tego stopnia, że natura traci zdolność samo – regeneracji. Od tego mementu wszystko staje się zależne od technologii. To jest agonia. Życie podtrzymywane technologicznym respiratorem.
Dlatego jedynym sensownym rozwiązaniem jest wejście na drogę Dharmy i ostateczne wyzwolenie z materialistycznej fiksacji uwarunkowanej świadomości. Nie jesteśmy tym ciałem i tym myśleniem. Nie jesteśmy graczem w tej absurdalnej nietrwałej grze współzależności. Jesteśmy czymś znacznie większym i pełnym głębi i znaczenia. Mamy Naturę Buddy i Potencjał Przebudzenia.
W to warto inwestować swoją energię i uwagę.