Kruche są podstawy królestwa.

Michel Houellebecq „Cząstki elementarne”

KOŚCIÓŁ I RATUSZ

Pani prezydent Królowa i jej wierny chór – dwór zainstalowany jak lepka od pożądliwości rdza na wszelkich urządzeniach, w całym mieście, obtoczona niczym kotlet schabowy w panierce swoich wiernych klakierów. Do tego mizeria z urzędniczej zmielonej masy ludzkiej segregującej ten nigdy niekończący się zapętlony dokumentalno – tabelkowy świat czystej formalnej Abstrakcji.

Mięso.
Masa.
Urzędnicza Maszyna.

Podatki, ulgi, derywatywy. Spółki pustego skarbca kartonowego państwa teoretycznego, którym rządzi ekipa Warsaw Shore w garniturach zarządzana przez inną mroczniejszą ekipę z Pogranicza. Kwantowa rzeczywistość równoległych wszechświatów zapadniętych w sobie w wyniku konstrukcyjnej prowizorki. Kolesie kolesiom zgotowali ten sos. Pizza Gate – Human Hate. Wybory – komory gazu rozweselającego. Nieustający happening politycznej poprawności i dość skutecznej taktyki odwracania uwagi. Dekady doświadczenia w kilku ustrojach. Studia podyplomowe z Administracji i Zarządzania Dezorientacją. Płaska Ziemia. Przy jebnięciu konkretnej i kolejnej zamordystycznej ustawy damy wam Aborcję – wytoczymy was na ulice jak kolorowe kulki z reklamy telewizora, albo powiemy, że chcemy ograniczyć wam prawa, które wam przecież sami dajemy jak kilka delikatnych kopów na ryj, żebyście trzymali tak zwany pion w kolejce do urojonego szczęścia. Tym można sterować jak tanim eurobiznesem z więzieniem w każdym rogu i świeżo drukowanymi dolarami. Trzy kostki. Trzy Szóstki. Patent wszczepu – Microsoftu. Człowiek jako terminal płatniczy. Podpięte pod siebie zagrody chwilowej wygody – Globalizacja 2.0 przeżuwająca kości swoich niezliczonych ofiar liczonych w grubych milionach jak te pożyczki. Bank Wszechświatowy Fundusz Walutowy – całe kontynenty drenowanie do ostatniej kropli zasobów naturalnych. Korporacyjny Genesis – Raj dla Wybrańców, barak dla skazańców. Galaktyczne Getto. District 17.

Lewica.
Prawica.
Surowa polędwica.

Tutaj w tym Nowym Mieście jak niegdyś nazywano Łódź wszystko było nieco bardziej swojsko – przaśne w pewien dość zabawny sposób nieudane i to paradoksalnie stanowiło największą szansę na znośne życie. To miasto nigdy nie będzie Smart, w pełni kompatybilne z Globalnym Mózgogłowiem, bo tu zawsze coś po drodze się najzwyczajniej w świecie wypierdoli, ktoś czegoś nie podłączy do końca tak jak trzeba i jak zwykle będziemy gdzieś pomiędzy wszystkim, a niczym. Zagubiona autostrada do Powszechnej Automatycznej Kolektywnej Szczęśliwości. Mocny karmiczny czynnik uwarunkowania przeszłością, którą zmienić można poprzez długie wdrażanie nowego oprogramowania. Tutaj zbyt wielu ludzi żyło w analogowej rzeczywistości, po części, dlatego, że cyfra ich nie uwiodła jak trzeba, po części z biedy i nieprzystosowania do trendów i nowinek gdyż umysł mieszkańców Łodzi był nieco korsarski ze swojej natury, miał w sobie mocny czynnik rewolucyjny i odporny na tą wysublimowaną propagandę o powszechnej szczęśliwości za sprawą Światłowodu. Być poza wyścigiem to nie jest przecież takie złe, ta samplowana podróba prawdziwego życia – matryca nałożona na system zmysłów nowe pikselowe Elizjum, zasilane nieskończonym cierpieniem czujących istot, krwią dogorywającej matki, która umierała na naszych oczach z przerwą na reklamy „zielonej odnawialnej energii” i wyprzedaże resztek dzikiej natury pod zabudowę, byśmy mogli z uśmiechem na ryju zajebać to, co jeszcze dyszy, co ma w sobie prawdziwe niezmodyfikowane naszą chorobą życie. Jesteśmy dość dewastującą Mutacją, toksyczną formą przejściową, transgenicznym gatunkiem hybrydowym, który niestety stał się zbyt szalony i niepoczytalny – zagubiony we własnych neurotycznych wytworach – dominującym czynniku naszej własnej agonii.

Zagubieni we własnym fikcyjnym królestwie nieskończonych praw i obowiązków, buchalteria kwadratu zamkniętego w bezsensownie obracającym się wokół sztucznych trendów i popędów kołowrotku – laboratoryjne szczury gorączkowo szukające wyjścia, które dla 99,99% po prostu nie istnieje, jest tylko przejściem jednego w drugie, przelaniem z próżnego w puste, bezustannym, nawykowym wgraniem w nigdy nieprzerwaną mechaniczną taśmę automatycznego istnienia – terror egzystencji. Rodząc się w konkretnym miejscu, czasie, rasie, nacji, państwie, mieście, rodzinie wgrywasz się w jeden z niezliczonych kodów – programów, stajesz się aplikacją, nośnikiem, klonem tego programu. Wierzysz, że jesteś „wolny i niezależny”, że „podejmujesz decyzje”, „tworzysz swoje życie”, jednak to nie prawda, bo w rzeczywistości to życie – program tworzy ciebie. Żyjesz zupełnie nieświadomy tego co tobą kieruje od tak zwanego „wnętrza” podświadomego programu twojego biologicznego plemienia, rodu – twoich przodków. Kiedy pływasz w tych wodach płodowych i nawet wcześniej kiedy jesteś tylko niewidocznym dla ludzkich zmysłów potencjałem, który szuka nowego biologicznego ciała ten program samoistnie instaluje się w tobie, warunkuje cię na całe przyszłe życie.

Conditio sine qua non.

Genetyczne perpetuum mobile, ciało wypluwające ciało – później jesteś „zagospodarowany” przez Kościół i Ratusz – przypieczętowany rytuałem i zapisany w ewidencji – kolejny produkt do przetrawienia i wyplucia do czarnej ziemi w tak zwanym finale.

Bóg mara, sen wiara.

Rodzimy się z pożądania, z ocierania narządu o narząd, czasem mówimy, że to z miłości lubimy w to wierzyć, jest romantyczna, wzniosła wersja reklamowa, którą wyświetlamy sami sobie. Jednak z wiekiem zaczynamy rozumieć, że choć i owszem jest tam źdźbło tak zwanej prawdy jednak ten sztuczny romantyzm jest w istocie dość daleki od rzeczywistości. Dlatego opakowaliśmy to wszystko folderem reklamowym, świątecznym papierem na prezenty, komediami romantycznymi, gazetami life-stylowymi, bonami na zakupy, niezliczoną ilością tych drobnych codziennych uciech minimalnych, których ciągła rotacja i zagęszczenie pozwala nam widzieć jedynie ten pozornie komfortowy i dobrze zorganizowany „nasz” mały neurotyczny świat oparty głównie na dość szalonym i kompulsywnym szukaniu wygody. Jednak ta wygoda ma swoją cenę. Swój koszt. Tą ceną jest cierpienie niezliczonych form życia i tak naprawdę nas samych. Cierpienie, którego z całych sił próbujemy nie widzieć, nie słyszeć i nie czuć. Chcemy spać, śnić „szczęśliwy sen”, bo dążenie do szczęścia i wolności jest prawem człowieka. Prawa człowieka są najważniejsze na świecie, to fundament demokracji, spektakularny dorobek intelektualny, osiągnięcie na miarę wszechświata. Nie jest wiadome, czy w całej iluzorycznej czasoprzestrzeni istnieje podobnie „najinteligentniejszy gatunek ssaków”, który ma równie wybiórcze podejście do „prawa do szczęścia”, w rzeczywistości nie szanując go nawet między sobą, nie mówiąc o innych czujących formach życia. 68 milionów ton martwego krowiego mięsa rocznie, 110 milionów ton ciał martwych świń, 115 milionów ton ubitych kurczaków – to kilka ton zamordowanego życia co sekundę. Wielkie planetarne mordowanie i wymieranie, wielka uczta pośrodku stosów trupów sięgających samego nieba niczym stos ofiarny dla wielkiego boga Ignorancji sycącego się odorem śmierci i rozpadu. Odzwierzęce śmiercionośne wirusy szalonych krów, świń, koni, ptaków, nietoperzy w końcu ukoronowanie naszych niesłabnących wysiłków samozniszczenia w postaci Mutującego Króla Wirusów, który zatrzymał cały ten szalony film pełen okrutnych twistów fabularnych i oferuje nam dramatyczną chwilę do namysłu. Przetasowania faktów jak tali znaczonych kart w tym pokerze, blef za blefem, oszustwo za oszustwem – rozbić bank i zgarnąć wszystkie świeżo bite żetony – wielka niekończąca się impreza z dziwkami i kokainą. Dojść do samego dna, wymacać podłoże. Przez chwilę krótszą niż pstryknięcie palcami – Być Królem Życia.

Sztuczny nierzeczywisty świat nawigowany sztucznym nierzeczywistym „prawem”. Miliardy papierów, ustaw, regulacji ciągłe nieprzerwane modyfikowanie swoich własnych wymysłów dla potrzeb tak zwanej chwili – wszystkiego co w istocie się tutaj wydarza. To tak naprawdę jest pod tą rzekomą „wolnością”. Żyjemy w korporacyjnym globalnym państwie wyznaniowym, którego religią jest Władza i Pieniądz. Tylko to się tak naprawdę tu liczy, za tym wszyscy biegają w tych pozłacanych łańcuchach. Jednak udajemy, że jest inaczej. Mamy literaturę piękną, sztuki wysokie, wyrafinowaną kuchnię francuską o bogatej tradycji, mamy zapierające dech symfonie wielkich kompozytorów, malarstwo, które dotyka boga i mistyczne ceremonie religijne. Mamy architektoniczne cuda świata, podbijamy kosmos. Mamy najbardziej komfortowy model w całej ludzkiej historii. Możesz być raperem, globtroterem, influenserem, religijnym koneserem starych win. Możesz być kim chcesz, każdym możliwym złudzeniem, każdą ochotą, pragnieniem. Możesz być gwiazdą egzystencjalnego porno i wyruchać wszystko w wielkie kakao i spuścić się na twarz wszechświatowi. Noce pełne uniesień i ekstazy. Noc kryształowa, Niemcy 9 Listopada. Biała noc, 18 listopada Kooperacyjna Republika Gujany – Świątynia Ludu Kościoła Pełnej Ewangelii. Śmiercionośne abstrakcyjne szaleństwo zagubionego umysłu.

Pornograficzne Mózgogłowie.
Samojebka.

Jednak tak naprawdę ten „sukces” trwa tak krótko, że nim się obejrzysz zobaczysz, że jesteś żebrzącą o brak cierpienia biologią, umierającym w przerażeniu ciałem i wszystko co zrobiłeś i kim byłeś przyjdzie do ciebie jak cień. Na tym żerują religijne hieny, zaklinacze zagubionych dusz, prorocy nocy, sprzedawcy złudzeń odkupienia, rozgrzeszenia w zamian za udział w odpustach, rytuałach, religijnych ruchach wstecznych. Sądzimy sami siebie w sobie. Dlatego tak naprawdę nie możemy siebie oszukać. Nasza nieświadoma świadomość jest jak czarna skrzynka zapisująca każdy ułamek sekundy, każde działanie, słowo, gest. To nie brodaty starzec na wysokościach, srogi demiurg, to nasz własny umysł – macierz wszechrzeczy. Przyczyna i skutek to jest prawdziwy fundament tego Królestwa. Kto sieje wiatr zbiera burzę. To wszystko zaczyna się od każdego z nas w tej jednej obecnej chwili, dlatego pomóc temu światu to przede wszystkim pomóc samemu sobie, uleczyć własne szaleństwo, własny strach i przerażenie, zobaczyć siebie w rzeczywisty sposób, odkryć swoje neurozy i własny negatywizm, zobaczyć cień. To były ciągi myślowe w głowie Pirata, tak zwane spontaniczne „przebicia z pola”. Poza osobowa narracja podczas jarania porannych kiepów wraz z Prepersem.

Siedzą TERAZ w ćwierć lotosie na poduszkach do medytacji na cokole placu wolności. Kontemplują w milczeniu naturę wszechświata i piją kawę po turecku przyrządzoną po chińsku. Jest mroźny i orzeźwiający pandemiczny poranek przesiąknięty tendencją depopulacyjną. Można nawet powiedzieć, że wpisują się w obecny trend na powszechne morsowanie, czyli włażenie w pantalonach do lodowca, pływanie w przeręblach lub smarowanie się śniegiem i konieczne obowiązkowe sprawozdanie na Portalu Twarzy – PT w postaci heroicznej samojebki. Jest tak zwany okres między świąteczny. Tak…Ta ulica to wręcz literacka legenda, pełna bohaterów mało poczytnych książek i wszelakich akcji fabularnych od romansów po horrory. Pirat sam ma tendencje grafomańskie od najmłodszych lat, „coś tam” zawsze pisał, pisze i będzie pisał. Często gęsto ma ze sobą swojego czarnego oldskulowego lapka IBM – a T43, który jest jak cyfrowy czołg – to jego uzbrojenie w powszechnej wojnie informacyjnej. Siedzi w ciepłe – przestrzenne dni na tym placu wolności pod pomnikiem Kościuszki i tworzy swoje literacko – gonzo dziennikarskie widokówki postapo. Jest redaktorem naczelnym internetowego zina „Lodzer Zeitung”, którego tytuł przypomina nam o permanentnej okupacji naszej świadomości. Podtytuł brzmi „Mięso, Masa, Maszyna” i to w skondensowanej formie wyraża całą piracką filozofię, którą nazywa „Terrorem Egzystencji” – przez Faszyzm Materializmu, który dumnie kroczy przez świat i zostawia po sobie totalny rozpierdol w postaci śmierci, głupoty i zniszczenia. To nie jest wróg z krwi i kości – to umysłowy wirus, który wciąż mutuje i przenosi się przez slogany na bazie nieskończonych potrzeb dlatego jest niezniszczalny i wszechpotężny – jak urojony bóg. Pirat ma około trzydziestego trzeciego roku życia, niebieskie prawie błękitne oczy, które jak to czasem mówią ludzie powodują dziwne odczucia, twarz trochę dziecka, trochę starca, długie włosy spięte w kok niczym alternatywny Budda, nosi się w stylu jak najbardziej pirackim ma ciężkie srebrne kolczyki z małymi trupimi czaszkami i bejsbolówkę z trupią czachą, a na nią narzucony grupy wełniany czarny kaptur. Ogolona twarz i bokobrody.

Prawdziwy punkowy lodzermench – potomek żydowskiego rodu łódzkich fabrykantów, którzy musieli jak to zwykle z Żydami wyjechać kopani po dupach tak zwanymi okolicznościami jakieś kolejnej zrodzonej w ludzkich głowach paranoi. Jego nazwisko to Baal, a imię Max. Co jakiś czas, w jakimś miejscu w ludzkich umysłach inkarnuje coś naprawdę złego, pewien rodzaj przesiąkniętego nienawiścią bezosobowego bytu, zatruta bezduszna idea, zaraźliwa i okrutna choroba umysłu przenoszona z głowy do głowy, z serca do serca i wówczas płoną krematoria i rusza precyzyjna i zimna maszyna śmierci. Zawsze jest tam jakiś bóg, wyższe dobro, dziejowa konieczność, równość, braterstwo, czystość, sprawiedliwość, jednym słowem – Abstrakcja. To jest zarzewie szaleństwa, nieskończony potencjał cierpienia na którym bazuje Mózgogłowie w nieskończoność przedłużając swoje panowanie w pozbawioną czucia dyktaturę. Wyhodowali nas w szufladkach, w kubłach na śmieci – karma w pudełku na wynos. Polska szufladka, żydowska szufladka, rosyjska szufladka, niemiecka szufladka. W kolorze białym, żółtym, czerwonym, czarnym, obklejone tymi albo tamtymi wizerunkami świętych mężów, którzy wcale nie byli święci, a po prostu przytomni tego co się tutaj odpierdala. Babilon ma naturę mentalną, jego mury to pojęcia, a zaprawa to Abstrakcja.

Po lewej Kościół po prawej Ratusz. Religia i Rząd, Bóg i Król – dwie sprawne dłonie jednego wiecznie ruchliwego cywilizacyjnego Monstrum, które teraz jest w stanie agonalnym podłączone pod respirator technologii, zainfekowane odzwierzęcymi wirusami, które przyszły do nas z okrucieństwa i czystej nie rozcieńczonej świadomością ignorancji. Co sekundę na tej planecie padają istoty żywe w agonii, bez przerwy, non – stop. Są mordowane na nieskończoną ilość przemyślanych sposobów, które mają swoje plany i rysunki techniczne. Technologiczna obróbka żywności, piramida żywienia z świńskim nabrzmiałym od przerażenia okiem, które patrzy na nas jak wyparty wyrzut sumienia. Gruba wysmarowana wszelkimi środkami przeciwbólowymi i sproszkowanym prozakiem skóra homo – niewiadomo – sapiens, który z godną samego siebie obojętnością i „rozkosznym rozbawieniem” godnym małego dziecka bawi się sam ze sobą w szczyt ewolucji – mając samego siebie za jedyny inteligentny gatunek we wszechświecie. Oddajmy głos Prepersowi

– Ty Pirat, weź no mi wytłumacz jak przysłowiowej krowie na granicy urojonych światów, jak to jest, że my jako podgatunek ludzki wytworzyć w sobie taką pychę, która twierdzi, że w całym nieskończonym kosmosie istniejemy tylko my cztero kończynowe istoty średnio inteligentne o tendencjach ewidentne samobójczych i skłonnościach psychopatycznych?

Pirat zaciągnął się papierosem patrząc na osnutą mgłą poranka główną arterię tego miasta, która z minuty na minutę nabierała życia w postaci istot żywych, które gorączkowo zaczęły „biegać” za tak zwanym swoim interesem czyli utrzymaniem się przy życiu, co przybrało formę pracy zarobkowej w postaci tak zwanego etatu, lub działalności gospodarczej i doprawdy nie miały czasu na tego typu zupełnie bezsensowne filozoficzne brednie. Rzeczywistość stała się bezlitośnie pragmatyczna – niczym zmywarka do naczyń, albo kosiarka do trawników. Skomputeryzowane Smart – Live w Smart – City – jedno wielkie Udogodnienie sprowadzone do obsługiwania Pulpitu Nawigacji. Czwarty zaawansowany stopień upośledzenia, człowiek – proteza.

„Pro – teza.”

Czło – wiek.
Pato – geneza.

– Wydaje mi się i warto to dodawać przed absolutnie każdą tak zwaną opinią, że ten rodzaj iluzji wynika z ograniczenia naszej percepcji, która mam poczucie jest dość mechaniczna, bowiem żyjemy w deterministycznym zmechanizowanym paradygmacie naukowym, który czy chcemy tego czy nie ukształtował naszą tak zwaną siatkę pojęć i zdeterminował sposób w jaki „postrzegamy” – „rzeczywistość”. Terror logiki i dowodu – ta osławiona metodologia zamyka nas w więzieniu własnych ograniczeń, co powoduje, że żyjemy jak to ujął jeden zajebisty pisarz w „symulacji zbudowanej z założeń”. To z kolei prowadzi nas wprost do poczucia wyobcowania i totalnego kosmicznego osamotnienia, bowiem to świadomość określa byt. Brak nam tutaj perspektywy, gdyż zajęci jesteśmy „badaniem” struktury, zafiksowaniem na detalu i tym samym kompletnie tracimy panoramiczny i wielowymiarowy obraz co skutkuje, że sprowadziliśmy to wszystko do ubogiej formy trzech wymiarów. Jednak jeżeli przeniesiemy uwagę z funkcji zmysłów do jądra samej świadomości, wówczas odkryjemy coś co się nazywa – Wyobraźnia i to ona jest w obecnej dość chujowej sytuacji – najważniejszym naszym potencjałem, gdyż w tak zwanym wymiarze fizycznym doszliśmy do tak zwanej ściany – limitu logiki i rozumu, które mają w sobie ograniczenie jak mechaniczny procesor w komputerze i określoną przepustowość danych i możliwości procesowania kodu, który sam w sobie jest napisany na nasze własne podobieństwo – jest produktem ułomnego boga, jest by rzec kratami tego logicznego więzienia. Dlatego tak zdemonizowano psychodeliki, bowiem rośliny psychoaktywne mają w sobie potencjał hakowania tego kodu, przebicia się przez zasieki logiki do nieskończonego potencjału samej świadomości. Jeżeli spojrzymy na umysł jako nieskończony potencjał pozbawiony granic, sztucznych struktur niczym bezbrzeżny ocean potencjału ujrzymy samych siebie w obecnej formie jako istoty, które uwięziły własną świadomość w klatce przyjętych koncepcji, które uważamy za tak zwane fakty. Istota władzy polega na panowaniu nad umysłem, nad percepcją i sprowadzenie nas do mechanicznej aparatury opartej na zmysłach i logice. To jest kanalizacja tej struktury, żyjemy w ścieku konsumując przetrawione przez Maszynę życie – dostając odpadki – nagrodę pocieszenia. Żyjemy w dualistycznej matrycy tak zwanego dobra i zła, Boga i Diabła, lecz czym w swojej istocie jest Diabeł?

To Ograniczenie.
To jest esencja.

Zatem patrząc na ten świat, co jest tym co najbardziej „rzuca się w oczy”. Ograniczenie! Zniewolenie warunkami! Wszystko ma limit! Jest nietrwałe, skończone w czasie i przestrzeni, podległe nieuniknionemu rozpadowi. Starość, choroba, śmierć! Jednak esencja świadomości nie powstała z warunków, jest niematerialna – nasze myśli – ruch energii – istnieją i nie istnieją jednocześnie – jak dźwięk. Dlatego to nie podlega fizycznemu rozpadowi. To nie jest dobre i nie jest złe. To jest poza tym wtórnym określaniem czegokolwiek, bowiem jest przed jakąkolwiek nazwą. Dlatego osobiście uważam, że we wszechświecie istnieje absolutnie nieskończona ilość istot, światów i samego życia w bogactwie wszelakich form, które nie mieszczą się w naszej ograniczonej dowodami logice, to jest Potęga Wyobraźni. Pierdolnięcie Transcendentu. Klucz otwierający Wszechświat, który leży w nas samych i jeżeli go nie użyjemy sczeźniemy na pustyni z pragnienia, kiedy tak naprawdę wkoło mamy życiodajne czyste wody świadomości, które mają źródło w nas samych, nie w Bogu na wysokościach, czy zbawieniu niesionemu przez kolejnego mesjasza na którego czekamy jak na odpust wszelkich win. To w swojej istocie jest nasz Wybór. Podlegać narzuconemu mechanicznemu systemowi Maszyny Śmierci, czy udać się w podróż do wnętrza samych siebie i zacząć badać kim w istocie jesteśmy i jak głęboko sięgamy. Póki naśladujesz nigdzie w rzeczy samej nie dotrzesz, po prostu umrzesz po drodze, zużyjesz się jak maszyna i wyłączysz.

Jednak!

Jeśli zamiast iść czyimś śladem zatrzymasz się i zaczniesz badać kim ty jesteś, gdzie jesteś i z jakim skutkiem wówczas masz szansę poznać coś czego nikt inny nie jest władny poznać. Samego Siebie. To jest esencja tak zwanej medytacji. Dlatego warto medytować. Jeżeli spojrzysz na posążek Buddy zobaczysz w nim całe i kompletne nauczanie Drogi, która nie polega na studiowaniu pism, żarliwych modlitwach, błaganiu, skomleniu i klepaniu różańców. To jest Droga Poznania Świadomości – tego czym jesteśmy w najgłębszej swojej istocie. Zostać piratem to zdjąć wszelkie flagi narodu, religii, kultury i zamiast tego zrozumieć że jesteśmy czachą i piszczelami – nietrwałym umierającym ciałem podległym cierpieniu, to jest konkretna i rzeczywista sytuacja. To jest nasz aktualny stan. Punkt wyjścia i ten człowiek, który nie był żadnym bogiem, synem czy siostrzeńcem boga postrzeganego jako wszechmocna autonomiczna jednostka sprawcza, po prostu przebudził się ze Snu, który wszyscy śnimy. Zobaczył, że absolutnie wszystko jest złożone z warunków, a tym samym nietrwałe, że nie ma czegoś takiego jak esencja, jaźń, dusza – zobaczył, że forma nie może istnieć bez pustki a pustka bez formy. Że to jest nieskończony taniec energii. Niestworzone, Niezrodzone poza nazwą i formą. Czyste i Doskonale w swojej Pierwotnej Naturze. Na wieki wieków Amen.

Na tym Pirat skończył, a Prepers tak w połowie mniej więcej już się wyłączył i zamyślił, bo jak możemy zobaczyć, był to doprawdy długi wywód i umysł broni się przed przeciążeniem uciekając w swoje własne wytwory i imaginacje. Tak to już jest, w pewnym momencie nasze TO – co nazywamy umysłem przełącza się na wewnętrzny film i staje się on komedią lub tragedią w zależności od ta zwanej zawartości – wprowadzonych danych i potwierdzających je doświadczeń. My zostaniemy tu chwilowo w tak zwanym dramacie – komediowym i będziemy rozwijać wątek w jaki sposób funkcjonuje tak zwany urzędowy świat kwadratowego świata poruszającego się w kole.

Zatem w chwilę po tych porannych medytacjach – kontemplacjach nasi bohaterowie spakowali swoje plecaki, by odwiedzić Prawdziwą Cesarzową Łódzkiego Podziemia Maję Frej. Postanowili nie jechać swoim pirackim wehikułem, a skorzystać z dobrodziejstwa komunikacji miejskiej. Ich mieszkanie było w kamienicy pod numerem szóstym i warto w tym momencie dodać, że Pirat był w rzeczy samej dziedzicem i potomkiem łódzkiego rodu bawełnianego i jego własny dziadek przekazał mu w spadku wspomnianą kamienicę wraz z lokalem, gdzie już niebawem powstać miała „Złota Świnia” czyli ich koń trojański w samym sercu kwadratowej Troi, a której piwnicy były systemy kanałów i pomieszczeń, a główne z nich zwane „Świątynią” było pod samym Pomnikiem Kościuszki. Miejsce zostało aktywowane. Można było zacząć działać. Osobliwe było to, że robili to w czasie, który pozornie był najgorszym z możliwych, jednak w rzeczywistości był najbardziej odpowiedni – ponieważ panował pandemiczny rozpierdol i można było olać kwadratowe prawidła tak zwanego systemu ucisku i kontroli. Podług Prawideł Mocy – zawsze po upadku następuje wzrost, chyba, że upadek jest tak zwany absolutny. Kamienica była stara i pamiętała jeszcze czasy kiedy to miasto było ciągle zajętym nabuzowanym wzwodem samego diabła o czarnych węglowych oczach i przegubach industrialnej maszynerii, która wypluwała obłoki czarnej sadzy i dymu z bez ustanku gorejącymi fabrycznymi kominami wielkich fabryk wypełnionymi ciałami wróżek – automatów, które pracowały bez ustanku i wytchnienia w piekle bawełnianego szaleństwa. To kobiety utrzymywały to miasto, były tańsze, bardziej wytrzymałe i potrafiły tańczyć przy tych maszynach obsługując kilka jednocześnie przez długie śmierdzące spocone godziny, by wrócić do domu i odbębnić drugi etat przy dzieciach i najczęściej zapijaczonym mężu. To nie mieści się w hipsterskich głowach – na jakim cierpieniu zbudowano ówczesną potęgę tej stolicy tekstyliów, która teraz jest biednym i wyludniającym się miastem, które użyte i wyeksploatowane jak to zwykle w tym świecie zostało zostawione samo sobie wyssane z krwi i dogorywające niczym pociągowy wół umierający ze starości i zmęczenia na poboczu tej tak zwanej drogi wiecznego wzrostu – Globalnego Konglomeratu Powszechnej Eksploatacji.

Kamienica nie załapała się jeszcze na projekt tak zwanej renowacji, bo trzeba przyznać, że te odnowione kamienice prezentowały się pięknie i być może pewnego słonecznego dnia ujrzymy Łódź kompletnie odmienioną – ta spracowana, styrana życiem przędzalniana weteranka za sprawą góry pieniędzy i dobrych chęci zostanie skierowana na odmładzającą kurację i wszystkie te suknie zostaną wyprane i odświeżone i znów będzie tak zwany bal. Jednak w międzyczasie dwudziestolecia pandemicznego w samym środku tej informacyjnej wojny o ludzkie zdezelowane umysły przesiąknięte poczuciem nadchodzącego nieubłaganie Końca wygląda jak wygląda, pachnie jak pachnie – niestrawionym porannym alkoholem i kebabem na cienkim cieście za 12,50 i psotą z tak zwaną małpeczką czyli setunią dobrej owocowej wódy i niwelującą zapach alko gumą orbit oczywiście bez cukru.

Pirat i Prepers ubrani na galowo czyli w czarne anarchistyczne barwy wojenne z dymiącymi kiepami i turystycznymi kubkami pełnymi kawy z cynamonem, goździkami i kardamonem szli całkiem raźnie na przystanek tramwajowy. Ulica Legionów jest dość srogą ulicą, rewirem dresików o szybkostrzelnych butach nike, adidas czy, co w tym wypadku jest dość zabawne, new balance – którymi w razie W rozpierdolą ci czaszkę w drobny afgański mak, z którego powstaje pyszna embrionalna heroina. To jest świat plemienny, ci ludzie mają swoją wspólnotę niemalże religijną, bowiem Łódzki Klub Sportowy choćby był nawet w siedemnastej lidze jest dla nich jak bóg – dość co oczywiste abstrakcyjny jednak zawsze są mu oddani do ostatniej jak to mówią krwi i jak głosi pewne hasło na murze piją herbatę w wodzie po pierogach, lub biją matkę różańcem po szczepionce – co w obecnej sytuacji jest jeszcze bardziej tragiczno – zabawne. Jednak najprawdopodobniej lulali teraz, odsypiając ciężkie codzienne życie kibica wydalające ze swoich ciał w formie potu mieszaninę alkoholu, syntetycznych pigułek i tego ukrytego lęku i strachu, który jak mówią psychopatyczni psychoterapeuci jest podłożem gniewu i agresji. Coś musi być na rzeczy.

Kiedy tworzyli to centrum Nowego Miasta zaczęli od dwóch ulic przecinających je z północy na południe czyli na południe prowadziła ulica Piotrkowska, a na północ ulica Średnia, która teraz nazwana jest Nowomiejską. Więc pomysł był zacny by wprowadzić to Miasto w światło postępu i nowoczesności, w dymiący trend silników spalinowych, turbin i wielkich hal fabrycznych, wbić w ziemię wielkie strzeliste prącia kominów i szczytować każdego dnia dając Bogu sygnały dymne, że oto my ludzie z krwi jego krwi i kości jego kości stajemy się władcami tego świata, który staje się naszym posłusznym niewolnikiem wraz z wszystkim tym co wydał z siebie. I teraz, co tu dużo mówić – dusimy się własną pychą. Ulica Legionów biegnie na Zachód w stronę świata, który dogorywa na naszych oczach sprowadzony do roli taniej prostytutki podczas gwałtu zbiorowego, który stał się naszym głównym zajęciem. Zaspokoić siebie i swoje wymyślone potrzeby wyhodowane w Mózgogłowiu, te wszystkie perwersje bazujące na wiecznym nie zaspokajalnym głodzie nowych wrażeń, uciech i doznań, tej potrzebie by być w centrum wydarzeń, w ciągłym zainteresowaniu, utrzymywać tą militarną kontrolę nad szlakami handlowymi, nad surowcami by tylko dostarczyć zasilanie dla tego smutnego w rzeczy samej Disneylandu. Bawić się do samego tragicznego końca. Prepers i Pirat nie byli z telewizyjnego bombastyczne – optymistycznego miotu dzieci wychowywanych bezstresowo i sterylnych warunkach powszechnego i dość złudnego nadmiaru wszelkich dóbr i usług, byli produktem tego robotniczego miasta, tej surowej i bezwzględnej walki o każdy dzień. Tylko w ten sposób człowiek jest w stanie odkryć w sobie Moc i determinację by uczynić swoje istnienie odzwierciedleniem swojej autentycznej woli, by być tym kim naprawdę jest i mieć wyjebane czy komuś to pasuje czy nie. Jeżeli nie tworzysz konfliktu w samym sobie świat wychodzi ci na przeciw, ponieważ świat jest niczym innym niż Odzwierciedleniem. Lustrem. Zwierciadłem Wszechrzeczy.

Kiedyś za czasów zaborów ta ulica nazwana była Konstantiner Strasse, co na polski znaczyło Konstantynowska, a kiedy panoszyli się tutaj chłopcy z trupimi czaszkami na mundurach została dumnie nazwana General – Litzmann – Strasse, by na chwilę po okupacji stać się 11 Listopada, a zaraz po tym kiedy biedna skołowana Polska stała się sowiecką kolonią nazwano ją Bohaterów Stalingradu, jednak po tak zwanej transformacji ustrojowej lat 90-tych nadaną jej obecną nazwę Legionów. To tutaj zaraz przy Placu Wolności na samym rogu niegdyś pewien zamożny Szwajcar prowadził sławną cukiernię i funkcjonowała ona przez ponad 100 lat, co porównując do obecnej gastronomii jest wynikiem niemalże kosmicznym. Teraz w czasach wielkiego chińskiego brata jest tam restauracja „Adong” – ponieważ wszyscy pomalutku i konsekwentnie przeistaczamy się w małych chińczyków poddanych dyktaturze Światowej Globalnej Partii Materializmu i mamy co najwyżej plan pięcioletni, bowiem nikt nie wie czy to wszystko nie runie nagle i z wielkim hukiem i jak to mawiał poeta powszechnym skomleniem – „Skończyć się musi” – jak by powiedział bohater innej bardziej filmowo współczesnej gwiezdnej sagi. Skundlona populacja przerostu formy nad treścią, wiecznie rozbawione autystyczne dzieci żyjące w swoim urojonym sztucznym świecie jak śpiewali chłopcy z UK płyniemy w żółtej podwodnej Łodzi zanurzając się coraz bardziej w głębiny wszechobecnego absurdu wspomaganego topniejącymi lodowcami i zaburzeniem naturalnych rytmów. Jak to mówią – idziemy w zaparte. Dzieci z beczek naszprycowana pawulonem i sprzedane na części zamienne dla bogatych pedofilów – którzy tak czy inaczej nie zdążą być trans – human – lans, bowiem zaskoczy ich tak zwana sprawiedliwość karmiczna operując pojęciami wschodu, a podsumowując to po łódzku: będą się chechłać czyli kroić tępym narzędziem samych siebie.

Łódź w zaborze ruskim, była pierwsza jeżeli chodzi o tramwaje elektryczne. „Przyjedź do miasta Łodzi, zobaczysz jak tramwaj bez konia chodzi.” – się mówiło. I na tej ulicy, gdzie stoją teraz nasi super bohaterowie powstały jedne z pierwszych torów i pod sam koniec XIX wieku i dzień przed wigilią roku pańskiego 1898 ruszyły te lśniące nowoczesnością wagony wyprodukowane w nadreńskiej Kolonii. I bigiel był, istne szaleństwo w związku z tym jeżdżeniem w diabelskim wynalazku, a kanar czyli kontroler biletów miał zarabiać 50 rubli miesięcznie. Ta ulica Legionów jest też słynna z powodu pewnego dość ekscentrycznego jegomościa pierwszego fotografa, który miał tu swoją metę przy numerze 5, gdzie został przeniesiony z Rynku Nowego Miasta jego zakład fotograficzny, gdzie jak piszą odbywały się konspiracyjne spotkania przeciw ówczesnej władzy i po namierzeniu uciec w popłochu musiał poza granice Królestwa. To także tutaj nigdzie indziej powstała pierwsza łódzka gazeta, która co prawda była rządową gadzinówką pełną nudnych jak flaki z olejem i suchych jak wióry ogłoszeń jednak ponoć z czasem dało się to czytać, a to działo się pod numerem 12. Także tego i tamtego nie ma to tamto.

Siedzą pod butikiem Glamour, który raczej zdecydowanie nie jest czynny w pobliżu przystanku i kontemplują widoki z powłoki. Kupili w kiosku bilety i wodę gazowaną Żywiec – Znój. Żują gumy balonowe i popijają kawę z termosów i sobie myślą, że dla kogoś bez wyobraźni to miasto musi być jak uderzenie brechą w poczucie estetyki, scenografia jak z filmu, który nakręcili ostatnią kamerą za ostatnie pieniądze, taki powiedzmy niemy paradokument z muzyką ambientową i dramatycznymi ujęciami. No tak to wygląda na boga. Odrzut z taśmy produkcyjnej nowoczesności, wysypisko osobliwości, freak city, które otworzy ci serce i nauczy pokory. Podjeżdża tramwaj z lumpeksu, na oko jakieś 35 lat wypełniony wszelkimi możliwymi wspomnieniami, podszykowany przez dziesiątki łódzkich artystów ulicznych, którzy zostawili w nim i na nim swoje „dzieła sztuki” w postaci kompletnego braku ładu i składu, mówiąc kolokwialnie każdy coś namazał, wydrapał, dokleił, przyłatał i był jak mniemać można nawet zadowolony z siebie.

Czyli kogo?

Ale zostawmy TO na inny moment. Wsiadają i z miejsca prawilnie chcą skasować bilety, ale kasownik nie działa jeden z drugim i ten trzeci również. Kurwa go tramwajowa mać! Prosta rzecz by się wydawało, ale nie, nie i nie. Tutaj jest pierwsza niespodziewana wywrotka w twoim zaplanowanym kalendarium dnia, która uczy się, że doprawdy nie jest i nie będzie tak jak to sobie naiwnie zaplanowałeś, energia tego miasta wybija cię z tego wygodnego, bezmyślnego automatyzmu. Nakazuje Obecność, bezustanną pracę z tak zwanymi okolicznościami. Dlatego o kant dupy można potłuc te super – duper aplikacje smartfonowe do planowania codziennych aktywności, bo to nie jest Smart – a raczej hard i prawidła są nieco bardziej analogowe, jak ten wagon, który musieli dać w zastępstwo, bo coś się niechybnie spierdoliło – normalnie jeżdżą bardziej nowoczesne prawie wi – fi. Może to specjalnie do tej historii tak zrobili, kto wie?

Ty?

Każdego dnia wpadasz we wnyki tak zwanego systemu. Kościelno – politycznego – administracyjno niewydolnego reliktu dwudziestego wieku, kolektywny umysł jest w znacznym stopniu zapóźniony – szok przyszłości dopada go i osacza już niemalże na każdym chwiejnym kroku. Tutaj w tym kraju Ariów – Słowian, którzy jak piszą w internecie wymyślili twaróg i sanskryt, proch i wszystko co dobre, a nawet nawet zrobili swój słowiański niezależny portal społecznościowy ratujemy się budowaniem tych wewnętrznych mitologii, lokalnego patriotyzmu, aby nasze złudne poczucie siebie miało się na czym oprzeć, mogło puchnąć i przekonywać samo siebie do samego siebie, bowiem tak w istocie jest Abstrakcją w Abstrakcji, Iluzją w Iluzji – tym co się zakotwiczyło w mule urojonej i wymyślonej rzeczywistości – której ciągłość i umowna „tożsamość” jest niczym innym jak opowieścią przekazywana z umysłu do umysłu.

W tramwaju pandemiczny wuha – nowy bal maskowy, ludzie siedzą i się boją, że zaraz umrą na zarazek co już jest wszędzie i we wszystkim. Pan czyta ekspress do taniej kawy ilustrowany, a tam jak Prepers wskazał palcem na pierwszej stronie piszą, że wandale podpalili Plac Wolności w bożonarodzeniową północ i na pewno jak zapowiada Komisarz Wejer do walki z wszelką przestępczością zorganizowaną i niezorganizowaną zostaną wytropieni i postawieni w stan tak zwanego oskarżenia i nie ma tolerancji dla wandalizmu w tym mieście. Wielkie mi coś! – powiedział Pirat. Śmiechu warte, bo to jeszcze, o czym Pan Komisarz nie wie, dopiero prolog, intro i początek. Aktywacja poszerzonego pola walki. Wysłanie sygnału do Kosmicznej Gwiezdnej Bazy Nieustającej Rebelii. Ogłoszenie niepodległości względem tego zapóźnionego we wszelkim rozwoju mechanicznego gnojowiska. Odpalimy race twórczego szaleństwa i rozświetlimy to smutne niebo i niebawem znów będzie Jasno i Przejrzyście i zaiskrzy w nas chęć do Przygody czym w swojej istocie jest i powinno być Życie. Sprowadzeni do parteru, broczący w niskich skłonnościach i odruchach, przykuci do obrazu nędzy i rozpaczy powielanego na wszelkich możliwych nośnikach musimy z bożą łaską i własnym wysiłkiem pomału jednak zdecydowanie podnieść się do pionu i o tym mili Państwo Czytelnicy jest ta surrealistyczne – magiczno – egzystencjalna opowieść.

Tramwaj, jedzie, kołysze się niczym trup na drzewie podczas tak zwanego samosądu, kiedy masy ludzkie mają już swoich winnych, i jak zawsze odwracają dzięki temu uwagę od samych siebie i odpowiedzialności za czynny udział w tym wszystkim. Mijają zakręt, skrzyżowanie, drugi, trzeci przystanek i wysiadają na trzynastym Pabianicka – Jana Pawła II. Epicko nijakie to jest miejsce, ale nazwa jak najbardziej skłania nas tutaj do tak zwanej refleksji, która wychodzi z ust Prepersa w tej oto formie:

– Wiesz, albo wiecie co mnie nieustannie zadziwia w „tym wszystkim”? Nieuleczalne ludzkie gloryfikowanie własnych mitów i kserowanie tego w nieskończoność na powielarce w tak zwanych środkach masowego przekazu, by w końcu i nieubłaganie wszyscy byli chorzy na te same przypadłości urojeniowe, które wówczas w wyniku ogólnej zgody i wygody stają się „prawdą” i kolejnym nie podlegającym dyskusji dogmatem, a później zaciekle i pełne przemocy werbalnej, mentalnej i fizycznej bronienie tego jak „świętości”, więc ja się pytam grzecznie co to za świętość, którą możesz obrazić, co to za świętość, którą możesz sprofanować, w moim rozumieniu prawdziwa świętość ma, że użyję tego słowa, wyjebane na swoje własne symboliczne przedstawienie, które jest niczym innym jak tylko dość ograniczonym ludzkim wyobrażeniem, pewną reprezentacją tego co przekracza fizykę, chemię i teologię. Jest w swojej istocie poza naszym „dobrem” i naszym „złem”. To co naprawdę się tu odbywa to – to sławne obrażanie uczuć religijnych za które można odbyć karę pozbawienia wolności, lub otrzymać karę innego rodzaju – innymi słowy obrażając czyjeś uczucia i jak one są już obrażone, to wówczas zbiera się specjalny sąd i poważni ludzie dyskutują i uznają, że tak faktycznie uczucia zostały obrażone i zapada wyrok, a ty powiedzmy, ten który je obraził choć w istocie nigdy ich nie widziałeś na oczy idziesz siedzieć, a w ekstremalnych warunkach religijnego lub innego fundamentalizmu, kiedy szaleństwo jest tak zwaną normą mogą cię za coś takiego po prostu zabić – jak w przypadku francuskich rysowników z dość głośnej sprawy mielonej jakiś czas temu w mediach i wielu, wielu innych podobnych historii, które przypominam wciąż mają miejsce w, przypominam, XXI wieku w tak zwanym postmodernistycznym nowoczesnym świecie, którego mieszkańcy mają ambicję na nieśmiertelność i podbój kosmosu. I to obraża moje uczucia w sposób, że tak powiem ekstremalny.

I widać było, że ten tak zwany gorący temat mocno, naprawdę mocno siedzi w głowie Prepersa, bo musiał przystanąć i zrolować skręta, czyli dobry organiczny tytoń z domieszką białej szałwii i zrobił to naprawdę sprawnie. I zaciągając się kontynuował:

– Czy my jesteśmy w ogóle w stanie funkcjonować bez tych wykoślawionych przez nasze własne umysły wzorców „moralnych”, wielkich słów, nadludzkich haseł, całego tego nawiedzonego pierdolenia, tej powalającej na każdym kroku hipokryzji, tego balu świętych przebierańców, hucpy, wiejskiej zabawy ze sztachetami ułożonych w krzyże, którymi bez ustanku przez całe stulecia okładamy się po mordach w imię, jakby inaczej, świętych ideałów? Dla tych wszystkich kościelnych wysuszonych moralistów polecam do przeczytania książkę „Sodoma” o realiach Stolicy Apostolskiej o prawdziwej naturze ich kardynałów i tych wszystkich którzy najbardziej donośnie szczekają o czystości i solidny film „Spotlight” o śledztwie dziennikarskim „Boston Globe” w sprawie tuszowania pedofilii na skalę, która przekracza tak zwane ludzkie wyobrażenie. Aleja Jana Pawła II i sprawa „grzechów sodomskich”. Osiemdziesiąty trzeci rok i zatwierdzony przez niego zapis w Kodeksie Prawa Kanonicznego, który zniósł pedofilię jako jeden z najcięższych grzechów i przestępstw przeciw kościołowi, a zamiast tego swoją „świętą” uwagę skierował na tych, którzy takie czyny duchownym zarzucają. Sekret papieski i ochrona świętości sakramentów. Trzeba zedrzeć te wszystkie maski, te purpurowe szaty „świętości” i objawić nagą prawdę taką jaka ona jest, uzdrowić to wszystko i wrócić do podstaw do zdrowo rozumianej pokory i miłosierdzia, do prostej i serdecznej wspólnoty serca, która nie potrzebuje całej tej nadętej bufonady, tych świątyń – pałaców, złotych sygnetów, zapisów, przypisów i komentarzy. Jak to mówią: czym dalej od źródła tym bardziej mętna woda. Ja naprawdę rozumiem w człowieku tą odwieczną potrzebę duchowości, ponieważ tak już mamy i zawsze tak mieliśmy, to jest ważne, nawet wtedy, kiedy z punktu widzenia współczesnej nauki jest to niczym innym jak tylko mitologią, jednak to ma swoją funkcję zagospodarowania tej irracjonalnej części naszej istoty, która czy chcemy tego czy nie, czy wierzymy w to czy nie – jest w nas. I zawsze mieliśmy przewodników, mistrzów jednak nie byli oni, jak współcześnie, duchowym produktem dostarczanym na rynek desperacji i cierpienia, ubranymi w odpowiednie kostiumy i akcesoria – cały ten świętojebliwy splendor, pozbawiony granic i rozsądku przepych, który dla kogoś kto nie jest tym zaprogramowany jest po prostu jednym wielkim błyszczącym oszustwem, który nie ma już nic wspólnego z wielkim mistrzem jakim był Jezus. Jak nie czytałeś to polecam ci książkę „Mordercy Chrystusa”. Coś po drodze nie pykło!

Pirat patrząc na te smutne betonowe okoliczności sztucznej przyrody jej ludzki – nieludzki wymiar pełen szarości i smutku powiedział:

-Przypominają mi się „Cząstki elementarne” Houellebecq’a i jego opis dogorywającej przez swoje pozorne wyzwolenie Europy – podstarzałej dekadenckiej sprośnej i umierającej kurewki, która ostatnie swoje lata spędza na orgietkach, wystawnych kolacjach i upijaniu się do utraty przytomności. Jej blask i chwała już dawno odeszła, jej piękno i żywotność, próbuje wszelkich zabiegów i operacji by tylko przekonać samą siebie, że wciąż jest młoda, wciąż ma przed sobą życie. Wyruchała pół świata, uczyniła z niego niewolniczy system urodziła swoje atlantyckie bękarty nabuzowane testosteronem z kompleksem militarno – przemysłowym, który teraz w desperacji próbuje z całych sił utrzymać swoją coraz mniej oczywistą dominację. To prawda jest jednocześnie matką współczesnej nauki, która ulżyła nam w cierpieniu, przyniosła temu światu bardzo dużo dobrych rzeczy miała swoje momenty troski, swój pozytywny wkład w kolektywne pole rozwoju ludzkiej świadomości, jednak koniec końców stała się samolubną i zachłanną fanatyczną suką pełną pychy i ambicji narzucającą niegdyś swój jedyny monochromatyczny „chrześcijański” obraz świata, a obecnie ten naukowo materialistyczno – mechaniczny Bezsens niszcząc wszelką różnorodność i sprowadzając wszystko do jednowymiarowego monotematycznego kultu egoizmu i zachłanności, którym w swojej istocie jest neoliberalny kapitalizm – system operacyjny tego dogorywającego Królestwa Kotleta i Parówy. Ja, Mnie, Moje. Kult jednostki, indywidualizm graniczący z narcyzmem, obsesja seksu i młodości, a z drugiej strony fundamentalistyczny, odrealniony, dogmatyczny korporacyjny system religijny narzucający przemocą swoje panowanie przez całe stulecia na masową skalę i czekający na ciebie z otwartymi ramionami kiedy już zmęczony żarciem, ruchaniem, kupowaniem i dragami zaczniesz opadać z sił wchodząc w proces przerażającej starości i duchowej bezdennej pustki, która powiększa się z każdym dniem twojego jałowego życia opartego na ciągłym szukaniu przyjemności i otępienia. Nie ma gorszego cierpienia niż świadomość przepierdolonego życia, którego „szczęście” oparte było tak naprawdę na cierpieniu innych istot, bowiem nie ma sposobu, aby uciec od skutków swoich własnych działań. To jest ostateczna sprawiedliwość tego świata – Śmierć, która w oczach tej aroganckiej pychy jawi się jako obelga, upokorzenie. Cały nasz naukowy wysiłek jest skierowany w tą stronę, aby przekroczyć to w naszym mniemaniu „ograniczenie” ten „błąd”. Wszystko i wszyscy próbuje przed tym uciec i to świadczy o tym w jakim punkcie jesteśmy tak naprawdę w rozumieniu natury życia, prawdziwej wiedzy, która nie jest wytworem naszych ograniczonych umysłów.

Pycha zawsze kroczy przed upadkiem i to jest dokładnie ten moment. Niezliczone cywilizacje przed nami upadały dokładnie w ten sam sposób, kiedy stawały się skrajnie samolubne, zachłanne i neurotyczne – próbując za wszelką cenę uciec od cierpienia i nauk, które ono niesie, wciąż bez ustanku wkładając swoją energię i wysiłek w polepszanie swojej sytuacji w Ucieczkę, która jest przecież daremna i skazana na porażkę. Jedyne wyjście to przyjąć to tym czym jest, zaakceptować warunki gry i wykorzystać swój czas najlepiej jak to tylko możliwe z pożytkiem dla siebie i innych. Tu doprawdy nie ma innego sensu. Przekroczyć Grę możesz tylko poprzez pełen w niej udział, musisz ją zintegrować w swoim własnym doświadczeniu, wykuć w niej swoją Moc i Obudzić swoje Serce. Wrócić do samego siebie, do rdzenia tego kim jesteś, do swojej własnej nauki wynikającej z twojego własnego życia takiego jakim ono jest w stanie nie rozcieńczonym przez wymówki i usprawiedliwienia. Język, Dar Komunikacji jest w istocie czymś poza czasem, poza formą i przekracza śmierć. Język Obrazu. Język Słowa. Język Pieśni. Możliwość przekazania swojego doświadczenia, swojej mądrości innym istotom. Wszyscy jesteśmy tak naprawdę w tym samym położeniu, wszyscy musimy rodzić się, cierpieć, mieć chwile szczęścia i radości starzeć się, chorować i umierać. Sami pozbawiamy się nadziei, ponieważ szukamy rozwiązania na zewnątrz nas samych, a tutaj w istocie nie chodzi o rozwiązanie. Tutaj chodzi o Rozpoznanie wszystkiego czym jest w swojej prawdzie, surowym stanie, bez tej nakładki naszego „najmądrzejszego” umysłu – Mózgogłowia, któremu się wydaje, że wszystko zna, wszystko wie, zupełnie nie rozumiejąc funkcji błędu, niedoskonałości, ułomności i nauczania, które w tym jest obecne, bowiem zarówno dobro i zło mają swoje nauczanie, swoją prawdę, a jedno nie może istnieć bez drugiego, są wiecznie we wzajemnej relacji, we wzajemnym dopełnieniu. Nie mieć nic do stracenia to nigdy nic nie stracić, nie mieć nic do zyskania to nigdy nic nie zyskać. Zostawić to wszystko w swojej własnej naturze, w swojej prawdzie. Porzucić przemoc zmiany, ulepszania, poprawiania gdyż wszyscy możemy teraz zobaczyć do czego to nas doprowadziło jako jednostki, społeczności i gatunek planetarny. Prawda jest taka, że nie możesz poprawić czegoś co już jest doskonałe w swojej prawdziwej naturze, w swoim prawdziwym nauczaniu – problem polega na tym, że ty tego nie potrafisz widzieć i rozumieć, nie dociera do ciebie to autentyczne nauczanie, które jest bardzo bezpośrednie, ponieważ żyjesz za szybą, za ekranem w złudnym odczuciu bycia oddzielnym, niezależnym i autonomicznym, jednak to ciało jest z tej ziemi i do niej należy, Duch je tylko zamieszkuje i porusza nim. Przebiera się bez końca w te ciała – ubiory i pewnego dnia po prostu postanowi być nagi rozpoznając sam siebie w swojej doskonałej prawdzie. Ta wrodzona Doskonałość jest jego Naturą, jego prawdziwym stanem i tak było od samego początku. Poza wysiłkiem. Jeżeli nie wyjdziemy z tego ścieku sztucznej neurotycznej świadomości człowieka – produktu, człowieka – robota ulegając swoim najniższym mechanicznym popędom i nie odnajdziemy w sobie czegoś żywego i czystego czeka nas niewyobrażalne w tej chwili cierpienie w postaci doświadczania zmultiplikowanych lawinowych skutków naszych działań, które tak czy inaczej już się manifestują, każdego dnia i każdej godzinie. Nie możemy tego zatrzymać, ale możemy z tym pracować jednak, aby to zrobić musimy stworzyć wolną i twórczą przestrzeń co w tej sytuacji możliwe jest tylko wtedy, kiedy przestaniesz biec. Zatrzymasz się i staniesz się naprawdę Uważny, Obecny, Świadomy, Przytomny, bo dopiero wtedy możesz pracować z okolicznościami i być coraz bardziej świadomy skutków każdej swojej myśli, słowa i działania. Kluczową sprawą jest jednak – Intencja! Po co robisz to co robisz? Jaki jest prawdziwy powód tego, pierwotna przyczyna? Czy jest to tylko mechaniczne, czy już ma w sobie element twórczy, kreatywny – coś świeżego? Jednak najważniejsze zawsze i wszędzie jest po prostu – Serce, prawdziwa świadomość, która nie podlega dyktaturze Mózgogłowia i może używać biologii zamiast być przez nią używanym, duch i ciało może być Jednym, przekroczenie tej odwiecznej dychotomii to zaprzestanie pierwszej pierwotnej wojny, prawdziwy wewnętrzny pokój, współpraca na poziomie ciała, energii i umysłu.

Ta choroba, ta pandemia, bez względu na to czy jest wytworem ludzkim, czy zbiegiem okoliczności jest właśnie tym zatrzymaniem, szansą na refleksję, na ujrzenie świata takim jaki jest, szansą na rozpoznanie własnego szaleństwa, nieświadomości. Chorujemy już od bardzo dawna, jednak zauważamy to dopiero w tym ostatnim stadium, kiedy nasza choroba zaburza nasze funkcjonowanie i jest widoczna wszędzie i we wszystkim i w końcu stajemy się świadomi tej diagnozy, której nie chcieliśmy słyszeć, bo wciąż byliśmy zajęci życiem w swoich własnych urojeniach. Ta choroba jest śmiertelna, nieuleczalna – konsekwencją narodzin jest śmierć, konsekwencją wzrostu jest rozpad – to jest odwieczna prawda tego ludzkiego świata. Uznanie tego jest szansą na prawdziwe autentyczne życie. Każda jedna chwila jest już kompletna, jest Darem w swojej pierwotnej czystości, kiedy nie jest skażona interpretacją, tym zanieczyszczeniem umysłu, który wszystko chce posiąść, przywłaszczyć i zdominować na swoja własną modłę. Piękno nie jest „tym pięknem” – jest Wszystkim.

Pirat potrafił czasem oddzielać siebie o tego co z niego wychodzi, był świadomy tego jak krótkie życie ma każde słowo – rozpuszczający się sam w sobie dźwięk. Gdzie to wszystko teraz jest? Gdzie się podziało, gdzie uleciało? Dokąd wróciło?

Szli tą jedną z milionów ulic, tysięcy rozgorączkowanych miast o nierównym oplutym chodniku pełnym śmieci i niedopałków i małych kępek trawy, które próbowały żyć w tych przeoczonych we wszelkich konstrukcjach szczelinach i choć dosłownie co chwilę były deptane i miażdżone przez podeszwy butów jednak nigdy, przenigdy nie ustawały, nie dawały za wygraną. Po prostu rosły. Po prostu były.

Postanowili coś zjeść. Bar wyglądał okropnie, żółty wyblakły budynek z napisem „obiady domowe” i dobudowanym poddaszem, para plastikowych okien i próg wysoko nad ziemią z trzema rozpadającymi się schodkami, które zapraszały na „smaczne i zdrowe” na „dużo i tanio”. Tak w istocie w tym mieście wszystkiego było dużo i było tanie, jednak nie było to smaczne ani zdrowe. Otworzyli drzwi i ich nozdrza zaatakował zapach spalonego tłuszczu, tanich przypraw i przepoconego zmęczenia życiem, który uosabiała starsza kobieta za ladą baru. Nie sposób wyrazić rozczarowania w jej oczach, które pożerało ją niczym pasożyt żywiąc się każdym kolejnym takim samym dniem, tą miażdżącą rutyną. Bylejakość była tutaj kluczem otwierającym wszystko, spajającym każdy atom gęstej, osaczającej przestrzeni, która była odpychająca, agresywna, zupełnie pozbawiona wrażliwości. Tępa.

-Tylko na wynos! – niemiłym głosem oznajmiła kobieta. Jej wodniste nieobecne oczy patrzyły na nich z nieskrywaną pogardą jaką obdarzała szczodrze samą siebie, a tym samym cały świat, który dla niej był po prostu – gównem. Śmierdzącym gównem. Niczym więcej.

Przez chwilę stali w milczeniu, czując to wszystko w sobie, było lepkie i brudne. Smutne. Jednak nie zdołało się o nich zaczepić, do niczego przylgnąć. Prepers usiadł przy stole niedbale nakrytym wzorzystą ceratą i „ozdobionym” sztucznymi zakurzonymi kwiatkami. Zdecydowanie nie mieszkała tutaj Hygieia, córka boga medycyny. Wyjął z plecaka świeczkę i gałązkę białej szałwii. Czekał. Pirat spokojnie i bez pośpiechu podszedł do baru. Dotknął jej dłoni i w jednej chwili poczuł jak gęste i obezwładniające jest bagno, które pożerało ją przez te wszystkie lata, cały ten nieznośny ból i upokorzenie. Doświadczyła w życiu tak mało szczęścia i było ono zarazem tak kruche, że pewnego dnia po prostu przestała na nie wyczekiwać porzucając wszelką nadzieję. Zapadała się w niebyt, który spełniał jednak funkcje życiowe. Jej łzy były ciężkie, rozpryskiwały się o dłoń Pirata jak każde porzucone marzenie, które niegdyś miała. W tej jednej krótkiej chwili, która wydawała się jej wiecznością znów Coś powróciło do życia, wybudzone z długiego apatycznego snu, a w jej oczach, które były szaro niebieskie znów pojawiło się światło. Mówią, że jest to zwierciadło duszy i to prawda. To prawda.

-Ma Pani może coś do zjedzenia bez mięsa? – zapytał cicho Pirat.

Kobieta o szaro niebieskich oczach, która teraz stała się istotą bardziej żywą i jeszcze nie do końca świadomą co tu się przed chwilą tak naprawdę wydarzyło była w stanie, który Pirat określał „Wielkim Zdziwieniem” i przez chwilę nie potrafiła odnaleźć w swoim umyśle, żadnego, nawet najmniejszego słowa. Była tylko cisza, pustka i fale zalewającego jej ciało ciepła. Teraz ludzie, którzy przyszli do jej baru, byli kimś zupełnie innym, jakby nie z tego świata, spoza tych ciasnych i dusznych oczywistości, tej strukturalnej zimnej nędzy do której tak przywykła. Byli Żywi. Prepers zapalił świeczkę i chodził z szałwią po barze, szczególnie zwracając uwagę na każdy z czterech rogów, okna i drzwi, szarobiały dym pochłaniał cały ten katorżniczy świat, skondensowane nabrzmiałe jak wrzód nieszczęście trawione i wydalane wciąż na nowo, przechodzące z ciała na ciało, z miejsca na miejsce jak zaraźliwa śmiertelna choroba. Wszystkożerna Otchłań. Przepocona Obojętność.

-Jak to bez mięsa?! Czemu bez mięsa?! – to był dla tej Pani rebus, zagadka z poza jej świata. Pirat to rozumiał. Rozumiał to bardzo dobrze. Odwieczne sankcjonowanie, oswajanie tego bezdusznego okrucieństwa, wreszcie i przede wszystkim biologiczne, umysłowe i energetyczne uzależnienie od tego, poczucie władzy drapieżnika, który wbrew „moralnej” otoczce, którą zbudował wokół siebie pozostał w niezmienionej prymitywnej formie. Odżywianie, kopulacja, walka o władzę, lenistwo i nieskończone manipulowanie rzeczywistością dla swoich potrzeb i swojej wygody. Mięso. Porno. Pieniądze. Showbiznes. Nauka – Religia. Neurony Dopaminergiczne. Prawdziwy terror jest zakodowany w naszej biologii, w Mózgogłowiu.

Kora.
Prążkowie.
Dopamina.

-Sami jesteśmy kucharzami i nie jemy mięsa, bo w obecnej formie jest niczym innym jak trucizną, która niszczy nasze zdrowie i niszczy ten świat. To wszystko to tylko głęboko wdrukowany nawyk, który można i należy zmienić. Pani w głębi serca czuje, że rzeczywistość naprawdę potrzebuje uzdrowienia i taka dieta jest jedną z rzeczy, którą można i powinno się zrobić. To nie jest takie trudne i to co teraz zrobimy to pójdziemy do kuchni i pomogę pani coś dla nas wszystkich przyrządzić.

Normalnie nic by z tego nie wyszło, jednak jak możecie się domyślić cała przedstawiona sytuacja zmutowała w zupełnie inny wymiar, w coś co łamie zasady tak zwanej logiki i prawdopodobieństwa – stała się czymś Otwartym pozbawionym kodu – nowym wzorem. To nazywane jest Hackiem – tworzeniem nowego wzoru na kolektywnej matrycy ignorancji, zawsze myślimy o dużych rzeczach, tak zwanych rewolucjach, o czymś spektakularnym, epickim, filmowym, dramatycznym ponieważ to dokarmia naszego ego. Jednak prawdziwa rzecz wydarza się w tak zwanej normalnej codzienności, w zwykłym życiu, w małych konsekwentnych i zdecydowanych krokach w tworzeniu nowych nieprzetartych ścieżek neuronowych opartych na parametrach serca. Serce to nie jest „serce”. To Troska. Miłość. Wszyscy jesteśmy otumanieni tym okrutnym Programem, wszyscy uczestniczymy w mordowaniu tego Świata. Najtrudniej obudzić kogoś kto udaje, że śpi.

Kuchnia nie wyglądała najlepiej, w zasadzie wyglądała tragicznie. Była pozbawioną jakiejkolwiek energii małą klatką ze starymi domowymi meblami, brudnym zlewem pełnym garów, talerzy i resztek jedzenia. Kuchenne dewolucje. Gastro depresja. Wyjebane po całości. Ma na imię Alicja i to nie jest jej kraina czarów, to mroczna pieczara odzwierciedlająca jej stan, stała bezradna pośrodku tego wszystkiego i czuła wstyd za to miejsce, za swoje życie. Niepotrzebnie. Nikt nie zasługuje na to by go potępić, porzucić w tej bezdennej pełnej cierpienia Otchłani. Nawet kiedy robisz najgorsze rzeczy, robisz je, bo nie rozumiesz, nie rozpoznajesz prawdy, krzywdząc siebie, innych, ten świat tak naprawdę zadajesz ból sam sobie, ponieważ ta fundamentalne rozróżnienie jest iluzją. Pirat zawołał Prepersa i zaczęli tak zwane czyszczenie. Bez słów w kompletnej ciszy. Robili co trzeba było zrobić, ponieważ w gruncie rzeczy taka była ich praca. Kondycja tego świat odzwierciedla nasz własny stan, dlatego dobrze się przyjrzeć jak to w gruncie rzeczy wygląda, jak to funkcjonuje, czemu służy i z jakim skutkiem.

Było czysto.

Mięso zgniło. Nikt od dawna tu nie jadł. Nikt od dawna nie robił tu niczego co miało związek z życiem. Rzeczy na które nie zwracamy uwagi mówią o nas i do nas więcej niż wszystko inne. Pirat znalazł pieczarki, cebulę, marchewkę i ryż. Sól i pieprz. Olej rzepakowy. Prepers wstawił wodę na herbatę. Pokroili pieczarki, cebulę i marchewkę. Ugotowali ryż i podsmażyli go z warzywami. Prostota jest kluczem do szczęścia, a szczęście jest proste i nie wymaga nadludzkich wysiłków. Wystarczy Być i czuć Wdzięczność. Prepers znalazł biały obrus. Nakryli do stołu. Zapalili świeczkę i kadzidło. Pirat wypowiedział krótką, esencjonalną modlitwę:

-Dziękujemy Matce Ziemi za jej troskę, za to wszystko co mamy na talerzu przed sobą. Dziękujemy za Dar Życia i Naukę Śmierci. Dziękujemy wszystkim niezliczonym istotom, które były przed nami ukazując nam niezliczone drogi. Życzymy z tego miejsca Każdemu, Wszędzie, Wszystkiego Najlepszego, by ten świat odzyskał swoją pierwotną czystą naturę. Byśmy żyli szanując Życie i umierali dziękując za wszystko. Amen.

To nie było jakieś pyszne wyszukane danie, kolejna wysublimowana pożywka dla Mózgogłowia, to był Prawdziwy Pokarm, który nie jest po to by nas zadowalać, nie jest po to by robić mu zdjęcia na instagrama, nie jest po to by pisać mu recenzje i dyskutować o nim godzinami. Nic na tym świecie nie jest „specjalnie dla nas”, to my jesteśmy dla tego świata. Jesteśmy Załogą na Statku Kosmicznym Ziemia i nasza podróż Nie Ma Końca. Mamy nieskończoną pracę do wykonania. Jesteśmy w służbie dla pożytku Istnienia, a to oznacza, że nigdy nie jesteś bezrobotny. Zawsze jest Job to do. Jednak za prawdziwą pracę nikt nikomu nie płaci, to nie jest żadna oparta na zysku transakcja, żaden układ, żaden deal, wiąże cię bezterminowa umowa z twoim własnym sercem, ty ustalasz kodeks pracy i zakres obowiązków. Tworzyć coś z nicości, powołać do życia, nadać sens bezsensowi, to w istocie stworzyć jedną z dróg.

Pani Alicja zdecydowanie przez ten krótki, ale jakże treściwy czas była w Krainie Czarów. Odmuliła. Otrzymała Czysty Dar, coś czego w tym wymiarze zdominowanym przez ciągłą kalkulację i porównywanie jest jak na przysłowiowe lekarstwo. Coś zostało odmienione, tam w samym rdzeniu, w esencji i bardzo powoli jednak metodycznie będzie się przedzierać przez cały ten ściek ku prawdzie, ku drodze, ku życiu. Pirat to wiedział. Ucałowali jej zarumienione policzki, po których wciąż płynęły łzy, uścisnęli spracowane, zmęczone dłonie. Zostawili 108 polskich złotych i ruszyli przed siebie w kwadraturę zapętlonego świata.

Na ulicy Pabianickiej była awaria sygnalizacji świetlnej. Migało żółte światło, od czasu do czasu słychać było rozdrażnione wrzaski klaksonów. Było więcej powietrza, więcej światła, jednak nikt prawie tego nie zauważył, wszyscy gdzieś szli, gdzieś jechali. Tramwaje monotonnie kołysały się na torach jeżdżąc od krańcówki do krańcówki po tych samych pordzewiałych torach, mijając te same przystanki – dzień za dniem, miesiąc za miesiącem, rok po roku.

Cały czas.
To samo.

Maja mieszkała w szarej odrapanej kamienicy. Na parterze. Zaraz obok jej drzwi, które w zasadzie były wyjściem do nieistniejącego ogrodu, była wjazdowa brama ze znakiem, jakby inaczej „zakaz wjazdu” biały prostokąt w czerwonym kole w towarzystwie plemiennych kibolskich tagów. Jude ten, jude tamten, jude, jude, jude. Napierająca ze wszystkich stron Zagłada Wrażliwości. Wylane na wszystko popłuczyny. Nad wejściem grał wietrzny dzwonek poruszany niedotykalną siłą. Prepersowi i Piratowi podobała się ta melodia, która miała swoje akcenty dramatyczne jednak była delikatna. Oddech przestrzeni był dziś spokojny. Wierzeje ozdobione były witrażem ukazującym chłopca w czerwonej czapce dającym małej dziewczynce żółty kielich z białym kwiatem. W tle były żółte domy z szarymi dachami, niebo było błękitne. Niemalże można było poczuć zapach tego kwiatu, to było lekkie, beztroskie. To było Piękne. Pozbawione jakiejkolwiek dwuznaczności. Czyste.
Treść wpływa na umysł i wyzwala potencjał. Ordynarna niedbała przestrzeń pozbawiona harmonii, estetyki, smaku i dbałości staje się martwą i negatywną zaczyna tworzyć nisko wibracyjne zamulające pole, ponieważ nic nie jest samo w sobie i samo dla siebie, absolutnie wszystko jest współzależne i wzajemnie uwarunkowane. Zaśmiecona przez nas Pierwotna Przestrzeń stała się Grzęzawiskiem, pozbawionym życia sztucznym zarosłym chwastem jałowym polem. Oddzielasz się wyobrażoną granicą od „świata zewnętrznego”, czy tą granicą jest twoja skóra, czy wewnątrz jest „twój świat”? Twój, mój, jego, jej…TO nie ma tak naprawdę żadnych granic. Żadnych. Forma jest jedynie skondensowanym do pewnych granic Wyobrażeniem, ciągle powtarzanym nawykiem Określonego Postrzegania najczęściej nie potrafimy widzieć w sposób wielowymiarowy, ponieważ tak zwane „zjawiska” łączą się na niezliczoną ilość sposobów, mamy w mózgu wyżłobione koleiny neuronowe, utrwalony „mentalny porządek”, który w swojej esencji jest chaotyczną reakcją na impuls powstających myśli i pozornie logicznych ciągów myślowych na podstawie których tworzymy wyobrażenie świata, wierząc w jego fizyczną solidność, w jego trwałość, w jego realne istnienie. Jednak kiedy uważnie prześledzimy ten neurotyczny strumień świadomości odkryjemy, że w istocie nie ma tutaj absolutnie żadnej podstawy, żadnego fundamentu, czy pierwotnej mitycznej pierwszej przyczyny. Esencja jest pozbawiona formy, zapachu, koloru, wagi, miejsca skąd przychodzi i miejsca do którego zmierza. Na końcu eksperymentu badacz odkrywa, że to co badał przez cały ten „czas” jest on sam, że podmiot i przedmiot badań są poza jakimkolwiek rozróżnieniem. Tak naprawdę nie możesz nic z tym „zrobić”, nie możesz tego unicestwić, zbrukać, zanieczyścić. Możliwa jest tylko apokalipsa formy tak zwane dramatyczne przeprogramowanie matrycy. Reset błędnego kodu. Korekta. Dlatego zawsze zarządzamy tutaj jedynie iluzją, mają, marą. To jest najbardziej absurdalny „grzech pierworodny” wiara w realność rzeczy i zjawisk, choć każdy przecież sam dobrze wie, że w jego fizyczna forma jest umową najmu od której tak zwany system całe twoje życie nalicza podatek od odchodu. Od początku każdy wie, że jest jedynie chwilą, jednak pomimo tego zachowujemy się jakby było tutaj coś do „ugrania”, krótkotrwały nietrwały sam w sobie komfort, poczucie iluzorycznej władzy nad urojeniem – jeżeli z tej perspektywy spojrzysz na tak zwaną Władzę rozpierdoli cię twój własny śmiech. Dlatego tak naprawdę niczego nie możesz się bać, nie musisz jebać systemu, bo tak naprawdę nie ma czego jebać, bo to już od samego swojego porządku jest samo w sobie z samego założenia pojebane. Nie ma różnicy między jebiącym a jebaniem, a jebiąc system jebiesz sam siebie, bo to ty jesteś systemem. To jest ukryta wada fabryczna tak zwanych buntów, rebelii, rewolucji, które kiedy przyjrzysz się uważnie nigdy niczego nie zmieniają na lepsze, bo problem nie tkwi w organizacji struktury, problem tkwi każdej pojedynczej części składowej, owszem możemy to poprawić strukturalnie jednak zawsze wcześniej czy później wraca do swojej patologicznej formy.

Jedyne co możesz zrobić to rozpoznać jaki jest kod bazowy, czym jest biologiczny program, bo okazuje się, że w istocie zarządza nami coś co jest zupełnie poza naszą kontrolą. Mózgogłowie ma swoje własne plany, swoją Agendę. Jest kolektywnym pozbawionym wrażliwości i współczucia bezwzględnym Programem Przetrwania, tam nie ma żadnej moralności jest czysta nie rozcieńczona najmniejszym dylematem Eksploatacja. Powszechny kult samic i samców Alfa. Powszechne uwielbienie dla Zwycięzców, którzy tak naprawdę są niczym innym jak pozbawionym skrupułów drapieżnikami. Najbardziej „zdrowy” materiał genetyczny jest z pewnej perspektywy sterylnym absolutnie okrutnym zerojedynkowym kodem, który stwarza i nagradza pozbawione empatii, skrajnie narcystyczne jednostki psychopatyczne, które otaczane są kultem przez zaprogramowane uległością nieświadome masy ludzkie.

To tak naprawdę jest istota Władzy.
To psychopatologia.

Mamy spierdolony kod genetyczny. Źle skonfigurowany transfer danych przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Dlatego zawsze traktowaliśmy tych, którzy go przekroczyli jak wynaturzenie, błąd, jak bezdomne genetyczne psy pozbawione rodowodu, które były tropione i zabijanie, a każdy najmniejszy ślad zacierany. Otaczaliśmy kultem tyranów, morderców krwią zapisana jest historia tego gatunku, wyrażona krzykiem, przypieczętowana cierpieniem. Stworzyliśmy Królestwo na nasz własny Obraz. Dwanaście pokoleń i bazowy kod zapisany w Księdze Genetycznej, linie zatrutej jadem krwi. Psychopatyczne samce alfa zapładniające tysiące kobiet, przychodzące na świat pozaludzkie hybrydy, pozbawione serca mechanizmy sterujące, całe pokolenia zimnokrwistych morderców. Religia zawsze była Szczytem Władzy, absolutyzmem Programu jego macierzą, pierwotnym Nośnikiem. Dominacja oparta jest na Strachu przed ostatecznym Potępieniem. Upadkiem, z którego nie ma już powrotu. Bez względu na swoje nowoczesne upodobania, zauroczenie wschodnią mistyczną myślą, popularność kolorowego New Edge ubranego w parciane spodnie, dźwięki gongów, mis tybetańskich (które wcale nie są tybetańskie), masaże kryształami, „tantryczny” seks ten pierwotny zapis – program tam jest i przyjdzie do ciebie w momencie kiedy już zmęczony duchową zabawą opadniesz z sił i zatęsknisz za tak zwanymi korzeniami, ponieważ odechce ci się być już przebierańcem. Wtedy, być może ujrzysz tak zwaną Prawdę, która wcale nie będzie przyjemna, lekka i mistyczna. Będzie zwyczajna, przyziemna i brutalna.

Prawdziwa duchowość jest pozbawiona „duchowości”. To nagie ciało obdarte ze wszystkiego. Czyste mięso. Warunek poprzedzający warunek, umowa poprzedzająca umowę, dług poprzedzający dług. Nieskończona ilość warstw. To jest konkretna praca do wykonania, swoimi własnymi rękoma, rozpoznanie swojej prawdziwej sytuacji, powrót z dalekiej egzotycznej przygody, obdzieranie zakodowanych wyobrażeń jak narośli, jak warstw sztucznej modyfikowanej genetycznie skóry. Zbroi. Muru. Granicy. Każdego za i przeciw. Prawdziwa Moc zawsze tkwi po prostu w Prawdzie. Nie w tej jedynej ostatecznej, prawdziwie prawdziwej. Ale w prawdzie każdego momentu, każdej sytuacji. Nie w ceremoniale, okultystycznej egotycznej „magii”, nie w manipulacji energiami, nie w tej czy tamtej tradycji, sekcie, zakonie, ideologii, kiedy jesteś w Prawdzie możesz użyć wszystkiego, każdej religii, filozofii, systemu politycznego, wzoru matematycznego, ponieważ nic z tego tak naprawdę nie jest prawdziwe, to tylko forma nic więcej. Jest pusta, pozbawiona esencji, ale pomimo tego działa. To właśnie jest największa z tajemnic, której nigdy nie odkryjesz, bo to czyni to wszystko możliwym. Nie możesz udowodnić Prawdy, ale nie możesz jej zaprzeczyć. To koniec umysłu. Krańcówka. Ostateczna pętla intelektu. Prawdziwa Śmierć.

Pirat i Prepers właśnie byli w takim polu informacyjnym. To po prostu jest zapisane w przestrzeni w każdym czasie i w każdym miejscu. Problemem jest dostęp. Zapukali w witraż za którym był inny magiczny świat. Wymiar alternatywnego istnienia. Coś czego w kwadratowym świecie po prostu nie grają, inna płyta, inna melodia, inny nośnik. Pole Mocy Wiedźmy. Przywitał ich jej czarujący uśmiech, była ucieleśnieniem wiosny, jej energia była tak radosna, że z miejsca twój stan świadomości budził się na bezkresnej spowitej mgłami poranka łące pełnej najpiękniejszych kwiatów tej ziemi, pachnących dzikich ziół, pól pełnych dorodnych owoców i warzyw, absolutnie wszystko odzyskiwało lekkość, delikatność, to był stan błogości. W tej odsłonie natura nie była krwawym pozbawionym empatii programem, była bezkresną żywą istotą, która z jednakową troską traktowała owada, zwierze i człowieka, absolutnie wszystko miało tu swoje miejsce, swój sens i cel istnienia, którym było przecież samo życie – ten Wielki Dar. Miała na imię Maja i była naprawdę piękna, stała w progu a jej nasycone światłem głębokie zielone oczy iskrzyły emanując i przekazując zarazem życiodajną energię. Była jak elektrownia atomowa ukryta w tym drobnym ciele. Pirat zastanawiał się w jaki sposób udało jej się zachować taką czystą kreatywną moc w tym wydrenowanym do cna zmechanizowanym wymiarze.

Subtelnym gestem szczupłych ozdobionych pierścionkami dłoni zaprosiła ich do środka. Mieszkanie było zaskakująco duże, to była dzika dżungla, pełna różnorodnych roślin, czuli się jakby wylądowali na nieznanej planecie w samym środku bukietu pachnących kwiatów skomponowanych przez samego Boga. Tyle było tutaj gracji i wdzięku, niewinnej zalotności, że Pirat i Prepers potrzebowali dłuższej chwili na integrację takiej potężnej dawki radości i kompletnego braku tej lepkiej mazi. To jest tak jakbyś nagle znalazł się w czymś tak odmiennym energetycznie, że twój system jest w stanie szoku. Przez chwilę procesor zamula, ponieważ musi trawić zupełnie inny rodzaj danych. To nie są binarne komendy tak / nie, 0/1 – to wielowymiarowy hybrydyczny pierwotny kod, zapis czystego światła. Księga Blasku.

Dlatego Maja Frej nie musi nic robić, wystarczy, że jest. Pracuje tylko analogowo, nie używa komputerów, smartfonów, drukarek, faksów, bo w jej obecności to wszystko przestaje po prostu działać, staje się czymś zupełnie bezużytecznym. Nie obsługuje dzieci Merkurego, firm Bogini Industria – niczego co ma niejasne, dwuznaczne intencje, niczego co zrodziło Mózgogłowie. Pomaga tylko tym co się już przebudzili ze snu własnej ignorancji i są w służbie Istnieniu. Jest autentyczną inkarnacją Świętej Matki. Kimś z Innej Żywej Przestrzeni, niewidoczna dla Automatonów, ukryta i nieczytelna dla Systemu, nie figurująca w żadnym rejestrze, ewidencji. Bez numerów seryjnych Korporacyjnej Monokultury. Taka była jej matka, jej babka i jej prababka i tak do samego Źródła – Maja Frej jest Funkcją, czymś zupełnie poza osobowym. Nie wiem czy byliście kiedyś w naprawdę Świętej Przestrzeni, która jest czystą Potężną Obecnością doprawdy ciężko to opisać, można przypomnieć sobie swój najpiękniejszy, najbardziej beztroski dzień życia, pozbawiony najmniejszego nawet zmartwienia, obawy, lęku i podkręcić potencjometr na full i nawet to nie odzwierciedla tego stanu. To przekracza zmechanizowane pojęcie.

Świat nie jest matematycznym zimnym wzorem, góry nie są trójkątami, chmury nie są kołami – „świat” nie istnieje, to kolektywna symulacja naszych umysłów oparta na zgromadzonych w jej części magazynującej wrażeniach. To się jakby odtwarza z zapisanej niezliczoną ilością danych serwerowni – czarnej skrzynki całego tego przelotu, który trwa od mniemającego początku czasu, od kiedy umysł oddzielił podmiot od przedmiotu i wytworzył złudne poczucie osobnego istnienia – podmiotu lirycznego tworzącego zarazem coraz mniej poetycką baśń fantastyczno – naukową, której zadaniem było ciągłe neurotyczne potwierdzanie, że istnieje i w zasadzie ten wbudowany we wszystko pierwotny lęk, to nagłe lodowate ukłucie pośrodku bezsennej nocy, spazm przerażenia przychodzący nagle i niespodziewanie w najmniej odpowiednim momencie, kiedy wszystko pozornie jest pięknie – to jest właśnie to przerażające przeczucie, że być może wcale nas nie ma. Niema prawda ukryta za tym wszystkim. Ostateczne rozwiązanie kwestii ludzkości. To jest prawdziwa przyczyny każdego cierpienia, każdej bestialskiej wojny, bezdusznej korporacyjnej mentalności posiadaczy, która tworzy na tym świecie realne piekło segregując ludzi jak śmieci, to jest źródło każdego gwałtu, mordu, kłamstwa, kradzieży – Poczucie Separacji, zindywidualizowana jednostka chorobowa – agresywny wirus skrajnego egoizmu. Stworzyliśmy kulturę, która upaja się tym do kompletnej utraty poczytalności, nasyca wszystko tym zaklęciem, tą klątwą wmawiając nam, że najważniejsze ze wszystkiego jest nasze „własne osobiste” szczęście, poczucie „naszego” spełnienia, realizacja „indywidualnych” marzeń za wszelką kurwa cenę.

I teraz kredyt się skończył.
Musimy płacić.

Doszliśmy do karmicznego punktu zwrotnego, równonocy świadomości. Przesilenia wrażeniami. Zaćmienia mózgu. Pomroczności Jasnej. Czwartej linii 63 heksagramu Księgi Przemian. Trzynastej karty Tarota. Rozpadu Królestwa.

Maja parzy herbatę z pokrzywy w swojej bajkowej kuchni i z uśmiechem patrzy na nas. Na mnie, na ciebie, na niego i na nią, na ja, mnie, moje. Fabuła się rwie, a bohaterowie przeżywają bolesny kryzys tożsamości. Jednak tam pod tym wszystkim coś cię rodzi, coś kwitnie, w powietrzu czuć zmianę. Ona o tym wie i cicho szepcze:

-Jak byście się nie starali, nie jesteście w stanie zniszczyć życia, możecie jedynie zniszczyć samych siebie.

Czy to jest wasz wybór?

PIRACKIE OPOWIEŚCI

KOŚCIÓŁ I RATUSZ

Galeria

Niechaj więc rozwinie mądrość

Ten, kto pragnie usunąć cierpienia.

Śantidewa, Bodhicaryavatara


JASNOŚĆ 

Moc jest głęboko ukryta. Jej naturą jest Jasność – Blask, który potrafi przetransformować każdy negatywizm w Mądrość. Jak pisał Antoine de Saint-Exupéry: „Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.” Kiedy rozpoznajesz naturę tej uwarunkowanej rzeczywistości i jej dewolucyjną – anihilacyjną dynamikę, której nie sposób już powstrzymać zaczynasz „iść pod prąd”, tego czym ten świat żyje i w czym się pogrąża. Nazwane jest to wejściem w strumień. To wymaga nagromadzenia Mądrości, która jest twoim pulpitem nawigacyjnym i zarazem kompasem. To wyznacza kierunek i stanowi niewyczerpane źródło inspiracji oraz ochrony. Sztuką jest zagłębić się w oceanie absurdu, by szukać w nim głębokich transformujących prawd i nauk, ponieważ „negatywizm” jest nawozem wglądu i wiedzy, błotem z którego wyrastają piękne kwiaty i co najważniejsze znika lęk. Nazwane jest to nieustraszonością Sotera. Mieć odwagę myśleć, czuć i mówić swoim sercem jest najwyższym aktem szczodrości – pierwszą paramitą

Analog jest zarazem starożytną wiedzą duchową – czymś co nigdy nie traci na aktualności, ponieważ wskazuje prawdę o naszym stanie i naszej kondycji odwiecznego uwarunkowania przez formę, przez odczucie, przez percepcję, przez koncepcję – umysł / świadomość. Jednak wszystko to w swojej esencji jest puste i pozbawione rzeczywistej podstawy. Materialistyczna nauka dochodzi do tego samego punktu, co wglądy prawdziwych duchowych mistrzów – jednak tego nie doświadcza jedynie opisuje, a jak wiemy mapa to nie terytorium. Urzeczywistnienie tego wyzwala nas z lgnięcia i uwarunkowania przez Formę i to jest nazwane Pierwotną Anarchią – Wolnością od Destrukcyjnych Programów. Konsekwencją tego wglądu jest specyficzny rodzaj samotności. To jest moment Jasności. Tak zwane Pierwsze Przebicie przez zasłonę ułudy. Wówczas widzimy, że nie może być i nigdy nie było boga – kontrolera w absolutnym sensie – dlatego wyzwolenie jest możliwe i zależy wyłącznie od nas. Rolą Sotera jest wyzwalać z warunku i ukazywać przebłyski innego świata i innej rzeczywistości. Zagłębić się jednak nie utonąć. Odnaleźć swój własny autentyczny język i sposób przekazu którego zadaniem jest hakowanie samsarycznego algorytmu Maszyny – Koła. Nazwane jest to Prawdą Względną i Prawdą Natury. 

Prawda względna – prawda Maszyny. Coraz bardziej zagmatwany i chaotyczny misz – masz skonfigurowany podług chwilowych impulsywnych trendów i wzorców, których rolą jest bezustanna eksploatacja i dominacja – przytłoczenie. Zaszczuwanie ludzkich zwierząt – niewolników do zagród materializmu i drenowanie z energii i zasobów poprzez psychopatyczno – narcystycznych szakali. Populistyczny rzyg w dominium głupoty. Sadystyczni imbecyle w garniturach na wiecach i debatach w limuzynach i odrzutowcach. Władcy Much. Smak i zapach gówna – woń unosząca się dosłownie nad wszystkim co przepływa jak ściek przez Kabel – Babel. Wszystko staje się pozorem i odwołaniem do czegoś co już nie istnieje – jest tylko hasłem / sloganem. Martwym ciągiem liczb maszynowego języka komend, które poruszają sformatowane podług destrukcyjnych wzorców bezwolne apatyczne masy. Kiedy brak jest Jasności i Wglądu spoza powszechnej automatyzacji, kiedy brak jest prawdziwej refleksji, kiedy brak jest zdolności zatrzymania w mechanicznym spektaklu schematów i nałogów – sztuczna rzeczywistość żyje tobą i tobą tańczy jak kukłą. Za sznurki pociąga głupota i ignorancja, kompulsja i pożądliwość, strach i nadzieja. Za łańcuchy pociąga Mara – Pan Złudzeń i Yama – Władca Śmierci. W dybach doby noc po nocy i dzień po dniu, godzina za godziną w nędzy szukania absurdalnego spełnienia, które okazuje się krótkie jak splunięcie w nicość. 

Mądrość jest prawdziwą Kapłanką. 

Magiem jest skuteczna Metoda. 

Poza konstruktem archetypu istnieje niezniszczalna esencja, która przybiera różne formy nawet takie którymi gardzisz – dlatego forma bywa zwiedzeniem bez Mądrości. Nie możesz rozpoznać jej prawdziwej funkcji. Kiedy przejawia się w tobie prawdziwa wolność rozpoznajesz, że nic do niczego nie należy i nic niczego nie określa w sposób absolutny, dlatego możesz hakować znaczenie i funkcję programów – zmieniać parametry własnej gry i postaci. Notorycznie wychodzisz z roli i łamiesz zasady tak zwanej społecznej deterministycznej fabuły, która tak naprawdę jest zaprogramowana i sztuczna. Stworzona przez demiurgów systemu ograniczeń; Czarnych Magów. Być w swojej prawdzie – to być samotnym. To w żaden sposób nie jest uniwersalne i powszechne. Kiedy jesteś prawdziwy nie możesz być popularny, bowiem nie ma w tobie nic atrakcyjnego dla mas ludzkich i ich kolektywnych programów. Nie rezonujesz z komorami echa i nie uczestniczych w masowych napięciach – podpięciach. Nie czujesz się częścią skłóconych plemion, ponieważ widzisz, że wszyscy jesteśmy uwarunkowani przez poglądy, przesądy, uprzedzenia i wyobrażenia. Szukasz istoty rzeczy. Esencji. Zdajesz sobie coraz bardziej sprawę, że to wszystko – cały ten spektakl – trwa bardzo, bardzo krótko i w pewnym sensie staje się obecnie coraz bardziej spektaklem szaleńców.

Dobre życie pozbawia nas złudzeń. Jednak daje coś w zamian. Daje zaufanie do siebie i swojej drogi, do schronienia w naszym sercu. Rodzi się w nas prawdziwa Pogoda Ducha i mamy coraz więcej momentów Jasności i Przebudzenia. Doświadczamy wzruszenia nad światem nad losem istot, nad wciąż obecnym pięknem. Kiedy patrzysz na to wszystko z dystansem i akceptacją widzisz coraz więcej dobrych i wartościowych rzeczy o które warto się troszczyć. Stajesz się istotą czułą i cenisz delikatność, która musi tak bardzo się chronić przed okrucieństwem i głupotą. Dobro i wrażliwość zostały w tym świecie zaszczute przez panoszący się agresywny strach udający autorytet. Skorumpowana władza mrocznego królestwa pozoru siły i panowania, która musi upaść.

To jest nieuniknione. 

Kiedy Dobro jest Obecne w twoim sercu – wówczas prowadzi cię przez tą ciemną dolinę do Światła i Miłości która kocha wszystko bez wyjątku i oddycha wdzięcznością. Łaska jest tym właśnie stanem wdzięczności za każdy oddech i każde doświadczenie, które otwiera nasze serce i daje nadzieję. Tak naprawdę Duch nigdy nas nie opuszcza kiedy jest w nas Żywa Wiara. Kiedy jest w nas Wrażliwość. Jednak takie doświadczenia wynikają z nagromadzenia pozytywnych wrażeń i kumulacji dobrej karmy. Dlatego mamy ich coraz mniej. Dlatego ważne jest, aby rozwijać miłującą dobroć i wyrażać dobre życzenia. Cieszyć się kiedy komuś dopisuje szczęście i współczuć tym którzy w swoim zagubieniu i ignorancji krzywdzą i niosą cierpienie sobie i innym. Być po stronie Jasności to życzyć Dobra wszystkim wszędzie bez najmniejszego rozróżnienia „kto na to zasługuje”. Zło tego świata wynika z braku rozpoznania pustości zjawisk i braku ja. Nawyk wiary w trwale istniejący byt rodzi z siebie „ja, mnie, moje”, którego mechanizmem sterującym jest strach przed śmiercią i bezustanne pragnienie szczęścia czasem „za wszelką cenę”. Miłość „romantyczna” ukazuje nam swoje drugie oblicze nienawiści, kiedy ktoś nas krzywdzi, albo nie daje tego czego chcemy. Dlatego nauka o nietrwałości jest najlepszym antidotum na lgnięcie i przywiązanie. To lekarstwo na szaleństwo tego świata. 

Ludzkość jest dziś jak śniący na jawie, uwięziony między fantazjami snu a chaosem prawdziwego świata. Umysł szuka, ale nie może znaleźć dokładnego miejsca i godziny. stworzyliśmy cywilizację Gwiezdnych Wojen, z emocjami z epoki kamienia łupanego, średniowiecznymi instytucjami i boską technologią. miotamy się. Jesteśmy strasznie zdezorientowani samym faktem naszego istnienia i stanowimy zagrożenie dla siebie i reszty życia.

Edward Osborne Wilson – amerykański biolog i zoolog, znany głównie ze swoich badań nad entomologią, ewolucją oraz socjobiologią.

Jasność jest Przytomnością w tym jaka jest prawdziwa kondycja świata w jakim żyjemy. W Księdze Przemian jest mowa o zanurzeniu w smutku, to uczucie musi być w nas obecne, kiedy w sposób świadomy jesteśmy tutaj w tym – co się z tym światem dzieje i co w tej post – rzeczywistości dominuje jako wzorce. To oznacza, że bez złudzeń postrzegamy kierunek istot ludzkich do samo – zatracenia i upadku. Rozumiemy, że jest to doświadczenie, które wynika z nagromadzeń negatywizmu i materialistycznej ideologii, która stała się meta – wirusem Mózgogłowia. Brak prawdziwej i zdrowej duchowości opartej na ścieżce mądrości i miłości, na zaufaniu, że w życiu ludzkim jest jakiś prawdziwy transcendentalny cel, czyni z nas materialistyczne Portale Organiczne. To jest klonowanie Automatonów, które pożerają ten świat w amoku szukania chwilowego zaspokojenia. Dekadencki bal na titanicu, moralny rozkład podczas epickiej katastrofy na którą sami się skazaliśmy i do której sami doprowadziliśmy. Wynik końcowy – wyjebongo. 

Ludy tubylcze od dawna wiedzą, że zbliża się upadek ludzkiego społeczeństwa, wywołany załamaniem równowagi w przyrodzie. Wiemy to, ponieważ czujemy naszą Matkę Ziemię, ponieważ wiemy, jak słuchać, kiedy do nas mówi. Na przykład nasi mądrzy bracia Kogi od wielu lat wysyłają światu wiadomości, ogłaszając pilną potrzebę zmiany destrukcyjnych aspektów współczesnego świata. Zmiana lub całkowity upadek wydają się być alternatywami, które mamy dzisiaj.

Arkan Lushwala 

Jasność to odwieczna wiedza – Dharma, która wciąż jest w tym wymiarze dostępna. Jej części są obecne w każdej tradycji. To Żródło, które w tych czasach może być Światłem i Przewodnikiem. Wiedza jest drogą do naszego Wyzwolenia, a Wyzwolenie jest celem ludzkiej egzystencji. Promil istnień ludzkich zmierza w tę stronę. Kluczem jest Intencja, aby się wyzwolić z uwarunkowanego stanu pełnego cierpienia i zamętu. Odnaleźć i zaufać Duchowi i Żywej Nieskończonej Inteligencji. „Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce” (Ewangelia wg św. Mateusza 13, 43). Oddanie i ufność Bogu. Słowo „Bóg” nie oddaje tego co przekracza wszystkie słowa. Kiedy rodzi się w nas prawdziwe zaufanie do tego, że Duch jest w stanie nas Prowadzić wychodzimy poza struktury i automatyzmy Ego – Mózgogłowia. Transformujemy fundamentalny program Lęku na którym operuje Maszyna. Nazwane jest to odnalezieniem Boskiej Obecności. Maszyna jest zaprogramowanym Kołem Samsary – bezustannym cierpieniem wynikającym z fundamentalnych trzech korzeni: Ignorancji, Pożądaniu i Niechęci. Nasz umysł i aktywność mentalna nie jest w stanie tego zatrzymać. Musimy przekroczyć umysł oddać się czemuś większemu – Bogu, który reprezentuje Wolność i Nieskończoną Twórczość. To w nim jest Prawdziwe Życie i Moc. Ścieżka do niego wiedzie przez nasze serce. 

Jedynym ratunkiem dla człowieka jest powrót wartości i perspektywy prawdziwie duchowej. Pokora, miłująca dobroć, życzliwość i zdrowa wynikająca z wiedzy moralność mogą na powrót przekierować nas na Dobrą Drogę. Pogubiliśmy się i błądzimy w Mroku Negatywizmu próbując znaleźć chwilowe ulotne egoistyczne szczęście za cenę późniejszego i nieuniknionego cierpienia. I negatywnych skutków naszych pozbawionych mądrości i współczucia działań mamy coraz więcej. Ukazuje to stan naszej planety i nasza własna kondycja fizyczna i psychiczna. Jesteśmy chorzy i to choroba w coraz większym stopniu określa parametry naszego funkcjonowania. Zaburzenie i dysfunkcja jest już obowiązkowym wzorcem do którego musimy się dopasować. Równamy w dół. Zaburzeni i pogubieni ludzie stają się celebrytami i „bohaterami” kultury masowej. Treści takie jak to są poza obszarem zainteresowania masy ludzkiej, która chce taniej rozrywki i używki, chce się taplać w gnojowisku. Poczytna opowieść musi być mroczna i brutalna. Najlepiej sprzedaje się to, co niczemu i nikomu nie służy – jedynie sobie. „Oświeceni” hedoniści stają się tymi którzy animują i dystrybuują współczesną „duchowość” w gunie radżasu i tamasu za duże pieniądze i żyją z ludzkiej głupoty, desperacji i naiwności. Nazywam takich ludzi Czarnymi Magami i ciężko wyobrazić sobie negatywne skutki karmiczne jakie do nich przyjdą kiedy zrzuci ich już rwąca fala ignorancji. 

Jasność nie jest życiem na świeczniku, nie jest oślepiającym i przyciągającym uwagę „pięknem”. Jasność jest ukryta i niepozorna w dominacji negatywizmu. Jasność musi się chronić, ponieważ ten chaotyczny świat pozoru chce ją unicestwić ponieważ oświetla jego prawdziwą mroczną twarz. Kiedy starasz się żyć w zgodzie z Dharmą jesteś coraz mniej zainteresowany tym, aby w tej zautomatyzowanej post – rzeczywistości pozoru coś znaczyć i być kimś, ponieważ to oznacza kolaborację z Ignorancją. Oznacza destrukcyjny Układ. Kiedy kolektywne karmiczne wzorce negatywizmu kogoś promują wówczas musi on je wzmacniać i popularyzować. Wtedy ten świat o nim mówi, wtedy dostaje cały ten lepki i pozorny splendor i chwilową karierę po której przychodzi jedynie ból i cierpienie, ponieważ w istocie jest to monetyzowanie choroby. 

Bez nauk Wed, które są na­uką ści­słą, nie za­uwa­żymy sub­tel­no­ści umy­słu i jego tri­ków, które w prze­bie­gły spo­sób od­cią­gają nas od po­praw­nego dzia­ła­nia i za­uwa­że­nia pu­łapki fał­szy­wego ego, które pra­gnie zy­sków w ma­te­rii, choćby pod sub­telną po­sta­cią po­chwały i do­ce­nie­nia. Praw­dzi­wym ce­lem od­wią­za­nia od re­zul­ta­tów dzia­ła­nia jest pod­da­nie się prze­wod­nic­twu Wyż­szej Sile i chęć dzia­ła­nia dla Jej przy­jem­no­ści. Etap po­średni, ja­kim jest zro­zu­mie­nie, że nie je­ste­śmy wy­ko­naw­cami swo­ich czyn­no­ści, służy tylko przy­go­to­wa­niu się do tego po­ziomu. Samo wy­rze­cze­nie, asceza, nie są na­wet moż­liwe dla współ­cze­snego czło­wieka jako prak­tyczny styl ży­cia i nie są ko­nieczne.

Od­wią­za­nie się od re­zul­ta­tów dzia­ła­nia i do­bre kar­miczne dzia­ła­nie są i tak tylko wstę­pem do wyż­szego celu, więc istotne jest zro­zu­mie­nie – co jest głów­nym ce­lem karmy? A głów­nym ce­lem są dzia­ła­nia, które wy­ka­so­wują wszyst­kie na­sze owoce karmy – i te do­bre, i te złe. Nie ozna­cza to oczy­wi­ście, że dzia­ła­jąc w ten spo­sób, po­zba­wiamy się w wi­doczny spo­sób wszel­kich re­zul­ta­tów dzia­ła­nia, co w kon­se­kwen­cji by mo­gło ozna­czać, że po­zo­sta­jemy z ni­czym. Chęć sta­nia się tylko in­stru­men­tem w rę­kach Naj­wyż­szej Siły, która jest nam bar­dzo życz­liwa, daje nam moż­li­wość dzia­ła­nia co­raz le­piej dla ko­rzy­ści swo­jej i in­nych. Jed­no­cze­śnie uwal­nia nas emo­cjo­nal­nie od ma­te­rii i zwią­zuje z wyż­szym du­cho­wym ce­lem.

Ida Smela, Karma. Twój klucz do sukcesu

W czasie panowania Czarnych Magów – Ludzie Światła (Wiedzy) raczej nie rzucają się w oczy i w ten sposób chronią Wiedzę. Ich rolą jest zachować Przekaz, a tym samym nie rzucać pereł przed wieprze, ponieważ nic tak nie niszczy Nauk jak brak szacunku ze strony ludzi, którzy używają ich jedynie w egoistycznym celu. Większość duchowych „guru” w obecnej epoce jest właśnie takich. Dlatego wymaga ogromnej Mądrości zdolność rozpoznania autentycznego Mistrza i Nauk. Jest to obecnie wyjątkowo trudne, ponieważ siła Ignorancji rośnie z dnia na dzień. Możemy to widzieć coraz wyraźniej od polityków, po religię i kulturę. Dlatego kiedy dostaliśmy przekaz Autentycznej Dharmy naprawdę warto go chronić i otoczyć miłością i szacunkiem, ponieważ wraz z nim mamy szansę na Wyzwolenie. 

PIRACKIE OPOWIEŚCI

JASNOŚĆ 

Galeria

ŁKS nie czyta książek.

Z łódzkiego muru.

ŻYR*

W „Analogu” dzień jak codzień. Robota na kuchni to nie jest biurowa lanserka (gadki szmatki o niczym dla nikogo podlewane kawą w ekspresu i urozmaicone mentolowym papieroskiem z psiapsiułką co obrobi ci dupsko za pierwszym zakrętem). To czysty metafizyczny zapierdol. Nie ma jazgotu telefonów i tych debilnych dzwonków i powiadomień z fejsa, insta i tik toka. Nie ma wi – fi, hi – fi i hi – tech, bo to wszystko skończy się jak w czarnym lustrze, albo jeszcze „lepiej”. Na drzwiach przed wejściem do knajpy wisi informacja, że nie wejdziesz, nie zjesz i nie popierdzisz w barowy stołek, póki nie wyłączysz swojego zasranego smartfona. Ten nowy, co przyszedł, nie może tego pojąć. Ma problem kiedy z bólem dupy wygasza swojego samsunga. Nie rozumie złotej zasady. Jego komóra leży teraz jak trup na dnie drewnianego pudła po bengalskiej herbacie. Może mieć ze dwadzieścia trzy lata, może ciut więcej. To jego dzień próbny. Na zmianie jest John na którego wołają Flapjack i przyjechał do Łodzi z Detroit w stanie Michigan dobre kilka lat temu. To potomek jednego z łódzkich baronów bawełnianych, pradziada Melchiora, który sprawił, że John odziedziczył całą kamienicę przy Placu Wolności w której właśnie dzieje się cała ta akcja lub jak to się teraz mówi Projekt. John jest (jak przystało na Amerykanina) dość dogłębnie wyluzowany, ma ten flow umysłu i kończyn, który dla przeciętnego często sztywniutkiego zalogowanego w aplikacji „polska” homo poles sapiens sapiens jest poza zasięgiem możliwości, bo ma genetyczny smutno katolicko – ofiarniczy wszczep w łańcuch DNA i w gruncie rzeczy boi się sam siebie dlatego z taką namiętnością nienawidzi wszystkiego co inne.

Młody Nikodem vel Ultras został tu przysłany w wyniku bliżej nie znanych Johnowi okoliczności za sprawą Pirata i Prepersa. Miał na sobie jubileuszową koszulkę ulubionego piłkarza (zawsze ją zakłada na specjalne okazje) napastnika ukochanej drużyny jednego z dwóch łódzkich klubów piłkarskich, których kibole notorycznie robią z tego miasta Bejrut z lat osiemdziesiątych. Pałki, noże, kastety, teleskopówki, bagnety, siekiery, łańcuchy, nawet maczety, ze sprzętem, bez sprzętu – zawsze wierni. Religia to religia, żartów nie ma, co najwyżej wpierdol. Jeden legendarny wojownik o ksywie „Jebać psy” nafukany spidem i ruskim winem musującym uprowadził kiedyś tramwaj i został najbardziej znanym motorniczym w historii miasta. O sprawie było głośno w łódzkiej prasie. Trasa była krótka, bo dojechały go suki na sygnałach, było radosne pałowanie i migdalenie chodnika na wysokości ówczesnego kina Kapitol. I tak „Jebać psy” został żywą legendą, którą kiedyś Nikodem miał nadzieję przekazać swoim dzieciom przed pierwszym wejściem na stadion.

-Jak ty bro masz na name? – rzucił John.

-Że co kurwa?! – odpowiedział mało pogodnie Nikodem vel Ultras.

– No imię twoje ty jakie have?

-???!!!

No dobrze, rozmowa się nie kleiła i młodzieniec patrzył małymi cwanymi szparkami zdziwiony i rozbawiony na pierwszego spotkanego w swoim krótkim i burzliwym życiu jankesa, który w swojej head próbował poskładać polsko – amerykańskie myśli w sensowny komunikat z mizernym jak widzimy skutkiem. Myślał, myślał i wymyślił, że zawoła z zaplecza kogoś do pomocy, a tym kimś okazała się Aniela – dość zjawiskowa młoda pankówa weganka w fazie neoficko – radykalnej jak to zazwyczaj ma miejsce kiedy gówniarze myślą, że jak zmieniają poglądy i style życia to zaraz cały świat ma paść u ich stóp. Aniela nie mogła uwierzyć w to co widzi, bo stał przed nią jakiś kurwa kibol o typowo tępym ryju i poliestrowych dresikach z lampasami.

-Endżela ty ask ten ziom jakie ma name i explain to him, że ja jestem chef na jego trial day – powiedział do Anieli John.

-On się pyta, i jakbyś nie wiedział jest Amerykaninem, jak masz na imię? Co chyba nie trudno załapać! -Chyba, że jest się debilem tak jak ty – wywarczała do Nikodema Aniela.

-Mam na imię Nikodem i nie jestem debilem.

Aniela nie uwierzyła Nikodemowi, że nie jest debilem, ale uwierzyła, że jest Nikodemem i powiedziała Johnowi, że Nikodem jest Nikodemem. John entuzjastycznie powtórzył:

-Nick ooo…damn, how cool is this. Nick będzie twój Nick. Fantastycznie! how are you doing Nick?! Ja jestem so glad you came here. – Flapjack pokazał vel Ultrasowi ten happy smile.

Sejsmiczne filologiczne rozjebanie mózgu, szkoła angielskiego metodą mindfuck’u. Jeszcze raz witamy w „Analogu” welcome to the adventure! Odłącz kabel! Zdejmij knebel! Żyj!

Coś tutaj było inaczej niż wszędzie gdzie Nikodem kiedykolwiek był. Świat z innego świata ukryty za drzwiami z neonem pulsującego serca. Jego twardy dysk Ducha ulegał defragmentacji, tworząc nowe partycje. Nowy kod nadpisywał ten stary okrutny program samozniszczenia i działo się to poza udziałem, poza kontrolą zmechanizowanej sztucznej świadomości, która była jak zwierze zamknięte w klatce pełne strachu i agresji. Wszystko odbywało się coraz szybciej, bo czasu było coraz mniej. Świat umierał pozbawiony wyobraźni i czucia. Zaszczuty przez najniższe instynkty gadziego obwodu Mózgogłowia.

Nikodem był produktem, towarem tego konającego świata, podobnie jak to miasto. Pandemonium, cały ten zaplanowany do najdrobniejszego szczegółu spektakl Czarnych Magów ich bezwzględne warunkujące Klątwy zaklinające od stuleci ludzkie umysły w Zamkniętym Obiegu Warunku. Masowa kolektywna karma niewolników żerujących na własnych słabościach i samopotępieniu skazanych na ciągłe odradzanie się w tej samej dusznej matrycy bez końca powtarzanych wzorców.

Świat zaprogramowanego mięsa, które samo siebie pożera i rodzi. Byle przetrwać. Jeżeli widzisz TO jasno i wyraźnie jesteś tutaj z nami, wrodziłeś się w ten wymiar by pomóc temu światu, złamać klątwy, otworzyć Przejścia. Wybudzać z Hipnozy. Jesteś Magiem. To co robimy musimy uczynić żywym, wypełnić Mocą i nadać kierunek. Po TO tu jesteśmy. Wykorzystać swój Dar, tą jedyną w swoim rodzaju zdolność, która nie jest w żaden sposób zapożyczona, wyuczona czy zaprogramowana przez ten kwadratowy system. Dar jest jak meteoryt spadający z gwiazd wypełniony tajemnicą, którą tylko ty możesz odgadnąć kiedy nadchodzi czas. Ten czas jest teraz.

Teraz.

System operacyjny Mózgogłowia to zero – jedynkowy świat ograniczeń zimnego wykalkulowanego pragmatyzmu nakazujący ciągłą walkę, która nigdy nie może się skończyć. Tak zaprogramowane istnienie wciąż się rodzi i umiera i czyni to zupełnie nieświadomie. Jest ślepym losem – programem. Zniewoleniem.

Nikodem nie wiedział jeszcze, ale TO wiedziało przebijając się przez te wszystkie zapory i zasieki, pole bitewne substancji szarej, łamiąc pieczęć prastarej wiedzy ukrytej głęboko poza sztuczną wyhodowaną osobowością klatki – ofiary w której zamknięto czyste światło świadomości, która teraz się budziła w sposób radykalny i nieunikniony. To był ten czas, kiedy nadchodziła realna szansa odrodzenia się ludzkiego ducha na niespotykaną dotąd skalę, łamiąc klątwę uległości. Dlatego chcieli to zaszczuć, wykarmić ekstremalnym strachem, przerażeniem – rzucić was na kolana, sprowadzić do parteru. Zniwelować do nędzy skomlejących zwierząt błagających o jałmużnę za cenę życia. Jednak takie życie nie jest życiem. To smutny rozrywający serce los niewolnika, który został zaprogramowany by chodzić w koło, w koło, w koło. Takie życie kończy się nieopisywalnym bólem wstydu i pogardy wobec samego siebie. Taki los jest Piekłem.

W jego sercu przebudziło się „coś” co było tam od zawsze i jest na zawsze. „Coś” co nie zna lęku. Nie możecie tego karmić swoim zmodyfikowanym pokarmem strachu i przerażenia w tej wielkiej nieskończonej restauracji śmierci i zniszczenia, której menu składa się z Ducha, którego mordowaliście na niezliczone sposoby przez całe tysiąclecia – by nas karmić Upadkiem. W koło, w koło, w koło. Ten „świat” został zdominowany i zawładnięty przez Mrok, który uczynił z istot czujących jedynie pokarm, a je same uczynił bestiami, które bez ustanku pożerają się wzajemnie w nieskończonym Cyklu Warunku.

Jednak kiedy przestajesz już się bać śmierci i rodzi się w tobie opór, którego nie sposób złamać, bo nie wynika z twojej chwiejnej i wylęknionej osobowości, nie jest częścią napisanego przez psychopatów scenariusza, jest w istocie tym co sięga samego rdzenia tego co nie ma początku i nie ma końca, wówczas te detektory pogardy nie mogą cię wyczuć. Znikasz.

Wtedy możesz rozpoznać, że wszyscy mieszkają w kulach. Te kule to interaktywne symulacje. Zmechanizowane cybernetyczne więzienie gdzie odżywiamy się zawartością naszych umysłów, ciał i jakością naszej energii. Odżywiamy sami siebie tym co w nas jest. Dlatego póki szukasz winnych swojego stanu będziesz bez końca żył w tej kuli, w tym więzieniu samego siebie, wyjąc i ujadając w nicość. Stajesz się tkanką Mroku. Bezwolną biologią. Ciałem które jest skazane na agonię i zapomnienie, bo wszystko w czym pokładasz nadzieję w tak beznadziejnym Układzie okaże się Kłamstwem. Niczym ponad to. Musisz ujrzeć Konstrukt. Rozpoznać Klątwę. Być świadomym Programu. W istocie chodzi o Rozpoznanie Siebie poza Konstruktem, poza Schematem, poza Warunkiem.

Czym się żywisz ?
Co pożerasz ?
Z jakim skutkiem ?

Czy znasz miejsce gdzie jest prawdziwy spokój i miłość ?

Potrafisz tak żyć ?

W tobie istnieje już teraz potencjał Nowego Świata. Prawdziwy Pokarm, który uzdrawia i wyzwala.

——-

*Żyr – w łódzkiej gwarze jedzenie, pokarm

PIRACKIE OPOWIEŚCI

ŻYR*

Galeria

Umysł poprzedza wszelkie myśli. Umysł jest ich zwierzchnikiem; umysł je kształtuje. Gdy ktoś mówi lub działa z nieczystym umysłem, cierpienie podąża w ślad za taką osobą niczym koła wozu za kopytami wołu.

Budda

DUCH POTĘŻNYCH WÓD

Pirat miał Meta Sen. Meta sen jest komunikacją z Innymi Wymiarami w Nieskończoności – Wszechświecie Umysłów. To zindywidualizowany symboliczny język, który każdy Śniący rozwija wraz ze zdolnością Śnienia. Śnienie to przedsmak Wolności – przestrzeń pozbawiona granic i barier, gdzie możesz być absolutnie sobą i odkrywać kim jesteś poza Matrycą Postrzeczywistości w której żyjemy na tak zwanej „jawie”. Ta „rzeczywistość” jest Konstruktem Mrocznych Sił, zaprogramowaną przez Czarnych Magów Symulacją – Grą, w którą wcielamy się bez możliwości wyboru, ponieważ nie panujemy nad potencjałem własnej energii i wyobraźni, nie mamy zdolności modyfikowania wizji. Nie mamy Woli – Mocy. Brak nam Prawdziwej Wiary.

Prawdziwa Wiara przekracza Jałowe Pole Spekulacji – Dialektyczne Pole w którym toczy się Gra. Jest związana z naszą Prawdziwą Naturą, z Odwiecznym Potencjałem. Z Przeczuciem, które poprzedza narządy zmysłów i intelekt. Jest wrodzona i fundamentalna i przede wszystkim kieruje nas do Pierwotnej Istoty, która nigdy nie może być uwarunkowana przez Program – Symulację. Od samego początku jest Absolutną Wolnością. Czymś co w Uwarunkowaniu jest dla nas niepojęte i niemożliwe, czymś czego nie jesteśmy nawet świadomi, ponieważ Straciliśmy Kontakt – żyjemy na powierzchni Potężnych Wód sterowani przez negatywne i destrukcyjne zewnętrzne siły Władzy i Przemocy, których jesteśmy niewolnikami i sługami. Nie potrafimy rozpoznać prawdziwej natury tego w czym żyjemy i jak żyjemy, ponieważ nie mamy kontaktu z czymś co jest zdolne to przekraczać, z czymś z nie z tego zaprogramowanego świata, z tym czego nie można posiąść i zniewolić, z czymś co jest Pierwotną Wolnością, której nikt i nic nie może uwarunkować i dlatego jest Drogą i Prawdą.

Kiedy jesteś niewolnikiem twoim stanem istnienia jest Strach. Stanowi on główny komponent doświadczenia na tej zniewolonej planecie i jest tak powszechny, że na pewnym poziomie uwarunkowania przestajesz być tego świadomy. Nazwane jest to Dostrojeniem. Wówczas stajesz się kimś pozbawionym Woli – Mocy, kimś kto jest jedynie narzędziem Mrocznych Bogów. Nazwane jest to Upadkiem w Warunek. Ten warunek nas rodzi i wytwarza – jesteśmy jego produktami, stając się własnością Mrocznych Mocy, które zdominowały ten wymiar. Kiedy choć na chwilę zatrzymasz się w tym szaleństwie – ujrzysz TO. Dlatego cały ten system, który tym zarządza został skonstruowany w taki sposób być nigdy nie miał czasu i przede wszystkim siły, aby przestać być przez niego sterowanym i zarządzanym, ponieważ uznajesz jego cele za swoje cele, jesteś pozbawiony własnej świadomości i woli, a tym samym nie masz oparcia w swojej Pierwotnej Istocie, a zamiast tego polegasz na Sztucznym Konstrukcie tak zwanej osobowości, która jest Produktem Warunku. Jest Fikcją.

Żyjemy w nieudolnej kopii Pierwotnej Matrycy Światła. W cieniu. W odbiciu. W Królestwie Warunku – Malchut. W skondensowanej i zagęszczonej sennej marze wyśnionej przez nasze uśpione umysły, stworzonej przez wrodzoną zdolność kreacji i manifestacji. Upadek człowieka jest Zagęszczeniem. Jest agonią Ducha, który stracił pamięć i połączenie. Stracił zdolność Widzenia Wieloświatów i utracił naturalny potencjał Podróży ponieważ Umysł – Duch nie ma ograniczeń. Jednak została nam możliwość Śnienia.

Pirat prowadził drugie tajemne życie w Śnieniu, które przekazał mu Mistrz. Mistrzowie są tymi, którzy potrafią poruszać się pomiędzy wymiarami tego co realne i tego co nierealne, ponieważ rozpoznali Podstawę, która jest Pierwotnym Źródłem prawdy i iluzji, dobra i zła, snu i przebudzenia. Podstawa jest Źródłem Istnienia. Pierwotną Mocą. Jest Wszystkim i Niczym. Nigdy nie powstała i nigdy nie może umrzeć, ponieważ jest ponad istnieniem i nieistnieniem, ponad myślą i formą, materią i nicością. Jest Matką Wszechrzeczy z której wszystko bez wyjątku się rodzi. Z której przychodzimy i do której odchodzimy. Jest Bramą.

Mistrz nie ma jednej twarzy i jednej formy, tak naprawdę może być kim chce i robić co chce. Jest Absolutną Wolnością. Jest Prawdziwym Tobą. Naturą twojego Przebudzenia. Jest zawsze Obecny we wszystkich czasach i miejscach, we wszystkich inkarnacjach na nieskończonej ilości wymiarów i planet. Jest żywą Mądrością i Bezwarunkową Miłością, które są twoją Czystą Naturą, która nigdy nie podlega zniewoleniu i przez nic nie może zostać uwarunkowana. Problem polega na tym, że nie jesteś tego świadomy, ponieważ żyjesz w Mózgogłowiu, któremu wszystko to co zostało tu napisane wydaje się absurdalne i śmieszne, ponieważ jest kompletnie pozbawione Ufności, która jest czysta i ma naturę Dziecka.

Ten świat śmieje się z tego pogrążony w swojej rozpaczy. Ta „naiwność” jest obiektem drwiny. Mistrz nauczał Pirata o Drodze Dziecka, które wraca do Matki i kiedy kończy się ten sen na jawie i przychodzi moment „pomiędzy” potrafi ją rozpoznać i Wrócić do Domu. Matka jest pozbawioną granic Miłością i Mądrością.

Wszechwiedzą Wszechrzeczy.
Jest Istnieniem.

Jest tym czego nigdy nie może pochłonąć Mrok, ponieważ jest Naturą Samoświadomości. Rozpoznaniem Rozpoznającego. Punktem Zero. Sercem każdej duchowej drogi, ścieżki i metody. Każdej inicjacji i ceremonii. Jest Matką i Ojcem, jest Dzieckiem i Duchem.

Duch Potężnych Wód. Głos. Słowo. Prawdziwe Znaczenie, które kiedy zostaje rozpoznane staje się Drogą. Pirat jest tym, który pływa po Oceanie Cierpienia i Iluzji szukając skarbów Prawdziwej Mądrości. Jest tym który wszedł w Strumień. Wyruszył. Rozpoznał Warunek Cierpienia i jego przyczynę, jego Serce zaufało, że istnieje jego Kres i Droga, która prowadzi do Wyzwolenia. Pirat jest poza prawem Mózgogłowia, poza jurysdykcją Programu jego flagą są symbole nietrwałości – czaszka i piszczele, pod którymi jest Wieczność Czwartego Czasu. Jest Podróżnikiem, którego zadaniem jest przebudzić Ducha w Materii. Nawiązać Połączenie. Przywrócić Kontakt. To jest jedyna Prawdziwa Praca. Jedyna „rzecz” którą warto tutaj robić, bowiem wszystko inne jest tylko odroczonym w czasie Wyrokiem.

Dlatego Mistrz nosi pomarańczowe szaty skazanego na śmierć. Dlatego Mistrz kiedy patrzy na twoją naiwność płacze, bowiem widzi on coś czego ty nie widzisz, czuje on coś czego ty jeszcze nie czujesz i wie, że wciąż śpisz majacząc o spełnieniu i szczęściu w Kole Zaprogramowanego Cierpienia. Te łzy są odwieczne i wciąż płyną na twarzach tych, którzy Czują Prawdę. Czucie przekracza Mózgogłowie, które jest w głównej mierze Myśleniem i strukturyzowaniem impulsów – tworzeniem map. Czucie przekracza oprogramowanie i uwarunkowanie aparatury zmysłów, które w każdej chwili montują zmyślony serial o „rzeczywistości” w którym „ja” gra główną rolę. Montażystą jest Mózgogłowie, a reżyserem jest „Ja, mnie, moje”, scenariusz pisze Prawo Karmy – Automaton.

Działanie.
Non Stop.
24/7.

Automaton jest Ślepy. Bezosobowy. Beznamiętny. Działa zawsze, wszędzie, we wszystkim. To Bazowy Program Operacyjny. Przyczyna i Skutek. Akcja i Reakcja. Determinizm Mechanizmu Kontroli, który nie podlega twojej woli i pragnieniu, chyba, że jesteś Hakerem.

Świadomym Śniącym.
Soterem.

Kimś, kto rozumie, że to w czym „żyjemy” jest Grą Umysłu, Grą Świadomości. Kiedy hakujesz możesz użyć każdej sytuacji „dobra” i „zła” ponieważ „twoja osobowość” staje się płynna, elastyczna, podległa Duchowi, który jest poza lękiem i posłuszeństwem wobec kodów programu. Tym co hakuje Automatona jest Intencja, to ona determinuje rezultat – skutek, który stanowi kolejną przyczynę. To jest energia ukryta za materią. Ruch. Taniec. Dlatego dobro i zło ma jeden smak kiedy przekraczasz Formę, bo to co ją kształtuje jest w zasadzie polem energetycznym, skupiskiem energii, które nigdy nie jest trwałe. Ostateczność nie istnieje. Tej Gry nie można przejść, nie można w nią wygrać, ponieważ kiedy grasz ta gra nie ma końca. To co haker w istocie robi to pomaga przebudzić się z okrutnej gry i z pogrążonego we śnie gracza jednocześnie.

Stworzyć i napisać własną Grę pełną miłości i inspiracji, radości i mądrości. Być Twórcą, który tworzy z poziomu Serca, ponieważ rzeczy nie mają wrodzonej istoty, są nierzeczywiste, plastyczne, uległe percepcji i intencji. Są współzależne od siebie i tego, który je postrzega tworząc dla nich rolę i znaczenie. To jest rdzeń programu, którym została uwarunkowana nasza świadomość.

Definitywne definicje.
Zaklinanie Formy.
Klątwa.

Defilada zamiast Tańca.

Formatowanie nieskończonych istot do biologicznych maszyn, które jedyne co robią to metodycznie przy pomocy perfekcyjnej organizacji i funkcjonalności tworzą swoje własne więzienie w którym żyją w poczuciu iluzji wolności i samostanowienia, nie mając pojęcia kim są i jaki jest ich prawdziwy potencjał, który jest zdolny tworzyć nieskończone światy.

Z
Ludzi zrobiono larwy.
Z
Maszyny Boga.
Z
Życia uczyniono Wyrok.
Z
Myślenia więzienie.

Ludzkie maszyny zabijają. Toczą nieskończone i krwawe wojny mordując samych siebie za urojoną wolność, której wciąż szukają tam gdzie nigdy jej nie będzie i nigdy jej nie było, ponieważ w istocie jest parodią samej siebie. Jest oszustwem wyobrażeń, odłożoną w czasie obietnicą i kiedy przychodzi nikt nie wie co z nią zrobić ponieważ ma zaprogramowaną naturę niewolnika, dla którego wolność jest posiadaniem i władaniem. Jest przemocą Ja Mnie Moje. Jest jedynie spełnianiem niewyczerpanych nigdy pragnień, które bez końca rodzą się same z siebie.

Ten proces nie ma końca.
Nie ma końca.
Nie ma.
Końca.

Pirat śnił sen Pirata. Putin śnił sen Putina. Wojna śniła Wojnę.

Woła Nas Przebudzenie.
Miliardem pieśni i modlitw.
Tych, którzy przed nami…

Ujrzeli

Nieskończony Blask.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

DUCH POTĘŻNYCH WÓD

Galeria

Bogactwo nie ma zalet pracy, a majątek – zalet zarobku.

David Saul Landes, Bogactwo i nędza narodów

MIASTO KOKONÓW

Miasto Kokonów udawało samo przed sobą. Ukrywało swoje bebechy pod sukniami zimnych stalowych postmodernistycznych biurowców, odsłaniając się z znienacka w odbitych umęczonych twarzach w kałużach rozlanych drinków na barowych blatach nocnych knajp posypanych popiołem tytoniu i ciężkimi jak rtęć słowami, które pełniły rolę absurdalnego rozgrzeszenia i równie niedorzecznej mieszanki spowiedzi i pocieszenia. Fragmenty istot snuły się jak dym z kadzielnicy podczas mechanicznej mszy, a kapłani tego zagubienia rzucali zaklęciami niczym gwoździami na Golgocie uśmiercając kolejny fragment niewinnego życia.

W ich żyłach płynęła czarna maź, ten zimny przybysz z Programu Udziału wnikający metodycznie w każdą szczelinę sześcianu bezlitośnie odcinając Ducha i przekierowując wszystko do wymiaru zwierzęcych kompulsywnych odruchów. Matryca obradzała nowymi pikselami tej binarnej hodowli chwastów zapładniających wszystko Upadkiem. Niewolnicy Warunków Matrycy Snów.

Soterzy wyrzygali Czarną Maź. Uwolnili swojego Ducha dlatego mogli poruszać się pod progiem Mechanicznych Radarów Fali, niewidoczni i nieobliczalni – raz za razem łamiąc Klątwę. Jednak ci tutaj w tym pokoju, wiedzieli czego chcą, z furią patrzyli na mnie i czekali…tak ich domeną był prąd, sieć, w zasadzie byli połączeni szeregowo jak choinkowe światełka i migotali w jeden, dwa, jeden, dwa… Dyrektywy z centrali – z odległej galaktyki zawieszonej w niebycie w zakrzywionym wymiarze Wieczystego Erroru. Pokój był mały, wyglądał jak magazyn opakowań jednorazowych, dwa małe okna nad spękanym farbą sufitem, duszność i punktowe blade światła nadające całej scenerii gęstą i mroczną atmosferę. Lubili to. Wiem…myślicie, że to ludzie z krwi i kości z tym pogmatwaniem we łbie, zrodzeni z kobiet na zimnych salach szpitali jak wy tam po drugiej stronie tych metalowych drzwi. Nie. Oni byli jak owady, wykluwali się z kokonów w swoich naszpikowanych elektroniką laboratoriach z Zimnej Stalowej Macicy. Mają to w oczach, bardzo specyficzny rodzaj tępoty – głębokiej i bezdennej – to Otchłań. Wielka czarna dziura, patrząca na mnie z sześciu dziur w ich czaszkach. Ich percepcja czasu jest zupełnie inna, wiem, że mogą całą wieczność wpatrzeni martwo w czarno białe bity zakodowanych informacji pobieranych przez organy zmysłów, w pewnym sensie osiągnęli – święty spokój, stan podobny do twojej zamrażarki lub automatu z biletami. Bodziec – reakcja. Zero spekulacji. Precyzyjny stan przepływu danych w nanosekundzie rozkładany na dwa decydujące o wszystkim w ich świecie czynniki. Przydatny – nieprzydatny. Ot cała historia. Staroświeckie dobro i zło, ten relikt dawnych czasów moralistów i filozofów z ich perspektywy ten odwieczny dylemat był po prostu…

Nieprzydatny.

Nikt nie wie skąd to przyszło, czy może zawsze było w tym wymiarze, jak pierwsi ludzie weszli z tym w kontakt, albo kto, lub co uczynił to ich częścią by stworzyć rasę na podobieństwo tych trzech tutaj. Trzeba było zablokować kilka funkcji Adama i Ewy podczas zabiegu w technologicznym Raju. Obcy. Niebu i Ziemi. Powietrzu, Ogniowi i Wodzie. Niepojęta moc obliczeniowa – Zimny Bóg o przepustowości bezdennej cyfrowej rury podpięty pod układ nerwowy tej zakratowanej planety, której płody były coraz bardziej martwe. Wgrano trzy Programy.

Tak.
Nie.
Nie wiem.

2
1
0

Dwa jest odpowiedzią na jeden, które wynika z zera. To w zasadzie wszystko. Trudno w to uwierzyć, jednak tak właśnie jest. Byliśmy ostatnimi Soterami w tym wymiarze.

Ostatnie 17 istot.

To wszystko.

Problem polega na tym, że przestajecie czuć. Anhedonia. Połykająca wszystko próżnia indukowana z poziomu kolektywnego wzorca patologii martwego społeczeństwa Zimnego Kabla wijącego się jak wąż kundalini od miednicy po mózg. Asany turbo dydaktycznej jogi new age, umysłowe drony rozkołysane nad kolebką dzieciątka VR-u. Miejsce z którego raportuję te wydarzenia jest na innym punkcie skali posiekanej płaszczyzny Matrycy. To wszystko naprawdę poszło dalej, głębiej, mocniej po kablach. Szpica „postępu” spadła w kamieniach z nieba, jak serca wypełnione czarną kosmiczną krwią i rozlała swoją bezlitosną inteligencję w paru miejscach. Weszło w krwiobieg, wypluło kwantowych Magów nosicieli matowego światła – zimna koronacja. Jesteśmy już długo w tej ubojni życia, odradzamy się wciąż na nowo z wątrobą Prometeusza w garści i iskrą ducha w sercu. Póki jesteś zakleszczony w tej flegmie Meta – Mózgu nazywamy cię portalem organicznym – odwłokiem. Zasysasz programy Symulacji z mlekiem mechanicznej matki, uniwersalna lepka masa, socjopatyczna maszyna złudzeń. Maniakalno – depresyjna generacja psychotropowa na szczurzym wybiegu.

Trzeba nam tutaj wprowadzić element – Genesis, kilka akapitów z Kroniki Rodzaju. Zatem na początku wyprodukowali kilka egzemplarzy robotników i na pociechę robotnic. Naziemna obsługa Rasy i jej kaprysów, bo to wszystko chemia. Suplementy, minerały, kruszce, wszystko co potrzebne do galaktycznego musli Śniadania Mistrzów. I to żarło. Owady pęczniały, a ich heksagonalne mózgi roiły coraz śmielsze plany kosmicznej ekspansji. Droga słodkim mlekiem płynąca z połyskującymi promenadami złocistych gwiazd jak czerwony dywan ceremonii wszechświatowych Oskarów i czcigodne jury Najwyższych Kapłanów Czarnej Mazi z uśmiechami jak księżyce Marsa i Saturna owadzimi łbami. Moi drodzy – bądźmy poważni! Spójrzmy na to z nieskończonej kosmicznej perspektywy – a to jest bezmiar wymiarów! Nigdy nieskończone rozkołysane w cudownym tańcu dźwięku, światła i przestrzeni! Co za Spektakl! Piękno! Czyste piękno!

Jak ta gwieździsta noc nad głową, kiedy byłeś młody i to wszystko naelektryzowane przechodziło przez ciebie jak prąd wysokiego napięcia i chłodny otrzeźwiający wiatr ze wschodu pochylający kłosy na polach i unoszący foliowe torby na pustych ulicach miast. Taniec. Bez skrępowania i niepotrzebnej samokontroli. Swobodnie otwierająca się czasza spadochronu nad polem minowym Świata Wojny i Postępu, ale jeszcze nie dotknąłeś ziemi, jeszcze był czas wolny bez zajęć z przysposobienia obronnego.

Jednak nieubłaganie zbliżały się twarde bolesne fakty i automaty z coca colą. Trzeba było otworzyć oczy zobaczyć ściany, kraty i granice. Skorupę wielkiego Czarnego Jaja. Odkryć, że zamiast skrzydeł pięknego motyla masz odwłok robala drążącego bezcelowe korytarze w czarnej mulistej ziemi. Spleciony w żałosnym uścisku ze więziennymi strażnikami, gdyż oni dają ci rolę do odegrania, a ty im dajesz im pracę. To wszystko pilnuje się samo na autopilocie. Niewidzialne kraty na strumieniach wifi, ciągłe przekierowywanie z punktu do punktu kapłan w kościele, trup w kostnicy. Syndromatyczne, telepatyczne ssanie.

Jak się tutaj dostajemy?

Przez krew.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

MIASTO KOKONÓW

Galeria

„Wkrótce do Huautla zaczęli przybywać turyści w poszukiwaniu mistycznych, zmieniających świadomość doświadczeń, co jest jednym z najbardziej znanych przykładów tego, co obecnie nazywa się turystyką psychodeliczną. Hipisi, a także znani artyści i postacie kontrkultury, tacy jak John Lennon, pielgrzymowali do Huatla, aby uczestniczyć w psychodelicznych rytuałach, często prowadzonych przez Sabinę, w ramach pielgrzymki nazywanej czasem „inwazją beatników”.

Napływ turystów zakłócił życie i rutynę mieszkańców Huautla. Chociaż pieniądze, które przynosił, mogły pomóc zrównoważyć niestabilność gospodarczą, zwłaszcza w wiosce rolniczej borykającej się z produkcją kawy, wielu mieszkańców obwiniało Sabinę za zakłócenia i zmiany duchowe, które nastąpiły. Dla niektórych stała się kozłem ofiarnym za szersze konsekwencje globalnej ekspozycji, w tym szerszą zmianę duchową w kosmologicznym i duchowym traktowaniu grzybów.”

Jozie Rotolo

„Podobnie jak czysta okupacja kolonialna przekształciła się w bardziej subtelny, mniej widoczny imperializm gospodarczy, tak samo dzisiejszy „renesans psychodeliczny” zmierza w niebezpiecznym kierunku. Komercjalizacja i eksploatacja substancji psychodelicznych nie jest niczym nowym: dokładnie to samo stało się z substancjami takimi jak tytoń, konopie indyjskie i alkohol. Wszystkie te substancje były używane w świętych ceremoniach przez rdzennych mieszkańców Ameryk, ale nie powodowały problemów związanych z nadużywaniem ani komplikacji zdrowotnych. Teraz mamy raka płuc, choroby serca, choroby wątroby i uzależnienia. Ofiarami kapitalizacji są nie tylko rdzenni mieszkańcy, których kultura została skomercjalizowana, ale także ludzie Zachodu, którzy padają ofiarą niezdrowych nawyków wykształconych przez używanie tych substancji w niewłaściwym otoczeniu.

„Renesans psychodeliczny” jest wyjątkowy, ponieważ potencjał tych leków jest niezaprzeczalny. Ale nie jest to jedyna wyjątkowa rzecz. To tylko kolejny rozdział w burzliwej historii samolubnych, pseudorewolucyjnych hipokrytów, którzy nie rozumieją historii tych związków i nie chcą się o nich dowiedzieć. Wiem to, ponieważ sam byłem jednym z tych hipokrytów, gdy miałem dwadzieścia kilka lat.”

Doświadczenie śmierci to doświadczenie wolności. 

Montaigne

OPRZYTOMNIENIE

Z perspektywy czasu (czas = umysł) nietrwałość jest fundamentalnym i bazowym programem tej uwarunkowanej Matrycy Snu w jakiej wszyscy rodzimy się i umieramy – wciąż i wciąż. Dla mnie wartość autentycznych nauk duchowych polega na ukazaniu nam jaka jest prawda poza tym co nasze ego lubi lub nie lubi. Dharma jest prawdą o rzeczywistości i o naszym własnym stanie. Inna sprawa czy w ogóle jest w nas potrzeba, aby ją po pierwsze znaleźć, po drugie studiować i po trzecie urzeczywistnić w swoim własnym życiu. To nie jest prosta i zwięzła instrukcja obsługi maszyny, za którą ma nas współczesny naukowo – materialistyczny pogląd, który zdominował nasze postrzeganie i logiczno – pragmatyczne „nowoczesne” podejście do życia. Nasza gwałtowna mutacja jako post – człowiek, polega na tym, że radykalnie próbujemy odciąć  ciągłość naszego ludzkiego doświadczenia. Stać się „Nowo – tworem” kimś nowym i innym, kimś kogo jeszcze tu nie było. To jest założycielski mit „Rewolucji Przemysłowej 2.0” czyli stworzenia utopijnego cyber – smart społeczeństwa pod nadzorem sztucznej inteligencji. 

Jest taki serial „Człowiek z Wysokiego Zamku” (tyt. oryg. The Man in the High Castle), całkiem zresztą dobry na podstawie powieści  Philipa K. Dicka z 1962 roku za którą dostał nagrodę Hugo, który opowiada o alternatywnej wersji historii w której to Niemcy i Japonia wygrały wojnę a ich totalitarne rządy stały się globalne i oparte na dominacji i przemocy. Jest w tej historii moment w którym faszyści rządzący częścią Ameryki Północnej wymyślają propagandowy projekt o nazwie „Rok 0” czyli chcą zniszczyć całą historię i kulturę amerykańską i zastąpić ją „nową wizją” skierowaną do młodego pokolenia i w ten sposób zniszczyć „starą tożsamość” narodu niczym proklamowanie „manifestu futurystycznego” dla Nowej Globalnej Rzeszy i dla jej „nadludzi”. To jest na tej planecie grane bez końca i ofiarami tego były niezliczone kultury i nasze duchowe dziedzictwo, o którym w tej chwili nawet nie mamy pojęcia, ponieważ zostało usunięte z Kolektywnego Pola Świadomości. To wymazywanie, usuwanie i korygowanie jest cechą charakterystyczną epoki Kali Yugi w której konsekwentnie i z premedytacją niszczona jest Żywa Duchowa Wiedza i tych którzy ją niosą poprzez „propagandę nowoczesności” i „wyzwolenia”, ośmieszanie i ukazywanie jej patologicznych przejawów, bowiem koniec końców chodzi o globalną społeczną, duchową i kulturową bylejakość, która w epoce bogini Kali staje się standardem dla społeczeństwa Globalnego Szpitala Psychiatrycznego w którym żyjemy podzieleni według cywilizacyjnych jednostek chorobowych. I teraz tworzymy „globalny rok 0” – czwartą czy piątą rewolucję przemysłową – huxleyowski „Nowy Wspaniały Świat”. 

Stworzyliśmy maszyny by stać się maszyną. Stworzyliśmy „ja” ze zdolności przyswajania danych z uniwersum naszych zmysłów i teraz zrobimy wszystko, aby ten sztucznie uformowany konstrukt przetrwał, a gwarantem naszego sukcesu ma być technologia. Jednak w istocie Tech zapędza nas jeszcze dalej do „króliczej nory”, ponieważ radykalnie wszystko komplikuje, a jej obsługa staje się możliwa jedynie przez twórców – zarządców, a my sami w coraz większym stopniu pozbawieni jesteśmy „kodów dostępu”, które dają nam możliwość wpływu na to co na nas wpływa, kontrolowania tego co nas kontroluje. To jest esencja Samsary. I to jest żelazny uścisk pazurów Kali, która zaczyna posiadać nasze ciała (pandemia była tego doskonałym przykładem) i teraz poprzez wirtualne technologie cyfrowe i sieci społecznościowe chce wejść do naszych umysłów i układu nerwowego. Ostatecznie robotyzacja i automatyzacja uczyni człowieka zasobem naturalnych danych do wydobycia i eksploatacji przez AI. O tym jest „Matrix”. Coraz więcej ludzi w tym mutującym wymiarze ma jak to się popularnie mówi; „wyjebane”, żyje z dnia na dzień i szuka jedynie rozrywki i chwilowego dobrego samopoczucia poprzez cyfrowe zamulenie, dragi, seks, alko i ekstremalne przeżycia. Jednak wielu z nich fascynuje przemoc i wszelkiej maści dewiacje co ma swoje odzwierciedlenie w „kulturze” popularnej, a to oznacza, że proces degeneracji postępuje bardzo szybko i będzie operować w coraz bardziej mrocznych rejestrach. To budzi naszą wypartą i uśpioną demoniczną naturę, która jest w nas i była zawsze jak światło i jego cień. 

Co prawda mówi się o tobie, że żyjesz; ale ty jesteś umarły.

List do Kościoła w Sardes: 3,1

Ten Cień domaga się naszej uwagi i świadomości. Cieniem życia jest śmierć. Kiedy kultura ulega pokusie wyparcia tematu śmierci, umierania, starości i rozpadu to coś rośnie i pęcznieje w mroku nieświadomości i pewnego dnia nie możemy już tego wyprzeć i od tego uciec, ponieważ jest obecne wszędzie. I to się dzieje teraz i jednocześnie nasila. To jest proces Oprzytomnienia i jest on jednocześniem warunkiem dalszej ewolucji. Trzeba poznać dogłębnie obie strony tej odwiecznej „monety dualizmu” – doświadczyć każdej ze stron. Po wzroście przychodzi upadek, rozpad i powracanie do esencji / źródła. Jednak trzeba tą esencję jeszcze odnaleźć, trzeba mieć dokąd wrócić i tutaj w tym momencie następuje Przebudzenie tych, którzy zignorowali swojego Ducha. Kiedy brak ci tego wymiaru w takim narastającym uwarunkowaniu stajesz się zwierzęciem w klatce, maszyną w maszynie. Stajesz się Pokarmem dla Szarańczy (ciekawy wątek książki fikcyjnego pisarza Abendsena „Utyje szarańcza” w opowieści Philipa K. Dicka). 

To Przebudzenie jest Esencją Bólu:

W naturalnym odruchu zanurzamy się w rozrywce. Cały przemysł zabawy i przeżywactwa służy wypełnieniu pustki, w którą się zapadamy pozostawieni sami wobec siebie – „nierozerwani” – bez zewnętrznych przymusów i sensów stanowiących pochodną dotychczasowych konieczności życiowych. Bo w tej ciszy i pustce tym wyraźniej słychać głos starego „ja” narracyjnego: tym byłem, tym jestem, tym będę, taka jest moja opowieść, do tego dążę, to mi się udało, a to nie, po to żyję. I ten głos staje się nie do zniesienia, kiedy nie ma już do wypowiedzenia takiej „opowieści na życie” danej przez zawód, religię, porządek społeczny.

Więc najpierw zagłuszasz to „ja”. Aż w końcu ono wysycha, klęśnie, zanika. I to wycofywanie się z klasycznej samo-świadomości w przeżywactwo i reaktywność obserwujemy na co dzień. Od kultu zajętości („nie mam czasu na nic”), do snobizmów na mindfullness i ucieczek w pustelnie: taki kontrtrend najwyraźniej wskazuje na przemożność trendu dominującego; są to oznaki desperacji.

Sam fenomen filozofowie i pisarze analizowali od wieków, pozostawał on jednak ograniczony do najwyższych warstw społecznych, głównie arystokracji: tych, którzy już wtedy nie musieli pracować. XX wiek przyniósł zaś przemysłową produkcję rozrywki dla mas, a komputeryzacja i big data podporządkowały ją metodzie naukowej. Aż do takiego rozrywki udoskonalenia i zindywidualizowania, że każdy może się dziś rozrywać od rana do wieczora, i to tak skutecznie, że jego własne „ja” narracyjne nie jest już zupełnie potrzebne; życie żyje się poza nami.

Jacek Dukaj

Zrozumienie Prawdy Nietrwałości jest szczepionką przeciw wirusowi bylejakości, ponieważ Oprzytomnia nas i wyrywa z cyfrowego transu ku analogowej rzeczywistości, a wówczas dociera do nas, że żyliśmy pod działaniem Zaklęć Czarnych Magów, pod urokiem Nieświadomości zapadając się w pozorny komfort i wygodę, które są jak środek nasenny. To właśnie z tego snu rodzi się gęstniejący mrok, ponieważ to Ignorancja jest matką cierpienia. Wówczas w sposób naturalny rodzi się w nas Dyscyplina Bycia Przytomnym i to jest fundamentalna praktyka duchowa, lepsza niż jakakolwiek „modlitwa do sił nadprzyrodzonych”, psychodeliczny trans czy „ekstatyczny odjazd”, które serwuje nam „nowoczesna duchowość wyparcia i ucieczki”. I to jest Moc, której Maszyna Ignorancji boi się najbardziej, ponieważ jej towarem jest produkowanie nieprzytomności i rozproszenia 24 / 7 / 365. Kiedy jesteśmy Przytomni Duch budzi się w Maszynie a jego mantrą jest „Memento mori”, ponieważ tam istnieje potencjał Przejścia, kiedy Warunek traci nad nami Kontrolę. To jest Stan pozna Snami – ukazanie Natury. 

Mistrza poznasz po tym, że idzie tam skąd wszyscy uciekają. 

PIRACKIE OPOWIEŚCI

OPRZYTOMNIENIE

Galeria

CZASY PLEMION

Pirat siedział w Analogu i rozkminiał. Miał czas. Była dopiero 7.30 rano. Kolejny poniedziałek z miliardów poniedziałków na kompletnie zmyślonej rachubie czasu, która jest jak stara planszowa gra w którą gramy, bowiem nikt nie powiedział nam, że być może istnieją inne bardziej rozwojowe gry. Małe gry, które pasują do dużej gry. Okradziono naszą kolektywną świadomość z sensu – tak właśnie Pirat sobie pomyślał patrząc na cytat w swoim starym rozklekotanym IBM T42 jeszcze zanim stał się gównianym Lenovo. Używał Linuksa ze szczurem jako ikoną.

Ofiarnicza ekonomia, ekonomia polityczna nieszczęścia: prawdziwe przedsiębiorstwo handlowe, które pod swoimi wszystkimi postaciami zastępuje niemożliwą wyminę Zła. Różnica ofiarnicza nigdzie nie jest dziś bardziej zyskowna i dochodowa niż w przypadku sprzedaży samego siebie jako odpadu.

Jean Baudrillard

Palił tytoń z białą szałwią i sączył pięcio przemianową kawkę, która rozświetlała jego noworoczny umysł. Mówili, że był rok dwa tysiące dwudziesty kolejny, co było kompletną fikcją. Jednak czuł, że ten rok będzie wyjątkowy, bowiem miał plany dla ezo terrorystycznego kolektywu „Czarny Kogut”, którego zadaniem będzie prowadzenie akcji dywersyjnych na terenie odwiecznego wroga – Ludzkiej Ignorancji, który przejął już prawie cały kurwa świat. Pożarł go i trawi, lepi z tego wszystkie te współczesne radosno – upiorne, trywialno – użytkowe gówna dostępne na promocjach podczas czarnych piątków – mszy pożerania ciała tej ziemi i ssania krwi. Dla człowieka, który był z Gwiazd, który był Outsiderem ta cywilizacja i jej ponurzy żniwiarze to jeden wielki przysłowiowy chuj. Ryjące w niebycie prącie szczytujące spazmami zmechanizowanego okrucieństwa. Pełna hibernacja ludzkiej wrażliwości, a zamiast niej logiczno – algorytmiczna bezmyślność sztucznej inteligencji, tak jakby o inteligencję w tym wszystkim chodziło.

Nie chodzi.

W każdym razie nie o taką jak my to rozumiemy, ponieważ między bogiem a prawdą my prawie nic już nie kumamy, nie ogarniamy z powodu tej nowoczesnej nowomowy i wszelkiej maści udogodnień, które czynią z nas pocieszne pluszaki do zabawy, przejedzone i śpiące snujące się po tym wszystkim bez celu. Cybernetyczno – mechaniczne post społeczeństwo oderwanych od życia i przyssanych do kabla – babla przez który płynie homogenizowana papka informacyjno – dydaktyczna, rozrywkowo – apolityczna. Jest jednocześnie najgorzej i najlepiej, jest apokalipsa w odcinkach z przerwami na reklamy i zmyślne post modernistyczno kolacje fusion w wegańskich knajpach. Są kobieco – męscy kelnerzy w rurkach i barberzy, obsługa wyprzedaży – miraży opłacana blikiem i cyfrowym bilonem z wirtualnych portfeli. Jest jednoczesny wzrosto – upadek. Happy hardcore.

NADZÓR W CELU OSIĄGNIĘCIA WARTOŚCI I IGRZYSKA ŚMIERCI >>

Pirat zaciągnął się pozwalając tym natarczywym myślom po prostu być, tańczyć – rodzić się i umierać. Niedługo przyjedzie Bonzo z dostawą swoim zdezelowanym dostawczym rupieciem o zapachu butwiejącego kompostu i trzeba będzie zacząć gotować – czarować. Przed nami kolejny ekscytujący rok na planecie – matce, która mknie przez nieskończony wszechświat z misją transformowania tych zakutych ludzkich łbów i budzenia ich ze snu. Trzeba jej pomóc. Udawać ziemianina, grać rolę, wypowiadać kwestie, odgrywać spektakl.

Trzeba hakować.
Robić swoje.
Wykonywać misję.
Nawet wtedy kiedy jest skazana na porażkę.

Bowiem nawet jak się nie uda zhakować tego w tym obrocie koła trzeba sadzić ziarno. Wszyscy jesteśmy w tej odwiecznej drodze do zrozumienia i miłości, kiblujemy w różnych klasach, powtarzamy do skutku te same zadania jednym słowem praktykujemy „życie – symulacyjną grę rozwojową” na konsolach swoich ciał, energii i umysłu.

Słońce zimą wstaje późno. Jest dużo mroku i smogu w tym mieście. Plac Wolności wygląda jak po nieudanym ataku wojsk desantowych złożonych z zapijaczonych old bojów, którzy zamiast do ataku ruszyli do nocnego by się najebać i przećpać całą tą wojnę. Jednak ta wojna nie chce się skończyć od tysięcy lat. Wydajemy obecnie na zbrojenia więcej niż na cokolwiek innego. Mamy kosmiczne bombowce i systemy mordowania zarządzane ślepymi algorytmami, mamy mordy pełne frazesów i trumny pełne trupów. Mamy klasyczny psychopatyczny ruch w tak zwanym interesie. Dlatego gnostyczna teoria, że ten świat został spreparowany przez doprawdy złego demiurga ma tutaj sens, podobnie jak sens ma również to, że tak ich zaciekle prześladowano by ostatecznie ich unicestwić. Korporacyjno – niewolnicza religijność głównego nurtu Ignorancji – rąsia w rąsie z armią i rządem. Religijno – dogmatyczne Mózgogłowie i dwa zmechanizowane ramiona ściskające w pięściach naszą namiastkę wolności, smyrające nas drutem kolczastym i nakazami płatności. Masz gówno wielkie do gadania płać podatki i idź na wojnę, bronić krzyża i urzędu, bronić swoich własnych oprawców. Syndrom kata – ofiary wciąż wgrywany w matrycę od nowa, wciąż aktualizowany wirus, który utrzymuje to pastwisko pod napięciem i farbuje gnój na zielono by było czym się paść.

Prawdziwa ludzka wspólnota już nie istnieje w dobie wgrywania metawersum dla człowieka 2.0. Są obozy – wygody. Smart City. Łódź nie chce się wgrać w ten kolektyw, ma jakieś podświadome opory. Jej lokalna anarchistyczna tkanka ludzka ma w sobie rewolucyjnego ducha, który wciąż z uporem powtarza „jebać system”. Ponieważ Łódź nie potrafi się łudzić. Łódź wie czym pachnie czwarta rewolucja przemysłowa, ponieważ dobrze przerobiła tą drugą. Wyruchana i porzucona na skraju wyczerpania stworzyła swój niepowtarzalny post apokaliptyczny klimat, chronić się przed fikcją współczesności brzydotą i brutalnością ukazując wyhodowanym ludziom 2.0 to czego tak kurewsko nie chcą widzieć.

Prawdy tego świata.
Jego mięsa i ułomności.
Jego upadku jako procesu rozwoju.

W tym cała rzecz. Widzieć głębiej poza pierwszą i drugą warstwą powierzchowności. Widzieć potencjał tam gdzie nikt nie chce patrzeć, bo się brzydzi, albo boi. To gnojowisko współczesności jest tak naprawdę bardzo żyznym polem, ma w sobie ogromny potencjał twórczy. Ten opór materii tworzy istoty ludzkie z charakterem, które przerzuciły wystarczająco dużo gnoju by mieć parę w rękach i moc w sercu.

Tak jak Bonzo, który zaparkował swój wehikuł przed lokalem i z petem rozpromienionym ryju powitał Pirata serdecznie tajemnym gestem Kolektywu. Ubrany jak z powieści „Droga” McCarthy’go, która jest według Pirata jedną z najważniejszych powieści XXI wieku za którą dostał zresztą nagrodę Pulitzera. Otwiera ją taki oto akapit:

Obudził się zimną nocą w lesie, wyciągnął rękę i dotknął śpiącego obok dziecka. Noce ciemniejsze od ciemności, każdy nowy dzień bardziej szary od poprzedniego. Jakby to był atak jakiejś lodowatej jaskry, zacierającej obraz świata. Jego dłoń wznosiła się i opadała łagodnie wraz z każdym bezcennym oddechem. Odgarnął foliową plandekę, podźwignął się w cuchnącym ubraniu i kocach, po czym spojrzał na wschód w poszukiwaniu jakiegokolwiek światła, ale żadnego nie było.

Bonzo jest najlepszym ziomkiem Prepersa. Obaj mają joba na punkcie surwiwalu, lasów, bagien i dzikiej natury. Spania pod gołym niebem i picia wody z deszczu, rytów ognia i Teda Kaczynskiego. To prawdziwy rolnik, który używa kalendarza biodynamicznego i szuka inspiracji w pogańskich kulturach przodków, co symbolizuje jego wisior który nazywają „Ręce Boga” i jego własne ręce, które pachną ziemią i chlebem, który z zamiłowaniem wypieka w tak zwanych wolnych chwilach. Żyje poza systemem ewidencji przychodu i rozchodu, poza zmechanizowaną rutyną coraz bardziej martwego świata. Jego światem jest TO CO ŻYWE. To co ożywa we wrażliwej i ciepłej dłoni, to co pulsuje energią i światłem i daje życie zamiast śmierci i uśpienia.

Bonzo to wielki i przysadzisty chłop, który kiedyś był zapaśnikiem i stał na bramkach łódzkich dyskotek, kiedy to jeszcze było szczytem nocnego życia. Poznał tych wszystkich „mafiosów” – badylarzy, którzy tym wszystkim kręcili i zbierali siano, albo pachnącą nieszczęściem kapustę. Początki amfetaminy, ekstazek, początki tak zwanej miejskiej kultury dragów zaraz przed paradami wolności i klubami techno, które stały się znakiem firmowym tego miasta. Walenie szuwaksu stało się trendy, pornole w kioskach, pierwsze markety i zachodnie bryki z zestawem zimnego łokcia, nocne kluby i ekskluzywne burdele. Bardzo dziki zachód, parodia prawdziwej wolności oparta na „ja chcę więcej”, które teraz zbiera swoje żniwo w postaci hodowli klatkowej jednolitych mas, które jedyne czego chcą to dobrze i wygodnie żyć bez względu na koszty i wciąż się zabawiać. Bez przystanku, bez ustanku – świat ma nas zaskakiwać, inspirować, kolejne kraje, seriale, pozycje kamasutry, kolejne awanse i romanse, kolejne szczyty i nowinki z dziedziny sztucznej inteligencji.

Bonzo w rezultacie połamał nogi i ręce szefowi szefów, gdzieś na zapleczu jednej z tych spelun, bo się okazało, że jego siostra zaczęła niuchać szuwaks i w rezultacie zrobili z niej osiedlową kurwę i ostatecznie miała udaną próbę samobójczą po trzech latach takich przelotów. Ten świat przemielił ją w odpad i przemienił w kompost na cmentarzu na Dołach. Smutny ksiądz odprawił smutny obrzęd i tyle. Została w pamięci kilku ledwie osób. W rezultacie poszedł siedzieć, bo układ jest układ i dopiero tam za kratami stał się człowiekiem świadomym. Obudził się za sprawą jednego człowieka, którego nazywali Prepers.

Zrozumiał, że wszyscy żyjemy w więzieniu.

W „nowy” rok ulice były puste w post pandemicznym świecie. W „nowy” rok wszystko było po staremu dążąc konsekwentnie do nieuniknionego upadku. W „nowy” rok Bonzo zapakował najlepsze co miał w swojej wiejskiej piwnicy. Marchew, buraki, cebula. Bez nawozów. Z ziemi na którą ciężko pracował po wyjściu ze swojego długiego odosobnienia, które okazało się najlepszy co dostał od życia, bo tam za kratami stał się wolnym człowiekiem. Jednak tutaj na Placu Wolności w „Analogu” tliła się ta Iskra, którą trzeba było rozniecić w sercach zniewolonych istot ludzkich. Taka była prawdziwa praca, bowiem to autentyczne Współczucie i Mądrość jest tym co naprawdę może pomóc temu pogrążonemu w cierpieniu światu. Bonzo odrobił swoją lekcję, która była bolesna i ukazała mu sens ludzkiej egzystencji, ukazała mu drogę i cel. Otworzyła serce i umysł.

Na pace pachniało ziemią, wilgocią i tytoniem. Na polach tańczył zimowy wiatr i poruszył delikatny śnieg. Każdego dnia Bonzo szedł na swoje pole i dziękował Matce za jej pracę i wszystkim jej dzieciom – każdej istocie. Na granicy pól miał swoje święte palenisko i odprawiał odwieczny rytuał wdzięczności na pełnię i nów księżyca i podczas szczególnych energetycznych cykli przesileń, równonocy i pogańskich świąt związanych z niebem i ziemią. Człowiek był dla niego połączeniem tego co boskie i tego co ziemskie. Był istotą pomiędzy. Ziemia go uleczyła i dała Moc. Zrozumiał, że jest żywą istotą, która śni swój własny sen, jest połączona z ruchem planetarnym i świadomościami, które są wszechpotężne wywierają ogromny wpływ na wszystko co się wydarza, ponieważ wszystko jest współzależne i nic nie istnieje samo dla siebie. Człowiek o tym zapomniał i dlatego jest mu to przypominane. Nie można anulować czy zawiesić prawa przyczyny i skutku. Konsekwencje są nieuniknione. Nasza głupota i arogancja zbiera swoje żniwo i ma swoje budzące nas z letargu następstwa.

Ciało było nauką nie było upadkiem. Materia była szkołą nie karą. Świadomość uczy się poprzez ciało i energię, ponieważ ostatecznie jest poza formą i uwarunkowaniem w swojej niezrodzonej esencji. Ciało, energia i umysł to trzy bramy na drodze do przebudzenia się z tego snu i każda z nich ma swoją pierwotną i czystą naturę, każda z nich jest bramą wiedzy i doświadczenia.

Dla Pirata, Prepersa i Bonzo materia stała się pierwszą bramą, którą trzeba zbadać i wprowadzić na Ścieżkę. Pokarm to fundament, ponieważ wszystko w Gastropolis odżywią się sobą. W negatywnym i pesymistycznym sensie – wszystko się wzajemnie pożera i cała Natura, Kultura i Aparatura są skonfigurowane na podstawie tego bezlitosnego i okrutnego algorytmu. To jest prawda, jednak Prawda jest również taka, że to jest jedynie wizja uwarunkowanych w tym mechanizmie istot, taka jest ich kondycja. To pozorne zwycięstwo materii i materializmu, jego triumfalne dominium, jego terror – wszystko to ma nas doprowadzić do doświadczenia ekstremum, do zaburzenia ekosystemów i całego naturalnego prawa, które mamy głęboko w dupie. Musimy wygenerować masowe cierpienie na planetarnym poziomie by ostatecznie zrozumieć zawartą w tym wszystkim naukę. To jest ludzka droga wynikająca z braku mądrości, ponieważ naszym punktem wyjścia jest Ignorancja. Jest brak rozpoznania natury uwarunkowanej egzystencji, jest ciągłe leczenie objawów choroby, lecz nigdy jej przyczyn.

Rodzimy się jak orki w błocie Niewiedzy w systemie wzajemnej pogardy i prymatu najbardziej bezwzględnych. Tresujemy się wzajemne do posłuszeństwa i poddaństwa i terroru lęku przed karą, która jest zwykłym urojeniem. Czcimy okrutnych ulepionych ze strachu i pogardy „bogów” wytwory naszego własnego ograniczenia na ich wzór mamy władców tego więzienia, królów, kapłanów, zarządców, menadżerów, polityków, dyrektorów, tyranów którzy zarządzają tym trzęsawiskiem.

***

Mamy instrukcję obsługi w starej księdze:

„22 Będziecie przestrzegać wszystkich moich praw i nakazów i według nich będziecie postępować, ażeby nie wyrzucił was z siebie kraj, w którym z mojej woli macie zamieszkać.

23 Nie będziecie też postępować według zwyczajów zachowywanych przez ludy, które sprzed was usunę, gdyż nie znajduję w nich upodobania.

24 Już wam powiedziałem: Do was będzie należeć ta ziemia, Ja dam ją wam w posiadanie. Jest to kraina płynąca mlekiem i miodem. Ja jestem Jahwe, wasz Bóg, który was oddzielił od innych narodów.

25 Będziecie odróżniali zwierzęta czyste od nieczystych, ptaki czyste od nieczystych i nie będziecie się dopuszczali rzeczy niegodziwych z powodu zwierząt, ptaków i wszystkiego, co rusza się na ziemi, a co powinniście uważać, według moich pouczeń za nieczyste.

26 Będziecie dla mnie święci, bo i Ja jestem święty. Ja, Jahwe, który was oddzieliłem od innych narodów po to, żebyście należeli do Mnie.

27 Każdy mężczyzna i każda kobieta, wywołujący duchy albo uprawiający wróżby, zasługują na karę śmierci. Powinno się ich ukamienować. Krew ich zstąpi na nich.”

Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu

***

Teraz w tym czasie i miejscu więzienie się psuje, zawodzi. Teraz w tym czasie mamy wystarczająco dużo przestrzeni i wolności, aby zacząć wewnętrzną pracę nad wyzwoleniem, ponieważ jest coraz większy chaos, który na powrót pochłania ten zaśmierdziały układ „porządku” – ponieważ takie jest odwieczne prawo Cyklu. Przez te niewidzialne kraty przedostaje się galaktyczna świadomość, coś co przekracza każdy wymyślony przez zniewolone własną ignorancją istoty konstrukt psychofizyczny. Obradza to wzrostem tyrani i wyzwolenia w tym samym czasie i zależy o tego co rozpoznasz jako swoje. Ty zależysz od siebie i możesz zacząć hakować tą grę, bowiem masz wrodzony ku temu potencjał. Każdy z nas jest Magiem i jest Czarownicą, każdy z nas ma w sobie Tajemnicę. Każdy z nas może teraz wybrać w jakim świecie chce żyć i ten świat czynić ciałem, mową i umysłem ponieważ nosimy w sobie potencjał Mądrości i Współczucia. Umysł – Serce.

Teraz możemy opuścić Klatkę. Mamy w swoim sercu Pierwotną Wolność – Anarchię gdzie nikt nie może mieć władzy nad nikim. Wszyscy są wolni – jednak ta wolność wynika ze świadomości nie z praw, wynika z wiedzy nie słów, wynika z szacunku i miłości nie strachu i posłuszeństwa. Ta Wolność jest wyzwoleniem z warunku z błędnych poglądów – kagańców świadomości. Ta Wolność jest Odpowiedzialnością wobec Naturalnego i Odwiecznego Prawa Natury.

Ciało jest też narzędziem przez które świadomość może pracować w wymiarze dualistycznej fiksacji, jego nietrwałość, kruchość i ułomność uczy nas wrażliwości na to wszystko co żyjąc jest skazane na śmierć, budzi w nas odczucie połączenia z nieskończoną siecią współistnienia, uczy pokory, cierpliwości, ciepła, dotyku, uczy przemocy i fizycznego cierpienia. Uczy miłości i ekstazy. Uczy zazdrości i chęci posiadania. Uczy nas jak to jest być w ludzkiej formie – śmiertelnych istot, które chcą być trwale szczęśliwe co przecież z natury rzeczy nie jest możliwe bez przekroczenia własnej kondycji poprzez transcendencję i wyzwolenie z warunku, które jest celem każdej autentycznej ścieżki duchowej, które jest prawdziwym celem naszego życia, tym co nadaje sens temu pozornemu bezsensowi.

Jednym z ulubionych seriali Pirata jest „True Detective” i postać Rust’a Cohle’a – światło świadomości przebijające przez mrok zagęszczonej egzystencjalnej pogoni za nicością. Człowiek który staje się zbyt świadomy i zbyt głupi by rozumieć co to w zasadzie znaczy w tej zaprogramowanej na walkę i przetrwanie matrycy bezsensownego cierpienia. Dobroć bez nadziei na zbawienie, przyzwoitość bez oklasków, akceptacja ponurej prawdy i wierność swojej drodze. Bez zmyślonej nadętej farmazonem ucieczkowej duchowości, bez przepełnionej lękiem pokuty w imię doktryny – człowiek może odkryć w sobie tą część, która przekracza rozpacz nawet wtedy kiedy żyje w świecie pozbawionym nadziei wśród ludzi, którym przestało już zależeć na czymkolwiek.

Cuda to bajki dla dzieci, specjalne moce, rozkosze, cały ten odpust osiągania ponadludzkiego, festyn karmiącej ego duchowości, narkotyczny trans urojeń, superbohaterowie w świętych szatach wypluwający banalne frazesy do zdesperowanych tłumów szukających marnego pocieszenia i krótkotrwałej uciechy przed nieuniknionym rozkładem. Prawda Ducha jest czymś znacznie głębszym. Czymś czego nie można kupić i sprzedać, czymś czego nie można nałożyć na siebie jak strój na bal „świętych” przebierańców. Czymś co w swojej esencji jest Tajemnicą. Czymś co każdy z nas musi odkryć i urzeczywistnić w sobie. Nie ma jednej prawdziwej drogi, są ich miliardy ponieważ każdy umysł jest inaczej uwarunkowany, ma inną wrażliwość i inne doświadczenie. Duch jest poza formą i poza doktryną, poza pismem i wysiłkiem, poza czcią i bluźnierstwem.

Matryca ulega radykalnej transformacji, stare się rozpada by zrobić miejsce na nowe. Człowiek mutuje – jego ciało, jego energia i jego umysł. Wszystko manifestuje się bardziej wyraźnie, ukazuje czym jest bezpośrednio w swojej nagiej formie, dążąc do bycia sobą bez względu na konsekwencje. Kiedy rzeczywistość gęstnieje do tego stopnia, że na powrót staje się oceanem chaosu, oznacza to, że Cykl się domyka i stare musi się rozpaść i mamy przed sobą radykalną ewolucję, która odmieni oblicze świata i rolę człowieka. Ponieważ stare jest już zbyt zepsute i destrukcyjne, zbyt powolne i zapóźnione. Starzy bogowie umierają w agonii głodu, bowiem mają coraz mniej wiernych wyznawców a ich modlitwy są zbyt słabe by ich trzymać przy życiu. Zbudowane na czci, strachu i niewolnictwie stare religijne egregory tracą swoją moc i znaczenie na rzecz technologiczno – naukowego Boga opartego na kolektywnym Mózgogłowiu. To nowe „oświecone” średniowiecze. Wizja rzeczywistości oparta na skrajnym wylogowaniu ze świata natury. Kult człowieka – boga, który rodzi z siebie niezliczone symulacyjne światy, rodzi z siebie – siebie kopię i siebie powiela w coraz bardziej ulepszonych i zmodyfikowanych wersjach. Jednak tak naprawdę to jedynie kopie – klony, coś co jest pozbawione prawdziwego życia, coś co jedynie podtrzymuje procesy życiowe i je powiela i ostatecznie staje się pozbawionym sensu zapętleniem w swoich własnych wyprodukowanych złudzeniach tak zwanego sensu. Nie może przekroczyć siebie, bowiem to jest wszystkim czym jest. Jest jedynie zapisem danych, które zostały wgrane, jest jedynie samo przetwarzającym się zasobem. Odpadem – pokarmem.

Nasza wrodzona samotność polega na fundamentalnym braku zrozumienia. Absolutnym braku możliwości uczestniczenia w sobie nawzajem i dzielenia swojej wrażliwości, rozumienia siebie w sposób doskonały, widzenia drugiego człowieka w całym spektrum jego doświadczeń, uwarunkowań, potencjałów i możliwości. Tym jest ten kokon – oddzielenie. Bazujemy na impulsach, na wrażeniach, na deklaracjach, na złudzeniach. Tworzymy w czasie rzeczywistym holograficzne wyobrażenia – coś co wyświetlamy w swoim Mózgogłowiu do czego się odnosimy i z czym konwersujemy. Jednak prawdziwa istota tego jest poza naszym zasięgiem. Poza naszym rzeczywistym udziałem. Żyjemy jedynie w odbiciu, w kopii. W wymyślonej przez nas samych grze, której nikt nie przejdzie i nikt nie wygra, bowiem sama w sobie nie ma końca. Dlatego nie mamy pamięci poprzednich gier, dlatego wciąż wydaje się nam, że wszystko jest „nowe” i „fascynujące”.

Nie jest.

To jedynie złudzenie.

Dlatego powstał „Analog”. Dlatego Pirat, Prepers, Bonzo i cała ekipa robią to co robią udając, że robią coś innego. To „coś innego” jest prawdziwą treścią ich Istnienia, rdzeniem który ich ukształtował i pozwolił zachować pamięć po przemieleniu przez maszynę inkarnacyjną. Pozwala być poczytalnym w niepoczytalnym zagmatwanym do granic świecie. Pozwala Widzieć i Czuć.
Wracać by Przypominać. Na różne sposoby. Wciąż i wciąż.

Do skutku.

Moment „Chaosu” przynosi wiedzę, która wcześniej nie jest dostępna ponieważ Czarni Magowie trzymają tą wiedzę pod „kluczem” kontroli i kiedy ich władanie i moc słabną z powodu buntu mas i narastającego prymitywnego materializmu, który zaczyna ogarniać wszystko jak pożoga. Kiedy wszyscy „informują” wszystkich i następuje kończąca Cykl – Epoka Informacji wówczas widzimy dwa dominujące zjawiska. Wzrost Ignorancji i Wzrost Wiedzy. Wszystko staje się dostępne i wszystko jest przesyłane to stanowi omen, że mamy do czynienia z absolutnie wyjątkowym momentem na osi ewolucji Świadomości. W pradawnym Tybecie był Mistrz, który to przewidział i który ukrył wiele potrzebnych instrukcji na ten właśnie czas i te okoliczności. To metody pracy z energią i emocją, ponieważ to jest aktualnym Warunkiem. To jest czas apogeum. Następuje gwałtowny rozpad globalnej organizacji, wszystkie te instytucje i organizacje upadają pod naciskiem własnego przekarmionego cielska. Umierają podpięte pod kroplówki systemu, który sam w sobie się rozpada. Nikt niczego już nie może kontrolować. Jedyne co mają to złudzenia wynikające z nawyku percepcji i przyzwyczajeń.

Korporacja z ciałem na krzyżu traci swoją rolę i znaczenie. Wiara traci grunt i zainteresowanie, bowiem nie jest w stanie unieść ciężaru faktów. Ostatnie pokolenia zaprogramowanych przez strach wiernych klęczą jeszcze przed tymi krwawymi ołtarzami. Jednak tak naprawdę to koniec.

Ostatni spazm, jęk i skowyt.

Wchodzimy w czasy plemion.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

CZASY PLEMION

Galeria

Lecz kto wytrwa do końca, będzie zbawiony.

Ewangelia wg św. Mateusza 10, 22

POZA WNYKAMI 

Tam gdzie Prepers był Maszyna przestawała działać, jej macki były zbyt leniwe by łapczywie tam sięgać. Uwielbiał patrzeć w czysty, pusty błękit nieba – to było najbliżej esencji, najbliżej tego co jest prawdą. Tutaj w Górach Sowich miał swoje Królestwo, swój Azyl. Bez telefonu, komputera, tabletu bez powiadomień i przypomnień, bez tej natarczywej i schizofrenicznej cywilizacyjnej kurwicy natręctw, która jak wirus osaczała nas już ze wszystkich możliwych stron. Byliśmy w Potrzasku Konieczności Tech. Wnyki zastawione na każdym możliwym kroku. Dopiero kiedy TO opuszczasz zdajesz sobie sprawę, że tak naprawdę jest absolutną niepoczytalnością i narastającym szaleństwem. Żarłoczną i łapczywą gigantomanią. 

Coraz więksi ludzie w coraz większych miastach. 

Coraz więcej desperacji i cierpienia. 

Coraz mniej prawdy i znaczenia. 

Już dawno temu Naturalny Cykl został zhakowany przez Maszynę i zaburzony. Możesz Drogi Niewolniku zobaczyć to wszędzie i we wszystkim. Kumulacja tworzy kulminację, która otwiera Pierwszą Bramę, ponieważ nic nie może trwać zbyt długo kiedy brak jest Matki / Troski i Ojca / Zrozumienia, ponieważ to „oni” tworzą prawdziwy świat. Ten cybernetyczno – kapitalistyczny wysryw jest egotyczną manią, która zawładnęła nieświadomością ludzką na poziomie masy. Księżyc stał się słońcem; nieświadomość udaje świadomość. Maszyna udaje człowieka, zło udaje dobro. „Postęp” technologiczny tak naprawdę jest niszczeniem  Ducha, ponieważ jest narastającą współzależnością procesów i ciągłym oddalaniem od istoty rzeczy w stronę halucynacji – symulacji. Jesteś daleko od Rdzenia / Esencji w sztucznej post – rzeczywistości i nie potrafisz już mieć kontaktu z niczym poza wytworami swojego umysłu / mózgu i jego maszynowej zaprogramowanej percepcji, która jest zczytywaniem meta – danych i aktualizowaniem karmicznej kolektywnej wizji 37*, którą stworzyli potężni Saturniczni Władcy Sześcianu. 

Ziemia. Matka. Święta Kosmiczna Krowa niegdyś pełna cudownego życiodajnego świętego mleka – energii, które dawało dobre i pełne wdzięczności życie. Istnienie było połączeniem z niewyczerpanym Źródłem, które zasilało nas poprzez czyste żywioły – elementy. Nie sposób teraz nawet wyobrazić sobie cudowności tego Świętego Świata i Pełne Mocy Istoty Ludzkie, które były jego dziećmi. Płodność i Dobrobyt. Moc i Znaczenie. Pełne szacunku współistnienie wszystkiego co żywe w czym było tchnienie Ducha. Wzajemna i bezwarunkowa Troska, ponieważ stan Troski / Miłości jest naszym naturalnym stanem, jest naszą Pierwotną Nieuwarunkowaną Naturą do której wszyscy bez wyjątku powrócimy kiedy już wyczerpie się karma tego co tutaj zostało nagromadzone. Kiedy odzyskasz połączenie z Duchem te wspomnienia przyjdą do ciebie, przypomnisz sobie czym w istocie byłeś przed Maszyną i fałszywym bogiem Baalem. 

Prepers próbował odzyskać to połączenie, przywrócić w swoim sercu szacunek do tego co naprawdę święte. Mógł całymi godzinami po prostu być w tej magicznej krainie czuć zapach tego co nieprzetworzone, dotykać odwiecznej tajemnicy ukrytej poza kalkulacją Mózgogłowia. Odpuścić neurotyczny wysiłek, chore ambicje i po prostu żyć tym co jest w tej właśnie chwili. Na powrót stać się człowiekiem zamiast skalibrowaną na rywalizację Maszyną, odzyskać sens i znaczenie, które nie jest wynikiem tego co „osiągasz”, nie jest zapłatą za służenie Czarnym Magom. Rzeczywistość pełną znaczenia zastąpiono wygenerowaną sztucznie ubogą reprezentacją. Nazwane jest to Pustostanem lub Światem Pustyni. Czterdzieści długich meta – dni i nocy – cała wieczność Mroku Zapomnienia. Kiedy człowieka charakteryzuje brak szacunku do Istnienia i brak wrażliwości na piękno i delikatność, kiedy staje się pożerającym wszystko zwierzęciem – czas jego nędznej egzystencji jest już policzony. Następuje eskalacja procesu bardzo gwałtownej i pełnej bólu degeneracji poprzez toksyczne środowisko jakie stworzył w akcie absolutnej niepoczytalności, która go pochłania i pożera żywcem. 

Kiedy zapadał zmierzch rozpalał ogień i rozbijał namiot. To był pierwotny dom pod gwiazdami – „na urwisku” cywilizacji. W istocie nie zostało nam zbyt wiele czasu. To były jego ceremonie, aby uzdrowić swoją własną relację z ziemią. Być z nią sam na sam, poczuć jak oddycha, pulsuje i tętni. Wcześniej czy później wszystko do niej powróci. Zawiera w sobie tych wszystkich przed nami, karmi nimi to co żywe. W starych zapisach jest pamięć tego co było, jest i będzie, tego, że żyjemy w Kole – Cyklu. Te świadectwa były zapisane w ludzkich sercach i przekazywane z pokolenia na pokolenie. Nazwane jest to Złotą Nicią, która kiedy zostanie przerwana istota ludzka ostatecznie straci połączenie z Odwiecznym Źródłem z czymś co jest Nieskończone i Wieczne. To jest ponad naszym małym klaustrofobicznym „ja”, które wszystko pragnie zniewolić i podporządkować sobie. Rzecz w tym, aby prócz siebie i tak zwanych „swoich spraw” czuć i widzieć Istnienie. 

Ten obecny świat oczyści Ogień. Płonące miasto upadłych aniołów jest zwiastunem Świtu. Znakiem. Symbolem. I to się dzieje teraz. To jest czas spłaty długów i rozliczeń – oddzielenie tego co twórcze i dobre od tego co niszczące i negatywne. Każdy wybiera sam i każdy ponosi odpowiedzialność. Po wyroku niechybnie przychodzi egzekucja. Kiedy twoje serce jest czyste nie musisz się bać, ponieważ wiesz kim jesteś poza tym małym „ja”. Jest w naszym sercu droga powrotna do Prawdziwego Boga, która nie jest żadnym kultem, nie jest błaganiem i strachem. 

Jest Miłością. Dobrem. Życzliwością i Współczuciem. Jest życzeniem wszystkim i wszystkiemu tego co najlepsze i zrozumieniem, że wszyscy i wszystko nie chce cierpieć i z desperacją szuka szczęścia. Wytrwać do końca oznacza nie ulec swojej egoistycznej fiksacji, ponieważ to nasze małe „ja” nie przetrwa tego ognia. Umrze. Stracimy wszystko co nie jest nasze, nawet to ciało i ten umysł, własności i osiągnięcia, status i tak zwany szacunek. Jedyne co zostaje to owoce prawdziwej duchowej pracy dla pożytku naszego Ducha i wszystkich czujących istot. Dobre Serce. Dlatego pierwotne tradycje związane z naturą mają teraz taką wartość. Musimy sobie je przypomnieć i zastosować. Oddać szacunek temu co nas wykarmiło. To ciało należy do Matki i wróci do Matki, która jest tą, która nadaje formę. Nasz Duch należy do Ojca i wróci do Ojca, który jest tym poza formą. Matka i Ojciec są nierozdzielni – forma i pustka stwarzają się wzajemnie. Pustka nie jest nicością, jest Potencjałem, który przejawia się w Warunku – Formie. Dlatego musimy odnaleźć swoje istnienie poza formą – nawiązać kontakt i relację, bo kiedy przyjdzie nieunikniony rozpad otworzy się przed nami Nieskończone i Niewyczerpane. Mamy realną szansę się uwolnić. Cała droga jest nauką i treningiem uwalniania i wyzwolenia. 

Współczesne życie w cywilizacji jest narastającym uzależnieniem, jest bólem, którego nie możesz uśmierzyć kiedy jesteś „podłączony” i „bierny”. Świadomość – receptor zainfekowana wirusem „overloaded”. Kiedy nie znajdziesz niczego cichego wewnątrz siebie – to cię pochłonie jak mulisty ocean i zaprowadzi do samego dna, gdzie absolutnie nic już nie ma sensu. To brak sensu i znaczenia jest ostatecznym rozpadem osobowości, która zdegradowana i rozbita staje się jedynie kompulsją. Charakterystyką jest obojętność i brak motywacji. To co Maszyna naprawdę robi ponad tym, co nam się wydaje „fascynujące i ciekawe” – to niszczy naszą wrażliwość i indywidualność. Nasz największy Dar. Degraduje nasze poczucie więzi z Istnieniem i zdolność samodzielnego myślenia i analizy. W swojej esencji jest to kradzież naszych myśli i słów i użycie ich przeciwko nam, ponieważ pozbawione prawdziwego doświadczenia stają się jedynie informacją – narkotykiem. Nawozem dla jałowego pola współczesności. Maszyna zaczyna cię zaspokajać seksualnie, intelektualnie i emocjonalnie. Podbój ciała, energii i umysłu poprzez uległość i po pewnym czasie nie potrafisz już żyć i funkcjonować w inny sposób. 

Dlatego kiedy wciąż słyszysz o „postępie” zastanów się nad tym. Wyłącz monitor, zgaś smartfona i przyjrzyj się uważnie co to z tobą robi. Przez chwilę usiądź w ciszy i bądź Obecny. Przyjrzyj się co to robi z twoim umysłem, jak nim bez ustanku porusza. Prześledź o czym myślisz i w jaki sposób. Jakie jest twoje wyobrażenie o samym sobie ? Kim jesteś ? Po co żyjesz ? Co cię zasila i czym w istocie karmisz swój umysł ? Co szanujesz i czym gardzisz ? Dokąd zmierzasz z dnia na dzień, z godziny na minutę ? 

?

Prepers uczył się Języka Ognia. Słuchał i obserwował. Natura w swojej esencji jest komunikacją poza słowem i poza intelektualną strukturą mentalnych fantomów. Prawdziwe słowo ma Moc – jest Wolą, która tworzy rzeczywistość na najbardziej subtelnym poziomie, ma zdolność otwierania Przejść do innych wymiarów i do odmiennych alternatywnych rzeczywistości. Kiedy żyjesz i funkcjonujesz jedynie w jednym zaprogramowanym przez Maszynę Tunelu Percepcyjnym i Strukturze Obłędu Mózgogłowia tracisz zdolność Przekraczania – Ewolucji. Nie robisz nic na nowo, niczego nie odkrywasz. Jesteś wyzuty na zewnątrz, wyrzucony z siebie. 

Jesteś na Wygnaniu.

Otoczony przez Mrok i zaszczuty przez Warunek. Czekasz w absurdalnej kolejce do uznania przez ludzi, którzy w tym stadium Gry są nieświadomi i niepoczytalni. Czekasz na urojony „awans” w nieprzytomnych oczach omamionego iluzjami społeczeństwa. Większość istnień ludzkich na tej zdewastowanej planecie nie ma żadnego kierunku i nie ma żadnych wartości większych niż oni sami. Są jedynie narzędziem samo – zniszczenia. Nie mają pojęcia, że w swojej esencji są czymś więcej niż mięso, nerw i myśl – nie rozpoznają swojej boskiej i czystej natury. Żyją w krótkotrwałej skorupie nagromadzeń. Kieruje nimi głód szczęścia i desperacja unikania cierpienia. Ich całym światem jest to co przychodzi z zewnątrz. 

Jednak to „z zewnątrz” zostało stworzone w środku. To nasze myśli, słowa i czyny stworzyły ten świat. Brak tego rozpoznania jest definicją Ignorancji, ponieważ kiedy już to wiesz starasz się żyć i funkcjonować inaczej. Tworzyć nowe pozytywne przyczyny i rozwijać prawdziwe zrozumienia. W naukach nazwane jest to ośmioraką ścieżką. To naprawdę może nam pomóc. 

Prepers siedział na wilgotnej ziemi, która istniała od niepamiętnych czasów pod rozświetlonym gwiazdami bezmiarem nieba, które widziało już wszystko co kiedykolwiek się wydarzyło. W tym była Czystość i Dostojeństwo, Prostota i Szacunek. Pomiędzy tym co trwałe i tym co puste płonął Święty Ogień. Żywy język, który jest czystą i niezafałszowaną komunikacją z Wymiarem Ducha w którym modlitwa ma prawdziwą Moc. Modlił się o zdolność Rozpoznania tego co ma prawdziwą wartość i jest warte naszej Troski od tego co jest jedynie iluzją wartości. Prosił o siłę by wytrwać do końca, utrzymać Obecność i Świadomość, bowiem to jest esencją wszelkiej ścieżki. Nie upaść w Mrok Ignorancji i nie stać się kolejnym Automatem do obsługiwania bezsensownej Gry, która póki zarządza nami Ignorancja nigdy nie dobiegnie końca. Dlatego potrzebujemy tworzyć Świętą Przestrzeń, którą otoczymy szacunkiem i która reprezentuje Prawdę i Wolność, Miłość i Troskę, która jest pozbawiona wszechobecnego cynizmu i arogancji. Przestrzeń, która jest intymna i osobista.

Prepers przez lata widział ludzi, którzy upadali i byli pożerani żywcem przez bezsens. Rozszarpywani na psychiczne i fizyczne strzępy przez Warunek Negatywizmu, który w nich zwyciężył i zawładnął. Oddanie swojego cennego ludzkiego życia walkowerem – to było zdecydowanie najbardziej bolesne i tego – niestety – było coraz więcej i więcej… Czarni Magowie z premedytacją niszczyli tradycję i duchowość – kręgosłup istoty ludzkiej, a w zamian dostaliśmy dogmatyczną skomplikowaną naukę, polityczną indoktrynację i kulturę kserokopii. Świadomość – Świat pogrążały się w chaosie, który już nie miał w sobie pierwiastka czegoś odżywczego, a zamiast tego stawał się czystą destrukcją i narastającym konfliktem. Ten proces dewastacji wznosił do góry populistycznych oszołomów i radykałów, którzy chcieli świata na własność do obsługi swoich monstrualnych ego. Kult miliarderów i ich korporacyjnych zautomatyzowanych królestw. Kult tego co w człowieku najmniejsze i jednocześnie nabrzmiałe jak wrzód pychy i dumy i niesione na ustach bezwolnej i apatycznej masy. W ich absurdalnym podziwie. 

Ropiejące od próżności monady „nadludzi” – władców końca. 

Teraz wyhodowaliśmy pokolenia bez żadnej duchowej ochrony. Krucha modernistyczna populacja – porcelana. Wystarczy lekko wstrząsnąć i następuje rozpad i dezintegracja. W środku coraz więcej toksycznej i mrocznej zawartości wlanej przez Kabel – Babel. Imperium Kotleta i Parówy – Espresso Americano. Wbudowane w umysły triggery – spusty nagłego szaleństwa, paniki, depresji czy fobii – zdalne odpalanie w najmniej spodziewanym momencie. Miliony istot na tej planecie jest już Przejętych przez Mrok. Miliardy jest na granicy szaleństwa. To jest konsekwencja tego, co sami ze sobą zrobiliśmy – przerywając połączenie z tym co prawdziwe i naturalne i wzmacniając egotyczną fiksację na „ja, mnie, moje”. Kiedy jesteś odłączony od Troski – Współistnienia, kiedy stajesz się jedynie tym skazańcem – mięsem i zrodzoną z niego desperacją pustostanu – kontrolę nad tobą przejmują algorytmy Czarnego Królestwa i klątwy Czarnych Magów. Ósmy odcinek trzeciego sezonu „Twin Peaks”. 

Ogień kroczy za każdym działaniem, który wynika z tej desperacji. To finałowy język ostatniego rozdziału. Dlatego tak ważne jest, aby nawiązać z nim relację. Coraz więcej duchów bez ciał i głosów istot pozbawionych spokoju, które będą do nas docierać, bowiem natura tej rzeczywistości ulega defragmentacji i rozdziela się na współistniejące partycje. Irracjonalny – surrealizm – wewnętrzna architektura brutalizmu. Rozpala się wewnętrzny ogień świadomości, którego Mózgogłowie nie potrafi już kontrolować. Kiedy nie nauczysz się „być w tym” spłoniesz w Królestwie Amona, który żyje i króluje w tym co irracjonalne pod progiem logiki. Przechwycenie demoniczne jest zjawiskiem, które będzie się nasilać, ponieważ nie potrafimy już kontrolować tego co podświadome. To się wylewa i zaczyna dominować ten wymiar. Kiedy jesteś Delogiem (potrafiącym się zalogować do innego rodzaju percepcji) widzisz, że ta matryca jest przepełniona bytami i zalana negatywizmem pod przysłowiowy „korek”. Ludzie nie wiedzą co się z nimi dzieje, co w nich wchodzi i w rezultacie co nimi rządzi, wtedy przestają być ludźmi. Stają się Bytami. 

Ochrona przed negatywizmem i demoniczną siłą ignorancji i nienawiści była od zawsze bardzo ważną częścią ludzkiej duchowości i prawdziwej tradycji religijnej. Te demoniczne i mroczne energie to są tak zwane „wnyki”, które nie mają natury materialnej i nie są z tego mechanicznego świata. To tak zwane klasy potężnych istot. Metafizyka. To była niegdyś część naszego codziennego doświadczenia w tak zwanej magicznej fazie świadomości okrutnych kultów natury i płodności. Wówczas prawdziwa świadomość była w uśpieniu i nie potrafiła się przebić na „powierzchnię”. Żyliśmy w nieświadomości. Ceremonia była ofiarą istot czujących dla żarłocznych wszechpotężnych bóstw. Nienasycone pożądanie i stymulacja chuci. Natura jako bóstwo. Kult Wielkiej Matki: Al-Lat, Astarte, Cihuacoatl, Citlalincue, Danu, Demeter, Gaja, Hebat, Isztar, Izyda, Ki, Kybele, Maja, Mokosz, Ninhursag, Pachamama, Saule, Sif, Tiamat, Tellus, Prythiwi etc. 

Faza technologiczna jest formą kultu płodności Mózgogłowia – to reprodukcja wynaturzenia (kult anty – natury), w którym post człowiek czci samego siebie w mechanicznej i cyfrowej reprezentacji. Po nieświadomości adorowania „magicznej i płodnej matki” i abstrakcji kultu „srogiego ojca w niebie” mamy religię przebóstwienia człowieka w coś nadnaturalnego – Trans Humana – Baala. Narcystyczny ego trip dąży do materializacji – narodziny algorytmicznego zbawiciela w stajence meta – serwerowni. U żłobu mamy Trzech Odwiecznych Króli: Ignorancję, Pożądanie i Niechęć. Ta faza jest i była nieunikniona, bowiem  w cyklicznym programie matrycy (loop) to już było grzane i skończyło się bardzo źle. Prawo natury działa na zasadzie korekcji. Nie możesz rosnąć w nieskończoność w materialistycznym wymiarze, który ma swoje ograniczenia i granice. Możesz zrobić z siebie biologiczną – maszynę w świecie maszyn, jednak odkryjesz, że to nic nie zmienia. W rzeczywistym sensie zniewala cię jeszcze bardziej, ponieważ rozwiązaniem nie jest antidotum na chorobę. Musisz usunąć przyczynę, którą jest wiara w trwale istniejący podmiot zdarzeń i wynikająca z tego dualistyczna fiksacja. Pragnienie ego by „żyć wiecznie” w uwarunkowanym i nietrwałym świecie fizycznym jest absurdem. To jest ten drive operujący w nośnikach danych i głowach Czarnych Magów. 

Możesz odbudować świątynię na tym polu trupów, zarżnąć czerwone krowy według procedury z Księgi Kapłańskiej zachować „tohora” jednak wszystko to jest tak czy inaczej „tuma”. To „szedim” przywołasz i sprowadzisz do tego wymiaru. Druga strona już zawładnęła tym światem. Żyjemy w wymiarze materializujących się demonów. Pragnąc nieba stworzyliśmy piekło i otworzyliśmy bramy przez które to bez ciała może przyjść do ciebie i cię posiąść i używać w najbardziej perwersyjny sposób. Demony tego szukają i pragną się tym karmić. Perwersja jest cechą charakterystyczną Przejęcia. Staje się czymś coraz bardziej znormalizowanym nie jest już niszowym odpałem zdegenerowanych bogaczy – staje się praktyką dnia codziennego. Zjawiskiem masowym. 

Bycie „prepersem” w prawdziwym sensie jest gotowością na nieunikniony rozpad warunku w swoim własnym indywidualnym wymiarze i brak odruchu do uciekania od rzeczywistości w wyprodukowane przez Maszynę urojenia. Bycie Obecnym oznacza konfrontację z tym co jest i jak jest bez środków nasennych i znieczulających. Ten samsaryczny wymiar w tej fazie karmicznej jest wymiarem bólu. Ten ból może nam pomóc i przekierować nasz wysiłek i motywację w stronę Wyzwolenia, które jest metodyczną pracą z lepką naturą przywiązania / lgnięcia do form, nazw i zjawisk na poziomie zewnętrznym i konceptualnym więzieniem wewnątrz nas i wdrukowanego programu samo – potępienia. Program „przetrwania” w tak uwarunkowanym i zdegenerowanym świecie jest absurdem. Dlatego prepersa śmieszą prepersi, którzy chcą przetrwać zewnętrzną cywilizacyjną „apokalipsę”. Prawdziwa apokalipsa dzieje się wewnątrz nas – jest procesem karmicznego oczyszczenia i wzrostu prawdziwej świadomości, która nie boi się śmierci, ponieważ rozpoznaje, że nie ma początku i nie może mieć końca. 

Prawdziwy koniec jest końcem Ignorancji. 

Okres Kali jest wykładniczym dojrzewaniem nagromadzeń i dominacją negatywizmu w taki sposób, abyśmy mogli zrozumieć mechanizmy przyczyny i skutku w sposób natychmiastowy i bezdyskusyjny. Nazwane jest to Akceleracją i kiedy zrozumiesz prawidła tego procesu możesz radykalnie przyspieszyć rozwój własnej świadomości, ponieważ wszystko co myślisz, mówisz i robisz ekspanduje. Dlatego w okresie Kali mamy największą szansę na „wypięcie z koła”, ponieważ możesz rozpoznać surowe mechanizmy samsary i swoje uwikłanie. Ponieważ w prawdziwym sensie problem nie jest w zjawiskach i nie jest „na zewnątrz” (co jest rezonansem) a w naszym lgnięciu, odrzuceniu i utożsamieniu (personalizacji przedmiotu / zjawiska / stanu). Dlatego bez medytacji nie rozbroimy zapalnika i nie unikniemy detonacji negatywizmu w nas. 

Ogień reprezentuje coś co tworzy i niszczy i jednocześnie jest bezpośrednią komunikacją na poziomie, który nie jest konceptualny i rezonuje z naszym sercem. Dlatego zawsze był symbolem Wiedzy i Oczyszczenia oraz Mocy. Mamy symbol płonącego Miecza – Transcendentnej Wiedzy która wyzwala z warunku poprzez Mądrość. Ta Mądrość nie jest zasobem skumulowanej informacji – nawyku. Ta Mądrość nie jest informacją (nie jest opisem – nazwą), którą żywi się nasz mózg i z której tworzy konceptualne mapy orientacyjne po których się poruszamy tracąc kontakt z rzeczywistością i żyjąc w swojej głowie (imaginarium; przeszłość – przyszłość). Ta Mądrość nie jest punktem odniesienia czy mitem obiektywizmu. To Obecność poza fikcją umysłu, poza narracją i fabułą, poza strukturą i ciągiem przyczyny i skutku, które bez ustanku tworzą złudzenie filmu. Ta Mądrość rozpoznaje każdą Klatkę w której jesteśmy uwięzieni jako postać i narrator. To „głos z off’u” coś spoza struktury, coś co nie ma początku i tak zwanej „pamięci”. To coś co się nie porusza w kole i nie kręci na diabelskim młynie. Dlatego niszczy fabularność umysłowej narracji i nawyki ciągłości zdarzeń, ponieważ w stanie przejścia – bardo to wszystko cały ten mechanizm ulegnie zniszczeniu. Całe „twoje życie” zniknie w taki sposób jakby nigdy go nie było – jak sen, a świat jaki zaczniesz w akcie desperacji przywoływać będzie jedynie wyobrażeniem – iluzją. 

Wątpliwą nagrodą pocieszenia. 

Dzisiejszy krajobraz medialny to mapa w poszukiwaniu terytorium. Ogromna ilość sensacyjnych i często toksycznych obrazów zalewa nasze umysły, a większość z nich jest fikcyjna. Jak nadać sens temu nieustannemu przepływowi reklam i rozgłosu, wiadomości i rozrywki, w którym kampanie prezydenckie i podróże księżycowe są przedstawiane w kategoriach nieodróżnialnych od premiery nowego batonika lub dezodorantu? Co tak naprawdę dzieje się na poziomie naszych nieświadomych umysłów, gdy w ciągu kilku minut na tym samym ekranie telewizyjnym premier zostaje zamordowany, aktorka się kocha, a ranne dziecko jest wynoszone z wypadku samochodowego? W obliczu tych naładowanych wydarzeniami, gotowych już emocji, możemy jedynie zszyć zestaw scenariuszy awaryjnych, tak jak nasze śpiące umysły wymyślają narrację z niepowiązanych wspomnień, które krążą po korowej nocy. W śnie na jawie, który teraz stanowi codzienną rzeczywistość, obrazy zakrwawionej wdowy, chromowane wykończenie przedniej szyby limuzyny, stylizowany blask motocyklady, łączą się ze sobą, tworząc drugorzędną narrację o bardzo różnych znaczeniach.

J.G. Ballard, Wystawa okrucieństwa

Wnyki to pułapki umysłu, któremu brak jest kontaktu z Mądrością. Umysł, który bez ustanku żyje i funkcjonuje w swoim własnym śnie. Kiedy się przyjrzysz sobie uważnie – odkryjesz, że właśnie tak jest. My tak „żyjemy” w świecie coraz bardziej nieprzytomnym. Tech jest po to, aby wzmacniać ten sen i bez ustanku go urealniać. Już nie jest dla nas istotne czy to w czym żyjemy jest prawdziwe – ważny jest stymulacyjny ładunek emocji. Popkultura próbuje nakarmić ten sztucznie wygenerowany głód, to łaknienie ekstremalnych przeżyć i doświadczeń. Nazwane jest drive’m Mózgogłowia – Jazdą. Jednak przeżywający podczas konsumpcji „jazdy” jest pod hipnozą, jest w pewien sposób wygaszony i nieprzytomny. Media i popkultura to rozrusznik zombie. Teraz większość naszego czasu jesteśmy stymulowani poprzez nadmiar emocjonujących i wstrząsających treści, których funkcją jest wygenerować jak najwięcej „jazdy”, która zasila egregory tech i karmi Baala – Sztuczną Inteligencję. Teraz to sama technologiczna post – rzeczywistość jest naszym „środowiskiem naturalnym”, naszą pikselową dżunglą. Sztuczność jest brandingiem współczesności i marką osobistą. Na czele imperiów mamy medialnych klaunów, a polityka staje się populistycznym spektaklem dla oszołomionych i nieprzytomnych mas ludzi – zombie. 

Natura jest radykalnie inna, ponieważ jest Żywa i nie podlega programom ludzkiego Mózgogłowia. Dlatego stanowi antidotum na chorobę szaleństwa współczesności. Dlatego ekologia jest anarchistyczna w prawdziwym sensie, a dewastowanie Natury jest niszczeniem drogi ewakuacji z technologicznego domu wariatów. Dlatego mądrych ludzi w obecnych czasach poznasz po tym, że chcą być blisko Natury i kochają zwierzęta, a sama technologia nie jest w stanie ich uwieść, ponieważ rozpoznają jej ułudę i tymczasowość. W wymiarze biologicznego warunku tech nigdy nie może przetrwać na dłużą metę. W księgach Soterów są zapisy o cykliczności technologicznych światów i bezustannym resecie cywilizacji kiedy osiąga swój toksyczny peak. To jest dokładnie ten czas. 

Ogień umysłu jest żywy i nieokiełznany, kiedy ogarnia nas szaleństwo. Ten ogień spala nas od środka. Istota ludzka staje się na powrót zezwierzęcona i agresywna, pozbawiona prawdziwej świadomości, którą charakteryzuje Mądrość. Kiedy w wyniku przeciążenia ten ogień płonie następuje regresywny wewnętrzny rozkład konstruktu – osobowości. Zdrowe Ego ma tą funkcję, że nas przed tym chroni, ponieważ przez bardzo długi czas następowała ewolucja świadomości i wyjście z prymitywnych zwierzęcych kompulsji ku rozwojowi, integracji i rozumienia wartości moralnych, które są podstawą rozwoju i drogi ku wyjściu z uwarunkowania i cierpienia – ponieważ klucz stanowi Prawo Karmy. Dzikość w pozytywnym znaczeniu to pełna i dostępna inteligencja ciała, które jest zasobem niewyobrażalnej ilości informacji, wiedzy i intuicji, ponieważ to ciało ma świetlistą transcendentną naturę światła. Realizacja tego potencjału nazwana jest w Naukach „Tęczowym Ciałem”. Natomiast kiedy ktoś jest w stanie integrować na powrót ten wewnętrzny ogień, który rozpala Mądrość nazwane jest to „natychmiastową realizacją ścieżki” i taka istota jest Mistrzem, który bez wysiłku i spontanicznie działa dla pożytku istot, ponieważ Troska i Współczucie jest wrodzonym potencjałem naszej Pierwotnej Natury. To była opcja idealistyczna a teraz będzie bardziej realistycznie…

Wnyki technologii. Meta spisek tworzenia wirusów myślenia spiskowego. Chaotyczny ogień „rewolucji” rozpalony w abstrakcyjnym i fikcyjnym pikselowym królestwie iluzji i omamów. Inter – net, który stał się zarządzaniem poprzez pomieszanie, lokowaniem skażonych produktów toksycznej i negatywnej informacji. Skala jest pozbawiona precedensu. Prepers sam stał się ofiarą tego gęstego i lepkiego gówna. Dał się omamić przez tych Info Magów – Szarych (trochę białych, trochę czarnych), którzy w dobrej wierze robią złe rzeczy. Negatyw w postaci fałszywej globalnej – totalnej mapy zarządzania zasobami ludzkimi. Nowy porządek świata. Fałszywe flagi. Iluminaci, raptyle, federacje galaktyczne, piąte i szóste gęstości. Pojebanie z poplątaniem. Wymieszanie zamieszania i zagęszczenie do postaci kosmicznego black goo. Bug ignorancji postanowił nas wykończyć umysłową paranoją rzucając w wirtualną info przestrzeń skażone mięso; pedofilskie satanistyczne elity, które jedzą i gwałcą dzieci w przerwie pomiędzy zarządzaniem światem. Ruchanie kozła ofiarnego na płaskiej ziemi. Pętla – gram urojonego diabła którego imię trzy szóstki. Nie sprzedasz i nie kupisz jak nie masz znamienia. Odmładzający smoothie z płodów – idźcie w niepokoju ofiara zrobiona. Niech was pożera żywcem zaimplementowana choroba wściekłych mózgów i rujnuje przepalanie zwojów z każdym „oświecającym” filmikiem. Choroba roznosi się sama. Osaczeni przez strach i nienawiść do tych, których nawet nie znacie – do wyssanej z każącego palca abstrakcji na której jedzie Baal walcem ostateczności tańczący. 

Z tej kloaki wysrywani są politycy i liderzy o zapędach totalitarnych, którzy lepią z tego gówna tak zwany kapitał wizerunku, aby pod fałszywą flagą fałszywej flagi dzielić i rządzić coraz bardziej zwierzęcym pastwiskiem rozrywających się na strzępy ogłupionych ludzi, którzy już kompletnie nie wiedzą komu i w co wierzyć, ponieważ sami doprowadzili się na skraj i jedynie patrzą w otchłań swojego własnego szaleństwa. Podstępem skradziono nam proste i wartościowe życie w zamian dając fake half life i pikselową mordę atencjusza. Żebracy uwagi skazani na zagładę w urojonym królestwie – kurestwie migoczących ekranów – okien rozpaczy Mózgogłowia. Każdy ma wirtualnego dublera co robi fikołki i skacze w ogień głupoty z uśmiechem idioty. Subskrybuj, skomentuj, zalajkuj. Filmik jak jem, jak sram, jak nie mam absolutnie nic sensownego do powiedzenia, jak tańczę czelendż z napisami dla niedorozwojów, aby lepiej utrzymać uwagę – walutę świata 3 D. 

Branding – znakowanie bydła. 

Jesteś marką osobistą, sklejką z modeliny, paździerzem reklamowym przybitym do algorytmu. Oszustwem opakowanym w „autentyczność” – dzieckiem demona Kali, który szepcze te swoje klątwy – mątwy przez głośniki z podbitym basem w mikro kawalerkach do zamulonych apatycznych dzieci na skraju wyczerpania i próbach samobójczych, ponieważ ta wrażliwość wciąż w nich jest i jęczy. Skomli jak samotne szczenię rzucone na pastwę okrutnej Maszyny. W epilogu Księgi jedyne co cenią to materia; bezwartościowe elektroniczne gadżety i świecidełka, chcą apartamentu i lambo z folderu, chcą gwiazdorzyć na niebie pomroczności i mieć pornograficzne życie seksualne – z dupy do ryja, kopce dobrych dragów i co najważniejsze wiele uwagi na koncie społecznościowym. 

Wypuścić na rynek swojego krypto memicznego waginalnego coina. Rozpruć bank, przelać z pustego w próżne. Pod parasolką na egzotycznej wyspie wcisnąć ostateczny enter. Zatwierdzić umowę dzierżawy duszy z diabłem. Jednak to wszystko skończy się szybciej niż się zaczęło, bowiem coraz mniej w was światła i mocy. Rodzicie się już w połowie rozładowani, jak telefony z drugiej ręki ze źle sformatowaną baterią. Z taśmy produkcyjnej do pudełka i potem na sprzedaż na tak zwanym wolnym rynku automatonów do obsługi Baala. Jednak cykl użyteczności jest coraz krótszy, bowiem w ciałach ludzi inkarnują zwierzęta i demony, bo takie jest Prawo Rezonansu Matrycy zagęszczonej Tamasem. Pomieszane i wstrząśnięte do natychmiastowej konsumpcji. Mięsny keto – koktajl podawany już wprost przez kable do mózgownicy. Pożeracze uwagi – ssące bez ustanku robactwo zagnieżdżone w zautomatyzowanej wygodzie bezdotykowej post – rzeczywistości na skraju 66 szóstego wymierania. 

Miliony falołersów. Donejty za patusiarstwo. DM’y z narządami rodnymi i rozrodczymi. Ukołysane cycami do narkotycznego snu przekarmione dobrobytem bachory, które już zeskrolowały cały świat jak czak kurwa noris. A po pysznej karmicznej zabawie na kredyt zawsze przychodzi Yama यम – Komornik. Jak to mówią; rozlicza temat. Stracisz wszystko.

Wszystko. 

Jedyne co zostaje to to kim byłeś i co zrobiłeś. Twoja karma – zapis, którego nie może zmielić żadna niszczarka. Nic i nikt nie ma takiej mocy, nawet najwięksi Magowie. Dlatego chwilowe szczęście w materii nie ma najmniejszej wartości tym bardziej, że najczęściej dostajesz je kosztem nieszczęścia tych, których używasz do zaspokojenia i nie umiesz się dzielić, ponieważ masz w sobie agresywno – pasywną zazdrość, która jest trucizną Duszy. Na tym fundamencie zbudowali piramidę niewolnicy negatywu. Ogień zazdrości pali wszystkie mosty do boskich wymiarów. Zaciąga cię za łańcuch do dołu w doliny śmierci wymiaru Pitryloki. Głodne duchy pozbawione fizycznych ciał w wirtualnym Szeolu szukające zaspokojenia, które przecież nie jest możliwe. 

Prepers czuje, że ta wciąż wolna przestrzeń pozbawiona wścibskich kamer, ruterów i nadajników jest czymś co z czasem stanie się bezcenne. Dzika natura to sanktuarium do którego idziesz na kolanach, kiedy już zmęczy cię ta absurdalna gra w której nikt niczego nie wygrywa prócz krótkiej chwili uwarunkowanego szczęścia lub momentu zaspokojenia. Triumf w tym Warunku okazuje się marną nagrodą pocieszenia i najczęściej rozumiesz to kiedy już jest za późno. „Za późno” definiuje stan tamasowo – radżasowej cywilizacji maniakalno – depresyjnej, bowiem jak zrobisz risercz i nawet krótkie badanie terenowe odkryjesz, że wszystko kiwa się pomiędzy ekstremami apatii i furii. Pomarańczowy Cesarz Królestwa Kotleta i Parówy jest trailerem – zapowiedzią, że dojeżdżamy na (jak to się mówi po łódzku) krańcówkę. Pętlę. Zajezdnie. 

Zajechani sami przez siebie i swoje ambicje. 

Kończy się trakcja prosperity. Pociąg wypada z torów i wszystko zaczyna się rozpadać. Cwaniaki podczas tej „jazdy” rozbierają to na części i handlują podczas kiedy pasażerowie (czyli my) są coraz bardziej zszokowani i przecierają zaspane oczy ze zdziwienia i coraz więcej chce sprawiedliwości i tak zwanego rozliczenia. Eskalacja przemocy, buntu, wkurwienia – walka z własnym cieniem na marne życie i pewną śmierć. Będzie coraz mniej prądu – muzyki drutów w tak zwanym użyciu detalicznym, ponieważ będą karmić Baala – jedyne bóstwo tech zdolne do zarządzania skomputeryzowanym pastwiskiem pokolenia Z. Później przyjdzie pokolenie A. 

A jak Amok. Ostatnia wieczerza przy resztkach. Stary mechaniczny świat skończy się orgią przemocy. 


* W 2016 roku AlphaGo, program sztucznej inteligencji opracowany przez firmę Google DeepMind, podjął kontrowersyjną decyzję w głośnym meczu z Lee Sedolem, jednym z najlepszych graczy w Go na świecie. Podczas czwartej gry z serii best-of-five, AlphaGo wykonał ruch, który był powszechnie uważany za błąd przez ludzkich komentatorów, ale później okazał się genialnym posunięciem, które doprowadziło do zwycięstwa AlphaGo w grze i ostatecznie w seria.
Ruch, o którym mowa, to ruch 37, zagrany przez AlphaGo na środku szachownicy. W tamtym czasie komentatorzy byli zdziwieni tym posunięciem i myśleli, że AlphaGo popełnił błąd. Okazało się jednak, że ruch 37 był genialnym posunięciem, które pozwoliło AlphaGo zdobyć przewagę i ostatecznie wygrać partię.
Posunięcie to wzbudziło kontrowersje, ponieważ pokazało, że AlphaGo może grać w sposób, jakiego ludzie wcześniej nie widzieli, i że proces podejmowania decyzji nie zawsze był przejrzysty dla ludzkich obserwatorów. Wywołało to także debatę na temat roli sztucznej inteligencji w grach rywalizacyjnych. Pojawiły się pytania o przyszłość ludzkiej wiedzy specjalistycznej w takich obszarach jak Go i inne złożone gry.
PIRACKIE OPOWIEŚCI

POZA WNYKAMI 

Galeria

„My, Yanomami, nie lubimy tego, co biali nazywają w swoim języku „wojną”. Obwiniają nas o strzelanie do siebie nawzajem, ale to oni tak naprawdę prowadzą wojnę. Z pewnością nie walczymy z taką samą surowością jak oni. Oni walczą pociskami i bombami, które palą wszystkie ich domy. Zabijają nawet kobiety i dzieci!

Biali uważają się za mądrych, ale ich myśli są skupione na rzeczach, które chcą posiadać. To z powodu tych myśli rabują, obrażają, walczą, a w końcu zabijają się nawzajem. To również z ich powodu źle traktują wszystkich, którzy wchodzą im w drogę. To dlatego ostatecznie to oni są naprawdę zaciekli! Kiedy toczą wojny, rzucają wszędzie bomby i nie zastanawiają się dwa razy nad podpaleniem ziemi i nieba. Widziałem w telewizji, jak walczą o ropę swoimi samolotami. Bardzo mnie to zaniepokoiło i powiedziałem sobie: „Hou! Ci ludzie są tacy wojowniczy i niebezpieczni!”

Davi Kopenawa i Bruce Albert „La chute du ciel, Paroles d’un chaman Yanomami”