Ze wszystkich tyranii, tyrania szczerze wykonywana dla dobra jej ofiar, może być najbardziej przytłaczająca. Byłoby lepiej żyć pod panowaniem przestępczych baronów niż pod panowaniem wszechmocnych moralnych osób. Okrucieństwo barona czasami jest w uśpieniu, jego chciwość może w pewnym momencie zostać zaspokojona; ale ci, którzy dręczą nas dla naszego dobra, będą dręczyć nas bez końca, ponieważ robią to za zgodą własnego sumienia. … Ta wielka dobroć prowadzi do nieznośnych rezultatów. Aby być „wyleczonym” wbrew własnej woli i wyleczonym ze stanów, których nie uznajemy za chorobę, należy uznać, że nie dorównujemy mądrzejszym, i nigdy nie dorównamy; że jesteśmy sklasyfikowani jako niemowlęta, kretyni lub zwierzęta domowe.
Problem polega na tym, że nie da się tych rzeczy opowiedzieć. To pewne. Absolutnie. Można jedynie tylko dotknąć i to na tyle delikatnie by okazać szacunek. To jednak jest najtrudniejsze. Dlaczego? Ponieważ musisz szanować słowo, a w nim jest coś więcej niż jedynie znaczenie. To obraz, nie byle jaki z brzegu, to nie przerysowanie, ani tania imitacja. To próba. Nie potrafię być obojętny, nie umiem tego. To nie jest dobre w tym momencie, nie umiem tym żonglować jak rozpalonymi pochodniami. Zawsze się poparzę. Poczuje swoją nieudolność. Zawsze to idzie swoją drogą, niczego nigdy nie potrafiłem zaplanować, okiełznać. Czułem to oddzielenie. To jest istota. Oddzielenie. Od miejsc, zdarzeń, ludzi. To szyba. Można po niej pisać, malować, można ją myć. Można ją podziwiać, albo pokazywać na wystawach. Można nawet być znanym z tego. Mieć prezentacje, odczyty, zaszczyty. Jednak gdzieś w głębi wiesz, że to kłamstwo, tani trik, brawa to odpryski szkła. Graj dalej. Mocniej. Graj. Możesz to robić w rękawiczkach, nie poczujesz bólu podrzucając do góry. Za spektaklem idzie odpowiedzialność. To jest to przemilczane. To pominięte. Czego chcesz?
Uwagi? Troski? Miłości?
Kiedy odwrócisz kartkę zawsze jest pusta. Dlaczego?
Zatem, dłoń musi tutaj zawisnąć. Musi zapytać. To pytanie jest tuszem. Można w to grać do końca życia. Gra na zwłokę. Na czas. To jest jedno pytanie, czy się zmienia? Czy to milion pytań? Ile?
Kto ma odpowiedzieć?
Z kilku kolorów powstaje cała paleta. Zatem…
Idę ulicą. Ludzie się biją. Mają twarze we krwi. Krzyczą. I to mnie boli. Bardzo. Muszę usiąść. Oddychać. Nie potrafię być obojętny. Nie potrafię tego. Nagle przede mną biegnie szczur. Taki prawdziwy. Wielki szczur. To nie jest fikcja. Muszę oddychać.
Tego nie da się opowiedzieć. Kiedy odwrócisz kartkę zawsze jest pusta.
Kolonia karna. Dziedziczona z pokolenia na pokolenie. Rasy różnych panów, za różnymi maskami – raz dobro – raz zło – na zmianę. Najpierw weszli w posiadanie kontekstu i tła – organicznej struktury przetrwania, z dzikiego ptactwa zrobili szare papugi, wiszące pod sufitami w klatkach jak skrzepy w kokonie. Permanentne udomowienie – smycze, kagańce. Kosmiczni hycle – magowie. Nieustająca tresura bazująca na mapach neurobiologicznych ułomności produktu. Krew z krwi. Ciało z ciała. Komunia syntetycznych formuł w połączeniu z ziemskimi genomami okablowana siecią nadającą sygnał z centrali. Ukłon. Oklaski.
Tak byli z siebie zadowoleni. Dumni. Bogowie ze stali. To co zrobili – jest jak szyba. Niewidoczna mgła gęsta i zawiesista – idealnie niedostrzegalna. Płyny rozpłodowe ignorancji. Sok z rdzenia. Uwarunkować cierpieniem. Wyznaczyć dwa punkty na osi. Dobro – zło. Zero jeden. Od ściany do ściany w izolatce.
Tak mają nagrody pocieszenia. Krótkotrwałe wytchnienie w mozole. Łyk powietrza. Kropla wody. Cicho wypowiedziane dobre słowo. Później jednak to zapadało się samo z siebie. Grzęzawisko odruchów, fobii i obślizgłego śluzu poczerniałych emocji. W dół. W dół.
W dół.
Wersja oficjalna jest zgoła odmienna. Mówią, że to następujące po sobie szczeble drabiny do nieba. Rozrosty i permutacje kończyn, pęcznienie galarety mózgowej, wzrost mocy obliczeniowej kolorytu przesytu. Produkt ulokowano w kombinacji czasu i przestrzeni niczym jądro wahadła. Lewo, prawo. Kołysanka. Z eonu na eon coraz głębiej, głębiej.
Głębiej.
Miasta Ciał. W sprofanowanym sacrum wyżeranie Zbawiciela. Instrukcja obsługi. Jedz. Pij. Pij. Jedz.
No dalej! Dalej!
Dalej.
Śpij dziecko moje. Śpij. Twój ślepy sen wykarmi nasze zimne armie. Naszego Mistrza. Śpij dziecko nasze. Rozkołysany w kołysce mięsa. Nie poczujesz Podpięcia, Przepięcia.
Przekierowania uwagi.
Śpij.
Tak zamknęliśmy Iskrę w słoiku za grubym szkłem, na samym dnie Trucizny.
W całym tym oszałamiającym zgiełku i furii odwieczne pytania ludzkiej kondycji – „Kim jestem? Dlaczego tu się znalazłem? Jak stawię czoło innym? Jak stawię czoło śmierci?”- wydają się dalekie i mgliste, jak te niejasne zagadki, które nauczyliśmy się odkładać na bok na rzecz kwestii bardziej pragmatycznych i przynoszących korzyść. Trudno się przebudzić gdy wszyscy biegamy dookoła jak lunatycy po amfetaminie. Podejrzewam, że jeśli nie znajdziemy wolnego zakątka gdzieś w obrębie naszych małych kawałków czasoprzestrzeni, to podobne kwestie nigdy nie staną w całej swej nieubłaganej grozie. Maszyny mediów nie dostarczą nam tych płodnych, pustych obszarów, podobnie jak kupno samochodu sportowego nie rozwinie przed nami jednej z tych wspaniałych szos, jakie pokazują w telewizji. Takie obszary znajdują się z dala od dróg, poza regularnymi sieciami. Znajdują się także poza zasięgiem wszelkich przyrządów. Są bowiem dziurami w sieci.
Eric Davis – TechGnosis
A tak zwany prawdziwy świat nie zniechęci cię do działania na domyślnych ustawieniach, ponieważ tak zwany prawdziwy świat ludzi, pieniędzy i władzy wesoło szumi w kłębowisku strachu, gniewu, frustracji, pożądania i kultu samego siebie. Nasza obecna kultura okiełznała te siły w sposób, który przyniósł niezwykłe bogactwo, komfort i wolność osobistą. Wolność do bycia panami naszych maleńkich królestw wielkości czaszki, samemu będąc w centrum całego stworzenia. Ten rodzaj wolności ma wiele do zaoferowania. Ale oczywiście istnieją różne rodzaje wolności, a o tym, który jest najcenniejszy, nie usłyszysz zbyt wiele w wielkim zewnętrznym świecie pragnień i osiągnięć….. Naprawdę ważny rodzaj wolności obejmuje uwagę, świadomość i dyscyplinę oraz zdolność do prawdziwej troski o innych ludzi i do poświęcania się dla nich na niezliczone, drobne, nieseksowne sposoby każdego dnia.
– Każdy człowiek widzi tylko drobny ułamek całej prawdy i bardzo często, a właściwie nieprzerwanie i celowo oszukuje się również co do natury tego niewielkiego, lecz bezcennego ułamka. Część jego jaźni obraca się przeciw niemu i zachowuje się jak inna osoba, zwalczająca go od wewnątrz. To człowiek w człowieku. Człowiek który jednocześnie nie jest człowiekiem.
Philip K. Dick, Przez ciemne zwierciadło
Rzeczywistość połknęła nas i trawi w swoich absurdalnych bebechach, wiecznie wygłodniałym żołądku, każdego dnia wysysa z nas życie i radość i wydala na pastwę losu, który doprawdy trudno już pojąć i akceptować. Rodzimy się w Grze, która nas dominuje i przytłacza, rodzimy się w państwach pod flagami, w układach władzy i uległości. Podmiot i orzeczenie – życie pojedynczo – złożone odmieniane w przypadkowości i chaotycznej strukturze postępującego rozpadu wszelkich konstrukcji. Jesteśmy zmuszeni do uległości, do odgrywania ról uczestników spektaklu, amatorscy aktorzy marnej sztuki, których nikt przecież nie nagrodzi brawami, nie wymieni w napisach końcowych, bowiem w istocie rzeczy TO nie ma końca i nie miało początku, ponieważ w istocie jest nierealne oparte na chwilowych impulsach, na współzależności przemijających zjawisk. Warunek podlega śmierci i rozpadowi, podlega mu ciało i myśl, słowo i wrażenie – dlatego właśnie TO jest nierealne jak sen, jak miraż, jak gra.
Nigdy nie mogłem pojąć jak doszło do tego, że jeden człowiek może przemocą narzucić swoją wolę drugiemu i jak doszło do tej zgody i akceptacji. Jak doszło do tego, że ktoś używa ciebie i mnie do wymyślonej przez siebie abstrakcyjnej gry. W jaki sposób staliśmy się narzędziami w rękach tyranów i psychopatów, którzy niszczą to co jest w swojej najgłębszej naturze tak delikatne i święte – Życie. Jak ktokolwiek może posiadać na własność ziemię – to jest absurd tak oczywisty, że aż niewidoczny. Żyjemy w wynajętych ciałach na cudownej planecie, którą coraz bardziej upodobniamy do samych siebie, to tej pozbawionej szacunku wściekłości opuszczonych dzieci, które za wszelką cenę nie chcą dorastać, nie chcą widzieć czym się stały i co tak naprawdę robią z tym co zostało im użyczone.
Istota ludzka wciąż morduje, wciąż grabi, wciąż wykorzystuje słabszych od siebie jest w posiadaniu broni, która może unicestwić całe planetarne życie, wszystko to czego nie jest w stanie odtworzyć, czego nie jest w stanie nawet widzieć przez pryzmat nieodgadnionego, ponieważ jest tak zmechanizowana i osamotniona w poczuciu bezlitosnej separacji. Jesteśmy zapętleni w cierpieniu braku wrażliwości i zrozumienia samej istoty życia, ślepi na Cud w jakim wszyscy uczestniczymy, żyjemy w klatce myślenia – abstrakcji, która zdominował naszą świadomość czyniąc z nas udomowione roboty nawykłe do zimnej i wyrachowanej wygody cywilizacji zombie.
Najbardziej istotne i najtrudniejsze wyzwanie dla newtonowsko – kartezjańskiego mechanicznego modelu wszechświata pochodzi z ostatniej kategorii fenomenów psychodelicznych, całej gamy doznań, dla których ukułem termin „transpersonalne” (pozaosobowe). Wspólnym mianownikiem tej niezwykle bogatej i rozgałęzionej grupy niezwykłych doświadczeń jest poczucie jednostki, że jej świadomość poszerzyła się poza granice ego i przekroczyła ramy czasu i przestrzeni.
Stanislav Grof „Poza mózg”
Pandemia. Wojna. Co dalej? To wszystko są skutki przyczyn które tworzymy w samych sobie, każdego dnia i o każdej godzinie, bowiem ta rzeczywistość jest lustrem w którym możemy ujrzeć samych siebie. Możemy w końcu pojąć, że „Bóg” jest tylko nazwą, którą maskujemy swój własny brak odpowiedzialności za własne myśli, słowa i działania, że nie istnieje żaden wielki boski plan, który skazuje nas na zagładę i apokaliptyczną pożogę, do której tak przecież dążymy, robiąc wszystko, aby unicestwić samych siebie. To nienawiść. To pogarda do samych siebie. Samo – potępienie – samospełniająca się przez stulecia przepowiednia, bowiem łatwiej jest niszczyć, łatwiej jest mordować niż się troszczyć, budować i chronić. Rządzą nami nieludzkie istoty, zmechanizowane i nieświadome, skażone skrajnym tępym egoizmem i biologicznym determinizmem o przetrwaniu najsilniejszych. Tą przytłaczającą tępotę gloryfikują zrobotyzowane media – paradygmat wiecznego wzrostu i ekspansji łapczywie pożera każdy milimetr ciała tej planety, która prosi o przebudzenie z tego okrutnego snu, bowiem w przeciwnym razie udzieli nam przerażająco bezlitosnej lekcji. Doprawdy nie znamy tego gniewu, tej mocy.
Ludzka cywilizacja może być ujęta w następujących słowach: „Chcę, żeby ktoś mnie przytulił. Zostaw mnie”. Nie będąc w stanie rozwikłać tego paradoksu, a także nie mając w międzyczasie nic lepszego do roboty, budujemy kościoły i ciężko pijemy.
Tom Price
Jesteśmy tak zajęci ludzkimi sprawami, które wciąż nakazują nam kręcić się w tym małym kołowrotku, w tej ślepej pułapce, choć przecież musimy sobie zdawać sprawę z tego, że wcześniej czy później wszystko to rozpłynie się w nicości niczym sen, ukazując absurd naszych wysiłków i zmagań w tak zwanej umownej doczesności w chwili szukania komfortu i bezpieczeństwa, miłości i spełnienia za cenę bycia bezlitosnym i okrutnym wobec obcych i obcego – tego wszystkiego co przecież nie jest nami, jest poza granicą naszego ciała. Jest „na zewnątrz”. Jest „ty” i „to”.
„Ja” nie może przetrwać. Na tym polega ten epicki dramat. „Ja” nie pamięta „ja”, kiedy znów się rodzi. Nie pamięta kim było, nie pamięta co zrobiło – żyje w zrodzonym z własnych działań świecie, w prawidłach struktury własnej świadomości w wymyślonej przez siebie grze. W wyprodukowanym szczęściu i cierpieniu – w ustanowionej przez siebie proporcji „dobra” i „zła”. W założeniach rezonującej z nią religii, ekonomii i polityki. W wyśnionej matrycy podobnych sobie skazanych na siebie poprzez relacje i związki. Demony tego świata są zrodzone z naszej świadomości podobnie jak mistycy, nauczyciele i ci którzy jednak potrafią widzieć przez gęstą ciemność, przez to ciemne zwierciadło hiper materializmu, którego apogeum to rozszarpanie zimnym mózgogłowiem wszelkich tajemnic by ostatecznie obudzić się w obojętnym świecie bez złudzeń, którego głównym napędem będzie właśnie hiper „ja” – ja osobne, ja ze wszech miar wszechpotężne, ja które chce żyć i królować wiecznie w stworzonym na swoją modłę sztucznym zrobotyzowanym świecie.
Teraz możemy ujrzeć, że my żyjemy w „Nowym Wspaniałym Świecie” otumanieni bezsensowną rozrywką, odurzeni nadmiarem, nudą, tymi wszystkimi krótkotrwałymi impulsami, które w swojej naturze są jałowe niczym puste kalorie – zbotoksowany świat pełen kapłanów celebrytów, fejsbukowych postów o niczym i dla nikogo, terroru sprzedaży rzeczy, idei i stylów życia, które są niczym więcej jak tylko snem naćpanego wariata, który deklamuje przez sen instrukcję obsługi myśląc, że jest to ściskająca za serce pełna głębi poezja. Nikt mu nie powie kim jest tak naprawdę, bo nikogo to nie obchodzi, każdy jest zajęty wymyślaniem i sprzedawaniem samego siebie. Prawdziwe NFT jest Uwagą, jest czasem – to jest twarda waluta ludzkiej egzystencji, twardy orzech do zgryzienia. Kronos nas pożera w tej pozornej szczęśliwości, w tej rozmianie na drobne.
Tuż za cienką ścianą chwilowego dobrobytu, dzieje się wojna, dzieje się śmierć, terror i głód. Za cienką ścianą nadchodzi lekcja pokory wobec tajemnicy ludzkiego okrutnego szaleństwa, ludzkiego zniewolenia, oddania w bezlitosne ręce władzy swojej odpowiedzialności wobec Ducha, wobec tego co jest Prawdą. Ludzie cieszą się z mordowania, mając swoje „słuszne” powody, ludzie zabijają w imię słów, które są niczym, bowiem przeczą same sobie, same siebie oszukują. Ludzie mordują za slogany i w imię sloganów użyci jak nicość przeciwko życiu. „Nowy wspaniały świat” budzi się 1984 i widzi skutki swojego narkotycznego snu i ze wszelkich sił chce wrócić do czasu „sprzed” do śnienia. Jednak to jest już niemożliwe. Musi się obudzić na dobre. Na dobre. Obudzić się to zrozumieć współzależność to ujrzeć ponad wszelką wątpliwość, że szczęście oparte na wykorzystywaniu i dominacji wcześniej czy później przeradza się w swoje przeciwieństwo, staje się koszmarem. Bo tej wojny nie chcemy widzieć, nie chcemy jej rozpoznać, bowiem jesteśmy trybami tej okrutnej Cywilizacyjnej Maszyny, która mieli wszystko i wszystkich jak leci – te flagi i narody, te kultury – w jedną homogeniczną masę – zasoby danych. Pandemia, wojna, inflacja, postępujący rozkład całej sztucznej struktury na szczycie której pasą się demony cały czas zmusza nas do przerażenia, do modlitwy wzywającej „zbawców”, którzy przychodzą okrutni i tępi ze swoją taktyką terroru i bestialstwa, którzy najpierw cię „obronią”, a później uczynią niewolnikiem, by wysysać do samego szpiku do momentu kiedy „nie będziesz mieć nic i będziesz szczęśliwy”. Podpięci pod kroplówki taniej małej radości, która stanie się naszym nowym wirtualnym światem zbudowanym na trupie tej planety.
Miliardy „dominujących” istnień, które za wszelką cenę chcą jedynie mieć i być bez względu na koszty. Granice, flagi, uzbrojone po zęby armie, nuklearny disneyland pełen bezmyślnych i okrutnych dzieci, które udają dorosłych, a jedyne czego chcą to wciąż się bawić we władców i poddanych, grać w klasy, panować nad prawdziwym życiem i śmiercią. Nikt nigdy nie miał tak naprawdę prawa do władzy nad drugą istotą, nad jej sercem, ciałem i umysłem. To jest pierwotne i fundamentalne oszustwo. Przez tysiąclecia wgrywano ten Program. Maszyna rodziła maszyny przez macicę ignorancji i arogancji replikując ten Wdruk. Istoty ludzkie uwierzyły, że są jedynie tymi programami, tym oprogramowaniem tracąc kontakt z czymś co stanowi pierwotną podstawę, z czymś co jest ukryte i ciche, przepełnione dobrem i miłością. Za te wszystkie bomby, czołgi, karabiny, mundury, za cały ten potencjał śmierci moglibyśmy uzdrowić i nakarmić ten świat, dać mu szansę na otworzenie serca, które skrywa ta zaciśnięta z furią pięść. Napisać prolog zamiast epilogu, który przywraca pokój i nadzieję.
Oddać swoje życie w obce ręce, być podmiotem absurdalnej gry, umierać za slogany tych, którzy nigdy nie stanęli na polu tych absurdalnych wojen o „wolność”, która zawsze kończy się w zaprogramowanym kołowrotku tak zwanej doczesności, która wcześniej czy później staje się niewiadomą wiecznością, wielkim znakiem zapytania który zagłusza wszelkie religijne deklaracje. Nikt nie wie czy „coś tam jest”. Pozostaje wiara i doprawdy nie ma w tym nic złego, to dość naturalne, ponieważ jest w niej coś czystego, coś czego ten pragmatyczny świat nigdy nie zrozumie. Jest w niej coś co pozwala znieść bezsensowne okrucieństwo tego świata. Ten niepoczytalny amok, pianę ambicji, która fermentuje we krwi naiwnych. Ojcowie wiecznej propagandy, którzy wciąż mówią, że możesz zabijać, że zabijanie jest dobre, święte, że jesteś bohaterem, bo przecież stoisz „po dobrej stronie” i kibicuje ci cały twój „dobry świat”. Kolejna krwawa olimpiada, pochodnia przemocy i śmierci. Kolejni cezarowie, którzy rzucają klątwy i czary na otumanione podległością masy upojone spektaklem wojny w imię abstrakcyjnych tworów zniewolonego przez projekcje umysłu, który by przetrwać musi czuć to fundamentalne oddzielenie i odrębność, które jest rdzeniem całego cierpienia od początku czasu.
To jest źródło przemocy, pierwotna przyczyna wojny. To jest w nas tak fundamentalnie, że nawet nie potrafimy być tego świadomi. Szukać drogi, która pozwoli nam wykorzenić tą iluzję, to poświęcić życie na rzecz AUTENTYCZNEGO pokoju. To jedyna szansa by odmienić los tej planety i nas samych. To PRAWDZIWY Pokój.
Rozwiązanie globalnego kryzysu ekologicznego, z którym mamy dziś do czynienia, zależy w znacznie mniejszym stopniu od rozpowszechniania nowych informacji, niż od ponownego pojawienia się w świadomości starych idei. Pierwotne idee lub idee plemienne, pokrewieństwo, solidarność, wspólnota, demokracja bezpośrednia, różnorodność, harmonia z naturą stanowią ramy lub fundament każdego racjonalnego lub zdrowego społeczeństwa. Dzisiaj te pierwotne idee, dary naszego dziedzictwa przodków, są zablokowane przed wejściem do świadomości. Ogromna większość współczesnych ludzi nie potrafi dostrzec podstawowych prawd, które znali nasi starożytni przodkowie i które my musimy poznać ponownie, o życiu w równowadze z naturą. Jesteśmy zagubieni w niekończących się debatach politycznych, badaniach naukowych i kompromisach, ponieważ to, co jest oczywiste dla prymitywnego umysłu, zostało zapomniane.
Jesteśmy ofiarami produkowanego non stop lęku. Żołnierzami w nigdy niekończącej się wojnie o pozory, o status w bezpiecznym polu okrutnej szachownicy, o obronę „wartości”, które stały się pustymi frazesami noszonymi na wybielonych rozpuszczalnikiem kłamstw sztandarach przez politycznych klakierów, wszystkich tych, którzy wiedzą w jaki sposób generować masowe przyzwolenie na to by wciąż trwała wojna za wojną i rzeź za rzezią. Okrutny i groteskowy spektakl, który wciąż ma premierę w innym teatrze w zależności od potrzeb Konsorcjum Śmierci i jest transmitowany przez Globalny Kabel.
Roztwór przerażenia podrasowany wstrząsającą domieszką odpowiednich obrazów i informacji ubrany w adekwatny kontekst działający na wyobraźnię. Trzeba zaminować pole podświadomości ładunkami strachu i czekać na najbardziej odpowiedni moment detonacji. Dziesiątki milionów trupów, które milczą pod naszymi nowoczesnymi coraz bardziej smart miastami.
Osobista suwerenność jest końcem zła. Kiedy każda osoba na Ziemi obroni siebie i tych, których kocha; kiedy zło nie może zdobyć nawet przyczółka, ponieważ wszyscy ludzie go wypatrują i rozpoznają to, że poszukuje ono destrukcji ich wartości; nadejdzie koniec zła. Jest to dokładne przeciwieństwo perfekcyjnego zła, w którym każda osoba jest niewolnikiem i panem niewolników. Perfekcyjna wolność jest życiem i nie ma w nim niewolników, ani panów niewolników. Perfekcyjna wolność jest życiem.
Jeremy Locke. „Koniec wszelkiego zła”.
Jednak gra trwa nadal. Twórcy zmieniają maski i sztandary, zmieniają hasła i obozy, zmieniają przekonania i mundury, a my modlimy się o pokój próbując pomóc sobie nawzajem. Dzieląc się tym co jeszcze nam zostało, bo to nakazuje fundamentalna ludzka przyzwoitość. I po raz kolejny zostajemy zdradzeni i użyci niczym nawóz, a nasze imiona i nazwiska dla nikogo nic nie znaczą. To mięso armatnie na wagę sprzedane i kupione tanio na globalnym rynku zbytu, którym zarządzają post ludzkie istoty i zimna bezwzględna kalkulacja zysku i straty. Ponad tym wszystkim zostały już tylko resztki dla wygłodniałych rozpadających się z dnia na dzień imperiów, które zrobią wszystko by nakarmić iluzję swojej potęgi. Nasycić propagandą „wolności” i „demokracji” która spada niczym grom z jasnego nieba, kiedy nadchodzi już czas. Prawdziwe Krwawe Mocarstwo nie ma granic, jest ponadnarodowe a jego flagą jest Mamon, jego armią jest Władza i Terror, jego obroną jest atak. Jego celem doprowadzić nas wszystkich do ostatecznego samozniszczenia. 2020 – 2022 Pandemia. Pierwszy sezon. Drugi sezon Wojna.
Z izolacji w eskalację. Dominium osacza co chwilę zmieniając ustawienia. Manipulując emocjami. Tresura uległości jest najbardziej skuteczna w skrajnym lęku i strachu, ponieważ wtedy dociera na najgłębszy poziom. Tak się wgrywa programy na całe życie. Tak się łamie ducha i zatruwa duszę jadem uległości. Tak się uplastycznia masę by móc lepić figury tych „dobrych” i tych „złych”, tych którzy zasługują na łaskę Panów i tych którzy na to nie zasługują. Wtedy widzisz, że tak naprawdę jesteś dla nich niczym i twoje życie nic dla nich nie znaczy, wystarczy tylko, że zakwestionujesz Układ. Natychmiast usuną cię rękoma ludzi takich jak ty, którzy żyją pod narkozą sloganów i naiwnej wiary, że wszystko to dzieje się w trosce o ich dobro i bezpieczeństwo. Demiurgowie narracji nie są dobrymi troskliwymi bogami pokoju i dobrobytu. To szakale owładnięci szaleństwem władzy.
Jesteśmy hodowani w Nowym Wspaniałym Świecie otumanieni i nieprzytomni „dobrobytem”, która ma swoje koszty o których nie chcemy wiedzieć i których nie chcemy widzieć. Tym kosztem jest ocean cierpienia tak zwanego trzeciego świata, ludzi takich samych jak my nie mających szczęścia urodzić się w zasięgu pierwszego świata. Tutaj nie słychać ich krzyku, ponieważ zagłuszają go bomby i eksplozje. Skala wojen rozpętanych tylko z powodu tego by ten pierwszy świat mógł ciągle śnić swój sen przekracza pojemność naszych wypranych „jedynie słuszną prawdą” umysłów. Zabijamy za wygodę, za telewizję kablową, za HBO Max, za komosę ryżową, za skórzaną tapicerkę w naszym wypasionym nowiutkim BMW. Mamy wolność do przejedzenia cennego ludzkiego życia, które mija tak szybko. Wtedy życie naciska trigger i słyszymy lecący w naszą stronę pocisk przebudzenia. Budzimy się z tłustego letargu, widzimy i czujemy, że nasz sen w śnie się rozpada jak w Incepcji. Widzimy, że żyjemy w iluzji, która nie ma i nigdy nie miała prawdziwego celu i dającego się poczuć sensu.