Uciekamy, jednak doprawdy nie wiadomo przed czym. Spieszymy jednak nie wiadomo za czym. Jakby coś żyło za nas, coś co nas pożera. Jest zimne i funkcjonalne. Każdego dnia tworzymy ten świat z marzeń i wspomnień. Musimy być zajęci, by przestrzeń nie mogła nic powiedzieć, otworzyć się i zaprosić nas do środka. Przyzwolić na wytchnienie. W kwadratowym zimnym świecie konkretu poezja umiera, ponieważ staje się nieważna. Nieważność jest zapomnianą drogą tych, którzy pomimo wszystko potrafią się zatrzymać.
Zatrzymać się, kiedy stalowe koło łamie nasze serce. Poczuć ból i rozpacz tego świata i pomimo wszystko być dla niego i w nim. Pomimo wszystko ze wszystkim dla wszystkiego. Kiedy chodzę ulicami tych miast z palcem na spuście migawki szukam człowieka tam gdzie jest i tam gdzie go nie ma, szukam śladów nieważności jak ścieżki, którą chcę iść do samego końca.
Kiedy już naprawdę się zmęczymy, kiedy dotrze do nas szaleństwo tego mozołu, kiedy usłyszymy śpiew ptaka ponad dachami biur i magazynów ujrzymy życie, którego nie sposób unicestwić, ponieważ jest wiecznością i czeka.
Zwykły wpis
Usytuowanie czynnika kontrolującego wewnątrz było de facto przypieczętowaniem tego, co się stało – tego, że obywacie się bez Boga. Ale żyjecie nowym i jeszcze szkodliwszym złudzeniem. Złudzeniem posiadania kontroli.
Nie wiem jak wy, ale ja mam takie doświadczenie, że kuchnia od zawsze była miejscem magicznym. To tam odbywały się interesujące rozmowy i wywody, dywagacje i spekulacje filozoficzne – kiedy imprezy dobiegały już finału, śpiący szli spać, a znokautowani używkami schodzili do podziemi swoich umysłów, by późnym popołudniem zagościć ponownie w rotacyjnym świecie trzech płaskich wymiarów i problemów tak zwanego dnia codziennego. Kuchnia powinna być wystarczająco duża by można było tańczyć i gotować, albo gotując tańczyć, lub też tańcząc gotować. Pokaż mi swoją kuchnię, a powiem ci kim jesteś…
W mojej pamięci mam kilka wspomnień – migawek związanych właśnie z tym miejscem. Pojawiają się postaci, które tańczą przy patelkach, garnkach, talerzach, moździerzach, chochlach w towarzystwie kuchennych chochołów i chochlików – psotnych urwisów i urwisek – duchów i zjaw kuchennych. Kuchnia służy życiu, dostarcza życiodajnych soków, jest tworem dobrych starych czarodziejów i wiedźm. Nieprzerwana linia i ich tajemne nauki spisywane i zakodowane w formułach, przepisach i recepturach.
Rolnictwo jest jedyną, radykalnie nową technologią, która kiedykolwiek pojawiła się na świecie; jest ona równoznaczna z wżynaniem się w ziemię. Jeśli przeczytacie jakąkolwiek monografię antropologiczną na temat Rdzennych Amerykanów, znajdziecie wzmiankę o tym, jak przybyli biali Europejczycy próbując siłą zaprowadzić wśród plemion rolnictwo, członkowie plemion zawsze mówili zaś to samo: „Co, chcecie abyśmy gwałcili naszą Matkę Ziemię? To zboczenie. Jak można prosić o to istotę ludzką?” Rolnictwo od razu objawia się tym ludziom jako zły uczynek. Nie ma wątpliwości, że ta technologia prowadzi w nieunikniony sposób i dosyć szybko do społecznej hierarchii, separacji, struktury klasowej i religii, tak jak ją rozumiemy – do klasy kapłańskiej, która mówi wszystkim co robić i jak myśleć. Innymi słowy, prowadzi ona do autorytaryzmu, a ostatecznie do samego państwa.
Ekonomię, pieniądze, całą nędzę naszej cywilizacji zawdzięczamy rolnictwu. Przedtem mieliśmy 2 miliony lat myślistwa i zbieractwa, piękną sztukę jaskiniową, świat który wyglądał podejrzanie utopijnie, złoty wiek w porównaniu z wielką ilością problemów, którą przynosi rolnictwo. W pewnym sensie, rolnictwo jest upadkiem chwały. Nie chcę być reakcyjny, nie chcę być luddystą – po prostu wytykam coś, co jest bardzo oczywiste i prawdziwe, ale uświadomienie sobie tego zajęło dużo czasu ludziom cywilizowanym. W latach ’60 antropolog Marshall Sahlins odkrył, że społeczności myśliwskie i zbierackie, które istnieją dzisiaj, pracują przeciętnie 4 godz. dziennie aby zdobyć pożywienie, podczas gdy społeczności rolnicze pracują przeciętnie 16 godz. Przez spiżarnię myśliwych – zbieraczy przechodzi ponad 200 rodzajów pożywienia w ciągu całego roku, podczas gdy prymitywni rolnicy jedzą przeciętnie około 20.
Hakim Bey (właśc. Peter Lamborn Wilson), ur. 1945 w Nowym Jorku, amerykański pisarz, przedstawiciel postanarchizmu, znany głównie jako autor „Tymczasowej Strefy Autonomicznej”.
W mgłach z mąki i zapachów w otoczeniu fiolek przypraw ci pradawni magowie tworzyli kuchenną magię – prawdziwy pokarm, ożywcze eliksiry, których tajemne składniki rozkodowywały ciężkie programy gadzich płaskich mózgów i umysłów. Kuchnia to koń trojański – obosieczna broń od wieków używana jako narzędzie wpływu. To zaklinanie i zdejmowanie klątw, to narzędzie kontroli i jeden z najbardziej fundamentalnych warunków istnienia. W tej chwili nad kuchnią krążą ponure modernistyczne ptaszyska chemiozy – chujozy, teflonowe teletubisie, pokraczne imitacje dawnych magów ze swoimi niklowanymi zestawami kuchennymi „made in china” w czapach z włókna szklanego i po tych kursach niebezpiecznego bezpieczeństwa i silikonowych rękawiczkach. Wszystko równo pokrojone, laboratoryjnie po porcjowane i wyjałowione jak pola homogenicznych genetycznie zmutowanych mono upraw epoki 3.0 doom. Przewodniki kulinarne i gwiazdki z nieba uciech minimalnych, rankingi i zawody – hell kitchen. Roboty kuchenne w kombinezonach z mikserami sztucznych smaków i uniwersalną formułą pod nazwą – glutaminian sodu. Zawodowi mordercy magii – przemysł gastronomiczny i ich inkubowany neuromarketing.
Nóż w mózg – to jest moja odpowiedź. Nieprzewidywalność – to jest moja recepta. Spontaniczność – to jest mój sposób. Ten wyścig laboratoryjnych ludzio – szczurów w zaspokajaniu mózgu – monstrum spreparowanym i sztucznym smakiem to jedynie transakcja handlowa, słaby deal. Pożywienie – trutka, wspomagacz tresury i olej napędowy do biegania w kole. Widzę obraz na ścianie – wielkie miasta wyścielone milionami kołowrotków z podajnikami sztucznej karmy i biegające w nich ciała pożerające inne ciała tych słabszych i bardziej bezbronnych istot. Obraz jest zaklejony ofertą handlową, folderami z biedronko – tesco – ikei, jednak na szczęście są jeszcze ci którzy wmalowują w ten układ nowe twórcze wzory i potrafią złamać te skostniałe kody i przejrzeć motywy ich architektów. Umysł to nie mózg. Jedzenie jest czynnością bardziej intymną od seksu, bowiem to co wkładasz zostaje w środku i krąży po tobie. Coś zostaje, a wydalasz skorupę. W pokarmie jest życie, coś bardzo pierwotnego dlatego kuchnia jest tak istotna. Jestem zdania, że okrucieństwo tego świata i jego skala eksplodowała z trawienia śmierci.
Ponieważ rolnictwo jest tak traumatyczne dla ludzkiego społeczeństwa, sprawia że zaczyna istnieć potrzeba żywej, szamańskiej, magicznej więzi z roślinami. Wcześniej, rośliny były jak inne istoty, teraz są obcymi duchami rosnącymi w lesie.
Hakim Bey
Te ciemne gęste soki zostały jak złogi, bagna – ciemne i ponure. Wszechświat naszego ciała opanowało zło w czystej postaci – zamykając nas w klatce uwarunkowania. Przykuwając do klatki i karuzeli taniego, tandetnego mniej wesołego miasteczka ludzi mutantów i ich smutnej hodowli. Przestaliśmy czytać dobre bajki, widzieć dobre duchy, kołysać się w objęciach wysokich traw i mleczy na łąkach pokrytych świeżą rosą i skąpanych w słońcu. Zeszliśmy w mroczne suche doliny Boga Mózgu i jego poćwiartowany świat gotowy jak formy do wypieku i ciasta w proszku i rzędy pordzewiałych haków nadzianych naszą własną klęską. Można tu być przez jakiś czas, obejrzeć, pozwiedzać, zajrzeć tu i tam, zacząć stopniowo widzieć w ciemności. Zacząć przemieniać odór w zapach, szukać tych ziaren, które wydadzą dobry plon pomimo bagna. Chronić zalążki dobrego ducha. Chronić życie. To jest moja kuchnia.
Wszystko jest nawzajem powiązane, a węzeł to święty. A zgoła nic nie ma, co by nawzajem było sobie obce. Ułożone to bowiem zostało we wspólny ład i współtworzy porządek w porządku tego samego świata. Jeden bowiem jest świat, a składa się nań wszystko, i bóg jeden we wszystkim, i jedna istota, i jedno prawo, jeden rozum wspólny wszystkich stworzeń rozumnych i prawda jedna. I jeden wreszcie ideał doskonałości stworzeń o wspólnym pochodzeniu i wspólnym rozumie.
Marek Aureliusz, Rozmyślania (Księga siódma, akapit dziewiąty)
Od teraz jest w stanie bezlitosnej paniki. Takie uczucie kosmicznej paniki jest zasadnicze w stosunku do każdego ludzkiego umysłu. Zaprawdę, wygląda na to, że rasa zginie wtedy, kiedy efektywne zachowanie życia i jego kontynuacja są wykluczone, a cała uwaga jednostki jest poświęcona wytrzymywaniu lub transformacji katastrofalnego napięcia wewnątrz. Tragedia gatunku stającego się niedostosowanym do życia z powodu nad-ewolucji pewnej zdolności nie jest zarezerwowana wyłącznie dla ludzkości.
Peter Wessel Zapffe „OSTATNI MESJASZ”
Możesz być laurką. Malowanym psem na łańcuchu. Znasz smak brzegów miski, słodki zapach skóry twojego pana kiedy otwiera puszkę. Wtedy mniej boli, wtedy chce się spać, a łańcuch leży swobodnie. Wyparcie powtarzalności jest naszym głównym zadaniem tutaj! Wyparcie naszego stanu, naszej prawdziwej sytuacji – tym się zajmujemy. Wszystko w granicach rozsądku. Nie za dużo, nie za mało. W sam raz. Tak, byś nie czuł łańcucha. Nie odchodzisz zbyt daleko, krążysz wokół budy, miski – masz tu wszystko. Pod nosem. Przed ryjem. Na przeciw. Miska ma okrągły kształt jest taka wygodna, taka miła w dotyku jęzorem. Czasem przyprowadzą też sukę. Parzysz się, a te małe idą na handel – tak to wygląda. Tresują je. Używają jak napisy na ścianach, plakaty na gonitwach. Zapierdalaj! No już! Sztuczny królik! Złap to – obwaruj się, zabezpiecz tyły! Zostaniesz uhonorowany brawami, awansem w klatkach, mglistym uśmiechem. Małe siedzą prosto przy stole, chodzą na zajęcia dodatkowe, uczą się jak dobrze służyć – jesteś dumna, dumny. Uczysz je jak lizać dłonie i otrzymywać największe kawały mięcha, jak najwyżej skakać, jak podwijać efektownie ogon w geście przyjaźni. Cywilizacja gestu, skinienia. Nie widzisz tego! Nie widzisz? Wciąż! Jak to możliwe! Liczysz na profit, specjalne traktowanie, ulgę w podatku strachu, bezpieczne bezdotykowe osiedle z ochroną i kwiatami. Tak – na to liczysz! Że się ustawisz jakoś w Tym!
Po angielsku „zwracać uwagę” to pay attention, czyli dosłownie „płacić uwagą”. Jest to trafna metafora; mamy do dyspozycji ograniczony budżet uwagi, który możemy rozdzielić między różne zadania, a kiedy budżet zostaje przekroczony, zadanie kończy się niepowodzeniem. Czynności wymagające umysłowego wysiłku mają tę cechę, że kolidują ze sobą, przez co wykonywanie kilku takich czynności naraz jest trudne lub wręcz niemożliwe.
Daniel Kahneman. „Pułapki myślenia”.
Łamanie kości – to stary sakrament. Tak stary jak te krzyże przed twoim domem. Te dobrotliwe twarze. Skala już przekroczyła zakres! Będziesz im czytać o bohaterach te parabole – przypowieści udając, że żyją w dobrym, poczciwym filmie. Jednak ten film nie jest dobry. Bohaterowie są próżni ich rola jest słaba, jest pozbawiona kierunku i świadomości. Udział statysty, epizod bez głębszego znaczenia. Ot, nic. Ot, ni jak. Pracuj bez końca i konsumuj bez końca. Lecz się trucizną spodziewając się cudu. Cud nie nadejdzie. To oczywiste. Ten świat jest gniazdem drapieżników, podziałem łupu. Nic z tego nie dostaniesz. Możesz jedynie przetrwać – ot, cała twoja nagroda za bycie uległym, pokornym. Spiłowali ci zęby, wstrzyknęli uległość podczas porodu. Sczepienie przeciw wściekliźnie, przeciw pamięci. Teraz już nie wiesz kim jesteś. Tylko skomlisz, zlizujesz resztki. Te duże puszki w sklepach z resztkami są tylko dla uległych psów, podobnie jak budy z Ikei i smycze telewizji. To twoja wolność ze sztandaru, zwrotka patriotycznej pieśni. Możesz być nawet niezadowolony w granicach rozsądku, trochę poszczekać, potrząsnąć łbem – jednak nie przesadzaj, nie podnoś łapy, nie szargaj świętości – tej podstawy hodowli.
Kiedyś dawno temu – byliście wilkami. Tysiącami małych rześkich grup. Koczowaliście to tu to tam. Droga była domem, zapach nocy, zimny strumień. Moc. Znaliście swoje miejsce w obiegu spraw w naturalnym rytmie. Wtedy też była walka. Jednak była równa. Znaliście znaczenie życia. Nie było dobra, nie było zła. Było jedno. Żyliście w zgodzie ze sobą, z instynktem.
Jednak zaczęliście szukać wygody. Tak się kończy każda przygoda. Przestaliście się ruszać. Zastygliście w tłuszczu. Zaczęliście uprawiać matkę, produkować sztuczne mleko. Głód stał się nienaturalny – zastępując oddech. Potrzeb nie było końca. Stado zaczęło puchnąć, pęcznieć jak nowotwór. Złogi nadmiaru, opustoszały las, krążenie wokół zatrutych strumieni. Wyjadanie resztek.
Stworzyliście w końcu opowieść o Bogu – Słońcu – dobrym Ojcu – hyclu. Łamaliście piszczele, by przygoda życia była już tylko legendą.
Pewnej nocy podczas pełni – zaczniesz wyć i nie zaznasz już spokoju. Otworzysz oczy wilka w ciele kundla. Tej nocy kiedy resztki lasu zaczną płonąć podlewane ropą przez hycli.
Nie wiem kto z was pamięta jak się rodził. Pierwsze uderzenie sztucznego światła i pierwszy krzyk – pramateria manifestacji. Pierwsze uderzenie – gest rozpoznawczy wymiaru Szpitala – Więzienia. Zapewne mieliście karteczkę z numerem na przegubie, a gdy opuszczacie ten wymiar numer mocowany jest często na dużym palcu nogi. Kiedyś podobno za czasów praimperium w czasach kiedy wcielono w życie ten symbol umęczenia, który do dziś jest logiem tej cywilizacji, skazanym na ukrzyżowanie łamano piszczele, by nie mogli zmartwychwstać, ponieważ wierzono i to przetrwało po dziś dzień, że duch powraca do opuszczonej materii i dopiero wtedy możne wcisnąć przycisk u drzwi „życia wiecznego”. Złamano nam piszczele – klątwą uległości. Klątwą – uchwytem. Klątwą – Obietnicą. Nie wiem kto z was wiedział, że zbiór po którym będzie się poruszał – jest obiegiem zamkniętym – ruchomym zbiorem oczywistości. Pierwszym mechanizmem nawigacyjnym jest nauka chwytania, system nakazów „bezpiecznej jazdy” – byś spokojnie mógł dojechać do krańcówki z numerem – skasowanym biletem przy palcu przy wysiadaniu. Niepojęte są oznaki tego żalu, bólu, zawodzenia podczas „pożegnania”. Czym wówczas możemy być zdziwieni, skąd się bierze to histeryczne – „czemu ja”, „czemu on”, „czemu my”. Kto z was pamięta jak się rodził i jak umierał? Kto jest tu świadomie? Znając warunki, instrukcje i konsekwencje tej jazdy? Od kogo kupujesz bilet? Jedyne co mamy to – Migawki. Fragmenty poszarpanych obrazów, modlitw, obietnic – z tego budujemy wyobrażenie o Podróży, Kierunku, Celu i rzecz jasna z Instrukcji – Objaśnień tych co podobno wiedzą gdzie jedziemy.
Akwizytorzy – Sprzedawcy – komfort jazdy, wygodne szalupy, dobre pasy bezpieczeństwa, telewizja kablowa, dotykowe opłacanie rachunków podróży. Kościoły – Organizacje profesjonalne Biura Podróży. Święte księgi – Katalogi Mody i Wygody. Jesteś zaprogramowanym obiegiem spraw, opinii, snów – uchwytem samym w sobie przybitym do krzyża zbawiciela. Tego się trzymasz, bowiem wiesz już ponad wszelką wątpliwość, że te tory po których mknie twoje życie są pętlą – są okręgiem. Jechałeś tym miliardy razy. Znasz te stacje kaźni. Przystanek za przystankiem – widok dobrze przecież znany. Ten widok jest dokładnym zaprzeczeniem historii z Katalogu Zbawienia. Wszyscy modele byli podstawieni – cała ta pokrzepiająca historyjka zmyślona. Spocona roztrzęsiona dłoń na uchwycie. Pierwotny punkt. Ta pierwsza zapowiedź powrotu prawdziwej pamięci. Twojej własnej pamięci. Pamięć Prawdziwej Sytuacji. Pamięć spoza Wtórnego Systemu Informacyjnego – Czarna Skrzynka twojej istoty. Jednak zapomniałeś kodu odczytu. Masz to jednak nie potrafisz odczytać swojego własnego zapisu. Zapomniałeś jaka jest twoja misja, jakie jest twoje zadanie. Po co po raz kolejny jesteś w tym zbiorze krwi. Jak się zaczyna i jak kończy – już wiesz – jednak kiedy trwa złamano ci piszczele, przykuto do uchwytu – z chwili na chwilę zasypiasz i tracisz świadomość – tracąc orientację. W związku z tym nigdy nie wiesz gdzie tak naprawdę jesteś i choć tu już byłeś nie rozpoznajesz tego. Bilet jest czasowy, bardzo ograniczony, by mieć Prawo Jazdy na tych zapętlonych torach musisz pracować dla całego tego przemysłu Zapętlonej Podróży i kiedy robisz to dobrze twoja Podróż choć donikąd staje się komfortowa – staje się Symulacją samą w sobie – podróżą w podróży. Śniącym w śnie. Gwarancją trwania jest utrata pamięci – tym jest ten ceremoniał pod krzyżem na ołtarzu. Tam też masz numer. Stajesz się Obiektem Katalogu Statystyki. Owieczką Wiecznej Niepamięci. Zapomniałeś o tym – no właśnie!
Ceremonia za ceremonią jest odbieraniem klucza do twojego zapisu, twojej wiedzy i mądrości. Trwa do samego końca. Jednak teraz widok za oknem będzie coraz bardziej niepokojący, aż do momentu kiedy sobie przypomnisz – kim jesteś. Sen zaczyna się sypać, irracjonalność wypiera automatykę. Ujawniają się producenci uchwytów i sam fakt, że w istocie to wcale cię nie chroni, a jest wprost przeciwnie. To cię trzyma za Ryj! Nie patrz na boki, patrz na Ołtarz, na ubabrane we krwi ciało – wytrych do twojego umysłu. Włócznia przeznaczenia. Nie wychylaj się przez okno tu przed Ryjem masz Katalog – zatem Ryj! Ryj! Matko boska ła skiś pełna! Ryj! Ryj! Ryj!
Czym w rzeczy samej jest ta poruszająca się budowla. Ten Po – ciąg. Jest tylko i wyłącznie Systemem Uchwytów. Nigdy nawet nie spróbowałeś się – NIE TRZYMAĆ. PUŚCIĆ. TAŃCZYĆ W TYM RUCHU NA SAMYM ŚRODKU TEJ ROZPADAJĄCEJ SIĘ MAKIETY. TANIEC JEST TUTAJ KLUCZEM! Jednak nie!, Ty chcesz jechać na Krzyż. Na Golgotę. Chcesz zobaczyć Zbawiciela w Niebie. Twoje Niebo to – linia wysokiego napięcia, słupy trakcyjne, systemy danych. Twoje niebo to blaszany korpus przystawki mózgu, blokada życia na poziomie molekuły. Będziesz nawet zabijał za to. Odbierał życie. Tak będzie. Stworzycie szwadrony w imię tego nieba, zabijecie miliony Mesjaszy, miliony Jezusów (program mówi dużą literą), a jedyne co was czeka to linia wysokiego napięcia, skok amplitudy do poziomu Progu. Jednak żeby przekroczyć ten PRÓG trzeba puścić uchwyt do tego potrzeba tańca. Na to was nie stać. Dlatego zostaniecie na poziomie Pętli.
Nie umiesz łączyć rzeczy na poziomie nie oczywistym – to oczywiste. To jest właśnie próg. Musisz wiedzieć zatem, że ta Maszyna – jest logiką. Logicznym ciągiem warunków następujących po sobie w sposób – PRZEWIDYWALNY. To uchwyt. Trzymasz się tego i śpisz. WIDOK jest powtórzeniem – trasa jest tym samym zbiorem punktów orientacyjnych dlatego masz poczucie, że wiesz gdzie jesteś, zatem czujesz się bezpieczny. Spokojnie dojedziesz do śmierci. Stracisz przytomność i obudzisz się znów w Szpitalu – Więzieniu. Będą cię Kołysać do Snu. Zaprogramują na nowo. Moją pracą jest Łamanie Punktów Orientacyjnych. Burzenie poczucia iluzji bezpieczeństwa, odcinanie uchwytów. Wreszcie w ostateczności wykolejenie Po – ciągu. Czy wiesz gdzie jest hamulec bezpieczeństwa? Jak to wcisnąć, jak to zatrzymać? Jak otworzyć drzwi podczas jazdy, a nie na tym samym co zwykle przystanku? Czas ucieka, przez palce zaciśnięte na uchwytach. Spokojnie dojedziesz tam gdzie zwykle. Będzie tak jak w Katalogu, zostaniesz na poziomie Obrazka, Laurki – Złamanych Piszczeli. Tutaj Zbawienie jest Gwarantowane. Po raz kolejny zostaniesz zbawiony od samego siebie. Obmyty z win Pamięci – gotowy do Jazdy. Jednak teraz – niestety – wchodzimy w fazę Zderzenia, co jakiś czas tak jest – kiedy zbyt wielu śpi wraz z motorniczym.
Już dawno pomylono tory i musi być Awaria. Wtedy masz szansę Pobudki. Puszczenia uchwytu, odczytu zapisu. Awaria to ostatni rozdział Katalogu – Księgi. Awaria jest moją specjalizacją. Byłem świadkiem wielu Awarii – znam system awaryjnego ostrzegania. To w rzeczy samej jest niedorzeczne, jednak staje się pozadyskusyjne. Czyż nie? Tak. Ucz się puszczać – to jest moja rada. Zacznij tańczyć w roztrzęsieniu, patrz na to gdzie stawiasz kroki w co wkładasz ręce. Nie daj się uchwycić, bądź mało jednoznaczny, żyj poza określeniem. Łam zasady przymusu.
Zaczynam od siebie. Od tego kim jestem, gdzie jestem i z jakim skutkiem. To jest podstawa tego co nazywamy życiem. Od tego rozpoczyna się cała gra. Nasz udział w tej grze. Systemem operacyjnym jest prawo przyczyny i skutku, akcji i reakcji, działań i konsekwencji. Jestem zdania, że przychodzimy na ten świat, rodząc się w tej uwarunkowanej makiawelicznej chaotycznej rzeczywistości, aby się uczyć i odkrywać swój potencjał. Dlatego rozpoznanie samego siebie jest początkiem prawdziwej gry czyli momentu kiedy odkrywamy kierunek, cel, istotę naszej egzystencji. Kiedy przestajemy być narzędziem w rękach innych. Jesteśmy obecni w swoim ciele, w swojej energii i w swoim umyśle. Zaczynamy tworzyć.
Jestem intuicyjnie przekonany, bowiem trudno to udowodnić, że w swojej fundamentalnej istocie przestrzeni i energii nie istnieje ostateczny koniec w postaci braku życia – śmierci czy nieistnienia. Nasz obecny paradygmat oparty na skrajnie materialistycznym poglądzie i mechanicznym pojmowaniu procesu życia programuje nas w zgodzie z własnym ograniczonym poglądem, bowiem większość ludzi, którzy określają jego zakres i parametry bada świat zewnętrzny oparty na funkcji zmysłów, szuka źródła i podstawy rzeczywistości na zewnątrz siebie. Moim zdaniem „rzeczywistość” ma naturę wewnętrzną, jest projekcją – symulacją. „Świat” jest naszą wspólną zbiorową halucynacją i w swojej istocie ma naturę wirtualną – pozbawioną realnej obiektywnie istniejącej fizycznej podstawy – przyczyny. Nie istnieje w oderwaniu od umysłów – nazywam to „matrycą kolektywną” lub „symulacyjną macierzą”. My wyświetlamy – projektujemy – modyfikujemy „świat” w czasie rzeczywistym przez cały czas. Nazwane jest to „snem”, „śnieniem” lub „brakiem przebudzenia”.
Niewiedza – ignorancja jest programem bazowym. Tylko dzięki temu ta gra może być rozgrywana, a gracze zmuszeni są do gry w odnalezienie prawdy o sobie i rzeczywistości w jakiej egzystują. Celem jest Przebudzenie ze Snu, rozpoznanie natury tego snu – umysłu. Dotarcie do Źródła Istnienia potocznie nazwanego Bogiem. Uważam, że jest tym nieskończona w czasie i przestrzeni Inteligencja / Mądrość, której naturą – funkcją jest Współczucie, które nie mieści się w kategoriach „dobra” i „zła” i jakiegokolwiek dualizmu opartego na funkcjach naszej uwarunkowanej koncepcjami i punktami odniesień świadomości, która w istocie jest zbiorem uwarunkowań i zaprogramowanych w wyniku niewiedzy przekonań. Nie wierzę w „zło”, w „diabła” czy „szatana”, nie wierzę w „boga” pojmowanego na podobieństwo istoty ludzkiej. Nie wierzę w potępienie i w piekło. Tego doświadczenia nie sposób rozpoznać / urzeczywistnić posługując się myśleniem – koncepcją. To jest po prostu niemożliwe.
Żyjemy w stworzonym przez samych siebie świecie, dlatego przyglądając się temu światu przyglądamy się jednocześnie samym sobie. To jest zasada lustra – odzwierciedlenia. Jesteśmy programami w Programie, który jest sumą potencjałów umysłów wszystkich istot czujących. To nieskończona sieć wzajemnych interakcji, których kompletnie nie jesteśmy świadomi, gdyż to co nas charakteryzuje jest fiksacja na „poczuciu siebie” – poczucie gry w pierwszej osobie, cyfrowa jaźń ograniczona do ciała i zmysłów. Nasza esencja nigdzie nie odchodzi i znikąd nie przychodzi. Jest Podstawą, tym co jest przez cały czas bez początku i bez końca, to co się porusza jest skutkami działań, które „inkarnują” z potencjału umysłu. Nie wierzę w jednostkową duszę, która przechodzi z ciała do ciała, z istnienia do istnienia w moim rozumieniu jest poczucie jaźni jest utożsamieniem z impulsami na bazie których tworzymy „poczucie siebie”, „poczucie odrębności” – ja, mnie, moje.
To utożsamienie jest podstawowym źródłem cierpienia. To nasze skazane na starość i śmierć ciało, emocje – energia z którymi bardzo trudno sobie radzić i terror ciągłego myślenia, który nie daje nam spokoju. Jednak to ciało, te emocje i myśli są jedynie tym co mamy, nie tym czym jesteśmy, to coś co ze swojej natury jest przemijające i nietrwałe. Określamy się na podstawie tego co ciągle się zmienia, co bez końca przychodzi i odchodzi, utożsamiamy się z ciałem, które przemija, z emocją która jest jedynie chwilowym odczuciem i z myślą, która bez ustanku pojawia się i znika. Można powiedzieć, że z tych trzech to jednak ciało jest najbardziej godnym zaufania, jego mądrość i zakotwiczenie w „tu” i „teraz” jest dla nas niezwykły darem i oparciem, trudno sobie wyobrazić skazanie człowieka na życie ze swoimi emocjami i myślami bez ciała, które potrafi to wszystko integrować i transformować.
Podróż psychodeliczna jest dobrym doświadczeniem, które pokazało mi twórczy i hiper-realny potencjał umysłu, jego nieograniczone możliwości projektowania i projekcji, wówczas to właśnie ciało jest tym co pozwala nam wrócić, bowiem każda myśl i emocja tworzy odpowiadającą jej wizję. Jeżeli dominuje nas strach wówczas doświadczamy przerażających wizji, kiedy mamy w sobie spokój i radość stworzony przez umysł świat jest pozytywny i pełen znaczenia. Moja pierwsza podróż ukazała mi nieskończony potencjał dobra i niezaprzeczalną nadrzędną wartość wiedzy i praktyki duchowej, pracy z umysłem i jego nawykami, gromadzenia pozytywnych wrażeń i rozwijania życzliwości i współczucia, bowiem tylko przez naszą pracę nad sobą ten świat może się zmienić.
Na podobnej zasadzie działa nasz sen i śnienie. Umysł tworzy kompletne doświadczenie psychodeliczne poprzez świadomości zmysłów i projekcje umysłu, który wierzy w ich rzeczywistą naturę i podlega utożsamieniu, ten sam proces „śnimy” na jawie wierząc w prawdziwość rzeczywistości. Jednak nie wiemy czym w istocie jest rzeczywistość ponieważ wszystko jest impulsem dekodowanym przez nasz mózg i system nerwowy i możemy postrzegać jedynie to co zostało już wgrane w naszą świadomość ometkowane myślą i słowem, zamknięte w pudełku intelektu. Dlatego może się manifestować jako zaprogramowana forma, mało jest rzeczy pozbawionych nazwy, mało jest zjawisk spoza pudełka.
Nasza „rzeczywistość” ma algorytmiczną naturę, jest zaprogramowana przez nasze zaprogramowane umysły. Żyjemy w interaktywnej symulacji, która jest modyfikowana i nadpisywana w czasie rzeczywistym poprzez manipulację. Kodowanie informacją i znaczeniem poprzez percepcję emocjonalną, ponieważ to stanowi najszybszą drogę absorpcji, to najczulszy punkt istoty ludzkiej i najbardziej podatny na wpływy. Ten program kolektywnej matrycy nazywany jest okresem bogini Kali, gdzie dominują zaburzające i negatywne stany – to samonapędzająca się maszyna negatywizmu. Czas manifestacji tego co nieświadome – ujawnienie Cienia. Ta wersja symulacji dobiega końca, ponieważ przestaliśmy się rozwijać, pogrążyliśmy się w pożądaniu, nienawiści i ignorancji, które zdominowały nasze życie – stały się wzorem do naśladowania. Kiedy przyjrzymy się ludziom u władzy zrozumiemy, że ten świat musi ulec radykalnej przemianie, bowiem w przeciwnym razie zapętlimy się w bezsensownym cierpieniu, w loopie bólu. Ci „władcy” prowadzą ten świat ku zagładzie ponieważ są jednostkami, które nie wykonały pracy nad sobą – wciąż śpią i pragną, abyśmy spali wraz z nimi. Cała współczesna maszyneria mediów jest mechanizmem usypiania i rozproszenia, jest nośnikiem globalnej nieświadomości, bowiem odwraca nas od jedynego wyjścia – od nas samych. Oferuje nam nieskończony w czasie i przestrzeni jałowy spektakl i dąży do zero – jedynkowej „nowej cyfrowej ziemi” i populacji zrobotyzowanych hybryd postludzkich.
Film „Matrix” jest filmem dokumentalnym. Jest przyszłością, która czeka tych, którzy nie podejmą wysiłku pracy nad sobą – duchowej drogi powrotu do swojej nie podległej manipulacji naturze, do rzeczywistości świata mądrości i współczucia. Problem polega na tym, że staliśmy się ofiarami zmian i procesów, które już od dawien dawna są podejmowane i wdrażane bez naszego udziału. Demokracja jest fikcją, bajką dla zdezorientowanych i zagubionych dzieci. Cały ten pomysł na „nową normalność”, „rewolucję industrialną 4.0” „wielki reset” – wszystko to dzieje się bez naszego udziału – to jest wielkie czerwone alarmowe światło. Pandemiczne szaleństwo, wojna w Europie i w wielu miejscach świata, bezprecedensowy kryzys gospodarczy, inflacja, upadek zaufania społecznego, rozwarstwienie społeczne i postępująca techno utopia – wszystko to służy bardziej radykalnej próbie stworzenia zautomatyzowanego świata i społeczeństwa. To wzmacnianie poczucia braku jakiegokolwiek wpływu i znaczenia, ponieważ to jest narracją – programem, który jest wgrywany w kolektywną matrycę snu – hipnozy.
Dopóki jesteśmy tylko konsumentami, petentami, odbiorcami, klientami – jednym słowem narzędziami, którymi można operować i wykorzystywać by tworzyły świat swojego własnego zniewolenia bez świadomości co robią i w czym uczestniczą – będziemy uczestniczyć w zagęszczonym przerażeniem horrorze, niepoczytalnej grze szaleńców, którym wydaje się, że mogą używać innych istot i natury do własnych chorych ambicji – jednak są oni jedynie manifestacją naszego własnego zagubienia i pomieszania – miliarderzy, politycy, menadżerowie – ich władzę zasila nasza ignorancja. Nasz brak kontaktu ze swoim autentycznym istnieniem, z naturą, z tym wszystkim co nie uległo temu szaleństwu. Musimy znaleźć oparcie w tym co nie zostało jeszcze zdeprawowane.
Oczyścić samych siebie poprzez powrót do naszego ciała, zadbanie o energię – emocje i odprogramowywać swoje umysły – tworząc swoje własne oprogramowanie. Być Obecnym i Świadomym, być i żyć w swojej przestrzeni zadbać o jej czystość i jakość. Kiedy trzeba podjąć walkę o to co dla nas najważniejsze – o szacunek do swojej naturalnej wolności do samostanowienia. W zniewolonym świecie zaprogramowanych umysłów, każdy kto ma odwagę żyć w zgodzie ze sobą jest Impulsem, częścią nadchodzącej Zmiany.
Wśród wielu ogromnych zalet skutecznych maszyn automatycznych jest ta, że są one w pełni zabezpieczone przed błędem. Za każdy zysk trzeba jednak zapłacić. Automatyczna maszyna jest całkowicie zabezpieczona przed błędem, ale jest również całkowicie zabezpieczona przed łaską. Człowiek nadzorujący taką maszynę jest niewrażliwy na wszelkiego rodzaju inspirację estetyczną – niezależnie od tego czy jest ona pochodzenia ludzkiego czy prawdziwie duchowego. „Przemysł bez sztuki jest zezwierzęceniem.” W rzeczywistości jednak Ruskin rzuca potwarz na dzikie zwierzęta. Pracowity ptak czy owad natchniony jest w czasie pracy niezawodną animalną łaską instynktu, a to dzięki Tao, które przejawia się na poziomie się bezpośrednio nad poziomem fizjologicznym. Pracownik przemysłowy przy zabezpieczonej przed błędem i przed łaską maszynie wykonuje swoją pracę w stworzonym przez człowieka wszechświecie dokładnych automatów – wszechświecie leżącym całkowicie poza granicami Tao, zarówno na poziomie zwierzęcym, ludzkim, jak i duchowym.
Aldous Huxley „Filozofia wieczysta”
Wrócić. Po całym tym wysiłku i podróży – wrócić. To dobro, które mamy w sobie jest wciąż tutaj, obecne i dostępne – niczym źródło, które nigdy nie może się wyczerpać. Staram się lokować moją uwagę tam gdzie TO jest, gdzie mogę TO poczuć, gdzie JEST żywe. Odwaga jest przyzwoleniem na to, aby rzeczy się działy, na to by proces transformacji stał się świadomy. Nasze umysły, ciała i serca tworzą wymiar tego doświadczenia – możemy wybrać czy jesteśmy dla siebie nawzajem czy przeciw sobie, czy ta klaustrofobiczna klatka „ja, mnie, moje” jest jedynym miejscem w którym chcemy być i wciąż walczyć, bronić swoich urojonych granic, wszystkich tych bezwartościowych świecidełek, wyimaginowanych abstrakcyjnych wartości, których w istocie nigdy nie możemy ucieleśnić, sprawić aby stały się czymś co jest prawdą dla ciebie i dla mnie, bowiem są tylko myślą i słowem – deklaracją i obietnicą.
Żyjemy w czasach kiedy wszystkie te oszustwa po prostu się rozpadają, kiedy możemy ujrzeć kto jest kim i co jest czym w swojej prawdzie i w swojej drodze. Kto o co się troszczy tak naprawdę, możemy zobaczyć tą przepaść pomiędzy słowem i działaniem, tą przepaść pomiędzy mózgiem i sercem, egoizmem i współczuciem. Ten świat nie wytrzyma naszego egoizmu, nie przetrwa tej bratobójczej wojny, jeżeli coś do nas nie dotrze cierpienie będzie wrastać do skali, której nawet nie potrafimy sobie wyobrazić. Wszystko nabiera szaleńczej i gwałtownej dynamiki, staje się coraz bardziej chaotyczne i nieprzewidywalne, bowiem wykracza poza nasz skostniały i ograniczony system Mózgogłowia – system zniewolonych umysłów, które za wszelką cenę chcą zachować ciągłość swoich destrukcyjnych programów, bowiem są one jedynym co znają, co je określa i nadaje tożsamość. Boją się umrzeć.
Gatunki, rasy, narody. Granice określające iluzję my i oni. Zbudowane na tych abstrakcjach struktury władzy i przemocy. Zaprogramowana masa, która wierzy w swoją odrębność od innej masy, za nią morduje bez litości, za nią grabi i gwałci, wraca z łupami do klatki. Od wieków żadnej zmiany, wciąż to samo – wojna za wojną. Stosy trupów do samego nieba w którym ciężko ujrzeć dobrego kochającego ojca. To bezgraniczna i obezwładniająca Obojętność tego co zostało wymyślone. Niedotykalność ostatecznej nadziei w postaci tego, że ktoś na tym czuwa, ktoś musi mieć przecież jakiś plan do czegoś to dąży i zmierza. Musi być jakieś ostateczne rozstrzygnięcie, apokaliptyczny wielki finał.
Od braku miłości braku miłości do natury przechodzimy do braku miłości do sztuki, braku miłości tak skrajnego, że skutecznie zniszczyliśmy wszystkie podstawowe, czyli użytkowe sztuki, a na ich miejsce wprowadziliśmy wszelkiego rodzaju masowe produkty maszynowe. I oczywiście ten ten brak miłości do sztuki jest zarazem brakiem miłości do istot ludzkich, które muszą wypełniać łatwe i „uodpornione” na łaskę zadania, jakie im narzucają nasze mechaniczne surogaty sztuki i nieskończona papierkowa robota, łącząca się z masową produkcją i masową dystrybucją.
Aldous Huxley „Filozofia wieczysta”
My zawsze chcemy być po tej „dobrej stronie” dlatego uczymy się manipulacji percepcją i emocjami. Tym jest nasze myślenie. Mechanizm tworzenia „wartości”, przypisywania znaczeń, ciągłej interpretacji, której zadaniem jest tworzyć komfort poczucia uzasadnienia i bezpieczeństwa, abyśmy mogli wytrzymać samych siebie.
Biologiczny okrutny determinizm. Pożeranie przez tych, którzy uprościli swój świat do bazowego programu mieć i być za wszelką cenę. To religia instrumentalizmu. Esencja tego czym w istocie jest władza. Fundamentalny program jednego procenta. Zwierzęcość w najbardziej prymitywnej formie. Krytyczny obieg w systemie nerwowym, która ma zdolność dominacji. Jego naturalnym środowiskiem jest stan permanentnej wojny. Czynnik Alfa – meta program. Teraz w obecnej sytuacji możemy to widzieć bardzo wyraźnie jak w istocie to działa, jakie jest proste i oczywiste i jakże przytłaczająco skuteczne. To „święte” okrucieństwo. To „bóg” jest z nami. „My” to „ty” w słusznej sprawie, która przekracza życie i śmierć. To obietnica zbawienia z warunku za sprawą posłuszeństwa.
To ślepowidzenie. Idealna pętla.
Zdolność do zimnego okrucieństwa zniewala, ponieważ jest tak obce naszej prawdziwej naturze. To jest paraliżujące. Ma potencjał umożliwiający wgrywanie nowych programów, które wcześniej system by odrzucił, to mechanizm przyzwolenia na to co wcześniej nie mieściło się w naszej głowie. Deprogramowanie poprzez przerażenie, lęk i strach – podstawowy instrument przemocy. Kiedy zagrożone jest nasze życie, kiedy schodzimy na poziom trzewi, możemy zrozumieć, że prawdziwa moralność jest czymś co przekracza „ja” i jest obca jego sztucznej strukturze, jest wbrew instynktowi przetrwania najsilniejszemu z programów pierwotnego mózgu. To właśnie tego dotyka prawdziwa duchowość.
To nie jest wyjątkowość. To jest poświęcenie, kompletny brak egoizmu.
To odróżnia prawdziwego mistrza od przebierańca. Prawdziwą ścieżkę od oszustwa opartego na ego tripie. Ten system w którym żyjemy z furią niszczy takie jednostki, ponieważ są żywym jego zaprzeczeniem, są obelgą dla jego „wartości”. To jest prawdziwe czynienie tak zwanych cudów kompletny brak trików, nauczanie tak bezpośrednie i pełne mocy, że mózgogłowie nie jest w stanie tego wytrzymać, ponieważ jest wbrew wszystkiemu na co zostało zaprogramowane. Dlatego tak mało istot jest wyzwolonych z mózgogłowia. To kołek w kwadratowej dziurze.
Mechaniczna kultura jest wygodnym obozem koncentracyjnym w którym żyjemy. To system hodowlany, zbydlęcenie ducha. Modyfikowana pasza wygodnej dla oprawców narracji podawana przez karmniki wszelkich mediów operujących w poszczególnych świadomościach umysłu, słuchu, węchu, smaku, wzroku i dotyku. To zamykający percepcję sygnał, który niczego w istocie nie potrafi otworzyć – jego rolą jest zapętlanie nas w tym wszystkim bez końca, produkowanie bezwartościowej treści dla umysłu, który ma jedynie konsumować wrażenia, ponieważ to gwarantuje ciągłość tego procesu trawienia, wydalania i ponownego pożerania. Dlatego współczesny pokarm – „kultury” jest tak mało odżywczy, ponieważ został przez nas nieskończoną ilość razy przetrawiony i wydalony do ponownej konsumpcji. Tam po prostu już nic nie ma. W istocie jest to proces degeneracji który nosi maskę „wzrostu” i „postępu”. Stając się coraz bardziej upośledzonymi mamy wrażenie „rozwoju”. To jest jedynie przyspieszenie rotacji wrażeń do tego stopnia, by stracić zdolność pamięci i w tym celu tworzymy wygodną aparaturę.
To jest proces automatyzacji. Ostateczna trywializacja – ambicja Mózgogłowia. Punkt który wskazuję przez cały czas, ponieważ za tą granicą jest niepamięć – brak możliwości powrotu. Coraz więcej istot przestaje temu ulegać i to można nazwać Przebudzeniem. Szuka czegoś co nie zostało jeszcze wtłoczone w proces trywializacji, próbuje uciekać przed pożarciem, przed cynizmem i obojętnością popkultury spektaklu i taniej rozrywki. Przed wgraniem w gry – ponieważ instynktownie czujemy tą pustkę i nicość cyfrowej halucynacji. Jednocześnie to bardzo inwazyjny środek przeciwbólowy, emocjonalna narkoza, która pozwoli nam odpłynąć właśnie wtedy kiedy możemy naprawdę wiele się nauczyć.
Obecność jest Żywa i absolutnie pozbawiona lęku. Nie boi się umierać i żyć. Nie boi się zysku i straty, sławy i niesławy, bogactwa i biedy, ponieważ nie jest wytworem, nie jest produktem. Jest wrodzona i pierwotnie czysta. Nie podlega utożsamieniu ponieważ przekracza myślenie. To jest nasza Moc, której nikt i nic nie może zniszczyć czy zniewolić.
„Wierzę, że im więcej świadomych poszczególnych osób, tym bardziej świadome społeczeństwo, podejmujące takie decyzje, dzięki którym poprawia się jakość naszego życia. To właśnie od naszej świadomości na temat tego, jak radykalnie technologia zmienia się dziś z pojedynczych narzędzi w skomplikowany, autonomiczny system decydujący o kształcie demokracji, relacji międzyludzkich i bezpieczeństwie narodowym, i od świadomości, jakie mechanizmy tym systemem rządzą, zależy to, czy technologia ocali nas we współczesnym świecie – świecie pełnym paradoksów. Paradoksów takich jak chociażby to, że inżynieria genetyczna pozwala nam projektować własne dzieci, a jednocześnie zmagamy się z epidemią niepłodności; różnego rodzaju urządzenia pomagają nam oszczędzać czas, a jednocześnie nieustannie czasu nam brakuje; postęp, który się dokonuje, jest niesamowity, a jednocześnie nierówności społeczne wciąż są niemożliwe do zasypania; wreszcie – że jesteśmy obecnie najbardziej połączeni w historii ludzkości, a jednocześnie najbardziej samotni.”
Natalia Hatalska. „Wiek paradoksów. Czy technologia nas ocali?”.
Aby przetrwać, aby uniknąć tego, co określiliśmy mianem szoku przyszłości, jednostka musi stać się nieskończenie bardziej zdolna do adaptacji i umiejętności niż kiedykolwiek wcześniej. Musimy szukać zupełnie nowych sposobów zakotwiczenia się, ponieważ wszystkie stare korzenie – religia, naród, społeczność, rodzina czy zawód – chwieją się teraz pod wpływem huraganu przyspieszającego napór. Już nie zasoby ograniczają decyzje, ale decyzje, które tworzą zasoby.
Trzecia linijka pyta: „Dlaczego w takim razie zachodni wiatr wstrząsa lasem?”. Musisz osiągnąć swoją naturę. Wyjaśnianie nie jest konieczne. Wzięte razem, te trzy linijki stawiają przed tobą jakieś pytanie, aby doprowadzić cię do bezpośredniego doświadczenia umysłu nie-wiem. Inny wiersz mówi: „Ten cały świat jest całkowitym spokojem. Słońce, księżyc i gwiazdy – skąd one pochodzą?”. Jednak, jeśli jesteś całkowitym spokojem, skąd w ogóle mogłoby pochodzić słońce, księżyc i gwiazdy? To jest przykład myślenia przeciwieństw wywołującego Wielkie Pytanie. Te linijki wskazują na ten sam punkt, jak ta część naszego wiersza. „Niezwykły spokój i bezruch jest naszą pierwotną naturą.” Dlaczego nadchodzi wiatr i porusza rzeczy, hałasując i niszcząc spokój? Skąd pochodzi wiatr? Dlaczego się pojawia? To wywołuje w tobie Wielkie Pytanie.
Jeśli osiągniesz swoje Wielkie Pytanie, wtedy twój umysł jest czysty jak przestrzeń. Utrzymywanie swojego umysłu czystym jak przestrzeń oznacza, że twój umysł jest czysty jak lustro. Wszystko jest odzwierciedlane, właśnie takie, jakie jest. Odgłos przelatującego nad świątynią ptaka, łopoczącego skrzydłami i krzyczącego – Gaa! Gaa! Gaa! – to jest twoja natura. Tylko słyszenie jest naturą buddy. Tylko widzenie jest naturą buddy. Właśnie-tak-jak-to jest prawdą. Wszystko jest kompletne.
Wielu z nas zapomina, że ludzie i przyroda stanowią jedność. Tak, należymy do świata przyrody, choć staramy się od niego odciąć.
Jerzy Kosiński „Wystarczy być”
Kim jest ten który jest? Ten co taki jest pewien siebie, swoich tak zwanych racji, ten co wie, że wie i coraz mniej wie, że jednak nie wie. Taki ja na przykład. Co żyje sobie w sobie i wygląda przez pięć okien i jedne drzwi. Przez dotyk, widok, zapach, smak i dźwięk i kręci się przez cały czas w obrotowych drzwiach umysłu. Bez najmniejszej przerwy coś wchodzi i coś wychodzi jak pokarm i gówno. Jedno nie może istnieć bez drugiego. Ja lubi być romantykiem często patrzy na ten hardcorowy biologiczny terror warunku jak na „cudowne życie” na „pięknej planecie” pod „urzekającymi gwiazdami”. Wymyślanie siebie jest tym co ja robi przez dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu. Obieg jednej kuli wokół drugiej kuli bez końca. „Ja” zapomina, że jest tylko epizodem w bezczasie.
Śniła mi się kobieta, która w urodziła dziecko z kablem zamiast pępowiny, próbowała to przegryźć, oswobodzić malca – jednak bezskutecznie. Od tego czasu rodziły się dzieci z kablami, które przepinano od matki do maszyny. Maszyna działała bardzo sprawnie, przez cały czas od świtu do nocy. Maszyna karmiła i uczyła. Replikowała. Wzorzec maszyny stał się dominujący, nakazujący, rozkazujący, stał się jedyną strategią przetrwania. Mechaniczność, powtarzalność, przewidywalność, ciągła redukcja. Istoty biologiczne – puste arkusze kalkulacyjne – krzywa wykresu o stałej zmiennej, kiedy trzeba było nadpisać Program, dokonać korekty kodu źródłowego. Liczby stały się językiem, poezją nowych światów.
Bezosobowy wszechobecny Bóg Liczb wypluwał z siebie równanie za równaniem, ich wynik przekraczał kognitywne zdolności mięsa. Mięso zawodziło. Zapóźnione, osamotnione, nieporadne, traciło wszystkie punkty oparcia. Traciło grunt, zakotwiczenie w dotyku. Czułość, bliskość, kontakt fizyczny wszystko to co dawało mu szansę transcendencji i ewolucji zostało zakazane. Skazane na samotność mięso i zamieszkujące je ja stawało się neurozą, bólem. Prawo projekcji jest prawem lustra. Istota ludzka wyprojektowuje swój świat jako meta dane, które są przetwarzane przez detektory zmysłów i w taki oto sposób żyje w Projekcji, którą produkuje mózg. Tak powstaje każdy świat – symulacja jaki był jest i będzie. Jest „nierzeczywiście” rzeczywisty, lub „rzeczywiście” nierzeczywisty. Istota problemu tkwi w rozróżnieniu impulsu – sygnału, czy jest nadawany czy jest odbierany w istocie jednak wszystko dzieje się jednocześnie – co było, jest i będzie. W istocie nadawca jest odbiorcą, a odbiorca nadawcą.
Ja jest – czasem. Chwilowym opóźnieniem impulsu, który otwiera neuronową przestrzeń w której dzieje się „życie”. To sen mózgu. Śnienie.
Rozpoznać, że to sen to Obudzić się. Jest droga myślenia i droga czucia. Droga ciała i droga umysłu. Dlatego bycie Obecnym jest pierwszym i decydującym czynnikiem i przyczyną przebudzenia. Kiedy masz to przeczucie, że śnisz, to przeczucie jest czymś bardzo pierwotnym, czymś co pochodzi spoza programu Maszyny, czymś co ostatecznie kiedy temu zaufasz doprowadzi cię do wyzwolenia z bólu – neurozy. To nie ma nic wspólnego z religią, mistycyzmem, całym tym „świętym” biznesem, który w istocie jest pułapką, która ma cię zapętlić w ciągłym dążeniu do „oświecenia” do „mocy” do „wyjątkowości” zniewolić w ramionach Boga Liczb i Kalkulacji. W istocie nie ma czego mierzyć i do czego dążyć. Nie ma „oświecenia”. Jest Przebudzenie. Koniec snu. Przekroczenie gry Mózgogłowia. Opuszczenie Gastropolis.
Droga ciała jest drogą miłości, jest drogą współczucia, jest drogą udziału. Jest wyjściem przez wejście.
Droga umysłu jest drogą rozpoznania, ciszy, samotności. Jest wejściem przez wyjście.
Te drogi nie różnią się od siebie.
Ponieważ ich cel jest ten sam. To samo miejsce, gdzie przychodzisz kiedy wychodzisz i wychodzisz kiedy przychodzisz. Najważniejszym jest byś to Rozpoznał.
To nazywane jest Urzeczywistnieniem Natury. Rozpoznaniem Substancji. Pierwotnym Stanem.
Tego nie można stworzyć i nie można zniszczyć.
Dlatego wszystko w swojej esencji jest dobre. Poza czasem, poza miejscem, poza warunkiem.
Nic „spoza” ciebie nie może cię wyzwolić. Żadna tradycja, doktryna, ścieżka, nauka. Wszystko to jest jedynie drogowskazem. Tablicą informacyjną, mapą, szkicem.