W CIENIU

dnia

CZEKAJĄC NA ŚWIT

Problem polega na tym, że nie da się tych rzeczy opowiedzieć. To pewne. Absolutnie. Można jedynie tylko dotknąć i to na tyle delikatnie by okazać szacunek. To jednak jest najtrudniejsze. Dlaczego? Ponieważ musisz szanować słowo, a w nim jest coś więcej niż jedynie znaczenie. To obraz, nie byle jaki z brzegu, to nie przerysowanie, ani tania imitacja. To próba. Nie potrafię być obojętny, nie umiem tego. To nie jest dobre w tym momencie, nie umiem tym żonglować jak rozpalonymi pochodniami. Zawsze się poparzę. Poczuje swoją nieudolność. Zawsze to idzie swoją drogą, niczego nigdy nie potrafiłem zaplanować, okiełznać. Czułem to oddzielenie. To jest istota. Oddzielenie. Od miejsc, zdarzeń, ludzi. To szyba. Można po niej pisać, malować, można ją myć. Można ją podziwiać, albo pokazywać na wystawach. Można nawet być znanym z tego. Mieć prezentacje, odczyty, zaszczyty. Jednak gdzieś w głębi wiesz, że to kłamstwo, tani trik, brawa to odpryski szkła. Graj dalej. Mocniej. Graj. Możesz to robić w rękawiczkach, nie poczujesz bólu podrzucając do góry. Za spektaklem idzie odpowiedzialność. To jest to przemilczane. To pominięte. Czego chcesz?

Uwagi? Troski? Miłości?

Kiedy odwrócisz kartkę zawsze jest pusta. Dlaczego?

Zatem, dłoń musi tutaj zawisnąć. Musi zapytać. To pytanie jest tuszem. Można w to grać do końca życia. Gra na zwłokę. Na czas. To jest jedno pytanie, czy się zmienia? Czy to milion pytań? Ile?

Kto ma odpowiedzieć?

Z kilku kolorów powstaje cała paleta. Zatem…

Idę ulicą. Ludzie się biją. Mają twarze we krwi. Krzyczą. I to mnie boli. Bardzo. Muszę usiąść. Oddychać. Nie potrafię być obojętny. Nie potrafię tego. Nagle przede mną biegnie szczur. Taki prawdziwy. Wielki szczur. To nie jest fikcja. Muszę oddychać.

Tego nie da się opowiedzieć.
Kiedy odwrócisz kartkę zawsze jest pusta.

Dlaczego?