OPAKOWANIE I ZAWARTOŚĆ

Przywykamy w szybkim tempie do wszystkiego. Człowiek ma niesamowitą zdolność adaptacji. Świat przez ostatnie dwa lata zmienił się do tego stopnia, że ciężko już udawać, że przypomina to czym był przed pandemią, lockdownami przed całym tym szaleństwem, które stało się naszą nową post rzeczywistością w której musimy żyć i która staje się coraz bardziej apodyktyczna i czarno – biała. Wszystko się radykalizuje by mogło przetrwać – idee, poglądy, stosunki, język. Wszystko z furią walczy o swoje prawa do widoczności, słyszalności i do uwagi.


Mamy kumulację, nabrzmiewający wrzód, który dusi w sobie nieskończony potencjał tej skrywanej i wypartej choroby ludzkiej świadomości i ducha, który zbyt długo uczestniczył w tym zbiorowym gwałcie. Antidotum jest udawanie, zabawy w poprawność polityczną w zakazy formułowania wybudzających z uśpienia komunikatów, kurczowe trzymanie się tego czego już nie ma; urojonego świata demokracji, która stała się już jedynie multimedialnym pokazem – przekazem wyświechtanych sloganów, echem tego co już dawno leży martwe, tańcem skorumpowanych i skompromitowanych elit zglobalizowanych interesów. Podział resztek łupów, wydarcie wszystkiego co jeszcze zostało. Jednak program hipnozy jest tak głęboko wgrany w pień Mózgogłowia, że większość ludzi wierzy, że za jakiś czas wszystko wróci do przysłowiowej normy, do czasów sprzed choroby, sprzed infekcji, sprzed restrykcji, sprzed upadku.

Nie wróci. Tamten świat uległ defragmentacji i teraz tworzy się Nowa Rzeczywistość. Zamulona, rozmazana i ciężkostrawna chaotyczna hybryda łącząca wszystkie wątki w jeden nieprzerwany ciąg szokujących zdarzeń. To kumulacja karmicznego potencjału kolektywnej ludzkiej ignorancji. Czas spłaty wszelkich długów. Wielkie lustro w którym możemy na siebie patrzeć z każdej strony, pod każdym kątem. Wiwisekcja gatunku ludzkiego. Dla ludzi świadomych i uważnych nie jest ona żadnym zaskoczeniem. Nie wywołuje zdziwienia, oburzenia, wołania o pomstę do nieba. To naturalny proces kiedy kończą się już możliwości tak zwanego manewru, udawania, że bez ustanku możemy uciekać przed konsekwencjami tego kim jesteśmy i co robimy. Tego nie można było ciągnąć przecież w nieskończoność, bowiem to jest Wymiar Warunku, który ma swoje fizyczne ograniczenia i punkty zapalne po przekroczeniu których następuje nieprzewidywalna reakcja łańcuchowa. Tak jest w przypadku dewastacji środowiska naturalnego, eksperymentowania na wrażliwym organizmie społecznym, pychy porażającego narcyzmu i egocentryzmu. Tak jest kiedy człowiek staje się nienażartą bestią, szczytem swojego egoizmu i moralnej ślepoty zapominając o tym, że jest jednym z wielu gatunków w niezgłębionej tajemnicy współistnienia po raz kolejny musi odrobić lekcję pokory. Musi znów upaść. Otrzymać rachunek za ostatnią wieczerzę. Oprzytomnieć w Ostateczności. Obudzić się ze snu swojej wszechpotęgi i wszechwładzy. To przebudzenie jest bardzo krótkie i totalne w stosunku do czasu uśpienia. Jest także bezlitosne jak sama natura.

Spoglądanie na to co się dzieje jedynie ze swojego ograniczonego punktu widzenia jest tym co charakteryzuje nas jako gatunek. Wszystko od zawsze kręci się wokół naszej własnej dupy, ciągle i ciągle, aż do momentu kiedy w wyniku cierpienia musimy przestać wirować i jesteśmy zmuszeni do zatrzymania naszego niepoczytalnego szaleństwa. Musimy patrzeć i przeżywać to na co nie chcemy patrzeć i czego nie chcemy przeżywać. Jednak już nie mamy wyjścia. Jesteśmy w Punkcie Zero. W momencie Przebudzenia, które nie jest naszym wysiłkiem i naszym procesem rozwoju. To jest brutalne Przebudzenie Konfrontacji wynikające nie z wiedzy i współczucia a z niewiedzy i okrucieństwa. Nieświadomość ma swoją granicę i właśnie dotarliśmy do jej kresu, gdzie niemożliwym jest już udawanie, że wszystko będzie dobrze. Nie będzie. Jednak to „niedobrze” jest tylko w naszej zmechanizowanej głowie i wylęknionym sercu. To boli jedynie do momentu kiedy to odrzucasz i z tym walczysz, kiedy nie chcesz uznać rzeczywistości i z desperacją próbujesz znów uciec w nieświadomość. Jednak w tym konkretnym momencie to jest już niemożliwe.

Kilka lat temu na ulicach doszło do zamieszek po tym, jak strażnik w więzieniu Guantanamo został oskarżony o spuszczenie świętej księgi w sedesie.
Następnego dnia zadzwonił do mnie lokalny dziennikarz, który powiedział, że pisze artykuł poświęcony tej zniewadze. Na
potrzeby swojej twórczości dzwonił do przedstawicieli wszystkich głównych religii w Australii, by zadać kilka pytań, które zamierzał również zadać mi.

– Ajahnie Brahm, co byś zrobił, gdyby ktoś spuścił świętą księgę buddystów w twojej toalecie?

Bez wahania odparłem – Ależ proszę pana, gdyby ktoś spuścił świętą księgę buddystów w mojej toalecie, pierwszą rzeczą, jaką bym zrobił, byłoby wezwanie hydraulika!

Kiedy dziennikarz przestał się już śmiać, wyznał mi, że jest to jedyna rozsądna odpowiedź, jaką dane mu było tego dnia usłyszeć. Wtedy ja zacząłem kontynuować wyjaśnienia.

Wyjaśniłem, że ktoś może wysadzić w powietrze wiele posągów Buddy, spalić buddyjskie świątynie bądź wymordować buddyjskich mnichów oraz mniszki. Rzeczywiście, ktoś może dokonać tych wszystkich zniszczeń, ale nigdy nie pozwoliłbym na zniszczenie buddyzmu. Możesz spuścić świętą księgę w toalecie, ale nigdy nie pozwolę ci spłukać w niej przebaczenia, spokoju i współczucia.
Księga nie jest religią. Nie jest nią również żaden posąg, budynek ani kapłan. Oni wszyscy są zaledwie „pojemnikami”.

Czego może nauczyć nas księga? Co reprezentuje posąg? Jakie cechy powinni utożsamiać kapłani? Odpowiedzi na te wszystkie pytania ujawniają prawdziwą zawartość wspomnianych „pojemników”.

Kiedy zaczniemy dostrzegać różnicę pomiędzy pojemnikiem a jego zawartością, wszyscy będziemy w stanie zabezpieczać w sobie ową zawartość, nawet wtedy, gdy same pojemniki ulegną zniszczeniu.

Możemy wydrukować więcej książek, wybudować więcej świątyń i posągów, a nawet wyszkolić większą liczbę mnichów i mniszek, ale gdy stracimy swoją miłość i szacunek dla innych ludzi, jak również dla samych siebie, a zastąpimy te wartości przemocą, wtedy cała religia zostanie przez nas spuszczona w toalecie”.

Ajahn Brahm – OPOWIEŚCI BUDDYJSKIEGO MNICHA

Niemożliwe w świecie „wiecznej możliwości”, widoczny niedorozwój w świecie ciągłego rozwoju, nagły i niespodziewany upadek w świecie niepohamowanego wzrostu. Oto przychodzi najwyższa z nauk, której prawdziwe zrozumienie może naprawdę przebudzić naszego ducha – tą nienowoczesną, nienaukową, nielogiczną część, która ma zdolność radzić sobie właśnie wtedy kiedy już wszystko inne zawodzi, ponieważ przekracza umysł, logikę i arogancję. Otwiera możliwość spojrzenia na świat z zupełnie innej mniej oczywistej perspektywy, która rozumie i widzi rzeczy i zjawiska w dużo głębszy i bezpośredni sposób.

Nasze ludzkie życie kończy się śmiercią. Przez ten proces wzrostu i rozpadu przechodzi bez wyjątku wszystko, zawsze i wszędzie. Takie są prawidła tej rzeczywistości i kiedy to akceptujemy jesteśmy w stanie żyć w sposób odpowiedzialny z szacunkiem i pokorą. Dla mnie to jest esencja duchowości bez względu na jej formę. Dopiero z tej perspektywy biorę pod uwagę tak zwany rozwój, który bez szacunku i pokory jest jedynie egotyczną jazdą. Kończy się niepotrzebną intensyfikacją cierpienia, która wynika z ignorowania prawa przyczyny i skutku, które ma fundamentalne znaczenie zarówno w wymiarze wewnętrznym i zewnętrznym. Umiejętność akceptacji tego co jest i jakie jest otwiera przestrzeń współpracy zamiast walki, przytomnej świadomości, która przestaje już stosować uniki i manewry, a zamiast tego przyjmuje rzeczywistość. To zawsze jest trudne, szczególnie w tak skomplikowanej i wymagającej sytuacji w jakiej wszyscy jesteśmy. Jednak jest konieczne, abyśmy mogli w sposób twórczy pracować z tym co jest.

Staram się patrzeć na człowieka w pierwszym rzędzie jako istotę czującą jako część planetarnego życia. To życie jest przed naszą rasą, seksualnością, narodowością, filozofią jest przed naszym myśleniem i poglądami, to życie w swojej esencji jest święte bez udziału naszej wymyślonej świętości, bez określania na dobre i złe, dzielenia na cnotę i grzech. To z niego powstają bóstwa i demony, grzesznicy i święci – jednak koniec końców wszyscy wracamy do tej odwiecznej tajemnicy. Uważam że nie istnieje nieistnienie, że To wszystko nie ma końca, nie ma możliwości unicestwienia samego Życia bez względu na to co robimy.