Jestem wielkim fanem Procesów Nieświadomych. Ruchów tła. Metamorfozy kontekstu. Cóż to znaczy?
Mamy „obraz główny” – postrzeganie podmiotu, lub co bardziej precyzyjne postrzeganie, myślenie, czucie tego czegoś co nadaje wartość wszechrzeczy – staje się dominującym punktem odniesienia – „Ja”. To „Ja” projektuje ów wspomniany kontekst – psychologicznie, mentalnie i wreszcie „realnie” – fizycznie. Powstaje „Konglomerat” punktów odniesienia, pozornie osobnych, niezależnych bytów osadzonych we własnych uwarunkowanych światach, wciąż definiujących i osądzających własne położenie. Owo „położenie” staje się wówczas najważniejsze. Podobne wizje nakładają się tworząc zbiory, części wspólne – społeczności, ugrupowania, narody etc. Społeczeństwo Zindywidualizowanych Mas. Projektowanie wspólnego Kontekstu staje się nieodzowne, bowiem utrzymanie podzbiorów (grup) w zbiorze (naród) nie byłoby możliwe bez „wspólnej matrycy” utożsamienia z jakąś płaszczyzną. Płaszczyzną utożsamienia staje się „zależność”, „uwarunkowanie” – ułomność ludzkiej kondycji. Bez względu na „wyjątkowość” twojego intelektu, zdolności artystycznych, wszystkie nadpisane w programie potencjały – jesteś czy chcesz tego czy nie przykuty do „egzystencjalnej matrycy przetrwania”. Lubimy o tym zapominać w Amoku postmodernistycznej abstrakcji. Oddech i pełny żołądek stają się zapomnianą pulsacją, zapominamy również o tym, że sztuczny wymyślony czas wciąż płynie, nawet wtedy kiedy odmierza go bezszelestny kwarcowy mechanizm. Kapitalizm abstrakcji, wolny rynek idei – zalew tandety bezsensownego myślenia. Zapełnianie Otchłani Biologii. Umysł jest zawsze na granicy paniki, ponieważ „wie na czym polega oszustwo”, jego królestwo „złotych myśli” utkane jest z przędzy oddechu. To jest jeden ze snów jaki śnimy. Sen Duszy zamieszkującej Ciało jak kawalerkę, kredyt hipoteczny zaciągnięty od Boga Wiecznej Hipotezy. Skąd się bierze to przekonanie? Z abstrakcji Pisma Świętego, objawień dalekowschodnich Mistyków, z ludzkiej linii przekazu DNA ?
Monstrum się uspokaja, bowiem to mgliste przekonanie o bycie wiecznym – wystarczy. Jednak panika nigdy nie gaśnie. Zatem w jaki sposób Umysł Monstrum, chce zainicjować życie wieczne? Ostatecznym Królestwem jest Życie – Abstrakt, Życie – Symulacja, Wirtualne Życie. Automatyczny Raj. Tutaj się gra na słabościach. Tkanka ludzka staje się coraz bardziej wyrugowana z biologicznego poziomu zaradności wchodząc w Życie – Abstrakt, gdzie rotacja obrazów / idei staje się wirusem. Łatwo to zauważyć obserwując uważnie „medialną rotację tematów”, które niczym Księga I – Cing wskazuje powtarzalność cykli. To w jaki sposób przy obecnym sposobie obiegu informacji łatwo zapętlić uwagę jest wprost niewiarygodne. To jak łatwo to przewidzieć również. Nie oszukujmy się – również łatwo tym manipulować. To macica Symulacji. Ten moment jest bardzo ciekawy z wielu powodów. Po pierwsze dopiero teraz można zauważyć, że Kolektywny proces Nieświadomości jest rodzajem Bytu, który ma zdolność „życia pod progami”, wdrażania swoich manifestacji do „kolektywnego obiegu”. Dla mnie nie ma innego wyjaśnienia na „globalny obraz” świata, który wydaje się dziełem szaleńca.
Po drugie – tempo. Przyspieszenie zmian jest niewiarygodne wręcz obezwładniające. Cóż to generuje? Generuje Ludzi / Zjawiska / Przedmioty – Odpadki. Coraz więcej i więcej pozbawionych roli i powodu elementów Gry. Dlatego Gra – Symulacja będzie stawała się elitarna, każde nowe pokolenie wyznaczy nowe zasady, których ich poprzednicy już nie będą w stanie zrozumieć, wszystko odbywać się będzie poza udziałem Ludzi – Odpadków.
Dla ludzi Odpadków tworzymy Miasta – Śmietniki, tanie kliniki, sklepy, radości i używki. To się dzieje teraz. Organizm się spaja, by się podzielić. Wszystkie te ponadnarodowe twory od różnych unii po korporacje – krzycząc „Łączymy!” – po prostu dzielą. Odbywa się to właśnie na płaszczyźnie Tła. Tło trzeba najpierw ujednolicić, wówczas potrzeba ruchu / zmiany staje się bezsensowna, ponieważ nie ma już różnicy gdzie jesteś, gdyż wszędzie jest tak samo. Wszystkie „życiodajne soki” – surowce naturalne, technologie – stają się dystrybuowanym produktem ometkowanym i porcjowanym przez „Tajemniczych właścicieli”. Twoim jedynym prawem / możliwością jest kolejka do dystrybutora. Automatyka egzystencji. Po trzecie, z powodu potrzeby utrzymania nieświadomości, odwracanie uwagi. Kiedy masz miliardy rozrzuconych punktów – błądzisz po nich. Doskonałym przykładem jest Internet. Brak spójności, jałowe pole z którego nic nie wynika – tym jest współczesna dystrybucja informacji.
Produktem docelowym jest dezinformacja. Produktem ubocznym pomieszanie płaszczyzn. Podstawowe błędy są wpisane na poziomie semantycznym, na poziomie rozumienia znaczeń i kontekstów, porozumiewanie ułamkami, dzielenie całości w nieskończoność. To jest kontekst. Mgła. Szum. Hałas. Utrzymanie przytomności jest bardzo, bardzo trudne. Wymaga punktu oparcia. Zakotwiczenia. Kiedy toniesz w ruchomych piaskach na czym możesz się oprzeć? Kiedy jesteś w Szpitalu Psychiatrycznym od zawsze jak możesz stwierdzić co jest normalne? Ten świat zawsze był szalony, jednak teraz w jakiś dziwny sposób ujawnia się zadziwiający procent tych, którzy potajemnie nie przyjmowali leków i jedynie udawali chorobę. Ich punktem oparcia jest właśnie Przytomność. Ich siłą współodczuwanie. Bardzo jasno zrozumiałem jedną rzecz – nie istnieje azyl, bezpieczna przystań póki oddychamy tym samym tlenem. Nie ma gdzie uciec.
Czym jest ta zasłona? Ten filtr? To jest „Ja”. „Ja” we własnej osobie. „Ja” oddzielny, „Ja” poza tym, „Ja” bezpieczny, „Ja” lepszy i wiele, wiele „Ja”. To dla „Ja” już jest banał. Chcę być tutaj w samym środku dzień za dniem. Wciąż będę tu wracał, rodził się w tym mule bez końca. Pożerał i wymiotował każdą prowizoryczną „iluzję zmiany”. W każdym oddechu jest każdy oddech od początku istnienia. Kiedy przestajesz szukać ocalenia, przestajesz być ofiarą. Monstrum traci władzę, bierzesz wszystko co jest. Tak jak jest. Stajesz się śluzą przez którą przepływa ocean.
Dzisiaj kupiłem dwa pory na kolację Niosłem je za plecami, trzymając jak kwiaty. Lato się gryzie z jesienią. Forma ocalała i wychodzi z podziemia. Wszystko się układa w jeden wyraźny doskonały kształt: OGRÓD KONCENTRACYJNY.
Dzisiaj kupiłem dwa pory na kolację. Niosłem je za plecami, trzymając jak krzyż. Jestem tak bardzo martwy, że aż chodzę, czuję. Widzę jak wszystko się układa w jeden wyraźny, doskonały kształt: OGRÓD KONCENTRACYJNY!
Świetliki ”Przed wyborami”
Ułożone z klocków Miasta – zautomatyzowane maszyny wytwarzające kolejne warstwy abstrakcyjnych ozdobników i utkanych pajęczyn wieczystego rozproszenia – lepki bezkresny ocean Absurdu – dryfujące bezwolnie ciała – jak martwe korpusy Uchodźców poległych w drodze do Raju otoczonego drutem kolczastym. Wchodzimy głębiej i głębiej w ten Hipnotyczny Sen i z chwili na chwilę gubimy wątki odradzając się bez końca. Jest to system hiper reinkarnacji – jak szczurza zabawka albo labirynt. Od ściany do ściany – biegiem – korozji uległa pamięć długotrwała – czarna skrzynka – Procesor Mózgogłowia. Ciągły permanentny stan Restartu. Życie bez kierunku. Otchłań Bodźców. Kompulsywny Taniec Odruchu. Muzyka do tego tańca jest elektroniczna. Transowa o tempie najszybszym z możliwych by otrzymać tętno na najwyższym poziomie – otworzyć podświadomość na Program Dezorientacji. Do reszty zajęci przeżyciem, utrzymaniem się na powierzchni pozornego życia wypełnionego niekończącymi się obowiązkami, które z perspektywy czasu okażą się pozbawione jakiegokolwiek prawdziwego znaczenia. Człowiekowi, który myśli i jest przytomny życie w Hipnotycznym Świecie stawia ogromne wyzwanie by zachować autonomię swojej wrażliwości, nie ulec i nie dać się osaczyć jak zwierze.
Pojęciem kluczowym jest „system koncentracyjny”. Pęczniejące Obozowisko – tłuczone hormonami ekonomicznego wzrostu opartego na nocie dłużnej potocznie zwanej pieniądzem, którego żywotność obliczona jest na kilkadziesiąt lat – jego agonię możemy obserwować obecnie w Wenezueli i zjawisku hiperinflacji. Za średnią pensję możesz co najwyżej kupić kilka owoców – kiedy rozpada się utopijny Raj, który dla potrzeby Teatralnej Sztuki tworzy ekipa Aniołów Zagłady o ostrych kłach, zamazanych twarzach i nieskończonym globalnym apetycie, a po wystawnej uczcie zostaje wyssane do szpiku pobojowisko.
Jest to także konsekwencja polityki subsydiowania rolnictwa. Subsydiowanie rozpoczęło się w okresie Wielkiego Kryzysu na początku lat trzydziestych. Stanowiło metodę nadzwyczajnej pomocy w przezwyciężeniu kryzysu – ale się nie skończyło. A w ostatnich dekadach beneficjentem tej pomocy przestały być rodziny farmerskie – te jak z kiczowatych filmów – ponieważ w Stanach nastąpiła koncentracja własności ziemi. Teraz korzystają z niej głównie wielkie przedsiębiorstwa produkujące żywność: 70 procent pieniędzy trafia do 10 procent odbiorców, wielkich producentów kukurydzy, pszenicy i soi – lobbystów mających siłę potrzebną do zdobycia subsydiów. Z przedsiębiorstw tych pochodzą między innymi podstawowe składniki potrzebne do produkcji żywności przetwarzanej – która z tego powodu jest o tyle tańsza niż owoce i warzywa, pozbawione tak wielkich dotacji. W ten sposób truje się ludzi.
Oto pytania, jakie stawia Raj Patel w książce Stuffed and Starved (Napchani i głodni), próbując wykazać, że nie jesteśmy skazani na wybór takiej, a nie innej żywności, że ktoś nam ten wybór narzuca – nawet jeśli nie do końca wiemy kto. Kto określa bezpieczny poziom pestycydów i w jaki sposób definiuje to „bezpieczeństwo”? Kto decyduje, jaki surowiec będzie potrzebny do wyprodukowania naszej żywności i gdzie będzie kupowany? Kto ustala, ile należy płacić rolnikom-producentom żywności czy pracującym dla nich urzędnikom? Kto uznaje, że technologia wykorzystywana do produkcji tej żywności jest bezpieczna? Kto zarabia na dodawanych do niej składnikach i gwarantuje, że są one zdrowe, a nie szkodliwe? Kto poręcza, że istnieje dostatecznie dużo taniej energii, by transportować i sprowadzać te składniki ze wszystkich zakątków świata? Kto postanawia, które produkty będą zapełniały półki w supermarketach? Kto określa ich cenę? Kto podejmuje decyzję, że ich ceny będą wyższe niż te, które mogą zapłacić ubodzy?
Jedzenie śmieciowe, odpadki dla tych, którzy są śmieciami.
Martín Caparrós. „Głód”.
Ludzie śmieci. Wirujące, targane „wiatrem historii” plastikowe puste torby – odpadki obrazkowej kultury obietnic tłoczone w slumsach mega miast rzucone na pożarcie najniższym instynktom. Rozumiem tą gorączkową tendencję luksusowej prostytutki – cywilizacji 3D – szumnie zwanej zachodnim światem „wciąż rosnącej gospodarki” jak tkanki nowotworowej do neurotycznej ucieczki w abstrakcjonizm gówno wartych sloganów do kultury narcyzmu opartej na ostentacyjnym wyparciu rzeczywistości do drukowania atrapy dobrobytu by zagłuszyć dochodzący zza Muru Ignorancji wrzask. Mleko rozlało się tak bardzo, że wysokość fali pokryje lądowiska helikopterów na drapaczach chmur zrywając łączność ze Snem, nie będziemy już w stanie generować Symulacji w czasie rzeczywistym nastąpi wypięcie – Przebudzenie Pokolenia 5G z pustą zakładką „Na czasie” w You Tube. Czas ucieka, kurczy się, topnieje jak lodowce zwiększając przepustowość klepsydry – kilka ziaren – by życie mogło przetrwać i odrodzić się na nowo kiedy ta bańka pęknie.
Więc kupiłem starość, sprzedałem młodość Jej kupiłem mało, skreślałem pomoc Kiedy życie trwało, przestałem obok I zostałem z hajsem, który jest niczym Zapłaciłem czasem, który się liczy Czas leci jak piasek, który chcesz chwycić Teraz dziecko płacze, duży przemilczy
PRO8L3M – Crash test
Wierzę w moc prawdy w dobroć pierwotnej natury w konieczność rozliczenia i spłaty długów zaciągniętych na poczet przemijających uciech. W spokój, który daje wybaczenie, bo błądzić rzecz ludzka. Kiedy zdajesz sobie sprawę, że każda z postaci snu jest tobą – odzwierciedleniem wypartych aspektów. Każda z tych form jest zaprogramowaną śmiertelnością – prawdą przed którą nie zdołamy uciec. Świadome śnienie w wykoślawionej kolektywnej matrycy koszmarnych snów, budowanie mocy transformacji, nadawanie pirackiego sygnału, hackowanie Hipnozy. Serdeczność i zgoda na to co jest – bo to my w zwielokrotnionych odbiciach dorastające ludzkie dzieci pełzające po ciele matki jak ślepe szczenięta zachłyśnięte mlekiem materializmu. Mindfuck egotycznego cyborga, awaria automatycznego pilota.
Scena ma w sobie coś hipnotyzującego. Stoję za szybą i przyłapuję się na tym, że – bardziej niż przerabianym stopniowo na kawałki świniom – przypatruję się pewnym siebie i pochłoniętym wykonywanymi czynnościami ludziom, którzy poruszają się rytmicznie, traktując wiszące przed nimi ciała zwierząt z mieszaniną znawstwa i obojętności. Nie wyżywają się na nich – wykonują swoją pracę mechanicznie, jakby składali części samochodu. Cięcie, powiększenie, wyciągnięcie, odcięcie. To, na co patrzę, jest niczym innym jak tylko taśmą produkcyjną. To fabryka nowoczesnego, przemysłowego mięsa.
Stefano Liberti. „Władcy jedzenia”.
Kiedy w śnie odkrywasz, że śnisz jest to hiper rzeczywiste doświadczenie – wręcz szokujące. Jak to? Że nie prawda? Że bajdurzenie, fikcyjna kraina fikcyjnych ludzi, fikcyjne hipoteki zabezpieczające fikcyjne posiadłości na fikcyjnych kontynentach w fikcyjnych krajach z fikcyjnymi rządami fikcyjnych marionetek na sznurkach fikcyjnych elit. Łał. Jakbyś nie próbował tego objąć – ni chuja nie da się. Przechodzisz przez ściany, których nie ma – do miejsc, które są nigdzie nie kto, nie gdzie, nie kiedy, nie jak. Później w „rzeczywistym świecie” zaczynasz mieć podejrzenia. To narasta. Zaczynasz to mimowolnie sprawdzać – na wszelki wypadek. Jednak pewnego dnia taśma wypadnie z głowicy na dobre. Nie wrócisz już do ciała leżącego na dole. Zaryglują zamki i przysłonią okna. Zostaniesz na pastwę własnych zjaw, jak zdetronizowany król wrogiego królestwa rzucony w łachmanach w sam środek rozwścieczonego tłumu tych których mordowałeś dla zysku, sławy, pieniędzy – dla sennych ozdób i wyśnionych ornamentów. Jak nie stracisz do tego czasu tożsamości rozszarpią cię na strzępy. Trafisz do fabryki nowoczesnego przemysłowego mięsa, które zaprogramowane potrafi nawet mówić, tańczyć i drukować obligacje skarbu fikcyjnego państwa. My tutaj oprócz pierwszego i drugiego dania mamy jeszcze przystawki oraz kilka połyskujących wisienek na torcie.
Jeśli nie zdobędziemy mądrości, wszystko wokół nas będzie źródłem cierpienia. Jeśli jesteśmy mądrzy, rzeczy te wyprowadzą nas z cierpienia. Oczy, uszy, nos, język, ciało i umysł… Wiecie co? – oczy niekoniecznie są dobre. Jeśli jesteście w złym nastroju, samo patrzenie na innych ludzi może wpędzić was w gniew i odebrać wam sen. Albo możecie się zakochać. Miłość to też cierpienie, jeśli nie dostajesz tego, czego chcesz. Miłość, tak jak i nienawiść są cierpieniem, a to przez pożądanie. Pożądanie jest cierpieniem, pragnienie pozbycia się [pożądania] jest cierpieniem. Chęć posiadania rzeczy… nawet jeśli je zdobędziesz, nadal cierpisz, bo boisz się, że je stracisz. Tylko ból. Jak chcecie z tym żyć? Możecie mieć wielki, luksusowy dom, ale jeśli wasze serca nie są dobre, nic nigdy nie będzie dziać się tak, jak oczekujecie.
Kolejnym aspektem bólu emocjonalnego, nieodłącznie wpisanym w działanie egotycznego umysłu, jest głęboko zakorzenione poczucie braku pełni: niedostatku. Jedni uświadamiają je sobie, inni żywią je bezwiednie. U tych pierwszych przejawia się ono jako dojmujące wrażenie, że na coś nie zasługują albo do czegoś nie dorastają. U tych drugich daje natomiast znać o sobie tylko pośrednio, w formie silnego łaknienia, pragnienia czy tęsknoty. Jedni i drudzy nierzadko poddają się przymusowi, który nakazuje im ulegać zachciankom ego i gonić za czymś, z czym na krócej lub dłużej będą mogli się utożsamić, żeby wypełnić odczuwaną wewnątrz pustkę. Zabiegają więc o dobra materialne, pieniądze, sukcesy, władzę, uznanie lub przywileje, a wszystko głównie po to, żeby mieć o sobie lepsze wyobrażenie, poczuć się kimś pełniejszym niż dotąd. Lecz nawet jeśli udaje im się osiągnąć zamierzony cel, wkrótce stwierdzają, że pustka jest tam, gdzie była, wciąż tak samo bezdenna. I dopiero wtedy mają naprawdę wielki kłopot, bo już nie mogą dłużej robić sobie złudzeń. A raczej owszem, mogą i nawet robią, ale z coraz większym trudem.
Dopóki twoim życiem kieruje umysł egotyczny, nie możesz poczuć się naprawdę swobodnie; nie możesz osiągnąć spokoju ani spełnienia − chyba że na tę krótką chwilę, która następuje tuż po zaspokojeniu kolejnej zachcianki. Ponieważ ego jest wtórnym poczuciem „ja”, musi utożsamiać się z czymś zewnętrznym. Potrzebuje nieustannej ochrony i dożywiania. Najczęściej spotykane przedmioty utożsamienia to dobra materialne, wykonywana praca, pozycja społeczna i uznanie, wiedza i wykształcenie, wygląd zewnętrzny, rzadkie umiejętności, związki z ludźmi, własna przeszłość i dzieje rodziny, systemy wierzeń. Kategorie, na których ego opiera swoją tożsamość, niejednokrotnie miewają charakter zbiorowy: polityczny, narodowy, rasowy, religijny itd. Ale żaden z tych punktów odniesienia nie jest tobą. Czy to cię przeraża? A może odetchnąłeś z ulgą? Wszystkich tych zewnętrznych spraw prędzej czy później będziesz musiał się wyrzec. Na razie może trudno ci w to uwierzyć (wcale zresztą nie proszę, żebyś wierzył), że w żadnej z wymienionych rzeczy nie zdołasz odnaleźć swojej tożsamości.
Kiedy widzę młodych malarzy, którzy tworzą i rysują z pamięci, a następnie paćkają na chybił trafił gdzie popadnie także z pamięci – a potem patrzą na to z dystansu i przyjmują bardzo zagadkową, ponurą minę żeby wymyślić, na co na litość Boską mogłoby to wyglądać, a w końcu i ostatecznie robią z tego coś, zawsze z pamięci – czasem mnie to brzydzi i sprawia, że myślę, że to wszystko jest bardzo nużące i monotonne.
Nie mogą zrozumieć, że sylwetka robotnika – jakieś bruzdy na zaoranym polu, trochę piachu, morza i nieba – są poważnymi obiektami, tak złożonymi i jednocześnie tak pięknymi, że w istocie warto jest poświęcić życie zadaniu wyrażenia poezji w nich ukrytej.
Vincent van Gogh
Coraz bardziej uświadamiam sobie, że to w nas – istnieje bezpośrednia przyczyna tego co się z tym światem dzieje i dlaczego oddaliśmy go w posiadanie kaście spekulantów i oszustów – jak piękną perłę rzucona przed stado wieprzy. Obojętność mas, apatia widzów, która patrzy na ten świat jakby chodziło o jakiś „rozrywkowy” program w telewizji pojedynek troglodytów (czytaj „wojowników”) gdzie homo sapiens biją się w klatkach po mordach, wątrobach i sercach, albo żeńskie przedstawicielki ubrane na sportowo sprzedają sobie mega – liścia na twarz co stało się dochodową branżą „sportową”. Kto wytrzyma większe i bardziej okrutne uderzenie – nowoczesna dyscyplina, kto się utrzyma na nogach kiedy podkręcimy cały ten cyrk, aż do granic rozrostu obezwładniającej głupoty, wyhodujemy zautomatyzowane dzieci, które będą już tylko klikać, bo zabraknie słów i możliwości opisu. Zdolność opowieści historii zostanie wykasowana, a zastępujący ją bezpośredni transfer marnych przeżyć całodobowa gra bez najmniejszego sensu, bo ów sens przestał być potrzebny, a zamiast niego będziemy mogli modyfikować nastrój jak pogodę za pomocą farmakologii, która staje się panaceum zrobotyzowanego społeczeństwa. Wystudiowane okrucieństwo staje się fabułą najbardziej popularnych seriali, bohaterami stają się psychopaci i sadyści, biorąc pod uwagę, że to opowieść filmowa kształtuje w głównej mierze wrażliwość współczesnego człowieka, jest literaturą XXI wieku i robi to w sposób porażająco masowy tworząc kolektywne wyobrażenia o „rzeczywistości” i ludzkiej naturze. Ten psychopatyczny trend nie wróży nam najlepiej. Gloryfikujemy zło pod pozorem taniego moralizowania. Masowa kultura stała się tępym narzędziem mordowania delikatności i piękna, obuchem, który zagłusza wrażliwość. Stała się lustrem w którym możemy ujrzeć swoją rozpacz i rozczarowanie.
Prawda jest taka, że to konsument tworzy produkt, wyborca tworzy polityka, odbiorca tworzy przekaz i widz tworzy spektakl. Wszystko stało się transakcją, która ma wysoką marżę. Płacimy własnym życiem, które sprowadziliśmy jak wszystko inne do kolejnej usługi na rzecz Mózgogłowia, którego nigdy nie można ostatecznie zadowolić. Zawsze jest głodne i spragnione, zawsze czegoś chce. To co określam mianem Mózgogłowia jest ludzkim zmodyfikowanym automatyzmem – wytworem kultury i aparatury, to inteligentne okrucieństwo, które jest ekstremalnie pragmatyczne i jego mottem jest „użyteczność”. Wszystko w jego świecie musi być użyteczne i używane, musi być po coś i dla kogoś, nie może istnieć samo dla siebie, musi zostać podbite i zdominowane. Musi służyć.
Masowe religie, ustroje, cały tak zwany system jest stworzony przez Mózgołowie, które jest Królem tego świata, a jego tron to kolektywna ludzka ignorancja pozbawiona głębi i tajemnicy. To technologia na usługach scjentyzmu. Technokracja. Zmechanizowany sztuczny cybernetyczno – informatyczny świat, który tworzymy każdego dnia z lenistwa i wygody. To zahipnotyzowane i otumanione pożądaniem i samotnością masowe społeczeństwo „bodźca i sygnału”, które straciło kontakt z tym co żywe, bo samo jest martwe i jałowe. Brak nam ożywczego Wstrząsu, który nas obudzi w sposób brutalny i natychmiastowy, wyrwie z tego długotrwałego letargu, tchnie w nas życie, przebudzi z wygodnego snu. Otworzy Nieznane i Nowe. Przywróci Tajemnicę.
Międzynarodowy Fundusz Kolektywnej Ludzkiej Nieświadomości. Światowe Forum Rozjebania Świata. Uśmiechnięte demony w garniturach ujeżdżający Bestię Materializmu. Cyfrowe Totalitarne Rodeo. Bardzo Dziki Zachód. Spaghetti western w którym wszyscy zabijają wszystkich. To była dopiero jazda! Nie zostało żadnych świadków. Byt wrócił do niebytu. Sprawy nie było!
Synkretyczne to i synkretyczne tamto w rezultacie synkretyczne nic przebrane we wszystko, zakamuflowane udające kompetencje, profesjonalizm, mówiące martwymi głowami postmodernistycznych intelektualistów, docentów, doktorów w wielkich salach od wielkiego przemawiania za nagrody i wyróżnienia odlane z prochu, stali i zarazków. Nikt ich nie słucha, nikt na nich nie zważa, są częścią wyposażenia, mają swoją karuzelę na której po prostu się kręcą gdzieś z tyłu, po cichu, mają klakierów którzy na akademiach biją im brawo, cytują ich prace, dyskutują w pomroczności jasnej. Cyrkiem rządzą Jokery za pomocą zmodyfikowanej Masy. Synkretycznie. Jest tani chleb i tanie igrzyska. Masy zapędzone do kojców przez śmiertelną chorobę – plan restrukturyzacji, modernizacji pastwiska. Nowa gwarantowana cyfrowa pasza. Nowy Plan. Nowa Normalność. Nowy refren starej śpiewki rozpisany na wszystkie instrumenty jakie są tylko dostępne. Zagramy. Będziemy na pierwszym miejscu na kosmicznej liście anty przebojów, sam bóg święty obudzi się na chwilę ze snu. To będzie Hit. Death Metal w oprawie Noise’u. Zero słów – samo gęste. Czyste mięso bluźnierstwa wobec kosmicznych prawideł. Zrobiliśmy to! Zgładziliśmy samych siebie! Łał!
Mnie jednak tknęło w tym opisie coś zupełnie innego. Owe dwie świnie, nawet jeśli bystre i sympatyczne, nie zadawały sobie najmniejszego trudu, by ustalić, skąd właściwie pochodzi dostarczana im pasza. Tak długo, jak były syte i miały zapewnione właściwe warunki do życia, zachowywały się w sposób spokojny i przewidywalny. Zazwyczaj jadły lub spały, czasem wymyślały sobie różne drobne zabawy. Czas jakoś im upływał. Oczywiście oczekiwanie od tych biednych zwierząt czegokolwiek ponad to byłoby zbyt wygórowane, zważywszy, jak niewiele możliwości do działania było im danych. Zwróciłem jednak uwagę, że w zachowaniu l u d z i da się zaobserwować dość zbliżony schemat.
Dokonaliśmy co prawda pewnego ilościowego postępu, organizując sobie w życiu o wiele bardziej wyrafinowane formy rozrywki z kulturą i sztuką na czele. Oddajemy się przeróżnym uciechom ograniczonym tylko wyobraźnią i budżetem. Realizujemy swoje pasje i ambicje. Takie jak bicie rekordu świata w biegu na 200 metrów z przeszkodami albo jeżdżenie snowboardem w japońskim śniegu. Ale większego wysiłku skierowanego na zbadanie klatki, w której sami się przecież także znajdujemy, raczej nie czynimy. Trzeba przyznać, że godność nagiej małpy jest przez to wystawiona na szwank.
Andrzej Dragan. „Kwantechizm, czyli klatka na ludzi”.
Szacuneczek! Takich kozaków to jeszcze nie było!
Cały kosmos patrzy z zapartym tchem na to szoł trwające już tak długo, na ten krwawy emocjonalny brazylijski serial, który się się ciągnie i ciągnie jak uzbrojony tasiemiec po jelitach i żywi tragedią, mordem i masakrą. Człowiek kręci o tym filmy, pisze książki – wyznawcy kultu śmierci i zniszczenia, fanatycznie oddani mrocznej sprawie jakby wszystkich nas to w pewien sposób utrzymywało przy życiu, nadawało sens istnieniu, podtrzymywało Klątwę. Rocznice, pomniki, tak zwana tożsamość narodowa, wszystko to jest umoczone w walce, w wojnie, w trupach, w pobojowisku. W śmierci. Dominująca religia wydaje się również bardziej adorować śmierć i cierpienie niż życie i zmartwychwstanie – jest ciągłym powrotem do miejsca kaźni, zapętlonym spektaklem, który jest odgrywany byśmy wciąż kręcili się w koło tej Golgoty, wciąż czuli winę za śmierć zbawiciela.
Nie ma skali by zmierzyć taki Regres. Nie ma słów by go wyrazić. Nasz mentalny System Operacyjny jest tak stary i niefunkcjonalny, że wstrzymuje Ewolucję Ludzkiego Ducha, która w tej chwili jest kluczowa dla nas wszystkich ponieważ mimo takiego okrutnego uwarunkowania umysłu jest w nas Moc i Światło, jest w nas Twórczość i Geniusz, które są wstanie wskazać Drogę Rozwoju. Ten rozwój zależy od Nas – każdej istoty ludzkiej na tej planecie, zależy od Przebudzenia Wrażliwości i Empatii, zależy od powrotu do pierwotnej i czystej Natury Ludzkiej.
Umysły i serca dzieci są przyszłością tego świata i kiedy warunkujemy je swoimi programami i swoim zmechanizowaniem tym samym zapętlamy to koło, wychowujemy w tej samej klatce. Bankructwo zawsze jest zapowiedzią czegoś nowego, które jeżeli potrafimy patrzeć dalej i w sposób bardziej przytomny możemy dostrzec na horyzoncie Nowy Rozdział, Nową Szansę.
Możemy dostrzec Możliwość.
Możliwość jest potencjałem, jest czymś co musi zaistnieć w naszym umyśle, dlatego kluczową sprawą jest Wyobraźnia. Dlatego twórczość jest tak fascynująca i tak fundamentalna. Jest Esencją Ducha. Iskrą Boga, której nigdy nie może zniewolić żadna zmechanizowana doktryna, żaden dogmatyczny kult. Jest esencją Prawdziwej Wolności. Wyobraźmy sobie człowieka jako Artystę, a jego życie jako Dzieło Sztuki, wyobraźmy sobie świat, który taki człowiek może tworzyć – nie stworzyć, bo „stworzyć” to skończyć, zamknąć, uśmiercić zastygłą i zdefiniowaną formą, która rodzi doktrynę i dogmat, co jest zawsze sprzeczne z naturą rzeczywistości, która jest Zawsze Żywa. Jest w ciągłym ruchu. Jest Zmianą. Procesem. Twórczość jest intymna i indywidualna i jednocześnie jest dla świata, nie jest dla nas. Jest Darem nie ofiarą, jest prezentem nie warunkiem. Jest zmartwychwstaniem nie kultem uśmiercania. Tradycja ma wtedy wartość, kiedy potrafi się odświeżać, wzmacniać tym co aktualne i pełne życia, kiedy nie staje się adoracją przodków i legend, a raczej zdolnością postrzegania ciągłości energii, która przez nich płynęła, dawała im moc i inspirację, pozwalała dokonywać rzeczy naprawdę wielkich i dociera aż do nas. Tym dla mnie jest Moc Tradycji Wszystkich Ludzi, jest ich żywą kulturą, żywą twórczością. Jest Darem dla nas wszystkich z którego wciąż możemy czerpać. Nacjonalizm, plemienność to ludzkie „ja, mnie, moje” stworzyło świat podziału, świat wojny, świat rywalizacji, stworzyło świat, który obecnie jest w agonii, świat który zapomniał o szacunku i wrażliwości. Musimy zacząć myśleć planetarne, widzieć wielowymiarowość, wielowątkowość, wszystko to co przekracza „ja, mnie, moje” i ukierunkowuje nasz umysł w stronę ewolucyjnego paradygmatu opartego na pracy z indywidualną świadomością, bowiem zacząć dobrze od samego siebie, od własnej sytuacji takiej jaką ona rzeczywiście jest.
Straciliśmy kontakt z tym co jest Żywe, co ma zdolność transcendencji ponieważ to czego się uczymy w tak zwanych szkołach jest Martwe, podobnie jak to co adorujemy i kultywujemy w spazmach religijnego zacietrzewienia. To rytuał, ciągłe powtarzanie – brak kontaktu z żywym doświadczeniem. Nazywam to Kwadratem, albo Klatką w której dominuje Program Walki. Biologia Uwarunkowania, zapis w komórkach, impulsy w systemie nerwowym, determinizm, terror zaprogramowanej egzystencji. Zmiana rodzi się w Otwartym Umyśle, w Umyśle Dziecka, dla którego rzeczywistość jest możliwością i przygodą nie natomiast systemowym uwarunkowaniem Nagrodą i Karą – odwiecznym dualizmem „dobrego” i „złego”, który stworzył schizofrenicznego człowieka uwięzionego w zwierzęco – ludzkiej percepcji. Duchowy Materializm – uczłowieczanie wymyślonego boga i ubóstwianie wyolbrzymionego człowieczeństwa. Kult słabości i kult siły. Podczłowiek i Nadczłowiek. Ekstrema wyobrażeń. Wyśnione kostiumy. Brak kontaktu z tym co rzeczywiste i oczywiste. Osmoza hipnozy usankcjonowana przez tych ludzi, którzy żerują na nieświadomości i bawi ich okrucieństwo dominacji.
Nasza desperacka próba ucieczki polega na sentymentalnym powrocie do tego czego już nie ma, a zamiast tego jest jedynie wyobrażenie skompilowane z fragmentów podświadomej treści. Powrót do myślenia magicznego, do prymitywnej zwierzęcej formy kultu natury z pozycji udomowionych pociesznych stworzeń, którym się wydaje, że mogą na powrót stać się dzikie i nieprzewidywalne po tygodniowym kursie neoszamanizmu, indyjskiej pseudo tantry, pląsania w „kręgach mocy” czy powrotu do „świętej seksualności” – maskujące przebrania i rekwizyty, które po raz kolejny są używane przez Mózgogłowie do robienia wrażeń duchowości – „czegoś autentycznego”, czegoś co jak wszystko inne jest tylko infantylnym naśladownictwem, powtarzaniem egzotycznej zabawy, balem przebierańców na Titanicu. Pseudo duchowość jest turbo duchowa przeładowana „świętością” to ukryta desperacja braku kontaktu z prawdą, która nie jest „święta”. Jest prawdziwa. Konkretna. Nie wymagająca filozofii i otoczki. Nie potrzebująca wiary i adoracji.
To co ma Moc musi pochodzić z Nas, nie może być jakimkolwiek systemem, doktryną i agendą. Musi być Żywe i Obecne. Musi być Tutaj i Teraz w Tej Właśnie Chwili. Trzeba to odkryć we własnej wewnętrznej podróży, nie może być żadną podróbą. Aby TO odkryć trzeba być nagim pozbawionym nadziei i obawy. Trzeba być Odważnym i gotowym na Wszystko. Szukać prawdziwych pytań zamiast gotowych odpowiedzi.
Płacz dziecka dobiega już z gry – to płacz nowo zalogowanego gracza.
Piotr Kelar „Gra, w której żyjemy”
To kim jestem w dużym stopniu zawdzięczam miastu w którym się wychowałem – Łodzi. Jestem zdania, że Łódź dość trafnie odzwierciedla prawdziwą kondycję świata jego brutalność, brud, rozpad, jego metafizyczne piękno, nie możliwą do zwerbalizowania tajemnicę. To coś o czym wie tylko ten, który pod brzydotą, pod cierpieniem, pod śmiercią dostrzega coś pięknego i wzruszającego. Dostrzega prawdę tego jakimi rzeczy są w swoim świetle i cieniu, w swoim wzroście i w swoim rozpadzie. Cała nasza sztuczna i zmechanizowana kultura ucieka przed prawdą i jest zaprogramowana by bez końca oszukiwać samą siebie, aż do momentu kiedy zabraknie energii by podtrzymywać te wszystkie nieskończone iluzje. Jesteśmy coraz bliżej tego momentu. Jesteśmy coraz bliżej prawdziwego przebudzenia, które nie ma nic wspólnego z całym tym naiwnym i idiotycznym przemysłem duchowym „nowej ery”.
„Szczęście”, „Spełnienie”, „Ekstaza”, „Radość”, „Twórczość” – wszystkie te slogany do sprzedaży deficytowego towaru z krótkim terminem ważności, szybko strawne dania i specjały instant w proszku aplikowane pomiędzy jednym znudzeniem a drugim. Prawda jest taka, że nie chcemy prawdy ponieważ jest daleka od lekkości i pachnideł, od medytacji i jogi, nie jest ona żadnym pocieszeniem, niczym czym możemy wzmocnić poczucie siebie, przydać sobie wyjątkowości, brylować na duchowych salonach, mieć nawiedzonych naśladowców. Prawda nie jest specjalna i mistyczna uczyniona ze szlachetnego tworzywa wzniosłych słów. To jest puste, pozbawione celu, bezużyteczne. Nie ma w tym nic co nas upiększy i sprawi, że staniemy się równi bogu, choć przecież o to nam chodzi. O bycie czymś więcej niż jesteśmy, o tak zwany rozwój, o przyciągnie energii i uwagi by wciąż bez ustanku zasilać tą fantomową iluzję. Dlatego cała duchowość, która na tym polega jest oszustwem, jest tworzeniem cierpienia i rozczarowania, które wcześniej czy później przyjdzie jak pocisk rozrywający nasze serce. Wtedy doświadczymy pierwszej właściwej lekcji – Rozczarowania.
Nuda jest ważna, ponieważ nuda jest anty-poczuciem, anty-rozrywką i w miarę jak rozwijamy większe wyrafinowanie psychologiczne, zaczynamy doceniać taką nudę. Staje się ona chłodna i orzeźwiająca, jak górska rzeka. Ta bardzo realna i prawdziwa nuda, czy też „chłodna nuda”, odgrywa niezwykle ważną rolę. W rzeczywistości, moglibyśmy całkiem prosto powiedzieć, że barometrem naszych osiągnięć w praktyce medytacyjnej jest to, ile nudy tworzymy dla siebie. Chłodna nuda to raczej lekka nuda: ma swoją niepokojącą jakość, ale jednocześnie nie jest czymś wielkim. Chłodna nuda jest jak to, czego doświadczają góry. Przy chłodnej nudzie procesy myślowe stają się mniej zabawne – stają się przejrzyste. Chłodna nuda to beznadzieja na najbardziej absolutnym poziomie.
Chogyam Trungpa
Opuszczą nas wszelkie czary i złudzenia. Ujrzymy nagie ciało w nieskończonym bezsensie. Poczujemy drgawki i pierwszy raz w życiu będziemy płakać naprawdę i TO otworzy Prawdę o tym gdzie jesteśmy, kim jesteśmy i zaczniemy przede wszystkim cenić te wszystkie nauki, które zostały przez nas zignorowane w gorączkowym poszukiwaniu „duchowości”, głosy tych wszystkich ludzi, których w swojej ignorancji i arogancji uważaliśmy za zwyczajnych i nie wartych uwagi. Tych od których podświadomie czuliśmy się lepsi i dociera do nas nasza własna pogarda wobec prawdy istnienia. Dociera do nas nasza własna próżność, ignorancja, pycha, zazdrość, duma, głupota, gniew. Zaczynamy widzieć Cień, który tak naprawdę jest jedyną drogą, ponieważ jest dokładnie tym przed czym uciekamy, co ignorujemy co chowamy odgrywając rolę „tych którzy mają to za sobą”. Wszystko co jest w tym świecie jest zwierciadłem tego co mamy w sobie, całe jego okrucieństwo, kłamstwo, inspiracja, radość. Wszystko przez cały czas. To jest prawdziwy mistrz w miliardach form. Odrzucanie negatywizmu, brzydoty, cierpienia jest odrzucaniem połowy prawdziwej Nauki. Nie sposób mieć połowy doświadczenia. Każda forma ma dwie twarze, dwa oblicza, żeby je zrealizować trzeba je poznać, doświadczyć, przyjąć. Nie istnieje ostateczność jedynie dobra i piękna do którego tak dążymy, rajski ogród gdzie w końcu będzie spokój.
Odradzamy się w skutkach i utożsamiamy się z tym, tworząc na tym „siebie”. Ten proces nie ma końca, ponieważ nie jesteśmy zdolni zatrzymać energii, ponieważ ona nie jest naszym myśleniem, intencją, wolą czy zamierzeniem. Nie jest niczym nad czym możemy mieć kontrolę, ponieważ „ten który jest” jest złudzeniem opartym na utożsamieniu. Nikogo tutaj w istocie nie ma i dlatego wyzwolenie się z czegoś czego nie ma może trwać bez końca. Cały proces duchowości tworzy w istocie problem, ponieważ wzmacnia tą podstawową i fundamentalną iluzję, która jest źródłem całego cierpienia. To fakap pierworodny, lapsus calami kodu symulacji. „Mistrz”, którego ścieżka opiera się na „wzroście” i „rozwoju” na „budowaniu” i „wznoszeniu” na „byciu lepszym” w istocie powoduje, że wzmacniamy jedynie pierwotną iluzję. Prawdziwy powie, że nie ma niczego co można osiągnąć, czym się stać oprócz tego czym tak naprawdę jesteśmy w tym właśnie momencie. Żadnej specjalnej techniki, pieśni, medytacji. Po prostu oddech, ruch ciała, myśl. Przychodzi i odchodzi. Jest prawdą samą w sobie. Nie ma niczego do przyciągania i odrzucania. Niczego do zmiany.
Zwyczajność ukrywa w sobie tajemnicę do której wracamy po tych wszystkich „wielkich duchowych wyprawach” zrzucając „święte specjalne szaty” i w końcu jesteśmy w domu gdzie możemy być sobą bez lęku. Przyjąć swój „mrok” i „światło” przestać grać lepszych niż jesteśmy. Odpuścić.
Skrót artykułu Clifforda D. Connera, autora książek „Ludowa historia nauki” i „Tragedia nauki amerykańskiej”.
Jeszcze w pierwszej połowie XX wieku określanie nauki mianem tragedii wydawałoby się czymś osobliwym dla większości ludzi. Jej reputacja była wtedy nieposzlakowana. Niemal każdy oczekiwał, że nauka rychło i definitywnie uwolni ludzkość od wszelkich problemów i ograniczeń.
Ten łagodny, romantyczny wizerunek został roztrzaskany podwójnym uderzeniem podczas II wojny światowej. Po horrorze nazistowskiej nauki rasowej sprzężonej z technologią ludzkiej eksterminacji nadeszła era nuklearna zapoczątkowana natychmiastowym zwęgleniem ponad stu tysięcy mieszkańców dwóch japońskich miast. J. Robert Oppenheimer, jeden z twórców bomby atomowej, sugestywnie opisał złowieszczą ciemną stronę nauki cytatem z hinduskiej świętej księgi: Teraz stałem się Śmiercią, niszczycielem światów.
„Skoro handel ignoruje narodowe granice, a wytwórca domaga się, by rynkiem zbytu był cały świat, jego narodowa flaga musi za nim podążać, a zamykane przed nim państwowe drzwi muszą zostać roztrzaskane, nawet jeśli przy okazji dojdzie do pogwałcenia suwerenności niechętnych krajów. Nie można przeoczyć żadnego użytecznego zakątka świata lub pozwolić na to, by pozostał niewykorzystanym”. Prezydent USA Woodrow Wilson (1907)
W dokumencie Departamentu Stanu USA z 1948 analityk George F. Kennan kreśli powojenną strategię Stanów Zjednoczonych. Mocarstwo jest w posiadaniu połowy bogactw naturalnych świata, choć liczebność jego obywateli stanowi zaledwie 6% populacji globalnej. Głównym celem polityki zagranicznej będzie utrzymanie tej rozbieżności. Ażeby tego dokonać, należy odstawić na bok mgliste i idealistyczne slogany o demokracji i prawach człowieka. Zostaną one wykorzystane w celach propagandowych. Należy trzymać się koncepcji tzw. „czystej siły” (ang. pure force). Każda część Ziemi będzie pełnić określoną funkcję w systemie, nad którym niekwestionowaną, niepodzielną władzę sprawują USA.
We współczesnych społeczeństwach, począwszy od XVIII wieku, „historia” oraz „przyszłość” stały się substytutami chrześcijańskiego nieba – sława, znakomitość, nawet niewielki rozgłos – wszystko, cokolwiek gwarantuje choćby przypis w księdze historii, tworzy cząstkę nieśmiertelności. Żądza władzy nie jest po prostu rodzajem świeckiej próżności – ma wymiar religijny dla tych, którzy już wcale nie wierzą w tradycyjne życie pozagrobowe. (Szczególnie łatwo można to zauważyć u przywódców politycznych.) Opinia publiczna ściele drogę do nieśmiertelności, a specjaliści od public relations grają role współczesnych kapłanów. Być może posiadanie własności lepiej niż cokolwiek innego zaspokaja łaknienie nieśmiertelności i stąd wywodzi się właśnie siła nastawienia na posiadanie.
Erich Fromm – Mieć czy Być ?
Wynaturzonym humanizmem nazywam kult człowieka – boga w którym żyjemy i którym się karmimy. To jest wirus wysoce objawowy, którym zakażamy się poprzez obcowanie z ciągłą i nieprzerwaną Infekcją Mass Mediów, ponieważ to jest środowiskiem człowieka XX i XXI wieku, to jest jego współczesną dżunglą pełną dzikich bestii i bezlitosnej walki o wpływy. Informacja – rozrywka jest ropą współczesności, a Internet to Fabryka Kontentu, gdzie tankujemy każdego dnia do pełna, aż po samo głębokie gardło. Dobrym przykładem jest szalenie popularna gala Fame MMA, gdzie współcześni celebryci internetowi o ogromnych zasięgach i wpływie na młode i najmłodsze pokolenie biją się po mordach w klatce. Stają się gwiazdami na firmancie cywilizacji upadku, jej zmutowanym i wynaturzonym obliczem, ucieczką w porażający bezwład, smutny bezsens i bezdenną pustkę, która trawi w sobie ostatnie resztki tajemnicy. Wszystko musi zostać spenetrowane, skonsumowane, rozebrane, wyjaśnione, przetrawione i wydalone wprost na stół tej ostatniej wieczerzy, która jest niczym innym jak imprezą na tak zwanej pełnej kurwie cywilizacji w fazie porno.
Pierwsze rzędy apostołów to Kontrolerzy, ludzie widma – no nejmy, których nigdy nie widać na zdjęciu tej reprodukcji. Uszyli ten temat nieskończoną mocą swoich niewidocznych wpływów podczas okultystycznych zjazdów absolwentów tajnych bractw. Ponieważ czy chcemy tego czy nie ktoś zawsze sadzi ziarno i podlewa, dba o odpowiednie warunki wzrostu dla modyfikowanej na swoją modłę hodowli. Każdy współczesny trend gdzieś się rodzi i aby mógł zainfekować masy musi się przebić przez nieskończoną sieć zapór. Trzeba go wgrać w system, zrobić przysłowiowego wirala. Śmiejemy się z iluminatów i raptyli, śmiejemy się z tego, bo to jest śmieszne, takie głupie, takie dziecinne, takie dobre do beki przy podziwianiu gali fejmu, temat staje się memem, pośmiewiskiem foliarskiego odłamu kompletnie irracjonalnej ludzkości, która w większości jest przecież racjonalna, logiczna, taka jest cała umoczona w tym Programie. Jedna rzecz stała się bardzo oczywista w ostatnim czasie – tym można już sterować jak grą, implementować globalne ruchy na całej planszy, ruchać pionkami podług woli, przestawiać pola, zmieniać zasady, nadpisywać reguły, spuszczać się na twarz bez wstydu podczas transmisji mszy – adoracji krwią milionów baranów zarżniętych bez najmniejszego ruchu powieki. Na zimno.
Jeżeli ktoś tego nie widzi, musi zdjąć ten VR – owy kask z mózgownicy, otworzyć prawdziwe oczy, spojrzeć na rok 2020. W tarocie XX to jest Sąd, mamy podwójny Sąd – wewnętrzny i zewnętrzny. Mamy Przeorganizowanie Układu, który nigdy nie wydarzył się w takiej skali. Kolejna karta to jest XXI – Świat. A zaraz po niej jako 0 – Głupiec. To tutaj mniej więcej jesteśmy. To jest ten punkt w Grze. Spójrzmy na to samo z perspektywy Księgi Przemian. 20 to Kontemplacja – wiatr wieje nad ziemią, spoglądanie w górę. Obserwowanie. Rozważanie i analizowanie. Siła osobowości. Czas przed podjęciem ważnej decyzji. Czas To przemyśleć. 21 – Przegryzanie. Grom i błyskawica. Strzeż się obłudy, zdrady i fałszu.
W zrozumieniu modus posiadania może pomóc odwołanie się do jednego z najbardziej znaczących odkryć Freuda, że wszystkie dzieci po przejściu okresu zwykłej biernej receptywności – po którym następuje okres agresywnej, eksploatatywnej receptywności – przed osiągnięciem dojrzałości, przechodzą jeszcze fazę nazywaną analno-erotyczną. Freud odkrył, że właściwości tego okresu często dominują później w rozwoju osobowym, prowadząc do rozwoju charakteru analnego, tzn. właściwego dla osób, które większość energii życiowej kierują na posiadanie, oszczędzanie, zbieranie pieniędzy i rzeczy materialnych, a także uczuć, póz, słów i energii.
Erich Fromm – Mieć czy Być ?
Wróćmy do naszych jaśniejących zblazowanych gwiazd na mrocznym całunie zadymionego myślobytami nieba pokrywających nieboskłony naszych cyfrowych odbiorników, ludzi wirusów wędrujących przez kable i fale, których wpuszczamy do naszego życia, ciała i umysłu. Kontemplujmy ich mądrości w skupieniu i z powagą, nawet wtedy kiedy są takie przecież zabawne, beztroskie pełne tej współczesnej bełkotliwej nowomowy dwójmyślenia. To skompresowane do małych kompatybilnych z systemem rozmiarów programy, które wgrywają się błyskawicznie jeden za drugim, ponieważ teraz są ich miliony i są tacy jak my, są z ludu, z masy, z bloku, podwórka. Żyją tylko krótką chwilę, jak ćmy które płoną w płomieniach krótkiej i intensywnej uwagi. Dostają chwilę atencji i zdychają karmiąc się do samego końca tą jedną krótką chwilą, że ich życie coś znaczyło, wybili się na pikującej krzywej, któregoś tam masowego wymierania wszystkich gatunków. Zapisali się drobnym bajtem w kronice akaszy w kolektywnej gatunkowej matrycy, w zamulonym komputerze kwantowym wszechświata, który zmontował jakiś kolejny okrutny demiurg z manią wielkości i tym narcystycznym mottem: nie będziesz czcił bogów innych przede mną.
Innych nie. Będę czcił samego siebie. I co ty kurwa na to! Ha! A kuku frajerze! Ctr Alt Del! Enter! Weszliśmy w Nowy Wymiar. Głupiec jedzie uberem komfort z psem który kąsa go po jajach. Jest zadowolony, uśmiechnięty, bo może wszystko. Ma w tobołku tablet i smartfona czyli taki sprytny telefon do wszystkiego. Leci na Karaiby gdzie wali serię dobrych samojebek podczas orgietek i bankietów, podziwia slumsy, biedę i rozkład, wchodzi na Jezusa w Rio z patykiem w ręce, rusza na safari zajebać kilka lwów, jest w dolinie śmierci kiedy termometr wskazuje 666 stopni faren hejta i na asfalcie robi jajecznicę z bekonem i oliwkami, co przynosi mu kilkaset tysięcy nowych falołersów na insta. Mielone statystyczne mięso. Zapraszają go na Szczyt Ziemi, gdzie czyta z zegara ile nam jeszcze zostało czasu na zabawę bez obostrzeń i limitów. Porusza masy, wzrusza miliony, kasuje tryliony. Staje się ostatecznie produktem na giełdzie, całą chińską fabryką merczu, gdzie małe chinki i mali chińczycy robią kubki, miśki, smycze, koszulki, czapki i buty. Drukuje obligacje. Staje się wyrocznią z Matrixa, która piecze ciastka i mówi wam wszystkim, że nie jesteście wybrańcami. Jesteście niczym. Pokarmem do karmienia pasożytów. Płatnikami podatków. Ciałami do szczepienia, pełzającą martwicą mózgu, odbiornikami podłączonymi do sieciowego systemu kanalizacji. Sedesem do którego można się zesrać w każdej chwili tym namnożonym zarobaczonym gównem, z którego lepi zmyślnie każdy swój produkt.
To on siedzi w centrum wieczerzy ze złotym gralem Uwagi. Karmiciel współczesności, wielki pojemny żołądek pełen soków trawiennych, obiecane niebo – soczystej rozkoszy, gdzie wszystko staje się tą łatwostrawną masą biernej receptywności, którą można ugniatać jak się chce i pozyskiwać wszystkie składniki odżywcze, by Gra mogła się toczyć osiągając nowe poziomy pogardy. Nie myśl! Ciesz się życiem! Korzystaj z całego dobrodziejstwa inwentarza! Potakuj kiedy trzeba, płać co musisz, szczep się w terminach, weź udział w tym spisku powszechnym kiedy przyjdzie rachmistrz w mundurze systemu i rozkładanym długopisem pałki teleskopowej. Wszystko jest dobrze, wiemy co robimy, bo robimy wszystko co trzeba, byś był martwy i żywy jednocześnie jak ten kot dopóki nie otworzymy czarnej skrzyni po przelocie i wszystko się okaże. Na razie bądź statystycznym nikim, baw się tym kałem. My wszystko załatwimy za ciebie, całe twoje marne życie petenta, podatnika, wyborcy, odbiorcy, podmiotu – przedmiotu. Obejrzyj nową galę FAME postaw jakieś zakłady, wszystko będzie dobrze jak już skończymy szczepienia, pojedziesz do kurortu, na wulkan, gdzie chcesz.
Zwierzęta nocy (oryg. Nocturnal Animals) – amerykański film, thriller psychologiczny neo-noir, napisany, wyreżyserowany i wyprodukowany przez Toma Forda, na podstawie powieści Tony i Susan Austina Wrighta z 1993 roku. Główne role odgrywają Amy Adams, Jake Gyllenhaal, Michael Shannon, Aaron Taylor-Johnson, Isla Fisher, Armie Hammer i Ellie Bamber.
Susan, ciesz się absurdalnością naszego świata. Jest o wiele mniej bolesny. Uwierz mi, nasz świat jest o wiele mniej bolesny niż świat rzeczywisty.
Człowiek z ludu jest winny składać hołd królowi. Takie jest prawo. Ponieważ jest to prawo, niszczy wolność i zniewala. Pod jarzmem tego prawa, człowiek musi zaniechać używania swojego umysłu, swojej mowy i swoich czynów. Ludzie muszą wierzyć, że są warci mniej niż król. Zauważ, że w przeciwieństwie do reguł, nie ma prawdy w prawie. Jest całkowicie możliwym okazać brak szacunku dla króla i w ten sposób złamać prawo. Prawo musi być egzekwowane siłą, ponieważ nie ma w nim prawdy. Prawo niszczy wolność, bo jest kłamstwem. Reguły natomiast tworzą wolność, ponieważ są one wiedzą. To co niszczy wolność, jest złem.
Jeremy Locke — End of All Evil
To w czym obecnie jesteśmy to tak zwany Próg. Doświadczenie progowe ma naturę inicjacji w pierwotny stan mądrości, w przekroczenie narzuconego ograniczenia. Musimy iść naprzód. Ponieważ ten system nie ma już praktycznej funkcji staje się niczym innym jak nawykiem, automatyzmem. Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy na tej planecie coraz więcej istot przekracza program, który zarządza i kontroluje tą „rzeczywistość”. To jest masa krytyczna, nabrzmiały potencjał Zmiany. Sztuczne powstrzymywanie tego jest łamaniem pierwotnej zasady rozwoju. Kiedyś w przeszłości tych „wywrotowych” jednostek było stosunkowo mało, pełniły raczej rolę pewnej zapowiedzi manifestującego się potencjału. Kolektywna Ignorancja tropiła tych ludzi i likwidowała z okrutną determinacją, ponieważ nosili w sobie bardzo niebezpieczną Moc. To jest wiedza o możliwości Wyzwolenia. Teraz tak zwany system nie jest już w stanie nad tym panować, dlatego mamy do czynienia z tak drastyczną manipulacją. Prawdziwą pandemią jest pandemia wolności i tego boją się najbardziej ci, którzy czerpią zysk i żyją dzięki zniewoleniu istot ludzkich.
Nasz kolektywny umysł został zaprogramowany na podległość i status niewolnika. Rodzimy się w matrycy, która uznaje, że zawsze istnieją tacy, którym musimy się podporządkować, uhonorować ich status władcy. To myślenie mutowało w tak zwanym czasie. Obecnie w dobie społeczeństwa masowego, którym rządzi biurokracja i uprzywilejowany kolektyw namiestników, których wybieramy na zasadzie „wolnych wyborów” i którzy żyją i funkcjonują dzięki kradzieży zwanej podatkiem i niepoliczalnych opłat, niejako żywimy własnych oprawców, którzy regulują tak zwane prawo w taki sposób by zagwarantować sobie ciągłość panowania. Czynnikami, które są niezbędne to manipulowanie naszą świadomością poprzez skolektywizowane masowe media, aparat przemocy i perswazji w postaci władzy sądowniczej i wykonawczej oraz globalizacji, która tworzy siły ponad siłami, układy ponad układami. Jedyną zasadą władzy i jej celem jest sama władza. Obecnie ludzie, którzy kompletnie i przez lata funkcjonują w zupełnie innej rzeczywistości niż większość tak zwanych wyborców wymyślają zasady życia dla ciebie czy dla mnie, które zamiast upraszczać wszystko komplikują. Chodzi o to by utrzymać większość społeczeństwa w przymusie walki o byt, ograniczyć ich czas i możliwości do tego stopnia by nigdy nie przyglądali się temu w czym tak naprawdę żyją i jak to funkcjonuje.
System wzajemnego przywileju tworzy zupełnie osobną strukturę organizacyjną, hermetyczny świat zarządców i ich zrytualizowanego języka, który jest kompletnie abstrakcyjny i nienaturalny i funkcjonuje na zasadzie zaklinania rzeczywistości. Nazywam to Klątwą. W praktyce chodzi o to by zawładnąć ciałem i umysłem. Potrzebą rozumienia i potrzebą wiary. Częścią działania, aktywności i częścią wrażliwości i receptywności. Ciało i umysł mają żyć podług gotowego wzorca, funkcjonować w wyznaczonych ramach świeckich i religijnych. To są tak zwane ustroje. W naszym wypadku matryca „demokracji” i „chrześcijaństwa”. Kościół i Urząd to dwie ręce tego samego ciała w niektórych wypadkach jest to Państwo i Nauka, która stanowi nową globalną religię, jest współczesnym nowoczesnym kapłaństwem. To jest ta sama zasada jaka funkcjonuje tu od tysiącleci. W praktyce chodzi o skomplikowanie i stworzenie jak najbardziej złożonych i niezrozumiałych systemów percepcji rzeczywistości opartej na aktywności umysłu oraz na manipulacji wiedzą o naturalnych prawach i cyklach. Ponieważ prawdziwą władzą jest wiedza. Zawsze tak było.
Skolektywizowana i masowa edukacja jest systemem wdrażania w system, nauki w jaki sposób skutecznie umacniać i wspierać całą tą nienaturalną strukturę czerpiąc z tego zyski i dbając o swój status. Najważniejsza jest lojalność i posłuszeństwo, ponieważ to te czynniki decydują o tak zwanym dobrym i bezpiecznym życiu w tym Układzie. Zawsze widoczne jest jego prawdziwe oblicze, kiedy dochodzi do prawdziwego podważenia czy zakwestionowania samego systemu, wówczas ukazuje on swoją prawdziwą brutalną twarz. Możesz wszystko do momentu, kiedy nie dotykasz samej esencji zniewolenia, wówczas dotyka cię cały ukryty aparat represji i zazwyczaj ma to postać publicznego upokorzenia, stajesz się więźniem, kimś potępionym, pośmiewiskiem, przestrogą. To co za tym stoi i tym zarządza jest NIELUDZKIE.
Umownie możemy nazwać to SZTUCZNĄ INTELIGENCJĄ, która jest zimnym i wyrachowanym opartym na najbardziej prymitywnych odruchach i instynktach MÓZGOGŁOWIEM. To konstrukt umysłu, który ma naturę pasożyta i potocznie nazywany jest EGO. To nieistniejący realnie byt, który zawładnął naszą świadomością na poziomie jednostki i masy. To UMYSŁOWA NARRACJA, która uwierzyła, że jest podmiotem zdarzeń, osobą, czymś co istnieje realnie. To GŁOS w naszej głowie, który bez ustanku ocenia i wartościuje każde doświadczenie, każdą myśl i tworzy nieskończone abstrakcyjne wyobrażenia na temat rzeczywistości. Wszystkiego używa instrumentalnie. Nasze myślenie zasilane jest energią ciała, a nasze ciało jest żywą i wrażliwą inteligencją, która nie tworzy abstrakcyjnej matrycy, a zamiast tego po prostu jest OBECNE. Dominacja umysłu powoduje, że brak nam energii i brak nam obecności, w pewnym stopniu jesteśmy nieprzytomni, wciągnięci w nieskończony nigdy film umysłu. Dlatego nie widzimy co się dzieje, widzimy swoje projekcje, a nie rzeczywistość.
Zdjęcie: Marion Ettlinger/Corbis Outline
Ponieważ jest jeszcze coś, co jest dziwne, ale prawdziwe: w codziennym okopie dorosłego życia, nie ma czegoś takiego jak ateizm. Nie ma czegoś takiego jak nie oddawanie czci. Wszyscy oddają cześć. Jedyny wybór, jaki mamy, dotyczy tego, co czcimy. A nieodpartym powodem, dla którego warto wybrać jakiegoś boga lub duchową rzecz do czczenia – czy to JC czy Allaha, czy to YHWH czy wiccańską Boginię Matkę, czy Cztery Szlachetne Prawdy, czy jakiś nienaruszalny zestaw zasad etycznych – jest to, że prawie wszystko inne, co czcisz, zje cię żywcem. Jeśli czcisz pieniądze i rzeczy, jeśli to w nich upatrujesz prawdziwego sensu życia, to nigdy nie będziesz miał dość, nigdy nie poczujesz, że masz dość. Taka jest prawda. Czcij swoje ciało, piękno i powab seksualny, a zawsze będziesz czuł się brzydki. A kiedy czas i wiek zaczną to pokazywać, umrzesz milion razy, zanim w końcu cię zasmucą. Na jednym poziomie, wszyscy już to wiemy. Zostało to skodyfikowane jako mity, przysłowia, klisze, epigramaty, przypowieści; szkielet każdej wielkiej opowieści. Cała sztuka polega na tym, aby utrzymać prawdę na pierwszym planie w codziennej świadomości.
Czcząc władzę, w końcu poczujesz się słaby i przestraszony i będziesz potrzebował coraz więcej władzy nad innymi, aby znieczulić się na swój własny strach. Czcząc swój intelekt, będąc postrzeganym jako inteligentny, w końcu będziesz czuł się głupi, będziesz oszustem, zawsze na granicy bycia odkrytym. Ale zdradliwą rzeczą w tych formach kultu nie jest to, że są złe czy grzeszne, ale to, że są nieświadome. Są to ustawienia domyślne.
To rodzaj kultu, w który stopniowo wpadasz, dzień po dniu, coraz bardziej selektywnie podchodząc do tego, co widzisz i jak mierzysz wartość, nie będąc w pełni świadomym, że to właśnie robisz.
A tak zwany prawdziwy świat nie zniechęci cię do działania na domyślnych ustawieniach, ponieważ tak zwany prawdziwy świat ludzi, pieniędzy i władzy wesoło szumi w kłębowisku strachu, gniewu, frustracji, pożądania i kultu samego siebie. Nasza obecna kultura okiełznała te siły w sposób, który przyniósł niezwykłe bogactwo, komfort i wolność osobistą. Wolność do bycia panami naszych maleńkich królestw wielkości czaszki, samemu będąc w centrum całego stworzenia. Ten rodzaj wolności ma wiele do zaoferowania. Ale oczywiście istnieją różne rodzaje wolności, a o tym, który jest najcenniejszy, nie usłyszysz zbyt wiele w wielkim zewnętrznym świecie pragnień i osiągnięć….. Naprawdę ważny rodzaj wolności obejmuje uwagę, świadomość i dyscyplinę oraz zdolność do prawdziwej troski o innych ludzi i do poświęcania się dla nich na niezliczone, drobne, nieseksowne sposoby każdego dnia.
To jest prawdziwa wolność.
TO JEST WODA David Foster Wallace
Dlatego nazywane jest to ILUZJĄ. Oderwanie nas od ciała i od żywej inteligencji zamknęło nas w więzieniu umysłu, w abstrakcyjnym świecie wyobrażeń. Cała ta struktura jest fikcyjną krainą, czymś kompletnie wymyślonym, czymś co nie podstaw w realności. Bujamy w obłokach, żyjemy w chmurze. Jesteśmy programami, które ktoś bez ustanku aktualizuje. Dzieje się tak kiedy tracimy kontakt z ŻYWĄ INTELIGENCJĄ CIAŁA i z OBECNOŚCIĄ. Szukamy abstrakcyjnych mistycznych ścieżek, zamiast odkryć swój własny stan w tym momencie, zbadać samych siebie, przekierować uwagę na to co ma prawdziwe znaczenie.
Co jest prawdziwym władcą? Kto jest prawdziwym twórcą? Cały czas jesteśmy tam gdzie nas nie ma, to jest nasz problem. Czy istnieje życie po życiu? Czy istnieje moment po momencie?
Jednak czym jest to co istnieje? Jak wygląda?
W tej rzeczywistości istnieją ci, którzy odkryli w jaki sposób manipulować naszym snem, całym tym abstrakcyjnym wytworem umysłu. Jak rzucać klątwę NIEOBECNOŚCI I ROZPROSZENIA, jak powodować byśmy wciąż byli nieprzytomni i bez końca szukali potwierdzenia istnienia tego co nie istnieje. To jest fundamentalna przemoc oparta na manipulacji świadomością. Składanie hołdu Królowi Ignorancji. PODDAŃSTWO PROJEKCJI.
Nasze duże mózgi, argumentuje badacz, uczyniły nas przesadnie zmyślnymi. Potrafią one skonstruować własną rzeczywistość, całkowicie oderwaną od rzeczywistości „autentycznej”, i żyć szczęśliwie w tym urojonym miejscu uznając je w efekcie za świat „prawdziwie” realny. Nasze ego bez trudu wymyśla i wierzy w historie, które wywołują reakcje emocjonalne i tworzą w naszych głowach kolejne opowieści. Owo błędne koło negatywnej aktywności intelektualnej i emocjonalnej naszych umysłów – odłączonej od tego, co faktycznie dzieje się tu i teraz – kontroluje patologiczną kondycję naszej psychiki.
Narzędzia separacji – Fragmenty eseju Dave’a Pollarda.
Oferta jaką obecnie dostajemy to ucieczka od siebie w przestrzeń nieskończonych domysłów i spekulacji. Stan zawieszenia, oczekiwania, biernej obojętności. Dryf. Staliśmy się ofiarami okoliczności, mieszkańcami ciągle ulepszanych klatek, tak bezpiecznych i komfortowych, że żyjemy w stanie otępienia sterylną wygodą, kręcąc się w koło najbardziej banalnych spraw, które stały się naszym więzieniem. Przez zakratowane okna nadają nam film o rzeczywistości, którego głównym celem jest utrzymywać nas w jednoczesnym przerażeniu, tym co „tam jest” i iluzorycznym przekonaniu o swoim „bezpiecznym świecie”, który stworzyli dla nas nasi „opiekunowie”. Jesteśmy otępieni tak zwaną rozrywką i kulturą, która ani nie jest rozrywką, ani nie jest kulturą. To współczesna heroina, która uzależnia nasze umysły. Uzależnienie od konsumpcji treści, która przypomina jednolitą bezwartościową papkę dla niemowlaków. Chodzi o to byśmy coraz bardziej byli wprzęgnięci, zsynchronizowani z cyfrowym światem, który ma być naszym nowym miejscem zamieszkania, wyśnioną krainą nieskończonych możliwości. Edytowalnym Rajem, gdzie można śnić w nieskończoność. To w tym kierunku zmierza ta rzeczywistość. Mamy być kompletnie zależni i nieświadomi, upojeni cyfrowymi używkami.
Dzieje się tak ponieważ tak zwany analog uderzył w mur wzrostu, możliwości tej planety są ograniczone, a zasoby coraz bardziej zużyte, ryjemy już na bezpłodnej pustyni. To co zostało musi zostać dla tych co zostaną. Dlatego nazwano to wielkim resetem. Dlatego mamy to co mamy. Nie można się bawić cały czas. W końcu przychodzi moment kiedy impreza się kończy. Większość ludzi jest tak nieprzytomna, że kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy nawet po całej akcji z pandemią i wirusem. Wciąż śpią i czekają na powrót starego świata, jednak stary świat już nie wróci, bo już go nie ma, skończył się. Upadł przez swoją arogancję i pychę. Teraz jesteśmy w tak zwanym bardo – stanie pośrednim, w zawieszeniu pomiędzy trupem i noworodkiem, rzeczywistość inkarnuje do nowej formy. Ubiera się w to co ma do dyspozycji.
Ten systemowy układ gwarantuje możliwość nieprzerwanych doświadczeń. Jesteśmy eksperymentem. Hodowlą. Brak możliwości rozróżnienia pomiędzy wyobrażeniem a rzeczywistością jest podstawowym warunkiem, który umożliwia programowanie zachowań i postaw. Otumanienie i nieprzytomność, naiwna wiara, łatwowierność. Kult tytułu i uniformu, oddanie w obce, zimne precyzyjne ręce. Błogi spokój nieświadomości. Oni wszystko zrobią, załatwią, ogarną. Prawo, regulamin, instrukcja obsługi. Proste zdania i zadania. Układ wzajemnej zależności, który gwarantuje ciągłość badań. Odwieczny status niewolnika, którym zarządza ta sama bezwzględna przemoc zmieniająca formy jak maski, a która obecnie jest atłasową rękawiczką, delikatną kombinacją tak zwanej kultury i nauki, która pieści naszą próżność, daje nam to poczucie bycia kimś wyjątkowym sczytuje z nas wszelkie możliwe odruchy i emocje dla bezosobowych algorytmów, które tworzą miliardy replik, które zamieszkają w nowym cyfrowym uniwersum. Ufne i oddane szczenię łasi się i przymila do swoich nowych władców, klepane po pysku nieskończoną ilością obietnic. W samowystarczalnym technokratycznym konsorcjum nie potrzeba tylu niewolników – robotników, nie potrzeba rąk do pracy, mózgów do myślenia, sługusów do wyręczania, szpicli do kablowania, dziwek do obsługi perwersji, samorodnych talentów.
Wszystko na przemiał. Do recyklingu.
Problem jest taki, że ignorancja nagradza śpiących, daje im przywileje i benefity, bowiem jej służą, współpracują, są w układzie wzajemnej korzyści. Świetnie to widać na przykładzie mediów z jakich korzystamy i które otaczają nas ze wszystkich stron. Ten obraz świata jaki nadają korporacyjne media jest iluzją, która ma chronić przede wszystkim, tych którzy realnie i bezwzględnie ten świat niszczą, gdyż to ci ludzie posiadają pozwalającą na to władzę i wpływy. Są tymi, którzy kontrolują i modelują ludzką świadomość poprzez tworzenie wyobrażeń w formie tak zwanych informacji.
Choć widzimy korporacyjne logotypy za nimi kryją się prawdziwi ludzie, którzy podejmują konkretne decyzje i to wszystko czy chcemy tego czy nie kształtuje nasze życie. Ten świat zmienił radykalnie swoje oblicze po ostatnich dwóch wielkich wojnach, których „zwycięzcy” stworzyli nowy światowy ład, który umożliwił niewiarygodne przeobrażenia – zglobalizowany konglomerat – maszynę śmierci, której jesteśmy pracownikami na pełen etat, która nie chce się zatrzymać, dopóki nie wyeksploatuje wszystkiego. Nie rozumiejąc i nie szanując starego świata, który potraktowaliśmy jak dziwkę, chcemy nałożyć na jego zdegenerowane i wyeksploatowane ciało tą osnowę cyfrowej symulacji, skomputeryzowaną matrycę ostatecznego pasożytnictwa zarządzaną przez psychopatycznych multimiliarderów, dla których będziemy niczym innym jak nowym zasobem do zarządzania. Ucieczka z analogowej agonii do nieskończonych światów wygenerowanych przez Nowego Samouczącego się Boga – Algorytm. Jesteśmy tak zajęci tym sztucznym kręceniem się w zaprogramowanym kółku, że nawet nie zauważamy jak ten zmyślony świat staje się „światem prawdziwym”, który nas wgrywa w siebie jak kolejną grę.
Boję się ludzi, którzy uśmiechają się zbyt szerokim uśmiechem w tej rzeczywistości. Mam w głębokiej pogardzie ich kursy inwestycyjne, instrukcje sprzedaży, całe to śmierdzące gówno, które pakują w lepkie i samonośne slogany, które nalepiają na umysły szukające chwilowego szczęścia w kolejnej iluzji. Czcimy mamonę, każdego jednego dnia pogrążamy się coraz bardziej i bardziej w ten zmechanizowany materializm, który jest ciągle głodnym mięsożernym bagnem, które nas zasysa coraz głębiej w otchłań wiecznie niezaspokojonych potrzeb, nawet z tak zwanej „duchowości” zrobiliśmy towar do sprzedania, skromność na pokaz, ekspozycja sztucznej moralności, wystawa pełna importowanej z dalekich krajów świętości, pokaz mody szamanów, joginów, którzy „uzdrawiają” i „oświecają”. Mało z tego zostanie na samym szarym końcu, tam w poczekalni, na twardych ławkach, gdzie siedzisz nagi i bezbronny, a wszystko staje się jasne i przerażająco oczywiste. Śpiąca królewna będzie spać do końca, aż ją obudzi pocałunek śmierci pełen niemożliwego do strawienia rozczarowania.
„Rozczarowanie” jest słowem kluczem na ten czas, bardzo pojemną metaforą, która mieści w sobie każde nasze doświadczenie w tej przejażdżce na szybkoobrotowej karuzeli. Od wirowania kręci się głowie, świat staje się tajmlapsem, podróżą w ciemności przez zapętlony tunel, który wcześniej czy później prowadzi do pewnego zrozumienia, szokującego odkrycia banalnych oczywistości, które jednak tak naprawdę nigdy nie były banałem, a jedynie nie urzeczywistnioną surową mądrością, która teraz manifestuje się sama z siebie. Wielką nauką w tym pogorzelisku wypalonych namiętności i ciągłego głodu jest zdolność odrzucania, wielkie bezkompromisowe „nie”, które jest potężnym ostrym obosiecznym mieczem mądrości, która istnieje bez naszego „mistycznego” wysiłku. Ja nazywam to „Jebnięciem Transcendentu” czymś co w jednej chwili niszczy każdy zapętlony program. To czysta i nie rozwodniona natura gniewu, porażające klarowność, która widzi wszystko na wskroś bez żadnego filtra. Ta jakość nie potrzebuje żadnych dodatków do lepszego trawienia, żadnego znieczulenia, osłody, nic do przepicia. Kiedy się budzi w kolektywnym polu, świat staje się precyzyjnym lustrem, które ukazuje wszystko tym czym jest – nagie i prawdziwe, wówczas to co nazywamy naszym ego, lub ludzką wytworzoną z warunków osobowością po prostu eksploduje, ponieważ nie jest w stanie znieść surowej nieprzetworzonej przez umysł – prawdy, która nie ma żadnego pana, żadnego właściciela, żadnej wytworzonej przez nas „moralności”.
Kurczące się zasoby będą utrudniać ucieczkę, będzie coraz trudniej udawać, coraz trudniej odwracać głowę. Przytomność stanie się wyrokiem egzekwowanym w każdej krótkiej chwili. Uderzenie za uderzeniem, wstrząs za wstrząsem przez cały nieprzerwany czas. Dlatego trzeba porzucić nadzieję na cokolwiek, być w tym co jest w sposób totalny, nie szukać niczego nawet najmniejszego rozwiązania, nie tworzyć rozdzielenia pomiędzy sobą i tym, niech się dzieje. Puścić wszystko, to pozwolić wszystkiemu być i istnieć tak jak chce, dać przestrzeń i zaufanie, nie korygować, nie modyfikować, nie szukać oświecenia. Wtedy TO budzi się samo z siebie i staje się czystym instynktem, okiem rozszalałego cyklonu, tym czego nic nie może zniszczyć, samą żywą esencją życia. Mocą, której nikt nie może posiąść. Odrzucać każdą sztuczną ofertę ubóstwienia, zbawienia, bycia wybranym, pójść prosto do piekła bez mrugnięcia powieki. To wszystko jest samo wyzwalającą się energią, która jest nieskończona i nie ma żadnej drogi i żadnego celu, który można osiągnąć. Słowo, które odkrywa przed sobą swoje własne znaczenie.