Czemu jeszcze tego nie ogarnialiśmy, ogarniamy już tak dużo, że brakuje nam rubryk w tabelkach ogarniania. Mamy rejestr rekordów Ginesa dobrych globalnych uczynków, nagrody nobla rozchodzą się jak ciepłe drożdżówki. Za pokój, za spokój, za naukę raczkowania pomiędzy wymiarami. Podobno te maszty 5 G mają wszystkim ostatecznie sterować, świat ostatecznie ma być dronem z amazona. Zatem pytam dyrektorów kiedy w końcu zapanują nad tymi atmosferycznymi kaprysami. Te burze, te grady, pioruny – to jest skandal, kiedy nagle pośrodku kolejnego serialu o seryjnych mordercach, albo nie daj boże gry o tron wyłączą ci prąd i nie obejrzysz, nie poczujesz, nie zamulisz. Osz kurwa Panowie – Władcy Matrycy dajcie żyć! Dajcie w sztucznym spokoju konsumować dobra kultury cyfrowej 4K w 3D.

Macie jak piszą w Internecie ten system sterowania gdzieś na Alasce albo w podziemnych bazach, gdzie szaraki robią was na szaro i siedzi wielki Jaszczur, który wygrał grę o tron i klika co ma być dzisiaj w globalnych wiadomościach. A tutaj pogodynka z ustami botoksowych chmur nawija, że znowu dostaniemy katastroficzne smsy, że niebo będzie nabrzmiałe purpurą i spłynie bezmiarem wód pełnych metali ciężkich i łez bezradnych archaniołów.

Mamy budować arkę z butelek po coca coli? Modlić się? Nawoływać do pojednania narodów? Burzyć mur w Palestynie? Zwołać na ostatnie zebranie świadków mechanicznego Jehowy? Jak ma być? A jak to wszystko się rozłączy i pospadają te wszystkie satelity, rozładują się akumulatory w serwerowniach i nastanie wielka cisza? Taka, że zwariujemy i rozszczepią się nam neurony w mózgach? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. Tyle lęku w objęciach okrutnej i bezlitosnej matki wariatki i ojca psychopaty. Kolonie atomowych rodzin post nuklearnej ery chwilowego dobrobytu już są zmęczone tym brakiem komfortu, bo nie po to wyrabiasz paszport szczepionkowy, ładujesz w kanał te szpryce dobrodziejstwa współczesnej eksperymentalnej medycyny, masz te wszystkie kontrole, testy i pomiary żebyś na wakacjach na Jebizie – Ibizie miał kurwa go mać deszcz, albo nie daj panie jakiś śnieg, albo gradobicie. Płacimy podatki to chcemy słońca i tęcz na niebie. Chcemy mieć ładne zdjęcia dla frendsów na fejsbuku, dobre wspomnienia, szczęście chcemy mieć, bo nie po to nasi przodkowie tarzali się na polach i fabrykach w gnojowisku ucisku klas pracujących smaganych biczem postępu, który ma delikatne znamiona podstępu.

Zatem piszemy do was petycje na stronie z petycjami. Mamy siedem miliardów podpisów plus błąd w statystyce. Mamy argumenty i prawa człowieka. Dajcie nam wieczne słońce i idealne ciśnienie atmosferyczne. Dajcie nam równe pory roku, kwiecistą wiosnę, obfite lato, złotą polską jesień i uroczą zimę jak z reklamy świątecznych wyprzedaży, ma które pójdziemy z uśmiechem i wykupimy wszystko, wszystkie te prezenty. Przestańcie nas straszyć, że czeka nas zagłada jak się nie opamiętamy. Przecież segregujemy śmieci, mamy tesle na kredyt, biodegradowalne reklamówki, martwimy się dramatycznymi zdjęciami na naszych profilach, oglądamy Teda, czytamy zmiany klimatu. My chcemy żyć długo i szczęśliwie! Tego chcemy! Nie chcemy niczego co nam psuje humor, wprawia w katastroficzne zakłopotanie, poczucie winy, że odbieramy naszym pociechom przyszłość. Zresztą są tacy co mówią, że to nie jest prawda, że zmyślacie, robicie nas w przysłowiowe bambuko. Są tacy co mówią, że robicie nas w chuja. To prawda? Tak to wygląda?

Bo, niestety macie tutaj bałagan informacyjny, taką globalną chorobę dwubiegunową – raz depresja raz euforia, raz recesja raz ekstaza. No jak jest w końcu? Dobrze czy źle? Czy ta upiorna dziewczynka co nie poszła do szkoły z powodu klimatycznych zmartwień jest przez was podstawiona? Ulepiona z waszej gliny, złożona w waszej fabryce sztucznych ludzi i nagrana jak automat z modułem budzenia głębokich lęków podczas waszych spotkań gdzie wszyscy się martwicie o losy „naszej planety”? To skam, frod? Mamy nadzieję, że nie, bowiem w was przecież pokładamy nadzieję, wierzymy w wasze symulacje, pokazy slajdów, w waszą mądrość i miłość dla gatunku, która uderza nas jak czeskie tornado w waszych nie dających się czytać raportach wypełnionych łzawą nowomową lingwistyczną, którą trzeba rozszyfrować jak jakiś rebus i rozpisać w kilku ostrych krótkich zdaniach.

Bo zauważamy w swoim roztargnieniu, że wasza narracja jest apokaliptyczna, nie taka wprost, trochę tu trochę tam, trochę katastrofa, trochę wojna będzie może jakaś największa, trochę wody brakuje, budzą się wulkany, kończy się ropa, gaz łupkowy, jakieś nadmierne przeludnienie, coś o pożarach, suszy, chorobach bydła i ludzi, jakieś nowe robactwo na kształt biblijnych plag, niebo grzmi zbyt często, spadają ptaki z nieba, no wirus jest – wiadomo, problemy w kościele powszechnym, jakieś zjawiska nadprzyrodzone, popularność teorii spiskowych, groźba wojny domowej za Atlantykiem, gasnąca pochodnia wolności, zamordyzm niszczenie jedynie prawilnych dżender przez marksistowską agendę, jakieś hybrydy ludzko zwierzęce, migranci na pontonach, hordy barbarzyńców łomotających do bram królestwa mieczami zagłady, kolejne komisje otwierające śmierdzące skandalem puszki Pandory, wszechobecne porno, upadek standardów i obyczajów, wzrost chorób psychicznych i konsumpcji leków psychoaktywnych, putin, bajden, franciszek, wyścig – kto pierwszy ucieknie rakietą w kosmos i założy nowe pozaziemskie siedlisko i splunie na nas z pogardą jak na zapadające się w czarnej dziurze siedlisko upadłych demonów.

A my nie jesteśmy demonami. Nie kupujemy już tego towaru z religijnej wyprzedaży pchanego pod stołem świadomości przez korporacyjnych akwizytorów w dziwnych strojach. Chcemy nowych paradygmatów, nowych uczuć, nowych wrażeń, czegoś na kształt wieloświatu. Jakiejś kwantowej rewolucji. Nie chcemy głodu, śmierci i zniszczenia, nie chcemy topniejących lodowców i płonących oceanów w wyniku kolejnej katastrofy. Mamy już dość kataklizmów, dość piekła, sądu i płomieni. Mamy dość wypróżniania się do naszych głów jakby były szambem przez wasze medialne sedesy. Wyciągnijcie z magazynów wszystkie dobre wieści, pozytywne wiadomości, pokrzepiające komunikaty, podnoszące na duchu filmy z morałem, pokażcie jak naprawiamy nasz świat – wszyscy razem budujemy przyszłość, sadzimy drzewa, oczyszczamy oceany, jeździmy na rowerach, kupujemy lokalnie, pomagamy słabszym, nie patrzymy na innych z wyższością, uczymy się pokory do życia jakby od początku, bo coś tutaj nie pykło. Oto nasza petycja do was, nasz manifest, nasz głos, którego nie chcecie słyszeć. Chcemy słońca i pogody ducha, chcemy tworzyć, a nie niszczyć, rodzić a nie mordować, chcemy pokoju a nie wojny, perspektyw a nie inwektyw.

Pewnego dnia przyjdziemy na wasz szczyt G coś tam jakiś numer i będziemy milczeć i to milczenie was pozamiata, rozsadzi was od środka, bo coraz bardziej dociera do nas, że ta pogoda jest zwierciadłem naszych serc, tego bałaganu, który musimy jakoś posprzątać, kiedy już jasno zrozumiemy, że tak naprawdę nie macie żadnej władzy. Wiemy dobrze, że nic do was nie dotrze, bo jesteście martwi jak wszystkie wasze pomniki i świątynie, drętwi jak wasze modlitwy, umarło w was dziecko. Dlatego zostaniecie tu w tym gnoju i będziecie ciężko odpracowywać karmiczne długi przez całe eony orać w ciernistym ogrodzie otoczeni ruinami waszego świata. Przejdziemy przez to ucho igielne w ciałach dzieci, ponieważ nic nas nie trzyma, puściliśmy to w procesie rozpadu.

Chcecie wmówić nam, że z natury jesteśmy źli, grzeszni, słabi nie godni chodzenia w bamboszach boga po salonach stworzenia, nie godni pysznej kawy fer trejd gotowanej według pięciu przemian idealnej do porannej kontemplacji cudowności wszechświata – tych połyskujących niezgłębioną głębią mgławic gwiazd i planet rozrysowanych na kosmicznej tkaninie, tego spokoju który tak naprawdę jest we wszystkim i wszędzie kiedy serce staje się ufne i spokojne pełne prawdziwej wiary, pozbawionej lęku i konieczności pokuty. Piszę tu do ludzi dobrej woli, do miliardów istnień, do dzieci, który nigdy nie przestają się śmieć i wiedzą ponad wszystko, że koniec końców życie nie ma końca, choć czasami jest trudno, jest dramatycznie i spazmatycznie. Jest Armagedon, jest klęska urodzaju. Nie można zawsze wygrywać, zawsze mieć ostatniego słowa. Zawsze widzę tu dobro pomimo, że tak powiem ewidentnej obecności zła. Łamię ten język, ten umysł, to myślenie. Mam swój plan i misję. Lubię obietnicę pustego arkusza, wezwanie do przygody. Nigdy nie wiem co ostatecznie zostanie napisane i się napisze, zakoduje w tej matrycy. Wiem, że mamy w sobie Moc, która się nie boi. Nie lęka. Nie czuje strachu. Po prostu jest. To jest moja ojczyzna, mój język. Kosmiczny wiersz, galaktyczna proza. Jestem pisarzem nowego kodu, który nie pisze językiem programu. Trzeba temu wszystkiemu podziękować, nawet temu co jest najgorsze, bowiem jesteśmy gdzie jesteśmy, jesteśmy kim jesteśmy i to jest piękne, to jest doskonałe takie jakie jest. Pisz, gotuj, twórz, medytuj, maluj, kochaj, buduj, rośnij, zwiedzaj, odkrywaj, nie upadaj na duchu, bo nie sposób w nim upaść, poznaj radosnego siebie w najgorszym koszmarze – tutaj kończy się dramat i zaczyna boska komedia.

Napisz petycję do samego siebie. Czego pragniesz? Co jest dla ciebie święte? Czym jest życie? Trzeba nam to wszystko wygiąć do granic niemożliwego, a później pójść dalej, bowiem budzimy się z długiego snu niemocy, którym nas obezwładniono. Teraz otwiera się przestrzeń wolności, coś spoza tej ustawionej gry. Nie muszę być zabawny, ale mogę, nie muszę być cyniczny, ale mogę, nie muszę być dobry, ale mogę. To jest ten sekret lepszy niż to filmowe ezoteryczne badziewie dla uduchowionych japisznów. Kiedy się rodzi przestrzeń rodzą się możliwości. Kosmos to porządek dlatego jest moim prawdziwym domem, ten porządek nie ma porządku dlatego jest prawdziwym porządkiem. Nie ma zasady dominacji, nie ma narzucenia. Oswajać mrok to wnosić światło tam gdzie go nie było. Zawsze oznacza to bycie świadomym zamiast nieświadomości. Świadomość jest kluczem, który wszystko otwiera świetliste pałace i posępne pieczary. Wszędzie są skarby, inspirujące tworzywo wszechświata.

Kocham burze. Mają w sobie coś nieziemskiego. Przez chwilę nagłego błysku wszystko staje się jasne i rozświetlone, choć jeszcze chwilę wcześniej było pogrążone w mroku.

I nigdy nie wiesz kiedy uderzy piorun.
Dlatego życie wygrywa.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

CZARNY PUNKT

Elektryczne odgłosy owadów przy pracy.

„Blady król” David Foster Wallace

Kiedyś jeden człowiek powiedział: „Rozczarowanie jest najlepszym paliwem na ścieżce”, był to człowiek duchowości, który odszedł w niesławie, jednak pomimo tego dokonał czegoś wielkiego przekazując coś co do tej pory jest żywe i wciąż ma moc ukazywania prawdy. Przede wszystkim odniósł się do konstrukcji naszego ego, które ja nazywam Mózgogłowiem i ukazał w jaki sposób duchowość może być pokarmem tuczącym poczucie „wszechpotężnego ja”. Ja, które w naszym zachodnim i nowoczesnym świecie jest w centrum zainteresowania i cała ta maszyneria miała służyć zaspokajaniu potrzeb tego – ja, mnie, moje. Podmiot, który ustanawia orzeczenie – świat roli nawożony nieskończoną propagandą sukcesu, szczęścia i spełnienia. Jednak koniec końców wcześniej czy później docieramy do punktu nieuniknionego rozczarowania. Nazywam to „czarnym punktem” miejscem na drodze, gdzie jest najwięcej trupów. Miejsce zderzenia z prawdą egzystencji, gdzie odkrywamy czym jest terror okoliczności, czym jest umowność naszej konstrukcji, czym jest kłamstwo na temat samego siebie. Czym jest zaciemniający to wszystko pył rozrzucony przez rozszalałą dłoń chaosu, który wżarł się w nasze oczy i spowodował, że widząc nie widzimy, jakby świat pokryła halucynogenna patyna. Gubimy się w tym jak dzieci w ociężałej posępnej mgle, która niespodziewanie spowiła plac naszych zabaw i rzuciła nas nagle na pastwę nieokiełznanych żywiołów – sił, których potęgi kompletnie nie jesteśmy świadomi. Wielkie przeogromne senne miasto, pełne dróg i ludzi, pełne obietnic i smutku. Samotność.

A pod tym wszystkim w samym rdzeniu – Nuda, dojmująca i okrutna.

Pierwsza rzecz to mapa. Dobrze ją zdobyć, chociażby jakiś szkic. Cokolwiek. Teraz jest to naprawdę proste, bo mamy Internet – połączenie umysłów wszystkich śpiących, nieskończony przepływ danych i informacji – nieskończona nadpodaż map, które są korygowane z sekundy na sekundę i wypluwane w Otchłań. Niektórzy z nas mają poczucie przebudzenia, są w drodze, idą…

Szukają Wyjścia.

TEORIE SPISKU

Są różne stadia tej sytuacji, głęboko brzmiąca gama czarnych i białych klawiszy – światła i mroku. Całe partytury. Nieskończona ilość instrumentów poznania. Tony cyfrowych ksiąg zarobaczonych przypisami, co tylko chcesz o wszystkim. Filmy, dużo, bardzo dużo filmów o tym jak jest naprawdę. Wystarczy czytać, oglądać. Najpierw wgniata cię w fotel, jeszcze na samym początku, kiedy to nie jest takie powszechne, takie namacalne. Jedna siła otwiera ci oczy, druga je zamyka. Jesteś w Potrzasku. Między młotem i sierpem. Szatanem i Bogiem. Zaczynasz widzieć tą ciemność, czuć ten smród, słyszeć te głosy. Odkrywasz status marionetki, narzędzia, słyszysz ten przeraźliwy stupor kajdanów, larum zniewolonego ciała i ducha. Wychodzisz na ulice miasta snu już lekko przebudzony i zaczynasz To widzieć. Jakby ktoś łomem prawdy wyważył szczeliny zatrzaśniętych oczu. Jak mogłeś tego nie widzieć? Nie czuć? Nie słyszeć?

Więzienie umysłów. Wielka zaprogramowana maszyna.

Coś co się stało już się nie odstanie. Nie można zasypać tej wyrwy w myśleniu, można ją jedynie znienawidzić, wrócić do snu, albo pójść dalej, głębiej. Przez całe życie tworzyć tą Mapę Wielkiej Ucieczki. Czegoś doprawdy Spektakularnego. Pokazać im wszystkim co jest co, co jest czym, kto jest kto. Zdemaskować. Niech widzą. Niech się obudzą z tego snu, z tej matni i też ruszą w drogę jak już będą gotowi. Problem polega na tym, że tak naprawdę ta droga nigdy się nie zaczyna, ponieważ przez cały czas, bez ustanku się zmienia jak jakaś opowieść szaleńca. Jak wirus, który wciąż mutuje. Jak granica, którą ktoś cały czas przesuwa. Jak masowy maraton po ślepej ulicy. Obezwładniający Brak Jasności. Ponieważ ten kierunek to żaden kierunek. Ta mapa to żadna mapa. To recepta na szaleństwo. Prawda jest taka, że przestajemy sobie z tym radzić, bo tego wszystkiego jest za dużo. Musimy służyć Maszynerii, która miała służyć nam. Karmić potwora, bo ma ciepłe podbrzusze i słodkie mleko. Wolność tak naprawdę jest przerażająca ukazuje wszystko tym czym jest, dlatego zawsze lepiej o niej mówić, odrzucać ją od siebie jak kość za którą można biec. Jedyne co mamy to wyobrażenia na jej temat, zestawy sloganów, pocieszne łzawe historie zmitologizowanych wypraw w odległych czasach. Urodziliśmy się w klatce. W niewoli. Nigdy nie byliśmy naprawdę wolni. To o czym tutaj mówimy to romantyczne pieśni skazańców. Wyobrażenia. Są wśród nas zmęczone stare umysły, które widzą i rozumieją ten Układ, to te z istot, które najmniej mówią, najmniej robią – trochę tak jakby ich nie było. Jednak są w zupełnie inny niezrozumiały dla aktywnego młodego umysłu sposób. Zostawiają po sobie jedno słowo, którego nikt nie potrafi zrozumieć. Jednak to słowo jest jak ziarno. Rośnie pod murami więzienia, niewidoczne dla systemu monitoringu i strażników. Czasem jest kwiatem, czasem jest chwastem, czasem jest dobrem, czasem jest złem. Wszystko zależy od tego kim jesteś.
To rośnie tam w tym Czarnym Punkcie, gdzie jest najwięcej trupów. Na cmentarzu poległych bohaterów. Nakarmi cię kiedy stracisz nadzieję, jednak musisz je odkryć w akcie ostatecznej desperacji, kiedy wyczerpiesz już wszystkie możliwości. Poddasz się. Zrozumiesz daremność przemocy, tej odwiecznej wojny dobra ze złem. Zrozumiesz, że musisz zapłacić. Ponieść konsekwencje. Przyznać się do tego, że nic nie wiesz, że jesteś tak samo zagubiony jak wszyscy, że nie chcesz cierpieć, a cierpisz i nie wiesz dlaczego. Wtedy poczujesz ten świat, ujrzysz ten ból. W prawej komorze serca rośnie to ziarno i otwiera wszystkie drogi żył w mieście snu. Podróż w odwrotną stronę do samego rdzenia więzienia.

Do środka.

JA MNIE MOJE

Jest autostrada zaspokajania prosta i mechaniczna – tutaj wystarczy mieć trzewia i bezwzględność. Być przytomnym i wywąchać każdą szansę, uderzyć mocno z całą siłą kiedy trzeba. W tym wypadku nie trzeba mapy wystarczy instrukcja obsługi. Prosty, rzeczowy język. Żadnego metafizycznego pierdolenia. To jest droga „Moje”. Moje jest wszędzie, na każdym kroku, w każdej szczelinie, wszystko już prawie sprzedane, mało zostało, naprawdę mało. Eony ciemności rozświetlone sztucznym światłem. Roponośne Eldorado, ziemia oddychająca krwią. Nauka – upiorna matka, która jest za zimna na odruch serca, chce wyhodować swoje dzieci jak komórki bakterii, klonować geniusz i uczynić świat uległym jak potulne szczenię. Tą ziemię, ten wiatr, ogień i wodę. Jednak kiedy w Miasto Snu uderza niewyobrażalna, nieokiełznana siła – odwieczna furia – staje się bezradna i skołowana. Nie wie. Nie może pojąć, ponieważ dotyka tylko powierzchni lustra, analizuje odbicia, manipuluje refleksami. Jest ślepa. Kiedy nadchodzi prawdziwa burza świat się rozpada, a wszystkie mechanizmy zawodzą. Odsłania się coś co jest spoza układu, nigdy nie brane pod uwagę meta dane, których skala zaburza wszystkie instrumenty pomiaru. Jest w nas coś o czym nie wiemy. Coś co nie ma końca, coś co nie ma początku. Coś co nie jest czymś i nie jest niczym. Coś tak żywego, że za nic ma śmierć, za nic ma słowo, za nic ma myśl.

„Mnie” to przyczyna wszystkich wojen, każdej jednej, która jest, była i będzie. Stopniowane we wszystkich rangach i tytułach. Wtopione w każdy medal za honor i odwagę. Mnie rzuciło świat na kolana. Mnie pamięta każdy ból, krzywe spojrzenia i upokorzenie. Mnie rośnie w pamięci krzywd, które pielęgnuje z psychopatyczną dokładnością. Mnie prowadzi dzienniki i rejestry, wszystko zapisuje, obwąchuje jak wściekły pies. Ma listy nieskończonych przyszłych ofiar, które muszą zapłacić. Zadość uczynić. Dlaczegoż to mnie uczynił? Dobry Boże.

Dlaczego „ja”?

Magnez, który wszystko przyciąga.
Soczewka, która wszystko skupia.
Czarny Punkt.
Pełen Trupów.

Kamień węgielny więzienia.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

GŁOWA DO GÓRY

JEST WSZĘDZIE – NA SERIO. ZMUTOWAŁ DO TEGO STOPNIA, ŻE WYDAJE SIĘ NAM, CAŁKIEM NORMALNIE NAM SIĘ TO WYDAJE, ŻE TEN ŚWIAT JEST RZECZYWISTY. MAM TU DLA WAS NOWĄ ODŚWIEŻAJĄCĄ NICZYM OLD SPICE DOBRĄ NOWINĘ. JEDZIEMY NA WIELBŁĄDZIE DUPĄ DO PRZODU W POPRZEK KADRU PO PRZEKĄTNEJ WIELOBŁĘDU, KTÓRY SIĘ ROZMNAŻA JEDEN ZA DRUGIM PO KAŻDYM PRZECIEŻ TAK PRZEMYŚLANYM RUCHU TAK ZWANEJ PRZEZ NAS DOŚĆ LEKKOMYŚLNIE „WŁADZY”.

Władza to jest konstrukt o dość nierzeczywistej naturze, jak pieniądz – dla przykładu, albo bóg metodystów, lub buddystyczny raj u podnóża Himalajów, które nasi chińscy himalaiści zdobyli wszyscy na raz w jednym czasie. To był dopiero rekord. To było dopiero nawrócenie. Teraz kręcą kapitalistycznym tao z komunistyczną precyzją, mają opór chleba i wina, opór krzyży na tych swoich placach i technologiczne gwoździe. Przybiją nas do matrycy na amen. Rozjadą nas radosnym czołgiem postępu. W pikselozie strachu i paranoi musimy być czujni, gotowi na złoty strzał nagłego uzdrowienia. Na przyjęcie moderna – istycznej hostii w trakcie tej ostatniej wieczerzy 500 + i fantami za pobranie ukojenia. Ukłucia stalówką i wpuszczenie w tak zwane ciało zmutowanego atramentu, który nadpisze wierszem nasze przestarzałe kody białkowe. Wszyscy wkrótce będziemy surrealistycznymi poetami, bardami nowego świetlistego eonu. Tęczowy Nju Ejdż wystrzeli nas w nadprzestrzeń, będziemy podróżować na matach od jogi, medytować tak promiennie, że sam diabeł skrzywi się z niesmakiem jak by zjadł podwójnego czisburgera z anielskimi kotletami i sosem watykańskim pokrapianego wodą święconą. Okaże się zbyt przestarzałą wersją samego siebie i zapragnie apgrejdu w salonach post humanistycznej piękności. Zresztą od dawna jak regulują sprawę przypisy w świętych księgach – to jego miejscówka, psychopatyczna kawiarenka w czarnej dzielnicy wszechświata, gdzie paru ziomów dawno temu wygrało przetarg i dość zmyślnie przez wieki zarządza tym stadem zmieniając tak zwane formy władzy. Władza swoją drogą to jest istny czad. Poważnie! Możesz wszystko nie musisz nic – szach mat! Kebab na cienkim z baraniną, na wynos w styropianie. 14,50 i reklamówka. Smacznego.

Żyjemy i umieramy, to by było na tyle, jednak w międzyczasie trzeba nam się trochę spocić. Szkoła, praca, dom, szkoła, praca, dom, szkoła, praca, dom. W szkole praca, w pracy szkoła – a po wszystkim – Doom. To taka ciężka monotonna muzyka jakby ktoś bardzo wolno wkręcał śrubę w mózgownicę zardzewiałym kluczem. Zatem jak zostało powiedziane wkręciliśmy się na dobre, na całego. Premier mówi do nas przez materiał, że może będzie dobrze, ale nie wiadomo. Musimy robić co trzeba, zachowywać się odpowiedzialnie, być dobrym obywatelskim ruchomym tłem dla tańca jego i jego kolegów, którzy już każdy jeden ukroili sobie pajdę z tego chleba grubo posmarowanego zielonym smalcem i schowali do kredensu poza zasięg deklaracji majątkowych. Teraz zatroskani troszczą się przez okno na pilota rzucają w nas kotwice NLP, używają języka ciała, mówią spokojnym monotonnym głosem: chodź do taty, chodź do taty, chodź do taty. Na kolana. Idziemy i jest cudownie. Tacy bezpieczni, prawi i sprawiedliwi zaopiekowani, zaczipowani dobrobytem i kredytem słuchamy bajek.

Na pierwszy ogień idzie śpiąca królewna. Śpi i czeka aż ją obudzi królewicz na białym koniu. Piękna bajka, bardzo pouczająca. No wiadomo. Później coś o zaczarowanym gęstym lesie i królu który ciągle kłamał. Na koniec morał – bądź grzeczny i dobry, słuchaj mamy i taty, odrabiaj lekcje i mów prawdę. Zawsze mów prawdę. No i masz ci bigos! Szybko bowiem, bo wiem, że prawda to przejebana sprawa, śmierdząca ujmując rzecz delikatnie. Nikt, ale absolutnie nikt tego nie chce w świecie dorosłych, to jest dobre może dla dzieci, ale dla poważnych ludzi – to nie.

Nie.

Za prawdę powiadam wam przestrzelono tyle głów, że nie starczyło by wam kartek w pamiętniku, byście musieli pisać na ścianach wszystkich tych sądów drobnym maczkiem. A tunel po tych kulach prowadzi do samego nieba przez które patrzy oko i się dziwi. Prawda nikogo nie interesuje, jest mało seksowna, nie ma tego czegoś, tego przyciągania, obciągania, czegokolwiek. W każdym razie mało ciekawe. Lepsze są osiedlowe legendy spod monopolowego, o tym, że tamten ten tego podobno jak powiedział ten czy tamten.

Jednak wróćmy do tytułu. Wirus. No wiadomo, temat namber łan. Pierwsza wersja, później tu, fri, for, fajf, six, sewen, eit – tyle opcji, tyle wariacji, kombinacji i mutacji. Tak czy inaczej wszyscy umrzemy. Tak czy inaczej. Taki tu rzucili program. Nic nie zrobisz, możesz się nawet zesrać a śmierci nie pokonasz, nawet jak zrobisz z siebie robokopa z ciepło krystalicznym kwantowym procesorem. To taka mało dobra wiadomość, dlatego puścimy ją mimo uszu, będziemy udawać, że jest inaczej, lepiej raczej. Prawda jest dobra w smutnych reportażach, ale nie w życiu. W życiu liczy się kasa, ruchanie i kasa. Reszta jest dobra dla idealistów – onanistów domniemanych sensów. My tutaj pragmatycznie systematycznie pokonamy to zło, które nam rujnuje plany podboju wszystkiego i wszystkich. Wstrzykniemy sobie co trzeba, kiedy trzeba i będzie znowu normalnie. Rozstrzelamy tych opornych idiotów pociskami rozsądku, nowoczesną amunicją naukowych faktów, pozadyskusyjną zimną pewnością prestiżowych magazynów najlepszych uczelni. Wrzucimy do piachu i zalejemy betonem pod fundamenty drapaczy chmur w Dubaju. Fundamentalistyczna religia zresetowanej ekonomi na blockchain, jakiś nowy dżihad w imię boga postępu. Zrobimy cwane elektroniczne miasta, które będą się poruszać jak te w amerykańskim filmie o ruchomych miastach. Całe miasto pojedzie na wakacje nad morze martwe, pokiwać się przy ruinach świątyni, odbyć pielgrzymkę, poczuć zapach pręgierza.

Dość myślenia magicznego, spiskowego. Dość. Czas wkroczyć w Nową Erę z uśmiechem na ryju. Zakosztować smartu, wpięcia w gird. Migotania przedsionków nowego cyfrowego serca. Wszystko będzie takie proste jak ruchanie. Będzie kasa. Opór kasy w przebiegu cyfr na ekranie. Kupimy kosmos od rdzennych obcych. Podbijemy wszechświat. Wbijemy tęczową flagę na Saturnie.

Tak.

Będzie lepiej niż najlepiej. Głowa do góry. Nogi do przodu. Jazda! Przed siebie! Prekariusze cyfrowych krain łączcie się. To jest nowa międzygalaktyczna międzynarodówka. Wielki ojciec Reset zmieni ustawienia fabryczne, wprowadzi nowe kody, dostaniemy pakiet standard, a kiedy się wgramy będzie Premium. Zajebiście! Nie trać czasu na zmartwienia, to już nie modne, bądź oświeconym hedonistą. Używaj! Używaj! Używaj! Bez najmniejszego opamiętania! Po co ci one? Bądź the one, którego zadaniem jest ubóstwienie niebytu Niezły wafel, jednak z kremem. Bądź wirusem niepohamowanego postępu, wepnij w siebie absolutnie wszystko co możliwe, zaktualizuj wszystkie aplikacje, bądź gotów na Objawienie Nowej Ulepszonej Matrycy.

To będzie istny raj! Do zobaczenia i trzymam kciuk za powodzenie naszej misji.

Zwykły wpis

SKŁAD:

1 KG OGÓRKÓW KISZONYCH
EW PRZECIER OGÓRKOWY
1 X WŁOSZCZYZNA
PĘCZEK NACI PIETRUSZKI
PĘCZEK ŚW. KOPERKU
KILKA MŁODYCH ZIEMNIAKÓW
GĘSTE MLEKO KOKOSOWE >> WEGAN
EW. GRECKI JOGURT >> WEGETARIAŃSKO
CZOSNEK 4 ZĄBKI
CEBULA X 2
POR 1/2
PIEPRZ
SÓL
SOS SOJOWY

WYKON:

KROIMY WARZYWA
CEBULA, CZOSNEK, POR
NA TARCE MARCHEWKĘ I PIETRUSZKĘ
ZIEMNIAKI W KOSTKĘ

OLEJ >> ZIEMIA
OSTRE WARZYWA: CEBULA, CZOSNEK, POR >> METAL
ZIEMNIAKI >> ZIEMIA
STARTE WARZYWA >> ZIEMIA
PIEPRZ >> METAL
WODA >> WODA
SÓL, SOS SOJOWY >> WODA
GOTOWAĆ
PRZECIER OGÓRKOWY >> DREWNO
ŚWIEŻE ZIOŁA >> DREWNO
JOGURT NATURALNY >> DREWNO
KURKUMA >> OGIEŃ
MLEKO KOKOSOWE >> ZIEMIA

DOSMACZYĆ: PIEPRZ >> METAL
SÓL >> WODA

5 PRZEMIAN 

D: PRZEMIANA DREWNA 

O: PRZEMIANA OGNIA 

Z: PRZEMIANA ZIEMI

M: PRZEMIANA METALU 

W: PRZEMIANA WODY 

PS: MOŻNA SIĘ COFNĄĆ JEDNĄ PRZEMIANĘ 

OBIEG: 

DREWNO >> OGIEŃ >> ZIEMIA >> METAL >> WODA

KWAŚNY >> GORZKI >> SŁODKI >> OSTRY >> SŁONY 

WIOSNA >> LATO >> DOJO RÓWNOWAGA >> JESIEŃ >> ZIMA 

KONTROLA:

DREWNO >> ZIEMIA

OGIEŃ >> METAL

ZIEMIA >> WODA

METAL >> DREWNO 

WODA >> OGIEŃ 

WIEDZA:

Warzywa kiszone: Mała ilość warzyw kiszonych podawana po posiłku wspomaga trawienie. Kiszonki mogą być robione z marchewki, rzodkwi daikon, brokułów, ogórków, kapusty, kalafiora, zielonych warzyw, rzepy itp. Kiszonki przepisów pomagają w przywróceniu prawidłowej flory bakteryjnej jelit, ponieważ wzmagają rozwój zdrowych szczepów Lactobacillus acidophilus. U osób z przerostem drożdżowców Candida, rakiem i innymi chorobami degeneracyjnymi wynikającymi z osłabionej odporności zabronione jest stosowanie soli i dlatego zaleca się spożywanie surowej, niesolonej kapusty kiszonej. W dodatku kapusta sama w sobie ma ważne, wzmacniające odporność właściwości. Surowa, bezsolna kapusta kiszona jest także zalecana w leczeniu wrzodów.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

WSZYSTKO JEDNO

Popatrzmy! W jaki sposób człowiek tworzy na swojej własnej płaszczyźnie istnienia? Po pierwsze może tworzyć poprzez wyrabianie czegoś z istniejących na zewnątrz materiałów. Lecz to nie pasuje, gdyż nie istnieją żadne materiały na zewnątrz WSZYSTKIEGO, którymi mogłoby ono tworzyć. Po drugie człowiek prokreuje, czyli reprodukuje swój gatunek poprzez proces rozmnażania, który jest własnym powielaniem dokonywanym poprzez transfer części swojej substancji do swojego potomstwa. Lecz to nie pasuje, gdyż WSZYSTKO nie może przenieść ani wydzielić części siebie, ani też nie może się reprodukować czy mnożyć – w pierwszym przypadku byłoby to umniejszaniem, a w drugim zwielokrotnieniem lub dodatkiem do WSZYSTKIEGO, a obie te myśli są absurdalne.

KYBALION – STUDIUM FILOZOFII HERMETYCZNEJ STAROŻYTNEGO EGIPTU I GRECJI

Nasza rzeczywistość stała się Żerowiskiem, jednak tak naprawdę „tego wszystkiego” jest już coraz mniej – tak zwanych pysznych kąsków. Wyssane. Wciągnięte. Strawione. Będziemy żyć w Wydzielinach, w przetrawionej post rzeczywistości. W szarej substancji pozbawionej wartości odżywczych, bowiem to co najlepsze jest dla najbardziej bezwzględnych i łakomych, tych którzy ze swojego okrucieństwa uczynili cnotę godną naśladowania. Otoczeni są kultem, to o nich piszą książki, montują filmy, to ich twarze, słowa, gesty mają zdolność wprawiania nas w stan posłusznej i biernej homeostazy. Każdego dnia własnym ciałem, energią i świadomością żywimy to Monstrum – Pasożyta, który pożera nas żywcem. Jesteśmy żywicielami Okrutnego Systemu – który służy sobie i wielbi samego siebie, którego prawdziwą religią jest Posiadanie i Kontrola. Cyniczny uśmiech psychopaty.

Zawsze mnie to zdumiewało, że możemy być tak naiwni, zniewoleni do tego stopnia, by patrzeć i nie widzieć, słuchać i nie słyszeć, dotykać i nie czuć. Jest w naszym umyśle pewien mechanizm, który w momentach, kiedy brutalna prawda staje się widoczna i namacalna, ma zdolność wyłączania naszej obecności, tak, że kiedy to się dzieje jakby nas nie było, znikamy w krainie snów, desperacko odwracając głowę i przywołując w świadomości jakiś rodzaj pocieszenia – mentalnej zabawki, lub stajemy się neurotycznie pragmatyczni. Nie będziemy się tym zajmować, zajmiemy się pracą, sprzątaniem domu, myciem samochodu – wszystkim tylko nie „tym”, bo „tym” zajmą się „oni”. Oni wiedzą, znają się na rzeczy. Każdego dnia zdejmują z nas to brzemię. Tłumaczą nam jak krowie na granicy – gdzie jest granica. Tą granicą jest tak zwane nasze bezpieczeństwo, bo niby o to się to wszystko toczy. Przecież to oczywiste.

Oczywiste.

Oczywiste?

„oczywiście” «partykuła komunikująca, że to, o czym jest mowa, nie budzi żadnych wątpliwości; rzecz jasna, naturalnie»

Nie budzić żadnych wątpliwości. Nie budzić.

Rzecz jasna jest prosta i zrozumiała. Oczywista dla wszystkich. Masowa. Rzecz jasna jest pozbawiona wahania, jednomyślna, uniwersalnie sformatowana do wszystkich rodzajów czytników – świadomości, które dzięki niej czują się bezpieczne, zadbane, ukołysane do snu.
Zaszczepione na wszelkie wątpliwości. Jednogłośność, jednomyślność. Roboty muszą być rumiane i zdrowe mieć moc do produkcji Bezsensu na masową przecież skalę. Będziemy wymazywać wątpliwości jedna po drugiej, aż wszyscy będą szczęśliwi. Raz na zawsze zszyjemy to rozdarcie, ten psychologiczny mankament, który tak nam wszystko zawsze rozpierdala i niweczy, krzyżuje tak zwane plany. A mamy przecież zaplanowany Wzrost Wszystkiego Wszędzie.

WWW.

Różnica jest jedynie taka, że to nie będzie prawdziwe. To będzie fake, ale nikt się nie zorientuje, bo po prostu przestanie się orientować, bo orientowanie się nikomu nie służy do niczego naprawdę dobrego. Dezorientacja jest zdecydowanie lepsza. Bardziej wydajna.

Historia Edypa.
Ojcobójcy.
Matkojebcy.
Chciał dobrze – nie wyszło.
Mamy przestrogę.

Tutaj dzieje się teraz coś bardzo ważnego, ponieważ bardziej jasne niż to już nic nie będzie.
Jeżeli w twojej świadomości nie ma żadnej wątpliwości na temat kierunku w jakim zmierza ten świat, jeżeli nic cię nie kłuje pod bokiem, nie powoduje, że czasem masz ochotę krzyczeć lub płakać z bezsilności i uważasz, że wszystko jest w jak najlepszym porządku to w porządku. Nie ma sprawy.

Jednak jeżeli ta szczepionka obojętności się nie przyjęła i widzisz to co widzisz i słyszysz to co słyszysz, musisz być teraz naprawdę mądry. Mierzyć siły na zamiary. Zniknąć pod powierzchnią. Ukierunkować moc tam gdzie ma to jeszcze sens. Masz w sobie brzemię myślenia za siebie, swoje własne życie w dłoniach. To wielki dar. Przestaniemy żyć „tym życiem”, bo „to życie” nie jest życiem. Przestaniemy czcić „tego boga”, bo „ten bóg” nie jest bogiem. Nie będziemy identyfikować kim są „oni”, bo oni to my – ukazanie tego do czego jesteśmy zdolni. Musimy być Inni. Otworzyć serce i przeprogramować Mózgogłowie. Decydujemy o tym w każdej jednej chwili, która jest przecież tak krucha i delikatna, przecieka przez palce, które szukają oparcia po omacku, na oślep. Każdy dostaje dokładnie to na co zasługuje, a ci źli nie są źli, a ci dobrzy nie są dobrzy. To role. Monochromatyczny film. Możesz poznać matkę poprzez potomstwo, dotrzeć do esencji poprzez manifestacje. Dlatego spazm heroizmu i desperacji niczego nie zmienia, jest chwilowym pokrzepieniem w nigdy niekończącej się walce. Dlatego Prawda ma Moc Wyzwalania, ma Moc Przekraczania, ma Moc, która nigdy niczemu i nikomu nie służy. Nie usługuje. Jest na swój sposób bezużyteczna dlatego można jej używać do wszystkiego. Nie walczy, samoistnie przekracza, bez najmniejszego wysiłku. Bez sztucznego heroizmu i pyszałkowatego blasku.

Tak naprawdę ciężko się w tej rzeczywistości zadeklarować, stanąć po jakiejkolwiek stronie, bowiem od razu widzisz, że to tylko macanie prawdy, abstrakcyjny pogląd – ogląd pozornej sytuacji, ponieważ tak naprawdę brakuje źródłowych danych – to projekcja ludzkich pragnień i ograniczeń. Fakty nie mają nic do rzeczy, ponieważ najczęściej są zamaskowanymi opiniami. To jest po prostu taki moment kiedy my chcemy widzieć rzeczywistość w określony sposób, ponieważ próbujemy sobie pomóc, ulżyć w cierpieniu braku prawdziwego kontaktu. Pancerne szyby chroniące fałszywe skarby, te pielęgnowane sztuczne diamenty – „prestiżu” tego Upadłego Królestwa, które umiera w agonii. Niczego nie zabierzemy w dalszą podróż, zostaniemy z niczym, a naszą „duszę” oczyszczą demony. I tak ma być. Burzenie świątyń, demaskowanie autorytetów, niekończący się lament rozczarowania w „miłości”, w „przyjaźni”, w „pracy”, w „polityce”, w „sztuce” – ten czarny punkt śmierci na drodze, to w istocie kaplica pełna blasku i prawdziwej modlitwy. To miejsce prawdziwego zrozumienia, wglądu w istotę rzeczy. W prawdę.

W tej gorączkowej desperacji szukasz pocieszenia, wsparcia w tych protezach, w pustych deklaracjach; że jest bóg, inkarnacja, anioły oplatające nieboskłon, bo jest tam dojmujący strach, tak potężny, że doprawdy nic nie może się z nim równać. Strach przed Nicością. Ostatecznym Bezsensem. Daremnością. To jest właśnie Demon Abstrakcji. Byt z Niebytu, który jest choć go nie ma, który pożera nasze umysły i trawi nas przez całe życie w tych najmroczniejszych chwilach, w których myślimy żeby się zabić, bo myślimy, że dalej już nie damy rady. Czasem nie dajemy i wszystko odpada. Jednak kiedy wytrzymujemy okazuje się, że to przychodzi i odchodzi jeżeli pozwalamy temu przychodzić i odchodzić. Tutaj tkwi prawdziwy sekret. Prawo Odpuszczania. Prawo nie zaciśniętej pięści. Otwartej w przestrzeni dłoni, która niczego nie trzyma i pozwala wszystkiemu przychodzić i odchodzić. Pozwalasz przejść wszystkiemu przez samego siebie, nie chcesz być już dobry czy zły, taki, sraki czy owaki. Stajesz się przestrzenią pozbawioną zakotwiczenia, punktów granicznych, straży dobrego samopoczucia. Przestajesz udawać, prężyć się, przebierać do zdjęcia. Chodzisz na ślubach i pogrzebach w dresach, biegasz w garniturze. Mówią to, mówią tamto, lubią nie lubią. Wszystko jedno. Traktujemy to wszystko śmiertelnie poważnie, a to nie jest poważne, ponieważ niczego tak naprawdę nie sposób tu znaleźć. Niczego. Wszystko się rozpada jak już chcesz to określić, dotknąć, nazwać ostatecznie. Zamknąć w więzieniu umysłu i dokarmiać przywiązaniem. Rodzimy się sami i sami umieramy. Nikt nie wie co tam jest. Może jest może nie ma. Wszystko jedno. Minął już czas tajemnych ścieżek, hermetycznych doktryn. Teraz wszystko to leży jak perły wprost przed naszym ryjem. Możemy się bawić. Przeżuwać, trawić i wydalać. Taplać do woli w tym gnoju duchowości. Jeden wielki tęczowy festiwal, który kiedy dobiegnie końca zostaną jak zwykle śmieci i rozczarowanie. Nie przepłyniesz tego oceanu na macie do jogi. Nie przekroczysz go w lotosie czy obracaniu paciorków, bo wciąż wołasz o pomoc. Pomoc nie nadejdzie. Twój guru splunie na ciebie, bo wciąż nie rozumiesz. Zostawi cię samego na pastwę losu w najgorszym – najlepszym z tak zwanych momentów. Wtedy coś Odkryjesz, być może nawet wszystkie znaczone karty. Całe to Święte Oszustwo. Trzody się rozpierzchną na cztery strony świata, a pasterze zbankrutują. Obrócą się w proch wszystkie świątynie. Jak zawsze zacznie się kolejny długi obrót Koła. Nic nowego.

Kilku rzeczy się nauczyłem. Pozwalać odchodzić i przychodzić. Nie poprawiać. Nie szukać zbawienia w myśli. Czasami naprawdę jestem szczęśliwy, szczęściem które nie potrzebuje sprawdzenia, czasami naprawdę jestem nieszczęśliwy, nieszczęściem, które nie potrzebuje kontroli. Puszczam kierownicę przy dużej prędkości na autostradzie poglądów i choć wciąż dochodzi do kolizji, jakimś cudem jadę dalej. To jest tajemnica, której nie sposób odgadnąć.
Nie wiem jak to się wszystko dzieje. Nie znam praw absolutu, nie jestem oświecony, wyzwolony, lepszy od kogokolwiek i czegokolwiek. Nie chce mi się już niczego osiągać i udowadniać. Podpisywać pod żadnym papierem i świadectwem. Po prostu żyję i staram się szukać tej przestrzeni we wszystkim i wszędzie. To mi naprawdę pomaga jak nic innego.

I jeszcze jedno:

Nie mogę znaleźć swojego prawdziwego „Ja”.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

BOGATY ŻEBRAK

Kiedyś jeszcze na studiach do szkolnej gazetki napisałem tekst pod tytułem: „Nikt nie pyta zwycięzców dlaczego przegrali”. Jak mogłem się spodziewać tytuł ten został przez redaktora naczelnego zmieniony na: ”Nikt nie pyta zwycięzców”. To były czasy kiedy powstawała nieskończona ilość prywatnych uczelni wyższych, których progi były niskie stworzone jedynie dla pieniędzy. To były „fabryki” dojące obecny „wykształcony” prekariat, który teraz w większości pracuje na umowy śmieciowe, albo ma jakąś posadę przy taśmie w tej Fabryce Bezsensu. Kiedy człowiek się budzi z tego „amerykańskiego snu” z tej hipnozy – obietnicy, że świat leży u twych stóp i możesz wszystko, kiedy tylko przejdziesz to współczesne powszechne pranie mózgu i cały złożony proces dostosowywania się do tej ubranej odświętnie patologii, która udaje tak zwane normalne nowoczesne życie, wówczas odkryjesz pewnego rodzaju dojmującą samotność, w pewnym sensie stajesz się kimś Obcym, Innym dla tego Zaprogramowanego Mechanicznego Świata odroczonego w czasie Samounicestwienia.

Zawsze szukałem ludzi, którzy mieli na tyle odwagi by żyć i myśleć inaczej nie ulegając tej Hipnozie, którzy wybierali Trudną Drogę. Jest to droga ducha, droga świadomości, droga na swój sposób heroiczna wymagająca niebywałej odwagi, bowiem brak jest na niej jakiejkolwiek pewności kierunku i celu. Jest jedynie Przeczucie. Pielęgnowanie tej kruchej intuicji, że jednak istnieje prawdziwy wewnętrzny cel, do którego warto dążyć i tym celem jest Prawdziwa Wolność. Stan Prawdy. Przekroczenie cierpienia – podstawowej kondycji tego świata. Wyzwolenie z Iluzji. Zaufanie swojej Pierwotnej Naturze. Nie widzę innego sensu w tym powszechnym bezsensie, nie widzę innego celu w tej bezcelowej grze skalkulowanej na wieczną okrutną rywalizację, w której byś mógł wygrać ktoś musi przegrać.

Interesują mnie ci ludzie, którzy w ogóle nie grają w tą Grę, a zamiast tego tworzą zupełnie inną przestrzeń, która pozbawiona jest rywalizacji, bowiem wiedzą, że to co naprawdę się liczy jest poza formą – nie możesz tego kupić i nie możesz sprzedać. Tutaj nikt nie przegrywa i nikt nie wygrywa, bowiem wszystko jest doświadczeniem. Jeżeli twoje zwycięstwo jest czyjąś porażką tak naprawdę przegrałeś, a ta krótka chwila triumfu tak czy inaczej obróci się w nicość, bo taka jest natura tej rzeczywistości. Każde nasze „zwycięstwo” jest boleśnie chwilowe, efemeryczne, ulotne niczym zapach drogich perfum. Widzieć ten wzór oznacza mieć prawdziwą Mądrość, posiadać pewną rzadką przenikliwość, która jest podstawą Drogi. Istnieje tylko jedna ścieżka duchowa i jest to ścieżka odkrywania Prawdy. Nie jest to żadna struktura, żaden system, nic co ma nas prowadzić za rękę i uwalniać od własnej odpowiedzialności za dokonane wybory, dawać jakiekolwiek usprawiedliwienia i karmić słodyczą pocieszenia, snuć pajęczyny nadziei i obiecywać złote góry absolutu. Tą ścieżką jest surowe i bezpośrednie Doświadczenie. Coś co jest prawdziwe i rzeczywiste i wynika bezpośrednio z naszego życia. Pozbawione szat, ceremonii i wszystkiego tego w co chcemy się przebrać, narzucić na siebie by stać się kimś wyjątkowym, uduchowionym.

Jesteśmy wpychani w życie przez okoliczności – warunki, dlatego mówienie o równości jest absurdem. Jesteśmy być może równi w pragnieniu szczęścia i spełnienia, w młodzieńczej nadziei na dobre życie oraz w tym, że nikt z nas nie chce cierpieć. Jednak cierpimy w bardziej lub mniej świadomy sposób. Docenić swoje życie, swoją sytuację, swoje doświadczenie to przestać być żebrakiem, który wciąż gorączkowo szuka pomocy na zewnątrz. Tutaj zaczyna się Prawdziwa Wolność, która tak naprawdę jest naszą Naturą, czymś co jest w nas od zawsze. Bezwarunkowo. Moment w którym to odkryjemy jest prawdziwą Inicjacją. Zniewolenie tego świata możliwe jest tylko dlatego, że większość istot czujących szuka ratunku na zewnątrz siebie i błaga o pomoc tych którzy karmią się ich cierpieniem i udręką ponieważ to tworzy ich poczucie Władzy ich sztuczną i zarazem okrutną tożsamość. Budują swoją „potęgę” na cierpieniu, na niemocy, na uległości, na zależności. Ich litość jest bezwzględna. Czym w istocie jest System w którym wszyscy musimy żyć?

Jego istotą jest Kontrola.
Jego naturą jest Przemoc.
Jego manifestacją jest Zniewolenie.

Jego rdzeniem jest Poczucie Nędzy – Słabość, która jest pierwotnym wdrukiem, tą linijką kodu, na którym bazuje ten cały Sztuczny Twór. Religie unifikacji to potężne drukarki, które przez całe stulecia drukowały ludzką świadomość, która kiedy się rodzi jest czysta i bezbronna i można ją zadrukować tym właśnie kodem, który jest Podstawą Kontroli. To nieświadomy mechanizm Uległości – Poddaństwa. Okrutny Sędzia siedzący na tronie w przestworzach to nic innego jak Zaklęcie Umysłu – coś co jest tak głęboko, że nawet kiedy jesteś „ateistą” czy „nowoczesnym rozsądnym człowiekiem” jest tam i króluje na wieki wieków. To nasza podświadomość, coś do czego nie mamy dostępu. Czarna skrzynka tej maszyny, którą jesteśmy. Jesteśmy maszynami, które rodzą maszyny – skazani wyrokiem bez odwołania by stwarzać to więzienie i zarazem go pilnować, być czujnym na każdy prawdziwy objaw wolności i w razie czego raportować do centrali. Tą centralą jest utrzymująca to wszystko w kupie Ignorancja. Nieświadomość Pierwotnej niczym nie uwarunkowanej Wolności. Zniewolony Umysł. Bóg – Monstrum. Okrutny Demiurg – Ja, Mnie, Moje.

Ta „rzeczywistość” została tak zaprogramowana, że nad wolnością najlepiej pracować w ciszy, w tak zwanej Świątyni Serca nie szukając poklasku ani uwagi. Robić swoje – konsekwentnie bez rzucania się w oczy. Funkcjonować na pograniczu światów. Być poza deklaracją, poza pozą oświeconego, świętego, bowiem to nic innego jak egotyczna zabawa. Najlepszą szatą jest Zwyczajność. Nic specjalnego, nic wyjątkowego. Poznać Siebie. Zatrzymać się. Być uważnym. Odkryć świętą tajemnicę: Troskę – Miłość, Mądrość i Współczucie. Spojrzeć na ten świat z poziomu serca w prosty i bezpośredni sposób. Uwolnić siebie, by być w stanie tak naprawdę pomóc innym. To jest Trudna Droga, która nie szuka uznania i poklasku, uwagi i absorpcji – to jest droga na której możemy zobaczyć niezliczone ślady istot, które ją przeszły. Uwolniły się i wróciły by pomagać innym. To jest Prawdziwa Praca.

Ta Droga nie należy do żadnej tradycji, sekty, grupy okultystów. Ta Droga nie należy do nikogo. Otwiera się kiedy przychodzi czas i wiedzie przez całą wiedzę ludzkości, przez wszystkie religie i tradycje duchowe, świeckie, przez naukę, kulturę, przez wszystko. Nie ma ograniczeń i nigdy nie miała. Ograniczenie jest pierwszą kratą tego wiezienia – jednak ma swoją funkcję, bowiem dla zniewolonego umysłu wolność jest przerażająca. Zniewolony człowiek nienawidzi wolności, gardzi ją i ją poniża, ponieważ jest żebrakiem i będzie mordował wszystkich tych, którzy ukazują mu jego zniewolenie, jego usłużność wobec własnego Strachu, którym się karmi i odżywia, który pielęgnuje, bowiem jest wszystkim co zna. To jest Nędza, która tworzy Panów i Niewolników, która wznieca pożogę wojny i poniża wszelkie bezbronne istnienie. To jest Nędza stojąca za każdym aktem bestialstwa, które przekracza kolejną granicę. Możesz bez końca zanurzać się w tej nędzy, studiować ją, mówić o niej i pisać – w ten sposób będzie jej coraz więcej i więcej, aż stanie się jedynym w czym będziemy żyć. Poświęcając czemuś uwagę – wzmacniamy to. Wydobywamy do światła świadomości i poprzez siebie ukazujemy światu. Możemy mówić o wolności i możemy mówić o zniewoleniu. Wszystko ma swoje Konsekwencje.

To nasz Wybór.

Nasza Droga.

Nasza Wolność.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

MASZYNA CIERPIENIA

IGNORANCJA – MÓZGOGŁOWIE, KTÓRA UDAJE MĄDROŚĆ, TWORZY SKOMPLIKOWANY ŚWIAT SZTUCZNIE WYGENEROWANYCH POTRZEB – PRAGNIEŃ, KTÓRYCH NIE MA KOŃCA – TO JEST RZECZYWISTOŚĆ PRAGNIENIA. RODZIMY SIĘ Z PRAGNIENIA I SPRAGNIENI UMIERAMY. POŻĄDANIE ZASILANE IGNORANCJĄ JEST PRAWDZIWYM PALIWEM ZASILAJĄCYM MASZYNĘ CIERPIENIA.

Kształtowała mnie rzeczywistość dusznego betonowego post industrialnego miasta – Łodzi, które wysłużone i zużyte miało już za sobą swoje ekonomiczne „pięć minut”. Było nagie w swojej prawdzie, pozbawione złudzeń na swój oryginalny sposób brutalne i pociągające jednocześnie. Ten „mrok” pozwalał dotrzeć do prawdziwego ciała, do żywego nieosłoniętego niczym mięsa przed którym desperacko uciekamy w krainy abstrakcyjnej fantazji, w nieskończone światy złudzeń. To miasto było pełne drapieżników – istot, których bezwzględność życia zmuszała do ciągłej walki o tak zwane przetrwanie. To przetrwanie było czymś ze wszech miar rzeczywistym, czymś co się działo realnie tu i teraz i tworzyło w tych ludziach bardzo wyjątkową jakość – Przytomność. To nie była przytomność wyuczona na drogich kursach mindfulness podrasowanych terapeutyczną gadką szmatką w klimatyzowanych salach, to była przytomność pierwotna. Coś wrodzonego. Prawda tych ludzi nie była zbiorem intelektualnych farmazonów tak zwanych zdań i opinii na temat otaczającego ich świata, to była prawda życia i śmierci, szczęścia i cierpienia przeżywanego bezpośrednio. Człowiek pozbawiony złudzeń jest kimś niepokojąco Innym. Jest kimś niebezpiecznym dla tej Fabryki Snów ze samej swojej natury ponieważ tak naprawdę nie możesz go kontrolować. To jest rodzaj człowieka, który żyje i myśli po swojemu, ponieważ nie stracił Instynktu. Jest na swój sposób dziki dla udomowionych i uśpionych ludzi – wykarmionych tą bezsmakową papką współczesnej „cywilizacji”, która produkuje leniwych i apatycznych ludzi – maszyny, ludzi – usługi, ludzi – klaunów, którzy stali się niczym innym jak Narzędziami Zniewolenia.


Do każdego z nas w pewnym momencie przychodzi jedyny w swoim rodzaju Impuls Przebudzenia się z tego okrutnego snu. Do mnie przyszedł dawno temu i był splotem następujących po sobie wydarzeń. Jednak tak naprawdę bardzo trudno to Przyjąć, bo to nie jest nic przyjemnego. Ten rodzaj „oświecenia” daleki jest od błogości i szczęścia. To przebudzenie jest brutalne i bardzo boli. To przebudzenie jest zdzieraniem skóry i docieraniem do samego rdzenia. Do prawdy o cierpieniu.

W moim życiu, cierpienie nauczyło mnie najwięcej i otworzyło mnie. Teoretycznie łatwo to zrozumieć, jednak naprawdę trudno to Przyjąć, bo nie jest to TO czego chcemy. Kiedy TO przychodzi chcemy uciec, zmienić, zmodyfikować, przetransformować, uleczyć, znieczulić. Kiedy zbyt długo przed TYM uciekamy jest tego coraz więcej i nabiera swoistej masy i ciężaru. Staje się ciężkie i wszechobecne. Staje się światem w jakim żyjemy, a naszym głównym zajęciem staje się ukrywanie cierpienia. Tak zwana dobra mina do złej gry. To co widzę tutaj to nieszczęście udające szczęście, smutek udający radość, ludzie odgrywający jakieś absurdalne role skazani na terror innych ludzi, którzy kompletnie nie wiedzą kim są i wszyscy nawzajem próbują siebie oszukać, że są szczęśliwi, zadowoleni, wartościowi. Kiedy prawdziwy obraz człowieka staje się wykreowanym wizerunkiem i podtrzymywaną bez końca iluzją ból staje się nie do zniesienia.

Teraz ta iluzja dobiega końca. Prawda wychodzi na jaw, na wszystkich poziomach. To sytuacja Progu. Rytuał Przejścia. Wyjście z Mroku Ignorancji. Przebudzenie. Będziemy mieć coraz mniej siły na odgrywanie tych wszystkich narzuconych ról, tej maskarady, absurdalnego spektaklu, spadają i będą spadać wszystkie maski. To jest czas wyboru. Czas decyzji. Bardzo krótki moment wolności, ponieważ nikt nie może tego kontrolować. To po prostu jest. Otwarte i proste. Jasne. Kiedy przestajesz uciekać przed cierpieniem i pozwalasz mu być tym czym jest w swojej prawdzie i nauczaniu wówczas rodzi się w tobie Moc, która jest Prawdziwa. To nie jest jakieś wymyślone duchowe mambo dżambo, ezoteryczne pierdolenie o aniołach i wymiarach. TO jest TO. Bez obietnic zbawienia i osiągania „poziomów”. Bo jest w istocie tylko jeden poziom. Prawda. To wszystko. Nic więcej. Kiedy ją odkryjesz nie osiągniesz, wszystko staje się porażająco proste. Zaczynasz Czuć. Współodczuwać. Być naprawdę. Tu nie ma nic do osiągnięcia. Nic. Dopóki chcesz coś osiągnąć będziesz cierpieć i ta Maszyna nie przestanie pracować. Wszystko ma swój koszt, każde nasze działanie pociąga za sobą skutki. Te skutki stają się naszym światem. Rodzą się bez końca. To jest Inkarnacja w której tak naprawdę nikt się nie odradza, bo nie ma nikogo kto miałby się odrodzić. Dlatego twoja próba uwolnienia tworzy więzienie, ponieważ wciąż chcesz coś zmieniać, a to jest w twojej głowie, w twoim myśleniu. To jest tylko jakiś Pomysł, który próbujesz zrealizować. To nie ma rzeczywistych podstaw dlatego rodzi nieskończone współczucie. I to współczucie jest Stanem Istnienia. To nie jest tym jedynie dobrotliwym i kochającym, które ma cię kochać i przytulać – całować do snu, na dobranoc. Czasami to musi cię budzić, wstrząsać, napierdalać po ryju tak długo, aż się obudzisz. Otworzysz oczy. Zobaczysz. Zapłaczesz łzami, które są warte więcej niż wszystkie skarby tego sztucznego świata. To jest prawdziwe Zbawienie. Prawdziwa Inicjacja. Prawdziwa Droga. To nie jest ta czy inna religia, sekta, tajemna szkoła jakiś kolejny system konstrukcji – dekonstrukcji. To wszystko jest bez znaczenia. To Życie jest Mistrzem, który zawsze ukazuje Prawdę. To nie są słowa, mądre prastare księgi pełne zakazów i nakazów przepisywane i redagowane by kontrolować tak zwanych wyznawców i wiernych, którzy jedyne co robią to próbują naśladować świętość, która jest wymyślona jak wszystko inne.

Czym więcej tym mniej.
Czym mniej tym więcej.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

KONWERSJA

Wyzwolić świat, to wyzwolić siebie. Wyzwolić siebie to być czymś żywym i prawdziwym. Nie być kopią, repliką – zadaniem do wykonania i rolą do odegrania. Być prawdą.

Jestem z natury samotnikiem, który się dobrze czuje w swoim świecie. To dobry świat w którym Coś się liczy. Pamiętam ten moment kiedy jako młody chłopak ujrzałem i poczułem Bezduszną Mechaniczność tego świata, tego układu w którym wszyscy jesteśmy niczym więźniowie śniąc sen o wolności. To było na zwykłej ulicy, pełnej ludzi, samochodów i tych wszystkich „normalnych” ludzkich spraw, które przecież zawsze i wszędzie toczą się bez końca. Miałem pewnie z czternaście lat. To było dziwne uczucie – Coś wewnątrz mnie patrzyło na świat w zupełnie inny sposób i jakimś cudem ominęło okablowanie Mózgogłowia, które wszystko ma zwyczaj racjonalizować, do wszystkiego przywykać i wszystkim zarządzać. To Coś było chwilowym zbudzeniem ze snu, czymś pierwotnym i zapomnianym, uśpionym głęboko w otchłani umysłu, który sam w sobie stał się tak zmyślny, że pozbawiając nas przestrzeni prawdziwego przeżywania świata dał nam w zamian jego falsyfikat. Nie żyjemy w świecie, żyjemy w Mózgogłowiu. W programie umysłu.

To było Przeczucie. Głos. Dotyk. Odmienny sposób postrzegania, który nie jest niczym specjalnym, niczym mistycznym. To nie było szokujące i wyjątkowe. To było porażająco zwyczajne. Tak normalne i rzeczywiste, że zrozumiałem wtedy z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Świat w którym „żyjemy” jest Konwersją.

Nagle w jednej „krótkiej chwili” spojrzałem na świat w inny sposób i to było początkiem mojego Zaufania do tego, że mogę się wyzwolić z tego Mechanizmu, z tej zapętlonej symulacyjnej gry, że Wolność istnieje i w swojej istocie nie jest układem sił, jakąś nową konfiguracją nie jest niczym na zewnątrz. Jest wewnątrz. W środku. To jest Stan Bycia. Zrozumiałem, że jesteśmy zniewoleni wewnątrz, a to więzienie jest tylko odzwierciedleniem tej prawdy. Nie odkryłem tego wtedy na tej ulicy, ale wtedy to Przeczułem. Przeczucie jest ważnym słowem. To Klucz – Wytrych do tej Klatki, nikt nam go nie podaruje musimy stworzyć go sami, a to wymaga Pracy. Ta Praca jest zadaniem naszego życia. Tylko to się liczy. Tylko wtedy możemy zrobić Coś Naprawdę. Jeżeli Tego nie zrobimy stracimy najcenniejszą możliwość jaka została nam podarowana. Liczy się tylko Absolutna Wolność. Żaden półprodukt, półfabrykat w postaci „wolnego świata” jakiejś mitycznej krainy powszechnej szczęśliwości. To zawsze okazuje się oszustwem, kolejną ulepszoną wersją tej samej Gry Pozorów. Nie możesz udawać Wolności. Musisz ją Osiągnąć w Sobie poza Wszelką Wątpliwość, bo dopiero wtedy ten świat będzie wolny w sposób rzeczywisty. Wolność ze swojej natury jest Radykalna.

Prawda jest sprzeczna z interesami tego świata, który chce trwać w zniewoleniu i kłamstwie tym nas karmić bez końca, tuczyć jak świnie w klatkach by bez litości zarżnąć i sprzedać jak kawałki mięsa na rodzinnego niedzielnego grilla – tą małą radość pełną zakodowanego w nim cierpienia czym w swojej nieświadomej istocie jest właśnie to nowoczesne życie, ten upudrowany koszmar. Nie widzieć tego to Spać. Śnić. Majaczyć. Żyć przez Sen. Jeżeli wciąż tego nie widzisz, to musisz się obudzić, bo umrzesz we śnie, który stanie się koszmarem, który cię przebudzi jednak wtedy będzie już za późno.

Za późno.

Nieświadomy sen staje się koszmarem, ponieważ nie masz nad nim żadnej kontroli, żadnej mocy sprawczej jesteś tylko stroną bierną, kimś pozbawionym jakiegokolwiek znaczenia, to sen kształtuje ciebie, a nie ty kształtujesz sen. Żeby się Przebudzić trzeba najpierw nauczyć się śnić świadomie – zrozumieć i poczuć naturę tego snu, tego, że tak naprawdę każda forma, treść i zdarzenie jest Tobą – tkaniną twojej własnej świadomości. Konwersja polega na złudzeniu, że To jest na Zewnątrz, podczas kiedy tak naprawdę To jest Wewnątrz. Życie jest snem, a sen jest życiem.

Ten pierwszy Impuls, To Przeczucie trzeba pielęgnować i trzeba mu zaufać, bowiem to jedyna Ścieżka, która prowadzi do środka, która nie jest wydeptana przez zewnętrzne mechaniczne doktryny i religie, przez zewnętrznych kapłanów i guru, przez systemy nawracania, które stały się zatłoczonymi autostradami do nigdy nie spełnionych kupowanych na kredyt wiary – rajów i absolutów za cenę uległości i nadziei, albo egotycznym kultem urojonej mocy. Nie ma żadnej wolności poza tą chwilą. Nie istnieje i nigdy nie istniała. To jest bardzo Proste.

Bardzo Proste.

Nikt nie wie o tobie tyle co ty. Nikt z tobą nie był równie długo. Nikt. Nigdy. Nigdzie. To coś znaczy, a znaczy więcej niż nam się wydaje. Dlatego tragedią jest, że tak mało wiemy sami o sobie, ponieważ nie mamy czasu na to, jesteśmy jak to mówimy „zajęci”. Czym jednak „my jesteśmy zajęci”? Wszystkim co z punktu widzenia Prawdziwej Wolności jest kompletnie bez znaczenia, jest przelotnym bolesnym i pełnym przemocy snem, bowiem wystarczy się obudzić na krótką chwilę, bu ujrzeć w czym my tak naprawdę żyjemy, zrozumieć Naturę Klatki. Klatka to Program. Ten Program to ukryty Bezsens, który jest tak uporządkowany i zredagowany, że tworzy pozorny sens. Wszystko, absolutnie wszystko co robimy w tym tak zwanym życiu – przeminie, bo tak jest natura tej rzeczywistości. Gonimy bez wytchnienia za czymś co jest snem, lub obiecanką, jednak kiedy już wielkim wysiłkiem to osiągniemy okazuje się, że to nie wystarczy, stan szczęścia wynikający z tego trwa bardzo krótko. I znów szukamy czegoś innego, czegoś co nas wypełni nadzieją na szczęście w przyszłości. W rezultacie mamy bardzo krótkie chwile szczęścia w ciągłej gonitwie za nim. To absurd.


Ta zmechanizowana Fabryka Snów, której produktem jest Nadzieja Szczęścia w której wszyscy jesteśmy zatrudnieni na pełen etat. Stworzyliśmy realny przemysłowy koszmar w imię „naszego bezpieczeństwa i wolności” w którym ani nie jesteśmy wolni, ani tym bardziej bezpieczni. Jesteśmy Produktem, który staje się Odpadem, bowiem wypełnił już swoją rolę uciążliwego robotnika. Teraz kierownicy tej Fabryki Snów mają zamiast nas maszyny. Stajemy się niepotrzebni – co jeszcze do nas nie dociera, bowiem zostaliśmy zaprogramowani do pracy do współudziału w tworzeniu własnego więzienia. Praca została ukończona. Mamy globalną masową Izolację i Cenzurę głosów sprzeciwu. Mamy korporacyjny faszyzm z makijażem. Mamy umierającą w agonii Planetę – Matkę, którą zarżnęliśmy dla własnych wygód. Mamy masy bezmyślnych ludzi – niewolników i bardzo wąską grupę bardzo bogatych ludzi, którzy mogą zrobić wszystko, bo ponad nimi nie ma już nikogo. Są bogami w stworzonym przez siebie „raju”. Do obsługi tego raju nie trzeba wielu ludzi. To nie jest raj dobrego pana boga. To raj psychopatycznych ludzi pozbawionych współczucia i empatii.

Tolerujemy tą zorganizowaną przemoc, ponieważ przywykliśmy do niej. Jest dosłownie we wszystkim. Cały ten System jest zorganizowaną Przemocą, który teraz zmywa swój „humanitarny” makijaż. To jest czas, kiedy możemy widzieć Prawdę tego świata – czym on tak naprawdę jest i czym był i dlaczego upada. Ponad tym wszystkim jest Coś czego nie możesz zbrukać, nie możesz zniszczyć, zabrudzić, zniewolić, uwięzić. To nie należy do tego ciała i do tej ziemi. Wybór polega na tym czy chcesz brać w tym udział. Są tylko dwie drogi – Tak i Nie i ich konsekwencje. Czy w obronie swojego życia jego statusu, jego wygód będziesz krzywdzić innych odbierać im wolność i prawo do istnienia, by zapewnić sobie przetrwanie? Czy twoja „moralność” jest prawdziwa? Twoje zasady? Twój humanizm? Twoja religia? Twoje człowieczeństwo? Czy wybierzesz strach czy miłość? Troskę i współczucie czy egoizm i bezwzględność, bo wcześniej czy później każdy z nas stanie na tym rozdrożu pośród rozpadającej się rzeczywistości. Nikt nie może tego zatrzymać. Już jest za późno. Czy wybierzesz śmierć, która jest życiem, czy życie które jest śmiercią? Czy będziesz brał udział w tym zbiorowym gwałcie? W tej orgii okrucieństwa i bezsensownej przemocy?

Koniec końców i tak umrzesz, pytanie jednak co będziesz wtedy mieć w sercu, bowiem to decyduje o wszystkim. Ten wybór stanie się jasny dla wszystkich. Nie ma już opcji po środku, nie ma opcji przeczekania. Musimy spłacić wszystkie długi i ponieść wszystkie konsekwencje swojego życia i swoich decyzji. Wszyscy mamy zarzut współudziału.

Taka jest Prawda.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

DWIE DROGI

Urodziliśmy się w Klatce. W zaprogramowanej „rzeczywistości” pozornego szczęścia, które w istocie jest upudrowanym cierpieniem, bowiem koniec końców pomimo całej cywilizacyjnej aparatury nie jesteśmy w stanie przekroczyć ludzkiej kondycji. Wyrok zapadł, a my żyjemy ze świadomością jego odroczenia w najlepszym wypadku trwającego kilkadziesiąt lat. Pogodzenie się z naturą egzystencji, jest odpuszczeniem i mam poczucie, że nasza cywilizacyjno – kulturowa niezdolność do uznania praw natury prowadzi nas w otchłań niepotrzebnego cierpienia. Droga ludzkiej mądrości, która możemy tutaj nazwać duchową jest raczej akceptacją nie zmaganiem, współczuciem nie walką. To współczucie wynika ze zrozumienia, że wszystko przejawia swoją prawdę wtedy, gdy przestaje udawać coś innego, kiedy staje się swoją własną naturą. Tym czym jest w najgłębszym sensie.

Droga ludzkiej ignorancji prowadzi w odwrotnym kierunku i jest kolektywna, reaktywna i nie ma na niej spokoju i akceptacji. Jest ciągłą walką, zmaganiem i wysiłkiem – paliwem tego wszystkiego jest Abstrakcja generowana przez Mózgogłowie czyli urojony twór, który replikuje się z chwili na chwilę i bez ustanku musi szukać potwierdzenia na zewnątrz w nie mającym końca działaniu. To neurotyczne nieskończone działanie jest formą ucieczki przed konfrontacją z umownością wszelkich znaczeń i faktu, że wszystko co „tworzymy” jest formą unikania świadomości, która ma odwagę postrzegać prawdę. Prawdziwa świadomość jest pozbawiona strachu, bowiem ma zdolność rozumienia zjawisk i procesów poza intelektualnymi spekulacjami. Poza myślą – słowem. Bezpośrednio. Sztuczna zaprogramowana świadomość, która tworzy sztuczny zaprogramowany świat oparty na skrajnie egotycznych parametrach staje się coraz bardziej przytłoczona nadmiarem tych wszystkich oszustw, które musi podtrzymywać i gier w które musi grać. Nasza skolektywizowana cywilizacyjna maszyneria zaczyna się psuć i rozpada się na naszych oczach jednak my odurzeni cyfrową hipnozą udajemy, że wciąż możemy się bawić tak jak dawniej. I próbujemy to robić jednak ta zabawa staje się coraz bardziej pokraczna, coraz mniej zabawna. Staje się smutna.

Kiedy przestajemy mieć nadzieję na zewnętrzne wsparcie, kiedy
przestajemy mieć nadzieję, że okropna sytuacja, w jakiej tkwimy
rozwiąże się jakoś sama, nie pogorszy się, wówczas nareszcie
jesteśmy wolni – prawdziwie wolni – aby uczciwie rozpocząć pracę
nad rozwiązaniem. Powiedziałbym, że kiedy umiera nadzieja,
zaczyna się działanie.

Derrick Jansen

Wypieranie, łagodzenie, modyfikowanie, ignorowanie, podważanie – to „nie” jest strategią Mózgogłowia jego tragiczną taktyką. Nie widzieć, nie słyszeć, nie czuć, nie dotykać, nie myśleć o tym wszystkim to Uciekać. Ta ucieczka nie ma szans powodzenia, ponieważ tak naprawdę nie ma miejsca do którego możemy uciec, gdzie możemy się schronić, bo ten świat i to ciało jest tym światem i tym ciałem w którym żyjemy. To jest nasza nauka. To nauką jest akceptacja konsekwencji własnych działań, akceptacja własnego życia w jego prawdziwej postaci pozbawionej tych wszystkich sztucznych tożsamości i projekcji.

Świadomość swojej niewiedzy, neurotycznych skłonności, „negatywnych” potencjałów, świadomość ograniczeń istoty ludzkiej, umysłu, percepcji, świadomość kondycji ludzkiej i uwarunkowań w jakich jest zmuszona funkcjonować to fundamentalny warunek uzdrowienia, czyli przywrócenia naturalnego stanu, który nie chce już być „wiecznie szczęśliwy” i „zadowolony”, bo rozumie, że to jest niemożliwe i właśnie to generuje najwięcej nieszczęścia i frustracji. Obietnica cywilizacyjnego szczęścia w formie posiadania jest oszustwem i to oszustwo niszczy prawdziwe Życie, które jest warte więcej niż cokolwiek jesteśmy w stanie stworzyć. Nie możemy tego kupić za te wszystkie sztuczne wytwory cywilizacji śmierci. Życie jest bezcenne, a stało się towarem na sprzedaż na absurdalnym targowisku próżności i arogancji. Bycie krytycznym w stosunku do tej destrukcyjnej kolektywnej drogi ludzkości jest znakiem tego, że wciąż jesteśmy prawdziwymi ludźmi nie wytworami Trupizmu – religii tej cywilizacji. Nie być wyznawcą tej religii to zaufać swojej prawdziwej naturze, która jest mądrością i współczuciem i tak naprawdę jest spokojem, który wynika z akceptacji tego co jest. Jest życiem poza nadzieją i neurotycznym lękiem.

Kiedy porzucasz nadzieję, przytrafia ci się coś lepszego niż świadomość, że to cię nie zabiło – w jakimś sensie zostajesz zabity. Umierasz. A stan takiej śmierci ma w sobie coś wspaniałego – ci, który sprawują władzę, nie mogą cię już dotknąć. Ani poprzez obietnice, ani poprzez groźby, ani poprzez samą przemoc. Kiedy jesteś martwy w taki sposób, możesz wciąż śpiewać, możesz wciąż tańczyć, możesz wciąż uprawiać miłość, możesz wciąż walczyć jak diabli – możesz nadal żyć, ponieważ czujesz, że żyjesz, bardziej niż kiedykolwiek. Dociera do ciebie, że kiedy umarła nadzieja, dawny „ty”, który umarłeś wraz z nią, nie był tobą, ale „tobą” uzależnionym od tych, którzy cię eksploatują; „tobą” wierzącym, że ci, którzy cię wykorzystują, zaprzestaną tego sami; „tobą”, który wierzył w mitologie propagowane przez wyzyskiwaczy w celu ułatwienia tego wyzysku. Skonstruowany społecznie „ty” umarłeś. Cywilizowany „ty” umarłeś. Wyprodukowany, zmyślony, ostemplowany, ulepiony „ty” umarłeś. Ofiara umarła.

Derrick Jansen

Urodziliśmy się w zaburzonym dysfunkcjonalnym świecie, który jest pełen cierpienia z którym próbujemy sobie poradzić i je przezwyciężyć. Tym można byłoby określić rozwój cywilizacji w jej pierwotnym znaczeniu, nauką przetrwania w brutalnym i surowym środowisku. Teraz mamy do czynienia z środowiskiem chaotycznym, mutującym ponieważ cywilizacja w jakiej żyjemy stała się neurotyczna i pozbawiona spokoju, jest ciągłym ruchem, szamotaniem się, poszukiwaniem sensu w narastającym bezsensie. Żyjemy w nadmiarze wszystkiego, w ciągłym wytwarzaniu pozornej nowości, projekcji skierowanej w wymyśloną przyszłość urojonej nadziei. Tracimy chwilę obecną jedyne co tak naprawdę mamy. Tracimy kontakt z czymś fundamentalnym i pierwotnym ponieważ to umysł i jego wytwory zdominował nasze życie, nasz los.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

KOLONIZACJA UMYSŁÓW

Kiedy misjonarze przybyli do Afryki, mieli Biblię, a my mieliśmy ziemię.
Powiedzieli: „Módlmy się”. Zamknęliśmy oczy.
Kiedy je otworzyliśmy, mieliśmy Biblię, a oni mieli ziemię.

Desmond Tutu

Role zdominowały aktorów, narzędzia użytkowników. Tym właśnie jest Aparatura – Okablowanie. Cywilizacja technologiczna jest strukturą opresyjną i dominującą, która wyjaławia Naturę i człowieka uprawiając go na swoje podobieństwo.

Nowy cybernetyczny system zarządzania zagubionymi w swoich neurozach istotami oferuje ciągłość Igrzysk Śmierci – tragicznej bezmyślnej rozrywki, której głównym celem jest nieustające utrzymywanie Ignorancji na poziomie uniemożliwiającym Wgląd w prawdziwy obraz rzeczywistości. To zaprogramowane przekonanie o tym, że Choroba jest Zdrowiem. Choroba o której tutaj mówię ma naturę psychologiczną jest wyhodowana w „laboratorium cywilizacji” niczym mutacja wirusa, który infekuje nas przez pierwsze lata życia i zmusza do adaptacji. Nienormalne uznajemy za normalne. Adaptacja jest normowaniem. Normowanie jest Przystosowaniem. Przystosowanie jest Akceptacją. Akceptacja jest Uległością. Uległość jest Udziałem. Udział jest współtworzeniem Choroby. Dlatego każdy z nas jest odpowiedzialny za kondycję świata w jakim żyjemy.

Człowiek zaczyna tak głęboko utożsamiać się z tym co robi, w czym jest, że zatraca przestrzeń i dystans, a kiedy brakuje przestrzeni rzeczywistość staje się gęsta, duszna i przytłaczająca. Ilu z nas realizuje własny pomysł na życie? Swoją osobistą agendę? Coś co jest naprawdę niepowtarzalne i wyjątkowe wnoszące w ten wymiar nową jakość? W większości przypadków robimy coś „twórczego”, bo chcemy poklasku, uznania, atencji, chcemy się gdzieś dostać. Być Kimś. Naśladujemy „tych, którym się udało” i chcemy być tacy jak oni. Wynika to z tego, że jesteśmy kolejnym klonem, produktem, który szuka „inspiracji” na zewnątrz siebie i próbuje wbić się w tak zwane trendy. Trend jest algorytmem – wirusem, infekcją umysłu, który tworzy sklonowane komórki rakowe mas które chcą być trendy tworząc w istocie monady kultur – bakterii, które żerują na swojej własnej desperacji wynikającej z kompletnego zatracenia własnej istoty.

Masowe społeczeństwo jest nieświadome i funkcjonuje w stanie hipnozy. Jest zaczarowane i otumanione Klątwami Programów, które są aktualizowane każdego dnia przez wszystkie Urządzenia Sterujące w postaci Masowych Mediów. Nasze uzależnienie od uczestniczenia w Igrzyskach Śmierci, którymi w istocie jest ta samobójcza egoistyczna cywilizacja i jej „rozrywkowej” hipnozie, która czyni nas wiecznie zajętymi rzeczami bez znaczenia. Czym są tak zwane „zasięgi”? To reglamentowany przez sztuczną inteligencję kanał rozprzestrzeniania Infekcji, a ta czym głupsza tym lepsza, co doprawdy łatwo zauważyć. Promowanie głupoty, ignorancji i bezmyślności, tych wszystkich pociesznych bzdur i ładowanie tego w skolonizowane masowe umysły jest Programem. Ten Program stał się dominującym Systemem Operacyjnym na tej planecie. Mechanicznym Bogiem, który właśnie tworzy swój Sztuczny Eden i miliardy coraz mniej świadomych istot. To jest hodowla Klonów.

Standaryzacja.
Optymalizacja.
Droga na zatracenie.

Dostaliśmy „wygodne kompaktowe życie” a wraz z nim nastąpiła Redukcja do formy jałowej i łatwostrawnej pozbawionej tajemnicy i grozy, sensu i znaczenia. Trawimy się łatwo jak zblendowany poranny koktajl pity przed fitness i siłownią, zajęciami jogi śmiechu i tantrycznego ruchania słabszych i mniej ogarniętych. Przybieramy egzotyczne imiona, przywdziewamy dziwaczne duchowe ciuchy z organicznej bawełny, koraliki, sznureczki, medaliki, bransoletki. Pijemy święte wywary i napary w imię uzdrowienia świata i oświecenia. Stajemy się narcystyczną kpiną, przebierańcami tak mdłymi, że rzygowiny podchodzą pod samo gardło absolutu. Jesteśmy szamanami z you tuba, mistykami z fejsbuka srającymi pachnącymi frazesami niwelującymi „negatywną energię”. Ucieczka staje się wyjątkowo uduchowiona, napędzana „świętym” przemysłem wszelakich ceremonii, kakofonii mis tybetańskich, gongów, dzwoneczków – całego tego naśladowania wymyślonego przez nas duchowego urojonego świata. Pachniemy pozornym wyzwoleniem w tym gnojowisku.

Kiedy by to wszystko zabrać co zostanie? Co jest pod tymi frazesami? Czy jest tam zwykła ludzka najprostsza życzliwość i troska? Czy jest tam głębia prawdziwej wstrząśniętej grozą egzystencji świadomość? Czy jest tam Współczucie i bezpretensjonalna Mądrość? Czy są tam szczere łzy i prawdziwa radość, która nie jest towarem handlowym i znakiem towarowym. Sprzedajemy Ducha jak chińskie badziewie obiecując kolejne urojenia i obietnice bez pokrycia. My ludzkie istoty możemy poczuć tą nieskończoną tęsknotę za prawdziwą duchowością, za czymś co nie jest kolejnym towarem na rynku, jakąś egzotyczną modą z odległych mistycznych krain. To są najgłębsze i najbardziej intymne ludzkie potrzeby – to jest święte w najgłębszym znaczeniu, ponieważ ma zdolność wyzwolenia nas z cierpienia, nie taplania się w bezmiarach mdłego absolutu. To jest coś konkretnego jak zmywanie naczyń i gotowanie obiadu, jak budowanie domu. To nie potrzebuje reklamy i rynku zbytu.

Dlatego tak trudno To znaleźć.

Zwykły wpis