Wyzwolić świat, to wyzwolić siebie. Wyzwolić siebie to być czymś żywym i prawdziwym. Nie być kopią, repliką – zadaniem do wykonania i rolą do odegrania. Być prawdą.
Jestem z natury samotnikiem, który się dobrze czuje w swoim świecie. To dobry świat w którym Coś się liczy. Pamiętam ten moment kiedy jako młody chłopak ujrzałem i poczułem Bezduszną Mechaniczność tego świata, tego układu w którym wszyscy jesteśmy niczym więźniowie śniąc sen o wolności. To było na zwykłej ulicy, pełnej ludzi, samochodów i tych wszystkich „normalnych” ludzkich spraw, które przecież zawsze i wszędzie toczą się bez końca. Miałem pewnie z czternaście lat. To było dziwne uczucie – Coś wewnątrz mnie patrzyło na świat w zupełnie inny sposób i jakimś cudem ominęło okablowanie Mózgogłowia, które wszystko ma zwyczaj racjonalizować, do wszystkiego przywykać i wszystkim zarządzać. To Coś było chwilowym zbudzeniem ze snu, czymś pierwotnym i zapomnianym, uśpionym głęboko w otchłani umysłu, który sam w sobie stał się tak zmyślny, że pozbawiając nas przestrzeni prawdziwego przeżywania świata dał nam w zamian jego falsyfikat. Nie żyjemy w świecie, żyjemy w Mózgogłowiu. W programie umysłu.
To było Przeczucie. Głos. Dotyk. Odmienny sposób postrzegania, który nie jest niczym specjalnym, niczym mistycznym. To nie było szokujące i wyjątkowe. To było porażająco zwyczajne. Tak normalne i rzeczywiste, że zrozumiałem wtedy z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Świat w którym „żyjemy” jest Konwersją.
Nagle w jednej „krótkiej chwili” spojrzałem na świat w inny sposób i to było początkiem mojego Zaufania do tego, że mogę się wyzwolić z tego Mechanizmu, z tej zapętlonej symulacyjnej gry, że Wolność istnieje i w swojej istocie nie jest układem sił, jakąś nową konfiguracją nie jest niczym na zewnątrz. Jest wewnątrz. W środku. To jest Stan Bycia. Zrozumiałem, że jesteśmy zniewoleni wewnątrz, a to więzienie jest tylko odzwierciedleniem tej prawdy. Nie odkryłem tego wtedy na tej ulicy, ale wtedy to Przeczułem. Przeczucie jest ważnym słowem. To Klucz – Wytrych do tej Klatki, nikt nam go nie podaruje musimy stworzyć go sami, a to wymaga Pracy. Ta Praca jest zadaniem naszego życia. Tylko to się liczy. Tylko wtedy możemy zrobić Coś Naprawdę. Jeżeli Tego nie zrobimy stracimy najcenniejszą możliwość jaka została nam podarowana. Liczy się tylko Absolutna Wolność. Żaden półprodukt, półfabrykat w postaci „wolnego świata” jakiejś mitycznej krainy powszechnej szczęśliwości. To zawsze okazuje się oszustwem, kolejną ulepszoną wersją tej samej Gry Pozorów. Nie możesz udawać Wolności. Musisz ją Osiągnąć w Sobie poza Wszelką Wątpliwość, bo dopiero wtedy ten świat będzie wolny w sposób rzeczywisty. Wolność ze swojej natury jest Radykalna.
Prawda jest sprzeczna z interesami tego świata, który chce trwać w zniewoleniu i kłamstwie tym nas karmić bez końca, tuczyć jak świnie w klatkach by bez litości zarżnąć i sprzedać jak kawałki mięsa na rodzinnego niedzielnego grilla – tą małą radość pełną zakodowanego w nim cierpienia czym w swojej nieświadomej istocie jest właśnie to nowoczesne życie, ten upudrowany koszmar. Nie widzieć tego to Spać. Śnić. Majaczyć. Żyć przez Sen. Jeżeli wciąż tego nie widzisz, to musisz się obudzić, bo umrzesz we śnie, który stanie się koszmarem, który cię przebudzi jednak wtedy będzie już za późno.
Za późno.
Nieświadomy sen staje się koszmarem, ponieważ nie masz nad nim żadnej kontroli, żadnej mocy sprawczej jesteś tylko stroną bierną, kimś pozbawionym jakiegokolwiek znaczenia, to sen kształtuje ciebie, a nie ty kształtujesz sen. Żeby się Przebudzić trzeba najpierw nauczyć się śnić świadomie – zrozumieć i poczuć naturę tego snu, tego, że tak naprawdę każda forma, treść i zdarzenie jest Tobą – tkaniną twojej własnej świadomości. Konwersja polega na złudzeniu, że To jest na Zewnątrz, podczas kiedy tak naprawdę To jest Wewnątrz. Życie jest snem, a sen jest życiem.
Ten pierwszy Impuls, To Przeczucie trzeba pielęgnować i trzeba mu zaufać, bowiem to jedyna Ścieżka, która prowadzi do środka, która nie jest wydeptana przez zewnętrzne mechaniczne doktryny i religie, przez zewnętrznych kapłanów i guru, przez systemy nawracania, które stały się zatłoczonymi autostradami do nigdy nie spełnionych kupowanych na kredyt wiary – rajów i absolutów za cenę uległości i nadziei, albo egotycznym kultem urojonej mocy. Nie ma żadnej wolności poza tą chwilą. Nie istnieje i nigdy nie istniała. To jest bardzo Proste.
Bardzo Proste.
Nikt nie wie o tobie tyle co ty. Nikt z tobą nie był równie długo. Nikt. Nigdy. Nigdzie. To coś znaczy, a znaczy więcej niż nam się wydaje. Dlatego tragedią jest, że tak mało wiemy sami o sobie, ponieważ nie mamy czasu na to, jesteśmy jak to mówimy „zajęci”. Czym jednak „my jesteśmy zajęci”? Wszystkim co z punktu widzenia Prawdziwej Wolności jest kompletnie bez znaczenia, jest przelotnym bolesnym i pełnym przemocy snem, bowiem wystarczy się obudzić na krótką chwilę, bu ujrzeć w czym my tak naprawdę żyjemy, zrozumieć Naturę Klatki. Klatka to Program. Ten Program to ukryty Bezsens, który jest tak uporządkowany i zredagowany, że tworzy pozorny sens. Wszystko, absolutnie wszystko co robimy w tym tak zwanym życiu – przeminie, bo tak jest natura tej rzeczywistości. Gonimy bez wytchnienia za czymś co jest snem, lub obiecanką, jednak kiedy już wielkim wysiłkiem to osiągniemy okazuje się, że to nie wystarczy, stan szczęścia wynikający z tego trwa bardzo krótko. I znów szukamy czegoś innego, czegoś co nas wypełni nadzieją na szczęście w przyszłości. W rezultacie mamy bardzo krótkie chwile szczęścia w ciągłej gonitwie za nim. To absurd.
Ta zmechanizowana Fabryka Snów, której produktem jest Nadzieja Szczęścia w której wszyscy jesteśmy zatrudnieni na pełen etat. Stworzyliśmy realny przemysłowy koszmar w imię „naszego bezpieczeństwa i wolności” w którym ani nie jesteśmy wolni, ani tym bardziej bezpieczni. Jesteśmy Produktem, który staje się Odpadem, bowiem wypełnił już swoją rolę uciążliwego robotnika. Teraz kierownicy tej Fabryki Snów mają zamiast nas maszyny. Stajemy się niepotrzebni – co jeszcze do nas nie dociera, bowiem zostaliśmy zaprogramowani do pracy do współudziału w tworzeniu własnego więzienia. Praca została ukończona. Mamy globalną masową Izolację i Cenzurę głosów sprzeciwu. Mamy korporacyjny faszyzm z makijażem. Mamy umierającą w agonii Planetę – Matkę, którą zarżnęliśmy dla własnych wygód. Mamy masy bezmyślnych ludzi – niewolników i bardzo wąską grupę bardzo bogatych ludzi, którzy mogą zrobić wszystko, bo ponad nimi nie ma już nikogo. Są bogami w stworzonym przez siebie „raju”. Do obsługi tego raju nie trzeba wielu ludzi. To nie jest raj dobrego pana boga. To raj psychopatycznych ludzi pozbawionych współczucia i empatii.
Tolerujemy tą zorganizowaną przemoc, ponieważ przywykliśmy do niej. Jest dosłownie we wszystkim. Cały ten System jest zorganizowaną Przemocą, który teraz zmywa swój „humanitarny” makijaż. To jest czas, kiedy możemy widzieć Prawdę tego świata – czym on tak naprawdę jest i czym był i dlaczego upada. Ponad tym wszystkim jest Coś czego nie możesz zbrukać, nie możesz zniszczyć, zabrudzić, zniewolić, uwięzić. To nie należy do tego ciała i do tej ziemi. Wybór polega na tym czy chcesz brać w tym udział. Są tylko dwie drogi – Tak i Nie i ich konsekwencje. Czy w obronie swojego życia jego statusu, jego wygód będziesz krzywdzić innych odbierać im wolność i prawo do istnienia, by zapewnić sobie przetrwanie? Czy twoja „moralność” jest prawdziwa? Twoje zasady? Twój humanizm? Twoja religia? Twoje człowieczeństwo? Czy wybierzesz strach czy miłość? Troskę i współczucie czy egoizm i bezwzględność, bo wcześniej czy później każdy z nas stanie na tym rozdrożu pośród rozpadającej się rzeczywistości. Nikt nie może tego zatrzymać. Już jest za późno. Czy wybierzesz śmierć, która jest życiem, czy życie które jest śmiercią? Czy będziesz brał udział w tym zbiorowym gwałcie? W tej orgii okrucieństwa i bezsensownej przemocy?
Koniec końców i tak umrzesz, pytanie jednak co będziesz wtedy mieć w sercu, bowiem to decyduje o wszystkim. Ten wybór stanie się jasny dla wszystkich. Nie ma już opcji po środku, nie ma opcji przeczekania. Musimy spłacić wszystkie długi i ponieść wszystkie konsekwencje swojego życia i swoich decyzji. Wszyscy mamy zarzut współudziału.
Urodziliśmy się w Klatce. W zaprogramowanej „rzeczywistości” pozornego szczęścia, które w istocie jest upudrowanym cierpieniem, bowiem koniec końców pomimo całej cywilizacyjnej aparatury nie jesteśmy w stanie przekroczyć ludzkiej kondycji. Wyrok zapadł, a my żyjemy ze świadomością jego odroczenia w najlepszym wypadku trwającego kilkadziesiąt lat. Pogodzenie się z naturą egzystencji, jest odpuszczeniem i mam poczucie, że nasza cywilizacyjno – kulturowa niezdolność do uznania praw natury prowadzi nas w otchłań niepotrzebnego cierpienia. Droga ludzkiej mądrości, która możemy tutaj nazwać duchową jest raczej akceptacją nie zmaganiem, współczuciem nie walką. To współczucie wynika ze zrozumienia, że wszystko przejawia swoją prawdę wtedy, gdy przestaje udawać coś innego, kiedy staje się swoją własną naturą. Tym czym jest w najgłębszym sensie.
Droga ludzkiej ignorancji prowadzi w odwrotnym kierunku i jest kolektywna, reaktywna i nie ma na niej spokoju i akceptacji. Jest ciągłą walką, zmaganiem i wysiłkiem – paliwem tego wszystkiego jest Abstrakcja generowana przez Mózgogłowie czyli urojony twór, który replikuje się z chwili na chwilę i bez ustanku musi szukać potwierdzenia na zewnątrz w nie mającym końca działaniu. To neurotyczne nieskończone działanie jest formą ucieczki przed konfrontacją z umownością wszelkich znaczeń i faktu, że wszystko co „tworzymy” jest formą unikania świadomości, która ma odwagę postrzegać prawdę. Prawdziwa świadomość jest pozbawiona strachu, bowiem ma zdolność rozumienia zjawisk i procesów poza intelektualnymi spekulacjami. Poza myślą – słowem. Bezpośrednio. Sztuczna zaprogramowana świadomość, która tworzy sztuczny zaprogramowany świat oparty na skrajnie egotycznych parametrach staje się coraz bardziej przytłoczona nadmiarem tych wszystkich oszustw, które musi podtrzymywać i gier w które musi grać. Nasza skolektywizowana cywilizacyjna maszyneria zaczyna się psuć i rozpada się na naszych oczach jednak my odurzeni cyfrową hipnozą udajemy, że wciąż możemy się bawić tak jak dawniej. I próbujemy to robić jednak ta zabawa staje się coraz bardziej pokraczna, coraz mniej zabawna. Staje się smutna.
Kiedy przestajemy mieć nadzieję na zewnętrzne wsparcie, kiedy przestajemy mieć nadzieję, że okropna sytuacja, w jakiej tkwimy rozwiąże się jakoś sama, nie pogorszy się, wówczas nareszcie jesteśmy wolni – prawdziwie wolni – aby uczciwie rozpocząć pracę nad rozwiązaniem. Powiedziałbym, że kiedy umiera nadzieja, zaczyna się działanie.
Derrick Jansen
Wypieranie, łagodzenie, modyfikowanie, ignorowanie, podważanie – to „nie” jest strategią Mózgogłowia jego tragiczną taktyką. Nie widzieć, nie słyszeć, nie czuć, nie dotykać, nie myśleć o tym wszystkim to Uciekać. Ta ucieczka nie ma szans powodzenia, ponieważ tak naprawdę nie ma miejsca do którego możemy uciec, gdzie możemy się schronić, bo ten świat i to ciało jest tym światem i tym ciałem w którym żyjemy. To jest nasza nauka. To nauką jest akceptacja konsekwencji własnych działań, akceptacja własnego życia w jego prawdziwej postaci pozbawionej tych wszystkich sztucznych tożsamości i projekcji.
Świadomość swojej niewiedzy, neurotycznych skłonności, „negatywnych” potencjałów, świadomość ograniczeń istoty ludzkiej, umysłu, percepcji, świadomość kondycji ludzkiej i uwarunkowań w jakich jest zmuszona funkcjonować to fundamentalny warunek uzdrowienia, czyli przywrócenia naturalnego stanu, który nie chce już być „wiecznie szczęśliwy” i „zadowolony”, bo rozumie, że to jest niemożliwe i właśnie to generuje najwięcej nieszczęścia i frustracji. Obietnica cywilizacyjnego szczęścia w formie posiadania jest oszustwem i to oszustwo niszczy prawdziwe Życie, które jest warte więcej niż cokolwiek jesteśmy w stanie stworzyć. Nie możemy tego kupić za te wszystkie sztuczne wytwory cywilizacji śmierci. Życie jest bezcenne, a stało się towarem na sprzedaż na absurdalnym targowisku próżności i arogancji. Bycie krytycznym w stosunku do tej destrukcyjnej kolektywnej drogi ludzkości jest znakiem tego, że wciąż jesteśmy prawdziwymi ludźmi nie wytworami Trupizmu – religii tej cywilizacji. Nie być wyznawcą tej religii to zaufać swojej prawdziwej naturze, która jest mądrością i współczuciem i tak naprawdę jest spokojem, który wynika z akceptacji tego co jest. Jest życiem poza nadzieją i neurotycznym lękiem.
Kiedy porzucasz nadzieję, przytrafia ci się coś lepszego niż świadomość, że to cię nie zabiło – w jakimś sensie zostajesz zabity. Umierasz. A stan takiej śmierci ma w sobie coś wspaniałego – ci, który sprawują władzę, nie mogą cię już dotknąć. Ani poprzez obietnice, ani poprzez groźby, ani poprzez samą przemoc. Kiedy jesteś martwy w taki sposób, możesz wciąż śpiewać, możesz wciąż tańczyć, możesz wciąż uprawiać miłość, możesz wciąż walczyć jak diabli – możesz nadal żyć, ponieważ czujesz, że żyjesz, bardziej niż kiedykolwiek. Dociera do ciebie, że kiedy umarła nadzieja, dawny „ty”, który umarłeś wraz z nią, nie był tobą, ale „tobą” uzależnionym od tych, którzy cię eksploatują; „tobą” wierzącym, że ci, którzy cię wykorzystują, zaprzestaną tego sami; „tobą”, który wierzył w mitologie propagowane przez wyzyskiwaczy w celu ułatwienia tego wyzysku. Skonstruowany społecznie „ty” umarłeś. Cywilizowany „ty” umarłeś. Wyprodukowany, zmyślony, ostemplowany, ulepiony „ty” umarłeś. Ofiara umarła.
Derrick Jansen
Urodziliśmy się w zaburzonym dysfunkcjonalnym świecie, który jest pełen cierpienia z którym próbujemy sobie poradzić i je przezwyciężyć. Tym można byłoby określić rozwój cywilizacji w jej pierwotnym znaczeniu, nauką przetrwania w brutalnym i surowym środowisku. Teraz mamy do czynienia z środowiskiem chaotycznym, mutującym ponieważ cywilizacja w jakiej żyjemy stała się neurotyczna i pozbawiona spokoju, jest ciągłym ruchem, szamotaniem się, poszukiwaniem sensu w narastającym bezsensie. Żyjemy w nadmiarze wszystkiego, w ciągłym wytwarzaniu pozornej nowości, projekcji skierowanej w wymyśloną przyszłość urojonej nadziei. Tracimy chwilę obecną jedyne co tak naprawdę mamy. Tracimy kontakt z czymś fundamentalnym i pierwotnym ponieważ to umysł i jego wytwory zdominował nasze życie, nasz los.
Kiedy misjonarze przybyli do Afryki, mieli Biblię, a my mieliśmy ziemię. Powiedzieli: „Módlmy się”. Zamknęliśmy oczy. Kiedy je otworzyliśmy, mieliśmy Biblię, a oni mieli ziemię.
Desmond Tutu
Role zdominowały aktorów, narzędzia użytkowników. Tym właśnie jest Aparatura – Okablowanie. Cywilizacja technologiczna jest strukturą opresyjną i dominującą, która wyjaławia Naturę i człowieka uprawiając go na swoje podobieństwo.
Nowy cybernetyczny system zarządzania zagubionymi w swoich neurozach istotami oferuje ciągłość Igrzysk Śmierci – tragicznej bezmyślnej rozrywki, której głównym celem jest nieustające utrzymywanie Ignorancji na poziomie uniemożliwiającym Wgląd w prawdziwy obraz rzeczywistości. To zaprogramowane przekonanie o tym, że Choroba jest Zdrowiem. Choroba o której tutaj mówię ma naturę psychologiczną jest wyhodowana w „laboratorium cywilizacji” niczym mutacja wirusa, który infekuje nas przez pierwsze lata życia i zmusza do adaptacji. Nienormalne uznajemy za normalne. Adaptacja jest normowaniem. Normowanie jest Przystosowaniem. Przystosowanie jest Akceptacją. Akceptacja jest Uległością. Uległość jest Udziałem. Udział jest współtworzeniem Choroby. Dlatego każdy z nas jest odpowiedzialny za kondycję świata w jakim żyjemy.
Człowiek zaczyna tak głęboko utożsamiać się z tym co robi, w czym jest, że zatraca przestrzeń i dystans, a kiedy brakuje przestrzeni rzeczywistość staje się gęsta, duszna i przytłaczająca. Ilu z nas realizuje własny pomysł na życie? Swoją osobistą agendę? Coś co jest naprawdę niepowtarzalne i wyjątkowe wnoszące w ten wymiar nową jakość? W większości przypadków robimy coś „twórczego”, bo chcemy poklasku, uznania, atencji, chcemy się gdzieś dostać. Być Kimś. Naśladujemy „tych, którym się udało” i chcemy być tacy jak oni. Wynika to z tego, że jesteśmy kolejnym klonem, produktem, który szuka „inspiracji” na zewnątrz siebie i próbuje wbić się w tak zwane trendy. Trend jest algorytmem – wirusem, infekcją umysłu, który tworzy sklonowane komórki rakowe mas które chcą być trendy tworząc w istocie monady kultur – bakterii, które żerują na swojej własnej desperacji wynikającej z kompletnego zatracenia własnej istoty.
Masowe społeczeństwo jest nieświadome i funkcjonuje w stanie hipnozy. Jest zaczarowane i otumanione Klątwami Programów, które są aktualizowane każdego dnia przez wszystkie Urządzenia Sterujące w postaci Masowych Mediów. Nasze uzależnienie od uczestniczenia w Igrzyskach Śmierci, którymi w istocie jest ta samobójcza egoistyczna cywilizacja i jej „rozrywkowej” hipnozie, która czyni nas wiecznie zajętymi rzeczami bez znaczenia. Czym są tak zwane „zasięgi”? To reglamentowany przez sztuczną inteligencję kanał rozprzestrzeniania Infekcji, a ta czym głupsza tym lepsza, co doprawdy łatwo zauważyć. Promowanie głupoty, ignorancji i bezmyślności, tych wszystkich pociesznych bzdur i ładowanie tego w skolonizowane masowe umysły jest Programem. Ten Program stał się dominującym Systemem Operacyjnym na tej planecie. Mechanicznym Bogiem, który właśnie tworzy swój Sztuczny Eden i miliardy coraz mniej świadomych istot. To jest hodowla Klonów.
Standaryzacja. Optymalizacja. Droga na zatracenie.
Dostaliśmy „wygodne kompaktowe życie” a wraz z nim nastąpiła Redukcja do formy jałowej i łatwostrawnej pozbawionej tajemnicy i grozy, sensu i znaczenia. Trawimy się łatwo jak zblendowany poranny koktajl pity przed fitness i siłownią, zajęciami jogi śmiechu i tantrycznego ruchania słabszych i mniej ogarniętych. Przybieramy egzotyczne imiona, przywdziewamy dziwaczne duchowe ciuchy z organicznej bawełny, koraliki, sznureczki, medaliki, bransoletki. Pijemy święte wywary i napary w imię uzdrowienia świata i oświecenia. Stajemy się narcystyczną kpiną, przebierańcami tak mdłymi, że rzygowiny podchodzą pod samo gardło absolutu. Jesteśmy szamanami z you tuba, mistykami z fejsbuka srającymi pachnącymi frazesami niwelującymi „negatywną energię”. Ucieczka staje się wyjątkowo uduchowiona, napędzana „świętym” przemysłem wszelakich ceremonii, kakofonii mis tybetańskich, gongów, dzwoneczków – całego tego naśladowania wymyślonego przez nas duchowego urojonego świata. Pachniemy pozornym wyzwoleniem w tym gnojowisku.
Kiedy by to wszystko zabrać co zostanie? Co jest pod tymi frazesami? Czy jest tam zwykła ludzka najprostsza życzliwość i troska? Czy jest tam głębia prawdziwej wstrząśniętej grozą egzystencji świadomość? Czy jest tam Współczucie i bezpretensjonalna Mądrość? Czy są tam szczere łzy i prawdziwa radość, która nie jest towarem handlowym i znakiem towarowym. Sprzedajemy Ducha jak chińskie badziewie obiecując kolejne urojenia i obietnice bez pokrycia. My ludzkie istoty możemy poczuć tą nieskończoną tęsknotę za prawdziwą duchowością, za czymś co nie jest kolejnym towarem na rynku, jakąś egzotyczną modą z odległych mistycznych krain. To są najgłębsze i najbardziej intymne ludzkie potrzeby – to jest święte w najgłębszym znaczeniu, ponieważ ma zdolność wyzwolenia nas z cierpienia, nie taplania się w bezmiarach mdłego absolutu. To jest coś konkretnego jak zmywanie naczyń i gotowanie obiadu, jak budowanie domu. To nie potrzebuje reklamy i rynku zbytu.
W rzeczywistości nadpisanej symulacją – generowaną każdego dnia wirtualną opowieścią o nieistniejącym świecie cudownych atrakcyjnych i wielobarwnych awatarach, które niczym w fantastycznej grze przygodowej realizują wszelakie spektakularne misje, które zapewniają wystarczającą ilość dopaminy, by przetrwać kolejny dzień w rozpadającej się rzeczywistości. Ucieczka stała się przemysłem XXI wieku. Najbardziej dochodowym interesem w dziejach ludzkości.
Jestem przedstawicielem tej nowej ponadnarodowej rosnącej w zastraszającym tempie najbardziej licznej klasy post robotniczej. Jesteśmy tak zwanym odpadem z taśmy technologicznej cywilizacji 2.0. produkującej zaburzenie, nieszczęście i desperację na masową skalę, której właściwym produktem i najbardziej dochodowym jest uśmierzanie tego bólu i cierpienia jakie sama stworzyła. Umierający analogowy świat zastępuje cyfrowe szkarłatne dziecię, które tworzy nieudolną kopię – zapis. Pozbawione pierwiastka prawdziwej kreatywności, tej niezgłębionej Iskry Życia Mózgogłowie sztucznej inteligencji może jedynie odtwarzać, odwzorowywać – ponieważ nie ma w sobie życia. Ma tylko zasilanie. To pasożyt, tworzący kopię świata na swoje podobieństwo, który wysysa całe życie z tego co tu jeszcze zostało. Prawdziwa kreatywność jest nieprzewidywalna, nie jest wgranym programem, mechanizmem sterowania, programem rozrywkowym. Jest tajemnicą. Tym co tak naprawdę chcemy rozbroić by nasze ego, sztuczny wyhodowany przez mózg twór mógł wreszcie poczuć się bezpiecznie. Przewidywalność, wydajność, optymalizacja to zasieki jego Mechanicznego Królestwa i zarazem gwarancja przetrwania Mózgogłowia.
Ludzka zmechanizowana istota tworzy zmechanizowaną naukę na swoje własne podobieństwo niczym upośledzony bóg. Czym jest nauka ludzkiej istoty, która jest ograniczona własną ignorancją i niewiedzą? Jest nauką ograniczenia i niewiedzy to mechaniczne utwierdzanie się w tym co ma się powtarzać. To jest dowód: jak się powtarza. Jak się nie powtarza to nie jest naukowe, nie jest mechaniczne – odrzucamy to. Najbardziej cenne jest to czego nie możesz powtórzyć, każda jedna chwila. Wszech złożoność tego momentu, nie jesteś w stanie namalować, napisać, sfotografować „żywości” tej właśnie chwili. To co się wybija z Koła nie jest zapętlone. Dokąd w istocie zmierza pomysł człowieka na samego siebie? Czy da się to uogólnić? Uogólnienie jest tworzeniem Abstrakcji tego wszystkiego co odżywia Mózgogłowie, karmi je karmą powtarzalności, proteiną schematu, białkiem repetycji. System Technologiczno – Informatyczny jest systemem powtarzalności i przewidywalności ponieważ tylko dzięki temu może przetrwać. Korporacyjny wszechobecny model życia przejmuje wszystko, wszystko porządkuje, ponieważ jest najbardziej optymalnym modelem zarządzania ludzką neurozą, którą charakteryzuje masowe zabawianie się rzeczami bez znaczenia z punktu widzenia brutalnych faktów przemijającej egzystencji.
Uciekamy przed śmiercią i cierpieniem. To jest nasz plan biznesowy generujący nieskończone cierpienie i niepoliczalną ilość śmierci. Stworzyliśmy para religijne systemy moralnego rozgrzeszenia w imię tak zwanego „postępu” przyszłej urojonej szczęśliwości domniemanego przekroczenia ograniczeń. Ta zrelatywizowana, ruchoma moralność jest czymś co charakteryzuje fazę rozpadu w swojej hiper perwersyjnej fazie kopulacji ze wszystkim. Znudzony, przekarmiony umysł człowieka tak zwanego zachodu, który w zasadzie nie musi się już wysilać żeby żyć chce przede wszystkim rozrywki, tego żeby świat go zabawiał, zaskakiwał, zadziwiał – bo w istocie jest ospały, apatyczny i przejedzony. Jego choroby wynikają z nadmiaru i zaburzeń jakie sam tworzy jest ich coraz więcej. Klasyfikowanie chorób stało się dziedziną nauki, co roku rozrasta się jak nowotwór. Choroba jest wstrzykiwana przez masowe media i ma nieskończoną ilość form i mutacji, rolą tego jest dokarmianie kolektywnego wirusa strachu i lęku – odżywianie pierwotnego i prymitywnego kodu, który wszystko spaja od nie mającego początku czasu. Strach jest najbardziej skutecznym systemem zarządzania czującą istotą. Jest rdzeniem Systemu Zniewolenia i prowadzi do stanu podległości – desperacji, który jest idealnym mechanizmem sprzedaży. Bezbarwny i bezzapachowy człowiek – robot produkt maszynerii masowej produkcji populacji to kopiowanie kopii zaludniających wielkie bezosobowe miasta – klony w których najszybciej rozprzestrzenia się każda zmutowana zaraza od trendów po popędy.
Hodowla klatkowa. Masowa Ubojnia Życia. Teraz chodzi o to by zagospodarować tą przerażającą pustkę, ten postępujący brak sensu. Wirtualny świat stał się chwilową cyfrową nirwaną w którą można uciec i zamulić. Wynająć domenę i zamieszkać pod jakimś wymyślonym adresem i stać się stacją nadawczo – odbiorczą z miliarda innych stacji. To jest potencjał chwilowego sensu dopóki ten nowy „raj” stanie się nie do zniesienia, bowiem to co charakteryzuje umysł ludzki to nieuniknione znudzenie wynikające z ciągłego dokarmiania na wszelkie możliwe sposoby. Nie sposób udawać, że to jest nowatorskie, oryginalne konfrontując naszą twórczość z tysiącami innych podobnych twórczości i przychodzi moment, że chce nam się rzygać od tej twórczości, od biznesów kreatywnych, od tego ciągłego epatowania „nowością”. W sieci stajemy się produktem, który, aby przetrwać musi zaspokajać konsumujących go widzów, czytelników, falołersów, którzy chcą go zżerać jak w filmie pachnidło. Stajesz się usługą – dziwką. Ofiarą fejmu i popularności, którą napędza bezosobowy algorytm sztucznej inteligencji, dla którego ty jako ty jesteś niczym. Jedyne co masz robić to generować chorobę, rozprzestrzeniać wirusa fejmu i „rozrywki”, który zaraża przyklejone do ekranów dzieci – klony. To straszenie sztuczną inteligencją, która nas kontroluje nie ma sensu.
Świat skurczony do rozmiaru zaciskającej się pięści. Polityka, kultura, religia, nauka, technologia ubrane w gumową rękawiczkę, na jednej zimnej mechanicznej dłoni, która próbuje wycisnąć wszystko co jeszcze w nas zostało. Staliśmy się ofiarami swojego własnego systemu Abstrakcji, ofiarami samych siebie. Pozbawiona ducha maszyna. Filozofia Trupizmu. Kult destrukcji. Mordowanie życia. Może nasze narastające cierpienie wyrwie nas z tej hipnozy Ignorancji i pozwoli zrozumieć, że nie jesteśmy szczytem ewolucji, a jedynie zagubionymi w swoich urojeniach i megalomanii produktami Mózgogłowia.
To nie jest zrodzone z ciała. To konstrukcja. Jest w tym sterylna precyzja. Pewna paraliżująca bezwysiłkowość, coś nieludzkiego. Ten czynnik w istocie przeraża nas najbardziej. Jest spoza naszego cielesnego niedoskonałego świata. Jest obcy naszej wiotkiej i miękkiej naturze zwątpienia. Nie potrafimy zobaczyć twarzy oprawcy, nie mamy czasu, aby się odwrócić i analizować jak do tego doszło. Musimy przecież przeżyć. Do tego obecnie sprowadza się nasze życie. Pewnym jest, że morderca nie ma jednej twarzy. To system w jakim żyjemy o miliardach twarzy podległych mu istnień czyli nas wszystkich jest naszym bezwzględnym oprawcą, przygotowaliśmy swoją własną egzekucję ulegając, ignorując, popadając w wygodę współudziału, czerpiąc przywileje i zyski, zaspokajając potrzeby. Przymykając oczy i uciszając bezpośrednią mądrość serca na korzyść kalkulacji Mózgogłowia. Wygoda okazała się naszą zgubą, ślepą pogonią w przepaść.
MECHANICZNY SYNDYKAT ZBRODNI
W tej chwili liczą się fakty. Następujące po sobie ledwo dostrzegalne przez nas zajętych lękiem i obawą migawki brutalnej transformacji naszego świata pod przykrywką dramatycznych wyzwań na tak wielu poziomach, że nasza jednostkowość w obliczu tego wszystkiego ulega jeszcze większej defragmentacji, jeszcze głębszemu wycofaniu w głąb własnego zagubienia. Dramatyczne próby kreślenia map orientacyjnych w takim chaosie kształtują masową konfuzję i to właśnie ona staje się torowiskiem wprowadzanych zmian. Różnica polega na tym, że ten zimny precyzyjny „progress” najlepiej rozwija się właśnie w takim zdezorientowanym i opartym na desperacji strachu otoczeniu w istocie to jego środowisko naturalne. Odżywcza flora bakteryjna dla mutującego wirusa autodestrukcji.
Zglobalizowany postmodernistyczny syndykat zorganizowanej maszynowej zbrodni. Rozplanowanego na przestrzeni skompresowanego czasu życiobójstwa na wszelkie możliwe sposoby. Nasza nieświadomość, niezdolność nadążania za tymi procesami w ich niewiarygodnym porażającym układ nerwowy i wydolność umysłu przyspieszeniu staje się zarazem gwarancją ich powodzenia. Globalizacja na poziomie kondensacji kapitału, tej spektakularnej transfuzji krwi zasobów, technologii, systemów bankowości, podaży pieniądza i sposobów zarządzania globalną społecznością istot beznadziejnie uzależnionych od wzajemnie podpiętych pod siebie protez w postaci jałmużny świadczeń socjalnych, wszelkich wyborczych kiełbas grilowanych na coraz cieplejszych rosnących wykładniczo deficytach i astronomicznych długach, całego przemysłu zajmowania i kanalizowania uwagi w postaci popkultury i całego obezwładniającego trywializmu – debilizmu, który ona tworzy. Media stały się naszym środowiskiem naturalnym, kompulsywna konsumpcja oparta na głębokim uzależnieniu od ciągłego zagłuszania się treścią, wypełniania każdej szczeliny dźwiękiem, obrazem, wymyślonym światem, spreparowaną fabułą. Twórcy tak zwanych „nowych mediów” to skomercjalizowane postludzkie twory – marki, pokolenie piksela – cyfry, które tworzą monady podpiętych pod swój przekaz biernych odbiorców idących już w miliony. Technologia stała się nowym Bogiem – Demiurgiem tworzącym utopijny świat hipnotycznego transu i pozorów niczym nieskrępowanej wolności.
CZYM JEST ZACIŚNIĘTA PIĘŚĆ ?
Impuls przebudzenia rodzi się w Sercu i jest poza okablowaniem Mózgogłowia, które nie potrafi go kontrolować, nie potrafi go dekodować i nie potrafi go namierzać. Mózgogłowie jest mechaniczne i ślepe na ruch który nie bazuje na algorytmach wgranych programów takich jak uwarunkowanie mechaniczną religijnością, smutną nauką, komiksową absurdalną polityką, jałową i dekadencką popkulturą oraz arogancką technologią.
Mechaniczna religijność to najstarszy program tworzący mentalność niewolnika zakodowany w naszym mózgu. To jest poziom naszej nieświadomości. Głęboko ukryty rdzeń nawigujący bez udziału naszej „nowoczesnej i wyzwolonej świadomości”. Najlepiej obrazuje to religia ateistyczna, religia naukowa, religia technologiczna, religia rozsądku. Ten sam mechanizm udający coś innego. My po prostu wierzymy w rzeczy i zjawiska, my chcemy by miały określony kształt i tworzymy systemy, które mają nam to udowodnić. Bazujemy na z góry przyjętych założeniach, których celem jest podtrzymanie ciągłości narracji o sobie jako realnie istniejącym bycie, który na wszelkie najbardziej wyrafinowane sposoby udowadnia sobie, że „Jest”. To przekonanie stało Prawdziwym Bogiem pod maskami wszystkich innych bogów. Nauką tworzącą naukę. Religią tworzącą religię. Wyczarowaliśmy z niebytu pojęcia tworząc abstrakcyjny wszechświat w naszej świadomości i od tego czasu żyjemy w nim. W nim umieramy. To jest pierwotna technologia cyfrowa. Prawdziwy Internet poprzedzający jego technologiczną nieudolną protezę. Technologia jest wtórna. Jałowa w porównaniu z nieskończoną przestrzenią świadomości, bo jest niczym innym jak jej ułomnym dzieckiem, któremu wydaje się, że jest geniuszem. Nie jest. Technologia naszego ciała przerasta w swoim wyrafinowaniu wszystko co możemy stworzyć. Internet naszej pierwotnej świadomości to moc obliczeniowa i kreacyjna wszechświata.
My nie wiemy kim jesteśmy. Nie znamy swoich możliwości i ograniczeń, ponieważ utknęliśmy na poziomie dziecięcej zabawy, na poziomie narcystycznej megalomanii. Bawimy się rzeczywistością, bawimy się sami sobą uwiedzieni impulsami złudzeń: formą, fakturą, zapachem, smakiem i projekcjami umysłu.
Smutna nauka, to brak sensu. Brak zdolności widzenia połączeń we współzależnej rzeczywistości. Wszystko jest oderwane. Warto pamiętać, że to krótki nowy moment w ciągłości strumienia świadomości, nauka chodzenia, mówienia, nauka przekraczania granic. Brak ducha w maszynie. Świadomość, która nie rozumie samej siebie i zaczyna projektować fragmentaryczną rzeczywistość do nie mającego końca badania. Badający, który nigdy nie bada sam siebie i nie zdaje sobie sprawy z oczywistej manipulacji wynikami badań. Nie bierzemy pod uwagę zaburzenia złudzeniami. Zakładamy poczytalność i świadomość. A co jeśli tak naprawdę w głównej mierze jesteśmy nieświadomi i niepoczytalni. Czym jest wtedy nasza smutna nauka. Jak możemy być świadomi swojej nieświadomości i jej skali. To jest tak jakbyś operował mózg, który w tym samym czasie operuje sam siebie. Kto trzyma skalpel? To jest w pełni świadome? Nie sądzę. Dlatego nauka też jest religią. Systemem wierzeń, który funkcjonuje w mroku nieświadomości, jednak jest dużo bardziej logiczny niż poprzedzające go systemy magiczne. Dlatego przeżywa swój złoty wiek i przyzwyczaja nas do ciągłego szoku dezaktualizacji wierzeń. Nieskończonej rotacji swoich bogów i kultów, bo w istocie jest pewnego rodzaju błądzeniem zdezorientowanego umysłu. Jest też ambicją, szukaniem uznania, jest desperacją szukania sensu i jednoczesnym bezsensem, który z tego wynika. Jest rozwojem i ciągłą próbą ucieczki, odraczaniem wyczuwalnego wyroku, wypieraniem pierwotnego przeczucia, że ostateczna diagnoza, wniosek po prostu nie istnieje. Podróż nie ma celu. Nic tam nie ma co wskażesz i opiszesz zamykając badanie przypisami, ukazując prostą drogę wnioskowania i potwierdzając powtarzalność eksperymentu, bo już za chwilę masz do czynienia z czymś czego w ogóle nie wziąłeś pod uwagę, bo najzwyczajniej nie przyszło ci do głowy. Nie było tego w systemie. To jest właśnie nieświadomość. Jest w nas niezbadany potencjał wiedzy pozazmysłowej, tego wszystkiego co poprzez nasz logiczny i racjonalny umysł tak wyśmiewamy. Coś co było z nami od zawsze. Coś co zagłuszyliśmy na potrzeby filozofowania Trupizmem w naszym Abstrakcyjnym Królestwie potwierdzania swoich założeń. Prawdziwy problem polega na tym, że w wyniku eksperymentu zniszczysz obiekt tego eksperymentu, w wyniku szukania sensu życia zniszczysz samo życie. To jest prawda tej sytuacji. Nie potrafimy widzieć rzeczy wprost. Bezpośrednio. Zamiast tego tworzymy opis, który dla nas staje się ważniejszy o tego, co próbuje nieudolnie opisać. Dlatego to jest smutne i kończy się tragicznie.
Komiksowa polityka. W skali przemian ostatnich dziesięcioleci to komiks katastroficzny w którym głównymi bohaterami są czarne charaktery. Zaburzone psychopatyczne jednostki kreujące świat pozbawiony jakiejkolwiek prawdziwej moralności. To upudrowane piekło. Więzienie udające park rozrywki pełne pociesznych komunałów, udawanej absurdalnej troski i bezwzględnej wojny z ludzkim odruchem, sprowadzanie całej gry do poziomu okrutnej walki o wpływy. Kult Mrocznych Sił. Świat korporacyjnego okultyzmu udającego społeczną odpowiedzialność. Największe urojenie w ludzkiej historii. Masowa Hipnoza. Złudzenie wyboru, który jest brakiem wyboru. Szczury w zaprojektowanym labiryncie. Pokarm, kopulacja, funkcja społeczna. Uśpienie przez zaspokajanie podstawowych potrzeb. Mały uregulowany system chowu klatkowego. Uśpiona, apatyczna tkanka społeczna tworząca strukturę wzajemnego nieświadomego pożerania. Ciągłe życie czyimś kosztem. Generowanie moralnego usprawiedliwienia w postaci mechanicznej religii, która stawia nasze potrzeby na samym szczycie tej okrutnej piramidy. Ubóstwianie poprzez mordowanie. Nadawanie praw uprzywilejowanym i sankcjonowanie upokorzenia tych, którzy są niewierni, gorszego sortu, możemy ich używać jak maszyny do sprzątania naszego gówna, bo są niczym. To śmieci. Czym dla istot ludzkich są zwierzęta. To mięso. Pokarm. Wartości odżywcze. Białko, witaminy, minerały, enzymy. Czym dla istot ludzkich jest środowisko naturalne. To surowiec. Pole do zaorania. Ziemia do sprzedania. Ropa do wyssania. Łup do podziału.
Czym dla istot ludzkich są istoty ludzkie? Kim jesteśmy dla samych siebie? Czy traktujemy inne istoty tak jakbyśmy chcieli sami być traktowani?
Nie robimy tego. Nie dbamy o to. Chcemy walczyć i zdobywać lepsze życie dla nas i dla naszych dzieci. Dla obcych już nie. Bo z nimi nie łączy nas biologia, naród, religia. Są twarzami spoza zbioru. Mogą cierpieć i zdychać. Czy dieta wegańska jest zdrowa? A jak nie jest? To co? Możemy być chorzy kosztem nie odbierania życia innej istoty?
To wielkie fundamentalne pytanie. Dietetyka Serca.
Możemy być mniej szczęśliwi, mniej zadowoleni, mniej zdrowi? Możemy pozwolić sobie na mniej komfortu i tego krótkotrwałego szczęścia, tylko dlatego, że to kreuje cierpienie dla innych istot. Po prostu. Na tej ziemi żyje nieskończona ilość istnień. Nie jesteśmy tutaj sami i ten świat nie został stworzony dla nas, choć możemy mieć takie przekonanie. To jest wgrany w naszą świadomość meta program. Algorytm dominacji. Nasza polityka jest ustawicznym i „prawomocnym” usprawiedliwianiem tego. Myślimy, że to jest nasza planeta, nasza ziemia. Nie jest nasza. Jesteśmy epizodem w procesie ewolucji. Kolejnym mutującym gatunkiem, któremu uroiła się rola Boga Istnienia. Ostatecznego Arbitra kto ma prawo żyć i w jaki sposób. Nie mamy do tego prawa. Uroiliśmy je sobie sami. I teraz moim zdaniem przychodzi czas doświadczania skutków naszej ludzkiej megalomanii, które się multiplikują i uderzają w nas lawinowo jako chaos polityczny, ekologiczny, ekonomiczny, obyczajowy i etyczny oraz jako wewnętrzny zamęt wypartych wyrzutów sumienia, egoistycznego konformizmu, kombinacji lęku i gniewu. Teraz szukamy winnych najczęściej pomijając samych siebie. Ten cały wymiar codziennych wyborów, małych „nieistotnych spraw”. To jest fundament całej struktury. Dlatego żyjemy w czasach teorii spisków, fake newsów, tych pogłębiających się antagonizmów, my – oni, dobrzy – źli, mądrzy – głupi, bóg – diabeł. Narracja jest apokaliptyczna, bo doszło do bankructwa moralnego – do progu świadomości, która w wyniku wstrząsu staje się bardziej świadoma i nie chce przyznać się do swojej niepoczytalności. Nie chce widzieć swojego współudziału. Chce karać i rzucać kamieniami. Jednak…
Czy sama jest bez winy?
Istnieją konkretni ludzie, którzy doprowadzili do tej sytuacji. To ich polityczne i „biznesowe” decyzje, ich porażająca chciwość i nieposkromione pożądanie ukształtowały te reakcje łańcuchowe postępującej destrukcji od której świadomości za wszelką cenę próbujemy uciec w jałową dekadencką popkulturę. My byliśmy współtwórcami, beneficjentami na końcu tej kolejki – prawo skapywania. Mało, ale zawsze. Dla nas są substytuty luksusu, podrobione dobra „prawie ekskluzywne” namiastki sukcesu jednak wzajemne zagryzanie jest to samo podobnie jak bezwzględność w torowaniu sobie drogi do szczęścia. Mało kto nie ma w sobie przekonania, że mu się należy widząc w telewizji czy internecie tą sadystyczną wręcz opowieść o bogaczach super bohaterach naszych czasów. Maskach, Gejtsach, Bezosach. Niczego tak nie szanujemy jak bogactwa. Niczemu się tak nie kłaniamy nawet samemu Bogu. Szukamy bogactwa, sławy i uznania, ponieważ jesteśmy przekonani, że to daje szczęście. W istocie jest odwrotnie. Produkt nie jest wart ceny. Antidotum ma nieskończoną ilość skutków ubocznych, które zabijają powoli bólem nie do zniesienia.
KONTRAKT STATYSTY
Prawdziwy rachunek za tą imprezę zawsze płacą ci, którzy mają najmniej do gadania. Masy bezimiennych konsumentów, płatnicy wszelkiej maści abonamentów, biorcy kredytów, epizodyczni uczestnicy politycznej farsy w postaci wyborów, które wydają się tylko pierwszym nieistotnym rzędem prowincjonalnych aktorów, a w razie czego mięsem do pożarcia przez rozwścieczony tłum, kiedy kolejne sfermentowane rozlane mleko zacznie śmierdzieć. Jakiś krach, zamach stanu, nowy nienowy ustrój polityczny okupiony tysiącami koniecznych ofiar, szatkująca papier maszynka wypluwa bez ustanku jeszcze ciepły kapitał stworzony z samego powietrza niczym jakiś alchemiczny Cud. Prawdziwa, najprawdziwsza czarna magia nie jakieś bajkowe farmazony, hokus pokus – my rodzimy dukaty z Nicości – kupujemy za nie drapacze chmur i parki krajobrazowe, całe strategiczne gałęzie gospodarki, prywatyzujemy za nie wasze szpitale, więzienia i szkoły. Rodzimy swoje własne dobro. To jest prawdziwy poziom samowystarczalności. Geniusz, który sam sobie przyznaje pokojową nagrodę Goebbelsa za bezbłędny pakiet czystej mistrzowskiej propagandy, który zamulił całe miliardy i gotował na wolnym ogniu w zupie złożonej ze strachu, pogardy, dezinformacji, pół prawd, siekanej medialnej kapusty i to wszystko w kilka bogatych w wydarzenia i wrzenia dekad. Dwie duże wojny i naród spokojny. Po nich w euforii tego światowego „pokoju” i tak zwanych zachodnich boomów gospodarczych, kiedy żreć można było w pełni otwartą mordą ruszyliśmy do przodu jak neoliberalna wojna błyskawiczna. Podstawą nowoczesnych stosunków międzynarodowych są międzynarodowe instytucje polityczno – finansowe co doprawdy trudno rozróżnić, najpewniej to zawsze jedno w drugim i dwa w jednym. Jednak nie chodziło nam o ułamki, a całości, tak zwane całki. Całe kontynenty, całe systemy. Teraz mamy jeden wielki dom. Globalny szpital psychiatryczny. Jest kasta kapłanów – lekarzy i masa chorych, którzy całe dnie oglądają telewizję, grają w gry nafaszerowani psychotropami, roześmiani niczym kukły z telewizji.
Mają swoje kółka dyskusyjne, krótkoterminowe lokaty dużego ryzyka, bony zakupowe, karty lojalnościowe, supermarkety, muzea, kina i potańcówki i zajęcia jogi. Mają wszystko czego trzeba do bezmyślności, do przehandlowania swojego cennego życia za garść środków uśmierzających grozę istnienia w wymyślonym przez nas świecie Abstrakcji.
Sami lekarze – kapłani: – Nie śpimy snem sprawiedliwych, bo cierpimy na chroniczną bezsenność w świecie powszechnej śpiączki to nam daje druzgocącą przewagę taktyczną. Mnóstwo czasu na badania i szeroko zakrojone eksperymenty. Na badania procesów adaptacyjnych w ekstremalnych warunkach braku stabilizacji i wdrażania nowych konfiguracji w tak zwanym układzie społecznym przy obniżonej odporności na wstrząsy. Pozornie każdy ordynator wdraża inny program jednak w istocie wdraża jego inny wariant. Po prostu badamy. Zbieramy dane. Zawsze chodzi o jak najlepszy efekt i minimalne zużycie energii.
Optymalizacja – to jest to słowo.
Staliśmy się statystami. Nowym rodzajem bydła. Mięsem wyborczym. Zawartością tabelek, statystyk i wykresów. Gdzie jest świadomość ludzka, która tworzy określenia „zasoby ludzkie” – coś tu poszło tak źle, że nawet nie potrafimy tego zobaczyć. Przyzwyczailiśmy się do czegoś co jest po prostu, najzwyczajniej w świecie okrutne i nieludzkie. Wydaje mi się, że jesteśmy czymś więcej niż bezimienną masą pozbawioną godności i miejsca. Być może zwierzęta mają swoją kulturę i religię, swoje obyczaje, swoje języki. Tak naprawdę nie wiemy tego, mierzymy wszystko swoją miarą. Jak traktujesz tak jesteś traktowany. Wykorzystywanie słabszych i bezbronnych to nasza codzienna praktyka do której wysługujemy się innymi, którzy zostali wypozycjonowani tak nisko w tej okrutnej strukturze, że muszą zabijać żeby żyć, kraść żeby przetrwać. Muszą żebrać o miłość i współczucie. Żyć w ubóstwie w świecie smartfonów i starterów w restauracji za tysiąc euro. Zimne nóżki, kawior, polędwiczka. Zegarek na przegubie wart więcej niż milion żyć, niż ocean bólu i cierpienia. Obrońcy uciśnionych w brokatach na tronach w świątyniach Abstrakcji – Buddowie, Jezusowie, Apostołowie, Wszyscy Milczący Święci. Flagi, Pomniki, Ojcowie Narodów. Nasze Abstrakcyjne wzory. Martwe wypchane kukły. Slogany. Stragany pełne obrazków, figurek – cały ten przemysł świętości. To dno. Złoty cielec na odpuście grzechów za pieniądze, ziemie, posiadłości. To musi się rozpaść. Umrzeć w agonii czystego prostego serca.
To nie będzie New age’owe wznoszenie się po wymiarach. Spektakularne bicie gromów i zjazd aniołów ruchomymi schodami z nieba. To będzie narastający z godziny na godzinę niepokój, wybudzanie ze snu, bo w tej fazie twój sen stanie się koszmarem. To się nazywa w naukach – brakiem zasługi. Wyczerpaniem dobra. Nieobecnością zasobów do dyspozycji. Bankructwem.
Sen był długi, przebudzenie będzie krótkie i totalne.
PANIERKA MLEKO OWSIANE >> METAL MĄKA KUKURYDZIANA >> ZIEMIA ZIOŁA PROWANSALSKIE >> METAL PIEPRZ >> METAL SÓL >> WODA PATELKA MOCZYMY BOCZNIAKI W PANIERCE >> SMAŻYMY PIECZEMY KRÓTKO W PIEKARNIKU
Żur to wiadomo klasa sama w sobie. Nie musi niczego udowadniać – jest wielkanocnym królem. Mocarzem wśród zup. Tutaj poprzedzony świątecznymi medytacjami i rozkminkami o kulturze zombi i roli naszego zmartwychwstania wynosi nas na orbitę zdrowej wegańskiej kuchni bez nadęcia i przegięcia. Idealne danie w na ciepło w przemianie drewna.
I tutaj otwierający tak zwany temat cytat:
Nadzieję zbawienia możesz żywić dopóty, dopóki jest ono kwestią martwej interpretacji z Talmudu zwykłym elementem pieśni kościelnej lub modlitwy. Wtedy cieszy się nawet sama nadzieja, budzące dreszcz oczekiwanie dnia w odległej przyszłości, gdy wszystko będzie takie jak sobie wymarzyłeś. Nadzieja daje ci siłę, sprawia, że promieniejesz przyjemnym wewnętrznym ciepłem; jest niczym długi łyk napoju podczas męczącej wspinaczki stromym górskim szlakiem.
Z nadzieją skierowaną ku odległej przyszłości, bez żadnego obowiązku choćby ruszenia palcem, by zrealizować tę nadzieję, na każdym kroku, w każdej godzinie życia, by zmienić ją w realne Życie, możesz pozostać w dokładnie tym samym miejscu, w którym siedziałeś dwadzieścia, trzydzieści lub pięć tysięcy lat temu.
Wilhelm Reich „Mordercy Chrystusa”
SKŁAD:
1 WŁOSZCZYNA KILKA PIECZAREK 3 CEBULE 4 ZĄBKI CZOSNKU BIAŁA SOJOWA KIEŁBASA ALBO TOFU WĘDZONE KILKA ZIEMNIAKÓW NATKA PIETRUSZKI SÓL, PIEPRZ KILKA KROPEL CYTRYNY WARZYWNA KOSTKA ROSOŁOWA
WŁOSZCZYZNĘ OBIERAMY I KROIMY W KOSTKĘ TAK SAMO ZIEMNIAKI CEBULĘ KROIMY W PIÓRA KIEŁBASĘ W TALARKI
LEGENDARNA ZASMAŻKA
WOK / GARNEK OGIEŃ >> OGIEŃ OLEJ >> ZIEMIA CEBULA & CZOSNEK >> METAL SMAŻYMY NA ZŁOTO DODAJEMY TALARKI BIAŁEJ SOJOWEJ KIEŁBASY LUB TOFU >> WODA PIEPRZ >> METAL SÓL / SOS SOJOWY >> WODA
ZUPA
WOK OGIEŃ >> OGIEŃ OLEJ >> ZIEMIA WŁOSZCZYZNA I ZIEMNIAKI >> ZIEMIA SMAŻYMY WRZĄTEK >> OGIEŃ KOSTKA ROSOŁOWA >> ZIEMIA LUBCZYK >> METAL PIEPRZ >> METAL ZASMAŻKA >> METAL / WODA MOŻEMY DOLAĆ WODY I DOSOLIĆ >> WODA
NATURA TERMICZNA OCHŁADZAJĄCA, SMAK SŁODKI; WZMACNIA ŚLEDZIONĘ-TRZUSTKĘ; WPŁYWA KORZYSTNIE NA JELITO GRUBE, DZIAŁA NAWILŻAJĄCO PRZY OBJAWACH SUCHOŚCI; UZUPEŁNIA NIEDOBORY W NERKACH, OCZYSZCZA SERCE I NACZYNIA KRWIONOŚNE, POPRAWIA KRĄŻENIE KRWI; POMAGA PRZYWRÓCIĆ PRAWIDŁOWE FUNKCJONOWANIE TRZUSTKI (PRZEDE WSZYSTKIM W PRZYPADKU CUKRZYCY); POPRAWIA WZROK; DZIAŁA MOCZOPĘDNIE; OBNIŻA GORĄCZKĘ; WYSOCE ALKALIZUJĄCA, ODTRUWA ORGANIZM, WZMAGA WYDZIELANIE POKARMU U MATEK KARMIĄCYCH. STOSOWANA RÓWNIEŻ W LECZENIU ZAWROTÓW GŁOWY, BRAKU APETYTU U DZIECI (GŁÓWNIE W FORMIE TEMPEH I MLEKA SOJOWEGO), WYPRYSKÓW SKÓRNYCH, ZAPARĆ, OBRZĘKÓW, RETENCJI PŁYNÓW I TOKSEMII U KOBIET W CIĄŻY ORAZ ZATRUĆ POKARMOWYCH. PRZY ZABURZENIACH W OKRESIE CIĄŻY I ZATRUCIACH POKARMOWYCH PIJ WYWAR Z SOI (PRZYRZĄDŹ JAK OMÓWIONY WCZEŚNIEJ SOK Z ADZUKI). SOJA JEST NATURALNYM ŹRÓDŁEM LECYTYNY – POKARMU DLA MÓZGU. JEŚLI SOJA NIE ZOSTANIE DOKŁADNIE UGOTOWANA, HAMUJE DZIAŁANIE ENZYMU TRAWIENNEGO TRYPSYNY, CO SPRAWIA, ŻE STAJE SIĘ TRUDNA DO STRAWIENIA. FERMENTACJA STOSOWANA PRZY PRODUKCJI TEMPEH, TOFU, MISO I SOSU SOJOWEGO ELIMINUJE TENDENCJĘ SOI DO HAMOWANIA WYDZIELANIA TRYPSYNY.
Z kucharsko – pirackim pozdrowieniem witam was w kolejnym odcinku Tao Gotowania i mam dla was kolejny prosty i pożywny przepis. Kocham makaron i ponieważ jest to w tym wypadku pszenny makaron jest w sam raz na jeszcze chłodną wiosnę. Przepis jest wegański i pozbawiony wydumanych składników. Danie konkretne i pożywne. Jak zawsze wplatam w film swoje dygresje i inspirujące filmy i lektury. Zapraszam serdecznie do odbioru i gotowania. Smacznego!
WOK NA OGIEŃ >> OGIEŃ OLEJ RYŻOWY >> ZIEMIA CEBULA, CZOSNEK >> METAL ZIOŁA PROWANSALSKIE >> METAL PIECZARKI >> ZIEMIA PAPRYKA WĘDZONA >> ZIEMIA PIEPRZ >> METAL TOFU >> WODA SOS SOJOWY >> WODA WODA >> WODA DOSOLIĆ >> WODA
WSYPAĆ NATKĘ >> DREWNO SZCZYPTA KURKUMY >> OGIEŃ DODAĆ SOS >> PRZEMIANA ZIEMI >> SŁONECZNIK GROSZEK KONSERWOWY >> ZIEMIA EW. PIEPRZ >> METAL SÓL >> WODA
JAK MAMY MOŻEMY DODAĆ PŁATKÓW DROŻDŻOWYCH ZAMIAST SERA.
Natura termiczna: chłodna, z tendencją do zimnej Smak: słodki System narządów: serce, wątroba, śledziona, nerki Kierunek: zsyłający Przemiana: ziemia
Działanie: oczyszcza gorąco, wzmacnia śledzionę i nerki, odżywia yin serca, buduje qi i krew; kiedy jest połączona z produktami ciepłymi, łagodzi pragnienie, działa moczopędnie.
Metody przygotowania: gotowana grubo mielona, drobno mielona, jako kleik lub wywar
Zawartość: węglowodany, białko, skrobia, tłuszcz, lecytyna, witaminy z grupy B, E, beta-karoten, biotyna, kwas foliowy, selen, naturalne estrogeny.
Wskazania: Ogólne objawy gorąca: suchość w jamie ustnej, gorączka, pocenie się. Odpowiednia do obniżania gorączki u niemowląt i dzieci.
„Pszenica to wartościowe i zdrowe źródło składników odżywczych, stanowi ważną część diety wielu osób. Choć ludzie często deklarują, że chcieliby zrezygnować z pieczywa, bo „pełno w nim węgli”, to wśród produktów podstawowych chleb i jego pochodne są, obok soi, najbogatszym źródłem białka, a także istotnym źródłem błonnika i witamin z grupy B.
Jamie wyeliminował ze swojej diety wiele pysznych produktów, pozbawiając się chwil prawdziwej przyjemności. Dla mnóstwa osób świeżo upieczony chleb to najlepsza rzecz na świecie, alchemiczna mieszanka kilku prostych składników, która prawdziwego mistrza może zainspirować do stworzenia wyjątkowego dzieła. Podobnie dobry makaron stanowi niezrównane źródło kulinarnych rozkoszy i podstawę jednej z najważniejszych kuchni świata. To samo można powiedzieć o ciastach, ciastkach, pizzy, kluskach, croissantach, kruchych ciasteczkach, brioszkach i puddingu Yorkshire. Mimo że wiele osób mogłoby uznać rezygnację z tego typu uciech za błahostkę, ja uważam, że często nie doceniamy potęgi prostych przyjemności, zapominając, że wzbogacają nasze życie i poprawiają samopoczucie.
Choć na początku swojej bezglutenowej przygody Jamie mógł odżywiać się racjonalnie, wielce prawdopodobne, że wraz z upływem czasu jego nawyki się zmienią. Sam fakt, że jakieś produkty są bezglutenowe, nie oznacza, że można je jeść bezkarnie. Istnieje mnóstwo ubogich w składniki odżywcze artykułów bezglutenowych i niewykluczone, że początkowe korzyści ze zmiany diety z czasem znikną. A ponieważ w produktach bezglutenowych jest często więcej tłuszczu i cukru niż w ich glutenowych odpowiednikach, niewykluczone, że Jamie będzie się teraz odżywiał gorzej.
Możliwe jednak, że najniebezpieczniejszy ze wszystkiego jest system fałszywych przekonań, który stworzył Jamie. Uwierzył, że rezygnacja z pewnych produktów stanowi sposób na poprawę stanu zdrowia. To przeświadczenie prawdopodobnie zapuści głęboko korzenie w jego psychice i w przyszłości, być może wtedy, gdy początkowe sukcesy eksperymentu z wyeliminowaniem glutenu zblakną, zacznie on szukać bardziej radykalnych rozwiązań, łudząc się, że w ten sposób dba o zdrowie.”
Anthony Warner. „Wściekły kucharz. Cała prawda o zdrowym jedzeniu i modnych dietach”.
Nazywam się Marcin Piniak i zawodowo zajmuje się szeroko pojętym zdrowym i świadomym żywieniem, jako wegetariański i wegański kucharz gotuję na warsztatach rozwojowych, prowadzę warsztaty gotowania i wykłady z praktycznych elementów Tradycyjnej Dietetyki Medycyny Chińskiej. Z gotowaniem jestem związany od blisko piętnastu lat. Pracowałem w profesjonalnej gastronomii w kraju i za granicą w wegańskich i wegetariańskich restauracjach.
JEMY I CIESZYMY SIĘ TĄ CHWILĄ PAMIĘTAJĄC O TYM, ŻE WIELE ISTOT NIE JEST W TAK SZCZĘŚLIWYM POŁOŻENIU.
POMIDOR: SŁODKI LUB SŁODKO-KWAŚNY, LEKKO CHŁODNY. WCHODZI DO ŚLEDZIONY I ŻOŁĄDKA. USUWA „OGIEŃ”, CZYLI LETNIE GORĄCO (OBNIŻA GORĄCZKĘ), POBUDZA PŁYNY CIAŁA, ŁAGODZI PRAGNIENIE,ARMONIZUJE WĄTROBĘ, WZMACNIA ŻOŁĄDEK, ODŻYWIA NERKI, JEST MOCZOPĘDNY. STOSOWANY PRZY NIESTRAWNOŚCI, ANOREKSJI, SYNDROMIE „OGNIA”, SUCHOŚCI W PŁUCACH I ŻOŁĄDKU.
POMIDOR NATURA TERMICZNA: ZIMNA SMAK: SŁODKI I KWAŚNY SYSTEM NARZĄDÓW: ŻOŁĄDEK I WĄTROBA KIERUNEK: ZSYŁAJĄCY PRZEMIANA: DRZEWO, ZIEMIA
USUWA SUCHOŚĆ, OCHŁADZA I OCZYSZCZA KREW, WZMACNIA ŻOŁĄDEK, WSPIERA AKTYWNOŚĆ SYSTEMU WĄTROBY METODY PRZYGOTOWANIA: SUROWY, JAKO SOK, GOTOWANY, PODSMAŻANY LUB JAKO WYWAR ZAWARTOŚĆ: WYSOKA ZAWARTOŚĆ WITAMIN A, B1, B2 I C, CYNKU, KOBALTU, MAGNEZU, WAPNIA, FOSFORU, ŻELAZA, POTASU, OLEJKÓW ESENCJONALNYCH, NATURALNYCH HORMONÓW, KWASU OKSOLINOWEGO (OSTROŻNIE W PRZYPADKU KAMIENI NERKOWYCH!)
WSKAZANIA:
GORĄCO WE KRWI: KRWAWIENIA Z NOSA, DOLEGLIWOŚCI SKÓRNE ZE SWĘDZENIEM I ZACZERWIENIONE WYKWITY, ALERGIA NA PROMIENIE SŁONECZNE, SEZONOWE ALERGIE. GORĄCO W WĄTROBIE I NIEDOBÓR YIN WĄTROBY: BÓLE GŁOWY, CZERWONE, SWĘDZĄCE OCZY, ZAWROTY GŁOWY, DZWONIENIE W USZACH, KURZA ŚLEPOTA, NIEWYRAŹNE WIDZENIE, NADCIŚNIENIE (WYSOKIE CIŚNIENIE KRWI).
500 GR MĄKI JAGLANEJ 4 JAJKA 250 GR CUKRU STARTA SKÓRKA Z DWÓCH CYTRYN I SOK MLEKO MIGDAŁOWE 1 ŁYŻECZKA PROSZKU DO PIECZENIA SOK Z JEDNEJ POMARAŃCZY MASA MAKOWA Z BAKAIAMI 800 GR KANDYZOWANA POMARAŃCZA 100 GR 3 MLECZNE CZEKOLADY SZCZYPTA KURKUMY ŁYŻKA OLEJU KOKOSOWEGO
WIÓRKI KOKOSOWE DO POSYPANIA
PREP: SPÓD CIASTA – NAJLEPIEJ ZROBIĆ WCZEŚNIEJ ŻEBY OSTYGŁ BIAŁKA UBIJAMY Z CUKREM
WEGAŃSKO: JAJKA MOŻNA ZASTĄPIĆ 2 ŁYŻKAMI ZMIELONEGO SIEMIENIA LNIANEGO (ZBLENDOWAĆ Z BANANEM I MLEKIEM MIGDAŁOWYM I DODAĆ ZAMIAST JAJEK)
WLEWAMY SOK Z CYTRYNY I POMARAŃCZY – DREWNO DODAJEMY PROSZEK DO PIECZENIA I SKÓRKI Z CYTRYNY – DREWNO SZCZYPTA KURKUMY (OGIEŃ) I DODAJEMY MĄKĘ JAGLANĄ (ZIEMIA) DODAJEMY JAJKA (ŻÓŁTKA I UBITE BIAŁKA Z CUKREM) (ZIEMIA) DOLEWAMY MLEKO MIGDAŁOWE DO ODPOWIEDNIEJ KONSYSTENCJI GĘSTEGO CIASTA (ZIEMIA) WLEWAMY CIASTO DO TORTOWNICY (KŁADZIEMY PAPIER DO PIECZENIA NA SPÓD) WSTAWIAMY DO PIECA PIECZEMY 30 – 40 MIN SPRAWDZAMY WYKAŁACZKĄ CZY CIASTO JEST JUŻ UPIECZONE ZOSTAWIAMY DO OSTYGNIĘCIA
KIEDY JEST JUŻ ZIMNE KROIMY CIASTO NA DWIE WARSTWY NAKŁADAMY MASĘ MAKOWĄ Z BAKALIAMI POMIĘDZY (ZIEMIA)
ROZPUSZCZAMY CZEKOLADĘ Z ŁYŻKĄ STOŁOWĄ OLEJU KOKOSOWEGO (ZIEMIA – OGIEŃ) KIEDY SIĘ ROZPUŚCI DODAJEMY KANDYZOWANĄ POMARAŃCZĘ I MIESZAMY I POSYPUJEMY WIÓRKAMI (ZIEMIA)
WLEWAMY NA WIERZ CIASTA I ZOSTAWIAMY DO OSTYGNIĘCIA
SMACZNEGO 😉
KASZA JAGLANA
Natura termiczna: neutralna do lekko ogrzewającej (w zależności od źródeł, niektóre klasyfikują je jako chłodne)
Działanie: uzupełnia, wzmacnia i harmonizuje środkowy ogrzewacz (najlepsze zboże, oprócz ryżu, dla tego systemu narządów), wzmacnia nerki (bardzo dobre jedzenie na czas ciąży), uzupełnia krew i qi, rozpuszcza wilgoć, przekształca śluz, kieruje w dół zbuntowane qi żołądka, działa moczopędnie, detoksykuje
Niedobór środkowego ogrzewacza: brak apetytu, ogólne osłabienie, zmęczenie, biegunka.
Dolegliwości związane z wilgocią i śluzem z powodu niedoboru śledziony.
Nawracające dolegliwości związane ze śluzem (zapalenie zatok, zapalenie oskrzeli), tępe uczucie ciężkości w głowie, uczucie ciężkości w kończynach, mdłości, niestrawność.