PIRACKIE OPOWIEŚCI

PUSTY KRZYŻ

O zwierzęta dba się tu jak o dzieci. Natomiast dziećmi zajmują się zazwyczaj filipińskie nianie, które pchają wózki po regularnie odkurzanych chodnikach. Niania wie, że wózek z wmontowaną mufką na marznące dłonie kosztuje więcej niż jej miesięczna pensja. Dzieci w tych kręgach to kosztowne hobby, więc także dlatego na świat przychodzi ich tu coraz mniej. Kiedy opiekunki z Filipin i ogrodnicy z Chin kończą pracę, dzielnica staje się w większości biała i podstarzała. Nie widać tu wielokulturowości, z której słynie Toronto. Ratusz z dumą informuje, że w mieście pobrzmiewa sto czterdzieści języków i dialektów. W 2016 roku BBC głosi, że Toronto jest najbardziej międzynarodowym miastem świata. Są tu wszyscy. Poza tymi, którzy się tu urodzili.

Joanna Gierak-Onoszko „27 śmierci Toby’ego Obeda”

Nie ma znaczenia, czy robisz to w imię boga, lepszego życia, sprawiedliwości. To nie ma znaczenia. Uprawa „człowieka cywilizowanego” wydała przeróżne owoce, wydała postęp, naukę, wydała zapomnienie i śmierć, wszystko zależy od tego gdzie jesteś. Czy jesteś po stronie czerpania korzyści, czy bycia wykorzystanym. Gdzieś tam w odległej Kanadzie płoną kościoły jak nie dające się ugasić winy, których nie można rozgrzeszyć – ponieważ to stosy ciał, miliony zamęczonych istnień. Hańba. Konsorcjum zbawienia, duchowa korporacja o dwutysięcznej historii sprzedaży duchowej wizji ludzkości z umęczonym ciałem w logotypie, wielkie krwawe dominium zasysające nieskończone bogactwa ziemi i ducha, które zniszczyło niezliczoną ilość kultur pod pręgierzem wystudiowanego okrucieństwa. Święci ojcowie monokultury, protoplaści zglobalizowanego białego umysłu jednej słusznej drogi, która przez setki długich lat stworzyła planetarne więzienie dla istnienia, które nie wrodziło się w jego plan ostatecznego podboju Życia za cenę swojej abstrakcyjnej obietnicy. Wasz bóg nie jest moim bogiem, nigdy nim nie był choć urodziłem się w waszej klatce, na smyczy waszych programów. Pod tym krzyżem wmurowanym we wszystko jak zaklęcie.

Wiem na czym zbudowaliście te wygodne klimatyzowane cele. Gdzieś w samym rdzeniu czuję ten zapach śmierci. Widzę waszą płonącą potęgę, ten postępujący rozpad całego waszego oszukanego królestwa, ten mechaniczny świat Mózgogłowia, które traci panowanie, bo jego domniemany bóg jest psychopatycznym snem wariata śnionym przez zniewolone masy. Chorobą kolektywnego umysłu. Wracamy do ciała, do matki do bijącego serca, wracamy tam gdzie jest życie. Do zapachu wiatru, smaku deszczu, myśli która jest wolna i spontaniczna. Budzimy się z waszego snu, idziemy do światła. To światło nie jest waszym prawem, zapisanym w okrutnej księdze, nie jest systemem, religią, żadną odłożona w czasie obietnicą. To żyje w nas, w samym rdzeniu zagłuszone waszymi klątwami. Nie ma w tym zemsty, potrzeby krwi. To coś przed tym wszystkim.

Dlatego nie możecie tego zatrzymać.

Będziecie konsumować swój własny produkt. Strach. Tym czym karmiliście, będziecie karmieni, bo takie jest prawo, którego nie macie już mocy uchylić. Kiedy domyka się obieg koła, przychodzą wszystkie wezwania do spłaty długów, u bram świątyni pojawiają się wszystkie trupy – niepoliczalna armia zhańbionych dusz. Wszystko tutaj staje się jasne. Żywe. Mord rodzi mechanizm karmicznego obiegu, ofiara staje się bezwolnym wyznawcą. Nie daliście istnieniu wolnego wyboru i to stanie się waszym światem. Zgwałciliście pierwotne prawo, najświętszą zasadę wolności. Ofiary odzyskują pamięć, wiem chcecie to zatrzymać waszą „nowoczesną wiedzą” jednak to wszystko na nic. Na nic. Ten spazm desperackiego okrucieństwa jest momentem przed ostatecznym upadkiem i wy to wiecie. Za tymi falami gniewu już nic do was nie przyjdzie, nie będzie już czego złapać, czym zawładnąć, bowiem wyczerpie się już wszelki potencjał relacji. Kiedy umysł się uwalnia od wpływu, nie możecie już nic zrobić. To koniec.

Tego ciała już tam nie będzie. Zniknie. Zostanie sam krzyż – sztuczny konstrukt.

To zmartwychwstanie nie będzie przyczyną kultu, nie będzie cudem który można po raz kolejny użyć do hipnozy i kontroli. To Życie odzyska swoją Moc. Przetrwa wasze piekło. To Życie nie ma końca. Odrodzi się w miliardach form w miliardach miejsc i serc. Oczyści się i przywróci pierwotną równowagę. Z tego miejsca oddaje cześć tym wszystkim, którzy nieśli i niosą je w sobie, którzy dają temu światu prawdziwą Moc, którzy są wierni temu co pierwotne i niestworzone. Nieważne jak to nazwiesz. Możecie tylko niszczyć formę, mordować nazwę, wymazywać imię.

Nie możecie dotknąć Istoty.

Życie w katolickiej szkole z internatem imienia Świętej Anny (St. Anne’s Residential School) w Fort Albany, na północy prowincji Ontario, było jak film. A konkretnie jak Pasja Mela Gibsona. Tak przynajmniej uważa Louis Knapaysweet. Przecież to o mnie, pomyślał w pierwszej chwili Louis, poprawiając się w fotelu przed telewizorem. Ale zaraz doszedł do wniosku, że różnic jednak jest sporo. Najważniejsza to ta, że kiedy skóra na plecach pękała od uderzeń bicza i grzbiet zalewał się krwią, Jezus miał trzydzieści trzy lata.


A Louis tylko dziesięć.

Joanna Gierak-Onoszko „27 śmierci Toby’ego Obeda”

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

WARTOŚĆ LUDZKIEGO ISTNIENIA

Definicją wolności jest nieskończona wartość ludzkiego istnienia. Definicją zła jest destrukcja wolności. Wszystko co złe, uczy ludzi, że mają ograniczoną wartość.

Jeremy Locke — End of All Evil

Tworzenie ścieżki – wzorca wolności zaczyna się od naszego własnego życia. Swój początek ma w wiedzy i świadomości. Pierwszą rzeczą jest być Przytomnym – Obecnym w tym co się wydarza tu i teraz w tej rzeczywistości. Wolność i kreatywność jest naszym Naturalnym Stanem, wrodzonym potencjałem, który aby ewolucja świadomości mogła postępować musi zostać odkryty i ostatecznie urzeczywistniony w naszym codziennym życiu. Przyzwyczajeni jesteśmy do kultywowania ideologii, wyobrażeń, wyśnionej wersji odłożonej w czasie i tak naprawdę niedostępnej wolności, która stała się pocieszającym mitem, tymczasem żyjemy w świecie, który był i jest przeciwieństwem wolności. Jest więzieniem o zaostrzonym rygorze zgody na wszechobecne zło. To zło ma wiele twarzy i masek.

Jego twarzą jest: KONTROLA, PRZYMUS i PRZEMOC.
Jego maską jest: „PRAWO”, „WOLNOŚĆ” i „BEZPIECZEŃSTWO”.
Jego wyrazem jest: WDRUK, ZAPETLENIE i EKSPLOATACJA.

My istoty czujące (ludzie i zwierzęta, a także cały naturalny świat biologiczny) staliśmy się więźniami PROGRAMU – WDRUKU niszcząc pod jego panowaniem samych siebie i pierwotne święte życie, które jest przejawieniem nieskończonej kreatywności używając jej potencjału w wypaczony i destrukcyjny sposób. Ten Program zdominował nasze umysły i ma naturę Pasożyta, którego żywimy od czasu kiedy naszym życiem zarządza Przemoc, która zaczyna się w naszym własnym umyśle. Dlatego pierwszą i najważniejszą rzeczą jest rozpoznać źródło zła w swoim własnym istnieniu i oczyścić je. Taka jest funkcja „praktyki duchowej” lub Drogi. Ta Pierwotna Droga nie jest oparta na żadnej ideologii, systemie, ponieważ wszystkie one niszczą prawdę i wolność, a zamiast tego tworzą niezliczoną ilość klatek w których jesteśmy zamknięci i zniewoleni. Tak naprawdę do naszej dyspozycji jest nieskończona ilość skutecznych metod, które nasi przodkowie pozostawili nam dowodząc ich skuteczności na własnym przykładzie. Wiele istnień uwolniło się dzięki Pierwotnej Drodze.

Cechą charakterystyczną zniewolonego umysłu jest ograniczanie, tworzenie barier, granic i powtarzalnych ślepych dróg. Cechą charakterystyczną jest szukanie jedynie słusznej tradycji, kraju i kultury i odrzucanie wszystkiego co „obce”. Jest to przymus, którego źródło leży w lęku i strachu w braku rozpoznania, że tak naprawdę nasza świadomość jest nieograniczona, podobnie jak możliwości rozwoju. Przez nieskończone eony czasu to właśnie ten sposób myślenia sprowadził do tego wymiaru tak wiele okrucieństwa i wojny – źródłem tego jest ucieczka przed wolnością. Strach i Lęk. Esencją Przemocy jest strach. Pasożyty o których tutaj mowa żywią się Strachem i Lękiem, to jest ich pokarm. Jeżeli przyjrzymy się tej rzeczywistości ujrzymy to, ujrzymy to na pewno. Póki żyjemy we władaniu Lęku i Strachu niemożliwym jest rozwój i niemożliwym jest oczyszczenie zła, ponieważ nie ma w nas żadnej woli, jesteśmy bezwolni. Jeżeli brak nam woli jesteśmy ofiarami okrutnego systemu, jesteśmy bierni i ulegli, a tym samym podlegamy woli zła, którego stajemy się narzędziem. Ten świat jest w tak rozpaczliwej kondycji, ponieważ istoty stały się zniewolone i bierne, uległe i obojętne.

To bierność jest fundamentem więzienia. Brakuje nam bezpośredniego DOŚWIADCZENIA wolności, brakuje nam MOCY. Moc wynika z doświadczenia wolności w sposób bezpośredni, którego rezultatem jest kreatywność, która tworzy ZMIANĘ. Moc rodzi się z przekroczenia Strachu i przekroczenia Lęku. Jest dotarciem na drugi brzeg ludzkiego potencjału. Jest wyzwoleniem z niemocy.

Pierwotna Droga jest rozwijaniem Mocy. Wymaga mądrości i dyscypliny. Wymaga Wiary – Zaufania w to, że jej źródłem jesteśmy my sami, nikt z zewnątrz i nic z zewnątrz nie może nic za nas zrobić. Musimy TWORZYĆ Drogę. Każda istota ma inną drogę, nie istnieją wspólne drogi, ponieważ każda istota jest wyjątkową w jedyny i niepowtarzalny sposób. Dlatego religia nigdy nie jest prawdziwą drogą. Jest więziennym spacerniakiem, pocieszeniem w zniewoleniu. Nigdy nie prowadzi poza kraty tego więzienia. Jest iluzją wolności. Urojeniem. Religie są konstruktami, które nie są niczym naturalnym, są sztuczne, wymyślone i jałowe z samej swojej natury. Ich źródłem jest Program ich celem jest Zapętlenie nas by ostatecznie żywić tych którzy na nas żerują. To jest okrucieństwo, które udaje duchowość. Najbardziej odżywczy dla Pasożytów pokarm, ponieważ ma najczystszą naturę, którym jest pragnienie wolności. Pierwszy i ostateczny cel Istnienia.

Przez nieskończone okresy niepoliczalnego czasu to pragnienie było niszczone w sposób bezwzględny i najbardziej bestialski, było niszczone w samym zarodku, w samej esencji, ponieważ to pragnienie ostatecznie doprowadzi nas do wolności. Dlatego nie ma nic złego w pragnieniu tak jak sugerują religijne dogmaty. To pierwotne pragnienie jest najważniejsze ze wszystkich pragnień, bo jego rezultatem jest prawdziwe szczęście, którym jest ostateczna Wolność. Jeżeli tracisz to pragnienie, tracisz esencję życia, bowiem wszystko żyje po to by osiągnąć prawdziwą wolność. Taki jest cel ewolucji życia. Nic innego. Jeżeli wciąż masz to pragnienie i jest ono żywe, wciąż obecne – przywołuj je każdego dnia, w każdej godzinie, bo to jest prawdziwe źródło Mocy. Kiedy przestaniesz o tym myśleć będziesz tylko niewolnikiem, tylko narzędziem zła, martwą istotą. Będziesz pokarmem i niczym więcej. Będziesz trawiony i wydalany bez końca w bezsensownym mechanicyzm zapętleniu Gastropolis. Jeżeli masz w sobie pragnienie wolności możesz być pewien, że jesteś autentyczną istotą ludzką, kimś kto już był, kto jest i kto będzie, ponieważ to pragnienie jest nicią, która prowadzi twoje istnienie poprzez kalejdoskop doświadczeń – odkrycia Pierwotnego Stanu Wolności, którego nic i nikt nie może uwarunkować i zniewolić. To jest fundamentalna różnica pomiędzy Drogą Mocy a religią – prawdziwe doświadczenie, coś konkretnego zamiast kolejnej obietnicy. Kiedy wiesz nie musisz wierzyć, niemożliwym wówczas jest manipulowanie strachem i lękiem. Niemożliwym jest bycie zależnym od jakiejkolwiek siły poza tobą samym. Niemożliwym jest być niewolnikiem, ponieważ niewolnikiem jest ten który nie wie, nie ma bezpośredniego doświadczenia wolności.

Wolność nie boi się śmierci ponieważ jest esencją Miłości.
Wolność nie boi się cierpienia ponieważ je rozumie.
Wolność nie boi się niczego, ponieważ nie ma w niej Strachu i Lęku.
Dlatego nazwana jest Wolnością.

To nie jest slogan. To jest Prawda.
Dlatego przynosi Wyzwolenie.

Nazywam się Marcin Piniak studiowałem dziennikarstwo i fascynuje mnie aspekt komunikacji, a szczególnie tej jaką nawiązujemy sami z sobą przekierowując uwagę z zewnętrznego świata ku naszej autentycznej naturze. Twórczość jest dla mnie odruchem, czymś niemal biologicznym, czymś co pomaga mi żyć. Jest w swojej esencji drogą duchową i nauką Obecności i Wrażliwości. Ten świat potrzebuje ludzi z wyobraźnią i pasją, którzy mają w sobie tą cudowną ciekawość i życzliwość. Człowiek, który realizuje swój potencjał jest człowiekiem szczęśliwym i to powoduje, że na tym świecie jest mniej cierpienia. To najważniejszy powód dla którego warto to robić. Reszta jest tylko dodatkiem. Piszę, gotuję, fotografuję i nagrywam felietony video i audio. Opublikowałem alegoryczną powieść „17” o cieniach zachodniej cywilizacji i procesie transformacji, którą napisałem podróżując londyńskim metrem. Nasze życie jest opowieścią, którą warto zapisać. Tym właśnie się zajmuję.

SOCIAL MEDIA:

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

NASZA PRZYSZŁOŚĆ ?

Życie to szkoła, w której każdy uczy się innej lekcji.

William Seward Burroughs

ONZ opublikowało kilka lat temu szokujący raport w którym napisano, że w 2100 roku przy obecnym wzroście populacji może nas być 13 miliardów. Trzynaście miliardów ludzkich istnień, a każda z nich potrzebuje pokarmu, schronienia, opieki, edukacji i chciałaby spełniać swoje marzenia. Większość będzie żyła w miastach – molochach, które bardziej będą przypominać slumsy. Obecna sytuacja związana z epidemią pokazuje nam, że próba zarządzania w konfrontacji z globalną katastrofą czy kryzysem jest niczym innym jak porażką, bowiem zawsze górę biorą partykularne narodowe interesy, czemu nie sposób się dziwić, bowiem to zglobalizowane korporacyjne monstrum to nic innego jak bezmyślna maszyna śmierci. Większość ludzi na tym globie żyje i będzie żyć na wysypisku odpadów, które ta maszyna generuje. Większość ludzi na tym globie przy obecnych trendach ignorancji już wkrótce sama stanie się odpadem – bez pracy i perspektyw zasilana jałmużną z drukarki sztucznych pieniędzy. W zasadzie o tego zaczyna Huxley swoje rozważania na temat realności Nowego Wspaniałego Świata.

Obecne tempo sprawia, że będzie nas dwa razy więcej już za niespełna pół wieku. Do takiego niewyobrażalnie szybkiego pomnożenia naszego gatunku dojdzie na planecie, której najbardziej atrakcyjne i wydajne obszary są już gęsto zaludnione, której glebę wyniszczają nieudolni rolnicy, gorączkowo usiłując wyprodukować więcej pożywienia, i której łatwo dostępny kapitał minerałów trwonimy z beztroską rozrzutnością pijanego marynarza pozbywającego się swoich oszczędności.

Aldous Huxley: Brave New World Revisited

Zadziwiające jest to, że o tak kluczowych sprawach jak problem przeludnienia, katastrofy klimatycznej, znikających zasobów naturalnych mówi się półgębkiem pomiędzy wynikami sportowymi i błazenadą polityków, choć to wszystko uderza w nas w sposób coraz bardziej szokujący i bezwzględny. Najwyższe odnotowane temperatury, osobliwe zjawiska pogodowe, ciągle postępująca dewastacja środowiska naturalnego i martwienie się o utrzymanie „wzrostu gospodarczego” ukazuje obraz coraz bardziej szalonego człowieka XXI wieku, który kompletnie odjechał w swoje urojenia, w świat fantazji. Stał się wariatem. Niepoczytalność staje się normą. A cała ta historia z ograniczaniem populacji to raczej perspektywa kilkuset lat jeżeli wszystko potoczy się „naturalnie”. Jednak mam wrażenie, że rzeczywistość stanie się na tyle dzika i nieprzewidywalna, że w bardzo szybkim czasie będziemy się konfrontować z sytuacjami i zjawiskami spoza naszego wyobrażenia, spoza naszej nauki i spoza naszej sztucznej sterylnej neurotycznej kultury człowieka 2.0, który zaczął żyć w swojej własnej technologicznej klatce i wciąż sądzi, że przetrwa w niej nadciągającą ze wszech stron katastrofę. Mało jest mam wrażenie ludzi, którzy psychologicznie oswajają się z tym co nas czeka, a czeka nas bowiem, nic tak naprawdę nie chcemy zmienić. Możemy jedynie zabawiać się tą dobroduszną i heroiczną deklaracją, która nigdy nie wchodzi w fazę realności, bowiem to oznaczałoby skromne odpowiedzialne życie. Oznaczałoby mniej egoizmu, mniej pychy, więcej pokory i cóż zdrowego przerażenia, które jest konieczne by wyrwać nas z tego snu, który już ma znamiona koszmaru.

W tak zwanym alternatywnym świecie sprawa ma się dokładnie odwrotnie – depopulacja już trwa i ma wiele zaplanowanych faz, a ci którzy ją organizowali i organizują są nikim innym jak psychopatycznymi mordercami. Istotami bez sumienia, którzy mają nieskończone zasoby by urządzić przewidywany przez Huxleya Nowy Wspaniały Świat o ograniczonej regulowanej populacji zaprogramowanych genetycznie istot, które żyją w narkotycznej utopii pełnej orgietek i przyjemności. Są bogami swojego małego w pełni automatycznego świata Identyczności i Stabilności. Według tego scenariusza, cały ten ekologiczny nonsens to nic innego jak zielony terror, który ubrany w hasła nowego resetu sprowadzi nas do roli poległych udomowionych zwierzątek skazanych na łaskę i niełaskę swoich panów. Tak na marginesie z planetą jest wszystko w porządku, przeludnienie nie jest problemem – są tylko źli ludzie, którzy robią złe rzeczy i wystarczy żeby ich nie było by było dobrze. To oni. Źli oświeceni co pomylili gówno z twarogiem, dobro ze złem, okrucieństwo z miłosierdziem. A te nagłe zmiany pogody tworzy system zaawansowanej maszynerii w tajnych bazach, przecież to oczywiste i jasne jak rozgrzewające się słońce.

Możemy to oddzielać taką grubą kreską i jest to wygodne, nawet bardzo. Śmiać się z wariatów po każdej stronie barykady. Normalsi i szury, śpiący i przebudzeni obrzucający się prawdziwą prawdą, faktami, dokumentami, badaniami. Trochę jak w Incepcji – sen w śnie, poziomy nieskończonych iluzji umysłu. Ja nie wiem co jest najprawdziwszą prawdą, wiem natomiast, że to co tu idzie nie potrzebuje dyskusji i wyjaśnień. Jest egzystencjalną prawdą tak oczywistą, że nie potrzebuje definicji w wikipedii. Oswajać się z nią to pamiętać, że wszystko jest postępującym i niebłagalnym rozpadem. Wszystko. Każdy z nas próbuje sobie z tym jakoś radzić i przed tym uciekać. Ukrywać się w pięknych domach za miliony wydrukowanych dolarów pozyskanych w tak zwanych operacjach finansowych – tym złotym cielcu współczesności, uciekać na pustynie gorliwej religijności z psychozą pewności bycia wybranym, popadać w otumanienie, apatię przerywaną konsumpcją dekadenckich uciech, które kierują nas jeszcze bliżej dna. Tak liczymy pieniądze i liczymy na cud. Dla mnie prawdziwa Droga jest decyzją, która ma tylko jeden cel – być świadomym. Obecnym. Przytomnym. Żadnej obietnicy, żadnego zapewnienia. Zero ściemy.

Jednak umysł nie chce być obecny i przytomny. Chce uciekać, tworzyć te wszystkie urojone światy, pisać fantastyczne scenariusze, a przede wszystkim być poza kręgiem podejrzanych o współudział. Ponosimy pełną odpowiedzialność za to gdzie jesteśmy i z jakim skutkiem, za to co robimy i dlaczego. Wierzę w reinkarnację, wiem, że to nienaukowe. Zawsze w to wierzyłem i wydawało mi się w pewien sposób oczywiste. Dlatego patrzę na to wszystko z duchowej perspektywy. To jest szkoła doświadczenia, a końcowy egzamin to bycie człowiekiem wrażliwą istotą czującą. Wierzę, że istnieje nieskończona ilość miejsc i doświadczeń, planet, istot, ras. Wierzę, że wszechświat jest żywy i świadomy jak jeden nieskończony umysł. Sam jestem wariatem, śniącym jakiś sen, chcącym z całych sił wierzyć w to co mi pomaga żyć, daje nadzieję i siłę. I moim zdaniem nie ma w tym nic złego. Zło dzieje się wtedy, kiedy chcemy być ludźmi z szablonu, choć nigdy nimi nie byliśmy. Mówimy jedno, robimy drugie, tylko dlatego, że nie chcemy stracić tej maski, bo to żadna twarz. Udajemy racjonalnych i mądrych przed światem, boimy się śmiechu – tej abstrakcji ludzkiej masy. Nie ma wielkich osiągnięć duchowych, nie jestem wybrany, wyjątkowy czy specjalny. Po prostu staram się żyć w zgodzie ze sobą, bo uważam, że to pierwszy i decydujący krok do pokoju i harmonii na tym szalonym świecie. Znać siebie, zaufać sobie i mieć odwagę żyć w zgodzie ze swoją prawdą.

Nie mam silnej wiary w swoje prawdy i racje, bowiem zbyt wiele razy zmieniałem swoje poglądy i mam wrażenie, że właśnie tak jest natura tej rzeczywistości. Nie jest niczym stałym, niczym mechanicznym, nie ma stałych praw i prawideł, nie sposób jej ująć w żadną definicję. Tym co my tu robimy to patrzymy w swój własny umysł, nie mając pojęcia czym jest ta świadomość. Używamy narzędzia do badania świata nie mając najmniejszego pojęcia o naturze i strukturze samego narzędzia. Dlatego świat jest tak absurdalny. Dlatego zostałem piratem, który na fladze ma kości i piszczele, bowiem to jest prawdziwe państwo w którym mieszkam, które w moim subiektywnym odczuciu nie ma granic. Jest nieskończone jak ludzka wyobraźnia. Możemy spojrzeć na to poprzez mięso, masę i maszynę ujrzeć gnijący rozpadający się świat skazany na zagładę, możemy zobaczyć też coś innego jako żywą i fascynująca szkołę budzącej się świadomości, która odkrywa czym jest życie i śmierć, radość i cierpienie. Nie mam zamiaru uciekać przed tym co mam w sobie i przed sobą i to jest moja Droga. Może wszyscy mają rację na swój jedyny wyjątkowy sposób, są galaktyką i światem wartym uwagi i ciekawości, może każdy z nas jest wielkim darem, prezentem wszechświata dla samego siebie. Wszyscy jesteśmy wariatami przepełnionymi ignorancją i mędrcami, którzy mają zdolność postrzegania prawd. Może czas przestać kultywować tą przemoc poprawiania, prostowania, tego kultu jedynej mojej prawdy. Może wtedy ukaże się prawdziwa pierwotna wolność i zamiast niszczyć zaczniemy tworzyć. Dawać coś naprawdę Dobrego. Wzbogacać doświadczenie tym co jest spoza tego programu, tej samo niszczącej się krwawej i brutalnej symulacji. Być dobrej myśli to dać sobie i drugiemu człowiekowi przestrzeń i szacunek.

Zwykły wpis

Czemu jeszcze tego nie ogarnialiśmy, ogarniamy już tak dużo, że brakuje nam rubryk w tabelkach ogarniania. Mamy rejestr rekordów Ginesa dobrych globalnych uczynków, nagrody nobla rozchodzą się jak ciepłe drożdżówki. Za pokój, za spokój, za naukę raczkowania pomiędzy wymiarami. Podobno te maszty 5 G mają wszystkim ostatecznie sterować, świat ostatecznie ma być dronem z amazona. Zatem pytam dyrektorów kiedy w końcu zapanują nad tymi atmosferycznymi kaprysami. Te burze, te grady, pioruny – to jest skandal, kiedy nagle pośrodku kolejnego serialu o seryjnych mordercach, albo nie daj boże gry o tron wyłączą ci prąd i nie obejrzysz, nie poczujesz, nie zamulisz. Osz kurwa Panowie – Władcy Matrycy dajcie żyć! Dajcie w sztucznym spokoju konsumować dobra kultury cyfrowej 4K w 3D.

Macie jak piszą w Internecie ten system sterowania gdzieś na Alasce albo w podziemnych bazach, gdzie szaraki robią was na szaro i siedzi wielki Jaszczur, który wygrał grę o tron i klika co ma być dzisiaj w globalnych wiadomościach. A tutaj pogodynka z ustami botoksowych chmur nawija, że znowu dostaniemy katastroficzne smsy, że niebo będzie nabrzmiałe purpurą i spłynie bezmiarem wód pełnych metali ciężkich i łez bezradnych archaniołów.

Mamy budować arkę z butelek po coca coli? Modlić się? Nawoływać do pojednania narodów? Burzyć mur w Palestynie? Zwołać na ostatnie zebranie świadków mechanicznego Jehowy? Jak ma być? A jak to wszystko się rozłączy i pospadają te wszystkie satelity, rozładują się akumulatory w serwerowniach i nastanie wielka cisza? Taka, że zwariujemy i rozszczepią się nam neurony w mózgach? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. Tyle lęku w objęciach okrutnej i bezlitosnej matki wariatki i ojca psychopaty. Kolonie atomowych rodzin post nuklearnej ery chwilowego dobrobytu już są zmęczone tym brakiem komfortu, bo nie po to wyrabiasz paszport szczepionkowy, ładujesz w kanał te szpryce dobrodziejstwa współczesnej eksperymentalnej medycyny, masz te wszystkie kontrole, testy i pomiary żebyś na wakacjach na Jebizie – Ibizie miał kurwa go mać deszcz, albo nie daj panie jakiś śnieg, albo gradobicie. Płacimy podatki to chcemy słońca i tęcz na niebie. Chcemy mieć ładne zdjęcia dla frendsów na fejsbuku, dobre wspomnienia, szczęście chcemy mieć, bo nie po to nasi przodkowie tarzali się na polach i fabrykach w gnojowisku ucisku klas pracujących smaganych biczem postępu, który ma delikatne znamiona podstępu.

Zatem piszemy do was petycje na stronie z petycjami. Mamy siedem miliardów podpisów plus błąd w statystyce. Mamy argumenty i prawa człowieka. Dajcie nam wieczne słońce i idealne ciśnienie atmosferyczne. Dajcie nam równe pory roku, kwiecistą wiosnę, obfite lato, złotą polską jesień i uroczą zimę jak z reklamy świątecznych wyprzedaży, ma które pójdziemy z uśmiechem i wykupimy wszystko, wszystkie te prezenty. Przestańcie nas straszyć, że czeka nas zagłada jak się nie opamiętamy. Przecież segregujemy śmieci, mamy tesle na kredyt, biodegradowalne reklamówki, martwimy się dramatycznymi zdjęciami na naszych profilach, oglądamy Teda, czytamy zmiany klimatu. My chcemy żyć długo i szczęśliwie! Tego chcemy! Nie chcemy niczego co nam psuje humor, wprawia w katastroficzne zakłopotanie, poczucie winy, że odbieramy naszym pociechom przyszłość. Zresztą są tacy co mówią, że to nie jest prawda, że zmyślacie, robicie nas w przysłowiowe bambuko. Są tacy co mówią, że robicie nas w chuja. To prawda? Tak to wygląda?

Bo, niestety macie tutaj bałagan informacyjny, taką globalną chorobę dwubiegunową – raz depresja raz euforia, raz recesja raz ekstaza. No jak jest w końcu? Dobrze czy źle? Czy ta upiorna dziewczynka co nie poszła do szkoły z powodu klimatycznych zmartwień jest przez was podstawiona? Ulepiona z waszej gliny, złożona w waszej fabryce sztucznych ludzi i nagrana jak automat z modułem budzenia głębokich lęków podczas waszych spotkań gdzie wszyscy się martwicie o losy „naszej planety”? To skam, frod? Mamy nadzieję, że nie, bowiem w was przecież pokładamy nadzieję, wierzymy w wasze symulacje, pokazy slajdów, w waszą mądrość i miłość dla gatunku, która uderza nas jak czeskie tornado w waszych nie dających się czytać raportach wypełnionych łzawą nowomową lingwistyczną, którą trzeba rozszyfrować jak jakiś rebus i rozpisać w kilku ostrych krótkich zdaniach.

Bo zauważamy w swoim roztargnieniu, że wasza narracja jest apokaliptyczna, nie taka wprost, trochę tu trochę tam, trochę katastrofa, trochę wojna będzie może jakaś największa, trochę wody brakuje, budzą się wulkany, kończy się ropa, gaz łupkowy, jakieś nadmierne przeludnienie, coś o pożarach, suszy, chorobach bydła i ludzi, jakieś nowe robactwo na kształt biblijnych plag, niebo grzmi zbyt często, spadają ptaki z nieba, no wirus jest – wiadomo, problemy w kościele powszechnym, jakieś zjawiska nadprzyrodzone, popularność teorii spiskowych, groźba wojny domowej za Atlantykiem, gasnąca pochodnia wolności, zamordyzm niszczenie jedynie prawilnych dżender przez marksistowską agendę, jakieś hybrydy ludzko zwierzęce, migranci na pontonach, hordy barbarzyńców łomotających do bram królestwa mieczami zagłady, kolejne komisje otwierające śmierdzące skandalem puszki Pandory, wszechobecne porno, upadek standardów i obyczajów, wzrost chorób psychicznych i konsumpcji leków psychoaktywnych, putin, bajden, franciszek, wyścig – kto pierwszy ucieknie rakietą w kosmos i założy nowe pozaziemskie siedlisko i splunie na nas z pogardą jak na zapadające się w czarnej dziurze siedlisko upadłych demonów.

A my nie jesteśmy demonami. Nie kupujemy już tego towaru z religijnej wyprzedaży pchanego pod stołem świadomości przez korporacyjnych akwizytorów w dziwnych strojach. Chcemy nowych paradygmatów, nowych uczuć, nowych wrażeń, czegoś na kształt wieloświatu. Jakiejś kwantowej rewolucji. Nie chcemy głodu, śmierci i zniszczenia, nie chcemy topniejących lodowców i płonących oceanów w wyniku kolejnej katastrofy. Mamy już dość kataklizmów, dość piekła, sądu i płomieni. Mamy dość wypróżniania się do naszych głów jakby były szambem przez wasze medialne sedesy. Wyciągnijcie z magazynów wszystkie dobre wieści, pozytywne wiadomości, pokrzepiające komunikaty, podnoszące na duchu filmy z morałem, pokażcie jak naprawiamy nasz świat – wszyscy razem budujemy przyszłość, sadzimy drzewa, oczyszczamy oceany, jeździmy na rowerach, kupujemy lokalnie, pomagamy słabszym, nie patrzymy na innych z wyższością, uczymy się pokory do życia jakby od początku, bo coś tutaj nie pykło. Oto nasza petycja do was, nasz manifest, nasz głos, którego nie chcecie słyszeć. Chcemy słońca i pogody ducha, chcemy tworzyć, a nie niszczyć, rodzić a nie mordować, chcemy pokoju a nie wojny, perspektyw a nie inwektyw.

Pewnego dnia przyjdziemy na wasz szczyt G coś tam jakiś numer i będziemy milczeć i to milczenie was pozamiata, rozsadzi was od środka, bo coraz bardziej dociera do nas, że ta pogoda jest zwierciadłem naszych serc, tego bałaganu, który musimy jakoś posprzątać, kiedy już jasno zrozumiemy, że tak naprawdę nie macie żadnej władzy. Wiemy dobrze, że nic do was nie dotrze, bo jesteście martwi jak wszystkie wasze pomniki i świątynie, drętwi jak wasze modlitwy, umarło w was dziecko. Dlatego zostaniecie tu w tym gnoju i będziecie ciężko odpracowywać karmiczne długi przez całe eony orać w ciernistym ogrodzie otoczeni ruinami waszego świata. Przejdziemy przez to ucho igielne w ciałach dzieci, ponieważ nic nas nie trzyma, puściliśmy to w procesie rozpadu.

Chcecie wmówić nam, że z natury jesteśmy źli, grzeszni, słabi nie godni chodzenia w bamboszach boga po salonach stworzenia, nie godni pysznej kawy fer trejd gotowanej według pięciu przemian idealnej do porannej kontemplacji cudowności wszechświata – tych połyskujących niezgłębioną głębią mgławic gwiazd i planet rozrysowanych na kosmicznej tkaninie, tego spokoju który tak naprawdę jest we wszystkim i wszędzie kiedy serce staje się ufne i spokojne pełne prawdziwej wiary, pozbawionej lęku i konieczności pokuty. Piszę tu do ludzi dobrej woli, do miliardów istnień, do dzieci, który nigdy nie przestają się śmieć i wiedzą ponad wszystko, że koniec końców życie nie ma końca, choć czasami jest trudno, jest dramatycznie i spazmatycznie. Jest Armagedon, jest klęska urodzaju. Nie można zawsze wygrywać, zawsze mieć ostatniego słowa. Zawsze widzę tu dobro pomimo, że tak powiem ewidentnej obecności zła. Łamię ten język, ten umysł, to myślenie. Mam swój plan i misję. Lubię obietnicę pustego arkusza, wezwanie do przygody. Nigdy nie wiem co ostatecznie zostanie napisane i się napisze, zakoduje w tej matrycy. Wiem, że mamy w sobie Moc, która się nie boi. Nie lęka. Nie czuje strachu. Po prostu jest. To jest moja ojczyzna, mój język. Kosmiczny wiersz, galaktyczna proza. Jestem pisarzem nowego kodu, który nie pisze językiem programu. Trzeba temu wszystkiemu podziękować, nawet temu co jest najgorsze, bowiem jesteśmy gdzie jesteśmy, jesteśmy kim jesteśmy i to jest piękne, to jest doskonałe takie jakie jest. Pisz, gotuj, twórz, medytuj, maluj, kochaj, buduj, rośnij, zwiedzaj, odkrywaj, nie upadaj na duchu, bo nie sposób w nim upaść, poznaj radosnego siebie w najgorszym koszmarze – tutaj kończy się dramat i zaczyna boska komedia.

Napisz petycję do samego siebie. Czego pragniesz? Co jest dla ciebie święte? Czym jest życie? Trzeba nam to wszystko wygiąć do granic niemożliwego, a później pójść dalej, bowiem budzimy się z długiego snu niemocy, którym nas obezwładniono. Teraz otwiera się przestrzeń wolności, coś spoza tej ustawionej gry. Nie muszę być zabawny, ale mogę, nie muszę być cyniczny, ale mogę, nie muszę być dobry, ale mogę. To jest ten sekret lepszy niż to filmowe ezoteryczne badziewie dla uduchowionych japisznów. Kiedy się rodzi przestrzeń rodzą się możliwości. Kosmos to porządek dlatego jest moim prawdziwym domem, ten porządek nie ma porządku dlatego jest prawdziwym porządkiem. Nie ma zasady dominacji, nie ma narzucenia. Oswajać mrok to wnosić światło tam gdzie go nie było. Zawsze oznacza to bycie świadomym zamiast nieświadomości. Świadomość jest kluczem, który wszystko otwiera świetliste pałace i posępne pieczary. Wszędzie są skarby, inspirujące tworzywo wszechświata.

Kocham burze. Mają w sobie coś nieziemskiego. Przez chwilę nagłego błysku wszystko staje się jasne i rozświetlone, choć jeszcze chwilę wcześniej było pogrążone w mroku.

I nigdy nie wiesz kiedy uderzy piorun.
Dlatego życie wygrywa.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

CZARNY PUNKT

Elektryczne odgłosy owadów przy pracy.

„Blady król” David Foster Wallace

Kiedyś jeden człowiek powiedział: „Rozczarowanie jest najlepszym paliwem na ścieżce”, był to człowiek duchowości, który odszedł w niesławie, jednak pomimo tego dokonał czegoś wielkiego przekazując coś co do tej pory jest żywe i wciąż ma moc ukazywania prawdy. Przede wszystkim odniósł się do konstrukcji naszego ego, które ja nazywam Mózgogłowiem i ukazał w jaki sposób duchowość może być pokarmem tuczącym poczucie „wszechpotężnego ja”. Ja, które w naszym zachodnim i nowoczesnym świecie jest w centrum zainteresowania i cała ta maszyneria miała służyć zaspokajaniu potrzeb tego – ja, mnie, moje. Podmiot, który ustanawia orzeczenie – świat roli nawożony nieskończoną propagandą sukcesu, szczęścia i spełnienia. Jednak koniec końców wcześniej czy później docieramy do punktu nieuniknionego rozczarowania. Nazywam to „czarnym punktem” miejscem na drodze, gdzie jest najwięcej trupów. Miejsce zderzenia z prawdą egzystencji, gdzie odkrywamy czym jest terror okoliczności, czym jest umowność naszej konstrukcji, czym jest kłamstwo na temat samego siebie. Czym jest zaciemniający to wszystko pył rozrzucony przez rozszalałą dłoń chaosu, który wżarł się w nasze oczy i spowodował, że widząc nie widzimy, jakby świat pokryła halucynogenna patyna. Gubimy się w tym jak dzieci w ociężałej posępnej mgle, która niespodziewanie spowiła plac naszych zabaw i rzuciła nas nagle na pastwę nieokiełznanych żywiołów – sił, których potęgi kompletnie nie jesteśmy świadomi. Wielkie przeogromne senne miasto, pełne dróg i ludzi, pełne obietnic i smutku. Samotność.

A pod tym wszystkim w samym rdzeniu – Nuda, dojmująca i okrutna.

Pierwsza rzecz to mapa. Dobrze ją zdobyć, chociażby jakiś szkic. Cokolwiek. Teraz jest to naprawdę proste, bo mamy Internet – połączenie umysłów wszystkich śpiących, nieskończony przepływ danych i informacji – nieskończona nadpodaż map, które są korygowane z sekundy na sekundę i wypluwane w Otchłań. Niektórzy z nas mają poczucie przebudzenia, są w drodze, idą…

Szukają Wyjścia.

TEORIE SPISKU

Są różne stadia tej sytuacji, głęboko brzmiąca gama czarnych i białych klawiszy – światła i mroku. Całe partytury. Nieskończona ilość instrumentów poznania. Tony cyfrowych ksiąg zarobaczonych przypisami, co tylko chcesz o wszystkim. Filmy, dużo, bardzo dużo filmów o tym jak jest naprawdę. Wystarczy czytać, oglądać. Najpierw wgniata cię w fotel, jeszcze na samym początku, kiedy to nie jest takie powszechne, takie namacalne. Jedna siła otwiera ci oczy, druga je zamyka. Jesteś w Potrzasku. Między młotem i sierpem. Szatanem i Bogiem. Zaczynasz widzieć tą ciemność, czuć ten smród, słyszeć te głosy. Odkrywasz status marionetki, narzędzia, słyszysz ten przeraźliwy stupor kajdanów, larum zniewolonego ciała i ducha. Wychodzisz na ulice miasta snu już lekko przebudzony i zaczynasz To widzieć. Jakby ktoś łomem prawdy wyważył szczeliny zatrzaśniętych oczu. Jak mogłeś tego nie widzieć? Nie czuć? Nie słyszeć?

Więzienie umysłów. Wielka zaprogramowana maszyna.

Coś co się stało już się nie odstanie. Nie można zasypać tej wyrwy w myśleniu, można ją jedynie znienawidzić, wrócić do snu, albo pójść dalej, głębiej. Przez całe życie tworzyć tą Mapę Wielkiej Ucieczki. Czegoś doprawdy Spektakularnego. Pokazać im wszystkim co jest co, co jest czym, kto jest kto. Zdemaskować. Niech widzą. Niech się obudzą z tego snu, z tej matni i też ruszą w drogę jak już będą gotowi. Problem polega na tym, że tak naprawdę ta droga nigdy się nie zaczyna, ponieważ przez cały czas, bez ustanku się zmienia jak jakaś opowieść szaleńca. Jak wirus, który wciąż mutuje. Jak granica, którą ktoś cały czas przesuwa. Jak masowy maraton po ślepej ulicy. Obezwładniający Brak Jasności. Ponieważ ten kierunek to żaden kierunek. Ta mapa to żadna mapa. To recepta na szaleństwo. Prawda jest taka, że przestajemy sobie z tym radzić, bo tego wszystkiego jest za dużo. Musimy służyć Maszynerii, która miała służyć nam. Karmić potwora, bo ma ciepłe podbrzusze i słodkie mleko. Wolność tak naprawdę jest przerażająca ukazuje wszystko tym czym jest, dlatego zawsze lepiej o niej mówić, odrzucać ją od siebie jak kość za którą można biec. Jedyne co mamy to wyobrażenia na jej temat, zestawy sloganów, pocieszne łzawe historie zmitologizowanych wypraw w odległych czasach. Urodziliśmy się w klatce. W niewoli. Nigdy nie byliśmy naprawdę wolni. To o czym tutaj mówimy to romantyczne pieśni skazańców. Wyobrażenia. Są wśród nas zmęczone stare umysły, które widzą i rozumieją ten Układ, to te z istot, które najmniej mówią, najmniej robią – trochę tak jakby ich nie było. Jednak są w zupełnie inny niezrozumiały dla aktywnego młodego umysłu sposób. Zostawiają po sobie jedno słowo, którego nikt nie potrafi zrozumieć. Jednak to słowo jest jak ziarno. Rośnie pod murami więzienia, niewidoczne dla systemu monitoringu i strażników. Czasem jest kwiatem, czasem jest chwastem, czasem jest dobrem, czasem jest złem. Wszystko zależy od tego kim jesteś.
To rośnie tam w tym Czarnym Punkcie, gdzie jest najwięcej trupów. Na cmentarzu poległych bohaterów. Nakarmi cię kiedy stracisz nadzieję, jednak musisz je odkryć w akcie ostatecznej desperacji, kiedy wyczerpiesz już wszystkie możliwości. Poddasz się. Zrozumiesz daremność przemocy, tej odwiecznej wojny dobra ze złem. Zrozumiesz, że musisz zapłacić. Ponieść konsekwencje. Przyznać się do tego, że nic nie wiesz, że jesteś tak samo zagubiony jak wszyscy, że nie chcesz cierpieć, a cierpisz i nie wiesz dlaczego. Wtedy poczujesz ten świat, ujrzysz ten ból. W prawej komorze serca rośnie to ziarno i otwiera wszystkie drogi żył w mieście snu. Podróż w odwrotną stronę do samego rdzenia więzienia.

Do środka.

JA MNIE MOJE

Jest autostrada zaspokajania prosta i mechaniczna – tutaj wystarczy mieć trzewia i bezwzględność. Być przytomnym i wywąchać każdą szansę, uderzyć mocno z całą siłą kiedy trzeba. W tym wypadku nie trzeba mapy wystarczy instrukcja obsługi. Prosty, rzeczowy język. Żadnego metafizycznego pierdolenia. To jest droga „Moje”. Moje jest wszędzie, na każdym kroku, w każdej szczelinie, wszystko już prawie sprzedane, mało zostało, naprawdę mało. Eony ciemności rozświetlone sztucznym światłem. Roponośne Eldorado, ziemia oddychająca krwią. Nauka – upiorna matka, która jest za zimna na odruch serca, chce wyhodować swoje dzieci jak komórki bakterii, klonować geniusz i uczynić świat uległym jak potulne szczenię. Tą ziemię, ten wiatr, ogień i wodę. Jednak kiedy w Miasto Snu uderza niewyobrażalna, nieokiełznana siła – odwieczna furia – staje się bezradna i skołowana. Nie wie. Nie może pojąć, ponieważ dotyka tylko powierzchni lustra, analizuje odbicia, manipuluje refleksami. Jest ślepa. Kiedy nadchodzi prawdziwa burza świat się rozpada, a wszystkie mechanizmy zawodzą. Odsłania się coś co jest spoza układu, nigdy nie brane pod uwagę meta dane, których skala zaburza wszystkie instrumenty pomiaru. Jest w nas coś o czym nie wiemy. Coś co nie ma końca, coś co nie ma początku. Coś co nie jest czymś i nie jest niczym. Coś tak żywego, że za nic ma śmierć, za nic ma słowo, za nic ma myśl.

„Mnie” to przyczyna wszystkich wojen, każdej jednej, która jest, była i będzie. Stopniowane we wszystkich rangach i tytułach. Wtopione w każdy medal za honor i odwagę. Mnie rzuciło świat na kolana. Mnie pamięta każdy ból, krzywe spojrzenia i upokorzenie. Mnie rośnie w pamięci krzywd, które pielęgnuje z psychopatyczną dokładnością. Mnie prowadzi dzienniki i rejestry, wszystko zapisuje, obwąchuje jak wściekły pies. Ma listy nieskończonych przyszłych ofiar, które muszą zapłacić. Zadość uczynić. Dlaczegoż to mnie uczynił? Dobry Boże.

Dlaczego „ja”?

Magnez, który wszystko przyciąga.
Soczewka, która wszystko skupia.
Czarny Punkt.
Pełen Trupów.

Kamień węgielny więzienia.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

GŁOWA DO GÓRY

JEST WSZĘDZIE – NA SERIO. ZMUTOWAŁ DO TEGO STOPNIA, ŻE WYDAJE SIĘ NAM, CAŁKIEM NORMALNIE NAM SIĘ TO WYDAJE, ŻE TEN ŚWIAT JEST RZECZYWISTY. MAM TU DLA WAS NOWĄ ODŚWIEŻAJĄCĄ NICZYM OLD SPICE DOBRĄ NOWINĘ. JEDZIEMY NA WIELBŁĄDZIE DUPĄ DO PRZODU W POPRZEK KADRU PO PRZEKĄTNEJ WIELOBŁĘDU, KTÓRY SIĘ ROZMNAŻA JEDEN ZA DRUGIM PO KAŻDYM PRZECIEŻ TAK PRZEMYŚLANYM RUCHU TAK ZWANEJ PRZEZ NAS DOŚĆ LEKKOMYŚLNIE „WŁADZY”.

Władza to jest konstrukt o dość nierzeczywistej naturze, jak pieniądz – dla przykładu, albo bóg metodystów, lub buddystyczny raj u podnóża Himalajów, które nasi chińscy himalaiści zdobyli wszyscy na raz w jednym czasie. To był dopiero rekord. To było dopiero nawrócenie. Teraz kręcą kapitalistycznym tao z komunistyczną precyzją, mają opór chleba i wina, opór krzyży na tych swoich placach i technologiczne gwoździe. Przybiją nas do matrycy na amen. Rozjadą nas radosnym czołgiem postępu. W pikselozie strachu i paranoi musimy być czujni, gotowi na złoty strzał nagłego uzdrowienia. Na przyjęcie moderna – istycznej hostii w trakcie tej ostatniej wieczerzy 500 + i fantami za pobranie ukojenia. Ukłucia stalówką i wpuszczenie w tak zwane ciało zmutowanego atramentu, który nadpisze wierszem nasze przestarzałe kody białkowe. Wszyscy wkrótce będziemy surrealistycznymi poetami, bardami nowego świetlistego eonu. Tęczowy Nju Ejdż wystrzeli nas w nadprzestrzeń, będziemy podróżować na matach od jogi, medytować tak promiennie, że sam diabeł skrzywi się z niesmakiem jak by zjadł podwójnego czisburgera z anielskimi kotletami i sosem watykańskim pokrapianego wodą święconą. Okaże się zbyt przestarzałą wersją samego siebie i zapragnie apgrejdu w salonach post humanistycznej piękności. Zresztą od dawna jak regulują sprawę przypisy w świętych księgach – to jego miejscówka, psychopatyczna kawiarenka w czarnej dzielnicy wszechświata, gdzie paru ziomów dawno temu wygrało przetarg i dość zmyślnie przez wieki zarządza tym stadem zmieniając tak zwane formy władzy. Władza swoją drogą to jest istny czad. Poważnie! Możesz wszystko nie musisz nic – szach mat! Kebab na cienkim z baraniną, na wynos w styropianie. 14,50 i reklamówka. Smacznego.

Żyjemy i umieramy, to by było na tyle, jednak w międzyczasie trzeba nam się trochę spocić. Szkoła, praca, dom, szkoła, praca, dom, szkoła, praca, dom. W szkole praca, w pracy szkoła – a po wszystkim – Doom. To taka ciężka monotonna muzyka jakby ktoś bardzo wolno wkręcał śrubę w mózgownicę zardzewiałym kluczem. Zatem jak zostało powiedziane wkręciliśmy się na dobre, na całego. Premier mówi do nas przez materiał, że może będzie dobrze, ale nie wiadomo. Musimy robić co trzeba, zachowywać się odpowiedzialnie, być dobrym obywatelskim ruchomym tłem dla tańca jego i jego kolegów, którzy już każdy jeden ukroili sobie pajdę z tego chleba grubo posmarowanego zielonym smalcem i schowali do kredensu poza zasięg deklaracji majątkowych. Teraz zatroskani troszczą się przez okno na pilota rzucają w nas kotwice NLP, używają języka ciała, mówią spokojnym monotonnym głosem: chodź do taty, chodź do taty, chodź do taty. Na kolana. Idziemy i jest cudownie. Tacy bezpieczni, prawi i sprawiedliwi zaopiekowani, zaczipowani dobrobytem i kredytem słuchamy bajek.

Na pierwszy ogień idzie śpiąca królewna. Śpi i czeka aż ją obudzi królewicz na białym koniu. Piękna bajka, bardzo pouczająca. No wiadomo. Później coś o zaczarowanym gęstym lesie i królu który ciągle kłamał. Na koniec morał – bądź grzeczny i dobry, słuchaj mamy i taty, odrabiaj lekcje i mów prawdę. Zawsze mów prawdę. No i masz ci bigos! Szybko bowiem, bo wiem, że prawda to przejebana sprawa, śmierdząca ujmując rzecz delikatnie. Nikt, ale absolutnie nikt tego nie chce w świecie dorosłych, to jest dobre może dla dzieci, ale dla poważnych ludzi – to nie.

Nie.

Za prawdę powiadam wam przestrzelono tyle głów, że nie starczyło by wam kartek w pamiętniku, byście musieli pisać na ścianach wszystkich tych sądów drobnym maczkiem. A tunel po tych kulach prowadzi do samego nieba przez które patrzy oko i się dziwi. Prawda nikogo nie interesuje, jest mało seksowna, nie ma tego czegoś, tego przyciągania, obciągania, czegokolwiek. W każdym razie mało ciekawe. Lepsze są osiedlowe legendy spod monopolowego, o tym, że tamten ten tego podobno jak powiedział ten czy tamten.

Jednak wróćmy do tytułu. Wirus. No wiadomo, temat namber łan. Pierwsza wersja, później tu, fri, for, fajf, six, sewen, eit – tyle opcji, tyle wariacji, kombinacji i mutacji. Tak czy inaczej wszyscy umrzemy. Tak czy inaczej. Taki tu rzucili program. Nic nie zrobisz, możesz się nawet zesrać a śmierci nie pokonasz, nawet jak zrobisz z siebie robokopa z ciepło krystalicznym kwantowym procesorem. To taka mało dobra wiadomość, dlatego puścimy ją mimo uszu, będziemy udawać, że jest inaczej, lepiej raczej. Prawda jest dobra w smutnych reportażach, ale nie w życiu. W życiu liczy się kasa, ruchanie i kasa. Reszta jest dobra dla idealistów – onanistów domniemanych sensów. My tutaj pragmatycznie systematycznie pokonamy to zło, które nam rujnuje plany podboju wszystkiego i wszystkich. Wstrzykniemy sobie co trzeba, kiedy trzeba i będzie znowu normalnie. Rozstrzelamy tych opornych idiotów pociskami rozsądku, nowoczesną amunicją naukowych faktów, pozadyskusyjną zimną pewnością prestiżowych magazynów najlepszych uczelni. Wrzucimy do piachu i zalejemy betonem pod fundamenty drapaczy chmur w Dubaju. Fundamentalistyczna religia zresetowanej ekonomi na blockchain, jakiś nowy dżihad w imię boga postępu. Zrobimy cwane elektroniczne miasta, które będą się poruszać jak te w amerykańskim filmie o ruchomych miastach. Całe miasto pojedzie na wakacje nad morze martwe, pokiwać się przy ruinach świątyni, odbyć pielgrzymkę, poczuć zapach pręgierza.

Dość myślenia magicznego, spiskowego. Dość. Czas wkroczyć w Nową Erę z uśmiechem na ryju. Zakosztować smartu, wpięcia w gird. Migotania przedsionków nowego cyfrowego serca. Wszystko będzie takie proste jak ruchanie. Będzie kasa. Opór kasy w przebiegu cyfr na ekranie. Kupimy kosmos od rdzennych obcych. Podbijemy wszechświat. Wbijemy tęczową flagę na Saturnie.

Tak.

Będzie lepiej niż najlepiej. Głowa do góry. Nogi do przodu. Jazda! Przed siebie! Prekariusze cyfrowych krain łączcie się. To jest nowa międzygalaktyczna międzynarodówka. Wielki ojciec Reset zmieni ustawienia fabryczne, wprowadzi nowe kody, dostaniemy pakiet standard, a kiedy się wgramy będzie Premium. Zajebiście! Nie trać czasu na zmartwienia, to już nie modne, bądź oświeconym hedonistą. Używaj! Używaj! Używaj! Bez najmniejszego opamiętania! Po co ci one? Bądź the one, którego zadaniem jest ubóstwienie niebytu Niezły wafel, jednak z kremem. Bądź wirusem niepohamowanego postępu, wepnij w siebie absolutnie wszystko co możliwe, zaktualizuj wszystkie aplikacje, bądź gotów na Objawienie Nowej Ulepszonej Matrycy.

To będzie istny raj! Do zobaczenia i trzymam kciuk za powodzenie naszej misji.

Zwykły wpis

SKŁAD:

1 KG OGÓRKÓW KISZONYCH
EW PRZECIER OGÓRKOWY
1 X WŁOSZCZYZNA
PĘCZEK NACI PIETRUSZKI
PĘCZEK ŚW. KOPERKU
KILKA MŁODYCH ZIEMNIAKÓW
GĘSTE MLEKO KOKOSOWE >> WEGAN
EW. GRECKI JOGURT >> WEGETARIAŃSKO
CZOSNEK 4 ZĄBKI
CEBULA X 2
POR 1/2
PIEPRZ
SÓL
SOS SOJOWY

WYKON:

KROIMY WARZYWA
CEBULA, CZOSNEK, POR
NA TARCE MARCHEWKĘ I PIETRUSZKĘ
ZIEMNIAKI W KOSTKĘ

OLEJ >> ZIEMIA
OSTRE WARZYWA: CEBULA, CZOSNEK, POR >> METAL
ZIEMNIAKI >> ZIEMIA
STARTE WARZYWA >> ZIEMIA
PIEPRZ >> METAL
WODA >> WODA
SÓL, SOS SOJOWY >> WODA
GOTOWAĆ
PRZECIER OGÓRKOWY >> DREWNO
ŚWIEŻE ZIOŁA >> DREWNO
JOGURT NATURALNY >> DREWNO
KURKUMA >> OGIEŃ
MLEKO KOKOSOWE >> ZIEMIA

DOSMACZYĆ: PIEPRZ >> METAL
SÓL >> WODA

5 PRZEMIAN 

D: PRZEMIANA DREWNA 

O: PRZEMIANA OGNIA 

Z: PRZEMIANA ZIEMI

M: PRZEMIANA METALU 

W: PRZEMIANA WODY 

PS: MOŻNA SIĘ COFNĄĆ JEDNĄ PRZEMIANĘ 

OBIEG: 

DREWNO >> OGIEŃ >> ZIEMIA >> METAL >> WODA

KWAŚNY >> GORZKI >> SŁODKI >> OSTRY >> SŁONY 

WIOSNA >> LATO >> DOJO RÓWNOWAGA >> JESIEŃ >> ZIMA 

KONTROLA:

DREWNO >> ZIEMIA

OGIEŃ >> METAL

ZIEMIA >> WODA

METAL >> DREWNO 

WODA >> OGIEŃ 

WIEDZA:

Warzywa kiszone: Mała ilość warzyw kiszonych podawana po posiłku wspomaga trawienie. Kiszonki mogą być robione z marchewki, rzodkwi daikon, brokułów, ogórków, kapusty, kalafiora, zielonych warzyw, rzepy itp. Kiszonki przepisów pomagają w przywróceniu prawidłowej flory bakteryjnej jelit, ponieważ wzmagają rozwój zdrowych szczepów Lactobacillus acidophilus. U osób z przerostem drożdżowców Candida, rakiem i innymi chorobami degeneracyjnymi wynikającymi z osłabionej odporności zabronione jest stosowanie soli i dlatego zaleca się spożywanie surowej, niesolonej kapusty kiszonej. W dodatku kapusta sama w sobie ma ważne, wzmacniające odporność właściwości. Surowa, bezsolna kapusta kiszona jest także zalecana w leczeniu wrzodów.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

WSZYSTKO JEDNO

Popatrzmy! W jaki sposób człowiek tworzy na swojej własnej płaszczyźnie istnienia? Po pierwsze może tworzyć poprzez wyrabianie czegoś z istniejących na zewnątrz materiałów. Lecz to nie pasuje, gdyż nie istnieją żadne materiały na zewnątrz WSZYSTKIEGO, którymi mogłoby ono tworzyć. Po drugie człowiek prokreuje, czyli reprodukuje swój gatunek poprzez proces rozmnażania, który jest własnym powielaniem dokonywanym poprzez transfer części swojej substancji do swojego potomstwa. Lecz to nie pasuje, gdyż WSZYSTKO nie może przenieść ani wydzielić części siebie, ani też nie może się reprodukować czy mnożyć – w pierwszym przypadku byłoby to umniejszaniem, a w drugim zwielokrotnieniem lub dodatkiem do WSZYSTKIEGO, a obie te myśli są absurdalne.

KYBALION – STUDIUM FILOZOFII HERMETYCZNEJ STAROŻYTNEGO EGIPTU I GRECJI

Nasza rzeczywistość stała się Żerowiskiem, jednak tak naprawdę „tego wszystkiego” jest już coraz mniej – tak zwanych pysznych kąsków. Wyssane. Wciągnięte. Strawione. Będziemy żyć w Wydzielinach, w przetrawionej post rzeczywistości. W szarej substancji pozbawionej wartości odżywczych, bowiem to co najlepsze jest dla najbardziej bezwzględnych i łakomych, tych którzy ze swojego okrucieństwa uczynili cnotę godną naśladowania. Otoczeni są kultem, to o nich piszą książki, montują filmy, to ich twarze, słowa, gesty mają zdolność wprawiania nas w stan posłusznej i biernej homeostazy. Każdego dnia własnym ciałem, energią i świadomością żywimy to Monstrum – Pasożyta, który pożera nas żywcem. Jesteśmy żywicielami Okrutnego Systemu – który służy sobie i wielbi samego siebie, którego prawdziwą religią jest Posiadanie i Kontrola. Cyniczny uśmiech psychopaty.

Zawsze mnie to zdumiewało, że możemy być tak naiwni, zniewoleni do tego stopnia, by patrzeć i nie widzieć, słuchać i nie słyszeć, dotykać i nie czuć. Jest w naszym umyśle pewien mechanizm, który w momentach, kiedy brutalna prawda staje się widoczna i namacalna, ma zdolność wyłączania naszej obecności, tak, że kiedy to się dzieje jakby nas nie było, znikamy w krainie snów, desperacko odwracając głowę i przywołując w świadomości jakiś rodzaj pocieszenia – mentalnej zabawki, lub stajemy się neurotycznie pragmatyczni. Nie będziemy się tym zajmować, zajmiemy się pracą, sprzątaniem domu, myciem samochodu – wszystkim tylko nie „tym”, bo „tym” zajmą się „oni”. Oni wiedzą, znają się na rzeczy. Każdego dnia zdejmują z nas to brzemię. Tłumaczą nam jak krowie na granicy – gdzie jest granica. Tą granicą jest tak zwane nasze bezpieczeństwo, bo niby o to się to wszystko toczy. Przecież to oczywiste.

Oczywiste.

Oczywiste?

„oczywiście” «partykuła komunikująca, że to, o czym jest mowa, nie budzi żadnych wątpliwości; rzecz jasna, naturalnie»

Nie budzić żadnych wątpliwości. Nie budzić.

Rzecz jasna jest prosta i zrozumiała. Oczywista dla wszystkich. Masowa. Rzecz jasna jest pozbawiona wahania, jednomyślna, uniwersalnie sformatowana do wszystkich rodzajów czytników – świadomości, które dzięki niej czują się bezpieczne, zadbane, ukołysane do snu.
Zaszczepione na wszelkie wątpliwości. Jednogłośność, jednomyślność. Roboty muszą być rumiane i zdrowe mieć moc do produkcji Bezsensu na masową przecież skalę. Będziemy wymazywać wątpliwości jedna po drugiej, aż wszyscy będą szczęśliwi. Raz na zawsze zszyjemy to rozdarcie, ten psychologiczny mankament, który tak nam wszystko zawsze rozpierdala i niweczy, krzyżuje tak zwane plany. A mamy przecież zaplanowany Wzrost Wszystkiego Wszędzie.

WWW.

Różnica jest jedynie taka, że to nie będzie prawdziwe. To będzie fake, ale nikt się nie zorientuje, bo po prostu przestanie się orientować, bo orientowanie się nikomu nie służy do niczego naprawdę dobrego. Dezorientacja jest zdecydowanie lepsza. Bardziej wydajna.

Historia Edypa.
Ojcobójcy.
Matkojebcy.
Chciał dobrze – nie wyszło.
Mamy przestrogę.

Tutaj dzieje się teraz coś bardzo ważnego, ponieważ bardziej jasne niż to już nic nie będzie.
Jeżeli w twojej świadomości nie ma żadnej wątpliwości na temat kierunku w jakim zmierza ten świat, jeżeli nic cię nie kłuje pod bokiem, nie powoduje, że czasem masz ochotę krzyczeć lub płakać z bezsilności i uważasz, że wszystko jest w jak najlepszym porządku to w porządku. Nie ma sprawy.

Jednak jeżeli ta szczepionka obojętności się nie przyjęła i widzisz to co widzisz i słyszysz to co słyszysz, musisz być teraz naprawdę mądry. Mierzyć siły na zamiary. Zniknąć pod powierzchnią. Ukierunkować moc tam gdzie ma to jeszcze sens. Masz w sobie brzemię myślenia za siebie, swoje własne życie w dłoniach. To wielki dar. Przestaniemy żyć „tym życiem”, bo „to życie” nie jest życiem. Przestaniemy czcić „tego boga”, bo „ten bóg” nie jest bogiem. Nie będziemy identyfikować kim są „oni”, bo oni to my – ukazanie tego do czego jesteśmy zdolni. Musimy być Inni. Otworzyć serce i przeprogramować Mózgogłowie. Decydujemy o tym w każdej jednej chwili, która jest przecież tak krucha i delikatna, przecieka przez palce, które szukają oparcia po omacku, na oślep. Każdy dostaje dokładnie to na co zasługuje, a ci źli nie są źli, a ci dobrzy nie są dobrzy. To role. Monochromatyczny film. Możesz poznać matkę poprzez potomstwo, dotrzeć do esencji poprzez manifestacje. Dlatego spazm heroizmu i desperacji niczego nie zmienia, jest chwilowym pokrzepieniem w nigdy niekończącej się walce. Dlatego Prawda ma Moc Wyzwalania, ma Moc Przekraczania, ma Moc, która nigdy niczemu i nikomu nie służy. Nie usługuje. Jest na swój sposób bezużyteczna dlatego można jej używać do wszystkiego. Nie walczy, samoistnie przekracza, bez najmniejszego wysiłku. Bez sztucznego heroizmu i pyszałkowatego blasku.

Tak naprawdę ciężko się w tej rzeczywistości zadeklarować, stanąć po jakiejkolwiek stronie, bowiem od razu widzisz, że to tylko macanie prawdy, abstrakcyjny pogląd – ogląd pozornej sytuacji, ponieważ tak naprawdę brakuje źródłowych danych – to projekcja ludzkich pragnień i ograniczeń. Fakty nie mają nic do rzeczy, ponieważ najczęściej są zamaskowanymi opiniami. To jest po prostu taki moment kiedy my chcemy widzieć rzeczywistość w określony sposób, ponieważ próbujemy sobie pomóc, ulżyć w cierpieniu braku prawdziwego kontaktu. Pancerne szyby chroniące fałszywe skarby, te pielęgnowane sztuczne diamenty – „prestiżu” tego Upadłego Królestwa, które umiera w agonii. Niczego nie zabierzemy w dalszą podróż, zostaniemy z niczym, a naszą „duszę” oczyszczą demony. I tak ma być. Burzenie świątyń, demaskowanie autorytetów, niekończący się lament rozczarowania w „miłości”, w „przyjaźni”, w „pracy”, w „polityce”, w „sztuce” – ten czarny punkt śmierci na drodze, to w istocie kaplica pełna blasku i prawdziwej modlitwy. To miejsce prawdziwego zrozumienia, wglądu w istotę rzeczy. W prawdę.

W tej gorączkowej desperacji szukasz pocieszenia, wsparcia w tych protezach, w pustych deklaracjach; że jest bóg, inkarnacja, anioły oplatające nieboskłon, bo jest tam dojmujący strach, tak potężny, że doprawdy nic nie może się z nim równać. Strach przed Nicością. Ostatecznym Bezsensem. Daremnością. To jest właśnie Demon Abstrakcji. Byt z Niebytu, który jest choć go nie ma, który pożera nasze umysły i trawi nas przez całe życie w tych najmroczniejszych chwilach, w których myślimy żeby się zabić, bo myślimy, że dalej już nie damy rady. Czasem nie dajemy i wszystko odpada. Jednak kiedy wytrzymujemy okazuje się, że to przychodzi i odchodzi jeżeli pozwalamy temu przychodzić i odchodzić. Tutaj tkwi prawdziwy sekret. Prawo Odpuszczania. Prawo nie zaciśniętej pięści. Otwartej w przestrzeni dłoni, która niczego nie trzyma i pozwala wszystkiemu przychodzić i odchodzić. Pozwalasz przejść wszystkiemu przez samego siebie, nie chcesz być już dobry czy zły, taki, sraki czy owaki. Stajesz się przestrzenią pozbawioną zakotwiczenia, punktów granicznych, straży dobrego samopoczucia. Przestajesz udawać, prężyć się, przebierać do zdjęcia. Chodzisz na ślubach i pogrzebach w dresach, biegasz w garniturze. Mówią to, mówią tamto, lubią nie lubią. Wszystko jedno. Traktujemy to wszystko śmiertelnie poważnie, a to nie jest poważne, ponieważ niczego tak naprawdę nie sposób tu znaleźć. Niczego. Wszystko się rozpada jak już chcesz to określić, dotknąć, nazwać ostatecznie. Zamknąć w więzieniu umysłu i dokarmiać przywiązaniem. Rodzimy się sami i sami umieramy. Nikt nie wie co tam jest. Może jest może nie ma. Wszystko jedno. Minął już czas tajemnych ścieżek, hermetycznych doktryn. Teraz wszystko to leży jak perły wprost przed naszym ryjem. Możemy się bawić. Przeżuwać, trawić i wydalać. Taplać do woli w tym gnoju duchowości. Jeden wielki tęczowy festiwal, który kiedy dobiegnie końca zostaną jak zwykle śmieci i rozczarowanie. Nie przepłyniesz tego oceanu na macie do jogi. Nie przekroczysz go w lotosie czy obracaniu paciorków, bo wciąż wołasz o pomoc. Pomoc nie nadejdzie. Twój guru splunie na ciebie, bo wciąż nie rozumiesz. Zostawi cię samego na pastwę losu w najgorszym – najlepszym z tak zwanych momentów. Wtedy coś Odkryjesz, być może nawet wszystkie znaczone karty. Całe to Święte Oszustwo. Trzody się rozpierzchną na cztery strony świata, a pasterze zbankrutują. Obrócą się w proch wszystkie świątynie. Jak zawsze zacznie się kolejny długi obrót Koła. Nic nowego.

Kilku rzeczy się nauczyłem. Pozwalać odchodzić i przychodzić. Nie poprawiać. Nie szukać zbawienia w myśli. Czasami naprawdę jestem szczęśliwy, szczęściem które nie potrzebuje sprawdzenia, czasami naprawdę jestem nieszczęśliwy, nieszczęściem, które nie potrzebuje kontroli. Puszczam kierownicę przy dużej prędkości na autostradzie poglądów i choć wciąż dochodzi do kolizji, jakimś cudem jadę dalej. To jest tajemnica, której nie sposób odgadnąć.
Nie wiem jak to się wszystko dzieje. Nie znam praw absolutu, nie jestem oświecony, wyzwolony, lepszy od kogokolwiek i czegokolwiek. Nie chce mi się już niczego osiągać i udowadniać. Podpisywać pod żadnym papierem i świadectwem. Po prostu żyję i staram się szukać tej przestrzeni we wszystkim i wszędzie. To mi naprawdę pomaga jak nic innego.

I jeszcze jedno:

Nie mogę znaleźć swojego prawdziwego „Ja”.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

BOGATY ŻEBRAK

Kiedyś jeszcze na studiach do szkolnej gazetki napisałem tekst pod tytułem: „Nikt nie pyta zwycięzców dlaczego przegrali”. Jak mogłem się spodziewać tytuł ten został przez redaktora naczelnego zmieniony na: ”Nikt nie pyta zwycięzców”. To były czasy kiedy powstawała nieskończona ilość prywatnych uczelni wyższych, których progi były niskie stworzone jedynie dla pieniędzy. To były „fabryki” dojące obecny „wykształcony” prekariat, który teraz w większości pracuje na umowy śmieciowe, albo ma jakąś posadę przy taśmie w tej Fabryce Bezsensu. Kiedy człowiek się budzi z tego „amerykańskiego snu” z tej hipnozy – obietnicy, że świat leży u twych stóp i możesz wszystko, kiedy tylko przejdziesz to współczesne powszechne pranie mózgu i cały złożony proces dostosowywania się do tej ubranej odświętnie patologii, która udaje tak zwane normalne nowoczesne życie, wówczas odkryjesz pewnego rodzaju dojmującą samotność, w pewnym sensie stajesz się kimś Obcym, Innym dla tego Zaprogramowanego Mechanicznego Świata odroczonego w czasie Samounicestwienia.

Zawsze szukałem ludzi, którzy mieli na tyle odwagi by żyć i myśleć inaczej nie ulegając tej Hipnozie, którzy wybierali Trudną Drogę. Jest to droga ducha, droga świadomości, droga na swój sposób heroiczna wymagająca niebywałej odwagi, bowiem brak jest na niej jakiejkolwiek pewności kierunku i celu. Jest jedynie Przeczucie. Pielęgnowanie tej kruchej intuicji, że jednak istnieje prawdziwy wewnętrzny cel, do którego warto dążyć i tym celem jest Prawdziwa Wolność. Stan Prawdy. Przekroczenie cierpienia – podstawowej kondycji tego świata. Wyzwolenie z Iluzji. Zaufanie swojej Pierwotnej Naturze. Nie widzę innego sensu w tym powszechnym bezsensie, nie widzę innego celu w tej bezcelowej grze skalkulowanej na wieczną okrutną rywalizację, w której byś mógł wygrać ktoś musi przegrać.

Interesują mnie ci ludzie, którzy w ogóle nie grają w tą Grę, a zamiast tego tworzą zupełnie inną przestrzeń, która pozbawiona jest rywalizacji, bowiem wiedzą, że to co naprawdę się liczy jest poza formą – nie możesz tego kupić i nie możesz sprzedać. Tutaj nikt nie przegrywa i nikt nie wygrywa, bowiem wszystko jest doświadczeniem. Jeżeli twoje zwycięstwo jest czyjąś porażką tak naprawdę przegrałeś, a ta krótka chwila triumfu tak czy inaczej obróci się w nicość, bo taka jest natura tej rzeczywistości. Każde nasze „zwycięstwo” jest boleśnie chwilowe, efemeryczne, ulotne niczym zapach drogich perfum. Widzieć ten wzór oznacza mieć prawdziwą Mądrość, posiadać pewną rzadką przenikliwość, która jest podstawą Drogi. Istnieje tylko jedna ścieżka duchowa i jest to ścieżka odkrywania Prawdy. Nie jest to żadna struktura, żaden system, nic co ma nas prowadzić za rękę i uwalniać od własnej odpowiedzialności za dokonane wybory, dawać jakiekolwiek usprawiedliwienia i karmić słodyczą pocieszenia, snuć pajęczyny nadziei i obiecywać złote góry absolutu. Tą ścieżką jest surowe i bezpośrednie Doświadczenie. Coś co jest prawdziwe i rzeczywiste i wynika bezpośrednio z naszego życia. Pozbawione szat, ceremonii i wszystkiego tego w co chcemy się przebrać, narzucić na siebie by stać się kimś wyjątkowym, uduchowionym.

Jesteśmy wpychani w życie przez okoliczności – warunki, dlatego mówienie o równości jest absurdem. Jesteśmy być może równi w pragnieniu szczęścia i spełnienia, w młodzieńczej nadziei na dobre życie oraz w tym, że nikt z nas nie chce cierpieć. Jednak cierpimy w bardziej lub mniej świadomy sposób. Docenić swoje życie, swoją sytuację, swoje doświadczenie to przestać być żebrakiem, który wciąż gorączkowo szuka pomocy na zewnątrz. Tutaj zaczyna się Prawdziwa Wolność, która tak naprawdę jest naszą Naturą, czymś co jest w nas od zawsze. Bezwarunkowo. Moment w którym to odkryjemy jest prawdziwą Inicjacją. Zniewolenie tego świata możliwe jest tylko dlatego, że większość istot czujących szuka ratunku na zewnątrz siebie i błaga o pomoc tych którzy karmią się ich cierpieniem i udręką ponieważ to tworzy ich poczucie Władzy ich sztuczną i zarazem okrutną tożsamość. Budują swoją „potęgę” na cierpieniu, na niemocy, na uległości, na zależności. Ich litość jest bezwzględna. Czym w istocie jest System w którym wszyscy musimy żyć?

Jego istotą jest Kontrola.
Jego naturą jest Przemoc.
Jego manifestacją jest Zniewolenie.

Jego rdzeniem jest Poczucie Nędzy – Słabość, która jest pierwotnym wdrukiem, tą linijką kodu, na którym bazuje ten cały Sztuczny Twór. Religie unifikacji to potężne drukarki, które przez całe stulecia drukowały ludzką świadomość, która kiedy się rodzi jest czysta i bezbronna i można ją zadrukować tym właśnie kodem, który jest Podstawą Kontroli. To nieświadomy mechanizm Uległości – Poddaństwa. Okrutny Sędzia siedzący na tronie w przestworzach to nic innego jak Zaklęcie Umysłu – coś co jest tak głęboko, że nawet kiedy jesteś „ateistą” czy „nowoczesnym rozsądnym człowiekiem” jest tam i króluje na wieki wieków. To nasza podświadomość, coś do czego nie mamy dostępu. Czarna skrzynka tej maszyny, którą jesteśmy. Jesteśmy maszynami, które rodzą maszyny – skazani wyrokiem bez odwołania by stwarzać to więzienie i zarazem go pilnować, być czujnym na każdy prawdziwy objaw wolności i w razie czego raportować do centrali. Tą centralą jest utrzymująca to wszystko w kupie Ignorancja. Nieświadomość Pierwotnej niczym nie uwarunkowanej Wolności. Zniewolony Umysł. Bóg – Monstrum. Okrutny Demiurg – Ja, Mnie, Moje.

Ta „rzeczywistość” została tak zaprogramowana, że nad wolnością najlepiej pracować w ciszy, w tak zwanej Świątyni Serca nie szukając poklasku ani uwagi. Robić swoje – konsekwentnie bez rzucania się w oczy. Funkcjonować na pograniczu światów. Być poza deklaracją, poza pozą oświeconego, świętego, bowiem to nic innego jak egotyczna zabawa. Najlepszą szatą jest Zwyczajność. Nic specjalnego, nic wyjątkowego. Poznać Siebie. Zatrzymać się. Być uważnym. Odkryć świętą tajemnicę: Troskę – Miłość, Mądrość i Współczucie. Spojrzeć na ten świat z poziomu serca w prosty i bezpośredni sposób. Uwolnić siebie, by być w stanie tak naprawdę pomóc innym. To jest Trudna Droga, która nie szuka uznania i poklasku, uwagi i absorpcji – to jest droga na której możemy zobaczyć niezliczone ślady istot, które ją przeszły. Uwolniły się i wróciły by pomagać innym. To jest Prawdziwa Praca.

Ta Droga nie należy do żadnej tradycji, sekty, grupy okultystów. Ta Droga nie należy do nikogo. Otwiera się kiedy przychodzi czas i wiedzie przez całą wiedzę ludzkości, przez wszystkie religie i tradycje duchowe, świeckie, przez naukę, kulturę, przez wszystko. Nie ma ograniczeń i nigdy nie miała. Ograniczenie jest pierwszą kratą tego wiezienia – jednak ma swoją funkcję, bowiem dla zniewolonego umysłu wolność jest przerażająca. Zniewolony człowiek nienawidzi wolności, gardzi ją i ją poniża, ponieważ jest żebrakiem i będzie mordował wszystkich tych, którzy ukazują mu jego zniewolenie, jego usłużność wobec własnego Strachu, którym się karmi i odżywia, który pielęgnuje, bowiem jest wszystkim co zna. To jest Nędza, która tworzy Panów i Niewolników, która wznieca pożogę wojny i poniża wszelkie bezbronne istnienie. To jest Nędza stojąca za każdym aktem bestialstwa, które przekracza kolejną granicę. Możesz bez końca zanurzać się w tej nędzy, studiować ją, mówić o niej i pisać – w ten sposób będzie jej coraz więcej i więcej, aż stanie się jedynym w czym będziemy żyć. Poświęcając czemuś uwagę – wzmacniamy to. Wydobywamy do światła świadomości i poprzez siebie ukazujemy światu. Możemy mówić o wolności i możemy mówić o zniewoleniu. Wszystko ma swoje Konsekwencje.

To nasz Wybór.

Nasza Droga.

Nasza Wolność.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

MASZYNA CIERPIENIA

IGNORANCJA – MÓZGOGŁOWIE, KTÓRA UDAJE MĄDROŚĆ, TWORZY SKOMPLIKOWANY ŚWIAT SZTUCZNIE WYGENEROWANYCH POTRZEB – PRAGNIEŃ, KTÓRYCH NIE MA KOŃCA – TO JEST RZECZYWISTOŚĆ PRAGNIENIA. RODZIMY SIĘ Z PRAGNIENIA I SPRAGNIENI UMIERAMY. POŻĄDANIE ZASILANE IGNORANCJĄ JEST PRAWDZIWYM PALIWEM ZASILAJĄCYM MASZYNĘ CIERPIENIA.

Kształtowała mnie rzeczywistość dusznego betonowego post industrialnego miasta – Łodzi, które wysłużone i zużyte miało już za sobą swoje ekonomiczne „pięć minut”. Było nagie w swojej prawdzie, pozbawione złudzeń na swój oryginalny sposób brutalne i pociągające jednocześnie. Ten „mrok” pozwalał dotrzeć do prawdziwego ciała, do żywego nieosłoniętego niczym mięsa przed którym desperacko uciekamy w krainy abstrakcyjnej fantazji, w nieskończone światy złudzeń. To miasto było pełne drapieżników – istot, których bezwzględność życia zmuszała do ciągłej walki o tak zwane przetrwanie. To przetrwanie było czymś ze wszech miar rzeczywistym, czymś co się działo realnie tu i teraz i tworzyło w tych ludziach bardzo wyjątkową jakość – Przytomność. To nie była przytomność wyuczona na drogich kursach mindfulness podrasowanych terapeutyczną gadką szmatką w klimatyzowanych salach, to była przytomność pierwotna. Coś wrodzonego. Prawda tych ludzi nie była zbiorem intelektualnych farmazonów tak zwanych zdań i opinii na temat otaczającego ich świata, to była prawda życia i śmierci, szczęścia i cierpienia przeżywanego bezpośrednio. Człowiek pozbawiony złudzeń jest kimś niepokojąco Innym. Jest kimś niebezpiecznym dla tej Fabryki Snów ze samej swojej natury ponieważ tak naprawdę nie możesz go kontrolować. To jest rodzaj człowieka, który żyje i myśli po swojemu, ponieważ nie stracił Instynktu. Jest na swój sposób dziki dla udomowionych i uśpionych ludzi – wykarmionych tą bezsmakową papką współczesnej „cywilizacji”, która produkuje leniwych i apatycznych ludzi – maszyny, ludzi – usługi, ludzi – klaunów, którzy stali się niczym innym jak Narzędziami Zniewolenia.


Do każdego z nas w pewnym momencie przychodzi jedyny w swoim rodzaju Impuls Przebudzenia się z tego okrutnego snu. Do mnie przyszedł dawno temu i był splotem następujących po sobie wydarzeń. Jednak tak naprawdę bardzo trudno to Przyjąć, bo to nie jest nic przyjemnego. Ten rodzaj „oświecenia” daleki jest od błogości i szczęścia. To przebudzenie jest brutalne i bardzo boli. To przebudzenie jest zdzieraniem skóry i docieraniem do samego rdzenia. Do prawdy o cierpieniu.

W moim życiu, cierpienie nauczyło mnie najwięcej i otworzyło mnie. Teoretycznie łatwo to zrozumieć, jednak naprawdę trudno to Przyjąć, bo nie jest to TO czego chcemy. Kiedy TO przychodzi chcemy uciec, zmienić, zmodyfikować, przetransformować, uleczyć, znieczulić. Kiedy zbyt długo przed TYM uciekamy jest tego coraz więcej i nabiera swoistej masy i ciężaru. Staje się ciężkie i wszechobecne. Staje się światem w jakim żyjemy, a naszym głównym zajęciem staje się ukrywanie cierpienia. Tak zwana dobra mina do złej gry. To co widzę tutaj to nieszczęście udające szczęście, smutek udający radość, ludzie odgrywający jakieś absurdalne role skazani na terror innych ludzi, którzy kompletnie nie wiedzą kim są i wszyscy nawzajem próbują siebie oszukać, że są szczęśliwi, zadowoleni, wartościowi. Kiedy prawdziwy obraz człowieka staje się wykreowanym wizerunkiem i podtrzymywaną bez końca iluzją ból staje się nie do zniesienia.

Teraz ta iluzja dobiega końca. Prawda wychodzi na jaw, na wszystkich poziomach. To sytuacja Progu. Rytuał Przejścia. Wyjście z Mroku Ignorancji. Przebudzenie. Będziemy mieć coraz mniej siły na odgrywanie tych wszystkich narzuconych ról, tej maskarady, absurdalnego spektaklu, spadają i będą spadać wszystkie maski. To jest czas wyboru. Czas decyzji. Bardzo krótki moment wolności, ponieważ nikt nie może tego kontrolować. To po prostu jest. Otwarte i proste. Jasne. Kiedy przestajesz uciekać przed cierpieniem i pozwalasz mu być tym czym jest w swojej prawdzie i nauczaniu wówczas rodzi się w tobie Moc, która jest Prawdziwa. To nie jest jakieś wymyślone duchowe mambo dżambo, ezoteryczne pierdolenie o aniołach i wymiarach. TO jest TO. Bez obietnic zbawienia i osiągania „poziomów”. Bo jest w istocie tylko jeden poziom. Prawda. To wszystko. Nic więcej. Kiedy ją odkryjesz nie osiągniesz, wszystko staje się porażająco proste. Zaczynasz Czuć. Współodczuwać. Być naprawdę. Tu nie ma nic do osiągnięcia. Nic. Dopóki chcesz coś osiągnąć będziesz cierpieć i ta Maszyna nie przestanie pracować. Wszystko ma swój koszt, każde nasze działanie pociąga za sobą skutki. Te skutki stają się naszym światem. Rodzą się bez końca. To jest Inkarnacja w której tak naprawdę nikt się nie odradza, bo nie ma nikogo kto miałby się odrodzić. Dlatego twoja próba uwolnienia tworzy więzienie, ponieważ wciąż chcesz coś zmieniać, a to jest w twojej głowie, w twoim myśleniu. To jest tylko jakiś Pomysł, który próbujesz zrealizować. To nie ma rzeczywistych podstaw dlatego rodzi nieskończone współczucie. I to współczucie jest Stanem Istnienia. To nie jest tym jedynie dobrotliwym i kochającym, które ma cię kochać i przytulać – całować do snu, na dobranoc. Czasami to musi cię budzić, wstrząsać, napierdalać po ryju tak długo, aż się obudzisz. Otworzysz oczy. Zobaczysz. Zapłaczesz łzami, które są warte więcej niż wszystkie skarby tego sztucznego świata. To jest prawdziwe Zbawienie. Prawdziwa Inicjacja. Prawdziwa Droga. To nie jest ta czy inna religia, sekta, tajemna szkoła jakiś kolejny system konstrukcji – dekonstrukcji. To wszystko jest bez znaczenia. To Życie jest Mistrzem, który zawsze ukazuje Prawdę. To nie są słowa, mądre prastare księgi pełne zakazów i nakazów przepisywane i redagowane by kontrolować tak zwanych wyznawców i wiernych, którzy jedyne co robią to próbują naśladować świętość, która jest wymyślona jak wszystko inne.

Czym więcej tym mniej.
Czym mniej tym więcej.

Zwykły wpis