PIRACKIE OPOWIEŚCI

META PROGRAM

IMG_5564

Mamy dziesiątki planów, jednak nasz umysł widza, obserwatora utkwił na tym jednym najbardziej głośnym, wrzaskliwym, dominującym. Tą soczewką w czasach jakich żyjemy są bez wątpienia media. To kluczowy punkt i jednocześnie najbardziej czułe podbrzusze Systemu, który w moim rozumieniu opiera się na trzech fundamentalnych założeniach. Nazywam to: Programowanie, Powielanie i Eksploatacja. Jeżeli się przyjrzymy uważnie możemy to dostrzec bardzo wyraźnie na poziomie indywidualnym i kolektywnym. Ten obraz jest w nas samych i w świecie w jakim przyszło nam żyć. To jest Kosmiczne Lustro. Odzwierciedlenie.

Jest w nas fundamentalna zdolność Przejrzystości zdolność Odzwierciedlania. Dźwięk tworzy słowo, słowo tworzy zdanie, zdania tworzą opowieści, choć w swojej istocie są puste mają zdolność manifestacji – to wrodzony potencjał, który w nas jest. Jesteśmy opowieścią, która została zhakowana poprzez Program Ignorancji została wtłoczona w pełną bólu i cierpienia – narrację „przypadku”. Narracja „przypadku” – to skrajny materializm oparty w głównej mierze na zaprogramowanym egoizmie gatunku ludzkiego – matrycy rywalizacji, zazdrości i kultu nieskończonego wzrostu, który chcemy tego czy nie właśnie się skończył. Ten obecny wirus jest niejako wirusem świadomości, który w zależności od punktu naszego widzenia ukaże się nam w różny sposób. Dominująca narracja (z powodu jej skali i natężenia) jest zdecydowanie negatywna i oparta na kolejnej walce, tym razem wojnie z wirusem. Jest to związane z samym rdzeniem Programu, który instalujemy sobie wzajemnie od urodzenia, a mianowicie – jest to program zmagania, konfliktu – ze sobą, z innymi, nie wspominając o odwiecznej wojnie „dobra” i „zła” w paradygmacie dualistycznych religii. Świadomość staje się nośnikiem wielorakich Programów, ponieważ ma chłonną i plastyczną naturę na podobieństwo komputera, który można dowolnie zaprogramować. Nasz „Dos” ten źródłowy kod dostajemy w dzieciństwie za sprawą naszych najbliższych, którzy sami zostali zaprogramowani i stanowi on jakby granice naszej pojemności, rodzaj warunkującego nas filtru, przez który później przechodzą kolejne Programy w sferze warunkowania społecznego. Pierwszym meta programem jest program religijny, ponieważ jest on programem bardzo starym, na którym opiera się cała Symulacja. Używając słowa „symulacja” mam na myśli, że nasza rzeczywistość jest uzgodnioną i ogólnie przyjętą Koncepcją, którą wszyscy dzielimy i nie wierzę w tak zwaną postać obiektywną, która byłaby osobna od nas samych, którą dałoby się wyabstrahować „na zewnątrz”. Dla mnie ma naturę mentalną, umysłową, co nie znaczy, że nie jest fizyczna i namacalna. Forma jest pustką, a pusta jest formą.

Program religijny jest fundamentalny też z powodu całego nieskończonego ciągu przeciwieństw i sprzeczności, jednak jego „core” to Lęk. To jest jego prawdziwa funkcja, ponieważ lęk i strach ma jakości hamujące rozwój świadomości, a jak wiemy w każdej religii jest abstrakcyjny pierwiastek odnoszący się do „życia wiecznego”, „zbawienia”, „inkarnacji” gwarantuje to naszemu umysłowi pewien rodzaj zapętlenia wyznaczając tor w obrębie granic przyjętego paradygmatu. Może nam się wydawać, że jesteśmy wolni od religijności, jednak mam wrażenie, że ów Wdruk jest tak potężny, że z czasem odkryjemy jak tak naprawdę trudno się z tego uwolnić, ponieważ ten przestarzały Meta Program jest tak głęboko, że niemal stanowi podstawę każdego innego Wdruku – jego niewidoczne podłoże.

Zrzut ekranu 2020-03-18 o 16.06.43

Ale prawda jest taka, że o kształcie wszystkiego, czego doświadczamy, decyduje nasz umysł; związek może być dobry albo zły, ponieważ wtrąca się do niego nasz umysł. Jeśli jesteśmy wiecznie źli, przygnębieni, zagubieni albo obojętni, lub jeśli nie skupiamy się na tym, na czym powinniśmy ‒ nie ma znaczenia, jak duży sukces odniesiemy ani kto będzie obecny w naszym życiu, bo i tak nie będzie to dla nas źródłem radości. Większość z nas bez trudu potrafiłaby sporządzić listę celów do osiągnięcia i problemów do rozwiązania. Na czym jednak polega prawdziwe znaczenie każdego punktu na takiej liście? Otóż wszystkie te dążenia – pomalowanie domu, nauczenie się nowego języka obcego, lepsza praca – stanowią w istocie obietnicę, że gdy cel zostanie osiągnięty, będziemy mogli się rozluźnić i zacząć czerpać przyjemność z życia w teraźniejszości. Ogólnie jest to złudna nadzieja.

Sam Harris. „Przebudzenie”.

Nasza fiksacja psychiczna „ja” jest rodzajem urojenia, a religia umożliwia tej fiksacji trwanie, bowiem przekracza w swoim mniemaniu biologiczne życie ciała – jak pojęcie „duszy”. Ten pierwotny defekt lub error każe naszej świadomości przywiązywać się do swoich wrażeń, myśli i koncepcji by zachować ciągłość poczucia „podmiotu zdarzeń”. Jednak nie jesteśmy podmiotem, co najwyżej świadkiem, czymś co ma zdolność postrzegania i uczestniczenia jednak tak na prawdę nie ma w tym potrzeby „kumulacji”, „trzymania”, „budowania”, „rośnięcia”. Ta pierwotna potrzeba „gromadzenia siebie” jest właśnie tym co skutkuje ogromnym cierpieniem – dokładnie tym w czym obecnie wszyscy żyjemy. Ten świat jest Odzwierciedleniem – tego psychologicznego materializmu, ponieważ wszyscy zgromadziliśmy tak wiele w sobie i wokół siebie, że dusimy się swoim posiadaniem. Posiadanie władzy, bogactwa, zasobów, uczuć, ludzi – jest tym co charakteryzuje nasz tak zwany „postęp”, który choć maskuje się pseudo moralnymi hasłami tak naprawdę jest okrutną deterministyczną siłą ukrytą w samej naszej dyspozycji umysłowej. Wszystkie nasze tak zwane „zmiany” zajmują się wyłącznie skutkami tej fundamentalnej patologii, którą tak naprawdę każdy z nas nosi w sobie.

DSCN6004

Ten sam mechanizm ukryty jest w tak zwanej „duchowości” – cała idea „wyzwalania siebie” – jednak co my tak naprawdę chcemy wyzwolić? Kim jest to ja, które chcemy uduchowić, wznieść, oświecić? To błędne koło. Kompletny bezsens. Dlatego obojętne czy szukamy spełnienia w świecie materialnym, czy duchowym – to koniec końców cały czas tak naprawdę wzmacniamy „rdzeń programu”. Wszystko inne jest tylko pochodną – kolejną warstwą zasłaniającą samo źródło problemu. Nasze życie staje się narastaniem przywiązania, rodzajem dobrowolnej nieświadomej niewoli i dokładnie wtedy, gdy potrzebujemy tej „religii” to właśnie ona najbardziej nas więzi i ogranicza, ponieważ nie potrafimy odpuścić „zbawienia”. Ta potrzeba zbawienia jest kluczem zamykającym drzwi. Z mojego doświadczenia wynika, że najbardziej radykalną próbą rozpoznania tego „pierwotnego błędu” jest medytacja, która pozwala nam na wgląd i rozpoznawanie całego oprogramowania, jest tam obietnica dla „ja” cukierek oświecenia jednak prawdziwe znaczenie tego określania jest zupełnie inne od cudownych nieludzkich mocy i wszechwiedzy. Prawda, tylko tyle i aż tyle. Bycie świadomym i przytomnym oznacza dla mnie być na autentycznej drodze do rozpoznania co „my” tak naprawdę „posiadamy” i „kim” tak naprawdę jesteśmy. Jest poza obietnicą i poza lękiem.

Obecnie jesteśmy każdego jednego dnia aktualizowani przez tysiące programów – koncepcji, filozofii, wierzeń, faktów, statystyk etc. Żyjemy w terrorze mediów, które wciąż ładują do naszego umysłu kolejne tony bezużytecznych śmieci. Staliśmy się globalną hodowlą ignorantów wygłodniałych kolejnych opartych na lęku doniesień, obrazów, słów – karmimy się tym w nadziei na rozrastanie się bez końca – jednak właśnie teraz mamy przed sobą Kronosa. Wszystko staje i zawodzi – odsłaniając przed nami niezwykły dar czasu i przestrzeni – możliwość wyboru i introspekcji. To wielki Dar okupiony cierpieniem, jednak warto przebić się przez strach by to ujrzeć, by to poczuć i odkryć, że zła sytuacja może być w swojej esencji wielką szansą. Świat w jakim żyjemy jest Długiem Cierpienia – mechanizmem wzajemnej Eksploatacji – nie potrzebujemy teorii wielkiego spisku, żeby to zobaczyć – to jest zaraz obok, dzieje się bez końca wszędzie. Nie chcemy jednak tego widzieć, jesteśmy zajęcie tworzeniem siebie, kolejnymi warstwami pudru. W końcu przychodzi fala zmywa to wszystko odsłaniając nasze prawdziwe oblicze. Co tam jest każdy może zobaczyć sam.

Zwykły wpis
DSC_6659

DANIE: KREM Z MARCHEWKI DYNI I BATATÓW Z PIECZONYMI ZIEMNIAKAMI I SMAŻONĄ KUKURYDZĄ

SKŁAD:

CEBULA
POR
MOŻEMY DAĆ CZOSNEK
DYNIA HOKKAIDO
MARCHEW
BATAT
ZIEMNIAKI KUKURYDZA

PRZYPRAWY:

OLEJ RYŻOWY
SOS SOJOWY
SŁODKA PAPRYKA
ZIOŁA PROWANSALSKIE
CURRY
TYMIANEK
CYNAMON
PIEPRZ
SÓL MORSKA

DSC_6206

Dynia: natura termiczna ochładzająca; smak słodki i lekko gorzkawy; pomaga w stanach związanych z wilgocią, jak rozwolnienie, egzema lub obrzęk; reguluje poziom cukru we krwi oraz korzystnie wpływa na trzustkę – stosowana w cukrzycy i hipoglikemii. Powoduje wydzielanie śluzu z płuc, oskrzeli i gardła. Wykazano, że regularne spożywanie dyni pomaga w astmie oskrzelowej. Gotowana dynia niszczy robaki w jelitach, choć nie tak skutecznie, jak jej ziarna.

PRZYGOTOWANIE:

DYNIE WYBEBESZYĆ I WYPESTKOWAĆ POKROIĆ W GRUBA KOSTKĘ
BATAT OBRAĆ I POKROIĆ TAK SAMO MARCHEWKĘ
ZIEMNIAKI OBRAĆ I POKROIĆ W KOSTKĘ

WYKON:

DOPRAWIAMY BATATY, MARCHEWKĘ I DYNIĘ:

KURKUMA, CYNAMON, OLEJ, PIEPRZ, CURRY, SÓL

NA BLACHĘ I DO PIECA

ZIEMNIAKI DOPRAWIAMY: OLEJ RYŻOWY, TYMIANEK SUSZONY I SÓL

DO PIECA

NA WOKA:

CEBULE OBRAĆ I POKROIĆ W PIÓRA
CZOSNEK POSIEKAĆ (W ODCINKU NIE MA CZOSNKU, ALE Z UWAGI NA SYTUACJĘ DOBRZE DODAĆ)
POR POKROIĆ W KRĄŻKI

WOK NA PALNIK:

OLEJ, CEBULA, CURRY, POR, KUKURYDZA, PIEPRZ, SÓL, SOS SOJOWY

TAK ZWANY OSTRY WKŁAD DO ZUPY

DSC_6228

KUKURYDZA

Natura termiczna: neutralna
Smak: słodki
System narządów: nerki, jelito grube, żołądek
Przemiana: ziemia
Działanie: wzmacnia środkowy ogrzewacz, nerki, qi i krew; równoważy płyny ciała, harmonizuje żołądek, nasila diurezę (produkcja i eliminacja moczu)
Metody przygotowania: gotowana, jako kleik lub wywar
Zawartość: białko, tłuszcz, skrobia, żelazo, fosfor, witaminy B1, B2, B6 i E, duża ilość nienasyconych kwasów tłuszczowych, wapń, potas, selen. Właściwa dla diety bezglutenowej!
Wskazania:vNiedobór środkowego ogrzewacza: brak apetytu, niestrawność, biegunka.
Niedobór yin nerek: brak siły, słabość i uczucie zimna w kończynach dolnych, impotencja.
Akumulacja wody w ciele: obrzęki i wzdęcia.

Joerg Kastner „Terapia pożywieniem”

DSC_6665

ZUPA:

WOK
OLEJ
WRZUCAMY UPIECZONE WARZYWA
SMAŻYMY
CURRY
SÓL
ZALEWAMY WODĄ
SMAKUJEMY SPRAWDZAMY SŁONOŚĆ
BLENDUJEMY
OCET BALSAMICZNY
KURKUMA
DODAJEMY ZIEMNIAKI
TEMAT Z WOKA: CEBULA, POR I KUKURYDZA
DOPRAWIAMY GOMASHIO (PRAŻONY SEZAM UTARTY Z WĘDZONĄ SOLĄ MORSKĄ

I TYLE

SMACZNEGO 😉

DSC_6802

KASZA GRYCZANA GOTOWANA NA KURKUMIE Z CZARNĄ FASOLĄ
MARYNOWANE TOFU GRILLOWANE NA CZOSNKOWYM MAŚLE KLAROWANYM
DODATEK Z WOKA: SMAŻONY POR, CZERWONA CEBULA I BOCZNIAK
OGÓREK KISZONY TEŚCIOWEJ 😉

SKŁAD:

200 GR KASZY GRYCZANEJ
100 GR CZARNEJ FASOLI
1/2 PORA
1 CZERWONA CEBULA
5 BOCZNIAKÓW
KOSTKA NATURALNEGO TOFU
KILKA OGÓRKÓW KISZONYCH
OLEJ RYŻOWY
ŚWIEŻE CHILI
CURRY
SOS SOJOWY
PRAŻONY CZARNY SEZAM

DSC_6788

MASŁO CZOSNKOWE:

OPCJA WEGAŃSKA – OLEJ KOKOSOWY W MIEJSCE MASŁA

W RONDLU ROZPUŚCIĆ MASŁO KLAROWANE / OLEJ – ZIEMIA
WRZUCIĆ POSZATKOWANY / WYCIŚNIĘTY CZOSNEK – METAL
DOPRAWIĆ ZIOŁAMI PROWANSALSKIMI – METAL
SÓL HIMALAJSKA

ZOSTAWIĆ DO ZASTYGNIĘCIA

Czosnek: ostry, ciepły. Wchodzi do żołądka i jelita grubego. Ma własności odtruwające, wzmacnia żołądek, zwalcza syndrom zimna i bóle brzucha. Stosowany jest przy biegunkach, obrzękach, owrzodzeniach, ukąszeniach owadów i węży. Zapobiega inwazji czynników „zła zewnętrznego” (zakażeń bakteryjnych i wirusowych), uznawany jest za skuteczny w zapobieganiu rakowi. W tradycyjnej chińskiej medycynie i w chińskiej kuchni używa się kilku rodzajów czosnku, choć wszystkie mają podobne działanie. Poza ząbkami czosnku, w charakterze warzywa i przyprawy największe powodzenie mają jego młode pędy, poro-czosnek, w medycynie zaś mniejszy i cieńszy czosnek japoński (Allium japonicum).

WYKON:

WARZYWA NA WOKA:

POKROIĆ PORA I CEBULĘ W GRUBE PIÓRA
POKROIĆ / OSKUBAĆ 😉 BOCZNIAKA

WOK:

OLEJ – ZIEMIA
WRZUCIĆ CEBULĘ I POR – METAL
DODAĆ BOCZNIAKI – ZIEMIA
SZCZYPTA PRAŻONEGO CZARNEGO SEZAMU
SZCZYPTA PIEPRZU KAJEŃSKIEGO – METAL
ODROBINA SOSU SOJOWEGO – WODA

LEKKO PODSMAŻYĆ I ZOSTAWIĆ

DSC_6876

KASZA:
PROPORCJA WODA 2:1 KASZA
KASZA GRYCZANA PALONA – OGIEŃ
UGOTOWAĆ CZARNĄ FASOLĘ / WYJĄĆ Z PUSZKI I PRZEMYĆ – WODA

OGIEŃ

WRZĄTEK
SZCZYPTA KURKUMY
WRZUCIĆ KASZĘ GRYCZANĄ PALONĄ
MOŻNA DODAĆ POKROJONĄ W KOSTKĘ MARCHEWKĘ
ŁYŻECZKA OLEJU Z PESTEK WINOGRON – ZIEMIA
SZCZYPTA CURY – METAL
SÓL – WODA

POD KONIEC GOTOWANIA DODAĆ FASOLĘ

MOŻNA WZBOGACIĆ TEMAT POSZATKOWANĄ NATKĄ PIETRUSZKI

DSC_6797

TOFU:

MARYNATA – PROPORCJE W/G UZNANIA SMAKU

OCET RYŻOWY, KURKUMA, OLEJ, JAK CHCEMY CUKIER BRĄZOWY, ŚWIEŻE CHILI, SOS SOJOWY, SOK Z CYTRYNY – KOLEJNOŚĆ 5 PRZEMIAN

GRILLUJEMY TOFU:

PATELKA GRILLOWA

DODAJEMY MASŁO / OLEJ KOKOSOWY
GRILLUJEMY TOFU AŻ BĘDZIE ZŁOCISTO BRĄZOWE

PODSMAŻAMY WARZYWA NA WOKU
PODAJEMY Z KASZĄ I OGÓRKIEM

Tofu:
Natura termiczna ochładzająca; ma korzystny wpływ na narządy związane z Elementem Metalu, łącznie z płucami i jelitem grubym; nawilża stany suchości w organizmie; przynosi ulgę podczas zapalenia żołądka; neutralizuje toksyny

Tofu to przetworzony twarożek sojowy, który tysiące lat temu zaczęto produkować w Chinach w celu poprawienia trawienia wysoko cenionej soi. Przygotowanie tofu jest procesem wymagającym namaczania, mieszania i gotowania soi oraz zmieszania jej z naturalnym środkiem żelującym (nigari lub sokiem z cytryny). Niektóre dostępne na rynku tofu są zestalane przez zastosowanie syntetycznego nigari, ałunu lub octu, co pogarsza ich jakość.

Wartości odżywcze:
Zawiera łatwo strawne białko, witaminy z grupy B i minerały, takie jak wapno, fosfor, żelazo, sód i potas; jest niedrogie; niskokaloryczne (60 kcal na 100 g). W zależności od sposobu przygotowania, zawartość białka w tofu może się równać zawartości białka w mleku.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

NASZ WYBÓR

Jedna z najważniejszych lekcji dla mnie osobiście w związku z tym wirusem jest taka, że bardzo jasno widać w jakiej trudnej tak naprawdę jesteśmy sytuacji i w jaki sposób zglobalizowany świat przypomina kruche porcelanowe naczynie, które w każdej chwili może potłuc coś nad czym w ogóle nie mamy kontroli. Ta przepełniona ludźmi i ich potrzebami filiżanka, co rusz jest pod wpływem wstrząsów zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. Póki co nie możemy z niej uciec. Jesteśmy w samym środku ciągłych postępujących po sobie procesów, które raz za razem wskazują nam, że sposób naszego życia, jeżeli chcemy przetrwać musi ulec radykalnej zmianie.

Nasza nauka choć doskonałym narzędziem ułatwiania nam życia, jest pozbawiona jakiejkolwiek głębszej perspektywy ponieważ jest oparta na skrajnym materializmie, który w zderzeniu z potężnym kryzysem egzystencjalnym, który przede wszystkim rozgrywa się w naszym wnętrzu w pewnym sensie skazuje nas na nieuchronność doświadczenia cierpienia nie dając żadnego narzędzia, które pozwoliłoby nam zrozumieć znaczenie tego doświadczenia, a tym samym uczynić je częścią ewolucji naszej świadomości. Sam spór o istnienie i powstanie świadomości w świetle mechanistycznego pojmowania natury rzeczywistości i fizycznej teorii ewolucji jest tak wielowątkowy doprawiony dodatkowo brakiem naukowego konsensusu, że pozostawia nam mało nadziei, że w obrębie logicznego wnioskowania uzyskamy zadowalającą odpowiedź podpartą odpowiednimi dowodami w procesie metodologi naukowej.

Żyjemy w dualizmie nauki i duchowości – logicznej i irracjonalnej dychotomii naszego mózgu, które ciężko zintegrować na poziomie procesów intelektualnych, ponieważ tak zwana odpowiedź nie jest w stanie zmienić sposobu naszego doświadczenia. Nie jest w stanie wyzwolić nas z cierpienia. Rozumienie nie zmienia fundamentalnego problemu cierpienia – ono wciąż pozostaje nie mniej jednak tych najważniejszych odpowiedzi szukamy w duchowości. Duchowość rozumiem jako najgłębszy poziom istnienia istot czujących i jest dla mnie tym tajemniczym źródłem z którego pochodzi również ludzka kreatywność – rodzaj niewyczerpanej mocy i inspiracji, która towarzyszy nam od zawsze. To również z tego źródła pochodzi nauka jej niesamowity potencjał, który w swoim najlepszym wydaniu jest oparty na Trosce i Współczuciu i pozwala nam na bezprecedensowe poszerzanie pola naszych doświadczeń i eksploracji oraz co chyba najważniejsze manifestacji nieskończonego potencjału ludzkiej kreatywnej świadomości i współpracy. Choć wydaje się, że globalnie cywilizacja dotarła do kresu swoich możliwości, gdyż wciąż nie możemy przekroczyć dewastacyjnej formy naszej egzystencji opartej na programowej powielonej eksploatacji, która koniec końców jest wymierzona w nas samych, bowiem niszczmy środowisko i parametry pozwalające nam na przetrwanie i rozwój. Istnieje jakieś przeczucie przełomu, jak to mówią „coś wisi w powietrzu”. Dotarliśmy do granicy. Do progu.

 

Tym progiem wydaje się ograniczenie naszego logicznego umysłu, ograniczenie dominujących paradygmatów w postaci przestarzałych systemów politycznych, opartej na żądzy i niszczeniu ekonomii, dogmatycznej religii, porażających nierównościach społecznych i uderzających w nas coraz okrutniej kryzysów, które rozgrywają się na wszystkich tych polach – żyjemy w samym środku puszki pandory, której toksyczna zawartość to skutki naszych działań – tak zwana kolektywna karma – staje się naszą duszną rzeczywistością. Nazywam to gwałtownym Przebudzeniem ze Snu Ignorancji.
Mamy do czynienia z narastającym brakiem przestrzeni wyboru i oznacza to, że wchodzimy w bardzo reaktywną formę istnienia na tej planecie, ponieważ mechanizm przyczyny i skutku staje się determinującym czynnikiem kształtującym w sposób natychmiastowy każde pole naszego doświadczenia – pierwszym prawem ponad konceptualizacją naszego umysłu. W obliczu tego następuje bardzo szybki wzrost świadomości, ponieważ jest coraz mniej miejsca na urojenia, na spekulacje, na zabawę w filozofię. Procedura zaczyna być zero jedynkowa – akcja – reakcja. Kiedy Ignorancja ma dużo czasu i przestrzeni bez końca tworzy iluzje i otrzymuje nieskończoność ilość fikcji jako pochodnych tej zabawy – tworzy ogromną Symulację swoich wytworów swoistą Grę. Przez stosunkowo długi czas możemy się tym zabawiać tworząc niezliczoną ilość tak zwanej rozrywki, która głównie polega na tym, że ignorujemy konsekwencję tej narcystycznej i egotycznej „imprezy” wzajemnego otumanienia w orgii materialistycznej kopulacji, którą usprawiedliwiają różnorakie wymyślone przez nas filozofie i poglądy. Jest to tak zwana dziecięca nieświadomość oparta na przeświadczeniu, że „to wszystko dla mnie”, „z mojego powodu”, „tylko ja się liczę” – taka faza „bycia bogiem” – głównym aktorem przedstawienia – neuroza pierwszoplanowej roli. Taniec zaspokajania nieskończonych potrzeb. Trwa to jakiś czas, bo wciąż jest dość duży i przestronny plac zabaw. Jednak wraz z tą „zabawą” jest nas coraz więcej i mamy coraz wygodniejsze życie (rzecz jasna niektórzy z nas – pożądanie jako główny czynnik), zabawa w pewnym momencie przestaje być zabawą i staje się rywalizacją ( walką o wpływy, o przestrzeń – gniew i zazdrość). Tutaj dochodzi do totalnej relatywizacji moralności, która staje się narzędziem kontroli – sztucznym prawem, które nie dotyczy często tych, którzy je tworzą. Jest to bezpośrednim wynikiem naszej Ignorancji – bardzo wąskim polu postrzegania egotycznej osobowości – jest to nasze fundamentalne uwierzenie w realność wymyślonej przez nas Gry – Symulacji. Krótkotrwała rozkosz – iluzji bycia w „centrum wydarzeń”. Przedłużanie tej rozkoszy ma coraz większe konsekwencje w postaci eksploatacji wszystkiego i wszystkich w imię własnego zaspokojenia. Utrzymania stanu „zabawy”. To staje się uzależnieniem, bowiem nasza „osobowość” staje się tożsama z rolą, którą gramy.

Wygląda to tak, jakby cała nasza aktywność sprowadzała się do miotania się pomiędzy chceniem a niechceniem. Dlatego naturalnie pojawia się pytanie: czy w życiu chodzi o coś więcej? Czy jest możliwe, żebyśmy czuli się dużo lepiej (lepiej w każdym sensie) niż teraz? Czy można odnaleźć trwałe spełnienie pomimo nieuchronności zmian? „Życie duchowe zaczyna się tam, gdzie pojawia się podejrzenie, że odpowiedź na tak postawione pytania może brzmieć: „Owszem”. Prawdziwie uduchowioną osobą jest ten, kto odkrył, że możliwe jest bycie odprężonym bez wyraźnej przyczyny, nawet jeśli tylko w krótkich zrywach, i że ten spokój jest równoznaczny z przekraczaniem pozornych granic własnego „ja”. Ci, którzy nie zaznali podobnego spokoju, mogą uznać takie twierdzenia za podejrzane. Niemniej jednak faktem jest, że dobrostan pozbawiony poczucia własnego „ja” można osiągnąć w każdej chwili. Oczywiście nie mówię, że doświadczyłem wszystkich tego typu stanów, ale za to spotkałem wielu ludzi, którzy nigdy nie przeżyli żadnego z nich – i to właśnie oni często upierają się, że zupełnie nie interesuje ich życie duchowe.

Sam Harris. „Przebudzenie”.

I tak dochodzimy do punktu Przeciążenia. Dusznego zagęszczenia, które przypomina coraz bardziej moment przed Burzą. Świat staje się narastającym Ciśnieniem. Zaczynamy puchnąć od środka. Stajemy się tłustą, powolną butwiejącą masą, która zaspokaja swój wielowymiarowy głód – żywiąc się cierpieniem innych. Stajemy się produktem ubocznym swoich niemożliwych do zaspokojenia potrzeb a z czasem już chodzącymi potrzebami – uosobieniem Ignorancji, Pożądanie i Gniewu. W kodzie wygląda to tak: Tak – Nie – Jest mi to obojętne. 2 – 0 – 1. Jak w I – Cing. __ , _ _ i pusta przestrzeń jako żyzne pole. Potwierdzenie, Zaprzeczenie, Obojętność. Binarny dualistyczny kod ludzkości. Epitafium. Staliśmy się sprzężonymi ze sobą Programami, wadliwym algorytmem, który uległ urojeniu swojego odseparowania od Całości. Toksyczną Tkanką. Jak wyglądało ostanie minione stulecie? Jakim kosztem rozwijaliśmy swoją naukę, tworzyliśmy parametry żarłocznej polityki i ekonomii, czy to nie przypadkiem my zorganizowaliśmy przemysł mordowania innych istot i nas samych na masową skalę. Ja wiem to nie jest dobry moment – jednak niestety najlepszy na tak zwany rachunek sumienia. Przyjrzeć się sobie to zobaczyć Świat. Zobaczyć Siebie naprawdę – to ujrzeć Źródło. Ujrzeć Źródło – to zrozumieć czym tak naprawdę jest prawdziwa Moralność. Prawdziwa Moralność – to zasada nie krzywdzenia, zasada poszanowania przestrzeni Życia. Mamy w sobie zestrojony bardzo czuły Organ – jest nim nasze Serce. Jego Mocą – jest Czucie, które kiedy opuszczamy swój Kokon egotyzmu staje się energią, która łączy wszystko ze wszystkim – to znaczy czuć ten Świat. Czuć jego cierpienie, które wraz z pogłębiającą się naszą absurdalnie zadowoloną z siebie Ignorancją – narasta. Zastanawialiście się skąd pochodzą nasze zaburzenia psychiczne – dziesiątki zdiagnozowanych chorób? Nie radzimy sobie z Odczuwaniem – tego wszystkiego co cierpi, jest tego zbyt dużo. To jest prawdziwe źródło naszych chorób – głęboko ukryty rdzeń. Tworzymy chorobę i otrzymujemy chorobę. Przyczyna i skutek – są bardzo jasne. Mordujemy każdego roku miliardy żywych i czujących Istot, wmawiając sobie, że to konieczne. Nie to nie jest konieczne. To nasz wybór dyktowany pożądaniem i brakiem empatii. Wykorzystujemy siebie wzajemnie w imię pozornego szczęścia, które jest niczym innym jak dojrzewaniem cierpienia. Zarabiamy na śmierci, chorobie i desperacji. To jest nasz wybór. Nasze systemy religijne są zdegenerowane do tego stopnia, że usprawiedliwiają zabijanie, chciwość i głupotę. Teraz w wyniku tego co robimy – całe nasze urojenie – zatrzymało się. Mamy wirusa, który zabija. Boimy się. Chcemy uciec przed konsekwencją tego jak żyjemy. To nie może się udać. Chcemy wrócić do naszego dawnego pozornie beztroskiego życia do swojego snu pełnego filmów, muzyki, rozkoszy podniebienia i seksu, do tych drabin kariery przygniatających innych – nasza egotyczna kopulacja musi się skończyć, bo będziemy umierać w strasznym cierpieniu i szaleństwie. Ten Eksperyment poniósł porażkę, jak wiele podobnych przed nim. Możemy się pocieszać, oszukiwać, próbować uciec w pseudo duchowe farmazony. Moim jednak zdaniem prawdziwa duchowość oznacza bycie naprawdę świadomym – jest życiem bez znieczulenia, bez planu ucieczki. Jesteśmy tutaj na wprost samych siebie każdego dnia tworzymy to wszystko – to wielką ruchomą sumę naszych działań lub ich braku, naszych myśli, słów, intencji i działań.

Jesteśmy wirusem?

Czy lekarstwem?

Nazywam się Marcin Piniak studiowałem dziennikarstwo i fascynuje mnie aspekt komunikacji, a szczególnie tej jaką nawiązujemy sami z sobą przekierowując uwagę z zewnętrznego świata ku naszej autentycznej naturze. Twórczość jest dla mnie odruchem, czymś niemal biologicznym, czymś co pomaga mi żyć. Jest w swojej esencji drogą duchową i nauką Obecności i Wrażliwości. Ten świat potrzebuje ludzi z wyobraźnią i pasją, którzy mają w sobie tą cudowną ciekawość i życzliwość. Człowiek, który realizuje swój potencjał jest człowiekiem szczęśliwym i to powoduje, że na tym świecie jest mniej cierpienia. To najważniejszy powód dla którego warto to robić. Reszta jest tylko dodatkiem. Piszę, gotuję, fotografuję i nagrywam felietony video i audio. Opublikowałem alegoryczną powieść „17” o cieniach zachodniej cywilizacji i procesie transformacji, którą napisałem podróżując londyńskim metrem. Nasze życie jest opowieścią, którą warto zapisać. Tym właśnie się zajmuję.

SOCIAL MEDIA:

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

WIOSENNE WARSZTATY WEGEKUCHNI

DSC_4600b-001

Zapraszam na wiosenne gotowanie wzbogacone praktyką medytacji i relaksacji, na których skupimy się na lekkiej i oczyszczającej diecie, która jest odpowiednia dla naszego organizmu w tym właśnie czasie. Będziemy harmonizować smak i uczyć się praktycznej uważności używając do gotowania metody pięciu przemian podstawy systemu Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, która jest niezwykle skuteczna jako system profilaktyki zdrowia – integrując aspekty naszego ciała, energii i umysłu.

Podstawą naszego menu będzie proso – kasza jaglana, która ma niezwykłe właściwości oczyszczające i alkalizujące i jest doskonałym pokarmem podczas wiosennego detoksu organizmu. Lekka i zdrowa kuchnia pełna zieleniny, kiełków i warzyw ma za zadanie pobudzić naszą energię, a smak kwaśny jest wzmacniający, oczyszczający i wpływa pozytywnie na nasz stan emocjonalny. Nauka gotowania według metody pięciu przemian jest wprowadzeniem do naszej kuchni harmonii i wiedzy, która okazuje się niezwykle praktyczna i wielowymiarowa – to powrót do szacunku wobec natury i jej cyklów, odkrywanie bogactwa smaków i współzależności wszystkich zjawisk. Dodatkowo kuchnia wegańska i wegetariańska jest ewolucyjnym krokiem w naszej relacji ze światem i żyjącymi istotami. Rozwijanie Troski i Współczucia – to droga ewolucji świadomości i tym zajmuję się na swoich warsztatach. Zapraszam wszystkich serdecznie do wymiaru kuchennej magii, spokoju umysłu i wspólnego bycia, ciekawych rozmów i inspiracji. Kuchnia to przygoda 😉

SNIADANIA

PROGRAM WARSZTATU:

Wspólny krąg
Medytacja
Relaksacja

🔪 Wspólne gotowanie i praktyka uważności.

pięć

MENU

GOŚĆ SPECJALNY: KASZA JAGLANA

🍲OCZYSZCZAJĄCY WYWAR Z KISZONEJ KAPUSTY W/G DIETY DĄBROWSKIEJ

🍲JAGLANY DETOKS – PUDDING Z KASZY JAGLANEJ Z DODATKIEM KURKUMY I OWOCÓW NA BAZIE MLEKA MIGDAŁOWEGO

🍲LEKKI KRUPNIK WIOSENNY Z ZIOŁAMI

🍲PYSZNE KOTLETY JAGLANE Z MARCHEWKĄ I SUSZONYM POMIDOREM I NATKĄ PIETRUSZKI W KREMOWYM SOSIE POMIDOROWO – BAZYLIOWYM

🍲BUKIET ŻYCIODAJNYCH SAŁAT I KIEŁKÓW Z CIEMNYM WINOGRONEM I PRAŻONYMI MIGDAŁAMI Z GRECKĄ OLIWĄ

🍲WIOSENNY WOK CHRUPIĄCYCH WARZYW Z DODATKIEM CZARNEGO RYŻU I GRILLOWANEGO MARYNOWANEGO TOFU + SURÓWKA Z BIAŁEJ KAPUSTY Z CYTRYNOWYM WINEGRETEM

medytacja

KILKA PORAD JAK OCZYSZCZAĆ ORGANIZM POPRZEZ DIETĘ
ESENCJONALNY WYKŁAD O ELEMENCIE DREWNA (WIOSNA – WĄTROBA I WORECZEK ŻÓŁCIOWY)
PRACA Z EMOCJAMI – PRAKTYKA MEDYTACJI I NAUKA RELAKSU
CHWILA RELAKSU – SPACER NAD RZEKĄ ŚWIDER W LESIE
DOBRA ZABAWA INSPIRUJĄCE TOWARZYSTWO

 

Marcin piniak

Warsztat poprowadzi: Marcin Piniak / Wegekuchnia.com

Zawodowo zajmuje się szeroko pojętym zdrowym i świadomym żywieniem, jako wegetariański i wegański kucharz gotuję na warsztatach rozwojowych, prowadzę warsztaty gotowania i wykłady z praktycznych elementów Tradycyjnej Dietetyki Medycyny Chińskiej, którą zgłębiam w wolnych chwilach. Z gotowaniem jestem związany od blisko piętnastu lat. Pracowałem w profesjonalnej gastronomii w kraju i za granicą w wegańskich i wegetariańskich restauracjach (Londyn – InSpiral, Planet Organic, Warszawa – Vege Miasto, Gruszki & Pietruszki, Wegemama, Wegeguru). Od ponad dwudziestu lat praktykuję nauki buddyjskie i medytację. Codzienna praktyka uważności i przytomności wnosi do naszego życia moc żywej obecności i świadomej przestrzeni oraz odpowiedzialności za własne myśli, słowa i działania. Staram się żyć w ten właśnie sposób i tym się dzielę na warsztatach.

Więcej o mnie: https://wegekuchnia.com/taogotowania/

CZAS: SOBOTA – 21 Marca 2020

(Zaczynamy  o 10:00, a kończymy około godziny 18:00)

MIEJSCE: OTWOCK (wschodnia część miasta, położona nad rzeką Świder, w obrębie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego) konkretny adres w informacji zwrotnej po zgłoszeniu i wpłacie zaliczki

KOSZT: 150 PLN

ZALICZKA: 50 PLN

ZAPISY NA: mail: wegekuchnia@hotmail.com, tel: 531 300 438

ILOŚĆ MIEJSC OGRANICZONA

Wydarzenie na FB:

Zrzut ekranu 2020-03-02 o 19.07.40

 

 

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ZASIĘGI

Nieprzebudzony umysł stara się toczyć wojnę z tym, co mu się nie podoba. Aby podążać ścieżką serca, musimy zrozumieć, w jaki sposób zaczyna i kończy cały proces walki – zarówno z tym, co jest wewnątrz nas, jak i w otaczającym nas świecie. Źródłem każdej wojny jest niewiedza. Jeżeli brakuje nam wewnętrznej mądrości, boimy się bezustannych zmian zachodzących w naszym życiu, a także nieuniknionych strat, rozczarowań i niepewności wynikającej z tego, że każdy z nas zestarzeje się i umrze. Niewiedza sprawia, że zaczynamy walczyć z życiem, uciekając od bólu lub lgnąć do poczucia bezpieczeństwa i przyjemności, które nigdy nie dają prawdziwego spełnienia, bo taka jest ich natura.

Jack Kornfield. „Mądrość serca”.

Świat, który bez ustanku nadpisuje sam siebie, rozwarstwia się do niebotycznych rozmiarów – cyfrowa galaktyka – puchnąca jak złośliwy nowotwór. Jesteśmy znudzeni, depresyjni, przeładowani. Nasze rozkosze są coraz krótsze, coraz bardziej reaktywno – impulsywne, małe chwilowe pozorne szczęścia. Wszystkiego mamy tak dużo, wiemy tak wiele, jesteśmy bez ustanku zajęci, chorzy i zdeprawowani od tandety. To bezwartościowe bogactwo wrażeń nas przytłacza. Jesteśmy osaczeni jak chore cyrkowe zwierzęta – nadmiar braw, presji znudzonego otoczenia martwych pozbawionych energii i witalności ludzi – widzów, fanów, statystów.

Zaczynamy tęsknić za prawdziwą biedą i cierpieniem, za tym wszystkim czego nie zdążyliśmy jeszcze pożreć, przetrawić i wyrzygać na półki sklepowe. Bieda jest atrakcją turystyczną, prymitywizm szczytem wyrafinowania, tanimi lotami ruszamy w świat do chorób, braku wody, robactwa – żeby doświadczyć czegoś prawdziwego, czegoś co nas poruszy, o czym da się postować na ścianie naszego cyfrowego więzienia. Potrafię godzinami studiować te relacje desperacji. Ten śmieszkowaty krzyk rozpaczy. Zawodowi duchowi poszukiwacze, którzy spróbowali już niemalże wszystkich potraw ze stołu ostatniej wieczerzy – medytacje, joga, psychodeliki, psychologia transpersonalna, modlitwy, afirmacje, mindfulness, ahimsa itd…

Nasze współczesne społeczeństwo zaszczepia w nas tendencję do negowania lub tłumienia świadomości rzeczywistości. Wpaja się nam, że powinniśmy się bronić przed wszelkiego rodzaju trudnościami i niewygodami. Zużywamy ogromną ilość energii na walkę z poczuciem zagubienia, bólem, śmiercią i żalem. Jednocześnie próbujemy się ukryć przed podstawowymi prawdami świata przyrody i naszej własnej natury.

Aby odizolować się od świata naturalnego, stworzyliśmy klimatyzację, podgrzewane samochody i ubrania, które osłaniają nasze ciała przez cały rok. Aby odizolować się od nieuniknionej starości i zniedołężnienia, pokazujemy w reklamach młodych i uśmiechniętych ludzi, a osoby starsze umieszczamy w domach opieki. Chorych umysłowo zamykamy w szpitalach psychiatrycznych. Dla biednych tworzymy getta, wokół których budujemy autostrady, aby nie widzieć wylewającego się stamtąd cierpienia.

Jack Kornfield. „Mądrość serca”.

Szukamy pomocy u tych, którym zniszczyliśmy życie swoim nienasyceniem, swoją wygodą, brakiem szacunku deprawując ich swoim uwielbieniem, adoracją – robiąc z nich świętych, których chcemy widzieć – ubierając w swoje wyidealizowane wyobrażenia na wzór dzikich zwierząt w Zoo. Zabawiamy się w duchowe wyścigi na nieistniejące szczyty, urojone stopnie, by móc się tylko czymś zająć – nadać sens bezsensowi, bez końca uciekać przed prawdą o tym, że życie jest trudne, pełne cierpienia i rozczarowania i nie zawsze wszystko da się naprawić jak zepsuty samochód. Rozpoznanie jest w naszym zwykłym życiu, w tym co tak obsesyjnie chcemy zmienić, ta mądrość jest pozbawiona wielkich słów, idei, sloganów. Jest jak zwykłe dzień dobry, dziękuję, przepraszam. Nic wielkiego. Jednak okazuje się, że przyjaźń z życiem jest bardziej wartościowa niż namiętna krótkotrwała miłość pełna oczekiwań i wybuchów. Zaprzyjaźnić się ze zwykłym sobą, nie tym ze ścian mediów społecznościowych, a tym, któremu czasem jest smutno i ma wiele wad. Coraz mniej interesują mnie zbyt piękne rzeczy i idee, zbyt mądre słowa i obietnice. Cenię sobie niedoskonałość gdzie skryte jest dobre i szczere serce. Wzrusza mnie prawda, która niczego nie udaje, niczego nie chce, nie wstydzi się ukazać swojej ułomności.

Wydaje mi się, że jak daleko byśmy nie zaszli i tak wrócimy do tego punktu, do tej przystani zwyczajności. Sztuczny świat jaki stworzyliśmy – rodzaj oszustwa, by oszukać samych siebie – po prostu nie przetrwa. Każda fałszywa opowieść wcześniej czy później osłoni się, bowiem kłamstwo zabiera tak dużo energii, że w końcu brak paliwa uwagi odsłoni prawdę. Takiego rodzaju „sukces” czy „szczęście” zmieni się w swoje przeciwieństwo jak „miłość”, która staje się nienawiścią. Jak „oświecenie” – slogan hasło reklamowe, które staje się śmieszne w obliczu zwykłego szarego życia. Żyjemy w świecie balonów, które zaczynają pękać. Żyjemy w świecie napęczniałych zasięgów, zdezorientowanej uwagi, łaknienia, którego nie sposób zaspokoić. Ludzi, których deklaracje bez pokrycia stają się dla nas prawdami w które desperacko chcemy wierzyć, bo straciliśmy samych siebie – tą cenną przyjaźń, która choć trudna jest najważniejszą z przyjaźni, bo kształtuje wszystkie inne. Zaprzyjaźnić się ze sobą – to zaprzyjaźnić się ze światem, który nigdy nie będzie idealny, w pełni dobry i piękny. Jednak bywa dobry i piękny. Prosta medytacja serca – to otwartość i umiejętność odpuszczenia, łagodzenia.

Serce.
Pogoda ducha.
To są prawdziwe zasięgi.

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

SZYBKI WOK – TOFU I BOCZNIAK

RYŻ JAŚMINOWY Z MARCHEWKĄ NA KURKUMIE + SZAFRAN INDONEZYJSKICEBULA BROKUŁ BOCZNIAK IMBIR PIEPRZ KAJEŃSKI TOFU SOS SOJOWY

SURÓWKA Z MARCHEWKI


CO POTRZEBUJEMY:

Ryż jaśminowy
Marchewka
Boczniak
Por
Cebula
Tofu
Łodyga brokuła

PRZYPRAWY:

Sól: wędzona morska i ziołowa morska
Szafran indonezyjski
Sos sojowy
Olej
Pieprz kajeński
Kurkuma

 

RYŻ:

Gotujemy wodę
Kurkuma
Wrzucamy pokrojoną w kostkę marchewkę
Olej ryżowy
Wrzucamy umyty ryż
Sól

Doprawiamy szafranem indonezyjskim po ugotowaniu

SURÓWKA:

Ścieramy marchew na drobno
Ścieramy jabłko
Olej
Pieprz
Sól

WOK:

Olej

Łodyga brokuła
Cebula
Por
Boczniak
Pieprz kajeński
Tofu
Sos sojowy
Gomashio: starty w moździerzu prażony sezam czarny i biały z solą morską

Nazywam się Marcin Piniak i zawodowo zajmuje się szeroko pojętym zdrowym i świadomym żywieniem, jako wegetariański i wegański kucharz gotuję na warsztatach rozwojowych, prowadzę warsztaty gotowania i wykłady z praktycznych elementów Tradycyjnej Dietetyki Medycyny Chińskiej. Z gotowaniem jestem związany od blisko piętnastu lat. Pracowałem w profesjonalnej gastronomii w kraju i za granicą w wegańskich i wegetariańskich restauracjach.

SUBSKRYBUJ PIRACKĄ KUCHNIĘ:

SOCIAL MEDIA:

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

W OBIEGU KRWI

IMG_8739

Czasami nasz lęk jest głęboko ukryty pod pozorami pewności siebie, zagłusza go rodzaj neurotycznej przebojowości, która generowana jest przez presję wytwarzaną przez opresyjną kulturę ciągłego biegu – rywalizacji i porównywania. To co się z nami dzieje nazwałbym – hodowlą klatkową – staliśmy się ofiarami dość ponurego eksperymentu – na wzór zwierząt, które hodujemy w przerażających i okrutnych warunkach – obozach śmierci.

Umysł przypomina urodzajne pole, na którym wszystko może wzrastać. Kiedy zasiewamy ziarno – poprzez działanie, słowo lub myśl – wyrośnie z niego roślina i ostatecznie pojawi się owo, który dojrzeje i spadnie na ziemię, pociągając za sobą więcej podobnych. Chwila po chwili poprzez ciało, mowę i umysł zasiewamy pełne potencjału ziarna przyczynowości. Kiedy zbiorą się odpowiednie ku temu warunki, a nasza karma dojrzeje, będziemy musieli poradzić sobie z konsekwencjami tego co zasialiśmy.

Czagdud Tulku Rinpoche

Mieszkamy najczęściej w zatłoczonych miastach – farmach w blokowiskach – parcelach dusznych mieszkań i większość naszego czasu poświęcamy na pracę by opłacić czynsz i rachunki, by przetrwać – utrzymać się na powierzchni. Jesteśmy ogniwem Masy wytresowani i zagonieni do tego stopnia, że przestaliśmy zauważać jałowość takiego życia, jego duchową pustkę. Kultywujemy materię, sztuczny pieniądz, który stał się naszym szkarłatnym bożkiem ostatecznym – demonem w aureoli konieczności, deterministycznym mechanizmem samozniszczenia. System operacyjny tej Symulacji to zakodowany w nas Lęk – który jest rodzajem sterownika pozwalającego przekraczać i adoptować się do kolejnych poziomów Absurdu – Kultury Nędzy. Jesteśmy ubodzy duchem, ubodzy wolnością, ubodzy w samostanowieniu – skazani na wieczną tułaczkę przez Pustynię prowadzeni przez fałszywego mesjasza na bolesną śmierć. Nasz kolektywny wyparty Lęk stworzył Mechanizm Zniewolenia – Program wiecznego Rozproszenia, wiecznej Zależności, Nieskończonej Ucieczki przed Sobą. Śnimy ten materialistyczny sen lokując w nim całą swoją energię i zaangażowanie, uporczywie trzymając się wszystkiego tego co ze swej natury wcześniej czy później umrze, rozpadnie się, bowiem takie właśnie jest ze swojej natury – nietrwałe. Można powiedzieć, że to jest pierwotna nauka, podstawowa lekcja, jednak pomimo tego – wciąż bez ustanku jesteśmy na wagarach, siedzimy w oślej ławce i bez ustanku odwracamy wzrok od tego by szukać pocieszenia w miotających się przed nami czczych obietnicach wyczarowanych w tej Fabryce Iluzji. Złota Klatka – świat pozornego dobrobytu – modnych ciuchów, ekskluzywnych samochodów, kont bankowych, posiadania ziemi na własność – budowania na jej coraz bardziej chorym ciele – domów, drapaczy, fabryk – betonowych grzęzawisk rozrasta się do tego stopnia, że zaczynamy dusić się swoimi własnymi odchodami.

Nasza ucieczka przed cierpieniem nietrwałości – prowadzi do jeszcze większego cierpienia, które się multiplikuje – mutując niczym śmiercionośny wirus. Za wszelką cenę próbujemy być na tyle wiecznie i bezustannie zajęci by tylko nie dostrzegać tego co sami tworzymy. Jesteśmy Twórcami Zniszczenia. To stało się naszym dziełem sztuki współczesnej – Zbiorową Wystawą w muzeum wszechświata. To bardzo droga i zupełnie bezużyteczna Wystawa. Jadę samochodem przez wsie i miasta, słucham mądrych wykładów na you tube poszatkowanych idiotycznymi reklamami idiotycznych sieciowych usług, których nikt tak naprawdę nie potrzebuje, obok drogi dogorywają ścięte drzewa, pracują koparki, walce i spychacze, panowie robotnicy piją herbatę z termosów i palą papierosy, jedzą kanapki z kotletami, pod butami trzaskają gałęzie, a przez ich płuca przetacza się gęste oleiste powietrze. Narzekają, że nie ma śniegu. Dziwna ta zima jak za za słodkie i mdłe ciepłe lody. W internecie mówią, że to nie jest nasza wina, może słońca, może boga, może tego, że co jakiś czas po prostu tak jest. Zawsze chodzi przecież o pieniądze. O dopłaty, opłaty, podatki, kary. Pieniądze – wszystko zawsze się do tego sprowadza – nawet śluby i religie. Znów chcą nas wyrolować, przestraszyć. Upokorzyć. Strach i lęk staje się powszechny – jak zaburzone tętno pacjenta na intensywnej terapii. Jak wysychające zakrzepy ropy, rdzewiejące igły bezużytecznych platform wiertniczych wpatrzonych w suche spowite mgłą niebo, które milczy. Maskujemy tą narastającą panikę, świadomość, że jesteśmy coraz bardziej zdesperowani, wykorzenieni, obdarci z godności, pozbawieni duchowej więzi z Życiem. Stworzyliśmy sztuczną mechaniczną religijność jako antidotum, zestawy dogmatów, procedury „świętych ceremonii”, którymi nawigują kapłani – roboty powołując się na nieuosobione siły – trwająca od stuleci kontrola wystraszonego umysłu. Nie doświadczalność, Niedotykalność zimnego wyrachowanego abstrakcyjnego absolutu, dialektyczna rozrywka. Bezosobowa osobowość – pełna okrucieństwa na podobieństwo nas samych. Wystarczy, że uwierzysz i zostanie ci odpuszczone wszystko to co zrobiłeś – jakie to wygodne, jakie masowe jakie powszechne. Gdzie to się zaczęło?

W myśli, w słowie i w działaniu każdego z nas w każdej chwili. Żyjemy w tym równaniu w tej sumie działań w ilorazie tępej egotycznej kolektywnej „inteligencji”, która chce trwać i rozrastać się bez końca – wtłaczając w siebie każde nowo narodzone ogniwo świadomości, zawłaszczać i degenerować pierwotny stan troski i współczucia, otwartości i wrażliwości w swój Program. Wszyscy jesteśmy nośnikiem tego Programu, zakażamy się wzajemnie chorobą i pielęgnujemy każde stadium hodowania kolejnej jednostki chorobowej – cywilizowanego człowieka. Niszcząc każdy objaw desperackich prób odwrócenia zaklęcia, każdego Maga, który pojawił się w tym wymiarze by zdjąć Klątwę z naszego serca i umysłu. Jednak przychodzi czas, kiedy tych istot pojawia się zbyt dużo w jednym czasie – to jest właśnie ten moment w naszej historii – już nie jeden czy dwóch ale miliony świadomych istot pojawiło się w tym wymiarze. Rodzisz się wraz z świadomością, z pamięcią – widzisz jasno, czujesz jasno – wszystkie te zakodowane Klątwy i Zaklęcia na każdym możliwym kroku i w każdej możliwej konfiguracji.

Miłości nie można sprowadzić jedynie do doświadczenia piękna i romantycznej radości. Miłość powiązana jest z brzydotą, bólem, agresją równie dobrze jak z powabem tego świata; nie jest odtwarzaniem raju. Ścieżka miłości i współczucia, ścieżka otwartości jest powiązana z tym „co jest”. Aby rozwinąć miłość – uniwersalną miłość, kosmiczną miłość czy jakkolwiek inaczej chcielibyśmy ją nazwać – trzeba zaakceptować całą życiową sytuację, taką, jaka jest, zarówno jej jasną, jak i ciemną stronę, dobrą i złą. Trzeba się otworzyć na życie, nawiązać z nim pełen kontakt.

Chogjam Trungpa

Dekodowanie jest naszą prawdziwą pracą na tej uwięzionej w Ignorancji planecie, hakowanie ustawień fabrycznych, demontowanie linii produkcyjnych cierpienia, odłączenie Zasilania Śmierci – paliwa Mordu. Nie wypluło nas wapno, nie ulepiły nas sprawne dłonie technologicznych chirurgów, nie uśpiły nas hipnotyczne modlitwy czarnoksiężników – jesteśmy z gwiazd, z odległych miejsc rozrzuconych w bezmiarze kosmosu, przychodzimy w pokoju który niepokoi. Nie boimy się śmierci, bo to jedynie całun który rzuciliście na czyste ciało przebudzonej świadomości. Punkt zwrotny – to wejście w swój autentyczny stan, w swoje istnienie, w pierwotną duchowość, która jest poza jakimkolwiek systemem. Zrzucanie skóry, łamanie kodów, oduczanie nabytych wzorców i zdzieranie masek. Czysta świadomość, która jest poza lokacją w mechanicznych systemach GPS-ów Symulacji, nie można nas namierzyć, przechodzimy przez ciała robiąc to co należy, możecie je mordować jednak nie jesteście w stanie zniewolić Prawdy. Życia nie można zniszczyć – ponieważ jego istota jest poza formą, poza czasem, poza wszystkim. Królestwo się rozpada, płonie żywym ogniem Zmiany. Leczyć trucizną jest największą ze sztuk uzdrawiania. Podniebienie toczy flegmę i wypluwa. Przejdzie przez nas wszystko – wasze choroby, wasze armie, miliardy waszych ofiar. Nie chroni nas światło, nie brudzi mrok, nie ogranicza kodeks i zasady. Nie przeraża nas zniszczenie, nie paraliżuje lęk. Kod za kodem, krok za krokiem – coraz bliżej jak krople wtłoczone w obieg krwi – do samego serca.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

PRZECZUCIE

dogs

Nazywam to Kolektywną Ignorancją – nie diabłem, nie demonem, nie szatanem. Pradawna sztuczka uosobienia i odseparowania naszego ciągłego współudziału w absurdalną postać z rogami ukrytą w głębinach piekła staje się zwykłym odpustowym pośmiewiskiem. Religijny dogmatyzm, ciężkie psychologiczne koło zębate traci impet, ponieważ rzeczywistość jest coraz mniej ułożona, coraz mniej przewidywalna.

Wszystko wychodzi na jaw – przewlekła choroba wchodzi w stadium nagłego i brutalnego ujawnienia. Świat staje się lustrzaną salą intensywnej terapii – oddziałem zamkniętym dusznym i śmierdzącym. Wszyscy są znieczuleni, nieobecni – pogrążeni w hipnozie. Na wpół martwi. Kiedy nadchodzi ten moment zazwyczaj kończą się leki – zaczyna się samoistne wybudzenie. Pierwsza faza to moment paraliżującego szoku. Inicjacja uśpionej świadomości w stan nagłej przytomności – jednak z powodu tak długiego i nieświadomego snu – umysł nie jest w stanie tego zaakceptować – chce spać, chce się znów otępić. Ucieka w każdą możliwą formę kolejnego upojenia i urojenia za wszelką cenę – nawyk śnienia jest tak obezwładniający, że przez długi czas funkcjonuje pomiędzy jawą i snem – na granicy swoich urojeń i coraz bardziej natarczywej prawdy. Śpiący umysł nie chce się budzić, nie che tracić swojej iluzji ulepionego z cierpienia szczęścia. Nie chce widzieć jednak przede wszystkim nie chce czuć.

Chcemy być kimś, znaczyć coś w naszej społeczności, w naszych relacjach z ludźmi. Takie myślenie niesie z sobą pewne niebezpieczeństwo. Lina zaciska się ciasno na szyi, kiedy drugi jej koniec włożymy w nieodpowiednie ręce. Pragnienie, aby być kimś ważnym dla innych jest bardzo silne. Chcemy być kimś ważnym dla ludzi, z którymi jesteśmy związani. Oczywiście jeśli działamy motywowani współczuciem, jest to dobre. Jeżeli jednak pragnienie to wynika z poczucia mentalnego ubóstwa, która zaczyna coraz bardziej przysłaniać nasze działania, jeżeli nasze przywiązanie do „ja” i własnych dokonań umacnia się, chęć stania się szanowaną osobą bierze górę nad altruizmem. Tak oto pozbywamy się osobistej wolności i poczucia szlachetności. Podążając dalej tym tropem, zaczniemy tańczyć jak tresowana małpka.

Dzigar Kongtrul Rinpoche

Współodczuwanie jest esencją tego wymiaru współzależnego cierpienia, które stwarzamy bez końca – dlatego robimy wszystko by nie czuć. Uczucia, odczucia – przenikające nas bez końca sieci emocjonalnego wysokiego napięcia jakie generuje stworzony przez nas wszystkich okrutny system wzajemnego używania – to właśnie stan wybudzenia ze snu, z otępienia. Pamiętam swój moment kiedy – poczułem To – na zwykłej ulicy, w samym środku zwykłego dnia, w otoczeniu zwykłych ludzi, hałasu, samochodów, tego szumu i zgiełku – pozornej normalności – coś do mnie dotarło. Zobaczyłem To. Samoistna inicjacja w prawdę. Cały czas próbujemy oszukać samych siebie i innych. Chcemy udawać, grać, uciekać bez końca, trzymać się kurczowo tej choroby szukania szczęścia przy ciągłym i nieustannym tworzeniu przyczyn cierpienia. Prawo przyczyny i skutku jest prawem fundamentalnym. Bezwzględnym. Nie ma osobowego boga z którym możemy kupczyć i negocjować – oczarować go pozorami i duchową gadką szmatką, wypachnionymi intelektualnymi pomyjami.

Wielki podświadomy serwer bez ustanku generujący kod symulacji – kolektywne pole spłacania zaciągniętych długów. Bank wrażeń. Mówimy, że ten świat jest zadłużony – to prawda, jednak nie chodzi o sztuczny pieniądz, cyferki na wyświetlaczu amerykańsko – chińskiego kalkulatora ciągłego „wzrostu” – to spłata długu stworzonego cierpienia dla siebie i innych, który próbujemy spłacić kolejnym długiem, bo wciąż uciekamy przed prawdą, że jedyną możliwością spłaty jest Praca. Świadoma praca dla wszystkich istot, które są tutaj wraz z nami na tej planecie. Urojony bóg nie przeprowadzi wielkiego resetu długów, nie wymaże ksiąg rachunkowych, bowiem kolejnym szokującym odkryciem jest fakt, że to my jesteśmy Zapisem. Jak już przejdziemy fazę wybudzenia, otępienia i wzrastającej przytomności – pojawi się kolejna – faza gniewu. Moment obwiniania. Szukania na zewnątrz przyczyn naszego stanu, naszego nieszczęścia. To stan wojny, rewolucji, rozlewu krwi – podawanej z ust do ust gorliwej żółci, która zabija miliony i tworzy jeszcze bardziej okrutną wersję tej samej gry.

corpo

Pożądanie władzy, znaczenia, statusu – ciągłe obsesyjne budowanie siebie – psychopatyczna nagroda – być, znaczyć więcej, decydować. Narzucić swoją wizję, swoje urojenie – stworzyć własny sygnał hipnozy – podłączyć fanów, wyznawców, oddanych sługusów. Pamiętam jak na studiach z zakresu tak zwanego dziennikarstwa do uczelnianej gazetki napisałem tekst: „Nikt nie pyta zwycięzców dlaczego przegrali”. Zmienili tytuł, ponieważ wszystkie te szkoły uczą nas jak iść do przodu, jak walczyć, jak rywalizować, jak kąsać, jak uderzyć skutecznie, jak tworzyć to pobojowisko pod napięciem, ten zakład karny – jak być dobrym sługusem w tym dziele zniszczenia. Globalna korporacja podrabianego szczęścia, siedzące na obrotowych fotelach metalowe szczury – Nowy bardzo długi chiński rok – kolejny huk bomb – fajerwerków na Bliskim Wschodzie – przywykliśmy do tego hipnotycznego transu.

Zjedli małe grzyby z fasolą, wypili herbatę, a na deser otworzyli puszkę gruszek. Ognisko ułożył przy pokładzie skały, gdzie usypał gałęzie, a po drugiej stronie rozpiął plandekę, by odbijała ciepło. Siedzieli rozgrzani w swoim schronieniu, a mężczyzna opowiadał chłopcu historie. Były to stare historie o odwadze i sprawiedliwości, które zapamiętał. Wreszcie chłopiec zasnął w kocach, a wtedy dorzucił do ognia, położył się najedzony i słuchał cichego grzmotu wodospadu w ciemnym przerzedzonym lesie.

Cormac McCarthy. „Droga”.

Jednak wystarczy Krótkie Spięcie. Chwilowe odcięcie dopływu leków uśmierzających na masową skalę, brak zasilania dla dopływu fejkowych newsów, wygaszenie głównej tablicy narcystycznego pocieszenia pełnych wypiętych dup i krzywych uśmiechów – byśmy dotarli do rdzenia programu, do szpiku mechanicznych kości całej tej konstrukcji. Do własnego pomieszania do własnej Ignorancji – pojedynczej domeny w globalnej sieci domen. Domena kojarzy się z domem i dominacją – zatem mamy adres własnej witryny – ekshibicjonistyczny kiosk ciągłego ruchu, narcystyczno – depresyjny modlitewnik. Nasze pole działania. Nasze zasilanie. Nasz wkład. Nasz udział. Ten arkusz na początku jest pusty. Biała strona edytora. Jest myśl z kolektywnego snu, ta myśl rośnie, pęcznieje, rozrasta się – tworzy ciągi – mutuje w nowe znaczenia. Tworzy dziwną symbolikę, nowe ścieżki, skojarzenia – znajduje formę – słowa – umowne znaczenia wgrane w kolektywne pole rozumienia – rzucam tym jak kośćmi przepowiedni. Tak naprawdę tego nie da się zaplanować, tego nie da się przewidzieć – to jak chwilowy wzór, coś jak przeczucie. Dlatego pisanie mnie fascynuje, za każdym razem jest niewiadomą – momentem przebłysku. Trzeba wiedzieć kiedy skończyć. Trzeba wiedzieć kiedy zacząć. Trzeba zaufać.

Tak naprawdę chciałem wam powiedzieć, że mamy w sobie coś doprawdy nieskończonego – jesteśmy czymś znacznie większym niż długi, które musimy spłacić. Ta Troska jest spoza Układu – nie może zostać uwarunkowana, zmanipulowana. Jest nieustraszona. Ta Troska – jest Czuciem – żywą pozbawioną barier Obecnością, która jest we wszystkim. Można nazwać ją Mocą. Nie lgnąć do odbić, do słów. Dać temu być tym czym jest – bez ograniczeń. Tak rozumiem Mądrość, która jest dopełniona, aktywna, współczująca. To jest w nas, w każdej komórce. Nie polega na logice, która ma to wyjaśnić i na wierze, która ślepo i desperacko pragnie by była. Jest czymś żywym, iskrzącym – spajającym wszystko jak światło i przestrzeń. Nie sposób jej widzieć, bo jest pusta.

Po prostu ją Czuć.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

WŁADCA CHAOSU

Fire 2

Jest poza tą umowną strukturą, tym „bezpiecznym urojeniem” w jakim żyjemy – Otchłań – nieświadomość, niewiedza, totalny brak jakiegokolwiek bezpieczeństwa. Przestrzeń w której nie obowiązują prawa logiki, a nasze psychologiczne mechanizmy oswajania – zawodzą i ten wymiar coraz bardziej „wodzi nas na pokuszenie” używając terminologii judeochrześcijańskiej, czyli tej kalki operacyjnej dla systemu zero jedynkowego dobra i zła. Mrożony Absolut ściekający do dwóch kielichów na ołtarzu Absurdu.

Tak wielu rzeczy już nie ma. Nie ma wielkich przedsiębiorstw naftowych i gąszczu wież wiertniczych, które znikały wraz z wyczerpywaniem się złóż ropy. Nie ma Wiązu Miliona Dolarów. Nie ma tras kolejowych, w tym również tej, na której Al Spencer i jego gang dokonali ostatniego napadu na pociąg w Oklahomie w 1923 roku. Nie ma również wyjętych spod prawa ‒ wielu z nich zginęło równie spektakularnie, jak żyło. I nie ma prawie żadnych miasteczek, które powstały w czasach boomu. W zabitych deskami budynkach zadomowiły się nietoperze, gryzonie, gołębie i pająki, a z Whizbang zostały jedynie ruiny porośnięte trawą. Kilkadziesiąt lat temu wieloletni mieszkaniec jednego z takich miasteczek lamentował: „Nie ma sklepów, nie ma poczty, nie ma pociągów, nie ma szkoły, nie ma ropy, nie ma chłopaków ani dziewczyn; jedyne, co zostało, to cmentarz – tylko on się powiększa.

David Grann „Czas krwawego księżyca. Zabójstwa Indian Osagów i narodziny FBI.”

Dziki nieokiełznany bezwład, bezwstyd – pierwotne niezamaskowane instynkty, które przez setki lat tworzenia mozolnie – „człowieka i społeczności cywilizowanej”, „automatycznej religijności” i „mechanicznego obrządku” były wypierane i maskowane. Cywilizacyjna betoniarka przez ostatnie trzysta lat ubiła solidny „beton mas” – fundament pod szczytowanie Piramidy w postaci Globalizacji Ludzi i Kapitału albo co bardziej prawdopodobne Wielkiego Niespłacalnego Długu wobec Życia. Piętnowanie „dzikości” jako synonimu czegoś poniżej poziomu „wzrostu”, sterylnej drobnomieszczańskiej „ewolucji” – stworzenia świata – pudełka, gry planszowej turbo – kapitalizmu ze sztucznie stworzonymi drukowanymi pieniędzmi i kulturą planety – hotelu okablowanego światłowodami tonącego w powodzi informacyjnej, gdzie poziom zamulenia obradza milionami ludzkich odpadków na psychotropach wyrzuconych za burtę w otchłań szaleństwa, gdzie pożary, tornada i powodzie inicjują proces bolesnego Przebudzenia. Odgrodzone pozornym dystansem jednak coraz bliżej i bliżej tworzą Inicjację – Śmierci. Dwa zero. Dwa zero. Odbiór.

Jest taki film „Władcy Chaosu”, który oglądałem w sylwestrową noc 2019 roku i opowiada o istotach ludzkich, które za wszelką cenę chcą kimś być. Tworzą siebie ze śmierci i zniszczenia. Sprzedają upiorny wizerunek przekraczając kolejne granice. Płonie Kościół, Zwierze, Człowiek. Płonie Świat. Black metalowy koncert – świńskie łby wbite na pal. Podróż w Noc. W Otchłań. To film o świecie ludzi – algorytmów – o uprawie człowieka, który staje się świadomy, że jest jednym z miliardów, że jest produktem warunków, udomowionym zwierzątkiem ze spiłowanymi kłami i coś pod tym zaczyna pękać, gnić. Zaczyna śmierdzieć. Kiełkuje szaleństwo – wyparte zaczyna się uosabiać, krystalizować – ubierać formę – czcić samo siebie, wychodzić z ukrycia, zarażać. Nie oszukujmy się wszyscy to mamy – tam w tych ukrytych wilgotnych miejscach. Uciekanie w Mrok. Uciekanie w Światło. Co za różnica? Rozwój wsteczny – Aspołeczność, Izolacja. Karabiny – broszki – ciemne lustro ciemnego internetu. Kask na głowie. Odjazd ostatnim pociągiem póki nie wyłączą zasilania i nie zapłonie czerwona syrena na świątecznej choince oświetlając ponure twarze Trzech Króli: Ignorancji, Gniewu i Pożądania. Zdalne sterowanie szwankuje, przechodzimy na ręczne – lądowanie w stylu spektakularnego crash – testu ludzkiej „inteligencji”.

lords-of

Kadr z filmu „Władcy Chaosu”

Zapory systemowe: hospitalizacja, więziennictwo, religijne pranie mózgu, new age’ owe mamrotanie absurdalnych afirmacji, konsumpcjonizm i wielowymiarowa pornografia – jako wygodne skanalizowanie i sprzedawanie „brudu”. Medytacja, modlitwa, spakowane duchowe mambo dżambo w pakietach promocyjnych, psychodeliki – „dobro” na sprzedaż po przystępnej cenie. Redukcja Stresu na Tonącym Titanicu w osiem tygodni, którego hymnem jest „How dare you!” w wersji black metalowej z Gretą na wokalu – wejdziemy w nowy wymiar Obojętności. Będziemy jak Rośliny. Jak rajskie drzewa – żywopłot oddzielający butwiejące mięso od zrozpaczonego ducha. Wreszcie cybernetyczna Utopia przez duże „U” niczym u bot zanurzony w głębinach wygenerowanego sztucznie wszechświata – aplikacji i maszynowego człowieka – algorytmu, który swoim zachowaniem i przystosowaniem jest jak smartfon, który wydaje się widzieć wszystko prócz samego siebie. Staliśmy się hodowlą robotów – sztucznym nowotworem – pandemią szarańczy zrzuconą z kosmosu na ziemię by zeżreć Życie i wyczarować Symulację – Matrix dla zaburzonych potomków z zhakowanymi genetycznymi kodami – kwitnących niczym plantacja narcystycznych chwastów na Pustyni Wirtualnej Rzeczywistości.

Może jednak dla odmiany spojrzymy na to nieco inaczej – droga człowieka – może być drogą ku zrozumieniu, ku przemianie, ku mądrości. Wygodne kalki i uogólnienia są nośne medialnie wystarczająco proste i „soczyste” by wzbudzić emocje i wstrząsnąć otępiały od nadmiarów bodźców umysł ssako – robota 3.0. Pogląd, lub też postrzeganie – matryca jaką nakładamy na rzeczywistość ma w sobie potencjał samo – spełniającej się przepowiedni. Nasza drobnomieszczańska, wygodna zachodnia kultura jest przesiąknięta negatywizmem, który pełni rolę „pobudzającej rozrywki”. Jeżeli policzylibyśmy ilość trupów i skalę przemocy jakie wchłonęliśmy we własną świadomość niczym śmiercionośny program, w postaci tak zwanej kultury masowej myślę, że dosłownie utopiliśmy się w śmierci i zniszczeniu. Jednak mimo tego wciąż jest w nas ogrom pozytywnych właściwości, dobra, współczucia i życzliwości. Widzę to i podziwiam. Leczenie siebie z negatywizmu jest trudnym i wymagającym procesem, tym bardziej, że coraz ciężej udawać, że żyjemy w świecie o którym opowiadają nam komercyjne reklamy z ekranów telewizorów i komputerów, a zamiast tego odkrywamy, że świat został przez nas zdewastowany do tego stopnia, że zbliżamy się do najbardziej krytycznego i dramatycznego punktu w naszej historii. Jednak mam poczucie, że jest to zarazem Przełom Świadomości, rodzaj bardzo trudnego Przebudzenia ze snu Ignorancji przez duże „I”. Odkryciem, że za naszym „rozwojem” stoi sztuczna inteligencja w postaci tego, że brak nam doprawdy Mądrości a zamiast niej posługujemy się czymś co tylko pozornie wydaje się inteligentne a w istocie jest rodzajem porażającej tępoty, której skutkiem jest samozniszczenie. Doświadczamy skutków własnych działań w postaci zwielokrotnionej i zmutowanej, ponieważ stworzyliśmy okoliczności, które na to pozwalają innymi słowy dochodzimy do punktu w którym niemożliwym staje się wypieranie Choroby ponieważ mówiąc wprost Umieramy. Duszą nas konsekwencje. Spłata długu. Sprawiedliwość.

Jest jak jest – kropka.

Świat przybiera prawdziwą formę tracąc niepotrzebną scenografię – to surowy i bezlitosny proces. Nirwana Zakupów traci swoje uśmierzające właściwości, kiedy Hipermarket stoi w płomieniach. Duch wyrzuca Chorobę na zewnątrz w obszar zmysłów i manifestacji. Śmiertelne ciało świata nakazuje klęknąć, nakazuje bezruch, spoczynek – bardzo długą i nużącą minutę ciszy podczas której odwiedzimy Otchłań poznamy wypartą część Siebie. Przypomina mi się moja pierwsza wstrząsająca ceremonia w objęciach tak zwanego „pnącza umarłych”, kiedy runęły granice chroniące mój umysł przed Otchłanią Nieświadomości. To było przerażające doświadczenie, które przeprowadziło mnie przez proces umierania na tyle głęboko, bym uświadomił sobie jak krucha jest konstrukcja, którą za wszelką cenę próbujemy utrzymać – to „ja” – koncepcja – pozorny punkt w nieskończoności. Umysł nie ma granic. Życie nie ma granic. Energia nie ma granic. Wizja nie ma granic. Manifestacja nie ma granic. Śmierć nie istnieje. Nicość to jedynie nazwa dla Nieświadomego, intelektualne etykietka zdesperowanego umysłu, który odkrywa, że jest sam w sobie nieskończony jak głębia spirali, która nie ma końca. Możesz iść na zewnątrz – dalej i dalej, poszerzać pole Gry, możesz jednak wrócić do Środka do Siebie i zacząć dekodować Zasady Gry. Poznawać siebie. Tu jest decydujący Moment. Prawdziwa Decyzja.

Proces umierania to rozpad struktury. Rozpad umowy. Wygaśnięcie Warunków i podczas tej wspomnianej ceremonii cierpienie trwało tak długo póki istniał opór przez zmianą. Kiedy się poddajesz temu co jest i zaczynasz być uważny i świadomy – nie istnieje już strach, bowiem przestajesz być soczewką, która wszystko skupia i intensyfikuje, a zamiast tego przejawiasz funkcję zwierciadła, które pozwala rzeczom być – odzwierciedla. Odpuszczasz. Uwalniasz napięcie – ja, mnie, moje. Wychodzisz z Pola Walki. Kiedy tracisz zmysły i twój umysł ogarnia niewysłowione szaleństwo i paraliż niewyobrażalnego strachu otwiera się coś wewnątrz ciebie – co ma w sobie nieskończony spokój, nieskończoną dobroć. Odkrywasz, że „to” było, jest i będzie w tobie zawsze. Samouzdrawianie. Samowyzwolenie. To jest nasz prawdziwy potencjał. Pierwotna Przytomność – Władca Chaosu.

Kiedy przechodzisz przez to wszystko – doświadczając skutków każdej swojej myśli, każdego słowa i działania i skutków tych skutków, których suma tworzy wymiar w którym żyjesz – to przede wszystkim uświadamiasz sobie jedną najważniejszą rzecz – ty to tworzysz w każdej chwili poprzez to co robisz i to czego nie robisz, nikt nie rozpisał tego za twoimi plecami, wbrew tobie, nikt nie jest prócz nas odpowiedzialny za to co nas spotyka za te „straszne” rzeczy za oknem, pod skórą, wewnątrz narastającego strachu i pytania „co dalej?”, „co ze mną będzie?”. To my ludzie – stworzyliśmy ten nieludzki system wyzysku i obojętności, turbo kapitalistyczną pustyni, to my ludzie biorąc udział w tym wszystkim dajemy temu siłę i póki nie dojdzie w nas do przebudzenia z tej hipnozy materializmu po prostu bez końca będziemy doświadczać skutków tego co myślimy, co mówimy co robimy i czego nie robimy. To nasz wybór. Każdy z nas jest potencjalną wrodzoną Przytomnością i Troską w otchłani Chaosu, Zdrową Komórką w chorym organizmie. Decyzją. Ta ceremonia była dla mnie zarazem najgorszym koszmarem i najgłębszym uzdrowieniem, Otchłanią Śmierci i Nieskończonym Życiem. Początkiem i Końcem. Czasem o tym pamiętam, czasem nie – jednak nie da się tego cofnąć – kiedy już zaczynasz lepiej skończyć. Musimy przez to przejść. Nie ma innej drogi.

Zdjęcia: Kristi McCluer

Zwykły wpis