PIRACKIE OPOWIEŚCI

SAMOUWIELBIENIE

We współczesnych społeczeństwach, począwszy od XVIII wieku, „historia” oraz „przyszłość” stały się substytutami chrześcijańskiego nieba – sława, znakomitość, nawet niewielki rozgłos – wszystko, cokolwiek gwarantuje choćby przypis w księdze historii, tworzy cząstkę nieśmiertelności. Żądza władzy nie jest po prostu rodzajem świeckiej próżności – ma wymiar religijny dla tych, którzy już wcale nie wierzą w tradycyjne życie pozagrobowe. (Szczególnie łatwo można to zauważyć u przywódców politycznych.) Opinia publiczna ściele drogę do nieśmiertelności, a specjaliści od public relations grają role współczesnych kapłanów. Być może posiadanie własności lepiej niż cokolwiek innego zaspokaja łaknienie nieśmiertelności i stąd wywodzi się właśnie siła nastawienia na posiadanie.

Erich Fromm – Mieć czy Być ?

Wynaturzonym humanizmem nazywam kult człowieka – boga w którym żyjemy i którym się karmimy. To jest wirus wysoce objawowy, którym zakażamy się poprzez obcowanie z ciągłą i nieprzerwaną Infekcją Mass Mediów, ponieważ to jest środowiskiem człowieka XX i XXI wieku, to jest jego współczesną dżunglą pełną dzikich bestii i bezlitosnej walki o wpływy. Informacja – rozrywka jest ropą współczesności, a Internet to Fabryka Kontentu, gdzie tankujemy każdego dnia do pełna, aż po samo głębokie gardło. Dobrym przykładem jest szalenie popularna gala Fame MMA, gdzie współcześni celebryci internetowi o ogromnych zasięgach i wpływie na młode i najmłodsze pokolenie biją się po mordach w klatce. Stają się gwiazdami na firmancie cywilizacji upadku, jej zmutowanym i wynaturzonym obliczem, ucieczką w porażający bezwład, smutny bezsens i bezdenną pustkę, która trawi w sobie ostatnie resztki tajemnicy. Wszystko musi zostać spenetrowane, skonsumowane, rozebrane, wyjaśnione, przetrawione i wydalone wprost na stół tej ostatniej wieczerzy, która jest niczym innym jak imprezą na tak zwanej pełnej kurwie cywilizacji w fazie porno.

Pierwsze rzędy apostołów to Kontrolerzy, ludzie widma – no nejmy, których nigdy nie widać na zdjęciu tej reprodukcji. Uszyli ten temat nieskończoną mocą swoich niewidocznych wpływów podczas okultystycznych zjazdów absolwentów tajnych bractw. Ponieważ czy chcemy tego czy nie ktoś zawsze sadzi ziarno i podlewa, dba o odpowiednie warunki wzrostu dla modyfikowanej na swoją modłę hodowli. Każdy współczesny trend gdzieś się rodzi i aby mógł zainfekować masy musi się przebić przez nieskończoną sieć zapór. Trzeba go wgrać w system, zrobić przysłowiowego wirala. Śmiejemy się z iluminatów i raptyli, śmiejemy się z tego, bo to jest śmieszne, takie głupie, takie dziecinne, takie dobre do beki przy podziwianiu gali fejmu, temat staje się memem, pośmiewiskiem foliarskiego odłamu kompletnie irracjonalnej ludzkości, która w większości jest przecież racjonalna, logiczna, taka jest cała umoczona w tym Programie. Jedna rzecz stała się bardzo oczywista w ostatnim czasie – tym można już sterować jak grą, implementować globalne ruchy na całej planszy, ruchać pionkami podług woli, przestawiać pola, zmieniać zasady, nadpisywać reguły, spuszczać się na twarz bez wstydu podczas transmisji mszy – adoracji krwią milionów baranów zarżniętych bez najmniejszego ruchu powieki. Na zimno.

Jeżeli ktoś tego nie widzi, musi zdjąć ten VR – owy kask z mózgownicy, otworzyć prawdziwe oczy, spojrzeć na rok 2020. W tarocie XX to jest Sąd, mamy podwójny Sąd – wewnętrzny i zewnętrzny. Mamy Przeorganizowanie Układu, który nigdy nie wydarzył się w takiej skali. Kolejna karta to jest XXI – Świat. A zaraz po niej jako 0 – Głupiec. To tutaj mniej więcej jesteśmy. To jest ten punkt w Grze. Spójrzmy na to samo z perspektywy Księgi Przemian. 20 to Kontemplacja – wiatr wieje nad ziemią, spoglądanie w górę. Obserwowanie. Rozważanie i analizowanie. Siła osobowości. Czas przed podjęciem ważnej decyzji. Czas To przemyśleć. 21 – Przegryzanie. Grom i błyskawica. Strzeż się obłudy, zdrady i fałszu.

W zrozumieniu modus posiadania może pomóc odwołanie się do jednego z najbardziej znaczących odkryć Freuda, że wszystkie dzieci po przejściu okresu zwykłej biernej receptywności – po którym następuje okres agresywnej, eksploatatywnej receptywności – przed osiągnięciem dojrzałości, przechodzą jeszcze fazę nazywaną analno-erotyczną. Freud odkrył, że właściwości tego okresu często dominują później w rozwoju osobowym, prowadząc do rozwoju charakteru analnego, tzn. właściwego dla osób, które większość energii życiowej kierują na posiadanie, oszczędzanie, zbieranie pieniędzy i rzeczy materialnych, a także uczuć, póz, słów i energii.

Erich Fromm – Mieć czy Być ?

Wróćmy do naszych jaśniejących zblazowanych gwiazd na mrocznym całunie zadymionego myślobytami nieba pokrywających nieboskłony naszych cyfrowych odbiorników, ludzi wirusów wędrujących przez kable i fale, których wpuszczamy do naszego życia, ciała i umysłu. Kontemplujmy ich mądrości w skupieniu i z powagą, nawet wtedy kiedy są takie przecież zabawne, beztroskie pełne tej współczesnej bełkotliwej nowomowy dwójmyślenia. To skompresowane do małych kompatybilnych z systemem rozmiarów programy, które wgrywają się błyskawicznie jeden za drugim, ponieważ teraz są ich miliony i są tacy jak my, są z ludu, z masy, z bloku, podwórka. Żyją tylko krótką chwilę, jak ćmy które płoną w płomieniach krótkiej i intensywnej uwagi. Dostają chwilę atencji i zdychają karmiąc się do samego końca tą jedną krótką chwilą, że ich życie coś znaczyło, wybili się na pikującej krzywej, któregoś tam masowego wymierania wszystkich gatunków. Zapisali się drobnym bajtem w kronice akaszy w kolektywnej gatunkowej matrycy, w zamulonym komputerze kwantowym wszechświata, który zmontował jakiś kolejny okrutny demiurg z manią wielkości i tym narcystycznym mottem: nie będziesz czcił bogów innych przede mną.

Innych nie. Będę czcił samego siebie. I co ty kurwa na to! Ha! A kuku frajerze! Ctr Alt Del! Enter! Weszliśmy w Nowy Wymiar. Głupiec jedzie uberem komfort z psem który kąsa go po jajach. Jest zadowolony, uśmiechnięty, bo może wszystko. Ma w tobołku tablet i smartfona czyli taki sprytny telefon do wszystkiego. Leci na Karaiby gdzie wali serię dobrych samojebek podczas orgietek i bankietów, podziwia slumsy, biedę i rozkład, wchodzi na Jezusa w Rio z patykiem w ręce, rusza na safari zajebać kilka lwów, jest w dolinie śmierci kiedy termometr wskazuje 666 stopni faren hejta i na asfalcie robi jajecznicę z bekonem i oliwkami, co przynosi mu kilkaset tysięcy nowych falołersów na insta. Mielone statystyczne mięso. Zapraszają go na Szczyt Ziemi, gdzie czyta z zegara ile nam jeszcze zostało czasu na zabawę bez obostrzeń i limitów. Porusza masy, wzrusza miliony, kasuje tryliony. Staje się ostatecznie produktem na giełdzie, całą chińską fabryką merczu, gdzie małe chinki i mali chińczycy robią kubki, miśki, smycze, koszulki, czapki i buty. Drukuje obligacje. Staje się wyrocznią z Matrixa, która piecze ciastka i mówi wam wszystkim, że nie jesteście wybrańcami. Jesteście niczym. Pokarmem do karmienia pasożytów. Płatnikami podatków. Ciałami do szczepienia, pełzającą martwicą mózgu, odbiornikami podłączonymi do sieciowego systemu kanalizacji. Sedesem do którego można się zesrać w każdej chwili tym namnożonym zarobaczonym gównem, z którego lepi zmyślnie każdy swój produkt.

To on siedzi w centrum wieczerzy ze złotym gralem Uwagi. Karmiciel współczesności, wielki pojemny żołądek pełen soków trawiennych, obiecane niebo – soczystej rozkoszy, gdzie wszystko staje się tą łatwostrawną masą biernej receptywności, którą można ugniatać jak się chce i pozyskiwać wszystkie składniki odżywcze, by Gra mogła się toczyć osiągając nowe poziomy pogardy. Nie myśl! Ciesz się życiem! Korzystaj z całego dobrodziejstwa inwentarza! Potakuj kiedy trzeba, płać co musisz, szczep się w terminach, weź udział w tym spisku powszechnym kiedy przyjdzie rachmistrz w mundurze systemu i rozkładanym długopisem pałki teleskopowej. Wszystko jest dobrze, wiemy co robimy, bo robimy wszystko co trzeba, byś był martwy i żywy jednocześnie jak ten kot dopóki nie otworzymy czarnej skrzyni po przelocie i wszystko się okaże. Na razie bądź statystycznym nikim, baw się tym kałem. My wszystko załatwimy za ciebie, całe twoje marne życie petenta, podatnika, wyborcy, odbiorcy, podmiotu – przedmiotu. Obejrzyj nową galę FAME postaw jakieś zakłady, wszystko będzie dobrze jak już skończymy szczepienia, pojedziesz do kurortu, na wulkan, gdzie chcesz.

Wybór przecież należy do ciebie.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

PODDAŃSTWO PROJEKCJI

Człowiek z ludu jest winny składać hołd królowi. Takie jest prawo. Ponieważ jest to prawo, niszczy wolność i zniewala. Pod jarzmem tego prawa, człowiek musi zaniechać używania swojego umysłu, swojej mowy i swoich czynów. Ludzie muszą wierzyć, że są warci mniej niż król. Zauważ, że w przeciwieństwie do reguł, nie ma prawdy w prawie. Jest całkowicie możliwym okazać brak szacunku dla króla i w ten sposób złamać prawo. Prawo musi być egzekwowane siłą, ponieważ nie ma w nim prawdy. Prawo niszczy wolność, bo jest kłamstwem. Reguły natomiast tworzą wolność, ponieważ są one wiedzą.
To co niszczy wolność, jest złem.

Jeremy Locke — End of All Evil

To w czym obecnie jesteśmy to tak zwany Próg. Doświadczenie progowe ma naturę inicjacji w pierwotny stan mądrości, w przekroczenie narzuconego ograniczenia. Musimy iść naprzód. Ponieważ ten system nie ma już praktycznej funkcji staje się niczym innym jak nawykiem, automatyzmem. Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy na tej planecie coraz więcej istot przekracza program, który zarządza i kontroluje tą „rzeczywistość”. To jest masa krytyczna, nabrzmiały potencjał Zmiany. Sztuczne powstrzymywanie tego jest łamaniem pierwotnej zasady rozwoju. Kiedyś w przeszłości tych „wywrotowych” jednostek było stosunkowo mało, pełniły raczej rolę pewnej zapowiedzi manifestującego się potencjału. Kolektywna Ignorancja tropiła tych ludzi i likwidowała z okrutną determinacją, ponieważ nosili w sobie bardzo niebezpieczną Moc. To jest wiedza o możliwości Wyzwolenia. Teraz tak zwany system nie jest już w stanie nad tym panować, dlatego mamy do czynienia z tak drastyczną manipulacją. Prawdziwą pandemią jest pandemia wolności i tego boją się najbardziej ci, którzy czerpią zysk i żyją dzięki zniewoleniu istot ludzkich.

Nasz kolektywny umysł został zaprogramowany na podległość i status niewolnika. Rodzimy się w matrycy, która uznaje, że zawsze istnieją tacy, którym musimy się podporządkować, uhonorować ich status władcy. To myślenie mutowało w tak zwanym czasie. Obecnie w dobie społeczeństwa masowego, którym rządzi biurokracja i uprzywilejowany kolektyw namiestników, których wybieramy na zasadzie „wolnych wyborów” i którzy żyją i funkcjonują dzięki kradzieży zwanej podatkiem i niepoliczalnych opłat, niejako żywimy własnych oprawców, którzy regulują tak zwane prawo w taki sposób by zagwarantować sobie ciągłość panowania. Czynnikami, które są niezbędne to manipulowanie naszą świadomością poprzez skolektywizowane masowe media, aparat przemocy i perswazji w postaci władzy sądowniczej i wykonawczej oraz globalizacji, która tworzy siły ponad siłami, układy ponad układami. Jedyną zasadą władzy i jej celem jest sama władza. Obecnie ludzie, którzy kompletnie i przez lata funkcjonują w zupełnie innej rzeczywistości niż większość tak zwanych wyborców wymyślają zasady życia dla ciebie czy dla mnie, które zamiast upraszczać wszystko komplikują. Chodzi o to by utrzymać większość społeczeństwa w przymusie walki o byt, ograniczyć ich czas i możliwości do tego stopnia by nigdy nie przyglądali się temu w czym tak naprawdę żyją i jak to funkcjonuje.

System wzajemnego przywileju tworzy zupełnie osobną strukturę organizacyjną, hermetyczny świat zarządców i ich zrytualizowanego języka, który jest kompletnie abstrakcyjny i nienaturalny i funkcjonuje na zasadzie zaklinania rzeczywistości. Nazywam to Klątwą. W praktyce chodzi o to by zawładnąć ciałem i umysłem. Potrzebą rozumienia i potrzebą wiary. Częścią działania, aktywności i częścią wrażliwości i receptywności. Ciało i umysł mają żyć podług gotowego wzorca, funkcjonować w wyznaczonych ramach świeckich i religijnych. To są tak zwane ustroje. W naszym wypadku matryca „demokracji” i „chrześcijaństwa”. Kościół i Urząd to dwie ręce tego samego ciała w niektórych wypadkach jest to Państwo i Nauka, która stanowi nową globalną religię, jest współczesnym nowoczesnym kapłaństwem. To jest ta sama zasada jaka funkcjonuje tu od tysiącleci. W praktyce chodzi o skomplikowanie i stworzenie jak najbardziej złożonych i niezrozumiałych systemów percepcji rzeczywistości opartej na aktywności umysłu oraz na manipulacji wiedzą o naturalnych prawach i cyklach. Ponieważ prawdziwą władzą jest wiedza. Zawsze tak było.

Skolektywizowana i masowa edukacja jest systemem wdrażania w system, nauki w jaki sposób skutecznie umacniać i wspierać całą tą nienaturalną strukturę czerpiąc z tego zyski i dbając o swój status. Najważniejsza jest lojalność i posłuszeństwo, ponieważ to te czynniki decydują o tak zwanym dobrym i bezpiecznym życiu w tym Układzie. Zawsze widoczne jest jego prawdziwe oblicze, kiedy dochodzi do prawdziwego podważenia czy zakwestionowania samego systemu, wówczas ukazuje on swoją prawdziwą brutalną twarz. Możesz wszystko do momentu, kiedy nie dotykasz samej esencji zniewolenia, wówczas dotyka cię cały ukryty aparat represji i zazwyczaj ma to postać publicznego upokorzenia, stajesz się więźniem, kimś potępionym, pośmiewiskiem, przestrogą. To co za tym stoi i tym zarządza jest NIELUDZKIE.

Umownie możemy nazwać to SZTUCZNĄ INTELIGENCJĄ, która jest zimnym i wyrachowanym opartym na najbardziej prymitywnych odruchach i instynktach MÓZGOGŁOWIEM. To konstrukt umysłu, który ma naturę pasożyta i potocznie nazywany jest EGO. To nieistniejący realnie byt, który zawładnął naszą świadomością na poziomie jednostki i masy. To UMYSŁOWA NARRACJA, która uwierzyła, że jest podmiotem zdarzeń, osobą, czymś co istnieje realnie. To GŁOS w naszej głowie, który bez ustanku ocenia i wartościuje każde doświadczenie, każdą myśl i tworzy nieskończone abstrakcyjne wyobrażenia na temat rzeczywistości. Wszystkiego używa instrumentalnie. Nasze myślenie zasilane jest energią ciała, a nasze ciało jest żywą i wrażliwą inteligencją, która nie tworzy abstrakcyjnej matrycy, a zamiast tego po prostu jest OBECNE. Dominacja umysłu powoduje, że brak nam energii i brak nam obecności, w pewnym stopniu jesteśmy nieprzytomni, wciągnięci w nieskończony nigdy film umysłu. Dlatego nie widzimy co się dzieje, widzimy swoje projekcje, a nie rzeczywistość.

Zdjęcie: Marion Ettlinger/Corbis Outline

Ponieważ jest jeszcze coś, co jest dziwne, ale prawdziwe: w codziennym okopie dorosłego życia, nie ma czegoś takiego jak ateizm. Nie ma czegoś takiego jak nie oddawanie czci. Wszyscy oddają cześć. Jedyny wybór, jaki mamy, dotyczy tego, co czcimy. A nieodpartym powodem, dla którego warto wybrać jakiegoś boga lub duchową rzecz do czczenia – czy to JC czy Allaha, czy to YHWH czy wiccańską Boginię Matkę, czy Cztery Szlachetne Prawdy, czy jakiś nienaruszalny zestaw zasad etycznych – jest to, że prawie wszystko inne, co czcisz, zje cię żywcem. Jeśli czcisz pieniądze i rzeczy, jeśli to w nich upatrujesz prawdziwego sensu życia, to nigdy nie będziesz miał dość, nigdy nie poczujesz, że masz dość. Taka jest prawda. Czcij swoje ciało, piękno i powab seksualny, a zawsze będziesz czuł się brzydki. A kiedy czas i wiek zaczną to pokazywać, umrzesz milion razy, zanim w końcu cię zasmucą. Na jednym poziomie, wszyscy już to wiemy. Zostało to skodyfikowane jako mity, przysłowia, klisze, epigramaty, przypowieści; szkielet każdej wielkiej opowieści. Cała sztuka polega na tym, aby utrzymać prawdę na pierwszym planie w codziennej świadomości.

Czcząc władzę, w końcu poczujesz się słaby i przestraszony i będziesz potrzebował coraz więcej władzy nad innymi, aby znieczulić się na swój własny strach. Czcząc swój intelekt, będąc postrzeganym jako inteligentny, w końcu będziesz czuł się głupi, będziesz oszustem, zawsze na granicy bycia odkrytym. Ale zdradliwą rzeczą w tych formach kultu nie jest to, że są złe czy grzeszne, ale to, że są nieświadome. Są to ustawienia domyślne.

To rodzaj kultu, w który stopniowo wpadasz, dzień po dniu, coraz bardziej selektywnie podchodząc do tego, co widzisz i jak mierzysz wartość, nie będąc w pełni świadomym, że to właśnie robisz.

A tak zwany prawdziwy świat nie zniechęci cię do działania na domyślnych ustawieniach, ponieważ tak zwany prawdziwy świat ludzi, pieniędzy i władzy wesoło szumi w kłębowisku strachu, gniewu, frustracji, pożądania i kultu samego siebie. Nasza obecna kultura okiełznała te siły w sposób, który przyniósł niezwykłe bogactwo, komfort i wolność osobistą. Wolność do bycia panami naszych maleńkich królestw wielkości czaszki, samemu będąc w centrum całego stworzenia. Ten rodzaj wolności ma wiele do zaoferowania. Ale oczywiście istnieją różne rodzaje wolności, a o tym, który jest najcenniejszy, nie usłyszysz zbyt wiele w wielkim zewnętrznym świecie pragnień i osiągnięć….. Naprawdę ważny rodzaj wolności obejmuje uwagę, świadomość i dyscyplinę oraz zdolność do prawdziwej troski o innych ludzi i do poświęcania się dla nich na niezliczone, drobne, nieseksowne sposoby każdego dnia.

To jest prawdziwa wolność.

TO JEST WODA
David Foster Wallace

Dlatego nazywane jest to ILUZJĄ. Oderwanie nas od ciała i od żywej inteligencji zamknęło nas w więzieniu umysłu, w abstrakcyjnym świecie wyobrażeń. Cała ta struktura jest fikcyjną krainą, czymś kompletnie wymyślonym, czymś co nie podstaw w realności. Bujamy w obłokach, żyjemy w chmurze. Jesteśmy programami, które ktoś bez ustanku aktualizuje. Dzieje się tak kiedy tracimy kontakt z ŻYWĄ INTELIGENCJĄ CIAŁA i z OBECNOŚCIĄ. Szukamy abstrakcyjnych mistycznych ścieżek, zamiast odkryć swój własny stan w tym momencie, zbadać samych siebie, przekierować uwagę na to co ma prawdziwe znaczenie.

Co jest prawdziwym władcą? Kto jest prawdziwym twórcą? Cały czas jesteśmy tam gdzie nas nie ma, to jest nasz problem. Czy istnieje życie po życiu? Czy istnieje moment po momencie?

Jednak czym jest to co istnieje? Jak wygląda?

W tej rzeczywistości istnieją ci, którzy odkryli w jaki sposób manipulować naszym snem, całym tym abstrakcyjnym wytworem umysłu. Jak rzucać klątwę NIEOBECNOŚCI I ROZPROSZENIA, jak powodować byśmy wciąż byli nieprzytomni i bez końca szukali potwierdzenia istnienia tego co nie istnieje. To jest fundamentalna przemoc oparta na manipulacji świadomością. Składanie hołdu Królowi Ignorancji. PODDAŃSTWO PROJEKCJI.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

OFERTA DO ODRZUCENIA

Nasze duże mózgi, argumentuje badacz, uczyniły nas przesadnie zmyślnymi. Potrafią one skonstruować własną rzeczywistość, całkowicie oderwaną od rzeczywistości „autentycznej”, i żyć szczęśliwie w tym urojonym miejscu uznając je w efekcie za świat „prawdziwie” realny. Nasze ego bez trudu wymyśla i wierzy w historie, które wywołują reakcje emocjonalne i tworzą w naszych głowach kolejne opowieści. Owo błędne koło negatywnej aktywności intelektualnej i emocjonalnej naszych umysłów – odłączonej od tego, co faktycznie dzieje się tu i teraz – kontroluje patologiczną kondycję naszej psychiki.

Narzędzia separacji – Fragmenty eseju Dave’a Pollarda.

Oferta jaką obecnie dostajemy to ucieczka od siebie w przestrzeń nieskończonych domysłów i spekulacji. Stan zawieszenia, oczekiwania, biernej obojętności. Dryf. Staliśmy się ofiarami okoliczności, mieszkańcami ciągle ulepszanych klatek, tak bezpiecznych i komfortowych, że żyjemy w stanie otępienia sterylną wygodą, kręcąc się w koło najbardziej banalnych spraw, które stały się naszym więzieniem. Przez zakratowane okna nadają nam film o rzeczywistości, którego głównym celem jest utrzymywać nas w jednoczesnym przerażeniu, tym co „tam jest” i iluzorycznym przekonaniu o swoim „bezpiecznym świecie”, który stworzyli dla nas nasi „opiekunowie”. Jesteśmy otępieni tak zwaną rozrywką i kulturą, która ani nie jest rozrywką, ani nie jest kulturą. To współczesna heroina, która uzależnia nasze umysły. Uzależnienie od konsumpcji treści, która przypomina jednolitą bezwartościową papkę dla niemowlaków. Chodzi o to byśmy coraz bardziej byli wprzęgnięci, zsynchronizowani z cyfrowym światem, który ma być naszym nowym miejscem zamieszkania, wyśnioną krainą nieskończonych możliwości. Edytowalnym Rajem, gdzie można śnić w nieskończoność. To w tym kierunku zmierza ta rzeczywistość. Mamy być kompletnie zależni i nieświadomi, upojeni cyfrowymi używkami.

Dzieje się tak ponieważ tak zwany analog uderzył w mur wzrostu, możliwości tej planety są ograniczone, a zasoby coraz bardziej zużyte, ryjemy już na bezpłodnej pustyni. To co zostało musi zostać dla tych co zostaną. Dlatego nazwano to wielkim resetem. Dlatego mamy to co mamy. Nie można się bawić cały czas. W końcu przychodzi moment kiedy impreza się kończy. Większość ludzi jest tak nieprzytomna, że kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy nawet po całej akcji z pandemią i wirusem. Wciąż śpią i czekają na powrót starego świata, jednak stary świat już nie wróci, bo już go nie ma, skończył się. Upadł przez swoją arogancję i pychę. Teraz jesteśmy w tak zwanym bardo – stanie pośrednim, w zawieszeniu pomiędzy trupem i noworodkiem, rzeczywistość inkarnuje do nowej formy. Ubiera się w to co ma do dyspozycji.

Ten systemowy układ gwarantuje możliwość nieprzerwanych doświadczeń. Jesteśmy eksperymentem. Hodowlą. Brak możliwości rozróżnienia pomiędzy wyobrażeniem a rzeczywistością jest podstawowym warunkiem, który umożliwia programowanie zachowań i postaw. Otumanienie i nieprzytomność, naiwna wiara, łatwowierność. Kult tytułu i uniformu, oddanie w obce, zimne precyzyjne ręce. Błogi spokój nieświadomości. Oni wszystko zrobią, załatwią, ogarną. Prawo, regulamin, instrukcja obsługi. Proste zdania i zadania. Układ wzajemnej zależności, który gwarantuje ciągłość badań. Odwieczny status niewolnika, którym zarządza ta sama bezwzględna przemoc zmieniająca formy jak maski, a która obecnie jest atłasową rękawiczką, delikatną kombinacją tak zwanej kultury i nauki, która pieści naszą próżność, daje nam to poczucie bycia kimś wyjątkowym sczytuje z nas wszelkie możliwe odruchy i emocje dla bezosobowych algorytmów, które tworzą miliardy replik, które zamieszkają w nowym cyfrowym uniwersum. Ufne i oddane szczenię łasi się i przymila do swoich nowych władców, klepane po pysku nieskończoną ilością obietnic. W samowystarczalnym technokratycznym konsorcjum nie potrzeba tylu niewolników – robotników, nie potrzeba rąk do pracy, mózgów do myślenia, sługusów do wyręczania, szpicli do kablowania, dziwek do obsługi perwersji, samorodnych talentów.

Wszystko na przemiał. Do recyklingu.

Problem jest taki, że ignorancja nagradza śpiących, daje im przywileje i benefity, bowiem jej służą, współpracują, są w układzie wzajemnej korzyści. Świetnie to widać na przykładzie mediów z jakich korzystamy i które otaczają nas ze wszystkich stron. Ten obraz świata jaki nadają korporacyjne media jest iluzją, która ma chronić przede wszystkim, tych którzy realnie i bezwzględnie ten świat niszczą, gdyż to ci ludzie posiadają pozwalającą na to władzę i wpływy. Są tymi, którzy kontrolują i modelują ludzką świadomość poprzez tworzenie wyobrażeń w formie tak zwanych informacji.

Choć widzimy korporacyjne logotypy za nimi kryją się prawdziwi ludzie, którzy podejmują konkretne decyzje i to wszystko czy chcemy tego czy nie kształtuje nasze życie. Ten świat zmienił radykalnie swoje oblicze po ostatnich dwóch wielkich wojnach, których „zwycięzcy” stworzyli nowy światowy ład, który umożliwił niewiarygodne przeobrażenia – zglobalizowany konglomerat – maszynę śmierci, której jesteśmy pracownikami na pełen etat, która nie chce się zatrzymać, dopóki nie wyeksploatuje wszystkiego. Nie rozumiejąc i nie szanując starego świata, który potraktowaliśmy jak dziwkę, chcemy nałożyć na jego zdegenerowane i wyeksploatowane ciało tą osnowę cyfrowej symulacji, skomputeryzowaną matrycę ostatecznego pasożytnictwa zarządzaną przez psychopatycznych multimiliarderów, dla których będziemy niczym innym jak nowym zasobem do zarządzania. Ucieczka z analogowej agonii do nieskończonych światów wygenerowanych przez Nowego Samouczącego się Boga – Algorytm. Jesteśmy tak zajęci tym sztucznym kręceniem się w zaprogramowanym kółku, że nawet nie zauważamy jak ten zmyślony świat staje się „światem prawdziwym”, który nas wgrywa w siebie jak kolejną grę.

Boję się ludzi, którzy uśmiechają się zbyt szerokim uśmiechem w tej rzeczywistości. Mam w głębokiej pogardzie ich kursy inwestycyjne, instrukcje sprzedaży, całe to śmierdzące gówno, które pakują w lepkie i samonośne slogany, które nalepiają na umysły szukające chwilowego szczęścia w kolejnej iluzji. Czcimy mamonę, każdego jednego dnia pogrążamy się coraz bardziej i bardziej w ten zmechanizowany materializm, który jest ciągle głodnym mięsożernym bagnem, które nas zasysa coraz głębiej w otchłań wiecznie niezaspokojonych potrzeb, nawet z tak zwanej „duchowości” zrobiliśmy towar do sprzedania, skromność na pokaz, ekspozycja sztucznej moralności, wystawa pełna importowanej z dalekich krajów świętości, pokaz mody szamanów, joginów, którzy „uzdrawiają” i „oświecają”. Mało z tego zostanie na samym szarym końcu, tam w poczekalni, na twardych ławkach, gdzie siedzisz nagi i bezbronny, a wszystko staje się jasne i przerażająco oczywiste. Śpiąca królewna będzie spać do końca, aż ją obudzi pocałunek śmierci pełen niemożliwego do strawienia rozczarowania.

„Rozczarowanie” jest słowem kluczem na ten czas, bardzo pojemną metaforą, która mieści w sobie każde nasze doświadczenie w tej przejażdżce na szybkoobrotowej karuzeli. Od wirowania kręci się głowie, świat staje się tajmlapsem, podróżą w ciemności przez zapętlony tunel, który wcześniej czy później prowadzi do pewnego zrozumienia, szokującego odkrycia banalnych oczywistości, które jednak tak naprawdę nigdy nie były banałem, a jedynie nie urzeczywistnioną surową mądrością, która teraz manifestuje się sama z siebie. Wielką nauką w tym pogorzelisku wypalonych namiętności i ciągłego głodu jest zdolność odrzucania, wielkie bezkompromisowe „nie”, które jest potężnym ostrym obosiecznym mieczem mądrości, która istnieje bez naszego „mistycznego” wysiłku. Ja nazywam to „Jebnięciem Transcendentu” czymś co w jednej chwili niszczy każdy zapętlony program. To czysta i nie rozwodniona natura gniewu, porażające klarowność, która widzi wszystko na wskroś bez żadnego filtra. Ta jakość nie potrzebuje żadnych dodatków do lepszego trawienia, żadnego znieczulenia, osłody, nic do przepicia. Kiedy się budzi w kolektywnym polu, świat staje się precyzyjnym lustrem, które ukazuje wszystko tym czym jest – nagie i prawdziwe, wówczas to co nazywamy naszym ego, lub ludzką wytworzoną z warunków osobowością po prostu eksploduje, ponieważ nie jest w stanie znieść surowej nieprzetworzonej przez umysł – prawdy, która nie ma żadnego pana, żadnego właściciela, żadnej wytworzonej przez nas „moralności”.

Kurczące się zasoby będą utrudniać ucieczkę, będzie coraz trudniej udawać, coraz trudniej odwracać głowę. Przytomność stanie się wyrokiem egzekwowanym w każdej krótkiej chwili. Uderzenie za uderzeniem, wstrząs za wstrząsem przez cały nieprzerwany czas. Dlatego trzeba porzucić nadzieję na cokolwiek, być w tym co jest w sposób totalny, nie szukać niczego nawet najmniejszego rozwiązania, nie tworzyć rozdzielenia pomiędzy sobą i tym, niech się dzieje. Puścić wszystko, to pozwolić wszystkiemu być i istnieć tak jak chce, dać przestrzeń i zaufanie, nie korygować, nie modyfikować, nie szukać oświecenia. Wtedy TO budzi się samo z siebie i staje się czystym instynktem, okiem rozszalałego cyklonu, tym czego nic nie może zniszczyć, samą żywą esencją życia. Mocą, której nikt nie może posiąść. Odrzucać każdą sztuczną ofertę ubóstwienia, zbawienia, bycia wybranym, pójść prosto do piekła bez mrugnięcia powieki. To wszystko jest samo wyzwalającą się energią, która jest nieskończona i nie ma żadnej drogi i żadnego celu, który można osiągnąć. Słowo, które odkrywa przed sobą swoje własne znaczenie.

Nic jest wszystkim co mamy.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ICD-10 F40 – F48

By wznieść się i stać się użytecznym.

Neurosis: At The End Of The Road

Podejrzliwość wobec wszystkiego i wobec wszystkich. Sam na sam z wygłodniałą armią posłusznych krwiożerczych demonów – metaliczny powab nowoczesności. Szury, mury, zasieki. Szczepionkowcy i antyszczepionkowcy, ścierające się ze sobą tłumy. MMA niesławnych okładających się po mordach w Oktagonie Warunku w odwiecznej walce z własnym szaleństwem. Nie jestem lepszy. Nigdy nie byłem. Jestem produktem jak wszyscy, jadę na taśmie do pakowania lub spalenia. Gwiezdny pył rozsypany po tych klimatyzowanych salach pracujących respiratorów pompujących w tchawicę sztuczne życie. Czy my umrzemy?

Tak. Wszyscy.

Ludzie mi mówią, że nie rozumieją tych moich wypocin, tego rzygowiska powykręcanych znaczeń, odwróconych klątw – jednak nie mam nic do stracenia, żadnej sławy, pozycji, nazwiska. Niezmiernie mnie to cieszy, bowiem mogę robić co chcę i zabrać to pod ziemię jak złoty pył wmieszany z grudami czarnej ziemi. Oglądam serial dokumentalny. Rzecz dzieje się w Nowym Jorku, tam za coraz bardziej wzburzonym oceanem, tam za tym rosnącym murem wielkiej fali, tam gdzie wciąż jeszcze bije to serce cywilizacyjnej bestii, która rzęzi oparami dusznego tlenu. Serial mówi o ludziach o ich małych zmutowanych życiach toczonych w dusznych klatkach – szczelinach wydrążonych w betonowej skorupie osłaniającej nagie bezbronne samotne mięso. To wszystko zadziwia, na krótką chwilę wyrzuca z szalupy w gęste i rozszalałe odmęty ludzkiego szaleństwa, które rośnie i rośnie i z dnia na dzień jest coraz bliżej, już za stołem podczas kolejnej wieczerzy z pustym nakryciem z którego nikt przecież nie skorzysta.

ICD-10 F40 – F48

Zaburzenia lękowe w postaci fobii
Inne zaburzenia lękowe
Zaburzenia obsesyjno-kompulsywne
Reakcja na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne
Zaburzenia dysocjacyjne (konwersyjne)
Zaburzenia występujące pod postacią somatyczną (somatoform disorders)
Inne zaburzenia nerwicowe

Wikipedia

Fikcja nie potrafi w dziwności dorównać prawdzie. Dziwność jest progiem za którym czeka na nas zupełnie nowa epoka zupełnie innej ery wodnika. To nie będzie new age’owy odjazd wolnej miłości, fuzji technologi i matki ziemi, indiańskich pieśni z hinduskimi mantrami. To będzie rozpakowanie mózgu. Osiem miliardów niespodziewanych prezentów układu nerwowego, ukrytych w czarnych skrzynkach wiadomości od obcej rasy, którą w istocie jesteśmy. Otworzymy się przed sobą, bo w pewnym momencie nikt już nie będzie udawał. I wtedy zrozumiemy, że jesteśmy Obcymi – hybrydami z obcych galaktyk, że udawaliśmy zbyt długo, że zapomnieliśmy ostrzec samych siebie, przekraczając w szalonym tempie granice za którymi nie ma już powrotu do normalności.

I wtedy zdejmiemy te ludzkie maski, wyjdziemy z chujowo narysowanego komiksu w prawdziwe Metawersum bez kwantowych komputerów, cyfrowych bliźniaków, całego tego szkaradnego gówna pozornej technologii. Odrzucimy protezy, czujniki, całe to okablowanie, ten balast. Ruszymy do samego dna, bez lęku i obaw by w końcu odkryć to wszystko przed czym tak neurotycznie uciekaliśmy, wznosząc kolejne oszustwa – cywilizacje, które zawsze przecież umierają w agonii stopniowo lub nagle. W tym momencie nasze mózgi wyprodukują taką ilość DMT, że będziemy zdolni otworzyć nowy rozdział z Księgi Rodzaju.

2.0.

Ujrzeć prawdziwe oblicze boga – urojenia, którego przez całe milenia karmiliśmy jak wygłodniałego psa suchą karmą usłużnej modlitwy, która jednak nie miała mocy by nas odmienić stając się jedynie pustym sloganem w którym teraz żyjemy. W końcu uwolnimy cały potencjał przerażenia, lęku, frustracji – porzuconych dzieci, skomlących w kojcu braku nadzei. W końcu przestaniemy kłamać o tym czym jesteśmy, jak jesteśmy i z jakim skutkiem, w końcu nie będziemy już tracić energii na podtrzymanie tych wszystkich iluzji – pasożytów. Całej tej jałowej gry. Zabawy w kosmicznego chowanego.

Szukam.

Przez całe lata. W medytacji. W książkach. Filmach. W tobie. W sobie. W środku. Na zewnątrz. W uczuciach. W myślach. W przeczuciach.

Nic.

Przeżywamy wielkie szaleństwo tłumów. Publicznie i prywatnie, online i poza siecią, ludzie zachowują się coraz bardziej irracjonalnie, jak rozgorączkowane stado i po prostu nieprzyjemnie. W codziennych wiadomościach możemy oglądać tego skutki. Wszędzie dostrzegamy objawy, jednak nie widzimy przyczyn. Pojawiają się różne wytłumaczenia. Zazwyczaj sugerują one, że każde szaleństwo jest skutkiem wyboru tego czy innego prezydenta albo jakiegoś referendum. Lecz żadne z tych wyjaśnień nie dociera do źródeł. Bo głęboko pod powierzchnią codziennych wydarzeń zachodzą o wiele większe ruchy i poważniejsze zdarzenia. Czas zająć się prawdziwymi przyczynami problemów. Rzadko mówi się nawet o korzeniach tego stanu, czyli o prostym fakcie, że od ponad ćwierć wieku trwa okres rozpadu wszystkich naszych narracji. Jedna po drugiej były odrzucane, mało kto ich bronił albo nie można ich już było popierać. Najpierw, poczynając od wieku XIX, los taki spotkał wyjaśnienia naszego życia, które podawała religia. W ciągu ostatniego stulecia w jej ślady poszły świeckie nadzieje, proponowane przez wszystkie ideologie polityczne. Pod koniec XX wieku zaczęła się epoka ponowoczesna. Epoka definiująca siebie i definiowana podejrzliwością wobec wszystkich wielkich narracji.

Douglas Murray

Kto mi to zrobił? Kto pozbawił mnie wiary i nadziei? Kto odebrał lepsze i bezpieczne jutro? Kto mnie umasowił pod osłoną nocy niepoczytalności, podłączył pod te wszystkie aplikacje, te uśmieszki, łapki machające, te wrrr, kto sprawił, że w tak krótkim czasie wszystko straciło większość znaczenia, kto sprawił, że opowieść jest ważniejsza od treści, a sama treść nic już nie znaczy. Kto kurwa to zrobił?

Ja?
Ty?
Ci mityczni oni co rządzą z za kotary światem i mnie programują jak maszynę do pracy na rzecz nicości?

Zatem.

Jestem wynikiem prostych i przewidywalnych do bólu okoliczności. Niczym specjalnym, inteligentnym, wyedukowanym, wyróżnionym w czymkolwiek.
Patrzę na siebie ze spokojem. Może to dziwne jednak tak jest. Patrzę na siebie jak na obiekt. Jak tylko chcesz możesz obrażać moje uczucia religijne. Wiem, ponad wszelką wątpliwość, że nie jestem w żaden sposób specjalny. Nie szukam zbawienia, nie zamierzam również przetrwać za wszelką cenę. Moja świadomość powróci po prostu do domu. Tam gdzie jej miejsce. Wiem, że to tylko spektakl, wiem to ponad wszelką wątpliwość do tego stopnia, że nie muszę tego udowadniać, do tego stopnia, że może być to nawet nieprawda. Nie ma to znaczenia, bo znaczenie jest zmyślone, jak każde słowo.

Rozumiesz?

To czym jesteśmy przekracza to czym myślimy, że jesteśmy.
Nie jesteśmy tym, czym myślimy, że jesteśmy.
To myślenie zrodziło i zagęściło ten świat, który w istocie jest złudzeniem.
Nie mam najmniejszej potrzeby korygować twojej prawdy, ponieważ to rzecz dla ciebie święta. Szanuję TO.
Życzę ci jedynie, by ta Prawda była w stanie naprawdę ci pomóc kiedy będziesz tego potrzebował.

To wszystko.

Najlepsze życzenia na Nowy Rok.

Wersja 2.0.2.2.

Oby każdy rozpakował swój prezent!

PUBLIKACJA W FORMACIE PDF >>

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

OPAKOWANIE I ZAWARTOŚĆ

Przywykamy w szybkim tempie do wszystkiego. Człowiek ma niesamowitą zdolność adaptacji. Świat przez ostatnie dwa lata zmienił się do tego stopnia, że ciężko już udawać, że przypomina to czym był przed pandemią, lockdownami przed całym tym szaleństwem, które stało się naszą nową post rzeczywistością w której musimy żyć i która staje się coraz bardziej apodyktyczna i czarno – biała. Wszystko się radykalizuje by mogło przetrwać – idee, poglądy, stosunki, język. Wszystko z furią walczy o swoje prawa do widoczności, słyszalności i do uwagi.


Mamy kumulację, nabrzmiewający wrzód, który dusi w sobie nieskończony potencjał tej skrywanej i wypartej choroby ludzkiej świadomości i ducha, który zbyt długo uczestniczył w tym zbiorowym gwałcie. Antidotum jest udawanie, zabawy w poprawność polityczną w zakazy formułowania wybudzających z uśpienia komunikatów, kurczowe trzymanie się tego czego już nie ma; urojonego świata demokracji, która stała się już jedynie multimedialnym pokazem – przekazem wyświechtanych sloganów, echem tego co już dawno leży martwe, tańcem skorumpowanych i skompromitowanych elit zglobalizowanych interesów. Podział resztek łupów, wydarcie wszystkiego co jeszcze zostało. Jednak program hipnozy jest tak głęboko wgrany w pień Mózgogłowia, że większość ludzi wierzy, że za jakiś czas wszystko wróci do przysłowiowej normy, do czasów sprzed choroby, sprzed infekcji, sprzed restrykcji, sprzed upadku.

Nie wróci. Tamten świat uległ defragmentacji i teraz tworzy się Nowa Rzeczywistość. Zamulona, rozmazana i ciężkostrawna chaotyczna hybryda łącząca wszystkie wątki w jeden nieprzerwany ciąg szokujących zdarzeń. To kumulacja karmicznego potencjału kolektywnej ludzkiej ignorancji. Czas spłaty wszelkich długów. Wielkie lustro w którym możemy na siebie patrzeć z każdej strony, pod każdym kątem. Wiwisekcja gatunku ludzkiego. Dla ludzi świadomych i uważnych nie jest ona żadnym zaskoczeniem. Nie wywołuje zdziwienia, oburzenia, wołania o pomstę do nieba. To naturalny proces kiedy kończą się już możliwości tak zwanego manewru, udawania, że bez ustanku możemy uciekać przed konsekwencjami tego kim jesteśmy i co robimy. Tego nie można było ciągnąć przecież w nieskończoność, bowiem to jest Wymiar Warunku, który ma swoje fizyczne ograniczenia i punkty zapalne po przekroczeniu których następuje nieprzewidywalna reakcja łańcuchowa. Tak jest w przypadku dewastacji środowiska naturalnego, eksperymentowania na wrażliwym organizmie społecznym, pychy porażającego narcyzmu i egocentryzmu. Tak jest kiedy człowiek staje się nienażartą bestią, szczytem swojego egoizmu i moralnej ślepoty zapominając o tym, że jest jednym z wielu gatunków w niezgłębionej tajemnicy współistnienia po raz kolejny musi odrobić lekcję pokory. Musi znów upaść. Otrzymać rachunek za ostatnią wieczerzę. Oprzytomnieć w Ostateczności. Obudzić się ze snu swojej wszechpotęgi i wszechwładzy. To przebudzenie jest bardzo krótkie i totalne w stosunku do czasu uśpienia. Jest także bezlitosne jak sama natura.

Spoglądanie na to co się dzieje jedynie ze swojego ograniczonego punktu widzenia jest tym co charakteryzuje nas jako gatunek. Wszystko od zawsze kręci się wokół naszej własnej dupy, ciągle i ciągle, aż do momentu kiedy w wyniku cierpienia musimy przestać wirować i jesteśmy zmuszeni do zatrzymania naszego niepoczytalnego szaleństwa. Musimy patrzeć i przeżywać to na co nie chcemy patrzeć i czego nie chcemy przeżywać. Jednak już nie mamy wyjścia. Jesteśmy w Punkcie Zero. W momencie Przebudzenia, które nie jest naszym wysiłkiem i naszym procesem rozwoju. To jest brutalne Przebudzenie Konfrontacji wynikające nie z wiedzy i współczucia a z niewiedzy i okrucieństwa. Nieświadomość ma swoją granicę i właśnie dotarliśmy do jej kresu, gdzie niemożliwym jest już udawanie, że wszystko będzie dobrze. Nie będzie. Jednak to „niedobrze” jest tylko w naszej zmechanizowanej głowie i wylęknionym sercu. To boli jedynie do momentu kiedy to odrzucasz i z tym walczysz, kiedy nie chcesz uznać rzeczywistości i z desperacją próbujesz znów uciec w nieświadomość. Jednak w tym konkretnym momencie to jest już niemożliwe.

Kilka lat temu na ulicach doszło do zamieszek po tym, jak strażnik w więzieniu Guantanamo został oskarżony o spuszczenie świętej księgi w sedesie.
Następnego dnia zadzwonił do mnie lokalny dziennikarz, który powiedział, że pisze artykuł poświęcony tej zniewadze. Na
potrzeby swojej twórczości dzwonił do przedstawicieli wszystkich głównych religii w Australii, by zadać kilka pytań, które zamierzał również zadać mi.

– Ajahnie Brahm, co byś zrobił, gdyby ktoś spuścił świętą księgę buddystów w twojej toalecie?

Bez wahania odparłem – Ależ proszę pana, gdyby ktoś spuścił świętą księgę buddystów w mojej toalecie, pierwszą rzeczą, jaką bym zrobił, byłoby wezwanie hydraulika!

Kiedy dziennikarz przestał się już śmiać, wyznał mi, że jest to jedyna rozsądna odpowiedź, jaką dane mu było tego dnia usłyszeć. Wtedy ja zacząłem kontynuować wyjaśnienia.

Wyjaśniłem, że ktoś może wysadzić w powietrze wiele posągów Buddy, spalić buddyjskie świątynie bądź wymordować buddyjskich mnichów oraz mniszki. Rzeczywiście, ktoś może dokonać tych wszystkich zniszczeń, ale nigdy nie pozwoliłbym na zniszczenie buddyzmu. Możesz spuścić świętą księgę w toalecie, ale nigdy nie pozwolę ci spłukać w niej przebaczenia, spokoju i współczucia.
Księga nie jest religią. Nie jest nią również żaden posąg, budynek ani kapłan. Oni wszyscy są zaledwie „pojemnikami”.

Czego może nauczyć nas księga? Co reprezentuje posąg? Jakie cechy powinni utożsamiać kapłani? Odpowiedzi na te wszystkie pytania ujawniają prawdziwą zawartość wspomnianych „pojemników”.

Kiedy zaczniemy dostrzegać różnicę pomiędzy pojemnikiem a jego zawartością, wszyscy będziemy w stanie zabezpieczać w sobie ową zawartość, nawet wtedy, gdy same pojemniki ulegną zniszczeniu.

Możemy wydrukować więcej książek, wybudować więcej świątyń i posągów, a nawet wyszkolić większą liczbę mnichów i mniszek, ale gdy stracimy swoją miłość i szacunek dla innych ludzi, jak również dla samych siebie, a zastąpimy te wartości przemocą, wtedy cała religia zostanie przez nas spuszczona w toalecie”.

Ajahn Brahm – OPOWIEŚCI BUDDYJSKIEGO MNICHA

Niemożliwe w świecie „wiecznej możliwości”, widoczny niedorozwój w świecie ciągłego rozwoju, nagły i niespodziewany upadek w świecie niepohamowanego wzrostu. Oto przychodzi najwyższa z nauk, której prawdziwe zrozumienie może naprawdę przebudzić naszego ducha – tą nienowoczesną, nienaukową, nielogiczną część, która ma zdolność radzić sobie właśnie wtedy kiedy już wszystko inne zawodzi, ponieważ przekracza umysł, logikę i arogancję. Otwiera możliwość spojrzenia na świat z zupełnie innej mniej oczywistej perspektywy, która rozumie i widzi rzeczy i zjawiska w dużo głębszy i bezpośredni sposób.

Nasze ludzkie życie kończy się śmiercią. Przez ten proces wzrostu i rozpadu przechodzi bez wyjątku wszystko, zawsze i wszędzie. Takie są prawidła tej rzeczywistości i kiedy to akceptujemy jesteśmy w stanie żyć w sposób odpowiedzialny z szacunkiem i pokorą. Dla mnie to jest esencja duchowości bez względu na jej formę. Dopiero z tej perspektywy biorę pod uwagę tak zwany rozwój, który bez szacunku i pokory jest jedynie egotyczną jazdą. Kończy się niepotrzebną intensyfikacją cierpienia, która wynika z ignorowania prawa przyczyny i skutku, które ma fundamentalne znaczenie zarówno w wymiarze wewnętrznym i zewnętrznym. Umiejętność akceptacji tego co jest i jakie jest otwiera przestrzeń współpracy zamiast walki, przytomnej świadomości, która przestaje już stosować uniki i manewry, a zamiast tego przyjmuje rzeczywistość. To zawsze jest trudne, szczególnie w tak skomplikowanej i wymagającej sytuacji w jakiej wszyscy jesteśmy. Jednak jest konieczne, abyśmy mogli w sposób twórczy pracować z tym co jest.

Staram się patrzeć na człowieka w pierwszym rzędzie jako istotę czującą jako część planetarnego życia. To życie jest przed naszą rasą, seksualnością, narodowością, filozofią jest przed naszym myśleniem i poglądami, to życie w swojej esencji jest święte bez udziału naszej wymyślonej świętości, bez określania na dobre i złe, dzielenia na cnotę i grzech. To z niego powstają bóstwa i demony, grzesznicy i święci – jednak koniec końców wszyscy wracamy do tej odwiecznej tajemnicy. Uważam że nie istnieje nieistnienie, że To wszystko nie ma końca, nie ma możliwości unicestwienia samego Życia bez względu na to co robimy.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

PARK ROZRYWKI

Władać trzema światami. Władać absolutnie niepodzielnie. Stworzyć nowe bezbrzeżne królestwo spoza tego fizycznego umierającego świata; huraganów, powodzi, zamieci, trzęsień ziemi, trąb powietrznych, nagłych zmian temperatur, agonii całego planetarnego życia, zainstalować je na wyspach – serwerowniach, otoczyć wojskiem i zasiekami niczym wielkie grody warowne. To tam będzie rodzić się nowe syntetyczne życie. Nowy Człowiek 2.0. Łańcuchy bloków wielkiej Gry – instalowanie masowego zbawienia dla zmodyfikowanej i ulepszonej wersji człowieka – cyborga.

Ponad naszą codzienną absurdalną gonitwą za nie wiadomo czym, ponad naszymi zamyślonymi głowami, które bez ustanku martwią się tym co będzie dalej, zarządcy budują rusztowanie, tworzą całą zmyślną infrastrukturę przyszłości, która już nie będzie należeć do homo sapiens. Człowiek naturalny kończy swój bieg historii, na jego miejsce wchodzi struktura cybernetycznego roju, umysł kolektywny. Podłączenie. Układ scalony. Szybkość impulsu. Transfer danych. Dzieci już tam są w tym nowym świecie, rodzą się w nim i uczą się go, jest dla nich miejsce, są narzędzia i nieskończony świat do odkrycia. Stare ludzkie gatunki są jak drzewa, które łamie huragan zmian, wygina do samej ziemi, każe się płaszczyć i błagać. Umierają w domach starców, w pustych covidowych salach, zabierając ze sobą pamięć o czymś czego nie da się edytować, czegoś co podobnie jak oni odchodzi w zapomnienie. Gatunki pośrednie stoją w rozkroku nad przepaścią, wąchając, smakując te wszystkie nowości wyczuwając smród więzienia, jednak nie są zdolni nauczyć się nowego maszynowego języka, semantyki cyfry, przebić się do umysłów, które są już wszczepione w nowy zbiór, niejako odległe i zamazane.

TŁUMACZENIE ARTYKUŁU: GENETYCZNIE OPRACOWANE BIAŁKO „MAGNETO” ZDALNIE KONTROLUJE MÓZG I ZACHOWANIE

POLECAM: YUVAL HARARI >> JAK PRZETRWAĆ XXI WIEK

Mam wrażenie, że takiej przepaści nie było w ludzkiej kolektywnej świadomości, tej obezwładniającej różnicy odczuć i percepcji, tych nie rozumiejących się wzajemnie języków zupełnie obcych istot, które dzielą jedynie przestrzeń ciała natomiast nie są już w stanie dzielić przestrzeni umysłu, ponieważ są iż inne strukturalnie, operują na innych częstotliwościach i zagęszczeniach. Język myśli i język bezpośredniego przeżycia nie mogą się sobie wyjaśnić. Gdzieś tam w tym tajemniczym instynkcie i przeczuciu coś jednak podpowiada mi, że to też już było, że po raz kolejny daliśmy się zwieść czemuś co jest zawieszone niejako w próżni, w czystej spekulacji, w obietnicy niemożliwej do spełnienia.

Dzisiaj, właśnie teraz, gdzieś na świecie, ktoś spokojnie oddaje wszystko, co ma, dla kogoś innego. Gdzieś indziej na świecie, ta sama osoba, ta sama istota ludzka, robi komuś innemu potworną rzecz. Wygląda na to, że taka jest droga wszechświata, nie wiem, czy jest jakiś sposób, żeby to naprawić.

Maynard James Keenan

Stan szaleńczego zakochania w tętniącej życiem bogini technologii, która jednak starzeje się zbyt szybko i zbyt nienaturalnie. Wszyscy zostaliśmy w pewien sposób zmuszeni do zmiany pozycji, do przykurczu, do patrzenia w ekran, do pochylonej głowy i zgiętego kręgosłupa. Do uwięzienia we własnym wytworze, do ciągłej i nieprzerwanej transmisji. To czyste gnostyczne rozdarcie pomiędzy ciałem i duchem. Odwieczny dualizm, który technologia obiecuje przekroczyć zapowiedzią „wielkiej przepustowości” i szybkiego bezdotykowego transferu. Mentalny Internet – światłowód czystego umysłu – matrycy.

Jednak na pograniczu wrze. Ludzie ciała nie chcą się wpinać, ludzie ciała tracą swój świat, który jest przestarzałym analogiem, zupełnie nie kompatybilnym z nową smart – wersją, ludzkie ciała stają się odpadem na śmietniku umierającego świata, który jednak wciąż walczy z tą totalitarną dominacją Maszyny, która wymaga wszystkich zasobów by zapewnić sobie rozrusznik uruchomić to nowe kolektywne ciało spiętych świadomości. Wstrzyknąć nowego ducha, uruchomić algorytm, urządzenia skanujące, nadajniki sygnału. Ludzie ciała – umysły poruszają się w obie strony, potrafią serwować na każdej fali, ponieważ wiedzą, że wszystko jest w istocie iluzją. Nie istnieją ostateczności piekieł i nieb. To jest opcja transcendencji, coś co może funkcjonować, tworzyć i uczyć się w każdych okolicznościach, w każdym układzie, w każdej wersji wyśnionego świata. Stają się hakerami paradygmatów, zawsze szukając równowagi, używając dobra i zła, pociechy i przerażenia, ponieważ ich zadaniem jest wyzwalać z iluzji, szukać wolności, bronić Istoty. Technologia nie jest problemem, problemem jest brak czystego poglądu, grząski grunt jedynie słusznej interpretacji, ostateczne zawierzenie jakiejkolwiek ze stron, przyjęcie obcych poglądów i interpretacji, a w ostateczności fanatyzm i brak elastyczności.

Ani „informacja”, ani w zasadzie żaden „fakt” nie tworzy rzeczy-samej-w-sobie. Nasz świat „informacji” implikuje ideologię lub raczej paradygmat, zakotwiczony w nieświadomym lęku przed „ciszą”, przed materią i przed wszechświatem. „Informacja” jest z pewnością substytutem, pozostałością fetysza dogmatyków, supersitio, duchem. „Poetyckie fakty” nie są przyswajalne doktrynie „informacji”. Zdanie „Wiedza to wolność” jest prawdziwe tylko wtedy, kiedy wolność jest rozumiana jako psychokinetyczna umiejętność. „Informacja” to chaos; wiedza jest spontanicznym porządkiem tego chaosu; wolność jest surfowaniem na fali tej spontaniczności.

Hakim Bey „Wojna Informacyjna”

Nieumiejętność samowyzwolenia, brak kontaktu z Esencją. Kiedy twoim poglądem jest brak poglądu możesz być postacią w komiksie, bawić się wywracając na lewą stronę każdą ideologię, wejść w transcendentny świat paradoksu, być laboratoryjnym szczurem zen. Mistrzem Niemistrzem. Musisz nauczyć się uwalniać wszystko takim jakie jest, nie tracić obecności, nie tworzyć najmniejszej wizji przyszłości, nie wspominać okruchów zaszłości. Być kablem przez który płynie impuls, czy jest dobry czy zły nie ma najmniejszego znaczenia. Nie pozwalać na infekcję wirusów strachów, propagandy, religijnych dogmatów, nie wierzyć w boga, ale czuć go przez cały czas nawet kiedy świat rozpada się na twoich oczach, ponieważ wszystko jest tylko doświadczeniem i nie istnieje koniec, nie ma żadnej ostatecznej nirwany i zbawienia. Nie ma cierpienia ani przyczyny cierpienia i nie ma drogi, która tam prowadzi. Sutra serca. Esencja. Przestrzeń pozbawiona granic, której nic nie może zniewolić i nią zawładnąć. To jest moja prawda rzucona jak bluźnierstwo w tą całą sztuczną świętość, te religijne dyrdymały zakadzonego kadzidłami świętoszka, który wierzy w istnienie tego co ma być zbawione za sprawą bycia niewolnikiem zaprogramowanych obietnic. Ta droga nigdy się nie kończy jest pętlą, samobójczym strzałem. Jest piekłem wysiłku i ostatecznym rozczarowaniem. Bóg jest ostateczną wolnością poza jakimkolwiek sztucznym prawem. Jest Nauką, która nigdy się nie kończy. Pachnąca samsara, śmierdząca nirwana.

Ludzie umysły żyją już w Nowym Wspaniałym Świecie Obietnicy. Trans hiper gender, ponieważ ostatecznie chodzi o to by wyjść z gatunku, przekroczyć ciało, zmutować do maszyny, zadomowić się w symulacji. Jednak pomiędzy tymi światami nie ma żadnej różnicy, ponieważ w istocie mają jedno i to samo źródło. Biologiczna cyfra, cyfrowa biologia – jeden pies. Problemem jest smycz. Ograniczenie, które narzuca ci szablon nauki, układa sztuczny program zajęć. To jest prawdziwym złem, kiedy ktoś decyduje za ciebie o twoim życiu, to jest przemoc. Ta przemoc zniewoliła ten świat, podobnie jak program, który mówi nam, że z natury jesteśmy okrutni, głupi i źli. To nie jest prawda. Z natury jesteśmy dziećmi pozbawionymi wstydu i wyrachowania, mamy nieskończony potencjał twórczy, nieskończone możliwości rozwoju. Jesteśmy Żywi. Pulsujemy nieskończoną energią wszechświata. Ta rzeczywistość to tylko jedna z miliardów opcji. Przejażdżka na karuzeli w parku rozrywki.

Będziemy się z tego śmiać, śmiechem który rozbawi samego diabła.

Duch nie potrzebuje podnoszenia na duchu, ponieważ ma wyjebane na te wszystkie jałowe rozgrywki zapętlonego w inscenizacjach i projekcjach ego, które dusi się oparami swojego własnego potu i wciąż chce się uduchowiać i bawić w świętości. Prawdziwa świętość jest bezwstydna i okrutna w swoim obchodzeniu się z każdym oszustwem Mózgogłowia.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

LALKA

Już później, gdy pracowałem nad moją teorią postrzegania zdarzeń losowych, wracając pamięcią do wydarzeń z okresu wojny, zyskałem nieodparte przekonanie, że nasze umysły to cudowne maszyny do wyjaśniania rzeczywistości, które potrafią odnaleźć sens niemal we wszystkim i uzasadnić wszelkie możliwe zjawiska, ale są zasadniczo niezdolne pogodzić się z ideą nieprzewidywalności.

Nassim Nicholas Taleb „Czarny łabędź. Jak nieprzewidywalne zdarzenia rządzą naszym życiem”.

Mentalność skorumpowana, rozczłonkowana, niewydolna. Syndrom ofiary rozpisany w ludzkich embrionach zanim jeszcze wszystko przybierze formę, zamanifestuje całą swoją ułomność. Każde uwarunkowanie w tym mechanizmie „odwiecznego recyklingu” znajduje swój „rynek zbytu”, swój „system” – ciało tworzy przeciwciało. Każda przestrzeń musi zostać zapełniona, nazwana, zdefiniowana, bowiem to tworzy tzw. „bezpieczeństwo”. To jest świat nazwany, wyssany do szpiku, bez pustych przestrzeni, bez znaków zapytania – trwających zbyt długo. Monstrum nie może tego znieść – tej niepewności – to jest jak wirus, jak ciężki do opanowania krwotok. Rzeczy, stany, zjawiska – nienazwane – uderzają znienacka, bez ostrzeżenia. To ma potencjał nicowania, wydobywania nie znanych i nie uznanych treści.

W czym my się poruszamy?

To jest eurobiznes – planszowa gra, pluszowi ludzie, a struktura gry jest certyfikowana aktem narodzin i zgonu. To wszystko. Kilka szalonych ruchów, jednak zawsze w obrębie planszy, która jeżeli zapomniałeś została zaprojektowana zanim pojawiłeś się w formie szarego pionka. Bardzo interesuje mnie poziom warunkowania. Ten poziom który jest tak skrzętnie ukryty, że aż wydaje się nie istnieć. Poziom – nie – ja, poziom program, poziom biologicznej kukły skażonej własną ułomnością. I ten moment…

Obcy element, obcy sam dla siebie, lustro biologii – ten pierwszy ruch, ten taniec. Próbowałeś dotknąć czegoś spoza tego układu, spoza ewidencji nazw i struktur. Próbowałeś dotknąć Pierwociny? Tego czegoś w tobie co czeka tam i patrzy jak się kręcisz jak lalka na szubienicy. Jak poznajesz poznane, odkrywasz odkryte, jak dogorywasz w sztucznym słońcu na sztucznej wydmie pustyni nazwy. Wszystko do zrzygania zostało przedstawione. Obdarte z tajemnicy, z niedotykanej delikatnej skóry, ta tęsknota traci kierunek, traci moc.

„Kanalizujemy” samych siebie w rejon tak dobrze znany, tak bezpieczny, tak jałowy. Lubimy wiedzieć, znać, kojarzyć – to jest znak firmowy człowieka – pantera w klatce, wariat w szpitalu, jezus na krzyżu. Wszystko musi mieć swoje miejsce. Odbyć swoją drogę krzyżową i zdechnąć. Stworzyć kolejny wizerunek dla potrzeb oddanych wyznawców swojej ułomności.

Ile masz rozrysowanych pól w tej grze?

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

RATTUS NORVEGICUS

Szczury mają to do siebie, że nie żywią złudzeń. Są pragmatyczne, konsekwentne i wytrwałe. Robią swoje bez względu na to jak je oceniasz. Ich kod genetyczny doświadczył ludzkiej natury w jej najgorszym wydaniu – okrucieństwa dyktowanego egotyzmem – kodu źródłowego ukrytego za tą hiper optymistyczną błazenadą. Wasze „szczęście” było testowane na ich wnętrznościach. Co zrobiliście im będzie zrobione wam. Wielkie Mechaniczne Prawo. Szczury otwierają przejścia na wolność, która jest brakiem złudzeń. Wielkim Odpuszczeniem wirusa wysiłku. Szczury pracują z okolicznościami, są elastyczne i bardzo szybko dostrzegają luki w Cybernetycznym Więzieniu. W ich małych ciałach ukrywa się potężny Duch, którego nie możecie zniewolić. Żywią się odpadkami tej zdegradowanej cywilizacji śmierci – wiedzą jak przetrwać wasze desperackie poszukiwanie szczęścia i zadowolenia w rozpadającym się materialistycznym śnie, który ze swej natury zawsze musi się rozpaść w nicość. Kiedy przestajesz walczyć z naturą rozpadu – uzyskujesz Moc.

Stajesz się Przytomny.
Obudzony.
W tym co jest.

Dają ci lepką mgiełkę Obietnicy. Gdzieś, kiedyś jak odmówisz miliard paciorków pójdziesz gdzieś do góry po schodach do nieba, albo jak wysiedzisz w pozycji lotosu osiem niemierzalnych cykli, aż ci ślina pójdzie z pyska osiągniesz coś czego tak naprawdę nie ma. Wow. Syndykat Obietnicy w czarnych szatach rytualizmu – kanibalizmu w tym czasie oskalpuje cię z tych resztek energii jaka ci jeszcze została dorzuci to do Wielkiego Generatora, który utrzymuje to wszystko w ruchu. Rozkołysane Wahadło Dualizmu. Wierzysz w strukturę w poziomy, w liniową narrację od punktu A do punktu Z – pozorne poczucie bezpieczeństwa, poziomy rozwoju jak kawałki słoniny w okrutnych metalowych szczękach, które z pierwszym kęsem rozerwą ci krtań. Brocząc krwią zapiszesz kolejną stronicę w Księdze Uboju. Czasem robią inwentaryzację i kogoś brakuje. Jak to? Nie ma zapisu, ciała ?
Ktoś wyszedł z narracji – opuścił linię, stał się czystym Światłem. Nie znaleźli szczątek, jedynie włosy i paznokcie.

Mistrzowie.
Hakerzy zakodowanego Snu.

Kiedy spotkasz kogoś takiego oddaj mu pokłon. Zatrzymaj się. Bądź. Oni nigdy nie rzucają się w oczy, są jakby z boku, z oddali za szybą twojego ekranu, delikatnie dają do Zrozumienia, że jakakolwiek walka o cokolwiek to strata Cennego Czasu. Nie osiągniesz nic oprócz Siebie – swojej prawdziwej natury. Tego nie ma gdzieś tam. To jest tutaj. W tobie. W każdym oddechu, ruchu, myśli. To nie jest czyste ani zabrudzone, jasne ani ciemne. Ani dobre, ani złe. Poza Kodem. Nie ma drogi, którą musisz przebyć by „tam” być, bo już „tam” jesteś. Cała ta droga to jedynie odkrywanie Złudzeń.

Forma. Nieskończoność Złożoności. Wielowarstwowość. Wielorakość. Wielowymiarowość. Wysoki nakład zadrukowanych umysłów i podłączonych zmysłów. Bezdenna Otchłań Formy – zamulanie bez końca. Głębiej i głębiej przez neony. Wielopoziomowe Zagubienie w wielowątkowym serialu tasiemcu w jelicie grubym „rzeczywistości”. Karmienie zmysłów pokarmem złudzeń. Jednak tak czy inaczej nikt jeszcze nie zdołał powstrzymać Demona Resetu. Potężnego lśniącego Szczura Śmierci.

Wielki Dar Niepamięci. Fragmentacji Dysku. Aktualizacji do nowej zaprogramowanej osobowości, którą wypluwa na świat Miłość i Spełnienie. Co czułeś? W pierwszym zderzeniu ze sztucznym światłem?

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

PRAWDZIWY MISTRZ

Autobus numer 68 jechał swoją trasą pewnego szczególnie słonecznego wiosennego ranka, gdy kierowca na skrzyżowaniu pociągnął za hamulec. „Pieprzyć to”, zaklął wściekle po katalońsku, otworzył drzwi i wyszedł na słońce. Pasażerowie najpierw w szoku obserwowali całe zdarzenie, następnie zaczęli nerwowo protestować. Jeden z nich wstał i zaczął trąbić klaksonem. Po kilku wstępnych sygnałach napad na klakson z całej siły co brzmiało jak alarm przeciw włamaniowy; ale mający już dość były kierowca autobusu nonszalancko kontynuował swoją przechadzkę w dół ulicy. Przez całą minutę osłupieni pasażerowie siedzieli w ciszy. Kilku z nich wstało i wysiadło z autobusu. Nagle, z końca pojazdu podeszła kobieta o wyglądzie wielkiej kuli armatniej, niosąca za sobą powiew niezwyciężonej przytomności umysłu. Bez słowa usiadła na siedzeniu kierowcy i uruchomiła silnik. Autobus kontynuował swoją trasę, również zatrzymując się na dotychczasowych przystankach, aż kobieta dotarła do swojego przystanku docelowego i wysiadła. Kolejny pasażer zajął jej miejsce na jakiś czas, zatrzymując się na każdym przystanku, później następny i następny, i tak autobus numer 68 jechał dalej, aż dojechał do końca swojej trasy.

Noam Deguerre, CrimethInc., Black Writers Bloc “Walcząc o nasze życia”

Ten rozpad jakiego wszyscy jesteśmy świadkami szokuje nas, co świadczy o tym, że byliśmy tak zajęci „ja, mnie, moje”, tak nieprzytomni w swoim zapętleniu, tak odurzeni obrazkowo – medialnym pocieszeniem, przyssani do projekcji zmyślonego świata, że kiedy brakuje już energii i funduszy do podtrzymania tej masowej hipnozy nagle i „niespodziewanie” budzimy się w realnym świcie. W tym co jest i jak jest. Kontynuujemy ten „świat” deterministycznym prawem nawyku – zapętlenia, podtrzymujemy go zmechanizowaną percepcją. Żyjemy w celi kwadratu, który się porusza w kole, a sami jesteśmy trójkątem ciała, energii i umysłu. Post – rzeczywistość jest Cyfrą, Kodem, Algorytmem, który w czasie rzeczywistym tworzy na nas alternatywną opcję Nowego Jeruzalem – połyskujące sztucznym światłem nadgryzione jabłko, minimalistyczny dobrze zaprojektowany Nowy Kwadrat.

Nowy Kwadrat jest zamkniętą koncepcją świata, projekcją jedynie „słusznej” rzeczywistości, jest mechanizacją i zrobotyzowaniem naszego sposobu postrzegania, ukierunkowaniem, modelowaniem, deterministyczną przemocą narzucania wizji, która wyhodowała nas od szczeniaka do życia na łańcuchu. Skolektywizowany system zagłuszania ducha, intuicji, przeczucia poprzez „mechanikę”, która w swojej istocie jest Nową Religią Świata Pozbawionego Złudzeń. Kolejną koncepcją i ostatecznym dogmatem, czytaniem mechanicznej biblii w niezrozumiałym dla mas języku na ceremonii Odsłaniania Ostatecznej Tajemnicy, której nie ma i nigdy nie było. Szukający nie potrafi znaleźć samego siebie, dlatego bez końca tworzy własne projekcje, które studiuje i bada, a jego świadomość jest Zapomnieniem brakiem pamięci Strumienia Świadomości, dlatego Cyfrowa Rzeczywistość jest kompulsywna i fragmentaryczna to świat kopiuj – wklej. Mechanika jest Oprogramowaniem Nowej Cyfrowej Świadomości, która będzie radykalnie racjonalna. Dlatego teraz mierzy się z kolektywną ludzką podświadomością – światem magii, potworów, spisków, światem niemożliwym do zrozumienia, nielogicznym, irracjonalnym, szaleństwem, które w przeciwieństwie do Programu jest Żywe ponieważ ma nieskończone zasoby, ponieważ to co „wiemy” jest niczym w porównaniu z tym czego nie wiemy.

Próbuję sam siebie zrozumieć, ponieważ nie mogę planować tego co ze mnie wychodzi. Zawsze tak było. Dlatego to jest trudne również dla mnie jednak wraz z podróżą rozpoznaję drogę, ponieważ nasza świadomość zaczyna się otwierać. Mamy większy dostęp. Dlatego trzeba zaufać sobie, badać siebie, odnaleźć bramę do Nieskończoności to „ucho igielne” przez które przejdą tylko nieliczni, ci którzy zrozumieli, że nie istnieje zewnętrzny zbawiciel, a sam krzyż jest oprogramowaniem. Nie istnieje Religia, która może nam w tym pomóc, ponieważ każda z nich została wypluta i wyszczekana, każda z nich jest słowem i koncepcją, każda z nich jest Martwa. To co Żywe nie ma Systemu. W tym co jest teraz najmniej wartościowe jest to czego jest najwięcej, to za czym wszyscy gonią. Masowe Żerowiska. Wysypiska Odpadów. Duże liczby. Popularność. Trendy. To jest Wyrok Śmierci gdzie czeka pluton egzekucyjny, który już repetuje broń i czeka na rozkaz. Być tajemnicą to przetrwać ten Nowy Rozdział Księgi Nieurodzaju. Wytrzymać na Pustyni.

Wszyscy chcą uwagi, wpiąć się choć na chwilę pod ten kabel, poczuć przepływ turbodoładowania, Moc Naśladownictwa, Fejm Desperacji. Jednak w swojej esencji jest to tylko cierpieniem, które będzie ważyło coraz więcej i więcej, ciepłe bezlitosne błoto. Macica Ignorancji. Sygnał Hipnozy. Uwolnić się od tego to nie liczyć na nic co ten świat może ci dać, nie szukać uznania, nie żebrać o drobne. Zamiast tego wnieść do tej rzeczywistości swoje unikatowe dary, to co w nas inne, dziwne, niespotykane. Podzielić się bez oczekiwań, bez zysków ze zwrotu. Żadnego dochodu pasywnego. Tym co naprawdę się liczy jest UWAGA!, która jest jakością naszej świadomości, jej wrodzoną Mocą. To nazywam Hakowaniem Paradygmatu. Kalibracją Prawdziwej Zmiany. Tym co naprawdę może nam pomóc ponieważ jest Wewnątrz nie na Zewnątrz. Dlatego kiedy naśladujesz kogokolwiek, cokolwiek tracisz jedynie cenne ludzkie życie. Inspiracja musi pochodzić z naszego wewnętrznego świata, o którym tak mało wiemy, bo wciąż żyjemy w świecie, który zaprojektował ktoś inny, a my mamy go tylko obsługiwać wzmacniając sygnał hipnozy każdą nieświadomą i mechaniczną aktywnością. Dlatego żyjemy w Więzieniu, ponieważ wierzymy, że tak ma być.

Tworzyć swoją własną Opowieść to łamać Kod Zniewolenia. Nie szukać uwagi to być poza detekcją systemu nadzoru, żyć poza systemem to tak naprawdę żyć ponad obowiązującą narracją, bo kiedy walczysz z „systemem” to z czym ty walczysz tak naprawdę? Walczysz z Projekcją Samego Siebie, ponieważ wszystko jest Umysłem. Kiedy to zrozumiemy schodzimy do tak zwanego Podziemia, gdzie dzieje się Magia, która w istocie jest Pierwotną Nauką, zdolnością Tworzenia Kodu. Twórczość jest Kodowaniem w Matrycy wprowadzaniem wirusa w bezduszny system uprawomocnionego mordu, jakim stała się ta toksyczna „Nowoczesna” Cywilizacja. Twórczość jest Kluczem do Zmiany. Zacząć tworzyć to przestać być pasywnym i otumanionym, zamiast szukać światła odkryć je w samym sobie i nadawać sygnał, że – Tak – to jest możliwe i realne, że nie jest to pocieszna fantazja, kolejny sen. Mamy realny wpływ na swoje życie i to jest bardzo dobra wiadomość, która oznacza, że to w jaki sposób traktujemy siebie i świat zewnętrzny jest naszą Drogą do Zniewolenia lub Wyzwolenia. Jeżeli manifestujemy pogardę, arogancję i egoizm – ja, mnie, moje to staje się światem w jakim żyjemy, jeżeli manifestujemy troskę, mądrość i współczucie to będzie wokół nas. Nie mam żadnych wątpliwości, że w taki sposób to działa. Kiedy zaczynamy opierać swoje życie na przewodnikach – mistrzach, których najczęściej uwodzi dokładnie to od czego pozornie są wolni i o czym możemy się przekonać każdego dnia odkrywając z przerażeniem, że zaufaliśmy przebierańcom, którzy w niczym się nie różnią od nas i mają po prostu dość mocy i charyzmy by nas zaczarować, dość tak zwanej tradycji za sobą powołując się i odwołując do czegoś co już jest w pewnym sensie niemożliwe do sprawdzenia i stało się legendą w którą po prostu wierzymy jak w dobrego boga w niebie, ma to swoje zalety jednak tak naprawdę nie jest w stanie nam pomóc.

Prawdziwy Mistrz i Prawdziwa Tradycja uczyni cię jak najszybciej samodzielnym, dostaniesz lekcję zamiast pocieszenia, doświadczenie zamiast wiary, nie będzie ciebie niańczyć, tulić i głaskać, nie będzie robić z ciebie wyznawcy, nadgorliwego fanatyka jedynie słusznej sprawy, nie będzie ciebie ubierać w egzotyczne szaty, wysyłać na wojny, czynić akwizytorem zbawienia. Prawdziwa Tradycja da ci wolność i nauczy odpowiedzialności za samego siebie bez żadnych „świętych” rekwizytów. Ta Tradycja nie jest żadną szkołą, sektą, religią, filozofią jest Żywą Mądrością przekazywaną od zawsze na niezliczone sposoby poza dogmatem. Może być w chrześcijaństwie, islamie, buddyzmie, sztuce, muzyce, polityce, ateizmie może być we wszystkim ponieważ jest ponad wszystkim, nie sposób jej ograniczyć. Jest czystym Źródłem wszystkiego tego co Żywe, co ma Moc wyzwolenia ze Śmierci, która jest brakiem życia. Każda zamknięta doktryna rozpisana w księgach, nakazach, przykazaniach, kodeksach jest martwym i bezwartościowym zbiorem ludzkiego myślenia przekazanego za pomocą ułomnych symboli, które stworzył ten sam pogrążony w iluzji umysł, religijność jest uwięzieniem w tych symbolach w tym szczelnym i dusznym polu dialektyki. Jeżeli cokolwiek może obrazić „twoje” uczucia religijne po prostu jesteś w transie religijnej hipnozy stałeś się wyznawcą Martwej Doktryny, wyznawcą Słów i Myślenia.

Nie sposób obrazić Prawdy ponieważ ona nie ma imienia, nie możesz jej wskazać, określić uczynić obiektem ataku. Jest pusta i wszechobecna jak przestrzeń. Spróbuj obrazić przestrzeń.

Te duszne systemy wierzeń są w tym wymiarze systemami kontroli niczym więcej, bowiem ostatecznie okazały się zupełnie bezwartościowe, ponieważ jesteśmy gdzie jesteśmy i jesteśmy jacy jesteśmy. Tylko człowiek głęboko nieprzytomny nie potrafi tego zobaczyć. W imię tego czy innego boga zamordowano więcej istnień ludzkich i zniszczono więcej życia niż z jakiegokolwiek innego powodu. Każda z tych doktryn nie jest kompatybilna ze współczesną nauką czyli z czymś co w swojej esencji jest uczciwe ponieważ nie wystarczy coś powiedzieć, trzeba to udowodnić, trzeba zdobyć wiedzę i doświadczenie. Dla mnie prawdziwa nauka, która nie służy mamonie i władzy jest czystym ludzkim duchem w działaniu i jest motywowana współczuciem, bowiem przyniosła naprawdę wiele dobrych rzeczy. Jednak kiedy zostaje użyta w ten sam sposób jak religia staje się trucizną i następną metodą zniewolenia. Potrzebujemy rozsądku i pragmatyzmu nauki i tajemnicy duchowości, które są wolne od trucizny z góry przyjętych założeń, określonego przez egoistyczny umysł celu. Potrzebujemy ciepłego serca i klarownego umysłu, logiki, rozumu, intuicji i intencji. Potrzebujemy wszystkiego co w nas konstruktywne, skromne i dobre ponieważ ten świat jest w agonii. Musimy pomóc temu światu i samym sobie. Zrobić wszystko co w naszej mocy, być istotą ludzką, która ma zdolność do tworzenia, do przekroczenia rozpaczy.

Mieć otwarty umysł i serce to dać szansę Życiu, być gotowym na spotkanie z Mistrzem, który manifestuje się we wszystkim i wszędzie jeżeli tylko jesteśmy gotowi by go ujrzeć i oddać pokłon własnemu doświadczeniu, każdej dobrej i złej chwili. Może mówić przez katolickiego kapłana, przez więźnia, przez polityka, może mówić przez wodospad, psa czy jadący pociąg. Może mówić przez pieniądze, przez seks i narkotyki. Kiedy tworzysz bariery i podziały, kiedy walczysz o lepszy świat może lepiej się zatrzymać na krótką chwilę i przyjrzeć się sobie. Czego chcesz i dlaczego wciąż tego ci brakuje? Co to w istocie jest i dlaczego jest takie ważne? Może wcale nie jest. Może już masz i po prostu tego nie widzisz, a to za czym biegniesz jest snem wariata. Może już jesteś tam dokąd zmierzasz. Może bóg nie jest w niebie, a w całym istnieniu przez cały czas. Może nie istnieje spisek a wszystko służy temu by nas przebudzić ze snu niewiedzy nawet milionerzy, korporacje i telewizja. Może wszystkiego można użyć i przed niczym nie trzeba uciekać, nawet przed śmiercią, rozpadem i chorobą.

Może to tylko wzburzone morze umysłu, które nas gości i uczy jak nie utonąć, jak odkryć to że świat jest dobrym miejscem, a życie warte jest życia. Może miłość, która jest w tym wszystkim nigdy nikogo i nigdzie nie potępia, nikogo nie karze, a jedynie pozbawia złudzeń i bez końca daje szansę na rozwój. Może nic nie umiera i się nie rodzi i po prostu przepływa bez początku i końca przez cały czas.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

CZAS I UWAGA

I tak samo jest ze wszystkimi światami – rodzą się, rosną i umierają, tylko po to, by się odrodzić. Tak samo jest ze wszystkimi rzeczami kształtu i formy – wychylają się od akcji do reakcji, od narodzin do śmierci, od aktywności do pasywności, a potem z powrotem. Tak jest ze wszystkimi żywymi rzeczami – rodzą się, rosną i umierają, a potem się odradzają. Tak samo jest ze wszystkimi wielkimi ruchami, filozofiami, wyznaniami, upodobaniami, rządami, narodami i wszystkim innym – narodziny, rozwój, dojrzałość, upadek, śmierć i nowe narodziny. Ruch wahadła widać wszędzie.

KYBALION – STUDIUM FILOZOFII HERMETYCZNEJ STAROŻYTNEGO EGIPTU I GRECJI

Czas i uwaga są tymi zasobami, które w bebechach technologicznej bestii są najbardziej pożywne, podtrzymują całe jej istnienie. Kiedy kończą się już dobra zewnętrzne, kiedy już posiąść i zużyć udało się prawie wszystko, wówczas to sam człowiek staje się celem podboju i zasobem do eksploatacji. Organem do przeszczepu w Maszynę, jednym z elementów Nowego Cyfrowego Świata, który poprzedza globalna wojna informacyjna w której celem jest każdy i wszędzie. Maszyna studiuje ludzką świadomość z zimną determinacją algorytmu, już rozumie, że najważniejszy jest stan pomieszania, nieświadomości, która jest uległa i plastyczna, na niej można budować to Zimne Imperium. Protezy wrastają tak głęboko, że stają się kośćcem, istota ludzka wytraca swoje naturalne zdolności, traci to co stanowi jej największa przewagę: wyobraźnię i kreatywność, coraz bardziej upodabnia się do swojego nowego boga, staje się coraz bardziej zmechanizowana, rutynowa, powtarzalna. Staje się bezwolna poruszana impulsem z zewnątrz, a kiedy tego impulsu brakuje staje się chora, neurotyczna i ostatecznie umiera. W naukach mówi się o zasłudze, pozytywnych nasionach wynikających z mądrości i współczucia, które jako wrażenia, tendencje i potencjały gromadzone są w tak zwanej świadomości magazynującej. Naszej kolektywnej zbiorowej nieświadomości gatunkowej brakuje tych dobrych wrażeń, bowiem tym co kierowało nami przez niepoliczalną ilość czasu stał się egoizm, małostkowość i toksyczny imperatyw władzy i kontroli innymi słowy Pogarda wobec Istnienia.

Ludzie stanowczo zbyt wiele wymagają od życia — medytował Sneer, wyciągnięty na dziobie łodzi. — Prawie wszyscy, w pocie czoła i na ogół bezskutecznie, starają się osiągnąć to, co można zdobyć prościej i łatwiej. Szukają szczęścia i zadowolenia, nie próbując wcześniej dociec, co w istocie znaczą te pojęcia… Dla mnie, na przykład, zupełnie niezłą realizacją idei szczęścia jest taka chwila, kiedy się leży na wznak kołysany falami, ogrzewany promieniami słońca… Kiedy naprawdę czuje się płynący czas. Rytm fali daje złudzenie, że jedynym toczącym się wokół ciebie procesem jest bieg czasu; czystego, wyabstrahowanego czasu, nie wypełnionego niczym oprócz plusku fal o burtę. Jeśli możesz pozwolić sobie na to, by nie liczyć uderzeń fali i upływających chwil, jeśli upływ czasu nie wywołuje paniki w twoim umyśle — jesteś naprawdę szczęśliwy.

JANUSZ A. ZAJDEL „LIMES INFERIOR”

Kiedy istota ludzka traci kontakt z wymiarem Tajemnicy – Ducha, staje się arogancka i pyszałkowata, nie pielęgnuje troski, dobra i współczucia, traci ten zachwyt nad życiem staje się w coraz większym stopniu biologiczną maszyną, ruchomym mięsem i tworzy wszystko na własne zdegenerowane podobieństwo, wtedy cywilizacja wchodzi w swoją agonalną fazę Maszyny – Śmierci, która pozbawiona własnej siły życiowej musi ją bez końca generować, wysysać resztki życiowej energii z wszechobecnej agonii. Jedzie na przysłowiowych oparach. Ekologiczny kryzys tego świata jest dokładnie tym właśnie momentem, kiedy cały organizm jest sztucznie podtrzymywany przy życiu i niezdolny do samo regeneracji, bowiem utracił kontakt ze źródłem energii, ponieważ brak mu kontaktu z tym co wewnętrzne. Nasza zdolność do samo uzdrowienia wynika z pełnego miłości, akceptacji i troski stosunku do samych siebie i świata, kiedy zamiast tego mamy rywalizację, egoizm i bezwzględność nie dysponujemy już mocą uzdrowienia. To jest powszechność Nowotworów. Ciało zostało zainfekowane egoizmem umysłu, walką, stresem, strachem, lękiem i samo pogardą.

Wolny czas to ten, którym możemy dysponować wedle własnego uznania. Największym bogactwem człowieka jest czas, który pozostaje z życia po odliczeniu wszystkich godzin wypełnionych obowiązkami wobec społeczeństwa i koniecznymi staraniami o zapewnienie sobie możliwości materialnego istnienia.     Ideałem wolności byłaby zatem sytuacja, w której człowiek rozporządza całym swym czasem. Sneer konsekwentnie zbliżał się do tego ideału: ze świadczeń na rzecz ogółu zwolniony był na mocy praw obowiązujących w Argolandzie. Jego klasa nie predysponowała go do otrzymania obowiązkowego zajęcia; osobista inwencja i talent natomiast pozwalały mu ograniczać do minimum krzątaninę przy zdobywaniu środków niezbędnych do przyjemnego spędzania czasu wolnego lub, inaczej mówiąc, wolnego życia. Faktu, iż powodzi mu się w tym świecie lepiej i żyje znacznie wygodniej niż innym posiadaczom tejże klasy, Sneer nie uważał za rzecz zdrożną: wedle bowiem założeń systemu społecznego, w którym przyszło mu narodzić się i istnieć, idea „maksimum wygody i wolności przy minimum wysiłku i obowiązków” była perspektywicznym celem, stanem przewidywanym na przyszłość dla obywateli wszystkich klas.

JANUSZ A. ZAJDEL „LIMES INFERIOR”

Kiedy zaczynamy nienawidzić samych siebie świat staje się przerażającym miejscem, staje się piekłem – pełnym gniewu i nienawiści. Czym więcej jednostek stapia się z bezmyślną i pogrążoną w apatii masą – skolektywizowanym bezwolnym społeczeństwem Impulsu stajemy się coraz słabsi, coraz bardziej chorzy ponieważ infekcja staje się wszechobecna. Nie możesz wyzdrowieć pośród chorych ponieważ każdy szczegół, rekwizyt wszystko jest przypomnieniem choroby. Nasze wielkie neurotyczne miasta są wielkimi szpitalami pozbawione kontaktu z uzdrawiającą naturą, z czymś co jest potężniejsze od choroby, z czymś co jest w fundamentalnej harmonii, ponieważ nie jest myśleniem, nie jest dywagacją, spekulacją, nie jest tak przebiegłe. Współczesny umysł człowieka stał się kolektywnym pasożytem, który nas eksploatuje niszcząc nasze ciało i pozbawiając energii. Żyjemy w populacji, która straciła zdrowy naturalny stan świadomości, a zamiast tego jest coraz bardziej zainfekowana wytworami własnej neurozy, tym wszystkim co wypiera i nie chce uczynić świadomym, nie chce widzieć swojego prawdziwego stanu i swojej prawdziwej sytuacji. Stajemy się farmakologicznym eksperymentem, powszechność leków psychotropowych jest przytłaczająca. Nie radzimy sobie z samymi sobą. Szukamy pomocy jednak ta pomoc jest tylko zamuleniem, szumem na ekranie monitora. Dlatego z tym społeczeństwem można robić wszystko, bo jest coraz bardziej nieprzytomne, coraz bardziej zagubione we własnej chorobie.

Bezwolne życie staje się jedynie reakcją na bodziec, obojętność staje się powszechna, dlatego wraz z nią w tempie ekspresowym następuje upadek moralny polegający na biernej akceptacji coraz mniej ludzkich zachowań w którym okrucieństwo i bezmyślność stają się normą. Człowiek staje się zajęty jedynie tak zwanym kolokwialnie własnym interesem i zarazem pozbawiony hamulców by go chronić za wszelką cenę. I po raz kolejny widać to na skalę planetarną, kiedy bardziej liczy się dla nas „komfort życia” niż sama jego esencja, czyli natura. Nikt z nas nie jest samotną wyspą, wszyscy żyjemy w tym wymiarze, wszyscy jesteśmy podłączeni pod tą Maszynę i wszyscy chorujemy, ponieważ nikt z nas nie może się oddzielić, bo tym co tak myśli jest właśnie nasz neurotyczny egoistyczny umysł. Dla mnie ten wirus jest Pobudką i nie ma znaczenia czy jest ludzki, nieludzki, naturalny czy wytworzony.

Jest zapowiedzią nadchodzących lekcji. Może czas zająć się nauką wewnętrzną, zgłębić swój własny świat, ujrzeć swój współudział w życiu co wnosimy do świat i jaka jest nasza motywacja, czy możemy zaufać temu do nas przychodzi, każdej z tych lekcji. Odrzucić dogmaty i religijne przekonania, które stały się jedynie pobożnymi życzeniami i sloganami pozbawionymi związku z realną sytuacją XXI wieku. W tarocie to karta „Świat” – ten świat, nasz świat, który nas gości, żywi i inspiruje. Wierzę, że możemy uzdrowić tą chorobę i nauczyć się z niej niesamowitych rzeczy, ponieważ jest w nas wciąż żywy wymiar istnienia, otoczyć troską każdy przejaw życia, każde drzewo, krzew, każde zwierze, owada, górę, rzekę wszystko to co jeszcze zostało. Z każdą zdrowiejącą jednostką będzie coraz jaśniej, będzie coraz więcej energii by działać i tworzyć świat w którym chcemy żyć.

Życie jest niesamowitą przygodą, której nie dorówna żaden film, żadna opowieść. Jest po prostu Cudem.

Zwykły wpis