W gęstym nocnym niebie widzę wybite od kul dziury. Tam jest światło. To samo, które patrzyło na mnie przez twoje zgaszone źrenice. Unicestwiono niezliczoną ilość wszechświatów na tej ziemi. Istnień, które wciąż będą wracać bez końca szukając zadośćuczynienia. W wiecznym uścisku kat – ofiara, tańczą swój krwawy taniec, co chwila gubiąc tropy i ślady. Zwierzęcy instynkt, zapach, który prowadzi wprost do piekła nienawiści.
Czasem w snach z tamtego świata widzę ocean, pozbawione oddechu odmęty ciał, które się wznoszą do samego nieba. Rodzą się przez ten okrutny dług. Mordują i są mordowani bez końca, ponieważ nigdy nie odmówili rozkazu zaklęci w tej mrocznej klątwie. Skazani na wroga, który nigdy nie ma dość. W tym roześmianym sztucznym świecie obojętność nakazuje nie widzieć, nie słyszeć i nie czuć, że wszyscy jesteśmy tego częścią, bezwolnym ślepym udziałem.
Każdego dnia dziękuję za to, że jest we mnie dobro, które opiera się obojętności i otępieniu, każdego dnia dziękuję za tych, którzy budzą się z tego okrutnego koszmaru tępej nieświadomości.
Uciekamy, jednak doprawdy nie wiadomo przed czym. Spieszymy jednak nie wiadomo za czym. Jakby coś żyło za nas, coś co nas pożera. Jest zimne i funkcjonalne. Każdego dnia tworzymy ten świat z marzeń i wspomnień. Musimy być zajęci, by przestrzeń nie mogła nic powiedzieć, otworzyć się i zaprosić nas do środka. Przyzwolić na wytchnienie. W kwadratowym zimnym świecie konkretu poezja umiera, ponieważ staje się nieważna. Nieważność jest zapomnianą drogą tych, którzy pomimo wszystko potrafią się zatrzymać.
Zatrzymać się, kiedy stalowe koło łamie nasze serce. Poczuć ból i rozpacz tego świata i pomimo wszystko być dla niego i w nim. Pomimo wszystko ze wszystkim dla wszystkiego. Kiedy chodzę ulicami tych miast z palcem na spuście migawki szukam człowieka tam gdzie jest i tam gdzie go nie ma, szukam śladów nieważności jak ścieżki, którą chcę iść do samego końca.
Kiedy już naprawdę się zmęczymy, kiedy dotrze do nas szaleństwo tego mozołu, kiedy usłyszymy śpiew ptaka ponad dachami biur i magazynów ujrzymy życie, którego nie sposób unicestwić, ponieważ jest wiecznością i czeka.
We współczesnych społeczeństwach, począwszy od XVIII wieku, „historia” oraz „przyszłość” stały się substytutami chrześcijańskiego nieba – sława, znakomitość, nawet niewielki rozgłos – wszystko, cokolwiek gwarantuje choćby przypis w księdze historii, tworzy cząstkę nieśmiertelności. Żądza władzy nie jest po prostu rodzajem świeckiej próżności – ma wymiar religijny dla tych, którzy już wcale nie wierzą w tradycyjne życie pozagrobowe. (Szczególnie łatwo można to zauważyć u przywódców politycznych.) Opinia publiczna ściele drogę do nieśmiertelności, a specjaliści od public relations grają role współczesnych kapłanów. Być może posiadanie własności lepiej niż cokolwiek innego zaspokaja łaknienie nieśmiertelności i stąd wywodzi się właśnie siła nastawienia na posiadanie.
Erich Fromm – Mieć czy Być ?
Wynaturzonym humanizmem nazywam kult człowieka – boga w którym żyjemy i którym się karmimy. To jest wirus wysoce objawowy, którym zakażamy się poprzez obcowanie z ciągłą i nieprzerwaną Infekcją Mass Mediów, ponieważ to jest środowiskiem człowieka XX i XXI wieku, to jest jego współczesną dżunglą pełną dzikich bestii i bezlitosnej walki o wpływy. Informacja – rozrywka jest ropą współczesności, a Internet to Fabryka Kontentu, gdzie tankujemy każdego dnia do pełna, aż po samo głębokie gardło. Dobrym przykładem jest szalenie popularna gala Fame MMA, gdzie współcześni celebryci internetowi o ogromnych zasięgach i wpływie na młode i najmłodsze pokolenie biją się po mordach w klatce. Stają się gwiazdami na firmancie cywilizacji upadku, jej zmutowanym i wynaturzonym obliczem, ucieczką w porażający bezwład, smutny bezsens i bezdenną pustkę, która trawi w sobie ostatnie resztki tajemnicy. Wszystko musi zostać spenetrowane, skonsumowane, rozebrane, wyjaśnione, przetrawione i wydalone wprost na stół tej ostatniej wieczerzy, która jest niczym innym jak imprezą na tak zwanej pełnej kurwie cywilizacji w fazie porno.
Pierwsze rzędy apostołów to Kontrolerzy, ludzie widma – no nejmy, których nigdy nie widać na zdjęciu tej reprodukcji. Uszyli ten temat nieskończoną mocą swoich niewidocznych wpływów podczas okultystycznych zjazdów absolwentów tajnych bractw. Ponieważ czy chcemy tego czy nie ktoś zawsze sadzi ziarno i podlewa, dba o odpowiednie warunki wzrostu dla modyfikowanej na swoją modłę hodowli. Każdy współczesny trend gdzieś się rodzi i aby mógł zainfekować masy musi się przebić przez nieskończoną sieć zapór. Trzeba go wgrać w system, zrobić przysłowiowego wirala. Śmiejemy się z iluminatów i raptyli, śmiejemy się z tego, bo to jest śmieszne, takie głupie, takie dziecinne, takie dobre do beki przy podziwianiu gali fejmu, temat staje się memem, pośmiewiskiem foliarskiego odłamu kompletnie irracjonalnej ludzkości, która w większości jest przecież racjonalna, logiczna, taka jest cała umoczona w tym Programie. Jedna rzecz stała się bardzo oczywista w ostatnim czasie – tym można już sterować jak grą, implementować globalne ruchy na całej planszy, ruchać pionkami podług woli, przestawiać pola, zmieniać zasady, nadpisywać reguły, spuszczać się na twarz bez wstydu podczas transmisji mszy – adoracji krwią milionów baranów zarżniętych bez najmniejszego ruchu powieki. Na zimno.
Jeżeli ktoś tego nie widzi, musi zdjąć ten VR – owy kask z mózgownicy, otworzyć prawdziwe oczy, spojrzeć na rok 2020. W tarocie XX to jest Sąd, mamy podwójny Sąd – wewnętrzny i zewnętrzny. Mamy Przeorganizowanie Układu, który nigdy nie wydarzył się w takiej skali. Kolejna karta to jest XXI – Świat. A zaraz po niej jako 0 – Głupiec. To tutaj mniej więcej jesteśmy. To jest ten punkt w Grze. Spójrzmy na to samo z perspektywy Księgi Przemian. 20 to Kontemplacja – wiatr wieje nad ziemią, spoglądanie w górę. Obserwowanie. Rozważanie i analizowanie. Siła osobowości. Czas przed podjęciem ważnej decyzji. Czas To przemyśleć. 21 – Przegryzanie. Grom i błyskawica. Strzeż się obłudy, zdrady i fałszu.
W zrozumieniu modus posiadania może pomóc odwołanie się do jednego z najbardziej znaczących odkryć Freuda, że wszystkie dzieci po przejściu okresu zwykłej biernej receptywności – po którym następuje okres agresywnej, eksploatatywnej receptywności – przed osiągnięciem dojrzałości, przechodzą jeszcze fazę nazywaną analno-erotyczną. Freud odkrył, że właściwości tego okresu często dominują później w rozwoju osobowym, prowadząc do rozwoju charakteru analnego, tzn. właściwego dla osób, które większość energii życiowej kierują na posiadanie, oszczędzanie, zbieranie pieniędzy i rzeczy materialnych, a także uczuć, póz, słów i energii.
Erich Fromm – Mieć czy Być ?
Wróćmy do naszych jaśniejących zblazowanych gwiazd na mrocznym całunie zadymionego myślobytami nieba pokrywających nieboskłony naszych cyfrowych odbiorników, ludzi wirusów wędrujących przez kable i fale, których wpuszczamy do naszego życia, ciała i umysłu. Kontemplujmy ich mądrości w skupieniu i z powagą, nawet wtedy kiedy są takie przecież zabawne, beztroskie pełne tej współczesnej bełkotliwej nowomowy dwójmyślenia. To skompresowane do małych kompatybilnych z systemem rozmiarów programy, które wgrywają się błyskawicznie jeden za drugim, ponieważ teraz są ich miliony i są tacy jak my, są z ludu, z masy, z bloku, podwórka. Żyją tylko krótką chwilę, jak ćmy które płoną w płomieniach krótkiej i intensywnej uwagi. Dostają chwilę atencji i zdychają karmiąc się do samego końca tą jedną krótką chwilą, że ich życie coś znaczyło, wybili się na pikującej krzywej, któregoś tam masowego wymierania wszystkich gatunków. Zapisali się drobnym bajtem w kronice akaszy w kolektywnej gatunkowej matrycy, w zamulonym komputerze kwantowym wszechświata, który zmontował jakiś kolejny okrutny demiurg z manią wielkości i tym narcystycznym mottem: nie będziesz czcił bogów innych przede mną.
Innych nie. Będę czcił samego siebie. I co ty kurwa na to! Ha! A kuku frajerze! Ctr Alt Del! Enter! Weszliśmy w Nowy Wymiar. Głupiec jedzie uberem komfort z psem który kąsa go po jajach. Jest zadowolony, uśmiechnięty, bo może wszystko. Ma w tobołku tablet i smartfona czyli taki sprytny telefon do wszystkiego. Leci na Karaiby gdzie wali serię dobrych samojebek podczas orgietek i bankietów, podziwia slumsy, biedę i rozkład, wchodzi na Jezusa w Rio z patykiem w ręce, rusza na safari zajebać kilka lwów, jest w dolinie śmierci kiedy termometr wskazuje 666 stopni faren hejta i na asfalcie robi jajecznicę z bekonem i oliwkami, co przynosi mu kilkaset tysięcy nowych falołersów na insta. Mielone statystyczne mięso. Zapraszają go na Szczyt Ziemi, gdzie czyta z zegara ile nam jeszcze zostało czasu na zabawę bez obostrzeń i limitów. Porusza masy, wzrusza miliony, kasuje tryliony. Staje się ostatecznie produktem na giełdzie, całą chińską fabryką merczu, gdzie małe chinki i mali chińczycy robią kubki, miśki, smycze, koszulki, czapki i buty. Drukuje obligacje. Staje się wyrocznią z Matrixa, która piecze ciastka i mówi wam wszystkim, że nie jesteście wybrańcami. Jesteście niczym. Pokarmem do karmienia pasożytów. Płatnikami podatków. Ciałami do szczepienia, pełzającą martwicą mózgu, odbiornikami podłączonymi do sieciowego systemu kanalizacji. Sedesem do którego można się zesrać w każdej chwili tym namnożonym zarobaczonym gównem, z którego lepi zmyślnie każdy swój produkt.
To on siedzi w centrum wieczerzy ze złotym gralem Uwagi. Karmiciel współczesności, wielki pojemny żołądek pełen soków trawiennych, obiecane niebo – soczystej rozkoszy, gdzie wszystko staje się tą łatwostrawną masą biernej receptywności, którą można ugniatać jak się chce i pozyskiwać wszystkie składniki odżywcze, by Gra mogła się toczyć osiągając nowe poziomy pogardy. Nie myśl! Ciesz się życiem! Korzystaj z całego dobrodziejstwa inwentarza! Potakuj kiedy trzeba, płać co musisz, szczep się w terminach, weź udział w tym spisku powszechnym kiedy przyjdzie rachmistrz w mundurze systemu i rozkładanym długopisem pałki teleskopowej. Wszystko jest dobrze, wiemy co robimy, bo robimy wszystko co trzeba, byś był martwy i żywy jednocześnie jak ten kot dopóki nie otworzymy czarnej skrzyni po przelocie i wszystko się okaże. Na razie bądź statystycznym nikim, baw się tym kałem. My wszystko załatwimy za ciebie, całe twoje marne życie petenta, podatnika, wyborcy, odbiorcy, podmiotu – przedmiotu. Obejrzyj nową galę FAME postaw jakieś zakłady, wszystko będzie dobrze jak już skończymy szczepienia, pojedziesz do kurortu, na wulkan, gdzie chcesz.
Człowiek z ludu jest winny składać hołd królowi. Takie jest prawo. Ponieważ jest to prawo, niszczy wolność i zniewala. Pod jarzmem tego prawa, człowiek musi zaniechać używania swojego umysłu, swojej mowy i swoich czynów. Ludzie muszą wierzyć, że są warci mniej niż król. Zauważ, że w przeciwieństwie do reguł, nie ma prawdy w prawie. Jest całkowicie możliwym okazać brak szacunku dla króla i w ten sposób złamać prawo. Prawo musi być egzekwowane siłą, ponieważ nie ma w nim prawdy. Prawo niszczy wolność, bo jest kłamstwem. Reguły natomiast tworzą wolność, ponieważ są one wiedzą. To co niszczy wolność, jest złem.
Jeremy Locke — End of All Evil
To w czym obecnie jesteśmy to tak zwany Próg. Doświadczenie progowe ma naturę inicjacji w pierwotny stan mądrości, w przekroczenie narzuconego ograniczenia. Musimy iść naprzód. Ponieważ ten system nie ma już praktycznej funkcji staje się niczym innym jak nawykiem, automatyzmem. Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy na tej planecie coraz więcej istot przekracza program, który zarządza i kontroluje tą „rzeczywistość”. To jest masa krytyczna, nabrzmiały potencjał Zmiany. Sztuczne powstrzymywanie tego jest łamaniem pierwotnej zasady rozwoju. Kiedyś w przeszłości tych „wywrotowych” jednostek było stosunkowo mało, pełniły raczej rolę pewnej zapowiedzi manifestującego się potencjału. Kolektywna Ignorancja tropiła tych ludzi i likwidowała z okrutną determinacją, ponieważ nosili w sobie bardzo niebezpieczną Moc. To jest wiedza o możliwości Wyzwolenia. Teraz tak zwany system nie jest już w stanie nad tym panować, dlatego mamy do czynienia z tak drastyczną manipulacją. Prawdziwą pandemią jest pandemia wolności i tego boją się najbardziej ci, którzy czerpią zysk i żyją dzięki zniewoleniu istot ludzkich.
Nasz kolektywny umysł został zaprogramowany na podległość i status niewolnika. Rodzimy się w matrycy, która uznaje, że zawsze istnieją tacy, którym musimy się podporządkować, uhonorować ich status władcy. To myślenie mutowało w tak zwanym czasie. Obecnie w dobie społeczeństwa masowego, którym rządzi biurokracja i uprzywilejowany kolektyw namiestników, których wybieramy na zasadzie „wolnych wyborów” i którzy żyją i funkcjonują dzięki kradzieży zwanej podatkiem i niepoliczalnych opłat, niejako żywimy własnych oprawców, którzy regulują tak zwane prawo w taki sposób by zagwarantować sobie ciągłość panowania. Czynnikami, które są niezbędne to manipulowanie naszą świadomością poprzez skolektywizowane masowe media, aparat przemocy i perswazji w postaci władzy sądowniczej i wykonawczej oraz globalizacji, która tworzy siły ponad siłami, układy ponad układami. Jedyną zasadą władzy i jej celem jest sama władza. Obecnie ludzie, którzy kompletnie i przez lata funkcjonują w zupełnie innej rzeczywistości niż większość tak zwanych wyborców wymyślają zasady życia dla ciebie czy dla mnie, które zamiast upraszczać wszystko komplikują. Chodzi o to by utrzymać większość społeczeństwa w przymusie walki o byt, ograniczyć ich czas i możliwości do tego stopnia by nigdy nie przyglądali się temu w czym tak naprawdę żyją i jak to funkcjonuje.
System wzajemnego przywileju tworzy zupełnie osobną strukturę organizacyjną, hermetyczny świat zarządców i ich zrytualizowanego języka, który jest kompletnie abstrakcyjny i nienaturalny i funkcjonuje na zasadzie zaklinania rzeczywistości. Nazywam to Klątwą. W praktyce chodzi o to by zawładnąć ciałem i umysłem. Potrzebą rozumienia i potrzebą wiary. Częścią działania, aktywności i częścią wrażliwości i receptywności. Ciało i umysł mają żyć podług gotowego wzorca, funkcjonować w wyznaczonych ramach świeckich i religijnych. To są tak zwane ustroje. W naszym wypadku matryca „demokracji” i „chrześcijaństwa”. Kościół i Urząd to dwie ręce tego samego ciała w niektórych wypadkach jest to Państwo i Nauka, która stanowi nową globalną religię, jest współczesnym nowoczesnym kapłaństwem. To jest ta sama zasada jaka funkcjonuje tu od tysiącleci. W praktyce chodzi o skomplikowanie i stworzenie jak najbardziej złożonych i niezrozumiałych systemów percepcji rzeczywistości opartej na aktywności umysłu oraz na manipulacji wiedzą o naturalnych prawach i cyklach. Ponieważ prawdziwą władzą jest wiedza. Zawsze tak było.
Skolektywizowana i masowa edukacja jest systemem wdrażania w system, nauki w jaki sposób skutecznie umacniać i wspierać całą tą nienaturalną strukturę czerpiąc z tego zyski i dbając o swój status. Najważniejsza jest lojalność i posłuszeństwo, ponieważ to te czynniki decydują o tak zwanym dobrym i bezpiecznym życiu w tym Układzie. Zawsze widoczne jest jego prawdziwe oblicze, kiedy dochodzi do prawdziwego podważenia czy zakwestionowania samego systemu, wówczas ukazuje on swoją prawdziwą brutalną twarz. Możesz wszystko do momentu, kiedy nie dotykasz samej esencji zniewolenia, wówczas dotyka cię cały ukryty aparat represji i zazwyczaj ma to postać publicznego upokorzenia, stajesz się więźniem, kimś potępionym, pośmiewiskiem, przestrogą. To co za tym stoi i tym zarządza jest NIELUDZKIE.
Umownie możemy nazwać to SZTUCZNĄ INTELIGENCJĄ, która jest zimnym i wyrachowanym opartym na najbardziej prymitywnych odruchach i instynktach MÓZGOGŁOWIEM. To konstrukt umysłu, który ma naturę pasożyta i potocznie nazywany jest EGO. To nieistniejący realnie byt, który zawładnął naszą świadomością na poziomie jednostki i masy. To UMYSŁOWA NARRACJA, która uwierzyła, że jest podmiotem zdarzeń, osobą, czymś co istnieje realnie. To GŁOS w naszej głowie, który bez ustanku ocenia i wartościuje każde doświadczenie, każdą myśl i tworzy nieskończone abstrakcyjne wyobrażenia na temat rzeczywistości. Wszystkiego używa instrumentalnie. Nasze myślenie zasilane jest energią ciała, a nasze ciało jest żywą i wrażliwą inteligencją, która nie tworzy abstrakcyjnej matrycy, a zamiast tego po prostu jest OBECNE. Dominacja umysłu powoduje, że brak nam energii i brak nam obecności, w pewnym stopniu jesteśmy nieprzytomni, wciągnięci w nieskończony nigdy film umysłu. Dlatego nie widzimy co się dzieje, widzimy swoje projekcje, a nie rzeczywistość.
Zdjęcie: Marion Ettlinger/Corbis Outline
Ponieważ jest jeszcze coś, co jest dziwne, ale prawdziwe: w codziennym okopie dorosłego życia, nie ma czegoś takiego jak ateizm. Nie ma czegoś takiego jak nie oddawanie czci. Wszyscy oddają cześć. Jedyny wybór, jaki mamy, dotyczy tego, co czcimy. A nieodpartym powodem, dla którego warto wybrać jakiegoś boga lub duchową rzecz do czczenia – czy to JC czy Allaha, czy to YHWH czy wiccańską Boginię Matkę, czy Cztery Szlachetne Prawdy, czy jakiś nienaruszalny zestaw zasad etycznych – jest to, że prawie wszystko inne, co czcisz, zje cię żywcem. Jeśli czcisz pieniądze i rzeczy, jeśli to w nich upatrujesz prawdziwego sensu życia, to nigdy nie będziesz miał dość, nigdy nie poczujesz, że masz dość. Taka jest prawda. Czcij swoje ciało, piękno i powab seksualny, a zawsze będziesz czuł się brzydki. A kiedy czas i wiek zaczną to pokazywać, umrzesz milion razy, zanim w końcu cię zasmucą. Na jednym poziomie, wszyscy już to wiemy. Zostało to skodyfikowane jako mity, przysłowia, klisze, epigramaty, przypowieści; szkielet każdej wielkiej opowieści. Cała sztuka polega na tym, aby utrzymać prawdę na pierwszym planie w codziennej świadomości.
Czcząc władzę, w końcu poczujesz się słaby i przestraszony i będziesz potrzebował coraz więcej władzy nad innymi, aby znieczulić się na swój własny strach. Czcząc swój intelekt, będąc postrzeganym jako inteligentny, w końcu będziesz czuł się głupi, będziesz oszustem, zawsze na granicy bycia odkrytym. Ale zdradliwą rzeczą w tych formach kultu nie jest to, że są złe czy grzeszne, ale to, że są nieświadome. Są to ustawienia domyślne.
To rodzaj kultu, w który stopniowo wpadasz, dzień po dniu, coraz bardziej selektywnie podchodząc do tego, co widzisz i jak mierzysz wartość, nie będąc w pełni świadomym, że to właśnie robisz.
A tak zwany prawdziwy świat nie zniechęci cię do działania na domyślnych ustawieniach, ponieważ tak zwany prawdziwy świat ludzi, pieniędzy i władzy wesoło szumi w kłębowisku strachu, gniewu, frustracji, pożądania i kultu samego siebie. Nasza obecna kultura okiełznała te siły w sposób, który przyniósł niezwykłe bogactwo, komfort i wolność osobistą. Wolność do bycia panami naszych maleńkich królestw wielkości czaszki, samemu będąc w centrum całego stworzenia. Ten rodzaj wolności ma wiele do zaoferowania. Ale oczywiście istnieją różne rodzaje wolności, a o tym, który jest najcenniejszy, nie usłyszysz zbyt wiele w wielkim zewnętrznym świecie pragnień i osiągnięć….. Naprawdę ważny rodzaj wolności obejmuje uwagę, świadomość i dyscyplinę oraz zdolność do prawdziwej troski o innych ludzi i do poświęcania się dla nich na niezliczone, drobne, nieseksowne sposoby każdego dnia.
To jest prawdziwa wolność.
TO JEST WODA David Foster Wallace
Dlatego nazywane jest to ILUZJĄ. Oderwanie nas od ciała i od żywej inteligencji zamknęło nas w więzieniu umysłu, w abstrakcyjnym świecie wyobrażeń. Cała ta struktura jest fikcyjną krainą, czymś kompletnie wymyślonym, czymś co nie podstaw w realności. Bujamy w obłokach, żyjemy w chmurze. Jesteśmy programami, które ktoś bez ustanku aktualizuje. Dzieje się tak kiedy tracimy kontakt z ŻYWĄ INTELIGENCJĄ CIAŁA i z OBECNOŚCIĄ. Szukamy abstrakcyjnych mistycznych ścieżek, zamiast odkryć swój własny stan w tym momencie, zbadać samych siebie, przekierować uwagę na to co ma prawdziwe znaczenie.
Co jest prawdziwym władcą? Kto jest prawdziwym twórcą? Cały czas jesteśmy tam gdzie nas nie ma, to jest nasz problem. Czy istnieje życie po życiu? Czy istnieje moment po momencie?
Jednak czym jest to co istnieje? Jak wygląda?
W tej rzeczywistości istnieją ci, którzy odkryli w jaki sposób manipulować naszym snem, całym tym abstrakcyjnym wytworem umysłu. Jak rzucać klątwę NIEOBECNOŚCI I ROZPROSZENIA, jak powodować byśmy wciąż byli nieprzytomni i bez końca szukali potwierdzenia istnienia tego co nie istnieje. To jest fundamentalna przemoc oparta na manipulacji świadomością. Składanie hołdu Królowi Ignorancji. PODDAŃSTWO PROJEKCJI.
Nasze duże mózgi, argumentuje badacz, uczyniły nas przesadnie zmyślnymi. Potrafią one skonstruować własną rzeczywistość, całkowicie oderwaną od rzeczywistości „autentycznej”, i żyć szczęśliwie w tym urojonym miejscu uznając je w efekcie za świat „prawdziwie” realny. Nasze ego bez trudu wymyśla i wierzy w historie, które wywołują reakcje emocjonalne i tworzą w naszych głowach kolejne opowieści. Owo błędne koło negatywnej aktywności intelektualnej i emocjonalnej naszych umysłów – odłączonej od tego, co faktycznie dzieje się tu i teraz – kontroluje patologiczną kondycję naszej psychiki.
Narzędzia separacji – Fragmenty eseju Dave’a Pollarda.
Oferta jaką obecnie dostajemy to ucieczka od siebie w przestrzeń nieskończonych domysłów i spekulacji. Stan zawieszenia, oczekiwania, biernej obojętności. Dryf. Staliśmy się ofiarami okoliczności, mieszkańcami ciągle ulepszanych klatek, tak bezpiecznych i komfortowych, że żyjemy w stanie otępienia sterylną wygodą, kręcąc się w koło najbardziej banalnych spraw, które stały się naszym więzieniem. Przez zakratowane okna nadają nam film o rzeczywistości, którego głównym celem jest utrzymywać nas w jednoczesnym przerażeniu, tym co „tam jest” i iluzorycznym przekonaniu o swoim „bezpiecznym świecie”, który stworzyli dla nas nasi „opiekunowie”. Jesteśmy otępieni tak zwaną rozrywką i kulturą, która ani nie jest rozrywką, ani nie jest kulturą. To współczesna heroina, która uzależnia nasze umysły. Uzależnienie od konsumpcji treści, która przypomina jednolitą bezwartościową papkę dla niemowlaków. Chodzi o to byśmy coraz bardziej byli wprzęgnięci, zsynchronizowani z cyfrowym światem, który ma być naszym nowym miejscem zamieszkania, wyśnioną krainą nieskończonych możliwości. Edytowalnym Rajem, gdzie można śnić w nieskończoność. To w tym kierunku zmierza ta rzeczywistość. Mamy być kompletnie zależni i nieświadomi, upojeni cyfrowymi używkami.
Dzieje się tak ponieważ tak zwany analog uderzył w mur wzrostu, możliwości tej planety są ograniczone, a zasoby coraz bardziej zużyte, ryjemy już na bezpłodnej pustyni. To co zostało musi zostać dla tych co zostaną. Dlatego nazwano to wielkim resetem. Dlatego mamy to co mamy. Nie można się bawić cały czas. W końcu przychodzi moment kiedy impreza się kończy. Większość ludzi jest tak nieprzytomna, że kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy nawet po całej akcji z pandemią i wirusem. Wciąż śpią i czekają na powrót starego świata, jednak stary świat już nie wróci, bo już go nie ma, skończył się. Upadł przez swoją arogancję i pychę. Teraz jesteśmy w tak zwanym bardo – stanie pośrednim, w zawieszeniu pomiędzy trupem i noworodkiem, rzeczywistość inkarnuje do nowej formy. Ubiera się w to co ma do dyspozycji.
Ten systemowy układ gwarantuje możliwość nieprzerwanych doświadczeń. Jesteśmy eksperymentem. Hodowlą. Brak możliwości rozróżnienia pomiędzy wyobrażeniem a rzeczywistością jest podstawowym warunkiem, który umożliwia programowanie zachowań i postaw. Otumanienie i nieprzytomność, naiwna wiara, łatwowierność. Kult tytułu i uniformu, oddanie w obce, zimne precyzyjne ręce. Błogi spokój nieświadomości. Oni wszystko zrobią, załatwią, ogarną. Prawo, regulamin, instrukcja obsługi. Proste zdania i zadania. Układ wzajemnej zależności, który gwarantuje ciągłość badań. Odwieczny status niewolnika, którym zarządza ta sama bezwzględna przemoc zmieniająca formy jak maski, a która obecnie jest atłasową rękawiczką, delikatną kombinacją tak zwanej kultury i nauki, która pieści naszą próżność, daje nam to poczucie bycia kimś wyjątkowym sczytuje z nas wszelkie możliwe odruchy i emocje dla bezosobowych algorytmów, które tworzą miliardy replik, które zamieszkają w nowym cyfrowym uniwersum. Ufne i oddane szczenię łasi się i przymila do swoich nowych władców, klepane po pysku nieskończoną ilością obietnic. W samowystarczalnym technokratycznym konsorcjum nie potrzeba tylu niewolników – robotników, nie potrzeba rąk do pracy, mózgów do myślenia, sługusów do wyręczania, szpicli do kablowania, dziwek do obsługi perwersji, samorodnych talentów.
Wszystko na przemiał. Do recyklingu.
Problem jest taki, że ignorancja nagradza śpiących, daje im przywileje i benefity, bowiem jej służą, współpracują, są w układzie wzajemnej korzyści. Świetnie to widać na przykładzie mediów z jakich korzystamy i które otaczają nas ze wszystkich stron. Ten obraz świata jaki nadają korporacyjne media jest iluzją, która ma chronić przede wszystkim, tych którzy realnie i bezwzględnie ten świat niszczą, gdyż to ci ludzie posiadają pozwalającą na to władzę i wpływy. Są tymi, którzy kontrolują i modelują ludzką świadomość poprzez tworzenie wyobrażeń w formie tak zwanych informacji.
Choć widzimy korporacyjne logotypy za nimi kryją się prawdziwi ludzie, którzy podejmują konkretne decyzje i to wszystko czy chcemy tego czy nie kształtuje nasze życie. Ten świat zmienił radykalnie swoje oblicze po ostatnich dwóch wielkich wojnach, których „zwycięzcy” stworzyli nowy światowy ład, który umożliwił niewiarygodne przeobrażenia – zglobalizowany konglomerat – maszynę śmierci, której jesteśmy pracownikami na pełen etat, która nie chce się zatrzymać, dopóki nie wyeksploatuje wszystkiego. Nie rozumiejąc i nie szanując starego świata, który potraktowaliśmy jak dziwkę, chcemy nałożyć na jego zdegenerowane i wyeksploatowane ciało tą osnowę cyfrowej symulacji, skomputeryzowaną matrycę ostatecznego pasożytnictwa zarządzaną przez psychopatycznych multimiliarderów, dla których będziemy niczym innym jak nowym zasobem do zarządzania. Ucieczka z analogowej agonii do nieskończonych światów wygenerowanych przez Nowego Samouczącego się Boga – Algorytm. Jesteśmy tak zajęci tym sztucznym kręceniem się w zaprogramowanym kółku, że nawet nie zauważamy jak ten zmyślony świat staje się „światem prawdziwym”, który nas wgrywa w siebie jak kolejną grę.
Boję się ludzi, którzy uśmiechają się zbyt szerokim uśmiechem w tej rzeczywistości. Mam w głębokiej pogardzie ich kursy inwestycyjne, instrukcje sprzedaży, całe to śmierdzące gówno, które pakują w lepkie i samonośne slogany, które nalepiają na umysły szukające chwilowego szczęścia w kolejnej iluzji. Czcimy mamonę, każdego jednego dnia pogrążamy się coraz bardziej i bardziej w ten zmechanizowany materializm, który jest ciągle głodnym mięsożernym bagnem, które nas zasysa coraz głębiej w otchłań wiecznie niezaspokojonych potrzeb, nawet z tak zwanej „duchowości” zrobiliśmy towar do sprzedania, skromność na pokaz, ekspozycja sztucznej moralności, wystawa pełna importowanej z dalekich krajów świętości, pokaz mody szamanów, joginów, którzy „uzdrawiają” i „oświecają”. Mało z tego zostanie na samym szarym końcu, tam w poczekalni, na twardych ławkach, gdzie siedzisz nagi i bezbronny, a wszystko staje się jasne i przerażająco oczywiste. Śpiąca królewna będzie spać do końca, aż ją obudzi pocałunek śmierci pełen niemożliwego do strawienia rozczarowania.
„Rozczarowanie” jest słowem kluczem na ten czas, bardzo pojemną metaforą, która mieści w sobie każde nasze doświadczenie w tej przejażdżce na szybkoobrotowej karuzeli. Od wirowania kręci się głowie, świat staje się tajmlapsem, podróżą w ciemności przez zapętlony tunel, który wcześniej czy później prowadzi do pewnego zrozumienia, szokującego odkrycia banalnych oczywistości, które jednak tak naprawdę nigdy nie były banałem, a jedynie nie urzeczywistnioną surową mądrością, która teraz manifestuje się sama z siebie. Wielką nauką w tym pogorzelisku wypalonych namiętności i ciągłego głodu jest zdolność odrzucania, wielkie bezkompromisowe „nie”, które jest potężnym ostrym obosiecznym mieczem mądrości, która istnieje bez naszego „mistycznego” wysiłku. Ja nazywam to „Jebnięciem Transcendentu” czymś co w jednej chwili niszczy każdy zapętlony program. To czysta i nie rozwodniona natura gniewu, porażające klarowność, która widzi wszystko na wskroś bez żadnego filtra. Ta jakość nie potrzebuje żadnych dodatków do lepszego trawienia, żadnego znieczulenia, osłody, nic do przepicia. Kiedy się budzi w kolektywnym polu, świat staje się precyzyjnym lustrem, które ukazuje wszystko tym czym jest – nagie i prawdziwe, wówczas to co nazywamy naszym ego, lub ludzką wytworzoną z warunków osobowością po prostu eksploduje, ponieważ nie jest w stanie znieść surowej nieprzetworzonej przez umysł – prawdy, która nie ma żadnego pana, żadnego właściciela, żadnej wytworzonej przez nas „moralności”.
Kurczące się zasoby będą utrudniać ucieczkę, będzie coraz trudniej udawać, coraz trudniej odwracać głowę. Przytomność stanie się wyrokiem egzekwowanym w każdej krótkiej chwili. Uderzenie za uderzeniem, wstrząs za wstrząsem przez cały nieprzerwany czas. Dlatego trzeba porzucić nadzieję na cokolwiek, być w tym co jest w sposób totalny, nie szukać niczego nawet najmniejszego rozwiązania, nie tworzyć rozdzielenia pomiędzy sobą i tym, niech się dzieje. Puścić wszystko, to pozwolić wszystkiemu być i istnieć tak jak chce, dać przestrzeń i zaufanie, nie korygować, nie modyfikować, nie szukać oświecenia. Wtedy TO budzi się samo z siebie i staje się czystym instynktem, okiem rozszalałego cyklonu, tym czego nic nie może zniszczyć, samą żywą esencją życia. Mocą, której nikt nie może posiąść. Odrzucać każdą sztuczną ofertę ubóstwienia, zbawienia, bycia wybranym, pójść prosto do piekła bez mrugnięcia powieki. To wszystko jest samo wyzwalającą się energią, która jest nieskończona i nie ma żadnej drogi i żadnego celu, który można osiągnąć. Słowo, które odkrywa przed sobą swoje własne znaczenie.
Podejrzliwość wobec wszystkiego i wobec wszystkich. Sam na sam z wygłodniałą armią posłusznych krwiożerczych demonów – metaliczny powab nowoczesności. Szury, mury, zasieki. Szczepionkowcy i antyszczepionkowcy, ścierające się ze sobą tłumy. MMA niesławnych okładających się po mordach w Oktagonie Warunku w odwiecznej walce z własnym szaleństwem. Nie jestem lepszy. Nigdy nie byłem. Jestem produktem jak wszyscy, jadę na taśmie do pakowania lub spalenia. Gwiezdny pył rozsypany po tych klimatyzowanych salach pracujących respiratorów pompujących w tchawicę sztuczne życie. Czy my umrzemy?
Tak. Wszyscy.
Ludzie mi mówią, że nie rozumieją tych moich wypocin, tego rzygowiska powykręcanych znaczeń, odwróconych klątw – jednak nie mam nic do stracenia, żadnej sławy, pozycji, nazwiska. Niezmiernie mnie to cieszy, bowiem mogę robić co chcę i zabrać to pod ziemię jak złoty pył wmieszany z grudami czarnej ziemi. Oglądam serial dokumentalny. Rzecz dzieje się w Nowym Jorku, tam za coraz bardziej wzburzonym oceanem, tam za tym rosnącym murem wielkiej fali, tam gdzie wciąż jeszcze bije to serce cywilizacyjnej bestii, która rzęzi oparami dusznego tlenu. Serial mówi o ludziach o ich małych zmutowanych życiach toczonych w dusznych klatkach – szczelinach wydrążonych w betonowej skorupie osłaniającej nagie bezbronne samotne mięso. To wszystko zadziwia, na krótką chwilę wyrzuca z szalupy w gęste i rozszalałe odmęty ludzkiego szaleństwa, które rośnie i rośnie i z dnia na dzień jest coraz bliżej, już za stołem podczas kolejnej wieczerzy z pustym nakryciem z którego nikt przecież nie skorzysta.
ICD-10 F40 – F48
Zaburzenia lękowe w postaci fobii Inne zaburzenia lękowe Zaburzenia obsesyjno-kompulsywne Reakcja na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne Zaburzenia dysocjacyjne (konwersyjne) Zaburzenia występujące pod postacią somatyczną (somatoform disorders) Inne zaburzenia nerwicowe
Wikipedia
Fikcja nie potrafi w dziwności dorównać prawdzie. Dziwność jest progiem za którym czeka na nas zupełnie nowa epoka zupełnie innej ery wodnika. To nie będzie new age’owy odjazd wolnej miłości, fuzji technologi i matki ziemi, indiańskich pieśni z hinduskimi mantrami. To będzie rozpakowanie mózgu. Osiem miliardów niespodziewanych prezentów układu nerwowego, ukrytych w czarnych skrzynkach wiadomości od obcej rasy, którą w istocie jesteśmy. Otworzymy się przed sobą, bo w pewnym momencie nikt już nie będzie udawał. I wtedy zrozumiemy, że jesteśmy Obcymi – hybrydami z obcych galaktyk, że udawaliśmy zbyt długo, że zapomnieliśmy ostrzec samych siebie, przekraczając w szalonym tempie granice za którymi nie ma już powrotu do normalności.
I wtedy zdejmiemy te ludzkie maski, wyjdziemy z chujowo narysowanego komiksu w prawdziwe Metawersum bez kwantowych komputerów, cyfrowych bliźniaków, całego tego szkaradnego gówna pozornej technologii. Odrzucimy protezy, czujniki, całe to okablowanie, ten balast. Ruszymy do samego dna, bez lęku i obaw by w końcu odkryć to wszystko przed czym tak neurotycznie uciekaliśmy, wznosząc kolejne oszustwa – cywilizacje, które zawsze przecież umierają w agonii stopniowo lub nagle. W tym momencie nasze mózgi wyprodukują taką ilość DMT, że będziemy zdolni otworzyć nowy rozdział z Księgi Rodzaju.
2.0.
Ujrzeć prawdziwe oblicze boga – urojenia, którego przez całe milenia karmiliśmy jak wygłodniałego psa suchą karmą usłużnej modlitwy, która jednak nie miała mocy by nas odmienić stając się jedynie pustym sloganem w którym teraz żyjemy. W końcu uwolnimy cały potencjał przerażenia, lęku, frustracji – porzuconych dzieci, skomlących w kojcu braku nadzei. W końcu przestaniemy kłamać o tym czym jesteśmy, jak jesteśmy i z jakim skutkiem, w końcu nie będziemy już tracić energii na podtrzymanie tych wszystkich iluzji – pasożytów. Całej tej jałowej gry. Zabawy w kosmicznego chowanego.
Szukam.
Przez całe lata. W medytacji. W książkach. Filmach. W tobie. W sobie. W środku. Na zewnątrz. W uczuciach. W myślach. W przeczuciach.
Nic.
Przeżywamy wielkie szaleństwo tłumów. Publicznie i prywatnie, online i poza siecią, ludzie zachowują się coraz bardziej irracjonalnie, jak rozgorączkowane stado i po prostu nieprzyjemnie. W codziennych wiadomościach możemy oglądać tego skutki. Wszędzie dostrzegamy objawy, jednak nie widzimy przyczyn. Pojawiają się różne wytłumaczenia. Zazwyczaj sugerują one, że każde szaleństwo jest skutkiem wyboru tego czy innego prezydenta albo jakiegoś referendum. Lecz żadne z tych wyjaśnień nie dociera do źródeł. Bo głęboko pod powierzchnią codziennych wydarzeń zachodzą o wiele większe ruchy i poważniejsze zdarzenia. Czas zająć się prawdziwymi przyczynami problemów. Rzadko mówi się nawet o korzeniach tego stanu, czyli o prostym fakcie, że od ponad ćwierć wieku trwa okres rozpadu wszystkich naszych narracji. Jedna po drugiej były odrzucane, mało kto ich bronił albo nie można ich już było popierać. Najpierw, poczynając od wieku XIX, los taki spotkał wyjaśnienia naszego życia, które podawała religia. W ciągu ostatniego stulecia w jej ślady poszły świeckie nadzieje, proponowane przez wszystkie ideologie polityczne. Pod koniec XX wieku zaczęła się epoka ponowoczesna. Epoka definiująca siebie i definiowana podejrzliwością wobec wszystkich wielkich narracji.
Douglas Murray
Kto mi to zrobił? Kto pozbawił mnie wiary i nadziei? Kto odebrał lepsze i bezpieczne jutro? Kto mnie umasowił pod osłoną nocy niepoczytalności, podłączył pod te wszystkie aplikacje, te uśmieszki, łapki machające, te wrrr, kto sprawił, że w tak krótkim czasie wszystko straciło większość znaczenia, kto sprawił, że opowieść jest ważniejsza od treści, a sama treść nic już nie znaczy. Kto kurwa to zrobił?
Ja? Ty? Ci mityczni oni co rządzą z za kotary światem i mnie programują jak maszynę do pracy na rzecz nicości?
Zatem.
Jestem wynikiem prostych i przewidywalnych do bólu okoliczności. Niczym specjalnym, inteligentnym, wyedukowanym, wyróżnionym w czymkolwiek. Patrzę na siebie ze spokojem. Może to dziwne jednak tak jest. Patrzę na siebie jak na obiekt. Jak tylko chcesz możesz obrażać moje uczucia religijne. Wiem, ponad wszelką wątpliwość, że nie jestem w żaden sposób specjalny. Nie szukam zbawienia, nie zamierzam również przetrwać za wszelką cenę. Moja świadomość powróci po prostu do domu. Tam gdzie jej miejsce. Wiem, że to tylko spektakl, wiem to ponad wszelką wątpliwość do tego stopnia, że nie muszę tego udowadniać, do tego stopnia, że może być to nawet nieprawda. Nie ma to znaczenia, bo znaczenie jest zmyślone, jak każde słowo.
Rozumiesz?
To czym jesteśmy przekracza to czym myślimy, że jesteśmy. Nie jesteśmy tym, czym myślimy, że jesteśmy. To myślenie zrodziło i zagęściło ten świat, który w istocie jest złudzeniem. Nie mam najmniejszej potrzeby korygować twojej prawdy, ponieważ to rzecz dla ciebie święta. Szanuję TO. Życzę ci jedynie, by ta Prawda była w stanie naprawdę ci pomóc kiedy będziesz tego potrzebował.
Przywykamy w szybkim tempie do wszystkiego. Człowiek ma niesamowitą zdolność adaptacji. Świat przez ostatnie dwa lata zmienił się do tego stopnia, że ciężko już udawać, że przypomina to czym był przed pandemią, lockdownami przed całym tym szaleństwem, które stało się naszą nową post rzeczywistością w której musimy żyć i która staje się coraz bardziej apodyktyczna i czarno – biała. Wszystko się radykalizuje by mogło przetrwać – idee, poglądy, stosunki, język. Wszystko z furią walczy o swoje prawa do widoczności, słyszalności i do uwagi.
Mamy kumulację, nabrzmiewający wrzód, który dusi w sobie nieskończony potencjał tej skrywanej i wypartej choroby ludzkiej świadomości i ducha, który zbyt długo uczestniczył w tym zbiorowym gwałcie. Antidotum jest udawanie, zabawy w poprawność polityczną w zakazy formułowania wybudzających z uśpienia komunikatów, kurczowe trzymanie się tego czego już nie ma; urojonego świata demokracji, która stała się już jedynie multimedialnym pokazem – przekazem wyświechtanych sloganów, echem tego co już dawno leży martwe, tańcem skorumpowanych i skompromitowanych elit zglobalizowanych interesów. Podział resztek łupów, wydarcie wszystkiego co jeszcze zostało. Jednak program hipnozy jest tak głęboko wgrany w pień Mózgogłowia, że większość ludzi wierzy, że za jakiś czas wszystko wróci do przysłowiowej normy, do czasów sprzed choroby, sprzed infekcji, sprzed restrykcji, sprzed upadku.
Nie wróci. Tamten świat uległ defragmentacji i teraz tworzy się Nowa Rzeczywistość. Zamulona, rozmazana i ciężkostrawna chaotyczna hybryda łącząca wszystkie wątki w jeden nieprzerwany ciąg szokujących zdarzeń. To kumulacja karmicznego potencjału kolektywnej ludzkiej ignorancji. Czas spłaty wszelkich długów. Wielkie lustro w którym możemy na siebie patrzeć z każdej strony, pod każdym kątem. Wiwisekcja gatunku ludzkiego. Dla ludzi świadomych i uważnych nie jest ona żadnym zaskoczeniem. Nie wywołuje zdziwienia, oburzenia, wołania o pomstę do nieba. To naturalny proces kiedy kończą się już możliwości tak zwanego manewru, udawania, że bez ustanku możemy uciekać przed konsekwencjami tego kim jesteśmy i co robimy. Tego nie można było ciągnąć przecież w nieskończoność, bowiem to jest Wymiar Warunku, który ma swoje fizyczne ograniczenia i punkty zapalne po przekroczeniu których następuje nieprzewidywalna reakcja łańcuchowa. Tak jest w przypadku dewastacji środowiska naturalnego, eksperymentowania na wrażliwym organizmie społecznym, pychy porażającego narcyzmu i egocentryzmu. Tak jest kiedy człowiek staje się nienażartą bestią, szczytem swojego egoizmu i moralnej ślepoty zapominając o tym, że jest jednym z wielu gatunków w niezgłębionej tajemnicy współistnienia po raz kolejny musi odrobić lekcję pokory. Musi znów upaść. Otrzymać rachunek za ostatnią wieczerzę. Oprzytomnieć w Ostateczności. Obudzić się ze snu swojej wszechpotęgi i wszechwładzy. To przebudzenie jest bardzo krótkie i totalne w stosunku do czasu uśpienia. Jest także bezlitosne jak sama natura.
Spoglądanie na to co się dzieje jedynie ze swojego ograniczonego punktu widzenia jest tym co charakteryzuje nas jako gatunek. Wszystko od zawsze kręci się wokół naszej własnej dupy, ciągle i ciągle, aż do momentu kiedy w wyniku cierpienia musimy przestać wirować i jesteśmy zmuszeni do zatrzymania naszego niepoczytalnego szaleństwa. Musimy patrzeć i przeżywać to na co nie chcemy patrzeć i czego nie chcemy przeżywać. Jednak już nie mamy wyjścia. Jesteśmy w Punkcie Zero. W momencie Przebudzenia, które nie jest naszym wysiłkiem i naszym procesem rozwoju. To jest brutalne Przebudzenie Konfrontacji wynikające nie z wiedzy i współczucia a z niewiedzy i okrucieństwa. Nieświadomość ma swoją granicę i właśnie dotarliśmy do jej kresu, gdzie niemożliwym jest już udawanie, że wszystko będzie dobrze. Nie będzie. Jednak to „niedobrze” jest tylko w naszej zmechanizowanej głowie i wylęknionym sercu. To boli jedynie do momentu kiedy to odrzucasz i z tym walczysz, kiedy nie chcesz uznać rzeczywistości i z desperacją próbujesz znów uciec w nieświadomość. Jednak w tym konkretnym momencie to jest już niemożliwe.
Kilka lat temu na ulicach doszło do zamieszek po tym, jak strażnik w więzieniu Guantanamo został oskarżony o spuszczenie świętej księgi w sedesie. Następnego dnia zadzwonił do mnie lokalny dziennikarz, który powiedział, że pisze artykuł poświęcony tej zniewadze. Napotrzeby swojej twórczości dzwonił do przedstawicieli wszystkich głównych religii w Australii, by zadać kilka pytań, które zamierzał również zadać mi.
– Ajahnie Brahm, co byś zrobił, gdyby ktoś spuścił świętą księgę buddystów w twojej toalecie?
Bez wahania odparłem – Ależ proszę pana, gdyby ktoś spuścił świętą księgę buddystów w mojej toalecie, pierwszą rzeczą, jaką bym zrobił, byłoby wezwanie hydraulika!
Kiedy dziennikarz przestał się już śmiać, wyznał mi, że jest to jedyna rozsądna odpowiedź, jaką dane mu było tego dnia usłyszeć. Wtedy ja zacząłem kontynuować wyjaśnienia.
Wyjaśniłem, że ktoś może wysadzić w powietrze wiele posągów Buddy, spalić buddyjskie świątynie bądź wymordować buddyjskich mnichów oraz mniszki. Rzeczywiście, ktoś może dokonać tych wszystkich zniszczeń, ale nigdy nie pozwoliłbym na zniszczenie buddyzmu. Możesz spuścić świętą księgę w toalecie, ale nigdy nie pozwolę ci spłukać w niej przebaczenia, spokoju i współczucia. Księga nie jest religią. Nie jest nią również żaden posąg, budynek ani kapłan. Oni wszyscy są zaledwie „pojemnikami”.
Czego może nauczyć nas księga? Co reprezentuje posąg? Jakie cechy powinni utożsamiać kapłani? Odpowiedzi na te wszystkie pytania ujawniają prawdziwą zawartość wspomnianych „pojemników”.
Kiedy zaczniemy dostrzegać różnicę pomiędzy pojemnikiem a jego zawartością, wszyscy będziemy w stanie zabezpieczać w sobie ową zawartość, nawet wtedy, gdy same pojemniki ulegną zniszczeniu.
Możemy wydrukować więcej książek, wybudować więcej świątyń i posągów, a nawet wyszkolić większą liczbę mnichów i mniszek, ale gdy stracimy swoją miłość i szacunek dla innych ludzi, jak również dla samych siebie, a zastąpimy te wartości przemocą, wtedy cała religia zostanie przez nas spuszczona w toalecie”.
Ajahn Brahm – OPOWIEŚCI BUDDYJSKIEGO MNICHA
Niemożliwe w świecie „wiecznej możliwości”, widoczny niedorozwój w świecie ciągłego rozwoju, nagły i niespodziewany upadek w świecie niepohamowanego wzrostu. Oto przychodzi najwyższa z nauk, której prawdziwe zrozumienie może naprawdę przebudzić naszego ducha – tą nienowoczesną, nienaukową, nielogiczną część, która ma zdolność radzić sobie właśnie wtedy kiedy już wszystko inne zawodzi, ponieważ przekracza umysł, logikę i arogancję. Otwiera możliwość spojrzenia na świat z zupełnie innej mniej oczywistej perspektywy, która rozumie i widzi rzeczy i zjawiska w dużo głębszy i bezpośredni sposób.
Nasze ludzkie życie kończy się śmiercią. Przez ten proces wzrostu i rozpadu przechodzi bez wyjątku wszystko, zawsze i wszędzie. Takie są prawidła tej rzeczywistości i kiedy to akceptujemy jesteśmy w stanie żyć w sposób odpowiedzialny z szacunkiem i pokorą. Dla mnie to jest esencja duchowości bez względu na jej formę. Dopiero z tej perspektywy biorę pod uwagę tak zwany rozwój, który bez szacunku i pokory jest jedynie egotyczną jazdą. Kończy się niepotrzebną intensyfikacją cierpienia, która wynika z ignorowania prawa przyczyny i skutku, które ma fundamentalne znaczenie zarówno w wymiarze wewnętrznym i zewnętrznym. Umiejętność akceptacji tego co jest i jakie jest otwiera przestrzeń współpracy zamiast walki, przytomnej świadomości, która przestaje już stosować uniki i manewry, a zamiast tego przyjmuje rzeczywistość. To zawsze jest trudne, szczególnie w tak skomplikowanej i wymagającej sytuacji w jakiej wszyscy jesteśmy. Jednak jest konieczne, abyśmy mogli w sposób twórczy pracować z tym co jest.
Staram się patrzeć na człowieka w pierwszym rzędzie jako istotę czującą jako część planetarnego życia. To życie jest przed naszą rasą, seksualnością, narodowością, filozofią jest przed naszym myśleniem i poglądami, to życie w swojej esencji jest święte bez udziału naszej wymyślonej świętości, bez określania na dobre i złe, dzielenia na cnotę i grzech. To z niego powstają bóstwa i demony, grzesznicy i święci – jednak koniec końców wszyscy wracamy do tej odwiecznej tajemnicy. Uważam że nie istnieje nieistnienie, że To wszystko nie ma końca, nie ma możliwości unicestwienia samego Życia bez względu na to co robimy.
Władać trzema światami. Władać absolutnie niepodzielnie. Stworzyć nowe bezbrzeżne królestwo spoza tego fizycznego umierającego świata; huraganów, powodzi, zamieci, trzęsień ziemi, trąb powietrznych, nagłych zmian temperatur, agonii całego planetarnego życia, zainstalować je na wyspach – serwerowniach, otoczyć wojskiem i zasiekami niczym wielkie grody warowne. To tam będzie rodzić się nowe syntetyczne życie. Nowy Człowiek 2.0. Łańcuchy bloków wielkiej Gry – instalowanie masowego zbawienia dla zmodyfikowanej i ulepszonej wersji człowieka – cyborga.
Ponad naszą codzienną absurdalną gonitwą za nie wiadomo czym, ponad naszymi zamyślonymi głowami, które bez ustanku martwią się tym co będzie dalej, zarządcy budują rusztowanie, tworzą całą zmyślną infrastrukturę przyszłości, która już nie będzie należeć do homo sapiens. Człowiek naturalny kończy swój bieg historii, na jego miejsce wchodzi struktura cybernetycznego roju, umysł kolektywny. Podłączenie. Układ scalony. Szybkość impulsu. Transfer danych. Dzieci już tam są w tym nowym świecie, rodzą się w nim i uczą się go, jest dla nich miejsce, są narzędzia i nieskończony świat do odkrycia. Stare ludzkie gatunki są jak drzewa, które łamie huragan zmian, wygina do samej ziemi, każe się płaszczyć i błagać. Umierają w domach starców, w pustych covidowych salach, zabierając ze sobą pamięć o czymś czego nie da się edytować, czegoś co podobnie jak oni odchodzi w zapomnienie. Gatunki pośrednie stoją w rozkroku nad przepaścią, wąchając, smakując te wszystkie nowości wyczuwając smród więzienia, jednak nie są zdolni nauczyć się nowego maszynowego języka, semantyki cyfry, przebić się do umysłów, które są już wszczepione w nowy zbiór, niejako odległe i zamazane.
Mam wrażenie, że takiej przepaści nie było w ludzkiej kolektywnej świadomości, tej obezwładniającej różnicy odczuć i percepcji, tych nie rozumiejących się wzajemnie języków zupełnie obcych istot, które dzielą jedynie przestrzeń ciała natomiast nie są już w stanie dzielić przestrzeni umysłu, ponieważ są iż inne strukturalnie, operują na innych częstotliwościach i zagęszczeniach. Język myśli i język bezpośredniego przeżycia nie mogą się sobie wyjaśnić. Gdzieś tam w tym tajemniczym instynkcie i przeczuciu coś jednak podpowiada mi, że to też już było, że po raz kolejny daliśmy się zwieść czemuś co jest zawieszone niejako w próżni, w czystej spekulacji, w obietnicy niemożliwej do spełnienia.
Dzisiaj, właśnie teraz, gdzieś na świecie, ktoś spokojnie oddaje wszystko, co ma, dla kogoś innego. Gdzieś indziej na świecie, ta sama osoba, ta sama istota ludzka, robi komuś innemu potworną rzecz. Wygląda na to, że taka jest droga wszechświata, nie wiem, czy jest jakiś sposób, żeby to naprawić.
Maynard James Keenan
Stan szaleńczego zakochania w tętniącej życiem bogini technologii, która jednak starzeje się zbyt szybko i zbyt nienaturalnie. Wszyscy zostaliśmy w pewien sposób zmuszeni do zmiany pozycji, do przykurczu, do patrzenia w ekran, do pochylonej głowy i zgiętego kręgosłupa. Do uwięzienia we własnym wytworze, do ciągłej i nieprzerwanej transmisji. To czyste gnostyczne rozdarcie pomiędzy ciałem i duchem. Odwieczny dualizm, który technologia obiecuje przekroczyć zapowiedzią „wielkiej przepustowości” i szybkiego bezdotykowego transferu. Mentalny Internet – światłowód czystego umysłu – matrycy.
Jednak na pograniczu wrze. Ludzie ciała nie chcą się wpinać, ludzie ciała tracą swój świat, który jest przestarzałym analogiem, zupełnie nie kompatybilnym z nową smart – wersją, ludzkie ciała stają się odpadem na śmietniku umierającego świata, który jednak wciąż walczy z tą totalitarną dominacją Maszyny, która wymaga wszystkich zasobów by zapewnić sobie rozrusznik uruchomić to nowe kolektywne ciało spiętych świadomości. Wstrzyknąć nowego ducha, uruchomić algorytm, urządzenia skanujące, nadajniki sygnału. Ludzie ciała – umysły poruszają się w obie strony, potrafią serwować na każdej fali, ponieważ wiedzą, że wszystko jest w istocie iluzją. Nie istnieją ostateczności piekieł i nieb. To jest opcja transcendencji, coś co może funkcjonować, tworzyć i uczyć się w każdych okolicznościach, w każdym układzie, w każdej wersji wyśnionego świata. Stają się hakerami paradygmatów, zawsze szukając równowagi, używając dobra i zła, pociechy i przerażenia, ponieważ ich zadaniem jest wyzwalać z iluzji, szukać wolności, bronić Istoty. Technologia nie jest problemem, problemem jest brak czystego poglądu, grząski grunt jedynie słusznej interpretacji, ostateczne zawierzenie jakiejkolwiek ze stron, przyjęcie obcych poglądów i interpretacji, a w ostateczności fanatyzm i brak elastyczności.
Ani „informacja”, ani w zasadzie żaden „fakt” nie tworzy rzeczy-samej-w-sobie. Nasz świat „informacji” implikuje ideologię lub raczej paradygmat, zakotwiczony w nieświadomym lęku przed „ciszą”, przed materią i przed wszechświatem. „Informacja” jest z pewnością substytutem, pozostałością fetysza dogmatyków, supersitio, duchem. „Poetyckie fakty” nie są przyswajalne doktrynie „informacji”. Zdanie „Wiedza to wolność” jest prawdziwe tylko wtedy, kiedy wolność jest rozumiana jako psychokinetyczna umiejętność. „Informacja” to chaos; wiedza jest spontanicznym porządkiem tego chaosu; wolność jest surfowaniem na fali tej spontaniczności.
Hakim Bey „Wojna Informacyjna”
Nieumiejętność samowyzwolenia, brak kontaktu z Esencją. Kiedy twoim poglądem jest brak poglądu możesz być postacią w komiksie, bawić się wywracając na lewą stronę każdą ideologię, wejść w transcendentny świat paradoksu, być laboratoryjnym szczurem zen. Mistrzem Niemistrzem. Musisz nauczyć się uwalniać wszystko takim jakie jest, nie tracić obecności, nie tworzyć najmniejszej wizji przyszłości, nie wspominać okruchów zaszłości. Być kablem przez który płynie impuls, czy jest dobry czy zły nie ma najmniejszego znaczenia. Nie pozwalać na infekcję wirusów strachów, propagandy, religijnych dogmatów, nie wierzyć w boga, ale czuć go przez cały czas nawet kiedy świat rozpada się na twoich oczach, ponieważ wszystko jest tylko doświadczeniem i nie istnieje koniec, nie ma żadnej ostatecznej nirwany i zbawienia. Nie ma cierpienia ani przyczyny cierpienia i nie ma drogi, która tam prowadzi. Sutra serca. Esencja. Przestrzeń pozbawiona granic, której nic nie może zniewolić i nią zawładnąć. To jest moja prawda rzucona jak bluźnierstwo w tą całą sztuczną świętość, te religijne dyrdymały zakadzonego kadzidłami świętoszka, który wierzy w istnienie tego co ma być zbawione za sprawą bycia niewolnikiem zaprogramowanych obietnic. Ta droga nigdy się nie kończy jest pętlą, samobójczym strzałem. Jest piekłem wysiłku i ostatecznym rozczarowaniem. Bóg jest ostateczną wolnością poza jakimkolwiek sztucznym prawem. Jest Nauką, która nigdy się nie kończy. Pachnąca samsara, śmierdząca nirwana.
Ludzie umysły żyją już w Nowym Wspaniałym Świecie Obietnicy. Trans hiper gender, ponieważ ostatecznie chodzi o to by wyjść z gatunku, przekroczyć ciało, zmutować do maszyny, zadomowić się w symulacji. Jednak pomiędzy tymi światami nie ma żadnej różnicy, ponieważ w istocie mają jedno i to samo źródło. Biologiczna cyfra, cyfrowa biologia – jeden pies. Problemem jest smycz. Ograniczenie, które narzuca ci szablon nauki, układa sztuczny program zajęć. To jest prawdziwym złem, kiedy ktoś decyduje za ciebie o twoim życiu, to jest przemoc. Ta przemoc zniewoliła ten świat, podobnie jak program, który mówi nam, że z natury jesteśmy okrutni, głupi i źli. To nie jest prawda. Z natury jesteśmy dziećmi pozbawionymi wstydu i wyrachowania, mamy nieskończony potencjał twórczy, nieskończone możliwości rozwoju. Jesteśmy Żywi. Pulsujemy nieskończoną energią wszechświata. Ta rzeczywistość to tylko jedna z miliardów opcji. Przejażdżka na karuzeli w parku rozrywki.
Będziemy się z tego śmiać, śmiechem który rozbawi samego diabła.
Duch nie potrzebuje podnoszenia na duchu, ponieważ ma wyjebane na te wszystkie jałowe rozgrywki zapętlonego w inscenizacjach i projekcjach ego, które dusi się oparami swojego własnego potu i wciąż chce się uduchowiać i bawić w świętości. Prawdziwa świętość jest bezwstydna i okrutna w swoim obchodzeniu się z każdym oszustwem Mózgogłowia.
Już później, gdy pracowałem nad moją teorią postrzegania zdarzeń losowych, wracając pamięcią do wydarzeń z okresu wojny, zyskałem nieodparte przekonanie, że nasze umysły to cudowne maszyny do wyjaśniania rzeczywistości, które potrafią odnaleźć sens niemal we wszystkim i uzasadnić wszelkie możliwe zjawiska, ale są zasadniczo niezdolne pogodzić się z ideą nieprzewidywalności.
Nassim Nicholas Taleb „Czarny łabędź. Jak nieprzewidywalne zdarzenia rządzą naszym życiem”.
Mentalność skorumpowana, rozczłonkowana, niewydolna. Syndrom ofiary rozpisany w ludzkich embrionach zanim jeszcze wszystko przybierze formę, zamanifestuje całą swoją ułomność. Każde uwarunkowanie w tym mechanizmie „odwiecznego recyklingu” znajduje swój „rynek zbytu”, swój „system” – ciało tworzy przeciwciało. Każda przestrzeń musi zostać zapełniona, nazwana, zdefiniowana, bowiem to tworzy tzw. „bezpieczeństwo”. To jest świat nazwany, wyssany do szpiku, bez pustych przestrzeni, bez znaków zapytania – trwających zbyt długo. Monstrum nie może tego znieść – tej niepewności – to jest jak wirus, jak ciężki do opanowania krwotok. Rzeczy, stany, zjawiska – nienazwane – uderzają znienacka, bez ostrzeżenia. To ma potencjał nicowania, wydobywania nie znanych i nie uznanych treści.
W czym my się poruszamy?
To jest eurobiznes – planszowa gra, pluszowi ludzie, a struktura gry jest certyfikowana aktem narodzin i zgonu. To wszystko. Kilka szalonych ruchów, jednak zawsze w obrębie planszy, która jeżeli zapomniałeś została zaprojektowana zanim pojawiłeś się w formie szarego pionka. Bardzo interesuje mnie poziom warunkowania. Ten poziom który jest tak skrzętnie ukryty, że aż wydaje się nie istnieć. Poziom – nie – ja, poziom program, poziom biologicznej kukły skażonej własną ułomnością. I ten moment…
Obcy element, obcy sam dla siebie, lustro biologii – ten pierwszy ruch, ten taniec. Próbowałeś dotknąć czegoś spoza tego układu, spoza ewidencji nazw i struktur. Próbowałeś dotknąć Pierwociny? Tego czegoś w tobie co czeka tam i patrzy jak się kręcisz jak lalka na szubienicy. Jak poznajesz poznane, odkrywasz odkryte, jak dogorywasz w sztucznym słońcu na sztucznej wydmie pustyni nazwy. Wszystko do zrzygania zostało przedstawione. Obdarte z tajemnicy, z niedotykanej delikatnej skóry, ta tęsknota traci kierunek, traci moc.
„Kanalizujemy” samych siebie w rejon tak dobrze znany, tak bezpieczny, tak jałowy. Lubimy wiedzieć, znać, kojarzyć – to jest znak firmowy człowieka – pantera w klatce, wariat w szpitalu, jezus na krzyżu. Wszystko musi mieć swoje miejsce. Odbyć swoją drogę krzyżową i zdechnąć. Stworzyć kolejny wizerunek dla potrzeb oddanych wyznawców swojej ułomności.
Szczury mają to do siebie, że nie żywią złudzeń. Są pragmatyczne, konsekwentne i wytrwałe. Robią swoje bez względu na to jak je oceniasz. Ich kod genetyczny doświadczył ludzkiej natury w jej najgorszym wydaniu – okrucieństwa dyktowanego egotyzmem – kodu źródłowego ukrytego za tą hiper optymistyczną błazenadą. Wasze „szczęście” było testowane na ich wnętrznościach. Co zrobiliście im będzie zrobione wam. Wielkie Mechaniczne Prawo. Szczury otwierają przejścia na wolność, która jest brakiem złudzeń. Wielkim Odpuszczeniem wirusa wysiłku. Szczury pracują z okolicznościami, są elastyczne i bardzo szybko dostrzegają luki w Cybernetycznym Więzieniu. W ich małych ciałach ukrywa się potężny Duch, którego nie możecie zniewolić. Żywią się odpadkami tej zdegradowanej cywilizacji śmierci – wiedzą jak przetrwać wasze desperackie poszukiwanie szczęścia i zadowolenia w rozpadającym się materialistycznym śnie, który ze swej natury zawsze musi się rozpaść w nicość. Kiedy przestajesz walczyć z naturą rozpadu – uzyskujesz Moc.
Stajesz się Przytomny. Obudzony. W tym co jest.
Dają ci lepką mgiełkę Obietnicy. Gdzieś, kiedyś jak odmówisz miliard paciorków pójdziesz gdzieś do góry po schodach do nieba, albo jak wysiedzisz w pozycji lotosu osiem niemierzalnych cykli, aż ci ślina pójdzie z pyska osiągniesz coś czego tak naprawdę nie ma. Wow. Syndykat Obietnicy w czarnych szatach rytualizmu – kanibalizmu w tym czasie oskalpuje cię z tych resztek energii jaka ci jeszcze została dorzuci to do Wielkiego Generatora, który utrzymuje to wszystko w ruchu. Rozkołysane Wahadło Dualizmu. Wierzysz w strukturę w poziomy, w liniową narrację od punktu A do punktu Z – pozorne poczucie bezpieczeństwa, poziomy rozwoju jak kawałki słoniny w okrutnych metalowych szczękach, które z pierwszym kęsem rozerwą ci krtań. Brocząc krwią zapiszesz kolejną stronicę w Księdze Uboju. Czasem robią inwentaryzację i kogoś brakuje. Jak to? Nie ma zapisu, ciała ? Ktoś wyszedł z narracji – opuścił linię, stał się czystym Światłem. Nie znaleźli szczątek, jedynie włosy i paznokcie.
Mistrzowie. Hakerzy zakodowanego Snu.
Kiedy spotkasz kogoś takiego oddaj mu pokłon. Zatrzymaj się. Bądź. Oni nigdy nie rzucają się w oczy, są jakby z boku, z oddali za szybą twojego ekranu, delikatnie dają do Zrozumienia, że jakakolwiek walka o cokolwiek to strata Cennego Czasu. Nie osiągniesz nic oprócz Siebie – swojej prawdziwej natury. Tego nie ma gdzieś tam. To jest tutaj. W tobie. W każdym oddechu, ruchu, myśli. To nie jest czyste ani zabrudzone, jasne ani ciemne. Ani dobre, ani złe. Poza Kodem. Nie ma drogi, którą musisz przebyć by „tam” być, bo już „tam” jesteś. Cała ta droga to jedynie odkrywanie Złudzeń.
Forma. Nieskończoność Złożoności. Wielowarstwowość. Wielorakość. Wielowymiarowość. Wysoki nakład zadrukowanych umysłów i podłączonych zmysłów. Bezdenna Otchłań Formy – zamulanie bez końca. Głębiej i głębiej przez neony. Wielopoziomowe Zagubienie w wielowątkowym serialu tasiemcu w jelicie grubym „rzeczywistości”. Karmienie zmysłów pokarmem złudzeń. Jednak tak czy inaczej nikt jeszcze nie zdołał powstrzymać Demona Resetu. Potężnego lśniącego Szczura Śmierci.
Wielki Dar Niepamięci. Fragmentacji Dysku. Aktualizacji do nowej zaprogramowanej osobowości, którą wypluwa na świat Miłość i Spełnienie. Co czułeś? W pierwszym zderzeniu ze sztucznym światłem?