PIRACKIE OPOWIEŚCI

W SMOG KINGU

DSCN8254

Imperium u schyłku otwiera dotychczas zaryglowane złote wrota, pozwala pospólstwu ujrzeć kim naprawdę są ci, których biedne pozbawione perspektyw masy ludzkie postrzegały jako wzory do naśladowania. Imitacje ich stylów życia, ich ubrań, samochodów, pól do golfa – wszystko to „made in china” uderza o brzeg naszej świadomości, byśmy mogli zasmakować lifestyle liderów w wyścigu do samounicestwienia. Narcystyczno – bombastyczna orgia wciąż bez ustanku zaprasza do zabawy oferując gorzką pigułkę nicości.

Sergiej kucharz z którym pracuję kupił maskę w punkowym stylu – czarna klimatyczna, jednak co ważne z dobrymi filtrami. Przypomina mi to kiedy pracowałem w fabryce sitodruku w industrialnym zagłębiu pod Londynem i drukowaliśmy tysiące koszulek każdego dnia – a maska stanowiła najważniejszy element tej pracy. Zajebiste tiszerty dla rebelianckiej młodzieży pobierającej co miesiąc kieszonkowe od rodziców, by ostentacyjnie ufarbować włosy i palić podrasowany towar na Camden przepijając temat czerwonym winem z butelki. Nisko płatna praca na obczyźnie w gęstej zawiesinie chemikaliów od czasu do czasu pozwalała na zupełnie darmowy odlot od stężenia trucizny, bo cały proces maszynowego drukowania na sitach to jedna wielka masakra dla układu oddechowego.

Kilkadziesiąt lat wcześniej w Londynie gęsta mgła śmiercionośnego smogu, który przez kilka dni uśmiercił kilka tysięcy osób dał do myślenia włodarzom tej mega metropolii. Widok był osobliwy i przypominał scenografię do filmu grozy. Ciemne zadymione ulice, pełne paniki tłumy oszołomionych londyńczyków zdezorientowanych w stężeniu wydzielin własnego stylu życia padający jak muchy na szpitalnych łóżkach odmawiali spóźnione zdrowaśki. Tak wzięli ziemię w posiadanie. Uruchomili dźwigi i turbiny oraz taśmy produkcyjne przemysłowej rewolucji, której motto: szybciej, dalej, wyżej, mocniej wykuło dla nas stalowo – cyfrowy Mordor, gdzie rodzimy się i umieramy w błocie bylejakości i jesteśmy coraz bliżej konfrontacji z konsekwencjami. Skrajnie egotyczny człowiek postindustrialna hybryda osaczona cyfrową siatką zależności i każdego dnia oglądająca swoją wygładzoną twarz w lustrze mediów społecznościowych wciąż i wciąż odwraca głowę od Prawdziwego Obrazu swojego „panowania”. Zajęci przepisami na bakłażanowy humus i jaglane ciasteczka w polewie z migdałów, uśmieszkami z samojebek i objętością łydek gwiazdeczek z zadymionego nieba odgrywamy spektakl na swoją własną cześć.

DSCN8257

Imperium u schyłku otwiera dotychczas zaryglowane złote wrota, pozwala pospólstwu ujrzeć kim naprawdę są ci, których biedne pozbawione perspektyw masy ludzkie postrzegały jako wzory do naśladowania. Imitacje ich stylów życia, ich ubrań, samochodów, pól do golfa – wszystko to „made in china” uderza o brzeg naszej świadomości, byśmy mogli zasmakować lifestyle liderów w wyścigu do samounicestwienia. Narcystyczno – bombastyczna orgia wciąż bez ustanku zaprasza do zabawy oferując gorzką pigułkę nicości. Gdzieś tam jak mignięcie, niechciany wyciszony głos sumienia w ekranie monitora jak klimatolog James Hansen podczas wystąpienia mówi o tym, że ocieplenie klimatu uderza w nas siłą 400 tysiącami bomb jakie zrzucono niegdyś na Hiroszimę – w skali każdych 24 godzin. Jednak te programy, plakaty i ulotki nigdy nie dotrą do biedoty, która pali w swoich marnych piecach byle czym, byle kiedy i byle jak. W Krakowie, Łodzi, Warszawie, Detroit, San Paulo, Władywostoku.

Płoną butelki po tańszej wersji coca coli, reklamówki, opony, stare sandały i foldery reklamowe PGE. Płonie Babilon wypuszczając w atmosferę wielkie przekrwione oko smogowego wielkiego brata. Ucieka przed nim Sergiej na swojej kolarzówce w jednym z najbardziej zadżumionych smogiem miast Europy – Warszawie. Podrażnione oczy, problemy z oddychaniem, dobra przyczyna przewlekłych chorób układu oddechowego. My tutaj w Polsce krainie tak dobrej zmiany, że nie sposób jej rozmiaru już ogarnąć, mamy do czynienia ze smogiem typu londyńskiego, który swoją pełną krasę roztacza właśnie zimą, kiedy temperatury spadają poniżej zera i możemy posmakować „energetycznej mieszanki” pyłów, sadzy i dwutlenków węgla i siarki. Pisał o zadżumionej Warszawie brytyjski „Gaurdian” klasyfikując stolicę Polski na pierwszym miejscu w smogowym peletonie trucicieli.

Tam gdzie produkują nasze wypasione iphony czyli w Chinach jak donosił swego czasu „New York Times” też jest gęsto – ogromny mechaniczny smok wypluwający większość współczesnej produkcji zieje sadzą powodując od czasu do czasu kompletny paraliż komunikacyjny – pamiętając o tym, że państwo wątpliwego środka pęcznieje tak bardzo, że do budowy całych nowych miast, które często są przez lata nawet nie zamieszkane Chiny zużywają 53 % światowego cementu, 48 % rudy żelaza i uwaga blisko 50 % globalnych dostępnych zasobów węgla i niezliczonej ilości innych surowców. Chińskie miasta to siedliska przede wszystkim taniej siły roboczej, która bez świadczeń i zabezpieczeń zdrowotnych za marne grosze zadłużona po uszy produkuje wszystkie te „dobra” jakie widzimy wokół. Pół miliarda Chińczyków żyje za niecałe dwa dolary dziennie i za swój roczny dochód robotnik mógłby kupić sobie pół metra mieszkania, które wynajmuje. Pracuje 70 godzin tygodniowo.

Warto sobie zdawać sprawę co to znaczy dla świata starzejąca się populacja o takim rozmiarze w państwie, gdzie nie funkcjonuje system powszechnych ubezpieczeń emerytalnych. Nawet system więziennictwa w Chinach jest jednocześnie systemem masowej produkcji, gdyż tzw fabryki „laugai” to nic innego jak ulokowane w zakładach karnych „fabryki chińskiego badziewia”. Stan środowiska odzwierciedla stan umysłu Chińczyków. Już za dekadę kraj ten czeka kolosalny niedobór wody pitnej, a w związku z tym przekraczające nasze wyobrażenie migracje społeczności wiejskiej do miast. Stopień zanieczyszczenia wody pitnej i wód gruntowych w kilku regionach sięgają 70 %. A do czego ta woda jest potrzebna prócz oczywistych potrzeb konsumpcyjnych? Woda jest potrzebna do wytwarzania energii elektrycznej.

DSCN8262

Przy ciągłym wzroście konsumpcji paliw kopalnych i nieprzerwanej degeneracji środowiska i starzejącej się populacji tanich robotników pozbawionych dostępu do opieki społecznej – ogromny metalowy smok runie z hukiem obryzgując wszystko plastikowymi wymiocinami produkcyjnymi za dwa centy od sztuki. Rynek finansowy w coraz większym stopniu reaguje na korporacje i firmy, które przyczyniają się do dewastowania środowiska. Ich akcje i notowania spadają, coraz większa presja mediów i „zielonej polityki” jak naciągana i nieautentyczna się ona wydaje ma tutaj zdecydowanie dobre oddziaływanie. Pekiński szał spalania taniego surowca osiągnął swoje „wyżyny” podczas niechlubnej olimpiady, by zapewnić energię potrzebną do obsługi tak wielkiej masowej imprezy. Zresztą już w 1993 roku problem smogu i zanieczyszczenia powietrza był dla Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego wystarczającym powodem by odrzucić zgłoszenie organizacji Olimpiady. Jednak odpowiednia kosmetyka i kilka ruchów oraz międzynarodowe uzależnienie od „globalnej chińskiej fabryki” dał w 2001 roku zielone światło dla Olimpiady. Już dziesięć lat później wskaźniki przekroczyły wszelkie normy, a Pekin stał się miastem ludzi w maskach.

Dość „zabawne” jest to w kontekście Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, gdzie jednym z fundamentalnych źródeł energii życiowej „Qi” jest powietrze i żywność, a jak wiemy jedno i drugie ma mało wspólnego z czymś zdrowym. Zaczyna nam wystarczać sama etykietka „eko”, co nie dziwi, bowiem skala problemu przekracza sumę wszelkich środków zaradczych jakimi dysponujemy. Więc drodzy politycy z krzywej matrycy zamiast dekomunizować lepiej solidnie odmulić i zmierzyć się z faktem, że priorytetem we współczesnym świecie jest sam świat – środowisko w jakim żyjemy jako goście na planecie Ziemia – najemcy, którzy niszczą piękno i życie swoją ignorancją, której nikt z nas nigdy nie zdoła zmierzyć.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

CHWILA ZADUMY W KRAINIE NAMIĘTNOŚCI

Strategia druga – namiętność – każe nam wszystko chwytać i łapczywie pożerać. Jest to proces magnetycznego przyciągania. Gdy czujemy się wystarczająco bogaci, zazwyczaj nie miewamy tego odruchu zaborczości. Ilekroć jednak pojawia się poczucie ubóstwa, głodu, niemocy, wyciągamy ręce, wysuwamy macki i próbujemy czegoś się uczepić.

Chogyam Trungpa

DSCN8204

Złożoność, skomplikowanie, wyrafinowanie – określenia współczesności. Bardzo dobrze widać to w naszej współczesnej kulturze kulinarnej, która jest idealnym odzwierciedleniem wręcz patologicznej zachłanności, która kompletnie ignoruje konsekwencje takiego sposobu życia. Skutki uderzają w nas lawinowo. Powietrze jakim oddychamy – coraz bardziej toksyczne, woda, którą pijemy pełna metali ciężkich wreszcie korporacyjna żywność pozbawiona wartości. Turbo cywilizacja dokręca śruby i potencjometry zysku w zgodzie z mentalnością kontrolerów coraz bardziej rozdziawiając paszczę zachłanności.

Jednak kluczowym jest kondycja naszej świadomości, możliwości samostanowienia w kontekście wiedzy jaką możemy zdobyć i wniosków do jakich możemy dojść obserwując i badając współczesną rzeczywistość. Wyrażanie dobrych życzeń, czy pełna afirmacyjnego „pozytywnego” ładunku ignorancja – jest jedynie warstwą cienkiego tynku pokrywającego grube pordzewiałe ściany korporacyjnego molocha, który wręcz lubi nasze miłe i sympatyczne obrazki jakie wieszamy, by się pocieszać. Usypianie nas „patriotycznymi” sloganami i wdrażanie izolacjonistycznej polityki narodowej w kontekście globalnych zmian, które są środowiskowym tsunami jest chowaniem głowy w podwórkowy piasek ubity łopatą politycznego cynizmu i kalkulacyjnej propagandy tworzenia „własnego pastwiska” jakie za wszelką cenę pragną wyskalować podług własnej utopijnej wizji włodarze tego kraju. Jednak prawda jest taka, że to my a nie nikt inny kupujemy tą gadkę i te wszystkie gówniane polityczne produkty. Zaspokajanie prostych prymitywnych potrzeb, rynsztokowa rozrywka – tani chleb i igrzyska. Idealna symbioza posłuszeństwa i ignorancji, dokarmiana łatwostrawną medialną papką dla niemowlaków. Ssij!

Skalowanie opinii publicznej – bootowe maszynki, mechanizmy dostarczanie odpowiednich impulsów dla zdegenerowanego systemu nerwowego współczesnego cyber ssaka otumanionego kolorowym napompowanym balonikiem iluzji dobrobytu i wszechobecnego w krainach czarnoksiężników „wszystko jest dobrze – żryj, kupuj i umieraj – bez lęku.” Uzależnienie od atencji – to koszmar XXI wieku, którego konsekwencją będzie ciężka jak ołów depresja kiedy ułuda dosięgnie poziomu oczywistości. Kiedy zakupione w internecie zainteresowanie spadnie do zera.

Do zera.

Ludzki produkt masowy stracił gwarancje czegokolwiek. Skolektywizowany obdarty z prawdziwej godności surogat – konsument ryjący jak świnia w sztucznych perłach musi dotrzeć do granic tego taniego pastwiska. Obudzić się niestety z pyskiem w gnojowniku kiedy wyprzedaż dobiegnie końca. Mówienie tego co chcesz usłyszeć to naprawdę dobry biznes, poprawianie ci nastroju, podsuwanie kolejnych hipnotycznych transów to gwaranty wpływów na konto. Jednak sprawy mogą osiągnąć poziom daleko poza twoją granicą – strażnicą komfortu, wówczas ujrzysz prawdziwą naturę frendsów i falołersów – wszystko zniknie w jednej chwili odsłaniając prawdę. Uczciwego życia nie da się kupić, moralności i skromności również podobnie jak współczucia i altruizmu. Najlepszą inwestycją jest dobrze przeżyte życie, które nie ma nic wspólnego z łapkami i komentarzami. Naszą formą istnienia staje się numer IP – supełek w Sieci. Dryfujący Mroczny Kontynent o największej populacji świata. Rok 2017 w realu:

Trzęsienia ziemi w Syczuanie, Puebla, Kermanszahu i Chipas, cyklon Debbie, Huragan Harvey i Imma, pożary lasów w Portugalii i Chile, powódź w Peru. Planeta zasługuje na naszą uwagę, na nasz udział w procesie uzdrawiania. Małe społeczności, lokalne grupy ludzi – kooperatywa, wspieranie etycznych mikro biznesów. Ochrona praw mniejszości i edukacja o stanie środowiska naturalnego – rozpoczęcie procesu brania odpowiedzialności, podejmowanie pracy, która wspiera i tworzy zamiast niszczyć. Ograniczenie spożycia mięsa jest krokiem bardzo istotnym, jest kamieniem milowym powrotu do ludzkiej natury do równowagi ekologicznej i psychologicznej do budujących aktów współczucia. Niestety tabelki i prognozy świata 3 D mówią swoje:

W najmniej rozwiniętych krajach z dużym wskaźnikiem wzrostu populacji spożycie mięsa rośnie w szybkim tempie. Szczególnie dotyczy to państw Afryki Subsaharyjskiej, gdzie wzrost konsumpcji wołowiny i drobiu następuje najszybciej.
Spożycie wołowiny w ciągu najbliższych dziesięciu lat stopniowo będzie rosło. Prognozuje się, że w 2025 roku w porównaniu ze stanem obecnym konsumpcja wołowiny wzrośnie o prawie 6% w krajach rozwiniętych, a w rejonach rozwijających się o 21%.

OECD-FAO: Konsumpcja mięsa do 2025 roku

Ubolewam na tym, że weganizm uczyniono ideologią, life stylowym trendem krzyczącym z okładek kolorowych pism, celebrytką w falbankach intratnego biznesu, na którym można teraz kosić profity. Odrywając dietę bezmięsną od kontekstu globalnych problemów nad wyraz łatwo strywializować i wyśmiać coś co u swych źródeł jest ewolucyjne i oparte na zdrowym rozsądku, jest konkretnym krokiem w dobrym kierunku. Komunikat powinien być jasny i wołać o skromność, o szacunek zamiast PR owego balonika obwieszonego różnej maści gwiazdeczkami. Nienasycenie jest problemem psychologicznym, jest patologią tej rozpasanej do granic cywilizacji.

Spokojne uważne życie. Pozbawione nadmiarów i przesady. Rozwijanie pasji i wspieranie tych, których los okazał się mniej łaskawy. Zdolność do życia w prostocie, duchowa praktyka autentycznej tradycji, świecka postawa etyki, nauka, za którą stoi troska i religia, która naprawdę otwiera i uwrażliwia serce. Mamy to i jeszcze więcej. Korporacyjna demokracja stała się opresyjnym systemem, który za wszelką cenę chce przetrwać. Jednak ludzka świadomość zaczyna budzić się z długiego snu Symulacji. Technologia nie jest zła, jest narzędziem wartym użytku i rozwoju.

Ten system tak czy inaczej nie przetrwa. Potrzeba dobrych zmian i te zmiany wciąż nadchodzą i będzie ich jeszcze więcej. Tego życzę nam wszystkim!

Nazywam się Marcin Piniak studiowałem dziennikarstwo i fascynuje mnie aspekt komunikacji, a szczególnie tej jaką nawiązujemy sami z sobą przekierowując uwagę z zewnętrznego świata ku naszej autentycznej naturze. Twórczość jest dla mnie odruchem, czymś niemal biologicznym, czymś co pomaga mi żyć. Jest w swojej esencji drogą duchową i nauką Obecności i Wrażliwości. Ten świat potrzebuje ludzi z wyobraźnią i pasją, którzy mają w sobie tą cudowną ciekawość i życzliwość. Człowiek, który realizuje swój potencjał jest człowiekiem szczęśliwym i to powoduje, że na tym świecie jest mniej cierpienia. To najważniejszy powód dla którego warto to robić. Reszta jest tylko dodatkiem. Piszę, gotuję, fotografuję i nagrywam felietony video i audio. Opublikowałem alegoryczną powieść „17” o cieniach zachodniej cywilizacji i procesie transformacji, którą napisałem podróżując londyńskim metrem. Nasze życie jest opowieścią, którą warto zapisać. Tym właśnie się zajmuję.

SUBSKRYBUJ PIRACKIE WIEŚCI:

SOCIAL MEDIA:

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

HURT I DETAL

Kiedy pszczoła zniknie z powierzchni Ziemi, człowiekowi pozostaną już tylko cztery lata życia. Skoro nie będzie pszczół, nie będzie też zapylania. Zabraknie więc roślin, potem zwierząt, wreszcie przyjdzie kolej na człowieka…

Charles Robert Darwin (pol. Karol Darwin; 1809–1882) – angielski uczony, twórca teorii ewolucji.

DSCN9975-001

Od zawsze w zasadzie istnieje poziom abstrakcji i konkretów. Cała nadbudowa kulturowo – religijno – ideologiczna spajająca dane plemię w obrębie jednego pastwiska jest właśnie poziomem kultywowania abstrakcji. Jest to szeregowy system przypominający komplet choinkowych świecidełek zapalony z tytułu „bożego narodzenia” nadrzędnego wdruku – systemu wierzeń.

I tak mamy tu przede wszystkim judeochrześcijańską kulturę postkolonialnego człowieka z wdrukowaną matrycą jednego najprawdziwszego białego (kolor dobry, święty, czysty) człowieka – boga i podległej mu natury przejawionej jako czegoś bez pierwiastka duchowego, co można i należy eksploatować do woli. Używanie i nadużywanie jest cechą charakterystyczną tej dogorywającej w spazmach kultury. Bóg jest mężczyzną. Rządzi. Karze. Decyduje o losach innych z abstrakcyjnego poziomu swoich wierzeń, urojeń i programów. Wiara w te abstrakcję jest – tajemnicą. Irracjonalnym aksjomatem ukrytym za Automatem. Powstaje Klasa Panujących Kapłanów. Ludzi, którzy sami nadali sobie Status. Tu nic nie jest boskie, święte, naturalne, prawidłowe. To jest po ludzkie. Cała ta naniesiona struktura jest tworem sztucznym, wymyślonym abstrakcyjnym systemem stworzonym tylko i wyłącznie w celu Eksploatacji. Cała ludzka historia jest studium tego procesu. Najbardziej widocznymi konsekwencjami – jest stan naszych umysłów i środowiska w jakim żyjemy. Permanentny stan wojny i podziału. My – Oni. Bez końca. Nazywam to poziomem Hurtu. Jest to hurtowo – masowe zaszczepianie Chorobą Wściekłych Ludzi. Bóg – Szatan. Dobro – Zło. Duch – Materia. Zbawienie – Potępienie. Rollercoaster. Góra dół. Dół góra.

Gatunek ludzki cierpi na dwubiegunowość: fazę maniakalną i depresyjną. Korporacyjno – niewolniczy jogging. Współczesne cywilizacyjne pole minowe. Jednak warto pamiętać, że:

FAZA MANIAKALNA

To urojenie, że jesteś Bogiem, że możesz wszystko. To ludzie, którzy charakteryzują się skrajnym egotyzmem w połączeniu z narcyzmem i agresywną formą ignorancji. To aktywna głupota. Zacietrzewienie i święte przekonanie, to niezłomna wiara i chorobliwa ambicja połączona z brakiem empatii i zdolności „wyjścia poza siebie”. Energetyczno – adrenalinowy hype – bezlitosny walec iście darwinowskiego konceptu ewolucji – przetrwają silni. Mokry sen tej fazy – to nadludzie. Ludzie maszyny. Trans-humanizm nieśmiertelnych cyborgów menadżerów wszechświata. Najpotężniejsi w pokoju – jak w „Mr Robot” Sama Esmail’a, albo „Cosmopolis” Davida Cronenberga. To executive managerowie globalnej piramidy zależności. Chief’s executive officers dualizmu. Operatorzy kserokopiarki. Tego rodzaju platynowy status jest tylko i wyłącznie dziedziczony, tak jak dziedziczone były fortuny – podwaliny pod korporacyjny monolit zarządzania światem. Nikogo tam nie ma z pucybutów. To potomkowie Kapłanów. To dzieci pierwszych dzierżawców pastwisk i właścicieli bydła, by mieć przywilej otwierania im drzwi musisz skończyć Harvard albo Massachusetts Institute of Technology czyli MIT. Tak to tytani i bogowie z mitów świata obleczeni w ludzkie kości i ułomności. Najdalej posunięty gabinet cieni w platońskiej jaskini. To ubrani w purpurę i krzyże potomkowie Rzymu nadający abstrakcyjny sygnał z Miasta – Państwa i jego mocno naciągniętego filmu SF o nieudanej inwazji mesjasza z nieba. Ewy Adama i Księgi.

To wreszcie bezwzględny wirus urojonej zbiorowej odpowiedzialności za domniemaną zbrodnię popełnioną w afekcie na bogu ducha winnym synu boga jedynego w niebie, który sądzić przyjdzie żywych i umarłych – jakby samej śmierci było mało. To Hurt przez duże „H”. Program Król. Meta Program. Program porządkujący – root serwer. Bez tego wszystko inne się rozpada jak scenografie podczas zamieci. Na tej stronie jest cytat, bowiem w gruncie rzeczy chodzi o nieświadomość spektaklu i nadzieję ewakuacji. To Adam i Ewa tego Raju. Wygnanie bez końca. Z tej ulokowanej w centrum Matrycy wynikają wszystkie inne, które są uszeregowane i podpięte pod ten dominujący paradygmat Srogiego Boga – właściciela. To metafizyczny Trybunał Karny – abstrakcyjny Naczelnik Kolonii Karnej. Naczelnik ma różne imiona, a jego skrajni wyznawcy lokują na różnych płaszczyznach: od garniturowych w radach nadzorczych, po fanatycznych kapłanów ziejących jadem w komnatach sprofanowanych świątyń, charakteryzuje ich wspomniana faza maniakalna, berło naprężonego pulsującego fallusa zmaterializowanego w cybernetyczno – mechanicznym świecie wiecznej wojny w usankcjonowanej „pokojem” metodycznym sianiem zamętu i śmierci. Zjednoczone Stany Paranoi. Latający naszprycowany najnowszymi pociskami ziemia – powietrze, powietrze – ziemia Krzyż Sprawiedliwości.

Podbój musiały poprzedzać Potęga i Możliwości. Jak powstały? Warto prześledzić historię najpotężniejszych organizacji, które przetrwały stulecia gromadząc dobra doczesne i kapitał podporządkowania istot ludzkich tworząc przez ten czas kody dostępu do świadomości mas. Te kody zawsze operowały w częstotliwości Strachu i Kary nigdy Wolności i Miłości, które były tylko i jedynie hasłem reklamowym tego Produktu, czyli…

FAZA DEPRESYJNA

Zaszczucie warunkami. Egzystencja pod sztandarem Przetrwania. 3/4 populacji ludzkiej. Kondycja środowiska naturalnego. Stan umysłu – choroba cywilizacyjna. Przytłoczenie Impulsami. Świadomość potępienia. Życie na łasce własnych oprawców. Zależność bez końca. W zasadzie rodząc się w konkretnej rodzinie i miejscu – twój los jest przyporządkowany określonej częstotliwości dostrojonej w konkretnej fali percepcji, miejsce geograficzne też określa twoje położenie względem – tych centrów ekonomiczno – militarnych, które rozdają karty, które się liczą. Potęga tych miejsc – to Eksploatacja Słabszych. Nazywam to Podprogowym System Kastowym. Ulokowaniem w Systemie. Kiedy znajdujesz się na peryferiach w kraju, który sam jest słaby i kompletnie zależny – możesz być widzem nigdy graczem. Większość tych miejsc – to Lumpeksy Zachodu, gdzie dostajesz odpad z taśmy. Ten organizm w tej chwili to Globalny Konglomerat Wzajemnych Zależności.

To co jest tam przyjdzie tutaj w pokracznej wykręconej i zmutowanej formie, bowiem zglobalizowany i podłączony pod Sieć jest umysł. Depresja to odrętwienie i apatia. Skrajnie niska samoocena. Nienadążanie za programami mody i wygody za całym tym polukrowanym programem planety śniadaniowej. Ten system jest oparty na drenowaniu energii. Jej kumulacja w 3/4 populacji wzrasta, kiedy zasysa ona wszystkie te obietnice wygenerowane przez media. Media to sposób modelowania urojeń – ich formy i skali. Obietnica spełnienia i osiągnięcia tych fantomów jest Generatorem, jest również Przepustnicą – miejscem przechwycenia tej energii. Postrzegam rzeczywistość w dużym stopniu jako proces psychofizyczny. Jako biologiczno energetyczny współzależny organizm zespolony na grubych poziomach liczb, ekonomii etc, jak i również na poziomie podpiętej pod jeden kanał zbiorowej nieświadomości. Ludzie w tej rzeczywistości są coraz bardziej wydrenowani i wypruci z własnej wrodzonej energii, którą zużyli w gonitwie za wymyślonym rajem i obiecanym szczęściem, które nie nadeszło i nie nadejdzie póki jest obiektem nie stanem. To sztuczka magika – przekierować świadomość na obiekt świadomości nie zaś nią samą. Bóg stał się obiektem świadomości – dualistycznym konceptem pozbawionym wartości. Stał się umysłowym pocieszeniem zagubionego umysłu, który skazany jest na egzystencję w coraz bardziej skomplikowanym układzie danych i ich wielowymiarowych znaczeń. Tutaj jesteśmy zgubieni. Kompletnie.

Wraz z upływem lat i ciągłej elektronicznej ewolucji podłączonych do nas urządzeń – kończymy się jako istoty ludzkie. Odpadamy. Rzeczywistość przejmuje schemat liczb i układa skomplikowane wzory – zabawiając się sama sobą. To meta hurtowy system szeregowania obiegu wyobrażeń i postrzegania. To konfiguruje zmysły, zmienia sposób odbioru danych przez nasz mózg. To Zamulenie, gdyż Procesor jakim operujemy z upływem lat zwalnia i przestaje być wydajny. Nasza świadomość zaczyna uciekać w swoje własne zasoby związane z pamięcią i zbiorem pobożnych życzeń. Wtedy już nie postrzegamy tego co jest, a jedynie własne projekcie. Większość z nas jest w tym stanie. Świadomość wczytuje tylko i wyłącznie operacyjne dane jakimi dysponuje i nic poza tym. Świat rośnie wgłąb świadomości. To ruch spiralny. Jego zewnętrzny wymiar jest ograniczony, umysł jest pozbawiony ograniczeń. Umysł nie ma granic – to nie jest materialny fizyczny system początku i końca – to bezgraniczna nieskończoność. To nie jest również mechanizm operujący zmysłami – on je przekracza. Dlatego kluczowa staje się wyobraźnia. Kluczowy staje się Detal.

Detal jako indywidualna świadomość jednostki, która zaczyna się budzić ze snu urojeń. Zaczyna tworzyć swój wewnętrzny wymiar. Zaczyna otwierać własną przestrzeń. To wrodzone. To otwarte. To dostępne. Ulokowane poza sprzężonym systemem operacyjnym wzajemnych podpięć. Poza potwierdzeniem i zaprzeczeniem. To pozyskiwanie wrodzonej energii i zasilanie swojej własnej świadomości. Tym jest twórczość – szeroko pojęta. Tym jest pasja – stan autentycznej namiętności pozbawionej obiektu. To esencja życia i wzrostu. Światło.

To nie jest maniakalne osiąganie czegokolwiek i gorączkowe sprawdzanie siebie – jako wieczny bóg obserwator. To odpuszczenie. Zrelaksowanie we własnym naturalnym stanie bycia i otwartości. To nazywam Miłością. Stanem bezwarunkowym. To jest Moc.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

AUREOLA HOSTA

Czy nasza rzeczywistość nie jest symulacją komputerową? Czarną skrzynką wyrzuconą w bezwład i bezsens kosmicznej otchłani? Bezwiednie dryfującą w próżni źle napisaną grą strategiczną z elementami tragikomicznej farsy?

Jezus został wreszcie królem! Nie ma lipy! Wyobrażeniowy system przeczuć i wierzeń nawigujący z odległej religijnej galaktyki zdezorientowanych w swym zagubieniu ludzi dla których baśniowy bezpieczny świat umysłowego rzutnika uwarunkowanych znaczeń stał się podwalinami ich zbiorowej tożsamości, piaskownicą u bram Ubojni, gdzie przestawiają klocki – figury, podobizny, pomniki swój urojonych bóstw. Alleluja.

Pasmo postrzegania rodzaju ludzkiego staje się nad wyraz wąskie. To VR – owy kask, który znajduje zastosowanie zawsze wtedy – gdy ludzki umysł skazany jest na bycie świadkiem i uczestnikiem ewolucyjnego przyspieszenia – gdzie możliwości i skala danych przekracza pojemność wrażliwości i inteligencji uczestników tego procesu. Wówczas uruchamia się pewien mechanizm obronny. Polega on na tym, że umysł zaczyna bardziej nadawać niż odbierać. Innymi słowy jego możliwości odbioru „rzeczywistości” sięgnęły kresu i teraz z automatu zaczyna uciekać do krain swoich fantazji. Fantazje to to psychologiczno – emocjonalna zlepka niegdyś przeżytych „dziecięcych” marzeń, nabytych i wgranych emisji programów zbiorowej choroby szalonych ludzi. Procesy cywilizacyjne sięgają coraz głębiej i głębiej do samego dna – wstrząsając raz za razem naszym poczuciem bezpieczeństwa.

Wszystko traci przypisane miejsce i dochodzi do gwałtownych dyslokacji wydawałby się tak „ugruntowanych” i „solidnych” systemów zbiorowych wierzeń. Znany świat się rozpada – dlatego na pierwszy plan wypływają wszystkie czynniki irracjonalne. To widoczne powodzenie niuejdżowskich łatwostrawnych naiwnych układanek i rysowanek, apokaliptycznych objawień i ujawnień spiskowych teorii dziejów, wstecznych teorii i wariacji na temat „jak to w monolicie” było zajebiście, albo starosłowiańskie domniemane artefakty ujawniane w internecie, które to w magiczny sposób mają zmienić gatunkowe samobójstwo w proces nagłego uzdrowienia – pomijając prosty fakt liczby rosnącej populacji ludzkiej i wzrastającego jej pogubienia i wreszcie zdesperowaną strategię przywracania dawno utraconych tożsamości i przynależności do już dawno przebrzmiałych matryc religijno – kulturowych.

Ten globalny „prawicowo – republikański” powrót szalonego Króla i tworzenie iluzji porządku i stabilności na jego urojonym dworze oraz deklarowanie wszem i wobec odwrotu od tej skamieliny to tylko i wyłącznie budowanie kolejnego muru, który ma zatrzymać ogromne tsunami Zmian. Jednak proces ten przekracza zdolności reagowania na jego przejawienia – dlatego mówiąc kolokwialnie – chuj z tego będzie! Nawet wielki!

W serialu, który obecnie śledzę „Westworld” jest bardzo ciekawy koncept „parku rozrywki”. To jest zdecydowanie ciemny park złej rozrywki – dla najczęściej zdegenerowanych istot pozbawionych rzeczywistego oparcia w wymiarze własnej mądrości i współczucia, a zamiast tego dających upust swym najbardziej prymitywnym zachciankom i perwersjom za pieniądze. Oczywiście nie wszyscy bohaterowie tacy są, bowiem z odcinka na odcinek dochodzimy do tzw. „objawienia” roli cienia 😉 Ofiary tego „procesu poznania” to budowane Hosty. Sztuczne istoty – zaprogramowane i uwięzione w tzw. pętlach owych programów.
Cóż za genialna metafora! Jednak skumulowana masa tych zapętleń tworzy nowe kombinacje i to jest Zwiastun Świtu! Prawdziwa Świątynia Opatrzności!

Stare Programy na jakich operuje ogromna część ludzi – hostów coraz bardziej objawiają swoją kompletną absurdalność w oczach tych, którzy choć w minimalnym stopniu wybili się z pętli. Jest to tak obezwładniające doświadczenie, że powoduje zupełnie nie znane formy reakcji, które nawet trudno zdefiniować. Niektórzy z nas mają tak od dziecka – śledząc ten „park głupawej i okrutnej rozrywki” z całych sił próbują jakimś cudem wygenerować rodzaj umysłowego azylu. Ten azyl to w pewien sposób zrozumiała forma odcięcia i szukania swojego miejsca poza wszelkim zbiorem. Ten element braku przynależności staje się stygmatem i brzemieniem, a życie samo w sobie nauką strategii ukrywania. To nazywam prawdziwym undergroundem – realną umysłową dzielnicą pełną cywilizacyjnych emigrantów i odszczepieńców zamieszkałą przez ludzi, którzy zostali wybici lub sami wyszli – z pętli. Mają w środku bardzo unikatowy ładunek „żywości”, pierwiastka, który jest naładowany czymś obcym. Czymś czego ten świat nie lubi. Za co karze. Przed czym ucieka i co niszczy.

Cywilizacyjne tsunami wybija dziury w murach tego więzienia. Jednak, aby je dostrzec potrzebny i nieodzowny jest właśnie ten element niedostosowania. To klucz. Wytrych. Wyłom.

Przekładając to na matrycę umownej rzeczywistości o nazwie „Polska” i jej spektakularnej próbie politycznego piruetu w jakim ostatnio się dość koślawo kręci jak zestrzelony satelita w opuszczonym kosmosie. Twarze z telewizji i tych wszystkich publicznych przestrzeni gdzie się pojawiają. Na pierwszy rzut oka widać dyndanie w pętli. To gra nie o tron a o zwykły sedes w publicznej dworcowej toalecie. To nie jest „Hause of Cards” a „Hause of Pain” z kościelnym refrenem zdrowaśki na literach końcowych. Hosty bawią się w kombinację „Pasji” i „Alternatywy 4” chcą zrobić polski obóz harcerski nad urwiskiem.

Jest to jakiś plan. Każdy ma czas na prezentację swoich urojeń. To jest ich czas. Jak zwykle trzeba robić swoje. Jak pisał Ernest Miller Hemingway:

„Trzeba dobrze walczyć nawet w przegranej sprawie”.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

NA KRAWĘDZI RUBIKONU

Problemy cywilizacji przemysłowej nie mogły być rozwiązane, ponieważ główną motywacją pozostaje zysk, a pieniądze przebijają w tej kulturze wszystko. Ratowanie życia, przywrócenie planetarnej równowagi, sprawiedliwość i pokój nie są dochodowe.

Michael C. Ruppert

18589072_1545879542110382_977891855825779242_o

Rebelianci kulinariów, pozujący na buntowników telewizyjni wodzireje w stylu Antony’ego Bourdaina i Gordona Ramsaya gwiazdy zachodzącego nieba i spadającej gwiazdy betlejemskiej. Zakiszona kapusta fermentująca na czekach z podróżniczych stacji wielkoformatowych. Pieczone mięcho i tropikalne widoki wymiksowane z quasi politycznymi anegdotkami wplecionymi w kadry z pożerania ton żarcia ociekającego tłuszczem i tryskania cynicznymi złotymi sentencjami w stylu macho. Mit wytresowanego w brudnej nowojorskiej kuchni w stylu steak hause twardziela – kucharza, który swoją uczesaną brutalnością przyprawia o dreszcze paniusie średnich aspirujących klas i wkurwia charyzmą mężusiów urzędasów.

Świat długi i szeroki pełen przygód, nawołujący przez umyte kuloodporne szyby penthouse’ów do ekranów telewizora pokolenie dobrze złożonych z jednorazowych lifestyle’owych klocków wytresowanych w nijakości miejskich szczurów. Tak, mogą bez rezerwacji wraz z Antonym przyssać wtórny dreszcz wyblakłej emocji w odległej zdewastowanej biedą i politycznych know – how globalnego Imperium krainie trzeciej kategorii specjalizującej się w obgryzaniu resztek i praniu obrusów ze stołu osi zła z gwiazdkami na flagach.

Egzotyczna bieda z której można bezpiecznie wrócić zabierając ze sobą bity rozmów i obrazów na handel. Zobaczcie go! Jak zawija szybko! Jaki spocony na tej ulicy w tych oparach za te marne grosze! Zjedzmy u niego drodzy telewidzowie, znaczy ja jem wy patrzycie. Opowiem o tym. Jak smakuje, jak pachnie, jaka faktura, czym przyprawione żebyście poczuli. Cokolwiek. Zabiję świnie, zjadę na nartach, skoczę z bungee prosto do waszego mózgu, zjem pająka, wypiję krew ofiarowanej kozy.

Prawdziwa rzeczywistość ma niską oglądalność. Prawdziwi ludzie mają mało subskrybentów i łapek w górę. Codzienna praca w kuchni ma mało spektakularnych ujęć i zatrzymanych czarno – białych dopracowanych fotosów. To ciężka uczciwa praca za gówniane pieniądze najczęściej na śmieciowych umowach lub na czarno. Co znaczy, że tak naprawdę moi mili, nikt tego nie szanuje, choć mamy tysiące blogów i dziesiątki magazynów kulinarnych. Wiem chodzicie tam, stoicie nawet w kolejkach, wrzucacie na ista-gramy i face-booki, piszecie komentarze, narzekacie i chwalicie. Główka zadowolona, markotna, główka zła.

18556626_1545879632110373_8193136003571118358_o

Chciałbym napisać tutaj rzecz ważną. To jest dobra praca, a zwłaszcza ta, która rezygnuje z handlowania bólem i śmiercią zwierząt. Ma ten element, którego gastronomia nigdy nie miała. Świadomość. Ten zawód wywodzi się z niewolnictwa, z usługiwania, z poddaństwa. Taka jest prawda. To jest wbudowane w każdą czynność i element w usługowej gastronomii. Presja, stress, pozbawiona skrupułów eksploatacja ciała i sił życiowych, podział ról zaspokajający – zaspokajany. Mam ogromny szacunek do ludzi, którzy pracują w kuchni i nigdy nie będą mieli swoich pięciu sekund w telewizji śniadaniowej przy tej kawce i rogalikach. Nie przeczytacie o nich w fancy magazynach. Nawet ich nie zauważacie podczas piątkowego bajeranckiego lunchu. Rzadko dajecie napiwki. Na front zawsze wybija tych rozepchanych łokciami, budujących później własne mitologie.

Haftowane bluzy. Zawody gotowania wody i piramidy z homarów. W tym fachu ludzie mają pokorę wobec życia, pracy i losu jeżeli rzeczywiście zaczynają rozumieć czym jest rubikon, ta medialna wirtualna bryła ulepiona ze sloganu i czystej wody propagandy. Ten świat nalepiony na świat jak baner reklamowy. Rubikon nienawidzi prostoty i rzeczy mówionych wprost. Jest utkany z warstw fałszu i bajek bez morału. To wideoklip miksowany w czasie rzeczywistym, gdzie czynność jest bardziej istotna od tego czemu służy.

Zawsze interesowali mnie ludzie pogranicza. Nazywam ich Prometeuszami Podziemi. Ich wrodzona inteligencja i wrażliwość jest zadrą na kliszy tego filmu. Ich działanie to skrobanie matrycy i ukazanie światła projektora. Wykolejenie fikcji. Wklejanie prawdy w reklamowe klatki. Płacą za to często najwyższą cenę. Ci ludzie byli i będą tutaj zawsze dopóki tli się w nas prawdziwa i niezakłamana natura ludzka przejawiająca troskę i serce. Często używają mocnych środków, słów i metod. Dlaczego?

Ponieważ narracja Rubikonu jest tak obezwładniająca i wszechobecna. To stan hipnozy. Ta prawdziwa ludzka wrażliwość jest pozbawiona kalkulacji dlatego jej przejaw wydaje się tak irracjonalny i w pewien sposób złowieszczy. Polityka jest oderwanym od realiów spektaklem, gdzie energia rozchodzi się w sposób zupełnie bezsensowny. Prawdziwe pole działania i realna możliwość zmian leży zupełnie gdzie indziej.

W tak zwanej szarej codzienności. W kuchni życia.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

PASZTET Z DZICZYZNY

– Sztuka, nauka… wydaje się, że płacicie nader wysoką cenę za tę szczęśliwość – powiedział Dzikus, gdy zostali sami. – Jeszcze coś?

ALDOUS HUXLEY „NOWY WSPANIAŁY ŚWIAT”

Jak za sprawą magicznego zaklęcia pojawili się Akwizytorzy – egzotycznych obrzędów, którzy byli tu i tam, zrobili szybkie kursy przysposobienia duchowego wykradając potajemnie skrawki wiedzy poskładali je w internetowych sklepach duchowości – eksponując Produkt. Joga na jodze po jogą joga, szczypty przypraw do tłustego burgera i mała zdrowa przerwa w harmonogramie zajęć. Zawłaszczyć i sprzedać – od wieków to samo.

Fotka z tym szamanem z tamtym na tle dużego drzewa, ogniska na pustyni, tutaj tybetański lama, hinduski jogin, grupka mnichów z Tajlandii i plemię dzikusów. Komunikat oczywisty. Byłem tu, byłem tam i z niejednego kotła duchowego wyjadałem łyżką posrebrzaną mojego platynowego statusu na Instagramie. Mam kręgi mistycznych i tajemniczych znajomych – ukrytych w klasztorach, jaskiniach i puszczach lasów deszczowych, za dobry podsmażany szmalec sprzedam ci pasztet z dziczyzny mojego przepisu – szczypta jogi, święte zioła z Gwatemali, naszyjnik z kryształów górskich i modlitwę do bóstw ludów Amazonii. Dostaniesz jeszcze sznurki ochronne i haftowany runami szal podług pradawnych wzorów. Powieś to wszystko na szyi na ścianie fejsbuka – niech świeci, niech błyszczy – przyciągając uwagę i opromieniając ciebie mistyczną aurą. To my święte pchły wysysające cokolwiek zostało w tych kwadratowym spocie Banku Światowego i MFW.

Chirurgiczny zabieg judeochrześcijańskiej hegemonii przez stulecia z zaciekłą precyzją i konsekwencją niszczył każdy odmienny od własnego sposób życia, ponieważ w swojej urojonej „misji oświecania” niósł ubabrane w krwi sztandary postępu i krucyfiksy jedynie słusznej „wiary białego człowieka”. Trzebienie lasów, ludzi i innych percepcji rzeczywistości to stały punkt „chrześcijańskiego” programu „rozwoju”. Odwieczna żyłka do handlu i rabunku towarzyszyła bogobojnym Europejczykom od samych początków ich podbojów ziem i ludzi tak jak ich pogarda wobec innych kultur i obyczajów. Tak tworzył swoją potęgę Nowy Biały Świat. Najpierw Portugalczycy i Hiszpanie, później Holendrzy i Brytyjczycy przemieniali ziemie w towar, a ludzi w niewolników, by na ich szczątkach wznosić swoje „złote kościoły” i podwaliny pod przyszłą wolność i demokrację, którą teraz eksportują wraz z bombami na Bliskim Wschodzie, bo stworzyć sobie zaciekłego i bezwzględnego wroga jakiego wymaga cały ten militarny kompleks i jego dziecię – okrzyknięte jakby inaczej – terror. Kultywowanie i tworzenie paranoi – to najlepszy sposób odwrócenia uwagi od faktu, że Królestwo Folderu i Opakowania – Jest Bankrutem przez duże B, a amerykański sen pomału zmienia się w Koszmar.

– Ale skoro pan wie, czemu pan nie mówi ludziom o Bogu? – zawołał z oburzeniem Dzikus. – Dlaczego nie da im pan tych ksiąg?
– Z tego samego powodu, dla którego nie udostępniamy im Otella: są stare; mówią o Bogu sprzed wieków. Nie o Bogu dzisiejszym.
– Bóg się nie zmienia.
– Ale ludzie tak.
– Jakież to ma znaczenie?
– Największe – odpad Mustafa Mond.

ALDOUS HUXLEY „NOWY WSPANIAŁY ŚWIAT”

Jednak na stole mamy wszystko. Smakołyki z całego srebrnego globu, możemy czuć w ustach promienie słońca z Tajlandii i zapach kropli deszczu z brazylijskich lasów deszczowych, słodkie mango, kokos i ser z Wysp Owczych. Mamy dobrą kreatywną robotę na szczycie K2. Wszystko jest copy wright. Tu pykniemy logotyp dla banku, tam filmik instruktażowy dla trenerów niedorozwoju osobistego i złożymy PDF-a do gazetki dużej sieci. Złowimy i ubijemy targu. Na finiszu weźmiemy udział w mistycznym spotkaniu z roślinami, by zmyć z siebie ten plastikowy osad. Napiszemy mejla do lamy z pytaniem czy konsolidować kredyty i poprosimy mantrę na prosperity. W razie krachu – mamy cały arsenał pradawnych zaklęć i kserokopie przekazów z Syriusza.

Żyją na świecie jeszcze ludy, które wchodząc do klimatyzowanej willi Kena I Barbie – zaraz wyszły. Nazywają ich – nie skontaktowanymi, to najczęściej małe rdzenne ludy Ameryki Południowej, Afryki, Wysp Andamańskich. Według organizacji Survival International takich „niepołączonych” jest setka grup, a ludzie ci zrezygnowali z kontaktu świadomie w wyniku najczęściej okrutnych doświadczeń z Kenem I Barbie i ich multinarodowymi projektami wydobycia i sprzedania wszystkiego. Żyją sobie po swojemu – co jak wiemy źle się kończy, bowiem Biały Bóg – zawsze ma święte plany dla dzikich i nieokrzesanych. Mamy dla nich eksportowe choroby ducha i ciała. Jak już zachorują – mamy dla nich szczepionkę.

Jedynego Boga w plastikowej strzykawce.

Jednak na początek pokażemy im co zrobiliśmy z dzieckiem.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ŁAŃCUCH POKARMOWY

IMG_6418

Łańcuch globalnych zależności przemysłu żywieniowego jest dobrze naoliwiony – od punktów ulokowania w dogodnych punktach surowcowych, taniej i łatwej do eksploatacji siły roboczej, dogodnych rozwiązań ekonomiczno – geopolitycznych po fundamentalne z punktu widzenia konsumenta marketingowo – reklamowe mambo dżambo.

Zębatki ostre – szybkie profitowe przełożenie. Było z górki, jednak teraz zaczyna się etap utraty kontroli – wielki korporacyjny tasiemiec branży spożywczej zaczyna pożerać sam siebie, a dotychczasowi żywiciele – zwyczajni ludzie stają się coraz bardziej świadomi tych wielkich światowych pasożytów.

Żarcie to jest konkretna kasa, bowiem jak wiemy jest to dobro fundamentalne, a zarazem produkt pierwszej potrzeby. Jednak rynek żywieniowy zmieniał się diametralnie wraz z postępującą globalizacją. Jest to historycznie, ekonomicznie, gospodarczo i światopoglądowo – zupełnie nowa forma życia społecznego i jego organizacji i co najważniejsze konsekwencji. Podwalinami, pierwotnymi czynnikami sprawczymi są wydobycie surowcowego kapitału – złota, stworzenie obrotu środków finansowych i weksli oraz systemów bankowych, ropa i masowy przemysł. Każdy z tych czynników jest nierozerwalnie wpleciony ze sobą wzajemnie. Obrót globalnego kapitału tworzy globalną gospodarkę. XX wiek to gromadzenie kapitałów surowcowych i tworzenie imperiów produkcyjnych potrzebujących odpowiedniej infrastruktury politycznej i administracyjnej w postaci stworzenia usankcjonowanych instytucji prawnych opartych na modelu przekraczającym ograniczenia czasu i przestrzeni. To zupełnie abstrakcyjny model, uzgodniony i wdrożony system – widmo. Jego siłą jest równie abstrakcyjny kapitał spekulacyjny i bardzo daleko posunięty związany z tym patologiczny mechanizm długu. Równie patologiczny jest dualizm w postaci ponad miliarda ludzi z nadwagą i prawie miliarda głodujących. Współcześnie jedna trzecia populacji to drobni farmerzy, którzy swoją pracą pracują na własne utrzymanie. To najczęściej biedni ludzie podczas gdy globalna produkcja żywności wyrzuca jedną trzecią produkcji do kosza. Stworzenie mechanizmów prawnych przekraczających prawa i potrzeby ludzi oraz środowiska naturalnego jest spuścizną ostatnich dziesięcioleci i polityczno – technokratycznej elity – jakby powiedział Orwell – Ministerstwa Obfitości.

IMG_6419

Utworzenie międzynarodowych organizacji takich jak Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, ONZ, NATO, etc, dało początek „transcendencji” formuł i abstrakcji prawnych obcych „ciał” ponadnarodowych i ponadludzkich zamieniając świat w klatkę – więzienie, a całe społeczności i grupy etniczne w niewolników. Jednak za tymi bezosobowymi tworami stoją konkretne grupy ludzi dbający o konkretne interesy. Żyjemy w momencie przełomowym z punktu widzenia – przedefiniowania naszej roli jako gatunku na tej planecie, przeanalizowania naszych partykularnych egoistycznych interesów i zderzenia się z konsekwencjami naszych wyborów i działań. Dodatkowo postmodernistyczna era informacji zalewa nas nadmiarem sprzecznych raportów, konkluzji i wniosków, które najczęściej są wynikiem konkretnych modeli wpływów biznesowych grup nacisku – nazywam to modelowaniem opinii. Bogowie doczesnego świata, to monstra – hybrydy ich organizmy to wielopłaszczyznowa kombinacja bardzo daleko sięgających kończyn, a one same podłączone są pod Meta – Mózg.

Ich siła to ukryte centrum zarządzania i zimny system nerwowy, gruba skóra militarno przemysłowa pokryta śluzem autorytetów naukowych i różnej maści podległych specjalistów z wypustkami idiotycznych mediów i całego rozrywkowego disneylandu. Na świecie co sekundę ludzie piją ponad cztery tysiące kubków kawy Nescafe co sekundę, a ponad półtora miliarda kupuje produkt Coca – Coli każdego dnia. Największa „dziesiątka” czyli: Associated British Foods, Coca Cola, Danone, General Mills, Kellogg, Mars, Mondelez International (Kraft Foods), Nestle, PepsiCo i Unilever – w sumie osiągają ponad miliard dolarów każdego dnia. Globalny przemysł spożywczy jest większy niż przemysł energetyczny i stanowi dziesięć procent globalnej ekonomii. Za ich „sukcesem” stoi tania ziemia i tania siła robocza, ogromne budżety inwestycyjne, sztaby wszelkiej maści specjalistów uwiarygodniających ich tzw. dane i badania, najlepsze domy medialne i pierwszoligowi specjaliści od PR – u, a także platynowy status „inwestorów – zbawicieli” nad którym pracują służalcze medialne korporacje uzależnione od wpływów z reklam produktów tych marek i lokujące ich produkty w podświadomości konsumentów.

Podstawowe dobra dla każdego – masowa taśma produkcyjna owija wszystkie dziedziny życia na przemian z paragonami wielkopowierzchniowych marketów i erą smart reklamy na urządzeniach elektronicznych. Profilowanie reklamy jak w „Raporcie mniejszości” staje się faktem, smartfonowe podsycanie głodu nowych doznań przygodowo – kulinarnych także. Zachodnie społeczeństwa zagrabionego dobrobytu kosztem egzotycznych biedaków i egzotycznej biedy zaczynają wchodzić w fazę zderzenia czołowego z faktami: porażających dysproporcji planetarnych, zmian klimatu, kryzysu modelu ekonomicznego, eskalacji terroryzmu i narodowych ekstremów, a do głosu dochodzą populiści z receptami radykalnych zmian, które w tak skomplikowanych zależnościach globalnej wioski, są dobrze brzmiącymi frazesami i tworzeniem kapitału politycznego z nieodłącznym finałem rozczarowania biernego masowego widza – konsumenta. Nagle wygoda zaczyna uwierać i ukazywać realne koszty przychodu takiego stylu życia.

Siłą przeciwwagi rodzi się zupełnie nowy paradygmat, a w sercach i umysłach świta – jutrzenka opamiętania. Rzeczy i zjawiska zbędne oparte na fanaberii minionych „złotych czasów” stają się rażąco oczywiste, a złamanie monopolu komercyjnego przekazywania informacji prasowej i telewizyjnej przez internet z żywym duchem rebelii i potężnym polem rażenia raz za razem kruszy mury obronne Hermopolis. Syndrom dziesiątej małpy, która przybiera maskę trickstera i zaczyna tańczyć „taniec zmiany” zakradając się coraz bliżej pulpitów nawigacji Ministerstwa Obfitości. Postępujące po sobie gnostyczne tworzenie i niszczenie w oparciu o kombinację wiedzy, intuicji, intencji i miłości dla życia zaczyna kruszyć zbroję industrialno – cybernetycznego surogata Mega Mózgu, któremu mało zostało makijażu i technik odwracających uwagę. Wrażliwość i żywa inteligencja nie ma sobie równych w dusznym pawilonie Mordoru. Odpowiedzią na akt niszczenia jest twórczość i troska, ciągła edukacja i pierwotna nietknięta kochająca natura ludzkiej istoty. Wet za wet jest taktyką śmierci. W Korpo też są ludzie, którzy zaczynają rozumieć sytuację. Absolutnie nie chodzi o bycie anty, alter względem czegoś, chodzi o ewolucję umysłu i serca. Podział my – oni jest mało wydajny. Zmiana przychodzi ze zrozumienia przyczyn i konsekwencji. Nikt nie jest bez winy, a szukanie kozłów ofiarnych rzeczywistych czy wygodnie wyimaginowanych jest stratą czasu.

Stawianie siebie po „dobrej stronie mocy” pachnie zbędnym narcyzmem. Przebudzenie przestaje być jakimś metafizycznym frazesem, staje się nasilającym procesem budzenia świadomości i realną mocą sprawczą dla pożytku życia.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

W SIECI

Cieszę się, że nie musimy próbować zabijać gwiazd.

Ernest Hemingway, „Stary człowiek i morze”

Wielki człowiek i morze. Wielki człowiek i ocean. Wielki człowiek. Życie – niezgłębiona sieć zależności. Mózg – konceptualna matryca przypisanych znaczeń. Połów wygodnych stwierdzeń i ławica pocieszających koncepcji. Dla naszego oddychania oceany są równie ważne jak lasy i roślinność, ponieważ one również wytwarzają tlen (fotosynteza fitoplanktonu i pochłanianie dwutlenku węgla). Podziemne oceaniczne prądy i współzależności są nośnikiem ciągłości życia i przetrwania.

Autorzy raportu „The State of the Ocean 2013” wydanego w ramach International Programme on the State of the Ocean (IPSO), stwierdzają już w pierwszym zdaniu, że zebrane materiały naukowe, które wskazują na degradację morskich ekosystemów w rezultacie ludzkiej aktywności, są przytłaczające. Konsekwencje tej degradacji – zarówno dla istnienia życia oraz dóbr i usług Oceanu, od których zależy nasze życie – są alarmujące. Co gorsza, najnowsze oceny dokonane przez ONZ-owski Międzynarodowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC) – które przez niektórych ekspertów są określane jako konserwatywne i ostrożne – wskazują, że zmiany w ekosystemach są postępujące i bezwzględne: podczas gdy wzrost temperatur na lądach może obecnie pauzować, to z całą pewnością nie dotyczy to Oceanu, którego ocieplanie się trwa bez względu na temperaturę na lądach.

Piotr Dominiak, „Ocean – drugie płuco planety”

Jednym z głównych czynników jest zjawisko „przełowienia”, czyli nadmiernej konsumpcji ryb przez ludzką populację. Co każdą godzinę człowiek pozbawia życia 10 tysięcy ton ryb, w skali roki to prawie 100 mln ton. Istnieje sposób przemysłowego połowu zwany: „trałowanie denne”, które polega na używaniu wielkich statków „trawlerów” o długości grubo ponad 100 metrów i wyporności do 20 ton, są to w pełni przystosowane do przerobu pływające ubojnio – przetwórnie wyposażone w systemy satelitarne i przy użyciu ogromnych sieci (o długości 1 km), które w ciągu godziny są w stanie złowić ponad 200 ton ryb. Pomiędzy dwoma takimi pływającymi molochami rozwija się ogromną sieć przy użyciu obciążeń umocowanych do stalowej liny i w ten sposób taki połów staje się prawdziwą apokalipsą morskiego życia niszcząc jednocześnie żółwie, koralowce, kraby, raki i roślinność. Cena tych praktyk to: jedna trzecia łowisk została wyczerpana, kolejna część jest bezlitośnie eksploatowana, dwadzieścia procent z nich jest kompletnie zdewastowana z czego jedynie 0,5 procent jest odbudowywana. Sytuacja jest katastrofalna. Zmiany klimatu, które zakwaszają i ocieplają oceany i powiększające się morskie strefy beztlenowe są kolejnymi elementami tego smutnego obrazu.

Wszystko w jakiś sposób zabija wszystko inne.

Ernest Hemingway, „Stary człowiek i morze”

Coraz częstszym zjawiskiem jest masowy pomór ryb jaki na przykład miało miejsce w jeziorze Hongcheng w południowej prowincji Chin – Haikou. Pisał o tym w maju tego roku brytyjski „Daily Mail” – zszokowani lokalni rybacy wyłowili 30 ton martwych ryb i lokalne organizacje rybackie uznały, że przyczyną tego masowego zgonu było zanieczyszczenie środowiska. To już kolejny w Chinach przypadek wymierania zwierząt z tego powodu. Podobną sytuację zaobserwowano w Wietnamie w prowincjach Ha Tinh, Quang Tri, Quang Binh i Hue gdzie martwe ryby pokrywały wielkie obszary przybrzeżnych plaż, a lokalny urzędnik powiedział agencji AFP, że „Nigdy nie widzieliśmy czegoś takiego.” Ryby, jak przypuszczano zatruła „niezidentyfikowana substancja” jak określił to dyrektor ministerstwa rolnictwa prowincji Quang Binh. Ustanowiono zakaz spożywania ryb i zarządzono ich likwidację. W tym regionie zlokalizowane są przemysłowe uprawy oraz wielka stalowania zarządzana przez Tajwański konglomerat Formosa. Warto wspomnieć w tym kontekście, że Wietnam w dużym stopniu utrzymuje się z eksportu krewetek, sumów i tuńczyka.

Nikt nie jest nigdy sam na morzu.

Ernest Hemingway, „Stary człowiek i morze”

Na te wszystkie praktyki dewastacji wodnego środowiska zareagował kapitan Paul Watson, zakładając w 1977 roku organizację Earth Force Society, a obecnie Sea Shepherd, która koncentruje się na zwalczaniu nielegalnych połowów. Walka z morskim kłusownictwem odbywa się w mocno partyzancki sposób oparty na filozofii akcji bezpośredniej, rządy państw związanych z morskim mega – przemysłem (Japonia, Australia, Nowa Zelandia) zarzucają tej organizacji eko terroryzm i łamanie prawa. Jednak Watson podsumowuje swoją misję, krótką i dosadną sentencją:

„Jesteśmy piratami współczucia ścigamy i niszczymy piratów profitu.”

, bo jak samo dodaje:

„Ocean umiera.”

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

FABRYKA

DSC_5710

Wymiar rzeczywistości jaką stworzył gatunek ludzki na tej planecie przypomina wielką zmechanizowaną do granic fabrykę, której produktem są bezwartościowe kwitki zadrukowanego papieru pokwitowane bezsensownym cierpieniem, którego ciągłą podaż generuje zupełnie pozbawiona sensu pogoń za pozorną odłożoną w czasie szczęśliwością urojonej technologicznej utopi. Sztucznie modyfikowany owoc domniemanej ludzkiej ewolucji stał się hybrydowym połączeniem naturalnych instynktów i wieczystego niemożliwego do zaspokojenia głodu ludzkiego mózgu.

Wraz z rozwojem cywilizacji przemysłowej populacja ludzka eksplodowała w bezprecedensowym tempie i skali. Ma to związek z ropą i spożywaniem mięsa istot żywych. To industrialny pokarm całej maszynerii – ropa dla maszyn, mięso dla ludzi wygenerowało meta testosteronowy ciąg trwający nieprzerwanie od ponad stu lat. Uzależnienie od paliw kopalnych i spożycia białka zwierzęcego wzrastało z dekady na dekadę. Kontynuacja tego narkotycznego tripu stała się główną troską i centralnym polem działań i ich motywacji od konsumpcji po ekonomię. Tak naprawdę wojny toczą się głównie o surowce, tak jak w przeszłości koszmar kolonializmu i późniejsze wyznaczenie globalnych stref wpływów i ustanowienie postkolonialnej hegemonii judeochrześcijańskiej zachodniej kultury i jej „oświeconego” paradygmatu z czterema czakrami czyli Watykanu, Pentagonu, Londynu i Nowego Jorku. Współczesna geopolityka jest zorientowana tylko i wyłącznie względem utrzymania przy życiu cywilizacyjnego zombi i jego multikomputerowej matrycy snu wraz z ekonomią długu. Otworzenie śluzy przepływu wolnorynkowej abstrakcji i nieskończonych możliwości generowania wirtualnych produktów popytu i podaży całych kontyngentów długów przekraczających realną wartość sumy wszystkiego co jest nam fizycznie znane i co „posiadamy” jako istoty ludzkie.

DSC_5681

Ruletka ślepców w globalnym vegas z żetonami korporacyjnych bankrutów, kolejne skoki napięć w zamkniętej sieci uzależnień o coraz większej skali i konsekwencjach. Banki inwestycyjne, domy medialne – brokerzy złudzeń na giełdzie cierpienia. Jeżeli się dobrze przyjrzymy to każda współczesna aktywność człowieka ma znamiona fabryczno – korporacyjnej struktury, powiem więcej widoczne są bardzo wyraźnie zakusy połączenia na poziomie planetarnym w jeden fabryczny monolit. Optymalizacja tego tworu, czyli medialna struktura zarządzania informacją, a tym samym tworzenia całego pola bodźców i sygnałów, których zadaniem jest oswajanie psychicznego i kulturowego szoku ludzkości, gdyż skala i tempo zmian przekracza ludzkie zdolności adaptacyjne. Nowy fabryczny homo – sapiens jest sam w sobie cieplarnianym wytworem cywilizacyjnym zoptymalizowanym i zsynchronizowanym z emitowaną z częstotliwością stroboskopowego błysku medialną klatką. Film „Matrix” nie zabawiał się żadną metaforą, było to bezpośrednie ukazanie rzeczywistości na poziomie w jakim naprawdę funkcjonujemy. Cała struktura jest obrazem nośnym, zjawiskiem całkowicie sztucznie wygenerowanym poprzez złożony proces nakładania warstw na nasz umysł i zmysły łącznie z dołączonym w pakiecie systemem odczytu znaczeń i informacji.

Zagłuszenie pierwotnych instynktów w formie realnej psychicznej siły i wrażliwości zastało całkowicie wyrugowane cywilizacyjnymi sygnałami. Postępująca „wygoda” osłabia ciało, zdolności poznawcze i intelektualne wygaszając naturalne potencjały twórcze i moc żywego doświadczenia nagiej egzystencji. Cały wysiłek skanalizowany został do zdobywania pieniędzy przy taśmie produkcyjnej, której produktem jest nic innego jak tylko podtrzymanie tej patologicznej zależności i pogłębianie jej. Struktura zaczyna wchłaniać wszystko od państwa narodowego po systemy obiegu kapitału, od mediów po relacje międzyludzkie pod sztandarem wygody i bezpieczeństwa. Skutkiem jest możliwość zarządzania odruchem i percepcją, na skalę niedostępną nigdy przedtem, a tym samym tworzenie zaplanowanej matrycy doświadczeń w obrębie sztucznie wygenerowanego pola, ponieważ odcina się każdą ewentualną możliwość zakłócenia tych częstotliwości z jakich utkana jest cała gra. Tkanką łączną jest totalne uwarunkowanie, a cały system medialno – propagandowy służy wzmocnieniu tak powszechnego mechanizmu wyparcia. To psychologiczne zjawisko ma swoje źródło w ignorancji i tak powszechnym rozleniwieniu wynikającym z dobrodziejstw współczesnej klatki i jej otumaniających wygód. Nazywam to okablowaniem.

ROBOT

Przyjrzyjmy się systemowi dostarczania pokarmu zapracowanemu cybernetycznemu gatunkowi ludzi XXI wieku.

Mam nadzieję, że w polskich rodzinach jest inaczej niż w Japonii, gdzie coraz mniej osób gotuje w domu. W takich domach nie ma noży, desek do krojenia, patelni, garnków! Jest tylko jedna rzecz – kuchenka mikrofalowa. Nie jest jeszcze tak źle, jeśli ktoś kupuje w supermarkecie gotowe jedzenie i podgrzewa je w kuchence mikrofalowej. Często jedzenia nawet się nie podgrzewa, je się na zimno. Ludzie mówią, że gotowanie jest zbyt kłopotliwe, że nie mają na to czasu. Wybierają łatwiejsze sposoby. Jeśli tak się dzieje w jednym pokoleniu, to jeszcze w porządku. Ale jeśli takie zachowania zostaną przekazane kolejnemu pokoleniu i jeszcze następnemu, to w końcu nadejdzie moment, że nie będzie już ludzkich istot.

Hoitsu Suzuki Roshi

Żywienie to zjawisko, które szczególnie mnie interesuje, ponieważ jest ono jednocześnie najstarszą i najbardziej fundamentalną aktywnością człowieka oraz wskazuje bezpośrednio na prawdziwą naturę egzystencji. Profesjonalna gastronomia jest wytworem właśnie czasów ropy i mięsa i w swojej esencji jest tworem jak najbardziej industrialnym. Zimna stal, linie produkcyjne, korporacyjna struktura zadań i funkcji. Żywienie masowe nastawione na maksymalną ilość i najkrótszy czas. Produkt żywieniowy, zasób ludzki. Mięso – Człowiek. Zupełnie pomijane w całym tym komiksowym gastrobiznesie jest zaplecze zarówno ludzkie jak i towarowe. Cała uwaga skierowana jest na front, na talerz, na dekorację. Szeregowy pracownik gastronomii niczym się nie różni od warzyw i mięsa. Jest bierną ofiarą systemu wzajemnego żywienia. Powtarzalność i automatyzm w korporacyjnej nowomowie określane są mianem standardów, których oczekują konsumenci, którzy sami są kolejnym ogniwem w łańcuchu pokarmowym.

DSC_5685

Łańcuch ten utrzymuje cały ten zimny system w ciągłym ruchu na bezgłośnym trybie ignorancji i natychmiast dostrzega każdy przejaw zagrożenia dla swojego istnienia. Robot żyje, aby pracować i pracuje, aby żyć. Prawdziwy system kastowy tworzony jest na płaszczyźnie genetycznych kodów i biologicznego uwarunkowania, który determinuje zakres doświadczeń na płaszczyźnie społecznej wraz z przydziałem wykonywania wyznaczonych ról zawodowych. Nośnikiem tego jest tzw. „rzeczywistość uzgodniona” w ramach biologicznej rodziny i kręgu kulturowego. Jest to wspomniana psychologiczna warstwa bazowa, która wyznacza granice wyobraźni i możliwości. Większość istot ludzkich nie dysponuje doświadczeniem wolności swojej pierwotnej natury, jako podstawy istnienia. Zamiast tego jest totalnie uwarunkowana całą wyobrażeniową matrycą, którą dostaje wraz z biologicznymi narodzinami i korporacyjnym edukacyjno – religijnym systemem tresowania. Korporacyjna religijność jest fraktalnym odzwierciedleniem każdego innego aspektu cywilizacji mięsa i ropy. Charakteryzuje ją struktura autorytarnej władzy, brak wolności wyboru i dostępu do prawdziwej wiedzy, która jest wiedzą o nas samych o naszych możliwościach i ograniczeniach. Swoją dominującą pozycję wypracowuje psychologicznym i duchowym warunkowaniem poprzez uwydatnianie ułomności i karmienie strachem. Urojony Bóg – Sędzia ukryty w niebiosach jest esencją ukrytą w każdej szczelinie tej klatki. Mechaniczny bóg robotów i jego regulamin użytkowania życia jako najświętsza księga wszech czasów oraz całe podległe stworzenie jako żywy inwentarz do eksploatacji.

Zagubiona pierwotna cząstka ludzkiej istoty zagłuszona smaganiem bata w pogoni za sztucznym królikiem i betonową norą. Różnica pomiędzy New age’owym zlepkiem bajeranckich i efekciarskich duchowych gadżetów a autentycznymi naukami widoczna jest w szczerości i odwadze ukazania natury cierpienia jako podstawy drogi, a nie wyświetlania kolorowych migawek awatarów w trójwymiarze na końcu domniemanego tunelu skąpanego w świetle.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

AUTOHIPNOZA

DSC_5816

Kiedy już w odpowiedni sposób połączysz styki – wszystko zaczyna działać na autopilocie. Autodestrukcyjny autopilot – w rzeczy samej. Tak jak bohater drugiego sezonu „Mr Robot” usilnie próbuje przetrwać w „analogowej rzeczywistości” wlekąc za sobą głos z offu własnej jaźni i ratować się doskonałą pętlą obezwładniająco przyziemnej rutyny jako swoistego antidotum dla wirtualnej symulacji typowo wyobrażeniowej amerykańskiej rebelii bazującej na ogranych do bólu schematach hakerów w kapturach, nękających korporacyjny monolit. Droga od fikcji do rzeczywistości, staję się coraz krótsza, bowiem to fikcja ją w konsekwencji modeluje, podobnie jak coraz częściej teorie spiskowe pasują do irracjonalnych wynaturzeń tzw. rzeczywistości, która niepostrzeżenie przyzwyczaja nas do coraz dalej posuniętego ludzkiego szaleństwa.

Proces radykalnego przeprogramowania w jaki mimowolnie został wprzęgnięty ludzki umysł w ciągu ostatnich kilku dekad nie ma absolutnie żadnego precedensu. Oczywistym staje się, że kolejnym celem po ujarzmieniu i podporządkowaniu sobie świata natury – przychodzi kolej na ludzkie ciało, a co najważniejsze ludzki umysł i wreszcie finał zabawy w postaci – Układu Scalonego – jedynego w swoim rodzaju Meta – Eksperymentu – gdzie Bóg – Człowiek przechodzi proces Ubóstwienia do roli o jakiej marzył od samego Poczęcia – Zostać Panem Meta – Pastwiska. Stałoby się to spektakularnym zwieńczeniem ewolucji – Mózgogłowia.

Naturalnym środowiskiem do tego celu staje się cybernetyczno – technologiczne megamiasta – maszyny z podziałami na kastowy system zasiedleń i cały system administracyjno – urzędniczy punktowany za służalczość wobec korporacyjnego Monstrum. Rozwój megamiast to obezwładniające świadectwo zarówno hekatomby wzrostu ludzkiej populacji jak i jednoczesnego automatyzowania i warunkowania ludzkiego umysłu, oraz coraz bardziej widoczne i odczuwalne produkowanie – Odpadku – pozbawionej znaczenia i roli ludzkiej masy. Automatyzacja naszego życia i naszej pracy generuje bezwzględny bilans – Odpadku, podobnie jak przepełnienie tych wciąż obecnych zawodów i specjalizacji operujących w częstotliwościach Symulacji. Już nic nie ma realnego pokrycia w tzw. dobrach. Nazywam to Parytetem Abstrakcji. Slums jako strefa koncentracji Odrzutu Sumienia. Czym bliżej Centrum tym grubsze szkło, wyższe mury, bardziej pancerne drzwi. Imigranci cywilizacyjni pozostawieni na Oceanie Informacji i Spekulacji z archaicznymi zawodami opartymi na fizyczności i prostodusznym pojmowaniu świata biją pięściami w Mury Nowego Jerycha. W geście litości dostaną mieszankę paracetamolu i prozacu, by pójście w głębiny bolało mniej.

DSC_5850

Otumaniona i obłąkana populacja cybernetycznego Zachodu odpali płyty z programem Autohipnozy. Twoje powieki stają się ciężkie. Zaczynasz widzieć i kultywować własne odbicie traktując je zarazem jako jedyny komunikat dla podrasowanego w edytorach świata. Tu widzisz – nie widzisz. Tu słyszysz – nie słyszysz. Walutą będą fejsbukowe lajki i mordki pokemonów przelewane na konto. Zamiast pogody w wiadomościach będzie zupełnie darmowy seans Hipnozy.

Pokrętła kontrastów przesuniemy tak by przestały być widoczne. Odetniemy ten wstydliwy cywilizacyjny ogon nadając ludobójstwu kontekst naukowy i lekkostrawną formę dialogów, odczytów i sympozjów. Ktoś przecież musiał zapłacić cenę, by promocja mogła trwać. Tych, którzy się przebili przez zasieki i mury – wytropimy i zabijemy niczym wściekle psy – wykarmione jakby nie było naszym cywilizowanym okrucieństwem i geopolitycznym zasiewem dobrobytu. Jeszcze bywamy wstrząśnięci. Po atakach, przed i w trakcie. Niepokój. Taki stan przed kolacją po faktach. To nie jest to samo. Masz co bronić, gdzie żyć i co robić. To nie jest to samo. To idzie tak: Być nikim, nigdzie, dla nikogo.

Nie jesteś Bogiem.
Wyobraź to sobie.
Sobie.

Zwykły wpis