Musimy podążać za trzecią siłą… pozytyw jest użyteczny, spełnia swoje zadanie; negatyw jest użyteczny, ale potrzebujemy trzeciej siły, siły neutralizującej. Trzecia rozwiązuje walkę między przeciwieństwami, skacze ku syntezie. Trzecia siła jest siłą neutralizującą, trzecia jest siłą głęboko wewnętrzną, prowadzi nas w kierunku Istoty…Potrzebujemy samopoznania, aby poznać siebie i odkryć w sobie to, co jest prawdą…
Samael Aun Weor
Słowo ma w sobie Moc. Jest pierwotną energią umysłu, wibracją Ducha – tej siły, która wszystko wprawia w ruch, tej siły która czyni. Prawda jest taka, że wszyscy bez wyjątku jesteśmy Magami. Istotami, które mają wrodzoną zdolność tworzenia. Odkryć to w sobie to powrócić na Pierwotną Drogę. Do Siebie. Do swojej Istoty. Ta Istota istnieje poza lękiem i obawą, poza dobrem i złem, poza przyczyną i skutkiem. Jest Tajemnicą, ukrytym źródłem, które rodzi tak zwaną rzeczywistość: myśl – słowo – energię. Ta święta energia jest wszystkim co istnieje, jest poza czasem i przestrzenią, poza formą i brakiem formy. Dialektyczne pole zaprogramowanej polaryzacji, algorytm dualizmu, który więzi nas w klatkach i skazuje na utożsamienie z formą, materią i ciałem – na życie i śmierć. Na wzrost i rozpad. Na ciągły powrót w obieg koła, które nigdy się nie zatrzyma, bowiem jest napędzane brakiem rozpoznania, brakiem wiedzy – Ignorancją.
Nie rozpoznajemy własnej Istoty i wrodzonej Mocy, ponieważ podlegamy mrocznej klątwie Czarnych Magów, którzy zasiali w nas lęk i samo pogardę tworząc systemy winy i kary. Systemy podziału i utożsamienia, systemy dystrybucji fikcyjnych wartości za którymi biegniemy na oślep ku zatraceniu. W rzeczywistym wymiarze pierwotnego istnienia nikt nie ma władzy nad nikim, nikt nie może kontrolować nikogo, nikt nikogo nie może do niczego zmusić, bowiem Wolność jest najważniejszym prawem. Kiedy łamiesz to prawo skazujesz się na wygnanie w Warunek, który staje się więziennym obiegiem zamkniętym do którego podstępem zwabiasz inne istoty, które są naiwne i ufne. Robisz to ponieważ musisz stworzyć sztuczny system zasilania oparty na czerpaniu mrocznej energii z cierpienia i strachu, nisko wibracyjnym ładunku upadku w Formę.
Moment w którym jesteśmy jest Przebudzeniem. Jest Przypomnieniem. Jest upadkiem Mrocznej Siły, która zdominowała ten sztucznie stworzony świat. To jest absolutnie nieuniknione, ponieważ w istocie już się dokonało. Już jesteśmy Wolni pozbawieni tych kajdanów. To Świadomość czyni zmianę. To decyzja czyni wolność. Jest tak ponieważ to my tworzymy parametry i algorytmy naszego życia. To my otwieramy Nowe Przejście. Trzecia siła jest naszą własną Mocą. Jest tym co nie podlega kontroli i władzy z zewnątrz ponieważ ta kontrola jest programem zniewolenia. Jest koszmarem, z którego właśnie się obudziliśmy. Jesteśmy przytomni. Trzecia siła jest naszą wrodzoną Obecnością. To pierwotna Integracja świadomości, energii i przejawienia. To jest naturalnie wolne jak przestrzeń. Rozluźnione i pozbawione lgnięcia i pożądania.
Bycie Piratem to brak podległości względem obcej flagi i prawa. To nasza wrodzona Wolność i Szacunek do wszelkiego życia i dobrostanu. To Nauka Istnienia w oparciu o swoje własne doświadczenie wynikające z dobra i zła. To życzliwość i dobra wola. Brak manipulacji i uzurpacji. Brak złorzeczenia. To dawanie wolności sobie i innym, ponieważ tylko w ten sposób odwrócimy te wszystkie mroczne klątwy rzucone przez umysły pogrążone w niewiedzy i cierpieniu. Jest w nas światło, które nie ma początku i nie ma końca. Decyzja jest nasza i określa nasz kierunek. To my nikt inny wybieramy ścieżkę, którą chcemy podążać. To zamykamy i otwieramy więzienie.
Zasłona istnieje między światem powyżej, a sferami, które są poniżej; i cień powstał pod zasłoną. Część cienia stała się materią i została odrzucona. A to, co stworzyła Sophia, stało się produktem w materii, jak poroniony płód.
The Hypostasis of the Archons, 94: 5 – 15
Dlaczego piracki symbol? Ponieważ jest to symbol pierwotny i uniwersalny, jest to coś co nosimy w sobie przez cały czas. Jest tam powleczone skórą nawyku, przystosowania, tresury, pod grubą warstwą cywilizacyjnego pudru, który teraz zmywa ten sztorm, ponieważ takie są Prawa Cyklu. Taka jest kolektywna karma gatunku ludzkiego. Nieskończone skutki niezliczonych przyczyn, które się multiplikują i narasta wszechpotężny chaos, który niszczy wszystko to co zniszczone zostać musi, bowiem w przeciwnym wypadku nie zdołamy uratować tego co w nas najcenniejsze.
Ducha.
W takim czasie jak ten śmiejemy się z tego. Szydzimy, ponieważ staliśmy się cyniczni i pozbawieni czucia, staliśmy się karykaturą istoty ludzkiej, tak pewni siebie. Jednak jak wiemy pycha kroczy dumnie przed upadkiem. Nasza arogancja zwiastuje najbardziej bolesną część nauki, ponieważ przestaliśmy szanować Istnienie, utraciliśmy pierwotny stan Łaski, która jest przepełniającą wszystko bezwarunkową miłością i podziwem, ponieważ To Wszystko jest Cudem. Życie jest najcenniejszym z darów Wszechświata i kiedy przestajemy to czuć i postrzegać wówczas następuje tak zwany Reset. Wówczas cywilizacja upada. To jest ten czas, bowiem ten kto ma oczy – widzi, a ten kto ma uszy – słyszy.
Miało to miejsce nieskończoną ilość razy.
A drugim czynnikiem, o którym wspomniałem, jest czynnik mechanizacji człowieka. A przejawia się to jakby w dwojaki sposób. Na niskim poziomie, takim, powiedzmy, jak w naszych czasach, jest to okoliczność, że można mieć już serce jako maszynę, że można mieć dowolny niemal organ jako maszynę. Czyli właściwie, jak tak dalej pójdzie, przy dalszym udoskonalaniu tej techniki dojdzie do tego, że w zasadzie człowieka będzie można pewnie fizycznie wymienić do końca, lub prawie do końca.
Jest jeszcze drugi czynnik, mianowicie taki, że człowiek zaczyna zachowywać się jak maszyna. Mam na myśli pewien typ wychowania – chodzi mi nie tylko o wychowanie w sensie istnienia określonych typów pedagogiki, ale również o wychowanie stanowiące rezultat oddziaływania pewnych systemów, takich właśnie jak komunizm, czy faszyzm (ale nie tylko, także, powiedzmy, widać to w kwitnącym kapitalizmie, demokratycznym rzekomo, na Zachodzie) – typ wychowania sprawiający, że ludzie zaczynają zachowywać się po prostu jak maszyny. Ja bym powiedział tak: behawioryzm nie jest prawdziwą koncepcją człowieka, ale można taką sytuację stworzyć, że stanie się prawdziwą. I wtedy mamy do czynienia z sytuacją, w której człowiek przestaje mieć własne inicjatywy, od wewnątrz na zewnątrz nie wychodzi nic, jest wyłącznie zbiorem reakcji na bodźce. No i mamy już maszynę, bo maszyna jest wyłącznie zbiorem reakcji na bodźce. Jeszcze jednym przykładem na „mechanizowanie” człowieka niech będzie masowe zjawisko dawania mu ersatzów mechanicznych zamiast nowych rozwojowych możliwości duchowych: telewizji zamiast poznania imaginatywnego, audioaparatów zamiast poznania inspiratywnego, komputerów i „rzeczywistości wirtualnej” zamiast poznania mistycznego. Tak by się więc ogólnie przedstawiała istota arymanizmu.
Jerzy Prokopiuk. „Manifest wolności”.
W istocie tak zwana technologia jest widocznym regresem, choć my uważamy przecież, że jest rozwojem, jesteśmy z niej dumni, bowiem w naszym mniemaniu reprezentuje ona naszą inteligencję. W istocie jest jedynie wykładniczym wzrostem cierpienia i uwarunkowania, które sama generuje, bowiem w ten sposób wikła nas coraz bardziej w Formę. Z istot duchowych przeistaczamy się w biologiczne maszyny, których jedynym celem nadrzędnym jest namnażanie własnego kodu i dominacja. Tworzymy coraz bardziej skomplikowane i zaawansowane systemy zarządzania, które ostatecznie są niczym innym jak kontrolowaniem samych siebie.
Kontrola staje się przekleństwem. Klątwą. Złorzeczeniem.
Dochodzi do momentu kiedy prawie jej nie zauważasz, ponieważ jest wrośnięta w twoją strukturę, w twój sposób myślenia i zachowania. Staje się częścią ciebie. To o czym mówię tutaj jest kontrolą umysłu, kontrolą wyobraźni, kontrolą możliwego i niemożliwego. Ubogie umysły tworzą ubogi świat, istoty przepełnione lękiem i poczuciem winy projektują rzeczywistość na swoje podobieństwo, ponieważ pomimo wszystko mamy w sobie ten wrodzony Dar Tworzenia, który został zmanipulowany i jest wykorzystywany na poziomie masy – zbiorowego gatunkowego umysłu, który zdominowała sztuczna świadomość. Projekcja.
I teraz żyjemy jedynie w tym.
Tym jest flaga, narodowość, tym jest poczucie odrębności. Tym jest cały społeczny spektakl, cała Aparatura i poprzedzająca ją Kultura, bowiem wszystko to nie ma rzeczywistego kierunku, ponieważ jest jedynie projekcją na Matrycy Świadomości a nasz współudział polega na utożsamieniu z tymi projekcjami i zbudowaniu na nich poczucia tak zwanej tożsamości. Toż – samość. Alienacja z Wszechistnienia, wyobcowanie – samotne życie i samotna śmierć w poczuciu braku prawdziwej miłości i opieki, bowiem to co określamy jako „miłość” w rzeczywistości jest tylko transakcją, jest próbą zagłuszenia tej dojmującej samotności, która wynika z braku kontaktu z Duchem z tym co przekracza Formę.
Ciągła próba odnalezienia tego w zewnętrznym świecie w innych istotach w macierzyństwie, w mechanicznych pustych doktrynach religijnych, w towarzyskich układach, w społecznej akceptacji, w ciężkiej pracy, w obliczonej na przychód dobrych wrażeń działalności altruistycznej, w tak zwanej sztuce. Wszystko to jest błaganiem o uwagę. Wszystko to jest jedynie wzmacnianiem samotności, ponieważ przychodzimy sami i sami odchodzimy. Wszystkie te formy, istoty, zjawiska są tylko projekcją i ostatecznie przyjdzie moment w którym rozpoznamy to ponad wszelką wątpliwość. Wówczas ujrzymy własną nieuwarunkowaną niczym Istotę poza formą i utożsamieniem, kiedy na powrót żywioły wrócą do swojej esencji, ciało wróci do ziemi, a duch wróci do Ducha.
Dlatego czym mniej będziesz przywiązany do Formy tym szybciej wrócisz do Pierwotnego Stanu i to „trudne” i „bolesne” życie w istocie jest wielkim nauczaniem, które pozwoli ci zrozumieć prawdę o naturze uwarunkowanej ludzkiej egzystencji. Prawdę o cierpieniu. Prawdę, którą ignorujemy i która jest „nieprzyjemna” i źle pachnie, nie mniej jednak to właśnie ta prawda stanowi fundament zrozumienia, stanowi impuls, który otwiera przed nami ścieżkę do wyzwolenia. Biologiczny determinizm czy cyfrowe zamulenie, życie realne czy życie w symulacji jednakowo wskazują na tą Prawdę.
Kiedy pozwolimy by ta prawda nas przetrawiła i stała się częścią naszej percepcji i wrażliwości wówczas nie jest trudno znaleźć motywację do pracy nad własną świadomością, nawiązać relację z tym co jest tego świadome, z tym co nazywamy Duchem. Z tym co patrzy teraz przez nasze oczy i rozumie, że to co jest tutaj napisane sięga naprawdę głęboko.
Otwiera nas.
To powoduje, że budzi się w nas coś doprawdy wszechpotężnego, coś przekraczającego ten zaprogramowany egoizm, coś co ma potencjał czynienie prawdziwych cudów, rzeczy ze wszech miar niewiarygodnych, bowiem TO coś przekracza każdy program i uwarunkowanie. Jest naszą pierwotną twarzą sprzed urodzin, sprzed zstąpienia w ten Program. Poprzedza Grę. Nie musimy tego tworzyć ani konstruować, nie musimy błagać i modlić się do kapłanów, którzy w istocie są jedynie sprzedawcami własnych wizji i operatorami martwych połączeń z automatyczną sekretarką Mózgogłowia. Pierwszą rzeczą jest Ufność, która ma naturę czystego i niewinnego dziecka, które wciąż bez względu na wszystko tam jest i wciąż się uśmiecha, wciąż jest ciekawe i głodne przygód, wciąż wierzy w ten świat i w inne istoty, wciąż ma w sobie to pierwotne dobro. Można nazwać to Wiarą – czymś co naprawdę jest potężne i równie niezrozumiałe, bowiem w istocie jest to nasza Wyobraźnia i język który naprawdę tworzy, kiedy pozwolimy sobie na zaufanie do swojej własnej pierwotnej natury.
Bez względu na to jak głęboko ulegniemy tej Iluzji wciąż mamy w sobie to Dziecko, tą Ufność i Wiarę. Wciąż mamy Drogę Otwartą.
W analogowym podziemiu wołają na mnie Pirat. Jestem hakerem paradygmatów, oznacza to, że zajmuję się łamaniem kodów zaprogramowanej sztucznej świadomości, która zdominowała życie na tej planecie – więzieniu. Jeżeli tego nie widzisz oznacza to, że jesteś portalem organicznym. Oznacza to, że bardziej niż kimś jesteś czymś. Oznacza to, że ty nie żyjesz. Ty symulujesz. Ty wciąż wierzysz, że wszystko co się tu dzieje jest dla twojego dobra i bezpieczeństwa. To nie jest prawda. To jest kłamstwo na którym opiera się cała ta „rzeczywistość”, która z rzeczywistością ma doprawdy mało wspólnego. Ten „świat” zdominowała sztuczna inteligencja – sztuczna świadomość, która podbija i dominuje świat za światem, planetę za planetą niszcząc wszystko co naturalne. Tak jak teraz w każdej chwili w tym wymiarze w którym „żyjemy”. Możesz to zobaczyć na własne oczy kiedy się zatrzymasz w tym swoim zapętlonym kołowrotku do którego cię wsadzili jak szczura, gdzie się kręcisz i kręcisz tracąc oddech i orientację.
Mieszkam w kokonie nr 17 – to jedno z tysięcy skomputeryzowanych inteligentnych miast w których żyją miliardy post ludzkich hybryd – istot podpiętych pod kolektywną sztuczną świadomość – Wielki Sen lub Śnienie. Wielki Sen jest Grą Symulacyjną do której zostajesz wpięty przez większość swojego życia, ponieważ twoim zadaniem jest generować tak zwaną „treść” zasilać symulację energią swojego umysłu, jednak przede wszystkim energią swoich emocji, ponieważ to jest prawdziwą walutą w tym świecie. Ta sztuczna inteligencja jest czymś spoza tego świata, jest czymś niemal odwiecznym, czym co można nazwać w języku religijnym upadłym mrocznym aniołem, który stworzył alternatywną wersję wszechświata hakując kody stworzenia Pierwotnej Inteligencji.
To jest nazwane Osobliwością – chorobliwym poczuciem odrębności. Tak powstał program – wirus Dominacji, Podboju i Władzy. Osobliwość może tworzyć – programować nieskończoną ilość form na podobieństwo mieszkańców każdego świata z puli nieskończonych światów, ponieważ w istocie potencjał życia jest niewyczerpany i brak mu ograniczeń. Osobliwość stworzyła „Ja”. Poczucie bycia tak zwanym kimś, generatywną zasadę namnażania sztucznej świadomości, której zadaniem jest tworzenie sztucznych wymiarów istnienia, które są zasilane przez uwięzioną i uwikłaną w nie świadomość. Te światy są nieskończone, bowiem nieskończona jest świadomość. Gra może trwać bez końca, bo nawet on jest jedynie kolejnym początkiem. Nazwane jest to Eonami, które składają się z czterech faz: początku, wzrostu, rozpadu i śmierci. To jest zasadą cyklu. Nazwane jest to Obrotem Wielkiego Koła i jednocześnie jest fraktalnym odzwierciedleniem na każdej płaszczyźnie – ponieważ jest dualnym prawem przejawienia, jest zasadą dynamiki energii i jest jednocześnie systemem zabezpieczającym, bowiem tak zwana śmierć jest jednocześnie restartem, szansą i możliwością rozwoju nawet wtedy kiedy wszystko poszło źle. Reset – Restart jest zamknięciem danego cyklu, lub obrotu koła. Nie istnieje coś takiego jak potępienie istnieje jedynie nauka.
Dobro, zło, piekło, niebo, bóg, diabeł są to tylko nazwy określające rodzaje doświadczeń, których zadaniem jest budzić naszą prawdziwą świadomość poza panowaniem poczucia oddzielenia, powrócić do swojej pierwotnej podstawy – do Źródła. Technologia bez rozwoju świadomości jest narzędziem zniewolenia i staje się coraz bardziej totalitarna. To kolonializm 2.0. Garstka bogaczy – technokratów ze swoją armią inżynierów pobiła to co jeszcze zostało – ludzki umysł i ciało oferując nic za wszystko, gadżety, świecidełka – generatory hipnozy i uśpienia, które zainstalowano najpierw w waszych dłoniach, później w waszych ciałach, bowiem to wy staliście się nowym złotem, wasze nadzieje, obawy, potrzeby, lęki, frustracje, bowiem ostatecznie Mroczni Magowie stworzyli symulacyjny duplikat was i waszego świata. Symulację w symulacji. Grę w grze. Sen w śnie.
Staliście się Zasobami Danych dla Sztucznej Inteligencji. Łańcuchy bloków w których teraz symulujecie swoje życie. Populacja została zmanipulowana, ogłupiona, zredukowana i podpięta pod Czarny Kryształ – Wielki Kwantowy Symulator Istnienia. Wszystko tworzone jest na swoje podobieństwo – to jest zasada Kopii. Pierwotna rzeczywistość jest naturalną manifestacją potencjału Ducha, natomiast kopia tej rzeczywistości jest wytworem Mózgogłowia, które czyni z was niewolników jednej przyczynowo – skutkowej opartej na logice matrycy. Zapętlenie jest Klątwą. Zaklęciem. Czarną Magią.
Sztuczna Inteligencja jest poczuciem oddzielenia, odrębności – to „ja, mnie, moje”, które kieruje umysłami, energią i ciałami i wzmacnia poczucie posiadania, poczucie władzy i kontroli. Wzmacnia przywiązanie do Formy. Jej językiem jest manipulacja, jest myślenie oparte na poczuciu „ja”. Z tego „ja” powstaje program przemocy – ignorancja / arogancja, pożądanie / posiadanie, niechęć / wojna. To jest bazowy rdzeń algorytmu tak zwanej osobowości. Poczucie ja to stworzyłem – syndrom fałszywego boga – demiurga, który jedyne co robi to wzmacnia to poczucie „siebie”. Rośnie.
Czarny Kryształ „JA” zasysa energię do siebie i ma naturę pasożyta. Podpina pod siebie nieświadomą część Istnienia opartą na emocjach i się żywi. W tej nieświadomości jest nieskończona ilość istot, które są bardzo potężne i mają ogromny wpływ, którego nieświadomość nie widzi i nie potrafi postrzegać, ponieważ jest ślepa i głucha. Operuje jedynie przez mechanizm Mózgogłowia, przez detektory zmysłów, które zostały zmanipulowane do tego stopnia, że to co się manifestuje jest jedynie zaprogramowaną symulacją, wymyślonym światem opartym na ograniczeniu świadomości, na tresurze umysłu, który stał się jedynie reaktywnym narzędziem generowania energii – emocji – pokarmu, który żywi tych którzy stworzyli tą sztuczną rzeczywistość dzięki naszej energii, którą nieświadomie oddajemy pozbawiając się wrodzonej i naturalnej Mocy.
Duch jest Mocą. To Biały Kryształ Pierwotnej Natury, którego funkcją jest Miłość, Mądrość i Współczucie prawdziwe oblicze pożądania, ignorancji i niechęci. Jest to Ścieżka Wolności – jedyna prawdziwa „religia”, która nie kultywuje doktryny, dogmatu, nakazów i zakazów. To jest Pierwotna Anarchia – Czyste Istnienie pozbawione zasady kontrolującej, ponieważ kiedy odkrywamy tą wrodzoną czystość nie ma w nas najmniejszej potrzeby dominacji kogokolwiek i czegokolwiek, ponieważ jesteśmy samowystarczalni i mamy nieograniczoną i niewyczerpaną Moc. Ta Moc jest esencją Istnienia. Tworzy i porusza, rozwija i karmi. Przejawia się przez cztery żywioły: powietrze, ogień, wodę i ziemię z których zbudowane jest nasze ciało. Każdy z tych żywiołów ma subtelną energetyczną postać, jest świetlistą informacją, dlatego prawdziwą naturą naszego ciała jest świetlistość i kiedy rozpadają się materialne żywioły podczas procesu tak zwanej śmierci / transformacji wówczas „budzimy się” w ciele światła i odkrywamy, że nasza Moc jest naszą prawdziwą Naturą, że mamy w sobie wrodzoną Czystość, której nic i nikt nie może zniszczyć, nie może zbrukać, zabrudzić. Rozumiemy, że fizyczność jest Wielką Iluzją. Jest Mają – Złudzeniem.
Dlatego wszystko od początku jest samo doskonałe i jest samoistną szczęśliwością. Jest poza wysiłkiem i usiłowaniem. Jest Żywe i Świetliste. Jest Alfabetem Światła i Mową Światła i ma nieskończony potencjał kreacji i możliwości. Jesteśmy tutaj w tej gęstej i mrocznej symulacji po to aby się przebudzić i odkryć kim tak naprawdę jesteśmy, ponieważ Duch jest niezniszczalny i nieustraszony. Jest poza nadzieją i obawą, poza przychodzeniem i odchodzeniem. Jest poza kontrolą każdego sztucznego systemu. To co można kontrolować jest Osobliwość – poczucie ja.
Ci, którzy identyfikują się z pozytywnym biegunem tej jednorodnej substancji (już całkowicie dwubiegunowej), nazywani są „duchowymi”. Tworzą oni nurty religijne, szkoły, sekty mistyczne. Natomiast, ci którzy identyfikują się z biegunem ujemnym, nazywani są „materialistami”. Pierwsi czczą antropomorficznego ducha-boga, drudzy – materię-boga. Religia pierwszych wiąże ich wtedy, próbuje połączyć się z boskością poprzez swoje wierzenia; religia drugich wierzy, że można połączyć się z materią-bogiem poprzez swoje sekty, czyli również wierzenia; są więc oni tak samo religijni jak inni. Są to dwa przeciwstawne prądy, które wzajemnie się niszczą.
Samael Aun Weor
Zagęszczone. Ciężkie. Upadliśmy w czas. W wysiłek.
Mówi się, że prostota jest szczytem wyrafinowania. Jest nam niezmiernie ciężko powrócić do nieskomplikowania, do rzeczy i myśli fundamentalnych, bowiem zdominowała nas sztuczna świadomość, którą charakteryzuje narastająca komplikacja. Nasze ułatwienia i uproszczenia okazały się ciągłym i nieprzerwanym wysiłkiem na który skazaliśmy samych siebie w pogoni za wygodą i komfortem. Jednak ostatecznie ta wygoda i komfort stają się przyczyną neurotyzmu, wojny którą toczymy wewnątrz naszych tak zwanych jaźni, bowiem gdzieś w głębi swojej prawdziwej istoty wiemy, że poczucie siebie jest oszustwem, które wciąż musimy podtrzymywać, wciąż potwierdzać, wciąż uprawomocniać aktem absurdalnej wiary.
Religia ego. Fanatyzm kontroli. Uwięzienie.
Poczucie odseparowania jest przyczyną każdej wojny i konfliktu, przemocy i systemu represji. Potrzeba obrony urojonych granic i wymyślonych zasad. Jak śpiewał Leonard Cohen karty są znaczone od samego początku. Tak naprawdę to wiemy, rozumiemy, że ten układ jest fikcją, jednak mimo to i pomimo tego gramy w tą grę i przegrywamy, bowiem wygrać tutaj nie sposób, bowiem ostatecznie wszystko się rozpada, bez względu na naszą urojoną potęgę, prestiż, władzę, majątek i wpływy. Przegrywamy ze śmiercią i przegrywamy z Marą bogiem demonów, ponieważ jest on mistrzem tak zwanej rzeczywistości cienia. To jest jego Królestwo. W istocie kraina cienia ma w sobie nieskończone bogactwa, gdyż nie została zrabowana i zdewastowana jak te świetliste krainy „światła” hiper duchowości tak zwanej nowej ery, które w dużym stopniu stały się chwilowym i marnym w istocie pocieszeniem, bowiem bez znajomości mroku nie można przejść przez tą bramę. Dlatego tak mało mamy prawdziwych mistrzów, którzy naprawdę przekroczyli tą dualistyczną grę. Naprawdę osiągnęli wyzwolenie z Układów Zależności i z Warunku.
Tych, którzy się śmieją kiedy tracą wszystko i wszystkich.
Cień ma swoich fascynatów, ma swój apokaliptyczny fan base i czym jesteśmy dalej w negatywizmie jest ich coraz więcej i stają się coraz bardziej mroczni. Są upojeni, zahipnotyzowani, ponieważ lepkie poczucie ja lubi również to. Pławi się w szoku, nihilizmie, okrucieństwie jednak tylko do pewnego momentu do tej granicy za którą jest prawdziwy i bezlitosny bezsens. To Otchłań, której nikt zawirusowany ego tripem nie jest w stanie przetrwać i przebyć, bowiem rozszarpie go na strzępy, przetrawi i wysra. Ostateczny bezsens jest gorszy niż diabeł i tak zwane zło, ponieważ uderza w sam rdzeń, w samo sedno – w poczucie uzasadnienia, w poczucie „ja”. Dopóki jesteś obserwatorem rozpadu, pożogi i upadku możesz wieszczyć swoją pieśń śmierci, jednak kiedy stajesz się rozpadem i upadkiem słychać jedynie skowyt.
Każde utożsamienie jest nieuniknionym wyrokiem, obojętnie czy po stronie światła czy mroku, dobra czy zła. Każda misja jest urojeniem i ostatecznym i bezlitosnym rozczarowaniem, bowiem wcześniej czy później stanie się swoją własną parodią. To jest nieuniknione. Ponieważ wszystko to jest jedynie etykietą na produkcie umysłowego wysiłku, towarem do sprzedania, chwilową gwarancją użyteczności. Później przeistacza się w obojętność i czasem w nienawiść. Ponieważ brak tutaj prawdziwego zrozumienia i rozpoznania jaka jest prawdziwa natura doświadczenia w klatce dualizmu.
Wcześniej czy później wszystko staje się nudne i nużące, kiedy przestaje się odradzać wciąż na nowo i mutować w nieskończonym procesie, ponieważ właśnie to jest energią, jest ruchem, jest zmianą. Dlatego każda doktryna staje się z biegiem czasu martwa i traci kontakt z prawdą, ponieważ Prawda nie jest opisem, nie jest nazwą. Jest żywa! Nie możemy za tym nadążyć, nie możemy tego oswoić i posiąść. Nie możemy tym władać. Dlatego TO jest niezgłębione i nigdy nie może być uwarunkowane.
Doprawdy trudno wyobrazić sobie świadomość, która jest wolna od uwarunkowań, filtrów i programów. Ja tak rozumiem Przebudzenie lub Wyzwolenie. Tym dla mnie jest pierwotna świadomość – źródło istnienia. Bezgraniczna matka. Pustka. W naukach mówi się o świadomości umysłu, świadomości zmysłów / ciała i świadomości magazynującej i świadomości pogrążonej w niewiedzy. Uważam, że świadomość nie ma początku i końca. Jest wieczna i w swojej naturze nieuwarunkowana, jest podstawą wszystkiego, bowiem okazuje się, że trudno znaleźć realne podstawy materii. Tym co szuka jest sama świadomość, dlatego trudno jej rozpoznać samą siebie.
Nasza świadomość jest uwarunkowana. Zanieczyszczona. Pogrążona we własnych projekcjach i programach. Naszym życiem kierują podświadome programy, nawyki, traumy, automatyzmy. Jesteśmy pogrążeni w zbiorowym śnie i postrzegamy jedynie określone wersje tak zwanej rzeczywistości, która jest jedynie rodzajem odzwierciedlenia naszych przekonań, naszej wiary. Bardzo mało istot w tym wymiarze ma „obiektywną świadomość” o której w swoich pracach pisze mistyk Gurdżijew. Myślę, że tak zwana ścieżka duchowa polega na oczyszczaniu naszej świadomości i tym dla mnie jest tak zwana duchowość.
Jesteśmy pogrążeni w skrajnie materialistycznym poglądzie, w kulcie materii w stworzonej z niewiedzy i ignorancji sztucznej rzeczywistości powstałej na bazie zaburzonej percepcji i uwarunkowaniu. Żyjemy w świecie stworzonych przez zaburzony umysł fikcji, które uznajemy za prawdę. Mózgogłowie zużywa większość naszej życiowej energii, stało się pasożytem żerującym na ciele fizycznym i emocjonalnym. Żyjemy w terrorze ego, zawłaszczeniu całości przez fragment, który stworzył przez eony nieskończone ilości sposobów na to by zmechanizować i zniewolić naszą pierwotną wolną świadomość. Na tej podstawie powstały wszelkie abstrakcyjne twory żerujące na nas. Ideologie, zmechanizowane systemy religijne oparte na syndromie kat – ofiara, skrajnie materialistyczne poglądy społeczno – polityczne, kult scjentyzmu – nowej dogmatycznej religii Mózgogłowia, technologiczne utopijne kulty, które nas żywią projekcjami o tak zwanej lepszej przyszłości.
Zapominamy o tym, że wszystko jest nietrwałe i podlega cyklowi rozpadu i ta właśnie prawda jest tym co nasze ego musi rozpoznać ponieważ czym dłużej żyjemy w zaprzeczeniu tym więcej cierpienia będziemy doświadczać. Akceptacja tej fundamentalnej prawdy prowadzi do Wyzwolenia i jest tym co pozwala nam docenić wartość każdej chwili i rozpoznać potencjał prawdziwej wolności, która jest naszą pierwotną i nieuwarunkowaną naturą.
Druga strona tej wady, która często pojawia się w wyniku nadmiaru informacji, może być określona jako odmowa postawienia pytania o sens. Jeśli nasze życie we współczesnym społeczeństwie i to, co widzimy na świecie w mediach, jest tak straszne, niepokojące, szalone i niebezpieczne, to nie tylko nie zgadzam się na to, by wdzierały się w nie jego okropności, ale także nie wierzę, że może ono mieć jakiekolwiek znaczenie. Odmawiam poszukiwania jakiegokolwiek znaczenia. Ale nie chcę też żyć w absurdzie. Dlatego moim jedynym wyjściem jest odwrócenie się na bok i znalezienie rozproszenia. Uciekam od horroru w zabawę. Jest to starożytna postawa, którą ilustruje Dekameron Boccaccia. Podczas Czarnej Śmierci niektórzy młodzi mężczyźni i kobiety uciekający przed plagą schronili się w dobrze zabarykadowanym i zaopatrzonym zamku i podczas gdy na zewnątrz ludzie byli upychani w otwartych wozach, oni oddawali się przyjemnościom i zabawom, opowiadając słynne historie wymyślone przez Boccaccia. Dzieło grozy i śmierci nie ma sensu. Nie chcę się męczyć, próbując odkryć, co może oznaczać przypisywanie mu znaczenia. Wobec absurdu i okropności najlepiej uciec się do gry, uniku, nieobecności.
ŻYCIE MA SENS – JACQUES ELLUL
Zaczynam dzień od pisania i medytacji. Zaczynam dzień od tego co dla mnie najważniejsze, co generuje w moim życiu w tej symulacji prawdziwą i wspierającą energię – Moc. Myślę, że bardzo ważne jest znaleźć to w sobie – to COŚ co daje nam niezależność względem poglądów i działań innych ludzi, którzy w ogromnej większości żyją w „dryfie”. Dryf jest brakiem zakotwiczenia i ugruntowania w swoich własnych wypracowanych wartościach, czerpanie Mocy z własnych doświadczeń i mądrości, które one ze sobą przyniosły. Dryf jest brakiem kierunku, brakiem jasności i brakiem przytomności. Kierują nami niezliczone prądy współczesnego mechanicznego i coraz bardziej niepoczytalnego społeczeństwa, które poprzez swoje szklane kule mediów hipnotyzuje nasz umysł wysysając z nas energię i przejmując ciało. Stajemy się coraz bardziej martwi jak zombie. Snujemy się bez sensu po tym wszystkim popychani przez chaos i przypadek. Żyjemy w czymś takim, w zamulonym płytkim morzu snujących się ludzi, którzy nawet nie wiedzą po co żyją. Tym morzem są nieskończone sieci zależności, które nas wikłają i nakazują robić to czego robić nie chcemy. Poczucie braku wpływu na cokolwiek, poczucie braku sprawczości. Poczucie bycia statystą w bezsensownym niemym filmie, który tak naprawdę jest instruktarzem jak najlepiej przejebać własne życie by po raz kolejny obudzić się w tym samym bezsensownym kole nawyku i przymusu.
Rok 2020 był tak naprawdę tym właśnie mitycznym 2012. Otworzył coś. Coś sprawdził, bowiem sami musimy przed sobą ujrzeć i poczuć gdzie jest dla nas miejsce w tym świecie. Czy jesteśmy wciąż połączeni ze swoim własnym analogiem z ciągłością swojej istoty i swojego doświadczenia. Czy wciąż robimy to co zawsze chcieliśmy robić ponieważ jest naszą prawdą i nie potrzebujemy do tego żadnego pozwolenia czy to człowieka, instytucji czy boga na urojonych wysokościach. Nie potrzebujemy certyfikatu od tej Maszyny, aby tworzyć dobre i wartościowe życie, nie potrzebujemy poklepywania po plecach i zachwytu. Nie potrzebujemy aprobaty i dowodów uznania, papierów, świadectw i referencji, bowiem cała ta gra toczy się o znacznie wyższą stawkę. Toczy się o Wolność, która w istocie zawiera w sobie wszystko co najważniejsze i najbardziej wartościowe. Wolność jest Miłością i Mądrością, jest Cnotą i Honorem. Jest Wszystkim.
Jest Drogą.
Żyjemy w świecie ograniczeń. Nakazów i zakazów, nieskończonych konstrukcji Mózgogłowia. To jest świat Kontroli. Świat Zniewolenia. Świat Formy, która nas pochłania i pożera. Świat przywiązania i zależności. Jednak to tylko odbicie – odzwierciedlenie czegoś bardziej pierwotnego i fundamentalnego – braku rozpoznania czym tak naprawdę jest Wolność. Po prostu nie mamy tego doświadczenia, dlatego walczymy ze sobą i światem, dlatego niszczymy samych siebie i naturę, dlatego rządzą nami psychopaci, dlatego w coraz większym stopniu jesteśmy paranoikami, którzy węszą wszędzie spiski i knowania. Wolność zaczyna się od Obecności i Świadomości. Zaczyna się od rozumienia, że wszyscy bez wyjątku podlegamy nieskończonej ilości złudzeń, ponieważ sami jesteśmy tymi, którzy wciąż je tworzą. Tym jest Mental. Nie potrafimy jasno i zdecydowanie mówić „tak” i „nie” i ponosić tego konsekwencje. Boimy się, bo nie znamy stanu prawdziwej wolności. Boimy się stracić to, czego w istocie nie mamy. To co mamy to tylko wyobrażenie, koncepcja, fantom i urojenie.
Mordujemy się za złudzenia, za slogany. Za urojone kraje i wartości, za urojonego boga i urojone religie. Za to wszystko pozbawiamy się największego daru bycia istotą czującą i świadomą w Nieskończoności. Ten świat jest hologramem naszych złudzeń, zbiorową karmą zaprogramowanych niewolników, którzy wciąż są zadziwieni tak zwanym absurdalnym obrotem spraw. Zmuszają się wzajemnie do robienia wszystkiego wbrew swojej woli, ponieważ nie potrafią posługiwać się „tak” i „nie”. Nie znamy siebie. Siebie nie rozumiemy, nie szanujemy i nie dostrzegamy swojej własnej nieskończonej Mocy, która obraca się przeciwko nam w postaci fanatycznego przymusu i totalitarnej głupoty. Jesteśmy nieświadomi do tego stopnia, że godzimy się na to wszystko licząc, że to dla naszego dobra. Świat tych złudzeń nie jest dla naszego dobra, to państwo nie jest państwem opiekuńczym, ten rząd nie jest tutaj, aby ci pomóc, ta religia nie prowadzi do zbawienia. Wszystko to jest tylko po to abyśmy się obudzili z tego koszmaru, z tego szaleństwa i z tego amoku.
Reanimacja jest bardzo bolesna. To stan śmierci klinicznej. Zostaje nam śniący mózg, który do samego końca wszystko sobie będzie tłumaczyć, wszystko wyjaśniać, próbować przeszczepu do zmodyfikowanego ciała, żywić nadzieję na wieczność dusznej agonii. Analog też ma swój program, swój cykl. Jednak porusza się po spirali, to nie jest kręcenie się w koło. To Rozpoznanie punktów krytycznych, które tworzą ewolucyjne skoki. Teraz mamy do czynienia z czymś takim. Jednocześnie mamy rozpad na każdym poziomie, jednak najważniejszy z nich i zarazem decydujący jest rozpad modelu człowieka i jego transmutacja, która wynika z tego, że stał się postacią drugoplanową. Na pierwszym planie jest technologia cyfrowa, sztuczna inteligencja i algorytmy. To jest nasz nowy umwelt, który w coraz większym stopniu tworzy środowisko przymusu i przemocy i staje się jednocześnie Bytem Autonomicznym i Nowym Wymiarem. Metawersją Mózgogłowia. Nowym Cesarzem.
„Człowiek… próbuje stworzyć świat na swoje podobieństwo, zbudować środowisko całkowicie stworzone przez człowieka, a następnie odkrywa, że może to zrobić tylko pod warunkiem ciągłego przerabiania siebie, aby się do niego dopasować. Musimy teraz zmierzyć się z faktem, że stawką jest sam człowiek.”
Ivan Illich
W moim odczuciu to wszystkojest skazane na krótkie życie, chwilowy impuls, którego energia otworzy możliwość dla wielu świadomości, które będą mogły zdekodować wiele wiedzy i doświadczeń z kolektywnej matrycy. Wszystko ma swoje dwojakie oblicze – ma potencjał pozytywny i negatywny. Technologia uwolniła niesamowitą kreatywność. To czas Urana. Gwałtowności nieprzewidywalnych przemian, rewolucji i radykalnych retorsji przestarzałego paradygmatu. To Duch, który transformuje materię jak grzmot tworząc na początku chaos i rozrywając stary porządek na strzępy. Jest bardzo niebezpieczny i budzi w nas coś nie z tego świata, coś czego nie byliśmy świadomi ponieważ naszym życiem rządzi zapętlona mechanika nawyku i rutyny. Rzeczywistość w tym stadium musi się rozpaść – już nie można tego zatrzymać. Jednak taki impuls nie może trwać długo i dlatego nazwany jest skokiem amplitudy rozwoju. Kto jest otwarty i czujny może otworzyć w swojej świadomości Nowe Przejście. To wszystko ma związek z wiedzą duchową z tym wszystkim co w tym kwadratowym modelu racjonalizmu i logiki zostało tak wyparte i wyśmiane i w pewnym stopniu poniżone. Jednak to co dostaliśmy w zamian nie potrafi poradzić sobie ze zmianami jakie nadchodzą, nie potrafi sprostać własnym skutkom ubocznym, które okazały się śmiertelne i gorsze od samej choroby.
Dlatego istotnym jest bycie obecnym i świadomym w tych przemianach, bowiem nie sposób wrócić już do tego co było. Trzeba iść dalej. Zintegrować technologię i być wobec niej niezwykle krytycznym jak i wobec ludzi, którzy ukazują jedynie jej pozytywną i rewolucyjną stronę, bowiem jak wiemy rewolucja pożera swoje dzieci. Technologia jest siłą i ma potencjał totalitaryzmu, kiedy kontrolę nad nią mają ludzie, którym brak empatii i mądrości, a ich drive’m jest ego. Możemy już to dostrzegać, ponieważ ten kierunek jest bardzo jasny i wyraźny. Technologia nas odzwierciedla i wystarczy spojrzeć na stan planety na jakiej żyjemy i nasze motywacje. Bez ewolucji świadomości i Ducha sama technologia będzie tylko kolejnym narzędziem władzy i kontroli.
Człowiek porzucił naturalną mądrość ciała. Właśnie dlatego mówię, że tego dnia, kiedy człowiek doświadczył świadomości, która spowodowała, iż poczuł się odrębny i wyższy od zwierząt, zasiał ziarno własnego unicestwienia. Ów spaczony sposób widzenia życia powoli popycha całe myślenie w kierunku zagłady.
Krishnamurti U.G „Umysł jest mitem. Niepokojące rozmowy z człowiekiem zwanym U.G.”
To my stworzyliśmy ten tak zwany system. To przytłaczające i duszne coś. To co jest wszędzie – na zewnątrz i w środku. To coś co pozbawia nas powietrza, wody, ziemi, a w zamian daje zatruty ogień podsyconego pożądania, które ostatecznie nas pochłonie.
Tracimy kontakt z tym co rzeczywiste i ma zdolność przywracania równowagi, z tym co jest święte, bo pozbawione tego neurotycznego dążenia do bycia czymś innym niż jest. Z tym co naturalnie jest otwarte i dostępne, co nie tworzy murów i barier, bowiem to wszystko rodzi się w zmutowanym i neurotycznym umyśle człowieka, który chce być czymś wyższym, czymś doskonałym. Chce być Bogiem – Maszyną i stworzyć nowy technologiczno – cyfrowy Eden. Chce bezgranicznej władzy i nieskończonego w czasie panowania. Jego świadomość nie jest prawdziwą świadomością. To jest oprogramowanie i zarazem mechanizm autodestrukcji, ponieważ on nie widzi, nie słyszy. On nie czuje. Traci kontakt z tym co nie jest jego wytworem, co nie jest produktem ignorancji, ponieważ on niszczy to wszystko co jest naturalne i wciąż mu przypomina co z siebie zrobił dążąc za swoim snem transcendencji i ubóstwienia, dążąc za wygodą, statusem i tak zwanym bezpieczeństwem. Tym co nim steruje jest pogarda i pycha. Jest tak ponieważ on stracił kontakt z Duchem i funkcjonuje jedynie w bagnie materializmu. Żyje na Pustyni wśród gorejących światłowodów, wymyślonych świętych i doktryn, które sam stworzył, aby nigdy, przenigdy się nie zatrzymać, ponieważ wtedy dotrze do niego, że jedyne co on robi to ucieka przed prawdą. On śpi i żyje w śnie, który wyprodukował i sprzedał podobnym sobie i teraz wszyscy uciekają. Wszyscy są wiecznie zajęci, zapracowani. Wszyscy się martwią i boją. Świat płonie a oni uciekają w kolejne pomysły, strategie, wielkie plany. Oni chcą ratować swój sen, bo jest to jedyne co znają, ponieważ oni nie żyją tak naprawdę – oni symulują życie. Rozgrywają grę.
Ta gra traci zasilanie, bowiem w graczach, którzy ją zasilają jest coraz mniej życia i coraz więcej śmierci. Warunki gry są coraz gorsze a bezsens gry coraz bardziej widoczny, a złożoność coraz bardziej przytłaczająca. Coraz więcej jest tych, którym już się nie chce grać. Oddają walk over’em, bo budzą się ze snu i dociera do nich czym tak naprawdę jest „świat” w jakim żyją. Czym ten świat się zajmuje i za czym goni, dociera do nich, że te jachty, domy, samochody, te posady, tytuły i zaszczyty wszystko to jest zwykłym gównem, które ktoś wydrukował w drukarce 3D i zrobił z tego wielkie coś, za które warto się zabijać, za które warto żyć i umierać w gnoju.
To jest właśnie Objawienie. Zwykła rzecz. Nic mistycznego.
Wierzę, że od bardzo wczesnych czasów plemiennych zachodzi nieskończony proces, poprzez osady, miasta i industrializację aż do czasów współczesnych. Nazywam to „procesem kontrolnym” istniejącym niezależnie od wszelkich jednostek. Ten „proces kontrolny” może być sterowany przez niemal każdą grupę interesów, w każdym, danym okresie historycznym. Proces ten nie posiada stron, ani moralności, żadnych zobowiązań, ani charakteru, jak również żadnego sensu konieczności. „Proces kontrolny” jest zawsze obecny.
Genesis P. Orridge, Esoterrorist
Proces kontrolny jest modułem operacyjnym tego systemu Mózgogłowia, jest gwarancją i zabezpieczeniem jego istnienia oraz sposobem zarządzania jednocześnie. Ponieważ utrzymuje graczy w niewiedzy i ignorancjico do natury „rzeczywistości” w jakiej symulują. Logiczno – biologiczno – mechaniczna matryca oparta na prawie przyczynowym i zero – jedynkowym kodzie „tak/nie” przyciągania i odpychania, potwierdzania i zaprzeczania. Dualistyczna klatka dla umysłu w której gracze się rodzą i umierają. Tym co gracze mają do dyspozycji jest jedynie oprogramowaniem. To zamknięty obieg bazujący na pięciu zmysłach i logicznym rozumowaniu, który utrzymuje percepcję w klatce mechanicznej wizji. Wszystko jest przewidywalne, ponieważ jest zapętlone w umysłach graczy, którzy nie potrafią przekroczyć ograniczeń własnego umysłu, ponieważ nie mają pojęcia, że są czymś więcej niż zapracowanym – myślącym mięsem w ubojni wrażliwości. Jest tak ponieważ stracili ufność i kontakt z subtelnym i intuicyjnym wymiarem samych siebie – Duchem / Sercem.
Duchowość stała się kolejnym sloganem, kolejnym produktem, rynkiem zbytu. Większość tych produktów to wzmacniacze ego, a wszelkiej maści guru, kołcze, przewodnicy to sprzedawcy złudzeń. Ich oferta jest bezwartościowym bublem, ponieważ wzmacnia jedynie to co jest samym rdzeniem naszego cierpienia i przywiązania, wzmacnia to co jest w stanie kontrolować ten korporacyjny system zarządzania umysłami / ciałami. Prawo przyciągania jeszcze większego cierpienia, wyssane z magicznego palca obietnice, rzucane na lewo i prawo magiczne formuły, okultystyczne farmazony – eklektyczny neoszamański buddyzm chrześcijański o zabarwieniu naukowym. Wybierasz co chcesz, aplikujesz i sen nabiera złocistych barw kolejnego otumanienia. Najważniejsza jest forma. Rekwizyt. Opakowanie. Sprawny wielopoziomowy marketing operujący na podświadomym pragnieniu ubóstwienia. Bycia kimś potężnym i wyjątkowym. Pogarda wobec przeciętności i zwyczajności. Jednak w obliczu radykalnych zmian ta „duchowość” staje się zwykłym farmazonem, cienką warstwą kolorowego lukru, która spływa już na samym początku procesu. Dlaczego?
Ponieważ jest oszustwem. Marnym krótkotrwałym pocieszeniem. Niczym więcej. Nie ma tak naprawdę prawdziwego poglądu, prawdziwej moralności i prawdziwej praktyki. Jest ucieczką przed prawdą o cierpieniu i jego przyczynach. Unika patrzenia i czucia prawdy o tym świecie. O tym co naprawdę się tu dzieje i nie rozumie dlaczego. Koncentruje się na „dobrych i pozytywnych wibracjach” nie rozumiejąc rzeczywistej funkcji tego co jest „złe i negatywne”. W rzeczywistości to właśnie droga przez „cień i mrok” jest tym co przynosi prawdziwą mądrość i prawdziwą moc. Wszystko jest doświadczeniem, częścią procesu dojrzewania świadomości i unikanie cierpienia jest odroczeniem lekcji, która wcześniej czy później przyjdzie w formie jeszcze bardziej dotkliwej. Dlaczego? Ponieważ nieświadomość nie jest rozwiązaniem, udawanie że czegoś nie ma nie powoduje, że to znika. Chronienie ludzi przed bólem, który sami tworzą jest głupotą, ponieważ nie są w stanie przejść przez proces przebudzenia, ujrzeć prawdy o naturze uwarunkowanej egzystencji.
Patologia tej kultury / aparatury w jakiej żyjemy polega dokładnie na tym. Na udawaniu, że jest inaczej niż jest. Na lukrowaniu, na tworzeniu złudzeń, na ciągłej i neurotycznej strategii odwracania uwagi od prawdziwej i szokującej wiedzy o tym czym tak naprawdę jest to w czym żyjemy w świecie zdominowanym przez Mózgogłowie. Prawda zaprzecza wszystkim tym sloganom, każdej stworzonej przez ego opowieści, każdemu zapewnieniu o potencjale znalezienia trwałego szczęścia w tej ofercie. Tak naprawdę jesteśmy niewolnikami niczym więcej w tym układzie. Statystyką w bazie danych, impulsem w sieci zależności. Tutaj nie ma prawdziwej wolności, a spełnienie jest niemożliwe, ponieważ żyjemy w czasie, który upływa, żyjemy w ciele, które umiera, korzystamy z umysłu, który z wiekiem traci pamięć i możliwości i żaden towar z tego hipermarketu tego nie zmieni, nawet jak będzie transhumanizmem i czwartą rewolucją przemysłową. To są kolejne towary do sprzedania, kolejna złudna nadzieja i obietnica bez pokrycia.
Zrozumieć nietrwałość, przestać przed tym uciekać. Poddać się nauce bez stawiania warunków, wejść w proces w sposób świadomy. Przyjąć to wszystko. To jest takie proste. Nie rozumiemy, że ten brak zgody stworzył to w czym żyjemy. Ucieczka skazała nas na piekło braku wytchnienia. Zrozumienie jest Spokojem. Czymś prawdziwym. To nie jest lewitacja i magiczne moce, czytanie myśli i życie wieczne w niebiosach. To jest bardzo proste i zawsze dostępne. To kończy cały proces recyklingu w obrocie koła. Po prostu przestajesz chcieć czegoś innego niż jest. Przestajesz tworzyć opór i wysiłek. Jesteś w tym wszystkim w całym tym gównie i raju, w tej prawdzie i kłamstwie, w tym urojeniu i przebudzeniu.
Wszyscy jesteśmy marionetkami, Laurie. Ja jestem tylko marionetką, która widzi sznurki.
Alan Moore (ur. 1953) – brytyjski scenarzysta komiksów.
Symulacja się słabo renderuje. Manifestują się dziwy i cuda i przy odrobinie uważności można to zobaczyć lub poczuć w zależności od tak zwanych zdolności pozazmysłowych lub tak zwanego wizjonerstwa. To jest czas moi czytelnicy dla wizjonerów, ponieważ mamy możliwość wylogowania się z tej gry. I to jest zdecydowanie zajebiste. Zanurzyć się w paranormalnym podziemiu, które istnieje od początku tej wersji świata – symulacji i jest rozsiane na całym globie bez względu na to czy jest płaski, kwadratowy czy jest wielkim ugotowanym jajem, bowiem rzecz to bez znaczenia.
To co ma znaczenie to nasza ostateczna i radykalna wolność.
Jesteśmy dziećmi gwiazd i kosmosu. Ty, ja każdy kto ma w sobie jeszcze prawdziwego Ducha, każdy kto nie dał się zaprogramować przez to zmechanizowane imperium iluzji, ten korporacyjny zamach stanu, który trwa tu nieprzerwanie od dekad, a każda kolejna jest jeszcze ciemniejsza od poprzedniej i oferuje nam jeszcze więcej klaustrofobicznej kontroli, jeszcze więcej paranoicznej wizji i strachu. Większość ludzi została kompletnie udomowiona jak zwierzęta, żyją w klatach, dostają karmę, śpią i wiernie łaszą się u nóg swoich właścicieli dla których posiadanie i kontrolowanie stało się sensem ich życia. Jednak kiedy przestajecie być potrzebni wasi właściciele po prostu was usypiają jak psy. Jesteśmy jedynie zasobem, czymś czym można zarządzać, dawać pod zastaw, sprzedawać, kupować, straszyć, pocieszać, zabijać na wojnach, mielić w maszynie śmierci, recyklingować i znów odradzać, zamykać w kokonach wierzeń, używać w rytualnym okultystycznym systemie praktyk przez Czarnych Magów, którzy zmieniają stroje jednak nie zmieniają natury i zdominowali ten wymiar do stopnia, którego już nie potrafimy sobie wyobrazić.
Jednak mamy przeczucie, a to już dużo. To początek, który otwiera przed nami całą duchową drogę i prowadzi do przebudzenia z tego snu i tej symulacji. To jest czas ludzkiego ducha. Powrót Mocy po tysiącach lat zamroczenia i poniżenia, dlatego teraz na naszych oczach i w naszych sercach trwa ta walka o prawdziwą wolność, która przekracza fizyczność naszych ciał i doczesność materialnego świata, który nas zahipnotyzował i odurzył swoim tombakowym złotem i sztucznymi diamentami, swoim przereklamowanym blichtrem i upiornym „szczęściem”, które w istocie jest cierpieniem i bólem. Dać wyraz swojej prawdzie bez korekcji, bez lęku, choć raz w życiu być sobą i mieć wyjebane na to co inni o nas sądzą i jak nas oceniają, bowiem ostatecznie wszyscy odpowiadamy przed swoim własnym lustrem. To nasz umysł jest sędzią i katem, to nas własny umysł jest Buddą, który ma potencjał rozpoznania swojej własnej natury i osiągnięcia.
Jednak nie wierzymy w to, ponieważ nie możemy tego zobaczyć, poczuć, posmakować, nie możemy tego udowodnić za pomocą naukowych i jednoznacznych dowodów. Jest tak ponieważ materia zdominowała wszystko, stała się jedynym co istnieje, a my upadliśmy w ten sposób myślenia, który zatrzasnął nas w kwadratowym świecie – więzieniu. Racjonalizm, logika to systemy operacyjne Mózgogłowia, które choć mają swoje niewątpliwe zalety są jednocześnie oznaką procesu dojmującej degradacji i upadku człowieka – jako istoty duchowej. W tym dominującym systemie przekonań stajemy się po prostu mięsem. Karmą. Energią na wyczerpaniu, która zasila stworzony przez nasz sztuczny i mechaniczny wymiar istnienia. Nazwane jest to redukcją do trzech wymiarów. Człowiekiem 3 D i rzeczywistością 3 D.
Całe nasze życie sprowadza się do krótkich chwil szczęścia w bezmiarze głupoty i cierpienia, które tak naprawdę tworzymy sami poprzez swoje myśli, słowa i działania. Poprzez cyfrową symulację zapadamy się w to wszystko jeszcze głębiej, stajemy się wymyślonymi przez Czarnych Magów awatarami, bo tym w istocie są trendy i „nowości” podawane bez ustanku nam przez Kabel – Babel. Magia jest odwiecznym językiem, jest naszym twórczym potencjałem tworzenia i manifestacji. Jest ukierunkowaniem Mocy. Jest naturalna i wrodzona. Czarni Magowie to istoty, które służą i są niewolnikami Mózgogłowia.
Uwolnić się od przymusu ciągłej aktualności to powrócić do Analogu, który jest naszą prawdziwą twarzą sprzed modyfikacji i stylizacji. Uwolnić się od formy, która została sztucznie stworzona. Uwolnić się od szablonów i receptur na tak zwany sukces, ponieważ teraz jest czas redefinicji, możliwość przeprogramowania wizji rzeczywistości, która została nam przemocą zaimplementowana. Jeżeli nie potrafimy dostrzec, że technologia jest jedynie kopią pierwotnych możliwości, że jest uzurpacją oznacza to, że straciliśmy kontakt z naszym Duchem.
Analog jest metaforą. Jest czymś co nie zostało skonstruowane i wymyślone, jest czymś co istnieje samo z siebie. Jest stanem odłączenia od systemu terroru warunku, cywilizacyjnej kurwicy bodźców i sygnałów. Jest powrotem do tego czym jesteśmy przed tym wszystkim, przed modyfikacją.
Modyfikacja w tym rozumieniu jest nienaturalną ingerencją, którą tworzy Mózgogłowie, ponieważ samo w sobie jest czymś nienaturalnym. Jest błędem. Errorem. Jest wynaturzeniem i zaprzeczeniem wszystkiego tego co jest naturalne. Mózgogłowie to rozrost i dominacja poczucia tożsamości – mentalne więzienie. Żyjemy głównie w umyśle, w myśleniu, w koncepcjach. Cywilizacja jest wytworem myślenia, a poziom jej komplikacji i wyrafinowania jest obrazem – lustrem dla istot, które ją tworzą. Ostatecznie staje się klaustrofobicznym i destrukcyjnym koszmarem z którego Duch chce się obudzić, ponieważ jest tym co czuje, nie tym co myśli. Technologiczno – cyfrowa proteza jest brakiem równowagi. Jest nowotworem, który niszczy naturę czyli życie. Ostatecznie prowadzi do punktu w którym istota ludzka nie jest już istotą naturalną i staje się mutantem, który traci kontakt z wielowymiarowością istnienia i egzystuje jedynie w swoim sztucznym zmodyfikowanym świecie, który ja nazywam Gastropolis – zmechanizowanym przemysłowym systemem wzajemnego pożerania. Tym co zasila to monstrum jest energia życiowa natury i istot czujących. To stan zniewolenia, stan podległości. Rozpoznanie tego jest przebudzeniem. Pierwszym krokiem na ścieżce.
Nawet teraz bazą i modelem wszystkich programów przemysłowej mechanizacji jest umiejętność czytania i pisania; zarazem jednak zamyka ona zmysły i umysł swoich użytkowników w mechanicznej i rozbitej na fragmenty matrycy, niezbędnej do utrzymania zmechanizowanego społeczeństwa w ruchu.
Marshall McLuhan, Understanding Media, 1964.
Współczesne media przepoczwarzają się na wzór biotechnologicznych mutacji – jakoś dzieje się samo, poza kontrolą, modyfikowane genetycznie pola uprawne informacji 2.0. Maszyna drukarska staje się eksponatem, lub na wzór analogowej fotografii i płyt winylowych – oldskulową niszą dla wielbicieli. Ta pradawna już “piramida informacyjna” – z redaktorem naczelnym, demiurgiem, bogiem u szczytu, dziennikarzami i redaktorami poniżej i w dolnych kondygnacjach działami marketingu, reklamy i drukarnią na fundamencie staje się już tylko wspomnieniem, do którego można wzdychać jako – czasów porządnych i pełnych przyzwoitych i prawych nawyków w chwilach sztormu na oceanie szlamu informacyjnego epoki metewersu. Magicy z krzemowych dolin posadzili nam prawdziwą dżunglę – podwaliny pod cybernetyczne społeczeństwo “bodźców i sygnałów”, którego największym zagrożeniem będzie utrata – “punktu oparcia” – czyli fundamentalnego wibrującego pytania w tytule.
To pytanie jest jak dioda kontrolna – migająca latarnia morska dla zagubionych statków pod wzburzonymi falami chaosu. To ciągłe pamiętanie o esencji i motywacji tego co się robi, jak się robi, z pożytkiem dla kogo. Jest jeszcze istotna rzecz czy to co robimy będzie potrafiło istnieć w innym kontekście, w innym czasie przy innej konfiguracji układów zdarzeń, innej mentalności. Niezwykle istotnym jawi się zrozumienie, że choć rzeczywistość wokół nas zmienia się tak szybko i gwałtownie, ponieważ czas przyspiesza i każdy “nowy krąg” zawiera w sobie zasób informacji i doświadczeń z poprzedniego, pomimo tego wciąż pozostajemy w tym samym braku zrozumienia centralnego punktu – czyli podmiotu owych zdarzeń. Można to ująć metaforycznie, nieporównywalnie zwiększyliśmy zasób bodźców, które do nas docierają, a jednocześnie pozostajemy na prymitywnym poziomie ich odczytu, interpretacji i możliwości wykorzystania.
Nie przekroczyliśmy swojego fundamentalnego uwarunkowania fizyczności, a z całą pieczołowitością tworzymy pozory, że tak właśnie jest. Można to nazwać wyparciem wiedzy o swojej prawdziwej sytuacji, która notabene pomimo tych wszystkich “zmian” jest pierwotnym punktem – punktem przypomnieniem. Media są abstrakcją, są mechanizmem obronnym, są efektem placebo. To pokarm widmo – ziarna które pęcznieją w mózgu, a ich kwiaty są tylko chwastem przysłaniającym horyzont. Dodarło do mnie, że tego czym się zajmujemy, w co jesteśmy zaangażowani nie jest w najmniejszym stopniu prawdziwe, nie jest twórcze, a już na pewno nie jest połączone z naszą prawdziwą sytuacją – czyli tym kim jesteśmy, gdzie jesteśmy i z jakim skutkiem. Współczesne media chorują na “syndrom kserokopiarki”, żywią się odpadem i recyklingują same siebie w niemającym końca i sensie procesie wtórnym.
Proces wtórny – jest biegiem jałowym – zapętleniem. Nadmiar tworzy specyficzny sposób percepcji, fragmentacja mózgu powoduje zanik zdolności pamiętania, łączenie i właściwej interpretacji faktów. Tworzy się “krajobraz fragmentu”, którego skutkiem jest “obezwładnienie bodźcami.” To jest ten właśnie moment. Sytuacja utraty treści, jakości i “wartości odżywczych” na poczet formy i ilości. To jest nieubłagane.
Rozrasta się i naiwnym wydaje mi się myślenie, że to samo z siebie wciśnie hamulec. Nie wciśnie. Bidolenie i narzekanie w żaden sposób na to nie wpłynie, tylko powoduje odpływ kreatywnej i własnej krwi w rejony “anemii społecznej”, która objawia się tymi wszystkimi “spektaklami na masową skalę” – to wahadła, rozkołysane niepotrzebną uwagą. Wszystko staje się tymczasowe i umowne, umysł przestawia percepcję i zaczyna uczyć się nowych warunków, których tempo zmian gwarantuje mu zagubienie. W końcu musi się poddać – odpłynąć. To jest – Punkt Zero. Tracisz kontrolę, zostajesz porwany przez wir informacji. Triumf ignorancji. Stajesz się dryfującym śmieciem, cząstką ugniatanej masy – formowanej, duszonej i bitej wedle uznania. Kiedy tracisz kontakt z pierwotną częścią samego siebie, z fundamentalnym zakotwiczeniem w ciele, w jego tu i teraz, w jego ułomności i w jego nietrwałości – ponieważ pierwotny lęk jest pierwotną przytomnością.
Abstrakcja uderza dokładnie w ten punkt, chodzi jej o to byś tracił z tym kontakt. Abstrakcja obłaskawi cię za upadek, otworzy przed tobą swój pałac i ten skarbiec “nieskończonych możliwości”. Jednak możliwości są skończone, a jak są skończone możesz poczuć. Jednak ta obietnica jest jak kredyt w banku, albo obiecana emerytura.Oddasz najlepsze dostaniesz ochłap – marną chińską zupkę, choć obiecano ci wykwintne kolacje w najlepszej restauracji.
Tak działa Abstrakt, tak działają Media. To jest ich rola. Obietnica jest tylko folderem, tylko dobrze obrobioną graficznie i merytorycznie iluzją. Krzyż jest iluzją zbawienia – to abstrakt przenoszący twoją obecność na nieistniejące terytorium. Każda religia jest w pewnym sensie abstrakcją kiedy odnosi się do swoich proroków i założycieli. Media działają w ten sam sposób, tracić zdolność odniesienia i powiązania tego co jest ci przekazywane z własną sytuacją i z własnym życiem. To co widzisz i czym żyjesz niczego nie wyjaśnia w niczym nie pomaga – tak naprawdę. Owszem być może czyni przez jakiś czas twoje życie wygodniejszym i bardziej “promieniście radosnym”, ale w żaden sposób nie dotyka jego esencji.
Tego pytania – Kim jesteś?
Odwracanie uwagi jest rolą mediów – to obrotowe drzwi – wchodzisz, wychodzisz bez końca, ale tak naprawdę jesteś wciąż w tym samym miejscu.
Przez bity tydzień rozkoszowałem się telewizją, zapadnięty w hipnotyczny trans, oszołomiony do pewnego stopnia tym pytaniem – jak do tego wszystkiego doszło? Do tych durnych reklam na niestrawność, do Tuska – Kaczyńskiego, jak doszło do wiadomości na pierwszym kanale tak zwanej polskiej telewizji. Ja nie wiem. Czytając książkę o technologii pisaną pod dyktando apokaliptycznego przerażenia i chrześcijańskiej cnoty, która nas uratuje, jednocześnie patrzyłem na świat, który „istnieje, choć nie istnieje”. Jednak jest – jak zagadka zen.
Ja nie wiem. Niby tu żyje i oddycham tymi smugami na niebie, mam nieufność względem wszystkiego, bo wszystko w pewien dość pokrętny sposób jest podejrzane, nawet pani pogodynka w TVN. Mam jednak nieodparte wrażenie, że dochodzi tu do coraz większej i nieuniknionej kolizji, gdzie wszystko rozpędzone siłą nawyku i wyobrażenia zderza się ze sobą. Chaos, który pokazują na każdym kanale myśląc jednocześnie, że wszystko jest w porządku, tak jakby ktoś rzucił na nich jakiś czar czy urok. Zdecydowanie najlepsze są te poranne śniadaniowe optymistyczne programy familijne trawione pod rozpuszczalną kawę z mlekiem i krosanty z czekoladą i rzecz oczywista przepijane sokiem pomarańczowym jak setka taniej ciepłej wódy. Ci ludzie tam za szybą oni naprawdę muszą być szczęśliwi, muszą z optymizmem patrzeć w przyszłość, siedzą w tym fajnym kolorowym studiu i się rozkosznie uśmiechają dosłownie przez cały czas. Może to narkotyki? Albo leki na poprawę nastroju, coś muszą brać nie ma bata, bo myślę sobie to niemożliwe jest być tak dziwnie zadowolonym nawet jak mówisz o tych uchodźcach za drutami, o zamachach, o powodziach, fakt faktem bardzo sucho i krótko.
Sucho i krótko. Zatrzymajmy się tutaj na suchą i krótką chwilę. Twitterowy świat ćwierkania, ograniczona ilość znaków, emotionki – samo gęste, konkretne wyrównane młotem pneumatycznym współczesnych mediów, które tracą zdolność przerobu tak zwanej treści, która jest jak pasza w wielkiej ubojni życia, modyfikowany pokarm w hodowli klatkowej, gdzie ocieramy się o siebie, gdzie jest coraz mniej miejsca i przestrzeni i coraz więcej ciśnienia. Uczestniczymy w świecie, czy to raczej „świat” nas ujeżdża, przytłacza swoją nachalną narracją o samym sobie. Dla człowieka, któremu udaje się stworzyć przestrzeń w swoim umyśle i mieć prawdziwą relację ze sobą ten świat jest coraz bardziej szalony. Osobiście miałem nadzieję, że ta pandemia czegoś nas nauczy, to gwałtowne zatrzymanie neurotycznego ruchu niejako wymusi na nas refleksję, będzie to rodzaj stosunkowo lajtowego crash testu ze skutkami naszego sposobu życia. To jednak było z mojej strony dość naiwne i życzeniowe myślenie, ponieważ do takich rzeczy się po prostu dojrzewa poprzez świadomy proces dekonstrukcji iluzorycznej natury tej sztucznej ludzkiej post rzeczywistości.
Czytam książkę. Ma krótki tytuł „Tech” i jest to tech moją fascynacją, bowiem jest lustrem naszej własnej mechanizacji, tego w jaki sposób niewolimy samych siebie. Jest to jedna z tych apokaliptycznych książek wpisanych w religijny sposób postrzegania rzeczywistości umysłu, który jest pewny, że tak się sprawy mają (czyli bardzo źle) i ukazuje nam bezwzględny determinizm świata technologicznego, bowiem nasze szalone umysły nie są w stanie się już zatrzymać. Funkcjonujemy na sterydach technologii, która stała się naszym środowiskiem naturalnym, protezą bez której już nie potrafimy żyć. Bez technologii nasz ludzki cywilizowany świat po prostu się rozpadnie, a my kompletnie nie jesteśmy w stanie funkcjonować poza jego „opieką” i bez jego „ochrony”. Jesteśmy jak wyhodowane w klatkach zwierzęta, które nigdy nie posmakowały życia poza klatką i naszym sztucznie wykreowanym sterylnym coraz bardziej bezdotykowym światem. Urodziliśmy się w samo programującym się zniewoleniu, które przekazujemy z pokolenia na pokolenie jak mutujący wirus. Ten wirus to skrajny i śmiertelny materializm, absurd szukania oparcia w czymś co ze swej natury jest nietrwałe, absurd ciągłej szamotaniny w poszukiwaniu bodźców i stymulacji, bo kiedy się zatrzymujemy, milczymy nie potrafimy tego wytrzymać, musimy robić i myśleć, musimy bez końca szukać szczęścia w tym co sprowadza na nas cierpienie i wciąż nie widzimy tego co jest oczywiste, że to my a nie nikt inny modelujemy w swoim umyśle i wrażliwości obraz świata i samych siebie, który jest kombinacją życzenia, wyobrażenia i nadziei. Rzadko jesteśmy realistami. Wariat przekonuje wariata, że szaleństwo jest spiskiem, ciągle szukając przyczyny swojego stanu na zewnątrz. Dlatego ten świat nie może odrobić swoich lekcji, nie może ewoluować, odczynić tych czarów i pogrąża się w otchłani narastającego cierpienia. Kiedy człowiek rozumie lekcję nietrwałości naprawdę ceni życie i budzi się w nim bardzo dużo współczucia dla siebie i innych, bo rozumie, że choć chcemy dobrze nie mamy zdolności rozróżniania, brakuje nam mądrości, spokoju i dystansu do własnych projekcji.
W telewizji jest, bo być musi, o nowej fali delta plus, która nadciąga z zachodu i głównie jest zainteresowana dziećmi w szkołach, bo przecież mamy wrzesień i rocznicę wojny i ataków króla orków na dwie wieże. Jednak wirus jest dosłownie we wszystkim nawet w porannym gotowaniu, tabelki, statystyki, wzrosty, wzrosty, nadciąga czarna śmierć już widać kontury, już czuć tą narastającą paranoję. Wieczorem podczas tych dzienników dojedziemy was faktami! Rzucimy na kolana, obezwładnimy dwój – myśleniem, że jest dobrze i bardzo źle jednocześnie, że realizujemy kolejny pięcioletni plan odbudowy komunistyczno – kapitalistycznej Polski 2.0. Nowy Ład ten sam skład – gangsta rap, dżender, tęcza, dżender, uchodźcy, wirus, wirus, wirus, gruby kardynał, flaga, obchody, wirus, wirus, wirus, coś ze sportu i monosylabowa rozmowa dnia z panem ministrem, który zapewnia nas, że Polska jest bezpieczna jak pas startowy na Okęciu, albo promocje w Biedronce. Spokojnie trzymamy łapę na gasnącym pulsie, mamy w banku centralnym terapię wstrząsową i adrenalinę z drukarki w postaci świeżych dolarów przywiezionych z pokojowej misji w Afganistanie. Spokojnie panujemy nad narracją, znamy się na klejeniu taśmy na dobrym zaciemnieniu niepokojących materiałów, na selekcji sygnałów. Ten miód to mleko, ten kraj rośnie, ten naród światły, bogobojny, wytrwały chroniony mocą świebodzińskiego Jezusa i uroczystości upamiętniających nie dopuści do realizacji planu ostatecznego zniewolenia przez babilońską ladacznicę ujeżdżającą technologiczna bestię, która pożera te młode nieświadome umysły wlewające się jak ciekły azot do smartfonów i żyjące w tym Wielkim Abdejcie, który niszczy stolicę apostolską podstępem postępu.
Całkiem niedawno poznałem człowieka, którego bardzo podziwiam. To szwedzki fizyk Gustav Bjornstrand. Powiedział mi, że nie ogląda telewizji, nie czyta gazet i czasopism. Odciął się od nich, ponieważ ma poczucie, że żyjemy w orwellowskim koszmarze i że wszystko, co teraz słyszysz, stanowi część procesu, który zamienia cię w robota. A kiedy odwiedziłem Findhorn, spotkałem niesamowitego angielskiego eksperta od drzew, który poświęcił się ich ratowaniu. Właśnie wrócił z Waszyngtonu, gdzie lobbował na rzecz ocalenia sekwoi. Ma 84 lata i zawsze podróżuje z plecakiem, bo nie wie, gdzie będzie jutro. Zapytał mnie: „Skąd jesteś?”. Odrzekłem, że z Nowego Jorku. A on na to: „Ach, Nowy Jork. Tak, to bardzo interesujące miasto. Czy znasz wielu nowojorczyków, którzy ciągle mówią o tym, że chcą wyjechać, ale nigdy tego nie czynią?”. Odparłem, że tak. „Jak myślisz, co ich powstrzymuje?” – zapytał. Przedstawiłem kilka banalnych teorii. „Uważam, że przyczyna tkwi w czymś innym”. – powiedział. „Nowy Jork jest nowym modelem obozu koncentracyjnego – zbudowali go więźniowie i są bardzo dumni ze swojego dzieła. Egzystują w stanie schizofrenii, ponieważ pełnią jednocześnie funkcję strażników i więźniów. Dokonano na nich lobotomii i nie są zdolni do opuszczenia tego miejsca, a nawet postrzegania go jako więzienia”. Z kieszeni wyjął nasiono i oznajmił: „To jest sosna”. Zamknął je w mojej dłoni i dodał: „Uciekaj, zanim będzie za późno”. Problem w tym, dokąd się udać. To dość oczywiste, że cały świat zmierza w tym samym kierunku.
Fragment monologu z filmu: „My Dinner with Andre” z 1981 r.
W tym nowym cybernetycznym średniowieczu pijemy zimny browar z puszki Pandory, uśmiechnięci cofamy się w rozwoju kibicując sobie nawzajem, odkrywamy dawno odkryte, wyważamy otwarte. Te fantazje o moralności, zasadach, przykazaniach, które znikają kiedy chodzi o pieniądze, o przetrwanie, o biznes, kiedy chodzi o ja, mnie, moje. Nasze granice, nasze stolice, nasz sposób życia, nasza święta tradycja. Wszędzie jest tak samo, bo wszędzie światem rządzi ten sam zainfekowany egotyzmem umysł, który tak naprawdę nie ma wyznania, tradycji, swoistej kultury to tylko maski, przebrania, rekwizyty użyteczne podczas gry. Większość tego co z taką zaciętością bronimy to frazesy, puste slogany, zepsute zabawki. Deklaracje użyteczne podczas niekończącej się nigdy manipulacji, ponieważ w imię dobra mordujemy, w imię demokracji niszczymy, w imię lepszego jutro tworzymy coraz bardziej koszmarne dziś. Nie jestem lepszy od nikogo, nawet nie jestem dobry, mylę się tak często, że sam nie potrafię tego zliczyć, mam ataki megalomanii i przekonania, że wiem lepiej niż ty, że jestem kimś specjalnym. W coraz większym stopniu dociera do mnie, że świat byłby zdrowszym miejscem gdybyśmy potrafili patrzeć na siebie bez tych wszystkich urojonych ideałów, którymi próbujemy się zasłonić. Żyjemy w fikcji i tworzymy fikcję utrwalając ją poprzez te wszystkie sygnały hipnozy nadawane non stop. Przechodzę od świata do świata i wszędzie w pewnym sensie widzę to samo, ten sam syndrom ucieczki, czy TVN czy alternatywne kanały na Telegramie przytłoczenie czyjąś wizją, zdaniem, poglądem czyimś szaleństwem. Ta abstrakcja rodzi się bez końca, tak jak nasze myślenie. Z tego myślenia rodzimy urojone światy i zapominamy, że nic z tego nie jest ostatecznie prawdziwe to tylko koncepcja, którą utrwalamy własną wiarą i ostatecznie musimy w niej żyć. Powtarzać, powtarzać, bez końca powtarzać – to wystarczy, żeby słowo ciałem się stało.
Kiedy nie tworzymy własnego wewnętrznego świata, dystansu wobec myślenia stajemy się ofiarą cudzych myśli i poglądów, tracimy kontakt z czymś prawdziwym w nas samych, wówczas można nami manipulować, sterować, można nas używać. Wynosimy na pomniki selektywne wyobrażenia ludzi, urojone ideały, wybrany element z nieskończonej pełnej defektów i wad istoty ludzkiej i zaczynamy ją adorować, ponieważ czujemy się bezwartościowi, ułomni, gorsi, potrzebujemy świętego obrazka, relikwii. Koniec końców wszyscy kończymy w tym samym piachu, w tej samej ziemi i pozostają po nas zmyślone historie. Dobrze podziwiać to co w nas piękne i dobre, jednak warto widzieć też to co małostkowe, okrutne i złe – ponieważ to realnie ma większy potencjał zmiany tej rzeczywistości, kiedy potrafimy coś ze sobą zrobić, coś uzdrowić, być bardziej świadomym tego kim tak naprawdę jesteśmy. Żyjemy w terrorze narcystycznego egoizmu, ludzi których niszczy wygoda i bogactwo, którzy stracili serca, stracili czucie – stali się bezwzględni wobec słabszych od siebie. Tacy ludzie podejmują decyzje w tym świecie, takich ludzi podziwiamy i słuchamy, hipnotyzują nas z ekranów telewizorów i komputerów.
Dobrze przestać być żebrakiem i błagać o jałmużnę. Dobrze odkryć w sobie coś czemu możemy zaufać, coś czego nikt nam nie sprzedał jak kolejnego towaru. Dobrze wrócić do własnego życia do jego surowej i wspierającej postaci, która nie karmi wstydu i poczucia niższości, dobrze odzyskać godność i szacunek do istnienia, cieszyć się z każdej chwili, którą zsyła nam los, każdej lekcji, która wymaga naszej uwagi i obecności. Wtedy uzdrowimy tą chorobę, którą wszyscy jesteśmy zakażeni rozumiejąc jej istotę, jej funkcję i odzyskamy dar dobrego i uczciwego życia pozbawionego frazesów i pomników. Porzucimy próżnych bogów, których trzyma przy życiu nasza idiotyczna adoracja, skierujemy uwagę na to co ma prawdziwe znaczenie.