PIRACKIE OPOWIEŚCI

OKSYMORON

Zrzut ekranu 2019-06-09 o 17.14.32.png

Guru Padmasambhava, nauczyciel, który wprowadził tantryczne nauki wadżrajany do Tybetu, powiedział, że natura przekształcenia jest jak natura złota. Powiedzmy, że bryłę złota i tworzymy z niej posąg Buddy. Przechodzący ludzie mówią: „Och, tam jest złoty Budda!”, modlą się do niego, palą kadzidła i składają kwiaty. Ale pewnego dnia ktoś zabiera pomnik i przetapia go w wielki śmietnik. Teraz już nikt nie chce składać przy nim kwiatów ani modlić się do niego. Służy jako pojemnik na śmieci. A przecież zmienił się tylko jego aspekt. Jego rzeczywista natura jest nadal złota.

Czogjal Namkai Norbu „Ewolucja zaczyna się teraz”

Niepojęty jest ludzki syndrom wyparcia rzeczywistości w dobie tego co o sytuacji świata w jakim żyjemy z całą pewnością już wiemy. Czego dowiedzieliśmy się o nas samych, naszych aspiracjach, ambicjach i „dokonaniach” – dodawaniu sum ujemnych w postaci abstrakcyjnego w swoim absurdzie zadłużenia globalnej gospodarki jak i skali dewastacji zamieszkiwanej przez nas planety, w postaci korporacyjnych systemów nadzoru i eksploatacji pod szumną nazwą wszelkiej maści wolności i demokracji, które stanowią jedynie cienką warstwę lukru pod którym jest niepohamowana żądza zysku i kontroli zakodowana niczym klątwa w niemalże każdy aspekt naszego życia. Zostaliśmy wytresowani jak psy by bez końca biec i pożądać kości materializmu – wyhodowani w ciągłej obietnicy szczęścia, które ten materializm ma nam zapewnić. Spełnienie ludzkiego życia w posiadaniu – program który steruje tym polem wzajemnego pożerania – doprowadził nas na skraj urwiska z którego wyrwani ze snu – symulacji widzimy jałową pustynię – świat, któremu wypruto wnętrzności i obrzygano plastikowym gównem, które słabo się rozkłada.

Dlatego teraz jesteśmy w fazie gabinetu kosmetycznego, a obiektem naszych upiększających zabiegów jest Trup. Musimy zatuszować bestialstwo tej zbrodni i motyw jakim było chorobliwe pożądanie – choroba umysłu – monstrum, który ze swej natury nie może zostać zaspokojony, bo to znaczyłoby jego koniec – a monstrum jedyne czego chce to być, trwać, połykać, trawić i wydalać w trudnej do opisania nieprzytomności. To rodzaj pierwotnej hipnozy. Permanentnego zatrucia pokarmowego wynikającego z nadmiarów spożywanej śmierci – „pokarmu”, który jest tak toksyczny, że powoduje coraz bardziej zaawansowane halucynacje byśmy w końcu mogli zjadać swoje własne ciało, które stało się tak bezkresne i naćpane śmiercią, że utraciło czucie samego siebie traktując to jak oddzielny osobny byt.

Nic jednak nie ma na zewnątrz.
Tak zjadamy sami siebie.

Zrzut ekranu 2019-06-09 o 18.17.52.png

Połykamy swoje wciąż bijące serca otępieni tabletką gwałtu kopulując ze snem, który wyświetlają nam Nadzorcy Hodowli zapisując w notatnikach wszelkie parametry naszej „choroby wściekłych ludzi”. Filmy o zombi to idealna metafora – obraz – unaocznienie – figura retoryczna – serial – szóste wymieranie. Zombi to chodzący Mózg. Mózg – którego życie sprowadza się do zaspokajania, do karmienia, do konsumpcji Życia by uczynić z niego Śmierć – Martwą Tkankę. Nowotwór. Skażenie. To jest nasz punkt. Tutaj jesteśmy. Wystarczy uważnie się rozejrzeć odcinając na chwilę Sygnał Hipnozy i zobaczyć w jaki sposób my właściwie żyjemy jak przewrotnie użyliśmy swych darów kreacji by stworzyć coś tak przerażającego w swym samolubnym okrucieństwie i bezdennego w inteligentnej głupocie.

Koncentracja złotego cielca kapitalizmu – globalizacji idei, towarów, usług, światopoglądów jak nabrzmiałego wrzodu, który wcześniej czy później musi pęknąć i rozlać się na całą tą lateksową maskę abstrakcjonizmu jaką zakrywamy owrzodzone ciało świata – wciąż ulepszając jego ruchomy wirtualny hologram jaki nas wszystkich oczarował i uwiódł. Globalizacja umysłu wpiętego w Procesor Indoktrynacji o kapitalistycznym śnie, który nigdy się nie skończy, a już na pewno kiedy wciąż notujemy „wzrosty” jakich przecież nigdy wcześniej nie było. Nigdy nie było tak dobrze. Tak wygodnie. Tak kolorowo. Tak naukowo. Takich możliwości podróży i doboru nienaturalnego. Nigdy przecież nie mogliśmy powiedzieć o sobie tak wiele w tak krótkim czasie, lecieć tak wysoko by widzieć tak dużo, jechać tak daleko by oczarować znajomych naszym fantastycznym życiem o intensywności zapachu drogich perfum i czystych syntetycznych narkotyków. Nasi personalni trenerzy rozwoju, ich przerażająco uszczęśliwione twarze z uśmiechami wyciętymi jak w tekturze ich kciuki w komputerze podnoszące nas na duchu kiedy za oknem znów popierdoliła się pogoda i jest maj w lutym a saharyjska pustynia na blokowiskach w Pabianicach przypomina nam drugą część „Mad Maxa”. Mało jest wody i dużo swobody. Drożeją warzywa jednak tanieją aplikacje na smartfony i wejściówki na festiwale „dla ziemi”.

Pobojowisko, jeszcze przed oświeceniem.
Wyglądało, jakby ktoś odwrócił to miasto do góry nogami i potrząsnął.

Peter Watts „Odtrutka na optymizm”
The Island and Other Stories

Hej napisz coś nowego, coś ciekawego, optymistycznego, coś co nas zainspiruje, nie smuć, nie strasz, bo się zesrasz. Żyjemy długo i jesteśmy zdrowi, mamy osobiste komputery i netflix, możemy studiować sztukę i antropologiczne dzieje ludzkości, wreszcie możemy pierwszy raz w historii być i mieć – zaznaczyć siebie w kronikach Akaszy w serwerowni wszechświata i pokazać innym cywilizacjom jak kurwa żyć z podniesioną głową. Oglądać to wszystko przez dziurę po kuli na masowych grobach naszych braci i sióstr, podpatrzeć jak wcielamy w życie nasze świętości precyzyjnym okiem drona nad kilometrami ubojni żywca wieprzowego zanurzyć się w różowych lagunach zwierzęcych odchodów i opalać w najwyższych notowanych temperaturach od początku czasu pomiarów. Wydrukować tyle pieniędzy na kampanie wyborcze by starczyło nawet wtedy gdy stuknie 10 miliardów z czego połowa za życie zmieni się w pełzające robactwo i zredukujemy to wszystko do białka i aminokwasów bo tak będzie mniej bolało.

Zrzut ekranu 2019-06-09 o 17.03.30.png

Przybliżenia pojawiały się automatycznie. Nie ma czegoś takiego jak „prawda”. Jak „fakt”. Są tylko granice przedziału ufności.

Peter Watts „Odtrutka na optymizm”
The Island and Other Stories

Zatem Kasyno wciąż jest. Są zakłady. Jednak tym razem gramy o wszystko. Wielka drukarka „dobrobytu” wypluwa nowe strzeżone osiedla i fabryki iPhone’ów – betonowe mrowiska i królowe lateksowego show biznesu, które cuchną padliną przereklamowanych zgubnych trendów. Postawiliśmy cały majątek zabezpieczony w produktach ludzkich obciążonych niemożliwymi do spłacenia długami – rzuciliśmy to jak worek mięsa na stół z łańcuchami na nadgarstkach i kostkach nóg z kneblem niezapłaconych rachunków w ryju. Koło fortuny gwałtownie zwalnia. Krupierzy w mundurach chińsko amerykańskich sił czekają na rozkaz do wzajemnego rozszarpana na strzępy. To prawda bliżej mi do poezji niż prozy do symboli niż faktów. Mózg trzeba umieć łamać. Przegłodzić brakiem punktów zaczepienia. Dlatego artyści zawsze sięgają najdalej i okazują się widzieć i wiedzieć rzeczy dużo wcześniej bardziej wyraźnie – potrafią narysować wzór, odkryć niedostrzegalne warstwy – zedrzeć skórę. Zdrapać ranę. Odstawić znieczulenie.

I uderzyć z miłością. Delikatność ludzkiej wrażliwości – połączenie z tchnieniem, z kruchym odruchem. Biologia i Muzyka. Matematyka i Sztuka Piękna. Miłość, która otula i karmi bez względu na grubość ramy i ohydę obrazu. Tym jest życie dla mnie. Potwornością, która otwiera się jak kwiat by w jednej wydawałoby się strasznej chwili otworzyć przejścia do innych planszy do głębszych wymiarów, uleczyć i wstrząsnąć do samych trzewi do kości do szpiku do najbardziej bezbronnego i czułego punktu. Do serca. Dobre – Niedobre. Jakie w końcu, jakie na początku. Poboli i przestanie – jak długa i wycieńczająca choroba – kiedy trup wróci do ziemi – znów zacznie się proces fermentacji – proces tworzenia kolejnej warstwy na niemożliwym przecież oksymoronie, który obraca w palcach niebiański artysta. Lubię przysadziste punkty odniesienia dla przykładu Kosmos – bezkresną przestrzeń, miliardy galaktyk – otchłań nie pojmowalności – lub bliżej pusty błękit nieba bez ograniczeń, rozlewający się po skórze blask wschodzącego słońca, liść tańczący na wietrze, lustro kałuży odbijające odwrócone obietnice z plakatów wyborczych. Marzy mi się świat szacunku i przestrzeni – świat ludzi artystów pełen bogactw odnawialnych i kopalni wiedzy za każdym rogiem, świat gdzie pomagasz wzrastać zwierzętom zamiast je mordować i zjadać – bo jak patrzysz w oczy świni – to masz uczucia, że są one ludzkie, może nawet kogoś kogo niegdyś znałeś. Świat gdzie każdy ma miejsce i skarb do odkrycia. Gdzie płonie ogień paleniska i opowieść prowadzi nas daleko w tajemnicę – do miejsc świętych, do rzek krętych, wód głębokich i grubych drzew do ludzi mędrców do ludzi gór siedzących i cicho nucących pieśni.

Jadę pojazdem mechanicznym po betonowych drogach, widzę królestwa upadłych ludzi i obdartych z szacunku starych drzew, których ciała poćwiartowane wyglądają jak metalowe monety albo kapsle po piwie. Jadę pod światło, widząc coraz mniej, mrużąc oczy i raz pa raz czując ukłucie strachu wyrastające nagle jak ogromny cień. Kurczę się i nerwowo oddycham. Chciałbym się położyć na zielonej pachnącej trawie i oddychać głęboko, chciałbym żyć dobrze i odejść z poczuciem spełnienia – dać temu światu odrobinę spokoju coś co sprawi, że poczujesz się lepiej w tej ciasnej klatce, może zmrużysz oczy i zobaczysz jak piękno przedziera się przez grube mury i pancerze. Może przez ułamki sekund odkryjesz, że jest wolność, radość i szczęście, które nigdy nie zależało od twoich ruchów i strategii. Po prostu jest tak zwyczajne, że trudno w to uwierzyć.

Zdjęcia z filmu: „Blade Runner 2049”

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

CRASH TEST

IMG_7624 2

Mózg kocha Struktury. Nasz logiczny zachodni umysł systematycznie i konsekwentnie pozbawia nas tajemnic, w coraz większym stopniu kolejne „wyjaśnienia” swoisty triumf „cywilizacyjnej zimnej wojny psychologicznej” coraz bardziej przeistacza nas w pozbawione życia zombi snujące się w bezsensownym jałowym świecie w którym zaspokajanie zmysłów i ucieczka przed prawdą egzystencji stała się normą. Cały mechaniczny przemysł informacyjno – rozrywkowy bazujący na naszych uwarunkowaniach i religijno – polityczny konglomerat zasilany strachem i długiem ulokował nas w niewolniczo – podległym stanie Automatyzmu.

Przewidywalność naszych reakcji, podświadomych mechanizmów, emocjonalnych klisz i zaprogramowanych dążeń i ambicji upodabnia nas do zrobotyzowanych stworzeń pozbawionych dostępu do jakiejkolwiek prawdziwej alternatywy wobec tego czym się stajemy jako ludzie XXI wieku. Przesądzony los współudziału w „Eksperymencie Sztucznej Egzystencji” – matrycy coraz bardziej odizolowanej od Struktury Życia jako Pola Współistnienia wszystkiego ze wszystkim coraz bardziej pogrąża nas w neurotycznych stanach i wszelakich zaburzeniach. Świat w jakim żyjemy w sposób bardzo precyzyjny odzwierciedla naszą postępującą chorobę. Zaburzenia emocjonalne, choroby psychiczne, autodestrukcyjne zachowania i tysiące chorób ciała – wszystko to jak lustro ukazuje stan naszego Ducha – jego pogłębiające się zagubienie w sztucznej rzeczywistości jaką, o czym warto pamiętać, sami stworzyliśmy.

Kompresujący się w zastraszającym tempie czas i szaleńczy tryb życia w dzikiej dżungli pozornych udogodnień w coraz większym stopniu prowadzi nas wprost do Ubojni Życia – zmechanizowanego modelu wzajemnego używania i eksploatacji. Stajemy się coraz bardziej pozbawieni realności – skompresowani do wielkomiejskich ról, przybici do dybów przy rozpędzonej taśmie produkcyjnej – i to my jesteśmy produktem. Produktem eksperymentów i modyfikacji – grą na chybił trafił. Dlatego wszelkie teorie próbujące nadać naszej egzystencji znamiona „spisku” skrupulatnie i metodycznie tkanego przez milenia pod dyktando „wiedzących i bogatych elit” by w rezultacie po zużyciu nas wyeliminować, bo taka przecież narracja wieńczy tą „najprawdziwszą prawdę” jest dla mnie mało wiarygodna zdradzając wszelkie znamiona czegoś w co chcemy wierzyć, kolejny wymyślony koncept w milionie podobnych sobie, których cel pozostaje zawsze ten sam – wygodę ignorancji opartej na braku odpowiedzialności za przygniatający fakt, że nasza egzystencja na chybił – trafił jest pozbawionym kierunku dryfowaniem w pułapce prądów, które tworzymy w sposób zupełnie przypadkowy i chaotyczny, bowiem staliśmy się kolektywną gromadą zaprogramowanych trupów. Nasza ekologiczna świadomość wykluła się kosztem bezprecedensowej wojny o wygodę, dobrobyt i dominację – stoimy na stosach trupów istot żywych i coraz bardziej jałowej ziemi, którą owe trupy użyźniają wołając do tych, którzy idą w nasze ślady, że to ślepa droga – droga unicestwienia. Nasza naukowo – technologiczna szpica – współczesna magia rytualna jest naszą ostatnią nadzieją gdzie odprawiając czary i rzucając obliczeniowe klątwy próbujemy odwrócić proces, którzy sami uruchomiliśmy. Jednak nie wiemy jaki będzie wynik tego, bo nie wiemy co tak naprawdę zrobiliśmy i dalej robimy.

Na początku lat dziewięćdziesiątych szefowie Goldmana Sachsa zastanawiali się, na czym by mogli robić nowe interesy. Ich podstawowa filozofia, podstawowa filozofia kupców, głosi, że „handlować można wszystkim”. I uświadomili sobie bardzo sprytnie, że akcje i obligacje – wszystko to nie będzie może miało wielkiej wartości po dłuższym czasie; że zawsze będzie miało wartość to, co nieodzowne: ziemia, woda, żywność. Popyt na te rzeczy nie odznacza się jednak elastycznością i jest to pewien problem dla kupców. Przez całe dzieje rynków żywnościowych, dzieje cywilizacji, próbowano nadać pewną stabilność wartości produktów o cenach bardzo niestabilnych. Żywność jest w swojej istocie produktem niestabilnym, ponieważ trzeba zbierać plony dwa razy w roku, a zbiory uzależnione są od wielu czynników, na które nie mamy wpływu, przede wszystkim od warunków pogodowych. Niemniej historia cywilizacji zbudowana jest na tej niestabilności.

Martín Caparrós „Głód”

Multikulturowy tygiel, fortece miast – molochów, okablowana rzeczywistość – nowy czas śnienia – przechodzi fazę instalacji – jak klatkowa hodowla ludzkiego – drobiu gotowa dziobać ziarna cywilizacyjnych obietnic, nowinek, fake newsów, rzeczy bez najmniejszego znaczenia dla naszego życia i naszej kondycji. Zabieranie czasu i przestrzeni naszego życia i mielenie tego w maszynce do mięsa egzystencji, wypluwanie bezwonnej i bezsmakowej karmy w formie produktu ludzko – podobnego – hybrydy konsumencko – pracowniczej – zasilacza dla Maszyny Śmierci. Liczby przekraczają nasze pojęcie. Masy Produktów generujących Masy Kosztów. No i co z tego?

IMG_7633 2

Warto w tym miejscu zapytać.

Przecież w takim właśnie świecie żyjemy i to jest nasze życie. Dostaliśmy tak wiele możliwości i mimo tego nie jesteśmy szczęśliwi. Dlaczego? Mamy tak wiele i wciąż to nie to – ciągle szukamy, chcemy zmieniać, krytykujemy świat, innych ludzi, samych siebie. Czym jest lęk? Czym jest strach? Czym jest ta ukryta desperacja? Czym jest to poszukiwanie treści, wypełnianie nią kolejnej z bilionów internetowych stron, kolejny głos w kakofonii domniemanych prawd. Czym jest ta chwila? To ciało siedzące, myślące, piszące. Ten umysł, który tak usilnie próbuje wiedzieć, rozumieć tak jak by to miało załatwić sprawę. Jednak nie załatwia. Nie upraszcza. To tylko chwilowe odczucie ulgi, które mija tak szybko. Widzę swoje ograniczenia – próby tworzenia intelektualnych map orientacyjnych na podstawie, która w rzeczywistości nie ma podstawy. Cała struktura na której buduję ciągle ulega defragmentacji, przemieszczeniu – napięcie musi się rozładować i tak powstają kolejne opowieści – chwilowe refleksy, odbicia, złudzenia. Z chwili na chwilę sytuacja wymaga innego – ja, które nie potrafi być płynne, zdolne do elastyczności. Jednak z całych sił chcę utrzymać ten skostniały i neurotyczny stan pozornego skupienia – potwierdzać istnienie, utwardzać podłoże doświadczenia. Niezmiernie trwać w braku aktualizacji. Rzeczywistość poddaje to „ja” ciągłemu crash testowi. Co chwila zderzenie. Z brakiem adekwatności. To tworzy napięcie. Ciągłą czujność – obserwatora, który pilnuje bramy więzienia. Nie sposób odpuścić, pozwolić by rzeczywistość przejawiła swoją transcendencję, swoje mistrzostwo i nauki, które nie należą do żadnej tradycji, rzeczywistość, która nie kultywuje drogi do samej siebie, bowiem jest sama w sobie zawsze i wszędzie. Nie tworzy metod i nauk, bo nie sposób niczego oddzielić, wyodrębnić, usytuować na zewnątrz.

Jednak jest Przeczucie. Coś. Nie da się tego zlokalizować, jednak z pewnością jest, istnieje, czuje, myśli i ma w sobie nieskończone dobro, nieskończoną ufność i nieskończone poczucie humoru. Patrzy na zdeformowane „ja” po kolejnym crash teście i uśmiecha się życzliwie. Nie ma w sobie za grosz zarozumialstwa – tego poczucia, że coś wie, że to co wie jest o tym jak jest. Jest jak nie jest, nie jest jak jest. To jak zabawa, taniec – nieodgadniona lekkość.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

NON STOP

IMG_7541b 2

Pusta kartka. Pusty talerz. Pusta przestrzeń pomiędzy słowami. Spokój. Przestrzeń. Cisza. Nie na długo jednak. Nie na długo. Maszyna rusza – tryby koła zamachowe, pierwszy rozruch – Forma ni stąd ni zowąd pojawia się. Bum!

Ciąg liczb i zjawisk bez końca i bez początku. Mówi się, że silnikiem Automatu jest Niewiedza, brak wglądu w pustą naturę zjawisk, brak kontaktu z podłożem z jądrem z esencją. Cztery pierwotne żywioły: ogień, woda, ziemia i powietrze i skutek pochodny zdolności pięciu zmysłów postrzeganie, smakowanie, słyszenie, czucie i myślenie. Ten pierwotny głód wrażeń rodzi jak to mówią dziesięć tysięcy rzeczy. Nieskończony bezmiar wrażeń. Maszyna nie do zatrzymania. Automat egzystencji.

Problem jednak polega na tym, że nie sposób Tego zaspokoić. Nasycić. Nakarmić, ponieważ ten Głód staje się bytem samym w sobie, który by trwać musi bez końca być Głodem. Pragnąć. Chcieć. Pożądać. Konsumowanie wrażeń rodzi uczucia. Trzy podstawowe pierwotne impulsy:

Tak.
Nie.
Bez znaczenia.

0,1, 01

Wśród wielu ogromnych zalet skutecznych maszyn automatycznych jest ta, że są one w pełni zabezpieczone przed błędem. Za każdy zysk trzeba jednak zapłacić. Automatyczna maszyna jest całkowicie zabezpieczona przed błędem, ale jest również całkowicie zabezpieczona przed łaską. Człowiek nadzorujący taką maszynę jest niewrażliwy na wszelkiego rodzaju inspirację estetyczną – niezależnie od tego czy jest ona pochodzenia ludzkiego czy prawdziwie duchowego. „Przemysł bez sztuki jest zezwierzęceniem.” W rzeczywistości jednak Ruskin rzuca potwarz na dzikie zwierzęta. Pracowity ptak czy owad natchniony jest w czasie pracy niezawodną animalną łaską instynktu, a to dzięki Tao, które przejawia się na poziomie się bezpośrednio nad poziomem fizjologicznym. Pracownik przemysłowy przy zabezpieczonej przed błędem i przed łaską maszynie wykonuje swoją pracę w stworzonym przez człowieka wszechświecie dokładnych automatów – wszechświecie leżącym całkowicie poza granicami Tao, zarówno na poziomie zwierzęcym, ludzkim, jak i duchowym.

Aldous Huxley „Filozofia wieczysta”

Zrzut ekranu 2019-02-25 o 22.31.02

Dwunastu Apostołów przy wieczerzy rozróżniania. Prawda. Nie prawda. Głodny Mesjasz wodzi na pokuszenie. Obraca między palcami nasiono drzewa Dobra i Zła. Święty Graal początku niedoli. Pracujesz w pocie czoła na tej kuchni wygnany daleko w cierpienie śmiertelnego życia. Śmierć karmi życie, które zadaje śmierć. Kuchnia jest dobrze zorganizowana, wydajna pracuje szybko i bez zarzutu. Karma podawana jest sprawnie, nie trzeba długo czekać, można wybrzydzać, rzucać kąśliwe uwagi, pogardliwie stukać opuszkami palców przy czekaniu na rachunek. Jednak kelner wciąż liczy. Dwa tysiące lat. Posiadania, używania, łączenia pokarmów w jedną wielką piramidę wzajemnego wykorzystywania. Rachunek przekracza pojemność serwera. System wiesza się z chwili na chwilę. Mayday! Mayday ! Telefon ekipy naprawczej – przestał działać. Firma zbankrutowała z powodu nadmiaru zleceń i nie wypłacalności klientów. Cierpienia coraz więcej. Coraz więcej skutków tych przyczyn. Coraz więcej rachunków krzywd do spłacenia. Nie dodrukują tyle mamony, zabraknie drzew i prądu w elektrowniach. My jednak czekamy na deser – na kruchy jabłecznik prosto z raju podany w skorupie węża. Szefowi kuchni zabrakło towaru – zostały zgniłe jabłka i wąż w kieszeni właściciela. Deseru nie będzie.

Jednak my tego nie wiemy, chcemy deser, bo kelner ociąga się z rachunkiem, żądamy satysfakcji, zadośćuczynienia. Za nasz cenny stracony czas, za nerwy, za to, że w ogóle życzyliśmy uświetnić swoim pobytem tą planetę, dodać jej blasku, nadać znaczenia w pozbawionym sensu zimnym kosmosie, który ma deficyt form żywych i rozumnych. Jedynie my – My tu jesteśmy – najwyższej klasy inteligencja, najwyżej rozwinięty produkt ciągów ewolucyjnych, siedzi za stołem z heblowanych desek pokrytych bezbarwnym lakierem zajęty wiecznym rozróżnianiem – to takie, to srakie, to i tamto, tu i tam, teraz, potem, wtedy – bezdenna otchłań abstrakcji, aberracji, alienacji – ostentacyjne walenie ślepego konia. Pan w garniturze niemalże idealny, wycięty z rysowanki dla dizajnerów, podpicowany tuszem modnych modernistycznych systemów nauczania, oczytany w czasopismach, amerykańskich tygodnikach opinii, wykwalifikowany do granic o nienagannych manierach, które podkreślają bardzo zadbane dłonie i spinka przy krawacie. Wkurwiony, że on – On musi czekać. Jednak bez obaw Sąd Ostateczny już jedzie przez zadymione miasto długim Lincolnem, usadowiony w skórach, palący długie brązowe cygaro i popijający burbona. Zaraz się zacznie psychologia Procesu. Tłum ogarnia szaleństwo, nagły i całkowicie ślepy szał, płoną świątynie i śmietniki, zaczęło się! Zaczęło! Jak w filmach o apokalipsie! W końcu! W końcu!

Nie to tylko ćwiczenia na wypadek końca cywilizacji, przypadkowej detonacji puszki pandory. To jedynie plan filmu instruktażowego dla służb mundurowych. Może Pan w Garniturze zarzynać Matkę Ziemie na spokojnie dalej, mnożyć cyfry w wyświetlaczu, kupić nowy jacht i wyspę na Pacyfiku, śmiać się zahukanym imigrantom klimatycznym w twarz. Uda utrzymać się ten kurs walut i notowania pakietów dużego ryzyka. W końcu, bo jak by inaczej biedotę trzeba będzie zagazować, bo maszyny zwyciężą na rozmowach kwalifikacyjnych i podbiją stawki do zera za godzinę. Nie da się tego przebić.

Mentalne formacje sztucznej inteligencji oszołomią nas klarownością wywodu, brawurowym wyciąganiem asów z procesora raz za razem dokładnie tak jak trzeba, kiedy trzeba, co potrzeba i w jakim zakresie. Aż w końcu, bo tak przecież być musi zaczną się mnożyć rozwiązania ekstremalne w lawinowym tępie, bo skutki działań zdetonują optymistyczne prognozy futurystów w sposób nie podlegający żadnej dyskusji. Póki co wciąż odbijasz kartę w fabryce złudzeń. Poranny brief przy kubku smolistej kawy, pastylka guarany pod język i jazda do taśmy mentalnych formacji – masowej produkcji impulsów rozpraszania. Byle się nie zatrzymać, nie przyjrzeć – nie spostrzec obezwładniającego absurdu, jazdy na jałowym wstecznym biegu „postępu” wprost w przepaść. Na pewnym poziomie świadomości kosztów tej imprezy nie sposób już ekscytować się potrawami na stole, fikuśnymi drinkami, tańcem striptizerek na rurach gazociągów o dużej przepustowości. Te opowieści marketingowe, ten przygniatający reklamowy bełkot, ciągły i nieprzerwany pochód upudrowanych modelek na wybiegu klatki, błyski fleszy i sztuczna ekscytacja wciągająca jak łono bagna wprost w otchłań. Drenowanie życiodajnej energii, rywalizacja w pogoni za przemijającym chwilowym szczęściem umownej roli i ruchomego jak notowania giełdy statusu społecznego.

IMG_7616b 2

My chcemy być szczęśliwi, żyć, spełniać marzenia, wyznaczać i realizować cele, chcemy czuć radość i spełnienie – żądamy tego od rządów, liderów religijnych i naukowców – dawać! Dawać! Dawać! Szybkie dania i dyplomy, modne apartamenty i beztroskie urlopy o profilu duchowego uzdrawiania gdzieś w dżungli z dzikimi – niech nam zaaplikują oświecenie i jedność ze stworzeniem. Później to sprzedamy z zyskiem jak pracę ich rąk, ich tradycje i mądrość – wszystko przerobimy na swoje. Zrobimy weekendowe kursy medytacji bez kontekstów, usuniemy cały ten religijny niepotrzebny bełkot, wyciągniemy efektowne techniki i aktywne składniki ich roślin – zsyntetyzujemy esencję tubylczej mądrości do rozmiarów małej szklistej pigułki. Na raceptę po eugenicznym teście kalifikacji genetycznych za gruby wirtualny szmal stworzymy nową odnogę w ewolucyjnym drzewie, kastę cybernetycznych kapłanów.

Wyhodujemy genetyczny owoc poznania. Nowy Eden. Połyskująca spirala węża DNA wstrzykiwana u podstawy kręgosłupa. Technologiczne kundalini oplecie Ziemię. Będziemy mówić językami ognia 5G, słyszeć głos Boga w postaci zderzenia boskich cząsteczek w szwajcarskiej piwnicy postępu. Na chwilę odsłonimy kurtynę tajemnicy stworzenia. Życie stanie się śmiercią, a śmierć życiem.

Będziemy nadawać Agonię na Żywo z przerwą na reklamy.

Tak. Jako ostatnia pojawia się Świadomość.

Nasz świat jest tak chaotyczny w dużej mierze z tego powodu, że ludzie nie doceniają i nie szanują samych siebie. Osoby nie czujące do siebie żadnej sympatii, nie traktujące siebie łagodnie, nie są w stanie doświadczyć spokoju i harmonii, w skutek czego projektują na innych swój wewnętrzny zamęt i brak zrównoważenia. Zamiast naprawdę docenić dar życia, bardzo często uważamy, że nam się ono należy albo że jest przygnębiające i uciążliwe. Niektórzy ludzie uważają siebie za pokrzywdzonych przez los, ponieważ „nie dostali tego, co im się od życia należy”, więc jeśli „nic się nie zmieni” szantażują innych samobójstwem. Oczywiście życie trzeba traktować poważnie, nie ma to jednak nic wspólnego z doprowadzeniem się na skraj przepaści tylko dlatego, że mamy pretensje do świata i nieustannie uskarżamy się na problemy. Sami musimy wziąć odpowiedzialność za jakość naszego życia.

Chogyam Trungpa „Szambala – święta ścieżka wojownika”

Zazwyczaj kończyłem w tym punkcie – cierpienia i szukania przyczyn tego cierpienia. Babrania się w tym – ego to lubi pozwala to na depresyjne lenistwo, przyobleczenie cuchnącego kokonu – dogorywanie, gloryfikacja rozpadu, rozkosz kompletnego odpuszczenia. Bezwolne opadanie w Otchłań z ukrytą nadzieją, że ktoś nas w końcu złapie. Tak nie będzie. Upadek jest konieczny dopóki liczę na to, że ktoś coś zrobi za mnie, inkarnacja za inkarnacją unikanie odpowiedzialności za skutki swoich działań. To jest nasz Punkt Zero. Nasza zbiorowa karma. Morał bajki o pachnącym ogrodzie. Tak to bolesna lekcja rosnącej świadomości – nie można już tego zatrzymać – bo wszystko wychodzi z ukrycia coraz bardziej wchodzimy w fazę, gdzie przyczyna i skutek stają się bardzo jasne. Przytłaczająco oczywiste. Musimy to spłacić, bo koło nie przestanie się kręcić, a automat pracować. Komputery kwantowe nie odrobią za nas lekcji, a technologia nas nie zbawi. Będzie tylko tym czym my jesteśmy. Świat Lustro – precyzyjne Odzwierciedlenie z momentu na moment. Bez przerwy. Non stop.

Non stop.
Wybudzanie.
Tutaj nie można niczego Osiągnąć.

Ten Błąd to Łaska.
Wielkie nauczanie.
Mistrza, który jest Rzeczywistością.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

OTWARTE KLATKI

Szokujące historie pełne namiętności. Najlepszy prezent pod choinkę.

Hasło reklamowe

img_7432

Klatka od zawsze jawiła mi się jako idealna metafora świata w jakim żyjemy w jego zwyrodniałej i patologicznej postaci kultywującej wszelakie ciasnoty i ograniczenia. Kurczaki w klatkach, ludzie w blokach, trupy w grobach. Opakowanie, ometkowanie, przydatność do spożycia. Gdzie to się zaczęło ?

Gdzie zostało rzucone to zmodyfikowane ziarno i czemu gleba okazała się na tyle żyzna by obrodzić tym wszystkim co przeraża i czasem odbiera wszelką nadzieję, kiedy każdego dnia zmuszeni jesteśmy za sprawą cywilizacyjnej medialnej maszynerii ulegać terrorowi Symulacji. Symulacja – to abstrakcyjna, umowna matryca wiary, koncepcji, założeń, domniemań, zapewnień, nadziei, lęków, obsesji bez końca podsycana przez kolektywnego pasożyta ignorancji, który drenuje naszą energię jak mechaniczny robal podpięty pod każdy nerw. Upgrade Snu, który z głupkowatej telenoweli przeistacza się w krwisty horror – permanentny stan napięcia i przerażenia z lokowaniem kapitalistycznego produktu konsumpcyjnej nirwany w odległości jednego kliknięcia czy wpisania PINu. Lek który generuje tyle skutków ubocznych by w rezultacie przemienić nas w pozbawione woli i radości roboty skazane na ciągle ulepszanie własnej klatki kolejnych uwarunkowań i bezwonną pociechę w postaci zaspokojenia nieskończonych potrzeb.

Musimy raczej pytać, dlaczego zachodnia polityka bazuje na wykluczeniu naturalnego życia.

Giorgio Agamben

img_7435

Na bezdechu

Co chwila coś, kolejny powód wstrzymania oddechu. Wszystko w wirtualnym show krzyczy i napastliwie nawołuje do jałowego współudziału w postaci manifestowania swoich poglądów – własnoręcznie przyrządzonej abstrakcyjnej kołomyi sporządzonej z produktów z tak zwanej drugiej ręki – przyprawionej wiarą w słuszność danej sprawy, a że spraw tych są miliony siłą rzeczy staliśmy się „specjalistami od wszystkiego” pełnoetatowymi komentatorami na 300 znaków by na kilka sekund zyskać poczucie, że liczymy się w tej grze. Wierzymy, że ta gra ma jakiś sens, że nasza postać gdzieś przecież musi zmierzać, że coś nas tu czeka, że może uda nam się wygrać lub przynajmniej przejść ten level, zdobyć sprawności, moce i pójść do nieba na zasłużoną emeryturę. Jednak wszystko to składa się na „technologię rozproszenia”, która za fasadą chaosu ma bardzo precyzyjną funkcję, którą jest utrzymywanie statusu ignorancji jako gwarancji dla społecznego ładu rzeczywistości uzgodnionej i jej dozorców, którzy konsekwentnie realizują własne egoistyczne cele. Władza staje się niemal metafizyczna. Oparta na totalnym uwikłaniu w abstrakcjonizm polityczno – religijno – kulturowy za pomocą technologi cybernetycznej i sieci. Podstarzałe umysły wyplute przez Boga Technologii bierze w opiekę dogorywający religijno – fundamentalistyczny surowy bóg – kat od tysiącleci zagnieżdżony w gadzim mózgu odruchów, natomiast tych upojonych hi – tech hipnotyzuje cyber – demiurg szepcząc słodkie obietnice wirtualnego ubóstwienia i wygód okablowanych klatek.

Jego mantrą jest nieskończona internetowa dyskusja pełna emocjonalnego spazmu i rewolucyjnych deklaracji przeplatanych obrazą tzw. uczuć religijnych. Wojna totalna. Wszyscy przeciw wszystkim. Taniec na szczycie Indywidualizmu, który osiągając swój kres przeistacza się w swoje przeciwieństwo. Przesyt rodzi znudzenie i samo obrazę skutkującą depresją. Medialny prozac powoduje bezdenną apatyczność i coraz bardziej radykalne próby by coś poczuć. Desperacja zombi. Zmechanizowane odwłoki – robotnice – produkcja miodu ignorancji lepkiej i grząskiej rzeczywistości XXI wieku gdzie temperatura parzenia kawy ma fundamentalne znaczenie dla samopoczucia. Jednak migającej gdzieś w oddali diody, która sygnalizuje, że to wszystko jest w pewien przerażający sposób fałszywe nie da się wyłączyć. Jest tam. Jak syrena alarmowa przykryta wygłuszeniami iluzji. Nic na tym świecie nie jest trwałe i niezmienne, bez przerwy rodzi się i umiera jak myśli w naszej głowie, jak hasła polityków, jak kolejne skandale na Facebooku i kolejne petycje do podpisania. Na szalejącym oceanie widzimy obcych i zdesperowanych uchodźców jednak tam w głębinach podświadomej otchłani wiemy już, że nasz świat jest fikcją, którą w irracjonalnych aktach desperacji będziemy bronić z krwią na zębach.

Nie mieć punktu widzenia. Nie mieć go. Widzieć i czuć umowność, kruchość wszelkiej formy urojonej. Na bezdechu zajrzeć tam gdzie to wszystko powstaje i zaraz umiera jak kukła płonąca. Jak śmieć wirujący. Jak brudny śnieg uderzający o ciepły beton miast. Chujowa pani domu jak myje szyby to je brudzi. Nie domyjesz krwi krwią. Nie mieć planu awaryjnego – to otworzyć klatkę. Nie mieć racji. Nie mieć nic w zanadrzu. Nie mieć ostatniego słowa.

Wiara. Nie wiara.

Jedno podłoże.

Jak słup na stacji metra z napisem „Centrum”.

Bilet przesiadkowy w obie strony.

Kasujący automat.

Jednocześnie:

„Swobodne wyjście”.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

O CENNYM LUDZKIM ŻYCIU

dscn8391

Nasza świadomość wzrasta. W globalnej rzeczywistości w jakiej żyjemy, połączonej siecią internetu i nadpodażą informacji doprawdy ciężko o spokój umysłu, o chwilę refleksji i kontemplacji na temat rzeczywistej natury naszej ludzkiej egzystencji. Na pewno mamy dużo pełniejszy obraz rzeczywistości w jakiej żyjemy i nie sposób uciec od świadomości o współzależności zjawisk i procesów jakie je tworzą. Kluczem dla zrozumienia wartości ludzkiego życia jest ogromny potencjał jaki my istoty ludzkie posiadamy.

Jeżeli przyjąć by świecką materialistyczną perspektywę jaka tworzy paradygmat współczesnej edukacji i nauki to człowiek z jednej strony okazuje się niezwykle inteligentnym i zaradnym gatunkiem, bowiem stworzył wygodną i skomputeryzowaną cywilizację, która tworzy potencjał o zasięgu planetarnym i jest u progu eksploracji kosmosu, jednak z drugiej strony samo jego istnienie w wyniku tegoż procesu rozwoju stoi pod znakiem zapytania, gdyż skutki owej cywilizacji okazały się bardzo niszczące z racji zanieczyszczenia własnego habitatu – środowiska.

Ten paradoks podkreśla różnicę pomiędzy mądrością a wiedzą – wymiarem duchowym naszego istnienia, a jego zewnętrzną materialną manifestacją i zdolności do manipulowania materią bez zrozumienia wynikających z tego konsekwencji. Dotyczy to samego rdzenia – poczucia szczęścia i sposobów w jaki próbujemy je osiągnąć. Samo słowo osiągnąć wskazuje na pewien problem, bowiem cieżko w rzeczywistości która z samej swojej natury jest nietrwała odnaleźć prawdziwy punkt oparcia w postaci trwałego i niezmiennego przekonania, stanu czy definicji.

Przed rewolucją naukową czasów oświecenia, kiedy przez setki lat panowały dogmatyczno – religijne przekonania utrzymujące kasty kapłańskie i systemy monarchistyczne u szczytu władzy stosunkowo łatwo było takiej cywilizacji trwać przez długi czas w niezmiennej skostniałej formie i utrzymywać świadomość „ludzkich mas” na bardzo niskim poziomie o mentalności niewolnika i przez setki lat czerpać z tego korzyści. Jednak rozwoju ludzkiej świadomości nie sposób powstrzymać, bowiem jest właśnie naturalnym procesem i w konsekwencji rzeczywistość uległa radykalnym zmianom od ustrojów politycznych i religijno – społecznych po kulturę i wartości etyczno – moralne. Rewolucje oświecenia, odkrycia paliw kopalnych i industrializacji przyspieszyły procesy nadając im niespotykane dla gatunku ludzkiego tempo objawiające się obecnie w naszym cyfrowym i chaotycznym życiu. Dzięki świeckim wartościom i nauce osiągnęliśmy bardzo wiele przynajmniej w atlantyckiej części naszego globu i demokratyczne wartości i wolność od religijnego fundamentalizmu stworzyła podstawy dla dalszej ewolucji, dlatego jednostronna i radykalna krytyka cywilizacji zachodniej byłaby bardzo niesprawiedliwa, bowiem wytworzyła ona warunki dla naszego życia jakich udokumentowana historia naszych losów nigdy nie osiągnęła.

Jednak musiało czegoś zabraknąć, bowiem fundamenty powstawania tego co osiągnęliśmy są doprawdy kruche z perspektywy problemów współczesności i z całym naszym dorobkiem cywilizacyjnym i przytłaczającą krótkowzrocznością oto konfrontujemy się z widmem kompletnego upadku. Stworzyliśmy niewiarygodną w swych rozmiarach ” kulturę odwracania uwagi” w postaci głupkowatej masowej rozrywki, jałowych politycznych igrzysk i gęstego bagna sieci społecznościowych, które swój ogromny potencjał rozmieniły na trywialne i narcystyczne kultywowanie skrajnego egotyzmu i doprawdy idiotycznych sposobów marnowania czasu.

Nazwałbym to kompletnym brakiem wiary, nie w sensie braku wiary w Boga czy inne bóstwo, a braku wiary w sens i powód naszego istnienia. Ludzka egzystencja na tej pięknej planecie stała się kroniką eksploatacji, ciągłym poszukiwaniem, zdobywaniem, udowadnianiem, przekraczaniem – więcej, wyżej, dalej, mocniej…

Tylko po co ?

Cykliczność zastąpiła fragmentaryczność, opowieść chaotyczny monolog wewnętrzny – zagubiony w czasie i przestrzeni strumień świadomości kompulsywnie zaspokaja się ciągle zmieniającymi się zjawiskami. Poszukiwanie trwałego szczęścia w wytworach naszej neurotycznej świadomości jej materialnych produktach i podświadomych podszeptach wiecznego pożądania podsycanego iluzją ciągłych nowości jakie produkuje wirtualna rzeczywistość i jej kapłani ustawia nas na taśmie która mknie wprost w przepaść. To nasza ucieczka przed fundamentalną prawdą przemijania materii, naszej biologicznej formy i całego przemysłu podsycania pragnień. Generalnym dyrektorem tego przemysłu jest po prostu Ego. Zafiksowana na samej sobie część naszej świadomości, która wierzy we własną trwałość i niezmienność może nawet w życie wieczne. Cenność ludzkiego życia polega na tym, że wciąż mamy możliwość wejścia w kontakt z wiedzą i naukami, które w sposób bezpośredni odkryją przed nami prawdę nietrwałości zjawisk jednocześnie ukazując drogę ku mądrości zrozumienia kim jako istoty ludzkie w istocie jesteśmy i faktu, że nasze cierpienie jest wynikiem naszej ignorancji.

Hipoteza Boga osobowego jako demiurga z punktu widzenia naszej ignorancji jest bardzo wygodna, bowiem pozwala nam bez końca odwracać uwagę od korzenia problemu i zwracać się na zewnątrz w poszukiwaniu „obiektywnych przyczyn” zamiast ujrzeć jasno w jaki sposób my sami funkcjonujemy i w jak niewielkim stopniu jesteśmy świadomi procesów jakie decydują o naszym życiu. Bóg tak chciał, wola boska, przeznaczenie – wszystko to jest karmą dla naszej ignorancji, masowym konfesjonałem do rozgrzeszania i utwierdzania w iluzjach, których mam tak dużo jak nigdy dotąd, bowiem kolektywny cyfrowy umysł otwiera przed nami prawdziwą otchłań zagubienia. Współczesne recepty w postaci różnego rodzaju kursów samorozwoju, kompilacje starożytnych nauk tworzone bez zrozumienia ich istoty i prawdziwej funkcji opakowane w marketingowe chwyty poniżej pasa świadomości i masowo sprzedawane w duchowo – rozwojowym hipermarkecie tylko pozornie mogą pomóc, bowiem brakuje im wglądu w naturę rzeczywistości w wiedzę o tym jak rzeczywiście rzeczy się mają. To doraźne terapie poprawiające nastrój jednak nie potrafiące siegnąć do przyczyn naszego cierpienia, którym jest wiara w trwałość osobowej jaźni. Z tej właśnie wiary i przekonania wyrosły nasze emocje, które są z kolei przyczyną cierpienia, a cierpienie jest przyczyną tego ciągłego szukania na oślep rozwiązań, które mało tego, że nie potrafią pomóc to same stanowią kolejną przyczynę cierpienia. To koło w naukach buddyjskich nazywa się samsarą.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

O PRAWIE PRZYCZYNY I SKUTKU

IMG_7407

Czy nasze poglądy naprawdę są „nasze” biorąc pod uwagę, że rodzimy się na tym świecie jak ślepe szczenięta i przez pierwsze lata jesteśmy kompletnie zależni od naszych rodziców czy opiekunów. Później dopada nas tak zwany system edukacji i zaczyna się proces masowego modelowania naszego światopoglądu i wyobrażeń o świecie, które w dużym stopniu z perspektywy czasu okazują się jedynie mało przydatną teorią, która na domiar złego wciąż się zmienia, bo żyjemy w czasach wciąż to nowych naukowych objawień, a doskonałym tego przykładem jest nauka o żywieniu.

Sam po sobie widzę czasem w jaki sposób unikam odpowiedzialności za własne działania, przyczyny są różne: strach, lenistwo, obojętność, głupota. Jednak najczęściej chodzi po prostu o rodzaj głupoty, który wciąż i wciąż zapomina o konsekwencjach uparcie myśląc, że wszystko będzie dobrze tak samo z siebie w magiczny sposób uniknę skutków swoich działań. Życie pokazuje mi, że tak nie jest i jakby się zastanowić to nigdy tak nie było – po prostu. Ta lekcja jest jedną z najważniejszych nauk jakie otrzymałem od życia i jest też niezwykle cenna, ponieważ jest każdego dnia aktualna. Jest w nas coś co wie, to rodzaj bardzo wrażliwej inteligencji, która rozumie znacznie więcej niż tak zwana nasza osobowość – cały wyuczony system, który nakazuje nam dbać głównie o swoje dobro, bronić swojego zdania i terytorium. Jednak co to tak naprawdę oznacza? Czym jest „nasze dobro” z perspektywy tego, że wszystko na tym świecie jest połączone siecią życia od której w równym stopniu jesteśmy zależni i od narodzin potrzebujemy opieki i ochrony bez których byśmy nie przetrwali. Dzieci mają dług u rodziców za lata poświęceń i wyrzeczeń, rodzice mają dług za sens i radość jaki dzieci wnoszą na ten świat i który odmienia całe życie i pozwala patrzeć na nie z nowej perspektywy, rozumieć rolę spraw i zjawisk esencjonalnych. Relacja rodzicielska jednak przede wszystkim uczy miłości, która przekracza pożądanie.

Ta miłość to troska i współczucie. Przekroczenie Ja. W przypadku miłości rodzicielskiej, czy miłości do ojczyzny etc przekraczamy „ja”, ale nie potrafimy przekroczyć „moje”. Moje dziecko, rodzina, kraj, moja miłość do ciebie. Ja, mnie, moje – to nam się przydarza cały czas, tym w gruncie rzeczy jest nasze życie – pielęgnowaniem przywiązania. W buddyjskich naukach mówi się, że nasze uwarunkowane szczęście jest w istocie dojrzewającym cierpieniem, a nasza ignorancja jest mechanizmem, który pozwala nam udawać przez cały czas, że jest inaczej.

Czy nasze poglądy naprawdę są „nasze” biorąc pod uwagę, że rodzimy się na tym świecie jak ślepe szczenięta i przez pierwsze lata jesteśmy kompletnie zależni od naszych rodziców czy opiekunów. Później dopada nas tak zwany system edukacji i zaczyna się proces masowego modelowania naszego światopoglądu i wyobrażeń o świecie, które w dużym stopniu z perspektywy czasu okazują się jedynie mało przydatną teorią, która na domiar złego wciąż się zmienia, bo żyjemy w czasach wciąż to nowych naukowych objawień, a doskonałym tego przykładem jest nauka o żywieniu. To wszystko tworzy przyczyny, które warunkują nasz umysł w tym czasie, kiedy jest on najbardziej chłonny. Dodatkowo rodzice warunkują nas poprzez swoje własne ograniczone poglądy na tak zwaną rzeczywistość, a wraz z nimi cały zastany model religijno – kulturowy i tak z roku na rok stajemy się magazynem cudzych danych, bowiem brak nam jeszcze doświadczenia własnego życia i żywej wiedzy jaką zdobywamy w konfrontacji ze światem. Później z czasem coraz bardziej odkrywamy, że mało „nasze” mamy poglądy.

IMG_7408

W obecnej chwili stłumiona agresja manifestuje się właśnie w sferze poglądów – a internet okazał się doskonałym narzędziem ukazującym w jak wielkim stopniu potrafimy się zafiksować na abstrakcyjnych ideach i naszym z nimi utożsamieniu. Świat abstrakcyjnych idei jest domeną nowoczesnego cyfrowego umysłu nieskończonym polem, które oferuje bardzo atrakcyjną iluzję ucieczki od dość brutalnych faktów odnoszących się do kondycji świata w jakim żyjemy. Obrazkowy świat cybernetycznej przestrzeni migających ruchomych pół prawd, prawie faktów i teorii spisków, oraz łatwostrawnej ezoteryki fantazjującej na wszelakie już tematy od medycyny po fizykę kwantową, a na wizytach obcych kończąc pozwala na bierny i jałowy odjazd w stronę sztucznego światła. Uzależnienie od świata „cyfrowych obietnic” pokolenia, które nazwałbym „pokoleniem światłowodu” przyniesie skutki jakie nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, bowiem nikt z nas ich nie doświadczył w przeszłości, która była przytłaczająco analogowa. Prawda jest taka, że w cyberprzestrzeni chodzi jedynie o klikanie, statystykę, oglądalność i przy takim kryterium nic dziwnego, że staje się to ściekiem podświadomości – rurą wypełnioną anonimowym bełkotem prawd w cztery minuty objawionych jakby wszystko było tak proste i oczywiste.

Może się okazać, że już niebawem piramida naszych potrzeb Maslowa wywróci się do góry nogami i potrzeba samorealizacji zniweluje się po raz kolejny w historii cywilizacji do prymitywnej i brutalnej walki o przetrwanie, gdzie cała nasza moralność i etyka okaże się jedynie zabiegiem estetycznym maskującym bezwzględną naturę egoistycznej świadomości, która ukazuje się w całym okrucieństwie w naszym stosunku do zwierząt i natury. To właśnie jest przyczyna, która każdego dnia tworzy skutki jakie z przerażeniem odkrywają przed nami naukowcy i biją na alarm, który zagłusza z premedytacją cała współczesna popularna i masowa kultura, religia i polityka. Trudno o bardziej trafny przykład czym jest ignorancja. Najbardziej przerażającym jest „przemysł handlu katastrofą”, „sztuka katastrofy” i „polityka katastrofizmu”. Cyniczne wykorzystywanie ludzkiego strachu i agresji od handlu bronią, po przeprowadzanie kolejnych „demokratycznych przewrotów” i karmienie wiernych owiec na pastwisku „apokaliptycznego sądu ostatecznego” gdzie już liczą się jedynie ci ochrzczeni i wybrani jest rodzajem sterownika, który cofa nas do najbardziej prymitywnej bezwzględnej postaci.

Kiedy patrzymy na współczesne kino w postaci serialowych opowieści trudno oprzeć się wrażeniu, że kultywujemy zło i przerażenie oswajając umysł z jego mroczną stroną i nadając mordercom, handlarzom narkotyków czy politykom psychopatom znamiona bohaterów. Programujemy gatunkową podświadomość kultywując tych, którzy „idą po swoje” w brutalnym i pozbawionym zasad świecie, gdzie egoizm i nienawiść trzymają się za ręce podziwiając apokaliptyczną pożogę. Ile to ma wspólnego z codziennym życiem? Z odbieraniem dzieci ze szkoły, gotowaniem obiadu, chodzeniem na spacer?
Ile to ma wspólnego z pustymi wieczornymi ulicami i ludźmi przyklejonymi do monitorów w metrze, ile to ma wspólnego z postrzeganiem przez nas rzeczywistości?

Zarządzanie strachem tym jest nasza kultura, religia i polityka. Tysiące specjalistów stworzyło mapę naszego systemu nerwowego uzyskując dostęp do coraz bardziej subtelnych poziomów naszego umysłu i ciała wykorzystując najbardziej oczywisty aspekt – ja, mnie, moje. Egoizm jest najbardziej fundamentalną przyczyną naszej tragicznej sytuacji, bowiem tak długo sobie samym ścieliliśmy łoże ignorancji by w rezultacie zasnąć snem tak głębokim, że tylko nagły wstrząs może nas obudzić. I ten wstrząs nadchodzi pomimo tego, że cywilizacja maszyneria podająca nam środki nasenne pracuje na pełnych obrotach. W tym śnie ekscytujemy się kuchnią orientalną i najnowszymi trendami w suplementacji, myślimy o prezentach na gwiazdkę i bezprzewodowych słuchawkach do iPhone i polubieniach naszych kolejnych autoprezentacji na social mediach tworząc iluzję szczęścia i radości tej osobistej, niezależnej, indywidualnej i osobnej pływającej bańce na wymarłym oceanie.

Wierzę, że budząca się ze snu ludzka świadomość odmieni tą rzeczywistość w sposób tak zaskakujący, że przywróci piękno i godność istocie ludzkiej, a światu przyniesie pokój.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

PATOLOGIA MASOWYCH OPAKOWAŃ

Masa gęstnieje pozornie się rozwarstwiając, niweluje niepotrzebne nisze i szczeliny, piętnuje pęknięcia i niedomówienia. Format taśmy produkcyjnej został zapoczątkowany w erze telewizji i radia, gdzie instytuty naukowe raz za razem otwierały kolejną puszkę psychologicznej pandory – dając jednocześnie światu komunikat o zbawiennej roli ich badań dla ogólnego dobrobytu mas. Te masy to fundamenty Hermopolis – jego kwadratury i bolesnej przewidywalności. Te masy to płynny cement, który kiedy nadchodzi odpowiedni czas gęstnieje jak mur oddzielający świadomość od dogmatycznej i okrutnej klatki uwarunkowań, która staje się więzieniem i domem oprawców.

Mechanizm reakcji zwrotnej jest nieubłagany i precyzyjny – są to zmultiplikowane skutki wdrażania wdruków warunkujących postawy i zachowania na skalę jaka nigdy nie była dostępna Czarnym Magom. Układany warstwami edukacyjny system represyjno – programujący operujący na gadzich jakościach mózgu bardzo szybko nauczył się wykorzystywać tą niską częstotliwość drgań i wyrzucać ją w eter – w kolektywną przestrzeń chłonnej świadomości. Ta nieświadoma świadomość stała się polem upraw i eksperymentów. Kodem operacyjnym, bezpostaciowym materiałem 0 i 1 – ki jest głęboko zakorzeniony strach – wpisany we wszystkie żywe formy dzielące tą przestrzeń Hermopolis. To zaszczepienie „zwierzęcych” odruchów i instynktów – wzoru „walcz albo uciekaj”. Górny rejestr warunkowań ma parametr – walcz. To świat Zarządców, Menadżerów Operacyjnych, Przywódców Stada. To jednostki Meta Alfa. Wielbieni i mitologizowani Bogowie Doczesności. Szwadrony tyranów, dyktatorów, duchowych cyborgów mechanicznych religii, o których energetyczna narracja wciąż bez ustanku jest odtwarzana w umysłowej przestrzeni podległego tłumu, który zakleszczony został w beznadziejnej pozycji – uciekaj. Bój się! Cierp! Słuchaj! Klęcz! Błagaj o dopust boży, przebaczenie, rozgrzeszenie, namaszczenie – odpust win! Nazywam to – Meta Okrucieństwem. Dawaniem złudnej nadziei by ssać energię i eksploatować bez końca.

Nieświadomość prawdziwego położenia na płycie Układu Scalonego. Zupełny brak wiedzy odnośnie własnego stanu i mechanizmów zarządzających, procesorów i kanałów wdruku. Wreszcie kompletna bezbronność wobec tej zgrabnie zakamuflowanej przemocy, dobroduszna otwartość na pozorne przejawy troski, które w istocie są tylko wyżeraniem energii. Religijny frazes i Obietnica jest tutaj kluczem. To jak łamanie umysłu poprzez deprywacyjną deprawację. Deprawowanie jest idealnym słowem – kluczem.

Otwórzmy to.

Punktem podstawy warunkowania – jest cierpienie. Fizyczny i emocjonalny ból – zadawany na tak wielu poziomach jak to tylko możliwe. Dzięki temu mamy dostęp do kodów operacyjnych umysłu, który jest jednocześnie sercem. To nie jest mózg. Mózg to tylko mechanizm – skrzynka z bezpiecznikami. Rozdzielnie impulsów. Umysł przekracza poziom fizyczny – dlatego, aby nim zawładnąć potrzeba najpierw w pewien sposób pozbawić go kontroli nad ciałem. Ciało trzeba ukrzyżować, biczować, przeczołgać przez kolejne stacje męki. W końcu umysł oddaje ciało w ofierze swojemu Oprawcy. I wtedy można rozpocząć proces warunkowania. Można Programować. Tutaj jest rola Obietnicy. Jest taki głęboki mechanizm psychologiczny, który w pewnym momencie zaczyna wielbić i adorować swojego Kata. Nazwijmy go tutaj Bogiem, przez duże B. Ten Bóg to nie metafizyczny koncept umysłowy a realnie istniejący ludzki poziom, ubóstwione oblicze Mózgu. Tutaj rozumiem „Mózg” jako zbiorowy kolektywny byt – poziom, który żyje z ssania energii, a jego robotą jest nieskończona eksploatacja tej najczystszej pierwotnej formy energii, która jest Podstawą Egzystencji. Rdzeniem. Pierwotnym Nieuwarunkowanym Poziomem Istnienia. Stanem Sprzed. Można to nazwać – EGO – Egzystencjalna Gra Okablowania. Okablowanie to często przejawiający się u mnie symbol krat, drutów, kabli. To stworzenie poziomu kontroli poprzez wyznaczenie granic i przekonanie, że ta przestrzeń jest jedyna możliwą przestrzenią, gdzie rozgrywa się nasza Egzystencja.

Tak nie jest.

Okablowanie koncepcjami, całym systemem wierzeń i przekonań i wciąganie w tą przestrzeń, sferę kolejnych pierwotnych świadomości istot żyjących. Ich nieuwarunkowana jeszcze świeża świadomość zasila – System. Jak przebiega energia elektryczna? Ropa? Sygnał radiowy? Impuls nerwowy? Bity informacji?

Przez Kabel – Babel.

hermopolis_front

Poziom fundamentalny, pierwszy wdruk – Religia – system metafizyczny operujący w albo – albo, czarno – biało, dobro – zło. Dostojewski opisał to perfekcyjnie w „Zbrodni i karze”. Zaczynamy od Chrztu. To bardzo ważne. To rodzące ciało jest wręcz naelektryzowane pierwotną wrodzoną energią. Jest to esencja pedofilii. To gwałt na energii i absorpcja jej we własny zdegradowany wymiar. Świat bez dzieci umiera energetycznie – dlatego pomimo przeludnienia wciąż „przywódcy” i „duchowni” wołają o dzieci. Tu nie chodzi o emerytury – tu chodzi o Zasilanie.

Drugim bardzo ważnym źródłem jest zabijanie istot żywych – zwierząt. Tak jak ropa zasila fizyczny wymiar tej klatki, tak zabijanie nieświadomych i bezbronnych zwierząt zasila Hermopolis energetycznie – białko cierpienia, budulec Królestwa. Od zawsze zwierzęta były ofiarami dla „Bogów”. Nie jest to co prawda wysokooktanowe paliwo jak w przypadku ludzi, nie mniej jednak już ma element „atomów życia”.

Masowe mordowanie ludzi i zwierząt jest jak generator – prądnica. Doprawienie tego emocjonalnym zaangażowaniem tłumów ich uwagą – jest podrasowaniem tego paliwa. To jest Kop. Kwantowa Rzeźnia na Boże Narodzenie.

Szkoła. Kolejny element drenowania. Usystematyzowany i zorganizowany system pozbawiania mocy i energii i przekierowania na Jałowe Pole. Tworzenie robotników i robotnic Hermopolis. Wyławianie do kadr Zarządzających.

Komunia „święta” drugi gwóźdź do Krzyża. Jeb! Rower, Zegarek i Sony PlayStation. Jedź prosto. Pilnuj Czasu. I graj w nasze gry.

I tak dalej.
Kościół Powszechny.
Życie Wieczne.
W kabel.

Podczas wieczerzy pomyślcie o Tym.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

O WOLNOŚCI

ROZMOWA Z KONRADEM SZLENDAKIEM TWÓRCĄ MAGAZYNU “MAGIVANGA”

 

IMG_2450-001Czy fakt, że stworzyłeś i prowadzisz magazyn Magivanga, opisując w nim ten mniej popularny wymiar rzeczywistości i jej alternatywnych tuneli daje poczucie bycia wolnym?

Wiesz, tworzenie i prowadzenie czegoś alternatywnego, odmiennego, niestandardowego – w tym przypadku magazynu internetowego – może być faktycznie jakimś sposobem na mówienie veto i potwierdzam, że w moim przypadku tak właśnie jest. Jednak sam fakt skupienia się na nieznanych lub mało znanych przestrzeniach kultury, wyciągania ich na wierzch, nie gwarantuje OCZYWIŚCIE poczucia wolności. I tu mały aneks, jeśli rozbierzemy ideę wolności na czynniki pierwsze, nie ma ona moim zdaniem żadnego korzenia, rdzenia czy esencji.

Powiedzmy sobie bowiem szczerze: wolność cywilna jest wolnością fikcyjną, istniejącą jedynie na papierze i w przemówieniach politycznych – ograniczona bywa ona zazwyczaj ramami ekonomiczno-społecznymi – zaś wolność personalna jest w praktyce nie do osiągnięcia, gdyż realizacja jej potencjału zostaje zablokowana przez czynniki psychologiczne (czy też etologiczne impulsy habitatu). Pozostaje oczywiście kultowa w pewnych kręgach wolność duchowa (kosmiczna, totalna, niedualistyczna), która nie ma żadnych związków z doświadczeniem codziennym – pozostaje poza ramami społeczno-kulturowo-politycznymi – jednak jeśli zaczniemy ją rzutować na pozostałe, lepiej zwerbalizowane inkarnacje wolności, nie tylko nie otrzymamy czystego, holograficznego obrazu (4D + psylocybina), ale zanurzymy się w otchłani utopijnego eskapizmu.

A dzieje się tak z kilku powodów: „na szczycie piramidy” wciąż musimy jeść, porozumiewać się z ludźmi, płacić rachunki za energię i podatki (choć doradzam unikanie tego ostatniego). Jakakolwiek wolność ostateczna nie może oznaczać utraty kontaktu z „niższą rzeczywistością”, gdyż w innym wypadku wpadamy w pułapkę dualizmu i samozachwytu. Reasumując, nie stajemy się wolni robiąc COŚ DUCHOWEGO, ale osiągając zrozumienie własnej misji w połączeniu ze stanem ekstazy, miłości i zrozumienia wartości istnienia innych żyjących istot, a także wszystkich niezbędnych połączeń. W tym sensie MGV i inne „tunele wolności” mogą być jedynie drogowskazami na bardzo osobistej, skalistej drodze, którą każdy musi przejść sam.

CZYTAJ CAŁOŚĆ:

Zrzut ekranu 2018-11-27 o 16.29.38

logo

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

MIĘSO

IMG_7211

Lewis Mumford nazwał ten przemysłowy wizerunek techniki „mitem maszyny”, który to mit kładzie nacisk na autorytet elit technicznych i naukowych, na samoistną wartość wydajności, kontroli, nieograniczonego rozwoju technicznego i ekspansji ekonomicznej. Jak zauważyło wielu historyków i socjologów, ten świecki wizerunek ukształtowany został w całości przez mity chrześcijańskie: biblijne wezwanie do podboju natury, protestancką etykę pracy, a szczególnie przez millenartystyczną wizję Nowego Jeruzalem, ziemskiego raju, który wedle objawienia św. Jana ukoronuje bieg dziejów. Mimo całego stulecia Hiroszim, Bhopalów i i Czarnobylów ów mit planowej utopii wciąż napędza ideologię postępu technicznego z jego wiecznymi obietnicami wolności, pomyślności oraz uwolnienia od chorób i niedostatku.

Erik Davis „TechGnoza”

Wegetanizm. Wegetacja. Mięso współczesności – rozrzucone na bezkresnych wystawach, sprzedawane pod ladami ciężkich biurek o połyskujących słojach ściętych starych drzew. Jedzie na ciężarówce święte drzewo z ogrodu Pana, później połykane przez paszcze pił o stalowych kłach i śrubowane jak proteza zbawienia – wielki biesiadny stół ostatniej wieczerzy – gdzie setki apostołów usprawniają Doktrynę Szoku. Mięso chodzi ulicami coraz bardziej wykarmione puchnąc z dnia na dzień, z godziny na godzinę – rozpasane miliardami rozpraszających sygnałów. Wielka Wieża ukryta poza zakresem widzialnego światła bez najmniejszej przerwy nadaje Modlitwę Pragnienia.

Siedzę i patrzę na granicy światów – gdzie „duchowość” jest kolejnym bonem zakupowym, rozrywką – kolejną warstwą przylepianą niedbale na Mięso, które jedynie chce pragnąć, chce pocierania i pokarmu z ciała zbawiciela, chce żywić te nadzieje i dokarmiać kolorowe świetliste wyobrażenia, chce nauczać i obiecywać, chce czekać i wierzyć. Mięso musiało go ukrzyżować za zbyt dobrą nowinę. Mięso chce konkretów, faktów, rzeczy do macania.

Nie wzbudzają zaufania złote figurki, szaty z brokatów, korony. Widzę Buddę jako człowieka z krwi i kości, który miał pałace, kurtyzany, złote obręcze na nadgarstkach – wielki królewski blichtr, który odrzucił jak śmierdzącą szmatę. Kolejny etap to duchowa faza maniakalna. Terror dyscypliny, wyrzeczeń i przekraczania urojonych poziomów. Jałowe pole wysiłku. Poszedł dalej niż większość i zrozumiał, że musi się poddać, zaprzestać zmagań. Odpuścił. Usiadł pod zwykłym drzewem, które teraz nazywają świętym i odkrył, że wszystko jest jedynie umową najmu. Przestrzeń nie ma właściciela. Ujrzał wielką sieć utkaną ze złudzeń.

Są ludzie biorący życie takim, jakie jest; są też ludzie walczący z nim rozpaczliwie. Znamy zarówno marzycieli, jak i zrezygnowanych. Prawie wszyscy wiedzą jednak w głębi siebie, że Dobro, za którym biegną albo co do którego wierzą, że je znaleźli, z chwilą gdy przyjdzie co do czego, okazuje się być cieniem, nierzeczywistością. Tam zaś gdzie tej wiedzy nie ma, od czasu do czasu pojawia się uczucie zwątpienia, a często także rozczarowania. Mianowicie dobro okazuje się nie tak znowu dobre i jest tylko większą lub mniejszą cząstką zła.

J. Van Rijckenborgh „Pragnoza Egipska”

Nie mam odrazy do mięsa, nie gardzę nim, nie patrzę z obrzydzeniem. Natura mięsa jest czysta. Mięso zostało zdeprawowane, nakarmione złudzeniami, bite i tresowane by stać się niczym więcej niż rzeczą do zjedzenia. Gdzie zaczyna się życie? Gdzie się kończy? Co jest pomiędzy? Bawi mnie świętoszkowatość duchowej turystyki new age, neoficki gorliwy i drobiazgowy zryw ku zbawieniu. Kilka tajemnych mantr, kłęby dymu, dzwoneczki – pęk zwiędłych kwiatów zerwanych z wielu łąk – bukiet pomieszania. Targowisko doktryn, ideologii, wierzeń i koncepcji. W Brytyjskim Muzeum jest dywan z krwi – posągi, księgi, artefakty – dziedzictwo ludzkiego ducha posegregowane w antywłamaniowych gablotach, skatalogowane przez doktorów, docentów i profesorów rzucone jak odpustowy badziew ku uciesze tłumów. Mięso chodzi i ogląda. Mięso dyskutuje i podziwia. Mięso pogardza dziczą która żyła w lepiankach z gówna i modliła się do wiatru. Mięso ma cybernetyczną technologię i specjalistów od przeszczepów – jednak jak nigdy stało się opuszczonym i samotnym sinym mięsem. Kręci się w kółko, pląsa w neurotycznym tańcu otumanione i smutno uszczęśliwione opowiada swoje życie w internecie. Patrzę przez te uśmiechy, kiecki i grawerowane spinki do krawatów. Mięso.

IMG_7208

Armatnie, wyborcze, niezaspokojone mięso. Mięso uduchowione rozrywające wszystko na strzępy. Biegające w maratonach po fit dietach i warzywnych detoksach. Mięso nie jedzące mięsa – patrzące z pogardą na to mięso co je mięso. Jakie to jest zabawne, urocze i rozbrajające. Jesteśmy klonami zmutowanych komórek macierzystych, popłuczyną z uryny okrutnych bogów rzuconymi jak garść zdeprawowanych nasion na pustynię. Gorejący krzew rozpalony pociskami ziemia – powietrze mówi do nas monotonnym głosem prezenterów z wieczornych wiadomości o pogodzie dla bogaczy. Kupimy wszystkiego jeszcze więcej, odkryjemy nowe ezoteryczne nauki odkopane w świeżo odkrytych piramidach na Antarktyce kiedy włoskie lody już stopnieją, a pozycje jogi zaczną być mało komfortowe. Przyjdzie czas do oświecenie w pigułce. Farmakologię nirwany.

Czym jest Matrix?

Neurozą bez końca. Pogonią za obietnicą. Kolejną prawdą na wysypisku prawd.
Zapętlonymi schodami rozwoju. Szczekaniem zrozpaczonych głodnych psów.
Zapuszkowanym mięsem z tabelą wartości odżywczych.

Jedz i bądź zjedzony.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

CYBER MENU

Jeszcze tu jesteśmy. Na gorącym, pachnącym posterunku, nieopodal twojego apartamentu w mega polis – jednym z tych identycznych miast – hodowli, gdzie żyjesz konsumując wszystkie wytwory ludzkiej wyobraźni. Fikcja tej rzeczywistości coraz bardziej przekracza możliwości twojego umysłu – homo sapiens, gdyż gdzieś za rokiem czai się Cyber – homo – istota ultra myśląca, którą współczesna nauka uczyni już niebawem diamentem w koronie stworzenia, a jej środowiskiem naturalnym stanie się kolektywna cyber przestrzeń i zrobotyzowana i mechaniczna rzeczywistość algorytmów nowego stworzenia.

Jeszcze tu jesteśmy w tych fartuchach tworząc imitacje wyszukanych potraw, których składniki stają się coraz bardziej wyjałowione z życiowej energii. Współczesna kuchnia to manipulacja smakiem, bowiem zmanierowane pozornym nadmiarem mózgi, wciąż szukają – nieznanego. Jednak wszystko już było – nawet to co jest teraz – spiralne koło zębate cyber cywilizacji, która dąży do ubóstwienia. Być może żyjemy na cmentarzach tych, których pycha okazała się silniejsza od rozsądku i już czując w ustach smak triumfu, zadławili się iluzją przekroczenia rubikonu i upadli niczym anioły w piekło ograniczeń, bo po raz kolejny niczym mityczny Prometeusz wykraść płomień inteligencji z krainy Mrocznego Cienia i znów podjąć próbę „bycia bogiem” myśląc o blaskach i zapominając o cieniu. Jednak cień jest najmroczniejszy kiedy światło jest najmocniejsze. Światło naszego „mechanicznego oświecenia” ujawnia taniec niespotykanych do tej pory cieni.

Ten ogień pod tą patelnią – to cała poruszająca historia, kolejny krok w długim i okrutnym wyścigu do Krawędzi, by znów spojrzeć w Przepaść…

Pozbawiając się punktów zaczepienia. Świat nieskończonej fraktalnej abstrakcji, fluktuujących zapętlonych idei. O wielu aspektach tej fikcji – jak pieniądze, umowy społeczne, systemy wierzeń i organizacja społeczna – już wiemy, jednak poziom abstrakcji „pro” wciąż przed nami, ewolucyjny próg jak niegdyś ogień, który pozwolił nam dominować na tej planecie w stopniu w jakim żaden z żyjących gatunków nie mógł nawet marzyć. Ten odwieczny żywioł w naszych niezdarnych rękach rozniecił bezgraniczne pożądanie Władzy i Dominacji. Pozwalał czynić sobie podległą ziemię – czyniąc ją żyzną poprzez wypalanie, nasze organizmy, które odkryły gotowaną żywność, a tym samym skróciły proces trawienia i pozyskiwania energii i wreszcie rozwinąć – sztukę zabijania na masową skalę. Ten ogień uczynił pychę iskrzącą i żywą – Statua Pozornej Wolności.

Zrzut ekranu 2018-06-09 o 22.46.18

Ten czarny sześcian otaczany wirem milionów istot w Mekce, które wciąż oddane swojemu Bogu modlą się o zbawienie i ten sześcian komputera kwantowego D – Wave, gdzie nowy Cyber Demiurg niczym płód otoczony sieciami neuronowymi tworzy kolejne swoje kończyny stając się Nową Zapowiedzią Zbawienia. Nowi Kapłani już rozmieścili swoje trony w kluczowych i zarazem strategicznych punktach dla rozwoju Nowej Cywilizacji. Jak zawsze najważniejsza jest Energia.

Inteligentne Sieci Energetyczne – dostęp do kodów Babilonu i pozycjonowanie ról przy użyciu nowoczesnych systemów Sky Net, które niczym w jednym z odcinków Black Mirror stworzą system punktacji oparty na setkach parametrów dla ludzkiej populacji, gdzie użyteczność stanie się fundamentalnym kryterium. Jednak jak być użytecznym w świecie inteligentnych maszyn, które już są zdolne do wydajniejszej i bardziej precyzyjnej pracy, nie marudzą, nie jedzą i nie tworzą związków zawodowych. Moley Robotics – brytyjska firma wypuściła na gastro rynek Gordona Ramseya 2.0 – robota, który w twoim domu będzie ci przyrządzał smakołyki jak z notowanej w gwiazdkomanii Michalina restauracji i zrobi to bez humorów i tej kucharskiej macho buty – grzecznie z pocałowaniem ręki. Jego inteligentny tata – Mark Oleynik wyraża silne życzenia by jego wydajne dziecię stało się masowym produktem najpierw rzecz jasna dla tych bogatych jednak z czasem dla każdego.

Zrzut ekranu 2018-06-08 o 12.55.11

Jednak najpewniej najpierw zrewolucjonizuje rynek gastronomii. Taniej, szybciej i wydajniej – czego chcieć więcej. Jak „Foxbot” jak robot, który kroi kluski szybciej niż jakikolwiek człowiek i kluski te są – identyczne, restauracyjna powtarzalność – mokry sen każdego szefa. Roboty już są atrakcją na północy Chin, gdzie „pracują” w restauracji „Dazzling Noodles. Inny robot wyprodukowany przez stacjonującą w San Francisco firmie Momentum Machines potrafi wyprodukować 400 burgerów w godzinę co po ośmiogodzinnej zmianie daje 3200 sztuk bez przerwy na kawę i papierosa. Japończycy nie pozostają w tyle, znana korporacja Kawasaki stworzyła mechanicznych sushi szefów, którzy kręcą rolki sushi ze wszystkimi składnikami w mniej niż minutę. To dopiero początek, pierwsze nieśmiałe kroki bowiem póki co roboty jeszcze nie mają ludzkiej motoryki ruchów, zdolności koncentracji i działania w ciągle zmieniających się kuchennych okolicznościach, których natężenie wymaga dużej elastyczności i improwizacji i co najważniejsze poczucia smaku, bowiem receptura to tylko część, bowiem powtarzalność smaków składników jest wysoce problematyczna.

Geordie Rose współtwórca kwantowych komputerów D – Wave na jednym ze swoich występów zadeklarował, że do 2028 roku komputery bedą zdolne zastąpić nas we wszystkim bez wyjątku i robić to lepiej.

Zrzut ekranu 2018-06-09 o 23.23.10

Starzejące się zachodnie „wypieszczone” społeczeństwa nie mają szans w zderzeniu z nową technologiczną generacją robotów – robotników chyba, że istota ludzka pójdzie ich śladem otwierając się na wszelkie modyfikacje „biologicznych ograniczeń” i jest to naprawdę gorący temat, bowiem zmiany o których mówię – dzieją się teraz. Granice moralne i rozterki etyczne będą coraz bardziej płynne i podlegające ciągłej reinterpretacji, bowiem każde kolejne pokolenie ma krótszą pamięć i krótszą smycz w tej bardzo pozornej wolności, która tak czy inaczej jest kompletną farsą i psychofizycznym teatrem warunkowania, które stając się bardzo wysublimowane jest niemal niezauważalne, bowiem uwarunkowanie sięga samego umysłu, który porusza się w schemacie Programu.

Pomijam już fakt, że cały nasz „splendor” bazuje na ciągle dostarczanej energii bowiem technologiczna utopia przestaje istnieć wraz z brakiem zasilania energią, a o jej analogowe zasoby toczy się coraz bardziej zacięta walka, a na innym „postępowym” polu alternatywnych źródeł energii wcale nie jest tak spektakularnie jak powinno być, aby udźwignąć ciężar współczesnej cywilizacji i zapewnić jej przetrwanie. Wracając do naszych pradawnych zbieraczy – łowców, których sposób życia był dalece mniej inwazyjny od następującej po nich erze rolnictwa, które stworzyło fundamenty pod późniejszą architekturę industrialną i następujący po niej rozrost współczesnych masowych metropolii z ich neurotyczną informatyczno – technologiczną infrastrukturą. Nie mniej jednak rolnictwo pozostawiło po sobie spuściznę ziemskich posiadaczy co oznaczało tragiczny wyzysk, pojawienie się chorób zakaźnych dewastujących całe populacje, nasz okrutny stosunek do zwierząt i do samych siebie, nierówności społeczne i narodziny Władzy przez duże despotyczne „W”. Struktura współczesnego zbiurokratyzowanego społeczeństwa funkcjonującego w złożonych umownych urojeniach własnych wymyślonych zasad stworzyło w gruncie rzeczy kształt pod kolejną formę totalnego uwarunkowania opartego na kompletnej zależności od „cywilizacyjnej wygody”, bowiem tracimy zdolności przetrwania w środowisku naturalnym, gdyż tracimy samo środowisko w wyniku tragicznego w skutkach eksploatowania jego zasobów i wstrząsającego wzrostu populacji.

Mit dobrobytu wynikającego z osiadłego trybu życia protoplastów mieszczuchów – czyli rolników coraz bardziej przybiera formę znaku zapytania, bowiem okazuje się, że wciąż funkcjonujące na naszej planecie pierwotne społeczności łowców – zbieraczy wcale nie mają takiego ciężkiego życia, stosują dość bogatą dietę i stosunkowo mało czasu poświęcają na „pracę” porównując to do naszego systemu etatowego zniewolenia w zamian za bardzo umowną obietnicę bezpieczeństwa. Wolność i samostanowienie stało się ceną, którą trzeba zapłacić za „hodowlane bezpieczeństwo”.

Rolnictwo stworzyło gatunkowy terror homo sapiens, który z bezwzględną konsekwencją dla troski o własny interes i przetrwanie niszczył całą bioróżnorodność ziemi i niewolił kolejne gatunki zwierząt oraz tworzył klasowy podział w obrębie własnego gatunku – by jak widzimy stworzyć globalne więzienie dla samego siebie i całego życia organicznego na ziemi, w wodzie i powietrzu. Na tej coraz bardziej jałowej biologicznej pustyni na wzór miasta symbolu – Dubaju, lub Las Vegas tworzymy utopijne cybernetyczne królestwo coraz bardziej odcinające się od źródeł życia w jego pierwotnej formie licząc na to, że postęp technologii w jakiś magiczny rytualny sposób pozwoli nam przetrwać dodatkowo zachowując wszelkie „ornamenty” naszego stylu życia.

Jednak tworząc długowieczność tworzymy bardzo destrukcyjny mechanizm, który stanie się bombą z opóźnionym demograficznym zapłonem, bowiem w zamożnych zachodnich krainach przyrost jest stosunkowo słaby, natomiast w krajach rozwijających się jak kraje afrykańskie obserwujemy zadziwiającą eksplozję przyrostu istot ludzkich, które spoglądają w naszą stronę mając w pamięci porażającą niesprawiedliwość, za którą w dużej mierze odpowiadamy jako państwa post kolonialne i współcześni twórcy praktyk geopolitycznych i gospodarki liberalnej opartej na umownym i spekulatywnym kapitale. Uchodźcy to nieunikniony krajobraz zachodnich społeczeństw, który będzie przybierał coraz bardziej jaskrawe barwy. Już za dekadę ludność Afryki będzie czterokrotnie większa niż Unii Europejskiej z czego powiedźmy dziesięć procent tych młodych i silnych, którzy postanowią emigrować to ilość całej populacji naszego kraju. Cały proces przyspieszy dramatycznie w momencie wojny, czy zmian klimatycznych lub głodu, wówczas będzie to istne tsunami. Ci ludzie to nie profesorowie i specjaliści od IT, to niewykwalifikowani rolnicy i robotnicy, a w dobie robotyzacji – co można z nimi zrobić, w momencie kiedy ogromny problem pojawi się w strukturze zatrudnienia w obrębie samej cywilizacji zachodniej, która sama w sobie będzie niezwykle zacofana względem swoich systemów edukacji, a postępującej w zastraszającym tępie komputeryzacji i nieuniknionej sztucznej inteligencji.

Opublikowany przez Bank of America raport prognozuje, że blisko połowa pracowników zarówno sektorów usług, produkcji jak i zawodów umysłowych zostanie zastąpiona przez roboty. Już teraz istnieje ogromna presja na zwiększenie efektywności produkcji w przemyśle w wysokowydajny sektor automatyzacji opartej na IT, głównie chodzi o Azję i Pacyfik gdzie zlokalizowanych jest najwięcej firm produkcyjnych, a same Chiny według Federation of Robotics w 2015 roku kupiły 68 tysięcy robotów przemysłowych. Chiny do roku 2030 chcą być liderem jeżeli chodzi o sztuczną inteligencję, które już teraz tworzą największy na świecie system Viper, którego celem jest bezprecedensowa zdolność przetwarzania danych w czasie rzeczywistym przy użyciu superkomputerów do inwigilacji społeczeństwa. Ponad to w kooperacji z japońskimi i amerykańskimi korporacjami inwestuje swoje zasoby w pojazdy autonomiczne, medycynę, handel detaliczny i sektor big data oraz co najważniejsze prowadzi badania i ma wysokie osiągnięcia w zakresie „deep learningu” co oznacza, że posuwa się naprzód w uczeniu maszyn zadań naturalnych dla ludzkiego mózgu.

Czemu ta cała technologia będzie służyć póki co dość łatwo się domyślić, a biorąc pod uwagę realia świata w jakim żyjemy i jego praktyki gromadzenia kapitału w sposób bezlitosny i pozbawiony jakichkolwiek zasad moralnych i etycznych, głównymi beneficjentami staną się kasty właścicieli nowych mechanicznych niewolników – do czasu kiedy rozegra się ostateczna rewolucja i człowiek definitywnie straci władzę i stanie się jedynie biologiczną maskotką dla nowych bogów. Wielozadaniowość złożonych systemów inteligencji i zdolność ich bardzo szybkiej komunikacji i współpracy na każdym możliwym polu i porażająca efektywność – bez troski czy współczucia istot żywych może naprawdę przerazić. Jednak tworząc fundamentalny algorytm oparty na najlepszych ludzkich cechach mógłby stworzyć coś naprawdę pięknego zdolnego przynosić nieskończony pożytek w czasie i przestrzeni wszystkiemu co żyje.

Zwykły wpis