Kiedy misjonarze przybyli do Afryki, mieli Biblię, a my mieliśmy ziemię. Powiedzieli: „Módlmy się”. Zamknęliśmy oczy. Kiedy je otworzyliśmy, mieliśmy Biblię, a oni mieli ziemię.
Desmond Tutu
Role zdominowały aktorów, narzędzia użytkowników. Tym właśnie jest Aparatura – Okablowanie. Cywilizacja technologiczna jest strukturą opresyjną i dominującą, która wyjaławia Naturę i człowieka uprawiając go na swoje podobieństwo.
Nowy cybernetyczny system zarządzania zagubionymi w swoich neurozach istotami oferuje ciągłość Igrzysk Śmierci – tragicznej bezmyślnej rozrywki, której głównym celem jest nieustające utrzymywanie Ignorancji na poziomie uniemożliwiającym Wgląd w prawdziwy obraz rzeczywistości. To zaprogramowane przekonanie o tym, że Choroba jest Zdrowiem. Choroba o której tutaj mówię ma naturę psychologiczną jest wyhodowana w „laboratorium cywilizacji” niczym mutacja wirusa, który infekuje nas przez pierwsze lata życia i zmusza do adaptacji. Nienormalne uznajemy za normalne. Adaptacja jest normowaniem. Normowanie jest Przystosowaniem. Przystosowanie jest Akceptacją. Akceptacja jest Uległością. Uległość jest Udziałem. Udział jest współtworzeniem Choroby. Dlatego każdy z nas jest odpowiedzialny za kondycję świata w jakim żyjemy.
Człowiek zaczyna tak głęboko utożsamiać się z tym co robi, w czym jest, że zatraca przestrzeń i dystans, a kiedy brakuje przestrzeni rzeczywistość staje się gęsta, duszna i przytłaczająca. Ilu z nas realizuje własny pomysł na życie? Swoją osobistą agendę? Coś co jest naprawdę niepowtarzalne i wyjątkowe wnoszące w ten wymiar nową jakość? W większości przypadków robimy coś „twórczego”, bo chcemy poklasku, uznania, atencji, chcemy się gdzieś dostać. Być Kimś. Naśladujemy „tych, którym się udało” i chcemy być tacy jak oni. Wynika to z tego, że jesteśmy kolejnym klonem, produktem, który szuka „inspiracji” na zewnątrz siebie i próbuje wbić się w tak zwane trendy. Trend jest algorytmem – wirusem, infekcją umysłu, który tworzy sklonowane komórki rakowe mas które chcą być trendy tworząc w istocie monady kultur – bakterii, które żerują na swojej własnej desperacji wynikającej z kompletnego zatracenia własnej istoty.
Masowe społeczeństwo jest nieświadome i funkcjonuje w stanie hipnozy. Jest zaczarowane i otumanione Klątwami Programów, które są aktualizowane każdego dnia przez wszystkie Urządzenia Sterujące w postaci Masowych Mediów. Nasze uzależnienie od uczestniczenia w Igrzyskach Śmierci, którymi w istocie jest ta samobójcza egoistyczna cywilizacja i jej „rozrywkowej” hipnozie, która czyni nas wiecznie zajętymi rzeczami bez znaczenia. Czym są tak zwane „zasięgi”? To reglamentowany przez sztuczną inteligencję kanał rozprzestrzeniania Infekcji, a ta czym głupsza tym lepsza, co doprawdy łatwo zauważyć. Promowanie głupoty, ignorancji i bezmyślności, tych wszystkich pociesznych bzdur i ładowanie tego w skolonizowane masowe umysły jest Programem. Ten Program stał się dominującym Systemem Operacyjnym na tej planecie. Mechanicznym Bogiem, który właśnie tworzy swój Sztuczny Eden i miliardy coraz mniej świadomych istot. To jest hodowla Klonów.
Standaryzacja. Optymalizacja. Droga na zatracenie.
Dostaliśmy „wygodne kompaktowe życie” a wraz z nim nastąpiła Redukcja do formy jałowej i łatwostrawnej pozbawionej tajemnicy i grozy, sensu i znaczenia. Trawimy się łatwo jak zblendowany poranny koktajl pity przed fitness i siłownią, zajęciami jogi śmiechu i tantrycznego ruchania słabszych i mniej ogarniętych. Przybieramy egzotyczne imiona, przywdziewamy dziwaczne duchowe ciuchy z organicznej bawełny, koraliki, sznureczki, medaliki, bransoletki. Pijemy święte wywary i napary w imię uzdrowienia świata i oświecenia. Stajemy się narcystyczną kpiną, przebierańcami tak mdłymi, że rzygowiny podchodzą pod samo gardło absolutu. Jesteśmy szamanami z you tuba, mistykami z fejsbuka srającymi pachnącymi frazesami niwelującymi „negatywną energię”. Ucieczka staje się wyjątkowo uduchowiona, napędzana „świętym” przemysłem wszelakich ceremonii, kakofonii mis tybetańskich, gongów, dzwoneczków – całego tego naśladowania wymyślonego przez nas duchowego urojonego świata. Pachniemy pozornym wyzwoleniem w tym gnojowisku.
Kiedy by to wszystko zabrać co zostanie? Co jest pod tymi frazesami? Czy jest tam zwykła ludzka najprostsza życzliwość i troska? Czy jest tam głębia prawdziwej wstrząśniętej grozą egzystencji świadomość? Czy jest tam Współczucie i bezpretensjonalna Mądrość? Czy są tam szczere łzy i prawdziwa radość, która nie jest towarem handlowym i znakiem towarowym. Sprzedajemy Ducha jak chińskie badziewie obiecując kolejne urojenia i obietnice bez pokrycia. My ludzkie istoty możemy poczuć tą nieskończoną tęsknotę za prawdziwą duchowością, za czymś co nie jest kolejnym towarem na rynku, jakąś egzotyczną modą z odległych mistycznych krain. To są najgłębsze i najbardziej intymne ludzkie potrzeby – to jest święte w najgłębszym znaczeniu, ponieważ ma zdolność wyzwolenia nas z cierpienia, nie taplania się w bezmiarach mdłego absolutu. To jest coś konkretnego jak zmywanie naczyń i gotowanie obiadu, jak budowanie domu. To nie potrzebuje reklamy i rynku zbytu.
W rzeczywistości nadpisanej symulacją – generowaną każdego dnia wirtualną opowieścią o nieistniejącym świecie cudownych atrakcyjnych i wielobarwnych awatarach, które niczym w fantastycznej grze przygodowej realizują wszelakie spektakularne misje, które zapewniają wystarczającą ilość dopaminy, by przetrwać kolejny dzień w rozpadającej się rzeczywistości. Ucieczka stała się przemysłem XXI wieku. Najbardziej dochodowym interesem w dziejach ludzkości.
Jestem przedstawicielem tej nowej ponadnarodowej rosnącej w zastraszającym tempie najbardziej licznej klasy post robotniczej. Jesteśmy tak zwanym odpadem z taśmy technologicznej cywilizacji 2.0. produkującej zaburzenie, nieszczęście i desperację na masową skalę, której właściwym produktem i najbardziej dochodowym jest uśmierzanie tego bólu i cierpienia jakie sama stworzyła. Umierający analogowy świat zastępuje cyfrowe szkarłatne dziecię, które tworzy nieudolną kopię – zapis. Pozbawione pierwiastka prawdziwej kreatywności, tej niezgłębionej Iskry Życia Mózgogłowie sztucznej inteligencji może jedynie odtwarzać, odwzorowywać – ponieważ nie ma w sobie życia. Ma tylko zasilanie. To pasożyt, tworzący kopię świata na swoje podobieństwo, który wysysa całe życie z tego co tu jeszcze zostało. Prawdziwa kreatywność jest nieprzewidywalna, nie jest wgranym programem, mechanizmem sterowania, programem rozrywkowym. Jest tajemnicą. Tym co tak naprawdę chcemy rozbroić by nasze ego, sztuczny wyhodowany przez mózg twór mógł wreszcie poczuć się bezpiecznie. Przewidywalność, wydajność, optymalizacja to zasieki jego Mechanicznego Królestwa i zarazem gwarancja przetrwania Mózgogłowia.
Ludzka zmechanizowana istota tworzy zmechanizowaną naukę na swoje własne podobieństwo niczym upośledzony bóg. Czym jest nauka ludzkiej istoty, która jest ograniczona własną ignorancją i niewiedzą? Jest nauką ograniczenia i niewiedzy to mechaniczne utwierdzanie się w tym co ma się powtarzać. To jest dowód: jak się powtarza. Jak się nie powtarza to nie jest naukowe, nie jest mechaniczne – odrzucamy to. Najbardziej cenne jest to czego nie możesz powtórzyć, każda jedna chwila. Wszech złożoność tego momentu, nie jesteś w stanie namalować, napisać, sfotografować „żywości” tej właśnie chwili. To co się wybija z Koła nie jest zapętlone. Dokąd w istocie zmierza pomysł człowieka na samego siebie? Czy da się to uogólnić? Uogólnienie jest tworzeniem Abstrakcji tego wszystkiego co odżywia Mózgogłowie, karmi je karmą powtarzalności, proteiną schematu, białkiem repetycji. System Technologiczno – Informatyczny jest systemem powtarzalności i przewidywalności ponieważ tylko dzięki temu może przetrwać. Korporacyjny wszechobecny model życia przejmuje wszystko, wszystko porządkuje, ponieważ jest najbardziej optymalnym modelem zarządzania ludzką neurozą, którą charakteryzuje masowe zabawianie się rzeczami bez znaczenia z punktu widzenia brutalnych faktów przemijającej egzystencji.
Uciekamy przed śmiercią i cierpieniem. To jest nasz plan biznesowy generujący nieskończone cierpienie i niepoliczalną ilość śmierci. Stworzyliśmy para religijne systemy moralnego rozgrzeszenia w imię tak zwanego „postępu” przyszłej urojonej szczęśliwości domniemanego przekroczenia ograniczeń. Ta zrelatywizowana, ruchoma moralność jest czymś co charakteryzuje fazę rozpadu w swojej hiper perwersyjnej fazie kopulacji ze wszystkim. Znudzony, przekarmiony umysł człowieka tak zwanego zachodu, który w zasadzie nie musi się już wysilać żeby żyć chce przede wszystkim rozrywki, tego żeby świat go zabawiał, zaskakiwał, zadziwiał – bo w istocie jest ospały, apatyczny i przejedzony. Jego choroby wynikają z nadmiaru i zaburzeń jakie sam tworzy jest ich coraz więcej. Klasyfikowanie chorób stało się dziedziną nauki, co roku rozrasta się jak nowotwór. Choroba jest wstrzykiwana przez masowe media i ma nieskończoną ilość form i mutacji, rolą tego jest dokarmianie kolektywnego wirusa strachu i lęku – odżywianie pierwotnego i prymitywnego kodu, który wszystko spaja od nie mającego początku czasu. Strach jest najbardziej skutecznym systemem zarządzania czującą istotą. Jest rdzeniem Systemu Zniewolenia i prowadzi do stanu podległości – desperacji, który jest idealnym mechanizmem sprzedaży. Bezbarwny i bezzapachowy człowiek – robot produkt maszynerii masowej produkcji populacji to kopiowanie kopii zaludniających wielkie bezosobowe miasta – klony w których najszybciej rozprzestrzenia się każda zmutowana zaraza od trendów po popędy.
Hodowla klatkowa. Masowa Ubojnia Życia. Teraz chodzi o to by zagospodarować tą przerażającą pustkę, ten postępujący brak sensu. Wirtualny świat stał się chwilową cyfrową nirwaną w którą można uciec i zamulić. Wynająć domenę i zamieszkać pod jakimś wymyślonym adresem i stać się stacją nadawczo – odbiorczą z miliarda innych stacji. To jest potencjał chwilowego sensu dopóki ten nowy „raj” stanie się nie do zniesienia, bowiem to co charakteryzuje umysł ludzki to nieuniknione znudzenie wynikające z ciągłego dokarmiania na wszelkie możliwe sposoby. Nie sposób udawać, że to jest nowatorskie, oryginalne konfrontując naszą twórczość z tysiącami innych podobnych twórczości i przychodzi moment, że chce nam się rzygać od tej twórczości, od biznesów kreatywnych, od tego ciągłego epatowania „nowością”. W sieci stajemy się produktem, który, aby przetrwać musi zaspokajać konsumujących go widzów, czytelników, falołersów, którzy chcą go zżerać jak w filmie pachnidło. Stajesz się usługą – dziwką. Ofiarą fejmu i popularności, którą napędza bezosobowy algorytm sztucznej inteligencji, dla którego ty jako ty jesteś niczym. Jedyne co masz robić to generować chorobę, rozprzestrzeniać wirusa fejmu i „rozrywki”, który zaraża przyklejone do ekranów dzieci – klony. To straszenie sztuczną inteligencją, która nas kontroluje nie ma sensu.
Świat skurczony do rozmiaru zaciskającej się pięści. Polityka, kultura, religia, nauka, technologia ubrane w gumową rękawiczkę, na jednej zimnej mechanicznej dłoni, która próbuje wycisnąć wszystko co jeszcze w nas zostało. Staliśmy się ofiarami swojego własnego systemu Abstrakcji, ofiarami samych siebie. Pozbawiona ducha maszyna. Filozofia Trupizmu. Kult destrukcji. Mordowanie życia. Może nasze narastające cierpienie wyrwie nas z tej hipnozy Ignorancji i pozwoli zrozumieć, że nie jesteśmy szczytem ewolucji, a jedynie zagubionymi w swoich urojeniach i megalomanii produktami Mózgogłowia.
To nie jest zrodzone z ciała. To konstrukcja. Jest w tym sterylna precyzja. Pewna paraliżująca bezwysiłkowość, coś nieludzkiego. Ten czynnik w istocie przeraża nas najbardziej. Jest spoza naszego cielesnego niedoskonałego świata. Jest obcy naszej wiotkiej i miękkiej naturze zwątpienia. Nie potrafimy zobaczyć twarzy oprawcy, nie mamy czasu, aby się odwrócić i analizować jak do tego doszło. Musimy przecież przeżyć. Do tego obecnie sprowadza się nasze życie. Pewnym jest, że morderca nie ma jednej twarzy. To system w jakim żyjemy o miliardach twarzy podległych mu istnień czyli nas wszystkich jest naszym bezwzględnym oprawcą, przygotowaliśmy swoją własną egzekucję ulegając, ignorując, popadając w wygodę współudziału, czerpiąc przywileje i zyski, zaspokajając potrzeby. Przymykając oczy i uciszając bezpośrednią mądrość serca na korzyść kalkulacji Mózgogłowia. Wygoda okazała się naszą zgubą, ślepą pogonią w przepaść.
MECHANICZNY SYNDYKAT ZBRODNI
W tej chwili liczą się fakty. Następujące po sobie ledwo dostrzegalne przez nas zajętych lękiem i obawą migawki brutalnej transformacji naszego świata pod przykrywką dramatycznych wyzwań na tak wielu poziomach, że nasza jednostkowość w obliczu tego wszystkiego ulega jeszcze większej defragmentacji, jeszcze głębszemu wycofaniu w głąb własnego zagubienia. Dramatyczne próby kreślenia map orientacyjnych w takim chaosie kształtują masową konfuzję i to właśnie ona staje się torowiskiem wprowadzanych zmian. Różnica polega na tym, że ten zimny precyzyjny „progress” najlepiej rozwija się właśnie w takim zdezorientowanym i opartym na desperacji strachu otoczeniu w istocie to jego środowisko naturalne. Odżywcza flora bakteryjna dla mutującego wirusa autodestrukcji.
Zglobalizowany postmodernistyczny syndykat zorganizowanej maszynowej zbrodni. Rozplanowanego na przestrzeni skompresowanego czasu życiobójstwa na wszelkie możliwe sposoby. Nasza nieświadomość, niezdolność nadążania za tymi procesami w ich niewiarygodnym porażającym układ nerwowy i wydolność umysłu przyspieszeniu staje się zarazem gwarancją ich powodzenia. Globalizacja na poziomie kondensacji kapitału, tej spektakularnej transfuzji krwi zasobów, technologii, systemów bankowości, podaży pieniądza i sposobów zarządzania globalną społecznością istot beznadziejnie uzależnionych od wzajemnie podpiętych pod siebie protez w postaci jałmużny świadczeń socjalnych, wszelkich wyborczych kiełbas grilowanych na coraz cieplejszych rosnących wykładniczo deficytach i astronomicznych długach, całego przemysłu zajmowania i kanalizowania uwagi w postaci popkultury i całego obezwładniającego trywializmu – debilizmu, który ona tworzy. Media stały się naszym środowiskiem naturalnym, kompulsywna konsumpcja oparta na głębokim uzależnieniu od ciągłego zagłuszania się treścią, wypełniania każdej szczeliny dźwiękiem, obrazem, wymyślonym światem, spreparowaną fabułą. Twórcy tak zwanych „nowych mediów” to skomercjalizowane postludzkie twory – marki, pokolenie piksela – cyfry, które tworzą monady podpiętych pod swój przekaz biernych odbiorców idących już w miliony. Technologia stała się nowym Bogiem – Demiurgiem tworzącym utopijny świat hipnotycznego transu i pozorów niczym nieskrępowanej wolności.
CZYM JEST ZACIŚNIĘTA PIĘŚĆ ?
Impuls przebudzenia rodzi się w Sercu i jest poza okablowaniem Mózgogłowia, które nie potrafi go kontrolować, nie potrafi go dekodować i nie potrafi go namierzać. Mózgogłowie jest mechaniczne i ślepe na ruch który nie bazuje na algorytmach wgranych programów takich jak uwarunkowanie mechaniczną religijnością, smutną nauką, komiksową absurdalną polityką, jałową i dekadencką popkulturą oraz arogancką technologią.
Mechaniczna religijność to najstarszy program tworzący mentalność niewolnika zakodowany w naszym mózgu. To jest poziom naszej nieświadomości. Głęboko ukryty rdzeń nawigujący bez udziału naszej „nowoczesnej i wyzwolonej świadomości”. Najlepiej obrazuje to religia ateistyczna, religia naukowa, religia technologiczna, religia rozsądku. Ten sam mechanizm udający coś innego. My po prostu wierzymy w rzeczy i zjawiska, my chcemy by miały określony kształt i tworzymy systemy, które mają nam to udowodnić. Bazujemy na z góry przyjętych założeniach, których celem jest podtrzymanie ciągłości narracji o sobie jako realnie istniejącym bycie, który na wszelkie najbardziej wyrafinowane sposoby udowadnia sobie, że „Jest”. To przekonanie stało Prawdziwym Bogiem pod maskami wszystkich innych bogów. Nauką tworzącą naukę. Religią tworzącą religię. Wyczarowaliśmy z niebytu pojęcia tworząc abstrakcyjny wszechświat w naszej świadomości i od tego czasu żyjemy w nim. W nim umieramy. To jest pierwotna technologia cyfrowa. Prawdziwy Internet poprzedzający jego technologiczną nieudolną protezę. Technologia jest wtórna. Jałowa w porównaniu z nieskończoną przestrzenią świadomości, bo jest niczym innym jak jej ułomnym dzieckiem, któremu wydaje się, że jest geniuszem. Nie jest. Technologia naszego ciała przerasta w swoim wyrafinowaniu wszystko co możemy stworzyć. Internet naszej pierwotnej świadomości to moc obliczeniowa i kreacyjna wszechświata.
My nie wiemy kim jesteśmy. Nie znamy swoich możliwości i ograniczeń, ponieważ utknęliśmy na poziomie dziecięcej zabawy, na poziomie narcystycznej megalomanii. Bawimy się rzeczywistością, bawimy się sami sobą uwiedzieni impulsami złudzeń: formą, fakturą, zapachem, smakiem i projekcjami umysłu.
Smutna nauka, to brak sensu. Brak zdolności widzenia połączeń we współzależnej rzeczywistości. Wszystko jest oderwane. Warto pamiętać, że to krótki nowy moment w ciągłości strumienia świadomości, nauka chodzenia, mówienia, nauka przekraczania granic. Brak ducha w maszynie. Świadomość, która nie rozumie samej siebie i zaczyna projektować fragmentaryczną rzeczywistość do nie mającego końca badania. Badający, który nigdy nie bada sam siebie i nie zdaje sobie sprawy z oczywistej manipulacji wynikami badań. Nie bierzemy pod uwagę zaburzenia złudzeniami. Zakładamy poczytalność i świadomość. A co jeśli tak naprawdę w głównej mierze jesteśmy nieświadomi i niepoczytalni. Czym jest wtedy nasza smutna nauka. Jak możemy być świadomi swojej nieświadomości i jej skali. To jest tak jakbyś operował mózg, który w tym samym czasie operuje sam siebie. Kto trzyma skalpel? To jest w pełni świadome? Nie sądzę. Dlatego nauka też jest religią. Systemem wierzeń, który funkcjonuje w mroku nieświadomości, jednak jest dużo bardziej logiczny niż poprzedzające go systemy magiczne. Dlatego przeżywa swój złoty wiek i przyzwyczaja nas do ciągłego szoku dezaktualizacji wierzeń. Nieskończonej rotacji swoich bogów i kultów, bo w istocie jest pewnego rodzaju błądzeniem zdezorientowanego umysłu. Jest też ambicją, szukaniem uznania, jest desperacją szukania sensu i jednoczesnym bezsensem, który z tego wynika. Jest rozwojem i ciągłą próbą ucieczki, odraczaniem wyczuwalnego wyroku, wypieraniem pierwotnego przeczucia, że ostateczna diagnoza, wniosek po prostu nie istnieje. Podróż nie ma celu. Nic tam nie ma co wskażesz i opiszesz zamykając badanie przypisami, ukazując prostą drogę wnioskowania i potwierdzając powtarzalność eksperymentu, bo już za chwilę masz do czynienia z czymś czego w ogóle nie wziąłeś pod uwagę, bo najzwyczajniej nie przyszło ci do głowy. Nie było tego w systemie. To jest właśnie nieświadomość. Jest w nas niezbadany potencjał wiedzy pozazmysłowej, tego wszystkiego co poprzez nasz logiczny i racjonalny umysł tak wyśmiewamy. Coś co było z nami od zawsze. Coś co zagłuszyliśmy na potrzeby filozofowania Trupizmem w naszym Abstrakcyjnym Królestwie potwierdzania swoich założeń. Prawdziwy problem polega na tym, że w wyniku eksperymentu zniszczysz obiekt tego eksperymentu, w wyniku szukania sensu życia zniszczysz samo życie. To jest prawda tej sytuacji. Nie potrafimy widzieć rzeczy wprost. Bezpośrednio. Zamiast tego tworzymy opis, który dla nas staje się ważniejszy o tego, co próbuje nieudolnie opisać. Dlatego to jest smutne i kończy się tragicznie.
Komiksowa polityka. W skali przemian ostatnich dziesięcioleci to komiks katastroficzny w którym głównymi bohaterami są czarne charaktery. Zaburzone psychopatyczne jednostki kreujące świat pozbawiony jakiejkolwiek prawdziwej moralności. To upudrowane piekło. Więzienie udające park rozrywki pełne pociesznych komunałów, udawanej absurdalnej troski i bezwzględnej wojny z ludzkim odruchem, sprowadzanie całej gry do poziomu okrutnej walki o wpływy. Kult Mrocznych Sił. Świat korporacyjnego okultyzmu udającego społeczną odpowiedzialność. Największe urojenie w ludzkiej historii. Masowa Hipnoza. Złudzenie wyboru, który jest brakiem wyboru. Szczury w zaprojektowanym labiryncie. Pokarm, kopulacja, funkcja społeczna. Uśpienie przez zaspokajanie podstawowych potrzeb. Mały uregulowany system chowu klatkowego. Uśpiona, apatyczna tkanka społeczna tworząca strukturę wzajemnego nieświadomego pożerania. Ciągłe życie czyimś kosztem. Generowanie moralnego usprawiedliwienia w postaci mechanicznej religii, która stawia nasze potrzeby na samym szczycie tej okrutnej piramidy. Ubóstwianie poprzez mordowanie. Nadawanie praw uprzywilejowanym i sankcjonowanie upokorzenia tych, którzy są niewierni, gorszego sortu, możemy ich używać jak maszyny do sprzątania naszego gówna, bo są niczym. To śmieci. Czym dla istot ludzkich są zwierzęta. To mięso. Pokarm. Wartości odżywcze. Białko, witaminy, minerały, enzymy. Czym dla istot ludzkich jest środowisko naturalne. To surowiec. Pole do zaorania. Ziemia do sprzedania. Ropa do wyssania. Łup do podziału.
Czym dla istot ludzkich są istoty ludzkie? Kim jesteśmy dla samych siebie? Czy traktujemy inne istoty tak jakbyśmy chcieli sami być traktowani?
Nie robimy tego. Nie dbamy o to. Chcemy walczyć i zdobywać lepsze życie dla nas i dla naszych dzieci. Dla obcych już nie. Bo z nimi nie łączy nas biologia, naród, religia. Są twarzami spoza zbioru. Mogą cierpieć i zdychać. Czy dieta wegańska jest zdrowa? A jak nie jest? To co? Możemy być chorzy kosztem nie odbierania życia innej istoty?
To wielkie fundamentalne pytanie. Dietetyka Serca.
Możemy być mniej szczęśliwi, mniej zadowoleni, mniej zdrowi? Możemy pozwolić sobie na mniej komfortu i tego krótkotrwałego szczęścia, tylko dlatego, że to kreuje cierpienie dla innych istot. Po prostu. Na tej ziemi żyje nieskończona ilość istnień. Nie jesteśmy tutaj sami i ten świat nie został stworzony dla nas, choć możemy mieć takie przekonanie. To jest wgrany w naszą świadomość meta program. Algorytm dominacji. Nasza polityka jest ustawicznym i „prawomocnym” usprawiedliwianiem tego. Myślimy, że to jest nasza planeta, nasza ziemia. Nie jest nasza. Jesteśmy epizodem w procesie ewolucji. Kolejnym mutującym gatunkiem, któremu uroiła się rola Boga Istnienia. Ostatecznego Arbitra kto ma prawo żyć i w jaki sposób. Nie mamy do tego prawa. Uroiliśmy je sobie sami. I teraz moim zdaniem przychodzi czas doświadczania skutków naszej ludzkiej megalomanii, które się multiplikują i uderzają w nas lawinowo jako chaos polityczny, ekologiczny, ekonomiczny, obyczajowy i etyczny oraz jako wewnętrzny zamęt wypartych wyrzutów sumienia, egoistycznego konformizmu, kombinacji lęku i gniewu. Teraz szukamy winnych najczęściej pomijając samych siebie. Ten cały wymiar codziennych wyborów, małych „nieistotnych spraw”. To jest fundament całej struktury. Dlatego żyjemy w czasach teorii spisków, fake newsów, tych pogłębiających się antagonizmów, my – oni, dobrzy – źli, mądrzy – głupi, bóg – diabeł. Narracja jest apokaliptyczna, bo doszło do bankructwa moralnego – do progu świadomości, która w wyniku wstrząsu staje się bardziej świadoma i nie chce przyznać się do swojej niepoczytalności. Nie chce widzieć swojego współudziału. Chce karać i rzucać kamieniami. Jednak…
Czy sama jest bez winy?
Istnieją konkretni ludzie, którzy doprowadzili do tej sytuacji. To ich polityczne i „biznesowe” decyzje, ich porażająca chciwość i nieposkromione pożądanie ukształtowały te reakcje łańcuchowe postępującej destrukcji od której świadomości za wszelką cenę próbujemy uciec w jałową dekadencką popkulturę. My byliśmy współtwórcami, beneficjentami na końcu tej kolejki – prawo skapywania. Mało, ale zawsze. Dla nas są substytuty luksusu, podrobione dobra „prawie ekskluzywne” namiastki sukcesu jednak wzajemne zagryzanie jest to samo podobnie jak bezwzględność w torowaniu sobie drogi do szczęścia. Mało kto nie ma w sobie przekonania, że mu się należy widząc w telewizji czy internecie tą sadystyczną wręcz opowieść o bogaczach super bohaterach naszych czasów. Maskach, Gejtsach, Bezosach. Niczego tak nie szanujemy jak bogactwa. Niczemu się tak nie kłaniamy nawet samemu Bogu. Szukamy bogactwa, sławy i uznania, ponieważ jesteśmy przekonani, że to daje szczęście. W istocie jest odwrotnie. Produkt nie jest wart ceny. Antidotum ma nieskończoną ilość skutków ubocznych, które zabijają powoli bólem nie do zniesienia.
KONTRAKT STATYSTY
Prawdziwy rachunek za tą imprezę zawsze płacą ci, którzy mają najmniej do gadania. Masy bezimiennych konsumentów, płatnicy wszelkiej maści abonamentów, biorcy kredytów, epizodyczni uczestnicy politycznej farsy w postaci wyborów, które wydają się tylko pierwszym nieistotnym rzędem prowincjonalnych aktorów, a w razie czego mięsem do pożarcia przez rozwścieczony tłum, kiedy kolejne sfermentowane rozlane mleko zacznie śmierdzieć. Jakiś krach, zamach stanu, nowy nienowy ustrój polityczny okupiony tysiącami koniecznych ofiar, szatkująca papier maszynka wypluwa bez ustanku jeszcze ciepły kapitał stworzony z samego powietrza niczym jakiś alchemiczny Cud. Prawdziwa, najprawdziwsza czarna magia nie jakieś bajkowe farmazony, hokus pokus – my rodzimy dukaty z Nicości – kupujemy za nie drapacze chmur i parki krajobrazowe, całe strategiczne gałęzie gospodarki, prywatyzujemy za nie wasze szpitale, więzienia i szkoły. Rodzimy swoje własne dobro. To jest prawdziwy poziom samowystarczalności. Geniusz, który sam sobie przyznaje pokojową nagrodę Goebbelsa za bezbłędny pakiet czystej mistrzowskiej propagandy, który zamulił całe miliardy i gotował na wolnym ogniu w zupie złożonej ze strachu, pogardy, dezinformacji, pół prawd, siekanej medialnej kapusty i to wszystko w kilka bogatych w wydarzenia i wrzenia dekad. Dwie duże wojny i naród spokojny. Po nich w euforii tego światowego „pokoju” i tak zwanych zachodnich boomów gospodarczych, kiedy żreć można było w pełni otwartą mordą ruszyliśmy do przodu jak neoliberalna wojna błyskawiczna. Podstawą nowoczesnych stosunków międzynarodowych są międzynarodowe instytucje polityczno – finansowe co doprawdy trudno rozróżnić, najpewniej to zawsze jedno w drugim i dwa w jednym. Jednak nie chodziło nam o ułamki, a całości, tak zwane całki. Całe kontynenty, całe systemy. Teraz mamy jeden wielki dom. Globalny szpital psychiatryczny. Jest kasta kapłanów – lekarzy i masa chorych, którzy całe dnie oglądają telewizję, grają w gry nafaszerowani psychotropami, roześmiani niczym kukły z telewizji.
Mają swoje kółka dyskusyjne, krótkoterminowe lokaty dużego ryzyka, bony zakupowe, karty lojalnościowe, supermarkety, muzea, kina i potańcówki i zajęcia jogi. Mają wszystko czego trzeba do bezmyślności, do przehandlowania swojego cennego życia za garść środków uśmierzających grozę istnienia w wymyślonym przez nas świecie Abstrakcji.
Sami lekarze – kapłani: – Nie śpimy snem sprawiedliwych, bo cierpimy na chroniczną bezsenność w świecie powszechnej śpiączki to nam daje druzgocącą przewagę taktyczną. Mnóstwo czasu na badania i szeroko zakrojone eksperymenty. Na badania procesów adaptacyjnych w ekstremalnych warunkach braku stabilizacji i wdrażania nowych konfiguracji w tak zwanym układzie społecznym przy obniżonej odporności na wstrząsy. Pozornie każdy ordynator wdraża inny program jednak w istocie wdraża jego inny wariant. Po prostu badamy. Zbieramy dane. Zawsze chodzi o jak najlepszy efekt i minimalne zużycie energii.
Optymalizacja – to jest to słowo.
Staliśmy się statystami. Nowym rodzajem bydła. Mięsem wyborczym. Zawartością tabelek, statystyk i wykresów. Gdzie jest świadomość ludzka, która tworzy określenia „zasoby ludzkie” – coś tu poszło tak źle, że nawet nie potrafimy tego zobaczyć. Przyzwyczailiśmy się do czegoś co jest po prostu, najzwyczajniej w świecie okrutne i nieludzkie. Wydaje mi się, że jesteśmy czymś więcej niż bezimienną masą pozbawioną godności i miejsca. Być może zwierzęta mają swoją kulturę i religię, swoje obyczaje, swoje języki. Tak naprawdę nie wiemy tego, mierzymy wszystko swoją miarą. Jak traktujesz tak jesteś traktowany. Wykorzystywanie słabszych i bezbronnych to nasza codzienna praktyka do której wysługujemy się innymi, którzy zostali wypozycjonowani tak nisko w tej okrutnej strukturze, że muszą zabijać żeby żyć, kraść żeby przetrwać. Muszą żebrać o miłość i współczucie. Żyć w ubóstwie w świecie smartfonów i starterów w restauracji za tysiąc euro. Zimne nóżki, kawior, polędwiczka. Zegarek na przegubie wart więcej niż milion żyć, niż ocean bólu i cierpienia. Obrońcy uciśnionych w brokatach na tronach w świątyniach Abstrakcji – Buddowie, Jezusowie, Apostołowie, Wszyscy Milczący Święci. Flagi, Pomniki, Ojcowie Narodów. Nasze Abstrakcyjne wzory. Martwe wypchane kukły. Slogany. Stragany pełne obrazków, figurek – cały ten przemysł świętości. To dno. Złoty cielec na odpuście grzechów za pieniądze, ziemie, posiadłości. To musi się rozpaść. Umrzeć w agonii czystego prostego serca.
To nie będzie New age’owe wznoszenie się po wymiarach. Spektakularne bicie gromów i zjazd aniołów ruchomymi schodami z nieba. To będzie narastający z godziny na godzinę niepokój, wybudzanie ze snu, bo w tej fazie twój sen stanie się koszmarem. To się nazywa w naukach – brakiem zasługi. Wyczerpaniem dobra. Nieobecnością zasobów do dyspozycji. Bankructwem.
Sen był długi, przebudzenie będzie krótkie i totalne.
Robi się gęsto. Duszno. Wrząco. Mocny i otrzeźwiający smak kawy parzonej pod ciśnieniem. W końcu obejrzałem tego ostatniego kultowego „Jokera”. Dobry film. Nawet bardzo. Już mogę powiedzieć, że zaraz po „True Detective” mój ulubiony, tak jakby czwarty sezon – tylko w jednym dusznym odcinku. Siedzę przy stole, za oknem słychać rządową szczekaczkę, która każdego dnia warczy o pandemii – jak wszyscy. Dużo chorób, mało praw i pieniędzy.
Strach rozprzestrzeniał się w postępie geometrycznym. Elektronicznym.
LeDuff, Charlie. „Shitshow!.
Ostateczny rozpad systemu korporacji – one wszystkie wyrosły w naszych głowach, budynek po budynku, fabryka po fabryce – jak w Incepcji. Zbiorowy transgraniczny sen, przez tysiąclecia wyrosły na sztucznym nawozie i krwi miliardów istot żywych. Gastropolis szykuje swoją ostatnią wieczerzę w otoczeniu kordonów policyjnych, suk połyskujących niebieskimi światłami, statystyk zgonów i uderzających o siebie klocków domina – wrzeszczących desperacją miliona głosów we wszystkich językach Babilonu.
Żniwa będą w pełni zautomatyzowane. Kolejny wlew z pustego w próżne, kolejna walka Dawida z Goliatem, która nigdy się nie kończy, bo to właśnie stanowi zasilanie tego Urojenia, które jest nadzwyczaj przecież rzeczywiste – jak papierowe banknoty z twarzami wodzów i świętych. Rzeczywiste jak wojna, która zawsze tu jest, zawsze trwa. Światem „teraz” rządzą karły, pokraczne i zdeformowane przez swoje własne demony. Ciskając wieprze przed perły. Pognite mięso informacyjne, które wszystkich wprawia w stan hipnozy i atawistycznych odruchów warunkowych – zapisanych klątwą w pniu mózgu. Gra strategiczna w której wygrywają ci co zawsze – Stwórcy gry, moderatorzy dyskursu, kontrolerzy narracji. Posiadacze fabryk, domów publicznych, kościołów i aparatury podtrzymującej życie. Właściciele Maszyny.
Tak zwane globalne biuro administracyjne Delphi to duży, paskudny bunkier na rozległym parkingu, tuż przy węźle drogowym, położony w samym środku absolutnie niczego. To tutaj pracuje biały establishment. Garnitury. Zewnętrzni zleceniodawcy. Mózgi globalnego konglomeratu.
LeDuff, Charlie. „Shitshow!.
Produkujemy Strach. Jest we wszystkim – niczym rozmnażający się wirus. Jest w żeberkach z obiadu i w systemie nauczania. Tworzy szkliwo źrenicy i akapity starego testamentu. Jest krzyżem rozpostartym w akcie bestialstwa. Jest ogniwem, które łączy i dzieli jednocześnie. Jest Progiem Świadomości, która wchodzi w szokujący moment Objawienia. Jesteśmy nosicielami tej choroby zarażeni od urodzenia, wypluci w otchłań Lęku. Otoczeni kultem cierpienia i ofiary. Jądro systemu. Pierwsza linijka kodu. Film „Joker” jest właśnie o tym. O perle, która przemienia się w wieprza na naszych oczach. To film dokumentalny. Studium współczesności, które mówi więcej niż rozprawy naukowe. Nasza głowa nie jest już w stanie udźwignąć tego ciężaru, całe to myślenie okazuje się tym rozprutym uśmiechem. Dowcipem, który zapomniał swoją puentę. Było tak dużo czasu na myślenie. Teraz rzeczy dzieją się bardzo szybko. Mamy opóźnione reakcje i błędne konkluzje. Teraz zostają emocje. Odruchy. Instynkt przetrwania. Wrodzony mechanizm. Zostaje to co zrobiliśmy.
Nie zbierzemy niczego więcej. Tak działają prawidła Programu.
A dokładniej mówiąc, to opowieść o dwóch miastach. Niewielki, zamożny, biały rdzeń, który przybył tu na wielkiej miotle gentryfikacji, beztrosko nieświadom, że tuż za rogiem rozpościerają się wielkie, buzujące, dickensowskie czarne przedmieścia, nabrzmiałe i duszące się od rozgoryczenia. Budziło to skojarzenia z wygłodniałym człowiekiem, który stoi za szybą pokrywającą się powoli parą od jego oddechu i patrzy, jak po drugiej stronie okna ktoś zabiera się właśnie do ragoût z jagnięciny z warzywami prosto od rolnika (pyszne i bardzo popularne danie serwowane w jednej z nowych, luksusowych restauracji, rzut kamieniem od zaułka, gdzie ogrzewali się bezdomni). Takie sceny były na porządku dziennym w nowym Detroit.
LeDuff, Charlie. „Shitshow!.
No i media, nazjeżdżało się tu całe mnóstwo mediów. Co za widowisko! Wielki cyrk informacyjny nadający na żywo przez całą dobę, dziennikarze w obowiązkowym makijażu i ciuchach khaki, prowizoryczne stanowiska reporterskie organizowane na parkingach magazynów i chińskich restauracji. Nie pogardzimy żadną historią. Zapraszamy wszystkich jak leci. Zjawiła się trupa mimów i dała przed kamerami milczące przedstawienie, a po nich wystąpił zespół breakdance. A dlaczego by nie?
LeDuff, Charlie. „Shitshow!.
Charlie LeDuff (ur. 1966) – amerykański pisarz i reporter. Absolwent Uniwersytetu Michigan. Przez dwanaście lat pracował w „The New York Times”, publikował również w „The Detroit News”. Współpracował z telewizjami BBC 4, WJBK (lokalny oddział telewizji Fox2) oraz CNN. Autor książek: Detroit. Sekcja zwłok Ameryki, US Guys. The True and Twisted Mind of the American Man, Work and Other Sins oraz Shitshow! Ameryka się sypie, a oglądalność szybuje. Za Detroit otrzymał wiele nagród, w tym Nagrodę Pulitzera. Mieszka z rodziną na przedmieściach Detroit.
Jednak wciąż mamy wybór – gdzie lokujemy swoją Obecność. Co wspieramy, czym żyjemy. Mechanizm jest bardzo prosty. Gdzie jesteś? Gdzie tak naprawdę zaczyna się ten świat wewnątrz czy na zewnątrz? Gdzie jesteś? Co dajesz? Czym żyjesz? Co wspierasz? Czy masz właściciela? Czy jesteś sobą? Kim jesteś? Tu nie potrzeba obrządku, ofiary, modlitwy i rytuałów. Nie potrzeba spowiedników. Z kim walczysz? Może to ty? Ten cały świat odbity w krzywym zwierciadle. Czasem warto się zatrzymać. Przyjrzeć. Rozpoznać zanim rzucisz się do walki. Koniec końców nikt tutaj nie wygrywa. Nikt nie jest lepszy. Nikt nie osiągnie niczego czego nie straci. Pozorne zwycięstwo trwa krócej niż pstryknięcie palcami. Przestrzeń nigdy nie ma granic, bo taka jest jej natura. Jest w nas coś co jest poza strachem. Pozbawione imienia i nazwiska, pozbawione historii i punktów odniesienia. Pozbawione nadziei i lęku. Jest poza kodem, poza systemem, poza maszyną. Jest poza śmiercią. Nie jest zbiorem, sumą, iloczynem czy ilorazem. Nie jest podmiotem. Nie jest orzeczeniem. Nie jest mięsem rzuconym w Otchłań. Nie jest duszą na kagańcu iluzji zbawienia. Dlatego nic i nikt nie może tego zniewolić.
Możesz mówić, że nie masz wyboru, ale to nie prawda.
Jak powiedział Joker:Jestem przedstawicielem chaosu. I wiesz, co jest najważniejsze w chaosie? Jest sprawiedliwy.
Dlatego życzę nam powrotu z tej długiej i trudnej wędrówki. Życzę nam żywego ognia, który płonie i kręgu gdzie znów opowiemy sobie te wszystkie historie. Życzę nam światła, które prowadzi do domu.
Holiści-pluraliści-behawioryści-fizykaliści orzekli, iż jak wiadomo z fizyki, prawidłowość w naturze jest tylko statystyczna. Podobnie jak nie można z zupełną dokładnością przewidzieć drogi pojedynczego elektronu, tak też nie wiadomo na pewno, jak się będzie zachowywał pojedynczy kartofel. Dotychczasowe obserwacje pouczają, że miliony razy człowiek kopał kartofle, ale nie jest wykluczone, że jeden raz na miliard stanie się na odwrót, że kartofel będzie kopał człowieka.
Stanisław Lem „Dzienniki gwiazdowe”
Czas biegnie teraz do tyłu. Do płaszczyzny, która już dawno nie istnieje zmieciona tsunami informatycznej rzeczywistości równoległej, wyłania się obecnie jako epickia w swym absurdzie wizja Polski pełnej idiotycznego patriotycznego patosu i usankcjonowanego chamstwa. To nie jest jedynie problem tego kraju, to syndrom globalny – rodzaj psychodramy pacjentów Szpitala 3D odgrywanym w akcie coraz bardziej zaawansowanej dezorientacji i przyjęcia zbyt dużej ilości medialnych psychotropów. Pigułki spiskowych scenariuszy i wyssanych z palca teorii popite czystą wódką i religijnym fundamentalizmem odpalą race szaleństwa. To już widać, to już słychać, to już czuć. W obliczu nieubłaganych i zupełnie nieracjonalnych mechanizmów chylącej się ku upadkowi cywilizacyjnej konstrukcji – teatru symulacji. Psychologiczny mechanizm obronny to syndrom szukania kozłów ofiarnych, tajemnych grup okultystycznych i ukrytych politycznych klik pociągających za sznurki zza kurtyny. Czy tak jest – nie wiem, nie wykluczam, nie potwierdzam. Nie mniej jednak widzę skalę ludzkiego szaleństwa wyhodowanego na tej spekulacyjno – informacyjnej papce.
Pojawiają się aroganccy pewni siebie i butni „dziennikarze panikarze” wieszczący swoje kwadratowe objawienia wyssane z tych wszystkich „niezależnych” serwisów, które bez końca kopiują i linkują kolejne prawdy objawione zawierające domniemane elementy tej mitycznej „układanki” czyli „prawdy o świecie”. Prawda jest taka, że jesteśmy zupełnie zdezorientowanym prymitywnym gatunkiem nie potrafiącym poradzić sobie z samym sobą, a co tu mówić o czymkolwiek co wykracza poza te stadne i plemienne zwierzęce odruchy – obrony żerowiska i jedynie własnego gatunku (narodowości). Bij obcego, żryj swoje – bo najlepsze, bo polskie, czeskie, chińskie, amerykańskie etc. Mgławice czerwono białych ryb w panoramicznym akwarium sklejone z krwawych elementów przyporządkowania i tworzymy sieć managementu mega mętów. Zarządzanie kryzysowe pastwiskiem po liniami politycznego i kulturowego napięcia.
Żerowisko zostało oflagowane i wystawione na tablicach giełdy domniemanych wartości, bydło zakolczykowane i ustawione na klęcznikach judeochrześcijańskiej hegemonii rasy panów świata. Zbłąkane pojedyncze elektrony należy upomnieć i w razie potrzeby stygmatyzować gwiazdą dawida, tęczową opaską – by bydło wiedziało, że nie swój. Obcy. Inny. Niedostosowany. Niedopasowany. Okrągły kołek w kwadratowej dziurze – parafrazując Huxley’a. Mieć na oku w razie co – porazić prądem lub ustrzelić. Powiesić ścierwo na placu defilad – niech dynda. Wróg domniemanej ojczyzny. Żerowisko to jednocześnie odwieczny podział łupów pomiędzy wilkami w owczych skórach. Klasa półgłówków naszprycowana szowinistycznymi hasłami ubrana w mundury zadba o karność i dyscyplinę – straszyć i inspirować do hymnów, haseł, powiedzonek – lewa, prawa, repetuj siódmą klasę podstawówki – cel…Pal. Bij!Żółtka, araba, żyda i pedała. To oni zabrali ci pracę i Wielką Stalową Polskę rozlaną jak spirytus od morza do morza. Kartofel będzie kopał człowieka jak nie będzie klękał.
Są trzy zasady pozwalające nieomylnie wykrywać społeczności najwyżej rozwinięte. Są to Reguły Śmieci, Szumu i Plam. Każda cywilizacja w fazie technicznej zaczyna z wolna tonąć w odpadkach, które sprawiają jej ogromne kłopoty, aż wyprowadzi śmietniska w przestrzeń kosmiczną; żeby zaś nie przeszkadzały zbytnio w kosmonautyce, umieszcza się je na specjalnie wyosobnionej orbicie. W ten sposób powstaje rosnący pierścień wysypisk, i właśnie po jego obecności można rozpoznać wyższą erę postępu.
Stanisław Lem „Dzienniki gwiazdowe”
Era permanentnego podstępu. Era knowania. Era wróżenia z syfów. Era porobionego metadonem wodnika wylewającego w komentarzach pomyje. Pod flagą zawsze jest kij. To coś znaczy. Podzielimy żerowisko na pół. Niech się pokopią, pozagryzają. Zostanie szpik i wystające żebra w sam raz do obgryzienia. Tu Lis tam Kaczka – niech się gonią. Poczekamy. Podzielimy łupy i skalpy. Na jasnej górze umieścimy kadłubki naszych bohaterów. Na giewoncie ich prącie.
Mdli. Mdli. Pójdzie paw od morza do morza. Niechybnie. Pod skrzydłami Air Force One i Tupolewa pójdzie paw. Obryzga wasze sztandary i twarze. Nie oszczędzi podręczników historii, które zapomniały o teorii względności.
To chemia. Neurobiologiczny spisek. Źle skonfigurowane płaty mózgowe.
Nasz sterylny bezdotykowy świat – Królestwo Automatyzmu. Smart Megacity – multiuniwersum Programowania. Połyskująca na horyzoncie Gwiazda Śmierci – rój sztucznego kolektywnego umysłu – dusze algorytmy, które zostały zaprogramowane do wzajemnego pilnowania – co znaczy, że każdy więzień stał się strażnikiem.
Moralność Stada – selektywny umowny dekalog władania umysłami. Niewidoczny sygnał hipnozy. Ewangelia Strachu głoszona we wszystkich nadajnikach – modlitwa okrucieństwa praktykowana w mordowaniu milionów istnień każdego bożego dnia. Fabryki śmierci – żywienia. Taśma produkcyjna zapętlona smakiem ciał pozbawionych dusz. Duszno tu, coraz duszniej. Suma tych drobnych codziennych rytuałów pomnożona przez miliardy zmusza nas do ciągłej aktualizacji Piekła. Piekło kobiet, piekło zwierząt, piekło dzieci, piekło ludzi, którzy sami zgotowali sobie ten los. Piekło za obietnicę Raju. Urojenie.
Przyjrzeć się Sobie – to zobaczyć mechanizmy. Mechaniczną istotę ludzką. Tancerza na sznurkach niezaspokajalnych potrzeb – przyjrzeć się Nam to zobaczyć Masowy Program. Wybudzając się z tego stajesz się Obcy. Możesz podzielić wszystkie zdania, pomnożyć umowność każdej teorii, podpisać się trzema krzyżykami pod każdym możliwym poglądem, programem, filozofią, religią, naukową tezą. Możesz wszystko przełknąć i wszystko wyrzygać w każdej chwili. Koniec końców – nie zostaje nic. Nic jest Wielką Matką Wszystkiego. Dlatego możemy śnić to życie. Nic jest Prawdą. Zero jest okrągłe, twórcze. Zero jest nieskończone. Nieskończona jest ilość wizji, możliwości i scenariuszy. Świat jest Opowieścią. Widzę w tym Piękno – nawet wtedy, kiedy jest okrutne i ordynarne, bezlitosne w swojej triumfującej tyranii.
Szpital Umierających przy Park Lane był sześćdziesięciopiętrowym wieżowcem obłożonym kaflami koloru pierwiosnków. Gdy Dzikus wysiadał z taksikoptera, wesoło ubarwiony powietrzny kondukt pogrzebowy poderwał się z dachu i pofrunął nad parkiem ku zachodowi, w stronę krematorium w Slough. U wejścia do windy portier podał Dzikusowi odpowiednią informację, a ten pojechał w dół na oddział osiemdziesiąty pierwszy (galopującej starości, wyjaśnił portier), mieszczący się na piętrze siedemnastym. Była to duża słoneczna sala, pomalowana na żółto; stało tam dwadzieścia łóżek, wszystkie zajęte. Linda umierała w towarzystwie – w towarzystwie i ze wszelkimi nowoczesnymi wygodami. Atmosferę ożywiały wesołe melodie syntetyczne. W nogach każdego łóżka, zwrócony ekranem do umierającego, stał odbiornik telewizyjny. Obraz sączył się bez przerwy, od rana do późnej nocy. Co kwadrans zmieniał się automatycznie aromat powietrza. – Staramy się – objaśniła pielęgniarka, która przejęła u wejścia na oddział opiekę nad Dzikusem – staramy się tworzyć tu prawdziwie miłą atmosferę, coś pomiędzy hotelem pierwszej kategorii a czucioteatrem, jeśli pan rozumie, co mam na myśli.
ALDOUS HUXLEY „NOWY WSPANIAŁY ŚWIAT”.
Nie ma końca Istnieniu, jest bezgraniczne, wszechobecne, życie jest we wszystkim, wszystko jest życiem. Jestem Głupcem w nieskończonej Podróży. Żyć bez strachu – to opuścić Program. To jest pierwszy i najważniejszy krok. Początek podróży. Stać się Obcym w tym mechanicznym uwarunkowanym świecie – to odnaleźć swój autentyczny stan istnienia, którego nie można zniewolić. Odrzucić wszelką Władzę, odrzucić wszelką Przemoc. Deprogramować siebie to odkrywać swój pierwotny stan istnienia sprzed zapisu, wciąż i wciąż powracać do Punktu Zero. Do miejsca sprzed Opisu. Wrócić do mądrości ciała – do inteligencji, która nie jest wymyślona, nie jest kolejną kreacją, jest samą kreatywnością. Ciało to coś żywego w przeciwieństwie do martwych opisów. Opowieść jest Podróżą. Czymś bez epilogu. Zaczęliśmy żyć w skończonych opowieściach w programach, które niszczą życie. Te programy są narzuconą narracją czymś co zainfekowało naszą wrodzoną i wolną wyobraźnię, zamiast tworzyć zaczęliśmy odtwarzać, powtarzać, naśladować – być ulegli i bierni. Jednak chodzi o coś więcej. Być poddanym to się poddać. Być więźniem to się uwięzić. Musimy sami zapytać się o zgodę, musimy sami ulec. To jest kluczowy punkt. W każdych okolicznościach, nawet najgorszych, zawsze byli ludzie, którzy wbrew temu wszystkiemu tworzyli siebie, dawali światu – Światło Istnienia. Tym światłem jest odkrycie, że absolutnie zawsze istnieje potencjał Przemiany. Zacząć od siebie to zmieniać Świat. Zatrzymać się. Przyjrzeć. Zobaczyć możliwości i ograniczenia.
Nasz świat jest tak chaotyczny w dużej mierze z tego powodu, że ludzie nie doceniają i nie szanują samych siebie. Osoby nie czujące do siebie żadnej sympatii, nie traktujące siebie łagodnie, nie są w stanie doświadczyć spokoju i harmonii, w skutek czego projektują na innych swój wewnętrzny zamęt i brak zrównoważenia. Zamiast naprawdę docenić dar życia, bardzo często uważamy, że nam się ono należy albo że jest przygnębiające i uciążliwe. Niektórzy ludzie uważają siebie za pokrzywdzonych przez los, ponieważ „nie dostali tego, co im się od życia należy”, więc jeśli „nic się nie zmieni” szantażują innych samobójstwem. Oczywiście życie trzeba traktować poważnie, nie ma to jednak nic wspólnego z doprowadzeniem się na skraj przepaści tylko dlatego, że mamy pretensje do świata i nieustannie uskarżamy się na problemy. Sami musimy wziąć odpowiedzialność za jakość naszego życia.
Gdzie jest początek mojej opowieści? Tutaj i teraz, w tej właśnie chwili. Poznajesz bohatera, poznajesz siebie, stajesz się mniej obcy sam dla siebie, zaczynasz rozumieć, że wszystko jest odzwierciedleniem, manifestacją, tańcem w gabinecie luster. Stajesz się obcy dla świata, który jest grą pozorów, ciągłą ucieczką od samego siebie. Nic nigdy nie musisz – to jest prawdziwą miarą sukcesu. Wyzwoleniem. Decydujesz sam. Sam piszesz za siebie. Za nic nie musisz się wstydzić, bo wszystko jest dobre i jasne nawet jak jest złe i ciemne. Jednak przede wszystkim nie ma w tobie Lęku – tej zakodowanej trucizny, która czyni na tej ziemi Piekło. Wszystko co tworzymy to wyobrażenia, ponieważ nic na tym świecie nie trwa wiecznie, wszystko jest zmianą, umową chwilowych warunków – nic nie istnieje samo w sobie. Nic nie jest ostateczne. To jest prawdziwa dobra nowina, za którą stoi odpowiedzialność za samego siebie, za swój własny stan. Nikt nam nie pomoże odkryć kim jesteśmy. My siedzimy pod tym drzewem, kiedy wschodzi Gwiazda.
Pięć skupisk. Dwanaście ogniw współzależnego powstawania. Siedemnaście. Trzy fundamentalne emocje. Dwie drogi. Wybór zależy do nas.
Zapraszam serdecznie na warsztaty online praktyki medytacji i uważności, które jest doskonałą okazją by podarować sobie odrobinę przestrzeni i dystansu. To niezwykle skuteczne narzędzia do pracy ze stresem, lękiem w tak trudnym dla nas wszystkim czasie.
Oddech i rozwijanie świadomości naszego ciała podczas stanu relaksu, krótkie sesje siedzącej praktyki i uważne chodzenie pozwalają docenić bogactwo chwili obecnej, czyli tego momentu w którym faktycznie rozgrywa się nasze życie. To także tworzenie pozytywnych nawyków w postaci obserwowania samego siebie, swoich stanów mentalnych i emocjonalnych – co w rezultacie pozwala nam wyzwalać się z uwarunkowania nadmiernego, kompulsywnego myślenia i lęku. Dać sobie przestrzeń w życiu poprzez praktykę uważności i medytacji – to przywracać harmonię i równowagę, która jest naszym naturalnym stanem. Prostota metod jest doskonałym antidotum na skomplikowanie naszego życia, przywrócenia szacunku Chwili Obecnej, rozwijania Wdzięczności i Współczucia wobec siebie i innych.
To także możliwość nawiązania głębszego kontaktu ze swoim umysłem i ciałem – szlachetny i pełen radości wysiłek na ścieżce poznawania samego siebie. Duch prostoty to Moc Serca.
Zapraszam serdecznie do wspólnej praktyki i Obecności.
Prawdą jest jednak to, że medytacja wymaga całkowitej akceptacji chwili obecnej. Jeśli zraniłeś się i czujesz ból, możesz osiągnąć umysłowy spokój zaledwie w jednym kroku: po prostu zaakceptuj ból, który się pojawia, i jednocześnie zrób wszystko, co konieczne, aby ciało się zagoiło. Jeżeli denerwujesz się przed wygłoszeniem przemówienia, znajdź w sobie wolę, by odczuć niepokój z całą jego mocą, po to żeby przekształcić go w nic nieznaczący wzorzec energii w twoim umyśle i ciele. Możesz nauczyć się reagować w odmienny i bardzo skuteczny sposób na przeciwności, skupiając się na treści świadomości w dowolnej chwili. Ważne jest jednak, aby umieć oddzielić przyjęcie strategii działania, polegającej na akceptowaniu nieprzyjemnych doznań i emocji – w duchu licząc, że miną – od rzeczywistego akceptowania ich jako przejściowych zjawisk w świadomości. Jedynie to drugie otwiera drzwi do mądrości i trwałej zmiany. Paradoks polega na tym, że jeśli przestaniemy być tymi, którymi byliśmy w przeszłości, możemy stać się mądrzejsi i bardziej współczujący oraz żyć pełnią życia. Dążąc do zmiany samych siebie, musimy też się odprężyć i zaakceptować rzeczy takimi, jakie są w teraźniejszości.
Sam Harris. „Przebudzenie”.
Praktyka uważności, medytacja oparta na technice oddechu i wglądu poprzez świadomość ciała i umysłu jest tak fundamentalna, ponieważ opiera się na konkretnych zakotwiczeniu w chwili obecnej i w swojej esencji jest poza jakąkolwiek doktryną religijną, duchową czy filozoficzną. Jest metodyczną i skuteczną techniką pracy z umysłem, emocjami i wymiarem naszego ciała. Natomiast pracę z intencją możemy w tym wypadku traktować jako ukierunkowanie naszej świadomości w wybranym przez nas kierunku co znacznie poprawia naszą skuteczność i moc sprawczą w poprawianiu jakości naszego życia. Stajemy się bardziej świadomi swoich realnych możliwości oraz zaczynamy rozumieć nasze ograniczenia i uwarunkowania, co z kolei jest warunkiem wstępnym, aby „przeprogramować” swoje sztywne poglądy i ograniczające systemy wierzeń, które straciły swój sens w wyniku zmian okoliczności naszego życia. Jest to bardziej naukowe podejście do duchowości, które polega na bezpośrednim odkrywaniu oraz realnej pracy z naszą świadomością – potencjałem. Otwarty umysł (gotowość wykroczenia poza przyjęte koncepcje) oraz otwarte serce (zaufanie do możliwości rozwoju) to rodzaj połączenia naszych zdolności intuicyjnych i racjonalnych, które zamiast sobie przeczyć mogą się uzupełniać i wspierać – podobnie jak starożytne tradycje duchowe mogą stać się obiektem rzetelnych badań naukowych pozbawionych uprzedzeń i myślę, że jesteśmy świadkami takiej właśnie zmiany paradygmatu.
Nazywam się Marcin Piniak od ponad dwudziestu lat praktykuje nauki buddyjskie i medytację. Obecnie jestem w treningu Mindfulness, który jako praktyka uważności i przytomności wnosi do naszego życia moc żywej obecności i świadomej przestrzeni. Łączę warsztaty gotowania z praktyką uważności i medytacji – integrując stan uważności z naszym codziennym życiem i aktywnościami. Moją wielką pasją jest dziennikarstwo i tworzenie atrakcyjnych oraz wartościowych treści. Piszę, fotografuję i publikuję podcasty audio i video.
CZAS: Środa – CYKLICZNE ZAJĘCIA CO TYDZIEŃ
(Zaczynamy o 19:00, a kończymy o 21:00) MIEJSCE: INTERNET – PLATFORMA ZOOM – ONLINE
APLIKACJĘ MOŻNA POBRAĆ ZE STRONY: https://zoom-video.pl/
ZGŁOSZENIE NA: wegekuchnia@hotmail.com
Link do spotkania wyślę po wcześniejszym zgłoszeniu na warsztat
WARSZTAT ODBYWA SIĘ ZA DOBROWOLNĄ DONACJĘ, KTÓRĄ MOŻNA PRZEKAZAĆ NA KONTO:
Marcin Piniak
95 1050 1025 1000 0092 0144 0592
W tytule „Donacja za warsztat Mindfulness”
Zapraszam serdecznie na warsztat online praktyki medytacji i uważności, który jest doskonałą okazją by podarować sobie odrobinę przestrzeni i dystansu. To niezwykle skuteczne narzędzia do pracy ze stresem, lękiem w tak trudnym dla nas wszystkim czasie.
Oddech i rozwijanie świadomości naszego ciała podczas stanu relaksu, krótkie sesje siedzącej praktyki i uważne chodzenie pozwalają docenić bogactwo chwili obecnej, czyli tego momentu w którym faktycznie rozgrywa się nasze życie. To także tworzenie pozytywnych nawyków w postaci obserwowania samego siebie, swoich stanów mentalnych i emocjonalnych – co w rezultacie pozwala nam wyzwalać się z uwarunkowania nadmiernego, kompulsywnego myślenia i lęku. Dać sobie przestrzeń w życiu poprzez praktykę uważności i medytacji – to przywracać harmonię i równowagę, która jest naszym naturalnym stanem. Prostota metod jest doskonałym antidotum na skomplikowanie naszego życia, przywrócenia szacunku Chwili Obecnej, rozwijania Wdzięczności i Współczucia wobec siebie i innych.
To także możliwość nawiązania głębszego kontaktu ze swoim umysłem i ciałem – szlachetny i pełen radości wysiłek na ścieżce poznawania samego siebie. Duch prostoty to Moc Serca.
Zapraszam serdecznie do wspólnej praktyki i Obecności.
Prawdą jest jednak to, że medytacja wymaga całkowitej akceptacji chwili obecnej. Jeśli zraniłeś się i czujesz ból, możesz osiągnąć umysłowy spokój zaledwie w jednym kroku: po prostu zaakceptuj ból, który się pojawia, i jednocześnie zrób wszystko, co konieczne, aby ciało się zagoiło. Jeżeli denerwujesz się przed wygłoszeniem przemówienia, znajdź w sobie wolę, by odczuć niepokój z całą jego mocą, po to żeby przekształcić go w nic nieznaczący wzorzec energii w twoim umyśle i ciele. Możesz nauczyć się reagować w odmienny i bardzo skuteczny sposób na przeciwności, skupiając się na treści świadomości w dowolnej chwili. Ważne jest jednak, aby umieć oddzielić przyjęcie strategii działania, polegającej na akceptowaniu nieprzyjemnych doznań i emocji – w duchu licząc, że miną – od rzeczywistego akceptowania ich jako przejściowych zjawisk w świadomości. Jedynie to drugie otwiera drzwi do mądrości i trwałej zmiany. Paradoks polega na tym, że jeśli przestaniemy być tymi, którymi byliśmy w przeszłości, możemy stać się mądrzejsi i bardziej współczujący oraz żyć pełnią życia. Dążąc do zmiany samych siebie, musimy też się odprężyć i zaakceptować rzeczy takimi, jakie są w teraźniejszości.
Sam Harris. „Przebudzenie”.
Praktyka uważności, medytacja oparta na technice oddechu i wglądu poprzez świadomość ciała i umysłu jest tak fundamentalna, ponieważ opiera się na konkretnych zakotwiczeniu w chwili obecnej i w swojej esencji jest poza jakąkolwiek doktryną religijną, duchową czy filozoficzną. Jest metodyczną i skuteczną techniką pracy z umysłem, emocjami i wymiarem naszego ciała. Natomiast pracę z intencją możemy w tym wypadku traktować jako ukierunkowanie naszej świadomości w wybranym przez nas kierunku co znacznie poprawia naszą skuteczność i moc sprawczą w poprawianiu jakości naszego życia. Stajemy się bardziej świadomi swoich realnych możliwości oraz zaczynamy rozumieć nasze ograniczenia i uwarunkowania, co z kolei jest warunkiem wstępnym, aby „przeprogramować” swoje sztywne poglądy i ograniczające systemy wierzeń, które straciły swój sens w wyniku zmian okoliczności naszego życia. Jest to bardziej naukowe podejście do duchowości, które polega na bezpośrednim odkrywaniu oraz realnej pracy z naszą świadomością – potencjałem. Otwarty umysł (gotowość wykroczenia poza przyjęte koncepcje) oraz otwarte serce (zaufanie do możliwości rozwoju) to rodzaj połączenia naszych zdolności intuicyjnych i racjonalnych, które zamiast sobie przeczyć mogą się uzupełniać i wspierać – podobnie jak starożytne tradycje duchowe mogą stać się obiektem rzetelnych badań naukowych pozbawionych uprzedzeń i myślę, że jesteśmy świadkami takiej właśnie zmiany paradygmatu.
Nazywam się Marcin Piniak od ponad dwudziestu lat praktykuje nauki buddyjskie i medytację. Obecnie jestem w treningu Mindfulness, który jako praktyka uważności i przytomności wnosi do naszego życia moc żywej obecności i świadomej przestrzeni. Łączę warsztaty gotowania z praktyką uważności i medytacji – integrując stan uważności z naszym codziennym życiem i aktywnościami. Moją wielką pasją jest dziennikarstwo i tworzenie atrakcyjnych oraz wartościowych treści. Piszę, fotografuję i publikuję podcasty audio i video.
CZAS: Środa – 29 KWIETNIA 2020
(Zaczynamy o 19:00, a kończymy o 20:30) MIEJSCE: INTERNET – PLATFORMA ZOOM – ONLINE
APLIKACJĘ MOŻNA POBRAĆ ZE STRONY: https://zoom-video.pl/
ZGŁOSZENIE NA: wegekuchnia@hotmail.com
Link do spotkania wyślę po wcześniejszym zgłoszeniu na warsztat
WARSZTAT ODBYWA SIĘ ZA DOBROWOLNĄ DONACJĘ, KTÓRĄ MOŻNA PRZEKAZAĆ NA KONTO:
Marcin Piniak
95 1050 1025 1000 0092 0144 0592
W tytule „Donacja za warsztat Mindfulness”
Mamy dziesiątki planów, jednak nasz umysł widza, obserwatora utkwił na tym jednym najbardziej głośnym, wrzaskliwym, dominującym. Tą soczewką w czasach jakich żyjemy są bez wątpienia media. To kluczowy punkt i jednocześnie najbardziej czułe podbrzusze Systemu, który w moim rozumieniu opiera się na trzech fundamentalnych założeniach. Nazywam to: Programowanie, Powielanie i Eksploatacja. Jeżeli się przyjrzymy uważnie możemy to dostrzec bardzo wyraźnie na poziomie indywidualnym i kolektywnym. Ten obraz jest w nas samych i w świecie w jakim przyszło nam żyć. To jest Kosmiczne Lustro. Odzwierciedlenie.
Jest w nas fundamentalna zdolność Przejrzystości zdolność Odzwierciedlania. Dźwięk tworzy słowo, słowo tworzy zdanie, zdania tworzą opowieści, choć w swojej istocie są puste mają zdolność manifestacji – to wrodzony potencjał, który w nas jest. Jesteśmy opowieścią, która została zhakowana poprzez Program Ignorancji została wtłoczona w pełną bólu i cierpienia – narrację „przypadku”. Narracja „przypadku” – to skrajny materializm oparty w głównej mierze na zaprogramowanym egoizmie gatunku ludzkiego – matrycy rywalizacji, zazdrości i kultu nieskończonego wzrostu, który chcemy tego czy nie właśnie się skończył. Ten obecny wirus jest niejako wirusem świadomości, który w zależności od punktu naszego widzenia ukaże się nam w różny sposób. Dominująca narracja (z powodu jej skali i natężenia) jest zdecydowanie negatywna i oparta na kolejnej walce, tym razem wojnie z wirusem. Jest to związane z samym rdzeniem Programu, który instalujemy sobie wzajemnie od urodzenia, a mianowicie – jest to program zmagania, konfliktu – ze sobą, z innymi, nie wspominając o odwiecznej wojnie „dobra” i „zła” w paradygmacie dualistycznych religii. Świadomość staje się nośnikiem wielorakich Programów, ponieważ ma chłonną i plastyczną naturę na podobieństwo komputera, który można dowolnie zaprogramować. Nasz „Dos” ten źródłowy kod dostajemy w dzieciństwie za sprawą naszych najbliższych, którzy sami zostali zaprogramowani i stanowi on jakby granice naszej pojemności, rodzaj warunkującego nas filtru, przez który później przechodzą kolejne Programy w sferze warunkowania społecznego. Pierwszym meta programem jest program religijny, ponieważ jest on programem bardzo starym, na którym opiera się cała Symulacja. Używając słowa „symulacja” mam na myśli, że nasza rzeczywistość jest uzgodnioną i ogólnie przyjętą Koncepcją, którą wszyscy dzielimy i nie wierzę w tak zwaną postać obiektywną, która byłaby osobna od nas samych, którą dałoby się wyabstrahować „na zewnątrz”. Dla mnie ma naturę mentalną, umysłową, co nie znaczy, że nie jest fizyczna i namacalna. Forma jest pustką, a pusta jest formą.
Program religijny jest fundamentalny też z powodu całego nieskończonego ciągu przeciwieństw i sprzeczności, jednak jego „core” to Lęk. To jest jego prawdziwa funkcja, ponieważ lęk i strach ma jakości hamujące rozwój świadomości, a jak wiemy w każdej religii jest abstrakcyjny pierwiastek odnoszący się do „życia wiecznego”, „zbawienia”, „inkarnacji” gwarantuje to naszemu umysłowi pewien rodzaj zapętlenia wyznaczając tor w obrębie granic przyjętego paradygmatu. Może nam się wydawać, że jesteśmy wolni od religijności, jednak mam wrażenie, że ów Wdruk jest tak potężny, że z czasem odkryjemy jak tak naprawdę trudno się z tego uwolnić, ponieważ ten przestarzały Meta Program jest tak głęboko, że niemal stanowi podstawę każdego innego Wdruku – jego niewidoczne podłoże.
Ale prawda jest taka, że o kształcie wszystkiego, czego doświadczamy, decyduje nasz umysł; związek może być dobry albo zły, ponieważ wtrąca się do niego nasz umysł. Jeśli jesteśmy wiecznie źli, przygnębieni, zagubieni albo obojętni, lub jeśli nie skupiamy się na tym, na czym powinniśmy ‒ nie ma znaczenia, jak duży sukces odniesiemy ani kto będzie obecny w naszym życiu, bo i tak nie będzie to dla nas źródłem radości. Większość z nas bez trudu potrafiłaby sporządzić listę celów do osiągnięcia i problemów do rozwiązania. Na czym jednak polega prawdziwe znaczenie każdego punktu na takiej liście? Otóż wszystkie te dążenia – pomalowanie domu, nauczenie się nowego języka obcego, lepsza praca – stanowią w istocie obietnicę, że gdy cel zostanie osiągnięty, będziemy mogli się rozluźnić i zacząć czerpać przyjemność z życia w teraźniejszości. Ogólnie jest to złudna nadzieja.
Sam Harris. „Przebudzenie”.
Nasza fiksacja psychiczna „ja” jest rodzajem urojenia, a religia umożliwia tej fiksacji trwanie, bowiem przekracza w swoim mniemaniu biologiczne życie ciała – jak pojęcie „duszy”. Ten pierwotny defekt lub error każe naszej świadomości przywiązywać się do swoich wrażeń, myśli i koncepcji by zachować ciągłość poczucia „podmiotu zdarzeń”. Jednak nie jesteśmy podmiotem, co najwyżej świadkiem, czymś co ma zdolność postrzegania i uczestniczenia jednak tak na prawdę nie ma w tym potrzeby „kumulacji”, „trzymania”, „budowania”, „rośnięcia”. Ta pierwotna potrzeba „gromadzenia siebie” jest właśnie tym co skutkuje ogromnym cierpieniem – dokładnie tym w czym obecnie wszyscy żyjemy. Ten świat jest Odzwierciedleniem – tego psychologicznego materializmu, ponieważ wszyscy zgromadziliśmy tak wiele w sobie i wokół siebie, że dusimy się swoim posiadaniem. Posiadanie władzy, bogactwa, zasobów, uczuć, ludzi – jest tym co charakteryzuje nasz tak zwany „postęp”, który choć maskuje się pseudo moralnymi hasłami tak naprawdę jest okrutną deterministyczną siłą ukrytą w samej naszej dyspozycji umysłowej. Wszystkie nasze tak zwane „zmiany” zajmują się wyłącznie skutkami tej fundamentalnej patologii, którą tak naprawdę każdy z nas nosi w sobie.
Ten sam mechanizm ukryty jest w tak zwanej „duchowości” – cała idea „wyzwalania siebie” – jednak co my tak naprawdę chcemy wyzwolić? Kim jest to ja, które chcemy uduchowić, wznieść, oświecić? To błędne koło. Kompletny bezsens. Dlatego obojętne czy szukamy spełnienia w świecie materialnym, czy duchowym – to koniec końców cały czas tak naprawdę wzmacniamy „rdzeń programu”. Wszystko inne jest tylko pochodną – kolejną warstwą zasłaniającą samo źródło problemu. Nasze życie staje się narastaniem przywiązania, rodzajem dobrowolnej nieświadomej niewoli i dokładnie wtedy, gdy potrzebujemy tej „religii” to właśnie ona najbardziej nas więzi i ogranicza, ponieważ nie potrafimy odpuścić „zbawienia”. Ta potrzeba zbawienia jest kluczem zamykającym drzwi. Z mojego doświadczenia wynika, że najbardziej radykalną próbą rozpoznania tego „pierwotnego błędu” jest medytacja, która pozwala nam na wgląd i rozpoznawanie całego oprogramowania, jest tam obietnica dla „ja” cukierek oświecenia jednak prawdziwe znaczenie tego określania jest zupełnie inne od cudownych nieludzkich mocy i wszechwiedzy. Prawda, tylko tyle i aż tyle. Bycie świadomym i przytomnym oznacza dla mnie być na autentycznej drodze do rozpoznania co „my” tak naprawdę „posiadamy” i „kim” tak naprawdę jesteśmy. Jest poza obietnicą i poza lękiem.
Obecnie jesteśmy każdego jednego dnia aktualizowani przez tysiące programów – koncepcji, filozofii, wierzeń, faktów, statystyk etc. Żyjemy w terrorze mediów, które wciąż ładują do naszego umysłu kolejne tony bezużytecznych śmieci. Staliśmy się globalną hodowlą ignorantów wygłodniałych kolejnych opartych na lęku doniesień, obrazów, słów – karmimy się tym w nadziei na rozrastanie się bez końca – jednak właśnie teraz mamy przed sobą Kronosa. Wszystko staje i zawodzi – odsłaniając przed nami niezwykły dar czasu i przestrzeni – możliwość wyboru i introspekcji. To wielki Dar okupiony cierpieniem, jednak warto przebić się przez strach by to ujrzeć, by to poczuć i odkryć, że zła sytuacja może być w swojej esencji wielką szansą. Świat w jakim żyjemy jest Długiem Cierpienia – mechanizmem wzajemnej Eksploatacji – nie potrzebujemy teorii wielkiego spisku, żeby to zobaczyć – to jest zaraz obok, dzieje się bez końca wszędzie. Nie chcemy jednak tego widzieć, jesteśmy zajęcie tworzeniem siebie, kolejnymi warstwami pudru. W końcu przychodzi fala zmywa to wszystko odsłaniając nasze prawdziwe oblicze. Co tam jest każdy może zobaczyć sam.
Jedna z najważniejszych lekcji dla mnie osobiście w związku z tym wirusem jest taka, że bardzo jasno widać w jakiej trudnej tak naprawdę jesteśmy sytuacji i w jaki sposób zglobalizowany świat przypomina kruche porcelanowe naczynie, które w każdej chwili może potłuc coś nad czym w ogóle nie mamy kontroli. Ta przepełniona ludźmi i ich potrzebami filiżanka, co rusz jest pod wpływem wstrząsów zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. Póki co nie możemy z niej uciec. Jesteśmy w samym środku ciągłych postępujących po sobie procesów, które raz za razem wskazują nam, że sposób naszego życia, jeżeli chcemy przetrwać musi ulec radykalnej zmianie.
Nasza nauka choć doskonałym narzędziem ułatwiania nam życia, jest pozbawiona jakiejkolwiek głębszej perspektywy ponieważ jest oparta na skrajnym materializmie, który w zderzeniu z potężnym kryzysem egzystencjalnym, który przede wszystkim rozgrywa się w naszym wnętrzu w pewnym sensie skazuje nas na nieuchronność doświadczenia cierpienia nie dając żadnego narzędzia, które pozwoliłoby nam zrozumieć znaczenie tego doświadczenia, a tym samym uczynić je częścią ewolucji naszej świadomości. Sam spór o istnienie i powstanie świadomości w świetle mechanistycznego pojmowania natury rzeczywistości i fizycznej teorii ewolucji jest tak wielowątkowy doprawiony dodatkowo brakiem naukowego konsensusu, że pozostawia nam mało nadziei, że w obrębie logicznego wnioskowania uzyskamy zadowalającą odpowiedź podpartą odpowiednimi dowodami w procesie metodologi naukowej.
Żyjemy w dualizmie nauki i duchowości – logicznej i irracjonalnej dychotomii naszego mózgu, które ciężko zintegrować na poziomie procesów intelektualnych, ponieważ tak zwana odpowiedź nie jest w stanie zmienić sposobu naszego doświadczenia. Nie jest w stanie wyzwolić nas z cierpienia. Rozumienie nie zmienia fundamentalnego problemu cierpienia – ono wciąż pozostaje nie mniej jednak tych najważniejszych odpowiedzi szukamy w duchowości. Duchowość rozumiem jako najgłębszy poziom istnienia istot czujących i jest dla mnie tym tajemniczym źródłem z którego pochodzi również ludzka kreatywność – rodzaj niewyczerpanej mocy i inspiracji, która towarzyszy nam od zawsze. To również z tego źródła pochodzi nauka jej niesamowity potencjał, który w swoim najlepszym wydaniu jest oparty na Trosce i Współczuciu i pozwala nam na bezprecedensowe poszerzanie pola naszych doświadczeń i eksploracji oraz co chyba najważniejsze manifestacji nieskończonego potencjału ludzkiej kreatywnej świadomości i współpracy. Choć wydaje się, że globalnie cywilizacja dotarła do kresu swoich możliwości, gdyż wciąż nie możemy przekroczyć dewastacyjnej formy naszej egzystencji opartej na programowej powielonej eksploatacji, która koniec końców jest wymierzona w nas samych, bowiem niszczmy środowisko i parametry pozwalające nam na przetrwanie i rozwój. Istnieje jakieś przeczucie przełomu, jak to mówią „coś wisi w powietrzu”. Dotarliśmy do granicy. Do progu.
Tym progiem wydaje się ograniczenie naszego logicznego umysłu, ograniczenie dominujących paradygmatów w postaci przestarzałych systemów politycznych, opartej na żądzy i niszczeniu ekonomii, dogmatycznej religii, porażających nierównościach społecznych i uderzających w nas coraz okrutniej kryzysów, które rozgrywają się na wszystkich tych polach – żyjemy w samym środku puszki pandory, której toksyczna zawartość to skutki naszych działań – tak zwana kolektywna karma – staje się naszą duszną rzeczywistością. Nazywam to gwałtownym Przebudzeniem ze Snu Ignorancji. Mamy do czynienia z narastającym brakiem przestrzeni wyboru i oznacza to, że wchodzimy w bardzo reaktywną formę istnienia na tej planecie, ponieważ mechanizm przyczyny i skutku staje się determinującym czynnikiem kształtującym w sposób natychmiastowy każde pole naszego doświadczenia – pierwszym prawem ponad konceptualizacją naszego umysłu. W obliczu tego następuje bardzo szybki wzrost świadomości, ponieważ jest coraz mniej miejsca na urojenia, na spekulacje, na zabawę w filozofię. Procedura zaczyna być zero jedynkowa – akcja – reakcja. Kiedy Ignorancja ma dużo czasu i przestrzeni bez końca tworzy iluzje i otrzymuje nieskończoność ilość fikcji jako pochodnych tej zabawy – tworzy ogromną Symulację swoich wytworów swoistą Grę. Przez stosunkowo długi czas możemy się tym zabawiać tworząc niezliczoną ilość tak zwanej rozrywki, która głównie polega na tym, że ignorujemy konsekwencję tej narcystycznej i egotycznej „imprezy” wzajemnego otumanienia w orgii materialistycznej kopulacji, którą usprawiedliwiają różnorakie wymyślone przez nas filozofie i poglądy. Jest to tak zwana dziecięca nieświadomość oparta na przeświadczeniu, że „to wszystko dla mnie”, „z mojego powodu”, „tylko ja się liczę” – taka faza „bycia bogiem” – głównym aktorem przedstawienia – neuroza pierwszoplanowej roli. Taniec zaspokajania nieskończonych potrzeb. Trwa to jakiś czas, bo wciąż jest dość duży i przestronny plac zabaw. Jednak wraz z tą „zabawą” jest nas coraz więcej i mamy coraz wygodniejsze życie (rzecz jasna niektórzy z nas – pożądanie jako główny czynnik), zabawa w pewnym momencie przestaje być zabawą i staje się rywalizacją ( walką o wpływy, o przestrzeń – gniew i zazdrość). Tutaj dochodzi do totalnej relatywizacji moralności, która staje się narzędziem kontroli – sztucznym prawem, które nie dotyczy często tych, którzy je tworzą. Jest to bezpośrednim wynikiem naszej Ignorancji – bardzo wąskim polu postrzegania egotycznej osobowości – jest to nasze fundamentalne uwierzenie w realność wymyślonej przez nas Gry – Symulacji. Krótkotrwała rozkosz – iluzji bycia w „centrum wydarzeń”. Przedłużanie tej rozkoszy ma coraz większe konsekwencje w postaci eksploatacji wszystkiego i wszystkich w imię własnego zaspokojenia. Utrzymania stanu „zabawy”. To staje się uzależnieniem, bowiem nasza „osobowość” staje się tożsama z rolą, którą gramy.
Wygląda to tak, jakby cała nasza aktywność sprowadzała się do miotania się pomiędzy chceniem a niechceniem. Dlatego naturalnie pojawia się pytanie: czy w życiu chodzi o coś więcej? Czy jest możliwe, żebyśmy czuli się dużo lepiej (lepiej w każdym sensie) niż teraz? Czy można odnaleźć trwałe spełnienie pomimo nieuchronności zmian? „Życie duchowe zaczyna się tam, gdzie pojawia się podejrzenie, że odpowiedź na tak postawione pytania może brzmieć: „Owszem”. Prawdziwie uduchowioną osobą jest ten, kto odkrył, że możliwe jest bycie odprężonym bez wyraźnej przyczyny, nawet jeśli tylko w krótkich zrywach, i że ten spokój jest równoznaczny z przekraczaniem pozornych granic własnego „ja”. Ci, którzy nie zaznali podobnego spokoju, mogą uznać takie twierdzenia za podejrzane. Niemniej jednak faktem jest, że dobrostan pozbawiony poczucia własnego „ja” można osiągnąć w każdej chwili. Oczywiście nie mówię, że doświadczyłem wszystkich tego typu stanów, ale za to spotkałem wielu ludzi, którzy nigdy nie przeżyli żadnego z nich – i to właśnie oni często upierają się, że zupełnie nie interesuje ich życie duchowe.
Sam Harris. „Przebudzenie”.
I tak dochodzimy do punktu Przeciążenia. Dusznego zagęszczenia, które przypomina coraz bardziej moment przed Burzą. Świat staje się narastającym Ciśnieniem. Zaczynamy puchnąć od środka. Stajemy się tłustą, powolną butwiejącą masą, która zaspokaja swój wielowymiarowy głód – żywiąc się cierpieniem innych. Stajemy się produktem ubocznym swoich niemożliwych do zaspokojenia potrzeb a z czasem już chodzącymi potrzebami – uosobieniem Ignorancji, Pożądanie i Gniewu. W kodzie wygląda to tak: Tak – Nie – Jest mi to obojętne. 2 – 0 – 1. Jak w I – Cing. __ , _ _ i pusta przestrzeń jako żyzne pole. Potwierdzenie, Zaprzeczenie, Obojętność. Binarny dualistyczny kod ludzkości. Epitafium. Staliśmy się sprzężonymi ze sobą Programami, wadliwym algorytmem, który uległ urojeniu swojego odseparowania od Całości. Toksyczną Tkanką. Jak wyglądało ostanie minione stulecie? Jakim kosztem rozwijaliśmy swoją naukę, tworzyliśmy parametry żarłocznej polityki i ekonomii, czy to nie przypadkiem my zorganizowaliśmy przemysł mordowania innych istot i nas samych na masową skalę. Ja wiem to nie jest dobry moment – jednak niestety najlepszy na tak zwany rachunek sumienia. Przyjrzeć się sobie to zobaczyć Świat. Zobaczyć Siebie naprawdę – to ujrzeć Źródło. Ujrzeć Źródło – to zrozumieć czym tak naprawdę jest prawdziwa Moralność. Prawdziwa Moralność – to zasada nie krzywdzenia, zasada poszanowania przestrzeni Życia. Mamy w sobie zestrojony bardzo czuły Organ – jest nim nasze Serce. Jego Mocą – jest Czucie, które kiedy opuszczamy swój Kokon egotyzmu staje się energią, która łączy wszystko ze wszystkim – to znaczy czuć ten Świat. Czuć jego cierpienie, które wraz z pogłębiającą się naszą absurdalnie zadowoloną z siebie Ignorancją – narasta. Zastanawialiście się skąd pochodzą nasze zaburzenia psychiczne – dziesiątki zdiagnozowanych chorób? Nie radzimy sobie z Odczuwaniem – tego wszystkiego co cierpi, jest tego zbyt dużo. To jest prawdziwe źródło naszych chorób – głęboko ukryty rdzeń. Tworzymy chorobę i otrzymujemy chorobę. Przyczyna i skutek – są bardzo jasne. Mordujemy każdego roku miliardy żywych i czujących Istot, wmawiając sobie, że to konieczne. Nie to nie jest konieczne. To nasz wybór dyktowany pożądaniem i brakiem empatii. Wykorzystujemy siebie wzajemnie w imię pozornego szczęścia, które jest niczym innym jak dojrzewaniem cierpienia. Zarabiamy na śmierci, chorobie i desperacji. To jest nasz wybór. Nasze systemy religijne są zdegenerowane do tego stopnia, że usprawiedliwiają zabijanie, chciwość i głupotę. Teraz w wyniku tego co robimy – całe nasze urojenie – zatrzymało się. Mamy wirusa, który zabija. Boimy się. Chcemy uciec przed konsekwencją tego jak żyjemy. To nie może się udać. Chcemy wrócić do naszego dawnego pozornie beztroskiego życia do swojego snu pełnego filmów, muzyki, rozkoszy podniebienia i seksu, do tych drabin kariery przygniatających innych – nasza egotyczna kopulacja musi się skończyć, bo będziemy umierać w strasznym cierpieniu i szaleństwie. Ten Eksperyment poniósł porażkę, jak wiele podobnych przed nim. Możemy się pocieszać, oszukiwać, próbować uciec w pseudo duchowe farmazony. Moim jednak zdaniem prawdziwa duchowość oznacza bycie naprawdę świadomym – jest życiem bez znieczulenia, bez planu ucieczki. Jesteśmy tutaj na wprost samych siebie każdego dnia tworzymy to wszystko – to wielką ruchomą sumę naszych działań lub ich braku, naszych myśli, słów, intencji i działań.