PIRACKIE OPOWIEŚCI

SFERA ODBIĆ

Robi się gęsto. Duszno. Wrząco. Mocny i otrzeźwiający smak kawy parzonej pod ciśnieniem. W końcu obejrzałem tego ostatniego kultowego „Jokera”. Dobry film. Nawet bardzo. Już mogę powiedzieć, że zaraz po „True Detective” mój ulubiony, tak jakby czwarty sezon – tylko w jednym dusznym odcinku. Siedzę przy stole, za oknem słychać rządową szczekaczkę, która każdego dnia warczy o pandemii – jak wszyscy. Dużo chorób, mało praw i pieniędzy.

Strach rozprzestrzeniał się w postępie geometrycznym. Elektronicznym.

LeDuff, Charlie. „Shitshow!.

Ostateczny rozpad systemu korporacji – one wszystkie wyrosły w naszych głowach, budynek po budynku, fabryka po fabryce – jak w Incepcji. Zbiorowy transgraniczny sen, przez tysiąclecia wyrosły na sztucznym nawozie i krwi miliardów istot żywych. Gastropolis szykuje swoją ostatnią wieczerzę w otoczeniu kordonów policyjnych, suk połyskujących niebieskimi światłami, statystyk zgonów i uderzających o siebie klocków domina – wrzeszczących desperacją miliona głosów we wszystkich językach Babilonu.

Żniwa będą w pełni zautomatyzowane. Kolejny wlew z pustego w próżne, kolejna walka Dawida z Goliatem, która nigdy się nie kończy, bo to właśnie stanowi zasilanie tego Urojenia, które jest nadzwyczaj przecież rzeczywiste – jak papierowe banknoty z twarzami wodzów i świętych. Rzeczywiste jak wojna, która zawsze tu jest, zawsze trwa. Światem „teraz” rządzą karły, pokraczne i zdeformowane przez swoje własne demony. Ciskając wieprze przed perły. Pognite mięso informacyjne, które wszystkich wprawia w stan hipnozy i atawistycznych odruchów warunkowych – zapisanych klątwą w pniu mózgu. Gra strategiczna w której wygrywają ci co zawsze – Stwórcy gry, moderatorzy dyskursu, kontrolerzy narracji. Posiadacze fabryk, domów publicznych, kościołów i aparatury podtrzymującej życie. Właściciele Maszyny.

Tak zwane globalne biuro administracyjne Delphi to duży, paskudny bunkier na rozległym parkingu, tuż przy węźle drogowym, położony w samym środku absolutnie niczego. To tutaj pracuje biały establishment. Garnitury. Zewnętrzni zleceniodawcy. Mózgi globalnego konglomeratu.

LeDuff, Charlie. „Shitshow!.

Produkujemy Strach. Jest we wszystkim – niczym rozmnażający się wirus. Jest w żeberkach z obiadu i w systemie nauczania. Tworzy szkliwo źrenicy i akapity starego testamentu. Jest krzyżem rozpostartym w akcie bestialstwa. Jest ogniwem, które łączy i dzieli jednocześnie. Jest Progiem Świadomości, która wchodzi w szokujący moment Objawienia. Jesteśmy nosicielami tej choroby zarażeni od urodzenia, wypluci w otchłań Lęku. Otoczeni kultem cierpienia i ofiary. Jądro systemu. Pierwsza linijka kodu. Film „Joker” jest właśnie o tym. O perle, która przemienia się w wieprza na naszych oczach. To film dokumentalny. Studium współczesności, które mówi więcej niż rozprawy naukowe. Nasza głowa nie jest już w stanie udźwignąć tego ciężaru, całe to myślenie okazuje się tym rozprutym uśmiechem. Dowcipem, który zapomniał swoją puentę. Było tak dużo czasu na myślenie. Teraz rzeczy dzieją się bardzo szybko. Mamy opóźnione reakcje i błędne konkluzje. Teraz zostają emocje. Odruchy. Instynkt przetrwania. Wrodzony mechanizm. Zostaje to co zrobiliśmy.

Nie zbierzemy niczego więcej. Tak działają prawidła Programu.

A dokładniej mówiąc, to opowieść o dwóch miastach. Niewielki, zamożny, biały rdzeń, który przybył tu na wielkiej miotle gentryfikacji, beztrosko nieświadom, że tuż za rogiem rozpościerają się wielkie, buzujące, dickensowskie czarne przedmieścia, nabrzmiałe i duszące się od rozgoryczenia. Budziło to skojarzenia z wygłodniałym człowiekiem, który stoi za szybą pokrywającą się powoli parą od jego oddechu i patrzy, jak po drugiej stronie okna ktoś zabiera się właśnie do ragoût z jagnięciny z warzywami prosto od rolnika (pyszne i bardzo popularne danie serwowane w jednej z nowych, luksusowych restauracji, rzut kamieniem od zaułka, gdzie ogrzewali się bezdomni). Takie sceny były na porządku dziennym w nowym Detroit.

LeDuff, Charlie. „Shitshow!.

No i media, nazjeżdżało się tu całe mnóstwo mediów. Co za widowisko! Wielki cyrk informacyjny nadający na żywo przez całą dobę, dziennikarze w obowiązkowym makijażu i ciuchach khaki, prowizoryczne stanowiska reporterskie organizowane na parkingach magazynów i chińskich restauracji. Nie pogardzimy żadną historią. Zapraszamy wszystkich jak leci. Zjawiła się trupa mimów i dała przed kamerami milczące przedstawienie, a po nich wystąpił zespół breakdance. A dlaczego by nie?

LeDuff, Charlie. „Shitshow!.

Charlie LeDuff (ur. 1966) – amerykański pisarz i reporter. Absolwent Uniwersytetu Michigan. Przez dwanaście lat pracował w „The New York Times”, publikował również w „The Detroit News”. Współpracował z telewizjami BBC 4, WJBK (lokalny oddział telewizji Fox2) oraz CNN. Autor książek: Detroit. Sekcja zwłok Ameryki, US Guys. The True and Twisted Mind of the American Man, Work and Other Sins oraz Shitshow! Ameryka się sypie, a oglądalność szybuje. Za Detroit otrzymał wiele nagród, w tym Nagrodę Pulitzera. Mieszka z rodziną na przedmieściach Detroit.

Jednak wciąż mamy wybór – gdzie lokujemy swoją Obecność. Co wspieramy, czym żyjemy. Mechanizm jest bardzo prosty. Gdzie jesteś? Gdzie tak naprawdę zaczyna się ten świat wewnątrz czy na zewnątrz? Gdzie jesteś? Co dajesz? Czym żyjesz? Co wspierasz? Czy masz właściciela? Czy jesteś sobą? Kim jesteś? Tu nie potrzeba obrządku, ofiary, modlitwy i rytuałów. Nie potrzeba spowiedników. Z kim walczysz? Może to ty? Ten cały świat odbity w krzywym zwierciadle. Czasem warto się zatrzymać. Przyjrzeć. Rozpoznać zanim rzucisz się do walki. Koniec końców nikt tutaj nie wygrywa. Nikt nie jest lepszy. Nikt nie osiągnie niczego czego nie straci. Pozorne zwycięstwo trwa krócej niż pstryknięcie palcami. Przestrzeń nigdy nie ma granic, bo taka jest jej natura. Jest w nas coś co jest poza strachem. Pozbawione imienia i nazwiska, pozbawione historii i punktów odniesienia. Pozbawione nadziei i lęku. Jest poza kodem, poza systemem, poza maszyną. Jest poza śmiercią. Nie jest zbiorem, sumą, iloczynem czy ilorazem. Nie jest podmiotem. Nie jest orzeczeniem. Nie jest mięsem rzuconym w Otchłań. Nie jest duszą na kagańcu iluzji zbawienia. Dlatego nic i nikt nie może tego zniewolić.

Możesz mówić, że nie masz wyboru, ale to nie prawda.

Jak powiedział Joker: Jestem przedstawicielem chaosu. I wiesz, co jest najważniejsze w chaosie? Jest sprawiedliwy.

Dlatego życzę nam powrotu z tej długiej i trudnej wędrówki. Życzę nam żywego ognia, który płonie i kręgu gdzie znów opowiemy sobie te wszystkie historie. Życzę nam światła, które prowadzi do domu.

Zdjęcia z filmu „Joker”

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ŻEROWISKO

Zrzut ekranu 2020-06-16 o 10.48.48

Holiści-pluraliści-behawioryści-fizykaliści orzekli, iż jak wiadomo z fizyki, prawidłowość w naturze jest tylko statystyczna. Podobnie jak nie można z zupełną dokładnością przewidzieć drogi pojedynczego elektronu, tak też nie wiadomo na pewno, jak się będzie zachowywał pojedynczy kartofel. Dotychczasowe obserwacje pouczają, że miliony razy człowiek kopał kartofle, ale nie jest wykluczone, że jeden raz na miliard stanie się na odwrót, że kartofel będzie kopał człowieka.

Stanisław Lem „Dzienniki gwiazdowe”

Czas biegnie teraz do tyłu. Do płaszczyzny, która już dawno nie istnieje zmieciona tsunami informatycznej rzeczywistości równoległej, wyłania się obecnie jako epickia w swym absurdzie wizja Polski pełnej idiotycznego patriotycznego patosu i usankcjonowanego chamstwa. To nie jest jedynie problem tego kraju, to syndrom globalny – rodzaj psychodramy pacjentów Szpitala 3D odgrywanym w akcie coraz bardziej zaawansowanej dezorientacji i przyjęcia zbyt dużej ilości medialnych psychotropów. Pigułki spiskowych scenariuszy i wyssanych z palca teorii popite czystą wódką i religijnym fundamentalizmem odpalą race szaleństwa. To już widać, to już słychać, to już czuć. W obliczu nieubłaganych i zupełnie nieracjonalnych mechanizmów chylącej się ku upadkowi cywilizacyjnej konstrukcji – teatru symulacji. Psychologiczny mechanizm obronny to syndrom szukania kozłów ofiarnych, tajemnych grup okultystycznych i ukrytych politycznych klik pociągających za sznurki zza kurtyny. Czy tak jest – nie wiem, nie wykluczam, nie potwierdzam. Nie mniej jednak widzę skalę ludzkiego szaleństwa wyhodowanego na tej spekulacyjno – informacyjnej papce.

4389575978_9aff6711ee_o

Pojawiają się aroganccy pewni siebie i butni „dziennikarze panikarze” wieszczący swoje kwadratowe objawienia wyssane z tych wszystkich „niezależnych” serwisów, które bez końca kopiują i linkują kolejne prawdy objawione zawierające domniemane elementy tej mitycznej „układanki” czyli „prawdy o świecie”. Prawda jest taka, że jesteśmy zupełnie zdezorientowanym prymitywnym gatunkiem nie potrafiącym poradzić sobie z samym sobą, a co tu mówić o czymkolwiek co wykracza poza te stadne i plemienne zwierzęce odruchy – obrony żerowiska i jedynie własnego gatunku (narodowości). Bij obcego, żryj swoje – bo najlepsze, bo polskie, czeskie, chińskie, amerykańskie etc. Mgławice czerwono białych ryb w panoramicznym akwarium sklejone z krwawych elementów przyporządkowania i tworzymy sieć managementu mega mętów. Zarządzanie kryzysowe pastwiskiem po liniami politycznego i kulturowego napięcia.

Żerowisko zostało oflagowane i wystawione na tablicach giełdy domniemanych wartości, bydło zakolczykowane i ustawione na klęcznikach judeochrześcijańskiej hegemonii rasy panów świata. Zbłąkane pojedyncze elektrony należy upomnieć i w razie potrzeby stygmatyzować gwiazdą dawida, tęczową opaską – by bydło wiedziało, że nie swój. Obcy. Inny. Niedostosowany. Niedopasowany. Okrągły kołek w kwadratowej dziurze – parafrazując Huxley’a. Mieć na oku w razie co – porazić prądem lub ustrzelić. Powiesić ścierwo na placu defilad – niech dynda. Wróg domniemanej ojczyzny. Żerowisko to jednocześnie odwieczny podział łupów pomiędzy wilkami w owczych skórach.
Klasa półgłówków naszprycowana szowinistycznymi hasłami ubrana w mundury zadba o karność i dyscyplinę – straszyć i inspirować do hymnów, haseł, powiedzonek – lewa, prawa, repetuj siódmą klasę podstawówki – cel…Pal. Bij!Żółtka, araba, żyda i pedała. To oni zabrali ci pracę i Wielką Stalową Polskę rozlaną jak spirytus od morza do morza. Kartofel będzie kopał człowieka jak nie będzie klękał.

Są trzy zasady pozwalające nieomylnie wykrywać społeczności najwyżej rozwinięte. Są to Reguły Śmieci, Szumu i Plam. Każda cywilizacja w fazie technicznej zaczyna z wolna tonąć w odpadkach, które sprawiają jej ogromne kłopoty, aż wyprowadzi śmietniska w przestrzeń kosmiczną; żeby zaś nie przeszkadzały zbytnio w kosmonautyce, umieszcza się je na specjalnie wyosobnionej orbicie. W ten sposób powstaje rosnący pierścień wysypisk, i właśnie po jego obecności można rozpoznać wyższą erę postępu.

Stanisław Lem „Dzienniki gwiazdowe”

Era permanentnego podstępu. Era knowania. Era wróżenia z syfów. Era porobionego metadonem wodnika wylewającego w komentarzach pomyje. Pod flagą zawsze jest kij. To coś znaczy. Podzielimy żerowisko na pół. Niech się pokopią, pozagryzają. Zostanie szpik i wystające żebra w sam raz do obgryzienia. Tu Lis tam Kaczka – niech się gonią. Poczekamy. Podzielimy łupy i skalpy. Na jasnej górze umieścimy kadłubki naszych bohaterów. Na giewoncie ich prącie.

Mdli. Mdli. Pójdzie paw od morza do morza. Niechybnie. Pod skrzydłami Air Force One i Tupolewa pójdzie paw. Obryzga wasze sztandary i twarze. Nie oszczędzi podręczników historii, które zapomniały o teorii względności.

To chemia. Neurobiologiczny spisek. Źle skonfigurowane płaty mózgowe.

Pójdzie paw.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

OBCY

DSCN9640

Nasz sterylny bezdotykowy świat – Królestwo Automatyzmu. Smart Megacity – multiuniwersum Programowania. Połyskująca na horyzoncie Gwiazda Śmierci – rój sztucznego kolektywnego umysłu – dusze algorytmy, które zostały zaprogramowane do wzajemnego pilnowania – co znaczy, że każdy więzień stał się strażnikiem.

Moralność Stada – selektywny umowny dekalog władania umysłami. Niewidoczny sygnał hipnozy. Ewangelia Strachu głoszona we wszystkich nadajnikach – modlitwa okrucieństwa praktykowana w mordowaniu milionów istnień każdego bożego dnia. Fabryki śmierci – żywienia. Taśma produkcyjna zapętlona smakiem ciał pozbawionych dusz. Duszno tu, coraz duszniej. Suma tych drobnych codziennych rytuałów pomnożona przez miliardy zmusza nas do ciągłej aktualizacji Piekła. Piekło kobiet, piekło zwierząt, piekło dzieci, piekło ludzi, którzy sami zgotowali sobie ten los. Piekło za obietnicę Raju. Urojenie.

Przyjrzeć się Sobie – to zobaczyć mechanizmy. Mechaniczną istotę ludzką. Tancerza na sznurkach niezaspokajalnych potrzeb – przyjrzeć się Nam to zobaczyć Masowy Program. Wybudzając się z tego stajesz się Obcy. Możesz podzielić wszystkie zdania, pomnożyć umowność każdej teorii, podpisać się trzema krzyżykami pod każdym możliwym poglądem, programem, filozofią, religią, naukową tezą. Możesz wszystko przełknąć i wszystko wyrzygać w każdej chwili. Koniec końców – nie zostaje nic. Nic jest Wielką Matką Wszystkiego. Dlatego możemy śnić to życie. Nic jest Prawdą. Zero jest okrągłe, twórcze. Zero jest nieskończone. Nieskończona jest ilość wizji, możliwości i scenariuszy. Świat jest Opowieścią. Widzę w tym Piękno – nawet wtedy, kiedy jest okrutne i ordynarne, bezlitosne w swojej triumfującej tyranii.

Szpital Umierających przy Park Lane był sześćdziesięciopiętrowym wieżowcem obłożonym kaflami koloru pierwiosnków. Gdy Dzikus wysiadał z taksikoptera, wesoło ubarwiony powietrzny kondukt pogrzebowy poderwał się z dachu i pofrunął nad parkiem ku zachodowi, w stronę krematorium w Slough.
U wejścia do windy portier podał Dzikusowi odpowiednią informację, a ten pojechał w dół na oddział osiemdziesiąty pierwszy (galopującej starości, wyjaśnił portier), mieszczący się na piętrze siedemnastym.
Była to duża słoneczna sala, pomalowana na żółto; stało tam dwadzieścia łóżek, wszystkie zajęte. Linda umierała w towarzystwie – w towarzystwie i ze wszelkimi nowoczesnymi wygodami. Atmosferę ożywiały wesołe melodie syntetyczne. W nogach każdego łóżka, zwrócony ekranem do umierającego, stał odbiornik telewizyjny. Obraz sączył się bez przerwy, od rana do późnej nocy. Co kwadrans zmieniał się automatycznie aromat powietrza.
– Staramy się – objaśniła pielęgniarka, która przejęła u wejścia na oddział opiekę nad Dzikusem – staramy się tworzyć tu prawdziwie miłą atmosferę, coś pomiędzy hotelem pierwszej kategorii a czucioteatrem, jeśli pan rozumie, co mam na myśli.

ALDOUS HUXLEY „NOWY WSPANIAŁY ŚWIAT”.

Nie ma końca Istnieniu, jest bezgraniczne, wszechobecne, życie jest we wszystkim, wszystko jest życiem. Jestem Głupcem w nieskończonej Podróży. Żyć bez strachu – to opuścić Program. To jest pierwszy i najważniejszy krok. Początek podróży. Stać się Obcym w tym mechanicznym uwarunkowanym świecie – to odnaleźć swój autentyczny stan istnienia, którego nie można zniewolić. Odrzucić wszelką Władzę, odrzucić wszelką Przemoc. Deprogramować siebie to odkrywać swój pierwotny stan istnienia sprzed zapisu, wciąż i wciąż powracać do Punktu Zero. Do miejsca sprzed Opisu. Wrócić do mądrości ciała – do inteligencji, która nie jest wymyślona, nie jest kolejną kreacją, jest samą kreatywnością. Ciało to coś żywego w przeciwieństwie do martwych opisów. Opowieść jest Podróżą. Czymś bez epilogu. Zaczęliśmy żyć w skończonych opowieściach w programach, które niszczą życie. Te programy są narzuconą narracją czymś co zainfekowało naszą wrodzoną i wolną wyobraźnię, zamiast tworzyć zaczęliśmy odtwarzać, powtarzać, naśladować – być ulegli i bierni. Jednak chodzi o coś więcej. Być poddanym to się poddać. Być więźniem to się uwięzić. Musimy sami zapytać się o zgodę, musimy sami ulec. To jest kluczowy punkt. W każdych okolicznościach, nawet najgorszych, zawsze byli ludzie, którzy wbrew temu wszystkiemu tworzyli siebie, dawali światu – Światło Istnienia. Tym światłem jest odkrycie, że absolutnie zawsze istnieje potencjał Przemiany. Zacząć od siebie to zmieniać Świat. Zatrzymać się. Przyjrzeć. Zobaczyć możliwości i ograniczenia.

Banksy-Street-Artist-Police-Angel-Smilely-Face-Print-A4-A3-A2-A1-290690336165

Nasz świat jest tak chaotyczny w dużej mierze z tego powodu, że ludzie nie doceniają i nie szanują samych siebie. Osoby nie czujące do siebie żadnej sympatii, nie traktujące siebie łagodnie, nie są w stanie doświadczyć spokoju i harmonii, w skutek czego projektują na innych swój wewnętrzny zamęt i brak zrównoważenia. Zamiast naprawdę docenić dar życia, bardzo często uważamy, że nam się ono należy albo że jest przygnębiające i uciążliwe. Niektórzy ludzie uważają siebie za pokrzywdzonych przez los, ponieważ „nie dostali tego, co im się od życia należy”, więc jeśli „nic się nie zmieni” szantażują innych samobójstwem. Oczywiście życie trzeba traktować poważnie, nie ma to jednak nic wspólnego z doprowadzeniem się na skraj przepaści tylko dlatego, że mamy pretensje do świata i nieustannie uskarżamy się na problemy. Sami musimy wziąć odpowiedzialność za jakość naszego życia.

CHOGYAM TRUNGPA „SZAMBALA – ŚWIĘTA ŚCIEŻKA WOJOWNIKA”

Gdzie jest początek mojej opowieści? Tutaj i teraz, w tej właśnie chwili. Poznajesz bohatera, poznajesz siebie, stajesz się mniej obcy sam dla siebie, zaczynasz rozumieć, że wszystko jest odzwierciedleniem, manifestacją, tańcem w gabinecie luster. Stajesz się obcy dla świata, który jest grą pozorów, ciągłą ucieczką od samego siebie. Nic nigdy nie musisz – to jest prawdziwą miarą sukcesu. Wyzwoleniem. Decydujesz sam. Sam piszesz za siebie. Za nic nie musisz się wstydzić, bo wszystko jest dobre i jasne nawet jak jest złe i ciemne. Jednak przede wszystkim nie ma w tobie Lęku – tej zakodowanej trucizny, która czyni na tej ziemi Piekło. Wszystko co tworzymy to wyobrażenia, ponieważ nic na tym świecie nie trwa wiecznie, wszystko jest zmianą, umową chwilowych warunków – nic nie istnieje samo w sobie. Nic nie jest ostateczne. To jest prawdziwa dobra nowina, za którą stoi odpowiedzialność za samego siebie, za swój własny stan. Nikt nam nie pomoże odkryć kim jesteśmy. My siedzimy pod tym drzewem, kiedy wschodzi Gwiazda.

Pięć skupisk. Dwanaście ogniw współzależnego powstawania. Siedemnaście.
Trzy fundamentalne emocje. Dwie drogi. Wybór zależy do nas.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

WARSZTAT OBECNOŚCI ONLINE

dscn7060-001

Zapraszam serdecznie na warsztaty online praktyki medytacji i uważności, które jest doskonałą okazją by podarować sobie odrobinę przestrzeni i dystansu. To niezwykle skuteczne narzędzia do pracy ze stresem, lękiem w tak trudnym dla nas wszystkim czasie.

Oddech i rozwijanie świadomości naszego ciała podczas stanu relaksu, krótkie sesje siedzącej praktyki i uważne chodzenie pozwalają docenić bogactwo chwili obecnej, czyli tego momentu w którym faktycznie rozgrywa się nasze życie. To także tworzenie pozytywnych nawyków w postaci obserwowania samego siebie, swoich stanów mentalnych i emocjonalnych – co w rezultacie pozwala nam wyzwalać się z uwarunkowania nadmiernego, kompulsywnego myślenia i lęku. Dać sobie przestrzeń w życiu poprzez praktykę uważności i medytacji – to przywracać harmonię i równowagę, która jest naszym naturalnym stanem. Prostota metod jest doskonałym antidotum na skomplikowanie naszego życia, przywrócenia szacunku Chwili Obecnej, rozwijania Wdzięczności i Współczucia wobec siebie i innych.

To także możliwość nawiązania głębszego kontaktu ze swoim umysłem i ciałem – szlachetny i pełen radości wysiłek na ścieżce poznawania samego siebie. Duch prostoty to Moc Serca.

Zapraszam serdecznie do wspólnej praktyki i Obecności.

Prawdą jest jednak to, że medytacja wymaga całkowitej akceptacji chwili obecnej. Jeśli zraniłeś się i czujesz ból, możesz osiągnąć umysłowy spokój zaledwie w jednym kroku: po prostu zaakceptuj ból, który się pojawia, i jednocześnie zrób wszystko, co konieczne, aby ciało się zagoiło. Jeżeli denerwujesz się przed wygłoszeniem przemówienia, znajdź w sobie wolę, by odczuć niepokój z całą jego mocą, po to żeby przekształcić go w nic nieznaczący wzorzec energii w twoim umyśle i ciele. Możesz nauczyć się reagować w odmienny i bardzo skuteczny sposób na przeciwności, skupiając się na treści świadomości w dowolnej chwili. Ważne jest jednak, aby umieć oddzielić przyjęcie strategii działania, polegającej na akceptowaniu nieprzyjemnych doznań i emocji – w duchu licząc, że miną – od rzeczywistego akceptowania ich jako przejściowych zjawisk w świadomości. Jedynie to drugie otwiera drzwi do mądrości i trwałej zmiany. Paradoks polega na tym, że jeśli przestaniemy być tymi, którymi byliśmy w przeszłości, możemy stać się mądrzejsi i bardziej współczujący oraz żyć pełnią życia. Dążąc do zmiany samych siebie, musimy też się odprężyć i zaakceptować rzeczy takimi, jakie są w teraźniejszości.

Sam Harris. „Przebudzenie”.

Praktyka uważności, medytacja oparta na technice oddechu i wglądu poprzez świadomość ciała i umysłu jest tak fundamentalna, ponieważ opiera się na konkretnych zakotwiczeniu w chwili obecnej i w swojej esencji jest poza jakąkolwiek doktryną religijną, duchową czy filozoficzną. Jest metodyczną i skuteczną techniką pracy z umysłem, emocjami i wymiarem naszego ciała. Natomiast pracę z intencją możemy w tym wypadku traktować jako ukierunkowanie naszej świadomości w wybranym przez nas kierunku co znacznie poprawia naszą skuteczność i moc sprawczą w poprawianiu jakości naszego życia. Stajemy się bardziej świadomi swoich realnych możliwości oraz zaczynamy rozumieć nasze ograniczenia i uwarunkowania, co z kolei jest warunkiem wstępnym, aby „przeprogramować” swoje sztywne poglądy i ograniczające systemy wierzeń, które straciły swój sens w wyniku zmian okoliczności naszego życia. Jest to bardziej naukowe podejście do duchowości, które polega na bezpośrednim odkrywaniu oraz realnej pracy z naszą świadomością – potencjałem. Otwarty umysł (gotowość wykroczenia poza przyjęte koncepcje) oraz otwarte serce (zaufanie do możliwości rozwoju) to rodzaj połączenia naszych zdolności intuicyjnych i racjonalnych, które zamiast sobie przeczyć mogą się uzupełniać i wspierać – podobnie jak starożytne tradycje duchowe mogą stać się obiektem rzetelnych badań naukowych pozbawionych uprzedzeń i myślę, że jesteśmy świadkami takiej właśnie zmiany paradygmatu.

Nazywam się Marcin Piniak od ponad dwudziestu lat praktykuje nauki buddyjskie i medytację. Obecnie jestem w treningu Mindfulness, który jako praktyka uważności i przytomności wnosi do naszego życia moc żywej obecności i świadomej przestrzeni. Łączę warsztaty gotowania z praktyką uważności i medytacji – integrując stan uważności z  naszym codziennym życiem i aktywnościami. Moją wielką pasją jest dziennikarstwo i tworzenie atrakcyjnych oraz wartościowych treści. Piszę, fotografuję i publikuję podcasty audio i video.

CZAS: Środa – CYKLICZNE ZAJĘCIA CO TYDZIEŃ
(Zaczynamy  o 19:00, a kończymy o 21:00)
MIEJSCE: INTERNET – PLATFORMA ZOOM – ONLINE
APLIKACJĘ MOŻNA POBRAĆ ZE STRONY: https://zoom-video.pl/

ZGŁOSZENIE NA: wegekuchnia@hotmail.com

Link do spotkania wyślę po wcześniejszym zgłoszeniu na warsztat

WARSZTAT ODBYWA SIĘ ZA DOBROWOLNĄ DONACJĘ, KTÓRĄ MOŻNA PRZEKAZAĆ NA KONTO:

Marcin Piniak
95 1050 1025 1000 0092 0144 0592
W tytule „Donacja za warsztat Mindfulness”

Wydarzenie na FB:

Zrzut ekranu 2020-05-02 o 15.17.36

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

WARSZTAT OBECNOŚCI – KWIECIEŃ 2020

DSC_7246-001

Zapraszam serdecznie na warsztat online praktyki medytacji i uważności, który jest doskonałą okazją by podarować sobie odrobinę przestrzeni i dystansu. To niezwykle skuteczne narzędzia do pracy ze stresem, lękiem w tak trudnym dla nas wszystkim czasie.

Oddech i rozwijanie świadomości naszego ciała podczas stanu relaksu, krótkie sesje siedzącej praktyki i uważne chodzenie pozwalają docenić bogactwo chwili obecnej, czyli tego momentu w którym faktycznie rozgrywa się nasze życie. To także tworzenie pozytywnych nawyków w postaci obserwowania samego siebie, swoich stanów mentalnych i emocjonalnych – co w rezultacie pozwala nam wyzwalać się z uwarunkowania nadmiernego, kompulsywnego myślenia i lęku. Dać sobie przestrzeń w życiu poprzez praktykę uważności i medytacji – to przywracać harmonię i równowagę, która jest naszym naturalnym stanem. Prostota metod jest doskonałym antidotum na skomplikowanie naszego życia, przywrócenia szacunku Chwili Obecnej, rozwijania Wdzięczności i Współczucia wobec siebie i innych.

To także możliwość nawiązania głębszego kontaktu ze swoim umysłem i ciałem – szlachetny i pełen radości wysiłek na ścieżce poznawania samego siebie. Duch prostoty to Moc Serca.

Zapraszam serdecznie do wspólnej praktyki i Obecności.

Prawdą jest jednak to, że medytacja wymaga całkowitej akceptacji chwili obecnej. Jeśli zraniłeś się i czujesz ból, możesz osiągnąć umysłowy spokój zaledwie w jednym kroku: po prostu zaakceptuj ból, który się pojawia, i jednocześnie zrób wszystko, co konieczne, aby ciało się zagoiło. Jeżeli denerwujesz się przed wygłoszeniem przemówienia, znajdź w sobie wolę, by odczuć niepokój z całą jego mocą, po to żeby przekształcić go w nic nieznaczący wzorzec energii w twoim umyśle i ciele. Możesz nauczyć się reagować w odmienny i bardzo skuteczny sposób na przeciwności, skupiając się na treści świadomości w dowolnej chwili. Ważne jest jednak, aby umieć oddzielić przyjęcie strategii działania, polegającej na akceptowaniu nieprzyjemnych doznań i emocji – w duchu licząc, że miną – od rzeczywistego akceptowania ich jako przejściowych zjawisk w świadomości. Jedynie to drugie otwiera drzwi do mądrości i trwałej zmiany. Paradoks polega na tym, że jeśli przestaniemy być tymi, którymi byliśmy w przeszłości, możemy stać się mądrzejsi i bardziej współczujący oraz żyć pełnią życia. Dążąc do zmiany samych siebie, musimy też się odprężyć i zaakceptować rzeczy takimi, jakie są w teraźniejszości.

Sam Harris. „Przebudzenie”.

DSC_7250-001

Praktyka uważności, medytacja oparta na technice oddechu i wglądu poprzez świadomość ciała i umysłu jest tak fundamentalna, ponieważ opiera się na konkretnych zakotwiczeniu w chwili obecnej i w swojej esencji jest poza jakąkolwiek doktryną religijną, duchową czy filozoficzną. Jest metodyczną i skuteczną techniką pracy z umysłem, emocjami i wymiarem naszego ciała. Natomiast pracę z intencją możemy w tym wypadku traktować jako ukierunkowanie naszej świadomości w wybranym przez nas kierunku co znacznie poprawia naszą skuteczność i moc sprawczą w poprawianiu jakości naszego życia. Stajemy się bardziej świadomi swoich realnych możliwości oraz zaczynamy rozumieć nasze ograniczenia i uwarunkowania, co z kolei jest warunkiem wstępnym, aby „przeprogramować” swoje sztywne poglądy i ograniczające systemy wierzeń, które straciły swój sens w wyniku zmian okoliczności naszego życia. Jest to bardziej naukowe podejście do duchowości, które polega na bezpośrednim odkrywaniu oraz realnej pracy z naszą świadomością – potencjałem. Otwarty umysł (gotowość wykroczenia poza przyjęte koncepcje) oraz otwarte serce (zaufanie do możliwości rozwoju) to rodzaj połączenia naszych zdolności intuicyjnych i racjonalnych, które zamiast sobie przeczyć mogą się uzupełniać i wspierać – podobnie jak starożytne tradycje duchowe mogą stać się obiektem rzetelnych badań naukowych pozbawionych uprzedzeń i myślę, że jesteśmy świadkami takiej właśnie zmiany paradygmatu.

Nazywam się Marcin Piniak od ponad dwudziestu lat praktykuje nauki buddyjskie i medytację. Obecnie jestem w treningu Mindfulness, który jako praktyka uważności i przytomności wnosi do naszego życia moc żywej obecności i świadomej przestrzeni. Łączę warsztaty gotowania z praktyką uważności i medytacji – integrując stan uważności z  naszym codziennym życiem i aktywnościami. Moją wielką pasją jest dziennikarstwo i tworzenie atrakcyjnych oraz wartościowych treści. Piszę, fotografuję i publikuję podcasty audio i video.

CZAS: Środa – 29 KWIETNIA 2020
(Zaczynamy  o 19:00, a kończymy o 20:30)
MIEJSCE: INTERNET – PLATFORMA ZOOM – ONLINE
APLIKACJĘ MOŻNA POBRAĆ ZE STRONY: https://zoom-video.pl/

ZGŁOSZENIE NA: wegekuchnia@hotmail.com

Link do spotkania wyślę po wcześniejszym zgłoszeniu na warsztat

WARSZTAT ODBYWA SIĘ ZA DOBROWOLNĄ DONACJĘ, KTÓRĄ MOŻNA PRZEKAZAĆ NA KONTO:

Marcin Piniak
95 1050 1025 1000 0092 0144 0592
W tytule „Donacja za warsztat Mindfulness”

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

META PROGRAM

IMG_5564

Mamy dziesiątki planów, jednak nasz umysł widza, obserwatora utkwił na tym jednym najbardziej głośnym, wrzaskliwym, dominującym. Tą soczewką w czasach jakich żyjemy są bez wątpienia media. To kluczowy punkt i jednocześnie najbardziej czułe podbrzusze Systemu, który w moim rozumieniu opiera się na trzech fundamentalnych założeniach. Nazywam to: Programowanie, Powielanie i Eksploatacja. Jeżeli się przyjrzymy uważnie możemy to dostrzec bardzo wyraźnie na poziomie indywidualnym i kolektywnym. Ten obraz jest w nas samych i w świecie w jakim przyszło nam żyć. To jest Kosmiczne Lustro. Odzwierciedlenie.

Jest w nas fundamentalna zdolność Przejrzystości zdolność Odzwierciedlania. Dźwięk tworzy słowo, słowo tworzy zdanie, zdania tworzą opowieści, choć w swojej istocie są puste mają zdolność manifestacji – to wrodzony potencjał, który w nas jest. Jesteśmy opowieścią, która została zhakowana poprzez Program Ignorancji została wtłoczona w pełną bólu i cierpienia – narrację „przypadku”. Narracja „przypadku” – to skrajny materializm oparty w głównej mierze na zaprogramowanym egoizmie gatunku ludzkiego – matrycy rywalizacji, zazdrości i kultu nieskończonego wzrostu, który chcemy tego czy nie właśnie się skończył. Ten obecny wirus jest niejako wirusem świadomości, który w zależności od punktu naszego widzenia ukaże się nam w różny sposób. Dominująca narracja (z powodu jej skali i natężenia) jest zdecydowanie negatywna i oparta na kolejnej walce, tym razem wojnie z wirusem. Jest to związane z samym rdzeniem Programu, który instalujemy sobie wzajemnie od urodzenia, a mianowicie – jest to program zmagania, konfliktu – ze sobą, z innymi, nie wspominając o odwiecznej wojnie „dobra” i „zła” w paradygmacie dualistycznych religii. Świadomość staje się nośnikiem wielorakich Programów, ponieważ ma chłonną i plastyczną naturę na podobieństwo komputera, który można dowolnie zaprogramować. Nasz „Dos” ten źródłowy kod dostajemy w dzieciństwie za sprawą naszych najbliższych, którzy sami zostali zaprogramowani i stanowi on jakby granice naszej pojemności, rodzaj warunkującego nas filtru, przez który później przechodzą kolejne Programy w sferze warunkowania społecznego. Pierwszym meta programem jest program religijny, ponieważ jest on programem bardzo starym, na którym opiera się cała Symulacja. Używając słowa „symulacja” mam na myśli, że nasza rzeczywistość jest uzgodnioną i ogólnie przyjętą Koncepcją, którą wszyscy dzielimy i nie wierzę w tak zwaną postać obiektywną, która byłaby osobna od nas samych, którą dałoby się wyabstrahować „na zewnątrz”. Dla mnie ma naturę mentalną, umysłową, co nie znaczy, że nie jest fizyczna i namacalna. Forma jest pustką, a pusta jest formą.

Program religijny jest fundamentalny też z powodu całego nieskończonego ciągu przeciwieństw i sprzeczności, jednak jego „core” to Lęk. To jest jego prawdziwa funkcja, ponieważ lęk i strach ma jakości hamujące rozwój świadomości, a jak wiemy w każdej religii jest abstrakcyjny pierwiastek odnoszący się do „życia wiecznego”, „zbawienia”, „inkarnacji” gwarantuje to naszemu umysłowi pewien rodzaj zapętlenia wyznaczając tor w obrębie granic przyjętego paradygmatu. Może nam się wydawać, że jesteśmy wolni od religijności, jednak mam wrażenie, że ów Wdruk jest tak potężny, że z czasem odkryjemy jak tak naprawdę trudno się z tego uwolnić, ponieważ ten przestarzały Meta Program jest tak głęboko, że niemal stanowi podstawę każdego innego Wdruku – jego niewidoczne podłoże.

Zrzut ekranu 2020-03-18 o 16.06.43

Ale prawda jest taka, że o kształcie wszystkiego, czego doświadczamy, decyduje nasz umysł; związek może być dobry albo zły, ponieważ wtrąca się do niego nasz umysł. Jeśli jesteśmy wiecznie źli, przygnębieni, zagubieni albo obojętni, lub jeśli nie skupiamy się na tym, na czym powinniśmy ‒ nie ma znaczenia, jak duży sukces odniesiemy ani kto będzie obecny w naszym życiu, bo i tak nie będzie to dla nas źródłem radości. Większość z nas bez trudu potrafiłaby sporządzić listę celów do osiągnięcia i problemów do rozwiązania. Na czym jednak polega prawdziwe znaczenie każdego punktu na takiej liście? Otóż wszystkie te dążenia – pomalowanie domu, nauczenie się nowego języka obcego, lepsza praca – stanowią w istocie obietnicę, że gdy cel zostanie osiągnięty, będziemy mogli się rozluźnić i zacząć czerpać przyjemność z życia w teraźniejszości. Ogólnie jest to złudna nadzieja.

Sam Harris. „Przebudzenie”.

Nasza fiksacja psychiczna „ja” jest rodzajem urojenia, a religia umożliwia tej fiksacji trwanie, bowiem przekracza w swoim mniemaniu biologiczne życie ciała – jak pojęcie „duszy”. Ten pierwotny defekt lub error każe naszej świadomości przywiązywać się do swoich wrażeń, myśli i koncepcji by zachować ciągłość poczucia „podmiotu zdarzeń”. Jednak nie jesteśmy podmiotem, co najwyżej świadkiem, czymś co ma zdolność postrzegania i uczestniczenia jednak tak na prawdę nie ma w tym potrzeby „kumulacji”, „trzymania”, „budowania”, „rośnięcia”. Ta pierwotna potrzeba „gromadzenia siebie” jest właśnie tym co skutkuje ogromnym cierpieniem – dokładnie tym w czym obecnie wszyscy żyjemy. Ten świat jest Odzwierciedleniem – tego psychologicznego materializmu, ponieważ wszyscy zgromadziliśmy tak wiele w sobie i wokół siebie, że dusimy się swoim posiadaniem. Posiadanie władzy, bogactwa, zasobów, uczuć, ludzi – jest tym co charakteryzuje nasz tak zwany „postęp”, który choć maskuje się pseudo moralnymi hasłami tak naprawdę jest okrutną deterministyczną siłą ukrytą w samej naszej dyspozycji umysłowej. Wszystkie nasze tak zwane „zmiany” zajmują się wyłącznie skutkami tej fundamentalnej patologii, którą tak naprawdę każdy z nas nosi w sobie.

DSCN6004

Ten sam mechanizm ukryty jest w tak zwanej „duchowości” – cała idea „wyzwalania siebie” – jednak co my tak naprawdę chcemy wyzwolić? Kim jest to ja, które chcemy uduchowić, wznieść, oświecić? To błędne koło. Kompletny bezsens. Dlatego obojętne czy szukamy spełnienia w świecie materialnym, czy duchowym – to koniec końców cały czas tak naprawdę wzmacniamy „rdzeń programu”. Wszystko inne jest tylko pochodną – kolejną warstwą zasłaniającą samo źródło problemu. Nasze życie staje się narastaniem przywiązania, rodzajem dobrowolnej nieświadomej niewoli i dokładnie wtedy, gdy potrzebujemy tej „religii” to właśnie ona najbardziej nas więzi i ogranicza, ponieważ nie potrafimy odpuścić „zbawienia”. Ta potrzeba zbawienia jest kluczem zamykającym drzwi. Z mojego doświadczenia wynika, że najbardziej radykalną próbą rozpoznania tego „pierwotnego błędu” jest medytacja, która pozwala nam na wgląd i rozpoznawanie całego oprogramowania, jest tam obietnica dla „ja” cukierek oświecenia jednak prawdziwe znaczenie tego określania jest zupełnie inne od cudownych nieludzkich mocy i wszechwiedzy. Prawda, tylko tyle i aż tyle. Bycie świadomym i przytomnym oznacza dla mnie być na autentycznej drodze do rozpoznania co „my” tak naprawdę „posiadamy” i „kim” tak naprawdę jesteśmy. Jest poza obietnicą i poza lękiem.

Obecnie jesteśmy każdego jednego dnia aktualizowani przez tysiące programów – koncepcji, filozofii, wierzeń, faktów, statystyk etc. Żyjemy w terrorze mediów, które wciąż ładują do naszego umysłu kolejne tony bezużytecznych śmieci. Staliśmy się globalną hodowlą ignorantów wygłodniałych kolejnych opartych na lęku doniesień, obrazów, słów – karmimy się tym w nadziei na rozrastanie się bez końca – jednak właśnie teraz mamy przed sobą Kronosa. Wszystko staje i zawodzi – odsłaniając przed nami niezwykły dar czasu i przestrzeni – możliwość wyboru i introspekcji. To wielki Dar okupiony cierpieniem, jednak warto przebić się przez strach by to ujrzeć, by to poczuć i odkryć, że zła sytuacja może być w swojej esencji wielką szansą. Świat w jakim żyjemy jest Długiem Cierpienia – mechanizmem wzajemnej Eksploatacji – nie potrzebujemy teorii wielkiego spisku, żeby to zobaczyć – to jest zaraz obok, dzieje się bez końca wszędzie. Nie chcemy jednak tego widzieć, jesteśmy zajęcie tworzeniem siebie, kolejnymi warstwami pudru. W końcu przychodzi fala zmywa to wszystko odsłaniając nasze prawdziwe oblicze. Co tam jest każdy może zobaczyć sam.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

NASZ WYBÓR

Jedna z najważniejszych lekcji dla mnie osobiście w związku z tym wirusem jest taka, że bardzo jasno widać w jakiej trudnej tak naprawdę jesteśmy sytuacji i w jaki sposób zglobalizowany świat przypomina kruche porcelanowe naczynie, które w każdej chwili może potłuc coś nad czym w ogóle nie mamy kontroli. Ta przepełniona ludźmi i ich potrzebami filiżanka, co rusz jest pod wpływem wstrząsów zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. Póki co nie możemy z niej uciec. Jesteśmy w samym środku ciągłych postępujących po sobie procesów, które raz za razem wskazują nam, że sposób naszego życia, jeżeli chcemy przetrwać musi ulec radykalnej zmianie.

Nasza nauka choć doskonałym narzędziem ułatwiania nam życia, jest pozbawiona jakiejkolwiek głębszej perspektywy ponieważ jest oparta na skrajnym materializmie, który w zderzeniu z potężnym kryzysem egzystencjalnym, który przede wszystkim rozgrywa się w naszym wnętrzu w pewnym sensie skazuje nas na nieuchronność doświadczenia cierpienia nie dając żadnego narzędzia, które pozwoliłoby nam zrozumieć znaczenie tego doświadczenia, a tym samym uczynić je częścią ewolucji naszej świadomości. Sam spór o istnienie i powstanie świadomości w świetle mechanistycznego pojmowania natury rzeczywistości i fizycznej teorii ewolucji jest tak wielowątkowy doprawiony dodatkowo brakiem naukowego konsensusu, że pozostawia nam mało nadziei, że w obrębie logicznego wnioskowania uzyskamy zadowalającą odpowiedź podpartą odpowiednimi dowodami w procesie metodologi naukowej.

Żyjemy w dualizmie nauki i duchowości – logicznej i irracjonalnej dychotomii naszego mózgu, które ciężko zintegrować na poziomie procesów intelektualnych, ponieważ tak zwana odpowiedź nie jest w stanie zmienić sposobu naszego doświadczenia. Nie jest w stanie wyzwolić nas z cierpienia. Rozumienie nie zmienia fundamentalnego problemu cierpienia – ono wciąż pozostaje nie mniej jednak tych najważniejszych odpowiedzi szukamy w duchowości. Duchowość rozumiem jako najgłębszy poziom istnienia istot czujących i jest dla mnie tym tajemniczym źródłem z którego pochodzi również ludzka kreatywność – rodzaj niewyczerpanej mocy i inspiracji, która towarzyszy nam od zawsze. To również z tego źródła pochodzi nauka jej niesamowity potencjał, który w swoim najlepszym wydaniu jest oparty na Trosce i Współczuciu i pozwala nam na bezprecedensowe poszerzanie pola naszych doświadczeń i eksploracji oraz co chyba najważniejsze manifestacji nieskończonego potencjału ludzkiej kreatywnej świadomości i współpracy. Choć wydaje się, że globalnie cywilizacja dotarła do kresu swoich możliwości, gdyż wciąż nie możemy przekroczyć dewastacyjnej formy naszej egzystencji opartej na programowej powielonej eksploatacji, która koniec końców jest wymierzona w nas samych, bowiem niszczmy środowisko i parametry pozwalające nam na przetrwanie i rozwój. Istnieje jakieś przeczucie przełomu, jak to mówią „coś wisi w powietrzu”. Dotarliśmy do granicy. Do progu.

 

Tym progiem wydaje się ograniczenie naszego logicznego umysłu, ograniczenie dominujących paradygmatów w postaci przestarzałych systemów politycznych, opartej na żądzy i niszczeniu ekonomii, dogmatycznej religii, porażających nierównościach społecznych i uderzających w nas coraz okrutniej kryzysów, które rozgrywają się na wszystkich tych polach – żyjemy w samym środku puszki pandory, której toksyczna zawartość to skutki naszych działań – tak zwana kolektywna karma – staje się naszą duszną rzeczywistością. Nazywam to gwałtownym Przebudzeniem ze Snu Ignorancji.
Mamy do czynienia z narastającym brakiem przestrzeni wyboru i oznacza to, że wchodzimy w bardzo reaktywną formę istnienia na tej planecie, ponieważ mechanizm przyczyny i skutku staje się determinującym czynnikiem kształtującym w sposób natychmiastowy każde pole naszego doświadczenia – pierwszym prawem ponad konceptualizacją naszego umysłu. W obliczu tego następuje bardzo szybki wzrost świadomości, ponieważ jest coraz mniej miejsca na urojenia, na spekulacje, na zabawę w filozofię. Procedura zaczyna być zero jedynkowa – akcja – reakcja. Kiedy Ignorancja ma dużo czasu i przestrzeni bez końca tworzy iluzje i otrzymuje nieskończoność ilość fikcji jako pochodnych tej zabawy – tworzy ogromną Symulację swoich wytworów swoistą Grę. Przez stosunkowo długi czas możemy się tym zabawiać tworząc niezliczoną ilość tak zwanej rozrywki, która głównie polega na tym, że ignorujemy konsekwencję tej narcystycznej i egotycznej „imprezy” wzajemnego otumanienia w orgii materialistycznej kopulacji, którą usprawiedliwiają różnorakie wymyślone przez nas filozofie i poglądy. Jest to tak zwana dziecięca nieświadomość oparta na przeświadczeniu, że „to wszystko dla mnie”, „z mojego powodu”, „tylko ja się liczę” – taka faza „bycia bogiem” – głównym aktorem przedstawienia – neuroza pierwszoplanowej roli. Taniec zaspokajania nieskończonych potrzeb. Trwa to jakiś czas, bo wciąż jest dość duży i przestronny plac zabaw. Jednak wraz z tą „zabawą” jest nas coraz więcej i mamy coraz wygodniejsze życie (rzecz jasna niektórzy z nas – pożądanie jako główny czynnik), zabawa w pewnym momencie przestaje być zabawą i staje się rywalizacją ( walką o wpływy, o przestrzeń – gniew i zazdrość). Tutaj dochodzi do totalnej relatywizacji moralności, która staje się narzędziem kontroli – sztucznym prawem, które nie dotyczy często tych, którzy je tworzą. Jest to bezpośrednim wynikiem naszej Ignorancji – bardzo wąskim polu postrzegania egotycznej osobowości – jest to nasze fundamentalne uwierzenie w realność wymyślonej przez nas Gry – Symulacji. Krótkotrwała rozkosz – iluzji bycia w „centrum wydarzeń”. Przedłużanie tej rozkoszy ma coraz większe konsekwencje w postaci eksploatacji wszystkiego i wszystkich w imię własnego zaspokojenia. Utrzymania stanu „zabawy”. To staje się uzależnieniem, bowiem nasza „osobowość” staje się tożsama z rolą, którą gramy.

Wygląda to tak, jakby cała nasza aktywność sprowadzała się do miotania się pomiędzy chceniem a niechceniem. Dlatego naturalnie pojawia się pytanie: czy w życiu chodzi o coś więcej? Czy jest możliwe, żebyśmy czuli się dużo lepiej (lepiej w każdym sensie) niż teraz? Czy można odnaleźć trwałe spełnienie pomimo nieuchronności zmian? „Życie duchowe zaczyna się tam, gdzie pojawia się podejrzenie, że odpowiedź na tak postawione pytania może brzmieć: „Owszem”. Prawdziwie uduchowioną osobą jest ten, kto odkrył, że możliwe jest bycie odprężonym bez wyraźnej przyczyny, nawet jeśli tylko w krótkich zrywach, i że ten spokój jest równoznaczny z przekraczaniem pozornych granic własnego „ja”. Ci, którzy nie zaznali podobnego spokoju, mogą uznać takie twierdzenia za podejrzane. Niemniej jednak faktem jest, że dobrostan pozbawiony poczucia własnego „ja” można osiągnąć w każdej chwili. Oczywiście nie mówię, że doświadczyłem wszystkich tego typu stanów, ale za to spotkałem wielu ludzi, którzy nigdy nie przeżyli żadnego z nich – i to właśnie oni często upierają się, że zupełnie nie interesuje ich życie duchowe.

Sam Harris. „Przebudzenie”.

I tak dochodzimy do punktu Przeciążenia. Dusznego zagęszczenia, które przypomina coraz bardziej moment przed Burzą. Świat staje się narastającym Ciśnieniem. Zaczynamy puchnąć od środka. Stajemy się tłustą, powolną butwiejącą masą, która zaspokaja swój wielowymiarowy głód – żywiąc się cierpieniem innych. Stajemy się produktem ubocznym swoich niemożliwych do zaspokojenia potrzeb a z czasem już chodzącymi potrzebami – uosobieniem Ignorancji, Pożądanie i Gniewu. W kodzie wygląda to tak: Tak – Nie – Jest mi to obojętne. 2 – 0 – 1. Jak w I – Cing. __ , _ _ i pusta przestrzeń jako żyzne pole. Potwierdzenie, Zaprzeczenie, Obojętność. Binarny dualistyczny kod ludzkości. Epitafium. Staliśmy się sprzężonymi ze sobą Programami, wadliwym algorytmem, który uległ urojeniu swojego odseparowania od Całości. Toksyczną Tkanką. Jak wyglądało ostanie minione stulecie? Jakim kosztem rozwijaliśmy swoją naukę, tworzyliśmy parametry żarłocznej polityki i ekonomii, czy to nie przypadkiem my zorganizowaliśmy przemysł mordowania innych istot i nas samych na masową skalę. Ja wiem to nie jest dobry moment – jednak niestety najlepszy na tak zwany rachunek sumienia. Przyjrzeć się sobie to zobaczyć Świat. Zobaczyć Siebie naprawdę – to ujrzeć Źródło. Ujrzeć Źródło – to zrozumieć czym tak naprawdę jest prawdziwa Moralność. Prawdziwa Moralność – to zasada nie krzywdzenia, zasada poszanowania przestrzeni Życia. Mamy w sobie zestrojony bardzo czuły Organ – jest nim nasze Serce. Jego Mocą – jest Czucie, które kiedy opuszczamy swój Kokon egotyzmu staje się energią, która łączy wszystko ze wszystkim – to znaczy czuć ten Świat. Czuć jego cierpienie, które wraz z pogłębiającą się naszą absurdalnie zadowoloną z siebie Ignorancją – narasta. Zastanawialiście się skąd pochodzą nasze zaburzenia psychiczne – dziesiątki zdiagnozowanych chorób? Nie radzimy sobie z Odczuwaniem – tego wszystkiego co cierpi, jest tego zbyt dużo. To jest prawdziwe źródło naszych chorób – głęboko ukryty rdzeń. Tworzymy chorobę i otrzymujemy chorobę. Przyczyna i skutek – są bardzo jasne. Mordujemy każdego roku miliardy żywych i czujących Istot, wmawiając sobie, że to konieczne. Nie to nie jest konieczne. To nasz wybór dyktowany pożądaniem i brakiem empatii. Wykorzystujemy siebie wzajemnie w imię pozornego szczęścia, które jest niczym innym jak dojrzewaniem cierpienia. Zarabiamy na śmierci, chorobie i desperacji. To jest nasz wybór. Nasze systemy religijne są zdegenerowane do tego stopnia, że usprawiedliwiają zabijanie, chciwość i głupotę. Teraz w wyniku tego co robimy – całe nasze urojenie – zatrzymało się. Mamy wirusa, który zabija. Boimy się. Chcemy uciec przed konsekwencją tego jak żyjemy. To nie może się udać. Chcemy wrócić do naszego dawnego pozornie beztroskiego życia do swojego snu pełnego filmów, muzyki, rozkoszy podniebienia i seksu, do tych drabin kariery przygniatających innych – nasza egotyczna kopulacja musi się skończyć, bo będziemy umierać w strasznym cierpieniu i szaleństwie. Ten Eksperyment poniósł porażkę, jak wiele podobnych przed nim. Możemy się pocieszać, oszukiwać, próbować uciec w pseudo duchowe farmazony. Moim jednak zdaniem prawdziwa duchowość oznacza bycie naprawdę świadomym – jest życiem bez znieczulenia, bez planu ucieczki. Jesteśmy tutaj na wprost samych siebie każdego dnia tworzymy to wszystko – to wielką ruchomą sumę naszych działań lub ich braku, naszych myśli, słów, intencji i działań.

Jesteśmy wirusem?

Czy lekarstwem?

Nazywam się Marcin Piniak studiowałem dziennikarstwo i fascynuje mnie aspekt komunikacji, a szczególnie tej jaką nawiązujemy sami z sobą przekierowując uwagę z zewnętrznego świata ku naszej autentycznej naturze. Twórczość jest dla mnie odruchem, czymś niemal biologicznym, czymś co pomaga mi żyć. Jest w swojej esencji drogą duchową i nauką Obecności i Wrażliwości. Ten świat potrzebuje ludzi z wyobraźnią i pasją, którzy mają w sobie tą cudowną ciekawość i życzliwość. Człowiek, który realizuje swój potencjał jest człowiekiem szczęśliwym i to powoduje, że na tym świecie jest mniej cierpienia. To najważniejszy powód dla którego warto to robić. Reszta jest tylko dodatkiem. Piszę, gotuję, fotografuję i nagrywam felietony video i audio. Opublikowałem alegoryczną powieść „17” o cieniach zachodniej cywilizacji i procesie transformacji, którą napisałem podróżując londyńskim metrem. Nasze życie jest opowieścią, którą warto zapisać. Tym właśnie się zajmuję.

SOCIAL MEDIA:

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ZASIĘGI

Nieprzebudzony umysł stara się toczyć wojnę z tym, co mu się nie podoba. Aby podążać ścieżką serca, musimy zrozumieć, w jaki sposób zaczyna i kończy cały proces walki – zarówno z tym, co jest wewnątrz nas, jak i w otaczającym nas świecie. Źródłem każdej wojny jest niewiedza. Jeżeli brakuje nam wewnętrznej mądrości, boimy się bezustannych zmian zachodzących w naszym życiu, a także nieuniknionych strat, rozczarowań i niepewności wynikającej z tego, że każdy z nas zestarzeje się i umrze. Niewiedza sprawia, że zaczynamy walczyć z życiem, uciekając od bólu lub lgnąć do poczucia bezpieczeństwa i przyjemności, które nigdy nie dają prawdziwego spełnienia, bo taka jest ich natura.

Jack Kornfield. „Mądrość serca”.

Świat, który bez ustanku nadpisuje sam siebie, rozwarstwia się do niebotycznych rozmiarów – cyfrowa galaktyka – puchnąca jak złośliwy nowotwór. Jesteśmy znudzeni, depresyjni, przeładowani. Nasze rozkosze są coraz krótsze, coraz bardziej reaktywno – impulsywne, małe chwilowe pozorne szczęścia. Wszystkiego mamy tak dużo, wiemy tak wiele, jesteśmy bez ustanku zajęci, chorzy i zdeprawowani od tandety. To bezwartościowe bogactwo wrażeń nas przytłacza. Jesteśmy osaczeni jak chore cyrkowe zwierzęta – nadmiar braw, presji znudzonego otoczenia martwych pozbawionych energii i witalności ludzi – widzów, fanów, statystów.

Zaczynamy tęsknić za prawdziwą biedą i cierpieniem, za tym wszystkim czego nie zdążyliśmy jeszcze pożreć, przetrawić i wyrzygać na półki sklepowe. Bieda jest atrakcją turystyczną, prymitywizm szczytem wyrafinowania, tanimi lotami ruszamy w świat do chorób, braku wody, robactwa – żeby doświadczyć czegoś prawdziwego, czegoś co nas poruszy, o czym da się postować na ścianie naszego cyfrowego więzienia. Potrafię godzinami studiować te relacje desperacji. Ten śmieszkowaty krzyk rozpaczy. Zawodowi duchowi poszukiwacze, którzy spróbowali już niemalże wszystkich potraw ze stołu ostatniej wieczerzy – medytacje, joga, psychodeliki, psychologia transpersonalna, modlitwy, afirmacje, mindfulness, ahimsa itd…

Nasze współczesne społeczeństwo zaszczepia w nas tendencję do negowania lub tłumienia świadomości rzeczywistości. Wpaja się nam, że powinniśmy się bronić przed wszelkiego rodzaju trudnościami i niewygodami. Zużywamy ogromną ilość energii na walkę z poczuciem zagubienia, bólem, śmiercią i żalem. Jednocześnie próbujemy się ukryć przed podstawowymi prawdami świata przyrody i naszej własnej natury.

Aby odizolować się od świata naturalnego, stworzyliśmy klimatyzację, podgrzewane samochody i ubrania, które osłaniają nasze ciała przez cały rok. Aby odizolować się od nieuniknionej starości i zniedołężnienia, pokazujemy w reklamach młodych i uśmiechniętych ludzi, a osoby starsze umieszczamy w domach opieki. Chorych umysłowo zamykamy w szpitalach psychiatrycznych. Dla biednych tworzymy getta, wokół których budujemy autostrady, aby nie widzieć wylewającego się stamtąd cierpienia.

Jack Kornfield. „Mądrość serca”.

Szukamy pomocy u tych, którym zniszczyliśmy życie swoim nienasyceniem, swoją wygodą, brakiem szacunku deprawując ich swoim uwielbieniem, adoracją – robiąc z nich świętych, których chcemy widzieć – ubierając w swoje wyidealizowane wyobrażenia na wzór dzikich zwierząt w Zoo. Zabawiamy się w duchowe wyścigi na nieistniejące szczyty, urojone stopnie, by móc się tylko czymś zająć – nadać sens bezsensowi, bez końca uciekać przed prawdą o tym, że życie jest trudne, pełne cierpienia i rozczarowania i nie zawsze wszystko da się naprawić jak zepsuty samochód. Rozpoznanie jest w naszym zwykłym życiu, w tym co tak obsesyjnie chcemy zmienić, ta mądrość jest pozbawiona wielkich słów, idei, sloganów. Jest jak zwykłe dzień dobry, dziękuję, przepraszam. Nic wielkiego. Jednak okazuje się, że przyjaźń z życiem jest bardziej wartościowa niż namiętna krótkotrwała miłość pełna oczekiwań i wybuchów. Zaprzyjaźnić się ze zwykłym sobą, nie tym ze ścian mediów społecznościowych, a tym, któremu czasem jest smutno i ma wiele wad. Coraz mniej interesują mnie zbyt piękne rzeczy i idee, zbyt mądre słowa i obietnice. Cenię sobie niedoskonałość gdzie skryte jest dobre i szczere serce. Wzrusza mnie prawda, która niczego nie udaje, niczego nie chce, nie wstydzi się ukazać swojej ułomności.

Wydaje mi się, że jak daleko byśmy nie zaszli i tak wrócimy do tego punktu, do tej przystani zwyczajności. Sztuczny świat jaki stworzyliśmy – rodzaj oszustwa, by oszukać samych siebie – po prostu nie przetrwa. Każda fałszywa opowieść wcześniej czy później osłoni się, bowiem kłamstwo zabiera tak dużo energii, że w końcu brak paliwa uwagi odsłoni prawdę. Takiego rodzaju „sukces” czy „szczęście” zmieni się w swoje przeciwieństwo jak „miłość”, która staje się nienawiścią. Jak „oświecenie” – slogan hasło reklamowe, które staje się śmieszne w obliczu zwykłego szarego życia. Żyjemy w świecie balonów, które zaczynają pękać. Żyjemy w świecie napęczniałych zasięgów, zdezorientowanej uwagi, łaknienia, którego nie sposób zaspokoić. Ludzi, których deklaracje bez pokrycia stają się dla nas prawdami w które desperacko chcemy wierzyć, bo straciliśmy samych siebie – tą cenną przyjaźń, która choć trudna jest najważniejszą z przyjaźni, bo kształtuje wszystkie inne. Zaprzyjaźnić się ze sobą – to zaprzyjaźnić się ze światem, który nigdy nie będzie idealny, w pełni dobry i piękny. Jednak bywa dobry i piękny. Prosta medytacja serca – to otwartość i umiejętność odpuszczenia, łagodzenia.

Serce.
Pogoda ducha.
To są prawdziwe zasięgi.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

W OBIEGU KRWI

IMG_8739

Czasami nasz lęk jest głęboko ukryty pod pozorami pewności siebie, zagłusza go rodzaj neurotycznej przebojowości, która generowana jest przez presję wytwarzaną przez opresyjną kulturę ciągłego biegu – rywalizacji i porównywania. To co się z nami dzieje nazwałbym – hodowlą klatkową – staliśmy się ofiarami dość ponurego eksperymentu – na wzór zwierząt, które hodujemy w przerażających i okrutnych warunkach – obozach śmierci.

Umysł przypomina urodzajne pole, na którym wszystko może wzrastać. Kiedy zasiewamy ziarno – poprzez działanie, słowo lub myśl – wyrośnie z niego roślina i ostatecznie pojawi się owo, który dojrzeje i spadnie na ziemię, pociągając za sobą więcej podobnych. Chwila po chwili poprzez ciało, mowę i umysł zasiewamy pełne potencjału ziarna przyczynowości. Kiedy zbiorą się odpowiednie ku temu warunki, a nasza karma dojrzeje, będziemy musieli poradzić sobie z konsekwencjami tego co zasialiśmy.

Czagdud Tulku Rinpoche

Mieszkamy najczęściej w zatłoczonych miastach – farmach w blokowiskach – parcelach dusznych mieszkań i większość naszego czasu poświęcamy na pracę by opłacić czynsz i rachunki, by przetrwać – utrzymać się na powierzchni. Jesteśmy ogniwem Masy wytresowani i zagonieni do tego stopnia, że przestaliśmy zauważać jałowość takiego życia, jego duchową pustkę. Kultywujemy materię, sztuczny pieniądz, który stał się naszym szkarłatnym bożkiem ostatecznym – demonem w aureoli konieczności, deterministycznym mechanizmem samozniszczenia. System operacyjny tej Symulacji to zakodowany w nas Lęk – który jest rodzajem sterownika pozwalającego przekraczać i adoptować się do kolejnych poziomów Absurdu – Kultury Nędzy. Jesteśmy ubodzy duchem, ubodzy wolnością, ubodzy w samostanowieniu – skazani na wieczną tułaczkę przez Pustynię prowadzeni przez fałszywego mesjasza na bolesną śmierć. Nasz kolektywny wyparty Lęk stworzył Mechanizm Zniewolenia – Program wiecznego Rozproszenia, wiecznej Zależności, Nieskończonej Ucieczki przed Sobą. Śnimy ten materialistyczny sen lokując w nim całą swoją energię i zaangażowanie, uporczywie trzymając się wszystkiego tego co ze swej natury wcześniej czy później umrze, rozpadnie się, bowiem takie właśnie jest ze swojej natury – nietrwałe. Można powiedzieć, że to jest pierwotna nauka, podstawowa lekcja, jednak pomimo tego – wciąż bez ustanku jesteśmy na wagarach, siedzimy w oślej ławce i bez ustanku odwracamy wzrok od tego by szukać pocieszenia w miotających się przed nami czczych obietnicach wyczarowanych w tej Fabryce Iluzji. Złota Klatka – świat pozornego dobrobytu – modnych ciuchów, ekskluzywnych samochodów, kont bankowych, posiadania ziemi na własność – budowania na jej coraz bardziej chorym ciele – domów, drapaczy, fabryk – betonowych grzęzawisk rozrasta się do tego stopnia, że zaczynamy dusić się swoimi własnymi odchodami.

Nasza ucieczka przed cierpieniem nietrwałości – prowadzi do jeszcze większego cierpienia, które się multiplikuje – mutując niczym śmiercionośny wirus. Za wszelką cenę próbujemy być na tyle wiecznie i bezustannie zajęci by tylko nie dostrzegać tego co sami tworzymy. Jesteśmy Twórcami Zniszczenia. To stało się naszym dziełem sztuki współczesnej – Zbiorową Wystawą w muzeum wszechświata. To bardzo droga i zupełnie bezużyteczna Wystawa. Jadę samochodem przez wsie i miasta, słucham mądrych wykładów na you tube poszatkowanych idiotycznymi reklamami idiotycznych sieciowych usług, których nikt tak naprawdę nie potrzebuje, obok drogi dogorywają ścięte drzewa, pracują koparki, walce i spychacze, panowie robotnicy piją herbatę z termosów i palą papierosy, jedzą kanapki z kotletami, pod butami trzaskają gałęzie, a przez ich płuca przetacza się gęste oleiste powietrze. Narzekają, że nie ma śniegu. Dziwna ta zima jak za za słodkie i mdłe ciepłe lody. W internecie mówią, że to nie jest nasza wina, może słońca, może boga, może tego, że co jakiś czas po prostu tak jest. Zawsze chodzi przecież o pieniądze. O dopłaty, opłaty, podatki, kary. Pieniądze – wszystko zawsze się do tego sprowadza – nawet śluby i religie. Znów chcą nas wyrolować, przestraszyć. Upokorzyć. Strach i lęk staje się powszechny – jak zaburzone tętno pacjenta na intensywnej terapii. Jak wysychające zakrzepy ropy, rdzewiejące igły bezużytecznych platform wiertniczych wpatrzonych w suche spowite mgłą niebo, które milczy. Maskujemy tą narastającą panikę, świadomość, że jesteśmy coraz bardziej zdesperowani, wykorzenieni, obdarci z godności, pozbawieni duchowej więzi z Życiem. Stworzyliśmy sztuczną mechaniczną religijność jako antidotum, zestawy dogmatów, procedury „świętych ceremonii”, którymi nawigują kapłani – roboty powołując się na nieuosobione siły – trwająca od stuleci kontrola wystraszonego umysłu. Nie doświadczalność, Niedotykalność zimnego wyrachowanego abstrakcyjnego absolutu, dialektyczna rozrywka. Bezosobowa osobowość – pełna okrucieństwa na podobieństwo nas samych. Wystarczy, że uwierzysz i zostanie ci odpuszczone wszystko to co zrobiłeś – jakie to wygodne, jakie masowe jakie powszechne. Gdzie to się zaczęło?

W myśli, w słowie i w działaniu każdego z nas w każdej chwili. Żyjemy w tym równaniu w tej sumie działań w ilorazie tępej egotycznej kolektywnej „inteligencji”, która chce trwać i rozrastać się bez końca – wtłaczając w siebie każde nowo narodzone ogniwo świadomości, zawłaszczać i degenerować pierwotny stan troski i współczucia, otwartości i wrażliwości w swój Program. Wszyscy jesteśmy nośnikiem tego Programu, zakażamy się wzajemnie chorobą i pielęgnujemy każde stadium hodowania kolejnej jednostki chorobowej – cywilizowanego człowieka. Niszcząc każdy objaw desperackich prób odwrócenia zaklęcia, każdego Maga, który pojawił się w tym wymiarze by zdjąć Klątwę z naszego serca i umysłu. Jednak przychodzi czas, kiedy tych istot pojawia się zbyt dużo w jednym czasie – to jest właśnie ten moment w naszej historii – już nie jeden czy dwóch ale miliony świadomych istot pojawiło się w tym wymiarze. Rodzisz się wraz z świadomością, z pamięcią – widzisz jasno, czujesz jasno – wszystkie te zakodowane Klątwy i Zaklęcia na każdym możliwym kroku i w każdej możliwej konfiguracji.

Miłości nie można sprowadzić jedynie do doświadczenia piękna i romantycznej radości. Miłość powiązana jest z brzydotą, bólem, agresją równie dobrze jak z powabem tego świata; nie jest odtwarzaniem raju. Ścieżka miłości i współczucia, ścieżka otwartości jest powiązana z tym „co jest”. Aby rozwinąć miłość – uniwersalną miłość, kosmiczną miłość czy jakkolwiek inaczej chcielibyśmy ją nazwać – trzeba zaakceptować całą życiową sytuację, taką, jaka jest, zarówno jej jasną, jak i ciemną stronę, dobrą i złą. Trzeba się otworzyć na życie, nawiązać z nim pełen kontakt.

Chogjam Trungpa

Dekodowanie jest naszą prawdziwą pracą na tej uwięzionej w Ignorancji planecie, hakowanie ustawień fabrycznych, demontowanie linii produkcyjnych cierpienia, odłączenie Zasilania Śmierci – paliwa Mordu. Nie wypluło nas wapno, nie ulepiły nas sprawne dłonie technologicznych chirurgów, nie uśpiły nas hipnotyczne modlitwy czarnoksiężników – jesteśmy z gwiazd, z odległych miejsc rozrzuconych w bezmiarze kosmosu, przychodzimy w pokoju który niepokoi. Nie boimy się śmierci, bo to jedynie całun który rzuciliście na czyste ciało przebudzonej świadomości. Punkt zwrotny – to wejście w swój autentyczny stan, w swoje istnienie, w pierwotną duchowość, która jest poza jakimkolwiek systemem. Zrzucanie skóry, łamanie kodów, oduczanie nabytych wzorców i zdzieranie masek. Czysta świadomość, która jest poza lokacją w mechanicznych systemach GPS-ów Symulacji, nie można nas namierzyć, przechodzimy przez ciała robiąc to co należy, możecie je mordować jednak nie jesteście w stanie zniewolić Prawdy. Życia nie można zniszczyć – ponieważ jego istota jest poza formą, poza czasem, poza wszystkim. Królestwo się rozpada, płonie żywym ogniem Zmiany. Leczyć trucizną jest największą ze sztuk uzdrawiania. Podniebienie toczy flegmę i wypluwa. Przejdzie przez nas wszystko – wasze choroby, wasze armie, miliardy waszych ofiar. Nie chroni nas światło, nie brudzi mrok, nie ogranicza kodeks i zasady. Nie przeraża nas zniszczenie, nie paraliżuje lęk. Kod za kodem, krok za krokiem – coraz bliżej jak krople wtłoczone w obieg krwi – do samego serca.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

PRZECZUCIE

dogs

Nazywam to Kolektywną Ignorancją – nie diabłem, nie demonem, nie szatanem. Pradawna sztuczka uosobienia i odseparowania naszego ciągłego współudziału w absurdalną postać z rogami ukrytą w głębinach piekła staje się zwykłym odpustowym pośmiewiskiem. Religijny dogmatyzm, ciężkie psychologiczne koło zębate traci impet, ponieważ rzeczywistość jest coraz mniej ułożona, coraz mniej przewidywalna.

Wszystko wychodzi na jaw – przewlekła choroba wchodzi w stadium nagłego i brutalnego ujawnienia. Świat staje się lustrzaną salą intensywnej terapii – oddziałem zamkniętym dusznym i śmierdzącym. Wszyscy są znieczuleni, nieobecni – pogrążeni w hipnozie. Na wpół martwi. Kiedy nadchodzi ten moment zazwyczaj kończą się leki – zaczyna się samoistne wybudzenie. Pierwsza faza to moment paraliżującego szoku. Inicjacja uśpionej świadomości w stan nagłej przytomności – jednak z powodu tak długiego i nieświadomego snu – umysł nie jest w stanie tego zaakceptować – chce spać, chce się znów otępić. Ucieka w każdą możliwą formę kolejnego upojenia i urojenia za wszelką cenę – nawyk śnienia jest tak obezwładniający, że przez długi czas funkcjonuje pomiędzy jawą i snem – na granicy swoich urojeń i coraz bardziej natarczywej prawdy. Śpiący umysł nie chce się budzić, nie che tracić swojej iluzji ulepionego z cierpienia szczęścia. Nie chce widzieć jednak przede wszystkim nie chce czuć.

Chcemy być kimś, znaczyć coś w naszej społeczności, w naszych relacjach z ludźmi. Takie myślenie niesie z sobą pewne niebezpieczeństwo. Lina zaciska się ciasno na szyi, kiedy drugi jej koniec włożymy w nieodpowiednie ręce. Pragnienie, aby być kimś ważnym dla innych jest bardzo silne. Chcemy być kimś ważnym dla ludzi, z którymi jesteśmy związani. Oczywiście jeśli działamy motywowani współczuciem, jest to dobre. Jeżeli jednak pragnienie to wynika z poczucia mentalnego ubóstwa, która zaczyna coraz bardziej przysłaniać nasze działania, jeżeli nasze przywiązanie do „ja” i własnych dokonań umacnia się, chęć stania się szanowaną osobą bierze górę nad altruizmem. Tak oto pozbywamy się osobistej wolności i poczucia szlachetności. Podążając dalej tym tropem, zaczniemy tańczyć jak tresowana małpka.

Dzigar Kongtrul Rinpoche

Współodczuwanie jest esencją tego wymiaru współzależnego cierpienia, które stwarzamy bez końca – dlatego robimy wszystko by nie czuć. Uczucia, odczucia – przenikające nas bez końca sieci emocjonalnego wysokiego napięcia jakie generuje stworzony przez nas wszystkich okrutny system wzajemnego używania – to właśnie stan wybudzenia ze snu, z otępienia. Pamiętam swój moment kiedy – poczułem To – na zwykłej ulicy, w samym środku zwykłego dnia, w otoczeniu zwykłych ludzi, hałasu, samochodów, tego szumu i zgiełku – pozornej normalności – coś do mnie dotarło. Zobaczyłem To. Samoistna inicjacja w prawdę. Cały czas próbujemy oszukać samych siebie i innych. Chcemy udawać, grać, uciekać bez końca, trzymać się kurczowo tej choroby szukania szczęścia przy ciągłym i nieustannym tworzeniu przyczyn cierpienia. Prawo przyczyny i skutku jest prawem fundamentalnym. Bezwzględnym. Nie ma osobowego boga z którym możemy kupczyć i negocjować – oczarować go pozorami i duchową gadką szmatką, wypachnionymi intelektualnymi pomyjami.

Wielki podświadomy serwer bez ustanku generujący kod symulacji – kolektywne pole spłacania zaciągniętych długów. Bank wrażeń. Mówimy, że ten świat jest zadłużony – to prawda, jednak nie chodzi o sztuczny pieniądz, cyferki na wyświetlaczu amerykańsko – chińskiego kalkulatora ciągłego „wzrostu” – to spłata długu stworzonego cierpienia dla siebie i innych, który próbujemy spłacić kolejnym długiem, bo wciąż uciekamy przed prawdą, że jedyną możliwością spłaty jest Praca. Świadoma praca dla wszystkich istot, które są tutaj wraz z nami na tej planecie. Urojony bóg nie przeprowadzi wielkiego resetu długów, nie wymaże ksiąg rachunkowych, bowiem kolejnym szokującym odkryciem jest fakt, że to my jesteśmy Zapisem. Jak już przejdziemy fazę wybudzenia, otępienia i wzrastającej przytomności – pojawi się kolejna – faza gniewu. Moment obwiniania. Szukania na zewnątrz przyczyn naszego stanu, naszego nieszczęścia. To stan wojny, rewolucji, rozlewu krwi – podawanej z ust do ust gorliwej żółci, która zabija miliony i tworzy jeszcze bardziej okrutną wersję tej samej gry.

corpo

Pożądanie władzy, znaczenia, statusu – ciągłe obsesyjne budowanie siebie – psychopatyczna nagroda – być, znaczyć więcej, decydować. Narzucić swoją wizję, swoje urojenie – stworzyć własny sygnał hipnozy – podłączyć fanów, wyznawców, oddanych sługusów. Pamiętam jak na studiach z zakresu tak zwanego dziennikarstwa do uczelnianej gazetki napisałem tekst: „Nikt nie pyta zwycięzców dlaczego przegrali”. Zmienili tytuł, ponieważ wszystkie te szkoły uczą nas jak iść do przodu, jak walczyć, jak rywalizować, jak kąsać, jak uderzyć skutecznie, jak tworzyć to pobojowisko pod napięciem, ten zakład karny – jak być dobrym sługusem w tym dziele zniszczenia. Globalna korporacja podrabianego szczęścia, siedzące na obrotowych fotelach metalowe szczury – Nowy bardzo długi chiński rok – kolejny huk bomb – fajerwerków na Bliskim Wschodzie – przywykliśmy do tego hipnotycznego transu.

Zjedli małe grzyby z fasolą, wypili herbatę, a na deser otworzyli puszkę gruszek. Ognisko ułożył przy pokładzie skały, gdzie usypał gałęzie, a po drugiej stronie rozpiął plandekę, by odbijała ciepło. Siedzieli rozgrzani w swoim schronieniu, a mężczyzna opowiadał chłopcu historie. Były to stare historie o odwadze i sprawiedliwości, które zapamiętał. Wreszcie chłopiec zasnął w kocach, a wtedy dorzucił do ognia, położył się najedzony i słuchał cichego grzmotu wodospadu w ciemnym przerzedzonym lesie.

Cormac McCarthy. „Droga”.

Jednak wystarczy Krótkie Spięcie. Chwilowe odcięcie dopływu leków uśmierzających na masową skalę, brak zasilania dla dopływu fejkowych newsów, wygaszenie głównej tablicy narcystycznego pocieszenia pełnych wypiętych dup i krzywych uśmiechów – byśmy dotarli do rdzenia programu, do szpiku mechanicznych kości całej tej konstrukcji. Do własnego pomieszania do własnej Ignorancji – pojedynczej domeny w globalnej sieci domen. Domena kojarzy się z domem i dominacją – zatem mamy adres własnej witryny – ekshibicjonistyczny kiosk ciągłego ruchu, narcystyczno – depresyjny modlitewnik. Nasze pole działania. Nasze zasilanie. Nasz wkład. Nasz udział. Ten arkusz na początku jest pusty. Biała strona edytora. Jest myśl z kolektywnego snu, ta myśl rośnie, pęcznieje, rozrasta się – tworzy ciągi – mutuje w nowe znaczenia. Tworzy dziwną symbolikę, nowe ścieżki, skojarzenia – znajduje formę – słowa – umowne znaczenia wgrane w kolektywne pole rozumienia – rzucam tym jak kośćmi przepowiedni. Tak naprawdę tego nie da się zaplanować, tego nie da się przewidzieć – to jak chwilowy wzór, coś jak przeczucie. Dlatego pisanie mnie fascynuje, za każdym razem jest niewiadomą – momentem przebłysku. Trzeba wiedzieć kiedy skończyć. Trzeba wiedzieć kiedy zacząć. Trzeba zaufać.

Tak naprawdę chciałem wam powiedzieć, że mamy w sobie coś doprawdy nieskończonego – jesteśmy czymś znacznie większym niż długi, które musimy spłacić. Ta Troska jest spoza Układu – nie może zostać uwarunkowana, zmanipulowana. Jest nieustraszona. Ta Troska – jest Czuciem – żywą pozbawioną barier Obecnością, która jest we wszystkim. Można nazwać ją Mocą. Nie lgnąć do odbić, do słów. Dać temu być tym czym jest – bez ograniczeń. Tak rozumiem Mądrość, która jest dopełniona, aktywna, współczująca. To jest w nas, w każdej komórce. Nie polega na logice, która ma to wyjaśnić i na wierze, która ślepo i desperacko pragnie by była. Jest czymś żywym, iskrzącym – spajającym wszystko jak światło i przestrzeń. Nie sposób jej widzieć, bo jest pusta.

Po prostu ją Czuć.

Zwykły wpis