PIRACKIE OPOWIEŚCI

CZARNY PUNKT

Elektryczne odgłosy owadów przy pracy.

„Blady król” David Foster Wallace

Kiedyś jeden człowiek powiedział: „Rozczarowanie jest najlepszym paliwem na ścieżce”, był to człowiek duchowości, który odszedł w niesławie, jednak pomimo tego dokonał czegoś wielkiego przekazując coś co do tej pory jest żywe i wciąż ma moc ukazywania prawdy. Przede wszystkim odniósł się do konstrukcji naszego ego, które ja nazywam Mózgogłowiem i ukazał w jaki sposób duchowość może być pokarmem tuczącym poczucie „wszechpotężnego ja”. Ja, które w naszym zachodnim i nowoczesnym świecie jest w centrum zainteresowania i cała ta maszyneria miała służyć zaspokajaniu potrzeb tego – ja, mnie, moje. Podmiot, który ustanawia orzeczenie – świat roli nawożony nieskończoną propagandą sukcesu, szczęścia i spełnienia. Jednak koniec końców wcześniej czy później docieramy do punktu nieuniknionego rozczarowania. Nazywam to „czarnym punktem” miejscem na drodze, gdzie jest najwięcej trupów. Miejsce zderzenia z prawdą egzystencji, gdzie odkrywamy czym jest terror okoliczności, czym jest umowność naszej konstrukcji, czym jest kłamstwo na temat samego siebie. Czym jest zaciemniający to wszystko pył rozrzucony przez rozszalałą dłoń chaosu, który wżarł się w nasze oczy i spowodował, że widząc nie widzimy, jakby świat pokryła halucynogenna patyna. Gubimy się w tym jak dzieci w ociężałej posępnej mgle, która niespodziewanie spowiła plac naszych zabaw i rzuciła nas nagle na pastwę nieokiełznanych żywiołów – sił, których potęgi kompletnie nie jesteśmy świadomi. Wielkie przeogromne senne miasto, pełne dróg i ludzi, pełne obietnic i smutku. Samotność.

A pod tym wszystkim w samym rdzeniu – Nuda, dojmująca i okrutna.

Pierwsza rzecz to mapa. Dobrze ją zdobyć, chociażby jakiś szkic. Cokolwiek. Teraz jest to naprawdę proste, bo mamy Internet – połączenie umysłów wszystkich śpiących, nieskończony przepływ danych i informacji – nieskończona nadpodaż map, które są korygowane z sekundy na sekundę i wypluwane w Otchłań. Niektórzy z nas mają poczucie przebudzenia, są w drodze, idą…

Szukają Wyjścia.

TEORIE SPISKU

Są różne stadia tej sytuacji, głęboko brzmiąca gama czarnych i białych klawiszy – światła i mroku. Całe partytury. Nieskończona ilość instrumentów poznania. Tony cyfrowych ksiąg zarobaczonych przypisami, co tylko chcesz o wszystkim. Filmy, dużo, bardzo dużo filmów o tym jak jest naprawdę. Wystarczy czytać, oglądać. Najpierw wgniata cię w fotel, jeszcze na samym początku, kiedy to nie jest takie powszechne, takie namacalne. Jedna siła otwiera ci oczy, druga je zamyka. Jesteś w Potrzasku. Między młotem i sierpem. Szatanem i Bogiem. Zaczynasz widzieć tą ciemność, czuć ten smród, słyszeć te głosy. Odkrywasz status marionetki, narzędzia, słyszysz ten przeraźliwy stupor kajdanów, larum zniewolonego ciała i ducha. Wychodzisz na ulice miasta snu już lekko przebudzony i zaczynasz To widzieć. Jakby ktoś łomem prawdy wyważył szczeliny zatrzaśniętych oczu. Jak mogłeś tego nie widzieć? Nie czuć? Nie słyszeć?

Więzienie umysłów. Wielka zaprogramowana maszyna.

Coś co się stało już się nie odstanie. Nie można zasypać tej wyrwy w myśleniu, można ją jedynie znienawidzić, wrócić do snu, albo pójść dalej, głębiej. Przez całe życie tworzyć tą Mapę Wielkiej Ucieczki. Czegoś doprawdy Spektakularnego. Pokazać im wszystkim co jest co, co jest czym, kto jest kto. Zdemaskować. Niech widzą. Niech się obudzą z tego snu, z tej matni i też ruszą w drogę jak już będą gotowi. Problem polega na tym, że tak naprawdę ta droga nigdy się nie zaczyna, ponieważ przez cały czas, bez ustanku się zmienia jak jakaś opowieść szaleńca. Jak wirus, który wciąż mutuje. Jak granica, którą ktoś cały czas przesuwa. Jak masowy maraton po ślepej ulicy. Obezwładniający Brak Jasności. Ponieważ ten kierunek to żaden kierunek. Ta mapa to żadna mapa. To recepta na szaleństwo. Prawda jest taka, że przestajemy sobie z tym radzić, bo tego wszystkiego jest za dużo. Musimy służyć Maszynerii, która miała służyć nam. Karmić potwora, bo ma ciepłe podbrzusze i słodkie mleko. Wolność tak naprawdę jest przerażająca ukazuje wszystko tym czym jest, dlatego zawsze lepiej o niej mówić, odrzucać ją od siebie jak kość za którą można biec. Jedyne co mamy to wyobrażenia na jej temat, zestawy sloganów, pocieszne łzawe historie zmitologizowanych wypraw w odległych czasach. Urodziliśmy się w klatce. W niewoli. Nigdy nie byliśmy naprawdę wolni. To o czym tutaj mówimy to romantyczne pieśni skazańców. Wyobrażenia. Są wśród nas zmęczone stare umysły, które widzą i rozumieją ten Układ, to te z istot, które najmniej mówią, najmniej robią – trochę tak jakby ich nie było. Jednak są w zupełnie inny niezrozumiały dla aktywnego młodego umysłu sposób. Zostawiają po sobie jedno słowo, którego nikt nie potrafi zrozumieć. Jednak to słowo jest jak ziarno. Rośnie pod murami więzienia, niewidoczne dla systemu monitoringu i strażników. Czasem jest kwiatem, czasem jest chwastem, czasem jest dobrem, czasem jest złem. Wszystko zależy od tego kim jesteś.
To rośnie tam w tym Czarnym Punkcie, gdzie jest najwięcej trupów. Na cmentarzu poległych bohaterów. Nakarmi cię kiedy stracisz nadzieję, jednak musisz je odkryć w akcie ostatecznej desperacji, kiedy wyczerpiesz już wszystkie możliwości. Poddasz się. Zrozumiesz daremność przemocy, tej odwiecznej wojny dobra ze złem. Zrozumiesz, że musisz zapłacić. Ponieść konsekwencje. Przyznać się do tego, że nic nie wiesz, że jesteś tak samo zagubiony jak wszyscy, że nie chcesz cierpieć, a cierpisz i nie wiesz dlaczego. Wtedy poczujesz ten świat, ujrzysz ten ból. W prawej komorze serca rośnie to ziarno i otwiera wszystkie drogi żył w mieście snu. Podróż w odwrotną stronę do samego rdzenia więzienia.

Do środka.

JA MNIE MOJE

Jest autostrada zaspokajania prosta i mechaniczna – tutaj wystarczy mieć trzewia i bezwzględność. Być przytomnym i wywąchać każdą szansę, uderzyć mocno z całą siłą kiedy trzeba. W tym wypadku nie trzeba mapy wystarczy instrukcja obsługi. Prosty, rzeczowy język. Żadnego metafizycznego pierdolenia. To jest droga „Moje”. Moje jest wszędzie, na każdym kroku, w każdej szczelinie, wszystko już prawie sprzedane, mało zostało, naprawdę mało. Eony ciemności rozświetlone sztucznym światłem. Roponośne Eldorado, ziemia oddychająca krwią. Nauka – upiorna matka, która jest za zimna na odruch serca, chce wyhodować swoje dzieci jak komórki bakterii, klonować geniusz i uczynić świat uległym jak potulne szczenię. Tą ziemię, ten wiatr, ogień i wodę. Jednak kiedy w Miasto Snu uderza niewyobrażalna, nieokiełznana siła – odwieczna furia – staje się bezradna i skołowana. Nie wie. Nie może pojąć, ponieważ dotyka tylko powierzchni lustra, analizuje odbicia, manipuluje refleksami. Jest ślepa. Kiedy nadchodzi prawdziwa burza świat się rozpada, a wszystkie mechanizmy zawodzą. Odsłania się coś co jest spoza układu, nigdy nie brane pod uwagę meta dane, których skala zaburza wszystkie instrumenty pomiaru. Jest w nas coś o czym nie wiemy. Coś co nie ma końca, coś co nie ma początku. Coś co nie jest czymś i nie jest niczym. Coś tak żywego, że za nic ma śmierć, za nic ma słowo, za nic ma myśl.

„Mnie” to przyczyna wszystkich wojen, każdej jednej, która jest, była i będzie. Stopniowane we wszystkich rangach i tytułach. Wtopione w każdy medal za honor i odwagę. Mnie rzuciło świat na kolana. Mnie pamięta każdy ból, krzywe spojrzenia i upokorzenie. Mnie rośnie w pamięci krzywd, które pielęgnuje z psychopatyczną dokładnością. Mnie prowadzi dzienniki i rejestry, wszystko zapisuje, obwąchuje jak wściekły pies. Ma listy nieskończonych przyszłych ofiar, które muszą zapłacić. Zadość uczynić. Dlaczegoż to mnie uczynił? Dobry Boże.

Dlaczego „ja”?

Magnez, który wszystko przyciąga.
Soczewka, która wszystko skupia.
Czarny Punkt.
Pełen Trupów.

Kamień węgielny więzienia.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

GŁOWA DO GÓRY

JEST WSZĘDZIE – NA SERIO. ZMUTOWAŁ DO TEGO STOPNIA, ŻE WYDAJE SIĘ NAM, CAŁKIEM NORMALNIE NAM SIĘ TO WYDAJE, ŻE TEN ŚWIAT JEST RZECZYWISTY. MAM TU DLA WAS NOWĄ ODŚWIEŻAJĄCĄ NICZYM OLD SPICE DOBRĄ NOWINĘ. JEDZIEMY NA WIELBŁĄDZIE DUPĄ DO PRZODU W POPRZEK KADRU PO PRZEKĄTNEJ WIELOBŁĘDU, KTÓRY SIĘ ROZMNAŻA JEDEN ZA DRUGIM PO KAŻDYM PRZECIEŻ TAK PRZEMYŚLANYM RUCHU TAK ZWANEJ PRZEZ NAS DOŚĆ LEKKOMYŚLNIE „WŁADZY”.

Władza to jest konstrukt o dość nierzeczywistej naturze, jak pieniądz – dla przykładu, albo bóg metodystów, lub buddystyczny raj u podnóża Himalajów, które nasi chińscy himalaiści zdobyli wszyscy na raz w jednym czasie. To był dopiero rekord. To było dopiero nawrócenie. Teraz kręcą kapitalistycznym tao z komunistyczną precyzją, mają opór chleba i wina, opór krzyży na tych swoich placach i technologiczne gwoździe. Przybiją nas do matrycy na amen. Rozjadą nas radosnym czołgiem postępu. W pikselozie strachu i paranoi musimy być czujni, gotowi na złoty strzał nagłego uzdrowienia. Na przyjęcie moderna – istycznej hostii w trakcie tej ostatniej wieczerzy 500 + i fantami za pobranie ukojenia. Ukłucia stalówką i wpuszczenie w tak zwane ciało zmutowanego atramentu, który nadpisze wierszem nasze przestarzałe kody białkowe. Wszyscy wkrótce będziemy surrealistycznymi poetami, bardami nowego świetlistego eonu. Tęczowy Nju Ejdż wystrzeli nas w nadprzestrzeń, będziemy podróżować na matach od jogi, medytować tak promiennie, że sam diabeł skrzywi się z niesmakiem jak by zjadł podwójnego czisburgera z anielskimi kotletami i sosem watykańskim pokrapianego wodą święconą. Okaże się zbyt przestarzałą wersją samego siebie i zapragnie apgrejdu w salonach post humanistycznej piękności. Zresztą od dawna jak regulują sprawę przypisy w świętych księgach – to jego miejscówka, psychopatyczna kawiarenka w czarnej dzielnicy wszechświata, gdzie paru ziomów dawno temu wygrało przetarg i dość zmyślnie przez wieki zarządza tym stadem zmieniając tak zwane formy władzy. Władza swoją drogą to jest istny czad. Poważnie! Możesz wszystko nie musisz nic – szach mat! Kebab na cienkim z baraniną, na wynos w styropianie. 14,50 i reklamówka. Smacznego.

Żyjemy i umieramy, to by było na tyle, jednak w międzyczasie trzeba nam się trochę spocić. Szkoła, praca, dom, szkoła, praca, dom, szkoła, praca, dom. W szkole praca, w pracy szkoła – a po wszystkim – Doom. To taka ciężka monotonna muzyka jakby ktoś bardzo wolno wkręcał śrubę w mózgownicę zardzewiałym kluczem. Zatem jak zostało powiedziane wkręciliśmy się na dobre, na całego. Premier mówi do nas przez materiał, że może będzie dobrze, ale nie wiadomo. Musimy robić co trzeba, zachowywać się odpowiedzialnie, być dobrym obywatelskim ruchomym tłem dla tańca jego i jego kolegów, którzy już każdy jeden ukroili sobie pajdę z tego chleba grubo posmarowanego zielonym smalcem i schowali do kredensu poza zasięg deklaracji majątkowych. Teraz zatroskani troszczą się przez okno na pilota rzucają w nas kotwice NLP, używają języka ciała, mówią spokojnym monotonnym głosem: chodź do taty, chodź do taty, chodź do taty. Na kolana. Idziemy i jest cudownie. Tacy bezpieczni, prawi i sprawiedliwi zaopiekowani, zaczipowani dobrobytem i kredytem słuchamy bajek.

Na pierwszy ogień idzie śpiąca królewna. Śpi i czeka aż ją obudzi królewicz na białym koniu. Piękna bajka, bardzo pouczająca. No wiadomo. Później coś o zaczarowanym gęstym lesie i królu który ciągle kłamał. Na koniec morał – bądź grzeczny i dobry, słuchaj mamy i taty, odrabiaj lekcje i mów prawdę. Zawsze mów prawdę. No i masz ci bigos! Szybko bowiem, bo wiem, że prawda to przejebana sprawa, śmierdząca ujmując rzecz delikatnie. Nikt, ale absolutnie nikt tego nie chce w świecie dorosłych, to jest dobre może dla dzieci, ale dla poważnych ludzi – to nie.

Nie.

Za prawdę powiadam wam przestrzelono tyle głów, że nie starczyło by wam kartek w pamiętniku, byście musieli pisać na ścianach wszystkich tych sądów drobnym maczkiem. A tunel po tych kulach prowadzi do samego nieba przez które patrzy oko i się dziwi. Prawda nikogo nie interesuje, jest mało seksowna, nie ma tego czegoś, tego przyciągania, obciągania, czegokolwiek. W każdym razie mało ciekawe. Lepsze są osiedlowe legendy spod monopolowego, o tym, że tamten ten tego podobno jak powiedział ten czy tamten.

Jednak wróćmy do tytułu. Wirus. No wiadomo, temat namber łan. Pierwsza wersja, później tu, fri, for, fajf, six, sewen, eit – tyle opcji, tyle wariacji, kombinacji i mutacji. Tak czy inaczej wszyscy umrzemy. Tak czy inaczej. Taki tu rzucili program. Nic nie zrobisz, możesz się nawet zesrać a śmierci nie pokonasz, nawet jak zrobisz z siebie robokopa z ciepło krystalicznym kwantowym procesorem. To taka mało dobra wiadomość, dlatego puścimy ją mimo uszu, będziemy udawać, że jest inaczej, lepiej raczej. Prawda jest dobra w smutnych reportażach, ale nie w życiu. W życiu liczy się kasa, ruchanie i kasa. Reszta jest dobra dla idealistów – onanistów domniemanych sensów. My tutaj pragmatycznie systematycznie pokonamy to zło, które nam rujnuje plany podboju wszystkiego i wszystkich. Wstrzykniemy sobie co trzeba, kiedy trzeba i będzie znowu normalnie. Rozstrzelamy tych opornych idiotów pociskami rozsądku, nowoczesną amunicją naukowych faktów, pozadyskusyjną zimną pewnością prestiżowych magazynów najlepszych uczelni. Wrzucimy do piachu i zalejemy betonem pod fundamenty drapaczy chmur w Dubaju. Fundamentalistyczna religia zresetowanej ekonomi na blockchain, jakiś nowy dżihad w imię boga postępu. Zrobimy cwane elektroniczne miasta, które będą się poruszać jak te w amerykańskim filmie o ruchomych miastach. Całe miasto pojedzie na wakacje nad morze martwe, pokiwać się przy ruinach świątyni, odbyć pielgrzymkę, poczuć zapach pręgierza.

Dość myślenia magicznego, spiskowego. Dość. Czas wkroczyć w Nową Erę z uśmiechem na ryju. Zakosztować smartu, wpięcia w gird. Migotania przedsionków nowego cyfrowego serca. Wszystko będzie takie proste jak ruchanie. Będzie kasa. Opór kasy w przebiegu cyfr na ekranie. Kupimy kosmos od rdzennych obcych. Podbijemy wszechświat. Wbijemy tęczową flagę na Saturnie.

Tak.

Będzie lepiej niż najlepiej. Głowa do góry. Nogi do przodu. Jazda! Przed siebie! Prekariusze cyfrowych krain łączcie się. To jest nowa międzygalaktyczna międzynarodówka. Wielki ojciec Reset zmieni ustawienia fabryczne, wprowadzi nowe kody, dostaniemy pakiet standard, a kiedy się wgramy będzie Premium. Zajebiście! Nie trać czasu na zmartwienia, to już nie modne, bądź oświeconym hedonistą. Używaj! Używaj! Używaj! Bez najmniejszego opamiętania! Po co ci one? Bądź the one, którego zadaniem jest ubóstwienie niebytu Niezły wafel, jednak z kremem. Bądź wirusem niepohamowanego postępu, wepnij w siebie absolutnie wszystko co możliwe, zaktualizuj wszystkie aplikacje, bądź gotów na Objawienie Nowej Ulepszonej Matrycy.

To będzie istny raj! Do zobaczenia i trzymam kciuk za powodzenie naszej misji.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

WSZYSTKO JEDNO

Nasza rzeczywistość stała się Żerowiskiem, jednak tak naprawdę „tego wszystkiego” jest już coraz mniej – tak zwanych pysznych kąsków. Wyssane. Wciągnięte. Strawione. Będziemy żyć w Wydzielinach, w przetrawionej post rzeczywistości. W szarej substancji pozbawionej wartości odżywczych, bowiem to co najlepsze jest dla najbardziej bezwzględnych i łakomych, tych którzy ze swojego okrucieństwa uczynili cnotę godną naśladowania. Otoczeni są kultem, to o nich piszą książki, montują filmy, to ich twarze, słowa, gesty mają zdolność wprawiania nas w stan posłusznej i biernej homeostazy. Każdego dnia własnym ciałem, energią i świadomością żywimy to Monstrum – Pasożyta, który pożera nas żywcem. Jesteśmy żywicielami Okrutnego Systemu – który służy sobie i wielbi samego siebie, którego prawdziwą religią jest Posiadanie i Kontrola. Cyniczny uśmiech psychopaty.

Zawsze mnie to zdumiewało, że możemy być tak naiwni, zniewoleni do tego stopnia, by patrzeć i nie widzieć, słuchać i nie słyszeć, dotykać i nie czuć. Jest w naszym umyśle pewien mechanizm, który w momentach, kiedy brutalna prawda staje się widoczna i namacalna, ma zdolność wyłączania naszej obecności, tak, że kiedy to się dzieje jakby nas nie było, znikamy w krainie snów, desperacko odwracając głowę i przywołując w świadomości jakiś rodzaj pocieszenia – mentalnej zabawki, lub stajemy się neurotycznie pragmatyczni. Nie będziemy się tym zajmować, zajmiemy się pracą, sprzątaniem domu, myciem samochodu – wszystkim tylko nie „tym”, bo „tym” zajmą się „oni”. Oni wiedzą, znają się na rzeczy. Każdego dnia zdejmują z nas to brzemię. Tłumaczą nam jak krowie na granicy – gdzie jest granica. Tą granicą jest tak zwane nasze bezpieczeństwo, bo niby o to się to wszystko toczy. Przecież to oczywiste.

Oczywiste.

Oczywiste?

„oczywiście” «partykuła komunikująca, że to, o czym jest mowa, nie budzi żadnych wątpliwości; rzecz jasna, naturalnie»

Nie budzić żadnych wątpliwości. Nie budzić.

Rzecz jasna jest prosta i zrozumiała. Oczywista dla wszystkich. Masowa. Rzecz jasna jest pozbawiona wahania, jednomyślna, uniwersalnie sformatowana do wszystkich rodzajów czytników – świadomości, które dzięki niej czują się bezpieczne, zadbane, ukołysane do snu.
Zaszczepione na wszelkie wątpliwości. Jednogłośność, jednomyślność. Roboty muszą być rumiane i zdrowe mieć moc do produkcji Bezsensu na masową przecież skalę. Będziemy wymazywać wątpliwości jedna po drugiej, aż wszyscy będą szczęśliwi. Raz na zawsze zszyjemy to rozdarcie, ten psychologiczny mankament, który tak nam wszystko zawsze rozpierdala i niweczy, krzyżuje tak zwane plany. A mamy przecież zaplanowany Wzrost Wszystkiego Wszędzie.

WWW.

Różnica jest jedynie taka, że to nie będzie prawdziwe. To będzie fake, ale nikt się nie zorientuje, bo po prostu przestanie się orientować, bo orientowanie się nikomu nie służy do niczego naprawdę dobrego. Dezorientacja jest zdecydowanie lepsza. Bardziej wydajna.

Historia Edypa.
Ojcobójcy.
Matkojebcy.
Chciał dobrze – nie wyszło.
Mamy przestrogę.

Tutaj dzieje się teraz coś bardzo ważnego, ponieważ bardziej jasne niż to już nic nie będzie.
Jeżeli w twojej świadomości nie ma żadnej wątpliwości na temat kierunku w jakim zmierza ten świat, jeżeli nic cię nie kłuje pod bokiem, nie powoduje, że czasem masz ochotę krzyczeć lub płakać z bezsilności i uważasz, że wszystko jest w jak najlepszym porządku to w porządku. Nie ma sprawy.

Jednak jeżeli ta szczepionka obojętności się nie przyjęła i widzisz to co widzisz i słyszysz to co słyszysz, musisz być teraz naprawdę mądry. Mierzyć siły na zamiary. Zniknąć pod powierzchnią. Ukierunkować moc tam gdzie ma to jeszcze sens. Masz w sobie brzemię myślenia za siebie, swoje własne życie w dłoniach. To wielki dar. Przestaniemy żyć „tym życiem”, bo „to życie” nie jest życiem. Przestaniemy czcić „tego boga”, bo „ten bóg” nie jest bogiem. Nie będziemy identyfikować kim są „oni”, bo oni to my – ukazanie tego do czego jesteśmy zdolni. Musimy być Inni. Otworzyć serce i przeprogramować Mózgogłowie. Decydujemy o tym w każdej jednej chwili, która jest przecież tak krucha i delikatna, przecieka przez palce, które szukają oparcia po omacku, na oślep. Każdy dostaje dokładnie to na co zasługuje, a ci źli nie są źli, a ci dobrzy nie są dobrzy. To role. Monochromatyczny film. Możesz poznać matkę poprzez potomstwo, dotrzeć do esencji poprzez manifestacje. Dlatego spazm heroizmu i desperacji niczego nie zmienia, jest chwilowym pokrzepieniem w nigdy niekończącej się walce. Dlatego Prawda ma Moc Wyzwalania, ma Moc Przekraczania, ma Moc, która nigdy niczemu i nikomu nie służy. Nie usługuje. Jest na swój sposób bezużyteczna dlatego można jej używać do wszystkiego. Nie walczy, samoistnie przekracza, bez najmniejszego wysiłku. Bez sztucznego heroizmu i pyszałkowatego blasku.

Tak naprawdę ciężko się w tej rzeczywistości zadeklarować, stanąć po jakiejkolwiek stronie, bowiem od razu widzisz, że to tylko macanie prawdy, abstrakcyjny pogląd – ogląd pozornej sytuacji, ponieważ tak naprawdę brakuje źródłowych danych – to projekcja ludzkich pragnień i ograniczeń. Fakty nie mają nic do rzeczy, ponieważ najczęściej są zamaskowanymi opiniami. To jest po prostu taki moment kiedy my chcemy widzieć rzeczywistość w określony sposób, ponieważ próbujemy sobie pomóc, ulżyć w cierpieniu braku prawdziwego kontaktu. Pancerne szyby chroniące fałszywe skarby, te pielęgnowane sztuczne diamenty – „prestiżu” tego Upadłego Królestwa, które umiera w agonii. Niczego nie zabierzemy w dalszą podróż, zostaniemy z niczym, a naszą „duszę” oczyszczą demony. I tak ma być. Burzenie świątyń, demaskowanie autorytetów, niekończący się lament rozczarowania w „miłości”, w „przyjaźni”, w „pracy”, w „polityce”, w „sztuce” – ten czarny punkt śmierci na drodze, to w istocie kaplica pełna blasku i prawdziwej modlitwy. To miejsce prawdziwego zrozumienia, wglądu w istotę rzeczy. W prawdę.

W tej gorączkowej desperacji szukasz pocieszenia, wsparcia w tych protezach, w pustych deklaracjach; że jest bóg, inkarnacja, anioły oplatające nieboskłon, bo jest tam dojmujący strach, tak potężny, że doprawdy nic nie może się z nim równać. Strach przed Nicością. Ostatecznym Bezsensem. Daremnością. To jest właśnie Demon Abstrakcji. Byt z Niebytu, który jest choć go nie ma, który pożera nasze umysły i trawi nas przez całe życie w tych najmroczniejszych chwilach, w których myślimy żeby się zabić, bo myślimy, że dalej już nie damy rady. Czasem nie dajemy i wszystko odpada. Jednak kiedy wytrzymujemy okazuje się, że to przychodzi i odchodzi jeżeli pozwalamy temu przychodzić i odchodzić. Tutaj tkwi prawdziwy sekret. Prawo Odpuszczania. Prawo nie zaciśniętej pięści. Otwartej w przestrzeni dłoni, która niczego nie trzyma i pozwala wszystkiemu przychodzić i odchodzić. Pozwalasz przejść wszystkiemu przez samego siebie, nie chcesz być już dobry czy zły, taki, sraki czy owaki. Stajesz się przestrzenią pozbawioną zakotwiczenia, punktów granicznych, straży dobrego samopoczucia. Przestajesz udawać, prężyć się, przebierać do zdjęcia. Chodzisz na ślubach i pogrzebach w dresach, biegasz w garniturze. Mówią to, mówią tamto, lubią nie lubią. Wszystko jedno. Traktujemy to wszystko śmiertelnie poważnie, a to nie jest poważne, ponieważ niczego tak naprawdę nie sposób tu znaleźć. Niczego. Wszystko się rozpada jak już chcesz to określić, dotknąć, nazwać ostatecznie. Zamknąć w więzieniu umysłu i dokarmiać przywiązaniem. Rodzimy się sami i sami umieramy. Nikt nie wie co tam jest. Może jest może nie ma. Wszystko jedno. Minął już czas tajemnych ścieżek, hermetycznych doktryn. Teraz wszystko to leży jak perły wprost przed naszym ryjem. Możemy się bawić. Przeżuwać, trawić i wydalać. Taplać do woli w tym gnoju duchowości. Jeden wielki tęczowy festiwal, który kiedy dobiegnie końca zostaną jak zwykle śmieci i rozczarowanie. Nie przepłyniesz tego oceanu na macie do jogi. Nie przekroczysz go w lotosie czy obracaniu paciorków, bo wciąż wołasz o pomoc. Pomoc nie nadejdzie. Twój guru splunie na ciebie, bo wciąż nie rozumiesz. Zostawi cię samego na pastwę losu w najgorszym – najlepszym z tak zwanych momentów. Wtedy coś Odkryjesz, być może nawet wszystkie znaczone karty. Całe to Święte Oszustwo. Trzody się rozpierzchną na cztery strony świata, a pasterze zbankrutują. Obrócą się w proch wszystkie świątynie. Jak zawsze zacznie się kolejny długi obrót Koła. Nic nowego.

Kilku rzeczy się nauczyłem. Pozwalać odchodzić i przychodzić. Nie poprawiać. Nie szukać zbawienia w myśli. Czasami naprawdę jestem szczęśliwy, szczęściem które nie potrzebuje sprawdzenia, czasami naprawdę jestem nieszczęśliwy, nieszczęściem, które nie potrzebuje kontroli. Puszczam kierownicę przy dużej prędkości na autostradzie poglądów i choć wciąż dochodzi do kolizji, jakimś cudem jadę dalej. To jest tajemnica, której nie sposób odgadnąć.
Nie wiem jak to się wszystko dzieje. Nie znam praw absolutu, nie jestem oświecony, wyzwolony, lepszy od kogokolwiek i czegokolwiek. Nie chce mi się już niczego osiągać i udowadniać. Podpisywać pod żadnym papierem i świadectwem. Po prostu żyję i staram się szukać tej przestrzeni we wszystkim i wszędzie. To mi naprawdę pomaga jak nic innego.

I jeszcze jedno:

Nie mogę znaleźć swojego prawdziwego „Ja”.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

BOGATY ŻEBRAK

Kiedyś jeszcze na studiach do szkolnej gazetki napisałem tekst pod tytułem: „Nikt nie pyta zwycięzców dlaczego przegrali”. Jak mogłem się spodziewać tytuł ten został przez redaktora naczelnego zmieniony na: ”Nikt nie pyta zwycięzców”. To były czasy kiedy powstawała nieskończona ilość prywatnych uczelni wyższych, których progi były niskie stworzone jedynie dla pieniędzy. To były „fabryki” dojące obecny „wykształcony” prekariat, który teraz w większości pracuje na umowy śmieciowe, albo ma jakąś posadę przy taśmie w tej Fabryce Bezsensu. Kiedy człowiek się budzi z tego „amerykańskiego snu” z tej hipnozy – obietnicy, że świat leży u twych stóp i możesz wszystko, kiedy tylko przejdziesz to współczesne powszechne pranie mózgu i cały złożony proces dostosowywania się do tej ubranej odświętnie patologii, która udaje tak zwane normalne nowoczesne życie, wówczas odkryjesz pewnego rodzaju dojmującą samotność, w pewnym sensie stajesz się kimś Obcym, Innym dla tego Zaprogramowanego Mechanicznego Świata odroczonego w czasie Samounicestwienia.

Zawsze szukałem ludzi, którzy mieli na tyle odwagi by żyć i myśleć inaczej nie ulegając tej Hipnozie, którzy wybierali Trudną Drogę. Jest to droga ducha, droga świadomości, droga na swój sposób heroiczna wymagająca niebywałej odwagi, bowiem brak jest na niej jakiejkolwiek pewności kierunku i celu. Jest jedynie Przeczucie. Pielęgnowanie tej kruchej intuicji, że jednak istnieje prawdziwy wewnętrzny cel, do którego warto dążyć i tym celem jest Prawdziwa Wolność. Stan Prawdy. Przekroczenie cierpienia – podstawowej kondycji tego świata. Wyzwolenie z Iluzji. Zaufanie swojej Pierwotnej Naturze. Nie widzę innego sensu w tym powszechnym bezsensie, nie widzę innego celu w tej bezcelowej grze skalkulowanej na wieczną okrutną rywalizację, w której byś mógł wygrać ktoś musi przegrać.

Interesują mnie ci ludzie, którzy w ogóle nie grają w tą Grę, a zamiast tego tworzą zupełnie inną przestrzeń, która pozbawiona jest rywalizacji, bowiem wiedzą, że to co naprawdę się liczy jest poza formą – nie możesz tego kupić i nie możesz sprzedać. Tutaj nikt nie przegrywa i nikt nie wygrywa, bowiem wszystko jest doświadczeniem. Jeżeli twoje zwycięstwo jest czyjąś porażką tak naprawdę przegrałeś, a ta krótka chwila triumfu tak czy inaczej obróci się w nicość, bo taka jest natura tej rzeczywistości. Każde nasze „zwycięstwo” jest boleśnie chwilowe, efemeryczne, ulotne niczym zapach drogich perfum. Widzieć ten wzór oznacza mieć prawdziwą Mądrość, posiadać pewną rzadką przenikliwość, która jest podstawą Drogi. Istnieje tylko jedna ścieżka duchowa i jest to ścieżka odkrywania Prawdy. Nie jest to żadna struktura, żaden system, nic co ma nas prowadzić za rękę i uwalniać od własnej odpowiedzialności za dokonane wybory, dawać jakiekolwiek usprawiedliwienia i karmić słodyczą pocieszenia, snuć pajęczyny nadziei i obiecywać złote góry absolutu. Tą ścieżką jest surowe i bezpośrednie Doświadczenie. Coś co jest prawdziwe i rzeczywiste i wynika bezpośrednio z naszego życia. Pozbawione szat, ceremonii i wszystkiego tego w co chcemy się przebrać, narzucić na siebie by stać się kimś wyjątkowym, uduchowionym.

Jesteśmy wpychani w życie przez okoliczności – warunki, dlatego mówienie o równości jest absurdem. Jesteśmy być może równi w pragnieniu szczęścia i spełnienia, w młodzieńczej nadziei na dobre życie oraz w tym, że nikt z nas nie chce cierpieć. Jednak cierpimy w bardziej lub mniej świadomy sposób. Docenić swoje życie, swoją sytuację, swoje doświadczenie to przestać być żebrakiem, który wciąż gorączkowo szuka pomocy na zewnątrz. Tutaj zaczyna się Prawdziwa Wolność, która tak naprawdę jest naszą Naturą, czymś co jest w nas od zawsze. Bezwarunkowo. Moment w którym to odkryjemy jest prawdziwą Inicjacją. Zniewolenie tego świata możliwe jest tylko dlatego, że większość istot czujących szuka ratunku na zewnątrz siebie i błaga o pomoc tych którzy karmią się ich cierpieniem i udręką ponieważ to tworzy ich poczucie Władzy ich sztuczną i zarazem okrutną tożsamość. Budują swoją „potęgę” na cierpieniu, na niemocy, na uległości, na zależności. Ich litość jest bezwzględna. Czym w istocie jest System w którym wszyscy musimy żyć?

Jego istotą jest Kontrola.
Jego naturą jest Przemoc.
Jego manifestacją jest Zniewolenie.

Jego rdzeniem jest Poczucie Nędzy – Słabość, która jest pierwotnym wdrukiem, tą linijką kodu, na którym bazuje ten cały Sztuczny Twór. Religie unifikacji to potężne drukarki, które przez całe stulecia drukowały ludzką świadomość, która kiedy się rodzi jest czysta i bezbronna i można ją zadrukować tym właśnie kodem, który jest Podstawą Kontroli. To nieświadomy mechanizm Uległości – Poddaństwa. Okrutny Sędzia siedzący na tronie w przestworzach to nic innego jak Zaklęcie Umysłu – coś co jest tak głęboko, że nawet kiedy jesteś „ateistą” czy „nowoczesnym rozsądnym człowiekiem” jest tam i króluje na wieki wieków. To nasza podświadomość, coś do czego nie mamy dostępu. Czarna skrzynka tej maszyny, którą jesteśmy. Jesteśmy maszynami, które rodzą maszyny – skazani wyrokiem bez odwołania by stwarzać to więzienie i zarazem go pilnować, być czujnym na każdy prawdziwy objaw wolności i w razie czego raportować do centrali. Tą centralą jest utrzymująca to wszystko w kupie Ignorancja. Nieświadomość Pierwotnej niczym nie uwarunkowanej Wolności. Zniewolony Umysł. Bóg – Monstrum. Okrutny Demiurg – Ja, Mnie, Moje.

Ta „rzeczywistość” została tak zaprogramowana, że nad wolnością najlepiej pracować w ciszy, w tak zwanej Świątyni Serca nie szukając poklasku ani uwagi. Robić swoje – konsekwentnie bez rzucania się w oczy. Funkcjonować na pograniczu światów. Być poza deklaracją, poza pozą oświeconego, świętego, bowiem to nic innego jak egotyczna zabawa. Najlepszą szatą jest Zwyczajność. Nic specjalnego, nic wyjątkowego. Poznać Siebie. Zatrzymać się. Być uważnym. Odkryć świętą tajemnicę: Troskę – Miłość, Mądrość i Współczucie. Spojrzeć na ten świat z poziomu serca w prosty i bezpośredni sposób. Uwolnić siebie, by być w stanie tak naprawdę pomóc innym. To jest Trudna Droga, która nie szuka uznania i poklasku, uwagi i absorpcji – to jest droga na której możemy zobaczyć niezliczone ślady istot, które ją przeszły. Uwolniły się i wróciły by pomagać innym. To jest Prawdziwa Praca.

Ta Droga nie należy do żadnej tradycji, sekty, grupy okultystów. Ta Droga nie należy do nikogo. Otwiera się kiedy przychodzi czas i wiedzie przez całą wiedzę ludzkości, przez wszystkie religie i tradycje duchowe, świeckie, przez naukę, kulturę, przez wszystko. Nie ma ograniczeń i nigdy nie miała. Ograniczenie jest pierwszą kratą tego wiezienia – jednak ma swoją funkcję, bowiem dla zniewolonego umysłu wolność jest przerażająca. Zniewolony człowiek nienawidzi wolności, gardzi ją i ją poniża, ponieważ jest żebrakiem i będzie mordował wszystkich tych, którzy ukazują mu jego zniewolenie, jego usłużność wobec własnego Strachu, którym się karmi i odżywia, który pielęgnuje, bowiem jest wszystkim co zna. To jest Nędza, która tworzy Panów i Niewolników, która wznieca pożogę wojny i poniża wszelkie bezbronne istnienie. To jest Nędza stojąca za każdym aktem bestialstwa, które przekracza kolejną granicę. Możesz bez końca zanurzać się w tej nędzy, studiować ją, mówić o niej i pisać – w ten sposób będzie jej coraz więcej i więcej, aż stanie się jedynym w czym będziemy żyć. Poświęcając czemuś uwagę – wzmacniamy to. Wydobywamy do światła świadomości i poprzez siebie ukazujemy światu. Możemy mówić o wolności i możemy mówić o zniewoleniu. Wszystko ma swoje Konsekwencje.

To nasz Wybór.

Nasza Droga.

Nasza Wolność.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

MASZYNA CIERPIENIA

IGNORANCJA – MÓZGOGŁOWIE, KTÓRA UDAJE MĄDROŚĆ, TWORZY SKOMPLIKOWANY ŚWIAT SZTUCZNIE WYGENEROWANYCH POTRZEB – PRAGNIEŃ, KTÓRYCH NIE MA KOŃCA – TO JEST RZECZYWISTOŚĆ PRAGNIENIA. RODZIMY SIĘ Z PRAGNIENIA I SPRAGNIENI UMIERAMY. POŻĄDANIE ZASILANE IGNORANCJĄ JEST PRAWDZIWYM PALIWEM ZASILAJĄCYM MASZYNĘ CIERPIENIA.

Kształtowała mnie rzeczywistość dusznego betonowego post industrialnego miasta – Łodzi, które wysłużone i zużyte miało już za sobą swoje ekonomiczne „pięć minut”. Było nagie w swojej prawdzie, pozbawione złudzeń na swój oryginalny sposób brutalne i pociągające jednocześnie. Ten „mrok” pozwalał dotrzeć do prawdziwego ciała, do żywego nieosłoniętego niczym mięsa przed którym desperacko uciekamy w krainy abstrakcyjnej fantazji, w nieskończone światy złudzeń. To miasto było pełne drapieżników – istot, których bezwzględność życia zmuszała do ciągłej walki o tak zwane przetrwanie. To przetrwanie było czymś ze wszech miar rzeczywistym, czymś co się działo realnie tu i teraz i tworzyło w tych ludziach bardzo wyjątkową jakość – Przytomność. To nie była przytomność wyuczona na drogich kursach mindfulness podrasowanych terapeutyczną gadką szmatką w klimatyzowanych salach, to była przytomność pierwotna. Coś wrodzonego. Prawda tych ludzi nie była zbiorem intelektualnych farmazonów tak zwanych zdań i opinii na temat otaczającego ich świata, to była prawda życia i śmierci, szczęścia i cierpienia przeżywanego bezpośrednio. Człowiek pozbawiony złudzeń jest kimś niepokojąco Innym. Jest kimś niebezpiecznym dla tej Fabryki Snów ze samej swojej natury ponieważ tak naprawdę nie możesz go kontrolować. To jest rodzaj człowieka, który żyje i myśli po swojemu, ponieważ nie stracił Instynktu. Jest na swój sposób dziki dla udomowionych i uśpionych ludzi – wykarmionych tą bezsmakową papką współczesnej „cywilizacji”, która produkuje leniwych i apatycznych ludzi – maszyny, ludzi – usługi, ludzi – klaunów, którzy stali się niczym innym jak Narzędziami Zniewolenia.


Do każdego z nas w pewnym momencie przychodzi jedyny w swoim rodzaju Impuls Przebudzenia się z tego okrutnego snu. Do mnie przyszedł dawno temu i był splotem następujących po sobie wydarzeń. Jednak tak naprawdę bardzo trudno to Przyjąć, bo to nie jest nic przyjemnego. Ten rodzaj „oświecenia” daleki jest od błogości i szczęścia. To przebudzenie jest brutalne i bardzo boli. To przebudzenie jest zdzieraniem skóry i docieraniem do samego rdzenia. Do prawdy o cierpieniu.

W moim życiu, cierpienie nauczyło mnie najwięcej i otworzyło mnie. Teoretycznie łatwo to zrozumieć, jednak naprawdę trudno to Przyjąć, bo nie jest to TO czego chcemy. Kiedy TO przychodzi chcemy uciec, zmienić, zmodyfikować, przetransformować, uleczyć, znieczulić. Kiedy zbyt długo przed TYM uciekamy jest tego coraz więcej i nabiera swoistej masy i ciężaru. Staje się ciężkie i wszechobecne. Staje się światem w jakim żyjemy, a naszym głównym zajęciem staje się ukrywanie cierpienia. Tak zwana dobra mina do złej gry. To co widzę tutaj to nieszczęście udające szczęście, smutek udający radość, ludzie odgrywający jakieś absurdalne role skazani na terror innych ludzi, którzy kompletnie nie wiedzą kim są i wszyscy nawzajem próbują siebie oszukać, że są szczęśliwi, zadowoleni, wartościowi. Kiedy prawdziwy obraz człowieka staje się wykreowanym wizerunkiem i podtrzymywaną bez końca iluzją ból staje się nie do zniesienia.

Teraz ta iluzja dobiega końca. Prawda wychodzi na jaw, na wszystkich poziomach. To sytuacja Progu. Rytuał Przejścia. Wyjście z Mroku Ignorancji. Przebudzenie. Będziemy mieć coraz mniej siły na odgrywanie tych wszystkich narzuconych ról, tej maskarady, absurdalnego spektaklu, spadają i będą spadać wszystkie maski. To jest czas wyboru. Czas decyzji. Bardzo krótki moment wolności, ponieważ nikt nie może tego kontrolować. To po prostu jest. Otwarte i proste. Jasne. Kiedy przestajesz uciekać przed cierpieniem i pozwalasz mu być tym czym jest w swojej prawdzie i nauczaniu wówczas rodzi się w tobie Moc, która jest Prawdziwa. To nie jest jakieś wymyślone duchowe mambo dżambo, ezoteryczne pierdolenie o aniołach i wymiarach. TO jest TO. Bez obietnic zbawienia i osiągania „poziomów”. Bo jest w istocie tylko jeden poziom. Prawda. To wszystko. Nic więcej. Kiedy ją odkryjesz nie osiągniesz, wszystko staje się porażająco proste. Zaczynasz Czuć. Współodczuwać. Być naprawdę. Tu nie ma nic do osiągnięcia. Nic. Dopóki chcesz coś osiągnąć będziesz cierpieć i ta Maszyna nie przestanie pracować. Wszystko ma swój koszt, każde nasze działanie pociąga za sobą skutki. Te skutki stają się naszym światem. Rodzą się bez końca. To jest Inkarnacja w której tak naprawdę nikt się nie odradza, bo nie ma nikogo kto miałby się odrodzić. Dlatego twoja próba uwolnienia tworzy więzienie, ponieważ wciąż chcesz coś zmieniać, a to jest w twojej głowie, w twoim myśleniu. To jest tylko jakiś Pomysł, który próbujesz zrealizować. To nie ma rzeczywistych podstaw dlatego rodzi nieskończone współczucie. I to współczucie jest Stanem Istnienia. To nie jest tym jedynie dobrotliwym i kochającym, które ma cię kochać i przytulać – całować do snu, na dobranoc. Czasami to musi cię budzić, wstrząsać, napierdalać po ryju tak długo, aż się obudzisz. Otworzysz oczy. Zobaczysz. Zapłaczesz łzami, które są warte więcej niż wszystkie skarby tego sztucznego świata. To jest prawdziwe Zbawienie. Prawdziwa Inicjacja. Prawdziwa Droga. To nie jest ta czy inna religia, sekta, tajemna szkoła jakiś kolejny system konstrukcji – dekonstrukcji. To wszystko jest bez znaczenia. To Życie jest Mistrzem, który zawsze ukazuje Prawdę. To nie są słowa, mądre prastare księgi pełne zakazów i nakazów przepisywane i redagowane by kontrolować tak zwanych wyznawców i wiernych, którzy jedyne co robią to próbują naśladować świętość, która jest wymyślona jak wszystko inne.

Czym więcej tym mniej.
Czym mniej tym więcej.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

KONWERSJA

Wyzwolić świat, to wyzwolić siebie. Wyzwolić siebie to być czymś żywym i prawdziwym. Nie być kopią, repliką – zadaniem do wykonania i rolą do odegrania. Być prawdą.

Jestem z natury samotnikiem, który się dobrze czuje w swoim świecie. To dobry świat w którym Coś się liczy. Pamiętam ten moment kiedy jako młody chłopak ujrzałem i poczułem Bezduszną Mechaniczność tego świata, tego układu w którym wszyscy jesteśmy niczym więźniowie śniąc sen o wolności. To było na zwykłej ulicy, pełnej ludzi, samochodów i tych wszystkich „normalnych” ludzkich spraw, które przecież zawsze i wszędzie toczą się bez końca. Miałem pewnie z czternaście lat. To było dziwne uczucie – Coś wewnątrz mnie patrzyło na świat w zupełnie inny sposób i jakimś cudem ominęło okablowanie Mózgogłowia, które wszystko ma zwyczaj racjonalizować, do wszystkiego przywykać i wszystkim zarządzać. To Coś było chwilowym zbudzeniem ze snu, czymś pierwotnym i zapomnianym, uśpionym głęboko w otchłani umysłu, który sam w sobie stał się tak zmyślny, że pozbawiając nas przestrzeni prawdziwego przeżywania świata dał nam w zamian jego falsyfikat. Nie żyjemy w świecie, żyjemy w Mózgogłowiu. W programie umysłu.

To było Przeczucie. Głos. Dotyk. Odmienny sposób postrzegania, który nie jest niczym specjalnym, niczym mistycznym. To nie było szokujące i wyjątkowe. To było porażająco zwyczajne. Tak normalne i rzeczywiste, że zrozumiałem wtedy z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Świat w którym „żyjemy” jest Konwersją.

Nagle w jednej „krótkiej chwili” spojrzałem na świat w inny sposób i to było początkiem mojego Zaufania do tego, że mogę się wyzwolić z tego Mechanizmu, z tej zapętlonej symulacyjnej gry, że Wolność istnieje i w swojej istocie nie jest układem sił, jakąś nową konfiguracją nie jest niczym na zewnątrz. Jest wewnątrz. W środku. To jest Stan Bycia. Zrozumiałem, że jesteśmy zniewoleni wewnątrz, a to więzienie jest tylko odzwierciedleniem tej prawdy. Nie odkryłem tego wtedy na tej ulicy, ale wtedy to Przeczułem. Przeczucie jest ważnym słowem. To Klucz – Wytrych do tej Klatki, nikt nam go nie podaruje musimy stworzyć go sami, a to wymaga Pracy. Ta Praca jest zadaniem naszego życia. Tylko to się liczy. Tylko wtedy możemy zrobić Coś Naprawdę. Jeżeli Tego nie zrobimy stracimy najcenniejszą możliwość jaka została nam podarowana. Liczy się tylko Absolutna Wolność. Żaden półprodukt, półfabrykat w postaci „wolnego świata” jakiejś mitycznej krainy powszechnej szczęśliwości. To zawsze okazuje się oszustwem, kolejną ulepszoną wersją tej samej Gry Pozorów. Nie możesz udawać Wolności. Musisz ją Osiągnąć w Sobie poza Wszelką Wątpliwość, bo dopiero wtedy ten świat będzie wolny w sposób rzeczywisty. Wolność ze swojej natury jest Radykalna.

Prawda jest sprzeczna z interesami tego świata, który chce trwać w zniewoleniu i kłamstwie tym nas karmić bez końca, tuczyć jak świnie w klatkach by bez litości zarżnąć i sprzedać jak kawałki mięsa na rodzinnego niedzielnego grilla – tą małą radość pełną zakodowanego w nim cierpienia czym w swojej nieświadomej istocie jest właśnie to nowoczesne życie, ten upudrowany koszmar. Nie widzieć tego to Spać. Śnić. Majaczyć. Żyć przez Sen. Jeżeli wciąż tego nie widzisz, to musisz się obudzić, bo umrzesz we śnie, który stanie się koszmarem, który cię przebudzi jednak wtedy będzie już za późno.

Za późno.

Nieświadomy sen staje się koszmarem, ponieważ nie masz nad nim żadnej kontroli, żadnej mocy sprawczej jesteś tylko stroną bierną, kimś pozbawionym jakiegokolwiek znaczenia, to sen kształtuje ciebie, a nie ty kształtujesz sen. Żeby się Przebudzić trzeba najpierw nauczyć się śnić świadomie – zrozumieć i poczuć naturę tego snu, tego, że tak naprawdę każda forma, treść i zdarzenie jest Tobą – tkaniną twojej własnej świadomości. Konwersja polega na złudzeniu, że To jest na Zewnątrz, podczas kiedy tak naprawdę To jest Wewnątrz. Życie jest snem, a sen jest życiem.

Ten pierwszy Impuls, To Przeczucie trzeba pielęgnować i trzeba mu zaufać, bowiem to jedyna Ścieżka, która prowadzi do środka, która nie jest wydeptana przez zewnętrzne mechaniczne doktryny i religie, przez zewnętrznych kapłanów i guru, przez systemy nawracania, które stały się zatłoczonymi autostradami do nigdy nie spełnionych kupowanych na kredyt wiary – rajów i absolutów za cenę uległości i nadziei, albo egotycznym kultem urojonej mocy. Nie ma żadnej wolności poza tą chwilą. Nie istnieje i nigdy nie istniała. To jest bardzo Proste.

Bardzo Proste.

Nikt nie wie o tobie tyle co ty. Nikt z tobą nie był równie długo. Nikt. Nigdy. Nigdzie. To coś znaczy, a znaczy więcej niż nam się wydaje. Dlatego tragedią jest, że tak mało wiemy sami o sobie, ponieważ nie mamy czasu na to, jesteśmy jak to mówimy „zajęci”. Czym jednak „my jesteśmy zajęci”? Wszystkim co z punktu widzenia Prawdziwej Wolności jest kompletnie bez znaczenia, jest przelotnym bolesnym i pełnym przemocy snem, bowiem wystarczy się obudzić na krótką chwilę, bu ujrzeć w czym my tak naprawdę żyjemy, zrozumieć Naturę Klatki. Klatka to Program. Ten Program to ukryty Bezsens, który jest tak uporządkowany i zredagowany, że tworzy pozorny sens. Wszystko, absolutnie wszystko co robimy w tym tak zwanym życiu – przeminie, bo tak jest natura tej rzeczywistości. Gonimy bez wytchnienia za czymś co jest snem, lub obiecanką, jednak kiedy już wielkim wysiłkiem to osiągniemy okazuje się, że to nie wystarczy, stan szczęścia wynikający z tego trwa bardzo krótko. I znów szukamy czegoś innego, czegoś co nas wypełni nadzieją na szczęście w przyszłości. W rezultacie mamy bardzo krótkie chwile szczęścia w ciągłej gonitwie za nim. To absurd.


Ta zmechanizowana Fabryka Snów, której produktem jest Nadzieja Szczęścia w której wszyscy jesteśmy zatrudnieni na pełen etat. Stworzyliśmy realny przemysłowy koszmar w imię „naszego bezpieczeństwa i wolności” w którym ani nie jesteśmy wolni, ani tym bardziej bezpieczni. Jesteśmy Produktem, który staje się Odpadem, bowiem wypełnił już swoją rolę uciążliwego robotnika. Teraz kierownicy tej Fabryki Snów mają zamiast nas maszyny. Stajemy się niepotrzebni – co jeszcze do nas nie dociera, bowiem zostaliśmy zaprogramowani do pracy do współudziału w tworzeniu własnego więzienia. Praca została ukończona. Mamy globalną masową Izolację i Cenzurę głosów sprzeciwu. Mamy korporacyjny faszyzm z makijażem. Mamy umierającą w agonii Planetę – Matkę, którą zarżnęliśmy dla własnych wygód. Mamy masy bezmyślnych ludzi – niewolników i bardzo wąską grupę bardzo bogatych ludzi, którzy mogą zrobić wszystko, bo ponad nimi nie ma już nikogo. Są bogami w stworzonym przez siebie „raju”. Do obsługi tego raju nie trzeba wielu ludzi. To nie jest raj dobrego pana boga. To raj psychopatycznych ludzi pozbawionych współczucia i empatii.

Tolerujemy tą zorganizowaną przemoc, ponieważ przywykliśmy do niej. Jest dosłownie we wszystkim. Cały ten System jest zorganizowaną Przemocą, który teraz zmywa swój „humanitarny” makijaż. To jest czas, kiedy możemy widzieć Prawdę tego świata – czym on tak naprawdę jest i czym był i dlaczego upada. Ponad tym wszystkim jest Coś czego nie możesz zbrukać, nie możesz zniszczyć, zabrudzić, zniewolić, uwięzić. To nie należy do tego ciała i do tej ziemi. Wybór polega na tym czy chcesz brać w tym udział. Są tylko dwie drogi – Tak i Nie i ich konsekwencje. Czy w obronie swojego życia jego statusu, jego wygód będziesz krzywdzić innych odbierać im wolność i prawo do istnienia, by zapewnić sobie przetrwanie? Czy twoja „moralność” jest prawdziwa? Twoje zasady? Twój humanizm? Twoja religia? Twoje człowieczeństwo? Czy wybierzesz strach czy miłość? Troskę i współczucie czy egoizm i bezwzględność, bo wcześniej czy później każdy z nas stanie na tym rozdrożu pośród rozpadającej się rzeczywistości. Nikt nie może tego zatrzymać. Już jest za późno. Czy wybierzesz śmierć, która jest życiem, czy życie które jest śmiercią? Czy będziesz brał udział w tym zbiorowym gwałcie? W tej orgii okrucieństwa i bezsensownej przemocy?

Koniec końców i tak umrzesz, pytanie jednak co będziesz wtedy mieć w sercu, bowiem to decyduje o wszystkim. Ten wybór stanie się jasny dla wszystkich. Nie ma już opcji po środku, nie ma opcji przeczekania. Musimy spłacić wszystkie długi i ponieść wszystkie konsekwencje swojego życia i swoich decyzji. Wszyscy mamy zarzut współudziału.

Taka jest Prawda.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

DWIE DROGI

Urodziliśmy się w Klatce. W zaprogramowanej „rzeczywistości” pozornego szczęścia, które w istocie jest upudrowanym cierpieniem, bowiem koniec końców pomimo całej cywilizacyjnej aparatury nie jesteśmy w stanie przekroczyć ludzkiej kondycji. Wyrok zapadł, a my żyjemy ze świadomością jego odroczenia w najlepszym wypadku trwającego kilkadziesiąt lat. Pogodzenie się z naturą egzystencji, jest odpuszczeniem i mam poczucie, że nasza cywilizacyjno – kulturowa niezdolność do uznania praw natury prowadzi nas w otchłań niepotrzebnego cierpienia. Droga ludzkiej mądrości, która możemy tutaj nazwać duchową jest raczej akceptacją nie zmaganiem, współczuciem nie walką. To współczucie wynika ze zrozumienia, że wszystko przejawia swoją prawdę wtedy, gdy przestaje udawać coś innego, kiedy staje się swoją własną naturą. Tym czym jest w najgłębszym sensie.

Droga ludzkiej ignorancji prowadzi w odwrotnym kierunku i jest kolektywna, reaktywna i nie ma na niej spokoju i akceptacji. Jest ciągłą walką, zmaganiem i wysiłkiem – paliwem tego wszystkiego jest Abstrakcja generowana przez Mózgogłowie czyli urojony twór, który replikuje się z chwili na chwilę i bez ustanku musi szukać potwierdzenia na zewnątrz w nie mającym końca działaniu. To neurotyczne nieskończone działanie jest formą ucieczki przed konfrontacją z umownością wszelkich znaczeń i faktu, że wszystko co „tworzymy” jest formą unikania świadomości, która ma odwagę postrzegać prawdę. Prawdziwa świadomość jest pozbawiona strachu, bowiem ma zdolność rozumienia zjawisk i procesów poza intelektualnymi spekulacjami. Poza myślą – słowem. Bezpośrednio. Sztuczna zaprogramowana świadomość, która tworzy sztuczny zaprogramowany świat oparty na skrajnie egotycznych parametrach staje się coraz bardziej przytłoczona nadmiarem tych wszystkich oszustw, które musi podtrzymywać i gier w które musi grać. Nasza skolektywizowana cywilizacyjna maszyneria zaczyna się psuć i rozpada się na naszych oczach jednak my odurzeni cyfrową hipnozą udajemy, że wciąż możemy się bawić tak jak dawniej. I próbujemy to robić jednak ta zabawa staje się coraz bardziej pokraczna, coraz mniej zabawna. Staje się smutna.

Kiedy przestajemy mieć nadzieję na zewnętrzne wsparcie, kiedy
przestajemy mieć nadzieję, że okropna sytuacja, w jakiej tkwimy
rozwiąże się jakoś sama, nie pogorszy się, wówczas nareszcie
jesteśmy wolni – prawdziwie wolni – aby uczciwie rozpocząć pracę
nad rozwiązaniem. Powiedziałbym, że kiedy umiera nadzieja,
zaczyna się działanie.

Derrick Jansen

Wypieranie, łagodzenie, modyfikowanie, ignorowanie, podważanie – to „nie” jest strategią Mózgogłowia jego tragiczną taktyką. Nie widzieć, nie słyszeć, nie czuć, nie dotykać, nie myśleć o tym wszystkim to Uciekać. Ta ucieczka nie ma szans powodzenia, ponieważ tak naprawdę nie ma miejsca do którego możemy uciec, gdzie możemy się schronić, bo ten świat i to ciało jest tym światem i tym ciałem w którym żyjemy. To jest nasza nauka. To nauką jest akceptacja konsekwencji własnych działań, akceptacja własnego życia w jego prawdziwej postaci pozbawionej tych wszystkich sztucznych tożsamości i projekcji.

Świadomość swojej niewiedzy, neurotycznych skłonności, „negatywnych” potencjałów, świadomość ograniczeń istoty ludzkiej, umysłu, percepcji, świadomość kondycji ludzkiej i uwarunkowań w jakich jest zmuszona funkcjonować to fundamentalny warunek uzdrowienia, czyli przywrócenia naturalnego stanu, który nie chce już być „wiecznie szczęśliwy” i „zadowolony”, bo rozumie, że to jest niemożliwe i właśnie to generuje najwięcej nieszczęścia i frustracji. Obietnica cywilizacyjnego szczęścia w formie posiadania jest oszustwem i to oszustwo niszczy prawdziwe Życie, które jest warte więcej niż cokolwiek jesteśmy w stanie stworzyć. Nie możemy tego kupić za te wszystkie sztuczne wytwory cywilizacji śmierci. Życie jest bezcenne, a stało się towarem na sprzedaż na absurdalnym targowisku próżności i arogancji. Bycie krytycznym w stosunku do tej destrukcyjnej kolektywnej drogi ludzkości jest znakiem tego, że wciąż jesteśmy prawdziwymi ludźmi nie wytworami Trupizmu – religii tej cywilizacji. Nie być wyznawcą tej religii to zaufać swojej prawdziwej naturze, która jest mądrością i współczuciem i tak naprawdę jest spokojem, który wynika z akceptacji tego co jest. Jest życiem poza nadzieją i neurotycznym lękiem.

Kiedy porzucasz nadzieję, przytrafia ci się coś lepszego niż świadomość, że to cię nie zabiło – w jakimś sensie zostajesz zabity. Umierasz. A stan takiej śmierci ma w sobie coś wspaniałego – ci, który sprawują władzę, nie mogą cię już dotknąć. Ani poprzez obietnice, ani poprzez groźby, ani poprzez samą przemoc. Kiedy jesteś martwy w taki sposób, możesz wciąż śpiewać, możesz wciąż tańczyć, możesz wciąż uprawiać miłość, możesz wciąż walczyć jak diabli – możesz nadal żyć, ponieważ czujesz, że żyjesz, bardziej niż kiedykolwiek. Dociera do ciebie, że kiedy umarła nadzieja, dawny „ty”, który umarłeś wraz z nią, nie był tobą, ale „tobą” uzależnionym od tych, którzy cię eksploatują; „tobą” wierzącym, że ci, którzy cię wykorzystują, zaprzestaną tego sami; „tobą”, który wierzył w mitologie propagowane przez wyzyskiwaczy w celu ułatwienia tego wyzysku. Skonstruowany społecznie „ty” umarłeś. Cywilizowany „ty” umarłeś. Wyprodukowany, zmyślony, ostemplowany, ulepiony „ty” umarłeś. Ofiara umarła.

Derrick Jansen

Urodziliśmy się w zaburzonym dysfunkcjonalnym świecie, który jest pełen cierpienia z którym próbujemy sobie poradzić i je przezwyciężyć. Tym można byłoby określić rozwój cywilizacji w jej pierwotnym znaczeniu, nauką przetrwania w brutalnym i surowym środowisku. Teraz mamy do czynienia z środowiskiem chaotycznym, mutującym ponieważ cywilizacja w jakiej żyjemy stała się neurotyczna i pozbawiona spokoju, jest ciągłym ruchem, szamotaniem się, poszukiwaniem sensu w narastającym bezsensie. Żyjemy w nadmiarze wszystkiego, w ciągłym wytwarzaniu pozornej nowości, projekcji skierowanej w wymyśloną przyszłość urojonej nadziei. Tracimy chwilę obecną jedyne co tak naprawdę mamy. Tracimy kontakt z czymś fundamentalnym i pierwotnym ponieważ to umysł i jego wytwory zdominował nasze życie, nasz los.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

KOLONIZACJA UMYSŁÓW

Kiedy misjonarze przybyli do Afryki, mieli Biblię, a my mieliśmy ziemię.
Powiedzieli: „Módlmy się”. Zamknęliśmy oczy.
Kiedy je otworzyliśmy, mieliśmy Biblię, a oni mieli ziemię.

Desmond Tutu

Role zdominowały aktorów, narzędzia użytkowników. Tym właśnie jest Aparatura – Okablowanie. Cywilizacja technologiczna jest strukturą opresyjną i dominującą, która wyjaławia Naturę i człowieka uprawiając go na swoje podobieństwo.

Nowy cybernetyczny system zarządzania zagubionymi w swoich neurozach istotami oferuje ciągłość Igrzysk Śmierci – tragicznej bezmyślnej rozrywki, której głównym celem jest nieustające utrzymywanie Ignorancji na poziomie uniemożliwiającym Wgląd w prawdziwy obraz rzeczywistości. To zaprogramowane przekonanie o tym, że Choroba jest Zdrowiem. Choroba o której tutaj mówię ma naturę psychologiczną jest wyhodowana w „laboratorium cywilizacji” niczym mutacja wirusa, który infekuje nas przez pierwsze lata życia i zmusza do adaptacji. Nienormalne uznajemy za normalne. Adaptacja jest normowaniem. Normowanie jest Przystosowaniem. Przystosowanie jest Akceptacją. Akceptacja jest Uległością. Uległość jest Udziałem. Udział jest współtworzeniem Choroby. Dlatego każdy z nas jest odpowiedzialny za kondycję świata w jakim żyjemy.

Człowiek zaczyna tak głęboko utożsamiać się z tym co robi, w czym jest, że zatraca przestrzeń i dystans, a kiedy brakuje przestrzeni rzeczywistość staje się gęsta, duszna i przytłaczająca. Ilu z nas realizuje własny pomysł na życie? Swoją osobistą agendę? Coś co jest naprawdę niepowtarzalne i wyjątkowe wnoszące w ten wymiar nową jakość? W większości przypadków robimy coś „twórczego”, bo chcemy poklasku, uznania, atencji, chcemy się gdzieś dostać. Być Kimś. Naśladujemy „tych, którym się udało” i chcemy być tacy jak oni. Wynika to z tego, że jesteśmy kolejnym klonem, produktem, który szuka „inspiracji” na zewnątrz siebie i próbuje wbić się w tak zwane trendy. Trend jest algorytmem – wirusem, infekcją umysłu, który tworzy sklonowane komórki rakowe mas które chcą być trendy tworząc w istocie monady kultur – bakterii, które żerują na swojej własnej desperacji wynikającej z kompletnego zatracenia własnej istoty.

Masowe społeczeństwo jest nieświadome i funkcjonuje w stanie hipnozy. Jest zaczarowane i otumanione Klątwami Programów, które są aktualizowane każdego dnia przez wszystkie Urządzenia Sterujące w postaci Masowych Mediów. Nasze uzależnienie od uczestniczenia w Igrzyskach Śmierci, którymi w istocie jest ta samobójcza egoistyczna cywilizacja i jej „rozrywkowej” hipnozie, która czyni nas wiecznie zajętymi rzeczami bez znaczenia. Czym są tak zwane „zasięgi”? To reglamentowany przez sztuczną inteligencję kanał rozprzestrzeniania Infekcji, a ta czym głupsza tym lepsza, co doprawdy łatwo zauważyć. Promowanie głupoty, ignorancji i bezmyślności, tych wszystkich pociesznych bzdur i ładowanie tego w skolonizowane masowe umysły jest Programem. Ten Program stał się dominującym Systemem Operacyjnym na tej planecie. Mechanicznym Bogiem, który właśnie tworzy swój Sztuczny Eden i miliardy coraz mniej świadomych istot. To jest hodowla Klonów.

Standaryzacja.
Optymalizacja.
Droga na zatracenie.

Dostaliśmy „wygodne kompaktowe życie” a wraz z nim nastąpiła Redukcja do formy jałowej i łatwostrawnej pozbawionej tajemnicy i grozy, sensu i znaczenia. Trawimy się łatwo jak zblendowany poranny koktajl pity przed fitness i siłownią, zajęciami jogi śmiechu i tantrycznego ruchania słabszych i mniej ogarniętych. Przybieramy egzotyczne imiona, przywdziewamy dziwaczne duchowe ciuchy z organicznej bawełny, koraliki, sznureczki, medaliki, bransoletki. Pijemy święte wywary i napary w imię uzdrowienia świata i oświecenia. Stajemy się narcystyczną kpiną, przebierańcami tak mdłymi, że rzygowiny podchodzą pod samo gardło absolutu. Jesteśmy szamanami z you tuba, mistykami z fejsbuka srającymi pachnącymi frazesami niwelującymi „negatywną energię”. Ucieczka staje się wyjątkowo uduchowiona, napędzana „świętym” przemysłem wszelakich ceremonii, kakofonii mis tybetańskich, gongów, dzwoneczków – całego tego naśladowania wymyślonego przez nas duchowego urojonego świata. Pachniemy pozornym wyzwoleniem w tym gnojowisku.

Kiedy by to wszystko zabrać co zostanie? Co jest pod tymi frazesami? Czy jest tam zwykła ludzka najprostsza życzliwość i troska? Czy jest tam głębia prawdziwej wstrząśniętej grozą egzystencji świadomość? Czy jest tam Współczucie i bezpretensjonalna Mądrość? Czy są tam szczere łzy i prawdziwa radość, która nie jest towarem handlowym i znakiem towarowym. Sprzedajemy Ducha jak chińskie badziewie obiecując kolejne urojenia i obietnice bez pokrycia. My ludzkie istoty możemy poczuć tą nieskończoną tęsknotę za prawdziwą duchowością, za czymś co nie jest kolejnym towarem na rynku, jakąś egzotyczną modą z odległych mistycznych krain. To są najgłębsze i najbardziej intymne ludzkie potrzeby – to jest święte w najgłębszym znaczeniu, ponieważ ma zdolność wyzwolenia nas z cierpienia, nie taplania się w bezmiarach mdłego absolutu. To jest coś konkretnego jak zmywanie naczyń i gotowanie obiadu, jak budowanie domu. To nie potrzebuje reklamy i rynku zbytu.

Dlatego tak trudno To znaleźć.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

KOPIOWANIE KOPII

W rzeczywistości nadpisanej symulacją – generowaną każdego dnia wirtualną opowieścią o nieistniejącym świecie cudownych atrakcyjnych i wielobarwnych awatarach, które niczym w fantastycznej grze przygodowej realizują wszelakie spektakularne misje, które zapewniają wystarczającą ilość dopaminy, by przetrwać kolejny dzień w rozpadającej się rzeczywistości. Ucieczka stała się przemysłem XXI wieku. Najbardziej dochodowym interesem w dziejach ludzkości.

Jestem przedstawicielem tej nowej ponadnarodowej rosnącej w zastraszającym tempie najbardziej licznej klasy post robotniczej. Jesteśmy tak zwanym odpadem z taśmy technologicznej cywilizacji 2.0. produkującej zaburzenie, nieszczęście i desperację na masową skalę, której właściwym produktem i najbardziej dochodowym jest uśmierzanie tego bólu i cierpienia jakie sama stworzyła. Umierający analogowy świat zastępuje cyfrowe szkarłatne dziecię, które tworzy nieudolną kopię – zapis. Pozbawione pierwiastka prawdziwej kreatywności, tej niezgłębionej Iskry Życia Mózgogłowie sztucznej inteligencji może jedynie odtwarzać, odwzorowywać – ponieważ nie ma w sobie życia. Ma tylko zasilanie. To pasożyt, tworzący kopię świata na swoje podobieństwo, który wysysa całe życie z tego co tu jeszcze zostało. Prawdziwa kreatywność jest nieprzewidywalna, nie jest wgranym programem, mechanizmem sterowania, programem rozrywkowym. Jest tajemnicą. Tym co tak naprawdę chcemy rozbroić by nasze ego, sztuczny wyhodowany przez mózg twór mógł wreszcie poczuć się bezpiecznie. Przewidywalność, wydajność, optymalizacja to zasieki jego Mechanicznego Królestwa i zarazem gwarancja przetrwania Mózgogłowia.

Ludzka zmechanizowana istota tworzy zmechanizowaną naukę na swoje własne podobieństwo niczym upośledzony bóg. Czym jest nauka ludzkiej istoty, która jest ograniczona własną ignorancją i niewiedzą? Jest nauką ograniczenia i niewiedzy to mechaniczne utwierdzanie się w tym co ma się powtarzać. To jest dowód: jak się powtarza. Jak się nie powtarza to nie jest naukowe, nie jest mechaniczne – odrzucamy to. Najbardziej cenne jest to czego nie możesz powtórzyć, każda jedna chwila. Wszech złożoność tego momentu, nie jesteś w stanie namalować, napisać, sfotografować „żywości” tej właśnie chwili. To co się wybija z Koła nie jest zapętlone. Dokąd w istocie zmierza pomysł człowieka na samego siebie? Czy da się to uogólnić? Uogólnienie jest tworzeniem Abstrakcji tego wszystkiego co odżywia Mózgogłowie, karmi je karmą powtarzalności, proteiną schematu, białkiem repetycji. System Technologiczno – Informatyczny jest systemem powtarzalności i przewidywalności ponieważ tylko dzięki temu może przetrwać. Korporacyjny wszechobecny model życia przejmuje wszystko, wszystko porządkuje, ponieważ jest najbardziej optymalnym modelem zarządzania ludzką neurozą, którą charakteryzuje masowe zabawianie się rzeczami bez znaczenia z punktu widzenia brutalnych faktów przemijającej egzystencji.

Uciekamy przed śmiercią i cierpieniem. To jest nasz plan biznesowy generujący nieskończone cierpienie i niepoliczalną ilość śmierci. Stworzyliśmy para religijne systemy moralnego rozgrzeszenia w imię tak zwanego „postępu” przyszłej urojonej szczęśliwości domniemanego przekroczenia ograniczeń. Ta zrelatywizowana, ruchoma moralność jest czymś co charakteryzuje fazę rozpadu w swojej hiper perwersyjnej fazie kopulacji ze wszystkim. Znudzony, przekarmiony umysł człowieka tak zwanego zachodu, który w zasadzie nie musi się już wysilać żeby żyć chce przede wszystkim rozrywki, tego żeby świat go zabawiał, zaskakiwał, zadziwiał – bo w istocie jest ospały, apatyczny i przejedzony. Jego choroby wynikają z nadmiaru i zaburzeń jakie sam tworzy jest ich coraz więcej. Klasyfikowanie chorób stało się dziedziną nauki, co roku rozrasta się jak nowotwór. Choroba jest wstrzykiwana przez masowe media i ma nieskończoną ilość form i mutacji, rolą tego jest dokarmianie kolektywnego wirusa strachu i lęku – odżywianie pierwotnego i prymitywnego kodu, który wszystko spaja od nie mającego początku czasu. Strach jest najbardziej skutecznym systemem zarządzania czującą istotą. Jest rdzeniem Systemu Zniewolenia i prowadzi do stanu podległości – desperacji, który jest idealnym mechanizmem sprzedaży. Bezbarwny i bezzapachowy człowiek – robot produkt maszynerii masowej produkcji populacji to kopiowanie kopii zaludniających wielkie bezosobowe miasta – klony w których najszybciej rozprzestrzenia się każda zmutowana zaraza od trendów po popędy.

Hodowla klatkowa. Masowa Ubojnia Życia. Teraz chodzi o to by zagospodarować tą przerażającą pustkę, ten postępujący brak sensu. Wirtualny świat stał się chwilową cyfrową nirwaną w którą można uciec i zamulić. Wynająć domenę i zamieszkać pod jakimś wymyślonym adresem i stać się stacją nadawczo – odbiorczą z miliarda innych stacji. To jest potencjał chwilowego sensu dopóki ten nowy „raj” stanie się nie do zniesienia, bowiem to co charakteryzuje umysł ludzki to nieuniknione znudzenie wynikające z ciągłego dokarmiania na wszelkie możliwe sposoby. Nie sposób udawać, że to jest nowatorskie, oryginalne konfrontując naszą twórczość z tysiącami innych podobnych twórczości i przychodzi moment, że chce nam się rzygać od tej twórczości, od biznesów kreatywnych, od tego ciągłego epatowania „nowością”. W sieci stajemy się produktem, który, aby przetrwać musi zaspokajać konsumujących go widzów, czytelników, falołersów, którzy chcą go zżerać jak w filmie pachnidło. Stajesz się usługą – dziwką. Ofiarą fejmu i popularności, którą napędza bezosobowy algorytm sztucznej inteligencji, dla którego ty jako ty jesteś niczym. Jedyne co masz robić to generować chorobę, rozprzestrzeniać wirusa fejmu i „rozrywki”, który zaraża przyklejone do ekranów dzieci – klony. To straszenie sztuczną inteligencją, która nas kontroluje nie ma sensu.

To już jest.
Już się dzieje.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

TRUPIZM

Świat skurczony do rozmiaru zaciskającej się pięści. Polityka, kultura, religia, nauka, technologia ubrane w gumową rękawiczkę, na jednej zimnej mechanicznej dłoni, która próbuje wycisnąć wszystko co jeszcze w nas zostało. Staliśmy się ofiarami swojego własnego systemu Abstrakcji, ofiarami samych siebie. Pozbawiona ducha maszyna. Filozofia Trupizmu. Kult destrukcji. Mordowanie życia. Może nasze narastające cierpienie wyrwie nas z tej hipnozy Ignorancji i pozwoli zrozumieć, że nie jesteśmy szczytem ewolucji, a jedynie zagubionymi w swoich urojeniach i megalomanii produktami Mózgogłowia.

To nie jest zrodzone z ciała. To konstrukcja. Jest w tym sterylna precyzja. Pewna paraliżująca bezwysiłkowość, coś nieludzkiego. Ten czynnik w istocie przeraża nas najbardziej. Jest spoza naszego cielesnego niedoskonałego świata. Jest obcy naszej wiotkiej i miękkiej naturze zwątpienia. Nie potrafimy zobaczyć twarzy oprawcy, nie mamy czasu, aby się odwrócić i analizować jak do tego doszło. Musimy przecież przeżyć. Do tego obecnie sprowadza się nasze życie. Pewnym jest, że morderca nie ma jednej twarzy. To system w jakim żyjemy o miliardach twarzy podległych mu istnień czyli nas wszystkich jest naszym bezwzględnym oprawcą, przygotowaliśmy swoją własną egzekucję ulegając, ignorując, popadając w wygodę współudziału, czerpiąc przywileje i zyski, zaspokajając potrzeby. Przymykając oczy i uciszając bezpośrednią mądrość serca na korzyść kalkulacji Mózgogłowia. Wygoda okazała się naszą zgubą, ślepą pogonią w przepaść.

MECHANICZNY SYNDYKAT ZBRODNI

W tej chwili liczą się fakty. Następujące po sobie ledwo dostrzegalne przez nas zajętych lękiem i obawą migawki brutalnej transformacji naszego świata pod przykrywką dramatycznych wyzwań na tak wielu poziomach, że nasza jednostkowość w obliczu tego wszystkiego ulega jeszcze większej defragmentacji, jeszcze głębszemu wycofaniu w głąb własnego zagubienia. Dramatyczne próby kreślenia map orientacyjnych w takim chaosie kształtują masową konfuzję i to właśnie ona staje się torowiskiem wprowadzanych zmian. Różnica polega na tym, że ten zimny precyzyjny „progress” najlepiej rozwija się właśnie w takim zdezorientowanym i opartym na desperacji strachu otoczeniu w istocie to jego środowisko naturalne. Odżywcza flora bakteryjna dla mutującego wirusa autodestrukcji.

Zglobalizowany postmodernistyczny syndykat zorganizowanej maszynowej zbrodni. Rozplanowanego na przestrzeni skompresowanego czasu życiobójstwa na wszelkie możliwe sposoby. Nasza nieświadomość, niezdolność nadążania za tymi procesami w ich niewiarygodnym porażającym układ nerwowy i wydolność umysłu przyspieszeniu staje się zarazem gwarancją ich powodzenia. Globalizacja na poziomie kondensacji kapitału, tej spektakularnej transfuzji krwi zasobów, technologii, systemów bankowości, podaży pieniądza i sposobów zarządzania globalną społecznością istot beznadziejnie uzależnionych od wzajemnie podpiętych pod siebie protez w postaci jałmużny świadczeń socjalnych, wszelkich wyborczych kiełbas grilowanych na coraz cieplejszych rosnących wykładniczo deficytach i astronomicznych długach, całego przemysłu zajmowania i kanalizowania uwagi w postaci popkultury i całego obezwładniającego trywializmu – debilizmu, który ona tworzy. Media stały się naszym środowiskiem naturalnym, kompulsywna konsumpcja oparta na głębokim uzależnieniu od ciągłego zagłuszania się treścią, wypełniania każdej szczeliny dźwiękiem, obrazem, wymyślonym światem, spreparowaną fabułą. Twórcy tak zwanych „nowych mediów” to skomercjalizowane postludzkie twory – marki, pokolenie piksela – cyfry, które tworzą monady podpiętych pod swój przekaz biernych odbiorców idących już w miliony. Technologia stała się nowym Bogiem – Demiurgiem tworzącym utopijny świat hipnotycznego transu i pozorów niczym nieskrępowanej wolności.

CZYM JEST ZACIŚNIĘTA PIĘŚĆ ?

Impuls przebudzenia rodzi się w Sercu i jest poza okablowaniem Mózgogłowia, które nie potrafi go kontrolować, nie potrafi go dekodować i nie potrafi go namierzać. Mózgogłowie jest mechaniczne i ślepe na ruch który nie bazuje na algorytmach wgranych programów takich jak uwarunkowanie mechaniczną religijnością, smutną nauką, komiksową absurdalną polityką, jałową i dekadencką popkulturą oraz arogancką technologią.

Mechaniczna religijność to najstarszy program tworzący mentalność niewolnika zakodowany w naszym mózgu. To jest poziom naszej nieświadomości. Głęboko ukryty rdzeń nawigujący bez udziału naszej „nowoczesnej i wyzwolonej świadomości”. Najlepiej obrazuje to religia ateistyczna, religia naukowa, religia technologiczna, religia rozsądku. Ten sam mechanizm udający coś innego. My po prostu wierzymy w rzeczy i zjawiska, my chcemy by miały określony kształt i tworzymy systemy, które mają nam to udowodnić. Bazujemy na z góry przyjętych założeniach, których celem jest podtrzymanie ciągłości narracji o sobie jako realnie istniejącym bycie, który na wszelkie najbardziej wyrafinowane sposoby udowadnia sobie, że „Jest”. To przekonanie stało Prawdziwym Bogiem pod maskami wszystkich innych bogów. Nauką tworzącą naukę. Religią tworzącą religię. Wyczarowaliśmy z niebytu pojęcia tworząc abstrakcyjny wszechświat w naszej świadomości i od tego czasu żyjemy w nim. W nim umieramy. To jest pierwotna technologia cyfrowa. Prawdziwy Internet poprzedzający jego technologiczną nieudolną protezę. Technologia jest wtórna. Jałowa w porównaniu z nieskończoną przestrzenią świadomości, bo jest niczym innym jak jej ułomnym dzieckiem, któremu wydaje się, że jest geniuszem. Nie jest. Technologia naszego ciała przerasta w swoim wyrafinowaniu wszystko co możemy stworzyć. Internet naszej pierwotnej świadomości to moc obliczeniowa i kreacyjna wszechświata.

My nie wiemy kim jesteśmy. Nie znamy swoich możliwości i ograniczeń, ponieważ utknęliśmy na poziomie dziecięcej zabawy, na poziomie narcystycznej megalomanii. Bawimy się rzeczywistością, bawimy się sami sobą uwiedzieni impulsami złudzeń: formą, fakturą, zapachem, smakiem i projekcjami umysłu.

Smutna nauka, to brak sensu. Brak zdolności widzenia połączeń we współzależnej rzeczywistości. Wszystko jest oderwane. Warto pamiętać, że to krótki nowy moment w ciągłości strumienia świadomości, nauka chodzenia, mówienia, nauka przekraczania granic. Brak ducha w maszynie. Świadomość, która nie rozumie samej siebie i zaczyna projektować fragmentaryczną rzeczywistość do nie mającego końca badania. Badający, który nigdy nie bada sam siebie i nie zdaje sobie sprawy z oczywistej manipulacji wynikami badań. Nie bierzemy pod uwagę zaburzenia złudzeniami. Zakładamy poczytalność i świadomość. A co jeśli tak naprawdę w głównej mierze jesteśmy nieświadomi i niepoczytalni. Czym jest wtedy nasza smutna nauka. Jak możemy być świadomi swojej nieświadomości i jej skali. To jest tak jakbyś operował mózg, który w tym samym czasie operuje sam siebie. Kto trzyma skalpel? To jest w pełni świadome? Nie sądzę. Dlatego nauka też jest religią. Systemem wierzeń, który funkcjonuje w mroku nieświadomości, jednak jest dużo bardziej logiczny niż poprzedzające go systemy magiczne. Dlatego przeżywa swój złoty wiek i przyzwyczaja nas do ciągłego szoku dezaktualizacji wierzeń. Nieskończonej rotacji swoich bogów i kultów, bo w istocie jest pewnego rodzaju błądzeniem zdezorientowanego umysłu. Jest też ambicją, szukaniem uznania, jest desperacją szukania sensu i jednoczesnym bezsensem, który z tego wynika. Jest rozwojem i ciągłą próbą ucieczki, odraczaniem wyczuwalnego wyroku, wypieraniem pierwotnego przeczucia, że ostateczna diagnoza, wniosek po prostu nie istnieje. Podróż nie ma celu. Nic tam nie ma co wskażesz i opiszesz zamykając badanie przypisami, ukazując prostą drogę wnioskowania i potwierdzając powtarzalność eksperymentu, bo już za chwilę masz do czynienia z czymś czego w ogóle nie wziąłeś pod uwagę, bo najzwyczajniej nie przyszło ci do głowy. Nie było tego w systemie. To jest właśnie nieświadomość. Jest w nas niezbadany potencjał wiedzy pozazmysłowej, tego wszystkiego co poprzez nasz logiczny i racjonalny umysł tak wyśmiewamy. Coś co było z nami od zawsze. Coś co zagłuszyliśmy na potrzeby filozofowania Trupizmem w naszym Abstrakcyjnym Królestwie potwierdzania swoich założeń. Prawdziwy problem polega na tym, że w wyniku eksperymentu zniszczysz obiekt tego eksperymentu, w wyniku szukania sensu życia zniszczysz samo życie. To jest prawda tej sytuacji. Nie potrafimy widzieć rzeczy wprost. Bezpośrednio. Zamiast tego tworzymy opis, który dla nas staje się ważniejszy o tego, co próbuje nieudolnie opisać. Dlatego to jest smutne i kończy się tragicznie.

Komiksowa polityka. W skali przemian ostatnich dziesięcioleci to komiks katastroficzny w którym głównymi bohaterami są czarne charaktery. Zaburzone psychopatyczne jednostki kreujące świat pozbawiony jakiejkolwiek prawdziwej moralności. To upudrowane piekło. Więzienie udające park rozrywki pełne pociesznych komunałów, udawanej absurdalnej troski i bezwzględnej wojny z ludzkim odruchem, sprowadzanie całej gry do poziomu okrutnej walki o wpływy. Kult Mrocznych Sił. Świat korporacyjnego okultyzmu udającego społeczną odpowiedzialność. Największe urojenie w ludzkiej historii. Masowa Hipnoza. Złudzenie wyboru, który jest brakiem wyboru. Szczury w zaprojektowanym labiryncie. Pokarm, kopulacja, funkcja społeczna. Uśpienie przez zaspokajanie podstawowych potrzeb. Mały uregulowany system chowu klatkowego. Uśpiona, apatyczna tkanka społeczna tworząca strukturę wzajemnego nieświadomego pożerania. Ciągłe życie czyimś kosztem. Generowanie moralnego usprawiedliwienia w postaci mechanicznej religii, która stawia nasze potrzeby na samym szczycie tej okrutnej piramidy. Ubóstwianie poprzez mordowanie. Nadawanie praw uprzywilejowanym i sankcjonowanie upokorzenia tych, którzy są niewierni, gorszego sortu, możemy ich używać jak maszyny do sprzątania naszego gówna, bo są niczym. To śmieci. Czym dla istot ludzkich są zwierzęta. To mięso. Pokarm. Wartości odżywcze. Białko, witaminy, minerały, enzymy. Czym dla istot ludzkich jest środowisko naturalne. To surowiec. Pole do zaorania. Ziemia do sprzedania. Ropa do wyssania. Łup do podziału.

Czym dla istot ludzkich są istoty ludzkie?
Kim jesteśmy dla samych siebie?
Czy traktujemy inne istoty tak jakbyśmy chcieli sami być traktowani?

Nie robimy tego. Nie dbamy o to. Chcemy walczyć i zdobywać lepsze życie dla nas i dla naszych dzieci. Dla obcych już nie. Bo z nimi nie łączy nas biologia, naród, religia. Są twarzami spoza zbioru. Mogą cierpieć i zdychać. Czy dieta wegańska jest zdrowa? A jak nie jest? To co? Możemy być chorzy kosztem nie odbierania życia innej istoty?

To wielkie fundamentalne pytanie. Dietetyka Serca.

Możemy być mniej szczęśliwi, mniej zadowoleni, mniej zdrowi? Możemy pozwolić sobie na mniej komfortu i tego krótkotrwałego szczęścia, tylko dlatego, że to kreuje cierpienie dla innych istot. Po prostu. Na tej ziemi żyje nieskończona ilość istnień. Nie jesteśmy tutaj sami i ten świat nie został stworzony dla nas, choć możemy mieć takie przekonanie. To jest wgrany w naszą świadomość meta program. Algorytm dominacji. Nasza polityka jest ustawicznym i „prawomocnym” usprawiedliwianiem tego. Myślimy, że to jest nasza planeta, nasza ziemia. Nie jest nasza. Jesteśmy epizodem w procesie ewolucji. Kolejnym mutującym gatunkiem, któremu uroiła się rola Boga Istnienia. Ostatecznego Arbitra kto ma prawo żyć i w jaki sposób. Nie mamy do tego prawa. Uroiliśmy je sobie sami. I teraz moim zdaniem przychodzi czas doświadczania skutków naszej ludzkiej megalomanii, które się multiplikują i uderzają w nas lawinowo jako chaos polityczny, ekologiczny, ekonomiczny, obyczajowy i etyczny oraz jako wewnętrzny zamęt wypartych wyrzutów sumienia, egoistycznego konformizmu, kombinacji lęku i gniewu. Teraz szukamy winnych najczęściej pomijając samych siebie. Ten cały wymiar codziennych wyborów, małych „nieistotnych spraw”. To jest fundament całej struktury. Dlatego żyjemy w czasach teorii spisków, fake newsów, tych pogłębiających się antagonizmów, my – oni, dobrzy – źli, mądrzy – głupi, bóg – diabeł. Narracja jest apokaliptyczna, bo doszło do bankructwa moralnego – do progu świadomości, która w wyniku wstrząsu staje się bardziej świadoma i nie chce przyznać się do swojej niepoczytalności. Nie chce widzieć swojego współudziału. Chce karać i rzucać kamieniami. Jednak…

Czy sama jest bez winy?

Istnieją konkretni ludzie, którzy doprowadzili do tej sytuacji. To ich polityczne i „biznesowe” decyzje, ich porażająca chciwość i nieposkromione pożądanie ukształtowały te reakcje łańcuchowe postępującej destrukcji od której świadomości za wszelką cenę próbujemy uciec w jałową dekadencką popkulturę. My byliśmy współtwórcami, beneficjentami na końcu tej kolejki – prawo skapywania. Mało, ale zawsze. Dla nas są substytuty luksusu, podrobione dobra „prawie ekskluzywne” namiastki sukcesu jednak wzajemne zagryzanie jest to samo podobnie jak bezwzględność w torowaniu sobie drogi do szczęścia. Mało kto nie ma w sobie przekonania, że mu się należy widząc w telewizji czy internecie tą sadystyczną wręcz opowieść o bogaczach super bohaterach naszych czasów. Maskach, Gejtsach, Bezosach. Niczego tak nie szanujemy jak bogactwa. Niczemu się tak nie kłaniamy nawet samemu Bogu. Szukamy bogactwa, sławy i uznania, ponieważ jesteśmy przekonani, że to daje szczęście. W istocie jest odwrotnie. Produkt nie jest wart ceny. Antidotum ma nieskończoną ilość skutków ubocznych, które zabijają powoli bólem nie do zniesienia.

KONTRAKT STATYSTY

Prawdziwy rachunek za tą imprezę zawsze płacą ci, którzy mają najmniej do gadania. Masy bezimiennych konsumentów, płatnicy wszelkiej maści abonamentów, biorcy kredytów, epizodyczni uczestnicy politycznej farsy w postaci wyborów, które wydają się tylko pierwszym nieistotnym rzędem prowincjonalnych aktorów, a w razie czego mięsem do pożarcia przez rozwścieczony tłum, kiedy kolejne sfermentowane rozlane mleko zacznie śmierdzieć. Jakiś krach, zamach stanu, nowy nienowy ustrój polityczny okupiony tysiącami koniecznych ofiar, szatkująca papier maszynka wypluwa bez ustanku jeszcze ciepły kapitał stworzony z samego powietrza niczym jakiś alchemiczny Cud. Prawdziwa, najprawdziwsza czarna magia nie jakieś bajkowe farmazony, hokus pokus – my rodzimy dukaty z Nicości – kupujemy za nie drapacze chmur i parki krajobrazowe, całe strategiczne gałęzie gospodarki, prywatyzujemy za nie wasze szpitale, więzienia i szkoły. Rodzimy swoje własne dobro. To jest prawdziwy poziom samowystarczalności. Geniusz, który sam sobie przyznaje pokojową nagrodę Goebbelsa za bezbłędny pakiet czystej mistrzowskiej propagandy, który zamulił całe miliardy i gotował na wolnym ogniu w zupie złożonej ze strachu, pogardy, dezinformacji, pół prawd, siekanej medialnej kapusty i to wszystko w kilka bogatych w wydarzenia i wrzenia dekad. Dwie duże wojny i naród spokojny. Po nich w euforii tego światowego „pokoju” i tak zwanych zachodnich boomów gospodarczych, kiedy żreć można było w pełni otwartą mordą ruszyliśmy do przodu jak neoliberalna wojna błyskawiczna. Podstawą nowoczesnych stosunków międzynarodowych są międzynarodowe instytucje polityczno – finansowe co doprawdy trudno rozróżnić, najpewniej to zawsze jedno w drugim i dwa w jednym. Jednak nie chodziło nam o ułamki, a całości, tak zwane całki. Całe kontynenty, całe systemy. Teraz mamy jeden wielki dom. Globalny szpital psychiatryczny. Jest kasta kapłanów – lekarzy i masa chorych, którzy całe dnie oglądają telewizję, grają w gry nafaszerowani psychotropami, roześmiani niczym kukły z telewizji.

Mają swoje kółka dyskusyjne, krótkoterminowe lokaty dużego ryzyka, bony zakupowe, karty lojalnościowe, supermarkety, muzea, kina i potańcówki i zajęcia jogi. Mają wszystko czego trzeba do bezmyślności, do przehandlowania swojego cennego życia za garść środków uśmierzających grozę istnienia w wymyślonym przez nas świecie Abstrakcji.

Sami lekarze – kapłani: – Nie śpimy snem sprawiedliwych, bo cierpimy na chroniczną bezsenność w świecie powszechnej śpiączki to nam daje druzgocącą przewagę taktyczną. Mnóstwo czasu na badania i szeroko zakrojone eksperymenty. Na badania procesów adaptacyjnych w ekstremalnych warunkach braku stabilizacji i wdrażania nowych konfiguracji w tak zwanym układzie społecznym przy obniżonej odporności na wstrząsy. Pozornie każdy ordynator wdraża inny program jednak w istocie wdraża jego inny wariant. Po prostu badamy. Zbieramy dane. Zawsze chodzi o jak najlepszy efekt i minimalne zużycie energii.

Optymalizacja – to jest to słowo.

Staliśmy się statystami. Nowym rodzajem bydła. Mięsem wyborczym. Zawartością tabelek, statystyk i wykresów. Gdzie jest świadomość ludzka, która tworzy określenia „zasoby ludzkie” – coś tu poszło tak źle, że nawet nie potrafimy tego zobaczyć. Przyzwyczailiśmy się do czegoś co jest po prostu, najzwyczajniej w świecie okrutne i nieludzkie. Wydaje mi się, że jesteśmy czymś więcej niż bezimienną masą pozbawioną godności i miejsca. Być może zwierzęta mają swoją kulturę i religię, swoje obyczaje, swoje języki. Tak naprawdę nie wiemy tego, mierzymy wszystko swoją miarą. Jak traktujesz tak jesteś traktowany. Wykorzystywanie słabszych i bezbronnych to nasza codzienna praktyka do której wysługujemy się innymi, którzy zostali wypozycjonowani tak nisko w tej okrutnej strukturze, że muszą zabijać żeby żyć, kraść żeby przetrwać. Muszą żebrać o miłość i współczucie. Żyć w ubóstwie w świecie smartfonów i starterów w restauracji za tysiąc euro. Zimne nóżki, kawior, polędwiczka. Zegarek na przegubie wart więcej niż milion żyć, niż ocean bólu i cierpienia. Obrońcy uciśnionych w brokatach na tronach w świątyniach Abstrakcji – Buddowie, Jezusowie, Apostołowie, Wszyscy Milczący Święci. Flagi, Pomniki, Ojcowie Narodów. Nasze Abstrakcyjne wzory. Martwe wypchane kukły. Slogany. Stragany pełne obrazków, figurek – cały ten przemysł świętości. To dno. Złoty cielec na odpuście grzechów za pieniądze, ziemie, posiadłości. To musi się rozpaść. Umrzeć w agonii czystego prostego serca.

To nie będzie New age’owe wznoszenie się po wymiarach. Spektakularne bicie gromów i zjazd aniołów ruchomymi schodami z nieba. To będzie narastający z godziny na godzinę niepokój, wybudzanie ze snu, bo w tej fazie twój sen stanie się koszmarem. To się nazywa w naukach – brakiem zasługi. Wyczerpaniem dobra. Nieobecnością zasobów do dyspozycji. Bankructwem.

Sen był długi, przebudzenie będzie krótkie i totalne.

Zwykły wpis