PIRACKIE OPOWIEŚCI

RAMÓWKA

Przez bity tydzień rozkoszowałem się telewizją, zapadnięty w hipnotyczny trans, oszołomiony do pewnego stopnia tym pytaniem – jak do tego wszystkiego doszło? Do tych durnych reklam na niestrawność, do Tuska – Kaczyńskiego, jak doszło do wiadomości na pierwszym kanale tak zwanej polskiej telewizji. Ja nie wiem. Czytając książkę o technologii pisaną pod dyktando apokaliptycznego przerażenia i chrześcijańskiej cnoty, która nas uratuje, jednocześnie patrzyłem na świat, który „istnieje, choć nie istnieje”. Jednak jest – jak zagadka zen.

Ja nie wiem. Niby tu żyje i oddycham tymi smugami na niebie, mam nieufność względem wszystkiego, bo wszystko w pewien dość pokrętny sposób jest podejrzane, nawet pani pogodynka w TVN. Mam jednak nieodparte wrażenie, że dochodzi tu do coraz większej i nieuniknionej kolizji, gdzie wszystko rozpędzone siłą nawyku i wyobrażenia zderza się ze sobą. Chaos, który pokazują na każdym kanale myśląc jednocześnie, że wszystko jest w porządku, tak jakby ktoś rzucił na nich jakiś czar czy urok. Zdecydowanie najlepsze są te poranne śniadaniowe optymistyczne programy familijne trawione pod rozpuszczalną kawę z mlekiem i krosanty z czekoladą i rzecz oczywista przepijane sokiem pomarańczowym jak setka taniej ciepłej wódy. Ci ludzie tam za szybą oni naprawdę muszą być szczęśliwi, muszą z optymizmem patrzeć w przyszłość, siedzą w tym fajnym kolorowym studiu i się rozkosznie uśmiechają dosłownie przez cały czas. Może to narkotyki? Albo leki na poprawę nastroju, coś muszą brać nie ma bata, bo myślę sobie to niemożliwe jest być tak dziwnie zadowolonym nawet jak mówisz o tych uchodźcach za drutami, o zamachach, o powodziach, fakt faktem bardzo sucho i krótko.

Sucho i krótko. Zatrzymajmy się tutaj na suchą i krótką chwilę. Twitterowy świat ćwierkania, ograniczona ilość znaków, emotionki – samo gęste, konkretne wyrównane młotem pneumatycznym współczesnych mediów, które tracą zdolność przerobu tak zwanej treści, która jest jak pasza w wielkiej ubojni życia, modyfikowany pokarm w hodowli klatkowej, gdzie ocieramy się o siebie, gdzie jest coraz mniej miejsca i przestrzeni i coraz więcej ciśnienia. Uczestniczymy w świecie, czy to raczej „świat” nas ujeżdża, przytłacza swoją nachalną narracją o samym sobie. Dla człowieka, któremu udaje się stworzyć przestrzeń w swoim umyśle i mieć prawdziwą relację ze sobą ten świat jest coraz bardziej szalony. Osobiście miałem nadzieję, że ta pandemia czegoś nas nauczy, to gwałtowne zatrzymanie neurotycznego ruchu niejako wymusi na nas refleksję, będzie to rodzaj stosunkowo lajtowego crash testu ze skutkami naszego sposobu życia. To jednak było z mojej strony dość naiwne i życzeniowe myślenie, ponieważ do takich rzeczy się po prostu dojrzewa poprzez świadomy proces dekonstrukcji iluzorycznej natury tej sztucznej ludzkiej post rzeczywistości.

Czytam książkę. Ma krótki tytuł „Tech” i jest to tech moją fascynacją, bowiem jest lustrem naszej własnej mechanizacji, tego w jaki sposób niewolimy samych siebie. Jest to jedna z tych apokaliptycznych książek wpisanych w religijny sposób postrzegania rzeczywistości umysłu, który jest pewny, że tak się sprawy mają (czyli bardzo źle) i ukazuje nam bezwzględny determinizm świata technologicznego, bowiem nasze szalone umysły nie są w stanie się już zatrzymać. Funkcjonujemy na sterydach technologii, która stała się naszym środowiskiem naturalnym, protezą bez której już nie potrafimy żyć. Bez technologii nasz ludzki cywilizowany świat po prostu się rozpadnie, a my kompletnie nie jesteśmy w stanie funkcjonować poza jego „opieką” i bez jego „ochrony”. Jesteśmy jak wyhodowane w klatkach zwierzęta, które nigdy nie posmakowały życia poza klatką i naszym sztucznie wykreowanym sterylnym coraz bardziej bezdotykowym światem. Urodziliśmy się w samo programującym się zniewoleniu, które przekazujemy z pokolenia na pokolenie jak mutujący wirus. Ten wirus to skrajny i śmiertelny materializm, absurd szukania oparcia w czymś co ze swej natury jest nietrwałe, absurd ciągłej szamotaniny w poszukiwaniu bodźców i stymulacji, bo kiedy się zatrzymujemy, milczymy nie potrafimy tego wytrzymać, musimy robić i myśleć, musimy bez końca szukać szczęścia w tym co sprowadza na nas cierpienie i wciąż nie widzimy tego co jest oczywiste, że to my a nie nikt inny modelujemy w swoim umyśle i wrażliwości obraz świata i samych siebie, który jest kombinacją życzenia, wyobrażenia i nadziei. Rzadko jesteśmy realistami. Wariat przekonuje wariata, że szaleństwo jest spiskiem, ciągle szukając przyczyny swojego stanu na zewnątrz. Dlatego ten świat nie może odrobić swoich lekcji, nie może ewoluować, odczynić tych czarów i pogrąża się w otchłani narastającego cierpienia. Kiedy człowiek rozumie lekcję nietrwałości naprawdę ceni życie i budzi się w nim bardzo dużo współczucia dla siebie i innych, bo rozumie, że choć chcemy dobrze nie mamy zdolności rozróżniania, brakuje nam mądrości, spokoju i dystansu do własnych projekcji.

W telewizji jest, bo być musi, o nowej fali delta plus, która nadciąga z zachodu i głównie jest zainteresowana dziećmi w szkołach, bo przecież mamy wrzesień i rocznicę wojny i ataków króla orków na dwie wieże. Jednak wirus jest dosłownie we wszystkim nawet w porannym gotowaniu, tabelki, statystyki, wzrosty, wzrosty, nadciąga czarna śmierć już widać kontury, już czuć tą narastającą paranoję. Wieczorem podczas tych dzienników dojedziemy was faktami! Rzucimy na kolana, obezwładnimy dwój – myśleniem, że jest dobrze i bardzo źle jednocześnie, że realizujemy kolejny pięcioletni plan odbudowy komunistyczno – kapitalistycznej Polski 2.0. Nowy Ład ten sam skład – gangsta rap, dżender, tęcza, dżender, uchodźcy, wirus, wirus, wirus, gruby kardynał, flaga, obchody, wirus, wirus, wirus, coś ze sportu i monosylabowa rozmowa dnia z panem ministrem, który zapewnia nas, że Polska jest bezpieczna jak pas startowy na Okęciu, albo promocje w Biedronce. Spokojnie trzymamy łapę na gasnącym pulsie, mamy w banku centralnym terapię wstrząsową i adrenalinę z drukarki w postaci świeżych dolarów przywiezionych z pokojowej misji w Afganistanie. Spokojnie panujemy nad narracją, znamy się na klejeniu taśmy na dobrym zaciemnieniu niepokojących materiałów, na selekcji sygnałów. Ten miód to mleko, ten kraj rośnie, ten naród światły, bogobojny, wytrwały chroniony mocą świebodzińskiego Jezusa i uroczystości upamiętniających nie dopuści do realizacji planu ostatecznego zniewolenia przez babilońską ladacznicę ujeżdżającą technologiczna bestię, która pożera te młode nieświadome umysły wlewające się jak ciekły azot do smartfonów i żyjące w tym Wielkim Abdejcie, który niszczy stolicę apostolską podstępem postępu.


Całkiem niedawno poznałem człowieka, którego bardzo podziwiam. To szwedzki fizyk Gustav Bjornstrand. Powiedział mi, że nie ogląda telewizji, nie czyta gazet i czasopism. Odciął się od nich, ponieważ ma poczucie, że żyjemy w orwellowskim koszmarze i że wszystko, co teraz słyszysz, stanowi część procesu, który zamienia cię w robota. A kiedy odwiedziłem Findhorn, spotkałem niesamowitego angielskiego eksperta od drzew, który poświęcił się ich ratowaniu. Właśnie wrócił z Waszyngtonu, gdzie lobbował na rzecz ocalenia sekwoi. Ma 84 lata i zawsze podróżuje z plecakiem, bo nie wie, gdzie będzie jutro. Zapytał mnie: „Skąd jesteś?”. Odrzekłem, że z Nowego Jorku. A on na to: „Ach, Nowy Jork. Tak, to bardzo interesujące miasto. Czy znasz wielu nowojorczyków, którzy ciągle mówią o tym, że chcą wyjechać, ale nigdy tego nie czynią?”. Odparłem, że tak. „Jak myślisz, co ich powstrzymuje?” – zapytał. Przedstawiłem kilka banalnych teorii. „Uważam, że przyczyna tkwi w czymś innym”. – powiedział. „Nowy Jork jest nowym modelem obozu koncentracyjnego – zbudowali go więźniowie i są bardzo dumni ze swojego dzieła. Egzystują w stanie schizofrenii, ponieważ pełnią jednocześnie funkcję strażników i więźniów. Dokonano na nich lobotomii i nie są zdolni do opuszczenia tego miejsca, a nawet postrzegania go jako więzienia”. Z kieszeni wyjął nasiono i oznajmił: „To jest sosna”. Zamknął je w mojej dłoni i dodał: „Uciekaj, zanim będzie za późno”. Problem w tym, dokąd się udać. To dość oczywiste, że cały świat zmierza w tym samym kierunku.

Fragment monologu z filmu: „My Dinner with Andre” z 1981 r.


W tym nowym cybernetycznym średniowieczu pijemy zimny browar z puszki Pandory, uśmiechnięci cofamy się w rozwoju kibicując sobie nawzajem, odkrywamy dawno odkryte, wyważamy otwarte. Te fantazje o moralności, zasadach, przykazaniach, które znikają kiedy chodzi o pieniądze, o przetrwanie, o biznes, kiedy chodzi o ja, mnie, moje. Nasze granice, nasze stolice, nasz sposób życia, nasza święta tradycja. Wszędzie jest tak samo, bo wszędzie światem rządzi ten sam zainfekowany egotyzmem umysł, który tak naprawdę nie ma wyznania, tradycji, swoistej kultury to tylko maski, przebrania, rekwizyty użyteczne podczas gry. Większość tego co z taką zaciętością bronimy to frazesy, puste slogany, zepsute zabawki. Deklaracje użyteczne podczas niekończącej się nigdy manipulacji, ponieważ w imię dobra mordujemy, w imię demokracji niszczymy, w imię lepszego jutro tworzymy coraz bardziej koszmarne dziś. Nie jestem lepszy od nikogo, nawet nie jestem dobry, mylę się tak często, że sam nie potrafię tego zliczyć, mam ataki megalomanii i przekonania, że wiem lepiej niż ty, że jestem kimś specjalnym. W coraz większym stopniu dociera do mnie, że świat byłby zdrowszym miejscem gdybyśmy potrafili patrzeć na siebie bez tych wszystkich urojonych ideałów, którymi próbujemy się zasłonić. Żyjemy w fikcji i tworzymy fikcję utrwalając ją poprzez te wszystkie sygnały hipnozy nadawane non stop. Przechodzę od świata do świata i wszędzie w pewnym sensie widzę to samo, ten sam syndrom ucieczki, czy TVN czy alternatywne kanały na Telegramie przytłoczenie czyjąś wizją, zdaniem, poglądem czyimś szaleństwem. Ta abstrakcja rodzi się bez końca, tak jak nasze myślenie. Z tego myślenia rodzimy urojone światy i zapominamy, że nic z tego nie jest ostatecznie prawdziwe to tylko koncepcja, którą utrwalamy własną wiarą i ostatecznie musimy w niej żyć. Powtarzać, powtarzać, bez końca powtarzać – to wystarczy, żeby słowo ciałem się stało.

Kiedy nie tworzymy własnego wewnętrznego świata, dystansu wobec myślenia stajemy się ofiarą cudzych myśli i poglądów, tracimy kontakt z czymś prawdziwym w nas samych, wówczas można nami manipulować, sterować, można nas używać. Wynosimy na pomniki selektywne wyobrażenia ludzi, urojone ideały, wybrany element z nieskończonej pełnej defektów i wad istoty ludzkiej i zaczynamy ją adorować, ponieważ czujemy się bezwartościowi, ułomni, gorsi, potrzebujemy świętego obrazka, relikwii. Koniec końców wszyscy kończymy w tym samym piachu, w tej samej ziemi i pozostają po nas zmyślone historie. Dobrze podziwiać to co w nas piękne i dobre, jednak warto widzieć też to co małostkowe, okrutne i złe – ponieważ to realnie ma większy potencjał zmiany tej rzeczywistości, kiedy potrafimy coś ze sobą zrobić, coś uzdrowić, być bardziej świadomym tego kim tak naprawdę jesteśmy. Żyjemy w terrorze narcystycznego egoizmu, ludzi których niszczy wygoda i bogactwo, którzy stracili serca, stracili czucie – stali się bezwzględni wobec słabszych od siebie. Tacy ludzie podejmują decyzje w tym świecie, takich ludzi podziwiamy i słuchamy, hipnotyzują nas z ekranów telewizorów i komputerów.

Dobrze przestać być żebrakiem i błagać o jałmużnę. Dobrze odkryć w sobie coś czemu możemy zaufać, coś czego nikt nam nie sprzedał jak kolejnego towaru. Dobrze wrócić do własnego życia do jego surowej i wspierającej postaci, która nie karmi wstydu i poczucia niższości, dobrze odzyskać godność i szacunek do istnienia, cieszyć się z każdej chwili, którą zsyła nam los, każdej lekcji, która wymaga naszej uwagi i obecności. Wtedy uzdrowimy tą chorobę, którą wszyscy jesteśmy zakażeni rozumiejąc jej istotę, jej funkcję i odzyskamy dar dobrego i uczciwego życia pozbawionego frazesów i pomników. Porzucimy próżnych bogów, których trzyma przy życiu nasza idiotyczna adoracja, skierujemy uwagę na to co ma prawdziwe znaczenie.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

LANIE WODY

Kontrolowanie oddechu siłą woli nadmiernie go obciąża.
Przesadny wzrost przechodzi w rozkład.

Lao Tse

Niesamowite jest studiowanie myśli taoistycznej, podziwianie lapidarności złotych myśli Lao Tse i studiowanie zagadnień żywieniowych naturalnej medycyny chińskiej w kontekście Zapory Trzech Przełomów w Chinach. W jaki sposób Natura – ta wielka nauczycielka duchowa chińskich mistrzów i cesarzy – zostaŁA zdegradowana do roli młokosa w oślej zaporze w najnowszym wcieleniu najnowszej chińskiej myśli materialistycznie oświeconej.

Woda związana z systemem nerek i pęcherza moczowego jest związana z wolą i działaniem. Spektakularne to trzeba przyznać jest działanie naszych licznych braci z Chin. Znamy słabość potomków Żółtego Cesarza do monumentalnych projektów, nie mniej jednak owa Zapora ulokowana na rzece Jangcy to (no a jak!) największy projekt hydrotechniczny na świecie zaplanowany na kilkadziesiąt lat i miliardy euro. Z zaporami Chińczycy lecą zaporowo, gdyż zbudowali ich już ponad dwadzieścia tysięcy. Ten sprytny chiński mózg chciał załatwić kilka palących problemów naraz (nawadnianie, energia elektryczna), a zarazem zabezpieczyć kraj przed potencjalną powodzią. Oczywiście wiązało się to z masową skalą wysiedleń (13 miast, 140 miasteczek i 1350 wsi) skazując wysiedlonych ludzi – głównie robotników i farmerów na mało optymistyczny tułaczy los – nie dając najczęściej żadnej rekompensaty, a łączna diaspora zaporowa to 16 mln ludzi. Problem Trzech Przełomów polega na tym, że tama została bardzo sprytnie (sic!) ulokowana od uskoku tektonicznego, że na ofiary tych przemian nie trzeba było długo czekać, a było ich ponad 70 000 – zginęli w trzęsieniu ziemi.

Jak wiemy woda to Wielka Tajemnica – pierwsza żywicielka naszego ciała i świata, Wielka Mistrzyni – źródło życia. Nasza ludzka arogancja wobec jej nauk prowadzi ni mniej ni więcej, a wprost do śmierci. Nerki zawierają esencję życia i wolę przetrwania, to jeden z pięciu fundamentalnych żywiołów, a w mitologiach porównywana do stworzycielki świata (pierwotne wody) czy jak w chrześcijaństwie atrybut chrztu, czy w wielu tradycjach nieodłączny element oczyszczenia duchowego. Mamy święte rzeki i źródła. Nasz śmigus – dyngus to symboliczne oczyszczenie z nieczystości minionej zimy nie wspominając wielkiego potopu czy zalania mitycznej Atlantydy.

Jeśli wojny tego wieku toczyły się o ropę, to wojny następnego stulecia będą toczyły się o wodę.

Ismail Serageldin, były wiceprezes Banku Światowego

Szacuje się, że do połowy tego stulecia będzie nas 9 miliardów i wspomniane przez Serageldina wojny o wodę w wyniku postępujących zmian klimatu, susz i krwiożerczej ekspansywnej i destrukcyjnej gospodarki oraz pęczniejące metropolie i aglomeracje miejskie czyni tą wypowiedź bardzo realną. Jedną z potencjalnych przyczyn takich konfliktów są wzrosty gospodarcze państw, a co się z tym wiąże korzystanie w większym zakresie ze wspólnych źródeł i akwenów, pozbawiając sąsiednie państwa ich własnych zasobów. Rzadko wspomina się w tym kontekście o takich konfliktach jak ten w Indiach (Pendżabie) czy ten bliskowschodni izraelsko – palestyński. Już w 2006 roku odnotowano deficyty i niedobory wody w 43 krajach, gdzie wspomniany obszar bliskowschodni jest w czołówce z powodu naturalnego położenia podobnie do Afryki Subsaharyjskiej. Dramatycznie spada też jakość wody. W tym kontekście woda staje się „złotem jutra”. To złoto staje się towarem dla takich ponadnarodowych kolosów jak Nestle, PepsiCo i Coca Cola i ich butelkowanych produktów, dlatego ich gospodarcze wojny o prywatyzację źródeł są konsekwentnie realizowane w sposób coraz bardziej brutalny. Inne korporacje jak Veolia czy Suez próbują sprywatyzować systemy wodociągowe i kanalizacyjne podobnie jak transport i usługi medyczne (co jest przedstawiane jako najlepsze rozwiązanie dla budżetów miejskich) co biorą pod uwagę takie instytucje jak Bank Światowy czy MFW w wypadku pożyczek i kredytów. Prywatyzacja i globalizacja jest procesem nadrzędnym i decydującym w sposób bezpośredni o naszej przyszłości.

Gdzieś tam pod progiem szaleństwa hi – tech i jego obrazkowej propagandy, toczy się bitwa o fundament życia. O wodę.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ALGORYTM

Cierpienie jest zazwyczaj tym doświadczeniem przed którym uciekamy, cała nasza kultura „postępu i rozwoju” jest formą ucieczki przed tą prawdą. Zamiast tego mamy działającą non stop zmechanizowaną fabrykę iluzji, wielkiego rysownika komiksu – Mistrza Ignorancji. Nazywam go Czarnym Magiem. Ten świat jest jego Królestwem, placem jego nieskończonych sztuczek, a jego zadaniem jest uczynić z nas swojego ucznia obiecując wygodne i łatwe życie pozbawione znaczenia.

Jego magią jest Moc Uwodzenia i naturalna zdolność komunikacji z Mózgogłowiem – Ego. Przychodzimy na ten świat w dwóch postaciach w podwójnym przejawieniu co oznacza potencjał białej i czarnej drogi. Mamy w sobie tendencje i upodobania, nawyki – pewnego rodzaju oprogramowanie, które stworzyliśmy w poprzedniej grze. Pole tej gry jest nieskończone w czasie i przestrzeni ponieważ jest manifestacją umysłu. Jest Wielkim Złudzeniem. Kiedy umieramy tracimy pamięć tego kim byliśmy, ponieważ to jest tymczasowy konstrukt oparty na utożsamieniu z formą, która ze swojej natury jest nietrwała i tymczasowa.

Tą grą zarządza Algorytm Ignorancji, który jest paradoksalnie niebywale inteligentny, ponieważ od eonów uczy się sam z siebie i zarządza niepoliczalną ilością istnień, które żyją i umierają pod jego władaniem. To ten Algorytm rządzi światem, nie jaszczury czy tajne bractwa. Jest Programem Operacyjnym. Ojcem – Demiurgiem. Polem.

Od niemającego początku czasu żyjemy w Symulacji.
W programie.
W matrixie.
W grze.

Zadaniem tego Algorytmu jest ukazanie cierpienia jako szczęścia, ignorancji jako mądrości, zniewolenia jako wolności, śmierci jako życia. Jego zadaniem jest permanentne ulepszanie gry by nikomu nie przyszło do głowy, że jest to tylko gra i nic więcej. Gracze mają złudzenie „że to się dzieje naprawdę”. Jeżeli w to wierzysz jesteś niewolnikiem Gry i twoim życiem zarządza Algorytm. Nie widzisz Kodu. Nie czujesz Oszustwa. Nie rozpoznajesz Złudzeń.

Albo udajesz dla wygody i profitu. Jak to mówią najtrudniej obudzić tych, którzy udają, że śpią. Bez względu na twoje zamulenie istnieje w każdym Pierwotny Impuls. Przeczucie, że w istocie To Jest Gra, że w Istocie jesteś Czymś Innym niż ten Program w Grze. Ta wymyślona przez Algorytm postać do pracy i umierania, do rozmnażania kolejnych graczy, do zasilania tego Żerowiska. Wszystko to co kochasz, czym jesteś, wszystkie twoje marzenia i dokonania – wszystko to razem i z osobna – jest nicością. Wszystko umrze wcześniej czy później. Kiedy to zrozumiesz Zatrzymasz Się i poczujesz Prawdziwe Przerażenie, Prawdziwy Ból. Zyskasz Prawdziwą Świadomość. To jest pierwsza fundamentalna prawda na temat Gry.

Dlatego wszystko w tej grze jest takie rozpędzone, jest tego tak dużo, jest takie natarczywe. Ciągły ruch, praca, zajęcie, wszystko bez najmniejszego znaczenia to jedynie mordowanie czasu. Premedytacja niepoczytalności. Zaplanowane w każdym detalu zamulenie. Jeszcze wszystkiego więcej, jeszcze mocniej, jeszcze szybciej, wyżej, dalej – zróbmy dosłownie wszystko, aby się broń boże (sic!) zatrzymać. Nie możemy do tego dopuścić, bo to nas zniszczy. Zniszczy to czym jesteśmy.

Jesteśmy Zorganizowaną Kolektywną Strukturą Nieświadomości twórcami i użytkownikami Matrycy. Połączenie naszych nieświadomych umysłów i uwarunkowanie ich w Grze jest tym co nazywamy „Rzeczywistością” jest powtórzeniem i nawykiem, jest słowem i określeniem, które utrzymuje rzeczy i zjawiska w ich nawykowej formie – iluzji. To słowo – myśl tworzy światy i struktury, tworzy nieskończone przestrzenie w których żyjemy i umieramy wierząc, że są one „prawdziwe” i „realne”. W rzeczywistości to produkt Mózgogłowia. Nazwane jest to recyklingiem wrażeń. Nieskończonym w czasie mechanizmem przyczyny i skutku, który sam z siebie nie ma końca, ponieważ każda myśl, każde słowo i każde działanie jest energią, której nie można zatrzymać czy wygasić, ponieważ jej natura nie jest materialna i bez końca tworzy nowe wrażenia – doświadczenia. To jest Koło Cierpienia. Samsara. Świat naszego zniewolenia i uwarunkowania. Matryca Snu, którą od nie mającego początku czasu jest pod panowaniem Sztucznej Inteligencji.

„Sztuczna Inteligencja” jest mechanizmem kontroli wrażeń, strukturą nazwy i formy, która nazywa i porządkuje światy nadając im iluzoryczne znaczenie. Jest programem operacyjnym Mózgogłowia. To utrwalanie złudzeń. Montowanie filmu w czasie rzeczywistym i tworzenie tzw. podmiotu zdarzeń – bohatera opowieści. Ten bohater jest podstawowym i fundamentalnym złudzeniem. Jest lgnięciem i przywiązaniem, jest niechęcią i ignorancją, która wciąż określa „jego” stosunek do wymyślonego przez siebie „świata”. Interpretacja, nadawanie znaczenia, wartościowanie.

Kiedy się zatrzymamy w Grze ujrzymy Powtarzalność. Wszystko się powtarza bez końca, ponieważ jest kodem, jest programem. My się powtarzamy, wciąż mając złudzenie, że robimy coś nowego. Jednak w rzeczywistości nic z tego co robimy nie jest nowe. Żaden trend, moda, filozofia, nauka – nic nie jest nowe. Nazwane jest to Cyklem – tym co powraca. Teraz w tym „czasie” w jakim żyjemy Program Operacyjny ulega defragmentacji ponieważ stał się destrukcyjny. Kiedy cywilizacja przestaje tworzyć – umiera. Kiedy człowiek staje się jedynie maszyną – narzędziem do wykonywania zadań, kiedy jego praca staje się mechaniczna i powtarzalna, kiedy wykonuje polecenia i rozkazy wówczas ten wrodzony potencjał twórczy staje się wysoce destrukcyjny. Jego myśli i słowa generują coraz bardziej pozbawiony nadziei i inspiracji świat. Wizja odzwierciedla wizjonera, dlatego obraz świata jest obrazem jego najbardziej kreatywnych mieszkańców – w tym wypadku ludzi i możemy patrząc na świat i jego formę zobaczyć gdzie jesteśmy, co przejawiamy i z jakich myśli – słów – emocji jest to zbudowane.

To jest Wgląd w fazę cyklu i kondycję umysłów. Nazwane jest to Rozpoznaniem lub Zdolnością Widzenia. Kiedy istoty ludzkie stają się zmechanizowane, apatyczne i leniwe mamy pewność, że w ich istnieniu dominuje Mrok – stają się ofiarami Czarnej Drogi. Stają się egoistyczne i neurotyczne, ponieważ tracą kontakt z tym co jest żywe i twórcze – z Mocą. Stają się głęboko nieszczęśliwe i zaburzone i całe swoje życie opierają na rzeczach materialnych. Faza skrajnego materializmu zawsze jest Upadkiem. W tym czasie ujawnia się wszystko to co było ukryte – wysokiej klasy nauczanie, ponieważ ten moment Cyklu niesie w sobie ogromny potencjał. To moment Wzniesienia i Upadku, Ewolucji i Regresu. To otwarcie Bramy w chwilę przed Zmianą. To czas rozliczenia i sprawiedliwości. Czas spłaty długów i możliwość Skoku Świadomości. To czas Radości i Smutku. Nadziei i Rozpaczy.

To czas jakiego bardzo dawno tu nie było.

Możemy rozpoznać samych siebie, ujrzeć i zrozumieć gdzie tak naprawdę jesteśmy w co lokowaliśmy swoją uwagę i energię, na ile jesteśmy zależni od Warunku czy upadliśmy w Materię i Martwą Obietnicę. Czy boimy się śmierci i zmiany? Czy to co się dzieje jest dla nas przerażające i niespodziewane, czy może było widoczne już od lat?

To jest Przebudzenie z bardzo długiego Snu Ignorancji.

Nie będą dla nas pocieszeniem religijne fantomy, figurki, wyobrażenia, nie pomoże nam żaden wymyślony i utrwalony kult, który opiera się na Ślepowidzeniu Mózgogłowia. Wszyscy Kapłani Iluzji zostaną rozpoznani, wszystkie fałszywe ścieżki oparte na Władzy i Przemocy, na Krzywdzie i Bólu, które wykorzystywały dobre ludzkie serce i ufność. Więzienne struktury kontroli obecne tu od tysiącleci i ukryte za pustym sloganem i terrorem lęku będą ujawnione. Powrócą Dobre Duchy pradawnych miejsc, powróci Szacunek i Troska.

Wszystko to wydarzy się wtedy kiedy Istoty Ludzkie przebudzą swoje serce i naprawdę zapragną w jego Mocy, aby świat wrócił do Istnienia. Obudził się z tego koszmaru. Oczyścił zło. Ten świat nie jest fizycznym światem – to sen naszych umysłów, dlatego możemy go zmienić. Ten świat jest Lustrem które ukazuje nam kim jesteśmy i co musimy w sobie uzdrowić.

Jesteśmy hakerami zdolnymi tworzyć nowy język.

Nowy program.

Jesteśmy Początkiem.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

MAGOWIE ŚWIATŁA I MROKU

Samo – alienacja ludzkości osiągnęła taki stopień, że może ona doświadczać własnej destrukcji jako przyjemności estetycznej pierwszego rzędu.

Jerry Mander

Pod tym całym modnym strojem, uszytym z nieskończonych potrzeb i podniet – jednak zostało nam Czucie. To coś co po prostu tam jest i coraz głośniej krzyczy do nas byśmy oprzytomnieli i ujrzeli nasz świat i nasze życie takim jakie naprawdę jest i dokąd zmierza. Duch działa poprzez ciała istot i tkankę biologicznego życia. Jest powietrzem, ogniem, ziemią i wodą. Jest połączeniem – internetem wszechrzeczy, jest pieśnią zagłuszoną wszechobecnym hałasem panoszącego się Mózgogłowia i jego Królestwa Sztuczności, którego cechą charakterystyczną jest brak szacunku do tego co jest „bezużyteczne” w jego systemie. Ten system jest Konstrukcją Braku Kontaktu z Życiem, z Istotą, z Naturą. Z tym wszystkim co rozumie nie pisane prawo wszechrzeczy i jest jego naturalną częścią. Jest zgodą na cykl i zmianę, jest zgodą na życie i śmierć, jest zgodą na wzrost i upadek.

Psychopatyczna „cywilizacja wzrostu” narkotyzuje się do tego stopnia, że staje się w tym samym momencie hiperaktywna i nieświadoma, „inteligentna” i niepoczytalna. Jest roześmiana i przerażona, jest depresyjnie podniecona. Jest żywo martwa. Jak zombie – celebryta. Dla istot niepodległych temu programowi jawi się ona jako szaleństwo, taniec śmierci i misterium destrukcji ze swoją modernistyczną symboliką abstrakcjonizmu. Udomowione ludzkie zwierze zamknięte w klatce i przekarmione używkami staje się eksperymentem. Podłączone pod neurotyczno – neuronową sieć psychodelicznego nadmiaru wrażeń zostaje na powrót wrzucona w Otchłań.

Ta Otchłań jest ludzkim umysłem, który jest niewyczerpany w swoim świetle i mroku. Może rodzić piekła i nieba. Może tworzyć nieskończoną ilość gier doświadczenia, ponieważ nie jest materią i pewien sposób można go programować i wypełniać przyczyną. Można nim manipulować i robią to istoty, które są świadome, że nic w istocie nie jest prawdziwe i wszystko jest możliwe.

Magowie Światła i Mroku.
Technologia i magia.
Duch i Rozum.

Kiedy brak jest wyobraźni i ufności, że życie jest ze swojej natury dobre i kochające ta mroczna część umysłu zaczyna swoją grę. Umysł modyfikuje wizję – rzeczywistość i zaczyna projektować nowe znaczenie, ponieważ to nie obraz – wizja jest kluczem, a myśl – nazwa. Dlatego na początku było słowo. Słowo jest Pierwotną Magią. Jest Zaklinaniem. Jest Mocą. Modlitwa, Pieśń, Mantra – wszystko to działa kiedy umysł uwalnia się z własnej sieci wątpliwości. Ta sieć wątpliwości nazywana jest Jałowym Polem, ponieważ prowadzi donikąd, nigdzie. To bagno umysłu. Brak tam woli i orientacji, brak intencji i kierunku. W tym polu żyje większość zniewolonych ludzi, którzy wciąż szukają siebie poza sobą – w radach innych, w ekscentrycznych ścieżkach „duchowych” w książkach, poradnikach, kursach i seminariach.

Jednym słowem wszędzie tak gdzie ich nie ma.

To jest zaprogramowana Pęta, ponieważ ostatecznie kończysz tam gdzie zacząłeś w systemie sprzecznych sygnałów, w powszechnej dezorientacji, w wiecznym poszukiwaniu, na niewiadomym szlaku w niewiadomej krainie pod nieskończoną ilością drogowskazów błagając o jałmużnę. W bezużytecznej dyskusji o naturze zmyślonego absolutu, który jest tylko pobożnym życzeniem, który ma cię pocieszać na szlaku, który w istocie nigdzie nie prowadzi. Ponieważ prawda jest taka, że nie ma dokąd iść. Za siedmioma górami i rzekami jest kolejne siedem gór i rzek, a za nimi znów to samo. Ponieważ to jest Umysł, a nie planeta ziemia. Prawda jest taka, że nikt nie może nas uratować i dopóki tego nie zrozumiemy będziemy Hodowlą.


Słowa kolonizować i odkolonizować są jedynie programem. Lakoci, których „wyedukowano”, muszą tracić energię na zmagania z pojęciami podboju, chrystianizacji, kolonializmu osadniczego, supremacji, wypowiadania traktatów, pojednania itd. To tylko formuły, które nam wpojono. Seniorzy widzą ostrzej, że przynależą one do cudzego procesu myślowego. Uczynił on Ziemię mentalną koncepcją, odebrał jej sprawiedliwość. Teraz my tej sprawiedliwości szukamy, walczymy o prawa Ziemi itd. w języku, który narzucono nam siłą. Mieszkańców kraju Indian obejmującego całą powierzchnię Ameryki Północnej odseparowano od tego, kim są. Nadano nam tożsamość wyedukowanych obywateli. Nadano nam miano Rdzennych Amerykanów. To oksymoron. Ame znaczy miłość, odpowiednikiem rica jest bogactwo. Kwintesencja tego państwa: jako Amerykanin kochasz bogactwo. Masz być kimś. Straszliwe przypadłości nękające teraz Ziemię prowokują jej reakcję –panaceum. Głowy zaprząta nam „ratowanie planety”. Dla kogo? Dla czego? Mentalność ocalenia/zbawienia wyrasta z dominacji. Ktoś ma przybyć i nas ocalić/zbawić. Musimy tylko dostosować się do zaleceń programu. Sięgamy po słowa, które pozwalają grać na zwłokę. Poddając się tej mentalności, słabniemy i dopełniamy dzieła zniszczenia.

Tiokasin Ghosthorse


Kto rozumie moc słowa – zaklęcia, moc myśli – intencji odkrywa wielką tajemnicę, która rządzi wymiarami istnienia. Kto to rozumie staje się Magiem – kimś kto czyni i tworzy. Kto odkrywa Moc Woli. Wychodzi z bagna wątpliwości i jego drogą staje się Lustro. Wówczas może decydować o Białej i Czarnej Ścieżce. O tym, co zrobi i z jakiego powodu, ponieważ o tego momentu jego myśl, słowo i działanie jest tym co zmienia kolektywny program. To jest Moc, która jednocześnie rodzi Odpowiedzialność. Wiedza zobowiązuje.

Kiedy z tej perspektywy patrzymy na ludzi od razu widzimy komu i czemu oni służą. Czy są wolni czy zniewoleni. Czy mają wybór czy są go pozbawieni. Czy w ich sercu jest miłość czy służą jedynie władcom mrocznej kontroli, którzy zdominowali życie na tej cudownej planecie. Czy mają odwagę mówić – nie i tak w sposób jasny i precyzyjny. Kiedy światło jest zbyt oczywiste trzeba uważać. Zdolność widzenia to przenikanie formy i docieranie do esencji.

Forma jest złudna.

KOSMICZNE LUSTRO

Z wielkiego kosmicznego lustra
Bez początku i końca,
Wyłoniła się ludzka społeczność.
W tym czasie narodziło się wyzwolenie i narodził się wewnętrzny zamęt.

Gdy pojawił się lęk i zwątpienie
W ufność, która z natury jest wolna,
Powstały niezliczone rzesze tchórzy.

Z podążania ścieżką wolnej z natury ufności
I czerpania z niej zadowolenia,
Powstały niezliczone rzesze wojowników.

Niezliczone rzesze tchórzy
Ukryły się w jaskiniach i dżunglach.
Zabijali swoich braci i siostry i zjadali ich ciała,
Bestie były im przykładem,
Budzili przerażenie jeden w drugim;
Odbierali sobie życie.
Rozniecili ogromny ogień nienawiści,
Nieustannie mącili wody pożądania,
Pławili się w błocie lenistwa:
Nastała epoka głodu i zarazy.

Spośród tych, którzy poświęcili się pierwotnej ufności,
Spośród zastępów wojowników,
Jedni udali się w górskie odstępy
I wznieśli wspaniałe kryształowe zamki.

Inni powędrowali ku krainom pięknych jezior i wysp
I wznieśli urocze pałace.
Jeszcze inni dotarli na ładne równiny
I zasiali pola jęczmienia, ryżu i pszenicy.
Nie znali kłótni,
Zawsze panowała wśród nich miłość i ogromna szczodrość.

Bez zachęty, dzięki samoistnej nieprzeniknioności,
Byli zawsze oddani Majestatowi Rigdena

CHÖGYAM TRUNGPA

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

GRA W WYJŚCIE Z GRY

Chodzi, mianowicie, o rzecz następującą: jeśli ktoś choć raz nauczy się właściwie korzystać ze swego umysłu, reszta jest już rzeczą łatwą. To kwestia przełamania nawyku, który ludzie utrwalili przez miliony lat; nawyku koncentrowania całej uwagi na świecie zewnętrznym, traktowania “wyobraźni” jako rodzaju mechanizmu ucieczkowego zamiast uznania, że jest to krótka wyprawa do rozległych obszarów umysłu. Trzeba przyzwyczaić się do myślenia o tym, jaki jest rzeczywisty mechanizm funkcjonowania umysłu. “Umysł” rozumiem tu nie w potocznym znaczeniu tego słowa, ale szerzej – łącznie z uczuciami i percepcją. Stwierdziłem, że najtrudniejszą chyba rzeczą na początku jest uświadomienie sobie, że “uczucia” są po prostu inną formą percepcji.

Colin Wilson „Pasożyty umysłu”

Coraz częściej uświadamiam sobie nasze ludzkie szaleństwo. Widzę je w sobie i w innych. Jednocześnie rozumiem je, bowiem jest to mechanizm obronny przed tym co nas obezwładnia, co paraliżuje nasze serce i naszą wrażliwość, ponieważ nie jesteśmy już w stanie nadążyć za wygenerowanym przez samych siebie chaosem, który staje się niekontrolowaną siłą nad którą nikt już nie jest w stanie panować, ponieważ my dominujące na tej planecie istoty ludzkie nie potrafimy panować nad własnymi emocjami, pożądaniami i ambicjami. Patrząc na samego siebie trudno tego nie zauważyć i z tej perspektywy staje się bardziej pokorny i wyrozumiały, ponieważ zdaje sobie sprawę jak trudno jest pracować nad zmianą swoich nawyków, całego tego podświadomego oprogramowania, które w sposób fundamentalny determinuje nasze życie. Można nazwać to życiem we śnie zdominowanym przez cierpienie.

W moim przypadku pierwszym czynnikiem przebudzenia była głęboka i dojmująca tęsknota za znalezieniem sensu i znaczenia ludzkiego życia, ponieważ wokół siebie widziałem i czułem ból, który zadajemy w pierwszej kolejności sobie i ostatecznie innym, ponieważ tak naprawdę nie mamy pojęcia o co w tym wszystkim chodzi, jaki to ma sens i dokąd zmierza. Moim schronieniem było pisanie i samotność, tworzenie dystansu pomiędzy mną i światem. Muzyka, rysowanie i czytanie – wszystkie opowieści wewnętrzne, które rezonowały z moją wrażliwością z czymś co można nazwać „osobowością świadka”, albo „obserwatora”. Z kimś kto nie chce się wikłać w ten sen i się w nim zatracić, z kimś kto ucieka przed tym światem w swój wewnętrzny świat. Staje się uchodźcą żyjąc na granicy tego co realne i tego co zmyślone. To daje wytchnienie i poczucie bezpieczeństwa, ponieważ wiemy, że zawsze mamy w sobie to przejście, tą intymną ścieżkę do czegoś czego ten świat nie może zawłaszczyć. Otworzenie tego przejścia uważam za początek prawdziwej duchowości, za to co jest pierwotne i poprzedza wszelkie doktryny, tradycje i dogmaty.

To jest żywe w nas.

Twórczość jest aktem szczerości, to najbardziej pierwotna i czysta natura, która jest w każdym z nas. To droga do prawdy. Nie wielkiej totalnej prawdy, a prawdy o nas samych i prawdy o naszym świecie, który jest jedynym w swoim rodzaju klejnotem – darem dla świata i innych istot. Jednak twórczość musi się zrodzić z Ducha, która za nic ma wygodę, bogactwo i bezpieczeństwo. Naturą Ducha jest Taniec z Tym Co Jest. Jego Mocą jest Miłość do Wszystkiego. Jego Odwagą jest absolutny brak lęku.

Duch jest nieustraszony i niezniszczalny. Ma w sobie niewyczerpaną radość i we wszystkim widzi Dobro nawet w tym, co jest tak zwanym złem, ponieważ ostatecznie wszystko jest Nauką i Doświadczeniem. Wszystko ma wartość, ponieważ rozwija nasze Serce. Cierpienie może rodzić cierpienie, ale może też zrodzić Mądrość. Może nauczać w pełen mocy sposób, ponieważ jest realne i nie podlega dyskusji. Jest kondycją uwarunkowania. To zrozumienie było moim wejściem w Nauki prowadzące do Wyzwolenia. Z tej perspektywy uważam cierpienie za wielki dar w swoim życiu, ponieważ powoduje ono, że nie tracimy wrażliwości. Nie tracimy czucia, nie tracimy kontaktu z tym co jest bezpośrednią przyczyną Duchowej Drogi. Dla mnie prawdziwa literatura, prawdziwe pisanie nie jest konstrukcją, nie jest spójną opowieścią z morałem, ponieważ to czyni słowo martwym. Prawdziwe pisanie jest żywe i otwarte. Jest intymne i jedyne w swoim rodzaju, ponieważ dotyka Rdzenia. Dotyka Istoty. Nie jest uniwersalne w potocznym tego słowa rozumieniu. Jest na swój sposób trudne w odbiorze, ponieważ jest trudną i wymagającą podróżą bez ostatecznego celu. To relacja – związek, który może zrodzić coś czego tutaj jeszcze nie było, coś co jest dowodem na to, że Duch jest Prawdą.

Uważam, że prawdziwą przyczyną tragicznej kondycji tego świata jest to, że ludzie stracili kontakt z wymiarem prawdy w sobie. Z Dzieckiem, które w nich śpi opuszczone i prawie martwe, pozbawione pokarmu i uwagi. Twórczość jest pokarmem wewnętrznym, jest tym co odżywia to Dziecko, na powrót daje mu świętą przestrzeń do zabawy, przywraca radość i delikatność. Przede wszystkim jest szukaniem zaspokojenia wewnątrz siebie i to jest najwyższa forma ekologii. Odnalezienie zdolności czynienia siebie szczęśliwym bez użycia przemocy, wysiłku i manipulacji światem i istotami jest tym co niesie w sobie Prawdziwy Spokój, co czyni cię szczęśliwym i spełnionym, daje ci niezależność od tych nieskończonych ofert Świata Chwilowych Zaspokojeń i jego neurotycznej gry. Pomóc sobie to pomóc temu światu, dać mu oddech i wytchnienie chociaż w tym jednym ciele i umyśle. Odrobina przestrzeni w bezmiarze zniewolenia i wiecznego przymusu, który w rzeczy samej jest tylko terrorem przyzwyczajeń i wygodą uległości.

Kiedy zaczynamy czerpać prawdziwe szczęście z siebie samych w pewnym sensie zaczynamy wychodzić ze statusu Niewolnika Warunku, podmiotu chaotycznych zdarzeń, ponieważ zaczynamy rozumieć, że przyczyna dobrego życia nie jest w tym co mamy, co robimy, kim jesteśmy w tak zwanym świecie. To zmienia wszystko. Daje nam autentyczną wolność. Możemy zarówno cieszyć się rzeczami jaki i ich brakiem. To przestaje mieć znaczenie. Umysł i ciało zaczynają być szczęśliwe same w sobie, a to oznacza, że wychodzimy z Gry w Zależność. Przychodzi taki moment kiedy „szczęście” i „cierpienie” są tylko chwilowym skokiem napięć w bezmiarze Obecności. Coś jest w tobie spoza poczucia „ja” – tej fundamentalnej fiksacji – auto focusa, który wciąż czyni zdarzenia tak absurdalnie istotnymi. Jednak matryca jest tak naprawdę nieskończona, nie ma wymiaru jednostkowej świadomości, która montuje film „swojego życia” z tego bezmiaru zdarzeń, odczuć, impulsów, myśli, wyobrażeń etc. Ten stan zabierasz ze sobą w każde miejsce w którym jesteś. Przestajesz oczekiwać od świata i istot zaspokojenia i uwagi, ponieważ rozumiesz, że każdy jest zajęty sobą. Przytłoczony własnym istnieniem i brakiem rozpoznania o co w tym wszystkim chodzi – cierpieniem braku spokoju i satysfakcji.

Kiedy spotykasz kogoś, kto niczego już nie szuka jego stan wibruje czymś naprawdę potężnym, możesz poczuć i zrozumieć, że Wyzwolenie nie jest bajką czy mitem, że jest realne i prawdziwe. Jest konkretne, pełne mocy i znaczenia. Czujesz całym ciałem, że prawdziwy sens nie jest sensem działania, a sensem nie działania. Nie jest żadną misją do wypełnienia, żadnym celem do osiągnięcia, obiektem czy monumentalnym dziełem. Jest niczym, które jest wszystkim. Jest przestrzenią, której nic nie może unicestwić, jest energią, której nic nie może zatrzymać, jest przejawieniem, które samoistnie i bez najmniejszego wysiłku niesie temu światu pomoc, ponieważ taka jest tego natura.

Ten świat doświadcza teraz konsekwencji w postaci narastającego wykładniczo cierpienia, nie możemy tego zatrzymać, ponieważ przyczyna tak naprawdę jest w nas. W tym w jaki sposób żyliśmy od setek lat. Kiedy nie dajesz temu światu wyboru, ten świat nie da wyboru tobie. Kiedy nie dajesz wytchnienia i opieki pozostaniesz bez opieki i wytchnienia. Nie możemy zatrzymać konsekwencji swoich działań. Wystarczy się przyjrzeć uważnie w jaki sposób istota ludzka funkcjonuje na tej planecie, co robi i z jakiego powodu, co nią motywuje i jak gęsta jest nieświadomość w jakiej żyje. Wciąż szuka szczęścia w nieskończonej rotacji chwilowych stanów i zdarzeń mając nadzieję na coś co po prostu jest niemożliwe.

Rozumiejąc to „robimy” pierwszy krok w grze wyjścia z gry.

Zatrzymujemy się.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

122 DZIEŃ INWAZJI

W gęstym nocnym niebie widzę wybite od kul dziury. Tam jest światło. To samo, które patrzyło na mnie przez twoje zgaszone źrenice. Unicestwiono niezliczoną ilość wszechświatów na tej ziemi. Istnień, które wciąż będą wracać bez końca szukając zadośćuczynienia. W wiecznym uścisku kat – ofiara, tańczą swój krwawy taniec, co chwila gubiąc tropy i ślady. Zwierzęcy instynkt, zapach, który prowadzi wprost do piekła nienawiści.

Czasem w snach z tamtego świata widzę ocean, pozbawione oddechu odmęty ciał, które się wznoszą do samego nieba. Rodzą się przez ten okrutny dług. Mordują i są mordowani bez końca, ponieważ nigdy nie odmówili rozkazu zaklęci w tej mrocznej klątwie. Skazani na wroga, który nigdy nie ma dość. W tym roześmianym sztucznym świecie obojętność nakazuje nie widzieć, nie słyszeć i nie czuć, że wszyscy jesteśmy tego częścią, bezwolnym ślepym udziałem.

Każdego dnia dziękuję za to, że jest we mnie dobro, które opiera się obojętności i otępieniu, każdego dnia dziękuję za tych, którzy budzą się z tego okrutnego koszmaru tępej nieświadomości.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ZATRZYMAĆ SIĘ

Uciekamy, jednak doprawdy nie wiadomo przed czym. Spieszymy jednak nie wiadomo za czym. Jakby coś żyło za nas, coś co nas pożera. Jest zimne i funkcjonalne. Każdego dnia tworzymy ten świat z marzeń i wspomnień. Musimy być zajęci, by przestrzeń nie mogła nic powiedzieć, otworzyć się i zaprosić nas do środka. Przyzwolić na wytchnienie. W kwadratowym zimnym świecie konkretu poezja umiera, ponieważ staje się nieważna. Nieważność jest zapomnianą drogą tych, którzy pomimo wszystko potrafią się zatrzymać.

Zatrzymać się, kiedy stalowe koło łamie nasze serce. Poczuć ból i rozpacz tego świata i pomimo wszystko być dla niego i w nim. Pomimo wszystko ze wszystkim dla wszystkiego. Kiedy chodzę ulicami tych miast z palcem na spuście migawki szukam człowieka tam gdzie jest i tam gdzie go nie ma, szukam śladów nieważności jak ścieżki, którą chcę iść do samego końca.

Kiedy już naprawdę się zmęczymy, kiedy dotrze do nas szaleństwo tego mozołu, kiedy usłyszymy śpiew ptaka ponad dachami biur i magazynów ujrzymy życie, którego nie sposób unicestwić, ponieważ jest wiecznością i czeka.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

SAKRAMENT

NIE WYSSALIŚCIE RDZENIA. TO JEST PAMIĘĆ.

Od teraz jest w stanie bezlitosnej paniki. Takie uczucie kosmicznej paniki jest zasadnicze w stosunku do każdego ludzkiego umysłu. Zaprawdę, wygląda na to, że rasa zginie wtedy, kiedy efektywne zachowanie życia i jego kontynuacja są wykluczone, a cała uwaga jednostki jest poświęcona wytrzymywaniu lub transformacji katastrofalnego napięcia wewnątrz. Tragedia gatunku stającego się niedostosowanym do życia z powodu nad-ewolucji pewnej zdolności nie jest zarezerwowana wyłącznie dla ludzkości.

Peter Wessel Zapffe „OSTATNI MESJASZ”

Możesz być laurką. Malowanym psem na łańcuchu. Znasz smak brzegów miski, słodki zapach skóry twojego pana kiedy otwiera puszkę. Wtedy mniej boli, wtedy chce się spać, a łańcuch leży swobodnie. Wyparcie powtarzalności jest naszym głównym zadaniem tutaj! Wyparcie naszego stanu, naszej prawdziwej sytuacji – tym się zajmujemy. Wszystko w granicach rozsądku. Nie za dużo, nie za mało. W sam raz. Tak, byś nie czuł łańcucha. Nie odchodzisz zbyt daleko, krążysz wokół budy, miski – masz tu wszystko. Pod nosem. Przed ryjem. Na przeciw. Miska ma okrągły kształt jest taka wygodna, taka miła w dotyku jęzorem. Czasem przyprowadzą też sukę. Parzysz się, a te małe idą na handel – tak to wygląda. Tresują je. Używają jak napisy na ścianach, plakaty na gonitwach. Zapierdalaj! No już! Sztuczny królik! Złap to – obwaruj się, zabezpiecz tyły! Zostaniesz uhonorowany brawami, awansem w klatkach, mglistym uśmiechem. Małe siedzą prosto przy stole, chodzą na zajęcia dodatkowe, uczą się jak dobrze służyć – jesteś dumna, dumny. Uczysz je jak lizać dłonie i otrzymywać największe kawały mięcha, jak najwyżej skakać, jak podwijać efektownie ogon w geście przyjaźni. Cywilizacja gestu, skinienia. Nie widzisz tego! Nie widzisz? Wciąż! Jak to możliwe! Liczysz na profit, specjalne traktowanie, ulgę w podatku strachu, bezpieczne bezdotykowe osiedle z ochroną i kwiatami. Tak – na to liczysz! Że się ustawisz jakoś w Tym!

Po angielsku „zwracać uwagę” to pay attention, czyli dosłownie „płacić uwagą”. Jest to trafna metafora; mamy do dyspozycji ograniczony budżet uwagi, który możemy rozdzielić między różne zadania, a kiedy budżet zostaje przekroczony, zadanie kończy się niepowodzeniem. Czynności wymagające umysłowego wysiłku mają tę cechę, że kolidują ze sobą, przez co wykonywanie kilku takich czynności naraz jest trudne lub wręcz niemożliwe.

Daniel Kahneman. „Pułapki myślenia”.

Łamanie kości – to stary sakrament. Tak stary jak te krzyże przed twoim domem. Te dobrotliwe twarze. Skala już przekroczyła zakres! Będziesz im czytać o bohaterach te parabole – przypowieści udając, że żyją w dobrym, poczciwym filmie. Jednak ten film nie jest dobry. Bohaterowie są próżni ich rola jest słaba, jest pozbawiona kierunku i świadomości. Udział statysty, epizod bez głębszego znaczenia. Ot, nic. Ot, ni jak. Pracuj bez końca i konsumuj bez końca. Lecz się trucizną spodziewając się cudu. Cud nie nadejdzie. To oczywiste. Ten świat jest gniazdem drapieżników, podziałem łupu. Nic z tego nie dostaniesz. Możesz jedynie przetrwać – ot, cała twoja nagroda za bycie uległym, pokornym. Spiłowali ci zęby, wstrzyknęli uległość podczas porodu. Sczepienie przeciw wściekliźnie, przeciw pamięci. Teraz już nie wiesz kim jesteś. Tylko skomlisz, zlizujesz resztki. Te duże puszki w sklepach z resztkami są tylko dla uległych psów, podobnie jak budy z Ikei i smycze telewizji. To twoja wolność ze sztandaru, zwrotka patriotycznej pieśni. Możesz być nawet niezadowolony w granicach rozsądku, trochę poszczekać, potrząsnąć łbem – jednak nie przesadzaj, nie podnoś łapy, nie szargaj świętości – tej podstawy hodowli.

Kiedyś dawno temu – byliście wilkami. Tysiącami małych rześkich grup. Koczowaliście to tu to tam. Droga była domem, zapach nocy, zimny strumień. Moc. Znaliście swoje miejsce w obiegu spraw w naturalnym rytmie. Wtedy też była walka. Jednak była równa. Znaliście znaczenie życia. Nie było dobra, nie było zła. Było jedno. Żyliście w zgodzie ze sobą, z instynktem.

Jednak zaczęliście szukać wygody. Tak się kończy każda przygoda. Przestaliście się ruszać. Zastygliście w tłuszczu. Zaczęliście uprawiać matkę, produkować sztuczne mleko. Głód stał się nienaturalny – zastępując oddech. Potrzeb nie było końca. Stado zaczęło puchnąć, pęcznieć jak nowotwór. Złogi nadmiaru, opustoszały las, krążenie wokół zatrutych strumieni. Wyjadanie resztek.

Stworzyliście w końcu opowieść o Bogu – Słońcu – dobrym Ojcu – hyclu. Łamaliście piszczele, by przygoda życia była już tylko legendą.

Pewnej nocy podczas pełni – zaczniesz wyć i nie zaznasz już spokoju. Otworzysz oczy wilka w ciele kundla. Tej nocy kiedy resztki lasu zaczną płonąć podlewane ropą przez hycli.

Nie wiem kto z was pamięta jak się rodził. Pierwsze uderzenie sztucznego światła i pierwszy krzyk – pramateria manifestacji. Pierwsze uderzenie – gest rozpoznawczy wymiaru Szpitala – Więzienia. Zapewne mieliście karteczkę z numerem na przegubie, a gdy opuszczacie ten wymiar numer mocowany jest często na dużym palcu nogi. Kiedyś podobno za czasów praimperium w czasach kiedy wcielono w życie ten symbol umęczenia, który do dziś jest logiem tej cywilizacji, skazanym na ukrzyżowanie łamano piszczele, by nie mogli zmartwychwstać, ponieważ wierzono i to przetrwało po dziś dzień, że duch powraca do opuszczonej materii i dopiero wtedy możne wcisnąć przycisk u drzwi „życia wiecznego”. Złamano nam piszczele – klątwą uległości. Klątwą – uchwytem. Klątwą – Obietnicą. Nie wiem kto z was wiedział, że zbiór po którym będzie się poruszał – jest obiegiem zamkniętym – ruchomym zbiorem oczywistości. Pierwszym mechanizmem nawigacyjnym jest nauka chwytania, system nakazów „bezpiecznej jazdy” – byś spokojnie mógł dojechać do krańcówki z numerem – skasowanym biletem przy palcu przy wysiadaniu. Niepojęte są oznaki tego żalu, bólu, zawodzenia podczas „pożegnania”. Czym wówczas możemy być zdziwieni, skąd się bierze to histeryczne – „czemu ja”, „czemu on”, „czemu my”. Kto z was pamięta jak się rodził i jak umierał? Kto jest tu świadomie? Znając warunki, instrukcje i konsekwencje tej jazdy? Od kogo kupujesz bilet? Jedyne co mamy to – Migawki. Fragmenty poszarpanych obrazów, modlitw, obietnic – z tego budujemy wyobrażenie o Podróży, Kierunku, Celu i rzecz jasna z Instrukcji – Objaśnień tych co podobno wiedzą gdzie jedziemy.

Akwizytorzy – Sprzedawcy – komfort jazdy, wygodne szalupy, dobre pasy bezpieczeństwa, telewizja kablowa, dotykowe opłacanie rachunków podróży. Kościoły – Organizacje profesjonalne Biura Podróży. Święte księgi – Katalogi Mody i Wygody. Jesteś zaprogramowanym obiegiem spraw, opinii, snów – uchwytem samym w sobie przybitym do krzyża zbawiciela. Tego się trzymasz, bowiem wiesz już ponad wszelką wątpliwość, że te tory po których mknie twoje życie są pętlą – są okręgiem. Jechałeś tym miliardy razy. Znasz te stacje kaźni. Przystanek za przystankiem – widok dobrze przecież znany. Ten widok jest dokładnym zaprzeczeniem historii z Katalogu Zbawienia. Wszyscy modele byli podstawieni – cała ta pokrzepiająca historyjka zmyślona. Spocona roztrzęsiona dłoń na uchwycie. Pierwotny punkt. Ta pierwsza zapowiedź powrotu prawdziwej pamięci. Twojej własnej pamięci. Pamięć Prawdziwej Sytuacji. Pamięć spoza Wtórnego Systemu Informacyjnego – Czarna Skrzynka twojej istoty. Jednak zapomniałeś kodu odczytu. Masz to jednak nie potrafisz odczytać swojego własnego zapisu. Zapomniałeś jaka jest twoja misja, jakie jest twoje zadanie. Po co po raz kolejny jesteś w tym zbiorze krwi. Jak się zaczyna i jak kończy – już wiesz – jednak kiedy trwa złamano ci piszczele, przykuto do uchwytu – z chwili na chwilę zasypiasz i tracisz świadomość – tracąc orientację. W związku z tym nigdy nie wiesz gdzie tak naprawdę jesteś i choć tu już byłeś nie rozpoznajesz tego. Bilet jest czasowy, bardzo ograniczony, by mieć Prawo Jazdy na tych zapętlonych torach musisz pracować dla całego tego przemysłu Zapętlonej Podróży i kiedy robisz to dobrze twoja Podróż choć donikąd staje się komfortowa – staje się Symulacją samą w sobie – podróżą w podróży. Śniącym w śnie. Gwarancją trwania jest utrata pamięci – tym jest ten ceremoniał pod krzyżem na ołtarzu. Tam też masz numer. Stajesz się Obiektem Katalogu Statystyki. Owieczką Wiecznej Niepamięci. Zapomniałeś o tym – no właśnie!

Ceremonia za ceremonią jest odbieraniem klucza do twojego zapisu, twojej wiedzy i mądrości. Trwa do samego końca. Jednak teraz widok za oknem będzie coraz bardziej niepokojący, aż do momentu kiedy sobie przypomnisz – kim jesteś. Sen zaczyna się sypać, irracjonalność wypiera automatykę. Ujawniają się producenci uchwytów i sam fakt, że w istocie to wcale cię nie chroni, a jest wprost przeciwnie. To cię trzyma za Ryj! Nie patrz na boki, patrz na Ołtarz, na ubabrane we krwi ciało – wytrych do twojego umysłu. Włócznia przeznaczenia. Nie wychylaj się przez okno tu przed Ryjem masz Katalog – zatem Ryj! Ryj! Matko boska ła skiś pełna! Ryj! Ryj! Ryj!

Czym w rzeczy samej jest ta poruszająca się budowla. Ten Po – ciąg. Jest tylko i wyłącznie Systemem Uchwytów. Nigdy nawet nie spróbowałeś się – NIE TRZYMAĆ. PUŚCIĆ. TAŃCZYĆ W TYM RUCHU NA SAMYM ŚRODKU TEJ ROZPADAJĄCEJ SIĘ MAKIETY. TANIEC JEST TUTAJ KLUCZEM! Jednak nie!, Ty chcesz jechać na Krzyż. Na Golgotę. Chcesz zobaczyć Zbawiciela w Niebie. Twoje Niebo to – linia wysokiego napięcia, słupy trakcyjne, systemy danych. Twoje niebo to blaszany korpus przystawki mózgu, blokada życia na poziomie molekuły. Będziesz nawet zabijał za to. Odbierał życie. Tak będzie. Stworzycie szwadrony w imię tego nieba, zabijecie miliony Mesjaszy, miliony Jezusów (program mówi dużą literą), a jedyne co was czeka to linia wysokiego napięcia, skok amplitudy do poziomu Progu. Jednak żeby przekroczyć ten PRÓG trzeba puścić uchwyt do tego potrzeba tańca. Na to was nie stać. Dlatego zostaniecie na poziomie Pętli.

Nie umiesz łączyć rzeczy na poziomie nie oczywistym – to oczywiste. To jest właśnie próg. Musisz wiedzieć zatem, że ta Maszyna – jest logiką. Logicznym ciągiem warunków następujących po sobie w sposób – PRZEWIDYWALNY. To uchwyt. Trzymasz się tego i śpisz. WIDOK jest powtórzeniem – trasa jest tym samym zbiorem punktów orientacyjnych dlatego masz poczucie, że wiesz gdzie jesteś, zatem czujesz się bezpieczny. Spokojnie dojedziesz do śmierci. Stracisz przytomność i obudzisz się znów w Szpitalu – Więzieniu. Będą cię Kołysać do Snu. Zaprogramują na nowo. Moją pracą jest Łamanie Punktów Orientacyjnych. Burzenie poczucia iluzji bezpieczeństwa, odcinanie uchwytów. Wreszcie w ostateczności wykolejenie Po – ciągu. Czy wiesz gdzie jest hamulec bezpieczeństwa? Jak to wcisnąć, jak to zatrzymać? Jak otworzyć drzwi podczas jazdy, a nie na tym samym co zwykle przystanku? Czas ucieka, przez palce zaciśnięte na uchwytach. Spokojnie dojedziesz tam gdzie zwykle. Będzie tak jak w Katalogu, zostaniesz na poziomie Obrazka, Laurki – Złamanych Piszczeli. Tutaj Zbawienie jest Gwarantowane. Po raz kolejny zostaniesz zbawiony od samego siebie. Obmyty z win Pamięci – gotowy do Jazdy. Jednak teraz – niestety – wchodzimy w fazę Zderzenia, co jakiś czas tak jest – kiedy zbyt wielu śpi wraz z motorniczym.

Już dawno pomylono tory i musi być Awaria. Wtedy masz szansę Pobudki. Puszczenia uchwytu, odczytu zapisu. Awaria to ostatni rozdział Katalogu – Księgi. Awaria jest moją specjalizacją. Byłem świadkiem wielu Awarii – znam system awaryjnego ostrzegania. To w rzeczy samej jest niedorzeczne, jednak staje się pozadyskusyjne. Czyż nie? Tak. Ucz się puszczać – to jest moja rada. Zacznij tańczyć w roztrzęsieniu, patrz na to gdzie stawiasz kroki w co wkładasz ręce. Nie daj się uchwycić, bądź mało jednoznaczny, żyj poza określeniem. Łam zasady przymusu.

Odzyskaj pamięć.

Zwykły wpis

Zaczynam od siebie. Od tego kim jestem, gdzie jestem i z jakim skutkiem. To jest podstawa tego co nazywamy życiem. Od tego rozpoczyna się cała gra. Nasz udział w tej grze. Systemem operacyjnym jest prawo przyczyny i skutku, akcji i reakcji, działań i konsekwencji. Jestem zdania, że przychodzimy na ten świat, rodząc się w tej uwarunkowanej makiawelicznej chaotycznej rzeczywistości, aby się uczyć i odkrywać swój potencjał. Dlatego rozpoznanie samego siebie jest początkiem prawdziwej gry czyli momentu kiedy odkrywamy kierunek, cel, istotę naszej egzystencji. Kiedy przestajemy być narzędziem w rękach innych. Jesteśmy obecni w swoim ciele, w swojej energii i w swoim umyśle. Zaczynamy tworzyć.

Jestem intuicyjnie przekonany, bowiem trudno to udowodnić, że w swojej fundamentalnej istocie przestrzeni i energii nie istnieje ostateczny koniec w postaci braku życia – śmierci czy nieistnienia. Nasz obecny paradygmat oparty na skrajnie materialistycznym poglądzie i mechanicznym pojmowaniu procesu życia programuje nas w zgodzie z własnym ograniczonym poglądem, bowiem większość ludzi, którzy określają jego zakres i parametry bada świat zewnętrzny oparty na funkcji zmysłów, szuka źródła i podstawy rzeczywistości na zewnątrz siebie. Moim zdaniem „rzeczywistość” ma naturę wewnętrzną, jest projekcją – symulacją. „Świat” jest naszą wspólną zbiorową halucynacją i w swojej istocie ma naturę wirtualną – pozbawioną realnej obiektywnie istniejącej fizycznej podstawy – przyczyny. Nie istnieje w oderwaniu od umysłów – nazywam to „matrycą kolektywną” lub „symulacyjną macierzą”. My wyświetlamy – projektujemy – modyfikujemy „świat” w czasie rzeczywistym przez cały czas. Nazwane jest to „snem”, „śnieniem” lub „brakiem przebudzenia”.

Niewiedza – ignorancja jest programem bazowym. Tylko dzięki temu ta gra może być rozgrywana, a gracze zmuszeni są do gry w odnalezienie prawdy o sobie i rzeczywistości w jakiej egzystują. Celem jest Przebudzenie ze Snu, rozpoznanie natury tego snu – umysłu. Dotarcie do Źródła Istnienia potocznie nazwanego Bogiem. Uważam, że jest tym nieskończona w czasie i przestrzeni Inteligencja / Mądrość, której naturą – funkcją jest Współczucie, które nie mieści się w kategoriach „dobra” i „zła” i jakiegokolwiek dualizmu opartego na funkcjach naszej uwarunkowanej koncepcjami i punktami odniesień świadomości, która w istocie jest zbiorem uwarunkowań i zaprogramowanych w wyniku niewiedzy przekonań. Nie wierzę w „zło”, w „diabła” czy „szatana”, nie wierzę w „boga” pojmowanego na podobieństwo istoty ludzkiej. Nie wierzę w potępienie i w piekło. Tego doświadczenia nie sposób rozpoznać / urzeczywistnić posługując się myśleniem – koncepcją. To jest po prostu niemożliwe.

Żyjemy w stworzonym przez samych siebie świecie, dlatego przyglądając się temu światu przyglądamy się jednocześnie samym sobie. To jest zasada lustra – odzwierciedlenia. Jesteśmy programami w Programie, który jest sumą potencjałów umysłów wszystkich istot czujących. To nieskończona sieć wzajemnych interakcji, których kompletnie nie jesteśmy świadomi, gdyż to co nas charakteryzuje jest fiksacja na „poczuciu siebie” – poczucie gry w pierwszej osobie, cyfrowa jaźń ograniczona do ciała i zmysłów. Nasza esencja nigdzie nie odchodzi i znikąd nie przychodzi. Jest Podstawą, tym co jest przez cały czas bez początku i bez końca, to co się porusza jest skutkami działań, które „inkarnują” z potencjału umysłu. Nie wierzę w jednostkową duszę, która przechodzi z ciała do ciała, z istnienia do istnienia w moim rozumieniu jest poczucie jaźni jest utożsamieniem z impulsami na bazie których tworzymy „poczucie siebie”, „poczucie odrębności” – ja, mnie, moje.

To utożsamienie jest podstawowym źródłem cierpienia. To nasze skazane na starość i śmierć ciało, emocje – energia z którymi bardzo trudno sobie radzić i terror ciągłego myślenia, który nie daje nam spokoju. Jednak to ciało, te emocje i myśli są jedynie tym co mamy, nie tym czym jesteśmy, to coś co ze swojej natury jest przemijające i nietrwałe. Określamy się na podstawie tego co ciągle się zmienia, co bez końca przychodzi i odchodzi, utożsamiamy się z ciałem, które przemija, z emocją która jest jedynie chwilowym odczuciem i z myślą, która bez ustanku pojawia się i znika. Można powiedzieć, że z tych trzech to jednak ciało jest najbardziej godnym zaufania, jego mądrość i zakotwiczenie w „tu” i „teraz” jest dla nas niezwykły darem i oparciem, trudno sobie wyobrazić skazanie człowieka na życie ze swoimi emocjami i myślami bez ciała, które potrafi to wszystko integrować i transformować.

Podróż psychodeliczna jest dobrym doświadczeniem, które pokazało mi twórczy i hiper-realny potencjał umysłu, jego nieograniczone możliwości projektowania i projekcji, wówczas to właśnie ciało jest tym co pozwala nam wrócić, bowiem każda myśl i emocja tworzy odpowiadającą jej wizję. Jeżeli dominuje nas strach wówczas doświadczamy przerażających wizji, kiedy mamy w sobie spokój i radość stworzony przez umysł świat jest pozytywny i pełen znaczenia. Moja pierwsza podróż ukazała mi nieskończony potencjał dobra i niezaprzeczalną nadrzędną wartość wiedzy i praktyki duchowej, pracy z umysłem i jego nawykami, gromadzenia pozytywnych wrażeń i rozwijania życzliwości i współczucia, bowiem tylko przez naszą pracę nad sobą ten świat może się zmienić.

Na podobnej zasadzie działa nasz sen i śnienie. Umysł tworzy kompletne doświadczenie psychodeliczne poprzez świadomości zmysłów i projekcje umysłu, który wierzy w ich rzeczywistą naturę i podlega utożsamieniu, ten sam proces „śnimy” na jawie wierząc w prawdziwość rzeczywistości. Jednak nie wiemy czym w istocie jest rzeczywistość ponieważ wszystko jest impulsem dekodowanym przez nasz mózg i system nerwowy i możemy postrzegać jedynie to co zostało już wgrane w naszą świadomość ometkowane myślą i słowem, zamknięte w pudełku intelektu. Dlatego może się manifestować jako zaprogramowana forma, mało jest rzeczy pozbawionych nazwy, mało jest zjawisk spoza pudełka.

Nasza „rzeczywistość” ma algorytmiczną naturę, jest zaprogramowana przez nasze zaprogramowane umysły. Żyjemy w interaktywnej symulacji, która jest modyfikowana i nadpisywana w czasie rzeczywistym poprzez manipulację. Kodowanie informacją i znaczeniem poprzez percepcję emocjonalną, ponieważ to stanowi najszybszą drogę absorpcji, to najczulszy punkt istoty ludzkiej i najbardziej podatny na wpływy. Ten program kolektywnej matrycy nazywany jest okresem bogini Kali, gdzie dominują zaburzające i negatywne stany – to samonapędzająca się maszyna negatywizmu. Czas manifestacji tego co nieświadome – ujawnienie Cienia. Ta wersja symulacji dobiega końca, ponieważ przestaliśmy się rozwijać, pogrążyliśmy się w pożądaniu, nienawiści i ignorancji, które zdominowały nasze życie – stały się wzorem do naśladowania. Kiedy przyjrzymy się ludziom u władzy zrozumiemy, że ten świat musi ulec radykalnej przemianie, bowiem w przeciwnym razie zapętlimy się w bezsensownym cierpieniu, w loopie bólu. Ci „władcy” prowadzą ten świat ku zagładzie ponieważ są jednostkami, które nie wykonały pracy nad sobą – wciąż śpią i pragną, abyśmy spali wraz z nimi. Cała współczesna maszyneria mediów jest mechanizmem usypiania i rozproszenia, jest nośnikiem globalnej nieświadomości, bowiem odwraca nas od jedynego wyjścia – od nas samych. Oferuje nam nieskończony w czasie i przestrzeni jałowy spektakl i dąży do zero – jedynkowej „nowej cyfrowej ziemi” i populacji zrobotyzowanych hybryd postludzkich.

Film „Matrix” jest filmem dokumentalnym. Jest przyszłością, która czeka tych, którzy nie podejmą wysiłku pracy nad sobą – duchowej drogi powrotu do swojej nie podległej manipulacji naturze, do rzeczywistości świata mądrości i współczucia. Problem polega na tym, że staliśmy się ofiarami zmian i procesów, które już od dawien dawna są podejmowane i wdrażane bez naszego udziału. Demokracja jest fikcją, bajką dla zdezorientowanych i zagubionych dzieci. Cały ten pomysł na „nową normalność”, „rewolucję industrialną 4.0” „wielki reset” – wszystko to dzieje się bez naszego udziału – to jest wielkie czerwone alarmowe światło. Pandemiczne szaleństwo, wojna w Europie i w wielu miejscach świata, bezprecedensowy kryzys gospodarczy, inflacja, upadek zaufania społecznego, rozwarstwienie społeczne i postępująca techno utopia – wszystko to służy bardziej radykalnej próbie stworzenia zautomatyzowanego świata i społeczeństwa. To wzmacnianie poczucia braku jakiegokolwiek wpływu i znaczenia, ponieważ to jest narracją – programem, który jest wgrywany w kolektywną matrycę snu – hipnozy.

Dopóki jesteśmy tylko konsumentami, petentami, odbiorcami, klientami – jednym słowem narzędziami, którymi można operować i wykorzystywać by tworzyły świat swojego własnego zniewolenia bez świadomości co robią i w czym uczestniczą – będziemy uczestniczyć w zagęszczonym przerażeniem horrorze, niepoczytalnej grze szaleńców, którym wydaje się, że mogą używać innych istot i natury do własnych chorych ambicji – jednak są oni jedynie manifestacją naszego własnego zagubienia i pomieszania – miliarderzy, politycy, menadżerowie – ich władzę zasila nasza ignorancja. Nasz brak kontaktu ze swoim autentycznym istnieniem, z naturą, z tym wszystkim co nie uległo temu szaleństwu. Musimy znaleźć oparcie w tym co nie zostało jeszcze zdeprawowane.

Oczyścić samych siebie poprzez powrót do naszego ciała, zadbanie o energię – emocje i odprogramowywać swoje umysły – tworząc swoje własne oprogramowanie. Być Obecnym i Świadomym, być i żyć w swojej przestrzeni zadbać o jej czystość i jakość. Kiedy trzeba podjąć walkę o to co dla nas najważniejsze – o szacunek do swojej naturalnej wolności do samostanowienia. W zniewolonym świecie zaprogramowanych umysłów, każdy kto ma odwagę żyć w zgodzie ze sobą jest Impulsem, częścią nadchodzącej Zmiany.