PIRACKIE OPOWIEŚCI

KRÓLESTWO SNU

Człowiek, który myśli i jest wrażliwy potrzebuje nadać / stworzyć sens dla swojego życia. Wydaje mi się to podstawowym fundamentem ludzkiej egzystencji, szczególnie w czasach w jakich przyszło nam żyć. Mamy wrodzoną potrzebę duchowości i umysł, który tworzy intelektualną mapę abstrakcyjnych pojęć, którymi próbujemy ogarnąć rzeczywistość w jakiej żyjemy. I to staje się niezwykle trudnym zadaniem, coraz bardziej karkołomnym ponieważ w zasadzie zaczynamy żyć głównie w świecie informacji i połączenia umysłów za sprawą technologii, która w sposób gwałtowny dominuje nasze życie. Umysł zdominował ciało, które nie ma zdolności do tak szybkiej mutacji, jest analogiem, który nie nadążą za szybkością cyfry. Jednak to ciało jest ratunkiem przed szaleństwem umysłu i będąc jego niewolnikiem jest skazane na ciągłą eksploatację, która ze swojej natury jest przemocą.

Przemoc jest tym co charakteryzuje system, który stworzył człowiek i jego relacje z innymi ludźmi i całą otaczającą go naturą. To nie jest przemoc ciała, to przemoc umysłu, przemoc abstrakcji, przemoc wyobrażenia, przemoc ambicji, przemoc marzeń. Ten abstrakcyjny system wzajemnych zależności, wszelkiego rodzaju podpięć do kolektywnego pola, do ponadludzkiej sieci Ignorancji, która jest algorytmem zarządzającym. Ten algorytm jest zbudowany z programu, który nazywa się EGO – łączy wszystkie ja, wszystkie mnie, i wszystkie moje w jedną czarną sieć – Dark Web.

Ciało ma swoje potrzeby, jednak nie ma swoich ambicji. Po prostu żyje, jest obecne w tym czasie i w tym miejscu i w tych okolicznościach. Posiada mądrość, której nie dopuszcza do naszej świadomości ciągły szum, który tworzy nasz umysł. Umysł żywi się energią ciała jego zasobami, ponieważ nie posiada własnych jest jak pasożyt żerujący na żywym organizmie, który zawłaszcza całą przestrzeń. Jego istnienie i ciągłość jest iluzją, ponieważ nie ma rzeczywistej podstawy, nie można go znaleźć. Podobnie rzecz się ma z wymyśloną przez umysł personą, którą projektujemy na świat niczym hologram. To sztuczna stacja odbiorczo – nadawcza, która żyje urojonym życiem wśród podobnych sobie awatarów. Dlatego można powiedzieć, że świat w jakim żyjemy jest Symulacją zbudowaną na Abstrakcji Umysłu. Jest to żyjący Internet – sieć przesyłająca wyobrażenia od umysłu do umysłu, rodzaj wzajemnej infekcji wirusem Ignorancji, ponieważ wszyscy przekonujemy się wzajemnie, że nasze hologramy są prawdziwe.

Te hologramy stworzyły swoje Królestwo Snu. Urojony świat wymyślonych spraw. Większość tego czym żyjemy każdego dnia nawet nie istnieje realnie. Świat wartości, zasad, idei w którym się poruszamy to czysta fikcja, w tym świecie walczymy i cierpimy, kiedy nasze wartości rozpadają się, a ideały umierają okrutną śmiercią w zimnej konfrontacji z bezlitosnym okrucieństwem najbardziej pierwotnych i prymitywnych odruchów. Tworzymy piękne wyobrażenia na temat innych istot, na temat ich motywacji widząc i wiedząc jedynie pozory, które projektują poprzez swoje awatary. Żyjemy iluzją wartości, których próbujemy się trzymać i które próbujemy naśladować, ponieważ te wartości wzmacniają stworzoną przez umysł iluzję, kogoś szczególnego, innego niż wszyscy, wybrańca. Ten urojony wybraniec wydaje się nie widzieć, że żyje w tłumie wybrańców, ponieważ wszyscy starają się podtrzymywać swoje własne iluzje na swój własny temat i o tym mówią i do tego przekonują się wzajemnie. Media społecznościowe są księgą awatarów, opowieścią o iluzjach i urojeniach, świadectwem triumfu hologramów. Każdy z nas rozpaczliwie potrzebuje publiczności i uwagi, ponieważ mało kto po prostu wierzy w siebie i w to co robi na tyle, by nie potrzebować zewnętrznego potwierdzenia. Wszyscy mamy tą samą potrzebę sensu, wiary że coś znaczymy, że nasze działanie jest istotne, ważne, dlatego o nich mówimy, mamy swoje strony, kolekcje swoich osiągnięć, dyplomy, nagrody zawsze pod ręką w magazynie umysłu.

Często próbuję poczuć jak mnie nie ma. To dziwne uczucie, bo przecież jestem, żyje i gram w tą samą grę, mam lęki, fobie i nadzieje, że jednak wszystko się ułoży. Próbuję poczuć jak świat beze mnie po prostu się toczy, jak wszystkie „moje” sprawy przestają istnieć, tak w jednej chwili, jak staję się jedynie krótką myślą w umysłach znających mnie ludzi pomyślanych podczas jakiejś najbardziej banalnej czynności. Nic z tego co wydawało mi się tak ważne, czemu poświęcałem tyle czasu i energii nikogo tak naprawdę nie dotyczy, jest tylko i wyłącznie o mnie, dla mnie, przeze mnie i kończy się wtedy kiedy „ja” się kończy.

To jest bardzo ciekawy eksperyment, interesujący stan bycia – nie bycia. Czasami przed snem rozrzucam wszystko to do czego jestem przywiązany przedmioty, ludzi, miejsca, zajęcia, ideały, wartości, poczucie duchowej tożsamości, praktyki, rytuały – wszystko to już nie jest moje to towar z wypożyczalni umysłu. Palę wszystkie swoje teksty, wszystkie swoje medytacje i duchowe gadżety, a wraz z nimi poczucie bycia uduchowionym, wszystkie związki i relacje te poczucia bycia kochanym i nienawidzonym, wszystkie okrutne błędy, nieczułości, obojętność, troskę i współczucie – wszystkie „grzechy” i „zasługi”. Pozbywam się numeru w ewidencji do którego mogłem to wszystko przypisać, nie ma już tego który to skupia, który to nosi. To jest dla mnie Wolność, która nie jest słowem, sloganem, opowieścią hologramu. Wcześniej czy później wszyscy poznamy tą właśnie pierwotną Wolność, której nic nie może zniewolić, dlatego mogę polecić praktykę odpuszczania, umierania za życia w taki sposób jakby to było najbardziej zwyczajne doświadczenie ze wszystkich. Nic specjalnego. To jest naprawdę potężna praktyka, nie ma w niej żadnego błagania, żadnej prośby, żadnego interesu. Jest czysta jak łza i uśmiech dziecka, jak światło, które się budzi rozdzierając powieki nocy i rozpaczy.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

JEDEN ATOM

Powiedzieć: „Nie będę wolny, dopóki wszyscy ludzie (albo wszystkie istoty czujące) nie będą wolne”, to zwyczajnie zakopać się w jakimś nirwanowym stuporze, to zrzec się naszego człowieczeństwa, to powiedzieć, że wszyscy jesteśmy loserami.

Hakim Bey – Tymczasowa Strefa Autonomiczna

Janusz wstał. Miał jakiś sen, ale nie potrafił go sobie przypomnieć, co najwyżej jakieś oniryczne odpady z mózgowej taśmy. Nic istotnego. Nic mistycznego. Nic. Jego twarz zazwyczaj wyglądała jak źle dopasowana maska, która próbuje coś zakryć jednak teraz ta maska była obluzowana jak pandemiczne restrykcje w kartonowym świecie 3D w którym Janusz pracował, jadł i spał. To są trzy główne rzeczy, które Janusz zazwyczaj robił dzień w dzień. Janusz miał już swoje lata, których suma nie doprowadziła go do żadnego szczególnego miejsca, po prostu żył jak wszyscy. W jego małym mieszkaniu nie było niczego specjalnego, wszystko było zwykłe jak zazwyczaj w takich mieszkaniach. Łóżko, szafa, stół, lampa, kuchnia gazowa, stół, szafki wiszące i stojące, gazeta, kubek, okulary, komputer, telewizor i radio. Żadnego prawdziwego punktu zaczepienia. Odnośnika.

Nic.

Janusz był produktem w świecie produktów, towarem w świecie towarów. Wymianą handlową. Stał bezradny pośrodku nijakiego pokoju w nijakim szarym bloku nijakiego miasta, gdzieś w otchłani kosmosu i wkładał przez głowę nijaki podkoszulek, aż do pewnego stopnia się tym zmęczył. Później poszedł do łazienki i popatrzył w lustro. Oczy patrzyły obojętnie. Nic naprawdę godnego uwagi. Woda z chlorem, pasta z wapnem, zęby z plombami, zielona szczoteczka z napisem oral. Ruch kolisty, splunięcie. Prysznic, mycie umierającego ciała żółtą gąbką i mydłem rumiankowym. Janusz był tak znużony tą bezbarwnością swojej zaprogramowanej egzystencji, że gdzieś nagle coś się w nim przebudziło wtedy pod tym prysznicem, nikt i on sam nie wie jak do tego doszło, jak to się stało. Jednak stało się.

Stało i się nie odstanie.

Może coś było w mydle rumiankowym. Jakiś dziwny składnik. Może nagle stał się wariatem i zwariował nagle. Nikt w tej sprawie nic nie wie, choć wszyscy niby teraz są takimi ekspertami od wszystkiego. Jednak w sprawie Janusza milczą, nabrali rumiankowej wody w usta. Janusz zaczął się śmiać, śmiechem tak bezwstydnym, tak wolnym, tak kurewsko nieziemskim. Śmiał się z Tego Wszystkiego, bo to wszystko jest śmieszne kiedy widzisz, czujesz i rozumiesz tak jak Przebudzony Janusz.

Świat eksplodował kolorem, feerią psychodelicznych kwantowych fantomów tworzących bajeczne wzory mozaiki i mandale. Wszystko było wstrząsająco żywe, każdy jeden atom pulsował iskrzącą energią czymś nie z tego mechanicznego świata. Janusz widział te odpadające kable, które jeszcze przed chwilą były powpinane w jego stare szare ciało, które teraz było czymś tak pięknym, tak niewinnym, dostojnym i pełnym mądrości i ekstazy, że po prostu szok. Szok! Życie wróciło! Cudownie nieskończone, pełne dzikiej nigdy nieokiełznanej Mocy, która została tak chamsko odcięta w tak perfidny i odrażający sposób. Nie pamiętał kim był, bo był nikim w nigdzie jak martwe mięso. Żadnych wspomnień, jedynie program. Cyfry, linijki automatycznego kodu, z którego uczyniono wszystko to co sztuczne i pozbawione życia. Wytwory ludzkiego zniewolenia. Program Maszyn.

Nie mógł przestać się śmiać Tym Śmiechem. Tego dnia niespodziewanie opuścił Więzienie. Stał się wolny. I nikt nie wie jak to się stało. Nawet sam Janusz.

Nie ma żadnej nauki, recepty, świadectwa.
Jedynie kurewsko bezwstydny śmiech.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

NOWE SIECI

Głos w reklamie wyjaśniał: „Tylko jeden narkotyk uzależnia tak silnie, że dziewięć na dziesięć szczurów w laboratorium chce go brać. I brać. I brać. Aż zdechnie. Ten narkotyk to kokaina. Na ciebie podziała tak samo.” Dopiero w latach siedemdziesiątych profesor psychologii z Vancouver Bruce Alexander zwrócił uwagę na pewien szczególny aspekt tego doświadczenia. Szczur jest zamknięty w klatce zupełnie sam. Nie ma się czym zająć. Ma tylko narkotyk. Co się stanie, gdy zmienimy mu środowisko? Alexander zbudował „Rat Park” – raj dla szczurów. Była to luksusowa klatka. Oferowała szczurom wszystko, czego trzeba im do szczęścia: kolorowe piłki do zabawy, tunele do biegania, smakowitą karmę – a przede wszystkim towarzystwo. Pytanie brzmiało: czy zmiana środowiska wpłynie na wynik eksperymentu? Na początku zwierzęta w szczurzym raju piły wodę z obu poidełek, bo nie wiedziały, co zawierają. Ale potem działo się coś zaskakującego. Szczęśliwe szczury nie chciały pić wody z narkotykiem. Unikały jej. Wypijały mniej niż jedną czwartą tej ilości, którą piły samotne szczury w klatkach. Ani jeden nie zdechł. Szczury samotne i nieszczęśliwe szybko popadały w głębokie uzależnienie. Szczęśliwym nie zdarzyło się to ani razu.


Johann Hari – Szczur w klatce, szczur w raju

Człowiek – istota ludzka. Podmiot. Szczyt ewolucji. Najbardziej inteligentny stwór w pustym kosmosie. Jedyny. Niepowtarzalny. Wyjątkowy ze wszech miar. Najdoskonalsze dzieło samego Boga Jedynego. Eksperyment genetycznej obcej rasy. Wynik ewolucyjnego przepoczwarzania. Dzieło szokującego przypadku niepoliczalnych procesów i okoliczności. Hiperrealistyczne złudzenie w cyfrowej symulacji, które wierzy, że istnieje. Mutant w chwilę przed zaślubinami z maszyną, wciąż biologiczna larwa zapowiedź transhumanistycznego motyla. Ponad naturę, w nieskończoną przestrzeń możliwości czystego umysłu – matrycy.

To moim zdaniem jest nasz stan powszedni. Nie wiemy kim jesteśmy, nie wiemy po co. Zgubiliśmy drogę i zdolność orientacji, żyjemy na pustyni sztucznych wzorców w wyśnionej z tej niewiedzy post rzeczywistości, która stała się światem roli, funkcji, a my staliśmy się narzędziami. Podobno większość ludzi na tej planecie nie lubi tego co robi, ich praca jest czymś co muszą wykonywać, by przetrwać – zapłacić te wszystkie rachunki, utrzymać dzieci i rodziny. Każdego dnia odgrywać te przytłaczające role, uginać kark przed swoimi szefami, wykonywać polecenia, być straszonym i nękanym przez terror egzystencji – świata nieskończonych regulacji, które deklarują, że są tylko po to by nasze życie było lżejsze. Jednak nie jest. Jesteśmy przytłoczeni. Zaprogramowani by bez końca krążyć w tym sztucznie stworzonym kołowrotku korporacyjnej maszyny, która nas mieli i ostatecznie pozbawionych sił wyrzuca w bezsilność i lęk starości rzucając od niechcenia ochłapy tak zwanych świadczeń. Myślę, że jakbyśmy zliczyli te wszystkie momenty, kiedy naprawdę jesteśmy szczęśliwi i spełnieni, nie byłoby tego zbyt wiele.

Powieść Davida Fostera Wallace’a Blady Król, opowiadająca o życiu pracowników oddziału Służby Rozliczeń Skarbowych w Peorii w stanie Illinois, idzie jeszcze dalej – w jednym z jej najbardziej brawurowych fragmentów kontroler podatkowy umiera na siedząco przy biurku i mija kilka dni, nim ktoś to zauważa. Brzmi to jak absurdalna karykatura, a jednak w 2002 roku coś niemal identycznego stało się w Helsinkach. Fiński kontroler podatkowy pracujący w zamkniętym biurze zmarł przy biurku i pozostał niezauważony przez czterdzieści osiem godzin, podczas gdy w jego sąsiedztwie pracowało trzydzieści osób. „Wszyscy myśleli, że chciał popracować w spokoju, więc nikt mu nie przeszkadzał” – komentował jego przełożony.


David Greber – Praca bez sensu

Pisał o tym w swoim manifeście Ted Kaczyński, że odebrano nam wolność do samostanowienia, podejmowania ryzyka egzystencji poza klatką, na własnych warunkach, zmierzenia się z surowym nieprzetworzonym życiem i jego nieokiełznaną naturą. Zamiast tego nasz los jest życiem udomowionych zwierząt chodzących w kagańcach poprawności politycznej, pełzających po korytarzach tego nieludzkiego systemu nieskończonej biurokracji smagani batem ekonomicznego przymusu, na który nie mamy najmniejszego wpływu. Ceny paliw, prądu, wody, żywności, wartość naszej niewolniczej pracy – wszystko poza naszą kontrolą. Certyfikaty. Dyplomy. Zaświadczenia. Świadectwa. Dokumenty. Umowy. Zapisy. Aneksy. Akty urodzenia, małżeństwa i zgonu. Umówiliśmy się na coś co miało być tworzone na zasadzie wzajemności, sprawiedliwości i szacunku. Obudziliśmy się w świecie gdzie garstka ludzi posiada niewyobrażalne zasoby, a cała reszta pogrąża się coraz bardziej w wszechobecnym chaosie, który jest prawdziwym obliczem naszej rzeczywistości. Medialna maszyneria pracuje tylko po to by tworzyć pozory, jednak moim zdaniem tutaj mamy do czynienia z ostatecznym podziałem łupów, bowiem nasza informacja o kondycji świata w jakim żyjemy jest propagandową usypiającą bajką na dobranoc opowiadaną przez naszych właścicieli – hodowców bydła.

Nie możesz mieć pretensji do gniewu, który się rozleje po tym świecie, bowiem coraz więcej ludzi nie ma już nic do stracenia, a ich życie stało się koszmarem. Nie możesz oceniać kogokolwiek, kiedy nie jesteś w jego sytuacji. My jednak jesteśmy do tego przyzwyczajeni, do łatwego i kategorycznego osądzania innych ludzi, na podstawie własnych wyobrażeń i uprzedzeń, do patrzenia na innych z góry, z pozycji przemądrzałego konformisty, który podtrzymuje i powiela wygodną dla siebie narrację, potakując i uśmiechając się kiedy trzeba, by tylko nie stracić swojego statusu, nie wypaść z ciepłych kapci służalczości za cenę przywileju. Tak naprawdę wszyscy bez wyjątku uczestniczymy w podtrzymywaniu całej tej iluzji, choć gdzieś w głębi serca być może od dawna czujemy, że świat stał się chorym miejscem, a my jesteśmy zainfekowani obojętnością i apatią. Jednak brak nam siły i determinacji, ponieważ wciąż się łudzimy, że jakimś cudem ktoś zrobi coś za nas. Wydaje mi się, że nie ma już takiej opcji. Jedyną naszą możliwością jest wzrost ludzkiej świadomości i wrażliwości – mądrość i współczucie, które manifestuje się wtedy, kiedy wykonamy swoją pracę. Ta praca polega na przebiciu się przez te wszystkie iluzje i programy i jest oparta na prawdziwej autentycznej duchowości, która dotyka samej istoty życia, nie bawi się w PR-owe otoczki charakteryzujące ten komercyjny szajs, który nazywamy New Age i który czyni z ludzi tęczowe i uśmiechnięte wydmuszki, ze swoim „parapsychicznym” relatywizmem. To czego nam potrzeba to świadomych ludzi, którzy wiedzą gdzie tak naprawdę żyją, mają kręgosłup moralny i własną wolę, potrafią myśleć poza pudełkiem narzuconych paradygmatów. Są hakerami kodu zniewolenia, piszą i tworzą nowy wzór istnienia, który jest otwarty i nakierowany na wolność i szacunek. Ponoszą odpowiedzialność za swoje własne myśli, słowa i działania. Tworzą swój własny wszechświat wartości, inspiracji i mocy i dzielą się z innymi.

Żyjemy w czasach permanentnej wojny informacyjnej. Okupacji ludzkiej świadomości, która trwa od momentu zrodzenia tej przemocy władzy wynikającej z bezwzględnego egoizmu i która uczyniła z tej planety globalny szpital psychiatryczny i więzienie pozwalając na to byśmy przemoc i dominację uznali za coś normalnego, przywykli, przystosowali się, przestali ją zauważać i o niej mówić. Tworzyli niezliczone warianty ucieczki przed prawdą i przekonywali się nawzajem, że tak jest dobrze, że to normalne, że takie jest życie. Otóż moim zdaniem takie nie jest życie, to w czym żyjemy jest produktem Mózgogłowia – sztucznym światem zaburzonego umysłu. Widziałem i czułem to od dziecka i nigdy nie mogłem się do tego przystosować, uznać za normalne i takich ludzi są miliony na tej planecie, a ich głos i zdanie jest uciszane, wyśmiewane i kompromitowane przez całą tą Maszynę Ignorancji.

Teraz ci ludzie tworzą niezależne sieci i to będzie nasza przyszłość, bowiem póki w człowieku jest Duch, póty jest szansa na zmianę, jeżeli to nie nastąpi będziemy żyć w tyranii strachu i pogardy. Osobiście wolę ludzi podobnych sobie, którzy szukają swojej drogi pośród tego zgiełku, jednak nie dają się zwieść żadnej z tych sensacyjnych narracji, żadnej ze stron, bowiem mam świadomość, że żyjemy wyobrażeniem i w wyobrażeniu, czasem desperacko szukamy wyjaśnień i znajdujemy te bardzo proste i pozornie spójne. Okazuje się, że to nie wystarcza, to za mało. Wyjaśnienie nie pomaga, nie przynosi ulgi. Myślę, że w tej coraz bardziej chaotycznej rzeczywistości trzeba zachować dystans i rozsądek, sztuka polega na tym by mieć otwartą głowę, jednak nie być głupim, wierzącym w te wszystkie niekończące się spekulacje nie odżywiać we własnym umyśle masowego szaleństwa, które staje się coraz bardziej widoczne i ma zdolność szybkiej infekcji przenoszonej drogą medialną. Mam dystans do tych, którzy wiedzą jak jest i dlaczego, mam dystans do tych, którzy patrzą na świat i widzą jedynie swoją jego wersję. Mam dystans do tych, którzy wiedzą „na pewno”, pozbawienie jakichkolwiek wątpliwości. Nasz umysł zdominował nasze życie, ulegamy terrorowi myśli, koncepcji, nasza technologia w coraz większym stopniu służy temu zagubionemu umysłowi, który „wszystko już wie”, przejrzał tak zwany plan, zdekonspirował spisek. Oczywistym jest że tą „grą” rządzą potężni i bezwzględni ludzie, oczywistym jest, że mają swoje plany, swój pomysł na świat i go realizują, jednak oczywistym jest również to, że mają ten czynnik egoizmu, potencjał pomyłki, dlatego nie wierzę w możliwość precyzyjnego planu dominacji prowadzonego od stuleci, myślę, że to zwykła pycha istot pogrążonych w iluzji władzy i kontroli. Póki co żyjemy w analogowej naturze, której nie sposób posiąść, nie sposób podbić ostatecznie, jesteśmy ułomni i bardzo, bardzo aroganccy myśląc, że nasze istnienie ma najwyższą wartość, ta pycha sprowadza na nas ogrom cierpienia, ta pycha ostatecznie doprowadzi nas do bolesnej lekcji – powtórki, konsekwencje są i będą nauką pokory. Mam w sobie spokój, bo wiem, że Życie jest Wielkim Nauczycielem, niespodziewanym i nieprzewidywalnym przewodnikiem w służbie Ducha. Spisek umysłu, który pragnie zdominować ciało, spisek technologii, która chce zdominować naturę, choć pozornie jest możliwe ostatecznie jest skazane na porażkę, bowiem w ciele i w naturze jest esencja życia, jest to czego nigdy nie posiądziemy, nie ujarzmimy. Będziemy próbować kierowani pychą i arogancją, jednak wierzę, że jest niewidoczna granica naszego poznania, zrozumienia, bo gdy umiera nasz świat my umieramy wraz z nim, kiedy tchniemy w niego życie i zrozumienie, przebaczenie, współczucie i mądrość otworzy przed nami Nową Drogę. Ta droga jest Drogą Serca. Żyj i pozwól żyć innym. Wybacz i poproś o wybaczenie. Każdy z nas błądzi w podróży przez ten Ocean Życia.


Jednak próbujemy iść, żyć, trwać i to jest po prostu piękne.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ŚWIATŁO

Dla Haliny i Józefa – Dziękuję.

Zostawić za sobą to miejsce tak negatywne, ślepe i cyniczne.
I przekonasz się, że wszyscy jesteśmy jednym umysłem.
Zdolni do wszystkiego, co można sobie wyobrazić i co jest możliwe.
Tylko pozwól, by dotknęło cię światło
I pozwól, by słowa przelały się przez ciebie
I pozwól im przejść przez siebie
Niech przyniosą nadzieję i powód.

Maynard James Keenan

Każdy próbuje sobie pomóc, póki tli się w nim jeszcze wrażliwość i czucie. Świat wokół nas wybrzmiewa miliardem głosów i każdy z nich opowiada swoją historię. Niezliczona ilość istnień w których żyjemy, oddychamy, szukamy ratunku i nadziei, pocieszenia, inspiracji, recepty na ból. Każdy upadł wiele, wiele razy w samotność, która z jednej strony jest największym lękiem z możliwych, jednak z drugiej strony jest głosem, który jest prawdziwy pozbawiony fałszu jakiejkolwiek gry i kalkulacji obliczonej na przyciągnięcie uwagi, błaganie o miłość, jałmużnę wymuszonej współobecności. Jednak tam gdzie rodzi się ten największy lęk, rodzi się także odwaga i troska oczyszczonego ze złudzeń serca, które cały ten wszechobecny ból czyni pulsem wszechrzeczy, czymś co pozwala dotrzeć do samej esencji życia, do tego co jest święte i czyste. To nie jest żadną obietnicą zbawienia za bycie grzecznym i posłusznym, nie jest umową przyrzeczeń, spełnianiem warunków, przestrzeganiem „moralnych” zasad, nie jest napuszoną ceremonią, mistycznym rytuałem, niczym co ma znamiona niezwykłości, której szukamy bo zgubiliśmy jedyną prawdziwą drogę. Być nagim. Pozbawionym jakiejkolwiek oferty, niczego co chcemy sprzedać. Być szczerym. Żadnych wymówek, żadnego usprawiedliwienia. Jesteś kim jesteś. Nikim specjalnie dobrym, uduchowionym, mądrym, nikim specjalnie złym za kogo miałbyś się wstydzić. Nigdy nie wierzyłem w potępienie, w wieczność kary, w to zaprogramowane okrucieństwo. Ludzie, którzy o tym mówią, są martwi, nie mają serca. Nie możesz potępić istnienia, który rodzi się w tym warunku, na tej planecie, w tym wymiarze. Wierzę w przebaczenie, w jedno nieskończone życie, repetycję której zadaniem jest przebudzenie Troski. Wracasz, wracasz, bez końca wracasz.

Jednak masz w sobie świat, który bez ciebie przestałby istnieć, świat który przyniosłeś tutaj kiedy przywołał cię pierwszy oddech, uderzenie serca, krzyk. Piszę, bo pisanie mi pomaga. Wiem już, że nie zdołam uciec przed tym co jest we mnie, wiem bo próbowałem wiele razy. Trzeba tu być i odczytać z tego tak wiele jak jest to możliwe, ile tylko zdołasz. Spróbować to przekazać na swój jedyny nie powtarzalny sposób. To jest Moc, którą można odkryć, to jest tym co może się mierzyć z samotnością. Nie znalazłem niczego lepszego dla siebie. Kiedy pozwalasz mówić temu co jest w tobie, pozwalasz mówić całemu istnieniu, wszystkiemu co zostało pozbawione głosu, tym których nikt nie chce słuchać. Jednak wszystko to co zostało niewypowiedziane nie ma końca – co czeka w milczeniu. Pozbawienie człowieka prawa do głosu, jest pozbawieniem esencji życia, jest bestialskim gwałtem i zawsze kiedy to się dzieje serce nakazuje sprzeciw, ponieważ to jest przyczyną niewyobrażalnego zła. Na tym świecie w tej rzeczywistości to dzieje się przez cały czas. Przez cały czas.

Odkryć swój autentyczny głos to odkryć największą z tajemnic, której nikt i nic prócz ciebie nie jest w stanie rozpoznać. Zaufać temu to nadać istnieniu Imię, uczynić niewidzialne widzialnym, niesłyszalne słyszalnym, niewidoczne widocznym. Dotknąć życia u samego źródła, w najgłębszym możliwym miejscu. Wszyscy na swój sposób jesteśmy bezdomni w świecie pozbawionym pokoju i sprawiedliwości, w świecie wojny i przemocy, w świecie walki. Mam głęboką nadzieję, że ten świat dobiega końca niosąc w swojej agonii odkupienie i dobro, nadzieję, pokój i prawdziwe miłosierdzie. Bez tego to nie ma najmniejszego sensu, staje się tylko nieskończoną podróżą ku ciemności. Każdego dnia żyjemy w tym, próbując wstać po kolejnym upokorzeniu, zbierając resztki sił. Żyć w tym świecie w tym właśnie czasie jest aktem niebywałej odwagi, ponieważ coraz mniej jest tego co daję siłę, coraz więcej zła i ignorancji. Coraz więcej przemocy.

Dla człowieka, który jest w tym świecie, ale nie z tego świata, a takich istot jest bardzo wiele jest to przebywanie w stanie ciągłego niedowierzania, jakbyś musiał się co chwila szczypać, by się upewnić, że to wszystko dzieję się naprawdę, że jest właśnie takie jakie jest. Kiedy twoje życie kształtuje wszechobecne cierpienie innych istot i samego siebie, bowiem nie sposób żyć w izolacji zaczynasz szukać czegoś co tego nie ignoruje, czegoś co wręcz na to wskazuje, ukazuje prawdę o życiu na planecie ziemia, prawdę o kondycji ludzkiej, prawdę o cierpieniu, przyczynie, przekroczeniu i drodze, która do niego prowadzi. Niczemu nie zawdzięczam tyle ile mądrości i praktyce buddyjskiej, która była dla mnie nieocenionym wsparciem, z której czerpałem siłę i inspirację w najgorszym momentach, kiedy nie masz już siły i myślisz tylko o tym, aby z tym skończyć. Miłość i akceptacja drugiego człowieka, co jest esencją duchowości bez tych wszystkich sztucznych rekwizytów. Dziękuję za to wszystko. Nigdy nie potępiam samobójców w tym świecie, na tej ziemi i choć wszystkie tradycje duchowe są jednogłośne w napiętnowaniu tego, ja uważam, że jak wszystko inne to prawo wolności wyboru i konsekwencji co do których nikt z żyjący nie ma pewności, bowiem nie możemy wykluczyć, że to wszystko umiera wraz z nami i nigdy się nie rodzi, nigdzie nie idzie, donikąd nie zmierza. To koniec.

Nie mam wspomnień innych żyć, żadnych mistycznych i ezoterycznych opowieści z innych światów, żadnej pewności co jest potem. Mam jedynie przeczucie, które jest tak silne, że trzyma mnie na mojej ścieżce, w tym wysiłku tułaczki po bezdrożach tego poranionego świata, bowiem odkryłem mimo wszystko coś co naprawdę jest czyste, co naprawdę może pomóc. Tym czymś jest dobro i bezwarunkowe zaufanie do tego, że droga jest nauką, że nie istnieje i nigdy nie istniało potępienie, że wszyscy nosimy w sobie potencjał wyzwolenia, który manifestuje się paradoksalnie dzięki cierpieniu, które rodzi bezgraniczne współczucie dla siebie i wszystkich istot, dla całego istnienia, bowiem wszystko bez najmniejszych wyjątków podlega rozpadowi. Mam doświadczenie śmierci i jest ono najbardziej bezpośrednim nauczaniem, czymś co w jednej bezlitosnej chwili rozrywa cały „święty pocieszny biznes duchowości” na strzępy, bowiem ten masowy współczesny produkt nikomu tak naprawdę nie jest w stanie pomóc, to tylko zabawa. Ścieżka jest najbardziej intymną i samotną podróżą jaka istnieje, nie ma na niej żadnego kupczenia, żadnych obietnic, żadnego pocieszenia, nic co czyniłoby nas bardziej wyjątkowymi. Czym bardziej jesteś „duchowy” tym bardziej uciekasz w iluzje, próbujesz sam siebie omotać. W istocie cierpisz jeszcze bardziej jednak trik polega na tym, że bierzesz to cierpienie za szczęście, ponieważ nigdy nie dotarłeś do miejsca pozbawionego nadziei, nie wszedłeś do Mroku. Bez inicjacji w cierpienie niemożliwym jest wyzwolić się z niego, dlatego mówi się że dobra sytuacja jest złą sytuacją, a zła sytuacja jest dobrą sytuacją. To jest głęboka mądrość, którą odkryć można tylko przez doświadczenie osobiste, bowiem tylko to jest w stanie potwierdzić prawdziwą wartość głoszonych nauk. Ponieważ te nauki nie są odgadywaniem tajemnic wszechświata, budowy mózgu, matrycą do tłumaczenia złożoności wszech systemów, nie są teorią, intelektualizmem, szukaniem wieczności w skończoności, są po prostu prawdą o naturze istnienia, prawdą o cierpieniu, o przyczynie tego cierpienia, prawdą o wyzwoleniu z cierpienia i prawdą o drodze, którą szli, idą i pójdą niezliczone istoty, by to sprawdzić, przekonać się czy ma jakąkolwiek wartość.

To nie jest droga naiwnej wiary, pocieszycieli, nawiedzonych pomazańców, którzy głoszą słowo pana, na tej drodze nie ma żadnych słów, żadnego specjalnego nauczania, przykazań, pieczęci, potwierdzeń, kultów, okultyzmu, rozwijania mocy, narcystycznych adoracji, na tej drodze jest tylko droga, która jest w istocie samo – doświadczeniem. Prostym i bezpośrednim, bez upiększeń i ozdobników. Ta tradycja nie ma nazwy, bo jest tobą. Ta droga jest taka jakim ty jesteś, niczym więcej i niczym mniej. Na tej drodze nie możesz liczyć na pomoc, bo pomoc nie jest pomocą, jest odwróceniem uwagi. Ostatecznie jedyną autentyczną ścieżką jest dokładnie ta na której jesteśmy w tym momencie. To już jest to. Kiedy to odkryjesz przestajesz szukać, tracić czas. Twój stan jest Prawdą. Na tej drodze liczy się Obecność bez środków duchowego znieczulenia, bez poprawiania, uświęcania, nadawania specjalnych znaczeń ponieważ na tej drodze wszystko ma znaczenie. Wszystko. Nie znajdziesz zakonu i świątyni, nie znajdziesz ksiąg i misteriów. To wszystko legendy, część rozrywkowa, kolejny film. Szukasz siebie? Co za absurd. Szukasz ścieżki? Prawdy? Zbawienia? Wszystko to jest tutaj i teraz.

Rozpoznać siebie – tym jest wyzwolenie. Pozwolić wszystkiemu być tym czym jest, bez najmniejszej potrzeby korekty, upiększenia. Cierpienie, zło, okrucieństwo wszystko to ma swoją rolę do odegrania, podobnie jak współczucie, dobro i miłość, wszystko świadomie lub nie dąży do samo – rozpoznania. Do esencji. Dlatego wszystko jest w swojej naturze dobre takie jakie jest. Wszystko jest długiem zaklętym w rozliczeniu. Brak nadziei kończy stan lęku. Uczysz się w jaki sposób nie zostawiać śladów na pustyni, by nikt nie mógł iść za tobą. Prawdziwy mistrz zawsze na końcu musi cię opuścić, zostawić ofiarować wolność własnej autentycznej drogi. Prawdziwy mistrz nie jest opiekunem, dobrym rodzicem jest brutalnie bezceremonialny, jego współczucie jest ostatecznym odcięciem. Przestaje cię chronić przed bólem i upokorzeniem, prawdziwy Mistrz nie jest zbawicielem, nie umiera za twoje grzechy. To rachunek w twojej dłoni, w twoim sercu. To pewność, że nie ma możliwości ucieczki, nie ma przystani, wytchnienia, nie ma poczekalni, czyśćca z praczkami grzechów. Przychodzi czas kiedy Mistrz wie, że już jesteś gotowy na bezpośrednie nauczanie, na prawdziwą inicjację bez ksiąg i sekretów. Kim jesteś? Po co? Co zrozumiałeś? Co czujesz? Gdzie idziesz? Czego szukasz i czy wiesz dlaczego tego nigdy nie znajdziesz?

Pokaż mi swoją prawdziwą twarz, żywe bijące serce, pokaż mi ból. Pokaż mi gdzie spoczywa ciało, które musiałeś opuścić. Nie ma miejsca do którego idziesz. Nie ma nauki za którą podążasz. Jest życie, które nigdy się nie kończy i miłość, która nigdy nie gaśnie. Nie możesz podnieść tego który upadł, wskrzesić tego który umarł, nie możesz tego zrobić. Czy już wiesz dlaczego?

Będę żyć w każdej mojej matce i w każdym moim ojcu bez końca, przez całą wieczność, będę żyć we wszystkim i wszędzie, bowiem nic się nigdy nie kończy. Tym jest miłość.

Dziękuję Mistrzu.

Nazywam się Marcin Piniak studiowałem dziennikarstwo i fascynuje mnie aspekt komunikacji, a szczególnie tej jaką nawiązujemy sami z sobą przekierowując uwagę z zewnętrznego świata ku naszej autentycznej naturze. Twórczość jest dla mnie odruchem, czymś niemal biologicznym, czymś co pomaga mi żyć. Jest w swojej esencji drogą duchową i nauką Obecności i Wrażliwości. Ten świat potrzebuje ludzi z wyobraźnią i pasją, którzy mają w sobie tą cudowną ciekawość i życzliwość. Człowiek, który realizuje swój potencjał jest człowiekiem szczęśliwym i to powoduje, że na tym świecie jest mniej cierpienia. To najważniejszy powód dla którego warto to robić. Reszta jest tylko dodatkiem. Piszę, gotuję, fotografuję i nagrywam felietony video i audio. Opublikowałem alegoryczną powieść „17” o cieniach zachodniej cywilizacji i procesie transformacji, którą napisałem podróżując londyńskim metrem. Nasze życie jest opowieścią, którą warto zapisać. Tym właśnie się zajmuję.

SOCIAL MEDIA:

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

UCHODŹCY Z WARUNKU

Nie można zrozumieć współczesnej cywilizacji bez przyznania, że jest to powszechny spisek przeciw wszelkim objawom życia wewnętrznego.

Georges Bernanos

W pewnym sensie żyjąc w tym sterylnym biurokratycznym „nowoczesnym” świecie zachodzącego słońca wszyscy jesteśmy uchodźcami skazanymi na tułaczkę po coraz bardziej jałowej pustyni wśród metalicznego pejzażu smutnych brył, ulanych betonem nieruchomych rzek po których płyną nigdy nie kończące się karawany, gdzie coraz mniej jest życia i coraz więcej zaprogramowanego zapętlenia tych wszystkich niezliczonych sygnałów. Rodzimy się w Maszynie, w bebechach wiecznie głodnego Lewiatana, który nas wypluwa w świat by znów nas pożreć. Mamy chwilę czasu na wzrost, na orientację, na próbę ucieczki. Na te wszystkie nieskończone zmagania, bowiem wydaje się nam że coś możemy osiągnąć, szukamy miłości, wolności, spokoju, ekstazy – szukamy życia, które pulsuje tajemnicą, iskrzy wyzwaniem, przygodą. W zachwyconej, upojonej młodości smukłych i przebudzonych ciał, które pożądają i są pożądane odkrywamy coś co jest poza słowami, poza układem – stan bliski boga jeżeli można tak powiedzieć.

To światło, które w nas jest wciąż jest tak silne i pulsujące otwiera niezliczone przejścia w tym labiryncie, komnaty pełne skarbów, ukryte zakamarki inspiracji i krótkich niczym spięcie uniesień, ożywia instynkt, który czasem staje się naszym aniołem i potrafi ukazać nam ukryte w programie szczeliny, które zawsze są wewnątrz nigdy na zewnątrz, bowiem to co widzimy, słyszymy, smakujemy, dotykamy, wąchamy, czujemy i myślimy swoje źródło ma w nas, w naszej tak zwanej świadomości, niczym wielki rzutnik zdolny wyświetlać wszechświat. Dlatego tylko pozornie żyjemy w tym samym świecie, tylko pozornie możemy być jednomyślni, pozornie możemy się zgodzić. Czym mniej jest człowieka w świecie tym bardziej żyje w sobie stając się kimś kogo coraz trudniej namierzyć ponieważ jest człowiekiem peryferii, który ceni świętą przestrzeń, która z natury jest intymna i hermetyczna. Ta natarczywa i hałaśliwa kultura igrzyska i spektaklu jest zaoranym polem zasianym jednolitym zmodyfikowanym ziarnem na którym jest hodowana masa, która żyje tylko raz i taki ma stan umysłów. Po wszystkim nic z tego nie zostanie, zmodyfikowane nasiona są jednorazowe i bezpłodne, istnieją tylko dla żniw, są odporne na wszelkie wpływy, na subtelne ruchy planet, niewidzialne pola informacji, ukryte pod progiem świadomości przekazy.

Są formatem. Zasiewem pokarmu. Paszą dla Molocha. Zauroczeni igrzyskiem, upojeni hipnotycznym transem tej monotonnej muzyki pozbawionej piękna, która jest niczym innym jak jedynie programem nawigującym neuronami zniewolonego mózgu. Nie rodzisz się z duszą, to dusza się rodzi w tobie, kiedy ją usłyszysz w tej otchłani i otworzysz przejście, zachowasz połączenie. Tylko to się liczy reszta jest mięsem rzuconym na pożarcie jak ochłap. Potrzeba ciszy i tajemnicy, potrzeba intymności, tego wszystkiego czego ten rozgorączkowany świat roztańczonych upiorów nie chce ci dać, nakazując przemocą ciągłą rotację w bębnie z numerami, tą absurdalną obietnicę wygranej, loterię strachu i nadziei. Masz grać przez cały czas do samego smutnego końca, później wyrzucą cię na śmietnik jak zepsutą lalkę, produkt nieludzkiej fabryki.

Możesz się przywiązać do ziemi, do narodu, do tradycji ubrać się w to wszystko, wierzyć, że to ty, jednak jest to chwilowa ulga, strój na jeden krótki bal, który prawie nigdy nie jest tym co myślisz, to rozproszone chwile, które nic nie łączy prócz tych pytań bez odpowiedzi, tych zdziwień i rozczarowania, bo w pewnym sensie przestajesz tak naprawdę istnieć, stajesz się zawartością, zakodowaną linijką programu, który trwa tutaj od mniemającego początku czasu niczym rzucona przez czarnoksiężnika klątwa. To hipnoza, urojenie. Czy potrafisz wytrzymać ciszę? Brak ruchu? Brak nazwy? Brak mechanizmu samookreślenia? Czy potrafisz stanąć w samym środku tego pokracznego dyrygowanego tańca wbrew wszystkim i wszystkiemu wokół siebie? Czy potrafisz być nagi pośród wystrojonych tłumów, niezręczny pośród tej przemądrzałej zręczności, głupi pośród mądrych, zagubiony pośród tych pewnych drogi? Czy potrafisz się wypisać z ewidencji numerów? Opuścić grę w najmniej spodziewanym momencie? Wrócić do swojego prawdziwego domu? Być tylko lustrem, bez żadnego planu i programu? Tak – Tak. Nie – Nie.

Nie da się zrozumieć życia kiedy jesteś martwy, przebudzenia kiedy wciąż śpisz. Nie da się zrozumieć ciszy, wyjaśnić nurtowi czym jest bezruch. Zagłusza nas ten ciągły hałas, wszechobecna przemoc udziału – zmusza do ciągłej walki, byśmy wciąż byli na tych deficytach, w tej kalkulacji, obliczaniu zysków i strat. Kiedy opuszczamy swoją prawdziwą wewnętrzną ojczyznę, by się tułać po bezdrożach wypalonego świata, który sprzedał już prawie wszystko co dało się sprzedać, te płatne odpusty absurdalnego grzechu, te karykatury kapłanów – bezpańskie psy okrutnego pana, które skomlą swoje bezwartościowe modlitwy i straszą bez końca zaklętych w przerażeniu wyznawców, którzy pełzają w zaprogramowanej pokorze by udobruchać urojonego boga, który będzie ich oceniał jak odpady w sortowni, bo nie są godni by przyszedł do nich jak sami powtarzali podczas kazania – programowania. Z pewnego poziomu wyzwolonego umysłu nasza rzeczywistość wydaje się wręcz groteskowo nierzeczywista, jak głupi i brutalny film pełen niezręcznych i mało śmiesznych smutnych w rzeczy samej opowieści, które udają żarty.

Główni aktorzy tego filmu w istocie przypominają wielkie pancerne owady zaprogramowanego roju, władcy – królowe karmione najlepszymi sokami wydające beznamiętne rozkazy rozmontowania peryferii mrowiska, kolejne igrzyska głodu, wołania o litość i łaskę, które są wysokooktanowym paliwem strachu, pokarmem, zasilaniem, sycącym okrucieństwem, które jest wstrzyknięte w całe nasze medialne otoczenie, w te teledyski, wysoko budżetowe produkcje z fabryki „świętego drewna” magicznej różdżki zaklinania umysłów, w relacje oparte na kalkulacji przystrojonych w te wszystkie slogany, słowa które nic nie kosztują i nic nie znaczą, w tak zwany układ władzy, który jest rotacją tych samych psychopatycznych istot, które udają ludzi, choć są tylko maszynami do obsługi rozkazów i dyrektyw Ignorancji. Żyjemy w momencie, kiedy wszystko to staje się oczywiste, mamy coraz mniej złudzeń. To rozczarowanie jest tym momentem kiedy klątwa traci swoją moc, swój toksyczny wpływ. To nazwane jest Objawieniem. Żyjemy w tym właśnie czasie kiedy prawda staje się obosiecznym mieczem, który jednych zabija drugich uzdrawia. Kiedy nie odwracamy głowy, nie próbujemy uciec, nie szukamy ukojenia w kolejnych snach możemy zobaczyć, usłyszeć, poczuć, dotknąć prawdę o naszym ludzkim świecie, który zrodziło to zaślepienie ta niepoczytalność, ten zatruty owoc egoizmu i bezmyślności.

W obliczu tej prawdy nasz status, stan posiadania, wyobrażenie o sobie, urojone ruchome cele i priorytety są tylko marnym przebraniem, które musimy porzucić tutaj na samym środku tej świątyni, która nie ma ołtarzy, całej tej nadętej sztucznej urojonej świętości, jest ziemia, wiatr, ogień, powietrze i przestrzeń. Musimy być nadzy i bezbronni, pozbawieni całego tego planu, tych wszystkich oczekiwań, całego poczucia bycia wyjątkowym, wybranym, ponieważ wszyscy jesteśmy wybrani bez najmniejszego wyjątku. Kiedy jesteś nagi pozwalasz światu być, rodzi się Troska – Matka, która wyzwala z tej śmiertelnej choroby, chodzisz po wodzie świadomości i nie toniesz, co w istocie nie jest żadnym cudem, po prostu nie masz siły ciążenia. Jesteś przestrzenią, która bez najmniejszego wysiłku wyzwala samą siebie. Mnożysz pokarm, to nic wielkiego bo prawdziwym pokarmem jest mądrość, lekarstwem słowo. Przepędzasz kupców, bo w istocie tego co ma prawdziwą wartość nie sposób kupić. Nie ma świątyni kiedy wszystko jest samo w sobie czyste, nie istnieje żadna specjalna rytualna przestrzeń, bowiem to tylko próżność nic ponad to. Kiedy przychodzi sprawiedliwość świat upada, bo upaść musi wszystko to co jest tylko wymysłem, zimną kalkulacją Mózgogłowia, nie zabierzemy stąd nawet jednego kamienia, żadnej ozdoby, świętego obrazka pocieszenia, nic. Nie zabierzemy stąd słów otuchy, całej tej „wiedzy”, sukcesów, oklasków, gwoździ uwagi, które przybiły nas do krzyża utożsamienia, który nosiliśmy przez całe życie, by odkryć wiadomą od początku prawdę, że to nie miało najmniejszego sensu, bo karmiło tylko chwilową ekstazę, która stała się udręką i brzemieniem. Przywiązanie do obrazu, do formy do czynów, cały ten obraz, który pielęgnujemy z poczuciem wyjątkowości koniec końców trzeba porzucić bez najmniejszego przywiązania. Tego wszystkiego uczy cisza i samotność. Status uchodźcy ze świata warunku. Istnienia, które nie zna granic. Pozwolić wszystkiemu przychodzić i odchodzić, dawać bezwarunkową wolność, która jest esencją miłości.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

KULT PRĄCIA

Masowanie członów parlamentów, rad nadzorczych, prezesów ponadnarodowych korporacji namiętną uwagą. Wysokie premie za notoryczne jebanie świata. Doprowadzanie tłumów do emocjonalnych wytrysków gniewu, wkurwu i wszelkich spazmów wynikających z coraz bardziej wyraźnej bezradności. Orgia strachu na każdym kanale wszelkich telewizji, gang bang tej samczej testosteronowej manii zdobywców na całej planecie, zerżnąć wszystkie drzewa, krzewy, ogolić wszystkie trawniki, spuścić się betonem, aerozolem, ubrać wszystko w termodynamiczny kondom z butelek po coca coli, zamaskować słońce. Samcza korporacja religijna i jej sprzedawany na masową skalę produkt – oszustwo zbawienia za status wiecznego potępionego niewolnika. Jeszcze więcej strachu, wstydu i winy. Uśmiechnięci władcy lecą teraz w kosmos, który pierwszy wbije swojego fallusa w dziewicze kosmiczne łono, wygrzebie nieznane pierwiastki i minerały, ten będzie ruchał wszystkich tutaj na planecie ziemia, bowiem wiadomo, że big tech i space war to fjuczer, alchemiczny wzór na porost prącia.

Więc wydymali wystarczająco dużo i boleśnie, by mieć teraz kilka pierwszych pozycji w tabelce forbsa, tyle miejsc przed przecinkiem, że mogą zbudować z odsetek drugą planetę na orbicie, przerzucić rakietami całe złoto, zaludnić harem modelkami, uruchomić fabrykę kosmicznej heroiny, a tutaj w dole tej piramidy nakarmić wszystkich roztworem na najnowsze szczepy zrobionej przez siebie choroby. Spisek ruchania świata trwa od początku, od pierwszego wzwodu po pierwszy gwałt, który obudził wszystkie uśpione demony, które posiadły samców alfa i wydrukowały dodatkowe kodony okrucieństwa w łańcuchach. Zło zaczęło się namnażać jak wirus, rakowe komórki ogłosiły niepodległość, organizm stracił harmonię, ogłoszono permanentny stan wojny, który jest tutaj i króluje od zawsze. Królowie, Cesarze, Faraoni, Dygnitarze, Kapłani, Wojownicy, Papierze – wszyscy specjaliści od ruchania niewolników na wszelkie możliwe sposoby zasilający swoimi czarami wielkie okrutne Coś wyrosłe z sumy ich myśli, słów i czynów, które teraz jest moszną składującą cały potencjał nagromadzonej negatywnej karmy, która wylewa się w wyniku kopulacji z tak zwanymi okolicznościami, które są coraz mniej przyjemne. Nigdy nie mówimy w tym kontekście o miłości i szacunku, bo zamiast tego mamy pianę na ustach i wzrok fanatyka, mamy wszystkich tych firerów hipnotyzujących tłum, złotoustych psychopatów wydrukowanych w drukarce 3D. Mamy kategorie na stronach porno. Co chcesz, z kim chcesz, jak chcesz tylko pokaż tłuste botoksowe miliony wstrzyknięte w klinice banku banków. Dzieci, kalecy – wszystko.

Ciągła nieskończona walka z wiatrakami, walenie w palestyński mur nicością głuchej modlitwy o sprawiedliwość i zmiłowanie. Skowyt wszystkich matek, córek, sióstr, wreszcie tej pod stuporem wojsk, gąsienicami czołgów, bieżnikiem kół wielkich koparek, które zdzierają jej skórę na żywca, szukając żył dla swoich rafinerii i wbijają swoje igły by wyssać wszystko, do ostatniej kropli by polecieć trochę dalej w nicość i nadać komunikat do bazy, że jesteśmy jeszcze bliżej końca.

Nie możesz zjeść ciastka i mieć ciastko.

To jest niemożliwe, chyba, że jesteś magikiem. Dlatego oczywistym jest, że tą Grą rządzą Cudotwórcy, którzy z nicości robią kredyt, z pokoju wojnę, kurwę z logiki. Kiedy śpisz snem urojonego szczęścia, pod kołdrą wyobrażeń o nieistniejącym dobrym i radosnym świecie i śnisz sen o demokracji i prawach człowieka przerywany reklamami funduszy inwestycyjnych i pakietów akcji spółek doliny krzemowej, które są niczym innym jak balonami z Hell’em w tym parku psychopatycznej rozrywki pełnej uśmiechniętych Jokerów, którzy jedyne czego chcą to widzieć jak to wszystko płonie – wówczas pod twoją nieobecność rośnie bardzo nowy smart – sprytny świat prosto spod igły tak zwanej szczepionki. Cybernetyczne wesołe więzienie, pełne zajęć z nowego ulepszonego człowieczeństwa – kolektywu roju, który w każdej chwili wymienia się nie swoimi poglądami w formie przesyłu danych z komputera serwerowego ojca demiurga, który jednocześnie jest karmiąca matką. Informacyjno – rozrywkowo – wstrząsające mleko cieknie ci po brodzie, a te małe drapieżne paluszki trzymają za karmiącą pierś wszelkich abonamentów z lojalnym dostępem do usług. Przez wszczepy prosto do serca.

W Nowym Świecie Aplikacji dostaniesz przydział na małe szczęście odpowiednie w sam raz dla ciebie. Nie będziesz musiał się martwić o nic, bo wszystko dostaniesz wprost przed ryj do budy. Cały sekret będzie w długości łańcucha. Jak będziesz grzecznym psem, pociesznym szczeniakiem z uśmiechniętym pyskiem wyjdziesz na spacer do parku, będą zabawy, konkursy z nagrodami i harce. Może nawet będziesz mógł pojechać na wakacje i zostaniesz zgłoszony na konkurs na najbardziej fajnego kundla, bo jesteś mieszańcem klasy aspirującej, tych wszystkich, którzy żyją dostatnio dzięki milczącemu przyzwoleniu. Nie jesteś nikim ważnym. Tłem rozgrywki dla elity rasowych psów, które żyją w pałacach nad brzegami cudownych oceanów i dzień w dzień wyżerają najlepsze kąski z przemielonych szczeniaków. W razie problemów najpierw skrócą ci łańcuch byś nie mógł sięgnąć spragnionym jęzorem i skomlał w poczuciu winy, później rozmontują budę byś poczuł czym jest brak podstawowych warunków do życia, poczuł wiatr, deszcz i zimno, pokażą cię w telewizji i internecie innym kundlom ku przestrodze. Staniesz się pośmiewiskiem w okolicy, będą cię wytykać łapami te wszystkie grzeczne i zdyscyplinowane służące swoim panom za miskę nędznej karmy i klatkę do spania podpięte do Symulacji psich simsów. W końcu jak się nie poprawisz zdechniesz z głodu i nikt nie będzie płakał, bo walka o przetrwanie to nie jest ewangelia i pieśń nad pieśniami, co najwyżej horror z twistami fabuły.

Bo na bulwarach Hollywood jest więcej bezdomnych niż aktorów. Taki coraz bardziej trzeci świat, mamy coraz mniej wyczarowanych pieniędzy na remonty infrastruktury, na spoty reklamowe, na tą pozłacaną scenografię i chodzące kukły w garniturach od projektantów mody z cienkim wąsem po kokainie jeżdżących tymi bezszelestnymi teslami. Teraz, teraz żyjemy już tylko pozorami, udawanym splendorem przebrzmiałych potęg, nazwiskami, które nic już nie znaczą, bo wszystko jest tanie i używane. Teraz możemy zobaczyć jak to wszystko wygląda na wirtualnej polsce, że wcale to nie było takie jakie się wydawało. Spiskowe teorie stają się mniej teoretyczne. Wydawanie się to masowe schorzenie mas, które może być śmiertelne, kiedy wejdzie w fazę rozczarowania, czyli momentu kiedy te czary przestają działać i widzisz jasno, że zostałeś brutalnie wyruchany na wszystkie możliwe sposoby, że byłeś zwykłym umorusanym robotnikiem karmiącym to monstrualne oszustwo, którego sam w końcu stajesz się ofiarą, a twój kapłan karmiący cię nadzieją i obietnicą to zwykłe zwierze w koloratce udające apostoła zatrudnione w jednej z filii globalnej firmy ślubno – pogrzebowej z logotypem zwłok na krzyżu i produktem urojonego zbawienia. Śniłeś sen tak gęsty, że nie mogłeś się z niego obudzić i postanowiłeś zgłębiać wschodnie systemy, szukać nirwany po godzinach w fabryce, odmulić egzotyką, zadymić kadzidłem – szukałeś spokoju w swoim małym więzieniu obklejonym podobiznami świętych mężów z odległych krain i miałeś nadzieję dojechać tymi mantrami na drugi brzeg – gdzieś tam. Wydawało ci się, że to przecież tylko maja, złudzenie i możesz to przeformatować mocą swojego umysłu, zaklęciami z ezoterycznych książek, zbadać wahadłem, rozkodować kabałą, przepędzić piórami i bębnem.

Na nic to i tutaj następuje prawdziwe przebudzenie, które nie ma już nic dla ciebie, żadnego plastra na ranę, słów pocieszenia. Nic prócz tego co jest naprawdę takie jakie jest tu i teraz. Widzisz samego siebie w bardziej rzeczywisty sposób, bo kiedy przychodzi rozczarowanie znacznie więcej widać, jakby ci ktoś zdjął kolorowe okulary i na początku boli. Zaczynasz rozumieć, że dałeś się omamić samemu sobie opowiadając te bajki o nigdy nie poznanych osobiście bohaterach i ich czynach, których nigdy przecież nie byłeś świadkiem, co najwyżej fanem. Obudziłeś się w sobie rzeczywistym, zwykłym człowieku z krwi i kości na tej cierpiącej planecie, nie szukasz już pocieszenia i ucieczki, po prostu przytomniejesz. Nie liczysz na zbawienie, nie stoisz w kolejce do arki, nie gromadzisz złota, nie kopiesz schronu, nie klepiesz błagalnych modlitw klęcząc w kałuży łez, nie udajesz idioty, który mówi, że wszystko będzie dobrze. To nie o to chodzi. Zupełnie. Odkrywasz coś co było z tobą zawsze i nie jest niczym szczególnym, żadnym transem, odjazdem, magicznym widzeniem, mocą uzdrawiania – To jest Nic Specjalnego i wszyscy to mają, ale szukają czegoś innego czego nie mają, bo tak to już jest. I przestajesz się martwić, bo nie możesz tego stracić, nie masz też nadziei na więcej.

To nie ma znaczenia kto wygra, bo w tym wszystkim chodzi o ciebie na twojej linii życia, to wielki dar, którego nie jesteś świadomy do czasu kiedy ci braknie czasu i zobaczysz jedyny w swoim rodzaju film z samego siebie. Czasem w człowieku rodzi się po prostu życzenie dobra dla wszystkich, nawet dla tych, którzy są tak okrutni w tej grze, czasem w człowieku rodzi się zrozumienie, że tak wolność którą mamy jest każdym dniem, każdą chwilą, każdym gestem, każdą myślą. Jest czymś czego umysł nie zrozumie. Nie karmisz już nadziei i nie żywisz pretensji, nie szukasz zemsty, bo wiesz, że każdy w tej chwili dostaje owoce swojej własnej pracy. Życzenie dobra jest czymś potężnym i uzdrawia chorobę Strachu, która prowadzi do śmierci pełnej bólu i przerażenia. Możesz przyjąć pogląd na rzeczywistość jednak zawsze będzie on w pewien sposób fałszywy, prawdziwe pytanie jest dokąd cię to zaprowadzi, do jakiego miejsca, do jakiego stanu, do jakiej iluzji ostatecznej konkluzji. Prawda zawsze cię zaskoczy, nawet wtedy kiedy jesteś jej pewien, bo nie jest matematycznym wzorem, nie jest zdaniem w twojej głowie, prezentacją faktów z komputera. Jest wszystkim takim jakie jest. Iluzją jest nazwa. Dlatego to wszystko jest czyste w swojej podstawie zrodzone z jednej bezimiennej matki. Minie kolejny kult prącia jak wszystkie przed nim dając nam nieskończoną ilość głębokiego nauczania, otwierając kolejny rozdział nieskończonej księgi w której każde twoje życie ma swój akapit i kiedyś otworzysz To ujrzysz, że wszystko jest Dobre nawet to co cię przeraża i przed czym uciekasz, cała ta gra ma swój cel – przebudzić twój umysł, otworzyć przejście. Dać wolność, która jest poza warunkiem.

Nie prowadzi do niej żadna sekta, religia, wspólnota, prowadzi do niej twoje własne autentyczne życie, ty jesteś mistrzem odpowiedzialnym za zbawienie samego siebie, nikt i nic z zewnątrz nie otworzy tego co jest w tobie. Kiedy przestajesz naśladować kogokolwiek odnajdujesz prawdziwą Drogę.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

HABEAS CORPUS

Ciało. Fraktal zrodzony z fraktalu. Bezgraniczna inteligencja, kotwica poczytalności na tym abstrakcyjnym oceanie absurdu, którego fale staja się coraz bardziej dzikie i nieokiełznane – umysł, który z ciała uczynił niewolnika swoich obsesji. Teraz to ciało staje się własnością abstrakcyjnego społeczeństwa, abstrakcyjnego bezpieczeństwa, staje się narzędziem kontroli. Przejściem granicznym pomiędzy wymiarami Nowego Szalonego Świata.

Ciało staje się bronią masowego rażenia. Ta bezlitosna porażająca ignorancja stała się nadzorcą skolektywizowanych i wypranych umysłów, jednak teraz chce ciał, chce zawładnąć wszystkim, każdą najmniejszą częścią zboru. Zapętlone YIN & YANG – ciało i umysł, materia i świadomość zakupione jak lokaty dużego ryzyka przez ten nieludzki system i używane do politycznej gry wojennej, której celem jak zawsze jest władza i kontrola. Tutaj na tej planecie zawsze był ustrój niewolniczy od tego ordynarnego jak plantacje i obozy po ten nowoczesny korporacyjny z zajęciami mindfulness i impulsami bezgotówkowej premii.

Nasz kult biznesu ze swoimi uskrzydlonymi gotówką aniołami. Cała nowoczesna mitologia pełna Buddów i Jezusów w drogich popapranych świeżą krwią garniturach oświeconych podczas notowań na giełdzie, ukrzyżowanych i zmartwychwstałych do dalszej gry w jakieś startapy drukujące kolejne lewele fikcji z komórek macierzystych, strategie hybrydowych wojen o coraz bardziej zamuloną ludzką świadomość o strukturze maniakalno – depresyjnej, która zostanie uleczona i stanie się w końcu posłuszna jak modyfikowane nasiona. Złamanie kodów ciała i umysłu, wtargnięcie z nakazem aresztowania pod zarzutem niesubordynacji w kolektywie, braku wiary w naukową myśl, podważania wzorcowej narracji o powszechnej i taniej szczęśliwości, życia w technologicznym raju, który skazany jest na cyfrowe ubóstwienie przez dorosłe okrutne dzieci z miliardami na kontach i brakiem moralnych hamulców, które wciskają „gaz postępu” do dechy. Pędzimy podziwiając film apokaliptycznego pejzażu, płonące lasy, gradobicie w lipcu, masowe szczepienia z loteriami, zdychającą faunę i florę, ostatnich przedstawicieli gatunków ssaków, płazów i gadów, których kopie VR – owe już mamy w bazie edukacyjnej dla następnych pokoleń surogatów, kiedy już urzeczywistni się transcendencja i ludzkość 2.0 będzie rojem – kolonią zmechanizowanego robactwa.

Definicją wolności jest nieskończona wartość ludzkiego istnienia. Definicją zła jest destrukcja wolności. Wszystko co złe, uczy ludzi, że mają ograniczoną wartość.

Jeremy Locke. „Koniec wszelkiego zła”.

Okrutny wpięty w kolektywną świadomość BÓG – PASOŻYT tylko zmienia swoje wytworne stroje, raz jest cesarzem, królem, dworem, republiką innym razem reżimem, demokracją jednak co jakiś czas odsłania swoją prawdziwą bezwzględną naturę TERRORU KONTROLI I WŁADZY. Mieszka w niezliczonej ilości ciał i umysłów nieświadomych istot, które stały się narzędziami zniewolenia, posłusznymi żołnierzami, uległymi matkami, bezmyślnymi pracownikami wszelakich tak zwanych sektorów gospodarki, policjantami, lekarzami, prawnikami. W zamian daje status, wygodę, prestiż, sławę i obiecuje nieśmiertelność zrodzoną ze stalowej macicy technologii. BÓG – PASOŻYT jest toksycznym kodem świadomości, który nadpisuje ten pierwotny niezmodyfikowany, pełen naturalnego współczucia i mądrości. To nie jest diabeł z rogami, kosmaty stwór zrzucony z nieba, to istnienie zrodzone z ignorancji, pychy, dumy, gniewu, pożądania, nienawiści, zazdrości, które pożerają pierwotną świetlistą energię poprzez nasze ciało i świadomość, muszą mieć żywiciela, bowiem nie istnieją same z siebie.

Karmienie jest najważniejszą czynnością, która decyduje o tym kim jesteśmy. Co karmimy wewnątrz i na zewnątrz? Czym? Jak długo? Z jakim skutkiem? Co z tego rośnie i jaką ma naturę?

Wyhodowaliśmy tym sposobem kolonię karną, wielkie więzienie powtarzanego bez końca karmicznego prawa, które kończy się dokładnie tam, gdzie się zaczyna. Mechaniczny świat wzajemnego pożerania. Gastropolis. Wielkie zapętlone koło cierpiących światów, w którym rotujemy bez końca jak piłki w loterii cierpienia i za każdym razem w wyniku kompletnej utraty pamięci liczymy na cud. Jednak ten cud nigdy się nie zdarza, zawsze dostajemy dokładnie to co stworzyliśmy, ani mniej ani więcej. Życie kończy się śmiercią, śmierć zaczyna się życiem – po raz kolejny wypluwając nas w Otchłań, która jest światem – lustrem.


Ten świat lustro prezentuje cały nasz potencjał, nieskończoną ilość możliwości – kary i nagrody, gdzie często kara jest nagrodą, a nagroda karą, bowiem wartość można ocenić dopiero z perspektywy bezpośredniego doświadczenia, a najważniejszymi z tych doświadczeń są te które ukazują nam prawdę nie rozcieńczoną żadną domieszką iluzji. Nagą i bezdyskusyjną. Poza umysłem i intelektem. Dlatego ta sieć umysłu jest najbardziej skuteczną gwarancją naszego zniewolenia. Bezpiecznikiem utrzymującym stałe napięcie emocji i wyobrażeń, nadziei i oczekiwań, dróg którymi mamy iść, istnień które mamy zbawić, brudu który musimy oczyścić, grzechów którym musimy zadośćuczynić, win które musimy odkupić. To nie ma końca, dlatego gwarantuje nieskończoność. Niepoliczalną ilość przyszłych wcieleń i wymiarów. Umysł jest fabryką wszechświatów, ma niewyobrażalną dla intelektu moc obliczeniową. Nasze poczucie odrębności istnienia jest samo replikującym się gwarantem tej odwiecznej gry, sercem manifestacji mandali z którego tworzymy kolejny wymiar raz za razem skazując się na cierpienie umierania w wyniku rozpadu warunków, bowiem nic nie ma zasilania samo w sobie, wszystko pasożytuje na czymś innym i na tym podtrzymuje swoje urojone istnienie. To wszystko działa dokładnie w ten sam sposób – cały ten system w którym żyjemy – nie widzieć tego to być nieprzytomnym. Rolą umysłu jest racjonalizować to, oswajać, łagodzić i upiększać. Uzasadniać nasz współudział we wzajemnym zadawaniu bólu wyższą koniecznością przetrwania, która wydaje się ponad wszystkim – jak ślepe i okrutne biologiczne prawo, któremu podlegamy w sposób bezwzględny. To jest ostateczna krata tego więzienia. Punkt Zero. Prawdziwy Wielki Reset. Jeżeli ktoś to przekracza, przekracza wszystko. Nie można go już zniewolić, ponieważ traci punkt odniesienia, staje się przestrzenią, nie możesz go namierzyć tym systemem detekcji. Znika z radaru. To jest Wyzwolenie. Dopóki czegoś chcesz to będzie się rodzić, powielać bez końca. Potrzeba ucieczki rodzi więzienie. Głód rodzi zaspokojenie, które rodzi głód.

Dlatego zatrzymać się to zastopować całą Grę. Kiedy stajesz, to staje, kiedy idziesz to idzie. Czego chcesz? Kiedy spalisz wszystkie plany i mapy odkryjesz coś co było, jest i będzie zawsze z tobą, zawsze w tobie. Bezwarunkowo. Bezterminowo. Bez najmniejszego wysiłku. Jasność, której nie musisz potwierdzać, pewność której nie musisz sprawdzać. Żyć w zgodzie z sobą w tym czasie oznacza niezgodę na ten wielki pokraczny spisek, którego celem jest bezcelowość, przypadkowość, impulsywność, bezmyślny bieg w przepaść z nagrodami.


Wypięcie z podpięcia. Ostateczne – Nie! – wystrzelone jak pocisk w Mózgogłowie.
Szokujące rozsądek opuszczenie strategii przetrwania, terroru mechanicznej świadomości, która jest skazana na zagładę kiedy tylko przestaniemy ją żywić.

Przekroczyć wielki lęk śmierci.
Zaufać Duchowi.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

PUSTY KRZYŻ

O zwierzęta dba się tu jak o dzieci. Natomiast dziećmi zajmują się zazwyczaj filipińskie nianie, które pchają wózki po regularnie odkurzanych chodnikach. Niania wie, że wózek z wmontowaną mufką na marznące dłonie kosztuje więcej niż jej miesięczna pensja. Dzieci w tych kręgach to kosztowne hobby, więc także dlatego na świat przychodzi ich tu coraz mniej. Kiedy opiekunki z Filipin i ogrodnicy z Chin kończą pracę, dzielnica staje się w większości biała i podstarzała. Nie widać tu wielokulturowości, z której słynie Toronto. Ratusz z dumą informuje, że w mieście pobrzmiewa sto czterdzieści języków i dialektów. W 2016 roku BBC głosi, że Toronto jest najbardziej międzynarodowym miastem świata. Są tu wszyscy. Poza tymi, którzy się tu urodzili.

Joanna Gierak-Onoszko „27 śmierci Toby’ego Obeda”

Nie ma znaczenia, czy robisz to w imię boga, lepszego życia, sprawiedliwości. To nie ma znaczenia. Uprawa „człowieka cywilizowanego” wydała przeróżne owoce, wydała postęp, naukę, wydała zapomnienie i śmierć, wszystko zależy od tego gdzie jesteś. Czy jesteś po stronie czerpania korzyści, czy bycia wykorzystanym. Gdzieś tam w odległej Kanadzie płoną kościoły jak nie dające się ugasić winy, których nie można rozgrzeszyć – ponieważ to stosy ciał, miliony zamęczonych istnień. Hańba. Konsorcjum zbawienia, duchowa korporacja o dwutysięcznej historii sprzedaży duchowej wizji ludzkości z umęczonym ciałem w logotypie, wielkie krwawe dominium zasysające nieskończone bogactwa ziemi i ducha, które zniszczyło niezliczoną ilość kultur pod pręgierzem wystudiowanego okrucieństwa. Święci ojcowie monokultury, protoplaści zglobalizowanego białego umysłu jednej słusznej drogi, która przez setki długich lat stworzyła planetarne więzienie dla istnienia, które nie wrodziło się w jego plan ostatecznego podboju Życia za cenę swojej abstrakcyjnej obietnicy. Wasz bóg nie jest moim bogiem, nigdy nim nie był choć urodziłem się w waszej klatce, na smyczy waszych programów. Pod tym krzyżem wmurowanym we wszystko jak zaklęcie.

Wiem na czym zbudowaliście te wygodne klimatyzowane cele. Gdzieś w samym rdzeniu czuję ten zapach śmierci. Widzę waszą płonącą potęgę, ten postępujący rozpad całego waszego oszukanego królestwa, ten mechaniczny świat Mózgogłowia, które traci panowanie, bo jego domniemany bóg jest psychopatycznym snem wariata śnionym przez zniewolone masy. Chorobą kolektywnego umysłu. Wracamy do ciała, do matki do bijącego serca, wracamy tam gdzie jest życie. Do zapachu wiatru, smaku deszczu, myśli która jest wolna i spontaniczna. Budzimy się z waszego snu, idziemy do światła. To światło nie jest waszym prawem, zapisanym w okrutnej księdze, nie jest systemem, religią, żadną odłożona w czasie obietnicą. To żyje w nas, w samym rdzeniu zagłuszone waszymi klątwami. Nie ma w tym zemsty, potrzeby krwi. To coś przed tym wszystkim.

Dlatego nie możecie tego zatrzymać.

Będziecie konsumować swój własny produkt. Strach. Tym czym karmiliście, będziecie karmieni, bo takie jest prawo, którego nie macie już mocy uchylić. Kiedy domyka się obieg koła, przychodzą wszystkie wezwania do spłaty długów, u bram świątyni pojawiają się wszystkie trupy – niepoliczalna armia zhańbionych dusz. Wszystko tutaj staje się jasne. Żywe. Mord rodzi mechanizm karmicznego obiegu, ofiara staje się bezwolnym wyznawcą. Nie daliście istnieniu wolnego wyboru i to stanie się waszym światem. Zgwałciliście pierwotne prawo, najświętszą zasadę wolności. Ofiary odzyskują pamięć, wiem chcecie to zatrzymać waszą „nowoczesną wiedzą” jednak to wszystko na nic. Na nic. Ten spazm desperackiego okrucieństwa jest momentem przed ostatecznym upadkiem i wy to wiecie. Za tymi falami gniewu już nic do was nie przyjdzie, nie będzie już czego złapać, czym zawładnąć, bowiem wyczerpie się już wszelki potencjał relacji. Kiedy umysł się uwalnia od wpływu, nie możecie już nic zrobić. To koniec.

Tego ciała już tam nie będzie. Zniknie. Zostanie sam krzyż – sztuczny konstrukt.

To zmartwychwstanie nie będzie przyczyną kultu, nie będzie cudem który można po raz kolejny użyć do hipnozy i kontroli. To Życie odzyska swoją Moc. Przetrwa wasze piekło. To Życie nie ma końca. Odrodzi się w miliardach form w miliardach miejsc i serc. Oczyści się i przywróci pierwotną równowagę. Z tego miejsca oddaje cześć tym wszystkim, którzy nieśli i niosą je w sobie, którzy dają temu światu prawdziwą Moc, którzy są wierni temu co pierwotne i niestworzone. Nieważne jak to nazwiesz. Możecie tylko niszczyć formę, mordować nazwę, wymazywać imię.

Nie możecie dotknąć Istoty.

Życie w katolickiej szkole z internatem imienia Świętej Anny (St. Anne’s Residential School) w Fort Albany, na północy prowincji Ontario, było jak film. A konkretnie jak Pasja Mela Gibsona. Tak przynajmniej uważa Louis Knapaysweet. Przecież to o mnie, pomyślał w pierwszej chwili Louis, poprawiając się w fotelu przed telewizorem. Ale zaraz doszedł do wniosku, że różnic jednak jest sporo. Najważniejsza to ta, że kiedy skóra na plecach pękała od uderzeń bicza i grzbiet zalewał się krwią, Jezus miał trzydzieści trzy lata.


A Louis tylko dziesięć.

Joanna Gierak-Onoszko „27 śmierci Toby’ego Obeda”

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

WARTOŚĆ LUDZKIEGO ISTNIENIA

Definicją wolności jest nieskończona wartość ludzkiego istnienia. Definicją zła jest destrukcja wolności. Wszystko co złe, uczy ludzi, że mają ograniczoną wartość.

Jeremy Locke — End of All Evil

Tworzenie ścieżki – wzorca wolności zaczyna się od naszego własnego życia. Swój początek ma w wiedzy i świadomości. Pierwszą rzeczą jest być Przytomnym – Obecnym w tym co się wydarza tu i teraz w tej rzeczywistości. Wolność i kreatywność jest naszym Naturalnym Stanem, wrodzonym potencjałem, który aby ewolucja świadomości mogła postępować musi zostać odkryty i ostatecznie urzeczywistniony w naszym codziennym życiu. Przyzwyczajeni jesteśmy do kultywowania ideologii, wyobrażeń, wyśnionej wersji odłożonej w czasie i tak naprawdę niedostępnej wolności, która stała się pocieszającym mitem, tymczasem żyjemy w świecie, który był i jest przeciwieństwem wolności. Jest więzieniem o zaostrzonym rygorze zgody na wszechobecne zło. To zło ma wiele twarzy i masek.

Jego twarzą jest: KONTROLA, PRZYMUS i PRZEMOC.
Jego maską jest: „PRAWO”, „WOLNOŚĆ” i „BEZPIECZEŃSTWO”.
Jego wyrazem jest: WDRUK, ZAPETLENIE i EKSPLOATACJA.

My istoty czujące (ludzie i zwierzęta, a także cały naturalny świat biologiczny) staliśmy się więźniami PROGRAMU – WDRUKU niszcząc pod jego panowaniem samych siebie i pierwotne święte życie, które jest przejawieniem nieskończonej kreatywności używając jej potencjału w wypaczony i destrukcyjny sposób. Ten Program zdominował nasze umysły i ma naturę Pasożyta, którego żywimy od czasu kiedy naszym życiem zarządza Przemoc, która zaczyna się w naszym własnym umyśle. Dlatego pierwszą i najważniejszą rzeczą jest rozpoznać źródło zła w swoim własnym istnieniu i oczyścić je. Taka jest funkcja „praktyki duchowej” lub Drogi. Ta Pierwotna Droga nie jest oparta na żadnej ideologii, systemie, ponieważ wszystkie one niszczą prawdę i wolność, a zamiast tego tworzą niezliczoną ilość klatek w których jesteśmy zamknięci i zniewoleni. Tak naprawdę do naszej dyspozycji jest nieskończona ilość skutecznych metod, które nasi przodkowie pozostawili nam dowodząc ich skuteczności na własnym przykładzie. Wiele istnień uwolniło się dzięki Pierwotnej Drodze.

Cechą charakterystyczną zniewolonego umysłu jest ograniczanie, tworzenie barier, granic i powtarzalnych ślepych dróg. Cechą charakterystyczną jest szukanie jedynie słusznej tradycji, kraju i kultury i odrzucanie wszystkiego co „obce”. Jest to przymus, którego źródło leży w lęku i strachu w braku rozpoznania, że tak naprawdę nasza świadomość jest nieograniczona, podobnie jak możliwości rozwoju. Przez nieskończone eony czasu to właśnie ten sposób myślenia sprowadził do tego wymiaru tak wiele okrucieństwa i wojny – źródłem tego jest ucieczka przed wolnością. Strach i Lęk. Esencją Przemocy jest strach. Pasożyty o których tutaj mowa żywią się Strachem i Lękiem, to jest ich pokarm. Jeżeli przyjrzymy się tej rzeczywistości ujrzymy to, ujrzymy to na pewno. Póki żyjemy we władaniu Lęku i Strachu niemożliwym jest rozwój i niemożliwym jest oczyszczenie zła, ponieważ nie ma w nas żadnej woli, jesteśmy bezwolni. Jeżeli brak nam woli jesteśmy ofiarami okrutnego systemu, jesteśmy bierni i ulegli, a tym samym podlegamy woli zła, którego stajemy się narzędziem. Ten świat jest w tak rozpaczliwej kondycji, ponieważ istoty stały się zniewolone i bierne, uległe i obojętne.

To bierność jest fundamentem więzienia. Brakuje nam bezpośredniego DOŚWIADCZENIA wolności, brakuje nam MOCY. Moc wynika z doświadczenia wolności w sposób bezpośredni, którego rezultatem jest kreatywność, która tworzy ZMIANĘ. Moc rodzi się z przekroczenia Strachu i przekroczenia Lęku. Jest dotarciem na drugi brzeg ludzkiego potencjału. Jest wyzwoleniem z niemocy.

Pierwotna Droga jest rozwijaniem Mocy. Wymaga mądrości i dyscypliny. Wymaga Wiary – Zaufania w to, że jej źródłem jesteśmy my sami, nikt z zewnątrz i nic z zewnątrz nie może nic za nas zrobić. Musimy TWORZYĆ Drogę. Każda istota ma inną drogę, nie istnieją wspólne drogi, ponieważ każda istota jest wyjątkową w jedyny i niepowtarzalny sposób. Dlatego religia nigdy nie jest prawdziwą drogą. Jest więziennym spacerniakiem, pocieszeniem w zniewoleniu. Nigdy nie prowadzi poza kraty tego więzienia. Jest iluzją wolności. Urojeniem. Religie są konstruktami, które nie są niczym naturalnym, są sztuczne, wymyślone i jałowe z samej swojej natury. Ich źródłem jest Program ich celem jest Zapętlenie nas by ostatecznie żywić tych którzy na nas żerują. To jest okrucieństwo, które udaje duchowość. Najbardziej odżywczy dla Pasożytów pokarm, ponieważ ma najczystszą naturę, którym jest pragnienie wolności. Pierwszy i ostateczny cel Istnienia.

Przez nieskończone okresy niepoliczalnego czasu to pragnienie było niszczone w sposób bezwzględny i najbardziej bestialski, było niszczone w samym zarodku, w samej esencji, ponieważ to pragnienie ostatecznie doprowadzi nas do wolności. Dlatego nie ma nic złego w pragnieniu tak jak sugerują religijne dogmaty. To pierwotne pragnienie jest najważniejsze ze wszystkich pragnień, bo jego rezultatem jest prawdziwe szczęście, którym jest ostateczna Wolność. Jeżeli tracisz to pragnienie, tracisz esencję życia, bowiem wszystko żyje po to by osiągnąć prawdziwą wolność. Taki jest cel ewolucji życia. Nic innego. Jeżeli wciąż masz to pragnienie i jest ono żywe, wciąż obecne – przywołuj je każdego dnia, w każdej godzinie, bo to jest prawdziwe źródło Mocy. Kiedy przestaniesz o tym myśleć będziesz tylko niewolnikiem, tylko narzędziem zła, martwą istotą. Będziesz pokarmem i niczym więcej. Będziesz trawiony i wydalany bez końca w bezsensownym mechanicyzm zapętleniu Gastropolis. Jeżeli masz w sobie pragnienie wolności możesz być pewien, że jesteś autentyczną istotą ludzką, kimś kto już był, kto jest i kto będzie, ponieważ to pragnienie jest nicią, która prowadzi twoje istnienie poprzez kalejdoskop doświadczeń – odkrycia Pierwotnego Stanu Wolności, którego nic i nikt nie może uwarunkować i zniewolić. To jest fundamentalna różnica pomiędzy Drogą Mocy a religią – prawdziwe doświadczenie, coś konkretnego zamiast kolejnej obietnicy. Kiedy wiesz nie musisz wierzyć, niemożliwym wówczas jest manipulowanie strachem i lękiem. Niemożliwym jest bycie zależnym od jakiejkolwiek siły poza tobą samym. Niemożliwym jest być niewolnikiem, ponieważ niewolnikiem jest ten który nie wie, nie ma bezpośredniego doświadczenia wolności.

Wolność nie boi się śmierci ponieważ jest esencją Miłości.
Wolność nie boi się cierpienia ponieważ je rozumie.
Wolność nie boi się niczego, ponieważ nie ma w niej Strachu i Lęku.
Dlatego nazwana jest Wolnością.

To nie jest slogan. To jest Prawda.
Dlatego przynosi Wyzwolenie.

Nazywam się Marcin Piniak studiowałem dziennikarstwo i fascynuje mnie aspekt komunikacji, a szczególnie tej jaką nawiązujemy sami z sobą przekierowując uwagę z zewnętrznego świata ku naszej autentycznej naturze. Twórczość jest dla mnie odruchem, czymś niemal biologicznym, czymś co pomaga mi żyć. Jest w swojej esencji drogą duchową i nauką Obecności i Wrażliwości. Ten świat potrzebuje ludzi z wyobraźnią i pasją, którzy mają w sobie tą cudowną ciekawość i życzliwość. Człowiek, który realizuje swój potencjał jest człowiekiem szczęśliwym i to powoduje, że na tym świecie jest mniej cierpienia. To najważniejszy powód dla którego warto to robić. Reszta jest tylko dodatkiem. Piszę, gotuję, fotografuję i nagrywam felietony video i audio. Opublikowałem alegoryczną powieść „17” o cieniach zachodniej cywilizacji i procesie transformacji, którą napisałem podróżując londyńskim metrem. Nasze życie jest opowieścią, którą warto zapisać. Tym właśnie się zajmuję.

SOCIAL MEDIA:

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

NASZA PRZYSZŁOŚĆ ?

Życie to szkoła, w której każdy uczy się innej lekcji.

William Seward Burroughs

ONZ opublikowało kilka lat temu szokujący raport w którym napisano, że w 2100 roku przy obecnym wzroście populacji może nas być 13 miliardów. Trzynaście miliardów ludzkich istnień, a każda z nich potrzebuje pokarmu, schronienia, opieki, edukacji i chciałaby spełniać swoje marzenia. Większość będzie żyła w miastach – molochach, które bardziej będą przypominać slumsy. Obecna sytuacja związana z epidemią pokazuje nam, że próba zarządzania w konfrontacji z globalną katastrofą czy kryzysem jest niczym innym jak porażką, bowiem zawsze górę biorą partykularne narodowe interesy, czemu nie sposób się dziwić, bowiem to zglobalizowane korporacyjne monstrum to nic innego jak bezmyślna maszyna śmierci. Większość ludzi na tym globie żyje i będzie żyć na wysypisku odpadów, które ta maszyna generuje. Większość ludzi na tym globie przy obecnych trendach ignorancji już wkrótce sama stanie się odpadem – bez pracy i perspektyw zasilana jałmużną z drukarki sztucznych pieniędzy. W zasadzie o tego zaczyna Huxley swoje rozważania na temat realności Nowego Wspaniałego Świata.

Obecne tempo sprawia, że będzie nas dwa razy więcej już za niespełna pół wieku. Do takiego niewyobrażalnie szybkiego pomnożenia naszego gatunku dojdzie na planecie, której najbardziej atrakcyjne i wydajne obszary są już gęsto zaludnione, której glebę wyniszczają nieudolni rolnicy, gorączkowo usiłując wyprodukować więcej pożywienia, i której łatwo dostępny kapitał minerałów trwonimy z beztroską rozrzutnością pijanego marynarza pozbywającego się swoich oszczędności.

Aldous Huxley: Brave New World Revisited

Zadziwiające jest to, że o tak kluczowych sprawach jak problem przeludnienia, katastrofy klimatycznej, znikających zasobów naturalnych mówi się półgębkiem pomiędzy wynikami sportowymi i błazenadą polityków, choć to wszystko uderza w nas w sposób coraz bardziej szokujący i bezwzględny. Najwyższe odnotowane temperatury, osobliwe zjawiska pogodowe, ciągle postępująca dewastacja środowiska naturalnego i martwienie się o utrzymanie „wzrostu gospodarczego” ukazuje obraz coraz bardziej szalonego człowieka XXI wieku, który kompletnie odjechał w swoje urojenia, w świat fantazji. Stał się wariatem. Niepoczytalność staje się normą. A cała ta historia z ograniczaniem populacji to raczej perspektywa kilkuset lat jeżeli wszystko potoczy się „naturalnie”. Jednak mam wrażenie, że rzeczywistość stanie się na tyle dzika i nieprzewidywalna, że w bardzo szybkim czasie będziemy się konfrontować z sytuacjami i zjawiskami spoza naszego wyobrażenia, spoza naszej nauki i spoza naszej sztucznej sterylnej neurotycznej kultury człowieka 2.0, który zaczął żyć w swojej własnej technologicznej klatce i wciąż sądzi, że przetrwa w niej nadciągającą ze wszech stron katastrofę. Mało jest mam wrażenie ludzi, którzy psychologicznie oswajają się z tym co nas czeka, a czeka nas bowiem, nic tak naprawdę nie chcemy zmienić. Możemy jedynie zabawiać się tą dobroduszną i heroiczną deklaracją, która nigdy nie wchodzi w fazę realności, bowiem to oznaczałoby skromne odpowiedzialne życie. Oznaczałoby mniej egoizmu, mniej pychy, więcej pokory i cóż zdrowego przerażenia, które jest konieczne by wyrwać nas z tego snu, który już ma znamiona koszmaru.

W tak zwanym alternatywnym świecie sprawa ma się dokładnie odwrotnie – depopulacja już trwa i ma wiele zaplanowanych faz, a ci którzy ją organizowali i organizują są nikim innym jak psychopatycznymi mordercami. Istotami bez sumienia, którzy mają nieskończone zasoby by urządzić przewidywany przez Huxleya Nowy Wspaniały Świat o ograniczonej regulowanej populacji zaprogramowanych genetycznie istot, które żyją w narkotycznej utopii pełnej orgietek i przyjemności. Są bogami swojego małego w pełni automatycznego świata Identyczności i Stabilności. Według tego scenariusza, cały ten ekologiczny nonsens to nic innego jak zielony terror, który ubrany w hasła nowego resetu sprowadzi nas do roli poległych udomowionych zwierzątek skazanych na łaskę i niełaskę swoich panów. Tak na marginesie z planetą jest wszystko w porządku, przeludnienie nie jest problemem – są tylko źli ludzie, którzy robią złe rzeczy i wystarczy żeby ich nie było by było dobrze. To oni. Źli oświeceni co pomylili gówno z twarogiem, dobro ze złem, okrucieństwo z miłosierdziem. A te nagłe zmiany pogody tworzy system zaawansowanej maszynerii w tajnych bazach, przecież to oczywiste i jasne jak rozgrzewające się słońce.

Możemy to oddzielać taką grubą kreską i jest to wygodne, nawet bardzo. Śmiać się z wariatów po każdej stronie barykady. Normalsi i szury, śpiący i przebudzeni obrzucający się prawdziwą prawdą, faktami, dokumentami, badaniami. Trochę jak w Incepcji – sen w śnie, poziomy nieskończonych iluzji umysłu. Ja nie wiem co jest najprawdziwszą prawdą, wiem natomiast, że to co tu idzie nie potrzebuje dyskusji i wyjaśnień. Jest egzystencjalną prawdą tak oczywistą, że nie potrzebuje definicji w wikipedii. Oswajać się z nią to pamiętać, że wszystko jest postępującym i niebłagalnym rozpadem. Wszystko. Każdy z nas próbuje sobie z tym jakoś radzić i przed tym uciekać. Ukrywać się w pięknych domach za miliony wydrukowanych dolarów pozyskanych w tak zwanych operacjach finansowych – tym złotym cielcu współczesności, uciekać na pustynie gorliwej religijności z psychozą pewności bycia wybranym, popadać w otumanienie, apatię przerywaną konsumpcją dekadenckich uciech, które kierują nas jeszcze bliżej dna. Tak liczymy pieniądze i liczymy na cud. Dla mnie prawdziwa Droga jest decyzją, która ma tylko jeden cel – być świadomym. Obecnym. Przytomnym. Żadnej obietnicy, żadnego zapewnienia. Zero ściemy.

Jednak umysł nie chce być obecny i przytomny. Chce uciekać, tworzyć te wszystkie urojone światy, pisać fantastyczne scenariusze, a przede wszystkim być poza kręgiem podejrzanych o współudział. Ponosimy pełną odpowiedzialność za to gdzie jesteśmy i z jakim skutkiem, za to co robimy i dlaczego. Wierzę w reinkarnację, wiem, że to nienaukowe. Zawsze w to wierzyłem i wydawało mi się w pewien sposób oczywiste. Dlatego patrzę na to wszystko z duchowej perspektywy. To jest szkoła doświadczenia, a końcowy egzamin to bycie człowiekiem wrażliwą istotą czującą. Wierzę, że istnieje nieskończona ilość miejsc i doświadczeń, planet, istot, ras. Wierzę, że wszechświat jest żywy i świadomy jak jeden nieskończony umysł. Sam jestem wariatem, śniącym jakiś sen, chcącym z całych sił wierzyć w to co mi pomaga żyć, daje nadzieję i siłę. I moim zdaniem nie ma w tym nic złego. Zło dzieje się wtedy, kiedy chcemy być ludźmi z szablonu, choć nigdy nimi nie byliśmy. Mówimy jedno, robimy drugie, tylko dlatego, że nie chcemy stracić tej maski, bo to żadna twarz. Udajemy racjonalnych i mądrych przed światem, boimy się śmiechu – tej abstrakcji ludzkiej masy. Nie ma wielkich osiągnięć duchowych, nie jestem wybrany, wyjątkowy czy specjalny. Po prostu staram się żyć w zgodzie ze sobą, bo uważam, że to pierwszy i decydujący krok do pokoju i harmonii na tym szalonym świecie. Znać siebie, zaufać sobie i mieć odwagę żyć w zgodzie ze swoją prawdą.

Nie mam silnej wiary w swoje prawdy i racje, bowiem zbyt wiele razy zmieniałem swoje poglądy i mam wrażenie, że właśnie tak jest natura tej rzeczywistości. Nie jest niczym stałym, niczym mechanicznym, nie ma stałych praw i prawideł, nie sposób jej ująć w żadną definicję. Tym co my tu robimy to patrzymy w swój własny umysł, nie mając pojęcia czym jest ta świadomość. Używamy narzędzia do badania świata nie mając najmniejszego pojęcia o naturze i strukturze samego narzędzia. Dlatego świat jest tak absurdalny. Dlatego zostałem piratem, który na fladze ma kości i piszczele, bowiem to jest prawdziwe państwo w którym mieszkam, które w moim subiektywnym odczuciu nie ma granic. Jest nieskończone jak ludzka wyobraźnia. Możemy spojrzeć na to poprzez mięso, masę i maszynę ujrzeć gnijący rozpadający się świat skazany na zagładę, możemy zobaczyć też coś innego jako żywą i fascynująca szkołę budzącej się świadomości, która odkrywa czym jest życie i śmierć, radość i cierpienie. Nie mam zamiaru uciekać przed tym co mam w sobie i przed sobą i to jest moja Droga. Może wszyscy mają rację na swój jedyny wyjątkowy sposób, są galaktyką i światem wartym uwagi i ciekawości, może każdy z nas jest wielkim darem, prezentem wszechświata dla samego siebie. Wszyscy jesteśmy wariatami przepełnionymi ignorancją i mędrcami, którzy mają zdolność postrzegania prawd. Może czas przestać kultywować tą przemoc poprawiania, prostowania, tego kultu jedynej mojej prawdy. Może wtedy ukaże się prawdziwa pierwotna wolność i zamiast niszczyć zaczniemy tworzyć. Dawać coś naprawdę Dobrego. Wzbogacać doświadczenie tym co jest spoza tego programu, tej samo niszczącej się krwawej i brutalnej symulacji. Być dobrej myśli to dać sobie i drugiemu człowiekowi przestrzeń i szacunek.

Zwykły wpis