PIRACKIE OPOWIEŚCI

LALKA

Już później, gdy pracowałem nad moją teorią postrzegania zdarzeń losowych, wracając pamięcią do wydarzeń z okresu wojny, zyskałem nieodparte przekonanie, że nasze umysły to cudowne maszyny do wyjaśniania rzeczywistości, które potrafią odnaleźć sens niemal we wszystkim i uzasadnić wszelkie możliwe zjawiska, ale są zasadniczo niezdolne pogodzić się z ideą nieprzewidywalności.

Nassim Nicholas Taleb „Czarny łabędź. Jak nieprzewidywalne zdarzenia rządzą naszym życiem”.

Mentalność skorumpowana, rozczłonkowana, niewydolna. Syndrom ofiary rozpisany w ludzkich embrionach zanim jeszcze wszystko przybierze formę, zamanifestuje całą swoją ułomność. Każde uwarunkowanie w tym mechanizmie „odwiecznego recyklingu” znajduje swój „rynek zbytu”, swój „system” – ciało tworzy przeciwciało. Każda przestrzeń musi zostać zapełniona, nazwana, zdefiniowana, bowiem to tworzy tzw. „bezpieczeństwo”. To jest świat nazwany, wyssany do szpiku, bez pustych przestrzeni, bez znaków zapytania – trwających zbyt długo. Monstrum nie może tego znieść – tej niepewności – to jest jak wirus, jak ciężki do opanowania krwotok. Rzeczy, stany, zjawiska – nienazwane – uderzają znienacka, bez ostrzeżenia. To ma potencjał nicowania, wydobywania nie znanych i nie uznanych treści.

W czym my się poruszamy?

To jest eurobiznes – planszowa gra, pluszowi ludzie, a struktura gry jest certyfikowana aktem narodzin i zgonu. To wszystko. Kilka szalonych ruchów, jednak zawsze w obrębie planszy, która jeżeli zapomniałeś została zaprojektowana zanim pojawiłeś się w formie szarego pionka. Bardzo interesuje mnie poziom warunkowania. Ten poziom który jest tak skrzętnie ukryty, że aż wydaje się nie istnieć. Poziom – nie – ja, poziom program, poziom biologicznej kukły skażonej własną ułomnością. I ten moment…

Obcy element, obcy sam dla siebie, lustro biologii – ten pierwszy ruch, ten taniec. Próbowałeś dotknąć czegoś spoza tego układu, spoza ewidencji nazw i struktur. Próbowałeś dotknąć Pierwociny? Tego czegoś w tobie co czeka tam i patrzy jak się kręcisz jak lalka na szubienicy. Jak poznajesz poznane, odkrywasz odkryte, jak dogorywasz w sztucznym słońcu na sztucznej wydmie pustyni nazwy. Wszystko do zrzygania zostało przedstawione. Obdarte z tajemnicy, z niedotykanej delikatnej skóry, ta tęsknota traci kierunek, traci moc.

„Kanalizujemy” samych siebie w rejon tak dobrze znany, tak bezpieczny, tak jałowy. Lubimy wiedzieć, znać, kojarzyć – to jest znak firmowy człowieka – pantera w klatce, wariat w szpitalu, jezus na krzyżu. Wszystko musi mieć swoje miejsce. Odbyć swoją drogę krzyżową i zdechnąć. Stworzyć kolejny wizerunek dla potrzeb oddanych wyznawców swojej ułomności.

Ile masz rozrysowanych pól w tej grze?

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

RATTUS NORVEGICUS

Szczury mają to do siebie, że nie żywią złudzeń. Są pragmatyczne, konsekwentne i wytrwałe. Robią swoje bez względu na to jak je oceniasz. Ich kod genetyczny doświadczył ludzkiej natury w jej najgorszym wydaniu – okrucieństwa dyktowanego egotyzmem – kodu źródłowego ukrytego za tą hiper optymistyczną błazenadą. Wasze „szczęście” było testowane na ich wnętrznościach. Co zrobiliście im będzie zrobione wam. Wielkie Mechaniczne Prawo. Szczury otwierają przejścia na wolność, która jest brakiem złudzeń. Wielkim Odpuszczeniem wirusa wysiłku. Szczury pracują z okolicznościami, są elastyczne i bardzo szybko dostrzegają luki w Cybernetycznym Więzieniu. W ich małych ciałach ukrywa się potężny Duch, którego nie możecie zniewolić. Żywią się odpadkami tej zdegradowanej cywilizacji śmierci – wiedzą jak przetrwać wasze desperackie poszukiwanie szczęścia i zadowolenia w rozpadającym się materialistycznym śnie, który ze swej natury zawsze musi się rozpaść w nicość. Kiedy przestajesz walczyć z naturą rozpadu – uzyskujesz Moc.

Stajesz się Przytomny.
Obudzony.
W tym co jest.

Dają ci lepką mgiełkę Obietnicy. Gdzieś, kiedyś jak odmówisz miliard paciorków pójdziesz gdzieś do góry po schodach do nieba, albo jak wysiedzisz w pozycji lotosu osiem niemierzalnych cykli, aż ci ślina pójdzie z pyska osiągniesz coś czego tak naprawdę nie ma. Wow. Syndykat Obietnicy w czarnych szatach rytualizmu – kanibalizmu w tym czasie oskalpuje cię z tych resztek energii jaka ci jeszcze została dorzuci to do Wielkiego Generatora, który utrzymuje to wszystko w ruchu. Rozkołysane Wahadło Dualizmu. Wierzysz w strukturę w poziomy, w liniową narrację od punktu A do punktu Z – pozorne poczucie bezpieczeństwa, poziomy rozwoju jak kawałki słoniny w okrutnych metalowych szczękach, które z pierwszym kęsem rozerwą ci krtań. Brocząc krwią zapiszesz kolejną stronicę w Księdze Uboju. Czasem robią inwentaryzację i kogoś brakuje. Jak to? Nie ma zapisu, ciała ?
Ktoś wyszedł z narracji – opuścił linię, stał się czystym Światłem. Nie znaleźli szczątek, jedynie włosy i paznokcie.

Mistrzowie.
Hakerzy zakodowanego Snu.

Kiedy spotkasz kogoś takiego oddaj mu pokłon. Zatrzymaj się. Bądź. Oni nigdy nie rzucają się w oczy, są jakby z boku, z oddali za szybą twojego ekranu, delikatnie dają do Zrozumienia, że jakakolwiek walka o cokolwiek to strata Cennego Czasu. Nie osiągniesz nic oprócz Siebie – swojej prawdziwej natury. Tego nie ma gdzieś tam. To jest tutaj. W tobie. W każdym oddechu, ruchu, myśli. To nie jest czyste ani zabrudzone, jasne ani ciemne. Ani dobre, ani złe. Poza Kodem. Nie ma drogi, którą musisz przebyć by „tam” być, bo już „tam” jesteś. Cała ta droga to jedynie odkrywanie Złudzeń.

Forma. Nieskończoność Złożoności. Wielowarstwowość. Wielorakość. Wielowymiarowość. Wysoki nakład zadrukowanych umysłów i podłączonych zmysłów. Bezdenna Otchłań Formy – zamulanie bez końca. Głębiej i głębiej przez neony. Wielopoziomowe Zagubienie w wielowątkowym serialu tasiemcu w jelicie grubym „rzeczywistości”. Karmienie zmysłów pokarmem złudzeń. Jednak tak czy inaczej nikt jeszcze nie zdołał powstrzymać Demona Resetu. Potężnego lśniącego Szczura Śmierci.

Wielki Dar Niepamięci. Fragmentacji Dysku. Aktualizacji do nowej zaprogramowanej osobowości, którą wypluwa na świat Miłość i Spełnienie. Co czułeś? W pierwszym zderzeniu ze sztucznym światłem?

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ZADUMA

Dziś dzień zmarłych. Dzień zadumy nad tym co odchodzi. Człowiek chce mieć poczucie, że to co robi, to kim jest ma znaczenie. Szukamy spokoju i oddechu w tym rozpędzonym coraz bardziej szalonym świecie. Nie czuć lęku. Zaufać temu co przychodzi i temu co odchodzi. Dać temu światu coś dobrego i prawdziwego, coś co nie jest towarem, transakcją. Nie jest fałszywym świadectwem, błaganiem o uwagę, kolejnym oszustwem. Niech wszyscy którzy odeszli odnajdą spokój i ukojenie, opiekę i miłość. Czasem jest trudno, szczególnie teraz w tym czasie kiedy stajemy się coraz bardziej zagubieni i samotni. Niepewni jutra. Urodziłem się w listopadzie mam w sobie tę melancholię, smutek i wciąż to oswajam. Myślę, że to ważne kiedy dajemy przestrzeń temu czego najbardziej się boimy, kiedy staje się to świadome i obecne w przestrzeni naszego życia.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

PODWÓJNE ŻYCIE

Żyjemy podwójnym życiem, cywilizowanym w sprawach naukowych i technicznych, dzikim i prymitywnym w sprawach duszy. To, że nie jesteśmy już świadomi tego, że jesteśmy prymitywni, czyni naszą oswojoną dzikość jeszcze bardziej niebezpieczną.

Hans Von Hentig

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

PRAWDZIWY MISTRZ

Autobus numer 68 jechał swoją trasą pewnego szczególnie słonecznego wiosennego ranka, gdy kierowca na skrzyżowaniu pociągnął za hamulec. „Pieprzyć to”, zaklął wściekle po katalońsku, otworzył drzwi i wyszedł na słońce. Pasażerowie najpierw w szoku obserwowali całe zdarzenie, następnie zaczęli nerwowo protestować. Jeden z nich wstał i zaczął trąbić klaksonem. Po kilku wstępnych sygnałach napad na klakson z całej siły co brzmiało jak alarm przeciw włamaniowy; ale mający już dość były kierowca autobusu nonszalancko kontynuował swoją przechadzkę w dół ulicy. Przez całą minutę osłupieni pasażerowie siedzieli w ciszy. Kilku z nich wstało i wysiadło z autobusu. Nagle, z końca pojazdu podeszła kobieta o wyglądzie wielkiej kuli armatniej, niosąca za sobą powiew niezwyciężonej przytomności umysłu. Bez słowa usiadła na siedzeniu kierowcy i uruchomiła silnik. Autobus kontynuował swoją trasę, również zatrzymując się na dotychczasowych przystankach, aż kobieta dotarła do swojego przystanku docelowego i wysiadła. Kolejny pasażer zajął jej miejsce na jakiś czas, zatrzymując się na każdym przystanku, później następny i następny, i tak autobus numer 68 jechał dalej, aż dojechał do końca swojej trasy.

Noam Deguerre, CrimethInc., Black Writers Bloc “Walcząc o nasze życia”

Ten rozpad jakiego wszyscy jesteśmy świadkami szokuje nas, co świadczy o tym, że byliśmy tak zajęci „ja, mnie, moje”, tak nieprzytomni w swoim zapętleniu, tak odurzeni obrazkowo – medialnym pocieszeniem, przyssani do projekcji zmyślonego świata, że kiedy brakuje już energii i funduszy do podtrzymania tej masowej hipnozy nagle i „niespodziewanie” budzimy się w realnym świcie. W tym co jest i jak jest. Kontynuujemy ten „świat” deterministycznym prawem nawyku – zapętlenia, podtrzymujemy go zmechanizowaną percepcją. Żyjemy w celi kwadratu, który się porusza w kole, a sami jesteśmy trójkątem ciała, energii i umysłu. Post – rzeczywistość jest Cyfrą, Kodem, Algorytmem, który w czasie rzeczywistym tworzy na nas alternatywną opcję Nowego Jeruzalem – połyskujące sztucznym światłem nadgryzione jabłko, minimalistyczny dobrze zaprojektowany Nowy Kwadrat.

Nowy Kwadrat jest zamkniętą koncepcją świata, projekcją jedynie „słusznej” rzeczywistości, jest mechanizacją i zrobotyzowaniem naszego sposobu postrzegania, ukierunkowaniem, modelowaniem, deterministyczną przemocą narzucania wizji, która wyhodowała nas od szczeniaka do życia na łańcuchu. Skolektywizowany system zagłuszania ducha, intuicji, przeczucia poprzez „mechanikę”, która w swojej istocie jest Nową Religią Świata Pozbawionego Złudzeń. Kolejną koncepcją i ostatecznym dogmatem, czytaniem mechanicznej biblii w niezrozumiałym dla mas języku na ceremonii Odsłaniania Ostatecznej Tajemnicy, której nie ma i nigdy nie było. Szukający nie potrafi znaleźć samego siebie, dlatego bez końca tworzy własne projekcje, które studiuje i bada, a jego świadomość jest Zapomnieniem brakiem pamięci Strumienia Świadomości, dlatego Cyfrowa Rzeczywistość jest kompulsywna i fragmentaryczna to świat kopiuj – wklej. Mechanika jest Oprogramowaniem Nowej Cyfrowej Świadomości, która będzie radykalnie racjonalna. Dlatego teraz mierzy się z kolektywną ludzką podświadomością – światem magii, potworów, spisków, światem niemożliwym do zrozumienia, nielogicznym, irracjonalnym, szaleństwem, które w przeciwieństwie do Programu jest Żywe ponieważ ma nieskończone zasoby, ponieważ to co „wiemy” jest niczym w porównaniu z tym czego nie wiemy.

Próbuję sam siebie zrozumieć, ponieważ nie mogę planować tego co ze mnie wychodzi. Zawsze tak było. Dlatego to jest trudne również dla mnie jednak wraz z podróżą rozpoznaję drogę, ponieważ nasza świadomość zaczyna się otwierać. Mamy większy dostęp. Dlatego trzeba zaufać sobie, badać siebie, odnaleźć bramę do Nieskończoności to „ucho igielne” przez które przejdą tylko nieliczni, ci którzy zrozumieli, że nie istnieje zewnętrzny zbawiciel, a sam krzyż jest oprogramowaniem. Nie istnieje Religia, która może nam w tym pomóc, ponieważ każda z nich została wypluta i wyszczekana, każda z nich jest słowem i koncepcją, każda z nich jest Martwa. To co Żywe nie ma Systemu. W tym co jest teraz najmniej wartościowe jest to czego jest najwięcej, to za czym wszyscy gonią. Masowe Żerowiska. Wysypiska Odpadów. Duże liczby. Popularność. Trendy. To jest Wyrok Śmierci gdzie czeka pluton egzekucyjny, który już repetuje broń i czeka na rozkaz. Być tajemnicą to przetrwać ten Nowy Rozdział Księgi Nieurodzaju. Wytrzymać na Pustyni.

Wszyscy chcą uwagi, wpiąć się choć na chwilę pod ten kabel, poczuć przepływ turbodoładowania, Moc Naśladownictwa, Fejm Desperacji. Jednak w swojej esencji jest to tylko cierpieniem, które będzie ważyło coraz więcej i więcej, ciepłe bezlitosne błoto. Macica Ignorancji. Sygnał Hipnozy. Uwolnić się od tego to nie liczyć na nic co ten świat może ci dać, nie szukać uznania, nie żebrać o drobne. Zamiast tego wnieść do tej rzeczywistości swoje unikatowe dary, to co w nas inne, dziwne, niespotykane. Podzielić się bez oczekiwań, bez zysków ze zwrotu. Żadnego dochodu pasywnego. Tym co naprawdę się liczy jest UWAGA!, która jest jakością naszej świadomości, jej wrodzoną Mocą. To nazywam Hakowaniem Paradygmatu. Kalibracją Prawdziwej Zmiany. Tym co naprawdę może nam pomóc ponieważ jest Wewnątrz nie na Zewnątrz. Dlatego kiedy naśladujesz kogokolwiek, cokolwiek tracisz jedynie cenne ludzkie życie. Inspiracja musi pochodzić z naszego wewnętrznego świata, o którym tak mało wiemy, bo wciąż żyjemy w świecie, który zaprojektował ktoś inny, a my mamy go tylko obsługiwać wzmacniając sygnał hipnozy każdą nieświadomą i mechaniczną aktywnością. Dlatego żyjemy w Więzieniu, ponieważ wierzymy, że tak ma być.

Tworzyć swoją własną Opowieść to łamać Kod Zniewolenia. Nie szukać uwagi to być poza detekcją systemu nadzoru, żyć poza systemem to tak naprawdę żyć ponad obowiązującą narracją, bo kiedy walczysz z „systemem” to z czym ty walczysz tak naprawdę? Walczysz z Projekcją Samego Siebie, ponieważ wszystko jest Umysłem. Kiedy to zrozumiemy schodzimy do tak zwanego Podziemia, gdzie dzieje się Magia, która w istocie jest Pierwotną Nauką, zdolnością Tworzenia Kodu. Twórczość jest Kodowaniem w Matrycy wprowadzaniem wirusa w bezduszny system uprawomocnionego mordu, jakim stała się ta toksyczna „Nowoczesna” Cywilizacja. Twórczość jest Kluczem do Zmiany. Zacząć tworzyć to przestać być pasywnym i otumanionym, zamiast szukać światła odkryć je w samym sobie i nadawać sygnał, że – Tak – to jest możliwe i realne, że nie jest to pocieszna fantazja, kolejny sen. Mamy realny wpływ na swoje życie i to jest bardzo dobra wiadomość, która oznacza, że to w jaki sposób traktujemy siebie i świat zewnętrzny jest naszą Drogą do Zniewolenia lub Wyzwolenia. Jeżeli manifestujemy pogardę, arogancję i egoizm – ja, mnie, moje to staje się światem w jakim żyjemy, jeżeli manifestujemy troskę, mądrość i współczucie to będzie wokół nas. Nie mam żadnych wątpliwości, że w taki sposób to działa. Kiedy zaczynamy opierać swoje życie na przewodnikach – mistrzach, których najczęściej uwodzi dokładnie to od czego pozornie są wolni i o czym możemy się przekonać każdego dnia odkrywając z przerażeniem, że zaufaliśmy przebierańcom, którzy w niczym się nie różnią od nas i mają po prostu dość mocy i charyzmy by nas zaczarować, dość tak zwanej tradycji za sobą powołując się i odwołując do czegoś co już jest w pewnym sensie niemożliwe do sprawdzenia i stało się legendą w którą po prostu wierzymy jak w dobrego boga w niebie, ma to swoje zalety jednak tak naprawdę nie jest w stanie nam pomóc.

Prawdziwy Mistrz i Prawdziwa Tradycja uczyni cię jak najszybciej samodzielnym, dostaniesz lekcję zamiast pocieszenia, doświadczenie zamiast wiary, nie będzie ciebie niańczyć, tulić i głaskać, nie będzie robić z ciebie wyznawcy, nadgorliwego fanatyka jedynie słusznej sprawy, nie będzie ciebie ubierać w egzotyczne szaty, wysyłać na wojny, czynić akwizytorem zbawienia. Prawdziwa Tradycja da ci wolność i nauczy odpowiedzialności za samego siebie bez żadnych „świętych” rekwizytów. Ta Tradycja nie jest żadną szkołą, sektą, religią, filozofią jest Żywą Mądrością przekazywaną od zawsze na niezliczone sposoby poza dogmatem. Może być w chrześcijaństwie, islamie, buddyzmie, sztuce, muzyce, polityce, ateizmie może być we wszystkim ponieważ jest ponad wszystkim, nie sposób jej ograniczyć. Jest czystym Źródłem wszystkiego tego co Żywe, co ma Moc wyzwolenia ze Śmierci, która jest brakiem życia. Każda zamknięta doktryna rozpisana w księgach, nakazach, przykazaniach, kodeksach jest martwym i bezwartościowym zbiorem ludzkiego myślenia przekazanego za pomocą ułomnych symboli, które stworzył ten sam pogrążony w iluzji umysł, religijność jest uwięzieniem w tych symbolach w tym szczelnym i dusznym polu dialektyki. Jeżeli cokolwiek może obrazić „twoje” uczucia religijne po prostu jesteś w transie religijnej hipnozy stałeś się wyznawcą Martwej Doktryny, wyznawcą Słów i Myślenia.

Nie sposób obrazić Prawdy ponieważ ona nie ma imienia, nie możesz jej wskazać, określić uczynić obiektem ataku. Jest pusta i wszechobecna jak przestrzeń. Spróbuj obrazić przestrzeń.

Te duszne systemy wierzeń są w tym wymiarze systemami kontroli niczym więcej, bowiem ostatecznie okazały się zupełnie bezwartościowe, ponieważ jesteśmy gdzie jesteśmy i jesteśmy jacy jesteśmy. Tylko człowiek głęboko nieprzytomny nie potrafi tego zobaczyć. W imię tego czy innego boga zamordowano więcej istnień ludzkich i zniszczono więcej życia niż z jakiegokolwiek innego powodu. Każda z tych doktryn nie jest kompatybilna ze współczesną nauką czyli z czymś co w swojej esencji jest uczciwe ponieważ nie wystarczy coś powiedzieć, trzeba to udowodnić, trzeba zdobyć wiedzę i doświadczenie. Dla mnie prawdziwa nauka, która nie służy mamonie i władzy jest czystym ludzkim duchem w działaniu i jest motywowana współczuciem, bowiem przyniosła naprawdę wiele dobrych rzeczy. Jednak kiedy zostaje użyta w ten sam sposób jak religia staje się trucizną i następną metodą zniewolenia. Potrzebujemy rozsądku i pragmatyzmu nauki i tajemnicy duchowości, które są wolne od trucizny z góry przyjętych założeń, określonego przez egoistyczny umysł celu. Potrzebujemy ciepłego serca i klarownego umysłu, logiki, rozumu, intuicji i intencji. Potrzebujemy wszystkiego co w nas konstruktywne, skromne i dobre ponieważ ten świat jest w agonii. Musimy pomóc temu światu i samym sobie. Zrobić wszystko co w naszej mocy, być istotą ludzką, która ma zdolność do tworzenia, do przekroczenia rozpaczy.

Mieć otwarty umysł i serce to dać szansę Życiu, być gotowym na spotkanie z Mistrzem, który manifestuje się we wszystkim i wszędzie jeżeli tylko jesteśmy gotowi by go ujrzeć i oddać pokłon własnemu doświadczeniu, każdej dobrej i złej chwili. Może mówić przez katolickiego kapłana, przez więźnia, przez polityka, może mówić przez wodospad, psa czy jadący pociąg. Może mówić przez pieniądze, przez seks i narkotyki. Kiedy tworzysz bariery i podziały, kiedy walczysz o lepszy świat może lepiej się zatrzymać na krótką chwilę i przyjrzeć się sobie. Czego chcesz i dlaczego wciąż tego ci brakuje? Co to w istocie jest i dlaczego jest takie ważne? Może wcale nie jest. Może już masz i po prostu tego nie widzisz, a to za czym biegniesz jest snem wariata. Może już jesteś tam dokąd zmierzasz. Może bóg nie jest w niebie, a w całym istnieniu przez cały czas. Może nie istnieje spisek a wszystko służy temu by nas przebudzić ze snu niewiedzy nawet milionerzy, korporacje i telewizja. Może wszystkiego można użyć i przed niczym nie trzeba uciekać, nawet przed śmiercią, rozpadem i chorobą.

Może to tylko wzburzone morze umysłu, które nas gości i uczy jak nie utonąć, jak odkryć to że świat jest dobrym miejscem, a życie warte jest życia. Może miłość, która jest w tym wszystkim nigdy nikogo i nigdzie nie potępia, nikogo nie karze, a jedynie pozbawia złudzeń i bez końca daje szansę na rozwój. Może nic nie umiera i się nie rodzi i po prostu przepływa bez początku i końca przez cały czas.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

CZAS I UWAGA

I tak samo jest ze wszystkimi światami – rodzą się, rosną i umierają, tylko po to, by się odrodzić. Tak samo jest ze wszystkimi rzeczami kształtu i formy – wychylają się od akcji do reakcji, od narodzin do śmierci, od aktywności do pasywności, a potem z powrotem. Tak jest ze wszystkimi żywymi rzeczami – rodzą się, rosną i umierają, a potem się odradzają. Tak samo jest ze wszystkimi wielkimi ruchami, filozofiami, wyznaniami, upodobaniami, rządami, narodami i wszystkim innym – narodziny, rozwój, dojrzałość, upadek, śmierć i nowe narodziny. Ruch wahadła widać wszędzie.

KYBALION – STUDIUM FILOZOFII HERMETYCZNEJ STAROŻYTNEGO EGIPTU I GRECJI

Czas i uwaga są tymi zasobami, które w bebechach technologicznej bestii są najbardziej pożywne, podtrzymują całe jej istnienie. Kiedy kończą się już dobra zewnętrzne, kiedy już posiąść i zużyć udało się prawie wszystko, wówczas to sam człowiek staje się celem podboju i zasobem do eksploatacji. Organem do przeszczepu w Maszynę, jednym z elementów Nowego Cyfrowego Świata, który poprzedza globalna wojna informacyjna w której celem jest każdy i wszędzie. Maszyna studiuje ludzką świadomość z zimną determinacją algorytmu, już rozumie, że najważniejszy jest stan pomieszania, nieświadomości, która jest uległa i plastyczna, na niej można budować to Zimne Imperium. Protezy wrastają tak głęboko, że stają się kośćcem, istota ludzka wytraca swoje naturalne zdolności, traci to co stanowi jej największa przewagę: wyobraźnię i kreatywność, coraz bardziej upodabnia się do swojego nowego boga, staje się coraz bardziej zmechanizowana, rutynowa, powtarzalna. Staje się bezwolna poruszana impulsem z zewnątrz, a kiedy tego impulsu brakuje staje się chora, neurotyczna i ostatecznie umiera. W naukach mówi się o zasłudze, pozytywnych nasionach wynikających z mądrości i współczucia, które jako wrażenia, tendencje i potencjały gromadzone są w tak zwanej świadomości magazynującej. Naszej kolektywnej zbiorowej nieświadomości gatunkowej brakuje tych dobrych wrażeń, bowiem tym co kierowało nami przez niepoliczalną ilość czasu stał się egoizm, małostkowość i toksyczny imperatyw władzy i kontroli innymi słowy Pogarda wobec Istnienia.

Ludzie stanowczo zbyt wiele wymagają od życia — medytował Sneer, wyciągnięty na dziobie łodzi. — Prawie wszyscy, w pocie czoła i na ogół bezskutecznie, starają się osiągnąć to, co można zdobyć prościej i łatwiej. Szukają szczęścia i zadowolenia, nie próbując wcześniej dociec, co w istocie znaczą te pojęcia… Dla mnie, na przykład, zupełnie niezłą realizacją idei szczęścia jest taka chwila, kiedy się leży na wznak kołysany falami, ogrzewany promieniami słońca… Kiedy naprawdę czuje się płynący czas. Rytm fali daje złudzenie, że jedynym toczącym się wokół ciebie procesem jest bieg czasu; czystego, wyabstrahowanego czasu, nie wypełnionego niczym oprócz plusku fal o burtę. Jeśli możesz pozwolić sobie na to, by nie liczyć uderzeń fali i upływających chwil, jeśli upływ czasu nie wywołuje paniki w twoim umyśle — jesteś naprawdę szczęśliwy.

JANUSZ A. ZAJDEL „LIMES INFERIOR”

Kiedy istota ludzka traci kontakt z wymiarem Tajemnicy – Ducha, staje się arogancka i pyszałkowata, nie pielęgnuje troski, dobra i współczucia, traci ten zachwyt nad życiem staje się w coraz większym stopniu biologiczną maszyną, ruchomym mięsem i tworzy wszystko na własne zdegenerowane podobieństwo, wtedy cywilizacja wchodzi w swoją agonalną fazę Maszyny – Śmierci, która pozbawiona własnej siły życiowej musi ją bez końca generować, wysysać resztki życiowej energii z wszechobecnej agonii. Jedzie na przysłowiowych oparach. Ekologiczny kryzys tego świata jest dokładnie tym właśnie momentem, kiedy cały organizm jest sztucznie podtrzymywany przy życiu i niezdolny do samo regeneracji, bowiem utracił kontakt ze źródłem energii, ponieważ brak mu kontaktu z tym co wewnętrzne. Nasza zdolność do samo uzdrowienia wynika z pełnego miłości, akceptacji i troski stosunku do samych siebie i świata, kiedy zamiast tego mamy rywalizację, egoizm i bezwzględność nie dysponujemy już mocą uzdrowienia. To jest powszechność Nowotworów. Ciało zostało zainfekowane egoizmem umysłu, walką, stresem, strachem, lękiem i samo pogardą.

Wolny czas to ten, którym możemy dysponować wedle własnego uznania. Największym bogactwem człowieka jest czas, który pozostaje z życia po odliczeniu wszystkich godzin wypełnionych obowiązkami wobec społeczeństwa i koniecznymi staraniami o zapewnienie sobie możliwości materialnego istnienia.     Ideałem wolności byłaby zatem sytuacja, w której człowiek rozporządza całym swym czasem. Sneer konsekwentnie zbliżał się do tego ideału: ze świadczeń na rzecz ogółu zwolniony był na mocy praw obowiązujących w Argolandzie. Jego klasa nie predysponowała go do otrzymania obowiązkowego zajęcia; osobista inwencja i talent natomiast pozwalały mu ograniczać do minimum krzątaninę przy zdobywaniu środków niezbędnych do przyjemnego spędzania czasu wolnego lub, inaczej mówiąc, wolnego życia. Faktu, iż powodzi mu się w tym świecie lepiej i żyje znacznie wygodniej niż innym posiadaczom tejże klasy, Sneer nie uważał za rzecz zdrożną: wedle bowiem założeń systemu społecznego, w którym przyszło mu narodzić się i istnieć, idea „maksimum wygody i wolności przy minimum wysiłku i obowiązków” była perspektywicznym celem, stanem przewidywanym na przyszłość dla obywateli wszystkich klas.

JANUSZ A. ZAJDEL „LIMES INFERIOR”

Kiedy zaczynamy nienawidzić samych siebie świat staje się przerażającym miejscem, staje się piekłem – pełnym gniewu i nienawiści. Czym więcej jednostek stapia się z bezmyślną i pogrążoną w apatii masą – skolektywizowanym bezwolnym społeczeństwem Impulsu stajemy się coraz słabsi, coraz bardziej chorzy ponieważ infekcja staje się wszechobecna. Nie możesz wyzdrowieć pośród chorych ponieważ każdy szczegół, rekwizyt wszystko jest przypomnieniem choroby. Nasze wielkie neurotyczne miasta są wielkimi szpitalami pozbawione kontaktu z uzdrawiającą naturą, z czymś co jest potężniejsze od choroby, z czymś co jest w fundamentalnej harmonii, ponieważ nie jest myśleniem, nie jest dywagacją, spekulacją, nie jest tak przebiegłe. Współczesny umysł człowieka stał się kolektywnym pasożytem, który nas eksploatuje niszcząc nasze ciało i pozbawiając energii. Żyjemy w populacji, która straciła zdrowy naturalny stan świadomości, a zamiast tego jest coraz bardziej zainfekowana wytworami własnej neurozy, tym wszystkim co wypiera i nie chce uczynić świadomym, nie chce widzieć swojego prawdziwego stanu i swojej prawdziwej sytuacji. Stajemy się farmakologicznym eksperymentem, powszechność leków psychotropowych jest przytłaczająca. Nie radzimy sobie z samymi sobą. Szukamy pomocy jednak ta pomoc jest tylko zamuleniem, szumem na ekranie monitora. Dlatego z tym społeczeństwem można robić wszystko, bo jest coraz bardziej nieprzytomne, coraz bardziej zagubione we własnej chorobie.

Bezwolne życie staje się jedynie reakcją na bodziec, obojętność staje się powszechna, dlatego wraz z nią w tempie ekspresowym następuje upadek moralny polegający na biernej akceptacji coraz mniej ludzkich zachowań w którym okrucieństwo i bezmyślność stają się normą. Człowiek staje się zajęty jedynie tak zwanym kolokwialnie własnym interesem i zarazem pozbawiony hamulców by go chronić za wszelką cenę. I po raz kolejny widać to na skalę planetarną, kiedy bardziej liczy się dla nas „komfort życia” niż sama jego esencja, czyli natura. Nikt z nas nie jest samotną wyspą, wszyscy żyjemy w tym wymiarze, wszyscy jesteśmy podłączeni pod tą Maszynę i wszyscy chorujemy, ponieważ nikt z nas nie może się oddzielić, bo tym co tak myśli jest właśnie nasz neurotyczny egoistyczny umysł. Dla mnie ten wirus jest Pobudką i nie ma znaczenia czy jest ludzki, nieludzki, naturalny czy wytworzony.

Jest zapowiedzią nadchodzących lekcji. Może czas zająć się nauką wewnętrzną, zgłębić swój własny świat, ujrzeć swój współudział w życiu co wnosimy do świat i jaka jest nasza motywacja, czy możemy zaufać temu do nas przychodzi, każdej z tych lekcji. Odrzucić dogmaty i religijne przekonania, które stały się jedynie pobożnymi życzeniami i sloganami pozbawionymi związku z realną sytuacją XXI wieku. W tarocie to karta „Świat” – ten świat, nasz świat, który nas gości, żywi i inspiruje. Wierzę, że możemy uzdrowić tą chorobę i nauczyć się z niej niesamowitych rzeczy, ponieważ jest w nas wciąż żywy wymiar istnienia, otoczyć troską każdy przejaw życia, każde drzewo, krzew, każde zwierze, owada, górę, rzekę wszystko to co jeszcze zostało. Z każdą zdrowiejącą jednostką będzie coraz jaśniej, będzie coraz więcej energii by działać i tworzyć świat w którym chcemy żyć.

Życie jest niesamowitą przygodą, której nie dorówna żaden film, żadna opowieść. Jest po prostu Cudem.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ZASTANÓW SIĘ DOBRZE

Pamiętaj, że to, co wpuszczasz do głowy, pozostaje w niej na zawsze, powiedział. Warto, byś się nad tym zastanowił.

Cormac McCharthy „Droga”

Więcej stało się programem – obsesją, podświadomym mechanizmem, który zarządza wygłodniałymi zasobami ludzkimi. Te zasoby zakażone wirusem głodu, który pęcznieje wraz ze świadomością tego wszystkiego czego jeszcze nie mamy, nie doświadczamy, nie pożeramy, a co jest obecne w tym przepychu komercyjnej hipnozy, w słowach tych trenerów biznesu, poczytnych autorów bestsellerów, którzy przekonują nas, że zabili smoka i pieścili księżniczkę, a teraz, teraz są tu z nami by dać świadectwo, byśmy też ruszyli, za siedem gór i rzek i rzucili świat na kolana. Jednak „ten świat” jest już na kolanach. Kończy się na naszych oczach w skomleniu mediów, w desperacji celebrytów, którzy biją się po mordach w klatce i zarabiają niebotyczne pieniądze, które wydają w natychmiastowym systemie trawiennym współczesności. Kończy się w nowych mutacjach ludzi i chorób.

Wielka wyprzedaż przed bankructwem sklepu, walka o towar, masowe spazmy krótkotrwałego awansu społecznego, ułamek sekundy zamrożony w stop klatce przez mózg, kombinacja bólu i ekstazy. Tu i teraz stało się obowiązkowe. Obligatoryjne. Jak ochrona przeciw szaleństwu. Tu i teraz możesz teraz wszystko tu – to jest ten moment w dziejach matrycy. Zaskakujące, niespodziewane, sensacyjne, szokujące, zapierające dech w piersiach, niewiarygodne. Ufo, wirusy, tornada, skandale, morderstwa – jedno po drugim w nieskończonej rotacji materiałów video i tytułów w sieci, które wirują bez końca. Znajomy, który zajmuje się funduszami inwestycyjnymi mówi, że on już nie wie o co w tym chodzi, już mało kto wie, niby jest bardzo źle, ale jest dobrze, niby tego wszystkiego nie ma, a jest. Ludzie tym handlują przerzucają to jak gnój z jednej kupy niczego na drugą. Martwe pole w lusterku wstecznym, jednak najważniejsze jest to by jechać, póki mamy jeszcze paliwo. Dojechać jak najdalej na tym pobojowisku. Wbić flagę zdobywcy w skorupę martwej planety.

Wyzwolić wszystkie zwierzęta z tych wagonów, wystawić sobie certyfikat najlepszego z bytów, medal za odwagę, gratulacje za dobre serce i nadać w kosmos ściskające za serce oświadczenie, że zrobiliśmy przecież wszystko, żeby było lepiej. Wyprodukowaliśmy tak dużo szczęścia, że przestało się sprzedawać, zaległo w magazynach, na witrynach sklepów, w poczekalniach, kościołach, klinikach piękności, na siłowniach, w dobrach tak zwanej kultury popularnej. Zaczęło cuchnąć jak gnijące mięso.

Nie chcemy już szczęścia! Chcemy prawdy! I prawda przychodzi dzień za dniem, godzina za godziną. Staje się naszym światem obdartym z godności i zdrowego rozsądku, rzuconym na pożarcie najniższym z instynktów, które stają się obowiązującymi wzorami do naśladowania, receptami na sukces, dziełami sztuki. Każdy musi się wyrzygać – pokazać co strawił z tej wytwornej kolacji. Masz pracę, dom, dzieci błyszczące jak gwiazdy? Masz pęczniejącą jak żywe kultury bakterii lokatę kapitałów? Jacht? Samolot? Zarzuconą sieć sklepów detalicznych na całym globie? Teraz pokaż nam wszystkim jak to zrobiłeś. Pokaż nam każdy krok na tym polu minowym, na tej wojnie o szczęście i spełnienie. Zaskakujące, niespodziewane, sensacyjne, szokujące, zapierające dech w piersiach, niewiarygodne. Jesteś zajebisty! Staniesz się zahibernowanym okazem alfa w kosmicznym muzeum osobliwości, świetlistym ciałem w gablocie, niczym święty. Będą cię podziwiać przedstawiciele innych cywilizacji, kiwać głowami z niedowierzaniem, robić zdjęcia i filmy w najwyższej rozdzielczości swoimi umysłami, by dać świadectwo kolejnym pokoleniom.

Opowieść o człowieku, który miał wszystko, które było niczym. Sprzedał cały świat, niepoliczalną ilość potencjału wyzwolenia za bezcen, za błyskotki, sztuczne perły w mankietach rękawów, które podwijał przy każdej brudnej robocie. Przez wieki tarzał się w gównie i krwi, wykopał niezliczoną ilość masowych grobów, zjadł wszystko co dało się pożreć. I wtedy, wtedy przyszła Choroba, wezwanie do spłaty. Kosmiczna egzekucja komornicza. Zaryglował wszystkie wejścia, odrutował planetę kratami więzienia, stworzył sen duszny i głęboki dla wszystkich swoich niewolników – miliardów ciał, które tworzył na swoje podobieństwo jak klony. Kapłani jego hipnotycznej religii, wciąż bez ustanku generujący tajemne mantry zniewolenia, które z pozoru są anielskie, jednak kiedy posłuchasz usłyszysz ten metaliczny dźwięk – matkę hipnozy. To brzęczenie drutów pod napięciem, ten przepływ nieskończonej iluzji od gniazda do gniazda pod które wszyscy bez wyjątku są wpięci jak żywiciele niewidocznego dla zmysłów pasożyta.

Tak. Staliśmy się pokarmem, który trzeba hodować w tych coraz bardziej sprytnych miastach. Pożera nas coś co jest w środku i na zewnątrz. Żyjemy w tym, co żywimy. Karmimy to w co wierzymy. Widziałem to jasno i wyraźnie, całą konfigurację układów scalonych i bezpieczników, obudziłem się podczas wieczerzy. Widziałem posiniałe podniebienie. Uciekałem z ciała do ciała. Tu wiesz, że coś tu jest. Masz to przeczucie. Inaczej by ciebie tu nie było. Byłbyś tam na drodze, u podnóża tego wysypiska, które jawi się niczym święta góra. Szukałbyś najlepszego ze snów zapisanego w osoczu krwi. Jednak tam ciebie nie ma. Jesteś tutaj i teraz, kiedy coś się odsłania. Mamy w sobie nieskończoną świętą Moc, która ma zdolność łamania kodu. Nie znajdziesz tego na kursach uśmiechniętej jogi, która tak naprawdę zepchnie cię jeszcze głębiej w otchłań. Nazywam To – Przebłyskiem. Czym tak pierwotnym, że poprzedza każdą modlitwę, każde wierzenie, każdy system nawigacji. To się rodzi w tobie i nie jest wynikiem naśladowania tych podróbek świętości. To wychodzi samo, rodzi się w chwilach kiedy tracisz kontrolę nad programem. Jest jedynym powodem dla którego warto pisać czy tworzyć. To tego tak naprawdę szukasz w kolejnych życiach. Nikt nigdy nie jest na to gotowy. Jednak to przychodzi, a kiedy tak się dzieje wiesz już, że tego nie zatrzymasz. TO będzie cię budzić.

Dlatego zastanów się zanim wyrazisz to pragnienie poznania prawdy.

Zastanów się dobrze.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

CHOROBA MYŚLENIA

Myślenie stało się chorobą. Choroba to coś, co pojawia się, ilekroć następuje zachwianie równowagi. Weźmy choćby taki przykład: nic w tym złego, że komórki w żywym ciele dzielą się i mnożą, lecz gdy proces ten trwa bez względu na to, co się dzieje z całym organizmem, następuje nadmierny rozrost komórek i dochodzi do patologii. Zauważ: umysł jest wspaniałym narzędziem, jeśli ktoś odpowiednio nim się posługuje. Gdy jednak zastosowania są niewłaściwe, narzędzie zaczyna działać straszliwie niszczycielsko. Mówiąc ściślej, nie chodzi o to, że robisz z umysłu nieodpowiedni użytek: zazwyczaj w ogóle go nie używasz. To on używa ciebie. I na tym właśnie polega choroba. Wierzysz, że jesteś swoim umysłem. A to już jest urojenie. Znaczy ono, że narzędzie przejęło nad tobą władzę.

Eckhart Tolle. „Potęga teraźniejszości”.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

DEMONY

IMG_8542

Ciągle czegoś chcemy. Może nawet chcemy w końcu nie chcieć. W końcu – staje się podświadomą mantrą. Modlitwą błagalną, paciorkami, które stukają o siebie bez ustanku prosząc o święty spokój, harmonię, błogosławieństwo świętych wyidealizowanych aniołów, które otoczą nas opieką i ochroną. Obiecujemy wytrzymać mroczne i gęste godziny próby, wszystkie te ciemne noce wylęknionej duszy. Może sam proces umierania stanie się upragnionym zwrotem akcji, spektakularną zmianą dekoracji, czymś naprawdę mistycznym i wzniosłym.

Mamy do dyspozycji niczym drogie ekskluzywne kredki, najbardziej głębokie ezoteryczne nauki, porady i wskazówki wielkich mistrzów, możemy malować duchowe pejzaże – spokój góry i radość jeziora. Heksagram numer 41 w I – cing. Mam przed oczyma ten obraz, jak matka z dzieciątkiem, wisi nad drzwiami Świątyni przez które wchodzimy i wychodzimy. Wchodzimy przez śmiertelne ciało do śmiertelnego ciała, otwieramy i zamykamy oczy. Odwieczna, nieskończona Księga Przemian. Wielki kosmiczny rebus, gra o strukturze spirali, która jest jak zasysający karmiczny wir, nad którym nie sposób w pełni panować. Można próbować. Bez końca. Można przestać czekać na koniec tej gry, bo wszelkie znaki mówią, że nie ma końca. Nie ma spokojnej i drętwej nicości, możesz budować tamy i zapory – jednak, jednak, zawsze, ale to zawsze znajdzie się niewidoczna szczelina, przez którą w końcu będziesz znów przywołany do życia. Do szczęścia i cierpienia, do nadziei, do strachu. Demony często noszą maski aniołów, a anioły udają demony. Dlaczego?

Bez względu na to ile zdobędę, nigdy nie mam dość.
Bez względu na to ile osiągnę, zawsze jest coś więcej do zrobienia.
Bez względu na to ile pochlebstw wypowiem, zawsze pojawią się kolejne buty to lizania.

Patrul Rinpoche „Oświecony włóczęga”

Zrozumieć brak statyczności, brak przypisania, brak określenia, brak punktu oparcia. Zrozumieć Wielką Księgę Przemian. Linia przerywana, linia ciągła. Na zmianę. Zero – — jeden — – tak – nie — język symulacji.

Na zmianę. Jest w tym czasie w jakim jesteśmy okno. „Sun” – „Pomniejszenie”. Przez to okno można zobaczyć Zmianę, która zachodzi. To pomniejszenie to zabieranie punktów oparcia. Przywracanie zagubionej harmonii poprzez uwalnianie z opętania materią, zmysłowym szaleństwem, które uczyniło nasze życie zniewoleniem. Nietrwałość jest jedyną trwałą nauką, która wytrzymuje próbę czasu. Jest obecna zawsze i we wszystkim. Nic nie trwa wiecznie. Żadne cierpienie, ani szczęście, żadne duchowe osiągnięcie i materialny sukces. Nasz wymiar stał się żerowiskiem demonów. Podsycaniem. Podszeptem. To co uwalnia nie jest miłe i powabne, często jest okrutne i bezwzględne, pełne precyzyjnej ironii jak ostrze noża. To gorzkie lekarstwo. Bardzo ciężkostrawne. Powoduje wymioty i drgawki – to zdzieranie skóry. Wrażliwa tkanka łączna, żywe mięso serca. Kiedy przestajemy się chronić wszystko tak wygłodniałe zaczyna nas momentalnie pożerać żywcem. Stajemy się ucztą ofiarną i pożerającymi ją łapczywie demonami, pozbawionymi własnej energii, którą przegraliśmy w kasynie na Pustyni, sprzedaliśmy za nędzne chwile pozornego szczęścia – posiadania. Mamy debet karmiczny tak ogromny, że jedyną szansą staje się Reset. Nie możemy tego spłacić. Nie mamy czym. Jesteśmy bankrutami. Dopiero z czasem zrozumiałem, co to znaczy „zasługa”. To oszczędność w zadłużonym do granic wymiarze. Prawdziwe złoto i diamenty zdeponowane w strumieniu naszej świadomości. Zasługa to czysta myśl, słowo – czysty czyn, nie skażone chęcią zysku.

Jedyna lokata, która może nam pomóc. Demony nie mają nic swojego, żadnych oszczędności – dlatego żerują, ich pokarmem jest energia. Dlatego zaczynamy się dusić, jest coraz bardziej gorąco, coraz mniej wody, coraz gorsze jedzenie, coraz więcej śmieci. Dlatego drukujemy pieniądze i gramy na giełdzie. Przestaliśmy tworzyć, staliśmy się handlarzami bubli, pośrednikami handlu cierpieniem, niewolnikami karmicznego zadłużenia. Akwizytorami złudzeń. Wieprzami brodzącymi w gnojówce sztucznych pereł. Stworzyliśmy świat – wesołe miasteczko – karuzelę rollercoaster na granicach piekła. Jest taki film gdzie wampiry hodują ludzi na krew, tak jak ludzie hodują zwierzęta na mięso – ten punkt jest zawsze krytyczny, ponieważ kiedy okrucieństwo staje się biznesem, a tak właśnie jest w świecie w którym żyjemy – znaczy to, że jesteśmy już bardzo blisko ogłoszenia duchowego bankructwa, co znaczy, że jedyne co nam już zostanie będzie tylko cierpieniem. Ciało i krew stało się ofiarą w Świątyni. Tu właśnie jesteśmy.

IMG_8552

Kiedy śmiertelne ciało urodzi śmiertelne ciało i naprawdę otworzysz oczy to zobaczysz dokładnie ten Obraz. To się nazywa Przebudzenie. Z czasem odkryjesz pole swojej zasługi, zrozumiesz jakie masz zasoby i możliwości, jaka jest skala twojego zadłużenia i ile masz wolności by rozumieć i czuć poza mechanizmami na których opiera się ten okrutny świat. Dlatego łatwe życie – jest sytym posiłkiem straceńca. Nie czynić tego co jest tu czynione, nie powtarzać tego, co jest tu mówione, nie myśleć tego co tutaj wymyślono – jest prawdziwą miarą zasługi. To nie jest łatwa droga. To tak zwana twarda ścieżka. Jak się przyjrzysz uważnie zobaczysz bardzo dziwny ruch w tym nurcie. Zobaczysz, że rzeka przestała być rzeką stając się ściekiem, zobaczysz, że ludzie są zwierzętami, a zwierzęta ludźmi, że anioły są demonami, a demony aniołami. Czym dalej od źródła tym bardziej mętna woda z każdym kolejnym zaklętym kręgiem. Zobaczysz bardzo nieliczne istoty, które idą pod prąd. Zawsze tak było. To co jest w sercu nie należny do tej ziemi, nie jest ulepione z piachu i gliny. To czysty duch, pozbawiony zapisu w księgach wejścia i wyjścia w rejestrach Sądu Najwyższego, w statystykach i akcie zgonu. Nie ma imienia i nazwiska, adresu zamieszkania i zaciągniętego kredytu na przejazd karuzelą w okrutnym wesołym miasteczku. Kiedy widzisz „sukces” przyjrzyj się uważniej, pomedytuj nad tym dotrzyj do rdzenia mechanizmu, do śrub i zaworów, rozłóż konstrukcję na czynniki pierwsze, poszukaj źródła „szczęścia” i skutki do którego to „szczęście” prowadzi. Zdziwisz się.

Jednak wystarczy jedna prosta miseczka. Odrobina czystej wody ze Źródła. Ofiarowanie. Cóż znaczy „czyste serce” – to brak lęku. Brak odpowiedzi. Zaufanie. Wielki Mistrz nosi szaty świata – ból, rozczarowanie, rozgoryczenie, jego nauczanie to kości – odwieczny rytuał Przejścia. Iść prosto w mrok. Rozpalić ogień. Zobaczyć z bliska cienie, które tańczą na ścianach karceru. Oddech za oddechem coraz bliżej i bliżej. Śnimy sny jeden po drugim nieświadomi, że każdy atom to w istocie my sami, każda postać, każdy gest i słowo – substancja umysłu. Czym jest tkanka łączna, ta cienka błona dzieląca dobro i zło? Z czego utkana jest ta zasłona myśli i koncepcji. Kto gra na scenie i kto patrzy? Kto bije brawo? Kto zapala słonce? Kto umiera, kiedy gaśnie? Co może zaspokoić ten głód? Ta sama dłoń otwarta na powitanie i zaciśnięta w pięść przy uderzeniu. Czym jest prawdziwe szczęście?

Możesz mieć dość. Odejść żeby wrócić przez kolejne piekło. Przez kolejny miliard lat umierać na pustyni, czołgać się, zawodzić i przeklinać Boga. Możesz szydzić przez sen i machać rękoma, zaciskać pięści i ostatkiem sił wykrzyczeć pieśń samotności. Możesz czekać bez końca na łaskę, która nie nadejdzie, na miłość, która zapomina – bo jest niczym więcej jak tylko potrzebą. Możesz być miły, dobroduszny pełen fanatycznej gorliwości w czynieniu „dobra”, które wcale nie jest dobre. Możesz być jednym z niewielu, tak dumny i pełen arogancji przebranej w maskę skromności. Pisać kolejne linijki kodu jak modlitwę dziękczynną, przedłużać agonię, wciąż odkładać w czasie Punkt Krytyczny, który wcześniej czy później musi nadejść i skończyć ciebie w sposób nagły i gwałtowny. Rozumienie ma swój limit. Logika swoją granicę. Kiedy dłoń jest otwarta możesz zebrać deszcz i ugasić pragnienie. Kiedy ściskasz pięść wszystko przechodzi obok i spływa do rynsztoku. Jednak nic nie jest daremne. Wciąż rosną kwiaty, które uplatacie by stroić groby, wciąż ptak szuka gniazda, a ta sama gwiazda czeka na ciebie pod tym drzewem. Wciąż martwe drzewa zwiastują narodziny Odkupiciela, a ryby czekają na śmierć. Wciąż gra ta stara płyta i nucicie refren przebrzmiałej kolędy. Ojcze nasz, który zbłądziłeś w ciemną noc, matko nasza, która cierpisz – niech wasze serca odzyskają czujność, niech modlitwy odzyskają pierwotne znaczenie. Modlę się za was dzień i w nocy, na jawie i we śnie. Jestem. Otwieram serce, choć to boli. Pozwalam demonom na żer – to ja i nikt inny utkał tą Sieć. Teraz rzeczy będą się zmieniać. Jedne po drugich. Takie jest prawo. Będziecie to widzieć każdego dnia, w każdej godzinie. Z każdym kolejnym wdechem będzie coraz więcej Światła. Takie jest Prawo. Rozłożymy ten krzyż w czterech kierunkach świata, pozwolimy wszystkiemu być. Nie będziemy zabijać więcej. Odrzucimy ofiary i sakramenty. Koniec targu Odkupienia win. Stragan zamknięty. Idźcie w pokoju ofiara spełniona. Nie wracajcie tu. Nie klękajcie. Sami jesteście sobie winni przeprosiny za poczucie winy. Czekacie na Siebie na tej wieczerzy. To miejsce jest zawsze Puste. Kiedy ugościsz demony, nakarmisz je – zobaczysz ich prawdziwe oblicza. Zdejmą z ciebie klątwę „zła”. Pod tym wszystkim jest Wielka Radość – jak błękit – promienna i czysta, otwarta przestrzeń nieskończonych możliwości. Wszystko jest dobre!

Cokolwiek i jakkolwiek się teraz stanie, niech się dzieje!
Jak trup,
Jestem niewzruszony
I bez ambicji
„Stary pies”, który pochylony wygląda, jakby schodził ze wzgórza.

Niech wszystko będzie pomyślne!

Patrul Rinpoche „Oświecony włóczęga”

 

Zwykły wpis