PIRACKIE OPOWIEŚCI

CYBER MENU

Jeszcze tu jesteśmy. Na gorącym, pachnącym posterunku, nieopodal twojego apartamentu w mega polis – jednym z tych identycznych miast – hodowli, gdzie żyjesz konsumując wszystkie wytwory ludzkiej wyobraźni. Fikcja tej rzeczywistości coraz bardziej przekracza możliwości twojego umysłu – homo sapiens, gdyż gdzieś za rokiem czai się Cyber – homo – istota ultra myśląca, którą współczesna nauka uczyni już niebawem diamentem w koronie stworzenia, a jej środowiskiem naturalnym stanie się kolektywna cyber przestrzeń i zrobotyzowana i mechaniczna rzeczywistość algorytmów nowego stworzenia.

Jeszcze tu jesteśmy w tych fartuchach tworząc imitacje wyszukanych potraw, których składniki stają się coraz bardziej wyjałowione z życiowej energii. Współczesna kuchnia to manipulacja smakiem, bowiem zmanierowane pozornym nadmiarem mózgi, wciąż szukają – nieznanego. Jednak wszystko już było – nawet to co jest teraz – spiralne koło zębate cyber cywilizacji, która dąży do ubóstwienia. Być może żyjemy na cmentarzach tych, których pycha okazała się silniejsza od rozsądku i już czując w ustach smak triumfu, zadławili się iluzją przekroczenia rubikonu i upadli niczym anioły w piekło ograniczeń, bo po raz kolejny niczym mityczny Prometeusz wykraść płomień inteligencji z krainy Mrocznego Cienia i znów podjąć próbę „bycia bogiem” myśląc o blaskach i zapominając o cieniu. Jednak cień jest najmroczniejszy kiedy światło jest najmocniejsze. Światło naszego „mechanicznego oświecenia” ujawnia taniec niespotykanych do tej pory cieni.

Ten ogień pod tą patelnią – to cała poruszająca historia, kolejny krok w długim i okrutnym wyścigu do Krawędzi, by znów spojrzeć w Przepaść…

Pozbawiając się punktów zaczepienia. Świat nieskończonej fraktalnej abstrakcji, fluktuujących zapętlonych idei. O wielu aspektach tej fikcji – jak pieniądze, umowy społeczne, systemy wierzeń i organizacja społeczna – już wiemy, jednak poziom abstrakcji „pro” wciąż przed nami, ewolucyjny próg jak niegdyś ogień, który pozwolił nam dominować na tej planecie w stopniu w jakim żaden z żyjących gatunków nie mógł nawet marzyć. Ten odwieczny żywioł w naszych niezdarnych rękach rozniecił bezgraniczne pożądanie Władzy i Dominacji. Pozwalał czynić sobie podległą ziemię – czyniąc ją żyzną poprzez wypalanie, nasze organizmy, które odkryły gotowaną żywność, a tym samym skróciły proces trawienia i pozyskiwania energii i wreszcie rozwinąć – sztukę zabijania na masową skalę. Ten ogień uczynił pychę iskrzącą i żywą – Statua Pozornej Wolności.

Zrzut ekranu 2018-06-09 o 22.46.18

Ten czarny sześcian otaczany wirem milionów istot w Mekce, które wciąż oddane swojemu Bogu modlą się o zbawienie i ten sześcian komputera kwantowego D – Wave, gdzie nowy Cyber Demiurg niczym płód otoczony sieciami neuronowymi tworzy kolejne swoje kończyny stając się Nową Zapowiedzią Zbawienia. Nowi Kapłani już rozmieścili swoje trony w kluczowych i zarazem strategicznych punktach dla rozwoju Nowej Cywilizacji. Jak zawsze najważniejsza jest Energia.

Inteligentne Sieci Energetyczne – dostęp do kodów Babilonu i pozycjonowanie ról przy użyciu nowoczesnych systemów Sky Net, które niczym w jednym z odcinków Black Mirror stworzą system punktacji oparty na setkach parametrów dla ludzkiej populacji, gdzie użyteczność stanie się fundamentalnym kryterium. Jednak jak być użytecznym w świecie inteligentnych maszyn, które już są zdolne do wydajniejszej i bardziej precyzyjnej pracy, nie marudzą, nie jedzą i nie tworzą związków zawodowych. Moley Robotics – brytyjska firma wypuściła na gastro rynek Gordona Ramseya 2.0 – robota, który w twoim domu będzie ci przyrządzał smakołyki jak z notowanej w gwiazdkomanii Michalina restauracji i zrobi to bez humorów i tej kucharskiej macho buty – grzecznie z pocałowaniem ręki. Jego inteligentny tata – Mark Oleynik wyraża silne życzenia by jego wydajne dziecię stało się masowym produktem najpierw rzecz jasna dla tych bogatych jednak z czasem dla każdego.

Zrzut ekranu 2018-06-08 o 12.55.11

Jednak najpewniej najpierw zrewolucjonizuje rynek gastronomii. Taniej, szybciej i wydajniej – czego chcieć więcej. Jak „Foxbot” jak robot, który kroi kluski szybciej niż jakikolwiek człowiek i kluski te są – identyczne, restauracyjna powtarzalność – mokry sen każdego szefa. Roboty już są atrakcją na północy Chin, gdzie „pracują” w restauracji „Dazzling Noodles. Inny robot wyprodukowany przez stacjonującą w San Francisco firmie Momentum Machines potrafi wyprodukować 400 burgerów w godzinę co po ośmiogodzinnej zmianie daje 3200 sztuk bez przerwy na kawę i papierosa. Japończycy nie pozostają w tyle, znana korporacja Kawasaki stworzyła mechanicznych sushi szefów, którzy kręcą rolki sushi ze wszystkimi składnikami w mniej niż minutę. To dopiero początek, pierwsze nieśmiałe kroki bowiem póki co roboty jeszcze nie mają ludzkiej motoryki ruchów, zdolności koncentracji i działania w ciągle zmieniających się kuchennych okolicznościach, których natężenie wymaga dużej elastyczności i improwizacji i co najważniejsze poczucia smaku, bowiem receptura to tylko część, bowiem powtarzalność smaków składników jest wysoce problematyczna.

Geordie Rose współtwórca kwantowych komputerów D – Wave na jednym ze swoich występów zadeklarował, że do 2028 roku komputery bedą zdolne zastąpić nas we wszystkim bez wyjątku i robić to lepiej.

Zrzut ekranu 2018-06-09 o 23.23.10

Starzejące się zachodnie „wypieszczone” społeczeństwa nie mają szans w zderzeniu z nową technologiczną generacją robotów – robotników chyba, że istota ludzka pójdzie ich śladem otwierając się na wszelkie modyfikacje „biologicznych ograniczeń” i jest to naprawdę gorący temat, bowiem zmiany o których mówię – dzieją się teraz. Granice moralne i rozterki etyczne będą coraz bardziej płynne i podlegające ciągłej reinterpretacji, bowiem każde kolejne pokolenie ma krótszą pamięć i krótszą smycz w tej bardzo pozornej wolności, która tak czy inaczej jest kompletną farsą i psychofizycznym teatrem warunkowania, które stając się bardzo wysublimowane jest niemal niezauważalne, bowiem uwarunkowanie sięga samego umysłu, który porusza się w schemacie Programu.

Pomijam już fakt, że cały nasz „splendor” bazuje na ciągle dostarczanej energii bowiem technologiczna utopia przestaje istnieć wraz z brakiem zasilania energią, a o jej analogowe zasoby toczy się coraz bardziej zacięta walka, a na innym „postępowym” polu alternatywnych źródeł energii wcale nie jest tak spektakularnie jak powinno być, aby udźwignąć ciężar współczesnej cywilizacji i zapewnić jej przetrwanie. Wracając do naszych pradawnych zbieraczy – łowców, których sposób życia był dalece mniej inwazyjny od następującej po nich erze rolnictwa, które stworzyło fundamenty pod późniejszą architekturę industrialną i następujący po niej rozrost współczesnych masowych metropolii z ich neurotyczną informatyczno – technologiczną infrastrukturą. Nie mniej jednak rolnictwo pozostawiło po sobie spuściznę ziemskich posiadaczy co oznaczało tragiczny wyzysk, pojawienie się chorób zakaźnych dewastujących całe populacje, nasz okrutny stosunek do zwierząt i do samych siebie, nierówności społeczne i narodziny Władzy przez duże despotyczne „W”. Struktura współczesnego zbiurokratyzowanego społeczeństwa funkcjonującego w złożonych umownych urojeniach własnych wymyślonych zasad stworzyło w gruncie rzeczy kształt pod kolejną formę totalnego uwarunkowania opartego na kompletnej zależności od „cywilizacyjnej wygody”, bowiem tracimy zdolności przetrwania w środowisku naturalnym, gdyż tracimy samo środowisko w wyniku tragicznego w skutkach eksploatowania jego zasobów i wstrząsającego wzrostu populacji.

Mit dobrobytu wynikającego z osiadłego trybu życia protoplastów mieszczuchów – czyli rolników coraz bardziej przybiera formę znaku zapytania, bowiem okazuje się, że wciąż funkcjonujące na naszej planecie pierwotne społeczności łowców – zbieraczy wcale nie mają takiego ciężkiego życia, stosują dość bogatą dietę i stosunkowo mało czasu poświęcają na „pracę” porównując to do naszego systemu etatowego zniewolenia w zamian za bardzo umowną obietnicę bezpieczeństwa. Wolność i samostanowienie stało się ceną, którą trzeba zapłacić za „hodowlane bezpieczeństwo”.

Rolnictwo stworzyło gatunkowy terror homo sapiens, który z bezwzględną konsekwencją dla troski o własny interes i przetrwanie niszczył całą bioróżnorodność ziemi i niewolił kolejne gatunki zwierząt oraz tworzył klasowy podział w obrębie własnego gatunku – by jak widzimy stworzyć globalne więzienie dla samego siebie i całego życia organicznego na ziemi, w wodzie i powietrzu. Na tej coraz bardziej jałowej biologicznej pustyni na wzór miasta symbolu – Dubaju, lub Las Vegas tworzymy utopijne cybernetyczne królestwo coraz bardziej odcinające się od źródeł życia w jego pierwotnej formie licząc na to, że postęp technologii w jakiś magiczny rytualny sposób pozwoli nam przetrwać dodatkowo zachowując wszelkie „ornamenty” naszego stylu życia.

Jednak tworząc długowieczność tworzymy bardzo destrukcyjny mechanizm, który stanie się bombą z opóźnionym demograficznym zapłonem, bowiem w zamożnych zachodnich krainach przyrost jest stosunkowo słaby, natomiast w krajach rozwijających się jak kraje afrykańskie obserwujemy zadziwiającą eksplozję przyrostu istot ludzkich, które spoglądają w naszą stronę mając w pamięci porażającą niesprawiedliwość, za którą w dużej mierze odpowiadamy jako państwa post kolonialne i współcześni twórcy praktyk geopolitycznych i gospodarki liberalnej opartej na umownym i spekulatywnym kapitale. Uchodźcy to nieunikniony krajobraz zachodnich społeczeństw, który będzie przybierał coraz bardziej jaskrawe barwy. Już za dekadę ludność Afryki będzie czterokrotnie większa niż Unii Europejskiej z czego powiedźmy dziesięć procent tych młodych i silnych, którzy postanowią emigrować to ilość całej populacji naszego kraju. Cały proces przyspieszy dramatycznie w momencie wojny, czy zmian klimatycznych lub głodu, wówczas będzie to istne tsunami. Ci ludzie to nie profesorowie i specjaliści od IT, to niewykwalifikowani rolnicy i robotnicy, a w dobie robotyzacji – co można z nimi zrobić, w momencie kiedy ogromny problem pojawi się w strukturze zatrudnienia w obrębie samej cywilizacji zachodniej, która sama w sobie będzie niezwykle zacofana względem swoich systemów edukacji, a postępującej w zastraszającym tępie komputeryzacji i nieuniknionej sztucznej inteligencji.

Opublikowany przez Bank of America raport prognozuje, że blisko połowa pracowników zarówno sektorów usług, produkcji jak i zawodów umysłowych zostanie zastąpiona przez roboty. Już teraz istnieje ogromna presja na zwiększenie efektywności produkcji w przemyśle w wysokowydajny sektor automatyzacji opartej na IT, głównie chodzi o Azję i Pacyfik gdzie zlokalizowanych jest najwięcej firm produkcyjnych, a same Chiny według Federation of Robotics w 2015 roku kupiły 68 tysięcy robotów przemysłowych. Chiny do roku 2030 chcą być liderem jeżeli chodzi o sztuczną inteligencję, które już teraz tworzą największy na świecie system Viper, którego celem jest bezprecedensowa zdolność przetwarzania danych w czasie rzeczywistym przy użyciu superkomputerów do inwigilacji społeczeństwa. Ponad to w kooperacji z japońskimi i amerykańskimi korporacjami inwestuje swoje zasoby w pojazdy autonomiczne, medycynę, handel detaliczny i sektor big data oraz co najważniejsze prowadzi badania i ma wysokie osiągnięcia w zakresie „deep learningu” co oznacza, że posuwa się naprzód w uczeniu maszyn zadań naturalnych dla ludzkiego mózgu.

Czemu ta cała technologia będzie służyć póki co dość łatwo się domyślić, a biorąc pod uwagę realia świata w jakim żyjemy i jego praktyki gromadzenia kapitału w sposób bezlitosny i pozbawiony jakichkolwiek zasad moralnych i etycznych, głównymi beneficjentami staną się kasty właścicieli nowych mechanicznych niewolników – do czasu kiedy rozegra się ostateczna rewolucja i człowiek definitywnie straci władzę i stanie się jedynie biologiczną maskotką dla nowych bogów. Wielozadaniowość złożonych systemów inteligencji i zdolność ich bardzo szybkiej komunikacji i współpracy na każdym możliwym polu i porażająca efektywność – bez troski czy współczucia istot żywych może naprawdę przerazić. Jednak tworząc fundamentalny algorytm oparty na najlepszych ludzkich cechach mógłby stworzyć coś naprawdę pięknego zdolnego przynosić nieskończony pożytek w czasie i przestrzeni wszystkiemu co żyje.

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

ANANAS KOLUMB I JEGO PLANTACJA

 

kolumb

Wyobraź sobie coś niesamowicie soczystego o delikatnym aksamitnym i orzeźwiającym smaku i kiedy to słońce pali niemiłosiernie, a święty deszcz już dawno nie napoił wyjałowionej ziemi – jednak ty nie musisz się martwić, oj nie – ty przyjacielu żyjesz w najlepszym z modeli symulacji interaktywnej napisanej zmyślnym algorytmem dla populacji ludzi robotów – by ich mechaniczny Babilon uświęcił przeznaczenie królewskiego gatunku rabunku. Zatem możesz wstać od tej piszczącej maszynki i udać się do najbliższego karmnika o dumniej nazwie „Biedronka” i kupić ananasa.

W promocji. Zaraz pod granatami i pyszniutkim pękatym arbuzem. Bierzesz go do ręki na której Iwatch wskazuje ci cywilizacyjny czas oczyszczenia, muskasz jego włochate łuski i jeb do koszyka! Jedziesz na półkach wciąż hossa – nowy wyśmienity ketchup z wędzonymi śliwkami za 3.40 pln i całe wiadro ogórków małosolnych i grillowa kiełba, która jest tak naszpikowana antybiotykami, że już nigdy nie będziesz chorował na nic. Jedziesz dalej – w koszykach promocyjnych trwa walka o gumowe kroksy i parciane pasy do bagażnika – dawno nie było wojny – myślisz sobie i masz przed oczyma żołnierzy wyklętych z koszulek za 12 złoty i nucisz sobie pod nosem pieśń zwycięstwa nad hordami barbarzyńców uchodźców atakujących koranem z pontonów.

Pik, pik – sześć pięćdziesiąt i dwa grosze. Karta mbank. Pik Pik.

Zrzut ekranu 2018-05-29 o 13.45.53Jednak wróćmy do ananasa. Zaskoczę cię, bo pewnie nie wiesz, że zawiera w sobie mangan. Tak bracie i siostro. Ma to. Amerykańscy naukowcy zbyt wiele o nim nie wiedzą, ale twierdzą, że wchodzi w skład wielu enzymów o bardzo dziwnych nazwach bierze udział jako niezbyt ważny pracownik w tworzeniu tkanki kostnej – co byśmy się nie rozjechali jak automatyczny samochód google i co zapewne cię zaskoczy w syntezie mocznika. Jak byś go szukał więcej to jest w zarodkach i otrębach pszennych a mało jest w pasztecie i kaszance. Ma dużo witaminy C czyli kwas askorbinowy działający niezmordowanie na polu walki o odporność i info dla tych, którzy nie załapią się na kojący nerwy trans-humanizm, a chcą bez wysiłku ćwiczeń cielesno – duchowych zachować powab i świeżość – tak witamina C pomaga w tym. Nawet bardzo, a niektórzy uważają że wręcz wyleczy wszystko nawet śmierć, gdyż żyjemy w czasach że co rusz ktoś wynajduje coś przez chwilę rewolucyjnego, by chapnąć wirtualne dolary i zapaść się w antymaterii internetu. Jak dostaniecie udaru na jachcie w Dubaju to ananas też dobry, a jak w kupie robaki – to też dobry.

U chińczyków jego natura termiczna jest neutralna i jest idealny na gorącą pogodę. Ananasy trafiają do nas z Kostaryki, Indii, Tajlandii i Brazylii, a pierwszy sprowadził je na nasz kontynent Krzysztof Kolumb. Zatrzymajmy się przy Krzysztofie na chwilkę…

Zrzut ekranu 2018-05-29 o 13.45.28Pamiętam czasy komunistycznej szkoły podstawowej i opiewanie Kolumba pod judeochrześcijańskie niebiosa. Super hero, wielki odkrywca nieznanych lądów, pionier niosący światło cywilizacji tubylcom. Przyjrzyjmy się gęstości tego światła…Kiedy Arwakowie ujrzeli piękne okręty hiszpańskiej bandy zwykłych bandytów nie przypuszczali, że los jaki ich spotka stanie się „strategią biznesową” białego człowieka wobec rdzennej ludności na wszystkich kontynentach. Wszyscy wiemy z czego słyną obecnie Bahamy – ziemia Arwaków. „Oświecony biały człowiek” zmienił przez stulecia wszystko w park rozrywki i strefę wojenną – nieprzerwanie zabawiając się w demiurga tworzenia i niszczenia. Ludzka obsesja na punkcie złota i mitycznych skarbów była siłą napędową również dla Kolumba, który przekonał hiszpańską monarchię do sfinansowania wyprawy w zamian za cenny kruszec i bardzo poszukiwane przyprawy. W owym czasie niepiśmienny lud był jak fundament Władzy, która posiadała prawie wszystko i złoto dawało nieograniczone możliwości ekspansji poprzez handel, dlatego europejskie kraje gorączkowo ruszyły na podbój nieznanych poruszających wyobraźnię lądów. Nasz „zdobywca i bohater słał” sprawozdania i listy pełne patetycznych zapewnień i obietnic i w zamian dostawał całą flotę i dużo ludzi. Cel był jasny: śmierć, grabież i zniszczenie. Pokojowa natura ludzi żyjących w względnej harmonii i pokoju i niezwykła szczodrość wobec przybyszy była dla hiszpańskich morderców szokująca i wywoływała szyderstwa i kpiny, których pełno w zapiskach Kolumba.

Pierwszym „towarem” Hiszpanów stali się niewolnicy, których sprzedawał na targu katolicki kleryk. Jednak niewolnicy nie sprzedawali się wystarczająco dobrze, by spłacać ogromne długi. Tym samym rozpoczął pozbawioną skrupułów eksploatację rdzennych mieszkańców Haiti, którzy zmuszeni byli do wydobycia złota, a tym których wyniki były słabe obcinano ręce i pozwalano się wykrwawić, koniec końców złota na wyspie było mało a desperacja Hiszpanów doprowadziła do zagłady połowy Indian na Haiti w 1515 roku, a w wyniku niewolniczej pracy i morderstw z liczącej 25 tysięcy populacji Arwaków w 1650 roku nie ocalał ani jeden członek tej społeczności.

Jednak w istocie wyprawa Kolumba to wyznaczenie wpływów nowożytnego świata od kolonializmu europejskiego, po globalistyczną politykę Korony Brytyjskiej, aż wreszcie hegemonię Stanów Zjednoczonych i ich morską dominację, która stworzyła cały globalny system przepływu kapitału i „wolnego handlu”. Jednak jak wiemy pycha prowadzi do upadku i oto rodzi się konkurent, którego nazwa jest na naszywce twojej koszulki lub jeansów.

jęczmien

Jednak wróćmy do naszego blendera i koktajlu. Zmielona trawa młodego jęczmienia to bogate źródło chlorofilu i witaminy A oraz co ciekawe jest bardzo zasobna w białko – 20 % oraz zawiera tak cenny składnik dla roślinożerców jak B12. Można śmiało nazwać młody jęczmień „super jedzeniem” i jest pokarmem, który jednocześnie daje nam mnóstwo składników odżywczych jak i dzięki obecnemu chlorofilowi – oczyszcza organizm. Chlorofil także odnawia tkanki, powstrzymuje nadmierny rozrost grzybów i beztlenowych drożdży w układzie pokarmowym. Pomaga na zapalenia i owrzodzenia w żołądku i jelitach wspierając odnowę flory bakteryjnej, działa korzystnie przy stanach zapalnych trzustki oraz wspiera leczenie stanów zapalnych na skórze, jest bardzo pomocny przy zapaleniu stawów i co ważne z punktu widzenia medycyny chińskiej buduje krew pozytywnie oddziaływając na wątrobę czyli organ związany z wiosną i wzrastającym yang. Powodem jest podobieństwo struktury cząsteczkowej chlorofilu do hemoglobiny dlatego często nazywa się go „krwią roślin”. Chlorofil jest ochładzający i uspokajający i jest wskazany przy „cywilizacyjnym pierdolniku” w jakim przyszło nam żyć. Dziękujemy ci Krzysztofie po stokroć 😉

mleko koko

Pij mleko koko będziesz spoko. To kopalnia kwasów tłuszczowych. Jego natura termiczna jest ogrzewająca i uspokaja serce. Serce w naukach starożytnych chińskich mistrzów uzdrawiania to Król – tam mieszka nasz Duch – Życiowa Moc. Tam w naukach buddyzmu tybetańskiego „ulokowana” jest świadomość. Wyśmienite przy niedożywieniu i osłabieniu, pomaga w budowaniu płynów Yin, jest wskazane przy problemach z sercem i cukrzycy. Ma sporo manganu, fosforu i potasu i jest dobry dla budowania masy mięśniowej.

Zatem koktajl – pełen mocy.

 

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

Z PIANKĄ?

tumblr_lx3i33aODD1r9sx50o1_1280

Pamiętacie „Fight Club” to epickie kontrkulturowe dzieło Davida Finchera? Mocne, wyraziste kino w którym korporacyjny zdezelowany szczur przeistacza się w pełnokrwistego buntownika – rewolucjonistę by toczyć wojnę z hollywoodzkim wyobrażeniem tak zwanego systemu tak zwanej liberalnej gospodarki kapitalistycznej – uderzając w nią z furią i determinacją w myśl punkowej dewizy DIY. Choroba rozdwojenia jaźni głównego bohatera jest uniwersalną parabolą naszej codziennej sytuacji.

Doskonale odzwierciedla to fakt, że sam film był jednocześnie dość przekorną reklamą globalnej hipsterskiej sieci kawowego giganta Starbucks sprytnie wmontowanego w kadry za pomocą lokowania produktu. Zabawa podprogowym komunikatem jest w tym filmie rewelacyjnym zabiegiem, który idealnie łączy dwa przeciwstawne bieguny w jedną fajną sprzedaż. Prawda stara jak ponowoczesny świat cybernetycznej utopii jest taka, że kontrkultura jest idealnym produktem marketingowym w dobie przytłaczającej jałowości zachodniej cywilizacji i jej zdegenerowanej do szpiku żywotności, która stała się jedynie zblazowanym wylegiwaniem przy klawiaturze komputera i szerowaniem iluzji życia i stylizowanej troski o losy świata w okienkach mediów społecznościowych. Paradoks świata w jakim żyjemy wydaje się nie do przeskoczenia, nie sposób nie być hipokrytą – gdziekolwiek zajrzysz głębiej zobaczysz to. Chcemy uchodzić za kogoś innego niż w rzeczywistości jesteśmy, z całego serca pragniemy etosu, wizji, czegoś co nas poruszy z otępiałego stanu cyfrowej hipnozy. Niech w końcu rzucą tą sieć na ten ocean absurdu i nas wyłowią z gęstej mazi ropy, kawy i pieniędzy. Czekamy, odmierzając czas stukaniem w klawisze – dotykowy raj okazał się gówno wart – jednak wciąż szukamy gniazdek do ładowania by bezmyślnie szukać zbawienia i pociechy w cyfrowym zbiorowym urojeniu. Ten stan tworzy w nas samo – pogardę, od czasu do czasu zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy ludzką trzodą hodowlaną, a naszym celem jest pożeranie wszystkiego: produktów, myśli, obrazów, treści, nowinek mody, obietnic wygody – żerowisko głodnych duchów.

Samopogarda – jest jak nowotwór, który pęcznieje z każdą godziną naszej pozbawionej kierunku wędrówki po pustyni świata 3D. Doskonale to można wyczuć u ludzi, którzy tworzą tzw. branżę kreatywną – która jest niczym innym jak głównie internetową sprzedażą kolejnego gówna, którego nikt tak naprawdę nie potrzebuje. To czego potrzebujemy to prostoty, oddechu, powrotu do podstaw i fundamentów – niezakłamanej radości pozbawionej obiektów i rekwizytów. Potrzebujemy na powrót odnaleźć źródło życia i choć garść czystej krystalicznej wody. Skąd w tym polukrowanym ciasteczku łatwostrawnym, batonowej republice podrabianej czekolady z krowy milka wzięło się w nas zapotrzebowanie na dzikość, moda na szukanie prymitywnych form cywilizacji, poszukiwanie zalążków ludzi i miejsc, które nie są skażone naszym plastikowym ometkowanym lifestylem. Z tęsknoty i zmęczenia jałowością i powtarzalnością wyzbytej z prawdziwej pierwotnej siły i witalności cywilizacji pozorów i pozerów – rozdeptanej masy wygasłych robaczków świętojańskich na pastwisku promocji, przecen i wyprzedaży.

Zrzut ekranu 2018-04-17 o 12.56.19

Gaśniemy. Jak tanie żarówki za dwa złote. Nasze wolframowe styki mózgowe przepalają się już o świcie, kiedy znów dana nam jest szansa pogoni za snem, który jest jak odjeżdżający w ostatniej sekundzie pociąg. Stoimy na peronie. Co robić? Może kawy? Taniej z automatu za 2,5 pln. Kawa ma coś w sobie z idealnej metafory. Kawa, ropa i pieniądze: brązowo – zielona przenośnia do wymiaru pierwszej klasy pociągu na zapętlonych torach. Zacznijmy kontynentalną podróż po wysianych ziarnami kawowca plantacjach, poczujmy ten zapach świdrujący nasze zmysły obok pysznego rogalika z rozlewającą ciepłą czekoladą płynącą po idealnie wypiłowanych paznokciach i ten pierwszy łyk – to wejście w ciemne korytarze wnętrzności, jak opadający wodospad rozkoszy i błyskawica w nabuzowaną napięciem noc – kofeinowy kop. Obok jak zbawiciel powieszona reklama najnowszego ekspresu o pięknie gładkiej i połyskującej zimnej i minimalistycznej formie – tak kupimy go, wcześniej czy później będzie nasz, postawimy go jak relikwię w naszej jak najbardziej nowoczesnej kuchni pod wiszącymi ocynkowanymi garnkami. Jak już zapuścimy nasz drogi świeżo palony towar prosto z Kolumbii do białej porcelany niechybnie zasiądziemy na też dość przecież nie taniej sofie i włączymy plazmę.

„Amerykańscy naukowcy” przewidują, że do 2050 roku połowa upraw naszej ukochanej kawy przestanie istnieć. Już chwilkę temu w 2016 roku mieliśmy przedsmak, kiedy susze znacznie zubożyły uprawy dwóch głównych eksporterów czyli Brazylii i Wietnamu. Kawa potrzebuje określonej stabilnej temperatury i stabilnej strefy klimatycznej, a biorąc pod uwagę, fakt dość nagłych i nieprzewidywalnych zmian klimatu kawowy aromat coraz bardziej będzie zapachem bogatych. Obrzydliwie bogatych – poziom alfa nienasycenia, meta głód. Mitologia wiecznego wzrostu to w istocie okrutne realia niczym niepohamowanej eksploatacji.

Zawsze kiedy pracuję w kuchni uderza mnie świadomość, że każdy składnik przepisu / dania ktoś gdzieś wyhodował, ktoś gdzieś zapakował, ktoś gdzieś sprzedał i w istocie jest to niezbity dowód współzależności zjawisk skomponowany na talerzu i skonsumowany. W jednym daniu biorąc pod uwagę tzw. kuchnię fusion mamy produkty, dodatki i przyprawy z całego świata – dostępne tutaj przed naszym nosem na tym stole w tym mieście i w tej restauracji. Globalizacja smaku i podniebienia.

Jednak realia ukryte za tymi pysznościami bywają różne, bywają trudne dla naszego poczucia „szczęścia” i „komfortu” wynikającego z dobrze składających się elementów uwarunkowania – w istocie konsumujemy wysiłek i poświęcenie wielu istot, które robią to co robią – by przetrwać. Przypomina się przypowieść o Jezusie, który wyrzucił handlarzy ze świątyni. Zarazą tego świata są właśnie pośrednicy – handlarze, którzy nigdy niczego nie wytwarzają po prostu żerują – a ich najbardziej patologicznym objawem są giełdowi predatorzy i bankowi baronowie oraz korporacyjne głodne duchy. Zabójcy świata. Kolonialna matryca świata wciąż przebija przez ten poprawny medialnie i politycznie reklamowy disneyland, udając gospodarczą równość i obiecując sprawiedliwy handel i równy dostęp do globalnej ekonomii.

Pasożyty odprowadzające swoje przychody do rajów podatkowych, bezwzględnie rujnujące lokalne społeczności i zasoby naturalne wciąż mimo „globalnej świadomości” puchną jak kleszcze późnym latem. Doskonałym przykładem jest właśnie rynek kawy, który składa się głównie z drobnych producentów, a cały proces globalnego handlu, dyktat cen odbywa się na giełdach w Ameryce i Europie jak Nowojorska Giełda Kawy i Cukru i Londyńska Giełda Towarowa. Produkcją kawy zajmuje się blisko 70 krajów na świecie, a wśród nich numerem jeden jest Brazylia specjalizując się między innymi w odmianach Bourbon, Catuai, Mundo Novo oraz Typica, a także wspomniany Wietnam, który w 1994 roku stał się kawową potęgą, gdyż USA zniosło nałożone embargo co pozwoliło zdobyć światowe rynki za sprawą bardzo niskich cen.

BlackGoldBookCrop

Popyt tworzyły też nowe rynki i szybująca konsumpcja takich krajów jak Chiny i Rosja. Na amerykańskim rynku głównym graczem stały się trzy mega korporacje: Néstle, Kraft i Sarah Lee kontrolując połowę globalnego rynku kawowego. Prócz nich są także molochy takie jak: ECOM, Neumann i Volcafe i Jacobs Douwe Egberts. To te właśnie spożywcze giganty stworzyły prawny twór o nazwie „Międzynarodowe Porozumienie w Sprawie Kawy” co pozwoliło przez blisko trzy dekady utrzymywać sztucznie zawyżone ceny sprzedaży i bardzo niskie ceny zakupu – brutalnie kontrolując globalny rynek i jak wspomniałem decydując o losach drobnych producentów i całych społeczności, żyjących z uprawy. Tego rodzaju praktyki były impulsem do inicjatywy Fair Trade, która to została stworzona w interesie drobnych wytwórców – jednak jak możemy się spodziewać również takie inicjatywy mają swoje nadużycia i tworzą skorumpowane patologiczne systemy „przyznawania” certyfikatów.

Dla afrykańskich krajów jak Uganda i Burundi i Etiopia kawa stanowi centralny filar gospodarki i każde zawirowanie na globalnych rynkach, nieurodzaj czy zmiana polityki handlowej przekłada się bezpośrednio na życie milionów ludzi. Jak wiemy Afryka staje się strefą nowej osłony ekonomicznej geopolityki gdzie z ogromnym zainteresowaniem „inwestują” Chiny, Wielka Brytania i Francja – realizując nową odsłonę kolonializmu 2.0. Kraje tak zdewastowane politycznie i społecznie nie wytwarzają żadnych mechanizmów obrony prze globalnymi drapieżcami, które jak zawsze odgrywają rolę „dobrych wujków” drenując z uśmiechem na twarzy każe połacie ziemi dla coraz bardziej pożądanych surowców. Klasycznie korzystają z taniej siły roboczej, biurokratycznego bałaganu i niewiedzy jednocześnie odprowadzając podatki do rajów podatkowych. Globalna polityka „ochłapów” to klasyczna strategia korporacyjna, która w tak krótkim czasie pozwoliła stworzyć najbardziej dewastacyjny system na tej planecie.

Warto sobie przypomnieć zacięty bój z dość enigmatycznymi umowami TTIP i CETA, które traktowały o trybunałach arbitrażowych, czyli o sytuacji kiedy korporacje mogą pozywać państwa narodowe, kiedy te ostatnie za sprawą regulacji prawno administracyjnych przyczyni się do zmniejszenia zysków. W praktyce tego rodzaju umowy odzwierciedlają w sposób absolutnie jednoznaczny, że Korpokracja jest systemem globalnym przekraczającym każde prawo. Główne zabiegi dotyczą krajów rozwijających się, tych wszystkich państw i regionów, które wciąż jeszcze nie są „odpowiednio ssane” przez złoty cielec wirtualnych interesów generując wciąż jeszcze realne profity.

Nie oszukujmy się – temat numer jeden to surowce naturalne. Przykładem może być Salwador, który odmówił korporacji Pacific Rim wydobywającej złoto – zgody na prace wydobywcze na terenie swojego kraju i z tego powodu został pozwany na kwotę blisko 300 milionów dolarów. Odmowa dotyczyła głównie nie spełniania przez tą firmę wydobywczą wymogów ochrony środowiska, które w ogromnym stopniu jest już bardzo zdewastowane przez przemysł wydobywczy – głównie chodzi o wodę z gruntów powierzchniowych.

Wracając do kawy to drobni producenci z biednych regionów mogą liczyć na zysk w postaci od trzech do sześciu procent w stosunku do marży jaką narzucają pośrednicy w europejskich i amerykańskich kawiarniach i hipermarketach. Przy nieprzewidywalnych problemach z klimatem i anomaliach pogodowych oraz bardzo chimerycznym rynkiem zbytu – ci ludzie często po prostu walczą o przetrwanie. Geneza tej sytuacji sięga Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, które stworzyły tzw. „programy stabilizacyjne” prywatyzując sektory produkcji kawy i wymogły uwolnienie konkurencji w rezultacie ceny kawy spadły o połowę – co oznacza, że obecnie pracownik zbierający kawę otrzymuje maksymalnie 20 groszy z ceny jaką płacimy w wypasionym Starbucks. I koniecznie z pianką w kształcie czterolistnej koniczyny – och cudowne nowoczesne ciepłe i przytulne życie!

Dobre łącze i zapach pysznego cappuccino – czego chcieć więcej.

Zwykły wpis

Wielość kolorów oślepia oko.
Mnogość dźwięków ogłusza ucho.
Obfitość smaków męczy podniebienie.
Gonitwa i łowy ogłupiają umysł.
Rzadkie dobra wodzą na pokuszenie.
Dlatego światli ludzie dbają o wnętrze, nie o oczy.
Odrzucają pewne rzeczy, by przyjąć inne.

Tao Mocy


WSPÓŁUDZIAŁ

Ciało świata – cywilizacyjny odwłok niezaspokajalnych potrzeb, po cybernetycznych meridianach krąży zdezorientowana świadomość w poszukiwaniu szczęścia. Stara wiedza odchodzi w zapomnienie w tej nowej cyfrowej rzeczywistości – chwili, gdzie zachwyt wzbudza ledwo odbity refleks nic nieznaczących zachwytów nad nic nieznaczącymi rzeczami. Świat rzeczy, które połączone tworzą więzienie dla zmysłów, ciągła walka o uwagę i atencję. Wymiar istot, które uwiodły same siebie. Podszyta krwawym rytuałem koronacja na królów istnienia, gdzie u stóp rozpościera się ocean cierpienia.

Zdegenerowanie świętej energii życia kończy się tragicznie. Jest to stopniowy samo nakręcający się proces degeneracji – kiedy taśma jest przyspieszona możesz nic nie widzieć, kiedy jednak zwolnisz zaczniesz postrzegać pojedyncze klatki tego okrutnego filmu. Nie zatrzymasz filmu. Zatrzymasz swój w nim udział.

Ograniczone ciało to narośl na świadomości wynikająca z procesu przyczynowo – skutkowego. Skondensowana suma skutków połączonych wzajemnymi relacjami istot tworzy wymiar istnienia, który rozgrywa się jedynie w wymiarze ich ograniczonej wizji mechanizmu zmysłów. To jest ograniczenie. Nic co przekracza fizyczne zmysły nie dociera do pola świadomości, kiedy ta nie jest zdolna przekroczyć tzw. przekonania. Przekonania to – Matryca. Pole doświadczeń dla samej świadomości, która zmuszona jest dojść do własnych granic w obrębie uwarunkowania. To jest życie ludzkie. Poszukiwanie wolności w zewnętrznym świecie, poszukiwanie szczęścia w ograniczeniu i wynikające z tego faktu trzy główne parametry: pożądanie, ignorancja i gniew. Chęć, niechęć, obojętność. Na zwolnionym filmie wyraźnie widać te trzy fundamentalne klatki. Pomimo swojej „naukowości” nie jesteśmy w stanie zrozumieć współzależności zjawisk na niezliczonych poziomach, poczynając od samej zasady zależności zjawiska od tego, który je obserwuje.

Zaczynamy rozumieć fizyczne połączenia zjawisk i ich wzajemne uwarunkowanie – tak jak ma to miejsce w środowisku naturalnym, w którym każdy element jest zależny od współpracy z innymi elementami. Jednak istnieje jeszcze poziom energii, ten poziom, którego z reguły nie postrzegamy i być może to właśnie „tam” w głównej mierze „rozgrywa” się nasza rzeczywistość. Współzależność zjawisk i procesów jest kluczowe i fundamentalne w kontekście problemów jakie w swojej dziecięcej fazie bytności na tej planecie stworzyliśmy. I ten poziom jest ignorancją – aspektem podstawowym. Nasza nauka w dość precyzyjny i bardzo wiarygodny sposób przedstawia części składowe jednak wydaje się nie rozumieć połączeń całości istnienia w jego złożoności i skomplikowaniu. Rozumiemy funkcje i budowę narządów i systemów w naszym organizmie, jednak nie rozumiemy roli energii, która jest aspektem najważniejszym z punktu widzenia nauk starożytnych i autentycznych tradycji duchowych opartych na setkach lat doświadczeń. Podobnie jest z naszą zachodnią cywilizacją, która odkrywając nowe zabawki w formie technologii wydaje się zupełnie ignorować wynikające z tego faktu konsekwencje – a te są ogromne. Poziom intelektualno – mentalny, który jest tak gloryfikowany w tej jakże spekulatywnej „kulturze mózgu” pełni rolę rzecznika ignorancji, który w bardzo podstępny i pokrętny sposób uzasadnia i usprawiedliwia narastające przed naszymi oczyma negatywne skutki cywilizacyjne.

Głupotą, byłoby twierdzenie, że cywilizacja nie ma wartości w myśl utopijnego ekologicznego prymitywizmu, bowiem to właśnie dzięki niej nasza zdolność do nauki i ewolucji wzrasta w sposób jakiego prawdopodobnie nie doświadczyliśmy w historii tego świata. Postęp jest ogromny, problem jednak polega na tym, że postęp ten jest progresem mechanicznym, a tym samym jest jedynie technicznym wymiarem naszej egzystencji. Rozwój naszej świadomości nie nadąża za rozwojem naszych możliwości, bowiem nie rozumie odpowiedzialności wobec tego faktu. Umysłowa kultura spekulatywnego mózgu – to esencja egotyzmu, której symbolicznym przedstawieniem jest narcystyczna kultura mediów społecznościowych – stan patologicznego samo – zakochania w swoim wyobrażeniu. Na takim poziomie funkcjonowania ta kultura jest skazana na zagładę.

Jakość naszej energii określa sposób jej inwestycji – odwołując się do tak lubianej ekonomii. Nie istnieje możliwość wiecznego wzrostu i rozwoju, kiedy jego podstawy mają swoje źródło w skończoności – jak dla przykładu – ekonomia oparta na zasobach nieodnawialnych zasobów paliw kopalnych. Kiedy pojęcie wzrostu i rozwoju oparte jest jedynie na fizycznych i zmysłowych rzeczach i zjawiskach jak to ma miejsce w kulturze konsumpcyjnego kapitalizmu, a pojęcie szczęścia jest opakowane przez wszechobecne media w komunikaty – zaklęcia o statusie społecznym i zasobach finansowych.

Energia Qi o jakiej mówi Tradycyjna Medycyna Chińska jest zmagazynowana w naszym ciele przez sam fakt urodzenia się jako forma żywa i zarazem forma współzależna od procesu życia. Nasze ciało jest wytworzone z innego ciała i według nauki zachodniej jest rodzajem „biologicznego produktu” – organiczną maszynerią wyposażoną w świadomość, która jest zlokalizowana w mózgu, a systemem operacyjnym jest zdolność do dyskursywnego myślenia i logiki, co zapewnia nam możliwość nauki, a tym samym tworzenia mechanizmów przystosowania, by jak to się mówi – przetrwać. Przetrwanie staje się celem nadrzędnym – programem porządkującym i naczelnym argumentem usprawiedliwiającym wszystkie koszty jakie się z tym wiążą względem innych istot żyjących i samego środowiska. Ubóstwienie istoty ludzkiej jako szczytu ewolucji gatunków stało się dominującym paradygmatem – pierwotnym kodem zapisanym w ludzkiej świadomości. Na irracjonalność ludzkiego umysłu lekarstwem stał się dogmat w formie mechanicznej religijności – rodzaj rytualnego usprawiedliwiania ignorancji a zarazem sposób zarządzania tymi skłonnościami w ludzkiej naturze, które uważane są za „ciemne”, „mroczne”, „wstydliwe” i „grzeszne”. Świadome używanie nieświadomości, zarządzanie niewiedzą, kultywowanie ludzkiej głupoty – to paradoks „oświeconej” kultury w jakiej żyjemy i główna strategia jej architektów.

Energia jaką dysponujemy podlega ciągłemu rozproszeniu, ponieważ kultura jaka nas otacza jest kulturą dezorientacji i dezintegracji w myśl zasady że zbyt duże stany skupienia i koncentracji prowadzą do rozpoznawania wzorów i mechanizmów – jako procesu samoświadomości. Cybernetyczna klatka w jakiej jesteśmy obecnie hodowani to ciągłe i nieprzerwane odwracanie uwagi, nasze życie stało się tak skomplikowane i zmultiplikowane osiągając stopień ciągłego napięcia i rozładowania na wzór mechanicznych urządzeń. Naszą rolą w tym układzie jest podtrzymywanie sytemu eksploatacji, który sam w sobie jest mechanizmem niszczenia życia i jego piękna. Ogłuszenie bodźcami to panaceum na wyrzuty sumienia wynikające z faktu współudziału w tej dewastacji życia i pamięci o naszej wrodzonej pierwotnej czystej naturze, która jest dobra i współczująca. Religijny aksjomat „grzechu pierworodnego” domniemanej winy rozumiem jako stan samopotępienia w zdewastowanej kulturze opartej na kultywacji negatywizmu, który objawia się paradoksalnie jako bombastyczna orgia prymitywnej radości wynikającej z narcystycznego samouwielbienia i kultywacji nic nie znaczących trendów popkultury i pozbawionego głębszej refleksji konsumpcjonizmu błahych treści i wzorców. Terror taniego uśmiechu i powierzchownego pocieszenia – mur, który oddziela nas od konfrontacji z prawdą i możliwości uzdrowienia.

Kto wie, że nie wie, jest człowiekiem wielkiej mądrości.
Kto nie wie, że wie, jest niespełna rozumu.
Zapadnięcie na chorobę
Jest sposobem uwolnienia się od niej.
Światły człowiek jest wolny od choroby,
Ponieważ na nią choruje.
Oto sekret jego zdrowia.

Tao Mocy

 

 

PIRACKA KUCHNIA

WSPÓŁUDZIAŁ

Galeria
PIRACKIE OPOWIEŚCI

W SMOG KINGU

DSCN8254

Imperium u schyłku otwiera dotychczas zaryglowane złote wrota, pozwala pospólstwu ujrzeć kim naprawdę są ci, których biedne pozbawione perspektyw masy ludzkie postrzegały jako wzory do naśladowania. Imitacje ich stylów życia, ich ubrań, samochodów, pól do golfa – wszystko to „made in china” uderza o brzeg naszej świadomości, byśmy mogli zasmakować lifestyle liderów w wyścigu do samounicestwienia. Narcystyczno – bombastyczna orgia wciąż bez ustanku zaprasza do zabawy oferując gorzką pigułkę nicości.

Sergiej kucharz z którym pracuję kupił maskę w punkowym stylu – czarna klimatyczna, jednak co ważne z dobrymi filtrami. Przypomina mi to kiedy pracowałem w fabryce sitodruku w industrialnym zagłębiu pod Londynem i drukowaliśmy tysiące koszulek każdego dnia – a maska stanowiła najważniejszy element tej pracy. Zajebiste tiszerty dla rebelianckiej młodzieży pobierającej co miesiąc kieszonkowe od rodziców, by ostentacyjnie ufarbować włosy i palić podrasowany towar na Camden przepijając temat czerwonym winem z butelki. Nisko płatna praca na obczyźnie w gęstej zawiesinie chemikaliów od czasu do czasu pozwalała na zupełnie darmowy odlot od stężenia trucizny, bo cały proces maszynowego drukowania na sitach to jedna wielka masakra dla układu oddechowego.

Kilkadziesiąt lat wcześniej w Londynie gęsta mgła śmiercionośnego smogu, który przez kilka dni uśmiercił kilka tysięcy osób dał do myślenia włodarzom tej mega metropolii. Widok był osobliwy i przypominał scenografię do filmu grozy. Ciemne zadymione ulice, pełne paniki tłumy oszołomionych londyńczyków zdezorientowanych w stężeniu wydzielin własnego stylu życia padający jak muchy na szpitalnych łóżkach odmawiali spóźnione zdrowaśki. Tak wzięli ziemię w posiadanie. Uruchomili dźwigi i turbiny oraz taśmy produkcyjne przemysłowej rewolucji, której motto: szybciej, dalej, wyżej, mocniej wykuło dla nas stalowo – cyfrowy Mordor, gdzie rodzimy się i umieramy w błocie bylejakości i jesteśmy coraz bliżej konfrontacji z konsekwencjami. Skrajnie egotyczny człowiek postindustrialna hybryda osaczona cyfrową siatką zależności i każdego dnia oglądająca swoją wygładzoną twarz w lustrze mediów społecznościowych wciąż i wciąż odwraca głowę od Prawdziwego Obrazu swojego „panowania”. Zajęci przepisami na bakłażanowy humus i jaglane ciasteczka w polewie z migdałów, uśmieszkami z samojebek i objętością łydek gwiazdeczek z zadymionego nieba odgrywamy spektakl na swoją własną cześć.

DSCN8257

Imperium u schyłku otwiera dotychczas zaryglowane złote wrota, pozwala pospólstwu ujrzeć kim naprawdę są ci, których biedne pozbawione perspektyw masy ludzkie postrzegały jako wzory do naśladowania. Imitacje ich stylów życia, ich ubrań, samochodów, pól do golfa – wszystko to „made in china” uderza o brzeg naszej świadomości, byśmy mogli zasmakować lifestyle liderów w wyścigu do samounicestwienia. Narcystyczno – bombastyczna orgia wciąż bez ustanku zaprasza do zabawy oferując gorzką pigułkę nicości. Gdzieś tam jak mignięcie, niechciany wyciszony głos sumienia w ekranie monitora jak klimatolog James Hansen podczas wystąpienia mówi o tym, że ocieplenie klimatu uderza w nas siłą 400 tysiącami bomb jakie zrzucono niegdyś na Hiroszimę – w skali każdych 24 godzin. Jednak te programy, plakaty i ulotki nigdy nie dotrą do biedoty, która pali w swoich marnych piecach byle czym, byle kiedy i byle jak. W Krakowie, Łodzi, Warszawie, Detroit, San Paulo, Władywostoku.

Płoną butelki po tańszej wersji coca coli, reklamówki, opony, stare sandały i foldery reklamowe PGE. Płonie Babilon wypuszczając w atmosferę wielkie przekrwione oko smogowego wielkiego brata. Ucieka przed nim Sergiej na swojej kolarzówce w jednym z najbardziej zadżumionych smogiem miast Europy – Warszawie. Podrażnione oczy, problemy z oddychaniem, dobra przyczyna przewlekłych chorób układu oddechowego. My tutaj w Polsce krainie tak dobrej zmiany, że nie sposób jej rozmiaru już ogarnąć, mamy do czynienia ze smogiem typu londyńskiego, który swoją pełną krasę roztacza właśnie zimą, kiedy temperatury spadają poniżej zera i możemy posmakować „energetycznej mieszanki” pyłów, sadzy i dwutlenków węgla i siarki. Pisał o zadżumionej Warszawie brytyjski „Gaurdian” klasyfikując stolicę Polski na pierwszym miejscu w smogowym peletonie trucicieli.

Tam gdzie produkują nasze wypasione iphony czyli w Chinach jak donosił swego czasu „New York Times” też jest gęsto – ogromny mechaniczny smok wypluwający większość współczesnej produkcji zieje sadzą powodując od czasu do czasu kompletny paraliż komunikacyjny – pamiętając o tym, że państwo wątpliwego środka pęcznieje tak bardzo, że do budowy całych nowych miast, które często są przez lata nawet nie zamieszkane Chiny zużywają 53 % światowego cementu, 48 % rudy żelaza i uwaga blisko 50 % globalnych dostępnych zasobów węgla i niezliczonej ilości innych surowców. Chińskie miasta to siedliska przede wszystkim taniej siły roboczej, która bez świadczeń i zabezpieczeń zdrowotnych za marne grosze zadłużona po uszy produkuje wszystkie te „dobra” jakie widzimy wokół. Pół miliarda Chińczyków żyje za niecałe dwa dolary dziennie i za swój roczny dochód robotnik mógłby kupić sobie pół metra mieszkania, które wynajmuje. Pracuje 70 godzin tygodniowo.

Warto sobie zdawać sprawę co to znaczy dla świata starzejąca się populacja o takim rozmiarze w państwie, gdzie nie funkcjonuje system powszechnych ubezpieczeń emerytalnych. Nawet system więziennictwa w Chinach jest jednocześnie systemem masowej produkcji, gdyż tzw fabryki „laugai” to nic innego jak ulokowane w zakładach karnych „fabryki chińskiego badziewia”. Stan środowiska odzwierciedla stan umysłu Chińczyków. Już za dekadę kraj ten czeka kolosalny niedobór wody pitnej, a w związku z tym przekraczające nasze wyobrażenie migracje społeczności wiejskiej do miast. Stopień zanieczyszczenia wody pitnej i wód gruntowych w kilku regionach sięgają 70 %. A do czego ta woda jest potrzebna prócz oczywistych potrzeb konsumpcyjnych? Woda jest potrzebna do wytwarzania energii elektrycznej.

DSCN8262

Przy ciągłym wzroście konsumpcji paliw kopalnych i nieprzerwanej degeneracji środowiska i starzejącej się populacji tanich robotników pozbawionych dostępu do opieki społecznej – ogromny metalowy smok runie z hukiem obryzgując wszystko plastikowymi wymiocinami produkcyjnymi za dwa centy od sztuki. Rynek finansowy w coraz większym stopniu reaguje na korporacje i firmy, które przyczyniają się do dewastowania środowiska. Ich akcje i notowania spadają, coraz większa presja mediów i „zielonej polityki” jak naciągana i nieautentyczna się ona wydaje ma tutaj zdecydowanie dobre oddziaływanie. Pekiński szał spalania taniego surowca osiągnął swoje „wyżyny” podczas niechlubnej olimpiady, by zapewnić energię potrzebną do obsługi tak wielkiej masowej imprezy. Zresztą już w 1993 roku problem smogu i zanieczyszczenia powietrza był dla Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego wystarczającym powodem by odrzucić zgłoszenie organizacji Olimpiady. Jednak odpowiednia kosmetyka i kilka ruchów oraz międzynarodowe uzależnienie od „globalnej chińskiej fabryki” dał w 2001 roku zielone światło dla Olimpiady. Już dziesięć lat później wskaźniki przekroczyły wszelkie normy, a Pekin stał się miastem ludzi w maskach.

Dość „zabawne” jest to w kontekście Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, gdzie jednym z fundamentalnych źródeł energii życiowej „Qi” jest powietrze i żywność, a jak wiemy jedno i drugie ma mało wspólnego z czymś zdrowym. Zaczyna nam wystarczać sama etykietka „eko”, co nie dziwi, bowiem skala problemu przekracza sumę wszelkich środków zaradczych jakimi dysponujemy. Więc drodzy politycy z krzywej matrycy zamiast dekomunizować lepiej solidnie odmulić i zmierzyć się z faktem, że priorytetem we współczesnym świecie jest sam świat – środowisko w jakim żyjemy jako goście na planecie Ziemia – najemcy, którzy niszczą piękno i życie swoją ignorancją, której nikt z nas nigdy nie zdoła zmierzyć.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

CHWILA ZADUMY W KRAINIE NAMIĘTNOŚCI

Strategia druga – namiętność – każe nam wszystko chwytać i łapczywie pożerać. Jest to proces magnetycznego przyciągania. Gdy czujemy się wystarczająco bogaci, zazwyczaj nie miewamy tego odruchu zaborczości. Ilekroć jednak pojawia się poczucie ubóstwa, głodu, niemocy, wyciągamy ręce, wysuwamy macki i próbujemy czegoś się uczepić.

Chogyam Trungpa

DSCN8204

Złożoność, skomplikowanie, wyrafinowanie – określenia współczesności. Bardzo dobrze widać to w naszej współczesnej kulturze kulinarnej, która jest idealnym odzwierciedleniem wręcz patologicznej zachłanności, która kompletnie ignoruje konsekwencje takiego sposobu życia. Skutki uderzają w nas lawinowo. Powietrze jakim oddychamy – coraz bardziej toksyczne, woda, którą pijemy pełna metali ciężkich wreszcie korporacyjna żywność pozbawiona wartości. Turbo cywilizacja dokręca śruby i potencjometry zysku w zgodzie z mentalnością kontrolerów coraz bardziej rozdziawiając paszczę zachłanności.

Jednak kluczowym jest kondycja naszej świadomości, możliwości samostanowienia w kontekście wiedzy jaką możemy zdobyć i wniosków do jakich możemy dojść obserwując i badając współczesną rzeczywistość. Wyrażanie dobrych życzeń, czy pełna afirmacyjnego „pozytywnego” ładunku ignorancja – jest jedynie warstwą cienkiego tynku pokrywającego grube pordzewiałe ściany korporacyjnego molocha, który wręcz lubi nasze miłe i sympatyczne obrazki jakie wieszamy, by się pocieszać. Usypianie nas „patriotycznymi” sloganami i wdrażanie izolacjonistycznej polityki narodowej w kontekście globalnych zmian, które są środowiskowym tsunami jest chowaniem głowy w podwórkowy piasek ubity łopatą politycznego cynizmu i kalkulacyjnej propagandy tworzenia „własnego pastwiska” jakie za wszelką cenę pragną wyskalować podług własnej utopijnej wizji włodarze tego kraju. Jednak prawda jest taka, że to my a nie nikt inny kupujemy tą gadkę i te wszystkie gówniane polityczne produkty. Zaspokajanie prostych prymitywnych potrzeb, rynsztokowa rozrywka – tani chleb i igrzyska. Idealna symbioza posłuszeństwa i ignorancji, dokarmiana łatwostrawną medialną papką dla niemowlaków. Ssij!

Skalowanie opinii publicznej – bootowe maszynki, mechanizmy dostarczanie odpowiednich impulsów dla zdegenerowanego systemu nerwowego współczesnego cyber ssaka otumanionego kolorowym napompowanym balonikiem iluzji dobrobytu i wszechobecnego w krainach czarnoksiężników „wszystko jest dobrze – żryj, kupuj i umieraj – bez lęku.” Uzależnienie od atencji – to koszmar XXI wieku, którego konsekwencją będzie ciężka jak ołów depresja kiedy ułuda dosięgnie poziomu oczywistości. Kiedy zakupione w internecie zainteresowanie spadnie do zera.

Do zera.

Ludzki produkt masowy stracił gwarancje czegokolwiek. Skolektywizowany obdarty z prawdziwej godności surogat – konsument ryjący jak świnia w sztucznych perłach musi dotrzeć do granic tego taniego pastwiska. Obudzić się niestety z pyskiem w gnojowniku kiedy wyprzedaż dobiegnie końca. Mówienie tego co chcesz usłyszeć to naprawdę dobry biznes, poprawianie ci nastroju, podsuwanie kolejnych hipnotycznych transów to gwaranty wpływów na konto. Jednak sprawy mogą osiągnąć poziom daleko poza twoją granicą – strażnicą komfortu, wówczas ujrzysz prawdziwą naturę frendsów i falołersów – wszystko zniknie w jednej chwili odsłaniając prawdę. Uczciwego życia nie da się kupić, moralności i skromności również podobnie jak współczucia i altruizmu. Najlepszą inwestycją jest dobrze przeżyte życie, które nie ma nic wspólnego z łapkami i komentarzami. Naszą formą istnienia staje się numer IP – supełek w Sieci. Dryfujący Mroczny Kontynent o największej populacji świata. Rok 2017 w realu:

Trzęsienia ziemi w Syczuanie, Puebla, Kermanszahu i Chipas, cyklon Debbie, Huragan Harvey i Imma, pożary lasów w Portugalii i Chile, powódź w Peru. Planeta zasługuje na naszą uwagę, na nasz udział w procesie uzdrawiania. Małe społeczności, lokalne grupy ludzi – kooperatywa, wspieranie etycznych mikro biznesów. Ochrona praw mniejszości i edukacja o stanie środowiska naturalnego – rozpoczęcie procesu brania odpowiedzialności, podejmowanie pracy, która wspiera i tworzy zamiast niszczyć. Ograniczenie spożycia mięsa jest krokiem bardzo istotnym, jest kamieniem milowym powrotu do ludzkiej natury do równowagi ekologicznej i psychologicznej do budujących aktów współczucia. Niestety tabelki i prognozy świata 3 D mówią swoje:

W najmniej rozwiniętych krajach z dużym wskaźnikiem wzrostu populacji spożycie mięsa rośnie w szybkim tempie. Szczególnie dotyczy to państw Afryki Subsaharyjskiej, gdzie wzrost konsumpcji wołowiny i drobiu następuje najszybciej.
Spożycie wołowiny w ciągu najbliższych dziesięciu lat stopniowo będzie rosło. Prognozuje się, że w 2025 roku w porównaniu ze stanem obecnym konsumpcja wołowiny wzrośnie o prawie 6% w krajach rozwiniętych, a w rejonach rozwijających się o 21%.

OECD-FAO: Konsumpcja mięsa do 2025 roku

Ubolewam na tym, że weganizm uczyniono ideologią, life stylowym trendem krzyczącym z okładek kolorowych pism, celebrytką w falbankach intratnego biznesu, na którym można teraz kosić profity. Odrywając dietę bezmięsną od kontekstu globalnych problemów nad wyraz łatwo strywializować i wyśmiać coś co u swych źródeł jest ewolucyjne i oparte na zdrowym rozsądku, jest konkretnym krokiem w dobrym kierunku. Komunikat powinien być jasny i wołać o skromność, o szacunek zamiast PR owego balonika obwieszonego różnej maści gwiazdeczkami. Nienasycenie jest problemem psychologicznym, jest patologią tej rozpasanej do granic cywilizacji.

Spokojne uważne życie. Pozbawione nadmiarów i przesady. Rozwijanie pasji i wspieranie tych, których los okazał się mniej łaskawy. Zdolność do życia w prostocie, duchowa praktyka autentycznej tradycji, świecka postawa etyki, nauka, za którą stoi troska i religia, która naprawdę otwiera i uwrażliwia serce. Mamy to i jeszcze więcej. Korporacyjna demokracja stała się opresyjnym systemem, który za wszelką cenę chce przetrwać. Jednak ludzka świadomość zaczyna budzić się z długiego snu Symulacji. Technologia nie jest zła, jest narzędziem wartym użytku i rozwoju.

Ten system tak czy inaczej nie przetrwa. Potrzeba dobrych zmian i te zmiany wciąż nadchodzą i będzie ich jeszcze więcej. Tego życzę nam wszystkim!

Nazywam się Marcin Piniak studiowałem dziennikarstwo i fascynuje mnie aspekt komunikacji, a szczególnie tej jaką nawiązujemy sami z sobą przekierowując uwagę z zewnętrznego świata ku naszej autentycznej naturze. Twórczość jest dla mnie odruchem, czymś niemal biologicznym, czymś co pomaga mi żyć. Jest w swojej esencji drogą duchową i nauką Obecności i Wrażliwości. Ten świat potrzebuje ludzi z wyobraźnią i pasją, którzy mają w sobie tą cudowną ciekawość i życzliwość. Człowiek, który realizuje swój potencjał jest człowiekiem szczęśliwym i to powoduje, że na tym świecie jest mniej cierpienia. To najważniejszy powód dla którego warto to robić. Reszta jest tylko dodatkiem. Piszę, gotuję, fotografuję i nagrywam felietony video i audio. Opublikowałem alegoryczną powieść „17” o cieniach zachodniej cywilizacji i procesie transformacji, którą napisałem podróżując londyńskim metrem. Nasze życie jest opowieścią, którą warto zapisać. Tym właśnie się zajmuję.

SUBSKRYBUJ PIRACKIE WIEŚCI:

SOCIAL MEDIA:

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

HURT I DETAL

Kiedy pszczoła zniknie z powierzchni Ziemi, człowiekowi pozostaną już tylko cztery lata życia. Skoro nie będzie pszczół, nie będzie też zapylania. Zabraknie więc roślin, potem zwierząt, wreszcie przyjdzie kolej na człowieka…

Charles Robert Darwin (pol. Karol Darwin; 1809–1882) – angielski uczony, twórca teorii ewolucji.

DSCN9975-001

Od zawsze w zasadzie istnieje poziom abstrakcji i konkretów. Cała nadbudowa kulturowo – religijno – ideologiczna spajająca dane plemię w obrębie jednego pastwiska jest właśnie poziomem kultywowania abstrakcji. Jest to szeregowy system przypominający komplet choinkowych świecidełek zapalony z tytułu „bożego narodzenia” nadrzędnego wdruku – systemu wierzeń.

I tak mamy tu przede wszystkim judeochrześcijańską kulturę postkolonialnego człowieka z wdrukowaną matrycą jednego najprawdziwszego białego (kolor dobry, święty, czysty) człowieka – boga i podległej mu natury przejawionej jako czegoś bez pierwiastka duchowego, co można i należy eksploatować do woli. Używanie i nadużywanie jest cechą charakterystyczną tej dogorywającej w spazmach kultury. Bóg jest mężczyzną. Rządzi. Karze. Decyduje o losach innych z abstrakcyjnego poziomu swoich wierzeń, urojeń i programów. Wiara w te abstrakcję jest – tajemnicą. Irracjonalnym aksjomatem ukrytym za Automatem. Powstaje Klasa Panujących Kapłanów. Ludzi, którzy sami nadali sobie Status. Tu nic nie jest boskie, święte, naturalne, prawidłowe. To jest po ludzkie. Cała ta naniesiona struktura jest tworem sztucznym, wymyślonym abstrakcyjnym systemem stworzonym tylko i wyłącznie w celu Eksploatacji. Cała ludzka historia jest studium tego procesu. Najbardziej widocznymi konsekwencjami – jest stan naszych umysłów i środowiska w jakim żyjemy. Permanentny stan wojny i podziału. My – Oni. Bez końca. Nazywam to poziomem Hurtu. Jest to hurtowo – masowe zaszczepianie Chorobą Wściekłych Ludzi. Bóg – Szatan. Dobro – Zło. Duch – Materia. Zbawienie – Potępienie. Rollercoaster. Góra dół. Dół góra.

Gatunek ludzki cierpi na dwubiegunowość: fazę maniakalną i depresyjną. Korporacyjno – niewolniczy jogging. Współczesne cywilizacyjne pole minowe. Jednak warto pamiętać, że:

FAZA MANIAKALNA

To urojenie, że jesteś Bogiem, że możesz wszystko. To ludzie, którzy charakteryzują się skrajnym egotyzmem w połączeniu z narcyzmem i agresywną formą ignorancji. To aktywna głupota. Zacietrzewienie i święte przekonanie, to niezłomna wiara i chorobliwa ambicja połączona z brakiem empatii i zdolności „wyjścia poza siebie”. Energetyczno – adrenalinowy hype – bezlitosny walec iście darwinowskiego konceptu ewolucji – przetrwają silni. Mokry sen tej fazy – to nadludzie. Ludzie maszyny. Trans-humanizm nieśmiertelnych cyborgów menadżerów wszechświata. Najpotężniejsi w pokoju – jak w „Mr Robot” Sama Esmail’a, albo „Cosmopolis” Davida Cronenberga. To executive managerowie globalnej piramidy zależności. Chief’s executive officers dualizmu. Operatorzy kserokopiarki. Tego rodzaju platynowy status jest tylko i wyłącznie dziedziczony, tak jak dziedziczone były fortuny – podwaliny pod korporacyjny monolit zarządzania światem. Nikogo tam nie ma z pucybutów. To potomkowie Kapłanów. To dzieci pierwszych dzierżawców pastwisk i właścicieli bydła, by mieć przywilej otwierania im drzwi musisz skończyć Harvard albo Massachusetts Institute of Technology czyli MIT. Tak to tytani i bogowie z mitów świata obleczeni w ludzkie kości i ułomności. Najdalej posunięty gabinet cieni w platońskiej jaskini. To ubrani w purpurę i krzyże potomkowie Rzymu nadający abstrakcyjny sygnał z Miasta – Państwa i jego mocno naciągniętego filmu SF o nieudanej inwazji mesjasza z nieba. Ewy Adama i Księgi.

To wreszcie bezwzględny wirus urojonej zbiorowej odpowiedzialności za domniemaną zbrodnię popełnioną w afekcie na bogu ducha winnym synu boga jedynego w niebie, który sądzić przyjdzie żywych i umarłych – jakby samej śmierci było mało. To Hurt przez duże „H”. Program Król. Meta Program. Program porządkujący – root serwer. Bez tego wszystko inne się rozpada jak scenografie podczas zamieci. Na tej stronie jest cytat, bowiem w gruncie rzeczy chodzi o nieświadomość spektaklu i nadzieję ewakuacji. To Adam i Ewa tego Raju. Wygnanie bez końca. Z tej ulokowanej w centrum Matrycy wynikają wszystkie inne, które są uszeregowane i podpięte pod ten dominujący paradygmat Srogiego Boga – właściciela. To metafizyczny Trybunał Karny – abstrakcyjny Naczelnik Kolonii Karnej. Naczelnik ma różne imiona, a jego skrajni wyznawcy lokują na różnych płaszczyznach: od garniturowych w radach nadzorczych, po fanatycznych kapłanów ziejących jadem w komnatach sprofanowanych świątyń, charakteryzuje ich wspomniana faza maniakalna, berło naprężonego pulsującego fallusa zmaterializowanego w cybernetyczno – mechanicznym świecie wiecznej wojny w usankcjonowanej „pokojem” metodycznym sianiem zamętu i śmierci. Zjednoczone Stany Paranoi. Latający naszprycowany najnowszymi pociskami ziemia – powietrze, powietrze – ziemia Krzyż Sprawiedliwości.

Podbój musiały poprzedzać Potęga i Możliwości. Jak powstały? Warto prześledzić historię najpotężniejszych organizacji, które przetrwały stulecia gromadząc dobra doczesne i kapitał podporządkowania istot ludzkich tworząc przez ten czas kody dostępu do świadomości mas. Te kody zawsze operowały w częstotliwości Strachu i Kary nigdy Wolności i Miłości, które były tylko i jedynie hasłem reklamowym tego Produktu, czyli…

FAZA DEPRESYJNA

Zaszczucie warunkami. Egzystencja pod sztandarem Przetrwania. 3/4 populacji ludzkiej. Kondycja środowiska naturalnego. Stan umysłu – choroba cywilizacyjna. Przytłoczenie Impulsami. Świadomość potępienia. Życie na łasce własnych oprawców. Zależność bez końca. W zasadzie rodząc się w konkretnej rodzinie i miejscu – twój los jest przyporządkowany określonej częstotliwości dostrojonej w konkretnej fali percepcji, miejsce geograficzne też określa twoje położenie względem – tych centrów ekonomiczno – militarnych, które rozdają karty, które się liczą. Potęga tych miejsc – to Eksploatacja Słabszych. Nazywam to Podprogowym System Kastowym. Ulokowaniem w Systemie. Kiedy znajdujesz się na peryferiach w kraju, który sam jest słaby i kompletnie zależny – możesz być widzem nigdy graczem. Większość tych miejsc – to Lumpeksy Zachodu, gdzie dostajesz odpad z taśmy. Ten organizm w tej chwili to Globalny Konglomerat Wzajemnych Zależności.

To co jest tam przyjdzie tutaj w pokracznej wykręconej i zmutowanej formie, bowiem zglobalizowany i podłączony pod Sieć jest umysł. Depresja to odrętwienie i apatia. Skrajnie niska samoocena. Nienadążanie za programami mody i wygody za całym tym polukrowanym programem planety śniadaniowej. Ten system jest oparty na drenowaniu energii. Jej kumulacja w 3/4 populacji wzrasta, kiedy zasysa ona wszystkie te obietnice wygenerowane przez media. Media to sposób modelowania urojeń – ich formy i skali. Obietnica spełnienia i osiągnięcia tych fantomów jest Generatorem, jest również Przepustnicą – miejscem przechwycenia tej energii. Postrzegam rzeczywistość w dużym stopniu jako proces psychofizyczny. Jako biologiczno energetyczny współzależny organizm zespolony na grubych poziomach liczb, ekonomii etc, jak i również na poziomie podpiętej pod jeden kanał zbiorowej nieświadomości. Ludzie w tej rzeczywistości są coraz bardziej wydrenowani i wypruci z własnej wrodzonej energii, którą zużyli w gonitwie za wymyślonym rajem i obiecanym szczęściem, które nie nadeszło i nie nadejdzie póki jest obiektem nie stanem. To sztuczka magika – przekierować świadomość na obiekt świadomości nie zaś nią samą. Bóg stał się obiektem świadomości – dualistycznym konceptem pozbawionym wartości. Stał się umysłowym pocieszeniem zagubionego umysłu, który skazany jest na egzystencję w coraz bardziej skomplikowanym układzie danych i ich wielowymiarowych znaczeń. Tutaj jesteśmy zgubieni. Kompletnie.

Wraz z upływem lat i ciągłej elektronicznej ewolucji podłączonych do nas urządzeń – kończymy się jako istoty ludzkie. Odpadamy. Rzeczywistość przejmuje schemat liczb i układa skomplikowane wzory – zabawiając się sama sobą. To meta hurtowy system szeregowania obiegu wyobrażeń i postrzegania. To konfiguruje zmysły, zmienia sposób odbioru danych przez nasz mózg. To Zamulenie, gdyż Procesor jakim operujemy z upływem lat zwalnia i przestaje być wydajny. Nasza świadomość zaczyna uciekać w swoje własne zasoby związane z pamięcią i zbiorem pobożnych życzeń. Wtedy już nie postrzegamy tego co jest, a jedynie własne projekcie. Większość z nas jest w tym stanie. Świadomość wczytuje tylko i wyłącznie operacyjne dane jakimi dysponuje i nic poza tym. Świat rośnie wgłąb świadomości. To ruch spiralny. Jego zewnętrzny wymiar jest ograniczony, umysł jest pozbawiony ograniczeń. Umysł nie ma granic – to nie jest materialny fizyczny system początku i końca – to bezgraniczna nieskończoność. To nie jest również mechanizm operujący zmysłami – on je przekracza. Dlatego kluczowa staje się wyobraźnia. Kluczowy staje się Detal.

Detal jako indywidualna świadomość jednostki, która zaczyna się budzić ze snu urojeń. Zaczyna tworzyć swój wewnętrzny wymiar. Zaczyna otwierać własną przestrzeń. To wrodzone. To otwarte. To dostępne. Ulokowane poza sprzężonym systemem operacyjnym wzajemnych podpięć. Poza potwierdzeniem i zaprzeczeniem. To pozyskiwanie wrodzonej energii i zasilanie swojej własnej świadomości. Tym jest twórczość – szeroko pojęta. Tym jest pasja – stan autentycznej namiętności pozbawionej obiektu. To esencja życia i wzrostu. Światło.

To nie jest maniakalne osiąganie czegokolwiek i gorączkowe sprawdzanie siebie – jako wieczny bóg obserwator. To odpuszczenie. Zrelaksowanie we własnym naturalnym stanie bycia i otwartości. To nazywam Miłością. Stanem bezwarunkowym. To jest Moc.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

AUREOLA HOSTA

Czy nasza rzeczywistość nie jest symulacją komputerową? Czarną skrzynką wyrzuconą w bezwład i bezsens kosmicznej otchłani? Bezwiednie dryfującą w próżni źle napisaną grą strategiczną z elementami tragikomicznej farsy?

Jezus został wreszcie królem! Nie ma lipy! Wyobrażeniowy system przeczuć i wierzeń nawigujący z odległej religijnej galaktyki zdezorientowanych w swym zagubieniu ludzi dla których baśniowy bezpieczny świat umysłowego rzutnika uwarunkowanych znaczeń stał się podwalinami ich zbiorowej tożsamości, piaskownicą u bram Ubojni, gdzie przestawiają klocki – figury, podobizny, pomniki swój urojonych bóstw. Alleluja.

Pasmo postrzegania rodzaju ludzkiego staje się nad wyraz wąskie. To VR – owy kask, który znajduje zastosowanie zawsze wtedy – gdy ludzki umysł skazany jest na bycie świadkiem i uczestnikiem ewolucyjnego przyspieszenia – gdzie możliwości i skala danych przekracza pojemność wrażliwości i inteligencji uczestników tego procesu. Wówczas uruchamia się pewien mechanizm obronny. Polega on na tym, że umysł zaczyna bardziej nadawać niż odbierać. Innymi słowy jego możliwości odbioru „rzeczywistości” sięgnęły kresu i teraz z automatu zaczyna uciekać do krain swoich fantazji. Fantazje to to psychologiczno – emocjonalna zlepka niegdyś przeżytych „dziecięcych” marzeń, nabytych i wgranych emisji programów zbiorowej choroby szalonych ludzi. Procesy cywilizacyjne sięgają coraz głębiej i głębiej do samego dna – wstrząsając raz za razem naszym poczuciem bezpieczeństwa.

Wszystko traci przypisane miejsce i dochodzi do gwałtownych dyslokacji wydawałby się tak „ugruntowanych” i „solidnych” systemów zbiorowych wierzeń. Znany świat się rozpada – dlatego na pierwszy plan wypływają wszystkie czynniki irracjonalne. To widoczne powodzenie niuejdżowskich łatwostrawnych naiwnych układanek i rysowanek, apokaliptycznych objawień i ujawnień spiskowych teorii dziejów, wstecznych teorii i wariacji na temat „jak to w monolicie” było zajebiście, albo starosłowiańskie domniemane artefakty ujawniane w internecie, które to w magiczny sposób mają zmienić gatunkowe samobójstwo w proces nagłego uzdrowienia – pomijając prosty fakt liczby rosnącej populacji ludzkiej i wzrastającego jej pogubienia i wreszcie zdesperowaną strategię przywracania dawno utraconych tożsamości i przynależności do już dawno przebrzmiałych matryc religijno – kulturowych.

Ten globalny „prawicowo – republikański” powrót szalonego Króla i tworzenie iluzji porządku i stabilności na jego urojonym dworze oraz deklarowanie wszem i wobec odwrotu od tej skamieliny to tylko i wyłącznie budowanie kolejnego muru, który ma zatrzymać ogromne tsunami Zmian. Jednak proces ten przekracza zdolności reagowania na jego przejawienia – dlatego mówiąc kolokwialnie – chuj z tego będzie! Nawet wielki!

W serialu, który obecnie śledzę „Westworld” jest bardzo ciekawy koncept „parku rozrywki”. To jest zdecydowanie ciemny park złej rozrywki – dla najczęściej zdegenerowanych istot pozbawionych rzeczywistego oparcia w wymiarze własnej mądrości i współczucia, a zamiast tego dających upust swym najbardziej prymitywnym zachciankom i perwersjom za pieniądze. Oczywiście nie wszyscy bohaterowie tacy są, bowiem z odcinka na odcinek dochodzimy do tzw. „objawienia” roli cienia 😉 Ofiary tego „procesu poznania” to budowane Hosty. Sztuczne istoty – zaprogramowane i uwięzione w tzw. pętlach owych programów.
Cóż za genialna metafora! Jednak skumulowana masa tych zapętleń tworzy nowe kombinacje i to jest Zwiastun Świtu! Prawdziwa Świątynia Opatrzności!

Stare Programy na jakich operuje ogromna część ludzi – hostów coraz bardziej objawiają swoją kompletną absurdalność w oczach tych, którzy choć w minimalnym stopniu wybili się z pętli. Jest to tak obezwładniające doświadczenie, że powoduje zupełnie nie znane formy reakcji, które nawet trudno zdefiniować. Niektórzy z nas mają tak od dziecka – śledząc ten „park głupawej i okrutnej rozrywki” z całych sił próbują jakimś cudem wygenerować rodzaj umysłowego azylu. Ten azyl to w pewien sposób zrozumiała forma odcięcia i szukania swojego miejsca poza wszelkim zbiorem. Ten element braku przynależności staje się stygmatem i brzemieniem, a życie samo w sobie nauką strategii ukrywania. To nazywam prawdziwym undergroundem – realną umysłową dzielnicą pełną cywilizacyjnych emigrantów i odszczepieńców zamieszkałą przez ludzi, którzy zostali wybici lub sami wyszli – z pętli. Mają w środku bardzo unikatowy ładunek „żywości”, pierwiastka, który jest naładowany czymś obcym. Czymś czego ten świat nie lubi. Za co karze. Przed czym ucieka i co niszczy.

Cywilizacyjne tsunami wybija dziury w murach tego więzienia. Jednak, aby je dostrzec potrzebny i nieodzowny jest właśnie ten element niedostosowania. To klucz. Wytrych. Wyłom.

Przekładając to na matrycę umownej rzeczywistości o nazwie „Polska” i jej spektakularnej próbie politycznego piruetu w jakim ostatnio się dość koślawo kręci jak zestrzelony satelita w opuszczonym kosmosie. Twarze z telewizji i tych wszystkich publicznych przestrzeni gdzie się pojawiają. Na pierwszy rzut oka widać dyndanie w pętli. To gra nie o tron a o zwykły sedes w publicznej dworcowej toalecie. To nie jest „Hause of Cards” a „Hause of Pain” z kościelnym refrenem zdrowaśki na literach końcowych. Hosty bawią się w kombinację „Pasji” i „Alternatywy 4” chcą zrobić polski obóz harcerski nad urwiskiem.

Jest to jakiś plan. Każdy ma czas na prezentację swoich urojeń. To jest ich czas. Jak zwykle trzeba robić swoje. Jak pisał Ernest Miller Hemingway:

„Trzeba dobrze walczyć nawet w przegranej sprawie”.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

NA KRAWĘDZI RUBIKONU

Problemy cywilizacji przemysłowej nie mogły być rozwiązane, ponieważ główną motywacją pozostaje zysk, a pieniądze przebijają w tej kulturze wszystko. Ratowanie życia, przywrócenie planetarnej równowagi, sprawiedliwość i pokój nie są dochodowe.

Michael C. Ruppert

18589072_1545879542110382_977891855825779242_o

Rebelianci kulinariów, pozujący na buntowników telewizyjni wodzireje w stylu Antony’ego Bourdaina i Gordona Ramsaya gwiazdy zachodzącego nieba i spadającej gwiazdy betlejemskiej. Zakiszona kapusta fermentująca na czekach z podróżniczych stacji wielkoformatowych. Pieczone mięcho i tropikalne widoki wymiksowane z quasi politycznymi anegdotkami wplecionymi w kadry z pożerania ton żarcia ociekającego tłuszczem i tryskania cynicznymi złotymi sentencjami w stylu macho. Mit wytresowanego w brudnej nowojorskiej kuchni w stylu steak hause twardziela – kucharza, który swoją uczesaną brutalnością przyprawia o dreszcze paniusie średnich aspirujących klas i wkurwia charyzmą mężusiów urzędasów.

Świat długi i szeroki pełen przygód, nawołujący przez umyte kuloodporne szyby penthouse’ów do ekranów telewizora pokolenie dobrze złożonych z jednorazowych lifestyle’owych klocków wytresowanych w nijakości miejskich szczurów. Tak, mogą bez rezerwacji wraz z Antonym przyssać wtórny dreszcz wyblakłej emocji w odległej zdewastowanej biedą i politycznych know – how globalnego Imperium krainie trzeciej kategorii specjalizującej się w obgryzaniu resztek i praniu obrusów ze stołu osi zła z gwiazdkami na flagach.

Egzotyczna bieda z której można bezpiecznie wrócić zabierając ze sobą bity rozmów i obrazów na handel. Zobaczcie go! Jak zawija szybko! Jaki spocony na tej ulicy w tych oparach za te marne grosze! Zjedzmy u niego drodzy telewidzowie, znaczy ja jem wy patrzycie. Opowiem o tym. Jak smakuje, jak pachnie, jaka faktura, czym przyprawione żebyście poczuli. Cokolwiek. Zabiję świnie, zjadę na nartach, skoczę z bungee prosto do waszego mózgu, zjem pająka, wypiję krew ofiarowanej kozy.

Prawdziwa rzeczywistość ma niską oglądalność. Prawdziwi ludzie mają mało subskrybentów i łapek w górę. Codzienna praca w kuchni ma mało spektakularnych ujęć i zatrzymanych czarno – białych dopracowanych fotosów. To ciężka uczciwa praca za gówniane pieniądze najczęściej na śmieciowych umowach lub na czarno. Co znaczy, że tak naprawdę moi mili, nikt tego nie szanuje, choć mamy tysiące blogów i dziesiątki magazynów kulinarnych. Wiem chodzicie tam, stoicie nawet w kolejkach, wrzucacie na ista-gramy i face-booki, piszecie komentarze, narzekacie i chwalicie. Główka zadowolona, markotna, główka zła.

18556626_1545879632110373_8193136003571118358_o

Chciałbym napisać tutaj rzecz ważną. To jest dobra praca, a zwłaszcza ta, która rezygnuje z handlowania bólem i śmiercią zwierząt. Ma ten element, którego gastronomia nigdy nie miała. Świadomość. Ten zawód wywodzi się z niewolnictwa, z usługiwania, z poddaństwa. Taka jest prawda. To jest wbudowane w każdą czynność i element w usługowej gastronomii. Presja, stress, pozbawiona skrupułów eksploatacja ciała i sił życiowych, podział ról zaspokajający – zaspokajany. Mam ogromny szacunek do ludzi, którzy pracują w kuchni i nigdy nie będą mieli swoich pięciu sekund w telewizji śniadaniowej przy tej kawce i rogalikach. Nie przeczytacie o nich w fancy magazynach. Nawet ich nie zauważacie podczas piątkowego bajeranckiego lunchu. Rzadko dajecie napiwki. Na front zawsze wybija tych rozepchanych łokciami, budujących później własne mitologie.

Haftowane bluzy. Zawody gotowania wody i piramidy z homarów. W tym fachu ludzie mają pokorę wobec życia, pracy i losu jeżeli rzeczywiście zaczynają rozumieć czym jest rubikon, ta medialna wirtualna bryła ulepiona ze sloganu i czystej wody propagandy. Ten świat nalepiony na świat jak baner reklamowy. Rubikon nienawidzi prostoty i rzeczy mówionych wprost. Jest utkany z warstw fałszu i bajek bez morału. To wideoklip miksowany w czasie rzeczywistym, gdzie czynność jest bardziej istotna od tego czemu służy.

Zawsze interesowali mnie ludzie pogranicza. Nazywam ich Prometeuszami Podziemi. Ich wrodzona inteligencja i wrażliwość jest zadrą na kliszy tego filmu. Ich działanie to skrobanie matrycy i ukazanie światła projektora. Wykolejenie fikcji. Wklejanie prawdy w reklamowe klatki. Płacą za to często najwyższą cenę. Ci ludzie byli i będą tutaj zawsze dopóki tli się w nas prawdziwa i niezakłamana natura ludzka przejawiająca troskę i serce. Często używają mocnych środków, słów i metod. Dlaczego?

Ponieważ narracja Rubikonu jest tak obezwładniająca i wszechobecna. To stan hipnozy. Ta prawdziwa ludzka wrażliwość jest pozbawiona kalkulacji dlatego jej przejaw wydaje się tak irracjonalny i w pewien sposób złowieszczy. Polityka jest oderwanym od realiów spektaklem, gdzie energia rozchodzi się w sposób zupełnie bezsensowny. Prawdziwe pole działania i realna możliwość zmian leży zupełnie gdzie indziej.

W tak zwanej szarej codzienności. W kuchni życia.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

PASZTET Z DZICZYZNY

– Sztuka, nauka… wydaje się, że płacicie nader wysoką cenę za tę szczęśliwość – powiedział Dzikus, gdy zostali sami. – Jeszcze coś?

ALDOUS HUXLEY „NOWY WSPANIAŁY ŚWIAT”

Jak za sprawą magicznego zaklęcia pojawili się Akwizytorzy – egzotycznych obrzędów, którzy byli tu i tam, zrobili szybkie kursy przysposobienia duchowego wykradając potajemnie skrawki wiedzy poskładali je w internetowych sklepach duchowości – eksponując Produkt. Joga na jodze po jogą joga, szczypty przypraw do tłustego burgera i mała zdrowa przerwa w harmonogramie zajęć. Zawłaszczyć i sprzedać – od wieków to samo.

Fotka z tym szamanem z tamtym na tle dużego drzewa, ogniska na pustyni, tutaj tybetański lama, hinduski jogin, grupka mnichów z Tajlandii i plemię dzikusów. Komunikat oczywisty. Byłem tu, byłem tam i z niejednego kotła duchowego wyjadałem łyżką posrebrzaną mojego platynowego statusu na Instagramie. Mam kręgi mistycznych i tajemniczych znajomych – ukrytych w klasztorach, jaskiniach i puszczach lasów deszczowych, za dobry podsmażany szmalec sprzedam ci pasztet z dziczyzny mojego przepisu – szczypta jogi, święte zioła z Gwatemali, naszyjnik z kryształów górskich i modlitwę do bóstw ludów Amazonii. Dostaniesz jeszcze sznurki ochronne i haftowany runami szal podług pradawnych wzorów. Powieś to wszystko na szyi na ścianie fejsbuka – niech świeci, niech błyszczy – przyciągając uwagę i opromieniając ciebie mistyczną aurą. To my święte pchły wysysające cokolwiek zostało w tych kwadratowym spocie Banku Światowego i MFW.

Chirurgiczny zabieg judeochrześcijańskiej hegemonii przez stulecia z zaciekłą precyzją i konsekwencją niszczył każdy odmienny od własnego sposób życia, ponieważ w swojej urojonej „misji oświecania” niósł ubabrane w krwi sztandary postępu i krucyfiksy jedynie słusznej „wiary białego człowieka”. Trzebienie lasów, ludzi i innych percepcji rzeczywistości to stały punkt „chrześcijańskiego” programu „rozwoju”. Odwieczna żyłka do handlu i rabunku towarzyszyła bogobojnym Europejczykom od samych początków ich podbojów ziem i ludzi tak jak ich pogarda wobec innych kultur i obyczajów. Tak tworzył swoją potęgę Nowy Biały Świat. Najpierw Portugalczycy i Hiszpanie, później Holendrzy i Brytyjczycy przemieniali ziemie w towar, a ludzi w niewolników, by na ich szczątkach wznosić swoje „złote kościoły” i podwaliny pod przyszłą wolność i demokrację, którą teraz eksportują wraz z bombami na Bliskim Wschodzie, bo stworzyć sobie zaciekłego i bezwzględnego wroga jakiego wymaga cały ten militarny kompleks i jego dziecię – okrzyknięte jakby inaczej – terror. Kultywowanie i tworzenie paranoi – to najlepszy sposób odwrócenia uwagi od faktu, że Królestwo Folderu i Opakowania – Jest Bankrutem przez duże B, a amerykański sen pomału zmienia się w Koszmar.

– Ale skoro pan wie, czemu pan nie mówi ludziom o Bogu? – zawołał z oburzeniem Dzikus. – Dlaczego nie da im pan tych ksiąg?
– Z tego samego powodu, dla którego nie udostępniamy im Otella: są stare; mówią o Bogu sprzed wieków. Nie o Bogu dzisiejszym.
– Bóg się nie zmienia.
– Ale ludzie tak.
– Jakież to ma znaczenie?
– Największe – odpad Mustafa Mond.

ALDOUS HUXLEY „NOWY WSPANIAŁY ŚWIAT”

Jednak na stole mamy wszystko. Smakołyki z całego srebrnego globu, możemy czuć w ustach promienie słońca z Tajlandii i zapach kropli deszczu z brazylijskich lasów deszczowych, słodkie mango, kokos i ser z Wysp Owczych. Mamy dobrą kreatywną robotę na szczycie K2. Wszystko jest copy wright. Tu pykniemy logotyp dla banku, tam filmik instruktażowy dla trenerów niedorozwoju osobistego i złożymy PDF-a do gazetki dużej sieci. Złowimy i ubijemy targu. Na finiszu weźmiemy udział w mistycznym spotkaniu z roślinami, by zmyć z siebie ten plastikowy osad. Napiszemy mejla do lamy z pytaniem czy konsolidować kredyty i poprosimy mantrę na prosperity. W razie krachu – mamy cały arsenał pradawnych zaklęć i kserokopie przekazów z Syriusza.

Żyją na świecie jeszcze ludy, które wchodząc do klimatyzowanej willi Kena I Barbie – zaraz wyszły. Nazywają ich – nie skontaktowanymi, to najczęściej małe rdzenne ludy Ameryki Południowej, Afryki, Wysp Andamańskich. Według organizacji Survival International takich „niepołączonych” jest setka grup, a ludzie ci zrezygnowali z kontaktu świadomie w wyniku najczęściej okrutnych doświadczeń z Kenem I Barbie i ich multinarodowymi projektami wydobycia i sprzedania wszystkiego. Żyją sobie po swojemu – co jak wiemy źle się kończy, bowiem Biały Bóg – zawsze ma święte plany dla dzikich i nieokrzesanych. Mamy dla nich eksportowe choroby ducha i ciała. Jak już zachorują – mamy dla nich szczepionkę.

Jedynego Boga w plastikowej strzykawce.

Jednak na początek pokażemy im co zrobiliśmy z dzieckiem.

Zwykły wpis