250 gr ryżu jaśminowego Olej ryżowy 1 marchewka Plaster świeżego imbiru Dwie garście mixu sałat 1 ogórek konserwowy Pomidory koktajlowe Oliwa z oliwek 3 łyżki stołowe Pół Avocado 1 łyżka musztardy 1 łyżka sosu sojowego 1 łyżka octu balsamicznego
Przyprawy:
Kurkuma Mała laska cynamonu Szczypta szafranu egipskiego Sól himalajska
Tak zwany wykon:
Odpalamy woka na gazie. Wlewamy olej i podsmażamy tofu pokrojone w kostkę na jak to mówią złoto i dodajemy łyżkę sosu sojowego. Usmażone odkładamy na bok do miski. Znów wracamy z wokiem na płomień i na rozgrzany olej rzucamy skrojone w pióra cebule (czerwona i biała) kiedy podsmaży się rzucamy cukinię (ja kroję w romby) możemy dodać wiele innych warzyw jak chcemy. Zostawiamy na woku.
Gotujemy ryż. Kiedy zacznie się gotować dodajemy kurkumę i laskę cynamonu i pokrojoną marchew, dodajemy szafran egipski dodajemy świeży poszatkowany imbir i sól himalajską na koniec. Sałatka to wszak banał: sałata, posiekany ogórek konserwowy, łyżka balsamiczny, avocado w kostkę, dobra oliwa z oliwek 3 łyżki stołowe, łyżka musztardy, sos sojowy. I na koniec podgrzewamy warzywa z tofu i już.
Pusta kartka. Pusty talerz. Pusta przestrzeń pomiędzy słowami. Spokój. Przestrzeń. Cisza. Nie na długo jednak. Nie na długo. Maszyna rusza – tryby koła zamachowe, pierwszy rozruch – Forma ni stąd ni zowąd pojawia się. Bum!
Ciąg liczb i zjawisk bez końca i bez początku. Mówi się, że silnikiem Automatu jest Niewiedza, brak wglądu w pustą naturę zjawisk, brak kontaktu z podłożem z jądrem z esencją. Cztery pierwotne żywioły: ogień, woda, ziemia i powietrze i skutek pochodny zdolności pięciu zmysłów postrzeganie, smakowanie, słyszenie, czucie i myślenie. Ten pierwotny głód wrażeń rodzi jak to mówią dziesięć tysięcy rzeczy. Nieskończony bezmiar wrażeń. Maszyna nie do zatrzymania. Automat egzystencji.
Problem jednak polega na tym, że nie sposób Tego zaspokoić. Nasycić. Nakarmić, ponieważ ten Głód staje się bytem samym w sobie, który by trwać musi bez końca być Głodem. Pragnąć. Chcieć. Pożądać. Konsumowanie wrażeń rodzi uczucia. Trzy podstawowe pierwotne impulsy:
Tak. Nie. Bez znaczenia.
0,1, 01
Wśród wielu ogromnych zalet skutecznych maszyn automatycznych jest ta, że są one w pełni zabezpieczone przed błędem. Za każdy zysk trzeba jednak zapłacić. Automatyczna maszyna jest całkowicie zabezpieczona przed błędem, ale jest również całkowicie zabezpieczona przed łaską. Człowiek nadzorujący taką maszynę jest niewrażliwy na wszelkiego rodzaju inspirację estetyczną – niezależnie od tego czy jest ona pochodzenia ludzkiego czy prawdziwie duchowego. „Przemysł bez sztuki jest zezwierzęceniem.” W rzeczywistości jednak Ruskin rzuca potwarz na dzikie zwierzęta. Pracowity ptak czy owad natchniony jest w czasie pracy niezawodną animalną łaską instynktu, a to dzięki Tao, które przejawia się na poziomie się bezpośrednio nad poziomem fizjologicznym. Pracownik przemysłowy przy zabezpieczonej przed błędem i przed łaską maszynie wykonuje swoją pracę w stworzonym przez człowieka wszechświecie dokładnych automatów – wszechświecie leżącym całkowicie poza granicami Tao, zarówno na poziomie zwierzęcym, ludzkim, jak i duchowym.
Aldous Huxley „Filozofia wieczysta”
Dwunastu Apostołów przy wieczerzy rozróżniania. Prawda. Nie prawda. Głodny Mesjasz wodzi na pokuszenie. Obraca między palcami nasiono drzewa Dobra i Zła. Święty Graal początku niedoli. Pracujesz w pocie czoła na tej kuchni wygnany daleko w cierpienie śmiertelnego życia. Śmierć karmi życie, które zadaje śmierć. Kuchnia jest dobrze zorganizowana, wydajna pracuje szybko i bez zarzutu. Karma podawana jest sprawnie, nie trzeba długo czekać, można wybrzydzać, rzucać kąśliwe uwagi, pogardliwie stukać opuszkami palców przy czekaniu na rachunek. Jednak kelner wciąż liczy. Dwa tysiące lat. Posiadania, używania, łączenia pokarmów w jedną wielką piramidę wzajemnego wykorzystywania. Rachunek przekracza pojemność serwera. System wiesza się z chwili na chwilę. Mayday! Mayday ! Telefon ekipy naprawczej – przestał działać. Firma zbankrutowała z powodu nadmiaru zleceń i nie wypłacalności klientów. Cierpienia coraz więcej. Coraz więcej skutków tych przyczyn. Coraz więcej rachunków krzywd do spłacenia. Nie dodrukują tyle mamony, zabraknie drzew i prądu w elektrowniach. My jednak czekamy na deser – na kruchy jabłecznik prosto z raju podany w skorupie węża. Szefowi kuchni zabrakło towaru – zostały zgniłe jabłka i wąż w kieszeni właściciela. Deseru nie będzie.
Jednak my tego nie wiemy, chcemy deser, bo kelner ociąga się z rachunkiem, żądamy satysfakcji, zadośćuczynienia. Za nasz cenny stracony czas, za nerwy, za to, że w ogóle życzyliśmy uświetnić swoim pobytem tą planetę, dodać jej blasku, nadać znaczenia w pozbawionym sensu zimnym kosmosie, który ma deficyt form żywych i rozumnych. Jedynie my – My tu jesteśmy – najwyższej klasy inteligencja, najwyżej rozwinięty produkt ciągów ewolucyjnych, siedzi za stołem z heblowanych desek pokrytych bezbarwnym lakierem zajęty wiecznym rozróżnianiem – to takie, to srakie, to i tamto, tu i tam, teraz, potem, wtedy – bezdenna otchłań abstrakcji, aberracji, alienacji – ostentacyjne walenie ślepego konia. Pan w garniturze niemalże idealny, wycięty z rysowanki dla dizajnerów, podpicowany tuszem modnych modernistycznych systemów nauczania, oczytany w czasopismach, amerykańskich tygodnikach opinii, wykwalifikowany do granic o nienagannych manierach, które podkreślają bardzo zadbane dłonie i spinka przy krawacie. Wkurwiony, że on – On musi czekać. Jednak bez obaw Sąd Ostateczny już jedzie przez zadymione miasto długim Lincolnem, usadowiony w skórach, palący długie brązowe cygaro i popijający burbona. Zaraz się zacznie psychologia Procesu. Tłum ogarnia szaleństwo, nagły i całkowicie ślepy szał, płoną świątynie i śmietniki, zaczęło się! Zaczęło! Jak w filmach o apokalipsie! W końcu! W końcu!
Nie to tylko ćwiczenia na wypadek końca cywilizacji, przypadkowej detonacji puszki pandory. To jedynie plan filmu instruktażowego dla służb mundurowych. Może Pan w Garniturze zarzynać Matkę Ziemie na spokojnie dalej, mnożyć cyfry w wyświetlaczu, kupić nowy jacht i wyspę na Pacyfiku, śmiać się zahukanym imigrantom klimatycznym w twarz. Uda utrzymać się ten kurs walut i notowania pakietów dużego ryzyka. W końcu, bo jak by inaczej biedotę trzeba będzie zagazować, bo maszyny zwyciężą na rozmowach kwalifikacyjnych i podbiją stawki do zera za godzinę. Nie da się tego przebić.
Mentalne formacje sztucznej inteligencji oszołomią nas klarownością wywodu, brawurowym wyciąganiem asów z procesora raz za razem dokładnie tak jak trzeba, kiedy trzeba, co potrzeba i w jakim zakresie. Aż w końcu, bo tak przecież być musi zaczną się mnożyć rozwiązania ekstremalne w lawinowym tępie, bo skutki działań zdetonują optymistyczne prognozy futurystów w sposób nie podlegający żadnej dyskusji. Póki co wciąż odbijasz kartę w fabryce złudzeń. Poranny brief przy kubku smolistej kawy, pastylka guarany pod język i jazda do taśmy mentalnych formacji – masowej produkcji impulsów rozpraszania. Byle się nie zatrzymać, nie przyjrzeć – nie spostrzec obezwładniającego absurdu, jazdy na jałowym wstecznym biegu „postępu” wprost w przepaść. Na pewnym poziomie świadomości kosztów tej imprezy nie sposób już ekscytować się potrawami na stole, fikuśnymi drinkami, tańcem striptizerek na rurach gazociągów o dużej przepustowości. Te opowieści marketingowe, ten przygniatający reklamowy bełkot, ciągły i nieprzerwany pochód upudrowanych modelek na wybiegu klatki, błyski fleszy i sztuczna ekscytacja wciągająca jak łono bagna wprost w otchłań. Drenowanie życiodajnej energii, rywalizacja w pogoni za przemijającym chwilowym szczęściem umownej roli i ruchomego jak notowania giełdy statusu społecznego.
My chcemy być szczęśliwi, żyć, spełniać marzenia, wyznaczać i realizować cele, chcemy czuć radość i spełnienie – żądamy tego od rządów, liderów religijnych i naukowców – dawać! Dawać! Dawać! Szybkie dania i dyplomy, modne apartamenty i beztroskie urlopy o profilu duchowego uzdrawiania gdzieś w dżungli z dzikimi – niech nam zaaplikują oświecenie i jedność ze stworzeniem. Później to sprzedamy z zyskiem jak pracę ich rąk, ich tradycje i mądrość – wszystko przerobimy na swoje. Zrobimy weekendowe kursy medytacji bez kontekstów, usuniemy cały ten religijny niepotrzebny bełkot, wyciągniemy efektowne techniki i aktywne składniki ich roślin – zsyntetyzujemy esencję tubylczej mądrości do rozmiarów małej szklistej pigułki. Na raceptę po eugenicznym teście kalifikacji genetycznych za gruby wirtualny szmal stworzymy nową odnogę w ewolucyjnym drzewie, kastę cybernetycznych kapłanów.
Wyhodujemy genetyczny owoc poznania. Nowy Eden. Połyskująca spirala węża DNA wstrzykiwana u podstawy kręgosłupa. Technologiczne kundalini oplecie Ziemię. Będziemy mówić językami ognia 5G, słyszeć głos Boga w postaci zderzenia boskich cząsteczek w szwajcarskiej piwnicy postępu. Na chwilę odsłonimy kurtynę tajemnicy stworzenia. Życie stanie się śmiercią, a śmierć życiem.
Będziemy nadawać Agonię na Żywo z przerwą na reklamy.
Tak. Jako ostatnia pojawia się Świadomość.
Nasz świat jest tak chaotyczny w dużej mierze z tego powodu, że ludzie nie doceniają i nie szanują samych siebie. Osoby nie czujące do siebie żadnej sympatii, nie traktujące siebie łagodnie, nie są w stanie doświadczyć spokoju i harmonii, w skutek czego projektują na innych swój wewnętrzny zamęt i brak zrównoważenia. Zamiast naprawdę docenić dar życia, bardzo często uważamy, że nam się ono należy albo że jest przygnębiające i uciążliwe. Niektórzy ludzie uważają siebie za pokrzywdzonych przez los, ponieważ „nie dostali tego, co im się od życia należy”, więc jeśli „nic się nie zmieni” szantażują innych samobójstwem. Oczywiście życie trzeba traktować poważnie, nie ma to jednak nic wspólnego z doprowadzeniem się na skraj przepaści tylko dlatego, że mamy pretensje do świata i nieustannie uskarżamy się na problemy. Sami musimy wziąć odpowiedzialność za jakość naszego życia.
Zazwyczaj kończyłem w tym punkcie – cierpienia i szukania przyczyn tego cierpienia. Babrania się w tym – ego to lubi pozwala to na depresyjne lenistwo, przyobleczenie cuchnącego kokonu – dogorywanie, gloryfikacja rozpadu, rozkosz kompletnego odpuszczenia. Bezwolne opadanie w Otchłań z ukrytą nadzieją, że ktoś nas w końcu złapie. Tak nie będzie. Upadek jest konieczny dopóki liczę na to, że ktoś coś zrobi za mnie, inkarnacja za inkarnacją unikanie odpowiedzialności za skutki swoich działań. To jest nasz Punkt Zero. Nasza zbiorowa karma. Morał bajki o pachnącym ogrodzie. Tak to bolesna lekcja rosnącej świadomości – nie można już tego zatrzymać – bo wszystko wychodzi z ukrycia coraz bardziej wchodzimy w fazę, gdzie przyczyna i skutek stają się bardzo jasne. Przytłaczająco oczywiste. Musimy to spłacić, bo koło nie przestanie się kręcić, a automat pracować. Komputery kwantowe nie odrobią za nas lekcji, a technologia nas nie zbawi. Będzie tylko tym czym my jesteśmy. Świat Lustro – precyzyjne Odzwierciedlenie z momentu na moment. Bez przerwy. Non stop.
Non stop. Wybudzanie. Tutaj nie można niczego Osiągnąć.
Ten Błąd to Łaska. Wielkie nauczanie. Mistrza, który jest Rzeczywistością.
Szokujące historie pełne namiętności. Najlepszy prezent pod choinkę.
Hasło reklamowe
Klatka od zawsze jawiła mi się jako idealna metafora świata w jakim żyjemy w jego zwyrodniałej i patologicznej postaci kultywującej wszelakie ciasnoty i ograniczenia. Kurczaki w klatkach, ludzie w blokach, trupy w grobach. Opakowanie, ometkowanie, przydatność do spożycia. Gdzie to się zaczęło ?
Gdzie zostało rzucone to zmodyfikowane ziarno i czemu gleba okazała się na tyle żyzna by obrodzić tym wszystkim co przeraża i czasem odbiera wszelką nadzieję, kiedy każdego dnia zmuszeni jesteśmy za sprawą cywilizacyjnej medialnej maszynerii ulegać terrorowi Symulacji. Symulacja – to abstrakcyjna, umowna matryca wiary, koncepcji, założeń, domniemań, zapewnień, nadziei, lęków, obsesji bez końca podsycana przez kolektywnego pasożyta ignorancji, który drenuje naszą energię jak mechaniczny robal podpięty pod każdy nerw. Upgrade Snu, który z głupkowatej telenoweli przeistacza się w krwisty horror – permanentny stan napięcia i przerażenia z lokowaniem kapitalistycznego produktu konsumpcyjnej nirwany w odległości jednego kliknięcia czy wpisania PINu. Lek który generuje tyle skutków ubocznych by w rezultacie przemienić nas w pozbawione woli i radości roboty skazane na ciągle ulepszanie własnej klatki kolejnych uwarunkowań i bezwonną pociechę w postaci zaspokojenia nieskończonych potrzeb.
Musimy raczej pytać, dlaczego zachodnia polityka bazuje na wykluczeniu naturalnego życia.
Giorgio Agamben
Na bezdechu
Co chwila coś, kolejny powód wstrzymania oddechu. Wszystko w wirtualnym show krzyczy i napastliwie nawołuje do jałowego współudziału w postaci manifestowania swoich poglądów – własnoręcznie przyrządzonej abstrakcyjnej kołomyi sporządzonej z produktów z tak zwanej drugiej ręki – przyprawionej wiarą w słuszność danej sprawy, a że spraw tych są miliony siłą rzeczy staliśmy się „specjalistami od wszystkiego” pełnoetatowymi komentatorami na 300 znaków by na kilka sekund zyskać poczucie, że liczymy się w tej grze. Wierzymy, że ta gra ma jakiś sens, że nasza postać gdzieś przecież musi zmierzać, że coś nas tu czeka, że może uda nam się wygrać lub przynajmniej przejść ten level, zdobyć sprawności, moce i pójść do nieba na zasłużoną emeryturę. Jednak wszystko to składa się na „technologię rozproszenia”, która za fasadą chaosu ma bardzo precyzyjną funkcję, którą jest utrzymywanie statusu ignorancji jako gwarancji dla społecznego ładu rzeczywistości uzgodnionej i jej dozorców, którzy konsekwentnie realizują własne egoistyczne cele. Władza staje się niemal metafizyczna. Oparta na totalnym uwikłaniu w abstrakcjonizm polityczno – religijno – kulturowy za pomocą technologi cybernetycznej i sieci. Podstarzałe umysły wyplute przez Boga Technologii bierze w opiekę dogorywający religijno – fundamentalistyczny surowy bóg – kat od tysiącleci zagnieżdżony w gadzim mózgu odruchów, natomiast tych upojonych hi – tech hipnotyzuje cyber – demiurg szepcząc słodkie obietnice wirtualnego ubóstwienia i wygód okablowanych klatek.
Jego mantrą jest nieskończona internetowa dyskusja pełna emocjonalnego spazmu i rewolucyjnych deklaracji przeplatanych obrazą tzw. uczuć religijnych. Wojna totalna. Wszyscy przeciw wszystkim. Taniec na szczycie Indywidualizmu, który osiągając swój kres przeistacza się w swoje przeciwieństwo. Przesyt rodzi znudzenie i samo obrazę skutkującą depresją. Medialny prozac powoduje bezdenną apatyczność i coraz bardziej radykalne próby by coś poczuć. Desperacja zombi. Zmechanizowane odwłoki – robotnice – produkcja miodu ignorancji lepkiej i grząskiej rzeczywistości XXI wieku gdzie temperatura parzenia kawy ma fundamentalne znaczenie dla samopoczucia. Jednak migającej gdzieś w oddali diody, która sygnalizuje, że to wszystko jest w pewien przerażający sposób fałszywe nie da się wyłączyć. Jest tam. Jak syrena alarmowa przykryta wygłuszeniami iluzji. Nic na tym świecie nie jest trwałe i niezmienne, bez przerwy rodzi się i umiera jak myśli w naszej głowie, jak hasła polityków, jak kolejne skandale na Facebooku i kolejne petycje do podpisania. Na szalejącym oceanie widzimy obcych i zdesperowanych uchodźców jednak tam w głębinach podświadomej otchłani wiemy już, że nasz świat jest fikcją, którą w irracjonalnych aktach desperacji będziemy bronić z krwią na zębach.
Nie mieć punktu widzenia. Nie mieć go. Widzieć i czuć umowność, kruchość wszelkiej formy urojonej. Na bezdechu zajrzeć tam gdzie to wszystko powstaje i zaraz umiera jak kukła płonąca. Jak śmieć wirujący. Jak brudny śnieg uderzający o ciepły beton miast. Chujowa pani domu jak myje szyby to je brudzi. Nie domyjesz krwi krwią. Nie mieć planu awaryjnego – to otworzyć klatkę. Nie mieć racji. Nie mieć nic w zanadrzu. Nie mieć ostatniego słowa.
Nasza świadomość wzrasta. W globalnej rzeczywistości w jakiej żyjemy, połączonej siecią internetu i nadpodażą informacji doprawdy ciężko o spokój umysłu, o chwilę refleksji i kontemplacji na temat rzeczywistej natury naszej ludzkiej egzystencji. Na pewno mamy dużo pełniejszy obraz rzeczywistości w jakiej żyjemy i nie sposób uciec od świadomości o współzależności zjawisk i procesów jakie je tworzą. Kluczem dla zrozumienia wartości ludzkiego życia jest ogromny potencjał jaki my istoty ludzkie posiadamy.
Jeżeli przyjąć by świecką materialistyczną perspektywę jaka tworzy paradygmat współczesnej edukacji i nauki to człowiek z jednej strony okazuje się niezwykle inteligentnym i zaradnym gatunkiem, bowiem stworzył wygodną i skomputeryzowaną cywilizację, która tworzy potencjał o zasięgu planetarnym i jest u progu eksploracji kosmosu, jednak z drugiej strony samo jego istnienie w wyniku tegoż procesu rozwoju stoi pod znakiem zapytania, gdyż skutki owej cywilizacji okazały się bardzo niszczące z racji zanieczyszczenia własnego habitatu – środowiska.
Ten paradoks podkreśla różnicę pomiędzy mądrością a wiedzą – wymiarem duchowym naszego istnienia, a jego zewnętrzną materialną manifestacją i zdolności do manipulowania materią bez zrozumienia wynikających z tego konsekwencji. Dotyczy to samego rdzenia – poczucia szczęścia i sposobów w jaki próbujemy je osiągnąć. Samo słowo osiągnąć wskazuje na pewien problem, bowiem cieżko w rzeczywistości która z samej swojej natury jest nietrwała odnaleźć prawdziwy punkt oparcia w postaci trwałego i niezmiennego przekonania, stanu czy definicji.
Przed rewolucją naukową czasów oświecenia, kiedy przez setki lat panowały dogmatyczno – religijne przekonania utrzymujące kasty kapłańskie i systemy monarchistyczne u szczytu władzy stosunkowo łatwo było takiej cywilizacji trwać przez długi czas w niezmiennej skostniałej formie i utrzymywać świadomość „ludzkich mas” na bardzo niskim poziomie o mentalności niewolnika i przez setki lat czerpać z tego korzyści. Jednak rozwoju ludzkiej świadomości nie sposób powstrzymać, bowiem jest właśnie naturalnym procesem i w konsekwencji rzeczywistość uległa radykalnym zmianom od ustrojów politycznych i religijno – społecznych po kulturę i wartości etyczno – moralne. Rewolucje oświecenia, odkrycia paliw kopalnych i industrializacji przyspieszyły procesy nadając im niespotykane dla gatunku ludzkiego tempo objawiające się obecnie w naszym cyfrowym i chaotycznym życiu. Dzięki świeckim wartościom i nauce osiągnęliśmy bardzo wiele przynajmniej w atlantyckiej części naszego globu i demokratyczne wartości i wolność od religijnego fundamentalizmu stworzyła podstawy dla dalszej ewolucji, dlatego jednostronna i radykalna krytyka cywilizacji zachodniej byłaby bardzo niesprawiedliwa, bowiem wytworzyła ona warunki dla naszego życia jakich udokumentowana historia naszych losów nigdy nie osiągnęła.
Jednak musiało czegoś zabraknąć, bowiem fundamenty powstawania tego co osiągnęliśmy są doprawdy kruche z perspektywy problemów współczesności i z całym naszym dorobkiem cywilizacyjnym i przytłaczającą krótkowzrocznością oto konfrontujemy się z widmem kompletnego upadku. Stworzyliśmy niewiarygodną w swych rozmiarach ” kulturę odwracania uwagi” w postaci głupkowatej masowej rozrywki, jałowych politycznych igrzysk i gęstego bagna sieci społecznościowych, które swój ogromny potencjał rozmieniły na trywialne i narcystyczne kultywowanie skrajnego egotyzmu i doprawdy idiotycznych sposobów marnowania czasu.
Nazwałbym to kompletnym brakiem wiary, nie w sensie braku wiary w Boga czy inne bóstwo, a braku wiary w sens i powód naszego istnienia. Ludzka egzystencja na tej pięknej planecie stała się kroniką eksploatacji, ciągłym poszukiwaniem, zdobywaniem, udowadnianiem, przekraczaniem – więcej, wyżej, dalej, mocniej…
Tylko po co ?
Cykliczność zastąpiła fragmentaryczność, opowieść chaotyczny monolog wewnętrzny – zagubiony w czasie i przestrzeni strumień świadomości kompulsywnie zaspokaja się ciągle zmieniającymi się zjawiskami. Poszukiwanie trwałego szczęścia w wytworach naszej neurotycznej świadomości jej materialnych produktach i podświadomych podszeptach wiecznego pożądania podsycanego iluzją ciągłych nowości jakie produkuje wirtualna rzeczywistość i jej kapłani ustawia nas na taśmie która mknie wprost w przepaść. To nasza ucieczka przed fundamentalną prawdą przemijania materii, naszej biologicznej formy i całego przemysłu podsycania pragnień. Generalnym dyrektorem tego przemysłu jest po prostu Ego. Zafiksowana na samej sobie część naszej świadomości, która wierzy we własną trwałość i niezmienność może nawet w życie wieczne. Cenność ludzkiego życia polega na tym, że wciąż mamy możliwość wejścia w kontakt z wiedzą i naukami, które w sposób bezpośredni odkryją przed nami prawdę nietrwałości zjawisk jednocześnie ukazując drogę ku mądrości zrozumienia kim jako istoty ludzkie w istocie jesteśmy i faktu, że nasze cierpienie jest wynikiem naszej ignorancji.
Hipoteza Boga osobowego jako demiurga z punktu widzenia naszej ignorancji jest bardzo wygodna, bowiem pozwala nam bez końca odwracać uwagę od korzenia problemu i zwracać się na zewnątrz w poszukiwaniu „obiektywnych przyczyn” zamiast ujrzeć jasno w jaki sposób my sami funkcjonujemy i w jak niewielkim stopniu jesteśmy świadomi procesów jakie decydują o naszym życiu. Bóg tak chciał, wola boska, przeznaczenie – wszystko to jest karmą dla naszej ignorancji, masowym konfesjonałem do rozgrzeszania i utwierdzania w iluzjach, których mam tak dużo jak nigdy dotąd, bowiem kolektywny cyfrowy umysł otwiera przed nami prawdziwą otchłań zagubienia. Współczesne recepty w postaci różnego rodzaju kursów samorozwoju, kompilacje starożytnych nauk tworzone bez zrozumienia ich istoty i prawdziwej funkcji opakowane w marketingowe chwyty poniżej pasa świadomości i masowo sprzedawane w duchowo – rozwojowym hipermarkecie tylko pozornie mogą pomóc, bowiem brakuje im wglądu w naturę rzeczywistości w wiedzę o tym jak rzeczywiście rzeczy się mają. To doraźne terapie poprawiające nastrój jednak nie potrafiące siegnąć do przyczyn naszego cierpienia, którym jest wiara w trwałość osobowej jaźni. Z tej właśnie wiary i przekonania wyrosły nasze emocje, które są z kolei przyczyną cierpienia, a cierpienie jest przyczyną tego ciągłego szukania na oślep rozwiązań, które mało tego, że nie potrafią pomóc to same stanowią kolejną przyczynę cierpienia. To koło w naukach buddyjskich nazywa się samsarą.
Zapraszamy serdecznie na nasz warsztat wege gotowania inspirowany kuchnią indyjską. Indie to bogactwo smaków, aromatów niesamowita różnorodność przypraw. Poznamy jak harmonizować smak dzięki metodzie pięciu przemian, zrobimy własną pastę curry i zdrowe placki chapati z mąki samopszy. Napijemy się aromatycznego chai masala i przyrządzimy pyszny deser halava. Zapraszamy serdecznie.
INDYJSKA ZIMA MENU
CHAI MASALA W/G 5 PRZEMIAN DHAL W/G 5 PRZEMIAN + PRZYGOTOWYWANIE MASALI – MIESZANKI PRZYPRAW SAMOSY Z WARZYWAMI I ORZECHAMI ZROBIMY WŁASNĄ PASTĘ CURRY + SABJI Z WOKA W/G 5 PRZEMIAN PLACKI CHAPATI / PURI DESER HALAVA
Warsztaty odbędą się w pięknym domu z ogródkiem, blisko rzeki Świder w otoczeniu sosnowych drzew w pobliżu Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. W miłej atmosferze przy kominku będzie czas na pogaduchy o kuchni i nie tylko. Dla nas wege kuchnia to symbol otwartości serca i umysłu, praktyczny wymiar współczucia względem wszystkich żyjących istot. Zapraszamy was serdecznie do celebracji radości z gotowania i tworzenia wspólnie czegoś dobrego.
Wegekuchnia to Krzysiu i Marcin, od lat pracujemy w wegańskich restauracjach w Warszawie, gotując również na warsztatach rozwojowych i prowadząc kursy gotowania. Życie w kuchni, kuchnia w życiu jako element ewolucji świadomości to kierunek i sens naszej pracy, dlatego zapraszamy was serdecznie do wspólnej kulinarnej przygody. Będzie pysznie 😉 Więcej: https://wegekuchnia.com/o-nas/
Wydarzenie na FB:
CZAS: SOBOTA – 26 stycznia 2019
(Zaczynamy o 10:00, a kończymy około godziny 20:00) MIEJSCE: OTWOCK (wschodnia część miasta, położona nad rzeką Świder, w obrębie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego). KOSZT: 300 PLN ZALICZKA: 100 PLN ZAPISY NA: mail: wegekuchnia@hotmail.com, tel: 531 300 438 ILOŚĆ MIEJSC OGRANICZONA
W cenie warsztatu (oczywiście wyżywienie i produkty do gotowania)
Czy nasze poglądy naprawdę są „nasze” biorąc pod uwagę, że rodzimy się na tym świecie jak ślepe szczenięta i przez pierwsze lata jesteśmy kompletnie zależni od naszych rodziców czy opiekunów. Później dopada nas tak zwany system edukacji i zaczyna się proces masowego modelowania naszego światopoglądu i wyobrażeń o świecie, które w dużym stopniu z perspektywy czasu okazują się jedynie mało przydatną teorią, która na domiar złego wciąż się zmienia, bo żyjemy w czasach wciąż to nowych naukowych objawień, a doskonałym tego przykładem jest nauka o żywieniu.
Sam po sobie widzę czasem w jaki sposób unikam odpowiedzialności za własne działania, przyczyny są różne: strach, lenistwo, obojętność, głupota. Jednak najczęściej chodzi po prostu o rodzaj głupoty, który wciąż i wciąż zapomina o konsekwencjach uparcie myśląc, że wszystko będzie dobrze tak samo z siebie w magiczny sposób uniknę skutków swoich działań. Życie pokazuje mi, że tak nie jest i jakby się zastanowić to nigdy tak nie było – po prostu. Ta lekcja jest jedną z najważniejszych nauk jakie otrzymałem od życia i jest też niezwykle cenna, ponieważ jest każdego dnia aktualna. Jest w nas coś co wie, to rodzaj bardzo wrażliwej inteligencji, która rozumie znacznie więcej niż tak zwana nasza osobowość – cały wyuczony system, który nakazuje nam dbać głównie o swoje dobro, bronić swojego zdania i terytorium. Jednak co to tak naprawdę oznacza? Czym jest „nasze dobro” z perspektywy tego, że wszystko na tym świecie jest połączone siecią życia od której w równym stopniu jesteśmy zależni i od narodzin potrzebujemy opieki i ochrony bez których byśmy nie przetrwali. Dzieci mają dług u rodziców za lata poświęceń i wyrzeczeń, rodzice mają dług za sens i radość jaki dzieci wnoszą na ten świat i który odmienia całe życie i pozwala patrzeć na nie z nowej perspektywy, rozumieć rolę spraw i zjawisk esencjonalnych. Relacja rodzicielska jednak przede wszystkim uczy miłości, która przekracza pożądanie.
Ta miłość to troska i współczucie. Przekroczenie Ja. W przypadku miłości rodzicielskiej, czy miłości do ojczyzny etc przekraczamy „ja”, ale nie potrafimy przekroczyć „moje”. Moje dziecko, rodzina, kraj, moja miłość do ciebie. Ja, mnie, moje – to nam się przydarza cały czas, tym w gruncie rzeczy jest nasze życie – pielęgnowaniem przywiązania. W buddyjskich naukach mówi się, że nasze uwarunkowane szczęście jest w istocie dojrzewającym cierpieniem, a nasza ignorancja jest mechanizmem, który pozwala nam udawać przez cały czas, że jest inaczej.
Czy nasze poglądy naprawdę są „nasze” biorąc pod uwagę, że rodzimy się na tym świecie jak ślepe szczenięta i przez pierwsze lata jesteśmy kompletnie zależni od naszych rodziców czy opiekunów. Później dopada nas tak zwany system edukacji i zaczyna się proces masowego modelowania naszego światopoglądu i wyobrażeń o świecie, które w dużym stopniu z perspektywy czasu okazują się jedynie mało przydatną teorią, która na domiar złego wciąż się zmienia, bo żyjemy w czasach wciąż to nowych naukowych objawień, a doskonałym tego przykładem jest nauka o żywieniu. To wszystko tworzy przyczyny, które warunkują nasz umysł w tym czasie, kiedy jest on najbardziej chłonny. Dodatkowo rodzice warunkują nas poprzez swoje własne ograniczone poglądy na tak zwaną rzeczywistość, a wraz z nimi cały zastany model religijno – kulturowy i tak z roku na rok stajemy się magazynem cudzych danych, bowiem brak nam jeszcze doświadczenia własnego życia i żywej wiedzy jaką zdobywamy w konfrontacji ze światem. Później z czasem coraz bardziej odkrywamy, że mało „nasze” mamy poglądy.
W obecnej chwili stłumiona agresja manifestuje się właśnie w sferze poglądów – a internet okazał się doskonałym narzędziem ukazującym w jak wielkim stopniu potrafimy się zafiksować na abstrakcyjnych ideach i naszym z nimi utożsamieniu. Świat abstrakcyjnych idei jest domeną nowoczesnego cyfrowego umysłu nieskończonym polem, które oferuje bardzo atrakcyjną iluzję ucieczki od dość brutalnych faktów odnoszących się do kondycji świata w jakim żyjemy. Obrazkowy świat cybernetycznej przestrzeni migających ruchomych pół prawd, prawie faktów i teorii spisków, oraz łatwostrawnej ezoteryki fantazjującej na wszelakie już tematy od medycyny po fizykę kwantową, a na wizytach obcych kończąc pozwala na bierny i jałowy odjazd w stronę sztucznego światła. Uzależnienie od świata „cyfrowych obietnic” pokolenia, które nazwałbym „pokoleniem światłowodu” przyniesie skutki jakie nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, bowiem nikt z nas ich nie doświadczył w przeszłości, która była przytłaczająco analogowa. Prawda jest taka, że w cyberprzestrzeni chodzi jedynie o klikanie, statystykę, oglądalność i przy takim kryterium nic dziwnego, że staje się to ściekiem podświadomości – rurą wypełnioną anonimowym bełkotem prawd w cztery minuty objawionych jakby wszystko było tak proste i oczywiste.
Może się okazać, że już niebawem piramida naszych potrzeb Maslowa wywróci się do góry nogami i potrzeba samorealizacji zniweluje się po raz kolejny w historii cywilizacji do prymitywnej i brutalnej walki o przetrwanie, gdzie cała nasza moralność i etyka okaże się jedynie zabiegiem estetycznym maskującym bezwzględną naturę egoistycznej świadomości, która ukazuje się w całym okrucieństwie w naszym stosunku do zwierząt i natury. To właśnie jest przyczyna, która każdego dnia tworzy skutki jakie z przerażeniem odkrywają przed nami naukowcy i biją na alarm, który zagłusza z premedytacją cała współczesna popularna i masowa kultura, religia i polityka. Trudno o bardziej trafny przykład czym jest ignorancja. Najbardziej przerażającym jest „przemysł handlu katastrofą”, „sztuka katastrofy” i „polityka katastrofizmu”. Cyniczne wykorzystywanie ludzkiego strachu i agresji od handlu bronią, po przeprowadzanie kolejnych „demokratycznych przewrotów” i karmienie wiernych owiec na pastwisku „apokaliptycznego sądu ostatecznego” gdzie już liczą się jedynie ci ochrzczeni i wybrani jest rodzajem sterownika, który cofa nas do najbardziej prymitywnej bezwzględnej postaci.
Kiedy patrzymy na współczesne kino w postaci serialowych opowieści trudno oprzeć się wrażeniu, że kultywujemy zło i przerażenie oswajając umysł z jego mroczną stroną i nadając mordercom, handlarzom narkotyków czy politykom psychopatom znamiona bohaterów. Programujemy gatunkową podświadomość kultywując tych, którzy „idą po swoje” w brutalnym i pozbawionym zasad świecie, gdzie egoizm i nienawiść trzymają się za ręce podziwiając apokaliptyczną pożogę. Ile to ma wspólnego z codziennym życiem? Z odbieraniem dzieci ze szkoły, gotowaniem obiadu, chodzeniem na spacer? Ile to ma wspólnego z pustymi wieczornymi ulicami i ludźmi przyklejonymi do monitorów w metrze, ile to ma wspólnego z postrzeganiem przez nas rzeczywistości?
Zarządzanie strachem tym jest nasza kultura, religia i polityka. Tysiące specjalistów stworzyło mapę naszego systemu nerwowego uzyskując dostęp do coraz bardziej subtelnych poziomów naszego umysłu i ciała wykorzystując najbardziej oczywisty aspekt – ja, mnie, moje. Egoizm jest najbardziej fundamentalną przyczyną naszej tragicznej sytuacji, bowiem tak długo sobie samym ścieliliśmy łoże ignorancji by w rezultacie zasnąć snem tak głębokim, że tylko nagły wstrząs może nas obudzić. I ten wstrząs nadchodzi pomimo tego, że cywilizacja maszyneria podająca nam środki nasenne pracuje na pełnych obrotach. W tym śnie ekscytujemy się kuchnią orientalną i najnowszymi trendami w suplementacji, myślimy o prezentach na gwiazdkę i bezprzewodowych słuchawkach do iPhone i polubieniach naszych kolejnych autoprezentacji na social mediach tworząc iluzję szczęścia i radości tej osobistej, niezależnej, indywidualnej i osobnej pływającej bańce na wymarłym oceanie.
Wierzę, że budząca się ze snu ludzka świadomość odmieni tą rzeczywistość w sposób tak zaskakujący, że przywróci piękno i godność istocie ludzkiej, a światu przyniesie pokój.
Guarana zawiera dużo więcej kofeiny niż klasyczna kawa i nazywana przez rdzenne społeczności Amazonii „darem od Boga” dającym siłę i odporność. Współcześnie prowadzono szereg dość ciekawych badań nad tą rośliną i stwierdzono, że guarana bardzo dobrze wpływa na poprawę skupienia, podniesienia uwagi i jest skutecznym antidotum na zmęczenie i wyczerpanie.
Czas zimowy bywa trudny to fakt. Mało słońca, a tym samym naturalnego światła może powodować że mamy tak zwane zjazdy, energetyczne czarne dziury w których dryfujemy jak radzieccy kosmonauci apatyczni i senni. Aby stać się jak amerykańscy kosmonauci musimy być bardziej pobudzeni bardziej cool bardziej, że jest ok. I jak Ameryka długa i szeroka ubrana teraz w Trumpki biegnąca w maratonie absurdalnego wzrostu gdzie coraz bardziej wysportowany chiński smok na sterydach z dnia na dzień powiększa swoją masę mięśniową -tanich fabryk i systemów nadzoru na niespotykaną do tej pory skalę. Prezentuję dwa hity power play: guaranę i yerba mate. Oł jee!
My tutaj w Polsce Jasnej na pograniczach rożnych kultur i wpływów możemy wzmocnić się na przykład Guaraną, która jest całkiem całkiem i jak to rzeczą chłopaki z bloków nieźle trzepie. Można ją nabyć w sklepach ze zdrową żywnością suplementami lub normalnie przez internet 😉 Pierwotnie rdzenne ludy Amazonii nazywali guaranę – „waraną” i choć nie wiedzieli nic o kofeinie, saponinach i taninach lecz działali bardziej bezpośrednio odkrywając właściwości roślin czyli w tym przypadku właściwości pobudzające i wzmacniające. Stosunek Indian do Natury był otwarty i pełen szacunku wiedzieli oni, że jest ich karmicielką i opiekunką i guarana okazała się bardzo wspierającym krzewem, który obradzał czarnymi nasionami – ziarnami, które ucierali i rozpuszczali w wodzie. Guarana zawiera dużo więcej kofeiny niż klasyczna kawa i nazywana przez rdzenne społeczności Amazonii „darem od Boga” dającym siłę i odporność. Współcześnie prowadzono szereg dość ciekawych badań nad tą rośliną i stwierdzono, że guarana bardzo dobrze wpływa na poprawę skupienia, podniesienia uwagi i jest skutecznym antidotum na zmęczenie i wyczerpanie. Działa pobudzająco na układ nerwowy, dynamizuje adrenalinę i dopaminę stymuluje wydzielanie hormonów oraz nawet może działać podobnie do dobrej jakości kakao – wywoływać stany euforyczne.
Oczywiście należy pamiętać, że wszelkie tego typu używki „wzmacniacze” tak naprawdę przy zdrowej diecie i zrównoważonym trybie życia tak naprawdę nie są potrzebne jednak mało kto współcześnie żyje w ten sposób dlatego odrobina guarany dziennie jest dużo bardziej zdrowa niż nadużywanie kawy czy napojów energetyzujących. Brazylijscy naukowcy prowadzili badania nad ludźmi którzy byli chorzy na raka w kontekście poprawy stanów osłabienia organizmu i guarana okazała się niezwykle skuteczna i opisali również w swoich badaniach, że roślina ta nie wywołuje stanów poddenerwowania i roztrzęsienia jakie charakteryzują działanie kofeiny zawartej w kawie i działa w bardziej łagodny sposób. Wynika to z faktu, że guarana wolniej się wchłania w przewodzie pokarmowym i dlatego utrzymuje swoje działanie dłużej i używa się jej także jako komponent leków nasercowych i ma działanie antyoksydacyjne i zwalcza bakterie jednak przy nadużyciu powoduje problemy takie jak bezsenność i niepokój oraz podwyższenie ciśnienia i powodować kołatanie serca. Jest również środkiem przeciwbólowym. Jej w niej dużo tłuszczu, sporo białka i skrobi. Jest dobra przy zatruciach alkoholem i niedociśnieniu i niektórzy dietetycy przepisują ją na odchudzanie ponieważ dobrze działa na jelita. W Tradycyjnej Medycynie Chińskiej można ją przypisać elementowi ognia i gorzkiemu smakowi – dlatego głównie wpływa na serce i jelito cienkie. Nadmiar pobudzenia i ekscytacji osłabia serce i trzeba uważać na wszelkie stymulanty, które sztucznie podnoszą poziom energii.
Ciekawostką jest, że rdzenny lud zamieszkujący rejony Ameryki Południowej i kraje takie jak Paragwaj, Brazylia, Boliwia i Argentyna nazwany „Guarani”, którego wzmacniającym wywarem był susz z ostrokrzewu potocznie znany jako „yerba mate” . To kolejny naturalny stymulant, który może dodać nam energii w jesienny i zimowy czas, kiedy za oknem jest mało światła słonecznego, a które jak wiemy dostarcza nam życiodajnej energii. Legendy głoszą, że napar ten został podarowany ludowi Guarani przez boginię. Można w tym miejscu nawiązać do innej powszechnej używki a mianowicie cukru i dramatu tego ludu w Brazylii gdzie zostali oni pozbawieni swojej ziemi przez plantatorów trzciny cukrowej i świat dowiedział się o istnieniu tego ludu za sprawą trzynastolatka Wera Jeguaka Mirim, który podczas dwudziestego już mundialu w Brazylii w 2014 roku w obecności kamer rozwinął transparent o treści „Wytyczcie granice”, który był zarazem okrzykiem rozpaczy ludu Guarani. Podczas wspomnianych mistrzostw ulice San Paulo i Rio stały się areną starć tego ludu z służbami mundurowymi. O losach tej społeczności opowiada film „Misja” z Robertem de Niro w roli głównej i w reżyserii Rolanda Joffe, który dostał nominację do Oscara za ten film, jak i za „Pola śmierci”, który z kolei opowiada o doświadczeniach wojennych dwóch dziennikarzy New York Times’a w Kambodży podczas przejmowania władzy przez Czerwonych Khmerów.
Dlatego dobrze mieć świadomość, że żyjąc w stosunkowo wolnym i demokratycznym świecie możemy popijać sobie yerbę i dywagować o kuchni, podczas gdy w wielu miejscach na świecie ludzie tracą prawa do swoich ziem, obyczajów i tradycji tylko dlatego, że jako „oświecona cywilizacja” często zdobywamy nasze małe szczęście kosztem wielu istnień jak to jest w przypadku nad-konsumpcji mięsa i kompulsywnych mód na pewne produkty , które nagle dla ich naturalnych konsumentów w danych regionach stają się drogie i niedostępne. Cywilizacja autostymulacji raz po raz posuwa nam kolejne objawienia w postaci super food i przez jakiś czas na social mediach króluje i bryluje jakiś produkt z odległych egzotycznych krain wywołując krótkotrwałą ekscytację by po chwili odejść w zapomnienie. Nasza obsesja na punkcie zdrowia, młodości i ciągłej witalności z pewnego punktu widzenia jest ekscentrycznym popisem zafiksowanych na siebie ludzi. My chcemy, by kuchnia, kulinaria kształciły świadomość o prawdziwych kosztach i konsekwencjach naszych wyborów.
Masa gęstnieje pozornie się rozwarstwiając, niweluje niepotrzebne nisze i szczeliny, piętnuje pęknięcia i niedomówienia. Format taśmy produkcyjnej został zapoczątkowany w erze telewizji i radia, gdzie instytuty naukowe raz za razem otwierały kolejną puszkę psychologicznej pandory – dając jednocześnie światu komunikat o zbawiennej roli ich badań dla ogólnego dobrobytu mas. Te masy to fundamenty Hermopolis – jego kwadratury i bolesnej przewidywalności. Te masy to płynny cement, który kiedy nadchodzi odpowiedni czas gęstnieje jak mur oddzielający świadomość od dogmatycznej i okrutnej klatki uwarunkowań, która staje się więzieniem i domem oprawców.
Mechanizm reakcji zwrotnej jest nieubłagany i precyzyjny – są to zmultiplikowane skutki wdrażania wdruków warunkujących postawy i zachowania na skalę jaka nigdy nie była dostępna Czarnym Magom. Układany warstwami edukacyjny system represyjno – programujący operujący na gadzich jakościach mózgu bardzo szybko nauczył się wykorzystywać tą niską częstotliwość drgań i wyrzucać ją w eter – w kolektywną przestrzeń chłonnej świadomości. Ta nieświadoma świadomość stała się polem upraw i eksperymentów. Kodem operacyjnym, bezpostaciowym materiałem 0 i 1 – ki jest głęboko zakorzeniony strach – wpisany we wszystkie żywe formy dzielące tą przestrzeń Hermopolis. To zaszczepienie „zwierzęcych” odruchów i instynktów – wzoru „walcz albo uciekaj”. Górny rejestr warunkowań ma parametr – walcz. To świat Zarządców, Menadżerów Operacyjnych, Przywódców Stada. To jednostki Meta Alfa. Wielbieni i mitologizowani Bogowie Doczesności. Szwadrony tyranów, dyktatorów, duchowych cyborgów mechanicznych religii, o których energetyczna narracja wciąż bez ustanku jest odtwarzana w umysłowej przestrzeni podległego tłumu, który zakleszczony został w beznadziejnej pozycji – uciekaj. Bój się! Cierp! Słuchaj! Klęcz! Błagaj o dopust boży, przebaczenie, rozgrzeszenie, namaszczenie – odpust win! Nazywam to – Meta Okrucieństwem. Dawaniem złudnej nadziei by ssać energię i eksploatować bez końca.
Nieświadomość prawdziwego położenia na płycie Układu Scalonego. Zupełny brak wiedzy odnośnie własnego stanu i mechanizmów zarządzających, procesorów i kanałów wdruku. Wreszcie kompletna bezbronność wobec tej zgrabnie zakamuflowanej przemocy, dobroduszna otwartość na pozorne przejawy troski, które w istocie są tylko wyżeraniem energii. Religijny frazes i Obietnica jest tutaj kluczem. To jak łamanie umysłu poprzez deprywacyjną deprawację. Deprawowanie jest idealnym słowem – kluczem.
Otwórzmy to.
Punktem podstawy warunkowania – jest cierpienie. Fizyczny i emocjonalny ból – zadawany na tak wielu poziomach jak to tylko możliwe. Dzięki temu mamy dostęp do kodów operacyjnych umysłu, który jest jednocześnie sercem. To nie jest mózg. Mózg to tylko mechanizm – skrzynka z bezpiecznikami. Rozdzielnie impulsów. Umysł przekracza poziom fizyczny – dlatego, aby nim zawładnąć potrzeba najpierw w pewien sposób pozbawić go kontroli nad ciałem. Ciało trzeba ukrzyżować, biczować, przeczołgać przez kolejne stacje męki. W końcu umysł oddaje ciało w ofierze swojemu Oprawcy. I wtedy można rozpocząć proces warunkowania. Można Programować. Tutaj jest rola Obietnicy. Jest taki głęboki mechanizm psychologiczny, który w pewnym momencie zaczyna wielbić i adorować swojego Kata. Nazwijmy go tutaj Bogiem, przez duże B. Ten Bóg to nie metafizyczny koncept umysłowy a realnie istniejący ludzki poziom, ubóstwione oblicze Mózgu. Tutaj rozumiem „Mózg” jako zbiorowy kolektywny byt – poziom, który żyje z ssania energii, a jego robotą jest nieskończona eksploatacja tej najczystszej pierwotnej formy energii, która jest Podstawą Egzystencji. Rdzeniem. Pierwotnym Nieuwarunkowanym Poziomem Istnienia. Stanem Sprzed. Można to nazwać – EGO – Egzystencjalna Gra Okablowania. Okablowanie to często przejawiający się u mnie symbol krat, drutów, kabli. To stworzenie poziomu kontroli poprzez wyznaczenie granic i przekonanie, że ta przestrzeń jest jedyna możliwą przestrzenią, gdzie rozgrywa się nasza Egzystencja.
Tak nie jest.
Okablowanie koncepcjami, całym systemem wierzeń i przekonań i wciąganie w tą przestrzeń, sferę kolejnych pierwotnych świadomości istot żyjących. Ich nieuwarunkowana jeszcze świeża świadomość zasila – System. Jak przebiega energia elektryczna? Ropa? Sygnał radiowy? Impuls nerwowy? Bity informacji?
Przez Kabel – Babel.
Poziom fundamentalny, pierwszy wdruk – Religia – system metafizyczny operujący w albo – albo, czarno – biało, dobro – zło. Dostojewski opisał to perfekcyjnie w „Zbrodni i karze”. Zaczynamy od Chrztu. To bardzo ważne. To rodzące ciało jest wręcz naelektryzowane pierwotną wrodzoną energią. Jest to esencja pedofilii. To gwałt na energii i absorpcja jej we własny zdegradowany wymiar. Świat bez dzieci umiera energetycznie – dlatego pomimo przeludnienia wciąż „przywódcy” i „duchowni” wołają o dzieci. Tu nie chodzi o emerytury – tu chodzi o Zasilanie.
Drugim bardzo ważnym źródłem jest zabijanie istot żywych – zwierząt. Tak jak ropa zasila fizyczny wymiar tej klatki, tak zabijanie nieświadomych i bezbronnych zwierząt zasila Hermopolis energetycznie – białko cierpienia, budulec Królestwa. Od zawsze zwierzęta były ofiarami dla „Bogów”. Nie jest to co prawda wysokooktanowe paliwo jak w przypadku ludzi, nie mniej jednak już ma element „atomów życia”.
Masowe mordowanie ludzi i zwierząt jest jak generator – prądnica. Doprawienie tego emocjonalnym zaangażowaniem tłumów ich uwagą – jest podrasowaniem tego paliwa. To jest Kop. Kwantowa Rzeźnia na Boże Narodzenie.
Szkoła. Kolejny element drenowania. Usystematyzowany i zorganizowany system pozbawiania mocy i energii i przekierowania na Jałowe Pole. Tworzenie robotników i robotnic Hermopolis. Wyławianie do kadr Zarządzających.
Komunia „święta” drugi gwóźdź do Krzyża. Jeb! Rower, Zegarek i Sony PlayStation. Jedź prosto. Pilnuj Czasu. I graj w nasze gry.
I tak dalej. Kościół Powszechny. Życie Wieczne. W kabel.
ROZMOWA Z KONRADEM SZLENDAKIEM TWÓRCĄ MAGAZYNU “MAGIVANGA”
Czy fakt, że stworzyłeś i prowadzisz magazyn Magivanga, opisując w nim ten mniej popularny wymiar rzeczywistości i jej alternatywnych tuneli daje poczucie bycia wolnym?
Wiesz, tworzenie i prowadzenie czegoś alternatywnego, odmiennego, niestandardowego – w tym przypadku magazynu internetowego – może być faktycznie jakimś sposobem na mówienie veto i potwierdzam, że w moim przypadku tak właśnie jest. Jednak sam fakt skupienia się na nieznanych lub mało znanych przestrzeniach kultury, wyciągania ich na wierzch, nie gwarantuje OCZYWIŚCIE poczucia wolności. I tu mały aneks, jeśli rozbierzemy ideę wolności na czynniki pierwsze, nie ma ona moim zdaniem żadnego korzenia, rdzenia czy esencji.
Powiedzmy sobie bowiem szczerze: wolność cywilna jest wolnością fikcyjną, istniejącą jedynie na papierze i w przemówieniach politycznych – ograniczona bywa ona zazwyczaj ramami ekonomiczno-społecznymi – zaś wolność personalna jest w praktyce nie do osiągnięcia, gdyż realizacja jej potencjału zostaje zablokowana przez czynniki psychologiczne (czy też etologiczne impulsy habitatu). Pozostaje oczywiście kultowa w pewnych kręgach wolność duchowa (kosmiczna, totalna, niedualistyczna), która nie ma żadnych związków z doświadczeniem codziennym – pozostaje poza ramami społeczno-kulturowo-politycznymi – jednak jeśli zaczniemy ją rzutować na pozostałe, lepiej zwerbalizowane inkarnacje wolności, nie tylko nie otrzymamy czystego, holograficznego obrazu (4D + psylocybina), ale zanurzymy się w otchłani utopijnego eskapizmu.
A dzieje się tak z kilku powodów: „na szczycie piramidy” wciąż musimy jeść, porozumiewać się z ludźmi, płacić rachunki za energię i podatki (choć doradzam unikanie tego ostatniego). Jakakolwiek wolność ostateczna nie może oznaczać utraty kontaktu z „niższą rzeczywistością”, gdyż w innym wypadku wpadamy w pułapkę dualizmu i samozachwytu. Reasumując, nie stajemy się wolni robiąc COŚ DUCHOWEGO, ale osiągając zrozumienie własnej misji w połączeniu ze stanem ekstazy, miłości i zrozumienia wartości istnienia innych żyjących istot, a także wszystkich niezbędnych połączeń. W tym sensie MGV i inne „tunele wolności” mogą być jedynie drogowskazami na bardzo osobistej, skalistej drodze, którą każdy musi przejść sam.
Mariusz Kępka lub Mario jak zwykliśmy go nazywać to ziomek z ekipy wegeguru, który swoimi talentami kulinarnymi wspiera tych, którzy tego potrzebują. Można go spotkać co sobotę na warszawskiej patelni rozdającego wraz z żoną Agnieszką i przyjaciółmi wege posiłki dla najbiedniejszych. Moc otwartego serca. Zapraszamy do wsparcia jego inicjatywy 😉
Co skłoniło cię do wspierania tych, których najczęściej nie dostrzegamy, od czego zaczęła się historia Gy Dziung Norbu i czy mógłbyś wyjaśnić samą nazwę?
Do wspierania tych najbiedniejszych skłoniło mnie właśnie to, że już nikogo nie obchodzą. Jako buddysta chciałem pomagać innym, ale nie wiedziałem jak. Nie znajdę nikomu domu ani pracy, nie umiem wyciągać z nałogów, nie udzielę porady psychologicznej, ale mogę ugotować i rozdać kilka posiłków. Zatem reprezentuję postawę, że raczej ryba niż wędka, ale cóż, każdy robi ile umie. Zaczynaliśmy wraz z żoną 6 lat temu od 8 wegańskich porcji, które rozdaliśmy na Dworcu Wschodnim. Od tej pory gotujemy co sobotę ok. 100 porcji, i rozdajemy je wraz z przyjaciółmi w centrum Warszawy. Nasza nazwa w jęz. tybetańskim znaczy “Klejnot Spełniający Życzenia”, a nadał nam ją nasz nauczyciel buddyjski – J.E. Sangje Njenpa Rinpocze.
Jak sam piszesz twoją inspiracją są nauki Buddy, co tak stara tradycja może zaoferować cybernetycznej współczesności pełnej pospiechu i rozproszenia?
Nie mam pojęcia co nauki Buddy mogą zaoferować cybernetycznej współczesności…może jedynie to, że z cybernetyczną dokładnością spotka nas to, co z siebie dajemy. Inaczej mówiąc, jak zasiejemy buraka (z całym szacunkiem do tego warzywa), to pomarańcza nie wyrośnie. Trochę to niedzisiejsze myśleć o innych i im pomagać, ale właśnie to daje mi poczucie sensu w życiu. Jest po co wstawać co rano.
Ponieważ staram się nie krzywdzić zwierząt więc nie jem niczego, co trzeba by było najpierw zabić. Od wielu lat tego się trzymam i dobrze mi z tym. Zatem dieta wegetariańska/wegańska spełnia w moim życiu dwa ważne aspekty, jest zgodna z moją wizją świata, no i jest po prostu zdrowa, ale chyba do tego nie muszę nikogo przekonywać.
W tym jakże interesowanym i nastawionym na zysk świecie, choć ludzie chętnie deklarują swoją troskę na portalach społecznościowych w rzeczywistości wszelkie dobroczynne inicjatywy czy te małe czy wielkie wciąż borykają się z finansowymi i organizacyjnymi problemami. Czy tzw „system” wspiera współczucie i troskę, czy jednak twoim zdaniem jest wręcz odwrotnie. Jak to zmienić?
Gdybyśmy oglądali się na innych, czy na tak zwany “system”, to bylibyśmy w punkcie wyjścia. Chcieliśmy zobaczyć jak to jest, wymyślić plan i konsekwentnie go zrealizować, teraz już wiemy – satysfakcja gwarantowana! Wyszliśmy z założenia, że to do nas należy pierwszy krok, a być może ludzie sami przyjdą i spytają się czy nie trzeba pomóc … i przyszli, bo w brew pozorom ludzie chcą pomagać, tylko trzeba im stworzyć przestrzeń. A jak się robi coś dobrego to i pieniądze się znajdą, i tak to działa od kilku lat.
Ryba, wędka – masz ten dylemat? Kim są dla ciebie ci ludzie, dla których każdej soboty przygotowujesz posiłki? Zdarza się, że nie potrzebują już twojej pomocy i przestają być bezdomnymi?
Gdy ludzie dziękują mi za ciepły posiłek, ja im też dziękuję, pytają mnie za co? A przecież gdyby nie oni, to ja nie mógłbym robić tylu wartościowych rzeczy. Niezależnie z jakich powodów ludzie trafiają na ulicę, dla mnie są istotami godnymi szacunku i współczucia. Tak mówią nauki Buddy i tego się trzymam. Jak wcześniej wspomniałem, nie znam się na wyciąganiu z bezdomności, jest to sprawa niezwykle trudna i rzadko się udaje. Wiem jednak o kilku osobach, że już nie przychodzą na “patelnię” i wiem, że byłem przez chwilę pomocny, że dzięki naszemu wsparciu i naszej działalności przetrwali trudny okres. Teraz pracują i mają dach nad głową. To miód na moje serce.
Dlaczego warto pomagać?
Bo pomaganie jest fajne, satysfakcjonujące i jest wartością samą w sobie. Dzięki mądremu pomaganiu innym pomagamy również sobie. Buddyści nazywają to tworzeniem dobrej karmy na przyszłość.