DSC_5377

W zasadzie jest to polecany poranny napój podczas diety warzywno – owocowej dr. Dąbrowskiej i powiem szczerze działa mocno oczyszczająco. Możemy jednak zrobić wersję łagodniejszą w/g 5 przemian.

CO POTRZEBUJEMY:

SOK Z KISZONEJ KAPUSTY 200 ML (DREWNO)
WODA 200 ML (WODA)
KURKUMA 1 ŁYŻECZKA
SZCZYPTA CYNAMONU (ZIEMIA)
SUSZONY MAJERANEK 1 ŁYŻKA (METAL)
DWA ZĄBKI CZOSNKU (METAL)

KOLEJNOŚĆ:

WLEWAMY WODĘ I SOK Z KAPUSTY (WODA > DREWNO)
DODAJEMY KURKUMĘ (OGIEŃ)
SZCZYPTA CYNAMONU (ZIEMIA)
WYCIŚNIĘTY CZOSNEK I MAJERANEK (METAL)

NIE GOTOWAĆ ZBYT DŁUGO, MOŻNA NAWET JEDYNIE PODGRZAĆ

Jest to połączenie smaku kwaśnego – soku z kiszonej kapusty, który ma niezwykłe właściwości oczyszczające o czym pisze Katarzyna Lewko w książce „Leczenie dobrą dietą”

Innym doskonałym i tym razem w stu procentach wegańskim sposobem na zwiększenie dobrej flory bakteryjnej jest spożywanie kiszonych warzyw, na czele z kiszoną kapustą. Organiczna kiszona kapusta, najlepiej sporządzona w domu ma doskonały wpływ na florę bakteryjną, a co za tym idzie podnosi odporność organizmu.

Warto sobie uświadomić że osiem średnich opakowań probiotyku w postaci suplementu zawiera tyle samo substancji odżywczych ile dwie szklanki kiszonej kapusty. Pewne jest, że flora bakteryjna w kiepskim stanie oznacza poważne problemy trawienne i spadek odporności, dlatego trzeba pamietać o odpowiedniej suplementacji.

Badania niemieckich naukowców, których wyniki opublikowano w „Clinical Nutrition” dotyczyły około 500 zdrowych osób w wieku 18‒67 lat. Wszyscy otrzymali identyczne suplementy, ale tylko połowa z nich dodatkowo probiotyki (również w formie suplementów). W ciągu trzech miesięcy osoby karmione suplementami z probiotykami znacznie rzadziej ulegały przeziębieniom. Ponadto u ponad 100 z tych uczestników wzrosła liczba białych krwinek we krwi, co oznacza, że układ odpornościowy tych osób został wzmocniony.

DSC_5439

I ostrych przypraw jak czosnek i majeranek. Smak kwaśny wzmacnia yin naszego organizmu i pomaga nam w koncentracji, a w połączeniu ze smakiem ostrym energetyzuje i pobudza dlatego taki „koktajl” z powodzeniem zastąpi poranną kawę i potrafi nam dać niezłego kopa. Jeżeli zrobimy go na samym soku z kapusty bez wody może być efekt mocnego oczyszczenia. Picie rano kwaśnych rzeczy typu ocet jabłkowy, lub sok z cytryny oczyszcza naszą wątrobę, a tym samym naszą nadpobudliwość, złość i gniew, które z buddyjskiego punktu widzenia są niezwykle toksycznymi emocjami. Taki wywar to bardzo dobre antidotum na stres i podenerwowanie, które towarzyszą nam w zmaganiach z tak zwaną współczesnością. Smak kwaśny nie jest jednak wskazany kiedy mamy objawy przeziębienia wywołanego czynnikami zewnętrznymi (zimno – wiatr). Smak kwaśny chroni też płyny w naszym organizmie i pomaga w ich uzupełnianiu i gromadzeniu, działa odmładzająco i odświeżająco. Pomaga na koncentrację i skupienie, może być dobrym wsparciem medytacji czy praktyki uważności.

Natomiast smak ostry tutaj w postaci czosnku i majeranku to przemiana Metalu czyli jesień – smak, który oddziałuje na płuca i jelito grube. Zatem mamy tu idealne połączenie dla wzmocnienia pracy naszego jelita i dlatego ten wywar ma tak mocne działanie przeczyszczające. Ponad to smak ostry wzmacnia nasze płuca i pomaga uodpornić się na zewnętrzne czynniki chorobotwórcze, wzmacnia też cyrkulację energii i porusza jej stagnację, otwiera pory skóry. Smak ostry jest wskazany kiedy mamy problemy z oddychaniem i dobrze spożywać więcej ostrych przypraw kiedy mamy stany depresyjne czy melancholijne. W tybetańskim systemie dietetyki opisuje się to tak:

Ostry (po tybetańsku: Tsa-ba): Te produkty żywnościowe są połączone z żywiołami ognia i powietrza. Pikantne potrawy zmniejszają „beken” i „lung”, z kolei zwiększają „tripa”; wzmacniają organizm i działają korzystnie na trawienie; pobudzają apetyt i soki trawienne, pomagają spalić tłuszcz, poprawiają oddychanie i oczyszczają krew. Mogą jednak doprowadzić do bardzo szkodliwego przedawkowania i organizm zaczyna reagować wtedy bólami stawów (przy kręgosłupie i kolanach), gdyż działają one wysuszająco na maź stawową. Poprzez smak ostry wysuszają się także skóra i śluzówka.

Ostry kierunek smakowy posiada raczej słabą moc leczniczą. Do tej grupy należą: zwierzęce białko mleczne w serze (na przykład ser twardy oraz parmezan), przyprawy takie jak pieprz Cayenne, chili, koper włoski, kardamon, czosnek, kmin, czarnuszka, kurkuma, chrzan, peperoni, pieprz biały i czarny, musztarda, tymianek i cynamon.

Florian Überall, Andrea Überall. „Uzdrawianie żywnością. Tybetański sposób na choroby cywilizacyjne”.

Zatem jak ze wszystkim należy zachować rozsądek i umiar. Sam czosnek to potężna roślina o której można wiele dowiedzieć się z tej książki:

Na zdrowie!

DSC_3417-001

Zrobimy moi mili pyszną zupkę miso. Wchodzimy w okres jesienny, co znaczy, że bardziej musimy zadbać o odporność naszego organizmu, by jak to powiadają nie zaniemóc na ciele i duchu. Kuchnia jest właśnie tym miejscem, które niczym gabinet lekarski i zarazem świątynia może pomóc nam zadbać o zdrowe ciało i ducha.

Gotowanie jeżeli sobie na to pozwolimy może być Ceremonią – czymś pełnym znaczenia, rodzajem medytacji i kontemplacji nad naturą życia, nad współzależnością procesów i zjawisk, pożywienie może być Lekarstwem, a sam proces przyrządzania pokarmu – praktyką uważności. Wszystko zależy od tego jak postrzegamy daną czynność i jaką wartość i znaczenie przypisujemy temu co robimy. Zawsze najbardziej fundamentalne okazują się – nasza intencja i motywacja, bowiem to one tworzą faktyczny rezultat tego co robimy. To właśnie w ten sposób mamy bezpośredni wpływ na świat w jakim żyjemy – dlatego kuchnia bezmięsna, świadome ograniczanie spożycia białka zwierzęcego w dobie współczesnych problemów z naszym klimatem jest jednocześnie pełnym znaczenia działaniem dla pożytku świata i istot żyjących.

Podstawą naszego życia jest oddech i z punktu widzenia tradycyjnej medycyny chińskiej stanowi on jeden z trzech korzeni energii QI – pozostałe to nasza dziedziczona kondycja po przodkach i energia pozyskiwana z pokarmu. Zadbanie o środowisko w jakim żyjemy w takim samym stopniu jak o własne ciało i ducha jest konieczne by rozwój naszej świadomości mógł toczyć się dalej, bowiem tak naprawdę taki w moim przekonaniu jest sens istnienia. Degenerowanie swojego potencjału jest największą tragedią ludzkości. Energia i kreatywność jaką dysponujemy jest w stanie uzdrowić nas samych i życie wokół nas jednak wymaga od nas odpowiedzialności i empatii wykraczającej poza nasze jednostkowe i ludzko kolektywne ego, a to wymaga treningu, dyscypliny i wytrwałości. Mądrość naszych przodków w postaci tysięcy nauk i wskazówek wielu tradycji świeckich i duchowych to nieprzebrana skarbnica i źródło z którego wciąż można czerpać.

DSC_3416-001

Jesień to czas kiedy żywiołowa energia Yang zaczyna słabnąć i zaczyna się wzrost bardziej pasywnej i zorientowanej wewnętrznie energii Yin. To ruch do wnętrza co uzmysławia nam pogoda i zmiany w naturze. W pierwotnym szamanizmie chińskim ten ruch reprezentuje Biały Tygrys, który jest związany z cnotą i moralnością. Dotyczy to także studiowania i przyswajania wiedzy na wzór całej natury, która kieruje się do wewnątrz i magazynuje siłę witalną głęboko kierując ją do nasion i korzeni. Reprezentuje to dojrzałość naszego życia, mądrość wynikającą z doświadczenia. Niezwykle istotne jest praca z emocjami, bowiem oddziaływają one bezpośrednio również na nasz organizm wpływając na osłabienie organów wewnętrznych i cyrkulację energii Qi. I tak podczas jesiennego okresu może nam doskwierać żal, obawy, poczucie ciężenia, stany depresyjne i smutek. Antidotum to praktykowanie współczucia i troski, oraz zaufanie do dobrotliwej natury nas samych, która jest pogodna i wspierająca przysłonięta przez nadmierne obawy i natłok skoncentrowanych na sobie i swoim stanie myśli.

Nadmierny smutek niszczy płuca, które zamieszkuje duch „Po”, który jest energią najbardziej związaną z naszym fizycznym ciałem zwierzęcym aspektem obecnym w naszym wnętrzu. To duch (aspekt świadomości) umierający wraz z naszym biologicznym ciałem odpowiadający za odruchy bezwarunkowe. To aspekt struktury – danego czasu, miejsca i przestrzeni posiadający zdolność do zakotwiczenia w tu i teraz z ogromną rolą instynktu i woli przetrwania. Ludzie, którzy mają ten aspekt dominujący są bardzo osadzeni pragmatyczni i „ziemscy” myślący do przodu w kategoriach zapewnienia sobie optymalnych warunków. Mają dużą determinację i siłę przebicia. Żyją pełną piersią, jednak jest w tym dużo automatyzmu i egotyzmu.

Osłabione „Po” to brak odporności, pewności siebie i woli walki, to ludzie wycofani o słabej kondycji często pogrążeni w rozpamiętywaniu przeszłości, dlatego jesień często jest depresyjna dla ludzi wrażliwych i emocjonalnych. Receptą jest przebywanie w naturze podobnie jak praca z ziemią i żywiołami, poświęcanie czasu i uwagi na praktyczne zajęcia jak gotowanie smacznych rozgrzewających posiłków jest doskonałym lekarstwem na jesienną chandrę.

Bazą dla naszej zupy będzie rośliny wywar wegański, który przygotujemy w/g metody Pięciu Przemian. Ten akurat przepis jest na większą jego ilość co pozwoli nam zrobić na jego bazie nie tylko jedną zupę a nawet kilka, lub pić go na przykład rano, kiedy potrzebujemy się nieco wzmocnić.

WEGAŃSKI WYWAR w/g pięciu przemian

DSC_4753

Element Metalu nadajemy moc:

4 duże cebule przekroić na pół i 100 gr imbiru i zapiec w piekarniku ok 10 min w 220 stopniach

Posiekać warzywa w duże kawałki: (można dać wiele warzyw – jakie mamy)

8 marchewek
1 mały seler
1 pietruszka
5 łodyg selera naciowego
1 duży por

Przemiana Ognia:

Postawić garnek na ogień / palnik

Przemiana Ziemi:

Dodać olej

Wrzucić pokrojone warzywa – smażyć
Dodać 2 laski cynamonu i 5 łyżek brązowego cukru

Przemiana Metalu:

Dodajemy upieczoną cebulę i imbir
Trzy gwiazdki anyżu
2 łyżeczki ziaren kopru włoskiego
2 łyżeczki ziaren kolendry
Kawałek papryczki chili

Przemiana Wody:

Zalewamy dobrze podsmażone warzywa i przyprawy 5 litrami wody dajemy sól i sos sojowy w/g uznania

Jak już warzywa będą miękkie dodajemy odrobinę soku z cytryny w przemianie Drewna i kończymy w przemianie Ognia dodając szczyptę kurkumy.

WARZYWA W PRZEMIANIE ZIEMI

Marchew
Korzeń pietruszki
Seler

WARZYWA W PRZEMIANIE METALU

Tutaj jak na filmiku przygotujemy:

Por
Cebula czerwona
Imbir świeży
Szczypior

NERKOWY WYWAR W PRZEMIANIE WODY:

Olej (ziemia)
Pieczarki (ziemia, ja czasem grzybów używam w przemianie wody – tak jak na filmie)
Szczypta granulowanego czosnku (metal)
Wodorosty Wakame (woda)
Wędzone tofu (woda)
Sos sojowy (woda)

Nerki są korzeniem i podstawą całego organizmu. Dostarczają nam energię i ciepło. Są źródłem i podstawą jakości Yin i Yang co oznacza, że ich kondycja w głównej mierze o tym jak się czujemy zarówno na poziomie fizycznym jak i psychicznym, bowiem od ciała zależy energia, a od energii zależy stan naszego umysłu. Te trzy podstawowe elementy w jakich się przejawiamy czyli ciało, energia i umysł są od siebie współzależne i tylko pozornie możemy je oddzielić. Symbolicznie tą trójcę określa Niebo (tien) jako pustka, przestrzeń – umysł, Ziemia (dee) jako stałość, cielesność, materia, oraz Człowiek (ren) jak przejawienie dynamicznego elementu energii.

DSC_3445-001

PRZEMIANA DREWNA

Siekamy natkę pietruszki
Możemy doprawić kilkoma kroplami octu ryżowego lub cytryny
Dodać kwaśnego sproszkowanego proszku z mango, który jest wyjątkowo kwaśny

Zalewamy wrzątkiem makaron ryżowy i najlepszy jest makaron z brązowego pełnowartościowego ryżu, który wzmacnia czi śledziony i żołądka oraz jin płuc, usuwa „wilgotne gorąco” z jelita grubego i gorąco z nerek, równoważy nadmiar jang w płucach. W związku z powyższym, jedzenie ryżu wskazane jest w leczeniu jelita grubego (np. gorącej biegunki z krwią), przy nadciśnieniu pochodzenia nerkowego. Usuwa kwas moczowy (mocznica, reumatyzm wywołany gorącem). Skutecznie działa w przypadku chorób skórnych pochodzących od płuc i nerek (np. neodermitis).

Ja tutaj niestety mam jedynie makaron z białego ryżu.

PRZYGOTOWUJEMY PASTĘ MISO

Dajemy odpowiednią ilość dla nas pasty miso – na miskę zupy ja daję solidną łyżkę pasty i rozrabiamy (blendujemy) ją z zimną wodą.

Są różne pasty miso. Najbardziej popularna jest na bazie fermentowanej soi i jest ona bardzo popularna w Japonii – ojczyzny kuchni makrobiotycznej i o jej intensywności może nam dużo powiedzieć jej kolor, bowiem im ciemniejsza tym jest mocniejsza w smaku i bardziej skondensowana. Ciemny kolor pasty oznacza, że proces fermentacji trwał dłużej. Biała, szara, lub beżowa pasta jest mieszanką soi z ryżem, ma zdecydowanie bardziej słodki smak. Żółta pasta miso jest to miks soi z jęczmieniem i można ją używać często. Czerwona natomiast jest gęsta i słona ma bardziej ciężki kaliber i jak wspominałem jest poddana dłuższemu okresowi fermentacji. Natomiast bardzo ciemne wręcz czarne miso – to esencja tej pasty poddane bardzo długiej fermentacji i robione wyłącznie z soi.

ROBIMY ZUPĘ NA WOKU:

Palnik (ogień)
Olej ryżowy (ziemia)
Warzywa z przemiany metalu: cebula, por, imbir.
Smażymy (smażenie podnosi Yang produktu – dodaje energii)

Wracamy do przemiany ziemi i dodajemy: marchew korzeń pietruszki i seler (smażymy krótko jak chcemy mieć kruche warzywa, dłużej natomiast, gdy preferujemy bardziej miękkie.

Doprawiamy odrobiną chili lub pieprzem w przemianie metalu

Dodajemy nasz wywar nerkowy w przemianie wody – możemy dolać wody zimnej, gdy zupa jest za gęsta

Wlewamy do miseczki z makaronem ryżowym

Dodajemy roztwór z pasty miso w odpowiedniej dla nas ilości

Dodajemy natkę pietruszki – drewno

Szczyptę kurkumy

Kilka kropel oleju sezamowego / można też posypać podprażonym sezamem (najlepiej czarnym i białym w myśl Tao 😉 – przemiana ziemi

I na koniec w przemianie metalu dajemy świeży szczypior.

Pożywienie zalecane na jesień:

„Łagodnie ostre i ogrzewające produkty, które kompensować będą pojawienie się zewnętrznego zimna, na przykład owies, proso, kukurydza, ryż, marchew, por, rzodkiew, kalafior. W przypadku wewnętrznego zimna, dreszczy i początków przeziębienia smak ostry takich produktów, jak czosnek, cynamon, chili, imbir i cebula, stymuluje krążenie qi i szybko przekazuje energię obronną do powierzchni.

W przypadku wpływu zewnętrznej wilgoci należy używać ciepłych, osuszających produktów, żeby wspierać środkowy ogrzewacz (proso, ryż) oraz płuca (ostre przyprawy, aby usunąć zaburzenia związane z wilgocią i śluzem). Jeśli dominującym czynnikiem patogennym jest suchość, należy użyć produktów nawilżających (gruszka, tofu, orzeszki ziemne).”

Kastner Joerg „Terapia pożywieniem”

SZYBKIE I ZDROWE DANIE W PRZEMIANIE ZIEMI IDEALNE NA WCZESNĄ JESIEŃ SYCĄCE I PROSTE W WYKONANIU

Element Ziemi reprezentowany przez śledzionę-trzustkę reguluje „środek” – ten, który jest stały, skąd harmonizuje skutki działania czterech pór roku.

Klasyk medycyny wewnętrznej

Wiele osób po prostu kocha kluchy ja także choć wiem, że temat idzie w tzw: boczki, brzuszek itd. Jednak nie jesteśmy w wegekuchni zwolennikami reżimów żywieniowych i współczesnych dietetycznych szaleństw – swoistego terroru szczupłego ciała i obsesji wyglądu. W zasadzie uważamy wręcz odwrotnie, że najlepiej pracować nad dystansem i patrzeć na to wszystko z przymróżeniem oka. Szczególnie na dość neurotyczne trendy, pewną chorobliwą i dość powszechną przypadłość oceniania ludzi na podstawie ich zewnętrznego wyglądu, całą komercyjną kulturę popularną napędza kult pięknego ciała, które przypominam nie jest wieczne i w proch przysłowiowy się przecież obraca. Poza tym ciało fizyczne to jedynie jedno z ciał jakim w istocie we współczesności dysponujemy. Jak pisze Jacek Dukaj: Spopularyzowanie komputerowych awatarów sprawia, że łatwiej wprowadzić do powszechnego obiegu precyzyjniejsze języki opisu tych relacji. Należy rozbić pojęcie ciała na co najmniej trzy instancje: na ciało fizyczne, ciało wirtualne i ciało fenomenalne. To ostatnie odnosi się do naszego wyobrażenia-odczucia ciała, do „mentalnej mapy ciała” zbudowanej z subiektywnego jego doświadczenia, w tradycji Merleau-Ponty’ego.

Jednak warto też przede wszystkim pamiętać, że ciało to nasz wielki przyjaciel, który żyje w tu i teraz w przeciwieństwie do neurotycznego umysłu, który terroryzuje nas ciągłym myśleniem. Mądrość ciała jest bardzo pragmatyczna i jednocześnie potrafi być sto razy bardziej godna zaufania niż mentalne spekulacje. Dobrze, ale wracajmy do naszego przepisu 😉

Co potrzebujemy:

1 dużą cukinię
1 czerwoną paprykę
2 cebule
3 ząbki czosnku
1/2 kostki wędzonego tofu
Szklanka przecieru pomidorowego
3 listki świeżej Bazyli do ozdoby
100 gr makaronu pełnoziarnistego spaghetti durum
Łyżeczka soku z cytryny

Przygotowanie:

Paprykę, cebulę i czosnek kroimy w drobną kostkę (jednak bez przesady)
Cukinię ścieramy na tarce
Tofu kroimy w kostkę i podsmażamy na woku dodając odrobinę sosu sojowego

Danie przygotowanie w/g 5 przemian

Rozgrzewamy garnek (przemiana ognia) dodajemy dwie łyżki oleju ryżowego (przemiana ziemi) i wrzucamy cebulę i czosnek (przemiana metalu) dodajemy paprykę i kiedy wszystko będzie wystarczająco podsmażone wrzucamy naszą cukinię, która niejako stanowi bazę w przemianie ziemi.

Narządy związane z Elementem Ziemi, śledziona-trzustka i żołądek, są przede wszystkim odpowiedzialne za trawienie i rozprowadzanie składników pokarmowych. Energia Qi i inne esencje ekstrahowane podczas trawienia są wykorzystywane przez organizm do tworzenia energii wei qi (odporności), witalności, ciepła i wykształcenia tkanek ciała oraz rozwinięcia funkcji umysłowych.

Osoby ze zrównoważoną śledzioną-trzustką: są na ogół pracowite, praktyczne i odpowiedzialne. Lubią rozwijać siebie i innych, są mocne, aktywne i stabilne. Są to ludzie o dużej wytrzymałości, mający dobry apetyt i trawienie, o silnych kończynach. Zazwyczaj lubią porządek i dokładność, często celują w twórczych działaniach. Mają bogatą wyobraźnię.

Paul Pitchford „Odżywianie dla zdrowia”.


Cukinia to doskonałe źródło manganu i witaminy C, jak również bardzo dobre źródło magnezu, witaminy A, błonnika, potasu, folianów, miedzi, witaminy B2 i fosforu. Wiele z tych substancji wykazuje w badaniach właściwości zapobiegania miażdżycy i cukrzycowej chorobie serca. Magnez w cukinii okazuje się być pomocny przy zmniejszaniu ryzyka udaru czy zawału serca. Cukinia przydaje się osobom cierpiącym z powodu astmy. Regularne spożywanie cukinii skutecznie obniża wysoki poziom homocysteiny w organizmie i może zapobiec stwardnieniu rozsianemu.


Kiedy już temat jest wystarczająco miękki doprawiamy pieprzem i jeżeli chcemy chili w przemianie metalu i dorzucamy podsmażone tofu i doprawiamy solą i sosem sojowym – przemiana wody. W międzyczasie gotujemy makaron. I tutaj mała cytatowa dygresja apropo naszych bezglutenowych mód, które są często jedynie kolejną „zajawką” zachodniego świata, podczas gdy dobrze by było zachować więcej pokory i zdrowego rozsądku, bowiem stoimy w obliczu tak dużych problemów ze środowiskiem naturalnym, dostępem do wody, że naprawdę nasze fanaberie zakrawają o pomstę do gastro nieba!

DSC_6192

Pszenica to wartościowe i zdrowe źródło składników odżywczych, stanowi ważną część diety wielu osób. Choć ludzie często deklarują, że chcieliby zrezygnować z pieczywa, bo „pełno w nim węgli”, to wśród produktów podstawowych chleb i jego pochodne są, obok soi, najbogatszym źródłem białka, a także istotnym źródłem błonnika i witamin z grupy B.

Jamie wyeliminował ze swojej diety wiele pysznych produktów, pozbawiając się chwil prawdziwej przyjemności. Dla mnóstwa osób świeżo upieczony chleb to najlepsza rzecz na świecie, alchemiczna mieszanka kilku prostych składników, która prawdziwego mistrza może zainspirować do stworzenia wyjątkowego dzieła. Podobnie dobry makaron stanowi niezrównane źródło kulinarnych rozkoszy i podstawę jednej z najważniejszych kuchni świata. To samo można powiedzieć o ciastach, ciastkach, pizzy, kluskach, croissantach, kruchych ciasteczkach, brioszkach i puddingu Yorkshire. Mimo że wiele osób mogłoby uznać rezygnację z tego typu uciech za błahostkę, ja uważam, że często nie doceniamy potęgi prostych przyjemności, zapominając, że wzbogacają nasze życie i poprawiają samopoczucie.

Choć na początku swojej bezglutenowej przygody Jamie mógł odżywiać się racjonalnie, wielce prawdopodobne, że wraz z upływem czasu jego nawyki się zmienią. Sam fakt, że jakieś produkty są bezglutenowe, nie oznacza, że można je jeść bezkarnie. Istnieje mnóstwo ubogich w składniki odżywcze artykułów bezglutenowych i niewykluczone, że początkowe korzyści ze zmiany diety z czasem znikną. A ponieważ w produktach bezglutenowych jest często więcej tłuszczu i cukru niż w ich glutenowych odpowiednikach, niewykluczone, że Jamie będzie się teraz odżywiał gorzej.

Możliwe jednak, że najniebezpieczniejszy ze wszystkiego jest system fałszywych przekonań, który stworzył Jamie. Uwierzył, że rezygnacja z pewnych produktów stanowi sposób na poprawę stanu zdrowia. To przeświadczenie prawdopodobnie zapuści głęboko korzenie w jego psychice i w przyszłości, być może wtedy, gdy początkowe sukcesy eksperymentu z wyeliminowaniem glutenu zblakną, zacznie on szukać bardziej radykalnych rozwiązań, łudząc się, że w ten sposób dba o zdrowie.

Anthony Warner. „Wściekły kucharz. Cała prawda o zdrowym jedzeniu i modnych dietach”.

Teraz dodajemy w przemianie drewna przecier pomidorowy, odrobinę soku z cytryny i gotowe. Aby rozgęścić możemy dolać wody wracając do przemiany wody. Możemy posypać nasze spaghetti płatkami drożdżowymi zamiast zwyczajowo serem. Zdrowo, tanio i szybko. Czego chcieć więcej…

Smacznego!

PIRACKIE OPOWIEŚCI

TERROR ROZPROSZENIA

DSC_4808-001

Wybory. Lewa. Prawa. Środek. Od ściany do ściany. Od uderzenia w ścianę skandalu do uderzenia w mur kolejnego rozczarowania, od obietnicy do obietnicy. Wysłane w czasie zapewnienia, które prawie nigdy nie dochodzą do fazy realizacji, bowiem nasza rzeczywistość jest montowanym na żywo reality show. Spektaklem rozpisanym w taki sposób by wciąż i wciąż zapominać o co tutaj tak naprawdę chodzi, o co biega w tym szaleństwie.

To nieprzerwane zapętlenie w bodźcach, w biernym zaangażowaniu na poziomie świadomości. W wiecznym i chaotycznym myśleniu, które nigdy z powodu własnego ograniczenia nie sięgnie kresu i wyczerpania. To ciągłe bezsensowne spalanie żywej energii by tworzyć martwe przeczące sobie wzajemnie koncepcje, ideologie, filozofie – punkty odniesienia względem iluzji oddzielenia. System oparty na wierze w realność abstrakcji, nadawanie wartości, przypisywanie znaczeń – kolektywnej symulacji, która jak płodne łono co kilka sekund wypluwa na świat kolejną zdezorientowaną istotę czekającą na „szczęście”, które w swej istocie jest dojrzewającym cierpieniem.

Krótkotrwałość Gry. Krótkowzroczność Rozwiązań.

Wszystko staje się cyfrowe. Statystyczne. Pozbawione ugruntowania i korzenia. Stan nieważkości, dryfowanie po absurdalnej orbicie relatywizmu wszelkich wartości, fundamenty stają się grząskim błotem, ściekiem odchodów. Rozpadamy się tracąc kolejne punkty zaczepienia i oparcia. Religia, polityka, systemy filozoficzne i światopoglądowe – wszystko to wydaje się coraz mniej przekonujące i godne zaufania. Kompromitacje przeszły nasze wyobrażenie i stały się toksycznym pozbawionym wartości odżywczych chlebem powszednim. Każdego dnia próbujemy zaktualizować nasz niestabilny system wierzeń – urojeń. Jednak coraz częściej zawieszamy się pomiędzy rozpaczą i niedowierzaniem i spajającym to wszystko lękiem. Można powiedzieć, że mamy w sobie siedziby trzech głównych partii naszej wewnętrznej polityki względem wtórnej zewnętrznej rzeczywistości.

Partia głupoty. Partia gniewu i niechęci. Partia napastliwej pożądliwości. Czyli centrum, prawica i lewica. To jest nasza strategia polityczna nakierowana na przetrwanie w tej klatce uwarunkowań. Umysł obojętności to ten osadzony pomiędzy skrajnościami, jednak nie jest to idealnie harmonijny w myśl tak zwanej drogi środka – nie. To umysł która po prostu ma to wszystko gdzieś. Dryfuje. Udaje zainteresowanie dla świętego spokoju, ciągle zmienia „poglądy” i punkty widzenia. To strategia „jestem zmęczony”, „wszystko to samo”, „ta sama śpiewka”. To oportunista, miałki gość, który chce przejechać przez ten tunel bez zaangażowania, idzie na każdy układ z każdą ze stron, dla korzyści, mówi co w danej chwili najlepiej powiedzieć. Jednak w nic nigdy tak naprawdę nie jest zaangażowany. Totalna obojętność. Tak dobrze i tak dobrze. Idealny polityk. Bazuje to na ignorancji.

W naturalnym odruchu zanurzamy się w rozrywce. Cały przemysł zabawy i przeżywactwa służy wypełnieniu pustki, w którą się zapadamy pozostawieni sami wobec siebie – „nierozerwani” – bez zewnętrznych przymusów i sensów stanowiących pochodną dotychczasowych konieczności życiowych. Bo w tej ciszy i pustce tym wyraźniej słychać głos starego „ja” narracyjnego: tym byłem, tym jestem, tym będę, taka jest moja opowieść, do tego dążę, to mi się udało, a to nie, po to żyję. I ten głos staje się nie do zniesienia, kiedy nie ma już do wypowiedzenia takiej „opowieści na życie” danej przez zawód, religię, porządek społeczny.

Więc najpierw zagłuszasz to „ja”. Aż w końcu ono wysycha, klęśnie, zanika. I to wycofywanie się z klasycznej samo-świadomości w przeżywactwo i reaktywność obserwujemy na co dzień. Od kultu zajętości („nie mam czasu na nic”), do snobizmów na mindfullness i ucieczek w pustelnie: taki kontrtrend najwyraźniej wskazuje na przemożność trendu dominującego; są to oznaki desperacji.

Sam fenomen filozofowie i pisarze analizowali od wieków, pozostawał on jednak ograniczony do najwyższych warstw społecznych, głównie arystokracji: tych, którzy już wtedy nie musieli pracować. XX wiek przyniósł zaś przemysłową produkcję rozrywki dla mas, a komputeryzacja i big data podporządkowały ją metodzie naukowej. Aż do takiego rozrywki udoskonalenia i zindywidualizowania, że każdy może się dziś rozrywać od rana do wieczora, i to tak skutecznie, że jego własne „ja” narracyjne nie jest już zupełnie potrzebne; życie żyje się poza nami.

Jacek Dukaj: Na Zachodzie wzbiera fala rozpaczy

Partia gniewu i niechęci. To umysł skierowany do tyłu, w przeszłość. To ciągłe i absurdalne przywoływanie wzorców, postaw i ideałów, których nikt już dawno nie rozumie. To odwoływanie się do mocy i potęgi dawnych bogów, herosów, bohaterów. Rodzaj baśni – pięknej i szlachetnej wyssanej z grożącego palca opowieści przy jednoczesnym maskowaniu swojej słabości i szaleństwa, porażającego oderwania od rzeczywistości. To toporna moralność wyparcia i traumy, profil pokutnika gloryfikującego potępienie i zwiastującego wielką karę w postaci boskiego gniewu i apokaliptycznego scenariusza ludzkich dziejów. Wielkiego i zapierającego dech w bogobojnej piersi finału, to umysł spisku i pozornie sensownej narracji o totalnej kontroli tak zwanym światowym spisku trwającym przez tysiąclecia i zmierzającym do jakiegoś „punktu ostatecznego”, który raz jest wojną, raz kometą, raz inwazją obcych, albo przyjściem mesjasza z nieba. Paliwem jest wrodzony lęk. Objawem szaleństwo.

Trzecia propozycja psychologicznej polityki to partia pożądliwości i obietnicy, która lokuje w świetlanej przyszłości. To dominująca narracja naszej współczesnej codzienności, tak zwany kapitalistyczny nowoczesny liberalizm. To wiara w rozwój, wieczny progres i dobrobyt, to świat bez boga i diabła, religia humanizmu. Świecki model gloryfikujący wrodzony nam algorytm pożądania, progresywny i zarazem coraz bardziej zaślepiony skrajny materializm. Hedonistyczna pozbawiona skrupułów orgia krótkotrwałych uciech, która „zapomniała” o kacu w postaci starości i śmiertelności i próbuje w nieskończoność ciągnąć stan „upojenia możliwościami”. To sen o trans humanizmie, naukowej nirwanie, genetycznym zbawieniu śmiertelnego ciała, naukowym oświeceniu. Wyparcie spustoszenia i degeneracji jest tu cechą charakterystyczną, to skrajnie narcystyczny umysł przekonany że człowiek jest bogiem, jedynym powodem istnienia wszelkich procesów we wszechświecie, a wszystko jeszcze przed nami choć poziom gówna sięga krtani. Cechą charakterystyczną jest ciągłe stymulowanie pożądania. Żądza osiągania.

DSC_4699-001

Proces ewolucji stworzył w nas te algorytmy. Głęboko ukryte gadzie predyspozycje do ucieczki, walki i udawania martwych. Do bycia alfa i beta. Podświadomą potrzebę nagrody i instynkt zdobywcy. Reakcyjna maszyneria ukryta za maską „nowoczesnego człowieka”. Systemy wiecznego usprawiedliwiania, wyparcia, zrzucania odpowiedzialności, szukania pocieszenia w obietnicach religijnego szaleństwa czy technologicznej utopii. Terror rozproszenia byśmy bez ustanku reagowali na tą absurdalną rozgrywkę, wciąż byli na boisku czekając na aplauz samych siebie sklonowanych poprzez zwierciadła social mediów. Śpimy śniąc gęste ciężkie sny przenosząc chorobę z umysłu do umysłu, każdego dnia czynimy upgrade by być na tak zwanym „czasie”.

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

KLEIK OWSIANY

PORZĄDNE OGRZEWAJĄCE ŚNIADANIE NA BAZIE MĄKI OWSIANEJ W PRZEMIANIE ZIEMI I METALU Z WARZYWAMI

To prosta propozycja na śniadanie. Poranne wzmocnienie i ogrzanie naszego organizmu. Ciepłe śniadania w dietetyce chińskiej są bardzo preferowane, bowiem w tym systemie żywienia raczej dbamy o to by jeść pożywienie ciepłe termicznie szczególnie kiedy za oknem robi się coraz zimniej warto wówczas zadbać o swój system odpornościowy i jeść więcej ostrych warzyw w przemianie metalu tak jak w tym przepisie (cebula, por, czosnek) a szczególnie wzmacniający jest owies, który ma w medycynie chińskiej rozgrzewającą naturę termiczną, jest słodki w przemianie ziemi i lekko gorzki w przemianie ognia, co oznacza, że oddziaływuje na żołądek, śledzionę, serce i jelito cienkie. Zarządzanie smakiem w dietetyce chińskiej podlega zasadzie harmonii czyli dbamy o to by zachować porządek pięciu przemian. Owies działa uspokajająco i jest doskonały na kojenie nerwów i pracę mięśnia sercowego. Doskonale pomaga na niestrawność, wzdęcia i z tytułu tego, że jest bogaty w krzem wspiera układ kostny i tkanki łącznej, produktem, który również jest bogaty w krzem jest amarantus, seler naciowy i proso czyli kasza jaglana. Dzienne zapotrzebowanie na krzem to od 5 do 10 mg, który wspiera przemianę materii i jest wskazany gdy chcemy się pozbyć nadmiernych kilogramów.

Prostota w kuchni to moim zdaniem dobra recepta na zdrowie, kiedy chcemy „poszaleć” idziemy do restauracji na coś specjalnego złożonego z wielu składników, co potrafi nas oszołomić smakiem, formą, zapachem i wyglądem, jednak na codzień lepiej odżywiać się w sposób rozsądny, co oznacza dla mnie mało skomplikowane pożywne potrawy, które można przygotować łatwo i szybko.

Zdecydowanie polecam śniadania ciepłe przygotowywane na bazie owsa, kaszy jaglanej, ryżu czy komosy z dodatkiem owoców lub warzyw, roślinnego mleka, orzechów, pestek i bakalii. Tutaj jak widzicie na filmiku przygotowałem dla was owsiankę, która jest zdrowa i pożywna. Ważne jest to by kupować ziarna i zboża dobrej jakości najlepiej ekologiczne z gospodarstw, które znamy i mają sprawdzoną markę produktu.

SKŁADNIKI:

Czerwona cebula (metal, ciepła)
Por (metal, ciepły)
Czosnek (metal gorący)
Mielony orzech włoski (ziemia, ciepłe)
Mleko kokosowe (ziemia, ciepłe)
Marchew (ziemia, neutralne)
Mąka owsiana ok 150 gr (metal, ciepła)
Odrobinka chili (metal, gorące), curry (metal, gorące)
Cytryna (drewno, zimna)
Kurkuma (ogień, ciepła)

Warzywa obieramy i kroimy w paski.
Podprażamy mąkę owsianą na patelni aż zbrązowieje.

Zrzut ekranu 2019-09-09 o 15.19.42

Rozgrzewamy woka.
Wlewamy olej ryżowy.
Smażymy marchew (ziemia), a następnie warzywa w przemianie metalu – cebula, por, czosnek.

Wracamy do przemiany ziemi i wlewamy mleko kokosowe i znów dodajemy ostrej przyprawy w postaci chili.

Zagęszczamy prażoną mąką owsianą i znów dolewamy mleka i znów szczypta chili lub jak chcemy może być curry. Dajemy sól i kilka kropel cytryny w przemianie drewna. Dajemy kurkumy i kończymy posypką z orzecha włoskiego (okazuje się, że jest w przemianie ziemi, choć ma gorzkawy posmak i wydawałoby się, że pasuje bardziej do przemiany ognia) Zaskoczenie jak to w tak zwanym życiu. Orzechy włoskie wchodzą do żołądka. Ożywiają i ogrzewają płuca, łagodzą objawy astmy, nawilżają jelita. Uzupełniają niedobór energii płuc i płynów ciała. Zapobiegają przedwczesnemu wytryskowi. Są stosowane przy niedoborze yang nerek, przy kaszlu, lumbago, w chorobie beri-beri, impotencji, osłabieniu ogólnym i kończyn dolnych (kolan), przy częstym i bolesnym oddawaniu moczu, zatwardzeniach z powodu suchości jelit i nadmiernego zużycia płynów ciała.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

NATURA KULTURA APARATURA

blog-1-full

Mamy oczywiście pewnych faworytów. Rozszerzona i wirtualna rzeczywistość, internet rzeczy, druk 3D, robotyka, bioinformatyka, bionika, a to wszystko prowadzi do rozszerzonej ludzkości. To ciekawy obszar rozwoju technologii. Urządzenia przenośne, jak laptop, stały się noszonymi, jak inteligentny zegarek czy opaska na nadgarstku. A to przystanek, bo w końcu urządzenia będą umieszczane w ciele. Równolegle internet rzeczy stanie się internetem rzeczy w ludziach.Słowem: postępująca konwergencja. Idziemy właśnie w stronę konwergencji. Styk technologii z człowiekiem wykroczy daleko poza zaawansowane technologicznie protezy czy inteligentne regulatory rytmu serca. Można powiedzieć, że z antropologicznego punktu widzenia ewoluujemy od homo sapiens do homo extenses. I musimy się na tę przyszłość przygotować.

Ade McCormack

Od zawsze zadziwia mnie kwestia złożoności i poziomów skomplikowania ludzkich interakcji od poziomu indywidualnego po grupowy, aż po globalne problemy cywilizacyjne – gdzie narracja ich dotycząca operuje pojęciami tożsamości narodowej i kulturowej dotyczącej mas ludzkich. Niczym równanie matematyczne przypisując i operując ogólnikami mamy zwyczaj tworzenia bardzo umownych map orientacyjnych, gdzie w kilku prostych sloganach i skrótach dla wygody własnej ignorancji tworzymy tak uwielbiane podziały, których zadaniem jest utrzymanie psychologicznej strefy komfortu.

Jednak prawdziwa inteligencja objawia się w zdolności dostosowania i improwizacji. Szczury są dla mnie meta metaforą właśnie z tych dwóch powodów. Ich rola w procesie ewolucji jest niezastąpiona, ich los można odnieść do ludzkiego ducha uwięzionego w klatce materializmu. To zwierzęta na wskroś heroiczne, pozbawione niepotrzebnych złudzeń i ozdobników. Połączenie woli przetrwania z emocjonalną inteligencją i niezwykłą zdolnością uczenia w warunkach opartych na przemocy.

Kto włada symbolami, włada ludźmi.

Robert Anton Wilson – Powstający Prometeusz

Nasz wymiar istnienia. Natura zmodyfikowana przez kulturę podpięta pod aparaturę warunkowania. Ocenianie zachowań ludzi czy grup społecznych bez świadomości uwarunkowań jakim zostały one mimowolnie poddane rodzi proste kalki myślowe i prowadzi do prostackich i idiotycznych uogólnień – konsekwencje są widoczne obecnie każdego dnia kreując w coraz większym stopniu okrutny świat samolubnych istot.

Po 600 dniu od zasiedlenia rozpad interakcji społecznych trwał nadal, a populacja zaczęła zmierzać do wymarcia. W tym okresie zanikło rodzenie młodych. Samce wycofały się zupełnie i już ani nie zalecały się do samic ani nie walczyły. Jadły, piły, spały i czyściły swe futerka – i wszystko to w samotności. Charakteryzowały się elegancką sierścią i brakiem zranień. Calhoun nazwał je „Pięknisiami.

Eksperyment Calhoun’a

Nazywam to kulturowo – naukowym barbarzyństwem – syndromem „zimnego kabla”. Oświeceniowy model zachodniej judeochrześcijańskiej cywilizacji w swym procesie „wzrostu i rozwoju” opisał cytowany John B. Calhoun w sławnym eksperymencie na myszach. John B. Calhoun studiował procesy i skutki zachowań badając myszy a odnosząc się rzecz jasna do ludzi. Głównym motywem były konsekwencje przerostu populacji w optymalnych warunkach rozwoju. Syndrom kompletnego załamania zachowań i wspomniane barbarzyństwo nazwał „behavioral sink” gdzie wrodzona natura dbająca zachowanie podstawowych parametrów życia i troski o nie zostaje kompletnie wyparta przez narzuconą operacyjną sztuczną kulturę. I niewidocznego dla szczura Boga – Aparaturę i jej Operatorów. Na swój własny sposób rozumiem mit o opuszczeniu Raju jak krok nieuchronny w procesie wzrastania i rozwoju, zmierzenia się z Egzystencją o własnych siłach i na własnych warunkach – kosztem śmiertelności i cierpienia. Zdobywanie własnej Mądrości w niezabezpieczonym Zderzeniu z Tym Co Jest. Poznanie przyczyn i konsekwencji. Nauka. Jednak mitologia Raju wciąż jest obecna, a domniemana wina jego opuszczenia wciąż pozostaje sprawą sądową w toku religijnego uwarunkowania.

W skali obecnych zjawisk i cywilizacyjnych zderzeń mentalno kulturowo religijnych w daremnych próbach utrzymania starych wzorców i „klatek” – cały ten zabieg „cofnięcia” do dobrze znanych swojskich terytoriów mono kulturowych i absurdalna próba utrzymania tego stanu rzeczy jest w moim odczuciu przedłużaniem i intensyfikowaniem cierpienia.

Ostatni okres dr Calhoun nazwał okresem wymierania, kończył się bowiem całkowitym zanikiem populacji. Pomimo, że obszar zaprojektowano tak by pomieścił 3000 myszy, spadek liczebności populacji rozpoczął się gdy liczyła ona 2200 osobników. Z przejściem od okresu równowagi do okresu wymiarania każde interakcje pomiędzy osobnikami stawały się coraz słabsze, pomimo tego, że wszystkie zwierzęta tłoczyły się bliżej do siebie. Dr Calhoun wyciągnął z tego wniosek, że myszy nie potrafią sobie skutecznie radzić z tak mnogą liczbą kontaktów. Przemoc wzrosła do takiego stopnia, że większość osobników miała pogryzione ogony. Ostatecznie wszystkie myszy wymarły.

Eksperyment Calhoun’a

Własny ogon w postaci tych niedorozwiniętych, gorszych, ułomnych jest tym samym ciałem. Tylko w ich „chorobie” możliwe staje się narcystyczne przekonanie o własnym „zdrowiu”. Mało kto dostrzega samą Aparaturę. Tych ludzi i te procesy, które ukształtowały bezlitosny charakter tego Eksperymentu. Ludzie odnoszą się do niezidentyfikowanej abstrakcji Boga wciąż przenosząc uwagę w sfery nierealne i wydumane podczas gdy wszystko to od początku jest dziełem ludzkiej próby i nauki. Wbrew pozorom nie oceniam tego negatywnie w sensie „zła”. Skłaniam się raczej do wniosku, że w trakcie warunkowania w amoku walki o przetrwanie tracimy ludzkie cechy stając się istotami mechanicznymi.

Mam zaufanie do nagiego procesu życia i do wciąż obecnej w nas wrodzonej inteligencji. W aksamit szczurzego futra i zdolność improwizacji. W zawodność Aparatury.

Nie dotyczy to wyłącznie ludzi. Postęp technologiczny – w szczególności jeśli dotyczył on sprzętu komputerowego, oprogramowania i Internetu – był tak szybki i zaskakujący, że nasza mentalność i nasze prawo nie nadążają za nim, w tyle pozostają też nasze organizacje i instytucje. Jeśli przyjmiemy tę perspektywę, nasilanie się zjawiska globalizacji przestaje być alternatywnym wyjaśnieniem, a zaczyna oznaczać raczej konsekwencję zwiększenia potęgi i wszędobylskości technologii.

Erik Brynjolfsson, Andrew McAfee. „WYŚCIG Z MASZYNAMI”.

robert-anton-wilson

Ogólnie rzecz biorąc, pierwotny wdruk zawsze posiada przewagę nad następującymi po nim uwarunkowaniami i procesami uczenia się. Wdruk to rodzaj software’u, który został wbudowany w hardware, czyli został odciśnięty na neuronach w chwili, gdy były one wyjątkowo wrażliwe. Wdruków nie sposób podważyć. Spośród całej masy programów, mogących pełnić funkcję software’u, to one narzucają ograniczenia, parametry i granice, w ramach których możliwe jest wszelkie zachodzące później warunkowanie, a także wszelkie pobierane nauki.

Przed otrzymaniem pierwotnego wdruku świadomość niemowlaka jest „pusta i bezkształtna”. Przypomina świat opisany na początku Księgi Rodzaju, czy też tzw. świadomość oświeconą, o której wspominają liczne tradycje mistyczne. Z tej twórczej próżni wraz z pierwszym wdrukiem wyłania się struktura. Dojrzewający umysł natychmiast wpada w kleszcze tej struktury i można powiedzieć, że się nią staje. Z każdym kolejnym wdrukiem komplikuje się nasz software, a wraz z nim nasze rozumienie rzeczywistości. W oparciu o tę pierwotnie wykształconą matrycę doświadczeń, pod wpływem dalszych uwarunkowań oraz nauk stopniowo wyłania się struktura obwodów mózgowych, tworząca mapę naszego świata. Mapa ta decy­duje o tym, o czym myśli Teoretyk. Z kolei Praktyk automatycznie dopasowuje do niej wszystkie nadchodzące sygnały.

Robert Anton Wilson

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

WEGEKUCHNIA I BIEG BEZ BARIER

61756822_2525525070799105_4160217760854441984_nPodczas „Biegu Bez Barier” organizowanego przez „Fundację Obudzić Zmysły” robiliśmy dla was roślinne pyszności na ciepło i na zimno. Podaliśmy dla wspaniałych biegaczy bogatą w zdrowe warzywa i białko z ziołami odżywczą i rozgrzewającą orientalną zupę Dhal ze świeżymi ziołami. Dodatkowo były „spring rollsy” z dodatkiem świeżych sałat i sosu na bazie pasty miso (japońska pasta ze sfermentowanego ryżu) z czarnym i białym sezamem. Na słodko kulki mocy z daktyli i orzechów, dające dużo energii potrzebnej do biegu. Na naszym stoisku można było posmakować również smalcu z białej fasoli i jabłek ze skwarkami sojowymi z przyprawami, który zaskoczył niejedno podniebienie 😉 Roślinna kuchnia jest bardzo wskazana dla ludzi dbających o zdrowie i aktywnych fizycznie. Przekonacie się sami ! Zapraszamy was serdecznie do odkrywania smaków Wegekuchni.

55933667_2208692802780647_4100968038466060288_n.png

Zapraszamy do:
Polubienia fundacji: https://www.facebook.com/ObudzicZmysly/
Strona inicjatywy „Bieg Bez Barier”: https://www.facebook.com/BiegBezBarier/

Screen-Shot-2015-02-15-at-9.54.54-PM

„Nasz świat jest tak chaotyczny w dużej mierze z tego powodu, że ludzie nie doceniają i nie szanują samych siebie. Osoby nie czujące do siebie żadnej sympatii, nie traktujące siebie łagodnie, nie są w stanie doświadczyć spokoju i harmonii, w skutek czego projektują na innych swój wewnętrzny zamęt i brak zrównoważenia. Zamiast naprawdę docenić dar życia, bardzo często uważamy, że nam się ono należy albo że jest przygnębiające i uciążliwe. Niektórzy ludzie uważają siebie za pokrzywdzonych przez los, ponieważ „nie dostali tego, co im się od życia należy”, więc jeśli „nic się nie zmieni” szantażują innych samobójstwem. Oczywiście życie trzeba traktować poważnie, nie ma to jednak nic wspólnego z doprowadzeniem się na skraj przepaści tylko dlatego, że mamy pretensjeo świata i nieustannie uskarżamy się na problemy. Sami musimy wziąć odpowiedzialność za jakość naszego życia.”

Chogyam Trungpa „Szambala – święta ścieżka wojownika”

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

CHAOS JEST STRUKTURĄ ŚWIATA

Nazywam to Kulturą Amoku – Punktem Przeciążenia. Jesteśmy w strefie Przejścia. Uwięzieni na styku materii i pustki. Zakleszczeni w słowie, etykiecie, sloganie, oszustwie. Zamknięci w cudzym teatrze. Jednak spektakl dobiega końca. Spektakl traci wiarygodność, kiedy każdy widz uświadamia sobie, że to właśnie On jest na scenie, stając się pośmiewiskiem, karłem, kuglarzem, clownem. Tańczy nie swój taniec, powtarza gówno warte prawdy, które już dawno utraciły pierwotne znaczenia. Dlatego to jest Piekło. Stworzone z kilku miliardów przyczyn na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Nadawca staje się odbiorcą. Wyobrażenie przybiera formę rzeczywistości. Nie można wyjść – wszystko stało się spektaklem.

Skąd jesteś w Polsce?

Z Łodzi. Dla mnie jest to specyficzne miasto. Ma klimat. Jest ciężkie do życia, tak naprawdę tam nie ma tradycji kulturalnej. To była „ziemia obiecana” dla fabrykantów, dla produkcji. Teraz niby to inaczej wygląda, przyjechał David Lynch, coś tam buduje, powstają jakieś galerie, miejsca kulturalne i tak dalej. Ale u samego źródła to miasto rozrosło się tylko po to, aby produkować. Podobnie jak Nowa Huta.

Miasto maszyna…

Jedno z najbardziej industrialnych miast w Polsce. Bardzo dużo fabryk, coraz częściej upadłych i nieużywanych, po których pozostały jakieś same szkielety. Miasto się oczywiście rozwija, coś tam się dzieje, coś budują, coś się zmienia.

Wcale mnie nie zachęciłeś, żeby odwiedzić Łódź…

To jest kwestia optyki. Indywidualna sprawa. To miasto to dla mnie energia, a nie wygląd. To miejsce mnie ukształtowało to – kim jestem też wynika z tego w jakimś sensie. Łódź uczy cię tego, że nie do końca jest tak jakbyś chciał, czy jak myślisz, że powinno być. Jest tak jak jest i pozostaje pytanie – co z tym zrobisz? Ja nie wyjechałem z Łodzi, żeby uciec od tego miejsca. Chciałem doświadczyć czegoś innego. To jest jakaś część mnie. W pewnym sensie to jest miasto dużej patologii i to emanuje trochę jak chodzisz jego ulicami – Kilińskiego, Nawrot, Narutowicza. Nie potrafię podzielić Łodzi na starą i nową. Dla mnie jest jedna Łódź – moja Łódź.

DSC_2224-001

Czym się różni Łódź od Londynu?

Różni się ogromem rzeczy, tu nie ma, co porównać za bardzo. Oczywiście możemy powiedzieć, że pewne elementy są podobne, bo każde miasto funkcjonuje podobnie. Dla mnie to są dwa różne miejsca na kuli ziemskiej.

Kiedy przyjechałeś do Londynu i jak pamiętasz swoje początki?

Przyjechałem tutaj półtora roku temu. Początki tutaj to był dla mnie ciężki okres. Wydaje mi się, że najpierw musisz spotkać się ze swoimi „demonami” w postaci tego, co cię spotyka i tak dalej. Tak to trochę w moim przypadku wyglądało.

Kiedy zacząłeś pisać i co pisałeś?

Można powiedzieć, że pierwszy mój tekst, który powstał z potrzeby wewnętrznej napisałem jak miałem czternaście czy piętnaście lat podczas jazdy pociągiem. To się wzięło znikąd, zacząłem zapisywać jakiś niby wiersz na kartce. Jednak w zasadzie jak bym miał powiedzieć, kiedy to poczułem po raz pierwszy – to było chyba w szóstej klasie podstawówki, kiedy pisaliśmy jakieś wypracowanie na lekcji polskiego. Pierwszy raz podczas pisania – mnie nie było, robiłem to i tylko to. Dla mnie to nie była lekcja polskiego, a historia, jaka chciałem opowiedzieć. Za to wypracowanie dostałem dwóję, zrobiłem chyba ze sto błędów, nie wyrobiłem się w czasie, był koniec lekcji i nauczycielka podeszła do mnie i powiedziała, że już trzeba kończyć. Ja się pytam: Jaki koniec i czego koniec? Ja jeszcze nie skończyłem. Nie interesowało mnie, że to jest koniec jakiejś lekcji, są jakieś stopnie, chciałem po prostu skończyć opowiadać tą historię, którą zacząłem.

Pamiętasz, o czym była?

To było coś o bezludnej wyspie. Nie pamiętam dokładnie, ale pamiętam ten stan, w którym byłem i w pewnym sensie, dlatego to wciąż robię. Dla mnie to jest forma medytacji. Pisząc spotykam się sam ze sobą, zadaję sam sobie pytania i sam próbuję na nie odpowiedzieć. Sam proces pisania to jest męka. Nie lubię tego. Samo zapisywanie, ta czynność, to siedzenie i kurwa rzeźbienie. Pisanie to jest rzeczywistość, to jest życie, a przepisywanie tego to jest etap końcowy. Ja mam system pracy momentu i w sumie mało poprawiam. Wiem, że jak jestem w jakimś „kanale przepływu” po prostu muszę to napisać. Nauczyłem się szanować swoją metodę i zaufać temu procesowi. I tyle.

Jak wyglądało szkolnictwo, czy twoja szkoła była przeciętną szkołą?

Ja miałem wieczne kłopoty ze szkołą tak naprawdę jako instytucją. W ogóle pochodzę z przeciętnej rodziny, chodziłem do przeciętnej szkoły. Jestem produktem przeciętnych warunków. Nie jestem syntezą niespotykanych zbiegów okoliczności. To była przeciętna szkoła w mieście Łodzi. Co tu można więcej powiedzieć?

Tamta sytuacja mnie zraziła. Jacy ludzie decydują o naszym rozwoju, kim są ci nauczyciele i czego oni uczą? To był zawsze dla mnie problem. Dla mnie formuła takiej zwykłej szkoły jakoś się nie sprawdza. Miałem duże problemy. Moim zdaniem podobnie jest pewnie wszędzie na świecie. Spotkać dobrego nauczyciela… nie chodzi o przedmiotowe nauczanie czegokolwiek – geografii, matematyki. Jak nie ma w tym pasji, a większość nauczycieli robi to tylko po to by zarobić na chleb i to czuć. Dość wcześnie zorientowałem się, o co chodzi w instytucji szkoły. Ta cała papierkowość w Polsce, jeżeli chodzi o edukację. Ta maniera, to myślenie „pokaż mi, co skończyłeś, pokaż mi swój dokument, pokaż mi swój papier”. Przecież to o niczym nie zaświadcza. Polskie szkoły to była męka dla mnie. Chodziłem do pięciu szkół średnich, z których notorycznie mnie wyrzucali. Już pomijam to, że się nudziłem. Sam sposób przekazywania wiedzy przez tych ludzi – po prostu podręcznikowy. Ja lubię ludzi, którzy starają się dociec do czegokolwiek. Te wszystkie rzeczy pomocnicze typu lektury, które wtłaczamy w siebie przez całe życie, masy książek, idziesz do kolesia a on ma dwie ściany całe w książkach…Co to znaczy? To w zasadzie nic nie znaczy. Jesteś w stanie się popisać towarzysko, ale tak naprawdę rzeczy, które przeżyłem to jest korzeń, to jest we mnie. Wracając do tej szkoły – to jest nuda, dużo nudy. W szkołach wyższych teraz produkują absolwentów. Wiedza stała się produktem. Ludzie tam chodzą, zadają egzaminy, ja nie potrafiłem się ekscytować takimi rzeczami typu jakieś formalności, wiesz nie zdałem sesji w terminie…no i co kurwa z tego? Dla mnie pytanie jest, co ja z tych studiów wyniosłem tak naprawdę…I co mogę powiedzieć – za dużo nie wyniosłem. Z tym jest trochę jak z obiektywami do aparatu fotograficznego, niektórzy się tym ekscytują, dla mnie jest ważne, co przez nie widzisz.

Czy w Łodzi była jakaś scena literacka, czy byłeś w nią zaangażowany?

Byłem raz na jakimś spotkaniu młodych literatów w jakimś domu kultury. Nie nadaję się do takich rzeczy. To nie jest moja bajka. I to nie o to chodzi, że chciałem wykreować z siebie jakiś rodzaj oryginalności, wiadomo są ludzie, którzy się spotykają, dzielą się i ich to inspiruje. Może ja źle trafiłem, ale będąc tam widziałem towarzystwo samo adoracji, ludzi, którzy się onanizują swoimi wierszami. To jest jakiś ich styl życia. A to, że piszę to nie jest mój styl życia, nie kreuję takiego imidżu, żeby się lepiej czuć na świecie, to poczucie, że do czegoś przynależę, że to jest moja rola i tak dalej. Ja nie znam polskiej sceny literackiej w ogóle. Mnie to nigdy nie podniecało, nie garnąłem się by być tego częścią. Pisanie to jest bardzo samotne zajęcie i mówiąc wyłącznie za siebie ja poprzez to przerabiam swoje życie – to, co mnie otacza, co przemyślałem.

Czy napisałbyś o sobie, że jesteś polskim pisarzem czy pisarzem z Polski?

Ja kocham język polski po prostu, jeżeli chodzi o tworzywo pisania. W języku angielskim masz dla przykładu jedno słowo na określenie wielu rzeczy, a w polskim masz wiele słów na określenie jednej rzeczy. Polski to bogaty język, plastyczny.

Czy czujesz, że jesteś poza językiem, którym operujesz?

Nie wiem. To są upośledzenia środków, których używasz. „Bycie pisarzem” – to nie tylko „wyrabianie czy szukanie słów” to raczej typ umysłowości. Używasz takiego środka wyrazu podobnie jak ktoś inny używa dźwięku czy obrazu – metoda ekspresji nie ma znaczenia. Pytanie fundamentalne, – po co to robisz? Dla mnie muzyka jest bardziej emocjonalna, która sama w sobie operuje językiem emocji, wzbudza je. Ciężko jest znaleźć książkę, którą czytając będziesz miał dreszcze, jakie czujesz, kiedy słuchasz dobrej muzyki. Jeżeli chodzi o literaturę to operujesz czymś, co jest przede wszystkim abstrakcyjne, ale również jest w jakimś sensie powiązane z powstawaniem obrazu. Dobrze, kiedy to nie jest jakiś tępy realizm. I tutaj masz pewną wolność, jak w malarstwie abstrakcyjnym i ja szukam tej symbiozy realizmu z abstrakcją.

Czy będąc w Londynie piszesz o tym mieście czy piszesz o czymś gdzieś indziej?

Dla mnie miejsca to są trochę dekoracje. Wiadomo, że każde miejsce, w którym żyjemy wpływa na nas. Dla mnie pisanie to rodzaj odruchu, to coś, co pełni w moim życiu bardzo ważną rolę. Pomaga mi żyć i nad konsekwencjami pisania nie do końca się zastanawiałem. Do czego mnie to prowadzi, czy jaką rolę to ma spełniać – to było mi potrzebne, nie myślałem o tym w kategorii wewnętrznej czynności, która ma coś udostępnić. To jest biologia w moim wypadku. To, co teraz piszę nie do końca jest o Londynie, to może być o każdym miejscu na ziemi. Dla mnie tak naprawdę ludzie są podobni do siebie na każdej szerokości geograficznej, oczywiście są uwarunkowani kulturowo i tak dalej. Londyn umożliwia dużo, jeżeli chodzi o spojrzenie na rzeczywistość.

Dlaczego Londyn jest Londynem?

Ja trochę za mało poznałem to miejsce, żeby odpowiedzieć na to pytanie.

DSC_0523

Dobrze, dlaczego to miejsce jest tym miejscem? Jesteśmy na wybrzeżu przy Vauxhall Bridge, światło miasta ma dziś taki dramatyczny pułap, dlaczego akurat wybrałeś to miejsce na naszą rozmowę?

To jest dla mnie szczególne miejsce. Zaczynając od samej jego estetyki, symbolizuje ona pewną zmianę, która się dokonuje globalnie na świecie. To futurystyczne miejsce. Mam wrażenie siedząc tutaj w otoczeniu tych szklanych „kosmicznych” budynków i starego wiktoriańskiego mostu, że świat będzie coraz mniej przewidywalny. Ja lubię chaos. Uważam, że chaos jest strukturą świata. Człowiek próbuje to wszystko uporządkować, bo takie jest jego myślenie, ale do końca świat nie jest przewidywalny podobnie jak to, co się wydarzy. My staramy się w tym odnaleźć a jednocześnie narzucamy rzeczywistości kaganiec. To miejsce to jest jakaś forma przypadkowości, warunków, które nagle tworzą jakiś pejzaż. Mi się to podoba. Poza tym jest woda, z którą mam silne połączenie. Ten strumień, prąd to płynięcie – tym dla mnie jest rzeczywistość. Nie jesteśmy w stanie zatrzymać czegokolwiek tak naprawdę. Pisanie to próba uwieczniania chwili, podobnie jak fotografia. Przywykamy do wszystkiego, grzęźniemy w schematach. Kiedyś na ulicy w Łodzi doznałem czegoś, co nazwałem „wielkie zdziwienie” – krótki moment, może pięć sekund…nagle widzisz wszystko wokół i żadna nazwa, żadne określenie nie zdążyło się pojawić wszystko było totalnie świeże i pierwsze. Życzyłbym sobie tego jak najczęściej.

Czemu Polacy mają taką renomę religijnych?

To jest sztuczne dla mnie. Żyjąc w Polsce widzisz, jakiego rodzaju jest to religijność. Nie chcę tutaj fetować wyroków czy ogólników. Z moich obserwacji wynika jednak, że głównie jest to bardzo powierzchowne i dogmatyczne oraz pozbawione refleksji. To mnie bolało w Polsce. Często ten spotykany rodzaj zaślepienia i ortodoksji, który mam wrażenie zaczyna się wtedy, kiedy ludzie naprawdę uświadamiają sobie, że umrą, że są skończeni w czasie i nie ma taryfy ulgowej. Ta świadomość często przychodzi za późno i w tych ludziach jest jakiś fałsz. Powtarzają nie swoje rzeczy, slogany. Czym jest doświadczenie religijne? To jest uważam coś bardzo intymnego. Religia zawsze ludziom pomagała i szkodziła jednocześnie. Pomagała na poziomie indywidualnym, ale na skalę masową była okropna. Znamy to z historii, konsekwencje myślenia stadno – religijnego i nie możemy temu zaprzeczyć. Kiedy możesz sobie wszystko wytłumaczyć i się pocieszyć – to jest też rodzaj pułapki. W każdej zamkniętej strukturze religijnej już to jest. Masz już drogę i w nią święcie wierzysz, jesteś muzułmaninem, buddystą, katolikiem i nagle cały świat już masz wyjaśniony. To pułapka uważam.

Czy to w jakiś sposób tłumaczy, dlaczego Polacy tutaj w Londynie w takim dużym stopniu są rasistami, traktują dogmaty jako rodzaj łatwego wyjścia z tej sytuacji „nie wiem”?

To wynika też z Kościoła Katolickiego po prostu. To jest dość ciasna instytucja. Ja nie wiem czy to jest dobre, że jakiś system zachował swoje zasady przez tysiąc lat, wszystko się wokół zmienia a to się nie zmienia. Problem polega jednak na tym, że to za dużo cierpienia wywołało. Mówimy o Hitlerze o charyzmatycznych ludziach, którzy mieli wpływ na miliony i coś złego zrobili. Za tym zawsze idzie odpowiedzialność, Kościół to instytucja, która głosi pewne rzeczy, w które ludzie wierzą. Kiedyś jako dziecko zadałem na religii jakieś pytanie, które nagle mi się pojawiło i dostałem „kopa w twarz” od siostry zakonnej czy katechetki, której reakcją było oburzenie w stylu „jak śmiesz gówniarzu”. Kościół spowodował w człowieku ogromne poczucie winy. To nie jest religia poznania. To jest religia pomazania po prostu, umęczenia. Jak to społeczeństwo ma funkcjonować? Stało się czymś zamkniętym, bo to wynika z uwarunkowania, w jakim zostało wykreowane. Polacy, których najczęściej tu spotkałem na ulicy i których jest tu najwięcej to właśnie takiego rodzaju ludzie. Nie ma kontaktu. Nie ma otwartości.

Jak oceniasz reakcje Anglików na Polaków?

las, karton 079

To jest osobny temat, pewnie są przeróżne. Ja bym się skłaniał ku opinii, że Anglicy są nami zmęczeni, tym sposobem, w jaki my zazwyczaj funkcjonujemy, tym głośnym stylem bycia, który przykuwa uwagę. Łatwo to zaobserwować w środkach transportu publicznego, kiedy słyszysz Polaków, którzy zachowują się bardzo głośno. To rodzaj narzucania swojej obecności, Polacy chcą od razu wyznaczyć granicę, swój teren, podkreślić, kim są. Często tak to widzę. Mamy w sobie dużo agresji. Nie atakuj tego, w co Polak wierzy, bo od razu będzie cięcie, riposta. To jest zderzenie dwóch zupełnie różnych stanów mentalnych. Nie jesteśmy stadnym narodem, raczej indywidualistami, którzy mają problemy z kolektywnym myśleniem, a Anglicy myślą w kategoriach społecznych. To historyczne uwarunkowanie sejmików, samorządów wiecznych kłótni. Opór wobec centralnej władzy jakakolwiek by nie była. Większość ludzi przyjeżdża tutaj jednak po pieniądze w celu załatwienia swoich spraw w Polsce, a Londyn to jest dla nich środek do tego celu. To mnie boli osobiście, kiedy ludzie traktują coś instrumentalnie, ignorują zwyczaje i ludzi. To jest negatywne. Kiedy na początku w Londynie doświadczyłem tego dramatu braku punktów zaczepienia i byłem w sytuacji, że nie wiesz co się zdarzy za chwilę czy jutro, musisz się otworzyć na to co jest teraz, na rzeczywistość. Kiedy nie wiesz gdzie idziesz i po co, bo wszystko nagle runęło. Ta sytuacja uświadomiła mi, ze otacza nas bogactwo potencjalnych doświadczeń. I ten plan, który sobie wymyśliliśmy ciągle się modyfikuje i zmienia. To jest świat przyszłości, przekroczyliśmy pewien pułap cywilizacyjny. To jest świat zmiany. Jednocześnie niepokoi mnie ten system konglomeracji i unifikacji. To jest wyznaczanie nam ról w tym świecie. Mechanizacja ludzi. To jest niebywały paradoks, kiedy mówisz komuś, że nie może być tym, kim był od setek lat i musi się dostosować do nowych standardów. I kiedy się nie dopasuje zostanie gospodarczo i mentalnie wyeliminowany. Tylko, kto tu ma prawo do wyznaczania standardu współistnienia? To jest w jakiś sposób okrutne.

Czy widzisz Europę jako unifikację czy raczej fragmentację?

To jest jak Yin i Yang – dwie przeciwstawne siły w jednym czasie. Pierwotnie to jest Tao – to jest jedność, ale to co ludzki umysł wygenerował to myślenie czyli główny element, który chce to wszystko dzielić, albo łączyć sztucznie. W człowieku jest demon. Jak bieguny magnesu – z jednej strony ludzie chcą zachować swoją odrębność i tożsamość – podobnie jak na poziomie jednostki to jest piękne, że jesteśmy różni – to nas wzbogaca. Podobnie jak nasze utożsamienie z grupą, narodem i jednoczesna chęć przekraczania granic. Dla mnie ta kwestia nie stanowi problemu dopóki to, co się dzieje nie zaczyna ciebie dominować i ograniczać oraz narzucać fałszywej tożsamości.

Powyższy tekst to fragmenty rozmowy, która pierwotnie miała służyć jako materiał do anglojęzycznej publikacji traktującej o losach i postawach polskich emigrantów w Londynie. Marek Kazmierski pisarz, filmowiec i redaktor od blisko ćwierćwiecza mieszka w Londynie, jest twórcą wydawnictwa OFF_PRESS (www.off-press.org), które specjalizuje się w popularyzacji polskiej literatury w języku angielskim.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

HOTEL SAMSARA

CZYLI GOSPODAROWANIE ODPADAMI

wegestacjaESENCJA

Gwarancją zysków dla sprzedawców antidotów jest produkowanie choroby. Zaburzenie staje się symbolem kluczem – ukrytym mechanizmem zarządzania każdym z poziomów planszy na której toczy się ta gra zimnej inteligencji. Biznes Choroby – ciągłego leczenia skutków i ignorowania przyczyn jest jak ciągła spłata niemożliwej do spłacenia pożyczki rozłożonej na całe pokolenia w ten sposób, że bycie niewolnikiem staje się naszą tożsamością, rdzeniem istnienia czymś tak fundamentalnie zakodowanym, że głęboko nieświadomym a nasze tak zwane „osobowości” są chorobą urojeniową i pokrywają nas jak warstwy izolacji przed szokującą prawdą, że jesteśmy Produktem, który traci swój termin przydatności do pożytkowania stając się Odpadem.

Ja, szczur bezbarwny, szczur neutralny, ani biały ani czarny, także niesmaczny jestem dla większości ludzi.

Witold Gombrowicz

Na odpady buduje się wielkie kontenery Megapolis – metalowe trumny z systemami tworzenia i zaspokajania potrzeb. Szkoda nam kurczaków brojlerów jednak życie w betonowych jednakowych klatkach umeblowanych w Ikei karmienie jałową karmą z wielu pozornie różnych kolorowych opakowań, które opowiadają historię jaka nigdy się nie wydarzyła i system nauczania aportu za kością tego świata czyli materializmu, również jest Hodowlą. Uczymy się głównie jak tworzyć, rozmnażać i utrwalać Chorobę Posiadania. Koniec końców na tej planszy jest to naszą główną obsesją podpartą iluzją Trwałości. Zaczynasz pożyczką oddechu i kończysz spłatą oddechu. Umierasz, a twoje kieszenie i dłonie są puste. To jest prawdziwy Mistrz. Najgłębsza Nauka. Uniwersalna prawda i jedyna droga. Oświecenie, którego nikt tutaj nie chce. Śmierć. Jesteśmy zajęci obsesyjną ucieczką przed tą świadomością, tym najgłębszym poziomem zrozumienia istoty życia ukrytej w swoim przeciwieństwie tak zwanym cieniu. Dopiero z tego punktu odkrywamy prawdziwe wartości, coś z czym ciężko dyskutować, bronić miałkich teorii, dywagować – to jak krótki i bardzo brutalny w rozświetlaniu błysk światła – jak nagły precyzyjny cios ostrym mieczem. Ta jasność to absolutny brak niedomówień. Totalne doinformowanie o esencji. Przekroczenie opisu. Punkt Zero. Restart Systemu. Wyrwanie ze snu.

12366000_10205476437892335_6412995857935891039_o

Jak to zwał tak to zwał a tu zwał. Śnienie. Sztuka komfortowego Śnienia. Śnienie na jawie. Snucie planów, marzenia senne, urojenia. Zachować ciągłość Hipnozy, pogłębiając jej zasięg i terytorium. Wyhodować i wyszkolić całe armie Hipnotyzerów dać im dobrze zjeść, dobrze mieszkać, dobry seks, samochód, wycieczki, apartamenty, salonowe poklatkowe filmowe życie – serial o najlepszym możliwym życiu – wymiar śmiertelnych bogów. Szczyt spełnienia materialistycznej obietnicy. Każdy wydaje się tego chcieć. Stara się wdrożyć to w życie, wierzy w tego boga w trzech ozdobach. Jego świątynia jest wszędzie i zawsze w każdym sztucznym i wymyślonym wytworze, modlitwa trwa nieprzerwanie jak hasła reklamowe i przemówienia polityków, hostia to papier i cyfra – pieniądz w nieskończonym obiegu – przypływ – odpływ – ocean snu. Cudowny basen obok drogiego hotelu o pachnącej wodzie która wypiera całą świadomość tymczasowości – umowy wzajemnego warunkowania przyczyn i skutków, którą podpisaliśmy w zamian za chwilę wygody i zapomnienia.

1167552_10201114130677381_245898237_o

Jeden ze specjalistów od marketingu w firmie Harley-Davidson ukuł slogan: „Płacąc za harleya, kupujesz styl życia. Motocykl dodajemy za darmo”. Jako kupujący produkty lifestyle’owe dawno już staliście się częścią interfejsu strategii przedsiębiorstw, które wymyśliły was jako swój główny produkt, czyli jako permanentnego „posiadacza coraz nowszych potrzeb”, któremu w coraz krótszych odstępach czasu wciska się coraz to nowsze produkty. Apple na przykład kompletnie nie interesuje się tym, na jakie choroby zapadną ich pracownicy, którzy w Foxconn impregnują wyświetlacze, po których późnej z taką łatwością przesuwają się wasze palce; jak najbardziej natomiast interesuje firmę, abyście umieszczali w swoim wewnętrznym świecie coraz więcej urządzeń służących do coraz bardziej absurdalnych celów. A w świecie tym priorytety, uwaga i postrzeganie zmieniły się już tak bardzo, że już dawno zmieniliście się w cyfrowych junkie, którzy przeżywają objawy odstawienne, kiedy tylko tracą kontakt ze swoim iPhonem. Nawet na festiwalach muzycznych najdłuższe kolejki tworzą się przed stacjami doładowania telefonów komórkowych – nie do pomyślenia byłaby sytuacja, w której nagle ludzie nie mają dostępu do sieci.

Welzer, Harald. „Samodzielne myślenie.”

12374824_10205476438852359_4963037616883658791_o

PRAWDZIWA CENA KOMFORTU

Nagle pojawiasz się – wypluty z próżni kosmicznego jaja przez drogi rodne, pierwszy oddech zachłyśnięcie, klaps – w hotelowej przychodni witany przez ludzi w białych szatach. Biologiczny twór oblekający śmiertelne ciało uwarunkowań, które jak się później okaże jest jak główna wygrana na loterii, bowiem przestajesz być czującym chaosem, przyjmując formę – stajesz się postacią w grze. Możliwością. Czymś doprawdy pięknym i doniosłym. Potencjalnym Wojownikiem.
Jednak trafiasz tam gdzie wszystko już zastygło, rozładowało się, pogrążyło w apatii i egoizmie, stało się karykaturą, wypaczeniem, produktem do sprzedaży. Trafiasz do świata, który umiera zakażony wirusem ignorancji i inercji, który sztucznie podtrzymuje swoją jałową agonię – świat, który ma tak ogromny dług energetyczny, że wciąż bez ustanku musi zasilać się nowym życiem musi się przeludniać i zezwierzęcać jednocześnie rodzić i mordować. Świat, który by trwać musi niszczyć dochodząc do punktu, gdzie życie nie jest możliwe bez śmierci. Dziwny jest ten świat. Doprawdy. Na początku jesteś bezradny, kompletnie zdezorientowany, jednak coś przynosisz w sobie. Świeżość. Życie. Radość. Energię. Ciekawość. Widzisz jasno jesteś pobudzony i bezkompromisowy, otwarty i nieskończenie twórczy. Masz prawdziwą iskrę boską, która jest zdolnością tworzenia, czymś pięknym i wzniosłym, pierwotnym nieskończonym potencjałem. Wierzysz we wszystko i jesteś ze wszystkim. Jak Miłość.

Jednak długo nie może tak być. Trzeba cię rozcieńczyć, rozwodnić – zaniżyć do poziomu zaszczutego stada przystosować do mentalności niewolników, trzeba cię uwarunkować wpiąć w system pożerania i drenowania energii, upozycjonować nadać numer identyfikacji i jako produkt wdrożyć do obiegu. Byś w końcu wyżarty z energii pomnożył zasoby Odpadów na Cywilizacji – Wysypisku. Był martwy. Zimna inteligencja cyfrowego Demiurga – Cyber Mózgu – tworzy dla ciebie meta nałóg w tej chwili już od kolebki – od pierwszego dotknięcia ekranu telefonu czy tableta walisz to w kanał ładujesz technologiczną heroinę, podpinasz się pod system zarządzania zasobami ludzkimi – Ministerstwo Urojonej Prawdy. Szybko przemijające w rozproszeniu życie jak wideoklip wystarczająco durny by przeleciał przed oczyma nie pozostawiając za sobą żadnego śladu. Jak ślepy pocisk – jedynie huk i pusta łuska ciała leżąca w kostnicy. Mówienie o rzeczach naprawdę istotnych w tej komercyjnej komorze deprywacyjnej zagłady trochę wyrzuca cię poza główny plan, poza zainteresowanie zrobotyzowanych konsumentów, chodzących ciał wypełnionych ściekiem cywilizacyjnym 3D po same gardło i mimowolnie stajesz się czasem palcem bożym wbitym do ryja by wywołać wymioty. Retorsję. Bo dopiero widząc te wychodzące z nas odpadki, te fragmenty życia pozbawione witamin, zabójcze składniki sztucznych trendów i popędów, udawane zainteresowanie tym wszystkim co tworzy z nas zombi i wystarczająco sugestywny obraz śmiertelnej choroby, którą właśnie wyrzygaliśmy zamiast leczyć i trzymać w środku.

Wyrzygać truciznę.
Krok pierwszy.
Zobaczyć.
Powąchać.
Poczuć.

Do samych trzewi przeżyć to, naprawdę poczuć ten smród, to cierpienie ludzkiej egzystencji na tej planecie w tym rozdaniu znaczonych kart podczas ustawionej rozgrywki na pustyni cywilizacyjnego Las Vegas. Kiedy zaczynasz odstawiać używki tego świata jedną po drugiej z bezlitosną konsekwencją przechodzić przez to delirium i ból odstawienia zdajesz sobie sprawę, że byłeś Ćpunem pozbawionym własnej energii i zasobów Martwym Ciałem przybitym do krzyża Matrycy Uzależnienia. To właśnie tak nas wyhodowano – uzależniając i tresując do tego stopnia byśmy sami tworzyli własne klatki – ograniczeń i byli posuszni systemowi globalnego zniszczenia do samego smutnego końca stając się cynicznymi egoistami drwiącymi ze swojej własnej przerażającej agonii.

WIRUS KTÓRY UZDRAWIA

Pobudka z tego to straszne doświadczenie. Rak mózgu. Odrobaczenie. Osuszanie bagna, opróżnianie szamba. Wizja zniewolonych ciał, które pożerają siebie bez końca skazane na głód. To przeciwieństwo słodkiej duchowej lemoniady new age – leków nasenno – uspakajających skraplanych do żyły i wizji awatarów ze złota uśmiechających się jak pustostan z grymasem wybitym pociskami podczas kolejnej aktualizacji systemu na Bliskim Wschodzie. Windows 5G. Ułuda afirmacyjnego udawania, że wszystko jest ok – taka karma jest najbardziej dobitnym przejawem Ignorancji, która od Niewiedzy różni się tym, że wiesz, a mimo to masz wyjabane. Pewne rzeczy naprawdę trudno usprawiedliwić, udawać, że jest inaczej niż jest i staniemy się tego naprawdę świadomi.

Naprawdę świadomi.

Wirus Prawdy, której nie można już zaprzeczyć, nie można ignorować – ponieważ wszystko staje się jasne jak słońce. Jest tutaj przed nami – jak na górze tak na dole – Ekonomia, Polityka, Religia, Kultura, Rozrywka. Mnożenie zer w zderzeniu ze znikaniem planszy. Tego się nie da rzucić na giełdę. Tego się nie da przerobić na kolejny produkt sprzedażowy – to przysłowiowe jebnięcie transcendentu, jasny grzmot z nieba. Prawdziwy Behemoth o przerażającej sile rażenia żywiołów prawdziwe gitarowe brzmienie i refren kończący wszystkie spektakle, pochodnia prawdziwej wolności nie jakaś betonowa atrapa, której sztuczny płomień zgasi fala uderzeniowa w wyniku gwałtownego podniesienia poziomów. To ważny czas. Dla nas wszystkich – dla naszego serca i umysłu. Czy będziemy potrafili przejawiać troskę i wspólczucie wobec bliskich i dalekich istot – ludzi, zwierząt, natury. Czy nie wystarczy już niszczenia? Umierania? Choroby? Zagłady? Staniemy się wcześniej czy później totalną biologią – wypadającym głazem z rąk Syzyfa. Przebudzeniem przywracającym równowagę i przytomnością, która pozbawiona złudzeń godzi się zapłacić te zaciągnięte krwią długi. Oczyścić karmę morderców. Skutki naszych działań będą uderzać w nas lawinowo – wielopłaszczyznowo – bez ostrzeżenia, bowiem następuje przeciążenie programu, przeładowanie śluzy, zatrucie pokarmowe cywilizacji z powodu przejedzenia. Człowiek myśliwy obudzi się w nowej roli uciekającej przed cierpieniem zwierzyny – zaszczutej nadciągającymi skutkami własnych motywowanych pychą i ignorancja działań.

66303334_846152952427056_7269733800660172800_n 2

Jeżeli jak czytamy w Księdze Rodzaju, człowiek zgrzeszył po raz pierwszy gdy Adam zjadł Jabłko, którym Ewa skusiła go w ogrodzie Edenu, to drugim jego wielkim grzechem było z pewnością poddanie się pokusie zabicia i spożycia pokrewnych sobie stworzeń. (…) W każdym bądź razie z tego brzemiennego w skutki wydarzenia można wywieść przemoc, gwałt, rozlew krwi, zabijanie ludzi, a w końcu i wojnę.

Philip Kapleau „Ochraniać wszelkie życie”

Zawsze miałem opór przed uczestniczeniem w wymyślonych przez kogoś innego grach, w tańcach towarzyskich i imprezach integrujących bydło w ubojni. W politykowaniu w kibicowaniu i naśladownictwie. Życie dla mnie to coś więcej. Rozwój, nauka, tworzenie własnych parametrów istnienia w oparciu na indywidualnym doświadczeniu. Życie od kuchni. Tworzenie własnych dań bez patrzenia na cudze receptury. Przygoda poznawania siebie i odkrywania nieskończonego potencjału jaki przynosimy na ten świat. Wreszcie zdolność do Odpowiedzi i umiejętność trawienia własnych pytań. Gotowanie, pisanie, praca duchowa – fundamenty. Jak wiesz kiedy posypać, kiedy wysypać jak użyć cukru pudru, jak się tym bawić – to nic nie może zaszkodzić. Jak osłodzić mózg, by podczas tej wieczerzy smakował jeszcze lepiej.

Niewiele to jednak obchodzi obywatela-konsumenta zachodniego typu: może on przeczytać na przykład informacje w „Süddeutsche Zeitung” na temat represji wobec bahrańskich szyitów lub o usunięciu siłą obozu Occupy w Nowym Jorku wraz z obszernymi komentarzami wyjaśniającymi kryjące się za tym mechanizmy i interes, by zaraz potem z zainteresowaniem przejrzeć „Red Bulletin”, sprzedawany jako dodatek do tejże gazety, i być pod wrażeniem osiągnięć Sebastiana Vettela oraz wzruszyć się z powodu jego babci, a jednocześnie uważać napój Red Bull za obrzydlistwo. Może on jeździć SUV-em, głosować na partię zielonych, być „lewicowym”, żywić swoje dzieci produktami „bio” i jednocześnie zachwycać się z powodu posiadania przywileju życia na takim poziomie. Krótko mówiąc, może on jednocześnie mieć wszystko i być wszystkim. Obywatel taki, dzięki cudownemu środkowi w postaci wszechogarniającej konsumpcji, stał się żywym ucieleśnieniem marksistowskiej utopii: „rano polować, po południu łowić ryby, wieczorem paść bydło, po jedzeniu krytykować”. Pojawienie się takiego podmiotu jest, czego Marks z pewnością nie nigdy by się nie domyślił, wyłączną zasługą gospodarki kapitalistycznej oraz cywilizacji konsumpcyjnej. Nowy człowiek zmienia się nieustannie poprzez nowe potrzeby, które się w nim budzi, i nieustannie zajmuje się ich zaspokajaniem.

Welzer, Harald. „Samodzielne myślenie.”

 

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

OKSYMORON

Zrzut ekranu 2019-06-09 o 17.14.32.png

Guru Padmasambhava, nauczyciel, który wprowadził tantryczne nauki wadżrajany do Tybetu, powiedział, że natura przekształcenia jest jak natura złota. Powiedzmy, że bryłę złota i tworzymy z niej posąg Buddy. Przechodzący ludzie mówią: „Och, tam jest złoty Budda!”, modlą się do niego, palą kadzidła i składają kwiaty. Ale pewnego dnia ktoś zabiera pomnik i przetapia go w wielki śmietnik. Teraz już nikt nie chce składać przy nim kwiatów ani modlić się do niego. Służy jako pojemnik na śmieci. A przecież zmienił się tylko jego aspekt. Jego rzeczywista natura jest nadal złota.

Czogjal Namkai Norbu „Ewolucja zaczyna się teraz”

Niepojęty jest ludzki syndrom wyparcia rzeczywistości w dobie tego co o sytuacji świata w jakim żyjemy z całą pewnością już wiemy. Czego dowiedzieliśmy się o nas samych, naszych aspiracjach, ambicjach i „dokonaniach” – dodawaniu sum ujemnych w postaci abstrakcyjnego w swoim absurdzie zadłużenia globalnej gospodarki jak i skali dewastacji zamieszkiwanej przez nas planety, w postaci korporacyjnych systemów nadzoru i eksploatacji pod szumną nazwą wszelkiej maści wolności i demokracji, które stanowią jedynie cienką warstwę lukru pod którym jest niepohamowana żądza zysku i kontroli zakodowana niczym klątwa w niemalże każdy aspekt naszego życia. Zostaliśmy wytresowani jak psy by bez końca biec i pożądać kości materializmu – wyhodowani w ciągłej obietnicy szczęścia, które ten materializm ma nam zapewnić. Spełnienie ludzkiego życia w posiadaniu – program który steruje tym polem wzajemnego pożerania – doprowadził nas na skraj urwiska z którego wyrwani ze snu – symulacji widzimy jałową pustynię – świat, któremu wypruto wnętrzności i obrzygano plastikowym gównem, które słabo się rozkłada.

Dlatego teraz jesteśmy w fazie gabinetu kosmetycznego, a obiektem naszych upiększających zabiegów jest Trup. Musimy zatuszować bestialstwo tej zbrodni i motyw jakim było chorobliwe pożądanie – choroba umysłu – monstrum, który ze swej natury nie może zostać zaspokojony, bo to znaczyłoby jego koniec – a monstrum jedyne czego chce to być, trwać, połykać, trawić i wydalać w trudnej do opisania nieprzytomności. To rodzaj pierwotnej hipnozy. Permanentnego zatrucia pokarmowego wynikającego z nadmiarów spożywanej śmierci – „pokarmu”, który jest tak toksyczny, że powoduje coraz bardziej zaawansowane halucynacje byśmy w końcu mogli zjadać swoje własne ciało, które stało się tak bezkresne i naćpane śmiercią, że utraciło czucie samego siebie traktując to jak oddzielny osobny byt.

Nic jednak nie ma na zewnątrz.
Tak zjadamy sami siebie.

Zrzut ekranu 2019-06-09 o 18.17.52.png

Połykamy swoje wciąż bijące serca otępieni tabletką gwałtu kopulując ze snem, który wyświetlają nam Nadzorcy Hodowli zapisując w notatnikach wszelkie parametry naszej „choroby wściekłych ludzi”. Filmy o zombi to idealna metafora – obraz – unaocznienie – figura retoryczna – serial – szóste wymieranie. Zombi to chodzący Mózg. Mózg – którego życie sprowadza się do zaspokajania, do karmienia, do konsumpcji Życia by uczynić z niego Śmierć – Martwą Tkankę. Nowotwór. Skażenie. To jest nasz punkt. Tutaj jesteśmy. Wystarczy uważnie się rozejrzeć odcinając na chwilę Sygnał Hipnozy i zobaczyć w jaki sposób my właściwie żyjemy jak przewrotnie użyliśmy swych darów kreacji by stworzyć coś tak przerażającego w swym samolubnym okrucieństwie i bezdennego w inteligentnej głupocie.

Koncentracja złotego cielca kapitalizmu – globalizacji idei, towarów, usług, światopoglądów jak nabrzmiałego wrzodu, który wcześniej czy później musi pęknąć i rozlać się na całą tą lateksową maskę abstrakcjonizmu jaką zakrywamy owrzodzone ciało świata – wciąż ulepszając jego ruchomy wirtualny hologram jaki nas wszystkich oczarował i uwiódł. Globalizacja umysłu wpiętego w Procesor Indoktrynacji o kapitalistycznym śnie, który nigdy się nie skończy, a już na pewno kiedy wciąż notujemy „wzrosty” jakich przecież nigdy wcześniej nie było. Nigdy nie było tak dobrze. Tak wygodnie. Tak kolorowo. Tak naukowo. Takich możliwości podróży i doboru nienaturalnego. Nigdy przecież nie mogliśmy powiedzieć o sobie tak wiele w tak krótkim czasie, lecieć tak wysoko by widzieć tak dużo, jechać tak daleko by oczarować znajomych naszym fantastycznym życiem o intensywności zapachu drogich perfum i czystych syntetycznych narkotyków. Nasi personalni trenerzy rozwoju, ich przerażająco uszczęśliwione twarze z uśmiechami wyciętymi jak w tekturze ich kciuki w komputerze podnoszące nas na duchu kiedy za oknem znów popierdoliła się pogoda i jest maj w lutym a saharyjska pustynia na blokowiskach w Pabianicach przypomina nam drugą część „Mad Maxa”. Mało jest wody i dużo swobody. Drożeją warzywa jednak tanieją aplikacje na smartfony i wejściówki na festiwale „dla ziemi”.

Pobojowisko, jeszcze przed oświeceniem.
Wyglądało, jakby ktoś odwrócił to miasto do góry nogami i potrząsnął.

Peter Watts „Odtrutka na optymizm”
The Island and Other Stories

Hej napisz coś nowego, coś ciekawego, optymistycznego, coś co nas zainspiruje, nie smuć, nie strasz, bo się zesrasz. Żyjemy długo i jesteśmy zdrowi, mamy osobiste komputery i netflix, możemy studiować sztukę i antropologiczne dzieje ludzkości, wreszcie możemy pierwszy raz w historii być i mieć – zaznaczyć siebie w kronikach Akaszy w serwerowni wszechświata i pokazać innym cywilizacjom jak kurwa żyć z podniesioną głową. Oglądać to wszystko przez dziurę po kuli na masowych grobach naszych braci i sióstr, podpatrzeć jak wcielamy w życie nasze świętości precyzyjnym okiem drona nad kilometrami ubojni żywca wieprzowego zanurzyć się w różowych lagunach zwierzęcych odchodów i opalać w najwyższych notowanych temperaturach od początku czasu pomiarów. Wydrukować tyle pieniędzy na kampanie wyborcze by starczyło nawet wtedy gdy stuknie 10 miliardów z czego połowa za życie zmieni się w pełzające robactwo i zredukujemy to wszystko do białka i aminokwasów bo tak będzie mniej bolało.

Zrzut ekranu 2019-06-09 o 17.03.30.png

Przybliżenia pojawiały się automatycznie. Nie ma czegoś takiego jak „prawda”. Jak „fakt”. Są tylko granice przedziału ufności.

Peter Watts „Odtrutka na optymizm”
The Island and Other Stories

Zatem Kasyno wciąż jest. Są zakłady. Jednak tym razem gramy o wszystko. Wielka drukarka „dobrobytu” wypluwa nowe strzeżone osiedla i fabryki iPhone’ów – betonowe mrowiska i królowe lateksowego show biznesu, które cuchną padliną przereklamowanych zgubnych trendów. Postawiliśmy cały majątek zabezpieczony w produktach ludzkich obciążonych niemożliwymi do spłacenia długami – rzuciliśmy to jak worek mięsa na stół z łańcuchami na nadgarstkach i kostkach nóg z kneblem niezapłaconych rachunków w ryju. Koło fortuny gwałtownie zwalnia. Krupierzy w mundurach chińsko amerykańskich sił czekają na rozkaz do wzajemnego rozszarpana na strzępy. To prawda bliżej mi do poezji niż prozy do symboli niż faktów. Mózg trzeba umieć łamać. Przegłodzić brakiem punktów zaczepienia. Dlatego artyści zawsze sięgają najdalej i okazują się widzieć i wiedzieć rzeczy dużo wcześniej bardziej wyraźnie – potrafią narysować wzór, odkryć niedostrzegalne warstwy – zedrzeć skórę. Zdrapać ranę. Odstawić znieczulenie.

I uderzyć z miłością. Delikatność ludzkiej wrażliwości – połączenie z tchnieniem, z kruchym odruchem. Biologia i Muzyka. Matematyka i Sztuka Piękna. Miłość, która otula i karmi bez względu na grubość ramy i ohydę obrazu. Tym jest życie dla mnie. Potwornością, która otwiera się jak kwiat by w jednej wydawałoby się strasznej chwili otworzyć przejścia do innych planszy do głębszych wymiarów, uleczyć i wstrząsnąć do samych trzewi do kości do szpiku do najbardziej bezbronnego i czułego punktu. Do serca. Dobre – Niedobre. Jakie w końcu, jakie na początku. Poboli i przestanie – jak długa i wycieńczająca choroba – kiedy trup wróci do ziemi – znów zacznie się proces fermentacji – proces tworzenia kolejnej warstwy na niemożliwym przecież oksymoronie, który obraca w palcach niebiański artysta. Lubię przysadziste punkty odniesienia dla przykładu Kosmos – bezkresną przestrzeń, miliardy galaktyk – otchłań nie pojmowalności – lub bliżej pusty błękit nieba bez ograniczeń, rozlewający się po skórze blask wschodzącego słońca, liść tańczący na wietrze, lustro kałuży odbijające odwrócone obietnice z plakatów wyborczych. Marzy mi się świat szacunku i przestrzeni – świat ludzi artystów pełen bogactw odnawialnych i kopalni wiedzy za każdym rogiem, świat gdzie pomagasz wzrastać zwierzętom zamiast je mordować i zjadać – bo jak patrzysz w oczy świni – to masz uczucia, że są one ludzkie, może nawet kogoś kogo niegdyś znałeś. Świat gdzie każdy ma miejsce i skarb do odkrycia. Gdzie płonie ogień paleniska i opowieść prowadzi nas daleko w tajemnicę – do miejsc świętych, do rzek krętych, wód głębokich i grubych drzew do ludzi mędrców do ludzi gór siedzących i cicho nucących pieśni.

Jadę pojazdem mechanicznym po betonowych drogach, widzę królestwa upadłych ludzi i obdartych z szacunku starych drzew, których ciała poćwiartowane wyglądają jak metalowe monety albo kapsle po piwie. Jadę pod światło, widząc coraz mniej, mrużąc oczy i raz pa raz czując ukłucie strachu wyrastające nagle jak ogromny cień. Kurczę się i nerwowo oddycham. Chciałbym się położyć na zielonej pachnącej trawie i oddychać głęboko, chciałbym żyć dobrze i odejść z poczuciem spełnienia – dać temu światu odrobinę spokoju coś co sprawi, że poczujesz się lepiej w tej ciasnej klatce, może zmrużysz oczy i zobaczysz jak piękno przedziera się przez grube mury i pancerze. Może przez ułamki sekund odkryjesz, że jest wolność, radość i szczęście, które nigdy nie zależało od twoich ruchów i strategii. Po prostu jest tak zwyczajne, że trudno w to uwierzyć.

Zdjęcia z filmu: „Blade Runner 2049”

Zwykły wpis