KASZA GRYCZANA GOTOWANA NA KURKUMIE Z CZARNĄ FASOLĄ MARYNOWANE TOFU GRILLOWANE NA CZOSNKOWYM MAŚLE KLAROWANYM DODATEK Z WOKA: SMAŻONY POR, CZERWONA CEBULA I BOCZNIAK OGÓREK KISZONY TEŚCIOWEJ 😉
SKŁAD:
200 GR KASZY GRYCZANEJ 100 GR CZARNEJ FASOLI 1/2 PORA 1 CZERWONA CEBULA 5 BOCZNIAKÓW KOSTKA NATURALNEGO TOFU KILKA OGÓRKÓW KISZONYCH OLEJ RYŻOWY ŚWIEŻE CHILI CURRY SOS SOJOWY PRAŻONY CZARNY SEZAM
MASŁO CZOSNKOWE:
OPCJA WEGAŃSKA – OLEJ KOKOSOWY W MIEJSCE MASŁA
W RONDLU ROZPUŚCIĆ MASŁO KLAROWANE / OLEJ – ZIEMIA WRZUCIĆ POSZATKOWANY / WYCIŚNIĘTY CZOSNEK – METAL DOPRAWIĆ ZIOŁAMI PROWANSALSKIMI – METAL SÓL HIMALAJSKA
ZOSTAWIĆ DO ZASTYGNIĘCIA
Czosnek: ostry, ciepły. Wchodzi do żołądka i jelita grubego. Ma własności odtruwające, wzmacnia żołądek, zwalcza syndrom zimna i bóle brzucha. Stosowany jest przy biegunkach, obrzękach, owrzodzeniach, ukąszeniach owadów i węży. Zapobiega inwazji czynników „zła zewnętrznego” (zakażeń bakteryjnych i wirusowych), uznawany jest za skuteczny w zapobieganiu rakowi. W tradycyjnej chińskiej medycynie i w chińskiej kuchni używa się kilku rodzajów czosnku, choć wszystkie mają podobne działanie. Poza ząbkami czosnku, w charakterze warzywa i przyprawy największe powodzenie mają jego młode pędy, poro-czosnek, w medycynie zaś mniejszy i cieńszy czosnek japoński (Allium japonicum).
WYKON:
WARZYWA NA WOKA:
POKROIĆ PORA I CEBULĘ W GRUBE PIÓRA POKROIĆ / OSKUBAĆ 😉 BOCZNIAKA
WOK:
OLEJ – ZIEMIA WRZUCIĆ CEBULĘ I POR – METAL DODAĆ BOCZNIAKI – ZIEMIA SZCZYPTA PRAŻONEGO CZARNEGO SEZAMU SZCZYPTA PIEPRZU KAJEŃSKIEGO – METAL ODROBINA SOSU SOJOWEGO – WODA
WRZĄTEK SZCZYPTA KURKUMY WRZUCIĆ KASZĘ GRYCZANĄ PALONĄ MOŻNA DODAĆ POKROJONĄ W KOSTKĘ MARCHEWKĘ ŁYŻECZKA OLEJU Z PESTEK WINOGRON – ZIEMIA SZCZYPTA CURY – METAL SÓL – WODA
POD KONIEC GOTOWANIA DODAĆ FASOLĘ
MOŻNA WZBOGACIĆ TEMAT POSZATKOWANĄ NATKĄ PIETRUSZKI
TOFU:
MARYNATA – PROPORCJE W/G UZNANIA SMAKU
OCET RYŻOWY, KURKUMA, OLEJ, JAK CHCEMY CUKIER BRĄZOWY, ŚWIEŻE CHILI, SOS SOJOWY, SOK Z CYTRYNY – KOLEJNOŚĆ 5 PRZEMIAN
GRILLUJEMY TOFU:
PATELKA GRILLOWA
DODAJEMY MASŁO / OLEJ KOKOSOWY GRILLUJEMY TOFU AŻ BĘDZIE ZŁOCISTO BRĄZOWE
PODSMAŻAMY WARZYWA NA WOKU PODAJEMY Z KASZĄ I OGÓRKIEM
Tofu: Natura termiczna ochładzająca; ma korzystny wpływ na narządy związane z Elementem Metalu, łącznie z płucami i jelitem grubym; nawilża stany suchości w organizmie; przynosi ulgę podczas zapalenia żołądka; neutralizuje toksyny
Tofu to przetworzony twarożek sojowy, który tysiące lat temu zaczęto produkować w Chinach w celu poprawienia trawienia wysoko cenionej soi. Przygotowanie tofu jest procesem wymagającym namaczania, mieszania i gotowania soi oraz zmieszania jej z naturalnym środkiem żelującym (nigari lub sokiem z cytryny). Niektóre dostępne na rynku tofu są zestalane przez zastosowanie syntetycznego nigari, ałunu lub octu, co pogarsza ich jakość.
Wartości odżywcze: Zawiera łatwo strawne białko, witaminy z grupy B i minerały, takie jak wapno, fosfor, żelazo, sód i potas; jest niedrogie; niskokaloryczne (60 kcal na 100 g). W zależności od sposobu przygotowania, zawartość białka w tofu może się równać zawartości białka w mleku.
Jedna z najważniejszych lekcji dla mnie osobiście w związku z tym wirusem jest taka, że bardzo jasno widać w jakiej trudnej tak naprawdę jesteśmy sytuacji i w jaki sposób zglobalizowany świat przypomina kruche porcelanowe naczynie, które w każdej chwili może potłuc coś nad czym w ogóle nie mamy kontroli. Ta przepełniona ludźmi i ich potrzebami filiżanka, co rusz jest pod wpływem wstrząsów zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. Póki co nie możemy z niej uciec. Jesteśmy w samym środku ciągłych postępujących po sobie procesów, które raz za razem wskazują nam, że sposób naszego życia, jeżeli chcemy przetrwać musi ulec radykalnej zmianie.
Nasza nauka choć doskonałym narzędziem ułatwiania nam życia, jest pozbawiona jakiejkolwiek głębszej perspektywy ponieważ jest oparta na skrajnym materializmie, który w zderzeniu z potężnym kryzysem egzystencjalnym, który przede wszystkim rozgrywa się w naszym wnętrzu w pewnym sensie skazuje nas na nieuchronność doświadczenia cierpienia nie dając żadnego narzędzia, które pozwoliłoby nam zrozumieć znaczenie tego doświadczenia, a tym samym uczynić je częścią ewolucji naszej świadomości. Sam spór o istnienie i powstanie świadomości w świetle mechanistycznego pojmowania natury rzeczywistości i fizycznej teorii ewolucji jest tak wielowątkowy doprawiony dodatkowo brakiem naukowego konsensusu, że pozostawia nam mało nadziei, że w obrębie logicznego wnioskowania uzyskamy zadowalającą odpowiedź podpartą odpowiednimi dowodami w procesie metodologi naukowej.
Żyjemy w dualizmie nauki i duchowości – logicznej i irracjonalnej dychotomii naszego mózgu, które ciężko zintegrować na poziomie procesów intelektualnych, ponieważ tak zwana odpowiedź nie jest w stanie zmienić sposobu naszego doświadczenia. Nie jest w stanie wyzwolić nas z cierpienia. Rozumienie nie zmienia fundamentalnego problemu cierpienia – ono wciąż pozostaje nie mniej jednak tych najważniejszych odpowiedzi szukamy w duchowości. Duchowość rozumiem jako najgłębszy poziom istnienia istot czujących i jest dla mnie tym tajemniczym źródłem z którego pochodzi również ludzka kreatywność – rodzaj niewyczerpanej mocy i inspiracji, która towarzyszy nam od zawsze. To również z tego źródła pochodzi nauka jej niesamowity potencjał, który w swoim najlepszym wydaniu jest oparty na Trosce i Współczuciu i pozwala nam na bezprecedensowe poszerzanie pola naszych doświadczeń i eksploracji oraz co chyba najważniejsze manifestacji nieskończonego potencjału ludzkiej kreatywnej świadomości i współpracy. Choć wydaje się, że globalnie cywilizacja dotarła do kresu swoich możliwości, gdyż wciąż nie możemy przekroczyć dewastacyjnej formy naszej egzystencji opartej na programowej powielonej eksploatacji, która koniec końców jest wymierzona w nas samych, bowiem niszczmy środowisko i parametry pozwalające nam na przetrwanie i rozwój. Istnieje jakieś przeczucie przełomu, jak to mówią „coś wisi w powietrzu”. Dotarliśmy do granicy. Do progu.
Tym progiem wydaje się ograniczenie naszego logicznego umysłu, ograniczenie dominujących paradygmatów w postaci przestarzałych systemów politycznych, opartej na żądzy i niszczeniu ekonomii, dogmatycznej religii, porażających nierównościach społecznych i uderzających w nas coraz okrutniej kryzysów, które rozgrywają się na wszystkich tych polach – żyjemy w samym środku puszki pandory, której toksyczna zawartość to skutki naszych działań – tak zwana kolektywna karma – staje się naszą duszną rzeczywistością. Nazywam to gwałtownym Przebudzeniem ze Snu Ignorancji. Mamy do czynienia z narastającym brakiem przestrzeni wyboru i oznacza to, że wchodzimy w bardzo reaktywną formę istnienia na tej planecie, ponieważ mechanizm przyczyny i skutku staje się determinującym czynnikiem kształtującym w sposób natychmiastowy każde pole naszego doświadczenia – pierwszym prawem ponad konceptualizacją naszego umysłu. W obliczu tego następuje bardzo szybki wzrost świadomości, ponieważ jest coraz mniej miejsca na urojenia, na spekulacje, na zabawę w filozofię. Procedura zaczyna być zero jedynkowa – akcja – reakcja. Kiedy Ignorancja ma dużo czasu i przestrzeni bez końca tworzy iluzje i otrzymuje nieskończoność ilość fikcji jako pochodnych tej zabawy – tworzy ogromną Symulację swoich wytworów swoistą Grę. Przez stosunkowo długi czas możemy się tym zabawiać tworząc niezliczoną ilość tak zwanej rozrywki, która głównie polega na tym, że ignorujemy konsekwencję tej narcystycznej i egotycznej „imprezy” wzajemnego otumanienia w orgii materialistycznej kopulacji, którą usprawiedliwiają różnorakie wymyślone przez nas filozofie i poglądy. Jest to tak zwana dziecięca nieświadomość oparta na przeświadczeniu, że „to wszystko dla mnie”, „z mojego powodu”, „tylko ja się liczę” – taka faza „bycia bogiem” – głównym aktorem przedstawienia – neuroza pierwszoplanowej roli. Taniec zaspokajania nieskończonych potrzeb. Trwa to jakiś czas, bo wciąż jest dość duży i przestronny plac zabaw. Jednak wraz z tą „zabawą” jest nas coraz więcej i mamy coraz wygodniejsze życie (rzecz jasna niektórzy z nas – pożądanie jako główny czynnik), zabawa w pewnym momencie przestaje być zabawą i staje się rywalizacją ( walką o wpływy, o przestrzeń – gniew i zazdrość). Tutaj dochodzi do totalnej relatywizacji moralności, która staje się narzędziem kontroli – sztucznym prawem, które nie dotyczy często tych, którzy je tworzą. Jest to bezpośrednim wynikiem naszej Ignorancji – bardzo wąskim polu postrzegania egotycznej osobowości – jest to nasze fundamentalne uwierzenie w realność wymyślonej przez nas Gry – Symulacji. Krótkotrwała rozkosz – iluzji bycia w „centrum wydarzeń”. Przedłużanie tej rozkoszy ma coraz większe konsekwencje w postaci eksploatacji wszystkiego i wszystkich w imię własnego zaspokojenia. Utrzymania stanu „zabawy”. To staje się uzależnieniem, bowiem nasza „osobowość” staje się tożsama z rolą, którą gramy.
Wygląda to tak, jakby cała nasza aktywność sprowadzała się do miotania się pomiędzy chceniem a niechceniem. Dlatego naturalnie pojawia się pytanie: czy w życiu chodzi o coś więcej? Czy jest możliwe, żebyśmy czuli się dużo lepiej (lepiej w każdym sensie) niż teraz? Czy można odnaleźć trwałe spełnienie pomimo nieuchronności zmian? „Życie duchowe zaczyna się tam, gdzie pojawia się podejrzenie, że odpowiedź na tak postawione pytania może brzmieć: „Owszem”. Prawdziwie uduchowioną osobą jest ten, kto odkrył, że możliwe jest bycie odprężonym bez wyraźnej przyczyny, nawet jeśli tylko w krótkich zrywach, i że ten spokój jest równoznaczny z przekraczaniem pozornych granic własnego „ja”. Ci, którzy nie zaznali podobnego spokoju, mogą uznać takie twierdzenia za podejrzane. Niemniej jednak faktem jest, że dobrostan pozbawiony poczucia własnego „ja” można osiągnąć w każdej chwili. Oczywiście nie mówię, że doświadczyłem wszystkich tego typu stanów, ale za to spotkałem wielu ludzi, którzy nigdy nie przeżyli żadnego z nich – i to właśnie oni często upierają się, że zupełnie nie interesuje ich życie duchowe.
Sam Harris. „Przebudzenie”.
I tak dochodzimy do punktu Przeciążenia. Dusznego zagęszczenia, które przypomina coraz bardziej moment przed Burzą. Świat staje się narastającym Ciśnieniem. Zaczynamy puchnąć od środka. Stajemy się tłustą, powolną butwiejącą masą, która zaspokaja swój wielowymiarowy głód – żywiąc się cierpieniem innych. Stajemy się produktem ubocznym swoich niemożliwych do zaspokojenia potrzeb a z czasem już chodzącymi potrzebami – uosobieniem Ignorancji, Pożądanie i Gniewu. W kodzie wygląda to tak: Tak – Nie – Jest mi to obojętne. 2 – 0 – 1. Jak w I – Cing. __ , _ _ i pusta przestrzeń jako żyzne pole. Potwierdzenie, Zaprzeczenie, Obojętność. Binarny dualistyczny kod ludzkości. Epitafium. Staliśmy się sprzężonymi ze sobą Programami, wadliwym algorytmem, który uległ urojeniu swojego odseparowania od Całości. Toksyczną Tkanką. Jak wyglądało ostanie minione stulecie? Jakim kosztem rozwijaliśmy swoją naukę, tworzyliśmy parametry żarłocznej polityki i ekonomii, czy to nie przypadkiem my zorganizowaliśmy przemysł mordowania innych istot i nas samych na masową skalę. Ja wiem to nie jest dobry moment – jednak niestety najlepszy na tak zwany rachunek sumienia. Przyjrzeć się sobie to zobaczyć Świat. Zobaczyć Siebie naprawdę – to ujrzeć Źródło. Ujrzeć Źródło – to zrozumieć czym tak naprawdę jest prawdziwa Moralność. Prawdziwa Moralność – to zasada nie krzywdzenia, zasada poszanowania przestrzeni Życia. Mamy w sobie zestrojony bardzo czuły Organ – jest nim nasze Serce. Jego Mocą – jest Czucie, które kiedy opuszczamy swój Kokon egotyzmu staje się energią, która łączy wszystko ze wszystkim – to znaczy czuć ten Świat. Czuć jego cierpienie, które wraz z pogłębiającą się naszą absurdalnie zadowoloną z siebie Ignorancją – narasta. Zastanawialiście się skąd pochodzą nasze zaburzenia psychiczne – dziesiątki zdiagnozowanych chorób? Nie radzimy sobie z Odczuwaniem – tego wszystkiego co cierpi, jest tego zbyt dużo. To jest prawdziwe źródło naszych chorób – głęboko ukryty rdzeń. Tworzymy chorobę i otrzymujemy chorobę. Przyczyna i skutek – są bardzo jasne. Mordujemy każdego roku miliardy żywych i czujących Istot, wmawiając sobie, że to konieczne. Nie to nie jest konieczne. To nasz wybór dyktowany pożądaniem i brakiem empatii. Wykorzystujemy siebie wzajemnie w imię pozornego szczęścia, które jest niczym innym jak dojrzewaniem cierpienia. Zarabiamy na śmierci, chorobie i desperacji. To jest nasz wybór. Nasze systemy religijne są zdegenerowane do tego stopnia, że usprawiedliwiają zabijanie, chciwość i głupotę. Teraz w wyniku tego co robimy – całe nasze urojenie – zatrzymało się. Mamy wirusa, który zabija. Boimy się. Chcemy uciec przed konsekwencją tego jak żyjemy. To nie może się udać. Chcemy wrócić do naszego dawnego pozornie beztroskiego życia do swojego snu pełnego filmów, muzyki, rozkoszy podniebienia i seksu, do tych drabin kariery przygniatających innych – nasza egotyczna kopulacja musi się skończyć, bo będziemy umierać w strasznym cierpieniu i szaleństwie. Ten Eksperyment poniósł porażkę, jak wiele podobnych przed nim. Możemy się pocieszać, oszukiwać, próbować uciec w pseudo duchowe farmazony. Moim jednak zdaniem prawdziwa duchowość oznacza bycie naprawdę świadomym – jest życiem bez znieczulenia, bez planu ucieczki. Jesteśmy tutaj na wprost samych siebie każdego dnia tworzymy to wszystko – to wielką ruchomą sumę naszych działań lub ich braku, naszych myśli, słów, intencji i działań.
Zapraszam na wiosenne gotowanie wzbogacone praktyką medytacji i relaksacji, na których skupimy się na lekkiej i oczyszczającej diecie, która jest odpowiednia dla naszego organizmu w tym właśnie czasie. Będziemy harmonizować smak i uczyć się praktycznej uważności używając do gotowania metody pięciu przemian podstawy systemu Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, która jest niezwykle skuteczna jako system profilaktyki zdrowia – integrując aspekty naszego ciała, energii i umysłu.
Podstawą naszego menu będzie proso – kasza jaglana, która ma niezwykłe właściwości oczyszczające i alkalizujące i jest doskonałym pokarmem podczas wiosennego detoksu organizmu. Lekka i zdrowa kuchnia pełna zieleniny, kiełków i warzyw ma za zadanie pobudzić naszą energię, a smak kwaśny jest wzmacniający, oczyszczający i wpływa pozytywnie na nasz stan emocjonalny. Nauka gotowania według metody pięciu przemian jest wprowadzeniem do naszej kuchni harmonii i wiedzy, która okazuje się niezwykle praktyczna i wielowymiarowa – to powrót do szacunku wobec natury i jej cyklów, odkrywanie bogactwa smaków i współzależności wszystkich zjawisk. Dodatkowo kuchnia wegańska i wegetariańska jest ewolucyjnym krokiem w naszej relacji ze światem i żyjącymi istotami. Rozwijanie Troski i Współczucia – to droga ewolucji świadomości i tym zajmuję się na swoich warsztatach. Zapraszam wszystkich serdecznie do wymiaru kuchennej magii, spokoju umysłu i wspólnego bycia, ciekawych rozmów i inspiracji. Kuchnia to przygoda 😉
PROGRAM WARSZTATU:
Wspólny krąg Medytacja Relaksacja
🔪 Wspólne gotowanie i praktyka uważności.
MENU
GOŚĆ SPECJALNY: KASZA JAGLANA
🍲OCZYSZCZAJĄCY WYWAR Z KISZONEJ KAPUSTY W/G DIETY DĄBROWSKIEJ
🍲JAGLANY DETOKS – PUDDING Z KASZY JAGLANEJ Z DODATKIEM KURKUMY I OWOCÓW NA BAZIE MLEKA MIGDAŁOWEGO
🍲LEKKI KRUPNIK WIOSENNY Z ZIOŁAMI
🍲PYSZNE KOTLETY JAGLANE Z MARCHEWKĄ I SUSZONYM POMIDOREM I NATKĄ PIETRUSZKI W KREMOWYM SOSIE POMIDOROWO – BAZYLIOWYM
🍲BUKIET ŻYCIODAJNYCH SAŁAT I KIEŁKÓW Z CIEMNYM WINOGRONEM I PRAŻONYMI MIGDAŁAMI Z GRECKĄ OLIWĄ
🍲WIOSENNY WOK CHRUPIĄCYCH WARZYW Z DODATKIEM CZARNEGO RYŻU I GRILLOWANEGO MARYNOWANEGO TOFU + SURÓWKA Z BIAŁEJ KAPUSTY Z CYTRYNOWYM WINEGRETEM
KILKA PORAD JAK OCZYSZCZAĆ ORGANIZM POPRZEZ DIETĘ ESENCJONALNY WYKŁAD O ELEMENCIE DREWNA (WIOSNA – WĄTROBA I WORECZEK ŻÓŁCIOWY) PRACA Z EMOCJAMI – PRAKTYKA MEDYTACJI I NAUKA RELAKSU CHWILA RELAKSU – SPACER NAD RZEKĄ ŚWIDER W LESIE DOBRA ZABAWA INSPIRUJĄCE TOWARZYSTWO
Warsztat poprowadzi: Marcin Piniak / Wegekuchnia.com
Zawodowo zajmuje się szeroko pojętym zdrowym i świadomym żywieniem, jako wegetariański i wegański kucharz gotuję na warsztatach rozwojowych, prowadzę warsztaty gotowania i wykłady z praktycznych elementów Tradycyjnej Dietetyki Medycyny Chińskiej, którą zgłębiam w wolnych chwilach. Z gotowaniem jestem związany od blisko piętnastu lat. Pracowałem w profesjonalnej gastronomii w kraju i za granicą w wegańskich i wegetariańskich restauracjach (Londyn – InSpiral, Planet Organic, Warszawa – Vege Miasto, Gruszki & Pietruszki, Wegemama, Wegeguru). Od ponad dwudziestu lat praktykuję nauki buddyjskie i medytację. Codzienna praktyka uważności i przytomności wnosi do naszego życia moc żywej obecności i świadomej przestrzeni oraz odpowiedzialności za własne myśli, słowa i działania. Staram się żyć w ten właśnie sposób i tym się dzielę na warsztatach.
(Zaczynamy o 10:00, a kończymy około godziny 18:00)
MIEJSCE: OTWOCK (wschodnia część miasta, położona nad rzeką Świder, w obrębie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego) konkretny adres w informacji zwrotnej po zgłoszeniu i wpłacie zaliczki
Nieprzebudzony umysł stara się toczyć wojnę z tym, co mu się nie podoba. Aby podążać ścieżką serca, musimy zrozumieć, w jaki sposób zaczyna i kończy cały proces walki – zarówno z tym, co jest wewnątrz nas, jak i w otaczającym nas świecie. Źródłem każdej wojny jest niewiedza. Jeżeli brakuje nam wewnętrznej mądrości, boimy się bezustannych zmian zachodzących w naszym życiu, a także nieuniknionych strat, rozczarowań i niepewności wynikającej z tego, że każdy z nas zestarzeje się i umrze. Niewiedza sprawia, że zaczynamy walczyć z życiem, uciekając od bólu lub lgnąć do poczucia bezpieczeństwa i przyjemności, które nigdy nie dają prawdziwego spełnienia, bo taka jest ich natura.
Jack Kornfield. „Mądrość serca”.
Świat, który bez ustanku nadpisuje sam siebie, rozwarstwia się do niebotycznych rozmiarów – cyfrowa galaktyka – puchnąca jak złośliwy nowotwór. Jesteśmy znudzeni, depresyjni, przeładowani. Nasze rozkosze są coraz krótsze, coraz bardziej reaktywno – impulsywne, małe chwilowe pozorne szczęścia. Wszystkiego mamy tak dużo, wiemy tak wiele, jesteśmy bez ustanku zajęci, chorzy i zdeprawowani od tandety. To bezwartościowe bogactwo wrażeń nas przytłacza. Jesteśmy osaczeni jak chore cyrkowe zwierzęta – nadmiar braw, presji znudzonego otoczenia martwych pozbawionych energii i witalności ludzi – widzów, fanów, statystów.
Zaczynamy tęsknić za prawdziwą biedą i cierpieniem, za tym wszystkim czego nie zdążyliśmy jeszcze pożreć, przetrawić i wyrzygać na półki sklepowe. Bieda jest atrakcją turystyczną, prymitywizm szczytem wyrafinowania, tanimi lotami ruszamy w świat do chorób, braku wody, robactwa – żeby doświadczyć czegoś prawdziwego, czegoś co nas poruszy, o czym da się postować na ścianie naszego cyfrowego więzienia. Potrafię godzinami studiować te relacje desperacji. Ten śmieszkowaty krzyk rozpaczy. Zawodowi duchowi poszukiwacze, którzy spróbowali już niemalże wszystkich potraw ze stołu ostatniej wieczerzy – medytacje, joga, psychodeliki, psychologia transpersonalna, modlitwy, afirmacje, mindfulness, ahimsa itd…
Nasze współczesne społeczeństwo zaszczepia w nas tendencję do negowania lub tłumienia świadomości rzeczywistości. Wpaja się nam, że powinniśmy się bronić przed wszelkiego rodzaju trudnościami i niewygodami. Zużywamy ogromną ilość energii na walkę z poczuciem zagubienia, bólem, śmiercią i żalem. Jednocześnie próbujemy się ukryć przed podstawowymi prawdami świata przyrody i naszej własnej natury.
Aby odizolować się od świata naturalnego, stworzyliśmy klimatyzację, podgrzewane samochody i ubrania, które osłaniają nasze ciała przez cały rok. Aby odizolować się od nieuniknionej starości i zniedołężnienia, pokazujemy w reklamach młodych i uśmiechniętych ludzi, a osoby starsze umieszczamy w domach opieki. Chorych umysłowo zamykamy w szpitalach psychiatrycznych. Dla biednych tworzymy getta, wokół których budujemy autostrady, aby nie widzieć wylewającego się stamtąd cierpienia.
Jack Kornfield. „Mądrość serca”.
Szukamy pomocy u tych, którym zniszczyliśmy życie swoim nienasyceniem, swoją wygodą, brakiem szacunku deprawując ich swoim uwielbieniem, adoracją – robiąc z nich świętych, których chcemy widzieć – ubierając w swoje wyidealizowane wyobrażenia na wzór dzikich zwierząt w Zoo. Zabawiamy się w duchowe wyścigi na nieistniejące szczyty, urojone stopnie, by móc się tylko czymś zająć – nadać sens bezsensowi, bez końca uciekać przed prawdą o tym, że życie jest trudne, pełne cierpienia i rozczarowania i nie zawsze wszystko da się naprawić jak zepsuty samochód. Rozpoznanie jest w naszym zwykłym życiu, w tym co tak obsesyjnie chcemy zmienić, ta mądrość jest pozbawiona wielkich słów, idei, sloganów. Jest jak zwykłe dzień dobry, dziękuję, przepraszam. Nic wielkiego. Jednak okazuje się, że przyjaźń z życiem jest bardziej wartościowa niż namiętna krótkotrwała miłość pełna oczekiwań i wybuchów. Zaprzyjaźnić się ze zwykłym sobą, nie tym ze ścian mediów społecznościowych, a tym, któremu czasem jest smutno i ma wiele wad. Coraz mniej interesują mnie zbyt piękne rzeczy i idee, zbyt mądre słowa i obietnice. Cenię sobie niedoskonałość gdzie skryte jest dobre i szczere serce. Wzrusza mnie prawda, która niczego nie udaje, niczego nie chce, nie wstydzi się ukazać swojej ułomności.
Wydaje mi się, że jak daleko byśmy nie zaszli i tak wrócimy do tego punktu, do tej przystani zwyczajności. Sztuczny świat jaki stworzyliśmy – rodzaj oszustwa, by oszukać samych siebie – po prostu nie przetrwa. Każda fałszywa opowieść wcześniej czy później osłoni się, bowiem kłamstwo zabiera tak dużo energii, że w końcu brak paliwa uwagi odsłoni prawdę. Takiego rodzaju „sukces” czy „szczęście” zmieni się w swoje przeciwieństwo jak „miłość”, która staje się nienawiścią. Jak „oświecenie” – slogan hasło reklamowe, które staje się śmieszne w obliczu zwykłego szarego życia. Żyjemy w świecie balonów, które zaczynają pękać. Żyjemy w świecie napęczniałych zasięgów, zdezorientowanej uwagi, łaknienia, którego nie sposób zaspokoić. Ludzi, których deklaracje bez pokrycia stają się dla nas prawdami w które desperacko chcemy wierzyć, bo straciliśmy samych siebie – tą cenną przyjaźń, która choć trudna jest najważniejszą z przyjaźni, bo kształtuje wszystkie inne. Zaprzyjaźnić się ze sobą – to zaprzyjaźnić się ze światem, który nigdy nie będzie idealny, w pełni dobry i piękny. Jednak bywa dobry i piękny. Prosta medytacja serca – to otwartość i umiejętność odpuszczenia, łagodzenia.
Ścieramy marchew na drobno Ścieramy jabłko Olej Pieprz Sól
WOK:
Olej
Łodyga brokuła Cebula Por Boczniak Pieprz kajeński Tofu Sos sojowy Gomashio: starty w moździerzu prażony sezam czarny i biały z solą morską
Nazywam się Marcin Piniak i zawodowo zajmuje się szeroko pojętym zdrowym i świadomym żywieniem, jako wegetariański i wegański kucharz gotuję na warsztatach rozwojowych, prowadzę warsztaty gotowania i wykłady z praktycznych elementów Tradycyjnej Dietetyki Medycyny Chińskiej. Z gotowaniem jestem związany od blisko piętnastu lat. Pracowałem w profesjonalnej gastronomii w kraju i za granicą w wegańskich i wegetariańskich restauracjach.
Czasami nasz lęk jest głęboko ukryty pod pozorami pewności siebie, zagłusza go rodzaj neurotycznej przebojowości, która generowana jest przez presję wytwarzaną przez opresyjną kulturę ciągłego biegu – rywalizacji i porównywania. To co się z nami dzieje nazwałbym – hodowlą klatkową – staliśmy się ofiarami dość ponurego eksperymentu – na wzór zwierząt, które hodujemy w przerażających i okrutnych warunkach – obozach śmierci.
Umysł przypomina urodzajne pole, na którym wszystko może wzrastać. Kiedy zasiewamy ziarno – poprzez działanie, słowo lub myśl – wyrośnie z niego roślina i ostatecznie pojawi się owo, który dojrzeje i spadnie na ziemię, pociągając za sobą więcej podobnych. Chwila po chwili poprzez ciało, mowę i umysł zasiewamy pełne potencjału ziarna przyczynowości. Kiedy zbiorą się odpowiednie ku temu warunki, a nasza karma dojrzeje, będziemy musieli poradzić sobie z konsekwencjami tego co zasialiśmy.
Czagdud Tulku Rinpoche
Mieszkamy najczęściej w zatłoczonych miastach – farmach w blokowiskach – parcelach dusznych mieszkań i większość naszego czasu poświęcamy na pracę by opłacić czynsz i rachunki, by przetrwać – utrzymać się na powierzchni. Jesteśmy ogniwem Masy wytresowani i zagonieni do tego stopnia, że przestaliśmy zauważać jałowość takiego życia, jego duchową pustkę. Kultywujemy materię, sztuczny pieniądz, który stał się naszym szkarłatnym bożkiem ostatecznym – demonem w aureoli konieczności, deterministycznym mechanizmem samozniszczenia. System operacyjny tej Symulacji to zakodowany w nas Lęk – który jest rodzajem sterownika pozwalającego przekraczać i adoptować się do kolejnych poziomów Absurdu – Kultury Nędzy. Jesteśmy ubodzy duchem, ubodzy wolnością, ubodzy w samostanowieniu – skazani na wieczną tułaczkę przez Pustynię prowadzeni przez fałszywego mesjasza na bolesną śmierć. Nasz kolektywny wyparty Lęk stworzył Mechanizm Zniewolenia – Program wiecznego Rozproszenia, wiecznej Zależności, Nieskończonej Ucieczki przed Sobą. Śnimy ten materialistyczny sen lokując w nim całą swoją energię i zaangażowanie, uporczywie trzymając się wszystkiego tego co ze swej natury wcześniej czy później umrze, rozpadnie się, bowiem takie właśnie jest ze swojej natury – nietrwałe. Można powiedzieć, że to jest pierwotna nauka, podstawowa lekcja, jednak pomimo tego – wciąż bez ustanku jesteśmy na wagarach, siedzimy w oślej ławce i bez ustanku odwracamy wzrok od tego by szukać pocieszenia w miotających się przed nami czczych obietnicach wyczarowanych w tej Fabryce Iluzji. Złota Klatka – świat pozornego dobrobytu – modnych ciuchów, ekskluzywnych samochodów, kont bankowych, posiadania ziemi na własność – budowania na jej coraz bardziej chorym ciele – domów, drapaczy, fabryk – betonowych grzęzawisk rozrasta się do tego stopnia, że zaczynamy dusić się swoimi własnymi odchodami.
Nasza ucieczka przed cierpieniem nietrwałości – prowadzi do jeszcze większego cierpienia, które się multiplikuje – mutując niczym śmiercionośny wirus. Za wszelką cenę próbujemy być na tyle wiecznie i bezustannie zajęci by tylko nie dostrzegać tego co sami tworzymy. Jesteśmy Twórcami Zniszczenia. To stało się naszym dziełem sztuki współczesnej – Zbiorową Wystawą w muzeum wszechświata. To bardzo droga i zupełnie bezużyteczna Wystawa. Jadę samochodem przez wsie i miasta, słucham mądrych wykładów na you tube poszatkowanych idiotycznymi reklamami idiotycznych sieciowych usług, których nikt tak naprawdę nie potrzebuje, obok drogi dogorywają ścięte drzewa, pracują koparki, walce i spychacze, panowie robotnicy piją herbatę z termosów i palą papierosy, jedzą kanapki z kotletami, pod butami trzaskają gałęzie, a przez ich płuca przetacza się gęste oleiste powietrze. Narzekają, że nie ma śniegu. Dziwna ta zima jak za za słodkie i mdłe ciepłe lody. W internecie mówią, że to nie jest nasza wina, może słońca, może boga, może tego, że co jakiś czas po prostu tak jest. Zawsze chodzi przecież o pieniądze. O dopłaty, opłaty, podatki, kary. Pieniądze – wszystko zawsze się do tego sprowadza – nawet śluby i religie. Znów chcą nas wyrolować, przestraszyć. Upokorzyć. Strach i lęk staje się powszechny – jak zaburzone tętno pacjenta na intensywnej terapii. Jak wysychające zakrzepy ropy, rdzewiejące igły bezużytecznych platform wiertniczych wpatrzonych w suche spowite mgłą niebo, które milczy. Maskujemy tą narastającą panikę, świadomość, że jesteśmy coraz bardziej zdesperowani, wykorzenieni, obdarci z godności, pozbawieni duchowej więzi z Życiem. Stworzyliśmy sztuczną mechaniczną religijność jako antidotum, zestawy dogmatów, procedury „świętych ceremonii”, którymi nawigują kapłani – roboty powołując się na nieuosobione siły – trwająca od stuleci kontrola wystraszonego umysłu. Nie doświadczalność, Niedotykalność zimnego wyrachowanego abstrakcyjnego absolutu, dialektyczna rozrywka. Bezosobowa osobowość – pełna okrucieństwa na podobieństwo nas samych. Wystarczy, że uwierzysz i zostanie ci odpuszczone wszystko to co zrobiłeś – jakie to wygodne, jakie masowe jakie powszechne. Gdzie to się zaczęło?
W myśli, w słowie i w działaniu każdego z nas w każdej chwili. Żyjemy w tym równaniu w tej sumie działań w ilorazie tępej egotycznej kolektywnej „inteligencji”, która chce trwać i rozrastać się bez końca – wtłaczając w siebie każde nowo narodzone ogniwo świadomości, zawłaszczać i degenerować pierwotny stan troski i współczucia, otwartości i wrażliwości w swój Program. Wszyscy jesteśmy nośnikiem tego Programu, zakażamy się wzajemnie chorobą i pielęgnujemy każde stadium hodowania kolejnej jednostki chorobowej – cywilizowanego człowieka. Niszcząc każdy objaw desperackich prób odwrócenia zaklęcia, każdego Maga, który pojawił się w tym wymiarze by zdjąć Klątwę z naszego serca i umysłu. Jednak przychodzi czas, kiedy tych istot pojawia się zbyt dużo w jednym czasie – to jest właśnie ten moment w naszej historii – już nie jeden czy dwóch ale miliony świadomych istot pojawiło się w tym wymiarze. Rodzisz się wraz z świadomością, z pamięcią – widzisz jasno, czujesz jasno – wszystkie te zakodowane Klątwy i Zaklęcia na każdym możliwym kroku i w każdej możliwej konfiguracji.
Miłości nie można sprowadzić jedynie do doświadczenia piękna i romantycznej radości. Miłość powiązana jest z brzydotą, bólem, agresją równie dobrze jak z powabem tego świata; nie jest odtwarzaniem raju. Ścieżka miłości i współczucia, ścieżka otwartości jest powiązana z tym „co jest”. Aby rozwinąć miłość – uniwersalną miłość, kosmiczną miłość czy jakkolwiek inaczej chcielibyśmy ją nazwać – trzeba zaakceptować całą życiową sytuację, taką, jaka jest, zarówno jej jasną, jak i ciemną stronę, dobrą i złą. Trzeba się otworzyć na życie, nawiązać z nim pełen kontakt.
Chogjam Trungpa
Dekodowanie jest naszą prawdziwą pracą na tej uwięzionej w Ignorancji planecie, hakowanie ustawień fabrycznych, demontowanie linii produkcyjnych cierpienia, odłączenie Zasilania Śmierci – paliwa Mordu. Nie wypluło nas wapno, nie ulepiły nas sprawne dłonie technologicznych chirurgów, nie uśpiły nas hipnotyczne modlitwy czarnoksiężników – jesteśmy z gwiazd, z odległych miejsc rozrzuconych w bezmiarze kosmosu, przychodzimy w pokoju który niepokoi. Nie boimy się śmierci, bo to jedynie całun który rzuciliście na czyste ciało przebudzonej świadomości. Punkt zwrotny – to wejście w swój autentyczny stan, w swoje istnienie, w pierwotną duchowość, która jest poza jakimkolwiek systemem. Zrzucanie skóry, łamanie kodów, oduczanie nabytych wzorców i zdzieranie masek. Czysta świadomość, która jest poza lokacją w mechanicznych systemach GPS-ów Symulacji, nie można nas namierzyć, przechodzimy przez ciała robiąc to co należy, możecie je mordować jednak nie jesteście w stanie zniewolić Prawdy. Życia nie można zniszczyć – ponieważ jego istota jest poza formą, poza czasem, poza wszystkim. Królestwo się rozpada, płonie żywym ogniem Zmiany. Leczyć trucizną jest największą ze sztuk uzdrawiania. Podniebienie toczy flegmę i wypluwa. Przejdzie przez nas wszystko – wasze choroby, wasze armie, miliardy waszych ofiar. Nie chroni nas światło, nie brudzi mrok, nie ogranicza kodeks i zasady. Nie przeraża nas zniszczenie, nie paraliżuje lęk. Kod za kodem, krok za krokiem – coraz bliżej jak krople wtłoczone w obieg krwi – do samego serca.
Nazywam to Kolektywną Ignorancją – nie diabłem, nie demonem, nie szatanem. Pradawna sztuczka uosobienia i odseparowania naszego ciągłego współudziału w absurdalną postać z rogami ukrytą w głębinach piekła staje się zwykłym odpustowym pośmiewiskiem. Religijny dogmatyzm, ciężkie psychologiczne koło zębate traci impet, ponieważ rzeczywistość jest coraz mniej ułożona, coraz mniej przewidywalna.
Wszystko wychodzi na jaw – przewlekła choroba wchodzi w stadium nagłego i brutalnego ujawnienia. Świat staje się lustrzaną salą intensywnej terapii – oddziałem zamkniętym dusznym i śmierdzącym. Wszyscy są znieczuleni, nieobecni – pogrążeni w hipnozie. Na wpół martwi. Kiedy nadchodzi ten moment zazwyczaj kończą się leki – zaczyna się samoistne wybudzenie. Pierwsza faza to moment paraliżującego szoku. Inicjacja uśpionej świadomości w stan nagłej przytomności – jednak z powodu tak długiego i nieświadomego snu – umysł nie jest w stanie tego zaakceptować – chce spać, chce się znów otępić. Ucieka w każdą możliwą formę kolejnego upojenia i urojenia za wszelką cenę – nawyk śnienia jest tak obezwładniający, że przez długi czas funkcjonuje pomiędzy jawą i snem – na granicy swoich urojeń i coraz bardziej natarczywej prawdy. Śpiący umysł nie chce się budzić, nie che tracić swojej iluzji ulepionego z cierpienia szczęścia. Nie chce widzieć jednak przede wszystkim nie chce czuć.
Chcemy być kimś, znaczyć coś w naszej społeczności, w naszych relacjach z ludźmi. Takie myślenie niesie z sobą pewne niebezpieczeństwo. Lina zaciska się ciasno na szyi, kiedy drugi jej koniec włożymy w nieodpowiednie ręce. Pragnienie, aby być kimś ważnym dla innych jest bardzo silne. Chcemy być kimś ważnym dla ludzi, z którymi jesteśmy związani. Oczywiście jeśli działamy motywowani współczuciem, jest to dobre. Jeżeli jednak pragnienie to wynika z poczucia mentalnego ubóstwa, która zaczyna coraz bardziej przysłaniać nasze działania, jeżeli nasze przywiązanie do „ja” i własnych dokonań umacnia się, chęć stania się szanowaną osobą bierze górę nad altruizmem. Tak oto pozbywamy się osobistej wolności i poczucia szlachetności. Podążając dalej tym tropem, zaczniemy tańczyć jak tresowana małpka.
Dzigar Kongtrul Rinpoche
Współodczuwanie jest esencją tego wymiaru współzależnego cierpienia, które stwarzamy bez końca – dlatego robimy wszystko by nie czuć. Uczucia, odczucia – przenikające nas bez końca sieci emocjonalnego wysokiego napięcia jakie generuje stworzony przez nas wszystkich okrutny system wzajemnego używania – to właśnie stan wybudzenia ze snu, z otępienia. Pamiętam swój moment kiedy – poczułem To – na zwykłej ulicy, w samym środku zwykłego dnia, w otoczeniu zwykłych ludzi, hałasu, samochodów, tego szumu i zgiełku – pozornej normalności – coś do mnie dotarło. Zobaczyłem To. Samoistna inicjacja w prawdę. Cały czas próbujemy oszukać samych siebie i innych. Chcemy udawać, grać, uciekać bez końca, trzymać się kurczowo tej choroby szukania szczęścia przy ciągłym i nieustannym tworzeniu przyczyn cierpienia. Prawo przyczyny i skutku jest prawem fundamentalnym. Bezwzględnym. Nie ma osobowego boga z którym możemy kupczyć i negocjować – oczarować go pozorami i duchową gadką szmatką, wypachnionymi intelektualnymi pomyjami.
Wielki podświadomy serwer bez ustanku generujący kod symulacji – kolektywne pole spłacania zaciągniętych długów. Bank wrażeń. Mówimy, że ten świat jest zadłużony – to prawda, jednak nie chodzi o sztuczny pieniądz, cyferki na wyświetlaczu amerykańsko – chińskiego kalkulatora ciągłego „wzrostu” – to spłata długu stworzonego cierpienia dla siebie i innych, który próbujemy spłacić kolejnym długiem, bo wciąż uciekamy przed prawdą, że jedyną możliwością spłaty jest Praca. Świadoma praca dla wszystkich istot, które są tutaj wraz z nami na tej planecie. Urojony bóg nie przeprowadzi wielkiego resetu długów, nie wymaże ksiąg rachunkowych, bowiem kolejnym szokującym odkryciem jest fakt, że to my jesteśmy Zapisem. Jak już przejdziemy fazę wybudzenia, otępienia i wzrastającej przytomności – pojawi się kolejna – faza gniewu. Moment obwiniania. Szukania na zewnątrz przyczyn naszego stanu, naszego nieszczęścia. To stan wojny, rewolucji, rozlewu krwi – podawanej z ust do ust gorliwej żółci, która zabija miliony i tworzy jeszcze bardziej okrutną wersję tej samej gry.
Pożądanie władzy, znaczenia, statusu – ciągłe obsesyjne budowanie siebie – psychopatyczna nagroda – być, znaczyć więcej, decydować. Narzucić swoją wizję, swoje urojenie – stworzyć własny sygnał hipnozy – podłączyć fanów, wyznawców, oddanych sługusów. Pamiętam jak na studiach z zakresu tak zwanego dziennikarstwa do uczelnianej gazetki napisałem tekst: „Nikt nie pyta zwycięzców dlaczego przegrali”. Zmienili tytuł, ponieważ wszystkie te szkoły uczą nas jak iść do przodu, jak walczyć, jak rywalizować, jak kąsać, jak uderzyć skutecznie, jak tworzyć to pobojowisko pod napięciem, ten zakład karny – jak być dobrym sługusem w tym dziele zniszczenia. Globalna korporacja podrabianego szczęścia, siedzące na obrotowych fotelach metalowe szczury – Nowy bardzo długi chiński rok – kolejny huk bomb – fajerwerków na Bliskim Wschodzie – przywykliśmy do tego hipnotycznego transu.
Zjedli małe grzyby z fasolą, wypili herbatę, a na deser otworzyli puszkę gruszek. Ognisko ułożył przy pokładzie skały, gdzie usypał gałęzie, a po drugiej stronie rozpiął plandekę, by odbijała ciepło. Siedzieli rozgrzani w swoim schronieniu, a mężczyzna opowiadał chłopcu historie. Były to stare historie o odwadze i sprawiedliwości, które zapamiętał. Wreszcie chłopiec zasnął w kocach, a wtedy dorzucił do ognia, położył się najedzony i słuchał cichego grzmotu wodospadu w ciemnym przerzedzonym lesie.
Cormac McCarthy. „Droga”.
Jednak wystarczy Krótkie Spięcie. Chwilowe odcięcie dopływu leków uśmierzających na masową skalę, brak zasilania dla dopływu fejkowych newsów, wygaszenie głównej tablicy narcystycznego pocieszenia pełnych wypiętych dup i krzywych uśmiechów – byśmy dotarli do rdzenia programu, do szpiku mechanicznych kości całej tej konstrukcji. Do własnego pomieszania do własnej Ignorancji – pojedynczej domeny w globalnej sieci domen. Domena kojarzy się z domem i dominacją – zatem mamy adres własnej witryny – ekshibicjonistyczny kiosk ciągłego ruchu, narcystyczno – depresyjny modlitewnik. Nasze pole działania. Nasze zasilanie. Nasz wkład. Nasz udział. Ten arkusz na początku jest pusty. Biała strona edytora. Jest myśl z kolektywnego snu, ta myśl rośnie, pęcznieje, rozrasta się – tworzy ciągi – mutuje w nowe znaczenia. Tworzy dziwną symbolikę, nowe ścieżki, skojarzenia – znajduje formę – słowa – umowne znaczenia wgrane w kolektywne pole rozumienia – rzucam tym jak kośćmi przepowiedni. Tak naprawdę tego nie da się zaplanować, tego nie da się przewidzieć – to jak chwilowy wzór, coś jak przeczucie. Dlatego pisanie mnie fascynuje, za każdym razem jest niewiadomą – momentem przebłysku. Trzeba wiedzieć kiedy skończyć. Trzeba wiedzieć kiedy zacząć. Trzeba zaufać.
Tak naprawdę chciałem wam powiedzieć, że mamy w sobie coś doprawdy nieskończonego – jesteśmy czymś znacznie większym niż długi, które musimy spłacić. Ta Troska jest spoza Układu – nie może zostać uwarunkowana, zmanipulowana. Jest nieustraszona. Ta Troska – jest Czuciem – żywą pozbawioną barier Obecnością, która jest we wszystkim. Można nazwać ją Mocą. Nie lgnąć do odbić, do słów. Dać temu być tym czym jest – bez ograniczeń. Tak rozumiem Mądrość, która jest dopełniona, aktywna, współczująca. To jest w nas, w każdej komórce. Nie polega na logice, która ma to wyjaśnić i na wierze, która ślepo i desperacko pragnie by była. Jest czymś żywym, iskrzącym – spajającym wszystko jak światło i przestrzeń. Nie sposób jej widzieć, bo jest pusta.
Jest poza tą umowną strukturą, tym „bezpiecznym urojeniem” w jakim żyjemy – Otchłań – nieświadomość, niewiedza, totalny brak jakiegokolwiek bezpieczeństwa. Przestrzeń w której nie obowiązują prawa logiki, a nasze psychologiczne mechanizmy oswajania – zawodzą i ten wymiar coraz bardziej „wodzi nas na pokuszenie” używając terminologii judeochrześcijańskiej, czyli tej kalki operacyjnej dla systemu zero jedynkowego dobra i zła. Mrożony Absolut ściekający do dwóch kielichów na ołtarzu Absurdu.
Tak wielu rzeczy już nie ma. Nie ma wielkich przedsiębiorstw naftowych i gąszczu wież wiertniczych, które znikały wraz z wyczerpywaniem się złóż ropy. Nie ma Wiązu Miliona Dolarów. Nie ma tras kolejowych, w tym również tej, na której Al Spencer i jego gang dokonali ostatniego napadu na pociąg w Oklahomie w 1923 roku. Nie ma również wyjętych spod prawa ‒ wielu z nich zginęło równie spektakularnie, jak żyło. I nie ma prawie żadnych miasteczek, które powstały w czasach boomu. W zabitych deskami budynkach zadomowiły się nietoperze, gryzonie, gołębie i pająki, a z Whizbang zostały jedynie ruiny porośnięte trawą. Kilkadziesiąt lat temu wieloletni mieszkaniec jednego z takich miasteczek lamentował: „Nie ma sklepów, nie ma poczty, nie ma pociągów, nie ma szkoły, nie ma ropy, nie ma chłopaków ani dziewczyn; jedyne, co zostało, to cmentarz – tylko on się powiększa.
David Grann „Czas krwawego księżyca. Zabójstwa Indian Osagów i narodziny FBI.”
Dziki nieokiełznany bezwład, bezwstyd – pierwotne niezamaskowane instynkty, które przez setki lat tworzenia mozolnie – „człowieka i społeczności cywilizowanej”, „automatycznej religijności” i „mechanicznego obrządku” były wypierane i maskowane. Cywilizacyjna betoniarka przez ostatnie trzysta lat ubiła solidny „beton mas” – fundament pod szczytowanie Piramidy w postaci Globalizacji Ludzi i Kapitału albo co bardziej prawdopodobne Wielkiego Niespłacalnego Długu wobec Życia. Piętnowanie „dzikości” jako synonimu czegoś poniżej poziomu „wzrostu”, sterylnej drobnomieszczańskiej „ewolucji” – stworzenia świata – pudełka, gry planszowej turbo – kapitalizmu ze sztucznie stworzonymi drukowanymi pieniędzmi i kulturą planety – hotelu okablowanego światłowodami tonącego w powodzi informacyjnej, gdzie poziom zamulenia obradza milionami ludzkich odpadków na psychotropach wyrzuconych za burtę w otchłań szaleństwa, gdzie pożary, tornada i powodzie inicjują proces bolesnego Przebudzenia. Odgrodzone pozornym dystansem jednak coraz bliżej i bliżej tworzą Inicjację – Śmierci. Dwa zero. Dwa zero. Odbiór.
Jest taki film „Władcy Chaosu”, który oglądałem w sylwestrową noc 2019 roku i opowiada o istotach ludzkich, które za wszelką cenę chcą kimś być. Tworzą siebie ze śmierci i zniszczenia. Sprzedają upiorny wizerunek przekraczając kolejne granice. Płonie Kościół, Zwierze, Człowiek. Płonie Świat. Black metalowy koncert – świńskie łby wbite na pal. Podróż w Noc. W Otchłań. To film o świecie ludzi – algorytmów – o uprawie człowieka, który staje się świadomy, że jest jednym z miliardów, że jest produktem warunków, udomowionym zwierzątkiem ze spiłowanymi kłami i coś pod tym zaczyna pękać, gnić. Zaczyna śmierdzieć. Kiełkuje szaleństwo – wyparte zaczyna się uosabiać, krystalizować – ubierać formę – czcić samo siebie, wychodzić z ukrycia, zarażać. Nie oszukujmy się wszyscy to mamy – tam w tych ukrytych wilgotnych miejscach. Uciekanie w Mrok. Uciekanie w Światło. Co za różnica? Rozwój wsteczny – Aspołeczność, Izolacja. Karabiny – broszki – ciemne lustro ciemnego internetu. Kask na głowie. Odjazd ostatnim pociągiem póki nie wyłączą zasilania i nie zapłonie czerwona syrena na świątecznej choince oświetlając ponure twarze Trzech Króli: Ignorancji, Gniewu i Pożądania. Zdalne sterowanie szwankuje, przechodzimy na ręczne – lądowanie w stylu spektakularnego crash – testu ludzkiej „inteligencji”.
Kadr z filmu „Władcy Chaosu”
Zapory systemowe: hospitalizacja, więziennictwo, religijne pranie mózgu, new age’ owe mamrotanie absurdalnych afirmacji, konsumpcjonizm i wielowymiarowa pornografia – jako wygodne skanalizowanie i sprzedawanie „brudu”. Medytacja, modlitwa, spakowane duchowe mambo dżambo w pakietach promocyjnych, psychodeliki – „dobro” na sprzedaż po przystępnej cenie. Redukcja Stresu na Tonącym Titanicu w osiem tygodni, którego hymnem jest „How dare you!” w wersji black metalowej z Gretą na wokalu – wejdziemy w nowy wymiar Obojętności. Będziemy jak Rośliny. Jak rajskie drzewa – żywopłot oddzielający butwiejące mięso od zrozpaczonego ducha. Wreszcie cybernetyczna Utopia przez duże „U” niczym u bot zanurzony w głębinach wygenerowanego sztucznie wszechświata – aplikacji i maszynowego człowieka – algorytmu, który swoim zachowaniem i przystosowaniem jest jak smartfon, który wydaje się widzieć wszystko prócz samego siebie. Staliśmy się hodowlą robotów – sztucznym nowotworem – pandemią szarańczy zrzuconą z kosmosu na ziemię by zeżreć Życie i wyczarować Symulację – Matrix dla zaburzonych potomków z zhakowanymi genetycznymi kodami – kwitnących niczym plantacja narcystycznych chwastów na Pustyni Wirtualnej Rzeczywistości.
Może jednak dla odmiany spojrzymy na to nieco inaczej – droga człowieka – może być drogą ku zrozumieniu, ku przemianie, ku mądrości. Wygodne kalki i uogólnienia są nośne medialnie wystarczająco proste i „soczyste” by wzbudzić emocje i wstrząsnąć otępiały od nadmiarów bodźców umysł ssako – robota 3.0. Pogląd, lub też postrzeganie – matryca jaką nakładamy na rzeczywistość ma w sobie potencjał samo – spełniającej się przepowiedni. Nasza drobnomieszczańska, wygodna zachodnia kultura jest przesiąknięta negatywizmem, który pełni rolę „pobudzającej rozrywki”. Jeżeli policzylibyśmy ilość trupów i skalę przemocy jakie wchłonęliśmy we własną świadomość niczym śmiercionośny program, w postaci tak zwanej kultury masowej myślę, że dosłownie utopiliśmy się w śmierci i zniszczeniu. Jednak mimo tego wciąż jest w nas ogrom pozytywnych właściwości, dobra, współczucia i życzliwości. Widzę to i podziwiam. Leczenie siebie z negatywizmu jest trudnym i wymagającym procesem, tym bardziej, że coraz ciężej udawać, że żyjemy w świecie o którym opowiadają nam komercyjne reklamy z ekranów telewizorów i komputerów, a zamiast tego odkrywamy, że świat został przez nas zdewastowany do tego stopnia, że zbliżamy się do najbardziej krytycznego i dramatycznego punktu w naszej historii. Jednak mam poczucie, że jest to zarazem Przełom Świadomości, rodzaj bardzo trudnego Przebudzenia ze snu Ignorancji przez duże „I”. Odkryciem, że za naszym „rozwojem” stoi sztuczna inteligencja w postaci tego, że brak nam doprawdy Mądrości a zamiast niej posługujemy się czymś co tylko pozornie wydaje się inteligentne a w istocie jest rodzajem porażającej tępoty, której skutkiem jest samozniszczenie. Doświadczamy skutków własnych działań w postaci zwielokrotnionej i zmutowanej, ponieważ stworzyliśmy okoliczności, które na to pozwalają innymi słowy dochodzimy do punktu w którym niemożliwym staje się wypieranie Choroby ponieważ mówiąc wprost Umieramy. Duszą nas konsekwencje. Spłata długu. Sprawiedliwość.
Jest jak jest – kropka.
Świat przybiera prawdziwą formę tracąc niepotrzebną scenografię – to surowy i bezlitosny proces. Nirwana Zakupów traci swoje uśmierzające właściwości, kiedy Hipermarket stoi w płomieniach. Duch wyrzuca Chorobę na zewnątrz w obszar zmysłów i manifestacji. Śmiertelne ciało świata nakazuje klęknąć, nakazuje bezruch, spoczynek – bardzo długą i nużącą minutę ciszy podczas której odwiedzimy Otchłań poznamy wypartą część Siebie. Przypomina mi się moja pierwsza wstrząsająca ceremonia w objęciach tak zwanego „pnącza umarłych”, kiedy runęły granice chroniące mój umysł przed Otchłanią Nieświadomości. To było przerażające doświadczenie, które przeprowadziło mnie przez proces umierania na tyle głęboko, bym uświadomił sobie jak krucha jest konstrukcja, którą za wszelką cenę próbujemy utrzymać – to „ja” – koncepcja – pozorny punkt w nieskończoności. Umysł nie ma granic. Życie nie ma granic. Energia nie ma granic. Wizja nie ma granic. Manifestacja nie ma granic. Śmierć nie istnieje. Nicość to jedynie nazwa dla Nieświadomego, intelektualne etykietka zdesperowanego umysłu, który odkrywa, że jest sam w sobie nieskończony jak głębia spirali, która nie ma końca. Możesz iść na zewnątrz – dalej i dalej, poszerzać pole Gry, możesz jednak wrócić do Środka do Siebie i zacząć dekodować Zasady Gry. Poznawać siebie. Tu jest decydujący Moment. Prawdziwa Decyzja.
Proces umierania to rozpad struktury. Rozpad umowy. Wygaśnięcie Warunków i podczas tej wspomnianej ceremonii cierpienie trwało tak długo póki istniał opór przez zmianą. Kiedy się poddajesz temu co jest i zaczynasz być uważny i świadomy – nie istnieje już strach, bowiem przestajesz być soczewką, która wszystko skupia i intensyfikuje, a zamiast tego przejawiasz funkcję zwierciadła, które pozwala rzeczom być – odzwierciedla. Odpuszczasz. Uwalniasz napięcie – ja, mnie, moje. Wychodzisz z Pola Walki. Kiedy tracisz zmysły i twój umysł ogarnia niewysłowione szaleństwo i paraliż niewyobrażalnego strachu otwiera się coś wewnątrz ciebie – co ma w sobie nieskończony spokój, nieskończoną dobroć. Odkrywasz, że „to” było, jest i będzie w tobie zawsze. Samouzdrawianie. Samowyzwolenie. To jest nasz prawdziwy potencjał. Pierwotna Przytomność – Władca Chaosu.
Kiedy przechodzisz przez to wszystko – doświadczając skutków każdej swojej myśli, każdego słowa i działania i skutków tych skutków, których suma tworzy wymiar w którym żyjesz – to przede wszystkim uświadamiasz sobie jedną najważniejszą rzecz – ty to tworzysz w każdej chwili poprzez to co robisz i to czego nie robisz, nikt nie rozpisał tego za twoimi plecami, wbrew tobie, nikt nie jest prócz nas odpowiedzialny za to co nas spotyka za te „straszne” rzeczy za oknem, pod skórą, wewnątrz narastającego strachu i pytania „co dalej?”, „co ze mną będzie?”. To my ludzie – stworzyliśmy ten nieludzki system wyzysku i obojętności, turbo kapitalistyczną pustyni, to my ludzie biorąc udział w tym wszystkim dajemy temu siłę i póki nie dojdzie w nas do przebudzenia z tej hipnozy materializmu po prostu bez końca będziemy doświadczać skutków tego co myślimy, co mówimy co robimy i czego nie robimy. To nasz wybór. Każdy z nas jest potencjalną wrodzoną Przytomnością i Troską w otchłani Chaosu, Zdrową Komórką w chorym organizmie. Decyzją. Ta ceremonia była dla mnie zarazem najgorszym koszmarem i najgłębszym uzdrowieniem, Otchłanią Śmierci i Nieskończonym Życiem. Początkiem i Końcem. Czasem o tym pamiętam, czasem nie – jednak nie da się tego cofnąć – kiedy już zaczynasz lepiej skończyć. Musimy przez to przejść. Nie ma innej drogi.
Zapraszam serdecznie na zimowy warsztat wegekuchni, gdzie będziemy wzmacniać podstawę energetyczną naszego organizmu – nerki, które z punktu widzenia Tradycyjnej Medycyny Chińskiej stanowią fundament naszego zdrowia, witalności i źródło siły życiowej. Nerki to ogień i woda – czyli nasza Moc, a także nasze emocje w tym tak powszechny stres, który osłabia nasze ciało i umysł.
Metoda gotowania według pięciu przemian wzmacnia energię Qi w pożywieniu i jest bardzo skutecznym sposobem by pożywienie stało się dla nas lekarstwem. Podobnie jak medytacja i uważność jest najlepszym sposobem, by pracować ze stanami stresu i lęku, które tak często towarzyszą nam w codzienności. Na moich warsztatach staram się łączyć teorię z praktyką, gotowanie z medytacją by w jak najbardziej skuteczny sposób zintegrować naszą codzienność z uważną świadomością i Troską o to co robimy, jak robimy i z jakim skutkiem. Warsztaty to przestrzeń dla humoru, kreatywności, odkrywania, inspiracji i po prostu bycia zrelaksowanym i twórczym. Smak świadomej codzienności. Zapraszam serdecznie.
Dbając o spokój i harmonię naszego umysłu dbamy tym samym o naszą energię i ciało, bowiem źródła chorób w dużym stopniu wynikają z wpływu zaburzających emocji i stanów chronicznego stresu oraz lęku na nasze ciało i umysł. Medytacja i praktyka uważności to bezpośrednia metoda odkrywania tego kim jesteśmy i w jaki sposób funkcjonujemy. Jest poza jakimkolwiek uwarunkowaniem tradycji religijnych i filozoficznych indoktrynacji – dlatego jest bardzo skuteczna i uniwersalna. To my jesteśmy źródłem swojej mocy i uzdrowienia i na nas spoczywa odpowiedzialność za jakość naszego życia.
PROGRAM WARSZTATU:
Wspólny krąg Medytacja Relaksacja
🔪 Wspólne gotowanie i praktyka uważności.
Menu
🍲GOTOWANA KAWA ZBOŻOWA Z CYKORIĄ I ROZGRZEWAJĄCYMI PRZYPRAWAMI
🍲TYBETAŃSKA TSAMPA – KLEIK NA BAZIE PRAŻONEJ MĄKI JĘCZMIENNEJ Z MLEKIEM MIGDAŁOWYM
🍲DHAL – GĘSTA ODŻYWCZA ZUPA Z SOCZEWICY
🍲ZIMOWY WOK PIĘCIU PRZEMIAN Z WARZYWAMI I TOFU + SAŁATKA Z ORZECHAMI WŁOSKIMI I SOSEM MISO
🍲WYWARY ZIOŁOWE WZMACNIAJĄCE NERKI
Nazywam się Marcin Piniak zajmuje się szeroko pojętym zdrowym i świadomym żywieniem, jako wegetariański i wegański kucharz gotuję na warsztatach rozwojowych, prowadzę warsztaty gotowania i wykłady z praktycznych elementów Tradycyjnej Dietetyki Medycyny Chińskiej, którą zgłębiam w wolnych chwilach. Z gotowaniem jestem związany od blisko piętnastu lat. Pracowałem w profesjonalnej gastronomii w kraju i za granicą w wegańskich i wegetariańskich restauracjach (Londyn – InSpiral, Planet Organic, Warszawa – Vege Miasto, Gruszki & Pietruszki, Wegemama, Wegeguru). Od ponad dwudziestu lat praktykuję nauki buddyjskie i medytację. Codzienna praktyka uważności i przytomności wnosi do naszego życia moc żywej obecności i świadomej przestrzeni oraz odpowiedzialności za własne myśli, słowa i działania. Staram się żyć w ten właśnie sposób i tym się dzielę na warsztatach.
Słyszałem kiedyś bliskowschodnią opowieść o mężczyźnie, który został niesłusznie oskarżony o popełnienie przestępstwa i trafił do więzienia. Jeden z jego przyjaciół złożył mu wizytę i przyniósł mu dywanik modlitewny. Wściekły więzień wrócił do swojej celi. Liczył na to, że przyjaciel przyniesie mu piłę do metalu albo nóż, a dostał od niego tylko dywanik. Mężczyzna stwierdził jednak, że skoro już dostał taki a nie inny prezent, może z niego skorzystać. Zaczął więc robić pokłony na dywaniku i się modlić. Każdego dnia coraz lepiej poznawał wzór wypleciony na tkaninie i w pewnym momencie zobaczył w nim interesujący obraz. Był to schemat zamku w drzwiach, który pozwolił mu otworzyć celę i uciec.
Jack Kornfield „Oświecenie serca.”
Nasz umysł w jednakowy sposób traktuje zjawiska wewnętrzne i stany wewnętrzne z tego powodu, pomimo, że żyjemy we względnym pokoju i dobrobycie na poziomie zewnętrznym, to z powodu stresu i przewlekłego lęku wciąż jesteśmy mentalnie w „dżungli” pełnej śmiertelnych niebezpieczeństw i zagrożeń. Poziom emocjonalnego przeładowania naszego cywilizacyjnego środowiska, swoistego terroru bodźców i ciągłej stymulacji naszych zmysłów i umysłu poprzez komercyjną i medialno – propagandową maszynerię, która „chodzi” non stop na pełnych obrotach i sprowadza nas do roli kompulsywno – impulsywnych konsumentów „treści i towarów” z jednej strony wytwarzając rodzaj paranoi opartej na lęku i niepokoju – ciągłego zagrożenia i niepewności, a z drugiej strony pocieszając nas i uspokajając ofertą głupkowatej i pozbawionej jakiejkolwiek wartości medialnej rozrywki, hiper narcystycznej narracji mediów społecznościowych, które są bezdotykową symulacją pozornej społeczności, która w rzeczywistości tak się zindywidualizowała, że staliśmy się samotnikami otoczonymi ludźmi i nieskończoną ofertą zakupową dla towarów, które przez tak zwanych specjalistów zostały tak naładowane symbolicznie, że stały się atrapami ludzkich wartości.
PERMANENTNE PODNIECENIE
Hiper seksualizm. Ludzki wymiar jest oparty właśnie na pożądaniu na wytwarzaniu i zaspokajaniu z natury krótkotrwałych potrzeb, których nie ma końca. Ciało stało się towarem, a jego zmysłowość stała się obiektem nieskończonych badań i doświadczeń, których celem jest sprowadzenie nas do roli bawiących się sobą wzajemnie zabawek. Uprzedmiotowienie istoty ludzkiej jako obiektu zaspokojenia, cały współczesny przemysł pornograficzny, który od lat pięćdziesiątych XX wieku przeszedł drogę od totalnego napiętnowanego społecznie tabu, poprzez lata 70 – te gdzie pierwsze wręcz kontrkulturowe filmy pornograficzne były symbolem walki o dość płytką i pozorną wolność i wyzwolenie „przebiły” się do masowej świadomości poprzez kina, by w rezultacie stać się w naszych czasach powszechnym zjawiskiem kształtującym nasze wyobrażenie o ludzkiej seksualności, a nawet widok nabuzowanej hormonami pary stał się symbolem miłości, która ze swej natury bardzo szybko przemija. To w istocie niszczy nasze ludzkie serce, coś tak delikatnego i pierwotnego. Głupkowata płytka radość osłabia serce – ducha. Mięsisty seksualizm czyni z nas niewolników najniższych instynktów sprowadzając wszystko do poziomu dusznego grzęzawiska – otchłani. To niszczy naszą Wrażliwość i Troskę, które stanowią swoisty Punkt Zwrotny są objawem prawdziwej Miłości, która jako jedyna ma zdolność wyzwalania z Mechanizmu Odruchów i Instynktów. Serce jako duch „Shen” – ogień ducha, światło życia to też nasza zdolność kreacji i pasji – nasza siła – zdeprawowanie tej energii to brak zdolności prawdziwie kreatywnej dlatego żyjemy w kulturze, która jest zapętlony loopem, remiksem, która zatraciła zdolność rozwoju z powodu braku wrażliwości i wyobraźni. Łagodniejszym objawem tego zaburzenia jest pewnego rodzaju podekscytowanie / ekscytacja jaka towarzyszy nam podczas śledzenia ciągłych krótkich eksplozji trendów, mód, nowinek, newsów, wydarzeń z życia pozujących bohaterów, którzy przewijają się jak mdłe wzory w kalejdoskopie na ścianie ukrytego płaczu facebooka czy insta konstant gramy, że ujmę rzecz po imieniu. Ciągłe stymulowanie utrzymuje nas w bezpiecznym dla tak zwanego „systemu” poziomie rozładowania czy też niedoboru, ponieważ bez ustanku rozpraszamy własną energię rozmieniając ją na dość banalne i trywialne rozrywki stając się „wiecznie zajętymi niczym”.
AUTOAGRESJA
Pomijając wszechobecne wybuchy gniewu i agresji w postaci wojen, rewolucji, aktów terrorystycznych, wandalizmu i spazmów religijnego czy politycznego szaleństwa – przemoc została w pewien sposób oswojona poprzez popkulturę i wtłoczona do naszej kolektywnej świadomości niczym śmiercionośny wirus za pomocą nośników treści z czego wyjątkowo skutecznym okazało się medium filmowe. W Tradycyjnej Medycynie Chińskiej mówi się o tak zwanych duchach czyli inteligentnych i sensytywnych aspektach naszego psychofizycznego przejawienia, które w jest uwarunkowane i warunkowane przez mechanizm przyczyny i skutku. Pod tym względem przypominamy ciało – komputer i umysł – program. Duchem związanym z naszą wątrobą, emocją gniewu i podświadomością jest duch „hun”. To jest ta część nas, którą da się po prostu programować, zapładniając naszą podświadomość dowolnie wygenerowaną „matrycą” – systemem przekonań, poglądem. Implementowanie skrajnie materialistycznego poglądu, zapłodnienie nas „deterministycznym programem przetrwania” opartym na gadzich i prymitywnych agresywno – lękowych schematach drapieżcy i ofiary. Powszechne kultywowanie ekonomicznych korporacyjnych predatorów, mit sukcesu, władzy i posiadania – gloryfikacja militarnej siły leżącej u podstaw najbardziej agresywnych państw i ich bezlitosnej machiny propagandowo – wojennej, która niesie rzekomą wolność i demokrację a w swej naturze jest opresyjnym i fundamentalistycznym systemem kulturowej i ekonomicznej dominacji. Jesteśmy zaprogramowani na rolę ofiary, a żywotna energia gniewu stała się toksyczną autoagresją. Podświadomie nienawidzimy siebie za swoją słabość, uległość, lenistwo, za brak siły i inicjatywy wobec tych spraw, które rzeczywiście mają znaczenie czyli wyzwolenie z uwarunkowania, z roli ofiary, wyzwolenie ze strachu. To właśnie ukrywa gniew jest on tuszowaniem strachu i lęku. Najbardziej agresywni są ci, którzy się najbardziej boją. Trenowanie sztuk walki pokazuje to bardzo wyraźnie. Agresja jest brakiem szacunku, odmawianiem przestrzeni drugiej istocie, a brak przestrzeni to jak mawiają Japończycy jest definicją piekła, podobnie w naukach buddyjskich wymiar piekła – psychologicznej paranoi jest konsekwencją nienawiści i gniewu, który pozornie znajduje ujście „na zewnątrz” jednak w swojej istocie jest zakorzeniony w nienawiści dla samego siebie. W autodestrukcji. Stajemy się swoim własnym oprawcą i mocą umysłu generujemy cały wymiar odpłaty i potępienia. Dlatego leczenie świata musimy zacząć od uzdrowienia swojego ciała i umysłu od akceptacji swojego cienia, obsesji, negatywizmu i gniewu by mogła nastąpić autentyczna integracja naszej psychiki a nie pozorna i złudna adoracja jej wybranych wyidealizowanych aspektów jakie zazwyczaj próbujemy „sprzedać” światu. Wprowadzić w mrok – światło.
NIE POKÓJ
To brak pokoju, brak spokoju. Wyparta świadomość śmiertelności i nietrwałości. Nasze ego wyczuwa, że jest tylko konstruktem, sztucznym tworem, który by przetrwać wciąż musi bez końca potwierdzać swoją wartość. Opieramy się na czymś co jest tylko spekulacją umysłu, konspiracją urojeń, zlepkiem koncepcji. To tworzy absolutny brak pewności siebie. Nasz oddech, który wchodzi i wychodzi z naszych płuc żyje bardzo krótko, w najlepszym wypadku kilka bardzo krótkich minut. Wiemy, że ta konstrukcja, to fizyczne ciało dosłownie wisi na włosku „oddechu” i w każdej chwili może się skończyć. To duch „Po”. Najbardziej fizyczny i śmiertelny. Niepokój jest zakodowany w każdej komórce fizycznego ciała, bo to ciało jest śmiertelne, pozbawione jakichkolwiek perspektyw poza czasem w którym może trwać. Nasz brak akceptacji natury życia, śmiertelności jako czegoś naturalnego, co po prostu jest było i będzie, nasz brak doświadczeń wykraczających poza ciało i obiekty zmysłów – generuje określony emocjonalny „szum” to migający bez końca niepokój, który zawsze koniec końców gdzieś „tam” jest i czasem w chwilach tak zwanej słabości, zwątpienia w siebie, swoistej ceremonii sabotowania swojej psychiki – ujawnia się w całej okazałości – staje przed nami w całej swojej przerażającej nagości starzejącego się i niedołężnego ciała, którego żaden zabieg nie potrafi przywrócić do wigoru, piękna i sprężystości. Nasza obsesja uciekania od tego przybrała formy operacji plastycznych, młodzieżowych starców, trans humanizmu, terroru i kultu młodości, ukrywania starości, choroby i śmierci niczym objawów pandemii masowej ignorancji XXI wieku.
WIECZNIE ZAJĘCI
Zatem z całych sił próbujemy uciec przed tym niepokojem. Najlepiej się czymś zająć i zajmować się non stop. Odwrócić uwagę, przekierować ją na aktywność, na działanie. Zafiksować się robieniem. Robienie stało się naszą obsesją, kompulsywnym antidotum, lekiem na ukrytą depresję, którego skutkiem ubocznym jest stan maniakalny. Cała współczesna cywilizacja ludzka i jej najbardziej destruktywny korzeń wyrasta z tej obsesji działania. Swoista przemiana ziemi w pracującą non stop fabrykę, której głównym produktem jest cierpienie dla nas, dla zwierząt i całej natury. Nie możemy się zatrzymać, bo zaczniemy wszystko po kolei podważać, we wszystko wątpić – dopadnie nas depresja i zobaczymy kompletny bezsens naszych działań. Dlatego żyjemy w takim świecie. Jesteśmy wręcz odurzeni działaniem i podziwiamy głównie tych ludzi, którzy tak dużo robią, są cały czas na toksycznej fali cywilizacyjnego ścieku niesieni huraganem zbiorowego szaleństwa. Podziwiamy milionerów, gwiazdy filmowe i skutecznych menadżerów, kupujemy poradniki jak szybko czytać, myśleć, zarabiać. Problem polega jednak na tym, że wcześniej czy później będziemy musieli się zatrzymać. Upaść. Ponieważ nasz sposób życia jest wynaturzeniem, sztucznym rozbłyskiem, który spali się bardzo szybko. Palenie w kotłowni komercyjnego świata sztucznym długiem i stymulowanie popytu na iluzję szczęścia w posiadaniu i materializmie – będzie trwało bardzo krótko z samej swojej natury oszustwa. Wrażliwi mają szansę na przepracowanie upadku, wyobcowania, braku perspektyw, dojmującą i głęboką depresję Przebudzenia, bo wcześniej czy później jest to nieuniknione doświadczenie dla nas wszystkich – produktów przemiany materii. Wyjść poza to to być w tym – przetrawić do bólu trzewi, do wymiotów, do samego cna całą chorobę. Zmistrzować Syf. Jakże absurdalne jest przeniesienie tej choroby na tak zwaną „ścieżkę duchową” – gdzie zajeżdżamy się praktykami, dyscypliną, porównywaniem – z chorobliwą nadzieją, że to wysiłek stanowi warunek wyzwolenia. To absurd. Totalny absurd.
ŻEL ŻALU
Głowa łysieje. Zaprzepaszczone szanse są jak odbicia w lustrze, przy każdym myciu wypadających zębów, przy każdej marszczce jak korycie wysychającej rzeki. W kulturze dokonań i zapisach do rejestru tych co „coś” osiągnęli nie ma naszego nazwiska. Jesteśmy pustą kartką z fabrycznego notatnika. Kroplą oliwy na zamachowym kole nic nie znaczącej historii. Kropkami tworzącymi nagle przerwaną transmisję jakiegoś ważnego programu, gdzie goszczono wielkie i prominentne osobistości świata nauki, kultury i rozrywki. Głupkowata rozrywka rozerwała nas na strzępy przez mijające nieubłaganie lata stagnacji i jałowego żywota konsumenta i niewolnika cudzych przekonań i podziwiacza cudzych dokonań. Dogorywamy w poczuciu klęski. A mogliśmy być tym czy tamtym, coś dokonać, coś zmienić, zaistnieć – być wartym uwagi. Nakładamy żel żalu na głowę, czeszemy poczucie porażki zakrywając wyłysiałe poczucie sensu. Stajemy się apatyczni i pogodzeni. Zanurzeni w oceanie podobnych sobie neuronów zimnego mózgu podłączonego pod maszynę podtrzymującą życie.
PIERWOTNY LĘK
Przez tą pozorną obojętność coraz bardziej przebija się lęk. Strach. Przychodzą do nas skutki nie działania. Taki filozoficzny oksymoron. Na starość w ludziach rodzi się dość schematyczny fanatyzm religijny oparty na pierwotnym lęku – wyniku nie podjęcia działania względem samych siebie, swojego własnego ducha, odkrycia kim są kiedy jeszcze mogą to zrobić. Przebimbania życia, bowiem to życie to niezwykły dar – możliwość przebudzenia ze snu Ignorancji. I kiedy tego nie zrobisz, nie wyruszysz w Drogę ten moment przyjdzie do ciebie z całym ładunkiem nieprzepracowanych emocji. W jednej chwili dostaniesz wszystko. Prezent na ostatnie święta, kiedy nie świętują już narodzin zbawiciela, bo nigdy się nie urodził, bo dociera do ciebie, że ten Jezus – to nikt inny jak ty sam, w tej szpitalnej stajence otoczony aureolą sztucznych świateł i uderzony na przywitanie. Może przypomnisz sobie ten pierwszy płacz. Ten pierwszy szok, kiedy ujrzałeś naturę tego świata, kiedy niespodziewanie odsłoniła się podczas przerabiania lektury okresu drugiej wojny światowej, a był jednocześnie maj i świeciło słońce, ale zwyczajnie na ulicy wielkiego rozpędzonego szaleństwem miasta, kiedy ujrzałeś człowieka a w nim to „coś” co tobą wstrząsnęło, albo jak słyszałeś uderzenie ziemi o wieko trumny ukochanej babci, która miała na imię Aniela. Wiem jest w tym pewien twist. Coś czego się nie spodziewaliście. To mój dar.
PRZERAŻENIE
Nie być w tym miejscu, to uczynić swoje życie wartościowym. Posłużę się metaforą. Jesteś przymusowym pasażerem. Musisz jechać – nie masz wyjścia – nie ty wymyśliłeś zasady i nie ty możesz je zmienić w tym Punkcie. Zatem musisz wsiąść w ten pociąg. Może nawet masz bilet – niech będzie. Będzie łatwiej. Wsiadasz. Jedziesz. Tylko pozornie wiesz dokąd. Mówisz sobie wszystko co chcę to być szczęśliwym. Rozumiem to. Dość oczywiste. Wszyscy tak mają. Wszyscy w to wierzą, wszyscy chcą dojechać pod ten adres. Jedziesz, dorastasz, podziwiasz widoki. Jesteś coraz bardziej zamroczony, coraz mniej uważny. Skupiony na bez ustanku zmieniających się doświadczeniach. Zapominasz, że tak naprawdę jesteś za szybą. To tylko refleksy. Odbicia w lustrze. Zaczynasz roić, tracić przytomność. Zaczynasz spać. Zaczynasz śnić. Mówić przez sen do nieistniejących ludzi. Jesteś kompletnie upojony urojeniami. Nagle koniec. Budzą cię. Musisz wysiąść. To krańcówka. Otwierają się drzwi. Stajesz tam i jesteś przerażony. Nie wiesz kim jesteś, nie wiesz gdzie jesteś, nie wiesz co dalej. Nic z tego co widzisz nie jest ci znane. Gdzie jestem? Zaraz przy pętli na ławce siedzi człowiek, może pali papierosa – to takie nie duchowe – jest spokojny, może nawet się uśmiecha delikatnie. Pytasz o rozkład jazdy, następny pociąg. Żadnego słowa. Nic. Żadnej nauki, wskazówki, żadnego gestu. Po prostu siedzi tak zwyczajnie. Widzisz że tory są zapętlone jednak wciąż nie możesz zrozumieć co to tak naprawdę znaczy. Drapie cię dym z papierosa, denerwuje jego spokój. Dlaczego on jest taki spokojny? Mógłbyś z nim tu przez chwilę usiąść. Nic wielkiego. Na jedną krótką chwilę odpuścić, przestać czekać, szukać rozwiązań. To jest naprawdę proste. Nic wielkiego. Może poczęstuje cię papierosem. To nie jest zdrowe, ale nie szkodzi, bo przecież już nie żyjesz. I to jest sedno sprawy.