PIRACKIE OPOWIEŚCI

BYŁO SOBIE ŻYCIE


Stan beta – stan alfa w mięciutkim foteliku dziecięcym podczas cywilizacyjnego crash testu. Ewolucyjnie to jesteśmy trzylatkami z psychozą, manią prześladowczą porzuceni przez wyidealizowanego ojca, który jest zajęty sprawami w jakimś niebie. A gdzie matka? Tu pod nami – stoimy na niej, chodzimy po niej, na niej prowadzimy absurdalne wojny i budujemy pomniki i ołtarze.

Stacje naziemne i podziemne pracują. Grupy kwadratowych interesów i wpływów. Cel – wyhodowanie pustyni. Nawodnienie ludzkiej uprawy odpowiednim rdzeniowym płynem ignorancji poprzez stworzenie pociesznej gry w człowieka – pokemona. Świnia symbolizuje Ignorancję – powstała hybryda człowieka – świni. Okazuje się duże podobieństwo w strukturach. Zawsze zwracam uwagę na zapowiedzi – zwiastuny. Zwierzęta – jak świnia – to najczęściej zniewolona istota skazana na bolesne życie poprzez sam fakt bycia hodowanym pokarmem. Planeta ziemia, w mniemaniu „elity” jej zamieszkującej – szczyt inteligencji w całym kosmosie. Ewolucyjne kwiecie u szczytu Drzewa Poznania wyznaczające kierunek – rabunek dla swej podległej hodowli stworzonych do celów roboczych ludzi, którzy w coraz większym stopniu wchłania Reżim – Hype. Nieistniejący hologram równoległej egzystencji zawieszonej w kombinacji utopijnego marzenia, niedoszłej rewolucji i biernego oszołomienia Impulsami.

Zapadamy się w bagna foteli obrotowych, w klatkach biur zawieszonych nad poziomami ulic. Tam w górze sto pięćdziesiąt metrów nad poziomem bruku siedzą człekokształtne hybrydy pozbawione uczuć i nawigują poziomem abstrakcji w symulatorze życia – ich ofiarami padają tysiące i miliony istnień. Forma wymusza kształt – ta wiedza wystarczy. Więcej nie trzeba. W kraju magazynie na brudne ścierki mętnych interesów – zapanowała moda na cięcie i wycinanie. Wycinanie drzew, propagandowych laurek i układanie z tych puzzli coś na kształt krzyża rozłożonego jak betonowy anioł. Potykasz się o korony martwych drzew i ciała ubitych zwierząt – na drodze do zbawienia. Każdy otwiera swój mały sklepik w sieci sklepików – witryn wystawowych. Stan beta – stan alfa w mięciutkim foteliku dziecięcym podczas cywilizacyjnego crash testu. Ewolucyjnie to jesteśmy trzylatkami z psychozą, manią prześladowczą porzuceni przez wyidealizowanego ojca, który jest zajęty sprawami w jakimś niebie. A gdzie matka? Tu pod nami – stoimy na niej, chodzimy po niej, na niej prowadzimy absurdalne wojny i budujemy pomniki i ołtarze. Abstrakcyjny ojciec opuścił swoje dziatki zajęty biznesami zarządzania wszechświatem – wysłał paru gości z brodą z depeszami – żeby założyli mu biura podróży do „nieba” dla namaszczonych i „piekła” dla innych.


Ten świat potrzebuje natury kobiecej, która tworzy więzi a nie więzienia. Mądrości, która najpierw rozumie, a potem czyni – zamiast jak do tej pory robić odwrotnie. Testosteron wybił dziurę w niebie, wbił prącie na księżycu i oplótł matkę koroną cierniową satelitów, by nadawać swoją pijacko – myśliwską pieśń zdobywcy i sadzić atomowe grzyby niosące za sobą śmierć. Stan Alfa – Samca to zanikanie i migotanie serca – pokraczny taniec zniszczenia. Spójrzcie na te twarze aktualnej władzy – twarze ludzi wyciągnięte z kadzielnicy i rzucające klątwę na dar życia. Wszystko wam podległe, gotowe na ciągły grupowy gwałt w imię abstrakcyjnych haseł. Brakuje skal na odmierzenie głupoty.

Cywilizacja rozkapryszonych trzylatków przenosi się z piaskownicy kontynentu do piaskownicy kontynentu całymi stadami jak sfory wściekłych psów ujadając o handlu międzynarodowym i wolnym rynku, a w praktyce wyżerając wszystko do szpiku. Podpisując ustawy smogiem, wycinaniem drzew, zatruwaniem wód, mordowaniem zwierząt – by na końcu tej drogi zniszczyć samych siebie. Przyzwoici i dobrzy ludzie nie mają szans w starciu z tą Maszyną – ich protesty, petycje i nawoływania – nikną w hałasie pracy maszynerii i są jedynie sylwetkami ledwo widocznymi we mgle oparów ropy, alkoholu i dymu z kubańskich cygar. Gdzieś w oddali siedzą kobiety i mężczyźni starzy jak świat – nadzy i bezbronni uśmiechając się dwuznacznie i obserwując te zabawy. Z jednego dziewiczego skrawka ziemi jak przyjdzie czas odbudują te zniszczenia. To zajmie bardzo dużo czasu. Ruch zostanie wstrzymany. Cała dzieciarnia będzie musiała rodzić się z wilgoci na bagnistych pozbawionych życia i radości – polach skutków. To będzie trudny i bolesny okres dojrzewania karmy – i lekcja za lekcją – pokaz slajdów z zabawy w panów świata z przerwami na sceny dla dorosłych.

Na zajęciach praktyczno – technicznych będziemy rozpalać krzesiwem ogień i szukać liści żeby okryć przyrodzenie – a na niebie z rzutnika polecą klipy lady gagi i przemówienia papieża. Puścimy najlepsze zakazane reklamy i niemiecką pornografię z lat osiemdziesiątych. Albo nie!

Puścimy wam dzieciaki – filmy przyrodnicze z cyklu discovery. O Lasach Deszczowych i Puszczy Amazońskiej, o rzekach i dolinach, o ptakach i delfinach z przebitkami lajków pod postami o małych rozkosznych kotkach z Facebook’a i pieskach z Twitter’a. Wasze wcześniejsze wcielenia z Instagrama – jak byliście nastolatkami w stylu – new balance. Jak byście tylko mogli zrozumieć w tym swoim nowym położeniu – że to nie był balance. Oszukano was. To nie była tylko zabawa.

To było życie.

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

MAŁA CZARNA

dsc_9891
Kawa. Poranny kop na rozruch. Uzależnienie jak wszystko. Bawi mnie czasem gadka o uzależnieniach i domniemanej wolności w obrębie tego Układu – gdzie wszystko jest sprzężone ze wszystkim i zębatki kół – by mogły pracować – muszą ocierać inne koła. Etiopia. Owoce kawowca. Czarne złoto, które dwa bolesne milenia wojen i pozornego postępu pocieszają wyborców i konsumentów świata 3D kolejnego gęstego poranka w wielkich metropoliach miast zanikających z wysokości w gęstwinach smogu.

Świat oddycha sam sobą. Sam siebie zaprasza do tańca we własnych wnętrznościach nucąc epitafium. Później czarne złoto dotarło do Jemenu i zostało sypnięte z ręki arabskiego kupca na handlowy stół kolonialnych władców świata, którzy stworzyli fundamenty pod Konsorcjum Kotleta i Parówy. Ludzki mózg odkrył nowy żywszy stan. Stan pobudzenia, a dodając jeszcze cukier – wymiar stymulacji. Ojcowie dominacji mieli kolejny obok wielu innych rytuał ze starannością przygotowywany przez ich niewolników, których zakutych w kajdany taszczyli na swoich brudnych żaglowcach do wybrzeży Nowego Wspaniałego Świata. Oto jest! Nawet dla nas – pionków na szachownicy uwarunkowań gdzie niewidoczne paluchy wciskają przycisk zegara i wykonują kolejny ruch o którym dowiemy się dopiero kiedy obecna rozgrywka dobiegnie końca. Kto gra? Z kim? To pewnie zależy, jednak o co – to już raczej wiadomo…

mv5bmtyyntqwnzk0ov5bml5banbnxkftztgwmdaymdi2mdi-_v1_ux182_cr00182268_al_O więcej. Zawsze więcej. Nawet jak jest już mniej, to i tak więcej. Więcej. Jest trochę – mało. Jest więcej – mało. Jest dużo – a jednak mało. Zawsze zastanawiała mnie ta część ludzkiej natury – ta ambitna, ekspansywna, ta ciągle głodna i spragniona. Kawa pojawiła się w stolicach europejskich na połyskujących stolikach klubów burżuazji i salonach elit. W XVII wieku korporacyjny moloch tamtych czasów czyli Kompania Wschodnio-indyjska rozpowszechniła w Europie ten arabski napój. Na temat praktyk Kampanii jest obecnie bardzo dobry serial „Tabu” polecam gorąco do porannej kawki. Jak grzyby po deszczu wyrastały kawiarnie serwujące spragnionym wrażeń Europejczykom używkę o egzotycznym smaku i aromacie. Zażarło. Zasmakowało. W XIX wieku już była jednym z bardziej dochodowych i opłacalnych towarów goszczących w ładowniach statków. I obecnie porównywalne jest to z handlem ropą.

Maszyny na ropę. Ludzie na kawę. Cały przemysł liczy sobie kilkadziesiąt milionów dużych i mniejszych producentów. Jak wszędzie bywa także brutalny. Niektóre źródła utrzymują, że kolebką kawy jest Etiopia, gdzie ponoć ziemia jest wprost stworzona do uprawy arabiki. Ludzie którzy najczęściej pracują przy jej uprawie za dzień swojej pracy nie byli by w stanie zapłacić za spienione latte w Starbucksie. Każdego dnia ponad milion rolników i robotników zapewniają poprzez swoją robotę blisko połowę dochodów z etiopskiego eksportu – tą połową są zyski ze sprzedaży kawy. Jak to zwykle bywa Imperium Kotleta i Parówy w taki sposób manipuluje cenami, by etiopski rolnik w najlepszym razie leciał na kosztach i nic ponad to.

Jak czasem sącząc przy fejsiku małą czarną wydaje nam się, że mamy problemy „egzystencjalne” to taki rolnik z pewnością opowiedziałby nam cóż to znaczy żyć w miejscu gdzie problem to permanentny brak tych banalnych dla nas spraw jak edukacja, opieka zdrowotna czy ubezpieczenie czy wreszcie głód. Przypomina mi się Jezus wypędzający kupców z świątyni – bowiem podstawowym problemem są handlarze – ludzie, którzy nic nie twarzą a zarabiają na pracy innych i w wypadku etiopskich rolników jak i kilkadziesiąt milionów robotników tej branży – to właśnie handlarze skupują i sprzedają tak że w rezultacie pierwotna kawa zmienia kilkadziesiąt razy właściciela zanim my jako konsumenci Legolandu otworzymy to próżniowe opakowanie by poczuć ten boski aromat palonej kawy. Z całej tej operacji nasz biedny rolnik może otrzyma pięć procent z tego co my oddajemy handlarzom w formie pośredników jak i całej podatkowej maszynerii w jakiej tkwimy. Czerpanie zysków z tworzenia ograniczeń. Od lat osiemdziesiątych zyski zostały podwojone a takie kolosy spożywcze jak Nestle, Kraft czy Sarah Lee osiągnęły niebotyczne zyski z worków kawy i kiedy poprzez szereg działań udaje im się obniżyć ceny drobnych producentów zysk jest gwarantowany bowiem poziom cen na zachodnich rynkach pozostaje bez zmian. Na największych giełdach Gastropolis jak ta w Londynie czy Nowym Jorku sprawy mają się jak najlepiej w kwestiach notowań tego ukochanego przez cywilizację 3D stymulantu. Rolnicy próbują sobie pomoc poprzez zakładanie spółdzielni czy kooperatyw, aby uniezależnić się od sektora bankowego, który w ich wypadku i jak wiemy w większości innych jest niczym więcej jak zwykła lichwą wykalibrowaną tak by procent pożyczki pod nawozy i pracowników przed zbiorami był wystarczająco korzystny dla bankowego big maka. Generalnie tego typu praktyki to jest praktycznie standard w Królestwie 3D gdzie jak wiemy Profit – jest magicznym zaklęciem i mantrą Kwadratowych Magów z spod berła Gastropolis.

Ktoś traci by ktoś mógł zyskać, a zysk ten jest wypadkową zachłannego „inteligentnego” łapczywego mózgu. Nie chodzi o organ, chodzi o metaforę. Generalnie uzależnienie jest najlepszym biznesem, podobnie jak choroba. Ciężar egzystencji w postaci naszych uwarunkowań i ułomności stanowi dochodową sferę przychodów dla tych, którzy w coraz bardziej cyniczny sposób dociskają śrubę. Próbujemy sobie pomóc, czy w jakiś sposób zaradzić poprzez koncepcję i praktykę „fair trade” czyli tak zwany sprawiedliwy handel. Na czym to polega? Polega to na tym, że powstają firmy handlowe, które w zamian za dobrą i względnie atrakcyjną cenę kupują od rolników ich towar – jednak wymagają by dbali oni o środowisko, nie zatrudniali dzieci, czynili ukłon i dawali wsparcie lokalnym społecznościom i przestrzegali praw człowieka. Ceną jest cena dla ostatecznych indywidualnych konsumentów, którzy świadomie decydują się zapłacić więcej mając jednak świadomość, że wspierają bardziej ewolucyjną formułę niż tzw: „korporacyjna”. W praktyce jednak różnie to bywa, czasem taki certyfikat jest tylko etykietą pod którą kryje się to samo, podobny schemat jest z tą reklamówkową ekologią w hipermarketach i zielono brązowe oprawy i identyfikacje wizualne zrobione tylko dla PR-u.

Mamy strony o sprawiedliwym handlu, powstaje wiele organizacji zaczynając o tych, które informują, a kończąc na tych w „terenie”, które wykonują realną pracę zmierzającą po pierwsze do poprawy losu pracowników w tzw „trzecim świecie”. Jest tak tendencja, której ludzie ulegają, że te wszystkie działania nic nie znaczą wobec tego korporacyjnego kolosa podpiętego pod każdy aspekt naszego życia, a takie aktywności to jakieś fanaberie ludzi wyhodowanych na dobrobycie zachodnich społeczeństw, których potęga została stworzona na kolonialnym układzie wpływów. Z jednej strony to prawda, jednak z drugiej w moim odczuciu chodzi o zachowanie w nas (ludzi zaangażowanych w bierną rolę konsumenta i wyborcy) dobrych ludzkich jakości. Istnieje część globalnej społeczności, która się zmienia i do tej zmiany dąży, bowiem w części nas następują szybkie zmiany paradygmatu uczestnictwa w procesie życia i w coraz większym stopniu stajemy się świadomi współzależności całego procesu życia, a z tego punktu widzenia fundamentalne jest dbanie o środowisko naturalne, które jest podstawą naszego przetrwania. W moim odczuciu obecna radykalizacja postaw zachowawczych i zorientowanych na „narodowo – religijne” fantazje w obliczu zmian środowiska i narastających problemów z klimatem i zaburzeniami całego życia biologicznego – to rodzaj niepoczytalności, znów zogniskowany jedynie na ego.  W 2007 roku dwa kraje – Szkocja i Walia rywalizowały ze sobą o tytuł pionierów jako kraje, których model biznesowy opierać miał się na sprawiedliwym handlu za sprawą stworzenia pod tym kontem przepisów prawa handlowego przyjaznego dla Fair Trade. Wracając do kawy to w Warszawie jest palarnia kawy Java Coffee Company, która ma certyfikat dla kawy z Etiopii gwarantujący przestrzeganie wszystkich wymogów sprawiedliwego handlu. Dobrze, żeby w biznesie poklask był widoczny nie tylko w tzw. „zaradności” i „skuteczności”, ale przede wszystkim w świadomości.

A jeżeli chodzi o właściwości to kawa doskonale przeczyszcza organizm. Ma naturę gorącą i ogrzewającą, działa także moczopędnie. Jest to substancja pobudzająca i wypłukuje minerały i wapń z organizmu – wysusza z powodu swojej gorącej natury i zawiera sporo kwasów co negatywnie wpływa między innymi na jelito cienkie. To stymulant wspierający pracę mózgu. Ma też szereg pozytywów: jest dobra na zatrucia alkoholowe i przedawkowanie narkotyków, a w medycynie naturalnej stosowano ją też jak lekarstwo na migreny, astmę, żółtaczkę. Jest bardzo dobra by zneutralizować ociężałość po tłustych i ciężkostrawnych pokarmach. Jest używana jako przeczyszczający środek w lewatywach oraz jako środek do zastosowań zewnętrznych na ukąszenia, obrzęki i siniaki.

Zapisz

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

CYWILIZACJA PANACEUM

watermarked12017-02-23-1639-1

Zachodni system dietetyczny jest uderzająco kolektywny, opracowany z poziomu ludzkich mas nastawiony na zbiorową abstrakcyjną formułę – wykresy, tabelki i ankiety – co z punktu widzenia tradycyjnych systemów dietetyki i wiedzy z zakresu żywienia jest bardzo mało precyzyjne. Sugerowanie się ogólnymi wytycznymi różnorakich organizacji, które w coraz większym stopniu zależne są od finansowania przemysłu spożywczego i jego aktualnych interesów oraz specyficzne w tym wypadku programowanie przy użyciu mass mediów – produkuje dość średnią informację z punktu widzenia indywidualnego człowieka i jego specyficznego organizmu.

Warto zastanowić się nad samą relacją w jakiej w tym systemie tkwimy. Naszą główną rolą jest bycie pacjentem, petentem, konsumentem, klientem – konsumujemy różnorakie produkty i wierzymy w przypisane im zapewnienia i otoczkę reklamy. Cywilizacja panaceum. Moloch zarządzania na poziomie globalnym operuje w skali populacji w uśrednianiu wyników i informacji opierając się na szybko dezaktualizujących się badaniach i pomiarach. Skutkiem tzw. wolnego rynku i całej współczesnej ekonomii jest dewastacja na poziomie jednostki jak i planety. Profit – złoty cielec współczesnej religii konsumpcji.

Żywienie stało się doskonałym przykładem, podobnie jak służba zdrowia. Kreowanie problemów – pozwala na produkowanie rozwiązań – panaceum. To jest serce tego globalnego biznesu. Służba zdrowia już dawno przestała być służbą, a zamiast tego stała się przemysłem zdrowia. Problemem jest skala, zakres – ilość ludzi, danych, zmiennych. Ilość wszystkiego. Pogrążeni w cybernetycznej otchłani, dryfujący bezwiednie co chwila uderzamy w kolejny kierunkowskaz, który okazuje się następnym nic nie znaczącym trendem, chwilowym impulsem pozbawionym kierunku. Kolorowa podrasowana na krzywych korelacji scenografia jest bez ustanku nakładana na prawdziwy duszny obraz. Ludzie, którzy starają się go odsłaniać nie mają łatwego życia. Tego rodzaju uczciwość jest najmniej opłacalnym deal – em w tej umownej rzeczywistości 3D. Tak naprawdę łatwo nas kupić i uczynić sprzedawcami iluzji, kuglarzami pocieszycielami z zapałem tworzących kolejne makiety i banery reklamowe. Kręgosłup świadomości można złamać odłożoną w czasie obietnicą i złudną sztucznie wygenerowaną uwagą stworzoną algorytmem social media.

Ludzka populacja zdewastowana trywialnymi trendami pakuje manatki i emigruje w sieć. Jest to sieć niebywałej iluzji, kiedy wspomagana całą maszynerią taniej rozrywki i gloryfikowania łatwo strawnych modeli osacza swoim głupkowatym nadmiarem nic nie znaczącej treści i zasysa niczym muł. Kultura dryfujących odpadków połączonych w grupy aktualnych „wydarzeń” skupiających uwagę i po raz kolejny pozwalających na chwilę złudnego odprężenia na oceanie absurdu w flaczejącej z chwili na chwilę kamizelce ratunkowej pompowanej pocieszną obrazkową papką wysraną z automatu pop kultury i politycznego bełkotu ery Trump Show. Szczytne hasła odbite rykoszetem od kwadratury tego świata trafiają nas jako naiwny i strywializowany bulshit. Sen gęstnieje w monitorach posyłany zimnym kablem z centrali cybernetycznego królestwa. Ssaki ssią. Ssaki śpią. Ssaki są otumanione pokarmem panaceum. Przytomność jest ceną przetrwania Mądrości. Bycie sobą i podążanie za własnym głosem tej mądrości, która jest wynikiem naszych własnych doświadczeń. W lustrze „rzeczywistości” odbija się Legoland wykrzywiając każdą formę w aspekcie pożądania. Striptiz trwa i w stronę rozbawionej widowni lecą coraz bardziej przestarzałe fatałaszki obyczajów i dobrodusznych zachowań – zamiast tego dostajemy plaski bicia żywego mięsa, uciechy ekshibicjonistów. Karuzela zatacza coraz szybszy obieg, tempo zmian kulturowych przyspiesza, a kolejni z nas tracą równowagę i poczucie jakiegokolwiek sensu. Pozostaje nadzieja na odbicie się od dna, taniec z gwiazdami na ostrzu.

watermarked22017-02-23-1639-1

Cywilizacja Panaceum – to medialny zastrzyk przeciwbólowy wstrzykiwany ostrą igłą nowych mediów, bardziej subtelną i delikatną i nie tak gruboskórną jak przestarzałe propagandowe zakusy kwadratowych telewizorów i głów programowych złotej ery telewizji i zimnowojennego podziału na Wschód i Zachód. Królestwo smartphone jest zdecydowanie bardziej przebiegłe, ponieważ bazuje na pożądaniu i głupocie, a nie na strachu, jak było wcześniej. To otwiera teoretycznie nieograniczony potencjał eksploatacji w formie, bowiem treść stała się niepotrzebnym balastem. Pustka jest formą jak mawiają. Nie pustka w sensie metafizycznym czy mistycznym, a pustka braku treści – wydmuszka polukrowana w tłusty giełdowy czwartek. Dla ludzi wiernych sobie odpornych na zauroczenie „wesołym miasteczkiem” pozostaje rola autsajdera – powolne i konsekwentne oddalanie od „jądra ciemności” w stronę światła świadomości za wysoką cenę wykluczenia w tej imprezie. Łatwość, przystępność i wygoda na karuzeli do popicia napoje gazowane i łódka z sosem tysiąca wysp archipelagu połykania i trawienia. Siła odśrodkowa staje się tak ogromna, że odpala stan hipnozy i zauroczenia zmieniającymi się bez przerwy obrazkami dekoracji.

Jaka jest alternatywa? Nie ma. To kolejna iluzja wyboru, rodzaj przekierowania na ubrany w inny strój ten sam mechanizm. Alternatywne media, alternatywna medycyna, sztuka, religia – cokolwiek, to produkt w akcie sprzedaży opierający się na potrzebach kolejnej nadziei. Ta podstawowa i fundamentalna dychotomia utrzymuje całe to wahadło w ciągłym ruchu. To tylko jeden z wielu wieczystych podziałów, który generuje stan zogniskowania świadomości na zewnątrz w poszukiwaniu tzw. szczęścia. Szczęściem może być zamaskowana pycha, autoerotyczny i autokratyczny element domniemania o swojej wyjątkowej roli – ukrywany tak by nie mógł być zdemaskowany. Można wyjść z tym na światło dzienne w roli cocha lub trenera, bowiem mało jest tych ludzi, którzy naprawdę chcą pomóc – to punkt pierwszy, a drugi – to fakt, że mało kto potrafi to zrobić, dlatego szybko okazuje się, że po wyczerpaniu energii podniecenia nowym „rozwiązaniem” znów wracamy do punktu wyjścia. To jest problem samej natury egzystencji w obecnej formie, a każda inna jest jedynie wyobrażeniem, spekulacją umysłu. Nadzieja to niewiedza, to oczekiwanie, to obraz z rzutnika świadomości na ścianę przyszłości wykalibrowany ostrością życzeń.

Na tym zarabia się najlepiej. Ponieważ czas potrzebny na gloryfikację i eksplorację tej nowej odkrytej „drogi”. „prawdy”, „sposobu” gwarantuje konkretny okres „zabawy w nowe” które nieubłaganie zacznie znów odkrywać swoje stare źródło – rozczarowanie. Chodzi tylko o to by rozczarowanie nie trwało zbyt długo i zostało zagłuszone nową iluzją. Rozczarowanie to moment nagości. Punkt, który odsłania sam mechanizm. Dlatego każde tzw. „negatywne” ma w sobie coś świętego tak naprawdę poprzez sam prosty fakt wypierania, unikania czy ignorowania, a zintegrowanie tej energii jest Mądrością. Cień wskazuje na kierunek i intensywność światła. Mały cień – mało światła.

Wracając do dietetyki do nauki o żywieniu. Z jednej strony mamy konglomerat nauki o człowieku – jako mięsie rzuconym w bezsensowna otchłań Przypadku. Chemia. Fizyka. Biologia. Matematyka. Zachowaj balans pierwiastków, użyj suplementów i skoryguj niedobory. Alternatywa wydaje się bardziej złożona – to nauka wpływów. Planety, uwarunkowania, energie, żywioły. Jednak czego byś nie zrobił nie odwrócisz kierunku koła, nie zmienisz natury egzystencji. Nie unikniesz rozpadu kolejnych iluzji i marzeń. Jakbyś się nie odżywiał nie unikniesz rozpadu ciała. To jest Mądrość Cienia. Powstaje dystans i przestrzeń. W ten sam sposób witasz dobre i złe.

Jest teoria różnorakich mistrzów i jest praktyka naszego własnego życia. Doświadczenie jest najwyższą nauką. Prawdziwą ziemią dotkniętą palcami.

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

MISKA RYŻU

dsc_9832-001

Stawiamy na prostotę, dostępność i przede wszystkim na to by jedzenie nam służyło, było smaczne. Ryż spełnia wszystkie te kryteria. Jaśminowy ryż jest zdrowy i ładnie pachnie 😉 Takie ciepłe śniadanie można strzelić sobie o poranku – lepsze to niż kanapki etc. Ciepłe śniadanie bardzo dobrze rozgrzewa i dodaje energii.

A z przyprawami to już łał! I dla przykładu cynamon. Najczęściej najlepszy cynamon sprowadza się z Chin, Indonezji i Sri Lanki, mądre głowy uważają, że najlepsze odmiany i najbardziej szlachetne występują na Sri Lance podczas gdy inni producenci uzyskują go z liści, młodych gałązek i niedojrzałych owoców – co zwane jest „Kasja”. Najlepszy cynamon to suszona kora z „Cejlońskich cynamonowców”, a taki szlachetny cynamon można kupić w aptece – proces jego uzyskania określony jest odpowiednimi przepisami i podlega kontroli jakości. Obecnie największymi producentami tej przyprawy na świecie są Chiny, gdzie łącznie w roku produkuje się aż 47 tysięcy ton, drugim co do wielkości jest Indonezja (blisko 50 tysięcy ton) i Sri Lanka, która To co nadaje mu ten specyficzny smak i aromat to olejek cynamonowy. Jeszcze w czasach egipskich faraonów ich ciała mumifikowano używając właśnie cynamonu, pisał o nim starożytny reporter ulubieniec Kapuścińskiego Herodot, a w biblijnej „Księdze Wyjścia” jest receptura na „święty olejek”, którego jednym z głównych składników jest jakby inaczej – cynamon. Cynamon jest dobry na pobudzenie apetytu oraz jest polecany przy stanach wilgoci w organizmie.

zrzut-ekranu-2017-02-16-o-11-28-30

Magiczne owoce Goji – pierwsze informacje o tych „jagodach” pojawiły się w starożytnych Chinach ponad dwa tysiąclecia temu. Zostały opisane prze medyka, który dzięki im jak utrzymywał dożył dwóch setek. Nasz kontynent europejski dowiedział się o ich istnieniu dopiero po dziewiętnastu stuleciach. To inaczej owoc krzewu kolcowoju pospolitego, lub szkarłatnego i w systemie tradycyjnej medycyny chińskiej jest top of the top pod względem właściwości zdrowotnych i leczniczych. Właściwości terapeutyczne tej magicznej jagody – to wzmacnianie mięśni i kości, poprawianie wzroku, pozytywne działanie na serce i wątrobę nerek i płuc – często stosuje się Goji jak lekarstwo na choroby tych narządów. Rośnie w Mongolii, Tybecie i rzecz oczywista w Chinach. Co ciekawe podczas zbiorów nie wolno ich dotykać rękoma, bo czernieją w wyniku utleniania, proces zbierania polega na strząsaniu ich na specjalne maty. Malutkie ziarenko Goji, to prawdziwy cud natury ma w sobie tyle dobra, że trudno uwierzyć biorąc pod uwagę rozmiar. To moc witaminy C, której jest kilkadziesiąt razy więcej niż w pomarańczy i ogrom białka.

dsc_9830-001

Jeszcze witaminy B1, B2, B6 oraz witamina E, która określana jest mianem witaminy płodności i młodości i odpowiada za ochronę czerwonych krwinek i wspiera układ nerwowy i jak utrzymują amerykańscy naukowcy pomaga na choroby wątroby , minerały i aminokwasy i ma więcej żelaza niż ten słynny szpinak 😉 Stosowano je do redukcji wysokiego stężenia krwi i leczono za ich pomocą cukrzycę, ponadto te magiczne jagody stymulują produkcję kolagenu i są wskazane podczas stanów dużej wilgoci i jej objawów w postaci intensywnych bólów brzucha, mdłościami, wymiotami i biegunką. Jest dobry na reumatyzm, przeziębienie i objawy grypy. Jego natura termiczna jest ciepła lub gorąca, dlatego jest bardzo rozgrzewającą przyprawą i jego działanie wpływa na żołądek, śledzionę, wątrobę i nerki, ma energię (kierunek) wznoszący i wspiera wydzielanie soków trawiennych i pomaga na wzdęcia. Na perypetie i problemy oprócz chińskich mędrców polecał go sam Hipokrates.

ZOBACZ TAKŻE:

zrzut-ekranu-2017-02-17-o-13-51-17zrzut-ekranu-2017-02-17-o-13-49-24

zrzut-ekranu-2017-02-16-o-11-30-41

Curry – mieszanka przypraw głównie kojarzy się z kolorowym i przebogatym światem Indii. Najczęściej do mieszanki curry stosuje się kurkumę, kolendrę, imbir, cynamon, kolendrę i chili – jednak możliwości są setki. W Indiach raczej nie nie gotowych mieszanek jakie możemy kupić w Europie, hindusi sami tworzą swoje mieszanki, a ten specyficzny zapach mieszanek tworzonych na europejski rynek wynika stąd, że najczęściej jest w nich sporo nasion kozieradki. Główne składniki curry poprawiają trawienie i witalność oraz są dobre w walce z bakteriami, pomaga na infekcje i wzdęcia – dlatego jest idealne do ciężkich i tłustych potraw i takich, które powodują wzdęcia.

zrzut-ekranu-2017-02-17-o-13-50-26zrzut-ekranu-2017-02-17-o-13-48-52

zrzut-ekranu-2017-02-16-o-11-30-54

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

WARSZTAT WEGEKUCHNI 4-5 MARCA

zrzut-ekranu-2017-02-9-o-15-22-28
Serdecznie zapraszamy na warsztaty kuchni wegańskiej, na których będziemy uczyć gotowania i podstaw wiedzy dietetyki tradycyjnej medycyny chińskiej – systemu, który jest niezwykle skuteczny i praktyczny. Nasze doświadczenie w gastronomii i poczucie humoru to dobra podstawa gwarantująca zabawę i naukę. Jeżeli lubisz gotować i odkrywać nowe smaki i umiejętności – przyjdź koniecznie. Jeżeli nie lubisz gotować – tym bardziej – postaramy się odkryć przed tobą bogaty i bardzo ważny dla zdrowia element życia. Odżywianie to podstawa dla naszego ciała i umysłu oraz w przypadku diety roślinnej ważny wkład w ochronę środowiska i los zwierząt.

facebook_smileys-568x329

WBIJAJ NA FEJSA: https://www.facebook.com/events/757667721054132/

CO BĘDZIEMY ROBIĆ?

Opowiemy trochę o naszym podejściu do kuchni i roli jaką pełni we współczesnym świecie. Pogadamy trochę o podstawach pięciu przemian i z czym to się je 😉 Skupimy się na aspektach wiosennej diety.

Omówimy także podstawy pięciu smaków w powiązaniu z systemami narządów wewnętrznych.

Będzie garść informacji o zasadach zdrowego odżywiania i właściwościach pokarmu. Później weźmiemy się za robotę – za jak to mówią konkret, czyli zdrowa kuchnia w praktyce.

 

ATRAKCJE DODATKOWE!!!!!

KONCERT RELAKSACYJNY – PODRÓŻ MUZYCZNA
ZAPRASZAJĄ:

WYDARZENIE FB: https://www.facebook.com/events/268225996923753/

Agnieszką Sypek Piniak
http://agnieszkasypek.pl/

Bartosz Żuchowski
https://www.facebook.com/Bartosz-Żuchowski-919948098076192/

SZAŁAS POTÓW prowadzi Agnieszka Sypek – Piniak
WYDARZENIE FB: https://www.facebook.com/events/102453403610020/

!!! Dla uczestników warsztatu udział w Szałasie Potów gratis

zrzut-ekranu-2017-02-9-o-17-14-40


zrzut-ekranu-2017-02-9-o-21-21-44

https://wegekuchnia.com/

—————————-

KOSZT: 300 PLN (WYŻYWIENIE, NOCLEG, PRODUKTY DO GOTOWANIA)

WARSZTATY ODBĘDĄ SIĘ W PIĘKNYM DUŻYM DOMU Z OGRODEM: https://goo.gl/maps/21DmyYUHhmK2

ZAPISY NA: mail: wegekuchnia@hotmail.com, tel: 531 300 438
ILOŚĆ MIEJSC ORGANICZONA

Zapisz

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

AUTENTYCZNOŚĆ A AUTOMATYCZNOŚĆ

IMG_6421

Pierwszym fundamentalnym aspektem jest uczciwość wobec – nas samych. W stosunku do siebie. W tej kwadratowej rzeczywistości 3D to jest ogromne wyzwanie. Dlatego w mojej narracji w „Kuchennych Ewolucjach” zwracam uwagę na „życie od kuchni” – czyli nasz prawdziwy niezafałszowany i w dobrym tego słowa znaczeniu surowy i nieprzetworzony wymiar. W tych czasach „wielkiego piksela”, który stał się naszym naturalnym środowiskiem egzystowania – naszą klatką z widokami – jak nigdy dotąd udawanie czegoś lub kogoś stało się normą.

Nasza wirtualna jaźń zadomowiła się w nowym środowisku „prezencji i prezentacji” i nawołuje do uwagi. Tak robię to samo – jednak moje motywacje są zupełnie inne. Temat, który zajmuje mnie od dłuższego czasu – to zagadnienie w jaki sposób mówić o rzeczach ważnych w świecie zdominowanym przez trywialne popędy autostymulacji w imię bezużytecznej rozrywki zapełniania czarnej dziury trywialnego społeczeństwa pogrążonego w zabawie, która źle się skończy.

Fakty są twarde. Brutalne. Koniecznością staje się wzrost świadomości i odpowiedzialności za nasz wspólny dom jakim jest ta planeta i za los istot podobnym nam jak i tym słabszym skazanym na naszą łaskę jak zwierzęta, których życie najczęściej jest jedynie bezcelowym cierpieniem. Propagowanie tej świadomości uważam za prawdziwą pracę „od kuchni” ukrytą za zaspokajaniem naszych mózgów spragnionych nowych smaków, rozrywek i urojeń. W zasadzie media. które powinny nam mówić o wielu ważnych sprawach i przekazywać prawdziwy obraz – stały się więźniami wpływów, które utrzymują je przy życiu. Innymi słowy stały się zależne od tych zjawisk, ludzi i sfer wpływów jakie za wszelką cenę chcą nas utrzymywać w tych urojeniach. Jest to analogia naszego życia – stajemy się niewolnikami warunków, które nas trzymają na jałowym biegu ciągłego dreptania w miejscu. To smutne i powszechne. To prawdziwa przyczyna wojen, przemocy i niesprawiedliwości – ludzie, którzy stracili kontakt ze swoją mocą , prawdą i pasją, lub nie mieli odwagi czy szansy odkryć tych właściwości. Człowiek. Pasja. Ewolucja. Prosty schemat. Podstawa to My tacy jacy Jesteśmy. Moc – to nasza Pasja – jako Energia. A Ewolucja – to sposób Egzystencji – Przejawienia. Ewolucja – to mądrość i troska, miłość i wiedza. To czysty ludzki wymiar egzystencji.

Aktywny politycznie elektorat jest z analogowej ery polityków i mediów pod postacią „autorytetów – tych, co wiedzą” – a dla pokolenia Łącza – oczywistym jest, że mało kto wie – poza rolą, którą odgrywa – że wie. Dlatego patrzą na rzeczywistość jak na spektakl. Jak na autopromocję, autoreklamę – pokolenie podpięcia jest pokoleniem separacji – opuszczenia stada w pojęciu grup etnicznych, religijnych, narodowych, kulturowych. Jest to nowa utopia. Utopia nieskończonych możliwości podawanych przez Kabel – Babel.

To co zawsze miało największe znaczenie, poza zmiennymi kultury, religii, filozofii i polityki – to samo jądro. Podmiot zdarzeń. Każde warunkowanie następuje jako proces wtórny, zewnętrzny, narzucony. Jednak tutaj konieczne jest odwrócenie „Klątwy” – zaklęcia, które skazuje nas na uwagę skierowaną na zewnątrz, na przedmiot zamiast sam podmiot – jako źródło. Cały proces kulturowego warunkowania jest skonfigurowany w taki sposób, abyśmy do końca życia – żyli przedmiotem – światem zewnętrznym i bez końca reagowali na niego. Bez końca. Stworzenie pojęcia „Boga” jako siły zewnętrznej represywno – reakcyjnej, która ma z uwagą oceniać nasze przejawienie i „z góry” wyznaczać koleiny naszego egzystencjalnego toru – to podstawowy wzór algorytmu „utknięcia” – biegu jałowego. Dla „zarządzania skolektywizowaną” masą jest to bardzo wygodna opcja jak automatyczna skrzynia biegów. Aby proces automatyzacji mógł odwrócić bieg – musi być jakiś wyłom, wstrząs, który pozwoli na pewnego rodzaju wybicie z odgrywanej roli. Żyjemy w czasach kiedy każdego dnia wita nas wstrząs za wstrząsem i to jest dobre, ponieważ nas budzi ze snu przyzwyczajeń – powracamy do konfrontacji z życiem – do rozwoju. Nasza automatyzacja ma bardzo negatywną stronę, a mianowicie usypia naszą empatię, wrażliwość na stan świata i ludzi wokół nas. Dlatego uśpione społeczeństwo w coraz większym stopniu tworzy przyzwolenie na postępującą głupotę i idiotyczną rozrywkę pozbawioną jakiejkolwiek głębszej refleksji, co odcina możliwości ujrzenia mechanizmów a nie jedynie zdarzeń, które tworzą.

Za czym idzie stado tzw „współczesnych twórców” doby internetu – to stado idzie za masą, biegnie za schlebianiem i zaspokajaniem tej masy karmą – mielonką. Karma mielonka to nic dla nikogo dla czegoś. To coś to mamona przyszłości – like – uwaga. Dlatego polityka przyszłości będzie polityką – big data – skrawaniem informacją podług potrzeb.

Głód – zaspokajany cyfrowo, wciąż jest głodem. Bar mleczny internet 2.0.

Nowy schabowy.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

O SZEROWANIU ENERGII

TAKI REBUS: CZY TO ZWIĄZEK ZAWODOWY KURCZAKÓW HODOWLANYCH?

watermarked32017-01-30-1826

Zacznijmy od Energii. W systemach, które postrzegają rzeczywistość w bardziej zintegrowany sposób – energia pełni rolę fundamentalną. Jest podstawą samego życia jak i procesów, które nim zarządzają. Pory roku można postrzegać zatem pod kątem zasobów energetycznych, dlatego zima jest okresem kiedy energia powinna zostać wcześniej zmagazynowana, a gospodarowanie jej zasobami musi być rozsądne i oszczędne. W systemie narządów ten okres jest szczególnie związany z nerkami i pęcherzem moczowym. Nerki to „magazyn” naszej wrodzonej energii – potencjału zdrowia i żywotności jaki dostajemy w spadku od naszej linii rodzinnej / genetycznej. W pewnym sensie jest to bardzo konkretny potencjał jaki determinuje konstytucję naszego ciała. Kluczową kwestią jest tutaj rola energii życiowej – qi.

W zachodnich systemach medycznych nie istnieje takie pojęcie jak – uniwersalna życiodajna siła, która jest głównym czynnikiem sprawczym umożliwiającym życie, ruch i rozwój. Przyzwyczajeni jesteśmy bardziej do postrzegania opartego na przeświadczeniu, że organizmy są niezależnymi odseparowanymi bytami generującymi energię poprzez pracę samych narządów i wewnętrznych procesów na czysto biologiczno – chemicznym poziomie. Energia manifestuje się także jako światło. Zima charakteryzuje się najkrótszym dniem, a tym samym dostępnością naturalnego światła. Światło w sposób naturalny determinuje procesy biologicznego wzrostu wszelkich organizmów na ziemi. Bez słońca życie staje się niemożliwe. Nasza wrodzona konstytucja energetyczna w dużym stopniu decyduje o naszym zdrowiu – określa jego możliwości i ograniczenia, podatność i odporność na choroby.

Charakterystyczny dla chińskiego systemu tradycyjnej medycyny chińskiej jest również sam podstawowy schemat Yang i Yin jako symboliczne Światło i Cień – gdzie jedno nie istnieje bez drugiego, są to dopełniające się zasady współzależności i komplementarności. Nie jest to zachodnia koncepcja dualizmu – światło i ciemność, czy dobro i zło. Zatem podstawowe źródło energii nazwane jest Qi, a energia ta przejawia się jako Yin i Yang – polaryzacja źródła w dwóch równoważnych aspektach. Kluczem do zdrowia umysłu i ciała jest balans – równowaga.

Zatem okres zimowy ma naturę Yin, kiedy energia ma bardziej wewnętrzny skoncentrowany charakter. Od wieków jesienią gromadzono zapasy, by przetrwać trudną i srogą zimę w miejscach o zróżnicowanym klimacie. Samo zimno ma naturę yin i dzielimy je na wewnętrzne i zewnętrzne. Jako czynnik patogenny pochodzący z zewnątrz powoduje stagnację energii i samej krwi a symptomami są bóle, które wzmacniają się na skutek zimna. A nasze wewnętrzne zimno na skutek oziębiającej diety dodatkowo osłabia wydajność i żywotność narządów wewnętrznych. Nikt zimna nie lubi i jego nadmiar powoduje brak żywotności i sił witalnych. Możemy to poznać i odczuć w bólach i zapaleniach związanych ze stawami, „rewolucjach” żołądkowo – jelitowych, bólu brzucha, który po ogrzaniu słabnie.

Dopiero w zasadzie teraz nasza zachodnia medycyna, odkrywa wartość energii i tzw. kanałów energetycznych lub meridianów o czym od tysiącleci już z poziomu praktycznego korzystali specjaliści tradycyjnej medycyny chińskiej i wielu innych systemów. Wielowymiarowość tych naturalnych systemów leczenia jest dziedzictwem ludzkości, podobnie jak zachodnia medycyna, która ma niebagatelną rolę i wartość wbrew temu co uważa wielu wielbicieli tylko i wyłącznie tzw: „alternatywy” cokolwiek to znaczy pomimo swoich patologii i nadużyć ratuje ludzkie zdrowie i życie. Jestem zdecydowanie przeciwny demonizowaniu zarówno tej tradycyjnej medycyny jak i akademickiej – traktowanie czegokolwiek w czarno białych skalach jedynie dobrych lub złych – jest domeną spiskowego umysłu i nic dobrego z tego nie wynika. Lekarze są tacy i tacy. Firmy farmaceutyczne są również różne i zakładanie złej woli i domniemywanie zabójczych szczepionkowych planów zagłady – jest dobre na YT, a nie w życiu.

Mam wrażenie, że z nadmiaru pikselowych impulsów szwankuje nam zdrowy rozsądek. Warto brać poprawkę na wszelkie internetowe rewelacje, a szczególnie te „objawienia” jak to po raz kolejny wyleczy nam raka imbir, cytryna albo kurkuma. Impulsywne, kompulsywne i emocjonalne „szerowanie” kolejnych planów zagłady i spisków psuje nam naszą własną dość istotną energię, którą zużywamy na wkręcanie się w ten kołowrotek fake newsów.

Sami odpowiadamy za stan naszego umysłu i ciała i sami musimy o to zadbać. Dlatego dobrym rozwiązaniem jest normalna i rezolutna dieta oraz medytacja, która pozwala nam zdystansować się do tańca urojeń jaki nam funduje – taniec z myślami. Jest taki rodzaj energii, który nazwałbym energią uważności i troski. Warto o nią dbać i rozwijać, bo to przytomność, dystans, zdrowy rozsądek i współodczuwanie – dbałość o własny stan. Dodałbym jeszcze humor – jako ewidentną oznakę zdrowia. Życzymy go Jarkowi, Donaldowi i innym politykom co mają parcie na sarkofagi i mury – nie dać się zwariować – taki ambitny plan na nowy rok.

Zapisz

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

O PROFITACH

Nazywam to Gastropolis. To wielki system trawienny, organizm wzajemnego pożerania. Podstawą jest Głód. Łaknienie. Wszystko wydaje się sprofilowane pod kątem Strawienia. Ogromne globalne Przedsiębiorstwo Handlowo – Usługowe. Rodzimy się Konsumentami. W tej wersji „rzeczywistości” wraz z odcięciem pępowiny automatycznie następuje podpięcie.

Od szczenięcych lat rozpoczynamy konfigurację Wewnętrznego Systemu Operacyjnego by nadążać za Aktualizacjami postaw i trendów. Sam system edukacji – sam w sobie tworzy ściany tego kwadratu. Klatkę. Te klatki to stoiska sprzedaży w Markecie Mózgu. To jest podstawa. Punkt mojego wyjścia. Gastronomia stała się kolejną bombką na ściętej choince ustawionej w salonie zabaw, uciech i psot. Usługą, która ma nas zadowalać pełną trendów i nowinek opisywanych w kolorowych pismach i programach w telewizji i internecie. Ugładzoną i sprofilowaną pod wyniki sprzedaży malowaną lalką albo pociesznym Kucharzykiem z kreskówki albo stokowych zdjęć. Największa uwaga w tej coraz bardziej wirtualnej rzeczywistości 3D jest skierowana na Opakowanie. Tu się najlepiej zarabia i to stało się towarem obrotu jak giełdowe akcje. Dla osoby, która pracowała w Gastronomii w jej realnym rozpakowanym wnętrzu – ten lansowany wizerunek jest jak żart. Dla osoby, która wybudziła się z tego cywilizacyjnego transu i tej technokratycznej imprezy w kasku VR-u – ten żart stał się po prostu kpiną.

W autentycznym funkcjonowaniu w tym świecie jest pewna fundamentalna sprzeczność. Tak jak w każdej twórczości, która w swojej deklaracyjnej formule zapewnia o wolności. Jednak wolność to mit. Zatem – wszystko jest sprzedażą. Uzależnieniem od reakcji zwrotnej, która już determinuje kolejny ruch. Chodzi o to, by ta sprzedaż była uczciwa, a produkt nie szkodził na poziomie indywidualnym i kolektywnym. To można zrobić i należy zrobić i to dla mnie stanowi autentyczną alternatywę dla Świata Folderu. W moim odczuciu to zrozumienie staje się viralem świadomości. Ten viral będzie podstawą nowego biznesu – punktem wyjścia.

Kolejnym elementem tego biznesu będzie zaangażowanie w rozwój ludzkiej świadomości. Wiedza o współzależności i o realnej sytuacji w jakiej jesteśmy jako cywilizacja i istoty ludzkie. Podjęcie wyzwania jakim jest konfrontacja z konsekwencjami funkcjonowania w Kulturze Monety. I tutaj pojawia się wspomniana wcześniej bolesna sprzeczność. To jest trudne połączenie, bowiem standardy marketingowe zakładają przyjemny i lekkostrawny komunikat, bo to wzmacnia dobre samopoczucie i zachęca do zakupów. Jednak jak sprzedać wiedzę o realnej sytuacji tej planety, kiedy właśnie cały przemysł konsumpcyjny, medialny i działania polityczne mają znamiona populizmu i ich zadaniem jest ucieczka przed faktami. Ciężko zdjąć VR – y kask kiedy wyświetlają bajkę o spełnieniu, bogactwie i spektakularnej karierze i to w 3D.

Wracając do gastronomii to ewidentnie takim profilem, który już zawiera element wiedzy o naszej sytuacji i próba realnego działania jest kuchnia bezmięsna. Nie piszę tutaj o modach, stylach życia czy nadaniu swojej egotycznej postawie makijażu współczucia dla lepszego odbioru. Tworzenie jakiś urojonych podziałów na złych okrutnych mięsożerców i dobrych uduchowionych vegan mija się z celem i bardzo szkodzi – zrozumieniu roli takiej decyzji o zmianie diety czy jej modyfikacji, która często wcale nie jest łatwa. Taki proces warto wspierać dzięki wiedzy pozbywając się jednocześnie niepotrzebnej ideologicznej otoczki. Jednak przede wszystkim pozbywając się agresji wobec ludzi, których zazwyczaj oceniamy własną miarą. Ciągła krytyka i ciągłe zapewnianie o swojej racji jest stratą czasu.

Podobnie jak ciągłe spory o zmiany klimatyczne. Zmiany widać gołym okiem i tracenie czasu na uzasadnienia tego faktu wobec sceptyków nie ma sensu. Sens ma działanie tu i teraz przy użyciu tego co potrafimy i co mamy. Jestem zwolennikiem odczarowywania medialno – marketingowych zaklęć – co jak wiadomo nie jest najlepszą strategią biznesową. Jednak zysk powstający z takiego działania jest poza skalą ogólnie przyjętych standardów profitowych. Jest nim poziom szczęścia wynikający z życia w zgodzie z samym sobą. Jest nim radość z tego co się robi, jak się robi i z jakim skutkiem.

 

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ZŁA LUFA

watermarked22016-12-04-1131

Widzę tutaj pewien problem natury ewolucyjnej. Otóż dla jednych z nas jest to absolutnie antyludzkie, sprzeczne z naszą wrażliwością, a zdjęcia zadowolonych z siebie istot ludzkich pozujących na tle ukatrupionych zwierząt przekraczają wszelkie normy moralne. Przyzwolenie na zabijanie zwierząt w tak okrutny sposób przy jednoczesnym tworzeniu całej struktury biurokratyczno – prawnej, która to określa i reguluje jest dla wrażliwego człowieka objawem poważnej choroby.

Jak to się stało, że mały Janek pokochał lufy? Umiłował ten zapach siarki i prochu? Tą krew ściekającą po rączkach. Czy to było przed egzaminem dojrzałości, czy już po – kiedy ujrzał spoconych mężczyzn wychodzących z lasu z zarzuconymi na plecy zwłokami. Później była wódka i śpiewy – dymanie i dmuchanie w róg jeleni. Och ci zdobywcy, ci łowcy. Czyszczący wyciorem szpary. Kupujący na allegro nowy zielony polar obszyty sztruksem. Cyngle i niewypały. Jan strzelał pewnie. Ustrzelił teczkę, co im dają podczas wejścia do Resortu – Kurortu. Tam to jest dopiero polowanie na jeleni, znaczenie terenów połowów. Dzisiaj drobni przedsiębiorcy, jutro samotne matki i emeryci. Najważniejsze to dobrze umocować wnyki i dokarmiać. Dobrze położone wieżyczki strzelnicze – też rzecz niezmiernie istotna. Jeb w łeb! Jak już podejdzie pełne zaufania i przyzwyczajone. Cóż za parabola: podpaść i ustrzelić – a wszystko pod krzyżem i rogami. Zbrodnie trzeba cywilizować, oswajać, jednak przede wszystkim nowelizować.

Zawsze jestem pełen uznania dla naszych pociesznych dwuznacznych standardów. Nie zabijaj – dla przykładu. Dotyczy i jednocześnie nie dotyczy. Jednak wróćmy do Janka. Jak się czuł kiedy pierwszy raz własnoręcznie zamordował istotę słabszą, pozbawioną świadomości swojej prawdziwej sytuacji i braku możliwości wyboru i obrony. Czy strzelał do kaczki, dzika, jelenia – może wilka. Trafił od razu, czy zwierzę poranione uciekało w przerażeniu. Może był z własnym ojcem, który cierpliwie uczył go jak skutecznie zabijać. Później długo w nocy nie mógł spać, czując zapach sierści i słysząc huk wystrzału.

Może miał koszmary, w których był tropiony i ścigany. Zatem – karmimy żeby się rozmnażały, żeby żyły i było ich za dużo. Wtedy…Wtedy można już pójść w ten las po kilku setkach, puścić psy, poczuć tą adrenalinę, tego kopa. Jesteśmy jak ludzie prawdziwi z krwi i kości – zabijamy! Niektórzy nazywają to hobby. Na serio. Takie zainteresowanie. Jedni lubią grać w x – box inni latają szybowcami – a my interesujemy się zabijaniem. Co prawda to nie są czasy bezlitosnej walki o przetrwanie, jednak jest z tym związana jakaś otoczka „wojownika” i „zdobywcy”.

Ksiądz, myśliwy na ambonie. Jest tu jakaś pokrętna analogia. Z góry łatwiej trafić. Pokutuje też określenie, że myślistwo to sport. Sport. Jak biegi na przełaj, albo pływanie kajakiem. Ten sport przez stulecia – odkąd funkcjonował już „cywilizowany” świat siedlisk i upraw – był elitarny. Był domeną uprzywilejowanych ludzi z warstw wyższych będąc zarazem oznaką pozycji społecznej i prestiżu Szczególnie interesujący w tym kontekście są ludzie pełniący posługę duchową (wzory moralności) będący jednocześnie myśliwymi. Można przyjąć, że „prawo myśliwskie” powstało właśnie dla tych uprzywilejowanych grup społecznych ponieważ dziwnym trafem zawsze od wieków zabijanie i rządzenie szło w parze.

Władcy mieli przywileje łowieckie określane mianem „venatio magna” – „łowy wielkie” co dawało im prawo do zabijanie „grubego zwierza” – tura, żubra, niedźwiedzia, jelenia i dzika. Natomiast biedota mogła ukatrupić ptaki, lisy, sarny i zające. Zatem największe „prawa zabijania” przypadały właścicielom największych areałów i tutaj należy upatrywać źródeł dotyczących obowiązków względem zagadnień gospodarowania zwierzyną. Teraz takim największym właścicielem ziem jest rzecz jasna Skarb Państwa. Jeszcze w 1529 roku zabicie zwierzyny na cudzej ziemi kończyło się wyrokiem śmierci w razie pojmania. Obecnie zwierzyna łowna jest własnością państwa. Nabycie własności ziemi i żyjących na niej istot ludzkich – jest dla mnie kwestią fundamentalną. To w pewnym sensie jest przyczyną gatunkowej choroby „wściekłych ludzi” – ich chorobliwa obsesja własności, którą niejako chcą zagłuszyć fakt własnej nietrwałości. Ze stulecia na stulecie obsesja własności nabierała rozpędu – osiągając swoją haniebną „świetność” w okresie kolonialnym – co stworzyło cały układ geopolityczny współczesności. W dobie epoki informacyjnej ta obsesja stworzyła nowy syndrom chorobowy w postaci „własności intelektualnej” i wszelkich praw patentowych – co teraz w dużym stopniu określa zamożność jej posiadaczy. To jest Elita 3D.

Wracając do tematu polowań – widzę tutaj pewien problem natury ewolucyjnej. Otóż dla jednych z nas jest to absolutnie antyludzkie, sprzeczne z naszą wrażliwością, a zdjęcia zadowolonych z siebie istot ludzkich pozujących na tle ukatrupionych zwierząt przekraczają wszelkie normy moralne. Przyzwolenie na zabijanie zwierząt w tak okrutny sposób przy jednoczesnym tworzeniu całej struktury biurokratyczno – prawnej, która to określa i reguluje jest dla wrażliwego człowieka objawem poważnej choroby. Wierzę, że część społeczności ludzkiej naprawdę przechodzi intensywny proces ewolucji dojrzewając do odpowiedzialności za los tej planety i zamieszkujących ją istot. Ich ewolucja jest wsparciem dla tych, którzy wciąż są niejako zamroczeni „kwadratową pryzmą” tych okrutnych i nieludzkich praktyk i standardów. Kolejna legislacyjna odsłona tego dramatu w obecnym głosowaniu „poprawek” do tego „prawa” jest oznaką, że wciąż przed nami dużo pracy. Strategia przemocy w odpowiedzi na przemoc nigdy nie przynosi dobrych rezultatów. Wrażliwości nie da się nauczyć. Tego trzeba doświadczyć jak znany były myśliwy Zenon Kruczyński autor książki „Farba znaczy krew”, który w wywiadzie dla Gazety Olsztyńskiej:

— Był pan zapalonym myśliwym przez wiele lat. Aż do pewnego dnia. Może pan opowiedzieć co się wtedy wydarzyło?

ZK: Stałem przy łanie zielonego owsa i patrzyłem na sarny. Nagle pojawiły się dwa psy i rzuciły się za sarnami w pogoń. Odruchowo sięgnąłem po sztucer i strzeliłem. Nie zabiłem tego psa na miejscu. Wraz z tym właśnie strzałem i śmiercią którą zadałem, rozpadła się we mnie pewna konstrukcja, nazwałbym ją: „myśliwska”, którą budowałem w dotychczasowym życiu. Wszystko posypało się w pył w jednym momencie.

— Dlaczego tak poruszyła pana śmierć psa, skoro wcześniej zabijał pan sarny, dziki, ptaki?

ZK: Nie wiem. Wtedy pierwszy raz w życiu uśmierciłem psa. To był wgląd, coś, co zmieniło całą percepcję. Naturę wglądu doskonale opisała we wstępie do „Farby” Olga Tokarczuk. Po wglądzie nie ma powrotu do węższej, poprzedniej świadomości. To radykalna zmiana. Było jasne: więcej nie będę zabijał.

To nazywam „trafieniem”. W pewnym sensie dobrym strzałem. Przeskokiem świadomości. Przebudzeniem. Zamiast oceniać ludzi, myślę, że warto ich uwrażliwiać tworząc wokół siebie lepszy świat i mądrzejsze podejście. Czasem przed świtem jest najciemniej.

Wyobrażam sobie, że nasz Janek idzie ulicą i nagle jego świadomość się otwiera i wówczas na ścianie przed nim pojawia się taki plakat:

I gdzieś trafi na cytat Richarda Bacha:

Czy masz pojęcie, przez ile wcieleń musieliśmy przejść, aby zrozumieć po raz pierwszy, że istnieje coś więcej niż jedzenie, walka czy dominacja w stadzie? Tysiąc istnień, Jonathanie, dziesięć tysięcy! Wybieramy nasz następny świat przez to, czego nauczymy się w tym… Ale ty, Jonathanie, nauczyłeś się tak wiele jednego razu, że nie musiałeś przechodzić przez tysiące istnień, aby do tego.

Janku z całego serca życzę, aby to nastąpiło właśnie teraz.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

CUKIER PUDER

DSC_5667

Ten specyficzny rodzaj zagubienia jest skutkiem nadpodaży informacji i siłą własnego impetu tworzy kolejne przyczyny dla kolejnych masowych reakcji – impulsów. Tak to się toczy. Fakty są jak kamienie idące na dno wybrane z różnych źródeł i rzucone w otchłań „ducha czasu”, a to co nam zostaje to pojawiające się na tafli monitorów okręgi – echa. Jak nie wróżyć z fusów tej spekulacyjnej samo rozpuszczalnej bagnistej brei epoki, gdzie głos specjalisty nadpisuje głos eksperta w czasie rzeczywistym i z chwili na chwilę ta „płynna rzeczywistość” przecieka nam przez roztrzęsione palce.

Wydaje mi się, że klucze są w środku. A my jesteśmy zamknięci w cywilizacyjnej izolatce – szczurzym parku zabaw i psot kompletnie zależni od Laboratoryjnego Kompleksu Warunkowań (ekonomia, polityka, kultura, religia, rodzina etc). Trzeba puścić pawia, albo to wysrać – by wydobyć klucz. Nie ma innej drogi. Warstwa po warstwie, trucizna po truciźnie, kłamstwo po kłamstwie. Niech wychodzi, niech odpada. Wypróżniajmy się! Klucz samoistnie posiada całą potrzebną instrukcję obsługi. Zajmowanie się tym światem nie ma końca, nawet z tak dobrotliwą motywacją jak chęć pomocy i nerwowe uwrażliwienie na wszystkie te objawy choroby i patologii – jednak to z drugiej strony permanentny stan lękowy, chroniczny stres zaszczutego zwierzęcia w klatce uwarunkowań. Jedyne co wydaje mi się naprawdę uczciwe to najpierw pomóc sobie. Z pomącą przychodzą święte instrumenty: humor i dystans, świadomość śmiertelności i dar trickstera i tarotowa podróż Głupca z przymrożeniem oka. Traktujemy ten disneyland zbyt na serio w iście ciężkostrawny katolicki sposób oparty na jakiś urojonych ostatecznościach i mega srogich parametrach krwi, krzyża i męki pańskiej. Z punktu widzenia otwartej kosmicznej przestrzeni, jedynej perspektywy – nasza wielka batalia o nie wiadomo co to ugotowanie ciasta we wrzątku z cukru pudru. Finałem wszystkich naszych zmagań będzie tylko i wyłącznie kosmiczny cukier puder rzucony w bezkres otwartej przestrzeni – tego co jest i jednocześnie nie jest.

Zdolność do odpowiedzi to przede wszystkim rozpoznanie pytania jakie ten świat stawia wobec nas. Wymaga ciągłego stosunku, nie przerywanego. Grozi nam aborcją i więzieniem, grozi nam ten „świat” paluchem umownej władzy innych zagubionych ludzi i ich dyktatury szaleństwa, wciąż nas wciąga w wir swoich kwadratowych spraw i chce tłumaczeń, ciągłej wyprawy na Golgotę, samobiczowania i bóg sam nie wie czego. A my idziemy, podejmujemy tematy usypane z cukru pudru i przychodzi znów huragan kosmiczny i co?

Co zostaje z tego? Krótka zaduma nad płytą grobowca? Pogryziony ogon? Długi? Ten świat to Piekło Kombinatorów – dumnych i zapatrzonych w samych siebie wiecznie zajętych bieganiem wokół banalnych i głupkowatych spraw, lub zajętych innymi z braku własnej wyobraźni i daru twórczego. Syndrom wystawania w oknach, patrzenia na ulice, na podwórka, na sąsiadów, obgadywania, plotkowania. Cała sfera polityki jest tym skażona i z tego żyje. Dlatego jest to zagłębie jałowości. Heroinowy cukier puder. Walisz to po kablach odbiorników. W procesie komunikacji mamy Odbiorcę i Nadawcę. Społeczna Mizeria jest wynikiem ulokowania u wylotu Kabla. Tam leci hejnał z wieży z kości słoniowej, radiowęzeł Babilonu, playlista dżumy. Polityczno – propagandowe disco – polo. Życie mija w tym żałosnym tańcu na balu przebierańców w oczekiwaniu, aż Kopciuszek kupi sobie modny ciuszek i zje placuszek ze świńskich uszek. Masy czekają poprawy, normalności, igrzysk i chleba. Masa cukrowo – pudrowa z buraka wylana na betonowe spody miast. Na wierzchu nadgryzione jabłko w Raju. Jabłecznik – Zakalec. Urabianie masy tego ciasta to przecież cała kwadratowa maszyneria. Proces. Receptura. W wyniku tego zanika zdolność i odwaga do Odpowiedzi. Maszyneria nie spotyka Oporu. Walec jedzie.

Opór to nie jest dla mnie reagowanie na Komunikat. Opór to Odpór. Nadawanie swojej Odpowiedzi bez Zabezpieczeń i Ograniczeń. Indywidualny taniec z Rzeczywistością, nauka kroków i wreszcie Przejęcie Kontroli nad Sobą. Odłączenie od kabli. To wszystko zostało tak zorganizowane byś zawsze był w defensywie na pastwisku – polu minowym zastraszony i bezwładny. Renderowanie warunkowania w czasie rzeczywistym. Animowanie Anonimowej Masy. Wystarczy się przyjrzeć – większość czasu – jedynie musimy reagować na to co stworzył ktoś inny. Grać w czyjeś gry. To nie są nasze zasady. Wszystko było w pakiecie przy urodzinach w szpitalnej sali. Nauczono nas Reakcji i to takiej, która jest przewidywalna, dlatego też Krupierom łatwo tym manipulować i dostają najczęściej to czego chcą.

Zawsze miałem opór przed uczestniczeniem w wymyślonych przez kogoś innego grach, w tańcach towarzyskich i imprezach integrujących bydło w ubojni. W politykowaniu w kibicowaniu i naśladownictwie. Życie dla mnie to coś więcej. Rozwój, nauka, tworzenie własnych parametrów istnienia w oparciu na indywidualnym doświadczeniu. Życie od kuchni. Tworzenie własnych dań bez patrzenia na cudze receptury. Przygoda poznawania siebie i odkrywania nieskończonego potencjału jaki przynosimy na ten świat. Wreszcie zdolność do Odpowiedzi i umiejętność trawienia własnych pytań. Gotowanie, pisanie, praca duchowa – fundamenty. Jak wiesz kiedy posypać, kiedy wysypać jak użyć cukru pudru, jak się tym bawić – to nic nie może zaszkodzić. Jak osłodzić mózg, by podczas tej wieczerzy smakował jeszcze lepiej.

DIY!

Zwykły wpis