PIRACKIE OPOWIEŚCI

ATLANTYDA 2.0

dsc_5088

Nowa Atlantyda to dryfujący plastikowy kontynent. Dryfująca śmieciowa wyspa „Great Pacific Garbage Patch” ogromna i zarazem spektakularna wizytówka cywilizacji 3D. To skupisko butelek, reklamówek, kubków, puszek całego tego kolorowego pierdolnika o masie 100 milionów ton i wielkości Australii. Idealne miejsce na wypoczynek dla całej nowoczesnej rodziny, skąd blisko na Hawaje i do słonecznej modnej Kalifornii.

Badania takie prowadzono w latach 2007 – 2013 na Atlantyku, Morzu śródziemnym, oceanie Indyjskim i rzecz jasna Pacyfiku. Istnieje coraz większe prawdopodobieństwo, że te pyszne owoce morza w kurorcie nad Pacyfikiem w tej czy innej formie zawierają ten cenny dla nas „surowiec” nienaturalny. Inne badania wskazały na kolejny problem, a mianowicie zanieczyszczenie plaż, które prócz ukochanego przez nas piasku mają coraz więcej drobin plastiku. Klęski żywiołowe takie jak japońskie tsunami wyrzuciło kilkanaście milionów ton zanieczyszczeń do oceanu. Tanie bilety, tanie wakacje na słonecznych wyspach to miliony ludzi generujących abstrakcyjne już ilości śmieci, które muszą być składowane na ogromnych wysypiskach z których często tworzy się sztuczne wyspy, a śmieci przedostają się do oceanów.

Wszystko to dotyka zwierząt morskich i ptaków, żółwie morskie reklamówki biorą za meduzy, które zjadają. Później umierają. ONZ szacuje, że rocznie za sprawą śmieci umiera milion zwierząt. To co jest w oceanach to blisko 1 proc. Światowej produkcji plastiku. Wracając do naszej plastikowej wyspy jej kolejny problem to fakt, że „zbudowana” jest z materiału fotodegradowalnego co oznacza, że nie jest on w pełni rozkładalny, a w fazie rozwarstwienia tworzy pył. To co zauważalne to te ogromne sterty śmieci na powierzchni jednak owe zawiesiny pyłu opadają w głąb wód szczególnie w strefach przybrzeżnych naturalnie wchodzi w interakcję z fauną morską. Sama produkcja plastiku wzrosła z 15 mln ton w latach 60 – tych do ponad 300 mln w roku 2014. Jednorazowość tych śmieci to koszt 100 mld dolarów rocznie, a jednorazowe oznacza, że używamy ich jedynie raz. Wracając do oceanów szacuje się, że już za trzydzieści lat śmieci będzie tam więcej niż ryb, bowiem wzrost populacji oznacza jeszcze więcej jednorazówek, których koszt produkcji pochłonie blisko 1/5 paliw kopalnych podczas gdy na tą chwilę recykling tworzyw sztucznych to jedynie 14 procent. Może się okazać, że nas jako gatunku już dawno nie będzie, ale zostaną po nas śmieci – jak wizytówka „Ludzie – biznesmeni i naczelny gatunek ssaków”. Biuro – planeta Ziemia. Przepraszamy – nie zdążyliśmy posprzątać, gdyż udusiliśmy się we własnych śmieciach. Posprzątajcie za nas.

Gastronomia jest doskonałym przykładem – zwłaszcza ta typu fast food, której model biznesowy idealnie odzwierciedla patologię „jednorazowej” cywilizacji. Polecam obejrzeć „The Founder” – swoiste studium przypadku. Priorytetem jest zysk, metodą bylejakość – efektem pokarmowa tandeta bez charakteru oraz brak jakiejkolwiek refleksji w szerszej perspektywie. Myślę, że sprawą najważniejszą jest przemodelowanie „jednorazowej” ekonomii na model, który po pierwsze bierze pod uwagę obecną sytuację i ogromne problemy, których manifestacje przejawiają się już niemal w każdej dziedzinie naszego życia w model biznesowy oparty na przytomności i empatii, który wymaga tworzenia „zdrowego” fundamentu w dość chorej rzeczywistości. Wzorzec wiecznego „wzrostu” gospodarczego już się wyczerpał i wynikającego z niego bałaganu, który trzeba będzie posprzątać – zaczynając od siebie. Nazywam to „Ewolucją od mózgu do serca”. W coraz większym stopniu – prawdziwym zyskiem będzie przetrwanie i rozwój świadomości bazujący na wzięciu odpowiedzialności za własną rzeczywistość i uświadamianie sobie konsekwencji własnych wyborów. Nie domy, jachty, domniemany szacunek i podziw – za „zaradność”, której kosztem jest niszczenie. Kiedyś na studiach zatytułowałem jeden z tekstów „Nikt nie pyta zwycięzców dlaczego przegrali”. Redaktor zmienił tytuł – bo była to prywatna uczelnia komercyjna, tam wszyscy mieli wygrać – pytanie co?

Komercyjna gastronomia idealnie odzwierciedla obecne relacje społeczne i jest mikroskalą tzw. „systemu”. Jej zdegenerowany oderwany od realiów nadmuchany jak balon opisywany w branżowych pismach marketingowy disneyland z całą tą niemalże religijną otoczką stymulującą apetyt na „jeszcze więcej”, „jeszcze egzotyczniej”. W skrócie – wydziwianie, traktowanie pokarmu jak fetysza, jak modowy wybieg jadących talerzy z specjalistyczną fotografią i postprodukcją. Kucharskie gwiazdeczki – celebryci w kuchniach lidla, biedronki czy na targach tesco. Pofarbowana kpiną pseudo ekologia i pro zdrowotne frazesy. Realia są zupełnie inne. Dostosowanie do realiów oznaczają prostotę, oszczędność i uczciwość bez zbędnych ozdobników. Kuchnia przyszłości to kuchnia – szacunku, gdyż fikcja nadmiaru w jakiej żyjemy potrwa bardzo krótko. Firmy przyszłości to spółdzielnie, kooperatywy – wspólne działanie oparte na świadomości realiów. Kuchnia bezmięsna jest tym właśnie przytomnym modelem gastronomicznym. To konieczność. Zysk straci swoje obecne znaczenie w postaci „profitu” a stanie się zyskiem wartości, zyskiem sensownego zajęcia, które dodatkowo będzie rodzajem działalności społecznej. Wypracowanie mikro modeli takich „firm” jest wyzwaniem tworzenia realnego modelu wspólnot opartych na działaniu tu i teraz w tej decentralizującej się rzeczywistości, bowiem proces globalizacji ma swoje ograniczenia, których nie sposób będzie „przejść”, a to oznacza, że proces odwróci bieg wracając do lokalności. W obecnej postaci gospodarzy model jest zupełnie niewydajny i nie sposób już ukryć, że ekonomia długu skończy się upadkiem tego systemu. Upraszczając – masz coś „pysznego” na talerzu – czy zastanawia cię czasem – Kto? Gdzie? Kiedy? W jaki sposób? Jakim kosztom to zostało przyrządzone?

Dlatego „Gastropolis” to jest metafora. Kiedy odkryjemy całą sieć przyczyn i skutków – wówczas przyjrzysz się uważnie temu co jesz i zrozumiesz, że wraz z tym „połykasz” wszystko co się przyczyniło do powstania tego „posiłku”. Dodatkowo uświadomisz sobie, że w gruncie rzeczy płacąc – nagradzasz to. To nazywam „systemem” – to produkcja wielowymiarowego „pożywienia” to jego zakłamana prezentacja i wreszcie uzależnienie bazujące na manipulacji smakiem. Obraz pobudza apetyt. Sprawa fundamentalna, czy koszty są warte zysków. Sprawa kolejna – co tak naprawdę jest zyskiem i jakie są realne koszty. Nie sposób o tym mówić do momentu, kiedy nie dotkniemy tej delikatnej tkaniny oplatającej wszystko – a mianowicie narrację Zysku. Cała opowieść zachodniej postkolonialnej „chrześcijańskiej” cywilizacji snuje swoje wątki jak coraz bardziej surrealistyczne akapity nowej „Boskiej komedii” pisanej marketingową nowo – mową, językiem coraz mniej metaforycznego „ognia”. Weźmy za przykład wybuchy bomb, płonące szyby naftowe, mandale sztucznych ogni rozświetlające niebo na koniec każdego roku tej spektakularnej masowej epopei, kiedy jej hodowla upaja się do utraty zmysłów – celebrując co…

Nazywamy to „zasadą nisko rosnących owoców”. Jabłko z drzewa na komputer. Świeci – komunikując Triumf. Bardzo lubię firmę „Jabłko” sam piszę te słowa na ich maszynie, a u boku mam ich sprytny telefon, który z całą pewnością jest czymś dużo większym niż tylko telefonem. W istocie jest lokalizacją Produktu – jakim sam jestem, by sprzedawać i zbierać informację o moich potrzebach coraz bardziej wyprzedzając moją świadomość, bowiem algorytmy jakimi zostaliśmy opisani są coraz bardziej precyzyjne, a sprzedaż coraz bardziej bezpośrednia.

Zasada nisko rosnących owoców jest bardzo prosta i jest fundamentem tej cywilizacji i jej „osiągnięć”. Polega na tym by pozyskiwać jak najwięcej jak najmniejszym kosztem i zdolności komunikacji i jej masowych kanałów nadać swym „zbiorom” jak największą wartość jednak równolegle musi jej towarzyszyć zasada wzrastających potrzeb. Nasza edukacja i „uświadamianie” w kulturze Zysku służy w istocie „wytwarzaniu głodu”. Nowe doznania, doświadczenia, smaki, przygody, odkrycia, zjawiska, trendy, osiągnięcia.

56bafd45675ba

– Aż w końcu umysł dziecka sam jest tymi treściami, które mu są sugerowane, a suma tych treści jest umysłem dziecka. I nie tylko dziecka. Także umysłem dorosłego – na całe życie. Umysłem, który ocenia, pragnie i wybiera – cały złożony z owych treści. Jednakże wszystkie te treści są naszymi treściami! – dyrektor niemal krzyczał w uniesieniu.

Huxley Aldous „Nowy wspaniały świat”

Kończy się kolejny rok szkolny – świadectwo ukończenia kolejnego poziomu warunkowania – tak nagradzamy dobre oceny, wyniki w powtarzaniu – klep by zwiększyć pojemność klepek, by później ci ważniejsi w klasyfikacji generalnej klepali cię po plecach albo po pysku. Jak się mówi – brak ci klepki? Jednak zasada nisko rosnących owoców jest związana z tak uwielbianym „schematem piramidy” – co oznacza, że jego szeroka podstawa to poziom łatwo dostępnego surowca, którego wydobycie jest tanie i wystarczy kilka prymitywnych narzędzi – to tryskające w niebo orgazmy pierwszych nafciarzy, to industrialno – przemysłowy zapłon Mechanizmu Zniszczenia. Jednak wraz z wydobyciem pojawia się zużycie – oznacza to, że czym wyżej w piramidzie tym trudniej. Poziom taniości i dostępności tworzy uzależnienie od produktu – jest tani i dostępny, powszechny – stając się podstawą funkcjonowania. W tej cywilizacji jest to paliwo – prąd. Zasilanie. Tak naprawdę wszystkie współczesne wojny toczą się z powodu surowców, a szczególnie paliw kopalnych. Jednak wraz z jego spadkiem wiąże się wzrost. Taki paradoks. Spadek dostępności – wzrost kosztów. Co jest konsekwencją uzależnienia kiedy brak „towaru”? Głód.

Głód w tym kontekście oznacza przypomnienie sobie stanów i doświadczeń związanych z brakiem. Ten stan braku, który nie został na powrót zintegrowany jest w „kulturze nadmiaru” związany z agresją, która dodatkowo będzie szukała winnych uzależnienia. Ten proces już się zaczął. Nie ma gorszego przebudzenia – jak to powiązane z wzrastającym cierpieniem. Nikt tego nie chce. Jednak pułap został przekroczony i nie ma już innej drogi. Nie istnieje alternatywa. Niestety. Współczynnik Zwrotu energii wobec Energii Zainwestowanej. Punkt Zero. Szczyt Piramidy. Bielmo na oku. Deepwater Horizon. Wyciek czarnej krwi – ropy. Fukushima – katastrofa – znów „paliwo”. Czym bliżej szczytu – tym dewastacja staje się większa. Tak jest ze wszystkim. Jak się ma przysłowiowy Kowalski segregujący śmieci do ponadnarodowych korporacji paliwowych. Jak się ma twoja aktywność do tej która jest ponad i tworzy cały system operacyjny ekonomiczno – prawny w jakim żyjesz?

Dla mnie osobiście to sprawa bycia uczciwym wobec siebie i próba przebudowania tak swoich potrzeb i egzystencji, aby mniej szkodzić i stawać się człowiekiem świadomym i przytomnym. Dlatego łączę pisanie i komunikację z gotowaniem. Kuchnia to miejsce fundamentów, praca fizyczna i umysłowa. Dotykanie mózgu i serca.

Może chciwość jest tym kataklizmem, który zatopił mityczną Atlantydę?

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

TRZY SIOSTRY W KUCHNI

DSC_9937

Do Europy fasola trafiła dopiero w 1528 roku w ręce kanonika Piero Valeriano, który zasadził jej ziarna do ziemi, które z kolej dostał od papieża Klemensa VII przybyłe na statku z Indii Zachodnich. Jeżeli chodzi o medycynę chińską to właściwości zdrowotne związane są z rodzajami fasoli i jej kolorami. I tak: warzywa strączkowe w kolorze zielonym są związane z elementem drzewa i oddziaływają na wątrobę i pęcherzyk żółciowy – dla przykładu: fasola mung, zielony groszek i fasola szparagowa. Później mamy element ognia związany z sercem i jelitem cienkim i strączki mają kolor czerwony – fasolka adzuki, czerwona soczewica i fasola nerkowata. Kolejny to element ziemi i kolor żółty i związane z nim organy: żołądek i śledziona – trzustka i odpowiednio działają na te organy – ciecierzyca, soja i żółty groszek. Z metalem czyli płucami i jelitem grubym korelują fasola jaś, fasola lima i fasola północna w kolorze białym. Kolejnym jest element wody i kolor czarny, brązowy lub ciemny i wpływają na nerki i pęcherz moczowy i doskonała jest czarna fasola, czarna soja i soczewica brązowa. Przy diecie roślinnej to potężne źródło białka, tłuszczy i węglowodanów i by poprawić „fasolowe szaleństwo trawienne” dobrze przyrządzać je z tłuszczem dodawać sól czy glony i wodorosty. Gazy po strączkach powstają z powodu trisacharydów i kiedy wszystko jest z ciałem w porządku enzymy rozbijają je na cukry proste i wówczas wszystko się trawi. Najłatwiejsze do strawienia są fasola adzuki, soczewica, fasola mung i groszek i mogą być spożywane często.

Soja i czarna soja są ciężkostrawne, a nadmierne spożywanie produktów sojowych może pogorszyć zdolność organizmu do trawienia i osłabiać system nerek – nadnerczy. Jeżeli chodzi o łączenia pokarmowe to strączki najlepiej spożywać z warzywami pozbawionymi skrobi i wodorostami oraz glonami i produktami sojowymi. Na koniec gotowania dobrze doprawić solą morską, sosem sojowym, pastą miso, jeżeli posolimy fasolę przed gotowaniem nie ugotuje się dobrze i będzie się gorzej trawić. Sól pomaga w trawieniu produktów wysokobiałkowych. By nie było „gazów” dobrze użyć do gotowania komosy piżmowej, która pomaga jednocześnie w zwalczaniu pasożytów, kminku lub kopru włoskiego. Oczywiście bardzo istotnym czynnikiem jest namaczanie strączków przez minimum 12 godzin, by efekt był lepszy można wymieniać wodę kilka razy, samo namaczanie powoduje początek kiełkowania w ziarnach, a tym samym „uaktywnia” zawartość minerałów, a gdy podczas procesu gotowania pojawi się piana należy ją zebrać i gotować bez przykrycia. Można ją zamarynować w occie i oliwie w proporcji dwa do jednego. Jeżeli chodzi o kombinacje odpowiednich przypraw to dobra jest mięta i czosnek i można użyć również kolendrę kminek i i imbir, doprawiać także szałwią, tymiankiem i oregano oraz koprem włoskim i bazylią.

IMG_3999 (1)

Kukurydza jest czującym lustrem, dla ludzi, którzy ją uprawiają.

Edgar Anderson

Dla kultury Majów kukurydza stanowiła rdzeń ich kultury zarówno w sensie kulturalno – duchowym jak i gospodarczo – społecznym. Poczynając od samego Boga kukurydzy, którego żywot odzwierciedlał cykl wegetatywny samej rośliny, a który manifestował się w dwóch aspektach jako bóg płodności oraz burzy i deszczu, był dla Majów jednym z najważniejszych bóstw. Ponieważ to właśnie od łaski i niełaski tego boga zależało życie całej kultury, która głównie uprawiała tą właśnie roślinę. Rytualnie odprawiano ceremonię na część czterech kierunków związanych z czterema kolorami kukurydzianej kolby – białej, czarnej, czerwonej i żółtej. Jedne z pierwszych odkrytych artefaktów przedstawiają boga kukurydzy. Do tej pory wśród badaczy pokutuje teza, że powodem wyginięcia potężnej kultury Majów wokół kompleksu piramid była klęska nieurodzaju i wyjałowienia gleby potrzebnej do uprawy min. kukurydzy.

W majańskiej księdze „ Popol Vuh” jest napisane, że w początkowym okresie bogowie stworzyli ludzi z błota – jednak ich ułomność okazała się zbyt wielka i drugim materiałem z jakiego stworzyli ludzką rasę było drewno, jednak i tym razem inteligencja nowych istot pozostawiała wiele do życzenia i po odkryciu rosnącej kukurydzy postanawiają w końcu z jej pomocą podjąć trzecią już próbę stworzenia rozumnych istot dodając do kukurydzy własną krew. Tak według wierzeń Majów powstaje człowiek by przez kolejne milenia rozwinąć swój „rozum” by w konsekwencji jego religią stała się kultywacja „świętej” dewastacji. Powodem wyginięcia wszelkich kultur i gatunków jest nie kto inny – tak, tak, tak – tylko on…To nie gniew bogów, a głupota i zachłanność ludzi coraz szerzej otwierają bramy piekieł.

Z posługą kapłańską do dzikich krajów, prymitywnych ludzi – nieść nowinę zwiniętą w psalmy i pieśni wykończoną ostrzem i ogniem, ekonomiczną zagładą czy hodowlą nowej genetyki. Patrzę na zagadnienie GMO w nieco szerszym zakresie biorąc pod uwagę postępujące zmiany klimatu i bardzo realne możliwości następujących po sobie nieurodzajów – jako realną możliwość dla rozmnażającej się w zastraszającym tempie populacji Zombi wyhodowanej na kombinacji odwodnionych z wszelkich witamin i minerałów paszy social media i zdegradowanej do faktur i zapachów żywności 3.0 na półkach tanich dyskontów w miastach – molochach u podnóża gnijącego środowiska naturalnego – jako realną możliwość utrzymania owych Zombi przy życiu by ich erotyczna fantazja o Armagedonie mogła się ziścić i zmaterializować w sposób jak najbardziej widoczny i dosłowny.

A dwóch kapłanów jak Grant i Begemann z jakże humanitarnej formacji religijno – naukowej o nazwie Monsanto mogli za pomocą swojego różańca lobbingu i politycznych wpływów użyźniać gleby Ameryki Południowej swoimi pociskami modyfikowanej kukurydzy – by w rezultacie osiągnąć rezultaty lepsze niż ich sławny i kochany agent orange. Tak się drodzy moi pisze scenariusz pod „The 100”. Z perspektywy postrzegania środowiska naturalnego jako manifestacji boga – bardzo interesujące wydaje się postrzeganie lepszych poprawionych genetycznie płodów rolnych i gatunkowych. Witamy w „Grze o tron”. Poczujmy smak tego popcornu 3.0 podczas projekcji nowego sezonu „Homeland” albo „Walking Dead”. Darwinowskie szczytowanie!

Natomiast wracając do prawdziwej i niepoprawionej kukurydzy to w dietetyce chińskiej jest ona moczopędna powodując usuwanie wody z organizmu oraz przyczynia się do lepszego utleniania i wspiera metabolizm. Wspomaga serducho! Pomaga trawić i jest bardzo pożyteczna dla stanu i kondycji naszego uzębienia oraz jest bardzo użyteczna podczas schorzeń nerek. Już plemiona Hopi i Navajo hodując jej niebieską odmianę instynktownie wiedzieli zapewne (a może nie wiedzieli) o jej dobroczynnych dla zdrowia właściwości i jest o wiele bogatsza w białko, magnez, żelazo oraz potas.

DSC_3768

Na zupę, puddingi, kremy i ciasta
Nasze dynie i pasternaki to powszechne składniki,
Jemy dynie rano i jemy w południe,
Nie byłoby nas gdyby nie dynie.

Piosenka amerykańskich kolonizatorów

Chcesz z dyni – wołał poprzez rozwrzeszczany korytarz rosły i pryszczaty Mieciu z ósmej b, którego autorytet wzmocnił fakt podwójnego kiblowania rok w szóstej i dodatkowo rok w siódmej. Jednak kilkanaście wcieleń wcześniej zaliczając po drodze kilka wizyt w królestwie zwierząt był cwaniackim i dość rozpijaczonym Irlandczykiem i w owym czasie jego inteligencja była nieporównywalna do tej jaką odziedziczył obecnie jako gruboskórny Mieciu. W owym czasie w Irlandii, kiedy Mieciu był Jackiem wracając po upojniej imprezie w karczmie ów Jack spotkał samego diabła przez duże B, któremu wisiał swą własną duszę za uwaga – butelkę piwa. I namawiając wspomnianego diabła by ten zamienił się w pieniążek na którym Jack narysował krzyż i którym miał nasz irlandzki Mieciu zapłacić za trunek co zaowocowało schowaniem diabła w postaci pieniążka (wiadomo) w sposób taki, że biedny diabeł nie mógł powrócić do swej cielesnej formy i wówczas za obietnicę zachowania swojej duszy Jack przywrócił diabłu starą postać by w rezultacie kilka lat później znów go wystrychnąć na dudka tym samym trikiem jednak wiążąc go na jabłoni. Jednak Jack musiał umrzeć i umarł. I kiedy trafił do nieba, wówczas niebiańscy rezydenci z tytułu jego pijaństwa i hulaszczego trybu życia – odmówili mu wieczystego szczęścia w niebiosach, a po drugiej stronie spotkał wykiwanego przez samego siebie diabła, który przyrzekł przecież, że nie weźmie w posiadanie jego duszy jednak okazał się bardziej łaskawy od swoich niebiańskich oponentów, gdyż wręczył Jackowi mały węgielek by oświetlał mu drogę podczas wiecznej wędrówki w ciemnościach, a ten umieścił ów węgielek w rzepie, by później jego rodacy na pamiątkę umieszczali świece w dyni. Jak wiemy amerykanie kochają dynie – robią z niego ciasta, chleby, piwa i oczywiście dyniowatą obsesję święta Halloween z całym tym pierdolnikiem. Choć trudno w to uwierzyć dynia jest spokrewniona z arbuzem, melonem i ogórkiem. W medycynie chińskiej dynia wzmacnia Qi i środkowy ogrzewacz a jej natura jest neutralna lub ogrzewająca, a smak słodki. Ma też sporo witaminy A pochodzącej z karotenu i sporą dawkę węglowodanów. W Europie zalety dyni sławił Pliniusz w te oto słowa: „dynia nadaje blasku ludzkiemu życiu i jest balsamem na kłopoty.” W Indochinach uważało się że wielki potop przetrwali brat i siostra płynąc we wnętrzu wielkiej dyni. Największe dynie odnaleziono w Wielkiej Brytanii – o obwodzie 4,5 metra i wadze 600 kg, a dyniową rekordzistką świata była ta wyhodowana w Szwajcarii o wadze ponad tonę.

Konkludując, być może z naszej „zdroworozsądkowej” perspektywy wierzenia rdzennych ludów brzmią jak naiwne bajki i legendy – swoiste opowieści dla dzieci – jednak w każdym micie jest ziarno prawdy, jednak najważniejsze wydaje mi się odzyskanie szacunku do pokarmu, bowiem okazać się może, że ta nasza „nowoczesność” nie zagwarantuje, że ta technologiczna utopia będzie trwała w nieskończoność i zrozumiemy jeszcze za naszego życia, że rośliny i zwierzęta w większym stopniu decydują o naszym być czy nie być. Tym bardziej, że znakomita większość z nas żyje w „kwadratowych karmnikach” kwadratowych miast kompletnie tracąc połączenie ze źródłem istnienia i odczuwaniem prawdziwego świata, który nie zmienia swojego statusu na fejsie, a wprost przed naszymi oczyma. Tu słyszę – nie słyszę. Tu widzę – nie widzę.

 

Nazywam się Marcin Piniak i zawodowo zajmuje się szeroko pojętym zdrowym i świadomym żywieniem, jako wegetariański i wegański kucharz gotuję na warsztatach rozwojowych, prowadzę warsztaty gotowania i wykłady z praktycznych elementów Tradycyjnej Dietetyki Medycyny Chińskiej. Z gotowaniem jestem związany od blisko piętnastu lat. Pracowałem w profesjonalnej gastronomii w kraju i za granicą w wegańskich i wegetariańskich restauracjach.

SUBSKRYBUJ PIRACKĄ KUCHNIĘ:

SOCIAL MEDIA:

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

DOBRO W PŁYNIE

DSC_9944-001

Zupa to jest jednak mistrzostwo świata. Absolutne! Permanentne mistrzostwo! To forma stała i płynna jednocześnie. Jest gorąca lub ciepła – co rozgrzewa żołądek. Jest doskonała na początku, w środku i na końcu. Na śniadanie, na obiad i na kolację.

To odwieczna tajemnica długowiecznych mistrzów Wschodu, Zachodu, Północy i Południa. To święty graal i alchemiczna zasada leżąca u podstaw wiedzy wtajemniczonych w złote zasady świętej geometrii kuchennej. Może być rzadka, płynna, gęsta z makaronem, z ryżem z kaszą jako krem etc. Pożywienie w formie płynnej wzmacnia płyny organiczne, pomaga trawić tłuszcze i białka (woda + zioła i warzywa).

Czasem w Tradycyjnej Medycynie Chińskiej mówi się o „zupach mocy” – to zupy gotowane bardzo długo bez przerwy – czasem nawet kilka dni. Tradycyjnie robiono to na wywarach mięsnych (głównie kości) i było to polecane w stanach dużego wyczerpania i osłabienia organizmu, często gęsto takie zupy przygotowywano dla kobiet w ciąży i po porodzie. Generalnie długie gotowanie pod przykryciem wzmacnia „chi” i „yang” – innymi słowy dodaje mocy i ma właściwości energetyzujące i rozgrzewające. Cukier wbrew Wańkowiczowi nie krzepi lepiej robi to zdecydowanie dobra zupa.

Zrzut ekranu 2017-03-11 o 22.09.45ZUPA MOCY

POTRZEBA UGOTOWAĆ WYWAR

Z DODATKIEM SUSZONYCH OWOCÓW JAŁOWCA LIŚCIEM LAUROWYM ZIARNAMI PIEPRZU I KORZENIA REMANNI KLEISTEJ

Według tradycyjnej medycyny chińskiej, Remannia równoważy” yin.” Zioło to rośnie w części północnej i północno-wschodnich Chinach, i jest używane w medycynie od ponad 2000 lat. Jego grube brązowawe czarne korzenie są zwykle zbierane jesienią. Powszechnie stosowane w leczeniu niedoborów yin. Obejmują to cały szereg dolegliwości, takie jak: alergie, anemia, nowotwory, zaparcia, cukrzyca, gorączka, wysokie ciśnienie krwi, infekcje bakteryjne i grzybicze, reumatoidalne zapalenie stawów, zapalenie kości i stawów, bezsenność. Pomaga chronić i wspiera pracę wątroby i nadnerczy, często występuje w mieszankach energetyzująco- tonizujących wykorzystywanych do zwalczania przewlekłego zmęczenia. Remannia może być używana jako substytut Lukrecji u osób z podwyższonym ciśnieniem krwi.

Źródło: https://ziolowenalewki.pl/uklady/21–remania-kleista-korzen-rehmannia-glutinosa-shu-di-huang-tynktura-13-25.html

DO ZUPY:

MAKARON RYŻOWY ALBO SOJOWY
BOCZNIAKI
CEBULA DYMKA I CZERWONA
SELER NACIOWY
SZCZYPIOR
TOFU WĘDZONE
ZIELONA CZĘŚĆ PORA
UGOTOWAĆ WYWAR (MIN 2 GODZINY)
NA WOKU PODSMAŻAĆ WYBRANE WARZYWA I TOFU
DODAĆ SOSU SOJOWEGO SOLI DO SMAKU
I WLAĆ WYWAR

NA KONIEC DODAĆ PASTĘ MISO
I SELER NACIOWY ORAZ SZCZYPIOR

PASTA Z WARZYW PIECZONYCH

WYBIERAMY KORZENNE WARZYWA Z WYWARU I CEBULĘ
UGNIATAMY I DODAJEMY PRZYPRAWY:

SUMAK
SOS SOJOWY
PIEPRZ CZARNY MIELONY
CURRY
BRĄZOWY CUKIER

UPIEC PRZEZ 15 MIN

WRZUCIĆ DO BLENDERA WSYPAĆ PÓŁ SZKLANKI ŁUSKANEGO SŁONECZNIKA I BLENDOWAĆ DOLEWAJĄC OLEJ RYŻOWY

SÓL HIMALAJSKA

 

ŁÓDZKI ŻUR

CO TRZEBA:

2 DUŻE ZIEMNIAKI
1 DUŻA BIAŁA CEBULA
1 ŚREDNIA CZERWONA CEBULA
2 ŚREDNIE MARCHEWKI
1 MAŁY POR
1 ŁYŻKA SUSZONYCH GLONÓW WAKAME
SZKLANKA GOTOWANEJ FASOLI JAŚ
100 GR TOFU
1 ŁYŻKA POSIEKANEJ KOLENDRY
60 ML OLEJU RYŻOWEGO
1 ŁYŻKA SOLI HIMALAJSKIEJ
2 ŁYŻKI SOSU SOJOWEGO
1 ŁYŻECZKA CZARNEGO PIEPRZU

JAK PRZYGOTOWAĆ TOFU:

PODGRZAĆ OLEJ RZEPAKOWY 1 SZKLNKĘ
USMAŻYĆ POKROJONE W KOSTKĘ TOFU
ROZGRZAĆ WOK
DODAĆ 1 ŁYŻKĘ OLEJU RYŻOWEGO
WRZUCIĆ POSIEKANĄ DROBNO CZERWONĄ CEBULĘ
PODSMAŻYĆ
DODAĆ TOFU
WLAĆ 1 ŁYŻKĘ SOSU SOJOWEGO

ZUPA:

ROZGRZAĆ WOK
WLAĆ 2 ŁYŻKI OLEJU RYŻOWEGO
DODAĆ POSIEKANĄ W PIÓRA CEBULĘ
DODAĆ POSIEKANĄ MARCHEW I ZIEMNIAKI
DODAĆ ŁYŻECZKĘ KURKUMY I PIEPRZU
PODSMAŻYĆ
WLAĆ WODĘ 2 LITRY
DODAĆ ŁYŻKĘ GLONÓW WAKAME
1 ŁYŻKĘ SOLI HIMALAJSKIEJ
JAK TRZEBA DOLEWAĆ WODY
NA KONIEC WLAĆ ŻUR

EPILOG:

Żur to trefniś pokarmów. Pełny autoironii i ciętego gęstego dowcipu. Żur po łódzku jest kabaretem Koń Trojański. To tajemna zupa Bogusława Lindy na kacu, kiedy blask powidoków wyrzuca pot na twarz, a w żołądku grasuje szamanka, a za oknem szczekają psy dwa. Łódź to miasto pozbawione makijażu, obdarte z efektów specjalnych i wirtualnej nadbudowy life style. Awangarda. Nie filmowa szkoła życia. Żur, zalewajka, barszcz biały – zupy klasy robotniczej. To były główne dania w fabrycznych osiedlach włókienniczego królestwa w samym sercu Polski. W emaliowanych garnkach na osmolonych kuchniach małych izb zatłoczonych i okopconych szczypiącym w oczy dymem z paleniska i przegryzania chleba z ciężkiego żyta, za który teraz płacimy kupę szmalcu w tzw. eko sklepach. Kiedy wczesnym świtem pełzałeś po bieżni swojego kieratu by budować wygasłą już potęgę Detroit wschodniej Europy myślałeś, że to nogi pana, łaska wczesnego kapitalizmu przez duże K…

Twój trud, twój znój nikogo nie interesował oprócz twojej licznej bardzo ubogiej rodziny, a ludzie dla których pracowałeś nawet nie znali twojego imienia do czasu kiedy maszyna pozbawiła cię dłoni. Wyrzucono cię jak szmacianą lalkę na ulicę kocich łbów, gdzie pomyje płynęły wartkim strumieniem jak – duch ciężkich dudniących maszyn i gęstego dymu bijącego w otchłań nieba. Nurt tej rzeki wygasł pod wbitymi młotem komunizmu betonowymi płytami gospodarki planowanej w której miałeś triumfować jak postać z propagandowych plakatów. Teraz przy wykorzystaniu potencjału turbo kapitalizmu Łódź odżywa i mutuje w stronę swojej Mocy. Łódzki Żur to Moc bez pretensji i smakuje tak samo dobrze nawet wtedy kiedy niegdyś robotnicze miasto przeistacza się w nowoczesną metropolię. Wspierajcie Łódź! To miasto z charakterem i bardzo ciekawą historią. Brzydkie kaczątko, które odsłania oblicze awangardowego łabędzia kultury i innowacji – dzięki własnej inicjatywie, docenianiu swoich walorów i pracy nad sobą. Recepta uniwersalna!

2017-02-13 12.17.56

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

BYŁO SOBIE ŻYCIE


Stan beta – stan alfa w mięciutkim foteliku dziecięcym podczas cywilizacyjnego crash testu. Ewolucyjnie to jesteśmy trzylatkami z psychozą, manią prześladowczą porzuceni przez wyidealizowanego ojca, który jest zajęty sprawami w jakimś niebie. A gdzie matka? Tu pod nami – stoimy na niej, chodzimy po niej, na niej prowadzimy absurdalne wojny i budujemy pomniki i ołtarze.

Stacje naziemne i podziemne pracują. Grupy kwadratowych interesów i wpływów. Cel – wyhodowanie pustyni. Nawodnienie ludzkiej uprawy odpowiednim rdzeniowym płynem ignorancji poprzez stworzenie pociesznej gry w człowieka – pokemona. Świnia symbolizuje Ignorancję – powstała hybryda człowieka – świni. Okazuje się duże podobieństwo w strukturach. Zawsze zwracam uwagę na zapowiedzi – zwiastuny. Zwierzęta – jak świnia – to najczęściej zniewolona istota skazana na bolesne życie poprzez sam fakt bycia hodowanym pokarmem. Planeta ziemia, w mniemaniu „elity” jej zamieszkującej – szczyt inteligencji w całym kosmosie. Ewolucyjne kwiecie u szczytu Drzewa Poznania wyznaczające kierunek – rabunek dla swej podległej hodowli stworzonych do celów roboczych ludzi, którzy w coraz większym stopniu wchłania Reżim – Hype. Nieistniejący hologram równoległej egzystencji zawieszonej w kombinacji utopijnego marzenia, niedoszłej rewolucji i biernego oszołomienia Impulsami.

Zapadamy się w bagna foteli obrotowych, w klatkach biur zawieszonych nad poziomami ulic. Tam w górze sto pięćdziesiąt metrów nad poziomem bruku siedzą człekokształtne hybrydy pozbawione uczuć i nawigują poziomem abstrakcji w symulatorze życia – ich ofiarami padają tysiące i miliony istnień. Forma wymusza kształt – ta wiedza wystarczy. Więcej nie trzeba. W kraju magazynie na brudne ścierki mętnych interesów – zapanowała moda na cięcie i wycinanie. Wycinanie drzew, propagandowych laurek i układanie z tych puzzli coś na kształt krzyża rozłożonego jak betonowy anioł. Potykasz się o korony martwych drzew i ciała ubitych zwierząt – na drodze do zbawienia. Każdy otwiera swój mały sklepik w sieci sklepików – witryn wystawowych. Stan beta – stan alfa w mięciutkim foteliku dziecięcym podczas cywilizacyjnego crash testu. Ewolucyjnie to jesteśmy trzylatkami z psychozą, manią prześladowczą porzuceni przez wyidealizowanego ojca, który jest zajęty sprawami w jakimś niebie. A gdzie matka? Tu pod nami – stoimy na niej, chodzimy po niej, na niej prowadzimy absurdalne wojny i budujemy pomniki i ołtarze. Abstrakcyjny ojciec opuścił swoje dziatki zajęty biznesami zarządzania wszechświatem – wysłał paru gości z brodą z depeszami – żeby założyli mu biura podróży do „nieba” dla namaszczonych i „piekła” dla innych.


Ten świat potrzebuje natury kobiecej, która tworzy więzi a nie więzienia. Mądrości, która najpierw rozumie, a potem czyni – zamiast jak do tej pory robić odwrotnie. Testosteron wybił dziurę w niebie, wbił prącie na księżycu i oplótł matkę koroną cierniową satelitów, by nadawać swoją pijacko – myśliwską pieśń zdobywcy i sadzić atomowe grzyby niosące za sobą śmierć. Stan Alfa – Samca to zanikanie i migotanie serca – pokraczny taniec zniszczenia. Spójrzcie na te twarze aktualnej władzy – twarze ludzi wyciągnięte z kadzielnicy i rzucające klątwę na dar życia. Wszystko wam podległe, gotowe na ciągły grupowy gwałt w imię abstrakcyjnych haseł. Brakuje skal na odmierzenie głupoty.

Cywilizacja rozkapryszonych trzylatków przenosi się z piaskownicy kontynentu do piaskownicy kontynentu całymi stadami jak sfory wściekłych psów ujadając o handlu międzynarodowym i wolnym rynku, a w praktyce wyżerając wszystko do szpiku. Podpisując ustawy smogiem, wycinaniem drzew, zatruwaniem wód, mordowaniem zwierząt – by na końcu tej drogi zniszczyć samych siebie. Przyzwoici i dobrzy ludzie nie mają szans w starciu z tą Maszyną – ich protesty, petycje i nawoływania – nikną w hałasie pracy maszynerii i są jedynie sylwetkami ledwo widocznymi we mgle oparów ropy, alkoholu i dymu z kubańskich cygar. Gdzieś w oddali siedzą kobiety i mężczyźni starzy jak świat – nadzy i bezbronni uśmiechając się dwuznacznie i obserwując te zabawy. Z jednego dziewiczego skrawka ziemi jak przyjdzie czas odbudują te zniszczenia. To zajmie bardzo dużo czasu. Ruch zostanie wstrzymany. Cała dzieciarnia będzie musiała rodzić się z wilgoci na bagnistych pozbawionych życia i radości – polach skutków. To będzie trudny i bolesny okres dojrzewania karmy – i lekcja za lekcją – pokaz slajdów z zabawy w panów świata z przerwami na sceny dla dorosłych.

Na zajęciach praktyczno – technicznych będziemy rozpalać krzesiwem ogień i szukać liści żeby okryć przyrodzenie – a na niebie z rzutnika polecą klipy lady gagi i przemówienia papieża. Puścimy najlepsze zakazane reklamy i niemiecką pornografię z lat osiemdziesiątych. Albo nie!

Puścimy wam dzieciaki – filmy przyrodnicze z cyklu discovery. O Lasach Deszczowych i Puszczy Amazońskiej, o rzekach i dolinach, o ptakach i delfinach z przebitkami lajków pod postami o małych rozkosznych kotkach z Facebook’a i pieskach z Twitter’a. Wasze wcześniejsze wcielenia z Instagrama – jak byliście nastolatkami w stylu – new balance. Jak byście tylko mogli zrozumieć w tym swoim nowym położeniu – że to nie był balance. Oszukano was. To nie była tylko zabawa.

To było życie.

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

MAŁA CZARNA

dsc_9891
Kawa. Poranny kop na rozruch. Uzależnienie jak wszystko. Bawi mnie czasem gadka o uzależnieniach i domniemanej wolności w obrębie tego Układu – gdzie wszystko jest sprzężone ze wszystkim i zębatki kół – by mogły pracować – muszą ocierać inne koła. Etiopia. Owoce kawowca. Czarne złoto, które dwa bolesne milenia wojen i pozornego postępu pocieszają wyborców i konsumentów świata 3D kolejnego gęstego poranka w wielkich metropoliach miast zanikających z wysokości w gęstwinach smogu.

Świat oddycha sam sobą. Sam siebie zaprasza do tańca we własnych wnętrznościach nucąc epitafium. Później czarne złoto dotarło do Jemenu i zostało sypnięte z ręki arabskiego kupca na handlowy stół kolonialnych władców świata, którzy stworzyli fundamenty pod Konsorcjum Kotleta i Parówy. Ludzki mózg odkrył nowy żywszy stan. Stan pobudzenia, a dodając jeszcze cukier – wymiar stymulacji. Ojcowie dominacji mieli kolejny obok wielu innych rytuał ze starannością przygotowywany przez ich niewolników, których zakutych w kajdany taszczyli na swoich brudnych żaglowcach do wybrzeży Nowego Wspaniałego Świata. Oto jest! Nawet dla nas – pionków na szachownicy uwarunkowań gdzie niewidoczne paluchy wciskają przycisk zegara i wykonują kolejny ruch o którym dowiemy się dopiero kiedy obecna rozgrywka dobiegnie końca. Kto gra? Z kim? To pewnie zależy, jednak o co – to już raczej wiadomo…

mv5bmtyyntqwnzk0ov5bml5banbnxkftztgwmdaymdi2mdi-_v1_ux182_cr00182268_al_O więcej. Zawsze więcej. Nawet jak jest już mniej, to i tak więcej. Więcej. Jest trochę – mało. Jest więcej – mało. Jest dużo – a jednak mało. Zawsze zastanawiała mnie ta część ludzkiej natury – ta ambitna, ekspansywna, ta ciągle głodna i spragniona. Kawa pojawiła się w stolicach europejskich na połyskujących stolikach klubów burżuazji i salonach elit. W XVII wieku korporacyjny moloch tamtych czasów czyli Kompania Wschodnio-indyjska rozpowszechniła w Europie ten arabski napój. Na temat praktyk Kampanii jest obecnie bardzo dobry serial „Tabu” polecam gorąco do porannej kawki. Jak grzyby po deszczu wyrastały kawiarnie serwujące spragnionym wrażeń Europejczykom używkę o egzotycznym smaku i aromacie. Zażarło. Zasmakowało. W XIX wieku już była jednym z bardziej dochodowych i opłacalnych towarów goszczących w ładowniach statków. I obecnie porównywalne jest to z handlem ropą.

Maszyny na ropę. Ludzie na kawę. Cały przemysł liczy sobie kilkadziesiąt milionów dużych i mniejszych producentów. Jak wszędzie bywa także brutalny. Niektóre źródła utrzymują, że kolebką kawy jest Etiopia, gdzie ponoć ziemia jest wprost stworzona do uprawy arabiki. Ludzie którzy najczęściej pracują przy jej uprawie za dzień swojej pracy nie byli by w stanie zapłacić za spienione latte w Starbucksie. Każdego dnia ponad milion rolników i robotników zapewniają poprzez swoją robotę blisko połowę dochodów z etiopskiego eksportu – tą połową są zyski ze sprzedaży kawy. Jak to zwykle bywa Imperium Kotleta i Parówy w taki sposób manipuluje cenami, by etiopski rolnik w najlepszym razie leciał na kosztach i nic ponad to.

Jak czasem sącząc przy fejsiku małą czarną wydaje nam się, że mamy problemy „egzystencjalne” to taki rolnik z pewnością opowiedziałby nam cóż to znaczy żyć w miejscu gdzie problem to permanentny brak tych banalnych dla nas spraw jak edukacja, opieka zdrowotna czy ubezpieczenie czy wreszcie głód. Przypomina mi się Jezus wypędzający kupców z świątyni – bowiem podstawowym problemem są handlarze – ludzie, którzy nic nie twarzą a zarabiają na pracy innych i w wypadku etiopskich rolników jak i kilkadziesiąt milionów robotników tej branży – to właśnie handlarze skupują i sprzedają tak że w rezultacie pierwotna kawa zmienia kilkadziesiąt razy właściciela zanim my jako konsumenci Legolandu otworzymy to próżniowe opakowanie by poczuć ten boski aromat palonej kawy. Z całej tej operacji nasz biedny rolnik może otrzyma pięć procent z tego co my oddajemy handlarzom w formie pośredników jak i całej podatkowej maszynerii w jakiej tkwimy. Czerpanie zysków z tworzenia ograniczeń. Od lat osiemdziesiątych zyski zostały podwojone a takie kolosy spożywcze jak Nestle, Kraft czy Sarah Lee osiągnęły niebotyczne zyski z worków kawy i kiedy poprzez szereg działań udaje im się obniżyć ceny drobnych producentów zysk jest gwarantowany bowiem poziom cen na zachodnich rynkach pozostaje bez zmian. Na największych giełdach Gastropolis jak ta w Londynie czy Nowym Jorku sprawy mają się jak najlepiej w kwestiach notowań tego ukochanego przez cywilizację 3D stymulantu. Rolnicy próbują sobie pomoc poprzez zakładanie spółdzielni czy kooperatyw, aby uniezależnić się od sektora bankowego, który w ich wypadku i jak wiemy w większości innych jest niczym więcej jak zwykła lichwą wykalibrowaną tak by procent pożyczki pod nawozy i pracowników przed zbiorami był wystarczająco korzystny dla bankowego big maka. Generalnie tego typu praktyki to jest praktycznie standard w Królestwie 3D gdzie jak wiemy Profit – jest magicznym zaklęciem i mantrą Kwadratowych Magów z spod berła Gastropolis.

Ktoś traci by ktoś mógł zyskać, a zysk ten jest wypadkową zachłannego „inteligentnego” łapczywego mózgu. Nie chodzi o organ, chodzi o metaforę. Generalnie uzależnienie jest najlepszym biznesem, podobnie jak choroba. Ciężar egzystencji w postaci naszych uwarunkowań i ułomności stanowi dochodową sferę przychodów dla tych, którzy w coraz bardziej cyniczny sposób dociskają śrubę. Próbujemy sobie pomóc, czy w jakiś sposób zaradzić poprzez koncepcję i praktykę „fair trade” czyli tak zwany sprawiedliwy handel. Na czym to polega? Polega to na tym, że powstają firmy handlowe, które w zamian za dobrą i względnie atrakcyjną cenę kupują od rolników ich towar – jednak wymagają by dbali oni o środowisko, nie zatrudniali dzieci, czynili ukłon i dawali wsparcie lokalnym społecznościom i przestrzegali praw człowieka. Ceną jest cena dla ostatecznych indywidualnych konsumentów, którzy świadomie decydują się zapłacić więcej mając jednak świadomość, że wspierają bardziej ewolucyjną formułę niż tzw: „korporacyjna”. W praktyce jednak różnie to bywa, czasem taki certyfikat jest tylko etykietą pod którą kryje się to samo, podobny schemat jest z tą reklamówkową ekologią w hipermarketach i zielono brązowe oprawy i identyfikacje wizualne zrobione tylko dla PR-u.

Mamy strony o sprawiedliwym handlu, powstaje wiele organizacji zaczynając o tych, które informują, a kończąc na tych w „terenie”, które wykonują realną pracę zmierzającą po pierwsze do poprawy losu pracowników w tzw „trzecim świecie”. Jest tak tendencja, której ludzie ulegają, że te wszystkie działania nic nie znaczą wobec tego korporacyjnego kolosa podpiętego pod każdy aspekt naszego życia, a takie aktywności to jakieś fanaberie ludzi wyhodowanych na dobrobycie zachodnich społeczeństw, których potęga została stworzona na kolonialnym układzie wpływów. Z jednej strony to prawda, jednak z drugiej w moim odczuciu chodzi o zachowanie w nas (ludzi zaangażowanych w bierną rolę konsumenta i wyborcy) dobrych ludzkich jakości. Istnieje część globalnej społeczności, która się zmienia i do tej zmiany dąży, bowiem w części nas następują szybkie zmiany paradygmatu uczestnictwa w procesie życia i w coraz większym stopniu stajemy się świadomi współzależności całego procesu życia, a z tego punktu widzenia fundamentalne jest dbanie o środowisko naturalne, które jest podstawą naszego przetrwania. W moim odczuciu obecna radykalizacja postaw zachowawczych i zorientowanych na „narodowo – religijne” fantazje w obliczu zmian środowiska i narastających problemów z klimatem i zaburzeniami całego życia biologicznego – to rodzaj niepoczytalności, znów zogniskowany jedynie na ego.  W 2007 roku dwa kraje – Szkocja i Walia rywalizowały ze sobą o tytuł pionierów jako kraje, których model biznesowy opierać miał się na sprawiedliwym handlu za sprawą stworzenia pod tym kontem przepisów prawa handlowego przyjaznego dla Fair Trade. Wracając do kawy to w Warszawie jest palarnia kawy Java Coffee Company, która ma certyfikat dla kawy z Etiopii gwarantujący przestrzeganie wszystkich wymogów sprawiedliwego handlu. Dobrze, żeby w biznesie poklask był widoczny nie tylko w tzw. „zaradności” i „skuteczności”, ale przede wszystkim w świadomości.

A jeżeli chodzi o właściwości to kawa doskonale przeczyszcza organizm. Ma naturę gorącą i ogrzewającą, działa także moczopędnie. Jest to substancja pobudzająca i wypłukuje minerały i wapń z organizmu – wysusza z powodu swojej gorącej natury i zawiera sporo kwasów co negatywnie wpływa między innymi na jelito cienkie. To stymulant wspierający pracę mózgu. Ma też szereg pozytywów: jest dobra na zatrucia alkoholowe i przedawkowanie narkotyków, a w medycynie naturalnej stosowano ją też jak lekarstwo na migreny, astmę, żółtaczkę. Jest bardzo dobra by zneutralizować ociężałość po tłustych i ciężkostrawnych pokarmach. Jest używana jako przeczyszczający środek w lewatywach oraz jako środek do zastosowań zewnętrznych na ukąszenia, obrzęki i siniaki.

Zapisz

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

CYWILIZACJA PANACEUM

watermarked12017-02-23-1639-1

Zachodni system dietetyczny jest uderzająco kolektywny, opracowany z poziomu ludzkich mas nastawiony na zbiorową abstrakcyjną formułę – wykresy, tabelki i ankiety – co z punktu widzenia tradycyjnych systemów dietetyki i wiedzy z zakresu żywienia jest bardzo mało precyzyjne. Sugerowanie się ogólnymi wytycznymi różnorakich organizacji, które w coraz większym stopniu zależne są od finansowania przemysłu spożywczego i jego aktualnych interesów oraz specyficzne w tym wypadku programowanie przy użyciu mass mediów – produkuje dość średnią informację z punktu widzenia indywidualnego człowieka i jego specyficznego organizmu.

Warto zastanowić się nad samą relacją w jakiej w tym systemie tkwimy. Naszą główną rolą jest bycie pacjentem, petentem, konsumentem, klientem – konsumujemy różnorakie produkty i wierzymy w przypisane im zapewnienia i otoczkę reklamy. Cywilizacja panaceum. Moloch zarządzania na poziomie globalnym operuje w skali populacji w uśrednianiu wyników i informacji opierając się na szybko dezaktualizujących się badaniach i pomiarach. Skutkiem tzw. wolnego rynku i całej współczesnej ekonomii jest dewastacja na poziomie jednostki jak i planety. Profit – złoty cielec współczesnej religii konsumpcji.

Żywienie stało się doskonałym przykładem, podobnie jak służba zdrowia. Kreowanie problemów – pozwala na produkowanie rozwiązań – panaceum. To jest serce tego globalnego biznesu. Służba zdrowia już dawno przestała być służbą, a zamiast tego stała się przemysłem zdrowia. Problemem jest skala, zakres – ilość ludzi, danych, zmiennych. Ilość wszystkiego. Pogrążeni w cybernetycznej otchłani, dryfujący bezwiednie co chwila uderzamy w kolejny kierunkowskaz, który okazuje się następnym nic nie znaczącym trendem, chwilowym impulsem pozbawionym kierunku. Kolorowa podrasowana na krzywych korelacji scenografia jest bez ustanku nakładana na prawdziwy duszny obraz. Ludzie, którzy starają się go odsłaniać nie mają łatwego życia. Tego rodzaju uczciwość jest najmniej opłacalnym deal – em w tej umownej rzeczywistości 3D. Tak naprawdę łatwo nas kupić i uczynić sprzedawcami iluzji, kuglarzami pocieszycielami z zapałem tworzących kolejne makiety i banery reklamowe. Kręgosłup świadomości można złamać odłożoną w czasie obietnicą i złudną sztucznie wygenerowaną uwagą stworzoną algorytmem social media.

Ludzka populacja zdewastowana trywialnymi trendami pakuje manatki i emigruje w sieć. Jest to sieć niebywałej iluzji, kiedy wspomagana całą maszynerią taniej rozrywki i gloryfikowania łatwo strawnych modeli osacza swoim głupkowatym nadmiarem nic nie znaczącej treści i zasysa niczym muł. Kultura dryfujących odpadków połączonych w grupy aktualnych „wydarzeń” skupiających uwagę i po raz kolejny pozwalających na chwilę złudnego odprężenia na oceanie absurdu w flaczejącej z chwili na chwilę kamizelce ratunkowej pompowanej pocieszną obrazkową papką wysraną z automatu pop kultury i politycznego bełkotu ery Trump Show. Szczytne hasła odbite rykoszetem od kwadratury tego świata trafiają nas jako naiwny i strywializowany bulshit. Sen gęstnieje w monitorach posyłany zimnym kablem z centrali cybernetycznego królestwa. Ssaki ssią. Ssaki śpią. Ssaki są otumanione pokarmem panaceum. Przytomność jest ceną przetrwania Mądrości. Bycie sobą i podążanie za własnym głosem tej mądrości, która jest wynikiem naszych własnych doświadczeń. W lustrze „rzeczywistości” odbija się Legoland wykrzywiając każdą formę w aspekcie pożądania. Striptiz trwa i w stronę rozbawionej widowni lecą coraz bardziej przestarzałe fatałaszki obyczajów i dobrodusznych zachowań – zamiast tego dostajemy plaski bicia żywego mięsa, uciechy ekshibicjonistów. Karuzela zatacza coraz szybszy obieg, tempo zmian kulturowych przyspiesza, a kolejni z nas tracą równowagę i poczucie jakiegokolwiek sensu. Pozostaje nadzieja na odbicie się od dna, taniec z gwiazdami na ostrzu.

watermarked22017-02-23-1639-1

Cywilizacja Panaceum – to medialny zastrzyk przeciwbólowy wstrzykiwany ostrą igłą nowych mediów, bardziej subtelną i delikatną i nie tak gruboskórną jak przestarzałe propagandowe zakusy kwadratowych telewizorów i głów programowych złotej ery telewizji i zimnowojennego podziału na Wschód i Zachód. Królestwo smartphone jest zdecydowanie bardziej przebiegłe, ponieważ bazuje na pożądaniu i głupocie, a nie na strachu, jak było wcześniej. To otwiera teoretycznie nieograniczony potencjał eksploatacji w formie, bowiem treść stała się niepotrzebnym balastem. Pustka jest formą jak mawiają. Nie pustka w sensie metafizycznym czy mistycznym, a pustka braku treści – wydmuszka polukrowana w tłusty giełdowy czwartek. Dla ludzi wiernych sobie odpornych na zauroczenie „wesołym miasteczkiem” pozostaje rola autsajdera – powolne i konsekwentne oddalanie od „jądra ciemności” w stronę światła świadomości za wysoką cenę wykluczenia w tej imprezie. Łatwość, przystępność i wygoda na karuzeli do popicia napoje gazowane i łódka z sosem tysiąca wysp archipelagu połykania i trawienia. Siła odśrodkowa staje się tak ogromna, że odpala stan hipnozy i zauroczenia zmieniającymi się bez przerwy obrazkami dekoracji.

Jaka jest alternatywa? Nie ma. To kolejna iluzja wyboru, rodzaj przekierowania na ubrany w inny strój ten sam mechanizm. Alternatywne media, alternatywna medycyna, sztuka, religia – cokolwiek, to produkt w akcie sprzedaży opierający się na potrzebach kolejnej nadziei. Ta podstawowa i fundamentalna dychotomia utrzymuje całe to wahadło w ciągłym ruchu. To tylko jeden z wielu wieczystych podziałów, który generuje stan zogniskowania świadomości na zewnątrz w poszukiwaniu tzw. szczęścia. Szczęściem może być zamaskowana pycha, autoerotyczny i autokratyczny element domniemania o swojej wyjątkowej roli – ukrywany tak by nie mógł być zdemaskowany. Można wyjść z tym na światło dzienne w roli cocha lub trenera, bowiem mało jest tych ludzi, którzy naprawdę chcą pomóc – to punkt pierwszy, a drugi – to fakt, że mało kto potrafi to zrobić, dlatego szybko okazuje się, że po wyczerpaniu energii podniecenia nowym „rozwiązaniem” znów wracamy do punktu wyjścia. To jest problem samej natury egzystencji w obecnej formie, a każda inna jest jedynie wyobrażeniem, spekulacją umysłu. Nadzieja to niewiedza, to oczekiwanie, to obraz z rzutnika świadomości na ścianę przyszłości wykalibrowany ostrością życzeń.

Na tym zarabia się najlepiej. Ponieważ czas potrzebny na gloryfikację i eksplorację tej nowej odkrytej „drogi”. „prawdy”, „sposobu” gwarantuje konkretny okres „zabawy w nowe” które nieubłaganie zacznie znów odkrywać swoje stare źródło – rozczarowanie. Chodzi tylko o to by rozczarowanie nie trwało zbyt długo i zostało zagłuszone nową iluzją. Rozczarowanie to moment nagości. Punkt, który odsłania sam mechanizm. Dlatego każde tzw. „negatywne” ma w sobie coś świętego tak naprawdę poprzez sam prosty fakt wypierania, unikania czy ignorowania, a zintegrowanie tej energii jest Mądrością. Cień wskazuje na kierunek i intensywność światła. Mały cień – mało światła.

Wracając do dietetyki do nauki o żywieniu. Z jednej strony mamy konglomerat nauki o człowieku – jako mięsie rzuconym w bezsensowna otchłań Przypadku. Chemia. Fizyka. Biologia. Matematyka. Zachowaj balans pierwiastków, użyj suplementów i skoryguj niedobory. Alternatywa wydaje się bardziej złożona – to nauka wpływów. Planety, uwarunkowania, energie, żywioły. Jednak czego byś nie zrobił nie odwrócisz kierunku koła, nie zmienisz natury egzystencji. Nie unikniesz rozpadu kolejnych iluzji i marzeń. Jakbyś się nie odżywiał nie unikniesz rozpadu ciała. To jest Mądrość Cienia. Powstaje dystans i przestrzeń. W ten sam sposób witasz dobre i złe.

Jest teoria różnorakich mistrzów i jest praktyka naszego własnego życia. Doświadczenie jest najwyższą nauką. Prawdziwą ziemią dotkniętą palcami.

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

MISKA RYŻU

dsc_9832-001

Stawiamy na prostotę, dostępność i przede wszystkim na to by jedzenie nam służyło, było smaczne. Ryż spełnia wszystkie te kryteria. Jaśminowy ryż jest zdrowy i ładnie pachnie 😉 Takie ciepłe śniadanie można strzelić sobie o poranku – lepsze to niż kanapki etc. Ciepłe śniadanie bardzo dobrze rozgrzewa i dodaje energii.

A z przyprawami to już łał! I dla przykładu cynamon. Najczęściej najlepszy cynamon sprowadza się z Chin, Indonezji i Sri Lanki, mądre głowy uważają, że najlepsze odmiany i najbardziej szlachetne występują na Sri Lance podczas gdy inni producenci uzyskują go z liści, młodych gałązek i niedojrzałych owoców – co zwane jest „Kasja”. Najlepszy cynamon to suszona kora z „Cejlońskich cynamonowców”, a taki szlachetny cynamon można kupić w aptece – proces jego uzyskania określony jest odpowiednimi przepisami i podlega kontroli jakości. Obecnie największymi producentami tej przyprawy na świecie są Chiny, gdzie łącznie w roku produkuje się aż 47 tysięcy ton, drugim co do wielkości jest Indonezja (blisko 50 tysięcy ton) i Sri Lanka, która To co nadaje mu ten specyficzny smak i aromat to olejek cynamonowy. Jeszcze w czasach egipskich faraonów ich ciała mumifikowano używając właśnie cynamonu, pisał o nim starożytny reporter ulubieniec Kapuścińskiego Herodot, a w biblijnej „Księdze Wyjścia” jest receptura na „święty olejek”, którego jednym z głównych składników jest jakby inaczej – cynamon. Cynamon jest dobry na pobudzenie apetytu oraz jest polecany przy stanach wilgoci w organizmie.

zrzut-ekranu-2017-02-16-o-11-28-30

Magiczne owoce Goji – pierwsze informacje o tych „jagodach” pojawiły się w starożytnych Chinach ponad dwa tysiąclecia temu. Zostały opisane prze medyka, który dzięki im jak utrzymywał dożył dwóch setek. Nasz kontynent europejski dowiedział się o ich istnieniu dopiero po dziewiętnastu stuleciach. To inaczej owoc krzewu kolcowoju pospolitego, lub szkarłatnego i w systemie tradycyjnej medycyny chińskiej jest top of the top pod względem właściwości zdrowotnych i leczniczych. Właściwości terapeutyczne tej magicznej jagody – to wzmacnianie mięśni i kości, poprawianie wzroku, pozytywne działanie na serce i wątrobę nerek i płuc – często stosuje się Goji jak lekarstwo na choroby tych narządów. Rośnie w Mongolii, Tybecie i rzecz oczywista w Chinach. Co ciekawe podczas zbiorów nie wolno ich dotykać rękoma, bo czernieją w wyniku utleniania, proces zbierania polega na strząsaniu ich na specjalne maty. Malutkie ziarenko Goji, to prawdziwy cud natury ma w sobie tyle dobra, że trudno uwierzyć biorąc pod uwagę rozmiar. To moc witaminy C, której jest kilkadziesiąt razy więcej niż w pomarańczy i ogrom białka.

dsc_9830-001

Jeszcze witaminy B1, B2, B6 oraz witamina E, która określana jest mianem witaminy płodności i młodości i odpowiada za ochronę czerwonych krwinek i wspiera układ nerwowy i jak utrzymują amerykańscy naukowcy pomaga na choroby wątroby , minerały i aminokwasy i ma więcej żelaza niż ten słynny szpinak 😉 Stosowano je do redukcji wysokiego stężenia krwi i leczono za ich pomocą cukrzycę, ponadto te magiczne jagody stymulują produkcję kolagenu i są wskazane podczas stanów dużej wilgoci i jej objawów w postaci intensywnych bólów brzucha, mdłościami, wymiotami i biegunką. Jest dobry na reumatyzm, przeziębienie i objawy grypy. Jego natura termiczna jest ciepła lub gorąca, dlatego jest bardzo rozgrzewającą przyprawą i jego działanie wpływa na żołądek, śledzionę, wątrobę i nerki, ma energię (kierunek) wznoszący i wspiera wydzielanie soków trawiennych i pomaga na wzdęcia. Na perypetie i problemy oprócz chińskich mędrców polecał go sam Hipokrates.

ZOBACZ TAKŻE:

zrzut-ekranu-2017-02-17-o-13-51-17zrzut-ekranu-2017-02-17-o-13-49-24

zrzut-ekranu-2017-02-16-o-11-30-41

Curry – mieszanka przypraw głównie kojarzy się z kolorowym i przebogatym światem Indii. Najczęściej do mieszanki curry stosuje się kurkumę, kolendrę, imbir, cynamon, kolendrę i chili – jednak możliwości są setki. W Indiach raczej nie nie gotowych mieszanek jakie możemy kupić w Europie, hindusi sami tworzą swoje mieszanki, a ten specyficzny zapach mieszanek tworzonych na europejski rynek wynika stąd, że najczęściej jest w nich sporo nasion kozieradki. Główne składniki curry poprawiają trawienie i witalność oraz są dobre w walce z bakteriami, pomaga na infekcje i wzdęcia – dlatego jest idealne do ciężkich i tłustych potraw i takich, które powodują wzdęcia.

zrzut-ekranu-2017-02-17-o-13-50-26zrzut-ekranu-2017-02-17-o-13-48-52

zrzut-ekranu-2017-02-16-o-11-30-54

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

WARSZTAT WEGEKUCHNI 4-5 MARCA

zrzut-ekranu-2017-02-9-o-15-22-28
Serdecznie zapraszamy na warsztaty kuchni wegańskiej, na których będziemy uczyć gotowania i podstaw wiedzy dietetyki tradycyjnej medycyny chińskiej – systemu, który jest niezwykle skuteczny i praktyczny. Nasze doświadczenie w gastronomii i poczucie humoru to dobra podstawa gwarantująca zabawę i naukę. Jeżeli lubisz gotować i odkrywać nowe smaki i umiejętności – przyjdź koniecznie. Jeżeli nie lubisz gotować – tym bardziej – postaramy się odkryć przed tobą bogaty i bardzo ważny dla zdrowia element życia. Odżywianie to podstawa dla naszego ciała i umysłu oraz w przypadku diety roślinnej ważny wkład w ochronę środowiska i los zwierząt.

facebook_smileys-568x329

WBIJAJ NA FEJSA: https://www.facebook.com/events/757667721054132/

CO BĘDZIEMY ROBIĆ?

Opowiemy trochę o naszym podejściu do kuchni i roli jaką pełni we współczesnym świecie. Pogadamy trochę o podstawach pięciu przemian i z czym to się je 😉 Skupimy się na aspektach wiosennej diety.

Omówimy także podstawy pięciu smaków w powiązaniu z systemami narządów wewnętrznych.

Będzie garść informacji o zasadach zdrowego odżywiania i właściwościach pokarmu. Później weźmiemy się za robotę – za jak to mówią konkret, czyli zdrowa kuchnia w praktyce.

 

ATRAKCJE DODATKOWE!!!!!

KONCERT RELAKSACYJNY – PODRÓŻ MUZYCZNA
ZAPRASZAJĄ:

WYDARZENIE FB: https://www.facebook.com/events/268225996923753/

Agnieszką Sypek Piniak
http://agnieszkasypek.pl/

Bartosz Żuchowski
https://www.facebook.com/Bartosz-Żuchowski-919948098076192/

SZAŁAS POTÓW prowadzi Agnieszka Sypek – Piniak
WYDARZENIE FB: https://www.facebook.com/events/102453403610020/

!!! Dla uczestników warsztatu udział w Szałasie Potów gratis

zrzut-ekranu-2017-02-9-o-17-14-40


zrzut-ekranu-2017-02-9-o-21-21-44

https://wegekuchnia.com/

—————————-

KOSZT: 300 PLN (WYŻYWIENIE, NOCLEG, PRODUKTY DO GOTOWANIA)

WARSZTATY ODBĘDĄ SIĘ W PIĘKNYM DUŻYM DOMU Z OGRODEM: https://goo.gl/maps/21DmyYUHhmK2

ZAPISY NA: mail: wegekuchnia@hotmail.com, tel: 531 300 438
ILOŚĆ MIEJSC ORGANICZONA

Zapisz

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

AUTENTYCZNOŚĆ A AUTOMATYCZNOŚĆ

IMG_6421

Pierwszym fundamentalnym aspektem jest uczciwość wobec – nas samych. W stosunku do siebie. W tej kwadratowej rzeczywistości 3D to jest ogromne wyzwanie. Dlatego w mojej narracji w „Kuchennych Ewolucjach” zwracam uwagę na „życie od kuchni” – czyli nasz prawdziwy niezafałszowany i w dobrym tego słowa znaczeniu surowy i nieprzetworzony wymiar. W tych czasach „wielkiego piksela”, który stał się naszym naturalnym środowiskiem egzystowania – naszą klatką z widokami – jak nigdy dotąd udawanie czegoś lub kogoś stało się normą.

Nasza wirtualna jaźń zadomowiła się w nowym środowisku „prezencji i prezentacji” i nawołuje do uwagi. Tak robię to samo – jednak moje motywacje są zupełnie inne. Temat, który zajmuje mnie od dłuższego czasu – to zagadnienie w jaki sposób mówić o rzeczach ważnych w świecie zdominowanym przez trywialne popędy autostymulacji w imię bezużytecznej rozrywki zapełniania czarnej dziury trywialnego społeczeństwa pogrążonego w zabawie, która źle się skończy.

Fakty są twarde. Brutalne. Koniecznością staje się wzrost świadomości i odpowiedzialności za nasz wspólny dom jakim jest ta planeta i za los istot podobnym nam jak i tym słabszym skazanym na naszą łaskę jak zwierzęta, których życie najczęściej jest jedynie bezcelowym cierpieniem. Propagowanie tej świadomości uważam za prawdziwą pracę „od kuchni” ukrytą za zaspokajaniem naszych mózgów spragnionych nowych smaków, rozrywek i urojeń. W zasadzie media. które powinny nam mówić o wielu ważnych sprawach i przekazywać prawdziwy obraz – stały się więźniami wpływów, które utrzymują je przy życiu. Innymi słowy stały się zależne od tych zjawisk, ludzi i sfer wpływów jakie za wszelką cenę chcą nas utrzymywać w tych urojeniach. Jest to analogia naszego życia – stajemy się niewolnikami warunków, które nas trzymają na jałowym biegu ciągłego dreptania w miejscu. To smutne i powszechne. To prawdziwa przyczyna wojen, przemocy i niesprawiedliwości – ludzie, którzy stracili kontakt ze swoją mocą , prawdą i pasją, lub nie mieli odwagi czy szansy odkryć tych właściwości. Człowiek. Pasja. Ewolucja. Prosty schemat. Podstawa to My tacy jacy Jesteśmy. Moc – to nasza Pasja – jako Energia. A Ewolucja – to sposób Egzystencji – Przejawienia. Ewolucja – to mądrość i troska, miłość i wiedza. To czysty ludzki wymiar egzystencji.

Aktywny politycznie elektorat jest z analogowej ery polityków i mediów pod postacią „autorytetów – tych, co wiedzą” – a dla pokolenia Łącza – oczywistym jest, że mało kto wie – poza rolą, którą odgrywa – że wie. Dlatego patrzą na rzeczywistość jak na spektakl. Jak na autopromocję, autoreklamę – pokolenie podpięcia jest pokoleniem separacji – opuszczenia stada w pojęciu grup etnicznych, religijnych, narodowych, kulturowych. Jest to nowa utopia. Utopia nieskończonych możliwości podawanych przez Kabel – Babel.

To co zawsze miało największe znaczenie, poza zmiennymi kultury, religii, filozofii i polityki – to samo jądro. Podmiot zdarzeń. Każde warunkowanie następuje jako proces wtórny, zewnętrzny, narzucony. Jednak tutaj konieczne jest odwrócenie „Klątwy” – zaklęcia, które skazuje nas na uwagę skierowaną na zewnątrz, na przedmiot zamiast sam podmiot – jako źródło. Cały proces kulturowego warunkowania jest skonfigurowany w taki sposób, abyśmy do końca życia – żyli przedmiotem – światem zewnętrznym i bez końca reagowali na niego. Bez końca. Stworzenie pojęcia „Boga” jako siły zewnętrznej represywno – reakcyjnej, która ma z uwagą oceniać nasze przejawienie i „z góry” wyznaczać koleiny naszego egzystencjalnego toru – to podstawowy wzór algorytmu „utknięcia” – biegu jałowego. Dla „zarządzania skolektywizowaną” masą jest to bardzo wygodna opcja jak automatyczna skrzynia biegów. Aby proces automatyzacji mógł odwrócić bieg – musi być jakiś wyłom, wstrząs, który pozwoli na pewnego rodzaju wybicie z odgrywanej roli. Żyjemy w czasach kiedy każdego dnia wita nas wstrząs za wstrząsem i to jest dobre, ponieważ nas budzi ze snu przyzwyczajeń – powracamy do konfrontacji z życiem – do rozwoju. Nasza automatyzacja ma bardzo negatywną stronę, a mianowicie usypia naszą empatię, wrażliwość na stan świata i ludzi wokół nas. Dlatego uśpione społeczeństwo w coraz większym stopniu tworzy przyzwolenie na postępującą głupotę i idiotyczną rozrywkę pozbawioną jakiejkolwiek głębszej refleksji, co odcina możliwości ujrzenia mechanizmów a nie jedynie zdarzeń, które tworzą.

Za czym idzie stado tzw „współczesnych twórców” doby internetu – to stado idzie za masą, biegnie za schlebianiem i zaspokajaniem tej masy karmą – mielonką. Karma mielonka to nic dla nikogo dla czegoś. To coś to mamona przyszłości – like – uwaga. Dlatego polityka przyszłości będzie polityką – big data – skrawaniem informacją podług potrzeb.

Głód – zaspokajany cyfrowo, wciąż jest głodem. Bar mleczny internet 2.0.

Nowy schabowy.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

O SZEROWANIU ENERGII

TAKI REBUS: CZY TO ZWIĄZEK ZAWODOWY KURCZAKÓW HODOWLANYCH?

watermarked32017-01-30-1826

Zacznijmy od Energii. W systemach, które postrzegają rzeczywistość w bardziej zintegrowany sposób – energia pełni rolę fundamentalną. Jest podstawą samego życia jak i procesów, które nim zarządzają. Pory roku można postrzegać zatem pod kątem zasobów energetycznych, dlatego zima jest okresem kiedy energia powinna zostać wcześniej zmagazynowana, a gospodarowanie jej zasobami musi być rozsądne i oszczędne. W systemie narządów ten okres jest szczególnie związany z nerkami i pęcherzem moczowym. Nerki to „magazyn” naszej wrodzonej energii – potencjału zdrowia i żywotności jaki dostajemy w spadku od naszej linii rodzinnej / genetycznej. W pewnym sensie jest to bardzo konkretny potencjał jaki determinuje konstytucję naszego ciała. Kluczową kwestią jest tutaj rola energii życiowej – qi.

W zachodnich systemach medycznych nie istnieje takie pojęcie jak – uniwersalna życiodajna siła, która jest głównym czynnikiem sprawczym umożliwiającym życie, ruch i rozwój. Przyzwyczajeni jesteśmy bardziej do postrzegania opartego na przeświadczeniu, że organizmy są niezależnymi odseparowanymi bytami generującymi energię poprzez pracę samych narządów i wewnętrznych procesów na czysto biologiczno – chemicznym poziomie. Energia manifestuje się także jako światło. Zima charakteryzuje się najkrótszym dniem, a tym samym dostępnością naturalnego światła. Światło w sposób naturalny determinuje procesy biologicznego wzrostu wszelkich organizmów na ziemi. Bez słońca życie staje się niemożliwe. Nasza wrodzona konstytucja energetyczna w dużym stopniu decyduje o naszym zdrowiu – określa jego możliwości i ograniczenia, podatność i odporność na choroby.

Charakterystyczny dla chińskiego systemu tradycyjnej medycyny chińskiej jest również sam podstawowy schemat Yang i Yin jako symboliczne Światło i Cień – gdzie jedno nie istnieje bez drugiego, są to dopełniające się zasady współzależności i komplementarności. Nie jest to zachodnia koncepcja dualizmu – światło i ciemność, czy dobro i zło. Zatem podstawowe źródło energii nazwane jest Qi, a energia ta przejawia się jako Yin i Yang – polaryzacja źródła w dwóch równoważnych aspektach. Kluczem do zdrowia umysłu i ciała jest balans – równowaga.

Zatem okres zimowy ma naturę Yin, kiedy energia ma bardziej wewnętrzny skoncentrowany charakter. Od wieków jesienią gromadzono zapasy, by przetrwać trudną i srogą zimę w miejscach o zróżnicowanym klimacie. Samo zimno ma naturę yin i dzielimy je na wewnętrzne i zewnętrzne. Jako czynnik patogenny pochodzący z zewnątrz powoduje stagnację energii i samej krwi a symptomami są bóle, które wzmacniają się na skutek zimna. A nasze wewnętrzne zimno na skutek oziębiającej diety dodatkowo osłabia wydajność i żywotność narządów wewnętrznych. Nikt zimna nie lubi i jego nadmiar powoduje brak żywotności i sił witalnych. Możemy to poznać i odczuć w bólach i zapaleniach związanych ze stawami, „rewolucjach” żołądkowo – jelitowych, bólu brzucha, który po ogrzaniu słabnie.

Dopiero w zasadzie teraz nasza zachodnia medycyna, odkrywa wartość energii i tzw. kanałów energetycznych lub meridianów o czym od tysiącleci już z poziomu praktycznego korzystali specjaliści tradycyjnej medycyny chińskiej i wielu innych systemów. Wielowymiarowość tych naturalnych systemów leczenia jest dziedzictwem ludzkości, podobnie jak zachodnia medycyna, która ma niebagatelną rolę i wartość wbrew temu co uważa wielu wielbicieli tylko i wyłącznie tzw: „alternatywy” cokolwiek to znaczy pomimo swoich patologii i nadużyć ratuje ludzkie zdrowie i życie. Jestem zdecydowanie przeciwny demonizowaniu zarówno tej tradycyjnej medycyny jak i akademickiej – traktowanie czegokolwiek w czarno białych skalach jedynie dobrych lub złych – jest domeną spiskowego umysłu i nic dobrego z tego nie wynika. Lekarze są tacy i tacy. Firmy farmaceutyczne są również różne i zakładanie złej woli i domniemywanie zabójczych szczepionkowych planów zagłady – jest dobre na YT, a nie w życiu.

Mam wrażenie, że z nadmiaru pikselowych impulsów szwankuje nam zdrowy rozsądek. Warto brać poprawkę na wszelkie internetowe rewelacje, a szczególnie te „objawienia” jak to po raz kolejny wyleczy nam raka imbir, cytryna albo kurkuma. Impulsywne, kompulsywne i emocjonalne „szerowanie” kolejnych planów zagłady i spisków psuje nam naszą własną dość istotną energię, którą zużywamy na wkręcanie się w ten kołowrotek fake newsów.

Sami odpowiadamy za stan naszego umysłu i ciała i sami musimy o to zadbać. Dlatego dobrym rozwiązaniem jest normalna i rezolutna dieta oraz medytacja, która pozwala nam zdystansować się do tańca urojeń jaki nam funduje – taniec z myślami. Jest taki rodzaj energii, który nazwałbym energią uważności i troski. Warto o nią dbać i rozwijać, bo to przytomność, dystans, zdrowy rozsądek i współodczuwanie – dbałość o własny stan. Dodałbym jeszcze humor – jako ewidentną oznakę zdrowia. Życzymy go Jarkowi, Donaldowi i innym politykom co mają parcie na sarkofagi i mury – nie dać się zwariować – taki ambitny plan na nowy rok.

Zapisz

Zwykły wpis