PIRACKIE OPOWIEŚCI

O PROFITACH

Nazywam to Gastropolis. To wielki system trawienny, organizm wzajemnego pożerania. Podstawą jest Głód. Łaknienie. Wszystko wydaje się sprofilowane pod kątem Strawienia. Ogromne globalne Przedsiębiorstwo Handlowo – Usługowe. Rodzimy się Konsumentami. W tej wersji „rzeczywistości” wraz z odcięciem pępowiny automatycznie następuje podpięcie.

Od szczenięcych lat rozpoczynamy konfigurację Wewnętrznego Systemu Operacyjnego by nadążać za Aktualizacjami postaw i trendów. Sam system edukacji – sam w sobie tworzy ściany tego kwadratu. Klatkę. Te klatki to stoiska sprzedaży w Markecie Mózgu. To jest podstawa. Punkt mojego wyjścia. Gastronomia stała się kolejną bombką na ściętej choince ustawionej w salonie zabaw, uciech i psot. Usługą, która ma nas zadowalać pełną trendów i nowinek opisywanych w kolorowych pismach i programach w telewizji i internecie. Ugładzoną i sprofilowaną pod wyniki sprzedaży malowaną lalką albo pociesznym Kucharzykiem z kreskówki albo stokowych zdjęć. Największa uwaga w tej coraz bardziej wirtualnej rzeczywistości 3D jest skierowana na Opakowanie. Tu się najlepiej zarabia i to stało się towarem obrotu jak giełdowe akcje. Dla osoby, która pracowała w Gastronomii w jej realnym rozpakowanym wnętrzu – ten lansowany wizerunek jest jak żart. Dla osoby, która wybudziła się z tego cywilizacyjnego transu i tej technokratycznej imprezy w kasku VR-u – ten żart stał się po prostu kpiną.

W autentycznym funkcjonowaniu w tym świecie jest pewna fundamentalna sprzeczność. Tak jak w każdej twórczości, która w swojej deklaracyjnej formule zapewnia o wolności. Jednak wolność to mit. Zatem – wszystko jest sprzedażą. Uzależnieniem od reakcji zwrotnej, która już determinuje kolejny ruch. Chodzi o to, by ta sprzedaż była uczciwa, a produkt nie szkodził na poziomie indywidualnym i kolektywnym. To można zrobić i należy zrobić i to dla mnie stanowi autentyczną alternatywę dla Świata Folderu. W moim odczuciu to zrozumienie staje się viralem świadomości. Ten viral będzie podstawą nowego biznesu – punktem wyjścia.

Kolejnym elementem tego biznesu będzie zaangażowanie w rozwój ludzkiej świadomości. Wiedza o współzależności i o realnej sytuacji w jakiej jesteśmy jako cywilizacja i istoty ludzkie. Podjęcie wyzwania jakim jest konfrontacja z konsekwencjami funkcjonowania w Kulturze Monety. I tutaj pojawia się wspomniana wcześniej bolesna sprzeczność. To jest trudne połączenie, bowiem standardy marketingowe zakładają przyjemny i lekkostrawny komunikat, bo to wzmacnia dobre samopoczucie i zachęca do zakupów. Jednak jak sprzedać wiedzę o realnej sytuacji tej planety, kiedy właśnie cały przemysł konsumpcyjny, medialny i działania polityczne mają znamiona populizmu i ich zadaniem jest ucieczka przed faktami. Ciężko zdjąć VR – y kask kiedy wyświetlają bajkę o spełnieniu, bogactwie i spektakularnej karierze i to w 3D.

Wracając do gastronomii to ewidentnie takim profilem, który już zawiera element wiedzy o naszej sytuacji i próba realnego działania jest kuchnia bezmięsna. Nie piszę tutaj o modach, stylach życia czy nadaniu swojej egotycznej postawie makijażu współczucia dla lepszego odbioru. Tworzenie jakiś urojonych podziałów na złych okrutnych mięsożerców i dobrych uduchowionych vegan mija się z celem i bardzo szkodzi – zrozumieniu roli takiej decyzji o zmianie diety czy jej modyfikacji, która często wcale nie jest łatwa. Taki proces warto wspierać dzięki wiedzy pozbywając się jednocześnie niepotrzebnej ideologicznej otoczki. Jednak przede wszystkim pozbywając się agresji wobec ludzi, których zazwyczaj oceniamy własną miarą. Ciągła krytyka i ciągłe zapewnianie o swojej racji jest stratą czasu.

Podobnie jak ciągłe spory o zmiany klimatyczne. Zmiany widać gołym okiem i tracenie czasu na uzasadnienia tego faktu wobec sceptyków nie ma sensu. Sens ma działanie tu i teraz przy użyciu tego co potrafimy i co mamy. Jestem zwolennikiem odczarowywania medialno – marketingowych zaklęć – co jak wiadomo nie jest najlepszą strategią biznesową. Jednak zysk powstający z takiego działania jest poza skalą ogólnie przyjętych standardów profitowych. Jest nim poziom szczęścia wynikający z życia w zgodzie z samym sobą. Jest nim radość z tego co się robi, jak się robi i z jakim skutkiem.

 

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ZŁA LUFA

watermarked22016-12-04-1131

Widzę tutaj pewien problem natury ewolucyjnej. Otóż dla jednych z nas jest to absolutnie antyludzkie, sprzeczne z naszą wrażliwością, a zdjęcia zadowolonych z siebie istot ludzkich pozujących na tle ukatrupionych zwierząt przekraczają wszelkie normy moralne. Przyzwolenie na zabijanie zwierząt w tak okrutny sposób przy jednoczesnym tworzeniu całej struktury biurokratyczno – prawnej, która to określa i reguluje jest dla wrażliwego człowieka objawem poważnej choroby.

Jak to się stało, że mały Janek pokochał lufy? Umiłował ten zapach siarki i prochu? Tą krew ściekającą po rączkach. Czy to było przed egzaminem dojrzałości, czy już po – kiedy ujrzał spoconych mężczyzn wychodzących z lasu z zarzuconymi na plecy zwłokami. Później była wódka i śpiewy – dymanie i dmuchanie w róg jeleni. Och ci zdobywcy, ci łowcy. Czyszczący wyciorem szpary. Kupujący na allegro nowy zielony polar obszyty sztruksem. Cyngle i niewypały. Jan strzelał pewnie. Ustrzelił teczkę, co im dają podczas wejścia do Resortu – Kurortu. Tam to jest dopiero polowanie na jeleni, znaczenie terenów połowów. Dzisiaj drobni przedsiębiorcy, jutro samotne matki i emeryci. Najważniejsze to dobrze umocować wnyki i dokarmiać. Dobrze położone wieżyczki strzelnicze – też rzecz niezmiernie istotna. Jeb w łeb! Jak już podejdzie pełne zaufania i przyzwyczajone. Cóż za parabola: podpaść i ustrzelić – a wszystko pod krzyżem i rogami. Zbrodnie trzeba cywilizować, oswajać, jednak przede wszystkim nowelizować.

Zawsze jestem pełen uznania dla naszych pociesznych dwuznacznych standardów. Nie zabijaj – dla przykładu. Dotyczy i jednocześnie nie dotyczy. Jednak wróćmy do Janka. Jak się czuł kiedy pierwszy raz własnoręcznie zamordował istotę słabszą, pozbawioną świadomości swojej prawdziwej sytuacji i braku możliwości wyboru i obrony. Czy strzelał do kaczki, dzika, jelenia – może wilka. Trafił od razu, czy zwierzę poranione uciekało w przerażeniu. Może był z własnym ojcem, który cierpliwie uczył go jak skutecznie zabijać. Później długo w nocy nie mógł spać, czując zapach sierści i słysząc huk wystrzału.

Może miał koszmary, w których był tropiony i ścigany. Zatem – karmimy żeby się rozmnażały, żeby żyły i było ich za dużo. Wtedy…Wtedy można już pójść w ten las po kilku setkach, puścić psy, poczuć tą adrenalinę, tego kopa. Jesteśmy jak ludzie prawdziwi z krwi i kości – zabijamy! Niektórzy nazywają to hobby. Na serio. Takie zainteresowanie. Jedni lubią grać w x – box inni latają szybowcami – a my interesujemy się zabijaniem. Co prawda to nie są czasy bezlitosnej walki o przetrwanie, jednak jest z tym związana jakaś otoczka „wojownika” i „zdobywcy”.

Ksiądz, myśliwy na ambonie. Jest tu jakaś pokrętna analogia. Z góry łatwiej trafić. Pokutuje też określenie, że myślistwo to sport. Sport. Jak biegi na przełaj, albo pływanie kajakiem. Ten sport przez stulecia – odkąd funkcjonował już „cywilizowany” świat siedlisk i upraw – był elitarny. Był domeną uprzywilejowanych ludzi z warstw wyższych będąc zarazem oznaką pozycji społecznej i prestiżu Szczególnie interesujący w tym kontekście są ludzie pełniący posługę duchową (wzory moralności) będący jednocześnie myśliwymi. Można przyjąć, że „prawo myśliwskie” powstało właśnie dla tych uprzywilejowanych grup społecznych ponieważ dziwnym trafem zawsze od wieków zabijanie i rządzenie szło w parze.

Władcy mieli przywileje łowieckie określane mianem „venatio magna” – „łowy wielkie” co dawało im prawo do zabijanie „grubego zwierza” – tura, żubra, niedźwiedzia, jelenia i dzika. Natomiast biedota mogła ukatrupić ptaki, lisy, sarny i zające. Zatem największe „prawa zabijania” przypadały właścicielom największych areałów i tutaj należy upatrywać źródeł dotyczących obowiązków względem zagadnień gospodarowania zwierzyną. Teraz takim największym właścicielem ziem jest rzecz jasna Skarb Państwa. Jeszcze w 1529 roku zabicie zwierzyny na cudzej ziemi kończyło się wyrokiem śmierci w razie pojmania. Obecnie zwierzyna łowna jest własnością państwa. Nabycie własności ziemi i żyjących na niej istot ludzkich – jest dla mnie kwestią fundamentalną. To w pewnym sensie jest przyczyną gatunkowej choroby „wściekłych ludzi” – ich chorobliwa obsesja własności, którą niejako chcą zagłuszyć fakt własnej nietrwałości. Ze stulecia na stulecie obsesja własności nabierała rozpędu – osiągając swoją haniebną „świetność” w okresie kolonialnym – co stworzyło cały układ geopolityczny współczesności. W dobie epoki informacyjnej ta obsesja stworzyła nowy syndrom chorobowy w postaci „własności intelektualnej” i wszelkich praw patentowych – co teraz w dużym stopniu określa zamożność jej posiadaczy. To jest Elita 3D.

Wracając do tematu polowań – widzę tutaj pewien problem natury ewolucyjnej. Otóż dla jednych z nas jest to absolutnie antyludzkie, sprzeczne z naszą wrażliwością, a zdjęcia zadowolonych z siebie istot ludzkich pozujących na tle ukatrupionych zwierząt przekraczają wszelkie normy moralne. Przyzwolenie na zabijanie zwierząt w tak okrutny sposób przy jednoczesnym tworzeniu całej struktury biurokratyczno – prawnej, która to określa i reguluje jest dla wrażliwego człowieka objawem poważnej choroby. Wierzę, że część społeczności ludzkiej naprawdę przechodzi intensywny proces ewolucji dojrzewając do odpowiedzialności za los tej planety i zamieszkujących ją istot. Ich ewolucja jest wsparciem dla tych, którzy wciąż są niejako zamroczeni „kwadratową pryzmą” tych okrutnych i nieludzkich praktyk i standardów. Kolejna legislacyjna odsłona tego dramatu w obecnym głosowaniu „poprawek” do tego „prawa” jest oznaką, że wciąż przed nami dużo pracy. Strategia przemocy w odpowiedzi na przemoc nigdy nie przynosi dobrych rezultatów. Wrażliwości nie da się nauczyć. Tego trzeba doświadczyć jak znany były myśliwy Zenon Kruczyński autor książki „Farba znaczy krew”, który w wywiadzie dla Gazety Olsztyńskiej:

— Był pan zapalonym myśliwym przez wiele lat. Aż do pewnego dnia. Może pan opowiedzieć co się wtedy wydarzyło?

ZK: Stałem przy łanie zielonego owsa i patrzyłem na sarny. Nagle pojawiły się dwa psy i rzuciły się za sarnami w pogoń. Odruchowo sięgnąłem po sztucer i strzeliłem. Nie zabiłem tego psa na miejscu. Wraz z tym właśnie strzałem i śmiercią którą zadałem, rozpadła się we mnie pewna konstrukcja, nazwałbym ją: „myśliwska”, którą budowałem w dotychczasowym życiu. Wszystko posypało się w pył w jednym momencie.

— Dlaczego tak poruszyła pana śmierć psa, skoro wcześniej zabijał pan sarny, dziki, ptaki?

ZK: Nie wiem. Wtedy pierwszy raz w życiu uśmierciłem psa. To był wgląd, coś, co zmieniło całą percepcję. Naturę wglądu doskonale opisała we wstępie do „Farby” Olga Tokarczuk. Po wglądzie nie ma powrotu do węższej, poprzedniej świadomości. To radykalna zmiana. Było jasne: więcej nie będę zabijał.

To nazywam „trafieniem”. W pewnym sensie dobrym strzałem. Przeskokiem świadomości. Przebudzeniem. Zamiast oceniać ludzi, myślę, że warto ich uwrażliwiać tworząc wokół siebie lepszy świat i mądrzejsze podejście. Czasem przed świtem jest najciemniej.

Wyobrażam sobie, że nasz Janek idzie ulicą i nagle jego świadomość się otwiera i wówczas na ścianie przed nim pojawia się taki plakat:

I gdzieś trafi na cytat Richarda Bacha:

Czy masz pojęcie, przez ile wcieleń musieliśmy przejść, aby zrozumieć po raz pierwszy, że istnieje coś więcej niż jedzenie, walka czy dominacja w stadzie? Tysiąc istnień, Jonathanie, dziesięć tysięcy! Wybieramy nasz następny świat przez to, czego nauczymy się w tym… Ale ty, Jonathanie, nauczyłeś się tak wiele jednego razu, że nie musiałeś przechodzić przez tysiące istnień, aby do tego.

Janku z całego serca życzę, aby to nastąpiło właśnie teraz.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

CUKIER PUDER

DSC_5667

Ten specyficzny rodzaj zagubienia jest skutkiem nadpodaży informacji i siłą własnego impetu tworzy kolejne przyczyny dla kolejnych masowych reakcji – impulsów. Tak to się toczy. Fakty są jak kamienie idące na dno wybrane z różnych źródeł i rzucone w otchłań „ducha czasu”, a to co nam zostaje to pojawiające się na tafli monitorów okręgi – echa. Jak nie wróżyć z fusów tej spekulacyjnej samo rozpuszczalnej bagnistej brei epoki, gdzie głos specjalisty nadpisuje głos eksperta w czasie rzeczywistym i z chwili na chwilę ta „płynna rzeczywistość” przecieka nam przez roztrzęsione palce.

Wydaje mi się, że klucze są w środku. A my jesteśmy zamknięci w cywilizacyjnej izolatce – szczurzym parku zabaw i psot kompletnie zależni od Laboratoryjnego Kompleksu Warunkowań (ekonomia, polityka, kultura, religia, rodzina etc). Trzeba puścić pawia, albo to wysrać – by wydobyć klucz. Nie ma innej drogi. Warstwa po warstwie, trucizna po truciźnie, kłamstwo po kłamstwie. Niech wychodzi, niech odpada. Wypróżniajmy się! Klucz samoistnie posiada całą potrzebną instrukcję obsługi. Zajmowanie się tym światem nie ma końca, nawet z tak dobrotliwą motywacją jak chęć pomocy i nerwowe uwrażliwienie na wszystkie te objawy choroby i patologii – jednak to z drugiej strony permanentny stan lękowy, chroniczny stres zaszczutego zwierzęcia w klatce uwarunkowań. Jedyne co wydaje mi się naprawdę uczciwe to najpierw pomóc sobie. Z pomącą przychodzą święte instrumenty: humor i dystans, świadomość śmiertelności i dar trickstera i tarotowa podróż Głupca z przymrożeniem oka. Traktujemy ten disneyland zbyt na serio w iście ciężkostrawny katolicki sposób oparty na jakiś urojonych ostatecznościach i mega srogich parametrach krwi, krzyża i męki pańskiej. Z punktu widzenia otwartej kosmicznej przestrzeni, jedynej perspektywy – nasza wielka batalia o nie wiadomo co to ugotowanie ciasta we wrzątku z cukru pudru. Finałem wszystkich naszych zmagań będzie tylko i wyłącznie kosmiczny cukier puder rzucony w bezkres otwartej przestrzeni – tego co jest i jednocześnie nie jest.

Zdolność do odpowiedzi to przede wszystkim rozpoznanie pytania jakie ten świat stawia wobec nas. Wymaga ciągłego stosunku, nie przerywanego. Grozi nam aborcją i więzieniem, grozi nam ten „świat” paluchem umownej władzy innych zagubionych ludzi i ich dyktatury szaleństwa, wciąż nas wciąga w wir swoich kwadratowych spraw i chce tłumaczeń, ciągłej wyprawy na Golgotę, samobiczowania i bóg sam nie wie czego. A my idziemy, podejmujemy tematy usypane z cukru pudru i przychodzi znów huragan kosmiczny i co?

Co zostaje z tego? Krótka zaduma nad płytą grobowca? Pogryziony ogon? Długi? Ten świat to Piekło Kombinatorów – dumnych i zapatrzonych w samych siebie wiecznie zajętych bieganiem wokół banalnych i głupkowatych spraw, lub zajętych innymi z braku własnej wyobraźni i daru twórczego. Syndrom wystawania w oknach, patrzenia na ulice, na podwórka, na sąsiadów, obgadywania, plotkowania. Cała sfera polityki jest tym skażona i z tego żyje. Dlatego jest to zagłębie jałowości. Heroinowy cukier puder. Walisz to po kablach odbiorników. W procesie komunikacji mamy Odbiorcę i Nadawcę. Społeczna Mizeria jest wynikiem ulokowania u wylotu Kabla. Tam leci hejnał z wieży z kości słoniowej, radiowęzeł Babilonu, playlista dżumy. Polityczno – propagandowe disco – polo. Życie mija w tym żałosnym tańcu na balu przebierańców w oczekiwaniu, aż Kopciuszek kupi sobie modny ciuszek i zje placuszek ze świńskich uszek. Masy czekają poprawy, normalności, igrzysk i chleba. Masa cukrowo – pudrowa z buraka wylana na betonowe spody miast. Na wierzchu nadgryzione jabłko w Raju. Jabłecznik – Zakalec. Urabianie masy tego ciasta to przecież cała kwadratowa maszyneria. Proces. Receptura. W wyniku tego zanika zdolność i odwaga do Odpowiedzi. Maszyneria nie spotyka Oporu. Walec jedzie.

Opór to nie jest dla mnie reagowanie na Komunikat. Opór to Odpór. Nadawanie swojej Odpowiedzi bez Zabezpieczeń i Ograniczeń. Indywidualny taniec z Rzeczywistością, nauka kroków i wreszcie Przejęcie Kontroli nad Sobą. Odłączenie od kabli. To wszystko zostało tak zorganizowane byś zawsze był w defensywie na pastwisku – polu minowym zastraszony i bezwładny. Renderowanie warunkowania w czasie rzeczywistym. Animowanie Anonimowej Masy. Wystarczy się przyjrzeć – większość czasu – jedynie musimy reagować na to co stworzył ktoś inny. Grać w czyjeś gry. To nie są nasze zasady. Wszystko było w pakiecie przy urodzinach w szpitalnej sali. Nauczono nas Reakcji i to takiej, która jest przewidywalna, dlatego też Krupierom łatwo tym manipulować i dostają najczęściej to czego chcą.

Zawsze miałem opór przed uczestniczeniem w wymyślonych przez kogoś innego grach, w tańcach towarzyskich i imprezach integrujących bydło w ubojni. W politykowaniu w kibicowaniu i naśladownictwie. Życie dla mnie to coś więcej. Rozwój, nauka, tworzenie własnych parametrów istnienia w oparciu na indywidualnym doświadczeniu. Życie od kuchni. Tworzenie własnych dań bez patrzenia na cudze receptury. Przygoda poznawania siebie i odkrywania nieskończonego potencjału jaki przynosimy na ten świat. Wreszcie zdolność do Odpowiedzi i umiejętność trawienia własnych pytań. Gotowanie, pisanie, praca duchowa – fundamenty. Jak wiesz kiedy posypać, kiedy wysypać jak użyć cukru pudru, jak się tym bawić – to nic nie może zaszkodzić. Jak osłodzić mózg, by podczas tej wieczerzy smakował jeszcze lepiej.

DIY!

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

KOMU STANOWI TO PRAWO?

Odpowiedzią jest skala zależności. Dług. Odpowiedzią jest ład polityczny ustanowiony po wojnach światowych i nierozerwalność tzw: „władzy” i „biznesu”. Odpowiedzią jest ukryty mechanizm za tarczą politycznego zegara w postaci nieformalnych grup ponadnarodowych interesów, których potęga przekracza każde prawo.

Stanowione prawo przestało służyć swym teoretycznym beneficjentom, czyli społeczeństwu. Kiedy po drugiej wojnie światowej planetarny organizm zaczął się spajać w jedno współzależne ciało tworząc struktury zarządzania międzynarodowego – rolą ustanawianych przepisów było i jest zabezpieczenie potęgi swych dzieci – Korporacji. Cały system polityczny na szczeblach poszczególnych krajów stał się nic nie znaczącym Spektaklem. Grą pozorów dla zachowania iluzji demokracji społeczeństwa obywatelskiego, zachowując swoje prowizoryczne mechanizmy w postaci wyborów i referendów. Prawdziwa władza ulokowana została w ekonomii i obrocie kapitałem. To kapitał i ekonomia zarządza każdym współczesnym konfliktem zbrojnym i zmianą ustrojową na tej planecie. Każdy ruch na geopolitycznej szachownicy dyktowany jest strategią pieniądza. Ten mityczny 1 % to konkretni ludzie z konkretnymi nazwiskami zarządzający firmami, których kapitał może się równać z PKB poszczególnych krajów.

Jak wiemy rolą polityków jest przedstawicielstwo, reprezentacja społeczeństwa – jednak wraz z rozwojem globalnego systemu zarządzania i tworzenia kolejnych poziomów skomplikowanej piramidy – role te stały się tylko kabaretowym popisem kiepskich aktorów nie mających żadnej faktycznej mocy sprawczej w sprawach naprawdę istotnych, zamiast tego stali się Instrumentami wdrażania „pod progiem” rozwiązań istotnych z punktu widzenia globalnego kapitału. Przeciętny zjadacz taniego chleba jest tak zajęty przetrwaniem i uczynieniem swojej egzystencji znośną, że zagadnienia w jaki sposób współczesny świat funkcjonuje tak naprawdę i co w rzeczywistości czyni jego życie tak jałowym i pozbawionym jakichkolwiek perspektyw po prostu nie istnieją w obrębie jego świadomości, to czym się zajmuje to tematy zastępcze podawane każdego dnia i każdej godziny w obiegu medialnego ścieku wprost do jego mózgu i sytemu nerwowego. W żadnej telewizji nie usłyszymy o układach podprogowych tak zwanej polityki – to co dostajemy to podrasowany fotomontaż ludzi – kukieł, którzy wchodząc w te struktury polityczne i pozorny pluralizm partyjny (rozumiemy to jako deklarowana reprezentacja woli różnorakich grup społecznych) jest w istocie w najlepszym wypadku wysoce dyskusyjny nie wspominając nawet o oczywistych korzyściach materialno – społeczno – towarzyskich wynikających z faktu „bycia u steru” i realizowania swoich personalnych planów na przyszłość. W moim odczuciu ludzie, którzy od lat, a czasem od dekad nie opuszczają murów Parlamentów i Struktur Rządowych w porażającej większości stracili kontakt z rzeczywistością swoich wyborców. Znamienne jest to, że dla przykładu w polskim życiu politycznym wciąż widzimy tych samych ludzi, których nie kompromituje nawet to, że w zależności od potrzeb zmieniają barwy polityczne i poglądy zupełnie przeciwstawne tym deklarowanym w kampaniach wyborczych. Polityka stała się zawodem, a nie misją społeczną wynikającą z mądrości i altruistycznej potrzeby wspierania swojej ojczyzny i rodaków. To „zawodowstwo” jest patologią, za którą płacimy wszyscy, a jednym z bardzo negatywnych skutków jest uzasadniona odraza społeczeństwa do udziału w życiu politycznym i społecznym – co z kolei „owocuje” panowaniem coraz bardziej prymitywnych i ogłupionych swoją własną grą polityków, którzy stali się również zawodowymi cynikami i oportunistami.

Obecnie polityka to sztuka lawirowania i magiczny pokaz iluzjonistów wyciągających gumową kaczkę z melonika dla radochy gawiedzi, podczas gdy najważniejsze decyzje podejmowane są poza tym „emocjonującym show”, decyzje o których tutaj piszę to te, które dotyczą w sposób bezpośredni warunków naszego życia, a do nich w szczególności w zglobalizowanym świecie XXI wieku należą wszelkie wiążące umowy międzynarodowe, które głównie pisane są w imieniu i interesach potężnych korporacyjnych molochów. Druga połowa XX wieku to proces ekspansji modelu korporacyjnego na płaszczyźnie fizycznej i co najważniejsze umysłowej. Państwa i społeczności narodowe zostają podpięte pod „Sieć Zależności” w imię „wzrostu gospodarczego” i „bezpieczeństwa”. Natomiast przestrzeń umysłową Kowalskiego i Smitha coraz bardziej dominuje konsumpcjonizm i korporacyjny element modelowania tzw „lifestyle” w ślad za tym idzie „holistyczna komercjalizacja” jako specyficzne „sacrum nowoczesności”. Stworzenie satelitarnego matrixa natychmiastowej informacji – umożliwiło i sfinalizowało cały ten proces podłączając indywidualną świadomość jednostki pod „Program”: kupuj, pracuj, umieraj. Nieświadome konsekwencji beztroskie narcystyczne życie – jest produktem skalkulowanym na realny finansowy obrót i umożliwia bezprecedensową skalę warunkowania społecznego, poprzez docieranie i dostrajanie przekazu do grupy najbardziej podatnej na manipulację – do dzieci i młodzieży. W ślad za tym poszła świadomie lub nie psychologiczno – socjologiczna technologia bezstresowego macierzyństwa kultywowana przez pokolenie dobrobytu i złotej ery zakupów. Problem polega jednak na tym, że „oferta” świata – sklepu, rzeczywistości – zabawki jest mocno na wyczerpaniu. Jednak dla ludzi wyhodowanych w cieplarnianych warunkach spełniających się bez wysiłku zachcianek (do tego z „miłości”) i ich wdruków psychicznych oraz totalnego uzależnienia od elektroniczno – telewizyjnego amerykańskiego snu nadawanego 24/7 przebicie się przez ten spektakl na masową skalę jest trudne, bo skrajnie niewygodne i wymagające myślenia. Tak ten świat stał się interaktywną symulacją komputerową z przodu monitora i dogorywającą zdewastowaną planetą z jego drugiej strony.

Korporacyjną receptą stało się Zagłuszenie, Zamulenie, Zaśmiecenie umysłów mas i wyciskanie ich do granic wytrzymałości tej planety z wszystkiego co da się użyć lub sprzedać. Międzynarodowe umowy jakie krążą obecnie jak Titanic po krach rozpadających się gospodarek to TTIP, CETA i TISA i im podobnych jakie „Imperium Kotleta i Parówy” podsyła jak robaka na wędce przy której kołowrotku operuje „Konglomerat Szakali w owczych garniturach”. Teraz takie sprawy się załatwia za zamkniętymi przed jakąkolwiek opinią wyciszonymi prawniczą nowomową drzwiami i najzabawniejsze jest to, że to jest normalne. Pytanie – od kiedy? Pytanie – jak do tego doszło? Dziwują się panie dziennikarki i panowie felietoniści.

Jak to?

Odpowiedzią jest skala zależności. Dług. Odpowiedzią jest ład polityczny ustanowiony po wojnach światowych i nierozerwalność tzw: „władzy” i „biznesu”. Odpowiedzią jest ukryty mechanizm za tarczą politycznego zegara w postaci nieformalnych grup ponadnarodowych interesów, których potęga przekracza każde prawo. Weźmy dla przykładu dług w Polsce. Oficjalnie to 900 miliardów PLN, co stanowi ponad 50 % w stosunku do krajowego PKB (źródło Ministerstwo Finansów), jednak to tylko tak zwany dług oficjalny, który nie jest długiem realnym, mamy jeszcze dług ukryty, który jest zadłużeniem państwa względem świadczeń socjalnych dla obywateli i jego gwarancji typu Zakład Ubezpieczeń Społecznych ta kwota to uwaga…3 bln PLN. Komu wisimy kasę? Głównie są to instytucje i podmioty zagraniczne. Z czego w samym sektorze usług finansowych w PL tylko 40 % jest własnością obywateli i rządu. 80% obligacji skarbowych jest w rękach obcego kapitału. Tak jest na całym świecie. Tak się kupuje państwa, a odpowiedzialni są za to bezpośrednio ludzie na których oddajemy głosy podczas wyborów. Płacimy podatki za jak to powiedziano państwo, które istnieje tylko teoretycznie. Doszliśmy do takiego absurdu, że fizyczne osoby posiadają majątek, który umożliwia dosłowne wykupowanie świata.

Najbardziej „gorący” przepis w umowach typu CETA jest ten dotyczący ICS (Investment Court System) innymi słowy są to korporacyjne „sądy”, które zajmują się sądzeniem i rozstrzyganiem własnych spraw, co w praktyce sprowadza się do „osądzania” nieposłusznych korporacjom państw. Iście Kafkowski Proces, gdzie pozywającego nie obowiązuje powszechny system prawniczy w danym miejscu. Te procesy są ponad. Kluczową sprawą jest w tym wypadku usankcjonowanie na mocy prawa szkodliwych i destrukcyjnych praktyk względem naszej planety i jej ekosystemu – co jest naszym dobrem wspólnym, bowiem póki co oddychamy tym samym powietrzem – w przypadku energetycznych Korpokracji. Przykłady z przeszłości można mnożyć. Doskonałym i lukratywnym biznesem może być biznes odszkodowawczy – sam w sobie. Czysty prawniczy pieniądz wydobyty z budżetów społeczności i państw. I w przypadku tej konkretnej umowy CETA, której projekt jest w polskim sejmie – to wbrew pozorom nie jest ona umową dotyczącą jedynie Kanady i UE, ale każdej firmy międzynarodowej, która w Kanadzie jest zarejestrowana w tym rzecz jasna firm z farmy wujka Sama.

Sam opublikowany dokument to 1600 stronicowy zapisany „hieroglifami” korporacyjno – prawniczymi „poemat” Cywilizacji Mózgu. Bez odwołania. Smak tych „gospodarczych cukierków” skosztowała już Argentyna i Egipt, które zostały pozwane przez koncern Veolia, który zajmuje się gospodarowaniem odpadami, energetyką i szeroko pojętym sektorem wodno ściekowym (24 Euro mld obrotu, ponad 150 tyś pracowników na pięciu kontynentach) powodem było podniesienie przez Egipt płacy minimalnej, a Argentynę za zamrożenie cen energii. Ekwador natomiast w wyniku cofnięcia koncesji na wydobycie ropy teksańskiej firmie wydobywczej „Oxy” z powodu nielegalnych działań związanych z odsprzedawaniem praw produkcyjnych został pozwany przez wspomniany mechanizm arbitrażowo – sądowniczy do zapłacenia kary 2,3 mld dolarów na rzecz amerykańskiej korporacji pomimo ewidentnego złamania lokalnego prawa. Polska procesowała się do tej pory w ten własnie sposób z dwoma molochami jak amerykański koncern branży spożywczej Cargill i holenderskim Eureko wypłacając kolejno 20 mln dolarów i 9 mld złotych odszkodowania.

Te pieniądze zapłacone w ramach absurdalnych odszkodowań – to pieniądze jakie podatnicy dostarczają do budżetu państwa za sprawą własnej pracy i prowadzenia działalności gospodarczej. Teraz polski rząd przyjmuje pod obrady projekt, który w ewidentny sposób broni interesów korporacyjnych molochów i w bezprecedensowy sposób umożliwia im gospodarczą ekspansję, umacniając potęgę budowaną jedynie z powodu chęci zysku i władzy, a powszechnie wiadomo, że potencjalne zyski z tytułu takich umów jak TTIP czy CETA są dla gospodarek lokalnych raczej słabo opłacalne.

Zatem pytam: W czyim interesie zasiadają ci ludzie z tekami ministrów i mandatami posłów w tak zwanym parlamencie?

Dla kogo ci ludzie tak naprawdę pracują?

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

PIRAMIDA ŻYWIENIA

Jednodolarówka z piramidą stanu posiadania w ciągłym obiegu. Szkaradny drukowany bóg rzucający długofalowe klątwy wieczystego długu. Bliski i Daleki Wschód, Ameryka Południowa, Afryka – kontynenty – abstrakcyjne plamy na mapie, granice – umowne linie oddzielenia, krążące po spirali satelity nadające sygnał hipnozy.

Żywienie mózgu jest u szczytu piramidy. Pokarm bezpostaciowy – nie możesz go dotknąć, powąchać, poczuć na języku. Jeżeli spojrzymy na świat jak na organizm jest to osocze krwi, esencjonalny płyn odżywiający wirusa ignorancji. Stosunkowo łatwy w kompozycji i należycie łatwostrawny i co najważniejsze – wszechobecny, zlany z tłem, wkomponowany w ruchomy kontekst podlegający modelowaniu w źle umówionej rzeczywistości 3D. Te trzy wymiary to:

Programowanie.
Zapętlenie.
Eksploatacja.

Programowanie to system wdruku. Wyznaczenia parametrów i przestrzeni umysłowego obiegu – pierwotne ograniczenie. Mamy wdruki kolektywne i indywidualne, są jak ścieżki wytworu muzycznego tworzonego przez elitarnych DJ 3D. Nazywam to drukowaniem światopoglądu. Odpowiedni program należy napisać i wdrukować. Najsilniejsze wdruki są najbliżej – to rodzina, która sama w sobie jest systemem wdruku pobieranego z oprogramowania danego kraju i jego uwarunkowań społeczno – kulturowych. Jest to pierwszy i fundamentalny poziom drukowania w trybie „głębokim” a jego konsekwencje ponosimy całe życie. Wdruki są mentalnymi i psychologicznymi uzależnieniami, które formują tzw: „bezpieczną klatkę”. Zatomizowane społeczeństwo kolejnego tysiąclecia jest już tylko i jedynie systemem klatek – hodowlą 3D. Społeczeństwem kompletnie uzależnionym od destrukcyjnej cywilizacji i jej toksycznych wytworów. Klatka – jest też przydziałem roli w kaście społecznej, bowiem: „możesz być kim chcesz” jest jedynie zaklęciem kapłanów – władców szczurzej hodowli, kołowrotkiem niespełnionych marzeń. Bieganiem w koło. Kolejnym fundamentalnym poziomem wdruku jest ta mityczna edukacja. Pod system w systemie. Nauka papugowanej „mądrości” wątpliwej jakości. To w dużej mierze nauka socjalizacji, dyscypliny i uległości. To wdrożenie w oprogramowanie „nagrody i kary”, „rywalizacji” oraz darwinowskiej drabiny „ewolucji”, czyli bezwzględność zgarnia wszystko. To konstrukt operacyjny „społeczeństwa powtarzaczy” – klepanie farmazonów bez końca, innymi słowy kolektywnie wygenerowany „szum” wzorców, zasad i standardów.

Ten szum to niewidoczna energetyczna matryca gatunkowego otumanienia. Koncepcja tabula rasa dla elity DJ 3D to prawdziwy Legoland, można doprawdy na grubo bawić się klockami. Wielkie jałowe perfectum perpetuum mobile. System nie jest układem politycznym, to układanka psychologiczna, konstrukt oparty na konkretnej wiedzy z zakresu warunkowania zachowań, który zakotwiczony jest w uzależnieniu. To rdzeń procesora. Szukanie jednostek i przypisywanie im odpowiedzialności (wszystkie te teorie spiskowe o tajnych klubach i stowarzyszeniach) jest kolejnym mechanizmem zabezpieczającym rdzeń. Ten program jest bezosobowy jedynie używającym w ramach potrzeb zniewolonych istot ludzkich żerując na ich prymitywnych gadzich obiegach. Nazywam to Amokiem. Zbiorową nieświadomością. Cage 17 – system operacyjny kolektywnej ignorancji.

To kolejna udoskonalona wersja składająca się z hardłeru i softłeru. Hardłer to układ planszy zewnętrznej – społeczno – polityczny, administracyjno – egzekucyjny opresyjny konglomerat operacyjny dla ciała fizycznego. Softłer to kompatybilny z nim wewnętrzny system dostosowawczy. Suma naszej niewiedzy to siła tego bezosobowego Monstrum. Każdy z nas jest nitem na układzie scalonym pilnującym by poziom okrutnej ignorancji pozostał nienaruszony i gwarantował udział w ostatniej wieczerzy podczas której główną atrakcją jest szlachtowanie istot żyjących na miliony niewiarygodnych sposobów i pożeranie tej energii by mieć siłę kontynuować ten absurd.

Kolejnym meta wdrukiem jest religia. Perfekcyjnie dopracowany VR – system urojeń. Nie mówię tutaj o pierwotnej duchowości, czy autentycznych naukach konsekwentnie niszczonych przez okrutnych kapłanów i magów religii Mózgu. Mówię o Automatycznej Religii opartej na organizacji i systematyzacji systemu wierzeń, która charakteryzuje się objawem: „obrazy uczuć religijnych”, brakiem wiedzy o własnym stanie i rodzajem mdłej i lepkiej wierze w bliżej nieokreślone wymiary przyszłej wiecznej egzystencji po wsze czasy w jasnych i kwiecistych ogrodach w mało precyzyjnych lokalizacjach. W aplikacji „jak dojadę” nie znajdziesz. Za górami za lasami mieszka Bóg z Aniołami. To w istocie okrutny trik i ludzie, którzy go stosują świadomie to postacie z wideoklipów Behemota albo Arki Noego. Monoteistyczno – mesjanistyczny masochizm to ukrzyżowanie Ducha.

Zapętlenie. To już jest konsekwencja tego co powyżej. Jeżeli ustawisz pokrętła i parametry – maszyna chodzi sama. Sama się stymuluje i pilnuje. Sama się karze (o dzięki ci dobrotliwy Boże) i wreszcie sama się potępia. Czym jest nóż w Mózgu? To cięcie taśmy zapętlenia. Reality check. Zapoznawcza wycieczka po Systemie Nerwowym. Psucie przycisków. Hakowanie systemu martwej klatki. Spadamy w otchłań piramidy głupoty i okrucieństwa – coraz głębiej i głębiej. Widzisz to? Wierzysz w wyższość ras? W nieomylność twojego srogiego Boga? W mitologie wybranych narodów? To spiesz się z tym, bowiem niebawem udusisz się z braku tlenu, w własnych wymiocinach i odchodach. Nie pomoże ci krzyż i flaga, modlitwa i urojeni bohaterowie ze zmyślonej i przepisywanej historii z którą masz kontakt czysto teoretyczny. Czas się obudzić. Zadbać o to miejsce, zadbać o spokój – otworzyć oczy. Ujrzeć takich jak ty sam ludzi, którzy zostali zniewoleni przez brak świadomości, bo widzisz tylko tak możemy sobie pomóc.

Ta planeta to nie więzienie. To prom kosmiczny. Prawdziwa Arka bez ego. Już czas. Ruszyć, odnaleźć konstruktywną rolę na pokładzie. Stać się częścią Załogi.

Odciąć zasilanie nieludzkiej eksploatacji i zhakować cały ten system bezmyślnej autodestrukcji. Jak podobno wrzasnął Goethe na łożu śmierci:

„Więcej światła!”

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

BICIE SERCA

W kuchennym Królestwie odnajduje wolność trickstera, godną podłogę do tańca. Metal, drewno, plastik – biorę wszystko! Niech zagra. Niech zatańczy. Bo to serce to nie sługa, to telefon alarmowy i ładunki dalekiego zasięgu. To moc łamania skurwiałych kodów Babilonu, kiedy jesteś w tym cały. Na swoim boisku, w swojej grze. Nie strzelam samobójów, nie dostaję kartek, nie siadam w rezerwie.

Pewnych rzeczy nie sposób kupić. Nie można kupić doświadczenia i nie można kupić pasji. Pierwsze trzeba zdobyć, drugie trzeba odkryć i rozwinąć. Pielęgnować. Uważam to za absolutną podstawę by w tej rzeczywistości zostawić pozytywny ślad w postaci naszej pracy. Źródłem tej pracy jest wizja i wyobraźnia – nieskończony potencjał. Mówię tutaj o pracy twórczej, czyli takiej, która wnosi do tego wymiaru nową jakość, nowe spojrzenie, indywidualne bogactwo jednostki czy grupy – by wzbogacić ten świat, który w dużym stopniu charakteryzuje się tworzeniem, utrwalaniem i powielaniem – ograniczeń. Cały ten system u swojej kwadratowej podstawy kształtuje nas i lepi dostosowując do z góry nakreślonej i wyklepanej formy. Pożytek, użytek, usługi, posługi. System atomowej funkcjonującej na drobnomieszczańskiej matrycy rodziny ery mebli z Ikei i betonowych klatek dla zabieganych szczurów przystosowuje nas do systemu „temperowania” czarno białych kredek – edukacji – by w rezultacie tworzyć kwadratowy świat przydzielonych ról, wyuczonych odruchów i jednokierunkowych ślepych dróg z mgłą obietnicy spokoju i bezpieczeństwa. Kraty, strzeżone osiedla, kamery, żurnalowe fury przy krawężnikach – oazy cywilizacyjnych zombi. Biurowce jak sznurowadła w tanich chińskich trampkach, bieganie w modnym osprzęcie do biegania i sranie do porcelany z napisem „koło”.

Za oknami apartamentów huk kosiarek do trawy i zapach pieczonej kiełbasy z grilla. Na ulicach pokaz permanentnej mody i wygody, w telewizji terror, wojna, imigranci, pis i kod z napisem „w koło”. Daje serce pod tym wpisem. Od wczesnego dzieciństwa na zastaną tutaj „rzeczywistość” miałem pewnego rodzaju wykrzyw twarzy, rodzaj niedowierzania – jakby to wszystko było w pewien sposób niedośnione, dziwacznie popaprane jakąś szaleńczą chorobą wściekłych ludzi.

Tak było w domu, w szkole i w tych wielu, wielu dziwnych pracach jakie były moim udziałem, które absolutnie niczemu nie służyły oprócz wzmacniania tej zaawansowanej choroby szalonych ludzi. Życie stanowiło rodzaj jakiejś gry strategicznej, której zasad nikt nie zdążył wyjawić, lub co bardziej prawdopodobne nigdy ich nie było, bowiem tworzono to w biegu, na szybko, jak leci – i domniemane punkty w tej grze swoją istotą przypominają realność akcji giełdowych i mądrość ekspertów w wieczornym dzienniku. Usłyszałem ostatnio coś takiego:

Dziecko: Mamo zagramy w mecz?
Mama: No dobrze…ale gdzie będą bramki?
Dziecko: Wszędzie!

Też tak to widzę i widziałem jako dziecko. Bramki były wszędzie, jednak wszyscy ubzdurali sobie że bramki są tylko dwie i to czarno – białe. Przedszkole, szkoła, małżonek, dzieci, wnuki, emerytura. Śmierć. Dogrywka. Karne. Wielki remis. Walkower. Kopanie tej ziemi z jednej połowy na drugą. Północ, Południe. Ludzie trzeciego świata. Serce kiedy bije kompletnie zmienia zasady meczu, poszerza pole, wzywa do gry wszystkich rezerwowych, olewa sędziego ze smutnych kościołów i kopie elektrycznością i mocą sprawczą. Gry zawsze wydawały mi się sztuczne, wykalkulowane, a nader wszystko nudne, bo ustalone, pozbawione niespodzianki, niewiadomej, przygody.

To tak jak w restauracjach. Wchodzisz do gry, uczysz się zasad i grasz. Czasem biją brawo, innych razem wylewają kubły pomyj – uczysz się przyjmować, stać z każdej ze stron wygranych i przegranych. Jednak to nie ty wymyśliłeś zasady tych miejsc i sposobu rozgrywania. Dali ci kitel, zapaskę i przepisy. Dali ci czas na boisku. Można pograć i nauczyć się techniki, szybkości i odporności na pogardę i wyzwiska oraz dystansu do pochwał. Zawsze coś. Jedna drużyna, jedna bramka, głównie chodzi o pieniądze – to najczęściej jedyne o co grają, trenują i znoszą ten znój. Trzecia liga, okręgówka, boisko przy remizie – nijak to się ma do rekinów z Wall Street, nijak to się ma do magnatów mody i wygody. Nijak to się ma do lexusa przy krawężniku. Pulsacja mózgu, przeliczanie – jakbyś nie liczył się bracie nie doliczysz do sześciu zer. Nawet przy sześciu dniach tygodnia nie dojedziesz do obietnicy z telewizji. Co bardziej pewne zedrzesz się w tym jak chiński trampek podczas wielkiego maratonu szaleństwa choroby wściekłych ludzi.

Ten kwadratowy świat napisał na tablicy sloganów wielkimi pociągowymi wołami – Musisz! – zakażając wszystko i wszystkich. Musisz to, musisz tamto, musisz tu musisz tam, bo jak nie zostaniesz skazany na szołszeng. Zabierze cię czarny helikopter do tajnej bazy zusu i podtopi w wyciągach z OFE. Bać się to jest ludzkie jak nie powiedział Sokrates. Wielkie strachy na wróble na polach modyfikowanej kukurydzy ubrane w trzyrzędowe garnitury z aktówkami jak bazukami wymierzonymi w nicość gospodarki wolnorynkowej. Teraz ten grymas na mojej twarzy to bardziej uśmiech dżokera po 666 drinku w spelunie w Gotham. Kradnę batmanowi pelerynę by tańczyć na rurach ścieków mediów gównianego nurtu. W kuchennym Królestwie odnajduje wolność trickstera, godną podłogę do tańca. Metal, drewno, plastik – biorę wszystko! Niech zagra. Niech zatańczy. Bo to serce to nie sługa, to telefon alarmowy i ładunki dalekiego zasięgu. To moc łamania skurwiałych kodów Babilonu, kiedy jesteś w tym cały. Na swoim boisku, w swojej grze. Nie strzelam samobójów, nie dostaję kartek, nie siadam w rezerwie.

Drużyna choroby szalonych głów dobrze wytresowana i wykastrowana. Pierwsza połowa za nami. Napastnicy tworzą zwarty kordon, atakując bez przerwy. Ich mocne kopyta dudnią po murawie, faluje morze głów wiecznych kibiców. Jak ostatni samurajowie tańczymy wśród gwizdów kwadratowego świata, który znów chce wisieć na krzyżu, bębnić w werbel pokuty.

My jednak zawsze rozgrywamy w ostatniej sekundzie.

Nazywam się Marcin Piniak i zawodowo zajmuje się szeroko pojętym zdrowym i świadomym żywieniem, jako wegetariański i wegański kucharz gotuję na warsztatach rozwojowych, prowadzę warsztaty gotowania i wykłady z praktycznych elementów Tradycyjnej Dietetyki Medycyny Chińskiej. Z gotowaniem jestem związany od blisko piętnastu lat. Pracowałem w profesjonalnej gastronomii w kraju i za granicą w wegańskich i wegetariańskich restauracjach.

SUBSKRYBUJ PIRACKĄ KUCHNIĘ:

SOCIAL MEDIA:

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

ŚNIADANIA MOCY

 

Generalnie najlepiej jeść ciepłe śniadania. Idealna jest jaglanka, owsianka, ryż. Gotujemy wodę dolewamy mleko roślinne (ryżowe, sojowe, owsiane etc) i pestki typu żurawina, słonecznik, dynia, płatki migdałów (możemy podprażyć), dodajemy umyty ryż, kaszę jaglaną etc, obieramy owoce i w 3/4 miękkości wrzucamy do garnka. Obrane owoce możemy udusić w woku z cynamonem, miodem, imbirem i wrzucamy do reszty. Dodajemy soli do smaku. Do picia możemy zblendować  banany z mlekiem roślinnym, pulpą mango lub przyrządzić zielony koktajl z świeżej zieleniny ze słonecznikiem bardziej wytrawnie.

Temat ustawia dzień wybornie 😉

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

ROLSY Z PASTĄ FASOLOWĄ I GRZYBAMI SHITAKE

1.Gotujemy czerwoną fasolę (namoczoną przez noc) razem z glonami nori odrobiną soli i kminkiem.

2.Robimy pastę. Ugotowaną fasolę zalewamy sosem sojowym i miksujemy razem z glonami, dodając pieprz i sól oraz posiekaną drobno natkę pietruszki dodając jeszcze zmielony kminek.

3.Siekamy drobno cebulę, grzyby shitake i czosnek. Smażymy na oleju ryżowym na dobrze rozgrzanym woku.

4.Gotujemy na parze białą kapustę. Do wody w woku dodajemy nasiona kminku i trawę cytrynową oraz sól. Dusimy kapustę w parowniku. Po ugotowaniu do kapusty dodajemy masła i sosu sojowego.

5.Na namoczone krążki ryżowe kładziemy łyżeczkę pasty fasolowej i duszone grzyby. Zawijamy. Dusimy z resztą farszu grzybowego.

6.Podajemy na białej kapuście.

Kapusta ma neutralną naturę termiczną i słodki smak. Gotowanie na parze nadaje jej lekkości i zachowuje właściwości lecznicze. Wzmacnia jelito grube i płuca i pomaga w trawieniu. Ma dużą zawartość witamin B1, B2, C i A oraz beta – karotenu, wapnia, fosforu, potasu, żelaza i cynku. Jest bardzo dobra na problemy żołądkowe i zaparcia, na wrzody żołądka i dwunastnicy. Kierunek energii jest wznoszący. Jest w przemianie ziemi.

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

WEGEWOK & TOK #1

28 LUTY 2016 W GODZINACH 11 – 19
ul.Szafirowa 47b, Warszawa Miedzeszyn

Eagle Condor Hummingbird – Orzeł Kondor Koliber

W Tao rzeczy są zwane „zbyt obfitym pokarmem i niepotrzebnym działaniem”
I uważane są za sprzeczne z naturalnym prawem.

Lao Tzu

cropped-dsc_2944-001.jpg

Zapraszamy na esencjonalne warsztaty kuchni wegańskiej i wegetariańskiej. W uważny i zrelaksowany sposób będziemy się uczyć wege kuchni w oparciu o wiedzę z dietetyki chińskiej przy użyciu najbardziej optymalnego narzędzia jakim jest wok. Nie uczę konkretnych dań, ponieważ dla mnie kuchnia to Moc improwizacji i magii. Nie jest powtarzaniem, a odkrywaniem swojej własnej wyobraźni. To przygoda i zabawa.

Przygotujemy:

Jaglankę / owsiankę – z owocami i siewkami na mleku roślinnym

Zaparzymy kawę „pięciu przemian”

Przy użyciu esencjonalnego wywaru będziemy improwizować z tematami zup warzywnych.

Na bazie ryżu i makaronu ryżowego przyrządzimy kilka dań i oryginalnych wariacji na temat sushi.

Będziemy tworzyć marynaty i sosy.

Powiemy sobie o:

Pięciu elementach i przemianach.

Właściwości energetycznej pokarmów.

Poezji w kuchni i w życiu 😉

O WOKU:

Nazwa „wok” pochodzi z kantońskiego, natomiast po mandaryńsku nazywają go „kou”. W Chinach jest używany od dwóch tysięcy lat. Nie jest wiadome czy wok jest oryginalnie wymyślony przez Chińczyków, gdyż ten rodzaj patelni można znaleźć w Indiach i południowo – wschodniej Azji pod nazwą „kuali” to także może tłumaczyć pochodzenie mandaryńskiej nazwy „kou”. Na Filipinach nazywają go „kawali”, a w Japonii „chukanabe”. Z drugiej strony w Indiach tego typu patelnie nazywane były „cheena chatti” albo „cheena bharani” co w tłumaczeniu znaczy „chiński garnek”. W Indiach „chatti” wykonany był z żelaza, a w Chinach tego typu patelnie wykuwane są ręcznie ze stali węglowej lub odlewane z żeliwa. Tradycyjne woki ze stali węglowej są wykuwane przynajmniej z podwójnej stali i po opaleniu mają właściwości odporne na przywieranie przyrządzanych produktów. Ich ogromnymi zaletami jest lekkość i bardzo szybki czas rozgrzewania. Jest to optymalne narzędzie do takich technik jak stir frying, duszenie, smażenie, gotowanie na parze, blanszowanie, smażenie na głębokim oleju oraz wyśmienicie sprawdza się do przyrządzania zup i prażenia. Zwykle do pracy na woku używa się chochli „hoak” i łopatki „chahn”. Podczas szybkiego smażenia i przy energicznym potrząsaniu wokiem warzywa nie tracą swoich właściwości odżywczych.

PROWADZI:

Marcin Piniak specjalizujący się w wegetariańskiej kuchni w oparciu o wiedzę z zakresu dietetyki tradycyjnej medycyny chińskiej.

Cena: 108 pln
Ilość miejsc ograniczona.
Miejsce na warsztacie zapewnia wpłata zaliczki w wysokości 50 pln na konto: Marcin Piniak – 95 1050 1025 1000 0092 0144 0592
W tytule wpłaty: wegewok & tok
oraz przesłanie dowodu wpłaty na: wegekuchnia@hotmail.com

Zapisy i informacje:
Marcin Piniak
Tel: 881 646 928
mail: wegekuchnia@hotmail.com
web: wegekuchnia.com
https://www.facebook.com/wegekuchniacom

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

KIMCHI

DSC_5621

Od początków czasów historycznych (…) na świecie istnieją trzy warstwy ludzi: górna, średnia i dolna. (…) Cele poszczególnych warstw są absolutnie nie do pogodzenia. Celem górnej jest utrzymanie swojej pozycji, średniej – zamiana miejsc z górną. Celem dolnej, jeśli akurat go ma – gdyż na ogół jej przedstawiciele są zbyt ogłupieni ciężką pracą fizyczną, aby myśleć o czymkolwiek poza żmudną codziennością – jest znieść przywileje i stworzyć społeczeństwo, w którym wszyscy będą równi. Na przestrzeni dziejów wciąż toczą się boje, w ogólnych zarysach przebiegają identycznie. Przez długie okresy górna warstwa pewnie dzierży władzę, lecz prędzej czy później następuje moment, kiedy traci wiarę we własne siły, albo w swoje umiejętności sprawnego rządzenia; czasami dzieje się to równocześnie. Wówczas obala ją warstwa średnia, która angażuje warstwę dolną wmawiając jej, iż walczy o wolność i sprawiedliwość. Zaledwie osiąga cel, spycha warstwę dolną na dawną, podrzędną pozycję, a sama przeistacza się w górną. Po pewnym czasie z jednej lub z obu tych warstw wykuwa się nowa warstwa średnia i bój zaczyna się od nowa. Z trzech warstw tylko dolnej nigdy nie udaje się choćby na krótko zrealizować upragnionych celów.

Rok 1984 (ang. Nineteen Eighty-Four) – antyutopia autorstwa George’a Orwella

DSC_5625

Najlepszym i najbardziej optymalnym miejscem, aby przyrządzić ten specjał jest linia o szerokości czterech kilometrów blisko 38 równoleżnika. To tu. Biegun po przeciwnej stronie turbo kapitalizmu. Równie abstrakcyjny. Doprawdy ciężko to nam sobie wyobrazić żyjąc jakby nie było w spokoju i względnej wolności tak zaawansowane szaleństwo struktury społecznej. Posmak, który został nam dany za czasów realnego komunizmu w Polsce w porównaniu z północno – koreańskim eksperymentem to przysłowiowy pikuś. Jak wiemy świat od kuchni wygląda zupełnie inaczej niż w reklamie burgerów od Kinga. Królestwo Grubasów vs Królestwo Głodu. Nadmiar vs Brak. Tao współczesnego świata. Dwudziestoczterogodzinny serial Północ Południe nadawany siedem dni w tygodniu przez 365 dni roku planetarnego. Rozkosz emisji nadawana z fotela. Ludzka gra. Szeregi pionków zawodowych szulerów w ich wymyślonych królestwach.

DSC_5647

Potrzeba: kapusty pekińskiej, cebuli, czosnku, świeżego chili, imbiru, marchwi, rzodkwi, koncentratu pomidorowego, octu ryżowego, kiszonej kapusty i cytryny. Tutaj wersja jak to w turbo kapitalizmie fast. Ale można kapustę zasolić na noc. A samo kimchi trzymać już zamarynowane octem dość długo przez co nabiera mocy.

Jako uzupełnienie: proponuję pełnoziarnisty ryż jaśminowy w zapieczonej dyni, pieczarki faszerowane tofu i cebulą.

Plus: sos orzechowy z powidłami śliwkowo – jabłkowo – gruszkowymi i imbirem.

Smacznego mój drogi Kim Dzong Un!

 

Zwykły wpis