Władca i boski cesarz. Tak w Tradycyjnej Medycynie Chińskiej nazywane jest serce. W zasadzie w każdej tradycji duchowej serce pełni rolę najważniejszą – jest reprezentacją Ducha, dlatego w tradycji buddyzmu tybetańskiego to właśnie w sercu „zlokalizowana” jest świadomość i nieskończony potencjał umysłu.
Kawa wpływa na serce i przeczyszcza organizm. Ma naturę gorącą i ogrzewającą, działa także moczopędnie. Jest to substancja pobudzająca i wypłukuje minerały i wapń z organizmu – wysusza z powodu swojej gorącej natury i zawiera sporo kwasów co negatywnie wpływa między innymi na jelito cienkie. To stymulant wspierający pracę mózgu. Ma też szereg pozytywów: jest dobra na zatrucia alkoholowe i przedawkowanie narkotyków, a w medycynie naturalnej stosowano ją też jak lekarstwo na migreny, astmę, żółtaczkę. Jest bardzo dobra by zneutralizować ociężałość po tłustych i ciężkostrawnych pokarmach. Jest używana jako przeczyszczający środek w lewatywach oraz jako środek do zastosowań zewnętrznych na ukąszenia, obrzęki i siniaki.
Związana jest z przemianą ognia, który działa na serce. Czerpiemy moc i inspirację z ducha Shen, który umiejscowiony w sercu łączy wszystkie duchowe pierwiastki / duchy w Tu i Teraz. Jak pisał Eckhart Tolle to właśnie w tej „lokacji” rozpościera się potęga teraźniejszości. To nasza wrodzona zdolność współpracy z chwilą obecną, elastyczność i wyczucie chwili. Mówi się że cnotą ducha Shen jest rytuał i ceremonia jako nawiązywanie kontaktu z własnym sacrum – zdolność tworzenia świeżej przestrzeni kontaktu z tym co reprezentuje dla nas wartości najwyższe i święte. Taki właśnie jest duch Shen – pierwotnie czysty i bezpretensjonalny, pozbawiony spekulacji i kalkulacji, które są domeną umysłu / mózgu.
Kluczowymi z punktu widzenia systemów holistycznych – czyli postrzegających naszą egzystencję jako kosmiczne misterium ewolucji Ducha są zaburzające emocje, które stanowią źródło wszelkich zaburzeń i chorób. W obecnych czasach kiedy nasze umysły są nadzwyczaj skomplikowane, a postrzeganie rzeczywistości staje się irracjonalne i nacechowane emocjami doprawdy trudno zachować Spokój. Ulegamy presji – chaotycznej codzienności wciąż bez ustanku wołającej o naszą uwagę. Stan rozproszenia i infantylnej głupkowatej śmiechawki jest zaburzeniem ducha Shen. Idealnym odzwierciedleniem tego są współczesne media głównego nurtu i cały ich „rozrywkowy” produkt, który jedyne co tak naprawdę robi to niszczy energię naszej świadomości i kradnie cenny czas.
GOTOWANA KAWA W/G 5 PRZEMIAN
Gotujemy wrzątek (ilość wody odmierzamy kubkiem / kubkami, które zamierzamy spożyć 😉
Wrzątek to przemiana ognia – to gorąco lata i smak gorzki (narządy serce i jelito cienkie)
Kawa – przemiana ognia – ilość zależy od nas
Cynamon – szczypta – przemiana ziemi – to późne lato, czas dojrzałości i zbiorów smak słodki – żołądek i śledziona – jest to najbardziej zbalansowana przemiana – centrum
Goździki – metal smak ostry i jesień (płuca i jelito grube) Kardamon – ostry, metal Gałka muszkatołowa – metal Imbir – metal
Dodajemy łyżkę – zimnej wody – przemiana wody nerki pęcherz moczowy smak słony, zima
Kilka kropel cytryny smak kwaśny przemiana drewna – wiosna, narządy to wątroba i pęcherzyk żółciowy
Na koniec troszkę kakao, żeby wzmocnić serce i przemianę ognia
Moderatorzy cybernetycznej kultury za wszelką cenę próbują oderwać nas od Ziemi – by ulokować nas w wypełnionej próżnią kapsule „nowoczesności” poza orbitą Przytomności. Przytomność jest jak Miecz, który odcina iluzje i czcze obietnice, sprowadza nas do Tu i Teraz. Zakorzenienie to Podstawa – jak Budda, który dotyka dłonią Ziemi. To Potwierdzenie Obecności. Zachodnia kultura rozproszyła moc Ducha lokując naszą świadomość w tzw. „głowie” w intelekcie – dlatego tak łatwo nas programować działając na zasadzie kija i marchewki – z jednej strony strasząc katastrofami, terrorem i wojnami, a z drugiej obiecując spełnienie i szczęście w niepohamowanej konsumpcji. Ten sam mechanizm znajduje odzwierciedlenie w kulturze kulinarnej, która z prostej skromnej i bezpretensjonalnej przeistoczyła się nadęty porn food, który formą stara się przystroić brak treści. Czemu to ma służyć? W moim odczuciu jest to zaspokajanie pożądliwości mózgu, który łapczywie ssie próbując zaspokoić zmysły, które zauważmy wszystkie są ulokowane blisko Mózgu. Przypadek? Nie sądzę.
Medytacja, kontemplacja, modlitwa – to „techniki” sprowadzające Ducha do domu – Serca. Nie intelektualne spekulacje na temat absolutu i kosmicznych wymiarów, międzygwiezdnych podróży i stopni oświecenia, a prosty pozbawiony oczekiwań i duchowego materializmu szczery wysiłek duchowy wsparty dobrze rozumiana pokorą i solidną wiedzą ze sprawdzonych źródeł, które charakteryzują się brakiem obietnic i nadymających ego skomplikowanych systemów „duchowego wzrostu”. Antidotum na skomplikowanie jest prostota.
Kto nie może znaleźć świątyni w swoim sercu, ten sam nigdy nie znajdzie swojego serca w żadnej świątyni.
Mikhail Naimy*
Życie poniżej życia. Drapanie nowych murów, oddzielających stworzenie od samego siebie. Jeszcze więcej wszystkiego, które jest niczym i wciąż się rozmnaża i replikuje jak mutujący bez końca wirus z którym masz walczyć. Ta jałowa wojna, okrutna rzeź ignorancji trwająca tutaj od zawsze z premedytacją dąży do ostatecznego samowyzwolenia do ukazania sobie swojej własnej natury. Do rozpoznania. To jest bolesny i okrutny proces.
Wszyscy bierzemy w tym mimowolny udział, wszyscy jesteśmy zmuszeni uczestniczyć w tym spektaklu szaleństwa, patrzeć na twarze politycznych klakierów, coraz mniej oburzeni ich populistycznym szczekaniem wśród bezmyślnych tłumów. Umundurowane istoty ludzkie pielęgnujące ten aparat przymusu, tą maszynę przemocy tresowane jak mechaniczne zwierzęta. Słowa które nic już nie znaczą, są jedynie rozkazami, komendami dla Programu. Wszystko działa na autopilocie. Polityka, kultura, religia, sztuka. Jak zapętlony nadpisujący się slogan który wciąż karze nam spać i śnić.
W tym śnie jesteśmy przebudzeni. Zaczynamy rozumieć, że coś jest nie tak. Czujemy smród tej czarnej smolistej substancji, która wypełnia nasze mózgi i serca i rozlewa się już dosłownie na wszystko i wszystko pochłania. „Rzeczywistość” sprowadzono do retoryki, do „dobre” i „złe” do „ja” i „ty”, mało jest tu ciszy i tajemnicy, czegoś co na powrót uczyniłoby nas dziećmi, tymi, którzy z radością i ufnością patrzą w słońce. Mało mamy wdzięczności za tak niezwykły Dar, który gdzieś zgubiliśmy w całym tym bałaganie i nawet nie pamiętamy o jego istnieniu przytłoczeni Sygnałem Natarczywej Hipnozy.
W tym śnie widzimy tych którzy krzyczą najgłośniej o potrzebie przebudzenia. Zawsze tak jest. Zwracamy uwagę na to co najbardziej hałaśliwe, na to co musi wciąż być w centrum uwagi, bo wciąż jest głodne, wciąż nie wie kim jest i chce potwierdzenia. Energia uwagi to pokarm Symulacji, to karmienie Kolektywego Snu. Ten konstrukt „ego” jest głodem, potrzebą, brakiem. Musimy wszyscy siebie pożerać bez końca by ten sen mógł trwać. Musimy mieć to napięcie, ten ciągły i nieprzerwany stan konfliktu terroru „dobra” i „zła” musimy to karmić wiarą i przekonaniem przekonani o urojonym istnieniu rzeczy ostatecznych. Jednak być może to właśnie to co nie jest w centrum, co nie krzyczy i nie deklaruje ma prawdziwe znaczenie i wartość. Wszyscy potrzebujemy tej uwagi, tego pokarmu i paliwa by utrzymywać się przy życiu. Potrzebujemy czuć, że nasze istnienie ma wartość, że jest ważne i potrzebne, że komuś na nas zależy. Kiedy tego nie mamy zaczynamy umierać, gasnąć jak spadająca gwiazda.
Miłość jest nieprzerwaną uwagą i zainteresowaniem Wszystkim Co Jest. Dlatego jest Mocą i Energią. Nie karmi niczego „szczególnego”, na nic nie zwraca specjalnej uwagi, nie jest uduchowiona, wyjątkowa, specjalna. To Troska – Wielka Matka Istnienia. Jej współczucie jest spontaniczne i nie ma żadnych ograniczeń, nie pisze pięknych wierszy i ckliwych modlitw – lamentów. Jest pełna radości i prostoty, pełna humoru i przede wszystkim jest lekka, niewidoczna, pozbawiona tej lepkiej i dusznej potrzeby adoracji i namiętności. Nie znosi deklaracji i zapewnień, gorliwych rzeczników, walecznych bohaterów, sztandarów, pomników całego tego szajsu. Ponieważ to wszystko w swojej esencji jest desperacją. Jest błaganiem o energię. Dlatego trzeba uważać na tych, którzy wciąż szukają uwagi, wciąż walczą, bo ich walka jest przegrana. Ich walka jest więzieniem. Wieczystą egzekucją na Golgocie. Zapętleniem Programu.
Zostawić to. Otworzyć dłonie ku pustej nieskończonej przestrzeni, ujrzeć te wszystkie linie, korytarze żył, tętno płynącej rzeki. Poczuć, że należymy do tego świata, który pod tym całym zgiełkiem i szaleństwem wciąż ma w sobie niezniszczalne dobro, które jest nieskończenie cierpliwe. Czym więcej spazmu lęku, tym więcej niewzruszonej ciszy i delikatności. Ten świat nas Otwiera. Budzi. Uczy jak przekroczyć Otchłań, na powrót uwierzyć, że żyje w nas Bóg, oddycha nami i przez nas dociera do samego siebie. Kiedy wysiłek miłości się kończy zaczyna się miłość. Kiedy wysiłek wyzwolenia się kończy zaczyna się wolność.
Przyjdzie czas kiedy nie będzie w tym wymiarze Strachu, nie będzie Rozpaczy, nie będzie Głodu. Przyjdzie czas kiedy wszyscy zrozumiemy, że naszą naturą jest Miłość bez obiektu miłości. Dobro bez obiektu dobroci. Mądrość. Jednak potrzebujemy jeszcze doświadczenia. Potrzebujemy żywej wiedzy. Każdy musi przebyć swoją drogę, odbyć własną podróż. Nikt nie może nikogo zbawić, uwolnić, wykonać pracy zamiast niego. Wolność i Miłość nie jest wynikiem wysiłku. Jest rozpoznaniem natury rzeczywistości w samej esencji.
*Mikha’il Nu’ayma, lepiej znany w języku angielskim pod pseudonimem Mikhail Naimy (17 października 1889 – 28 lutego 1988), był libańsko greckim poetą, powieściopisarzem i filozofem, znanym ze swoich duchowych pism, zwłaszcza The Book of Mirdad. Jest powszechnie uznawany za jedną z najważniejszych postaci współczesnej literatury arabskiej i jednego z najważniejszych pisarzy duchowych XX wieku.
Wśród wszystkich czujących istot nie ma nawet jednej takiej, która w przeszłości nie była by twoim ojcem lub matką. Aby więc w jakiś sposób odpłacić wszystkim czującym istotom za ich dobroć, zacznij pracować na rzecz ich pomyślności.
Padmasambhava (ok. 730 – 810), jogin, według tradycji sprowadził buddyzm do Tybetu i na tereny dzisiejszego Bhutanu.
SKŁAD:
200 GR MĄKI JĘCZMIENNEJ
ŁYŻKA MASŁA
MLEKO KOKOSOWE / ROŚLINNE
CUKIER
CYNAMON
IMBIR MIELONY
WYKON:
MĄKĘ PRAŻYMY NA PATELNI
MASŁO ROZPUSZCZAMY W MLEKU
DODAJEMY CUKIER
DOPRAWIAMY CYNAMONEM I IMBIREM
LEPIMY TSAMPĘ
WIEDZA:
TSAMPA རྩམ་པ་ – gruboziarnista mąka z prażonego jęczmienia, stanowiąca podstawowe pożywienie Tybetańczyków. Robi się z niej placki lub dodaje do słonej tybetańskiej herbaty maślanej.
Jęczmień to zboże wysoce energetyczne i w medycynie tybetańskiej usuwa zbyt dużą ilość „Lung – wiatru” oraz „Tripa – żółci” nie tworząc dodatkowo „Baken – flegmy”. Po krótce „Lung” związany jest z żywiołami powietrza i przestrzeni i jest najbardziej istotną siłą podtrzymującą naszą egzystencję, którą można porównać do „Qi” – siły życiowej w medycynie chińskiej ma za zadanie sterować i kierować energią w naszym organizmie. Natomiast „Tripa” jest związana z ogniem i głównie systemem metabolicznym organizmu i jego funkcjami biologicznymi. Zostaje jeszcze „Baken” to siła związana z żywiołami ziemi i wody i jego funkcją jest podtrzymywanie i dbanie o mięśnie, kości, szpik oraz kontrolowanie polityki hormonalnej i przemiany materii. Lekarze tybetańscy nazywają to Trzema Humorami, które są związane z trzema podstawowymi emocjami warunkującymi cykliczną egzystencję, czyli niewiedzę, gniew i przywiązanie. Zatem przywiązanie jest związane z humorem „wiatru”, gniew z „żółcią”, a fundamentalna niewiedza z „flegmą”.
Według tradycyjnej medycyny chińskiej jęczmień ma ochładzającą naturę termiczną i oscyluje pomiędzy słodkim i słonym smakiem, które związane są z ziemią i wodą. Bardzo dobrze oddziaływuje na żołądek i jelita, buduje krew i płyny Yin oraz ma właściwości nawilżające. Pomaga na rozwolnienie, pomaga na zapalenie śluzówek i bolesne oddawanie moczu, przeciwdziała gorączce i pomaga na guzy, opuchliznę i nadmiary wody w organizmie. Ma dużo witamin i aminokwasów oraz wśród zbóż najwięcej polifenoli, które mają działanie przeciwnowotworowe i wspierają układ krążenia. Jęczmień jest bardzo starą i zacną rośliną w naszym rejonie kulturowym żywili się nim zarówno Grecy jak i Egipcjanie. W swojej „Odysei” Homer wspomina o psychoaktywnym napoju na bazie jęczmienia, który przyrządzany był z okazji Misteriów Eleuzyjskich. W przypadku pełnoziarnistego jęczmienia – jest on bardzo bogaty w wapń, żelazo i białko. Najlepiej działa prażony jęczmień, który w tej formie jest narodowym daniem Tybetańczyków nazywanych żartobliwie „zjadaczami tsampy”. Tsampa to prażona mąka jęczmienna podawana na różne sposoby jednak najczęściej jest przyrządzana z herbatą i masłem, albo serem z mleka jaka „dri”. Tsampę można jeść na wiele sposobów jako ugniecione ciasto, lub w formie zupy, a nawet zjadając samą prażoną mąkę.
Śniadanie robimy sobie w pokoju. Czarna herbata, ciasteczka… tak – Taszi sięga wreszcie po worek z campą. Radość, która maluje się teraz na jego twarzy, trudna jest do opisania. Smakuje campę na rozmaite sposoby: a to na sucho, a to lepi z niej nieduże kulki, a to wreszcie wsypuje ją do słonej herbaty i popija gęstą zawiesinę, rozkoszując się dobrze znanym przysmakiem.
Krzysztof Renik „Dziennik buddyjskiej pielgrzymki.”
Młody jęczmień bogaty jest w maltozę – cukier słodowy, jest popularnym ziołem w Chinach – jest ogrzewający leczy zastoje i niestrawności wzmacnia trawienie i poprawia apetyt oraz działa pozytywnie na system narządów śledziony i trzustki oraz jest pomocny przy problemach z drożdżowcami Candida. Innym miejscem, gdzie jęczmień jest bardzo popularny to Pakistan. Pochodzący z Pakistanu amerykański lekarz Asaf Qureshi rozpoczął owocne badania nad właściwościami jęczmienia, co zaowocowało bardzo dobrymi wynikami w kontekście leczenia zaburzeń serca i zbijania szkodliwego cholesterolu.
MĄDROŚĆ:
ENERGETYCZNY WSZECHŚWIAT TYBETU
Zanim scharakteryzujemy sześć rodzajów smaku i podamy przykłady, chcielibyśmy zrobić krótkie wprowadzenie do medycyny tybetańskiej. Energetyczny wszechświat Tybetu to przede wszystkim pięć żywiołów oraz trzy zasady energetyczne, ponieważ posiadają one różne funkcje, szerzej omówię siły, które formują różne osobowości. Tybetańczycy wierzą, że każdy człowiek jest ukształtowany poprzez trzy siły; przenikają one wraz z pięcioma żywiołami cały kosmos i warunkują naszą fizyczną oraz duchowo-umysłową egzystencję.
Używają w tym celu następującej nomenklatury:
Lung (wiatr, wymawia się „lung”)
Tripa (żółć, wymawia się „tipa”)
Beken (flegma, wymawia się „begen”)
Być może na pierwszy rzut oka wydają się nam one dziwne, jednak z pewnością możemy dostrzec podobieństwa z grecką nauką o czterech sokach woreczka żółciowego. Kolejne analogie widoczne są także z doszami w ajurwedzie.
Trzy siły: lung, tripa oraz beken odpowiedzialne są za prawidłowe funkcjonowanie naszych organów oraz mózgu. Łączą one ciało i duszę, regulują wszystkie funkcje organizmu i kształtują nasze zdrowie. Swoją uniwersalną moc czerpią z połączenia pięciu żywiołów: ziemi, wody, ognia, powietrza oraz przestrzeni. Ich funkcje w organizmie to nadawanie kształtu, utrzymywanie, dojrzewanie, ruch oraz rozciąganie. Gdy są w harmonii – jesteśmy zdrowi.”
Florian Überall, Andrea Überall. „Uzdrawianie żywnością. Tybetański sposób na choroby cywilizacyjne”.
Prawda jest zawsze prosta. Wszyscy ludzie rozpoznają prawdę, ponieważ wszyscy ludzie są stworzeniami inteligentnymi. Naturą zła jest tworzenie sztucznie złożonych idei. Zło robi to, by ukryć lub przesłonić wolność, którą niszczy. Jeżeli usuniesz złożoność i strach ze swojego życia, znajdziesz piękną i prostą prawdę. Ta prawda jest naturą twojej wartości.
Jeremy Locke — End of All Evil
Ludzki umysł utracił pierwotną przenikliwą prostotę, tę jakość która pozwalała mu być zadowolonym i wdzięcznym za dar życia. Doceniać piękno i naturalność, która tu jest. Dlatego dopóki nie odnajdziemy drogi do prostoty nie odkryjemy wolności.
Zamiast tego widoczny jest okrutny schemat, który polega na udomowieniu ludzkiej istoty, hodowaniu jej w sztucznej klatce kultury i aparatury, w oprogramowaniu niezliczonych zasad i regulacji, które sprowadzają nasze życie do bycia trybem bezmyślnej i destrukcyjnej maszynerii, zglobalizowanego monstrum, którego pyska już nie sposób zobaczyć, bowiem stało się anonimowe lub ma miliony twarzy wszystkich tych, którzy są mu podlegli i czerpią zysk z tworzenia bólu i cierpienia dla ziemi i istot czujących. Ci zniewoleni ludzie utracili fundamentalną i wrodzoną ludzką wrażliwość, stali się robotami – istotami mechanicznymi wytworzonymi na podobieństwo własnego boga, którym jest pieniądz i władza. Stali się narzędziami zniewolenia – zasobem do użytkowania dla swoich panów. Stali się niewolnikami, którzy tworzą niewolników.
W samym sercu tej sztucznej okrutnej konstrukcji jest strach, jej paliwem jest pożądanie, a systemem operacyjnym jest niewiedza i ignorancja. Ignorancja karmi się strachem i podsyca obietnicą – pożądaniem, by w rezultacie płonąć w ogniu gniewu, kiedy oczywiste staje się kłamstwo, które za tym wszystkim stoi. Ludzie, którzy się nie przebudzili z tego Snu w którym żyjemy, kiedy okazuje się on oszustwem stają się oprawcami i mordercami, ponieważ nie są w wstanie znieść prawdy, że ponoszą odpowiedzialność za swoje życie, które sprzedali za iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa. Jedyne do czego są zdolni to szukać winnych, ponieważ sami są winni. Szukają samych siebie w podobnych sobie i mordują. Zawsze tak było. To jest wzorzec. Świadomy człowiek nie może być okrutny. Tylko nieświadomość jest zdolna do okrucieństwa. Dlatego oczywistym jest, że ten świat jest pogrążony w ignorancji.
Konsekwencją ignorancji jest cierpienie, a jest ono w tej chwili wszechobecne i rośnie wykładniczo. W naukach mówi się o braku zasługi, jest tak wtedy gdy światem rządzi egoizm i dbanie jedynie o własny interes i własne przetrwanie. W egoistycznym umyśle brak jest dobrych wrażeń, pozytywnego i wznoszącego potencjału. Brak jest mądrości i dobra. Taki umysł cierpi i zadaje ból. Ten świat płonie i jest trawiony przez ogień pożądania, to z czym się mierzymy obecnie to są skutki tego w jaki sposób jako ludzie żyliśmy na tej cudownej planecie, w jaki sposób korzystaliśmy z daru Istnienia. Mówimy o jednostce, sytuacji – okolicznościach i mówimy o systemie. Niestety jest tak, że to system tworzy okoliczności, które kształtują jednostki na swoje własne podobieństwo. Kiedy mamy do czynienia ze społeczeństwem masowym prawdziwa wolność staje się niemożliwa, a zamiast niej powstaje iluzja wolności za fasadą której jest aparat PRZYMUSU I KONTROLI CIAŁA (RZĄD), oraz mechanizm KONTROLI UMYSŁU (MASOWA RELIGIA). Obecnie rząd to fuzja mitologii Narodowej i przemysłu korporacyjnego, ponieważ obserwujemy rozpad globalizmu na poziomie ideologicznym (polityka), a postępującym na niwie korporacji i technologii, bo koniec końców to tam leży prawdziwa władza, tam mieszka okrutny król, demiurg tej cywilizacji. System nie jest systemem politycznym (to jego maska), system jest oparty na pieniądzu – to jest bożek tego systemu, który ostatecznie go zniszczy.
Jako jednostki staliśmy się podmiotami w sztucznej opowieści. Uwierzyliśmy w nadane nam imiona i nazwiska, w numery ewidencji, zostaliśmy zmuszeni do Gry. Naszą pracą mamy utrzymywać tą Grę, utrzymywać przy życiu coś co jest z natury złe ponieważ nie widzi skutków swoich działań. Jest pasożytem, który morduje żywiciela. Większość z nas jest tak uzależniona od tej „wymiany”, że bardziej dba o pasożyta niż o samego siebie. Pasożyt charakteryzuje się skomplikowaniem i złożonością. Cywilizacja i jej system zarządzania ukazuje się nam w niewiarygodnie skomplikowanej formie i kształtuje nas na swoje podobieństwo, byśmy nie dotarli do jego rdzenia zagubieni w nieskończonym labiryncie złożoności. Nić, która poprowadzi nas w walce z potworem jest Prostota. W ludzkości budzi się Duch, którego system religijnej kontroli nie może namierzyć i użyć ponieważ ten Duch przekracza całą jego sztuczność, która w tej chwili staje się oczywista. Nagle budzimy się i zaczynamy rozumieć, że te systemy nigdy nie miały na celu naszego dobra. Zostały stworzone dla KONTROLI. To okrutny bal przebierańców. Święto zmarłych. Martwica duszy i ciała. Nasze życie regulują grube księgi kodeksów prawa „ludzkiego” i „boskiego” setki tysięcy paragrafów. Jak do tego doszło? Musieliśmy być pogrążeni w długim głębokim śnie. Zawsze ostatecznie odwołujemy się do prawa, jednak to nie nam to prawo ma służyć. To prawo ma chronić Pasożyty.
Ten sen zaimplementowała nam w tej „zachodniej cywilizacji” obowiązująca doktryna religijna, która stała się globalna i hegemonistyczna – tworząc kasty Władców – te nietykalne monarchie i skorumpowane rządy. Tworząc kasty Kapłanów – wysoce skomplikowanych doktryn i dziedzin, których zadaniem było niszczenie prostoty i prawdziwego znaczenia życia. Zamiast tego dostaliśmy instrukcje obsługi bezdusznej maszyny. Nauki dla niewolników, którzy wciąż utwierdzani w swojej bezradności i swoim rzekomym grzechu mają przestrzegać prawa, które ich panom gwarantują bezkarność. Człowiek, który stracił kontakt z pierwiastkiem życia w sobie jest martwy. Na tej planecie żyje ogrom trupów, którzy wykonują rozkazy śmierci. Nienawidzą wolności i nią pogardzają. Ta pogarda jest ich cechą charakterystyczną, to wszyscy ci, którzy cedzą w swoich ustach słowa swoich panów z fanatyczną gorliwością i pewnością. Nie mają własnych żywych słów. Są zaprogramowanymi maszynami. Są niewiarygodnie skomplikowani, wysoce inteligentni gloryfikując tak zwane wyrafinowanie, ten rodzaj inteligencji kończy się okrucieństwem i nienawiścią wobec prostoty, która dla tych ludzi jest zniewagą i obelgą. Obraża ich zimne i kalkulujące Mózgogłowie. Prostota jest ostrym nożem wbitym w mózg. Jest szokująca i pełna mocy, ponieważ widzi, myśli i czuje bardzo wyraźnie.
W obecnej sytuacji Prostota jest dla nas ratunkiem, powrót do niej to odnalezienie Pierwotnej Drogi. Jest lekarstwem i terapią. Odkryje przed nami nieskończone możliwości ponieważ w swojej naturze jest niewyczerpana. To ona odżywia świat bez końca. Mózgogłowie na podobieństwo komputerowego procesora weszło w fazę zamulenia. Zawiesza się i kręci w koło, dlatego to wszystko stało się tak porażająco jałowe. To nowotwór, który nie ma już na czym żerować dlatego zjada sam siebie. To ciało przez które żyjemy tutaj – umrze. Ten duch, który jest w nim – nie ma końca. Jeżeli wiesz, że tak jest – to ostatecznie otworzy Drogę, w swojej dłoni poczujesz tą nić – to połączenie. Poczujesz Życie.
Ścieżka Mózgogłowia jest hipnotycznym transem, otumanieniem zaklęciami – śmiercią kliniczną. Powolnym i metodycznym mordowaniem. Jest zimnym światem biurowców, taśm produkcyjnych, betonowej dusznej dżungli. Spotkaniami biznesowymi martwych ludzi, sprzedażą ciał w kostnicy. Jest spazmem zorganizowanej przemysłowej przemocy, nie leczoną nigdy wścieklizną, którą uznaliśmy za normę uważając, że musimy żyć jak dzikie bestie i nagradzać tych najbardziej bezwzględnych. To nie jest mój świat, moje prawo, moja religia, mój kraj. Nie mam poglądów politycznych i planów na przyszłość. Widzę to co widzę i czuję to co czuję.
To uczucie jest dla współczesnego kapitalizmu bez mała tym, czym acedia (specyficzna mieszanina smutku i nudy) była dla teologów katolickich w pierwszych wiekach chrześcijaństwa: grzechem ciężkim. Acedia neguje bowiem wspaniałość świata stworzonego przez bóstwo, podobnie jak smutek neguje dziś wspaniałość późnego kapitalizmu. Pod znakiem zapytania stawia sensowność wszelkich naszych zaangażowań i inwestycji. Czyni nas bezproduktywnymi. A to w świecie zdominowanym przez rynek jest bodaj największą możliwą zbrodnią. Nad tym rynkiem unosi się widmo. Widmo kowala własnego losu. Słyszymy zewsząd, że wszystko jest w naszych rękach i wyłącznie od nas zależy. Zarówno sukces, jak i porażka, a ostatnio także los planety. Trudno się dziwić, że doświadczamy przeciążenia skrajnym indywidualizmem.
Tomasz Stawiszyński. „Ucieczka od bezradności”.
Przychodzi taki czas, robi się coraz zimniej. To zimno jest wszechobecne. Staje się wzorcem. Jednocześnie wzrasta klarowność i bardzo specyficzna przytomność umysłu. Widzisz samego siebie jaśniej, wyraźniej – obdartego ze znaczeń dodatkowych. Widzisz w sobie człowieka, takiego jak miliardy innych ludzi, zaczynasz cenić proste i fundamentalne sprawy. I to wystarcza. Myślę, że dzięki autentycznej ścieżce i duchowej pracy stajemy się dużo bardziej prości i zaczynamy po prostu czuć i widzieć więcej. Mamy w sobie to pierwotne ciepło, które potrafi na powrót przebudzić nas do Życia i pozwala patrzeć na nasze ludzkie zmagania z autentycznym współczuciem i troską. Pamiętać o tym co naprawdę ważne. Pamiętać o tym, że ostatecznie wszystko i wszystkich musimy zostawić i pójść własną drogą.
Przypomnieć sobie to bezbronne ciało w kokonie wód płodowych, otwartą obojętną przestrzeń konkretu w którą zostałeś wypluty, choć kiedy masz szczęście pierwsza spotyka cię miłość. To tylko dzięki niej można mieć siłę i odwagę, można naprawdę żyć. Jednak gdzieś po drodze, w tej bezsensownej walce o „lepsze jutro”, które zawsze okazuje się „tylko na chwilę”, „przez jakiś czas” tracimy to czucie, to ciepło i nawet nie zauważamy kiedy to wszystko staje się coraz zimniejsze i bardziej wyrachowane, pozbawione prostego i fundamentalnego dobra i zaufania. Tak rodzi się osobliwa obojętność na to wszystko co „nie jest mną” – brzemienna w skutki utrata Czucia. Kiedy zamiast ludzi widzimy przedmioty skierowane przeciwko nam niczym pociski wystrzelone z bezsensownej bezimiennej przestrzeni strachu. Kiedy stajemy się osaczoną przez zimne myślenie maszyną.
Jednostka – brzemię dźwigania iluzji poczucia siebie, wiecznie mutującego oprogramowania, którego kodem bazowym jest biologiczny imperatyw przetrwania wgrany w samą strukturę ciała poza zmyślnym softem intelektu. Ciało, które musi żyć – odżywiać się, kopulować, szukać schronienia, przyjemności i unikać bólu. Walka o pokarm, partnerów, terytorium. Kiedy odpuścisz nie przetrwasz, zostaniesz pożarty. Ta „nowoczesna” rzeczywistość wygląda inaczej kiedy patrzymy na nią z tego poziomu. Tutaj nie zmieniło się nic, jest tylko lepiej zamaskowane, jesteśmy cywilizowani póki chroni nas ten mechaniczny pancerz w postaci organizacji społecznej, struktury politycznej, religii, prawa, norm zachowań, mediów i tak dalej.
Mechanizmów regulujących i korygujących naszą egzystencję nie ma końca i wciąż muszą powstawać nowe, byśmy wciąż byli zajęci przystosowaniem do „nowych warunków” do kolejnego resetu ustawień, do ciągłej mutacji. Zatrzymanie tego spowoduje rozpad, dezintegrację ponieważ wszystko czym jesteśmy w „tym układzie” jest sztuczne i narzucone. Jest wymysłem programistów, którzy przez ostatnie dziesięciolecia studiowali ludzką konstrukcję, poznając mechanizmy kontroli i warunkowania. Grupa kontrolna pozostawia sobie duży margines możliwości i nieskończone zasoby do dyspozycji. Twórcy tej eksperymentalnej szczurzej cywilizacji sycą się energią walki i agonii, ciągłym beznadziejnym zmaganiem, które ostatecznie eksploatuje wolę życia i walki, bo zawsze i wszędzie chodzi jedynie o zasoby energii.
To jest prawdziwa waluta tego świata. Lśnienie. Czym bardziej jest zmutowane środowisko tym tej energii jest mniej i staje się coraz bardziej toksyczna. To jest faza agonii, kiedy ciało świata staje się postępującą chorobą – nowotworem, który łapczywie pożera wszystko to co jeszcze jest w zdrowiu i równowadze. Początkiem tej choroby zawsze jest egoizm – przekonanie, że jesteśmy ważniejsi niż wszystko inne. To jest podstawowy wirus wgrany w pień naszego mózgu, który infekuje wtedy, kiedy tracimy Połączenie. To jest Mózgogłowie.
Narcyzm jednostki występuje równolegle z narcyzmem kulturowym. Kształtujemy naszą kulturę odpowiednio do naszego własnego obrazu, a zarazem sami jesteśmy kształtowani przez kulturę. Czy można zrozumieć jedno z tych zjawisk, nie rozumiejąc drugiego? Czy psychologia może ignorować socjologię i vice versa? W ciągu czterdziestu lat, które przepracowałem jako terapeuta, zaobserwowałem znamienną przemianę problemów osobowościowych, z jakimi zwracali się do mnie pacjenci. Wcześniejsze neurozy, takie jak obezwładniające poczucie winy, fobie czy obsesje, nie występują dziś tak powszechnie. W ich miejsce spotykam więcej osób skarżących się na depresję; mówią o braku uczuć, wewnętrznej pustce, głębokim poczuciu frustracji i niespełnienia. Wiele z nich odnosi sukcesy w pracy zawodowej, co wskazuje na rozdarcie pomiędzy tym, jak funkcjonują w świecie, a tym, co dzieje się w ich wnętrzu. Nader dziwny wydaje się względny brak niepokoju i poczucia winy, i to nawet przy poważnych zaburzeniach. W parze z brakiem uczuć sprawia to, że ludzie ci robią wrażenie oderwanych od rzeczywistości. Ich działania – w życiu społecznym, seksie i pracy – wydają się zbyt sprawne, zbyt mechaniczne, zbyt perfekcyjne, wręcz nieludzkie. Funkcjonują raczej jak maszyny niż ludzie.
Alexander Lowen „NARCYZM”.
Ten brak pierwotnego Połączenia jest szkieletem – konstrukcją tej zimnej zaprogramowanej współczesności opartej na skrajnym egoistycznym zafiksowaniu, które stwarza pozbawione nadziei piekło rywalizacji, współzawodnictwa, brutalnej walki o status i posiadanie, które kończy się agonią życia w jego każdej formie. Pierwszą ofiarą zawsze staje się to co słabe i bezbronne rzucone na pożarcie najbardziej prymitywnych instynktów, które „pozbawione pudru propagandy” wchodzą w fazę jawności, kiedy odhumanizowana cywilizacja przestaje już dbać o swój „nowoczesny i humanitarny” image stając się okrutną i precyzyjną Maszyną, której odwiecznymi produktami są: Posiadanie, Dominacja i Władza. Trybami tej Maszyny jesteśmy my – pozbawieni Czucia ludzie, uwiedzeni skrajnym materializmem – ostateczną religią Mózgogłowia.
W tej fazie wszelkie religijne slogany o miłosierdziu, miłości wobec bliźniego stają się zwykłą kpiną na pierwszy plan wychodzi biologiczny twór – ciało, które jest jedynym bogiem dla którego obrazą jest choroba i śmierć. Zainfekowani skrajnym egoizmem zrobotyzowane istoty ludzkie sankcjonują „prawo”, które traktuje życie jako towar i surowiec. Przetrwanie staje się jedynym przykazaniem i ostatecznym prawem. Wszyscy przeciwko wszystkim. „Cywilizacja” zatacza pełne koło docierając do punktu wyjścia. Do samego Rdzenia. Do „Ja Mnie Moje”, które staje się modus operandi na wszystkich bez wyjątku poziomach: jednostki, rodziny, grupy, społeczności, narodu. To faza nacjonalizmu, fanatyzmu religijnego, narcyzmu, samoubóstwienia. Podkreślania wszelkich różnic i budowania na nich poczucia chwilowej tożsamości, która staje się ostateczną wartością ponad wszystkim innym, a konflikt staje się dominującą narracją, czymś przed czym nie możemy uciec ulokowani pod pręgierzem terroru mediów społecznościowych i ciągłej nieprzerwanej oceny generowanej non stop. To zapętlony neurotyczny świat gdzieś wciąż jesteśmy zajęci urojoną walką o urojone wartości, bo wszystko co prawdziwe zostało już rozwodnione do tego stopnia, że prawie niewidoczne. Zostały jedynie substytuty, podrobiona tandeta, chwilowe umowy, które wszyscy zrywają bez podania powodu. Liczy się tylko tymczasowość, bezpieczeństwo kosztem cierpienia, wygoda kosztem bezmyślności, komfort za cenę okrucieństwa zadawanego tym, których nie chcemy widzieć, bo są lustrem naszej przyszłości, ponieważ nie chcemy ujrzeć własnych demonów, które pożerają nas od środka.
Pomieszanie, dezorientacja, masochistyczna kultura negatywizmu plująca swoim jadem staje się powszechna i masowa odżywiając najbardziej prymitywne instynkty. Pornografia strachu i okrucieństwa, nieprzerwana transmisja Mroku na wszystkich kanałach, na wszelkie sposoby przez cały czas. W naukach to jest nazwane brakiem zasługi, wyczerpaniem pozytywnego i wzmacniającego potencjału w kolektywnym strumieniu świadomości. To udający rozwój wielopoziomowy regres – ucieczka w magiczne uduchowione światy, technologiczne utopijne obietnice bez pokrycia, poczucie szowinistycznego utożsamienia z gromadą, klanem i plemieniem, bezmyślny kompulsywny konsumpcjonizm bolesnych uciech, które przynoszą ulgę jedynie krótką chwilę, narastający lęk, bo w istocie żyjemy w świecie tak chaotycznym i pozbawionym spokoju, że doprawdy ciężko znaleźć cokolwiek na czym warto polegać, za czym warto pójść i czemu zaufać. Dlatego wracamy do egoistycznego zafiksowania na cielesności i sztucznej tożsamości, które są wszystkim co nam jeszcze zostało. Brzytwą, która odcina nas od wszechistnienia, potrzaskiem w dusznej klatce. Życiem na bezdechu. Ledwo, ledwo.
Jednak mam wrażenie, że to jest właśnie tym co charakteryzuje moment kiedy nasza świadomość ma największą szansę ujrzeć i poczuć czym tak naprawdę jest uwarunkowane i przesiąknięte cierpieniem ludzkie życie. Obudzić się ze snu o przyszłym spełnieniu i szczęśliwości, które w istocie nigdy nie przychodzi, bo wciąż jesteśmy zajęci tą nieskończoną walką o lepsze jutro tracąc jedyne co tak naprawdę mamy czyli dziś i tą właśnie chwilę. Ten moment, kiedy możemy ujrzeć prawdę, która ma zdolność przebudzenia w nas tego co rodzi prawdziwy Spokój, ponieważ jest czystym sercem, które jest pozbawione lęku przed śmiercią i unicestwieniem, które wie, że życie nigdy nie dobiega kresu. Ta otwarta przestrzeń gości dobro i zło, miłość i okrucieństwo rozumiejąc, że póki nie możemy rozpoznać swojej pierwotnej i nieuwarunkowanej Istoty, będziemy chronić i atakować, walczyć i bronić. Będziemy cierpieć do czasu kiedy nie pozwolimy temu cierpieniu wykonać swojej pracy.
Przebudzić nas.
Ta pierwotna Miłość przebija każdy pancerz, otwiera wszystkie żyły, czuje każdą istotę ludzką w jej zagubieniu i szamotaninie, która trwa bez początku przez wszystkie czasy i miejsca. Nie sądzi i nie ocenia. Nie karze. Nie popisuje się, nie sili na ezoteryczne sztuczki i pokazy duchowej mocy. Nie staje się charyzmatycznym guru, który uczyni z ciebie wyznawcę i fanatyka jedynie słusznej drogi. Nie będzie cię poniżać i karmić przerażeniem samopotępienia. Jest Lustrem. Po prostu ukazuje wszystko takim jakie w istocie jest. Prowadzi dużo głębiej i dalej niż najbardziej wyrafinowane doktryny, nie potrzebuje twojej adoracji i oddania. Wszystko żyje we wszystkim przez cały czas. Śmierć jest częścią życia, podobnie jak cierpienie i szczęście.
Pamiętam decydujący moment w moim życiu, kiedy cierpienie obudziło moje serce. Stało się to w dusznym wielkim Mieście Snu, kiedy zaszczuty przez swoje własne demony patrzyłem w mrok w tunelu w bebechach schorowanego świata i wiedziałem ponad wszelką wątpliwość, że wszystko musi umierać i musi żyć bez końca. Wtedy przychodzi płacz, który ma w sobie więcej prawdy niż jakiekolwiek słowo. Wtedy jesteś po prostu tym czym jesteś i w jednej chwili tracisz cały pancerz narosły przez miliardy lat. Ten rozpad niesie w sobie wyzwolenie. Ten pogardzany człowiek na którego patrzysz z wyższością niesie w sobie nieskończony Dar, który kładzie kres wszelkiemu cierpieniu. Wszyscy tułamy się po lesie samotności szukając światła i ciepła. Wszyscy chcemy, by ten ktoś obojętny i zimny w końcu nas zobaczył i rozpoznał. Wszyscy jesteśmy bezdomni w świecie, który toczy wojnę sam ze sobą. Wszyscy chcemy w końcu dotrzeć do domu.
Późno, samotny w łodzi swojego ciała, bez świateł i skrawka ziemi na horyzoncie, ciężkie grube chmury. Próbuję utrzymać się na powierzchni, a jednak już pod, żyję wewnątrz oceanu.
Demiurg nie jest Panem, mówili heretycy, ale ideą Pana, abstrakcją, którą kiedyś nazywaliśmy Jahwe, Bogiem lub Allahem, ale dziś, porzuciwszy wyimaginowanych przyjaciół z dzieciństwa, używamy teraz dorosłych terminów naukowych: Cywilizacja, Bezpieczeństwo, Życie lub Postęp. Ale tak naprawdę nic się nie zmieniło; nasi świeccy bogowie są dziś tak samo puści, jak święci bogowie wczoraj. Są to demiurgiczne ikony, mówili heretycy, wypełnione płytkim ciepłem tulenia się razem z tymi, którzy czczą te same symbole, wszyscy jesteśmy związani chwiejnymi uczuciami nadziei, do których wierzący lgnie, które uważa za święte i znaczące, ale które tak naprawdę są strachem pod inną nazwą.
Człowiek został ogłuszony przez to słowo.
Darren Allen
W owym zaszłym czasie trzeba powiedzieć, że Pirat był w kropce. To była zdecydowanie czarna gęsta egzystencjalna czarna dziura, każdego dnia opadał coraz głębiej i głębiej w Otchłań w której, o czym również trzeba wspomnieć, rozgościł się w sposób w jaki normalnemu tak zwanemu człowiekowi ciężko sobie wyobrazić, bo normalnie to nie jest normalne. Zresztą co jest ? „Normalność” jest absurdalną umową podpisaną przez szaleńców w akcie fundamentalnej niepoczytalności, spektaklem, który rozpada się każdego bożego dnia na naszych własnych oczach. Normalność jest fikcją umysłu. Z pozoru wszystko jest „normalnie” i to „normalnie” zaszło w swoje nienormalności aż tak daleko do XXI wieku do dzisiaj, do mitycznego tu i teraz, do Cyber Zenu – Antyoświecenia, Pseudonirwany. Pirat żył w swojej małej kajucie na planetarnym Titanicu, gdzie orkiestra mediów rżnęła ostatniego walca, który już jechał dosłownie po wszystkim, ugniatając różnorodność w jedną szarą toporną masę, której schlebiano, którą adorowano, którą mielono bez przerwy w tej Wielkiej Bezdusznej Maszynie i wypluwano jak odpad w Niebyt. Psychopatyczna Gra. Teraz Jezus wisiał na Wielkim Znaku Zapytania i zaczął się śmiać w głos dla tych, którzy mieli uszy aby słyszeć. Zamiast pordzewiałych gwoździ miał wszczepy, a dobra nowina była zakodowana w Matrycy i czekała na Nowy Rozdział, który musimy napisać, kiedy już obudzimy go w sobie, zamiast czekać na wyświetlenie kolejnego hologramu.
Czarna dziura nie jest dla wszystkich. Jest dla Nie Wybranych. Być Nie Wybranym i uświadomić to sobie to ho, ho, ho. Pirat mieszkał w Łodzi – Mieście Pogranicza dryfującym pomiędzy jawą i snem, na eksterytorialnych wodach kolektywnej świadomości, która stawała się coraz bardziej zatruta i zaśmiecona. Trzeba było zejść naprawdę głęboko by pojawiła się jakakolwiek klarowność i spokój. Jakikolwiek sens i powód. Jednak wtedy Pirat jedynie unosił się na powierzchni popychany chaotycznymi wiatrami. Zderzał się z Absurdem.
Jednak był czujny. Miał instynkt.
Rzeczywistość była dla niego psychosferą, nie postrzegał jej w ciągach przyczynowo – skutkowych w kategoriach praw dynamiki, biologicznego determinizmu czy spektaklu społecznego, widział ją jako gęsty zaludniony fantomami sen. Miał tak od dziecka, ponieważ jego wyobraźnia była pierwotnym jego światem, który go zrodził i ukształtował. Pirat został wysłany na misję do Świata Warunku, misję trzeba przyznać dość samobójczą, bowiem w Świecie Warunku wyobraźnia jest skazana wykrokiem dożywotniego więzienia bez odwołania. W Świecie Warunku podstawowym stanem istnienia jest Agonia. W tamtym czasie Pirat nie miał pojęcia o czym my tutaj mówimy, po prostu próbował przetrwać w Tym Czymś, w źle skonfigurowanej grze w której nikt nie wiedział po co w ogóle ma w to grać jednak grał, bo grali wszyscy i wszyscy przegrywali oszukując samych siebie do samego końca. Pirat nigdy nie zaczął tak naprawdę grać w tą Grę jedynie tylko udawał zainteresowanie, udawał udział, udawał zaangażowanie.
I rozpoznawał tych, którzy też udają.
Rozkołysane wahadło pozornego życia poruszało się w nadziei i rozpaczy, poruszało się w cierpieniu i szczęściu, na zmianę. Nikt nie wiedział kto wprawił je w ruch, choć rzecz jasna było wiele teorii naukowych i religijnych w które ludzie wierzyli, bo ludzie, drodzy ludzie potrafią uwierzyć we wszystko. Tacy są. Ta przypadłość uczyniła Grę możliwą. W Wymiarze Warunku cierpimy na Brak Pamięci, na Krótkotrwałość, cierpimy na życie, które kończy się śmiercią, na śmierć która udaje życie. W Wymiarze Warunku zatrzaśnięto wszystkie drzwi, uniemożliwiono ucieczkę. Bebechy maszyny losującej bez wygranych wypluwającej złudzenie za złudzeniem. Najczęściej orientujesz się wtedy, kiedy jest już za późno, prawie na sam mało wesoły koniec, kiedy brak ci już sił i patrzysz na swoją grę z perspektywy realnego doświadczenia, bezlitosnej weryfikacji wszystkich tych obietnic, zapewnień i bajek dla dzieci. Jednak tak naprawdę realne życie jest w istocie mało realne, jest ciągiem przelatujących obrazów wokół nas, z których nie zostaje nic co możesz złapać jak woda na powrót wracająca do oceanu. Jest ruchomym tłem za którym próbujesz nadążyć, choć to niemożliwe. Tym co jednak zawsze jest obecne jesteś Ty – Nie Ty.
TO.
Ty przepływający przez to wszystko, ty zanurzający się w gęsty roztwór wyobrażeń, koncepcji, teorii, które nigdy się nie kończą, bowiem tak to już jest. Jednak kiedy na powrót zamieszkasz wewnątrz samego siebie, wewnątrz tego, który chce gdzieś dopłynąć, bo wierzy, że tam czeka go coś czego jeszcze nie ma tu, możesz w końcu poczuć, że w tym co bez końca się rusza istnieje coś co wydaje się spokojne i nieruchome, coś na co naprawdę możesz liczyć, coś co jest bliżej niż twoja własna skóra. Pirat miał to przeczucie, nie był go wtedy świadomy jednak ono było tak czyste. Niewymyślne. W tamtym czasie wciąż się gubił na każdym skrzyżowaniu wielkiego Miasta Snu, które zbudowano na chybił trafił, bo świątynią postępu była wtedy Produkcja wypluwająca ludzkie życie przez wielkie strzeliste kominy, mieląca ich w Maszynie. Żyjemy w istocie w snach innych ludzi, którymi sami byliśmy, a my teraz śnimy sny dla nas, którzy przyjdą kiedy my odejdziemy. Sen przyszłości skrapla się w każdej sekundzie i tworzy potencjał Mutacji z której powstaje kolejna zmodyfikowana wersja rzeczywistości, kolejny wariant Psychosfery do którego wypluje nas terror egzystencji i będziemy po raz kolejny trawić samych siebie.
Zrodzeni sami z siebie doświadczamy swojego własnego świata.
Potencjalność jest nieskończona. Dlatego nic nie może się wyczerpać, nic nie może dotrzeć do końca, bo koniec jest tylko kolejnym początkiem. „Koniec” jest pocieszeniem dla nieświadomego umysłu, nie możemy zatrzymać strumienia wrażeń, możemy jedynie nauczyć się współpracy i obecności, możemy odkryć, że w istocie to wszystko jest po prostu piękne i fascynujące nawet wtedy kiedy jest okrutne, tragiczne i pozbawia nadziei, bo ostatecznie nie ma miejsca docelowego, nie ma zbawienia, nirwany, nie ma niebytu, a Piekłem jest Warunek. Nikt nie potrafi zgasić światła świadomości nawet sam bóg nie ma pojęcia gdzie jest wyłącznik. Ten „prąd”, który przez nas przepływa jest energią życia. Wystarczy spojrzeć na dzieci. Dlatego świat bez dzieci stał by się światem nie do wytrzymania, stałby się zimny i okrutny. To one przynoszą tutaj Żywość, zasilają to pole. Jednak co my im czynimy, kiedy chcemy, aby upodobniły się do nas, by były kolejnymi automatami do obsługi karmicznego długu wtłaczając je w nasz kwadratowy mechaniczny świat, przyuczając je do bycia biernym, posłusznym i zlęknionym, warunkując swoimi okrutnymi doktrynami pozbawionymi radości i światła, rzucając na kolana przed oblicze wymyślonego okrutnego małego pedantycznego boga, który zarzygał ten świat niewinną i czystą krwią z której ulano naszą „wolność”, która w istocie jest czystą nie rozcieńczoną Ignorancją.
Czarna dziura. Kropka pod znakiem zapytania. Otchłań Nieświadomości.
Ci, którzy udają, że są z tego świata, są tymi którzy tu przyszli by go odmienić, by być wtedy kiedy potencjometry są rozkręcone na maxa, kiedy wiek bogini Kali rozpruwa rzeczywistość na strzępy, jednak wtedy możliwy jest radykalny skok świadomości w takim stopniu jak nigdy wcześniej, ponieważ potencjał negatywizmu ma swoją twórczą i jasną stronę. W swojej esencji jest czystą niepohamowaną Mocą – Energią Istnienia. To jest ten czas. Ten Moment. Może cię wystrzelić lub pogrzebać – wszystko zależy od ciebie, nie od miliarderów i polityków tej całej zgrai napuchniętych schorowanych istnień ludzkich, którym się wydaje, że są bożkami w małym prowincjonalnym kościółku na obrzeżach nieskończonej galaktyki i dostąpią technologicznego zbawienia od choroby i śmierci, a koniec końców będą nawozem z gnojowiska dla pięknych kwiatów, które już rosną głęboko pod zdewastowaną sztucznymi nawozami Matką Ziemią – Istotą Która Czuje. Ta pschosfera ma nieskończoną ilość wcieleń, nieskończoną ilość wariantów, nieskończone opcje gry co na tą pokraczną chwilę nie mieści się nam w głowach, bo staliśmy się głównie głowami pełnymi spiskowego myślenia, głowami, które wciąż się martwią – jak to będzie, głowami które wciąż bolą, bo nie mogą przestać myśleć, głowami, które dają sobie tytuły wielkich głów za najbardziej błyskotliwe i inteligentne bicie w mur swoich własnych ograniczeń. Doszliśmy do ściany i Pirat odkrył to tamtego dnia, kiedy schodził po schodach do Podziemia zaraz przy Centralu.
Odkrył TO ponad wszelką wątpliwość. Zapalił śmierdzącego rakiem papierosa usiadł na oplutych wnętrznościami schodach, które w istocie prowadzą donikąd. Słuchał bicia swojego serca, każdego jednego uderzenia.
DANIE WEGETARIAŃSKIE W PRZEMIANIE ZIEMI (ŚLEDZONA I ŻOŁĄDEK)
PRZEMIANA ZIEMI – SMAK SŁODKI
To najbardziej zharmonizowany i optymalny smak, choć smak słodki kojarzymy w dużej mierze negatywnie z powodów nadmiernego spożycia cukru. W przemianie ziemi odżywiamy nasze ciało i wzmacniamy energię Qi. Narządy związane z tą przemianą to: śledziona, żołądek i trzustka. Jej porą jest późne lato przypadające mniej więcej na okres żniw. Kolor ziemi to żółty. Pozytywne właściwości to pogoda ducha, szacunek dla tradycji, szczodrość, opiekuńczość, radość i równowaga.
Jest to danie wegetariańskie na bazie jajek z wolnego wybiegu i żółtego sera (dla tych co kochają ser 😉 Jajka to źródło łatwo przyswajalnego i pełnowartościowego białka, są w przemianie ziemi i smaku słodkim. Mają dużo witamin (A, E, D) oraz co ważne witaminę B12. Są bogate w fosfor, wapń, żelazo i magnez. Odżywiają substancję i krew. Działają uspokajająco na umysł, nawilżają, dlatego nie są wskazane przy nadmiarach wilgoci i śluzu. Energetycznie są neutralne czyli ani nie ogrzewają ani nie wyziębiają organizmu. Forma omletu (smażenia) i dodatki pieprzu sprawiają, że w tej formie jest to danie ocieplające. Wzmacniają i dodają energii jednak są „ciężkie” i nadmierne spożycie nie jest wskazane.
Roztrzepujemy jajka i mąkę – możemy też krótko zblendować. Dodajemy sól i pieprz.
Ścieramy ser, kroimy połówki pomidora w paski. Kroimy pieczarki w paski.
Na rozgrzaną patelnię wlewamy łyżkę oleju ryżowego. Smażymy pieczarki doprawiamy pieprzem i sosem sojowym. Po usmażeniu odsączamy z wody i tłuszczu. Odstawiamy na bok.
Ja tutaj używam dużej naleśnikowej patelki (średnica 32 cm), bo łatwiej mi omlet przewrócić na drugą stronę i aby zachować idealną okrągłą formę używam blachy od tortownicy bez spodu możemy boki posmarować olejem. Kładziemy ją na patelni, rozgrzewamy i rozpuszczamy masło.
Patelnia powinna być dobrze rozgrzana. Zmniejszamy płomień kuchenki i wlewamy roztrzepane jajka z mąką.
Kładziemy pokrywkę i czekamy na pierwsze ścięcie 😉 Odkrywamy, możemy plastikową łopatką sprawdzić czy omlet nie przywarł do blachy, ściągamy ją i odwracamy omlet.
Teraz posypujemy serem, rozkładamy pomidory i pieczarki, przykrywamy pokrywką by omlet był idealny i na koniec ozdabiamy liśćmi bazylii.
Smacznego!
SZCZURZA OPOWIEŚĆ Z GWATEMALA CITY
Overshoot jest jak posiadanie konta czekowego i konta oszczędnościowego i wykorzystywanie nie tylko wszystkich pieniędzy na naszym koncie czekowym każdego roku, ale także wyczerpywanie naszego konta oszczędnościowego. Każdy wie, że jeśli wydamy nasze konto oszczędnościowe, w końcu zabraknie nam pieniędzy. Z ekologicznego punktu widzenia, w końcu zabraknie nam łatwo wydobywalnych zasobów i wyrządzimy tak wiele szkód spowodowanych zanieczyszczeniami, że życie, jakie znamy, przestanie istnieć.
EKOLOGICZNE PRZEKROCZENIE, Elisabeth Robson / Medium
Wymyśliliśmy słowo „chaos” na oznaczenie porządku, którego nie rozumiemy.
Henry Miller
To przychodzi tutaj z nami. Nosimy to w sobie. Sztuką jest odkrycie, rozwinięcie i oddanie tego światu. Tak rozumiem pierwotne i nieuwarunkowane piękno bycia istotą ludzką. Zaufać temu pierwotnemu impulsowi, który z nas wychodzi w postaci twórczości – uważam za bezwzględny akt odwagi w tej bardzo umownej i „zdyscyplinowanej” rzeczywistości.
W domu w którym się wychowałem nie było książek, te książki nosiłem w sobie, każde doświadczenie, rozmowa i obraz są kolejnym akapitem, rozdziałem i tomem pisanym „na żywo”. Ta „żywość” ten stan „ożywienia” jest punktem wyjścia i wejścia. Bramą. To prolog i epilog zarazem. Klawiatura milknie na długo, jednak to nic nie znaczy, ten zewnętrzny obraz jest mylący i to na nim najczęściej skupiamy uwagę – jednak „tworzywo” obraca się przed naszymi oczyma, słyszymy je i dotykamy.
Tworzenie jest procesem Zaufania. Do siebie, do własnych doświadczeń. To jedyne co mamy -Doświadczenie. Opowiadanie historii z tej perspektywy nie jest zmyślaniem, sztuczną ornamentyką i nadpobudliwością egotycznych skłonności – to odruch biologiczny, czynność fizjologiczna, której celem jest Życie. Bycie żywym. Otwartym. Wrażliwym. Moc jaka z tego płynie – jest poza dyskusją, poza spekulacją, poza „sukcesem”, poza „pozą”.
Mamy różnych nauczycieli i przewodników. Jednak wierzę, że jest w nas pierwotna inteligencja i mądrość, której rolą jest nas z chwili na chwilę budzić z transu, otępienia, przyzwyczajeń. Życie jest śmiertelne i bywa trudne i bolesne. Skazanie własnej egzystencji na jedynie impulsywne podążanie za nie mającymi końca uwarunkowaniami jest esencją cierpienia i stawia nas w roli „statysty” na absurdalnym planie zdarzeń. Rzeczywistość jest irracjonalnym chaotycznym zbiorem umowności i przypadku. Nadawanie znaczeń i tworzenie koncepcji jest ludzką próbą przetrwania, dialektyką. Teza, hipoteza, hiperteza. Forma, nazwa. Ciągi znaczeń w utartych koleinach przyzwyczajeń. Jedno skostnienie przechodzi w drugie. Rodzimy się tutaj już ustawieni w kontekstach, poddani nieustającej tresurze społecznej, rodzicielskiej, politycznej i kulturowej. Zagłuszając własny wewnętrzny głos oddajemy walkowera. Podnosimy dłonie w geście poddania.
Zostajemy pogrzebani żywcem. Zamordowani banalnością zdarzeń, obleczeni w kaftan umownego bezpieczeństwa. Próba życia w zgodzie z sobą jest dla tego świata – Wyzwaniem rzuconym prosto w jego kwadratową twarz. Ostracyzm tej potocznej kwadratury staje się prześladującym nas Cieniem. Zawsze za plecami. Co pomyślą inni? Jak wyglądam? Czy się podobam?
Czekanie na przyzwolenie. Czekanie na akceptację. Czekanie na oklaski.
„To” właśnie postrzegam jako „materiał” z jakiego zostały stworzone „kraty” tego Więzienia. Jednak my sami staliśmy się strażnikami w jego murach, zarządcami własnej podległości względem Gry i Rozgrywających. Bowiem, jedyne do czego się odnosimy to właśnie Spektakl – coś zewnętrznego. Zamiast przyjrzeć się samym sobie, wciąż wodzimy wzrokiem po Dekoracjach – szukając w nich tego „mitycznego” Sensu. To wszystko jest go pozbawione, póki pomijamy decydujący w tym wszystkim czynnik – „Ja”. Uzależnienie od opinii innych aktorów, od rankingów, konkursów, porównywanie, naśladowanie – to wszystko jest częścią „biznesu życia”. Handlu jaki jest znakiem rozpoznawczym tego wszystkiego. Mijający bezproduktywnie i jałowo Czas jest Odsetkami od tego niemożliwego do spłacenia Kredytu. Czy przyjaciele to naprawdę przyjaciele, czy wrogowie to naprawdę wrogowie, czy popularność to „znacznik” wyuczonej i opłaconej roli? Warto się przyjrzeć i zastanowić. Warto zakwestionować te podstawowe założenia, bowiem od tego zależy bardzo wiele. Odnoszę się często do przemijania jako bardzo konkretnego Punktu Odniesienia, bowiem uważam, że jedynym „wartym zachodu” w tej „układance” kapitałem jest Wiedza i Miłość jako nierozłączne części wspomnianego Daru – jaki możemy dostać i jaki możemy dać. Nigdy nie wiesz – ile ci jeszcze zostało i nie wiesz również tego, czy to co „masz” warte było tego co zrobiłeś. Jednak prawdziwa Wiedza i prawdziwa Miłość wydaje mi się daleka od tego, co rozumiemy pod tymi słowami. To wcale nie musi być ten cukierkowaty i przemądrzały „towar” jaki chcą nam opchnąć.
Promocja Tandety – wszyscy są tym bardzo zajęci. Wszystko to może się toczyć jedynie w pewnych założeniach, w przyjętych normach i umownych zasadach. W potrzebie – Uznania. Lubią nie lubią. Zgadzają się, nie zgadzają.
Kwestionuję to. Ten właśnie element uznania i aprobaty. Oczekiwanie na oklaski jest stratą czasu. Przyjdą nie przyjdą – to nie ma znaczenia. Znaczenie ma nasz własny stan – nasze życie. Nasza opowieść i nasza Prawda.
Jesteśmy Tu i teraz w naszym własnym Centrum Dowodzenia Wszechświatem. Ten wszechświat to wewnętrzny wymiar naszej Istoty.
To będzie dziwna historia, ale takie mamy czasy w bezczasie. Taki mamy klimat. Więc, jesteśmy po raz kolejny w Łodzi. Wyobraźmy to sobie pejzaż jak z filmów Tarkowskiego i oczyma naszej wyobraźni z rozproszonego, ciągle zamulonego tłumu homo after happen’s ujrzymy oczyma naszej wyobraźni naszego antybohatera Prepersa. Ma na sobie czerwoną bluzę z kapturem i stoi zwrócony tyłem do nas w bramie nieopodal kościoła Świętej Trójcy. Kontempluje widoki z powłoki, pogodne wzgórza kamienic i zamykając oczy widzi spokojne i kojące morze o krystalicznie błękitnej wodzie, która leczy i uzdrawia wszystkie nasze spiny. Tak w umyśle Prepersa kołysze się Łódź. Od czasu do czasu zanurza się w Inny Wymiar, kwantową zupę alternatywnego Wszechświata. Prepers ma pogodną twarz, ponieważ od jakiegoś czasu jego stan się radykalnie odmienił, zaszły w nim procesy, których Mózgogłowie nie było w stanie pojąć.
Był w swoim ciele, choć brzmi to absurdalnie to jest tak tylko z pozoru, bowiem kiedyś cały czas „żył jakby w głowie” w neurotycznych neuronach. W więzieniu wylęknionego umysłu, który był mroczny i paranoiczny, który postrzegał rzeczywistość jako Meta Spisek przeciw sobie. Jednak teraz w końcu po długiej podróży był na swoim miejscu tej kosmicznej układanki. Odnalazł swoją Drogę. Swoje miejsce w kalejdoskopie wszechrzeczy. Był Absolutnie Sobą. Absurdalna wojna z samym sobą dobiegła końca i ten stan można nazwać Wyzwoleniem z Warunku. Przestał być własnym wrogiem. Uśmiechał się do świata i dziękował. Ten stan Wdzięczności jest najbardziej radykalnym sposobem transformacji zaprogramowanego kodu zniewolenia. Ponieważ nie tworzył już tej odwiecznej amplitudy napięcia. Tej beznadziejnej skazanej na porażkę walki. Tego co utrzymuje cię w tej zależności. Gniew i przywiązanie do swojej wizji – poglądu, zrozumiał jak śmieszna i dziecinna jest idea rewolucyjnego anarchizmu, który nie istnieje w naturze, jest wytworem braku zrozumienia. Ignorancji. To kolejny ego – trip. Wymyślone poczucie „wielkiej sprawy” opartej o narcystycznej naturze Mózgogłowia – EGO, które musi wygenerować romantyczny obraz samego siebie, by szukać w rzeczywistości – lustrze odbić dla uzasadnienia swojej fiksacji. Musi być surowym sędzią, kimś kto w swoim pojęciu i wyobrażeniu wie i widzi więcej i postrzega innych jako zdecydowanie głupszych od siebie, jako tych którzy dali się zniewolić i zakneblować, dali sobie narzucić Obcą Wolę. Dobrowolnie zakuli się w kajdany. Oddali swój najcenniejszy dar – „złudzenia wolności”.
Kiedy swoje życie opierasz na walce wówczas ta walka musi trwać w nieskończoność ponieważ, to w co wierzysz jest oparte na iluzjach, na spekulatywnej i urojeniowej naturze tzw. mocy obliczeniowej Mózgogłowia. To tworzy jedną z twoich wymyślonych kolejnych osobowości, jest filtrem percepcji, który generuje „nową wizję”, „nowy sposób życia”, „kolejną romantyczną misję” w tej symulacyjnej grze rozwojowej. Kiedy brak przestrzeni pomiędzy podmiotem i orzeczeniem, pomiędzy myślącym i myśleniem wówczas stajesz się prawdziwym niewolnikiem, kimś kto nie potrafi się już zatrzymać w swojej coraz bardziej paranoicznej i paranormalnej fiksacji. Paliwem jest gniew i tak zwane oburzenie absurdem tego świata, jego niesprawiedliwością i wściekły pytasz nicość: Gdzie kurwa jest ten dobry Bóg? Gdzie był w Treblince, gdzie był na każdej jebanej wojnie, gdzie był kiedy handlowano ludźmi jak towarami, gdzie był jak go nie było?
To myślenie jest jednym z bazowych Programów operacyjnych tej Gry. To współczesny Program – Matka. Doktryna fundamentalnego dualizmu i postrzegania istnienia jako kosmicznego dramatu o określonej strukturze fabularnej, która jest tylko i jedynie wgraną w świadomość wizją – utopią. Zaprogramowanym poczuciem urojonego grzechu i mistycznym fatalizmem „gry o wszystko” – ostatecznego nieba i piekła na wieczność. To fundamentalny wzór zakodowany w naszej świadomości nawet wtedy kiedy wydaje się nam, że myślimy już inaczej. To jest wyssane z mlekiem matki i jaj matki i matki tamtej matki. To nasienie, które spłodziło tą Cywilizację Dominacji i Podboju. Fundamentalny jest brak szacunku do Inności – nie będziesz miał bogów cudzych przede mną, będziesz pełen lęku i żałości, będziesz pełzał, błagał, będziesz niczym. To uczyniło z ludzi istoty okrutne i nieszczęśliwe, które niszczą to czego nie rozumieją, które dostając gotową mapę przestały odkrywać samemu naturę rzeczywistości, badać własną świadomość, szukać przyczyn, współzależności ostatecznym wynikiem tego wszystkiego był kompletny brak rozwoju. Paraliżująca stagnacja i ulokowanie wszystkiego na materialno – fizycznym planie. Brak przestrzeni, a tym samym brak otwartości.
Umysłowe więzienie. Wyrok.
To na poziomie podświadomym stworzyło demoniczną strukturę bytów, które żywią się cierpieniem wynikającym z Ignorancji. Stan wiecznej udręki – zaimplementowanego grzechu i brudu z którego stworzono globalny i monolityczny system warunkowania świadomości – tworzenia dla tych demonów całego systemu pokarmowego – Gastropolis, a głównym składnikiem tego pokarmu jest Ignorancja. Jedynym prawdziwym celem tej doktryny dominacji jest utrzymywanie niewiedzy, dlatego wszystko co miało potencjał rozwoju było prześladowane i tępione, było torturowane i mordowane. Całe dziedzictwo ludzkości – wielorakość ścieżek, poglądów – wszystko to musiało zejść do podziemia. Ukrywać się by przetrwać. Tak powstała współczesna monokultura oparta na doktrynie dominacji i przemocy na której fundamentach powstało to w czym dzisiaj przyszło nam żyć. Cybernetyczno – technokratyczny świat kontroli zdominowany przez lewą półkulę Mózgogłowia i coraz bardziej jednolita apatyczna masa ludzka, którą można sterować przez medialny Kabel – Babel – jak bydłem przez elektryczne pastuchy. Pastwisko ma postać nieskończonej jałowej rozrywki – modyfikowanej papki dla niemowlaków – ponieważ taki jest poziom kolektywnej psyche. Szukanie uciechy i zabawy – robienie dosłownie wszystkiego byle tylko nie ujrzeć całego tego bezsensu, w którym to wszystko jest umoczone jak w gównie.
I teraz to zaczyna śmierdzieć. Ukazuje swoje prawdziwe oblicze. Odsłania się z coraz większą bezwstydnością. Pornograficzna natura nieludzkiego stosunku do życia, do istnienia, do drugiej istoty czującej. Pozbawiony empatii i wrażliwości akt poniżenia i dewastacji wynikający z braku szacunku do samego siebie. Tak się kończy Doktryna Pierworodnego Grzechu. Gwałceniem naszej czystej dziecięcej natury, tego co naprawdę jest święte i pełne ufności. Ostateczną pogardą wobec Cudu Życia. Jednak to wszystko teraz wychodzi na jaw, cały ten skorumpowany i patologiczny układ wzajemnej korzyści opartej na gwałcie. Nie zdołamy przed tym uciec, nie będzie już miejsca gdzie możemy się ukryć przed prawdą. To jest czas konfrontacji kiedy Lustro ukazuje świat taki jakim jest. Ukazuje nam naszą prawdziwą twarz.
Oparta na Ignorancji populacja gloryfikuje Ignorancję i Głupotę – wzmacniając sygnał – wzorzec i masowo go powielając na niezliczone zmyślne sposoby. Jest wyrafinowana. Znakiem rozpoznawczym jest łatwość, wygoda, dostępność, masowość. Coraz łatwiejsze bezwysiłkowe życie oparte na emitowaniu wzorca głupoty jest w takiej „kulturze” najbardziej dochodowe, najlepiej się sprzedaje to co nie ma wartości. Prawdziwa wartość nigdy nie jest na sprzedaż. Pogrążony w tamasowych przyjemnościach, których ostatecznym celem jest pogrążyć cię jeszcze bardziej w demonicznym wymiarze cierpienia, jesteś podziwiany, jesteś popularny, jesteś naśladowany, ponieważ właśnie o to chodzi kiedy cykl ciemności dobiega końca. Musisz stworzyć inkarnacyjny potencjał przetrwania w postaci zdominowanych przez ciemność istot. To jest bardzo proste. Tam gdzie jest najwięcej materialnego dobra jest najwięcej przywiązania i cierpienia. Musisz zrozumieć, że to „szczęście” posiadania i dobrobytu jest tak naprawdę bezgranicznym cierpieniem rozstania i rozpadu i jest wprost proporcjonalne do rozmiaru przywiązania jakie żywisz stając się niewolnikiem tej łatwości, wygody i dostępności, wtedy przychodzi zrozumienie, że prawdziwa wartość była zupełnie w czym innym. W tym co wymaga wysiłku, myślenia, refleksji, co wymaga wyrzeczenia i dyscypliny – ponieważ to jest przeciwieństwem lenistwa. Dlatego nie ciesz się z łatwego i przyjemnego życia, kiedy tego nie rozumiesz.
Prepers szczególnie był wdzięczny za wszelkie trudy, za cierpienie, za problemy, za wszystkie kłody pod nogami, belki w oku, za każdego kto był przeciw niemu, bowiem to właśnie jest było tym, co pozwoliło mu wzrastać i rozwijać moc swojego Ducha, budziło jego Dobre Serce i Moc. Teraz rozumie, że wszystko jest odzwierciedleniem tego czym w danej chwili, w aktualnym Układzie Warunku – Jesteś. Zrozumiał, że Mistrz jest po prostu Rzeczywistością w której jesteś bezgranicznie zanurzony, która jest manifestacją twojego niewyczerpanego i nieskończonego potencjału. Jest informacją i układem danych, które kiedy potrafisz je dekodować stają się Nauką – Dharmą.
Jednak żeby to zobaczyć i zrozumieć musisz się przebić przez gęste. Gęste jest wyprodukowaną i narzuconą wizją tzw. „rzeczywistości” – uwarunkowaniem, wspólną matrycą hodowlaną w jakiej zostałeś wyprodukowany i w której spędziłeś całe swoje kwadratowe życie oparte na naśladownictwie, rywalizacji i przekonaniu, że to jest „prawdziwy świat”. Tak naprawdę nic „co istnieje” nie jest ostatecznie prawdziwe, bowiem jest to tylko chwilowy Układ Warunków i Okoliczności, które wciąż i bez ustanku podlegają zmianie. Zmiana jest jedyną stałą, wzorem i prawidłowością w tak zwanym ostatecznym rozrachunku na znikającym paragonie z hipermarketu umysłu. Jego podstawą jest lgnięcie, pożądanie. Absurdalnie neurotyczna tendencja do ciągłej gry w przyciąganie i odpychanie.
Tak zaczyna się ten nieskończony w czasie i przestrzeni podświadomy mechanizm manipulacji oparty na zdolnościach intelektualnych umysłu i poczuciu „ja myślę” – to są moje myśli i koncepcje, którymi opowiadam sobie świat. Wierzę w to co myślę, wierzę, że to stanowi prawdziwy opis tego co się wydarza. Jednak w istocie jest to selektywny mechanizm przetrwania, który wydarza się poza twoją świadomością, ty dostajesz jedynie złudzenie kontroli percepcji. Selekcja obrazu, odczucia, wrażenia, dźwięku, smaku odbywa się w dużej mierze poza twoim udziałem, gdyż w przeciwnym razie po prostu byś oszalał z nadmiaru wrażeń.
I ten właśnie mechanizm jest tym co można zaprogramować i kontrolować poprzez strukturę słów – pojęć. Dlatego na początku zawsze jest słowo – pojęcie, bowiem tak koduje się określoną matrycę tworzy siatkę percepcji rzuconą na to co w swojej esencji jest bezgraniczne i nieskończone. Tego co pierwotne nie stworzył żaden wymyślony bóg, to istnieje poza czasem i przestrzenią. Poza Wtórnym Warunkiem powstającym z ruchu energii. To jest puste i pełne nieskończonej energii czystej przejrzystości i jest poza jakimkolwiek ograniczeniem i kontrolą.
Jeżeli tworzysz „stwórcę” tworzysz pierwszy i fundamentalny podział na źródło i manifestację, tworzysz to co nazywasz prawdziwe i fałszywe, to tu i to tam, tworzysz abstrakcję „tego do czego chcesz wrócić”, tego co chcesz przekroczyć, naprawić, wyleczyć, oczyścić, ulepszyć, tworzysz „ja teraz” i „ja potem” tworzysz czas i przestrzeń. Porównujesz wyniki z „przed” i „po” – jesteś smutny, albo zadowolony jednak przede wszystkim masz poczucie celu, dążenia, kierunku i tworzysz „byty” na lini czasu, które porównujesz ze sobą. Jednak kim jest ten, który to robi? Czy jest tym samym czy czymś innym? Czy to stare ja jest częścią nowego ja? Które jest bardziej prawdziwe? Jednak co to jest? Jak wygląda? Gdzie mieszka? W ciele, w energii czy w umyśle? Mieszka wewnątrz czy na zewnątrz jednak prawdziwe pytanie jest wewnątrz, na zewnątrz – CZEGO?
To pierwotne odczucie jest początkiem całej gry. To klucz.
I nikt z tych, którzy mają iluzję kontroli nad twoim życiem nie ma tego klucza. Jedynym, który go ma jesteś zawsze tylko ty. Jednak musisz go zobaczyć, musisz zrozumieć jego potencjał, bowiem jeżeli to zrobisz zrozumiesz, że nikt nie miał, nie ma i nie będzie miał nad tobą władzy. To wszystko zmienia w sposób fundamentalnie radykalny. Okazuje się, że to co jest w tej grze, co płaci podatki i się boi o swoją przyszłość, co wciąż jest stymulowane i zarządzane jest tylko iluzją, jest tylko poczuciem i utożsamieniem z czymś co nie ma realnej podstawy. To nie istnieje. Jeżeli nie wierzysz to spróbuj to znaleźć i pokaż mi to! To jest jedynie umysłowym konstruktem, czymś co z chwili na chwilę się odradza w loopie w bezgranicznej przestrzeni – świadomości. Jest nawykiem lgnięcia do podstawowego odczucia separacji – oddzielenia. To jest korzeń cierpienia i wytworzył go nasz własny umysł. Bowiem nie istnieje nic co jest oddzielone od naszej świadomości nie istnieje nic co jest „na zewnątrz”.
Świat nie istnieje na zewnątrz naszej świadomości. Świat jest projekcją świadomości – jej grą z samą sobą. Nie możesz się z tego wylogować. Możesz zamiast tego być Mistrzem tej Gry, bowiem nie ma niczego co trzeba zmieniać, poprawiać, ulepszać czy modyfikować. I to jest nazwane Prawdziwym Tańcem. Już nie musisz zatrzymywać taśmy przez medytację i wyciszenie, po prostu jesteś we wszystkim w sposób absolutnie kompletny, nie ma ciebie sprzed i po. I to się dzieje samo, pozbawione najmniejszego wysiłku z twojej strony, ponieważ nie istnieje najmniejsza nawet potrzeba by być czymś innym niż jesteś, czymś lepszym i bardziej oświeconym, ponieważ wiesz, że to właśnie ta potrzeba jest pierwotnym złudzeniem, jest tym co stworzyło problem.
Przestajesz projektować fantom z teraz na potem, przestajesz się poruszać na kole, przestajesz inkarnować z jednej chwili na drugą chwilę, ponieważ nie musisz już niczego potwierdzać. To jest tak jakbyś jednocześnie był i ciebie nie było i wtedy grasz w grę jak chcesz, ponieważ przestajesz być postacią, charakterem, czymś określonym. Jesteś Absolutną Wolnością, która szanuje wolność innych istot. Szanuje przestrzeń, która jest po prostu dobra i współczująca. Sama w sobie jest nieskończonym bogactwem – to jest podstawowa pierwotna szczodrość.
Prepers opuścił swój nawykowy kokon, który stworzył w zasadzie jak wszyscy, aby się chronić, ponieważ spotkało go w życiu wiele cierpienia. To cierpienie było, jak to powiedział pewien pisarz – Piekłem Innego. Piekłem ludzkich toksycznych relacji i on sam wcale nie był inny, był do szpiku przesiąknięty tym od czego w tak desperacki sposób próbował się odciąć. Uciekał w samotność, w dobrowolną izolację, która przez lata była jego ostatecznym schronieniem, czymś co naprawdę mu pomagało. Tworzył swój hermetyczny świat – swój jedyny w swoim rodzaju kokon ideałów, wyobrażeń, inspiracji i pociechy. Czuł, że świat w jakiś sposób go odrzucił, spisał na straty. Jednak coś w nim wrzeszczało.
To był ból. Prawda tego świata.
Był wszechobecny na tej ulicy w tych ciałach, w tych relacjach opartych na braku zrozumienia, był literami tych słów, które ludzie do siebie mówili w nadziei, że w końcu ktoś ich zrozumie, ktoś rozpozna kim naprawdę są i że tak naprawdę uczuciem, które ich więzi w cierpieniu, jest strach i brak miłości do siebie. Swoją wolność od strachu Prepers odnalazł w jego spotęgowaniu, doprowadzeniu do ekstremum.
Rodzisz się w tej grze, w tym układzie, w tej psychotycznej psychodramie. Wypluwa cię na ten świat – Ignorancja. Mechanizm Niewiedzy. Sztuczna Meta Inteligencja. Biologiczny Algorytm – pozbawiona współczucia i troski okrutna selekcja naturalna, piramida władzy samców i samic alfa. Determinuje cię energetyczna kasta do jakiej przynależysz – strumień doświadczeń i potencjałów które powieliła biologiczno genetyczna kserokopiarka. Nowy komputer na starych programach, ponieważ już coś jest w tobie, nie jesteś „czystą kartą”. Masz tendencje, upodobania, temperament – już jakiś jesteś. Skąd się to bierze? Czymś jednak już jesteś. Prepers nazywał to zapisem „czarnej skrzynki”. Subtelna świadomość magazynująca, ukryty sterownik pulpitu. Przedurodzeniowy zapis programu podstawowego – „dusza”. Złe dzieci dobrych warunków i dobre dzieci złych warunków. Wszechobecny relatywizm – choroba zakaźna umysłu.
W naukach mówią, że jesteś umysłem – świadomością, która po ostatniej śmierci i opuszczeniu ciała – pojazdu ze swojej karmicznej skrzynki tworzy nieskończoną ilość wizji – filmów, które choć wydają się „istnieć” na zewnątrz są w istocie projekcją wewnętrzną. Ty jesteś scenografią, aktorami, fabułą, reżyserem i scenarzystą. Jesteś jedynym bogiem swojego „raju” i „piekła”. Sam siebie sądzisz – wznosisz i potępiasz, ponieważ to jest najsilniejszy i najbardziej obecny aspekt umysłu, który wzmacniasz całe życie.
Ten głos. Sędzia. „Ja” – bóg uzurpator. Demiurg świata Ignorancji.
Słyszymy to co jest najbardziej hałaśliwe. Ten nieskończony i nieustający bełkot, który nigdy nie daje nam spokoju i jest terrorem przymusu reakcji. Musisz mieć opinię, zdanie, musisz zająć stanowisko w administracji Mózgogłowia. Jakie masz zdanie na ten temat? A na tamten? Co sądzisz o tym? A o tamtym?
Bez końca. W koło.
I teraz…Niemożliwym jest dialog i porozumienie w czymś takim, kiedy w zasadzie każdy ma inną wizję „rzeczywistości” i uważa jednocześnie, że to „jego” wizja jest najbardziej prawdziwa. Ten brak zrozumienia podstawowego mentalnego budulca na którym tworzymy wszystkie te fantomy jest pierwotną przyczyną nieustających konfliktów, które wraz z coraz większym pomieszaniem i zagubieniem, po prostu eskalują tworząc swoje ekstrema. To jest nazwane polem świadomości Bogini Kali.
Kiedy system kolektywnej świadomości – ignorancji jest totalnie przeładowany nadmiarem emocji, projekcji i wyobrażeń, które stają się coraz bardziej materialne i demoniczne i zaczynają niszczyć swoich twórców. Żywcem obdzierać ich ze skóry złudzeń. Nie istnieje absolutne zło z którym wciąż walczy absolutne dobro, bowiem jedno nie istnieje bez drugiego. Istnieje Dialektyka Pola. Punkt zakotwiczenia w Złudzeniu. To ma naturę snu w którym śpiący nie ma świadomości, że śpi – on wierzy, że jego sen jest rzeczywisty i prawdziwy, on w nim szuka dobra i zwalcza zło – nie pojmując, że cały jego wysiłek jest pozbawiony najmniejszego znaczenia i realności. On śni.
Doprawdy mało jest tych, którzy się obudzili z tego snu.
Ten świat na zewnątrz jest tylko odzwierciedleniem, ukazuje nam nas w mechanice przyczyny i skutku, jest też rezultatem tego czym jesteśmy w układzie określonego warunku czasu i przestrzeni. Zmiany klimatu to zmiana konfiguracji tak zwanych okoliczności życia, które wynikają z naszych słów, myśli i działań a to wszystko rodzi się z braku świadomości o konsekwencjach, lub głupoty. Ta głupota stała się głównym towarem, który ten świat sprzedaje i kupuje. Ta głupota jest produktem nudy i inercji, która charakteryzuje ten przejedzony nadmiarem bodźców i wrażeń umysł człowieka – maszyny. Nuda jest cechą charakterystyczną głupoty, która jeżeli się przyjrzymy jest już we wszystkim, jest głównym składnikiem serwowanych dań tak zwanej kultury i rozrywki, których główną funkcją jest otumanianie – czyli zaciemnianie świadomości. Upadek. Przemoc, pornografia, wszelkiego typu wynaturzenie – ukazywanie człowieka w jego skrajnie negatywnej tamasowej formie jako bezwolnego niewolnika swoich najbardziej tępych prymitywnych popędów.
To jest konsekwencja programowania poprzez poczucie winy, które Czarni Magowie zakodowali przez swoje obrządki i ceremonie programując te czyste i ufne dziecięce umysły lękiem i samopotępieniem. Neurotyczny i paraliżujący strach przed karą i niemożliwe do spełnienia w tym uwarunkowaniu moralne nakazy i wzorce. Świat brudu i zepsucia, świat upadku i wygnania. Świat okrutnego boga, który prześladuje i morduje swoje własne stworzenie przez całą wymyśloną wieczność. Pomimo „nowoczesności” to jest moduł sterujący, pierwotny i głęboko zakorzeniony Wdruk, który skonfigurował ten podstawowy schizm w ludzkiej naturze. Wykorzeniając wszystko co przeczyło temu w postaci pełnych witalności, wdzięczności, radości i współczucia systemów wiedzy i praktyk opartych na zrozumieniu, że w istocie żyjemy w Bogu, który jest samym Życiem i Bogactwem wszystkiego co istnieje. Jest Mądrością i Miłością. Jest Dobrem, które nigdy nikogo nie sądzi, bowiem rozumie, że Istnienie wzrasta poprzez Naukę, która wynika z doświadczania i praktyki życia.
Kiedy tworzysz w człowieku poczucie niemożliwości on wcześniej czy później upada w mrok swojego negatywizmu, zaczyna być wrogiem samego siebie. Czując się nicością przemienia świat w nicość. Upodabnia świat do samego siebie – morduje życie i niszczy zasługę ponieważ czuje, że czego by nie próbował i jak się nie starał to zawsze jest za mało, jego urojony bóg zawsze nim gardzi, zakrwawiony spogląda przez umęczone ciało z murów ludzkich świątyń wiecznej pokuty. To jest religia śmierci i unicestwienia. Pogarda wobec cudu życia.