PIRACKIE OPOWIEŚCI

ZŁA LUFA

watermarked22016-12-04-1131

Widzę tutaj pewien problem natury ewolucyjnej. Otóż dla jednych z nas jest to absolutnie antyludzkie, sprzeczne z naszą wrażliwością, a zdjęcia zadowolonych z siebie istot ludzkich pozujących na tle ukatrupionych zwierząt przekraczają wszelkie normy moralne. Przyzwolenie na zabijanie zwierząt w tak okrutny sposób przy jednoczesnym tworzeniu całej struktury biurokratyczno – prawnej, która to określa i reguluje jest dla wrażliwego człowieka objawem poważnej choroby.

Jak to się stało, że mały Janek pokochał lufy? Umiłował ten zapach siarki i prochu? Tą krew ściekającą po rączkach. Czy to było przed egzaminem dojrzałości, czy już po – kiedy ujrzał spoconych mężczyzn wychodzących z lasu z zarzuconymi na plecy zwłokami. Później była wódka i śpiewy – dymanie i dmuchanie w róg jeleni. Och ci zdobywcy, ci łowcy. Czyszczący wyciorem szpary. Kupujący na allegro nowy zielony polar obszyty sztruksem. Cyngle i niewypały. Jan strzelał pewnie. Ustrzelił teczkę, co im dają podczas wejścia do Resortu – Kurortu. Tam to jest dopiero polowanie na jeleni, znaczenie terenów połowów. Dzisiaj drobni przedsiębiorcy, jutro samotne matki i emeryci. Najważniejsze to dobrze umocować wnyki i dokarmiać. Dobrze położone wieżyczki strzelnicze – też rzecz niezmiernie istotna. Jeb w łeb! Jak już podejdzie pełne zaufania i przyzwyczajone. Cóż za parabola: podpaść i ustrzelić – a wszystko pod krzyżem i rogami. Zbrodnie trzeba cywilizować, oswajać, jednak przede wszystkim nowelizować.

Zawsze jestem pełen uznania dla naszych pociesznych dwuznacznych standardów. Nie zabijaj – dla przykładu. Dotyczy i jednocześnie nie dotyczy. Jednak wróćmy do Janka. Jak się czuł kiedy pierwszy raz własnoręcznie zamordował istotę słabszą, pozbawioną świadomości swojej prawdziwej sytuacji i braku możliwości wyboru i obrony. Czy strzelał do kaczki, dzika, jelenia – może wilka. Trafił od razu, czy zwierzę poranione uciekało w przerażeniu. Może był z własnym ojcem, który cierpliwie uczył go jak skutecznie zabijać. Później długo w nocy nie mógł spać, czując zapach sierści i słysząc huk wystrzału.

Może miał koszmary, w których był tropiony i ścigany. Zatem – karmimy żeby się rozmnażały, żeby żyły i było ich za dużo. Wtedy…Wtedy można już pójść w ten las po kilku setkach, puścić psy, poczuć tą adrenalinę, tego kopa. Jesteśmy jak ludzie prawdziwi z krwi i kości – zabijamy! Niektórzy nazywają to hobby. Na serio. Takie zainteresowanie. Jedni lubią grać w x – box inni latają szybowcami – a my interesujemy się zabijaniem. Co prawda to nie są czasy bezlitosnej walki o przetrwanie, jednak jest z tym związana jakaś otoczka „wojownika” i „zdobywcy”.

Ksiądz, myśliwy na ambonie. Jest tu jakaś pokrętna analogia. Z góry łatwiej trafić. Pokutuje też określenie, że myślistwo to sport. Sport. Jak biegi na przełaj, albo pływanie kajakiem. Ten sport przez stulecia – odkąd funkcjonował już „cywilizowany” świat siedlisk i upraw – był elitarny. Był domeną uprzywilejowanych ludzi z warstw wyższych będąc zarazem oznaką pozycji społecznej i prestiżu Szczególnie interesujący w tym kontekście są ludzie pełniący posługę duchową (wzory moralności) będący jednocześnie myśliwymi. Można przyjąć, że „prawo myśliwskie” powstało właśnie dla tych uprzywilejowanych grup społecznych ponieważ dziwnym trafem zawsze od wieków zabijanie i rządzenie szło w parze.

Władcy mieli przywileje łowieckie określane mianem „venatio magna” – „łowy wielkie” co dawało im prawo do zabijanie „grubego zwierza” – tura, żubra, niedźwiedzia, jelenia i dzika. Natomiast biedota mogła ukatrupić ptaki, lisy, sarny i zające. Zatem największe „prawa zabijania” przypadały właścicielom największych areałów i tutaj należy upatrywać źródeł dotyczących obowiązków względem zagadnień gospodarowania zwierzyną. Teraz takim największym właścicielem ziem jest rzecz jasna Skarb Państwa. Jeszcze w 1529 roku zabicie zwierzyny na cudzej ziemi kończyło się wyrokiem śmierci w razie pojmania. Obecnie zwierzyna łowna jest własnością państwa. Nabycie własności ziemi i żyjących na niej istot ludzkich – jest dla mnie kwestią fundamentalną. To w pewnym sensie jest przyczyną gatunkowej choroby „wściekłych ludzi” – ich chorobliwa obsesja własności, którą niejako chcą zagłuszyć fakt własnej nietrwałości. Ze stulecia na stulecie obsesja własności nabierała rozpędu – osiągając swoją haniebną „świetność” w okresie kolonialnym – co stworzyło cały układ geopolityczny współczesności. W dobie epoki informacyjnej ta obsesja stworzyła nowy syndrom chorobowy w postaci „własności intelektualnej” i wszelkich praw patentowych – co teraz w dużym stopniu określa zamożność jej posiadaczy. To jest Elita 3D.

Wracając do tematu polowań – widzę tutaj pewien problem natury ewolucyjnej. Otóż dla jednych z nas jest to absolutnie antyludzkie, sprzeczne z naszą wrażliwością, a zdjęcia zadowolonych z siebie istot ludzkich pozujących na tle ukatrupionych zwierząt przekraczają wszelkie normy moralne. Przyzwolenie na zabijanie zwierząt w tak okrutny sposób przy jednoczesnym tworzeniu całej struktury biurokratyczno – prawnej, która to określa i reguluje jest dla wrażliwego człowieka objawem poważnej choroby. Wierzę, że część społeczności ludzkiej naprawdę przechodzi intensywny proces ewolucji dojrzewając do odpowiedzialności za los tej planety i zamieszkujących ją istot. Ich ewolucja jest wsparciem dla tych, którzy wciąż są niejako zamroczeni „kwadratową pryzmą” tych okrutnych i nieludzkich praktyk i standardów. Kolejna legislacyjna odsłona tego dramatu w obecnym głosowaniu „poprawek” do tego „prawa” jest oznaką, że wciąż przed nami dużo pracy. Strategia przemocy w odpowiedzi na przemoc nigdy nie przynosi dobrych rezultatów. Wrażliwości nie da się nauczyć. Tego trzeba doświadczyć jak znany były myśliwy Zenon Kruczyński autor książki „Farba znaczy krew”, który w wywiadzie dla Gazety Olsztyńskiej:

— Był pan zapalonym myśliwym przez wiele lat. Aż do pewnego dnia. Może pan opowiedzieć co się wtedy wydarzyło?

ZK: Stałem przy łanie zielonego owsa i patrzyłem na sarny. Nagle pojawiły się dwa psy i rzuciły się za sarnami w pogoń. Odruchowo sięgnąłem po sztucer i strzeliłem. Nie zabiłem tego psa na miejscu. Wraz z tym właśnie strzałem i śmiercią którą zadałem, rozpadła się we mnie pewna konstrukcja, nazwałbym ją: „myśliwska”, którą budowałem w dotychczasowym życiu. Wszystko posypało się w pył w jednym momencie.

— Dlaczego tak poruszyła pana śmierć psa, skoro wcześniej zabijał pan sarny, dziki, ptaki?

ZK: Nie wiem. Wtedy pierwszy raz w życiu uśmierciłem psa. To był wgląd, coś, co zmieniło całą percepcję. Naturę wglądu doskonale opisała we wstępie do „Farby” Olga Tokarczuk. Po wglądzie nie ma powrotu do węższej, poprzedniej świadomości. To radykalna zmiana. Było jasne: więcej nie będę zabijał.

To nazywam „trafieniem”. W pewnym sensie dobrym strzałem. Przeskokiem świadomości. Przebudzeniem. Zamiast oceniać ludzi, myślę, że warto ich uwrażliwiać tworząc wokół siebie lepszy świat i mądrzejsze podejście. Czasem przed świtem jest najciemniej.

Wyobrażam sobie, że nasz Janek idzie ulicą i nagle jego świadomość się otwiera i wówczas na ścianie przed nim pojawia się taki plakat:

I gdzieś trafi na cytat Richarda Bacha:

Czy masz pojęcie, przez ile wcieleń musieliśmy przejść, aby zrozumieć po raz pierwszy, że istnieje coś więcej niż jedzenie, walka czy dominacja w stadzie? Tysiąc istnień, Jonathanie, dziesięć tysięcy! Wybieramy nasz następny świat przez to, czego nauczymy się w tym… Ale ty, Jonathanie, nauczyłeś się tak wiele jednego razu, że nie musiałeś przechodzić przez tysiące istnień, aby do tego.

Janku z całego serca życzę, aby to nastąpiło właśnie teraz.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

CUKIER PUDER

DSC_5667

Ten specyficzny rodzaj zagubienia jest skutkiem nadpodaży informacji i siłą własnego impetu tworzy kolejne przyczyny dla kolejnych masowych reakcji – impulsów. Tak to się toczy. Fakty są jak kamienie idące na dno wybrane z różnych źródeł i rzucone w otchłań „ducha czasu”, a to co nam zostaje to pojawiające się na tafli monitorów okręgi – echa. Jak nie wróżyć z fusów tej spekulacyjnej samo rozpuszczalnej bagnistej brei epoki, gdzie głos specjalisty nadpisuje głos eksperta w czasie rzeczywistym i z chwili na chwilę ta „płynna rzeczywistość” przecieka nam przez roztrzęsione palce.

Wydaje mi się, że klucze są w środku. A my jesteśmy zamknięci w cywilizacyjnej izolatce – szczurzym parku zabaw i psot kompletnie zależni od Laboratoryjnego Kompleksu Warunkowań (ekonomia, polityka, kultura, religia, rodzina etc). Trzeba puścić pawia, albo to wysrać – by wydobyć klucz. Nie ma innej drogi. Warstwa po warstwie, trucizna po truciźnie, kłamstwo po kłamstwie. Niech wychodzi, niech odpada. Wypróżniajmy się! Klucz samoistnie posiada całą potrzebną instrukcję obsługi. Zajmowanie się tym światem nie ma końca, nawet z tak dobrotliwą motywacją jak chęć pomocy i nerwowe uwrażliwienie na wszystkie te objawy choroby i patologii – jednak to z drugiej strony permanentny stan lękowy, chroniczny stres zaszczutego zwierzęcia w klatce uwarunkowań. Jedyne co wydaje mi się naprawdę uczciwe to najpierw pomóc sobie. Z pomącą przychodzą święte instrumenty: humor i dystans, świadomość śmiertelności i dar trickstera i tarotowa podróż Głupca z przymrożeniem oka. Traktujemy ten disneyland zbyt na serio w iście ciężkostrawny katolicki sposób oparty na jakiś urojonych ostatecznościach i mega srogich parametrach krwi, krzyża i męki pańskiej. Z punktu widzenia otwartej kosmicznej przestrzeni, jedynej perspektywy – nasza wielka batalia o nie wiadomo co to ugotowanie ciasta we wrzątku z cukru pudru. Finałem wszystkich naszych zmagań będzie tylko i wyłącznie kosmiczny cukier puder rzucony w bezkres otwartej przestrzeni – tego co jest i jednocześnie nie jest.

Zdolność do odpowiedzi to przede wszystkim rozpoznanie pytania jakie ten świat stawia wobec nas. Wymaga ciągłego stosunku, nie przerywanego. Grozi nam aborcją i więzieniem, grozi nam ten „świat” paluchem umownej władzy innych zagubionych ludzi i ich dyktatury szaleństwa, wciąż nas wciąga w wir swoich kwadratowych spraw i chce tłumaczeń, ciągłej wyprawy na Golgotę, samobiczowania i bóg sam nie wie czego. A my idziemy, podejmujemy tematy usypane z cukru pudru i przychodzi znów huragan kosmiczny i co?

Co zostaje z tego? Krótka zaduma nad płytą grobowca? Pogryziony ogon? Długi? Ten świat to Piekło Kombinatorów – dumnych i zapatrzonych w samych siebie wiecznie zajętych bieganiem wokół banalnych i głupkowatych spraw, lub zajętych innymi z braku własnej wyobraźni i daru twórczego. Syndrom wystawania w oknach, patrzenia na ulice, na podwórka, na sąsiadów, obgadywania, plotkowania. Cała sfera polityki jest tym skażona i z tego żyje. Dlatego jest to zagłębie jałowości. Heroinowy cukier puder. Walisz to po kablach odbiorników. W procesie komunikacji mamy Odbiorcę i Nadawcę. Społeczna Mizeria jest wynikiem ulokowania u wylotu Kabla. Tam leci hejnał z wieży z kości słoniowej, radiowęzeł Babilonu, playlista dżumy. Polityczno – propagandowe disco – polo. Życie mija w tym żałosnym tańcu na balu przebierańców w oczekiwaniu, aż Kopciuszek kupi sobie modny ciuszek i zje placuszek ze świńskich uszek. Masy czekają poprawy, normalności, igrzysk i chleba. Masa cukrowo – pudrowa z buraka wylana na betonowe spody miast. Na wierzchu nadgryzione jabłko w Raju. Jabłecznik – Zakalec. Urabianie masy tego ciasta to przecież cała kwadratowa maszyneria. Proces. Receptura. W wyniku tego zanika zdolność i odwaga do Odpowiedzi. Maszyneria nie spotyka Oporu. Walec jedzie.

Opór to nie jest dla mnie reagowanie na Komunikat. Opór to Odpór. Nadawanie swojej Odpowiedzi bez Zabezpieczeń i Ograniczeń. Indywidualny taniec z Rzeczywistością, nauka kroków i wreszcie Przejęcie Kontroli nad Sobą. Odłączenie od kabli. To wszystko zostało tak zorganizowane byś zawsze był w defensywie na pastwisku – polu minowym zastraszony i bezwładny. Renderowanie warunkowania w czasie rzeczywistym. Animowanie Anonimowej Masy. Wystarczy się przyjrzeć – większość czasu – jedynie musimy reagować na to co stworzył ktoś inny. Grać w czyjeś gry. To nie są nasze zasady. Wszystko było w pakiecie przy urodzinach w szpitalnej sali. Nauczono nas Reakcji i to takiej, która jest przewidywalna, dlatego też Krupierom łatwo tym manipulować i dostają najczęściej to czego chcą.

Zawsze miałem opór przed uczestniczeniem w wymyślonych przez kogoś innego grach, w tańcach towarzyskich i imprezach integrujących bydło w ubojni. W politykowaniu w kibicowaniu i naśladownictwie. Życie dla mnie to coś więcej. Rozwój, nauka, tworzenie własnych parametrów istnienia w oparciu na indywidualnym doświadczeniu. Życie od kuchni. Tworzenie własnych dań bez patrzenia na cudze receptury. Przygoda poznawania siebie i odkrywania nieskończonego potencjału jaki przynosimy na ten świat. Wreszcie zdolność do Odpowiedzi i umiejętność trawienia własnych pytań. Gotowanie, pisanie, praca duchowa – fundamenty. Jak wiesz kiedy posypać, kiedy wysypać jak użyć cukru pudru, jak się tym bawić – to nic nie może zaszkodzić. Jak osłodzić mózg, by podczas tej wieczerzy smakował jeszcze lepiej.

DIY!

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

KOMU STANOWI TO PRAWO?

Odpowiedzią jest skala zależności. Dług. Odpowiedzią jest ład polityczny ustanowiony po wojnach światowych i nierozerwalność tzw: „władzy” i „biznesu”. Odpowiedzią jest ukryty mechanizm za tarczą politycznego zegara w postaci nieformalnych grup ponadnarodowych interesów, których potęga przekracza każde prawo.

Stanowione prawo przestało służyć swym teoretycznym beneficjentom, czyli społeczeństwu. Kiedy po drugiej wojnie światowej planetarny organizm zaczął się spajać w jedno współzależne ciało tworząc struktury zarządzania międzynarodowego – rolą ustanawianych przepisów było i jest zabezpieczenie potęgi swych dzieci – Korporacji. Cały system polityczny na szczeblach poszczególnych krajów stał się nic nie znaczącym Spektaklem. Grą pozorów dla zachowania iluzji demokracji społeczeństwa obywatelskiego, zachowując swoje prowizoryczne mechanizmy w postaci wyborów i referendów. Prawdziwa władza ulokowana została w ekonomii i obrocie kapitałem. To kapitał i ekonomia zarządza każdym współczesnym konfliktem zbrojnym i zmianą ustrojową na tej planecie. Każdy ruch na geopolitycznej szachownicy dyktowany jest strategią pieniądza. Ten mityczny 1 % to konkretni ludzie z konkretnymi nazwiskami zarządzający firmami, których kapitał może się równać z PKB poszczególnych krajów.

Jak wiemy rolą polityków jest przedstawicielstwo, reprezentacja społeczeństwa – jednak wraz z rozwojem globalnego systemu zarządzania i tworzenia kolejnych poziomów skomplikowanej piramidy – role te stały się tylko kabaretowym popisem kiepskich aktorów nie mających żadnej faktycznej mocy sprawczej w sprawach naprawdę istotnych, zamiast tego stali się Instrumentami wdrażania „pod progiem” rozwiązań istotnych z punktu widzenia globalnego kapitału. Przeciętny zjadacz taniego chleba jest tak zajęty przetrwaniem i uczynieniem swojej egzystencji znośną, że zagadnienia w jaki sposób współczesny świat funkcjonuje tak naprawdę i co w rzeczywistości czyni jego życie tak jałowym i pozbawionym jakichkolwiek perspektyw po prostu nie istnieją w obrębie jego świadomości, to czym się zajmuje to tematy zastępcze podawane każdego dnia i każdej godziny w obiegu medialnego ścieku wprost do jego mózgu i sytemu nerwowego. W żadnej telewizji nie usłyszymy o układach podprogowych tak zwanej polityki – to co dostajemy to podrasowany fotomontaż ludzi – kukieł, którzy wchodząc w te struktury polityczne i pozorny pluralizm partyjny (rozumiemy to jako deklarowana reprezentacja woli różnorakich grup społecznych) jest w istocie w najlepszym wypadku wysoce dyskusyjny nie wspominając nawet o oczywistych korzyściach materialno – społeczno – towarzyskich wynikających z faktu „bycia u steru” i realizowania swoich personalnych planów na przyszłość. W moim odczuciu ludzie, którzy od lat, a czasem od dekad nie opuszczają murów Parlamentów i Struktur Rządowych w porażającej większości stracili kontakt z rzeczywistością swoich wyborców. Znamienne jest to, że dla przykładu w polskim życiu politycznym wciąż widzimy tych samych ludzi, których nie kompromituje nawet to, że w zależności od potrzeb zmieniają barwy polityczne i poglądy zupełnie przeciwstawne tym deklarowanym w kampaniach wyborczych. Polityka stała się zawodem, a nie misją społeczną wynikającą z mądrości i altruistycznej potrzeby wspierania swojej ojczyzny i rodaków. To „zawodowstwo” jest patologią, za którą płacimy wszyscy, a jednym z bardzo negatywnych skutków jest uzasadniona odraza społeczeństwa do udziału w życiu politycznym i społecznym – co z kolei „owocuje” panowaniem coraz bardziej prymitywnych i ogłupionych swoją własną grą polityków, którzy stali się również zawodowymi cynikami i oportunistami.

Obecnie polityka to sztuka lawirowania i magiczny pokaz iluzjonistów wyciągających gumową kaczkę z melonika dla radochy gawiedzi, podczas gdy najważniejsze decyzje podejmowane są poza tym „emocjonującym show”, decyzje o których tutaj piszę to te, które dotyczą w sposób bezpośredni warunków naszego życia, a do nich w szczególności w zglobalizowanym świecie XXI wieku należą wszelkie wiążące umowy międzynarodowe, które głównie pisane są w imieniu i interesach potężnych korporacyjnych molochów. Druga połowa XX wieku to proces ekspansji modelu korporacyjnego na płaszczyźnie fizycznej i co najważniejsze umysłowej. Państwa i społeczności narodowe zostają podpięte pod „Sieć Zależności” w imię „wzrostu gospodarczego” i „bezpieczeństwa”. Natomiast przestrzeń umysłową Kowalskiego i Smitha coraz bardziej dominuje konsumpcjonizm i korporacyjny element modelowania tzw „lifestyle” w ślad za tym idzie „holistyczna komercjalizacja” jako specyficzne „sacrum nowoczesności”. Stworzenie satelitarnego matrixa natychmiastowej informacji – umożliwiło i sfinalizowało cały ten proces podłączając indywidualną świadomość jednostki pod „Program”: kupuj, pracuj, umieraj. Nieświadome konsekwencji beztroskie narcystyczne życie – jest produktem skalkulowanym na realny finansowy obrót i umożliwia bezprecedensową skalę warunkowania społecznego, poprzez docieranie i dostrajanie przekazu do grupy najbardziej podatnej na manipulację – do dzieci i młodzieży. W ślad za tym poszła świadomie lub nie psychologiczno – socjologiczna technologia bezstresowego macierzyństwa kultywowana przez pokolenie dobrobytu i złotej ery zakupów. Problem polega jednak na tym, że „oferta” świata – sklepu, rzeczywistości – zabawki jest mocno na wyczerpaniu. Jednak dla ludzi wyhodowanych w cieplarnianych warunkach spełniających się bez wysiłku zachcianek (do tego z „miłości”) i ich wdruków psychicznych oraz totalnego uzależnienia od elektroniczno – telewizyjnego amerykańskiego snu nadawanego 24/7 przebicie się przez ten spektakl na masową skalę jest trudne, bo skrajnie niewygodne i wymagające myślenia. Tak ten świat stał się interaktywną symulacją komputerową z przodu monitora i dogorywającą zdewastowaną planetą z jego drugiej strony.

Korporacyjną receptą stało się Zagłuszenie, Zamulenie, Zaśmiecenie umysłów mas i wyciskanie ich do granic wytrzymałości tej planety z wszystkiego co da się użyć lub sprzedać. Międzynarodowe umowy jakie krążą obecnie jak Titanic po krach rozpadających się gospodarek to TTIP, CETA i TISA i im podobnych jakie „Imperium Kotleta i Parówy” podsyła jak robaka na wędce przy której kołowrotku operuje „Konglomerat Szakali w owczych garniturach”. Teraz takie sprawy się załatwia za zamkniętymi przed jakąkolwiek opinią wyciszonymi prawniczą nowomową drzwiami i najzabawniejsze jest to, że to jest normalne. Pytanie – od kiedy? Pytanie – jak do tego doszło? Dziwują się panie dziennikarki i panowie felietoniści.

Jak to?

Odpowiedzią jest skala zależności. Dług. Odpowiedzią jest ład polityczny ustanowiony po wojnach światowych i nierozerwalność tzw: „władzy” i „biznesu”. Odpowiedzią jest ukryty mechanizm za tarczą politycznego zegara w postaci nieformalnych grup ponadnarodowych interesów, których potęga przekracza każde prawo. Weźmy dla przykładu dług w Polsce. Oficjalnie to 900 miliardów PLN, co stanowi ponad 50 % w stosunku do krajowego PKB (źródło Ministerstwo Finansów), jednak to tylko tak zwany dług oficjalny, który nie jest długiem realnym, mamy jeszcze dług ukryty, który jest zadłużeniem państwa względem świadczeń socjalnych dla obywateli i jego gwarancji typu Zakład Ubezpieczeń Społecznych ta kwota to uwaga…3 bln PLN. Komu wisimy kasę? Głównie są to instytucje i podmioty zagraniczne. Z czego w samym sektorze usług finansowych w PL tylko 40 % jest własnością obywateli i rządu. 80% obligacji skarbowych jest w rękach obcego kapitału. Tak jest na całym świecie. Tak się kupuje państwa, a odpowiedzialni są za to bezpośrednio ludzie na których oddajemy głosy podczas wyborów. Płacimy podatki za jak to powiedziano państwo, które istnieje tylko teoretycznie. Doszliśmy do takiego absurdu, że fizyczne osoby posiadają majątek, który umożliwia dosłowne wykupowanie świata.

Najbardziej „gorący” przepis w umowach typu CETA jest ten dotyczący ICS (Investment Court System) innymi słowy są to korporacyjne „sądy”, które zajmują się sądzeniem i rozstrzyganiem własnych spraw, co w praktyce sprowadza się do „osądzania” nieposłusznych korporacjom państw. Iście Kafkowski Proces, gdzie pozywającego nie obowiązuje powszechny system prawniczy w danym miejscu. Te procesy są ponad. Kluczową sprawą jest w tym wypadku usankcjonowanie na mocy prawa szkodliwych i destrukcyjnych praktyk względem naszej planety i jej ekosystemu – co jest naszym dobrem wspólnym, bowiem póki co oddychamy tym samym powietrzem – w przypadku energetycznych Korpokracji. Przykłady z przeszłości można mnożyć. Doskonałym i lukratywnym biznesem może być biznes odszkodowawczy – sam w sobie. Czysty prawniczy pieniądz wydobyty z budżetów społeczności i państw. I w przypadku tej konkretnej umowy CETA, której projekt jest w polskim sejmie – to wbrew pozorom nie jest ona umową dotyczącą jedynie Kanady i UE, ale każdej firmy międzynarodowej, która w Kanadzie jest zarejestrowana w tym rzecz jasna firm z farmy wujka Sama.

Sam opublikowany dokument to 1600 stronicowy zapisany „hieroglifami” korporacyjno – prawniczymi „poemat” Cywilizacji Mózgu. Bez odwołania. Smak tych „gospodarczych cukierków” skosztowała już Argentyna i Egipt, które zostały pozwane przez koncern Veolia, który zajmuje się gospodarowaniem odpadami, energetyką i szeroko pojętym sektorem wodno ściekowym (24 Euro mld obrotu, ponad 150 tyś pracowników na pięciu kontynentach) powodem było podniesienie przez Egipt płacy minimalnej, a Argentynę za zamrożenie cen energii. Ekwador natomiast w wyniku cofnięcia koncesji na wydobycie ropy teksańskiej firmie wydobywczej „Oxy” z powodu nielegalnych działań związanych z odsprzedawaniem praw produkcyjnych został pozwany przez wspomniany mechanizm arbitrażowo – sądowniczy do zapłacenia kary 2,3 mld dolarów na rzecz amerykańskiej korporacji pomimo ewidentnego złamania lokalnego prawa. Polska procesowała się do tej pory w ten własnie sposób z dwoma molochami jak amerykański koncern branży spożywczej Cargill i holenderskim Eureko wypłacając kolejno 20 mln dolarów i 9 mld złotych odszkodowania.

Te pieniądze zapłacone w ramach absurdalnych odszkodowań – to pieniądze jakie podatnicy dostarczają do budżetu państwa za sprawą własnej pracy i prowadzenia działalności gospodarczej. Teraz polski rząd przyjmuje pod obrady projekt, który w ewidentny sposób broni interesów korporacyjnych molochów i w bezprecedensowy sposób umożliwia im gospodarczą ekspansję, umacniając potęgę budowaną jedynie z powodu chęci zysku i władzy, a powszechnie wiadomo, że potencjalne zyski z tytułu takich umów jak TTIP czy CETA są dla gospodarek lokalnych raczej słabo opłacalne.

Zatem pytam: W czyim interesie zasiadają ci ludzie z tekami ministrów i mandatami posłów w tak zwanym parlamencie?

Dla kogo ci ludzie tak naprawdę pracują?

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

PIRAMIDA ŻYWIENIA

Jednodolarówka z piramidą stanu posiadania w ciągłym obiegu. Szkaradny drukowany bóg rzucający długofalowe klątwy wieczystego długu. Bliski i Daleki Wschód, Ameryka Południowa, Afryka – kontynenty – abstrakcyjne plamy na mapie, granice – umowne linie oddzielenia, krążące po spirali satelity nadające sygnał hipnozy.

Żywienie mózgu jest u szczytu piramidy. Pokarm bezpostaciowy – nie możesz go dotknąć, powąchać, poczuć na języku. Jeżeli spojrzymy na świat jak na organizm jest to osocze krwi, esencjonalny płyn odżywiający wirusa ignorancji. Stosunkowo łatwy w kompozycji i należycie łatwostrawny i co najważniejsze – wszechobecny, zlany z tłem, wkomponowany w ruchomy kontekst podlegający modelowaniu w źle umówionej rzeczywistości 3D. Te trzy wymiary to:

Programowanie.
Zapętlenie.
Eksploatacja.

Programowanie to system wdruku. Wyznaczenia parametrów i przestrzeni umysłowego obiegu – pierwotne ograniczenie. Mamy wdruki kolektywne i indywidualne, są jak ścieżki wytworu muzycznego tworzonego przez elitarnych DJ 3D. Nazywam to drukowaniem światopoglądu. Odpowiedni program należy napisać i wdrukować. Najsilniejsze wdruki są najbliżej – to rodzina, która sama w sobie jest systemem wdruku pobieranego z oprogramowania danego kraju i jego uwarunkowań społeczno – kulturowych. Jest to pierwszy i fundamentalny poziom drukowania w trybie „głębokim” a jego konsekwencje ponosimy całe życie. Wdruki są mentalnymi i psychologicznymi uzależnieniami, które formują tzw: „bezpieczną klatkę”. Zatomizowane społeczeństwo kolejnego tysiąclecia jest już tylko i jedynie systemem klatek – hodowlą 3D. Społeczeństwem kompletnie uzależnionym od destrukcyjnej cywilizacji i jej toksycznych wytworów. Klatka – jest też przydziałem roli w kaście społecznej, bowiem: „możesz być kim chcesz” jest jedynie zaklęciem kapłanów – władców szczurzej hodowli, kołowrotkiem niespełnionych marzeń. Bieganiem w koło. Kolejnym fundamentalnym poziomem wdruku jest ta mityczna edukacja. Pod system w systemie. Nauka papugowanej „mądrości” wątpliwej jakości. To w dużej mierze nauka socjalizacji, dyscypliny i uległości. To wdrożenie w oprogramowanie „nagrody i kary”, „rywalizacji” oraz darwinowskiej drabiny „ewolucji”, czyli bezwzględność zgarnia wszystko. To konstrukt operacyjny „społeczeństwa powtarzaczy” – klepanie farmazonów bez końca, innymi słowy kolektywnie wygenerowany „szum” wzorców, zasad i standardów.

Ten szum to niewidoczna energetyczna matryca gatunkowego otumanienia. Koncepcja tabula rasa dla elity DJ 3D to prawdziwy Legoland, można doprawdy na grubo bawić się klockami. Wielkie jałowe perfectum perpetuum mobile. System nie jest układem politycznym, to układanka psychologiczna, konstrukt oparty na konkretnej wiedzy z zakresu warunkowania zachowań, który zakotwiczony jest w uzależnieniu. To rdzeń procesora. Szukanie jednostek i przypisywanie im odpowiedzialności (wszystkie te teorie spiskowe o tajnych klubach i stowarzyszeniach) jest kolejnym mechanizmem zabezpieczającym rdzeń. Ten program jest bezosobowy jedynie używającym w ramach potrzeb zniewolonych istot ludzkich żerując na ich prymitywnych gadzich obiegach. Nazywam to Amokiem. Zbiorową nieświadomością. Cage 17 – system operacyjny kolektywnej ignorancji.

To kolejna udoskonalona wersja składająca się z hardłeru i softłeru. Hardłer to układ planszy zewnętrznej – społeczno – polityczny, administracyjno – egzekucyjny opresyjny konglomerat operacyjny dla ciała fizycznego. Softłer to kompatybilny z nim wewnętrzny system dostosowawczy. Suma naszej niewiedzy to siła tego bezosobowego Monstrum. Każdy z nas jest nitem na układzie scalonym pilnującym by poziom okrutnej ignorancji pozostał nienaruszony i gwarantował udział w ostatniej wieczerzy podczas której główną atrakcją jest szlachtowanie istot żyjących na miliony niewiarygodnych sposobów i pożeranie tej energii by mieć siłę kontynuować ten absurd.

Kolejnym meta wdrukiem jest religia. Perfekcyjnie dopracowany VR – system urojeń. Nie mówię tutaj o pierwotnej duchowości, czy autentycznych naukach konsekwentnie niszczonych przez okrutnych kapłanów i magów religii Mózgu. Mówię o Automatycznej Religii opartej na organizacji i systematyzacji systemu wierzeń, która charakteryzuje się objawem: „obrazy uczuć religijnych”, brakiem wiedzy o własnym stanie i rodzajem mdłej i lepkiej wierze w bliżej nieokreślone wymiary przyszłej wiecznej egzystencji po wsze czasy w jasnych i kwiecistych ogrodach w mało precyzyjnych lokalizacjach. W aplikacji „jak dojadę” nie znajdziesz. Za górami za lasami mieszka Bóg z Aniołami. To w istocie okrutny trik i ludzie, którzy go stosują świadomie to postacie z wideoklipów Behemota albo Arki Noego. Monoteistyczno – mesjanistyczny masochizm to ukrzyżowanie Ducha.

Zapętlenie. To już jest konsekwencja tego co powyżej. Jeżeli ustawisz pokrętła i parametry – maszyna chodzi sama. Sama się stymuluje i pilnuje. Sama się karze (o dzięki ci dobrotliwy Boże) i wreszcie sama się potępia. Czym jest nóż w Mózgu? To cięcie taśmy zapętlenia. Reality check. Zapoznawcza wycieczka po Systemie Nerwowym. Psucie przycisków. Hakowanie systemu martwej klatki. Spadamy w otchłań piramidy głupoty i okrucieństwa – coraz głębiej i głębiej. Widzisz to? Wierzysz w wyższość ras? W nieomylność twojego srogiego Boga? W mitologie wybranych narodów? To spiesz się z tym, bowiem niebawem udusisz się z braku tlenu, w własnych wymiocinach i odchodach. Nie pomoże ci krzyż i flaga, modlitwa i urojeni bohaterowie ze zmyślonej i przepisywanej historii z którą masz kontakt czysto teoretyczny. Czas się obudzić. Zadbać o to miejsce, zadbać o spokój – otworzyć oczy. Ujrzeć takich jak ty sam ludzi, którzy zostali zniewoleni przez brak świadomości, bo widzisz tylko tak możemy sobie pomóc.

Ta planeta to nie więzienie. To prom kosmiczny. Prawdziwa Arka bez ego. Już czas. Ruszyć, odnaleźć konstruktywną rolę na pokładzie. Stać się częścią Załogi.

Odciąć zasilanie nieludzkiej eksploatacji i zhakować cały ten system bezmyślnej autodestrukcji. Jak podobno wrzasnął Goethe na łożu śmierci:

„Więcej światła!”

Zwykły wpis