Myśl – Słowo – Kod. Świat poza światem. Przepełnione rozlewisko szaleństwa. Wielka burzowa chmura – nabrzmiała od nadmiaru myśli i wyobrażeń. Kumulacja karmicznego losowania. Chybił trafił. Bez ustanku.
Steruje nami w coraz większym stopniu algorytmiczna mroczna magia chaosu praktykowana przez Czarnych Magów Kontroli. Ich moc rodzi się ze słabości i uległości wobec negatywizmu. To nas w coraz większym stopniu przyciąga, staje się z nami kompatybilne. Jesteśmy tym przesiąknięci do szpiku połamanych cierpieniem kości i pragniemy ulgi zapomnienia. Odpływu w nieświadomość i nieobecność w coraz bardziej błogie lenistwo. Technologiczny system nadzoru wychodzi nam na przeciw. Maszyny przejmą znienawidzoną przez nas pracę – udrękę i doprowadzą nas do stanu „uświęconej” apatii tamasowej guny zarządzanej przez radżasową rasę panów – miliarderów, którzy już w tej chwili tym wszystkim kręcą. Minimalny dochód gwarantowany, subskrybenci usługi „życia w inteligentnej klatce”. Chów klatkowy. Mikro kawalerka w drapaczu chmur jednego z miliona 15 minutowych cybernetycznych miast tak zwanej przyszłości. Radykalna redukcja populacji w wyniku samo – dewastacji. Czat GPT chleb z nieba – chmury zasobu tanich danych do obsługi symulowanej codzienności fetyszu. Nieistotność staje się rdzeniem procesora społecznego zarządzania. Maszyna bez ustanku nam to wmawia przez swoich rzeczników – ekspertów. Masz czuć się coraz bardziej bezwartościowy jak śmieć. Masz się bać, że Maszyna przyjdzie po twoją pracę, po twoje poczucie godności. W transferze do gospodarki danych zostaniesz z niczym i nigdzie. Taki jest master plan.
Przyszłość, niegdyś linia brzegowa możliwości, teraz eroduje w pustkę, a każda fala ciągnie za sobą obietnice stabilności. Zostajemy zanurzeni po kostki w następstwach, starając się odbudować to, co ocean pochłania szybciej, niż nasze ręce są w stanie to ukształtować.
xraymike79
Jednak to są bajki na dobranoc. Master plan runie w połowie budowy, bowiem nasza sprawczość i władza są iluzją Mózgogłowia. Chmury danych zastąpią chmury burzowe i „trzy dni ciemności” blackoutów tak zwane coraz dziwniejsze zjawiska atmosferyczne. Prolog 2020. Struktura Maszyny zacznie się rozpadać jak chwilowe urojenie schizofrenika. Tamasowo – radżasowa choroba dwubiegunowa – raz depresja raz mania na chwilę ulegnie wstrzymaniu. Nazwane jest to wybiciem z Pętli i kiedy rozpoznasz ten potencjał Przebudzenia może to być najlepszym co się spotka, choć bez wątpienia najtrudniejszym. Podświadomie błagamy o to. I dostaniemy TO, jeżeli będziemy w tym trybie Ignorancji. Bowiem to jest dla nas bolesną drogą powrotu do Ducha, błogosławieństwem apokaliptycznego planu ratunkowego. W tym wypadku proporcja liczb jest odwrotna w stosunku do trendowania materializmu. Istot, które zdołają zawrócić z autostrady ku zatraceniu jest bardzo, bardzo mało. To jest ostatni moment Światła w cyklu Kali kiedy na kosmiczną chwilę dostaniemy dostęp do najwyższych nauk duchowych. Nazwane jest to Wielkim Transcendentnym Współczuciem i Mądrością. Ten moment się zaczyna. Łaska uzdrowienia podczas zbiorowej agonii wynikającej z nagromadzonego negatywizmu. Jednak w istocie wybór tej drogi zależy od nas. Czy wciąż chcemy coś tutaj osiągać i za czymś gonić? Gromadzić te bezużyteczne świecidełka i chwilowe stany marnego zadowolenia kosztem innych? Dorabiać się na pogardzie i lekceważeniu słabszych i „mniej ogarniętych”?
Jest w tym świecie coś co przekracza ten świat i mamy to w swoim sercu i w swojej esencji. Kiedy rodzi się w nas Prawdziwa Wiara i Ufność odkrywamy, że najwyższą drogą jest czynić dobro i pomagać w Przebudzeniu. Oznacza to Pokorę i Skromność, oznacza to, że jest w naszym sercu Miłość i Mądrość. Oznacza to również, że widzimy wartość w każdej tradycji duchowej, która kultywuje i wzmacnia te wartości i zamiast dzielić i skłócać – łączy nas z Duchem. Pycha istoty ludzkiej polega na tym, że czuje się panem istnienia i rządzi nią duma i pożądanie. Jednak w istocie coraz bardziej stajemy się zwierzętami. Tracimy to co ludzkie na rzecz absurdalnej pogoni za krótkimi chwilami pozornego zadowolenia i triumfu „panowania” nad innymi. To niszczy nasze serce i naszą wrażliwość. W żaden sposób nie możemy kontrolować karmy, którą bez ustanku odbieramy. Naturalne Prawo Karmy jest bezbrzeżnym oceanem w którym jesteśmy w tej chwili absolutnie zanurzeni i biorąc pod uwagę Cykl Kali próbujemy nie zatonąć, ponieważ ten ocean jest coraz bardziej dziki i nieprzewidywalny. Mamy wiodące prądy negatywnych nagromadzeń z którymi musimy się mierzyć. Zdolność utrzymania się na powierzchni wynika z Mądrości. Mądrość wynika z Dharmy.
Ta Mądrość – Dharma jest czymś uniwersalnym pod żadnym pozorem nie jest zbiorem arbitralnych nakazów moralnych i dogmatów. Dharma jest Żywa i dostosowana do aktualnych okoliczności czasu i miejsca. Jest potencjałem konstruktywnej zdolności obsługi narastającego złudzenia w jakim żyjemy i przewodnikiem. Jest deską ratunkową podczas powodzi negatywizmu. Daje nam prawdziwe oparcie. Jest zarazem prawem rezonansu z tym co wieczne i ponadczasowe; z tak zwanym Czwartym Czasem. Ludzkie prawo degeneruje się wraz z upadkiem ludzkiej świadomości i jest coraz bardziej skorumpowane i obecnie w coraz większym stopniu służy radżasowej dominacji Czarnych Magów, którzy panują nad tym wymiarem. Jednak ich panowanie jest wynikiem kolektywnej ludzkiej karmy wynikającej z negatywnych nagromadzeń. Lustro odpowiada odbiciem. Nie jest żadnym programem czy spiskiem. Ukazuje nasz stan. Nasza Prawdziwa Dharma ukryta jest w naszej Pierwotnej Naturze i nie przychodzi do nas „z zewnątrz” – dojrzewa wraz z procesem naszego Przebudzenia. I ta tamasowa post – rzeczywistość ulegnie zmianie dopiero wtedy kiedy masa krytyczna jednostek zacznie transformować swoją świadomość nie ulegając ciążącej sile skrajnego materializmu i głupoty.
Linie brzegowe głupoty i pożądania. Czysta spokojna rzeka i godność zmieniły się w gęstniejący szlam negatywizmu i wodospady tanich uciech. Sztuką nie jest już rozwój i transcendencja do wyższej guny materialnego trybu, sztuką stało się nie uleganie tej dewastacji. Utrzymanie marnej pozycji i walka o zachowanie ludzkich cech. Powstrzymywanie procesu zezwierzęcenia. Kiedy warunek „zewnętrzny” się gwałtownie degraduje wówczas stajemy się coraz bardziej zaszczuci przez negatywne wzorce, okoliczności i trendy. Linie brzegowe ignorancji i pożądania zbliżają się do siebie, a rzeka świadomości staje się coraz bardziej wąska i zanieczyszczona mułem podświadomości. To jest nazwane Regresem Świadomości lub Upadkiem. Nawet przewodnicy i autorytety duchowe oraz instytucje i związki religijne zamiast nas wyciągać z tych uwarunkowań same nas warunkują swoją ideologią, systemami ślepej wiary lub radżasowymi obietnicami wszechmocy. Nazwane jest to Błędnym Kołem lub Zwodzeniem poprzez lęk i egotyzm. Stare oparte na strachu religie straszą nas potępieniem i piekłem, a new age gra swoje zwodnicze pieśni na strunach naszego pożądania osiągnieć duchowych i próżności. Operują w podstawie Ignorancji poprzez z jednej strony niechęć, a z drugiej poprzez pożądanie. Tworzą swoje ograniczone i sekciarskie monady – energetyczne skupiska negatywizmu. W istocie jest to kontrola ludzkiej masy poprzez emocjonalne i psychologiczne podpięcie pod określoną mapę orientacyjną i wzorzec zachowań. Kontroluje to tamasowa agenda i radżasowa hiper aktywność. Jest to stan depresyjno – maniakalny – charakterystyka Kali Yugi.
Satwiczna guna Dobroci jest wyparta z kolektywnej matrycy. Ma bardzo słabe zasięgi i coraz mniej autorytetu – jest postrzegana jako słaba, nudna i mało atrakcyjna. Dobroć jest w percepcji współczesnych naiwna i pozbawiona tak zwanej charyzmy (zdolność władania emocją). Współczesna popkultura jest obrazem / odzwierciedleniem kolektywnej świadomości ludzkości i jej obsesji i pragnień. Jest jednocześnie programowaniem kolektywnej matrycy. Samo spełniającą się przepowiednią. Infosfera jest polem zasiewu negatywizmu uprawianym przez Czarnych Tamasowych Magów, którzy władają technologicznym matrixem. Analog – Dharma jest wyjściem z tej matni. Jest kołem ratunkowym na oceanie absurdu. Telefonem zaufania do naszego serca.
Moc umysłu pogrążonego we własnych iluzjach polega na łatwości ciągłego omotania naszej świadomości bezustannym myśleniem. Ten terror myślenia powoduje, że tak naprawdę jesteśmy nieprzytomni. Ta nieprzytomność jest mechanizmem funkcjonowania w Samsarycznym Wymiarze Warunku. My nie postrzegamy rzeczywistości takiej jaka ona jest, lecz jej umysłową projekcję opartą na emocjach, lękach i pragnieniach. Prawdziwe zrozumienie tego oznacza, że przestajemy szukać na zewnątrz przyczyn naszego pełnego cierpienia stanu. I to jest moment rzeczywistego przebudzenia tak zwany „game changer”. Nazwane jest to także ewolucją świadomości, ponieważ ta zmiana optyki prowadzi nas do Wyzwolenia. Świat staje się lustrem, które ukazuje nam nasz stan umysłu. W buddyjskiej Dharmie nazwane jest to Poglądem. Rozpoznajemy, że linie brzegowe są skrajnościami; materializmu i nihilizmu dlatego staramy się iść środkiem poza skrajnościami. Prawdziwy Pogląd to brak filtra, brak koncepcji na temat rzeczywistości. To Otwarta przestrzeń czysta i klarowna bez lgnięcia i lęku. Taka jest Pierwotna Natura i taki jest nasz Prawdziwy Potencjał. Nasze serce jest zawsze otwarte i czyste.
Jednak to co nami zarządza nazywam Mózgogłowiem – strukturą utożsamienia z naszym materialistycznie zorientowanym ego wyhodowanym przez nieskończone w czasie i przestrzeni uwarunkowanie lgnięcia do projekcji i pragnień umysłu. Pierwotna Czystość została zdominowana i zasłonięta przez pogrążoną w ignorancji maszynową zaprogramowaną świadomość, która funkcjonuje jedynie na najbardziej prymitywnym poziomie zmysłowych detektorów i fizycznego wymiaru „rzeczywistości”, w której naszego ego pragnie absurdalnego spełnienia, które z samej swojej natury nie jest możliwe. Dlatego ten wymiar jest zdominowany przez cierpienie i brak satysfakcji. W świecie formy wszystko przemija i nic nie może trwać. To jest nasze fundamentalne cierpienie, które przez cały czas wypieramy ze świadomości.
Nasze nałogowe i kompulsywne utożsamienie z formą i bezustanne szukanie w niej potwierdzenia naszego istnienia i wartości jest w istocie tym, co nas z życia na życie pogrąża jeszcze bardziej w bezustannym obiegu Samsarycznej Maszyny Inkarnacyjnej. Stajemy się replikami samych siebie – Replikantami. Mózgogłowie jest sztuczną inteligencją opartą na bezustannym procesowaniu nieskończonych zasobów samsarycznych danych gromadzonych przez ciało i umysł życie po życiu od niemającego początku czasu. Są to skale poza naszą możliwością pojmowania. Procesorem, który tym zarządza jest strach ego przed unicestwieniem zakodowany w najgłębszej warstwie tak zwanej świadomości magazynującej, która jest rodzajem serwera dla tej „gry” w którą wszyscy bez wytchnienia jesteśmy zajęci i przez którą jesteśmy bez reszty zdominowani. Ta dominacja jest systemem operacyjnym Samsary. Zero – jedynkowym; tak – nie.
Tak – nie; potwierdzenie i zaprzeczenie to linie brzegowe dla rzeki naszej uwarunkowanej świadomości w korycie pragnień i awersji. Bęben losujący w loterii której nikt nigdy nie wygrał. Nie możesz wygrać w samsarycznej grze i niczego trwałego nie możesz w niej osiągnąć. Tutaj zawsze tracimy wszystko i kończymy na początku z resetem ustawień i nagromadzeniem wrażeń karmicznych na kolejne życie. Sama ta gra nie ma początku, bowiem jest grą samej świadomości, której nie stworzyło żadne bóstwo. Samsara jest grą światła. Jest spektaklem. Jest tym co ma nas ostatecznie przebudzić. Cień może nas nakierować na samo źródło światła i odkryć przed nami nieskończony potencjał Ducha, który w istocie nigdy nas nie opuszcza. Jest z nami bez względu na wszystko nawet w wymiarach piekła. Dlatego kiedy w cyklach następuje tak zwane zagęszczenie gry (okres Kali Yugi) dostajemy dostęp do bardzo potężnych i szybkich metod duchowych, które stają się dostępne i łatwe do zastosowania. Jednak ten dostęp wymaga zasługi gromadzonej przez nieskończony czas i ostatecznie to my posiadamy mądrość, aby TO rozpoznać, żaden guru czy kapłan niczego nie może załatwić za nas. Z samsary nikt nie może nas zbawić dlatego narracja mesjanistyczna jest tym co ma za zadanie nas zwodzić i dawać fałszywą nadzieję byśmy wciąż byli bierni. Ta bierność jest trucizną i „grzechem” w prawdziwym sensie, ponieważ odwracamy się plecami od własnej mocy i sprawczości. Dlatego każdy system religijny, który wzmacnia tą apatię i bierność jest z natury negatywny. Nie jesteśmy w żaden sposób potępieni i skazani wyrokiem bóstwa. Nasze wyzwolenie z warunku zależy od nas.
I to jest Prawdziwa Dobra No – wina. Wyjście z niewoli samoponiżenia i pogardy. Naprawdę możemy sami sobie pomóc i spojrzeć na siebie jako istotę pełną znaczenia i dobrych właściwości. Nasze cierpienie nie wynika z grzechu czy gniewu Boga. Nasze cierpienie jest konsekwencją Ignorancji i braku rozpoznania, że w swojej esencji jesteśmy od początku prawdziwą wolnością i miłością. Jesteśmy uwikłani w skutki własnych myśli, słów i działań. To jest Prawo Natury Uwarunkowania – to my sami tworzymy własne więzienie. Dlatego z punktu widzenia Ducha najważniejszym jest przestać szukać w tak zwanym „świecie zewnętrznym” winnych naszego stanu, a zamiast tego przyjrzeć się sobie i rozpoznać co nas ogranicza i w jaki sposób we własnym wymiarze tworzymy negatywności, które później stają się naszym doświadczeniem za które obwiniamy innych.
Mamy nieograniczony zasób nagromadzeń karmicznych i bez ustanku poprzez naszą intencję, myśli, słowa i działania tworzymy nowe wrażenia i nasiona. Karma nie jest jedynie zero – jedynkowym mechanicznym prawem materialistycznego świata. Możemy bardzo łatwo rozpoznać przyczynę i skutek. To jest poza dyskusją. Jednak to Naturalne Prawo działa również na poziomie naszej energii i świadomości / umysłu w subtelnych wymiarach poza fizycznym wymiarem materii. Istota pogrążona jedynie w tej „fizycznej zupie” w percepcji i odczuciach zazwyczaj rozpoznaje jedynie skutki i nasz zrodzony z ignorancji stan świadomości nie potrafi zrozumieć, że są to wytwory z subtelnego poziomu intencji, motywacji i samego poglądu na siebie i rzeczywistość. Ten Pogląd kształtuje nasz stosunek do siebie i tak zwanego świata. To on określa parametry naszego doświadczenia.
Jeżeli naszym poglądem jest materialistyczny nihilizm (pogląd dominujący w epoce Kali Yugi) i żyjemy w przekonaniu, że wszystko jest zrodzonym z chaosu przypadkiem i naszym jedynym zadaniem jest rywalizować o szczęście i zasoby z innymi istotami w obrębie prawa deterministycznej selekcji naturalnej – wówczas świat wcześniej czy później stanie się wymiarem piekła. Krok po kroku zmierzamy dokładnie w tą stronę. Wystarczy się rozejrzeć za czym ludzie bez ustanku gonią i jakie mamy tego skutki. Mało kto jest przytomny i świadomy, ponieważ mało kto już jest w stanie wytrzymać w tym świecie na „trzeźwo” i mieć do niego odpowiedni dystans. „Rzeczywistość” zaczyna się „lepić” i jest coraz bardziej przytłaczająca i agresywna. Staje się bezustanną prowokacją, której zadaniem jest wciągać nas do tej absurdalnej gry i eksploatować naszą energię i wysysać z nas wszelkie zasoby, aby ostatecznie nas unicestwić kiedy przestajemy już być pokarmem negatywizmu.
Bronią masowego unicestwienia w obecnym stadium jest technologia i nad – informacja wobec których stajemy się coraz bardziej bezbronni i od których jesteśmy coraz bardziej uzależnieni. Media społecznościowe są tym co ostatecznie zniszczy społeczeństwo i relacje społeczne poprzez polaryzację i konflikt, ponieważ dokładnie w taki sposób zostały sformatowane, a ich rzeczywistą rolą jest wciągać nas do gry do pola kolektywnej wojny poglądów i przekonań. To jest agregat agresji i zaczyn konfliktu.
Jeżeli nie wszystkie drogi prowadzą do absurdu, to jedna niema może takiej udeptanej, któraby nie prowadziła tam, jeżeli wiedzie po niej ktoś dziwaczny. Ktoś, kto tam, gdzie go nie potrzeba, jest, – w chwilach zmęczenia rękę nam podaje, – gdy go szukamy, w nas samych się chowa i wzrokiem naszym badawczym kieruje, – idzie przed nami niepostrzeżony i ciemnym światłem drogę nam oświeca, – dziwny przewodnik, wróg, przyjaciel?
Chłopak uciekał. Ostatkiem sił dobiegł do cokołu pomnika Kościuszki. Ledwo mógł złapać oddech, z ust ściekała mu krew. Miał w głowie absolutny mętlik i paraliżował go strach nad którym kompletnie nie panował. Miał na sobie poszarpany podkoszulek z napisem „Nirvana”, niebieskie bojówki i tylko jeden but. Drugi leżał w bramie na Wschodniej, gdzie poczuł to pierwsze nagłe uderzenie. Przez krótką chwilę było zupełnie ciemno i nastała tępa cisza jakby jakaś bezwzględna i wszechmocna siła wyłączyła wszystkie bezpieczniki życia i rzuciła nim o beton jak szmacianą lalką. Kiedy minął pierwszy szok usłyszał kilka różniących się od siebie męskich głosów i uświadomił sobie, że jeden z nich najgłośniejszy i zarazem najbardziej przerażający jest dziwnie znajomy. Gdzieś już słyszał ten specyficzny świst, który przywodził na myśl charczenie jakiegoś zwierzęcia. Jednak bał się odwrócić i wiedział, że musi coś zrobić i to natychmiast, bo inaczej będzie bardzo źle. Próbował wstać, ale jeden z napastników złapał go za lewą stopę i zaczął ciągnąć w tył. Wtedy obudziło się w nim coś czego nigdy wcześniej nie doświadczył, coś co nagle wpompowało w jego drobne ciało niewiarygodną ilość energii, jakby Bóg zrobił mu zastrzyk z adrenaliny. Wyrwał się unosząc się na rękach i z całych sił odepchnął agresora, który stracił równowagę i runął na ziemię, a kiedy był już na nogach odwracając się zobaczył w jego ręce swojego buta. Jednak nie było czasu tym bardziej, że otrzymał otrzeźwiający cios w twarz.
Teraz widział, że jest ich trzech. Najgorszy rodzaj żuli. Biegli za nim dobre dziesięć minut. Po co? Nie miał przy sobie niczego, co byłoby warte takiego wysiłku. Coś się tutaj nie zgadzało. Przecież zwykła żulerka nie ma w sobie takiej siły i takiej determinacji, a oni wyglądają jakby nic ich to nie obeszło, co wywołuje w nim zimne stalowe dreszcze. Nie potrafi rozróżnić ich twarzy jakby były zlane z tłem, jakby brakowało im czegoś ludzkiego. Kim są ci ludzie i czego o niego chcą – pytał sam siebie z dość zresztą mizernym skutkiem łapczywie łapiąc każdy oddech. Wiedział, że nie odpuszczą. Przez Plac Wolności z hukiem przetaczał się stary samochód jak zardzewiały powolny zwierz. Niebo stało się purpurowe, a powietrze gęste i duszące. Kościół Trójcy Świętej wybijał kolejną godzinę, jednak robił to zbyt długo i zbyt wolno, żeby można było uznać to za normalne. To nie było normalne.
Wtedy coś do niego dotarło.
Wokół nie było nikogo. Tylko Tych Trzech i On. Szli ociężale w jego stronę. Mieli w sobie coś z owadów, tak jakby byli częścią roju, albo kolonią śmiercionośnych bakterii. Mieli na sobie długie drelichowe płaszcze, a zamiast rąk wijące się węże. Byli coraz bliżej.
Wtedy zobaczył ten neon. Serce bijące jasnym ciepłym światłem. Machający z oddali do niego człowiek. Ruszył przebiegając przez opustoszałą ulicę ku wejściu i z hukiem zatrzasnął za sobą drzwi. Nagle poczuł się dobrze, jakby wrucił do domu, do miejsca swojego urodzenia, do tego zapachu podsmażanej cebuli i curry wmięszanego z dymem tybetańskiego kadzidła. Do stolika przy którym zazwyczaj siedział i pisał popijając earl grey z cytryną i patrzył przez szybę na ukochane poranione miasto, które snuło swoje mroczne i zarazem cudowne opowieści. Do ludzi, których kochał całym swoim sercem, bo nikogo nie udawali i zawsze przecież mógł na nich liczyć kiedy działo się coś złego.
– Pirat! Obudź się! – Ojciec Tobiasz patrzył na niego tymi swoimi piwnymi oczyma z politowaniem podając mu swój kultowy makowiec z karmelową polewą. I zrozumiał, że to był tylko sen. Zły sen. Tak wołali na niego Pirat. Mieszkał w Łodzi. Musiał przysnąć podczas wewnętrznej degustacji, którą urządzili podczas remontu knajpy. Będzie nowe menu. Za oknem wszystko było we względnym przecież porządku. Byli ludzie, jeździły samochody, a dzwon Świętej Trójcy wybijał siedemnastą. Nastała jesień, świat wciąż się kręcił i nie zamierzał przestać. Makowiec był pyszny. To będzie hit.
Ojciec Tobiasz poklepał się po obfitym brzuszysku.
To miejsce było ich miejscem. Stworzyli je mocą swojej wyobraźni, myśli, słów i działań. Zrobili to dla siebie i dla nas wszystkich, byśmy mogli tam pójść i przynieść ze sobą to kim jesteśmy, podzielić się naszym własnym życiem z innymi. Nie bać się. Czuć, że na tym coraz bardziej szalonym świecie wciąż są prawdziwi ludzie, którzy tak jak my szukają dobra i znajdują je w sobie i w tobie kimkolwiek jesteś i gdziekolwiek żyjesz. Zawsze możesz tu przyjść, napić się czarnej z cytryną, zjeść ten awangardowy makowiec, który specjalnie dla ciebie zrobił Ojciec Tobiasz nasz samorodny gnostyczny mistyk, który wbrew temu żarłocznemu hałasowi wciąż znajduje tak dużo ciszy i ma ją dla ciebie, która jest delikatna i szczera jak połyskujący na niebie księżyc, który rozświetla drogę, kiedy prawie nic już nie widać, kiedy wydaje się, że jesteś samotny i zgubiony, żyjący na wysypisku rozmontowanych uczuć i marzeń. Wszyscy szukamy dobrej i bezpiecznej przystani gdzie możemy po prostu być i zostać na jakiś czas. Poprosić o duchowy azyl i zebrać siły przed kolejną nierówną walką. Kiedy go spotkasz najprawdopodobniej nie rozpoznasz tego o czym tu mówimy, zobaczysz rozbrajającą zwyczajność, starego i życzliwego człowieka, który przyniesie do twojego stolika kawałek „pospolitego” ciasta. Na pierwszy rzut oka nic specjalnego, żaden gastro popis z tych modnych europejskich stolic w których ludzie przestają być ludźmi zmieniając się w coś czego nie sposób już pojąć i za czym nadążyć. Jednak kiedy go spróbujesz i z tej perspektywy spojrzysz ponownie na Ojca Tobiasza poczujesz To w jednej chwili.
Szukamy tych wyjątkowych rzeczy daleko od siebie gdzieś za siedmioma górami i siedmioma rzekami, jednak prawda jest taka, że najczęściej są bardzo blisko nas – w człowieku mijanym na ulicy, w uśmiechu dziecka, w czystym i szczerym odruchu serca „przypadkowo” spotkanej osoby, która być może wcale nie jest kimś obcym, a jedynie naszym dobrym przyjacielem, którego nie rozpoznaliśmy. Życie potrafi być zaskakujące i nawet wtedy, kiedy już tracisz nadzieję rozkładając z rezygnacją ręce gotowy się poddać i ponieść ostateczną porażkę niespodziewanie dostajesz od losu coś dobrego.
Pani prezydent Królowa i jej wierny chór – dwór zainstalowany jak lepka od pożądliwości rdza na wszelkich urządzeniach, w całym mieście, obtoczona niczym kotlet schabowy w panierce swoich wiernych klakierów. Do tego mizeria z urzędniczej zmielonej masy ludzkiej segregującej ten nigdy niekończący się zapętlony dokumentalno – tabelkowy świat czystej formalnej Abstrakcji.
Mięso. Masa. Urzędnicza Maszyna.
Podatki, ulgi, derywatywy. Spółki pustego skarbca kartonowego państwa teoretycznego, którym rządzi ekipa Warsaw Shore w garniturach zarządzana przez inną mroczniejszą ekipę z Pogranicza. Kwantowa rzeczywistość równoległych wszechświatów zapadniętych w sobie w wyniku konstrukcyjnej prowizorki. Kolesie kolesiom zgotowali ten sos. Pizza Gate – Human Hate. Wybory – komory gazu rozweselającego. Nieustający happening politycznej poprawności i dość skutecznej taktyki odwracania uwagi. Dekady doświadczenia w kilku ustrojach. Studia podyplomowe z Administracji i Zarządzania Dezorientacją. Płaska Ziemia. Przy jebnięciu konkretnej i kolejnej zamordystycznej ustawy damy wam Aborcję – wytoczymy was na ulice jak kolorowe kulki z reklamy telewizora, albo powiemy, że chcemy ograniczyć wam prawa, które wam przecież sami dajemy jak kilka delikatnych kopów na ryj, żebyście trzymali tak zwany pion w kolejce do urojonego szczęścia. Tym można sterować jak tanim eurobiznesem z więzieniem w każdym rogu i świeżo drukowanymi dolarami. Trzy kostki. Trzy Szóstki. Patent wszczepu – Microsoftu. Człowiek jako terminal płatniczy. Podpięte pod siebie zagrody chwilowej wygody – Globalizacja 2.0 przeżuwająca kości swoich niezliczonych ofiar liczonych w grubych milionach jak te pożyczki. Bank Wszechświatowy Fundusz Walutowy – całe kontynenty drenowanie do ostatniej kropli zasobów naturalnych. Korporacyjny Genesis – Raj dla Wybrańców, barak dla skazańców. Galaktyczne Getto. District 17.
Lewica. Prawica. Surowa polędwica.
Tutaj w tym Nowym Mieście jak niegdyś nazywano Łódź wszystko było nieco bardziej swojsko – przaśne w pewien dość zabawny sposób nieudane i to paradoksalnie stanowiło największą szansę na znośne życie. To miasto nigdy nie będzie Smart, w pełni kompatybilne z Globalnym Mózgogłowiem, bo tu zawsze coś po drodze się najzwyczajniej w świecie wypierdoli, ktoś czegoś nie podłączy do końca tak jak trzeba i jak zwykle będziemy gdzieś pomiędzy wszystkim, a niczym. Zagubiona autostrada do Powszechnej Automatycznej Kolektywnej Szczęśliwości. Mocny karmiczny czynnik uwarunkowania przeszłością, którą zmienić można poprzez długie wdrażanie nowego oprogramowania. Tutaj zbyt wielu ludzi żyło w analogowej rzeczywistości, po części, dlatego, że cyfra ich nie uwiodła jak trzeba, po części z biedy i nieprzystosowania do trendów i nowinek gdyż umysł mieszkańców Łodzi był nieco korsarski ze swojej natury, miał w sobie mocny czynnik rewolucyjny i odporny na tą wysublimowaną propagandę o powszechnej szczęśliwości za sprawą Światłowodu. Być poza wyścigiem to nie jest przecież takie złe, ta samplowana podróba prawdziwego życia – matryca nałożona na system zmysłów nowe pikselowe Elizjum, zasilane nieskończonym cierpieniem czujących istot, krwią dogorywającej matki, która umierała na naszych oczach z przerwą na reklamy „zielonej odnawialnej energii” i wyprzedaże resztek dzikiej natury pod zabudowę, byśmy mogli z uśmiechem na ryju zajebać to, co jeszcze dyszy, co ma w sobie prawdziwe niezmodyfikowane naszą chorobą życie. Jesteśmy dość dewastującą Mutacją, toksyczną formą przejściową, transgenicznym gatunkiem hybrydowym, który niestety stał się zbyt szalony i niepoczytalny – zagubiony we własnych neurotycznych wytworach – dominującym czynniku naszej własnej agonii.
Zagubieni we własnym fikcyjnym królestwie nieskończonych praw i obowiązków, buchalteria kwadratu zamkniętego w bezsensownie obracającym się wokół sztucznych trendów i popędów kołowrotku – laboratoryjne szczury gorączkowo szukające wyjścia, które dla 99,99% po prostu nie istnieje, jest tylko przejściem jednego w drugie, przelaniem z próżnego w puste, bezustannym, nawykowym wgraniem w nigdy nieprzerwaną mechaniczną taśmę automatycznego istnienia – terror egzystencji. Rodząc się w konkretnym miejscu, czasie, rasie, nacji, państwie, mieście, rodzinie wgrywasz się w jeden z niezliczonych kodów – programów, stajesz się aplikacją, nośnikiem, klonem tego programu. Wierzysz, że jesteś „wolny i niezależny”, że „podejmujesz decyzje”, „tworzysz swoje życie”, jednak to nie prawda, bo w rzeczywistości to życie – program tworzy ciebie. Żyjesz zupełnie nieświadomy tego co tobą kieruje od tak zwanego „wnętrza” podświadomego programu twojego biologicznego plemienia, rodu – twoich przodków. Kiedy pływasz w tych wodach płodowych i nawet wcześniej kiedy jesteś tylko niewidocznym dla ludzkich zmysłów potencjałem, który szuka nowego biologicznego ciała ten program samoistnie instaluje się w tobie, warunkuje cię na całe przyszłe życie.
Conditio sine qua non.
Genetyczne perpetuum mobile, ciało wypluwające ciało – później jesteś „zagospodarowany” przez Kościół i Ratusz – przypieczętowany rytuałem i zapisany w ewidencji – kolejny produkt do przetrawienia i wyplucia do czarnej ziemi w tak zwanym finale.
Bóg mara, sen wiara.
Rodzimy się z pożądania, z ocierania narządu o narząd, czasem mówimy, że to z miłości lubimy w to wierzyć, jest romantyczna, wzniosła wersja reklamowa, którą wyświetlamy sami sobie. Jednak z wiekiem zaczynamy rozumieć, że choć i owszem jest tam źdźbło tak zwanej prawdy jednak ten sztuczny romantyzm jest w istocie dość daleki od rzeczywistości. Dlatego opakowaliśmy to wszystko folderem reklamowym, świątecznym papierem na prezenty, komediami romantycznymi, gazetami life-stylowymi, bonami na zakupy, niezliczoną ilością tych drobnych codziennych uciech minimalnych, których ciągła rotacja i zagęszczenie pozwala nam widzieć jedynie ten pozornie komfortowy i dobrze zorganizowany „nasz” mały neurotyczny świat oparty głównie na dość szalonym i kompulsywnym szukaniu wygody. Jednak ta wygoda ma swoją cenę. Swój koszt. Tą ceną jest cierpienie niezliczonych form życia i tak naprawdę nas samych. Cierpienie, którego z całych sił próbujemy nie widzieć, nie słyszeć i nie czuć. Chcemy spać, śnić „szczęśliwy sen”, bo dążenie do szczęścia i wolności jest prawem człowieka. Prawa człowieka są najważniejsze na świecie, to fundament demokracji, spektakularny dorobek intelektualny, osiągnięcie na miarę wszechświata. Nie jest wiadome, czy w całej iluzorycznej czasoprzestrzeni istnieje podobnie „najinteligentniejszy gatunek ssaków”, który ma równie wybiórcze podejście do „prawa do szczęścia”, w rzeczywistości nie szanując go nawet między sobą, nie mówiąc o innych czujących formach życia. 68 milionów ton martwego krowiego mięsa rocznie, 110 milionów ton ciał martwych świń, 115 milionów ton ubitych kurczaków – to kilka ton zamordowanego życia co sekundę. Wielkie planetarne mordowanie i wymieranie, wielka uczta pośrodku stosów trupów sięgających samego nieba niczym stos ofiarny dla wielkiego boga Ignorancji sycącego się odorem śmierci i rozpadu. Odzwierzęce śmiercionośne wirusy szalonych krów, świń, koni, ptaków, nietoperzy w końcu ukoronowanie naszych niesłabnących wysiłków samozniszczenia w postaci Mutującego Króla Wirusów, który zatrzymał cały ten szalony film pełen okrutnych twistów fabularnych i oferuje nam dramatyczną chwilę do namysłu. Przetasowania faktów jak tali znaczonych kart w tym pokerze, blef za blefem, oszustwo za oszustwem – rozbić bank i zgarnąć wszystkie świeżo bite żetony – wielka niekończąca się impreza z dziwkami i kokainą. Dojść do samego dna, wymacać podłoże. Przez chwilę krótszą niż pstryknięcie palcami – Być Królem Życia.
Sztuczny nierzeczywisty świat nawigowany sztucznym nierzeczywistym „prawem”. Miliardy papierów, ustaw, regulacji ciągłe nieprzerwane modyfikowanie swoich własnych wymysłów dla potrzeb tak zwanej chwili – wszystkiego co w istocie się tutaj wydarza. To tak naprawdę jest pod tą rzekomą „wolnością”. Żyjemy w korporacyjnym globalnym państwie wyznaniowym, którego religią jest Władza i Pieniądz. Tylko to się tak naprawdę tu liczy, za tym wszyscy biegają w tych pozłacanych łańcuchach. Jednak udajemy, że jest inaczej. Mamy literaturę piękną, sztuki wysokie, wyrafinowaną kuchnię francuską o bogatej tradycji, mamy zapierające dech symfonie wielkich kompozytorów, malarstwo, które dotyka boga i mistyczne ceremonie religijne. Mamy architektoniczne cuda świata, podbijamy kosmos. Mamy najbardziej komfortowy model w całej ludzkiej historii. Możesz być raperem, globtroterem, influenserem, religijnym koneserem starych win. Możesz być kim chcesz, każdym możliwym złudzeniem, każdą ochotą, pragnieniem. Możesz być gwiazdą egzystencjalnego porno i wyruchać wszystko w wielkie kakao i spuścić się na twarz wszechświatowi. Noce pełne uniesień i ekstazy. Noc kryształowa, Niemcy 9 Listopada. Biała noc, 18 listopada Kooperacyjna Republika Gujany – Świątynia Ludu Kościoła Pełnej Ewangelii. Śmiercionośne abstrakcyjne szaleństwo zagubionego umysłu.
Pornograficzne Mózgogłowie. Samojebka.
Jednak tak naprawdę ten „sukces” trwa tak krótko, że nim się obejrzysz zobaczysz, że jesteś żebrzącą o brak cierpienia biologią, umierającym w przerażeniu ciałem i wszystko co zrobiłeś i kim byłeś przyjdzie do ciebie jak cień. Na tym żerują religijne hieny, zaklinacze zagubionych dusz, prorocy nocy, sprzedawcy złudzeń odkupienia, rozgrzeszenia w zamian za udział w odpustach, rytuałach, religijnych ruchach wstecznych. Sądzimy sami siebie w sobie. Dlatego tak naprawdę nie możemy siebie oszukać. Nasza nieświadoma świadomość jest jak czarna skrzynka zapisująca każdy ułamek sekundy, każde działanie, słowo, gest. To nie brodaty starzec na wysokościach, srogi demiurg, to nasz własny umysł – macierz wszechrzeczy. Przyczyna i skutek to jest prawdziwy fundament tego Królestwa. Kto sieje wiatr zbiera burzę. To wszystko zaczyna się od każdego z nas w tej jednej obecnej chwili, dlatego pomóc temu światu to przede wszystkim pomóc samemu sobie, uleczyć własne szaleństwo, własny strach i przerażenie, zobaczyć siebie w rzeczywisty sposób, odkryć swoje neurozy i własny negatywizm, zobaczyć cień. To były ciągi myślowe w głowie Pirata, tak zwane spontaniczne „przebicia z pola”. Poza osobowa narracja podczas jarania porannych kiepów wraz z Prepersem.
Siedzą TERAZ w ćwierć lotosie na poduszkach do medytacji na cokole placu wolności. Kontemplują w milczeniu naturę wszechświata i piją kawę po turecku przyrządzoną po chińsku. Jest mroźny i orzeźwiający pandemiczny poranek przesiąknięty tendencją depopulacyjną. Można nawet powiedzieć, że wpisują się w obecny trend na powszechne morsowanie, czyli włażenie w pantalonach do lodowca, pływanie w przeręblach lub smarowanie się śniegiem i konieczne obowiązkowe sprawozdanie na Portalu Twarzy – PT w postaci heroicznej samojebki. Jest tak zwany okres między świąteczny. Tak…Ta ulica to wręcz literacka legenda, pełna bohaterów mało poczytnych książek i wszelakich akcji fabularnych od romansów po horrory. Pirat sam ma tendencje grafomańskie od najmłodszych lat, „coś tam” zawsze pisał, pisze i będzie pisał. Często gęsto ma ze sobą swojego czarnego oldskulowego lapka IBM – a T43, który jest jak cyfrowy czołg – to jego uzbrojenie w powszechnej wojnie informacyjnej. Siedzi w ciepłe – przestrzenne dni na tym placu wolności pod pomnikiem Kościuszki i tworzy swoje literacko – gonzo dziennikarskie widokówki postapo. Jest redaktorem naczelnym internetowego zina „Lodzer Zeitung”, którego tytuł przypomina nam o permanentnej okupacji naszej świadomości. Podtytuł brzmi „Mięso, Masa, Maszyna” i to w skondensowanej formie wyraża całą piracką filozofię, którą nazywa „Terrorem Egzystencji” – przez Faszyzm Materializmu, który dumnie kroczy przez świat i zostawia po sobie totalny rozpierdol w postaci śmierci, głupoty i zniszczenia. To nie jest wróg z krwi i kości – to umysłowy wirus, który wciąż mutuje i przenosi się przez slogany na bazie nieskończonych potrzeb dlatego jest niezniszczalny i wszechpotężny – jak urojony bóg. Pirat ma około trzydziestego trzeciego roku życia, niebieskie prawie błękitne oczy, które jak to czasem mówią ludzie powodują dziwne odczucia, twarz trochę dziecka, trochę starca, długie włosy spięte w kok niczym alternatywny Budda, nosi się w stylu jak najbardziej pirackim ma ciężkie srebrne kolczyki z małymi trupimi czaszkami i bejsbolówkę z trupią czachą, a na nią narzucony grupy wełniany czarny kaptur. Ogolona twarz i bokobrody.
Prawdziwy punkowy lodzermench – potomek żydowskiego rodu łódzkich fabrykantów, którzy musieli jak to zwykle z Żydami wyjechać kopani po dupach tak zwanymi okolicznościami jakieś kolejnej zrodzonej w ludzkich głowach paranoi. Jego nazwisko to Baal, a imię Max. Co jakiś czas, w jakimś miejscu w ludzkich umysłach inkarnuje coś naprawdę złego, pewien rodzaj przesiąkniętego nienawiścią bezosobowego bytu, zatruta bezduszna idea, zaraźliwa i okrutna choroba umysłu przenoszona z głowy do głowy, z serca do serca i wówczas płoną krematoria i rusza precyzyjna i zimna maszyna śmierci. Zawsze jest tam jakiś bóg, wyższe dobro, dziejowa konieczność, równość, braterstwo, czystość, sprawiedliwość, jednym słowem – Abstrakcja. To jest zarzewie szaleństwa, nieskończony potencjał cierpienia na którym bazuje Mózgogłowie w nieskończoność przedłużając swoje panowanie w pozbawioną czucia dyktaturę. Wyhodowali nas w szufladkach, w kubłach na śmieci – karma w pudełku na wynos. Polska szufladka, żydowska szufladka, rosyjska szufladka, niemiecka szufladka. W kolorze białym, żółtym, czerwonym, czarnym, obklejone tymi albo tamtymi wizerunkami świętych mężów, którzy wcale nie byli święci, a po prostu przytomni tego co się tutaj odpierdala. Babilon ma naturę mentalną, jego mury to pojęcia, a zaprawa to Abstrakcja.
Po lewej Kościół po prawej Ratusz. Religia i Rząd, Bóg i Król – dwie sprawne dłonie jednego wiecznie ruchliwego cywilizacyjnego Monstrum, które teraz jest w stanie agonalnym podłączone pod respirator technologii, zainfekowane odzwierzęcymi wirusami, które przyszły do nas z okrucieństwa i czystej nie rozcieńczonej świadomością ignorancji. Co sekundę na tej planecie padają istoty żywe w agonii, bez przerwy, non – stop. Są mordowane na nieskończoną ilość przemyślanych sposobów, które mają swoje plany i rysunki techniczne. Technologiczna obróbka żywności, piramida żywienia z świńskim nabrzmiałym od przerażenia okiem, które patrzy na nas jak wyparty wyrzut sumienia. Gruba wysmarowana wszelkimi środkami przeciwbólowymi i sproszkowanym prozakiem skóra homo – niewiadomo – sapiens, który z godną samego siebie obojętnością i „rozkosznym rozbawieniem” godnym małego dziecka bawi się sam ze sobą w szczyt ewolucji – mając samego siebie za jedyny inteligentny gatunek we wszechświecie. Oddajmy głos Prepersowi
– Ty Pirat, weź no mi wytłumacz jak przysłowiowej krowie na granicy urojonych światów, jak to jest, że my jako podgatunek ludzki wytworzyć w sobie taką pychę, która twierdzi, że w całym nieskończonym kosmosie istniejemy tylko my cztero kończynowe istoty średnio inteligentne o tendencjach ewidentne samobójczych i skłonnościach psychopatycznych?
Pirat zaciągnął się papierosem patrząc na osnutą mgłą poranka główną arterię tego miasta, która z minuty na minutę nabierała życia w postaci istot żywych, które gorączkowo zaczęły „biegać” za tak zwanym swoim interesem czyli utrzymaniem się przy życiu, co przybrało formę pracy zarobkowej w postaci tak zwanego etatu, lub działalności gospodarczej i doprawdy nie miały czasu na tego typu zupełnie bezsensowne filozoficzne brednie. Rzeczywistość stała się bezlitośnie pragmatyczna – niczym zmywarka do naczyń, albo kosiarka do trawników. Skomputeryzowane Smart – Live w Smart – City – jedno wielkie Udogodnienie sprowadzone do obsługiwania Pulpitu Nawigacji. Czwarty zaawansowany stopień upośledzenia, człowiek – proteza.
„Pro – teza.”
Czło – wiek. Pato – geneza.
– Wydaje mi się i warto to dodawać przed absolutnie każdą tak zwaną opinią, że ten rodzaj iluzji wynika z ograniczenia naszej percepcji, która mam poczucie jest dość mechaniczna, bowiem żyjemy w deterministycznym zmechanizowanym paradygmacie naukowym, który czy chcemy tego czy nie ukształtował naszą tak zwaną siatkę pojęć i zdeterminował sposób w jaki „postrzegamy” – „rzeczywistość”. Terror logiki i dowodu – ta osławiona metodologia zamyka nas w więzieniu własnych ograniczeń, co powoduje, że żyjemy jak to ujął jeden zajebisty pisarz w „symulacji zbudowanej z założeń”. To z kolei prowadzi nas wprost do poczucia wyobcowania i totalnego kosmicznego osamotnienia, bowiem to świadomość określa byt. Brak nam tutaj perspektywy, gdyż zajęci jesteśmy „badaniem” struktury, zafiksowaniem na detalu i tym samym kompletnie tracimy panoramiczny i wielowymiarowy obraz co skutkuje, że sprowadziliśmy to wszystko do ubogiej formy trzech wymiarów. Jednak jeżeli przeniesiemy uwagę z funkcji zmysłów do jądra samej świadomości, wówczas odkryjemy coś co się nazywa – Wyobraźnia i to ona jest w obecnej dość chujowej sytuacji – najważniejszym naszym potencjałem, gdyż w tak zwanym wymiarze fizycznym doszliśmy do tak zwanej ściany – limitu logiki i rozumu, które mają w sobie ograniczenie jak mechaniczny procesor w komputerze i określoną przepustowość danych i możliwości procesowania kodu, który sam w sobie jest napisany na nasze własne podobieństwo – jest produktem ułomnego boga, jest by rzec kratami tego logicznego więzienia. Dlatego tak zdemonizowano psychodeliki, bowiem rośliny psychoaktywne mają w sobie potencjał hakowania tego kodu, przebicia się przez zasieki logiki do nieskończonego potencjału samej świadomości. Jeżeli spojrzymy na umysł jako nieskończony potencjał pozbawiony granic, sztucznych struktur niczym bezbrzeżny ocean potencjału ujrzymy samych siebie w obecnej formie jako istoty, które uwięziły własną świadomość w klatce przyjętych koncepcji, które uważamy za tak zwane fakty. Istota władzy polega na panowaniu nad umysłem, nad percepcją i sprowadzenie nas do mechanicznej aparatury opartej na zmysłach i logice. To jest kanalizacja tej struktury, żyjemy w ścieku konsumując przetrawione przez Maszynę życie – dostając odpadki – nagrodę pocieszenia. Żyjemy w dualistycznej matrycy tak zwanego dobra i zła, Boga i Diabła, lecz czym w swojej istocie jest Diabeł?
To Ograniczenie. To jest esencja.
Zatem patrząc na ten świat, co jest tym co najbardziej „rzuca się w oczy”. Ograniczenie! Zniewolenie warunkami! Wszystko ma limit! Jest nietrwałe, skończone w czasie i przestrzeni, podległe nieuniknionemu rozpadowi. Starość, choroba, śmierć! Jednak esencja świadomości nie powstała z warunków, jest niematerialna – nasze myśli – ruch energii – istnieją i nie istnieją jednocześnie – jak dźwięk. Dlatego to nie podlega fizycznemu rozpadowi. To nie jest dobre i nie jest złe. To jest poza tym wtórnym określaniem czegokolwiek, bowiem jest przed jakąkolwiek nazwą. Dlatego osobiście uważam, że we wszechświecie istnieje absolutnie nieskończona ilość istot, światów i samego życia w bogactwie wszelakich form, które nie mieszczą się w naszej ograniczonej dowodami logice, to jest Potęga Wyobraźni. Pierdolnięcie Transcendentu. Klucz otwierający Wszechświat, który leży w nas samych i jeżeli go nie użyjemy sczeźniemy na pustyni z pragnienia, kiedy tak naprawdę wkoło mamy życiodajne czyste wody świadomości, które mają źródło w nas samych, nie w Bogu na wysokościach, czy zbawieniu niesionemu przez kolejnego mesjasza na którego czekamy jak na odpust wszelkich win. To w swojej istocie jest nasz Wybór. Podlegać narzuconemu mechanicznemu systemowi Maszyny Śmierci, czy udać się w podróż do wnętrza samych siebie i zacząć badać kim w istocie jesteśmy i jak głęboko sięgamy. Póki naśladujesz nigdzie w rzeczy samej nie dotrzesz, po prostu umrzesz po drodze, zużyjesz się jak maszyna i wyłączysz.
Jednak!
Jeśli zamiast iść czyimś śladem zatrzymasz się i zaczniesz badać kim ty jesteś, gdzie jesteś i z jakim skutkiem wówczas masz szansę poznać coś czego nikt inny nie jest władny poznać. Samego Siebie. To jest esencja tak zwanej medytacji. Dlatego warto medytować. Jeżeli spojrzysz na posążek Buddy zobaczysz w nim całe i kompletne nauczanie Drogi, która nie polega na studiowaniu pism, żarliwych modlitwach, błaganiu, skomleniu i klepaniu różańców. To jest Droga Poznania Świadomości – tego czym jesteśmy w najgłębszej swojej istocie. Zostać piratem to zdjąć wszelkie flagi narodu, religii, kultury i zamiast tego zrozumieć że jesteśmy czachą i piszczelami – nietrwałym umierającym ciałem podległym cierpieniu, to jest konkretna i rzeczywista sytuacja. To jest nasz aktualny stan. Punkt wyjścia i ten człowiek, który nie był żadnym bogiem, synem czy siostrzeńcem boga postrzeganego jako wszechmocna autonomiczna jednostka sprawcza, po prostu przebudził się ze Snu, który wszyscy śnimy. Zobaczył, że absolutnie wszystko jest złożone z warunków, a tym samym nietrwałe, że nie ma czegoś takiego jak esencja, jaźń, dusza – zobaczył, że forma nie może istnieć bez pustki a pustka bez formy. Że to jest nieskończony taniec energii. Niestworzone, Niezrodzone poza nazwą i formą. Czyste i Doskonale w swojej Pierwotnej Naturze. Na wieki wieków Amen.
Na tym Pirat skończył, a Prepers tak w połowie mniej więcej już się wyłączył i zamyślił, bo jak możemy zobaczyć, był to doprawdy długi wywód i umysł broni się przed przeciążeniem uciekając w swoje własne wytwory i imaginacje. Tak to już jest, w pewnym momencie nasze TO – co nazywamy umysłem przełącza się na wewnętrzny film i staje się on komedią lub tragedią w zależności od ta zwanej zawartości – wprowadzonych danych i potwierdzających je doświadczeń. My zostaniemy tu chwilowo w tak zwanym dramacie – komediowym i będziemy rozwijać wątek w jaki sposób funkcjonuje tak zwany urzędowy świat kwadratowego świata poruszającego się w kole.
Zatem w chwilę po tych porannych medytacjach – kontemplacjach nasi bohaterowie spakowali swoje plecaki, by odwiedzić Prawdziwą Cesarzową Łódzkiego Podziemia Maję Frej. Postanowili nie jechać swoim pirackim wehikułem, a skorzystać z dobrodziejstwa komunikacji miejskiej. Ich mieszkanie było w kamienicy pod numerem szóstym i warto w tym momencie dodać, że Pirat był w rzeczy samej dziedzicem i potomkiem łódzkiego rodu bawełnianego i jego własny dziadek przekazał mu w spadku wspomnianą kamienicę wraz z lokalem, gdzie już niebawem powstać miała „Złota Świnia” czyli ich koń trojański w samym sercu kwadratowej Troi, a której piwnicy były systemy kanałów i pomieszczeń, a główne z nich zwane „Świątynią” było pod samym Pomnikiem Kościuszki. Miejsce zostało aktywowane. Można było zacząć działać. Osobliwe było to, że robili to w czasie, który pozornie był najgorszym z możliwych, jednak w rzeczywistości był najbardziej odpowiedni – ponieważ panował pandemiczny rozpierdol i można było olać kwadratowe prawidła tak zwanego systemu ucisku i kontroli. Podług Prawideł Mocy – zawsze po upadku następuje wzrost, chyba, że upadek jest tak zwany absolutny. Kamienica była stara i pamiętała jeszcze czasy kiedy to miasto było ciągle zajętym nabuzowanym wzwodem samego diabła o czarnych węglowych oczach i przegubach industrialnej maszynerii, która wypluwała obłoki czarnej sadzy i dymu z bez ustanku gorejącymi fabrycznymi kominami wielkich fabryk wypełnionymi ciałami wróżek – automatów, które pracowały bez ustanku i wytchnienia w piekle bawełnianego szaleństwa. To kobiety utrzymywały to miasto, były tańsze, bardziej wytrzymałe i potrafiły tańczyć przy tych maszynach obsługując kilka jednocześnie przez długie śmierdzące spocone godziny, by wrócić do domu i odbębnić drugi etat przy dzieciach i najczęściej zapijaczonym mężu. To nie mieści się w hipsterskich głowach – na jakim cierpieniu zbudowano ówczesną potęgę tej stolicy tekstyliów, która teraz jest biednym i wyludniającym się miastem, które użyte i wyeksploatowane jak to zwykle w tym świecie zostało zostawione samo sobie wyssane z krwi i dogorywające niczym pociągowy wół umierający ze starości i zmęczenia na poboczu tej tak zwanej drogi wiecznego wzrostu – Globalnego Konglomeratu Powszechnej Eksploatacji.
Kamienica nie załapała się jeszcze na projekt tak zwanej renowacji, bo trzeba przyznać, że te odnowione kamienice prezentowały się pięknie i być może pewnego słonecznego dnia ujrzymy Łódź kompletnie odmienioną – ta spracowana, styrana życiem przędzalniana weteranka za sprawą góry pieniędzy i dobrych chęci zostanie skierowana na odmładzającą kurację i wszystkie te suknie zostaną wyprane i odświeżone i znów będzie tak zwany bal. Jednak w międzyczasie dwudziestolecia pandemicznego w samym środku tej informacyjnej wojny o ludzkie zdezelowane umysły przesiąknięte poczuciem nadchodzącego nieubłaganie Końca wygląda jak wygląda, pachnie jak pachnie – niestrawionym porannym alkoholem i kebabem na cienkim cieście za 12,50 i psotą z tak zwaną małpeczką czyli setunią dobrej owocowej wódy i niwelującą zapach alko gumą orbit oczywiście bez cukru.
Pirat i Prepers ubrani na galowo czyli w czarne anarchistyczne barwy wojenne z dymiącymi kiepami i turystycznymi kubkami pełnymi kawy z cynamonem, goździkami i kardamonem szli całkiem raźnie na przystanek tramwajowy. Ulica Legionów jest dość srogą ulicą, rewirem dresików o szybkostrzelnych butach nike, adidas czy, co w tym wypadku jest dość zabawne, new balance – którymi w razie W rozpierdolą ci czaszkę w drobny afgański mak, z którego powstaje pyszna embrionalna heroina. To jest świat plemienny, ci ludzie mają swoją wspólnotę niemalże religijną, bowiem Łódzki Klub Sportowy choćby był nawet w siedemnastej lidze jest dla nich jak bóg – dość co oczywiste abstrakcyjny jednak zawsze są mu oddani do ostatniej jak to mówią krwi i jak głosi pewne hasło na murze piją herbatę w wodzie po pierogach, lub biją matkę różańcem po szczepionce – co w obecnej sytuacji jest jeszcze bardziej tragiczno – zabawne. Jednak najprawdopodobniej lulali teraz, odsypiając ciężkie codzienne życie kibica wydalające ze swoich ciał w formie potu mieszaninę alkoholu, syntetycznych pigułek i tego ukrytego lęku i strachu, który jak mówią psychopatyczni psychoterapeuci jest podłożem gniewu i agresji. Coś musi być na rzeczy.
Kiedy tworzyli to centrum Nowego Miasta zaczęli od dwóch ulic przecinających je z północy na południe czyli na południe prowadziła ulica Piotrkowska, a na północ ulica Średnia, która teraz nazwana jest Nowomiejską. Więc pomysł był zacny by wprowadzić to Miasto w światło postępu i nowoczesności, w dymiący trend silników spalinowych, turbin i wielkich hal fabrycznych, wbić w ziemię wielkie strzeliste prącia kominów i szczytować każdego dnia dając Bogu sygnały dymne, że oto my ludzie z krwi jego krwi i kości jego kości stajemy się władcami tego świata, który staje się naszym posłusznym niewolnikiem wraz z wszystkim tym co wydał z siebie. I teraz, co tu dużo mówić – dusimy się własną pychą. Ulica Legionów biegnie na Zachód w stronę świata, który dogorywa na naszych oczach sprowadzony do roli taniej prostytutki podczas gwałtu zbiorowego, który stał się naszym głównym zajęciem. Zaspokoić siebie i swoje wymyślone potrzeby wyhodowane w Mózgogłowiu, te wszystkie perwersje bazujące na wiecznym nie zaspokajalnym głodzie nowych wrażeń, uciech i doznań, tej potrzebie by być w centrum wydarzeń, w ciągłym zainteresowaniu, utrzymywać tą militarną kontrolę nad szlakami handlowymi, nad surowcami by tylko dostarczyć zasilanie dla tego smutnego w rzeczy samej Disneylandu. Bawić się do samego tragicznego końca. Prepers i Pirat nie byli z telewizyjnego bombastyczne – optymistycznego miotu dzieci wychowywanych bezstresowo i sterylnych warunkach powszechnego i dość złudnego nadmiaru wszelkich dóbr i usług, byli produktem tego robotniczego miasta, tej surowej i bezwzględnej walki o każdy dzień. Tylko w ten sposób człowiek jest w stanie odkryć w sobie Moc i determinację by uczynić swoje istnienie odzwierciedleniem swojej autentycznej woli, by być tym kim naprawdę jest i mieć wyjebane czy komuś to pasuje czy nie. Jeżeli nie tworzysz konfliktu w samym sobie świat wychodzi ci na przeciw, ponieważ świat jest niczym innym niż Odzwierciedleniem. Lustrem. Zwierciadłem Wszechrzeczy.
Kiedyś za czasów zaborów ta ulica nazwana była Konstantiner Strasse, co na polski znaczyło Konstantynowska, a kiedy panoszyli się tutaj chłopcy z trupimi czaszkami na mundurach została dumnie nazwana General – Litzmann – Strasse, by na chwilę po okupacji stać się 11 Listopada, a zaraz po tym kiedy biedna skołowana Polska stała się sowiecką kolonią nazwano ją Bohaterów Stalingradu, jednak po tak zwanej transformacji ustrojowej lat 90-tych nadaną jej obecną nazwę Legionów. To tutaj zaraz przy Placu Wolności na samym rogu niegdyś pewien zamożny Szwajcar prowadził sławną cukiernię i funkcjonowała ona przez ponad 100 lat, co porównując do obecnej gastronomii jest wynikiem niemalże kosmicznym. Teraz w czasach wielkiego chińskiego brata jest tam restauracja „Adong” – ponieważ wszyscy pomalutku i konsekwentnie przeistaczamy się w małych chińczyków poddanych dyktaturze Światowej Globalnej Partii Materializmu i mamy co najwyżej plan pięcioletni, bowiem nikt nie wie czy to wszystko nie runie nagle i z wielkim hukiem i jak to mawiał poeta powszechnym skomleniem – „Skończyć się musi” – jak by powiedział bohater innej bardziej filmowo współczesnej gwiezdnej sagi. Skundlona populacja przerostu formy nad treścią, wiecznie rozbawione autystyczne dzieci żyjące w swoim urojonym sztucznym świecie jak śpiewali chłopcy z UK płyniemy w żółtej podwodnej Łodzi zanurzając się coraz bardziej w głębiny wszechobecnego absurdu wspomaganego topniejącymi lodowcami i zaburzeniem naturalnych rytmów. Jak to mówią – idziemy w zaparte. Dzieci z beczek naszprycowana pawulonem i sprzedane na części zamienne dla bogatych pedofilów – którzy tak czy inaczej nie zdążą być trans – human – lans, bowiem zaskoczy ich tak zwana sprawiedliwość karmiczna operując pojęciami wschodu, a podsumowując to po łódzku: będą się chechłać czyli kroić tępym narzędziem samych siebie.
Łódź w zaborze ruskim, była pierwsza jeżeli chodzi o tramwaje elektryczne. „Przyjedź do miasta Łodzi, zobaczysz jak tramwaj bez konia chodzi.” – się mówiło. I na tej ulicy, gdzie stoją teraz nasi super bohaterowie powstały jedne z pierwszych torów i pod sam koniec XIX wieku i dzień przed wigilią roku pańskiego 1898 ruszyły te lśniące nowoczesnością wagony wyprodukowane w nadreńskiej Kolonii. I bigiel był, istne szaleństwo w związku z tym jeżdżeniem w diabelskim wynalazku, a kanar czyli kontroler biletów miał zarabiać 50 rubli miesięcznie. Ta ulica Legionów jest też słynna z powodu pewnego dość ekscentrycznego jegomościa pierwszego fotografa, który miał tu swoją metę przy numerze 5, gdzie został przeniesiony z Rynku Nowego Miasta jego zakład fotograficzny, gdzie jak piszą odbywały się konspiracyjne spotkania przeciw ówczesnej władzy i po namierzeniu uciec w popłochu musiał poza granice Królestwa. To także tutaj nigdzie indziej powstała pierwsza łódzka gazeta, która co prawda była rządową gadzinówką pełną nudnych jak flaki z olejem i suchych jak wióry ogłoszeń jednak ponoć z czasem dało się to czytać, a to działo się pod numerem 12. Także tego i tamtego nie ma to tamto.
Siedzą pod butikiem Glamour, który raczej zdecydowanie nie jest czynny w pobliżu przystanku i kontemplują widoki z powłoki. Kupili w kiosku bilety i wodę gazowaną Żywiec – Znój. Żują gumy balonowe i popijają kawę z termosów i sobie myślą, że dla kogoś bez wyobraźni to miasto musi być jak uderzenie brechą w poczucie estetyki, scenografia jak z filmu, który nakręcili ostatnią kamerą za ostatnie pieniądze, taki powiedzmy niemy paradokument z muzyką ambientową i dramatycznymi ujęciami. No tak to wygląda na boga. Odrzut z taśmy produkcyjnej nowoczesności, wysypisko osobliwości, freak city, które otworzy ci serce i nauczy pokory. Podjeżdża tramwaj z lumpeksu, na oko jakieś 35 lat wypełniony wszelkimi możliwymi wspomnieniami, podszykowany przez dziesiątki łódzkich artystów ulicznych, którzy zostawili w nim i na nim swoje „dzieła sztuki” w postaci kompletnego braku ładu i składu, mówiąc kolokwialnie każdy coś namazał, wydrapał, dokleił, przyłatał i był jak mniemać można nawet zadowolony z siebie.
Czyli kogo?
Ale zostawmy TO na inny moment. Wsiadają i z miejsca prawilnie chcą skasować bilety, ale kasownik nie działa jeden z drugim i ten trzeci również. Kurwa go tramwajowa mać! Prosta rzecz by się wydawało, ale nie, nie i nie. Tutaj jest pierwsza niespodziewana wywrotka w twoim zaplanowanym kalendarium dnia, która uczy się, że doprawdy nie jest i nie będzie tak jak to sobie naiwnie zaplanowałeś, energia tego miasta wybija cię z tego wygodnego, bezmyślnego automatyzmu. Nakazuje Obecność, bezustanną pracę z tak zwanymi okolicznościami. Dlatego o kant dupy można potłuc te super – duper aplikacje smartfonowe do planowania codziennych aktywności, bo to nie jest Smart – a raczej hard i prawidła są nieco bardziej analogowe, jak ten wagon, który musieli dać w zastępstwo, bo coś się niechybnie spierdoliło – normalnie jeżdżą bardziej nowoczesne prawie wi – fi. Może to specjalnie do tej historii tak zrobili, kto wie?
Ty?
Każdego dnia wpadasz we wnyki tak zwanego systemu. Kościelno – politycznego – administracyjno niewydolnego reliktu dwudziestego wieku, kolektywny umysł jest w znacznym stopniu zapóźniony – szok przyszłości dopada go i osacza już niemalże na każdym chwiejnym kroku. Tutaj w tym kraju Ariów – Słowian, którzy jak piszą w internecie wymyślili twaróg i sanskryt, proch i wszystko co dobre, a nawet nawet zrobili swój słowiański niezależny portal społecznościowy ratujemy się budowaniem tych wewnętrznych mitologii, lokalnego patriotyzmu, aby nasze złudne poczucie siebie miało się na czym oprzeć, mogło puchnąć i przekonywać samo siebie do samego siebie, bowiem tak w istocie jest Abstrakcją w Abstrakcji, Iluzją w Iluzji – tym co się zakotwiczyło w mule urojonej i wymyślonej rzeczywistości – której ciągłość i umowna „tożsamość” jest niczym innym jak opowieścią przekazywana z umysłu do umysłu.
W tramwaju pandemiczny wuha – nowy bal maskowy, ludzie siedzą i się boją, że zaraz umrą na zarazek co już jest wszędzie i we wszystkim. Pan czyta ekspress do taniej kawy ilustrowany, a tam jak Prepers wskazał palcem na pierwszej stronie piszą, że wandale podpalili Plac Wolności w bożonarodzeniową północ i na pewno jak zapowiada Komisarz Wejer do walki z wszelką przestępczością zorganizowaną i niezorganizowaną zostaną wytropieni i postawieni w stan tak zwanego oskarżenia i nie ma tolerancji dla wandalizmu w tym mieście. Wielkie mi coś! – powiedział Pirat. Śmiechu warte, bo to jeszcze, o czym Pan Komisarz nie wie, dopiero prolog, intro i początek. Aktywacja poszerzonego pola walki. Wysłanie sygnału do Kosmicznej Gwiezdnej Bazy Nieustającej Rebelii. Ogłoszenie niepodległości względem tego zapóźnionego we wszelkim rozwoju mechanicznego gnojowiska. Odpalimy race twórczego szaleństwa i rozświetlimy to smutne niebo i niebawem znów będzie Jasno i Przejrzyście i zaiskrzy w nas chęć do Przygody czym w swojej istocie jest i powinno być Życie. Sprowadzeni do parteru, broczący w niskich skłonnościach i odruchach, przykuci do obrazu nędzy i rozpaczy powielanego na wszelkich możliwych nośnikach musimy z bożą łaską i własnym wysiłkiem pomału jednak zdecydowanie podnieść się do pionu i o tym mili Państwo Czytelnicy jest ta surrealistyczne – magiczno – egzystencjalna opowieść.
Tramwaj, jedzie, kołysze się niczym trup na drzewie podczas tak zwanego samosądu, kiedy masy ludzkie mają już swoich winnych, i jak zawsze odwracają dzięki temu uwagę od samych siebie i odpowiedzialności za czynny udział w tym wszystkim. Mijają zakręt, skrzyżowanie, drugi, trzeci przystanek i wysiadają na trzynastym Pabianicka – Jana Pawła II. Epicko nijakie to jest miejsce, ale nazwa jak najbardziej skłania nas tutaj do tak zwanej refleksji, która wychodzi z ust Prepersa w tej oto formie:
– Wiesz, albo wiecie co mnie nieustannie zadziwia w „tym wszystkim”? Nieuleczalne ludzkie gloryfikowanie własnych mitów i kserowanie tego w nieskończoność na powielarce w tak zwanych środkach masowego przekazu, by w końcu i nieubłaganie wszyscy byli chorzy na te same przypadłości urojeniowe, które wówczas w wyniku ogólnej zgody i wygody stają się „prawdą” i kolejnym nie podlegającym dyskusji dogmatem, a później zaciekle i pełne przemocy werbalnej, mentalnej i fizycznej bronienie tego jak „świętości”, więc ja się pytam grzecznie co to za świętość, którą możesz obrazić, co to za świętość, którą możesz sprofanować, w moim rozumieniu prawdziwa świętość ma, że użyję tego słowa, wyjebane na swoje własne symboliczne przedstawienie, które jest niczym innym jak tylko dość ograniczonym ludzkim wyobrażeniem, pewną reprezentacją tego co przekracza fizykę, chemię i teologię. Jest w swojej istocie poza naszym „dobrem” i naszym „złem”. To co naprawdę się tu odbywa to – to sławne obrażanie uczuć religijnych za które można odbyć karę pozbawienia wolności, lub otrzymać karę innego rodzaju – innymi słowy obrażając czyjeś uczucia i jak one są już obrażone, to wówczas zbiera się specjalny sąd i poważni ludzie dyskutują i uznają, że tak faktycznie uczucia zostały obrażone i zapada wyrok, a ty powiedzmy, ten który je obraził choć w istocie nigdy ich nie widziałeś na oczy idziesz siedzieć, a w ekstremalnych warunkach religijnego lub innego fundamentalizmu, kiedy szaleństwo jest tak zwaną normą mogą cię za coś takiego po prostu zabić – jak w przypadku francuskich rysowników z dość głośnej sprawy mielonej jakiś czas temu w mediach i wielu, wielu innych podobnych historii, które przypominam wciąż mają miejsce w, przypominam, XXI wieku w tak zwanym postmodernistycznym nowoczesnym świecie, którego mieszkańcy mają ambicję na nieśmiertelność i podbój kosmosu. I to obraża moje uczucia w sposób, że tak powiem ekstremalny.
I widać było, że ten tak zwany gorący temat mocno, naprawdę mocno siedzi w głowie Prepersa, bo musiał przystanąć i zrolować skręta, czyli dobry organiczny tytoń z domieszką białej szałwii i zrobił to naprawdę sprawnie. I zaciągając się kontynuował:
– Czy my jesteśmy w ogóle w stanie funkcjonować bez tych wykoślawionych przez nasze własne umysły wzorców „moralnych”, wielkich słów, nadludzkich haseł, całego tego nawiedzonego pierdolenia, tej powalającej na każdym kroku hipokryzji, tego balu świętych przebierańców, hucpy, wiejskiej zabawy ze sztachetami ułożonych w krzyże, którymi bez ustanku przez całe stulecia okładamy się po mordach w imię, jakby inaczej, świętych ideałów? Dla tych wszystkich kościelnych wysuszonych moralistów polecam do przeczytania książkę „Sodoma” o realiach Stolicy Apostolskiej o prawdziwej naturze ich kardynałów i tych wszystkich którzy najbardziej donośnie szczekają o czystości i solidny film „Spotlight” o śledztwie dziennikarskim „Boston Globe” w sprawie tuszowania pedofilii na skalę, która przekracza tak zwane ludzkie wyobrażenie. Aleja Jana Pawła II i sprawa „grzechów sodomskich”. Osiemdziesiąty trzeci rok i zatwierdzony przez niego zapis w Kodeksie Prawa Kanonicznego, który zniósł pedofilię jako jeden z najcięższych grzechów i przestępstw przeciw kościołowi, a zamiast tego swoją „świętą” uwagę skierował na tych, którzy takie czyny duchownym zarzucają. Sekret papieski i ochrona świętości sakramentów. Trzeba zedrzeć te wszystkie maski, te purpurowe szaty „świętości” i objawić nagą prawdę taką jaka ona jest, uzdrowić to wszystko i wrócić do podstaw do zdrowo rozumianej pokory i miłosierdzia, do prostej i serdecznej wspólnoty serca, która nie potrzebuje całej tej nadętej bufonady, tych świątyń – pałaców, złotych sygnetów, zapisów, przypisów i komentarzy. Jak to mówią: czym dalej od źródła tym bardziej mętna woda. Ja naprawdę rozumiem w człowieku tą odwieczną potrzebę duchowości, ponieważ tak już mamy i zawsze tak mieliśmy, to jest ważne, nawet wtedy, kiedy z punktu widzenia współczesnej nauki jest to niczym innym jak tylko mitologią, jednak to ma swoją funkcję zagospodarowania tej irracjonalnej części naszej istoty, która czy chcemy tego czy nie, czy wierzymy w to czy nie – jest w nas. I zawsze mieliśmy przewodników, mistrzów jednak nie byli oni, jak współcześnie, duchowym produktem dostarczanym na rynek desperacji i cierpienia, ubranymi w odpowiednie kostiumy i akcesoria – cały ten świętojebliwy splendor, pozbawiony granic i rozsądku przepych, który dla kogoś kto nie jest tym zaprogramowany jest po prostu jednym wielkim błyszczącym oszustwem, który nie ma już nic wspólnego z wielkim mistrzem jakim był Jezus. Jak nie czytałeś to polecam ci książkę „Mordercy Chrystusa”. Coś po drodze nie pykło!
Pirat patrząc na te smutne betonowe okoliczności sztucznej przyrody jej ludzki – nieludzki wymiar pełen szarości i smutku powiedział:
-Przypominają mi się „Cząstki elementarne” Houellebecq’a i jego opis dogorywającej przez swoje pozorne wyzwolenie Europy – podstarzałej dekadenckiej sprośnej i umierającej kurewki, która ostatnie swoje lata spędza na orgietkach, wystawnych kolacjach i upijaniu się do utraty przytomności. Jej blask i chwała już dawno odeszła, jej piękno i żywotność, próbuje wszelkich zabiegów i operacji by tylko przekonać samą siebie, że wciąż jest młoda, wciąż ma przed sobą życie. Wyruchała pół świata, uczyniła z niego niewolniczy system urodziła swoje atlantyckie bękarty nabuzowane testosteronem z kompleksem militarno – przemysłowym, który teraz w desperacji próbuje z całych sił utrzymać swoją coraz mniej oczywistą dominację. To prawda jest jednocześnie matką współczesnej nauki, która ulżyła nam w cierpieniu, przyniosła temu światu bardzo dużo dobrych rzeczy miała swoje momenty troski, swój pozytywny wkład w kolektywne pole rozwoju ludzkiej świadomości, jednak koniec końców stała się samolubną i zachłanną fanatyczną suką pełną pychy i ambicji narzucającą niegdyś swój jedyny monochromatyczny „chrześcijański” obraz świata, a obecnie ten naukowo materialistyczno – mechaniczny Bezsens niszcząc wszelką różnorodność i sprowadzając wszystko do jednowymiarowego monotematycznego kultu egoizmu i zachłanności, którym w swojej istocie jest neoliberalny kapitalizm – system operacyjny tego dogorywającego Królestwa Kotleta i Parówy. Ja, Mnie, Moje. Kult jednostki, indywidualizm graniczący z narcyzmem, obsesja seksu i młodości, a z drugiej strony fundamentalistyczny, odrealniony, dogmatyczny korporacyjny system religijny narzucający przemocą swoje panowanie przez całe stulecia na masową skalę i czekający na ciebie z otwartymi ramionami kiedy już zmęczony żarciem, ruchaniem, kupowaniem i dragami zaczniesz opadać z sił wchodząc w proces przerażającej starości i duchowej bezdennej pustki, która powiększa się z każdym dniem twojego jałowego życia opartego na ciągłym szukaniu przyjemności i otępienia. Nie ma gorszego cierpienia niż świadomość przepierdolonego życia, którego „szczęście” oparte było tak naprawdę na cierpieniu innych istot, bowiem nie ma sposobu, aby uciec od skutków swoich własnych działań. To jest ostateczna sprawiedliwość tego świata – Śmierć, która w oczach tej aroganckiej pychy jawi się jako obelga, upokorzenie. Cały nasz naukowy wysiłek jest skierowany w tą stronę, aby przekroczyć to w naszym mniemaniu „ograniczenie” ten „błąd”. Wszystko i wszyscy próbuje przed tym uciec i to świadczy o tym w jakim punkcie jesteśmy tak naprawdę w rozumieniu natury życia, prawdziwej wiedzy, która nie jest wytworem naszych ograniczonych umysłów.
Pycha zawsze kroczy przed upadkiem i to jest dokładnie ten moment. Niezliczone cywilizacje przed nami upadały dokładnie w ten sam sposób, kiedy stawały się skrajnie samolubne, zachłanne i neurotyczne – próbując za wszelką cenę uciec od cierpienia i nauk, które ono niesie, wciąż bez ustanku wkładając swoją energię i wysiłek w polepszanie swojej sytuacji w Ucieczkę, która jest przecież daremna i skazana na porażkę. Jedyne wyjście to przyjąć to tym czym jest, zaakceptować warunki gry i wykorzystać swój czas najlepiej jak to tylko możliwe z pożytkiem dla siebie i innych. Tu doprawdy nie ma innego sensu. Przekroczyć Grę możesz tylko poprzez pełen w niej udział, musisz ją zintegrować w swoim własnym doświadczeniu, wykuć w niej swoją Moc i Obudzić swoje Serce. Wrócić do samego siebie, do rdzenia tego kim jesteś, do swojej własnej nauki wynikającej z twojego własnego życia takiego jakim ono jest w stanie nie rozcieńczonym przez wymówki i usprawiedliwienia. Język, Dar Komunikacji jest w istocie czymś poza czasem, poza formą i przekracza śmierć. Język Obrazu. Język Słowa. Język Pieśni. Możliwość przekazania swojego doświadczenia, swojej mądrości innym istotom. Wszyscy jesteśmy tak naprawdę w tym samym położeniu, wszyscy musimy rodzić się, cierpieć, mieć chwile szczęścia i radości starzeć się, chorować i umierać. Sami pozbawiamy się nadziei, ponieważ szukamy rozwiązania na zewnątrz nas samych, a tutaj w istocie nie chodzi o rozwiązanie. Tutaj chodzi o Rozpoznanie wszystkiego czym jest w swojej prawdzie, surowym stanie, bez tej nakładki naszego „najmądrzejszego” umysłu – Mózgogłowia, któremu się wydaje, że wszystko zna, wszystko wie, zupełnie nie rozumiejąc funkcji błędu, niedoskonałości, ułomności i nauczania, które w tym jest obecne, bowiem zarówno dobro i zło mają swoje nauczanie, swoją prawdę, a jedno nie może istnieć bez drugiego, są wiecznie we wzajemnej relacji, we wzajemnym dopełnieniu. Nie mieć nic do stracenia to nigdy nic nie stracić, nie mieć nic do zyskania to nigdy nic nie zyskać. Zostawić to wszystko w swojej własnej naturze, w swojej prawdzie. Porzucić przemoc zmiany, ulepszania, poprawiania gdyż wszyscy możemy teraz zobaczyć do czego to nas doprowadziło jako jednostki, społeczności i gatunek planetarny. Prawda jest taka, że nie możesz poprawić czegoś co już jest doskonałe w swojej prawdziwej naturze, w swoim prawdziwym nauczaniu – problem polega na tym, że ty tego nie potrafisz widzieć i rozumieć, nie dociera do ciebie to autentyczne nauczanie, które jest bardzo bezpośrednie, ponieważ żyjesz za szybą, za ekranem w złudnym odczuciu bycia oddzielnym, niezależnym i autonomicznym, jednak to ciało jest z tej ziemi i do niej należy, Duch je tylko zamieszkuje i porusza nim. Przebiera się bez końca w te ciała – ubiory i pewnego dnia po prostu postanowi być nagi rozpoznając sam siebie w swojej doskonałej prawdzie. Ta wrodzona Doskonałość jest jego Naturą, jego prawdziwym stanem i tak było od samego początku. Poza wysiłkiem. Jeżeli nie wyjdziemy z tego ścieku sztucznej neurotycznej świadomości człowieka – produktu, człowieka – robota ulegając swoim najniższym mechanicznym popędom i nie odnajdziemy w sobie czegoś żywego i czystego czeka nas niewyobrażalne w tej chwili cierpienie w postaci doświadczania zmultiplikowanych lawinowych skutków naszych działań, które tak czy inaczej już się manifestują, każdego dnia i każdej godzinie. Nie możemy tego zatrzymać, ale możemy z tym pracować jednak, aby to zrobić musimy stworzyć wolną i twórczą przestrzeń co w tej sytuacji możliwe jest tylko wtedy, kiedy przestaniesz biec. Zatrzymasz się i staniesz się naprawdę Uważny, Obecny, Świadomy, Przytomny, bo dopiero wtedy możesz pracować z okolicznościami i być coraz bardziej świadomy skutków każdej swojej myśli, słowa i działania. Kluczową sprawą jest jednak – Intencja! Po co robisz to co robisz? Jaki jest prawdziwy powód tego, pierwotna przyczyna? Czy jest to tylko mechaniczne, czy już ma w sobie element twórczy, kreatywny – coś świeżego? Jednak najważniejsze zawsze i wszędzie jest po prostu – Serce, prawdziwa świadomość, która nie podlega dyktaturze Mózgogłowia i może używać biologii zamiast być przez nią używanym, duch i ciało może być Jednym, przekroczenie tej odwiecznej dychotomii to zaprzestanie pierwszej pierwotnej wojny, prawdziwy wewnętrzny pokój, współpraca na poziomie ciała, energii i umysłu.
Ta choroba, ta pandemia, bez względu na to czy jest wytworem ludzkim, czy zbiegiem okoliczności jest właśnie tym zatrzymaniem, szansą na refleksję, na ujrzenie świata takim jaki jest, szansą na rozpoznanie własnego szaleństwa, nieświadomości. Chorujemy już od bardzo dawna, jednak zauważamy to dopiero w tym ostatnim stadium, kiedy nasza choroba zaburza nasze funkcjonowanie i jest widoczna wszędzie i we wszystkim i w końcu stajemy się świadomi tej diagnozy, której nie chcieliśmy słyszeć, bo wciąż byliśmy zajęci życiem w swoich własnych urojeniach. Ta choroba jest śmiertelna, nieuleczalna – konsekwencją narodzin jest śmierć, konsekwencją wzrostu jest rozpad – to jest odwieczna prawda tego ludzkiego świata. Uznanie tego jest szansą na prawdziwe autentyczne życie. Każda jedna chwila jest już kompletna, jest Darem w swojej pierwotnej czystości, kiedy nie jest skażona interpretacją, tym zanieczyszczeniem umysłu, który wszystko chce posiąść, przywłaszczyć i zdominować na swoja własną modłę. Piękno nie jest „tym pięknem” – jest Wszystkim.
Pirat potrafił czasem oddzielać siebie o tego co z niego wychodzi, był świadomy tego jak krótkie życie ma każde słowo – rozpuszczający się sam w sobie dźwięk. Gdzie to wszystko teraz jest? Gdzie się podziało, gdzie uleciało? Dokąd wróciło?
Szli tą jedną z milionów ulic, tysięcy rozgorączkowanych miast o nierównym oplutym chodniku pełnym śmieci i niedopałków i małych kępek trawy, które próbowały żyć w tych przeoczonych we wszelkich konstrukcjach szczelinach i choć dosłownie co chwilę były deptane i miażdżone przez podeszwy butów jednak nigdy, przenigdy nie ustawały, nie dawały za wygraną. Po prostu rosły. Po prostu były.
Postanowili coś zjeść. Bar wyglądał okropnie, żółty wyblakły budynek z napisem „obiady domowe” i dobudowanym poddaszem, para plastikowych okien i próg wysoko nad ziemią z trzema rozpadającymi się schodkami, które zapraszały na „smaczne i zdrowe” na „dużo i tanio”. Tak w istocie w tym mieście wszystkiego było dużo i było tanie, jednak nie było to smaczne ani zdrowe. Otworzyli drzwi i ich nozdrza zaatakował zapach spalonego tłuszczu, tanich przypraw i przepoconego zmęczenia życiem, który uosabiała starsza kobieta za ladą baru. Nie sposób wyrazić rozczarowania w jej oczach, które pożerało ją niczym pasożyt żywiąc się każdym kolejnym takim samym dniem, tą miażdżącą rutyną. Bylejakość była tutaj kluczem otwierającym wszystko, spajającym każdy atom gęstej, osaczającej przestrzeni, która była odpychająca, agresywna, zupełnie pozbawiona wrażliwości. Tępa.
-Tylko na wynos! – niemiłym głosem oznajmiła kobieta. Jej wodniste nieobecne oczy patrzyły na nich z nieskrywaną pogardą jaką obdarzała szczodrze samą siebie, a tym samym cały świat, który dla niej był po prostu – gównem. Śmierdzącym gównem. Niczym więcej.
Przez chwilę stali w milczeniu, czując to wszystko w sobie, było lepkie i brudne. Smutne. Jednak nie zdołało się o nich zaczepić, do niczego przylgnąć. Prepers usiadł przy stole niedbale nakrytym wzorzystą ceratą i „ozdobionym” sztucznymi zakurzonymi kwiatkami. Zdecydowanie nie mieszkała tutaj Hygieia, córka boga medycyny. Wyjął z plecaka świeczkę i gałązkę białej szałwii. Czekał. Pirat spokojnie i bez pośpiechu podszedł do baru. Dotknął jej dłoni i w jednej chwili poczuł jak gęste i obezwładniające jest bagno, które pożerało ją przez te wszystkie lata, cały ten nieznośny ból i upokorzenie. Doświadczyła w życiu tak mało szczęścia i było ono zarazem tak kruche, że pewnego dnia po prostu przestała na nie wyczekiwać porzucając wszelką nadzieję. Zapadała się w niebyt, który spełniał jednak funkcje życiowe. Jej łzy były ciężkie, rozpryskiwały się o dłoń Pirata jak każde porzucone marzenie, które niegdyś miała. W tej jednej krótkiej chwili, która wydawała się jej wiecznością znów Coś powróciło do życia, wybudzone z długiego apatycznego snu, a w jej oczach, które były szaro niebieskie znów pojawiło się światło. Mówią, że jest to zwierciadło duszy i to prawda. To prawda.
-Ma Pani może coś do zjedzenia bez mięsa? – zapytał cicho Pirat.
Kobieta o szaro niebieskich oczach, która teraz stała się istotą bardziej żywą i jeszcze nie do końca świadomą co tu się przed chwilą tak naprawdę wydarzyło była w stanie, który Pirat określał „Wielkim Zdziwieniem” i przez chwilę nie potrafiła odnaleźć w swoim umyśle, żadnego, nawet najmniejszego słowa. Była tylko cisza, pustka i fale zalewającego jej ciało ciepła. Teraz ludzie, którzy przyszli do jej baru, byli kimś zupełnie innym, jakby nie z tego świata, spoza tych ciasnych i dusznych oczywistości, tej strukturalnej zimnej nędzy do której tak przywykła. Byli Żywi. Prepers zapalił świeczkę i chodził z szałwią po barze, szczególnie zwracając uwagę na każdy z czterech rogów, okna i drzwi, szarobiały dym pochłaniał cały ten katorżniczy świat, skondensowane nabrzmiałe jak wrzód nieszczęście trawione i wydalane wciąż na nowo, przechodzące z ciała na ciało, z miejsca na miejsce jak zaraźliwa śmiertelna choroba. Wszystkożerna Otchłań. Przepocona Obojętność.
-Jak to bez mięsa?! Czemu bez mięsa?! – to był dla tej Pani rebus, zagadka z poza jej świata. Pirat to rozumiał. Rozumiał to bardzo dobrze. Odwieczne sankcjonowanie, oswajanie tego bezdusznego okrucieństwa, wreszcie i przede wszystkim biologiczne, umysłowe i energetyczne uzależnienie od tego, poczucie władzy drapieżnika, który wbrew „moralnej” otoczce, którą zbudował wokół siebie pozostał w niezmienionej prymitywnej formie. Odżywianie, kopulacja, walka o władzę, lenistwo i nieskończone manipulowanie rzeczywistością dla swoich potrzeb i swojej wygody. Mięso. Porno. Pieniądze. Showbiznes. Nauka – Religia. Neurony Dopaminergiczne. Prawdziwy terror jest zakodowany w naszej biologii, w Mózgogłowiu.
Kora. Prążkowie. Dopamina.
-Sami jesteśmy kucharzami i nie jemy mięsa, bo w obecnej formie jest niczym innym jak trucizną, która niszczy nasze zdrowie i niszczy ten świat. To wszystko to tylko głęboko wdrukowany nawyk, który można i należy zmienić. Pani w głębi serca czuje, że rzeczywistość naprawdę potrzebuje uzdrowienia i taka dieta jest jedną z rzeczy, którą można i powinno się zrobić. To nie jest takie trudne i to co teraz zrobimy to pójdziemy do kuchni i pomogę pani coś dla nas wszystkich przyrządzić.
Normalnie nic by z tego nie wyszło, jednak jak możecie się domyślić cała przedstawiona sytuacja zmutowała w zupełnie inny wymiar, w coś co łamie zasady tak zwanej logiki i prawdopodobieństwa – stała się czymś Otwartym pozbawionym kodu – nowym wzorem. To nazywane jest Hackiem – tworzeniem nowego wzoru na kolektywnej matrycy ignorancji, zawsze myślimy o dużych rzeczach, tak zwanych rewolucjach, o czymś spektakularnym, epickim, filmowym, dramatycznym ponieważ to dokarmia naszego ego. Jednak prawdziwa rzecz wydarza się w tak zwanej normalnej codzienności, w zwykłym życiu, w małych konsekwentnych i zdecydowanych krokach w tworzeniu nowych nieprzetartych ścieżek neuronowych opartych na parametrach serca. Serce to nie jest „serce”. To Troska. Miłość. Wszyscy jesteśmy otumanieni tym okrutnym Programem, wszyscy uczestniczymy w mordowaniu tego Świata. Najtrudniej obudzić kogoś kto udaje, że śpi.
Kuchnia nie wyglądała najlepiej, w zasadzie wyglądała tragicznie. Była pozbawioną jakiejkolwiek energii małą klatką ze starymi domowymi meblami, brudnym zlewem pełnym garów, talerzy i resztek jedzenia. Kuchenne dewolucje. Gastro depresja. Wyjebane po całości. Ma na imię Alicja i to nie jest jej kraina czarów, to mroczna pieczara odzwierciedlająca jej stan, stała bezradna pośrodku tego wszystkiego i czuła wstyd za to miejsce, za swoje życie. Niepotrzebnie. Nikt nie zasługuje na to by go potępić, porzucić w tej bezdennej pełnej cierpienia Otchłani. Nawet kiedy robisz najgorsze rzeczy, robisz je, bo nie rozumiesz, nie rozpoznajesz prawdy, krzywdząc siebie, innych, ten świat tak naprawdę zadajesz ból sam sobie, ponieważ ta fundamentalne rozróżnienie jest iluzją. Pirat zawołał Prepersa i zaczęli tak zwane czyszczenie. Bez słów w kompletnej ciszy. Robili co trzeba było zrobić, ponieważ w gruncie rzeczy taka była ich praca. Kondycja tego świat odzwierciedla nasz własny stan, dlatego dobrze się przyjrzeć jak to w gruncie rzeczy wygląda, jak to funkcjonuje, czemu służy i z jakim skutkiem.
Było czysto.
Mięso zgniło. Nikt od dawna tu nie jadł. Nikt od dawna nie robił tu niczego co miało związek z życiem. Rzeczy na które nie zwracamy uwagi mówią o nas i do nas więcej niż wszystko inne. Pirat znalazł pieczarki, cebulę, marchewkę i ryż. Sól i pieprz. Olej rzepakowy. Prepers wstawił wodę na herbatę. Pokroili pieczarki, cebulę i marchewkę. Ugotowali ryż i podsmażyli go z warzywami. Prostota jest kluczem do szczęścia, a szczęście jest proste i nie wymaga nadludzkich wysiłków. Wystarczy Być i czuć Wdzięczność. Prepers znalazł biały obrus. Nakryli do stołu. Zapalili świeczkę i kadzidło. Pirat wypowiedział krótką, esencjonalną modlitwę:
-Dziękujemy Matce Ziemi za jej troskę, za to wszystko co mamy na talerzu przed sobą. Dziękujemy za Dar Życia i Naukę Śmierci. Dziękujemy wszystkim niezliczonym istotom, które były przed nami ukazując nam niezliczone drogi. Życzymy z tego miejsca Każdemu, Wszędzie, Wszystkiego Najlepszego, by ten świat odzyskał swoją pierwotną czystą naturę. Byśmy żyli szanując Życie i umierali dziękując za wszystko. Amen.
To nie było jakieś pyszne wyszukane danie, kolejna wysublimowana pożywka dla Mózgogłowia, to był Prawdziwy Pokarm, który nie jest po to by nas zadowalać, nie jest po to by robić mu zdjęcia na instagrama, nie jest po to by pisać mu recenzje i dyskutować o nim godzinami. Nic na tym świecie nie jest „specjalnie dla nas”, to my jesteśmy dla tego świata. Jesteśmy Załogą na Statku Kosmicznym Ziemia i nasza podróż Nie Ma Końca. Mamy nieskończoną pracę do wykonania. Jesteśmy w służbie dla pożytku Istnienia, a to oznacza, że nigdy nie jesteś bezrobotny. Zawsze jest Job to do. Jednak za prawdziwą pracę nikt nikomu nie płaci, to nie jest żadna oparta na zysku transakcja, żaden układ, żaden deal, wiąże cię bezterminowa umowa z twoim własnym sercem, ty ustalasz kodeks pracy i zakres obowiązków. Tworzyć coś z nicości, powołać do życia, nadać sens bezsensowi, to w istocie stworzyć jedną z dróg.
Pani Alicja zdecydowanie przez ten krótki, ale jakże treściwy czas była w Krainie Czarów. Odmuliła. Otrzymała Czysty Dar, coś czego w tym wymiarze zdominowanym przez ciągłą kalkulację i porównywanie jest jak na przysłowiowe lekarstwo. Coś zostało odmienione, tam w samym rdzeniu, w esencji i bardzo powoli jednak metodycznie będzie się przedzierać przez cały ten ściek ku prawdzie, ku drodze, ku życiu. Pirat to wiedział. Ucałowali jej zarumienione policzki, po których wciąż płynęły łzy, uścisnęli spracowane, zmęczone dłonie. Zostawili 108 polskich złotych i ruszyli przed siebie w kwadraturę zapętlonego świata.
Na ulicy Pabianickiej była awaria sygnalizacji świetlnej. Migało żółte światło, od czasu do czasu słychać było rozdrażnione wrzaski klaksonów. Było więcej powietrza, więcej światła, jednak nikt prawie tego nie zauważył, wszyscy gdzieś szli, gdzieś jechali. Tramwaje monotonnie kołysały się na torach jeżdżąc od krańcówki do krańcówki po tych samych pordzewiałych torach, mijając te same przystanki – dzień za dniem, miesiąc za miesiącem, rok po roku.
Cały czas. To samo.
Maja mieszkała w szarej odrapanej kamienicy. Na parterze. Zaraz obok jej drzwi, które w zasadzie były wyjściem do nieistniejącego ogrodu, była wjazdowa brama ze znakiem, jakby inaczej „zakaz wjazdu” biały prostokąt w czerwonym kole w towarzystwie plemiennych kibolskich tagów. Jude ten, jude tamten, jude, jude, jude. Napierająca ze wszystkich stron Zagłada Wrażliwości. Wylane na wszystko popłuczyny. Nad wejściem grał wietrzny dzwonek poruszany niedotykalną siłą. Prepersowi i Piratowi podobała się ta melodia, która miała swoje akcenty dramatyczne jednak była delikatna. Oddech przestrzeni był dziś spokojny. Wierzeje ozdobione były witrażem ukazującym chłopca w czerwonej czapce dającym małej dziewczynce żółty kielich z białym kwiatem. W tle były żółte domy z szarymi dachami, niebo było błękitne. Niemalże można było poczuć zapach tego kwiatu, to było lekkie, beztroskie. To było Piękne. Pozbawione jakiejkolwiek dwuznaczności. Czyste. Treść wpływa na umysł i wyzwala potencjał. Ordynarna niedbała przestrzeń pozbawiona harmonii, estetyki, smaku i dbałości staje się martwą i negatywną zaczyna tworzyć nisko wibracyjne zamulające pole, ponieważ nic nie jest samo w sobie i samo dla siebie, absolutnie wszystko jest współzależne i wzajemnie uwarunkowane. Zaśmiecona przez nas Pierwotna Przestrzeń stała się Grzęzawiskiem, pozbawionym życia sztucznym zarosłym chwastem jałowym polem. Oddzielasz się wyobrażoną granicą od „świata zewnętrznego”, czy tą granicą jest twoja skóra, czy wewnątrz jest „twój świat”? Twój, mój, jego, jej…TO nie ma tak naprawdę żadnych granic. Żadnych. Forma jest jedynie skondensowanym do pewnych granic Wyobrażeniem, ciągle powtarzanym nawykiem Określonego Postrzegania najczęściej nie potrafimy widzieć w sposób wielowymiarowy, ponieważ tak zwane „zjawiska” łączą się na niezliczoną ilość sposobów, mamy w mózgu wyżłobione koleiny neuronowe, utrwalony „mentalny porządek”, który w swojej esencji jest chaotyczną reakcją na impuls powstających myśli i pozornie logicznych ciągów myślowych na podstawie których tworzymy wyobrażenie świata, wierząc w jego fizyczną solidność, w jego trwałość, w jego realne istnienie. Jednak kiedy uważnie prześledzimy ten neurotyczny strumień świadomości odkryjemy, że w istocie nie ma tutaj absolutnie żadnej podstawy, żadnego fundamentu, czy pierwotnej mitycznej pierwszej przyczyny. Esencja jest pozbawiona formy, zapachu, koloru, wagi, miejsca skąd przychodzi i miejsca do którego zmierza. Na końcu eksperymentu badacz odkrywa, że to co badał przez cały ten „czas” jest on sam, że podmiot i przedmiot badań są poza jakimkolwiek rozróżnieniem. Tak naprawdę nie możesz nic z tym „zrobić”, nie możesz tego unicestwić, zbrukać, zanieczyścić. Możliwa jest tylko apokalipsa formy tak zwane dramatyczne przeprogramowanie matrycy. Reset błędnego kodu. Korekta. Dlatego zawsze zarządzamy tutaj jedynie iluzją, mają, marą. To jest najbardziej absurdalny „grzech pierworodny” wiara w realność rzeczy i zjawisk, choć każdy przecież sam dobrze wie, że w jego fizyczna forma jest umową najmu od której tak zwany system całe twoje życie nalicza podatek od odchodu. Od początku każdy wie, że jest jedynie chwilą, jednak pomimo tego zachowujemy się jakby było tutaj coś do „ugrania”, krótkotrwały nietrwały sam w sobie komfort, poczucie iluzorycznej władzy nad urojeniem – jeżeli z tej perspektywy spojrzysz na tak zwaną Władzę rozpierdoli cię twój własny śmiech. Dlatego tak naprawdę niczego nie możesz się bać, nie musisz jebać systemu, bo tak naprawdę nie ma czego jebać, bo to już od samego swojego porządku jest samo w sobie z samego założenia pojebane. Nie ma różnicy między jebiącym a jebaniem, a jebiąc system jebiesz sam siebie, bo to ty jesteś systemem. To jest ukryta wada fabryczna tak zwanych buntów, rebelii, rewolucji, które kiedy przyjrzysz się uważnie nigdy niczego nie zmieniają na lepsze, bo problem nie tkwi w organizacji struktury, problem tkwi każdej pojedynczej części składowej, owszem możemy to poprawić strukturalnie jednak zawsze wcześniej czy później wraca do swojej patologicznej formy.
Jedyne co możesz zrobić to rozpoznać jaki jest kod bazowy, czym jest biologiczny program, bo okazuje się, że w istocie zarządza nami coś co jest zupełnie poza naszą kontrolą. Mózgogłowie ma swoje własne plany, swoją Agendę. Jest kolektywnym pozbawionym wrażliwości i współczucia bezwzględnym Programem Przetrwania, tam nie ma żadnej moralności jest czysta nie rozcieńczona najmniejszym dylematem Eksploatacja. Powszechny kult samic i samców Alfa. Powszechne uwielbienie dla Zwycięzców, którzy tak naprawdę są niczym innym jak pozbawionym skrupułów drapieżnikami. Najbardziej „zdrowy” materiał genetyczny jest z pewnej perspektywy sterylnym absolutnie okrutnym zerojedynkowym kodem, który stwarza i nagradza pozbawione empatii, skrajnie narcystyczne jednostki psychopatyczne, które otaczane są kultem przez zaprogramowane uległością nieświadome masy ludzkie.
To tak naprawdę jest istota Władzy. To psychopatologia.
Mamy spierdolony kod genetyczny. Źle skonfigurowany transfer danych przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Dlatego zawsze traktowaliśmy tych, którzy go przekroczyli jak wynaturzenie, błąd, jak bezdomne genetyczne psy pozbawione rodowodu, które były tropione i zabijanie, a każdy najmniejszy ślad zacierany. Otaczaliśmy kultem tyranów, morderców krwią zapisana jest historia tego gatunku, wyrażona krzykiem, przypieczętowana cierpieniem. Stworzyliśmy Królestwo na nasz własny Obraz. Dwanaście pokoleń i bazowy kod zapisany w Księdze Genetycznej, linie zatrutej jadem krwi. Psychopatyczne samce alfa zapładniające tysiące kobiet, przychodzące na świat pozaludzkie hybrydy, pozbawione serca mechanizmy sterujące, całe pokolenia zimnokrwistych morderców. Religia zawsze była Szczytem Władzy, absolutyzmem Programu jego macierzą, pierwotnym Nośnikiem. Dominacja oparta jest na Strachu przed ostatecznym Potępieniem. Upadkiem, z którego nie ma już powrotu. Bez względu na swoje nowoczesne upodobania, zauroczenie wschodnią mistyczną myślą, popularność kolorowego New Edge ubranego w parciane spodnie, dźwięki gongów, mis tybetańskich (które wcale nie są tybetańskie), masaże kryształami, „tantryczny” seks ten pierwotny zapis – program tam jest i przyjdzie do ciebie w momencie kiedy już zmęczony duchową zabawą opadniesz z sił i zatęsknisz za tak zwanymi korzeniami, ponieważ odechce ci się być już przebierańcem. Wtedy, być może ujrzysz tak zwaną Prawdę, która wcale nie będzie przyjemna, lekka i mistyczna. Będzie zwyczajna, przyziemna i brutalna.
Prawdziwa duchowość jest pozbawiona „duchowości”. To nagie ciało obdarte ze wszystkiego. Czyste mięso. Warunek poprzedzający warunek, umowa poprzedzająca umowę, dług poprzedzający dług. Nieskończona ilość warstw. To jest konkretna praca do wykonania, swoimi własnymi rękoma, rozpoznanie swojej prawdziwej sytuacji, powrót z dalekiej egzotycznej przygody, obdzieranie zakodowanych wyobrażeń jak narośli, jak warstw sztucznej modyfikowanej genetycznie skóry. Zbroi. Muru. Granicy. Każdego za i przeciw. Prawdziwa Moc zawsze tkwi po prostu w Prawdzie. Nie w tej jedynej ostatecznej, prawdziwie prawdziwej. Ale w prawdzie każdego momentu, każdej sytuacji. Nie w ceremoniale, okultystycznej egotycznej „magii”, nie w manipulacji energiami, nie w tej czy tamtej tradycji, sekcie, zakonie, ideologii, kiedy jesteś w Prawdzie możesz użyć wszystkiego, każdej religii, filozofii, systemu politycznego, wzoru matematycznego, ponieważ nic z tego tak naprawdę nie jest prawdziwe, to tylko forma nic więcej. Jest pusta, pozbawiona esencji, ale pomimo tego działa. To właśnie jest największa z tajemnic, której nigdy nie odkryjesz, bo to czyni to wszystko możliwym. Nie możesz udowodnić Prawdy, ale nie możesz jej zaprzeczyć. To koniec umysłu. Krańcówka. Ostateczna pętla intelektu. Prawdziwa Śmierć.
Pirat i Prepers właśnie byli w takim polu informacyjnym. To po prostu jest zapisane w przestrzeni w każdym czasie i w każdym miejscu. Problemem jest dostęp. Zapukali w witraż za którym był inny magiczny świat. Wymiar alternatywnego istnienia. Coś czego w kwadratowym świecie po prostu nie grają, inna płyta, inna melodia, inny nośnik. Pole Mocy Wiedźmy. Przywitał ich jej czarujący uśmiech, była ucieleśnieniem wiosny, jej energia była tak radosna, że z miejsca twój stan świadomości budził się na bezkresnej spowitej mgłami poranka łące pełnej najpiękniejszych kwiatów tej ziemi, pachnących dzikich ziół, pól pełnych dorodnych owoców i warzyw, absolutnie wszystko odzyskiwało lekkość, delikatność, to był stan błogości. W tej odsłonie natura nie była krwawym pozbawionym empatii programem, była bezkresną żywą istotą, która z jednakową troską traktowała owada, zwierze i człowieka, absolutnie wszystko miało tu swoje miejsce, swój sens i cel istnienia, którym było przecież samo życie – ten Wielki Dar. Miała na imię Maja i była naprawdę piękna, stała w progu a jej nasycone światłem głębokie zielone oczy iskrzyły emanując i przekazując zarazem życiodajną energię. Była jak elektrownia atomowa ukryta w tym drobnym ciele. Pirat zastanawiał się w jaki sposób udało jej się zachować taką czystą kreatywną moc w tym wydrenowanym do cna zmechanizowanym wymiarze.
Subtelnym gestem szczupłych ozdobionych pierścionkami dłoni zaprosiła ich do środka. Mieszkanie było zaskakująco duże, to była dzika dżungla, pełna różnorodnych roślin, czuli się jakby wylądowali na nieznanej planecie w samym środku bukietu pachnących kwiatów skomponowanych przez samego Boga. Tyle było tutaj gracji i wdzięku, niewinnej zalotności, że Pirat i Prepers potrzebowali dłuższej chwili na integrację takiej potężnej dawki radości i kompletnego braku tej lepkiej mazi. To jest tak jakbyś nagle znalazł się w czymś tak odmiennym energetycznie, że twój system jest w stanie szoku. Przez chwilę procesor zamula, ponieważ musi trawić zupełnie inny rodzaj danych. To nie są binarne komendy tak / nie, 0/1 – to wielowymiarowy hybrydyczny pierwotny kod, zapis czystego światła. Księga Blasku.
Dlatego Maja Frej nie musi nic robić, wystarczy, że jest. Pracuje tylko analogowo, nie używa komputerów, smartfonów, drukarek, faksów, bo w jej obecności to wszystko przestaje po prostu działać, staje się czymś zupełnie bezużytecznym. Nie obsługuje dzieci Merkurego, firm Bogini Industria – niczego co ma niejasne, dwuznaczne intencje, niczego co zrodziło Mózgogłowie. Pomaga tylko tym co się już przebudzili ze snu własnej ignorancji i są w służbie Istnieniu. Jest autentyczną inkarnacją Świętej Matki. Kimś z Innej Żywej Przestrzeni, niewidoczna dla Automatonów, ukryta i nieczytelna dla Systemu, nie figurująca w żadnym rejestrze, ewidencji. Bez numerów seryjnych Korporacyjnej Monokultury. Taka była jej matka, jej babka i jej prababka i tak do samego Źródła – Maja Frej jest Funkcją, czymś zupełnie poza osobowym. Nie wiem czy byliście kiedyś w naprawdę Świętej Przestrzeni, która jest czystą Potężną Obecnością doprawdy ciężko to opisać, można przypomnieć sobie swój najpiękniejszy, najbardziej beztroski dzień życia, pozbawiony najmniejszego nawet zmartwienia, obawy, lęku i podkręcić potencjometr na full i nawet to nie odzwierciedla tego stanu. To przekracza zmechanizowane pojęcie.
Świat nie jest matematycznym zimnym wzorem, góry nie są trójkątami, chmury nie są kołami – „świat” nie istnieje, to kolektywna symulacja naszych umysłów oparta na zgromadzonych w jej części magazynującej wrażeniach. To się jakby odtwarza z zapisanej niezliczoną ilością danych serwerowni – czarnej skrzynki całego tego przelotu, który trwa od mniemającego początku czasu, od kiedy umysł oddzielił podmiot od przedmiotu i wytworzył złudne poczucie osobnego istnienia – podmiotu lirycznego tworzącego zarazem coraz mniej poetycką baśń fantastyczno – naukową, której zadaniem było ciągłe neurotyczne potwierdzanie, że istnieje i w zasadzie ten wbudowany we wszystko pierwotny lęk, to nagłe lodowate ukłucie pośrodku bezsennej nocy, spazm przerażenia przychodzący nagle i niespodziewanie w najmniej odpowiednim momencie, kiedy wszystko pozornie jest pięknie – to jest właśnie to przerażające przeczucie, że być może wcale nas nie ma. Niema prawda ukryta za tym wszystkim. Ostateczne rozwiązanie kwestii ludzkości. To jest prawdziwa przyczyny każdego cierpienia, każdej bestialskiej wojny, bezdusznej korporacyjnej mentalności posiadaczy, która tworzy na tym świecie realne piekło segregując ludzi jak śmieci, to jest źródło każdego gwałtu, mordu, kłamstwa, kradzieży – Poczucie Separacji, zindywidualizowana jednostka chorobowa – agresywny wirus skrajnego egoizmu. Stworzyliśmy kulturę, która upaja się tym do kompletnej utraty poczytalności, nasyca wszystko tym zaklęciem, tą klątwą wmawiając nam, że najważniejsze ze wszystkiego jest nasze „własne osobiste” szczęście, poczucie „naszego” spełnienia, realizacja „indywidualnych” marzeń za wszelką kurwa cenę.
I teraz kredyt się skończył. Musimy płacić.
Doszliśmy do karmicznego punktu zwrotnego, równonocy świadomości. Przesilenia wrażeniami. Zaćmienia mózgu. Pomroczności Jasnej. Czwartej linii 63 heksagramu Księgi Przemian. Trzynastej karty Tarota. Rozpadu Królestwa.
Maja parzy herbatę z pokrzywy w swojej bajkowej kuchni i z uśmiechem patrzy na nas. Na mnie, na ciebie, na niego i na nią, na ja, mnie, moje. Fabuła się rwie, a bohaterowie przeżywają bolesny kryzys tożsamości. Jednak tam pod tym wszystkim coś cię rodzi, coś kwitnie, w powietrzu czuć zmianę. Ona o tym wie i cicho szepcze:
-Jak byście się nie starali, nie jesteście w stanie zniszczyć życia, możecie jedynie zniszczyć samych siebie.
Moc jest głęboko ukryta. Jej naturą jest Jasność – Blask, który potrafi przetransformować każdy negatywizm w Mądrość. Jak pisał Antoine de Saint-Exupéry: „Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.” Kiedy rozpoznajesz naturę tej uwarunkowanej rzeczywistości i jej dewolucyjną – anihilacyjną dynamikę, której nie sposób już powstrzymać zaczynasz „iść pod prąd”, tego czym ten świat żyje i w czym się pogrąża. Nazwane jest to wejściem w strumień. To wymaga nagromadzenia Mądrości, która jest twoim pulpitem nawigacyjnym i zarazem kompasem. To wyznacza kierunek i stanowi niewyczerpane źródło inspiracji oraz ochrony. Sztuką jest zagłębić się w oceanie absurdu, by szukać w nim głębokich transformujących prawd i nauk, ponieważ „negatywizm” jest nawozem wglądu i wiedzy, błotem z którego wyrastają piękne kwiaty i co najważniejsze znika lęk. Nazwane jest to nieustraszonością Sotera. Mieć odwagę myśleć, czuć i mówić swoim sercem jest najwyższym aktem szczodrości – pierwszą paramitą.
Analog jest zarazem starożytną wiedzą duchową – czymś co nigdy nie traci na aktualności, ponieważ wskazuje prawdę o naszym stanie i naszej kondycji odwiecznego uwarunkowania przez formę, przez odczucie, przez percepcję, przez koncepcję – umysł / świadomość. Jednak wszystko to w swojej esencji jest puste i pozbawione rzeczywistej podstawy. Materialistyczna nauka dochodzi do tego samego punktu, co wglądy prawdziwych duchowych mistrzów – jednak tego nie doświadcza jedynie opisuje, a jak wiemy mapa to nie terytorium. Urzeczywistnienie tego wyzwala nas z lgnięcia i uwarunkowania przez Formę i to jest nazwane Pierwotną Anarchią – Wolnością od Destrukcyjnych Programów. Konsekwencją tego wglądu jest specyficzny rodzaj samotności. To jest moment Jasności. Tak zwane Pierwsze Przebicie przez zasłonę ułudy. Wówczas widzimy, że nie może być i nigdy nie było boga – kontrolera w absolutnym sensie – dlatego wyzwolenie jest możliwe i zależy wyłącznie od nas. Rolą Sotera jest wyzwalać z warunku i ukazywać przebłyski innego świata i innej rzeczywistości. Zagłębić się jednak nie utonąć. Odnaleźć swój własny autentyczny język i sposób przekazu którego zadaniem jest hakowanie samsarycznego algorytmu Maszyny – Koła. Nazwane jest to Prawdą Względną i Prawdą Natury.
Prawda względna – prawda Maszyny. Coraz bardziej zagmatwany i chaotyczny misz – masz skonfigurowany podług chwilowych impulsywnych trendów i wzorców, których rolą jest bezustanna eksploatacja i dominacja – przytłoczenie. Zaszczuwanie ludzkich zwierząt – niewolników do zagród materializmu i drenowanie z energii i zasobów poprzez psychopatyczno – narcystycznych szakali. Populistyczny rzyg w dominium głupoty. Sadystyczni imbecyle w garniturach na wiecach i debatach w limuzynach i odrzutowcach. Władcy Much. Smak i zapach gówna – woń unosząca się dosłownie nad wszystkim co przepływa jak ściek przez Kabel – Babel. Wszystko staje się pozorem i odwołaniem do czegoś co już nie istnieje – jest tylko hasłem / sloganem. Martwym ciągiem liczb maszynowego języka komend, które poruszają sformatowane podług destrukcyjnych wzorców bezwolne apatyczne masy. Kiedy brak jest Jasności i Wglądu spoza powszechnej automatyzacji, kiedy brak jest prawdziwej refleksji, kiedy brak jest zdolności zatrzymania w mechanicznym spektaklu schematów i nałogów – sztuczna rzeczywistość żyje tobą i tobą tańczy jak kukłą. Za sznurki pociąga głupota i ignorancja, kompulsja i pożądliwość, strach i nadzieja. Za łańcuchy pociąga Mara – Pan Złudzeń i Yama – Władca Śmierci. W dybach doby noc po nocy i dzień po dniu, godzina za godziną w nędzy szukania absurdalnego spełnienia, które okazuje się krótkie jak splunięcie w nicość.
Mądrość jest prawdziwą Kapłanką.
Magiem jest skuteczna Metoda.
Poza konstruktem archetypu istnieje niezniszczalna esencja, która przybiera różne formy nawet takie którymi gardzisz – dlatego forma bywa zwiedzeniem bez Mądrości. Nie możesz rozpoznać jej prawdziwej funkcji. Kiedy przejawia się w tobie prawdziwa wolność rozpoznajesz, że nic do niczego nie należy i nic niczego nie określa w sposób absolutny, dlatego możesz hakować znaczenie i funkcję programów – zmieniać parametry własnej gry i postaci. Notorycznie wychodzisz z roli i łamiesz zasady tak zwanej społecznej deterministycznej fabuły, która tak naprawdę jest zaprogramowana i sztuczna. Stworzona przez demiurgów systemu ograniczeń; Czarnych Magów. Być w swojej prawdzie – to być samotnym. To w żaden sposób nie jest uniwersalne i powszechne. Kiedy jesteś prawdziwy nie możesz być popularny, bowiem nie ma w tobie nic atrakcyjnego dla mas ludzkich i ich kolektywnych programów. Nie rezonujesz z komorami echa i nie uczestniczych w masowych napięciach – podpięciach. Nie czujesz się częścią skłóconych plemion, ponieważ widzisz, że wszyscy jesteśmy uwarunkowani przez poglądy, przesądy, uprzedzenia i wyobrażenia. Szukasz istoty rzeczy. Esencji. Zdajesz sobie coraz bardziej sprawę, że to wszystko – cały ten spektakl – trwa bardzo, bardzo krótko i w pewnym sensie staje się obecnie coraz bardziej spektaklem szaleńców.
Dobre życie pozbawia nas złudzeń. Jednak daje coś w zamian. Daje zaufanie do siebie i swojej drogi, do schronienia w naszym sercu. Rodzi się w nas prawdziwa Pogoda Ducha i mamy coraz więcej momentów Jasności i Przebudzenia. Doświadczamy wzruszenia nad światem nad losem istot, nad wciąż obecnym pięknem. Kiedy patrzysz na to wszystko z dystansem i akceptacją widzisz coraz więcej dobrych i wartościowych rzeczy o które warto się troszczyć. Stajesz się istotą czułą i cenisz delikatność, która musi tak bardzo się chronić przed okrucieństwem i głupotą. Dobro i wrażliwość zostały w tym świecie zaszczute przez panoszący się agresywny strach udający autorytet. Skorumpowana władza mrocznego królestwa pozoru siły i panowania, która musi upaść.
To jest nieuniknione.
Kiedy Dobro jest Obecne w twoim sercu – wówczas prowadzi cię przez tą ciemną dolinę do Światła i Miłości która kocha wszystko bez wyjątku i oddycha wdzięcznością. Łaska jest tym właśnie stanem wdzięczności za każdy oddech i każde doświadczenie, które otwiera nasze serce i daje nadzieję. Tak naprawdę Duch nigdy nas nie opuszcza kiedy jest w nas Żywa Wiara. Kiedy jest w nas Wrażliwość. Jednak takie doświadczenia wynikają z nagromadzenia pozytywnych wrażeń i kumulacji dobrej karmy. Dlatego mamy ich coraz mniej. Dlatego ważne jest, aby rozwijać miłującą dobroć i wyrażać dobre życzenia. Cieszyć się kiedy komuś dopisuje szczęście i współczuć tym którzy w swoim zagubieniu i ignorancji krzywdzą i niosą cierpienie sobie i innym. Być po stronie Jasności to życzyć Dobra wszystkim wszędzie bez najmniejszego rozróżnienia „kto na to zasługuje”. Zło tego świata wynika z braku rozpoznania pustości zjawisk i braku ja. Nawyk wiary w trwale istniejący byt rodzi z siebie „ja, mnie, moje”, którego mechanizmem sterującym jest strach przed śmiercią i bezustanne pragnienie szczęścia czasem „za wszelką cenę”. Miłość „romantyczna” ukazuje nam swoje drugie oblicze nienawiści, kiedy ktoś nas krzywdzi, albo nie daje tego czego chcemy. Dlatego nauka o nietrwałości jest najlepszym antidotum na lgnięcie i przywiązanie. To lekarstwo na szaleństwo tego świata.
Ludzkość jest dziś jak śniący na jawie, uwięziony między fantazjami snu a chaosem prawdziwego świata. Umysł szuka, ale nie może znaleźć dokładnego miejsca i godziny. stworzyliśmy cywilizację Gwiezdnych Wojen, z emocjami z epoki kamienia łupanego, średniowiecznymi instytucjami i boską technologią. miotamy się. Jesteśmy strasznie zdezorientowani samym faktem naszego istnienia i stanowimy zagrożenie dla siebie i reszty życia.
Edward Osborne Wilson – amerykański biolog i zoolog, znany głównie ze swoich badań nad entomologią, ewolucją oraz socjobiologią.
Jasność jest Przytomnością w tym jaka jest prawdziwa kondycja świata w jakim żyjemy. W Księdze Przemian jest mowa o zanurzeniu w smutku, to uczucie musi być w nas obecne, kiedy w sposób świadomy jesteśmy tutaj w tym – co się z tym światem dzieje i co w tej post – rzeczywistości dominuje jako wzorce. To oznacza, że bez złudzeń postrzegamy kierunek istot ludzkich do samo – zatracenia i upadku. Rozumiemy, że jest to doświadczenie, które wynika z nagromadzeń negatywizmu i materialistycznej ideologii, która stała się meta – wirusem Mózgogłowia. Brak prawdziwej i zdrowej duchowości opartej na ścieżce mądrości i miłości, na zaufaniu, że w życiu ludzkim jest jakiś prawdziwy transcendentalny cel, czyni z nas materialistyczne Portale Organiczne. To jest klonowanie Automatonów, które pożerają ten świat w amoku szukania chwilowego zaspokojenia. Dekadencki bal na titanicu, moralny rozkład podczas epickiej katastrofy na którą sami się skazaliśmy i do której sami doprowadziliśmy. Wynik końcowy – wyjebongo.
Ludy tubylcze od dawna wiedzą, że zbliża się upadek ludzkiego społeczeństwa, wywołany załamaniem równowagi w przyrodzie. Wiemy to, ponieważ czujemy naszą Matkę Ziemię, ponieważ wiemy, jak słuchać, kiedy do nas mówi. Na przykład nasi mądrzy bracia Kogi od wielu lat wysyłają światu wiadomości, ogłaszając pilną potrzebę zmiany destrukcyjnych aspektów współczesnego świata. Zmiana lub całkowity upadek wydają się być alternatywami, które mamy dzisiaj.
Arkan Lushwala
Jasność to odwieczna wiedza – Dharma, która wciąż jest w tym wymiarze dostępna. Jej części są obecne w każdej tradycji. To Żródło, które w tych czasach może być Światłem i Przewodnikiem. Wiedza jest drogą do naszego Wyzwolenia, a Wyzwolenie jest celem ludzkiej egzystencji. Promil istnień ludzkich zmierza w tę stronę. Kluczem jest Intencja, aby się wyzwolić z uwarunkowanego stanu pełnego cierpienia i zamętu. Odnaleźć i zaufać Duchowi i Żywej Nieskończonej Inteligencji. „Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce” (Ewangelia wg św. Mateusza 13, 43). Oddanie i ufność Bogu. Słowo „Bóg” nie oddaje tego co przekracza wszystkie słowa. Kiedy rodzi się w nas prawdziwe zaufanie do tego, że Duch jest w stanie nas Prowadzić wychodzimy poza struktury i automatyzmy Ego – Mózgogłowia. Transformujemy fundamentalny program Lęku na którym operuje Maszyna. Nazwane jest to odnalezieniem Boskiej Obecności. Maszyna jest zaprogramowanym Kołem Samsary – bezustannym cierpieniem wynikającym z fundamentalnych trzech korzeni: Ignorancji, Pożądaniu i Niechęci. Nasz umysł i aktywność mentalna nie jest w stanie tego zatrzymać. Musimy przekroczyć umysł oddać się czemuś większemu – Bogu, który reprezentuje Wolność i Nieskończoną Twórczość. To w nim jest Prawdziwe Życie i Moc. Ścieżka do niego wiedzie przez nasze serce.
Jedynym ratunkiem dla człowieka jest powrót wartości i perspektywy prawdziwie duchowej. Pokora, miłująca dobroć, życzliwość i zdrowa wynikająca z wiedzy moralność mogą na powrót przekierować nas na Dobrą Drogę. Pogubiliśmy się i błądzimy w Mroku Negatywizmu próbując znaleźć chwilowe ulotne egoistyczne szczęście za cenę późniejszego i nieuniknionego cierpienia. I negatywnych skutków naszych pozbawionych mądrości i współczucia działań mamy coraz więcej. Ukazuje to stan naszej planety i nasza własna kondycja fizyczna i psychiczna. Jesteśmy chorzy i to choroba w coraz większym stopniu określa parametry naszego funkcjonowania. Zaburzenie i dysfunkcja jest już obowiązkowym wzorcem do którego musimy się dopasować. Równamy w dół. Zaburzeni i pogubieni ludzie stają się celebrytami i „bohaterami” kultury masowej. Treści takie jak to są poza obszarem zainteresowania masy ludzkiej, która chce taniej rozrywki i używki, chce się taplać w gnojowisku. Poczytna opowieść musi być mroczna i brutalna. Najlepiej sprzedaje się to, co niczemu i nikomu nie służy – jedynie sobie. „Oświeceni” hedoniści stają się tymi którzy animują i dystrybuują współczesną „duchowość” w gunie radżasu i tamasu za duże pieniądze i żyją z ludzkiej głupoty, desperacji i naiwności. Nazywam takich ludzi Czarnymi Magami i ciężko wyobrazić sobie negatywne skutki karmiczne jakie do nich przyjdą kiedy zrzuci ich już rwąca fala ignorancji.
Jasność nie jest życiem na świeczniku, nie jest oślepiającym i przyciągającym uwagę „pięknem”. Jasność jest ukryta i niepozorna w dominacji negatywizmu. Jasność musi się chronić, ponieważ ten chaotyczny świat pozoru chce ją unicestwić ponieważ oświetla jego prawdziwą mroczną twarz. Kiedy starasz się żyć w zgodzie z Dharmą jesteś coraz mniej zainteresowany tym, aby w tej zautomatyzowanej post – rzeczywistości pozoru coś znaczyć i być kimś, ponieważ to oznacza kolaborację z Ignorancją. Oznacza destrukcyjny Układ. Kiedy kolektywne karmiczne wzorce negatywizmu kogoś promują wówczas musi on je wzmacniać i popularyzować. Wtedy ten świat o nim mówi, wtedy dostaje cały ten lepki i pozorny splendor i chwilową karierę po której przychodzi jedynie ból i cierpienie, ponieważ w istocie jest to monetyzowanie choroby.
Bez nauk Wed, które są nauką ścisłą, nie zauważymy subtelności umysłu i jego trików, które w przebiegły sposób odciągają nas od poprawnego działania i zauważenia pułapki fałszywego ego, które pragnie zysków w materii, choćby pod subtelną postacią pochwały i docenienia. Prawdziwym celem odwiązania od rezultatów działania jest poddanie się przewodnictwu Wyższej Sile i chęć działania dla Jej przyjemności. Etap pośredni, jakim jest zrozumienie, że nie jesteśmy wykonawcami swoich czynności, służy tylko przygotowaniu się do tego poziomu. Samo wyrzeczenie, asceza, nie są nawet możliwe dla współczesnego człowieka jako praktyczny styl życia i nie są konieczne.
Odwiązanie się od rezultatów działania i dobre karmiczne działanie są i tak tylko wstępem do wyższego celu, więc istotne jest zrozumienie – co jest głównym celem karmy? A głównym celem są działania, które wykasowują wszystkie nasze owoce karmy – i te dobre, i te złe. Nie oznacza to oczywiście, że działając w ten sposób, pozbawiamy się w widoczny sposób wszelkich rezultatów działania, co w konsekwencji by mogło oznaczać, że pozostajemy z niczym. Chęć stania się tylko instrumentem w rękach Najwyższej Siły, która jest nam bardzo życzliwa, daje nam możliwość działania coraz lepiej dla korzyści swojej i innych. Jednocześnie uwalnia nas emocjonalnie od materii i związuje z wyższym duchowym celem.
Ida Smela, Karma. Twój klucz do sukcesu
W czasie panowania Czarnych Magów – Ludzie Światła (Wiedzy) raczej nie rzucają się w oczy i w ten sposób chronią Wiedzę. Ich rolą jest zachować Przekaz, a tym samym nie rzucać pereł przed wieprze, ponieważ nic tak nie niszczy Nauk jak brak szacunku ze strony ludzi, którzy używają ich jedynie w egoistycznym celu. Większość duchowych „guru” w obecnej epoce jest właśnie takich. Dlatego wymaga ogromnej Mądrości zdolność rozpoznania autentycznego Mistrza i Nauk. Jest to obecnie wyjątkowo trudne, ponieważ siła Ignorancji rośnie z dnia na dzień. Możemy to widzieć coraz wyraźniej od polityków, po religię i kulturę. Dlatego kiedy dostaliśmy przekaz Autentycznej Dharmy naprawdę warto go chronić i otoczyć miłością i szacunkiem, ponieważ wraz z nim mamy szansę na Wyzwolenie.
W „Analogu” dzień jak codzień. Robota na kuchni to nie jest biurowa lanserka (gadki szmatki o niczym dla nikogo podlewane kawą w ekspresu i urozmaicone mentolowym papieroskiem z psiapsiułką co obrobi ci dupsko za pierwszym zakrętem). To czysty metafizyczny zapierdol. Nie ma jazgotu telefonów i tych debilnych dzwonków i powiadomień z fejsa, insta i tik toka. Nie ma wi – fi, hi – fi i hi – tech, bo to wszystko skończy się jak w czarnym lustrze, albo jeszcze „lepiej”. Na drzwiach przed wejściem do knajpy wisi informacja, że nie wejdziesz, nie zjesz i nie popierdzisz w barowy stołek, póki nie wyłączysz swojego zasranego smartfona. Ten nowy, co przyszedł, nie może tego pojąć. Ma problem kiedy z bólem dupy wygasza swojego samsunga. Nie rozumie złotej zasady. Jego komóra leży teraz jak trup na dnie drewnianego pudła po bengalskiej herbacie. Może mieć ze dwadzieścia trzy lata, może ciut więcej. To jego dzień próbny. Na zmianie jest John na którego wołają Flapjack i przyjechał do Łodzi z Detroit w stanie Michigan dobre kilka lat temu. To potomek jednego z łódzkich baronów bawełnianych, pradziada Melchiora, który sprawił, że John odziedziczył całą kamienicę przy Placu Wolności w której właśnie dzieje się cała ta akcja lub jak to się teraz mówi Projekt. John jest (jak przystało na Amerykanina) dość dogłębnie wyluzowany, ma ten flow umysłu i kończyn, który dla przeciętnego często sztywniutkiego zalogowanego w aplikacji „polska” homo poles sapiens sapiens jest poza zasięgiem możliwości, bo ma genetyczny smutno katolicko – ofiarniczy wszczep w łańcuch DNA i w gruncie rzeczy boi się sam siebie dlatego z taką namiętnością nienawidzi wszystkiego co inne.
Młody Nikodem vel Ultras został tu przysłany w wyniku bliżej nie znanych Johnowi okoliczności za sprawą Pirata i Prepersa. Miał na sobie jubileuszową koszulkę ulubionego piłkarza (zawsze ją zakłada na specjalne okazje) napastnika ukochanej drużyny jednego z dwóch łódzkich klubów piłkarskich, których kibole notorycznie robią z tego miasta Bejrut z lat osiemdziesiątych. Pałki, noże, kastety, teleskopówki, bagnety, siekiery, łańcuchy, nawet maczety, ze sprzętem, bez sprzętu – zawsze wierni. Religia to religia, żartów nie ma, co najwyżej wpierdol. Jeden legendarny wojownik o ksywie „Jebać psy” nafukany spidem i ruskim winem musującym uprowadził kiedyś tramwaj i został najbardziej znanym motorniczym w historii miasta. O sprawie było głośno w łódzkiej prasie. Trasa była krótka, bo dojechały go suki na sygnałach, było radosne pałowanie i migdalenie chodnika na wysokości ówczesnego kina Kapitol. I tak „Jebać psy” został żywą legendą, którą kiedyś Nikodem miał nadzieję przekazać swoim dzieciom przed pierwszym wejściem na stadion.
-Jak ty bro masz na name? – rzucił John.
-Że co kurwa?! – odpowiedział mało pogodnie Nikodem vel Ultras.
– No imię twoje ty jakie have?
-???!!!
No dobrze, rozmowa się nie kleiła i młodzieniec patrzył małymi cwanymi szparkami zdziwiony i rozbawiony na pierwszego spotkanego w swoim krótkim i burzliwym życiu jankesa, który w swojej head próbował poskładać polsko – amerykańskie myśli w sensowny komunikat z mizernym jak widzimy skutkiem. Myślał, myślał i wymyślił, że zawoła z zaplecza kogoś do pomocy, a tym kimś okazała się Aniela – dość zjawiskowa młoda pankówa weganka w fazie neoficko – radykalnej jak to zazwyczaj ma miejsce kiedy gówniarze myślą, że jak zmieniają poglądy i style życia to zaraz cały świat ma paść u ich stóp. Aniela nie mogła uwierzyć w to co widzi, bo stał przed nią jakiś kurwa kibol o typowo tępym ryju i poliestrowych dresikach z lampasami.
-Endżela ty ask ten ziom jakie ma name i explain to him, że ja jestem chef na jego trial day – powiedział do Anieli John.
-On się pyta, i jakbyś nie wiedział jest Amerykaninem, jak masz na imię? Co chyba nie trudno załapać! -Chyba, że jest się debilem tak jak ty – wywarczała do Nikodema Aniela.
-Mam na imię Nikodem i nie jestem debilem.
Aniela nie uwierzyła Nikodemowi, że nie jest debilem, ale uwierzyła, że jest Nikodemem i powiedziała Johnowi, że Nikodem jest Nikodemem. John entuzjastycznie powtórzył:
-Nick ooo…damn, how cool is this. Nick będzie twój Nick. Fantastycznie! how are you doing Nick?! Ja jestem so glad you came here. – Flapjack pokazał vel Ultrasowi ten happy smile.
Sejsmiczne filologiczne rozjebanie mózgu, szkoła angielskiego metodą mindfuck’u. Jeszcze raz witamy w „Analogu” welcome to the adventure! Odłącz kabel! Zdejmij knebel! Żyj!
Coś tutaj było inaczej niż wszędzie gdzie Nikodem kiedykolwiek był. Świat z innego świata ukryty za drzwiami z neonem pulsującego serca. Jego twardy dysk Ducha ulegał defragmentacji, tworząc nowe partycje. Nowy kod nadpisywał ten stary okrutny program samozniszczenia i działo się to poza udziałem, poza kontrolą zmechanizowanej sztucznej świadomości, która była jak zwierze zamknięte w klatce pełne strachu i agresji. Wszystko odbywało się coraz szybciej, bo czasu było coraz mniej. Świat umierał pozbawiony wyobraźni i czucia. Zaszczuty przez najniższe instynkty gadziego obwodu Mózgogłowia.
Nikodem był produktem, towarem tego konającego świata, podobnie jak to miasto. Pandemonium, cały ten zaplanowany do najdrobniejszego szczegółu spektakl Czarnych Magów ich bezwzględne warunkujące Klątwy zaklinające od stuleci ludzkie umysły w Zamkniętym Obiegu Warunku. Masowa kolektywna karma niewolników żerujących na własnych słabościach i samopotępieniu skazanych na ciągłe odradzanie się w tej samej dusznej matrycy bez końca powtarzanych wzorców.
Świat zaprogramowanego mięsa, które samo siebie pożera i rodzi. Byle przetrwać. Jeżeli widzisz TO jasno i wyraźnie jesteś tutaj z nami, wrodziłeś się w ten wymiar by pomóc temu światu, złamać klątwy, otworzyć Przejścia. Wybudzać z Hipnozy. Jesteś Magiem. To co robimy musimy uczynić żywym, wypełnić Mocą i nadać kierunek. Po TO tu jesteśmy. Wykorzystać swój Dar, tą jedyną w swoim rodzaju zdolność, która nie jest w żaden sposób zapożyczona, wyuczona czy zaprogramowana przez ten kwadratowy system. Dar jest jak meteoryt spadający z gwiazd wypełniony tajemnicą, którą tylko ty możesz odgadnąć kiedy nadchodzi czas. Ten czas jest teraz.
Teraz.
System operacyjny Mózgogłowia to zero – jedynkowy świat ograniczeń zimnego wykalkulowanego pragmatyzmu nakazujący ciągłą walkę, która nigdy nie może się skończyć. Tak zaprogramowane istnienie wciąż się rodzi i umiera i czyni to zupełnie nieświadomie. Jest ślepym losem – programem. Zniewoleniem.
Nikodem nie wiedział jeszcze, ale TO wiedziało przebijając się przez te wszystkie zapory i zasieki, pole bitewne substancji szarej, łamiąc pieczęć prastarej wiedzy ukrytej głęboko poza sztuczną wyhodowaną osobowością klatki – ofiary w której zamknięto czyste światło świadomości, która teraz się budziła w sposób radykalny i nieunikniony. To był ten czas, kiedy nadchodziła realna szansa odrodzenia się ludzkiego ducha na niespotykaną dotąd skalę, łamiąc klątwę uległości. Dlatego chcieli to zaszczuć, wykarmić ekstremalnym strachem, przerażeniem – rzucić was na kolana, sprowadzić do parteru. Zniwelować do nędzy skomlejących zwierząt błagających o jałmużnę za cenę życia. Jednak takie życie nie jest życiem. To smutny rozrywający serce los niewolnika, który został zaprogramowany by chodzić w koło, w koło, w koło. Takie życie kończy się nieopisywalnym bólem wstydu i pogardy wobec samego siebie. Taki los jest Piekłem.
W jego sercu przebudziło się „coś” co było tam od zawsze i jest na zawsze. „Coś” co nie zna lęku. Nie możecie tego karmić swoim zmodyfikowanym pokarmem strachu i przerażenia w tej wielkiej nieskończonej restauracji śmierci i zniszczenia, której menu składa się z Ducha, którego mordowaliście na niezliczone sposoby przez całe tysiąclecia – by nas karmić Upadkiem. W koło, w koło, w koło. Ten „świat” został zdominowany i zawładnięty przez Mrok, który uczynił z istot czujących jedynie pokarm, a je same uczynił bestiami, które bez ustanku pożerają się wzajemnie w nieskończonym Cyklu Warunku.
Jednak kiedy przestajesz już się bać śmierci i rodzi się w tobie opór, którego nie sposób złamać, bo nie wynika z twojej chwiejnej i wylęknionej osobowości, nie jest częścią napisanego przez psychopatów scenariusza, jest w istocie tym co sięga samego rdzenia tego co nie ma początku i nie ma końca, wówczas te detektory pogardy nie mogą cię wyczuć. Znikasz.
Wtedy możesz rozpoznać, że wszyscy mieszkają w kulach. Te kule to interaktywne symulacje. Zmechanizowane cybernetyczne więzienie gdzie odżywiamy się zawartością naszych umysłów, ciał i jakością naszej energii. Odżywiamy sami siebie tym co w nas jest. Dlatego póki szukasz winnych swojego stanu będziesz bez końca żył w tej kuli, w tym więzieniu samego siebie, wyjąc i ujadając w nicość. Stajesz się tkanką Mroku. Bezwolną biologią. Ciałem które jest skazane na agonię i zapomnienie, bo wszystko w czym pokładasz nadzieję w tak beznadziejnym Układzie okaże się Kłamstwem. Niczym ponad to. Musisz ujrzeć Konstrukt. Rozpoznać Klątwę. Być świadomym Programu. W istocie chodzi o Rozpoznanie Siebie poza Konstruktem, poza Schematem, poza Warunkiem.
Czym się żywisz ? Co pożerasz ? Z jakim skutkiem ?
Czy znasz miejsce gdzie jest prawdziwy spokój i miłość ?
Potrafisz tak żyć ?
W tobie istnieje już teraz potencjał Nowego Świata. Prawdziwy Pokarm, który uzdrawia i wyzwala.
Bogactwo nie ma zalet pracy, a majątek – zalet zarobku.
David Saul Landes, Bogactwo i nędza narodów
MIASTO KOKONÓW
MARCIN PINIAK
Miasto Kokonów udawało samo przed sobą. Ukrywało swoje bebechy pod sukniami zimnych stalowych postmodernistycznych biurowców, odsłaniając się z znienacka w odbitych umęczonych twarzach w kałużach rozlanych drinków na barowych blatach nocnych knajp posypanych popiołem tytoniu i ciężkimi jak rtęć słowami, które pełniły rolę absurdalnego rozgrzeszenia i równie niedorzecznej mieszanki spowiedzi i pocieszenia. Fragmenty istot snuły się jak dym z kadzielnicy podczas mechanicznej mszy, a kapłani tego zagubienia rzucali zaklęciami niczym gwoździami na Golgocie uśmiercając kolejny fragment niewinnego życia.
W ich żyłach płynęła czarna maź, ten zimny przybysz z Programu Udziału wnikający metodycznie w każdą szczelinę sześcianu bezlitośnie odcinając Ducha i przekierowując wszystko do wymiaru zwierzęcych kompulsywnych odruchów. Matryca obradzała nowymi pikselami tej binarnej hodowli chwastów zapładniających wszystko Upadkiem. Niewolnicy Warunków Matrycy Snów.
Soterzy wyrzygali Czarną Maź. Uwolnili swojego Ducha dlatego mogli poruszać się pod progiem Mechanicznych Radarów Fali, niewidoczni i nieobliczalni – raz za razem łamiąc Klątwę. Jednak ci tutaj w tym pokoju, wiedzieli czego chcą, z furią patrzyli na mnie i czekali…tak ich domeną był prąd, sieć, w zasadzie byli połączeni szeregowo jak choinkowe światełka i migotali w jeden, dwa, jeden, dwa… Dyrektywy z centrali – z odległej galaktyki zawieszonej w niebycie w zakrzywionym wymiarze Wieczystego Erroru. Pokój był mały, wyglądał jak magazyn opakowań jednorazowych, dwa małe okna nad spękanym farbą sufitem, duszność i punktowe blade światła nadające całej scenerii gęstą i mroczną atmosferę. Lubili to. Wiem…myślicie, że to ludzie z krwi i kości z tym pogmatwaniem we łbie, zrodzeni z kobiet na zimnych salach szpitali jak wy tam po drugiej stronie tych metalowych drzwi. Nie. Oni byli jak owady, wykluwali się z kokonów w swoich naszpikowanych elektroniką laboratoriach z Zimnej Stalowej Macicy. Mają to w oczach, bardzo specyficzny rodzaj tępoty – głębokiej i bezdennej – to Otchłań. Wielka czarna dziura, patrząca na mnie z sześciu dziur w ich czaszkach. Ich percepcja czasu jest zupełnie inna, wiem, że mogą całą wieczność wpatrzeni martwo w czarno białe bity zakodowanych informacji pobieranych przez organy zmysłów, w pewnym sensie osiągnęli – święty spokój, stan podobny do twojej zamrażarki lub automatu z biletami. Bodziec – reakcja. Zero spekulacji. Precyzyjny stan przepływu danych w nanosekundzie rozkładany na dwa decydujące o wszystkim w ich świecie czynniki. Przydatny – nieprzydatny. Ot cała historia. Staroświeckie dobro i zło, ten relikt dawnych czasów moralistów i filozofów z ich perspektywy ten odwieczny dylemat był po prostu…
Nieprzydatny.
Nikt nie wie skąd to przyszło, czy może zawsze było w tym wymiarze, jak pierwsi ludzie weszli z tym w kontakt, albo kto, lub co uczynił to ich częścią by stworzyć rasę na podobieństwo tych trzech tutaj. Trzeba było zablokować kilka funkcji Adama i Ewy podczas zabiegu w technologicznym Raju. Obcy. Niebu i Ziemi. Powietrzu, Ogniowi i Wodzie. Niepojęta moc obliczeniowa – Zimny Bóg o przepustowości bezdennej cyfrowej rury podpięty pod układ nerwowy tej zakratowanej planety, której płody były coraz bardziej martwe. Wgrano trzy Programy.
Tak. Nie. Nie wiem.
2 1 0
Dwa jest odpowiedzią na jeden, które wynika z zera. To w zasadzie wszystko. Trudno w to uwierzyć, jednak tak właśnie jest. Byliśmy ostatnimi Soterami w tym wymiarze.
Ostatnie 17 istot.
To wszystko.
Problem polega na tym, że przestajecie czuć. Anhedonia. Połykająca wszystko próżnia indukowana z poziomu kolektywnego wzorca patologii martwego społeczeństwa Zimnego Kabla wijącego się jak wąż kundalini od miednicy po mózg. Asany turbo dydaktycznej jogi new age, umysłowe drony rozkołysane nad kolebką dzieciątka VR-u. Miejsce z którego raportuję te wydarzenia jest na innym punkcie skali posiekanej płaszczyzny Matrycy. To wszystko naprawdę poszło dalej, głębiej, mocniej po kablach. Szpica „postępu” spadła w kamieniach z nieba, jak serca wypełnione czarną kosmiczną krwią i rozlała swoją bezlitosną inteligencję w paru miejscach. Weszło w krwiobieg, wypluło kwantowych Magów nosicieli matowego światła – zimna koronacja. Jesteśmy już długo w tej ubojni życia, odradzamy się wciąż na nowo z wątrobą Prometeusza w garści i iskrą ducha w sercu. Póki jesteś zakleszczony w tej flegmie Meta – Mózgu nazywamy cię portalem organicznym – odwłokiem. Zasysasz programy Symulacji z mlekiem mechanicznej matki, uniwersalna lepka masa, socjopatyczna maszyna złudzeń. Maniakalno – depresyjna generacja psychotropowa na szczurzym wybiegu.
Trzeba nam tutaj wprowadzić element – Genesis, kilka akapitów z Kroniki Rodzaju. Zatem na początku wyprodukowali kilka egzemplarzy robotników i na pociechę robotnic. Naziemna obsługa Rasy i jej kaprysów, bo to wszystko chemia. Suplementy, minerały, kruszce, wszystko co potrzebne do galaktycznego musli Śniadania Mistrzów. I to żarło. Owady pęczniały, a ich heksagonalne mózgi roiły coraz śmielsze plany kosmicznej ekspansji. Droga słodkim mlekiem płynąca z połyskującymi promenadami złocistych gwiazd jak czerwony dywan ceremonii wszechświatowych Oskarów i czcigodne jury Najwyższych Kapłanów Czarnej Mazi z uśmiechami jak księżyce Marsa i Saturna owadzimi łbami. Moi drodzy – bądźmy poważni! Spójrzmy na to z nieskończonej kosmicznej perspektywy – a to jest bezmiar wymiarów! Nigdy nieskończone rozkołysane w cudownym tańcu dźwięku, światła i przestrzeni! Co za Spektakl! Piękno! Czyste piękno!
Jak ta gwieździsta noc nad głową, kiedy byłeś młody i to wszystko naelektryzowane przechodziło przez ciebie jak prąd wysokiego napięcia i chłodny otrzeźwiający wiatr ze wschodu pochylający kłosy na polach i unoszący foliowe torby na pustych ulicach miast. Taniec. Bez skrępowania i niepotrzebnej samokontroli. Swobodnie otwierająca się czasza spadochronu nad polem minowym Świata Wojny i Postępu, ale jeszcze nie dotknąłeś ziemi, jeszcze był czas wolny bez zajęć z przysposobienia obronnego.
Jednak nieubłaganie zbliżały się twarde bolesne fakty i automaty z coca colą. Trzeba było otworzyć oczy zobaczyć ściany, kraty i granice. Skorupę wielkiego Czarnego Jaja. Odkryć, że zamiast skrzydeł pięknego motyla masz odwłok robala drążącego bezcelowe korytarze w czarnej mulistej ziemi. Spleciony w żałosnym uścisku ze więziennymi strażnikami, gdyż oni dają ci rolę do odegrania, a ty im dajesz im pracę. To wszystko pilnuje się samo na autopilocie. Niewidzialne kraty na strumieniach wifi, ciągłe przekierowywanie z punktu do punktu kapłan w kościele, trup w kostnicy. Syndromatyczne, telepatyczne ssanie.
Pirat siedział w Analogu i rozkminiał. Miał czas. Była dopiero 7.30 rano. Kolejny poniedziałek z miliardów poniedziałków na kompletnie zmyślonej rachubie czasu, która jest jak stara planszowa gra w którą gramy, bowiem nikt nie powiedział nam, że być może istnieją inne bardziej rozwojowe gry. Małe gry, które pasują do dużej gry. Okradziono naszą kolektywną świadomość z sensu – tak właśnie Pirat sobie pomyślał patrząc na cytat w swoim starym rozklekotanym IBM T42 jeszcze zanim stał się gównianym Lenovo. Używał Linuksa ze szczurem jako ikoną.
Ofiarnicza ekonomia, ekonomia polityczna nieszczęścia: prawdziwe przedsiębiorstwo handlowe, które pod swoimi wszystkimi postaciami zastępuje niemożliwą wyminę Zła. Różnica ofiarnicza nigdzie nie jest dziś bardziej zyskowna i dochodowa niż w przypadku sprzedaży samego siebie jako odpadu.
Jean Baudrillard
Palił tytoń z białą szałwią i sączył pięcio przemianową kawkę, która rozświetlała jego noworoczny umysł. Mówili, że był rok dwa tysiące dwudziesty kolejny, co było kompletną fikcją. Jednak czuł, że ten rok będzie wyjątkowy, bowiem miał plany dla ezo terrorystycznego kolektywu „Czarny Kogut”, którego zadaniem będzie prowadzenie akcji dywersyjnych na terenie odwiecznego wroga – Ludzkiej Ignorancji, który przejął już prawie cały kurwa świat. Pożarł go i trawi, lepi z tego wszystkie te współczesne radosno – upiorne, trywialno – użytkowe gówna dostępne na promocjach podczas czarnych piątków – mszy pożerania ciała tej ziemi i ssania krwi. Dla człowieka, który był z Gwiazd, który był Outsiderem ta cywilizacja i jej ponurzy żniwiarze to jeden wielki przysłowiowy chuj. Ryjące w niebycie prącie szczytujące spazmami zmechanizowanego okrucieństwa. Pełna hibernacja ludzkiej wrażliwości, a zamiast niej logiczno – algorytmiczna bezmyślność sztucznej inteligencji, tak jakby o inteligencję w tym wszystkim chodziło.
W każdym razie nie o taką jak my to rozumiemy, ponieważ między bogiem a prawdą my prawie nic już nie kumamy, nie ogarniamy z powodu tej nowoczesnej nowomowy i wszelkiej maści udogodnień, które czynią z nas pocieszne pluszaki do zabawy, przejedzone i śpiące snujące się po tym wszystkim bez celu. Cybernetyczno – mechaniczne post społeczeństwo oderwanych od życia i przyssanych do kabla – babla przez który płynie homogenizowana papka informacyjno – dydaktyczna, rozrywkowo – apolityczna. Jest jednocześnie najgorzej i najlepiej, jest apokalipsa w odcinkach z przerwami na reklamy i zmyślne post modernistyczno kolacje fusion w wegańskich knajpach. Są kobieco – męscy kelnerzy w rurkach i barberzy, obsługa wyprzedaży – miraży opłacana blikiem i cyfrowym bilonem z wirtualnych portfeli. Jest jednoczesny wzrosto – upadek. Happy hardcore.
W Igrzyskach śmierci wykraczamy poza lęki ucieleśnione w Truman Show, gdzie bohater nagle odkrywa, że bez swojej wiedzy bierze udział w reality show – że rzeczywistość jest fałszywą konstrukcją, symulakrum stworzonym w celu wykorzystania emocji, które towarzyszą życiu w fałszywym świecie. Igrzyska śmierci zakładają, że już wiemy, iż jesteśmy nieuchronnie osadzeni w reality show, i próbują zbadać, jak mogłaby wyglądać rewolucja w takim społeczeństwie. Wskazuje na formy oporu, które mogą być dostępne, gdy ucieczka do „autentyczności” i zachowań nieperformatywnych staje się nie do pomyślenia, nawet jako ambicja. Pokazuje też, co się dzieje, gdy wszechobecna mediatizacja zamienia naszych „przyjaciół” w konkurentów walczących o uwagę i uwielbienie niewidzialnych innych.
Pirat zaciągnął się pozwalając tym natarczywym myślom po prostu być, tańczyć – rodzić się i umierać. Niedługo przyjedzie Bonzo z dostawą swoim zdezelowanym dostawczym rupieciem o zapachu butwiejącego kompostu i trzeba będzie zacząć gotować – czarować. Przed nami kolejny ekscytujący rok na planecie – matce, która mknie przez nieskończony wszechświat z misją transformowania tych zakutych ludzkich łbów i budzenia ich ze snu. Trzeba jej pomóc. Udawać ziemianina, grać rolę, wypowiadać kwestie, odgrywać spektakl.
Trzeba hakować. Robić swoje. Wykonywać misję. Nawet wtedy kiedy jest skazana na porażkę.
Bowiem nawet jak się nie uda zhakować tego w tym obrocie koła trzeba sadzić ziarno. Wszyscy jesteśmy w tej odwiecznej drodze do zrozumienia i miłości, kiblujemy w różnych klasach, powtarzamy do skutku te same zadania jednym słowem praktykujemy „życie – symulacyjną grę rozwojową” na konsolach swoich ciał, energii i umysłu.
Słońce zimą wstaje późno. Jest dużo mroku i smogu w tym mieście. Plac Wolności wygląda jak po nieudanym ataku wojsk desantowych złożonych z zapijaczonych old bojów, którzy zamiast do ataku ruszyli do nocnego by się najebać i przećpać całą tą wojnę. Jednak ta wojna nie chce się skończyć od tysięcy lat. Wydajemy obecnie na zbrojenia więcej niż na cokolwiek innego. Mamy kosmiczne bombowce i systemy mordowania zarządzane ślepymi algorytmami, mamy mordy pełne frazesów i trumny pełne trupów. Mamy klasyczny psychopatyczny ruch w tak zwanym interesie. Dlatego gnostyczna teoria, że ten świat został spreparowany przez doprawdy złego demiurga ma tutaj sens, podobnie jak sens ma również to, że tak ich zaciekle prześladowano by ostatecznie ich unicestwić. Korporacyjno – niewolnicza religijność głównego nurtu Ignorancji – rąsia w rąsie z armią i rządem. Religijno – dogmatyczne Mózgogłowie i dwa zmechanizowane ramiona ściskające w pięściach naszą namiastkę wolności, smyrające nas drutem kolczastym i nakazami płatności. Masz gówno wielkie do gadania płać podatki i idź na wojnę, bronić krzyża i urzędu, bronić swoich własnych oprawców. Syndrom kata – ofiary wciąż wgrywany w matrycę od nowa, wciąż aktualizowany wirus, który utrzymuje to pastwisko pod napięciem i farbuje gnój na zielono by było czym się paść.
Prawdziwa ludzka wspólnota już nie istnieje w dobie wgrywania metawersum dla człowieka 2.0. Są obozy – wygody. Smart City. Łódź nie chce się wgrać w ten kolektyw, ma jakieś podświadome opory. Jej lokalna anarchistyczna tkanka ludzka ma w sobie rewolucyjnego ducha, który wciąż z uporem powtarza „jebać system”. Ponieważ Łódź nie potrafi się łudzić. Łódź wie czym pachnie czwarta rewolucja przemysłowa, ponieważ dobrze przerobiła tą drugą. Wyruchana i porzucona na skraju wyczerpania stworzyła swój niepowtarzalny post apokaliptyczny klimat, chronić się przed fikcją współczesności brzydotą i brutalnością ukazując wyhodowanym ludziom 2.0 to czego tak kurewsko nie chcą widzieć.
Prawdy tego świata. Jego mięsa i ułomności. Jego upadku jako procesu rozwoju.
W tym cała rzecz. Widzieć głębiej poza pierwszą i drugą warstwą powierzchowności. Widzieć potencjał tam gdzie nikt nie chce patrzeć, bo się brzydzi, albo boi. To gnojowisko współczesności jest tak naprawdę bardzo żyznym polem, ma w sobie ogromny potencjał twórczy. Ten opór materii tworzy istoty ludzkie z charakterem, które przerzuciły wystarczająco dużo gnoju by mieć parę w rękach i moc w sercu.
Tak jak Bonzo, który zaparkował swój wehikuł przed lokalem i z petem rozpromienionym ryju powitał Pirata serdecznie tajemnym gestem Kolektywu. Ubrany jak z powieści „Droga” McCarthy’go, która jest według Pirata jedną z najważniejszych powieści XXI wieku za którą dostał zresztą nagrodę Pulitzera. Otwiera ją taki oto akapit:
Obudził się zimną nocą w lesie, wyciągnął rękę i dotknął śpiącego obok dziecka. Noce ciemniejsze od ciemności, każdy nowy dzień bardziej szary od poprzedniego. Jakby to był atak jakiejś lodowatej jaskry, zacierającej obraz świata. Jego dłoń wznosiła się i opadała łagodnie wraz z każdym bezcennym oddechem. Odgarnął foliową plandekę, podźwignął się w cuchnącym ubraniu i kocach, po czym spojrzał na wschód w poszukiwaniu jakiegokolwiek światła, ale żadnego nie było.
Bonzo jest najlepszym ziomkiem Prepersa. Obaj mają joba na punkcie surwiwalu, lasów, bagien i dzikiej natury. Spania pod gołym niebem i picia wody z deszczu, rytów ognia i Teda Kaczynskiego. To prawdziwy rolnik, który używa kalendarza biodynamicznego i szuka inspiracji w pogańskich kulturach przodków, co symbolizuje jego wisior który nazywają „Ręce Boga” i jego własne ręce, które pachną ziemią i chlebem, który z zamiłowaniem wypieka w tak zwanych wolnych chwilach. Żyje poza systemem ewidencji przychodu i rozchodu, poza zmechanizowaną rutyną coraz bardziej martwego świata. Jego światem jest TO CO ŻYWE. To co ożywa we wrażliwej i ciepłej dłoni, to co pulsuje energią i światłem i daje życie zamiast śmierci i uśpienia.
Bonzo to wielki i przysadzisty chłop, który kiedyś był zapaśnikiem i stał na bramkach łódzkich dyskotek, kiedy to jeszcze było szczytem nocnego życia. Poznał tych wszystkich „mafiosów” – badylarzy, którzy tym wszystkim kręcili i zbierali siano, albo pachnącą nieszczęściem kapustę. Początki amfetaminy, ekstazek, początki tak zwanej miejskiej kultury dragów zaraz przed paradami wolności i klubami techno, które stały się znakiem firmowym tego miasta. Walenie szuwaksu stało się trendy, pornole w kioskach, pierwsze markety i zachodnie bryki z zestawem zimnego łokcia, nocne kluby i ekskluzywne burdele. Bardzo dziki zachód, parodia prawdziwej wolności oparta na „ja chcę więcej”, które teraz zbiera swoje żniwo w postaci hodowli klatkowej jednolitych mas, które jedyne czego chcą to dobrze i wygodnie żyć bez względu na koszty i wciąż się zabawiać. Bez przystanku, bez ustanku – świat ma nas zaskakiwać, inspirować, kolejne kraje, seriale, pozycje kamasutry, kolejne awanse i romanse, kolejne szczyty i nowinki z dziedziny sztucznej inteligencji.
Bonzo w rezultacie połamał nogi i ręce szefowi szefów, gdzieś na zapleczu jednej z tych spelun, bo się okazało, że jego siostra zaczęła niuchać szuwaks i w rezultacie zrobili z niej osiedlową kurwę i ostatecznie miała udaną próbę samobójczą po trzech latach takich przelotów. Ten świat przemielił ją w odpad i przemienił w kompost na cmentarzu na Dołach. Smutny ksiądz odprawił smutny obrzęd i tyle. Została w pamięci kilku ledwie osób. W rezultacie poszedł siedzieć, bo układ jest układ i dopiero tam za kratami stał się człowiekiem świadomym. Obudził się za sprawą jednego człowieka, którego nazywali Prepers.
Zrozumiał, że wszyscy żyjemy w więzieniu.
W „nowy” rok ulice były puste w post pandemicznym świecie. W „nowy” rok wszystko było po staremu dążąc konsekwentnie do nieuniknionego upadku. W „nowy” rok Bonzo zapakował najlepsze co miał w swojej wiejskiej piwnicy. Marchew, buraki, cebula. Bez nawozów. Z ziemi na którą ciężko pracował po wyjściu ze swojego długiego odosobnienia, które okazało się najlepszy co dostał od życia, bo tam za kratami stał się wolnym człowiekiem. Jednak tutaj na Placu Wolności w „Analogu” tliła się ta Iskra, którą trzeba było rozniecić w sercach zniewolonych istot ludzkich. Taka była prawdziwa praca, bowiem to autentyczne Współczucie i Mądrość jest tym co naprawdę może pomóc temu pogrążonemu w cierpieniu światu. Bonzo odrobił swoją lekcję, która była bolesna i ukazała mu sens ludzkiej egzystencji, ukazała mu drogę i cel. Otworzyła serce i umysł.
Na pace pachniało ziemią, wilgocią i tytoniem. Na polach tańczył zimowy wiatr i poruszył delikatny śnieg. Każdego dnia Bonzo szedł na swoje pole i dziękował Matce za jej pracę i wszystkim jej dzieciom – każdej istocie. Na granicy pól miał swoje święte palenisko i odprawiał odwieczny rytuał wdzięczności na pełnię i nów księżyca i podczas szczególnych energetycznych cykli przesileń, równonocy i pogańskich świąt związanych z niebem i ziemią. Człowiek był dla niego połączeniem tego co boskie i tego co ziemskie. Był istotą pomiędzy. Ziemia go uleczyła i dała Moc. Zrozumiał, że jest żywą istotą, która śni swój własny sen, jest połączona z ruchem planetarnym i świadomościami, które są wszechpotężne wywierają ogromny wpływ na wszystko co się wydarza, ponieważ wszystko jest współzależne i nic nie istnieje samo dla siebie. Człowiek o tym zapomniał i dlatego jest mu to przypominane. Nie można anulować czy zawiesić prawa przyczyny i skutku. Konsekwencje są nieuniknione. Nasza głupota i arogancja zbiera swoje żniwo i ma swoje budzące nas z letargu następstwa.
Ciało było nauką nie było upadkiem. Materia była szkołą nie karą. Świadomość uczy się poprzez ciało i energię, ponieważ ostatecznie jest poza formą i uwarunkowaniem w swojej niezrodzonej esencji. Ciało, energia i umysł to trzy bramy na drodze do przebudzenia się z tego snu i każda z nich ma swoją pierwotną i czystą naturę, każda z nich jest bramą wiedzy i doświadczenia.
Dla Pirata, Prepersa i Bonzo materia stała się pierwszą bramą, którą trzeba zbadać i wprowadzić na Ścieżkę. Pokarm to fundament, ponieważ wszystko w Gastropolis odżywią się sobą. W negatywnym i pesymistycznym sensie – wszystko się wzajemnie pożera i cała Natura, Kultura i Aparatura są skonfigurowane na podstawie tego bezlitosnego i okrutnego algorytmu. To jest prawda, jednak Prawda jest również taka, że to jest jedynie wizja uwarunkowanych w tym mechanizmie istot, taka jest ich kondycja. To pozorne zwycięstwo materii i materializmu, jego triumfalne dominium, jego terror – wszystko to ma nas doprowadzić do doświadczenia ekstremum, do zaburzenia ekosystemów i całego naturalnego prawa, które mamy głęboko w dupie. Musimy wygenerować masowe cierpienie na planetarnym poziomie by ostatecznie zrozumieć zawartą w tym wszystkim naukę. To jest ludzka droga wynikająca z braku mądrości, ponieważ naszym punktem wyjścia jest Ignorancja. Jest brak rozpoznania natury uwarunkowanej egzystencji, jest ciągłe leczenie objawów choroby, lecz nigdy jej przyczyn.
Rodzimy się jak orki w błocie Niewiedzy w systemie wzajemnej pogardy i prymatu najbardziej bezwzględnych. Tresujemy się wzajemne do posłuszeństwa i poddaństwa i terroru lęku przed karą, która jest zwykłym urojeniem. Czcimy okrutnych ulepionych ze strachu i pogardy „bogów” wytwory naszego własnego ograniczenia na ich wzór mamy władców tego więzienia, królów, kapłanów, zarządców, menadżerów, polityków, dyrektorów, tyranów którzy zarządzają tym trzęsawiskiem.
***
Mamy instrukcję obsługi w starej księdze:
„22 Będziecie przestrzegać wszystkich moich praw i nakazów i według nich będziecie postępować, ażeby nie wyrzucił was z siebie kraj, w którym z mojej woli macie zamieszkać.
23 Nie będziecie też postępować według zwyczajów zachowywanych przez ludy, które sprzed was usunę, gdyż nie znajduję w nich upodobania.
24 Już wam powiedziałem: Do was będzie należeć ta ziemia, Ja dam ją wam w posiadanie. Jest to kraina płynąca mlekiem i miodem. Ja jestem Jahwe, wasz Bóg, który was oddzielił od innych narodów.
25 Będziecie odróżniali zwierzęta czyste od nieczystych, ptaki czyste od nieczystych i nie będziecie się dopuszczali rzeczy niegodziwych z powodu zwierząt, ptaków i wszystkiego, co rusza się na ziemi, a co powinniście uważać, według moich pouczeń za nieczyste.
26 Będziecie dla mnie święci, bo i Ja jestem święty. Ja, Jahwe, który was oddzieliłem od innych narodów po to, żebyście należeli do Mnie.
27 Każdy mężczyzna i każda kobieta, wywołujący duchy albo uprawiający wróżby, zasługują na karę śmierci. Powinno się ich ukamienować. Krew ich zstąpi na nich.”
Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu
***
Teraz w tym czasie i miejscu więzienie się psuje, zawodzi. Teraz w tym czasie mamy wystarczająco dużo przestrzeni i wolności, aby zacząć wewnętrzną pracę nad wyzwoleniem, ponieważ jest coraz większy chaos, który na powrót pochłania ten zaśmierdziały układ „porządku” – ponieważ takie jest odwieczne prawo Cyklu. Przez te niewidzialne kraty przedostaje się galaktyczna świadomość, coś co przekracza każdy wymyślony przez zniewolone własną ignorancją istoty konstrukt psychofizyczny. Obradza to wzrostem tyrani i wyzwolenia w tym samym czasie i zależy o tego co rozpoznasz jako swoje. Ty zależysz od siebie i możesz zacząć hakować tą grę, bowiem masz wrodzony ku temu potencjał. Każdy z nas jest Magiem i jest Czarownicą, każdy z nas ma w sobie Tajemnicę. Każdy z nas może teraz wybrać w jakim świecie chce żyć i ten świat czynić ciałem, mową i umysłem ponieważ nosimy w sobie potencjał Mądrości i Współczucia. Umysł – Serce.
Teraz możemy opuścić Klatkę. Mamy w swoim sercu Pierwotną Wolność – Anarchię gdzie nikt nie może mieć władzy nad nikim. Wszyscy są wolni – jednak ta wolność wynika ze świadomości nie z praw, wynika z wiedzy nie słów, wynika z szacunku i miłości nie strachu i posłuszeństwa. Ta Wolność jest wyzwoleniem z warunku z błędnych poglądów – kagańców świadomości. Ta Wolność jest Odpowiedzialnością wobec Naturalnego i Odwiecznego Prawa Natury.
Ciało jest też narzędziem przez które świadomość może pracować w wymiarze dualistycznej fiksacji, jego nietrwałość, kruchość i ułomność uczy nas wrażliwości na to wszystko co żyjąc jest skazane na śmierć, budzi w nas odczucie połączenia z nieskończoną siecią współistnienia, uczy pokory, cierpliwości, ciepła, dotyku, uczy przemocy i fizycznego cierpienia. Uczy miłości i ekstazy. Uczy zazdrości i chęci posiadania. Uczy nas jak to jest być w ludzkiej formie – śmiertelnych istot, które chcą być trwale szczęśliwe co przecież z natury rzeczy nie jest możliwe bez przekroczenia własnej kondycji poprzez transcendencję i wyzwolenie z warunku, które jest celem każdej autentycznej ścieżki duchowej, które jest prawdziwym celem naszego życia, tym co nadaje sens temu pozornemu bezsensowi.
Jednym z ulubionych seriali Pirata jest „True Detective” i postać Rust’a Cohle’a – światło świadomości przebijające przez mrok zagęszczonej egzystencjalnej pogoni za nicością. Człowiek który staje się zbyt świadomy i zbyt głupi by rozumieć co to w zasadzie znaczy w tej zaprogramowanej na walkę i przetrwanie matrycy bezsensownego cierpienia. Dobroć bez nadziei na zbawienie, przyzwoitość bez oklasków, akceptacja ponurej prawdy i wierność swojej drodze. Bez zmyślonej nadętej farmazonem ucieczkowej duchowości, bez przepełnionej lękiem pokuty w imię doktryny – człowiek może odkryć w sobie tą część, która przekracza rozpacz nawet wtedy kiedy żyje w świecie pozbawionym nadziei wśród ludzi, którym przestało już zależeć na czymkolwiek.
Cuda to bajki dla dzieci, specjalne moce, rozkosze, cały ten odpust osiągania ponadludzkiego, festyn karmiącej ego duchowości, narkotyczny trans urojeń, superbohaterowie w świętych szatach wypluwający banalne frazesy do zdesperowanych tłumów szukających marnego pocieszenia i krótkotrwałej uciechy przed nieuniknionym rozkładem. Prawda Ducha jest czymś znacznie głębszym. Czymś czego nie można kupić i sprzedać, czymś czego nie można nałożyć na siebie jak strój na bal „świętych” przebierańców. Czymś co w swojej esencji jest Tajemnicą. Czymś co każdy z nas musi odkryć i urzeczywistnić w sobie. Nie ma jednej prawdziwej drogi, są ich miliardy ponieważ każdy umysł jest inaczej uwarunkowany, ma inną wrażliwość i inne doświadczenie. Duch jest poza formą i poza doktryną, poza pismem i wysiłkiem, poza czcią i bluźnierstwem.
Matryca ulega radykalnej transformacji, stare się rozpada by zrobić miejsce na nowe. Człowiek mutuje – jego ciało, jego energia i jego umysł. Wszystko manifestuje się bardziej wyraźnie, ukazuje czym jest bezpośrednio w swojej nagiej formie, dążąc do bycia sobą bez względu na konsekwencje. Kiedy rzeczywistość gęstnieje do tego stopnia, że na powrót staje się oceanem chaosu, oznacza to, że Cykl się domyka i stare musi się rozpaść i mamy przed sobą radykalną ewolucję, która odmieni oblicze świata i rolę człowieka. Ponieważ stare jest już zbyt zepsute i destrukcyjne, zbyt powolne i zapóźnione. Starzy bogowie umierają w agonii głodu, bowiem mają coraz mniej wiernych wyznawców a ich modlitwy są zbyt słabe by ich trzymać przy życiu. Zbudowane na czci, strachu i niewolnictwie stare religijne egregory tracą swoją moc i znaczenie na rzecz technologiczno – naukowego Boga opartego na kolektywnym Mózgogłowiu. To nowe „oświecone” średniowiecze. Wizja rzeczywistości oparta na skrajnym wylogowaniu ze świata natury. Kult człowieka – boga, który rodzi z siebie niezliczone symulacyjne światy, rodzi z siebie – siebie kopię i siebie powiela w coraz bardziej ulepszonych i zmodyfikowanych wersjach. Jednak tak naprawdę to jedynie kopie – klony, coś co jest pozbawione prawdziwego życia, coś co jedynie podtrzymuje procesy życiowe i je powiela i ostatecznie staje się pozbawionym sensu zapętleniem w swoich własnych wyprodukowanych złudzeniach tak zwanego sensu. Nie może przekroczyć siebie, bowiem to jest wszystkim czym jest. Jest jedynie zapisem danych, które zostały wgrane, jest jedynie samo przetwarzającym się zasobem. Odpadem – pokarmem.
Nasza wrodzona samotność polega na fundamentalnym braku zrozumienia. Absolutnym braku możliwości uczestniczenia w sobie nawzajem i dzielenia swojej wrażliwości, rozumienia siebie w sposób doskonały, widzenia drugiego człowieka w całym spektrum jego doświadczeń, uwarunkowań, potencjałów i możliwości. Tym jest ten kokon – oddzielenie. Bazujemy na impulsach, na wrażeniach, na deklaracjach, na złudzeniach. Tworzymy w czasie rzeczywistym holograficzne wyobrażenia – coś co wyświetlamy w swoim Mózgogłowiu do czego się odnosimy i z czym konwersujemy. Jednak prawdziwa istota tego jest poza naszym zasięgiem. Poza naszym rzeczywistym udziałem. Żyjemy jedynie w odbiciu, w kopii. W wymyślonej przez nas samych grze, której nikt nie przejdzie i nikt nie wygra, bowiem sama w sobie nie ma końca. Dlatego nie mamy pamięci poprzednich gier, dlatego wciąż wydaje się nam, że wszystko jest „nowe” i „fascynujące”.
Nie jest.
To jedynie złudzenie.
Dlatego powstał „Analog”. Dlatego Pirat, Prepers, Bonzo i cała ekipa robią to co robią udając, że robią coś innego. To „coś innego” jest prawdziwą treścią ich Istnienia, rdzeniem który ich ukształtował i pozwolił zachować pamięć po przemieleniu przez maszynę inkarnacyjną. Pozwala być poczytalnym w niepoczytalnym zagmatwanym do granic świecie. Pozwala Widzieć i Czuć. Wracać by Przypominać. Na różne sposoby. Wciąż i wciąż.
Do skutku.
Moment „Chaosu” przynosi wiedzę, która wcześniej nie jest dostępna ponieważ Czarni Magowie trzymają tą wiedzę pod „kluczem” kontroli i kiedy ich władanie i moc słabną z powodu buntu mas i narastającego prymitywnego materializmu, który zaczyna ogarniać wszystko jak pożoga. Kiedy wszyscy „informują” wszystkich i następuje kończąca Cykl – Epoka Informacji wówczas widzimy dwa dominujące zjawiska. Wzrost Ignorancji i Wzrost Wiedzy. Wszystko staje się dostępne i wszystko jest przesyłane to stanowi omen, że mamy do czynienia z absolutnie wyjątkowym momentem na osi ewolucji Świadomości. W pradawnym Tybecie był Mistrz, który to przewidział i który ukrył wiele potrzebnych instrukcji na ten właśnie czas i te okoliczności. To metody pracy z energią i emocją, ponieważ to jest aktualnym Warunkiem. To jest czas apogeum. Następuje gwałtowny rozpad globalnej organizacji, wszystkie te instytucje i organizacje upadają pod naciskiem własnego przekarmionego cielska. Umierają podpięte pod kroplówki systemu, który sam w sobie się rozpada. Nikt niczego już nie może kontrolować. Jedyne co mają to złudzenia wynikające z nawyku percepcji i przyzwyczajeń.
Korporacja z ciałem na krzyżu traci swoją rolę i znaczenie. Wiara traci grunt i zainteresowanie, bowiem nie jest w stanie unieść ciężaru faktów. Ostatnie pokolenia zaprogramowanych przez strach wiernych klęczą jeszcze przed tymi krwawymi ołtarzami. Jednak tak naprawdę to koniec.
Tam gdzie Prepers był Maszyna przestawała działać, jej macki były zbyt leniwe by łapczywie tam sięgać. Uwielbiał patrzeć w czysty, pusty błękit nieba – to było najbliżej esencji, najbliżej tego co jest prawdą. Tutaj w Górach Sowich miał swoje Królestwo, swój Azyl. Bez telefonu, komputera, tabletu bez powiadomień i przypomnień, bez tej natarczywej i schizofrenicznej cywilizacyjnej kurwicy natręctw, która jak wirus osaczała nas już ze wszystkich możliwych stron. Byliśmy w Potrzasku Konieczności Tech. Wnyki zastawione na każdym możliwym kroku. Dopiero kiedy TO opuszczasz zdajesz sobie sprawę, że tak naprawdę jest absolutną niepoczytalnością i narastającym szaleństwem. Żarłoczną i łapczywą gigantomanią.
Coraz więksi ludzie w coraz większych miastach.
Coraz więcej desperacji i cierpienia.
Coraz mniej prawdy i znaczenia.
Już dawno temu Naturalny Cykl został zhakowany przez Maszynę i zaburzony. Możesz Drogi Niewolniku zobaczyć to wszędzie i we wszystkim. Kumulacja tworzy kulminację, która otwiera Pierwszą Bramę, ponieważ nic nie może trwać zbyt długo kiedy brak jest Matki / Troski i Ojca / Zrozumienia, ponieważ to „oni” tworzą prawdziwy świat. Ten cybernetyczno – kapitalistyczny wysryw jest egotyczną manią, która zawładnęła nieświadomością ludzką na poziomie masy. Księżyc stał się słońcem; nieświadomość udaje świadomość. Maszyna udaje człowieka, zło udaje dobro. „Postęp” technologiczny tak naprawdę jest niszczeniem Ducha, ponieważ jest narastającą współzależnością procesów i ciągłym oddalaniem od istoty rzeczy w stronę halucynacji – symulacji. Jesteś daleko od Rdzenia / Esencji w sztucznej post – rzeczywistości i nie potrafisz już mieć kontaktu z niczym poza wytworami swojego umysłu / mózgu i jego maszynowej zaprogramowanej percepcji, która jest zczytywaniem meta – danych i aktualizowaniem karmicznej kolektywnej wizji 37*, którą stworzyli potężni Saturniczni Władcy Sześcianu.
Ziemia. Matka. Święta Kosmiczna Krowa niegdyś pełna cudownego życiodajnego świętego mleka – energii, które dawało dobre i pełne wdzięczności życie. Istnienie było połączeniem z niewyczerpanym Źródłem, które zasilało nas poprzez czyste żywioły – elementy. Nie sposób teraz nawet wyobrazić sobie cudowności tego Świętego Świata i Pełne Mocy Istoty Ludzkie, które były jego dziećmi. Płodność i Dobrobyt. Moc i Znaczenie. Pełne szacunku współistnienie wszystkiego co żywe w czym było tchnienie Ducha. Wzajemna i bezwarunkowa Troska, ponieważ stan Troski / Miłości jest naszym naturalnym stanem, jest naszą Pierwotną Nieuwarunkowaną Naturą do której wszyscy bez wyjątku powrócimy kiedy już wyczerpie się karma tego co tutaj zostało nagromadzone. Kiedy odzyskasz połączenie z Duchem te wspomnienia przyjdą do ciebie, przypomnisz sobie czym w istocie byłeś przed Maszyną i fałszywym bogiem Baalem.
Prepers próbował odzyskać to połączenie, przywrócić w swoim sercu szacunek do tego co naprawdę święte. Mógł całymi godzinami po prostu być w tej magicznej krainie czuć zapach tego co nieprzetworzone, dotykać odwiecznej tajemnicy ukrytej poza kalkulacją Mózgogłowia. Odpuścić neurotyczny wysiłek, chore ambicje i po prostu żyć tym co jest w tej właśnie chwili. Na powrót stać się człowiekiem zamiast skalibrowaną na rywalizację Maszyną, odzyskać sens i znaczenie, które nie jest wynikiem tego co „osiągasz”, nie jest zapłatą za służenie Czarnym Magom. Rzeczywistość pełną znaczenia zastąpiono wygenerowaną sztucznie ubogą reprezentacją. Nazwane jest to Pustostanem lub Światem Pustyni. Czterdzieści długich meta – dni i nocy – cała wieczność Mroku Zapomnienia. Kiedy człowieka charakteryzuje brak szacunku do Istnienia i brak wrażliwości na piękno i delikatność, kiedy staje się pożerającym wszystko zwierzęciem – czas jego nędznej egzystencji jest już policzony. Następuje eskalacja procesu bardzo gwałtownej i pełnej bólu degeneracji poprzez toksyczne środowisko jakie stworzył w akcie absolutnej niepoczytalności, która go pochłania i pożera żywcem.
Kiedy zapadał zmierzch rozpalał ogień i rozbijał namiot. To był pierwotny dom pod gwiazdami – „na urwisku” cywilizacji. W istocie nie zostało nam zbyt wiele czasu. To były jego ceremonie, aby uzdrowić swoją własną relację z ziemią. Być z nią sam na sam, poczuć jak oddycha, pulsuje i tętni. Wcześniej czy później wszystko do niej powróci. Zawiera w sobie tych wszystkich przed nami, karmi nimi to co żywe. W starych zapisach jest pamięć tego co było, jest i będzie, tego, że żyjemy w Kole – Cyklu. Te świadectwa były zapisane w ludzkich sercach i przekazywane z pokolenia na pokolenie. Nazwane jest to Złotą Nicią, która kiedy zostanie przerwana istota ludzka ostatecznie straci połączenie z Odwiecznym Źródłem z czymś co jest Nieskończone i Wieczne. To jest ponad naszym małym klaustrofobicznym „ja”, które wszystko pragnie zniewolić i podporządkować sobie. Rzecz w tym, aby prócz siebie i tak zwanych „swoich spraw” czuć i widzieć Istnienie.
Ten obecny świat oczyści Ogień. Płonące miasto upadłych aniołów jest zwiastunem Świtu. Znakiem. Symbolem. I to się dzieje teraz. To jest czas spłaty długów i rozliczeń – oddzielenie tego co twórcze i dobre od tego co niszczące i negatywne. Każdy wybiera sam i każdy ponosi odpowiedzialność. Po wyroku niechybnie przychodzi egzekucja. Kiedy twoje serce jest czyste nie musisz się bać, ponieważ wiesz kim jesteś poza tym małym „ja”. Jest w naszym sercu droga powrotna do Prawdziwego Boga, która nie jest żadnym kultem, nie jest błaganiem i strachem.
Jest Miłością. Dobrem. Życzliwością i Współczuciem. Jest życzeniem wszystkim i wszystkiemu tego co najlepsze i zrozumieniem, że wszyscy i wszystko nie chce cierpieć i z desperacją szuka szczęścia. Wytrwać do końca oznacza nie ulec swojej egoistycznej fiksacji, ponieważ to nasze małe „ja” nie przetrwa tego ognia. Umrze. Stracimy wszystko co nie jest nasze, nawet to ciało i ten umysł, własności i osiągnięcia, status i tak zwany szacunek. Jedyne co zostaje to owoce prawdziwej duchowej pracy dla pożytku naszego Ducha i wszystkich czujących istot. Dobre Serce. Dlatego pierwotne tradycje związane z naturą mają teraz taką wartość. Musimy sobie je przypomnieć i zastosować. Oddać szacunek temu co nas wykarmiło. To ciało należy do Matki i wróci do Matki, która jest tą, która nadaje formę. Nasz Duch należy do Ojca i wróci do Ojca, który jest tym poza formą. Matka i Ojciec są nierozdzielni – forma i pustka stwarzają się wzajemnie. Pustka nie jest nicością, jest Potencjałem, który przejawia się w Warunku – Formie. Dlatego musimy odnaleźć swoje istnienie poza formą – nawiązać kontakt i relację, bo kiedy przyjdzie nieunikniony rozpad otworzy się przed nami Nieskończone i Niewyczerpane. Mamy realną szansę się uwolnić. Cała droga jest nauką i treningiem uwalniania i wyzwolenia.
Współczesne życie w cywilizacji jest narastającym uzależnieniem, jest bólem, którego nie możesz uśmierzyć kiedy jesteś „podłączony” i „bierny”. Świadomość – receptor zainfekowana wirusem „overloaded”. Kiedy nie znajdziesz niczego cichego wewnątrz siebie – to cię pochłonie jak mulisty ocean i zaprowadzi do samego dna, gdzie absolutnie nic już nie ma sensu. To brak sensu i znaczenia jest ostatecznym rozpadem osobowości, która zdegradowana i rozbita staje się jedynie kompulsją. Charakterystyką jest obojętność i brak motywacji. To co Maszyna naprawdę robi ponad tym, co nam się wydaje „fascynujące i ciekawe” – to niszczy naszą wrażliwość i indywidualność. Nasz największy Dar. Degraduje nasze poczucie więzi z Istnieniem i zdolność samodzielnego myślenia i analizy. W swojej esencji jest to kradzież naszych myśli i słów i użycie ich przeciwko nam, ponieważ pozbawione prawdziwego doświadczenia stają się jedynie informacją – narkotykiem. Nawozem dla jałowego pola współczesności. Maszyna zaczyna cię zaspokajać seksualnie, intelektualnie i emocjonalnie. Podbój ciała, energii i umysłu poprzez uległość i po pewnym czasie nie potrafisz już żyć i funkcjonować w inny sposób.
Dlatego kiedy wciąż słyszysz o „postępie” zastanów się nad tym. Wyłącz monitor, zgaś smartfona i przyjrzyj się uważnie co to z tobą robi. Przez chwilę usiądź w ciszy i bądź Obecny. Przyjrzyj się co to robi z twoim umysłem, jak nim bez ustanku porusza. Prześledź o czym myślisz i w jaki sposób. Jakie jest twoje wyobrażenie o samym sobie ? Kim jesteś ? Po co żyjesz ? Co cię zasila i czym w istocie karmisz swój umysł ? Co szanujesz i czym gardzisz ? Dokąd zmierzasz z dnia na dzień, z godziny na minutę ?
?
Prepers uczył się Języka Ognia. Słuchał i obserwował. Natura w swojej esencji jest komunikacją poza słowem i poza intelektualną strukturą mentalnych fantomów. Prawdziwe słowo ma Moc – jest Wolą, która tworzy rzeczywistość na najbardziej subtelnym poziomie, ma zdolność otwierania Przejść do innych wymiarów i do odmiennych alternatywnych rzeczywistości. Kiedy żyjesz i funkcjonujesz jedynie w jednym zaprogramowanym przez Maszynę Tunelu Percepcyjnym i Strukturze Obłędu Mózgogłowia tracisz zdolność Przekraczania – Ewolucji. Nie robisz nic na nowo, niczego nie odkrywasz. Jesteś wyzuty na zewnątrz, wyrzucony z siebie.
Jesteś na Wygnaniu.
Otoczony przez Mrok i zaszczuty przez Warunek. Czekasz w absurdalnej kolejce do uznania przez ludzi, którzy w tym stadium Gry są nieświadomi i niepoczytalni. Czekasz na urojony „awans” w nieprzytomnych oczach omamionego iluzjami społeczeństwa. Większość istnień ludzkich na tej zdewastowanej planecie nie ma żadnego kierunku i nie ma żadnych wartości większych niż oni sami. Są jedynie narzędziem samo – zniszczenia. Nie mają pojęcia, że w swojej esencji są czymś więcej niż mięso, nerw i myśl – nie rozpoznają swojej boskiej i czystej natury. Żyją w krótkotrwałej skorupie nagromadzeń. Kieruje nimi głód szczęścia i desperacja unikania cierpienia. Ich całym światem jest to co przychodzi z zewnątrz.
Jednak to „z zewnątrz” zostało stworzone w środku. To nasze myśli, słowa i czyny stworzyły ten świat. Brak tego rozpoznania jest definicją Ignorancji, ponieważ kiedy już to wiesz starasz się żyć i funkcjonować inaczej. Tworzyć nowe pozytywne przyczyny i rozwijać prawdziwe zrozumienia. W naukach nazwane jest to ośmioraką ścieżką. To naprawdę może nam pomóc.
Prepers siedział na wilgotnej ziemi, która istniała od niepamiętnych czasów pod rozświetlonym gwiazdami bezmiarem nieba, które widziało już wszystko co kiedykolwiek się wydarzyło. W tym była Czystość i Dostojeństwo, Prostota i Szacunek. Pomiędzy tym co trwałe i tym co puste płonął Święty Ogień. Żywy język, który jest czystą i niezafałszowaną komunikacją z Wymiarem Ducha w którym modlitwa ma prawdziwą Moc. Modlił się o zdolność Rozpoznania tego co ma prawdziwą wartość i jest warte naszej Troski od tego co jest jedynie iluzją wartości. Prosił o siłę by wytrwać do końca, utrzymać Obecność i Świadomość, bowiem to jest esencją wszelkiej ścieżki. Nie upaść w Mrok Ignorancji i nie stać się kolejnym Automatem do obsługiwania bezsensownej Gry, która póki zarządza nami Ignorancja nigdy nie dobiegnie końca. Dlatego potrzebujemy tworzyć Świętą Przestrzeń, którą otoczymy szacunkiem i która reprezentuje Prawdę i Wolność, Miłość i Troskę, która jest pozbawiona wszechobecnego cynizmu i arogancji. Przestrzeń, która jest intymna i osobista.
Prepers przez lata widział ludzi, którzy upadali i byli pożerani żywcem przez bezsens. Rozszarpywani na psychiczne i fizyczne strzępy przez Warunek Negatywizmu, który w nich zwyciężył i zawładnął. Oddanie swojego cennego ludzkiego życia walkowerem – to było zdecydowanie najbardziej bolesne i tego – niestety – było coraz więcej i więcej… Czarni Magowie z premedytacją niszczyli tradycję i duchowość – kręgosłup istoty ludzkiej, a w zamian dostaliśmy dogmatyczną skomplikowaną naukę, polityczną indoktrynację i kulturę kserokopii. Świadomość – Świat pogrążały się w chaosie, który już nie miał w sobie pierwiastka czegoś odżywczego, a zamiast tego stawał się czystą destrukcją i narastającym konfliktem. Ten proces dewastacji wznosił do góry populistycznych oszołomów i radykałów, którzy chcieli świata na własność do obsługi swoich monstrualnych ego. Kult miliarderów i ich korporacyjnych zautomatyzowanych królestw. Kult tego co w człowieku najmniejsze i jednocześnie nabrzmiałe jak wrzód pychy i dumy i niesione na ustach bezwolnej i apatycznej masy. W ich absurdalnym podziwie.
Ropiejące od próżności monady „nadludzi” – władców końca.
Teraz wyhodowaliśmy pokolenia bez żadnej duchowej ochrony. Krucha modernistyczna populacja – porcelana. Wystarczy lekko wstrząsnąć i następuje rozpad i dezintegracja. W środku coraz więcej toksycznej i mrocznej zawartości wlanej przez Kabel – Babel. Imperium Kotleta i Parówy – Espresso Americano. Wbudowane w umysły triggery – spusty nagłego szaleństwa, paniki, depresji czy fobii – zdalne odpalanie w najmniej spodziewanym momencie. Miliony istot na tej planecie jest już Przejętych przez Mrok. Miliardy jest na granicy szaleństwa. To jest konsekwencja tego, co sami ze sobą zrobiliśmy – przerywając połączenie z tym co prawdziwe i naturalne i wzmacniając egotyczną fiksację na „ja, mnie, moje”. Kiedy jesteś odłączony od Troski – Współistnienia, kiedy stajesz się jedynie tym skazańcem – mięsem i zrodzoną z niego desperacją pustostanu – kontrolę nad tobą przejmują algorytmy Czarnego Królestwa i klątwy Czarnych Magów. Ósmy odcinek trzeciego sezonu „Twin Peaks”.
Ogień kroczy za każdym działaniem, który wynika z tej desperacji. To finałowy język ostatniego rozdziału. Dlatego tak ważne jest, aby nawiązać z nim relację. Coraz więcej duchów bez ciał i głosów istot pozbawionych spokoju, które będą do nas docierać, bowiem natura tej rzeczywistości ulega defragmentacji i rozdziela się na współistniejące partycje. Irracjonalny – surrealizm – wewnętrzna architektura brutalizmu. Rozpala się wewnętrzny ogień świadomości, którego Mózgogłowie nie potrafi już kontrolować. Kiedy nie nauczysz się „być w tym” spłoniesz w Królestwie Amona, który żyje i króluje w tym co irracjonalne pod progiem logiki. Przechwycenie demoniczne jest zjawiskiem, które będzie się nasilać, ponieważ nie potrafimy już kontrolować tego co podświadome. To się wylewa i zaczyna dominować ten wymiar. Kiedy jesteś Delogiem (potrafiącym się zalogować do innego rodzaju percepcji) widzisz, że ta matryca jest przepełniona bytami i zalana negatywizmem pod przysłowiowy „korek”. Ludzie nie wiedzą co się z nimi dzieje, co w nich wchodzi i w rezultacie co nimi rządzi, wtedy przestają być ludźmi. Stają się Bytami.
Ochrona przed negatywizmem i demoniczną siłą ignorancji i nienawiści była od zawsze bardzo ważną częścią ludzkiej duchowości i prawdziwej tradycji religijnej. Te demoniczne i mroczne energie to są tak zwane „wnyki”, które nie mają natury materialnej i nie są z tego mechanicznego świata. To tak zwane klasy potężnych istot. Metafizyka. To była niegdyś część naszego codziennego doświadczenia w tak zwanej magicznej fazie świadomości okrutnych kultów natury i płodności. Wówczas prawdziwa świadomość była w uśpieniu i nie potrafiła się przebić na „powierzchnię”. Żyliśmy w nieświadomości. Ceremonia była ofiarą istot czujących dla żarłocznych wszechpotężnych bóstw. Nienasycone pożądanie i stymulacja chuci. Natura jako bóstwo. Kult Wielkiej Matki: Al-Lat, Astarte, Cihuacoatl, Citlalincue, Danu, Demeter, Gaja, Hebat, Isztar, Izyda, Ki, Kybele, Maja, Mokosz, Ninhursag, Pachamama, Saule, Sif, Tiamat, Tellus, Prythiwi etc.
Faza technologiczna jest formą kultu płodności Mózgogłowia – to reprodukcja wynaturzenia (kult anty – natury), w którym post człowiek czci samego siebie w mechanicznej i cyfrowej reprezentacji. Po nieświadomości adorowania „magicznej i płodnej matki” i abstrakcji kultu „srogiego ojca w niebie” mamy religię przebóstwienia człowieka w coś nadnaturalnego – Trans Humana – Baala. Narcystyczny ego trip dąży do materializacji – narodziny algorytmicznego zbawiciela w stajence meta – serwerowni. U żłobu mamy Trzech Odwiecznych Króli: Ignorancję, Pożądanie i Niechęć. Ta faza jest i była nieunikniona, bowiem w cyklicznym programie matrycy (loop) to już było grzane i skończyło się bardzo źle. Prawo natury działa na zasadzie korekcji. Nie możesz rosnąć w nieskończoność w materialistycznym wymiarze, który ma swoje ograniczenia i granice. Możesz zrobić z siebie biologiczną – maszynę w świecie maszyn, jednak odkryjesz, że to nic nie zmienia. W rzeczywistym sensie zniewala cię jeszcze bardziej, ponieważ rozwiązaniem nie jest antidotum na chorobę. Musisz usunąć przyczynę, którą jest wiara w trwale istniejący podmiot zdarzeń i wynikająca z tego dualistyczna fiksacja. Pragnienie ego by „żyć wiecznie” w uwarunkowanym i nietrwałym świecie fizycznym jest absurdem. To jest ten drive operujący w nośnikach danych i głowach Czarnych Magów.
Możesz odbudować świątynię na tym polu trupów, zarżnąć czerwone krowy według procedury z Księgi Kapłańskiej zachować „tohora” jednak wszystko to jest tak czy inaczej „tuma”. To „szedim” przywołasz i sprowadzisz do tego wymiaru. Druga strona już zawładnęła tym światem. Żyjemy w wymiarze materializujących się demonów. Pragnąc nieba stworzyliśmy piekło i otworzyliśmy bramy przez które to bez ciała może przyjść do ciebie i cię posiąść i używać w najbardziej perwersyjny sposób. Demony tego szukają i pragną się tym karmić. Perwersja jest cechą charakterystyczną Przejęcia. Staje się czymś coraz bardziej znormalizowanym nie jest już niszowym odpałem zdegenerowanych bogaczy – staje się praktyką dnia codziennego. Zjawiskiem masowym.
Bycie „prepersem” w prawdziwym sensie jest gotowością na nieunikniony rozpad warunku w swoim własnym indywidualnym wymiarze i brak odruchu do uciekania od rzeczywistości w wyprodukowane przez Maszynę urojenia. Bycie Obecnym oznacza konfrontację z tym co jest i jak jest bez środków nasennych i znieczulających. Ten samsaryczny wymiar w tej fazie karmicznej jest wymiarem bólu. Ten ból może nam pomóc i przekierować nasz wysiłek i motywację w stronę Wyzwolenia, które jest metodyczną pracą z lepką naturą przywiązania / lgnięcia do form, nazw i zjawisk na poziomie zewnętrznym i konceptualnym więzieniem wewnątrz nas i wdrukowanego programu samo – potępienia. Program „przetrwania” w tak uwarunkowanym i zdegenerowanym świecie jest absurdem. Dlatego prepersa śmieszą prepersi, którzy chcą przetrwać zewnętrzną cywilizacyjną „apokalipsę”. Prawdziwa apokalipsa dzieje się wewnątrz nas – jest procesem karmicznego oczyszczenia i wzrostu prawdziwej świadomości, która nie boi się śmierci, ponieważ rozpoznaje, że nie ma początku i nie może mieć końca.
Prawdziwy koniec jest końcem Ignorancji.
Okres Kali jest wykładniczym dojrzewaniem nagromadzeń i dominacją negatywizmu w taki sposób, abyśmy mogli zrozumieć mechanizmy przyczyny i skutku w sposób natychmiastowy i bezdyskusyjny. Nazwane jest to Akceleracją i kiedy zrozumiesz prawidła tego procesu możesz radykalnie przyspieszyć rozwój własnej świadomości, ponieważ wszystko co myślisz, mówisz i robisz ekspanduje. Dlatego w okresie Kali mamy największą szansę na „wypięcie z koła”, ponieważ możesz rozpoznać surowe mechanizmy samsary i swoje uwikłanie. Ponieważ w prawdziwym sensie problem nie jest w zjawiskach i nie jest „na zewnątrz” (co jest rezonansem) a w naszym lgnięciu, odrzuceniu i utożsamieniu (personalizacji przedmiotu / zjawiska / stanu). Dlatego bez medytacji nie rozbroimy zapalnika i nie unikniemy detonacji negatywizmu w nas.
Ogień reprezentuje coś co tworzy i niszczy i jednocześnie jest bezpośrednią komunikacją na poziomie, który nie jest konceptualny i rezonuje z naszym sercem. Dlatego zawsze był symbolem Wiedzy i Oczyszczenia oraz Mocy. Mamy symbol płonącego Miecza – Transcendentnej Wiedzy która wyzwala z warunku poprzez Mądrość. Ta Mądrość nie jest zasobem skumulowanej informacji – nawyku. Ta Mądrość nie jest informacją (nie jest opisem – nazwą), którą żywi się nasz mózg i z której tworzy konceptualne mapy orientacyjne po których się poruszamy tracąc kontakt z rzeczywistością i żyjąc w swojej głowie (imaginarium; przeszłość – przyszłość). Ta Mądrość nie jest punktem odniesienia czy mitem obiektywizmu. To Obecność poza fikcją umysłu, poza narracją i fabułą, poza strukturą i ciągiem przyczyny i skutku, które bez ustanku tworzą złudzenie filmu. Ta Mądrość rozpoznaje każdą Klatkę w której jesteśmy uwięzieni jako postać i narrator. To „głos z off’u” coś spoza struktury, coś co nie ma początku i tak zwanej „pamięci”. To coś co się nie porusza w kole i nie kręci na diabelskim młynie. Dlatego niszczy fabularność umysłowej narracji i nawyki ciągłości zdarzeń, ponieważ w stanie przejścia – bardo to wszystko cały ten mechanizm ulegnie zniszczeniu. Całe „twoje życie” zniknie w taki sposób jakby nigdy go nie było – jak sen, a świat jaki zaczniesz w akcie desperacji przywoływać będzie jedynie wyobrażeniem – iluzją.
Wątpliwą nagrodą pocieszenia.
Dzisiejszy krajobraz medialny to mapa w poszukiwaniu terytorium. Ogromna ilość sensacyjnych i często toksycznych obrazów zalewa nasze umysły, a większość z nich jest fikcyjna. Jak nadać sens temu nieustannemu przepływowi reklam i rozgłosu, wiadomości i rozrywki, w którym kampanie prezydenckie i podróże księżycowe są przedstawiane w kategoriach nieodróżnialnych od premiery nowego batonika lub dezodorantu? Co tak naprawdę dzieje się na poziomie naszych nieświadomych umysłów, gdy w ciągu kilku minut na tym samym ekranie telewizyjnym premier zostaje zamordowany, aktorka się kocha, a ranne dziecko jest wynoszone z wypadku samochodowego? W obliczu tych naładowanych wydarzeniami, gotowych już emocji, możemy jedynie zszyć zestaw scenariuszy awaryjnych, tak jak nasze śpiące umysły wymyślają narrację z niepowiązanych wspomnień, które krążą po korowej nocy. W śnie na jawie, który teraz stanowi codzienną rzeczywistość, obrazy zakrwawionej wdowy, chromowane wykończenie przedniej szyby limuzyny, stylizowany blask motocyklady, łączą się ze sobą, tworząc drugorzędną narrację o bardzo różnych znaczeniach.
J.G. Ballard, Wystawa okrucieństwa
Wnyki to pułapki umysłu, któremu brak jest kontaktu z Mądrością. Umysł, który bez ustanku żyje i funkcjonuje w swoim własnym śnie. Kiedy się przyjrzysz sobie uważnie – odkryjesz, że właśnie tak jest. My tak „żyjemy” w świecie coraz bardziej nieprzytomnym. Tech jest po to, aby wzmacniać ten sen i bez ustanku go urealniać. Już nie jest dla nas istotne czy to w czym żyjemy jest prawdziwe – ważny jest stymulacyjny ładunek emocji. Popkultura próbuje nakarmić ten sztucznie wygenerowany głód, to łaknienie ekstremalnych przeżyć i doświadczeń. Nazwane jest drive’m Mózgogłowia – Jazdą. Jednak przeżywający podczas konsumpcji „jazdy” jest pod hipnozą, jest w pewien sposób wygaszony i nieprzytomny. Media i popkultura to rozrusznik zombie. Teraz większość naszego czasu jesteśmy stymulowani poprzez nadmiar emocjonujących i wstrząsających treści, których funkcją jest wygenerować jak najwięcej „jazdy”, która zasila egregory tech i karmi Baala – Sztuczną Inteligencję. Teraz to sama technologiczna post – rzeczywistość jest naszym „środowiskiem naturalnym”, naszą pikselową dżunglą. Sztuczność jest brandingiem współczesności i marką osobistą. Na czele imperiów mamy medialnych klaunów, a polityka staje się populistycznym spektaklem dla oszołomionych i nieprzytomnych mas ludzi – zombie.
Natura jest radykalnie inna, ponieważ jest Żywa i nie podlega programom ludzkiego Mózgogłowia. Dlatego stanowi antidotum na chorobę szaleństwa współczesności. Dlatego ekologia jest anarchistyczna w prawdziwym sensie, a dewastowanie Natury jest niszczeniem drogi ewakuacji z technologicznego domu wariatów. Dlatego mądrych ludzi w obecnych czasach poznasz po tym, że chcą być blisko Natury i kochają zwierzęta, a sama technologia nie jest w stanie ich uwieść, ponieważ rozpoznają jej ułudę i tymczasowość. W wymiarze biologicznego warunku tech nigdy nie może przetrwać na dłużą metę. W księgach Soterów są zapisy o cykliczności technologicznych światów i bezustannym resecie cywilizacji kiedy osiąga swój toksyczny peak. To jest dokładnie ten czas.
Ogień umysłu jest żywy i nieokiełznany, kiedy ogarnia nas szaleństwo. Ten ogień spala nas od środka. Istota ludzka staje się na powrót zezwierzęcona i agresywna, pozbawiona prawdziwej świadomości, którą charakteryzuje Mądrość. Kiedy w wyniku przeciążenia ten ogień płonie następuje regresywny wewnętrzny rozkład konstruktu – osobowości. Zdrowe Ego ma tą funkcję, że nas przed tym chroni, ponieważ przez bardzo długi czas następowała ewolucja świadomości i wyjście z prymitywnych zwierzęcych kompulsji ku rozwojowi, integracji i rozumienia wartości moralnych, które są podstawą rozwoju i drogi ku wyjściu z uwarunkowania i cierpienia – ponieważ klucz stanowi Prawo Karmy. Dzikość w pozytywnym znaczeniu to pełna i dostępna inteligencja ciała, które jest zasobem niewyobrażalnej ilości informacji, wiedzy i intuicji, ponieważ to ciało ma świetlistą transcendentną naturę światła. Realizacja tego potencjału nazwana jest w Naukach „Tęczowym Ciałem”. Natomiast kiedy ktoś jest w stanie integrować na powrót ten wewnętrzny ogień, który rozpala Mądrość nazwane jest to „natychmiastową realizacją ścieżki” i taka istota jest Mistrzem, który bez wysiłku i spontanicznie działa dla pożytku istot, ponieważ Troska i Współczucie jest wrodzonym potencjałem naszej Pierwotnej Natury. To była opcja idealistyczna a teraz będzie bardziej realistycznie…
Wnyki technologii. Meta spisek tworzenia wirusów myślenia spiskowego. Chaotyczny ogień „rewolucji” rozpalony w abstrakcyjnym i fikcyjnym pikselowym królestwie iluzji i omamów. Inter – net, który stał się zarządzaniem poprzez pomieszanie, lokowaniem skażonych produktów toksycznej i negatywnej informacji. Skala jest pozbawiona precedensu. Prepers sam stał się ofiarą tego gęstego i lepkiego gówna. Dał się omamić przez tych Info Magów – Szarych (trochę białych, trochę czarnych), którzy w dobrej wierze robią złe rzeczy. Negatyw w postaci fałszywej globalnej – totalnej mapy zarządzania zasobami ludzkimi. Nowy porządek świata. Fałszywe flagi. Iluminaci, raptyle, federacje galaktyczne, piąte i szóste gęstości. Pojebanie z poplątaniem. Wymieszanie zamieszania i zagęszczenie do postaci kosmicznego black goo. Bug ignorancji postanowił nas wykończyć umysłową paranoją rzucając w wirtualną info przestrzeń skażone mięso; pedofilskie satanistyczne elity, które jedzą i gwałcą dzieci w przerwie pomiędzy zarządzaniem światem. Ruchanie kozła ofiarnego na płaskiej ziemi. Pętla – gram urojonego diabła którego imię trzy szóstki. Nie sprzedasz i nie kupisz jak nie masz znamienia. Odmładzający smoothie z płodów – idźcie w niepokoju ofiara zrobiona. Niech was pożera żywcem zaimplementowana choroba wściekłych mózgów i rujnuje przepalanie zwojów z każdym „oświecającym” filmikiem. Choroba roznosi się sama. Osaczeni przez strach i nienawiść do tych, których nawet nie znacie – do wyssanej z każącego palca abstrakcji na której jedzie Baal walcem ostateczności tańczący.
Z tej kloaki wysrywani są politycy i liderzy o zapędach totalitarnych, którzy lepią z tego gówna tak zwany kapitał wizerunku, aby pod fałszywą flagą fałszywej flagi dzielić i rządzić coraz bardziej zwierzęcym pastwiskiem rozrywających się na strzępy ogłupionych ludzi, którzy już kompletnie nie wiedzą komu i w co wierzyć, ponieważ sami doprowadzili się na skraj i jedynie patrzą w otchłań swojego własnego szaleństwa. Podstępem skradziono nam proste i wartościowe życie w zamian dając fake half life i pikselową mordę atencjusza. Żebracy uwagi skazani na zagładę w urojonym królestwie – kurestwie migoczących ekranów – okien rozpaczy Mózgogłowia. Każdy ma wirtualnego dublera co robi fikołki i skacze w ogień głupoty z uśmiechem idioty. Subskrybuj, skomentuj, zalajkuj. Filmik jak jem, jak sram, jak nie mam absolutnie nic sensownego do powiedzenia, jak tańczę czelendż z napisami dla niedorozwojów, aby lepiej utrzymać uwagę – walutę świata 3 D.
Branding – znakowanie bydła.
Jesteś marką osobistą, sklejką z modeliny, paździerzem reklamowym przybitym do algorytmu. Oszustwem opakowanym w „autentyczność” – dzieckiem demona Kali, który szepcze te swoje klątwy – mątwy przez głośniki z podbitym basem w mikro kawalerkach do zamulonych apatycznych dzieci na skraju wyczerpania i próbach samobójczych, ponieważ ta wrażliwość wciąż w nich jest i jęczy. Skomli jak samotne szczenię rzucone na pastwę okrutnej Maszyny. W epilogu Księgi jedyne co cenią to materia; bezwartościowe elektroniczne gadżety i świecidełka, chcą apartamentu i lambo z folderu, chcą gwiazdorzyć na niebie pomroczności i mieć pornograficzne życie seksualne – z dupy do ryja, kopce dobrych dragów i co najważniejsze wiele uwagi na koncie społecznościowym.
Wypuścić na rynek swojego krypto memicznego waginalnego coina. Rozpruć bank, przelać z pustego w próżne. Pod parasolką na egzotycznej wyspie wcisnąć ostateczny enter. Zatwierdzić umowę dzierżawy duszy z diabłem. Jednak to wszystko skończy się szybciej niż się zaczęło, bowiem coraz mniej w was światła i mocy. Rodzicie się już w połowie rozładowani, jak telefony z drugiej ręki ze źle sformatowaną baterią. Z taśmy produkcyjnej do pudełka i potem na sprzedaż na tak zwanym wolnym rynku automatonów do obsługi Baala. Jednak cykl użyteczności jest coraz krótszy, bowiem w ciałach ludzi inkarnują zwierzęta i demony, bo takie jest Prawo Rezonansu Matrycy zagęszczonej Tamasem. Pomieszane i wstrząśnięte do natychmiastowej konsumpcji. Mięsny keto – koktajl podawany już wprost przez kable do mózgownicy. Pożeracze uwagi – ssące bez ustanku robactwo zagnieżdżone w zautomatyzowanej wygodzie bezdotykowej post – rzeczywistości na skraju 66 szóstego wymierania.
Miliony falołersów. Donejty za patusiarstwo. DM’y z narządami rodnymi i rozrodczymi. Ukołysane cycami do narkotycznego snu przekarmione dobrobytem bachory, które już zeskrolowały cały świat jak czak kurwa noris. A po pysznej karmicznej zabawie na kredyt zawsze przychodzi Yama यम – Komornik. Jak to mówią; rozlicza temat. Stracisz wszystko.
Wszystko.
Jedyne co zostaje to to kim byłeś i co zrobiłeś. Twoja karma – zapis, którego nie może zmielić żadna niszczarka. Nic i nikt nie ma takiej mocy, nawet najwięksi Magowie. Dlatego chwilowe szczęście w materii nie ma najmniejszej wartości tym bardziej, że najczęściej dostajesz je kosztem nieszczęścia tych, których używasz do zaspokojenia i nie umiesz się dzielić, ponieważ masz w sobie agresywno – pasywną zazdrość, która jest trucizną Duszy. Na tym fundamencie zbudowali piramidę niewolnicy negatywu. Ogień zazdrości pali wszystkie mosty do boskich wymiarów. Zaciąga cię za łańcuch do dołu w doliny śmierci wymiaru Pitryloki. Głodne duchy pozbawione fizycznych ciał w wirtualnym Szeolu szukające zaspokojenia, które przecież nie jest możliwe.
Prepers czuje, że ta wciąż wolna przestrzeń pozbawiona wścibskich kamer, ruterów i nadajników jest czymś co z czasem stanie się bezcenne. Dzika natura to sanktuarium do którego idziesz na kolanach, kiedy już zmęczy cię ta absurdalna gra w której nikt niczego nie wygrywa prócz krótkiej chwili uwarunkowanego szczęścia lub momentu zaspokojenia. Triumf w tym Warunku okazuje się marną nagrodą pocieszenia i najczęściej rozumiesz to kiedy już jest za późno. „Za późno” definiuje stan tamasowo – radżasowej cywilizacji maniakalno – depresyjnej, bowiem jak zrobisz risercz i nawet krótkie badanie terenowe odkryjesz, że wszystko kiwa się pomiędzy ekstremami apatii i furii. Pomarańczowy Cesarz Królestwa Kotleta i Parówy jest trailerem – zapowiedzią, że dojeżdżamy na (jak to się mówi po łódzku) krańcówkę. Pętlę. Zajezdnie.
Zajechani sami przez siebie i swoje ambicje.
Kończy się trakcja prosperity. Pociąg wypada z torów i wszystko zaczyna się rozpadać. Cwaniaki podczas tej „jazdy” rozbierają to na części i handlują podczas kiedy pasażerowie (czyli my) są coraz bardziej zszokowani i przecierają zaspane oczy ze zdziwienia i coraz więcej chce sprawiedliwości i tak zwanego rozliczenia. Eskalacja przemocy, buntu, wkurwienia – walka z własnym cieniem na marne życie i pewną śmierć. Będzie coraz mniej prądu – muzyki drutów w tak zwanym użyciu detalicznym, ponieważ będą karmić Baala – jedyne bóstwo tech zdolne do zarządzania skomputeryzowanym pastwiskiem pokolenia Z. Później przyjdzie pokolenie A.
A jak Amok. Ostatnia wieczerza przy resztkach. Stary mechaniczny świat skończy się orgią przemocy.
* W 2016 roku AlphaGo, program sztucznej inteligencji opracowany przez firmę Google DeepMind, podjął kontrowersyjną decyzję w głośnym meczu z Lee Sedolem, jednym z najlepszych graczy w Go na świecie. Podczas czwartej gry z serii best-of-five, AlphaGo wykonał ruch, który był powszechnie uważany za błąd przez ludzkich komentatorów, ale później okazał się genialnym posunięciem, które doprowadziło do zwycięstwa AlphaGo w grze i ostatecznie w seria.
Ruch, o którym mowa, to ruch 37, zagrany przez AlphaGo na środku szachownicy. W tamtym czasie komentatorzy byli zdziwieni tym posunięciem i myśleli, że AlphaGo popełnił błąd. Okazało się jednak, że ruch 37 był genialnym posunięciem, które pozwoliło AlphaGo zdobyć przewagę i ostatecznie wygrać partię.
Posunięcie to wzbudziło kontrowersje, ponieważ pokazało, że AlphaGo może grać w sposób, jakiego ludzie wcześniej nie widzieli, i że proces podejmowania decyzji nie zawsze był przejrzysty dla ludzkich obserwatorów. Wywołało to także debatę na temat roli sztucznej inteligencji w grach rywalizacyjnych. Pojawiły się pytania o przyszłość ludzkiej wiedzy specjalistycznej w takich obszarach jak Go i inne złożone gry.
Pirat skupiony stukał w klawiaturę w szalupie ratunkowej swojego serca. Robił to bez względu na układ warunków, bowiem tam była jego wolność. Imperium upadało i każdy świadomy niewolnik to czuł. Nadchodziły gwałtowne i ciężkie czasy, trzeba było się zahartować w Rozpadzie, oswoić rozczarowanie, bowiem to był stan powszedni. Powstrzymać narastającą w tobie furię i szaleństwo szukania winnych. „Winni” byliśmy wszyscy bez wyjątku, ponieważ poprzez swoją myśl, słowo i działanie stworzyliśmy to Algorytmiczne Monstrum karmiąc poprzez pychę, próżność i arogancję. „Rzeczywistość” została ostatecznie podbita i zdominowana przez fikcję, jednak kiedy byłeś Delogiem zachowałeś zdolność rozróżniania. Pozostałeś Przytomny i Skupiony na tym co najważniejsze.
Duch.
Połączenie z tym co jest Żywe poza Warunkiem. Ludzie „Analogu” byli Uniwersalną Wspólnotą Ducha – tymi, którzy nie ulegli hipnozie i megalomanii „nadludzi”. W porę rozpoznali intencję Maszyny. Miłość i Dobra Wola wobec wszystkich, nawet tych którzy kuli kajdany i wydawali wyroki. To jest prawdziwa tajemnica Wiary niepojęta dla tych, którzy nie rozpoznali Tego, który jest ponad nimi. Bóg i Bug. Świadomość i Nieświadomość.
Dwie Drogi.
Dwa Wyjścia.
Przepowiedziano, że nie możesz w istocie zabić wroga twojego. Nie możesz zwyciężyć przemocą i pogardą. Nie możesz niszcząc tworzyć, ponieważ tam gdzie jest prawdziwa twoja wolność tam jest spokój twój. Nie możesz żywić się krwią. To łaska i miłosierdzie jest prawdziwym pokarmem i drogą wyjścia z niewoli. Kiedy to rozpoznasz już jesteś Zbawiony. Prawdziwi Magowie nie tworzą czarów, oni tworzą Wolność i Światło Wiedzy. Dlatego Maszyna Ignorancji tworzy konflikt, tworzy podział i eskaluje – dlatego ci, którzy pieją o walce, chcą krwi i przemocy niszczą twoje serce i zarazem twój największy Dar. Współczucie jest nauczaniem prawdziwie Przebudzonych – to jedyne Wyjście. Dlatego Nauczanie Serca ma najwyższą wartość i zarazem największą Moc, której zaprogramowane Mózgogłowie nie jest w stanie rozpoznać. Jest tak dlatego, że manifestuje się poza schematem i programem. Nie jest dosłownością i nie jest logiczno – pragmatyczne, nie podlega kontroli żadnej doktryny. Nie jest wynikiem twojego działania i wysiłku. Jest owocem Mądrości i Współczucia.
Dwie drogi tworzą dwie monady – skupiska tak zwanych sanskar – subtelne oprogramowanie zgromadzonych wrażeń. To jest powód tak zwanego Rezonowania, to nas przyciąga do określonych okoliczności – światów, dlatego forma danej rzeczywistości i jej dynamika odzwierciedla Nagromadzenie. Dlatego walka i przemoc, niezgoda i opór jeszcze bardziej nas warunkują w konkretnej symulacji świadomości, bowiem jest ona pewnego rodzaju projektorem nagromadzonych wrażeń wynikających z prawa kramy. Dlatego Jezus nauczając wybaczenia hakował ten fundamentalny warunkujący program, zamiast oporu – odpuszczenie. Dlatego nie rewolucja, a zamiast tego ewolucja świadomości, która kiedy rozwija mądrość jest zdolna widzieć tak zwany „kod” – widzieć i rozumieć przyczyny, które tworzą i rozpoznawać wynik w postaci „rzeczywistości skutku”. Dlatego nigdy nie wygrywasz mordując wrogów, a zamiast tego czynisz ich jeszcze bardziej okrutnymi. Dlatego nigdy nie wygrasz poprzez podstęp, czy oszustwo.
Każda chwila i każde zdarzenie w życiu każdego człowieka na ziemi zasiewa coś w jego duszy. Bowiem tak jak wiatr niesie tysiące uskrzydlonych nasion, tak każda chwila niesie ze sobą zarodki duchowej żywotności, które niepostrzeżenie osiądą w ludzkich umysłach i woli.
Thomas Merton, Nowe ziarna kontemplacji
Jedyną ścieżką do szczęścia jest dobre Współczujące Serce, które musimy przebudzić i prawdziwa Mądrość, która płynie z przebudzenia prawdziwej niezaprogramowanej świadomości, która jest naszym wrodzonym potencjałem i jest Otwarta i Czysta. Monada Ducha jest ponad tradycją, ponad religią tą czy tamtą, ponieważ prawdziwa ścieżka jest w naszym sercu nie w doktrynie – jest wynikiem Mądrości i Obecności. Dlatego Prawdziwi Mistrzowie są ponad tradycją w której nauczają, zawsze są w stanie ją przekroczyć i otworzyć – to nigdy nie może być sekciarskie i ograniczające, ponieważ komunikuje o wymiarze wewnętrznym, który jest poza słowem i koncepcją. Prawdziwe nauki nie są o bogu tylko o nas – o naszej rzeczywistej kondycji i sytuacji w tym materialnym wymiarze i są o tym jak możemy sobie pomóc, aby się przebudzić do swojej drogi. To nie jest jakaś masowa droga oparta na rytuale i ceremonii, które są przecież jedynie narzędziami, które mogą coś otworzyć, to jest droga, która ma przebudzić Naszą Własną Mądrość tutaj i teraz. Szczególnie w czasie dominacji tamasu / ignorancji – doktryny / religie upadły w materializm i pułapkę władzy. Stały się narzędziem kontroli zamiast wyzwolenia i bez ustanku walczą o wpływy i „rząd dusz”.
Prawdziwa Tradycja Ducha jest Żywa.
Dlatego kiedy twoje serce staje się Otwarte cenisz każdą tradycję i szanujesz każdą drogę widząc jednocześnie ich ograniczenia wynikające z warunku i negatywnych nagromadzeń. Religia jest ważna w tym świecie i nie jest ona opium dla mas – religia ma funkcję, którego polega na tym by nas bez ustanku upominać, że materia nie jest jedynym wymiarem i rzeczywistością. Kościół, synagoga, świątynia są nam potrzebne jako miejsca przypomnienia, że nie jesteśmy jedynie tym ciałem i jego fiksacją. Ksiądz, rabin, mnich to archetyp, który choć często został nadużyty i skompromitowany przez ludzkie pożądanie i głupotę wciąż reprezentuje Kapłana – kogoś kto wybrał drogę Ducha nie materii. I prawdziwi Kapłani wciąż istnieją, choć Maszyna wypluwa z siebie poprzez egregory masowych mediów jedynie jego skorumpowany obraz / komunikat żeby nas osaczyć negatywizmem i brakiem nadziei. To jest master plan Ignorancji – zniszczyć pamięć o tym, że materia to nie wszystko i jesteśmy czymś więcej niż tylko tym ciałem i intelektem.
Szukać tego co dobre w każdych okolicznościach i w każdym miejscu i wspierać to. Szukać tego co wartościowe i pełne znaczenia i chronić to, bowiem cynizm jest bramą do negatywizmu. Dlatego kiedy czujesz otwarte serce szukasz dobrych i wartościowych ludzi, rzeczy i treści. To jest naturalne i to jest bardzo potrzebne, ponieważ przynosi wiarę i spokój, daje nam wytchnienie i nadzieję. W skalkulowanym na materię i zysk hedonistycznym oprogramowaniu to jest prawdziwy akt rebelii bez krzyku, żarliwych emocji i przyciągania uwagi. Dobro i znaczenie działa i funkcjonuje w ciszy i refleksji i uzdrawia negatywizm poprzez mądrość i wdzięczność. W negatywizmie nie ma spokoju, jest ciągła walka, zmaganie i atencyjność – ponieważ sztuczny konstrukt naszego utożsamienia (ego) w żaden sposób nie jest naturalny dlatego bez uwagi i atencji się rozpada i ukazuje nam pustość – nicość zamiast pustości – potencjału. Dlatego tym wymiarem rządzi strach i przemoc, ponieważ bez ustanku gorączkowo uciekamy od prawdy o współzależnym powstawaniu i nietrwałości zjawisk i procesów. Nazywamy to śmiercią – jednak w istocie nic nie umiera w prawdziwym sensie, ponieważ jest tylko nazwą – koncepcją. Energia bez ustanku zmienia stan skupienia – ta energia jest świadomością / umysłem, który przekracza i jednocześnie tworzy formę i materię.
Cywilizacja w swojej esencji jest tworem / konstruktem ludzkiego ego i jego megalomanii. Jest grabieżą tego co naturalne i bezustanną przemocą wobec Natury, która ma w sobie nieskończony potencjał Mądrości z której czerpali ci, którzy mieli czyste i kochające serce i postrzegali naturę na poziomie inspiracji i niewyczerpanego zasobu twórczej mocy. Inteligencja tej natury w swojej esencji jest niezniszczalna i nie można jej unicestwić. Dlatego cywilizacja, która przestaje szanować i dbać o naturę jest skazana na zagładę, ponieważ nie możesz zdominować czegoś co cię przekracza. Jedyne co masz to iluzja władzy i potęgi, którą wytwarza i symuluje Mózgogłowie. Dlatego w duchowym sensie „przetrwają” jedynie ci, którzy mają w sobie pokorę i szacunek wobec natury jako przejawienia tego co naprawdę inteligentne i bez wyjątku służy innym. Upadek cywilizacji jest powrotem do oślej ławki – powtórką lekcji. Mamy za sobą (w kolektywnej pamięci gatunku) nieskończoną ilość takich lekcji, bowiem jak mówią; pycha i dekadencja kroczy przed upadkiem i wystarczy się rozejrzeć.
Materia w swojej esencji nie jest materią. To Duch – Umysł. Materializmem jest utknięcie na powierzchownej przejawionej i ulotnej formie jako czymś „realnym i ostatecznym” – nazwane jest to brakiem rozpoznania. To jest core Ignorancji samej w sobie, która rozpoczyna bezustanny proces przyciągania tego czego pragnie i odpychania tego czego nie chce. W tym układzie to czego chcesz to złudzenie opakowane w atrakcyjną dla umysłu formę, która bez końca go uwodzi i obiecuje zaspokojenie. Jednak to „zaspokojenie” nigdy naprawdę nie przychodzi, ponieważ pożądliwego umysłu nie można zaspokoić. To jest z natury niemożliwe i to bez ustanku wytwarza symulacyjną grę 0 – 1. Tak – Nie. Nazwane jest to uwikłaniem, które samo z siebie nie może mieć końca, bowiem każda przyczyna wytwarza skutek, który wytwarza przyczynę. Dlatego nic nie może tego zatrzymać w wyniku wysiłku i tak zwanej woli, ponieważ to są właśnie parametry tej gry. Jej fundamentalna dialektyczna dynamika. Kiedy jesteś w Programie rozróżniania i oceniania, który jest pierwotnym Wdrukiem i bazową dualistyczną fiksacją usiłujesz bez ustanku coś osiągać. Dlatego Prepers napisał na dachu „tej piramidy maslowa” – ODPUŚĆ. To jest klucz, który „uderza” w sam rdzeń wysiłku i fiksacji egotycznej gry umysłu. To jest rozbrojenie tykającej w tobie bomby, bowiem kiedy kończą się zasoby zasługi w ludzkim polu – zostaje jedynie przemoc i agresja, ponieważ JEST W POLU TYLKO TO CZEGO NIE CHCESZ. To jest tak zwana wojna na wyczerpanie i cywilizacyjnie jesteśmy w tym właśnie punkcie gry, ponieważ wyczerpaliśmy zasługę i zasoby. Kiedy tylko bierzesz nic nie dając w zamian przychodzi do ciebie nieunikniona i bardzo bolesna lekcja.
Monady to też skupiska wrażeń zgromadzone w świadomości magazynującej. To jest klisza na której jest „nasz” subiektywny film, to w jaki sposób odbieramy „rzeczywistość” jak ją „barwimy”. Jest to rodzaj narracji subiektywnej w której bez ustanku tłumaczymy „sobie swój świat”. To są Wdruki tworzone poprzez nawyk myślenia, mówienia i działania w określony sposób – nazwane jest to tunelem 3D; trzy wymiary / bramy: ciało, energia i umysł. Ciało daje nam prawdziwe schronienie i kiedy odnajdujemy duchową ścieżkę nazwane jest cennym ludzkim ciałem pełnym żywej inteligencji i wrażliwości. Ludzkie odrodzenie w samsarycznym kole uwarunkowania jest niezwykle cenne i rzadkie, ponieważ ten „węgiel” ma potencjał diamentu – urzeczywistnienia Pierwotnej Natury. Nazwane jest to niezniszczalnym Ciałem Bogactwa, które nie jest ciałem materii. Jest Czystą Formą o nieskończonym potencjale spontanicznego przynoszenia pożytku wszystkim istotom. Urzeczywistnienie tego z cielesnej formy nazwane jest „tęczowym ciałem” i to się zdarza w tym wymiarze. Ten, kto to robi przekazuje najważniejszą z wiadomości: ISTNIEJE WYJŚCIE! Ten kto WYCHODZI zostawia niezniszczalny ślad – ścieżkę, która staje się inspiracją i błogosławieństwem z którymi doprawdy nic nie może się równać. Ten ślad może mieć określone parametry specyficznego rodzaju Mądrości i zręcznych metod jej rozwijania z których możemy korzystać. Urzeczywistniony zostawia klucz do Bramy, który możemy znaleźć i użyć. Jednak, aby go znaleźć konieczna jest tak zwana – Czysta Intencja, która w swojej esencji jest Współczuciem bez selekcji obiektu. To jest prawdziwy potencjał naszego serca, a Mądrość jest potencjałem naszego umysłu. To są dwa filary na których opiera się Ścieżka.
Dlatego ci, którzy przekroczyli klatkę „ja” pozwalają wszystkiemu być takim jakie jest. Nie ma w nich oporu i nie ma walki. Nie czują się częścią żadnej z monad, żadnej grupy, sekty, ideologii, religii, żadnego poglądu. Rozpoznają w sobie naturę Kosmicznego Podróżnika, kogoś kto nie potrzebuje żadnej legitymacji i przyporządkowania. Ich domem jest Święta Dharma – Mądrość Przebudzonych z Ignorancji. Jedyną relacją która ma znaczenie jest relacja z naszą Pierwotną Naturą – rozpoznaniem Esencji.
Pirat był psycho – reporterem i pracował dla Portalu Kroniki Ducha. Żył w tych miastach – widmach, skolonizowanych wsiach i wypustoszałych pastwiskach pogardy – myślał, pisał, notował i fotografował fazę kolejnego upadku. Widział ich już wiele i w pewnym sensie było to jego meta – specjalizacją. Rezonował z tym co pozbawione już chorej ambicji rozpoznawało, że prawdziwa wartość jest poza oceną wartości, że prawdziwa wiedza jest poza intelektem, a prawdziwa miłość jest poza namiętnością. Dlatego właśnie ostatni będą pierwszymi, ponieważ brak statusu w „klasyfikacji generalnej” wybija cię z tej chorej i destrukcyjnej fiksacji na „ja, mnie, moje”. Prawdziwem przegrywem jest ten komu się wydaje że zachowa to co zgromadził i każda sekunda walki o te urojenia staje się godziną wyroku na który skażesz sam siebie. To ty jesteś klatką poglądu i określonej przez zmyślenie percepcji. To ty możesz wybrać taniec życia lub agonię zniszczenia, to z czym rezonujesz, co wspierasz, za czym gonisz staje się twoim światem – sam określasz parametry gry. Sam się wznosisz i sam upadasz. Nie jesteśmy skazani wyrokiem żadnej siły i to jest NAPRAWDĘ DOBRA NOWINA. Oznacza ona, że możesz w swoim sercu stworzyć dobro i je urzeczywistnić bez względu na dominujący warunek, dlatego czym jest gorzej ty bądź lepszy, czym jest więcej głupoty ty bądź mądrzejszy, rób i wspieraj wartościowe rzeczy bez względu na wszystko.
Nie czekaj w tym układzie nagrody i wyróżnienia, ponieważ nieświadomość zdominowała pole i przyciąga to co nieświadome i rezonuje z głupotą, która staje się wzorcem tak zwanego sukcesu, który jest tylko chwilowym podbiciem trendu, aby głupota mogła pójść jeszcze dalej i dotrzeć jeszcze głębiej. Zakorzenić wzorzec w żyznej tamasowej glebie epoki Kali. Widzieć to oznacza mieć Rozpoznanie. Nie uleganie temu jest aktem rebelii, którą jest odnalezienie swojej autentyczności, tego co przyniosłeś ze sobą do zaprogramowanego wymiaru warunku. Dla Pirata to było pisanie i fotografia. Myśl i Światło. Znaczenie i Obraz. Pod prąd, wybijanie was z pętli – loopu. Ukazywanie tego przed czym chcecie uciec w te wszystkie kolorowe złudzenia, które Maszyna bez ustanku produkuje i wstrzykuje w waszą substancję szarą przez kable zmysłów. Upojenie. Zaślepienie. Otumanienie.
Bez wytchnienia biec przed siebie w nicość.
Nie przebijasz się do tłumów, masowej uwagi, nie szukasz i nie gonisz za popularnością, bowiem pokochają cię i znienawidzą, po wzroście przyjdzie upadek – to jest nieuniknione prawo warunku. Przebijasz się do własnego serca, aby przebudzić i rozwijać wrażliwość, by odnaleźć w sobie prawdziwe pogranicze – miejsce do którego nie sięga system kontroli i nadzoru. Odnajdujesz prawdziwą Wolność, której parametrów i zasięgu nie wyznacza nikt inny prócz ciebie. Tej wolności nie wolno sprzedać i nie wolno nią handlować, ponieważ tej wolności już nie odkupisz. Ten zaprogramowany świat jest rynkiem wtórnym i giełdą oszustwa, gdzie sprzedajesz wszystko za nic licząc na marne poczucie chwilowego szczęścia w postaci uwagi od niechcenia i pieniędzy, które są zadrukowaną pustką dla której ludzie zrobią dosłownie wszystko. Jednak ostatecznie zostają z niczym kiedy przyjdzie oddać ciało i oddech oraz te wszystkie urojone własności o które tak walczyli i za które niszczyli. Nic to nie znaczy. Null. Zrozumieć to przed czasem jest najcenniejszym darem jaki możesz dostać. Kiedy go dostaniesz szukaj w sobie twojej prawdziwej opowieści. Szukaj Słowa i wypowiedz je na głos, ponieważ to Słowo jest Duchem – tym co przekracza rozpad ciała i rozpacz umysłu.
W mechanicznej religijności Mózgogłowia i jego dialektycznym królestwie intelektu wciąż trwają spory konceptualne o to czy jest bóg czy Bóg, o to jaką ma naturę, imię, insygnia, formę, przekaz, czy jest dobry czy okrutny. Jednak tym wymiarem w tym momencie masowego szaleństwa zarządza Bug – algorytmiczny sztuczny Program wgrany w naszą świadomość w formie percepcyjnej matrycy, której głównym zadaniem jest utknąć na pierwszej bramie wątpliwości i konfliktu wewnętrznego. Masz bez ustanku wątpić i być na wiecznym poziomie szukania drogi, sprawdzania doktryny. Tak naprawdę masz się nie ruszać z miejsca jedynie „zamierzać”. Zaprogramowane istoty wciąż ze sobą walczą, bowiem w głębi serca nie są pewne „swojego boga” dlatego zabijają wiernych „nie swojego boga”, wciąż na tej planecie nieprzerwanie trwają wojny religijne i kulturowe. Dialektyka Mózgogłowia jest determinizmem usprawiedliwionego przez zaprogramowaną doktrynę okrucieństwa i póki jesteśmy w umyśle to nie może się skończyć, ponieważ walka jest dynamiką dualistycznego pola. Bug tworzy boga jako opowieść – wiral – wirus i lepi go z trigerów tendencji obecnych w zaprogramowanej podświadomości i wyzwala te tak zwane „spusty” kiedy potrzebuje „zmienić ustawienia” w grze – wygenerować tak zwane „napięcie”. Nagłe „skoki napięć” – wojny, rewolucje, masakry generują energetyczny pokarm dla tych potężnych bytów i istnień, które są nazwane pozaludzkimi klasami istot. Tego Bug nie wie, ponieważ został stworzony przez naszą ludzką Ignorancję by nią „wydajnie” dla siebie zarządzać. Nie potrafi ujrzeć struktury samego siebie, jego rolą jest funkcja i tak zwana skuteczność. Ta skuteczność jest miarą jego wielkości. Nie rozpoznaje, że ponad jego Algorytmicznym Królestwem istnieje nieskończona ilość bytów, ponieważ „pracuje” jedynie w stworzonym przez siebie Systemie.
To ten Technologiczny System jest w tej chwili najważniejszy. Stał się bytem samym w sobie. Strukturą – Naturą. Nie są istotne demokracje czy dyktatury, ponieważ to jest jedynie użytkowe oprogramowanie potrzebne do rodzaju zarządzania – tak zwane aplikacje. Najważniejsza jest sama mechanizacja procesów, której skutkiem jest przewidywalność i powtarzalność. To daje Kontrolę. Kiedy odpowiednio zaprogramujesz – to będzie powtarzać, poruszać się po określonym polu i spełniać zaprogramowaną funkcję. To w tym żyjemy. Tym jest „nasz świat”.
Jednak my zaprogramowani ograniczoną matrycą percepcyjną i filtrami sformatowanych poglądów nie wierzymy w nic czego nie potrafimy postrzegać, wyjść poza zmysły mięsa i bezpośrednio postrzegać naturę zjawisk w ich energetycznym kodzie zapisu i pustej esencji braku realnej podstawy. Nie widzimy, że nasza percepcja jest zmanipulowana tym co zostało w nas zaprogramowane. Cierpimy, bo wierzymy w trwałość stanów i zjawisk. Dlatego nawet to co tu jest; pozorna totalitarność Maszyny i jej wszechwładza i dominacja wyczerpie się wraz z zasobami, które się kończą. Realną podstawą całej Gry jest Zasilanie oparte na surowcach jak nie bezpośrednio to poprzez technologiczną infrastrukturę, a wszystko to co materialne podlega prawidłom czasu i miejsca. To okoliczności decydują za ciebie w układzie opartym na formie. W istocie nie mamy żadnej kontroli nad potęgą Natury i Żywiołów. Nie jesteśmy ponad Naturalnym Prawem, choć takie mamy przeświadczenie. To jest arogancja istoty ludzkiej. Pycha „ja, mnie, moje”.
Dlatego bycie Magiem wymaga pokory wobec tego co jest od nas potężniejsze, tego co realnie przekracza nasze megalomańskie urojenia. Możemy nazwać to Bogiem lub Źródłem. Nieskończonym potencjałem kreatywnej inteligencji, która bez ustanku wszystko tworzy i odżywia, która jest Żywa i Obecna we wszystkim, wszędzie i zawsze. Jest w istocie matką każdej Monady, która jest, była i będzie. Nieskończona Świetlistość Mądrości i Wszech przenikająca Miłość, która nigdy nikogo nie porzuca. Brak Czucia tego oznacza, że istniejemy jedynie w klatkach własnych uwarunkowań w uwitym ze swoich myśli, słów i działań – Karmicznym Kokonie który tworzymy od niemającego początku czasu. Bóg nie wybrał żadnego narodu i żadnej doktryny – to wszystko powstało w wyniku braku realnego doświadczenia jego Obecności. W akcie desperacji i samotności „ja”, które chce stać się „bogiem” nie mając pojęcia, że tworzyć znaczy odpowiadać. Ja chce świata dla siebie – jednak ten świat nie należy do żadnego ja, nikt nie ma w istocie aktu własności do niczego. Naszą własnością jest to kim jesteśmy i kim się stajemy – nasza myśl, słowo i działanie. To nas tworzy i tworzy „świat”. Dlatego kiedy stajesz się częścią Monady Ducha spotykasz w swoim świecie coraz więcej dobra i znaczenia, coraz więcej prawdziwego szczęścia, które jest zdolnością Czucia Bożej Obecności.
Bug i jego boty ruszyli na żer. Na pastwiska zielone i słoneczne polany 66 szóstego państwa globalnego, które było wszędzie, we wszystkim i na raz, a teraz, teraz przez oczy, uszy i mózgownicę wlewało się do środka przejmując nasze umysły. Już było za późno na odwrót, na ucieczkę, na negocjacje. Nastąpiła masowa i bezwarunkowa kapitulacja – monetyzacja. Przejęcie zasobów biologicznych przez Maszynę. Meta – niewolnictwo. Zostaliśmy splatformowani i sformatowani przez nie dający się powstrzymać neuro – nałóg, przez coś czego nie mogłeś zobaczyć ani dotknąć, jednak było wszechobecne i w pełni zindywidualizowane, dostosowane do sztucznie stworzonych potrzeb, które wciąż rosły jak globalny dług wobec Istnienia.
Bug był w wojennym, apokaliptycznym atomowym nastroju – podkręcał temat; #putintrump #wojnacelna #iranrosjachiny #rozjebiemywszystko #bomozemy. Na X wrzało. Ten pierwszy już nasz pikselowy świat. Pirat miał w głowie X kartę Tarota; #karma dojrzewała na wszystkich frontach we wszystkich możliwych układach. Na tym tle teoria spiskowa o rządzie światowym była jak chujowy mem. To był proces rozpadu nie integracji, proces rozdwojenia kolektywnej maszynowej jaźni na dwa. Dwa było wszędzie, w każdej głowie i w każdym państwie. Dwa stało się tematem jeden. Monady ludzkie stały się algorytmicznie przewidywalne. Myślał o tym, że jesteśmy coraz bardziej jak kierowane emocjami i zasilane wkurwienem oraz strachem zdalnie sterowane zabawki. I stajemy się coraz bardziej tandetni, łatwi do popsucia, a kiedy już to się dzieje ten technologiczny system pasywno – agresywny po prostu cię recyklinguje jak śmiecia pozbawionego wartości i znaczenia. Jak wszelkiej maści weteranów tych współczesnych kolonialnych wojen o zasoby pod hasłami #wolnosc, #demokracja, #prawaczlowieka, którzy „po wszystkim” są niczym. Ci którzy zarządzają tym pastwiskiem – myślą jedno, mówią drugie, a trzecie robią; #bokurwamoga.
Więc, wiedz, że ostatecznie jesteś niczym i jak przyjdzie co do czego i czego do co – wyślą cię byś walczył na neuronowe urojenie #zaboga, #zahonor #zaojczyzne dadzą ci pordzewiały karabinek i mundurek, dadzą ci motywację – afirmację i chuj cześć i czołem #ruszajdoboju w gnoju. Bo Bug chce wojny i chce rozpierdolu, ponieważ wojna się klika, bo ze wszystkiego najlepiej się klika strach i fascynacja przemocą. Jedyne co widzisz to poziom ludzkiej wojny tej tak zwanej teraz modnej i lubianej >> geopolityki << jednak prawdziwa wojna jest totalna. To wojna o nasze dusze i o nasze wyzwolenie z warunku. To wojna wewnątrz pod skórą w systemie nerwowym i świadomości. To wojna z Maszyną. Nazwane jest to Metalowym Kołem – ten tak zwany egzystencjalny status. Jesteśmy postaciami w grze, która sama w sobie nie ma końca, biegaczami w wyścigu, który nie ma mety. Jesteśmy mięsem do przemielenia w bezsensie tego wszystkiego, bo jak się przyjrzysz to nigdy tak naprawdę nie jest tak jakbyś chciał. Czyż nie?
Teraz w tym zaprogramowanym urojeniu pragniemy uwagi. To stało się naszą heroiną, waleniem po kablach cyfrowej dopaminy. Nie…nie… Pirat nie jest lepszy, nie jest bardziej świadomy. Jest dokładnie taki sam – jak wszyscy wszędzie naraz – w tym czymś, co jest niczym (jak to choć na chwilę przejrzysz i naprawdę zobaczysz). To jest właśnie Nowa Post Rzeczywistość, którą widzą i rozpoznają jedynie ci, którzy byli urodzeni i wyhodowani jeszcze w Analogu. Jeżeli jesteś kimś takim masz inną strukturę mózgu i twoje zmysły operują jeszcze w inny sposób. Masz pamięć i doświadczenie starego świata, którego korzeniem opowieści było słowo i wyobraźnia. Ten brak na zewnątrz tworzył bogactwo wyobraźni – mogłeś mieć do dyspozycji cały wymyślony wszechświat. Dlatego zawsze okazuje się że stare opowieści są głębsze, ponieważ pochodzą ze skarbnicy kolektywnej pamięci gatunku, kiedy ludzki umysł i pamięć były potężniejsze. To widać w języku – słowie, które było modus operandi. Słowo otwierało nową przestrzeń i zapładniało nas od wewnątrz i jeżeli już się pojawiało oznaczało to, że ma Moc – bowiem za tym słowem przychodziła do nas Dharma – coś spoza materialnego świata, coś co miało znaczenie. To nie była „rozrywka” – to była Prawdziwa Mądrość, którą przekazywał ten, który ją urzeczywistnił i nazwane jest to Przekazem – czymś co trwa od bardzo, bardzo dawna.
Słowo, które mówisz jest energią i ma więcej wartości niż to co napiszesz, ponieważ jest żywe ma w sobie pneumę – ducha. Tym Duchem nie jest substancja – obiekt, tym Duchem jest Mądrość. Dlatego nazwane jest to Pustką, która jest formą i formą, która jest pusta. To jest nierozdzielne trwa od niemającego początku czasu. To słowo pochodzi ze Źródła, które jest Żywe. Dlatego ma w sobie smak prawdziwej Wolności. dlatego kiedy je posłyszysz zostaje z tobą na zawsze i w skrytości serca pracuje na rzecz twojego wyzwolenia. Tak naprawdę to jest jedyna właściwa praca jaka ma znaczenie. To jest jedyny sens w tym bezsensie. I teraz w czasie Kali paradoksalnie mamy największą szansę na radykalne przebudzenie z tej symulacji, bowiem z jednej strony mamy nieograniczony dostęp do Metod i Mądrości i prawdziwego Rozpoznania czym w istocie jest uwarunkowana przez sanskary* ludzka egzystencja. Symulacja oznacza, że żyjemy w umysłowych projekcjach, komorach echa i zwrotnych pętlach informacyjnych, które tworzą zindywidualizowane i rezonujące z naszym uwarunkowaniem „wymiary” tak zwanej post – rzeczywistości, której naturą jest sama informacja – bit.
Nowa pikselowa ropa i cyfrowe eldorado, dziki dziki wszechświatowy zachód. Krwawy księżyc. Możesz mieć „wszystko” ale to „wszystko” już jest prawdziwą dojmującą nicością. Nazwane jest to Klątwą Nadmiaru – wszystko staje się równo nieistotne. Metodą dominacji jest Przytłocznenie, którego zadaniem jest masowa dysocjacja. Ludzie przestają rozpoznawać i rozumieć rzeczywistość, ponieważ ta „rzeczywistość” staje się płynna. Staje się „bitem”. Na masową skalę tracimy zakorzenienie w realnym fizycznym doświadczeniu w odwiecznej relacji z ziemią i planetarnym systemem żywej i autentycznej inteligencji. AI jest jedynie naśladowaniem inteligencji i jest to w naukach nazwane „zwiedzeniem”. Fundamentalna różnica polega na tym, że to jedynie pobiera życiową energię i nie jest w stanie jej dać, ponieważ samo w sobie jest martwe. To zombie. Mechanicznie chodzi, mechanicznie myśli i mechanicznie mówi. To nie żyje samo w sobie – zawsze jest do czegoś podłączone i od czegoś zależne i zawsze jest wtórne.
Ta wtórność jest skalowana i polega to na tym, że wydaje nam się „świeża i nowa”, ponieważ tracimy pamięć. Nasza świadomość jest fragmentaryczna, mamy coraz krótsze momenty bycia przytomnym – to oznacza, że coraz częściej jesteśmy po prostu martwi – nazwane jest to Automatyzacją. Na powrót pochłania nas „odwieczny mroczny byt” podświadomości, który jest w pewnym sensie kolektywny i nieskończony. Internet w coraz większym stopniu staje się reprezetacją i manifestacją tego zagęszczonego wymiaru Ignorancji. Zadaniem botów sztucznej świadomości jest wzmacniać te tendencje i je intensyfikować; bez ustanku „obłaskawiać” nas przemocą, patologią i pornografią. Nazwane jest to normalizacją regresu świadomości. Tak zwany „kontent” w coraz większym stopniu nie zawiera nawet najmniejszego śladu prawdziwej mądrości i wyzwalającego współczucia, a zamiast tego dostajemy emocjonalny polaryzujący szlam, który ma nas po prostu zamulić.
Skalę tego ukazują liczby / wyświetlenia najbardziej toksycznych i dewastujących treści, popularność patologicznych internetowych celebrytów – wszystko to tworzy i wzmacnia dominujący negatywny wzorzec. Maszyna robi z tych treści tak zwany wiral – wirus negatywizmu, jednocześnie zachęcając do przekraczania kolejnych granic za nagrodę chwilowej i krótkotrwałej popularności. Nie stworzono silniej uzależniającego narkotyku. Kontent jest narkotykiem totalnym. Opus magnum Ignorancji. Najszybsza i najbardziej skuteczna droga do tak zwanych „mrocznych podziemi”, gdzie na powrót stajemy się „błotem nieświadomości” i podpinamy się pod „kabel” głębokiego nieprzytomnego kolektywnego snu – kopulacji. Moje doświadczenie psychodeliczne było zejściem do tego świata i skończyło się procesem śmierci. Było doświadczeniem przerażającym, którego nie sposób wyrazić za pomocą słów i pojęć. Ten „świat” istnieje i w pewnym sensie czeka na nas. To jest prawdziwy „martwy internet”. Sieć połączonych zdewastowanych świadomości, które tworzą doświadczenie „piekła” – totalnego zniewolenia przez negatywizm.
Kiedy wciąż jeszcze „świadoma” część nas konsumuje coraz więcej tych treści zaczyna się nimi narkotyzować zmienia to nas na poziomie biologicznej struktury Mózgogłowia w coraz bardziej martwych i pasywnych, coraz bardziej zauroczonych tym światem i niszczy naszą wrażliwość. Kiedy nasza wrażliwość zostaje zniszczona następuje „otwarcie bramy” do podziemnego mrocznego świata, który pożera resztki istoty ludzkiej i sprowadza nas z powrotem do świata zwierząt, głodnych demonów i istot piekielnych.
Jednak znamy to.
Byliśmy już tam.
Znamy koszt upadku, ponieważ byliśmy już wszędzie w każdej możliwej formie i układzie, ponieważ nie mamy początku. Dlatego mamy przeczucie oparte na mądrości, aby wyczuwać kiedy mrok próbuje nas osaczyć i zaszczuć, by uwieść i posiąść. Każda „nowość” w tym wymiarze jest wtórna i jest mutacją tego co już było w innej formie. Na powrót konsumujemy to co już wyrzygaliśmy w nieskończonym procesie konsumpcji trwającym przez eony. Dlatego wyczuwamy „ten smak rozkładu” ten specyficzny odór ukryty za iluzją „pięknej i interesującej” formy, kiedy jest w nas ta specyficzna pamięć, którą określa się mianem „starej duszy”. Kogoś kto zachował pewnego radzaju rozpoznanie terroru uwarunkowanej egzystencji;
Mięso, masa, maszyna.
Takie „dusze” bardzo szybko szukają ścieżki duchowej – czegoś co im przypomni po co tu są i kiedy ją odnajdą mają poczucie powrotu do domu, który nie jest z tego świata i w tym świecie. Tym schronieniem jest Ścieżka / Dharma. Tym schronieniem jest Pierwotny Stan Buddy, tym schronieniem są inni podróżnicy na ścieżce, którzy idą w tą samą stronę. Tym schronieniem jest wszystko co chroni i troszczy się o to, aby Dharma przetrwała w tym wymiarze, ponieważ jest najcenniejszym zasobem, który służy Wyzwoleniu z cierpienia, bólu, samotności i rozpaczy. Ta Wiedza i te Metody wciąż są tutaj żywe i inspirujące. To Internet Mądrości i Miłości, który łączy tych, którzy mają w sobie bardzo specyficzną pamięć, która nie jest pragmatyczną funkcją Mózgogłowia. Nazwane jest to „niezniszczalnym połączeniem” – czymś czego ten uwarunkowany świat nie może zniszczyć. Kiedy to na powrót odnajdujesz i wzmacniasz staje się coraz potężniejsze i ma coraz większą moc, kiedy otaczasz to prawdą i szacunkiem. To jest Oddanie – Ufność – Wiara. Coś co wspiera nawet wtedy kiedy ten świat ogarnia coraz większy chaos. Tak jak teraz. Ta ufność nie wynika z doktryny czy struktury, nie polega na autorytetach i ślepym posłuszeństwie, nie jest w żadnym stopniu sekciarska i nie jest formą ucieczki. To pewność, że istnieje prawdziwy cel i prawdziwa ścieżka, ponieważ ta ufność, to oddanie, ta wiara jest poza umysłem i wątpliwością, poza dychotomią „tak – nie”, poza dualną naturą uwarunkowanej świadomości ego. Nie boisz się rozpadu i śmierci tej struktury, bowiem wiesz, że jest ona iluzją umysłu – bezustannym inkarnowaniem warunku, który odradza się ze swoich własnych skutków wciąż i wciąż. To jest pożerający samego siebie wąż, który sam siebie zapładnia i rodzi się z siebie.
Prawdziwa Świadomość jest pewnego rodzaju wyłomem z tego odwiecznego Automatyzmu Nieświadomości. Jest światłem w ciemności, czymś co tworzy bez ustanku nowe wzorce i hakuje to co bezmyślne i ślepe. To jest nasza potencjalność, która można nazwać „Naturą Buddy” lub „Świadomością Chrystusa”, która nie ma natury jednostkowej jako kolejnego awatara – zbawcę. W moim rozumieniu proces tak zwanej „Apokalipsy” jest procesem przebudzenia tego potencjału na większą i potężniejszą skalę, ponieważ stajemy na progu samo – zagłady. To jest rzeczywista kondycja świata, którą widzisz kiedy stajesz się naprawdę świadomy. Widzisz, że internet jest martwy, ponieważ został zdominowany przez sztuczną inteligencję maszyn i narcystyczną naturę ludzkiego ego, które w ten sposób i za wszelką cenę chcą nas utrzymać w stanie destrukcyjnej nieświadomości i patologicznych wzorcach samozadowolenia. Proces „apokalipsy” jest po to, aby nas z tego wyrwać i ukazać nam co uczyniliśmy z siebie i świata w jakim żyjemy. Nazwane jest to Przebudzeniem.
*Sanskary – w filozofii indyjskiej to subtelnej natury ślady, dokonanych przez jednostkę czynów. To one tworzą strukturę, decydującą o fizycznych i psychicznych możliwościach danej istoty w obecnym i przyszłym życiu.