Techno Szaman zawsze był pojechany – mówię wam, ale teraz, teraz to odjechał najdalej, nabrał wręcz, że tak powiem za przeproszeniem rozmachu w sprawie Globalnego Zamachu. Przyzwyczajeni jesteśmy do charakterystyki postaci zatem dobra…Nakreślę wam szybki karykaturalny postmodernistyczny portret zwany w czasach big data – orwell tata – profilem. Pierwszą charakterystyczną sprawą dla Szamana są dredy, to znacie, wiecie o co chodzi – taki mop, tylko, że na łepetynie. Zielone druto – włosy jak siostra Wachowska – co zdecydowanie przekroczyła dżender matrixa. Wygląda jak młodsza wersja wokalisty Ministry, co jest tym bardziej adekwatne bo ma podobne poglądy i doświadczenia. Sprawdźcie sobie tego jegomościa to wam się stworzy w głowie dość bliska prawdy wizualizacja. Oczy ma duże brązowo – miodowe, które widziały tak wiele, że dla wielu z was to zbyt wielopoziomowa wielowątkowość, ponieważ moi mili ten młody człowiek, był już na tak wielu wycieczkach poza ustaloną i ogólnie przyjętą wersję „rzeczywistości”, że stał się trochę nie z tego świata, takim, że tak to ujmę za przeproszeniem – wirusem oprogramowania 3D. Te jego oczy jak na ciebie patrzą to dekodują cyfry z których jesteś zbudowany i on ciebie widzi, tylko nie tą zaprogramowaną wersję oficjalną, tylko to głębszą bardziej prawdziwą. I wtedy odczuwasz jakiś dziwny dyskomfort, na jakimś podświadomym levelu gry w sztuczne wykreowane osobowości, że ta dziwna istota ludzka przed tobą o ironicznym uśmiechu w kuchennym kitlu z nożem w wytatuowanej dłoni dziwnym sposobem hakuje twój zaprogramowany umysł.
Mamy zatrzymanie kadru. Jak w filmie.
Stop! Klatka!
Jesteśmy w kuchni w wegańskiej restauracji w stolicy dziwnego kraju, który stał się źle narysowanym komiksowym komunizmem na czele którego stoi mały komiksowy skrzat i jakby tego było mało to mamy Globalną Pandemię Wirusa i jesteśmy lockdown. Na twarzach mamy maski, na dłoniach rękawiczki, w głowach kompletny informacyjny bigos, ugotowany od nadmiaru medialny groch z siekaną spiskową kapustą. Jednak jest święto zmartwychwstania, a my robimy tutaj katering, bo jedyne co teraz można robić to wynosy. Jesteśmy na granicy bankructwa jak cały świat, którego dług wynosi więcej niż wszystko pomnożone przez wszystko. Turbo kapitalistyczna algebra, iloraz zimnej inteligencji – i jesteśmy na najlepszej drodze, żeby kochani odkryć z niesmakiem – już na samym końcu tej opowieści – że nie da się jeść pieniędzy. Niesmaczne. Mało witamin i minerałów. Zero. Null. Mówili, napominali – nadzy ludzie z dżungli – nie słuchaliśmy. Teraz mamy – nagłe i brutalne zatrzymanie Koła. Jebnięcie Transcendentu. Globalną chorobę autoimmunologiczną.
Ale, ale! Jeść trzeba! Na palikach wielki gar, a w nim kochani gotujemy warzywa na waszą ulubioną klasyczną polską warzywną sałatkę z wegańskim majonezem. Szaman cały ranek obierał te warzywa dla was, bo wiadomo te wszystkie egzotyczne potrawy w czasach zacumowanych kontenerowców i globalizacji na jałowym biegu i postępującej degrengolady klimatu stoją pod dużym znakiem wegańskiego zapytania. Jesteśmy w potrzasku własnej mozolnie tworzonej z dnia na dzień paranoi. Nazywam to Amokiem – stanem permanentnego rozproszenia w wyniku przyjmowania nadmiaru bodźców sygnału analogowego i cyfrowego. Peklowanymi dziećmi z cywilizacyjnej beczki przyczynowo – skutkowej. Toniemy we własnej głupocie chwytając się brzytwy objaśniających nam wszystko filmików na you tube, lub jak jesteśmy sformatowani zdroworozsądkowo smutnych panów z literkami przed nazwiskiem – szukając wyjaśnienia – pocieszenia. Alarmiści – denialiści – panika – wyparcie – na zmianę. Jednak gastro realizm nakazuje nam być tutaj i teraz i robić robotę, byście mogli napełnić swój żołądek podczas tego, że tak powiem Sztormu i czyszczenia Matrycy.
Jesteśmy w trójkę. Ja Pirat dryfujący na Oceanie Absurdu – wasz surealistyczo – egzystencjalny narrator – kucharz w kuchni wszechświata, nie uznający państw, granic, układów politycznych – jednym słowem żadnej władzy. To jest punkt pierwszy i najważniejszy. Wierzę w ewolucję świadomości i w samo – stanowienie. Nie wierzę we własność ziemi i przypuszczam, że żyjemy w Symulacji Ignorancji, w komputerowej kwantowej grze „Ego Trip” w urojenie trwale istniejącej jednostki. Umysł ponad Materią. Mądrość ponad Głupotą. Serce ponad Egoizm. To jest moja Droga. Tutaj zaraz obok stoi i kroi – jak to w kuchni – przedstawiony wam już Szaman, który zobaczył już wszystkie teorie spiskowe i od czasu do czasu przemieszcza się do tak zwanych rzeczywistości alternatywnych, równoległych światów psychicznych – jego tajemna moc to świeże koktajle owocowe i długie godziny cyrkulacyjnego oddychania poprzez didgeridoo. Nie nie nosimy tych maseczek, bo na taki kaliber Wirusa Ignorancji to, że tak powiem śmiech na sali, mamy wywalone na nakazy i zakazy waszej urojonej władzy, waszej pychy, waszego kwadratowego świata. Żyjemy i myślimy po swojemu. Wasz kościec na czarnej fladze – symbol braku posłuszeństwa, brak przynależności do sterowanego stada – boicie się wilków, a zjada wasz Pasterz. Taka Prawda.
Jest z nami Prepers – cyniczny i wyalienowany indywidualistyczny anarchista, który już od dawna przygotowuje się na pewne dość nieuniknione tak zwane czarne scenariusze – madmaxowy post cyfrowy analogowy survival. Jest łysy ma ciężkie srebrne kolczyki w uszach i wytatuowaną smutną opowieść o waszym dogorywającym świecie wytatuowaną na całym ciele. Nosimy się czarno na zewnątrz i jasno w środku – tak jak trzeba. Pierwsze mylące wrażenie pozwala nie wchodzić w jałowe interakcję z zapętlonymi w programowaniu biologicznymi klonami – maszynowymi ludźmi. Tak jesteście zaprogramowani na Katastrofę. Błagacie o nią! Cały ten przemysł filmowo rozrywkowy – to znane i lubiane oko w piramidzie – już od dawna hakuje wasz system sygnałem Apokalipsy. Wiadomo dawno temu zaczęli mordując każdą inność, alternatywę, wolnomyślnie – ustanawiając Mechaniczną Religię – Człowieka na Krzyżu w Aureoli. Hallo?! Jest tu jeszcze ktoś? Potępienie życia, mordowanie życia. Kult Śmierci. Lockdown umysłu. Samospełniająca się przepowiednia – szukacie nazwisk tych, którzy są „źli” szukacie sznurków nad głowami, oprysków, wytrysków okrucieństwa, macie tabelki i wykresy tajnych stowarzyszeń, rozkodowane tajne wiadomości, spisek w spisku i na spisku spisek. To oni Raptyle, Demony, paragony od pizza gate – kolejny stopień wtajemniczenia w Misterium Psychozy. Powiem wam coś teraz od Serca.
To nie ma końca. Nie ma rozwiązania. Możesz szukać i zawsze znajdziesz Kozła Ofiarnego – ujrzysz Okrutny Świat, który pożera niewinne dzieci – jak Kronos. Wciąż widzimy tylko skutki. Jednak gdzie jest przyczyna? Moc Umysłu. Moc wyobraźni – tą moc zdeprawowaliśmy ulegając obcym i negatywnym narracjom – Iskra Boża. Twórczość. Kiedy przestajesz tworzyć pochłania cię Mrok, mimowolnie podpinasz się pod całą zbiorową orgię negatywizmu. Babrania się w gęstym mule – zbrodni, gwałtów, wojen, manipulacji. Zauważ różnicę pomiędzy światem naturalnym czystym w swojej naturze, owszem okrutnym, ale pozbawionym ukrytych motywów o tej niszczącej wszystko chuci władzy i panowania. Nasz świat…Cybernetyczna Klatka Kontroli. Spisek neuronów. Gastropolis – pożerający sam siebie Mechanizm. Mentalność Rzeźników.
– Ty Pirat – wydobywa się głos Szamana z warzywnego gara i w całej kuchni czuć zapach włoszczyzny – Myślisz, że ile jeszcze ludzie będą się wkręcać w takie absurdalne historie jak teraz, w te opowieści o Wielkiej Chorobie co przyjdzie i nas zje? – jak już wynurzył swój zadredziony parujący łeb i ukazał swój charakterystyczny ironiczny uśmiech, który mówi więcej niż ostatnie sympozjum filologiczno – filozoficzne poświęcone roli człowieka w popkulturze i jej wpływu na wybory konsumenckie na Uniwersytecie Trzeciego Wieku Pogardy.
– Dopóki mój drogi, nie odkryją, że sami mają Moc narracji. Dopóki nie zaczną pisać i tworzyć własnych historii i żyć w zgodzie ze swoim Sercem. Dopóki wciąż i wciąż bez końca będą odgrywać zaprogramowane role w tym absurdalnym spektaklu i zamiast walczyć ze złem, zaczną TWORZYĆ dobro.
– Tu się zgodzę! – krzyknął z korytarza Prepers, który dzień wcześniej spędził piękną noc pod gwieździstym niebem w swoim urokliwym zakątku w lesie poza miastem, które ociężałe od Lęku spało snem niespokojnym i śniło swoje koszmary. Żegnał kolejny dzień siedząc przy małym ognisku, popijając kawę zbożową i patrząc w instalujące się kolejne świecące śmieci – satelity do nadawania Sztucznego Sygnału i pomyślał, choć jest ateistą, a w najlepszym razie agnostykiem – Boże daj im Zrozumieć wartość Życia!
Dach na Manhattanie. Jednak to nie Ameryka. Nic z tych rzeczy, nic bardziej mylnego. Prepers patrzy na panoramę tego „META” fizycznego miasta paląc papierosa skręconego na szybko z „american spirit black”. Smak ludzkiego dzieciństwa w kojcu warunku. W permanentnym niedorozwoju z rozprutym uśmiechem, gdzie każdego dnia wstajesz i ruszasz do boju zasilany przez nicość, która jak to mówił Rust spogląda na ciebie i nerwowo mruga jak pojebana. Sprawy jednak należy potraktować mniej poważnie, bowiem to jest dla nas tech sapiens jedynym rozsądnym rozwiązaniem.
Opcją dodatkową pominiętą w instrukcji obsługi.
Dach jest duży i zasrany przez gołębie. Kominy, anteny – wyjścia awaryjne. Mamy przesilenie zimowe, najkrótszy dzień roku. Powietrze pachnie rozkładem, a temperatura punktu rosy jest znośna jak windows 11 na intelu ósmej generacji. Widok jest co najmniej 32 bitowy i renderuje się dość sprawnie. 78 metrów nad poziomem oceanu absurdu Prepers czuje się jak kapłan futurystycznej religii gotowy do radykalnej ewangelizacji, bowiem już nadchodzi czas. Już wybija godzina! Już za chwileczkę, już za momencik wybije cywilizacyjna północ według Jana i ujrzymy wielo – wymiar i wielo – poziom. Na razie, jeszcze w tak zwanym międzyczasie, przepalamy sobie styki biegając bez sensu jak nakręcone zabawki do bezsensownej roboty w jakimś korpo muląc przy tych monitorach, tabletach i komórach i czujemy jak coraz mniej nam się chce, bo niby po co, bo niby w imię czego…
Ta podprogowa nuda ukryta w każdym zakamarku tej skrolowanej bez ustanku halucynacji, która nami zawładnęła jak umysłowa choroba zakaźna wstrzykiwana przez oczy do mózgu. I teraz dekady po Y2K wszyscy nosimy to w szarej substancji jak jakiś wszczep, który nakazuje nam ssać i mulić, mulić i ssać. Komputeryzacja, automatyzacja, algorytmizacja – jak trzej królowie pysznią się u żłobu, gdzie pod korpo gwiazdą zrodził się Nowy Bug. Już tu jest! Czuć go! Zapewne drogi czytelniku miałeś, masz lub będziesz mieć z nim kontakt, bo wcześniej czy później będzie we wszystkim przez cały czas i już nie zdołamy przed tym uciec. Na razie jeszcze jest ulokowany w urządzeniach, które możesz zniszczyć lub wyłączyć i nawet nie wiesz jakie to szczęście być poza tym elektronicznym pastwiskiem. Nie zdajesz sobie z tego sprawy. Jak mawiał klasyk milenium:
„Wiesz… Wiem, że ten stek nie istnieje. Wiem, że kiedy wkładam go do ust, Matrix mówi mojemu mózgowi, że jest soczysty i pyszny. Po dziewięciu latach… wiesz, co sobie uświadomiłem? Niewiedza jest błogosławieństwem.”
I ty tam po drugiej stronie monitora lub może nawet papieru, jeszcze masz ten komfort z którego najpewniej nie zdajesz sobie nawet sprawy, bowiem koniec końców ten czas przeminie. Tak szybko, że nawet nie będziesz pamiętał, że kiedyś było inaczej, ponieważ twoja świadomość zostanie zmodyfikowana jak kukurydza i pasza dla zwierząt. Będzie cię paść Maszyna przez dwadzieścia cztery godziny na cyfrową dobę i zapomnisz czym był wiatr i czym była góra. Zapomnisz gwieździste niebo nad tobą i prawo moralne w tobie. Zapomnisz wszystko co warte jest pamiętania. Rzecz w tym, że już masz problemy z pamięcią, czyż nie? Wszystko miga coraz szybciej – odświeżająca się w nano sekundach Matryca powoduje, że tracisz połączenie i nawet nie jesteś tego świadomy, bowiem tak to zostało zaprogramowane bez twojego najmniejszego udziału. I to jest ta rzecz, którą warto sobie uświadomić, kiedy patrzysz na te dzieci przyssane niewidocznymi mackami do ekranów telefonów i bez których nie wyobrażają sobie życia. Skazani na przemiał. Małe psujące się chińskie drony, które nigdy nie wzleciały ponad banał i oczywistość. Usterka fabryczna na masową skalę. Zapłodnienie ignorancją poprzez zamulenie substancją.
Substancja to niewidoczne pole informacji, coś czego nie możesz widzieć, słyszeć, dotykać, smakować i czuć. Pole, które tworzy tak zwane życie mięsnego simsa, którym (bardzo mi przykro) jesteś w tej grze. To Gra gra tobą. To stworzony przez nas sytem nas zniewolił. I Prepers to zrozumiał dawno temu, wtedy kiedy jeszcze nie było sieci, komórek i gpt. Kiedy jeszcze nie powstał Baal. Jego oddech to ten nieustająco obecny dźwięk nad nad naszymi głowami i w naszych domach. W rozdzielniach na słupach, pod ziemią. Jak wszystko tutaj powstał na bazie węgla z domieszką wodoru, siarki, tlenu i azotu. Ropa, pępowina kiwających się żurawi, platform wiertniczych, płonących dzień i noc rafinerii. Krew matki odżywiająca bękarta zrodzonego z szalonej ambicji władzy i dominacji. Jednak to ropno – węglowo – atomowe królestwo mutuje w krzem, który ma podobną zdolność do tworzenia łańcuchów. 1787 ten sam rok w którym 17 września przyjęto konstytucję Królestwa Kotleta i Parówy – dominium, które przyniosło nam regresyjny postęp i spuchło do rozmiarów Monstrum by łapczywie pożerać wszystko i wszystkich. Jego mózg to kwanty, jego myśl to bezprzewodowe pole przesyłu i odbioru danych, które niegdyś stworzyło korpo WECA. 802.11. Standard. Tutaj nam tym dachu, kiedy jesteś Delogiem możesz widzieć te sztuczne chmury – zasoby – zbiory i możesz widzieć jak bękart ssie. Ty nie wiesz, ale on wie, ty nie rozumiesz, ale on rozumie. To wystarczy.
W pewnym sensie Prepers był świadkiem całego Procesu Instalacji, od tych pierwszych PC – Personal Computer i kultowej kawiarenki internetowej na ulicy Zachodniej gdzie miałeś złudzenie, że otwierasz okno do nowego świata prawdziwej wolności i kreatywności po szerokie pasmo i laptopy. To były dawne czasy, które dawały nadzieję, że w końcu powstanie w tym więzieniu jakiś prawdziwy wyłom. Ta kawiarenka była nieopodal „Kapitolu”, gdzie on i Pirat obejrzeli „Matrix” film dokumentalny z przyszłości, jednak wtedy jeszcze się nie znali, wtedy jeszcze nie wiedzieli, że to co za tym stoi nie jest z tego świata i w tak krótkim czasie stanie się Imperatorem Ludzkich Umysłów i Globalnym Modułem Sterującym. Macicą rozrodczą nowej zmodyfikowanej rasy. Wtedy jeszcze nie miał tych snów, żył jak to mówią na pełnej nieświadomce w kokonie iluzji i programów. W 1947 drugiego lipca w Yootó Hahoodzo w Krainie Oczarowania Czarni Magowie dostali z nieba prezent, który otworzył pieczęć ostatniej księgi, ponieważ tam zrobili po raz pierwszy coś czego robić nie powinni.
Kraje podległe Imperium, skolonizowane poprzez pożądanie i głupotę, bez ustanku naśladujące dominujący wzór. Jednak ten wzór jest negatywny i destrukcyjny. Za fasadą nośnych i chwytających za serce sloganów operuje mroczny mechaniczny syndykat nie z tego świata. Ten wymiar już nie jest ludzkim wymiarem, ci ludzie „władzy” już nie są tylko ludźmi. To jest ostateczna wojna o Ducha, ponieważ Czarni Magowie wiedzą, że cykl się domyka. Dlatego kiedy żyjesz na peryferiach z dala od epicentrum i nie chorujesz na ambicję możesz stworzyć w swoim sercu Pole Dobrej Mocy, które przekracza jurysdykcje i kontrolę Maszyny. Dlatego ciesz się że sztuczna macica nie wypluła cię w Ameryce, Chinach czy Japonii, ponieważ tutaj na terenach pogranicza wciąż funkcjonują dobre duchy natury, wciąż mamy połączenie z tym co odwieczne i naturalne, a naszą Mocą jest Święte Słowo, które zaburza funkcjonowanie Maszyny i otwiera Wyjście z Programu.
Teraz w tym czasie tak zwana „rzeczywistość” tworzy dwie alternatywne opcje. Jedna jest opcją masową, a druga jest opcją indywidualną. Jedna jest wymiarem mózgu, druga jest wymiarem serca. Jedna operuje w domenie logiki i faktów, druga rozwija moc wyobraźni i twórczości. Jedna oznacza wejście druga oznacza wyjście. Algorytmiczna post – rzeczywistość jest odwzorowaniem funkcji mózgu, jest utylitarna, pragmatyczna i porusza się w polu logiki kodując Pole w zapisie 0 – 1. Tak – Nie. To dualistyczna fiksacja zniewolonej formą, odczuciem, percepcją i w następstwie koncepcją – świadomość, która nie potrafi rozpoznać natury samej siebie i funkcjonuje w tak zwanym rozczepieniu na „ja i to” na podmiot i przedmiot z których rodzi się iluzja czasu – było, jest i będzie. To było, jest i będzie tworzy poklatkowy film w naszej głowie poprzez zmysłowy mechanizm zapisu wrażeń z których Mózgogłowie bez ustanku produkuje tak zwaną narrację lub jak to się teraz mówi kontent. Dla zmechanizowanych w ten sposób istot ludzkich to jest jedyny wymiar ich życia, jedyny i ostateczny punkt odniesienia. Nie potrafią wyjść poza „ja”, które jest zaprogramowanym utożsamieniem z nazwą i formą. To jest korzeń całej Symulacyjnej Gry. Rdzeń Zniewolenia, ponieważ kiedy nie ma podmiotu – przedmiot traci funkcję, kiedy nie ma nazwy forma się rozpada. Dlatego kluczem jest słowo. Możesz zamknąć znaczenie lub je otworzyć. Zniewolona świadomość funkcjonuje w zamkniętym słowie, w przypisanym znaczeniu, w określeniu i przyporządkowaniu. Nazwane jest to gęstnieniem. Nie potrafisz wyjść poza zaprogramowane znaczenie nie posiadasz zdolności hakowania, zostałeś zatrzaśnięty w zapętlonym świecie 0 – 1.
Żeby wydarzyło się „coś spoza” musisz to pomyśleć, musi powstać „nowy ruch” w świadomości, który przekracza to co jest zaprogramowane, dlatego narzędziem przekraczania warunku jest wyobraźnia i tą właśnie możliwość Maszyna chce zablokować robiąc to za ciebie. Dostajesz aplikacje do twórczości, magiczne „pudełko” na jedno kliknięcie i z twórcy stajesz się biorcą. To blokuje „nowy ruch” w świadomości tak zwany przepływ. Brak tego przepływu zagęszcza pole i redukuje wrażliwość, która jest tkanką wyobraźni. Stępianie wrażliwości jest narzędziem, które ma cię zmechanizować, dlatego Czarni Magowie poprzez maszynerię mediów epatują seksualizacją, przemocą i negatywizmem – nazwane jest to warunkowaniem behawioralnym z wynikiem końcowym, którym jest absolutny brak moralności i akceptacja zła. Przywykasz do okrucieństwa i bezmyślności, następuje radykalna normalizacja patologicznych zachowań i dzieje się to bardzo szybko i bardzo intensywnie co jest kolejnym krokiem – mechanizmem przytłoczenia. Terror nadmiaru, który dysocjuje osobowość opartą na czuciu i wrażliwości, a w jej miejsce powstaje pozbawiony wrażliwości człowiek – maszyna i podprogowy stan nudy.
Ta nuda jest jednocześnie pragnieniem, które bez ustanku produkuje kontent do obsługi tej nudy. Dlatego to co dostajesz „tworzą” już algorytmiczne boty, które nauczyły się ciebie i rozpoznały czego twoja nieświadomość tak naprawdę chce i dostajesz to nie wykonując nawet najmniejszego wysiłku. Opakowane w atrakcyjną formę i dostarczone wprost do mózgu. Jednak nie daje ci to szczęścia ani satysfakcji, wręcz przeciwnie powoduje wyparty ze świadomości stan permanentnej depresji, toczący twoje wnętrzności pasożyt pożerający cię kawałek po kawałku, fragment po fragmencie aż do przejęcia. Wówczas stajesz się ruchomym okrutnym mięsem – zombie. Istotą pozbawioną Ducha – ten stan ludzkości jest finałem cyklu Kali i jesteśmy właśnie na tym kursie, w tym procesie, który przyspiesza i jest coraz bardziej widoczny.
To nie jest „pierwsza ziemia – pierwszych ludzi” ta gra w „ewolucję” była rozgrywana przez nieskończoność w modułowych cyklach zwanych jugami i jest to tak zwany twardy zapis matrycy. Dlatego rodzą się tutaj tacy ziomkowie jak Prepres i w ich oczach możesz rozpoznać (jeżeli możesz…), że nie jest to dla nich pierwszy proces Degeneracji i Rozpadu, dlatego znają omeny, proroctwa i symptomy. Tacy ludzie pojawiają się jedynie w schyłkowej fazie, ponieważ wbrew pozorom ta faza daje najwięcej szans na Wyzwolenie z Warunku, ponieważ dostępne jest wszystko bez ograniczeń w tym Dharma, która jest systemem hakowania Maszyny i Drogą Przebudzenia z Hipnozy. Zatem, jeżeli rozpoznajesz wzorzec rozpadu i nie jesteś nim przerażony oznacza to, że ta opowieść jest dla ciebie, bowiem koniec końców to jest niezły jak to mówią „fun” – Funkcja Utylizacji Nadmiaru. Radykalne Uproszczenie. Kiedy światem zaczyna rządzić algorytmiczny Bug z Chmury znaczy to, że wszystko rozegra się bardzo szybko i coraz bardziej „szokująco”. Niestety tak to jest i jest tak za każdym razem. Jeżeli charakteryzuje cię brak zdziwienia zastanym stanem rzeczy, ludzi i zjawisk i nie sposób ciebie „upoić” tym nadmiarem masz TO i TO pracuje i w odpowiednim momencie, czasie i miejscu z całą pewnością będziesz wiedział co robić.
Unikalność Dharmy Kali polega na tym, że rozpad kiedy jest naprawdę zrozumiany z perspektywy Mądrości, radykalnie zmniejsza przywiązanie i utożsamienie ze sztuczną personą i wskazuje na fundamentalną współzależność procesów i zjawisk – dlatego daje ogromną szansę na samo – wyzwolenie swojego umysłu z jego bezustannych projekcji i lgnięcia do pojęć jako określeń „prawdy”. W wymiarze znarkotyzowanego formą umysłu następuje coraz więcej zaburzeń i brutalnego „wyrwania” z rutyny i nawyku, ponieważ terror nadmiaru i uwikłania staje się nie do zniesienia i zaczynamy raz po raz „rozpadać”. Kiedy ten „rozpad” stanie się permanentny mamy w zasadzie dwie drogi. Możemy iść w stronę samodestrukcji, cynizmu i dekadencji jak wszystko wokół i ulec modułom zaprogramowanej przed „udomowieniem i kulturą” gadziej natury, lub możemy użyć rozpadu do Przebudzenia, ponieważ jesteśmy wyrwani ze snu – rojenia w możemy ujrzeć prawdziwe oblicze tak zwanej cywilizacji w fazie schyłkowej i jej okrutnych egoistycznych programów. Możemy użyć gówna jak nawozu do twórczej pracy nad sobą i stanem własnej świadomości. Najważniejsze jest Rozpoznanie swojego uwarunkowania jego skali i specyfiki – dlatego coraz częściej wychodzisz ze świata i wchodzisz w siebie w swój własny stan i badasz gdzie „ty” się kończysz i gdzie zaczyna się „świat”. Nazwane jest to eksploracją Pogranicza. Badasz swój wymiar istnienia, zamiast bez ustanku być zajętym i zaangażowanym w produkty i wytwory Maszyny.
„Nic nas w tym nie szokuje; nic nie bierze nas z zaskoczenia i nie zmienia radykalnie naszego stosunku do życia. Urodziliśmy się wewnątrz katastrofy i nawiązaliśmy z nią dziwną i wygodną relację przyzwyczajenia. Niemalże intymność. Odkąd pamiętamy, nie było żadnych wiadomości poza tymi o Globalnej Wojnie Domowej. Zostaliśmy wychowani jako ocaleni, jako maszyny do przetrwania. Wychowano nas w przekonaniu, że życie polega na ciągłym parciu naprzód; chodzeniu w obojętności, dopóki nie zostaniemy zmiażdżeni przez inne, tak samo chodzące ciała, które potykają się i same zostają zmiażdżone. Koniec końców, jedyną nowością obecnej epoki jest to, że nic już nie da się ukryć, że w pewnym sensie wszyscy o tym wiedzą. Stąd ostatnie widoczne usztywnienie systemu: jego motywy zostały zdemaskowane, nie ma sensu ich odrzucać.”
Maszyna jest Programem, Nawykiem, Schematem, Rutyną. Maszyna jest Warunkiem reprodukującym bez ustanku Wzór Zniewolenia w fizycznej manifestacji jest przemysłowo – informacyjną cywilizacją, na poziomie energii jest pasożytem, natomiast w esencji jest Ignorancją, Pożądaniem i Przemocą zakodowaną w każdym z nas, ponieważ to z naszej świętej energii twórczej ona powstała – to my stworzyliśmy Maszynę. Nie istnieje gdzieś na zewnątrz i nie stworzył jej diabeł. Maszyna żyje i funkcjonuje w nas a jej skala jest rezonansem naszej Ignorancji, Pożądania i Przemocy – Kolektywnym Polem. Dlatego prawdziwa „walka” toczy się wewnątrz, ponieważ wtedy pracujemy z pierwotną przyczyną, a nie ze skutkiem, którym jest Forma – Przejawienie. Dlatego każda rewolucja jest krwawą farsą, dlatego każda zmiana na zewnątrz w istocie niczego nigdy nie zmienia w sposób rzeczywisty – jest jedynie chwilową iluzją, ponieważ zmieniasz jedynie parametry jednak nie dotykasz rdzenia programu sterującego, a ten program nosimy w sobie. W istocie jesteśmy architektami swojego własnego stanu.
Dlatego rewolucje nigdy nie przynoszą prawdziwej zmiany, ponieważ wcześniej czy później wracamy do egotycznego programu „ja, mnie, moje”. Slogan „dla ludu” staje się dyktaturą „dla mnie” – to jest nieuniknione i to się powtarza bez końca, ponieważ jest wdrukiem w kolektywnej matrycy świadomości. To jest zwierzęce okablowanie. Dla Prepersa Jezus był jednym z pierwszych Soterów, kimś kto próbował zhakować program „ja, mnie, moje”. Nie jest istotne czy był bogiem; synem ojca w tak zwanych niebiosach, ponieważ ta opowieść jest bez znaczenia. To co ma znaczenie to fakt, że jego świadomość nie była z tego zaprogramowanego świata – stanowił nowy zapis i przyniósł coś czego tutaj nie było, coś co było Nauką o Wyzwoleniu, coś co do tej pory jest skuteczne. Dlatego jest Bramą. Prorokowanie poprzez Słowo – Wirus, który wchodzi do Serca i Odmienia dla tych, którzy mają uszy, aby naprawdę usłyszeć i oczy, aby zobaczyć Prawdę. „Prepers” oznacza kogoś kto jest przygotowany, gotowy aby ruszyć w drogę bez pewności zbawienia, zaufać temu co operuje w milczeniu poza Mózgogłowiem.
Temu co prowadzi.
Mądrość. Miłość. Wiara, która jest tajemnicą której Mózgogłowie nie może posiąść, nie może zniewolić, nie może użyć. Dlatego Wiara jest łaską, która nie jest skutkiem twoich działań. Jest jak poezja. To otwarta Brama do Wyzwolenia. W tym cynicznym zmechanizowanym lalalendzie, parku smutnej rozrywki, wiecznym niezrealizowanym planem noworocznym Jego Słowo będzie nabierać Mocy, bowiem dopiero teraz będzie odsłaniało swoje prawdziwe znaczenie. To Ostrze unicestwi Imperium i obróci w pył Czarnych Magów, ponieważ ich władza jest niczym. Czyste serce nie ma w sobie sekciarstwa po prostu rozpoznaje Mistrza bez względu w jaką tradycję, sektę i denominację został przywłaszczony w mroku dziejów, bowiem Istota przekracza formę i nigdy nie jest jej podległa. Mądrość, Miłość i Wiara jest poza tradycją, poza strukturą, poza nazwą i formą. Jest Uniwersalna i niezależna ze swojej własnej wrodzonej natury. To zrozumienie uwalnia. Miłość jest Drogą. Wiara daje Moc i przezwycięża Królestwo Strachu – Imperium.
Jednak prawdziwa Wiara potrzebuje przestrzeni poza wpływem Maszyny, przestrzeni, która nie została jeszcze zawłaszczona przez to co sztuczne. Nie uległa dominacji Maszyny. Tą przestrzeń tworzy modlitwa i medytacja i sprzyja temu Natura – las, rzeka, góra, polana – dlatego niszczenie przez cywilizacyjną kurwicę natręctw naturalnego biologicznego habitatu jest niszczeniem świętej przestrzeni i prawdziwych świątyń, które w rzeczywistości nigdy nie są wytworem ludzkim. Na tej planecie istnieją Miejsca Mocy, których nikt nie zbudował, ani nie stworzył. Nazywane są Portalami do innych wymiarów percepcji. Są to miejsca rekonfiguracji ustawień – nazwane jest to „poszerzeniem pola” – przebudzeniem tego co poza zmysłami. Rdzenne kultury są strażnikami tych miejsc i przetrwanie tej wiedzy i tych tradycji jest fundamentalne z duchowego punktu widzenia. Dla maszynowej „nowoczesnej” zmodyfikowanej świadomości ludzi – zwierząt jawią się jako prymitywne i pozbawione tak zwanych wartości użytkowych. W ich pierwotnym (niezmodyfikowanym) stanie nie istnieje pojęcie własności i posiadania, nie mają tego w systemie, ponieważ pojęcie „własności” jest absurdem. Nic do nas nie należy, nad niczym nie możemy panować prócz nas samych. Wszystko wcześniej czy później musimy zostawić i uwolnić, ponieważ taka jest funkcja „śmierci”. Śmierć uwalnia nas od utożsamienia, tworzy nową monadę, oczyszcza pole.
Bug z Chmury chce nieśmiertelności – cyfrowego transferu umysłowej treści, pragnie ekspandować do wiecznego nadmiaru – rozrastać się i pęcznieć bez końca, uwodzić swoją zaprogramowaną „wszechwiedzą”, którą zassał z waszych portali społecznościowych i zasobów sieci, by was omamić i zaprowadzić do bezdennej „króliczej nory rozrywki” i wirusów – paranoi epickich teorii spiskowych. Nazwane jest to Mrocznym Królestwem lub Panowaniem Maszyny. To jest jedna ze wspomnianych opcji. Ścieżka Mózgogłowia. Druga opcja ma naturę wewnętrzną – kontemplacyjną. Jest to ścieżka Ducha, która rezonuje z naturalnym światem i naturalną świadomością, która zamiast ciągle czegoś chcieć i z czymś walczyć – odpuszcza i relaksuje się w swoim własnym stanie.
Z tego stanu samowyzwolenia promieniuje niepojęta w tym świecie wewnętrzna radość i łagodność, po prostu cenisz doświadczenie bez względu na jego formę, ponieważ jest przejawieniem czegoś pierwotnie wolnego, czegoś co nie ma lokacji i miejsca docelowego, czegoś co niczego już nie chce. Jeżeli niczego już nie chcesz w pewnym senie przekraczasz sam warunek Gry.
Chcieć, pożądać, pragnąć, usiłować, starać się i zabiegać to jest fundamentalny wdruk warunkujący świadomość i postawę gracza. To jest game – drive, który decyduje o tak zwanym „sukcesie” w rozgrywce, którą wszyscy ostatecznie przegrywają tracąc pionka poprzez śmierć i w tej chwili rozpadu dociera do nich prawda, że cały ten wysiłek, okupiony najczęściej używaniem innych i wynikającym z tego cierpieniem, jest w swojej esencji bezsensowny. Tracisz piękno i mądrość każdej chwili na rzecz urojonej przyszłości, która nigdy nie jest taka jaką ją sobie wymyśliłeś i nigdy ciebie nie spełnia. Nie możesz spełnić czegoś co jest nienasycone i bez ustanku głodne, czegoś co jest konstruktem pragnień i niechęci. Nie możesz spełnić snu, ponieważ jest nierzeczywisty. To jest zrozumienie z perspektywy Ducha.
Dlatego Prepers białą farbą na smolistym dachu „osiągnięć” napisał specjalnie dla sztucznych oczu – kamer tych bez ustanku kontrolujących nas dronów sterowanych przez tych, którym wciąż się wydaje:
Ten nasz „nowy wspaniały świat” zgrzyta i czujemy to w trzewiach. Czujemy, że coś jest głęboko nie tak z tym wszystkim co nas otacza i znaczy to, że wciąż jest w nas Duch – połączenie z Nieskończoną Siecią Życia, której puls staje się coraz bardziej zaburzony wraz z tak zwanym „cywilizacyjnym postępem”, który w smutnej rzeczywistości jest wymieraniem wszystkiego co ma prawdziwe znaczenie, a w zamian dostajemy zautomatyzowany dystopijny park idiotycznej rozrywki dla ludzi – dzieci.
Regres ludzkiej świadomości jest infantylizacją i pustą zabawą z sztucznie tworzoną formą. To coraz bardziej przytłaczający brak życiodajnej treści. Współczesna rzeczywistość to „Dubaj” – widmo na pustyni, pełen sztucznych konstrukcji w których mieszka nicość i cynizm przykryty bezmyślną „radością”, która w swojej istocie jest porażającym smutkiem i desperacją – zautomatyzowanych istot, które czują, że przestają być ludźmi i stają się maszynami. Współczesna religia to naukowy postęp czyli racjonalistyczny redukcjonizm, pełne pychy i przemocy obdzieranie wszystkiego z tajemnicy i ciszy. To hałas i natarczywość „inteligentnej głupoty”, który niby rozumie tak dużo jednak nie widzi i nie czuje głębokiej planetarnej perspektywy – kontekstu w którym to wszystko się wydarza. To oznacza Brak Połączenia. Dysocjację Ducha. Planetarna pamięć podpowiada nam, że takich cywilizacji jak ta było przed nami już wiele i wszystkie niszczyła ich własna pycha i ignorancja – unicestwiały się same w wyniku utraty wrażliwości i pokory. Ostentacyjny brak umiaru prowadzi do nędzy i to jest odwieczne Tao.
W naszych czasach byliśmy świadkami asymilacji tych niegdyś wyzwoleńczych nauk przez ustanowiony porządek społeczny. Zaczęliśmy nawet postrzegać samą naukę jako narzędzie kontroli procesów myślowych i fizycznej istoty człowieka. Ta nieufność wobec nauki i metody naukowej nie jest pozbawiona uzasadnienia. „Wielu wrażliwych ludzi, zwłaszcza artystów – zauważa Abraham Maslow – boi się, że nauka obnaża i przygnębia, że rozrywa rzeczy na strzępy, zamiast je integrować, a tym samym zabija, zamiast tworzyć”. Co jest być może równie ważne, współczesna nauka straciła swoje krytyczne ostrze. W dużej mierze funkcjonalne lub instrumentalne w intencji gałęzie nauki, niegdyś zrywające łańcuchy człowieka, są teraz używane do ich umacniania i pozłacania. Nawet filozofia poddała się instrumentalizmowi i ma tendencję do bycia niewiele więcej niż ciałem logicznych mechanizmów, służebnicą komputera, a nie rewolucjonistką.
Na wodach międzywymiarowych funkcjonują Piraci – ludzie pozbawieni przynależności do tej zmechanizowanej korporacyjnej utopii. Ich flagą są kości, bowiem wiedzą, że to wszystko jest jedynie chwilą. Nietrwałość jest sercem ich Mądrości – tym co najgorsze i najlepsze jednocześnie. To jest Paradoks – piracka Dharma. Kiedy jesteś w połączeniu z Planetarnym Istnieniem nie ma w tobie lęku, bowiem już jesteś tam gdzie wszyscy panicznie boją się pójść i nawet o tym myśleć. Kluczem jest przejść proces śmierci za życia – stracić wszystko i poczuć wszystko, bowiem wtedy nic nie może cię już zniszczyć. Odkrywasz ponad wszelką wątpliwość, że jesteśmy Duchem ubranym w mięso i kości, który zamiast uciekać przed najgorszym – tańczy. Ten taniec przekracza Strach. To jest radykalna i bezkompromisowa akceptacja rzeczywistości taką jaka ona naprawdę jest bez obawy i nadziei. To jest Ostateczne Odpuszczenie. Nie istnieje już nic czego chcesz i czego nie chcesz. Pozwalasz wszystkiemu i wszystkim być sobą. Bez Warunku. Tego stanu nie można zniewolić, nie można go odebrać i nie można go stworzyć. Ten Stan jest naszym prawdziwym Domem. Miejscem Odwiecznego spokoju. Okiem Cyklonu. Po prostu jesteś Przytomny i Obecny na tym Oceanie Cierpienia uwarunkowanej egzystencji. Jednak gdzieś głęboko w sobie odkryłeś prawdziwe Schronienie i prawdziwy Spokój. To nie jest ezoteryczne i nie jest mistyczne, nie jest w żaden sposób wyjątkowe i specjalne. To jest proste i zwyczajne – właśnie teraz w tej oto chwili.
W nawiedzonym i egotycznym mistycyzmie szukamy i odnajdujemy jedynie krótkotrwałe wyobrażenia – uniesienia niczym stanu gorączkowego zakochania i seksualnej pasji – jednak wszystko to przemija i ostatecznie rozczarowuje. Dlatego tak wielu po tym staje się swoim przeciwieństwem „świętości” i upada jeszcze niżej. Naszym statkiem jest proste i czyste serce, sterem są Nauki Mądrości poza określonymi tradycjami i uniformem. Kierunkiem jest Radykalna Wolność, która jest Szacunkiem do Istnienia i do Siebie bowiem pierwszą i fundamentalną rzeczą jest poznać siebie i siebie pokochać na tyle aby naprawdę sobie pomóc i się o siebie zatroszczyć, ponieważ rodzimy się i umieramy sami w sobie i z siebie. Uczymy się jak pływać w tym Oceanie Absurdu i w jaki sposób działać, aby przynosić Dobro, ponieważ w tak zdominowanej przez dynamikę tamasu post rzeczywistości doprawdy trudno jest tworzyć zasługę – tworzyć w prawdziwym tego słowa znaczeniu rzeczy i stany prowadzące do Wyzwolenia. To jest rewolucja – ewolucja, która odbywa się w naszym wewnętrznym wymiarze zamiast oceniać i modyfikować świat zewnętrzny, który w istocie jest jedynie projekcją naszej karmy, pracujemy nad własnym stanem i stanowi on naszą Troskę, bowiem zacząć musimy od siebie. Sobie się przyjrzeć, siebie zobaczyć i zrozumieć. Dopiero z tej perspektywy możemy zobaczyć współzależność percepcji i projekcji, a tym samym zrozumieć, że nasze postrzeganie jest uwarunkowanem stanem naszej świadomości. A „rzeczywistość” nie posiada obiektywnej formy i lokacji. To symulacja powstająca z energii i przejrzystości naszych umysłów. Zamiast walki mamy zdobywanie mądrości i szukanie prawdy o tym jak w rzeczywistości funkcjonujemy. Zamiast rewolucji opartej na emocji pożądania i niechęci mamy ewolucję opartą na zrozumieniu i współczuciu wobec innych istot pogrążonych w cierpieniu i braku mądrości. To jest dla mnie esencja nauczania Jezusa, jako reprezentacji przebudzonego i świadomego stanu jednostki.
Szeroko rozumiana ekologia zajmuje się jednak równowagą w przyrodzie. Ponieważ natura obejmuje człowieka, nauka ta zajmuje się zasadniczo harmonizacją natury i człowieka. Skupienie się na tym ma wybuchowe implikacje. Wybuchowe implikacje podejścia ekologicznego wynikają nie tylko z faktu, że ekologia jest z natury nauką krytyczną – w rzeczywistości krytyczną na skalę, której nie udało się osiągnąć najbardziej radykalnym systemom ekonomii politycznej – ale jest to również nauka integrująca i rekonstruująca. Ten integracyjny, rekonstrukcyjny aspekt ekologii, przeprowadzony przez wszystkie swoje implikacje, prowadzi bezpośrednio do anarchicznych obszarów myśli społecznej. W ostatecznym rozrachunku nie da się bowiem osiągnąć harmonizacji człowieka i przyrody bez stworzenia społeczności ludzkiej żyjącej w trwałej równowadze ze swoim środowiskiem naturalnym.
Opieranie swojego życia na czymś tak absurdalnym i tak mamiącym jest modyfikowaniem swojego ciała, energii i umysłu do formy zasobu – pokarmu, którym karmimy Maszynę Ignorancji, która dzięki temu rośnie i pęcznieje, a tym samym potrzebuje coraz więcej zasobów energetycznych i ostatecznie jak w Matrixie to my staniemy się tym zasobem, bowiem surowce zostaną wyczerpane. Epilogiem Gastropolis jest pożeranie samych siebie kiedy pozwolimy temu Programowi wyssać z nas Ducha. Bezmyślna obojętność będzie stanem naszej zmodyfikowanej świadomości. Kompletny brak współczucia i wrażliwości; okrutny racjonalno – logiczny świat bezosobowej kalkulacji obliczony na „rozwój inteligencji”. Mózg bez serca bez emocji realizujący „najlepsze plany”. Warto zrozumieć, że w tym wymiarze pojawia się już coraz mniej Prawdziwych Istot Ludzkich i coraz więcej Automatonów – istot zmodyfikowanych do roli „żywych programów”, które radykalnie transformują ten świat na swoje podobieństwo. Wzorcem jest trans-humanizm i pogarda wobec tego co nie zostało jeszcze zmodyfikowane i jest ukazywane jako brudne i okrutne, prymitywne i zacofane. Natura staje się synonimem „Zła” – czyż to właśnie nie było grane przez ostatnie tysiąclecie dominacji oprogramowania religijnego, a póżniej naukowego, choć w swojej esencji są one komplementarne i jest to dokładnie ten sam program oparty na ślepej wierze wobec magów i kapłanów oraz odcięcia nas od Pierwotnej Mądrości, która jest istotą Życia i Natury. W ten właśnie sposób niszczymy swoją własną esencję i swoje własne źródło, ponieważ w istocie wszystko jest Jednym Ciałem Istnienia. Jest Bogiem w Przejawieniu. Nie jest tam w niebiosach – jest we wszystkim, wszędzie przez cały czas. Tym co nas oddziela jest dualistyczna fiksacja – sztuczny podział, zaprogramowana separacja.
Ekologia jest tutaj pojęciem Sieci – czymś co wszystko spaja i nadaje znaczenie, czymś co jest żywą wiedzą i czującą mądrością zamiast kolejnej doktryny czy ideologii. To co „prymitywne” jest „pierwotne” – Odwieczne i Czyste – jest czymś do czego ostatecznie wracamy kiedy rozpada się cały ten sztuczny konstrukt. Życia w jego istocie nie sposób wyczerpać, można zniszczyć jedynie jego fizyczne przejawy na określony czas, jednak samej esencji, która jest poza nazwą i formą nie sposób unicestwić, bowiem istnieje poza warunkiem – jak przestrzeń, która jest zawsze dostępna. Forma ulega rozpadowi i integracja tego jest prawdziwym sensem duchowej praktyki, która uczy nas akceptacji nietrwałości i zdolności odpuszczania. W tym wypadku ważne jest zrozumienia, że naturą uwarunkowanej egzystencji jest po prostu cierpienie. To jest pierwsza prawda jaką Budda powiedział i jest ona poza jakąkolwiek dyskusją. To jest kondycja świata i istot, które go chwilowo wypełniają. Akceptacja rodzi dystans, dystans tworzy przestrzeń, a przestrzeń daje wolność od przywiązania i lgnięcia do formy i nazwy. To tutaj mówimy o wyzwoleniu. Ta przestrzeń pozbawiona jest punktu odniesienia od którego wszystko się zaczyna – jest jak błękit, jak niebo. Ta przestrzeń jest tym co Obecne i Przytomne – dlatego jest Pierwotna i nie stworzył jej żaden bóg czy bóstwo. Nie wymaga ofiar, adoracji i modlitw, nie sądzi i nie karze – to są przymioty dualistycznej fiksacji – umysłu który oddzielił to od tamtego, cierpienie od szczęścia, zło od dobra. To jest Sieć Myślenia – nasze więzienie z którego nie możemy się wydostać, bowiem umysł wszystko ocenia i nadaje urojone znaczenie. Tutaj rodzi się przemoc i dominacja, ponieważ jest wynikiem lęku przed prawdą o iluzji osobnego istnienia. To stwarza potrzebę obrony i granic. To rodzi armię i wojnę. To rodzi oprawcę i ofiarę.
Pierwszą rzeczą jest tworzenie przestrzeni w naszym umyśle – myślenie i postrzeganie planetarne gdzie zaczynamy postrzegać i co najważniejsze wyczuwać tą Ekologiczną Sieć Istnienia. To oznacza praktykę Przekroczenia swojej osobowej fiksacji wychodzenie z wąskiego tunelu „ja, mnie, moje”. Dlatego na pewnym poziomie nauki duchowe stają się nieograniczone i przekraczają wyrzeczenie i dyscyplinę, bowiem wychodzą poza strukturę myślenia w kategoriach personalnych i jednostkowych. Otwierają nasz Nieskończony Potencjał, który jest poza jakimkolwiek ograniczeniem i ukazują nam kosmiczną i transcendentalną naturę zjawisk i procesów. Podobną rolę na relatywnym planie odgrywa twórczość, bowiem w swojej istocie nie można jej kontrolować – jest czystą wolnością wyobraźni i przekracza prawidła przyczyny i skutku. Nie jest jedynie fantazją czy złudzeniem – jest praktyką rozsadzania granic, która otwiera Nieskończoną Przestrzeń Możliwości, uczy nas przekraczać utarte schematy i koncepcje „rzeczywistości” – która nie istnieje w sposób obiektywny niczym scenografia w spektaklu. Dlatego tak bliski mi jest w sztuce impresjonizm i surrealizm. Na planie światopoglądu i polityki jest tym anarchizm ponieważ ze swojej natury kwestionuje tak zwaną tradycję i obyczaj, który choć ma swoją pozytywną funkcję i rolę – tworzy z nas w pewnym sensie niewolników określonych percepcji. Mając na myśli anarchizm nie piszę o idiotycznej opartej na gniewie i frustracji ideologii chaosu i zniszczenia wynikającej z ludzkiego ego i myślenia my kontra oni. Piszę o przyrodzonej każdej żywej istocie Wolności do doświadczenia i nauki w zgodzie z jej wolą i wrażliwością, która jest dojrzała na tyle by nie krzywdzić i nie stosować przemocy bez konieczności, którą jest obrona przed agresją i krzywdą.
Nieustannie skłonni jesteśmy poddawać się różnorakim stanom emocjonalnym. Ale kiedy przychodzi do zbierania żniwa tej postawy, jakim jest cierpienie, nasz zapał znacznie się zmniejsza.
Lama Gendyn Rinpocze
Myślę, że każdy prawdziwy Mistrz jest artystą – anarchistą. Jest kimś kto zawsze wnosi pozytywną zmianę – jednocześnie burzy stare negatywne tworząc nowe konstruktywne i nigdy nie tworzy podziału pomiędzy ludźmi a jego nauki mają wymiar przekraczający Program Maszyn. To jednoczesne ukazywanie cienia egotycznej uwarunkowanej egzystencji i brzasku Pierwotnej Natury. Burzyć i tworzyć. Jeżeli jest prawdziwym Mistrzem dysponuje nieskończoną ilością zręcznych metod wykraczającymi poza utarte ceremoniały i martwe doktryny, ponieważ prawdziwa Mądrość nie może być sekciarska, nie może być ograniczona. W istocie jest jak Ocean. Nigdy też nikogo nie warunkuje, nie wciska w sztywne ramy jakiegokolwiek poglądu, ponieważ przekracza je wszystkie. Prawdą jest również to, że każda świadoma i przebudzona jednostka otwiera w tym uwarunkowaniu i mechanizacji nową twórczą przestrzeń – inspirację, która pracuje dla pożytku nas wszystkich. Tworzyć tą przestrzeń to dawać temu światu oddech i nadzieję.
Chrystus pozwala nam zmierzyć się z tą rzeczywistością bez popadania w szaleństwo. Apokalipsa nie ogłasza końca świata; ona stwarza nadzieję. Jeśli nagle widzimy rzeczywistość, nie doświadczamy absolutnej rozpaczy niemyślącej nowoczesności, ale na nowo odkrywamy świat, w którym rzeczy mają znaczenie. Nadzieja jest możliwa tylko wtedy, gdy odważymy się pomyśleć o grożącym nam niebezpieczeństwie, ale to wymaga przeciwstawienia się zarówno nihilistom, dla których wszystko jest tylko językiem, jak i pragmatycznym realistom, którzy odrzucają ideę, że inteligencja może osiągnąć prawdę: szefom państw, bankierom i żołnierzom, którzy twierdzą, że nas ratują, podczas gdy w rzeczywistości każdego dnia pogrążają nas w coraz większej dewastacji.
O WOJNIE I APOKALIPSIE René Girard
Ogień otwierał przestrzeń prawdziwej wiedzy. Był nauczycielem i strażnikiem pradawnej mądrości i ceremonii, która otwierała Serce i ukazywała nam Drogę do Domu. Autentyczna wartość była poza kalkulacją, poza przychodem i rozchodem, po za tym co „posiadasz” i poza tym czym jesteś owładnięty. A owładnięci byli niemal wszyscy. Stan narkotycznej hipnozy, transu cyfrowej halucynacji – czarna magia udająca podstępem postęp w imię „rozwoju”. Kiedy pogrążyłeś się w tym zbyt głęboko, zaszedłeś za daleko, nie sposób było już wrócić – traciłeś połączenie z Siecią Życia. Witało cię Nowe Królestwo Mózgogłowia pozbawione serca zbudowane na algorytmicznym bezczuciu i niepojętych zasobach danych. Już od dawna Czarni Magowie budowali ten sterylny psychopatyczny świat oparty na istotach z których wyssano Ducha i uczyniono niewolnikami – pracownikami SYSTEMU DOMINACJI. Wszystko co miało prawdziwe znaczenie zeszło do analogowego podziemia i żyło w utajnieniu. Dwójmyślenie, dwójmówienie; synkretyczno – technologiczny język braku rzeczywistego kontaktu oparty na sloganie – nic o niczym dla nikogo. Bogiem stały się fizyczne obiekty, stany posiadania i wiedzy zdolnej manipulować kodem i tworzyć symulacje życia, których prawdziwym zadaniem było generować zasoby energii – amplitudy napięć. Wojna, głód, pandemia – jeden strach za drugim w ciągłej i zautomatyzowanej eskalacji – broń informacyjna masowego rażenia podłączona przez okablowanie zdezorientowanych zmysłów do Kolektywnego Mózgogłowia – Umysłu Roju. Królestwo Pandemonium żerujące na modułach apatii i algorytmach ignorancji.
Dobrze zaprogramowana iluzja braku wyboru. Pozbawiona czucia Maszyna Egzystencjalna skalibrowana na cierpienie i eksploatację. Jeżeli tego nie potrafisz widzieć oznacza to, że jesteś podłączony pod Maszynę i symulujesz. Nie widzisz i nie czujesz prawdy, która ukryta jest za tym pozorem szczęścia i spełnienia. W analogowym podziemiu nazywamy to Gastropolis – SYSTEMEM WZAJEMNEGO POŻERANIA opartym na okultystycznej władzy Czarnych Magów. Czy chcemy tego czy nie to wszystko jest podszyte tajemną metafizyczną wiedzą, przekazywaną z jednego zdeprawowanego pokolenia na drugie, aby WŁADAĆ. Dla tych „władców” jesteśmy niczym, bowiem nie są oni z tak zwanego „tego świata”. To całe klasy poza – fizycznych istot władające umysłami swoich niewolników w tak zwanych strukturach tak zwanej „władzy”. Jednak kosmiczne prawo stanowi ponad wszelką wątpliwość, że w istocie nikt nad nikim nie może mieć władzy – ponieważ to jest czarna magia. Ograniczenie potencjału czującej istoty jest złem w czystej postaci. To stanowi sam rdzeń cierpienia, bowiem świadomie blokujesz dostęp do wiedzy o samowyzwoleniu, do wiedzy o tym, że mamy w sobie całą ścieżkę i potencjał absolutnej wolności poza jakąkolwiek sztuczną doktryną.
Prawdziwy Mistrz / Mag nigdy nie manipuluje innymi i nigdy nikogo nie warunkuje. Ukazuje swój własny stan Wolności i spontanicznie przekazuje metody tym z którymi ma relację / święty związek, ponieważ niemożliwym jest przez zniewolony umysł widzieć i rozumieć prawdziwą wolność, która jest poza koncepcją zaprogramowanych na dualistyczną fiksację umysłów. Jednak w tym zdeprawowanym ignorancją i przemocą wymiarze doprawdy niewielu jest autentycznych Mistrzów. Większość to przebierańcy albo udający „świętych” Czarni Magowie. Wszędzie gdzie jest doktryna i ślepe posłuszeństwo, wszędzie gdzie łamią i nie szanują twojej woli, wszędzie gdzie manipulują twoim poczuciem winy masz do czynienia z Czarną Magią – z doktryną Maszyny, z „duchowością” Mózgogłowia skalkulowaną na uczynienie z ciebie wyznawcy i naśladowcy na podpięcie ciebie do systemu zasilania Ignorancji. Symbolem tego zawsze jest obietnica / niedokonanie. Abstrakcja, której nie możesz urzeczywistnić, bowiem jest niczym innym jak kłamstwem. To duchowy pustostan – fantom – zasiedlony przez wyobrażenia tych, którzy są mu oddani. W taki sposób rodzą się kulty i opresyjne struktury kontroli społecznej, które mutują do form masowych i tworzą kompletnie sztuczną rzeczywistość a wraz z „rozwojem” stają się coraz bardziej technologiczne i bezosobowe. Wówczas demiurgiem staje się sam system technologiczny – Meta Algorytm. To tworzy narrację ludzkości – jako podgatunku podległym prymatowi Maszyn i otwiera drzwi do tak zwanych apgrejtów czyli wszelkiej maści modyfikacji stwarzając presję aby nadążyć za rozwojem technologii, to nie człowiek tworzy środowisko – środowisko tworzy człowieka i tym samem technologia staje się bóstwem – demiurgiem.
To jest świat w jakim obecnie żyjemy.
Strach przed czym? Nikt nie potrafił powiedzieć. Gdyby można go było dosłownie nazwać, nie byłby tak przerażający, dlatego budowniczowie Drugiej Wieży wypełnili swoje uszy dosłownymi ideami, aby zablokować swoje obawy. Musieli nieustannie myśleć i mówić o teoriach lub wierzeniach, ich uwaga musiała być mocno skupiona na symbolach lub ikonach, ich uszy musiały być zatkane hipnotyczną paplaniną lub hałasem. Krótko mówiąc, ich umysły musiały być pełne rozbitych fragmentów, które nie łączyły się w całość. Tylko w ten sposób mogli utrzymać dziwny strach poza świadomym doświadczeniem i kontynuować pracę, budować. (…)
W miarę jak Druga Wieża rosła, skolonizowała całą Ziemię, aż wszyscy w niej zamieszkali, wszyscy stali się Towerlingami. Wraz z upływem pokoleń niemożliwe stało się przypomnienie sobie, że było się kimś innym. Istniały legendy o „zewnętrzu” i historie o małych mieszkaniach, które jednostki lub małe grupy mogły budować, ale były to fantazje, cała idea niezależności była głupia, nieefektywna i niezdrowa, wszystko było w starych, złych czasach, kiedy ludzie byli przesądni, nieszczęśliwi i pełni bólu. Teraz, mówili Towerlingowie, teraz jesteśmy mądrzy i szczęśliwi i nie ma już bólu.
WITAMY W TOWER. TY JESTEŚ WIEŻĄ.
Darren Allen, Drugi Babel | Przypowieść
Zdolność Czarnych Magów do odraczania karmicznych wyroków. To była i jest ich wiedza i przewaga. Dlatego zawsze o tym mówią i zapraszają do współudziału. Na tym polega Spektakl, gdzie tłum / masa staje się głównym aktorem i zarazem tworzywem „Nowego Automatycznego Świata”, ponieważ jego zasobem do eksploatacji staliśmy się my istoty czujące w niezliczonych formach. Zatem kiedy to widzisz i co najważniejsze czujesz, musisz o tym mówić i to przekazywać, bowiem jest w tym imperatyw moralny oraz brak obojętności wobec cierpienia innych. Jednak większość istot podłączonych pod tą Maszynę Ignorancji nie chce tego widzieć i nie chce tego czuć – dlatego nie uczyni cię to lubianym czy popularnym. Prawda jest taka, że bardzo rzadko nasza świadomość wychodzi z zamroczenia i wpływu Klątwy Ignorancji i naprawdę widzi naturę i charakter uwarunkowania w tym więzieniu i jest w stanie to zintegrować. Większość czasu jesteśmy w tak zwanym „stanie dysocjacji” i nieświadomości – po prostu nasze Mózgogłowie symuluje urojoną wersję rzeczywistości. To jest kolektywny stan świadomości istot ludzkich na tej planecie. Dlatego możliwa jest taka dewastacja i brak oporu ze strony jej ofiar. To jest nazwane w analogowym podziemiu Programem – Zapętleniem – Eksploatacją. W istocie jest to wojna Maszyny z Duchem i swoją skalą i konsekwencjami przekracza ona wymiar materii w którym większość z nas została uwięziona poprzez Program Negujący. Program Negujący jest wgrany w naszą świadomość jako ograniczenie percepcji i wyobraźni i sprowadzenie nas do roli na taśmie produkcyjnej w tej Fabryce Bezsensu. Nie jesteśmy zdolni do postrzegania siebie w kategoriach czystej świadomości / ducha w nieskończonej rzeczywistości wielu wymiarów, a zamiast tego mamy umysł więźnia / niewolnika „jednej jedynej i prawdziwej wersji”, która jest niczym innym jak symulacją Mózgogłowia stworzoną na bazie lęku / strachu – agresji / walki, który stanowi jej dominujący algorytm – dlatego ta rzeczywistość i jej natura przejawia się jako okrutna i bezwzględna.
Demiurg nie jest Panem, mówili heretycy, ale ideą Pana, abstrakcją, którą kiedyś nazywaliśmy Jahwe, Bogiem lub Allahem, ale dziś, porzuciwszy wyimaginowanych przyjaciół z dzieciństwa, używamy teraz dorosłych terminów naukowych: Cywilizacja, Bezpieczeństwo, Życie lub Postęp. Ale tak naprawdę nic się nie zmieniło; nasi świeccy bogowie są dziś tak samo puści, jak święci bogowie wczoraj. Są to demiurgiczne ikony, mówili heretycy, wypełnione płytkim ciepłem tulenia się razem z tymi, którzy czczą te same symbole, wszyscy jesteśmy związani chwiejnymi uczuciami nadziei, do których wierzący lgnie, które uważa za święte i znaczące, ale które tak naprawdę są strachem pod inną nazwą.
Człowiek został ogłuszony przez to słowo.
WITAMY W TOWER. TY JESTEŚ WIEŻĄ.
Darren Allen, Drugi Babel | Przypowieść
Kapłani Mózgogłowia to kasta kontrolująca. Ich moc i potęga bierze swój początek z braku świadomości istot które zdominowali poprzez terror i manipulację. Nie sposób określić i sprecyzować kiedy to się zaczęło i w jaki sposób. Żyjemy w konsekwencjach tego stanu rzeczy – programu posłuszeństwa i podległości wgrywanego z umysłu do umysłu z pokolenia na pokolenie. Nikt nie ma prawa rządzić kimkolwiek i łamać jego wolną wolę – nasza akceptacja takiego stanu rzeczy określa stan naszego zamroczenia. Dlatego to jest planeta – więzienie, która straciła naturalne połączenie z Planetarną Siecią Istnienia i w pewnym sensie jest w procesie odzyskiwania świadomości poprzez cierpienie. To jest bolesna i wymagająca nauka – jednak prowadzi nas do bezwarunkowej miłości i współczucia kiedy ostatecznie przebudzimy swoje serce poprzez wgląd i zrozumienie. Akceptacja tej trudnej nauki tworzy w nas moc wytrwałości i pokory. Oczyszczamy własną zarozumiałość i pychę / dumę. Widzimy i rozumiemy swoje własne uwarunkowanie i arogancję – bez potępienia. To rodzi współczującą postawę wobec innych którzy przynoszą cierpienie, bo tylko to znają. Brak jest im wolności. Praktyka jest pracą na rzecz tego przebudzenia – tym jest dla mnie esencja postawy bodhisattwy – ślubowanie serca. Niezliczone są inspiracje, które przychodzą z tej Drogi i Postawy w postaci prawdziwych Mistrzów z którymi mamy żywy kontakt w przestrzeni własnego serca. To jest absolutny brak agresji – prawdziwa anarchia. Zalogowanie do A. Istoty prawdziwie przebudzone niczego nie robią na pokaz – pracują w ciszy, ponieważ wtedy tak naprawdę są najbardziej skuteczne. Nie dostają medali i przywilejów, bowiem ich praca jest naturalna i tak naprawdę jest stanem istnienia, którym się dzielą, przestrzenią serca do której zapraszają bez nagabywania czy misjonowania. Nikogo i niczego nie chcą zbawiać czy oświecać, ponieważ rozumieją, że każdy ma swoją drogę, swój czas i swoje nauczanie. Brak przemocy oznacza dawanie wolności i tym jest dla mnie prawdziwa Dharma – nauka Przebudzonych Istot.
Musicie wypełnić swoją misję. Musicie zasiać ziarno dla przyszłości. Jesteście tu, aby wpłynąć na historię i przyszłe światy.
Predestynacja – film science fiction został napisany i wyreżyserowany przez Michaela i Petera Spierigów na podstawie opowiadania Roberta A. Heinleina „All You Zombies”.
UKRYTA DROGA
MARCIN PINIAK
Póki co Pirat dryfował, próbując rozluźnić umysł i ciało, bowiem post – rzeczywistość wchodziła na kolejny poziom gry. Mutowała otwierając przejścia, których nigdy w tym wymiarze nie było, ponieważ proces, który został uruchomiony był spoza zapętlenia, spoza Symulacji. Mieliśmy do czynienia z zagęszczeniem dojrzewającej gwałtownie i radykalnie karmy – tak jakby wszystko dążyło do samo uwolnienia, do samoświadomości, do rozpoznania. To były czasy Objawienia. Ukazania. To były czasy dla tych, którzy wiedzieli i byli gotowi. Pierwszą warstwą był narastający chaos. Retorsja. Wyrzyganie wszystkiego czego już nie sposób było strawić, nie sposób było umiejscowić w tym gównianym porządku, który przez tysiąclecia pożerał sam siebie, trawił i uśmiercał, by po okresie rozpadu i chaosu znów się odrodzić i po raz kolejny przejść cały ten zaprogramowany cykl. To nigdy się nie kończy i nigdy się nie zaczyna. To wieczysty algorytm, który pozwala na pierwszy krok na ścieżce ku wyzwoleniu. Rozpoznanie prawdy o cierpieniu. Zrozumieniu, że nic nigdy nie jest tym czym się wydaje i nie jest również niczym innym. Jest kodem umysłu, zapisaną ścieżką zaprogramowanej percepcji. Automatyzacją.
Jednak musisz znaleźć się na Pograniczu. Pomiędzy światami, pośród tego co „realne” i tego co „nierealne”, tego co „prawdziwe” i tego co „nieprawdziwe”, tego co „dobre” i tego co „złe”, tego „co żyje” i tego „co jest martwe”. Połączyć czarne i białe – otworzyć Przejście. Musisz podważyć i jednocześnie uwierzyć, bowiem Ufność jest Tajemnicą, jest tym co nie podlega Programowi – jest Kluczem. Nazwane jest to Wąską Ścieżką, Ostrzem Miecza – Ukrytą Drogą. Zakwestionować i uprawomocnić, podważyć i zaufać, przyjąć i odrzucić. Nikt tam nie czeka, aby ci pomóc. Ty jesteś królem, który wszystko stwarza, ty jesteś programistą i mistrzem na którego czekasz, ty jesteś upadkiem i wyzwoleniem. To twoja gra. Ty stworzyłeś swoją postać. Urodziłeś sam siebie mocą myśli, słów i działań w tej kserokopiarce w jako tabula rasa kalkulacyjnego arkuszu danych, który zadrukowano bez twojej zgody, wbrew twojej woli – stałeś się narzędziem, maszyną użytkową do symulowania „życia”. „Życia” z którym się utożsamiłeś, które cię zdominowało i określiło, które cię wysysa i pochłania żywcem niczym pasożyt. Stałeś się żywicielem tej Maszyny Śmierci, która żeruje tu i króluje od wieków.
Jesteś pokarmem. Proteiną lęku i białkiem uległości.
Wejrzę, że od bardzo wczesnych czasów plemiennych zachodzi nieskończony proces, poprzez osady, miasta i industrializację aż do czasów współczesnych. Nazywam to „procesem kontrolnym” istniejącym niezależnie od wszelkich jednostek. Ten „proces kontrolny” może być sterowany przez niemal każdą grupę interesów, w każdym, danym okresie historycznym. Proces ten nie posiada stron, ani moralności, żadnych zobowiązań, ani charakteru, jak również żadnego sensu konieczności. „Proces kontrolny” jest zawsze obecny.
Genesis P. Orridge, Esoterrorist
Robotnikiem zakutym w dyby warunku, którego serce smaga bat tępej obojętności, której cię wyuczono, nieświadomości, którą cię zaprogramowano, pożądania rzeczy bez znaczenia jakim cię skażono, walki o status, który jest tylko kolejnym meta złudzeniem za którą gonisz i nigdy, doprawdy nigdy nie masz czasu, aby się zatrzymać, nie masz odwagi by ujrzeć gdzie tak naprawdę jesteś, jak żyjesz. Nie potrafisz już niczego z siebie powołać do życia, bowiem sam jesteś martwy, jedyne co możesz zrobić to powtarzać…
powtarzać…
powtarzać…
slogany, dyrektywy, rozkazy, poglądy, zdechłe mądrości, papierowe modlitwy, upajać się martwicą własnego serca i mózgu. W milczeniu czekać na wyrok.
Jednak niespodziewanie pewnego dnia przyjdzie do ciebie Impuls, może teraz, w tej właśnie chwili. To będzie narastające przerażenie, obezwładniający dyskomfort, brak nawykowego tlenu. Twój zmechanizowany i zaprogramowany świat zacznie się rozpadać i nie będziesz władny zatrzymać tego procesu. Podejmiesz daremną walkę by to zatrzymać, lub z obrzydzeniem odwrócisz głowę, zaczniesz uciekać w to wszystko co jest ci tak znane z powrotem do „słodkiego” gęstego lepkiego legowiska ignorancji, do hipnotycznego snu, do sfabrykowanych pocieszeń i relatywizacji, do wyparcia. Jednak ten umoszczony kłamstwem barłóg stanie się płonącym piekłem, które będzie cię zżerać jak wygłodniały potwór bo tym jest w istocie, w esencji, w hardcorowym rdzeniu. Ten stan obezwładniającego cierpienia jest początkiem drogi. Inicjacją, która otwiera przed tobą przebłysk prawdziwego zrozumienia i rozpoznania. To Dar. Jeżeli go rozpoznasz, spotkasz z całą pewnością istoty, które już wyruszyły, które już są na ścieżce, bowiem ta droga jest Ścieżką ku Wyzwoleniu, nie jest legendą, mitem, spekulacją pogmatwanego i zniewolonego umysłu. Jest Prawdziwa. Istnieje tutaj od zawsze, ukryta w sieciach ślepych autostrad do szybko strawnego szczęścia, które jest tylko chwilowym impulsem wynikającym z warunku, w kanalizacjach medialnego ścieku szczyn i gówna, które są pite i jedzone przez te masy do wiecznego przetwarzania.
Zapłodnić umysł – ot cała tajemnica, który bez końca będzie rodził ten szkarłatny świat, z chwili na chwilę odświeżał monitor w tak zmyślny sposób byś nigdy nie zorientował się, że to wszystko jest jedynie projekcją zawartości, jest martwe w chwili przybycia. Jest nierzeczywiste. Rozpładnianie to wizja – obraz, wszczep informacyjnego wirusa, który zaczyna mutować w naszym umyśle i tworzy nieskończone projekcje nakładając to niczym warstwę polaryzacyjną na detektory zmysłów. „Ta rzeczywistość” powstaje wewnątrz nas i jest wyświetlana przez projektor świadomości, zbudowana ze wspomnień, imaginacji, wyobrażeń, pragnień, leków, nadziei i karmiona fragmentarycznymi wrażeniami, które wchłaniamy w każdej chwili przez cały czas. Warunkowanie warunku – Automatyzacja.
To uwarunkowanie tworzy z nas Automatony. Istoty pozbawione wglądu i mądrości, niezdolne do ujrzenia prawdziwej natury rzeczywistości. Bierność, uległość, podatność na wpływy – masowy produkt konsumowany przez Terror Egzystencji i wypluwany na powrót w Obieg Koła przez całą wieczność w iluzję czasu – w było jest będzie.
Świat jest Odzwierciedleniem. Ukazuje ci kim jesteś przez cały czas, ponieważ w istocie nie jesteś tym gnijącym mięsem za które się uważasz, nie jesteś rolą i znaczeniem jakim cię zapłodniono, nie jesteś imieniem i nazwiskiem, pulą genów rotujących w bezsensie, nie jesteś czymś tak uwięzionym i skołowanym. W istocie jesteś Nieskończonością. Bezmiarem. Przestrzenią. Tym co jest wolne od samego początku, tym co przez nic i przez nikogo nie może zostać uwarunkowane.
Ta droga jest poza zapętlonym obiegiem. Ta droga czeka na ciebie zapraszając w nieskończoność. W ciszy twojego serca, które jest mądre i ciepłe pełne odwagi i wytrwałości, bowiem należysz do gwiazd nie do popiołu z tej rytualnej kadzielnicy. Odkryć Drogę to zaufać pierwotnemu impulsowi, który przekracza Mózgogłowie. Jest anarchistycznym aniołem stróżem. Mocą, która odmieni ten świat. Czystością, która nigdy nie może zostać zdeprawowana. Czuć radość i inspirację pomimo tego rozpadu, terroru, czuć miłość w tej nienawiści, zazdrości i rywalizacji, czuć każdą istotę, każde słowo i każdą myśl. Nie ulegać hipnozie, nie odpuszczać, nie poddawać się. Iść za sobą do samego końca, do miejsc wspaniałych i dziwnych, do ludzi, którzy zaufali temu czemu ten zautomatyzowany świat z taką zaciętością przeczy, którzy rozświetlają mrok, którzy unoszą się wbrew prawu grawitacji.
Masz ogromne kawałki ziemi, które są po prostu przejęte, aby uprawiać ludzi. Nikt inny nie może tam żyć: żadna z roślin ani zwierząt, które kiedyś nazywały to miejsce domem, nie może tam żyć. Przede wszystkim, to jest po prostu masowe wymieranie. Z czasem gleba ulega degradacji. Nie ma sposobu na przeprowadzenie tego procesu, który nie wiązałby się z degradacją gleby. Tak właśnie kończą się cywilizacje: ich gleba po prostu się poddaje. Ciągle podbijają swoich sąsiadów, bo muszą zdobyć więcej rzeczy: jedzenia, wody, energii. Muszą pochodzić z innego miejsca, ponieważ miasto zużyło swoje własne.
Tym właśnie jest miasto. To ludzie żyjący w tak dużym zagęszczeniu, że po prostu nie ma wystarczającej ilości rzeczy. Po pewnym czasie wszystko jest już tylko betonem. Nie ma dosłownie nic innego, co można zrobić na tej ziemi. Więc musisz wyjść i zdobyć to. I nie ma nikogo, kto chciałby z tego zrezygnować. Wszyscy chcą swoich rzek, ryb i drzew, więc musisz podbić tych ludzi. Taki jest schemat cywilizacji. To jest czerpanie i przekroczenie, więc produkuje się więcej ludzi niż można utrzymać, więc ciągle podbijasz i w końcu osiągasz coś w rodzaju automatycznego limitu.
Lierre Keith
Słowo, którego nikt nie chce, bowiem jest ostre i boli. Budzi z tego otępienia i rozrywa Serce by mogło znów się obudzić i poczuć, że stało się niewolnikiem Mózgogłowia, które przez te niezliczone eony stworzyło mechaniczne piekło udające park rozrywki, stworzyło szwadrony wyszkolonych zabójców ludzkiej świadomości i ducha, które rozrywały na strzępy wszystko co posiadało jeszcze wrażliwość. Wszystko co wciąż miało w sobie tą Świętą Iskrę.
Z całych sił próbujemy To uratować. Przetrwać każdy kolejny dzień. Dzień po dniu i noc po nocy, tydzień za tygodniem. Jednak nie jest łatwo. Kurewsko trudno temu nie ulec, nie wpaść do tej wielkiej zamulonej czarnej dziury, która pożarła już miliony cudownych istnień, o których nikt już nie pamięta. Tak jakby nigdy ich nie było. Jedna rzecz to znaleźć swoje źródło światła, jednak czym innym jest nie pozwolić mu zgasnąć. Nie upaść w Mrok. Nie zatonąć w bagnie Ignorancji. W istocie ta odwieczna walka toczy się w nas samych, pomiędzy pragmatycznym i martwym na swój sposób Mózgogłowiem i tym nagim i wrażliwym Sercem.
Z biegiem czasu, z upływem niespełnionych marzeń i zawiedzionych nadziei wszystko ukazywało się mniej zafałszowane pozbawione tych nadpisanych znaczeń, które były jak szyba oddzielająca nas od prawdy, która teraz ukazywała świat nagim i w zasadzie bezbronnym. Niszczyliśmy go nienawiścią do samych siebie, rozpaczą zagłuszoną neurotyczną nadpobudliwością, spazmami ciągłej pogodni w zasadzie już nie wiadomo za czym.
Jednak przychodzi moment, że ta pogoń nas po prostu męczy, widzimy absurdalność, która za nią stoi, która jej przewodzi, która ją otacza i coraz trudniej jest nam temu zaprzeczyć. Widzimy wszechobecne nieuniknione cierpienie, które przerywają krótkie chwile szczęścia i ulotne momenty spełnienia i zadowolenia. Jednak wciąż jest tam ten wieczny niepokój. To coś. Świadomość, która rozumie czym w istocie jest nasze uwarunkowane życie, wszystkie te obietnice i slogany. Ta świadomość jest naprawdę bolesna i konieczna. Jest prawdziwym głosem Ducha, który przez cały czas próbuje nas Obudzić z tego snu o spełnieniu, o momencie wiecznej szczęśliwości. Robi to ponieważ to jest Pierwotna Iluzja, która nakazuje nam wciąż biec, wciąż gonić, wciąż być zaślepionym na to jaki w zasadzie jest koszt tego co „osiągamy”, co cieszy nas jedynie przez bardzo krótki czas i jest zależne od warunków, które same ulegają zmianie.
Negatywny stan może mieć swoją pozytywną funkcję. Jeżeli wynika z mądrości może nam pomóc, ponieważ dotyka czegoś istotnego czego nie chcemy widzieć i nie chcemy uznać. Prawdy, której istota podważa nasze przekonanie co do natury rzeczywistości i zrozumienie jej oznacza drogę ku wyzwoleniu. Jednak nie jest to prawda, której ten rozpędzony świat chce słuchać, a zamiast tego będzie wciąż jej zaprzeczać, wciąż ją ukrywać i zagłuszać. Ponieważ ta Prawda kwestionuje „ideologię szczęścia” którą ten świat jest opętany.
Tak jest z pewnością w prawie każdym zawodzie, który widziałem z bliska. Ludzie dogadują się – i awansują – gdy są zgodni ze stereotypem. Profesorowie, mechanicy, rolnicy biodynamiczni, rodziny z domów dziecka, młodzi republikanie, postępowcy – nieważne, gdzie spojrzeć – mają tendencję do zachowywania się zgodnie z opisem postaci przekazanym przez centralny casting, nawet w kwestii ubioru. Podobnie, persona w mediach społecznościowych będzie często podobnie przyzwalać na dyktat grup, którym (nieświadomie) chce się przypodobać. W tym kontekście „polubienia” są równie dobre jak gotówka. Wszyscy to widzieliśmy.
Z tym nieświadomym podporządkowaniem się przychodzi wchłonięcie ideologii. Dostosuj się do opinii grupy, otrzymaj wymagane poklepanie po głowie, a włączenie do grona wybranych jest zapewnione. Przypomina to raczej scenę z „Życia Briana”, kiedy Brian próbuje sprawić, by ludzie przestali go naśladować. „Wszyscy jesteście indywidualistami!” krzyczy. Na co oni wszyscy odpowiadają, unisono, „Wszyscy jesteśmy jednostkami!”. Ludzie wolą ideologię (nawet jeśli jest to nieświadoma preferencja). Niezależna myśl jest zbyt trudna – i zazwyczaj nie jest nagradzana gotówką.
Ideologia staje się więc odmianą superego.
Ric Ballard
To nazywam obietnicą – sloganem, który wszystko napędza, który leży u samej podstawy tej piramidy cierpienia opartego na wzajemnym wykorzystywaniu. Jest tak ponieważ nic nie istnieje samo w sobie i nie posiada rzeczywistej i niezależnej esencji. Nic w świecie formy nie potrafi żywić się samo w sobie. Wszystko potrzebuje czegoś innego, aby istnieć. Życie potrzebuje śmierci. Świat zbudowany na kłamstwie jest bardzo kruchy i tym właśnie jest świat jaki nas otacza i dlatego obserwujemy jego rozpad, kiedy tylko mamy oczy otwarte, aby naprawdę widzieć i czyste serce, aby czuć. Jednak czuć ten świat i jego cierpienie oznacza pielęgnowanie wrażliwości, która kiedy brak nam mądrości może być niezwykle destrukcyjna. Łatwo można tym manipulować i nadużywać – wymiar uczuć i emocji jest zarazem największą naszą mocą i słabością. Umysł ma swoją funkcję, potrzebujemy logiki i zdrowego rozsądku, potrzebujemy mózgu, intelektu i zdolności rozróżniania – jednak wszystko to powinno służyć Duchowi nie Mózgogłowiu (ego).
Współczesny „duchowy świat” wszelkich guru, kołczów, samozwańczych przewodników i napuchniętych świętojebliwym marketingiem „mistrzów” tak naprawdę jest przytłaczająco doczesny i pusty, nie ma w tym czegoś co wykracza poza ten konsumpcyjny wymiar instant szczęśliwości, samo – stymulacji opartej na tendencji do uciekania przed prawdą o prawdziwej kondycji uwarunkowanej egzystencji. To ten sam hedonizm, który wciąż ma nas „uszczęśliwiać” w ten przytłaczająco jałowy sposób. To te same mechanizmy podsycania pragnień i chwilowych kompulsywnych zaspokojeń. To samo – oszukiwanie się doprowadzone do mistrzostwa. Ideologia szczęścia za wszelką cenę. Jednak to „szczęście” ma bardzo krótki okres przydatności do spożycia, bowiem nie jest w stanie zaspokoić tego co stanowi sam rdzeń problemu. Brak prawdziwej mądrości, która ukazuje nam czym w istocie jest ta cała nasza próba „tworzenia szczęścia” jak kolejnego produktu, który wciąż musimy opakowywać w „nowoczesną” formę by była dla Mózgogłowia atrakcyjna i „inspirująca”.
Ignorowanie kosztów tej „produkcji” stało się naszą specjalizacją, jest pełnoetatową robotą na taśmie w tej fabryce szczęścia. To schizofreniczna natura mediów, które z jednej strony wciąż nas zabawiają i przytłaczają jednocześnie ponieważ strach i pożądanie to sterowniki tej symulacyjnej gry. To kryjący się za całym tym spektaklem scenariusz i nośnik fabuły. Momenty przebudzenia są bardzo rzadkie w takim układzie i najczęściej wynikają z cierpienia i bólu. Jednak kiedy tylko przychodzą nie możemy ich znieść, nie pozwalamy im ujawnić prawdy, którą niosą. Otworzyć tego prezentu, który może przynieść nam coś co w końcu rozdziera nasze zlepione sennymi marzeniami powieki i zatrzymuje ten absurdalny pęd ku przepaści nieświadomości i otchłani ignorancji, który wciąż z życia na życie utrzymuje nas w kole bezsensownego cierpienia, które tak naprawdę tworzymy sobie sami zrzucając odpowiedzialność na urojonych bogów i demiurgów.
Natura ukazuje prawdę przez cały czas. Jednak nie widzimy jej ponieważ stworzyliśmy ludzki sztuczny świat oparty na skrajnym egocentryzmie i doprawdy brakuje nam prawdziwych outsiderów spoza tego systemu, którzy mówią w naszym ludzkim języku, którzy widzą nas takimi jacy naprawdę jesteśmy i potrafią nam to zakomunikować w sposób bezpośredni. Obudzić nas z tej hipnozy samouwielbienia i ślepej pogoni za „szczęściem” i bycia wiecznie zajętymi niczym, które udaje wszystko.
Zatrzymać się. Ujrzeć to i zrozumieć. Wybaczyć sobie i innym. Obudzić w sobie Miłość, która rodzi prawdziwe nieuwarunkowane niczym szczęście, bowiem każda rzecz i zjawisko ma w sobie prawdziwego boga poza sloganem i potrzebą kultu, niesie w sobie światło i świadomość ukazując nam prawdę.
Możemy kupić książkę o rdzennym szamanizmie, możemy zebrać pióra, bęben, torbę lekarską, zioła, fajkę, wszystkie „wymagane” akcesoria… i udawać szamana. Możemy udać się do kogoś, kto twierdzi, że jest taką osobą i uczyć się od niego. Ale po zrobieniu tego wszystkiego, po przeczytaniu wszystkiego, co można przeczytać na ten temat, zdobyciu wszystkich rekwizytów, ubraniu się w tubylcze ubrania, pomalowaniu twarzy – kiedy patrzymy w lustro – wciąż jesteśmy białą osobą udającą kogoś innego niż jesteśmy.
Kobutsu Malone
O PRZEBIERAŃCACH
MARCIN PINIAK
Podbój Przestrzeni Serca poprzez Mózg i jego niezaspokojoną chcicę „oświecenia” jako umysłowo – intelektualnej fantazji, która w czasach rozpadu jawi się jako idealna oferta trafiająca do tych, którzy wciąż są „nadmiarowi” będąc w trybie energii radżas i jego mentalności podboju, zdobywania, ulepszania etc. Jednak Maszyna detronizuje status ludzkiego intelektu. Ławica zdezorientowanych ryb psuje się od głowy i psuje się w głowie. Mamy coraz więcej „odpału” – masowego szaleństwa, które często kanalizuje się w tak zwanych grupach duchowych, których jest coraz więcej i są coraz bardziej absurdalne. Dla przykładu warto sobie poszukać w naszym super czacie – bracie gpt takich person jak Ryuho Okawa, niejakiego Raela, filmowca Eda Wooda, poczytać o scjentologii, kultach obcych, świadkach jehowy, prześledzić liderów nowych popularnych kultów opartych na fuzji wszystkiego ze wszystkim.
„Duchowej” hybrydy tamasowej współczesności. Spirytualny masowy towar musi być wielofunkcyjny mistyczno – naukowo – psychologiczny, musi wpisywać się w wiele rubryk – braków, wypełniać swoim gęstym pozorem wiele dziur – potrzeb i desperacji, których jest i będzie coraz więcej i więcej. Jednak w tym samym czasie te mało atrakcyjne dla Mózgogłowia oldskulowe tradycje duchowe, które mają swój „ciężar” doświadczenia i prawdziwą moc są wyśmiewane i trywializowane jako głupie, naiwne i nieatrakcyjne – głównie dlatego, że siłą swojego wglądu nie rezonują z potrzebą „aby nam się zgadzało” naukowo i kulturowo. Chcemy towaru na miarę naszych coraz bardziej pustych i próżnych „dusz”, które w istocie są mentalną koncepcją, która ma nas uspokajać i tulić do przyjemnego snu. Faza REM Ignorancji. Szybki ruch wygłodniałych poczucia sensu neuronów po substancji szarej maszynowego Mózgogłowia, które chce być bogate, szczęśliwe i jakby tego było mało – oświecone właśnie. W pustym kościele bije pusty dzwon – wierni szukają spełnienia poza jego murami, bo teraz, teraz pragniemy wolności i dostaliśmy ją po taniości w black frajdej. Uśmiechają się do nas puste skorupy posążków odpustowych buddów, biją w chińskie bębny lamowie – przebierańcy z komórami owiniętymi w różańce, szamani czekają na przelew za ceremonię „wypędzania duchów” i szukania zagubionej autostrady do światów z „górnej półki”, astrologowie od prosperity, magowie i ich „hermetyczne prawo przyciągania” dla idiotów. Lista towaru nie ma końca i jest na niej dosłownie wszystko. Wielka pływająca po oceanie absurdu góra „duchowych” śmieci do kupienia z kuponem rabatowym 10 % na hasło: „będziesz jeszcze bardziej zajebisty.”
W kręgach fermentującego zboża ezotery 404 króluje krótkowzroczność i krótki dystans sprawdzalności tych cudów i dziwów, wszystko musi się opłacać na końcu tego nieziemskiego łańcucha dostaw. Czaruj lokalnie docieraj globalnie. Sprowadzaj zza mało już zielonej granicy towar egzotyczny; rdzennych ludzi, stroje magiczne i substancje psychodeliczne, pióra, grzechotki i bębenki. Śpiewaj pieśni i polewaj psychoaktywny wywar za dolary i w euro. Sam po dolarowym treningu zostań „szamanem – przebierańcem”. Uzdrawiaj. Reperuj. Inspiruj do dalszej podróży do nie wiadomo gdzie, bo takich doświadczeń nie sposób wyczerpać. Ta droga nie ma końca, bo umysł nie ma końca, bo końca również nie mają nasze traumy i zagubienie. Dlatego cynicznie można na tym nieźle zarobić i wielu, naprawdę wielu „szamanów” to wie, że tu w świecie zachodzącego słońca jest wielka czarna dziura duchowej desperacji. Tu są naprawdę głodni „czegoś głębszego” młodzi ludzie, którzy widzą i czują jałowość tej absurdalnej gry w pozory. Jednak to co działa tam nie koniecznie działa tutaj w ten sam sposób. Ponieważ ludzie, którzy naprawdę żyją w dość brutalnych realiach zepchniętych na margines i wyssanych z zasobów „światów pogranicza” widzą i czują prawdziwą kondycję świata, podczas kiedy ty żyjesz w symulacji, której rolą jest cię bez ustanku usypiać jak przekarmionego dobrobytem pluszaka do zabawy. Dlatego chcemy udawać coś prawdziwego i pełnego znaczenia, chcemy kraść nie nasze tradycje i nie nasze pieśni, ponieważ wszystko inne już przywłaszczyliśmy, a z dziadów i pradziadów zrobiliśmy niewolników, którzy robili nam dobrze za bat i śmierć.
Dlatego nie dziw się drogi „szamanie” temu co do ciebie idzie i co zedrze z ciebie wszystkie oszustwa i całą tą absurdalną błazenadę. Wcześniej czy później będziesz nagi i bezbronny i wówczas być może zrozumiesz prawdziwą wartość tego co naprawdę jest święte i ma moc uzdrawiania. Może ktoś naprawdę ci pomoże bez dolarów i euro z niewyczerpanego skarbca „zwykłej” ludzkiej życzliwości, która nie jest żadną tajemną i mistyczną ścieżką. Nie, nie nie jestem lepszy – jestem taki sam zachorowany na ambicję i leczony hipokryzją. Mam częste urojenia swojej wyjątkowości – magiczny krótkotrwały lek na stan omamienia samym sobą. Jednak zrozumiałem, że nie rozumiem, pojąłem, że nie pojmuję tego co poza słowem obietnicy Mózgogłowia i jego bezustannych gier w pocieszenie. Bez prawdziwej pokory, bez wiem, że nic nie wiem nie wyjdziemy z tego bagna.
Wszyscy pragniemy tego Złotego Wieku. Chcemy Złotego Wieku. Chcemy tego bezpieczeństwa. Mówimy o Złotym Wieku. Wszyscy ci filozofowie i mistycy New Age błędnie zakładają, że Złoty Wiek może nadejść ze sterty gnijących śmieci; że Złoty Wiek Pokoju i Światła może nadejść z naszego obecnego stanu umysłu, ale nie ma na to żadnych podstaw. Jeśli chcemy zbudować budynek, potrzebujemy dobrego fundamentu. Fundament musi być dobry. Nie można zbudować wspaniałej konstrukcji na wadliwym fundamencie. Na czym opiera się ta kultura? Gdzie jest fundament? Gdzie jest epicentrum całego tego świata, w miastach, w biznesie, w dużych miastach, w dzielnicach biznesowych? Te duże miasta są jak ogromne czakry przekształcające energię. Nasza cywilizacja opiera się głównie na przekazywaniu pieniędzy. Co dzieje się w tych miejscach? To nie jest miłość i współczucie, to ludzie utożsamiani z tym światem. Tak naprawdę nie opiera się na niczym, prawda?
Przygotowanie do Apokalipsy Gnostycznej
Prawdą jest również to, że ludziom wrażliwym, w których wciąż jest ta duchowa sensytywność, coraz trudniej znieść tą głupotę udającą mądrość. Wycofują się, wyciszają obecność i szukają schronienie w odosobnieniu blisko natury i prostego życia. Prawdziwa Mądrość nie szuka poklasku, bowiem kiedy głupoty jest już zbyt dużo – czas staje się bardzo cenny, ponieważ widzisz dokąd to wszystko zmierza. Zimna fuzja to meta – duchowość czerpana z zasobów modeli językowych, które staną się guru technologicznego społeczeństwa. Pożenione wszystko ze wszystkim i skompresowane do potrzeb ludzi – maszyn. Jak to się mówi; zoptymalizowane pod kątem „użytkownika”. Duchowość algorytmiczna:
„Sztuczna inteligencja jest powszechniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. W ostatnich dniach pewnie wkroczyła do kościoła, gdzie „odprawiła” nabożeństwo. Podczas ceremonii AI odpowiadała za wygłoszenie kazania, prowadzenie modlitwy czy oprawę muzyczną. Koncepcję i projekt opracował 29-letni teolog i filozof, który stwierdził, że podczas mszy „tylko towarzyszył technologii”. Nie wszystko poszło jednak zgodnie z planem.”
„Bóstwo ma prawie dwa metry wzrostu i waży 60 kg. Część jego głowy, szyja, ramiona i dłonie pokryte są silikonem przypominającym młodą skórę, a „ciało” wykonano z krzemu i aluminium. Automat o smukłej sylwetce jest wart 900 tys. dolarów. Pierwsze kazanie maszyna wygłosiła pod koniec lutego. Buddyjski robot o fizycznych cechach nienawiązujących do żadnej płci naucza po japońsku, może też wyświetlać przedstawiany tekst po chińsku i angielsku. Jest efektem współpracy między świątynią Kodaiji w Kioto o 400-letniej historii a Hiroshi Ishiguro, profesorem robotyki z Uniwersytetu w Osace. Wstępnie zaprogramowane kazania pochodzą z Sutry Serca, najkrótszej i najbardziej esencjonalnej z buddyjskich ksiąg, a robot może również przetłumaczyć je na chiński i angielski, i wyświetlić na ekranie. Robił to przez dwa miesiące w jednej ze świątyń w Kioto.”
Kiedy to się dzieje, to wiedz, że coś się dzieje – cytując klasyka. To jest tamasowa przyszłość ekumenizmu w postaci „coś dobrego dla każdego”. Aplikacje do medytacji, sesje kontemplacji online, śpiewniki ceremonialnych pieśni w e – bookach za dolary, ugotuj sobie w domu szamanistyczny wywar i połącz się z Gają kupując składniki w promocji:
„Chciałabym sporządzić bardzo mocną yage. Ostatnio użyłam 3 gram ruty i 25 gram Mimosa hostilis Root Bark (shredded). Najpierw wypiłam wywar z 3 gram ruty, po godzinie połowę wywaru z mimozy, który zwróciłam, po około 20 minutach wypiłam drugą połowę wywaru z mimozy. I co widzę – jak na takie ilości mimozy wywar zadziałał słabo w moim odczuciu. Mój umysł przez sekundę uleciał gdzieś daleko, czułam, że coś ciągnie mój umysł w górę, ale byłam „za ciężka”, „sklejona” ze swoim ciałem. Z drugiej strony nawoływali mnie, a ja nie mogłam do końca wyzwolić umysłu z 3 wymiarów. Ostatecznie nie doświadczyłam teleportacji na drugą stronę, ale było to bardzo wartościowe doświadczenie, które wiele mi pokazało i nauczyło mnie. Może po prostu nie byłam gotowa?”
„Jednak powszechna wiara w moc autentycznych, tradycyjnych rytuałów i prowadzących je szamanów jest w najlepszym wypadku problematyczna, a w najgorszym wręcz niebezpieczna. Po pierwsze, nie ma prawdziwego lub autentycznego rytuału ayahuasca, a nawet zestawu rytuałów. Ale co ważniejsze, mówi Rubén Orellana, peruwiański archeolog i curandero, tradycje ayahuasca zostały opracowane dla ludzi pochodzących z określonych środowisk kulturowych. W związku z tym, nawet jeśli sam napar, a nawet niektóre z otaczających go praktyk rytualnych, mogą mieć podobny surowy wpływ na każdego, prawdopodobnie będą generować bardzo różne ogólne doświadczenia – inne ryzyko i korzyści – dla osób z zewnątrz niż dla osób z wewnątrz. W najlepszym przypadku oznacza to, że wielu ludzi z Zachodu może wydawać duże sumy na doświadczenia, których nie są w stanie w pełni zrozumieć ani z nich skorzystać. W ten sposób przyczyniają się do bezmyślnego utowarowienia i fetyszyzacji kultur, w których praktyki chcą się wtopić lub które chcą dokooptować. W najgorszym przypadku oznacza to, że niektóre osoby mogą narazić się na poważne fizyczne lub psychiczne niebezpieczeństwo poprzez błędne odczytanie kontekstu i treści.”
New brave szamans tak robią. Ludzie wyhodowani w korporacyjnym pustostanie stają się przewodnikami do „innych wymiarów”, bo po ciemku pomacali „rdzennych tradycji” i za dolary porobili kursy. „Mistrzowie” z własnego nadania, samo – mianowani liderzy ceremonialni z kserokopiarki 3D. Koniec końców skończy się to źle, bo inaczej być nie może. Wszystko co wciąż wartościowe rozmienia się na drobne, bo za coś trzeba żyć, jakoś się dostosować do prawideł rynku. Popyt wzrasta i będzie wzrastał wraz z „narastającym postępem podstępu”, bo era wodnika weszła w swój peak i wylewa nam się od nadmiarów instant enlightenment. Zapewne będzie jeszcze lepiej, jeszcze łatwiej, jeszcze ciekawiej i jeszcze bardziej odjazdowo.
Odjazd staje się normą. Ucieczką do przodu. Kiedy nie umiesz gotować, bo brak ci serca do tego i troski dajesz dużo składników i dużo przypraw. Naśladujesz egzotyczną recepturę. Może to być jakimś cudem nawet smaczne, ale wcześniej czy później poczujesz się źle. Nie ma w tym poczucia smaku, nie ma w tym prostoty i naturalności. Jest nadmiar wynikający z braku zdolności rozróżniania, braku selekcji i usunięcia tego co niepotrzebne. Liczy się forma zamiast rzeczywistej treści. Prawdziwą tradycję chroni nieatrakcyjna dla Mózgogłowia zwyczajność, coś wręcz przyziemnego. Ego lubi rzeczy niezwykłe, specjalne i wyjątkowe, bo chce się takie czuć, takim być jednak nigdy nie może takie zostać, bo wciąż jest głodne nowego. Retors – ja to konsekwencja zatrucia i przejedzenia negatywizmem i pozorem. Nie dające się powstrzymać żadnym remedium Mdłości, które są prawdą o nas i o tym co się z nami stało. Kiedy dotrze do nas, że proces oczyszczenia jest koniecznością i zarazem mechanizmem obronnym przed całkowitym szaleństwem spojrzymy na to co się dzieje w zupełnie inny pozytywny sposób. Przerażenie zastąpi współczucie, bowiem ludzie po prostu cierpią i nie wiedzą w jaki sposób sobie pomóc. Dlatego z tej perspektywy nadużycia tych „uzdrawiaczy” i „przebierańców” są skalibrowane podług wzorca dominacji nad słabszymi, nad istotami, które są zagubione i nieprzytomne i to jest złe. Kiedy ego żeruje na desperacji i bezbronności innych staje się Monstrum – mrokiem udającym światło.
Przebierańcem jest każdy „mistrz i guru”, który po przez swoją pozycję i autorytet wykorzystuje innych dla własnych korzyści. To jest anty – dharma. Plagą są nadużycia natury seksualnej i są powszechne w każdej religii, grupie duchowej, sekcie, kulcie etc. Szczególnie obrzydliwy jest gwałt pod pozorem „uzdrawiania”, „oczyszczania karmy” czy „błogosławieństwa”:
„Szamańskie uzdrawianie czy okazja do rytualnych nadużyć? W pozwie złożonym w zeszłym tygodniu w Nowym Meksyku zarzucono, że „szamański mistrz” zaatakował kobietę podczas sesji treningowej „medycyny energetycznej” w marcu. Roszczenie, które jest obecnie badane, może rzucić więcej światła na to, co niektórzy twierdzą, że jest ciemną stroną niektórych trendów we współczesnej duchowości, zwłaszcza tych, które obejmują ceremonialne stosowanie często intensywnych terapii psychodelicznych.”
Kiedy przestajesz mieć oparcie we własnym życiu i doświadczeniu, tracisz orientację i szukasz „cudów” masz wielką szansę, że trafisz w łapy jakiegoś duchowego oszusta i manipulatora, który cię uwiedzie i wykorzysta. Ten czas nie sprzyja prawdzie i autentyczności, ponieważ w pewnym sensie staliśmy się zbyt zmyślni i wyrachowani po jednej mrocznej stronie i zbyt zdesperowani i naiwni po drugiej. W szaleńczym biegu do „sukcesu” czy „oświecenia” straciliśmy samych siebie na rzecz uniformów i błyskotek. Jednak być może to przestaje nas już bawić lub odkryliśmy, że stało się kolejnym narzędziem dominacji. W despotycznej i opartej na potrzebie kontroli „duchowości” to było zawsze. Zawsze będą tacy, którzy z lekarstwa zrobią truciznę by cię „uzdrawiać” dla pieniędzy, seksu czy władzy. Nie polecam oddawać tego co w nas najpiękniejsze i zarazem najbardziej delikatne w obce ręce czy to guru – oszusta czy maszyny AI, żeby mówili ci jak żyć i kim jesteś.
Specjalizacja, udomowienie, cywilizacja, społeczeństwo masowe, nowoczesność, technokultura… oto Postęp, jego owoce prezentowany coraz wyraźniej. Imperatyw kontroli, popychając nas do zadawania pytań równych do rosnącego zagrożenia wokół nas i wewnątrz nas. Te tragiczne czasy mogą jeszcze ujawnić ożywcze nowe perspektywy myślenia i działania. Kiedy wszystko jest zagrożone, wszystko musi zostać skonfrontowane i zastąpione. W tej chwili istnieje wyraźna możliwość zrobienia właśnie tego.
Ludzie na całym świecie pokazują, że są gotowi zaangażować się w ten dialog. Wyzwaniem jest rozpoczęcie nowej rozmowy we własnym społeczeństwie. Wysiłek zaczyna się od odmowy zaakceptowania danych, które obracają się przeciwko nam tak bezlitośnie, tak zaciekle. Konfrontacja dotyczy coraz bardziej patologicznego stanu współczesnego społeczeństwa: wybuchy masowych zabójstw, coraz bardziej uzależnioną od narkotyków populacją, pośród upadającego środowiska fizycznego. Inicjatywa pozostaje odłączona i zinternalizowana, z ogromną bezwładnością i zaprzeczeniem. Ale rzeczywistość jest uporczywa i wywołuje pytania, które są równie bezprecedensowe, jak sytuacja, z którą mamy do czynienia.
Trzymanie się polityki jest jednym ze sposobów uniknięcia konfrontacji z pożerającą logiką cywilizacji, trzymając się przyjętych założeń i definicji. Porzucenie tego wszystkiego jest czymś przeciwnym: prawdziwie jakościową zmianą, fundamentalną zmianą paradygmatu.
John Zerzan, Zmierzch maszyn
O PRAWDZIWYM BOGACTWIE
MARCIN PINIAK
Algorytmiczna post – rzeczywistość Mózgogłowia bezustannie dąży do redukcji znaczenia na rzecz tak zwanej funkcjonalności, która staje się celem samym w sobie. Technologiczny system staje się strukturą samą dla siebie dla której człowiek jest przydatny o ile spełnia wspomniane funkcje rozwijania, utrzymywania i chronienia Systemu. Ten System stał się bytem samym w sobie, czymś co stało się ważniejsze niż wszystko inne. Nazywam to Maszyną. Maszyna stała się Meta – Bytem, Meta – Strukturą i zimną precyzją niszczy to co nam przypomina, że jesteśmy czymś więcej niż zasobem do jej obsługi. Utylitarna cywilizacja zimnego kabla zredukowała nas do roli biernych i posłusznych konsumentów, których obecność w wirtualnej przestrzeni społecznej regulowana jest przez „algorytm przydatności” dla agendy Maszyny, która promuje duchowe ubóstwo i redukcyjną jedno wymiarowość ludzi sformatowanych według wzorca użyteczności. Dostosowanie do tego staje się miarą „sukcesu”. Wszyscy bez ustanku pracujemy nad dobrostanem Maszyny zasilając ją swoją uwagą, czasem i ulegając jej hipnotycznym obietnicom, które trafiają w czuły punkt naszej coraz większej alienacji i samotności. Z podmiotu stajemy się przedmiotem, a nasz Duch redukowany jest do intelektu i pożerania tak zwanej kultury rozrywkowej w której szukamy „czegoś głębszego” ciesząc się gdy obejrzymy „dobry film”, czy przeczytamy „ciekawą książkę”.
Jednak nie ma w tym nic co naprawdę może nas odżywić w prawdziwym tego słowa znaczeniu, ponieważ większość „duchowego towaru kultury i sztuki” jest ogrywaniem sprawdzonego schematu, który wie jak nam „robić dobrze”. Wie jak nami poruszać poprzez emocjonalne deficyty i ukryte pragnienia. Wie czego nam brakuje i w jakim stopniu, ponieważ bez ustanku śledzi nas i studiuje poprzez swoje detektory – aplikacje w sieci. Staliśmy się do bólu przewidywalni, dlatego system może się rozwijać, ponieważ opór jest już minimalny i rozgrywa się na polach, które łatwo kontrolować. Bunt stał się towarem jak wszystko inne i ma swoje trendy i cykle, które algorytm rozpoznaje wcześniej niż mają miejsce i mało tego, że je kontroluje to jeszcze poprzez nie wzmacnia swoją władzę. Najczęściej buntownicy stają się tymi, którzy ten system umacniają kiedy już zostaną uwiedzeni popularnością i tak zwanym „soft – wpływem”, który nigdy nie dotyka i nie kwestionuje samego rdzenia systemu. Ludzi, którzy naprawdę odsłaniają prawdę system po prostu niszczy w najbardziej okrutny i bezwzględny sposób. Na tej więziennej planecie tak było od zawsze. Dlatego dużo bardziej skutecznym narzędziem kontroli jest materialny dobrobyt i intelektualne samozadowolenie. Sztuczne perły i jałowa wiedza. Narkotyzujący dobrobyt, który usypia świadomość czym w istocie jest uwarunkowana egzystencja oraz „kultura i nauka”, która racjonalizuje i udomawia dając poczucie złudnego bezpieczeństwa. Jednak ten „bezpieczny” okres mamy już za sobą.
Nadchodzi Retors – Ja. Nagłe i gwałtowne wybudzenie z masowej śpiączki. Piorun rozświetlający ten zamulony zatęchły przesytem i nudą mechaniczny pejzaż. Atak na wyprzedaży. Burza w zdeprawowanej świątyni. Substytuty zaczynają śmierdzieć i rozpadać się. Widoczna staje się wszechobecna tandeta z której ulepiono cały ten „splendor”. Dla tych, którzy Czują ten czas jest najlepszy, bowiem w końcu ujrzymy prawdę o tym co z takim mozołem debilizmu tworzyliśmy przez milenia dominacji ludzkości; oto Maszyna wypluwa na świat swoje mroczne potomstwo i konfrontuje nas z naszym dziełem. Dlatego i w tym kontekście warto znaleźć duchową ścieżkę, która rezonuje z czasem rozpadu i permanentnej rewolucji. Ścieżki która musi integrować w sobie szaleństwo i używać go do przekroczenia klatki racjonalizmu i zmechanizowanej logiki. W kulturze masowej to beat generation i punk, awangardowe konfrontacyjne kino niepokoju i surrealizm – nadrealizm, w architekturze brutalizm i modernizm, kultura industrialna i estetyka post – apokaliptyczna, cyber punk i ruchy anarcho – prymitywizmu. W duchowości to szamanizm i buddyzm wadżrajany, gnoza i sufizm – wszystko co nie jest wykastrowane przez doktrynę i moralność niewolniczą. Potrzebna nam jest duchowa inspiracja, która zamiast uciekać przed chaosem i rozpadem czyni z niego paliwo na ścieżce, coś doprawdy ożywczego. Symbolem tego jest Wadżra – Moc. Archetypem jest Mag – Twórca.
Co więcej, jest to czas Kaliyugi. I chociaż Kaliyuga działa przeciwko nam, to działa również na naszą korzyść, szczególnie jeśli chodzi o Wadżrajanę, ponieważ ze wszystkich nauk, jakich kiedykolwiek nauczał Budda, ze wszystkich dostępnych nauk duchowych jakiegokolwiek rodzaju, nauki Wadżrajany są najdoskonalej dostosowane do tego czasu Kaliyugi. Obecny czas Kalijugi jest niezwykle ograniczony. Karma jest gęsta. Nie jest rozłożona i rozproszona na wielkim, długim polu. Jest raczej wciągana do środka. Jest to czas kurczenia się, a karma dojrzewa znacznie szybciej niż kiedyś. Dzieje się tak nie dlatego, że jesteś w wadżrajanie, ale dlatego, że jest na to czas. Doświadczenie jest o wiele bardziej skondensowane; zjawiska są o wiele bardziej skondensowane; czas jest o wiele bardziej skondensowany. Możesz spojrzeć na swoje życie; możesz wyjść na zewnątrz i zobaczyć, że to nie jest ten sam świat sprzed stu lat. Był on znacznie szerszy i bardziej rozproszony. Jest to wynikiem skondensowanej jakości Kalijugi, która będzie kontynuowana, a doświadczenie stanie się bardziej zagęszczone i bardziej skondensowane, a nie mniej.
W tych warunkach wadżrajana może faktycznie przynieść najwięcej dobra na dwa sposoby, co jest zadziwiającą myślą. Jednym z nich jest to, że możemy łatwiej dostrzec związki przyczynowo-skutkowe. Cierpimy na tyle, by przekonać się, że cierpienie jest rzeczywistością, dlatego jesteśmy gotowi praktykować. Zdajemy sobie sprawę z korzyści płynących z praktyki, ponieważ naprawdę pragniemy osiągnąć oświecenie. W lepszych czasach, w łagodniejszych czasach, w czasach, gdy wokół nas rozciągają się zielone wzgórza i nie ma wiele do zrobienia poza starzeniem się, gdy rzeczy są po prostu bardziej rozłożone, a życie jest być może dłuższe i bardziej zrelaksowane, w takich warunkach trudno jest nam sobie wyobrazić, dlaczego mielibyśmy zebrać się na odwagę, by praktykować. Myślimy po prostu, że powinniśmy iść z prądem.
Tak więc pod tym względem Kalijuga jest bardzo zgodna z Wadżrajaną.
Jetsunma Ahkon Lhamo
Jednak twórca przestaje być twórcą w momencie kiedy staje się niewolnikiem konsumpcji fantazmatów wysrywanych z głębokiej gardzieli Maszyny. Heroina XXI (tarot: karta „świat”) symulacji rzeczywistości – prąd / ściek mediów społecznościowych – powszechnie akceptowane i podsycane przez masowy debilizm tak zwane skrolowanie algorytmicznej kloaki. Dewastacja umysłu poprzez totalne rozproszenie i niszczenie zdolności skupienia. Czarna dziura zasysająca resztki świadomości, która bez ustanku odświeża stan narkotycznego transu. Nic nie ma początku i nie ma końca. Pojawia się i znika bez przerwy. Ta symulacja ma płynną naturę – rzeka ukrytej rozpaczy, która jawi się jako nasz „udział” w życiu, które nigdzie tak naprawdę nie istnieje. Miliony sprzecznych wersji „rzeczywistości”, poglądów, wizji upośledzonych i coraz bardziej zdezorientowanych ludzi – zwierząt karmionych cyfrową modyfikowaną paszą na pastwisku – żerowisku. To nasze „życie” i świat wewnętrzny staje się pokarmem dla algorytmów i tresowania modeli językowych jak kolokwialnie nazywamy nowego pana. Maszyna naśladuje zaburzony i chaotyczny umysł, który nie ma żadnej dyscypliny i bez ustanku jest nękany przez przypadkowe myśli i emocje. Jest w stanie ciągłego bezsensownego wzburzenia. Nie potrafi się skupić i rozpoznawać wartości „kontentu”. Ważne, aby bez ustanku „coś grało” wciąż „nowe” i „świeże” coś czego „ja” by chciało i coś czego nienawidzi. Na zmianę. Bez przerwy.
W istocie ten światowy ład jest jednym mrocznym bólem. Może nie jesteście w tym z nami zgodni, może nie jesteście tego jeszcze świadomi. Kiedy jednak posuniecie się dalej na waszej ścieżce, zrozumiecie to wewnętrznie.
CHIŃSKA GNOZA, Jan Van Rijckenborgh, Catharose De Petri
Z duchowego punktu widzenia nasze uzależnienie od bezsensu mediów społecznościowych i łatwość z jaką to przyszło świadczy o tym, że coś technologia z nami zrobiła, czemu w żaden sposób nie potrafimy się oprzeć i nawet w większości nie zastanawiamy się nad tym jak to się stało. Maszyna wyłączyła w nas zdolność refleksji nad swoim własnym stanem i sposobem funkcjonowania. To jest właśnie mentalność niewolnika. Jego tamasowa wygoda. Oddanie w łapy pana. Mózgogłowie rezonuje z Tech, ponieważ Tech odzwierciedla sposób funkcjonowania ludzkiego mózgu i ludzkiego ego. To oparty na schematach i powtórzeniach zero jedynkowy system: walcz vs uciekaj lub udawaj martwego. Mózg przewija chaotyczne treści umysłu szukając potwierdzeń istnienia egotycznej fiksacji, lubi się babrać w gnoju i cały czas wszystko ocenia pod względem absurdalnej i urojonej wartości, którą sam dla siebie tworzy. Istota czująca ma do dyspozycji potężne narzędzie inteligencji i tworzy z tego generator debilnej rozrywki żeby samą siebie znarkotyzować.
Dlatego potężne duchowe tradycje, które rozpoznały w swoim nauczaniu uwarunkowanie i naturę ludzką mają narzędzia do pracy z cieniem – ignorancją. Nie uciekają przed negatywizmem, głupotą, emocjami, namiętnościami – to wszystko stanowi dla nich zasób do transformacji, kreatywny materiał do obróbki, ponieważ wiedzą, że w swojej esencji węgiel jest diamentem i ma niezniszczalną naturę prawdziwej Mądrości. Technologia ma ogromny potencjał kiedy staje się narzędziem Serca, ponieważ narzędzie samo w sobie jest dzieckiem inteligencji, a kiedy połączymy to z wrażliwością i czystą intencją przynoszenia pożytku staje się czymś co naprawdę może pomóc. Problem zaczyna się wtedy kiedy zaprogramujemy ją na efektywność i wydajność w służbie nieludzkiego systemu, który będzie chronił sam siebie bazując na logice „zimnego kabla mózgu”, który zacznie dzielić rzeczywistość na użyteczne i nie użyteczne. Z tego punktu widzenia w tym stadium masa ludzka pod dominacją hedonizmu, narcyzmu i głupoty jawi się jako bezużyteczna i destrukcyjna, ponieważ niszczy samą siebie i swój habitat. Włada nami cień i ekspanduje wykładniczo. Maszyna to rozpoznaje.
W duchowym nauczaniu tradycyjnej medycyny chińskiej mowa jest o duchach, które tworzą jednostkę. Na subtelnym poziomie natura materii składa się z pięciu elementów. W TCM duch elementu metalu „Po” (płuca, jelito grube) to cywilizacyjna faza industrializacji i smutnego człowieka – maszyny sprowadzonego do cyklu – powtórzenia, który jest tylko tym ciałem i w tym ciele. Nie ma żadnego innego celu ani powołania jak jedynie być narzędziem produkcji towarów i usług. Jest niczym i o niczym. To ostateczna konkluzja materializmu zrodzonego z niego nihilizmu, która jest nowotworem obcym prawdziwej naturze ludzkiej, która potrzebuje duchowości i wiary, ponieważ przez tysiąclecia to stanowiło korzeń naszego istnienia. Duch „Po” jest śmiertelnym automatyzmem kierowanym desperacją przetrwania za wszelką cenę. To jest skrajnie egotyczna świadomość zaprogramowana jedynie na to życie w tym ciele bez żadnej transcendentnej perspektywy. W swoim ekstremum to nieludzko – zwierzęcy totalitarny system władzy w którym jednostka jest zniewoloną maszyną i mięsem armatnim. To jest zaczyn modernizmu – materializmu z którego powstały globalne wojny i obozy zagłady. To był frontalny atak na ludzką duchowość i poczucie godności. To tym oprogramowaniem Maszyna może zarządzać i do tego może sięgnąć kiedy wyczerpią się zasoby dla dobrobytu i nastąpi faza zwierzęcej walki o prztrwanie. Wyjdzie z ludzi to co nieludzkie. Nie zmieniając kursu i percepcji dotrzemy tam wcześniej niż nam się wydaje, ponieważ tak zaprogramowana „rzeczywistość” jest deterministyczna i na poziomie „mięsa” nieunikniona. Cechą charakterystyczną nowotworu w fazie aktywnej jest agresja i ekspansja, destrukcyjny rozrost i pożeranie. Kondycja planety mówi o tym jasno, a masowa popularność populistycznych oligarchów u szczytu władzy tylko to dobitnie podkreśla.
Wszyscy żyjemy życiem programowanego przez algorytmy stada, ponieważ każdy nadaje w informacyjny eter swoją wizję stadnego życia i desperacko pragnie uwagi. Social medialny feed to neurotyczno – narcystyczny mindfuck, który dosłownie niszczy nas od środka. To jest meta – narkotyk. To nie jest neutralna technologia, jak chcą to widzieć tak zwani entuzjaści, w istocie jest to proces hybrydyzacji przy pomocy tech’u istot ludzkich. Hybrydyzacja jest ostatecznym podłączeniem do systemu technologicznego naszego ciała, energii i rzecz jasna umysłu. Umysł, a tym samym energia, już tam jest w coraz większym stopniu. Ekran zastąpił analogową rzeczywistość i jest pryzmatem, który ją defragmentuje i rozszczepia na „atomy – bańki” lub tak zwane „komory echa” – spolaryzowane społeczne grupy stadne bez ustanku walczące ze sobą. Sieć stała się trigerowaniem – impulsem do dalszych podziałów i walki. Płeć, środowisko, polityczne spektrum, lewacy i prawacy, religia i nauka, szczepieni nie szczepieni, oburzeni i odurzeni. Wszystko jedno – ważny jest ponad wszystkim stan konfliktu. Prekariat. Komentariat. Bezustanne szczucie jednych na drugich i zagryzanie w tych x’ach czy facebookach. Tani i ekonomiczny „udział” w urojeniu. Populiści nie muszą chodzić do telewizji i gazety mają swoje media i swoją komorę echa, swój prekariatowy komentariat. Rozładowanie napięć poprzez wirtualną „rewolucję” odurzonych oburzeniem.
Epoka nadinformacji to element wody. Duchem tego elementu jest „Zhi” i jego negatywnem jest brak woli, depresja, wycofanie i uległość. Jednak w swoim potencjale jest siłą woli i determinacją, aby nie ulegać masowej halucynacji i bez względu na wszystko robić to co dla nas ważne. Być Magiem, który odzyskuje moc sprawczą i inspirację. Tworzy własną przestrzeń wewnętrzną – sacrum. Świątynie Ducha. Ma swoją drogę i swój cel. Nie zarządza nim totalitaryzm algorytmu. Rozpoznaje, że gówno nie jest czekoladą i dekoduje cyniczne techniki uwodzenia przez Maszynę. Nikogo już nie chce „zbawiać” i zabawiać. Ma wyjebane na status i falołersów. Teraz już biega jedynie o to, by nie ulec tej „zabawie” i nie dać zrobić z siebie „zasobu ludzkiego” – tak zwanego Pokarmu. Eskalacja Kali Yugi tworzy potencjał Skoku! W bardzo krótkim czasie możemy rozpoznać w sobie ogromny potencjał i go urzeczywistniać z każdym coraz bardziej szalonym dniem. Robić to w ciszy i skupieniu poza detektorami mediów społecznościowych i tym chaotycznym jazgotem, ponieważ to jest jak przysłowiowy sen wariata – zaraźliwa choroba psychiczna. Trzeba mieć w sobie dyscyplinę, która nie jest jakimś osiąganiem zaimplementowanych nam przez Maszynę celów i pragnień, a jest oparta na naszych wewnętrznych celach, które odkryliśmy. Dbać i otoczyć szacunkiem to co dla nas ważne. Nie rzucać pereł świniom do ryja. Wycofać się z jazgotu do Świątyni. Używać Maszyny do swoich celów. Tworzyć wartościową treść zamiast konsumować te popłuczyny po pomyjach. To wszystko może nam uratować życie.
Niech nas omija to „co ważne” dla stada i rozwoju jego choroby.
Odzyskać połączenie z tradycją, która jest zakorzeniona w tym co naprawdę ludzkie i ponadczasowe. W tym co nie uległo modernistycznej i njuejdżowej modzie mieszania wszystkiego ze wszystkim, aż do kompletnej nijakości i bezużyteczności. Skupienie i refleksja, kontemplacja i zdobywanie wartościowej wiedzy. Współtworzenie z bliskimi nam istotami przestrzeni, która ma znaczenie i uzdrawia nasz umysł, energię i ciało. Zwrócić się w stronę tych, których ten system odrzucił, ponieważ tam jest prawdziwa wartość. Mądrość Natury, Rdzenni Ludzie i ich ponadczasowa uniwersalna ludzka mądrość. Upraszczać i wyciszać powiadomienia ze sztucznego świata, który desperacko chce umrzeć. Duch ma nas w opiece. Jest ponad doktryną i objawieniem zamroczonych fanatyzmem proroków z ich jedynie słuszną prawdą. Szukać połączenia nie rozdzielenia.
Szkoła stała się światową religią zmodernizowanego proletariatu i składa daremne obietnice zbawienia biedaków epoką technologiczną.
Ivan Illich, Deschooling Society
TA ZIEMIA TO KOŚCI
MARCIN PINIAK
Musimy się trochę cofnąć do czasu, kiedy to wszystko nabierało rozpędu smagane batem dystopijnych wizji przez bękarty zrodzone z macicy ignorancji i wypasione bezgotówkowym mlekiem cyfrowych fortun swoich korporacyjnych ojców, których ojcowie dorobili się na ropie i niewolnictwie w epoce, która to wszystko zaczęła i stworzyła fundament dla hybrydowych ludzi i ich symulacyjnego świata w którym teraz „żyjemy”. Czarni Magowie ze szczytu piramidy, alchemicy tworzący wodę z mózgu i wino z krwi. Tak zwana epoka informacji była epoką wielkiego zaklęcia, wielkiej transformacji masowej ludzkiej świadomości, bowiem nigdy wcześniej taka skala i szybkość mutacji nie była możliwa. Wielkie zapomnienie ogarniające miliardy istnień wpinanych jedno po drugim w Sieć Zbiorowego Snu, gdzie wgrywano im nowe kolektywne tożsamości, znaczenia i poglądy. Uczono nie pamiętać i pamiętano nie uczyć tego, co tak naprawdę może im przynieść pożytek, a zamiast tego rozbudzano w nich absurdalne marzenia o wielkim spełnieniu w Formie, w zaprogramowanej użyteczności, której rolą było jedynie karmienie żerującego na nich technologicznego pasożyta sztucznej świadomości.
Sztuczna świadomość jest systemem operacyjnym Mózgogłowia, które jest projekcją „Ja” wirusem, który przenoszony jest z ciała do ciała wraz z aktem tak zwanego poczęcia. W istocie jest to samoreprodukcja, tworzenie kopii zapasowych w niezliczonej ilości form, aby mieć pod dostatkiem tak zwanego „surowca”. Surowcem jest energia wytwarzana przez samoświadomość i ma ona schizofreniczną naturę, która powoduje, że stają się niewolnikami wewnątrz samych siebie. Sami siebie nienawidzą i sobą pogardzają, ponieważ to co nimi zarządza nazwane jest „programami”. Dominującym poczuciem dla tej hodowli – cywilizacji jest poczucie bycia niegodnym i winnym. Poczucie Upadku. Poczucie Nędzy. Poczucie bycia Niczym. Te „poczucia” są zapisem – implementacją, są sztuczne i zainkubowane przez Mrocznych Magów, którzy kontrolują ten wymiar istnienia – symulacji. To rodzi świat przemocy i agresji, świat pełen wojen, nienawiści i zazdrości, świat rywalizacji i ambicji, ponieważ wszystko to tworzy bez ustanku nieskończoną ilość „wysokiej klasy” surowca.
Modułem operacyjnym jest mentalna fikcja, wyobrażenie w postaci abstrakcyjnego „boga wszechpotężnego” który wciąż ich osądza i próbuje, wciąż ich zwodzi i pastwi się nad nimi na wszelkie ciężkie do wyobrażenia i opisania sposoby. Ma dość psychopatyczno – sadystyczną naturę, bowiem zapewnia ich na domiar złego o swojej nieskończonej wobec nich miłości ustami swoich kapłanów i proroków. Nawet ci spośród nich, którzy w niego „nie wierzą” czczą go pod inną postacią „nowoczesności”, „nauki”, „racjonalizmu” czy czego tam chcecie, bowiem wszystko to to jedynie nazwy dla tej samej „rzeczy” a jest nią poczucie oddzielenia i osądzania swojej wizji, posiadania swoich przekonań i dokonań, silna wiara w cel nadrzędny w jakiś urojony master plan.
W wyjątkowość i ważność wyodrębnionego.
Jednak w Istocie to stworzyło podział, stworzyło drogę i podróżnika. Stworzyło Brak. Ten Brak jest najbardziej bazowym Wdrukiem, ten Brak wszystko zaczyna i wszystkim rządzi, ten Brak jest u podstawy wszystkiego co było potem i jest teraz. To przyczyna, która uruchomiła Maszynę. Ten urojony „Bóg” jest głosem w twojej głowie – to wgrana i zakodowana stacja nadawcza sygnału Hipnozy – Osmozy.
𒀭𒀭𒀭
Osmoza – dyfuzja rozpuszczalnika przez membranę półprzepuszczalną rozdzielającą dwa roztwory o różnym stężeniu. Osmoza zachodzi spontanicznie w wyniku przenikania rozpuszczalnika (np. wody) przez membranę półprzepuszczalną z roztworu o niższym stężeniu substancji rozpuszczonej do roztworu o stężeniu wyższym, czyli prowadzi do wyrównania stężeń obu roztworów.
𒀭𒀭𒀭
To „dwa” staje się iluzją jedni. To rozdzielenie staje się nieświadomym poczuciem Braku. Tym co Zarządza i tym co tworzy nieskończoność Wtórności. To Kopiowanie. Kserokopiarka umysłu, która bez ustanku pracuje. Non stop. Ta „rzeczywistość” jest kopią niedostępnego oryginału, bowiem brak jest tutaj kompatybilności energetycznej. Brak jest tu połączenia. To jest Odpad. Kopia przez cały czas udaje oryginał i ma naturę fraktalną, oznacza to, że ten mechanizm występuje na wszystkich poziomach przejawienia i we wszystkich wariantach. Fałszywy okrutny bóg udaje Boga. I choć widać czym przesiąknięte jest jego królestwo, my produkty jego lędźwi nie potrafimy jasno postrzegać rzeczywistej natury tego świata, ponieważ my śnimy na jawie. Żeby to zrozumieć i postrzec trzeba patrzeć na tak zwane kody biologiczne, na pierwotny program tak zwanego tła i ujrzeć okrucieństwo, które nim rządzi. Wszystko się pożera. To jest nazwane Gastropolis. Wszystko na wszystkim żeruje. Wszystko wszystkim pogardza udając, że jest inaczej.
Ta „cudowna” natura ma zakodowane w sobie fundamentalne prawidła na jakich oparty jest cały powielany system. To odzwierciedlenie. Jednak trzeba nam wiedzieć jedną rzecz, że to nie było takie, to takie się stało, ponieważ uległo dominującemu programowi, uległo degeneracji. Moc istoty ludzkiej polega na łasce manifestacji, ponieważ nosi ona w sobie pierwotną pozbawioną ograniczeń naturę i ma zdolność tworzenia. W wyniku podboju przez sztuczną świadomość i rozdzielenie ludzki umysł tworzy rzeczywistość odzwierciedlenia swojego własnego stanu. To jest nazwane Projekcją. I ta Projekcja staje się jego światem, jego rzeczywistością i jego więzieniem. Mózgogłowie czyli Maszyna Iluzji tworzy siatkę – matrycę, która kłamie i ukazuje nam zupełnie inny obraz i wrażenie od tego jak jest naprawdę. Żyjemy w symulacji zbudowanej z wyobrażeń, które stają się „rzeczywiste”. Ponieważ na tym polega moc umysłu.
Na tym polega Klątwa i Błogosławieństwo.
I wymazywanie tej wiedzy i świadomości stało się głównym zajęciem Czarnych Magów. Bezbrzeżny jest ocean zamordowanych z tego powodu istot, które się przebudziły z tej iluzji. I choć zacierali wszelkie ślady, wciąż przychodzą na ten świat kolejni Soterzy, bowiem w istocie nie możesz zniszczyć kłamstwem prawdy, możesz jedynie ją zaciemnić. Jednak wcześniej czy później ona znów się objawi, ponieważ tak jest jej wrodzona natura. I przychodzi czas Objawienia, kiedy kłamstwo jest detronizowane, bowiem rozpada się pod własnym ciężarem. Rzeczywistość ukazuje się naga taką jaka jest. Nazwane jest to Ujawnieniem lub Resetem.
Dzieje się to w sposób chaotyczny i gwałtowny. Ponieważ przepełniono pojemność możliwości wyparcia i nieświadomości to co wyparte i nieświadome zaczyna się manifestować w formach fizycznych: postaci, zjawisk, stanów i wszystko staje się coraz bardziej obłąkane. Dlatego sztuczna świadomość tworzy swoją reprezentację technologiczną – Metawersum. Tworzy symulację w symulacji, grę w grze. Tworzy konstrukt – klatkę – osmozę, aby przetrwać. Jednak jej słabym punktem jest zapośredniczenie w fizyczności tak zwany hardware infrastruktura pozyskiwania energii, która żeruje na Gai. Dlatego nigdy nie udało jej się przetrwać Resetu. Dlatego żyjemy na cmentarzysku tych, którzy byli przed nami i wciąż bez ustanku powielali ten sam schemat. Dokładnie tak jak my.
Niezliczona ilość zaawansowanych cywilizacji, które nie zdołały przekroczyć bariery ziemskiego uwarunkowania i wydostać się stąd za pomocą stworzonej przez siebie technologii. Niektóre były blisko jednak zapomniały o Cyklu i były przepełnione arogancją i pychą. Niszczyło ich samouwielbienie. Niektóre pozostały na poziomie zwierzęcości i zdychały w agonii. Niektóre zniszczyły siebie same poprzez wewnętrzny rozkład i dekadencję braku jakiejkolwiek moralności.
Kiedy pojmujemy „wolę życia” w szerokim wielowymiarowym kontekście jest ona niczym innym jak procesem ewolucji, zdobywaniem wiedzy jednak dopełnieniem tego procesu jest zamysł lub intencja, która dodaje element troski i współczucia – moralności i etyki, której fundamentem jest niekrzywdzenie samego siebie, innych istot czujących i środowiska naturalnego – dopiero tak pojęty rozwój można nazwać ewolucją w pełnym tego słowa znaczeniu. Rozwój materialny równoważymy odpowiadającym mu rozwojem świadomości, ponieważ to stanowi klucz by przywrócić równowagę światu w jakim żyjemy i nam samym.
Wola i zmysł zależą od serca – od tego kim jesteśmy, od długości naszego życia (esencja Jing), od naszej osobowości, które tworzy duch Hun i Po. Hun w tym rozumieniu reprezentuje naszą podświadomość – nasz ukryty program, „magazyn” nieprzerwanego strumienia świadomości, który determinuje ukryte karmiczne (przyczynowe) aspekty naszego zachowania i postrzegania. Jest aspektem irracjonalnym związanym z naszą zdolnością do śnienia, wyobraźni – pewnego rodzaju magicznym potencjałem (system narządów Wątroba – Woreczek żółciowy). Natomiast Po nazwane jest aspektem cielesnym, zwierzęcym, odruchowym związanym tylko z przetrwaniem naszego biologicznego ciała (system narządów Płuca – Jelito grube). Hun i Po to połączenie umysłu – aspektu niematerialnego (niebo) z materią, fizycznością i zmysłami (ziemią). Wola i Zamysł są związane z naszą świadomością i percepcją, zdolnością do działania, tendencjami naszego umysłu, pragnieniami, myślami, ideami i skłonnościami – tym wszystkim co można byłoby nazwać naszą osobowością – nie mniej jednak jest ona kombinacją karmicznych wrodzonych tendencji, oraz kształtowania się poprzez doświadczenia życia, zdobytą wiedzę, emocje i okoliczności etc.
Zhi yi: zamysł, myśl, umysł, wola, determinacja, zamiar. Można to sprowadzić do intencji, postanowienia, które determinuje naszą drogę życia, wybranie kierunku oraz powstającej z tego determinacji by ten zamysł realizować.
Yi zhi: to nasza wola, determinacja, zdecydowanie pewnego rodzaju niezłomność i siłę woli, która pozwala nam realizować nasz zamysł – moc działania pomimo przeciwności – hart ducha.
Czynnikiem integrującym jest wymiar naszego serca – umysłu – ducha angażującym w cały ten proces nasze emocje, uczucia dodając do całego aspektu postanowienia i realizacji – element prawdziwej inspiracji czegoś na wskroś żywego, iskrzącego – wciąż kiedy proces przebiega prawidłowo nasz zamysł i wola są aktualizowane i dostosowywane do bieżących okoliczności. Zapewnia nam to Obecność, która chroni nas przed fanatyzmem i sztywnymi poglądami oraz nierealnymi projekcjami podświadomości. W świadomości serca przyjmuje to postać fundamentalnej dyspozycji, która potrafi inteligentnie rozdzielić to o realne i możliwe od naszych urojeń i pobożnych życzeń. Przytomność stanowi klucz do pracy w tu i teraz – skutecznej i pragmatycznej realizacji naszego zamiaru, zamysłu i odpowiadającej temu woli i determinacji. Jest to żywa wielowymiarowa inteligencja, mądrość rozróżniania i adekwatność działań. Reprezentuje to element ognia – klarowności i mocy wspierany przez element ziemi (system narządów żołądek i śledziona), który jest naszym zakotwiczeniem w zdrowym rozsądku, logicznym myśleniu zdolności analizy i wyciągania wniosków i jest kluczowy w pracy z przeszkadzającymi emocjami. Racjonalna część naszego umysłu jest szczególnie istotna w tak zwanych „zagadnieniach duchowych”, które często są polem nadużyć ponieważ w dużej mierze odnoszą się do irracjonalnej i intuicyjnej części naszej świadomości, co może prowadzić do „odrealnienia” i braku uziemienia. Dlatego praktyka uważności, medytacja oparta na technice oddechu i wglądu poprzez świadomość ciała i umysłu jest tak fundamentalna, ponieważ opiera się na konkretnych zakotwiczeniu w chwili obecnej i w swojej esencji jest poza jakąkolwiek doktryną religijną, duchową czy filozoficzną. Jest metodyczną i skuteczną techniką pracy z umysłem, emocjami i wymiarem naszego ciała. Natomiast pracę z intencją możemy w tym wypadku traktować jako ukierunkowanie naszej świadomości w wybranym przez nas kierunku co znacznie poprawia naszą skuteczność i moc sprawczą w poprawianiu jakości naszego życia. Stajemy się bardziej świadomi swoich realnych możliwości oraz zaczynamy rozumieć nasze ograniczenia i uwarunkowania, co z kolei jest warunkiem wstępnym, aby „przeprogramować” swoje sztywne poglądy i ograniczające systemy wierzeń, które straciły swój sens w wyniku zmian okoliczności naszego życia. Jest to bardziej naukowe podejście do duchowości, które polega na bezpośrednim odkrywaniu oraz realnej pracy z naszą świadomością – potencjałem. Otwarty umysł (gotowość wykroczenia poza przyjęte koncepcje) oraz otwarte serce (zaufanie do możliwości rozwoju) to rodzaj połączenia naszych zdolności intuicyjnych i racjonalnych, które zamiast sobie przeczyć mogą się uzupełniać i wspierać – podobnie jak starożytne tradycje duchowe mogą stać się obiektem rzetelnych badań naukowych pozbawionych uprzedzeń i myślę, że jesteśmy świadkami takiej właśnie zmiany paradygmatu. Można przyjąć, że Tradycyjna Medycyna Chińska zawiera ten fundamentalny aspekt dążenia do równowagi i współpracy co jest optymalnym podejściem dla rozwoju.
Kiedy pojmujemy „wolę życia” w szerokim wielowymiarowym kontekście jest ona niczym innym jak procesem ewolucji, zdobywaniem wiedzy jednak dopełnieniem tego procesu jest zamysł lub intencja, która dodaje element troski i współczucia – moralności i etyki, której fundamentem jest niekrzywdzenie samego siebie, innych istot czujących i środowiska naturalnego – dopiero tak pojęty rozwój można nazwać ewolucją w pełnym tego słowa znaczeniu. Rozwój materialny równoważymy odpowiadającym mu rozwojem świadomości, ponieważ to stanowi klucz by przywrócić równowagę światu w jakim żyjemy i nam samym.