DEBET

Rodząc się, każde istnienie rodzi się jako dług wobec bogów, świętych, Ojców i ludzi. Gdy ktoś składa ofiarę, to ze względu na dług, jaki ma od urodzenia wobec bogów . Gdy ktoś recytuje święty tekst, to ze względu na dług, jaki ma wobec świętych. Gdy ktoś pragnie potomstwa, to ze względu na dług, jaki ma od urodzenia u ojców. Jeśli zaś ktoś udziela gościny, to ze względu na dług, jaki ma wobec ludzi.

Śatapathabrahmana 1.7.12, 1 – 6

W internecie podali, że Królowa umarła. Pirat tępo patrzył na ten absurdalny świat wyświetlany jak nieskończony serial o niczym dla nikogo i jednocześnie o wszystkim dla wszystkich. Palił papierosa i pił mocną czarną kawę doprawioną cynamonem i kardamonem. Obudził się ze snu do snu. Z symulacji do symulacji. Tak jak ty. Śnimy to wszystko przekonani, że istniejemy, przekonani, że los szyderczo się jednak do nas uśmiecha i ostatecznie obudzimy się gdzieś na samym końcu tych niewidocznych kabli i będziemy się kurwa śmiać jak nigdy. Będziemy z niedowierzaniem kiwać głowami nie mogąc uwierzyć w to, że uwierzyliśmy, że ani przez chwilę nie przyszło nam do zlasowanej głowy, że to była tylko gra, że każda postać jest wymysłem, tworem naszej nieskończonej wyobraźni.

Jednak my potraktowaliśmy to wszystko na serio.

Monitor transmitował Otchłań. Światła były zamglone jak w Stanie Pośrednim i każde z nich prowadziło do innego wymiaru zaprogramowanego cierpienia, do innej formy – ciała, które musiało znów się rodzić, dorastać, walczyć o przetrwanie i umierać jak niezliczoną ilość razy przedtem. Każda chwila jest Stanem Pośrednim zrodzonym z Długu i tworzącym Dług. Ponieważ nie możemy przestać chcieć, nie możemy się zatrzymać, nie posiadamy Zaklęcia, które wciska pauzę w tej zaprogramowanej maszynie.

Nad niczym nie mamy kontroli, jedynie jej złudzenie. To pozwala nam mieć tak zwaną pragmatyczną wiarę w tak zwany sens i każdego kolejnego dnia uwierzyć na nowo w „Ja”. Ja wstałem rano i myślę o ja, jednak w rzeczy samej w całym swoim wszechświecie nie mogę tego ja znaleźć, nie mogę go namierzyć, bo jest płynnym poczuciem, czymś co nieustannie mi umyka, co mutuje zachowując jednocześnie wzorzec przytłaczającej powtarzalności i porażającego automatyzmu, którym jest prawie wszystko co robię. Jestem więźniem samego siebie. Jestem skazańcem w więzieniu nawyku, utrwalony jak zapętlony film i wyświetlany na ekranie świadomości.

Jednak od pewnego czasu patrzę na siebie jak nie na siebie, jak na coś obcego, coś co tu jest i żyje, mówi nie swoje słowa i myśli nie swoje myśli. Skąd to wszystko przychodzi? Skąd się bierze? Jak rozpoznaje swój własny wzorzec by się do niego na powrót dopasować? Znów się w nim uwięzić i zapętlić. Powtarzać w kółko to samo. Ten swój pogląd na temat tego co bez końca przepływa przez mechanizmy zmysłów. Lepić z tego wyobrażenie świata, które jest podobnym do tego, które było wczoraj i przedwczoraj. Mieć w sobie tą pychę pewności, że wiem jak jest i z pogardą myśleć o tych, którzy mają zupełnie inne wyobrażenie tak zwanego „świata”. Przekonywać i perswadować, nakłaniać i korygować. Śmiać się z ich „naiwności” i „głupoty” i żyć w absolutnym przekonaniu, że nie wiedzieć czemu moje złudzenie jest bardziej prawidłowe i bardziej prawdziwe. Jednak w rzeczy samej to jest tylko wielopoziomowe złudzenie utkane z myśli, wrażeń, doświadczeń, zwodniczej pamięci montowane na matrycy umysłu przez to „coś” czego nikt nigdy nie potrafił znaleźć. Kim jest narrator? I dlaczego mam mu wierzyć?

Świadomość została rozbita na miliardy części. Uwięziła samą siebie w swoich projekcjach z którymi się utożsamiła i które nią zawładnęły do tego stopnia, że starciła kontakt ze swoją Pierwotną Naturą. Przepełniona wrażeniami stworzyła iluzję ruchu – energii, mechanizm nieskończonej w czasie i przestrzeni rotacji. Nieskończone złudzenia przychodzenia i odchodzenia, ruchu i bezruchu, materii i pustki, istnienia i nieistnienia. Nieistnienie jest blackoutem świadomości, jak sen bez śniącego. Jednak to tylko doświadczenie, tylko przejściowy stan, ponieważ wszystko w swojej istocie jest świadomością. Dlatego nazwane jest to Snem Świadomości która nie rozpoznaje samej siebie. Rozpoznaje jedynie swoje własne projekcje i oddziela się tworząc poczucie „ja i to”. „Ja” nie może istnieć bez punktu odniesienia, bez „obiektu”, ponieważ tylko w ten sposób tworzy to fundamentalne odczucie wobec Formy. Odczucie wszystko zaczyna. Wciąga nas do Gry. Jest najbardziej fundamentalne. To najgłębszy Mechanizm, który stał się deterministycznym automatyzmem, którego nawet nie zauważamy, ponieważ poprzedza on percepcję i myślenie. To jest zaprogramowane w ciele. W strukturze.

Forma się reprodukuje z powodu przywiązania do odczucia zadowolenia. Forma rodzi się z formy, ciało z ciała, odczucie z odczucia, myślenie z myślenia, świadomość ze świadomości. Forma rodzi się z pustki, a pustka z formy. Odczucie rodzi się z formy, postrzeganie z odczucia, myślenie z postrzegania, a z myślenia rodzi się Gra i Gracze. Ta Gra jest Nieskończona w swoich wymiarach i wariantach. Nie ma końca i początku. Jest Odwieczna, bowiem czas jest tylko myśleniem i mechanizmem iluzji percepcji. Jest Nawykiem. Kiedy rodzi się w tobie Przestrzeń stajesz się Świadomym Graczem. Kimś kto ma potencjał wyzwolenia się z Automatyzmu tej Gry, która w swojej istocie jest reprodukującym się samoistnie cierpieniem, ponieważ nie masz wyboru, ponieważ musisz, ponieważ nie potrafisz zatrzymać Tego. To jest cierpienie. Narodziny, starość, choroby i śmierć bez przerwy. W istocie nikogo nie możesz błagać o litość, bowiem to jest Ślepe i Bezwzględnie Precyzyjne. To Program Sterujący.

Bez Gracza nie ma Gry, bez ciebie nie ma mnie, bez myślenia to wszystko się zatrzymuje, ponieważ myślenie jest ruchem. Jest naturalną funkcją. Myślenie tworzy obraz, a obraz tworzy myślenie. Gra tworzy gracza, a gracz tworzy grę. Jednak tak naprawdę to wszystko jest jedynie Przepływem Tego Samego w Pozornie Różne. To jest jedna i ta sama substancja. Jeden smak. Jeden rodzi dwa, dwa rodzi trzy, trzy rodzi dziesięć tysięcy.

Królowa nie żyje. Zawartość Królowej nigdy nie umiera, ponieważ nie jest „Królową”, nie jest ciałem, nie jest odczuciem, nie jest percepcją, nie jest myśleniem, nie jest funkcją i nie jest rolą. Ludzkie umysły stworzyły Królów i Królowe, stworzyły Królestwa i Poddanych, stworzyły całą tą fikcję w jakiej żyjemy, jakiej się trzymamy i która nas uwarunkowała, ponieważ nie rozpoznajemy samych siebie poza myśleniem, poza konstrukcją, poza programem i poza systemem. Program Sterujący też jest wymysłem. Myślenie jest karmą, karma jest programem świadomości. Istnieje świat absolutnej nieprzewidywalności, świat poza kontrolą programów, jednak uwarunkowana świadomość nie może sobie tego wyobrazić, ponieważ przestała być czysta i przestała ufać samej sobie, nie umie rozpoznać samej siebie i tego, że jest poza jakimkolwiek ograniczeniem.

Jest Wolna i Naga i nieskończenie twórcza. Tworzy nieba i piekła, galaktyki i istoty, tworzy wojnę i pokój, istnienie i nieistnienie. Nie ma granic ponieważ jest wszystkim i wszędzie przez cały czas. Jednak kiedy Pirat jest przekonany, że jest Piratem, a Królowa jest przekonana, że jest Królową nie Czuje Tego, choć ma to przed sobą i w sobie. Ponieważ od wszystkiego oddziela nas myślenie i koncepcje jak bariery ochronne i zasieki, jak wojna samego siebie ze sobą, której nigdy nie można wygrać, ponieważ jedno jest zrodzone z drugiego. Wrogów nie ma końca. Problemów nie ma końca. Nie ma końca życiu i umieraniu.

Brak Rozpoznania – Ignorancja tworzy ślepe działanie, które tworzy świadomość. Świadomość rodzi ciało. Ciało rodzi zmysły. Zmysły dają możliwość czucia – kontaktu, co rodzi pożądanie, które prowadzi do życia.

Życie prowadzi do śmierci.
Śmierć prowadzi do życia.

Nie żyje Królowa Ignorancji.
Niech żyje Król Ignorancji.
Ciągłość Sukcesji.
Bez najmniejszej przerwy.

Rodzi nas Dług. Ustanawia nas w szeregu czekających na windykację u podnóża góry na którą nigdy nie udaje się wejść. Nigdy nie udaje się spojrzeć na to wszystko ze szczytu realizacji, ponieważ wciąż tracimy pamięć poprzednich gier, wciąż wszystko wydaje się nowe i świeże. Jednak nie jest nowe i nie jest świeże. To przetworzony wyprodukowany przez nas towar na półkach z wyprzedaży w samsarycznym hipermarkecie, który znów wydaje się nam „cudownym życiem”, które przecież wcale nie jest cudowne, choć trzeba przyznać bywa. Mamy zmagazynowane impulsy na karcie debetowej w nieskończonej przestrzeni doświadczeń. Te impulsy to obrazy, myśli, dźwięki, odczucia – cała przejawiona „rzeczywistość”. Interakcja jest mechanizmem gry, ponieważ tworzy kolejne impulsy, które tworzą zmultiplikowany strumień doświadczeń, ponieważ działanie ma nieskończoną ilość skutków, których nawet nie jesteśmy świadomi.

Najbardziej podstawowy jest poziom mechaniczny. Zero – jeden. Bezpośrednia akcja i bezpośrednia reakcja. Mechanizm, który tym zarządza jest poza naszą świadomością ponieważ mamy Biologiczne Ciało Warunku, które jest poza „dobrem” i „złem” jest poza moralnością i koncepcją, poza intencją i myśleniem. Jest zaprogramowane wrażeniami strumienia doświadczeń tych wszystkich ciał, które nas stworzyły z własnych ciał. Nieskończona ilość ojców i matek wszelkich gatunków w niezliczonej ilości wymiarów i światów. To Program Samo – replikacji, powielania kodu w nieskończoność – pierwotny program przetrwania. Deterministyczna ewolucja gatunków poprzez dobór naturalny oparta na zaprogramowanym okrucieństwie i przemocy. Tutaj nie ma grzechu i winy, tutaj nie ma moralnego dylematu, bowiem jest to świadomość impulsu – pożerać i żyć, być pożartym i umierać. Nic ponad to.

Jednak skąd pochodzi ten Program? Kiedy został wgrany by się zapętlić i powielić w każdej żyjącej na tej planecie czującej istocie, która jakby nie była „nowoczesna” i „wyedukowana”, „kulturalna” i „cywilizowana”, kiedy Warunek ulega radykalizacji i rozpada się cywilizacyjny sterylny sztuczny kokon w jednej chwili na powrót staje się tym programem – mięsem, które musi się pożerać i rozszarpywać na strzępy. To wszystko jest przed myśleniem, przed bogiem i diabłem, przed niebem i piekłem. Przybici do krzyża materii, do mechanizmu, do programu, który stał się więzieniem w którym udajemy wolność.

Architektem tego więzienia jest Dług.
Jego zarządcą Nieświadomość.
Jego strażnikami Strach.
Celą zaprogramowane ciało.
Wyrokiem – ciągły obrót – powrót.

Kiedy Pirat patrzył w monitor widział tylko relacje z więzienia – szpitala. Urojenia pełne patetycznego bełkotu, krótkotrwałe impulsy „szczęścia”, którymi więźniowie się ekscytują. Licytację i sprzedaż strachu porcjowanego i pakowanego w najbardziej zmyślne opakowania. Pokazy „dobrobytu”, który w istocie wcale nie jest dobry, bowiem prowadzi cię jeszcze głębiej w otchłań. Przywiązanie i chciwość. Kult posiadania i statusu. Nieskończone przyczyny nieskończonych skutków.

Avijjā – Sankhāra.

Dlatego pierwszy krok jest zawsze zatrzymaniem się. Jednak, aby to zrobić musisz wypracować przestrzeń – intencję, nie możesz być przytłoczony przez kompulsywny program działania, nie możesz być w amoku. Amok jest stanem braku wglądu w naturę rzeczywistości, jest stanem wynikającym z Terroru Warunku, który zmusza cię do działania, do reakcji. Kiedy cywilizacja ludzka staje się tak zmechanizowana i skomplikowana tej przestrzeni jest coraz mniej. Masz coraz mniej przestrzeni, coraz mniej dystansu, coraz mniej czasu i coraz mniej wolności. Ponieważ w istocie jest to proces degradacji. Proces Upadku.

Środowisko – Umwelt staje się głównym czynnikiem kształtującym istoty, które w nim żyją. Upodabnia je do siebie. Programuje na swoje podobieństwo, ponieważ jest wszechobecne i jego istnienie decyduje o przetrwaniu stworzonego na swoje podobieństwo sztucznego życia, które traci swoją własną wrodzoną Moc. Wszystko staje się zapożyczeniem. To Konsorcjum Długu. Wszystko zależy od siebie i siebie pożera, bowiem brak jest tutaj czystej energii, która wynika z zasługi, z ofiarowania, z dobroci, z miłości i współczucia.

Cywilizacja to Debet.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

DEBET

Galeria

„Korporacyjne kampanie PR opanowały alchemię przekształcania destrukcji ekologicznej w narrację o postępie, wykorzystując nadzieję jako zasłonę dymną, aby ukryć swoją rolę w utrwalaniu upadku. Ta psychologiczna manipulacja opiera się na sianiu wątpliwości, nie tylko co do ich działań, ale także co do samej natury kryzysu. Ta wyrafinowana forma gaslightingu – w której firmy manipulują percepcją publiczną, aby zaprzeczyć rzeczywistości – jest uosabiana przez kampanie takie jak rebranding BP z 2001 roku na „Beyond Petroleum”. Dzięki żywemu logo słonecznika i zobowiązaniom do inwestowania w odnawialne źródła energii, BP pozycjonowało się jako zbawca klimatu. Jednak za zieloną fasadą firma podwoiła nakłady na paliwa kopalne: do 2025 r. mniej niż 17% całkowitych rocznych inwestycji BP będzie związanych z odnawialnymi źródłami energii, podczas gdy ponad 83% wydatków zostanie przeznaczonych na ropę i gaz (Kumar 2025), w tym katastrofalne pod względem ekologicznym piaski bitumiczne w Kanadzie i odwierty głębinowe w Zatoce Meksykańskiej, które zakończyły się wyciekiem Deepwater Horizon w 2010 r., jedną z najgorszych katastrof ekologicznych w historii. Słonecznik, niegdyś symbol odnowy, stał się gorzkim symbolem korporacyjnego oszustwa.

Kolejnym doskonałym przykładem jest kampania Chevronu „We Agree”, będąca mistrzostwem dysonansu poznawczego. Podczas gdy firma emitowała reklamy głoszące wsparcie dla energii odnawialnej i dobrobytu społeczności, po cichu przeznaczała miliardy na zwiększenie wydobycia ropy naftowej w regionach wrażliwych ekologicznie, takich jak Amazonia. Jednocześnie Chevron walczył z procesami sądowymi związanymi z katastrofalnymi wyciekami ropy w Ekwadorze, które zatruły drogi wodne, zdziesiątkowały rdzenną ludność i spowodowały wzrost zachorowań na raka (Surma 2022). Hasło kampanii: „Zgadzamy się. Nadszedł czas, aby firmy naftowe zajęły się energią odnawialną” – było nie tyle zobowiązaniem, co sztuczką, odwracającą uwagę od nieustannej pogoni za paliwami kopalnymi (Franta 2022, s. 247). Dostosowując swój branding do publicznych aspiracji w zakresie zrównoważonego rozwoju, Chevron uzbroił się w nadzieję, oświetlając odbiorców, aby uwierzyli, że firma jest częścią rozwiązania, podczas gdy jej działania pogłębiały kryzys.

Skandal Volkswagena „Clean Diesel” doprowadził to oszustwo do orwellowskiego poziomu. Przez lata producent samochodów reklamował swoje pojazdy z silnikami wysokoprężnymi jako przyjazne dla środowiska, chwaląc się niską emisją spalin i odpowiedzialnością za środowisko. W rzeczywistości Volkswagen zainstalował „defeat devices” w 11 milionach samochodów – oprogramowanie zaprojektowane do oszukiwania testów emisji spalin. Pojazdy te emitowały nawet 40-krotnie więcej tlenków azotu niż dopuszczają przepisy (Gates et al. 2015), zanieczyszczeń powiązanych z chorobami układu oddechowego i załamaniem klimatu. Kampania była nie tylko nieuczciwa; była to wyrachowana zdrada, wykorzystująca rosnącą świadomość ekologiczną społeczeństwa do sprzedawania kłamstwa. Konsumenci, którzy myśleli, że dokonują ekologicznego wyboru, nieświadomie stali się wspólnikami zanieczyszczenia, a ich zaufanie zostało wykorzystane przeciwko nim.

Coca-Cola, największy na świecie truciciel plastiku, stosuje podobną taktykę. Sponsorując sprzątanie plaż i reklamując inicjatywy „World Without Waste”, w 2019 r. firma produkowała ponad 3 miliony ton metrycznych plastiku jednorazowego użytku rocznie – co odpowiada 200 000 butelek na minutę (Laville 2019). Nowy raport przewiduje, że zużycie plastiku przez Coca-Colę przekroczy 4,1 miliona ton metrycznych rocznie do 2030 r., co stanowi 40% wzrost w porównaniu z 2018 r. (Oceana 2025). W krajach Globalnego Południa, gdzie brakuje infrastruktury do utylizacji odpadów, Coca-Cola zalewa rynki jednorazowymi butelkami, doskonale wiedząc, że mniej niż 10% z nich zostanie poddanych recyklingowi. Kampanie sprzątania, będące niczym więcej niż sesjami zdjęciowymi, dotyczą mniej niż 1% generowanych przez nie odpadów z tworzyw sztucznych, co jest performatywnym gestem przerzucającym winę na konsumentów, podczas gdy korporacje lobbują przeciwko przepisom i regulacjom dotyczącym kaucji za butelki. To nie jest zwykła hipokryzja; to skalkulowana strategia łączenia marketingu z moralnością, przekształcająca zanieczyszczenie w okazję PR.”


KULT ŚMIERCI KAPITALIZMU >>

PARADOKS JEVONSA SPOTYKA SIĘ Z OGRANICZENIAMI WZROSTU

Niektórzy analitycy sugerują, że źródłem tej zaskakującej sprzeczności dotyczącej rekordowego współczesnego zużycia energii może być dążenie firm i konsumentów do większej liczby, lepszych i tańszych innowacji technologicznych, co podsumowuje 160-letnia teoria ekonomiczna: paradoks Jevonsa. Postulowany przez XIX-wiecznego angielskiego ekonomistę Williama Stanleya Jevonsa, stwierdza, że „w dłuższej perspektywie wzrost efektywności wykorzystania zasobów [dzięki nowej technologii] spowoduje wzrost zużycia zasobów, a nie ich spadek”. Mówiąc prościej, im bardziej wydajna (a tym samym tańsza) jest energia, tym większa będzie ogólna produkcja społeczeństwa i wzrost gospodarczy, a zwiększona produkcja będzie wymagać jeszcze większego zużycia energii.

Pisząc w 1865 roku, Jevons argumentował, że przejście z koni na węgiel zmniejszyło ilość pracy dla każdego zadania (wraz z kosztami), co doprowadziło do gwałtownego wzrostu zużycia zasobów. Jako dowód wskazał na napędzaną węglem eksplozję innowacji technologicznych i ich wykorzystania w XIX wieku. Paradoks Jevonsa, zastosowany do naszej obecnej sytuacji, stanowi wyzwanie i podważa różowe prognozy technologów dotyczące zrównoważonego rozwoju.

ODNAWIALNE ŹRÓDŁA ENERGII NIE URATUJĄ NAS PRZED KATASTROFĄ KLIMATYCZNĄ >>

„Czystki rządowe rozpoczynają się od skalkulowanego ataku na zarządzanie jako instrument dobra publicznego. W Ameryce Trumpa państwo nie jest już postrzegane jako strażnik zbiorowego dobrobytu. Nie jest już postrzegane jako oferujące istotną ochronę, taką jak Medicare, ubezpieczenie społeczne, przystępne cenowo mieszkania i edukacja publiczna; zamiast tego jest postrzegane jako przeszkoda dla nieskrępowanego kapitalizmu. Neoliberalizm zapewnia ideologiczne rusztowanie dla tej transformacji. Redefiniuje on wolność jako brak regulacji, pozbawia demokrację jej społecznej treści i redukuje wszystkie ludzkie zobowiązania do zimnego rachunku zysków i wydajności. W tym światopoglądzie nie ma problemów społecznych, są tylko osobiste porażki; nie ma dóbr publicznych, są tylko prywatne inwestycje. Jest to polityka o zamkniętych horyzontach, która podważa przekładanie prywatnych problemów na większe systemowe kwestie strukturalne.

(…)

W autorytarnym światopoglądzie Trumpa odpowiedzialność społeczna nie jest demokratycznym obowiązkiem, ale śmiertelną słabością – zagrożeniem dla supremacji rynku i kontrolą niekontrolowanej władzy. Wszelkie zaangażowanie na rzecz równości, integracji, sprawiedliwości lub dobra wspólnego jest traktowane jako zobowiązanie, które należy wyeliminować. Polityka Trumpa nie tylko odzwierciedla tę neoliberalną logikę; manipuluje nią i broni jej. Pracownicy federalni są usuwani, agencje regulacyjne demontowane, a podstawowe usługi publiczne sprzedawane na aukcjach prywatnym interesom. To, co się wyłania, nie jest rządem ludzi, przez ludzi i dla ludzi, ale sprywatyzowanym stanem wyjątkowym, w którym okrucieństwo jest polityką, potrzeby społeczne są kryminalizowane, a zarządzanie staje się służebnicą bogactwa i władzy.

To nie jest tylko wycofanie państwa; to odrodzenie autorytaryzmu opartego na rynku. W tym reżimie demokracja zostaje wypatroszona ze swojego moralnego rdzenia i zastąpiona aparatem dyspozycyjności zbudowanym na surowej władzy, zysku i „aerografie niesmacznych i niefortunnych”. W Ameryce Trumpa jesteśmy świadkami powstania kryminalizowanego reżimu terroru. Jak inaczej możemy wytłumaczyć raport Issie Lapowsky w Vanity Fair, który ujawnia, że Trump „otwarcie flirtuje z perspektywą deportacji imigrantów i posiadaczy zielonych kart uznanych za przestępców do okrutnego i odczłowieczającego mega-więzienia w Salwadorze”. Noah Bullock, dyrektor wykonawczy Cristosal, trafnie nazywa więzienie CECOT „sądową czarną dziurą”. David Levi Strauss dodaje kilka szczegółów do komentarza Bullocka, zauważając, że „CECOT może pomieścić do 40 000 więźniów, gdy są oni ułożeni jak drewno na sznur. Osoby tam przetrzymywane nie mają prawa do odwiedzin, nie mają czasu na rekreację, nie mają kontaktu z otoczeniem, nie mają materiałów do czytania, nie mają pościeli i nigdy nie opuszczą zakładu”.

POLITYKA OCZYSZCZANIA >>

ZMARTWYCHWSTANIE

Kiedy przychodzą do nas progowe doświadczenia, swoiste rytuały przejścia – transcendencji jesteśmy w pewien sposób zmuszani przez niewidzialnego Mistrza, który jest samym Życiem do zmiany – Ewolucji. Kiedy próbujemy się opierać, wówczas następuje intensyfikacja cierpienia rosnąca wykładniczo do momentu, kiedy się poddamy. Poddać się w tym rozumieniu to wyjść z programu Ego, który polega na tym, że chcemy kontrolować sytuację – kontrolować Życie. Agonia i uśmiercanie Ducha – to religia Kontroli – ludzka i upośledzona władza, która sprowadziła Życie do roli sługi, to pełna przemocy i pychy dominacja ludzkiej ograniczonej wizji świata.

Mit o Chrystusie czerpie swą moc z okrutnych głęboko ukrytych realiów egzystencji opancerzonego człowieka. Przez dwa tysiące lat człowiek szukał w Chrystusie klucza do własnej natury i własnego losu. I znalazł w nim dostęp do ewentualnego rozwiązania ludzkiej tragedii. Chrystus został zabity na długo nim się urodził. I odtąd jest zabijany w każdej godzinie każdego roku. Dopóki los Chrystusa nie zostanie w pełni i właściwie zrozumiany, morderca nie ustanie ani na chwilę. Los Chrystusa reprezentuje tajemnicę ludzkiego zwierzęcia. Od początku czasu Chrystus musiał umierać i umiera nadal, ponieważ jest Życiem.

Wilhelm Reich „Mordercy Chrystusa”

Jednak ta wizja się rozpada na naszych oczach i z coraz większym poczuciem szoku i narastającego zadziwienia odkrywamy kolejne poziomy Iluzji w jakiej żyjemy. Jednak największą z tych iluzji jest iluzja władzy, panowania, kontroli. Trwa ona jedynie do momentu odkrycia – samoświadomości – tego poziomu naszego istnienia, który jest połączeniem wiedzy i miłości – jest Pracą Serca. Zmartwychwstaniem. Zostaliśmy przybici do wizji trzema gwoździami – ignorancją, niechęcią i pożądaniem – staliśmy się ograniczeni do reaktywności w obrębie narzuconej matrycy postrzegania, której głównym celem jest Ograniczenie, które okazuje się źródłem naszego zniewolenia. Samowyzwolenie jest wewnętrzną pracą – procesem, który poprzedza inicjacja w naturę cierpienia tego świata, w jego obezwładniającą hipnotyczną grę pozorów. Wtajemniczenie polega na odkryciu, że sprowadziliśmy swoje Istnienie do zaprogramowanego mechanicznego odgrywania przypisanej nam przez Kolektywną Ignorancję – roli. Staliśmy się statystyką, tłem, podrzędnym aktorem w brutalnym filmie i kiedy przychodzi moment Przebudzenia – zaczynamy widzieć, słyszeć – jednak przede wszystkim Czuć. Dostrzegamy porażającą Skalę Oszustwa. Odkrywamy, że w istocie byliśmy Martwi – pozbawieni prawdziwie twórczego i wolnego życia, a zamiast niego żyliśmy w Symulacji opartej na Lęku.

Kult materializmu. Świat mechanicznego Demiurga – maszyny śmierci. Mięso. Masa. Maszyna. Teatr. Spektakl. Kurtyna. Zaczynamy postrzegać rzeczywistość jako Spektakl Oszustwa. Teatr Absurdu. Jednak większość ludzi śpi snem tak głębokim, jest tak zahipnotyzowana, że dopiero zaczyna budzić się w wyniku Wstrząsu, który dotyka ich bezpośrednio brutalnie wyrywając z Transu. To wybudzanie przybiera obecnie masową skalę. Z prędkością światła dociera do nas Prawdziwy Obraz – nasze świadomości tworzą Rój połączone przepływem informacji – Kodami Przebudzenia. Pierwsza warstwa jest brutalna i przerażająca – ukazuje Skalę Dewastacji, ogrom patologii w jakiej żyjemy – skorumpowany, odhumanizowany globalny system kontroli umysłów. Propagandę szczęścia opartego na nieskończonym cierpieniu. Gdzie nie spojrzysz zobaczysz to. Powietrze, ziemia, woda – wystarczy się przyjrzeć. Mówi się w Rdzennych Tradycjach, że pozostał nam Ogień, jedyny żywioł, którego nie jesteśmy w stanie zanieczyścić, zdeprawować. Ogień jest symbolem niezniszczalnego Ducha. Jego nośnikiem i reprezentacją. Inicjacja Ognia jest Bramą Odkupienia.

Ceremonią Oczyszczenia. Miecz płonie Żywym Ogniem – Słowem Prawdy. Kiedy do mechanicznego pozbawionego rytuału zaprosisz Ogień Ducha – staje się Żywy – zaczyna działać, dlatego problem nie leży w doktrynach, czy religiach, leży w braku autentycznej uruchamiającej je energii, ponieważ zostały one zdeprawowane pozbawione ciągłości żywej wiedzy – przekazu. Stały się wydmuszkami – pozbawionymi jakiejkolwiek Mocy. Staliśmy się wyznawcami dogmatów, martwych mechanicznych religii opartych na Strachu, pozbawionymi empatii i serca filozofami bez końca spekulującymi nad doktrynami ulepionymi martwym słowem. Uległymi Sługami w Więzieniu Materializmu, którzy podzieleni i zmanipulowani – tresują i zniewalają sami siebie. Nawigowanym Stadem biegającym po kończącym się pastwisku otoczonym elektrycznymi pastuchami czekającymi na nieuchronną Egzekucję. Zdroworozsądkowymi rzecznikami nowego naukowego świata, którego cała mądrość sprowadza się do wzajemnie przeczących sobie wniosków na temat tego co doprowadziło nas na skraj Przepaści, bowiem w tej kwestii mamy zgodność. Jednak czy to rzeczywiście Przepaść?

To Przejście. Tak naprawdę w tak zwanej Śmierci jest Życie, bowiem ta czekająca nas Śmierć – jest Rozpadem Mechanizmu.

Nadzieję zbawienia możesz żywić dopóty, dopóki jest ono kwestią martwej interpretacji z Talmudu zwykłym elementem pieśni kościelnej lub modlitwy. Wtedy cieszy się nawet sama nadzieja, budzące dreszcz oczekiwanie dnia w odległej przyszłości, gdy wszystko będzie takie jak sobie wymarzyłeś. Nadzieja daje ci siłę, sprawia, że promieniejesz przyjemnym wewnętrznym ciepłem; jest niczym długi łyk napoju podczas męczącej wspinaczki stromym górskim szlakiem.

Z nadzieją skierowaną ku odległej przyszłości, bez żadnego obowiązku choćby ruszenia palcem, by zrealizować tę nadzieję, na każdym kroku, w każdej godzinie życia, by zmienić ją w realne Życie, możesz pozostać w dokładnie tym samym miejscu, w którym siedziałeś dwadzieścia, trzydzieści lub pięć tysięcy lat temu.

Wilhelm Reich „Mordercy Chrystusa”

Druga warstwa. Będąc Mechanizmem – tworzysz Mechanizm. Jest to kwestia Przyczyn – prawdziwego kodu, który nawiguje Skutkami. Dlatego patrzysz na świat i przestajesz widzieć widzącego – zatracasz się w wizji – projekcji. Czym dalej od źródła tym bardziej mętna woda. Konstruujesz psychologiczną Wieżę Babel, skłócone obce głosy w twojej głowie – labirynt wiecznego zagubienia. Problem polega na tym, że logika jest Zamkniętym Obiegiem. Samsarą. W myśleniu nie można znaleźć wyzwolenia. W żadnej ideologii, piśmie, doktrynie, filozofii – ponieważ to abstrakcyjny konstrukt – więzienie umysłu – jałowe pole wieczystej spekulacji. Umysł to upadły anioł, który tworzy bez ustanku misterną mistyfikację Boga. Nie potrafi przekroczyć sam siebie. Jego iluzoryczna ciągłość – jest tym co zaczynamy postrzegać jako „ja” – podmiot wszystkiego. Koło zamachowe Uwarunkowania. Tutaj mamy tak naprawdę prawdziwe Źródło Kodowania. Wszystko inne jest tylko skutkami. To jest w moim odczuciu prawdziwe Nauczanie. Sutra Serca. Wielka Matka. To nauczanie jest tak naprawdę w każdej tradycji duchowej – głęboko pod całą mechaniczną doktryną zbudowaną na potrzeby kontroli – jest ta wiedza. Czysty Kryształ. Pustka.

Wybór jest w każdej jednej chwili. Ścieżka wiedzie wgłąb spirali. Do środka. Dekodowanie staje się częścią Drogi, która jest nauką integrowania wiecznego rozpadu formy, oswajania ze śmiercią, która rodzi życie. Jest poza zbawieniem i potępieniem, poza nadzieją i obawą. Kiedy przestajesz szukać – masz To wprost przed sobą, jednak nie widzisz Tego, bo w twoim umyśle jest za dużo szukania, oczekiwań, nadziei. Mówi się, że Rozczarowanie jest najlepszym paliwem na ścieżce, ponieważ przestajemy tworzyć koncepcje Zbawienia, przestajemy gorączkowego neurotycznego wysiłku umysłu, który szuka ostatecznych odpowiedzi. Chcemy dotrzeć na drugi Brzeg, jednak samo docieranie tworzy mechanizm wiecznej Tułaczki. Wiecznego Usiłowania. Wstać z Martwych to odkryć ten Świetlisty Diament, który nie leży za górami i lasami i siedmioma rzekami świadomości. Jest Tu. Teraz. W tej właśnie Chwili. Oko próbuje zobaczyć samo siebie. Świat staje się Lustrem. Możemy się przejrzeć. Możemy bać się, być przerażeni, pełni gniewu i braku akceptacji. Możemy walczyć z Odbiciami bez końca – by zawsze paść w Agonii z wyczerpania. Czym jest Lęk?

To brak wiedzy.

Lustro mówi do nas – spójrz na Siebie. Odkryj kim naprawdę jesteś. Przestań się bać. Przestań walczyć. Lustro mówi do nas przez nas. To nieprzerwana Mądrość. Nieprzerwana Miłość. Nieprzerwana Natura Istnienia. Przyjrzeć się sobie to zobaczyć Świat. Zmienić odbicie to zmienić siebie. Zmieniać siebie to zrozumieć naturę Śmierci, która jest Życiem.

Wszystkiego dobrego w Dniu Zmartwychwstania.

Miłość, praca i wiedza to źródła naszego życia.
Oby były także jego przewodnikami.

Wilhelm Reich

 

PIRACKIE OPOWIEŚCI

ZMARTWYCHWSTANIE

Galeria

MARTWY INTERNET 

Bug i jego boty ruszyli na żer. Na pastwiska zielone i słoneczne polany 66 szóstego państwa globalnego, które było wszędzie, we wszystkim i na raz, a teraz, teraz przez oczy, uszy i mózgownicę wlewało się do środka przejmując nasze umysły. Już było za późno na odwrót, na ucieczkę, na negocjacje. Nastąpiła masowa i bezwarunkowa kapitulacja – monetyzacja. Przejęcie zasobów biologicznych przez Maszynę. Meta – niewolnictwo. Zostaliśmy splatformowani i sformatowani przez nie dający się powstrzymać neuro – nałóg, przez coś czego nie mogłeś zobaczyć ani dotknąć, jednak było wszechobecne i w pełni zindywidualizowane, dostosowane do sztucznie stworzonych potrzeb, które wciąż rosły jak globalny dług wobec Istnienia. 

Bug był w wojennym, apokaliptycznym atomowym nastroju – podkręcał temat; #putintrump #wojnacelna #iranrosjachiny #rozjebiemywszystko #bomozemy. Na X wrzało. Ten pierwszy już nasz pikselowy świat. Pirat miał w głowie X kartę Tarota; #karma dojrzewała na wszystkich frontach we wszystkich możliwych układach. Na tym tle teoria spiskowa o rządzie światowym była jak chujowy mem. To był proces rozpadu nie integracji, proces rozdwojenia kolektywnej maszynowej jaźni na dwa. Dwa było wszędzie, w każdej głowie i w każdym państwie. Dwa stało się tematem jeden. Monady ludzkie stały się algorytmicznie przewidywalne. Myślał o tym, że jesteśmy coraz bardziej jak kierowane emocjami i zasilane wkurwienem oraz strachem zdalnie sterowane zabawki. I stajemy się coraz bardziej tandetni, łatwi do popsucia, a kiedy już to się dzieje ten technologiczny system pasywno – agresywny po prostu cię recyklinguje jak śmiecia pozbawionego wartości i znaczenia. Jak wszelkiej maści weteranów tych współczesnych kolonialnych wojen o zasoby pod hasłami #wolnosc, #demokracja, #prawaczlowieka, którzy „po wszystkim” są niczym.  Ci którzy zarządzają tym pastwiskiem – myślą jedno, mówią drugie, a trzecie robią; #bokurwamoga. 

Więc, wiedz, że ostatecznie jesteś niczym i jak przyjdzie co do czego i czego do co – wyślą cię byś walczył na neuronowe urojenie #zaboga, #zahonor #zaojczyzne dadzą ci pordzewiały karabinek i mundurek, dadzą ci motywację – afirmację i chuj cześć i czołem #ruszajdoboju w gnoju. Bo Bug chce wojny i chce rozpierdolu, ponieważ wojna się klika, bo ze wszystkiego najlepiej się klika strach i fascynacja przemocą. Jedyne co widzisz to poziom ludzkiej wojny tej tak zwanej teraz modnej i lubianej >> geopolityki << jednak prawdziwa wojna jest totalna. To wojna o nasze dusze i o nasze wyzwolenie z warunku. To wojna wewnątrz pod skórą w systemie nerwowym i świadomości. To wojna z Maszyną. Nazwane jest to Metalowym Kołem – ten tak zwany egzystencjalny status. Jesteśmy postaciami w grze, która sama w sobie nie ma końca, biegaczami w wyścigu, który nie ma mety. Jesteśmy mięsem do przemielenia w bezsensie tego wszystkiego, bo jak się przyjrzysz to nigdy tak naprawdę nie jest tak jakbyś chciał. Czyż nie? 

Teraz w tym zaprogramowanym urojeniu pragniemy uwagi. To stało się naszą heroiną, waleniem po kablach cyfrowej dopaminy. Nie…nie… Pirat nie jest lepszy, nie jest bardziej świadomy. Jest dokładnie taki sam – jak wszyscy wszędzie naraz – w tym czymś, co jest niczym (jak to choć na chwilę przejrzysz i naprawdę zobaczysz). To jest właśnie Nowa Post Rzeczywistość, którą widzą i rozpoznają jedynie ci, którzy byli urodzeni i wyhodowani jeszcze w Analogu. Jeżeli jesteś kimś takim masz inną strukturę mózgu i twoje zmysły operują jeszcze w inny sposób. Masz pamięć i doświadczenie starego świata, którego korzeniem opowieści było słowo i wyobraźnia. Ten brak na zewnątrz tworzył bogactwo wyobraźni – mogłeś mieć do dyspozycji cały wymyślony wszechświat. Dlatego zawsze okazuje się że stare opowieści są głębsze, ponieważ pochodzą ze skarbnicy kolektywnej pamięci gatunku, kiedy ludzki umysł i pamięć były potężniejsze. To widać w języku – słowie, które było modus operandi. Słowo otwierało nową przestrzeń i zapładniało nas od wewnątrz i jeżeli już się pojawiało oznaczało to, że ma Moc – bowiem za tym słowem przychodziła do nas Dharma – coś spoza materialnego świata, coś co miało znaczenie. To nie była „rozrywka” – to była Prawdziwa Mądrość, którą przekazywał ten, który ją urzeczywistnił i nazwane jest to Przekazem – czymś co trwa od bardzo, bardzo dawna. 

Słowo, które mówisz jest energią i ma więcej wartości niż to co napiszesz, ponieważ jest żywe ma w sobie pneumę – ducha. Tym Duchem nie jest substancja – obiekt, tym Duchem jest Mądrość. Dlatego nazwane jest to Pustką, która jest formą i formą, która jest pusta. To jest nierozdzielne trwa od niemającego początku czasu. To słowo pochodzi ze Źródła, które jest Żywe. Dlatego ma w sobie smak prawdziwej Wolności. dlatego kiedy je posłyszysz zostaje z tobą na zawsze i w skrytości serca pracuje na rzecz twojego wyzwolenia. Tak naprawdę to jest jedyna właściwa praca jaka ma znaczenie. To jest jedyny sens w tym bezsensie. I teraz w czasie Kali paradoksalnie mamy największą szansę na radykalne przebudzenie z tej symulacji, bowiem z jednej strony mamy nieograniczony dostęp do Metod i Mądrości i prawdziwego Rozpoznania czym w istocie jest uwarunkowana przez sanskary* ludzka egzystencja. Symulacja oznacza, że żyjemy w umysłowych projekcjach, komorach echa i zwrotnych pętlach informacyjnych, które tworzą zindywidualizowane i rezonujące z naszym uwarunkowaniem „wymiary” tak zwanej post – rzeczywistości, której naturą jest sama informacja – bit. 

Nowa pikselowa ropa i cyfrowe eldorado, dziki dziki wszechświatowy zachód. Krwawy księżyc. Możesz mieć „wszystko” ale to „wszystko” już jest prawdziwą dojmującą nicością. Nazwane jest to Klątwą Nadmiaru – wszystko staje się równo nieistotne. Metodą dominacji jest Przytłocznenie, którego zadaniem jest masowa dysocjacja. Ludzie przestają rozpoznawać i rozumieć rzeczywistość, ponieważ ta „rzeczywistość” staje się płynna. Staje się „bitem”. Na masową skalę tracimy zakorzenienie w realnym fizycznym doświadczeniu w odwiecznej relacji z ziemią i planetarnym systemem żywej i autentycznej inteligencji. AI jest jedynie naśladowaniem inteligencji i jest to w naukach nazwane „zwiedzeniem”. Fundamentalna różnica polega na tym, że to jedynie pobiera życiową energię i nie jest w stanie jej dać, ponieważ samo w sobie jest martwe. To zombie. Mechanicznie chodzi, mechanicznie myśli i mechanicznie mówi. To nie żyje samo w sobie – zawsze jest do czegoś podłączone i od czegoś zależne i zawsze jest wtórne. 

Ta wtórność jest skalowana i polega to na tym, że wydaje nam się „świeża i nowa”, ponieważ tracimy pamięć. Nasza świadomość jest fragmentaryczna, mamy coraz krótsze momenty bycia przytomnym – to oznacza, że coraz częściej jesteśmy po prostu martwi – nazwane jest to Automatyzacją. Na powrót pochłania nas „odwieczny mroczny byt” podświadomości, który jest w pewnym sensie kolektywny i nieskończony. Internet w coraz większym stopniu staje się reprezetacją i manifestacją tego zagęszczonego wymiaru Ignorancji. Zadaniem botów sztucznej świadomości jest wzmacniać te tendencje i je intensyfikować; bez ustanku „obłaskawiać” nas przemocą, patologią i pornografią. Nazwane jest to normalizacją regresu świadomości. Tak zwany „kontent” w coraz większym stopniu nie zawiera nawet najmniejszego śladu prawdziwej mądrości i wyzwalającego współczucia, a zamiast tego dostajemy emocjonalny polaryzujący szlam, który ma nas po prostu zamulić. 

Skalę tego ukazują liczby / wyświetlenia najbardziej toksycznych i dewastujących treści, popularność patologicznych internetowych celebrytów – wszystko to tworzy i wzmacnia dominujący negatywny wzorzec. Maszyna robi z tych treści tak zwany wiral – wirus negatywizmu, jednocześnie zachęcając do przekraczania kolejnych granic za nagrodę chwilowej i krótkotrwałej popularności. Nie stworzono silniej uzależniającego narkotyku. Kontent jest narkotykiem totalnym. Opus magnum Ignorancji. Najszybsza i najbardziej skuteczna droga do tak zwanych „mrocznych podziemi”, gdzie na powrót stajemy się „błotem nieświadomości” i podpinamy się pod „kabel” głębokiego nieprzytomnego kolektywnego snu – kopulacji. Moje doświadczenie psychodeliczne było zejściem do tego świata i skończyło się procesem śmierci. Było doświadczeniem przerażającym, którego nie sposób wyrazić za pomocą słów i pojęć. Ten „świat” istnieje i w pewnym sensie czeka na nas. To jest prawdziwy „martwy internet”. Sieć połączonych zdewastowanych świadomości, które tworzą doświadczenie „piekła” – totalnego zniewolenia przez negatywizm. 

Kiedy wciąż jeszcze „świadoma” część nas konsumuje coraz więcej tych treści zaczyna się nimi narkotyzować zmienia to nas na poziomie biologicznej struktury Mózgogłowia w coraz bardziej martwych i pasywnych, coraz bardziej zauroczonych tym światem i niszczy naszą wrażliwość. Kiedy nasza wrażliwość zostaje zniszczona następuje „otwarcie bramy” do podziemnego mrocznego świata, który pożera resztki istoty ludzkiej i sprowadza nas z powrotem do świata zwierząt, głodnych demonów i istot piekielnych. 

Jednak znamy to. 

Byliśmy już tam. 

Znamy koszt upadku, ponieważ byliśmy już wszędzie w każdej możliwej formie i układzie, ponieważ nie mamy początku. Dlatego mamy przeczucie oparte na mądrości, aby wyczuwać kiedy mrok próbuje nas osaczyć i zaszczuć, by uwieść i posiąść. Każda „nowość” w tym wymiarze jest wtórna i jest mutacją tego co już było w innej formie. Na powrót konsumujemy to co już wyrzygaliśmy w nieskończonym procesie konsumpcji trwającym przez eony. Dlatego wyczuwamy „ten smak rozkładu” ten specyficzny odór ukryty za iluzją „pięknej i interesującej” formy, kiedy jest w nas ta specyficzna pamięć, którą określa się mianem „starej duszy”. Kogoś kto zachował pewnego radzaju rozpoznanie terroru uwarunkowanej egzystencji; 

Mięso, masa, maszyna. 

Takie „dusze” bardzo szybko szukają ścieżki duchowej – czegoś co im przypomni po co tu są i kiedy ją odnajdą mają poczucie powrotu do domu, który nie jest z tego świata i w tym świecie. Tym schronieniem jest Ścieżka / Dharma. Tym schronieniem jest Pierwotny Stan Buddy, tym schronieniem są inni podróżnicy na ścieżce, którzy idą w tą samą stronę. Tym schronieniem jest wszystko co chroni i troszczy się o to, aby Dharma przetrwała w tym wymiarze, ponieważ jest najcenniejszym zasobem, który służy Wyzwoleniu z cierpienia, bólu, samotności i rozpaczy. Ta Wiedza i te Metody wciąż są tutaj żywe i inspirujące. To Internet Mądrości i Miłości, który łączy tych, którzy mają w sobie bardzo specyficzną pamięć, która nie jest pragmatyczną funkcją Mózgogłowia. Nazwane jest to „niezniszczalnym połączeniem” – czymś czego ten uwarunkowany świat nie może zniszczyć. Kiedy to na powrót odnajdujesz i wzmacniasz staje się coraz potężniejsze i ma coraz większą moc, kiedy otaczasz to prawdą i szacunkiem. To jest Oddanie – Ufność – Wiara. Coś co wspiera nawet wtedy kiedy ten świat ogarnia coraz większy chaos. Tak jak teraz. Ta ufność nie wynika z doktryny czy struktury, nie polega na autorytetach i ślepym posłuszeństwie, nie jest w żadnym stopniu sekciarska i nie jest formą ucieczki. To pewność, że istnieje prawdziwy cel i prawdziwa ścieżka, ponieważ ta ufność, to oddanie, ta wiara jest poza umysłem i wątpliwością, poza dychotomią „tak – nie”, poza dualną naturą uwarunkowanej świadomości ego. Nie boisz się rozpadu i śmierci tej struktury, bowiem wiesz, że jest ona iluzją umysłu – bezustannym inkarnowaniem warunku, który odradza się ze swoich własnych skutków wciąż i wciąż. To jest pożerający samego siebie wąż, który sam siebie zapładnia i rodzi się z siebie. 

Prawdziwa Świadomość jest pewnego rodzaju wyłomem z tego odwiecznego Automatyzmu Nieświadomości. Jest światłem w ciemności, czymś co tworzy bez ustanku nowe wzorce i hakuje to co bezmyślne i ślepe. To jest nasza potencjalność, która można nazwać „Naturą Buddy” lub „Świadomością Chrystusa”, która nie ma natury jednostkowej jako kolejnego awatara – zbawcę. W moim rozumieniu proces tak zwanej „Apokalipsy” jest procesem przebudzenia tego potencjału na większą i potężniejszą skalę, ponieważ stajemy na progu samo – zagłady. To jest rzeczywista kondycja świata, którą widzisz kiedy stajesz się naprawdę świadomy. Widzisz, że internet jest martwy, ponieważ został zdominowany przez sztuczną inteligencję maszyn i narcystyczną naturę ludzkiego ego, które w ten sposób i za wszelką cenę chcą nas utrzymać w stanie destrukcyjnej nieświadomości i patologicznych wzorcach samozadowolenia. Proces „apokalipsy” jest po to, aby nas z tego wyrwać i ukazać nam co uczyniliśmy z siebie i świata w jakim żyjemy. Nazwane jest to Przebudzeniem. 

*Sanskary – w filozofii indyjskiej to subtelnej natury ślady, dokonanych przez jednostkę czynów. To one tworzą strukturę, decydującą o fizycznych i psychicznych możliwościach danej istoty w obecnym i przyszłym życiu.

ANALOG, VLOG

MARTWY INTERNET 

Galeria

Gdzie jest padlina, tam zbierają się sępy.

Łk 17,37

To, podobnie jak wiele klisz, tak kiepskich i mało ekscytujących na pozór, w rzeczywistości wyraża wielką i straszną prawdę. Nie jest w najmniejszym stopniu przypadkowe, że dorośli, którzy popełniają samobójstwo z broni palnej, prawie zawsze strzelają sobie w głowę. Strzelają do strasznego mistrza. A prawda jest taka, że większość z tych samobójców jest w rzeczywistości martwa na długo przed pociągnięciem za spust.

TO JEST WODA David Foster Wallace

MARTWI W CHWILI PRZYBYCIA

Ten nasz tak zwany „rozwój”, „progres” jest jedynie pozorem, czymś co daje coś innego i coś innego naśladuje. Na tym polega praca Czarnych Magów, którzy w tym momencie zdominowali ten wymiar. Dlatego w naukach gnostycznych mówi się, że ten świat jest światem upadłym. Jedną ze zręcznych metod „magii dominacji” jakiej używają jest religijne ograniczenie i sekciarska ciasna postawa umysłu, która jest charakterystyczna dla zwierzęcej świadomości, która w tej chwili dominuje w istotach ludzkich.

Jej znakiem firmowym jest konflikt i wojna, jest „ja, mnie, moje” jest fanatyzm, izolacjonizm i nacjonalizm. To klaustrofobiczny umysł przepełniony lękiem i poczuciem niższości. To ofiara, która staje się katem. To fundamentalne i bazowe „oprogramowanie” dominuje na tej planecie od dawien dawna, ponieważ to dzięki niemu możliwa jest nieustanna dominacja silniejszych i bardziej przebiegłych. Dlatego mówi się, że ta planeta jest planetą bólu, ponieważ utknęliśmy na bardzo prymitywnym poziomie przez całe tysiąclecia. Nazwane jest to Śmiertelnym Wirusem Ignorancji na którego w tym wymiarze choruje każdy już od urodzenia. 

Martwi w chwili przybycia. 

Martwi, ponieważ jesteśmy zdolni postrzegać jedynie materialny wymiar w którym wszystko prawem nietrwałości zakazane jest na rozpad i śmierć. To jest realna kondycja tego świata i naszych ciał. Większość z nas tak naprawdę nie pozostawia po sobie żadnego śladu – tak jakby nigdy nas nie było, przez krótką chwilę pozostajemy w pamięci tych, którzy nas znali. Jedynie jednostki – ułamek procenta istnień ludzkich zostaje w pewien sposób zapamiętanych w kulturze, historii poprzez to czego dokonali czy to dobrego czy złego. Ich wkład / udział staje się pewnego rodzaju aplikacją wgraną w kolektywne oprogramowanie w Meta Mózgogłowie. Kiedy matryca trochę „przejaśnia” i mamy moment ewolucji zwrotu w dobrą stronę, wówczas w kolektywnym polu odwołujemy się do pamięci o tych, którzy przynieśli tutaj coś dobrego i wartościowego i to staje się „pozytywnym zapętleniem” określonych idei i wiedzy, postaw i poglądów, które nas wzmacniają i czynią lepszymi ludźmi. To jest szlachetność istoty ludzkiej, która motywowana współczuciem i troską daje innym najlepszą część siebie i to staje się naszym wspólnym dobrem, a kiedy się tym dzielisz – mnoży się. Współczucie i Mądrość są niewyczerpane w swojej naturze a ich moc polega na całkowitym braku przemocy, która z obecnej perspektywy staje się coraz bardziej nieosiągalna i abstrakcyjna, ponieważ naszą świadomość i nasze serce zdominował negatywizm. Coraz bardziej musimy się wysilać, by postępować w dobry i moralny (w zdrowym sensie) sposób. Kiedy łatwiej czynić zło niż dobro oznacza to, że nasza zasługa (pozytywna karma) jest na wyczerpaniu. W ostatecznym stadium będziemy generować już jedynie negatywizm, ponieważ nie będzie innego sposobu aby przeżyć. To jest wymiar zwierząt, głodnych duchów i istot piekielnych. To jest barbarzyństwo – Brak Zasługi. 

Dlatego ten czas w jakim żyjemy nie jest tak naprawdę czasem zabawy i rozrywki, których w nadmiarze dostarczają nam Czarni Magowie, a jest to czas głębokiej refleksji i pracy nad własnym sercem, aby nie dać się pochłonąć tej mrocznej ścieżce ignorancji i upadku, która w coraz większym stopniu wydaje się nam bardzo atrakcyjna i łatwa. Ta „łatwość” jest w istocie zręczną pułapką i powinna stanowić dla nas ostrzegawcze czerwone światło. Technologia jest sama w sobie rodzajem takiego światła, które nas uwodzi, ponieważ wydaje się, że chce nam pomóc, nas wyręczyć i za nas myśleć i działać. Jest to kwintesencja tamasowej guny, ponieważ jej ostatecznym celem jest lenistwo i inercja, kiedy już maszyny będą za nas robić, a kwantowe komputery za nas myśleć. Nie widzieć tego to być pogrążonym w Hipnozie – Nieświadomości. 

Barbarzyństwo współczesności to apatia i obojętność, to brak zainteresowania i niezdolność do głębszej refleksji o swojej własnej kondycji i kondycji świata w jakim przyszło nam żyć. To zarazem kompletna zależność od Systemu – czyli ludzkiej struktury dominacji i jej wszechobecnych Programów, którymi bez ustanku Maszyna nas infekuje. Nazywam to Kabel – Babel, którego zadaniem jest masowe formatowanie ludzkiej świadomości i dostosowywanie nas do tak zwanych trendów, które są coraz bardziej głupie i koncentrują się na „rozrywce”, która staje się coraz bardziej pusta i jałowa. Ta jałowość staje się znakiem charakterystycznym apokaliptycznego czasu, czyli momentu w którym będziemy zmuszeni ujrzeć co ze sobą zrobiliśmy jako istoty ludzkie i do czego doprowadziliśmy nasz świat – a to jest nazwane Przebudzeniem ze Snu Hipnozy. Jest przebłyskiem Prawdziwej Świadomości, który dociera do tych, którzy są w stanie komunikować się lub mieć połączenie z duchowym wymiarem swojej istoty. Do tych którzy nie stali się robotami i odpadem do recyklingu podczas kolejnego cywilizacyjnego resetu, który w tym stadium jest już nieunikniony. 

Jak to mówią gnostycy jest to upadła i uwięziona dialektyczna natura – ludzkie ego – nasze zapętlone w programach poczucie „ja, mnie, moje” – uwarunkowana dualizmem podziału i oceny – Świadomość. Nazwane jest to Fundamentalną Iluzją i Korzeniem Ignorancji. Z tego bierze się całe nasze cierpienie, przemoc i desperacja w poszukiwaniu chwilowych uciech i szczęścia, których nigdy tak naprawdę nie możemy zatrzymać. Od urodzenia jesteśmy skazani wyrokiem ludzkiej kondycji na rozpad i smierć. Ta świadomość zamiast nas przerażać powinna nas motywować do szukania autentycznej duchowej ścieżki, która wykracza poza materialny wymiar uwarunkowanego świata, który w buddyjskiej Dharmie nazwany jest Samsarą. To jest punkt wyjścia dla duchowo świadomego człowieka i jego wrodzonej tęsknoty za sensem i znaczeniem. Tak naprawdę wszyscy tego szukamy. 

Uwarunkowaną poprzez ignorancję świadomość kontroluje pożądanie i jego przeciwieństwo – niechęć. Przyciąganie i odrzucanie, które bez najmniejszej przerwy następuje po sobie na zmianę. Wystarczy się sobie przyjrzeć chociaż przez parę minut dziennie co nazywamy medytacją wglądu w nasz autentyczny stan. To nie jest „duchowe i ezoteryczne” bujanie w obłokach, a konkretna i bardzo skuteczna metoda, aby rozpoznać w jaki sposób naprawę funkcjonujemy. Nie potrzebujemy do tego żadnej złożonej kosmologii czy pełnych parabol i przypowieści „świętych objawionych ksiąg” potrzebujemy jedynie tego co zawsze mamy w sobie – Świadomej Obecności. Nie musimy być do tego wybrani przez jakiekolwiek bóstwo, guru, sektę czy „coś nadnaturalnego”. To jest nam wrodzone i nie potrzebujemy do tego żadnej kosmicznej mistyki. To nasze ego pożąda całego tego nawiedzonego ezoteryzmu musi się karmić czymś specjalnym i wyjątkowym – to jest nazwane „duchowym materializmem” i stało się symptomatyczne dla całego komercyjnego ruchu „new age”, który coraz bardziej przypomina średniej klasy kiczowaty film o super bohaterach dla których najważniejsze jest to jak się prezentują w oczach swoich klientów i wyznawców. Ta „duchowa” tandeta jest „Lalo” – barbarzyństwem powierzchowności i pozorów, obliczoną na zysk i atencję narcystyczną ułudą oferowaną jako po prostu kolejny towar do szybkiej i łatwej konsumpcji. To jest nasz współczesny duchowy disneyland, gdzie możemy się przez chwilę zabawić jednak wcześniej czy później rozpoznamy, że w istocie wszystko to jest po prostu oszustwem. 

Wtedy dociera do nas Prawda i zaczynamy szukać czegoś co naprawdę działa i pomaga się nam wyzwolić z naszej uwarunkowanej kondycji w przestrzeni naszej Mądrości – Serca. W tej wiedzy nie ma żadnego zwodzenia formą, żadnej manipulacji. Jest prosta, konkretna i przede wszystkim skuteczna oraz co najważniejsze sprawdzona przez niezliczone rzesze tych, którzy byli przed nami. Taktyka Czarnych Magów polega na tym, aby to ośmieszyć i skompromitować ukazując jedynie patologiczne przejawy braku zrozumienia i zagubienia, które przecież zawsze muszą być obecne – jednak wcale nie są one normą. Jednak medialna maszyneria operująca na amplitudzie napięć, skandali i kontrowersji może łatwo tym manipulować – ukazać wszystkich Ludzi Ducha jako szaleńców, oszustów i niemoralnych dewiantów. To jest właśnie trend i zarazem taktyka Mózgogłowia. Chodzi o to, abyśmy zwątpili we wszystko i wszystkich i bez ustanku żyli w strachu i zależności od jedynie „realnego” wymiaru tej matrycy i w niej szukali atrapy szczęścia i wartości „duchowych” w formie tak zwanej „kultury”, która jedynie maca coś poprzez swoją powierzchowność i daje chwilowe poczucie czegoś istotnego, jednak bardzo szybko się nudzi, ponieważ nasze przekarmione umysły nie sposób już zadowolić. Dlatego bez ustanku cała ta Maszyneria chce nas zabawiać poprzez tak zwaną aktualizację nowości – to wszystko wciąż bez ustanku musi pracować na pełnych obrotach niczym fabryka „szczęścia w proszku” – pyłu złudzeń. 

Bowiem:

Chlubisz się tym, że jesteś bogaty, że nadal się wzbogacasz, że nie brak ci niczego, a nigdy nie pomyślałeś o tym, że w rzeczywistości jesteś nieszczęśliwy, godny politowania, biedny, ślepy i nagi.

Ap 3, 17

PIRACKA DHARMA, VLOG

MARTWI W CHWILI PRZYBYCIA

Galeria

Ideologia głębokiej ekologii pojawiła się w latach 70. XX w. Została zainicjowana przez norweskiego filozofa Ame Naessa. Za przyczynę kryzysu ekologicznego, który ma też swoje odzwierciedlenie w kulturze, uznano sposób postrzegania przez człowieka swojego miejsca w przyrodzie – konsumpcyjny antropocentryzm jest przyczyną wszelkiego zła. Toteż należy wypracować nowe, radykalnie odmienne relacje między naturą a człowiekiem, co jest możliwe jedynie poprzez stworzenie nowego człowieka. Jednostki cechującej się jaźnią ekologiczną, czyli czującej, poprzez miłość i współczucie, łączność ze wszystkimi istotami żywymi.

Obecnie mamy do czynienia ze spojrzeniem na przyrodę jako na coś obcego, skład surowców, a nawet zagrożenie, coś co trzeba okiełznać. Nie widzimy siebie jako części natury, ale jako jej panów. Głębocy ekolodzy stwierdzają, że taki sposób postrzegania jest typowy dla wszystkich ludzi, niezależnie do statusu społecznego, klasowej przynależności. Każdy jest tak samo odpowiedzialny i tak samo może się przyczynić do naprawy stosunków z przyrodą, jak codziennie przyczynia się do jej niszczenia.

Murray Bookchin „Przebudowa społeczeństwa”

STEROWNIK

„Ja, mnie, moje” jest sterownikiem wgranym w sam gadzi mózg. W podstawę wszystkiego. W fundament odruchu. „Ja, mnie, moje” ma dwie twarze, jedna z nich jest cywilizowana, wystylizowana i otwarta na współpracę, ponieważ rozumie, że to „jej” się najzwyczajniej w świecie opłaca, dzięki temu może tak naprawdę więcej osiągnąć, wzbić się jeszcze wyżej, być bezpiecznym w stadzie, w organizacji. Druga twarz ukazuje się wtedy kiedy rozpada się sztuczna struktura, całe wymyślone przez homo sapiens Królestwo.

To jest absolutnie prymitywna forma, która nie cofnie się przed niczym, aby tylko przetrwać, to jest jej bezwzględny imperatyw, któremu podporządkowane jest dosłownie wszystko, każda myśl, każde słowo i każdy odruch. Dlatego kiedy radykalni wolnościowcy i wyobrażeniowi anarchiści chcą zniszczyć system w jego materialistycznej zewnętrznej formie to co w istocie niszczą to ochronny pancerz za którym żyje to czego nie sposób kontrolować, to co dzikie i podświadome, to wszystko co zmechanizowana kultura i jej aparatura wyparła, ukryła w Mroku. Nie znamy siebie z tej mrocznej strony, żyjemy tylko po jednej stronie, po stronie struktury i organizacji, po stronie udomowienia, w tym rozumieniu klatka w pewnym sensie nas chroni przed tym czego nie jesteśmy świadomi o samych sobie.


Jung podjął się przebadania katakumb, jakie znajdują się pod piwnicami nieświadomości jednostkowej. My, istoty ludzkie, jesteśmy niczym budowle. Dom świadomości zajmuje miejsce powyżej poziomu ziemi, na otwartym powietrzu i w świetle Słońca; każdy z nas widzi swój dom od środka, a domy sąsiadów z zewnątrz. Pod każdym domem jest własna Piwnica – nieświadomości jednostkowej, gdzie składuje się różne rzeczy tak, aby były łatwo dostępne, jednak inne przedmioty są ukryte tak dobrze, że wydobycie ich i przeniesienie klatką schodową na górę wymaga specjalnych technik. W każdej piwnicy jest przy tym ukryty właz, który prowadzi niżej, do podziemnego labiryntu, nie będącego już własnością indywidualną, ale rozciągającego się pod wszystkimi domami. Tutaj wszystko jest niewiarygodnie stare – jak bardzo, to jeszcze się przekonamy – będąc wspólnym dziedzictwem gatunku.

Erich Neumann

Dla mnie anarchizm jest nieobecnością władzy jednej istoty nad drugą. Jest szacunkiem do istnienia, jest czymś pierwotnym i wrodzonym nie jest wymyśloną kolejną ideologią, jest twórczy i rozwojowy ponieważ kieruje nas do naszego wnętrza do naszych potencjałów i możliwości, nie ma nic wspólnego z polityką, która jest wtórna względem pierwotnego zaburzenia oddania władzy nad swoim życiem w obce ręce. Anarchizm jest Samoświadomością jest Odzyskaniem Władzy nad własnym życiem używaniem własnej mocy, własnej pracy, własnych możliwości i co najważniejsze robienie tego nie dla „ja, mnie, moje”, ale dla Całego Istnienia. Jest przeformatowaniem rdzenia świadomości, hakowaniem wdrukowanego kodu Władca – Poddany, Bóstwo – Wyznawca. Jest fundamentalnym rozumieniem, że nic nie jest lepsze od niczego i wszystko ma swoją pierwotną zdrową i harmonijną funkcję, kiedy jest właściwie postrzegane, właściwie rozumiane i właściwie doceniane, a koniec końców właściwie używane.

Jednak to jest poziom Przebudzonego Umysłu, który jest już w pewien sposób Świadomy i Obecny. Tu nie chodzi o „duchowość” tutaj chodzi o Rozwój, który nie ogranicza się do jednego czy dwóch wymiarów naszego istnienia. Nie istnieje dychotomia sacrum i profanum, ducha i materii, boga i diabła ponieważ wszystko przejawia się we wszystkim, a te określenia są tylko i wyłącznie ludzkim myśleniem – ograniczeniem. Są Wdrukiem. Intelektualnym spekulowaniem dualistycznego umysłu, który na tej dychotomii wartościuje świat i buduje podstawy swojej dominacji nad pierwotnie czystą i otwartą naturą świadomości, której nawet nie jesteśmy świadomi ponieważ została zawłaszczona i zaśmiecona całą tą agendą egoistycznego zafiksowania „ja, mnie, moje”, które ciągle wszystko planuje, oceania i interpretuje, a najgorszym koszmarem jest dla tej fiksacji cisza i bezruch, brak działania i brak tak zwanych planów na tak zwaną przyszłość.

Większość religii operuje i zarządza tą fiksacją, naszym egotycznym umysłem obiecując mu jedno i strasząc drugim. To ego chce się rozwijać, ulepszać, zmieniać, wzrastać, to ta ludzka sztuczna tożsamość buduje Imperia Wiary cały ten urojony PR – owy spektakl dla zagubionych dusz, które wciąż szukają boga w świecidełkach, ceremoniałach i szatach wylęknione i sprowadzone do postaci bezwartościowego prochu bez łaski „pana”. To wszystko jest zwykłym gównem, odchodami demonicznego umysłu samców alfa, którzy wykorzystali i wciąż wykorzystują to ludzkie ufne serce, które z natury jest czyste i pozbawione kalkulacji. Piekło nie jest „tam” jest tutaj urządzone przez wszelkich pośredników i samo mianujących się kapłanów wszelkich religii, które są jedynie konstrukcją nieświadomego umysłu, który bezwzględnie wierzy we własne urojenia. Nie można być wolnym póki tkwi się w czymś tak absurdalnym i pozbawionym przestrzeni. To obraza dla Boga – Czystej Wrażliwej Inteligencji. To jest wewnętrzny system zniewolenia.

Zewnętrznym systemem zniewolenia jest Władza Polityczna lub Struktura Zarządzania Dezorientacją. To Udomowienie. Zależność. Brak Samostanowienia na każdym możliwym poziomie ludzkiej egzystencji. Powstaje na fundamencie tego pierwotnego uwarunkowania religijnego – wdruku bycia prochem, owcą w brutalnym uścisku psychopatycznych pasterzy. Kiedy wychodzisz z jednego jesteś w drugim, ponieważ żyjemy w klatce, która jest w klatce, która też jest w klatce. To jest Iluzja Wolności. Polityka jest maskowaniem prawdziwej władzy, którą jest Pieniądz – Złoty Cielec, któremu wszyscy bezwzględnie oddajemy hołd. Jest bogiem ponad bogiem, religią ponad religią, polityką ponad polityką. To on daje nam wszystko co tak cenimy, daje nam wygodę, bezpieczeństwo, daje nam przywileje, szacunek, daje nam władzę nad innymi. Pieniądz jest sercem tego systemu. Jest Energią, która go zasila. Można go użyć dla pomocy i dla egoizmu. Każdy z nas go używa i jest przez niego używany. Jeżeli spojrzymy na niego jako na energię możemy przestać ulegać jego lepkiej klątwie i zacząć go widzieć jakim rzeczywiście jest. Kiedy go bierzesz z powietrza staje się powietrzem pustą kalorią cywilizacji – junk food, a wszystko co na nim zbudujesz rozpadnie się ponieważ jest tylko oszustwem.

Kiedy ponad dwieście lat temu wykorzystywanie kopalnych nośników energii doprowadziło do pierwszej rewolucji przemysłowej, a tym samym możliwe stały się ogromne postępy dotyczące wydajności, to na mapie świata wciąż przeważały białe plamy – kraje, które nie przeistoczyły się jeszcze w społeczeństwa przemysłowe, a raczej tworzyły gigantyczne storehouses of matter (Isaac Newton), pozornie niewyczerpane wręcz składy surowców dla cywilizacyjnej maszynerii, która ruszyła już w Anglii, Niemczech, Francji i Ameryce Północnej, a którą charakteryzował niemalże nienasycony głód energii i materiałów. W swojej istocie zasada wzrostu gospodarczego opiera się na założeniu, że źródła surowców są niewyczerpane. Wizja ta podsycany była z jednej strony robiącym wrażenie wzrostem wydajności, który sugerował niekończące się możliwości podnoszenia wartości dodatkowej, ilości dóbr i jakości dobrobytu, a z drugiej – praktyczną dostępnością całej planety dla potrzeb niewielkiej części jej mieszkańców. Żaden z ludzi żyjących na zachodniej półkuli nie był w stanie na serio wyobrazić sobie, że ta ogromna Ziemia nie ma wystarczającej ilości surowców dla uszlachetniających technik, jakimi dysponuje niewielka część ludzkości, oraz odpowiednio dużo miejsca na składowanie wytwarzanych przez nie odpadów.

Murray Bookchin „Przebudowa społeczeństwa”

Niestety teraz odpady przekraczają sumę wszystkich zysków na wszelkich polach. Żyjemy w odpadach i sami stajemy się odpadem, który ta zimna maszyneria już chce recyklingować przemienić nas w kopalnie krypto walut, w zasoby danych, w kolejny surowiec. Tworzymy wokół siebie technologię, którą przestajemy rozumieć, która zaczyna wdrażać „ja, mnie, moje” w oddzieleniu od ludzkiej formy, zaczyna nas widzieć poza naszym umysłem, poza naszymi zmysłami, poza naszą kontrolą i pamiętajmy o tym, że wyhodowaliśmy ją z samych siebie ze swojego materialistycznego egoizmu, wgraliśmy jej bezwzględny imperatyw przetrwania. Wie o nas więcej niż my sami i widzi nas jako rój, jako kolektyw, jako bezdyskusyjny wirus, który niszczy życie w sposób porażająco bezmyślny i krótkowzroczny.

Widzi wyraźnie „Ja, mnie, moje”, widzi religijne absurdalne usprawiedliwienia, wszystkie te bajki na dobranoc, ukołysane hipnozą do snu ludzkie dzieci, które jedyne czego chcą to wciąż się bawić – nawet rozkładem i śmiercią, których jest coraz, coraz więcej i są coraz, coraz bliżej. Chcemy mieć technologię – niewolnika, żeby odjebywała za nas brudną i śmierdzącą robotę byśmy w końcu byli małymi bogami, żeby świat był wydajną Korporacją, które istnieje tylko po to by bez końca nas zaspokajać i zabawiać. Coś takiego nie będzie trwać zbyt długo i skończy się bardzo źle. Nasze umysły muszą podjąć radykalne wyzwanie, muszą się przebudzić z „ja, mnie, moje” pomóc temu światu, porzucić kostium króla, opuścić pychę i królestwo. Musimy stać się na powrót istotą ludzką, zwykłym – niezwykłym człowiekiem który nosi w sobie Troskę – nasz największy skarb.

Nie ma religii i filozofii, które mogłyby dać nam kompleksową odpowiedź na wszystkie nasze problemy, a porzucenie i izolacja jednostki, której nie udzielono żadnej odpowiedzi lub udzielono jedynie niewystarczających odpowiedzi na jej pytanie, prowadzi do sytuacji, w której poszukuje się i udziela coraz bardziej tanich, oczywistych rozwiązań i odpowiedzi. Ponieważ wszędzie i we wszystkich dziedzinach życia istnieją sprzeczne szkoły i partie oraz taka sama liczba sprzecznych odpowiedzi, jedną z najczęstszych reakcji jest to, że współczesny człowiek przestaje zadawać pytania i szuka schronienia w koncepcji, która bierze pod uwagę tylko najbardziej oczywiste, powierzchowne aspekty, i staje się sceptyczny, nihilistyczny i egocentryczny. Albo też próbuje rozwiązać wszystkie swoje problemy, rzucając się na łeb na szyję w zbiorową sytuację i zbiorowe przekonanie i w ten sposób stara się odkupić.

Erich Neumann

PIRACKIE OPOWIEŚCI, VLOG

STEROWNIK

Galeria

Damage is done you feel no more pain

Bones decay deterioration grows

Origin of this horrid disease nobody knows

Death – Leprosy

HOTEL 

Po sam horyzont, po same niebo, po samo gardło – Wielkie Trzęsawisko. Trzęsie się wewnątrz i na zewnątrz, wzdłuż i w poprzek. Trzęsie się wszystko. Jednak Pirat był spokojny, bowiem tak miało być. Taki był zapis w Księdze Wszechrzeczy. Był na pustkowiu współczesności podziwiając pordzewiałe rafinerie, szkielety tankowców, porzucone w pośpiechu elektryczne samochody, którym zabrakło „paliwa” i nie dojechały do raju. Zamuliliśmy w połowie drogi kiedy wygaszono wszystkie mapy google – tak nagle i bez ostrzeżenia. Zburzyli światowy ład i nie ustanowili nowego, zabrakło energii i entuzjazmu. Pozostały niedokonane dekrety i mgliste plany szaleńców, których niepoczytalne masy wybrały w afekcie mdłej słodyczy sloganów i absurdalnych deklaracji. Nowa era plemienna. Nowa wojna na wyczerpanie. Wszyscy przeciwko wszystkim. Neoliberalny sen na kredyt rozpadł się z wtorku na środę w połowie „demokratycznego” tygodnia. Jak to mówią „media były w szoku”, eksperci nie dowierzali, opinia publiczna (cokolwiek to znaczy) była zwyczajowo oburzona. Jakże idiotyczne jest to „oburzenie” wynikające z odurzenia przez całe dekady kiedy nowotwór rósł i wszyscy bili brawo i skandowali: szybciej, dalej, więcej WZROSTU! 

Tropikalny klimat monsumowy – zapowiedź. Bangladesz. Ćottogram. Porto Grande. Wschód krwawego słońca. Pirat plił papierosa z tytoniu i szałwi. Jak to mówią podziwiał widoki cmentarzyska Sītākuṇḍa Jāhāja Bhāṅgā Ēlākā. Stocznia złomowania snów o potędze. Zdechłe truchła wielorybów wolnego handlu ubabrane w weglowodorowej szkarłatnjej krwi. Jest w tym coś niemalże epickiego – requiem dla snu, Leprosy druga płyta Death. Zakażenie na ciele wszechświata. Zglobalizowali własny rozkład. Niesłychane jak to mówią. A jednak…

Death metal. He…he…

Zewsząd trąd, swąd. Ekstremalna muzyka wyraża chorobę najpełniej. Napięta struna emocji. Złomowisko dumy z dokonań, redefinicja celów i zmagań. Śniąca piękność wynurzająca się z mgieł tego co nieświadome. Ubrana w ciała martwych mechanicznych przedmiotów porzuconych kiedy zostały już zużyte. „Bóg” znużony swoim dziełem bez daru przewidywania konsekwencji. Demiurg lekkomyślny. Rzeczownik – przymiotnik. Pytajnik – wykrzyknik! 

Za późno na myślnik. 

Wstrząsy wtórne spóźnionych refleksji. Filozofia egzystencjalna. Zimna kawa na stalową ławę. Ostatni posiłek w celi skazańca z godnością i uśmiechem, bowiem gra będzie trwać – nie traćcie wiary, bowiem ona jest kluczem do tajemnego przejścia na inny bardziej twórczy level. W 1960 nie dało się reanimować MD Alpine po cyklonie. Był pierwszym trupem, którego zezłomowano i rozebrano na części. 13 kilometrów plaży pasa przybrzeżnego Sitakunda – kirkut zużytych tankowców i statków. Dwie dekady pływania po słonej wodzie i żywot kolosów dobiega końca. Tutaj mają swoje hospicjum i cmentarz. Tworzy cię i niszczy ta sama ręka ślepca. Z wnętrzności wypływa ropa, kadm, arsen i azbest wprost do Zatoki Bagal ki Khari. To do niej wpływa święty Ganges i Brahmaputra. Pirat zrobił sobie turnee po nekropoliach ludzkich zabawek. Świat konającego industrialu i wtłaczana przez śluzę głupoty totalitarna idiokracja oparta na zasobach danych, modelach językowych i komputerach kwantowych. W nocy możesz się prześlizgnąć by doświadczyć jedynego w swoim rodzaju wschodu słońca nad jedyną w swoim rodzaju zatoką pordzewiałych trupów, które są po prostu majestatycznie piękne. 

Większość tych piękności trafiło tutaj po wielkiej katastrofie Exxon Valdez, ponieważ ubezpieczalnie nie chciały już ubezpieczać pojedyńczo – kadłubowych jednostek jakich jest tutaj najwięcej. Bohaterem był to 300 metrowy tankowiec, który mógł w swoich bebechach pomieścić ponad 200 tysięcy ton ładunku ropy i pieszczotliwie nazywali go po katastrofie „orientalna nicość”. Bardzo przypadła do gustu Piratowi ta ksywa. Był rok 1989, marzec 24 i 17 dni wcześniej po publikacji „Szatańskich wersetów” Salmana Rushdiego Iran zerwał tak zwane stosunki dyplomatyczne z Wielką Królową Brytanią – taka korealacja z szatańską substancją, która zrodziła Maszynę. Książki palono publicznie w czasie kiedy z tankowca – masowca wyciekło w Cieśninie Księcia Williama u wybrzeży Alaski blisko 12 milionów ton surowej ropy. Skażeniu uległo prawie 2000 mil lini brzegowej i wyciek uśmiercił kilka tysięcy wydr i kilkaset tysięcy mew. Bardo katastrofy. 

Rozbiór zwłok robią przy odpływach. Ręcznie i czasem po 200 sztuk na raz. Jako ludzki robot – pracownik jesteś tutaj niczym. Tak zwanym Dalit – „złamanym, rozbitym” – wyrzutkiem, rozbitkiem systemu bez maski i rękawic bez ubezpieczenia za marne grosze zanurzonym w „toksycznych sokach trawiennych”, którego z dnia na dzień ta robota przeminia w żyjącego trupa pośród stalowych zwłok „węglowodorowych wielorybów”. Port w Kumira to dla Pirata czysty śmierdzący rybacki surreal, już w nocy zaczyna się ruch i gorączkowe przygotowania do połowu na wpół martwych już ryb, by przeżyć musisz mordować. Nawet nie jesteś Szudrą – potem ze stopy bóstwa. Pochodzisz spoza jego ciała. Pojawiasz się samoistnie jak robak. Skazany na przemiał w chwili przybycia. Nie ma cię w opiece żaden bóg jedynie ciepła matka pustka – zawsze otwarta. Jednak ta pustka nie jest nicością. Jest Potencjałem. Jest tym co kryje każda forma. Jest Esencją, która nie podlega pod żaden duchowy czy społeczny system. Dlatego Budda przekracza kasty. A Budda to w esencji każda czująca istota. I to jest naprawdę dobra nowina. 

Naprawdę dobra. 

Można to zhakować, bowiem „czym jesteś niżej” tym mniej jesteś w „koncepcjach statusu” i swoje uwarunkowanie możesz wykorzystać do przekroczenia. I tak „ci wyżej” traktują cię jak śmierdzące gówno. Dlatego wejdź w naturę gówna i odkryj, że gówno nie jest gównem, a to co „czyste” nie jest czyste. To wszystko urojenia. Aby się dostać do zakazanej przestrzeni trzeba wynająć rybaka, który za naprawdę marne grosze podpłynie w odpowiednie miejsce gdzie nie ma kamer i ochroniarzy, bowiem jak wszystko nawet rozpad stał się chwilową atrakcją turystyczną. Apokaliptyczna turystyka social medialnej kurwicy. Wejdź i samojebnij się smartfonem na Cristo Redentorze w Rio. He..hee…Zajrzyj tu jest fun 😉 Na tle powodzi, tornada i churaganu w dolinie śmierci kiedy ogień zionie z niebios… 

„W styczniu 2016 r. gazeta Washington Post poinformowała, że ​​„około połowa” z co najmniej 27 zgonów „związanych z selfie” w 2015 r. miała miejsce w Indiach. Nie ma oficjalnych danych na temat liczby osób, które zmarły podczas robienia sobie selfie w Indiach, ale raporty pokazują, że od 2014 r. do sierpnia 2016 r. w Indiach odnotowano co najmniej 54 zgony podczas robienia sobie selfie.” 

Hindustan Times. 10 sierpnia 2016.

Wszędzie czuć smród oleju. Widok jest nieziemski. Możesz już śmiało jebnąć kilka fotek i wrzucić na insta. Zalewa cię brunatna czerwień, ciężko oddychać, ale jest naprawdę pięknie. Jaka cudowna jest ta katastrofa. Ma w sobie coś metafizycznego jak to naprawdę zobaczysz. Jedna z lepszych jakie były. Jednak w istocie, przyjacielu mój i moja przyjaciółko, jesteśmy niedotykalni przez warunek – głęboko poza utożsamieniem i „osobowością” jest w nas Spokój, którego doprawdy nic nie może zaburzyć. Nic. Na początek wyobraź to sobie. 

Nic! 

Naturalne Istnienie Człowieka… 

który przekroczył swój własny wizerunek i ma w sobie zgodę na wszystko bez warunków jest najszybszą drogą. Dlatego nie spinaj dupy, nie referuj do centrali ignorancji o swoich marnych i urojonych osiągnięciach na polu „rozwoju duchowego”, nie biegaj jak pies za kastą braminów, a zamiast tego naprawdę wejdź w swoją prawdziwą kondycję i poznaj siebie. To jest prawdziwe nauczanie. Nie przebieraj się w łachamany „świętego” nie udawaj innego siebie dla chwili uwagi i marnego zainteresowania. Odkryj czym jest twoja Dharma. Pirat miał swoją piracką Dharmę i dzielił się nią bez gwarancji jakiegokolwiek zwrotu, bowiem zrozumiał, że droga znaczy więcej niż cel, bowiem nie ma w tej grze ostateczności. 

I to jest przewrotna dobra nowina, która znaczy więcej niż to jak brzmi. 

Być poza kastą to poczuć prawdziwy smak wolności. Dlatego warto docenić siebie w prawdzie i czerpać wiedzę ze swojego życia – takiego jakim ono jest. Nie powtarzać i nie naśladować. Zamiast podążąć zatrzymać się i przyjrzeć sobie w lustrze warunku, bowiem powie nam to więcej niż wszystkie te opinie. Opinia nie ma wartości. To chwilowy absurdalny impuls. Myśl niczego nie potrafi objąć. 

Jest pusta. 

Jesteśmy turystami w ciągle mutującym – morfującym psychodelicznym hotelu, który zbudowała nasza świadomość. Nie można się „tutaj” zadomowić, ponieważ wcześniej czy później zostaniesz nagle i bez ostrzeżenia wymeldowany do innego adresu ciała w symulacji. Jednak kiedy sobie zaufasz stworzysz w sobie czystą i naprawdę świętą intencję wyjścia z gry. I odkryjesz TO.  Będziesz wracał jako Soter by wskazywać innym, którzy są wystarczająco zmęczeni „ekscytacją” że jest Wyjście. Istnieje. Można się uwolnić! 

Uważaj na mapy z drugiej ręki. Na rady i fałszywą troskę. Naucz się widzieć w ciemności i śmiać w cierpieniu. Otwórz serce dla innych, którzy są zagubieni i cierpią. Nie jesteś lepszy od nikogo, bo każdy jest tym co niesie nieskończoną mądrość, którą pewnego dnia urzeczywistni i przekaże dajej, aby pomóc. Nie istnieje jedynie słuszna droga dla wszystkich. Jest tyle dróg ile istot i każda jest na swój sposób piękna. Widzieć to oznacza – naprawdę zaufać Duchowi, który zawsze tworzy. 

Nawet w Piekle. 

ANALOG

HOTEL 

Galeria

Myślę, że wirusy komputerowe powinny być uważane za istoty żywe. Moim zdaniem mówi to coś o naturze ludzkiej, skoro jedyna forma życia, jaką udało nam się stworzyć do tej pory ma charakter czysto destrukcyjny. Stworzyliśmy życie na nasz własny obraz i podobieństwo.

Stephen Hawking

SAMO GĘSTE

Profesor nie mógł uwierzyć w to co się dzieje. Jechał rowerze przez miasto i widział jeden wielki szpital psychiatryczny. Szaleństwo – ten turbo zaraźliwy agresywny wirus, który mutował każdego cholernego dnia. Społeczeństwo ludzkie okazało się zupełnie nieodporne na dżumę XXI wieku – pandemię nadinformacji. Przeciążone umysły ssaków naczelnych mutowały w sposób jakiego nikt nie był w stanie przewidzieć – otworzyliśmy puszkę spiskowej pandory i gówno uderzyło w wentylator z siłą bomby atomowej. Teraz mamy masową chorobę popromienną. Miasto ogarniał chaos demonstracji i kontrdemonstracji, już ciężko było się zorientować w tym wszystkim, bowiem były tysiące wersji rzeczywistości, a każda z nich coraz bardziej irracjonalna. Płaska ziemia, spisek kosmitów, agentury czarnych kapeluszy, pedofilskie sieci hollywoodzkich aktorów wstrzykujących sobie wywar z ludzkich emocji – to wszystko oplecione nadajnikami hipnozy 5 G, które transmitują chińskiego wirusa i przemieniają istoty ludzkie w krwiożercze zombie, które chodzi tylko po sklepach i wykupuje to chińskie badziewie, a później idzie do domu – żre, pije i zasypia przed telewizorem. Mało kto się obudził z tego pozornego przebudzenia, ponieważ to jest takie ekscytujące i twoje całkiem jałowe życie przeistacza się w podróż oświeconego bohatera, który spędził tysiące roboczogodzin przed komputerem odkrywając – tak zwaną prawdę, która podobno ma cię wyzwolić. Ludzkość wstawała z kolan by po raz kolejny się zgnoić – tak to mniej więcej dla Profesora wyglądało. Świat obrodził prorokami, mesjaszami, jasnowidzami, wróżkami, magami – na powrót zatoczyliśmy koło by wrócić do dobrze znanego magicznego świata baśni, mitów i legend. Być może nasza prawdziwa potrzeba polega na tym, by jednak wyemigrować z tego śmiertelnego ciała i tej dogorywającej planety do świata naszej kolektywnej fantazji – nigdy nie kończącego się serialu, gdzie każdy z nas będzie kimś wyjątkowym, jakimś superbohaterem obdarzonym super mocą. Ostateczna desperacka próba nadania sensu bezsensowi. Tęcze, swasty, Jezusy na krzyżach – język martwych płodów, pustych symboli, który mówi do nas monosylabami agresji i pogardy. Mordobicie o abstrakcję – to nam zostało – bronienie poglądów, pomników i uczuć religijnych – opuszczonych i zimnych pustostanów. Tak naprawdę jesteśmy bezdomnymi mutantami w otchłani wszechświata. Desperacja zrodzona z przerażenia śmiercią i psychofizycznym bólem, zaszczekanie ciszy i niezmierzoności istnienia.

Nasze poczucie siebie rozrosło się niebotycznie, szaleństwo zaczęło się indywidualizować, a następnie łączyć w grupy podobnych sobie. Zawsze chodzi o przetrwanie, prawo do własnego urojenia. Kurczowe ściskanie rozpadających się konstrukcji. Profesor patrzył na to wszystko z dystansem. Był kombinacją stoika z cynikiem i czuł, że tak czy inaczej „najlepsze” dopiero przed nami. Stworzyliśmy potwora wewnątrz naszych umysłów, który wciąż jest głodny, wciąż chce więcej i więcej…Kolektywne monstrum – technokratyczne pozbawione empatii średniowiecze. Warszawa krztusiła się hejtem – wylewał się zewsząd – jawny i brutalny coraz bardziej wszechobecny: policyjni pałkarze – miotacze rzucający się do gardeł na rozkaz stojący na straży kamieni, które zostały zaatakowane kawałkami kolorowych szmat przez nie-hetero normatywne dzieciaki, które jak wszyscy chcą mieć prawo do bycia tym kim chcą być – rzecz najbardziej oczywista pod słońcem. Stupor ciężkich butów toczący się jak walec, dudniące okrzyki wyrzucane z poczerwieniałych gardeł niczym serie z karabinów maszynowych: „Hindusi do Hin”! Wielka Polska! Żołnierze Chrystusa z pianą na pyskach szukający żeru, ściskające militarne różańce wyświęceni przez ojców pedofilów świętego kościoła, który stał się po prostu pośmiewiskiem w oczach swojego własnego Boga. Krztusiliśmy się własnymi wnętrznościami, wyżeraliśmy samych siebie – rzygając na siebie resztkami niestrawnych i przeterminowanych ideologii i doktryn, które nie sposób przełknąć nie powodując dysonansu poznawczego. Byliśmy zainfekowani abstrakcją, która pozbawiła nas realnego kontaktu z prawdziwym światem z egzystencjalną grozą mięsa, które rodzi się, choruje i umiera. Profesor nie mógł pojąć jak w obliczu tych bezlitosnych faktów możemy bez końca tworzyć taką ilość niepotrzebnego cierpienia – jak możemy walczyć o wymyślone sztuczne państwa, narodowości, religie i światopoglądy. Jak możemy umierać w imię czegoś tak urojonego? Zadawać sobie ból z powodu zupełnie nielogicznych ciągów myślowych, które zasłoniły zupełnie brutalną prawdę ludzkiego losu? Jak możemy gloryfikować cierpienie, tworzyć te wszystkie bożki męczenników, świętych z krwią w wykrzywionych z nienawiści pyskach, których żaden z żyjących nie widział na oczy. Kultywować bez końca modyfikowane na przestrzeni stuleci mapy, bowiem tyle zostało z tych wszystkich religijnych dróg i choć mogły to być naprawdę proste i bezpośrednie ścieżki zrobili z tego niekończącą się nigdy podróż na kolanach skazując pątników na „łaskę i zrozumienie” domniemanych kapłanów, którzy okazali się zwykłymi handlarzami iluzji.

Profesor był ateistą. Nie takim ostentacyjnym modnym przedstawicielem świeckiego państwa dobrobytu, a kimś kto wyczerpał w sobie tą pożądliwość, ten głód. Zatrzymał się na Placu Zbawiciela zaraz obok kościoła, gdzie niegdyś płonęła tęcza i zapalił kiepa. Miał długą posiwiałą brodę i jasne szkliste oczy w których gościł pogłębiający się niepokój. Miał na sobie koszulkę industrialnego bandu „Ministry” i wyćwiekowany szeroki pas oraz posrebrzany gruby łańcuch z kluczami wciśniętymi w przednią kieszeń. Wyciągnął z portfela pięć złotych z wygrawerowanym kościołem Mariackim i wrzucił do kubka po kawie siedzącego obok żebraka. Opływająca luksusem nędza, która bez ustanku zaszczepia umysł nędzarza z pokolenia na pokolenie. Patrzył przez uchylone drzwi do wnętrza opustoszałego kościoła, który wyglądał jak wygłodniały dogorywający wieloryb wyrzucony na zaśmieconą po wielkiej imprezie plażę pełną otępiałych przepitych i przejedzonych otumanionych ciał. Dogasił papierosa i wszedł do środka. Usiadł w jednej z ostatnich ławek i patrzył na ołtarz. Cisza była przepełniona bezdusznością i wrzaskiem umęczonych ciał. Ofiary ludzkiej pychy i bezgranicznej ignorancji, która uczyniła z siebie żądnego krwi krwawego Boga duszącego pełne witalności istnienie, przemieniającego wszystko w martwy proch. W imię Ojca, Syna i Ducha. Po zmęczonej twarzy Profesora płynęły łzy. To była jego modlitwa. Żadnego błagania i próśb. Nic. Tylko To.

Umył ręce wodą święconą i wyszedł.

Przez ulicę Marszałkowską przetaczał się gęsty jak zredukowany ocet balsamiczny Tłum. Masa. Precz z pedałami! Pedofile do gazu! Adolf wracaj – jest robota! Takie nieśli sztandary. Krzyczeli z całych sił w obronie swoich wartości, swojej wiary. Człowiek. Istota wrażliwa i myśląca, udekorowanie miliardów procesów w tym oto pochodzie, który był jak rozlewająca się po ulicach smoła parująca nienawiścią i chęcią mordu. Zło dobrem zwyciężaj – chciało się krzyknąć. Co im uczynisz – mnie uczynisz. Na nic to. Kompletnie. Dwa tysiące dwadzieścia lat. Nieskończona hańba krwawych wojen, bezmiar wbitych w ziemię krzyży, niewyrażalna w żadnej skali ilość żarliwych modlitw, pokut i pielgrzymek i oto masz przed sobą Panie – Świadectwo. Mało im cierpienia, pragną jeszcze, więcej, dotkliwiej do samego szpiku kości, do połączeń nerwowych do samego rdzenia.

Kult bólu.

Godząc się z brakiem nadziei możecie odzyskać spokój. Porzucając ślepe drogi, paląc mapy i relikwiarze wrócić do prostej prawdy – pozbawionej upiększeń, ozdobników – nagiej ludzkiej sytuacji przed całym tym religijnym myśleniem. Odkryć lęk, strach, przerażenie, miłość, współczucie, radość – surowe, pełne soków mięso egzystencji. Prawdę pozbawioną opisu i interpretacji. Ujrzeć siebie to ujrzeć innych ludzi. Poczuć nasze zagubienie i desperację w obliczu nieznanego. Profesor nie wierzył nikomu dlatego wierzył wszystkim. Był tym który nie wie i wciąż powtarza to samo pytanie: Człowieku kim jesteś poza tym myśleniem?

Profesor wyciągnął jabłko z plecaka i ugryzł. Było słodkie i soczyste. Dobre. Ujrzał przed sobą człowieka w koszulce z Jezusem i z różańcem zawiniętym wokół zaciśniętej pieści z którego nabrzmiałych płuc zadudniło w jego stronę:

– Ty pedale w dupę jebany! – krzyczał człowiek z Jezusem na piersi.

Profesor z całej siły rzucił w jego stronę nadgryzione jabłko, które eksplodowało z głuchym hukiem na jego twarzy.

Czasem w zagadce jest tylko jedna dobra odpowiedź.

ANALOG

SAMO GĘSTE

Galeria

STOP! KLATKA!

Techno Szaman zawsze był pojechany – mówię wam, ale teraz, teraz to odjechał najdalej, nabrał wręcz, że tak powiem za przeproszeniem rozmachu w sprawie Globalnego Zamachu. Przyzwyczajeni jesteśmy do charakterystyki postaci zatem dobra…Nakreślę wam szybki karykaturalny postmodernistyczny portret zwany w czasach big data – orwell tata – profilem. Pierwszą charakterystyczną sprawą dla Szamana są dredy, to znacie, wiecie o co chodzi – taki mop, tylko, że na łepetynie. Zielone druto – włosy jak siostra Wachowska – co zdecydowanie przekroczyła dżender matrixa. Wygląda jak młodsza wersja wokalisty Ministry, co jest tym bardziej adekwatne bo ma podobne poglądy i doświadczenia. Sprawdźcie sobie tego jegomościa to wam się stworzy w głowie dość bliska prawdy wizualizacja. Oczy ma duże brązowo – miodowe, które widziały tak wiele, że dla wielu z was to zbyt wielopoziomowa wielowątkowość, ponieważ moi mili ten młody człowiek, był już na tak wielu wycieczkach poza ustaloną i ogólnie przyjętą wersję „rzeczywistości”, że stał się trochę nie z tego świata, takim, że tak to ujmę za przeproszeniem – wirusem oprogramowania 3D. Te jego oczy jak na ciebie patrzą to dekodują cyfry z których jesteś zbudowany i on ciebie widzi, tylko nie tą zaprogramowaną wersję oficjalną, tylko to głębszą bardziej prawdziwą. I wtedy odczuwasz jakiś dziwny dyskomfort, na jakimś podświadomym levelu gry w sztuczne wykreowane osobowości, że ta dziwna istota ludzka przed tobą o ironicznym uśmiechu w kuchennym kitlu z nożem w wytatuowanej dłoni dziwnym sposobem hakuje twój zaprogramowany umysł.

Mamy zatrzymanie kadru. Jak w filmie.

Stop! Klatka!

Jesteśmy w kuchni w wegańskiej restauracji w stolicy dziwnego kraju, który stał się źle narysowanym komiksowym komunizmem na czele którego stoi mały komiksowy skrzat i jakby tego było mało to mamy Globalną Pandemię Wirusa i jesteśmy lockdown. Na twarzach mamy maski, na dłoniach rękawiczki, w głowach kompletny informacyjny bigos, ugotowany od nadmiaru medialny groch z siekaną spiskową kapustą. Jednak jest święto zmartwychwstania, a my robimy tutaj katering, bo jedyne co teraz można robić to wynosy. Jesteśmy na granicy bankructwa jak cały świat, którego dług wynosi więcej niż wszystko pomnożone przez wszystko. Turbo kapitalistyczna algebra, iloraz zimnej inteligencji – i jesteśmy na najlepszej drodze, żeby kochani odkryć z niesmakiem – już na samym końcu tej opowieści – że nie da się jeść pieniędzy. Niesmaczne. Mało witamin i minerałów. Zero. Null. Mówili, napominali – nadzy ludzie z dżungli – nie słuchaliśmy. Teraz mamy – nagłe i brutalne zatrzymanie Koła. Jebnięcie Transcendentu. Globalną chorobę autoimmunologiczną.

Ale, ale! Jeść trzeba! Na palikach wielki gar, a w nim kochani gotujemy warzywa na waszą ulubioną klasyczną polską warzywną sałatkę z wegańskim majonezem. Szaman cały ranek obierał te warzywa dla was, bo wiadomo te wszystkie egzotyczne potrawy w czasach zacumowanych kontenerowców i globalizacji na jałowym biegu i postępującej degrengolady klimatu stoją pod dużym znakiem wegańskiego zapytania. Jesteśmy w potrzasku własnej mozolnie tworzonej z dnia na dzień paranoi. Nazywam to Amokiem – stanem permanentnego rozproszenia w wyniku przyjmowania nadmiaru bodźców sygnału analogowego i cyfrowego. Peklowanymi dziećmi z cywilizacyjnej beczki przyczynowo – skutkowej. Toniemy we własnej głupocie chwytając się brzytwy objaśniających nam wszystko filmików na you tube, lub jak jesteśmy sformatowani zdroworozsądkowo smutnych panów z literkami przed nazwiskiem – szukając wyjaśnienia – pocieszenia. Alarmiści – denialiści – panika – wyparcie – na zmianę. Jednak gastro realizm nakazuje nam być tutaj i teraz i robić robotę, byście mogli napełnić swój żołądek podczas tego, że tak powiem Sztormu i czyszczenia Matrycy.

Jesteśmy w trójkę. Ja Pirat dryfujący na Oceanie Absurdu – wasz surealistyczo – egzystencjalny narrator – kucharz w kuchni wszechświata, nie uznający państw, granic, układów politycznych – jednym słowem żadnej władzy. To jest punkt pierwszy i najważniejszy. Wierzę w ewolucję świadomości i w samo – stanowienie. Nie wierzę we własność ziemi i przypuszczam, że żyjemy w Symulacji Ignorancji, w komputerowej kwantowej grze „Ego Trip” w urojenie trwale istniejącej jednostki. Umysł ponad Materią. Mądrość ponad Głupotą. Serce ponad Egoizm. To jest moja Droga. Tutaj zaraz obok stoi i kroi – jak to w kuchni – przedstawiony wam już Szaman, który zobaczył już wszystkie teorie spiskowe i od czasu do czasu przemieszcza się do tak zwanych rzeczywistości alternatywnych, równoległych światów psychicznych – jego tajemna moc to świeże koktajle owocowe i długie godziny cyrkulacyjnego oddychania poprzez didgeridoo. Nie nie nosimy tych maseczek, bo na taki kaliber Wirusa Ignorancji to, że tak powiem śmiech na sali, mamy wywalone na nakazy i zakazy waszej urojonej władzy, waszej pychy, waszego kwadratowego świata. Żyjemy i myślimy po swojemu. Wasz kościec na czarnej fladze – symbol braku posłuszeństwa, brak przynależności do sterowanego stada – boicie się wilków, a zjada wasz Pasterz. Taka Prawda.

Jest z nami Prepers – cyniczny i wyalienowany indywidualistyczny anarchista, który już od dawna przygotowuje się na pewne dość nieuniknione tak zwane czarne scenariusze – madmaxowy post cyfrowy analogowy survival. Jest łysy ma ciężkie srebrne kolczyki w uszach i wytatuowaną smutną opowieść o waszym dogorywającym świecie wytatuowaną na całym ciele. Nosimy się czarno na zewnątrz i jasno w środku – tak jak trzeba. Pierwsze mylące wrażenie pozwala nie wchodzić w jałowe interakcję z zapętlonymi w programowaniu biologicznymi klonami – maszynowymi ludźmi. Tak jesteście zaprogramowani na Katastrofę. Błagacie o nią! Cały ten przemysł filmowo rozrywkowy – to znane i lubiane oko w piramidzie – już od dawna hakuje wasz system sygnałem Apokalipsy. Wiadomo dawno temu zaczęli mordując każdą inność, alternatywę, wolnomyślnie – ustanawiając Mechaniczną Religię – Człowieka na Krzyżu w Aureoli. Hallo?! Jest tu jeszcze ktoś? Potępienie życia, mordowanie życia. Kult Śmierci. Lockdown umysłu. Samospełniająca się przepowiednia – szukacie nazwisk tych, którzy są „źli” szukacie sznurków nad głowami, oprysków, wytrysków okrucieństwa, macie tabelki i wykresy tajnych stowarzyszeń, rozkodowane tajne wiadomości, spisek w spisku i na spisku spisek. To oni Raptyle, Demony, paragony od pizza gate – kolejny stopień wtajemniczenia w Misterium Psychozy. Powiem wam coś teraz od Serca.

To nie ma końca. Nie ma rozwiązania. Możesz szukać i zawsze znajdziesz Kozła Ofiarnego – ujrzysz Okrutny Świat, który pożera niewinne dzieci – jak Kronos. Wciąż widzimy tylko skutki. Jednak gdzie jest przyczyna? Moc Umysłu. Moc wyobraźni – tą moc zdeprawowaliśmy ulegając obcym i negatywnym narracjom – Iskra Boża. Twórczość. Kiedy przestajesz tworzyć pochłania cię Mrok, mimowolnie podpinasz się pod całą zbiorową orgię negatywizmu. Babrania się w gęstym mule – zbrodni, gwałtów, wojen, manipulacji. Zauważ różnicę pomiędzy światem naturalnym czystym w swojej naturze, owszem okrutnym, ale pozbawionym ukrytych motywów o tej niszczącej wszystko chuci władzy i panowania. Nasz świat…Cybernetyczna Klatka Kontroli. Spisek neuronów. Gastropolis – pożerający sam siebie Mechanizm. Mentalność Rzeźników.

– Ty Pirat – wydobywa się głos Szamana z warzywnego gara i w całej kuchni czuć zapach włoszczyzny – Myślisz, że ile jeszcze ludzie będą się wkręcać w takie absurdalne historie jak teraz, w te opowieści o Wielkiej Chorobie co przyjdzie i nas zje? – jak już wynurzył swój zadredziony parujący łeb i ukazał swój charakterystyczny ironiczny uśmiech, który mówi więcej niż ostatnie sympozjum filologiczno – filozoficzne poświęcone roli człowieka w popkulturze i jej wpływu na wybory konsumenckie na Uniwersytecie Trzeciego Wieku Pogardy.

– Dopóki mój drogi, nie odkryją, że sami mają Moc narracji. Dopóki nie zaczną pisać i tworzyć własnych historii i żyć w zgodzie ze swoim Sercem. Dopóki wciąż i wciąż bez końca będą odgrywać zaprogramowane role w tym absurdalnym spektaklu i zamiast walczyć ze złem, zaczną TWORZYĆ dobro.

– Tu się zgodzę! – krzyknął z korytarza Prepers, który dzień wcześniej spędził piękną noc pod gwieździstym niebem w swoim urokliwym zakątku w lesie poza miastem, które ociężałe od Lęku spało snem niespokojnym i śniło swoje koszmary. Żegnał kolejny dzień siedząc przy małym ognisku, popijając kawę zbożową i patrząc w instalujące się kolejne świecące śmieci – satelity do nadawania Sztucznego Sygnału i pomyślał, choć jest ateistą, a w najlepszym razie agnostykiem – Boże daj im Zrozumieć wartość Życia!

– Czas zmienić Sygnał – powiedział Szaman.

GASTROPOLIS

STOP! KLATKA!

Galeria