Umysł poprzedza wszelkie myśli. Umysł jest ich zwierzchnikiem; umysł je kształtuje. Gdy ktoś mówi lub działa z nieczystym umysłem, cierpienie podąża w ślad za taką osobą niczym koła wozu za kopytami wołu.

Budda

DUCH POTĘŻNYCH WÓD

Pirat miał Meta Sen. Meta sen jest komunikacją z Innymi Wymiarami w Nieskończoności – Wszechświecie Umysłów. To zindywidualizowany symboliczny język, który każdy Śniący rozwija wraz ze zdolnością Śnienia. Śnienie to przedsmak Wolności – przestrzeń pozbawiona granic i barier, gdzie możesz być absolutnie sobą i odkrywać kim jesteś poza Matrycą Postrzeczywistości w której żyjemy na tak zwanej „jawie”. Ta „rzeczywistość” jest Konstruktem Mrocznych Sił, zaprogramowaną przez Czarnych Magów Symulacją – Grą, w którą wcielamy się bez możliwości wyboru, ponieważ nie panujemy nad potencjałem własnej energii i wyobraźni, nie mamy zdolności modyfikowania wizji. Nie mamy Woli – Mocy. Brak nam Prawdziwej Wiary.

Prawdziwa Wiara przekracza Jałowe Pole Spekulacji – Dialektyczne Pole w którym toczy się Gra. Jest związana z naszą Prawdziwą Naturą, z Odwiecznym Potencjałem. Z Przeczuciem, które poprzedza narządy zmysłów i intelekt. Jest wrodzona i fundamentalna i przede wszystkim kieruje nas do Pierwotnej Istoty, która nigdy nie może być uwarunkowana przez Program – Symulację. Od samego początku jest Absolutną Wolnością. Czymś co w Uwarunkowaniu jest dla nas niepojęte i niemożliwe, czymś czego nie jesteśmy nawet świadomi, ponieważ Straciliśmy Kontakt – żyjemy na powierzchni Potężnych Wód sterowani przez negatywne i destrukcyjne zewnętrzne siły Władzy i Przemocy, których jesteśmy niewolnikami i sługami. Nie potrafimy rozpoznać prawdziwej natury tego w czym żyjemy i jak żyjemy, ponieważ nie mamy kontaktu z czymś co jest zdolne to przekraczać, z czymś z nie z tego zaprogramowanego świata, z tym czego nie można posiąść i zniewolić, z czymś co jest Pierwotną Wolnością, której nikt i nic nie może uwarunkować i dlatego jest Drogą i Prawdą.

Kiedy jesteś niewolnikiem twoim stanem istnienia jest Strach. Stanowi on główny komponent doświadczenia na tej zniewolonej planecie i jest tak powszechny, że na pewnym poziomie uwarunkowania przestajesz być tego świadomy. Nazwane jest to Dostrojeniem. Wówczas stajesz się kimś pozbawionym Woli – Mocy, kimś kto jest jedynie narzędziem Mrocznych Bogów. Nazwane jest to Upadkiem w Warunek. Ten warunek nas rodzi i wytwarza – jesteśmy jego produktami, stając się własnością Mrocznych Mocy, które zdominowały ten wymiar. Kiedy choć na chwilę zatrzymasz się w tym szaleństwie – ujrzysz TO. Dlatego cały ten system, który tym zarządza został skonstruowany w taki sposób być nigdy nie miał czasu i przede wszystkim siły, aby przestać być przez niego sterowanym i zarządzanym, ponieważ uznajesz jego cele za swoje cele, jesteś pozbawiony własnej świadomości i woli, a tym samym nie masz oparcia w swojej Pierwotnej Istocie, a zamiast tego polegasz na Sztucznym Konstrukcie tak zwanej osobowości, która jest Produktem Warunku. Jest Fikcją.

Żyjemy w nieudolnej kopii Pierwotnej Matrycy Światła. W cieniu. W odbiciu. W Królestwie Warunku – Malchut. W skondensowanej i zagęszczonej sennej marze wyśnionej przez nasze uśpione umysły, stworzonej przez wrodzoną zdolność kreacji i manifestacji. Upadek człowieka jest Zagęszczeniem. Jest agonią Ducha, który stracił pamięć i połączenie. Stracił zdolność Widzenia Wieloświatów i utracił naturalny potencjał Podróży ponieważ Umysł – Duch nie ma ograniczeń. Jednak została nam możliwość Śnienia.

Pirat prowadził drugie tajemne życie w Śnieniu, które przekazał mu Mistrz. Mistrzowie są tymi, którzy potrafią poruszać się pomiędzy wymiarami tego co realne i tego co nierealne, ponieważ rozpoznali Podstawę, która jest Pierwotnym Źródłem prawdy i iluzji, dobra i zła, snu i przebudzenia. Podstawa jest Źródłem Istnienia. Pierwotną Mocą. Jest Wszystkim i Niczym. Nigdy nie powstała i nigdy nie może umrzeć, ponieważ jest ponad istnieniem i nieistnieniem, ponad myślą i formą, materią i nicością. Jest Matką Wszechrzeczy z której wszystko bez wyjątku się rodzi. Z której przychodzimy i do której odchodzimy. Jest Bramą.

Mistrz nie ma jednej twarzy i jednej formy, tak naprawdę może być kim chce i robić co chce. Jest Absolutną Wolnością. Jest Prawdziwym Tobą. Naturą twojego Przebudzenia. Jest zawsze Obecny we wszystkich czasach i miejscach, we wszystkich inkarnacjach na nieskończonej ilości wymiarów i planet. Jest żywą Mądrością i Bezwarunkową Miłością, które są twoją Czystą Naturą, która nigdy nie podlega zniewoleniu i przez nic nie może zostać uwarunkowana. Problem polega na tym, że nie jesteś tego świadomy, ponieważ żyjesz w Mózgogłowiu, któremu wszystko to co zostało tu napisane wydaje się absurdalne i śmieszne, ponieważ jest kompletnie pozbawione Ufności, która jest czysta i ma naturę Dziecka.

Ten świat śmieje się z tego pogrążony w swojej rozpaczy. Ta „naiwność” jest obiektem drwiny. Mistrz nauczał Pirata o Drodze Dziecka, które wraca do Matki i kiedy kończy się ten sen na jawie i przychodzi moment „pomiędzy” potrafi ją rozpoznać i Wrócić do Domu. Matka jest pozbawioną granic Miłością i Mądrością.

Wszechwiedzą Wszechrzeczy.
Jest Istnieniem.

Jest tym czego nigdy nie może pochłonąć Mrok, ponieważ jest Naturą Samoświadomości. Rozpoznaniem Rozpoznającego. Punktem Zero. Sercem każdej duchowej drogi, ścieżki i metody. Każdej inicjacji i ceremonii. Jest Matką i Ojcem, jest Dzieckiem i Duchem.

Duch Potężnych Wód. Głos. Słowo. Prawdziwe Znaczenie, które kiedy zostaje rozpoznane staje się Drogą. Pirat jest tym, który pływa po Oceanie Cierpienia i Iluzji szukając skarbów Prawdziwej Mądrości. Jest tym który wszedł w Strumień. Wyruszył. Rozpoznał Warunek Cierpienia i jego przyczynę, jego Serce zaufało, że istnieje jego Kres i Droga, która prowadzi do Wyzwolenia. Pirat jest poza prawem Mózgogłowia, poza jurysdykcją Programu jego flagą są symbole nietrwałości – czaszka i piszczele, pod którymi jest Wieczność Czwartego Czasu. Jest Podróżnikiem, którego zadaniem jest przebudzić Ducha w Materii. Nawiązać Połączenie. Przywrócić Kontakt. To jest jedyna Prawdziwa Praca. Jedyna „rzecz” którą warto tutaj robić, bowiem wszystko inne jest tylko odroczonym w czasie Wyrokiem.

Dlatego Mistrz nosi pomarańczowe szaty skazanego na śmierć. Dlatego Mistrz kiedy patrzy na twoją naiwność płacze, bowiem widzi on coś czego ty nie widzisz, czuje on coś czego ty jeszcze nie czujesz i wie, że wciąż śpisz majacząc o spełnieniu i szczęściu w Kole Zaprogramowanego Cierpienia. Te łzy są odwieczne i wciąż płyną na twarzach tych, którzy Czują Prawdę. Czucie przekracza Mózgogłowie, które jest w głównej mierze Myśleniem i strukturyzowaniem impulsów – tworzeniem map. Czucie przekracza oprogramowanie i uwarunkowanie aparatury zmysłów, które w każdej chwili montują zmyślony serial o „rzeczywistości” w którym „ja” gra główną rolę. Montażystą jest Mózgogłowie, a reżyserem jest „Ja, mnie, moje”, scenariusz pisze Prawo Karmy – Automaton.

Działanie.
Non Stop.
24/7.

Automaton jest Ślepy. Bezosobowy. Beznamiętny. Działa zawsze, wszędzie, we wszystkim. To Bazowy Program Operacyjny. Przyczyna i Skutek. Akcja i Reakcja. Determinizm Mechanizmu Kontroli, który nie podlega twojej woli i pragnieniu, chyba, że jesteś Hakerem.

Świadomym Śniącym.
Soterem.

Kimś, kto rozumie, że to w czym „żyjemy” jest Grą Umysłu, Grą Świadomości. Kiedy hakujesz możesz użyć każdej sytuacji „dobra” i „zła” ponieważ „twoja osobowość” staje się płynna, elastyczna, podległa Duchowi, który jest poza lękiem i posłuszeństwem wobec kodów programu. Tym co hakuje Automatona jest Intencja, to ona determinuje rezultat – skutek, który stanowi kolejną przyczynę. To jest energia ukryta za materią. Ruch. Taniec. Dlatego dobro i zło ma jeden smak kiedy przekraczasz Formę, bo to co ją kształtuje jest w zasadzie polem energetycznym, skupiskiem energii, które nigdy nie jest trwałe. Ostateczność nie istnieje. Tej Gry nie można przejść, nie można w nią wygrać, ponieważ kiedy grasz ta gra nie ma końca. To co haker w istocie robi to pomaga przebudzić się z okrutnej gry i z pogrążonego we śnie gracza jednocześnie.

Stworzyć i napisać własną Grę pełną miłości i inspiracji, radości i mądrości. Być Twórcą, który tworzy z poziomu Serca, ponieważ rzeczy nie mają wrodzonej istoty, są nierzeczywiste, plastyczne, uległe percepcji i intencji. Są współzależne od siebie i tego, który je postrzega tworząc dla nich rolę i znaczenie. To jest rdzeń programu, którym została uwarunkowana nasza świadomość.

Definitywne definicje.
Zaklinanie Formy.
Klątwa.

Defilada zamiast Tańca.

Formatowanie nieskończonych istot do biologicznych maszyn, które jedyne co robią to metodycznie przy pomocy perfekcyjnej organizacji i funkcjonalności tworzą swoje własne więzienie w którym żyją w poczuciu iluzji wolności i samostanowienia, nie mając pojęcia kim są i jaki jest ich prawdziwy potencjał, który jest zdolny tworzyć nieskończone światy.

Z
Ludzi zrobiono larwy.
Z
Maszyny Boga.
Z
Życia uczyniono Wyrok.
Z
Myślenia więzienie.

Ludzkie maszyny zabijają. Toczą nieskończone i krwawe wojny mordując samych siebie za urojoną wolność, której wciąż szukają tam gdzie nigdy jej nie będzie i nigdy jej nie było, ponieważ w istocie jest parodią samej siebie. Jest oszustwem wyobrażeń, odłożoną w czasie obietnicą i kiedy przychodzi nikt nie wie co z nią zrobić ponieważ ma zaprogramowaną naturę niewolnika, dla którego wolność jest posiadaniem i władaniem. Jest przemocą Ja Mnie Moje. Jest jedynie spełnianiem niewyczerpanych nigdy pragnień, które bez końca rodzą się same z siebie.

Ten proces nie ma końca.
Nie ma końca.
Nie ma.
Końca.

Pirat śnił sen Pirata. Putin śnił sen Putina. Wojna śniła Wojnę.

Woła Nas Przebudzenie.
Miliardem pieśni i modlitw.
Tych, którzy przed nami…

Ujrzeli

Nieskończony Blask.

FOTOGRAFIE, PIRACKA DHARMA

DUCH POTĘŻNYCH WÓD

Galeria

Nasza idea Boga mówi nam więcej o nas samych niż o Nim.

Thomas Merton, Nowe ziarna kontemplacji

Kontemplacja to najwyższy przejaw intelektualnego i duchowego życia człowieka. To właśnie owo życie, w pełni przebudzone, w pełni czynne, w pełni świadome tego, że żyje. To duchowy cud. To nagłe zatrwożenie świętością życia i zachwyt nad nią. To wdzięczność za życie, za świadomość i za istnienie. To wyraźne uświadomienie sobie faktu, że nasze życie, a wręcz istnienie ma swój początek w niewidzialnym, transcendentnym i nieskończenie obfitym Źródle. Kontemplacja to, nade wszystko, świadomość realności tego Źródła. Kontemplacja zna to Źródło – niejasno, niewytłumaczalnie, lecz z pewnością wykraczającą poza rozum i prostą wiarę. Kontemplacja to rodzaj duchowej wizji, do której i rozum, i wiara aspirują już przez samą swoją naturę, bowiem bez niej zawsze będą niepełne. Lecz kontemplacja nie jest wizją dlatego, że widzi „bez widzenia” i zna „bez poznawania”. Stanowi niezmierzoną głębię wiary, wiedzę niemożliwą do uchwycenia w obrazach, w słowach, czy nawet w klarownych pojęciach. Słowami czy symbolami można ją zasugerować, lecz próbując jej dowieść, kontemplacyjny umysł odwołuje to, co powiedział i zaprzecza temu, co potwierdził. Bowiem w kontemplacji wiemy przez „niewiedzę”. Lub raczej wiemy poza wszelką wiedzą czy „niewiedzą”.

(…)

Kontemplacja nie jest i nie może być funkcją tej zewnętrznej jaźni. Istnieje niemożliwy do zniwelowania rozdźwięk pomiędzy głęboką transcendentną jaźnią, która budzi się tylko podczas kontemplacji, a powierzchowną, zewnętrzną jaźnią, którą często utożsamiamy z pierwszą osobą liczby pojedynczej. Musimy pamiętać, że to powierzchowne „ja” nie jest naszą prawdziwą jaźnią. To tylko nasza „indywidualność” i nasza „empiryczna jaźń”, a nie ta niewidzialna i tajemnicza osoba, którą jesteśmy w oczach Boga. „Ja”, które działa w świecie, myśli o sobie, obserwuje swoje zachowanie i mówi o sobie, lecz nie jest prawdziwym „ja”, które w Chrystusie zostało zjednoczone z Bogiem. W najlepszym razie jest to szata, maska, przebranie tej sekretnej i nieznanej „jaźni”, której odkrycie większości z nas nie będzie dane aż do śmierci*. Nasza zewnętrzna, powierzchowna jaźń nie jest ani wieczna, ani duchowa. Daleko jej do tego. Przeznaczeniem tej jaźni jest zniknięcie – rozwieje się ona niczym dym z komina. Jest niezwykle wątła i ulotna.

Thomas Merton, Nowe ziarna kontemplacji

ŻYCIORYS THOMASA MERTONA >>

FOTOGRAFIE, PIRACKIE OPOWIEŚCI

ŹRÓDŁO

Galeria

SZCZURZA OPOWIEŚĆ Z GWATEMALA CITY

Overshoot jest jak posiadanie konta czekowego i konta oszczędnościowego i wykorzystywanie nie tylko wszystkich pieniędzy na naszym koncie czekowym każdego roku, ale także wyczerpywanie naszego konta oszczędnościowego. Każdy wie, że jeśli wydamy nasze konto oszczędnościowe, w końcu zabraknie nam pieniędzy. Z ekologicznego punktu widzenia, w końcu zabraknie nam łatwo wydobywalnych zasobów i wyrządzimy tak wiele szkód spowodowanych zanieczyszczeniami, że życie, jakie znamy, przestanie istnieć.

EKOLOGICZNE PRZEKROCZENIE, Elisabeth Robson / Medium

FOTOGRAFIE

OVERSHOOT

Galeria

Z dedykacją dla Chögyala Namkhai Norbu

Bud­dyzm nie jest re­li­gią w ta­kim sen­sie, jak chrze­ści­jań­stwo, ju­da­izm, is­lam czy hin­du­izm. Bud­dyzm nie wy­su­wa wła­snych kon­cep­cji Stwór­cy i aktu stwo­rze­nia. Bud­dyzm nie jest też fi­lo­zo­fią, poj­mo­wa­ną jako czy­sty kry­ty­cyzm in­te­lek­tu­al­ny lub mi­łość wie­dzy. Opie­ra­jąc się na po­ję­ciu dhar­my, bud­dyzm nie­ja­ko sam się de­fi­niu­je. Wska­zu­je, że na rów­ni sta­wia mo­ral­ność i na­tu­rę, mo­ral­ne, du­cho­we i na­tu­ral­ne aspek­ty ludz­kiej eg­zy­sten­cji. Bud­dyzm jest spo­so­bem ży­cia – pro­ce­sem trans­for­ma­cji czło­wie­ka. I jako taki bud­dyzm ak­cen­tu­je kwe­stię in­dy­wi­du­al­nej od­po­wie­dzial­no­ści i in­te­lek­tu­al­ne­go, ro­zu­mo­we­go spoj­rze­nia na ży­cie, na rze­czy­wi­stość. Ra­cjo­nal­ne po­dej­ście do trau­my eg­zy­sten­cji oraz wię­zi mię­dzy­ludz­kich dyk­to­wa­ne jest przez kom­bi­na­cję mą­dro­ści i współ­czu­cia. Chy­ba wła­śnie kul­ty­wo­wa­nie oraz do­sko­na­le­nie mą­dro­ści i współ­czu­cia sta­no­wi samo sed­no prak­ty­ki bud­dyj­skiej.

Lob­san­g Lha­lung­pa

Bardo życia – nasz czas na tej ziemi w tym ciele. Przestrzeń doświadczenia pomiędzy narodzinami i śmiercią. Wielka nieodgadniona Tajemnica, która przeraża i fascynuje, inspiruje i przytłacza – wypluwa nas i na powrót połyka przez całą Wieczność. Nie wiemy – to jest nasz stan. Urodziłem się bez pamięci w domyślnym stanie defragmentacji – bezbronny i nagi. Jak my wszyscy. Nie pamiętam procesu umierania, nie pamiętam stawania się i pierwszego oddechu. Pamiętam buddyjską stupę i krążące wielkie ptaki. Pamiętam nieskończoną przestrzeń, góry i błękitne niebo. To przyszło później. To było miejsce takie jak to – gdzie teraz jestem – proste i czyste pozbawione ludzkiej manipulacji. W tej przestrzeni otwierasz bramę, ponad wszelką wątpliwość wiesz, że Tajemnica istnieje – jest Żywa i Lśniąca jak oczy dziecka. Skąpane w słońcu zaśnieżone szczyty, które choć możemy zdobyć są obojętne na cały ten wysiłek, bowiem były przed nami i będą po nas. Kiedy widzisz takie piękno – płaczesz. Jesteś złocistym pyłem, którym miota burza. Ogromna porażająca przestrzeń w obliczu której uświadamiasz sobie swoją własną znikomość i kruchość, zdajesz sobie sprawę, że jesteś ziarnkiem piasku jak pisał w jednej z książek wielki mistrz Trungpa Rinpoche. W pewnym sensie to szokujące poczucie wyzwala z neurotyzmu własnej wyjątkowości. Tracisz poczucie ważności, zalewasz się z pejzażem – z ziemią, niebem, wiatrem, kiedy tracisz oddech i dyszysz, bowiem wędrówka jest zdecydowanie ponad twoje siły – ta górska krystaliczna woda jest najcenniejsza ze wszystkiego co ten materialny świat ma do zaoferowania. Jest cudem.

W Merigar East z Mistrzem

W pewnym sensie ta podróż jest wyrazem tęsknoty za miejscami, które noszę ukryte głęboko w sercu, gdzie buddyjska praktyka jest częścią życia nie pokazem wyjątkowości czy kolejnym ego tripem i jest czymś naturalnym, bowiem w istocie potrzeba duchowości jest dla nas istot ludzkich fundamentalna i zarazem pierwotna. Rozumiesz, że wszystkie te ścieżki i drogi mają swój głęboki sens, bowiem dają nam wsparcie i pocieszenie, dają nam siłę i wiarę, jednak przede wszystkim dają nam realne doświadczenie, że jesteśmy w stanie przynieść pożytek sobie i być może kiedyś pomóc innym. Kiedy masz tak dużo szczęścia, aby spotkać prawdziwego Mistrza, który prócz wykształcenia i biegłości w rytuale i ceremonii posiada prawdziwe zrozumienie esencji i znaczenia oraz co w moim odczuciu jest najważniejsze – ma nieograniczone współczucie względem czujących istot – można powiedzieć, że wygrałeś prawdziwą szóstkę w totolotka. W istocie nie można tego zmierzyć żadną miarą, oszacować żadną wartością, bowiem rzecz w tym, że przekracza to wszystkie pojęcia, przekracza to czas i przestrzeń, przekracza dobre i złe, słuszne i niesłuszne. W moim rozumieniu jest to najgłębszy sens ludzkiej egzystencji, bowiem dotyka samej jej istoty – tego najczulszego i najbardziej wrażliwego miejsca – naszego serca. Serce nie jest sloganem, nie jest kolejną lepką i miałką metaforą, bowiem kiedy jest otwarte i czyste jest naszym Światłem i Drogą, jest naszym Przewodnikiem.

Budda nie posiadał żadnych ziem, żadnej własności. Nie był kimś szczególnym w kategoriach doczesnego świata. Był ziarnkiem piasku na ogromnej pustyni. Dzięki temu właśnie stał się oświeconym całego świata, ponieważ nie toczył z nikim żadnej bitwy.

Czogjam Trungpa Rinpoche

Mistrz jest tym, który nam to serce ukazuje i wprowadza nas do niego, uczy języka mądrości i wytrwałości w obliczu wszystkich naszych ułomności i negatywizmu, rozpaczy i strachu. Nie uczy nas latać i czynić cuda, nie przekazuje tajemnych zaklęć po to byśmy z wyższością manipulowali tym światem. To co w co nas w istocie wprowadza jest poza słowem i pojęciem, po za czymś specjalnym i wyjątkowym – jednak kiedy to rozpoznamy – po raz pierwszy wracamy do Domu. To jest Prawdziwy Spokój, który choć łatwo gubić – Jest. Mamy pewność, że Dharma – nauka Buddy jest prawdziwa i godna zaufania, a nasz Mistrz jest Żyjącym Buddą – kimś kto w pełni urzeczywistnił Ścieżkę. Wtedy możemy go naprawdę rozpoznać w swoim własnym zrozumieniu, bowiem w tym wypadku to Mistrz staje się Drogą. To jest związek poza czasem, więź której nie sposób zniszczyć i unicestwić. To jest to co z życia na życie przychodzi by nas budzić ze Snu Ignorancji i na powrót kieruje na Ścieżkę. Przypomina nam, że życie ludzkie jest czymś więcej niż pogonią za szczęściem i bogactwem, bowiem koniec końców nic z tego nie jest trwałe i znów po raz kolejny zostajemy z niczym, prócz tego kim byliśmy. Nie możemy przed sobą uciec w tej czy innej formie wszystko wraca. Niezliczone stacje na których stworzyliśmy sobie życie są tylko wspomnieniem, a my znów jesteśmy w pociągu, znów w drodze. To jest Bardo Prawdy. Nie znajdziemy bezpiecznej trwałej przystani w tym co uwarunkowane i przemijające, czyli w tym wszystkim co nas otacza. Nie znajdziemy tego w emocjach i wyobrażeniach, oraz w najbardziej nawet wzniosłych ideach. Błyskotliwa myśl nie może nam pomóc. To jest jedna z fundamentalnych prawd, która tworzy prawdziwy i solidny fundament buddyjskiej praktyki.

Jako ludzie musimy dokładnie uświadomić sobie odpowiedzialność, jaka na nas spoczywa. Gdyby akcja nie prowadziła do reakcji, gdyby działania nie miały mocy przynoszącej owoce, wtedy nie byłoby problemu. Gdybyśmy zareagowali gniewem i nie miałby on żadnego wpływu na innych ani na nas samych, gdyby nie prowadził do bolesnych sytuacji, wtedy wszystko byłoby w porządku. Nie musielibyśmy się starać ani brać odpowiedzialności za zdarzenia, do których doprowadziliśmy. Jednak karma nie działa w ten sposób. Gdy przyjrzymy się temu uważnie, zobaczymy, że każde działanie daje jakiś skutek.

Jako ludzie nieustannie coś robimy. Mamy ciało, które jest w ciągłym ruchu, wciąż działa. Każdy nasz czyn daje na świat owoce i wpływa na innych oraz na nas. Podobnie słowa i myśli tworzą akcje, które prowadzą do reakcji. Myśli posiadają niezwykły potencjał przeobrażania się w czyny prowadzące do określonych rezultatów.

Jeśli przyjrzymy się sobie, zorientujemy się, że ruchy naszego ciała powodują niezliczone czyny. Każdy z nich niesie potencjał oddziaływania, które ktoś inny może od razu na sobie poczuć, jak na przykład zabicie zwierzęcia w celu zdobycia pokarmu. Odbieramy życie innej istocie po to, aby podtrzymać własne, aby przeżyło nasze ciało. Nie szanujemy i nie dbamy o inne formy życia, traktując je jako mniej wartościowe. Nawet ludzie, którzy medytują, nie są do końca wyczuleni na ten fakt. Nie mamy pełnej świadomości, a tym czasem nasze ciała nadal się poruszają i działają, wpływając na inne istoty. Na przykład możemy kogoś skrzywdzić działaniem wynikającym z braku szacunku, skrzywdzić przez akt fizycznej agresji.

Nawet jeśli wydaje się, że nikt nie ucierpiał w wyniku naszego postępowania, niewiedza i lenistwo ciała, przywiązanie do niego prowadzą do powstania swoistego mentalnego osadu, który przeradza się w nasze indywidualne skłonności. Zatem owoce naszych działań nie tylko dotykają innych, lecz również tworzą bazę, podstawę naszego charakteru, osobowości i skłonności. To jest ten aspekt rezultatu, który w danym momencie niekoniecznie przeradza się w coś szkodliwego, lecz jeśli lenistwo zacznie się w nas osadzać, skutkiem będzie nasz leniwy charakter. Jeśli w całym życiu przydarzył się nam epizodycznie wybuch agresji lub byliśmy czasem leniwi, nie będzie to dużym problemem. Jednak powtarzające się przypadki, automatyczne reakcje, nawykowe skłonności budują naszą osobowość.

Agresja, nawet jeśli nam się to nie podoba, jest w nas obecna. Jest tak dlatego, że tylko zaznajomiliśmy się z nią, a nigdy jej nie okiełznaliśmy, nigdy nie byliśmy naprawdę świadomi jej. Nigdy nie wprawiliśmy się w byciu świadomym tego, że fizycznie krzywdzimy innych. Nawet jeśli później tego żałujemy, pozostaje w nas brak uważności w chwili, kiedy działamy powodowani gniewem.

Khandro Rinpoche

I kiedy mozolnie wspinam się pod tą ogromną górę ledwo dysząc, piękno które widzę, tak naprawdę jest marnym pocieszeniem. W tym właśnie momencie jestem swoim uwarunkowanymi ciałem, którego potrzeby stają się najważniejsze, a zmęczenie i brak siły dojmującym i przytłaczającym doświadczeniem. To ciało umiera, jest kruche i nietrwałe i stanowi sam rdzeń naszego utożsamienia z formą. Dla jego wygody i bezpieczeństwa zrobimy dosłownie wszystko, bowiem kiedy dzieją się rzeczy ostateczne – kontrolę przejmuje instynkt – wola przetrwania, która z natury jest skrajnie egoistyczna. Możemy pozować na altruistów kiedy czujemy się dobrze i mamy swego rodzaju nadmiar, którym nie trudno się podzielić, jednak kiedy mamy utracić część siebie na rzecz drugiej istoty wówczas dopiero zdajemy sobie sprawę – co to znaczy prawdziwa służba dla innych. Bardzo daleko mi do tego. Dlatego, aby naprawdę przynosić pożytek innym trzeba urzeczywistnić „brak siebie w sobie”, przekroczyć utożsamienie ze „swoim” ciałem, mową i umysłem i wówczas stajemy się autentycznym darem dla świata.

Prawdziwym Mistrzem, który choć nie czyni cudów – jest cudem jak lśniąca gwiazda na jaśniejącym niebie, którą doprawdy trudno dostrzec, bowiem blask jej jest przytłoczony przez „światłość” tych, którzy pozują na wyzwolonych. W istocie na tej planecie jest bardzo mało autentycznych Nauczycieli, którzy naprawdę znają drogę, bowiem przeszli ją do końca i wrócili, aby pomóc wyjść z cierpienia innym. To jest prawdziwa Miłość. Esencja Nauki Przebudzonych – Serce Dharmy. Jest to dla nas niepojęte, bowiem przekracza całą zaprogramowaną logikę Mózgogłowia i przeczy wszystkiemu czemu jesteśmy tak oddani. Pokora i niepozorność stanowi ochronę przed pychą i samouwielbieniem, które zdominowały tak zwany świat duchowości. Ciężko rozpoznać Mistrza bez tronu i brokatów, bez pochlebców i „świętego splendoru”, bowiem tym co nami kieruje jest schemat, a nie mądrość.

Nie można udawać pokory, nie można udawać skromności, bowiem to po prostu widać w oczach – to jest widzenie i rozumienie prawdziwej kondycji tego świata i istot, które poprzez bardo narodzin pojawiają się w tym świecie. Ja mam w sobie pychę i dumę, które staram się ukrywać i maskować. Jednak ścieżka daje nam prawdę o sobie. Kiedy mamy odwagę jest Lustrem. Może nam się wydawać, że praktykując „wysokie” ezoteryczne nauki jesteśmy kimś specjalnym i wyjątkowym, możemy patrzeć na innych z góry. Jednak ta góra jest usypana z iluzji, które karmimy z fascynującą na swój sposób pieczołowitością, aby poczuć się lepiej. To „lepiej” wcześniej czy później rozpadnie się. Nie uciekniemy w Himalaje i do klasztorów przed sobą i skutkami własnych działań, możemy na chwilę „oblepić się” świętością, czystością, całą tą pozorną zmianą – jednak wciąż „jesteśmy sobą” – najbardziej zmechanizowanym utożsamieniem i najsilniejszym nawykiem ze wszystkich. Ten nawyk jest piastą koła, pierwszym pikselem na matrycy. Z tego rodzi się wszystko co nas określa i warunkuje. Nie możemy udawać wyzwolenia przed sobą kiedy naprawdę jesteśmy szczerzy. Widzieć siebie naprawdę takim jakim się jest i nie uciekać przed sobą – tym jest dla mnie prawdziwa duchowość. Dlatego bardziej ufam tym, którzy potrafią ukazać swoje wady, słabości, swój gniew, wstyd – bowiem to oznacza, że przestali grać w lepszego siebie. Przestali udawać i jest z tego więcej pożytku i nauki niż z zmyślonego „ideału”, którego szukamy i za którego „czarem” tak chętnie idziemy.

Większość współczesnej tamasowej duchowości jest właśnie takim oszustwem – pozorem. Dlatego spotkać autentycznego nauczyciela jest tak niezwykle trudno i zazwyczaj ma on wady i nie jest ideałem. Nie pasuje do schematu i wyidealizowanego obrazu – jest przytłaczająco ludzki. Choruje, nie czyni cudów, ma romanse – jest człowiekiem z krwi i kości. Odkrywa karty na które nie chcemy patrzeć i to właśnie jest wysokiej klasy nauczaniem. To cios prosto w serce. Rana wrażliwości i otwartości przez którą wchodzi w nas prawdziwa Mądrość, która nie jest łatwostrawnym sloganem i frazesem. Prawdziwy Mistrz nie podaje nam narkozy. On nas budzi. Nie poprawia nam nastroju, on go zaburza, żebyśmy w końcu zaczęli widzieć i rozumieć podstawę – fundament nauk. Przestali uciekać w iluzje i przestali chronić „siebie”. Przytłacza nas jego oddanie i dedykacja dla innych, niestrudzona cierpliwa mozolna praca, która tak naprawdę nigdy nie ustaje. Jest bezgraniczną aktywnością Buddy. Budda nie jest posążkiem na ołtarzu, nie jest metaforyczną figurą, archetypowym zbiorem świętych cech. Jest żywy i obecny właśnie teraz i tutaj w tym zamroczonym świecie, w tej szaleńczej pogoni. To czyni Ścieżkę prawdziwą i inspirującą oraz co najważniejsze pełną mądrości i zręcznych metod.

Zgubiliśmy się na tym szlaku. Nikt z nas go wcześniej nie przeszedł. Nie mieliśmy przewodnika, kogoś kto naprawdę zna Drogę. W pewnym krytycznym momencie po prostu idziesz na oślep, przed siebie. Zaczyna padać, opadasz z sił, bowiem nie znasz nawet swojego własnego ciała, twój umysł popada w panikę i przejmuje kontrolę – tworzy swoje własne wyobrażenia i nierealne niepokojące scenariusze. Z radosnego beztroskiego stanu przechodzisz w tryb lęku i narastającego niepokoju – to jest bardo umierania tego co znasz. Robi się ciemno. Gubisz kontakt z innymi. W pewnym momencie jesteś sam – kompletnie zagubiony skazany na łaskę nieznanego. Wcześniej czy później to czeka nas wszystkich, jednak z całych sił nie chcemy tego przyjąć do świadomości, a to oznacza, że nie rozumiemy samej Podstawy, która tworzy szczerą motywację i opartą na mądrości intencję. Fiksujemy się na „efektach specjalnych”. Na egzotycznej i kulturowej otoczce, na dewocjonaliach, skomplikowanych i wyszukanych ceremoniałach, na klimacie wzniosłości i tajemnicy – ponieważ prostota i bezpośredniość nudzi nasze przekarmione wrażeniami umysły. Jednak tak naprawdę to wszystko jest bez znaczenia, bowiem kiedy nie potrafimy dotrzeć do esencji z całej tej maskarady nie ma żadnego pożytku. Staje się jedynie pożywką dla antropologów kultury, kolejną archaiczną i niezrozumiałą atrakcją dla turystów, którzy po krótkim och i ach po prostu idą dalej.

Jakże wiele klasztorów istniało w Tybecie, Krainie Śniegów, zanim komunistyczne Chiny zaczęły opanowywać ten kraj. Jak wiele działało tam świątyń podobnych do tych w Lhasie, Samje i Trandruk. Jakże wiele znajdowało się w tych miejscach cennych przedmiotów symbolizujących ciało, mowę i umysł Buddy… Teraz nie ma tam nawet posążka. W Samje pozostał jedynie namiot, nie większy od stupy. Wszystko splądrowano, zdewastowano, roztrzaskano. Wspaniałe malowidła zniszczono. To, co się wydarzyło w Tybecie, ukazuje nietrwałość zjawisk. Nie istnieje nic stałego, nic trwałego.

Dilgo Khjeniste Rinpoche

Te ginące na naszych oczach kultury ukazują nam sam Proces. To jest Wielkie Nauczanie. Bezpowrotnie tracimy samych siebie – swoją głębię i prawdziwą duchową ludzką tożsamość. Zastępujemy to kolorowymi iluzjami, technologicznym parkiem rozrywki, znieczulającą wygodą, pozorami rozwoju, który tak naprawdę jest regresem. Bezdotykowy syntetyczny świat na chwilę przed samounicestwieniem. W tej kwestii nie mam złudzeń. Jednak zgniły owoc ma w sobie zdrowe nasiona i kiedy upada – rodzi się nowe. To nowe jest w Nas – żywe i doskonałe. Dlatego wszystko ma sens – cały ten Proces Odwiecznej Nauki nigdy nie idzie na darmo – mądrość, którą rodzi – jest zawsze dostępna dla tych, którzy poznają Ciszę.

Ktoś, kto zaczyna rozwijać zainteresowanie naukami, może mieć tendencję do oddalania się od rzeczywistości rzeczy materialnych, tak jakby nauki były czymś całkowicie oderwanym od codziennego życia. Często u podłoża tego wszystkiego leży postawa poddania się i ucieczki od własnych problemów, ze złudzeniem, że uda się znaleźć coś, co w cudowny sposób pomoże przekroczyć to wszystko. Ale nauki te opierają się na zasadzie naszej rzeczywistej ludzkiej kondycji. Mamy ciało fizyczne ze wszystkimi jego różnymi ograniczeniami: każdego dnia musimy jeść, pracować, odpoczywać i tak dalej. To jest nasza rzeczywistość i nie możemy jej ignorować.

Chögyal Namkhai Norbu

FOTOGRAFIE, PIRACKA DHARMA

BARDO

Galeria

Co on tam robi?
Gasi pożar, ekscelencjo.
Mało prawdopodobne.
Ogień jest w umysłach ludzi, a nie na dachach domów
.

Fiodor Dostojewski, Opętani

Dosłowność i namacalność cierpienia. Jego nieudolnie ukrywana wszechobecność, którą można ujrzeć i poczuć zdrapując tą prowizoryczną fasadę, którą z taką absurdalną zawziętością staramy się wznosić technologicznym znieczuleniem. Środki uśmierzające ból istnienia dostępne bez recepty – jednak nie darmo. Ceną jest odkładanie na potem, dobrze zorganizowana ucieczka z atrakcjami. Parki krótkotrwałej i pustawej rozrywki, niekończące się oferty jak najmniej boleśnie zapadać w sen, jak się odurzać, jak udawać, jak pozorować szczęście w postaci jego atrapy obliczonej na krótki czas. To zrozumienie przychodzi z wiekiem, z upływem chwil, których nie sposób zatrzymać. W bezlitosnym uścisku Kronosa, który ukazuje się coraz bardziej wyraźnie z dekady na dekadę i w końcu widzimy jego / swoją twarz. Lustro Czasu.

Wszystko ulega domyślnej entropii, nie ma absolutnie niczego na zewnątrz i w środku co potrafi uciec przed zmianą. Zmiana jest tym co nie daje nam spokoju, nie pozwala usnąć na dobre. Zmiana nas budzi i wstrząsa kiedy już mamy poczucie tak zwanego komfortu. Dlatego nikt w tym świecie nie może szukać bezpieczeństwa i nienaruszalności w Warunku, ponieważ wcześniej czy później przychodzi to co nieuniknione i znów musimy odnaleźć się w pierwotnym stanie chaosu gubiąc orientację i punkty odniesienia. To rozbija naszą skostniałą osobowość, burzy nasze wyobrażenia i nawyki, na powrót zmusza nas do Przytomności i Obecności w Tym Co Jest. Dzięki temu wszystko co martwe musi ożyć, ponieważ w istocie wszystko jest żywe – jest energią, jest ruchem, jest zmianą. Nad niczym nie można ostatecznie panować, bowiem kontrola jest fundamentalnym urojeniem Mózgogłowia.

Dlatego żadna cywilizacja nie może trwać w nieskończoność, bowiem kontrola czyni ją ślepą na wewnętrzny rozkład. Gnije od środka poprzez tak zwany czynnik ludzki. Tak naprawdę nie sposób człowieka zadowolić, sprawić by przestał chcieć, tworzyć i działać – taka jest nasza natura, bez tego stajemy się zaprogramowanymi przez Maszynę Zombie. Kontrolowanie i ograniczanie istoty ludzkiej tworzy wojnę i przemoc, brak przestrzeni dla wolności i twórczości rodzi paranoiczne społeczeństwo, które nawet nie jest świadome tego co tak naprawdę się z nim stało. Z tego powstaje Duszność – Piekło. Świat pozbawiony Życia i niszczący wszystko co nie podlega jeszcze kontroli, świat dominacji chorych psychopatycznych jednostek pozbawionych jakichkolwiek duchowych wglądów i moralnych wartości. Świat bezwzględnych hedonistycznych egoistów, których zdominował naukowy nihilizm i wszech panujący na wyżynach piramidy kontroli cynizm, wobec którego pierwotne czyste ludzkie serce jest bezbronne. W takich czasach akty ludzkiej dobroci czy życzliwości wydają się wręcz heroiczne i spektakularne. Kiedy dobroć i ufność są postrzegane jako naiwność i głupota pierwiastek duchowy znika ze świata. To jest apogeum Materializmu – ostatnie stadium przed Resetem.

W Pierwotnych Naukach mówi się, że w tym czasie mamy do dyspozycji najbardziej potężne metody i nauki ukryte w zalewie pseudo duchowości skalkulowanej na wzmacnianie już nadętych ego i rozbudzanie namiętności i pożądania w formie łatwostrawnych kompilacji instant, które jedynie mają nas zamroczyć i nauczyć akceptacji roli niewolnika Ignorancji. To jest pozbawiona prawdziwej wartości Forma, która uwodzi nieprzytomnych i naiwnych tworząc dla nich imitacje bezpieczeństwa i piękna. W zderzeniu z brutalną prawdą ludzkiej egzystencji – chorobą, cierpieniem i śmiercią okazują się kompletnie bezużyteczne i puste niczym wydmuszki realnej duchowości, która od samego początku konfrontuje nas z prawdą o cierpieniu jako warunku podstawowym i nieuniknionym.

A ci stoją przy krawężniku i czekają. Oczy im posępnieją, wysyłają coraz mniej światła.

Don Delillo, Podziemia

FOTOGRAFIE, PIRACKIE OPOWIEŚCI

LUSTRO CZASU

Galeria

Kilka tysięcy metrów ponad w Ciemności
Na skrzydłach migają czerwone światła
Przesuwając palcami okna na ekranach
Jakby coś tam miało być, miało czekać

Na wózkach chleb i wino w małych porcjach
Perfumy i papierosy

W tęsknocie możemy przejechać cały ten świat
Być w każdej jaskini, rozłupać każdy kamień
Pozbawić siebie wszystkich złudzeń
Rozwiązać każdą tajemnicę
Ogłosić bez żadnych wątpliwości, że nic tam nie ma
I co najważniejsze nigdy nie było

Kiedy wpadamy w turbulencje
Czuję spokój.

FOTOGRAFIE, PIRACKIE OPOWIEŚCI

W SAMOLOCIE DO DELHI

Galeria