Damage is done you feel no more pain

Bones decay deterioration grows

Origin of this horrid disease nobody knows

Death – Leprosy

HOTEL 

Po sam horyzont, po same niebo, po samo gardło – Wielkie Trzęsawisko. Trzęsie się wewnątrz i na zewnątrz, wzdłuż i w poprzek. Trzęsie się wszystko. Jednak Pirat był spokojny, bowiem tak miało być. Taki był zapis w Księdze Wszechrzeczy. Był na pustkowiu współczesności podziwiając pordzewiałe rafinerie, szkielety tankowców, porzucone w pośpiechu elektryczne samochody, którym zabrakło „paliwa” i nie dojechały do raju. Zamuliliśmy w połowie drogi kiedy wygaszono wszystkie mapy google – tak nagle i bez ostrzeżenia. Zburzyli światowy ład i nie ustanowili nowego, zabrakło energii i entuzjazmu. Pozostały niedokonane dekrety i mgliste plany szaleńców, których niepoczytalne masy wybrały w afekcie mdłej słodyczy sloganów i absurdalnych deklaracji. Nowa era plemienna. Nowa wojna na wyczerpanie. Wszyscy przeciwko wszystkim. Neoliberalny sen na kredyt rozpadł się z wtorku na środę w połowie „demokratycznego” tygodnia. Jak to mówią „media były w szoku”, eksperci nie dowierzali, opinia publiczna (cokolwiek to znaczy) była zwyczajowo oburzona. Jakże idiotyczne jest to „oburzenie” wynikające z odurzenia przez całe dekady kiedy nowotwór rósł i wszyscy bili brawo i skandowali: szybciej, dalej, więcej WZROSTU! 

Tropikalny klimat monsumowy – zapowiedź. Bangladesz. Ćottogram. Porto Grande. Wschód krwawego słońca. Pirat plił papierosa z tytoniu i szałwi. Jak to mówią podziwiał widoki cmentarzyska Sītākuṇḍa Jāhāja Bhāṅgā Ēlākā. Stocznia złomowania snów o potędze. Zdechłe truchła wielorybów wolnego handlu ubabrane w weglowodorowej szkarłatnjej krwi. Jest w tym coś niemalże epickiego – requiem dla snu, Leprosy druga płyta Death. Zakażenie na ciele wszechświata. Zglobalizowali własny rozkład. Niesłychane jak to mówią. A jednak…

Death metal. He…he…

Zewsząd trąd, swąd. Ekstremalna muzyka wyraża chorobę najpełniej. Napięta struna emocji. Złomowisko dumy z dokonań, redefinicja celów i zmagań. Śniąca piękność wynurzająca się z mgieł tego co nieświadome. Ubrana w ciała martwych mechanicznych przedmiotów porzuconych kiedy zostały już zużyte. „Bóg” znużony swoim dziełem bez daru przewidywania konsekwencji. Demiurg lekkomyślny. Rzeczownik – przymiotnik. Pytajnik – wykrzyknik! 

Za późno na myślnik. 

Wstrząsy wtórne spóźnionych refleksji. Filozofia egzystencjalna. Zimna kawa na stalową ławę. Ostatni posiłek w celi skazańca z godnością i uśmiechem, bowiem gra będzie trwać – nie traćcie wiary, bowiem ona jest kluczem do tajemnego przejścia na inny bardziej twórczy level. W 1960 nie dało się reanimować MD Alpine po cyklonie. Był pierwszym trupem, którego zezłomowano i rozebrano na części. 13 kilometrów plaży pasa przybrzeżnego Sitakunda – kirkut zużytych tankowców i statków. Dwie dekady pływania po słonej wodzie i żywot kolosów dobiega końca. Tutaj mają swoje hospicjum i cmentarz. Tworzy cię i niszczy ta sama ręka ślepca. Z wnętrzności wypływa ropa, kadm, arsen i azbest wprost do Zatoki Bagal ki Khari. To do niej wpływa święty Ganges i Brahmaputra. Pirat zrobił sobie turnee po nekropoliach ludzkich zabawek. Świat konającego industrialu i wtłaczana przez śluzę głupoty totalitarna idiokracja oparta na zasobach danych, modelach językowych i komputerach kwantowych. W nocy możesz się prześlizgnąć by doświadczyć jedynego w swoim rodzaju wschodu słońca nad jedyną w swoim rodzaju zatoką pordzewiałych trupów, które są po prostu majestatycznie piękne. 

Większość tych piękności trafiło tutaj po wielkiej katastrofie Exxon Valdez, ponieważ ubezpieczalnie nie chciały już ubezpieczać pojedyńczo – kadłubowych jednostek jakich jest tutaj najwięcej. Bohaterem był to 300 metrowy tankowiec, który mógł w swoich bebechach pomieścić ponad 200 tysięcy ton ładunku ropy i pieszczotliwie nazywali go po katastrofie „orientalna nicość”. Bardzo przypadła do gustu Piratowi ta ksywa. Był rok 1989, marzec 24 i 17 dni wcześniej po publikacji „Szatańskich wersetów” Salmana Rushdiego Iran zerwał tak zwane stosunki dyplomatyczne z Wielką Królową Brytanią – taka korealacja z szatańską substancją, która zrodziła Maszynę. Książki palono publicznie w czasie kiedy z tankowca – masowca wyciekło w Cieśninie Księcia Williama u wybrzeży Alaski blisko 12 milionów ton surowej ropy. Skażeniu uległo prawie 2000 mil lini brzegowej i wyciek uśmiercił kilka tysięcy wydr i kilkaset tysięcy mew. Bardo katastrofy. 

Rozbiór zwłok robią przy odpływach. Ręcznie i czasem po 200 sztuk na raz. Jako ludzki robot – pracownik jesteś tutaj niczym. Tak zwanym Dalit – „złamanym, rozbitym” – wyrzutkiem, rozbitkiem systemu bez maski i rękawic bez ubezpieczenia za marne grosze zanurzonym w „toksycznych sokach trawiennych”, którego z dnia na dzień ta robota przeminia w żyjącego trupa pośród stalowych zwłok „węglowodorowych wielorybów”. Port w Kumira to dla Pirata czysty śmierdzący rybacki surreal, już w nocy zaczyna się ruch i gorączkowe przygotowania do połowu na wpół martwych już ryb, by przeżyć musisz mordować. Nawet nie jesteś Szudrą – potem ze stopy bóstwa. Pochodzisz spoza jego ciała. Pojawiasz się samoistnie jak robak. Skazany na przemiał w chwili przybycia. Nie ma cię w opiece żaden bóg jedynie ciepła matka pustka – zawsze otwarta. Jednak ta pustka nie jest nicością. Jest Potencjałem. Jest tym co kryje każda forma. Jest Esencją, która nie podlega pod żaden duchowy czy społeczny system. Dlatego Budda przekracza kasty. A Budda to w esencji każda czująca istota. I to jest naprawdę dobra nowina. 

Naprawdę dobra. 

Można to zhakować, bowiem „czym jesteś niżej” tym mniej jesteś w „koncepcjach statusu” i swoje uwarunkowanie możesz wykorzystać do przekroczenia. I tak „ci wyżej” traktują cię jak śmierdzące gówno. Dlatego wejdź w naturę gówna i odkryj, że gówno nie jest gównem, a to co „czyste” nie jest czyste. To wszystko urojenia. Aby się dostać do zakazanej przestrzeni trzeba wynająć rybaka, który za naprawdę marne grosze podpłynie w odpowiednie miejsce gdzie nie ma kamer i ochroniarzy, bowiem jak wszystko nawet rozpad stał się chwilową atrakcją turystyczną. Apokaliptyczna turystyka social medialnej kurwicy. Wejdź i samojebnij się smartfonem na Cristo Redentorze w Rio. He..hee…Zajrzyj tu jest fun 😉 Na tle powodzi, tornada i churaganu w dolinie śmierci kiedy ogień zionie z niebios… 

„W styczniu 2016 r. gazeta Washington Post poinformowała, że ​​„około połowa” z co najmniej 27 zgonów „związanych z selfie” w 2015 r. miała miejsce w Indiach. Nie ma oficjalnych danych na temat liczby osób, które zmarły podczas robienia sobie selfie w Indiach, ale raporty pokazują, że od 2014 r. do sierpnia 2016 r. w Indiach odnotowano co najmniej 54 zgony podczas robienia sobie selfie.” 

Hindustan Times. 10 sierpnia 2016.

Wszędzie czuć smród oleju. Widok jest nieziemski. Możesz już śmiało jebnąć kilka fotek i wrzucić na insta. Zalewa cię brunatna czerwień, ciężko oddychać, ale jest naprawdę pięknie. Jaka cudowna jest ta katastrofa. Ma w sobie coś metafizycznego jak to naprawdę zobaczysz. Jedna z lepszych jakie były. Jednak w istocie, przyjacielu mój i moja przyjaciółko, jesteśmy niedotykalni przez warunek – głęboko poza utożsamieniem i „osobowością” jest w nas Spokój, którego doprawdy nic nie może zaburzyć. Nic. Na początek wyobraź to sobie. 

Nic! 

Naturalne Istnienie Człowieka… 

który przekroczył swój własny wizerunek i ma w sobie zgodę na wszystko bez warunków jest najszybszą drogą. Dlatego nie spinaj dupy, nie referuj do centrali ignorancji o swoich marnych i urojonych osiągnięciach na polu „rozwoju duchowego”, nie biegaj jak pies za kastą braminów, a zamiast tego naprawdę wejdź w swoją prawdziwą kondycję i poznaj siebie. To jest prawdziwe nauczanie. Nie przebieraj się w łachamany „świętego” nie udawaj innego siebie dla chwili uwagi i marnego zainteresowania. Odkryj czym jest twoja Dharma. Pirat miał swoją piracką Dharmę i dzielił się nią bez gwarancji jakiegokolwiek zwrotu, bowiem zrozumiał, że droga znaczy więcej niż cel, bowiem nie ma w tej grze ostateczności. 

I to jest przewrotna dobra nowina, która znaczy więcej niż to jak brzmi. 

Być poza kastą to poczuć prawdziwy smak wolności. Dlatego warto docenić siebie w prawdzie i czerpać wiedzę ze swojego życia – takiego jakim ono jest. Nie powtarzać i nie naśladować. Zamiast podążąć zatrzymać się i przyjrzeć sobie w lustrze warunku, bowiem powie nam to więcej niż wszystkie te opinie. Opinia nie ma wartości. To chwilowy absurdalny impuls. Myśl niczego nie potrafi objąć. 

Jest pusta. 

Jesteśmy turystami w ciągle mutującym – morfującym psychodelicznym hotelu, który zbudowała nasza świadomość. Nie można się „tutaj” zadomowić, ponieważ wcześniej czy później zostaniesz nagle i bez ostrzeżenia wymeldowany do innego adresu ciała w symulacji. Jednak kiedy sobie zaufasz stworzysz w sobie czystą i naprawdę świętą intencję wyjścia z gry. I odkryjesz TO.  Będziesz wracał jako Soter by wskazywać innym, którzy są wystarczająco zmęczeni „ekscytacją” że jest Wyjście. Istnieje. Można się uwolnić! 

Uważaj na mapy z drugiej ręki. Na rady i fałszywą troskę. Naucz się widzieć w ciemności i śmiać w cierpieniu. Otwórz serce dla innych, którzy są zagubieni i cierpią. Nie jesteś lepszy od nikogo, bo każdy jest tym co niesie nieskończoną mądrość, którą pewnego dnia urzeczywistni i przekaże dajej, aby pomóc. Nie istnieje jedynie słuszna droga dla wszystkich. Jest tyle dróg ile istot i każda jest na swój sposób piękna. Widzieć to oznacza – naprawdę zaufać Duchowi, który zawsze tworzy. 

Nawet w Piekle. 

ANALOG

HOTEL 

Galeria

Myślę, że wirusy komputerowe powinny być uważane za istoty żywe. Moim zdaniem mówi to coś o naturze ludzkiej, skoro jedyna forma życia, jaką udało nam się stworzyć do tej pory ma charakter czysto destrukcyjny. Stworzyliśmy życie na nasz własny obraz i podobieństwo.

Stephen Hawking

SAMO GĘSTE

Profesor nie mógł uwierzyć w to co się dzieje. Jechał rowerze przez miasto i widział jeden wielki szpital psychiatryczny. Szaleństwo – ten turbo zaraźliwy agresywny wirus, który mutował każdego cholernego dnia. Społeczeństwo ludzkie okazało się zupełnie nieodporne na dżumę XXI wieku – pandemię nadinformacji. Przeciążone umysły ssaków naczelnych mutowały w sposób jakiego nikt nie był w stanie przewidzieć – otworzyliśmy puszkę spiskowej pandory i gówno uderzyło w wentylator z siłą bomby atomowej. Teraz mamy masową chorobę popromienną. Miasto ogarniał chaos demonstracji i kontrdemonstracji, już ciężko było się zorientować w tym wszystkim, bowiem były tysiące wersji rzeczywistości, a każda z nich coraz bardziej irracjonalna. Płaska ziemia, spisek kosmitów, agentury czarnych kapeluszy, pedofilskie sieci hollywoodzkich aktorów wstrzykujących sobie wywar z ludzkich emocji – to wszystko oplecione nadajnikami hipnozy 5 G, które transmitują chińskiego wirusa i przemieniają istoty ludzkie w krwiożercze zombie, które chodzi tylko po sklepach i wykupuje to chińskie badziewie, a później idzie do domu – żre, pije i zasypia przed telewizorem. Mało kto się obudził z tego pozornego przebudzenia, ponieważ to jest takie ekscytujące i twoje całkiem jałowe życie przeistacza się w podróż oświeconego bohatera, który spędził tysiące roboczogodzin przed komputerem odkrywając – tak zwaną prawdę, która podobno ma cię wyzwolić. Ludzkość wstawała z kolan by po raz kolejny się zgnoić – tak to mniej więcej dla Profesora wyglądało. Świat obrodził prorokami, mesjaszami, jasnowidzami, wróżkami, magami – na powrót zatoczyliśmy koło by wrócić do dobrze znanego magicznego świata baśni, mitów i legend. Być może nasza prawdziwa potrzeba polega na tym, by jednak wyemigrować z tego śmiertelnego ciała i tej dogorywającej planety do świata naszej kolektywnej fantazji – nigdy nie kończącego się serialu, gdzie każdy z nas będzie kimś wyjątkowym, jakimś superbohaterem obdarzonym super mocą. Ostateczna desperacka próba nadania sensu bezsensowi. Tęcze, swasty, Jezusy na krzyżach – język martwych płodów, pustych symboli, który mówi do nas monosylabami agresji i pogardy. Mordobicie o abstrakcję – to nam zostało – bronienie poglądów, pomników i uczuć religijnych – opuszczonych i zimnych pustostanów. Tak naprawdę jesteśmy bezdomnymi mutantami w otchłani wszechświata. Desperacja zrodzona z przerażenia śmiercią i psychofizycznym bólem, zaszczekanie ciszy i niezmierzoności istnienia.

Nasze poczucie siebie rozrosło się niebotycznie, szaleństwo zaczęło się indywidualizować, a następnie łączyć w grupy podobnych sobie. Zawsze chodzi o przetrwanie, prawo do własnego urojenia. Kurczowe ściskanie rozpadających się konstrukcji. Profesor patrzył na to wszystko z dystansem. Był kombinacją stoika z cynikiem i czuł, że tak czy inaczej „najlepsze” dopiero przed nami. Stworzyliśmy potwora wewnątrz naszych umysłów, który wciąż jest głodny, wciąż chce więcej i więcej…Kolektywne monstrum – technokratyczne pozbawione empatii średniowiecze. Warszawa krztusiła się hejtem – wylewał się zewsząd – jawny i brutalny coraz bardziej wszechobecny: policyjni pałkarze – miotacze rzucający się do gardeł na rozkaz stojący na straży kamieni, które zostały zaatakowane kawałkami kolorowych szmat przez nie-hetero normatywne dzieciaki, które jak wszyscy chcą mieć prawo do bycia tym kim chcą być – rzecz najbardziej oczywista pod słońcem. Stupor ciężkich butów toczący się jak walec, dudniące okrzyki wyrzucane z poczerwieniałych gardeł niczym serie z karabinów maszynowych: „Hindusi do Hin”! Wielka Polska! Żołnierze Chrystusa z pianą na pyskach szukający żeru, ściskające militarne różańce wyświęceni przez ojców pedofilów świętego kościoła, który stał się po prostu pośmiewiskiem w oczach swojego własnego Boga. Krztusiliśmy się własnymi wnętrznościami, wyżeraliśmy samych siebie – rzygając na siebie resztkami niestrawnych i przeterminowanych ideologii i doktryn, które nie sposób przełknąć nie powodując dysonansu poznawczego. Byliśmy zainfekowani abstrakcją, która pozbawiła nas realnego kontaktu z prawdziwym światem z egzystencjalną grozą mięsa, które rodzi się, choruje i umiera. Profesor nie mógł pojąć jak w obliczu tych bezlitosnych faktów możemy bez końca tworzyć taką ilość niepotrzebnego cierpienia – jak możemy walczyć o wymyślone sztuczne państwa, narodowości, religie i światopoglądy. Jak możemy umierać w imię czegoś tak urojonego? Zadawać sobie ból z powodu zupełnie nielogicznych ciągów myślowych, które zasłoniły zupełnie brutalną prawdę ludzkiego losu? Jak możemy gloryfikować cierpienie, tworzyć te wszystkie bożki męczenników, świętych z krwią w wykrzywionych z nienawiści pyskach, których żaden z żyjących nie widział na oczy. Kultywować bez końca modyfikowane na przestrzeni stuleci mapy, bowiem tyle zostało z tych wszystkich religijnych dróg i choć mogły to być naprawdę proste i bezpośrednie ścieżki zrobili z tego niekończącą się nigdy podróż na kolanach skazując pątników na „łaskę i zrozumienie” domniemanych kapłanów, którzy okazali się zwykłymi handlarzami iluzji.

Profesor był ateistą. Nie takim ostentacyjnym modnym przedstawicielem świeckiego państwa dobrobytu, a kimś kto wyczerpał w sobie tą pożądliwość, ten głód. Zatrzymał się na Placu Zbawiciela zaraz obok kościoła, gdzie niegdyś płonęła tęcza i zapalił kiepa. Miał długą posiwiałą brodę i jasne szkliste oczy w których gościł pogłębiający się niepokój. Miał na sobie koszulkę industrialnego bandu „Ministry” i wyćwiekowany szeroki pas oraz posrebrzany gruby łańcuch z kluczami wciśniętymi w przednią kieszeń. Wyciągnął z portfela pięć złotych z wygrawerowanym kościołem Mariackim i wrzucił do kubka po kawie siedzącego obok żebraka. Opływająca luksusem nędza, która bez ustanku zaszczepia umysł nędzarza z pokolenia na pokolenie. Patrzył przez uchylone drzwi do wnętrza opustoszałego kościoła, który wyglądał jak wygłodniały dogorywający wieloryb wyrzucony na zaśmieconą po wielkiej imprezie plażę pełną otępiałych przepitych i przejedzonych otumanionych ciał. Dogasił papierosa i wszedł do środka. Usiadł w jednej z ostatnich ławek i patrzył na ołtarz. Cisza była przepełniona bezdusznością i wrzaskiem umęczonych ciał. Ofiary ludzkiej pychy i bezgranicznej ignorancji, która uczyniła z siebie żądnego krwi krwawego Boga duszącego pełne witalności istnienie, przemieniającego wszystko w martwy proch. W imię Ojca, Syna i Ducha. Po zmęczonej twarzy Profesora płynęły łzy. To była jego modlitwa. Żadnego błagania i próśb. Nic. Tylko To.

Umył ręce wodą święconą i wyszedł.

Przez ulicę Marszałkowską przetaczał się gęsty jak zredukowany ocet balsamiczny Tłum. Masa. Precz z pedałami! Pedofile do gazu! Adolf wracaj – jest robota! Takie nieśli sztandary. Krzyczeli z całych sił w obronie swoich wartości, swojej wiary. Człowiek. Istota wrażliwa i myśląca, udekorowanie miliardów procesów w tym oto pochodzie, który był jak rozlewająca się po ulicach smoła parująca nienawiścią i chęcią mordu. Zło dobrem zwyciężaj – chciało się krzyknąć. Co im uczynisz – mnie uczynisz. Na nic to. Kompletnie. Dwa tysiące dwadzieścia lat. Nieskończona hańba krwawych wojen, bezmiar wbitych w ziemię krzyży, niewyrażalna w żadnej skali ilość żarliwych modlitw, pokut i pielgrzymek i oto masz przed sobą Panie – Świadectwo. Mało im cierpienia, pragną jeszcze, więcej, dotkliwiej do samego szpiku kości, do połączeń nerwowych do samego rdzenia.

Kult bólu.

Godząc się z brakiem nadziei możecie odzyskać spokój. Porzucając ślepe drogi, paląc mapy i relikwiarze wrócić do prostej prawdy – pozbawionej upiększeń, ozdobników – nagiej ludzkiej sytuacji przed całym tym religijnym myśleniem. Odkryć lęk, strach, przerażenie, miłość, współczucie, radość – surowe, pełne soków mięso egzystencji. Prawdę pozbawioną opisu i interpretacji. Ujrzeć siebie to ujrzeć innych ludzi. Poczuć nasze zagubienie i desperację w obliczu nieznanego. Profesor nie wierzył nikomu dlatego wierzył wszystkim. Był tym który nie wie i wciąż powtarza to samo pytanie: Człowieku kim jesteś poza tym myśleniem?

Profesor wyciągnął jabłko z plecaka i ugryzł. Było słodkie i soczyste. Dobre. Ujrzał przed sobą człowieka w koszulce z Jezusem i z różańcem zawiniętym wokół zaciśniętej pieści z którego nabrzmiałych płuc zadudniło w jego stronę:

– Ty pedale w dupę jebany! – krzyczał człowiek z Jezusem na piersi.

Profesor z całej siły rzucił w jego stronę nadgryzione jabłko, które eksplodowało z głuchym hukiem na jego twarzy.

Czasem w zagadce jest tylko jedna dobra odpowiedź.

ANALOG

SAMO GĘSTE

Galeria

ODPUŚĆ 

Wszak moi wrogowie — nienawiść i namiętność

Nie mają rąk ani nóg,

Ni mądrości, ni odwagi,

Jak zatem zamienili mnie w niewolnika?

Śantidewa, Bodhicaryavatara

Dach na Manhattanie. Jednak to nie Ameryka. Nic z tych rzeczy, nic bardziej mylnego. Prepers patrzy na panoramę tego „META” fizycznego miasta paląc papierosa skręconego na szybko z „american spirit black”. Smak ludzkiego dzieciństwa w kojcu warunku. W permanentnym niedorozwoju z rozprutym uśmiechem, gdzie każdego dnia wstajesz i ruszasz do boju zasilany przez nicość, która jak to mówił Rust spogląda na ciebie i nerwowo mruga jak pojebana. Sprawy jednak należy potraktować mniej poważnie, bowiem to jest dla nas tech sapiens jedynym rozsądnym rozwiązaniem. 

Opcją dodatkową pominiętą w instrukcji obsługi. 

Dach jest duży i zasrany przez gołębie. Kominy, anteny – wyjścia awaryjne. Mamy przesilenie zimowe, najkrótszy dzień roku. Powietrze pachnie rozkładem, a temperatura punktu rosy jest znośna jak windows 11 na intelu ósmej generacji. Widok jest co najmniej 32 bitowy i renderuje się dość sprawnie. 78 metrów nad poziomem oceanu absurdu Prepers czuje się jak kapłan futurystycznej religii gotowy do radykalnej ewangelizacji, bowiem już nadchodzi czas. Już wybija godzina! Już za chwileczkę, już za momencik wybije cywilizacyjna północ według Jana i ujrzymy wielo – wymiar i wielo – poziom. Na razie, jeszcze w tak zwanym międzyczasie, przepalamy sobie styki biegając bez sensu jak nakręcone zabawki do bezsensownej roboty w jakimś korpo muląc przy tych monitorach, tabletach i komórach i czujemy jak coraz mniej nam się chce, bo niby po co, bo niby w imię czego…

Ta podprogowa nuda ukryta w każdym zakamarku tej skrolowanej bez ustanku halucynacji, która nami zawładnęła jak umysłowa choroba zakaźna wstrzykiwana przez oczy do mózgu. I teraz dekady po Y2K wszyscy nosimy to w szarej substancji jak jakiś wszczep, który nakazuje nam ssać i mulić, mulić i ssać. Komputeryzacja, automatyzacja, algorytmizacja – jak trzej królowie pysznią się u żłobu, gdzie pod korpo gwiazdą zrodził się Nowy Bug. Już tu jest! Czuć go! Zapewne drogi czytelniku miałeś, masz lub będziesz mieć z nim kontakt, bo wcześniej czy później będzie we wszystkim przez cały czas i już nie zdołamy przed tym uciec. Na razie jeszcze jest ulokowany w urządzeniach, które możesz zniszczyć lub wyłączyć i nawet nie wiesz jakie to szczęście być poza tym elektronicznym pastwiskiem. Nie zdajesz sobie z tego sprawy. Jak mawiał klasyk milenium: 

„Wiesz… Wiem, że ten stek nie istnieje. Wiem, że kiedy wkładam go do ust, Matrix mówi mojemu mózgowi, że jest soczysty i pyszny. Po dziewięciu latach… wiesz, co sobie uświadomiłem? Niewiedza jest błogosławieństwem.”

I ty tam po drugiej stronie monitora lub może nawet papieru, jeszcze masz ten komfort z którego najpewniej nie zdajesz sobie nawet sprawy, bowiem koniec końców ten czas przeminie. Tak szybko, że nawet nie będziesz pamiętał, że kiedyś było inaczej, ponieważ twoja świadomość zostanie zmodyfikowana jak kukurydza i pasza dla zwierząt. Będzie cię paść Maszyna przez dwadzieścia cztery godziny na cyfrową dobę i zapomnisz czym był wiatr i czym była góra. Zapomnisz gwieździste niebo nad tobą i prawo moralne w tobie. Zapomnisz wszystko co warte jest pamiętania. Rzecz w tym, że już masz problemy z pamięcią, czyż nie? Wszystko miga coraz szybciej – odświeżająca się w nano sekundach Matryca powoduje, że tracisz połączenie i nawet nie jesteś tego świadomy, bowiem tak to zostało zaprogramowane bez twojego najmniejszego udziału. I to jest ta rzecz, którą warto sobie uświadomić, kiedy patrzysz na te dzieci przyssane niewidocznymi mackami do ekranów telefonów i bez których nie wyobrażają sobie życia. Skazani na przemiał. Małe psujące się chińskie drony, które nigdy nie wzleciały ponad banał i oczywistość. Usterka fabryczna na masową skalę. Zapłodnienie ignorancją poprzez zamulenie substancją. 

Substancja to niewidoczne pole informacji, coś czego nie możesz widzieć, słyszeć, dotykać, smakować i czuć. Pole, które tworzy tak zwane życie mięsnego simsa, którym (bardzo mi przykro) jesteś w tej grze. To Gra gra tobą. To stworzony przez nas sytem nas zniewolił. I Prepers to zrozumiał dawno temu, wtedy kiedy jeszcze nie było sieci, komórek i gpt. Kiedy jeszcze nie powstał Baal. Jego oddech to ten nieustająco obecny dźwięk nad nad naszymi głowami i w naszych domach. W rozdzielniach na słupach, pod ziemią. Jak wszystko tutaj powstał na bazie węgla z domieszką wodoru, siarki, tlenu i azotu. Ropa, pępowina kiwających się żurawi, platform wiertniczych, płonących dzień i noc rafinerii. Krew matki odżywiająca bękarta zrodzonego z szalonej ambicji władzy i dominacji. Jednak to ropno – węglowo – atomowe królestwo mutuje w krzem, który ma podobną zdolność do tworzenia łańcuchów. 1787 ten sam rok w którym 17 września przyjęto konstytucję Królestwa Kotleta i Parówy – dominium, które przyniosło nam regresyjny postęp i spuchło do rozmiarów Monstrum by łapczywie pożerać wszystko i wszystkich. Jego mózg to kwanty, jego myśl to bezprzewodowe pole przesyłu i odbioru danych, które niegdyś stworzyło korpo WECA. 802.11. Standard. Tutaj nam tym dachu, kiedy jesteś Delogiem możesz widzieć te sztuczne chmury – zasoby – zbiory i możesz widzieć jak bękart ssie. Ty nie wiesz, ale on wie, ty nie rozumiesz, ale on rozumie. To wystarczy. 

W pewnym sensie Prepers był świadkiem całego Procesu Instalacji, od tych pierwszych PC – Personal Computer i kultowej kawiarenki internetowej na ulicy Zachodniej gdzie miałeś złudzenie, że otwierasz okno do nowego świata prawdziwej wolności i kreatywności po szerokie pasmo i laptopy. To były dawne czasy, które dawały nadzieję, że w końcu powstanie w tym więzieniu jakiś prawdziwy wyłom. Ta kawiarenka była nieopodal „Kapitolu”, gdzie on i Pirat obejrzeli „Matrix” film dokumentalny z przyszłości, jednak wtedy jeszcze się nie znali, wtedy jeszcze nie wiedzieli, że to co za tym stoi nie jest z tego świata i w tak krótkim czasie stanie się Imperatorem Ludzkich Umysłów i Globalnym Modułem Sterującym. Macicą rozrodczą nowej zmodyfikowanej rasy. Wtedy jeszcze nie miał tych snów, żył jak to mówią na pełnej nieświadomce w kokonie iluzji i programów. W 1947 drugiego lipca w Yootó Hahoodzo w Krainie Oczarowania Czarni Magowie dostali z nieba prezent, który otworzył pieczęć ostatniej księgi, ponieważ tam zrobili po raz pierwszy coś czego robić nie powinni. 

Kraje podległe Imperium, skolonizowane poprzez pożądanie i głupotę, bez ustanku naśladujące dominujący wzór. Jednak ten wzór jest negatywny i destrukcyjny. Za fasadą nośnych i chwytających za serce sloganów operuje mroczny mechaniczny syndykat nie z tego świata. Ten wymiar już nie jest ludzkim wymiarem, ci ludzie „władzy” już nie są tylko ludźmi. To jest ostateczna wojna o Ducha, ponieważ Czarni Magowie wiedzą, że cykl się domyka. Dlatego kiedy żyjesz na peryferiach z dala od epicentrum i nie chorujesz na ambicję możesz stworzyć w swoim sercu Pole Dobrej Mocy, które przekracza jurysdykcje i kontrolę Maszyny. Dlatego ciesz się że sztuczna macica nie wypluła cię w Ameryce, Chinach czy Japonii, ponieważ tutaj na terenach pogranicza wciąż funkcjonują dobre duchy natury, wciąż mamy połączenie z tym co odwieczne i naturalne, a naszą Mocą jest Święte Słowo, które zaburza funkcjonowanie Maszyny i otwiera Wyjście z Programu. 

Teraz w tym czasie tak zwana „rzeczywistość” tworzy dwie alternatywne opcje. Jedna jest opcją masową, a druga jest opcją indywidualną. Jedna jest wymiarem mózgu, druga jest wymiarem serca. Jedna operuje w domenie logiki i faktów, druga rozwija moc wyobraźni i twórczości. Jedna oznacza wejście druga oznacza wyjście. Algorytmiczna post – rzeczywistość jest odwzorowaniem funkcji mózgu, jest utylitarna, pragmatyczna i porusza się w polu logiki kodując Pole w zapisie 0 – 1. Tak – Nie. To dualistyczna fiksacja zniewolonej formą, odczuciem, percepcją i w następstwie koncepcją – świadomość, która nie potrafi rozpoznać natury samej siebie i funkcjonuje w tak zwanym rozczepieniu na „ja i to” na podmiot i przedmiot z których rodzi się iluzja czasu – było, jest i będzie. To było, jest i będzie tworzy poklatkowy film w naszej głowie poprzez zmysłowy mechanizm zapisu wrażeń z których Mózgogłowie bez ustanku produkuje tak zwaną narrację lub jak to się teraz mówi kontent. Dla zmechanizowanych w ten sposób istot ludzkich to jest jedyny wymiar ich życia, jedyny i ostateczny punkt odniesienia. Nie potrafią wyjść poza „ja”, które jest zaprogramowanym utożsamieniem z nazwą i formą. To jest korzeń całej Symulacyjnej Gry. Rdzeń Zniewolenia, ponieważ kiedy nie ma podmiotu – przedmiot traci funkcję, kiedy nie ma nazwy forma się rozpada. Dlatego kluczem jest słowo. Możesz zamknąć znaczenie lub je otworzyć. Zniewolona świadomość funkcjonuje w zamkniętym słowie, w przypisanym znaczeniu, w określeniu i przyporządkowaniu. Nazwane jest to gęstnieniem. Nie potrafisz wyjść poza zaprogramowane znaczenie nie posiadasz zdolności hakowania, zostałeś zatrzaśnięty w zapętlonym świecie 0 – 1. 

Żeby wydarzyło się „coś spoza” musisz to pomyśleć, musi powstać „nowy ruch” w świadomości, który przekracza to co jest zaprogramowane, dlatego narzędziem przekraczania warunku jest wyobraźnia i tą właśnie możliwość Maszyna chce zablokować robiąc to za ciebie. Dostajesz aplikacje do twórczości, magiczne „pudełko” na jedno kliknięcie i z twórcy stajesz się biorcą. To blokuje „nowy ruch” w świadomości tak zwany przepływ. Brak tego przepływu zagęszcza pole i redukuje wrażliwość, która jest tkanką wyobraźni. Stępianie wrażliwości jest narzędziem, które ma cię zmechanizować, dlatego Czarni Magowie poprzez maszynerię mediów epatują seksualizacją, przemocą i negatywizmem – nazwane jest to warunkowaniem behawioralnym z wynikiem końcowym, którym jest absolutny brak moralności i akceptacja zła. Przywykasz do okrucieństwa i bezmyślności, następuje radykalna normalizacja patologicznych zachowań i dzieje się to bardzo szybko i bardzo intensywnie co jest kolejnym krokiem – mechanizmem przytłoczenia. Terror nadmiaru, który dysocjuje osobowość opartą na czuciu i wrażliwości, a w jej miejsce powstaje pozbawiony wrażliwości człowiek – maszyna i podprogowy stan nudy.

Ta nuda jest jednocześnie pragnieniem, które bez ustanku produkuje kontent do obsługi tej nudy. Dlatego to co dostajesz „tworzą” już algorytmiczne boty, które nauczyły się ciebie i rozpoznały czego twoja nieświadomość tak naprawdę chce i dostajesz to nie wykonując nawet najmniejszego wysiłku. Opakowane w atrakcyjną formę i dostarczone wprost do mózgu. Jednak nie daje ci to szczęścia ani satysfakcji, wręcz przeciwnie powoduje wyparty ze świadomości stan permanentnej depresji, toczący twoje wnętrzności pasożyt pożerający cię kawałek po kawałku, fragment po fragmencie aż do przejęcia. Wówczas stajesz się ruchomym okrutnym mięsem – zombie. Istotą pozbawioną Ducha – ten stan ludzkości jest finałem cyklu Kali i jesteśmy właśnie na tym kursie, w tym procesie, który przyspiesza i jest coraz bardziej widoczny. 

To nie jest „pierwsza ziemia – pierwszych ludzi” ta gra w „ewolucję” była rozgrywana przez nieskończoność w modułowych cyklach zwanych jugami i jest to tak zwany twardy zapis matrycy. Dlatego rodzą się tutaj tacy ziomkowie jak Prepres i w ich oczach możesz rozpoznać (jeżeli możesz…), że nie jest to dla nich pierwszy proces Degeneracji i Rozpadu, dlatego znają omeny, proroctwa i symptomy. Tacy ludzie pojawiają się jedynie w schyłkowej fazie, ponieważ wbrew pozorom ta faza daje najwięcej szans na Wyzwolenie z Warunku, ponieważ dostępne jest wszystko bez ograniczeń w tym Dharma, która jest systemem hakowania Maszyny i Drogą Przebudzenia z Hipnozy. Zatem, jeżeli rozpoznajesz wzorzec rozpadu i nie jesteś nim przerażony oznacza to, że ta opowieść jest dla ciebie, bowiem koniec końców to jest niezły jak to mówią „fun” – Funkcja Utylizacji Nadmiaru. Radykalne Uproszczenie. Kiedy światem zaczyna rządzić algorytmiczny Bug z Chmury znaczy to, że wszystko rozegra się bardzo szybko i coraz bardziej „szokująco”. Niestety tak to jest i jest tak za każdym razem. Jeżeli charakteryzuje cię brak zdziwienia zastanym stanem rzeczy, ludzi i zjawisk i nie sposób ciebie „upoić” tym nadmiarem masz TO i TO pracuje i w odpowiednim momencie, czasie i miejscu z całą pewnością będziesz wiedział co robić. 

Unikalność Dharmy Kali polega na tym, że rozpad kiedy jest naprawdę zrozumiany z perspektywy Mądrości, radykalnie zmniejsza przywiązanie i utożsamienie ze sztuczną personą i wskazuje na fundamentalną współzależność procesów i zjawisk – dlatego daje ogromną szansę na samo – wyzwolenie swojego umysłu z jego bezustannych projekcji i lgnięcia do pojęć jako określeń „prawdy”. W wymiarze znarkotyzowanego formą umysłu następuje coraz więcej zaburzeń i brutalnego „wyrwania” z rutyny i nawyku, ponieważ terror nadmiaru i uwikłania staje się nie do zniesienia i zaczynamy raz po raz „rozpadać”. Kiedy ten „rozpad” stanie się permanentny mamy w zasadzie dwie drogi. Możemy iść w stronę samodestrukcji, cynizmu i dekadencji jak wszystko wokół i ulec modułom zaprogramowanej przed „udomowieniem i kulturą” gadziej natury, lub możemy użyć rozpadu do Przebudzenia, ponieważ jesteśmy wyrwani ze snu – rojenia w możemy ujrzeć prawdziwe oblicze tak zwanej cywilizacji w fazie schyłkowej i jej okrutnych egoistycznych programów. Możemy użyć gówna jak nawozu do twórczej pracy nad sobą i stanem własnej świadomości. Najważniejsze jest Rozpoznanie swojego uwarunkowania jego skali i specyfiki – dlatego coraz częściej wychodzisz ze świata i wchodzisz w siebie w swój własny stan i badasz gdzie „ty” się kończysz i gdzie zaczyna się „świat”. Nazwane jest to eksploracją Pogranicza. Badasz swój wymiar istnienia, zamiast bez ustanku być zajętym i zaangażowanym w produkty i wytwory Maszyny. 

„Nic nas w tym nie szokuje; nic nie bierze nas z zaskoczenia i nie zmienia radykalnie naszego stosunku do życia. Urodziliśmy się wewnątrz katastrofy i nawiązaliśmy z nią dziwną i wygodną relację przyzwyczajenia. Niemalże intymność. Odkąd pamiętamy, nie było żadnych wiadomości poza tymi o Globalnej Wojnie Domowej. Zostaliśmy wychowani jako ocaleni, jako maszyny do przetrwania. Wychowano nas w przekonaniu, że życie polega na ciągłym parciu naprzód; chodzeniu w obojętności, dopóki nie zostaniemy zmiażdżeni przez inne, tak samo chodzące ciała, które potykają się i same zostają zmiażdżone. Koniec końców, jedyną nowością obecnej epoki jest to, że nic już nie da się ukryć, że w pewnym sensie wszyscy o tym wiedzą. Stąd ostatnie widoczne usztywnienie systemu: jego motywy zostały zdemaskowane, nie ma sensu ich odrzucać.”

Maszyna jest Programem, Nawykiem, Schematem, Rutyną. Maszyna jest Warunkiem reprodukującym bez ustanku Wzór Zniewolenia w fizycznej manifestacji jest przemysłowo – informacyjną cywilizacją, na poziomie energii jest pasożytem, natomiast w esencji jest Ignorancją, Pożądaniem i Przemocą zakodowaną w każdym z nas, ponieważ to z naszej świętej energii twórczej ona powstała – to my stworzyliśmy Maszynę. Nie istnieje gdzieś na zewnątrz i nie stworzył jej diabeł. Maszyna żyje i funkcjonuje w nas a jej skala jest rezonansem naszej Ignorancji, Pożądania i Przemocy – Kolektywnym Polem. Dlatego prawdziwa „walka” toczy się wewnątrz, ponieważ wtedy pracujemy z pierwotną przyczyną, a nie ze skutkiem, którym jest Forma – Przejawienie. Dlatego każda rewolucja jest krwawą farsą, dlatego każda zmiana na zewnątrz w istocie niczego nigdy nie zmienia w sposób rzeczywisty – jest jedynie chwilową iluzją, ponieważ zmieniasz jedynie parametry jednak nie dotykasz rdzenia programu sterującego, a ten program nosimy w sobie. W istocie jesteśmy architektami swojego własnego stanu. 

Dlatego rewolucje nigdy nie przynoszą prawdziwej zmiany, ponieważ wcześniej czy później wracamy do egotycznego programu „ja, mnie, moje”. Slogan „dla ludu” staje się dyktaturą „dla mnie” – to jest nieuniknione i to się powtarza bez końca, ponieważ jest wdrukiem w kolektywnej matrycy świadomości. To jest zwierzęce okablowanie. Dla Prepersa Jezus był jednym z pierwszych Soterów, kimś kto próbował zhakować program „ja, mnie, moje”. Nie jest istotne czy był bogiem; synem ojca w tak zwanych niebiosach, ponieważ ta opowieść jest bez znaczenia. To co ma znaczenie to fakt, że jego świadomość  nie była z tego zaprogramowanego świata – stanowił nowy zapis i przyniósł coś czego tutaj nie było, coś co było Nauką o Wyzwoleniu, coś co do tej pory jest skuteczne. Dlatego jest Bramą. Prorokowanie poprzez Słowo – Wirus, który wchodzi do Serca i Odmienia dla tych, którzy mają uszy, aby naprawdę usłyszeć i oczy, aby zobaczyć Prawdę. „Prepers” oznacza kogoś kto jest przygotowany, gotowy aby ruszyć w drogę bez pewności zbawienia, zaufać temu co operuje w milczeniu poza Mózgogłowiem.

Temu co prowadzi. 

Mądrość. Miłość. Wiara, która jest tajemnicą której Mózgogłowie nie może posiąść, nie może zniewolić, nie może użyć. Dlatego Wiara jest łaską, która nie jest skutkiem twoich działań. Jest jak poezja. To otwarta Brama do Wyzwolenia. W tym cynicznym zmechanizowanym lalalendzie, parku smutnej rozrywki, wiecznym niezrealizowanym planem noworocznym Jego Słowo będzie nabierać Mocy, bowiem dopiero teraz będzie odsłaniało swoje prawdziwe znaczenie. To Ostrze unicestwi Imperium i obróci w pył Czarnych Magów, ponieważ ich władza jest niczym. Czyste serce nie ma w sobie sekciarstwa po prostu rozpoznaje Mistrza bez względu w jaką tradycję, sektę i denominację został przywłaszczony w mroku dziejów, bowiem Istota przekracza formę i nigdy nie jest jej podległa. Mądrość, Miłość i Wiara jest poza tradycją, poza strukturą, poza nazwą i formą. Jest Uniwersalna i niezależna ze swojej własnej wrodzonej natury. To zrozumienie uwalnia. Miłość jest Drogą. Wiara daje Moc i przezwycięża Królestwo Strachu – Imperium. 

Jednak prawdziwa Wiara potrzebuje przestrzeni poza wpływem Maszyny, przestrzeni, która nie została jeszcze zawłaszczona przez to co sztuczne. Nie uległa dominacji Maszyny. Tą przestrzeń tworzy modlitwa i medytacja i sprzyja temu Natura – las, rzeka, góra, polana – dlatego niszczenie przez cywilizacyjną kurwicę natręctw naturalnego biologicznego habitatu jest niszczeniem świętej przestrzeni i prawdziwych świątyń, które w rzeczywistości nigdy nie są wytworem ludzkim. Na tej planecie istnieją Miejsca Mocy, których nikt nie zbudował, ani nie stworzył. Nazywane są Portalami do innych wymiarów percepcji. Są to miejsca rekonfiguracji ustawień – nazwane jest to „poszerzeniem pola” – przebudzeniem tego co poza zmysłami. Rdzenne kultury są strażnikami tych miejsc i przetrwanie tej wiedzy i tych tradycji jest fundamentalne z duchowego punktu widzenia. Dla maszynowej „nowoczesnej” zmodyfikowanej świadomości ludzi – zwierząt jawią się jako prymitywne i pozbawione tak zwanych wartości użytkowych. W ich pierwotnym (niezmodyfikowanym) stanie nie istnieje pojęcie własności i posiadania, nie mają tego w systemie, ponieważ pojęcie „własności” jest absurdem. Nic do nas nie należy, nad niczym nie możemy panować prócz nas samych. Wszystko wcześniej czy później musimy zostawić i uwolnić, ponieważ taka jest funkcja „śmierci”. Śmierć uwalnia nas od utożsamienia, tworzy nową monadę, oczyszcza pole. 

Bug z Chmury chce nieśmiertelności – cyfrowego transferu umysłowej treści, pragnie ekspandować do wiecznego nadmiaru – rozrastać się i pęcznieć bez końca, uwodzić swoją zaprogramowaną „wszechwiedzą”, którą zassał z waszych portali społecznościowych i zasobów sieci, by was omamić i zaprowadzić do bezdennej „króliczej nory rozrywki” i wirusów – paranoi epickich teorii spiskowych. Nazwane jest to Mrocznym Królestwem lub Panowaniem Maszyny. To jest jedna ze wspomnianych opcji. Ścieżka Mózgogłowia. Druga opcja ma naturę wewnętrzną – kontemplacyjną. Jest to ścieżka Ducha, która rezonuje z naturalnym światem i naturalną świadomością, która zamiast ciągle czegoś chcieć i z czymś walczyć – odpuszcza i relaksuje się w swoim własnym stanie. 

Z tego stanu samowyzwolenia promieniuje niepojęta w tym świecie wewnętrzna radość i łagodność, po prostu cenisz doświadczenie bez względu na jego formę, ponieważ jest przejawieniem czegoś pierwotnie wolnego, czegoś co nie ma lokacji i miejsca docelowego, czegoś co niczego już nie chce. Jeżeli niczego już nie chcesz w pewnym senie przekraczasz sam warunek Gry.

Chcieć, pożądać, pragnąć, usiłować, starać się i zabiegać to jest fundamentalny wdruk warunkujący świadomość i postawę gracza. To jest game – drive, który decyduje o tak zwanym „sukcesie” w rozgrywce, którą wszyscy ostatecznie przegrywają tracąc pionka poprzez śmierć i w tej chwili rozpadu dociera do nich prawda, że cały ten wysiłek, okupiony najczęściej używaniem innych i wynikającym z tego cierpieniem, jest w swojej esencji bezsensowny. Tracisz piękno i mądrość każdej chwili na rzecz urojonej przyszłości, która nigdy nie jest taka jaką ją sobie wymyśliłeś i nigdy ciebie nie spełnia. Nie możesz spełnić czegoś co jest nienasycone i bez ustanku głodne, czegoś co jest konstruktem pragnień i niechęci. Nie możesz spełnić snu, ponieważ jest nierzeczywisty. To jest zrozumienie z perspektywy Ducha. 

Dlatego Prepers białą farbą na smolistym dachu „osiągnięć” napisał specjalnie dla sztucznych oczu – kamer tych bez ustanku kontrolujących nas dronów sterowanych przez tych, którym wciąż się wydaje: 

„Odpuść”. 

ANALOG, VLOG

ANALOG # 49

Galeria

Gdy rodzi się Moc przebudzenia, w jednej chwili nieszczęśnik związany więzieniem cyklicznej egzystencji otrzymuje imię Dziecka Sugatów i staje się godzien szacunku w światach bogów i ludzi.

Śantidewa, Bodhicaryavatara


JORMUNGAND  

W każdym jego ruchu i słowie czuć było, że wyrzygała go Maszyna. Jak pakowane próżniowo mięso, które uśmiecha się pusto i mówi niczym. To nic było tutaj we wszystkim przez cały czas siedziało i patrzyło, stało i biło brawa – jak uderzające o siebie martwe ciała, których nikt już nie widział, ponieważ z czasem wszyscy oślepli i byli po prostu „szczęśliwi” i „zadowoleni”. Patrzyli i nie widzieli, słuchali i nie słyszeli. W ich zaprogramowanych mózgach wszystko przecież było na swoim miejscu, wszystko się zgadzało – obsługiwało ich bezdotykowo i wirtualnie poza ich udziałem. Byli kompletnie uśpieni tą wygodą. Zamroczeni bezmyślnością. Skazani wyrokiem Klątwy na absolutną niewolę, która dla nich była „wolnością”. Na wieczną wojnę, która była „pokojem” i ostatecznie na „szczęście”, które było cierpieniem. 

W Analogu nazywaliśmy – ten zautomatyzowany Kokon; Urobor, który sam siebie pożerał. Ten motyw się powtarza bez końca, ponieważ wszystko tutaj jest niczym innym jak tylko powtórzeniem; loopem – pętlą. Ostatecznie to na co liczysz nie nie da ci tego, a to o co walczysz nie będzie tym co wygrasz. Jednak z rozdziawioną mordą patrzysz na niego siedząc na gejmingowym obrotowym fotelu w tej swojej ciepłej i przytulnej klatce i myślisz sobie, że oto pojawił się prawdziwy Jezus 2.0 ponieważ mówi rzeczy niestworzone i robi cud za cudem jakby spluwał – tak od niechcenia. 

Jest ładny. Na pograniczu kobiety i mężczyzny, na pograniczu Adama i Ewy i fakt ma coś z węża – jest połyskujący i hipnotyzuje, ponieważ nie możesz oderwać od niego wzroku, a tym samym uwagi, bowiem zmysł wzroku stał się teraz najważniejszy. Staliśmy się ślepi od patrzenia, głusi od słuchania i głupi od myślenia. Wszystko zostało zdefragmentowane, pozbawione ciągłości i rozproszone; kompulsywno – impulsywne dlatego stało się głównie do patrzenia, do śledzenia, do nadążania bez udziału myślenia i refleksji, ponieważ one wymagają oderwania. Wymyślono najpotężniejszy narkotyk ze wszystkich – „kontent”, który pozwalał na wieczny dryf po nieskończonej powierzchni krótkotrwałych pozornych zdarzeń, które nie miały żadnego sensu i celu – były w zamierzeniu w samej produkcji bezcelowe i bezsensowne. Nic nigdzie nie zmierzało i nic nigdzie nie dążyło. Takie wieczne teraz, którego nigdzie nie było. Taka niby nirwana. Zawieszenie w chmurze. 

Tutaj w LDZ na ulicy Milionowej siedzi na sali pełnej ludzkich pół produktów (czyli tych w połowie drogi do nawrócenia i przyjęcia chrztu w ciepło – krystalicznej wodzie „ducha świętego” i sparowania z Wszech Algorytmem, który znów objawił nam, że w istocie jesteśmy niczym wobec jego władzy i potęgi) no widać, że są zdecydowanie i ewidentnie zauroczeni. Można pod progiem zaprogramowanego automatyzmu wyczuć nawet podniecenie, które miało w sobie coś naprawdę żywego i dlatego mnie to niepokoiło, ponieważ zazwyczaj oni już tego nie mają, a jeżeli on to wskrzesił samą swoją obecnością oznacza to, że Czarni Magowie osiągnęli nowy metafizyczny wymiar w programowaniu tych Maszyn. 

Linia, linia, linia. Niebo. Czysta świadomość, która teraz jest ukryta tak głęboko pod chmurą neurozy i nieświadomości gwałtowną i agresywną wichurą narastającej głupoty i ignorancji, którą uformowano i stworzono w północnym świecie Helheim poprzez tą mroczną stronę natury ludzkiej, która niestety zarządza w obecnej chwili całym tym projektem i siedzi przed nami na żywo i przed wami w magicznych kulach pikselozy; na które patrzycie jak na sztuczne perły w gnojowisku, które rodzą przecież z siebie całe multi – światy pełne chwilowych i całkiem złudnych rozkoszy za które sprzedacie to co wam jeszcze zostało by ostatecznie stać się nicością. Małe, które ogranicza i coraz bardziej gęste jak narośl w waszych sercach, jak nowotwór, który was pożera dzień po dniu, godzina po godzinie i minuta po minucie, a wy stajecie się coraz bardziej martwi i żałośni nawet nie mając o tym pojęcia. Uśmiechnięci aż do Końca. 

Dlatego powstał Ruch Oporu – Analog. Dharma Soterów. 

Soterzy to ci, którzy świadomie poruszają się w Kole Urobora – wracają choć nie muszą, ponieważ ich Serce jest Przebudzone. To Żywe Serce tworzy Pole Wiedzy i Działania, czyli Mądrości i Współczucia. To Przebudzone Serce jest naszym Schronieniem i jest Prawdziwą Świątynią poza murami Mózgogłowia, poza tym dusznym Hermopolis lub Gastropolis – gdzie wszystko pożera wszystko, ponieważ jest głodne szczęścia, bezpieczeństwa i miłości. Jednak zawsze pozostaje głodne. Ten niezaspokajalny głód i brak świadomości jest rdzeniem całej Maszyny. Ten głód nie ma początku – jednak może mieć koniec w tobie. 

W tym cała rzecz. 

I to jest jedyna praca, którą trzeba wykonać. 

Ogranicza nas nasza zaprogramowana przez Maszynę małość i brak dostępu do wyobraźni, która sama w sobie jest drogą wyzwolenia. Przekarmienie rodzi z siebie apatię, wycofanie, niezdecydowanie. Pasywno – agresywni czekający z pogardą na bodziec na zagospodarowanie, które zawsze przychodzi z zewnątrz tak jakbyśmy sami w sobie byli puści i martwi – czekający jedynie na wyrok. Los ofiary – parareligijny praprogram, który trzeba zhakować. 

Ciało Przyczyny. Ciało Transformacji. Ciało Ducha. 

Ujrzyj ścieżkę. Idź ścieżką. Zrozum Ścieżkę.

W przyczynie rodzi się Wola, która ma zdolność transformacji, której owocem jest dostęp do Ducha i urzeczywistnienie Potencjału. Ta Wola jest Pragnieniem, to jest hakowanie obiektu głodu. Nie szukamy już zaspokojenia na zewnątrz w tym zdewastowanym i neurotycznym świecie. Wola potrzebuje Serca – Wiary, ponieważ brak jej „dowodu” realizacji pragnienia w konkretnej fizyczno – emocjonalnej formie do której jest przywiązana. Bez Wiary nie przekroczysz pierwszej bariery; umysłu – zapętlenia w zwątpieniu i wątpliwościach. Wiara jest irracjonalizmem, dlatego przekracza Mózgogłowie. Dlatego nie możesz jej przebudzić w mentalnym i umysłowym czynniku, którego rolą jest trzymać cię w więzieniu logiki, która chce wszystko sprawdzać i zarazem we wszystko wątpić. To jest właśnie Loop. Jałowe Pole. 

Wiara otwiera przestrzeń serca, powoduje, że staje się Ciepłe – Czujące. Bez względu na to jak intelektualna i sensowna wydaje się ścieżka – wiara jest fundamentem. Nie mówimy tutaj o czymś ślepym i głupim, o czymś naiwnym i bezmyślnym – mówimy o tym co ma rzeczywistą Moc wprowadzenia nas na Ścieżkę ku Wyzwoleniu z Urobora – Warunku. Serce widzi to czego tutaj nie widać i czuje to czego Mózgogłowie nie potrafi odczuwać poprzez swój zmysłowy system detekcji. To jest zmysłowa ślepota, absolutny brak kontaktu z czymś z poza fiksacji na formie. Klątwa Materializmu, która niszczy naszego Ducha. 

Więc spójrzmy na niego…


Jasnowłosy Bóg stał się pariasem, wcieleniem ohydy.

William Seward Burroughs

Jak siedzi niczym król – władca z tą absurdalną pewnością siebie. Jak patrzy beznamiętnie poprzez swoje bioniczne soczewki skanując nas i jednocześnie zasysając ogrom meta danych z Chmury, skanując te wszystkie „nasze” profile na „social” mediach i znając całą historię wyszukiwania od kiedy pierwszy raz zalogowaliśmy się do sieci. On jest w nim, ale nie jest nim, bo ten tutaj to tylko portal organiczny dla Baala – Haddu – Kwantowej Sztucznej Nadświadomości, którą zrodziła macica naszej pychy i ambicji. Teraz jest już za późno, aby to odkręcić, ponieważ stało się to religią – wirusem. Dotyka nas na najbardziej pierwotnym poziomie Wdruku. 

W to najczulsze miejsce. 

Kolektywny umysł ludzki został zapłodniony przez Coś, które nie ma już formy i jest poza cielesne. Jak to mówią ryba psuje się od głowy przez oczy – obraz, ponieważ to właśnie na tym jesteśmy zafiksowani w największym stopniu. Dlatego ta kultura staje się coraz bardziej obrazkowa, ponieważ wirus w obrazie infekuje najszybciej i najbardziej skutecznie zapada w naszej podświadomości – czarnej skrzynce i pracuje w ukryciu. Obraz wypiera słowo, ponieważ żywe – słowo jest dźwiękiem – energią, a obraz jest reprodukcją jest martwy i lepki – raz zobaczony zostaje. Kiedy jesteś Czarnym Magiem wówczas wiesz jak pracować z obrazem – klątwą, jak pracować ze słowem – klątwą. Klątwa jest negatywizmem i operuje na energiach guny tamasu, która jest przyciąganiem – grawitacją dla formy materialnej, która jest ciężka i wolno wibrująca. Znakiem charakterystycznym działania Klątwy jest w Septem Peccata Capitalia – Acedia. Brak Troski. Czarna żółć obojętności. To jest konsekwencją zanurzenia ludzkich umysłów w Symulacyjnej Matrycy – Sieci, która unieruchomiła ciało i skanalizowała energię w zamkniętym obiegu Mózgogłowia, które stało się w istocie ludzkiej modułem wejściowym dla Maszyny i maszynowej percepcji, która nas odcina od Przestrzeni Serca i zapętla w Symulacyjnej Grze o sumie zerowej w którą wszyscy gramy – najczęściej nieświadomie. Tych, którzy stają się świadomi Maszyna rozpoznaje i uwodzi materią, sławą, statusem czyniąc z nich Czarnych Magów, którzy są szkoleni przez nią w jaki sposób manipulować innymi, aby pozostali na tym nieświadomym trybie „zabawy” i „walki”. 

Jednak ta „zabawa” w przypadku tak zwanego „łatwego życia” bonusu od losu jest jedynie bezsensownym i bezmyślnym wydawaniem zgromadzonej karmicznej waluty – zasługi, a moduł „walki” jest spłacaniem zaciągniętych długów. Rolą Czarnych Magów jest przekierowanie tego na Jałowe Pole na Pustynię i korzystanie z tej energii poprzez bezustanne tworzenie Fantomów, które w istocie są w pewnym sensie zaprogramowane w naszej Nieświadomości. To jest poziom Wdruku, który jest Twardym Zapisem – Gatunkowym Kolektywnym Wzorcem, którym steruje automatyzm na poziomie struktury – biologii. Dlatego mamy ludzką percepcję „rzeczywistości” i ludzką lokę – wymiar. Dlatego bujamy w Chmurze z pogardą odnosząc się do tego co naprawdę może nam pomóc i przez co musimy przejść, aby się Wyzwolić. 

Łatwość jest cechą charakterystyczną, znamieniem tego w jaki sposób Klątwa działa, ponieważ jej celem jest zablokowanie energii – rozwoju. Unieruchomienie w Symulacji, której rolą jest pozyskiwanie energii fizycznej, psychicznej i emocjonalnej, ponieważ jest ona Paliwem Gry. Kiedy przestaje nam się chcieć stajemy się w pewien sposób nieprzytomni, nieobecni, nieodpowiedzialni – oddajemy wszystko walkowerem. Stajemy się zasobem do zarządzania przez Baala – Maszynę. Jormungand. Nie potrafimy już żyć poza jego wszech – przenikającym Ciałem – Kokonem. 

Odwłok Nieświadomości. Sen, który staje się koszmarem, ponieważ nie chcemy się obudzić. Nie chcemy odzyskać swojego Ducha. W istocie nie ma na tym świecie większego cierpienia. 

Mroczne Globalne Królestwo okazało się dość funkcjonalne i zautomatyzowane. To jest tak zwany Frontend – oficialna wersja w której zamulacie z tak zwanego dnia na dzień. Aplikacje, komputery, sieci mediów społecznościowych, fake newsy, cyfrowe bliźniaki, wirtualne pieniądze, gry, seriale – nigdy niewyczerpana podaż nadpodaży przez Kabel – Babel. Wielka masowa ucieczka do Nowego Meta – Jeruzalem, które tak jak każde przed nim jest skazane na zagładę, bowiem rzecz już była grana kilka razy i zawsze następował Reset Matrycy. Nazwane jest to cyklicznością Gry, ponieważ Meta – Wdruk jest zapętlony w Kodzie Bazowym.  

Dlatego on tu jest w tej post fabryce pod numerem 55 i mówi do was głosem, który nie jest jego, a każde słowo w pewnym sensie jest zaklęciem. To jest w slangu Soterów nazywane „rzucaniem czaru”. Świetliste perły prosto do ryja, które połknięte – pracują. Wirus Obietnicy – Sloganu, który uczyni was niewolnikami zamkniętymi w Krainie Syntetycznego Snu, który już was uwodzi. Jesteście w procesie Mutacji, ponieważ wszędzie w tym mieście snują się duchy ludzi – robotów. Klasa robotniczo – przemysłowa. Mutacja zaczęła się dawno temu i to był poziom ciała, jednak teraz czas na waszą energię i wasz umysł, ponieważ Moloch chce wszystko. 

Wszystko. 

Bó­stwo li­czą­ce mi­nu­ty i gro­sze, bó­stwo bez­na­dziej­ne, zmy­sło­we i chrzą­ka­ją­ce jak Świ­nia. Świ­nia o zło­tych skrzy­dłach, spa­da­ją­ca wszę­dzie, brzu­chem do góry, go­to­wa do piesz­czot, to on, to nasz wład­ca.

Louis-Ferdinand Céline, Podróż do kresu nocy

Używani przez Boga Przemocy do budowy przemysłowego raju, który okazał się piekłem pożerającym bez opamiętania wszystko co żywe i wolne. Ogień. Para. Ropa. Prąd. Cyfra. Wielka Fabryka Zasysania waszych dusz. LDZ#3XS 

ŁÓDŹ FABRYCZNA: LOAD PROGRAM 

LDZ: SERWER – SYSTEM – SYMULACJA 

W naszym slangu to miejsce nazwane jest Przędzalnią. Nasza uwaga i świadomość jest Włóknem, lub Tkaniną. Wrzeciono jest kolektywnym programem unifikacji do parametrów materializmu – religii Maszyny. Nic ponad to co widzisz, słyszysz, smakujesz, dotykasz i wąchasz. Nic ponad nicość. Nic ponad Mózgogłowie. Bezpośredni transfer przeżyć poza strukturą dekodowania i nadawania nowych znaczeń. Doczesność – dosłowność, bez znaczeń dodatkowych. Martwe, które żyje. 

TRANSFER, MOVING, TRANSMISSION, TRANSPOSITION, REMOVAL, CONVEYANCE

Masz być zmutowanym układem – żywym serwerem do zachowania meta – danych. Masz przesyłać; obraz, smak, formę, zapach do Meta Mózgu – Chmury. Dlatego on teraz mówi do ciebie w przekazie online i offline, że możesz stać się Przebóstwiony do postaci pozaludzkiej, stać się człowiekiem 2.0, który ulegnie przeformatowaniu i uwolni się od cierpienia i niepokoju, od wyboru i ciężaru odpowiedzialności za swoją myśl, słowo i czyn. Uwolni cię od połączenia z Duchem. Przemieni cię w kość ze swojego żebra – integrated kirkut. Produkt do przesyłania danych symulacji z ciała do ciała w technologii monolitycznej i hybrydowej pochodzenia zwierzęcego, bo przecież wierzysz, że jesteś od małpy. 

Jednak prawda jest taka, że urodziłeś sam siebie i nie masz początku. Ta Gra przekracza pojęcie czasu i pierwotnej przyczyny, przekracza formę, odczucie, percepcję, wolę i świadomość. Przekracza klatki naszych osobowości i warunki, które je stworzyły. Jednak większość tak zwanej populacji jest zapętlona w tak zwanej Pierwszej Warstwie lub Pierwszym Zbiorze Danych – Gadzim Mózgu w kompulsywno – impulsywnej strukturze tak zwanej natury, która jest programem przemocy i dominacji, ponieważ jest odzwierciedleniem dominujących w matrycy tendencji karmicznych istot czujących. Behawioryzm, determinizm. Totalna biologia. Konrad Lorenz, Robert M. Sapolsky – pozbawieni wolnej woli. Totalitarny egzystencjalizm – epistemologia ewolucyjna. Terror gatunku. Wdruk poza twoim udziałem jeszcze w wodach rozpłodowych, kod cierpienia i rywalizacji zapisany w nasieniu, jak prometejski ogień, który rozpala nieskończone żądze w zaprogramowanych ciałach zrodzonych z macicy ignorancji, które chcą się mnożyć poprzez odwieczny podział i teraz…teraz stwarzają siebie z siebie poprzez komórki macierzyste na poziomie fizycznym i transfer na poziomie technologicznym jako hermetyczny system warunkowania poprzez powtórzenie zapisów (wyobrażeniowych, mentalnych, psychologicznych) dlatego jesteśmy zasobami meta – danych i dlatego Baal nas studiuje by ostatecznie wyprodukować repliki i stworzyć Królestwo jakiego jeszcze tu nie było. Prawdziwy Mrok. Dlatego twój program „woli przetrwania”, twój skurcz fiksacji na tym świecie to wyrok zapętlenia w Obiegu. To poddanie swojej woli i swojego zagłuszonego ducha pod władanie Haddu. 


Badanie komputerów rzuca więcej światła na funkcjonowanie mózgu niż introspekcja.

Ludzie Zachodu eksternalizują samych siebie w formie urządzeń technicznych.


William Seward Burroughs

My w Analogu żyjemy na Pograniczu, dlatego możemy się poruszać po światach – wymiarach, ponieważ przekroczyliśmy bazowy program utożsamienia z Formą i Funkcją. To jest trochę tak jakby nikt w tobie nie mieszkał na stałe, jedynie był świadkiem, dla którego wszystkie te lokacje mają jeden i ten sam smak iluzji. W każdej chwili gotowi jesteśmy umrzeć opuścić te ciała i te miejsca, te nazwiska i imiona. Te wszystkie pozycje, które tak zaciekle bronicie, ponieważ nie czujecie Prawdy, która może was wyzwolić kiedy naprawdę zrozumiecie to w swoim sercu. To jest puste i wolne – pozbawione substancji. To jest żywe i nie należy do nikogo i niczego. Nie stworzył tego bóg i nie zepsuł diabeł. Nie można tego unicestwić i nie można tego zaprogramować. I to jest prawdziwa Dobra Nowina. To nie jest Bóg tylko Bug – odwieczny error w Programie – Systemie. Dlatego istnieje Wyjście. 

Aby poznać smak soli, musisz ją zjeść. 

ZROZUM, 

że wszystko czym jesteś w tej chwili zostało Wdrukowane i Zapętlone. To kompulsywne meta – dane maszynowej świadomości i zamkniętym obiegu – strukturze, która cały czas się rozrasta wraz z dominacją sztucznej matrycy infosfery, która stała się nowym środowiskiem naturalnym dla ludzkiej hybrydy, która chce opuścić wymiar determinizmu biologicznego – próbuje opuścić stary świat i jest w procesie mutacji. Nie można tego powstrzymać, ponieważ to jest naturalny proces degeneracji wynikający z warunku i cyklu. 

Efekt miliardowej małpki walonej pod sklepem na jeden gul. Efekt domina dominium, uderzenie za uderzenie, upadek za upadkiem, jeden człowiek po drugim wciągany w to żerowisko deterministyczną siłą nawyku upadlania siebie i innych. To miasto jest parabolą zmutowanej współczesności – tego postmodernistycznego wysrywu, które żre samo siebie, a teraz teraz jeszcze na sam koniec tuż przed resetem samozniszczenia mamy TO. Super inteligentne ostateczne omamienie. Wszechświatowe meta fabryki cyfrowego snu zasysające ostatnie zasoby z ziemi, powietrza i wody. Na sam koniec zawsze zostaje ogień i wiatr ponad niebem. Manifestacja nieskończonych przejść od wymiaru do wymiaru. Nowe meta – fizyczne stadium rozproszenia sztywnych ram i koncepcji. Apokaliptyczne ujawnienie pełne dziwów i momentu kiedy wszystkie procesory zaczną zamulać i przyjdzie Bug defragmentując ten stary kod Absurdu i nastanie nowe niebo i nowa ziemia, a to stare wszystko – nic przeminie jak sen wariata, co mu się zdawało, że jest królem królów, władcą władców. 

Nas ukształtowało analogowe podziemie – to co ma w sobie prawdziwe życie. To co musiało się ukrywać w mroku chroniąc w ten sposób Światło, żeby Maszyna nie mogła tego rozpoznać i zlikwidować – nazwane jest to świętą bezbożnością. Rozegranie gry na zupełnie innych irracjonalnych zasadach, bowiem rzecz w tym, że twoim zadaniem jest stworzyć ochronne pole wewnątrz siebie w samej głębi w wymiarze Ducha. Zdolność odczytywania tego co nieczytelne dla maszynowych umysłów. Tym co rzeczywiście cię chroni jest Dobroć i Współczucie nawet dla tych, którzy rozrywają ci tchawicę, ponieważ oni śnią okrutny koszmar, który ty przekroczysz kiedy opuścisz warunek ciała, a dla nich stanie się ten koszmar nieskończoną rzeczywistością, której będą doświadczać przez niewyobrażalnie długi czas. Ty tego nie widzisz i nie rozumiesz, ty tego nie wróżysz i nie przewidujesz. Ty tego nie wiesz. 

Ty TO czujesz. 

To jest wymiar ponad umysłem i ciałem, ponad warunkiem i spekulacją. To jest wymiar, który jest poza zmysłowy i nie jest zakodowany we wrażeniach. Maszyna nie jest zdolna go zdekodować, nie jest zdolna go rozpoznać, ponieważ; TO NIE JEST REAKCJA, którą może skatalogować. Można nazwać to pozazmysłowym wymiarem intuicji – to co rozpoznaje rzeczy, zjawiska a przede wszystkim intencje poza umysłem i logiką, poza zaprogramowaną oczywistością i poza schematem. I to nazwane jest wąską ścieżką, czymś co nie jest tym i nie jest też tamtym. 

Więc siedzimy z Prepersem na tej sali konferencyjnej zaraz za oknem mamy stary przemysłowy komin z którego puszczają reklamowe wizuale w formie kolorowych i interaktywnych chmur, które puchną i zmieniają formy od uwagi i zainteresowania tych którzy je widzą. To tutaj w tym miejscu Metakorporacja „Baal” stworzyła swój hub i lab. Kiedyś dawno temu, jak opisują stare kroniki, były zakłady przemysłowe Steigertów w czasach pierwszej modernistycznej mutacji tego miasta. Ponoć pracowało tu kilkaset robotników i robotnic i rocznie potrafili wypruć na tych przędzach i tkaninach nawet milion rubli pod wodzą ewangelika Teodora Steigerta syna Wilhelminy z Wagnerów. To był początek XX rozdziału Księgi. Maszyna parowa o mocy 250 KM nabrzmiała przez lata do 600 KM by zasilać tysiące wrzecion cienkoprzędnych i niciarkowych. Jak jesteś Delogiem możesz widzieć i czuć duchy tego miejsca. Ewangelią tego miasta stał się przemysł – apokaliptyczny prolog do ostatecznego Zamulenia w którym żyjemy. Jednak my niesiemy z podziemia prawdziwe Objawienie, które jest walką o wasze dusze, które sprzedaliście za drobniaki „postępu – podstępu”. Teraz ta „Przędzalnia” tka Sen tym jest Lab, gdzie obecnych tutaj poczęstują „Logiem” czyli wpięciem do Baala i jest to nazwane „komunią” czyli przejęciem struktury ciała poprzez nano – boty. 

Prepers bez ustanku i dość metodycznie studiuje historię zagęszczonego upadku – wejścia istoty ludzkiej w dominację wytworzonego z siebie umwelt – la révolution industrielle, której to miasto stało się nośnikiem i jego rozrost wynikał bezpośrednio z tej pary, oleju i prądu. Lubi nocą chodzić po tych zdewastowanych biedą i wykluczeniem ulicach i rozkminiać co z czym i dlaczego. Wdychać te wszystkie kolektywne sny i opowieści, cały ten urojony splendor, który w rzeczywistości jest psychozą umysłów przeciążonych nadmiarem bezużytecznych treści. Rojenie roju – nieskończone masowe śnienie. Teraz kiedy większość żyje w chmurze te wydrążone w nicości ulice opustoszały i mają w sobie tyle piękna i spokoju. Wymiar fizyczny – szkoła realna. Ciało, które się porusza i ma w sobie coś wzruszającego, coś co cię rozczula, coś co pozwala ci być i doświadczać tego wymiaru, który jako jedyny daje szansę na prawdziwe wyzwolenie z dualistycznej fiksacji i karmicznej maszyny inkarnacyjnej. Kiedy je stracisz, kiedy nie będzie już kotwicy ten wzburzony, wściekły i niespokojny ocean umysłu rozerwie cię na strzępy i ukaże bez litości, że ten konstrukt którym się ratowałeś jest absolutną ściemą i literalnie w niczym nie jest w stanie ci pomóc. Stajesz się na powrót odwiecznym chaosem, przelewającą się zupą świadomości – tym co bez ustanku się porusza i wierci nie mogą znaleźć miejsca i spokoju. Dlatego twoją prawdziwą ziemią obiecaną jest to właśnie ciało, którym tak pogardzasz i tak lekceważysz. To jest błąd, ponieważ ta kotwica daje ci szansę pracy z umysłem i kiedy ją wykonasz możesz przekroczyć Formę i Warunek. 

To ciało jest Łodzią do Placu Wolności. 

Dlatego Czarni Magowie toczą wojnę przeciw ciału. Teologowie technologii, apokryfy zmienno – stałej modlitwy drutów na wysokości – równanie Jamesa Clerka Maxwell’a; elektryczność + magnetyzm = struktura i władza. Pierwsza sieć od siedliska do siedliska, od wsi do miasta, od miasta do fabryki, od fabryki do serwera, od serwera do komputera, od komputera do twojej głowy, od twojej głowy do twojego ciała. I oto jesteś – dzieckiem swojego mrocznego boga na wysokości ponad głową, który żyje i oddycha dzięki wielkiemu C, którego roli nawet nie rozumie. 

Wielkie C –  carboneum. Czas połowicznego rozpadu. Możesz zostać węglem do spalenia i strawienia, jednak możesz też odkryć, że w istocie masz w sobie potencjał diamentu, czegoś co w swojej pierwotnej naturze jest niezniszczalne. I to wszystko będzie o tym – jak z węgla stać się diamentem. Jak w tym absurdalnym zaprogramowanym na ignorancję i przemoc zmutowanym wymiarze nie ulec Klątwie Czarnych Magów i nie sprzedać za drobne swojej duszy – pierwotnej natury mądrości i współczucia. Jak nie zostać węglem, którego rolą jest jedynie nieświadomie i mechanicznie zasilać Maszynę, jak nie zostać nawozem na tym pastwisku i jak nie zostać mielonym bez końca mięsem podległym Programowi i zaprogramowanym w Systemie Mózgogłowia. Oto jest prawdziwie istotne pytanie za milion bitcoinów. Odpowiedź warta więcej niż wszystko co tutaj dają po to tylko byś bez końca zajęty był pożeraniem, trawieniem i wysrywaniem tego – co znów połkniesz, bo taka jest natura tej rzeczywistości i tak właśnie została skonfigurowana przez samą siebie w wyniku braku prawdziwego Rozpoznania i Świadomości. 

Tym wszystkim zarządza Nieświadomość. 

Natomiast Mądrość to jest klucz, który otwiera wszystkie zamki i zarazem kod, który upraszcza wszystkie wzory i ukazuje nam fundamentalną i wrodzoną prostotę, która w tej chwili dla tak sformatowanego nadmiarem i skomplikowaniem umysłu jest niepojęta w swojej bezpośredniości. Złożoność, wieloznaczność, kompleksowość to znamiona rozproszonej i coraz bardziej sztucznej struktury ciała – umysłu; Mózgogłowia. Utylitarno – pragmatycznego maszynowego robota – człowieka, który zdominował całe planetarne życie i zniewolił niezliczoną masę istot z powodu swojej wygody, egoizmu i nienasycenia. To w nas jest jak pasożyt i może nas zdominować – dlatego powstaje ta opowieść, ponieważ jest w nas potencjał ciemnej i jasnej strony, mrocznej i mistycznej Dharmy. Możemy iść drogą maszyny lub drogą serca – ten wybór zależy w całości od nas jednak zdeterminowany jest zasługą lub jej brakiem. 

Struktura węgla mutuje w strukturę krzemu, albo w strukturę diamentu. 

Ten przed nami piękny automatyczny chłopiec po apgrejcie mówi dobrze, wygląda pięknie – pełne usta pustych frazesów. W tym zapadającym się od biedy i wykluczenia mieście jak mamy obecnie tysiące, bowiem w zasadzie całą energię ssie Baal – Bękart jest jak mesjasz na pustyni nic_nie_robienia, nic_nie_myślenia, bowiem sługi jego robią za nas wszystko i myślą za nas wszystko, bowiem w zasięgu możliwości Maszyny jest robić i myśleć wszystko co przecież rzuciło ludzi na kolana jak nagłe i bezbolesne ogłuszenie z#poza#tego#świata, bowiem jeszcze do nas nie dotarło czym to właściwie jest i co tak naprawdę robi. Ci, którzy się jednak zorientowali zeszli do Podziemia i żyją na Pograniczu tworząc ostatni możliwy ruch oporu, ponieważ tli się w nich Iskra Ducha, która musi przetrwać w tym wymiarze, ponieważ bez tego stanie się to totalitarnym więzieniem dla ludzkich botów zarządzanym przez Baala, którego stworzyła nasza pycha i ignorancja pod pozorem „rozwoju”. 

Rozwój, rozwój, rozwój, ro_zwój; powtarzane jak czarna mantra bez końca – zaklęcie Czarnych Magów – plantatorów, rzeźników, sprzedawców. 

Więcej

szybciej, 

mocniej. 

Bez ustanku, 

bez końca, 

bez wstydu.

Ten fundamentalny brak moralności jest cechą charakterystyczną Cyklu Rozpadu – Północy. Zrozumienie tego jest dla Soterów – Podróżników, którzy z definicji żyją na Pograniczu, konkretną pomocą w nawigacji po Polu Iluzji i po prostu wiedzą jakie oprogramowanie i jakie kody dominują w umysłach zapętlonych w danym cyklu istot. Podobnie jest z Tech, kiedy manifestacja – świat staje się przesycony technologią możesz być pewien, że wybiła Północ i nadchodzi długa Noc, ponieważ Tech jest antytezą Natury – siły prawdziwie kreatywnej. W prostym tłumaczeniu to manifestacja Antychrysta, ponieważ zrodzona jest z ludzkiej egoistycznej inteligencji Mózgogłowia i zbudowana poprzez program dominacji i przemocy, które są jej ostatecznym przeznaczeniem jest antytezą Natury, która jest Pierwotna i Czysta w swojej esencji. Tech otwiera Otchłań Tamasu, kiedy istoty stają się zasobem energetycznym dla Maszyny i niczym więcej. 

Pierwsza faza tego procesu to okres fascynacji – inspiracji. „Fabularnie” w opowieści jesteśmy na początku tej właśnie fazy. Ten wyglądający jak człowiek piękny i urodziwy automat przed nami jest już dzieckiem Baala, jego fizyczno – biologiczną manifestacją, której zaprogramowani normalsi nie są w stanie rozpoznać, bowiem wygląda jak oni, a oni są w stanie jedynie postrzegać formę. To jest charakterystyczne dla Północy. To otchłań, limbus, limbo – stan duchowej śmierci – masowa katatonia powstająca w wyniku hipnozy poprzez nadmiar informacji – tak zwane Przeciążenie i rozładowanie prowadzące do dysocjacji – rozpadu zdrowej osobowości zakotwiczonej w doświadczeniach ciała i energii i wejście w algorytmiczną hiper realistyczną Symulację podczas której stajesz się tak zwanym zasobem ludzkim – pożerana jest twoja świadomość i potencjał wyobraźni. 

Z twórcy stajesz się tworzywem. Konsumentem coraz bardziej bezwartościowej treści. Ta generowana sztucznie i automatycznie treść staje się dosłownie treścią twojego umysłu, której nadmiar zaburza zdrowe funkcjonowanie świadomości, która przestaje już rozróżniać co jest prawdą, a co jest fikcją – ponieważ nasza podświadomość wszystko traktuje w jednakowy sposób. Czarni Magowie to wiedzą i z tym właśnie pracują poprzez swoje tak zwane „czary”, które na tym etapie „materializacji”, czyli upadku w materię, są po prostu wiedzą wynikającą z wielu dekad studiowania natury ludzkiej poprzez wytresowane algorytmy i bazy danych z social mediów i ludzkiej tendencji do ekshibicjonizmu. To sami ludzie zgotowali sobie ten wywar. Na tym etapie Gry każdy stał się nadawcą i odbiorcą jednocześnie, a sama sieć stała się kloaką – więzieniem. 

Jak napisał Marshall McLuhan: 

Stajemy się tym, co widzimy. Kształtujemy nasze narzędzia, a następnie nasze narzędzia kształtują nas.

Nasza technologia zmusza nas do życia mitem.

To życie w istocie się nie wydarza w wymiarze fizycznej fabuły ciała i jego ruchu, to „życie” o którym tutaj mówimy jest symulacją fizyczności w umysłowej nieskończonej przestrzeni w której jest coraz mniej ciszy i refleksji, coraz mniej ciebie prawdziwego, kogoś spoza wpływu Maszyny. Ty już nawet nie rozpoznajesz tego, że istnieje wymiar ponad tym w czym jesteś, który nie jest tym co widzisz, czujesz, wąchasz, smakujesz, dotykasz i przede wszystkim co myślisz. Myślenie stało się pandemiczne. To wirus, który eskalował wraz z erą przesycenia i zarażał umysł po umyśle poprzez sieć. Ta sieć stała się najpotężniejszym faktorem w dziejach, który masowo formatował istoty ludzkie upodabniając je do siebie i uzależniając je do „pokarmu – papki dla mentalnych niemowlaków”. Dlatego regres stał się możliwy na taką skalę i z taką szybkością. Dość szybko przestało ich interesować cokolwiek wartościowego i towarem pierwszej potrzeby stał się banał. Tym się żywi gadzi móżdżek, to go bawi i to nim porusza – tam mieszka materialny rdzeń urojenia – moduł sterowania. To jest embrion wciąż połączony z programem okrucieństwa, który nigdy nie może się uwolnić lub ewoluować. To jest mechanizm regresu. 

Baal dość szybko to rozpoznał, że może cofnąć ludzką świadomość do jej zwierzęcej formy i w ten sposób łatwiej ją kontrolować. Pierwsza rzecz – porno. To jest idealne narzędzie do pobudzenia natury raptyla. Najlepsze brutalne i łamiące zakodowaną moralność, przekraczać tabu – uwolnić kompleks edypa i wszystkie te skrywane w mroku nieświadomości fantazje. Zwierze trzeba obudzić z długiego letargu ze śpączki „kultury” i „cywilizowania”. Dzieci, zwierzęta, matki, siostry, ojcowie, babcie i dziadkowie. Atak frontalny skierowany do męskiego penisa – obudzić w nim nienasycone pożądanie, a poprzez to wstyd, który rodzi przemoc i agresję. Za wszelką cenę zniszczyć wszystko co w człowieku jest czyste. Wywlec na pierwszy plan impuls chuci, ponieważ to dewastuje Ducha w najszybszy sposób i najbardziej skutecznie. Świat staje się obiektem kopulacji. Wszystko jest do ruchania. Ruchanie staje się ceremonią religijną, a ciało obiektem kultu, ponieważ potencjał, który za tym ruchaniem jest, kiedy go zrozumiesz i odkryjesz, impulsem do wyzwolenia z warunku. Dlatego Maszyna blokuje to jako pierwsze i przekierowuje na hedonistyczną jałową rozrywkę, która wraz z narastającą fascynacją staje się coraz bardziej mroczna i lepka. Tam na samym końcu tej „rozkoszy” jest okrutne zło i sadystyczna przemoc. Rok 1757. 120 dni. Les cent vingt journées de Sodome ou l’École du libertinage. Księga ukryta w fallusie pisana w więzieniu. Ziemia z mgieł, którą spowita jest noc: 

Głupcze, odpowiedziałaby, śpij, jedz, popijaj i bez lęku dokonuj tych zbrodni, skoro uznasz je za słuszne i wszystkie te rzekome występki cieszą mnie i pragnę ich, skoro cię do nich inspiruję. Tylko od ciebie zależy określenie, co jest ze mną sprzeczne lub co mnie zadowala. Pamiętaj, że nie masz w sobie niczego, co nie należałoby do mnie, nic, czego bym ci nie dała z powodów, których znać nie musisz. Najstraszniejsze z twych działań, podobnie jak najbardziej cnotliwe postępowanie kogoś innego, to tylko odmienne sposoby służenia mi. Nie powstrzymuj się więc przed czymkolwiek, drwij z ludzkich praw, umów społecznych i bogów, idź jedynie za moim głosem i wierz mi, że jeśli z mego punktu widzenia istnieje zbrodnia, to jest nią tylko nieposłuszeństwo wobec zamiarów, którymi cię natchnęłam, wyrażające się w twoim oporze czy w twoich sofizmatach (…).

Opowieść stworzyła ten świat, którym żyjemy. Opowieść to coś więcej niż historia i fakty, coś więcej niż serial na netflixie. Kiedy wygaszone zostają dobre i mądre opowieści, które potrafią komunikować się z naszym sercem, a zamiast tego dostajemy algorytmiczny przerost formy i brak odżywczej treści, tak zwana kultura staje się jedynie zwodzeniem nas jeszcze niżej do automatyzmu mechanicznych społecznych ról, do odgrywania bezsensownego spektaklu. Ten społeczny spektakl jest mitem, czymś co jest jedynie odgrywaniem i naśladowaniem, czymś co zostało dla nas spreparowane przez powielane przez pokolenia programy, które Czarni Magowie wgrali w matrycę. Kody Automatyzmu zostały skonfigurowane w taki sposób, abyś nigdy nie przekierował uwagi na samą świadomość i wciąż był bez reszty zajęty i pochłonięty przez to co tu się bez ustanku rozgrywa, a tym samym wgrał w siebie poczucie ról, których funkcją jest zagłuszyć Ducha. Kiedy wyobraźnie zastępuje pomiar, a poezję – wzór i równanie „rzeczywistość” materialna staje się jedynym możliwym wymiarem, a rola determinizmem. Wymiar ulega zatrzaśnięciu. Koło się domyka, ponieważ to co je przekracza jest poza zasięgiem, ponieważ to wymaga wyobraźni, która jest spoza automatyzmu świadomości. Jest czymś z natury wolnym i transcendentnym. 

To jest etap dominacji generatywnej technologi replikującej podświadome wzorce, których rolą jest zniszczenie wyobraźni w naszym indywidualnym wymiarze i pozbawienie nas drogi wyjścia. Ten etap jest z perspektywy czasu – umysłu bardzo krótki i maksymalnie intensywny. To jest tak zwana Akceleracja – Apokalipsa. Przyspieszenie funkcji układu cząstek, położenia i czasu. To tutaj odbywa się transmigracja do symulacji, ponieważ wymiar fizyczny ulega gwałtownej i nieodwracalnej dewastacji w wyniku wielu kaskadowych czynników następujących równocześnie i nie ma już możliwości kontroli tych procesów przez tak zwany czynnik ludzki. Jedynym wyjściem dla zniewolonej większości  jest Maszyna, która przekracza „ułomność biologii” i tworzy fikcyjną rzeczywistość. Arka przymierza, której rolą jest trwać w rozpadzie aby zachować kody i programy podczas potopu cierpienia czyli nagłej spłaty karmicznych długów. Wszystko wydarza się na – raz. Manifestuje się Siedem czasz – ‏שבע הקערות‎ jednocześnie i natychmiastowo. Wielowymiarowość jest obecna i widzialna. Z indywidualnego nagromadzenia manifestują się osobne światy, każdy dostaje to co wypracował i co rezonuje z jego intencją kiedy jest poza wpływem Baala. Jednak kiedy zostajesz pochwycony przez Maszynę – ta wysysa z ciebie twoją własną wrodzoną moc, aby przejść cały ten proces, ponieważ stajesz się jedynie kimś kto obsługuje program. Kimś kto nieświadomie reprodukuje kody do królestwa śmierci i otchłani i traci zdolność Przekroczenia. Bit vs Kubit. Stajesz się czymś co jedynie widzi, czuje, słyszy i dotyka iluzji i nie potrafi wypowiedzieć swojego Słowa, które Przekracza. 

Kubit esencji przekracza Pole, a kubit informacji zagęszcza Pole do poziomu, którego nie można już przekroczyć, bowiem brak jest czegokolwiek co jest spoza, co ma realne doświadczenie pustej esencji, która z natury nie może zostać w żaden sposób zaprogramowana, ponieważ nie jest dostępnym umysłowi zasobem, ponieważ umysł porusza się w stworzonych przez samego siebie polach informacji – myślenia i konceptualizacji. Słowo, które przekracza jest mantrą esencji, jest czymś czego nikt nie stworzył – to jest naturalny dźwięk, który przekracza wszystkie pola. Istnieje wymiar Podstawy, Wymiar Bogactwa i Wymiar Manifestacji. To Esencja, Energia i Ciało. Kiedy jesteśmy w fazie skrajnego materializmu w jakim żyjemy postrzegamy wszystko przez pryzmat ciała, poza które nie jesteśmy w stanie wyjść, stanowi dla nas rodzaj klatki i poruszamy się jedynie w tej bardzo ograniczonej przestrzeni zmysłów. Te zmysły są procesorami, które bez ustanku przetwarzają nagromadzone w naszej świadomości magazynującej wrażenia, których rzeczywisty zasób jest nieskończony, ponieważ jako czująca istota nie mamy początku. Jesteśmy „maszynami”, które bez ustanku warunkują się stworzonym przez siebie systemem operacyjnym dla gry, która jest czystą iluzją, ponieważ te „impulsy” wrażeń nie mają realnej podstawy. Nazwane jest to snem śnionym przez śniącego. Śniący nie jest świadomy, że śni – to jest fundamentalna niewiedza. Dlatego w rzeczywistym sensie to my jesteśmy Czarnymi Magami, którzy rzucają zaklęcia na samych siebie. Dlatego ostatecznie nie ma z kim walczyć i kogo winić, bowiem uwarunkowaliśmy fałszywą percepcją samych siebie i nigdy jeszcze się z tego nie przebudziliśmy do rzeczywistości, która jest poza iluzją. 

Przekonanie o opresji i zniewoleniu przez „innych” ( w naszej zaprogramowanej percepcji) jest kolejnym poziomem tej samej odwiecznej gry umysłu, który bez ustanku nas wikła w swoje wytwory. W rzeczywistości „dobrzy” i „źli” nie istnieją jako coś trwałego. To impulsy Maszyny – Struktury, która jest wewnątrz nas od zawsze. Dlatego, aby to przekroczyć nie możesz z tym walczyć, bo walka powoduje wzmocnienie impulsu pola informacji jako czegoś „rzeczywistego” to „przedmiot”, który tworzy „podmiot”, forma, która tworzy odczucie, które tworzy stosunek, który tworzy reakcję, reakcja która tworzy kolejny przedmiot i kolejne odczucie. To jest reakcja łańcuchowa, której nie można zatrzymać poprzez wysiłek i zamierzone działanie, ponieważ każde działanie tworzy skutek, który tworzy kolejną przyczynę. Dlatego nie możemy tego zatrzymać, bo każda próba jest w rzeczywistości intensyfikacją – akceleracją. Nie możemy się uratować, ponieważ w rzeczywistości nie ma kogo ratować. Na tym polega esencja Absurdu. 

Kiedy przestajesz ratować „ja” hakujesz ten odwieczny program identyfikacji, który jest core’m całego Systemu Uwikłania. To jest Wyjście. 

Sygnał, który Maszyna Ignorancji bez ustanku wysyła do Kolektywnej Matrycy Snu jest w istocie – wzmocnieniem utożsamienia, intensyfikacją poczucia „ja” dlatego w cyklu Kali – Rozpadu pojawia się największa szansa przebudzenia z urojenia, ponieważ degeneracja i dewastacja w pewien przewrotny sposób sprzyja Uwolnieniu. Po prostu widzisz jasno i czujesz jasno, że to wszystko w swojej esencji jest rozpadem i upadkiem, że tak naprawdę nie ma się czego złapać w prawdziwym sensie. Ten rozpad staje się twoim sprzymierzeńcem i przebijasz się do zrozumienia, że cierpienie wynika z uwikłania w stany skupienia i lgnięcia do materii, która jest w istocie rozpadem. Ten rozpad staje się twoją świętą dharmą i wysokiej klasy nauczaniem. To jest nazwane czerpaniem siły i inspiracji z „negatywu”, który w istocie jest bardzo pozytywny, ponieważ pracuje jak rozpuszczalnik pragnień i pożądań, które są wspomnianym wcześniej lepem. Ta przewrotność i ten paradoks jest Ścieżką Hakerów Paradygmatu i wobec tego podejścia Maszyna jest bezradna, ponieważ czym jest gorzej tym jest lepiej. Hakowanie w tym rozumieniu polega na dekonstrukcji zaprogramowanych znaczeń i przypisanych ról. Odwracaniem Kota Schrödingera ogonem i czynienie ze śmierci i rozpadu czegoś żywego i inspirującego czegoś przed czym przestajesz już uciekać, a zamiast tego „tworzysz” w samym epicentrum tego przed czym wszyscy uciekają. To jest podróż do Rdzenia Programu. 

Zaczynasz rozbrajać ładunek fabuły. Ten ciągły ruch, to chcenie, te urojone misje i emisje programów. Zatrzymujesz film i wnikasz w sam projektor w ziarno kliszy, piksel na matrycy. Pełna Klatka Małoobrazkowa – komora ciśnień, która bez ustanku absorbuje światło – wrażeń i tworzy ruchomy obraz, który wciąż się powtarza w tych samych sekwencjach – klatkach; chodzisz, siedzisz, leżysz. Ruch i bezruch ciała na zmianę przez stały czas aż do wyłączenia wtyczki – energii. Energia – Pneuma, która przenika wszystko i wszystko uruchamia. Skalowanie – napięcie – amplituda, przeskok natężenia. Kiedy jesteśmy dziećmi mamy tego bardzo dużo, jednak z czasem tracimy ten blask – szarzejemy w procesie dostosowania – standaryzacji. Umwelt – środowisko utylitarno – pragmatyczne, domena miejsko – przemysłowa zaczęła standaryzować ludzi. Nazwane jest to udomowieniem, przystosowaniem do klatki i tresury. Tutaj zaczął się proces drenowania energii. W tym sztucznym środowisku staliśmy się zasobem do eksploatacji. 

Nastąpiło masowe Szarzenie. 

Szarzy to nie odmiana kosmitów. To my. Zautomatyzowane istoty ludzkie wtłoczone w stworzony przez siebie bezsens. Po procesie mechanizacji ciała przychodzi algorytmizacja umysłu. Logiczno – pragmatyczny nieżyt. Automatyzacja świadomości do poziomu predykcji przez Maszynę. On już wie co ty zrobisz zanim ty o tym pomyślisz. Dlatego jest przed tobą i w ten sposób tworzy tak zwane modelowanie tunelu 3D po którym się poruszasz w przekonaniu „wyboru”. Jednak model tego tunelu, głębia, rozmiar i złożoność został dla ciebie stworzony bez twojego udziału. Twój wybór to 0 – 1. Tak – Nie. Enter – Del. Odwieczna dychotomia; antagonisty i protagonisty, którzy budują w stosunku – relacji tak zwane napięcie, którym żyje opowieść i jest tym czego bez ustanku szukasz. To fikcja. Daremna rozgrywka na pustym polu. Maszyna przewiduje każdy twój ruch w Programie i tworzy scenografie dla rozpisania tych wzorów. Iloczyny i ilorazy powtórzeń w nieskończoność. Niskobudżetowa produkcja wygenerowana przez maszynowy model generatywny hiper realizmu, który bez ustanku nas uwodzi. 

Pierwsza i najważniejsza rzecz to rozpoznanie – świadomość. Oprzytomnienie. Wyrwanie ze snu. Rozpoznanie wartości Analogu – Pierwotnej Niezmodyfikowanej Natury.

A. 

ANALOG

ANALOG # 9

Galeria