PIRACKA KUCHNIA

OWSIANKA

„Nie wiado­mo, dlacze­go wszys­cy mówią do kotów ty, choć ja­ko żywo żaden kot nig­dy z ni­kim nie pił bruderszaftu.”

Michaił Afanasjewicz Bułhakow

Bardzo lubię surrealizm, to jeden z moich ulubionych prądów w tak zwanej kulturze. Marzy mi się kuchnia surrealistyczna, malownicza z całą gamą dziwnych i pokręconych smaków i niespodzianek tworzona w realiach „Arizona Dream”. Wyobraźmy sobie błękitną pustynię, powiedzmy o świcie, kiedy niebo nakłada na siebie coraz bardziej wyraziste halki, a później mieni się falbanami czerwieni, purpury, żółci, bananów, pomarańczy. Wyobraźmy sobie latająca nad głowami wielkie ptako – krowy, albo lepiej świnie i jeszcze niech będzie – smoki, albo smoko – nietoperze. Wiatr uderza znienacka punktowo, porywa tumany kurzu, tańczy i wiruje jak sprawny przystojny tancerz macho z brylantyną robioną z winogrona trzymający w barczystych opalonych objęciach wielkiego kota rodem z powieści Bułhakowa i niech mu będzie kolor zielony. Zatem jesteśmy właśnie na tej pustyni, ubrani w to w czym nam wygodnie, lub nawet w to z naszych najskrytszych zakazanych fantazji i co jest ważne – czujemy się na tej pustyni zajebiście.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

BETA VULGARIS CZYLI BURAKI

„Po raz pierwszy o buraku wspomina jeden z dokumentów pochodzących z Babilonii. W roku 722 p.n.e. uprawiano go w ogrodach króla Meodaka-baladana, pod nazwą selqu.”

Wikipedia

Tęcza tęczą, a jak to mówią, jeść się chce. Dzisiaj przyrządzimy buraki. Na rzadko. Na miękko. Bez specjalnych skrupułów. Póki co, jakbyśmy nie byli wygadani i jakich kabli byśmy nie podłączyli do nie wiadomo czego i tak drodzy babilończycy w końcu buraka trzeba zjeść i strawić i wydalić. Dlatego nie ma co się specjalnie wkręcać w babiloński amok. Lepiej iść do lasu i pooddychać świeżym (powiedzmy) powietrzem. To wszystko tylko udaje rzeczywistość.

To hiper realna gra planszowa – symulacja. Nie ma co dramatyzować. Mój sposób na tą zupę jest taki, że ostre klimaty wrzucam na polany oliwą (która została zakupiona na niewiarygodnie „indyjskim” rynku na warszawskich Bielanach, jak i reszta warzyw, ponieważ tam przyjeżdżają także prawdziwi rolnicy, co prawda nie krzyczą, że są „ekologiczny”, gdyż jak wiemy w pełni ekologiczny w tych czasach jest tylko szczyt klimatyczny w Warszawie i ulotki na „ekologicznych produktach” i produkty kilku uczciwych ludzi) garnek.

dscn8270

W skład hard core metal Group wchodzi prawdziwa papryka chilli, czosnek, czerwona cebula i imbir. Zatem ogień, garnek, oliwa i hard core metal Group. Pozwalamy garnkowi zagrać na ogniu co najmniej 5 minutową solówkę. Gdy temat jest już rumiany schładzamy go Tamari, lub po ludzku sosem sojowym. Albo z japońska 醤油. Wtedy już temat nabiera zapachu i koloru. Dajemy kilka kropli cytryny i posypujemy majerankiem. Więcej oliwy jeszcze, bo jesień, a mięsa nie przyrządzamy. Dalej ziemniaki w kostkę i przetarte na tarce warzywa: burak, marchew i korzeń pietruszki. Pieprz i sól. Dusimy temat. Wrzucamy gatunek brunatnic z rzędu listownicowców zwanych „Wakame” znów trochę cytryny i tymianku. Zalewamy wrzątkiem. Ziele angielskie i liść laurowy. Teraz następuje seria wolnych romantycznych ballad o miłości zatem już nie dotykamy garnka pozwalamy mu tańczyć na ogniu w spokoju co najmniej godzinę.

dscn8238

Dolewamy później barszczu białego i kończymy temat. A na drugie co?

Naleśniki eksperymentalne. Z mąki orkiszowej (na zdjęciu naprawdę dobra) z dwóch jajek (brudne jaja od baby) i mleka. Można bez mleka bez jajek tak zwany styl wegański. Naleśniki to usmażyć nie jest trudno. Ale eksperyment jest w polewie. Szpinak na parze, masło roztopione mus rabarbarowy i starty oscypek od górala, albo tego co się za niego przebrał. Wzbudza to pewne kontrowersje w podniebieniu. Smak dziwaczny, bo niby czemu zawsze się pisze w tych kulinariach, że dobre? My napiszemy (czemu My jak Ja) oryginalne, ciekawe, dziwne i kontrowersyjne.

To tyle z tęczowym pozdrowieniem – smacznego.

dscn8236dscn8239dscn8242dscn8252

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

KRÓTKA HISTORIA JAJECZNICY

Wielkie sprawy gdzieś tam są za oknem kamienicy, za oknem komputera, telewizora i smart fonu. Przestał mnie interesować świat z “czytnika google” – 666 subskrybcji rss’ów z czterech stron świata z tysiąca jego poziomów, przecieram zmywakiem “szum” wizji sytuacji, wizji życia, wizji globalno – lokalnych problemów szatkowanych wirtualnym słowotokiem, gdyż tutaj w drodze pomiędzy pokojem i łazienką dzieje się prawdziwe życie zupełnie wypłukane z niepotrzebnych ornamentów, nadpisanych znaczeń dodatkowych i gdzieś tam w bebechach czuję, że podział na ważne i mniej ważne jest coraz bardziej absurdalny, a sprowadzanie własnej egzystencji do “butów milowych” w drodze do jakiegoś mitycznego Celu, jako niby uwieńczenia Czegoś jest już tylko groteskowe.

Wszelka tzw. “debata” odbywa się na na poziomie tak abstrakcyjnym, że proste przyrządzenie herbaty osiąga status prawdziwie rewolucyjnego działania, a cóż dopiero mówić o jajecznicy.

Jestem wielkim fanem pomidorów koktajlowych ich kształtu, to są prawdziwe smart pomidory, nie wiem w jaki sposób natura wpadła na ten pomysł, ale chciałbym jej z tego miejsca podziękować i oddać cześć. Oczywiście ich idealne proporcje stają się bardzo podejrzane, podobnie jak cudownie nijaki kolor i absolutny brak zapachu, jednak nie łudźmy się w dobie genetycznie modyfikowanego życia, tego będzie coraz więcej, ponieważ poziom abstrakcji i mitycznych wirtualnych celów będzie coraz większy, a taka czynność jak jedzenie i zaspokajanie podstawowych potrzeb ciała jest niczym w porównaniu do fetyszu upiększania jego formy i udawania, że będzie cudownie młode, pachnące i lśniące bez oznak fermentacji. Cudownie zmechanizowana plantacja ludzi – pomidorków, wszędzie Dody Elektrody i inteligentni nadludzie – bestie w stylu Darka “Negrala” z mojej ulubionej muzycznej farsy pod ciężko brzmiącym znakiem handlowym “Behemoth”. Jak się ma robienie jajecznicy w mieście hipsterze miast (strona na facebooku) mitycznej obiecanej Łodzi – arce przymierza Polski do wszechobecnej maniery ratowania, zmieniania i ogólnego ulepszania świata, albo jak wspomniany Dariusz “Szatan” z czaszką w wannie mówiący o zwycięstwie nad pokorno – pokracznymi siłami tzw “dobra” przez negralowską armię ludzi lucyferów niosących wirtualne światło baśni fantasy i cytatów z Nietzschego – hipstera nadludzi. Zatem upraszczając to po swojemu życzę tym mianowanym i niemianowanym ratownikom świata powodzenia w ich przekraczających wszelkie pojęcie Misjach.

A tym czasem pomidory należy pokroić na ćwiartki, bowiem wszystko da się podzielić i jeszcze podzielić by nawet, o zgrozo! dojść do kompletnej pustki! Jednak nie idźmy tak daleko i malutkie pomidorki podzielmy na 4. Jajecznica ma napęd X 4 i głównie chodzi na masło, najlepiej “osełkę górską” plaster grubości 2 cm. Nic tak w moim pojęciu nie odsłania naszej prawdziwej kondycji jak właśnie ów fakt, ŻE MUSIMY JEŚĆ, a tym samym nic z naszego życia nie wskazuje bardziej na fakt wszechobecnej współzależności wszystkiego i gdzieś czuję, że właśnie ten brak szacunku do rzeczy najprostszych i najbardziej fundamentalnych jest “diabłem wcielonym” zrodzonym z matki ignorancji. Moja piękniejsza połowa wróciła z dalekich krajów (Meksyk, Gwatemala) i tam ci ludzie mają to coś. Mają i wciąż pielęgnują SZACUNEK do WSPÓŁZALEŻNOŚCI, a już absolutnym przeciwieństwem zachodniego myślenia fetyszowego i doprowadzonego do optimum wygodnictwa jest właśnie szacunek dla starszych i ich mądrości jaki ci ludzie pielęgnują i pomimo tego, że dla nich nasz tzw. “kryzys” byłby jak “noc w Hiltonie” z białymi ręcznikami i plazmową telewizją są nieporównywalnie bardziej radośni i szczęśliwi niż my opływający w te wszystkie „szczytowe osiągi” tzw. „cywilizacji”. Jak to możliwe? Może nie kumają „Krótkiej historii wszystkiego”, ale za to kumają, że są ogniwem w łańcuchu i nie ma się co niepotrzebnie puszyć jak małpa przy komputerze. Chcemy zmiany a nie rozumiemy nawet czym i kim jesteśmy, jakie jest nasze miejsce, choć wydaje się że jesteśmy tak cholernie inteligentni i tak ogarniamy. Ogarnąć własne życie, to jest dopiero wyczyn!

dscn5038

Ogarnąć najbliższą przestrzeń i najbliższych ludzi, odnaleźć poczucie zupełnie małego sensu – to jest wyczyn! Zatem pomidory wrzucamy na patelnię i rumienimy na złoto na masełku. Uwielbiam kręcić drewnianą łyżką na patelce – to mnie spełnia, daje poczucie pełni i pełnej kontroli. W tym punkcie ceremonii magicznej uwalniamy zmysł powonienia, rozkoszujemy się własnym uczestnictwem w procesie kosmicznej kreacji! Patelka jest jak galaktyka, a pomidory jak rotacje 56 planet. Widzieć jak to wszystko krąży i wiruje – cóż za spektakl! Dalej znów schodzimy na ziemię możemy poczuć samą ziemię – Koperek (Anethum). Z mojej ogromnej sympatii do królewskiej kultury fetyszu (Japonii) koperek kroję właśnie japońskim nożem, bo co jak co, ale noże mają niezawodne i doprawdy ostre, etos samuraja przed seppuku daje tu o sobie znać. Całkiem ładne mają też bajki i opowiastki, jednak gdzieś po drodze do „optymalizacji i wydajności” zapomnieli o tym – Fukuszima im o tym przypomina, że może warto się zatrzymać i poczytać kilka mądrych bajek dla dzieci. Zatem dalej trzeba nam rozbić kilka jajek do fantastycznego naczynia „miedziankowej” mistrzyni ceramicznej Klaudii Gawin. Popieprzyć trochę dla równowagi, posolić (co jest zasługą sąsiedzkiej przysługi Pablito Sroczyńskiego i Moniki Lotkowskiej z „Cohabitatu”, gdyż kucharz odkrył brak soli) i oczosnkować zmielonym czosnkiem. Czosnek jest Mistrzem, jest Królem zimowych poranków podobnie jak imbir i w temperaturach „białej pory elementu wody” doskonale podnosi to co trzeba. Tutaj zbliżamy się do finału. Łączymy niebo i ziemię, ogień z wodą – wlewamy jajka na patelkę!
Co za jazda! Absolutnie!

dscn5043

Bowiem jak w innym dziele pisze Ken Wilber:

„Stałym rdzeniem tradycji mądrości jest Wielki Łańcuch Istnienia i związana z nim wiara w pluralizm epistemologiczny. Huston Smith streszcza ten pogląd: „Istnieją różne stopnie rzeczywistości, a więc i poznania”.

Absolutnie nam tu trzeba się zgodzić, że właśnie teraz i właśnie tu na Miedziance stajemy się częścią Wielkiego Łańcucha Istnienia i nawet wierzymy w pluralizm epistemologiczny, a czemu nie! Możemy również streścić swój pogląd, że dobra jajecznica równa się dobrej książce, czy nawet dziełu filmowemu z tą jednak różnicą, że jajecznica w przeciwieństwie mitycznych porzekadeł i literowych mądrości w sposób niemetaforyczny staje się z nami Jednym, dlatego wybieramy drogę środka i balansujemy „materię” bardzo pouczającą i mądrą czytanką Kena W. To jest kombinacja 4D – słowo i ciało – jednia. Bowiem możemy tutaj śmiało pokusić się o nadużycie i stwierdzić – nie samą jajecznicą człowiek żyje. Zatem wywód intelektualny w trakcie zaspokajania przewodu pokarmowego toż to są w rzeczy samej różne stopnie rzeczywistości i potwierdza to sam fakt, że istnieją, gdyż tak wiele światów można odwiedzić podczas gotowania drodzy Państwo. A śniadanie można zjeść na kolację! Na Miedziance takie rzeczy się dzieją, bowiem „bądź sobą, reszta przyjdzie sama.”

DODATEK SPECJALNY:

Bułka grahamka z avocado z Meksyku:

dscn5049

Nazywam się Marcin Piniak i zawodowo zajmuje się szeroko pojętym zdrowym i świadomym żywieniem, jako wegetariański i wegański kucharz gotuję na warsztatach rozwojowych, prowadzę warsztaty gotowania i wykłady z praktycznych elementów Tradycyjnej Dietetyki Medycyny Chińskiej. Z gotowaniem jestem związany od blisko piętnastu lat. Pracowałem w profesjonalnej gastronomii w kraju i za granicą w wegańskich i wegetariańskich restauracjach.

SUBSKRYBUJ PIRACKĄ KUCHNIĘ:

SOCIAL MEDIA:

Zwykły wpis