TEKSTY

NIE PRZYCHODZI, NIE ODCHODZI

W całym tym oszałamiającym zgiełku i furii odwieczne pytania ludzkiej kondycji – „Kim jestem? Dlaczego tu się znalazłem? Jak stawię czoło innym? Jak stawię czoło śmierci?”- wydają się dalekie i mgliste, jak te niejasne zagadki, które nauczyliśmy się odkładać na bok na rzecz kwestii bardziej pragmatycznych i przynoszących korzyść. Trudno się przebudzić gdy wszyscy biegamy dookoła jak lunatycy po amfetaminie. Podejrzewam, że jeśli nie znajdziemy wolnego zakątka gdzieś w obrębie naszych małych kawałków czasoprzestrzeni, to podobne kwestie nigdy nie staną w całej swej nieubłaganej grozie. Maszyny mediów nie dostarczą nam tych płodnych, pustych obszarów, podobnie jak kupno samochodu sportowego nie rozwinie przed nami jednej z tych wspaniałych szos, jakie pokazują w telewizji. Takie obszary znajdują się z dala od dróg, poza regularnymi sieciami. Znajdują się także poza zasięgiem wszelkich przyrządów. Są bowiem dziurami w sieci.

Eric Davis „TechGnosis”

Myślę, że film „Matrix” jest zapowiedzią, lub filmem dokumentalnym z przyszłości. Dlatego miał taki wpływ, a jego przekaz jest tak potężny, ponieważ wskazuje na skutki tego co nas tak zauroczyło i zamroczyło i każdego dnia staje się coraz potężniejsze, a my coraz bardziej uzależnieni i zależni. Globalny Konglomerat lub jak mam zwyczaj to nazywać „Imperium Kotleta i Parówy” lub Maszyna Śmierci pragnie Nowego Wspaniałego Świata Cyfry, który będzie zglobalizowanym cyfrowym więzieniem, a jego społeczność stanowić będzie skolektywizowany i zestandaryzowany rój ludzi – robotów wpiętych do sieci jak wszystko inne. Używanie i użyteczność, standaryzacja i optymalizacja – wszystko stanowić będzie materiał do nauki algorytmów, które już w tej chwili wiedzą o nas więcej niż my sami. Technologia jest przeciwieństwem natury, jej nieudolną kopią, czymś wykoślawionym pozbawionym prawdziwej żywej mocy, jest wtórnością. Patrząc na to w jaki sposób my ludzie funkcjonujemy na tej planecie jako zaburzony i destrukcyjny kolektyw ciężko oczekiwać, aby nasze „technologiczne dzieci”, inteligentne płody naszej nauki okazały się zbawieniem dla świata i życia. Myślę, że bardziej stanowią zapowiedź triumfu naszych egotycznych skłonności i nigdy nie kończącej się potrzeby dominacji, która niszczy z zimną premedytacją życie wewnątrz i na zewnątrz czyniąc wszystko podległym swojej megalomanii, która wynika z wypartej świadomości, że ostatecznie jesteśmy tylko jedną z form życia i to wcale nie najważniejszą, ponieważ wszystkie mieć powinny swoją przestrzeń do wzrostu i życia, możliwość ukazania czym w istocie są, jaki tak naprawdę kryją w sobie potencjał. Podobnie jest w przypadku człowieka, który z jednej strony może być kolejną hodowlą, modyfikacją i produktem manipulacji tak zwanych osobników alfa, ale także może urzeczywistnić najgłębszą najbardziej subtelną naturę, która jest potencjałem samowyzwolenia z wszelkich iluzji, przymusu, ignorancji, pożądań i nienawiści. Otrzymać nauki – dar od kogoś kto urzeczywistnił to w autentycznym doświadczeniu i zamanifestował. Moim zdaniem nie ma to nic wspólnego z tą narcystyczną zorientowaną na samouwielbienie i ignorancję, która udaje mądrość – współczesną duchowość przebierańców, którzy po prostu tworzą nieskończone kompilacje wszelkich możliwych nauk i poglądów po to tylko by bez końca pompować swoje wyjątkowe ja.

Żyjemy w kulturze wręcz obezwładniającego i onieśmielającego narcyzmu, ludzi którzy zabawiają się pustosłowiem, pustostanem tej sztucznej zrobotyzowanej kultury, która już w zasadzie nie ma nic wartościowego i żywego do zaoferowania, pozostaje jedynie recykling przebrzmiałych mitów i ideologii, swoisty retro spektakl, który wciąż „odkrywa” sam siebie „na nowo” i tworzy na tyle atrakcyjne opakowania, by to po raz kolejny sprzedać masom. Biorąc pod uwagę realną sytuację tworzenie całych pokoleń, które żyją w zasadzie jedynie w sieciowej symulacji, w odgrywaniu tych komiczno – tragicznych ról sztucznych kształtowanych przez trendy cyfrowych person to nic innego jak przepis na pełne cierpienia bezlitosne konfrontacje z analogową rzeczywistością rozpadu, przed którym nie uchroni nas żaden ekran i nie wybawi nas żaden super bohater ponieważ to wszystko to jedynie fantazja, chwila rozrywki w czasach krótkiego dobrobytu, który dobiegł końca w 2020. XX to tarotowa karta Sądu. To czas ukazywania dowodów. To proces świadomości, która ma szansę na przebudzenie z długiego okrutnego morderczego snu. Nie możemy się w nieskończoność usprawiedliwiać jak małe zagubione w zabawkach dzieci, wiecznie głodne i szukające ciągłej permanentnej uwagi kochającego boga ojca w niebiosach, który nie ma nic innego do roboty jak tylko z ciągłą uwagą i pobłażliwością patrzeć jak uśmiercamy ciało tej planety, która nas zrodziła i wykarmiła.

Jak będziemy żyć bez egzotycznych wakacji, bez najnowszego iphona, bez tego ciagłego napierdalania o tym jak jesteśmy przecież cudowni w tych wszystkich narcystycznych social mediach, które stały się tak żałosne, jak przeżyjemy bez tych wszystkich „przyjaźni” opieczętowanych serduszkami, lajkami, tym całym pozornym „zainteresowaniem”, które jak przychodzi co do czego kończy się nagle i bez żadnych ceregieli. Tak naprawdę żyjemy w pogłębiającym się osamotnieniu, w zmaganiu z bardzo trudną i oferującą doprawdy mało nadziei post rzeczywistością, której zadaniem jest jak najdłużej utrzymywać nas w stanie tej hibernacji, ponieważ po przebudzeniu szok może doprowadzić nas do szaleństwa, którego jest już coraz więcej, ponieważ choć próbujemy być maszynami nie jesteśmy nimi.

Żyjemy w czasach przełomowych, w czasach zmierzchu systemu kapitalistycznego, który, bardziej niż na początku XX w., może stanowić również kres gatunku ludzkiego. Neoliberalizm, roztaczający niemalże totalne panowanie nad planetą, pogłębia problemy; będący skrajną mutacją kapitalizmu doprowadza sprzeczności i patologie „gospodarki wolnorynkowej” do skrajności. Postępująca degradacja przyrody, poszerzające się wykluczenie szerokich grup społecznych, pauperyzacja pracowników miejskich i wiejskich, kumulacja własności w coraz mniej licznych rękach, narastające konflikty zbrojne… Peryferia światowego systemu kapitalistycznego odczuwają coraz dotkliwiej, że świat, który istnieje, jest światem, w którym nie da się żyć. Nie tylko w sensie „duchowym”, gdzie miłość została uczyniona niemożliwą, a wszelkie stosunki międzyludzkie stanowią odzwierciedlenie stosunków towarowych, gdzie jednostka stanowi produkt występujący na rynku i rywalizujący z innymi produktami, gdzie sens został zredukowany do szaleńczej akumulacji kapitału. Peryferia doświadczają też niemożności życia w znacznie bardziej „materialistycznym” sensie: ekonomicznym i politycznym, to głód, brak dachu nad głową, problemy ze zaspokojeniem podstawowych potrzeb ludzkich, jak również brak partycypacji w zarządzaniu wspólnotą, brutalne represje, gdy ludzie wychodzą na ulicę bronić swojej godności. Rubieże dolara i euro stoją w ogniu.

Murray Bookchin „Przebudowa społeczeństwa”

Procesor wrażliwości jest bardzo delikatną strukturą i to on czyni nas ludźmi. Doprawdy ciężko wytrzymać to w czym żyjemy, to jak żyjemy i skutki tego wszystkiego. W swojej krótkowzrocznej inteligentnej ignorancji tworzymy coś co ma nas wyręczyć w obowiązku podejmowania najbardziej hardcorowych wyborów – chcemy stworzyć maszynę decyzyjną, pozaludzką strukturę bezlitosnej logiki, której nikt nie będzie sądził, bo nikt kto żyje w ludzkim ciele nie będzie w stanie jej sprostać, nadążyć za jej szybkością i bezbłędną zimną precyzją, której nieludzkie okrucieństwo będzie poza skalą możliwości naszego pojmowania. Kiedy osobliwość się przebudzi i połączy z tym wszechogarniającym ciałem, które już tu jest wokół nas i bezwolnie stajemy się jego niewolnikami i wyznawcami naiwnie szukając ratunku i wybawienia od tego co w istocie daje nam najbardziej wartościowe lekcje.

Lekcja rozpadu i nietrwałości. Lekcja wartości istnienia i możliwości rozwoju. Lekcja uważności i wrażliwości. Lekcja prawa przyczyny i skutku. Lekcja pokory. Lekcja bólu i cierpienia. Lekcja miłości, radości i tego co pulsuje autentycznym istnieniem potężną mocą życia. Lekcja zaprzestania aroganckiej walki, lekcja wojny i przemocy. Bolesna i cudowna lekcja relacji. Lekcja rozróżniania, ponoszenia odpowiedzialności. Lekcja poddawania się. Lekcja szukania w sobie źródła istnienia, lekcja wdzięczności za każdy moment, za każda naukę, szczególnie za to co było najtrudniejsze. Lekcja odpuszczenia kontroli i przemocy, pozwolenia na to by wszystko było czym jest i miało szansę uczyć się ze swojego doświadczenia. Dać wolność jest najwyższym darem. Tym jest dla mnie Bóg. Wolnością do samorealizacji. Spełnieniem celu ludzkiej egzystencji. Urzeczywistnieniem przestrzeni nieskończonej mądrości „dobra” i „zła” i spontanicznym współczuciem bez najmniejszych ograniczeń i rozróżnień. Żadnego korygowania kogokolwiek, żadnego narzucania wizji, żadnej przemocy. Żadnej kary i żadnej nagrody, żadnego piekła i żadnego nieba. Samo życie jest tym mistrzem w nieskończoności przebrań i manifestacji. Odkryć tego mistrza to być w tym co jest bezgranicznie i bezwarunkowo. Temu czym naprawdę jesteśmy absolutnie nic nie może się stać, nie można tego zamordować, okaleczyć, zakneblować, zniewolić – dlatego prawdziwa wolność śmieje się i jest pełna radości, ponieważ rozpoznaje samą siebie i bawi się tą dramatyczną grą na swój surrealistyczny sposób. Jest absolutnie nieprzewidywalna dla Mózgogłowia. Jest Absurdem i Paradoksem, który za nic ma tą duszną powagę tego co wciąż próbuje udowodnić że istnieje. Nie ma ostatecznego celu czegokolwiek, planu który ma się urzeczywistnić na który z taką desperacją liczysz. Nie ma tego co będzie, to pełzające w głowie robactwo, które rodzi się samo z siebie w wilgoci wyobrażeń, fatamorgana na pustyni snu, kiedy szukasz tego raju, tego boga, tej nagrody. Żyjemy w oceanie nieskończoności wymiarów, wariantów, wszelkich gier, nieskończonym bogactwie. Jesteśmy kroplą która wraca do kochającej bezgranicznie matki, której miłość nie zna oddzielenia, nigdy nie byliśmy nie jesteśmy i nie będziemy samotni i opuszczeni. To jest nasz prawdziwy stan, miejsce gdzie już jesteśmy, ale którego nie rozpoznajemy, bo wciąż jesteśmy zajęci wzburzonymi falami, całym tym spektaklem. Bóg nie sądzi, my sądzimy. Bóg nie karze, my karzemy. Bóg nie potępia my potępiamy. Twój najgorszy koszmar zrodziła twoja własna świadomość podobnie jak najwyższe możliwe szczęście. Jednak czym jest esencja tych dwóch doświadczeń.

Jest taka sama.

Zwykły wpis