TEKSTY

PŁÓTNO I OBRAZ

Szukamy ideałów, chcemy wierzyć, że istnieją, że są, mimo wszystko. Chyba każdy z nas robi to na swój jedyny i niepowtarzalny sposób, ma swój tajemny idealny wzór, kogoś lub coś co uosabia wszystko to czym chcielibyśmy być, te jakości, cechy za którymi tęsknimy, choć możemy cynicznie z tego drwić jednak coś jest na rzeczy, bo myślę, że tak naprawdę tęsknimy za istnieniem, które coś znaczy dla nas i dla innych.

Spotkałem na swojej drodze bardzo wielu ludzi, którzy TO mieli, manifestując swoją prawdę, która była niezwykle inspirująca, była czymś co potrafi Wznosić, czymś co Czyni to życie wartym życia. Nie można tego przecenić, bowiem najczęściej jest tak, że wszystko doceniamy dopiero wtedy kiedy już odeszło, rozumiemy czym było kiedy znika. Żyjemy w rzeczywistości, która wydaje się bez ustanku szukać jakiejś innej siebie, która wciąż jest zajęta, zobowiązana do neurotycznej pogoni za czymś jeszcze lepszym, jeszcze większym. Ta pogoń niepostrzeżenie stała się naszym własnym programem, który nieświadomie kieruje naszym życiem jakby poza naszym udziałem, poza świadomością, na autopilocie. Prawdziwe życie toczy się w międzyczasie, który ujawnia się kiedy musimy się zatrzymać i wówczas ukazuje się nam to czego nie chcemy widzieć, ktoś kogo nie znamy. Obcy sam sobie człowiek.

Zrozumiałem ponad wszelką wątpliwość, że ten brak kontaktu z naszym autentycznym istnieniem jest najbardziej fundamentalną przyczyną wszelkiego cierpienia, które bez końca stwarzamy każdego bożego dnia, w każdej godzinie, minucie i sekundzie. Ta ucieczka przed prawdą pozbawioną ozdobników stworzyła nigdy nienasycone żarłoczne Monstrum Ignorancji. Nie wierzę w globalną konspirację zmyślnych magików okultystów, którzy rzucają klątwy i sterują masami jak pionkami do gry. Nie wierzę w pradawną raptylską agendę, która się wypełnia w ukryciu. Nie wierzę w spisek big farmy, big mediów, big rządów. To co widzę to Nieświadomość. Brak kontaktu z naturą życia. Zagubiony ludzki umysł, który własne projekcje bierze za rzeczywistość, umysł, który tak desperacko odwraca się od Lustra, które w jednej chwili ukazuje czym jest, jak cierpi. Ukazuje bezlitosną i okrutną samotność i separację, która niesie ból nie do zniesienia.

Co w istocie jest za tą całą psychozą posiadania i kontroli?

Brak.

Porzuciłem wszystkie moje praktyki pobożnościowe i modlitwy, które nie są obowiązkowe, i zajmuję się jedynie tym, aby zawsze trwać w tej świętej obecności, w której utrzymuję się przez prostą uwagę i przez ogólne miłosne spojrzenie na Boga, które mógłbym nazwać aktualną obecnością Boga albo — żeby lepiej to wyrazić — rozmową milczącą i tajemniczą duszy z Bogiem, która jak gdyby nigdy się nie kończy; czasami powoduje to we mnie zadowolenie i radość wewnętrzną, a nawet zewnętrzną, tak wielką, że aby je opanować i nie dopuścić do ich ujawnienia się na zewnątrz, jestem zmuszony zrobić publicznie jakieś głupstwa, zdradzające bardziej szaleństwo niż pobożność.

Brat Wawrzyniec

To jest nasz fundamentalny stan na tej planecie. Brak poczucia sensu, który nie wynika z działania, z poszukiwań, z ciągłej pogoni za nim. Nikt z nas nie może nasycić głodu kogoś innego, nie możesz nakarmić miłością, troską, opieką, to wszystko działa tylko na krótką metę, toteż w pewnym sensie pożeramy siebie wzajemnie. Dlatego cechą charakterystyczną życia tutaj jest eksploatacja jednej istoty przez drugą, ciągła i beznadziejna próba zaspokojenia tego Głodu, którego nie da się nasycić z zewnątrz, ponieważ wcześniej czy później nie będzie czym karmić, ponieważ fizyczna rzeczywistość ma swoje ograniczenia. To jest punkt, który staje się coraz bardziej oczywisty dla wszystkich, który widać wokół nas, zamiast zrozumieć istotę głodu wciąż szukamy pożywienia. Zamiast zrozumieć istotę choroby wciąż szukamy lekarstwa. Tym jest Cień. Tym jest Mrok. Tym jest Lustro i jego Odbicie. Tym w swojej esencji jest Śmierć.

Jest Utratą Świadomości. Fundamentalnym Brakiem Kontaktu z tym czego nie akceptujemy. Jest ucieczką w Nieświadomość. Zrozumieć cierpienie i jego przyczynę, to zrozumieć jednocześnie koniec cierpienia i ujrzeć drogę, która do niego prowadzi. Jednak trzeba przestać uciekać, przestać udawać, przestać szukać miłości boga ojca w niebie, żony, męża, dzieci, przyjaciół, rodziny, bo w takiej miłości jest zapisany niewyobrażalny ból nieuniknionego rozstania. Ten ból jest tym co w nas pulsuje, ponieważ wiemy, że tak właśnie będzie, ponieważ wiemy, że wszystko co się rodzi musi umrzeć, ponieważ wiemy, że spotkanie jest rozstaniem. I ta „skaza” jest przyczyną tego, że „ta miłość” jest jednocześnie nienawiścią, „ta rozkosz” jest jednocześnie cierpieniem, „to życie” jest jednocześnie śmiercią. Wiemy to, jednak udajemy, że jest inaczej i dlatego ten świat umiera na naszych oczach ponieważ nie potrafimy przekroczyć formy, nie potrafimy przekroczyć odczucia, nie potrafimy przekroczyć percepcji zmysłów, tworów mentalnych i nie potrafimy przekroczyć świadomości.

Nasza świadomość utknęła w przywiązaniu do Formy, która w naszym mniemaniu ją określa. Jednak tak nie jest. To jest Próg. Rytuał Przejścia. Brama. W istocie Cień wskazuje na Źródło Światła jest jego wizytówką. Ukrytą Mocą. Dlatego w pewnym sensie żyjemy w platońskiej jaskini, widzimy jedynie odbicia i jesteśmy skuci kajdanami wyobrażeń, ponieważ nie widzimy natury formy, samej esencji, którą ukrywa. Umysł nie może tego pojąć, oko zobaczyć, dłoń dotknąć, ucho usłyszeć, myśl nazwać, język poczuć, ponieważ to jest poza formą, poza umysłem, poza świadomością. Nie ma swojej przyczyny, dlatego nie jest skutkiem wysiłku. Nie możesz tego osiągnąć, zdobyć, nie możesz tego wyczarować ani stworzyć, ponieważ to jest niestworzone. Nasza obsesja Boga, który sądzi swoje własne stworzenie jest obrazem nas samych. Jest Projekcją i usprawiedliwieniem głodu, lamentem porzuconego dziecka, które wciąż szuka miłości i opieki, wciąż nie chce dorosnąć, stać się opiekunem samego siebie. Dopóki tego nie zrozumiemy będziemy cierpieć bez końca, pożerać jeden świat za drugim, bawić się w dom i w wojnę, uśmiercać Jezusa i cierpieć za grzechy. Na kolanach błagać o pomoc. Stwórca po prostu tworzy. Jest Artystą. Nie segreguje swojej pracy na dobro i zło, ponieważ koniec końców to tylko obraz, a obraz nie jest rzeczywistością. To tylko przedstawienie. Nauka sama w sobie. Twórca daje wolność bezwarunkowo inaczej nie byłby twórcą, jednym cięciem odcina pępowinę bez mrugnięcia okiem. Nie niańczy, nie pociesza, nie osądza, nie rozlicza za grube i za drobne. Jest bezgranicznie żywy we wszystkim co robi. I w tym jest Miłość, w tym jest Dobro, w tym jest Niewinność. W tym jest Nienawiść, w tym jest Zło, w tym jest Wina. Dlatego w Tym jest Moc. Wszystko zależy jak na to spojrzysz. To taniec Światła i Cienia – odwieczna Równowaga. Świat czyni wam co wy mu czynicie.

Widzisz obraz, ale czy jednocześnie widzisz płótno?

Tą idealną szarość – białe i czarne, którego nie możesz rozdzielić. Mój Jezus ma uśmiech i serce pełne promieni, mój Jezus tańczy zamiast nauczać, kocha się zamiast umierać na krzyżu. Mój Jezus nigdy nie został do niczego przybity, ponieważ jest czystym nieokiełzanym dzikim duchem, który jest we wszystkim co żywe. Dlatego nie wierzę w ciało i w krew, nie wierzę w stacje kaźni, w lamenty. Mój Budda nie jest ascetą, który zamarł w bezruchu pod drzewem. To żywa mądrość i współczucie przekazane przez ciało całemu istnieniu. Poza szkołami, sektami, szatami. Poza całym tym przemysłem zbawienia. Spotkać nauczyciela, który naprawdę ukaże ci, że wolność jest prawdą – to spotkać Jezusa, Buddę i każdego Mistrza jaki chodził po tej ziemi. Nie ma religii są tylko Pieśni tych którzy mają odwagę śpiewać i żyć, błądzić i znajdować, rodzić się i umierać, mieć odwagę wyzwolić samych siebie ze złudzeń. Być we wszystkim co przychodzi i odchodzi. Niczego nie trzymać. Dlatego nasza pamięć jest tak ułomna, tak martwa. Ci którzy „umarli” są wciąż żywi i dostają od Życia nieskończone szanse, aby znów zmartwychwstać, znów kochać.

Dlatego bez względu na to co robisz nie możesz zniszczyć samej swojej esencji, nie możesz być na całą wieczność zesłany do nieba – piekła, w zastygłą nirwanę, nie możesz umrzeć tak naprawdę. Możesz być jedynie nieświadomy. Nieobecny w Istnieniu. I nikt nie będzie cię za to sądzić, bo wszyscy żyją w tobie, a ty żyjesz w nich bez końca i bez początku. Lubię patrzeć w niebo kiedy jest błękitne i kiedy jest czarne rozświetlone miliardami gwiazd. Kiedy daje nadzieję i jej pozbawia. Kiedy rozświetla i kiedy grzmi.

To jest to samo niebo, czy jest inne?

Zmienia się jednocześnie pozostając sobą.

Nie ma dla niego znaczenia czy jesteś wierzący czy nie wierzący, po prostu cię gości i daje wszystko czego ci trzeba.

Zwykły wpis