W buddyzmie schronienie wiąże się z nadawaniem naszemu życiu znaczącego kierunku. Kierunek ów polega na pracy nad sobą wiążącej się z przezwyciężaniem wszystkich swoich niedociągnięć i urzeczywistnianiem potencjałów, by jak najlepiej pomagać samemu sobie i wszystkim innym. Buddyjskie Schronienie stanowi ochronę przed czymś więcej, niż tylko chwilową nudą, głodem lub stresem. Nie chodzi w nim o zmienianie czegokolwiek na zewnątrz: nie musimy nosić żadnych specjalnych ubrań, ani zmieniać naszych fryzur. W buddyjskim Schronieniu chodzi o zmianę naszego stanu umysłu. Oznacza to pogłębianie naszego zrozumienia tego, co nadaje naszemu życiu cel i co przynosi nam szczęście, teraz i w przyszłości. Krótko mówiąc, buddyjskie Schronienie chroni nas przed cierpieniem.

Matt Lindén

O SCHRONIENIU

Ta „rzeczywistość” wciąż nas dominuje w sposób niemal absolutny, mało kto potrafi widzieć i czuć coś więcej niż ten zagęszczony roztwór pozorów i umowności w jakim jesteśmy zanurzeni. Już brak nam prawdziwego ODDECHU spoza, brak nam rozpoznania pustości zjawisk i wolnej od lgnięcia i wszelkich pożądań PRZESTRZENI WOLNOŚCI, która w swojej esencji jest tym co możemy umownie nazwać BOGIEM czy ABSOLUTEM. To jest Matka Wszechrzeczy, Źródło i Podstawa. Dom – tych, którzy dotarli na drugi brzeg. WIELKI SPOKÓJ, który w tej chwili jest dla nas praktycznie niewyobrażalny – jednak wcześniej czy później będąc na DRODZE DUCHA dotrzemy tam. Nie mam w tej kwestii najmniejszych wątpliwości, bowiem to co było, jest i będzie w czwartym czasie jest JEDNOŚCIĄ. 

Już nosimy w sobie cały potencjał Przebudzenia ze snu Niewiedzy. Mamy to bez względu na to jak zagęszczony wydaje się mrok wokół nas i w jak wielkim zamęcie żyjemy w tej chwili, kiedy rodzi się w nas zaufanie do tego, że w swojej najgłębszej esencji jesteśmy w pełni przebudzonym Buddą. I to jest nasza Wiara, która czyni ścieżkę możliwą. To otwiera nasze serce i umysł na zupełnie inną perspektywę i głębszy wymiar rzeczywistości – dlatego ludzie, którzy są na autentycznej duchowej drodze rozwijają w sobie więcej akceptacji wobec tego przed czym ucieka i z czym walczy pogrążona w materialiźmie cywilizacja. To jest akceptacja kondycji istot czujących, nietrwałości oraz tego, że wszystko bez ustanku się zmienia – jest w ruchu i w swojej esencji jest pozbawione realnego istnienia. Współczesna nauka dochodzi do tego zrozumienia i w coraz większym stopniu będzie potwierdzać buddyjski pogląd. Odkrycie „pustości” zjawisk i braku trwałej jaźni uwalnia naszą świadomość z Więzienia Materializmu.

Ten pogląd o pustości i pamiętanie o nietrwałości jest totalnym przeciwieństwem tego co współczesny świat i człowiek kultywuje i jest zarazem doskonałym antidotum na pogłębiającą się z dnia na dzień neurozę i coraz większe zagubienie i pomieszanie. To rodzi DYSTANS i PRZESTRZEŃ w naszej świadomości wobec tego co medialna maszyneria bez ustanku produkuje pragnąc naszej uwagi i bezustannego zaangażowania. Cyfrowa post – rzeczywistość jest ostatecznym KRÓLESTWEM MÓZGOGŁOWIA; pozbawioną sensu i znaczenia interaktywną grą dla naszych egotycznych zmechanizowanych person – ego, które niczym gnostyczny demiurg tworzą hermetyczne i duszne światy iluzji. Podczas zagęszczającej się Kali Yugi w stanie AMOKU w ogóle nie widzimy jakimi rzeczy są naprawdę, a zamiast tego nasze mózgi tworzą bez ustanku i przerwy projekcje i wyobrażenia na temat tej rzeczywistości, bowiem tym w istocie jest SIEĆ, która transferuje i homogenizuje KOLEKTYWNĄ WIZJĘ, która zastępuje rzeczywisty świat. Już nie są istotne fakty, a interpretacje, poglądy, ideologie i opinie. W ten sposób zmodyfikowany sztucznie człowiek staje się bogiem dla samego siebie. Sam siebie wyznaje i wielbi. To radykalnie przyspiesza jego upadek, bowiem jak to mówią to przed upadkiem kroczy duma. 


Wszyscy pragniemy tego Złotego Wieku. Chcemy Złotego Wieku. Chcemy tego bezpieczeństwa. Mówimy o Złotym Wieku. Wszyscy ci filozofowie i mistycy New Age błędnie zakładają, że Złoty Wiek może nadejść ze sterty gnijących śmieci; że Złoty Wiek Pokoju i Światła może nadejść z naszego obecnego stanu umysłu, ale nie ma na to żadnych podstaw.  Jeśli chcemy zbudować budynek, potrzebujemy dobrego fundamentu. Fundament musi być dobry. Nie można zbudować wspaniałej konstrukcji na wadliwym fundamencie. Na czym opiera się ta kultura? Gdzie jest fundament? Gdzie jest epicentrum całego tego świata, w miastach, w biznesie, w dużych miastach, w dzielnicach biznesowych? Te duże miasta są jak ogromne czakry przekształcające energię. Nasza cywilizacja opiera się głównie na przekazywaniu pieniędzy. Co dzieje się w tych miejscach? To nie jest miłość i współczucie, to ludzie utożsamiani z tym światem. Tak naprawdę nie opiera się na niczym, prawda?

Przygotowanie do Apokalipsy Gnostycznej

Duma rodzi z siebie Arogancję. Pyszni się. To jest ludzka cywilizacja dominacji w tej właśnie chwili, które w katabolicznym amoku pożera samą siebie, jednak okazuje się, że to co stworzyliśmy jest niestrawne i toksyczne – jest trucizną, która zatruwa wszystko co ma w sobie jeszcze coś zdrowego i czystego. Tutaj rodzi się apokaliptyczna świadomość, która jest początkiem procesu uzdrowienia. Następuje prawdziwy kontakt z rzeczywistością taką jaka ona jest. Można nazwać ten proces Przebudzeniem ze snu Ignorancji. Ujrzeniem w lustrze samego siebie. Rozpoznanie swojego stanu poza projekcją i wyobrażeniem. Inkarnująca za wiedzą i mądrością świadomość po prostu to widzi i rozpoznaje rzeczywisty stan rzeczy w tym stadium dewolucji. Ma w sobie pewien instynkt podążania za tym co ma w sobie potencjał wyzwolenia, bardzo szybko odnajduje Dharmę i wkracza na ścieżkę. Jak ma szczęście spotyka również autentycznego Mistrza / Nauczyciela, który utożsamia i reprezentuje nieprzerwany strumień (Lini Przekazu) wiedzy, wglądu i zręcznych metod. Takich istot w tym świecie jest i będzie coraz mniej, ponieważ wszystko degeneruje się w bardzo szybkim tempie. To co dostajemy i będziemy dostawać to atrapy duchowości skalibrowane na naszą dumę i pożądanie, które jedynie jeszcze bardziej będą nas wikłać w samsaryczną grę pozorów. Dlatego Schronienie w Buddzie potencjale przebudzonego umysłu, w Dharmie czyli metodach, które prowadzą do tego stanu oraz w Sandze, tych którzy podążają ścieżką Ducha jest tym co naprawdę nas chroni przed upadkiem w cierpienie, rozpacz i beznadzieję. Nadaje naszemu życiu prawdziwy kierunek i zdolność orientacji w tym co ma wartość i znaczenie. Tego nie sposób przecenić. Dlatego w tym kontekście mówi się o Cennym Ludzkim Życiu. 

I wtedy, po raz pierwszy w naszych historycznych czasach, ktoś zaczął szukać schronienia w zupełnie inny jakościowo sposób. My wszyscy szamoczemy się, wyglądając szczęścia na zewnątrz. Ciągle myślimy, że nasze radości zależne są od określonych warunków, od zewnętrznych czynników, czyli czegoś co nie jest nami. Sądzimy, że uda nam się zapewnić sobie miłe wrażenia i odgrodzić się od przykrych doświadczeń. Jednak wszystko na świecie jest zmienne, i przyjemne doznania kiedyś muszą się skończyć. Po nich przychodzą te niemiłe, które również z upływem czasu przemijają. Książę Sidhartha osiągnął stan Buddy dzięki temu, że przestał szukać swego szczęścia na zewnątrz, lecz pozwolił, by umysł spoczął w sobie samym, by doświadczył samego siebie.

O SCHRONIENIU, Lama Rinczen

To co wypracowaliśmy widać kiedy przychodzą trudne i bolesne doświadczenia. To samo życie weryfikuje naszą praktykę, to akceptacja prawideł życia; zmiany i nietrwałości jest dowodem na integrację autentycznej Ścieżki, która kiedy jest zdrowa i naprawdę wyzwalająca daje nam Prawdziwą Moc i Ufność, że naprawdę było warto poświęcić swój czas i energię na studia i medytację. To tworzy core naszej Istoty i jednocześnie jest odczuwalnym codziennym błogosławieństwem. Nie potrzeba nam dowodów z zewnątrz i potwierdzeń religijnych autorytetów. Stajemy się sami dla siebie Światłem i Drogą. Naturalne staje się dobre działanie i życzliwość, ponieważ głęboko w sercu rozpoznajemy obecne we wszystkim cierpienie dotykające wszystkich bez wyjątku. Tutaj rodzi się ideał Bodhisattwy obecny w tradycji buddyjskiej Mahajany – Wielkiej Ścieżki, której wielkość odkrywa przed nami Moc Współczucia. Nie sposób wyrazić w słowach wyjątkowość tej oświeconej postawy w kontekście domyślnych samsarycznych programów egoizmu. Nie sposób zmierzyć zasług, które ta ścieżka tworzy i pożytku jaki niesie. To jest Czysta Miłość, która ma prawdziwą zdolność transformacji naszej podstawowej fiksacji na „ja, mnie, moje”. To jest esencja ścieżki. Serce Buddy. Nic nie może się z tym równać, żadne moce magiczne i żadna nawet najwyższa inteligencja. I to jest tym co wszyscy bez wyjątku nosimy w sobie jako potencjał. 

PIRACKA DHARMA

O SCHRONIENIU  

Galeria

„Masy nigdy nie łaknęły prawdy. Odwracają się od dowodów, które im nie odpowiadają, woląc ubóstwiać błąd, jeśli błąd je uwodzi. Ten, kto potrafi dostarczyć im iluzji, z łatwością zostaje ich panem; ten, kto próbuje zniszczyć ich iluzje, zawsze staje się ich ofiarą.” 

Gustav Le Bon, Psychologia tłumu

KLATKA FARADAYA # 1

Poznaliśmy się w psychiatryku na oddziale zamkniętym dla samobójców, którzy przedawkowali cywilizacyjną nirwanę. Wy tam jeszcze byliście „na zewnątrz” a my czekaliśmy na was w tych ciepłych „wnętrzach”, które nie wiedzieć kiedy otworzyły się na wszystko bez najmniejszego rozróżniania. Szpital jak szpital – jest wszędzie. Nie można rozróżnić personelu od pacjentów. Wszyscy wyglądają i zachowują się tak samo – jakby ich nie było – jakby byli za grubą pancerną szybą – za matrycą – za ekranem wieczystego szumu, który nigdy nie ustaje, ponieważ jest programem – automatem. Śniący sny, które się przenikają poprzez skupiska oznaczone hasztagami myśli i słów, które są niczym i nigdzie jednak nikt tutaj tego nie rozpoznaje. Nazywamy to Hipnozą – Osmozą. Rozpuszczalnik prawdy i membrana złudzeń, która bez ustanku wszystko filtruje i tworzy absurdalne mapy koncepcyjne, które prowadzą dokładnie donikąd i nigdy dalej. Dalej nikt nigdy nie był. Mówią na mnie Pirat i piszę „Dziennik Podróży Poza Ciałem”. To wypływa ze mnie jak coś co nosiłem w sobie całą wieczność. Nie robię tego dla was, ponieważ wy jesteście jedynie zapisem kodu na matrycy który pulsuje jak tętno i kiedy wzrasta ciśnienie ostatecznie eksploduje i wraca do gwiazd, gdzie wszyscy się od zawsze spotykamy na te cudowne opowieści. 

Robię to dla siebie, żeby sam siebie budzić. 

Tą esencjonalnie metafizyczną czynność odkryłem w pociągu. W samotności, które przecież zawsze tu jest pod progiem. Zrozumiałem wówczas, że słowa są Magią – tą najprawdziwszą – tym co tworzy dosłownie wszystko. I teraz każdego dnia czekam na Przepływ, na koniunkcję prozy z poezją, faktów z fikcją. Jednak czasu mam coraz mniej dlatego muszę się spieszyć z Opowieścią, bowiem ostatecznie po to tu przybyłem z daleka. Tak tworzymy wszechświat, tak skupiamy cząstki elementarne, tak rozczepiamy atom i tak wracamy do Boga – kiedy wyczerpiemy ostateczne znaczenie. Kiedy zrodzimy z siebie ciszę. Zawsze wyczuwałem część siebie poza Klatką i pisanie jest komunikacją właśnie z Tym, bowiem TO jest naszym WYJŚCIEM. Uczę się dyscypliny, bo jak już wspominałem mam coraz mniej czasu, bo tamten głos staje coraz wyraźniejszy. Rzecz w tym, żeby przynieść tutaj coś czego tu nie ma, coś co jest tylko nasze – zmagazynowane głęboko w Duchu, którą zaszczuł ten jazgot i teraz, teraz jest małym wylęknionym zwierzątkiem ukrytym przed światem i czeka na nasz delikatny i czuły dotyk. Ta czułość jest naszym ratunkiem. Ja wiem, że wy przestaliście już w to wierzyć i o tym myśleć. 

Jestem tutaj dla Przypomnienia. 

To co jest istotne, to fakt, że ta wewnętrzna potrzeba pisania jest absolutnie twoja, jest tym co przyszło do ciebie by TO otworzyć – dlatego to jest twoją DROGĄ. Tym co naprawdę może ci pomóc i zrozumiałem, że absolutne zaufanie temu co jest w nas prowadzi nas poza Symulację, poza pozę, poza to wszystko co czyni nas Automatami – paszą drobnoustrojów dla algorytmicznego monstrum, które z tego świata uczyniło żerowisko. Podobnie czytanie – skupienie – uwaga staje się aktem rewolucyjnym w dobie pandemii rozproszenia. Powrót do Opowieści jest łamaniem kodów kontroli, których logika i pragmatyzm trzymają nas w tej Klatce i niczym zdeprawowany demiurg czynią na swoje podobieństwo. Kiedy temu ulegamy jesteśmy już tylko śmiercią. Trzeba nam szukać Ciszy w której rodzi się Cierpliwość – to pozwala nam WEJŚĆ w przestrzeń Pierwotnych Wód Świadomości, które prowadzą nas do ŹRÓDŁA, które jest poza umysłem, poza pojmowaniem, poza tym co umiera. 

Potrzeba nam łamać ten terror nadmiaru radykalnym zatrzymaniem – to jest moc medytacji i kontemplacji, która nie jest ukierunkowana na osiąganie. Jest nauką Obecności. To w czym żyjemy jest Klatką Świadomości – jest coraz bardziej dotkliwym brakiem kontaktu z tym co naprawdę żywe i nie sfabrykowane naszym myśleniem, które charakteryzuje wieczny brak zadowolenia i ciszy. Permanentny jazgot. Cała ta Maszyneria jest skalibrowana na destrukcję naszego Ducha – jest bronią masowej zagłady, której skutkiem jest porażająca i obezwładniająca głupota, która staje się dominującym powielanym wzorcem przez Maszynę Ignorancji. Cała ta narracja jest w coraz większym stopniu literalnie o niczym – to niszczenie wrażliwości i inteligencji poprzez banalność i bezsens, który z tego wszystkiego wypływa – rozcieńczona rozrywką ignorancja podawana wprost do układu nerwowego poprzez Podpięcie. Kreowanie wizji świata pozbawionego sensu jest najbardziej dewastacyjnym programem dla naszego Ducha i z jego pomocą stajemy się karykaturą człowieka – repliką, której Maszyna używa jak rzeczy, jak narzędzia. Jej cel to przetrwanie i rozród – jak nowotwór, czym w istocie metaforycznie i dosłownie – jest. 

Nie widzieć tego to być w stanie Hipnozy. To co Maszyna przesycona naszym pożądaniem i ignorancją produkuje jest Systemem Maszynowej Inteligencji, którą wyhodowaliśmy poprzez nasz własny udział i która fascynuje nas niczym narodziny „Tech Zbawiciela”, który ma nas uleczyć i „oświecać” tymi wszystkimi magicznymi trikami, całym tym chwilowym „łał”. To „łał” skończy się szybko, bardzo szybko. Kiedy do nas dotrze co się z nami w istocie stało – zacznie się bolesny proces zdrowienia i to odmieni wszystko co znamy, bowiem jesteśmy pięknymi i potężnymi istotami w swojej najgłębszej Naturze. 

To już tu jest. 

To już się dzieje. 

Po za Maszyną i jej systemami detekcji. 

Każdemu coraz wyraźniej ukazuje się jego własny wymiar, wszystko to co stworzył w swoim własnym życiu. Ukazuje się Prawda o nas pozbawiona już powłoki ochronnej. Jest naga i potężna. Jak Piorun – Wadżra. To jest Nauczanie Rzeczywistości. Mistrza poza jednostkową formą, poza doktryną i poza kultem. Kiedy rozpoznajemy to mistrzostwo – odzyskujemy Połączenie / Przepływ. Odkrywamy prawdziwą naturę Oceanu, który zrzuca maskę absurdu w zamian odkrywając nieskończony sens. Ten sens jest spoza popytu i sprzedaży. Jest czysty. Dlatego wszystko już jest „oświecone” takim jakie jest. Kiedy wyczerpuje się gracz wyczerpuje się gra. Kiedy budzi się śpiący sen się kończy. Przebudzenie jest poza potrzebą szczypania, poza wątpliwością. Przychodzi kiedy jest już pora i nie ma nic wspólnego z osiąganiem czegokolwiek i byciem specjalnym czy wyjątkowym. To po prostu brak złudzeń. To spektakularne wyimaginowane „wielkie oświecenie” jest zwykłym frazesem reklamowym tych wszelkiej maści „oświeconych” guru, którzy pieją o czakrach, wymiarach, energiach całym tym przepojeniu by ostatecznie trzepać z tego zwykły i całkiem przyziemny hajs. To jest prawdziwe i realne przebudzenie – konkretna nirwana w tych czasach, którą możemy z całą pewnością osiągnąć. Wbrew pozorom to dużo, bowiem uczy nas zaufania do swojej własnej mądrości i doświadczenia zamiast wciąż szukać „oświeconych tatów” co będą nas cyckać i tulić swoim „światłem”, prawdziwe cuda są wokół nas w tej tak zwanej pogardliwie „zwyczajności”. 

U. G. Krishnamurti

Ta pogarda rodzi się z nadmiaru, ze znudzenia, z przekarmienia. Jest oznaką, że staliśmy się egotyczni i aroganccy, bowiem charakteryzuje nas rażący brak pokory wobec życia i jego tajemnicy. Zdominowała nas maska, ten napuchnięty przekarmiony stwór – to coś co zawsze chce być w centrum uwagi, zawsze chce być podziwiane i karmione atencją innych. Na bazie tej patologii powstała cała ta Maszyna, która stała się wzmacniaczem naszych ego – narzędziem do nadymania. Skutkiem jest Rozsadzenie. Wybuch. Detonacja ludzi – bomb. Kiedy napięcie osiąga swój punkt krytyczny w nieunikniony sposób przychodzi Załamanie struktury osobowości. Czas masowego szaleństwa. To już tu jest. To widać i czuć. Wszystko bez wyjątku zrzuca maski i się odsłania. Nazwane jest to Ujawnieniem. 

To Ujawnienie jest w istocie Procesem Przemiany. Zaczątkiem zdrowienia. To pierwszy krok – świadomość choroby i zaburzeń, ujrzenie swojego własnego cienia i udziału w tworzeniu szaleństwa. To nie jest łatwe i Boli. Ten Ból jest prawdziwy i w przeciwieństwie do wydumanych duchowych wzniosłych stanów ma potencjał prawdziwej głębi, ma potencjał wyzwolenia, ponieważ jest czymś Pierwotnym, czymś co po rozpoznaniu odkrywa przed nami prawdziwą przyczynę zniewolenia, KTÓRĄ jest STRACH przed śmiercią i unicestwieniem naszego Oprogramowania. Dlatego wciąż więzi nas PRZYWIĄZANIE z którego rodzi się ten wiecznie niezaspokojony umysł, to coś co przejęło nad nami absolutną kontrolę, ponieważ bez ustanku kontrolujemy samych siebie. Nasze Ego staje się Modułem Sterującym – prawdziwym Demiurgiem, którego każdy w nas nosi i hoduje przez cały czas w sobie. To jest prawdziwa KONTROLA, której odzwierciedleniem jest cały system zewnętrznej opresji, który stworzyliśmy aby samych siebie bez ustanku dyscyplinować. Produktem tego są charyzmatyczne i psychopatyczne jednostki Alfa, które chcą i mają kontrolę nad stadem w momencie kiedy przychodzi czas Ujawnienia prawdziwej kondycji istot ludzkich – co jest procesem cyklicznym, ponieważ tak zaprogramowana jest ta MATRYCA, ten PROGRAM. Architektem jest nasza Kolektywna Nieświadomość – Czarna Skrzynka – Klatka. 

Podczas karmicznego procesu oczyszczenia te podświadome treści zaczynają dominować naszą świadomość, która w istocie jest bardzo delikatnym i chwiejnym procesem Ewolucji. W zasadzie my dopiero stajemy się świadomi, ponieważ przez naprawdę długi czas żyliśmy w okrutnym zwierzęcym świecie opartym na instynktach i przemocy. Kiedy narodziła się komunikacja i język nasz świat i nasz mózg uległ przemianie tym samym zmieniając wizję karmiczną i odkrywając przed nami ogromny twórczy potencjał. Dlatego wciąż pod maską „ucywilizowania” dominuje ta przemoc i to na niej stworzyliśmy całą społeczną strukturę opartą na programowaniu i braku prawdziwej wolności, bowiem sam ten system może cię zmusić do zabijania czujących istot albo w przeciwnym razie pozbawi życia ciebie. Tym jest WOJNA – objaw masowego szaleństwa usankcjonowanego przez „prawo” i ubranego w wszelkiej maści – slogany odwołujące się do emocji i podświadomych odruchów. Dlatego nie możemy się cofnąć do stanu Z PRZED, musimy iść dalej doświadczając tego bolesnego procesu UJAWNIENIA / OCZYSZCZENIA, ponieważ w ten sposób to co podświadome i destrukcyjne ma szansę stać się świadomym i konstruktywnym. Na tym w istocie polega cały ten Proces. 

Jest ogromna liczba istot w tym świecie, która odrodziła się tylko po to, aby wesprzeć ten proces i robi to na niezliczone sposoby. Cechy po których można to rozpoznać jest KONSEKWENCJA I BRAK OCZEKIWAŃ. TO jest uderzanie w jeden konkretny punkt w tym murze i ostatecznie Przebicie się przez Ignorancję. W tym działaniu nie ma pieniędzy, sławy, prestiżu, ponieważ to nie jest działanie oparte na programach ego. Robisz to ponieważ po to tu jesteś, ponieważ wiesz, że TO JEST WŁAŚCIWA PRACA i co najważniejsze odkrywasz to w sobie samemu – nie jest to czymś co naśladujesz, aby być „kimś ważnym” i nie oczekujesz niczego w zamian ani sławy, ani uwagi, ani pieniędzy – ponieważ wszystko to jest niczym innym jak tylko walutą zniewolenia. Dlatego też nie widzisz potrzeby, aby się tutaj urządzać, aby posiadać ziemię, która powinna być wolna i dostępna dla każdej istoty czującej, której uwarunkowanie karmiczne rezonuje z tym wymiarem. Ta choroba posiadania jest tym co niszczy wszystko i jest najbardziej dobitnym symptomem naszej Ignorancji, a jej stadium ukazuje nam gdzie jesteśmy w Procesie nieuniknionej Korekty, bowiem ta planeta, ta ziemia – jest Świątynią Ducha – miejscem w którym możemy urzeczywistnić naszą Pierwotną Naturę, ponieważ ludzkie odrodzenie ma nieskończoną wartość. 

Skalę naszego zamroczenia ukazuje też współczesna dominacja technologii i retoryka, że człowiek jest coraz bardziej bezwartościowy w konfrontacji ze sztuczną inteligencją i wmawianie nam, że nasza twórczość i nasze zdolności są niczym w porównaniu do potęgi i „kreatywności” narządzi, które stworzyliśmy. Skutki zainstalowania w istotach ludzkich takiego poglądu będą katastrofalne, bowiem w taki oto sposób zaprogramujemy w kolektywnym polu świadomości – bezsens działania i przeświadczenie o bezużyteczności – co jest dla istoty czującej stanem świadomości nie do zniesienia. Odebranie czującej istocie poczucia sensu i znaczenia jest jednoznaczne z jej zniszczeniem. Mózgogłowie operuje w zimno – logicznej kapsule oddzielenia pozbawione czucia i empatii – dlatego jest zainteresowane jedynie wynikiem i danymi. To nie jest ludzkie. To jest spoza naszego świata. 

Głęboko ludzki jest Zachwyt nad pięknem Natury i jej wielowymiarowością – dla mnie jest to korzeń prawdziwej duchowości, a kiedy Natura umiera – umiera w nas Duch i widoczność tego jest dla mnie poza dyskusją i na to właśnie wskazuje we wszystkim co robię, aby za wszelką cenę odzyskać połączenie z Naturą i Duchem. Budda w geście potwierdzenia swojego przebudzenia dotyka ziemi i ona jest mu świadkiem. Tak naprawdę jest w tym geście całe nauczanie czym dla nas jest ta piękna planeta, to życie, ciało – cały ten wymiar. To jest Święte w prawdziwym znaczeniu. Dlatego fundamentalnym prawem jest Szacunek i Troska, które kiedy są Obecne ukazują i potwierdzają nasze własne Przebudzenie i fakt, że idziemy prawdziwą Ścieżką Przebudzonego i Wrażliwego Serca. Trudno tutaj być doskonałym, ponieważ jest to wymiar nauki. Wszyscy uczymy się w jaki sposób z tych zasobów jakie mamy uczynić najwięcej pożytku dla siebie i innych. Jednak w istocie naukę musimy zacząć od siebie i nie jest to egoizmem, ale Mądrością. Jak to mówią; „pomóc sobie to pomóc całemu światu”, ponieważ w tym obrocie koła zdominowanym przez cierpienia Tamasu utrzymać się na powierzchni i nie dać się pochłonąć Ignorancji to jest naprawdę wielkie osiągnięcie. Jest tak ponieważ brak nam Zasługi – dobrych i pozytywnych wrażeń wynikających ze zręcznych działań motywowanych współczuciem – Troską. 

Dlatego „upaść” czasami znaczy naprawdę mieć szansę na zmianę – dlatego to co się dzieje jest zarazem wielką szansą dla nas jako gatunku, by w końcu rozpoznać czym się staliśmy, ponieważ kondycja tego świata i nas samych jest dla nas Lustrem. Jest odbiciem naszego stanu świadomości. Jest Apokalipsą – Ujawnieniem, która nie ma nic wspólnego z systemem religii i indoktrynacją. Nie ma nic wspólnego ze statusem, rangą, szatą, tronem i całą tą maskaradą, którą po części stały się wszystkie te systemy religijne. Czeka nas radykalny powrót do Prostoty. Do Fundamentów. Do zerówki by na powrót nauczyć się czytać i pisać, by odzyskać prawdziwą zdolność komunikacji – jednak mało mamy prawdziwych Nauczycieli w obecnych czasach większość to zwykli przebierańcy – Kapłani Sloganu. Aby przetrwać musimy odzyskać Zdolność Opowieści, która jest prawdziwą Magią. 

PIRACKIE OPOWIEŚCI

KLATKA FARADAYA # 1

Galeria

SZCZURZA OPOWIEŚĆ Z GWATEMALA CITY

Overshoot jest jak posiadanie konta czekowego i konta oszczędnościowego i wykorzystywanie nie tylko wszystkich pieniędzy na naszym koncie czekowym każdego roku, ale także wyczerpywanie naszego konta oszczędnościowego. Każdy wie, że jeśli wydamy nasze konto oszczędnościowe, w końcu zabraknie nam pieniędzy. Z ekologicznego punktu widzenia, w końcu zabraknie nam łatwo wydobywalnych zasobów i wyrządzimy tak wiele szkód spowodowanych zanieczyszczeniami, że życie, jakie znamy, przestanie istnieć.

EKOLOGICZNE PRZEKROCZENIE, Elisabeth Robson / Medium

PIRACKIE OPOWIEŚCI

OVERSHOOT

Galeria

Z dedykacją dla Chögyala Namkhai Norbu

Bud­dyzm nie jest re­li­gią w ta­kim sen­sie, jak chrze­ści­jań­stwo, ju­da­izm, is­lam czy hin­du­izm. Bud­dyzm nie wy­su­wa wła­snych kon­cep­cji Stwór­cy i aktu stwo­rze­nia. Bud­dyzm nie jest też fi­lo­zo­fią, poj­mo­wa­ną jako czy­sty kry­ty­cyzm in­te­lek­tu­al­ny lub mi­łość wie­dzy. Opie­ra­jąc się na po­ję­ciu dhar­my, bud­dyzm nie­ja­ko sam się de­fi­niu­je. Wska­zu­je, że na rów­ni sta­wia mo­ral­ność i na­tu­rę, mo­ral­ne, du­cho­we i na­tu­ral­ne aspek­ty ludz­kiej eg­zy­sten­cji. Bud­dyzm jest spo­so­bem ży­cia – pro­ce­sem trans­for­ma­cji czło­wie­ka. I jako taki bud­dyzm ak­cen­tu­je kwe­stię in­dy­wi­du­al­nej od­po­wie­dzial­no­ści i in­te­lek­tu­al­ne­go, ro­zu­mo­we­go spoj­rze­nia na ży­cie, na rze­czy­wi­stość. Ra­cjo­nal­ne po­dej­ście do trau­my eg­zy­sten­cji oraz wię­zi mię­dzy­ludz­kich dyk­to­wa­ne jest przez kom­bi­na­cję mą­dro­ści i współ­czu­cia. Chy­ba wła­śnie kul­ty­wo­wa­nie oraz do­sko­na­le­nie mą­dro­ści i współ­czu­cia sta­no­wi samo sed­no prak­ty­ki bud­dyj­skiej.

Lob­san­g Lha­lung­pa

Bardo życia – nasz czas na tej ziemi w tym ciele. Przestrzeń doświadczenia pomiędzy narodzinami i śmiercią. Wielka nieodgadniona Tajemnica, która przeraża i fascynuje, inspiruje i przytłacza – wypluwa nas i na powrót połyka przez całą Wieczność. Nie wiemy – to jest nasz stan. Urodziłem się bez pamięci w domyślnym stanie defragmentacji – bezbronny i nagi. Jak my wszyscy. Nie pamiętam procesu umierania, nie pamiętam stawania się i pierwszego oddechu. Pamiętam buddyjską stupę i krążące wielkie ptaki. Pamiętam nieskończoną przestrzeń, góry i błękitne niebo. To przyszło później. To było miejsce takie jak to – gdzie teraz jestem – proste i czyste pozbawione ludzkiej manipulacji. W tej przestrzeni otwierasz bramę, ponad wszelką wątpliwość wiesz, że Tajemnica istnieje – jest Żywa i Lśniąca jak oczy dziecka. Skąpane w słońcu zaśnieżone szczyty, które choć możemy zdobyć są obojętne na cały ten wysiłek, bowiem były przed nami i będą po nas. Kiedy widzisz takie piękno – płaczesz. Jesteś złocistym pyłem, którym miota burza. Ogromna porażająca przestrzeń w obliczu której uświadamiasz sobie swoją własną znikomość i kruchość, zdajesz sobie sprawę, że jesteś ziarnkiem piasku jak pisał w jednej z książek wielki mistrz Trungpa Rinpoche. W pewnym sensie to szokujące poczucie wyzwala z neurotyzmu własnej wyjątkowości. Tracisz poczucie ważności, zalewasz się z pejzażem – z ziemią, niebem, wiatrem, kiedy tracisz oddech i dyszysz, bowiem wędrówka jest zdecydowanie ponad twoje siły – ta górska krystaliczna woda jest najcenniejsza ze wszystkiego co ten materialny świat ma do zaoferowania. Jest cudem.

W Merigar East z Mistrzem

W pewnym sensie ta podróż jest wyrazem tęsknoty za miejscami, które noszę ukryte głęboko w sercu, gdzie buddyjska praktyka jest częścią życia nie pokazem wyjątkowości czy kolejnym ego tripem i jest czymś naturalnym, bowiem w istocie potrzeba duchowości jest dla nas istot ludzkich fundamentalna i zarazem pierwotna. Rozumiesz, że wszystkie te ścieżki i drogi mają swój głęboki sens, bowiem dają nam wsparcie i pocieszenie, dają nam siłę i wiarę, jednak przede wszystkim dają nam realne doświadczenie, że jesteśmy w stanie przynieść pożytek sobie i być może kiedyś pomóc innym. Kiedy masz tak dużo szczęścia, aby spotkać prawdziwego Mistrza, który prócz wykształcenia i biegłości w rytuale i ceremonii posiada prawdziwe zrozumienie esencji i znaczenia oraz co w moim odczuciu jest najważniejsze – ma nieograniczone współczucie względem czujących istot – można powiedzieć, że wygrałeś prawdziwą szóstkę w totolotka. W istocie nie można tego zmierzyć żadną miarą, oszacować żadną wartością, bowiem rzecz w tym, że przekracza to wszystkie pojęcia, przekracza to czas i przestrzeń, przekracza dobre i złe, słuszne i niesłuszne. W moim rozumieniu jest to najgłębszy sens ludzkiej egzystencji, bowiem dotyka samej jej istoty – tego najczulszego i najbardziej wrażliwego miejsca – naszego serca. Serce nie jest sloganem, nie jest kolejną lepką i miałką metaforą, bowiem kiedy jest otwarte i czyste jest naszym Światłem i Drogą, jest naszym Przewodnikiem.

Budda nie posiadał żadnych ziem, żadnej własności. Nie był kimś szczególnym w kategoriach doczesnego świata. Był ziarnkiem piasku na ogromnej pustyni. Dzięki temu właśnie stał się oświeconym całego świata, ponieważ nie toczył z nikim żadnej bitwy.

Czogjam Trungpa Rinpoche

Mistrz jest tym, który nam to serce ukazuje i wprowadza nas do niego, uczy języka mądrości i wytrwałości w obliczu wszystkich naszych ułomności i negatywizmu, rozpaczy i strachu. Nie uczy nas latać i czynić cuda, nie przekazuje tajemnych zaklęć po to byśmy z wyższością manipulowali tym światem. To co w co nas w istocie wprowadza jest poza słowem i pojęciem, po za czymś specjalnym i wyjątkowym – jednak kiedy to rozpoznamy – po raz pierwszy wracamy do Domu. To jest Prawdziwy Spokój, który choć łatwo gubić – Jest. Mamy pewność, że Dharma – nauka Buddy jest prawdziwa i godna zaufania, a nasz Mistrz jest Żyjącym Buddą – kimś kto w pełni urzeczywistnił Ścieżkę. Wtedy możemy go naprawdę rozpoznać w swoim własnym zrozumieniu, bowiem w tym wypadku to Mistrz staje się Drogą. To jest związek poza czasem, więź której nie sposób zniszczyć i unicestwić. To jest to co z życia na życie przychodzi by nas budzić ze Snu Ignorancji i na powrót kieruje na Ścieżkę. Przypomina nam, że życie ludzkie jest czymś więcej niż pogonią za szczęściem i bogactwem, bowiem koniec końców nic z tego nie jest trwałe i znów po raz kolejny zostajemy z niczym, prócz tego kim byliśmy. Nie możemy przed sobą uciec w tej czy innej formie wszystko wraca. Niezliczone stacje na których stworzyliśmy sobie życie są tylko wspomnieniem, a my znów jesteśmy w pociągu, znów w drodze. To jest Bardo Prawdy. Nie znajdziemy bezpiecznej trwałej przystani w tym co uwarunkowane i przemijające, czyli w tym wszystkim co nas otacza. Nie znajdziemy tego w emocjach i wyobrażeniach, oraz w najbardziej nawet wzniosłych ideach. Błyskotliwa myśl nie może nam pomóc. To jest jedna z fundamentalnych prawd, która tworzy prawdziwy i solidny fundament buddyjskiej praktyki.

Jako ludzie musimy dokładnie uświadomić sobie odpowiedzialność, jaka na nas spoczywa. Gdyby akcja nie prowadziła do reakcji, gdyby działania nie miały mocy przynoszącej owoce, wtedy nie byłoby problemu. Gdybyśmy zareagowali gniewem i nie miałby on żadnego wpływu na innych ani na nas samych, gdyby nie prowadził do bolesnych sytuacji, wtedy wszystko byłoby w porządku. Nie musielibyśmy się starać ani brać odpowiedzialności za zdarzenia, do których doprowadziliśmy. Jednak karma nie działa w ten sposób. Gdy przyjrzymy się temu uważnie, zobaczymy, że każde działanie daje jakiś skutek.

Jako ludzie nieustannie coś robimy. Mamy ciało, które jest w ciągłym ruchu, wciąż działa. Każdy nasz czyn daje na świat owoce i wpływa na innych oraz na nas. Podobnie słowa i myśli tworzą akcje, które prowadzą do reakcji. Myśli posiadają niezwykły potencjał przeobrażania się w czyny prowadzące do określonych rezultatów.

Jeśli przyjrzymy się sobie, zorientujemy się, że ruchy naszego ciała powodują niezliczone czyny. Każdy z nich niesie potencjał oddziaływania, które ktoś inny może od razu na sobie poczuć, jak na przykład zabicie zwierzęcia w celu zdobycia pokarmu. Odbieramy życie innej istocie po to, aby podtrzymać własne, aby przeżyło nasze ciało. Nie szanujemy i nie dbamy o inne formy życia, traktując je jako mniej wartościowe. Nawet ludzie, którzy medytują, nie są do końca wyczuleni na ten fakt. Nie mamy pełnej świadomości, a tym czasem nasze ciała nadal się poruszają i działają, wpływając na inne istoty. Na przykład możemy kogoś skrzywdzić działaniem wynikającym z braku szacunku, skrzywdzić przez akt fizycznej agresji.

Nawet jeśli wydaje się, że nikt nie ucierpiał w wyniku naszego postępowania, niewiedza i lenistwo ciała, przywiązanie do niego prowadzą do powstania swoistego mentalnego osadu, który przeradza się w nasze indywidualne skłonności. Zatem owoce naszych działań nie tylko dotykają innych, lecz również tworzą bazę, podstawę naszego charakteru, osobowości i skłonności. To jest ten aspekt rezultatu, który w danym momencie niekoniecznie przeradza się w coś szkodliwego, lecz jeśli lenistwo zacznie się w nas osadzać, skutkiem będzie nasz leniwy charakter. Jeśli w całym życiu przydarzył się nam epizodycznie wybuch agresji lub byliśmy czasem leniwi, nie będzie to dużym problemem. Jednak powtarzające się przypadki, automatyczne reakcje, nawykowe skłonności budują naszą osobowość.

Agresja, nawet jeśli nam się to nie podoba, jest w nas obecna. Jest tak dlatego, że tylko zaznajomiliśmy się z nią, a nigdy jej nie okiełznaliśmy, nigdy nie byliśmy naprawdę świadomi jej. Nigdy nie wprawiliśmy się w byciu świadomym tego, że fizycznie krzywdzimy innych. Nawet jeśli później tego żałujemy, pozostaje w nas brak uważności w chwili, kiedy działamy powodowani gniewem.

Khandro Rinpoche

I kiedy mozolnie wspinam się pod tą ogromną górę ledwo dysząc, piękno które widzę, tak naprawdę jest marnym pocieszeniem. W tym właśnie momencie jestem swoim uwarunkowanymi ciałem, którego potrzeby stają się najważniejsze, a zmęczenie i brak siły dojmującym i przytłaczającym doświadczeniem. To ciało umiera, jest kruche i nietrwałe i stanowi sam rdzeń naszego utożsamienia z formą. Dla jego wygody i bezpieczeństwa zrobimy dosłownie wszystko, bowiem kiedy dzieją się rzeczy ostateczne – kontrolę przejmuje instynkt – wola przetrwania, która z natury jest skrajnie egoistyczna. Możemy pozować na altruistów kiedy czujemy się dobrze i mamy swego rodzaju nadmiar, którym nie trudno się podzielić, jednak kiedy mamy utracić część siebie na rzecz drugiej istoty wówczas dopiero zdajemy sobie sprawę – co to znaczy prawdziwa służba dla innych. Bardzo daleko mi do tego. Dlatego, aby naprawdę przynosić pożytek innym trzeba urzeczywistnić „brak siebie w sobie”, przekroczyć utożsamienie ze „swoim” ciałem, mową i umysłem i wówczas stajemy się autentycznym darem dla świata.

Prawdziwym Mistrzem, który choć nie czyni cudów – jest cudem jak lśniąca gwiazda na jaśniejącym niebie, którą doprawdy trudno dostrzec, bowiem blask jej jest przytłoczony przez „światłość” tych, którzy pozują na wyzwolonych. W istocie na tej planecie jest bardzo mało autentycznych Nauczycieli, którzy naprawdę znają drogę, bowiem przeszli ją do końca i wrócili, aby pomóc wyjść z cierpienia innym. To jest prawdziwa Miłość. Esencja Nauki Przebudzonych – Serce Dharmy. Jest to dla nas niepojęte, bowiem przekracza całą zaprogramowaną logikę Mózgogłowia i przeczy wszystkiemu czemu jesteśmy tak oddani. Pokora i niepozorność stanowi ochronę przed pychą i samouwielbieniem, które zdominowały tak zwany świat duchowości. Ciężko rozpoznać Mistrza bez tronu i brokatów, bez pochlebców i „świętego splendoru”, bowiem tym co nami kieruje jest schemat, a nie mądrość.

Nie można udawać pokory, nie można udawać skromności, bowiem to po prostu widać w oczach – to jest widzenie i rozumienie prawdziwej kondycji tego świata i istot, które poprzez bardo narodzin pojawiają się w tym świecie. Ja mam w sobie pychę i dumę, które staram się ukrywać i maskować. Jednak ścieżka daje nam prawdę o sobie. Kiedy mamy odwagę jest Lustrem. Może nam się wydawać, że praktykując „wysokie” ezoteryczne nauki jesteśmy kimś specjalnym i wyjątkowym, możemy patrzeć na innych z góry. Jednak ta góra jest usypana z iluzji, które karmimy z fascynującą na swój sposób pieczołowitością, aby poczuć się lepiej. To „lepiej” wcześniej czy później rozpadnie się. Nie uciekniemy w Himalaje i do klasztorów przed sobą i skutkami własnych działań, możemy na chwilę „oblepić się” świętością, czystością, całą tą pozorną zmianą – jednak wciąż „jesteśmy sobą” – najbardziej zmechanizowanym utożsamieniem i najsilniejszym nawykiem ze wszystkich. Ten nawyk jest piastą koła, pierwszym pikselem na matrycy. Z tego rodzi się wszystko co nas określa i warunkuje. Nie możemy udawać wyzwolenia przed sobą kiedy naprawdę jesteśmy szczerzy. Widzieć siebie naprawdę takim jakim się jest i nie uciekać przed sobą – tym jest dla mnie prawdziwa duchowość. Dlatego bardziej ufam tym, którzy potrafią ukazać swoje wady, słabości, swój gniew, wstyd – bowiem to oznacza, że przestali grać w lepszego siebie. Przestali udawać i jest z tego więcej pożytku i nauki niż z zmyślonego „ideału”, którego szukamy i za którego „czarem” tak chętnie idziemy.

Większość współczesnej tamasowej duchowości jest właśnie takim oszustwem – pozorem. Dlatego spotkać autentycznego nauczyciela jest tak niezwykle trudno i zazwyczaj ma on wady i nie jest ideałem. Nie pasuje do schematu i wyidealizowanego obrazu – jest przytłaczająco ludzki. Choruje, nie czyni cudów, ma romanse – jest człowiekiem z krwi i kości. Odkrywa karty na które nie chcemy patrzeć i to właśnie jest wysokiej klasy nauczaniem. To cios prosto w serce. Rana wrażliwości i otwartości przez którą wchodzi w nas prawdziwa Mądrość, która nie jest łatwostrawnym sloganem i frazesem. Prawdziwy Mistrz nie podaje nam narkozy. On nas budzi. Nie poprawia nam nastroju, on go zaburza, żebyśmy w końcu zaczęli widzieć i rozumieć podstawę – fundament nauk. Przestali uciekać w iluzje i przestali chronić „siebie”. Przytłacza nas jego oddanie i dedykacja dla innych, niestrudzona cierpliwa mozolna praca, która tak naprawdę nigdy nie ustaje. Jest bezgraniczną aktywnością Buddy. Budda nie jest posążkiem na ołtarzu, nie jest metaforyczną figurą, archetypowym zbiorem świętych cech. Jest żywy i obecny właśnie teraz i tutaj w tym zamroczonym świecie, w tej szaleńczej pogoni. To czyni Ścieżkę prawdziwą i inspirującą oraz co najważniejsze pełną mądrości i zręcznych metod.

Zgubiliśmy się na tym szlaku. Nikt z nas go wcześniej nie przeszedł. Nie mieliśmy przewodnika, kogoś kto naprawdę zna Drogę. W pewnym krytycznym momencie po prostu idziesz na oślep, przed siebie. Zaczyna padać, opadasz z sił, bowiem nie znasz nawet swojego własnego ciała, twój umysł popada w panikę i przejmuje kontrolę – tworzy swoje własne wyobrażenia i nierealne niepokojące scenariusze. Z radosnego beztroskiego stanu przechodzisz w tryb lęku i narastającego niepokoju – to jest bardo umierania tego co znasz. Robi się ciemno. Gubisz kontakt z innymi. W pewnym momencie jesteś sam – kompletnie zagubiony skazany na łaskę nieznanego. Wcześniej czy później to czeka nas wszystkich, jednak z całych sił nie chcemy tego przyjąć do świadomości, a to oznacza, że nie rozumiemy samej Podstawy, która tworzy szczerą motywację i opartą na mądrości intencję. Fiksujemy się na „efektach specjalnych”. Na egzotycznej i kulturowej otoczce, na dewocjonaliach, skomplikowanych i wyszukanych ceremoniałach, na klimacie wzniosłości i tajemnicy – ponieważ prostota i bezpośredniość nudzi nasze przekarmione wrażeniami umysły. Jednak tak naprawdę to wszystko jest bez znaczenia, bowiem kiedy nie potrafimy dotrzeć do esencji z całej tej maskarady nie ma żadnego pożytku. Staje się jedynie pożywką dla antropologów kultury, kolejną archaiczną i niezrozumiałą atrakcją dla turystów, którzy po krótkim och i ach po prostu idą dalej.

Jakże wiele klasztorów istniało w Tybecie, Krainie Śniegów, zanim komunistyczne Chiny zaczęły opanowywać ten kraj. Jak wiele działało tam świątyń podobnych do tych w Lhasie, Samje i Trandruk. Jakże wiele znajdowało się w tych miejscach cennych przedmiotów symbolizujących ciało, mowę i umysł Buddy… Teraz nie ma tam nawet posążka. W Samje pozostał jedynie namiot, nie większy od stupy. Wszystko splądrowano, zdewastowano, roztrzaskano. Wspaniałe malowidła zniszczono. To, co się wydarzyło w Tybecie, ukazuje nietrwałość zjawisk. Nie istnieje nic stałego, nic trwałego.

Dilgo Khjeniste Rinpoche

Te ginące na naszych oczach kultury ukazują nam sam Proces. To jest Wielkie Nauczanie. Bezpowrotnie tracimy samych siebie – swoją głębię i prawdziwą duchową ludzką tożsamość. Zastępujemy to kolorowymi iluzjami, technologicznym parkiem rozrywki, znieczulającą wygodą, pozorami rozwoju, który tak naprawdę jest regresem. Bezdotykowy syntetyczny świat na chwilę przed samounicestwieniem. W tej kwestii nie mam złudzeń. Jednak zgniły owoc ma w sobie zdrowe nasiona i kiedy upada – rodzi się nowe. To nowe jest w Nas – żywe i doskonałe. Dlatego wszystko ma sens – cały ten Proces Odwiecznej Nauki nigdy nie idzie na darmo – mądrość, którą rodzi – jest zawsze dostępna dla tych, którzy poznają Ciszę.

Ktoś, kto zaczyna rozwijać zainteresowanie naukami, może mieć tendencję do oddalania się od rzeczywistości rzeczy materialnych, tak jakby nauki były czymś całkowicie oderwanym od codziennego życia. Często u podłoża tego wszystkiego leży postawa poddania się i ucieczki od własnych problemów, ze złudzeniem, że uda się znaleźć coś, co w cudowny sposób pomoże przekroczyć to wszystko. Ale nauki te opierają się na zasadzie naszej rzeczywistej ludzkiej kondycji. Mamy ciało fizyczne ze wszystkimi jego różnymi ograniczeniami: każdego dnia musimy jeść, pracować, odpoczywać i tak dalej. To jest nasza rzeczywistość i nie możemy jej ignorować.

Chögyal Namkhai Norbu

PIRACKA DHARMA

BARDO

Galeria

Co on tam robi?
Gasi pożar, ekscelencjo.
Mało prawdopodobne.
Ogień jest w umysłach ludzi, a nie na dachach domów
.

Fiodor Dostojewski, Opętani

Dosłowność i namacalność cierpienia. Jego nieudolnie ukrywana wszechobecność, którą można ujrzeć i poczuć zdrapując tą prowizoryczną fasadę, którą z taką absurdalną zawziętością staramy się wznosić technologicznym znieczuleniem. Środki uśmierzające ból istnienia dostępne bez recepty – jednak nie darmo. Ceną jest odkładanie na potem, dobrze zorganizowana ucieczka z atrakcjami. Parki krótkotrwałej i pustawej rozrywki, niekończące się oferty jak najmniej boleśnie zapadać w sen, jak się odurzać, jak udawać, jak pozorować szczęście w postaci jego atrapy obliczonej na krótki czas. To zrozumienie przychodzi z wiekiem, z upływem chwil, których nie sposób zatrzymać. W bezlitosnym uścisku Kronosa, który ukazuje się coraz bardziej wyraźnie z dekady na dekadę i w końcu widzimy jego / swoją twarz. Lustro Czasu.

Wszystko ulega domyślnej entropii, nie ma absolutnie niczego na zewnątrz i w środku co potrafi uciec przed zmianą. Zmiana jest tym co nie daje nam spokoju, nie pozwala usnąć na dobre. Zmiana nas budzi i wstrząsa kiedy już mamy poczucie tak zwanego komfortu. Dlatego nikt w tym świecie nie może szukać bezpieczeństwa i nienaruszalności w Warunku, ponieważ wcześniej czy później przychodzi to co nieuniknione i znów musimy odnaleźć się w pierwotnym stanie chaosu gubiąc orientację i punkty odniesienia. To rozbija naszą skostniałą osobowość, burzy nasze wyobrażenia i nawyki, na powrót zmusza nas do Przytomności i Obecności w Tym Co Jest. Dzięki temu wszystko co martwe musi ożyć, ponieważ w istocie wszystko jest żywe – jest energią, jest ruchem, jest zmianą. Nad niczym nie można ostatecznie panować, bowiem kontrola jest fundamentalnym urojeniem Mózgogłowia.

Dlatego żadna cywilizacja nie może trwać w nieskończoność, bowiem kontrola czyni ją ślepą na wewnętrzny rozkład. Gnije od środka poprzez tak zwany czynnik ludzki. Tak naprawdę nie sposób człowieka zadowolić, sprawić by przestał chcieć, tworzyć i działać – taka jest nasza natura, bez tego stajemy się zaprogramowanymi przez Maszynę Zombie. Kontrolowanie i ograniczanie istoty ludzkiej tworzy wojnę i przemoc, brak przestrzeni dla wolności i twórczości rodzi paranoiczne społeczeństwo, które nawet nie jest świadome tego co tak naprawdę się z nim stało. Z tego powstaje Duszność – Piekło. Świat pozbawiony Życia i niszczący wszystko co nie podlega jeszcze kontroli, świat dominacji chorych psychopatycznych jednostek pozbawionych jakichkolwiek duchowych wglądów i moralnych wartości. Świat bezwzględnych hedonistycznych egoistów, których zdominował naukowy nihilizm i wszech panujący na wyżynach piramidy kontroli cynizm, wobec którego pierwotne czyste ludzkie serce jest bezbronne. W takich czasach akty ludzkiej dobroci czy życzliwości wydają się wręcz heroiczne i spektakularne. Kiedy dobroć i ufność są postrzegane jako naiwność i głupota pierwiastek duchowy znika ze świata. To jest apogeum Materializmu – ostatnie stadium przed Resetem.

W Pierwotnych Naukach mówi się, że w tym czasie mamy do dyspozycji najbardziej potężne metody i nauki ukryte w zalewie pseudo duchowości skalkulowanej na wzmacnianie już nadętych ego i rozbudzanie namiętności i pożądania w formie łatwostrawnych kompilacji instant, które jedynie mają nas zamroczyć i nauczyć akceptacji roli niewolnika Ignorancji. To jest pozbawiona prawdziwej wartości Forma, która uwodzi nieprzytomnych i naiwnych tworząc dla nich imitacje bezpieczeństwa i piękna. W zderzeniu z brutalną prawdą ludzkiej egzystencji – chorobą, cierpieniem i śmiercią okazują się kompletnie bezużyteczne i puste niczym wydmuszki realnej duchowości, która od samego początku konfrontuje nas z prawdą o cierpieniu jako warunku podstawowym i nieuniknionym.

A ci stoją przy krawężniku i czekają. Oczy im posępnieją, wysyłają coraz mniej światła.

Don Delillo, Podziemia

PIRACKA DHARMA

LUSTRO CZASU

Galeria

Kilka tysięcy metrów ponad w Ciemności
Na skrzydłach migają czerwone światła
Przesuwając palcami okna na ekranach
Jakby coś tam miało być, miało czekać

Na wózkach chleb i wino w małych porcjach
Perfumy i papierosy

W tęsknocie możemy przejechać cały ten świat
Być w każdej jaskini, rozłupać każdy kamień
Pozbawić siebie wszystkich złudzeń
Rozwiązać każdą tajemnicę
Ogłosić bez żadnych wątpliwości, że nic tam nie ma
I co najważniejsze nigdy nie było

Kiedy wpadamy w turbulencje
Czuję spokój.

PIRACKA DHARMA

W SAMOLOCIE DO DELHI

Galeria

„Ten, kto wie, że drzewa odczuwają ból i mają pamięć, i że drzewni rodzice żyją razem ze swoimi dziećmi, nie będzie już mógł tak po porostu ich ścinać i siać wśród nich spustoszenia ciężkimi maszynami.”

Peter Wohlleben, Sekretne życie drzew

PIRACKIE OPOWIEŚCI

DRZEWA

Galeria