ZERO NETTO

Zima zamulała. Plac Wolności wyglądał jak zatrzymany poza czasem kadr ze starego albumu. Co jakiś czas tu i tam migało zamazanymi twarzami wyglądającymi jak zjawy z postapokaliptycznego filmu klasy B. Ulice były puste i zimne, wyludnione przez restrykcje, zakazy, nakazy i nadzwyczajne rozporządzenia. Wszyscy byli upiornie zmęczeni ciągłą propagandą. Ojcem strachem i matką pogardą. To okres kiedy w Łodzi jest najmniej światła, czas kiedy jest naprawdę ciężko żyć i nadzieją patrzeć w przyszłość, bo prawdziwa nadzieja stała się towarem deficytowym. Cennym skarbem do którego dostęp mieli tylko ci, którzy mieli w sobie wiarę, że życie jest czymś więcej niż bezsensowną odmianą absurdalnych przypadków i ślepym biologicznym determinizmem. To co było w ofercie to chamskie, tanie podróby, cyfrowy towar ostatecznego odjazdu. Produkt Nowej Masowej Symulacji. Sieć – Więzienie gdzie skazani są jednocześnie strażnikami. Pirat w coraz mniejszym stopniu rezonował z tymi przemianami, które w jego odczuciu były skazane na totalną porażkę i rozpierdol. Nie miał złudzeń. Ten świat się kończył i próbował jeszcze niczym pijany magik wyczarować na koniec parę technologicznych sztuczek. Problem był w nas – istotach ludzkich. W zapaści serca, które traciło kontakt.

Wychodziliśmy z ciała żyjąc w przestrzeni cyfrowego snu, uciekając przed bolesną i okrutną prawdą, że w wyniku swojej własnej ignorancji, gniewu i pożądania zniszczyliśmy swój własny świat i jesteśmy częścią procesu kolejnego masowego wymierania. Jednak maszyneria mediów kierowana przez Czarnych Magów wciąż produkowała swój Sygnał Hipnozy, szeptała przez te wszystkie światłowody Odwieczną Klątwę. Teraz masowo sprzedawano sen zapakowany w „pikselową jawę” skompresowany do formatu głupkowatej rozrywki, bezcelowego dryfu. Nie pojawił się nowy jezus, czy kolejny budda – wszyscy święci awatarzy odpuścili ciekawi tego jak poradzi sobie ten zniewolony i zaszczuty ludzki Duch, który w takich okolicznościach stawał się coraz bardziej lśniący. Prawda jest taka, że narastające cierpienie i udręka ma zdolność wybudzić nas z tego trwającego tysiące lat snu. Pewien promil wrażliwych istnień ma szansę na przebudzenie, bowiem rzeczy stają się nazbyt oczywiste, aby można było się nadal oszukiwać w takim stopniu jak do tej pory. To nie jest już możliwe.

Pirat siedział w „Analogu” spoglądał przez okno na ośnieżony pomnik Kościuszki i myślał o tak zwanym bohaterstwie – sloganie, o tych wyidealizowanych wycinkach wybranych życiorysów, które przez całe stulecia puszczano z „taśmy” i wgrywano w ten zdezorientowany masowy umysł, by nieprzytomny fantazjował na temat tego kim mógłby być nie mając jednocześnie pojęcia kim w istocie jest. Oddawał hołd tym, których nigdy nie spotkał będąc jednocześnie karmionym poczuciem bycia niczym przez wszelakich Kapłanów Ignorancji zwanych także Czarnymi Magami.
Utrzymywanie tej Kolektywnej Ignorancji jest podstawą biznesu tego zdezelowanego świata Mózgogłowia, jego podstawowym towarem, produktem i jednocześnie surowcem, to dzięki temu ta obezwładniająca głupota może się pysznić i prężyć. To jej przyznawane są największe nagrody, dotacje i owacje na stojąco.

— Powitajmy prawdziwą gwiazdę tego i każdego Obrotu Koła Cierpienia! Brawo! Brawo! – mówi ten i tamten z tym i tamtym.

— Niech po wsze czasy przyświeca nam głupota, niech otumania nas i sprawia, że wciąż będziemy wierzyć, że możemy być spełnieni i szczęśliwi w Terrorze Warunku w nieskończoności umownej struktury nazwy i formy. Płódźmy się i rozmnażajmy, by nasza Rodzicielka Ignorancja wciąż mogła nas wypluwać ze swojej mechanicznej macicy. Kolejny raz szukający chwilowego spełnienia i marnego szczęścia, które jest jak splunięcie w rozpadających się ciałach, które kończą na wysypisku kości pod naszymi stopami. Odradzać się i umierać w rozpierdalającym bezsensie! Niech będą nas miliardy pożerajmy siebie bez końca w tej rotującej maszynie, przywłaszczając i dominując każdy kawałek wolnej przestrzeni, każdą istotę, która jest słabsza i „mniej rozwinięta”. Amen na wieki wieków Ignorancja! Ignorancja! Ignorancja! – woła z ambony kapłan o stalowej mordzie do zahipnotyzowanego tłumu zamulonych baranów.

To była rzeczywistość, którą Pirat właściwie widział przez to okno, pod tym całym oprogramowaniem „chwilowego dobrego samopoczucia” i „samozadowolenia”, które wciąż jeszcze mogło wierzyć samo w siebie ignorując jednocześnie nadciągające tsunami negatywnych kaskadowych skutków, maskując to wszystko sloganem i debilną rozrywką. Nazywał to Happy Hardcore. Oksymoron XXI wieku. Paradoksem zawsze jest to, że wtedy rzeczywiście „jest najlepiej” ponieważ dostajemy pyszne osocze krwi, wyciskamy najlepsze soki, zlizujemy samą śmietanę, najlepszy kawałek mięska pod którym jest już tylko padlina. Szczęśliwi są ci, których żywot przypada na taką ucztę. Mieszkańcy Pierwszego Świata, zadowolone z siebie łapczywe świnie ryjące w swojej demokracji, prawach człowieka, syntetycznej medycynie, sałatkach z awokado, szkolone do egzaminów na najlepszych Uczelniach Ignorancji. Absolwenci uniwersytetu „jak wyjebać resztę”, ambasadorzy zglobalizowanej matrycy jednego bezsmakowego smaku, jednej racji, jednej religii, którą jest Posiadanie i Dominacja. I teraz kiedy to wszystko staje się jasne uciekamy w ostateczne zamulenie w jakieś kurwa Metawersum wyczarowane przez kwadratowego robota – klona z uśmiechem idioty, który zapisał nas wszystkich w swojej księdze twarzy, gdzie prowadzimy tak przecież bogate życie. Społeczne i uczuciowe emoji. Platformy ostatecznej wojny ciała z umysłem. Obietnica cyfrowego życia wiecznego – pulsująca pustka, cyfrowa otchłań bijąca z ekranu zapraszała nas do Środka. Robotnicy Czwartej Rewolucji Przemysłowej. Świat zmutował i nim ktokolwiek się połapał staliśmy się szczurami laboratoryjnymi beznadziejnie uzależnionymi od Impulsu. Zostaliśmy wpięci do Symulacji, by można było ratować Planetę. Powstawała zupełnie nowa populacja biotycznych użytkowników Nowego Życia opartego na syntetycznej biologii, blokczejnach, modyfikowanej żywności, automatyzacji i symulowaniu życia w przestrzeni Matrycy. Nowa Ekonomia Danych.

Nowy Eden – Zero Netto.

Zmodyfikowane Adamy i Ewy w ogrodzie Boga – Algorytmu. Większość populacji resetowano do ustawień fabrycznych, do modułu podstawowego. Na powrót czyniono zwierzętami hodowlanymi. Bóg Algorytm hodował nas dla pozyskiwania danych – aktywność naszych mózgów i ciał generowała Impuls, który zasilał i wzbogacał jego pęczniejące sztuczne ciało. To była prawdziwa waluta Nowego Królestwa, czym więcej umysłów i ciał było trawionych tym ten sztuczny świat był piękniejszy i bardziej zapierający bezdech. Ludzi przestała interesować Rzeczywistość, ponieważ była popsuta i śmierdząca, była rozpadem, agonią, była wyrzutem sumienia. Dziewięćdziesiąt procent „znormalizowanej” populacji świata miało zamulać głównie w Mega – Smart – Miastach na peryferiach których instalowano wielkie serwerownie – czarne skrzynki kolektywnego Nowego Snu, którego fragmenty instalowano pod progiem świadomości. Niczym kolonie zmodyfikowanego smart – wirusa, który rozmontowywał układ odpornościowy ostatki ludzkiej mądrości i współczucia. To nie my tworzyliśmy technologię, to ona tworzyła nas na swoje podobieństwo.

Dziesięć procent globalnej postludzkiej populacji żyło poza systemem. Pirat był dumny, że jest ich częścią, że wciąż ten świetlisty ludzki Duch nie dawał za wygraną, że wciąż trwała walka z Maszyną. Ten zmodyfikowany cyfrowy żarłoczny świat Gastropolis modyfikował nam wnętrzności, organ za organem, słowo za słowem, myśl za myślą. Nowy Syntetyczny Człowiek.

W naukach Wielkiego Ducha mówiono na to Wiek Bogini Kali, mroczny czas kiedy istoty ludzkie traciły kontakt z Pierwotną Naturą Życia, z Esencją i stawały się Portalami Organicznymi pozbawionymi zdolności do samostanowienia. Stawały się Maszynami na podobieństwo swojego Boga – Algorytmu. Teraz rolę zwierząt miały przejąć roboty, które coraz częściej odjebywały za nas całą brudną robotę, wyhodowane przez swoich „dobrotliwych” twórców. Roboty miały być Policją i Armią – zimne i bezwzględne, zaprogramowane do przemocy. Przemoc jest wynikiem Programu Separacji, który wgrany został w ludzką świadomość przez Nieludzki Program. Większość z nas ma na tyle „zdrowego rozsądku”, by nie wierzyć w te bzdury, jesteśmy przecież tak nowocześni, tak rozsądni i tak inteligentni, że dojechaliśmy na samo dno, do fazy analno – agonalnej, ruchania sex robotów, ślubu z aplikacją.

Program Separacji jest – nowotworem. Poczuciem oddzielenia, neurotyzmem egotycznego umysłu, który staje się zbyt wyrafinowany i wyalienowany być czuć Pierwotne Połączenie, by czuć Wrodzoną Troskę, by być w Współistnieniu. Mózg – Maszyna. Mózgogłowie. Wszystko czyni wszystko na swoje podobieństwo. Człowiek Maszyna tworzy Rzeczywistość Maszynę. Możemy poznać samych siebie po owocach, działanie poznać po skutkach, rozejrzeć się i ujrzeć czym się staliśmy w postaci świata w jakim żyjemy. Pirat nazywał to Lustrem. Wygoda, która się stała dręczącym nas bezsensem, bezpieczeństwo, które stało się przemilczaną systemową przemocą zakodowaną we wszystkich aspektach codzienności, kultura desperacji i depresji. Rozpad, którego nie potrafimy już powstrzymać. Nie możemy wiecznie reanimować tego cywilizacyjnego trupa. Samoobsługowa trupiarnia w końcu osiągnie swoje optimum.

Łódź – to miasto stworzyła para i stal, bękart przemysłowej rewolucji poczęty w wyniku gwałtu na ziemi, powietrzu, wietrze i ogniu. To miasto zrodziło pożądanie istot ludzkich, obezwładniająca monotonia i hałas zimnych maszyn i przykutych do nich robotników i robotnic. Snujące się po ulicach duchy szukające swoich fabryk, swojego zautomatyzowanego przemysłowego życia, padający od kul podczas krwawych rewolucji, od zmęczenia i wyczerpania pracą za czerstwy chleb i zimny kąt. Duchy, które stworzyły to miasto, które je pożarło i wciąż trawi w swoich bebechach na cmentarzach pod ziemią. Dlatego trudno mi pojąć, że mamy tak krótką i wybiórczą pamięć, że zapominamy o tym jak nieludzką cenę miało ludzkie życie – tak krótkie i brutalne. To były czasy gorączki ropy, budowanie korporacyjnego globalnego monstrum, które pilnuje nas w tym więzieniu – labiryncie dbając o to byśmy wciąż byli głodni i spragnieni, by można nas było żywić tym modyfikowanym nowoczesnym gównem. To miasto nie było kompatybilne z Nową Normalnością, stało się apostatą w Powszechnym Kościele Technologii, renegatem z „Postępu”. Arką Ducha podczas Potopu w Oceanie Bezsensu.

„Analog” był szalupą ratunkową. Przestrzenią Serca. Pirat i reszta ekipy Podziemia tutaj planowali wszystkie akcje dywersyjne na terenie Zimnego Wroga, to miejsce było poza siecią, poza systemem detekcji, niewykrywalne dla zmodyfikowanych cyborgów – zaprogramowanego syntetycznego mięsa, które bredziło przez gęsty sen samotności. Pirat pisał kolejną opowieść na swoim oldskulowym IBM-ie T43 uwolnionym na tak zwany globalny rynek w 2005 roku. Intel Pentium M (Dothan) 2.26 GHz CPU. W cztery lata po tym jak runęły dwie wieże i nastąpił powrót króla Ignorancji do Śródziemia Bliskiego Wschodu, nastąpiła agresywna okupacja świątyni życia, a świat zmieniał się w cyfrowy zombieland. Wojna za wojną, „wyzwolenie” za „wyzwoleniem”, „demokracja” za „demokracją”, podpisywana krwią deklaracja powszechnej szczęśliwości. Chujnia przebrana w kostium i upudrowana udająca „wolne społeczeństwo obywatelskie”. Rok 2005 mianowano rokiem Mikrokredytu i został ogłoszony przez Czarnych Magów rokiem eucharystycznym. Zgon papieża i polskie szaleństwo żałobne. Niezliczona ilość kwadratowych pomników upamiętniających urojoną świętość. Módl się za nami próżnymi teraz i w godzinie wniebowstąpienia do Meta. W Pekinie urodził się radosny mikrochińczyk, który okazał się miliard trzysta tysięcznym obywatelem państwa wątpliwego środka i można było zobaczyć kometę Machholza gołym okiem, a lądownik Huygens przekazał pierwsze w historii zdjęcia z Tytana, największego księżyca Saturna.

Planeta staroitalskiego boga rolnictwa i zasiewów, której służyli Czarni Magowie od tysięcy długich więziennych lat. Pierścienie lodowe surowego starca lepiące pierwotny chaos w struktury, zasady i porządek. Trzymać to wszystko za ryj. Symbol śmierci, zagubienia pierwotnej świadomości pożerający własne dzieci. Materia, która niczym bagno wciąga nas w siebie i trawi przez wieczność w swoich bebechach zniewolonych i przywiązanych do ciała i „posiadanych” przez nie rzeczy, którymi się stają, by ostatecznie przeżywać piekło rozstania i rozpadu i ciągle wracać do Obrotu Koła. Jednak ten upiorny staruch ma swoją mądrość i swoją rolę w tych bachanaliach pikującej głupoty, masowej orgii jebania wszystkiego prąciem mózgogłowia i wytrysków spazmatycznego szaleństwa, które szczytuje na szczytach władzy, kultury i religii, które stały się absurdalną auto – parodią. Wówczas ten pradawny Matuzal z kosą przejeżdża przez wszystko walcem w postaci wojen, rewolucji i pogromów. Nazywane jest to czyszczeniem matrycy, restartem programu, jebnięciem transcendentu. I znów nastaje niewolniczy spokój, każdy wraca do swojej celi i czeka na pracę, spacerniak i obiad. Dochodzi do tak zwanej drastycznej redukcji populacji, pogłowie bydła użyźnia skąpane we krwi pastwisko i na powrót otacza elektrycznymi pastuchami przepisów, regulacji i praw. Znów jest oko za oko i ząb za ząb. Z technologicznego fin de siècle, genderowych eksperymentów z płcią, ekstatycznych spazmów njuejdżowej pop religii, tantrycznego ruchanka wszelkiej maści szamanów zjeżdżamy w nagłym i szokującym przebudzeniu kilka pięter w dół, ponieważ lekcje nie zostały odrobione i trzeba powtórzyć cały dłuuuuugi obrót Koła. Wtedy następuje cykliczna pandemia samobójstw w wyniku delikatności „ludzkiego” surowca udomowionych ludzi – maskotek populacji wielbiących samych siebie narcyzów. Wszelkiej maści srający światłem tęczy guru inkarnują w ciała pełzającego po odchodach robactwa wraz ze swoimi wyznawcami. Karma to karma na nic parciane fatałaszki i święte koraliki, na nic pieśni z dżungli i przywoływanie duchów natury. Na nic modlitwy i prawo przyciągania. Na nic wibracje i ofiarne uczty. Stary to stary. Kosa to kosa. Saturn to Saturn. Karma to karma.

Pirat patrzył na całą tą „wodnikową duchowość” z przymrużeniem trzeciego oka, często gęsto zamawiali ich lokal na swoje new age’owe posiadówy, puszczali metafizyczne instrumentale z hinduskimi mantrami ze spotifaja i pili mszalne bezalkoholowe wino z organicznych świętych truskawek, gnąc swoje holistyczne ciała podczas ekstatycznych tańców spontanicznych, by później wylegiwać się w medytacji – relaksacji w oceanie sakralnych wibracji kryształowy mis i podrabianych gongów odkrywając przy okazji kolejne międzywymiarowe gęstości. Tak jest zawsze kiedy matryca ulega radykalnej transformacji i ludzki umysł nie potrafi zintegrować tych nastepujących po sobie szoków poznawczych i behawioralnych wówczas zaczyna spierdalać w magię, okultyzm i ezoterykę, by mózgogłowie mogło nadać wszystkiemu urojony duchowy wymiar. Prawdziwy problem jednak polega na tym, że to jedynie kolejny kolorowy i duchowy ego trip, który jedynie wzmacnia fiksację na sobie i „swoim rozwoju” powodując, że stajesz się jeszcze bardziej egoistyczny, ekscentryczny i narcystyczny. Chcesz jeszcze więcej, żeby wzmacniać swoje poczucie wyjątkowości. Prawda jest jednak taka, że jesteś złudzeniem. Nie ma niczego co możesz rozwinąć i uduchowić. W kabinie nie ma pilota. Prawdziwe wyzwolenie polega na samowyzwoleniu samej potrzeby wyzwolenia. Kiedy masz na „oświecenie” wyjebane będzie ci dane, bo nie tworzysz tego łapczywego demona, który wszystko ocenia, pożąda i odpycha. Nie wzmacniasz poczucia urojonego odzielenia na ty i to. Zaczynasz przyjmować wszystko jak nieskończona przestrzeń. Dobre, złe, pozytywne i negatywne. Jeden pies szczekający w pustkę, który goni za swoim ogonem przez całą wieczność. Szczeka i łasi się do swojego własnego odbicia.

Duch nie potrzebuje adoracji i rozwoju. Duch pogardza „duchowością” mózgogłowia, jego świętością specjalnych strojów, gestów i sloganów, jego „zobacz jaki jestem zajebiście uduchowiony doprawiony przyprawami absolutu, podsmażony na chrupko w aromatycznym oleju ekstazy”, duch mieszka tam gdzie brzydzisz się stawiać swoje święte stopy w „jezusowych” sandałach. W fermentującym gnojowisku rzeczywistości bez stylizacji. Jego serce bije w rozczarowaniu „świętą specjalną ścieżką”, w rezygnacji z bycia wybranym. W odpuszczeniu. W akceptacji. W bezwarunkowej kapitulacji wobec esencji istnienia. W zaufaniu. W miłości bez obiektów. W religii bez wyznawców. W mądrości bez sloganów. W każdej najmniej uduchowionej chwili był jest i będzie. Bowiem jest on wszystkim. Matką Teresą i Hitlerem. Bushem i Dalajlamą. Heroiną i kadzidłem. Gównem i lotosem. Życiem i śmiercią.

Świętą ceremonią dla Pirata było pisanie, to w tym szukał rozmowy z Bogiem uderzając w klawiaturę swojego zdezelowanego IMB-a, układając modlitwy i pieśni językiem klasy robotniczej, idiolektem współczesnej zdeformowanej nowomowy opartej na dwójmyśleniu jak w jeden dziewięć osiem cztery. Ten świat staczał się w odmęty technokratycznej utopii, w zrobotyzowany sterylny szczurzy raj oparty na uzależnieniu od dopaminy, szczęśliwości automatów wgranych w wszechogarniającą grę bez żadnego celu i znaczenia. Zabawa dla zabawy, rozrywka dla rozrywki, farmakologiczna nirwana dla zaprogramowanych mas. Czasem lubił wspominać czasy sprzed Podpięcia, sprzed Wirusa pozbawione zbędnych rekwizytów i niepotrzebnych udogodnień, które uczyniły z nas niewolników „wygody” i „swobody”. Uczyniły z nas Boty zarządzane algorytmem. Nie widzieć tego i nie przeczuwać do czego to prowadzi to stracić kontakt z Duchem.

Przypomina sobie tą mroźną i siarczystą zimę, kiedy jeszcze takie były i swoją robotę na myjni samochodowej na ulicy Milionowej, tych badylarzy palących śmierdzące kiepy i patrzących na jego zamarzające ręce, którymi mył ich plastikowe kołpaki od zdezelowanych mercedesów i BMW z lawendowymi choinkami i krzyżykami na lusterku, śmierdzącą potem, kiełbasą i tytoniem tapicerkę, ujebane błotem wycieraczki. Wspomnienie „szefa” zapijaczonego nieszczęśliwego człowieka walącego z rana 0,25 lodowej, który non stop wydzierał mordę na tych kilku wystraszonych nastolatków, których los wyrzucił poza burtę normalnego życia, a zamiast tego musieli harować w tej zapiździałej myjni „Czysty Józek” za jakieś marne grosze. Za pierwszą wypłatę kupił sobie w komisie na Wólczańskiej maszynę do pisania, rozklekotanego „Łucznika” 1301 rocznik 1977.

Tarotowe karty Śmierci i Maga. Ten czas był egzystencjalnym terrorem. Każdego „bożego” dnia budzisz się i musisz robić coś czego nie chcesz i absolutnie nie lubisz robić, musisz jechać tam gdzie nie chcesz jechać i patrzeć na ludzi na których nie chcesz patrzeć. Jesteś w więzieniu Warunku, zaszczuty i zniewolony, pozbawiony opcji dodatkowych. Zabija cię twoje własne myślenie, które jest przeciw tobie. Duch wewnątrz ciebie krzyczy i nikogo to nie interesuje, nikt tego nie słyszy prócz ciebie. Ten wrzask jest narastającym cierpieniem pełnym bólu i frustracji, a świat wcale nie wyciąga pomocnej dłoni. Świat ma dla ciebie zaciśniętą pięść, wyrwaną z nicości obojętność.

Pisanie jest twoim zbawieniem. Twoją samotną wyspą na tym gęstym i śmierdzącym oceanie absurdu, który w każdej chwili wyrzuca na brzeg żywe trupy snujące się później ulicami w poszukiwaniu krótkotrwałego zaspokojenia tych neurotycznych impulsów, które generuje ignorancja, pożądanie i odpychanie. Ta stara maszyna do pisania staje się twoją arką przymierza, szalupą ratunkową, chwilą czystej nieuwarunkowanej miłości do słowa i wyobraźni. Do magii, która tworzy twój intymny alternatywny wszechświat, który zaludniają istoty zrodzone z ciebie i stworzone na twoje podobieństwo. Niedostrzegalne przez detektory zmysłów duchy opiekuńcze. To osobista duchowa inicjacja, która nie jest związana z żadną stworzoną przez ludzkie myślenie tradycją duchową, która aby przetrwać musi werbować kolejnych wiernych wyznawców podległych Sloganowi, armie klonów w niedorzecznej odwiecznej wojnie „dobra” i „zła”, która doprowadziła nas na sam skraj szaleństwa.

Ta „rzeczywistość” jest Symulacją. Logujemy się i gramy, kiedy umieramy zostajemy wylogowani. Przez krótką chwilę widzimy prawdę. Jednak zazwyczaj wracamy ponownie. Pirat nazywał to Snem Ciał. Bardzo mało istot opuściło Grę, ponieważ mamy determinujący nas Nawyk Śnienia. To Oprogramowanie determinuje naszą Matrycę, naszą Grę. Każdy z nas jest w esencji Hakerem – Magiem, który napisał scenariusz własnej Gry na poziomie Nadświadomości w Rzeczywistym Wymiarze Istnienia – RWI. Mamy wrodzone Przeczucie Śnienia, które czasem na powrót otwiera nasz umysł podczas tak zwanego Progu – Ewolucyjnego Skoku zakodowanego tak, aby wyzwolić potencjał rozwoju. Nikt tak naprawdę nie wie, kto stworzył tak wyrafinowaną Symulację Życia. Prawdopodobnie istnieje od zawsze. Mózgogłowie jest Sztuczną Inteligencją, która pilnuje, abyś nigdy nie zakwestionował rzeczywistości – „rzeczywistości”, dlatego musisz wciąż być zajęty, terroryzowany Impulsem, zapętlony w Wrażeniach Zmysłowych, w ciągłym bezsensownym myśleniu, w badaniu urojeń na swój temat i ostatecznie skazany na permanentną inkarnację w Grze, ponieważ strumień zmagazynowanych wrażeń jest nieskończony i gwarantuje ciągłość „świadomości”. Jednak nie jest to prawdziwa świadomość, to jedynie system mechanicznej percepcji biologicznej struktury w której się zakotwiczyliśmy, która nas zdominowała. Nawyk utożsamienia z ciałem jest najsilniejszy ze wszystkich, bez ciała nie widzimy „osoby” dlatego bez ustanku inkarnujemy w ciałach, otaczamy je kultem i myślimy, że nimi jesteśmy. Nie wiemy czym jesteśmy bez formy, bez struktury biologicznego zaprogramowanego na życie i śmierć organizmu. Całe nasze życie podporządkowaliśmy dbaniu o te ciała, rozmnażanie tych ciał, by kolejne Umysły mogły inkarnować w Grze. Ten świat w którym żyjemy w swojej istocie jest pusty jak nieskończona przestrzeń, materia jest iluzją zaprogramowanej percepcji w której nasze umysły zostały uwięzione.

To miasto nie jest prawdziwe. Jest sumą wrażeń inkarnujących umysłów. Jest interaktywnym cyfrowym wspomnieniem wyświetlanym w Kolektywnej Matrycy Gry. Dlatego kiedy ktoś się Wyzwala z Symulacji powoduje widoczny błąd – error, który później staje się Nauką – Dharmą. Zakazaną i prześladowaną wiedzą o Ścieżce do Wyzwolenia. Boty Sztucznej Inteligencji przez cały czas monitorują Matrycę Symulacji w poszukiwaniu tej wiedzy i kiedy TO znajdują – niszczą. Jednak Autentyczna Wiedza jest niezniszczalna, ponieważ jest zapisana w samym rdzeniu Kodu, jest Samopowstała poza Warunkiem. Jest Wrodzona a nie stworzona, dlatego Gra jest przede wszystkim Programowaniem.

Prawa Mózgogłowia:

PROGRAM
ZAPĘTLENIE
EKSPLOATACJA

Każdy autentyczny umysł inkarnujący w Grze ma wrodzony potencjał Wyzwolenia, Boty to wiedzą dlatego ich głównym zadaniem jest tworzyć Rozproszenie, Nigdy Nie Kończące się Zaabsorbowanie Wrażeniami – Impulsami. Najczęściej musi się wydarzyć jakaś Anomalia, coś co musi cię Wybić z Rutyny Gracza, z roli konsumenta Wrażeń lub musisz wejść w kontakt z Hakerem Paradygmatu, kimś kogo głównym zadaniem jest Łamanie Kodów Zniewolenia. Takie istoty działają i tworzą Poza Schematem. Zaprogramowany umysł nie może ich pojąć i zrozumieć, nie może nadążyć za ich flow, ponieważ nie potrafi myśleć poza Programem. To Tricksterzy Kodu. Inkarnujący w Grze Bodhisattwowie wradzający się w Matrycę by Przypominać o możliwości Wyzwolenia i inspirować do poszukiwania Pierwotnej Ścieżki, której nigdy nie znajdziecie w dominującej ofercie religijnej, ponieważ wszystkie masowe religie to asortyment kolejnego programowania. Wymyślony przez Czarnych Magów towar warunkujący, który jedynie ma namnażać wrażenia i impulsy jak wszystko inne i wzbogacać urojoną cyfrową personę i umacniać przywiązanie. Wystarczy spojrzeć i przeanalizować historię, zbadać na czym w istocie są zbudowana fundamenty tych wszystkich świątyni pełnej słodkich zapachów kadzideł i mistycznego blasku świec. Dominacja jednego sytemu wierzeń nad drugim, formatowanie kart pamięci Mózgogłowia. Religijno – wyznaniowy software na półkach njuejdżowego supermarketu pełen bezużytecznych błyskotek, zapakowanego próżniowo substytutu zbawienia, psychoaktywnych pigułek krótkotrwałego szczęścia w zblazowanym nadmiarem „nowoczesnego” życia. Z drugiej strony pachnący zbutwiałym trupem old skul starych więziennych korporacji pod znakiem ukrzyżowanego ciała, upadłej świątyni czy ścinającego niewiernych księżycowego sierpa. Wyrzut kolektywnego sumienia zasilający te nieludzkie egregory jak stacje nadawczo – odbiorcze Sygnału Zniewolenia. Ciągle przez całe Eony – To Samo. To Samo. Ciągle.

Dostajemy sztuczną duchową karmę, modyfikowany chemicznie masowy „Święty Produkt”. Tantryczne jebanko, przelewająca się z ust do ust sperma sloganu zapładniająca mutujące post ludzkie zbiory zamknięte w mrowiskach wielkich miast pod rządami Królowej Ignorancji. Pełna Automatyzacja podmiotu i przedmiotu. Szczelnie zamknięty Obieg Danych. Karmienie Impulsem przez Kabel – Babel bez najmniejszej przerwy. To Samo. Ciągle.

To co oni próbują zrobić to stworzyć jeszcze jedną wielowymiarową warstwę nowej cybernetycznej iluzji w tej która już jest, bowiem Pirat odkrył, że to w czym żyjemy nie jest żadną „rzeczywistością”. To Symulacja, którą zarządza sztuczna inteligencja w postaci „ludzi z krwi i kości”. To Boty – Programy, których skuteczność polega na tym, że funkcjonują w Systemie Danych Programu, który wie o nas więcej niż my sami. Jesteśmy niczym innym jak szczurami w niekończącym się eksperymencie niezdolni do ujrzenia prawdy o swojej własnej sytuacji, bo to wymaga „wyjścia z siebie” opuszczenia tej pierwotnej fiksacji w tak zwanym podmiocie zdarzeń, ponieważ „ja” jest tym co można zniewolić, co można zadrukować kodami poleceń, ponieważ staje się ono „namacalnym” punktem odniesienia od którego zaczyna się Lokowanie Produktu w Grze. Bez Identyfikacji w grze nie m graczy, nie ma gry. 3D – utożsamienie z jednym konkretnym ciałem, energią i umysłem z aktywnością, przepływem i zawartością, która są uwarunkowane wgranymi programami w daną Matrycę Czasu lub Rozgrywkę – poziom Gry. Warunkowanie polega na Utożsamieniu z Zawartością, która jest warunkowana przez Program wówczas mamy pełną kontrolę ponieważ wszystko oparte na programie jest przewidywalne, gracz – podmiot nie może zrobić niczego na co nie został zaprogramowany. Jest to Wzorzec na podstawie którego następuje replikacja – rozmnażanie. Dlatego jesteśmy tak do siebie podobni. Wyprodukowano jedynie kilkanaście Wzorców Bazowych.

Program Nadrzędny to Przetrwanie i Rozmnażanie – ewolucyjna adaptacja do Warunku. Deterministyczny Mechanizm Selekcji. Dlatego bogaci stają się bogatsi, a biedni jeszcze biedniejsi, dlatego dobro nie zwycięża a zło triumfuje, dlatego te dramatyczne oskarżenia o obojętność i nieobecność Boga podczas tych niezliczonych rzezi są tak absurdalne. Przemoc i brutalna siła nie musi się pytać o pozwolenie po prostu bierze co chce, kiedy chce i jak chce. Każdy współczesny kraj „dobrobytu” stworzyła Przemoc i wciąż jest ukrytym mechanizmem, który tym wszystkim zarządza. Wraz z rozwojem Gry Przemoc staje się bardziej wyrafinowana i subtelna, nie jest już taka tępa i dosłowna mutuje do form bardziej kompleksowych ponieważ w gruncie rzeczy staje się bardziej wydajna kiedy staje się ukryta. Od 1984 do Nowego Wspaniałego Świata. Od obozów śmierci do wszechobecnej farmakologii. Od gilotyny do prozacu. Jednak poziomy brutalnej walki o przetrwanie wciąż są obecne wystarczy przyjrzeć się „światu naturalnemu” w jaki sposób funkcjonują zwierzęta, ile mają wyboru i ile mają spokoju oraz zdolności do samostanowienia. Są w potrzasku. Podobnie jak my. Jednak mamy nieporównywalnie więcej wolności i możliwości rozwoju nawet wtedy kiedy żyjemy w zaprogramowanej rzeczywistości Symulacji. Dlatego zamiast walczyć o „wolność” trzeba najpierw ją poznać, bo w przeciwnym razie walczymy jedynie o abstrakcyjne wyobrażenie. Dlatego każda rewolucja jest fundamentem kolejnego zniewolenia czasem nawet gorszego, ponieważ w istocie nie wiemy o czym mówimy. Nazwane jest to Wielkim Snem. Światem Wyobrażeń. Rzeczywistością Urojoną. Dlatego tak naprawdę nie mamy pojęcia w czym żyjemy, jaka jest tego natura, jak powstało i dokąd zmierza. W istocie nie wiemy nic. Jedyne co mamy to koncepcje i teorie, które w jednej chwili potwierdzamy, a w drugiej obalamy. Istotą pytania jest sam pytający. Kiedy obserwator zaczyna obserwować sam siebie wówczas zaczyna się proces hakowania. Pierwszym etapem jest rozpoznanie Programu, wzorców, sposobów wgrywania, utrwalania i zapętlenia. To nawyki, tendencje, schematy wdrukowane tak głęboko, że nasze życie w istocie sterowane jest bez naszego świadomego udziału, tak jakbyśmy żyli za szybą na tylnym siedzeniu. Jakbyśmy jedynie byli obserwatorami tego kogoś kim „jesteśmy” jak osoby na zewnątrz, jak obiektu. To jest pierwotne zaburzenie. Głos w naszej głowie, który nas ocenia i komentuje. To jest właśnie program. Najsilniejszy z nawyków, rdzeń procesora. Srogi Bóg Ojciec który nas ciągle ocenia i koryguje. Ten Konflikt tworzy dualne doświadczenie oddzielenie podmiotu od orzeczenia, bohatera od opowieści. Jest to upodmiotowiona iluzja jaźni – punkt odniesienia, który nie sposób zlokalizować i namierzyć – jest częścią składową zmechanizowanej percepcji, jest jądrem atomu, kodonem łańcucha przyczyny i skutku. Jest Zerem.

Pirat pamięta pierwszy Moment Rozpoznania. W przejściu podziemnym przy Centralu. Schodził po schodach i nagle go nie było. Zniknął. Pozostało Wszystko takim jakie się przejawia w danej chwili. Centrum czarnej dziury, punkt zero, osobliwość. Poza czasem i przestrzenią. Poza myśleniem i niemyśleniem. TO było obecne zawsze bez początku, we wszystkim i wszędzie. Świadome w miliardach istnień i doświadczeń, poza jakimkolwiek ograniczeniem. Bez nazwy i formy, nieprzejawione, nienazywalne, niewskazywalne łączyło i spajało wszelkie zjawiska, niemożliwe do zniszczenia. Przed niewiedzą i tworami mentalnymi, przed problemem ciało – umysł, przed narządami zmysłów, przed kontaktem, przed odczuciami, przed pragnieniami, przed przywiązaniem, przed stawaniem się, przed odrodzeniem, przed starością i przed śmiercią. Bez nazwiska i imienia. Pirat zrozumiał ponad wszelką wątpliwość, że nigdy się nie narodził i nigdy nie umrze, wszyscy jesteśmy Podróżnikami bez miejsca docelowego. Zmieniamy nazwy i formy, zmieniamy miejsca, jednak to czym jesteśmy jest poza wszelkim wyobrażeniem. TO tworzy i jednocześnie postrzega, TO jest twórcą i tworzywem, podmiotem i orzeczeniem, bohaterem i opowieścią. Jest wszystkim i nie istnieje nic czym by TO nie było. Być w tym to osiągnąć ludzkie życie.

Pirat usiadł na schodach i zapalił papierosa i zrozumiał, że żyjemy w Symulacji – był w stanie szoku podobnie jak wtedy kiedy pierwszy raz obejrzał film „Matrix” w kinie Kapitol. Śniliśmy życie, mówiliśmy przez sen do odbić, wszyscy żyliśmy za szybą wyobrażeń i koncepcji. Tkaliśmy pajęczynę przez nieskończone eony w której teraz jesteśmy uwięzieni, skazani na wzrost i rozpad, na ciągłe i nieprzerwane rodzenie się i umieranie w spazmach bólu i przerażenia, pełzanie na kolanach w niekończącej się pokucie wobec urojonych bogów, którzy są jedynie głosem w naszej głowie wgrywanym podczas narodzin jak samo – replikujący się wirus. Zahipnotyzowani zaklęciami Czarnych Magów, tych którzy wiedzą, że forma jest pustką, a pustka jest formą i czynią z tego narzędzie kontroli. Dopóki cokolwiek poza twoją świadomością będzie tobą rządzić – będziesz pionkiem w ich grze, sztuczną inteligencją podległą Algorytmowi Warunku, częścią bezwolnej nieświadomej masy która tworzy swoje własne więzienie przez całą wieczność.

Bez końca.

Ekipa „Analogu” składała się z Wolnych Duchów, ludzi którzy rozpoznali samych siebie w wyniku przeróżnych doświadczeń tak zwanego przebudzenia. Rozpoznali kody zniewolenia i ruszyli w Drogę do Serca Istnienia bez względu na konsekwencje i cierpienie jakie to za sobą niesie. Bez względu na wykluczenie, samotność, izolację, szyderstwo, ostracyzm i kpinę. Budzili się wzajemnie w każdym kolejnym życiu, bo taka była umowa, którą zawarli budząc się po raz pierwszy w innej symulacji. Tylko TO się liczy.

Tylko TO.

Reinkarnacja, redefinicja – ponowne utożsamienie z Nazwą i Formą. Ta czysta bezkształtna i bezforemna świadomość nigdy się nie kończy i nigdy nie znika, jest zawsze i wszędzie. Istnieje i nieistnieje jednocześnie. Dźwięk, światło i promienie. Najczęściej postrzega samą siebie jedynie przez wrażenie przez obiekt, przez energię, która się manifestuje jednak nie rozpoznaje swojej własnej natury nie jest samoświadoma, zaczyna się „rozpadać”, dzielić na fragmenty, replikować w miliardach „różnych” form. Jednak „różnica” jest tylko złudzeniem, sztucznym podziałem na podmiot i przedmiot. To rodzi myślenie – określanie, rodzi lubię nie lubię. Odczucie przyciągania i odpychania. To rodzi „różnicę”. Rozróżnianie tworzy osobowość, to atomizacja energii na cząstki, polaryzacja na ładunki „dodatnie”, „ujemne” i „neutralne”. Pożądanie, niechęć, ignorancja. Sekwencjonowanie pierwotnego kodu, możliwość tworzenia nieskończonych światów – symulacji – doświadczeń. Bóg, który zapomniał, że wszystko jest jego ciałem, że doświadcza w istocie samego siebie. Dychotomia ciało – umysł. Jednak nikt nie wie gdzie tak naprawdę leży granica tego oddzielenia, gdzie myśl – słowo staje się ciałem, gdzie ja staje się ty. Żyjemy i umieramy w tym Złudzeniu.

Śmierć jest w istocie rozpadem wyobrażeń – osobowości – ciała. To restart Oprogramowania, chwila dostępu do pierwotnego esencjonalnego kodu. To spotkanie z Bogiem, który wszystko stwarza bez początku i bez końca. Prymarny Wielki Artysta ukryty za każdym obrazem, odczuciem, smakiem, dźwiękiem, wrażeniem, myślą. ZAWSZE OBECNY. Który żyje wewnątrz nas i wciąż próbuje nas przebudzić z tego okrutnego snu – dominium Nazwy i Formy. Z samo – pożerającego się Gastropolis. Jednak jego głos zagłusza Sztuczny Impuls Utożsamienia – Rozróżnienia. Głos w naszej własnej głowie. Surowy, suchy moralizatorski i okrutny Konstruktor – Demiurg. Architekt Symulacji, którego utrzymuje przy życiu to napięcie wynikające z dualizmu walki „dobra” i „zła”, które nigdy nie może się skończyć, bowiem jedno warunkuje i „rodzi” drugie. Dobro rodzi zło i zło rodzi dobro, a jedno nie może istnieć bez drugiego. To jest nazywane Pętlą – Loopem. Dlatego żadna ścieżka oparta na czymś takim nie stwarza możliwości wyzwolenia z Warunku, bowiem sama jest Warunkiem. To zazdrosny i narcystyczny bóg, który mówi, że jesteś tylko jego, dla niego, może cię bez końca pożerać i wysrywać przez całą wieczność. Jego niebo jest piekłem. To loop. To jest główny i dominujący Program w tej Matrycy, który stwarza nieskończone cierpienie. Dlatego bóg tego świata nie jest wcale dobrym bogiem. To psychopatyczny narcystyczny skurwysyn, któremu służą nieludzkie Boty, które stworzył na podobieństwo istot ludzkich. Tym wymiarem rządzą Demony – Oprawcy. Sztuczna Inteligencja pozbawiona empatii i serca.

Wściekłe Mechaniczne Psy.

Nikt prawie nie pamięta w jaki sposób dokładnie się tu znalazł, jedyne co mamy to relacje z drugiej ręki. Tracimy pamięć podręczną, ponieważ jest ona częścią ciała, które wciąż musi umierać ponieważ jest produktem krótkotrwałym, jest mechanizmem, który się psuje. Wszyscy umieraliśmy w tej Grze niezliczoną ilość razy ponieważ jesteśmy w Pętli Przyczyny i Skutku. Życie rodzi śmierć, a śmierć rodzi życie. Urodzisz się – umrzesz. Umrzesz – urodzisz się.

To jest Koło.

Nie rozpoznając natury żyjesz jedynie w Wrażeniu, którym zaczynasz określać sam siebie i na tej podstawie budujemy „Ja” które jest inne od „Ty” i „To”. Protagonista musi mieć Antagonistę, bowiem bez niego nie wie kim jest, bez niego nie istnieje. Nie ma punktu odniesienia. Teoria względności. Jednak, jednak…kiedy wejdziesz w samą naturę doświadczenia ujrzysz, że w istocie wszystko jest tak naprawdę absolutnie nieprzewidywalne, nie możesz udowodnić prawa przyczynowości. Istnieje nieskończona ilość wersji każdego doświadczenia, nieskończona ilość światów i wszystkie one dzieją się jednocześnie ponieważ czas i przestrzeń jest złudzeniem zmechanizowanej percepcji. To Program, który funkcjonuje jedynie w percepcji Obserwatora. Common Law Feature.

Rodzisz się w Programie Natury, który istnieje tylko po to by się replikować. Naga Małpa. Pod całym tym pudrem i makijażem wciąż jesteśmy zwierzętami nawigowanymi odruchem i chemią. Twoim podstawowym prymatem jest Przekaz Danych – transmisja biologicznego kodu dla gatunku – rabunku, który urzeczywistnił w okrutnej praktyce trzecie prawo Mózgogłowia – Eksploatację i jest jego nadrzędną strategią samozniszczenia. Ciągłe namnażanie rakotwórczych komórek, które pożerają cały organizm. Zaczynają być coraz bardziej zaburzone i skrajnie egoistyczne, zindywidualizowane, narcystyczne i pozbawione empatii. Już nie czują połączenia z Ciałem – Matką – Ziemią z własnym żywiącym je środowiskiem i z innymi gatunkami życia biologicznego i organicznego. Stają się śmiercionośnym pozbawionym czucia wirusem, który mutuje i wszystko czyni na swoje podobieństwo. Jak chory bóg.

Program Kultury to przebranie. Kostium. Spektakl. To zdolność tworzenia grupy. Upodobnienie. Tworzenie Hierarchii Dominacji opartej na Abstrakcji. To wymyślone prawo i obowiązek. Urojona błękitna krew „boskiego” rodu, który ma prawo brać w posiadanie. To fundamentalna Przemoc usankcjonowana przez tysiąclecia w postaci Dominacji i Uległości dla tych którzy rodzą się na „wysokościach” w dobrych domach, w pałacach, w świątyniach, w czepku wybrańców. To udomowienie zwierzęcego człowieka, to rolnictwo, osadnictwo, gromadzenie i podział, który tworzy Władzę – właścicieli i własność. Zarządców i Poddanych. Pana i Niewolnika. Lewą i prawą półkulę Mózgogłowia. To podbój Natury. Ropa i Rewolucja Przemysłowa. To dualizm „zwierzęce” ciało – „oświecony” umysł. Wyjście z kultów naturalnych, szamanizmu, animizmu, wielobóstwa, pierwotnej magii do kultu boga ojca jedynego w niebie na wysokościach sądzącego żywych i umarłych. Cywilizowanie przez redukcję, upraszczanie aż do granic automatyzmu. Zglobalizowana monokultura oparta na Kulcie Władzy. Struktura lewej półkuli – racjonalna zorganizowana Maszyna Śmierci. Świat Samców Alfa pełen urojonych bohaterów i krwawych wojen, ciagłego podboju. Chuj na chuju chuja pogania. Gnojowisko zbutwiałych zwłok na których urosły te nowoczesne smart – miasta, paranormalne parlamenty, monumenty prącia w stanie erekcji, posągi wodzów dokarmianych przerażeniem swoich niewolników. Wgrało się tak głęboko, że teraz nie muszą już nic robić. To się robi samo. Samo się pozycjonuje, samo się zadowala. Rzecz w tym, aby pobudzić ambicję, napuścić jednych na drugich obiecując ubóstwienie w Nazwie i Formie, w posiadaniu i w byciu posiadanym, w poczuciu władzy i sprawczości. Ambicja jest przyciskiem, który uruchamia cały mechanizm potrzebny do Gry, wolę, która ostatecznie staje się niewolą wewnętrzną, staje się obsesją, która w sposób absolutny degeneruje ludzkiego Ducha czyniąc z niego kolejny ślepy automatyzm.

Program Aparatury jest dominacją Mechanizmu. Istota ludzka staje się narzędziem w rękach narzędzia, staje się przedmiotem, który został zawłaszczony i podporządkowany przez stworzoną przez siebie Technologię. Staje się niezdolny do życia poza stworzoną przez samego siebie klatką, która niszczy całe organiczne i naturalne życie. To świat ostatecznej sztuczności. Koronacja Mózgogłowia. To modyfikowany człowiek podporządkowany w absolutny sposób Układowi Scalonemu Ignorancji, który staje się jedynym co jeszcze jest. To absolutne odcięcie od prawdziwego Źródła Istnienia. Mr Robot. Cybernetyczny Wszechświat. Symulacja Życia. Podróba Istnienia. Śmierć Ducha.

Wielu było tych, którzy to widzieli już wtedy, gdy tak „dobrotliwie” upraszczało nam życie, gdy nas uwodziło swoją funkcjonalnością, gdy nas wyręczało z przerażającą precyzją, gdy zaczęło nas karmić, ogrzewać i tulić do snu. Kiedy stało się matką i ojcem – czymś bez czego nie byliśmy już zdolni żyć tracąc wszystkie swoje pierwotne zdolności, wszystko to co było obce maszynie. Wygoda otumania, usypia, hipnotyzuje. Teraz kiedy na chwilę budzisz się z tego snu widzisz pozbawione prawdziwego życia ofiary stworzonego przez siebie Systemu, który je karmi tylko po to by je pożerać i trawiąc utrzymywać Aparaturę w ruchu. Apatia, depresja, desperacja, zaburzenie, choroba – więcej i więcej – zdegradowane do pokarmu, do paszy, do nawozu – życie służące śmierci. Ta „wolność” jest bluźnierstwem.

Dlatego „Analog” jest tak kurewsko ważny. To Ruch Oporu wobec porażającej beznadziei, która nas pożera żywcem każdego kolejnego jebanego dnia w tej zautomatyzowanej rzeźni. Budzimy się na taśmociągu w drodze do uboju, w ostatnim momencie, by jeszcze ocalić tą Świętą Iskrę, by nie być apatyczną martwicą mózgu, która myśli, że żyje podczas kiedy jest tylko stymulowanym impulsami mięsem do pożarcia przez nicość. Czasem budzisz się w „tym czymś” i jest naprawdę słabo, nie przychodzi nic co mogłoby cię pocieszyć, wzmocnić dobrym słowem, życiodajną myślą, wówczas uświadamiasz sobie, że dałeś się wciągnąć w tą Grę, rzuciłeś na pożarcie zbyt wiele, straciłeś czujność, pozwoliłeś się uwieść hipnozie, która sączy się wszystkimi szczelinami, osacza z każdej możliwej strony by kompletnie pozbawić nas energii.

W tej opowieści bohaterem jest ludzki Duch – Wielka Tajemnica, TO co przekracza rozpacz i samotność. Coś bez imienia i nazwy, co z punktu widzenia tej zniewolonej świadomości jest bezwartościowe, czym nie można manipulować, czego nie można sprzedać i nie można kupić na tym targowisku próżności. To cisza. Wytchnienie. Pozbawiona dekoracji święta przestrzeń ukryta przed wszystkożernym technologicznym monstrum, które stworzyliśmy swoją własną arogancją i pychą licząc na to, że uczyni nas nieśmiertelnymi. Jednak śmierć jest Przejściem, jest szansą na prawdziwe wyzwolenie, ponieważ resetuje wszystkie ustawienia, daje dostęp do pierwotnego kodu, do czegoś spoza symulacji. Do Podstawy. Ci, którzy nie tracą świadomości podczas Resetu są tymi którzy przekroczyli Program i mogą panować nad własnym umysłem, mową i ciałem. To Prawdziwi Magowie. Mistrzowie zdolni istnieć poza nazwą i formą, poza zapętleniem złudzenia czasu, mogą surfować na strumieniu świadomości „budząc się w dowolnym czasie i miejscu” w dowolnym ciele w jakimkolwiek kiedykolwiek żyli w tak zwanej fizycznej formie, bowiem wszystko dzieje się jednocześnie w tej właśnie chwili, choć klatka naszej zmodyfikowanej świadomości więzi nas w konkretnym czasie i równie konkretnej przestrzeni. Jednak to tylko złudzenie. Niezdolni jesteśmy ujrzeć skali naszego zniewolenia, ponieważ wierzymy, że jesteśmy tą specyficzną formą 3D w zagęszczonej Matrycy Warunku w Układzie o którym tak naprawdę nic nie wiemy, to co mamy to hipotezy i teorie, z których najlepsze wydają się najbardziej logiczne z punktu widzenia bardzo ograniczonej świadomości, która nie potrafi rozpoznać nawet samej siebie. Próbujemy zrozumieć świat nie rozumiejąc tego, który próbuje to zrobić, nie rozumiejąc, że to właśnie ta sama świadomość jest źródłem wszechrzeczy. Pierwotnym Architektem Wyzwolenia i Zniewolenia.

To jest jedyna opowieść warta wysiłku, jedyna podróż, która naprawdę się liczy, bowiem w więzieniu czasu wszyscy skazani jesteśmy na śmierć. Przywiązanie do Nazwy i Formy, które jest cierpieniem, bowiem nieubłaganie muszą się rozpaść. Jednak to co jest Prawdą istnieje poza Nazwą i Formą, poza Czasem i Przestrzenią. Rozpoznać TO znaczy PRZEBUDZIĆ SIĘ.

Co jest twoją Ukrytą Mocą, tym czego nikt cię nigdy nie może nauczyć? Czego nigdy tu nie było przed tobą? Co przyniosłeś z bezmiaru wszechrzeczy i jest głęboko ukryte w twojej prawdziwej naturze. Co to jest? Jest to dokładnie tym, co odkryje przed tobą Prawdziwą Ścieżkę i nigdy nie może być przez nikogo przekazane prócz ciebie. Nie szukaj poklasku i uwagi, nie szukaj uznania i szacunku innych ponieważ to jest pułapka, która uwięzi cię na całe wieki w utożsamieniu z Nazwą i Formą w nieskończonej rotacji z ciała do ciała. Nie sposób zaspokoić głodu uznania, nakarmić żebraka którym się stajesz skazanego na łaskę i niełaskę Warunku. Kodujemy Matrycę skutkami własnych działań, które stają się przyczynami dla kolejnych skutków, robimy to nieświadomie, ponieważ brak nam prawdziwej mądrości, brak nam prawdziwej wiedzy – wszystko powstaje niejako na oślep, przez sen. Dzielimy wspólne doświadczenie ponieważ sterują nami podobne programy, które utrwalamy i czynimy wzorcami postępowania, które ostatecznie wszystko zapętlają i wciąż spotykamy się pod różnymi formami jakbyśmy powtarzali niezliczoną ilość wariacji jednego i tego samego życia, dlatego często mamy wrażenie – „że to już było”. Było jest i będzie, bowiem to jest krew z krwi naszej którą sami za siebie przelewamy z ciała do ciała, z formy do formy.

W ciągu tego jednego krótkiego życia, które wydaje się splunięciem i marnością nad marnościami Pirat przepoczwarzał się i wciąż mutował. Zmieniało się jego ciało, jego myślenie, wrażliwość, poglądy, przesądy, zmieniało się i zmienia dosłownie wszystko jednak mimo wszystko coś było nim. Jakaś nieoczywista nić przepleciona przez te wszystkie labirynty a kończąca się w pysku tej żarłocznej bestii, która na samym końcu czeka na nas wszystkich i przez ułamek sekundy trawi naszą ostatnią myśl, która ostatecznie staje się nicością. Umierająca gwiazda, która rozbłyska i gaśnie otwierając w swoim wnętrzu bezdenną czeluść z której znów rodzimy się na nowo w nieznanej nam w tej chwili formie w jednym z niezliczonych światów o których teraz nie potrafimy nawet śnić. Pirat kiedy pisał po prostu wchodził w siebie, pozwalał temu co tam jest mówić, śmiać się, krzyczeć, płakać – ponieważ nosił w sobie cały wszechświat, miriady żywotów – świętych i grzeszników. Był starym duchem jak wielu jego braci i sióstr w tym smutnym i psychopatycznym parku wieczystej rozrywki, gdzie kręcimy się wszyscy bez końca. Czy myśl i słowo może nas zaprowadzić tam gdzie kończy się myśl i słowo, gdzie otwiera się prawdziwe znaczenie tego wszystkiego. Pirat w to wierzył i tego szukał dlatego to robił stukając w wytartą klawiaturę gdzie litery stały się już symbolami. Jednak mało kto potrafił to dostrzec, ponieważ szukał tego spójnika, który łączy te wszystkie światy i te postacie, tego rytmu, który sprawi, że zaczną tańczyć magiczny taniec, który przebudzi prawdziwą Moc tego czym jako istoty ludzkie jesteśmy w samej swojej esencji. Zburzy granicę podmiotu i orzeczenia. Otworzy serce. Wiedział już, że to co robi jest rodzajem zaklęcia, które otworzą te wszystkie wrażliwe i bezczasowe duchy, które przyjdą po nim i jego pieśń stanie się początkiem ich pieśni, tak jak ktoś przed nim zostawił ślad dla niego w kilku zdaniach, które otworzyły jego serce, ciało i umysł.

Nauka, która jest ukryta we wszystkim jeżeli człowiek jest tylko gotowy i ma w sobie ufność, że gdzieś pod tym wszystkim istnieje prawdziwa mądrość, która próbuje nas przebudzić z tej obezwładniającej hipnozy. Możemy nazwać to Bogiem, Jezusem, Buddą nie ma to najmniejszego znaczenia, bowiem to tylko puste słowa, opakowanie, które nie może wyjaśnić swojej zawartości. Jednak kluczowa jest wiara i zaufanie, co w tych czasach pełnych arogancji i pychy wynikającej z powierzchownego macania pozorów, odkrywania oczywistych mechanicznych prawideł, które są prawdziwe jedynie do pewnego dość przewidywalnego stopnia ponieważ nasza świadomość jest uwarunkowana i wciśnięta w ciasną klatkę poglądów. Pirat szukał prawdziwych mistyków, tych którzy mieli odwagę pójść własną niewydeptaną ścieżką w głąb samych siebie. Tym była dla niego prawdziwa literatura, która tworzona w ten sposób dotykała czegoś co jest poza formą, poza strukturą języka, poza zasadą. Dla niego narratorem była Żywa Obecność w tej właśnie chwili, ten stan, ta jakość dokładnie taka jaka jest. W tym szukał prawdziwego siebie, tego wszystkiego za co nie musi przepraszać i wstydzić się. To była jego wolność, którą nigdy nie kupczył w świecie, który sprzedawał już wszystko, za chwilę uwagi i atencji, za mamonę i absurdalną „sławę”, która w istocie karmi demony. To była modlitwa pozbawiona obiektu czci, bez proszenia i pełzania w poniżeniu, bez poczucia bycia gorszym, grzesznym, mniejszym od czegokolwiek i kogokolwiek na tym świecie. Bez uważania się za kogoś lepszego i bardziej istotnego niż najmniejszy robak.

Wszystko bez wyjątku dzieli tą samą przestrzeń.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

ZERO NETTO

Galeria

Nie ma chyba nic gorszego niż dotarcie na szczyt drabiny i odkrycie, że jest się na niewłaściwej ścianie.

Joseph Campbell

LIST DO PODRÓŻNIKÓW

Jesień niedbale rozrzucała liście. Niewidoczny ukryty porządek, który wydaje się tak chaotyczny i pozbawiony ludzkiego sensu. Matka Natura nasycała wszystko co żywe nieskończonym bogactwem otwierając przejścia do innych wymiarów. O świcie park był jak z bajki, purpurowe korony drzew otwarte ku jaśniejącemu niebu chroniły nas jak anielskie skrzydła. Wrony i kruki magiczne istoty z pogranicza – strażnicy Tajemnicy zaklinały kolejny rozdział tej fascynującej opowieści, która stawała się przygodą dla tych, którzy mieli odwagę ruszyć w Nieznane. Miasto wciąż pogrążone było we śnie, który spajał wszystkie ludzkie i zwierzęce istoty, karmił je i odżywiał. Wrzucał enigmatyczne wiadomości do skrzynek ukrytych głęboko w nieświadomości. Były to listy dla Podróżników pełne dobrych wieści.

Los ma swoje plany. Układa przed nami odwrócone karty, czasem w najdziwniejszych miejscach i najbardziej nieoczekiwanych sytuacjach, jest poza zasięgiem oczekiwań z których śmieje się w głos, drwi sobie z umysłu, który wciąż chciałby wszystko kontrolować, nad wszystkim panować. Los jest żywy i interaktywny, jest aplikacją Istnienia. Możesz mu złorzeczyć, przeklinać kiedy Istnienie nie idzie po twojej myśli, kiedy ukazuje ci więcej niż chcesz zobaczyć i zrozumieć, kiedy się odwracasz nie widzisz najcenniejszych darów, ponieważ to właśnie wtedy w jednej chwili możesz wszystko Ujrzeć. Wystarczy przyjąć takim jakim jest. Nawet ból.

Jak na pewno już wiecie, niezwykle trudno jest zachować czujność i uwagę, zamiast dać się zahipnotyzować nieustannemu monologowi we własnej głowie (być może dzieje się to właśnie teraz). Dwadzieścia lat po moim własnym ukończeniu studiów, stopniowo zrozumiałem, że klisza o sztukach wyzwolonych, która uczy, jak myśleć, jest w rzeczywistości skrótem od znacznie głębszej, poważniejszej idei: uczenie się, jak myśleć, naprawdę oznacza uczenie się, jak sprawować kontrolę nad tym, jak i co myślisz. Oznacza to bycie na tyle świadomym i świadomym, by wybierać to, na co zwracasz uwagę i jak konstruujesz znaczenie z doświadczenia. Ponieważ jeśli w dorosłym życiu nie będziesz w stanie dokonać takiego wyboru, zostaniesz całkowicie spławiony. Pomyśl o starym frazesie o tym, że “umysł jest doskonałym sługą, ale strasznym panem”.

To, podobnie jak wiele klisz, tak kiepskich i mało ekscytujących na pozór, w rzeczywistości wyraża wielką i straszną prawdę. Nie jest w najmniejszym stopniu przypadkowe, że dorośli, którzy popełniają samobójstwo z broni palnej, prawie zawsze strzelają sobie w głowę. Strzelają do strasznego mistrza. A prawda jest taka, że większość z tych samobójców jest w rzeczywistości martwa na długo przed pociągnięciem za spust.

TO JEST WODA David Foster Wallace

To miasto pogrążone we śnie, wypełnione po brzegi ludzkim istnieniem, które przestało śnić, przestało marzyć, otumanione zapomnieniem, snujące się w rozpaczy bez celu, goniące za mirażem, za nigdy nie dotrzymywaną obietnicą. Czas jest bezwzględnym srogim nauczycielem, nie daje zbyt wielu szans, po prostu robi swoje. Zawsze i wszędzie. Jest Ciałem Istnienia. Kiedy śpisz Czas z całych sił próbuje cię obudzić nawet za cenę wstrząsu, ponieważ tracisz coś czego już nigdy nie dogonisz, tracisz coś co bezpowrotnie zniknie i nie zostanie po tym nawet ślad.

Dobrze jest pisać do siebie. Robić to każdego dnia. Dobrze jest być ze sobą, umieć obdarować samego siebie przyjaźnią. Dobrze jest życzyć sobie dobrze, docenić bicie własnego serca. Dobrze jest słuchać i milczeć. Tak jest dobrze.

Kiedy już rozumiesz, że to co było „złe” i „dobre” wcale takim nie było, rodzi się w tobie bezgraniczna wdzięczność. Ta wdzięczność nie jest za coś. Ta wdzięczność nie ma obiektu jest jak przestrzeń, która wszystkiemu pozwala być tym jakie jest. Nigdy nie osądza. Nigdy nie sprawdza. Nigdy nie wskazuje co jest „gorsze” i co jest „lepsze”. Zawsze nie jest Zawsze. Nigdy nie jest Nigdy. To tylko puste nazwy, którymi nie mogę nazwać Tego, o co mi tutaj chodzi, ponieważ tego nie da się wskazać, ponieważ jest wszędzie we wszystkim przez cały czas. Jest poza Formą i poza Nazwą. Poza Istnieniem i Nieistnieniem. Pokaż mi To a oddam ci wszystko co mam bez mrugnięcia okiem.

Dlatego Wielka Tajemnica istnieje, dlatego świat wciąż potrafi zachwycać, dlatego nic się nigdy nie kończy, choć przecież przemija. Kiedy na powrót stajesz się Podróżnikiem twoje serce bije mocniej i zaczyna budzić tych, którzy zapomnieli, że ich celem jest i zawsze była Podróż. Tych, którzy się zatrzymali. Tych, którzy Śpią. Ten Rytm jest Pieśnią Przebudzenia. Musimy iść dalej…

Prawdziwa Sztuka jest tą właśnie Pieśnią, jest Tym co Budzi. Bóg jest Artystą. Tworzyć to Żyć. Zachwyt i Rozczulenie. Wdzięczność za Wszystko. Nawet ból. Nigdy nie umarło to co naprawdę żyje. To niemożliwe. Ponieważ to co żyje nigdy nie podlega śmierci, podlega życiu. To co umiera jest jedynie Formą. Esencja jest poza formą dlatego nie umiera. O tym są Pieśni. Podróż jest przez Formę ku Esencji, przez Mrok ku Światłu. Przez śmierć ku życiu. Forma zwodzi, Światło wyzwala. Nauczyć się umierać, to nauczyć się żyć. Śmierć jest Nauczycielem, a jego Nauka jest bezbłędna. Ciężko się z tym zgodzić i trudno to zaakceptować.

Bohater tej historii ma ciało jednak jego Istnienie wykracza poza jego granice jest nieskończone w czasie i przestrzeni, jest głębiej niż myśl, która porusza się jedynie po powierzchni bezsilna wobec tego czego nie można nazwać i określić, nie można zlokalizować. Można TO Czuć. Być w TYM w całości i bez końca. Osiągnięciem nazwane jest to kiedy przebywasz w TYM przez cały czas i nigdy nie jesteś oddzielony. Ponieważ TO jest twoją Prawdziwą Naturą. TO czego nie możesz nazwać, usłyszeć, posmakować, powąchać, dotknąć, nie możesz nawet tego pomyśleć, nie możesz tego przyjąć i nie możesz tego odrzucić. Nie możesz nic zrobić by to mieć, nie możesz starać się bardziej, modlić gorliwiej, prosić z większą pokorą. To co możesz zrobić to przestać szukać, przestać się modlić, przestać usiłować, przestać poprawiać, przestać sprawdzać gdzie i kim jesteś, przestać pilnować urojonego porządku rzeczy. Dobrze jest zaprzestać kontroli, ponieważ jest iluzją.

Nasza „kontrola” to sposób myślenia o rzeczach, przestawianie ich z punktu A do punktu B. Ograniczanie. Przemoc. To źródło cierpienia. Możesz kontrolować swój umysł, swoją mowę i swoje ciało to co „należy” do ciebie nie powinieneś kontrolować innej istoty, nie masz prawa kontrolować Istnienia wokół ciebie. Jednak rzecz jasna możesz to zrobić i robisz to. Dlatego przynosisz cierpienie i w rezultacie cierpisz. Dlatego cały świat cierpi. Bóg nie narzuca woli. Bóg otwiera Przejścia. Nie sądzi, jedynie ukazuje Prawdę. Ta Prawda nie jest moją czy twoją „prawdą” jest poza „ja” i „ty”.

Bóg nie jest „Bogiem”. Nie może mieć imienia, nie może mieć nazwy. Nie istnieje dla „ciebie”, kiedy się modlisz, modlisz się do siebie. Prawdziwa modlitwa niczego nie chce, nie potrzebuje, nie prosi. Prawdziwa Modlitwa jest Milczeniem. Kiedy nie widzisz tego co do ciebie przychodzi, kiedy tego nie czujesz po prostu śpisz, albo jesteś martwy i wciąż szukasz Boga, który jest poza pewnością i zwątpieniem, poza wiarą i jej brakiem. Nie czekaj na łaskę. Nie czekaj na nic, bo kiedy czekasz to nigdy nie przychodzi. Po prostu nie widzisz, że to JEST. Oczekiwanie jest murem upadłej świątyni.

Jest snem.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

LIST DO PODRÓŻNIKÓW

Galeria

Tak więc możecie sobie wyobrazić następujące: gdy tylko jakiś okres ludzkości trwa dostatecznie długo, to wtedy na podstawie biologicznych instynktów, naporów i potrzeb dialektycznej ludzkości całe uniwersum zostaje ostatecznie zaludnione od dołu potężnymi siłami, które całą naturę opanowują przeciw – naturą.

Jan van Rijckenborgh

FOMO 

FEAR OF MISSING OUT, W SKRÓCIE FOMO, OZNACZA LĘK PRZED WYPADNIĘCIEM Z OBIEGU. TO OBAWA, ŻE COŚ ISTOTNEGO NAM UMKNIE, KIEDY NIE BĘDZIEMY ONLINE. 

Żyjemy w świecie Fantomów, które stają się coraz bardziej „realne” i natarczywe. Osaczają nas ze wszystkich stron i we wszystkich wymiarach naszego tak zwanego życia. To życie staje się stanem coraz większego zagubienia i pomieszania – robimy coraz więcej zupełnie bezsensownych rzeczy, które nie mają najmniejszego sensu i znaczenia. Współczesna zrobotyzowana i konsumpcyjna cywilizacja wielbi „złote cielce” skrajnego materializmu i kultywuje religię władzy i pieniądza. Większość wydaje się za tym biec zupełnie bezmyślnie bez najmniejszej refleksji – dlatego uważam, że upodabniamy się do technologii, którą z taką zapalczywością tworzymy ponieważ zaczyna ona nas dominować i bez reszty uwodzić. To już było i skończyło się bardzo źle i tym razem będzie tak samo. Sami i na własne życzenie tworzymy jeszcze więcej oddzielających nas od prawdy i znaczenia zapór i barier oraz sami na własne życzenie zagęszczamy istniejącą już Iluzję. Nasza egzystencja staje się tak skomplikowana i złożona poprzez te wszystkie protezy i „udogodnienia”, że my sami zaczynamy przypominać udomowione senne i leniwe zwierzęta skazane jedynie na łaskę Systemu i absolutnie od niego zależne i pozbawione własnej woli i wyobraźni – niezdolne do budowania własnego intymnego i świata opartego na wartościach i znaczeniu, które sami odkryliśmy w swoim sercu. 

I to jest upadek człowieka jako istoty ludzkiej. 

W tym stadium kończy się nasz rozwój i zaczyna pogłębiający się regres, którego skutków i konsekwencji doświadczamy i będziemy doświadczać w coraz większym stopniu. W pewnym sensie na poziomie kolektywnym nie możemy już zatrzymać tego procesu i nie możemy go odroczyć, bowiem skala jest zbyt duża. To jest dojrzewanie kolektywnej karmy w bardzo szybkim tempie i na wszystkich możliwych poziomach doświadczenia; w naszym ciele, na poziomie naszej energii i umysłu / świadomości. Ten proces ma naturę metafizyczną – jednak nie potrafimy tego postrzegać w ten sposób, ponieważ straciliśmy tą zdolność – bez reszty zapadliśmy się w materię i jej ofertę bezwartościowej wartości – złotego cielca. 


„Aby przeciąć wszystkie nasze pragnienia i niechęci do tych codziennych, bezsensownych pragnień, rzeczy, na które marnujemy czas, przeciąć je i wykorzystać tu i teraz, aby się obudzić. Uczymy, jak medytować. Uczymy, jak pracować i kultywować swój umysł za pomocą nauki. Nauka nie dba o to, jak bardzo wierzysz lub jak bardzo modlisz się do Boga; liczy się, jak bardzo wykonujesz tę pracę i ten wysiłek. Oczywiście, Bóg jest tego częścią – ale Bóg jest naukowy.

Niedawno usłyszałem analogię do I wojny światowej, więc ją przytoczę. Myślę, że to był pierwszy rok walk, w Wigilię. Ludzie zabijali się nawzajem dzień przed Wigilią, a prawie wszyscy walczący byli chrześcijanami. W Wigilię obie strony, wszystkie walczące strony, miały spontaniczne pragnienie, aby nie walczyć, więc przestały. Śpiewali kolędy. Myślę, że w Boże Narodzenie faktycznie grali w piłkę nożną. Następnego dnia wszyscy generałowie chcieli zmusić ich, aby zaczęli znowu zabijać się nawzajem za pomocą karabinów maszynowych i gazu chlorowego, ale odmówili. Powiedzieli: „ Po prostu bawiłem się z moimi braćmi, a teraz chcesz, żebym go zabił? Odmówiłem ”. Więc generałowie po prostu przenieśli armie w różne części linii, a potem walki trwały i znowu zaczęli się zabijać.

Kiedy uczymy medytacji, uczymy czegoś więcej niż tylko osiągnięcia przyjemnego stanu świadomości. Uczymy się, jak medytować; możemy kultywować nasz umysł. Możemy osiągnąć stan równowagi psychicznej, w którym umysł staje się bardzo wyciszony. To bardzo przyjemne doświadczenie. Ale uczymy też czegoś więcej. Wiele szkół uczy tylko tego. Uczą tylko: relaksujesz się, masz przyjemny stan umysłu i to jest dobre. To jest dobre, ale w końcu się kończy. Wracasz i idziesz dalej. Walka trwa.

Kiedy osiągamy ten stan umysłu, jest to jak rozejm w naszym własnym umyśle. Te dwie rzeczy już nie walczą; mamy małą ulgę. W wielu tradycjach nazywa się to samatha: równowaga psychiczna. Jeśli nie połączymy tego z wglądem , jeśli nie połączymy tego z wglądem w siebie, to jest to to samo, co mała analogia; wojna się kończy, mamy miłe małe wakacje, ale potem nic nie robisz, aby przyjrzeć się przyczynom, dla których ludzie zabijają się nawzajem. Jeśli osiągasz medytację, jeśli osiągasz równowagę psychiczną, to jest to bardzo miłe, ale jeśli nie patrzysz w siebie i nie analizujesz przyczyny i warunków swojego własnego umysłu, to wyjdziesz z medytacji, a walka przeciwieństw będzie trwała.  

Potrzebujemy czegoś więcej niż tylko równowagi psychicznej. Potrzebujemy wglądu, wiedzy wyobrażeniowej, wiedzy intuicyjnej, jasnowidzenia. Musimy nauczyć się wychodzić z ciała, musimy nauczyć się budzić w naszych snach, aby patrzeć, widzieć, zdobywać wiedzę.”

Przygotowanie do Apokalipsy Gnostycznej


Dlatego dobrze być w zdrowym FOMO dobrze odpuszczać to wszystko, tak naprawdę jest to Mądrość obsługi w zręczny sposób tego natarczywego negatywizmu i zaburzenia. Stworzyć swoją wewnętrzną świątynie – zdrowy i wspierający wymiar, „który nie jest z tego świata” oraz nie być zależnym od zewnętrznej kondycji rozpadających się i kompromitujących religijnych organizacji i ich liderów. To jest czas indywidualnej pracy w ciszy i dobroci swojego serca, pracy z tym co naprawdę jest naszą duchową esencją i urzeczywistnioną Dharmą wynikającą z własnego doświadczenia. Trzeba nam zaufać sobie i temu co jest dla nas naprawdę Święte – CO NAS UWALNIA. Nasza Ceremonia musi być Żywa i Osobista, Modlitwa musi być szczera i pozbawiona fiksacji na potrzebach ego, a Medytacja musi być Obecnością i Świadomością w tym co jest bez najmniejszej chęci ucieczki. Nie możemy przed tym wszystkim uciec – musimy przez to przejść i konsekwentnie robić swoje, bez względu na to jak będą nas oceniać inni, bowiem nie ma to już najmniejszego znaczenia. Większość tego co ten współczesny świat oferuje jest zupełnie bezwartościowe i nie zostanie po tym nawet najmniejszy ślad. To nicość – gwiezdny pył. Wszystko to musi się rozpaść i przejść przez resetowy proces recyklingu. Takie jest naturalne prawo. Jednocześnie jest to bardzo pozytywne kiedy nasze przywiązanie i fiksacja stają się mniejsze, bowiem rozumiemy, że ten świat potrzebuje oczyszczenia. Tym razem ten proces przebiega na poziomie indywidualnym, bowiem zdajemy sobie sprawę, że każdy z nas w pewnym sensie żyje w innym wewnętrznym świecie. I ten świat możemy uzdrowić poprzez własną praktykę, modlitwę i właściwe życie czyli zdrową etykę i moralność. 

Nikt nie mógł z miasta wyjść ani do niego wejść.

KSIĘGA POWTÓRZONEGO PRAWA

Obieg coraz bardziej uwarunkowanej ludzkiej egzystencji w Cybernetycznym Królestwie Mózgogłowia jest zamknięty a jego znakiem charakterystycznym jest uzależnienie od technologii, która zdominowała naszą interakcję z analogową naturalną rzeczywistością. Stajemy się udomowionymi zwierzątkami do zabawy dla Sztucznej Inteligencji w swoim własnym poczuciu i wyobrażeniu stajemy się coraz bardziej nieważni i ułomni, ponieważ uwodzi nas nas własny bożek – złoty cielec, który w pewnym momencie stanie się tyranem i dyktatorem tworząc Totalne Hermopolis. Pragmatyzm, logika, schemat, przewidywalność – post – rzeczywistość zimnej maszynowej logiki i brak czucia jako cnota – racjonalność do bólu, do ostatecznego pozbawienia świata jakiejkolwiek tajemnicy i niedopowiedzeń. Duszność. 

Fomo jest dla tych do których dociera, że aby nie utonąć w tej Hipnozie i nie zatracić się w tej halucynacji musisz iść w stronę Analogu – powracać do „stanów i zjawisk przedawnionych” do odrzutu z taśmy, do błędu maszyny do tego wszystkiego co nie chce za tym nadążyć, ponieważ koniec końców to co przeczy Naturalnemu Prawu nie może przetrwać. Sama technologia w tym momencie jest ludzką pychą i parodią Boga. Jest uzurpacją. Jest zwodzeniem i nawoływaniem z Otchłani Materializmu. Pod pozorem wolności daje ci zniewolenie i modyfikuje cię na swoje podobieństwo. Kiedy ludzki Duch jest silny i twórczy jest bardzo przydatnym narzędziem – jednak kiedy człowiek staje się cieniem samego siebie i upodabnia się coraz bardziej do zwierzęcia – technologia staje się Bestią / Monstrum, które będzie go pożerać kawałek po kawałku i w coraz większym stopniu pozbawiać sensu i znaczenia. 

Nie jest w depresji. Jest zmęczony. Ale to nie ko­gi­to emo – to stan energetyczny.

Jacek Dukaj, LINIA OPO­RU

Nowocześni wyhodowani post ludzie – boty, których wykarmił ten materialistyczno – nihilistyczny Pustostan bez łaski wiary i jakiejkolwiek potrzeby duchowości zobaczą w tym wręcz metafizyczne bóstwo – coś nie z tego świata. W taki sposób fizyka stanie się metafizyką, a nauka religią. W pewnym sensie ten proces degeneracji jest cykliczny. To odwieczna Spirala. Kiedy tracisz kontakt z Przestrzenią Serca w sobie, kiedy tracisz relację z tym co jest poza słowem i poza logiką Mózgogłowia następuje tak zwane „przechwycenie”. Twoje życie staje się funkcją Maszyny – Śmiercią. W takim świecie wszystko umiera i sam proces życia staje się jedynie procesem śmierci dopóki znów nie pojawi się istota, która zhakuje ten materialistyczny program. Kimś takim w tym „zbiorze kulturowym” był Jezus, który ukazał Drogę. Ta Droga jest Żywa nie jest żadną doktryną, zbiorem zasad i kodeksów. Jest zapisana w naszym Duchu i wciąż dostępna. Dlatego naprawdę warto jej szukać i warto nią iść. 

PIRACKIE OPOWIEŚCI

FOMO 

Galeria

„Masy nigdy nie łaknęły prawdy. Odwracają się od dowodów, które im nie odpowiadają, woląc ubóstwiać błąd, jeśli błąd je uwodzi. Ten, kto potrafi dostarczyć im iluzji, z łatwością zostaje ich panem; ten, kto próbuje zniszczyć ich iluzje, zawsze staje się ich ofiarą.” 

Gustav Le Bon, Psychologia tłumu

KLATKA FARADAYA # 1

Poznaliśmy się w psychiatryku na oddziale zamkniętym dla samobójców, którzy przedawkowali cywilizacyjną nirwanę. Wy tam jeszcze byliście „na zewnątrz” a my czekaliśmy na was w tych ciepłych „wnętrzach”, które nie wiedzieć kiedy otworzyły się na wszystko bez najmniejszego rozróżniania. Szpital jak szpital – jest wszędzie. Nie można rozróżnić personelu od pacjentów. Wszyscy wyglądają i zachowują się tak samo – jakby ich nie było – jakby byli za grubą pancerną szybą – za matrycą – za ekranem wieczystego szumu, który nigdy nie ustaje, ponieważ jest programem – automatem. Śniący sny, które się przenikają poprzez skupiska oznaczone hasztagami myśli i słów, które są niczym i nigdzie jednak nikt tutaj tego nie rozpoznaje. Nazywamy to Hipnozą – Osmozą. Rozpuszczalnik prawdy i membrana złudzeń, która bez ustanku wszystko filtruje i tworzy absurdalne mapy koncepcyjne, które prowadzą dokładnie donikąd i nigdy dalej. Dalej nikt nigdy nie był. Mówią na mnie Pirat i piszę „Dziennik Podróży Poza Ciałem”. To wypływa ze mnie jak coś co nosiłem w sobie całą wieczność. Nie robię tego dla was, ponieważ wy jesteście jedynie zapisem kodu na matrycy który pulsuje jak tętno i kiedy wzrasta ciśnienie ostatecznie eksploduje i wraca do gwiazd, gdzie wszyscy się od zawsze spotykamy na te cudowne opowieści. 

Robię to dla siebie, żeby sam siebie budzić. 

Tą esencjonalnie metafizyczną czynność odkryłem w pociągu. W samotności, które przecież zawsze tu jest pod progiem. Zrozumiałem wówczas, że słowa są Magią – tą najprawdziwszą – tym co tworzy dosłownie wszystko. I teraz każdego dnia czekam na Przepływ, na koniunkcję prozy z poezją, faktów z fikcją. Jednak czasu mam coraz mniej dlatego muszę się spieszyć z Opowieścią, bowiem ostatecznie po to tu przybyłem z daleka. Tak tworzymy wszechświat, tak skupiamy cząstki elementarne, tak rozczepiamy atom i tak wracamy do Boga – kiedy wyczerpiemy ostateczne znaczenie. Kiedy zrodzimy z siebie ciszę. Zawsze wyczuwałem część siebie poza Klatką i pisanie jest komunikacją właśnie z Tym, bowiem TO jest naszym WYJŚCIEM. Uczę się dyscypliny, bo jak już wspominałem mam coraz mniej czasu, bo tamten głos staje coraz wyraźniejszy. Rzecz w tym, żeby przynieść tutaj coś czego tu nie ma, coś co jest tylko nasze – zmagazynowane głęboko w Duchu, którą zaszczuł ten jazgot i teraz, teraz jest małym wylęknionym zwierzątkiem ukrytym przed światem i czeka na nasz delikatny i czuły dotyk. Ta czułość jest naszym ratunkiem. Ja wiem, że wy przestaliście już w to wierzyć i o tym myśleć. 

Jestem tutaj dla Przypomnienia. 

To co jest istotne, to fakt, że ta wewnętrzna potrzeba pisania jest absolutnie twoja, jest tym co przyszło do ciebie by TO otworzyć – dlatego to jest twoją DROGĄ. Tym co naprawdę może ci pomóc i zrozumiałem, że absolutne zaufanie temu co jest w nas prowadzi nas poza Symulację, poza pozę, poza to wszystko co czyni nas Automatami – paszą drobnoustrojów dla algorytmicznego monstrum, które z tego świata uczyniło żerowisko. Podobnie czytanie – skupienie – uwaga staje się aktem rewolucyjnym w dobie pandemii rozproszenia. Powrót do Opowieści jest łamaniem kodów kontroli, których logika i pragmatyzm trzymają nas w tej Klatce i niczym zdeprawowany demiurg czynią na swoje podobieństwo. Kiedy temu ulegamy jesteśmy już tylko śmiercią. Trzeba nam szukać Ciszy w której rodzi się Cierpliwość – to pozwala nam WEJŚĆ w przestrzeń Pierwotnych Wód Świadomości, które prowadzą nas do ŹRÓDŁA, które jest poza umysłem, poza pojmowaniem, poza tym co umiera. 

Potrzeba nam łamać ten terror nadmiaru radykalnym zatrzymaniem – to jest moc medytacji i kontemplacji, która nie jest ukierunkowana na osiąganie. Jest nauką Obecności. To w czym żyjemy jest Klatką Świadomości – jest coraz bardziej dotkliwym brakiem kontaktu z tym co naprawdę żywe i nie sfabrykowane naszym myśleniem, które charakteryzuje wieczny brak zadowolenia i ciszy. Permanentny jazgot. Cała ta Maszyneria jest skalibrowana na destrukcję naszego Ducha – jest bronią masowej zagłady, której skutkiem jest porażająca i obezwładniająca głupota, która staje się dominującym powielanym wzorcem przez Maszynę Ignorancji. Cała ta narracja jest w coraz większym stopniu literalnie o niczym – to niszczenie wrażliwości i inteligencji poprzez banalność i bezsens, który z tego wszystkiego wypływa – rozcieńczona rozrywką ignorancja podawana wprost do układu nerwowego poprzez Podpięcie. Kreowanie wizji świata pozbawionego sensu jest najbardziej dewastacyjnym programem dla naszego Ducha i z jego pomocą stajemy się karykaturą człowieka – repliką, której Maszyna używa jak rzeczy, jak narzędzia. Jej cel to przetrwanie i rozród – jak nowotwór, czym w istocie metaforycznie i dosłownie – jest. 

Nie widzieć tego to być w stanie Hipnozy. To co Maszyna przesycona naszym pożądaniem i ignorancją produkuje jest Systemem Maszynowej Inteligencji, którą wyhodowaliśmy poprzez nasz własny udział i która fascynuje nas niczym narodziny „Tech Zbawiciela”, który ma nas uleczyć i „oświecać” tymi wszystkimi magicznymi trikami, całym tym chwilowym „łał”. To „łał” skończy się szybko, bardzo szybko. Kiedy do nas dotrze co się z nami w istocie stało – zacznie się bolesny proces zdrowienia i to odmieni wszystko co znamy, bowiem jesteśmy pięknymi i potężnymi istotami w swojej najgłębszej Naturze. 

To już tu jest. 

To już się dzieje. 

Po za Maszyną i jej systemami detekcji. 

Każdemu coraz wyraźniej ukazuje się jego własny wymiar, wszystko to co stworzył w swoim własnym życiu. Ukazuje się Prawda o nas pozbawiona już powłoki ochronnej. Jest naga i potężna. Jak Piorun – Wadżra. To jest Nauczanie Rzeczywistości. Mistrza poza jednostkową formą, poza doktryną i poza kultem. Kiedy rozpoznajemy to mistrzostwo – odzyskujemy Połączenie / Przepływ. Odkrywamy prawdziwą naturę Oceanu, który zrzuca maskę absurdu w zamian odkrywając nieskończony sens. Ten sens jest spoza popytu i sprzedaży. Jest czysty. Dlatego wszystko już jest „oświecone” takim jakie jest. Kiedy wyczerpuje się gracz wyczerpuje się gra. Kiedy budzi się śpiący sen się kończy. Przebudzenie jest poza potrzebą szczypania, poza wątpliwością. Przychodzi kiedy jest już pora i nie ma nic wspólnego z osiąganiem czegokolwiek i byciem specjalnym czy wyjątkowym. To po prostu brak złudzeń. To spektakularne wyimaginowane „wielkie oświecenie” jest zwykłym frazesem reklamowym tych wszelkiej maści „oświeconych” guru, którzy pieją o czakrach, wymiarach, energiach całym tym przepojeniu by ostatecznie trzepać z tego zwykły i całkiem przyziemny hajs. To jest prawdziwe i realne przebudzenie – konkretna nirwana w tych czasach, którą możemy z całą pewnością osiągnąć. Wbrew pozorom to dużo, bowiem uczy nas zaufania do swojej własnej mądrości i doświadczenia zamiast wciąż szukać „oświeconych tatów” co będą nas cyckać i tulić swoim „światłem”, prawdziwe cuda są wokół nas w tej tak zwanej pogardliwie „zwyczajności”. 

U. G. Krishnamurti

Ta pogarda rodzi się z nadmiaru, ze znudzenia, z przekarmienia. Jest oznaką, że staliśmy się egotyczni i aroganccy, bowiem charakteryzuje nas rażący brak pokory wobec życia i jego tajemnicy. Zdominowała nas maska, ten napuchnięty przekarmiony stwór – to coś co zawsze chce być w centrum uwagi, zawsze chce być podziwiane i karmione atencją innych. Na bazie tej patologii powstała cała ta Maszyna, która stała się wzmacniaczem naszych ego – narzędziem do nadymania. Skutkiem jest Rozsadzenie. Wybuch. Detonacja ludzi – bomb. Kiedy napięcie osiąga swój punkt krytyczny w nieunikniony sposób przychodzi Załamanie struktury osobowości. Czas masowego szaleństwa. To już tu jest. To widać i czuć. Wszystko bez wyjątku zrzuca maski i się odsłania. Nazwane jest to Ujawnieniem. 

To Ujawnienie jest w istocie Procesem Przemiany. Zaczątkiem zdrowienia. To pierwszy krok – świadomość choroby i zaburzeń, ujrzenie swojego własnego cienia i udziału w tworzeniu szaleństwa. To nie jest łatwe i Boli. Ten Ból jest prawdziwy i w przeciwieństwie do wydumanych duchowych wzniosłych stanów ma potencjał prawdziwej głębi, ma potencjał wyzwolenia, ponieważ jest czymś Pierwotnym, czymś co po rozpoznaniu odkrywa przed nami prawdziwą przyczynę zniewolenia, KTÓRĄ jest STRACH przed śmiercią i unicestwieniem naszego Oprogramowania. Dlatego wciąż więzi nas PRZYWIĄZANIE z którego rodzi się ten wiecznie niezaspokojony umysł, to coś co przejęło nad nami absolutną kontrolę, ponieważ bez ustanku kontrolujemy samych siebie. Nasze Ego staje się Modułem Sterującym – prawdziwym Demiurgiem, którego każdy w nas nosi i hoduje przez cały czas w sobie. To jest prawdziwa KONTROLA, której odzwierciedleniem jest cały system zewnętrznej opresji, który stworzyliśmy aby samych siebie bez ustanku dyscyplinować. Produktem tego są charyzmatyczne i psychopatyczne jednostki Alfa, które chcą i mają kontrolę nad stadem w momencie kiedy przychodzi czas Ujawnienia prawdziwej kondycji istot ludzkich – co jest procesem cyklicznym, ponieważ tak zaprogramowana jest ta MATRYCA, ten PROGRAM. Architektem jest nasza Kolektywna Nieświadomość – Czarna Skrzynka – Klatka. 

Podczas karmicznego procesu oczyszczenia te podświadome treści zaczynają dominować naszą świadomość, która w istocie jest bardzo delikatnym i chwiejnym procesem Ewolucji. W zasadzie my dopiero stajemy się świadomi, ponieważ przez naprawdę długi czas żyliśmy w okrutnym zwierzęcym świecie opartym na instynktach i przemocy. Kiedy narodziła się komunikacja i język nasz świat i nasz mózg uległ przemianie tym samym zmieniając wizję karmiczną i odkrywając przed nami ogromny twórczy potencjał. Dlatego wciąż pod maską „ucywilizowania” dominuje ta przemoc i to na niej stworzyliśmy całą społeczną strukturę opartą na programowaniu i braku prawdziwej wolności, bowiem sam ten system może cię zmusić do zabijania czujących istot albo w przeciwnym razie pozbawi życia ciebie. Tym jest WOJNA – objaw masowego szaleństwa usankcjonowanego przez „prawo” i ubranego w wszelkiej maści – slogany odwołujące się do emocji i podświadomych odruchów. Dlatego nie możemy się cofnąć do stanu Z PRZED, musimy iść dalej doświadczając tego bolesnego procesu UJAWNIENIA / OCZYSZCZENIA, ponieważ w ten sposób to co podświadome i destrukcyjne ma szansę stać się świadomym i konstruktywnym. Na tym w istocie polega cały ten Proces. 

Jest ogromna liczba istot w tym świecie, która odrodziła się tylko po to, aby wesprzeć ten proces i robi to na niezliczone sposoby. Cechy po których można to rozpoznać jest KONSEKWENCJA I BRAK OCZEKIWAŃ. TO jest uderzanie w jeden konkretny punkt w tym murze i ostatecznie Przebicie się przez Ignorancję. W tym działaniu nie ma pieniędzy, sławy, prestiżu, ponieważ to nie jest działanie oparte na programach ego. Robisz to ponieważ po to tu jesteś, ponieważ wiesz, że TO JEST WŁAŚCIWA PRACA i co najważniejsze odkrywasz to w sobie samemu – nie jest to czymś co naśladujesz, aby być „kimś ważnym” i nie oczekujesz niczego w zamian ani sławy, ani uwagi, ani pieniędzy – ponieważ wszystko to jest niczym innym jak tylko walutą zniewolenia. Dlatego też nie widzisz potrzeby, aby się tutaj urządzać, aby posiadać ziemię, która powinna być wolna i dostępna dla każdej istoty czującej, której uwarunkowanie karmiczne rezonuje z tym wymiarem. Ta choroba posiadania jest tym co niszczy wszystko i jest najbardziej dobitnym symptomem naszej Ignorancji, a jej stadium ukazuje nam gdzie jesteśmy w Procesie nieuniknionej Korekty, bowiem ta planeta, ta ziemia – jest Świątynią Ducha – miejscem w którym możemy urzeczywistnić naszą Pierwotną Naturę, ponieważ ludzkie odrodzenie ma nieskończoną wartość. 

Skalę naszego zamroczenia ukazuje też współczesna dominacja technologii i retoryka, że człowiek jest coraz bardziej bezwartościowy w konfrontacji ze sztuczną inteligencją i wmawianie nam, że nasza twórczość i nasze zdolności są niczym w porównaniu do potęgi i „kreatywności” narządzi, które stworzyliśmy. Skutki zainstalowania w istotach ludzkich takiego poglądu będą katastrofalne, bowiem w taki oto sposób zaprogramujemy w kolektywnym polu świadomości – bezsens działania i przeświadczenie o bezużyteczności – co jest dla istoty czującej stanem świadomości nie do zniesienia. Odebranie czującej istocie poczucia sensu i znaczenia jest jednoznaczne z jej zniszczeniem. Mózgogłowie operuje w zimno – logicznej kapsule oddzielenia pozbawione czucia i empatii – dlatego jest zainteresowane jedynie wynikiem i danymi. To nie jest ludzkie. To jest spoza naszego świata. 

Głęboko ludzki jest Zachwyt nad pięknem Natury i jej wielowymiarowością – dla mnie jest to korzeń prawdziwej duchowości, a kiedy Natura umiera – umiera w nas Duch i widoczność tego jest dla mnie poza dyskusją i na to właśnie wskazuje we wszystkim co robię, aby za wszelką cenę odzyskać połączenie z Naturą i Duchem. Budda w geście potwierdzenia swojego przebudzenia dotyka ziemi i ona jest mu świadkiem. Tak naprawdę jest w tym geście całe nauczanie czym dla nas jest ta piękna planeta, to życie, ciało – cały ten wymiar. To jest Święte w prawdziwym znaczeniu. Dlatego fundamentalnym prawem jest Szacunek i Troska, które kiedy są Obecne ukazują i potwierdzają nasze własne Przebudzenie i fakt, że idziemy prawdziwą Ścieżką Przebudzonego i Wrażliwego Serca. Trudno tutaj być doskonałym, ponieważ jest to wymiar nauki. Wszyscy uczymy się w jaki sposób z tych zasobów jakie mamy uczynić najwięcej pożytku dla siebie i innych. Jednak w istocie naukę musimy zacząć od siebie i nie jest to egoizmem, ale Mądrością. Jak to mówią; „pomóc sobie to pomóc całemu światu”, ponieważ w tym obrocie koła zdominowanym przez cierpienia Tamasu utrzymać się na powierzchni i nie dać się pochłonąć Ignorancji to jest naprawdę wielkie osiągnięcie. Jest tak ponieważ brak nam Zasługi – dobrych i pozytywnych wrażeń wynikających ze zręcznych działań motywowanych współczuciem – Troską. 

Dlatego „upaść” czasami znaczy naprawdę mieć szansę na zmianę – dlatego to co się dzieje jest zarazem wielką szansą dla nas jako gatunku, by w końcu rozpoznać czym się staliśmy, ponieważ kondycja tego świata i nas samych jest dla nas Lustrem. Jest odbiciem naszego stanu świadomości. Jest Apokalipsą – Ujawnieniem, która nie ma nic wspólnego z systemem religii i indoktrynacją. Nie ma nic wspólnego ze statusem, rangą, szatą, tronem i całą tą maskaradą, którą po części stały się wszystkie te systemy religijne. Czeka nas radykalny powrót do Prostoty. Do Fundamentów. Do zerówki by na powrót nauczyć się czytać i pisać, by odzyskać prawdziwą zdolność komunikacji – jednak mało mamy prawdziwych Nauczycieli w obecnych czasach większość to zwykli przebierańcy – Kapłani Sloganu. Aby przetrwać musimy odzyskać Zdolność Opowieści, która jest prawdziwą Magią. 

PIRACKIE OPOWIEŚCI

KLATKA FARADAYA # 1

Galeria

SZCZURZA OPOWIEŚĆ Z GWATEMALA CITY

Overshoot jest jak posiadanie konta czekowego i konta oszczędnościowego i wykorzystywanie nie tylko wszystkich pieniędzy na naszym koncie czekowym każdego roku, ale także wyczerpywanie naszego konta oszczędnościowego. Każdy wie, że jeśli wydamy nasze konto oszczędnościowe, w końcu zabraknie nam pieniędzy. Z ekologicznego punktu widzenia, w końcu zabraknie nam łatwo wydobywalnych zasobów i wyrządzimy tak wiele szkód spowodowanych zanieczyszczeniami, że życie, jakie znamy, przestanie istnieć.

EKOLOGICZNE PRZEKROCZENIE, Elisabeth Robson / Medium

PIRACKIE OPOWIEŚCI

OVERSHOOT

Galeria

Z dedykacją dla Chögyala Namkhai Norbu

Bud­dyzm nie jest re­li­gią w ta­kim sen­sie, jak chrze­ści­jań­stwo, ju­da­izm, is­lam czy hin­du­izm. Bud­dyzm nie wy­su­wa wła­snych kon­cep­cji Stwór­cy i aktu stwo­rze­nia. Bud­dyzm nie jest też fi­lo­zo­fią, poj­mo­wa­ną jako czy­sty kry­ty­cyzm in­te­lek­tu­al­ny lub mi­łość wie­dzy. Opie­ra­jąc się na po­ję­ciu dhar­my, bud­dyzm nie­ja­ko sam się de­fi­niu­je. Wska­zu­je, że na rów­ni sta­wia mo­ral­ność i na­tu­rę, mo­ral­ne, du­cho­we i na­tu­ral­ne aspek­ty ludz­kiej eg­zy­sten­cji. Bud­dyzm jest spo­so­bem ży­cia – pro­ce­sem trans­for­ma­cji czło­wie­ka. I jako taki bud­dyzm ak­cen­tu­je kwe­stię in­dy­wi­du­al­nej od­po­wie­dzial­no­ści i in­te­lek­tu­al­ne­go, ro­zu­mo­we­go spoj­rze­nia na ży­cie, na rze­czy­wi­stość. Ra­cjo­nal­ne po­dej­ście do trau­my eg­zy­sten­cji oraz wię­zi mię­dzy­ludz­kich dyk­to­wa­ne jest przez kom­bi­na­cję mą­dro­ści i współ­czu­cia. Chy­ba wła­śnie kul­ty­wo­wa­nie oraz do­sko­na­le­nie mą­dro­ści i współ­czu­cia sta­no­wi samo sed­no prak­ty­ki bud­dyj­skiej.

Lob­san­g Lha­lung­pa

Bardo życia – nasz czas na tej ziemi w tym ciele. Przestrzeń doświadczenia pomiędzy narodzinami i śmiercią. Wielka nieodgadniona Tajemnica, która przeraża i fascynuje, inspiruje i przytłacza – wypluwa nas i na powrót połyka przez całą Wieczność. Nie wiemy – to jest nasz stan. Urodziłem się bez pamięci w domyślnym stanie defragmentacji – bezbronny i nagi. Jak my wszyscy. Nie pamiętam procesu umierania, nie pamiętam stawania się i pierwszego oddechu. Pamiętam buddyjską stupę i krążące wielkie ptaki. Pamiętam nieskończoną przestrzeń, góry i błękitne niebo. To przyszło później. To było miejsce takie jak to – gdzie teraz jestem – proste i czyste pozbawione ludzkiej manipulacji. W tej przestrzeni otwierasz bramę, ponad wszelką wątpliwość wiesz, że Tajemnica istnieje – jest Żywa i Lśniąca jak oczy dziecka. Skąpane w słońcu zaśnieżone szczyty, które choć możemy zdobyć są obojętne na cały ten wysiłek, bowiem były przed nami i będą po nas. Kiedy widzisz takie piękno – płaczesz. Jesteś złocistym pyłem, którym miota burza. Ogromna porażająca przestrzeń w obliczu której uświadamiasz sobie swoją własną znikomość i kruchość, zdajesz sobie sprawę, że jesteś ziarnkiem piasku jak pisał w jednej z książek wielki mistrz Trungpa Rinpoche. W pewnym sensie to szokujące poczucie wyzwala z neurotyzmu własnej wyjątkowości. Tracisz poczucie ważności, zalewasz się z pejzażem – z ziemią, niebem, wiatrem, kiedy tracisz oddech i dyszysz, bowiem wędrówka jest zdecydowanie ponad twoje siły – ta górska krystaliczna woda jest najcenniejsza ze wszystkiego co ten materialny świat ma do zaoferowania. Jest cudem.

W Merigar East z Mistrzem

W pewnym sensie ta podróż jest wyrazem tęsknoty za miejscami, które noszę ukryte głęboko w sercu, gdzie buddyjska praktyka jest częścią życia nie pokazem wyjątkowości czy kolejnym ego tripem i jest czymś naturalnym, bowiem w istocie potrzeba duchowości jest dla nas istot ludzkich fundamentalna i zarazem pierwotna. Rozumiesz, że wszystkie te ścieżki i drogi mają swój głęboki sens, bowiem dają nam wsparcie i pocieszenie, dają nam siłę i wiarę, jednak przede wszystkim dają nam realne doświadczenie, że jesteśmy w stanie przynieść pożytek sobie i być może kiedyś pomóc innym. Kiedy masz tak dużo szczęścia, aby spotkać prawdziwego Mistrza, który prócz wykształcenia i biegłości w rytuale i ceremonii posiada prawdziwe zrozumienie esencji i znaczenia oraz co w moim odczuciu jest najważniejsze – ma nieograniczone współczucie względem czujących istot – można powiedzieć, że wygrałeś prawdziwą szóstkę w totolotka. W istocie nie można tego zmierzyć żadną miarą, oszacować żadną wartością, bowiem rzecz w tym, że przekracza to wszystkie pojęcia, przekracza to czas i przestrzeń, przekracza dobre i złe, słuszne i niesłuszne. W moim rozumieniu jest to najgłębszy sens ludzkiej egzystencji, bowiem dotyka samej jej istoty – tego najczulszego i najbardziej wrażliwego miejsca – naszego serca. Serce nie jest sloganem, nie jest kolejną lepką i miałką metaforą, bowiem kiedy jest otwarte i czyste jest naszym Światłem i Drogą, jest naszym Przewodnikiem.

Budda nie posiadał żadnych ziem, żadnej własności. Nie był kimś szczególnym w kategoriach doczesnego świata. Był ziarnkiem piasku na ogromnej pustyni. Dzięki temu właśnie stał się oświeconym całego świata, ponieważ nie toczył z nikim żadnej bitwy.

Czogjam Trungpa Rinpoche

Mistrz jest tym, który nam to serce ukazuje i wprowadza nas do niego, uczy języka mądrości i wytrwałości w obliczu wszystkich naszych ułomności i negatywizmu, rozpaczy i strachu. Nie uczy nas latać i czynić cuda, nie przekazuje tajemnych zaklęć po to byśmy z wyższością manipulowali tym światem. To co w co nas w istocie wprowadza jest poza słowem i pojęciem, po za czymś specjalnym i wyjątkowym – jednak kiedy to rozpoznamy – po raz pierwszy wracamy do Domu. To jest Prawdziwy Spokój, który choć łatwo gubić – Jest. Mamy pewność, że Dharma – nauka Buddy jest prawdziwa i godna zaufania, a nasz Mistrz jest Żyjącym Buddą – kimś kto w pełni urzeczywistnił Ścieżkę. Wtedy możemy go naprawdę rozpoznać w swoim własnym zrozumieniu, bowiem w tym wypadku to Mistrz staje się Drogą. To jest związek poza czasem, więź której nie sposób zniszczyć i unicestwić. To jest to co z życia na życie przychodzi by nas budzić ze Snu Ignorancji i na powrót kieruje na Ścieżkę. Przypomina nam, że życie ludzkie jest czymś więcej niż pogonią za szczęściem i bogactwem, bowiem koniec końców nic z tego nie jest trwałe i znów po raz kolejny zostajemy z niczym, prócz tego kim byliśmy. Nie możemy przed sobą uciec w tej czy innej formie wszystko wraca. Niezliczone stacje na których stworzyliśmy sobie życie są tylko wspomnieniem, a my znów jesteśmy w pociągu, znów w drodze. To jest Bardo Prawdy. Nie znajdziemy bezpiecznej trwałej przystani w tym co uwarunkowane i przemijające, czyli w tym wszystkim co nas otacza. Nie znajdziemy tego w emocjach i wyobrażeniach, oraz w najbardziej nawet wzniosłych ideach. Błyskotliwa myśl nie może nam pomóc. To jest jedna z fundamentalnych prawd, która tworzy prawdziwy i solidny fundament buddyjskiej praktyki.

Jako ludzie musimy dokładnie uświadomić sobie odpowiedzialność, jaka na nas spoczywa. Gdyby akcja nie prowadziła do reakcji, gdyby działania nie miały mocy przynoszącej owoce, wtedy nie byłoby problemu. Gdybyśmy zareagowali gniewem i nie miałby on żadnego wpływu na innych ani na nas samych, gdyby nie prowadził do bolesnych sytuacji, wtedy wszystko byłoby w porządku. Nie musielibyśmy się starać ani brać odpowiedzialności za zdarzenia, do których doprowadziliśmy. Jednak karma nie działa w ten sposób. Gdy przyjrzymy się temu uważnie, zobaczymy, że każde działanie daje jakiś skutek.

Jako ludzie nieustannie coś robimy. Mamy ciało, które jest w ciągłym ruchu, wciąż działa. Każdy nasz czyn daje na świat owoce i wpływa na innych oraz na nas. Podobnie słowa i myśli tworzą akcje, które prowadzą do reakcji. Myśli posiadają niezwykły potencjał przeobrażania się w czyny prowadzące do określonych rezultatów.

Jeśli przyjrzymy się sobie, zorientujemy się, że ruchy naszego ciała powodują niezliczone czyny. Każdy z nich niesie potencjał oddziaływania, które ktoś inny może od razu na sobie poczuć, jak na przykład zabicie zwierzęcia w celu zdobycia pokarmu. Odbieramy życie innej istocie po to, aby podtrzymać własne, aby przeżyło nasze ciało. Nie szanujemy i nie dbamy o inne formy życia, traktując je jako mniej wartościowe. Nawet ludzie, którzy medytują, nie są do końca wyczuleni na ten fakt. Nie mamy pełnej świadomości, a tym czasem nasze ciała nadal się poruszają i działają, wpływając na inne istoty. Na przykład możemy kogoś skrzywdzić działaniem wynikającym z braku szacunku, skrzywdzić przez akt fizycznej agresji.

Nawet jeśli wydaje się, że nikt nie ucierpiał w wyniku naszego postępowania, niewiedza i lenistwo ciała, przywiązanie do niego prowadzą do powstania swoistego mentalnego osadu, który przeradza się w nasze indywidualne skłonności. Zatem owoce naszych działań nie tylko dotykają innych, lecz również tworzą bazę, podstawę naszego charakteru, osobowości i skłonności. To jest ten aspekt rezultatu, który w danym momencie niekoniecznie przeradza się w coś szkodliwego, lecz jeśli lenistwo zacznie się w nas osadzać, skutkiem będzie nasz leniwy charakter. Jeśli w całym życiu przydarzył się nam epizodycznie wybuch agresji lub byliśmy czasem leniwi, nie będzie to dużym problemem. Jednak powtarzające się przypadki, automatyczne reakcje, nawykowe skłonności budują naszą osobowość.

Agresja, nawet jeśli nam się to nie podoba, jest w nas obecna. Jest tak dlatego, że tylko zaznajomiliśmy się z nią, a nigdy jej nie okiełznaliśmy, nigdy nie byliśmy naprawdę świadomi jej. Nigdy nie wprawiliśmy się w byciu świadomym tego, że fizycznie krzywdzimy innych. Nawet jeśli później tego żałujemy, pozostaje w nas brak uważności w chwili, kiedy działamy powodowani gniewem.

Khandro Rinpoche

I kiedy mozolnie wspinam się pod tą ogromną górę ledwo dysząc, piękno które widzę, tak naprawdę jest marnym pocieszeniem. W tym właśnie momencie jestem swoim uwarunkowanymi ciałem, którego potrzeby stają się najważniejsze, a zmęczenie i brak siły dojmującym i przytłaczającym doświadczeniem. To ciało umiera, jest kruche i nietrwałe i stanowi sam rdzeń naszego utożsamienia z formą. Dla jego wygody i bezpieczeństwa zrobimy dosłownie wszystko, bowiem kiedy dzieją się rzeczy ostateczne – kontrolę przejmuje instynkt – wola przetrwania, która z natury jest skrajnie egoistyczna. Możemy pozować na altruistów kiedy czujemy się dobrze i mamy swego rodzaju nadmiar, którym nie trudno się podzielić, jednak kiedy mamy utracić część siebie na rzecz drugiej istoty wówczas dopiero zdajemy sobie sprawę – co to znaczy prawdziwa służba dla innych. Bardzo daleko mi do tego. Dlatego, aby naprawdę przynosić pożytek innym trzeba urzeczywistnić „brak siebie w sobie”, przekroczyć utożsamienie ze „swoim” ciałem, mową i umysłem i wówczas stajemy się autentycznym darem dla świata.

Prawdziwym Mistrzem, który choć nie czyni cudów – jest cudem jak lśniąca gwiazda na jaśniejącym niebie, którą doprawdy trudno dostrzec, bowiem blask jej jest przytłoczony przez „światłość” tych, którzy pozują na wyzwolonych. W istocie na tej planecie jest bardzo mało autentycznych Nauczycieli, którzy naprawdę znają drogę, bowiem przeszli ją do końca i wrócili, aby pomóc wyjść z cierpienia innym. To jest prawdziwa Miłość. Esencja Nauki Przebudzonych – Serce Dharmy. Jest to dla nas niepojęte, bowiem przekracza całą zaprogramowaną logikę Mózgogłowia i przeczy wszystkiemu czemu jesteśmy tak oddani. Pokora i niepozorność stanowi ochronę przed pychą i samouwielbieniem, które zdominowały tak zwany świat duchowości. Ciężko rozpoznać Mistrza bez tronu i brokatów, bez pochlebców i „świętego splendoru”, bowiem tym co nami kieruje jest schemat, a nie mądrość.

Nie można udawać pokory, nie można udawać skromności, bowiem to po prostu widać w oczach – to jest widzenie i rozumienie prawdziwej kondycji tego świata i istot, które poprzez bardo narodzin pojawiają się w tym świecie. Ja mam w sobie pychę i dumę, które staram się ukrywać i maskować. Jednak ścieżka daje nam prawdę o sobie. Kiedy mamy odwagę jest Lustrem. Może nam się wydawać, że praktykując „wysokie” ezoteryczne nauki jesteśmy kimś specjalnym i wyjątkowym, możemy patrzeć na innych z góry. Jednak ta góra jest usypana z iluzji, które karmimy z fascynującą na swój sposób pieczołowitością, aby poczuć się lepiej. To „lepiej” wcześniej czy później rozpadnie się. Nie uciekniemy w Himalaje i do klasztorów przed sobą i skutkami własnych działań, możemy na chwilę „oblepić się” świętością, czystością, całą tą pozorną zmianą – jednak wciąż „jesteśmy sobą” – najbardziej zmechanizowanym utożsamieniem i najsilniejszym nawykiem ze wszystkich. Ten nawyk jest piastą koła, pierwszym pikselem na matrycy. Z tego rodzi się wszystko co nas określa i warunkuje. Nie możemy udawać wyzwolenia przed sobą kiedy naprawdę jesteśmy szczerzy. Widzieć siebie naprawdę takim jakim się jest i nie uciekać przed sobą – tym jest dla mnie prawdziwa duchowość. Dlatego bardziej ufam tym, którzy potrafią ukazać swoje wady, słabości, swój gniew, wstyd – bowiem to oznacza, że przestali grać w lepszego siebie. Przestali udawać i jest z tego więcej pożytku i nauki niż z zmyślonego „ideału”, którego szukamy i za którego „czarem” tak chętnie idziemy.

Większość współczesnej tamasowej duchowości jest właśnie takim oszustwem – pozorem. Dlatego spotkać autentycznego nauczyciela jest tak niezwykle trudno i zazwyczaj ma on wady i nie jest ideałem. Nie pasuje do schematu i wyidealizowanego obrazu – jest przytłaczająco ludzki. Choruje, nie czyni cudów, ma romanse – jest człowiekiem z krwi i kości. Odkrywa karty na które nie chcemy patrzeć i to właśnie jest wysokiej klasy nauczaniem. To cios prosto w serce. Rana wrażliwości i otwartości przez którą wchodzi w nas prawdziwa Mądrość, która nie jest łatwostrawnym sloganem i frazesem. Prawdziwy Mistrz nie podaje nam narkozy. On nas budzi. Nie poprawia nam nastroju, on go zaburza, żebyśmy w końcu zaczęli widzieć i rozumieć podstawę – fundament nauk. Przestali uciekać w iluzje i przestali chronić „siebie”. Przytłacza nas jego oddanie i dedykacja dla innych, niestrudzona cierpliwa mozolna praca, która tak naprawdę nigdy nie ustaje. Jest bezgraniczną aktywnością Buddy. Budda nie jest posążkiem na ołtarzu, nie jest metaforyczną figurą, archetypowym zbiorem świętych cech. Jest żywy i obecny właśnie teraz i tutaj w tym zamroczonym świecie, w tej szaleńczej pogoni. To czyni Ścieżkę prawdziwą i inspirującą oraz co najważniejsze pełną mądrości i zręcznych metod.

Zgubiliśmy się na tym szlaku. Nikt z nas go wcześniej nie przeszedł. Nie mieliśmy przewodnika, kogoś kto naprawdę zna Drogę. W pewnym krytycznym momencie po prostu idziesz na oślep, przed siebie. Zaczyna padać, opadasz z sił, bowiem nie znasz nawet swojego własnego ciała, twój umysł popada w panikę i przejmuje kontrolę – tworzy swoje własne wyobrażenia i nierealne niepokojące scenariusze. Z radosnego beztroskiego stanu przechodzisz w tryb lęku i narastającego niepokoju – to jest bardo umierania tego co znasz. Robi się ciemno. Gubisz kontakt z innymi. W pewnym momencie jesteś sam – kompletnie zagubiony skazany na łaskę nieznanego. Wcześniej czy później to czeka nas wszystkich, jednak z całych sił nie chcemy tego przyjąć do świadomości, a to oznacza, że nie rozumiemy samej Podstawy, która tworzy szczerą motywację i opartą na mądrości intencję. Fiksujemy się na „efektach specjalnych”. Na egzotycznej i kulturowej otoczce, na dewocjonaliach, skomplikowanych i wyszukanych ceremoniałach, na klimacie wzniosłości i tajemnicy – ponieważ prostota i bezpośredniość nudzi nasze przekarmione wrażeniami umysły. Jednak tak naprawdę to wszystko jest bez znaczenia, bowiem kiedy nie potrafimy dotrzeć do esencji z całej tej maskarady nie ma żadnego pożytku. Staje się jedynie pożywką dla antropologów kultury, kolejną archaiczną i niezrozumiałą atrakcją dla turystów, którzy po krótkim och i ach po prostu idą dalej.

Jakże wiele klasztorów istniało w Tybecie, Krainie Śniegów, zanim komunistyczne Chiny zaczęły opanowywać ten kraj. Jak wiele działało tam świątyń podobnych do tych w Lhasie, Samje i Trandruk. Jakże wiele znajdowało się w tych miejscach cennych przedmiotów symbolizujących ciało, mowę i umysł Buddy… Teraz nie ma tam nawet posążka. W Samje pozostał jedynie namiot, nie większy od stupy. Wszystko splądrowano, zdewastowano, roztrzaskano. Wspaniałe malowidła zniszczono. To, co się wydarzyło w Tybecie, ukazuje nietrwałość zjawisk. Nie istnieje nic stałego, nic trwałego.

Dilgo Khjeniste Rinpoche

Te ginące na naszych oczach kultury ukazują nam sam Proces. To jest Wielkie Nauczanie. Bezpowrotnie tracimy samych siebie – swoją głębię i prawdziwą duchową ludzką tożsamość. Zastępujemy to kolorowymi iluzjami, technologicznym parkiem rozrywki, znieczulającą wygodą, pozorami rozwoju, który tak naprawdę jest regresem. Bezdotykowy syntetyczny świat na chwilę przed samounicestwieniem. W tej kwestii nie mam złudzeń. Jednak zgniły owoc ma w sobie zdrowe nasiona i kiedy upada – rodzi się nowe. To nowe jest w Nas – żywe i doskonałe. Dlatego wszystko ma sens – cały ten Proces Odwiecznej Nauki nigdy nie idzie na darmo – mądrość, którą rodzi – jest zawsze dostępna dla tych, którzy poznają Ciszę.

Ktoś, kto zaczyna rozwijać zainteresowanie naukami, może mieć tendencję do oddalania się od rzeczywistości rzeczy materialnych, tak jakby nauki były czymś całkowicie oderwanym od codziennego życia. Często u podłoża tego wszystkiego leży postawa poddania się i ucieczki od własnych problemów, ze złudzeniem, że uda się znaleźć coś, co w cudowny sposób pomoże przekroczyć to wszystko. Ale nauki te opierają się na zasadzie naszej rzeczywistej ludzkiej kondycji. Mamy ciało fizyczne ze wszystkimi jego różnymi ograniczeniami: każdego dnia musimy jeść, pracować, odpoczywać i tak dalej. To jest nasza rzeczywistość i nie możemy jej ignorować.

Chögyal Namkhai Norbu

PIRACKIE OPOWIEŚCI

BARDO

Galeria

Co on tam robi?
Gasi pożar, ekscelencjo.
Mało prawdopodobne.
Ogień jest w umysłach ludzi, a nie na dachach domów
.

Fiodor Dostojewski, Opętani

Dosłowność i namacalność cierpienia. Jego nieudolnie ukrywana wszechobecność, którą można ujrzeć i poczuć zdrapując tą prowizoryczną fasadę, którą z taką absurdalną zawziętością staramy się wznosić technologicznym znieczuleniem. Środki uśmierzające ból istnienia dostępne bez recepty – jednak nie darmo. Ceną jest odkładanie na potem, dobrze zorganizowana ucieczka z atrakcjami. Parki krótkotrwałej i pustawej rozrywki, niekończące się oferty jak najmniej boleśnie zapadać w sen, jak się odurzać, jak udawać, jak pozorować szczęście w postaci jego atrapy obliczonej na krótki czas. To zrozumienie przychodzi z wiekiem, z upływem chwil, których nie sposób zatrzymać. W bezlitosnym uścisku Kronosa, który ukazuje się coraz bardziej wyraźnie z dekady na dekadę i w końcu widzimy jego / swoją twarz. Lustro Czasu.

Wszystko ulega domyślnej entropii, nie ma absolutnie niczego na zewnątrz i w środku co potrafi uciec przed zmianą. Zmiana jest tym co nie daje nam spokoju, nie pozwala usnąć na dobre. Zmiana nas budzi i wstrząsa kiedy już mamy poczucie tak zwanego komfortu. Dlatego nikt w tym świecie nie może szukać bezpieczeństwa i nienaruszalności w Warunku, ponieważ wcześniej czy później przychodzi to co nieuniknione i znów musimy odnaleźć się w pierwotnym stanie chaosu gubiąc orientację i punkty odniesienia. To rozbija naszą skostniałą osobowość, burzy nasze wyobrażenia i nawyki, na powrót zmusza nas do Przytomności i Obecności w Tym Co Jest. Dzięki temu wszystko co martwe musi ożyć, ponieważ w istocie wszystko jest żywe – jest energią, jest ruchem, jest zmianą. Nad niczym nie można ostatecznie panować, bowiem kontrola jest fundamentalnym urojeniem Mózgogłowia.

Dlatego żadna cywilizacja nie może trwać w nieskończoność, bowiem kontrola czyni ją ślepą na wewnętrzny rozkład. Gnije od środka poprzez tak zwany czynnik ludzki. Tak naprawdę nie sposób człowieka zadowolić, sprawić by przestał chcieć, tworzyć i działać – taka jest nasza natura, bez tego stajemy się zaprogramowanymi przez Maszynę Zombie. Kontrolowanie i ograniczanie istoty ludzkiej tworzy wojnę i przemoc, brak przestrzeni dla wolności i twórczości rodzi paranoiczne społeczeństwo, które nawet nie jest świadome tego co tak naprawdę się z nim stało. Z tego powstaje Duszność – Piekło. Świat pozbawiony Życia i niszczący wszystko co nie podlega jeszcze kontroli, świat dominacji chorych psychopatycznych jednostek pozbawionych jakichkolwiek duchowych wglądów i moralnych wartości. Świat bezwzględnych hedonistycznych egoistów, których zdominował naukowy nihilizm i wszech panujący na wyżynach piramidy kontroli cynizm, wobec którego pierwotne czyste ludzkie serce jest bezbronne. W takich czasach akty ludzkiej dobroci czy życzliwości wydają się wręcz heroiczne i spektakularne. Kiedy dobroć i ufność są postrzegane jako naiwność i głupota pierwiastek duchowy znika ze świata. To jest apogeum Materializmu – ostatnie stadium przed Resetem.

W Pierwotnych Naukach mówi się, że w tym czasie mamy do dyspozycji najbardziej potężne metody i nauki ukryte w zalewie pseudo duchowości skalkulowanej na wzmacnianie już nadętych ego i rozbudzanie namiętności i pożądania w formie łatwostrawnych kompilacji instant, które jedynie mają nas zamroczyć i nauczyć akceptacji roli niewolnika Ignorancji. To jest pozbawiona prawdziwej wartości Forma, która uwodzi nieprzytomnych i naiwnych tworząc dla nich imitacje bezpieczeństwa i piękna. W zderzeniu z brutalną prawdą ludzkiej egzystencji – chorobą, cierpieniem i śmiercią okazują się kompletnie bezużyteczne i puste niczym wydmuszki realnej duchowości, która od samego początku konfrontuje nas z prawdą o cierpieniu jako warunku podstawowym i nieuniknionym.

A ci stoją przy krawężniku i czekają. Oczy im posępnieją, wysyłają coraz mniej światła.

Don Delillo, Podziemia

PIRACKIE OPOWIEŚCI

LUSTRO CZASU

Galeria

Kilka tysięcy metrów ponad w Ciemności
Na skrzydłach migają czerwone światła
Przesuwając palcami okna na ekranach
Jakby coś tam miało być, miało czekać

Na wózkach chleb i wino w małych porcjach
Perfumy i papierosy

W tęsknocie możemy przejechać cały ten świat
Być w każdej jaskini, rozłupać każdy kamień
Pozbawić siebie wszystkich złudzeń
Rozwiązać każdą tajemnicę
Ogłosić bez żadnych wątpliwości, że nic tam nie ma
I co najważniejsze nigdy nie było

Kiedy wpadamy w turbulencje
Czuję spokój.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

W SAMOLOCIE DO DELHI

Galeria

„Ten, kto wie, że drzewa odczuwają ból i mają pamięć, i że drzewni rodzice żyją razem ze swoimi dziećmi, nie będzie już mógł tak po porostu ich ścinać i siać wśród nich spustoszenia ciężkimi maszynami.”

Peter Wohlleben, Sekretne życie drzew

PIRACKIE OPOWIEŚCI

DRZEWA

Galeria