PIRACKA KUCHNIA

ON EGG MESSAGING

„Amerykańska firma EggFusion opracowała metodę laserowego druku na skorupach jaj: promień lasera graweruje rowek na skorupie. Tworzenie reklam na jajkach to zastosowanie uboczne prac nad trwałym umieszczeniem daty i kodu na jajkach. Prace te zostały podjęte w wyniku fali zatruć salmonellą. Opracowane kodowanie nazwano Fresh & Traceability Coding (kodowanie świeżości i identyfikacji). Do kodu dodano informację reklamową: „On-egg Messaging” i tak powstały jajka reklamowe.”

Z Wikipedii

DSCN9728

Jajko przerwane istnienie. Zjedzony potencjał życia. Śmierć jest częścią życia zatem:

DSCN9724

Najpierw cebulowe tosty z czerwonym chili na maśle (masło, chili, cebula czerwona i gdy już rumiana wrzucamy kromki prawdziwego chleba na zakwasie (tym razem pytlowy pszenny) i zaczerwienione kromki układamy na talerzu i robimy…

DSCN9725

Jajka:

Patelka, masło, trzy jajka koniecznie od szczęśliwych ( podobno) kur – jak mawiają panie ze wsi nie ścięte, sól, pieprz, starty parmezan i wysuszona pokrzywa oraz wodorosty prażone.

Plus:

Ser Camembert, pomidory malinowe i galaretka z czarnej porzeczki 😉 ogórki małosolne.

To jest tzw: późne śniadanie, które wystarcza za jednoczesny obiad.

 

 

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

CHUNSI BILBERRY

To było bardzo dawno temu kiedy świat pokrywała rzeźka mgiełka tajemnicy, a człowiecza forma dopiero nabierała kształtów w ukrytym wymiarze gęstych oleistych wód tworzona przez miliony niezrozumiałych czynników. W tym czasie życie toczyło się głównie w oceanach w wielkich pałacach rozświetlonych złotem i diamentami. Żyły tam mądre i dobrotliwe istoty o połyskujących ciałach węży i wielkich błękitnych oczach otaczające troską każdą żywą istotę i cudowną naturę swojego świata.

Nie znały wojny, strachu i przemocy, ponieważ nie miały tego w sobie. Ich pasją była pradawna wiedza zakodowana we wszystkim. Były mądre i kochające. Nie uwodził ich blask pereł i powab złotych komnat. Wiedziały, że to jedynie odzwierciedlenie ich samych dlatego posiadanie czegokolwiek nie miało sensu. Wśród nich był jeden wąż, który choć nie wiedział za czym – tęsknił. Śniły mu się drzewa i rośliny, słońce i wiatr, wilgotne dywany traw i gąszczy trzcin na bagnach. Już nie mógł żyć w podwodnym świecie i któregoś wodnego dnia czy nocy odpłynął bardzo daleko i w lustrze wody ujrzał pierwsze promienie słońca rozświetlające głębiny i już wiedział. Uczenie się nowego życia zajęło mu tysiące lat. Zmieniał się. Był coraz bardziej szczęśliwy. Wykształcił nowe części ciała i nowe zmysły. Był zakochany w spektaklu barw i dźwięków w bezmiarze zapachów. Poznał inne istoty i ich język, podarował im też swoją wiedzę.

DSCN9701
Zamieszkał w dżungli. Jego królestwo stawało się coraz większe i większe. Forma ludzka opuściła pierwotne wody i odkrywała samą siebie. Forma ludzka ponieważ miała w sobie strach – bała się. Forma ludzka nie wiedziała, że boi się sama siebie. Forma ludzka spotkała węża w ogrodzie u podnóża wielkiej świętej góry i wtedy jeszcze rozumiała go. Był nauczycielem wszelkiego stworzenia. Forma ludzka chciała posiąść jego wiedzę i zabiła go. Na mordercę spadła klątwa i na jego ród. Jednak wśród nich pojawiali się co jakiś czas uczniowie Mistrza. Zostawiali dla ludzkiej formy dary wiedzy w postaci małych leśnych owoców. Forma ludzka nie zrozumiała wiedzy Mistrza i chciała posiadać. Forma ludzka w ten sposób zabijała samą siebie i niszczyła wielkie Królestwo. Te owoce leśne teraz są już tylko wspomnieniem, symbolem pradawnego daru.

DSCN9718

DSCN9715

CHUNSI BILBERRY

Na patelce olej, cebula czerwona w pióra, pieprz
Zarumieniona cebula to dobry moment by wrzucić borówki i kiedy troszkę się rozpłyną wrzucamy papryczki suszone chili pokrojone drobno i dodajemy tofu (wędzone) pokrojone w kostkę i dodajemy soli himalajskiej

DSCN9695

Osobno:

Rozpuszczamy masło dodajemy świeżej bazylii i pomidory koktajlowe w połówkach zarumienione i pachnące posypujemy parmezanem i prażonymi wodorostami.

Podajemy z Makaronem gryczanym „Chunsi”

DSCN9711-001

DSCN9696

DSCN9712

DSCN9703

 

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

CZARNA FASOLA BABCI FELIPY

W tym wielkim, wielkim domu żyją dzieci, starcy, młodzi, wszyscy dzień w dzień zajęci swoimi sprawami, biegają to tu, to tam, kochają, nienawidzą, cali są jakby w uczuciach. Wokół jest bardzo dużo kolorów, zapachów w których miliardy drobnych, wydawałoby się banalnych spraw nabiera zupełnie innego wymiaru i znaczenia.

Mają oni na przykład dość specjalny i specyficzny stosunek do przedmiotów, które są dla nich jak żywe istoty i maja swoje specjalne miejsca w regałach, na półkach, pod stołem w szufladach. Koń z porcelany, drewniana łyżka, guzik, igły do szydełkowania – wszystkie to drobiazgi mieszkają tutaj wraz z ludźmi i zwierzętami. Z zewnątrz dom wygląda jak bajkowa makieta, dom dla lalek, oplatają go serpentyny winorośli, a z ogrodu śmieją się głowy słoneczników. Zaraz przy płocie siedzi babcia Felipa, która wygląda trochę jak strach na wróble z rondlem na głowie i podartą firanką zamiast sukni, a kiedy babcia Felipa pstryka palcami to zamiast deszczu z nieba spadają pestki dyni i słonecznika.

Życie biednych z pewnością nie jest nudne. Zawarte w tej książce opowieści odsłaniają przed nami świat przemocy i śmierci, cierpienia i niedostatku, niewierności i rozbitych domów, przestępczości, zepsucia i brutalnych działań policji, a także wzajemnego okrucieństwa tych ludzi wobec siebie. Ale jednocześnie są w tej historii i siła uczucia, i ludzka serdeczność, mocne poczucie własnej indywidualności, zdolność cieszenia się i nadzieja na lepsze życie, pragnienie zrozumienia i ciepła, gotowość dzielenia się tą skromną cząstką, jaka tym ludziom przypadła, i odwaga stawiania czoła wielu nierozwiązywalnym problemom. Tło dla tych dziejów stanowi vecindad Casa Grande, duży jednopiętrowy dom czynszowy w sercu Mexico City.

Lewis Oscar – „Dzieci Sancheza”

 

Babcia Felipa zaprasza nas dziś na obiad. To będzie wydarzenie, bowiem chodzą słuchy, że to najlepsza kucharka w całym domu a jej potrawy to wytrychy wygasłych uczuć. Ludzie z miasta mówią, że Felipa ma chyba ze dwieście lat i widziała już wszystko – każdą wojnę i każdy ślub na całej ziemi. W jej pachnących olejkiem różanym pokojach są ponoć, tak gadają, tunele czasu! I ona po nocach łazi tymi tunelami, później wraca i siada na tej ławce przed domem i zakłada wielkie okulary słoneczne i siedzi. I patrzy. I nie mówi nic. Pokazuje, że mamy iść po schodach, które są tak dziwacznie powykręcane ni w pięć ni w dziesięć, a co drugi stopień siedzą dzieci, koty, szczury, króliki – matko przenajświętsza z Gwadelupy! Co za cyrk! Na drzwiach numery do góry nogami, dziwne hieroglify i symbole, na ścianach malunki takie kolorowe bazgroły – jakby kura pazurem, kogut dziobem!

O matko z Gwadelupy! Ta kuchnia! Pełno ptaków, latają, świergoczą! W garach pisklęta, w talerzach pióra. Kuchnia karmnik! Na samym środku wielka gliniana kuchnia, pod nią sterty drewna i gazet. Gazety są najlepsze na podpałkę, zwłaszcza strony o gospodarce i finansach palą się znakomicie. W glinianym garnku Felipa namoczyła czarną fasolę już wczoraj późnym wieczorem. Na wielkim stole widać ziemniaki, cebulę, awokado, pietruszkę, butelkę piwa pszenicznego…

Co to będzie, co to będzie?!

Najpierw wstawiła garnek w wodą posoloną i teraz obiera ziemniaki i marchew i kroi w talarki, później myje w wielkim żeliwnym zlewie i układa na metalowym durszlaku, który następnie kładzie do garnka z gotującą się wodą…

Aaaaaaaaaaaa, najsampierw fasolę wrzuciła. Ha! Znaczy się na parze robi!

 

DSCN9679-001

Teraz do takiego blendera co wygląda jak rower wrzuca pęka zielonych części pietruszki, dosypuje majeranek, wrzuca dwa obrane i wypestkowane awokado, zalewa oliwą, wrzuca dwie obrane czerwone cebule pokrojone w ćwiartki i cztery pokrojone (nie wyciśnięte) ząbki czosnku i sól. Wsiada na ten dziwaczny rower i zaczyna pedałować, co w rzeczy samej powoduje miksowanie tych wszystkich cudów. To ci sprytna babcia. To ci ma urządzenia. Oni tutaj nawet prądu nie mają, ani gazu, ani internetu. Wszystko robią manualnie. Ale ze sprzątaniem, to co jak co, ale pierdolca nie mają – raczej luz.

Felipa tymi swoimi pomarszczonymi rękoma, co wyglądają jak płaskorzeźby z muzeum antropologicznego ciacha nader szybko białą i czerwoną cebulę w pióra – ciach, ciach, ciach, ciach – cyk, cyk, cyk. Rachu, ciachu i po strachu. I cyk patelkę na ogień kładzie i olejem roślinnym polewa i czeka chwilę i już te cebulę tam wrzuca i chochlą traktuje bezpardonowo. Czosnku wrzuca pokrojonego, bo ponoć trzydzieści lat temu mówiła, że czosnku się nie wyciska bo to tortura dla niego straszna. Imbiru dodaje posiekanego drobno. Sól na koniec i duszenie jak w thrillerach noir z lat trzydziestych.

Sprawdza warzywa na parze, kiwa głową i odkłada żeby stygły w międzyczasie rzecz jasna. Bardzo mi się podoba zwrot „w między czasie” jest cudownie nieprecyzyjny i podoba mi się też „rzecz jasna” – rzecz jasna.

Fasola już ugotowana i odcedzona i nasza dość nawiedzona babcia wrzuca ją na tą uduszoną cebulę i całą resztę. Jeszcze soli tyci tyci i dodaje pokrojone w kostkę pomidory.

Jakby tego było mało, ona jeszcze coś robi! I to co! Miesza szklankę piwa pszennego dodaje majeranek i wsypuje szklankę mąki kukurydzianej i wlewa to do szklanki gotującej się wody dolewa kilka kropel oliwy i dwie łyżki oleju i dwa żółtka. Odstawia i studzi – później jak już ostygło dodaje białka i posypuje bazylią suszoną i dodaje szczyptę soli.

De heridas! Madre!

84aa277a5fd02a5f00034bbd44857581

„Jakiekolwiek jednak będą dalsze losy rebelii meksykańskiej prowincji, nie można jej odmówić zasługi powołania do życia etycznego i politycznego ideału o uniwersalnym charakterze: godzenia logiki równych praw z zasadą poszanowania dla różnorodności – najpierw z bronią w ręku, następnie metodami pokojowymi, w zależności od sytuacji, okoliczności, stosunku sił i możliwości adaptacyjnych wypracowanych dotąd strategii. „Chcemy być równi właśnie dlatego, że jesteśmy różni”, powtarzają jej dowódcy, każdy spod kominiarki, która stała się nieco szokującym symbolem dumy z własnej tożsamości.” link: http://monde-diplomatique.pl/LMD44/index.php?id=3

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

FAST FOOD: ŚNIADANIE

„Ale nie można oddawać serca dzikim stworzeniom: im bardziej się je kocha, tym silniejsze się stają. Mają siłę, żeby uciec do lasu. Albo polecieć na drzewo. A wreszcie wzlatują pod niebo. I tak to się kończy, panie Bell. Jeżeli pokocha pan dzikie stworzenie, już zawsze będzie się pan wpatrywał w niebo.”

Truman Capote „Śniadanie u Tiffany’ego”

Jeżeli macie porannego leniwca, znaczy nie chce się wam za bardzo kombinować i wydziwiać w kuchni, wtedy drodzy państwo najlepiej działa fast food. Szybko sprawnie, samo konsumowanie można przeprowadzić w myśl slow food. Temat banał.

Blender x 1

Banany x 2

Pomarańcza x 1

Kompot gruszkowy x 1

Mleko owsiane x 0,2 l

Coś tam sobie wsypać magicznego wedle uznania.


DSCN9246b
DSCN9249b

Skin head, dead head
Everybody gone bad
Situation, aggravation
Everybody allegation
In the suite, on the news
Everybody dog food
Bang bang, shot dead
Everybody’s gone mad

All I wanna say is that
They don’t really care about us
All I wanna say is that
They don’t really care about us

Beat me, hate me
You can never break me
Will me, thrill me
You can never kill me
Jew me, Sue me
Everybody do me
Kick me, kike me
Don’t you black or white me

All I wanna say is that
They don’t really care about us
All I wanna say is that
They don’t really care about us

Tell me what has become of my life
I have a wife and two children who love me
I am the victim of police brutality, now
I’m tired of bein’ the victim of hate
You’re rapin’ me of my pride
Oh, for God’s sake
I look to heaven to fulfill its prophecy…
Set me free

Skin head, dead head
Everybody gone bad
trepidation, speculation
Everybody allegation
In the suite, on the news
Everybody dog food
black man, black mail
Throw your brother in jail

All I wanna say is that
They don’t really care about us
All I wanna say is that
They don’t really care about us

Tell me what has become of my rights
Am I invisible because you ignore me?
Your proclamation promised me free liberty, now
I’m tired of bein’ the victim of shame
They’re throwing me in a class with a bad name
I can’t believe this is the land from which I came
You know I do really hate to say it
The government don’t wanna see
But if Roosevelt was livin’
He wouldn’t let this be, no, no

Skin head, dead head
Everybody gone bad
Situation, speculation
Everybody litigation
Beat me, bash me
You can never trash me
Hit me, kick me
You can never get me

All I wanna say is that
They don’t really care about us
All I wanna say is that
They don’t really care about us

Some things in life they just don’t wanna see
But if Martin Luther was livin’
He wouldn’t let this be

Skin head, dead head
Everybody gone bad
Situation, segregation
Everybody allegation
In the suite, on the news
Everybody dog food
Kick me, strike me
Don’t you wrong or right me
(They keep me on the fire)

All I wanna say is that
They don’t really care about us
(They keep me on the fire)
All I wanna say is that
They don’t really care about us
(I’m here to remind you)

All I wanna say is that
They don’t really care about us
(Don’t you sit back and watch it, baby)
All I wanna say is that
They don’t really care about us

All I wanna say is that
They don’t really care about us

All I wanna say is that
They don’t really care about us

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

OWSIANKA

„Nie wiado­mo, dlacze­go wszys­cy mówią do kotów ty, choć ja­ko żywo żaden kot nig­dy z ni­kim nie pił bruderszaftu.”

Michaił Afanasjewicz Bułhakow

Bardzo lubię surrealizm, to jeden z moich ulubionych prądów w tak zwanej kulturze. Marzy mi się kuchnia surrealistyczna, malownicza z całą gamą dziwnych i pokręconych smaków i niespodzianek tworzona w realiach „Arizona Dream”. Wyobraźmy sobie błękitną pustynię, powiedzmy o świcie, kiedy niebo nakłada na siebie coraz bardziej wyraziste halki, a później mieni się falbanami czerwieni, purpury, żółci, bananów, pomarańczy. Wyobraźmy sobie latająca nad głowami wielkie ptako – krowy, albo lepiej świnie i jeszcze niech będzie – smoki, albo smoko – nietoperze. Wiatr uderza znienacka punktowo, porywa tumany kurzu, tańczy i wiruje jak sprawny przystojny tancerz macho z brylantyną robioną z winogrona trzymający w barczystych opalonych objęciach wielkiego kota rodem z powieści Bułhakowa i niech mu będzie kolor zielony. Zatem jesteśmy właśnie na tej pustyni, ubrani w to w czym nam wygodnie, lub nawet w to z naszych najskrytszych zakazanych fantazji i co jest ważne – czujemy się na tej pustyni zajebiście.

Czytaj dalej →

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

BETA VULGARIS CZYLI BURAKI

„Po raz pierwszy o buraku wspomina jeden z dokumentów pochodzących z Babilonii. W roku 722 p.n.e. uprawiano go w ogrodach króla Meodaka-baladana, pod nazwą selqu.”

Wikipedia

Tęcza tęczą, a jak to mówią, jeść się chce. Dzisiaj przyrządzimy buraki. Na rzadko. Na miękko. Bez specjalnych skrupułów. Póki co, jakbyśmy nie byli wygadani i jakich kabli byśmy nie podłączyli do nie wiadomo czego i tak drodzy babilończycy w końcu buraka trzeba zjeść i strawić i wydalić. Dlatego nie ma co się specjalnie wkręcać w babiloński amok. Lepiej iść do lasu i pooddychać świeżym (powiedzmy) powietrzem. To wszystko tylko udaje rzeczywistość.

To hiper realna gra planszowa – symulacja. Nie ma co dramatyzować. Mój sposób na tą zupę jest taki, że ostre klimaty wrzucam na polany oliwą (która została zakupiona na niewiarygodnie „indyjskim” rynku na warszawskich Bielanach, jak i reszta warzyw, ponieważ tam przyjeżdżają także prawdziwi rolnicy, co prawda nie krzyczą, że są „ekologiczny”, gdyż jak wiemy w pełni ekologiczny w tych czasach jest tylko szczyt klimatyczny w Warszawie i ulotki na „ekologicznych produktach” i produkty kilku uczciwych ludzi) garnek.

dscn8270

W skład hard core metal Group wchodzi prawdziwa papryka chilli, czosnek, czerwona cebula i imbir. Zatem ogień, garnek, oliwa i hard core metal Group. Pozwalamy garnkowi zagrać na ogniu co najmniej 5 minutową solówkę. Gdy temat jest już rumiany schładzamy go Tamari, lub po ludzku sosem sojowym. Albo z japońska 醤油. Wtedy już temat nabiera zapachu i koloru. Dajemy kilka kropli cytryny i posypujemy majerankiem. Więcej oliwy jeszcze, bo jesień, a mięsa nie przyrządzamy. Dalej ziemniaki w kostkę i przetarte na tarce warzywa: burak, marchew i korzeń pietruszki. Pieprz i sól. Dusimy temat. Wrzucamy gatunek brunatnic z rzędu listownicowców zwanych „Wakame” znów trochę cytryny i tymianku. Zalewamy wrzątkiem. Ziele angielskie i liść laurowy. Teraz następuje seria wolnych romantycznych ballad o miłości zatem już nie dotykamy garnka pozwalamy mu tańczyć na ogniu w spokoju co najmniej godzinę.

dscn8238

Dolewamy później barszczu białego i kończymy temat. A na drugie co?

Naleśniki eksperymentalne. Z mąki orkiszowej (na zdjęciu naprawdę dobra) z dwóch jajek (brudne jaja od baby) i mleka. Można bez mleka bez jajek tak zwany styl wegański. Naleśniki to usmażyć nie jest trudno. Ale eksperyment jest w polewie. Szpinak na parze, masło roztopione mus rabarbarowy i starty oscypek od górala, albo tego co się za niego przebrał. Wzbudza to pewne kontrowersje w podniebieniu. Smak dziwaczny, bo niby czemu zawsze się pisze w tych kulinariach, że dobre? My napiszemy (czemu My jak Ja) oryginalne, ciekawe, dziwne i kontrowersyjne.

To tyle z tęczowym pozdrowieniem – smacznego.

dscn8236dscn8239dscn8242dscn8252

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

KRÓTKA HISTORIA JAJECZNICY

Wielkie sprawy gdzieś tam są za oknem kamienicy, za oknem komputera, telewizora i smart fonu. Przestał mnie interesować świat z “czytnika google” – 666 subskrybcji rss’ów z czterech stron świata z tysiąca jego poziomów, przecieram zmywakiem “szum” wizji sytuacji, wizji życia, wizji globalno – lokalnych problemów szatkowanych wirtualnym słowotokiem, gdyż tutaj w drodze pomiędzy pokojem i łazienką dzieje się prawdziwe życie zupełnie wypłukane z niepotrzebnych ornamentów, nadpisanych znaczeń dodatkowych i gdzieś tam w bebechach czuję, że podział na ważne i mniej ważne jest coraz bardziej absurdalny, a sprowadzanie własnej egzystencji do “butów milowych” w drodze do jakiegoś mitycznego Celu, jako niby uwieńczenia Czegoś jest już tylko groteskowe.

Wszelka tzw. “debata” odbywa się na na poziomie tak abstrakcyjnym, że proste przyrządzenie herbaty osiąga status prawdziwie rewolucyjnego działania, a cóż dopiero mówić o jajecznicy.

Jestem wielkim fanem pomidorów koktajlowych ich kształtu, to są prawdziwe smart pomidory, nie wiem w jaki sposób natura wpadła na ten pomysł, ale chciałbym jej z tego miejsca podziękować i oddać cześć. Oczywiście ich idealne proporcje stają się bardzo podejrzane, podobnie jak cudownie nijaki kolor i absolutny brak zapachu, jednak nie łudźmy się w dobie genetycznie modyfikowanego życia, tego będzie coraz więcej, ponieważ poziom abstrakcji i mitycznych wirtualnych celów będzie coraz większy, a taka czynność jak jedzenie i zaspokajanie podstawowych potrzeb ciała jest niczym w porównaniu do fetyszu upiększania jego formy i udawania, że będzie cudownie młode, pachnące i lśniące bez oznak fermentacji. Cudownie zmechanizowana plantacja ludzi – pomidorków, wszędzie Dody Elektrody i inteligentni nadludzie – bestie w stylu Darka “Negrala” z mojej ulubionej muzycznej farsy pod ciężko brzmiącym znakiem handlowym “Behemoth”. Jak się ma robienie jajecznicy w mieście hipsterze miast (strona na facebooku) mitycznej obiecanej Łodzi – arce przymierza Polski do wszechobecnej maniery ratowania, zmieniania i ogólnego ulepszania świata, albo jak wspomniany Dariusz “Szatan” z czaszką w wannie mówiący o zwycięstwie nad pokorno – pokracznymi siłami tzw “dobra” przez negralowską armię ludzi lucyferów niosących wirtualne światło baśni fantasy i cytatów z Nietzschego – hipstera nadludzi. Zatem upraszczając to po swojemu życzę tym mianowanym i niemianowanym ratownikom świata powodzenia w ich przekraczających wszelkie pojęcie Misjach.

A tym czasem pomidory należy pokroić na ćwiartki, bowiem wszystko da się podzielić i jeszcze podzielić by nawet, o zgrozo! dojść do kompletnej pustki! Jednak nie idźmy tak daleko i malutkie pomidorki podzielmy na 4. Jajecznica ma napęd X 4 i głównie chodzi na masło, najlepiej “osełkę górską” plaster grubości 2 cm. Nic tak w moim pojęciu nie odsłania naszej prawdziwej kondycji jak właśnie ów fakt, ŻE MUSIMY JEŚĆ, a tym samym nic z naszego życia nie wskazuje bardziej na fakt wszechobecnej współzależności wszystkiego i gdzieś czuję, że właśnie ten brak szacunku do rzeczy najprostszych i najbardziej fundamentalnych jest “diabłem wcielonym” zrodzonym z matki ignorancji. Moja piękniejsza połowa wróciła z dalekich krajów (Meksyk, Gwatemala) i tam ci ludzie mają to coś. Mają i wciąż pielęgnują SZACUNEK do WSPÓŁZALEŻNOŚCI, a już absolutnym przeciwieństwem zachodniego myślenia fetyszowego i doprowadzonego do optimum wygodnictwa jest właśnie szacunek dla starszych i ich mądrości jaki ci ludzie pielęgnują i pomimo tego, że dla nich nasz tzw. “kryzys” byłby jak “noc w Hiltonie” z białymi ręcznikami i plazmową telewizją są nieporównywalnie bardziej radośni i szczęśliwi niż my opływający w te wszystkie „szczytowe osiągi” tzw. „cywilizacji”. Jak to możliwe? Może nie kumają „Krótkiej historii wszystkiego”, ale za to kumają, że są ogniwem w łańcuchu i nie ma się co niepotrzebnie puszyć jak małpa przy komputerze. Chcemy zmiany a nie rozumiemy nawet czym i kim jesteśmy, jakie jest nasze miejsce, choć wydaje się że jesteśmy tak cholernie inteligentni i tak ogarniamy. Ogarnąć własne życie, to jest dopiero wyczyn!

dscn5038

Ogarnąć najbliższą przestrzeń i najbliższych ludzi, odnaleźć poczucie zupełnie małego sensu – to jest wyczyn! Zatem pomidory wrzucamy na patelnię i rumienimy na złoto na masełku. Uwielbiam kręcić drewnianą łyżką na patelce – to mnie spełnia, daje poczucie pełni i pełnej kontroli. W tym punkcie ceremonii magicznej uwalniamy zmysł powonienia, rozkoszujemy się własnym uczestnictwem w procesie kosmicznej kreacji! Patelka jest jak galaktyka, a pomidory jak rotacje 56 planet. Widzieć jak to wszystko krąży i wiruje – cóż za spektakl! Dalej znów schodzimy na ziemię możemy poczuć samą ziemię – Koperek (Anethum). Z mojej ogromnej sympatii do królewskiej kultury fetyszu (Japonii) koperek kroję właśnie japońskim nożem, bo co jak co, ale noże mają niezawodne i doprawdy ostre, etos samuraja przed seppuku daje tu o sobie znać. Całkiem ładne mają też bajki i opowiastki, jednak gdzieś po drodze do „optymalizacji i wydajności” zapomnieli o tym – Fukuszima im o tym przypomina, że może warto się zatrzymać i poczytać kilka mądrych bajek dla dzieci. Zatem dalej trzeba nam rozbić kilka jajek do fantastycznego naczynia „miedziankowej” mistrzyni ceramicznej Klaudii Gawin. Popieprzyć trochę dla równowagi, posolić (co jest zasługą sąsiedzkiej przysługi Pablito Sroczyńskiego i Moniki Lotkowskiej z „Cohabitatu”, gdyż kucharz odkrył brak soli) i oczosnkować zmielonym czosnkiem. Czosnek jest Mistrzem, jest Królem zimowych poranków podobnie jak imbir i w temperaturach „białej pory elementu wody” doskonale podnosi to co trzeba. Tutaj zbliżamy się do finału. Łączymy niebo i ziemię, ogień z wodą – wlewamy jajka na patelkę!
Co za jazda! Absolutnie!

dscn5043

Bowiem jak w innym dziele pisze Ken Wilber:

„Stałym rdzeniem tradycji mądrości jest Wielki Łańcuch Istnienia i związana z nim wiara w pluralizm epistemologiczny. Huston Smith streszcza ten pogląd: „Istnieją różne stopnie rzeczywistości, a więc i poznania”.

Absolutnie nam tu trzeba się zgodzić, że właśnie teraz i właśnie tu na Miedziance stajemy się częścią Wielkiego Łańcucha Istnienia i nawet wierzymy w pluralizm epistemologiczny, a czemu nie! Możemy również streścić swój pogląd, że dobra jajecznica równa się dobrej książce, czy nawet dziełu filmowemu z tą jednak różnicą, że jajecznica w przeciwieństwie mitycznych porzekadeł i literowych mądrości w sposób niemetaforyczny staje się z nami Jednym, dlatego wybieramy drogę środka i balansujemy „materię” bardzo pouczającą i mądrą czytanką Kena W. To jest kombinacja 4D – słowo i ciało – jednia. Bowiem możemy tutaj śmiało pokusić się o nadużycie i stwierdzić – nie samą jajecznicą człowiek żyje. Zatem wywód intelektualny w trakcie zaspokajania przewodu pokarmowego toż to są w rzeczy samej różne stopnie rzeczywistości i potwierdza to sam fakt, że istnieją, gdyż tak wiele światów można odwiedzić podczas gotowania drodzy Państwo. A śniadanie można zjeść na kolację! Na Miedziance takie rzeczy się dzieją, bowiem „bądź sobą, reszta przyjdzie sama.”

DODATEK SPECJALNY:

Bułka grahamka z avocado z Meksyku:

dscn5049

Nazywam się Marcin Piniak i zawodowo zajmuje się szeroko pojętym zdrowym i świadomym żywieniem, jako wegetariański i wegański kucharz gotuję na warsztatach rozwojowych, prowadzę warsztaty gotowania i wykłady z praktycznych elementów Tradycyjnej Dietetyki Medycyny Chińskiej. Z gotowaniem jestem związany od blisko piętnastu lat. Pracowałem w profesjonalnej gastronomii w kraju i za granicą w wegańskich i wegetariańskich restauracjach.

SUBSKRYBUJ PIRACKĄ KUCHNIĘ:

SOCIAL MEDIA:

Zwykły wpis