Natura termiczna ochładzająca; smak słodki i lekko gorzkawy; pomaga w stanach związanych z wilgocią, jak rozwolnienie, egzema lub obrzęk; reguluje poziom cukru we krwi oraz korzystnie wpływa na trzustkę – stosowana w cukrzycy i hipoglikemii. Powoduje wydzielanie śluzu z płuc, oskrzeli i gardła. Wykazano, że regularne spożywanie dyni pomaga w astmie oskrzelowej. Gotowana dynia niszczy robaki w jelitach, choć nie tak skutecznie, jak jej ziarna.
Paul Pitchford. „Odżywianie dla zdrowia”.
MĄDROŚĆ:
CIAŁO I UMYSŁ SĄ JEDNYM
Kiedy odprężasz się mentalnie, relaksujesz się fizycznie, ponieważ ciało i umysł to dwa aspekty jednej rzeczywistości. Gdy twój umysł jest zbyt napięty, gdy doświadcza zbyt wielu trudności, wpływa to negatywnie na twoje ciało. Ciało potrzebuje też ruchu i krążenia, aby nie narastało w nim napięcie.
Poprzez zatrzymanie się – czy to w medytacji podczas chodzenia czy siedząc – zyskujesz panowanie nad sytuacją. Jesteś suwerenem swojego ciała i umysłu. Nie pozwól ponieść się lękowi, niepokojowi czy ekscytacji. Kiedy władają tobą niepokój i lęk, jesteś jak zdetronizowana królowa czy król. Praktyka służy odzyskaniu suwerennej władzy. Kiedy uważnie chodzisz, kiedy uważnie siedzisz, odzyskujesz panowanie nad sobą.
Gdy twój umysł przebywa w chwili obecnej, możesz spojrzeć głębiej w to, co przysparza ci cierpień, i to, co przynosi ci szczęście. Twoje skupienie i wgląd pozwolą ci myśleć, działać i mówić z większą jasnością.
Wiemy, że ludzie nie są wieczni, ale na co dzień zakładamy, że tak jest. Mając świadomość nietrwałości, możemy traktować innych z większą miłością i zrozumieniem. Niedługo odejdą. Świadomość tego faktu daje lepsze zrozumienie naszej własnej roli w cierpieniu, które odczuwamy. Zamiast obwiniać innych, możemy przyjrzeć się sobie i podjąć pracę nad własnymi niezręcznościami, które mogą przyczyniać się do trudnych relacji z innymi.
Thich Nhat Hanh
Ponieważ mój sposób ukazywania się współpowstaje wraz z okolicznościami, w których uczestniczę, to, co uważam za „ja” i „siebie”, ulega nieustannej zmianie. „Ja” to idea, koncepcja. Koncepcję są lepkie. Przyklejają się jedna do drugiej. Wiemy o ty dzięki językowi i jego przepływowi w formie opowieści. Opowiadamy historie o tym, co się dzieje, mówimy o czymś. Tak naprawdę powołujemy w ten sposób do istnienia „jakieś rzeczy”. Wydają się istnieć, ponieważ w nie wierzymy. Bez „jakiejś rzeczy” język straciłby zatrudnienie. Zadaniem języka jest pośredniczenie i reprezentowanie świata rzeczy. Lecz mądrość pustki i transcendentne rozpoznanie jest niewyrażalne. Aby rozwinąć pewne zrozumienie, musimy mówić i słuchać, ale to konceptualne zrozumienie jest jak rusztowanie. Możesz użyć rusztowania, by wznieść budynek, ale możesz go też użyć, by go rozebrać.
James Low „Mądrość Pustki” / Tłum. Jan Szlagowski
JESIEŃ I EMOCJE
MARCIN PINIAK
Jesień to czas kiedy żywiołowa energia Yang zaczyna słabnąć i zaczyna się wzrost bardziej pasywnej i zorientowanej wewnętrznie energii Yin. To ruch do wnętrza co uzmysławia nam pogoda i zmiany w naturze. W pierwotnych szamanizmie chińskim ten ruch reprezentuje Biały Tygrys, który jest związany z cnotą i moralnością. Dotyczy to także studiowania i przyswajania wiedzy na wzór całej natury, która kieruje się do wewnątrz i magazynuje siłę witalną głęboko kierując ją do nasion i korzeni.
W holistycznym systemie tradycyjnej medycyny chińskiej jak i w wielu starożytnych tradycjach duchowych świadomość – przestrzeń jest tym co stanowi podstawę istnienia. Nie tylko jako jej indywidualne centrum wskazuje się serce – ducha shen, a całe ciało, a głównie systemy narządów powiązane ze sobą w cyklu wzajemnych relacji. W tak kompleksowym systemie medycznym zdrowie rozumiane jest zarówno na poziomie fizycznym, emocjonalnym jak i duchowym – dlatego pojęcie harmonii czy równowagi ma tutaj tak fundamentalne znaczenie. Równowaga dwóch prymarnych energii YIN i YANG pozwala na manifestację pozytywnych właściwości i rozwoju na drodze ewolucyjnej interakcji z Kosmosem jako odzwierciedleniem naturalnego porządku. Kluczowe znaczenie dla rozwoju ma zatem zrozumienie własnego istnienia na wielu wzajemnie współzależnych poziomach. Zaburzenie naturalnej równowagi prowadzi do choroby.
Kiedy uczciwie przyjrzymy się rzeczywistości w jakiej żyjemy zrozumiemy, że nasza kondycja jest uzależniona jest zarówno od warunków zewnętrznych jak i wewnętrznych, co stawia przed nami nie lada wyzwanie, bowiem już dawno zaburzyliśmy równowagę biologiczną i w coraz większym stopniu będziemy się konfrontować ze skutkami tej sytuacji w postaci zmian klimatycznych, zanieczyszczeń, wymierania gatunków i postępującej degradacji środowiska naturalnego. Jedyna naprawdę skuteczna metoda pracy z tymi okolicznościami jest związana z naszym indywidualnym życiem tu i teraz w tym wymiarze realnych i dość skomplikowanych problemów i wiąże się z koniecznością zmian i przewartościowania dotychczasowej „ekonomii wzrostu” jako skrajnie szkodliwego materialistycznego paradygmatu jaki ukryty jest za każdym mechanizmem współczesnej cywilizacji i ludzkich postaw jakie wyprodukowała.
Podstawą naszego życia jest oddech i z punktu widzenia tradycyjnej medycyny chińskiej stanowi on jeden z trzech korzeni energii QI – pozostałe to nasza dziedziczona kondycja po przodkach i energia pozyskiwana z pokarmu. Zadbanie o środowisko w jakim żyjemy w takim samym stopniu jak o własne ciało i ducha jest konieczne by rozwój naszej świadomości mógł toczyć się dalej, bowiem tak naprawdę taki w moim przekonaniu jest sens istnienia. Degenerowanie swojego potencjału jest największą tragedią ludzkości. Energia i kreatywność jaką dysponujemy jest w stanie uzdrowić nas samych i życie wokół nas jednak wymaga od nas odpowiedzialności i empatii wykraczającej poza nasze jednostkowe i ludzko kolektywne ego, a to wymaga treningu, dyscypliny i wytrwałości. Mądrość naszych przodków w postaci tysięcy nauk i wskazówek wielu tradycji świeckich i duchowych to nieprzebrana skarbnica i źródło z którego wciąż można czerpać.
Jesień to czas kiedy żywiołowa energia Yang zaczyna słabnąć i zaczyna się wzrost bardziej pasywnej i zorientowanej wewnętrznie energii Yin. To ruch do wnętrza co uzmysławia nam pogoda i zmiany w naturze. W pierwotnych szamanizmie chińskim ten ruch reprezentuje Biały Tygrys, który jest związany z cnotą i moralnością. Dotyczy to także studiowania i przyswajania wiedzy na wzór całej natury, która kieruje się do wewnątrz i magazynuje siłę witalną głęboko kierując ją do nasion i korzeni. Reprezentuje to dojrzałość naszego życia, mądrość wynikającą z doświadczenia. Niezwykle istotne jest praca z emocjami, bowiem oddziaływają one bezpośrednio również na nasz organizm wpływając na osłabienie organów wewnętrznych i cyrkulację energii Qi. I tak podczas jesiennego okresu może nam doskwierać żal, obawy, poczucie ociężenia, stany depresyjne i smutek. Antidotum to praktykowanie współczucia i troski, oraz zaufanie do dobrotliwej natury nas samych, która jest pogodna i wspierająca przysłonięta przez nadmierne obawy i natłok skoncentrowanych na sobie i swoim stanie myśli.
Nadmierny smutek niszczy płuca, które zamieszkuje duch „Po”, który jest energią najbardziej związaną z naszym fizycznym ciałem zwierzęcym aspektem obecnym w naszym wnętrzu. To duch (aspekt świadomości) umierający wraz z naszym biologicznym ciałem odpowiadający za odruchy bezwarunkowe. To aspekt struktury – danego czasu, miejsca i przestrzeni posiadający zdolność do zakotwiczenia w tu i teraz z ogromną rolą instynktu i woli przetrwania. Ludzie, którzy mają ten aspekt dominujący są bardzo osadzeni pragmatyczni i „ziemscy” myślący do przodu w kategoriach zapewnienia sobie optymalnych warunków. Mają dużą determinację i siłę przebicia. Żyją pełną piersią, jednak jest w tym dużo automatyzmu i egotyzmu.
Osłabione „Po” to brak odporności, pewności siebie i woli walki, to ludzie wycofani o słabej kondycji często pogrążeni w rozpamiętywaniu przeszłości, dlatego jesień często jest depresyjna dla ludzi wrażliwych i emocjonalnych. Receptą jest przebywanie w naturze podobnie jak praca z ziemią i żywiołami, poświęcanie czasu i uwagi na praktyczne zajęcia jak gotowanie smacznych rozgrzewających posiłków jest doskonałym lekarstwem na jesienną chandrę.
Moc jest głęboko ukryta. Jej naturą jest Jasność – Blask, który potrafi przetransformować każdy negatywizm w Mądrość. Jak pisał Antoine de Saint-Exupéry: „Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.” Kiedy rozpoznajesz naturę tej uwarunkowanej rzeczywistości i jej dewolucyjną – anihilacyjną dynamikę, której nie sposób już powstrzymać zaczynasz „iść pod prąd”, tego czym ten świat żyje i w czym się pogrąża. Nazwane jest to wejściem w strumień. To wymaga nagromadzenia Mądrości, która jest twoim pulpitem nawigacyjnym i zarazem kompasem. To wyznacza kierunek i stanowi niewyczerpane źródło inspiracji oraz ochrony. Sztuką jest zagłębić się w oceanie absurdu, by szukać w nim głębokich transformujących prawd i nauk, ponieważ „negatywizm” jest nawozem wglądu i wiedzy, błotem z którego wyrastają piękne kwiaty i co najważniejsze znika lęk. Nazwane jest to nieustraszonością Sotera. Mieć odwagę myśleć, czuć i mówić swoim sercem jest najwyższym aktem szczodrości – pierwszą paramitą.
Analog jest zarazem starożytną wiedzą duchową – czymś co nigdy nie traci na aktualności, ponieważ wskazuje prawdę o naszym stanie i naszej kondycji odwiecznego uwarunkowania przez formę, przez odczucie, przez percepcję, przez koncepcję – umysł / świadomość. Jednak wszystko to w swojej esencji jest puste i pozbawione rzeczywistej podstawy. Materialistyczna nauka dochodzi do tego samego punktu, co wglądy prawdziwych duchowych mistrzów – jednak tego nie doświadcza jedynie opisuje, a jak wiemy mapa to nie terytorium. Urzeczywistnienie tego wyzwala nas z lgnięcia i uwarunkowania przez Formę i to jest nazwane Pierwotną Anarchią – Wolnością od Destrukcyjnych Programów. Konsekwencją tego wglądu jest specyficzny rodzaj samotności. To jest moment Jasności. Tak zwane Pierwsze Przebicie przez zasłonę ułudy. Wówczas widzimy, że nie może być i nigdy nie było boga – kontrolera w absolutnym sensie – dlatego wyzwolenie jest możliwe i zależy wyłącznie od nas. Rolą Sotera jest wyzwalać z warunku i ukazywać przebłyski innego świata i innej rzeczywistości. Zagłębić się jednak nie utonąć. Odnaleźć swój własny autentyczny język i sposób przekazu którego zadaniem jest hakowanie samsarycznego algorytmu Maszyny – Koła. Nazwane jest to Prawdą Względną i Prawdą Natury.
Prawda względna – prawda Maszyny. Coraz bardziej zagmatwany i chaotyczny misz – masz skonfigurowany podług chwilowych impulsywnych trendów i wzorców, których rolą jest bezustanna eksploatacja i dominacja – przytłoczenie. Zaszczuwanie ludzkich zwierząt – niewolników do zagród materializmu i drenowanie z energii i zasobów poprzez psychopatyczno – narcystycznych szakali. Populistyczny rzyg w dominium głupoty. Sadystyczni imbecyle w garniturach na wiecach i debatach w limuzynach i odrzutowcach. Władcy Much. Smak i zapach gówna – woń unosząca się dosłownie nad wszystkim co przepływa jak ściek przez Kabel – Babel. Wszystko staje się pozorem i odwołaniem do czegoś co już nie istnieje – jest tylko hasłem / sloganem. Martwym ciągiem liczb maszynowego języka komend, które poruszają sformatowane podług destrukcyjnych wzorców bezwolne apatyczne masy. Kiedy brak jest Jasności i Wglądu spoza powszechnej automatyzacji, kiedy brak jest prawdziwej refleksji, kiedy brak jest zdolności zatrzymania w mechanicznym spektaklu schematów i nałogów – sztuczna rzeczywistość żyje tobą i tobą tańczy jak kukłą. Za sznurki pociąga głupota i ignorancja, kompulsja i pożądliwość, strach i nadzieja. Za łańcuchy pociąga Mara – Pan Złudzeń i Yama – Władca Śmierci. W dybach doby noc po nocy i dzień po dniu, godzina za godziną w nędzy szukania absurdalnego spełnienia, które okazuje się krótkie jak splunięcie w nicość.
Mądrość jest prawdziwą Kapłanką.
Magiem jest skuteczna Metoda.
Poza konstruktem archetypu istnieje niezniszczalna esencja, która przybiera różne formy nawet takie którymi gardzisz – dlatego forma bywa zwiedzeniem bez Mądrości. Nie możesz rozpoznać jej prawdziwej funkcji. Kiedy przejawia się w tobie prawdziwa wolność rozpoznajesz, że nic do niczego nie należy i nic niczego nie określa w sposób absolutny, dlatego możesz hakować znaczenie i funkcję programów – zmieniać parametry własnej gry i postaci. Notorycznie wychodzisz z roli i łamiesz zasady tak zwanej społecznej deterministycznej fabuły, która tak naprawdę jest zaprogramowana i sztuczna. Stworzona przez demiurgów systemu ograniczeń; Czarnych Magów. Być w swojej prawdzie – to być samotnym. To w żaden sposób nie jest uniwersalne i powszechne. Kiedy jesteś prawdziwy nie możesz być popularny, bowiem nie ma w tobie nic atrakcyjnego dla mas ludzkich i ich kolektywnych programów. Nie rezonujesz z komorami echa i nie uczestniczych w masowych napięciach – podpięciach. Nie czujesz się częścią skłóconych plemion, ponieważ widzisz, że wszyscy jesteśmy uwarunkowani przez poglądy, przesądy, uprzedzenia i wyobrażenia. Szukasz istoty rzeczy. Esencji. Zdajesz sobie coraz bardziej sprawę, że to wszystko – cały ten spektakl – trwa bardzo, bardzo krótko i w pewnym sensie staje się obecnie coraz bardziej spektaklem szaleńców.
Dobre życie pozbawia nas złudzeń. Jednak daje coś w zamian. Daje zaufanie do siebie i swojej drogi, do schronienia w naszym sercu. Rodzi się w nas prawdziwa Pogoda Ducha i mamy coraz więcej momentów Jasności i Przebudzenia. Doświadczamy wzruszenia nad światem nad losem istot, nad wciąż obecnym pięknem. Kiedy patrzysz na to wszystko z dystansem i akceptacją widzisz coraz więcej dobrych i wartościowych rzeczy o które warto się troszczyć. Stajesz się istotą czułą i cenisz delikatność, która musi tak bardzo się chronić przed okrucieństwem i głupotą. Dobro i wrażliwość zostały w tym świecie zaszczute przez panoszący się agresywny strach udający autorytet. Skorumpowana władza mrocznego królestwa pozoru siły i panowania, która musi upaść.
To jest nieuniknione.
Kiedy Dobro jest Obecne w twoim sercu – wówczas prowadzi cię przez tą ciemną dolinę do Światła i Miłości która kocha wszystko bez wyjątku i oddycha wdzięcznością. Łaska jest tym właśnie stanem wdzięczności za każdy oddech i każde doświadczenie, które otwiera nasze serce i daje nadzieję. Tak naprawdę Duch nigdy nas nie opuszcza kiedy jest w nas Żywa Wiara. Kiedy jest w nas Wrażliwość. Jednak takie doświadczenia wynikają z nagromadzenia pozytywnych wrażeń i kumulacji dobrej karmy. Dlatego mamy ich coraz mniej. Dlatego ważne jest, aby rozwijać miłującą dobroć i wyrażać dobre życzenia. Cieszyć się kiedy komuś dopisuje szczęście i współczuć tym którzy w swoim zagubieniu i ignorancji krzywdzą i niosą cierpienie sobie i innym. Być po stronie Jasności to życzyć Dobra wszystkim wszędzie bez najmniejszego rozróżnienia „kto na to zasługuje”. Zło tego świata wynika z braku rozpoznania pustości zjawisk i braku ja. Nawyk wiary w trwale istniejący byt rodzi z siebie „ja, mnie, moje”, którego mechanizmem sterującym jest strach przed śmiercią i bezustanne pragnienie szczęścia czasem „za wszelką cenę”. Miłość „romantyczna” ukazuje nam swoje drugie oblicze nienawiści, kiedy ktoś nas krzywdzi, albo nie daje tego czego chcemy. Dlatego nauka o nietrwałości jest najlepszym antidotum na lgnięcie i przywiązanie. To lekarstwo na szaleństwo tego świata.
Ludzkość jest dziś jak śniący na jawie, uwięziony między fantazjami snu a chaosem prawdziwego świata. Umysł szuka, ale nie może znaleźć dokładnego miejsca i godziny. stworzyliśmy cywilizację Gwiezdnych Wojen, z emocjami z epoki kamienia łupanego, średniowiecznymi instytucjami i boską technologią. miotamy się. Jesteśmy strasznie zdezorientowani samym faktem naszego istnienia i stanowimy zagrożenie dla siebie i reszty życia.
Edward Osborne Wilson – amerykański biolog i zoolog, znany głównie ze swoich badań nad entomologią, ewolucją oraz socjobiologią.
Jasność jest Przytomnością w tym jaka jest prawdziwa kondycja świata w jakim żyjemy. W Księdze Przemian jest mowa o zanurzeniu w smutku, to uczucie musi być w nas obecne, kiedy w sposób świadomy jesteśmy tutaj w tym – co się z tym światem dzieje i co w tej post – rzeczywistości dominuje jako wzorce. To oznacza, że bez złudzeń postrzegamy kierunek istot ludzkich do samo – zatracenia i upadku. Rozumiemy, że jest to doświadczenie, które wynika z nagromadzeń negatywizmu i materialistycznej ideologii, która stała się meta – wirusem Mózgogłowia. Brak prawdziwej i zdrowej duchowości opartej na ścieżce mądrości i miłości, na zaufaniu, że w życiu ludzkim jest jakiś prawdziwy transcendentalny cel, czyni z nas materialistyczne Portale Organiczne. To jest klonowanie Automatonów, które pożerają ten świat w amoku szukania chwilowego zaspokojenia. Dekadencki bal na titanicu, moralny rozkład podczas epickiej katastrofy na którą sami się skazaliśmy i do której sami doprowadziliśmy. Wynik końcowy – wyjebongo.
Ludy tubylcze od dawna wiedzą, że zbliża się upadek ludzkiego społeczeństwa, wywołany załamaniem równowagi w przyrodzie. Wiemy to, ponieważ czujemy naszą Matkę Ziemię, ponieważ wiemy, jak słuchać, kiedy do nas mówi. Na przykład nasi mądrzy bracia Kogi od wielu lat wysyłają światu wiadomości, ogłaszając pilną potrzebę zmiany destrukcyjnych aspektów współczesnego świata. Zmiana lub całkowity upadek wydają się być alternatywami, które mamy dzisiaj.
Arkan Lushwala
Jasność to odwieczna wiedza – Dharma, która wciąż jest w tym wymiarze dostępna. Jej części są obecne w każdej tradycji. To Żródło, które w tych czasach może być Światłem i Przewodnikiem. Wiedza jest drogą do naszego Wyzwolenia, a Wyzwolenie jest celem ludzkiej egzystencji. Promil istnień ludzkich zmierza w tę stronę. Kluczem jest Intencja, aby się wyzwolić z uwarunkowanego stanu pełnego cierpienia i zamętu. Odnaleźć i zaufać Duchowi i Żywej Nieskończonej Inteligencji. „Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce” (Ewangelia wg św. Mateusza 13, 43). Oddanie i ufność Bogu. Słowo „Bóg” nie oddaje tego co przekracza wszystkie słowa. Kiedy rodzi się w nas prawdziwe zaufanie do tego, że Duch jest w stanie nas Prowadzić wychodzimy poza struktury i automatyzmy Ego – Mózgogłowia. Transformujemy fundamentalny program Lęku na którym operuje Maszyna. Nazwane jest to odnalezieniem Boskiej Obecności. Maszyna jest zaprogramowanym Kołem Samsary – bezustannym cierpieniem wynikającym z fundamentalnych trzech korzeni: Ignorancji, Pożądaniu i Niechęci. Nasz umysł i aktywność mentalna nie jest w stanie tego zatrzymać. Musimy przekroczyć umysł oddać się czemuś większemu – Bogu, który reprezentuje Wolność i Nieskończoną Twórczość. To w nim jest Prawdziwe Życie i Moc. Ścieżka do niego wiedzie przez nasze serce.
Jedynym ratunkiem dla człowieka jest powrót wartości i perspektywy prawdziwie duchowej. Pokora, miłująca dobroć, życzliwość i zdrowa wynikająca z wiedzy moralność mogą na powrót przekierować nas na Dobrą Drogę. Pogubiliśmy się i błądzimy w Mroku Negatywizmu próbując znaleźć chwilowe ulotne egoistyczne szczęście za cenę późniejszego i nieuniknionego cierpienia. I negatywnych skutków naszych pozbawionych mądrości i współczucia działań mamy coraz więcej. Ukazuje to stan naszej planety i nasza własna kondycja fizyczna i psychiczna. Jesteśmy chorzy i to choroba w coraz większym stopniu określa parametry naszego funkcjonowania. Zaburzenie i dysfunkcja jest już obowiązkowym wzorcem do którego musimy się dopasować. Równamy w dół. Zaburzeni i pogubieni ludzie stają się celebrytami i „bohaterami” kultury masowej. Treści takie jak to są poza obszarem zainteresowania masy ludzkiej, która chce taniej rozrywki i używki, chce się taplać w gnojowisku. Poczytna opowieść musi być mroczna i brutalna. Najlepiej sprzedaje się to, co niczemu i nikomu nie służy – jedynie sobie. „Oświeceni” hedoniści stają się tymi którzy animują i dystrybuują współczesną „duchowość” w gunie radżasu i tamasu za duże pieniądze i żyją z ludzkiej głupoty, desperacji i naiwności. Nazywam takich ludzi Czarnymi Magami i ciężko wyobrazić sobie negatywne skutki karmiczne jakie do nich przyjdą kiedy zrzuci ich już rwąca fala ignorancji.
Jasność nie jest życiem na świeczniku, nie jest oślepiającym i przyciągającym uwagę „pięknem”. Jasność jest ukryta i niepozorna w dominacji negatywizmu. Jasność musi się chronić, ponieważ ten chaotyczny świat pozoru chce ją unicestwić ponieważ oświetla jego prawdziwą mroczną twarz. Kiedy starasz się żyć w zgodzie z Dharmą jesteś coraz mniej zainteresowany tym, aby w tej zautomatyzowanej post – rzeczywistości pozoru coś znaczyć i być kimś, ponieważ to oznacza kolaborację z Ignorancją. Oznacza destrukcyjny Układ. Kiedy kolektywne karmiczne wzorce negatywizmu kogoś promują wówczas musi on je wzmacniać i popularyzować. Wtedy ten świat o nim mówi, wtedy dostaje cały ten lepki i pozorny splendor i chwilową karierę po której przychodzi jedynie ból i cierpienie, ponieważ w istocie jest to monetyzowanie choroby.
Bez nauk Wed, które są nauką ścisłą, nie zauważymy subtelności umysłu i jego trików, które w przebiegły sposób odciągają nas od poprawnego działania i zauważenia pułapki fałszywego ego, które pragnie zysków w materii, choćby pod subtelną postacią pochwały i docenienia. Prawdziwym celem odwiązania od rezultatów działania jest poddanie się przewodnictwu Wyższej Sile i chęć działania dla Jej przyjemności. Etap pośredni, jakim jest zrozumienie, że nie jesteśmy wykonawcami swoich czynności, służy tylko przygotowaniu się do tego poziomu. Samo wyrzeczenie, asceza, nie są nawet możliwe dla współczesnego człowieka jako praktyczny styl życia i nie są konieczne.
Odwiązanie się od rezultatów działania i dobre karmiczne działanie są i tak tylko wstępem do wyższego celu, więc istotne jest zrozumienie – co jest głównym celem karmy? A głównym celem są działania, które wykasowują wszystkie nasze owoce karmy – i te dobre, i te złe. Nie oznacza to oczywiście, że działając w ten sposób, pozbawiamy się w widoczny sposób wszelkich rezultatów działania, co w konsekwencji by mogło oznaczać, że pozostajemy z niczym. Chęć stania się tylko instrumentem w rękach Najwyższej Siły, która jest nam bardzo życzliwa, daje nam możliwość działania coraz lepiej dla korzyści swojej i innych. Jednocześnie uwalnia nas emocjonalnie od materii i związuje z wyższym duchowym celem.
Ida Smela, Karma. Twój klucz do sukcesu
W czasie panowania Czarnych Magów – Ludzie Światła (Wiedzy) raczej nie rzucają się w oczy i w ten sposób chronią Wiedzę. Ich rolą jest zachować Przekaz, a tym samym nie rzucać pereł przed wieprze, ponieważ nic tak nie niszczy Nauk jak brak szacunku ze strony ludzi, którzy używają ich jedynie w egoistycznym celu. Większość duchowych „guru” w obecnej epoce jest właśnie takich. Dlatego wymaga ogromnej Mądrości zdolność rozpoznania autentycznego Mistrza i Nauk. Jest to obecnie wyjątkowo trudne, ponieważ siła Ignorancji rośnie z dnia na dzień. Możemy to widzieć coraz wyraźniej od polityków, po religię i kulturę. Dlatego kiedy dostaliśmy przekaz Autentycznej Dharmy naprawdę warto go chronić i otoczyć miłością i szacunkiem, ponieważ wraz z nim mamy szansę na Wyzwolenie.
Działa na meridiany: Żołądek, Śledziona, Płuca, Jelita
Działanie terapeutyczne:
Chłodzi Gorąco i oczyszcza toksyny – tofu ma naturę chłodną, dlatego używa się go przy gorących stanach, zapaleniach, podrażnieniach skóry czy gorączce.
Nawilża płyny ciała (Jin Ye) – łagodzi suchość w ustach, gardle, skórze; dobre przy suchym kaszlu lub po gorących chorobach.
Tonizuje Qi i wspiera regenerację – zawiera dużo białka roślinnego, które odżywia, ale nie obciąża. Polecane w rekonwalescencji.
Wspomaga trawienie i oczyszcza Jelita – działa łagodnie przeczyszczająco, ułatwia wydalanie toksyn i resztek pokarmowych.
Łagodzi skutki nadmiaru alkoholu i gorąca w żołądku – w tradycji chińskiej tofu często podawano z winem ryżowym jako „odtrutkę” po upojeniu alkoholowym.
Typowe zastosowania tofu w TCM:
Nadciśnienie, wysoka temperatura ciała, stany zapalne
Suchość skóry i błon śluzowych
Nadmierne pragnienie i gorąco w Żołądku
Po chorobie z gorączką, by odbudować płyny i Qi
Przeciwwskazania i uwagi:
Przy osłabionej Śledzionie i zimnym żołądku tofu może powodować wzdęcia, uczucie chłodu w brzuchu i luźne stolce.
Nadmierne spożycie (zwłaszcza zimnego tofu z lodówki!) może prowadzić do nagromadzenia Wilgoci i Śluzu (Tan).
Najlepiej jeść tofu gotowane, duszone lub smażone z przyprawami rozgrzewającymi (imbir, czosnek, sos sojowy, szczypiorek, kurkuma).
Trzy dni przed wielką ceremonią, mój pomocnik zauważył że znikły dwa kawałki tofu. Dwa dni przed ceremonią, kolejne dwa zniknęły. Co się stało? Było to wszystko tym dziwniejsze że spiżarnia gdzie one były trzymane była zrobiona z solidnych belek i zawsze zamknięta. Czasami ludzie okradali świątynie, więc trzymaliśmy całe jedzenie w tym budynku, aby nikt nie mógł wejść i ukraść cokolwiek. Ale kucharze byli bardzo niezadowoleni, ponieważ kilka tofu zniknęło! Nie tylko to: zginęło tylko kilka kawałków , co było dziwne. Jeśli ktoś był tak głodny aby kraść, mógł ukraść więcej. Dlaczego wziął tylko cztery czy pięć kawałków? Wszyscy byli bardzo nerwowi. “Może demon zabiera nasze tofu!” było wiele myślenie, myślenia, myślenia. Wtedy powziąłem pewien plan.
Następnego dnia, pozostałem w spiżarni, siedząc tam całą noc. Siedziałem za słupem skąd mogłem widzieć wielką beczkę. Minęło kilka godzin, i nic się nie działo. Byłem bardzo zmęczony, i chciało mi się spać, ale nie spuszczałem moich oczu z beczki. Około północy, coś powoli wyłoniło się z kąta pokoju i zbliżyło się do beczki. Wyglądało to jak cień, wiecie? Poruszało się bardzo, bardzo powoli – nie jak normalna istota. Ale wkrótce okazało się że był to kot. Była tam dziura pod ścianą była dziura przez która kot mógł wchodzić i wychodzić aby łapać myszy.
Kot wspiął się na krawędź beczki. Siedział tam przez kilka minut, tylko wpatrując się w wodę. Jego łapy były napięte, jego głowa nisko pochylona. Minęło wiele , wiele czasu, ale głowa kota nie poruszyła się w ogóle z tej pozycji, patrząc się prosto w wodę z wielką intensywnością. On wpatrywał się tylko wprost w to tofu. Po pewnym czasie – bul! bul! bul!- kawałek tofu wypłynął na powierzchnię! Wtedy kot wyciągnął go z wody, wsadził do swojego pyska, i wybiegł ze spiżarni aby to zjeść. Było to bardzo dziwne, ponieważ normalnie tofu nie pływa i zawsze tonie. Ale ten kot mógł skoncentrować swoją energię umysłu poprzez swoje oczy na tyle mocno aby ono wypłynęło na wierzch! Po dwóch godzinach, kot pojawił się znowu. On wspiął się na beczkę i wpatrywał się w wodę przez długi czas. Cała jego koncentracja była całkowicie skierowana na leżące na dnie tofu. I znowu – bul! bul! bul! – pojedynczy kawałek tofu wypłynął na powierzchnię, i kot wyciągnął je. To bardzo ciekawe! Świadomość kota skoncentrowała się tylko w jednym punkcie. Wtedy mógł on zrobić wszystko. To jest kocia Wielka Odwaga.
Mistrz zen Seung Sahn
—————————-
Mistrz zen Seung Sahn urodził się 1 sierpnia 1927 roku jako Duk-In Lee w Sunchŏn w Korei (obecnie Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna) w rodzinie prezbiteriańskiej. Jego dzieciństwo i wczesna młodość przypadły na okres okupacji japońskiej. Uczył się w słynącym z wysokiego poziomu technikum. W 1944 roku jako nastoletni chłopiec przystąpił do ruchu oporu; wkrótce potem został schwytany przez japońską policję. Uniknął kary śmierci ze względu na młody wiek, jednak spędził cztery miesiące w więzieniu; tam też po raz pierwszy zetknął się z buddyjskimi naukami.
W 1946 roku przedostał się do amerykańskiej strefy okupacyjnej i rozpoczął studia filozofii zachodniej na uniwersytecie Dong Guk w Seulu. Jeden z jego przyjaciół, który był mnichem w górskiej świątyni, podarował mu egzemplarz Sutry Diamentowej; jej tekst stał się dla Seung Sahna inspiracją do przyjęcia buddyjskich wskazań. W 1948 roku został buddyjskim mnichem. Po złożeniu ślubowań odbył samotne studniowe odosobnienie w górach, w czasie którego jego główną praktyką było śpiewanie codziennie przez wiele godzin Wielkiej Dharani; żywił się w tym czasie jedynie igłami sosnowymi z niewielką domieszką soi. Mówi się, że w trakcie tego odosobnienia osiągnął oświecenie (urzeczywistnił swoją prawdziwą naturę).
ŁKS nie czyta książek.
Z łódzkiego muru.
ŻYR*
MARCIN PINIAK
W „Analogu” dzień jak codzień. Robota na kuchni to nie jest biurowa lanserka (gadki szmatki o niczym dla nikogo podlewane kawą w ekspresu i urozmaicone mentolowym papieroskiem z psiapsiułką co obrobi ci dupsko za pierwszym zakrętem). To czysty metafizyczny zapierdol. Nie ma jazgotu telefonów i tych debilnych dzwonków i powiadomień z fejsa, insta i tik toka. Nie ma wi – fi, hi – fi i hi – tech, bo to wszystko skończy się jak w czarnym lustrze, albo jeszcze „lepiej”. Na drzwiach przed wejściem do knajpy wisi informacja, że nie wejdziesz, nie zjesz i nie popierdzisz w barowy stołek, póki nie wyłączysz swojego zasranego smartfona. Ten nowy, co przyszedł, nie może tego pojąć. Ma problem kiedy z bólem dupy wygasza swojego samsunga. Nie rozumie złotej zasady. Jego komóra leży teraz jak trup na dnie drewnianego pudła po bengalskiej herbacie. Może mieć ze dwadzieścia trzy lata, może ciut więcej. To jego dzień próbny. Na zmianie jest John na którego wołają Flapjack i przyjechał do Łodzi z Detroit w stanie Michigan dobre kilka lat temu. To potomek jednego z łódzkich baronów bawełnianych, pradziada Melchiora, który sprawił, że John odziedziczył całą kamienicę przy Placu Wolności w której właśnie dzieje się cała ta akcja lub jak to się teraz mówi Projekt. John jest (jak przystało na Amerykanina) dość dogłębnie wyluzowany, ma ten flow umysłu i kończyn, który dla przeciętnego często sztywniutkiego zalogowanego w aplikacji „polska” homo poles sapiens sapiens jest poza zasięgiem możliwości, bo ma genetyczny smutno katolicko – ofiarniczy wszczep w łańcuch DNA i w gruncie rzeczy boi się sam siebie dlatego z taką namiętnością nienawidzi wszystkiego co inne.
Młody Nikodem vel Ultras został tu przysłany w wyniku bliżej nie znanych Johnowi okoliczności za sprawą Pirata i Prepersa. Miał na sobie jubileuszową koszulkę ulubionego piłkarza (zawsze ją zakłada na specjalne okazje) napastnika ukochanej drużyny jednego z dwóch łódzkich klubów piłkarskich, których kibole notorycznie robią z tego miasta Bejrut z lat osiemdziesiątych. Pałki, noże, kastety, teleskopówki, bagnety, siekiery, łańcuchy, nawet maczety, ze sprzętem, bez sprzętu – zawsze wierni. Religia to religia, żartów nie ma, co najwyżej wpierdol. Jeden legendarny wojownik o ksywie „Jebać psy” nafukany spidem i ruskim winem musującym uprowadził kiedyś tramwaj i został najbardziej znanym motorniczym w historii miasta. O sprawie było głośno w łódzkiej prasie. Trasa była krótka, bo dojechały go suki na sygnałach, było radosne pałowanie i migdalenie chodnika na wysokości ówczesnego kina Kapitol. I tak „Jebać psy” został żywą legendą, którą kiedyś Nikodem miał nadzieję przekazać swoim dzieciom przed pierwszym wejściem na stadion.
-Jak ty bro masz na name? – rzucił John.
-Że co kurwa?! – odpowiedział mało pogodnie Nikodem vel Ultras.
– No imię twoje ty jakie have?
-???!!!
No dobrze, rozmowa się nie kleiła i młodzieniec patrzył małymi cwanymi szparkami zdziwiony i rozbawiony na pierwszego spotkanego w swoim krótkim i burzliwym życiu jankesa, który w swojej head próbował poskładać polsko – amerykańskie myśli w sensowny komunikat z mizernym jak widzimy skutkiem. Myślał, myślał i wymyślił, że zawoła z zaplecza kogoś do pomocy, a tym kimś okazała się Aniela – dość zjawiskowa młoda pankówa weganka w fazie neoficko – radykalnej jak to zazwyczaj ma miejsce kiedy gówniarze myślą, że jak zmieniają poglądy i style życia to zaraz cały świat ma paść u ich stóp. Aniela nie mogła uwierzyć w to co widzi, bo stał przed nią jakiś kurwa kibol o typowo tępym ryju i poliestrowych dresikach z lampasami.
-Endżela ty ask ten ziom jakie ma name i explain to him, że ja jestem chef na jego trial day – powiedział do Anieli John.
-On się pyta, i jakbyś nie wiedział jest Amerykaninem, jak masz na imię? Co chyba nie trudno załapać! -Chyba, że jest się debilem tak jak ty – wywarczała do Nikodema Aniela.
-Mam na imię Nikodem i nie jestem debilem.
Aniela nie uwierzyła Nikodemowi, że nie jest debilem, ale uwierzyła, że jest Nikodemem i powiedziała Johnowi, że Nikodem jest Nikodemem. John entuzjastycznie powtórzył:
-Nick ooo…damn, how cool is this. Nick będzie twój Nick. Fantastycznie! how are you doing Nick?! Ja jestem so glad you came here. – Flapjack pokazał vel Ultrasowi ten happy smile.
Sejsmiczne filologiczne rozjebanie mózgu, szkoła angielskiego metodą mindfuck’u. Jeszcze raz witamy w „Analogu” welcome to the adventure! Odłącz kabel! Zdejmij knebel! Żyj!
Coś tutaj było inaczej niż wszędzie gdzie Nikodem kiedykolwiek był. Świat z innego świata ukryty za drzwiami z neonem pulsującego serca. Jego twardy dysk Ducha ulegał defragmentacji, tworząc nowe partycje. Nowy kod nadpisywał ten stary okrutny program samozniszczenia i działo się to poza udziałem, poza kontrolą zmechanizowanej sztucznej świadomości, która była jak zwierze zamknięte w klatce pełne strachu i agresji. Wszystko odbywało się coraz szybciej, bo czasu było coraz mniej. Świat umierał pozbawiony wyobraźni i czucia. Zaszczuty przez najniższe instynkty gadziego obwodu Mózgogłowia.
Nikodem był produktem, towarem tego konającego świata, podobnie jak to miasto. Pandemonium, cały ten zaplanowany do najdrobniejszego szczegółu spektakl Czarnych Magów ich bezwzględne warunkujące Klątwy zaklinające od stuleci ludzkie umysły w Zamkniętym Obiegu Warunku. Masowa kolektywna karma niewolników żerujących na własnych słabościach i samopotępieniu skazanych na ciągłe odradzanie się w tej samej dusznej matrycy bez końca powtarzanych wzorców.
Świat zaprogramowanego mięsa, które samo siebie pożera i rodzi. Byle przetrwać. Jeżeli widzisz TO jasno i wyraźnie jesteś tutaj z nami, wrodziłeś się w ten wymiar by pomóc temu światu, złamać klątwy, otworzyć Przejścia. Wybudzać z Hipnozy. Jesteś Magiem. To co robimy musimy uczynić żywym, wypełnić Mocą i nadać kierunek. Po TO tu jesteśmy. Wykorzystać swój Dar, tą jedyną w swoim rodzaju zdolność, która nie jest w żaden sposób zapożyczona, wyuczona czy zaprogramowana przez ten kwadratowy system. Dar jest jak meteoryt spadający z gwiazd wypełniony tajemnicą, którą tylko ty możesz odgadnąć kiedy nadchodzi czas. Ten czas jest teraz.
Teraz.
System operacyjny Mózgogłowia to zero – jedynkowy świat ograniczeń zimnego wykalkulowanego pragmatyzmu nakazujący ciągłą walkę, która nigdy nie może się skończyć. Tak zaprogramowane istnienie wciąż się rodzi i umiera i czyni to zupełnie nieświadomie. Jest ślepym losem – programem. Zniewoleniem.
Nikodem nie wiedział jeszcze, ale TO wiedziało przebijając się przez te wszystkie zapory i zasieki, pole bitewne substancji szarej, łamiąc pieczęć prastarej wiedzy ukrytej głęboko poza sztuczną wyhodowaną osobowością klatki – ofiary w której zamknięto czyste światło świadomości, która teraz się budziła w sposób radykalny i nieunikniony. To był ten czas, kiedy nadchodziła realna szansa odrodzenia się ludzkiego ducha na niespotykaną dotąd skalę, łamiąc klątwę uległości. Dlatego chcieli to zaszczuć, wykarmić ekstremalnym strachem, przerażeniem – rzucić was na kolana, sprowadzić do parteru. Zniwelować do nędzy skomlejących zwierząt błagających o jałmużnę za cenę życia. Jednak takie życie nie jest życiem. To smutny rozrywający serce los niewolnika, który został zaprogramowany by chodzić w koło, w koło, w koło. Takie życie kończy się nieopisywalnym bólem wstydu i pogardy wobec samego siebie. Taki los jest Piekłem.
W jego sercu przebudziło się „coś” co było tam od zawsze i jest na zawsze. „Coś” co nie zna lęku. Nie możecie tego karmić swoim zmodyfikowanym pokarmem strachu i przerażenia w tej wielkiej nieskończonej restauracji śmierci i zniszczenia, której menu składa się z Ducha, którego mordowaliście na niezliczone sposoby przez całe tysiąclecia – by nas karmić Upadkiem. W koło, w koło, w koło. Ten „świat” został zdominowany i zawładnięty przez Mrok, który uczynił z istot czujących jedynie pokarm, a je same uczynił bestiami, które bez ustanku pożerają się wzajemnie w nieskończonym Cyklu Warunku.
Jednak kiedy przestajesz już się bać śmierci i rodzi się w tobie opór, którego nie sposób złamać, bo nie wynika z twojej chwiejnej i wylęknionej osobowości, nie jest częścią napisanego przez psychopatów scenariusza, jest w istocie tym co sięga samego rdzenia tego co nie ma początku i nie ma końca, wówczas te detektory pogardy nie mogą cię wyczuć. Znikasz.
Wtedy możesz rozpoznać, że wszyscy mieszkają w kulach. Te kule to interaktywne symulacje. Zmechanizowane cybernetyczne więzienie gdzie odżywiamy się zawartością naszych umysłów, ciał i jakością naszej energii. Odżywiamy sami siebie tym co w nas jest. Dlatego póki szukasz winnych swojego stanu będziesz bez końca żył w tej kuli, w tym więzieniu samego siebie, wyjąc i ujadając w nicość. Stajesz się tkanką Mroku. Bezwolną biologią. Ciałem które jest skazane na agonię i zapomnienie, bo wszystko w czym pokładasz nadzieję w tak beznadziejnym Układzie okaże się Kłamstwem. Niczym ponad to. Musisz ujrzeć Konstrukt. Rozpoznać Klątwę. Być świadomym Programu. W istocie chodzi o Rozpoznanie Siebie poza Konstruktem, poza Schematem, poza Warunkiem.
Czym się żywisz ? Co pożerasz ? Z jakim skutkiem ?
Czy znasz miejsce gdzie jest prawdziwy spokój i miłość ?
Potrafisz tak żyć ?
W tobie istnieje już teraz potencjał Nowego Świata. Prawdziwy Pokarm, który uzdrawia i wyzwala.
PIĘĆ PRZEMIAN TO BARDZO STARA I WIELOWYMIAROWA WIEDZA, KTÓRA SWOJE ŹRÓDŁA MA W HOLISTYCZNEJ WIEDZY I CO WAŻNE PRAKTYCE DAWNYCH CHIŃSKICH MISTRZÓW, KTÓRYCH MĄDROŚĆ NIE BYŁA „INTELEKTUALNYM PRZYSWOJENIEM DANYCH” – JAK TO MA ZAZWYCZAJ MIEJSCE OBECNIE – A RACZEJ DOGŁĘBNĄ PRAGMATYCZNĄ WIEDZĄ WYWODZĄCĄ SIĘ Z OBSERWACJI WSPÓŁZALEŻNOŚCI LUDZKIEGO CIAŁA I UMYSŁU, PROCESÓW KOSMOLOGICZNYCH, RYTMU NATURY I ŚWIADOMOŚCI NIESKOŃCZONYCH PROCESÓW PRZEMIAN I ODDZIAŁYWANIA.
Uważam, że jest to najbardziej komplementarna wiedza dotycząca dietetyki, zdrowia i co najważniejsze ukazująca człowieka jako jeden z elementów procesu ewolucji w ogromnej sieci przyczyn i skutków. Nasza zachodnia cywilizacja w dużej mierze popadła w pułapkę dualizmów i fragmentaryzacji świata, ciała, wiedzy i psychiki.
Nasza rzeczywistość wydaje się coraz bardziej dzielić i indywidualizować wypierając i zarazem ukrywając fakt, że wszystko jest współzależne i pozbawione tożsamości, a przypisana tożsamość jest jedynie intelektualną narracją, spekulacją umysłu. Sytuacja w jakiej się obecnie znaleźliśmy jako gatunek i cywilizacja odzwierciedla to w sposób zarazem szczery i brutalny. Fakty odnoszące się do skrajnie zindywidualizowanej i fragmentarycznej egzystencji człowieka znajdują odzwierciedlenie w jego stosunku do całej planety i zaburzenia jej ekosystemu. Nasz brak wiedzy o nas samych skutkuje brakiem szacunku do całego „życiowego procesu”, którego przecież jesteśmy jedynie częścią. Złudzenie „osobnego istnienia”, „niezależnej jednostki” czy wreszcie poczucie narcystycznej wyjątkowości stworzyło i ugruntowało pozycję człowieka – boga, demiurga rozkochanego w iluzji swojej domniemanej potęgi. Jest to skrajnie różna postawa i samoświadomość od tej, która towarzyszyła twórcom systemu pięciu przemian. Ich zintegrowana mapa wiedzy ukazywała człowieka jako odzwierciedlenie całej natury, a ewolucja jego świadomości – ciała była zarazem ewolucją całego otoczenia w jakim żył. Ich drogą była mądrość i troska, a rzeczywistość, natura i „pierwotny rytm” – wielkim nauczycielem. Pokora i szacunek wobec praw natury otwierały możliwości poznania i wiedzy, a owoc tego poznania bezapelacyjnie przetrwał zarówno próbę czasu jak i konfrontację ze współczesną opartą głównie na analizie i logice nauką.
RASA KUCHARZY
Doniosłym krokiem w wędrówce na ów szczyt było udomowienie ognia. Nie wiemy, kiedy, gdzie i jak do tego doszło. Wiemy natomiast, że około 300 tysięcy lat temu niektórzy ludzie posługiwali się ogniem w życiu codziennym. Zyskali w nim niezawodne źródło światła i ciepła oraz zabójczą broń przeciwko grożącym im lwom. Niedługo potem ludzie przeszli z defensywy do ofensywy i podjęli pierwszą działalność gospodarczą na masową skalę: planowe wypalanie lasów. Gdy tylko dogasał ogień, na tlące się zgliszcza wkraczali przedsiębiorcy epoki kamiennej, by pozbierać zwęglone zwierzęta, orzechy i bulwy. Po nich do gry wchodzili pierwsi inwestorzy zainteresowani zagospodarowywaniem i obrotem gruntami. Ściśle kontrolowany pożar buszu potrafił obrócić nieprzebyte jałowe gąszcze w obfitujące w zwierzynę bujne tereny trawiaste. Najlepszym zastosowaniem ognia było wszak gotowanie. Gotowanie otworzyło ludzkości dostęp do nowych działów supermarketu natury. Pokarmy, których ludzie nie potrafią trawić w ich naturalnej postaci – jak pszenica, ryż i ziemniaki – stały się w końcu podstawą naszego jadłospisu. Ogień nie tylko odmienił skład chemiczny pożywienia, ale także jego biologię. Gotowanie zabijało wszechobecne w jedzeniu zarazki i pasożyty. Daleko łatwiej przychodziło także ludziom żucie i trawienie dotychczasowych ulubionych pokarmów, takich jak owoce, orzechy, owady i padlina.
Yuval Noah Harari. „Sapiens. Od zwierząt do bogów”.
Obecnie współczesny człowiek w moim odczuciu coraz bardziej pozbawiony jest kontekstu w jakim żyje i zrozumienia jego roli i znaczenia. Odseparowanie i zindywidualizowanie jego egzystencji doprowadziło do poczucia alienacji i porażającego osamotnienia, mechanistyczne i jałowe teorie jakie sam w akcie desperacji spreparował nie mogą i nie mają szans na wypełnienie duchowej i emocjonalnej pustki jaką jest oddzielenie od samego żywego odwiecznego procesu życia. Popadliśmy w sztuczny moralizatorsko – przerażający apokaliptyczny ton wynikający z braku zrozumienia samych siebie. Nasza własna sytuacja mówi o nas o wiele więcej niż tysiące opracowań, raportów i mądrości, szukamy porady na zewnątrz, choć jedyną szansą jest nasza własna podróż w głąb nas samych. Prawdziwa wiedza jest doświadczeniem tej subtelnej i ukrytej wiedzy jaka jest częścią każdej czującej istoty i całego przejawienia – pierwotnych pięciu elementów.
ZIELEŃ – DREWNO
To dla mnie magiczna forma istnienia jaka miała miejsce w pierwotnych kulturach. To jedność ciała – umysłu. Odwieczne życie płodowe w łonie natury. Okres zbieractwa, korzystania z darów bez chęci przywłaszczenia. To czczenie potężnych sił żywiołów, to obcowanie z archetypami bogów w jednym tańcu życia. To łaska nieświadomości, kolektywny zbiorowy sen. To nagość i erotyzm natury wpleciony wpisany we wszystko, ciągła ekstaza nieświadomości, embrionalny stan upojenia i zaspokojenia. Rajski ogród pełen uciech, błogostan bogactw naturalnych. Wszystkiego w bród, życiodajne soki wypełniające każdą szczelinę istnienia. Umysł impulsu – reakcji, nieoddzielony, nieokreślony pozbawiony tendencji do samoidentyfikacji. Planeta – umysł, zielona, żywa eksplodująca pięknem, żywotnością. Niewinna nie znająca dobra i zła natura bogactwa. Mityczny złoty wiek. Beztroscy bogowie w Raju, smukła dłoń sięgająca po…
CZERWIEŃ – OGIEŃ
Ciało innej istoty. Zjadanie istnienia. Pożądanie. Lepszy i gorszy. Oceniający umysł. Mięso. Myśliwi. Ogień. Pieczeń. Stygnięcie formy, początki choroby. Skażenie raju – dualizm dobra i zła. Pierwsze prawa i nakazy. Wieża Babel gatunków, wielki podział. Strach. Ucieczka. Zwierzęcy umysł walki. Koniec magicznej iluzji raju. Śmiertelność. Kain człowiek zabija Abla zwierze. Mózg Bóg jest zadowolony. Serce krwawi. Upraszczając człowiek zabija i zjada inne istoty – degenerując sam siebie. Bóg mózg podzielił wszystko na dwa. Krew w rzeźni. Uprawa śmierci.
ŻÓŁĆ – ZIEMIA
Zaczyna się głód. Uprawa ziemi. Praca w pocie czoła. Osady. Wioski. Miasta. Państwa. Flagi. Wojny. Objuczone zwierzęta i ludzie. Niewolnicy. Surowce. Potęgi hańby. Niezaspokojenie.
BIEL – METAL
Krew ziemi. Ropa. Maszyny. Wahadła na pustyniach i morzach. Iluzja dobrobytu. Wysysanie.
CZERŃ – WODA
Płynna rzeczywistość. Wiek dezinformacji. Abstrakcja. Sztuczne ziarna i ciała. Transcendencja boga mózgu. Ostateczne oddzielenie. Potop. Otworzenie bramy przejścia.
Prawdopodobnie cykl ten nie ma końca i nie ma również początku.
Umysł poprzedza wszelkie myśli. Umysł jest ich zwierzchnikiem; umysł je kształtuje. Gdy ktoś mówi lub działa z nieczystym umysłem, cierpienie podąża w ślad za taką osobą niczym koła wozu za kopytami wołu.
Budda
DUCH POTĘŻNYCH WÓD
MARCIN PINIAK
Pirat miał Meta Sen. Meta sen jest komunikacją z Innymi Wymiarami w Nieskończoności – Wszechświecie Umysłów. To zindywidualizowany symboliczny język, który każdy Śniący rozwija wraz ze zdolnością Śnienia. Śnienie to przedsmak Wolności – przestrzeń pozbawiona granic i barier, gdzie możesz być absolutnie sobą i odkrywać kim jesteś poza Matrycą Postrzeczywistości w której żyjemy na tak zwanej „jawie”. Ta „rzeczywistość” jest Konstruktem Mrocznych Sił, zaprogramowaną przez Czarnych Magów Symulacją – Grą, w którą wcielamy się bez możliwości wyboru, ponieważ nie panujemy nad potencjałem własnej energii i wyobraźni, nie mamy zdolności modyfikowania wizji. Nie mamy Woli – Mocy. Brak nam Prawdziwej Wiary.
Prawdziwa Wiara przekracza Jałowe Pole Spekulacji – Dialektyczne Pole w którym toczy się Gra. Jest związana z naszą Prawdziwą Naturą, z Odwiecznym Potencjałem. Z Przeczuciem, które poprzedza narządy zmysłów i intelekt. Jest wrodzona i fundamentalna i przede wszystkim kieruje nas do Pierwotnej Istoty, która nigdy nie może być uwarunkowana przez Program – Symulację. Od samego początku jest Absolutną Wolnością. Czymś co w Uwarunkowaniu jest dla nas niepojęte i niemożliwe, czymś czego nie jesteśmy nawet świadomi, ponieważ Straciliśmy Kontakt – żyjemy na powierzchni Potężnych Wód sterowani przez negatywne i destrukcyjne zewnętrzne siły Władzy i Przemocy, których jesteśmy niewolnikami i sługami. Nie potrafimy rozpoznać prawdziwej natury tego w czym żyjemy i jak żyjemy, ponieważ nie mamy kontaktu z czymś co jest zdolne to przekraczać, z czymś z nie z tego zaprogramowanego świata, z tym czego nie można posiąść i zniewolić, z czymś co jest Pierwotną Wolnością, której nikt i nic nie może uwarunkować i dlatego jest Drogą i Prawdą.
Kiedy jesteś niewolnikiem twoim stanem istnienia jest Strach. Stanowi on główny komponent doświadczenia na tej zniewolonej planecie i jest tak powszechny, że na pewnym poziomie uwarunkowania przestajesz być tego świadomy. Nazwane jest to Dostrojeniem. Wówczas stajesz się kimś pozbawionym Woli – Mocy, kimś kto jest jedynie narzędziem Mrocznych Bogów. Nazwane jest to Upadkiem w Warunek. Ten warunek nas rodzi i wytwarza – jesteśmy jego produktami, stając się własnością Mrocznych Mocy, które zdominowały ten wymiar. Kiedy choć na chwilę zatrzymasz się w tym szaleństwie – ujrzysz TO. Dlatego cały ten system, który tym zarządza został skonstruowany w taki sposób być nigdy nie miał czasu i przede wszystkim siły, aby przestać być przez niego sterowanym i zarządzanym, ponieważ uznajesz jego cele za swoje cele, jesteś pozbawiony własnej świadomości i woli, a tym samym nie masz oparcia w swojej Pierwotnej Istocie, a zamiast tego polegasz na Sztucznym Konstrukcie tak zwanej osobowości, która jest Produktem Warunku. Jest Fikcją.
Żyjemy w nieudolnej kopii Pierwotnej Matrycy Światła. W cieniu. W odbiciu. W Królestwie Warunku – Malchut. W skondensowanej i zagęszczonej sennej marze wyśnionej przez nasze uśpione umysły, stworzonej przez wrodzoną zdolność kreacji i manifestacji. Upadek człowieka jest Zagęszczeniem. Jest agonią Ducha, który stracił pamięć i połączenie. Stracił zdolność Widzenia Wieloświatów i utracił naturalny potencjał Podróży ponieważ Umysł – Duch nie ma ograniczeń. Jednak została nam możliwość Śnienia.
Pirat prowadził drugie tajemne życie w Śnieniu, które przekazał mu Mistrz. Mistrzowie są tymi, którzy potrafią poruszać się pomiędzy wymiarami tego co realne i tego co nierealne, ponieważ rozpoznali Podstawę, która jest Pierwotnym Źródłem prawdy i iluzji, dobra i zła, snu i przebudzenia. Podstawa jest Źródłem Istnienia. Pierwotną Mocą. Jest Wszystkim i Niczym. Nigdy nie powstała i nigdy nie może umrzeć, ponieważ jest ponad istnieniem i nieistnieniem, ponad myślą i formą, materią i nicością. Jest Matką Wszechrzeczy z której wszystko bez wyjątku się rodzi. Z której przychodzimy i do której odchodzimy. Jest Bramą.
Mistrz nie ma jednej twarzy i jednej formy, tak naprawdę może być kim chce i robić co chce. Jest Absolutną Wolnością. Jest Prawdziwym Tobą. Naturą twojego Przebudzenia. Jest zawsze Obecny we wszystkich czasach i miejscach, we wszystkich inkarnacjach na nieskończonej ilości wymiarów i planet. Jest żywą Mądrością i Bezwarunkową Miłością, które są twoją Czystą Naturą, która nigdy nie podlega zniewoleniu i przez nic nie może zostać uwarunkowana. Problem polega na tym, że nie jesteś tego świadomy, ponieważ żyjesz w Mózgogłowiu, któremu wszystko to co zostało tu napisane wydaje się absurdalne i śmieszne, ponieważ jest kompletnie pozbawione Ufności, która jest czysta i ma naturę Dziecka.
Ten świat śmieje się z tego pogrążony w swojej rozpaczy. Ta „naiwność” jest obiektem drwiny. Mistrz nauczał Pirata o Drodze Dziecka, które wraca do Matki i kiedy kończy się ten sen na jawie i przychodzi moment „pomiędzy” potrafi ją rozpoznać i Wrócić do Domu. Matka jest pozbawioną granic Miłością i Mądrością.
Wszechwiedzą Wszechrzeczy. Jest Istnieniem.
Jest tym czego nigdy nie może pochłonąć Mrok, ponieważ jest Naturą Samoświadomości. Rozpoznaniem Rozpoznającego. Punktem Zero. Sercem każdej duchowej drogi, ścieżki i metody. Każdej inicjacji i ceremonii. Jest Matką i Ojcem, jest Dzieckiem i Duchem.
Duch Potężnych Wód. Głos. Słowo. Prawdziwe Znaczenie, które kiedy zostaje rozpoznane staje się Drogą. Pirat jest tym, który pływa po Oceanie Cierpienia i Iluzji szukając skarbów Prawdziwej Mądrości. Jest tym który wszedł w Strumień. Wyruszył. Rozpoznał Warunek Cierpienia i jego przyczynę, jego Serce zaufało, że istnieje jego Kres i Droga, która prowadzi do Wyzwolenia. Pirat jest poza prawem Mózgogłowia, poza jurysdykcją Programu jego flagą są symbole nietrwałości – czaszka i piszczele, pod którymi jest Wieczność Czwartego Czasu. Jest Podróżnikiem, którego zadaniem jest przebudzić Ducha w Materii. Nawiązać Połączenie. Przywrócić Kontakt. To jest jedyna Prawdziwa Praca. Jedyna „rzecz” którą warto tutaj robić, bowiem wszystko inne jest tylko odroczonym w czasie Wyrokiem.
Dlatego Mistrz nosi pomarańczowe szaty skazanego na śmierć. Dlatego Mistrz kiedy patrzy na twoją naiwność płacze, bowiem widzi on coś czego ty nie widzisz, czuje on coś czego ty jeszcze nie czujesz i wie, że wciąż śpisz majacząc o spełnieniu i szczęściu w Kole Zaprogramowanego Cierpienia. Te łzy są odwieczne i wciąż płyną na twarzach tych, którzy Czują Prawdę. Czucie przekracza Mózgogłowie, które jest w głównej mierze Myśleniem i strukturyzowaniem impulsów – tworzeniem map. Czucie przekracza oprogramowanie i uwarunkowanie aparatury zmysłów, które w każdej chwili montują zmyślony serial o „rzeczywistości” w którym „ja” gra główną rolę. Montażystą jest Mózgogłowie, a reżyserem jest „Ja, mnie, moje”, scenariusz pisze Prawo Karmy – Automaton.
Działanie. Non Stop. 24/7.
Automaton jest Ślepy. Bezosobowy. Beznamiętny. Działa zawsze, wszędzie, we wszystkim. To Bazowy Program Operacyjny. Przyczyna i Skutek. Akcja i Reakcja. Determinizm Mechanizmu Kontroli, który nie podlega twojej woli i pragnieniu, chyba, że jesteś Hakerem.
Świadomym Śniącym. Soterem.
Kimś, kto rozumie, że to w czym „żyjemy” jest Grą Umysłu, Grą Świadomości. Kiedy hakujesz możesz użyć każdej sytuacji „dobra” i „zła” ponieważ „twoja osobowość” staje się płynna, elastyczna, podległa Duchowi, który jest poza lękiem i posłuszeństwem wobec kodów programu. Tym co hakuje Automatona jest Intencja, to ona determinuje rezultat – skutek, który stanowi kolejną przyczynę. To jest energia ukryta za materią. Ruch. Taniec. Dlatego dobro i zło ma jeden smak kiedy przekraczasz Formę, bo to co ją kształtuje jest w zasadzie polem energetycznym, skupiskiem energii, które nigdy nie jest trwałe. Ostateczność nie istnieje. Tej Gry nie można przejść, nie można w nią wygrać, ponieważ kiedy grasz ta gra nie ma końca. To co haker w istocie robi to pomaga przebudzić się z okrutnej gry i z pogrążonego we śnie gracza jednocześnie.
Stworzyć i napisać własną Grę pełną miłości i inspiracji, radości i mądrości. Być Twórcą, który tworzy z poziomu Serca, ponieważ rzeczy nie mają wrodzonej istoty, są nierzeczywiste, plastyczne, uległe percepcji i intencji. Są współzależne od siebie i tego, który je postrzega tworząc dla nich rolę i znaczenie. To jest rdzeń programu, którym została uwarunkowana nasza świadomość.
Definitywne definicje. Zaklinanie Formy. Klątwa.
Defilada zamiast Tańca.
Formatowanie nieskończonych istot do biologicznych maszyn, które jedyne co robią to metodycznie przy pomocy perfekcyjnej organizacji i funkcjonalności tworzą swoje własne więzienie w którym żyją w poczuciu iluzji wolności i samostanowienia, nie mając pojęcia kim są i jaki jest ich prawdziwy potencjał, który jest zdolny tworzyć nieskończone światy.
Z Ludzi zrobiono larwy. Z Maszyny Boga. Z Życia uczyniono Wyrok. Z Myślenia więzienie.
Ludzkie maszyny zabijają. Toczą nieskończone i krwawe wojny mordując samych siebie za urojoną wolność, której wciąż szukają tam gdzie nigdy jej nie będzie i nigdy jej nie było, ponieważ w istocie jest parodią samej siebie. Jest oszustwem wyobrażeń, odłożoną w czasie obietnicą i kiedy przychodzi nikt nie wie co z nią zrobić ponieważ ma zaprogramowaną naturę niewolnika, dla którego wolność jest posiadaniem i władaniem. Jest przemocą Ja Mnie Moje. Jest jedynie spełnianiem niewyczerpanych nigdy pragnień, które bez końca rodzą się same z siebie.
Ten proces nie ma końca. Nie ma końca. Nie ma. Końca.
Pirat śnił sen Pirata. Putin śnił sen Putina. Wojna śniła Wojnę.
Woła Nas Przebudzenie. Miliardem pieśni i modlitw. Tych, którzy przed nami…
Bogactwo nie ma zalet pracy, a majątek – zalet zarobku.
David Saul Landes, Bogactwo i nędza narodów
MIASTO KOKONÓW
MARCIN PINIAK
Miasto Kokonów udawało samo przed sobą. Ukrywało swoje bebechy pod sukniami zimnych stalowych postmodernistycznych biurowców, odsłaniając się z znienacka w odbitych umęczonych twarzach w kałużach rozlanych drinków na barowych blatach nocnych knajp posypanych popiołem tytoniu i ciężkimi jak rtęć słowami, które pełniły rolę absurdalnego rozgrzeszenia i równie niedorzecznej mieszanki spowiedzi i pocieszenia. Fragmenty istot snuły się jak dym z kadzielnicy podczas mechanicznej mszy, a kapłani tego zagubienia rzucali zaklęciami niczym gwoździami na Golgocie uśmiercając kolejny fragment niewinnego życia.
W ich żyłach płynęła czarna maź, ten zimny przybysz z Programu Udziału wnikający metodycznie w każdą szczelinę sześcianu bezlitośnie odcinając Ducha i przekierowując wszystko do wymiaru zwierzęcych kompulsywnych odruchów. Matryca obradzała nowymi pikselami tej binarnej hodowli chwastów zapładniających wszystko Upadkiem. Niewolnicy Warunków Matrycy Snów.
Soterzy wyrzygali Czarną Maź. Uwolnili swojego Ducha dlatego mogli poruszać się pod progiem Mechanicznych Radarów Fali, niewidoczni i nieobliczalni – raz za razem łamiąc Klątwę. Jednak ci tutaj w tym pokoju, wiedzieli czego chcą, z furią patrzyli na mnie i czekali…tak ich domeną był prąd, sieć, w zasadzie byli połączeni szeregowo jak choinkowe światełka i migotali w jeden, dwa, jeden, dwa… Dyrektywy z centrali – z odległej galaktyki zawieszonej w niebycie w zakrzywionym wymiarze Wieczystego Erroru. Pokój był mały, wyglądał jak magazyn opakowań jednorazowych, dwa małe okna nad spękanym farbą sufitem, duszność i punktowe blade światła nadające całej scenerii gęstą i mroczną atmosferę. Lubili to. Wiem…myślicie, że to ludzie z krwi i kości z tym pogmatwaniem we łbie, zrodzeni z kobiet na zimnych salach szpitali jak wy tam po drugiej stronie tych metalowych drzwi. Nie. Oni byli jak owady, wykluwali się z kokonów w swoich naszpikowanych elektroniką laboratoriach z Zimnej Stalowej Macicy. Mają to w oczach, bardzo specyficzny rodzaj tępoty – głębokiej i bezdennej – to Otchłań. Wielka czarna dziura, patrząca na mnie z sześciu dziur w ich czaszkach. Ich percepcja czasu jest zupełnie inna, wiem, że mogą całą wieczność wpatrzeni martwo w czarno białe bity zakodowanych informacji pobieranych przez organy zmysłów, w pewnym sensie osiągnęli – święty spokój, stan podobny do twojej zamrażarki lub automatu z biletami. Bodziec – reakcja. Zero spekulacji. Precyzyjny stan przepływu danych w nanosekundzie rozkładany na dwa decydujące o wszystkim w ich świecie czynniki. Przydatny – nieprzydatny. Ot cała historia. Staroświeckie dobro i zło, ten relikt dawnych czasów moralistów i filozofów z ich perspektywy ten odwieczny dylemat był po prostu…
Nieprzydatny.
Nikt nie wie skąd to przyszło, czy może zawsze było w tym wymiarze, jak pierwsi ludzie weszli z tym w kontakt, albo kto, lub co uczynił to ich częścią by stworzyć rasę na podobieństwo tych trzech tutaj. Trzeba było zablokować kilka funkcji Adama i Ewy podczas zabiegu w technologicznym Raju. Obcy. Niebu i Ziemi. Powietrzu, Ogniowi i Wodzie. Niepojęta moc obliczeniowa – Zimny Bóg o przepustowości bezdennej cyfrowej rury podpięty pod układ nerwowy tej zakratowanej planety, której płody były coraz bardziej martwe. Wgrano trzy Programy.
Tak. Nie. Nie wiem.
2 1 0
Dwa jest odpowiedzią na jeden, które wynika z zera. To w zasadzie wszystko. Trudno w to uwierzyć, jednak tak właśnie jest. Byliśmy ostatnimi Soterami w tym wymiarze.
Ostatnie 17 istot.
To wszystko.
Problem polega na tym, że przestajecie czuć. Anhedonia. Połykająca wszystko próżnia indukowana z poziomu kolektywnego wzorca patologii martwego społeczeństwa Zimnego Kabla wijącego się jak wąż kundalini od miednicy po mózg. Asany turbo dydaktycznej jogi new age, umysłowe drony rozkołysane nad kolebką dzieciątka VR-u. Miejsce z którego raportuję te wydarzenia jest na innym punkcie skali posiekanej płaszczyzny Matrycy. To wszystko naprawdę poszło dalej, głębiej, mocniej po kablach. Szpica „postępu” spadła w kamieniach z nieba, jak serca wypełnione czarną kosmiczną krwią i rozlała swoją bezlitosną inteligencję w paru miejscach. Weszło w krwiobieg, wypluło kwantowych Magów nosicieli matowego światła – zimna koronacja. Jesteśmy już długo w tej ubojni życia, odradzamy się wciąż na nowo z wątrobą Prometeusza w garści i iskrą ducha w sercu. Póki jesteś zakleszczony w tej flegmie Meta – Mózgu nazywamy cię portalem organicznym – odwłokiem. Zasysasz programy Symulacji z mlekiem mechanicznej matki, uniwersalna lepka masa, socjopatyczna maszyna złudzeń. Maniakalno – depresyjna generacja psychotropowa na szczurzym wybiegu.
Trzeba nam tutaj wprowadzić element – Genesis, kilka akapitów z Kroniki Rodzaju. Zatem na początku wyprodukowali kilka egzemplarzy robotników i na pociechę robotnic. Naziemna obsługa Rasy i jej kaprysów, bo to wszystko chemia. Suplementy, minerały, kruszce, wszystko co potrzebne do galaktycznego musli Śniadania Mistrzów. I to żarło. Owady pęczniały, a ich heksagonalne mózgi roiły coraz śmielsze plany kosmicznej ekspansji. Droga słodkim mlekiem płynąca z połyskującymi promenadami złocistych gwiazd jak czerwony dywan ceremonii wszechświatowych Oskarów i czcigodne jury Najwyższych Kapłanów Czarnej Mazi z uśmiechami jak księżyce Marsa i Saturna owadzimi łbami. Moi drodzy – bądźmy poważni! Spójrzmy na to z nieskończonej kosmicznej perspektywy – a to jest bezmiar wymiarów! Nigdy nieskończone rozkołysane w cudownym tańcu dźwięku, światła i przestrzeni! Co za Spektakl! Piękno! Czyste piękno!
Jak ta gwieździsta noc nad głową, kiedy byłeś młody i to wszystko naelektryzowane przechodziło przez ciebie jak prąd wysokiego napięcia i chłodny otrzeźwiający wiatr ze wschodu pochylający kłosy na polach i unoszący foliowe torby na pustych ulicach miast. Taniec. Bez skrępowania i niepotrzebnej samokontroli. Swobodnie otwierająca się czasza spadochronu nad polem minowym Świata Wojny i Postępu, ale jeszcze nie dotknąłeś ziemi, jeszcze był czas wolny bez zajęć z przysposobienia obronnego.
Jednak nieubłaganie zbliżały się twarde bolesne fakty i automaty z coca colą. Trzeba było otworzyć oczy zobaczyć ściany, kraty i granice. Skorupę wielkiego Czarnego Jaja. Odkryć, że zamiast skrzydeł pięknego motyla masz odwłok robala drążącego bezcelowe korytarze w czarnej mulistej ziemi. Spleciony w żałosnym uścisku ze więziennymi strażnikami, gdyż oni dają ci rolę do odegrania, a ty im dajesz im pracę. To wszystko pilnuje się samo na autopilocie. Niewidzialne kraty na strumieniach wifi, ciągłe przekierowywanie z punktu do punktu kapłan w kościele, trup w kostnicy. Syndromatyczne, telepatyczne ssanie.
„Wkrótce do Huautla zaczęli przybywać turyści w poszukiwaniu mistycznych, zmieniających świadomość doświadczeń, co jest jednym z najbardziej znanych przykładów tego, co obecnie nazywa się turystyką psychodeliczną. Hipisi, a także znani artyści i postacie kontrkultury, tacy jak John Lennon, pielgrzymowali do Huatla, aby uczestniczyć w psychodelicznych rytuałach, często prowadzonych przez Sabinę, w ramach pielgrzymki nazywanej czasem „inwazją beatników”.
Napływ turystów zakłócił życie i rutynę mieszkańców Huautla. Chociaż pieniądze, które przynosił, mogły pomóc zrównoważyć niestabilność gospodarczą, zwłaszcza w wiosce rolniczej borykającej się z produkcją kawy, wielu mieszkańców obwiniało Sabinę za zakłócenia i zmiany duchowe, które nastąpiły. Dla niektórych stała się kozłem ofiarnym za szersze konsekwencje globalnej ekspozycji, w tym szerszą zmianę duchową w kosmologicznym i duchowym traktowaniu grzybów.”
Jozie Rotolo
„Podobnie jak czysta okupacja kolonialna przekształciła się w bardziej subtelny, mniej widoczny imperializm gospodarczy, tak samo dzisiejszy „renesans psychodeliczny” zmierza w niebezpiecznym kierunku. Komercjalizacja i eksploatacja substancji psychodelicznych nie jest niczym nowym: dokładnie to samo stało się z substancjami takimi jak tytoń, konopie indyjskie i alkohol. Wszystkie te substancje były używane w świętych ceremoniach przez rdzennych mieszkańców Ameryk, ale nie powodowały problemów związanych z nadużywaniem ani komplikacji zdrowotnych. Teraz mamy raka płuc, choroby serca, choroby wątroby i uzależnienia. Ofiarami kapitalizacji są nie tylko rdzenni mieszkańcy, których kultura została skomercjalizowana, ale także ludzie Zachodu, którzy padają ofiarą niezdrowych nawyków wykształconych przez używanie tych substancji w niewłaściwym otoczeniu.
„Renesans psychodeliczny” jest wyjątkowy, ponieważ potencjał tych leków jest niezaprzeczalny. Ale nie jest to jedyna wyjątkowa rzecz. To tylko kolejny rozdział w burzliwej historii samolubnych, pseudorewolucyjnych hipokrytów, którzy nie rozumieją historii tych związków i nie chcą się o nich dowiedzieć. Wiem to, ponieważ sam byłem jednym z tych hipokrytów, gdy miałem dwadzieścia kilka lat.”
Doświadczenie śmierci to doświadczenie wolności.
Montaigne
OPRZYTOMNIENIE
MARCIN PINIAK
Z perspektywy czasu (czas = umysł) nietrwałość jest fundamentalnym i bazowym programem tej uwarunkowanej Matrycy Snu w jakiej wszyscy rodzimy się i umieramy – wciąż i wciąż. Dla mnie wartość autentycznych nauk duchowych polega na ukazaniu nam jaka jest prawda poza tym co nasze ego lubi lub nie lubi. Dharma jest prawdą o rzeczywistości i o naszym własnym stanie. Inna sprawa czy w ogóle jest w nas potrzeba, aby ją po pierwsze znaleźć, po drugie studiować i po trzecie urzeczywistnić w swoim własnym życiu. To nie jest prosta i zwięzła instrukcja obsługi maszyny, za którą ma nas współczesny naukowo – materialistyczny pogląd, który zdominował nasze postrzeganie i logiczno – pragmatyczne „nowoczesne” podejście do życia. Nasza gwałtowna mutacja jako post – człowiek, polega na tym, że radykalnie próbujemy odciąć ciągłość naszego ludzkiego doświadczenia. Stać się „Nowo – tworem” kimś nowym i innym, kimś kogo jeszcze tu nie było. To jest założycielski mit „Rewolucji Przemysłowej 2.0” czyli stworzenia utopijnego cyber – smart społeczeństwa pod nadzorem sztucznej inteligencji.
Jest taki serial „Człowiek z Wysokiego Zamku” (tyt. oryg. The Man in the High Castle), całkiem zresztą dobry na podstawie powieści Philipa K. Dicka z 1962 roku za którą dostał nagrodę Hugo, który opowiada o alternatywnej wersji historii w której to Niemcy i Japonia wygrały wojnę a ich totalitarne rządy stały się globalne i oparte na dominacji i przemocy. Jest w tej historii moment w którym faszyści rządzący częścią Ameryki Północnej wymyślają propagandowy projekt o nazwie „Rok 0” czyli chcą zniszczyć całą historię i kulturę amerykańską i zastąpić ją „nową wizją” skierowaną do młodego pokolenia i w ten sposób zniszczyć „starą tożsamość” narodu niczym proklamowanie „manifestu futurystycznego” dla Nowej Globalnej Rzeszy i dla jej „nadludzi”. To jest na tej planecie grane bez końca i ofiarami tego były niezliczone kultury i nasze duchowe dziedzictwo, o którym w tej chwili nawet nie mamy pojęcia, ponieważ zostało usunięte z Kolektywnego Pola Świadomości. To wymazywanie, usuwanie i korygowanie jest cechą charakterystyczną epoki Kali Yugi w której konsekwentnie i z premedytacją niszczona jest Żywa Duchowa Wiedza i tych którzy ją niosą poprzez „propagandę nowoczesności” i „wyzwolenia”, ośmieszanie i ukazywanie jej patologicznych przejawów, bowiem koniec końców chodzi o globalną społeczną, duchową i kulturową bylejakość, która w epoce bogini Kali staje się standardem dla społeczeństwa Globalnego Szpitala Psychiatrycznego w którym żyjemy podzieleni według cywilizacyjnych jednostek chorobowych. I teraz tworzymy „globalny rok 0” – czwartą czy piątą rewolucję przemysłową – huxleyowski „Nowy Wspaniały Świat”.
Stworzyliśmy maszyny by stać się maszyną. Stworzyliśmy „ja” ze zdolności przyswajania danych z uniwersum naszych zmysłów i teraz zrobimy wszystko, aby ten sztucznie uformowany konstrukt przetrwał, a gwarantem naszego sukcesu ma być technologia. Jednak w istocie Tech zapędza nas jeszcze dalej do „króliczej nory”, ponieważ radykalnie wszystko komplikuje, a jej obsługa staje się możliwa jedynie przez twórców – zarządców, a my sami w coraz większym stopniu pozbawieni jesteśmy „kodów dostępu”, które dają nam możliwość wpływu na to co na nas wpływa, kontrolowania tego co nas kontroluje. To jest esencja Samsary. I to jest żelazny uścisk pazurów Kali, która zaczyna posiadać nasze ciała (pandemia była tego doskonałym przykładem) i teraz poprzez wirtualne technologie cyfrowe i sieci społecznościowe chce wejść do naszych umysłów i układu nerwowego. Ostatecznie robotyzacja i automatyzacja uczyni człowieka zasobem naturalnych danych do wydobycia i eksploatacji przez AI. O tym jest „Matrix”. Coraz więcej ludzi w tym mutującym wymiarze ma jak to się popularnie mówi; „wyjebane”, żyje z dnia na dzień i szuka jedynie rozrywki i chwilowego dobrego samopoczucia poprzez cyfrowe zamulenie, dragi, seks, alko i ekstremalne przeżycia. Jednak wielu z nich fascynuje przemoc i wszelkiej maści dewiacje co ma swoje odzwierciedlenie w „kulturze” popularnej, a to oznacza, że proces degeneracji postępuje bardzo szybko i będzie operować w coraz bardziej mrocznych rejestrach. To budzi naszą wypartą i uśpioną demoniczną naturę, która jest w nas i była zawsze jak światło i jego cień.
Co prawda mówi się o tobie, że żyjesz; ale ty jesteś umarły.
List do Kościoła w Sardes: 3,1
Ten Cień domaga się naszej uwagi i świadomości. Cieniem życia jest śmierć. Kiedy kultura ulega pokusie wyparcia tematu śmierci, umierania, starości i rozpadu to coś rośnie i pęcznieje w mroku nieświadomości i pewnego dnia nie możemy już tego wyprzeć i od tego uciec, ponieważ jest obecne wszędzie. I to się dzieje teraz i jednocześnie nasila. To jest proces Oprzytomnienia i jest on jednocześniem warunkiem dalszej ewolucji. Trzeba poznać dogłębnie obie strony tej odwiecznej „monety dualizmu” – doświadczyć każdej ze stron. Po wzroście przychodzi upadek, rozpad i powracanie do esencji / źródła. Jednak trzeba tą esencję jeszcze odnaleźć, trzeba mieć dokąd wrócić i tutaj w tym momencie następuje Przebudzenie tych, którzy zignorowali swojego Ducha. Kiedy brak ci tego wymiaru w takim narastającym uwarunkowaniu stajesz się zwierzęciem w klatce, maszyną w maszynie. Stajesz się Pokarmem dla Szarańczy (ciekawy wątek książki fikcyjnego pisarza Abendsena „Utyje szarańcza” w opowieści Philipa K. Dicka).
To Przebudzenie jest Esencją Bólu:
W naturalnym odruchu zanurzamy się w rozrywce. Cały przemysł zabawy i przeżywactwa służy wypełnieniu pustki, w którą się zapadamy pozostawieni sami wobec siebie – „nierozerwani” – bez zewnętrznych przymusów i sensów stanowiących pochodną dotychczasowych konieczności życiowych. Bo w tej ciszy i pustce tym wyraźniej słychać głos starego „ja” narracyjnego: tym byłem, tym jestem, tym będę, taka jest moja opowieść, do tego dążę, to mi się udało, a to nie, po to żyję. I ten głos staje się nie do zniesienia, kiedy nie ma już do wypowiedzenia takiej „opowieści na życie” danej przez zawód, religię, porządek społeczny.
Więc najpierw zagłuszasz to „ja”. Aż w końcu ono wysycha, klęśnie, zanika. I to wycofywanie się z klasycznej samo-świadomości w przeżywactwo i reaktywność obserwujemy na co dzień. Od kultu zajętości („nie mam czasu na nic”), do snobizmów na mindfullness i ucieczek w pustelnie: taki kontrtrend najwyraźniej wskazuje na przemożność trendu dominującego; są to oznaki desperacji.
Sam fenomen filozofowie i pisarze analizowali od wieków, pozostawał on jednak ograniczony do najwyższych warstw społecznych, głównie arystokracji: tych, którzy już wtedy nie musieli pracować. XX wiek przyniósł zaś przemysłową produkcję rozrywki dla mas, a komputeryzacja i big data podporządkowały ją metodzie naukowej. Aż do takiego rozrywki udoskonalenia i zindywidualizowania, że każdy może się dziś rozrywać od rana do wieczora, i to tak skutecznie, że jego własne „ja” narracyjne nie jest już zupełnie potrzebne; życie żyje się poza nami.
Jacek Dukaj
Zrozumienie Prawdy Nietrwałości jest szczepionką przeciw wirusowi bylejakości, ponieważ Oprzytomnia nas i wyrywa z cyfrowego transu ku analogowej rzeczywistości, a wówczas dociera do nas, że żyliśmy pod działaniem Zaklęć Czarnych Magów, pod urokiem Nieświadomości zapadając się w pozorny komfort i wygodę, które są jak środek nasenny. To właśnie z tego snu rodzi się gęstniejący mrok, ponieważ to Ignorancja jest matką cierpienia. Wówczas w sposób naturalny rodzi się w nas Dyscyplina Bycia Przytomnym i to jest fundamentalna praktyka duchowa, lepsza niż jakakolwiek „modlitwa do sił nadprzyrodzonych”, psychodeliczny trans czy „ekstatyczny odjazd”, które serwuje nam „nowoczesna duchowość wyparcia i ucieczki”. I to jest Moc, której Maszyna Ignorancji boi się najbardziej, ponieważ jej towarem jest produkowanie nieprzytomności i rozproszenia 24 / 7 / 365. Kiedy jesteśmy Przytomni Duch budzi się w Maszynie a jego mantrą jest „Memento mori”, ponieważ tam istnieje potencjał Przejścia, kiedy Warunek traci nad nami Kontrolę. To jest Stan pozna Snami – ukazanie Natury.
Mistrza poznasz po tym, że idzie tam skąd wszyscy uciekają.