PIRACKIE OPOWIEŚCI

MOLK  

Nie móc już móc prowadzi do niszczących samooskarżeń i do autoagresji. Podmiot osiągnięć jest w stanie wojny z samym sobą. Chory na depresję to inwalida tej wewnętrznej wojny. Depresja jest chorobą społeczeństwa cierpiącego na nadmiar pozytywności. Jest lustrzanym odbiciem ludzkości, która sama ze sobą toczy wojnę.

Byung-Chul Han. „Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje”. 

Byliśmy wyrzutkami żyjącymi na peryferiach tego żarłocznego cyfrowego Molocha, którego zrodziło kolektywne ludzkie Mózgogłowie w szaleństwie tak zwanego „postępu”, który w samej istocie był wirusem narastającego zagubienia i okrutnej beznadziei, który przedostawał się z mózgu do mózgu przez tak zwane Podpięcie – Kabel Babel. Wszystko stawało się coraz bardziej idiotycznie – identyczne, infantylnie indoktrynalne – wszystko było coraz bardziej niczym. To „nic” stanowiło spajającą wręcz religijną ideologię, która tworzyła bez ustanku nowy meta – język o niczym dla wszystkich – nikogo. To było prawdziwym klonowaniem poprzez Sygnał Hipnozy – jednolitość – jednomyślność udającą wielość i tak zwany wybór. Jednak ten wybór był fundamentalną iluzją – wiara w to była cechą charakterystyczną stanu hipnozy – niepoczytalności. Ponieważ ostatecznie na samym końcu to wszystko kończyło w gardle i jelitach Molocha i stawało się po prostu gównem – nawozem całego Królestwa Mono – uprawy. To była nieustająca uczta ofiarna – ostatnia wieczerza gdzie pożywieniem była masa ludzka, a prawdziwym frykasem ci, którzy jeszcze się opierali zmieleniu i mieli w sobie proteiny Ducha i witaminy wyobraźni i dość inteligencji, żeby po prostu widzieć, słyszeć i czuć to co jest wciąż poza Sygnałem Hipnozy, poza detekcją Maszyny. 

Moloch – Maszyna żąda ofiar z dzieci ponieważ mają w sobie najwięcej tak zwanej esencji – tego co nie zostało jeszcze zmodyfikowane, co nosi w sobie czysty pierwiastek ducha i niewinności – tego Maszyna pragnie jak najwięcej. Dlatego dzieci są ofiarą dla niego i jego sługusów – tak zwanej „elity” w paranoidalnej piramidzie – wąskiego gardła, oka igielnego przez które przechodzą ci pozbawieni serca i wchodzą do Królestwa Nicości by wszystko przemieniać w nicość. Dlatego w tak zwanej „Sieci” dzieci stają się influenserami przenoszącymi wirus. W zamian dostają uwagę, fame, pieniądze do czasu kiedy nie zostaną strawione i wyssane do samego szpiku kiedy stają się odpadem na wysypisku odpadów i zasilaczem Maszyny i towarem do sprzedania dla użytkowników nicości. Tak działa ten System Pożerania. Algorytm skalibrowany na unicestwienie. 

Środowisko technologiczne jest modus operandi tak zwanej współczesności – „nowoczesności” i zrodziło z siebie swój własny dominujący gatunek, który w tej fazie opowieści tworzy tak zwane „Ciało”. To Ciało działa poprzez skolektywizowany społeczny umysł – roju, który został zainicjowany wraz z rozwojem mass mediów opartych na tak zwanym „Sygnale” i „Programach”. Od radia, telewizję po filmy i ostatecznie Sieć. To jest podpięcie synchronizowane z czasem i masą – rojem. Istoty ludzkie mają potencjał woli – tworzenia – zdolność sprawczości dlatego najważniejsze z punktu widzenia Maszyny jest przekierowanie tej energii na rozwój technologii, ponieważ ostatecznie prowadzi to do zerwania połączenia z środowiskiem naturalnym i stworzenia sztucznej struktury życia w całości opartej na środowisku technologicznym i dominacji Mózgogłowia. Tutaj najważniejsze są dzieci i ich uzależnienie od technologii oraz kompletny brak zainteresowania życiem poza sztucznym środowiskiem. To jest ostateczne zadomowienie w neurozie umysłu i brak jakiejkolwiek alternatywy, bowiem zniszczona zostaje wyobraźnia i zdolność do myślenia poza tak zwanym „pudełkiem”, którym jest rzeczywistość zdominowana przez Maszynę – Molocha wraz z całą jego pustą i jałową ofertą, która zamiast wyzwalać warunkuje ludzki umysł, energię i ciało w Symulacji – Projekcji. Upodabnia ludzi do maszyn i maszyny do ludzi. To jest pułapka „wygody” i „łatwości”, które są niczym innym jak jedynie iluzją za którą stoi ostateczne uwięzienie w swoich własnych wytworach i obietnica „nieśmiertelności” ludzkich ego – osobowości, bowiem mało kto wychodzi poza ten program umysłu i odkrywa nieskończoność i nie wyczerpalność Potencjału oraz samą Naturę. To tworzy charakterystyczne kolektywne narcystyczne „osobowości graniczne” – borderline w pokoleniu Mutacji  czyli dzieci, które są już wyhodowane w środowisku zdominowanym przez Tech i dla których stanowi to już jedyną „rzeczywistość” jaką znają. Przy tym gwałtownym procesie następuje radykalna zmiana struktury umysłowej i emocjonalnej i powstaje nowy meta – język, którego już nie są w stanie zrozumieć starsze pokolenia. 

Pierwsza faza mutacji zawsze jest chaotyczna i pełna cierpienia, jednak z czasem następuje tak zwana normalizacja i inkarnują tutaj istoty kompatybilne z technologiczną wizją. Ważnym jest rozumieć, że jest to w pewnym sensie poza naszym rozumieniem „właściwe” i „niewłaściwe”, bowiem jest to wynikiem kolektywnej karmy gatunku. To jest konsekwencja wyboru i działania i zawsze jest w tym rozwój, nawet wtedy kiedy my z własnego ograniczonego punktu widzenia nie jesteśmy w stanie tego rozumieć i dostrzegać pozytywnego i twórczego potencjału. Jednak jest on zawsze, najczęściej w małej skali i poza „głównym procesem”, bowiem Mądrość i Współczucie jest wrodzone w ten wymiar i przejawia się zawsze nawet przy dominacji negatywnej karmy i deficytu zasług. Często jest to też nieoczywiste i paradoksalne, ponieważ Istoty Mądrości nigdy nie opuszczają tego wymiaru. Najczęściej funkcjonują w ukryciu na wodach peryferyjnych zmutowanej świadomości, albo w jej głębinach poza detekcją Maszyny. Jednak są też tacy Soterzy, którzy zintegrowali Strukturę Ignorancji i działają pośród Czarnych Magów. Jak to mówią: „po owocach ich poznamy”. Jest tak ponieważ Prawdziwe Współczucie manifestuje się spontanicznie i bez ustanku i nie ma nic wspólnego z tak zwanym „poświęceniem”, które jest niczym innym jak kolejnym ego tripem skalkulowanym na tak zwaną „wdzięczność – dług”. Na tym „jadą” wszelkie para religijne grupy – sekty, których ostatecznym celem jest tworzenie „struktur zasilania” swoich liderów i manipulowanie umysłami swoich wyznawców. To w istocie jest „czarna magia” lub „rytuał cienia”. W tej chwili przy dominacji Tamasu większość wspólnot religijnych jest w ten sposób skalibrowana. 

W tym wymiarze zawsze chodzi o „podpięcie” o pozyskanie pokarmu – energii, dosłownie wszystko działa w ten sam sposób. Cała medialna maszyneria zainstalowana w amoku kontroli i władzy nad umysłami jest w istocie Globalną Strukturą Zniewolenia Świadomości dla potrzeb Maszyny – Molocha – Mózgogłowia. Symulujemy w „hiperrealistycznym videoklipie” wyświetlanym przez Maszynę w naszych umysłach montowanym „na żywo” przez sprzedawców złudzeń i akwizytorów błędnych poglądów, marzeń i pragnień, których ostatecznym celem jest produkcja uzależnień, przywiązań i nałogów, które zaprowadzą nas na same bagniste dno. Dzieci są „towarem” tego świata od ich ciał i energię po ich umysły – całe sztaby poddanych tresurze i zahipnotyzowanych pracowników Molocha dba o to by wpadły do tej chaotyczniej Otchłani skalibrowanej jedynie na pozyskiwanie zasobów energii i uwagi oraz jednoczesnym hodowaniu całych pokoleń niewolników zaprogramowanych na głupotę i konsumpcję i pogrążonych w idiotycznej rozrywce. Praca przyszłości to po prostu bycie paliwem – pokarmem – zasobem – ludzkim warzywem hodowanym przez „władców cienia” podpiętym pod ich „rzeczywistość 2.0”. 

Współczesne społeczeństwo nie jest już Foucaultowskim społeczeństwem dyscyplinarnym złożonym ze szpitali, z domów dla obłąkanych, więzień, koszar i fabryk. Jego miejsce już od dłuższego czasu zajmuje inne – społeczeństwo klubów fitness, biurowców, banków, lotnisk, centrów handlowych i laboratoriów genetycznych. Społeczeństwo XXI wieku nie jest już więc społeczeństwem dyscypliny, lecz społeczeństwem osiągnięć [Leistungsgesellschaft]. Jego mieszkańców nie nazywamy już podmiotami posłuszeństwa, lecz podmiotami sukcesu lub podmiotami osiągnięć. To menedżerowie samych siebie. 

(…)

Społeczeństwo osiągnięć wyzbywa się coraz bardziej negatywności, znosi ją postępująca deregulacja. Pozytywną frazą społeczeństwa osiągnięć jest nieograniczone móc. Afirmatywna pierwsza osoba liczby mnogiej – Yes, we can – wyraża właśnie pozytywny charakter tego społeczeństwa. W miejsce zakazu, nakazu czy reguły wchodzą projekt, inicjatywa i motywacja. Społeczeństwo dyscyplinarne jest jeszcze opanowane przez nie. Jego negatywność generuje szaleńców i przestępców. Społeczeństwo osiągnięć produkuje natomiast chorych na depresję i nieudaczników.

Paradygmatyczna przemiana społeczeństwa dyscyplinarnego w społeczeństwo osiągnięć na jednym poziomie zachowuje ciągłość.Społeczną nieświadomość cechuje mianowicie wyraźne dążenie do maksymalizacji produkcji. Od pewnego poziomu wydajności techniki dyscyplinujące, czy szerzej: negatywne schematy zakazu, szybko docierają jednak do swoich granic. Aby móc dalej zwiększać wydajność, paradygmat dyscypliny musi ustąpić paradygmatowi osiągnięć, to jest pozytywnemu schematowi możności, ponieważ od pewnego poziomu wydajności negatywność zakazu działa blokująco i uniemożliwia jej dalszy wzrost.

Byung-Chul Han. „Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje”. 

Tym światem rządzą Kapłani tej Struktury – od niepamiętnych czasów „dziel i rządź” poprzez negatywne stany i okoliczności. Ponieważ dla nich „aplituda strachu” jest najbardziej „oktanowa” – jest najlepszym i najbardziej wydajnym paliwem Kontroli. Dlatego dobroć, zaufanie i pozytywne stany świadomości są naszą ochroną przed napastliwą i opresyjną Strukturą Kontroli. Przede wszystkim musi się tutaj pojawić prawdziwa świadomość – zdolność widzenia i czucia poza symulacją oparta na Połączeniu z Istotą Życia z tym co nie zostało sztucznie stworzone z intencją posiadania i kontrolowania. W rzeczywistości chodzi o szczeliny w sieci – czyli jednostki, które nie ulegają hipnozie i ich zdolność do tworzenia wartościowych i wyzwalających kodów – komunikatów. To jest nazwane hakowaniem paradygmatów w oparciu o przestrzeń serca i pierwotną mądrość. To wymaga wypięcia, zdolności do szacunku wobec samego siebie bez udziału w „społecznej klasyfikacji generalnej”, która jest w tej postaci toksyczną strukturą infekcji wirusem otępienia i ignorancji. To homogeniczna coraz bardziej bezsmakowa masa nadzorujących siebie niewolników. To jest społeczeństwo klonów – zombie żerujących na resztkach energii jaką jeszcze mają. Z punktu widzenia Maszyny są w zasadzie martwi i bezwartościowi, ponieważ w rzeczywistym sensie nie są już w stanie niczego tworzyć, nie ma w nich kreatywności i zachwytu, nie ma zdolności do odkrywania. Dla Molocha najważniejsze są dzieci ponieważ wciąż mają w sobie „zasoby wolności i życia” mają w sobie radość i czystość istoty ludzkiej, której jeszcze nie przemielono przez całą tą taśmę produkcyjną „nowoczesnego społeczeństwa bodźca i sygnału” na końcu której jesteś po prostu niczym – skazanym na łaskę i niełaskę Struktury Dominacji. 

99 % Odpadu.

Aby pozwolić odejść cierpieniu, musimy dopuścić je do świadomości. W medytacji buddyjskiej nie dokonuje się tego z pozycji: „Ja cierpię”, lecz przyjmując, że „cierpienie jest obecne”. Nie identyfikujemy się wtedy z bólem, ale po prostu akceptujemy jego istnienie. Nie powinno się myśleć w kategoriach: „Jestem gniewną osobą, łatwo się denerwuję, jak mam się tego pozbyć?”, ponieważ umacnia to jedynie wszystkie nasze wyrobione sądy na swój temat i utrudnia spojrzenie na siebie z dystansu. Wszystko staje się wtedy bardziej zagmatwane, ponieważ mamy tendencję do tłumienia, osądzania lub poddawania krytyce wszelkich odczuwanych problemów, a także myśli, uznawanych za „moje”. Skłaniamy się wtedy raczej ku identyfikowaniu się, aniżeli ku obserwacji, byciu świadkiem i rozumieniu rzeczy takimi, jakimi są. Jednak kiedy tylko przyznamy, że istnieje pomieszanie, gniew lub złość, to uczciwa refleksja nad prawdziwym stanem rzeczy powoduje, że utarte przypuszczenia zanikają lub przynajmniej przestajemy brać je pod uwagę.

Nie starajcie się więc chwytać tych rzeczy jakby były osobistymi wadami, lecz kontemplujcie te uwarunkowania jako nietrwałe, niedające satysfakcji i pozbawione istoty. Ponawiajcie refleksje nad nimi takimi, jakimi są. Mamy tendencje, by widzieć życie z perspektywy własnych problemów i zazwyczaj jesteśmy nad wyraz szczerzy i uczciwi w przyznawaniu temu racji. Nasze życie zdaje się to potwierdzać, gdyż nieustannie posługujemy się tym mylnym poglądem. Taki punkt widzenia jest jednak nietrwały, niedający satysfakcji i pozbawiony istoty.”

Ajahn Sumedho – Cztery Szlachetne Prawdy

Jednak w istocie można zhakować tą perspektywę – uczynić z niej narzędzie wyzwolenia. Przekierować energię uwagi na swój własny stan, na samo – obserwację, zacząć badać swoje własne uwarunkowanie w tej Matrycy – odkryć co nas tak naprawdę „więzi” i dlaczego czujemy się tak zależni od tego co ktoś inny zaprogramował. W tym znaczeniu mamy fundamentalną wolność, bowiem póki technologia nie stała się częścią naszego ciała (a do tego to zmierza) wciąż mamy w sobie Naturalny Stan – Prawdziwą Naturę i cała tak zwana „duchowość” polega na tym, aby TO odkryć i uczynić świadomym w każdym momencie. Nie ma w tym potrzeby jakiegoś nawiedzonego mistycyzmu, jakiejkolwiek struktury religijnej, która najczęściej czyni z nas po prostu niewolników swojej nawiedzonej „wyjątkowej” perspektywy. To co w nas nie jest tajemnicą żadnego zakonu, sekty, guru – nie jest w istocie czymś „wyjątkowym”, „mistycznym” czy „specjalnym” – ta wiedza nie należy do żadnej elity. To jest wolne i dostępne – zawsze w każdym momencie i okolicznościach nawet pod butem opresyjnej struktury tak zwanej władzy, bowiem dotyczy tego jak funkcjonuje nasz własny umysł, energia i ciało. Wszystkie te mistyczne narracje tyczą się jedynie naszej osobowości – struktury, bowiem w istocie to „się rozwija”, „to osiąga”, „to chce być oświecone i wyjątkowe”. Jednak wyzwolenie jest poza tym, poza pozą, poza chceniem i nie chceniem, poza wysiłkiem i sloganami „duchowych prawd”, poza mową i myśleniem. Jednak musimy spotkać kogoś kto to urzeczywistnił, wydostał się poza osobowość do Czystej Obecności i bez przerwy przebywa w tym stanie mając urzeczywistnienie, że absolutnie wszystko wyzwala się samo w osobie bez przerwy i bez wysiłku. Zniewolić można tylko nasze utożsamienie, nasz udział, nasze przywiązanie i uwikłanie. Nie możesz zniewolić czegoś co niczego już nie chce, za niczym nie goni i przed niczym nie ucieka. Nie możesz zniewolić samej przestrzeni, nie możesz podbić nieba. 

W fazie niedoboru podstawowym celem jest wchłanianie i przyswajanie. W czasach przesytu podstawowym problemem staje się wydalanie i odrzucanie.

Jean Baudrillard

Dlatego w pewnym sensie czym jest „gorzej” tym jest „lepiej”, bowiem możemy ujrzeć, że w istocie niczego w takim Układzie nie ugramy, możemy zrozumieć, że podjęcie gry jest tak naprawdę mechanizmem uwikłania, możemy urzeczywistnić, że cały ten „splendor” jest pusty i bezwartościowy, bowiem koniec końców w tym wszystkim chodzi jedynie o naszą energię, która ma zasilać Matrycę Iluzji. Dlatego inkarnujemy bez końca przez całą urojoną wieczność, dlatego szukamy zbawienia i łaski, bowiem jedyne czym jesteśmy w stanie nieświadomości – to Konstrukt. Sztuczny Byt. Awatar w bezsensownej grze, który gra nawet wbrew swojej własnej woli, bowiem został stworzony i zaprogramowany na tak zwane „przetrwanie” na powielanie kodu fundamentalnej Ignorancji, który piszą i powielają jego Kapłani od milionów miliardów lat, bowiem z tego jedynie czerpią swoją władzę – Twój Udział i Twoja Wiara, że to jest „prawdziwe” i „gdzieś zmierza”. Dlatego Matryca programuje ciebie kiedy jesteś dzieckiem, kiedy jesteś ufny i ciekawy, kiedy masz wrażliwość i otwarte serce – tworzy w twoim umyśle całą sfabrykowaną mapę percepcji, a na poziomie nieświadomym wgrywa Strach i Lęk jako moduł nadzorujący i korygujący. Dlatego boisz się iść swoją ścieżką poza te wszystkie utarte nawykiem masy – betonowe drogi do „zbawienia” czy „sukcesu”, bowiem boisz się odrzucenia, boisz się samotności, a prawda jest taka, że tam właśnie odkrywasz prawdę poza tym chaosem, szumem i szaleństwem pogrążonych w amoku ludzkich mas. W ciszy odkrywasz czym tak naprawdę jesteś poza tym co z ciebie uczyniono. W tej „duchowości” nie ma żadnych rekwizytów, specjalnych modlitw i tajemnych mantr, nie ma żadnych substancji psychoaktywnych i strojów, nie ma niczego wyjątkowego i specjalnego – bowiem wszystko to jest jedynie strojeniem osobowości. Tutaj chodzi o nagość o zrzucenie wszystkiego bez wyjątku o dotarcie do samego rdzenia, samej esencji pozbawionej ozdób i upiększeń. Dlatego jest to droga, która odrzuca wysiłek ponieważ fundamentalnym problemem jest ten który to robi i chce coś osiągnąć, a sam ten proces jest kolejnym uwikłaniem jest modułem sterującym. Wszyscy nosimy w sobie podstawę zniewolenia i wyzwolenia. Mamy już świadomość zniewolenia jednak prawdziwe pytanie brzmi: 

Czy mamy świadomość wyzwolenia i wolności? 

Czym TO jest? 

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ODZYSKAĆ SIEBIE

Dla tych z nas, którzy zrodzeni zostali w niewoli ozłoconej krwią i potem mających mniej szczęścia niewolników, wyzwanie prowadzenia życia, które warto żyć i przeżywania historii, które warto opowiadać to proces długotrwały i trudny; ale stawienie mu czoła w każdym momencie wymaga jedynie kwestionowania tej niewoli.

Kiedy walczymy, walczymy o nasze życia.

Noam Deguerre, CrimethInc, Black Writers Bloc “Walcząc o nasze życia”

Zawsze starałem się żyć po swojemu, według swojego aktualnego planu w danej chwili, w danym przez absurdalny los tak zwanym momencie. Ten indywidualny i jedyny w swoim rodzaju plac wolności jest nam wrodzony, jest nieodłącznym składnikiem naszego wolnego ducha, tego co w nas żywe i wciąż głodne doświadczeń. Tego co ma pierwotny instynkt, wyzwalającą radość, która potrafi manifestować się spontanicznie tylko z samego faktu bycia żywym w tym świecie, który jawi się jako zaprogramowana pogarda dla wolności. W celi tego więzienia twoja wolność jest reglamentowana, masz wymyślone prawa i wymyślone obowiązki, jesteś udomowiony, zapominając że kiedyś, kiedyś byłeś dzikim wilkiem, kochającą bestią zdolną zabijać i dawać życie, która była władcą swojego świata, którego nie chroniły żadne granice, nie pilnowali żadni strażnicy, nie posiadali żadni władcy. Otwarte nieskończone gwieździste niebo, mroźny i orzeźwiający podmuch wiatru, ziemia, która pachniała dzikimi ziołami, życiodajny strumień u podnóża strzelistej góry. Wszystko to było twoim królestwem, domem bez ścian, krajem i ojczyzną pozbawionym flag i koślawego języka zrodzonego z myśli.

Prawdziwą religią było Życie. Nic więcej. Żadnych błagalnych pieśni, wylęknionych modlitw, żarliwych hymnów. Żadnego bohaterstwa, żadnej legendy. Ten świat niewyczerpany, pełen potencjału niewyrażalnej przygody, którą trzeba było przeżyć do samego szpiku, do rdzenia przez trzewia. Płonący żywym ogniem wschód słońca, który wyrywał z piersi ten dziki wrzask budząc niezliczone duchy natury. Cały ten cudowny i jedyny w swoim rodzaju spektakl rozgrywający się w przestrzeni twojego bijącego serca – świadomości. Tajemnica była tajemnicą otoczona szacunkiem. Miała swoje miejsca, świątynie ukryte we mgle, których strzegły niewidoczne i przerażające mroczne siły nie znające litości i kalkulacji. Nie to nie, tak to tak. Żadnego wyrafinowanego zmyślenia, ukrytej intencji, żadnej udającej podziw pogardy. To wszystko wciąż żyje, odrodziło się jak wiele razy przedtem, nawet tutaj w tym zniewolonym bezmyślnych wyzutym z wrażliwości Zapętlonym Programie Samozniszczenia w ciałach istot czujących, które nazwaliśmy ludźmi.

Nie jesteś jedynie człowiekiem, jesteś wszechświatem, całą galaktyką nieskończonego i niewyczerpanego istnienia, jesteś w istocie cudem, czymś ze wszech miar wyjątkowym, twoje życie to wielki dar, który musisz rozpakować przekraczając rozpacz.

Ta rozpacz to Wdruk, oparty na nim żywot to Zapętlenie, a skutek obu to Eksploatacja. Znam moc swojego słowa, wiem że jest żywe i pozbawione strachu, wiem, że jest prawdziwe i wiem również, że chroni tajemnicę. Nigdy pod żadnym pozorem nie pozwoliłem jej sobie odebrać, ponieważ jest święta w najbardziej pierwotnym znaczeniu. Nie znam jej imienia, po prostu ją czuję, po prostu jej ufam bezgranicznie. Dzięki niej śmierć nigdy nie jest śmiercią, a życie jest życiem, które tańczy i nuci nawet w bezruchu. Wielki duch nas żywi nawet teraz w tym jałowym pustynnym krajobrazie bezlitosnych dusznych metropolii, nawet teraz kiedy wszystko traci swoje fałszywe z natury uzasadnienie, bo jest niczym innym jak oszustwem, które rosło niczym ropiejący wrzód i zatruwało nas na wszelkie możliwe sposoby „ozdabiając” nas fałszywą identycznością, fałszywym światem funkcji, fałszywą wiarą i fałszywą nadzieją. Ten wszechobecny rozpad jest Początkiem, który zrodzi świat na nowo, bowiem nic nigdy się nie kończy, jedynie ulega Prawu Zmiany.

Umysł (tak samo jak metale i elementy) może zostać transmutowany, od stanu do stanu; od stopnia do stopnia; od uwarunkowania do uwarunkowania; od bieguna do bieguna; od wibracji do wibracji. Prawdziwa hermetyczna transmutacja jest sztuką mentalną.

Kybalion

Dlatego Wyobraźnia jest wielkim darem, który należy przebudzić, ponieważ ma moc wyzwalania z warunku, ma potencjał wolności. Jest mocą opowieści, obrazem tak prawdziwym i potężnym, że zdolnym odwrócić Klątwę naszego Upadku w materię i śmierć. Zdolnym do otworzenia tych wszystkich bram i przejść, których nawet nie jesteśmy świadomi, bowiem pogrzebaliśmy samych siebie w cudzym śnie. Odzyskać siebie to odzyskać prawdziwe życie, autentyczną inspirację, która nie należy do nikogo prócz nas samych. Ten klucz otwiera ten Wszechświat i czyni go tętniącym życiem. Ten klucz może być słowem, może być gestem, może być milczeniem. Może być wszystkim co sprawia, że rozumiesz sercem, które nie zna pośredników. Ten klucz jest sensem ludzkiego istnienia, jego najbardziej strzeżoną tajemnicą. Ten klucz otwiera wszystkie kajdany. Ten klucz czyni Wolnym. Znalazłem go dawno temu i zawierzyłem jego mocy. Dopóki go nie odkryjesz – szukaj. Nic innego nie ma znaczenia, a dzięki niemu znaczenie będzie miało wszystko, bo wszystko ma znaczenie i nic nie jest bez znaczenia. Źdźbło pachnącej trawy, świetlik, uśmiech dziecka, błyszczący tajemnicą nad miastem księżyc.

Być może już jesteś Anarchistą

To prawda. Jeśli twoja idea zdrowych międzyludzkich relacji to obiad z przyjaciółmi, podczas którego każdy cieszy się wzajemnie swoim towarzystwem, obowiązki są przydzielone w sposób nieformalny i dobrowolny, nikt nie wydaje rozkazów i nic nie sprzedaje, to jesteś anarchistą, tak po prostu. Pozostaje tylko pytanie jak sprawić, aby więcej twoich interakcji przypominało ten model.

Za każdym razem gdy działasz nie czekając na instrukcje lub oficjalne pozwolenie, jesteś anarchistą. Kiedy ignorujesz bzdurne przepisy, kiedy tylko nikt nie patrzy, jesteś anarchistą. Jeśli nie wierzysz, że rząd, system szkolny, Hollywood czy zarząd zna się lepiej niż ty na rzeczach, które bezpośrednio dotyczą twojego tycia, też jesteś anarchistą. Jesteś anarchistą szczególnie wtedy, gdy sam wychodzisz z własnymi propozycjami, pomysłami i rozwiązaniami.

Jak widzisz, to anarchizm sprawia, że wszystko działa a życie jest interesujące. Gdybyśmy czekali, aż przywódcy, specjaliści i technicy wszystkim się zajmą, żylibyśmy w świecie, który byłby nie tylko pełen problemów ale również morderczo znudzonym i nudnym. Dziś żyjemy w świecie (morderczo nudnych!) problemów dokładnie do takiego stopnia w jakim rezygnujemy z odpowiedzialności i kontroli.

Anarchizm jest w sposób naturalny obecny w każdej zdrowej ludzkiej istocie. Nie jest koniecznie związany z podkładaniem bomb czy noszeniem czarnych masek, chociaż pewnie widziałeś to w telewizji (Czy wierzysz we wszystko, co widzisz w telewizji? To nie jest anarchizm!), Źródłem anarchizmu jest prosty impuls aby robić coś samemu: wszystko inne stąd wyrasta.

Noam Deguerre, CrimethInc., Black Writers Bloc “Walcząc o nasze życia”

Odzyskać siebie to zaufać sobie. To takie proste. Nic więcej nie potrzeba, bo wszystko inne nie dotyczy istoty sprawy. Ta „sprawa” to twoje życie. To życie. Tutaj i teraz, bo kiedy je stracisz możesz uświadomić sobie w tej jednej krótkiej i bezlitosnej chwili, że twoje życie nie należało do ciebie, było wynajęte, dzierżawione, używane pod zastaw obcych poglądów, wierzeń i nakazów. I dlatego w tej brutalnej chwili nie masz niczego co może ci pomoc, ponieważ wszystko pożyczyłeś. Jakim absurdem z tej perspektywy jest dbanie o swój wizerunek, przejmowanie się tym w jaki sposób myślą o tobie, mówią o tobie, bowiem wtedy uświadamiasz sobie, że to nie ma i nigdy nie miało prawdziwego znaczenia, było czystą stratą czasu i energii. Ludzi, którzy opuścili to błędne koło można poczuć, mają inny zapach, mają światło, które żyje wewnątrz, nie jest jedynie odbitym refleksem, który chce błyszczeć, prawdziwe światło nie błyszczy. Ono tętni życiem przez cały czas i dlatego musisz je chronić, zasłaniać, ponieważ jest tajemnicą dobrego życia, nie może być perłą pożartą przez wieprze. Nie może być produktem i usługą. Ma zdolność uzdrawiania. Jest lekarstwem dla tego umierającego świata. Jest Drogą.

Nie możesz go dać nikomu, bo nikt oprócz ciebie nie będzie wiedzieć jak je użyć, co oświetlić, dokąd pójść. Każdy musi rozniecić je w sobie sam. Możesz szukać inspiracji jednak tego co naprawdę ma zdolność przebudzenia nie sposób znaleźć poza swoim własnym istnieniem takim jakie ono jest w tej właśnie chwili. Wtedy nie potrzebne ci są już potwierdzenia, nie potrzebna jest akceptacja. Po prostu jesteś w całej swojej Mocy Siebie stając się darem dla świata. Kiedy to masz nie możesz krzywdzić istnienia, możesz je wspierać, leczyć, wzmacniać. Nie boisz się życia i nie boisz się śmierci. Wszystko jest dobre takie jakie jest, mówi i świadczy swoją prawdę mądrości i ignorancji, obie są niezwykle użyteczne. Kiedy przekraczasz „dobro” i „zło” świat staje się kompletny i zwyczajny jednak ta zwyczajność jest naprawdę niezwykła. Nie możesz uwierzyć, że tak naprawdę zawsze tu była jak prawdziwe dobro, które nigdy cię nie porzuca, nigdy cię nie ocenia.

Jest zawsze.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

GWIAZDY KTÓRE SPADAJĄ

Synagoga Reicherów w Łodzi – synagoga znajdująca się w Łodzi, w oficynie kamienicy przy ulicy Rewolucji 1905 roku nr 28, dawniej zwanej Południową. Jest jedyną zachowaną przedwojenną oraz jedną z dwóch czynnych synagog w Łodzi.

Wszystkie sprzeczności świata – polityczne, narodowe, finansowe, religijne – koncentrują się i najwyraźniej manifestują obecnie w Strefie Gazy. Jest to widoczne w szerokim zaangażowaniu wszystkich krajów, globalnych mediów i licznych demonstracji na całym świecie wspierających Palestynę. Sprzeczności tkwiące w konflikcie palestyńsko-izraelskim można uznać za jedne z najgłębszych. Stanowi on wojnę znaczeń, w której skrajności i fanatyzm są doprowadzane do granic możliwości. Dychotomie „biały” lub „czarny”, „za” lub „przeciw”, zwycięstwo lub śmierć nie pozostawiają miejsca na trzecią opcję. Niektórzy nie są w stanie zapomnieć niczego od Nakby z 1948 roku, podczas gdy inni pamiętają tylko 7 października 2023 roku. Dylemat istnienia meczetu Al-Aksa lub budowy Trzeciej Świątyni staje się ołtarzem dla ofiar z ludzkich istnień, zarówno arabskich, jak i żydowskich. Grzech antysemityzmu jest surowo potępiany, gdy jest skierowany przeciwko Żydom, ale często pomija się fakt, że Arabowie są również Semitami. Ponadnarodowy kapitał zaciekle broni prawa Izraela do „samoobrony”, wysyłając izraelskich żołnierzy, zmobilizowanych z całego świata, na śmierć w tunelach HAMAS-u, jednocześnie skrupulatnie obliczając przyszłe zyski z rozwoju ogromnego pola gazowego Lewiatan odkrytego u wybrzeży Gazy. Korporacyjne media, które opłakiwały pięćset dzieci zabitych podczas dwuletnich walk na Ukrainie, od niechcenia wspominają o ponad dziesięciu tysiącach palestyńskich dzieci, które zginęły w izraelskich bombardowaniach dywanowych, nie wspominając o tych rannych, uwięzionych pod gruzami lub cierpiących z powodu niedożywienia.

Proizraelscy dziennikarze zdają się ignorować fakt, że w ciągu siedmiu tygodni IDF zniszczyły dwa razy więcej budynków w północnej Gazie niż w ciągu trzech lat operacji wojskowych w syryjskim Aleppo. Przygotowują się już do triumfalnych sprawozdań z budowy pięknych nowych kibuców na wybrzeżach historycznej Palestyny, gdzie obok żydowskich osadników z całego świata, duchy zmarłych Palestyńczyków będą rzekomo żyć wiecznie. W przeszłości władze Izraela wspierały utworzenie HAMAS, początkowo przedstawianego jako organizacja charytatywna skupiająca się na edukacji religijnej i pomocy społecznej. Tel Awiw postrzegał Organizację Wyzwolenia Palestyny, kierowaną przez Jasera Arafata i obejmującą zarówno muzułmanów, jak i chrześcijan, których celem była niepodległość narodowa, jako większe zagrożenie dla Izraela. W związku z tym CIA i Izrael utworzyły i wzmocniły HAMAS w Strefie Gazy, aby rozbić narodowy ruch na rzecz wyzwolenia Palestyny. Zasadniczo Netanjahu i skrajnie prawicowi syjoniści, których reprezentuje, konsekwentnie potrzebowali wroga, aby usprawiedliwić wyburzanie palestyńskich wiosek i budowę nowych żydowskich osiedli na okupowanych terytoriach.

Akmaral Bаtalova

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

PRZYTOMNOŚĆ 

Kiedy mówimy o wspólnym dla wszystkich ludzi cierpieniu, budzi się w nas zdolność współczucia. Gdy jednak rozmawiamy o naszych poglądach, wymieniamy opinie o politykach czy religiach, budzi się w nas agresja i skłonność do walki. Pamiętam, jak około dziesięciu lat temu widziałem w Londynie pewien film, który był próbą przedstawienia Rosjan w sposób inny niż zazwyczaj. Pokazywał ich jako zwykłych ludzi – przedstawiał kobietę z dziećmi oraz mężczyznę, który zabierał rodzinę na pikniki. Wtedy było to czymś wyjątkowym, ponieważ większość zachodnich filmów propagandowych przedstawiała Rosjan jako tytaniczne potwory lub jaszczury o zimnych sercach – tak by nikt nie pomyślał, że to zwyczajni ludzie, tacy sami jak wszyscy. Jeśli miałbyś zabijać ludzi, musisz postrzegać ich w taki sposób – nie będziesz mógł przecież zabić człowieka, jeśli wiesz, że cierpi tak samo jak ty. Chcąc zabić kogoś, musisz myśleć, że jest on niemoralny, bezwartościowy, zły, ma zimne serce i że najlepiej byłoby się go pozbyć. Musisz myśleć, że jest zły, a pozbycie się zła jest przecież czymś dobrym. Z takim nastawieniem, możesz czuć się usprawiedliwiony, jeśli zabijasz z broni maszynowej i bombardujesz czyjeś domy. Natomiast jeśli jesteś świadomy wspólnych więzów cierpienia, nie będziesz zdolny do zrobienia czegoś takiego.

Pierwsza Szlachetna Prawda nie jest ponurym metafizycznym stwierdzeniem, mówiącym, że wszystko jest cierpieniem. Zwróćcie uwagę na różnicę pomiędzy metafizyczną doktryną, w której tworzy się twierdzenie o Absolucie, a Szlachetną Prawdą, która jest refleksją. Szlachetna Prawda jest prawdą, służącą refleksji, nie jest prawdą absolutną ani Absolutem. Ludzie Zachodu gubią się właśnie w tym punkcie, ponieważ interpretują tę Szlachetną Prawdę jako rodzaj buddyjskiego metafizycznego aksjomatu – co odbiega od prawdziwego stanu rzeczy.”

Ajahn Sumedho – Cztery Szlachetne Prawdy

Myślę, że z perspektywy mojego własnego doświadczenia spełnione i wartościowe życie to takie w którym tu gdzie obecnie jesteśmy po prostu szanujemy samych siebie za to kim jesteśmy. Kiedy mamy szczęście i zasługę odnajdujemy Ścieżkę Mądrości i Kierunek, który daje nam poczucie sensu nawet w obliczu nieuniknionego cierpienia i trudności ludzkiego losu, bowiem taka jest kondycja uwarunkowanej egzystencji. Nie ma znaczenia kontekst tradycji czy religii, rzecz w tym aby uczynić tą Drogę swoją i wydobyć z tego co najlepsze dla nas i dla innych, bowiem okazuje się często, że prosta prawda i metoda może być dużo bardziej skuteczna i pomocna niż wysublimowany i złożony system. W głębi serca szukamy i tęsknimy za czymś prostym i czystym, za czymś co nie jest obwarowane warunkami do spełnienia i nadmiarem metafizycznej treści i skomplikowanych ezoterycznych map. To pragnienie / życzenie jest czymś naturalnym w tak skomplikowanej i zaburzonej rzeczywistości w której zmuszeni jesteśmy do ciągłej mutacji i „ulepszenia”, aby nadążyć za technologicznym społeczeństwem „bodźca i sygnału”, które wydaje się pogrążać w coraz większym pomieszaniu i lęku, bowiem okazuje się, że skutki uboczne tego „rozwoju” są katastrofalne i trzeba być głęboko nieprzytomnym, aby tego nie widzieć w świecie dookoła nas. Mam tendencję do fiksacji na sobie i swoim własnym stanie. To jest dość naturalne, ponieważ stanowi najsilniejszy nawyk lgnięcia i przywiązania do „swojego” punktu widzenia i poczucia „ja”. Jednak świadomość obecności cierpienia w tym świecie rozwija się kiedy stajemy się po prostu przytomni i obecni. Nawet kiedy mamy dość dobrą sytuację zadajemy sobie sprawę z tego, że owa sytuacja jest relatywna i w każdej chwili może ulec zmianie, widzimy również inne istoty, które doświadczają cierpienia i ciągłej zmiany. 

Przytomność to również świadomość tego co w głównej mierze dominuje w tym świecie w jego współczesnej formie, co się z nami stało jako istotami duchowymi i w czym jesteśmy pogrążeni. To jest rzeczywistość dominacji negatywizmu, pożądania i głupoty. To nas coraz bardziej pochłania i staje się wręcz napastliwe – uderza zewsząd na każdym możliwym poziomie. Wszystko w postmodernistycznym paradygmacie jest relatywizowane i rozwodnione – uproszczone do formuły łatwostrawnej, przyjemnej i zarazem kuszącej. W pewnym sensie jest to gloryfikacja braku moralności i wzmacnianie wszystkiego co niszczy nasze połączenie z Duchem. To jest Dekonstrukcja prawdziwych wartości, które mogą naprawdę nam pomóc i wrażliwości na zło i negatywizm, które nas chronią przed upadkiem w Mrok, który staje się dla mas coraz bardziej atrakcyjny i pociągający – obiecując tak zwaną „wolność”. Jednak prawdziwa wolność nie ma z tym nic wspólnego. Oferowana tutaj wolność jest w istocie uwarunkowanym stanem skrajnego egoizmu opartym na dominacji i wykorzystywaniu innych – to hedonistyczna orgia, która kiedy dobiegnie końca pozostawi po sobie ludzi i świat zombie. Jednocześnie postępuje kompromitacja tych wszystkich opartych na manipulacji i władzy skorumpowanych struktur religijnych oraz fałszywych przewodników duchowych i kapłanów. Jest to proces Oczyszczenia – Prawdy, który będzie coraz bardziej radykalny i bezkompromisowy zmuszając nas do Przebudzenia z tego Koszmaru, który udaje „świat demokracji i praw człowieka, świat dobrobytu i równości”. To jest rzeczywistość gdzie „szczęście i dostatek” małej części populacji staje się bezpośrednią przyczyną cierpienia nieskończonej masy istot, które są używane jak narzędzia i przedmioty do zaspokajania tych którzy mają nad nimi realną władzę. To jest rzeczywistość tego świata. 

Dominująca kultura rozpada się – i musi to zrobić. Jesteśmy już w trakcie transformacji. Niech to nas zmieni, rozczłonkuje i zainicjuje. Niech pomoże nam przeciwstawić się i porzucić aspekty kultury szkodzące życiu. Niech wody wyobraźni, które wypływają z głębin, uwolnią wizjonerski potencjał. Modląc się i słuchając, niech nasiona naszej zbiorowej wyobraźni pomogą nam na nowo wyobrazić sobie siebie i nasz świat.

Rebecca Wildbear

Mówię i piszę o tym w kółko. Non stop – powtórzenia – do zrzygania, do bólu, do przebudzenia. Ignorowanie tego jest złem i ma swoje konsekwencje, które wcześniej czy później przyjdą na sam szczyt tej polukrowanej „nowoczesnością” Piramidy Kontroli, która mam nadzieję zacznie się rozpadać i na jej gruzach powstanie wreszcie coś autentycznego i otwartego na Istnienie. Widzę to od bardzo wczesnych lat i na wiele sposobów próbowałem to zagłuszyć – wpasować się w ten Toksyczny Układ, uwierzyć w te obietnice i slogany. Odlecieć w używki, duchowość, obojętność, depresję…w cokolwiek. Pieniądze nie robią na mnie wrażenia podobnie jak status, czy tzw osiągnięcia. Wrażenie robi na mnie Prawda, której ludzie potrafią zaufać, choć w istocie jest to w obecnych okolicznościach bardzo „słaby interes”, wrażenie robi na mnie wszystko to co przestaje służyć Maszynie Ignorancji i nasza zdolność do myślenia i działania dla Nieskończonej Sieci Życia. Zdolność widzenia, że to wszystko stwarza jedynie pozory pod którymi kryje się Brak Serca i Zapomnienie. W tym co tutaj robię nigdy nie było żadnej kalkulacji – „coś za coś”, ponieważ stanowi to dla mnie w pewnym sensie Przestrzeń Ducha, której pierwszą i fundamentalną zasadą jest Wolność, ponieważ pod tym pojęciem kryje się Wszystko co ma prawdziwe znaczenie i wartość dla wszystkich istot bez wyjątku. Szukanie tej wolności jest esencją prawdziwej duchowości i wiedzie ona ponad Strukturę. Przekroczenie Struktury jest pierwszym krokiem i to jest nazwane „Poglądem, który Przekracza” lub „Przebudzeniem ze Snu”. Sprawdzeniem prawdziwości Sloganów i Obietnic, których prawdziwą funkcją okazuje się czynienie z nas niewolników i ta „mechanika” jest uniwersalna – od społeczeństwa po religię. 

Wiara w Obietnicę i Slogan oznacza brak Przytomności. Droga Ducha oznacza – Sprawdzam! Jest to odwaga Widzenia, Słyszenia, Mówienia i Czucia – Prawdy. Warunkiem tego jest Zaufanie do swojego Wglądu – Przeczucia, do swojego doświadczenia zamiast napisanych na kolanie instrukcji obsługi – frazesów którymi się karmimy nawzajem. Na tych frazesach powstała cała ta Piramida Władzy, która nie jest żadną teorią spiskową. To jest Realny Układ tego świata. Układ, który zarazem ten świat dewastuje w interesie swojego przetrwania. W obecnej chwili dochodzimy do granic wydolności naszej planety i coraz wyraźniej możemy dostrzec moralną i duchową zapaść oraz brak prawdziwej transcendentnej perspektywy. Materialne bogactwo i wygoda wcale nie czynią nas istotami szczęśliwymi i spełnionymi i na tym polega paradoks naszej cywilizacji. Wchodzimy w fazę myślenia planetarnego, która przekracza stare paradygmaty oparte na egoistycznej i dominacyjnej perspektywie, a zamiast tego zaczynamy dostrzegać palącą potrzebę współpracy i zatrzymania się w tym destrukcyjnym i toksycznym pędzie. Zaczynamy dostrzegać mądrość rdzennych tradycji z ich wrodzoną i pierwotną zdolnością utrzymywania Połączenia i Harmonii Istnienia oraz aspekt mądrości, który nie jest intelektualizowaniem, nie jest kolejną instrukcją obsługi „maszyny świata”. To odwieczny Taniec Współistnienia o którym w zachodnim technokratycznym świecie dawno już zapomnieliśmy. To jest Uniwersalna Tradycja Ludzkiego Ducha. Moc Naszej Mądrości, która jest nam wrodzona i którą, aby życie mogło przetrwać, musimy odnaleźć w swoim własnym wewnętrznym wymiarze. To jest dla mnie prawdziwa duchowość pozbawiona sekciarstwa i arogancji „jedynie słusznej drogi” na którą wydają się chorować wszystkie duchowe wspólnoty przekonane o swojej autentyczności i nieomylności. To rodzi konflikt na tej płaszczyźnie, która powinna umożliwić nam wspólny język i prawdziwą komunikację, a zamiast tego religia stała się przyczyną tak ogromnego cierpienia. 

Uzdrowienie naszego Ducha jest kluczem do przyszłości całego życia na tej planecie. Różnorodność jest bogactwem, zdolność dawania drugiej istocie przestrzeni do wolności jest esencją prawdziwego współczucia. Mądrością jest widzieć swoje własne ograniczenia i ułomności w świecie, który temu zaprzecza i bez ustanku szuka „doskonałości” i „ciągłego rozwoju”. Wglądem jest widzieć jakie skutki finalnie to przynosi w postaci potencjału militarnego zdolnego unicestwić całe życie w jednej krótkiej chwili by „zwyciężyć”. W takim układzie wszyscy przegrywamy. Tak widzę Mrok Ignorancji w którym jesteśmy pogrążeni i dlatego o tym bez ustanku przypominam. To jest realna sytuacja w której obecnie żyjemy. Dlatego koniec końców technologia jest tak niebezpieczna w dłoniach istot, które wciąż operują w egotycznych programach i są zdolne do irracjonalnych opartych na emocjach i projekcjach działań. Człowiek stał się w swojej potędze bardzo niebezpieczny i nieprzewidywalny tworząc dodatkowo narzędzia Sztucznej Maszynowej Inteligencji, którą może zaprząc do swojej dominacyjnej pełnej przemocy i arogancji agendy. Tak użyta inteligencja jest niczym innym jak głupotą. Na tym polega kolejny paradoks. Dlatego tym światem rządzi Ignorancja i to możemy widzieć ponad wszelką wątpliwość. To jest realny stan rzeczy. I dlatego trzeba o tym mówić i powtarzać bez końca. 

To jest Przytomność. 

Zwykły wpis
PIRACKA KUCHNIA

WŁADCA I BOSKI CESARZ

Władca i boski cesarz. Tak w Tradycyjnej Medycynie Chińskiej nazywane jest serce. W zasadzie w każdej tradycji duchowej serce pełni rolę najważniejszą – jest reprezentacją Ducha, dlatego w tradycji buddyzmu tybetańskiego to właśnie w sercu „zlokalizowana” jest świadomość i nieskończony potencjał umysłu.

Kawa wpływa na serce i przeczyszcza organizm. Ma naturę gorącą i ogrzewającą, działa także moczopędnie. Jest to substancja pobudzająca i wypłukuje minerały i wapń z organizmu – wysusza z powodu swojej gorącej natury i zawiera sporo kwasów co negatywnie wpływa między innymi na jelito cienkie. To stymulant wspierający pracę mózgu. Ma też szereg pozytywów: jest dobra na zatrucia alkoholowe i przedawkowanie narkotyków, a w medycynie naturalnej stosowano ją też jak lekarstwo na migreny, astmę, żółtaczkę. Jest bardzo dobra by zneutralizować ociężałość po tłustych i ciężkostrawnych pokarmach. Jest używana jako przeczyszczający środek w lewatywach oraz jako środek do zastosowań zewnętrznych na ukąszenia, obrzęki i siniaki.

Związana jest z przemianą ognia, który działa na serce. Czerpiemy moc i inspirację z ducha Shen, który umiejscowiony w sercu łączy wszystkie duchowe pierwiastki / duchy w Tu i Teraz. Jak pisał Eckhart Tolle to właśnie w tej „lokacji” rozpościera się potęga teraźniejszości. To nasza wrodzona zdolność współpracy z chwilą obecną, elastyczność i wyczucie chwili. Mówi się że cnotą ducha Shen jest rytuał i ceremonia jako nawiązywanie kontaktu z własnym sacrum – zdolność tworzenia świeżej przestrzeni kontaktu z tym co reprezentuje dla nas wartości najwyższe i święte. Taki właśnie jest duch Shen – pierwotnie czysty i bezpretensjonalny, pozbawiony spekulacji i kalkulacji, które są domeną umysłu / mózgu.

Światli ludzie nie mają własnych interesów,

Lecz traktują interesy innych jak swoje własne.

Są dobrzy dla tych, którzy są dobrzy dla nich,

Ale i dla tych, którzy darzą ich niechęcią,

Gdyż dobroć jest źródłem mocy.

R.L. Wing. „Tao mocy. Księga nieprzemijającej mądrości”.

Kluczowymi z punktu widzenia systemów holistycznych – czyli postrzegających naszą egzystencję jako kosmiczne misterium ewolucji Ducha są zaburzające emocje, które stanowią źródło wszelkich zaburzeń i chorób. W obecnych czasach kiedy nasze umysły są nadzwyczaj skomplikowane, a postrzeganie rzeczywistości staje się irracjonalne i nacechowane emocjami doprawdy trudno zachować Spokój. Ulegamy presji – chaotycznej codzienności wciąż bez ustanku wołającej o naszą uwagę. Stan rozproszenia i infantylnej głupkowatej śmiechawki jest zaburzeniem ducha Shen. Idealnym odzwierciedleniem tego są współczesne media głównego nurtu i cały ich „rozrywkowy” produkt, który jedyne co tak naprawdę robi to niszczy energię naszej świadomości i kradnie cenny czas.

GOTOWANA KAWA W/G 5 PRZEMIAN

Gotujemy wrzątek (ilość wody odmierzamy kubkiem / kubkami, które zamierzamy spożyć 😉

Wrzątek to przemiana ognia – to gorąco lata i smak gorzki (narządy serce i jelito cienkie)

Kawa – przemiana ognia – ilość zależy od nas

Cynamon – szczypta – przemiana ziemi – to późne lato, czas dojrzałości i zbiorów smak słodki – żołądek i śledziona – jest to najbardziej zbalansowana przemiana – centrum

Goździki – metal smak ostry i jesień (płuca i jelito grube)
Kardamon – ostry, metal
Gałka muszkatołowa – metal
Imbir – metal

Dodajemy łyżkę – zimnej wody – przemiana wody nerki pęcherz moczowy smak słony, zima

Kilka kropel cytryny smak kwaśny przemiana drewna – wiosna, narządy to wątroba i pęcherzyk żółciowy

Na koniec troszkę kakao, żeby wzmocnić serce i przemianę ognia

Moderatorzy cybernetycznej kultury za wszelką cenę próbują oderwać nas od Ziemi – by ulokować nas w wypełnionej próżnią kapsule „nowoczesności” poza orbitą Przytomności. Przytomność jest jak Miecz, który odcina iluzje i czcze obietnice, sprowadza nas do Tu i Teraz. Zakorzenienie to Podstawa – jak Budda, który dotyka dłonią Ziemi. To Potwierdzenie Obecności. Zachodnia kultura rozproszyła moc Ducha lokując naszą świadomość w tzw. „głowie” w intelekcie – dlatego tak łatwo nas programować działając na zasadzie kija i marchewki – z jednej strony strasząc katastrofami, terrorem i wojnami, a z drugiej obiecując spełnienie i szczęście w niepohamowanej konsumpcji. Ten sam mechanizm znajduje odzwierciedlenie w kulturze kulinarnej, która z prostej skromnej i bezpretensjonalnej przeistoczyła się nadęty porn food, który formą stara się przystroić brak treści. Czemu to ma służyć? W moim odczuciu jest to zaspokajanie pożądliwości mózgu, który łapczywie ssie próbując zaspokoić zmysły, które zauważmy wszystkie są ulokowane blisko Mózgu. Przypadek? Nie sądzę.

Medytacja, kontemplacja, modlitwa – to „techniki” sprowadzające Ducha do domu – Serca. Nie intelektualne spekulacje na temat absolutu i kosmicznych wymiarów, międzygwiezdnych podróży i stopni oświecenia, a prosty pozbawiony oczekiwań i duchowego materializmu szczery wysiłek duchowy wsparty dobrze rozumiana pokorą i solidną wiedzą ze sprawdzonych źródeł, które charakteryzują się brakiem obietnic i nadymających ego skomplikowanych systemów „duchowego wzrostu”. Antidotum na skomplikowanie jest prostota.

Po prostu.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

TEN ŚWIAT NAS OTWIERA

Kto nie może znaleźć świątyni w swoim sercu, ten sam nigdy nie znajdzie swojego serca w żadnej świątyni.

Mikhail Naimy*

Życie poniżej życia. Drapanie nowych murów, oddzielających stworzenie od samego siebie. Jeszcze więcej wszystkiego, które jest niczym i wciąż się rozmnaża i replikuje jak mutujący bez końca wirus z którym masz walczyć. Ta jałowa wojna, okrutna rzeź ignorancji trwająca tutaj od zawsze z premedytacją dąży do ostatecznego samowyzwolenia do ukazania sobie swojej własnej natury. Do rozpoznania. To jest bolesny i okrutny proces.

Wszyscy bierzemy w tym mimowolny udział, wszyscy jesteśmy zmuszeni uczestniczyć w tym spektaklu szaleństwa, patrzeć na twarze politycznych klakierów, coraz mniej oburzeni ich populistycznym szczekaniem wśród bezmyślnych tłumów. Umundurowane istoty ludzkie pielęgnujące ten aparat przymusu, tą maszynę przemocy tresowane jak mechaniczne zwierzęta. Słowa które nic już nie znaczą, są jedynie rozkazami, komendami dla Programu. Wszystko działa na autopilocie. Polityka, kultura, religia, sztuka. Jak zapętlony nadpisujący się slogan który wciąż karze nam spać i śnić.

W tym śnie jesteśmy przebudzeni. Zaczynamy rozumieć, że coś jest nie tak. Czujemy smród tej czarnej smolistej substancji, która wypełnia nasze mózgi i serca i rozlewa się już dosłownie na wszystko i wszystko pochłania. „Rzeczywistość” sprowadzono do retoryki, do „dobre” i „złe” do „ja” i „ty”, mało jest tu ciszy i tajemnicy, czegoś co na powrót uczyniłoby nas dziećmi, tymi, którzy z radością i ufnością patrzą w słońce. Mało mamy wdzięczności za tak niezwykły Dar, który gdzieś zgubiliśmy w całym tym bałaganie i nawet nie pamiętamy o jego istnieniu przytłoczeni Sygnałem Natarczywej Hipnozy.

W tym śnie widzimy tych którzy krzyczą najgłośniej o potrzebie przebudzenia. Zawsze tak jest. Zwracamy uwagę na to co najbardziej hałaśliwe, na to co musi wciąż być w centrum uwagi, bo wciąż jest głodne, wciąż nie wie kim jest i chce potwierdzenia. Energia uwagi to pokarm Symulacji, to karmienie Kolektywego Snu. Ten konstrukt „ego” jest głodem, potrzebą, brakiem. Musimy wszyscy siebie pożerać bez końca by ten sen mógł trwać. Musimy mieć to napięcie, ten ciągły i nieprzerwany stan konfliktu terroru „dobra” i „zła” musimy to karmić wiarą i przekonaniem przekonani o urojonym istnieniu rzeczy ostatecznych. Jednak być może to właśnie to co nie jest w centrum, co nie krzyczy i nie deklaruje ma prawdziwe znaczenie i wartość. Wszyscy potrzebujemy tej uwagi, tego pokarmu i paliwa by utrzymywać się przy życiu. Potrzebujemy czuć, że nasze istnienie ma wartość, że jest ważne i potrzebne, że komuś na nas zależy. Kiedy tego nie mamy zaczynamy umierać, gasnąć jak spadająca gwiazda.

Miłość jest nieprzerwaną uwagą i zainteresowaniem Wszystkim Co Jest. Dlatego jest Mocą i Energią. Nie karmi niczego „szczególnego”, na nic nie zwraca specjalnej uwagi, nie jest uduchowiona, wyjątkowa, specjalna. To Troska – Wielka Matka Istnienia. Jej współczucie jest spontaniczne i nie ma żadnych ograniczeń, nie pisze pięknych wierszy i ckliwych modlitw – lamentów. Jest pełna radości i prostoty, pełna humoru i przede wszystkim jest lekka, niewidoczna, pozbawiona tej lepkiej i dusznej potrzeby adoracji i namiętności. Nie znosi deklaracji i zapewnień, gorliwych rzeczników, walecznych bohaterów, sztandarów, pomników całego tego szajsu. Ponieważ to wszystko w swojej esencji jest desperacją. Jest błaganiem o energię. Dlatego trzeba uważać na tych, którzy wciąż szukają uwagi, wciąż walczą, bo ich walka jest przegrana. Ich walka jest więzieniem. Wieczystą egzekucją na Golgocie. Zapętleniem Programu.

Zostawić to. Otworzyć dłonie ku pustej nieskończonej przestrzeni, ujrzeć te wszystkie linie, korytarze żył, tętno płynącej rzeki. Poczuć, że należymy do tego świata, który pod tym całym zgiełkiem i szaleństwem wciąż ma w sobie niezniszczalne dobro, które jest nieskończenie cierpliwe. Czym więcej spazmu lęku, tym więcej niewzruszonej ciszy i delikatności. Ten świat nas Otwiera. Budzi. Uczy jak przekroczyć Otchłań, na powrót uwierzyć, że żyje w nas Bóg, oddycha nami i przez nas dociera do samego siebie. Kiedy wysiłek miłości się kończy zaczyna się miłość. Kiedy wysiłek wyzwolenia się kończy zaczyna się wolność.

Przyjdzie czas kiedy nie będzie w tym wymiarze Strachu, nie będzie Rozpaczy, nie będzie Głodu. Przyjdzie czas kiedy wszyscy zrozumiemy, że naszą naturą jest Miłość bez obiektu miłości. Dobro bez obiektu dobroci. Mądrość. Jednak potrzebujemy jeszcze doświadczenia. Potrzebujemy żywej wiedzy. Każdy musi przebyć swoją drogę, odbyć własną podróż. Nikt nie może nikogo zbawić, uwolnić, wykonać pracy zamiast niego. Wolność i Miłość nie jest wynikiem wysiłku. Jest rozpoznaniem natury rzeczywistości w samej esencji.


*Mikha’il Nu’ayma, lepiej znany w języku angielskim pod pseudonimem Mikhail Naimy (17 października 1889 – 28 lutego 1988), był libańsko greckim poetą, powieściopisarzem i filozofem, znanym ze swoich duchowych pism, zwłaszcza The Book of Mirdad. Jest powszechnie uznawany za jedną z najważniejszych postaci współczesnej literatury arabskiej i jednego z najważniejszych pisarzy duchowych XX wieku.

Zwykły wpis

Wśród wszystkich czujących istot nie ma nawet jednej takiej, która w przeszłości nie była by twoim ojcem lub matką. Aby więc w jakiś sposób odpłacić wszystkim czującym istotom za ich dobroć, zacznij pracować na rzecz ich pomyślności.

Padmasambhava (ok. 730 – 810), jogin, według tradycji sprowadził buddyzm do Tybetu i na tereny dzisiejszego Bhutanu.

SKŁAD:

200 GR MĄKI JĘCZMIENNEJ 

ŁYŻKA MASŁA 

MLEKO KOKOSOWE / ROŚLINNE 

CUKIER 

CYNAMON 

IMBIR MIELONY 

WYKON:

MĄKĘ PRAŻYMY NA PATELNI 

MASŁO ROZPUSZCZAMY W MLEKU 

DODAJEMY CUKIER 

DOPRAWIAMY CYNAMONEM I IMBIREM 

LEPIMY TSAMPĘ 

WIEDZA: 

TSAMPA  རྩམ་པ་ – gruboziarnista mąka z prażonego jęczmienia, stanowiąca podstawowe pożywienie Tybetańczyków. Robi się z niej placki lub dodaje do słonej tybetańskiej herbaty maślanej.

Jęczmień to zboże wysoce energetyczne i w medycynie tybetańskiej usuwa zbyt dużą ilość „Lung – wiatru” oraz „Tripa – żółci” nie tworząc dodatkowo „Baken – flegmy”. Po krótce „Lung” związany jest z żywiołami powietrza i przestrzeni i jest najbardziej istotną siłą podtrzymującą naszą egzystencję, którą można porównać do „Qi” – siły życiowej w medycynie chińskiej ma za zadanie sterować i kierować energią w naszym organizmie. Natomiast „Tripa” jest związana z ogniem i głównie systemem metabolicznym organizmu i jego funkcjami biologicznymi. Zostaje jeszcze „Baken” to siła związana z żywiołami ziemi i wody i jego funkcją jest podtrzymywanie i dbanie o mięśnie, kości, szpik oraz kontrolowanie polityki hormonalnej i przemiany materii. Lekarze tybetańscy nazywają to Trzema Humorami, które są związane z trzema podstawowymi emocjami warunkującymi cykliczną egzystencję, czyli niewiedzę, gniew i przywiązanie. Zatem przywiązanie jest związane z humorem „wiatru”, gniew z „żółcią”, a fundamentalna niewiedza z „flegmą”. 

Według tradycyjnej medycyny chińskiej jęczmień ma ochładzającą naturę termiczną i oscyluje pomiędzy słodkim i słonym smakiem, które związane są z ziemią i wodą. Bardzo dobrze oddziaływuje na żołądek i jelita, buduje krew i płyny Yin oraz ma właściwości nawilżające. Pomaga na rozwolnienie, pomaga na zapalenie śluzówek i bolesne oddawanie moczu, przeciwdziała gorączce i pomaga na guzy, opuchliznę i nadmiary wody w organizmie. Ma dużo witamin i aminokwasów oraz wśród zbóż najwięcej polifenoli, które mają działanie przeciwnowotworowe i wspierają układ krążenia. Jęczmień jest bardzo starą i zacną rośliną w naszym rejonie kulturowym żywili się nim zarówno Grecy jak i Egipcjanie. W swojej „Odysei” Homer wspomina o psychoaktywnym napoju na bazie jęczmienia, który przyrządzany był z okazji Misteriów Eleuzyjskich. W przypadku pełnoziarnistego jęczmienia – jest on bardzo bogaty w wapń, żelazo i białko. Najlepiej działa prażony jęczmień, który w tej formie jest narodowym daniem Tybetańczyków nazywanych żartobliwie „zjadaczami tsampy”. Tsampa to prażona mąka jęczmienna podawana na różne sposoby jednak najczęściej jest przyrządzana z herbatą i masłem, albo serem z mleka jaka „dri”. Tsampę można jeść na wiele sposobów jako ugniecione ciasto, lub w formie zupy, a nawet zjadając samą prażoną mąkę. 

Śniadanie robimy sobie w pokoju. Czarna herbata, ciasteczka… tak – Taszi sięga wreszcie po worek z campą. Radość, która maluje się teraz na jego twarzy, trudna jest do opisania. Smakuje campę na rozmaite sposoby: a to na sucho, a to lepi z niej nieduże kulki, a to wreszcie wsypuje ją do słonej herbaty i popija gęstą zawiesinę, rozkoszując się dobrze znanym przysmakiem.

Krzysztof Renik „Dziennik buddyjskiej pielgrzymki.”

Młody jęczmień bogaty jest w maltozę – cukier słodowy, jest popularnym ziołem w Chinach – jest ogrzewający leczy zastoje i niestrawności wzmacnia trawienie i poprawia apetyt oraz działa pozytywnie na system narządów śledziony i trzustki oraz jest pomocny przy problemach z drożdżowcami Candida. Innym miejscem, gdzie jęczmień jest bardzo popularny to Pakistan. Pochodzący z Pakistanu amerykański lekarz Asaf Qureshi rozpoczął owocne badania nad właściwościami jęczmienia, co zaowocowało bardzo dobrymi wynikami w kontekście leczenia zaburzeń serca i zbijania szkodliwego cholesterolu. 

MĄDROŚĆ: 

ENERGETYCZNY WSZECHŚWIAT TYBETU

Zanim scharakteryzujemy sześć rodzajów smaku i podamy przykłady, chcielibyśmy zrobić krótkie wprowadzenie do medycyny tybetańskiej. Energetyczny wszechświat Tybetu to przede wszystkim pięć żywiołów oraz trzy zasady energetyczne, ponieważ posiadają one różne funkcje, szerzej omówię siły, które formują różne osobowości. Tybetańczycy wierzą, że każdy człowiek jest ukształtowany poprzez trzy siły; przenikają one wraz z pięcioma żywiołami cały kosmos i warunkują naszą fizyczną oraz duchowo-umysłową egzystencję.

Używają w tym celu następującej nomenklatury:

Lung (wiatr, wymawia się „lung”)

Tripa (żółć, wymawia się „tipa”)

Beken (flegma, wymawia się „begen”)

Być może na pierwszy rzut oka wydają się nam one dziwne, jednak z pewnością możemy dostrzec podobieństwa z grecką nauką o czterech sokach woreczka żółciowego. Kolejne analogie widoczne są także z doszami w ajurwedzie.

Trzy siły: lung, tripa oraz beken odpowiedzialne są za prawidłowe funkcjonowanie naszych organów oraz mózgu. Łączą one ciało i duszę, regulują wszystkie funkcje organizmu i kształtują nasze zdrowie. Swoją uniwersalną moc czerpią z połączenia pięciu żywiołów: ziemi, wody, ognia, powietrza oraz przestrzeni. Ich funkcje w organizmie to nadawanie kształtu, utrzymywanie, dojrzewanie, ruch oraz rozciąganie. Gdy są w harmonii – jesteśmy zdrowi.”

Florian Überall, Andrea Überall. „Uzdrawianie żywnością. Tybetański sposób na choroby cywilizacyjne”.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

PROSTA PRAWDA

Prawda jest zawsze prosta. Wszyscy ludzie rozpoznają prawdę, ponieważ wszyscy ludzie są stworzeniami inteligentnymi. Naturą zła jest tworzenie sztucznie złożonych idei. Zło robi to, by ukryć lub przesłonić wolność, którą niszczy. Jeżeli usuniesz złożoność i strach ze swojego życia, znajdziesz piękną i prostą prawdę. Ta prawda jest naturą twojej wartości.

Jeremy Locke — End of All Evil

Ludzki umysł utracił pierwotną przenikliwą prostotę, tę jakość która pozwalała mu być zadowolonym i wdzięcznym za dar życia. Doceniać piękno i naturalność, która tu jest. Dlatego dopóki nie odnajdziemy drogi do prostoty nie odkryjemy wolności.

Zamiast tego widoczny jest okrutny schemat, który polega na udomowieniu ludzkiej istoty, hodowaniu jej w sztucznej klatce kultury i aparatury, w oprogramowaniu niezliczonych zasad i regulacji, które sprowadzają nasze życie do bycia trybem bezmyślnej i destrukcyjnej maszynerii, zglobalizowanego monstrum, którego pyska już nie sposób zobaczyć, bowiem stało się anonimowe lub ma miliony twarzy wszystkich tych, którzy są mu podlegli i czerpią zysk z tworzenia bólu i cierpienia dla ziemi i istot czujących. Ci zniewoleni ludzie utracili fundamentalną i wrodzoną ludzką wrażliwość, stali się robotami – istotami mechanicznymi wytworzonymi na podobieństwo własnego boga, którym jest pieniądz i władza. Stali się narzędziami zniewolenia – zasobem do użytkowania dla swoich panów. Stali się niewolnikami, którzy tworzą niewolników.

W samym sercu tej sztucznej okrutnej konstrukcji jest strach, jej paliwem jest pożądanie, a systemem operacyjnym jest niewiedza i ignorancja. Ignorancja karmi się strachem i podsyca obietnicą – pożądaniem, by w rezultacie płonąć w ogniu gniewu, kiedy oczywiste staje się kłamstwo, które za tym wszystkim stoi. Ludzie, którzy się nie przebudzili z tego Snu w którym żyjemy, kiedy okazuje się on oszustwem stają się oprawcami i mordercami, ponieważ nie są w wstanie znieść prawdy, że ponoszą odpowiedzialność za swoje życie, które sprzedali za iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa. Jedyne do czego są zdolni to szukać winnych, ponieważ sami są winni. Szukają samych siebie w podobnych sobie i mordują. Zawsze tak było. To jest wzorzec. Świadomy człowiek nie może być okrutny. Tylko nieświadomość jest zdolna do okrucieństwa. Dlatego oczywistym jest, że ten świat jest pogrążony w ignorancji.

Konsekwencją ignorancji jest cierpienie, a jest ono w tej chwili wszechobecne i rośnie wykładniczo. W naukach mówi się o braku zasługi, jest tak wtedy gdy światem rządzi egoizm i dbanie jedynie o własny interes i własne przetrwanie. W egoistycznym umyśle brak jest dobrych wrażeń, pozytywnego i wznoszącego potencjału. Brak jest mądrości i dobra. Taki umysł cierpi i zadaje ból. Ten świat płonie i jest trawiony przez ogień pożądania, to z czym się mierzymy obecnie to są skutki tego w jaki sposób jako ludzie żyliśmy na tej cudownej planecie, w jaki sposób korzystaliśmy z daru Istnienia. Mówimy o jednostce, sytuacji – okolicznościach i mówimy o systemie. Niestety jest tak, że to system tworzy okoliczności, które kształtują jednostki na swoje własne podobieństwo. Kiedy mamy do czynienia ze społeczeństwem masowym prawdziwa wolność staje się niemożliwa, a zamiast niej powstaje iluzja wolności za fasadą której jest aparat PRZYMUSU I KONTROLI CIAŁA (RZĄD), oraz mechanizm KONTROLI UMYSŁU (MASOWA RELIGIA). Obecnie rząd to fuzja mitologii Narodowej i przemysłu korporacyjnego, ponieważ obserwujemy rozpad globalizmu na poziomie ideologicznym (polityka), a postępującym na niwie korporacji i technologii, bo koniec końców to tam leży prawdziwa władza, tam mieszka okrutny król, demiurg tej cywilizacji. System nie jest systemem politycznym (to jego maska), system jest oparty na pieniądzu – to jest bożek tego systemu, który ostatecznie go zniszczy.

Jako jednostki staliśmy się podmiotami w sztucznej opowieści. Uwierzyliśmy w nadane nam imiona i nazwiska, w numery ewidencji, zostaliśmy zmuszeni do Gry. Naszą pracą mamy utrzymywać tą Grę, utrzymywać przy życiu coś co jest z natury złe ponieważ nie widzi skutków swoich działań. Jest pasożytem, który morduje żywiciela. Większość z nas jest tak uzależniona od tej „wymiany”, że bardziej dba o pasożyta niż o samego siebie. Pasożyt charakteryzuje się skomplikowaniem i złożonością. Cywilizacja i jej system zarządzania ukazuje się nam w niewiarygodnie skomplikowanej formie i kształtuje nas na swoje podobieństwo, byśmy nie dotarli do jego rdzenia zagubieni w nieskończonym labiryncie złożoności. Nić, która poprowadzi nas w walce z potworem jest Prostota. W ludzkości budzi się Duch, którego system religijnej kontroli nie może namierzyć i użyć ponieważ ten Duch przekracza całą jego sztuczność, która w tej chwili staje się oczywista. Nagle budzimy się i zaczynamy rozumieć, że te systemy nigdy nie miały na celu naszego dobra. Zostały stworzone dla KONTROLI. To okrutny bal przebierańców. Święto zmarłych. Martwica duszy i ciała. Nasze życie regulują grube księgi kodeksów prawa „ludzkiego” i „boskiego” setki tysięcy paragrafów. Jak do tego doszło? Musieliśmy być pogrążeni w długim głębokim śnie. Zawsze ostatecznie odwołujemy się do prawa, jednak to nie nam to prawo ma służyć. To prawo ma chronić Pasożyty.

Ten sen zaimplementowała nam w tej „zachodniej cywilizacji” obowiązująca doktryna religijna, która stała się globalna i hegemonistyczna – tworząc kasty Władców – te nietykalne monarchie i skorumpowane rządy. Tworząc kasty Kapłanów – wysoce skomplikowanych doktryn i dziedzin, których zadaniem było niszczenie prostoty i prawdziwego znaczenia życia. Zamiast tego dostaliśmy instrukcje obsługi bezdusznej maszyny. Nauki dla niewolników, którzy wciąż utwierdzani w swojej bezradności i swoim rzekomym grzechu mają przestrzegać prawa, które ich panom gwarantują bezkarność. Człowiek, który stracił kontakt z pierwiastkiem życia w sobie jest martwy. Na tej planecie żyje ogrom trupów, którzy wykonują rozkazy śmierci. Nienawidzą wolności i nią pogardzają. Ta pogarda jest ich cechą charakterystyczną, to wszyscy ci, którzy cedzą w swoich ustach słowa swoich panów z fanatyczną gorliwością i pewnością. Nie mają własnych żywych słów. Są zaprogramowanymi maszynami. Są niewiarygodnie skomplikowani, wysoce inteligentni gloryfikując tak zwane wyrafinowanie, ten rodzaj inteligencji kończy się okrucieństwem i nienawiścią wobec prostoty, która dla tych ludzi jest zniewagą i obelgą. Obraża ich zimne i kalkulujące Mózgogłowie. Prostota jest ostrym nożem wbitym w mózg. Jest szokująca i pełna mocy, ponieważ widzi, myśli i czuje bardzo wyraźnie.

W obecnej sytuacji Prostota jest dla nas ratunkiem, powrót do niej to odnalezienie Pierwotnej Drogi. Jest lekarstwem i terapią. Odkryje przed nami nieskończone możliwości ponieważ w swojej naturze jest niewyczerpana. To ona odżywia świat bez końca. Mózgogłowie na podobieństwo komputerowego procesora weszło w fazę zamulenia. Zawiesza się i kręci w koło, dlatego to wszystko stało się tak porażająco jałowe. To nowotwór, który nie ma już na czym żerować dlatego zjada sam siebie. To ciało przez które żyjemy tutaj – umrze. Ten duch, który jest w nim – nie ma końca. Jeżeli wiesz, że tak jest – to ostatecznie otworzy Drogę, w swojej dłoni poczujesz tą nić – to połączenie. Poczujesz Życie.

Ścieżka Mózgogłowia jest hipnotycznym transem, otumanieniem zaklęciami – śmiercią kliniczną. Powolnym i metodycznym mordowaniem. Jest zimnym światem biurowców, taśm produkcyjnych, betonowej dusznej dżungli. Spotkaniami biznesowymi martwych ludzi, sprzedażą ciał w kostnicy. Jest spazmem zorganizowanej przemysłowej przemocy, nie leczoną nigdy wścieklizną, którą uznaliśmy za normę uważając, że musimy żyć jak dzikie bestie i nagradzać tych najbardziej bezwzględnych. To nie jest mój świat, moje prawo, moja religia, mój kraj. Nie mam poglądów politycznych i planów na przyszłość. Widzę to co widzę i czuję to co czuję.

Po prostu jestem.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

NIE KOŃCZYMY SIĘ

To uczucie jest dla współczesnego kapitalizmu bez mała tym, czym acedia (specyficzna mieszanina smutku i nudy) była dla teologów katolickich w pierwszych wiekach chrześcijaństwa: grzechem ciężkim. Acedia neguje bowiem wspaniałość świata stworzonego przez bóstwo, podobnie jak smutek neguje dziś wspaniałość późnego kapitalizmu. Pod znakiem zapytania stawia sensowność wszelkich naszych zaangażowań i inwestycji. Czyni nas bezproduktywnymi. A to w świecie zdominowanym przez rynek jest bodaj największą możliwą zbrodnią. Nad tym rynkiem unosi się widmo. Widmo kowala własnego losu. Słyszymy zewsząd, że wszystko jest w naszych rękach i wyłącznie od nas zależy. Zarówno sukces, jak i porażka, a ostatnio także los planety. Trudno się dziwić, że doświadczamy przeciążenia skrajnym indywidualizmem.

Tomasz Stawiszyński. „Ucieczka od bezradności”.

Przychodzi taki czas, robi się coraz zimniej. To zimno jest wszechobecne. Staje się wzorcem. Jednocześnie wzrasta klarowność i bardzo specyficzna przytomność umysłu. Widzisz samego siebie jaśniej, wyraźniej – obdartego ze znaczeń dodatkowych. Widzisz w sobie człowieka, takiego jak miliardy innych ludzi, zaczynasz cenić proste i fundamentalne sprawy. I to wystarcza. Myślę, że dzięki autentycznej ścieżce i duchowej pracy stajemy się dużo bardziej prości i zaczynamy po prostu czuć i widzieć więcej. Mamy w sobie to pierwotne ciepło, które potrafi na powrót przebudzić nas do Życia i pozwala patrzeć na nasze ludzkie zmagania z autentycznym współczuciem i troską. Pamiętać o tym co naprawdę ważne. Pamiętać o tym, że ostatecznie wszystko i wszystkich musimy zostawić i pójść własną drogą.

Przypomnieć sobie to bezbronne ciało w kokonie wód płodowych, otwartą obojętną przestrzeń konkretu w którą zostałeś wypluty, choć kiedy masz szczęście pierwsza spotyka cię miłość. To tylko dzięki niej można mieć siłę i odwagę, można naprawdę żyć. Jednak gdzieś po drodze, w tej bezsensownej walce o „lepsze jutro”, które zawsze okazuje się „tylko na chwilę”, „przez jakiś czas” tracimy to czucie, to ciepło i nawet nie zauważamy kiedy to wszystko staje się coraz zimniejsze i bardziej wyrachowane, pozbawione prostego i fundamentalnego dobra i zaufania. Tak rodzi się osobliwa obojętność na to wszystko co „nie jest mną” – brzemienna w skutki utrata Czucia. Kiedy zamiast ludzi widzimy przedmioty skierowane przeciwko nam niczym pociski wystrzelone z bezsensownej bezimiennej przestrzeni strachu. Kiedy stajemy się osaczoną przez zimne myślenie maszyną.

Jednostka – brzemię dźwigania iluzji poczucia siebie, wiecznie mutującego oprogramowania, którego kodem bazowym jest biologiczny imperatyw przetrwania wgrany w samą strukturę ciała poza zmyślnym softem intelektu. Ciało, które musi żyć – odżywiać się, kopulować, szukać schronienia, przyjemności i unikać bólu. Walka o pokarm, partnerów, terytorium. Kiedy odpuścisz nie przetrwasz, zostaniesz pożarty. Ta „nowoczesna” rzeczywistość wygląda inaczej kiedy patrzymy na nią z tego poziomu. Tutaj nie zmieniło się nic, jest tylko lepiej zamaskowane, jesteśmy cywilizowani póki chroni nas ten mechaniczny pancerz w postaci organizacji społecznej, struktury politycznej, religii, prawa, norm zachowań, mediów i tak dalej.

Mechanizmów regulujących i korygujących naszą egzystencję nie ma końca i wciąż muszą powstawać nowe, byśmy wciąż byli zajęci przystosowaniem do „nowych warunków” do kolejnego resetu ustawień, do ciągłej mutacji. Zatrzymanie tego spowoduje rozpad, dezintegrację ponieważ wszystko czym jesteśmy w „tym układzie” jest sztuczne i narzucone. Jest wymysłem programistów, którzy przez ostatnie dziesięciolecia studiowali ludzką konstrukcję, poznając mechanizmy kontroli i warunkowania. Grupa kontrolna pozostawia sobie duży margines możliwości i nieskończone zasoby do dyspozycji. Twórcy tej eksperymentalnej szczurzej cywilizacji sycą się energią walki i agonii, ciągłym beznadziejnym zmaganiem, które ostatecznie eksploatuje wolę życia i walki, bo zawsze i wszędzie chodzi jedynie o zasoby energii.

To jest prawdziwa waluta tego świata. Lśnienie. Czym bardziej jest zmutowane środowisko tym tej energii jest mniej i staje się coraz bardziej toksyczna. To jest faza agonii, kiedy ciało świata staje się postępującą chorobą – nowotworem, który łapczywie pożera wszystko to co jeszcze jest w zdrowiu i równowadze. Początkiem tej choroby zawsze jest egoizm – przekonanie, że jesteśmy ważniejsi niż wszystko inne. To jest podstawowy wirus wgrany w pień naszego mózgu, który infekuje wtedy, kiedy tracimy Połączenie. To jest Mózgogłowie.

Nar­cyzm jed­nostki wystę­puje rów­no­le­gle z nar­cy­zmem kul­tu­ro­wym. Kształ­tu­jemy naszą kul­turę odpo­wied­nio do naszego wła­snego obrazu, a zara­zem sami jeste­śmy kształ­to­wani przez kul­turę. Czy można zro­zu­mieć jedno z tych zja­wisk, nie rozu­mie­jąc dru­giego? Czy psy­cho­lo­gia może igno­ro­wać socjo­lo­gię i vice versa? W ciągu czter­dzie­stu lat, które prze­pra­co­wa­łem jako tera­peuta, zaob­ser­wo­wa­łem zna­mienną prze­mianę pro­ble­mów oso­bo­wo­ścio­wych, z jakimi zwra­cali się do mnie pacjenci. Wcze­śniej­sze neu­rozy, takie jak obez­wład­nia­jące poczu­cie winy, fobie czy obse­sje, nie wystę­pują dziś tak powszech­nie. W ich miej­sce spo­ty­kam wię­cej osób skar­żą­cych się na depre­sję; mówią o braku uczuć, wewnętrz­nej pustce, głę­bo­kim poczu­ciu fru­stra­cji i nie­speł­nie­nia. Wiele z nich odnosi suk­cesy w pracy zawo­do­wej, co wska­zuje na roz­dar­cie pomię­dzy tym, jak funk­cjo­nują w świe­cie, a tym, co dzieje się w ich wnę­trzu. Nader dziwny wydaje się względny brak nie­po­koju i poczu­cia winy, i to nawet przy poważ­nych zabu­rze­niach. W parze z bra­kiem uczuć spra­wia to, że ludzie ci robią wra­że­nie ode­rwa­nych od rze­czy­wi­sto­ści. Ich dzia­ła­nia – w życiu spo­łecz­nym, sek­sie i pracy – wydają się zbyt sprawne, zbyt mecha­niczne, zbyt per­fek­cyjne, wręcz nie­ludz­kie. Funk­cjo­nują raczej jak maszyny niż ludzie.

Alexander Lowen „NARCYZM”.

Ten brak pierwotnego Połączenia jest szkieletem – konstrukcją tej zimnej zaprogramowanej współczesności opartej na skrajnym egoistycznym zafiksowaniu, które stwarza pozbawione nadziei piekło rywalizacji, współzawodnictwa, brutalnej walki o status i posiadanie, które kończy się agonią życia w jego każdej formie. Pierwszą ofiarą zawsze staje się to co słabe i bezbronne rzucone na pożarcie najbardziej prymitywnych instynktów, które „pozbawione pudru propagandy” wchodzą w fazę jawności, kiedy odhumanizowana cywilizacja przestaje już dbać o swój „nowoczesny i humanitarny” image stając się okrutną i precyzyjną Maszyną, której odwiecznymi produktami są: Posiadanie, Dominacja i Władza. Trybami tej Maszyny jesteśmy my – pozbawieni Czucia ludzie, uwiedzeni skrajnym materializmem – ostateczną religią Mózgogłowia.

W tej fazie wszelkie religijne slogany o miłosierdziu, miłości wobec bliźniego stają się zwykłą kpiną na pierwszy plan wychodzi biologiczny twór – ciało, które jest jedynym bogiem dla którego obrazą jest choroba i śmierć. Zainfekowani skrajnym egoizmem zrobotyzowane istoty ludzkie sankcjonują „prawo”, które traktuje życie jako towar i surowiec. Przetrwanie staje się jedynym przykazaniem i ostatecznym prawem. Wszyscy przeciwko wszystkim. „Cywilizacja” zatacza pełne koło docierając do punktu wyjścia. Do samego Rdzenia. Do „Ja Mnie Moje”, które staje się modus operandi na wszystkich bez wyjątku poziomach: jednostki, rodziny, grupy, społeczności, narodu. To faza nacjonalizmu, fanatyzmu religijnego, narcyzmu, samoubóstwienia. Podkreślania wszelkich różnic i budowania na nich poczucia chwilowej tożsamości, która staje się ostateczną wartością ponad wszystkim innym, a konflikt staje się dominującą narracją, czymś przed czym nie możemy uciec ulokowani pod pręgierzem terroru mediów społecznościowych i ciągłej nieprzerwanej oceny generowanej non stop. To zapętlony neurotyczny świat gdzieś wciąż jesteśmy zajęci urojoną walką o urojone wartości, bo wszystko co prawdziwe zostało już rozwodnione do tego stopnia, że prawie niewidoczne. Zostały jedynie substytuty, podrobiona tandeta, chwilowe umowy, które wszyscy zrywają bez podania powodu. Liczy się tylko tymczasowość, bezpieczeństwo kosztem cierpienia, wygoda kosztem bezmyślności, komfort za cenę okrucieństwa zadawanego tym, których nie chcemy widzieć, bo są lustrem naszej przyszłości, ponieważ nie chcemy ujrzeć własnych demonów, które pożerają nas od środka.

Pomieszanie, dezorientacja, masochistyczna kultura negatywizmu plująca swoim jadem staje się powszechna i masowa odżywiając najbardziej prymitywne instynkty. Pornografia strachu i okrucieństwa, nieprzerwana transmisja Mroku na wszystkich kanałach, na wszelkie sposoby przez cały czas. W naukach to jest nazwane brakiem zasługi, wyczerpaniem pozytywnego i wzmacniającego potencjału w kolektywnym strumieniu świadomości. To udający rozwój wielopoziomowy regres – ucieczka w magiczne uduchowione światy, technologiczne utopijne obietnice bez pokrycia, poczucie szowinistycznego utożsamienia z gromadą, klanem i plemieniem, bezmyślny kompulsywny konsumpcjonizm bolesnych uciech, które przynoszą ulgę jedynie krótką chwilę, narastający lęk, bo w istocie żyjemy w świecie tak chaotycznym i pozbawionym spokoju, że doprawdy ciężko znaleźć cokolwiek na czym warto polegać, za czym warto pójść i czemu zaufać. Dlatego wracamy do egoistycznego zafiksowania na cielesności i sztucznej tożsamości, które są wszystkim co nam jeszcze zostało. Brzytwą, która odcina nas od wszechistnienia, potrzaskiem w dusznej klatce. Życiem na bezdechu. Ledwo, ledwo.

Jednak mam wrażenie, że to jest właśnie tym co charakteryzuje moment kiedy nasza świadomość ma największą szansę ujrzeć i poczuć czym tak naprawdę jest uwarunkowane i przesiąknięte cierpieniem ludzkie życie. Obudzić się ze snu o przyszłym spełnieniu i szczęśliwości, które w istocie nigdy nie przychodzi, bo wciąż jesteśmy zajęci tą nieskończoną walką o lepsze jutro tracąc jedyne co tak naprawdę mamy czyli dziś i tą właśnie chwilę. Ten moment, kiedy możemy ujrzeć prawdę, która ma zdolność przebudzenia w nas tego co rodzi prawdziwy Spokój, ponieważ jest czystym sercem, które jest pozbawione lęku przed śmiercią i unicestwieniem, które wie, że życie nigdy nie dobiega kresu. Ta otwarta przestrzeń gości dobro i zło, miłość i okrucieństwo rozumiejąc, że póki nie możemy rozpoznać swojej pierwotnej i nieuwarunkowanej Istoty, będziemy chronić i atakować, walczyć i bronić. Będziemy cierpieć do czasu kiedy nie pozwolimy temu cierpieniu wykonać swojej pracy.

Przebudzić nas.

Ta pierwotna Miłość przebija każdy pancerz, otwiera wszystkie żyły, czuje każdą istotę ludzką w jej zagubieniu i szamotaninie, która trwa bez początku przez wszystkie czasy i miejsca. Nie sądzi i nie ocenia. Nie karze. Nie popisuje się, nie sili na ezoteryczne sztuczki i pokazy duchowej mocy. Nie staje się charyzmatycznym guru, który uczyni z ciebie wyznawcę i fanatyka jedynie słusznej drogi. Nie będzie cię poniżać i karmić przerażeniem samopotępienia. Jest Lustrem. Po prostu ukazuje wszystko takim jakie w istocie jest. Prowadzi dużo głębiej i dalej niż najbardziej wyrafinowane doktryny, nie potrzebuje twojej adoracji i oddania. Wszystko żyje we wszystkim przez cały czas. Śmierć jest częścią życia, podobnie jak cierpienie i szczęście.

Pamiętam decydujący moment w moim życiu, kiedy cierpienie obudziło moje serce. Stało się to w dusznym wielkim Mieście Snu, kiedy zaszczuty przez swoje własne demony patrzyłem w mrok w tunelu w bebechach schorowanego świata i wiedziałem ponad wszelką wątpliwość, że wszystko musi umierać i musi żyć bez końca. Wtedy przychodzi płacz, który ma w sobie więcej prawdy niż jakiekolwiek słowo. Wtedy jesteś po prostu tym czym jesteś i w jednej chwili tracisz cały pancerz narosły przez miliardy lat. Ten rozpad niesie w sobie wyzwolenie. Ten pogardzany człowiek na którego patrzysz z wyższością niesie w sobie nieskończony Dar, który kładzie kres wszelkiemu cierpieniu. Wszyscy tułamy się po lesie samotności szukając światła i ciepła. Wszyscy chcemy, by ten ktoś obojętny i zimny w końcu nas zobaczył i rozpoznał. Wszyscy jesteśmy bezdomni w świecie, który toczy wojnę sam ze sobą. Wszyscy chcemy w końcu dotrzeć do domu.

Późno, samotny w łodzi swojego ciała,
bez świateł i skrawka ziemi na horyzoncie,
ciężkie grube chmury. Próbuję utrzymać się
na powierzchni, a jednak już pod,
żyję wewnątrz oceanu.

Rumi

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

KANAŁ ZERO

Demiurg nie jest Panem, mówili heretycy, ale ideą Pana, abstrakcją, którą kiedyś nazywaliśmy Jahwe, Bogiem lub Allahem, ale dziś, porzuciwszy wyimaginowanych przyjaciół z dzieciństwa, używamy teraz dorosłych terminów naukowych: Cywilizacja, Bezpieczeństwo, Życie lub Postęp. Ale tak naprawdę nic się nie zmieniło; nasi świeccy bogowie są dziś tak samo puści, jak święci bogowie wczoraj. Są to demiurgiczne ikony, mówili heretycy, wypełnione płytkim ciepłem tulenia się razem z tymi, którzy czczą te same symbole, wszyscy jesteśmy związani chwiejnymi uczuciami nadziei, do których wierzący lgnie, które uważa za święte i znaczące, ale które tak naprawdę są strachem pod inną nazwą.

Człowiek został ogłuszony przez to słowo.

Darren Allen

W owym zaszłym czasie trzeba powiedzieć, że Pirat był w kropce. To była zdecydowanie czarna gęsta egzystencjalna czarna dziura, każdego dnia opadał coraz głębiej i głębiej w Otchłań w której, o czym również trzeba wspomnieć, rozgościł się w sposób w jaki normalnemu tak zwanemu człowiekowi ciężko sobie wyobrazić, bo normalnie to nie jest normalne. Zresztą co jest ? „Normalność” jest absurdalną umową podpisaną przez szaleńców w akcie fundamentalnej niepoczytalności, spektaklem, który rozpada się każdego bożego dnia na naszych własnych oczach. Normalność jest fikcją umysłu. Z pozoru wszystko jest „normalnie” i to „normalnie” zaszło w swoje nienormalności aż tak daleko do XXI wieku do dzisiaj, do mitycznego tu i teraz, do Cyber Zenu – Antyoświecenia, Pseudonirwany. Pirat żył w swojej małej kajucie na planetarnym Titanicu, gdzie orkiestra mediów rżnęła ostatniego walca, który już jechał dosłownie po wszystkim, ugniatając różnorodność w jedną szarą toporną masę, której schlebiano, którą adorowano, którą mielono bez przerwy w tej Wielkiej Bezdusznej Maszynie i wypluwano jak odpad w Niebyt. Psychopatyczna Gra. Teraz Jezus wisiał na Wielkim Znaku Zapytania i zaczął się śmiać w głos dla tych, którzy mieli uszy aby słyszeć. Zamiast pordzewiałych gwoździ miał wszczepy, a dobra nowina była zakodowana w Matrycy i czekała na Nowy Rozdział, który musimy napisać, kiedy już obudzimy go w sobie, zamiast czekać na wyświetlenie kolejnego hologramu.

Czarna dziura nie jest dla wszystkich. Jest dla Nie Wybranych. Być Nie Wybranym i uświadomić to sobie to ho, ho, ho. Pirat mieszkał w Łodzi – Mieście Pogranicza dryfującym pomiędzy jawą i snem, na eksterytorialnych wodach kolektywnej świadomości, która stawała się coraz bardziej zatruta i zaśmiecona. Trzeba było zejść naprawdę głęboko by pojawiła się jakakolwiek klarowność i spokój. Jakikolwiek sens i powód. Jednak wtedy Pirat jedynie unosił się na powierzchni popychany chaotycznymi wiatrami. Zderzał się z Absurdem.

Jednak był czujny. Miał instynkt.

Rzeczywistość była dla niego psychosferą, nie postrzegał jej w ciągach przyczynowo – skutkowych w kategoriach praw dynamiki, biologicznego determinizmu czy spektaklu społecznego, widział ją jako gęsty zaludniony fantomami sen. Miał tak od dziecka, ponieważ jego wyobraźnia była pierwotnym jego światem, który go zrodził i ukształtował. Pirat został wysłany na misję do Świata Warunku, misję trzeba przyznać dość samobójczą, bowiem w Świecie Warunku wyobraźnia jest skazana wykrokiem dożywotniego więzienia bez odwołania. W Świecie Warunku podstawowym stanem istnienia jest Agonia. W tamtym czasie Pirat nie miał pojęcia o czym my tutaj mówimy, po prostu próbował przetrwać w Tym Czymś, w źle skonfigurowanej grze w której nikt nie wiedział po co w ogóle ma w to grać jednak grał, bo grali wszyscy i wszyscy przegrywali oszukując samych siebie do samego końca. Pirat nigdy nie zaczął tak naprawdę grać w tą Grę jedynie tylko udawał zainteresowanie, udawał udział, udawał zaangażowanie.

I rozpoznawał tych, którzy też udają.

Rozkołysane wahadło pozornego życia poruszało się w nadziei i rozpaczy, poruszało się w cierpieniu i szczęściu, na zmianę. Nikt nie wiedział kto wprawił je w ruch, choć rzecz jasna było wiele teorii naukowych i religijnych w które ludzie wierzyli, bo ludzie, drodzy ludzie potrafią uwierzyć we wszystko. Tacy są. Ta przypadłość uczyniła Grę możliwą. W Wymiarze Warunku cierpimy na Brak Pamięci, na Krótkotrwałość, cierpimy na życie, które kończy się śmiercią, na śmierć która udaje życie. W Wymiarze Warunku zatrzaśnięto wszystkie drzwi, uniemożliwiono ucieczkę. Bebechy maszyny losującej bez wygranych wypluwającej złudzenie za złudzeniem. Najczęściej orientujesz się wtedy, kiedy jest już za późno, prawie na sam mało wesoły koniec, kiedy brak ci już sił i patrzysz na swoją grę z perspektywy realnego doświadczenia, bezlitosnej weryfikacji wszystkich tych obietnic, zapewnień i bajek dla dzieci. Jednak tak naprawdę realne życie jest w istocie mało realne, jest ciągiem przelatujących obrazów wokół nas, z których nie zostaje nic co możesz złapać jak woda na powrót wracająca do oceanu. Jest ruchomym tłem za którym próbujesz nadążyć, choć to niemożliwe. Tym co jednak zawsze jest obecne jesteś Ty – Nie Ty.

TO.

Ty przepływający przez to wszystko, ty zanurzający się w gęsty roztwór wyobrażeń, koncepcji, teorii, które nigdy się nie kończą, bowiem tak to już jest. Jednak kiedy na powrót zamieszkasz wewnątrz samego siebie, wewnątrz tego, który chce gdzieś dopłynąć, bo wierzy, że tam czeka go coś czego jeszcze nie ma tu, możesz w końcu poczuć, że w tym co bez końca się rusza istnieje coś co wydaje się spokojne i nieruchome, coś na co naprawdę możesz liczyć, coś co jest bliżej niż twoja własna skóra. Pirat miał to przeczucie, nie był go wtedy świadomy jednak ono było tak czyste. Niewymyślne. W tamtym czasie wciąż się gubił na każdym skrzyżowaniu wielkiego Miasta Snu, które zbudowano na chybił trafił, bo świątynią postępu była wtedy Produkcja wypluwająca ludzkie życie przez wielkie strzeliste kominy, mieląca ich w Maszynie. Żyjemy w istocie w snach innych ludzi, którymi sami byliśmy, a my teraz śnimy sny dla nas, którzy przyjdą kiedy my odejdziemy. Sen przyszłości skrapla się w każdej sekundzie i tworzy potencjał Mutacji z której powstaje kolejna zmodyfikowana wersja rzeczywistości, kolejny wariant Psychosfery do którego wypluje nas terror egzystencji i będziemy po raz kolejny trawić samych siebie.

Zrodzeni sami z siebie doświadczamy swojego własnego świata.

Potencjalność jest nieskończona. Dlatego nic nie może się wyczerpać, nic nie może dotrzeć do końca, bo koniec jest tylko kolejnym początkiem. „Koniec” jest pocieszeniem dla nieświadomego umysłu, nie możemy zatrzymać strumienia wrażeń, możemy jedynie nauczyć się współpracy i obecności, możemy odkryć, że w istocie to wszystko jest po prostu piękne i fascynujące nawet wtedy kiedy jest okrutne, tragiczne i pozbawia nadziei, bo ostatecznie nie ma miejsca docelowego, nie ma zbawienia, nirwany, nie ma niebytu, a Piekłem jest Warunek. Nikt nie potrafi zgasić światła świadomości nawet sam bóg nie ma pojęcia gdzie jest wyłącznik. Ten „prąd”, który przez nas przepływa jest energią życia. Wystarczy spojrzeć na dzieci. Dlatego świat bez dzieci stał by się światem nie do wytrzymania, stałby się zimny i okrutny. To one przynoszą tutaj Żywość, zasilają to pole. Jednak co my im czynimy, kiedy chcemy, aby upodobniły się do nas, by były kolejnymi automatami do obsługi karmicznego długu wtłaczając je w nasz kwadratowy mechaniczny świat, przyuczając je do bycia biernym, posłusznym i zlęknionym, warunkując swoimi okrutnymi doktrynami pozbawionymi radości i światła, rzucając na kolana przed oblicze wymyślonego okrutnego małego pedantycznego boga, który zarzygał ten świat niewinną i czystą krwią z której ulano naszą „wolność”, która w istocie jest czystą nie rozcieńczoną Ignorancją.

Czarna dziura.
Kropka pod znakiem zapytania.
Otchłań Nieświadomości.

Ci, którzy udają, że są z tego świata, są tymi którzy tu przyszli by go odmienić, by być wtedy kiedy potencjometry są rozkręcone na maxa, kiedy wiek bogini Kali rozpruwa rzeczywistość na strzępy, jednak wtedy możliwy jest radykalny skok świadomości w takim stopniu jak nigdy wcześniej, ponieważ potencjał negatywizmu ma swoją twórczą i jasną stronę. W swojej esencji jest czystą niepohamowaną Mocą – Energią Istnienia. To jest ten czas. Ten Moment. Może cię wystrzelić lub pogrzebać – wszystko zależy od ciebie, nie od miliarderów i polityków tej całej zgrai napuchniętych schorowanych istnień ludzkich, którym się wydaje, że są bożkami w małym prowincjonalnym kościółku na obrzeżach nieskończonej galaktyki i dostąpią technologicznego zbawienia od choroby i śmierci, a koniec końców będą nawozem z gnojowiska dla pięknych kwiatów, które już rosną głęboko pod zdewastowaną sztucznymi nawozami Matką Ziemią – Istotą Która Czuje. Ta pschosfera ma nieskończoną ilość wcieleń, nieskończoną ilość wariantów, nieskończone opcje gry co na tą pokraczną chwilę nie mieści się nam w głowach, bo staliśmy się głównie głowami pełnymi spiskowego myślenia, głowami, które wciąż się martwią – jak to będzie, głowami które wciąż bolą, bo nie mogą przestać myśleć, głowami, które dają sobie tytuły wielkich głów za najbardziej błyskotliwe i inteligentne bicie w mur swoich własnych ograniczeń. Doszliśmy do ściany i Pirat odkrył to tamtego dnia, kiedy schodził po schodach do Podziemia zaraz przy Centralu.

Odkrył TO ponad wszelką wątpliwość. Zapalił śmierdzącego rakiem papierosa usiadł na oplutych wnętrznościami schodach, które w istocie prowadzą donikąd. Słuchał bicia swojego serca, każdego jednego uderzenia.

To Coś mówiło.

Słuchał.

Zwykły wpis