TEKSTY

ZALOGOWANI

Internet to taki film, który się wyświetla konającemu, coś jak paradokument zmontowany z zapisów gatunkowej czarnej skrzynki podczas kosmicznego przelotu do innych galaktycznych lokacji w nieskończoności. Kiedy odpuścisz duszną mroczną grozę egzystencjalizmu ponurych kolesi, którzy kombinowali jakby się tutaj zabić psychologicznie w najbardziej przerażający i beznadziejny sposób jednocześnie wprawiając wszystkich w te ponure drgawki lęku i drżenia i odbijesz to w krzywym zwierciadle prześmiewczego umysłu, który przestaje traktować poważnie swoje własne projekcje ujrzysz niechybnie ludzi zniewolonych przez swoje natarczywe i okrutne myślenie.

Ujrzysz twarz monstrum, które żyje i króluje w naszym wnętrzu, podsycane szaleństwem kolektywnej matrycy, do której wszyscy jesteśmy zalogowani. Poczujesz Pasożyta. Dominium abstrakcji uwiodło nas dawno temu swoją dialektyką oświecenia stając się surową i pragmatyczną religią jednego boga, który pozbawił ten świat tajemnicy i magii. Rzucił nas na kolana przypadku i bezlitosnego mechanicznego skalpowania wszelkiej prawdziwej duchowości. Dogmat, doktryna, ceremoniał – wszech zorganizowany Konglomerat, który wszystko mieli swoim Mózgogłowiem i tworzy świat martwej skorupy – spopielały i nieruchomy cmentarz logiki rozumu, który pożera już sam siebie, bo przecież przetrawił i zanalizował już wszystkie te duchowe bzdury i urojenia – zostało mięso w bezsensie i komunia święta z maszyną.

Przecież tam na placu tej stolicy apostolskiej płonęły ciała na stosach, kiedy przemocą sprowadzano to wszystko do wspólnego bezlitosnego mianownika – jedynej słusznej religii. Żyjemy w świecie niepamięci, otoczeni wszechobecną technologią – protezą, która nie robi nic innego od zbawiania nas od brzemienia bycia istotą czującą i myślącą. Zawsze otwarci na tych, którzy na powrót uczynią nas bawiącymi się dziećmi, które za nic nie muszą odpowiadać mają się bawić, być bez końca w tej fazie ściekającej z pyska śliny, z gównem w pieluszce, ciągle głodni i spragnieni z uśmiechem idioty klepiącymi te paciorki pod krzyżem w imieniu którego zamordowano przecież miliony, które teraz podczas rozpadu wychodzą z tych wszystkich obrazów, posążków, szat liturgicznych, dymu kadzielnic. Otwiera się Otchłań pełna duchów, zjaw – pełna gwałtu, mordu, tortur upodlonych istot odprawionych sakramentem pogardy.

Mówi się, że w drodze do światła rozszarpują cię demony, którymi byłeś. Ukazują ci prawdę strumienia świadomości, wszystkie bagna, najmroczniejsze tajemnice, które wciąż żyją w podziemiu i kiedy tracisz ostatni oddech – otwiera się wszystko – święte pismo twojej magazynującej świadomości – rejestry myśli, słowa i działania. Dlatego nie można uciec, nie można przekupić tego okrutnego boga, bowiem powleczony jest twoją własną skórą i tym wszystkim co zrobiłeś. Ten świat ulepiony jest z długu. Dług jest cementem każdej świątyni.

Nosimy to w sobie i nie możemy się tego pozbyć. Demony stały się Kapłanami w tym wymiarze i podczas swoich mrocznych ceremonii obdarowują cię swoim długiem, transferują winę w kolektywne pole i zanurzają cię w bezdennej otchłani lepkiej nieświadomości, ponieważ szukasz zbawienia poza samym sobą – nie chcesz ujrzeć tego co zrobiłeś uciekając przed odpowiedzialnością za swój własny los. To klątwa. Hipnotyczne zaklęcie rzucone bardzo dawno temu, które stworzyło więzienie Zamkniętego Obiegu poprzez tak zwane sakramenty, które wciąż przywołują cię do tej samej celi ciała, które ma cierpieć za grzechy umysłu. Ten program wgrywa się samoistnie kiedy rodzisz się na tej cudownej planecie, którą przemieniono na obraz okrutnego demiurga – sadysty, który syci się krwią niewinnych czystych istot, które nie są skażone tą doktryną. W ten sposób wciąga się całe istnienie do tej psychopatycznej Gry w swój zdeprawowany strumień umysłu. Musisz wrócić by szukać sprawiedliwości i zadośćuczynienia. Jednak nie masz szans, bowiem tracisz całą pamięć i jesteś wtłoczony w ten okrutny sadystyczny system władzy i kontroli i nie masz szans z tymi, którzy nie tracą pamięci. Ofiary stają się wyznawcami, wierną posługą swojego oprawcy, ponieważ straciły pamięć, czczą boga który jest ich własnym mordercą, który zrodził ich z cierpienia, ponieważ w tym zdeprawowanym wymiarze to śmierć jest głównym generatorem energii. Prądnicą, która utrzymuje wszystko w ruchu zasila ten system.

Niekończące się bestialskie wojny, medialny terror strachu i przerażenia, religia, której esencją jest poczucie winy i obietnica piekła z krwawiącym ciałem jako symbolem, który wciąż ma ci przypominać, że jesteś niczym, wreszcie ostateczny bezsens nowoczesnej mutacji w formie zimnej nauki, która staje się nową religią, która przeprogramuje te wszystkie zalogowane umysły w jeden spójny kolektywny sen czystego okrutnego pragmatyzmu i stworzy lepszą wersję Adama i Ewy o optymalnej wydajności procesorów i ciałach, które będą się odradzać bez końca w wskrzeszane z komórek macierzystych.

Jednak mamy tu coś z poza planu.

A przecież Sprawiedliwość wciąż umiera, każdego dnia. W tej chwili, gdy do was mówię, daleko i blisko, niemal na progach naszych domów, ktoś ją nieustannie zabija. Za każdym razem, gdy umiera, jest tak, jakby jej nigdy nie było dla tych, którzy w nią wierzyli. Dla tych, którzy oczekiwali tego, czego wszyscy mamy prawo oczekiwać – sprawiedliwości, po prostu sprawiedliwości. Nie tej, która przywdziewa teatralne togi i konfunduje nas kwiecistą, pustą, prawniczą retoryką. Nie tej, która przyzwala, by zawiązano jej oczy, by nie widzieć jak manipuluje się szalami jej wagi. I nie tej także, której miecz zawsze tnie bardziej w jedną stronę niż w drugą.

José Saramago (1922–2010) – portugalski pisarz, laureat literackiej Nagrody Nobla w 1998.

Zwykły wpis