Z dedykacją dla Chögyala Namkhai Norbu

Bud­dyzm nie jest re­li­gią w ta­kim sen­sie, jak chrze­ści­jań­stwo, ju­da­izm, is­lam czy hin­du­izm. Bud­dyzm nie wy­su­wa wła­snych kon­cep­cji Stwór­cy i aktu stwo­rze­nia. Bud­dyzm nie jest też fi­lo­zo­fią, poj­mo­wa­ną jako czy­sty kry­ty­cyzm in­te­lek­tu­al­ny lub mi­łość wie­dzy. Opie­ra­jąc się na po­ję­ciu dhar­my, bud­dyzm nie­ja­ko sam się de­fi­niu­je. Wska­zu­je, że na rów­ni sta­wia mo­ral­ność i na­tu­rę, mo­ral­ne, du­cho­we i na­tu­ral­ne aspek­ty ludz­kiej eg­zy­sten­cji. Bud­dyzm jest spo­so­bem ży­cia – pro­ce­sem trans­for­ma­cji czło­wie­ka. I jako taki bud­dyzm ak­cen­tu­je kwe­stię in­dy­wi­du­al­nej od­po­wie­dzial­no­ści i in­te­lek­tu­al­ne­go, ro­zu­mo­we­go spoj­rze­nia na ży­cie, na rze­czy­wi­stość. Ra­cjo­nal­ne po­dej­ście do trau­my eg­zy­sten­cji oraz wię­zi mię­dzy­ludz­kich dyk­to­wa­ne jest przez kom­bi­na­cję mą­dro­ści i współ­czu­cia. Chy­ba wła­śnie kul­ty­wo­wa­nie oraz do­sko­na­le­nie mą­dro­ści i współ­czu­cia sta­no­wi samo sed­no prak­ty­ki bud­dyj­skiej.

Lob­san­g Lha­lung­pa

Bardo życia – nasz czas na tej ziemi w tym ciele. Przestrzeń doświadczenia pomiędzy narodzinami i śmiercią. Wielka nieodgadniona Tajemnica, która przeraża i fascynuje, inspiruje i przytłacza – wypluwa nas i na powrót połyka przez całą Wieczność. Nie wiemy – to jest nasz stan. Urodziłem się bez pamięci w domyślnym stanie defragmentacji – bezbronny i nagi. Jak my wszyscy. Nie pamiętam procesu umierania, nie pamiętam stawania się i pierwszego oddechu. Pamiętam buddyjską stupę i krążące wielkie ptaki. Pamiętam nieskończoną przestrzeń, góry i błękitne niebo. To przyszło później. To było miejsce takie jak to – gdzie teraz jestem – proste i czyste pozbawione ludzkiej manipulacji. W tej przestrzeni otwierasz bramę, ponad wszelką wątpliwość wiesz, że Tajemnica istnieje – jest Żywa i Lśniąca jak oczy dziecka. Skąpane w słońcu zaśnieżone szczyty, które choć możemy zdobyć są obojętne na cały ten wysiłek, bowiem były przed nami i będą po nas. Kiedy widzisz takie piękno – płaczesz. Jesteś złocistym pyłem, którym miota burza. Ogromna porażająca przestrzeń w obliczu której uświadamiasz sobie swoją własną znikomość i kruchość, zdajesz sobie sprawę, że jesteś ziarnkiem piasku jak pisał w jednej z książek wielki mistrz Trungpa Rinpoche. W pewnym sensie to szokujące poczucie wyzwala z neurotyzmu własnej wyjątkowości. Tracisz poczucie ważności, zalewasz się z pejzażem – z ziemią, niebem, wiatrem, kiedy tracisz oddech i dyszysz, bowiem wędrówka jest zdecydowanie ponad twoje siły – ta górska krystaliczna woda jest najcenniejsza ze wszystkiego co ten materialny świat ma do zaoferowania. Jest cudem.

W Merigar East z Mistrzem

W pewnym sensie ta podróż jest wyrazem tęsknoty za miejscami, które noszę ukryte głęboko w sercu, gdzie buddyjska praktyka jest częścią życia nie pokazem wyjątkowości czy kolejnym ego tripem i jest czymś naturalnym, bowiem w istocie potrzeba duchowości jest dla nas istot ludzkich fundamentalna i zarazem pierwotna. Rozumiesz, że wszystkie te ścieżki i drogi mają swój głęboki sens, bowiem dają nam wsparcie i pocieszenie, dają nam siłę i wiarę, jednak przede wszystkim dają nam realne doświadczenie, że jesteśmy w stanie przynieść pożytek sobie i być może kiedyś pomóc innym. Kiedy masz tak dużo szczęścia, aby spotkać prawdziwego Mistrza, który prócz wykształcenia i biegłości w rytuale i ceremonii posiada prawdziwe zrozumienie esencji i znaczenia oraz co w moim odczuciu jest najważniejsze – ma nieograniczone współczucie względem czujących istot – można powiedzieć, że wygrałeś prawdziwą szóstkę w totolotka. W istocie nie można tego zmierzyć żadną miarą, oszacować żadną wartością, bowiem rzecz w tym, że przekracza to wszystkie pojęcia, przekracza to czas i przestrzeń, przekracza dobre i złe, słuszne i niesłuszne. W moim rozumieniu jest to najgłębszy sens ludzkiej egzystencji, bowiem dotyka samej jej istoty – tego najczulszego i najbardziej wrażliwego miejsca – naszego serca. Serce nie jest sloganem, nie jest kolejną lepką i miałką metaforą, bowiem kiedy jest otwarte i czyste jest naszym Światłem i Drogą, jest naszym Przewodnikiem.

Budda nie posiadał żadnych ziem, żadnej własności. Nie był kimś szczególnym w kategoriach doczesnego świata. Był ziarnkiem piasku na ogromnej pustyni. Dzięki temu właśnie stał się oświeconym całego świata, ponieważ nie toczył z nikim żadnej bitwy.

Czogjam Trungpa Rinpoche

Mistrz jest tym, który nam to serce ukazuje i wprowadza nas do niego, uczy języka mądrości i wytrwałości w obliczu wszystkich naszych ułomności i negatywizmu, rozpaczy i strachu. Nie uczy nas latać i czynić cuda, nie przekazuje tajemnych zaklęć po to byśmy z wyższością manipulowali tym światem. To co w co nas w istocie wprowadza jest poza słowem i pojęciem, po za czymś specjalnym i wyjątkowym – jednak kiedy to rozpoznamy – po raz pierwszy wracamy do Domu. To jest Prawdziwy Spokój, który choć łatwo gubić – Jest. Mamy pewność, że Dharma – nauka Buddy jest prawdziwa i godna zaufania, a nasz Mistrz jest Żyjącym Buddą – kimś kto w pełni urzeczywistnił Ścieżkę. Wtedy możemy go naprawdę rozpoznać w swoim własnym zrozumieniu, bowiem w tym wypadku to Mistrz staje się Drogą. To jest związek poza czasem, więź której nie sposób zniszczyć i unicestwić. To jest to co z życia na życie przychodzi by nas budzić ze Snu Ignorancji i na powrót kieruje na Ścieżkę. Przypomina nam, że życie ludzkie jest czymś więcej niż pogonią za szczęściem i bogactwem, bowiem koniec końców nic z tego nie jest trwałe i znów po raz kolejny zostajemy z niczym, prócz tego kim byliśmy. Nie możemy przed sobą uciec w tej czy innej formie wszystko wraca. Niezliczone stacje na których stworzyliśmy sobie życie są tylko wspomnieniem, a my znów jesteśmy w pociągu, znów w drodze. To jest Bardo Prawdy. Nie znajdziemy bezpiecznej trwałej przystani w tym co uwarunkowane i przemijające, czyli w tym wszystkim co nas otacza. Nie znajdziemy tego w emocjach i wyobrażeniach, oraz w najbardziej nawet wzniosłych ideach. Błyskotliwa myśl nie może nam pomóc. To jest jedna z fundamentalnych prawd, która tworzy prawdziwy i solidny fundament buddyjskiej praktyki.

Jako ludzie musimy dokładnie uświadomić sobie odpowiedzialność, jaka na nas spoczywa. Gdyby akcja nie prowadziła do reakcji, gdyby działania nie miały mocy przynoszącej owoce, wtedy nie byłoby problemu. Gdybyśmy zareagowali gniewem i nie miałby on żadnego wpływu na innych ani na nas samych, gdyby nie prowadził do bolesnych sytuacji, wtedy wszystko byłoby w porządku. Nie musielibyśmy się starać ani brać odpowiedzialności za zdarzenia, do których doprowadziliśmy. Jednak karma nie działa w ten sposób. Gdy przyjrzymy się temu uważnie, zobaczymy, że każde działanie daje jakiś skutek.

Jako ludzie nieustannie coś robimy. Mamy ciało, które jest w ciągłym ruchu, wciąż działa. Każdy nasz czyn daje na świat owoce i wpływa na innych oraz na nas. Podobnie słowa i myśli tworzą akcje, które prowadzą do reakcji. Myśli posiadają niezwykły potencjał przeobrażania się w czyny prowadzące do określonych rezultatów.

Jeśli przyjrzymy się sobie, zorientujemy się, że ruchy naszego ciała powodują niezliczone czyny. Każdy z nich niesie potencjał oddziaływania, które ktoś inny może od razu na sobie poczuć, jak na przykład zabicie zwierzęcia w celu zdobycia pokarmu. Odbieramy życie innej istocie po to, aby podtrzymać własne, aby przeżyło nasze ciało. Nie szanujemy i nie dbamy o inne formy życia, traktując je jako mniej wartościowe. Nawet ludzie, którzy medytują, nie są do końca wyczuleni na ten fakt. Nie mamy pełnej świadomości, a tym czasem nasze ciała nadal się poruszają i działają, wpływając na inne istoty. Na przykład możemy kogoś skrzywdzić działaniem wynikającym z braku szacunku, skrzywdzić przez akt fizycznej agresji.

Nawet jeśli wydaje się, że nikt nie ucierpiał w wyniku naszego postępowania, niewiedza i lenistwo ciała, przywiązanie do niego prowadzą do powstania swoistego mentalnego osadu, który przeradza się w nasze indywidualne skłonności. Zatem owoce naszych działań nie tylko dotykają innych, lecz również tworzą bazę, podstawę naszego charakteru, osobowości i skłonności. To jest ten aspekt rezultatu, który w danym momencie niekoniecznie przeradza się w coś szkodliwego, lecz jeśli lenistwo zacznie się w nas osadzać, skutkiem będzie nasz leniwy charakter. Jeśli w całym życiu przydarzył się nam epizodycznie wybuch agresji lub byliśmy czasem leniwi, nie będzie to dużym problemem. Jednak powtarzające się przypadki, automatyczne reakcje, nawykowe skłonności budują naszą osobowość.

Agresja, nawet jeśli nam się to nie podoba, jest w nas obecna. Jest tak dlatego, że tylko zaznajomiliśmy się z nią, a nigdy jej nie okiełznaliśmy, nigdy nie byliśmy naprawdę świadomi jej. Nigdy nie wprawiliśmy się w byciu świadomym tego, że fizycznie krzywdzimy innych. Nawet jeśli później tego żałujemy, pozostaje w nas brak uważności w chwili, kiedy działamy powodowani gniewem.

Khandro Rinpoche

I kiedy mozolnie wspinam się pod tą ogromną górę ledwo dysząc, piękno które widzę, tak naprawdę jest marnym pocieszeniem. W tym właśnie momencie jestem swoim uwarunkowanymi ciałem, którego potrzeby stają się najważniejsze, a zmęczenie i brak siły dojmującym i przytłaczającym doświadczeniem. To ciało umiera, jest kruche i nietrwałe i stanowi sam rdzeń naszego utożsamienia z formą. Dla jego wygody i bezpieczeństwa zrobimy dosłownie wszystko, bowiem kiedy dzieją się rzeczy ostateczne – kontrolę przejmuje instynkt – wola przetrwania, która z natury jest skrajnie egoistyczna. Możemy pozować na altruistów kiedy czujemy się dobrze i mamy swego rodzaju nadmiar, którym nie trudno się podzielić, jednak kiedy mamy utracić część siebie na rzecz drugiej istoty wówczas dopiero zdajemy sobie sprawę – co to znaczy prawdziwa służba dla innych. Bardzo daleko mi do tego. Dlatego, aby naprawdę przynosić pożytek innym trzeba urzeczywistnić „brak siebie w sobie”, przekroczyć utożsamienie ze „swoim” ciałem, mową i umysłem i wówczas stajemy się autentycznym darem dla świata.

Prawdziwym Mistrzem, który choć nie czyni cudów – jest cudem jak lśniąca gwiazda na jaśniejącym niebie, którą doprawdy trudno dostrzec, bowiem blask jej jest przytłoczony przez „światłość” tych, którzy pozują na wyzwolonych. W istocie na tej planecie jest bardzo mało autentycznych Nauczycieli, którzy naprawdę znają drogę, bowiem przeszli ją do końca i wrócili, aby pomóc wyjść z cierpienia innym. To jest prawdziwa Miłość. Esencja Nauki Przebudzonych – Serce Dharmy. Jest to dla nas niepojęte, bowiem przekracza całą zaprogramowaną logikę Mózgogłowia i przeczy wszystkiemu czemu jesteśmy tak oddani. Pokora i niepozorność stanowi ochronę przed pychą i samouwielbieniem, które zdominowały tak zwany świat duchowości. Ciężko rozpoznać Mistrza bez tronu i brokatów, bez pochlebców i „świętego splendoru”, bowiem tym co nami kieruje jest schemat, a nie mądrość.

Nie można udawać pokory, nie można udawać skromności, bowiem to po prostu widać w oczach – to jest widzenie i rozumienie prawdziwej kondycji tego świata i istot, które poprzez bardo narodzin pojawiają się w tym świecie. Ja mam w sobie pychę i dumę, które staram się ukrywać i maskować. Jednak ścieżka daje nam prawdę o sobie. Kiedy mamy odwagę jest Lustrem. Może nam się wydawać, że praktykując „wysokie” ezoteryczne nauki jesteśmy kimś specjalnym i wyjątkowym, możemy patrzeć na innych z góry. Jednak ta góra jest usypana z iluzji, które karmimy z fascynującą na swój sposób pieczołowitością, aby poczuć się lepiej. To „lepiej” wcześniej czy później rozpadnie się. Nie uciekniemy w Himalaje i do klasztorów przed sobą i skutkami własnych działań, możemy na chwilę „oblepić się” świętością, czystością, całą tą pozorną zmianą – jednak wciąż „jesteśmy sobą” – najbardziej zmechanizowanym utożsamieniem i najsilniejszym nawykiem ze wszystkich. Ten nawyk jest piastą koła, pierwszym pikselem na matrycy. Z tego rodzi się wszystko co nas określa i warunkuje. Nie możemy udawać wyzwolenia przed sobą kiedy naprawdę jesteśmy szczerzy. Widzieć siebie naprawdę takim jakim się jest i nie uciekać przed sobą – tym jest dla mnie prawdziwa duchowość. Dlatego bardziej ufam tym, którzy potrafią ukazać swoje wady, słabości, swój gniew, wstyd – bowiem to oznacza, że przestali grać w lepszego siebie. Przestali udawać i jest z tego więcej pożytku i nauki niż z zmyślonego „ideału”, którego szukamy i za którego „czarem” tak chętnie idziemy.

Większość współczesnej tamasowej duchowości jest właśnie takim oszustwem – pozorem. Dlatego spotkać autentycznego nauczyciela jest tak niezwykle trudno i zazwyczaj ma on wady i nie jest ideałem. Nie pasuje do schematu i wyidealizowanego obrazu – jest przytłaczająco ludzki. Choruje, nie czyni cudów, ma romanse – jest człowiekiem z krwi i kości. Odkrywa karty na które nie chcemy patrzeć i to właśnie jest wysokiej klasy nauczaniem. To cios prosto w serce. Rana wrażliwości i otwartości przez którą wchodzi w nas prawdziwa Mądrość, która nie jest łatwostrawnym sloganem i frazesem. Prawdziwy Mistrz nie podaje nam narkozy. On nas budzi. Nie poprawia nam nastroju, on go zaburza, żebyśmy w końcu zaczęli widzieć i rozumieć podstawę – fundament nauk. Przestali uciekać w iluzje i przestali chronić „siebie”. Przytłacza nas jego oddanie i dedykacja dla innych, niestrudzona cierpliwa mozolna praca, która tak naprawdę nigdy nie ustaje. Jest bezgraniczną aktywnością Buddy. Budda nie jest posążkiem na ołtarzu, nie jest metaforyczną figurą, archetypowym zbiorem świętych cech. Jest żywy i obecny właśnie teraz i tutaj w tym zamroczonym świecie, w tej szaleńczej pogoni. To czyni Ścieżkę prawdziwą i inspirującą oraz co najważniejsze pełną mądrości i zręcznych metod.

Zgubiliśmy się na tym szlaku. Nikt z nas go wcześniej nie przeszedł. Nie mieliśmy przewodnika, kogoś kto naprawdę zna Drogę. W pewnym krytycznym momencie po prostu idziesz na oślep, przed siebie. Zaczyna padać, opadasz z sił, bowiem nie znasz nawet swojego własnego ciała, twój umysł popada w panikę i przejmuje kontrolę – tworzy swoje własne wyobrażenia i nierealne niepokojące scenariusze. Z radosnego beztroskiego stanu przechodzisz w tryb lęku i narastającego niepokoju – to jest bardo umierania tego co znasz. Robi się ciemno. Gubisz kontakt z innymi. W pewnym momencie jesteś sam – kompletnie zagubiony skazany na łaskę nieznanego. Wcześniej czy później to czeka nas wszystkich, jednak z całych sił nie chcemy tego przyjąć do świadomości, a to oznacza, że nie rozumiemy samej Podstawy, która tworzy szczerą motywację i opartą na mądrości intencję. Fiksujemy się na „efektach specjalnych”. Na egzotycznej i kulturowej otoczce, na dewocjonaliach, skomplikowanych i wyszukanych ceremoniałach, na klimacie wzniosłości i tajemnicy – ponieważ prostota i bezpośredniość nudzi nasze przekarmione wrażeniami umysły. Jednak tak naprawdę to wszystko jest bez znaczenia, bowiem kiedy nie potrafimy dotrzeć do esencji z całej tej maskarady nie ma żadnego pożytku. Staje się jedynie pożywką dla antropologów kultury, kolejną archaiczną i niezrozumiałą atrakcją dla turystów, którzy po krótkim och i ach po prostu idą dalej.

Jakże wiele klasztorów istniało w Tybecie, Krainie Śniegów, zanim komunistyczne Chiny zaczęły opanowywać ten kraj. Jak wiele działało tam świątyń podobnych do tych w Lhasie, Samje i Trandruk. Jakże wiele znajdowało się w tych miejscach cennych przedmiotów symbolizujących ciało, mowę i umysł Buddy… Teraz nie ma tam nawet posążka. W Samje pozostał jedynie namiot, nie większy od stupy. Wszystko splądrowano, zdewastowano, roztrzaskano. Wspaniałe malowidła zniszczono. To, co się wydarzyło w Tybecie, ukazuje nietrwałość zjawisk. Nie istnieje nic stałego, nic trwałego.

Dilgo Khjeniste Rinpoche

Te ginące na naszych oczach kultury ukazują nam sam Proces. To jest Wielkie Nauczanie. Bezpowrotnie tracimy samych siebie – swoją głębię i prawdziwą duchową ludzką tożsamość. Zastępujemy to kolorowymi iluzjami, technologicznym parkiem rozrywki, znieczulającą wygodą, pozorami rozwoju, który tak naprawdę jest regresem. Bezdotykowy syntetyczny świat na chwilę przed samounicestwieniem. W tej kwestii nie mam złudzeń. Jednak zgniły owoc ma w sobie zdrowe nasiona i kiedy upada – rodzi się nowe. To nowe jest w Nas – żywe i doskonałe. Dlatego wszystko ma sens – cały ten Proces Odwiecznej Nauki nigdy nie idzie na darmo – mądrość, którą rodzi – jest zawsze dostępna dla tych, którzy poznają Ciszę.

Ktoś, kto zaczyna rozwijać zainteresowanie naukami, może mieć tendencję do oddalania się od rzeczywistości rzeczy materialnych, tak jakby nauki były czymś całkowicie oderwanym od codziennego życia. Często u podłoża tego wszystkiego leży postawa poddania się i ucieczki od własnych problemów, ze złudzeniem, że uda się znaleźć coś, co w cudowny sposób pomoże przekroczyć to wszystko. Ale nauki te opierają się na zasadzie naszej rzeczywistej ludzkiej kondycji. Mamy ciało fizyczne ze wszystkimi jego różnymi ograniczeniami: każdego dnia musimy jeść, pracować, odpoczywać i tak dalej. To jest nasza rzeczywistość i nie możemy jej ignorować.

Chögyal Namkhai Norbu

PIRACKIE OPOWIEŚCI

BARDO

Galeria

Co on tam robi?
Gasi pożar, ekscelencjo.
Mało prawdopodobne.
Ogień jest w umysłach ludzi, a nie na dachach domów
.

Fiodor Dostojewski, Opętani

Dosłowność i namacalność cierpienia. Jego nieudolnie ukrywana wszechobecność, którą można ujrzeć i poczuć zdrapując tą prowizoryczną fasadę, którą z taką absurdalną zawziętością staramy się wznosić technologicznym znieczuleniem. Środki uśmierzające ból istnienia dostępne bez recepty – jednak nie darmo. Ceną jest odkładanie na potem, dobrze zorganizowana ucieczka z atrakcjami. Parki krótkotrwałej i pustawej rozrywki, niekończące się oferty jak najmniej boleśnie zapadać w sen, jak się odurzać, jak udawać, jak pozorować szczęście w postaci jego atrapy obliczonej na krótki czas. To zrozumienie przychodzi z wiekiem, z upływem chwil, których nie sposób zatrzymać. W bezlitosnym uścisku Kronosa, który ukazuje się coraz bardziej wyraźnie z dekady na dekadę i w końcu widzimy jego / swoją twarz. Lustro Czasu.

Wszystko ulega domyślnej entropii, nie ma absolutnie niczego na zewnątrz i w środku co potrafi uciec przed zmianą. Zmiana jest tym co nie daje nam spokoju, nie pozwala usnąć na dobre. Zmiana nas budzi i wstrząsa kiedy już mamy poczucie tak zwanego komfortu. Dlatego nikt w tym świecie nie może szukać bezpieczeństwa i nienaruszalności w Warunku, ponieważ wcześniej czy później przychodzi to co nieuniknione i znów musimy odnaleźć się w pierwotnym stanie chaosu gubiąc orientację i punkty odniesienia. To rozbija naszą skostniałą osobowość, burzy nasze wyobrażenia i nawyki, na powrót zmusza nas do Przytomności i Obecności w Tym Co Jest. Dzięki temu wszystko co martwe musi ożyć, ponieważ w istocie wszystko jest żywe – jest energią, jest ruchem, jest zmianą. Nad niczym nie można ostatecznie panować, bowiem kontrola jest fundamentalnym urojeniem Mózgogłowia.

Dlatego żadna cywilizacja nie może trwać w nieskończoność, bowiem kontrola czyni ją ślepą na wewnętrzny rozkład. Gnije od środka poprzez tak zwany czynnik ludzki. Tak naprawdę nie sposób człowieka zadowolić, sprawić by przestał chcieć, tworzyć i działać – taka jest nasza natura, bez tego stajemy się zaprogramowanymi przez Maszynę Zombie. Kontrolowanie i ograniczanie istoty ludzkiej tworzy wojnę i przemoc, brak przestrzeni dla wolności i twórczości rodzi paranoiczne społeczeństwo, które nawet nie jest świadome tego co tak naprawdę się z nim stało. Z tego powstaje Duszność – Piekło. Świat pozbawiony Życia i niszczący wszystko co nie podlega jeszcze kontroli, świat dominacji chorych psychopatycznych jednostek pozbawionych jakichkolwiek duchowych wglądów i moralnych wartości. Świat bezwzględnych hedonistycznych egoistów, których zdominował naukowy nihilizm i wszech panujący na wyżynach piramidy kontroli cynizm, wobec którego pierwotne czyste ludzkie serce jest bezbronne. W takich czasach akty ludzkiej dobroci czy życzliwości wydają się wręcz heroiczne i spektakularne. Kiedy dobroć i ufność są postrzegane jako naiwność i głupota pierwiastek duchowy znika ze świata. To jest apogeum Materializmu – ostatnie stadium przed Resetem.

W Pierwotnych Naukach mówi się, że w tym czasie mamy do dyspozycji najbardziej potężne metody i nauki ukryte w zalewie pseudo duchowości skalkulowanej na wzmacnianie już nadętych ego i rozbudzanie namiętności i pożądania w formie łatwostrawnych kompilacji instant, które jedynie mają nas zamroczyć i nauczyć akceptacji roli niewolnika Ignorancji. To jest pozbawiona prawdziwej wartości Forma, która uwodzi nieprzytomnych i naiwnych tworząc dla nich imitacje bezpieczeństwa i piękna. W zderzeniu z brutalną prawdą ludzkiej egzystencji – chorobą, cierpieniem i śmiercią okazują się kompletnie bezużyteczne i puste niczym wydmuszki realnej duchowości, która od samego początku konfrontuje nas z prawdą o cierpieniu jako warunku podstawowym i nieuniknionym.

A ci stoją przy krawężniku i czekają. Oczy im posępnieją, wysyłają coraz mniej światła.

Don Delillo, Podziemia

PIRACKIE OPOWIEŚCI

LUSTRO CZASU

Galeria

Kilka tysięcy metrów ponad w Ciemności
Na skrzydłach migają czerwone światła
Przesuwając palcami okna na ekranach
Jakby coś tam miało być, miało czekać

Na wózkach chleb i wino w małych porcjach
Perfumy i papierosy

W tęsknocie możemy przejechać cały ten świat
Być w każdej jaskini, rozłupać każdy kamień
Pozbawić siebie wszystkich złudzeń
Rozwiązać każdą tajemnicę
Ogłosić bez żadnych wątpliwości, że nic tam nie ma
I co najważniejsze nigdy nie było

Kiedy wpadamy w turbulencje
Czuję spokój.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

W SAMOLOCIE DO DELHI

Galeria

„Ten, kto wie, że drzewa odczuwają ból i mają pamięć, i że drzewni rodzice żyją razem ze swoimi dziećmi, nie będzie już mógł tak po porostu ich ścinać i siać wśród nich spustoszenia ciężkimi maszynami.”

Peter Wohlleben, Sekretne życie drzew

PIRACKIE OPOWIEŚCI

DRZEWA

Galeria

A tak zwany prawdziwy świat nie zniechęci cię do działania na domyślnych ustawieniach, ponieważ tak zwany prawdziwy świat ludzi, pieniędzy i władzy wesoło szumi w kłębowisku strachu, gniewu, frustracji, pożądania i kultu samego siebie. Nasza obecna kultura okiełznała te siły w sposób, który przyniósł niezwykłe bogactwo, komfort i wolność osobistą. Wolność do bycia panami naszych maleńkich królestw wielkości czaszki, samemu będąc w centrum całego stworzenia. Ten rodzaj wolności ma wiele do zaoferowania. Ale oczywiście istnieją różne rodzaje wolności, a o tym, który jest najcenniejszy, nie usłyszysz zbyt wiele w wielkim zewnętrznym świecie pragnień i osiągnięć….. Naprawdę ważny rodzaj wolności obejmuje uwagę, świadomość i dyscyplinę oraz zdolność do prawdziwej troski o innych ludzi i do poświęcania się dla nich na niezliczone, drobne, nieseksowne sposoby każdego dnia.

TO JEST WODA >> David Foster Wallace

PIRACKIE OPOWIEŚCI

OPOWIEŚĆ O WODZIE

Galeria

WIOSNA W KUCHNI

Smak kwaśny to domena wiosny i przemiany drewna. Jest związany z wątrobą i pęcherzykiem żółciowym. Ta specyficzna cierpkość oznacza, że jego natura jest ściągająca a funkcja polega na gromadzeniu i ochronie cennych płynów w organizmie, a także krwi. Kwaśny jest ochładzający i wzmacnia yin w organizmie jest idealny kiedy nasz umysł jest chaotyczny i rozbiegany wówczas wpływa na zdolność koncentracji i przytomności. Ten smak najbardziej wyrazisty jest w czarnej i zielonej herbacie oraz w liściach jeżyn.

W systemie medycyny tybetańskiej kwaśny jest związany z żywiołami ziemi i ognia i także uspokaja „lung” – wewnętrzny wiatr – siłę poruszającą w naszym organizmie, który można porównać do Qi. W nadmiarze smak kwaśny może powodować rozdrażnienie i nerwowość, a na poziomie ciała szkodzi napięciu mięśni oraz ścięgien i zatrzymuje wodę w organizmie, więc kiedy jest gorąco dobrze pić wodę czy płyny z domieszką czegoś kwaśnego.

Nadmiar emocji gniewu i złości oraz powszechny stres jaki funduje nam współczesny żywot mieszkańca wielkich aglomeracji miejskich gwarantuje duże zaburzenia wątroby często powodując nadmierne rozgrzanie tego narządu wówczas dobrze stosować dietę ochładzającą. Typowe objawy to zaczerwieniona twarz, suche i zaczerwienione oczy, wysokie ciśnienie krwi, przyspieszony puls, a w przypadku bardzo częstego zastoju qi wątroby mamy do czynienia z alergiami, występowanie obrzmień, guzów, napięty brzuch, zaburzenia trawienia, dokuczliwe zmęczenie i odczuwalny ból mięśni – wówczas ostre przyprawy i nieduże ilości wysokoprocentowego alkoholu mogą być pomocne jednak najlepsza w tym przypadku jest terapia ziołowa i akupunktura oraz ćwiczenia takie jak joga czy qi gong.

Wiosna to okres kiedy zaczyna się ruch energii, która wzrasta i dąży do maksymalnej ekspansji latem kiedy występuje maximum energetyczne dlatego w żywieniu podczas okresu wiosennego najważniejsze jest zadbanie o wzmocnienie Qi i pozytywne oddziaływanie na wątrobę i śledzionę. Najlepsze są produkty lekko ogrzewające, które „wznoszą energię”. Idealne są kiełki, zielone części warzyw bulwiastych, młode i świeże warzywa, trawy pszenicy i jęczmienia, ostre przyprawy poruszające energię jak bazylia, majeranek, rozmaryn, kmin, liść laurowy, czosnek, chili i imbir etc. Niewskazane są ciężkie i tłuste pokarmy i nadmiaru smaku kwaśnego oraz używanie zbyt dużo soli. Dobrze działają napary z mięty z dodatkiem miodu lub agawy. Dobrze jeść młode ziemniaki, marchewkę, strączki, młodą kapustę, szparagi, karczochy, sałaty, rzodkiew i groszek.

Ziarna zbóż mają w sobie również ogromny potencjał wzrostu i dobrze spożywać je w tym okresie. Generalnie jest to czas kiedy surowe produkty roślinne i owoce są dobrze trawione – dlatego jest to dobry czas na diety raw. Jeżeli chodzi o gotowanie, to wiosną gotujemy krócej jednak dobrze robić to w wyższej temperaturze by zachować składniki odżywcze, idealne jest gotowanie na parze lub saute. Na wiosnę dominującym czynnikiem patogennym jest wiatr i bardzo łatwo jest złapać objawy przeziębienia lub grypy – bardzo pomocne są wówczas produkty o łagodnie ostrym smaku jak cebula, dymka i imbir. Dlatego podczas takich dolegliwości nie wskazany jest smak kwaśny ponieważ jego natura ściągająca spowoduje że patogen wejdzie głębiej w organizm. Należy właśnie otworzyć pory skóry i używać ostrych przypraw by zaburzenie opuściło organizm. Natomiast smak kwaśny wskazany jest przy nadmiernych potach, krwotoków, wypadania narządów, hemoroidów czy nietrzymania moczu. Smak kwaśny jest pewnego rodzaju antidotum na ciężki i tłusty pokarm ponieważ rozpuszcza tłuszcze i białka jest także wspierający podczas przyswajania przez organizm minerałów poprawiając ich przyswajanie.

PRODUKTY W PRZEMIANIE DREWNA

WARZYWA

BAKŁAŻAN, OCHŁADZAJĄCA, SŁODKI, LEKKO GORZKI

  • OCHŁADZA KREW I GORĄCO

KAPUSTA KISZONA, OCHŁADZAJĄCA, KWAŚNY

  • OCHŁADZA GORĄCO W JELICIE I ŻOŁĄDKU

KARCZOCH, OCHŁADZAJĄCA, GORZKI, LEKKO SŁODKI

  • OCHŁADZA GORĄCO WĄTROBY

POMIDOR, OCHŁADZAJĄCA DO ZIMNEJ, SŁODKI, KWAŚNY

  • WZMACNIA YIN WĄTROBY

SZPINAK, OCHŁADZAJĄCA, SŁODKI, LEKKO GORZKI

  • OCHŁADZA WĄTROBĘ I KREW

OWOCE

AGREST, OCHŁADZAJĄCA, KWAŚNY

  • OCHŁADZA GORĄCO, OCHŁADZA JELITO

ANANAS, OCHŁADZAJĄCA DO NEUTRALNEJ, SŁODKI, KWAŚNY

  • STYMULUJE TRAWIENIE

BRZOSKWINIA, NEUTRALNA DO OGRZEWAJĄCEJ, KWAŚNY, SŁODKI

  • ODBUDOWUJE PŁYNY CIAŁA

CYTRYNA, ZIMNA, BARDZO KWAŚNY

  • ROZPRASZA GORĄCO

GREJPFRUT, OCHŁADZAJĄCA DO ZIMNEJ, KWAŚNY

  • GASI PRAGNIENIE, ZSYŁA W DÓŁ QI

GRUSZKA, NEUTRALNA DO OCHŁADZAJĄCEJ, SŁODKI, LEKKO KWAŚNY

  • OCHŁADZA GORĄCO ŻOŁĄDKA, NAWILŻA

JABŁKO, NEUTRALNA DO OCHŁADZAJĄCEJ, LEKKO KWAŚNY, SŁODKI

  • ZATRZYMUJE BIEGUNKĘ

JAGODA, OCHŁADZAJĄCA, KWAŚNY

  • ŚCIĄGAJĄCE, ZATRZYMUJE BIEGUNKĘ

KIWI, ZIMNA, KWAŚNY, SŁODKI

  • OCHŁADZA GORĄCO

MALINA, OCHŁADZAJĄCA, KWAŚNY, SŁODKI

  • LEKKO PRZECZYSZCZAJĄCE, MOCZOPĘDNE

MANDARYNKA, OCHŁADZAJĄCA, KWAŚNY

  • ODBUDOWUJE PŁYNY CIAŁA

MANGO, OCHŁADZAJĄCA, KWAŚNY, SŁODKI

  • TWORZY PŁYNY CIAŁA I KREW

MORELA, NEUTRALNA DO OGRZEWAJĄCEJ, KWAŚNY, SŁODKI

  • UZUPEŁNIA PŁYNY CIAŁA

POMARAŃCZA, OCHŁADZAJĄCA DO ZIMNEJ, SŁODKI, KWAŚNY

  • ODBUDOWUJE PŁYNY CIAŁA

PORZECZKA, OCHŁADZAJĄCA, KWAŚNY

  • ŚCIĄGAJĄCE, TWORZY PŁYNY CIAŁA I KREW

RABARBAR, ZIMNA, KWAŚNY

  • ŚCIĄGAJĄCE, HARMONIZUJE JELITA

ŚLIWKA, NEUTRALNA DO OGRZEWAJĄCEJ, KWAŚNY, SŁODKI

  • OCHŁADZA GORĄCO WĄTROBY

TRUSKAWKA, OCHŁADZAJĄCA, SŁODKI, KWAŚNY

  • BUDUJE PŁYNY CIAŁA I KREW

ŻURAWINA, OCHŁADZAJĄCA DO NEUTRALNEJ, KWAŚNY

  • WZMAGA APETYT

ZBOŻA

ORKISZ, NEUTRALNA DO OGRZEWAJĄCEJ, SŁODKI

  • WZMACNIA QI ŚLEDZIONY

ORKISZ ZIELONY (SUSZONE, NIEDOJRZAŁE ZIARNO ORKISZU), OCHŁADZAJĄCA
SŁODKI, LEKKO KWAŚNY – OCHŁADZA GORĄCO WĄTROBY

PSZENICA, OCHŁADZAJĄCA, SŁODKI

  • ODBUDOWUJE QI, KREW I YIN

PSZENICZNE ZARODKI, OCHŁADZAJĄCA DO ZIMNEJ, SŁODKI, LEKKO OSTRY

  • OCHŁADZAJĄ GORĄCO WĄTROBY

PSZENNA MĄKA, NEUTRALNA DO OGRZEWAJĄCEJ, SŁODKI
-NAWILŻA, ODŻYWIA YIN

PSZENNE OTRĘBY, OCHŁADZAJĄCA, SŁODKI

  • WZMACNIAJĄ ŚRODKOWY OGRZEWACZ

ŻYTO, NEUTRALNA, SŁODKI, LEKKO GORZKI

  • WZMACNIA I ODBUDOWUJE QI

PRODUKTY MLECZNE

JOGURT, OCHŁADZAJĄCA DO ZIMNEJ, KWAŚNY, SŁODKI

  • ODŻYWIA YIN, OCHŁADZA JELITA

SEREK ŚMIETANKOWY, OCHŁADZAJĄCA DO ZIMNEJ, LEKKO KWAŚNY

  • NAWILŻA

ŚMIETANA KWAŚNA, NEUTRALNA DO OCHŁADZAJĄCEJ

  • KWAŚNY, SŁODKI

PRZYPRAWY

OCET WINNY, OGRZEWAJĄCA, KWAŚNY, LEKKO OSTRY

  • PORUSZA QI, ROZLUŹNIA STAGNACJĘ, POPRAWIA KRĄŻENIE, STYMULUJE WYDZIELANIE SOKÓW TRAWIENNYCH

KORZEŃ RABARBARU, ZIMNA, GORZKI

  • ŚCIĄGAJĄCE DLA JELIT, ROZLUŹNIA ZAPARCIA

MIĘTA PIEPRZOWA, OCHŁADZAJĄCA, OSTRY, LEKKO SŁODKI

  • OCHŁADZA GORĄCO, ROZRZEDZA ŚLUZ

SZCZAW, OCHŁADZAJĄCA, KWAŚNY

  • MOCZOPĘDNE, OCHŁADZA KREW

SZCZAWIK ZAJĘCZY (KONICZYNA, OXALIS ACETOSELLA), OCHŁADZAJĄCA
KWAŚNY – OCHŁADZA GORĄCO KRWI

HERBATA CZARNA, NEUTRALNA, GORZKI

  • STYMULUJE PRACĘ ŻOŁĄDKA I JELIT

HERBATA ZIELONA, OCHŁADZAJĄCA, GORZKI

  • ODŻYWIA YIN SERCA I WĄTROBY

KWAS CHLEBOWY, OCHŁADZAJĄCA, KWAŚNY

  • CHRONI PŁYNY CIAŁA (POMAGA ZACHOWAĆ)

OCET JABŁKOWY , NEUTRALNA, KWAŚNY, LEKKO OSTRY

  • PORUSZA QI, ROZLUŹNIA STAGNACJĘ, WZMAGA APETYT

OCET Z WINA CZERWONEGO, OGRZEWAJĄCA, KWAŚNY

  • PORUSZA QI, ROZLUŹNIA STAGNACJĘ, WZMAGA APETYT

PIRACKA KUCHNIA

WIOSNA W KUCHNI

Galeria